<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:xlink="http://www.w3.org/1999/xlink">
    <description>
        <title-info>
            <genre>fanfiction</genre>
                <author><first-name></first-name><last-name>Gobuss</last-name></author>
<author><first-name></first-name><last-name>Ariel Lindt</last-name></author>
            <book-title>Desiderium Intimum</book-title>
            
            <lang>pl</lang>
            <sequence name="Проект «Поттер-Фанфикшн»"></sequence>
            
            
        </title-info>
        <document-info>
            <author><first-name></first-name><last-name>Unknown</last-name></author>
            <program-used>calibre 0.9.39</program-used>
            <date>4.11.2013</date>
            <id>f9945852-7c90-4b2e-9dae-08a7a25fada5</id>
            <version>1.0</version>
        </document-info>
        <publish-info>
            
            
            
        </publish-info>
    </description>
<body>
<section>
<p><strong>Desiderium Intimum - HP/SS (NC-17)</strong></p>

<p><emphasis>Kiedy jedno zdarzenie zmienia
całe Twoje życie...</emphasis></p>

<p><strong> </strong></p>

<p>http://arielgobuss.tnb.pl/viewpage.php?page_id=1</p>

<p>autor: <strong>Gobuss (nicki82) </strong>i<strong>
Ariel Lindt</strong></p>

<p>gatunek: romans z dawką
humoru/dramat/lemon</p>

<p>ostrzeżenie: NC - 17,
wulgaryzmy, w późniejszych rozdziałach ostre (BARDZO) sceny erotyczne</p>

<p>beta: Rozdziały 1-8 like
water, od rozdziału 9 Kaczalka</p>

<p>opis: Harry musi stawić
czoło temu, co siedzi ukryte głęboko w jego wnętrzu.</p>

<p>Notatka: Szósty tom nie jest
uwzględniony.</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 01 ---</strong></p>

<p><strong>1. I must be dreaming.</strong></p>

<p><emphasis>It's
only in my mind</emphasis></p>

<p><emphasis>Not
in real life</emphasis></p>

<p><emphasis>No
I must be dreaming</emphasis>*</p>

<p>Kiedy Harry Potter,
uczeń szóstego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie
obudził się tego jesiennego i deszczowego poranka, nie wiedział,
że nadchodzący dzień będzie najgorszym dniem jego
życia. Zaczęło się już zaraz po przebudzeniu. Kiedy
wychodził z dormitorium, potknął się, z dzikim wrzaskiem
sturlał po schodach i wylądował na dywanie w pokoju wspólnym.</p>

<p>Spojrzało na niego
kilkanaście zaskoczonych gryfońskich twarzy; w następnej chwili,
na widok gramolącego się z podłogi Harry'ego, Gryfoni wpadli w
zbiorową wesołość.</p>

<p>"Wspaniale, po prostu
wspaniale" - pomyślał Harry, odnajdując na dywanie swoje
potłuczone okulary. Czerwony z zażenowania, założył je
pośpiesznie na nos i już chciał zniknąć z pola
widzenia rozbawionych kolegów, kiedy przypomniał sobie, że
zapomniał zabrać książek i musi wrócić z powrotem do
dormitorium. Zanim jednak zdążył się choćby
odwrócić, zjawili się jego przyjaciele, Ron i Hermiona.</p>

<p>Ron starając się
przybrać poważny wyraz twarzy zapytał:</p>

<p>- Wszystko w porządku,
stary?</p>

<p>Po czym odwrócił
się i parsknął śmiechem. Harry zacisnął zęby
z wściekłości. Nawet jego najlepszy przyjaciel...</p>

<p>- Ron, jak możesz
się tak zachowywać? Nie widzisz, że Harry o mało się nie
połamał?! - Hermiona spojrzała z troską na Harry'ego - Nic
cię nie boli? Nie zrobiłeś sobie czegoś poważnego?
Może pójdziesz do Pani Pomfrey się zbadać?</p>

<p>Harry jęknął w
duchu.</p>

<p>- Nie, Hermiono,
naprawdę nic mi nie jest.</p>

<p>- No... dobrze. - Hermiona
nadal nie była przekonana, ale przestała go nagabywać. - Ale,
Harry - wskazała na jego okulary - Znowu je stłukłeś? -
wyciągnęła różdżkę - Okulus repaaajajaj -
zaklęcie przerodziło się w okrzyk zdumienia i jęk bólu,
kiedy Krzywołap wskoczył jej na plecy i zaczął się po
nich wspinać. Różdżka rozbłysła i Harry poczuł
jak coś przebija mu skórę na policzkach. Krzyknął
zaskoczony, kiedy z jego twarzy zaczęło wyrastać coś
długiego, cienkiego i giętkiego.</p>

<p>- Ojej! - Hermiona
zasłoniła usta dłonią, a Ron skulił się i próbował
złapać oddech w ataku histerycznego śmiechu.</p>

<p>- Przepraszam, Harry -
pisnęła, kiedy chłopak przepchnął się przez
ryczących z uciechy Gryfonów, dotarł do lustra i zobaczył na
swoich policzkach długie, kocie wąsy. Harry zamknął oczy i
powtarzał jak mantrę: "Nie denerwuj się, nie denerwuj...
Wdech, wydech. To są twoi przyjaciele. Chcą ci tylko pomóc."</p>

<p>- Myślę Harry,
że teraz naprawdę powinieneś pójść do skrzydła
szpitalnego - powiedziała zawstydzona Hermiona.</p>

<p>Harry tylko
westchnął.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Pani Pomfey załamała
ręce, kiedy go zobaczyła i oświadczyła, że potrafi go
w miarę szybko wyleczyć, ale będzie to bolesny proces.</p>

<p>Więc kiedy Harry
dowlókł się w końcu na sam koniec lekcji wróżbiarstwa,
okazało się, że podczas gdy on cierpiał niewyobrażalne
męki, jego koledzy zażywali relaksu i odpoczynku. Centaur Firenzo
zrobił im dzisiaj jedną ze swych relaksacyjnych lekcji, podczas
której wylegali się w ciepłym słoneczku wśród traw i mogli
wykorzystać ten czas na drzemkę.</p>

<p>Harry tylko
zacisnął pieści, ale wmawiał sobie, że ten koszmar
musi się kiedyś skończyć.</p>

<p>Mylił się.</p>

<p>Na transmutacji, po raz
pierwszy w życiu, Harry okazał się gorszy od Rona. Zamiast
transmutować swojego żółwia w balona, zamienił go w
nadmuchanego latającego żółwia z bardzo ogłupiałą
mina. Na dodatek, kiedy chciał odwrócić czar, żółw
pękł i zaczął latać po klasie demolując wszystko
co stanęło mu na drodze, dopóki profesor McGonagall nie
przywróciła porządku i nie ukarała Harry'ego, odbierając mu
dziesięć punktów.</p>

<p>Po tej lekcji, kiedy Ron i
Hermiona starali się go pocieszyć, ale na darmo. Harry zaczynał
myśleć, że ciąży nad nim jakaś klątwa. Na
dodatek, był potwornie głodny, ponieważ kiedy przebywał w
skrzydle szpitalnym ominęło go śniadanie. Powitał więc
nadejście pory obiadowej z prawdziwą ulgą. Nie dane mu jednak
było cieszyć się nią długo, gdyż zaraz po lunchu
czekały go dwie godziny eliksirów ze Snape'em, a to był
wystarczający powód, by odebrać apetyt nawet najbardziej
wygłodniałemu Gryfonowi.</p>

<p>Na szczęście
miały to być już ostatnie lekcje.</p>

<p>Mając w pamięci
wszystko co mu się dzisiaj przytrafiło, Harry stwierdził,
że nie da Snape'owi okazji zmieszać się z błotem.
Postanowił podczas obiadu powtórzyć materiał, na wypadek, gdyby
nauczyciel zaskoczył ich niezapowiedzianym sprawdzianem albo solidnym
odpytywaniem. Kiedy jednak zajrzał do swojej torby, zzieleniał z
przerażenia.</p>

<p>Zapomniał
książek do eliksirów!</p>

<p>Zerwał się z
miejsca i ruszył w stronę wyjścia.</p>

<p>- Harry co...? - Hermiona
krzyknęła za nim zdumiona.</p>

<p>- Później! -
odkrzyknął przez ramię i ruszył biegiem do dormitorium.</p>

<p>Kiedy zmęczony i spocony
dobiegł do przejścia wiodącego do pokoju wspólnego Gyfonów,
zastał Grubą Damę śpiącą spokojnie w swych
ramach. Wtedy właśnie przypomniał sobie, że dzisiaj jest
dzień zmiany hasła i że zapomniał zapytać o nie Rona i
Hermiony.</p>

<p>Niech to szlag!</p>

<p>Z głośnym
jękiem odwrócił się i ruszył z powrotem w stronę
Wielkiej Sali.</p>

<p>Kiedy wpadł zdyszany
przez drzwi, jako pierwszy dotarł do niego szyderczy głos Draco
Malfoya siedzącego przy stole Ślizgonów.</p>

<p>- Co jest Potter? Szukasz
swojego mózgu, czy bawisz się w berka z Filchem?</p>

<p>Ślizgoni ryknęli
śmiechem.</p>

<p>Harry'emu stanął
przed oczami obraz samego siebie mordującego Malfoya gołymi
rękami. Ale teraz nie miał na to czasu. Podbiegł do Rona i
Hermiony i wysapał:</p>

<p>- Hasło...po...ój...
wspó...ny...</p>

<p>- Hasło? Chcesz
znać hasło do pokoju wspólnego? Złoty Znicz - odparła
Hermiona. - Ale Harry, co się...?</p>

<p>- Nie teraz! - rzucił i
puścił się biegiem z powrotem. Prawie umarł wdrapując
się ponownie po schodach na wieżę. Kiedy dotarł na
górę wydyszał hasło Grubej Damie i odczekawszy chwilę,
kiedy już przestanie narzekać, że wyrwał ją z drzemki,
wbiegł do dormitorium. Odszukał książki i wiedząc,
że przegapił cały lunch i niedługo zacznie się lekcja,
przeklinając i złorzecząc wypadł z pokoju wspólnego i zaczął
zbiegać po schodach do lochów.</p>

<p>Nie dotarł jednak nawet
do kolejnego piętra, gdyż schody ruszyły w inną stronę
i zatrzymały się przy części zamku, z której nie było
żadnej innej drogi powrotnej. Harry przerażony, że spóźni
się na eliksiry zaczął biegać po korytarzach starając
się znaleźć jakiekolwiek wyjście. W końcu trafił
na jakieś wąskie, kręte schodki, które zaprowadziły go w
zupełnie nie znaną mu część zamku.</p>

<p>W miarę jak
błądził nie mogąc znaleźć wyjścia,
narastał w nim strach i obawa przed tym, co może mu zrobić
Snape, jeżeli aż tak się spóźni.</p>

<p>W końcu udało mu
się znaleźć drogę do schodów i modląc się w
duchu, by nic więcej już mu się nie przytrafiło,
dotarł pod drzwi klasy Mistrza Eliksirów. Kiedy jednak już
chciał wejść, zatrzymał się z ręką na klamce,
nagle zaniepokojony.</p>

<p>Przeanalizujmy fakty...
Dzisiejszy dzień jest jak dotąd jedną wielką
katastrofą. Spóźnienie na lekcje ze Snape'em może się
skończyć jeszcze gorzej, niż zazwyczaj. Może powinienem
wrócić do Pani Pomfey i spróbować się wymigać? Ale
znając Snape'a, gdybym nie przyszedł na jego zajęcia, to
znalazłby mnie nawet w najgłębszym zakamarku zamku i
zaciągnął siłą z powrotem.</p>

<p>Harry westchnął
zrezygnowany i podjąwszy decyzję, nacisnął klamkę.</p>

<p>Jak miało się
niedługo okazać, była to zła decyzja.</p>

<p>W chwili, kiedy
przekroczył próg klasy, dotarł do niego kąśliwy głos
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- Ach, pan Potter
zaszczycił nas swoją obecnością. Jakże jesteśmy
wdzięczni.</p>

<p>Harry zagotował się
w środku, ale jego twarz pozostała niewzruszona.</p>

<p>- Cóż tak ważnego
powstrzymało naszą małą znakomitość od
punktualnego przybycia na moją lekcję? - ciągnął
Snape.</p>

<p>Harry pomyślał,
że prędzej umrze niż przyzna się Snape'owi, że
zapomniał książek. Już formował w głowie
jakąś wiarygodną wymówkę, kiedy nagle Draco Malfoy
odezwał się słodkim głosem:</p>

<p>- Panie profesorze, mogę
wytłumaczyć spóźnienie Pottera - jego oczy rozbłysły
złośliwie. - Potter nie mógł się stawić na czas,
gdyż biegał po całym zamku szukając swojego mózgu.</p>

<p>Ślizgoni ryknęli
śmiechem.</p>

<p>Harry potrafiłby jeszcze
przeżyć te głupie docinki, ale w chwili, kiedy dostrzegł
cień uśmiechu na cienkich ustach Mistrza Eliksirów, poczuł jak
wzbiera w nim nieokiełznana wściekłość.</p>

<p>- Zamknij się! -
syknął w stronę Malfoya z trudem panując nad drżeniem
zaciśniętych pięści.</p>

<p>- Minus pięćdziesiąt
punktów dla Gryffindoru za twoją bezczelność Potter! - oczy
Snape'a rzucały błyskawice - I kolejne pięćdziesiąt za
twoje spóźnienie! A teraz siadaj, jeżeli nie chcesz żebym odjął
twojemu domowi kolejne punkty!</p>

<p>Harry'emu pociemniało
przed oczami. Z trudem hamując cisnącą mu się na usta
ripostę, powlókł się na koniec klasy - byle dalej od Snape'a - i
rzucając wściekłe spojrzenie roześmianemu Malfoyowi,
usiadł ciężko przy ławce i zaczął wyjmować
książki.</p>

<p>- Jak już wam
mówiłem, zanim pan Potter nam przerwał - oczy Snape'a na sekundę
spoczęły na Harrym - będziecie dzisiaj warzyć niezwykle
trudny i rzadki eliksir o nazwie Desideria Intima. Czy ktoś wie co to za
eliksir?</p>

<p>Ręka Hermiony
wystrzeliła w górę.</p>

<p>Snape powiódł wzrokiem
po klasie upewniając się, czy nikt więcej się nie
zgłasza, po czym warknął:</p>

<p>- Tak, panno Granger?</p>

<p>Hermiona
zaczerpnęła tchu:</p>

<p>- Eliksir Desideria Intima,
znany jest jako Eliksir Najgłębszych Pragnień. Jest to bardzo
stary i do niedawna zakazany eliksir, służący do poznania
najgłębszych pragnień danej osoby. Ten kto go wypije, przestaje
zauważać cokolwiek i kogokolwiek i staje się niewolnikiem swojej
żądzy. Nie potrafi się jej oprzeć... - zakończyła
zawieszając sugestywnie głos.</p>

<p>Snape ostentacyjnie
zignorował jej odpowiedź, ale wśród uczniów wywołała
poruszenie.</p>

<p>- Najważniejsze w tym
eliksirze jest to, że wywołuje on <emphasis>najgłębsze</emphasis>
pragnienia; takie, o których sam obiekt nie ma nawet pojęcia -
dokończył Snape mrocznym głosem.</p>

<p>Przez klasę
przeszedł szmer podnieconych szeptów.</p>

<p>- Na tablicy - Snape
machnął różdżką - macie wypisane potrzebne
ingrediencje i sposób przygotowania. Macie na to czas do końca
zajęć. Do dzieła. - Mistrz Eliksirów wrócił na swoje
miejsce przy biurku, po czym ostatni raz omiótł klasę spojrzeniem i
zabrał się za sprawdzanie wypracowań. Harry miał
niemiłe odczucie, że jego czarne oczy spoczęły na nim nieco
dłużej. Otrząsnąwszy się z nieprzyjemnego
wrażenia wywracania się wnętrzności, spojrzał
tępo na tablicę i odetchnął z ulgą.</p>

<p>Szczęście, że
Snape nie zrobił im dzisiaj sprawdzianu.</p>

<p>Harry wstał i
poszedł po składniki. Tak był zajęty rozmyślaniem nad
całym tym koszmarnym dniem, że nie zauważył, iż pod
koniec lekcji jego eliksir zamiast koloru krwistoczerwonego miał barwę
różowej waty cukrowej. Rozejrzał się po klasie, chcąc
sprawdzić jak poszło innym i z ulgą stwierdził, że
prawie nikomu nie udało się uzyskać pożądanego koloru.</p>

<p>- Czas minął! -
ostry głos Snape'a przerwał nagle ciszę panującą w
klasie i sprawił, że Harry aż podskoczył na krześle.</p>

<p>Nauczyciel wstał zza
biurka i wolnym krokiem zaczął się przechadzać po klasie,
kwitując eliksiry Ślizgonów uprzejmym skinieniem głowy, zaś
eliksiry Gryfonów szyderczym uśmiechem i zjadliwymi komentarzami.</p>

<p>Harry znieruchomiał,
kiedy Snape zatrzymał się przy jego kociołku, a następnie usłyszał
tak bardzo znajomy sarkastyczny ton jego głosu:</p>

<p>- Proszę, proszę...
Co my tu mamy? - Snape nachylił się nad jego kociołkiem, a Harry
nieświadomie wstrzymał oddech - Z tego, co widzę pan Potter musi
się bardzo obawiać swoich pragnień, gdyż uwarzył najgorszy
eliksir ze wszystkich. - Profesor uśmiechnął się
mściwie. - Może powinniśmy pomóc mu odkryć jego
pragnienia...?</p>

<p>Oczy Harry'ego zrobiły
się okrągłe z przerażenia. Snape planował to od
początku!</p>

<p>Jakże go
nienawidził!</p>

<p>- Zaraz wypróbujemy nasz
eliksir, na panu Potterze i sprawdzimy jego działanie.</p>

<p>Ślizgoni aż
pisnęli z uciechy, podczas gdy Gryfoni wpadli w oburzenie.</p>

<p>- Ależ panie profesorze
- zaczęła Hermiona - Nie wolno stosować eliksirów na uczniach.</p>

<p>- Czy pytałem cię o
zdanie? - warknął Snape. - Minus dziesięć punktów za
odzywanie się bez pozwolenia.</p>

<p>"Nie dam się
sprowokować" - pomyślał Harry. "Na szczęście
spieprzyłem swój eliksir. Mogą mi co najwyżej powypadać
włosy..."</p>

<p>Poczucie wygranej
odmalowało się na twarzy Harry'ego przelotnym uśmiechem, ale
Snape już to zauważył. Jego oczy zwęziły się
niebezpiecznie.</p>

<p>-Ale jeżeli panna
Granger tak wyrywa się do pomocy, to na panu Potterze sprawdzimy
działanie <emphasis>jej</emphasis> eliksiru.</p>

<p>Harry zamarł.</p>

<p>Spojrzał na
Hermionę błagalnie, jakby prosił ją, by chociaż raz
zawaliła swój eliksir, ale kiedy kociołek przyleciał do rąk
Snape'a, Harry z lękiem zobaczył krwistoczerwoną substancję
obmywającą boki naczynia. Hermiona z przepraszającym wyrazem
twarzy spuściła wzrok i wbiła go w ławkę.</p>

<p>Harry
przełknął ślinę.</p>

<p>- Nie wypiję tego -
oświadczył. Trochę ciszej niż zamierzał.</p>

<p>- Potter - syknął
Snape - Jeżeli nie wypijesz tego eliksiru, to będziemy tu wszyscy
siedzieć nawet do wieczora, a co pięć minut będę
odbierał twojemu domowi pięćdziesiąt punktów za niesubordynację
i nie wykonywanie poleceń nauczyciela.</p>

<p>Harry ze zgrozą
spojrzał na Snape'a, który uśmiechnął się
złośliwie i odszedł w stronę swojego biurka,
zostawiając eliksir na ławce Harry'ego.</p>

<p>- Nie spiesz się Potter.
Mamy dużo czasu - dokończył uszczypliwie nauczyciel.</p>

<p>Wszystkie oczy były
skierowane na Harry'ego. Gryfoni patrzyli na niego z przerażeniem.
Ślizgoni z zainteresowaniem.</p>

<p>Harry zamknął oczy
i odetchnął, starając się uspokoić szalone bicie
serca.</p>

<p>Kiedy ponownie spojrzał
na krwistoczerwoną substancję, jego myśli zaczęły
pędzić jak szalone - "Co się może stać
jeżeli wypiję ten eliksir? A co jeżeli moim największym
pragnieniem jest zabicie Malfoya? I jeżeli po wypiciu tego eliksiru go
zabiję, to czy wyślą mnie do Azkabanu? A może wezmą
pod uwagę okoliczności łagodzące, bo przecież to nie
będzie moja wina."</p>

<p>- Minus
pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru - głos Snape'a
przedarł się przez myśli Harry'ego i przywrócił go do
rzeczywistości.</p>

<p>Harry drżącą
dłonią nabrał trochę eliksiru do buteleczki i spojrzał
z nienawiścią na Mistrza Eliksirów. Po czym przeniósł wzrok na
wirującą w butelce substancję i przełknął
ślinę.</p>

<p><emphasis>Nie mogę tego
zrobić!</emphasis></p>

<p>Przed oczami Harry'ego
pojawił się obraz Gryffindoru zajmującego ostatnie miejsce w
Pucharze Domów i wściekłe spojrzenia jego kolegów.</p>

<p><emphasis>Muszę!</emphasis></p>

<p>Zamknął oczy i
jednym haustem wypił cała zawartość butelki.</p>

<p>Kiedy płyn rozlał
się po jego ciele, Harry powoli otworzył oczy, bojąc się
tego, co może ujrzeć. Wszystko jednak wyglądało
dokładnie tak samo jak wcześniej. Trzydzieści par oczu wpatrywało
się w niego z uwagą i oczekiwaniem. Harry stał na środku
klasy czując się wyjątkowo głupio i gdy już
stwierdził, że Hermiona chyba jednak spartaczyła swój eliksir,
coś dziwnego zaczęło się dziać z jego wzrokiem i
poczuł gorąco promieniujące z jego klatki piersiowej.</p>

<p>Klasa, na którą
patrzył zaczęła się rozmywać. Zdjął
pospiesznie okulary, ale nic to nie zmieniło. Uczniowie i stoły
oddalały się i zanikały.</p>

<p>Czuł się tak, jak
gdyby coś wyciągało go z jego ciała i oddzielało od
wszystkiego, co znał i wiedział. W uszach zaczęła mu
dzwonić cisza, jego oddech i serce przyspieszyły.</p>

<p>Powoli cała klasa
rozmyła się w ciemności i Harry został sam w
otaczającej go pustce i ciszy. Czuł coś bardzo gorącego w
swoim wnętrzu, coś co, go rozpierało i wprawiało w
euforię.</p>

<p>Rozejrzał się i
ujrzał w oddali jakąś postać otoczoną
światłem.</p>

<p>Nie był sam.</p>

<p>Coś eterycznego,
niewypowiedzianego promieniowało ze stojącej w oddali osoby;
coś, co kazało Harry'emu ruszyć w jej stronę, a gorąco
w jego wnętrzu rosło z każdym krokiem i stopniowo
opanowywało jego ciało.</p>

<p>Kiedy był już
zaledwie kilkanaście metrów od swojego celu, postać odwróciła
się, a wtedy żar w ciele Harry'ego eksplodował i Gryfon
poczuł, jakby się spalał w żywym ogniu. Jego spodnie
stały się ciasne, a po jego policzkach potoczyło się
coś mokrego.</p>

<p>Nie dbał jednak o to.</p>

<p>Jego wzrok utkwiony był
w Severusie Snapie, który stał przed nim w swej dumnej pozie i
spoglądał na niego z góry swymi głębokimi jak studnia bez
dna, czarnymi oczami. Surowe, przecinane zmarszczkami rysy mężczyzny jawiły
się Harry'emu niczym najpiękniejsze oblicze, jakie kiedykolwiek
widział, a groźba lęku i strachu promieniująca od jego
postawy, wprawiała ciało chłopaka w nieopanowane drżenie.</p>

<p>Wzrok Harry'ego przykuła
czarna, aksamitna szata otulająca wysoką smukłą
postać. Nagle uzmysłowił sobie, że czarny to taki
piękny kolor. Dlaczego wcześniej tego nie zauważył?
Westchnął przeciągle na widok takiego piękna i zjechał
wzrokiem niżej. Gryfon jęknął, czując w sobie
nieodpartą potrzebę dosięgnięcia tego, co uwypukla się
pod czarnymi spodniami nauczyciela. Snape emanował złowieszczą,
mroczną, drapieżną seksualnością.</p>

<p>Harry podejrzewał,
że jeżeli go nie dotknie, to umrze.</p>

<p>Przewracając się i
potykając o jakieś niewidzialne przedmioty, zaczął się
przedzierać w jego stronę, pragnąc ukoić szalejący w
nim pożar w ustach mężczyzny, w jego dłoniach. Z
nadludzką siłą pokonywał gęstą, stojącą
mu na drodze przestrzeń, która go hamowała i nie pozwalała
dosięgnąć celu.</p>

<p>Był jak żywa
pochodnia, płonąca pragnieniem, które pchało go naprzód.</p>

<p>Kiedy stanął przed
Mistrzem Eliksirów, dłonie i kolana drżały mu tak bardzo,
że ledwie mógł się utrzymać na nogach. Jego ciało
wstrząsane spazmami podniecenia, wyrzucało z siebie fale gorąca,
a w spodniach poczuł coś ciepłego i lepkiego.</p>

<p>- Severusie... -
wyjęczał.</p>

<p>Mówienie sprawiało mu
trudność. Oddychanie i utrzymywanie się w pozycji pionowej
również.</p>

<p>- Masz najpiękniejsze i
najbardziej podniecające oczy na świecie. Chciałbym
zatonąć w nich, kiedy będziesz mnie brał.</p>

<p>Wizja tego przeszyła go
na wskroś i Harry poczuł, jak jego serce na sekundę
przestało bić.</p>

<p>- Weź mnie Severusie...!
- ostatnie słowo przeszło w jęk, gdyż nie potrafił
już zapanować nad ogniem, który go trawił i sprawiał mu
nieopisane cierpienie.</p>

<p>Podniósł rękę,
by dotknąć tych aksamitnych, czarnych włosów i by
zakończyć ten potworny ból rozszarpujący jego ciało, gdy
zobaczył, jak wargi Snape'a formują jakieś niezrozumiałe
słowa i nagle wszystko zniknęło.</p>

<p>Harry zamknął oczy,
a kiedy je otworzył zdał sobie sprawę, że stoi przy biurku
Snape'a, z ręką wyciągniętą w stronę nauczyciela,
z pełną erekcją w spodniach i łzami na policzkach.</p>

<p>W klasie panowała martwa
cisza.</p>

<p>Snape stał przed nim z
szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w niego z szokiem i
czymś jeszcze, czego nie potrafił zdefiniować. Harry po raz
pierwszy zobaczył twarz profesora wyrażającą coś
innego niż zwykłą szyderczość i arogancję.</p>

<p>Wtedy właśnie
świadomość tego, co właśnie zrobił, uderzyła
w niego niczym tłuczek i cała krew odpłynęła z jego
twarzy. Śmiertelnie blady, chwiejąc się na nogach, starał się
złapać oddech, gdyż nawet płuca odmówiły mu
posłuszeństwa.</p>

<p><emphasis>Kurwa, co ja zrobiłem!
Co się stało? Jak mogłem? Snape'a...?</emphasis></p>

<p>Wnętrzności
skręciły mu się na samo wspomnienie i poczuł odruchy
wymiotne.</p>

<p><emphasis>Nie mogłem! Nie...
Snape'a! To niemożliwe! To jakiś chory dowcip! Nie wierzę!
Kurwa, nie wierzę w to!</emphasis></p>

<p>Podniósł głowę
i spojrzał na nauczyciela, który wyglądał na równie
wstrząśniętego, co Harry. W chwili, kiedy zielone oczy
napotkały czarne, Harry poczuł, że twarz mu płonie ze
wstydu i zażenowania. Spłoszony spuścił wzrok, chcąc
uciec stąd jak najszybciej i zaszyć się gdzieś, gdzie nikt
go nie znajdzie. Czuł się tak, jakby wszystko co znał, wszystko
co wiedział o sobie samym, nagle zawaliło się niczym domek z
kart i pogrzebało pod sobą jego honor i dumę.</p>

<p>Zapragnął aby
ziemia rozstąpiła się pod jego stopami i go
pochłonęła.</p>

<p>Upokorzony do granic
możliwości i złamany w duchu odwrócił się w
stronę klasy i zobaczył wstrząśnięte twarze swoich
kolegów. Hermiona była bliska płaczu, a Ron wpatrywał się w
niego z takim niedowierzaniem, jakby zobaczył go po raz pierwszy w
życiu.</p>

<p>Harry wiedział, że
jeżeli natychmiast stąd nie wyjdzie, to zwymiotuje na oczach
wszystkich.</p>

<p>Jak we śnie
zaczął iść w stronę drzwi i gdyby ktoś go
później zapytał w jaki sposób udało mu się do nich dotrzeć
i nie przewrócić się, albo - co gorsza - nie rozpłakać, nie
potrafiłby mu odpowiedzieć.</p>

<p>Nikt nie powiedział
nawet słowa, kiedy drzwi zamknęły się za nim z głuchym
trzaskiem.</p>

<p>_____________________</p>

<p>* "I must be dreaming" by
Evanescence</p>

<p><strong>--- rozdział 02 ---</strong></p>

<p><strong>2. Barely breathing.</strong></p>

<p><emphasis>I'm
falling apart</emphasis></p>

<p><emphasis>I'm
barely breathing</emphasis></p>

<p><emphasis>With
a broken heart</emphasis></p>

<p><emphasis>That's
still beating</emphasis>*</p>

<p>Harry pędził przez
korytarze Hogwartu, tak, jakby chciał uciec przed samym sobą.
Wbiegł do pierwszej łazienki, jaką napotkał, pochylił
się nad umywalką i zwymiotował. Dopiero, kiedy torsje
przestały wstrząsać jego ciałem, opłukał twarz i
spojrzał na swoje odbicie w lustrze. W miarę, jak obserwował
swą bladą twarz, echo jego własnych słów powracało do
niego z coraz większą siłą.</p>

<p><emphasis>...kiedy będziesz mnie
brał...</emphasis></p>

<p>Harry mimowolnie
zacisnął dłonie na brzegu umywalki.</p>

<p><emphasis>Weź mnie, Severusie...</emphasis></p>

<p>Pięść Gryfona
trafiła w jego odbicie w lustrze, roztrzaskując je na kawałki, a
ciszę rozdarł ochrypły krzyk. Odłamki szkła wbiły
się w dłoń chłopaka i zasypały całą powierzchnię
wokół niego. Harry, nie zważając na krew i ból, osunął
się po umywalce na lodowatą podłogę, gdzie skulił
się i zaczął rozpaczliwie szlochać.</p>

<p><emphasis>To nie może być
prawda! Nie może! To jakiś obłęd. Snape musiał
dodać coś do eliksiru Hermiony. Chciał mnie upokorzyć.</emphasis></p>

<p>Przed oczami Harry'ego
pojawiła się twarz nauczyciela, równie zaskoczonego, jak on sam, ale
chłopak szybko oddalił tę wizję.</p>

<p><emphasis>Tak, na pewno chciał
mnie upokorzyć. I udało mu się. W końcu mu się to
udało!</emphasis></p>

<p>Harry skulił się
jeszcze bardziej, opierając głowę o swoje kolana.</p>

<p>Nie chcę go
widzieć. Nie chcę go znać! Nigdy więcej nie spojrzy mu w
twarz! Wszyscy to widzieli... Ależ musieli mieć ubaw. Harry Potter -
Chłopiec Który Przeżył, którego najgłębszym
pragnieniem jest znienawidzony przez wszystkich, tłustowłosy Mistrz
Eliksirów. Może nawet opublikują to w [i]Proroku Codziennym[/i]?
Znając Malfoya, już pewnie popędził opowiedzieć o tym
każdemu Ślizgonowi, swojemu tatusiowi i wszystkim reporterom.</p>

<p>Harry poczuł, jak znowu
zbiera mu się na wymioty.</p>

<p><emphasis>Merlinie, jak oni na mnie
patrzyli... Nawet Ron i Hermiona. Jak ja im teraz spojrzę w oczy? Jak mam
to wytłumaczyć? Nikt mi nie uwierzy.</emphasis></p>

<p><emphasis>Jestem skończony!</emphasis></p>

<p>Chłopak zapatrzył
się w martwy punkt na ścianie, a jego wzrok był nieobecny. Po
chwili na jego twarzy pojawił się cień smutnego uśmiechu.</p>

<p><emphasis>Ja i Snape? To przecież
jakiś chory żart! Ja go nienawidzę! Zawsze go
nienawidziłem.</emphasis>
"Nawet to, że uratował mi życie" - myślał
Harry. - "nie zmienia faktu, że jest najobrzydliwszym,
najwredniejszym i najwstrętniejszym sukinsynem na świecie!"</p>

<p><emphasis>Masz najpiękniejsze oczy
na świecie...</emphasis></p>

<p>Harry w geście rozpaczy
zasłonił uszy rękoma, pragnąc zagłuszyć to echo,
które bez ustanku powracało do niego i nie dawało mu spokoju.</p>

<p>Wtedy usłyszał
kroki na korytarzu.</p>

<p>Lekcje się
skończyły i uczniowie tłumnie opuszczali klasy, a ich
śmiechy i gwar przywróciły Harry'ego do rzeczywistości.
Chłopak zerwał się z podłogi, szybko ocierając
dłonią łzy.</p>

<p>Spojrzał ze strachem na
drzwi.</p>

<p>Nie pozwoli, żeby go
dopadli. Ukryje się gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie!</p>

<p>Rozejrzał się
rozpaczliwie po pomieszczeniu, po czym ślizgając się na rozbitym
szkle, dotarł do jednej z kabin i zamknął się w niej od
środka; akurat w chwili, gdy drzwi do łazienki uchyliły się
z cichym skrzypieniem i ktoś wszedł do pomieszczenia.</p>

<p>- Harry, jesteś tutaj? -
był to głos Hermiony.</p>

<p>Harry, siedząc na muszli
z podciągniętymi nogami, zamknął oczy i nabrał
powietrza.</p>

<p>- Stary, wiemy, że tam
jesteś. Mamy twoje rzeczy - głos Rona był cichy i zdenerwowany.
- Jak chcesz, to możemy je tu zostawić, a później je sobie
weźmiesz... albo coś...</p>

<p>- Ron! - Hermiona
skarciła go szeptem, po czym zwróciła się do zamkniętych
drzwi, za którymi kulił się Harry. - Posłuchaj, Harry... To, co
się stało w klasie... - przerwała na chwilę, jakby poszukując
odpowiednich słów - ...to na pewno była jakaś jedna, wielka
pomyłka. Musiałam źle uwarzyć eliksir.</p>

<p>- Ale przecież ty nigdy
nie spart... Auć! - rozległ się odgłos, jakby ktoś
nadepnął komuś na stopę i Ron zamilkł.</p>

<p>- Harry... -
kontynuowała Hermiona, stojąc tak blisko drzwi, jakby się o nie
opierała - ...wyjdź, proszę. Wiemy, że to nie twoja wina.
Nie wiedziałeś co robisz. Pójdziemy do profesora Dumbledore'a i
wszystko mu opowiemy.</p>

<p>Drzwi otworzyły się
tak gwałtownie, że Hermiona wpadła na Rona, który
złapał ją w ostatniej chwili.</p>

<p>- Ani. Się. Ważcie.
- wydyszał Harry, akcentując każde słowo.</p>

<p>Kiedy przyjaciele na niego
spojrzeli, Ron otworzył usta, a Hermiona krzyknęła.</p>

<p>- Harry, co ci się...? -
głos jej się załamał, kiedy drżącą
ręką wskazała na twarz Harry'ego i na jego dłoń. Chłopak
spojrzał na swoje odbicie w lustrze i ujrzał smugi oraz plamy krwi na
twarzy i całkowicie zakrwawioną rękę. Popatrzył na
nią zaskoczony, jakby nie należała do niego, a następnie
zwrócił się do przyjaciół:</p>

<p>- Nic mi nie będzie. To
nie jest teraz ważne - przez chwilę stał zamyślony, jakby
podejmował jakąś decyzję. - Musicie mi obiecać,
że nie powiecie <emphasis>żadnemu</emphasis> nauczycielowi o tym, co zaszło w
klasie.</p>

<p>- Ale Harry... Dumbledore
musi o tym wiedzieć! Snape'owi nie wolno było tego zrobić. To
całkowicie nielegalne! - Hermiona była naprawdę wzburzona.
Widać to było po sposobie, w jaki gestykulowała rękami. Ron
odsunął się od niej na bezpieczną odległość.
- Masz iść do profesora Dumbledora i o wszystkim mu opowiedzieć!</p>

<p>Harry w myślach
próbował wyobrazić sobie tę rozmowę.</p>

<p>"- Panie dyrektorze,
muszę panu o czymś powiedzieć. Profesor Snape dał mi do
wypicia eliksir Najgłębszych Pragnień i okazało się,
że to, czego najbardziej pragnę, to... profesor Snape. Chciałem,
żeby mnie brał i posuwał i na samą myśl o tym, zrobiłem
się twardy. I wszyscy to widzieli...</p>

<p>- Och, to naprawdę
poważny problem. Może dropsa cytrynowego?"</p>

<p>- Harry! Harry! Słyszysz
mnie? - głos Hermiony przedarł się przez myśli Harry'ego,
wyrywając go z odrętwienia.</p>

<p>- Nie! - krzyknął
nagle - Nie powiem o tym nikomu! I wy tez nie powiecie.</p>

<p>- Ale Harry... - Ron
próbował coś powiedzieć.</p>

<p>- Jeżeli chcesz mnie
zdradzić, to proszę, idź i opowiedz o tym każdemu, kogo
napotkasz. Ale później nigdy więcej się do mnie nie
zbliżaj!</p>

<p>Ron, zawstydzony
spuścił wzrok.</p>

<p>- Snape miał pewnie
świetny ubaw, kiedy wyszedłem. Co wam powiedział? - w
głosie Harry'ego można było wyczuć nutkę wahania.</p>

<p>- Nic - Hermiona
spojrzała smutno na przyjaciela. - Stał blady przy swoim biurku i
wpatrywał się w drzwi.</p>

<p>- W ogóle był jakiś
dziwny - wtrącił Ron. - Kiedy Malfoy parsknął
śmiechem, Snape tylko odwrócił się tyłem do klasy,
zarządził koniec lekcji i kazał nam się wszystkim
wynosić.</p>

<p>- Pewnie chciał się
upajać swoim zwycięstwem w samotności - powiedział Harry
przez zaciśnięte zęby. - Słynny Harry Potter nareszcie
zniszczony, upokorzony przez niego - Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- Harry, nie
sądzę... - zaczęła Hermiona, ale chłopak
spiorunował ją wzrokiem.</p>

<p>- Snape jest wrednym draniem
i NIC tego nie zmieni. Nareszcie wygrał! Och, jakże musi być z
siebie dumny... - jego głos drżał od wściekłości,
nad którą z trudem panował.</p>

<p>Wtedy właśnie drzwi
do łazienki otworzyły się i wszedł jakiś
pierwszoroczniak.</p>

<p>- Nie widzisz, że
ZAJĘTE?!! - ryknął Harry, a chłopiec zbladł
śmiertelnie i uciekł.</p>

<p>- Uspokój się, Harry -
szepnęła Hermiona. - Chcemy ci tylko pomóc.</p>

<p>- Możecie mi pomóc.
Przynieście mi tutaj moją pelerynę niewidkę.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Harry przemykał
korytarzami w pelerynie niewidce, starając się nie wpaść na
żadnego z uczniów. Zastanawiał się, jak oni mogą się
tak beztrosko śmiać i żartować, kiedy cały świat
legł w gruzach?</p>

<p>Co jakiś czas
docierały do niego strzępy urywanych zdań:</p>

<p>"Potter... widowisko...
Snape... szok... ubaw..."</p>

<p>"Ach, więc
wieści już zaczęły się rozchodzić" -
pomyślał Harry ze złością.</p>

<p>- ...I wtedy Potter zaczął
płakać. Widać było przez spodnie jego erekcję, kiedy
zaczął się przedzierać przez klasę w stronę
Snape'a. - głos Draco Malfoya, sprawił, że Harry odwrócił
się gwałtownie na pięcie i ujrzał swego znienawidzonego
wroga, opowiadającego zgromadzonym wokół niego Ślizgonom o
zajściu w klasie. Wszyscy ryczeli ze śmiechu, łącznie z
Malfoyem, który starając się opanować, zaczął
naśladować Harry'ego. Przybrawszy debilny wyraz twarzy, wyciągnął
rękę i zaczął iść w stronę Goyle'a,
potykając się i patrząc na niego z uwielbieniem malującym
się na rozmarzonej twarzy. - Masz najpiękniejsze oczy na
świecie... - wyjęczał, pochlipując i pociągając
nosem. - Weź mnie, Severusie...</p>

<p>Ślizgoni wybuchnęli
tak głośnym śmiechem, że Harry'emu aż
zadrżały bębenki w uszach. Malfoy śmiał się tak
bardzo, że musiał przytrzymać się Crabbe'a, żeby nie
upaść.</p>

<p>Harry poczuł, jak
ogarnia go bezsilna furia. Chciał rzucić się na Malfoya i
zedrzeć mu ten głupi uśmiech z jego paskudnej gęby.</p>

<p>- Niech Potter tylko zjawi
się na kolacji... - chichotał Draco, starając się
złapać oddech. - Pożałuje, że się urodził...</p>

<p>Na czoło Harry'ego
wystąpiły kropelki zimnego potu. Wmawiając sobie, że
powinien się opanować, wcisnął się w kąt,
zamknął oczy i zasłonił uszy.</p>

<p>Musi się uspokoić.
Nie może się teraz ujawnić. Zostałby przez nich zjedzony
żywcem. Pragnienie, aby wydrapać Malfoyowi oczy, było teraz
niczym w porównaniu ze wstydem, jaki poczuł, przypomniawszy sobie
całe to pożałowania godne przedstawienie, w którym odegrał
główną rolę. Jest za słaby, aby się z tym
zmierzyć. Tak, to prawda, że cztery razy stawił czoło
Voldemortowi, ale to był tylko jeden czarodziej, który zagrażał
Harry'emu i jego najbliższym. Teraz musiałby walczyć nie tylko z
całą szkołą, ale także z własnym wstydem i
upokorzeniem. Jego całkowicie strzaskane poczucie własnej
wartości było zbyt silnym przeciwnikiem.</p>

<p>Zapragnął
zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu. Stać
się na zawsze niewidzialnym.</p>

<p>Już nigdy nie
będzie mógł się nikomu pokazać. Czy to znaczy, że
będzie musiał opuścić Hogwart? Ale dokąd ucieknie?
Hogwart jest jego domem.</p>

<p>Harry wziął kilka
głębokich wdechów i otworzył oczy. Ślizgoni,
zataczając się ze śmiechu, ruszyli w stronę Wielkiej Sali,
a Gryfon powlókł się wolno do dormitorium.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Harry, jesteś tutaj? -
w ciszy panującej w sypialni rozległ się szept Rona.</p>

<p>Zasłonka na
łóżku Harry'ego poruszyła się delikatnie. Ron
odetchnął z ulgą i podszedł do łóżka przyjaciela.</p>

<p>- Przyniosłem ci
żarcie, stary. Tak, jak prosiłeś. - Ron wysunął
talerz, który pochwyciła wisząca w powietrzu ręka i natychmiast
wciągnęła go pod pelerynę niewidkę. Rozległ
się odgłos mlaskania i siorbania. Ron usiadł na łóżku,
czekając cierpliwie, aż przyjaciel skończy jeść. Kiedy
Harry oddał mu talerz, mamrocząc podziękowania, Ron
odchrząknął i zapytał:</p>

<p>- Jak tam? W porządku?</p>

<p>Przez chwilę
panowała cisza.</p>

<p>- Poza tym, że wszyscy
uważają mnie za geja i chorego zboczeńca, to wszystko w
porządku.</p>

<p>Ron zrobił się
czerwony, po czym cicho rzekł:</p>

<p>- Hermiona stara się
pilnować, żeby nikt nie poruszał tego tematu, ale nie bardzo jej
to wychodzi.</p>

<p>- Dzięki, Ron. To
było pocieszające. - głos Harry'ego był niezwykle
kąśliwy.</p>

<p>Ron starał się
ułożyć w głowie jakieś pocieszające słowa,
ale nie mógł nic wymyślić. To Hermiona zawsze była lepsza w
takich rozmowach, ale teraz jej tu nie było i konwersacja przebiegała
dość kulawo. Po kilku minutach niezręcznej ciszy, w końcu
odezwał się:</p>

<p>- Jesteśmy z tobą.
Hermiona i ja. I parę innych osób. Nie wszyscy są takimi dupkami,
żeby ciągle się z ciebie nabijać.</p>

<p>- W porządku -
przerwał mu Harry - Nie musisz mnie pocieszać. I nie musisz tu ze
mną siedzieć.</p>

<p>- Jesteśmy kumplami. Nie
zostawię cie tu samego. - kiedy Harry nie odpowiedział, Ron
zapytał - Jak twoja ręka?</p>

<p>- Całkiem nieźle -
odparł Harry. - Przestała już krwawić i tak cholernie nie
boli.</p>

<p>- Dobrze, że Hermiona
zna się trochę na tych zaklęciach leczniczych. Ale może
lepiej by było, gdybyś jednak poszedł do...</p>

<p>- Nie! - przerwał mu
ostro Harry. - Już o tym rozmawialiśmy.</p>

<p>Nagle od strony drzwi
dobiegło ich ciche skrzypienie.</p>

<p>- Z kim rozmawiasz?</p>

<p>Do pokoju wszedł
Neville. Ron szybko zerwał się z łóżka Harry'ego.</p>

<p>- Z nikim - odezwał
się udając, że szuka czegoś na podłodze. - Nie
mogę znaleźć moich Szachów Czarodziejów.</p>

<p>- Harry tu jest, prawda?</p>

<p>Ron znieruchomiał.</p>

<p>- Skąd ci to
przyszło do głowy? - starał się, aby jego głos
brzmiał obojętnie i zdawkowo, ale Neville już go nie
słuchał. Stał i wpatrywał się w łóżko
Harry'ego, jakby zastanawiając się nad czymś.</p>

<p>- Harry, jeżeli tam
jesteś, to chcę, żebyś wiedział, że ja ci
wierzę. Snape chciał cię po prostu upokorzyć. Pewnie
dosypał czegoś do tego eliksiru, żebyś... no wiesz... - na
jego policzkach pojawiły się rumieńce. - On zawsze był
gnidą i cię nienawidził. Żebyś widział, jakim
wzrokiem wpatrywał się w twoje puste miejsce podczas kolacji. Pewnie
chciał ci jeszcze bardziej dopiec. Ale nie przejmuj się - Neville
uśmiechnął się z zakłopotaniem. - Masz jeszcze nas. Ja
ci wierzę. Luna też ci wierzy. I jeszcze parę innych osób.</p>

<p>Neville stał przez
chwilę, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, po czym
odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.</p>

<p>- Dzięki, Neville -
wyszeptał Harry.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Harry pędził przez
korytarze Hogwartu.</p>

<p>Nie chciał się
spóźnić na lekcje. Próbował biec najszybciej jak się da,
ale czuł przed sobą jakąś niewidzialną barierę,
która utrzymywała go w miejscu i nie pozwalała się
przemieszczać. Jego ruchy były powolne i ograniczone; czuł
się tak, jakby znajdował się pod wodą. Wiedział
jednak, że nie może się spóźnić! Za wszelką cenę
musi zdążyć!</p>

<p>Przebierał nogami
najszybciej jak mógł, ale wydawało mu się, że porusza
się ślimaczym tempem.</p>

<p>Nagle pojawił się
przed nim ogromny, kamienny mur na całą szerokość korytarza
i zastawił mu przejście. Harry, wiedząc, że nie ma innej
drogi, wskoczył na niego z rozpędu, złapał się
krawędzi, a następnie sapiąc z wysiłku, zaczął się
po nim wspinać. Kiedy zeskoczył po drugiej stronie, ujrzał
ziejącą przed nim czarną przepaść, nad którą
unosił się most z kilku połączonych ze sobą lin.
Wszedł na niego, trzymając się kurczowo lin, wiedząc,
że tylko one dzieliły go od runięcia w otchłań. Powoli
zaczął się przedzierać na drugą stronę. Wtedy
właśnie z przepaści wyleciał ogromny Norweski Smok
Kolczasty. Harry zamarł z przerażenia patrząc w
świdrujące oczy bestii. W chwili, kiedy smok otworzył
paszczę, by zionąc ogniem i spalić Harry'ego na popiół,
dobiegło ich wołanie Hagrida:</p>

<p>- Norbercik! Gdzie się
podziewasz, ty niegrzeczna bestio?!</p>

<p>Smok zamknął
paszczę, położył uszy po sobie i odleciał. Harry
odetchnął z ulgą. Jak tylko skończą się lekcje,
to pogada z Hagridem o tym, że naprawdę nie powinien trzymać w
zamku wielkich, ziejących ogniem smoków.</p>

<p>Pokonał resztę
mostu bez większych niespodzianek, ale na końcu drogi czekały go
niekończące się schody, które prowadziły w dół i
znikały gdzieś w ciemności. W chwili, kiedy chłopak postawił
nogę na pierwszym stopniu, schody zamieniły się w
płaską, niezwykle śliską powierzchnię i Harry z
wrzaskiem zjechał na tyłku wprost w ciemność.
Wylądował na podłodze w mrocznym pomieszczeniu. Jedyne
światło rzucała umieszczona na ścianie pochodnia.</p>

<p>Był w lochach. Co on tu
robił? Przecież spieszył się na na Transmutację.</p>

<p>W chwili, kiedy to
pomyślał, jakaś postać zmaterializowała się za
nim i czyjaś dłoń zacisnęła się na jego ustach.
Harry próbował krzyknąć, ale żaden dźwięk nie
wydobył się z jego ust. Poczuł silne ręce stawiające
go na nogi i rzucające go na ścianę. Niezwykle chłodne
ciało przywarło do niego od tyłu i wtedy Harry zdał sobie
sprawę, że jest nagi. Jęknął, kiedy druga
dłoń zacisnęła się na jego członku, a na karku
poczuł gorący oddech i zęby wbijające mu się w
skórę. Starał się uwolnić, ale nie był w stanie.
Czuł się słaby i bezbronny, a dłoń, która coraz
szybciej poruszała się na jego męskości, przyprawiała
go o coraz silniejsze dreszcze, nad którymi nie był w stanie
zapanować.</p>

<p>Harry, wbrew sobie,
zaczął kwilić z przyjemności. Oparł czoło o
zimną ścianę lochu i starał się zapanować nad
zalewającymi go falami gorąca. Czuł się tak, jakby
zapadał się coraz bardziej w głąb lepkiej, dusznej
ciemności, zapominając o wszystkim, co kiedykolwiek miało dla
niego znaczenie, a jedyną materialną rzeczą była ta
dłoń poruszająca się szybko na jego członku i
wprawiająca jego ciało i umysł w stan niewyobrażalnego
upojenia. Mężczyzna torturował go powolnymi
liźnięciami, badając przestrzeń za uszami Harry'ego, jego
kark i ramiona. Każdy dotyk języka był dla Harry'ego jak tortura
wypalająca rany na jego skórze. Nie był w stanie nic zrobić,
czuł się jak marionetka, kierowana przez dłonie i usta
nieznajomego, bezwolna i całkowicie uległa w jego rękach.</p>

<p>I wtedy usłyszał
cichy, złowieszczy szept tuż przy swoim uchu:</p>

<p>- Kiedy z tobą
skończę, zostaną z ciebie tylko rozżarzone węgle...</p>

<p>Harry pomyślał,
że jeszcze chwila i wybuchnie w dłoniach tego człowieka, a
siła tego wybuchu będzie tak wielka, że cały zamek
zatrzęsie się w posadach. Zajęczał cicho, kiedy ciało
za jego plecami odsunęło się nieznacznie od niego, a
dłoń zaciskająca się na ustach, przeniosła się na
tył jego głowy. Długie, chłodne palce wplotły się
w jego włosy, a Harry dyszał z rozkoszy, rozdarty pomiędzy
zimnem skóry tego mężczyzny i kamieniami, pomiędzy którymi
był uwięziony, a żarem, który zalewał jego
lędźwie i powoli opanowywał jego ciało.</p>

<p>Wtedy Harry poczuł silne
pociągnięcie za włosy i w tej samej sekundzie został
gwałtownie odwrócony i pchnięty na ścianę. Kiedy chłopak
podniósł wzrok, zobaczył przed sobą demoniczne, czarne oczy...</p>

<p>...Harry obudził
się z głośnym jękiem. Serce biło mu tak szybko, jakby
chciało wyrwać się z piersi. Jego ciało drżało, a
w lędźwiach czuł zanikające powoli fale przyjemności.
Starając się uspokoić oddech, spojrzał na swoje spodnie i
zobaczył na nich ogromną, lepką plamę. Kiedy odchylił
gumkę od piżamy, ujrzał, że jego nogi i podbrzusze pokryte
są spermą.</p>

<p><emphasis>Cholera! Cholera! Cholera!!!</emphasis></p>

<p>Harry przeklinał
bezgłośnie, patrząc z niedowierzaniem na swoje nasienie.</p>

<p><emphasis>To się nie mogło
zdarzyć! Cholera!!!</emphasis></p>

<p>Chłopak,
spoglądając na pogrążonych we śnie kolegów,
podziękował w duchu, że przed snem rzucił na siebie
zaklęcie wyciszające; tak, jak to robił co noc od czasu
nawiedzających go w piątej klasie koszmarów.</p>

<p>Z westchnieniem opadł na
poduszkę i zamknął oczy. W jego umyśle zaczęły
pojawiać się obrazy ze snu.</p>

<p>Przypominał sobie
jakieś schody... i lochy... i czarne, bezdenne oczy...</p>

<p>Jego serce
przyspieszyło.</p>

<p><emphasis>Nie, to niemożliwe. To
nie może być prawda!</emphasis></p>

<p>*
* *</p>

<p>- Harry! Harry! Obudź
się. - chłopak czuł delikatne potrząsanie za ramię i
głos Rona przedzierający się przez mleczną, gęstą
mgłę snu otulającą Harry'ego. - Wszyscy już poszli na
śniadanie. Ubieraj się i idziemy.</p>

<p>- Nigdzie nie idę -
oświadczył Gryfon, naciągając kołdrę na
głowę.</p>

<p>- Nie wygłupiaj
się, stary. Przecież musisz coś zjeść.</p>

<p>- Przynieś mi jedzenie
tutaj, tak jak wczoraj.</p>

<p>- Ale Harry... -
zaczął Ron, ale przerwał mu stanowczy głos przyjaciela:</p>

<p>- Ron, proszę!</p>

<p>Chłopak
zamknął usta i pokiwał głową. Zanim Harry
zdążył wstać z łóżka, jego przyjaciel już
zniknął.</p>

<p>Ubierając się,
Harry rozmyślał nad sposobem, w jaki przyjdzie mu teraz
żyć. Za nic w świecie nie będzie mógł już
swobodnie spacerować po zamku. Na wszystkie lekcje zamierzał
chodzić w pelerynie niewidce, zdejmować ją tuz za rogiem klasy i
w ostatniej chwili dołączać do uczniów wpuszczanych przez
nauczyciela na lekcję. Posiłki będą przynosić mu Ron i
Hermiona. Quidditch... z tym Harry miał największy problem. Quidditch
był jego największą pasją, ale jak miałby teraz
spojrzeć w oczy komukolwiek z drużyny? Będzie musiał
coś wymyślić. Może powie, że się
przeziębił i w najbliższym czasie nie będzie mógł
brać udziału w treningach, a do następnego meczu może
sytuacja uspokoi się na tyle, że będzie mógł zagrać. O
ile, oczywiście, wcześniej nie wyrzucą go z drużyny, za to,
że pragnie pieprzyć się z najbardziej znienawidzonym
nauczycielem w szkole. Chociaż opuszczanie treningów też pewnie
odegrałoby w tym jakąś rolę...</p>

<p>Harry westchnął
ciężko i usiadł na łóżku.</p>

<p>To wszystko przez Snape'a!
Ten tłustowłosy sukinsyn spieprzył mu życie! Nie daruje mu
tego! Znajdzie jakiś sposób, żeby się na nim odegrać, a
wtedy pożałuje każdego słowa, każdej złośliwości,
każdego wrednego komentarza, jakimi obdarzał Harry'ego przez wszystkie
te lata. Nikt nigdy nie wywoływał w nim takiej gorącej furii,
jak Snape! Wystarczyło, że wypowiedział to nazwisko i
wzbierała w nim wielka, niezmierzona fala nienawiści do tego
wstrętnego drania! Na samą myśl o tym, że mógłby go
kiedykolwiek pragnąć, miał ochotę się
roześmiać. To było niedorzeczne!</p>

<p>Przed oczami Harry'ego
pojawił się obraz czarnych, demonicznych oczu ze snu... Na samo ich
wspomnienie zrobiło mu się gorąco, a na jego twarz
wypełzły rumieńce.</p>

<p><emphasis>To nie mógł być on.</emphasis></p>

<p><emphasis>Nie, to na pewno nie był
on.</emphasis></p>

<p>Poza tym, wspomnienie tego
snu było tak niewyraźne, że po przebudzeniu Harry
zastanawiał się, czy naprawdę mu się to
przyśniło, czy może mu się tylko wydawało.
Zresztą podobno każdy chłopak w jego wieku budzi się
czasami w takim stanie... i nie ma znaczenia to, co mu się
śniło... prawda?</p>

<p>Kroki na schodach
przerwały rozmyślania Harry'ego. Spłoszony, szybko narzucił
na siebie pelerynę niewidkę, ale był to tylko Ron, który
wrócił ze śniadaniem. Harry zjadł w pośpiechu, a
następnie ruszył na Transmutację w zakrywającej go
szczelnie pelerynie ojca.</p>

<p>Nie mógł
powiedzieć, że się nie denerwował przed pierwszą
konfrontacją z innymi uczniami, ale postanowił nie dać im szansy
na jakiekolwiek zaczepki. W momencie, kiedy na horyzoncie pojawiła
się profesor McGonagall, Harry szybko zdjął pelerynę,
schował ją do plecaka i odetchnął głęboko kilka
razy, po czym wyskoczył zza rogu i wbiegł do klasy akurat w chwili,
kiedy McGonagall zamykała drzwi za ostatnim uczniem. Nauczycielka
spojrzała na niego zaskoczona, ale nie skomentowała jego nagłego
przybycia. Natomiast wśród uczniów jego pojawienie się
wywołało niemałą sensację. Wszyscy gapili się na
niego i szeptali coś między sobą, zakrywając usta i co jakiś
czas wybuchając śmiechem.</p>

<p>- Co to ma znaczyć? -
ostry głos profesor McGonagall przerwał panujący w klasie szmer.
- Koniec rozmów! Siadajcie i wyjmujcie książki.</p>

<p>Harry, po raz pierwszy w
życiu był wdzięczny, że McGonagall była taka
ostrą nauczycielką i nie tolerowała rozmów w klasie. Usiadł
obok Rona i zaczął wykładać pomoce, starając się
nie patrzeć na nikogo, a w szczególności w stronę stołów
Ślizgonów. Wiedział, że gdyby Malfoy spróbował go
czymś sprowokować, mógłby nie wytrzymać i zrobić
coś bardzo głupiego. W pamięci wciąż miał
przedstawienie, jakie ten kretyn odegrał wczoraj na korytarzu, a Ron
powiedział mu, że podczas kolacji i śniadania Ślizgoni
prześcigali się w wymyślaniu "zabawnych" piosenek o
nim i o Snapie.</p>

<p>Harry nie chciał
znać ich treści.</p>

<p>Podczas lekcji Gryfon
zastanawiał się, w jaki sposób mógłby zrezygnować z lekcji
Eliksirów. Prędzej umrze, niż pójdzie prosić o to Snape'a.
Już nigdy nie chciał mieć z tym draniem nic wspólnego. Najlepiej
by było, gdyby nigdy więcej nie musiał oglądać jego
haczykowatego nosa i cienkich ust wykrzywionych w szyderczym uśmiechu.</p>

<p>Nie musi być Aurorem.
Jest wiele innych zawodów, w których będzie się czuł znakomicie.
Może zostanie zawodowym graczem w Quidditcha... Do tego na pewno nie
będą mu potrzebne Eliksiry.</p>

<p>Kuksaniec, którym
poczęstował go Ron, wyrwał go z zamyślenia. McGonagall patrzyła
na niego z surowym wyrazem twarzy.</p>

<p>- Czy pan Potter mógłby
przestać bujać w obłokach i wrócić do lekcji?</p>

<p>- Przepraszam -
wymamrotał Harry, wbijając wzrok w ławkę. Wokół niego
rozległy się złośliwe szepty:</p>

<p>- Potter, marzyłeś
o tym, jak Snape cię posuwa? - był to głos Seamusa.</p>

<p>- Zamknij się! -
syknął Harry. Seamus i Dean zaczęli chichotać, a Gryfon
poczuł, że robi się czerwony.</p>

<p>Podczas ćwiczeń na
ślimakach (uczniowie mieli transmutować je w ręczniki), Harry
był całkowicie rozstrojony i nie mógł się na niczym
skupić. Gwar, jaki towarzyszył ćwiczeniom praktycznym, był
dla uczniów idealną okazją do rozmów i do Harry'ego co chwilę
docierały różne wstrętne, świńskie komentarze. Ron i
Hermiona zajęli miejsca po jego obu stronach, niczym osobista ochrona i
odpierali jakiekolwiek zaczepki ze strony Gryfonów. Harry był im
wdzięczny. Z każdą złośliwą uwagą,
wygłoszoną przez jednego z jego byłych kolegów, chłopak
czuł, jak narastała w nim frustracja. "Kochanek Snape'a",
"Dziwka Snape'a" - to były tylko jedne z łagodniejszych
określeń, którymi go obdarzano.</p>

<p>Dłonie Harry'ego
drżały, kiedy próbował transmutować swojego ślimaka.</p>

<p>- Harry, powiedz o tym
McGonagall! - głos Hermiony był niemal błagalny. - Ona z tym
skończy.</p>

<p>- Nie! - syknął
chłopak, próbując skupić się na zaklęciu.</p>

<p>Marzył tylko o tym, by
ta lekcja już się skończyła i żeby wszyscy dali mu
wreszcie spokój. Pragnął tylko uciec stąd i zaszyć się
z powrotem w swoim dormitorium. Nie pójdzie na pozostałe lekcje. Nie da im
więcej okazji...</p>

<p>Poprzez panujący w
klasie gwar, przedarł się odgłos pukania do drzwi. McGonagall
poszła otworzyć, porozmawiała chwilę z osobą
stojącą za nimi, a następnie zwróciła się do uczniów:</p>

<p>- Ćwiczcie dalej,
wrócę za pięć minut. Tylko ma być spokój, bo kiedy
wrócę i coś mi się nie spodoba... - powiodła groźnym
wzrokiem po klasie, po czym wyszła.</p>

<p>W chwili, kiedy drzwi
się za nią zamknęły, Harry'emu wyrwał się z
piersi cichy jęk:</p>

<p>- Och, nie...</p>

<p>- Potter! - Gryfon
zamarł, słysząc głos Draco Malfoya, siedzącego po
drugiej stronie klasy. - Gdzie podziewałeś się przez tyle czasu?
Ukrywałeś się w lochach Snape'a?</p>

<p>- Zamknij się, Malfoy! -
krzyknął Ron, jednak chłopak całkowicie go zignorował.</p>

<p>- Co tam robiliście? -
ciągnął Ślizgon, uśmiechając się
złośliwie. - Snape spełniał twoje zboczone fantazje?</p>

<p>Harry poczuł, jak fala
wstydu i nienawiści zalewa jego umysł. Wokół siebie widział
rozbawione twarze, czerpiące przyjemność z tego, jak
Ślizgon go upokarzał.</p>

<p>- Opowiedz nam, jak to
było, kiedy cię [i]brał[/i]... - kontynuował Malfoy, a
każde jego słowo wwiercało się w serce Harry'ego,
podgrzewając w nim palące pragnienie zemsty. - Czy było tak, jak
w twoich wizjach? On cię posuwał, a ty patrzyłeś w jego
czarne, podniecające oczy i błagałeś o jeszcze...?</p>

<p>Śmiechy wokół niego
przybierały na sile, ale Gryfon widział tylko
uśmiechającą się, zadowoloną z siebie gębę
Malfoya. Oczy Harry'ego zalała czerwień nienawiści.</p>

<p>- Potter, powiedz nam, jak to
jest, kiedy się obciąga Mistrzowi Eliksirów? Czy jego sperma smakuje
eliksirami?</p>

<p>Harremu pociemniało
przed oczami. Siedząca obok niego Hermiona, pisnęła, a Ron
nabrał powietrza. Jednak do Harry'ego już prawie nic nie
docierało. Słyszał tylko głos Malfoya, widział tylko
jego. Wściekłość, która się w nim gotowała,
sprawiała, że cały drżał. Poczuł pieczenie w
kącikach oczu, a w ustach smak krwi z przygryzionej wargi.</p>

<p>- Potter, pokaż nam, jak
jęczałeś jego imię... - Malfoy zamknął oczy i
odchylił głowę do tyłu. - Och, Severusie, pieprz mnie...
właśnie tak... mocniej! Ach!</p>

<p>Śmiech, który
wybuchnął w klasie był niczym w porównaniu z wrzaskiem
wściekłości, który opanował umysł Harry'ego i
wyrwał się z jego ust. Kierowany instynktem, zapomniawszy
zupełnie o tym, gdzie się znajduje, zerwał się i
przeskoczywszy ławkę, w kilku krokach znalazł się przy
Ślizgonie. Malfoy krzyknął zaskoczony, kiedy Gryfon rzucił
się na niego, przewracając krzesło i obaj wylądowali na
podłodze. Harry był zaślepiony palącą
nienawiścią, nie odczuwał teraz niczego innego, poza
chęcią mordu. Chciał zniszczyć Malfoya, roztrzaskać
jego czaszkę, wydrapać oczy, połamać kości! Bił
na oślep, a potwór w jego wnętrzu ryczał, upajając się
strachem i bólem. Rany na jego ręce otworzyły się, kiedy
trafił Ślizgona w nos, z którego trysnęła krew. W tej samej
chwili pięść Malfoya trafiła Harry'ego w szczękę
i poczuł cierpki smak krwi w ustach. Wokół siebie słyszał
wrzaski i krzyki, ale docierały do niego jakby z oddali. Złapał
Malfoya za włosy w chwili, gdy czyjeś ręce pochwyciły go od
tyłu i próbowały odciągnąć od przeciwnika.</p>

<p>- Harry, przestań! - do
Harry'ego dotarł przerażony pisk Hermiony.</p>

<p>Chłopak wyrwał
się z przytrzymującego go uścisku, po czym ponownie skoczył
w stronę zalanego krwią Ślizgona, lecz wtedy pomiędzy nimi
wyrosła jakaś niewidzialna bariera, która odrzuciła Harry'ego do
tyłu.</p>

<p>W klasie zapanowała
nagła cisza.</p>

<p>Harry podniósł się
z podłogi, ciężko dysząc i spojrzał na drzwi. W
wejściu stała profesor McGonagall z wyciągnięta
różdżką i malującym się na jej twarzy wyrazem
przerażenia zmieszanego z wściekłością.</p>

<p>- Wszyscy oprócz pana Pottera
i pana Malfoya maja natychmiast wyjść! - słychać było,
że głos drżał jej z oburzenia. - Natychmiast!</p>

<p>Uczniowie w ciszy pozbierali
swe rzeczy i pospiesznie opuścili klasę. Oddech Harry'ego powoli
wracał do normy, adrenalina opadła i chłopak poczuł
piekielny ból w prawej ręce. Z rozciętej wargi spływała mu
krew. Malfoy, trzymając się za obficie krwawiący nos,
podniósł się powoli z podłogi.</p>

<p>McGonagall podeszła
sztywno do biurka, usiadła przy nim i zmierzyła uczniów groźnym
spojrzeniem.</p>

<p>- Czy ktoś może mi
wyjaśnić, co tu zaszło?</p>

<p>Harry wbił wzrok w
podłogę i zacisnął pięści.</p>

<p>- Botter jest
biezrówboważoby bsychiczbie - powiedział Malfoy. - Rzucił
się na bie, bez żadbego bowodu i chciał bie zabordować.</p>

<p>- Czyżby? - McGonagall
spojrzała surowo na Malfoya, jakby powątpiewała w jego
niewinność. - Potter, wytłumacz swoją napaść na
pana Malfoya.</p>

<p>Harry milczał uparcie,
starając się nie patrzeć jej w oczy. Nie potrafił
wymyślić żadnej wymówki, zresztą McGonagall pewnie
domyśliłaby się, że kłamie. Rzucił się na
Ślizgona i złamał mu nos. Żadna wymówka nie pomogłaby
mu wydostać się z kłopotów, w jakie się wpakował.</p>

<p>- Potter, zadałam Ci
pytanie! - głos jego opiekunki był ostry jak brzytwa. Kiedy Harry
nadal milczał, nauczycielka podjęła decyzję. - W
porządku. Jeżeli nie chcesz się wytłumaczyć, to nie będę
cię zmuszała. Nie spodziewałam się takiego zachowania po
uczniach szóstego roku. Do pana także mówię, panie Malfoy! To, czego
dopuściliście się dzisiaj na mojej lekcji jest zachowaniem
karygodnym i niedopuszczalnym! Gdyby zdarzyło się to na korytarzu,
zostalibyście obaj natychmiast wyrzuceni ze szkoły. Na lekcji jednak
byliście pod moją opieką i nie powinnam była
dopuścić do takiej sytuacji. Wykorzystaliście moją
nieobecność! Zawiedliście moje zaufanie i złamaliście
przynajmniej pięć punktów szkolnego regulaminu! Odbieram waszym domom
po pięćdziesiąt punktów! Panie Malfoy, proszę iść
do skrzydła szpitalnego, a następnie zgłosi się pan do
profesora Snape'a po wyznaczenie szlabanu. Jesteście zwolnieni z pozostałych
lekcji.</p>

<p>Malfoy odwrócił
się, rzucając Harry'emu wściekłe spojrzenie, jakby
chciał mu przekazać: "Jeszcze z tobą nie
skończyłem...", a następnie wyszedł z klasy.</p>

<p>- A co do ciebie, Harry... -
głos McGonagall stał się jakby odrobinę mniej surowy. - Nie
wiem, co popchnęło cię do takiej desperacji, żeby na <emphasis>mojej</emphasis>
lekcji rzucać się na innego ucznia, ale niezależnie od tego, co
było powodem, zachowałeś się karygodnie i
uwłaczająco. Okryłeś hańbą dom Gryffindoru.</p>

<p>Podczas całej przemowy,
Harry wpatrywał się nieruchomym spojrzeniem w jeden punkt na dywanie.</p>

<p>- A teraz, Harry -
ciągnęła nauczycielka - pójdziesz do skrzydła szpitalnego,
a następnie zgłosisz się do pana Filcha i poprosisz go o
szlaban. Zrozumiałeś?</p>

<p>Chłopak wolno
pokiwał głowa, po czym odwrócił się, żeby
odejść. Wtedy właśnie wpadł mu do głowy pewien pomysł.</p>

<p>- Pani profesor... -
odezwał się cicho. - Czy mógłbym panią o coś
prosić?</p>

<p>McGonagall spojrzała na
niego znad swoich okularów.</p>

<p>- Słucham?</p>

<p>- Chciałbym
zrezygnować z Eliksirów - wypalił Harry. - Czy mogłaby pani
pójść do profesora Snape'a i przekonać go, żeby
udzielił mi pozwolenia na odejście z jego zajęć?</p>

<p>Jego opiekunka otworzyła
oczy ze zdumienia.</p>

<p>- Przecież Eliksiry
macie dopiero w poniedziałek. Do tego czasu...</p>

<p>- Nie! - przerwał jej
Harry - Chodzi mi o to, że chciałbym całkowicie zrezygnować
z Eliksirów i zamienić je na jakiś inny przedmiot.</p>

<p>Przez chwilę
panowała cisza.</p>

<p>- Nie będę cię
pytała o powody tej decyzji, ponieważ podejrzewam, że i tak nie
udzielisz mi odpowiedzi, ale chcę, żebyś zdał sobie
sprawę, że rezygnacja z tego przedmiotu przekreśli twoje
marzenia o zostaniu Aurorem. Na pewno tego chcesz?</p>

<p>Harry pokiwał
głową, zaciskając zęby.</p>

<p>- Może jednak
chciałbyś się jeszcze zastanowić? - w głosie
McGonagall można było wyczuć nutkę nadziei.</p>

<p>- Nie. To jest moja
ostateczna decyzja.</p>

<p>Nauczycielka przez chwilę
zastanawiała się, badając Harry'ego wzrokiem, a następnie
rzekła cicho:</p>

<p>- Dobrze, porozmawiam z
profesorem Snape'em. Możesz odejść.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Harry nie poszedł do
skrzydła szpitalnego. Chciał uniknąć niewygodnych
pytań dotyczących jego pokaleczonej ręki. Popołudnie i
wieczór spędził w swoim dormitorium, oprócz tych kilku chwil, kiedy
musiał zgłosić się do Filcha po szlaban. Woźny
wyznaczył Harry'emu porządkowanie wszystkich znajdujących
się w Hogwarcie schowków na miotły. Miał wykonać to zadanie
podczas weekendu, kiedy jego ręka trochę się zagoi.</p>

<p>Podczas obiadu
odwiedziła go Hermiona, przynosząc mu jedzenie i mówiąc, że
Hagrid dopytywał się, co się z nim dzieje i dlaczego nie zjawia
się na posiłkach.</p>

<p>Wieczorem pojawił
się Ron z kolacją, przekazując Harry'emu informację,
że McGonagall chce z nim porozmawiać.</p>

<p>Chłopak zarzucił na
siebie pelerynę niewidkę i z bijącym sercem pognał w
stronę gabinetu nauczycielki.</p>

<p>Miał nadzieję,
że Snape się zgodził. Przecież zawsze nienawidził
Harry'ego i wszelkimi sposobami pragnął pozbyć się go ze
swoich zajęć. Pewnie ucieszył się niezmiernie, kiedy
McGonagall powiedziała mu, że jego marzenie w końcu się
spełni.</p>

<p>Harry zdjął przed
drzwiami pelerynę i zapukał. Opiekunka jego domu zaprosiła go do
środka i kazała mu usiąść.</p>

<p>- Rozmawiałam z
profesorem Snape'em - zaczęła, patrząc na Harry'ego znad swoich
okularów. - Był bardzo oburzony wiadomością, że chcesz
zrezygnować z jego zajęć i kategorycznie nie wyraził na to
swojej zgody.</p>

<p>- Co?? - Harry'ego
zamurowało. Po minie nauczycielki widać było, że także
jest zaskoczona.</p>

<p>- Cóż, Potter. Nic
więcej nie mogę dla ciebie zrobić. Jeżeli chcesz, to
możesz sam spróbować go przekonać. Zresztą profesor Snape
jasno dał mi do zrozumienia, że pragnie się z tobą zobaczyć
i o tym porozmawiać.</p>

<p>Harry'ego zalała fala
gorąca na samą myśl o spotkaniu ze Snape'em w cztery oczy.</p>

<p><emphasis>Nigdy!</emphasis></p>

<p>Wlokąc się z
powrotem w stronę dormitorium, Gryfon próbował poukładać
myśli.</p>

<p>Dlaczego Snape nie
pozwolił mu zrezygnować z zajęć? Przecież zawsze
chciał się go pozbyć.</p>

<p>Harry przystanął na
chwilę.</p>

<p>No jasne. To oczywiste! Dalej
chciał go dręczyć na lekcjach. Och, jakże to było do
niego podobne...</p>

<p>Spotkanie w cztery oczy
odpadało całkowicie. Harry spaliłby się ze wstydu i
zażenowania. Jak, po tym, co stało się na zajęciach,
miałby normalnie z nim rozmawiać? Harry wolałby już
pozwolić bliźniakom Weasley wypróbowywać na sobie ich
produkty,niż spotkać się ze Snape'em <emphasis>sam na sam.</emphasis></p>

<p>Wizja tego spotkania
sprawiła, że Harry'emu zrobiło się słabo, a jego serce
przyspieszyło.</p>

<p>Będzie musiał uczęszczać
dalej na Eliksiry. Nie ma innego wyjścia. Pójdzie na tę lekcję i
stawi mu czoło!</p>

<p>____________________</p>

<p>* "Broken" by Lifehouse</p>

<p><strong>--- rozdział 03 ---</strong></p>

<p><strong>3. Fascinations.</strong></p>

<p><emphasis>Like
anyone would be</emphasis></p>

<p><emphasis>I
am flattered by your fascination with me</emphasis>*</p>

<p>Kiedy Severus Snape,
nauczyciel Eliksirów w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie szedł
tego poniedziałkowego popołudnia na lekcję z szóstoklasistami,
tylko jedna myśl zaprzątała mu głowę: Potter!</p>

<p>Smarkacz nie pojawiał
się na posiłkach, nie można było spotkać go na
korytarzach, nawet opuścił swój ukochany trening Quidditcha. Nigdzie
go nie było widać, jakby rozpłynął się w
powietrzu. I na dodatek miał czelność przysyłać
McGonagall z informacją, że chce zrezygnować z jego lekcji.</p>

<p>"Nigdy mu na to nie
pozwolę! Jeszcze z nim nie skończyłem." - złowieszczy
głos odezwał się w głowie Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Myśli, że może
się przede nim ukrywać, że może go ignorować!
Miał cały weekend na to, żeby do niego przyjść, ale
się nie pojawił!</p>

<p><emphasis>Bezczelny, mały tchórz,
który boi się konfrontacji. Zawsze był tchórzem, tak jak jego
ukochany ojczulek. O wilku i tym kundlu - jego ojcu chrzestnym nie
wspomnę. Banda nieodpowiedzialnych idiotów!</emphasis></p>

<p>Oczy Mistrza Eliksirów
zwęziły się niebezpiecznie.</p>

<p>Ale dzisiaj musi się
pojawić. Spróbowałby tylko nie przyjść na jego
lekcję...</p>

<p>Kilku uczniów pierwszego roku
rzuciło przerażone spojrzenia w stronę sunącego przez
korytarze Snape'a, po czym czmychnęło. Czarna peleryna powiewała
za nim. Wyglądał niczym nietoperz polujący na swe ofiary.</p>

<p>Severus
uśmiechnął się nieprzyjemnie.</p>

<p>Z drugiej strony, nie jest
wcale takim tchórzem. Rzucił się na dziedzica rodu Malfoyów i
złamał mu nos. Cokolwiek było powodem, nie było to podobne
do Pottera. Na szczęście wyperswadował Draco pomysł, żeby
opowiedzieć o tym jego ojcu i obiecał, że sam zajmie się
Potterem. Jeszcze tego mu brakowało, żeby Lucjusz - lewa ręka
Voldemorta - dowiedział się, że najgłębszym
pragnieniem Chłopca Który Przeżył, jest profesor Snape.</p>

<p>...co samo w sobie było
dla Mistrza Eliksirów zdumiewającym, a nawet szokującym odkryciem,
zważywszy na nienawiść, jaką Potter darzył go przez
wszystkie te lata. I vice versa.</p>

<p>Oczami duszy Severus
zobaczył rozmarzony wzrok chłopaka, wpatrującego się w
niego z uwielbieniem, a głód, który dostrzegł w jego zielonych oczach
był nie do opisania. Nikt, w całym jego życiu, nie patrzył
na niego w taki sposób i nie wymawiał jego imienia z takim pragnieniem. To
było coś nowego.</p>

<p>Przypomniał sobie
własne przerażenie, kiedy zobaczył jakie żądze
obudził w Potterze ten eliksir. Spodziewał się różnych
rzeczy... ale nie tego!</p>

<p>Nie potrafił
oderwać wzroku od oczu Pottera, które przestały zauważać
cokolwiek i widziały tylko jego, tylko Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Na kilka krótkich chwil
Severus Snape stał się centrum świata dla Harry'ego Pottera.
Było to niezwykłe wrażenie.</p>

<p>Brnąc dalej we
wspomnienia, mężczyzna przypomniał sobie łzy na policzkach
chłopaka i wypukłość w jego spodniach.</p>

<p>Nie! Nie będzie
myślał o Potterze i jego erekcji!</p>

<p>Snape wyszedł zza
zakrętu i widząc dwoje całujących się siódmoklasistów
z Ravenclaw'u przegnał ich z wściekłością,
odbierając im po dwadzieścia punktów.</p>

<p>Przerażenie, jakie
odmalowało się na twarzy Pottera, kiedy Mistrz Eliksirów
opanował się w końcu na tyle, żeby rzucić
przeciwzaklęcie, całkowicie ściągnęło Severusa z
powrotem na ziemię. Wstręt, zawstydzenie, zażenowanie,
obrzydzenie - tylko Snape to widział. Potter wyglądał, jakby
miał zaraz zwymiotować. W sumie nie dziwił mu się - nie
często człowiek się dowiaduje, że jego
najgłębszym, najsilniejszym i najbardziej skrytym pragnieniem jest
znienawidzony przez wszystkich, obrzydliwy Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Snape
uśmiechnął się gorzko do siebie.</p>

<p><emphasis>Och, jakże Potter
musiał być zdruzgotany... Pewnie całe życie zawaliło
mu się na głowę. Teraz będzie musiał podjąć
się jakiejś terapii po tym wstrząsającym odkryciu.</emphasis></p>

<p>Mistrz Eliksirów
przyspieszył kroku.</p>

<p><emphasis>Potter musi
przyjść, inaczej gorzko tego pożałuje!</emphasis></p>

<p>Kiedy nauczyciel
podszedł do czekających przed klasą uczniów i powiódł
spojrzeniem po ich twarzach, ogarnął go palący gniew, kiedy
uzmysłowił sobie, że nie było wśród nich Pottera!</p>

<p>Ten wstrętny, mały,
skretyniały, tchórzliwy...- wyliczał w myślach Snape
wpuszczając uczniów do klasy. Nie dokończył, gdyż jego
uwagę przyciągnął nagły ruch. Kiedy podniósł głowę,
zobaczył Pottera wybiegającego chyłkiem zza rogu i
stającego na końcu ogonka uczniów wchodzących do sali.</p>

<p>Snape
uśmiechnął się do siebie tryumfalnie.</p>

<p><emphasis>A jednak się
zjawił.</emphasis></p>

<p>Potter przeszedł obok
Mistrza Eliksirów, nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem. Co gorsza, w
momencie, kiedy go mijał, odwrócił głowę w zupełnie
inną stronę, jakby nie był w stanie nawet na niego
spojrzeć.</p>

<p>"Ten gnojek będzie
żałował, że tu przyszedł. Będzie bardzo
żałował..." - pomyślał Mistrz Eliksirów,
zatrzaskując ze złością drzwi.</p>

<p>Wszyscy uczniowie podskoczyli
na ten dźwięk i obejrzeli się z przestrachem na nauczyciela,
który wyszedł na środek klasy. Snape powiódł wzrokiem po
uczniach, siadających w ławkach i wyjmujących książki
i inne przybory, zatrzymując je najdłużej na Potterze.</p>

<p>Harry usiadł
pomiędzy Ronem i Hermioną i podczas przygotowywania się do
lekcji nie powiedział do nikogo ani słowa, tak zajęty tym, co
robił, że "chyba po raz pierwszy w życiu" -
pomyślał Snape - "nie odrywał wzroku od swojego
kociołka i książek."</p>

<p>"...i chyba jako
jedyny" - dodał w myślach Mistrz Eliksirów widząc
kątem oka, jak pozostali uczniowie rzucają ukradkowe spojrzenia raz
na niego, raz na chłopaka.</p>

<p>- Cisza! - warknął
Severus, chcąc jak najszybciej przejść do lekcji. - Dzisiaj
będziecie warzyć eliksir powodujący porost włosów. Eliksir
ten jest tak prosty, że każdy powinien sobie z nim poradzić.</p>

<p>Chociaż, patrząc na
umiejętności niektórych - Mistrz Eliksirów spojrzał na
Longbottoma - poziom ich zdolności intelektualnych jest wprost
żenujący.</p>

<p>Neville zarumienił
się jak piwonia i spuścił wzrok.</p>

<p>Severus
uśmiechnął się do siebie w myślach: "No, teraz
Potter rzuci mi pełne nienawiści spojrzenie, tak jak zawsze, kiedy
upokarzam jego "drogich" przyjaciół."</p>

<p>Snape zerknął na
Harry'ego, ale ten uparcie wgapiał się w sęk na ławce,
jakby była to najciekawsza i najbardziej zajmująca rzecz na
świecie. Irytacja Mistrza Eliksirów przybrała na sile. Jeżeli
Potter pragnie się z nim bawić, to Snape z chęcią podejmie
się gry...</p>

<p>- Na tablicy macie wypisane
ingrediencje - Severus machnął różdżką - i sposób
przygotowania eliksiru. W szafce - następne machnięcie - są
potrzebne składniki. Pod koniec lekcji sprawdzę wasze wyniki. Eliksir
powinien mieć konsystencję przezroczystej cieczy pachnącej
piżmem. Ten, kto uwarzy najgorszy eliksir... - Snape zawiesił na
chwilę głos - ...wypije go i przekona się na własnej
skórze, jakie skutki może wywołać ignorancja i głupota w
tak wysublimowanej sztuce, jaką jest warzenie eliksirów.</p>

<p>Longbottom zbladł
śmiertelnie i przełknąwszy ślinę, spojrzał z
przerażeniem na tablicę. Po klasie przeszedł szmer oburzonych
szeptów, ale Snape całkowicie je zignorował. Podszedł do swojego
biurka, usiadł przy nim i zabrał się za sprawdzanie prac
drugoklasistów, co jakiś czas omiatając klasę spojrzeniem, by
sprawdzić, czy żaden z uczniów nie wywołał groźnej
katastrofy. Kiedy twoi podopieczni to banda bezmózgich leni, o wypadek nie
trudno.</p>

<p><emphasis>Wszyscy wstają i
biegną po składniki, ale tylko Potter został na miejscu. No tak,
Granger mu je przyniosła. Zawsze uwielbiał wysługiwać
się innymi.</emphasis></p>

<p>"Korzeń mandragory
jest bardzo potrzebny przy bólu brzucha i kiedy komuś jest
niedobrze..."</p>

<p><emphasis>Co za brednie!</emphasis></p>

<p>Ręka Severusa z zamachem
skreśliła całe wypracowanie.</p>

<p>Kolejne spojrzenie.</p>

<p><emphasis>Potter siedzi i wgapia
się w ławkę. Wszyscy śledzą uważnie ingrediencje,
a tylko on nie patrzy w tę stronę. Składniki są wypisane na
tablicy, ty durniu!</emphasis></p>

<p>"Mandragora to taki
korzeń, który chciał zostać człowiekiem, ale zły
czarodziej rzucił na niego przekleństwo..."</p>

<p><emphasis>Czy te bachory
pozostawiały mózgi w domach, jeżeli je w ogóle mają?!</emphasis></p>

<p>Następne spojrzenie.</p>

<p><emphasis>Potter szepcze coś
Granger. Dziewczyna zerka co jakiś czas na tablicę i dyktuje mu, co
na niej pisze! Co za bezczelny tchórz!</emphasis></p>

<p>"Korzeń mandragory
jest dobry do czyszczenia zębów..."</p>

<p>Severus poczuł, że
zaczyna go boleć głowa.</p>

<p>Ponowne spojrzenie.</p>

<p><emphasis>Potter w końcu
wziął się do roboty. Sieka nożem korzenie waleriany, ale
nie za bardzo mu to wychodzi. Krzywi się, jakby dokuczał mu ból i
przekłada nóż do lewej ręki.</emphasis></p>

<p>Snape zmrużył oczy.</p>

<p><emphasis>Coś nie tak z jego
ręką. Wygląda jakby coś ją dotkliwie poraniło i
pokaleczyło. Jakieś drobne, ostre odłamki. Rany dopiero się
zagoiły...</emphasis></p>

<p><emphasis>Szkło?</emphasis></p>

<p><emphasis>Co ten dureń
wyprawiał z tą dłonią? Nos Malfoya nie jest przecież
zrobiony ze szkła.</emphasis></p>

<p>A, zresztą co go
obchodzi poraniona ręka Pottera...</p>

<p>Severus wrócił do
wypracowań, ale zupełnie nie mógł się na nich skupić.
I tak wszystkie nadają się do kosza. Nie ma sensu w ogóle
marnować czasu na sprawdzanie ich.</p>

<p>Snape odłożył
pióro i oparł się o krzesło, obrzucając klasę
groźnym spojrzeniem. Podniósł wzrok akurat w chwili, by dostrzec jak
Malfoy zamienia świstek papieru w małego ptaka i dmuchnięciem
posyła go... - Mistrz Eliksirów uważnie śledził lot
papierowego ptaka - ...w stronę Pottera.</p>

<p>Severus zwęził
niebezpiecznie oczy.</p>

<p>- Accio! - warknął,
a notka zmieniła kierunek i ku przerażeniu Ślizgona, wpadła
wprost w wyciągniętą dłoń nauczyciela. Kiedy palce
Mistrza Eliksirów zacisnęły się na niej, Malfoy, zawsze blady,
zbladł jeszcze bardziej i otworzył usta, żeby coś
powiedzieć.</p>

<p>- Słucham, panie Malfoy?
- zapytał Snape, unosząc brwi.</p>

<p>Ślizgon natychmiast
zamknął usta, rzucając nauczycielowi nienawistne spojrzenie.
Severus dostrzegł kątem oka, że Potter także zbladł.
Domyślając się, co ujrzy, mężczyzna zajrzał do
liściku, ale to, co w nim zobaczył przeszło jego
najśmielsze oczekiwania. W rogu kartki widniał odręcznie
wykonany rysunek pochylonego Pottera i Mistrza Eliksirów wykonującego
bardzo sugestywne ruchy w okolicach tyłka chłopaka. Jednak to, co
było napisane w liściku sprawiło, że na policzki Snape'a, po
raz pierwszy od dzieciństwa wypłynął blady rumieniec.</p>

<p>Był to tekst jednej z
"zabawnych" piosenek Ślizgonów:</p>

<p><emphasis>Kiedy Potter widzi Snape'a</emphasis></p>

<p><emphasis>To od razu się
nakręca.</emphasis></p>

<p><emphasis>Łzy mu ciekną
strumieniami</emphasis></p>

<p><emphasis>I problemy ma z jajami.</emphasis></p>

<p><emphasis>Jęczy, dyszy, w
obłokach buja</emphasis></p>

<p><emphasis>I marzy tylko o tym, by mu
Snape wsadził...</emphasis></p>

<p>Severus zgniótł kartkę
w dłoni, nie doczytawszy do końca i morderczym wzrokiem spojrzał
na Ślizgona.</p>

<p>Jego oczy zalała fala
wściekłości.</p>

<p>Nic dziwnego, że Potter
zniknął z powierzchni ziemi. Zresztą szykanowania, które
spotkały Złotego Chłopca mało go obchodziły. Najgorsze
było to, że on, Mistrz Eliksirów, stał się także po
części obiektem drwin uczniów, a tego przenigdy im nie daruje!
Już nie jest małym, słabym, przestraszonym chłopcem
prześladowanym przez bandę Pottera! Nigdy więcej nie pozwoli na
to, żeby ktokolwiek chociażby pomyślał o tym, by
spróbować naśmiewać się z profesora Snape'a. Nawet
jeżeli tym kimś będzie syn Śmierciożercy!</p>

<p>- Panie Malfoy - z ust
Severusa wydobył się wściekły syk - przez pana pański
dom traci dwadzieścia punktów! Zgłosi się pan do mnie wieczorem
na szlaban! Punktualnie o siódmej!</p>

<p>Ślizgon siedział
tak sztywno, jakby połknął kij, a jego oczy wpatrywały
się w Snape'a z gniewnym niedowierzaniem.</p>

<p>Przez klasę
przeszedł szmer zdumienia.</p>

<p>Slytherin ukarany! Malfoy
ukarany! Przez Snape'a!</p>

<p>- Cisza! - wykrzyknął
Mistrz Eliksirów, obrzucając uczniów surowym spojrzeniem. - Jeżeli <emphasis>jeszcze
raz</emphasis> przyłapię <emphasis>kogokolwiek</emphasis> na rzuceniu chociażby
małej aluzji odnoście incydentu, który miał miejsce na
poprzedniej lekcji, zostanie ukarany kilkugodzinnym szlabanem w każdy weekend
do końca roku szkolnego i narazi się na mój gniew, a - wierzcie mi -
nie warto mieć we mnie wroga! - Severus powiódł wzrokiem po
przerażonych twarzach uczniów, zauważając, że twarz
wpatrującego się w swój kociołek Pottera stała się
cała czerwona i zatrzymał go na rozzłoszczonej twarzy Malfoya,
przez którą przebiegł grymas szyderstwa . - Jeżeli ktoś
spróbuje złamać ten zakaz, to ja się o tym dowiem, zapewniam
was! Czy to zrozumiałe, panie Malfoy?</p>

<p>Ślizgon zagryzł
wargę i wyzywająco wpatrywał się w Snape'a, a jego wzrok
ciskał pioruny. Po kilku chwilach kiwnął sztywno
głową.</p>

<p>- Znakomicie - odparł
nauczyciel jadowitym tonem. - A teraz wracajcie do pracy.</p>

<p>Odwrócił się z
zamachem i opadł na swoje krzesło przy biurku, skąd miał
doskonały widok na całą klasę. Uczniowie, wymieniwszy
porozumiewawcze spojrzenia, powrócili do swoich zajęć. Przez
resztę lekcji nikt nie odezwał się nawet słowem.
Groźba Snape'a, że ten, kto uwarzy najgorszy eliksir, będzie
musiał go wypić, podziałała jak smagnięcie biczem.
Żaden z uczniów nie chciał być królikiem doświadczalnym.</p>

<p>Harry kilka razy
upuścił swój nóż, albo rozsypał składniki, co nie
uszło uwadze nauczyciela.</p>

<p>"Trudno uwierzyć,
że taka ofiara losu może być najlepszym szukającym w tym
stuleciu" - pomyślał Severus obserwując, jak Potter
niezgrabnie próbuje zebrać składniki z podłogi.
"Zresztą on zawsze miał więcej szczęścia,
niż rozumu" - dodał w myślach Mistrz Eliksirów - "a to
wystarczający powód, żeby go nienawidzić. Cudowny, bezmózgi
chłopiec Gryffindoru." - Severus prawie wypluł te słowa,
ślizgając się wzrokiem po chudym, trochę kościstym
ciele chłopaka, jego długich członkach i zmierzwionej czuprynie.</p>

<p>To, co najbardziej
irytowało mężczyznę, było to, że od początku
lekcji chłopak nie spojrzał na niego ani razu, jakby Snape był
jakąś nie wartą zachodu muchą na ścianie. To, w jaki
sposób Potter go ignorował, doprowadzało go do szału,
podsycanego dodatkowo przez wspomnienie incydentu z poprzedniej lekcji, kiedy
Gryfon nie widział nikogo i niczego, poza Mistrzem Eliksirów; kiedy Severus
był dla niego najważniejszą osobą na świecie.</p>

<p>Teraz był dla niego
nikim.</p>

<p>Świadomość
tego wrzała w Snapie i otaczała jego serce lodowatym płomieniem
gniewu.</p>

<p>- Czas dobiegł
końca! - warknął nauczyciel, podnosząc się ze swego
miejsca z pewnym postanowieniem.</p>

<p><emphasis>Zmuszę go!</emphasis></p>

<p>Mężczyzna
przeszedł przez klasę i zatrzymał się przy stoliku, przy
którym pocił się najbardziej żałosny uczeń
Gryffindoru.</p>

<p>- Longbottom! -
syknął Mistrz Eliksirów, patrząc z odrazą na kulącego
się ze strachu, pulchnego Gryfona. - Nie dość, że twój
eliksir ma konsystencję wymiocin, to na dodatek cuchnie jak one.</p>

<p>Postanowiłeś nas
wszystkich podusić, Longbottom?</p>

<p>Od strony stołu
Ślizgonów dobiegły ciche śmiechy.</p>

<p>Twarz Gryfona nabrała
koloru podobnego do barwy eliksiru Desideria Intima.</p>

<p>- Ale czego można
było spodziewać się po kimś, kto ma mózg wielkości
orzeszka? - ciągnął okrutnie nauczyciel. - W chwili, kiedy
zostałeś poczęty przypadł ci w darze monopol na
całkowite porażki. - Severus oderwał na chwilę wzrok od
chłopaka, który wyglądał, jakby marzył tylko o tym,
żeby schować się pod ławkę, a następnie Mistrz
Eliksirów zerknął na Harry'ego, który zaciskając zęby
patrzył w drugi koniec klasy. - Oczywiście czasami dzielisz się
tym darem z Potterem. - w momencie, kiedy wymówił ostatnie słowo jego
oczy rozbłysły, a głos przeszedł w jadowity syk, ale
jedyną zauważalną reakcją Gryfona były jego
zaciskające się pięści. Chłopak nawet na niego nie
zerknął. Nie wykonał żadnego gestu, jakby zupełnie nie
słyszał słów nauczyciela. Snape mógł tam stać i do woli
mieszać z błotem jego kolegę, ponieważ i tak nie
przyniosłoby to żadnego efektu.</p>

<p>Mistrz Eliksirów poczuł
jak fala zawodu i palącego gniewu zalewa jego umysł.</p>

<p>Potter powinien być
wściekły, powinien wpaść w szał, powinien
zacząć krzyczeć, powinien zrobić <emphasis>cokolwiek</emphasis>, a on po
prostu spokojnie siedział, jakby nic, co powie albo zrobi Snape nie
mogło trafić do jego serca i wywołać w nim jakiejkolwiek
gwałtownej reakcji; jakby nie miał nad chłopakiem żadnej
władzy.</p>

<p>Świadomość
tego doprowadzała Severusa do białej gorączki.</p>

<p>- A teraz, Longbottom,
wypijesz swój cudowny eliksir i z chęcią popatrzymy, co z tobą
zrobi. Może zamieni cię w kupkę smoczych odchodów.
Wątpię, by kogokolwiek to zmartwiło, ale ty może w
końcu odkryjesz swoje przeznaczenie.</p>

<p>W oczach chłopaka pojawiły
się łzy. Niektórzy Gryfoni próbowali protestować, ale jedno
spojrzenie rzucone przez Snape'a sprawiło, że zamilkli.</p>

<p>- Na co czekasz? Wypij go! -
warknął groźnie Snape, a ton jego głosu sprawił,
że część uczniów aż się skuliła.</p>

<p>Neville, łykając
łzy, nabrał trochę eliksiru do butelki. Dłoń
drżała mu tak bardzo, że miał trudności z
przyłożeniem jej do ust.</p>

<p>- Niech pan przestanie! -
pisk Granger przerwał panujące w klasie milczące wyczekiwanie.
Hermiona stała przy swojej ławce z oczami buntowniczo utkwionymi w
nauczycielu. - Nie może pan go do tego zmusić! Nie wolno panu
wykorzystywać swojej władzy nauczycielskiej do gnębienia
uczniów!</p>

<p>- Jak śmiesz
odzywać się do mnie takim tonem? - głos Snape'a drżał
z wściekłości. - Siadaj na miejsce i nie odzywaj sie nie pytana,
albo zaraz wypijesz ten eliksir za pana Longbottoma! Przez ciebie Gryffindor
traci trzydzieści punktów!</p>

<p>Hermiona zbladła i
przełknęła ślinę. chciała jeszcze coś
powiedzieć, ale powstrzymał ją Ron, ciągnąc ją
delikatnie za rękaw i coś do niej szepcząc.</p>

<p>Severus odwrócił
się ponownie do Longbottoma i obrzucił go pełnym obrzydzenia
spojrzeniem. Neville zamknął oczy i szybko wypił eliksir.</p>

<p>W klasie zapanowała
cisza. Wszyscy wstrzymali oddech, patrząc, jak Gryfon wzdryga się z
odrazą i odstawia butelkę na swój stolik. W tej samej chwili na jego
twarzy i dłoniach, zaczęły wyrastać kępki czarnej
sierści. W kilka chwil całe jego ciało pokryło się
stale rosnącymi włosami, pomiędzy którymi błyszczało
dwoje śmiertelnie przerażonych oczu.</p>

<p>- No, no... - głos nauczyciela
przerwał panującą w klasie ciszę. - Widzę, że
twój wygląd w końcu dopasował się do twojego intelektu -
zakpił Severus. - Panno Granger, proszę odprowadzić tę
małpę do skrzydła szpitalnego. Może Pomfrey wymyśli
jakiś sposób, żeby go przywrócić do porządku, a jeżeli
nie, to będzie to niewielka strata dla świata czarodziejów.</p>

<p>Snape
uśmiechnął się szyderczo, odrywając spojrzenie od
Longbottoma, który był już tak zarośnięty, że jego
owłosienie dosięgało podłogi i przeniósł wzrok na
stół, przy którym siedzieli Potter, Granger i Weasley. Hermiona
podniosła się szybko i podbiegła do pochlipującego
Neville'a, a następnie, podtrzymując go, wyprowadziła go z
klasy.</p>

<p>Tryumf, który poczuł
Mistrz Eliksirów, rozpłynął się jak mgła, kiedy
ujrzał, że Potter przez cały czas patrzy w przeciwną
stronę, jakby zupełnie nie obchodziło go, co Snape zrobił z
jego przyjacielem. Gniew zamienił się w lodowe ostrze furii, która
opanowała umysł mężczyzny i skierowała jego kroki
wprost w stronę Gryfona.</p>

<p>Severus stanął tuz
przed ławką Harry'ego i zauważył, jak chłopak
spiął się cały, a rumieńce gniewu, które
płonęły na jego policzkach, ustąpiły miejsca
bladości strachu. Eliksir Gryfona miał barwę miodu i byłby
całkiem w porządku, gdyby nie...</p>

<p>"...liście
belladonny" - pomyślał nauczyciel, mrużąc oczy i
spoglądając na chłopaka, który ze zdenerwowania przygryzł
wargę.</p>

<p>- O jakim składniku pan
zapomniał, panie Potter? - zapytał Snape, cedząc słowa.</p>

<p>Chłopak patrzył w
ławkę i milczał. Wściekłość, która
gotowała się w Severusie przez całą lekcję,
zaczęła przeobrażać się w coś bardzo zimnego,
płonącego chłodem w jego sercu.</p>

<p>- Pytałem, o jakim
składniku zapomniałeś!</p>

<p>- Nie wiem, sir - Potter
odparł tak cicho, że Snape ledwie to dosłyszał.</p>

<p>- Może gdybyś <emphasis>patrzył</emphasis>
na tablicę, to wiedziałbyś, jaki składnik
przeoczyłeś! - warknął Severus, czując, że
nieokiełznany gniew przejmuje nad nim kontrolę i staje się coraz
bardziej nieostrożny.</p>

<p>Jednak nawet ta
kąśliwa uwaga nie zmusiła Pottera, żeby oderwał wzrok
od ławki i spojrzał na nauczyciela.</p>

<p>Lodowata furia
ogarnęła Mistrza Eliksirów, kiedy został - kolejny już raz
- zignorowany przez chłopaka; furia, potęgowana przez całą
lekcje, kiedy Potter go tak ostentacyjnie ignorował; furia, która
przekroczyła granicę i pchnęła turbiny palącego
pragnienia, by znowu ujrzeć swoje odbicie w zielonych oczach.</p>

<p>- Patrz na mnie, kiedy do
ciebie mówię! - groźny ton głosu Snape'a przeobraził
się w nieznoszący sprzeciwu rozkaz.</p>

<p>Potter wzdrygnął
się i powoli podniósł wzrok. Po raz pierwszy od początku lekcji
spojrzał prosto w oczy Snape'a.</p>

<p>Zielone oczy chłopaka
zasnuwał mroczny cień, uniemożliwiając Severusowi
odczytanie jego spojrzenia. Przez chwilę zamigotała w nich sugestia
smutku i cierpienia, zastąpiona wyrzutem wymieszanym z pogardą. Lecz wszystko
zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, pozostawiając
jedynie zawziętą pustkę i całkowitą
obojętność, jakby Potter za wszelką cenę starał
się ukryć swoje uczucia i zepchnąć je głęboko
wewnątrz siebie; tam, gdzie Mistrz Eliksirów nie będzie mógł ich
dosięgnąć.</p>

<p>Dzwonek, obwieszczający
koniec zajęć, sprawił, że Severus zamrugał kilka razy,
jakby powracając do rzeczywistości. Po czym odwrócił się w
stronę klasy i wysyczał:</p>

<p>- Koniec lekcji.
Wynoście się wszyscy!</p>

<p>A następnie szybko
podszedł do swojego biurka.</p>

<p>Uczniowie rzucili się do
pakowania swych rzeczy, jakby nie mogąc doczekać się, żeby
jak najszybciej opuścić klasę i opowiedzieć wszystkim, co
się wydarzyło. Snape'a jednak nic to nie obchodziło.
Siedział przy swoim biurku, obserwując Pottera z na wpół
przymkniętych powiek. Gryfon skrzywił się z bólu, podnosząc
swoją torbę z książkami i upuścił ją na
podłogę. Wtedy Severus, zupełnie nie myśląc o tym, co
robi, otworzył jedną ze swych szuflad i wyjął z niej
małą buteleczkę.</p>

<p>- Panie Potter! - jego
głos sprawił, że chłopak zesztywniał. - Zostanie pan
po lekcji. Muszę z panem...</p>

<p>Nie zdołał jednak
dokończyć, gdyż Gryfon złapał torbę w lewą
rękę i wybiegł z klasy tak szybko, jakby go coś
goniło.</p>

<p>Po chwili konsternacji,
Mistrza Eliksirów znowu zalała fala palącego gniewu. Z taką
ignorancja i brakiem szacunku nie spotkał się jeszcze nigdy w
całej swojej karierze nauczycielskiej!</p>

<p><emphasis>Och, Potter gorzko tego
pożałuje...</emphasis></p>

<p>- Weasley! -
warknął Snape, zanim jeszcze chłopak opuścił
klasę. Rudzielec przełknął ślinę i spojrzał
ze strachem na nauczyciela. - Podejdź tu.</p>

<p>Kiedy Ron stanął
przed biurkiem Mistrza Eliksirów ten wyciągnął w jego
stronę małą buteleczkę pełną nieznanego eliksiru
i rzekł:</p>

<p>- Masz to dać Potterowi
i powiedzieć mu, żeby smarował tym rękę trzy razy
dziennie. - widząc minę chłopaka, Severus zmarszczył
groźnie brwi. - Na moich lekcjach każdy uczeń musi mieć
sprawne obie dłonie - dodał. - I nie patrz tak na mnie. Gdybym
chciał Pottera otruć, zrobiłbym to już dawno.</p>

<p>Gdy zszokowany Gryfon
odwrócił się, by odejść, Severus zatrzymał go ostatni
raz.</p>

<p>- I przekaż Potterowi,
że jeżeli jeszcze raz spróbuje mnie tak zignorować, to gorzko
tego pożałuje.</p>

<p>Weasley pokiwał
głową i wybiegł z klasy zamykając za sobą drzwi.</p>

<p>W sali zapanowała
błogosławiona cisza. Severus oparł się wygodniej na
krześle i westchnął.</p>

<p>To była
męcząca lekcja.</p>

<p>*
* *</p>

<p>W piątkowy wieczór
profesor Snape, podążając szybkim krokiem przez korytarz,
narzekał na swój przeklęty los.</p>

<p>Minęło już
kilka dni od lekcji z szóstoklasistami, na której zmusił Longbottoma do
wybicia eliksiru, który sam uwarzył, a pozostali członkowie grona
pedagogicznego wciąż mu to wypominali.</p>

<p>Najgorsza była Pomrfey.</p>

<p>"Mogłeś go
otruć! Mogłeś go oślepić! Mogłeś go nawet
zabić! Nigdy w życiu nie spotkałam się z tak
nieodpowiedzialnym zachowaniem ze strony nauczyciela!"</p>

<p>Podczas każdego
posiłku sztyletowała go wzrokiem, a McGonagall - kolejna Matka Teresa
uciśnionych dzieci - odwracała się od niego ostentacyjnie, za
każdym razem, kiedy się z nim spotykała.</p>

<p>"Niewielka strata"
- myślał Snape. Przynajmniej nie musi patrzeć na tą starą
jędzę.</p>

<p>Trudno w to uwierzyć,
ale nawet Dumbledore wezwał go na rozmowę i wygłosił
kazanie na temat nadużywania władzy nauczycielskiej i humanitarnego
postępowania z uczniami. Severus z całej przemowy zapamiętał
tylko odrażający zapach ulubionej herbaty dyrektora, którą
został poczęstowany.</p>

<p>"Powinienem dostać
podwyżkę" - pomyślał Snape - "za pracę w
stresujących warunkach."</p>

<p>Severus zamknął
oczy i odetchnął.</p>

<p>Skoro ten mały
tłuścioch pobiegł poskarżyć się każdemu,
kogo spotkał, to ciekawą rzeczą było to, że na razie
żaden z nauczycieli jeszcze nie wspomniał o incydencie z Potterem.
Najwyraźniej chłopak postanowił zatrzymać całą
sprawę dla siebie.</p>

<p><emphasis>Wcale mu się nie
dziwię. Skoro musiałby się potem tłumaczyć ze swojej
mrocznej seksualnej obsesji na punkcie Mistrza Eliksirów...</emphasis></p>

<p>Snape
uśmiechnął się do siebie w myślach.</p>

<p>Chłopak zaczął
się w końcu pojawiać na posiłkach i na korytarzach.
Najwyraźniej jego zakaz podziałał. No, ale spróbowaliby go tylko
nie posłuchać...</p>

<p>Jednak nie tylko to się
zmieniło. Severus coraz częściej czuł na sobie palący
wzrok Gryfona. Były to szybkie, ukradkowe spojrzenia, rzucane na
posiłkach albo korytarzach. Nie dość szybkie jednak, by Mistrz
Eliksirów ich nie dostrzegł.</p>

<p>Było w tych spojrzeniach
coś zagadkowego; coś, co wybijało się poza zwyczajną
nienawiść, jaką Severus zwykle w nich dostrzegał.</p>

<p>Najbardziej interesujące
było jednakże spotkanie z Potterem dzisiejszego popołudnia na
korytarzu, podczas dyżuru Snape'a.</p>

<p>Severus zauważył go
już, kiedy chłopak wyszedł zza zakrętu, grzebiąc w swojej
torbie. Kiedy obaj się mijali, Mistrz Eliksirów kątem oka
dostrzegł, jak Potter podnosi wzrok, po tym, jak poczuł padający
na niego czarny cień Snape'a. Skutkiem tego było wypuszczenie przez
chłopaka torby z rąk, która wylądowała na podłodze,
rozrzucając zawartość aż pod nogi nauczyciela.</p>

<p>- Potter - wycedził
Snape szyderczym tonem. - Widzę, że nawet wyminięcie mnie na
korytarzu to za duże wyzwanie dla twoich skołatanych nerwów.</p>

<p>Chłopak zarumienił
się i zaczął zbierać swoje rzeczy z podłogi. Nie
podniósł wzroku, by spojrzeć na nauczyciela, ale Severus widział
w jego nerwowych, sztywnych ruchach ogromne zdenerwowanie. Zawsze, kiedy Potter
znajdował się w pobliżu mężczyzny, uciekał
wzrokiem, jakby się bał, że jeżeli na niego spojrzy, to...
no właśnie, to co?</p>

<p>Jednak, kiedy znajdował
się z dala od nauczyciela, nie potrafił powstrzymać się od
zerkania na niego. Było to bardzo intrygujące. Severus
postanowił czekać na dalszy rozwój wypadków.</p>

<p>Prychnął
pogardliwie, wymijając klęczącego na podłodze Gryfona i
ruszył dalej. Później Mistrz Eliksirów wiele razy zastanawiał
się, jaki impuls kazał mu się odwrócić po paru krokach, ale
zrobił to i to, co zobaczył, wprawiło go w konsternację.</p>

<p>Potter stał na
środku korytarza, przyciskając torbę do piersi i patrzył za
odchodzącym Snapem wzrokiem zagubionego dziecka, któremu zostało
coś odebrane, ale w chwili, kiedy zauważył, że Mistrz
Eliksirów się odwrócił, chłopak z przerażeniem
spuścił wzrok, po czym szybko odszedł.</p>

<p>To spotkanie nie chciało
opuścić myśli Severusa, kiedy podążał korytarzem
w stronę głównego holu.</p>

<p>Ale teraz nie pora na takie
myśli. Musi szybko wymazać je z pamięci i o wszystkim
zapomnieć.</p>

<p>Znak na jego przedramieniu
zapłonął ponownie.</p>

<p>Czarny Pan nie lubi
czekać.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
przyspieszył kroku.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Severusie... - głos
Voldemorta wypełnił ciszę panującą w tonącym w
mroku pomieszczeniu. Pojedynczy kandelabr zwisał z sufitu
oświetlając twarze Śmierciożerców zasiadających przy
długim stole w piwnicach rezydencji Malfoyów. - Doszły mnie pewne
wieści dotyczące naszego drogiego "Wybrańca". -
głos Voldemorta zamienił się w szyderczy syk, wypowiadając
ostatnie słowo. Draco Malfoy, siedzący po prawej stronie Lucjusza,
uśmiechnął się.</p>

<p>Twarz Snape'a była
nieporuszona.</p>

<p>- Myślę, że
będziemy mogli to wykorzystać. - uśmiech Czarnego Pana był
jadowicie upiorny.</p>

<p>Severus poczuł, jak
Voldemort wtłacza rozkazy wprost do jego głowy. Myśli Czarnego
Pana, lodowate tak, jak jego serce, oplatały umysł Mistrza Eliksirów
i wdzierały się swymi zimnymi szponami do jego mózgu. Kiedy Voldemort
wycofał się z jego umysłu, Severus spojrzał na niego i
uśmiechnął się mrocznie i nieprzyjemnie.</p>

<p>- Wiesz, co masz robić -
wysyczał Czarny Pan.</p>

<p>- Oczywiście -
odparł Mistrz Eliksirów.</p>

<p>_____________</p>

<p>* "Uninvited" by
Alanis Morisette</p>

<p><strong>--- rozdział 04 ---</strong></p>

<p><strong>4. Stuck on you.</strong></p>

<p><emphasis>It's
like you're a drug</emphasis></p>

<p><emphasis>It's
like you're a demon I can't face down</emphasis></p>

<p><emphasis>It's
like I'm stuck</emphasis></p>

<p><emphasis>It's
like I'm running from you all the time</emphasis>*</p>

<p>Ciszę panującą
w dormitorium, przerwał nagły trzask drzwi uderzających o
ścianę. Następnie rozległ się głuchy odgłos,
jaki wydaje but zderzający się z twardym, drewnianym kufrem, po
którym nastąpił pełen wściekłości krzyk:</p>

<p>- Nienawidzę go!</p>

<p>Harry Potter stał przy
swoim łóżku i dyszał ciężko, a wspomnienia lekcji
eliksirów, która zakończyła się kilkanaście minut temu,
tańczyły w głowie Gryfona, rywalizując o miejsce w
pierwszym rzędzie. Nie mógł się zdecydować, czy bardziej
nienawidzi Snape'a za upokarzanie jego przyjaciół, za wredne komentarze,
za psychiczne znęcanie się nad nim, czy za garbaty nos i tłuste
włosy. Wiedział, że pożałuje tego, iż
zdecydował się w końcu pójść na tę lekcję,
ale najwyraźniej zapomniał o tym, z jakim draniem ma do czynienia.</p>

<p>Snape przeszedł samego
siebie.</p>

<p>Harry pamiętał
burzę szalejącą w jego wnętrzu, z którą zmagał
się, kiedy nauczyciel stał tam i najspokojniej w świecie
mieszał Neville'a z błotem. Gryfon zdawał sobie niejasną
sprawę z tego, że mężczyzna chciał go
sprowokować, ale nie potrafił nic zrobić. Mógł tylko
zaciskać zęby i pięści z bezsilności.</p>

<p>"Jestem tchórzem!
Pieprzonym tchórzem!" - powtarzał w myślach.</p>

<p>Pragnął coś
powiedzieć, zrobić coś, cokolwiek, by obronić Neville'a,
ale strach przed spojrzeniem w czarne oczy i stawieniem im czoła
odbierał mu całą odwagę, zabierając ze sobą dumę
i wszelkie postanowienia, które czynił przed lekcją.</p>

<p>Przez cały czas
czuł na sobie palące spojrzenia nauczyciela, ale możliwe,
że to były tylko halucynacje i zaczyna już tracić
zmysły.</p>

<p>Nie! Snape na pewno
patrzył na niego. Tylko wzrok tego podłego Śmierciożercy
potrafił sprawić, że przez ciało Harry'ego przechodził
zimny dreszcz, nawet jeżeli jemu samemu było niezwykle gorąco.</p>

<p>Odważył się
tylko raz rzucić nauczycielowi szybkie spojrzenie - w momencie, kiedy
Snape przywołał liścik wysłany przez Malfoya, a który
był przeznaczony dla Harry'ego.</p>

<p>Do tej pory nie potrafił
zapomnieć wyrazu twarzy Snape'a, kiedy przeczytał treść
notatki. Na wiecznie blade, żółtawe policzki, wypłynął
delikatny rumieniec. Gryfon nigdy w życiu nie spodziewał się,
że kiedykolwiek ujrzy rumieńce na twarzy Mistrza Eliksirów i
obawiał się, że ten widok będzie go prześladował
w koszmarach sennych. W ogóle ciężko mu było podejrzewać
Snape'a o jakiekolwiek ludzkie uczucia, a tu proszę - taka niespodzianka.</p>

<p>Harry prawie, że
zaczął obgryzać paznokcie z ciekawości, co też Malfoy musiał
napisać w tym liściku, że wywołał u Snape'a taką
reakcję, która skłoniła nauczyciela do tak bezprecedensowej
decyzji, jaką było odebranie Ślizgonom dwudziestu punktów.
Gryfon wiedział, że to wydarzenie przejdzie do historii szkoły.</p>

<p>Może nawet niedługo
ujrzy stosowną notkę w <emphasis>Historii Hogwartu</emphasis>.</p>

<p>To oczywiste, że Malfoy
musiał napisać jakieś świństwa odnośnie
poprzedniej lekcji, ale w jaki sposób to ujął, że aż tak
rozwścieczył swojego opiekuna?</p>

<p>Jedyną rzeczą, za
jaką Harry był Snape'owi wdzięczny było to, że
całkowicie zakazał komukolwiek wspominać o tym incydencie.
Chłopak zdawał sobie sprawę, że nauczyciel na pewno nie
kierował się jego dobrem, a chronił tylko własny tyłek
i własną reputację. Gdyby Mistrz Eliksirów zaczął
nagle okazywać zainteresowanie samopoczuciem Harry'ego, Gryfon pewnie
poleciłby mu, aby przebadał się w Świętym Mungo.</p>

<p>Snape był
samolubną, egoistyczną świnią i wszyscy wiedzieli o tym
już od dawna.</p>

<p>Harry miał tak
serdecznie dosyć tamtej lekcji, że kiedy usłyszał głos
Mistrza Eliksirów, który wołał go, bo chciał z nim
"porozmawiać", chłopaka sparaliżował taki strach,
że nie zastanawiając się ani przez chwilę, złapał
torbę i czmychnął z klasy najszybciej, jak się dało.</p>

<p>A jeżeli Snape
chciał z nim porozmawiać o tym liściku? Harry chyba spopieliłby
się jak feniks ze wstydu...</p>

<p>Chłopak wiedział,
że pewnie swoją ucieczką rozwścieczył nauczyciela
jeszcze bardziej, ale przynajmniej udało mu się uciec z linii frontu,
pozostawiając pieniącego się Snape'a samemu sobie.</p>

<p>Na usta Gryfona
wypełzł uśmiech pełen złośliwej satysfakcji.</p>

<p>Na dźwięk kroków,
Harry odwrócił się gwałtownie. Ostatnie dni ciągłego
ukrywania się wyćwiczyły w nim pewien instynkt samozachowawczy,
właściwy małym, futerkowym, wiecznie zaszczutym zwierzątkom.</p>

<p>- Och, to tylko ty, Ron. - Gryfon
odetchnął z ulgą, widząc swojego przyjaciela,
wchodzącego do sypialni.</p>

<p>- Snape to wredny skurwiel! -
warknął rudzielec, rzucając torbę z książkami na
łóżko. - Zawsze nim był, ale ostatnio przechodzi samego siebie!
Jak mógł zrobić Neville'owi takie świństwo? -
zerknął na Harry'ego. - I tobie również. No, rozumiem, że
to Snape, Śmierciożerca i w ogóle, ale nawet on musi mieć w
sobie ziarenko współczucia - widząc powątpiewające
spojrzenie swojego przyjaciela, rudzielec westchnął. - No tak. To
jest Snape. Snape-owaty do szpiku kości.</p>

<p>Ron opadł na
łóżko i spojrzał na Harry'ego.</p>

<p>- O właśnie, ten
krzywonosy drań kazał ci to dać.</p>

<p>Chłopak
wyciągnął małą buteleczkę z połów swej szaty
i podał ją Harry'emu.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał
Gryfon, odbierając eliksir z rąk przyjaciela. Rudzielec wzruszył
ramionami.</p>

<p>- Nie mam pojęcia.
Kazał ci tym smarować rękę trzy razy dziennie.</p>

<p>Harry wybałuszył
oczy. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby dobrze
usłyszał.</p>

<p>- Snape dał ci to dla
mnie, żebym tym smarował rękę?</p>

<p>- Dziwne, co? - Ron
spojrzał na fiolkę z podejrzliwością. - A może to
jakaś czarno-magiczna substancja, która opanuje twoją rękę
i każe ci się w nocy samemu udusić?</p>

<p>Wzrok Harry'ego mógłby
ciąć szkło.</p>

<p>- No co? - zaperzył
się rudzielec. - Fred i George opowiadali mi o tym, kiedy byłem
mały.</p>

<p>- Cokolwiek by to było i
tak nie przyjmę niczego od Snape'a! - Gryfon odrzucił butelkę ze
wstrętem. - Pewnie to jakaś wymyślna trucizna, która spowoduje,
że odpadnie mi ręka. Po nim można się wszystkiego
spodziewać.</p>

<p>- Powiedział, że
jeżeli chciałby cię otruć, to zrobiłby to już
dawno - zauważył rudzielec.</p>

<p>- Dzięki Ron.
Naprawdę podniosłeś mnie na duchu.</p>

<p>Ron spąsowiał i
spuścił wzrok.</p>

<p>Harry zamyślił
się przez chwilę.</p>

<p>Snape, troszczący
się o jego zdrowie i przysyłający mu maść
leczniczą jakoś nie wywoływał w nim zaufania. W ogóle nie
wywoływał żadnych pozytywnych odczuć. Do tej pory Gryfona
spotykały z jego strony tylko szykanowania i groźby. Dlaczego nagle
miałoby sie to zmienić?</p>

<p>Przecież na pewno nie
dlatego, że Harry niemal wyznał mu miłość przy
całej klasie.</p>

<p>Nie, to na pewno nie
mogło być powodem.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Tego wieczoru Harry
postanowił, po raz pierwszy od kilku dni, zejść na kolację.
Ron i Hermiona wybadali teren i donieśli Gryfonowi, że wszelkie
docinki pod jego adresem nagle ustały, a obrazoburcze rysunki
pokrywające ściany pokoju wspólnego zniknęły.</p>

<p>Nikt nie chciał się
narazić Mistrzowi Eliksirów, bo istniała szansa, że
skończyłby jeszcze gorzej niż Potter i Longbottom.</p>

<p>Jak Harry dowiedział
się z relacji Hermiony, Neville dostał natychmiast odtrutkę i
miał zostać w skrzydle szpitalnym przynajmniej przez kilka dni, a
pani Pomfrey, kiedy dowiedziała się, co zaszło, wpadła w
histerię, która szybko przeszła we wściekłość, i
oświadczyła, że udusi Severusa Snape'a jego własna
peleryną.</p>

<p>Ron parsknął
śmiechem, wyobrażając sobie tę sytuację, lecz Hermiona
spiorunowała go wzrokiem.</p>

<p>- To nie jest śmieszne,
Ron! Profesor Snape powinien zostać surowo ukarany. To było
znęcanie się nad uczniem i powinno zostać potraktowane jako
bardzo poważne przewinienie. W kodeksie praw ucznia...</p>

<p>- Hermiono -
jęknął Ron. - Czy na świecie istnieje chociaż jedna
książka, której nie czytałaś?</p>

<p>Hermiona obrzuciła go
pogardliwym spojrzeniem.</p>

<p>Harry przestał
słuchać, jak jego przyjaciele wymieniają między sobą
kąśliwe uwagi i zaczął się rozglądać po
korytarzu, którym wszyscy troje zmierzali w stronę Wielkiej Sali.</p>

<p>Czuł się
trochę nieswojo bez peleryny niewidki, z którą nie rozstawał
się przez kilka ostatnich dni. Był odsłoniętym, doskonale
widocznym celem dla każdego nieprzychylnego spojrzenia i
złośliwego uśmiechu.</p>

<p>No, ale przynajmniej koniec z
zaczepkami słownymi, a te były najgorsze.</p>

<p>Szczerze powiedziawszy, to
bardzo go zdziwiła taka skuteczność groźby Mistrza
Eliksirów, no ale Snape był znany z bardzo skrupulatnego wprowadzania w
życie swoich gróźb.</p>

<p>Kilka Puchonek z trzeciego
roku wyminęło Harry'ego i rzuciło mu rozbawione spojrzenie,
jednak Gryfon nie dostrzegł w nim potępienia, które zwykle
towarzyszyło takim spojrzeniom.</p>

<p>"No, ale kilka Puchonek,
to nie Malfoy i jego banda." - pomyślał Harry,
zastanawiając się, co też szykuje dla niego Ślizgon,
którego ostatnio tak brutalnie potraktował.</p>

<p>Chłopak wyczuwał,
że Malfoy na pewno nie puści mu tego płazem i znajdzie
jakiś sposób, żeby się na nim zemścić.</p>

<p>Gryfon postanowił,
że od tej pory będzie się bacznie rozglądał po
korytarzach, kiedy będzie sam.</p>

<p>Pojawienie się Harry'ego
w Wielkiej Sali, przypominało wyjście na teatralną scenę.
Nagle zaległa cisza, a wszystkie oczy skierowały się na Gryfona,
stojącego między swoimi przyjaciółmi. Harry
przełknął ślinę i ruszył w kierunku stołu.
Czuł się tak, jakby wszystko wokół zamarło i cały
świat skupił się na nim przytłaczając go i
wgniatając jego stopy w podłogę. Nagle zapragnął
odwrócić się i uciec jak najdalej od tych nieprzychylnych twarzy, wprost
w bezpieczne ciepło swojego dormitorium.</p>

<p>Jedno spojrzenie na stół
nauczycielski, przy którym majaczyła sylwetka odziana w czerń,
dodała mu zawziętej odwagi.</p>

<p>Nie może wiecznie
uciekać przed tym draniem!</p>

<p>Wyprostował się i
ruszył przed siebie, ignorując spojrzenia i szepty. Powoli atmosfera
w Wielkiej Sali zaczęła się przejaśniać, a uczniowie
powrócili do przerwanych rozmów. Harry usiadł na swoim miejscu i
poczuł się tak, jakby jego płuca nareszcie zostały
uwolnione od zaciskającej się wokół nich pętli strachu i
zdenerwowania, więc nareszcie mógł odetchnąć. Ron i
Hermiona usiedli obok niego. Przez jakiś czas szepty nadal dochodziły
do uszu Gryfona, ale uczniowie, najwyraźniej widząc, że
przynajmniej chwilowo Harry nie zamierza zacząć posyłać
Snape'owi buziaczków, czy czułych spojrzeń, ani robić innych
dziwnych rzeczy, powrócili do posiłku i do własnych spraw.</p>

<p>Chłopak wiedział,
że wszyscy tylko czekają na jakieś przedstawienie, ale nie
zamierzał dawać im tej satysfakcji.</p>

<p>Złapał talerz i ze
złością nałożył na niego kilka kiełbasek,
tłuczone ziemniaki i pudding. Kiedy jadł, jego skórę paliły
spojrzenia rzucane przez Gryfonów, którzy jeszcze do niedawna byli jego
przyjaciółmi. Seamus i Dean ostentacyjnie odsunęli się od
miejsca, przy którym siedział Harry i co jakiś czas wybuchali
śmiechem, zerkając na niego z obrzydzeniem. Lavender i Parvati
chichotały, posyłając Harry'emu rozbawione, złośliwe
uśmiechy. Ginny siedziała naprzeciw Gryfona, jednak w ogóle na niego
nie patrzyła. Wbijała wzrok w stół a na jej policzkach
płonęły rumieńce. Chłopak był jej wdzięczny,
że, chyba jako jedyna, nie okazuje mu wrogości.</p>

<p>Pałaszując
kolację, układał w głowie sposób, w jaki mógłby do
niej zagadać, ale nic nie potrafił wymyślić. Miał
ogromną nadzieję, że Ginny nie uwierzyła w te wszystkie
pogłoski o nim, które rozchodziły się po szkole lotem
błyskawicy. Harry słyszał niektóre. Wynikało z nich,
że Gryfon był w dzieciństwie wykorzystywany, że często
wymyka się na schadzki z Filchem i jest niewyżytym seksualnie
maniakiem, ubierającym się w skóry, który lubi gwałcić
zwierzęta i być chłostanym gałązkami Wierzby
Bijącej. Chłopak domyślał się, że
połowę z tych plotek wymyślił Malfoy i jego nienawiść
do Ślizgona rosła z każdym spojrzeniem na jego bladą twarz,
wykrzywioną złośliwym uśmiechem.</p>

<p>Harry wiedział, że
jeżeli wcześniej nie miałby żadnych problemów ze
znalezieniem sobie dziewczyny, gdyby tylko chciał, to teraz jego szanse
spadły praktycznie do zera. Z westchnieniem zerknął jeszcze raz na
Ginny.</p>

<p>A tak długo nosił
się z zamiarem zapytania jej o to...</p>

<p>Ginny była ładna,
mądra, sympatyczna. Miała wszystko to, czego chciał każdy
chłopak i zawsze otaczał ją tłum adoratorów. Ale była
siostrą Rona i dlatego Harry nigdy nie odważył się
zaproponować jej czegokolwiek. Miał tylko nadzieję, że po
tym, co wydarzyło się na lekcji eliksirów, Ginny nie
znienawidziła go.</p>

<p>Przełykając
zdenerwowanie, odchrząknął i otworzył usta, żeby
się do niej odezwać, ale wtedy płomiennoruda Gryfonka
podniosła wzrok i Harry'ego zmroziło.</p>

<p>Ginny patrzyła na niego
oczami pełnymi bolesnego wyrzutu, jakby Harry był winien całego
zła, jakie istnieje na świecie. Spojrzenie, jakie rzuciła
Harry'emu wyrażało głębokie rozczarowanie i gniew, jakby
jej marzenia właśnie rozsypały się w proch.</p>

<p>Zagryzając wargę,
Gryfon odwrócił wzrok, nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia.
Kiedy uniósł go ponownie, Ginny już nie było.</p>

<p>Harry wiedział, że
to nie jego wina, ale czuł się tak, jakby był najgorszą
świnią na świecie.</p>

<p>A więc to by było
na tyle, jeżeli chodzi o jakiekolwiek plany związane ze śliczną
siostrą Rona. Już żadna dziewczyna nie spojrzy na niego bez
wyrazu obrzydzenia na twarzy.</p>

<p>"No, może poza
jedną..." - pomyślał Harry, odwracając się w
poszukiwaniu Luny. Jego spojrzenie padło przez chwilę na stół
nauczycielski i Gryfon prawie zakrztusił się sokiem z dyni, który
miał w ustach, gdy zobaczył, że czarne oczy Snape'a patrzą
wprost na niego. Zarumieniony, z gwałtownie bijącym sercem,
odwrócił się natychmiast i wbił wzrok w swój talerz.</p>

<p>Czy jeszcze kiedykolwiek
będzie mógł normalnie spojrzeć na tego człowieka?</p>

<p>Za każdym razem, kiedy
na niego patrzył, przed oczami stawał mu obraz Snape'a, który
widział, kiedy znajdował się pod działaniem eliksiru
Desideria Intima.</p>

<p>W głowie
słyszał swój własny głos.</p>

<p><emphasis>Weź mnie, Severusie...</emphasis></p>

<p>Pamiętał swoją
erekcję i płonące w nim pragnienie. Na samo wspomnienie
czarnych, zimnych oczu i złowrogiej aury, która wprawiała jego
ciało w stan gorączkowego podniecenia, ogarniał go żar i na
jego policzki wypływał rumieniec. Nie potrafił tego
powstrzymać. Podejrzewał, że są to dalsze skutki tego
przeklętego eliksiru i modlił się zawzięcie o to, by w
końcu stać się na powrót normalnym, zdrowym nastolatkiem, który
flirtuje z dziewczynami, umawia się na randki, gra w Quidditcha i ma grono
wiernych przyjaciół.</p>

<p>Snape to wszystko zniszczył.</p>

<p>- Harry, wszystko w
porządku? - zatroskany głos Hermiony sprawił, że Harry
oderwał się od swych myśli.</p>

<p>- Coś nie tak z twoim
jedzeniem? - zapytał Ron. - Wyglądasz, jakbyś miał zaraz
zwymiotować.</p>

<p>- Nie, wszystko w
porządku. - Harry starał się, aby jego głos zabrzmiał
naturalnie, ale chyba nie bardzo mu to wyszło, ponieważ Hermiona
nadal przypatrywała mu się z uwagą.</p>

<p>- No to dobrze. - odparł
Ron i wrócił do posiłku. Hermiona rzuciła rudzielcowi pełne
politowania spojrzenie. Prawdopodobnie pomyślała, że nawet gdyby
wytrąbić mu do ucha, że coś jest nie w porządku, to on
i tak by tego nie dostrzegł.</p>

<p>- Jak twoja ręka? -
zapytała Gryfonka, zwracając się ponownie do Harry'ego.</p>

<p>- Coraz lepiej - odparł
chłopak spoglądając na ślady drobnych zranień,
pokrywających jego prawą dłoń.</p>

<p>- Całe
szczęście, że Filch przełożył ci szlaban na ten
weekend - powiedziała Hermiona, oglądając rękę
Harry'ego. - Inaczej nigdy by się nie zagoiła.</p>

<p>- Och, na pewno nie
zrobił tego z dobroci serca - uśmiechnął się krzywo
Gryfon. - Wiedział, że z tak poranioną dłonią nie dam
rady wysprzątać wszystkich schowków, nie mówiąc już o tym,
żeby zrobić to dokładnie.</p>

<p>Hermiona spojrzała na
przyjaciela pełnym współczucia wzrokiem.</p>

<p>- Och Harry, naprawdę
nie powinieneś był rzucać się na Malfoya. Masz teraz same
problemy.</p>

<p>- Emiono - wtrącił
się Ron z ustami pełnymi tłuczonych ziemniaków - Mafoy miał
fęfie, fe ho Ary ho fefniej dofafł, a nie ja. - kilka ziemniaków
wypadło z ust rudzielca i upadło z powrotem na talerz.</p>

<p>- Tak, zaplułbyś go
resztkami jedzenia tak, że błagałby cię o litość
- odparła zniesmaczona Gryfonka. Ron zaczerwienił się.</p>

<p>Harry, zadowolony, że
przyjaciółka więcej go nie nagabuje, obejrzał się na
Malfoya. Ślizgon, jakby wyczuwając wzrok Gryfona, rzucił mu
nienawistne, pełne wyższości spojrzenie. Harry skrzywił
się.</p>

<p>Coś mu się nie
podobało w uśmiechu Malfoya - był mroczny i jeszcze bardziej
złośliwy niż zazwyczaj, jakby Ślizgon planował
coś niedobrego.</p>

<p>Otrząsając się
z nieprzyjemnego wrażenia, Harry powrócił do swoich ziemniaków, ale
jakoś nagle przestał być głodny. Zastanawiał się,
czy nie zacząć ponownie przemieszczać się po zamku za
pomocą peleryny niewidki.</p>

<p>*
* *</p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis>Ciemność.</emphasis></p>

<p><emphasis>Zimno bijące od kamieni,
na których leżał.</emphasis></p>

<p><emphasis>Chłodne dłonie.
Gorący oddech.</emphasis></p>

<p><emphasis>Uderzenie. Ból. Strach.</emphasis></p>

<p><emphasis>Obezwładniająca
przyjemność.</emphasis></p>

<p><emphasis>Oczy wyłaniające
się z ciemności.</emphasis></p>

<p>Harry obudził się z
jękiem, zaciskając drżące pięści na kołdrze.
Był zlany potem, jego ciałem wstrząsały spazmy
przyjemności. Włożył lewą rękę pod kołdrę
i wyczuwając swoją sztywną erekcję, owinął palce
wokół niej i szybkimi ruchami zaczął wprawiać swoje
ciało w stan jeszcze silniejszej przyjemności.</p>

<p>Czuł łzy pod
powiekami, mimowolnie zaciskał zęby i palce u nóg, starając
się przywołać obrazy ze snu; obrazy, które wprawiały go w
stan tak silnego upojenia. Przez jego spocone ciało przechodziły
wzburzone fale rozkoszy, potęgowane dodatkowo przez szybkie ruchy
dłoni, a napięcie w jego lędźwiach wzrastało z
każdą chwilą i sprawiało, że drżał
niekontrolowanie. Chłopak starał się jak najdłużej
utrzymać sen pod powiekami, nie pozwolić, aby wyblaknął.</p>

<p>Chciał czuć to, co
czuł jeszcze chwilę temu: żar i chłód jednocześnie,
strach i pragnienie, ból i przyjemność.</p>

<p>Jego dłoń
przyspieszyła, a usta otworzyły się w niemym krzyku,
próbując złapać powietrze. W jego umyśle pojawił
się obraz czarnych, zimnych oczu, pełnych mrocznej obietnicy i
groźnego piękna.</p>

<p>Oczy, które już
wcześniej widział.</p>

<p>Oczy, które
należały do...</p>

<p>Harry doszedł,
krzycząc bezgłośnie. Jego ciało wygięło się
w łuk, a fale rozkoszy obmyły każdą jego
część, zatapiając Gryfona w morzu przyjemności, która
wycisnęła łzy z jego oczu i pozbawiła go tchu. Wszystkie
mięśnie jego ciała napięły się i długo
wyrzucały z erekcji chłopaka białą, lepką ciecz, która
zalała jego brzuch, uda i pościel.</p>

<p>Powoli ciało Gryfona
odprężało się, a ostatnie spazmy rozkoszy dotykały
wrażliwych punktów sprawiając, że Harry nie potrafił
zapanować nad drżeniem.</p>

<p>Oddech uspokajał
się, ale serce Harry'ego nie potrafiło.</p>

<p><emphasis>O, kurwa!</emphasis></p>

<p>*
* *</p>

<p>Kiedy pierwsze promienie
słońca wpadły do sypialni chłopców, Harry natychmiast
otworzył oczy.</p>

<p>Miał Plan.</p>

<p>Plan, który sprawi, że
przestanie śnić o tym tłustowłosym draniu i z powrotem
stanie się normalny.</p>

<p>Gryfon
uśmiechnął się do siebie w myślach.</p>

<p>Skończą się te
idiotyczne pogłoski na jego temat i wszyscy z powrotem zaczną go
traktować jak swojego. Przynajmniej miał taką nadzieję...</p>

<p>W nocy, po przebudzeniu,
był w tak skrajnej rozpaczy, iż zastanawiał się nawet, czy
nie poddać się jakiejś terapii w Świętym Mungu.
Rozważał nawet ucieczkę z Hogwartu i zaszycie się w jakimś
odludnym miejscu, gdzie te bezdenne oczy przestaną go wreszcie
prześladować. Pomyślał też o tym, by przestać
sypiać, albo wykraść pani Pomfrey Eliksir Bezsennego Snu, ale
stwierdził, że i tak nie pomogłoby to na jego sny na jawie.</p>

<p>Na szczęście
przyszedł mu do głowy Plan i nieco uspokojony mógł w końcu
zasnąć.</p>

<p>Teraz, z nową
nadzieją w sercu, Harry ubrał się po cichu, nie chcąc
obudzić Rona (Dean i Seamus przenieśli się do innej sypialni,
gdyż stwierdzili, że nie życzą sobie sypiać w jednym
pomieszczeniu z Potterem, ponieważ nie chcą obudzić się w
nocy z czymś twardym wbijającym im się w tyłek), po czym
wymknął się z Pokoju Wspólnego i zakradł się w
pobliże odnogi korytarza prowadzącego do wieży zachodniej. Harry
nie wiedział, gdzie dokładnie znajduje się wejście do
siedziby Krukonów, ale pamiętał, że oni zawsze znikają w
tym korytarzu.</p>

<p>Chowając się za
rogiem, stał i czekał.</p>

<p>W końcu pierwsi
uczniowie zaczęli schodzić na śniadanie. Dziewczyny szły
gromadkami, śmiejąc się (Harry kilka razy próbował dociec,
dlaczego dziewczyny zawsze chichoczą, kiedy poruszają się w
grupach przekraczających dwie osoby, podejrzewał tylko, że
prawdopodobnie wyśmiewają każdego napotkanego chłopaka),
chłopcy rozmawiali, żywo gestykulując. Kilka osób szło z
nosami utkwionymi w książkach.</p>

<p>"Jest!" -
pomyślał Gryfon widząc zbliżającą się,
kolorową postać z nosem utkwionym nie w książce, lecz w
wyjątkowo potępianym przez większość czarodziejów
czasopiśmie zatytułowanym "Żongler".</p>

<p>- Pst! Luno! -
syknął Harry, chowając się za rogiem korytarza i
starając się, aby nikt go nie zobaczył. Dziewczyna
przystanęła i rozejrzała się niepewnie.</p>

<p>- Tutaj! - Harry
pomachał ręką, chcąc zwrócić jej uwagę. Luna
uśmiechnęła się swoim nieprzytomnym uśmiechem, a
następnie podeszła do miejsca, przy którym chował się
Gryfon.</p>

<p>Chłopak złapał
ją za ramię i wciągnął w cień.</p>

<p>- Co ty tu robisz, Harry? -
zapytała Luna rozmarzonym głosem. - W pierwszej chwili
pomyślałam, że to Nargle, ale potem zobaczyłam ciebie.
Często się tak czaisz na ludzi?</p>

<p>- Luno - przerwał jej Gryfon,
chcąc od razu przejść do rzeczy. - Chciałbym prosić
cię o pewną przysługę.</p>

<p>- Mnie? Och, Harry, to
będzie dla mnie przyjemność. - Luna pochyliła się do
niego. - Nie proś mnie tylko, żebym pokazała ci legowiska
Szaramanów Rogowatych. Są naprawdę nieprzyjemne.</p>

<p>- Nie, zupełnie nie o to
chodzi. - Harry prosił w myślach wszystkie siły nadprzyrodzone o
cierpliwość i wyrozumiałość. - Nie. - powtórzył
dobitniej, próbując ująć w słowa, to, co nie chciało
mu przejść przez gardło. - Luno... chciałbym cię
zapytać, czy zgodzisz się zostać moją dziewczyną?</p>

<p>Jeżeli Gryfon
spodziewał się wielkiego zaskoczenia i zawstydzonego uśmiechu,
czyli reakcji typowej dla każdej innego dziewczyny, której
zaproponowałby coś takiego, to zapomniałby, że Luna nie
jest "każdą inną" dziewczyną i to, co dla innych
jest typowe i zwyczajne, u niej zamienia się w coś zupełnie
nieprzewidywalnego.</p>

<p>Jedyną reakcją
Krukonki było ściągnięcie brwi i głośne
westchnienie.</p>

<p>- Och, nie ma sprawy.
Myślałam, że chodzi o coś ważniejszego.</p>

<p>Harry przez chwilę
zastanawiał się (jak czynił to już wiele razy w
przeszłości), jak działa umysł tej dziewczyny. Luna, jako
chyba jedyna osoba w całej szkole, potrafiła wprawić go w takie
osłupienie.</p>

<p><emphasis>No, może nie do
końca taka jedyna...</emphasis></p>

<p>- Czyli... zgadasz się,
tak? - zapytał dla potwierdzenia.</p>

<p>- Oczywiście -
skinęła głową, a kolczyki w kształcie rzodkiewek
błysnęły odbitym światłem pochodni. - Chętnie
poudaję twoją dziewczynę, żeby wszyscy dali ci spokój.</p>

<p>Harry zdumiony,
wybałuszył oczy.</p>

<p>- S-skąd wiesz...?</p>

<p>- To oczywiste - przerwała
mu Luna. - Nie poprosiłbyś mnie, żebym została twoją
dziewczyną, gdybyś nie musiał.</p>

<p>Chłopak poczuł,
że się czerwieni. Zażenowany spuścił wzrok i
uśmiechnął się przepraszająco do dziewczyny. Luna
odpowiedziała mu wyrozumiałym uśmiechem, jaki posyła
się trzyletniemu dziecku, które nabroiło.</p>

<p>Gryfon przyjrzał
się uważniej stojącej przed nim Krukonce.</p>

<p>Luna naprawdę była
bardzo ładna. Na jej wargach zawsze igrał delikatny, łagodny
uśmiech. Miała jasne blond włosy i duże, rozmarzone
błękitne oczy.</p>

<p>Była zupełnym
przeciwieństwem Mistrza Eliksirów.</p>

<p>"Tak, to był dobry
wybór" - pomyślał Harry, uśmiechając się z
zadowoleniem. Luna będzie jego dziewczyną, ludzie przestaną
uważać go za geja i zboczeńca, a on sam będzie miał na
powrót normalne życie. Może nawet zakocha się w Krukonce...</p>

<p>Wtem brwi dziewczyny
ściągnęły się, a w oczach pojawiło się
zwątpienie. Luna pochyliła się do niego i wyszeptała
konspiracyjnie:</p>

<p>- Jeżeli mam być
twoją dziewczyną... czy to znaczy, że musimy uprawiać ze
sobą seks?</p>

<p>- Nie! - Harry zaprzeczył
gwałtownie, czując, że jego twarz płonie ze wstydu.</p>

<p>- Och, to dobrze - dziewczyna
odetchnęła z ulgą - bo nie jesteś w moim typie.</p>

<p>Gryfon pomyślał,
że zakochanie jednak nie wchodzi w grę.</p>

<p>*
* *</p>

<p>To, że Harry Potter -
Chłopiec Który Pragnie Snape'a - znalazł dziewczynę,
wywołało burzliwe dyskusje wśród uczniów.</p>

<p>Gryfon spodziewał
się tego i był z tego zadowolony.</p>

<p>Drugą omawianą na
korytarzach sprawą było to, że jego dziewczyną została
największa dziwaczka w szkole. Tłumaczono to sobie tym, że
pewnie tylko ona potrafi wytrzymać perwersyjne pomysły Pottera.</p>

<p>Kiedy Harry szedł z
Luną korytarzem trzymając ją za rękę, ludzie
wokół szeptali i pokazywali ich sobie palcami. Chłopak jednak nie
zwracał na to uwagi.</p>

<p>A przynajmniej starał
się nie zwracać.</p>

<p>Wiedział, że
początki będą trudne, ale wierzył, iż później
wszystko się jakoś ułoży.</p>

<p>Starał się zawsze
całować Lunę na oczach jak największej liczby osób. Nigdy w
jakiś intymny, głęboki sposób, o nie! Były to najwyżej
delikatne, szybkie pocałunki w policzek, a od czasu do czasu w kącik
ust. Skóra Luny była słodka i ciepła, a wargi smakowały tak
jakby Krukonka przed każdym pocałunkiem zjadała torebkę
kostek najsłodszego toffi z Miodowego Królestwa.</p>

<p>Hermiona dowiedziawszy
się prawdy o planie, była oburzona, że Harry tak wykorzystuje
biedną Krukonkę i nie pomogły nawet tłumaczenia, że
Luna o tym wie, że sama się zgodziła na taki układ.
Gryfonka nie odzywała się do Harry'ego przez resztę dnia i
oświadczyła, że musi porozmawiać z Luną o jej poczuciu
godności. Ron stwierdził, że to był świetny plan, co w
konsekwencji doprowadziło do tego, że Hermiona obraziła się
również na niego.</p>

<p>Chodzenie z Luną
przypominało wyprawę do bardzo nietypowego zoo skrzyżowanego z
Domem Strachów, po którym oprowadzał cierpiący na manię spiskową
kustosz.</p>

<p>Dziewczyna na każdym
kroku opowiadała mu zadziwiające historie o rzadkich okazach
nietypowych zwierząt, bądź wprowadzała Harry'ego w
najmroczniejsze sekrety tajnych spisków Ministerstwa Magii, które jej ojciec
wytropił z narażeniem życia. Jednak poza tym, była bardzo
dobrą "dziewczyną" - przynosiła Harry'emu ręcznie
robione prezenty (jak medalion z denka od butelek, zaczarowany tak, że
miał pokazywać wszystkie niewidzialne stworzenia, które chciałyby
zrobić krzywdę Harry'emu), pozwalała mu na wszystko, nigdy nie
wykłócała się o to, że poświęca jej zbyt
mało czasu, albo o to, że nie zabiera ją na randki.</p>

<p>Gryfon uważał,
że nie mógł trafić lepiej. Właściwie czasami czuł
się tak, jakby w ogóle nie miał żadnej dziewczyny i bardzo mu to
odpowiadało.</p>

<p>Kilka razy, co prawda,
chciał ją pocałować w intymniejszy sposób, ale nigdy
jakoś nie mógł się do tego zabrać. Luna była fajna,
ale nie potrafiła wywołać w nim żadnego dreszczu
podniecenia, czy chociażby przyspieszonego bicia serca. Harry'ego bardzo
to niepokoiło, ale pomyślał, że może na początku
zawsze tak jest i później się to zmieni. Przynajmniej miał
taką nadzieję.</p>

<p>Gryfon czuł, że
jego życie nareszcie, chociaż powoli, wraca do normy.</p>

<p>Tylko jedna, jedyna rzecz - a
właściwie osoba - nie dawała mu spokoju.</p>

<p>Za każdym razem, kiedy
Harry zamykał oczy, widział pod powiekami obraz czarnych,
złowieszczych oczu ze snu. A wraz z nimi pojawiała się
również twarz. Wtedy przerażony, z bijącym sercem i
płonącymi policzkami, otwierał oczy i za wszelką cenę
starał się skupić swoje myśli na czymś innym.</p>

<p>Łapał się na
tym, że za każdym razem, kiedy się zapomniał, jego wzrok
wędrował ku stołowi nauczycielskiemu, przy którym z
nieprzystępnym wyrazem twarzy siedział Mistrz Eliksirów. Otulony swą
czarną peleryną, jakby chciał odgrodzić się od
świata, rzucał złowieszcze spojrzenia na wszystkich uczniów i
nauczycieli. Harry starał się walczyć ze sobą, ale
czuł, że z każdym spojrzeniem rzuconym przez stalowe oczy
Snape'a, przegrywa i nic nie może na to poradzić. Ciekawość
i to dziwne uczucie, które płonęło w jego sercu zdawało
się przejmować nad nim kontrolę.</p>

<p>Gryfon, idąc korytarzem,
potrafił obejmować ramieniem Lunę i jednocześnie prawie,
że podskakiwać, kiedy migał mu gdzieś fragment czarnej
peleryny, która niemal zawsze okazywała się szatą któregoś
z uczniów. Denerwowało go to i coraz bardziej niepokoiło.</p>

<p>Przeklinał Snape'a, ten
głupi eliksir, swoje sny, a najbardziej siebie samego.</p>

<p>Jeżeli wcześniej
nie potrafił w ogóle spojrzeć na Mistrza Eliksirów, to teraz jego
czarna sylwetka przyciągała wzrok Harry'ego za każdym razem,
kiedy tylko pojawiała się w jego polu widzenia.</p>

<p>"Nie, przestań
się gapić!" - karcił się w myślach,
całą siłą woli zmuszając się by odwrócić
głowę, zanim Snape coś zauważy. Nie zawsze mu się to
udawało. Czasami hebanowe oczy Mistrza Eliksirów spotykały się
ze szmaragdowymi oczami Harry'ego i wtedy jedyne co Gryfon mógł
zrobić, to rumienić się, przeklinając swoje nadpobudliwe
serce i szybko odwracać wzrok, udając, że tak naprawdę, to
chciał patrzeć w zupełnie inna stronę. Był za daleko,
żeby wyczytać coś z zimnych oczu Snape'a, zresztą i tak nie
zamierzał.</p>

<p>Chciał, żeby
mężczyzna zniknął z jego życia. O niczym tak nie
marzył.</p>

<p>Czuł, że z
każdym spojrzeniem na Mistrza Eliksirów, jego nienawiść do niego
wzrasta i powoli zbliża się do granicy, której przekroczenia Harry
obawiał się najbardziej.</p>

<p>Po poniedziałkowej
lekcji eliksirów, następna odbywała się piątek. Neville
wciąż jeszcze nie wrócił ze szpitala, chociaż
minęły już prawie cztery dni.</p>

<p>Harry odczuwał
nieokreślony niepokój na myśl o zbliżającej się lekcji
eliksirów.</p>

<p>Chociaż już
wcześniej obawiał się tych zajęć, to po tym, co
stało się na nich ostatnio, myśl o następnej lekcji
napawała go takim przerażeniem, że zastanawiał się,
czy w ogóle będzie miał dość odwagi, by na nią
pójść.</p>

<p>Bał się.</p>

<p>Bał się Snape'a i
tego, co ten może zrobić.</p>

<p>Bał się siebie i
swoich niezrozumiałych reakcji.</p>

<p>Strach oplatał jego
serce i płuca, doprowadzając do tego, że nogi Harry'ego
uginały się pod nim, a ręce drżały.</p>

<p>Dlaczego ten sen musiał
mu się znowu przyśnić akurat tej nocy?</p>

<p>Gryfona
prześladowały wciąż świeże wizje z mokrego,
upojnego snu. Już trzeci raz śnił o Snapie i trzeci raz
spuścił się, myśląc o nim. Złapał się
nawet na tym, iż zaczął zastanawiać się, jak
smakowałyby te wiecznie zaciśnięte, wykrzywione w pogardliwym
uśmiechu, blade wargi nauczyciela.</p>

<p>Na pewno zupełnie
inaczej, niż ciepłe i słodkie wargi Luny.</p>

<p>Gryfon skarcił się
za tego rodzaju myśli, ale z mniejszym oburzeniem, niż zazwyczaj.</p>

<p>- Ciekawe, co Snape
wymyśli tym razem - głos Rona przedarł się przez
mgłę posępnych myśli, otaczającą umysł
Harry'ego. - Mam nadzieję, że nie postanowił teraz otruć
mnie - rudzielec zbladł wyraźnie, patrząc w ciemność
korytarza, z której powinien już się wyłonić Mistrz
Eliksirów.</p>

<p>Nie czekał długo.</p>

<p>Harry usłyszał
szybko zbliżające się kroki nauczyciela. Kroki zdecydowane,
długie, zamaszyste. Gryfon zamknął oczy, wsłuchując
się w ten odgłos.</p>

<p>Tylko Snape tak chodził.
Dzwięk jego kroków był tak charakterystyczny, że gdyby
chłopak usłyszał je na korytarzu, zawsze wiedziałby,
że to zbliża się Mistrz Eliksirów we własnej osobie.</p>

<p>Kiedy otworzył oczy,
widział już wyraźnie czarną sylwetkę
odcinającą się od ciemności korytarza, z którego się
wyłoniła. Snape potrafił pojawić się tak, iż
wydawało się, jakby materializował się z mroku, jakby sam
był ciemnością, która przybrała namacalny kształt i
ubrała go w ludzkie ciało. Jedynie jego twarz i dłonie
odcinały się nieznacznie od wszechogarniającej czerni
otulającej mężczyznę. Peleryna łopotała za nim,
przywodząc na myśl zjawę, która wyłania się z
czeluści sennych koszmarów, by prześladować i ścigać
swą bezsilną ofiarę, oczarowaną groźnym pięknem
nadciągającego zła.</p>

<p>Harry zorientował
się, że wstrzymuje oddech i gapi się na Mistrza Eliksirów tak,
jakby zobaczył go po raz pierwszy w życiu.</p>

<p>"Co się, kurwa, ze
mną dzieje?" - pomyślał wstrząśnięty, kiedy
Snape zbliżył się do czekających przed klasą uczniów.
Gryfon odwrócił głowę w przeciwną stronę, byle tylko
nie patrzeć na Snape'a. Nauczyciel otworzył drzwi klasy bez
słowa i czekał, aż uczniowie wejdą do środka. Gryfon
wyminął Mistrza Eliksirów, przez cały czas patrząc pod
nogi, ale kiedy przechodził obok niego, silna woń składników
eliksirów zmieszana z czymś korzennym, którą emanował
mężczyzna, sprawiła, że chłopakowi zakręciło
się w głowie i niewiele brakowało, a zderzyłby się z
framugą.</p>

<p>Odprowadzany śmiechami
Ślizgonów, zaczerwieniony, pospiesznie usiadł w ławce i nie
rozglądając się na boki, zaczął wykładać
książki i pozostałe przybory, szpetnie przeklinając w myślach
wszystko, co podsunął mu jego rozdygotany umysł.</p>

<p><emphasis>Całe
szczęście, że przynajmniej Snape tego nie skomentował...</emphasis></p>

<p>*</p>

<p>- Harry, wszystko w
porządku? - zapytała Hermiona, kiedy obierali owoce Cedru
Pajęczowatego, które były jednym ze składników Eliksiru
Rozciągającego, zadanego im dzisiaj przez Snape'a do
przyrządzenia.</p>

<p>- Tak, jasne, wszystko w
porządku - odparł pospiesznie Gryfon, obierając wraz ze
skórką sporą ilość miąższu.</p>

<p>- Nie wyglądasz zbyt
dobrze - dodała dziewczyna, patrząc na przyjaciela zatroskanym
wzrokiem.</p>

<p>- Szczerze powiedziawszy to
wyglądasz, jakbyś miał zamiar kogoś zabić -
oświadczył Ron, patrząc ze zgrozą, jak z owocu obieranego
przez jego przyjaciela zostaje tylko pestka.</p>

<p>- Nic mi nie jest! -
warknął Gryfon, czując, że zaraz chyba eksploduje od
środka. Dłonie mu drżały, a serce podchodziło do
gardła.</p>

<p>Powodem tego był Snape.</p>

<p>Za każdym razem, kiedy
Harry podnosił wzrok, widział nauczyciela przyglądającego
mu się spod wpółprzymkniętych powiek. Gryfon podejrzewał,
że mężczyzna coś planuje i strasznie go to
denerwowało. Na razie nic jeszcze nie zrobił, ale pewnie tylko czeka
na okazję, by ponownie go publicznie upokorzyć.</p>

<p>- Auć! -
syknął nagle Gryfon, wypuszczając nóż z ręki i
wkładając rozcięty palec do ust.</p>

<p>- Harry, pokaż to! -
Hermiona wzięła jego dłoń i obejrzała
głębokie skaleczenie, z którego obficie sączyła się
krew. - O czym ty ciągle myślisz, że nawet nie potrafisz
utrzymać porządnie noża? - skarciła go, a chłopak
poczuł, że się rumieni. - Trzeba to opatrzyć, bo inaczej
zakrwawisz wszystkie składniki i Snape znowu cię obleje.</p>

<p>Harry skrzywił się
z bólu. Rozcięcie rzeczywiście dawało mu się we znaki,
szczypało i paliło. Ale przecież nie pójdzie do Snape'a i nie
poprosi go, żeby pozwolił mu się zwolnić z lekcji, by
mógł udać się do skrzydła szpitalnego. A jeszcze bardziej
przerażała go myśl o tym, że nauczyciel sam miałby mu
opatrzyć dłoń.</p>

<p>- Co tu się dzieje? -
zimny, stalowy głos Mistrza Eliksirów dosięgnął Harry'ego w
tej samej chwili, gdy padł na niego mroczny cień.</p>

<p>Chłopak
zesztywniał, a jego serce zamarło, dotknięte promieniem
niewytłumaczalnego strachu.</p>

<p>- Panie profesorze, Harry
właśnie skaleczył się w dłoń - Hermiona
zaczęła tłumaczyć widząc, iż Gryfon
najwyraźniej zapomniał, jak się mówi. - Czy mógłby pan...?</p>

<p>- Potter! - przerwał jej
Snape, zwracając się do Harry'ego. - Jak zwykle nie potrafisz
wytrzymać bez zwracania na siebie uwagi.</p>

<p>Słowa nauczyciela
dotarły do chłopaka dopiero po chwili, kiedy udało im się
przebić przez szum w jego uszach, przez szalone bicie serca i
mgłę przerażenia, która otoczyła jego umysł.
Chciał coś odpowiedzieć, ale miał wrażenie, że
język przykleił mu się do podniebienia. Przed oczami
widział czarną szatę z niekończącym się
rzędem guzików. Widział pelerynę spływającą
miękko z pleców i - o bogowie! - bladą dłoń o długich palcach
wyciągającą się w jego stronę.</p>

<p>- Daj mi rękę,
Potter - głos Mistrza Eliksirów sprawił, że Harry niemal
pisnął.</p>

<p>Kątem oka dostrzegł
różdżkę, która pojawiła się w drugiej ręce
nauczyciela. Gryfon nie był w stanie wykonać żadnego gestu,
stał tylko i gapił się z przerażeniem na
wyciągniętą w jego stronę dłoń Snape'a.</p>

<p>Ponownie otulił go
korzenny zapach i zakręciło mu się w głowie. Zupełnie
nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, podniósł prawą
dłoń, a jego wzrok powędrował w górę, napotykając
płonące spojrzenie czarnych, bezdennych oczu, które w snach zawsze
doprowadzały go do delirium. Jego drżącej dłoni
dotknęły chłodne palce Mistrza Eliksirów.</p>

<p>To, co się wtedy
wydarzyło, sprawiło, że Harry osłupiał.</p>

<p>Jego członek
drgnął spazmatycznie.</p>

<p>Chłopak z zaskoczeniem
malującym się na bladej twarzy poczuł bolesny skurcz w
lędźwiach. To uświadomiło mu zagrożenie, w jakim
się właśnie znalazł, a przed którym nie był w stanie
się obronić. Miał wrażenie, jakby opadał w
przepaść bolesnej świadomości i nic nie mogło już
tego powstrzymać.</p>

<p>Bezgraniczne zdumienie
płonące w jego szeroko otwartych oczach sprawiło, że przez
twarz nauczyciela przebiegł cień, a pomiędzy brwiami
pojawiła się zmarszczka.</p>

<p>"On wie!" -
pomyślał Harry w panice, odwracając wzrok, wyrywając
nagłym szarpnięciem dłoń, łapiąc z powrotem
nóż i zabierając się za obieranie następnego owocu.</p>

<p>- N-nic mi n-nie jest. Nie
t-trzeba - wydukał mając wrażenie, że zaraz chyba umrze ze
wstydu i przerażenia. Głos mu się lekko załamał na
ostatnim słowie i poczuł na sobie zaskoczony wzrok Hermiony.</p>

<p>- W takim razie nie zawracaj
mi więcej głowy, Potter! - warknął nauczyciel,
odwracając się do niego plecami i odchodząc.</p>

<p>Harry poczuł łzy
pod powiekami.</p>

<p>"Jestem
skończony!" - tyle tylko zdołał pomyśleć
wśród okruchów zdruzgotanej świadomości.</p>

<p>*
* *</p>

<p>"W co ja się, do
cholery wpakowałem?" - myślał Harry, sprzątając
już siódmy tego dnia schowek.</p>

<p>Był zmęczony,
brudny i spocony. Filch postanowił go solidnie wymęczyć, skoro
ma okazję poznęcać się nad Potterem.</p>

<p>Harry rozłożył
sobie sprzątanie na dwa dni. W sobotę postanowił
wysprzątać schowki w dolnej części zamku, a w
niedzielę - w górnej. Zostały mu tylko dwa schowki w lochach.
Zatrzaskując drzwi siódmego schowka, powlókł się na poszukiwanie
następnego.</p>

<p>W lochach było
chłodno, ale Gryfon, rozgrzany pracą fizyczną, miał
wrażenie, że zaraz się ugotuje.</p>

<p>"Dlaczego moje
życie musi być takie popieprzone?" - myślał,
spoglądając ponuro na kurz i pajęczyny, pokrywające
każdą powierzchnię niewielkiego pomieszczenia. Postawił
wiadro na podłodze i westchnął głęboko.</p>

<p><emphasis>Wszystko, ale to wszystko, to
wina Snape'a! Gdyby nie on i jego przeklęty eliksir, spędzałbym
teraz prawdopodobnie przyjemny wieczór z Ginny, zamiast brodzić w
pajęczynach i szczurzych odchodach!</emphasis></p>

<p>Harry ze
złością zaczął zamiatać śmieci i kurz,
pokrywające podłogę i zbierając miotłą
pajęczyny z sufitu i ścian.</p>

<p><emphasis>I to nieprawda, że ten
wredny, obrzydliwy drań mnie podnieca! Nie ma w nim nic
pociągającego! Ani krztyny seksu!</emphasis></p>

<p>W głowie Gryfona
pojawił się obraz hebanowych oczu, patrzących na niego z
wyższością i palące uczucie, kiedy chłodne palce
dotknęły jego dłoni. Przez ciało chłopaka
przeszedł niekontrolowany dreszcz.</p>

<p>To nic nie znaczyło!
Zupełnie nic! Przecież nie może stać tu i podniecać
się, myśląc o Snapie. To absolutnie niemożliwe!</p>

<p>Wczorajsza sytuacja na lekcji
eliksirów sprawiła, że Harry niemal powyrywał sobie włosy z
rozpaczy, uświadomiwszy sobie, co się z nim dzieje, kiedy Mistrz
Eliksirów jest w pobliżu i kiedy o nim myśli.</p>

<p>Na dodatek wczoraj po
lekcjach spotkał go na korytarzu i <emphasis>oczywiście</emphasis> musiał
upuścić torbę z książkami <emphasis>akurat</emphasis> w chwili,
kiedy obok niego przechodził.</p>

<p>To był wypadek! Wcale
nie wypuścił torby dlatego, że poczuł muskający go
fragment peleryny nauczyciela i otulający go korzenny zapach, a jego
członek drgnął i Harry niemal zawył z przerażenia. To
na pewno nie dlatego. Chociaż reakcja jego rozdygotanego ciała
mogła mieć z tym coś wspólnego.</p>

<p>Nie! Nie może o tym
myśleć, gdyż jego serce znowu zaczyna mocniej bić.</p>

<p>Czując szum w uszach,
zawroty głowy i gorąco rozlewające się po jego ciele, Harry
oparł czoło o zimny kamień i zaczął uderzać
pięścią w ścianę, powtarzając jak mantrę:</p>

<p>- Jestem głupim,
tępym, nienormalnym dziwakiem! Jestem głupim...</p>

<p>- Chociaż raz mówisz z
sensem, Potter - zimny głos Mistrza Eliksirów przeszył Harry'ego na
wskroś i sprawił, że Gryfon zesztywniał, a na jego twarzy
odmalowało się krańcowe przerażenie.</p>

<p><emphasis>Tylko nie to!</emphasis></p>

<p>_____________</p>

<p>* "Addicted" by Kelly
Clarkson</p>

<p><strong>--- rozdział 05 ---</strong></p>

<p><strong>5. The Cupboard.</strong></p>

<p><emphasis>Maybe
just for tonight.</emphasis></p>

<p><emphasis>We
can pretend it's alright.</emphasis></p>

<p><emphasis>Whats
the price I pay.</emphasis></p>

<p><emphasis>I
dont care what they say.</emphasis></p>

<p><emphasis>I
want to!</emphasis>*</p>

<p>- Jestem głupim,
tępym, nienormalnym dziwakiem! Jestem głupim...</p>

<p>- Chociaż raz mówisz z
sensem, Potter - zimny głos Mistrza Eliksirów przeszył Harry'ego na
wskroś i sprawił, że Gryfon zesztywniał, a na jego twarzy
odmalowało się krańcowe przerażenie.</p>

<p><emphasis>Tylko nie to!</emphasis></p>

<p>Chłopak
zamknął oczy czując tępy, pulsujący ból w głowie.</p>

<p>"Błagam, tylko nie
to!" - powtórzył w myślach, bojąc się obejrzeć.
Jednak musiał to zrobić.</p>

<p>Przełykając
ślinę, odwrócił się w stronę stojącego w drzwiach
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- J-ja tylko... ja
mia-miałem posp-sp-sprzątać s-schowki, bo Filch m-mi
ka-kazał. Po-pobiłem M-Malfoya i McGonagall się
wku-wkurzyła n-na m-mnie - paplał bezradnie wpatrując się w
podłogę i nie śmiejąc nawet spojrzeć na czarne buty
nauczyciela. - N-nie wie-wiedziałem... Mo-o-gę sobie ju-już
i-i-ść, j-jeżeli...</p>

<p>- Zamknij się! -
stalowy, groźny głos Snape'a przerwał potok słów Gryfona i
sprawił, że Harry niemal ugryzł się w język.</p>

<p>Tak bardzo pragnął
stąd uciec. Lecz jedyną drogę odwrotu zastawiał swoją
osobą Mistrz Eliksirów i Harry wolałby tu sczeznąć,
niż się do niego zbliżyć. Przez tyle dni unikał
spotkania z nauczycielem sam na sam, a teraz tak się wpakował.
Zresztą i tak nie dałby rady ruszyć się z miejsca, gdyż
miał wrażenie, że jego nogi wrosły w kamienie na których
stał, a niewidzialna siła wciskała jego ciało w
ścianę.</p>

<p>"Idź sobie,
proszę! Idź stąd!" - modlił się w myślach.
Jednak wydawało się, że wszystkie dobre duchy opuściły
Harry'ego pozostawiając go na pastwę człowieka, którego w tej
chwili bał się bardziej, niż całego zastępu
Śmierciożerców z Voldemortem na czele.</p>

<p>Snape nie tyle nie
zniknął, co wszedł wprost w ciemność pomieszczenia, a
drzwi - ku przerażeniu Harry'ego - zatrzasnęły się za nim
rozbłyskując blado czerwonym światłem oznaczającym
interwencję magii.</p>

<p>Zaległa upiorna
ciemność.</p>

<p>"On chce mnie
zabić!" - pomyślał Gryfon w panice, wciskając się
jeszcze głębiej w ścianę i nie będąc w stanie
wykonać najmniejszego gestu. Rozglądał się w ciemności,
pragnąc ocenić sytuację, jednak nie widział zupełnie
nic. Wyczuł, że Snape się zatrzymał, a po chwili
niewerbalne zaklęcie musnęło chłopaka i kilka
stojących na jednej z półek świec, zapłonęło
rozedrganym blaskiem, oświetlając ciemną postać, która
zdawała się wyłaniać wprost z wszechogarniającego
mroku.</p>

<p>Czas nagle stanął w
miejscu.</p>

<p>Światło świec
odbijało się w zimnych oczach, które patrzyły wprost na
Harry'ego i zdawały się przeszywać jego ciało i duszę,
przyszpilając chłopaka do ściany i nie pozwalając mu odwrócić
głowy. Czarne kosmyki włosów opadały na szczupłą twarz
o surowych rysach, a usta zaciskały się groźnie, chociaż
można było odnieść wrażenie, że błąka
się za nimi mroczny uśmiech. Harry wiedział, że gapi
się z szeroko otwartymi oczami, ale nic nie mógł na to poradzić.
Do uszu Gryfona dochodziło szalone bicie jego własnego serca i
przyspieszony oddech. Krew pulsująca w jego żyłach i
ogarniające go ciepło w końcu odblokowały zamroczony
umysł chłopaka i czas ruszył ponownie.</p>

<p>Do Harry'ego dotarła w
końcu groza sytuacji, w której się znalazł.</p>

<p>On i Snape. Sami. W ciemnym
schowku.</p>

<p>Drzwi magicznie
zamknięte i zapieczętowane.</p>

<p>"To już
koniec!" - przebiegło przez myśl Harry'ego, kiedy Mistrz
Eliksirów zrobił krok w jego stronę i chłopak poczuł ten
znajomy, korzenny zapach, wzmocniony dodatkowo przez wonie składników
eliksirów. Jego twarz owionął gorący oddech nauczyciela. Czarne
oczy zmrużyły się niebezpiecznie, a ciemne brwi
ściągnęły.</p>

<p>Harry miał
wrażenie, że jego serce za chwilę wyskoczy z piersi. Nogi
ugięły się pod nim, a on sam, całą siłą woli
zmusił się, by odwrócić wzrok od tego ostrego,
przeszywającego spojrzenia.</p>

<p>W chwili, kiedy to
zrobił, jakiś ciężar opadł z jego serca i
lędźwi, jednak nie na długo. Blade dłonie złapały
mocno jego twarz, która brutalnie została odwrócona w stronę surowego
oblicza Snape'a.</p>

<p>Harry chciał
umrzeć.</p>

<p>Zamiast tego, musiał
stać przyciśnięty do ściany, czując na sobie
gorący oddech i patrząc w głębokie jak studnie oczy Mistrza
Eliksirów, które zdawały się rozbierać jego duszę na części,
badając każdy kawałek i penetrując wszystkie zakamarki w
poszukiwaniu czegoś, co było ukryte głęboko w sercu
chłopaka.</p>

<p>Harry wbił paznokcie w
ścianę, próbując bronić się przed tym
odzierającym go spojrzeniem, ale jedyne, co mógł zrobić, to
zaciskać zęby i starać się nie wypuścić tego
czegoś nieokreślonego, co zagnieździło się w nim i
szarpiąc się oraz wyrywając, próbowało wydostać
się na zewnątrz.</p>

<p>Odczuwał tyle rzeczy
naraz, że jego zmysły nie nadążały z rejestrowaniem
ich.</p>

<p>Dziwny chłód ciała
mężczyzny, tak blisko niego.</p>

<p>Gryfon zdusił jęk,
kiedy silne napięcie wstrząsnęło jego ciałem.</p>

<p>Czarne oczy wwiercające
się w jego duszę.</p>

<p>Pieczenie pod powiekami
przybrało na sile.</p>

<p>Dotyk zimnych dłoni,
trzymających jego twarz w silnym uścisku.</p>

<p>Członek Harry'ego
drgnął, sprawiając, że chłopak prawie osunął
się po ścianie, przerażony reakcją swojego ciała.</p>

<p>Gorący, muskający
jego wargi oddech.</p>

<p>Coś wybuchnęło
wewnątrz chłopaka, sprawiając, że jęknął
przeciągle, pokonany, a w oczach poczuł łzy.</p>

<p>Przestał się
opierać.</p>

<p>Oczy Snape'a
rozbłysły.</p>

<p>Znalazł to, czego
szukał.</p>

<p>Jedna z chłodnych
dłoni wypuściła twarz Harry'ego i powędrowała w
dół, zatrzymując się przez chwilę na jego sercu, które
biło tak szybko, jakby chłopak przebiegł co najmniej kilka mil.</p>

<p>Gryfon zacisnął
powieki, czując, że jego policzki płoną ze wstydu. Jednak,
kiedy otworzył je ponownie, nie było w nich już strachu,
zażenowania, czy niechęci. W zamglonych oczach chłopaka
płonęło tylko pożądanie.</p>

<p>Wszystkie maski opadły,
łańcuchy puściły, a drzwi zostały wyłamane i
świadomość Harry'ego pędziła w dół, niczym
kolejka górska, niepohamowana i spiętrzona jak wodospad.</p>

<p>Nigdy, w całym swoim
życiu, Harry nie pragnął nikogo tak bardzo, jak tego
mężczyzny.</p>

<p>Dłoń Snape'a
zsunęła się po jego torsie i zatrzymała się dopiero na
jego kroczu. Członek chłopaka, zupełnie już twardy,
drgał pod materiałem spodni i szortów, błagając o dotyk.
Zatopiony w bezdennych czeluściach oczu Mistrza Eliksirów, Gryfon
wstrzymał oddech. Starał się zmusić swoje ciało, by
nie drżało tak bardzo, gdyż ledwie mógł utrzymać
się na uginających się pod nim nogach.</p>

<p>W chwili, kiedy palce Snape'a
zaczęły powoli rozsuwać rozporek jego dżinsów, Harry
był w stanie tylko zagryzać wargę niemal do krwi, by nad
sobą zapanować. Wiedział, że głęboko pod tą twardą,
zimną, opanowaną maską, Snape śmieje się z niego i
jego słabości.</p>

<p>Jednak to się teraz nie
liczyło. Nic się teraz nie liczyło.</p>

<p>Jedynie dłoń
mężczyzny, która niczym wąż wśliznęła
się w spodnie Harry'ego i zatrzymała się milimetry od jego
drgającej niecierpliwie erekcji.</p>

<p>Ciemne oczy zwęziły
się i pojawiła się w nich nowa nuta.</p>

<p>Snape bawił się z
nim.</p>

<p>Gryfon
stęknął, a pragnienie widoczne na jego twarzy zamieniło
się niemal w obłąkańczą żądzę. Krew
pulsowała w jego głowie, a fale palącego żaru obmywały
jego ciało, raz za razem, wywołując bolesne skurcze w
podbrzuszu.</p>

<p>Harry poruszył się
niespokojnie i wypchnął biodra, pragnąc dotyku. Jego ciało
błagało. Dłoń Snape'a cofnęła się
nieznacznie, muskając delikatnie materiał, pod którym tętniła
bolesna erekcja Gryfona. Harry jęknął, zaciskając oczy z
beznadziejnego pragnienia, które go spalało i nie mogło zostać
zaspokojone.</p>

<p>Nie potrafił
dłużej ze sobą walczyć. Z jego ust wydobył się
pełen udręki, zachrypnięty jęk:</p>

<p>- Proszę...</p>

<p>Kiedy uniósł powieki,
ujrzał demoniczny błysk w oczach mężczyzny, który
zdawał się wydobywać z głębi mroku jego źrenic.
Wtedy dłoń Mistrza Eliksirów natychmiast wsunęła się
pod materiał bokserek, chłodne palce owinęły się
wokół gorącego, pulsującego penisa chłopca i cały
świat eksplodował.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że tonie w morzu upojenia, które zalało jego umysł i ciało.</p>

<p>Ręka Snape'a
poruszała się szybko na drgającym spazmatycznie członku
Gryfona. Harry konał z przyjemności. Silne, odbierające mu
zmysły fale rozkoszy, przechodziły przez jego ciało, popychane
szybkimi posunięciami chłodnej dłoni. Usta Harry'ego
otworzyły się w niemym krzyku, łapczywie chwytając
powietrze, a z jego gardła wydobył się przeciągły
jęk, którego nie potrafił powstrzymać. Zatopiony w mroku oczu
Mistrza Eliksirów, nie był w stanie odwrócić głowy.</p>

<p><emphasis>Chciałbym
zatonąć w nich, kiedy będziesz mnie brał...</emphasis></p>

<p>Echo wypowiedzianych przez
niego zaledwie tydzień temu słów, powróciło do Harry'ego silnym
uderzeniem i poczuł nutę rozbawienia głęboko w swojej
duszy. Jego wewnętrzna, chłodna świadomość doszła
nagle do zaskakujących wniosków: stoi tu, w tym ciemnym schowku, w
uścisku Severusa Snape'a - najbardziej znienawidzonego nauczyciela w
szkole, który wprawnymi, szybkimi ruchami dłoni na jego męskości
doprowadza go do delirium, a Harry dyszy i jęczy, obezwładniony
pragnieniem, które odczuwa wobec tego człowieka. Ta sytuacja wydała
mu się absurdalna i, gdyby nie to, że jego zmysły były
zajęte przeżywaniem rozkoszy, którą dawał mu Snape, Gryfon
roześmiałby się, a łzy spłynęłyby po jego
policzkach.</p>

<p>Wtem dłoń, która do
tej pory trzymała Harry'ego za brodę i nie pozwalała mu
odwrócić wzroku, puściła jego twarz i powoli zsunęła
się po klatce piersiowej chłopca, by następnie
wślizgnąć się pod jego koszulkę i delikatnie
uszczypnąć sutek.</p>

<p>Harry zawył, przeszyty nagłym
bólem, a jego ciało poderwało się i ponownie uderzyło
plecami o ścianę.</p>

<p>Nigdy nie myślał,
że ta część ciała może być taka
wrażliwa.</p>

<p>Następne
uszczypnięcie i Harry niemal osunął się po zimnych
kamieniach, gdyż ból przyjemności był zbyt silny na jego rozgorączkowane
ciało. Jednak w ostatniej chwili ramię Snape'a złapało go w
pasie i podciągnęło ponownie w górę, a Snape naparł na
niego, więziąc Harry'ego w silnym uścisku pomiędzy zimnem
kamieni i swym chłodnym ciałem.</p>

<p>Przez umysł Gryfona
przebiegł zamglony obraz pierwszego snu.</p>

<p><emphasis>Ale - na Merlina! - to
było realne!</emphasis></p>

<p>Harry, czując, że
dłoń Snape'a wyciąga z niego orgazm, a całe jego ciało
zalewa żar, złapał w palce okryte czarną szatą ramiona
i wcisnął twarz w pierś Mistrza Eliksirów, jęcząc w
nią z udręki i przyjemności zarazem.</p>

<p>Podniecająca woń
ciała Snape'a wdzierała się do jego nozdrzy, przyprawiając
go o jeszcze większy zawrót głowy.</p>

<p>Snape, jakby wyczuwając,
że Harry jest już blisko, zwiększył tempo, a ciało
Gryfina zawyło z niecierpliwości wobec zbliżającego
się finału.</p>

<p>Ostatnim tchnieniem
świadomości przez umysł chłopaka przebiegła myśl,
że Snape jest Mistrzem nie tylko Eliksirów.</p>

<p>Wtedy nastąpiła
eksplozja.</p>

<p>Eksplozja żaru,
eksplozja kolorów i dźwięków.</p>

<p>Harry słyszał, jak
krzyczy, kiedy obezwładniająca fala ekstazy zalała jego
lędźwie, opanowując w mgnieniu oka całe, szczupłe
ciało Gryfona i wstrząsając nim jak kukiełką. Palce
wbiły się w ciemne ramiona niemal do krwi, a gorące łzy
zalały pierś Mistrza Eliksirów. Wszystkie mięśnie
napięły się, skóra płonęła, a umysł
Harry'ego skomlał z przyjemności.</p>

<p>Chłopak miał przez
chwilę wrażenie, że nie wytrzyma i umrze z rozkoszy.</p>

<p>Czuł, jak jego penis
wyrzuca z siebie strumienie spermy, które spływają po dłoni
nauczyciela albo osiadają na jego czarnej szacie.</p>

<p>Harry zapomniał, jak
się myśli, zapomniał zupełnie, gdzie się znajduje i co
miał robić. Zapomniał o wszystkim, co znał do tej pory.</p>

<p>Dochodząc w dłoni
Snape'a, uczepiony jego szat, urodził się na nowo, odkrywając
cuda, o jakich istnieniu nie miał do tej pory pojęcia.</p>

<p>Kiedy ostatnia fala
wibrującej przyjemności wypłynęła gorącym
strumieniem z jego ciała, Snape puścił go nagle i
odsunął się. Nogi Gryfona ugięły się pod nim i
chłopak osunął się powoli na podłogę, nie
wypuszczając jednak z dłoni czarnych szat. Opadł na kolana przez
Mistrzem Eliksirów, trzymając w dłoniach poły jego peleryny i
dygotał, nie mogąc złapać tchu, ani otworzyć oczu.</p>

<p>Z trudem zdawał się
powracać do równowagi, jednak echo orgazmu wciąż dudniło w
jego ciele. Oszołomiony chłopak nie potrafił nawet otworzyć
oczu, a co dopiero mówić o uspokojeniu gwałtownie bijącego
serca, czy zmuszeniu wycieńczonych mięśni do działania.
Chciał się podnieść, naprawdę chciał, jednak nie
był w stanie.</p>

<p>W końcu udało mu
się wygrać bitwę ze swoim organizmem i podnosząc głowę,
otworzył oczy.</p>

<p>To, co zobaczył
sprawiło, że powróciło przerażenie, a serce, które powoli
się uspokajało, podskoczyło niemal do gardła.</p>

<p>Harry'ego zmroził
strach, kiedy patrzył na nabrzmiałego, sterczącego w jego
kierunku penisa Mistrza Eliksirów, wyłaniającego się spod
czarnych szat.</p>

<p>Bezgraniczne zdumienie
odebrało mu mowę i zdolność myślenia. Jego oczy
powędrowały w górę, pragnąc wyczytać z twarzy Snape'a
jakąś odpowiedź i - ku swemu przerażeniu - znalazł ją.</p>

<p>Czarne, płonące
oczy wwiercały się w Harry'ego, a ciemne brwi uniosły się w
górę, jakby podświadomie przekazując Gryfonowi
wiadomość: "Na co czekasz?"</p>

<p>Chłopak poczuł,
że oblewa go fala gorącego wstydu. Spojrzał ponownie na
zaczerwieniony organ Snape'a i zagryzł wargę, starając się
stłumić narastającą w nim panikę.</p>

<p>Czy naprawdę Mistrz
Eliksirów chciał, żeby Harry TO zrobił??</p>

<p>Gryfon widział zarys
ciemnych włosów otaczających męskość Snape'a. Jego
oczy starannie badały każdy fragment i chłonęły
zachłannie widok, utrwalając go w pamięci. Ku zaskoczeniu Harry'ego,
spod otulającego go płaszcza strachu zaczęło
przebłyskiwać pożądanie, które objawiło się w
jego chorobliwie błyszczących oczach.</p>

<p>Walcząc ze
spalającym jego ciało wstydem i strachem, przełknął
ślinę, a jego ręka powędrowała w górę i palce
owinęły się wokół twardego jak kamień członka
Snape'a. Jego dłoń wydała mu się bardzo mała w
porównaniu z wielkością erekcji Mistrza Eliksirów, którą
trzymał w ręku. Pomyślał przez chwilę, że aby
objąć ją całą od jąder aż po czubek,
potrzebowałby trzech dłoni. Myśl ta sprawiła, że
zakręciło mu się w głowie.</p>

<p>Harry badał
dokładnie wzrokiem czerwony, gładki czubek penisa i cienkie,
nabrzmiałe żyły ciągnące się wzdłuż
trzonu. Wyczuwał pod dłonią pulsującą krew, która
rozgrzewała masywny organ.</p>

<p>"Jaki ciepły"
- przemknęło przez myśl Harry'ego mającego w pamięci
chłód przyciskającego się do niego ciała Snape'a i
dotykających go zimnych palców.</p>

<p>Nagle zapragnął
skosztować tego ciepła. Działając instynktownie,
otworzył usta i językiem przesunął po czubku,
zostawiając na nim mokry, błyszczący ślad. Zafascynowany
dostrzegł, że członek drgnął pod jego dotykiem, a z
ust Mistrza Eliksirów usłyszał cichy, stłumiony jęk.</p>

<p>Uśmiechnął
się do siebie z zadowoleniem.</p>

<p>Penis Snape'a smakował
nieco gorzko i słono jednocześnie, był ciepły i przyjemny w
dotyku. Język Harry'ego ponownie dotknął czubka i dokładnie
go obmył, jednak tym razem z ust mężczyzny nie wydobył
się żaden dźwięk.</p>

<p>Umysł Gryfona - zamglony
wstydem, strachem i pożądaniem - zarejestrował to i przez
chwilę pojawiła się w nim myśl, że musi się
bardziej postarać, gdyż tak bardzo chciał zostać ponownie
nagrodzony tym cudownych dźwiękiem.</p>

<p>Harry nigdy tego nie
robił, ale prowadził go instynkt nieokiełznanego pragnienia,
który był silniejszy od każdego innego uczucia. Zaślepiony
żądzą zaczął wodzić językiem po twardym,
nabrzmiałym penisie od czubka, przez trzon, aż po miękkie
jądra i z powrotem. Smakował go każdym pociągnięciem
języka i zatracał się w doznaniach. Przez jego zamglony
umysł przedzierał się przyspieszony oddech Snape'a, któremu
najwyraźniej podobały się zabiegi Harry'ego.</p>

<p>Dusza chłopaka była
pogrążona w agonii upojenia, wchłaniając Snape'a
każdym zmysłem. W nozdrzach czuł ostry, piekący zapach,
który dopełniał jego odczuć.</p>

<p>Nagle Gryfon poczuł
palce wplatające się w jego włosy. Zaskomlał cicho, kiedy
Snape cofnął biodra, ale już w chwilę później
Harry'ego przeszył druzgoczący promień zrozumienia. Mistrz
Eliksirów skierował członek wprost w usta Gryfona.</p>

<p>"Jak mam wziąć
w usta coś tak ogromnego?" - przebiegło przez głowę
chłopaka, zanim mężczyzna nakierował i pchnął.</p>

<p>Penis wtargnął do
wnętrza ust Harry'ego zagłębiając się aż do
gardła. Gryfon zakrztusił się i chciał oderwać
głowę, ale Snape trzymał ja mocno i nie pozwalał na
żaden ruch. Następne pchnięcie aż po gardło
wycisnęło łzy z oczu Harry'ego. Krztusząc się,
złapał kurczowo za czarne szaty i ścisnął mocno,
pragnąc dać Snape'owi znak, aby przestał.</p>

<p>Nie chciał, żeby
tak to wyglądało. Nie chciał, żeby Mistrz Eliksirów tak po
prostu pieprzył jego usta. Nie może się na to zgodzić!</p>

<p>Ale czy miał
dość sił, by się sprzeciwić, kiedy jego ciało
przestało go słuchać i poddawało się władzy
Snape'a bez żadnego oporu?</p>

<p>Harry, zrezygnowany
opuścił ręce i otworzył gardło na przyjęcie
kolejnego pchnięcia.</p>

<p>Penis wypełniał
usta chłopaka i rozpierał je, ledwie się w nich mieszcząc.
Mistrz Eliksirów, najwyraźniej wyczuwając, że udało mu
się go złamać, zdjął rękę z głowy
Gryfona, lecz Harry nie cofnął się. Złapał palcami
gorący organ i powoli wysunął penisa ze swoich ust, jednak tylko
po to, by po chwili pochłonąć go ponownie wciągając
głęboko do gardła. Tylko na tyle, na ile był w stanie to
zrobić i nie zakrztusić się.</p>

<p>Chciał Snape'a.
Chciał posmakować go całego. Chciał dać mu
przyjemność, jakiej on sam zaznał jeszcze parę chwil temu.</p>

<p>Wziął w usta mokry
już czubek i zaczął go ssać, pragnąc
wyciągnąć z Mistrza Eliksirów więcej, niż ten dał
mu do tej pory.</p>

<p>Usłyszał jęk,
wyrywający się z ust mężczyzny. Harry'ego przeszył
dreszcz podniecenia.</p>

<p>Tak, chciał
słyszeć jego jęki. Jęki Severusa Snape'a, Mistrza Eliksirów.
Jęki, które wywoływał on - Harry.</p>

<p>Gryfon przyspieszył
pragnąc usłyszeć to ponownie, głośniej. Wsuwał
nabrzmiały, pulsujący członek aż do samego gardła,
ssąc go jednocześnie i delikatnie pieścił miękkie, ciepłe
jądra wolną dłonią.</p>

<p>Jęki zaczęły
przybierać na sile. Zamroczony umysł Harry'ego odbierał je jakby
z oddali. Kiedy Gryfon, do ust i języka, dołączył
również zęby, którymi drażnił wrażliwą skórę
na mokrym, gorącym czubku, został nagrodzony długim, mrocznym
pomrukiem przyjemności.</p>

<p>Zamglonym z pożądania
wzrokiem, spojrzał w górę, pragnąc zobaczyć twarz Mistrza
Eliksirów. Błyszczące jak czarny marmur oczy Snape'a patrzyły
wprost na niego. Płonący w nich głód i zachłanność,
z jaką spijały roztaczający się przed nimi widok
sprawiły, że Harry niemal zemdlał. Nie odrywając wzroku od
gorączkowego spojrzenia, przyspieszył, połykając penisa
nauczyciela niemal w całości, jednocześnie obciągając
szybko ręką dolną część trzonu, której jego usta
nie były w stanie objąć. Jego język i zęby
drażniły błyszczącą główkę, kiedy Harry
wyjmował go na moment, by po chwili ponownie zanurzyć go w
ciepłym, chętnym wnętrzu swych ust.</p>

<p>Obraz przed oczami Harry'ego
był zamazany, ale chłopak widział, jak przez twarz
mężczyzny przechodzą skurcze przyjemności. Wiecznie surowe
rysy złagodniały, ale oczy nie straciły swego mrocznego wyrazu.</p>

<p>Harry zacisnął
powieki, oblizując zachłannie czerwony, rozgrzany czubek i z
zaskoczeniem stwierdził, że czuje na języku ostry smak spermy.
Jego serce zawyło z radości.</p>

<p>Jest już tak cholernie
blisko doprowadzenia Mistrza Eliksirów do orgazmu!</p>

<p>Zbierając w sobie
wszystkie siły, złapał się czarnych szat i z całej
siły naparł ustami na sączący się, drżący
członek, wciskając go sobie niemal do gardła.</p>

<p>Wtedy dotarł do niego
głośny, ochrypły jęk, a ciałem Severusa
wstrząsnął dreszcz.</p>

<p>Krztusząc się,
Harry chciał cofnąć głowę, ale wtedy poczuł
dłonie Snape'a, chwytające jego włosy i przytrzymujące jego
głowę w żelaznym uścisku. Harry poczuł, że jego
usta wypełniają się ostrym i gorzkim w smaku, lepkim płynem.
Szarpnął głową, a z jego oczu wypłynęły
łzy, jednak żelazny uścisk nie zelżał. Gryfon,
drżąc wraz z ciałem Mistrza Eliksirów, zrezygnowany
zaprzestał walki i zaczął połykać jego spermę,
która ciepłymi strumieniami zraszała jego gardło i wnętrze
ust.</p>

<p>Część
białego płynu wymknęła się i spłynęła
po brodzie chłopca. W tej samej chwili poczuł bolesne
pociągnięcie za włosy, którym ukarał go Snape.</p>

<p>Gryfonowi kręciło
się w głowie z oszołomienia. Snape spuszczał się w
jego usta, a Harry był zmuszony połknąć wszystko, do
ostatniej kropli. I nie potrafił się przeciwstawić.</p>

<p>W chwili, kiedy chłopak
przełknął ostatnią dawkę gorzkiego nasienia, jego
głowa została uwolniona z uścisku, a rozgrzany do
czerwoności członek wyjęty z jego ust. Chłopak
zaczerpnął tchu.</p>

<p>Czuł mokry ślad
spermy spływający po jego brodzie i żłobiący
ścieżkę na jego rozpalonej skórze.</p>

<p>Kiedy Mistrz Eliksirów
zapiął rozporek, twarz Harry'ego została ujęta pod
brodę i uniesiona w górę. Gryfon zamglonymi oczyma patrzył na
malujący się na twarzy Snape'a wyraz złośliwego triumfu i
mrocznej satysfakcji.</p>

<p>Mistrz Eliksirów długim,
żółtawym palcem zebrał odrobinę spermy, która
wymknęła się Harry'emu, a następnie włożył
mu go do ust. Gryfon oblizał dokładnie palec, nie odrywając
spojrzenia od twarzy Snape'a. Zajęczał cichutko, kiedy
mężczyzna zabrał palec.</p>

<p>Na twarzy Mistrza Eliksirów
pojawił się zimny, wyrachowany uśmiech.</p>

<p>- To było miłe,
panie Potter.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech.
Uświadomił sobie nagle, że były to pierwsze słowa
Snape'a, od kiedy wszedł do schowka. Otworzył usta, żeby
coś odpowiedzieć, ale głos zamarł mu w gardle. Mistrz
Eliksirów nagle cofnął się, odwrócił się od
klęczącego na podłodze Harry'ego, otworzył drzwi i
zniknął za nimi, pozostawiając Gryfona w ciemnym, chłodnym
schowku.</p>

<p>Harry, zaszokowany i zagubiony
patrzył na drzwi, za którymi zniknął Snape i próbował
zrozumieć, co się stało.</p>

<p>Kręciło mu się
w głowie, serce biło mu gwałtownie, a ciałem
wstrząsały dreszcze. W jego umyśle dudniły rozbiegane
myśli:</p>

<p>Czy to się
wydarzyło naprawdę? Czy on i Snape właśnie przed
chwilą...?</p>

<p>Gorąca,
obezwładniająca fala wstydu przeszyła serce Gryfona.</p>

<p>"Właśnie
obciągnąłem Mistrzowi Eliksirów!" - pomyślał
spanikowany, próbując pozbierać kawałki rozbitej dumy i szacunku
do siebie. Miał wrażenie, że jego ciało płonie z zażenowania,
a w gardle poczuł gorzki smak wstydu, zmieszany ze świeżym
wciąż smakiem spermy Severusa Snape'a. Jego umysł nie
potrafił ogarnąć tego zdarzenia i Harry błądził w
swej świadomości, próbując uchwycić się kawałków
wspomnień i zrozumieć, gdzie się znajduje, co przed chwilą
zaszło, gdzie się podział Snape i dlaczego czuje się tak
podle upokorzony?</p>

<p>Zacisnął
drżące pięści, zagryzł wargę i ze
ściśniętym gardłem, przełykając łzy,
podniósł szklisty wzrok na drzwi.</p>

<p>Harry siedział jeszcze
przez jakiś czas na kamiennej podłodze w ciemnym schowku, w zimnych
lochach pod zamkiem, wpatrywał się w drzwi i czekał z
nadzieją.</p>

<p>Jednak Mistrz Eliksirów
już więcej się w nich nie pojawił.</p>

<p>___________________</p>

<p>* "Kinda I want to" by Nine
Inch Nails</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 06 ---</strong></p>

<p><strong>6. Darkness.</strong></p>

<p><emphasis>I'm
searching for answers</emphasis></p>

<p><emphasis>Cause
something is not right.</emphasis></p>

<p><emphasis>I
follow the signs,</emphasis></p>

<p><emphasis>I'm
close to the fire.</emphasis></p>

<p>Harry Potter
zamknął oczy, czując w swoim wnętrzu rozgrzewające
ciepło i przejmujący chłód jednocześnie. Uczucie gorzkiego
wstydu powoli wyparowywało z jego umysłu. Przyjemne zadowolenie
walczyło z obezwładniającym strachem. Miał wrażenie,
że jego serce zostało rozerwane na pół i obie części
nie potrafiły dojść ze sobą do porozumienia. Gryfon
mógł tylko leżeć w ciemności pod przykryciem i czekać
na rozstrzygnięcie.</p>

<p>Która połowa
zwycięży? Na razie był remis.</p>

<p>Był środek nocy.
Ron już dawno chrapał, ale Harry nie mógł zasnąć.
Wszystkie wydarzenia, które zaledwie kilka godzin temu lawinowo
przetoczyły się przez jego i tak pogmatwane życie, sprawiły
iż zastanawiał się, czy jeszcze kiedykolwiek będzie w
stanie zasnąć.</p>

<p>Na jego policzkach
płonęły chłodne rumieńce, a kąciki ust
unosiły się nieznacznie w gorzkim grymasie, który powinien być
uśmiechem, jednak wcale go nie przypominał. Zielone oczy wpatrujące
się w sklepienie błyszczały gorączkowo,
przeżywając ponownie każdą chwilę.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Harry! Harry! Co się z
tobą dzieje? - zdenerwowany głos Hermiony przedarł się
przez otulony mgłą umysł Harry'ego i wyrwał go z
odrętwienia, w którym znajdował się przez cały poranek,
aż do śniadania. Na jego talerzu leżało kilka
kiełbasek, których nawet nie ruszył.</p>

<p>- Nic - wymamrotał
czując, że zbiera mu się na wymioty. Po raz dziesiąty
już spojrzał przelotnie na stół nauczycielski.</p>

<p>Snape'a nie było na
śniadaniu.</p>

<p>Harry dziękował za
to wszystkim dobrym duchom.</p>

<p>Do tej pory nie potrafił
właściwie zrozumieć jak doszło do sytuacji, która
miała miejsce wczoraj wieczorem w schowku w lochach. Z jednej strony jego
umysł próbował wyrzucić to z pamięci, a z drugiej - ogarniała
go fala gorąca na samo wspomnienie smaku Snape'a, jego zapachu, jego
oszałamiającej bliskości.</p>

<p>"To niemożliwe! To
się nie mogło wydarzyć! To wszystko mi się
przyśniło!" - powtarzał sobie w myślach przez
cały czas, gdyż jego umysł nie potrafił ogarnąć
tego zdarzenia, a Harry za nic w świecie nie chciał mu w tym
pomagać.</p>

<p>Słowa
"Obciągnąłem Mistrzowi Eliksirów" pojawiały
się w jego głowie na przemian ze słowami "Nie, to się
wcale nie wydarzyło! Musiało mi się to
przyśnić!", a czasami przebłyskiwały również
słowa "Zostałem wykorzystany przed nauczyciela. Może
powinienem komuś o tym powiedzieć?".</p>

<p>Harry próbował sobie
wyobrazić rozmowę, w której wyznałby to Dumbledore'owi:</p>

<p>"- ...Snape do mnie
podszedł i patrzył się na mnie.</p>

<p>- I co było dalej,
Harry?</p>

<p>- Hmmm, od samego spojrzenia
dostałem erekcji.</p>

<p>- Ach.</p>

<p>- No i później... hmm...
powiedziałem "proszę".</p>

<p>- To nieco komplikuje
sprawę, Harry...</p>

<p>- No i on mnie
dotknął. A później ja... obciągnąłem mu. I na
końcu powiedział do mnie "To było miłe, panie
Potter".</p>

<p>- Założę
się, że musiało to być dla niego miłe, Harry.</p>

<p>- I co pan o tym myśli,
dyrektorze?</p>

<p>- Gdzie miała miejsce ta
sytuacja?</p>

<p>- W schowku na miotły.</p>

<p>- W schowku? Przecież to
miejsce publiczne.</p>

<p>- Nie, gdybyśmy zrobili
to w Wielkiej Sali, to byłoby to miejsce publiczne.</p>

<p>- Hmm... A jak ty się po
tym czułeś, Harry?</p>

<p>- Miałem najwspanialszy
orgazm w życiu.</p>

<p>- No to nie widzę
problemu, Harry.</p>

<p>- Dziękuję, że
mnie pan wysłuchał, panie dyrektorze."</p>

<p>Harry
uśmiechnął się do siebie mimowolnie.</p>

<p>Nie. Wiedział, że
nigdy, przenigdy nikomu o tym nie wspomni. Umarłby ze wstydu. Ten wstyd
ciążył mu w każdej sytuacji, przytłaczając go
swym ciężarem i nie pozwalając zapomnieć.</p>

<p>Harry nienawidził siebie
za to, że wypił wtedy ten eliksir. Nienawidził siebie za to, jak
działał na niego Snape. Nienawidził siebie za
świadomość, że wtedy, w schowku zrobiłby dla Snape'a
wszystko. Zrobiłby każdą rzecz, o jaką Mistrz Eliksirów by
go poprosił. I nienawidził Snape'a za to, że drań doskonale
o tym wiedział. Nienawidził go za jego pewność siebie. Ale
to Harry dał mu tę pewność.</p>

<p>Bał się też.
Bał się, ponieważ Mistrz Eliksirów wiedział o pragnieniach
Harry'ego Pottera. Bał się, ponieważ to dawało Snape'owi
władzę nad Harrym, a ten człowiek był zdolny do wszystkiego.
A Harry sam mu dał tę władzę. Bał się, do czego
Snape mógł ją wykorzystać.</p>

<p>Harry przeklinał siebie
samego i wszystko, co doprowadziło go do punktu, w którym się teraz
znajduje.</p>

<p><emphasis>Niech będzie
przeklęta chwila, kiedy wziąłem do ust ten przeklęty
eliksir i odkryłem w sobie te przeklęte pragnienia!</emphasis></p>

<p>Kiedy wrócił wczoraj
wieczorem do dormitorium, wszyscy już spali. Pamiętał zapach
spermy Mistrza Eliksirów, który wciąż czuł na sobie, a którego
nie udało mu się zmyć w łazience. Czuł się
brudny, upokorzony i zdeptany, ale druga połówka jego serca
wyśpiewywała serenady radości. Dostał to, czego tak bardzo
pragnął. Może nie wyglądało to, tak, jak w jego
marzeniach, ale to na pewno dopiero początek. Snape nie może
przecież wiecznie udawać, że nic do Harry'ego nie czuje.
Przecież widział wtedy to płonące spojrzenie czarnych
oczu...</p>

<p>Zadrżał,
przypominając sobie chłodną dłoń poruszającą
się na jego penisie, która doprowadziła go do najwspanialszego
orgazmu w jego życiu. To zupełnie co innego, niż robienie tego
samemu...</p>

<p>- Harry! Harry! - głos
Hermiony przedarł się przez myśli Harry'ego.</p>

<p>- Przestań wreszcie
"harrować"! - warknął Gryfon. - Co? - dodał,
widząc wyrzut w oczach przyjaciółki. Był zły, że
Hermiona wciąż go nagabuje i nie pozwala mu spokojnie pomyśleć.</p>

<p>- Co się z tobą
dzieje? - fuknęła Hermiona robiąc obrażona minę.</p>

<p>- Przecież mówię,
że nic! Przestań się mnie wreszcie czepiać i zostaw mnie w
spokoju! - syknął Harry, odsuwając ze złością
talerz i podnosząc się gwałtownie z miejsca.</p>

<p>Chciał zostać sam.</p>

<p>Widział, że Ron
otworzył szeroko oczy, zaskoczony nagłym wybuchem swego przyjaciela i
chciał coś powiedzieć, ale jego pełne usta nie
pozwoliły mu na to.</p>

<p>- Idę
uprzątnąć resztę schowków - powiedział gniewnie Harry,
odwracając się plecami do przyjaciół i ruszając w
stronę wyjścia. Nie obchodziło go, czy się na niego
obrażą, czy nie. Nawet nie czekał na protesty Hermiony.
Czuł na sobie odprowadzające go spojrzenia części uczniów,
wśród których było również intensywne spojrzenie Draco Malfoya,
jednak teraz nie był w stanie zwracać na to uwagi.</p>

<p>Szedł szybko
korytarzami, roztrzęsiony i zdenerwowany. Nie rozumiał, skąd
brały się u niego te pokłady agresji, które ostatnio
wyrzucał z siebie w ilościach zdolnych zatopić cały
korytarz. Potrzebował samotności, żeby to wszystko spokojnie
przemyśleć.</p>

<p>Nie interesowało go
zwycięstwo Armat we wczorajszym meczu, o którym przez cały czas
opowiadał mu Ron. Nie miał ochoty słuchać o stercie prac
domowych, o której Hermiona cały czas mu przypominała i
zamęczała go, żeby pospieszył się ze sprzątaniem,
bo nic nie zdąży na jutro odrobić. Nic go nie interesowało.
Wszystko nagle zostało zepchnięte na dalszy plan. Najważniejsze
było teraz dla niego to, co wydarzyło się wczoraj wieczorem w
małym, zatęchłym schowku w zimnych, mrocznych lochach Hogwartu.
Chciał teraz myśleć tylko o tym. Tylko o tym <emphasis>potrafił</emphasis>
teraz myśleć.</p>

<p>Czuł, że jego
życie diametralnie się teraz zmieni. Nie wiedział dokładnie
na czym ta zmiana miała polegać, ale na pewno nie będzie to dla
niego ten sam Hogwart, co wcześniej. Wszystko, na co spojrzał
nosiło teraz dla niego znamię jego obsesji Severusem Snape'em.</p>

<p>Nie był w stanie
dokończyć wczoraj sprzątania tego schowka. Po prostu nie
potrafił się na tym skupić. Zdruzgotany i zszokowany
opuścił schowek, powlókł się prosto do łazienki i
siedział tam tak długo, dopóki nie upewnił się, że wszyscy
już poszli spać.</p>

<p>Już nigdy nie wróci do
tego miejsca, które było świadkiem jego całkowitego upokorzenia
i jednocześnie największej ekstazy. Wiedział, że Filch
będzie na niego wściekły, ale nikt go tam nie zaciągnie,
nawet siłą.</p>

<p>Został mu jednak jeszcze
jeden schowek w dolnej części zamku, najbliżej komnat
Ślizgonów. Całe szczęście, że odnoga, w której
się znajdował prowadziła daleko od gabinetu Snape'a. Jednak
Gryfon cały czas odczuwał niepokój. Był w takim stanie, że
gdyby spotkał dzisiaj Snape'a na korytarzu, mógłby uciec z krzykiem,
albo - co gorsza - zemdleć z przerażenia.</p>

<p>Kiedy Harry, zamyślony
schodził do lochów, przypomniał sobie, że nie zabrał wiadra
i całej reszty środków czystości, które były mu potrzebne
do sprzątania, a które znajdowały się w schowku obok gabinetu
Filcha. Westchnął zrezygnowany, odwrócił się w połowie
schodów i w tej samej chwili ujrzał ciemny kształt znikający za
rogiem na szczycie schodów. Zaniepokojony spiął się cały i
poczuł nagły ciężar przygniatający jego serce.</p>

<p>Wszyscy uczniowie byli
przecież na śniadaniu. Nie mógłby tutaj nikogo spotkać.
Włożył dłoń do kieszeni, zaciskając ją na
różdżce i powoli zaczął wdrapywać się po
schodach. Wpatrywał się w róg korytarza z taką
intensywnością, że po chwili poczuł łzy w oczach, jednak
nie odważył się mrugnąć. Nasłuchiwał, ale
nie słyszał nic podejrzanego. Kiedy znalazł się na szczycie
schodów, zacisnął jeszcze mocniej dłoń na różdżce
i z mocno bijącym sercem, wyjrzał ostrożnie za róg.</p>

<p>Nikogo tam nie było.</p>

<p>Odetchnął z
ulgą wmawiając sobie, że coś mu się pewnie
wydawało. Po co ktoś miałby go śledzić? Jednak kolejne
piętro pokonał biegiem.</p>

<p>Ze schowka obok gabinetu
Filcha zabrał szczotkę, wiadro, środki czystości,
ścierki i miotełki i z całym pobrzękującym ekwipunkiem
rozpoczął ponowną wędrówkę w dół, wprost do
lochów.</p>

<p>Rozglądał się
bacznie, ale żadne dziwne zjawiska nie wyskoczyły na niego nagle zza
rogu. Pomyślał o medalionie - prezencie od Luny, który spoczywał
sobie spokojnie w kufrze w jego dormitorium. Żałował, że go
przy sobie nie ma. A nuż okazałoby się, że jednak
działa.</p>

<p>"Nie ma powodów do
niepokoju. Jestem w Hogwarcie - najbezpieczniejszym w tej chwili miejscu w
Czarodziejskim Świecie. Nie ma tu nic groźnego. No, może poza
trójgłowymi psami, ogromnymi pająkami, wężami, które jednym
spojrzeniem mogą zabić człowieka i całą masą
innych dziwnych stworzeń ukrywających się w zakamarkach zamku. I
Snape'em." - myślał, stawiając wiadro na jednym ze stopni i
przeciągając się. - "To pewnie był tylko Irytek, albo
jakiś inny duch."</p>

<p>Kątem oka dostrzegł
ruch na szczycie schodów, jednak kiedy odwrócił głowę,
zobaczył tylko kilka wiszących na ścianach obrazów. Stary
opasły mnich drzemał w swych ramach, a stado hipopotamów spokojnie
wylegiwało się w wodzie. Nikt się nie poruszał na obrazach.
Skąd więc to wrażenie?</p>

<p>"Mam jakieś omamy.
Pewnie z niewyspania" - pomyślał Harry, łapiąc
ponownie wiadro i schodząc do zimnych lochów. Kiedy przemierzał
długi, surowy korytarz czuł, jak chłód przenika jego ubranie i wstrząsa
jego ciałem. Tu zawsze było zimno. Prawie o tym zapomniał,
przypominając sobie żar, który płonął w nim wczoraj,
kiedy on i Mistrz Eliksirów...</p>

<p>Harry poczuł jak jego
twarz oblewa się rumieńcem. Naprawdę nie wyobrażał
sobie, że mógłby się teraz spotkać ze Snape'em. Na
samą myśl o tym oblewał go zimny pot.</p>

<p>W końcu dotarł do
celu. Najbardziej zapuszczony i zapomniany schowek w całym zamku
znajdował się zaledwie kilkanaście metrów od wejścia do
pokoju wspólnego Ślizgonów, w mrocznej wnęce za rogiem. Harry
był tutaj tylko raz w życiu, kiedy razem z Ronem wypili Eliksir
Wielosokowy i zamienili się w Crabbe'a i Goyle'a - dwóch wiernych
osiłków Malfoya.</p>

<p>O tej porze nie było tu
nikogo, ale Harry wiedział, że wkrótce zaczną pojawiać
się powracający ze śniadania uczniowie Slytherinu. Wolał
więc nie kusić losu i szybko zaszył się w mroku
otaczającym schowek. Kiedy otworzył drzwi, w jego nozdrza
buchnął odrażający odór stęchlizny i szczurzych
odchodów. Zatkał nos, krztusząc się przez chwilę i machnięciami
dłonią starając się odpędzić zapach.</p>

<p>"Będę po tym
śmierdział gorzej od Stworka" - pomyślał ze
wstrętem, próbując dojrzeć coś w ciemności.</p>

<p>Wyjął z kieszeni
różdżkę, żeby przyświecić sobie trochę w
poszukiwaniu jakiejś świecy, kiedy nagle czyjeś silne ręce
złapały go od tyłu i uniosły w górę, a twarda jak
skała pięść wbiła się w jego brzuch,
pozbawiając go tchu. Zanim Gryfon zdążył się
zorientować, różdżka została wyrwana z jego dłoni, a
on sam znalazł się na podłodze, trzymając się za
brzuch i próbując złapać oddech. Przed jego oczami pojawiły
się gwiazdy, a w uszach słyszał tylko szum, przez który jednak
przebił się po chwili znajomy, jadowity głos:</p>

<p>- Nie jesteś już
taki buntowniczy, co Potter?</p>

<p>Do uszu Harry'ego
dotarły dwa ochrypłe śmiechy.</p>

<p>- Czego chcesz Malfoy? -
wydusił Harry, zaciskając zęby i podnosząc wzrok.</p>

<p>Draco stał pomiędzy
swoimi dwoma gorylami i uśmiechał się mściwie.</p>

<p>- Czego chcę?
Myślisz, że tak po prostu puszczę ci płazem to wszystko,
przez co muszę przechodzić z twojego powodu?</p>

<p>Klęcząc na
kamiennej podłodze, Harry starał się szybko oszacować szanse.
Ich było trzech, on - jeden. W dodatku zabrali mu różdżkę.
Jak mógł być tak nieostrożny? Przeklinał się w
myślach za swoją głupotę.</p>

<p>- To wy mnie
śledziliście? - zapytał, chociaż dobrze znał
odpowiedź. Chciał zyskać na czasie. Miał nadzieję,
że lada moment ktoś nadejdzie. Chociaż podejrzewał, że
Ślizgoni raczej z przyjemnością popatrzyliby na to, jak jego
koledzy rozgniatają Harry'ego Pottera na miazgę. W głębi
duszy miał jednak nadzieję, że chociaż jeden z nich
okazałby się na tyle dobroduszny, by zawiadomić nauczyciela.</p>

<p>Harry nie wiedział,
czego może spodziewać się po Malfoyu. Wiedział tylko jedno
- że paskudny uśmiech, który wykrzywiał jego gębę,
wcale, a wcale mu się nie podobał. Nie podobał mu się też
ten mroczny cień w oczach Ślizgona. Malfoy zawsze go
nienawidził, ale nigdy wcześniej jego oczy nie wyrażały
takiego... szaleństwa, kiedy patrzył na Harry'ego.</p>

<p>- Usłyszeliśmy, jak
mówisz tej szlamie i rudzielcowi o sprzątaniu schowków. Jak to się
dobrze złożyło, że przyszedłeś od razu tutaj. - W
oczach Malfoya pojawił się demoniczny błysk. Harry'emu coraz
bardziej się to nie podobało.</p>

<p>"Oni naprawdę
mają zamiar..." - Gryfon aż się zachłysnął
ze strachu. Rozejrzał się ukradkowo w poszukiwaniu ratunku, jednak
korytarz wydawał się całkowicie pusty. Nie da rady im trzem
naraz, ale nie podda się bez walki.</p>

<p>- Takim jesteś tchórzem
Malfoy, że potrzebujesz pomocy swoich osiłków, żeby mi
spuścić łomot? Boisz się, że sam nie dałbyś
mi rady?</p>

<p>- Nie mam zamiaru
brudzić sobie rąk twoją szlamowata krwią - Malfoy
splunął pod nogi, dając znak Crabbe'owi i Goyle'owi, którzy
złapali Harry'ego pod ramiona i podnieśli go w górę. Gryfon
poczuł, jak w jego serce wlewa się nienawiść, dodająca
mu sił i zdecydowania.</p>

<p>- Nic dziwnego! Ty nie
potrafisz sobie nawet butów zawiązać nie wysługując
się innymi! - krzyknął szarpiąc się i próbując
uwolnić od przytrzymujących go silnych rąk. - Ciekawe, czy twoi
goryle podcierają ci też tyłek w kiblu?</p>

<p>Twarz Malfoya zbladła z
wściekłości.</p>

<p>- Odszczekasz wszystko,
Potter! A potem będziesz się wił pod moimi stopami i
błagał o litość! - warknął Malfoy podwijając
rękawy swojej szaty.</p>

<p>Harry zaczął
się jeszcze bardziej szarpać. Nienawiść zalała jego
trzewia uruchamiając drzemiące w nim pokłady agresji, które
tylko czekały na uwolnienie z ryzów, w jakich je do tej pory
utrzymywał. Poczuł potężne uderzenie w bok próbującego
zapanować nad nim Crabbe'a. Jednak to rozwścieczyło go jeszcze
bardziej.</p>

<p>- Tylko mnie dotknij, Malfoy,
a będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobisz w życiu! -
ryknął, kopiąc i gryząc na oślep, byle tylko
uwolnić się, rzucić się na Malfoya i
zmiażdżyć jego bladą twarz.</p>

<p>- Trzymajcie go mocno! -
krzyknął Malfoy, szykując się do zadania ciosu. -
Myślisz, że możesz robić, co tylko ci się podoba?
Myślisz, że możesz być nietykalny, bo taka jest jego wola?
Nikt ci teraz nie pomoże Potter! Jesteś mój! - ostatnie słowo
przeszło w ryk wściekłości, kiedy Malfoy
zamachnął się. Harry zamknął oczy, czekając na
cios.</p>

<p>- Co tu się, do
diabła, dzieje? - ostry, zimny głos przeciął powietrze i
sprawił, że wszystko nagle ucichło.</p>

<p>Cios nie nastąpił.</p>

<p>Oddychając
ciężko, Harry otworzył oczy i zobaczył wysoką,
dumną postać wyłaniającą się z ciemności
korytarza. Harry poczuł, jak jego serce opada do żołądka.</p>

<p>Severus Snape obrzucił
spojrzeniem całą scenę, po czym jego brwi ściągnęły
się, a z ust wydobył się śmiertelnie groźny głos,
skierowany w stronę przytrzymujących Harry'ego Crabbe'a i Goyle'a:</p>

<p>- Puśćcie go.</p>

<p>Podczas szamotaniny okulary
Harry'ego spadły z jego nosa i chłopak nie był w stanie
dojrzeć wyrazu twarzy profesora, ale ton jego głosu sugerował
wyraźnie, że każda próba niewykonania jego polecenia może
skończyć się bardzo źle.</p>

<p>Harry poczuł, jak
masywne ręce puszczają go i rozcierając bolące miejsca,
wyprostował się powoli, wciąż jednak drżąc. Jego
włosy były w nieładzie, okulary leżały gdzieś na
podłodze, ledwie uniknął pobicia, a on potrafił tylko
stać i wpatrywać się w podłogę, czując jak krew
dudni mu w uszach, a jego policzki czerwienieją od rozgrzewających je
płomieni.</p>

<p>- Panie Malfoy, proszę
oddać różdżkę panu Potterowi.</p>

<p>- Nie! - nagły krzyk
Malfoya sprawił, że Harry osłupiał z zaskoczenia. Gryfon
podniósł wzrok na Ślizgona, który stał i drżał od
tłumionej wściekłości. Wyglądało, jakby toczył
ze sobą jakąś wewnętrzną walkę. - Nie
przeszkodzisz mi! - wykrzyknął, po czym odwrócił się
ponownie do Harry'ego, tak zaślepiony nienawiścią, iż
wydawało się, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, komu
się właśnie przeciwstawił.</p>

<p>Harry nie
zdążył nawet mrugnąć, kiedy Snape znalazł
się przy Malfoyu i jedną ręką złapał w
żelazny uścisk dłoń, w której chłopak trzymał
różdżkę. Harry zobaczył, jak twarz Malfoya skrzywiła
się z bólu, a z jego ust wydobył się zduszony jęk. Snape
zgniatał w uścisku nadgarstek Ślizgona zaledwie przez
chwilę, ale to wystarczyło, by Malfoy wypuścił
różdżkę Harry'ego i złapał się za nadgarstek,
jęcząc z bólu.</p>

<p>- Nigdy więcej nie
waż mi się sprzeciwić. - Ton głosu Mistrza Eliksirów
przyprawił Harry'ego o gęsią skórkę. Gryfon
przełknął ślinę, starając się opanować
drżenie, które owładnęło jego ciałem.</p>

<p>- Za mną -
warknął Snape, obrzucając Ślizgona morderczym spojrzeniem.
- A wy dwaj wynoście się do waszych dormitoriów - zwrócił
się do Crabbe'a i Goyle'a, którzy wpatrywali się w Snape'a z
ogłupiałymi minami, po czym szybko odwrócili się i
potykając się jeden o drugiego, zniknęli za rogiem.</p>

<p>Oczy mężczyzny na
chwilę zatrzymały się na Harrym, jednak Mistrz Eliksirów nie
zwrócił się do niego w żaden sposób, jakby Harry był tylko
nieistotnym szczegółem w całym zajściu, niewygodnym świadkiem.</p>

<p>A przecież to jego
chcieli pobić!</p>

<p>Gryfon poczuł, jak
uczucie rozgrzewającego ciepła w jego wnętrzu znika,
zastąpione czymś zimnych, ciężkim i twardym.</p>

<p>Snape odwrócił się
i zaczekał aż Draco - rzuciwszy jeszcze raz Harry'emu pełne
nienawiści spojrzenie - wyminie go i ruszy w stronę gabinetu Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Harry złapał
się na tym, że przez jego umysł przebiegła nagła
dziwaczna myśl, że dałby chyba wszystko, żeby
znaleźć się na miejscu Malfoya. A z drugiej strony -
oddałby całą resztę, żeby się nie
znaleźć.</p>

<p>Czuł zawroty głowy,
kiedy patrzył na oddalające się plecy nauczyciela, odziane w
czarną, falującą pelerynę.</p>

<p>Harry nagle zdał sobie
sprawę, że został sam.</p>

<p>Drżał cały i
wciąż kręciło mu się w głowie.</p>

<p>Dlaczego nie martwiło
go, że cudem uniknął pobicia? Dlaczego bardziej przejmował
się tym, że Snape prawie w ogóle nie zwrócił na niego uwagi? Nie
spodziewał się, że po tym, co się między nimi
wydarzyło, Mistrz Eliksirów zacznie nagle nosić Harry'ego na
rękach, ale taki chłód i obojętność były dla
niego zimnym zawodem wylanym wraz z wiadrem wody na jego
rozgorączkowaną, rozmarzoną głowę.</p>

<p>Z ust Gryfona wydobyło
się przeciągłe westchnięcie.</p>

<p>No tak, dlaczego nie
pomyślał o tym wcześniej? Przecież Snape nie mógłby
zachowywać się wobec Harry'ego milej przy Malfoyu i jego
osiłkach. Na pewno następnym razem da mu jakiś znak, że
pamięta o nim, że pamięta o tym, co się wydarzyło;
że to dla niego także coś znaczyło...</p>

<p>Następnym razem.</p>

<p>Na pewno.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- CO zrobił Malfoy?! -
krzyk Rona i Hermiony sprawił, że kilka osób, zaciekawionych,
odwróciło głowy.</p>

<p>- Ciiii - syknął
Harry z niepokojem rozglądając się po pokoju wspólnym. Siedzieli
we trójkę na kanapie przy kominku. Był niedzielny wieczór i kilka
spóźnionych osób odrabiało jeszcze resztę prac domowych. Harry
także był obłożony książkami, a Hermiona i Ron
pomagali mu odrabiać zadania. Hermiona pisała wypracowanie na
Historię Magii, a Ron starał się wypisać skutki Eliksiru
Rozciągającego. Harry ćwiczył transmutację, ale nie
mógł się skupić.</p>

<p>- Malfoy i jego banda
zaatakowali cię w lochach? - Hermiona z oburzenia prawie podskakiwała
na swoim miejscu chlapiąc na boki atramentem. - Jak oni mogli?
Przecież to całkowicie niedopuszczalne!</p>

<p>- Ten wredny, cholerny
drań! - syknął Ron, ignorując zatrwożone spojrzenie
Gryfonki - Mam nadzieję, że Snape da mu za to solidny szlaban!</p>

<p>- Wierzysz, że Snape
mógłby ukarać swojego pupilka? - zapytała z powątpiewaniem
Hermiona. - Nie, Ron. W najlepszym wypadku skończy się na naganie.
Powinieneś powiedzieć o tym profesorowi Dumbledore'owi, Harry.</p>

<p>- Nie, Hermiono. Nie
będę biegał do Dumbledore'a z każdym najmniejszym
problemem. On ma dosyć własnych kłopotów na głowie.</p>

<p>- No to idź chociaż
do profesor McGonagall.</p>

<p>- A co ona może
zrobić? Snape nie pozwoli jej ukarać Malfoya drugi raz, skoro
już sam się nim zajął - wtrącił Ron. - Harry
powinien to załatwić na własną rękę.</p>

<p>Hermiona obrzuciła
rudzielca oburzonym spojrzeniem.</p>

<p>- Ronaldzie Weasley, chyba
nie sugerujesz, żeby Harry zaczaił się na Malfoya i
zaatakował go znienacka, jak pospolity bandyta?</p>

<p>Ron wyszczerzył
zęby.</p>

<p>- Dokładnie to miałem
na myśli.</p>

<p>- W takim razie uważam,
że jesteś nieodpowiedzialnym...</p>

<p>Harry przestał
słuchać. Miał już tego dosyć. Czegokolwiek by nie
powiedział swoim przyjaciołom, zawsze kończyło się na
kłótni. Podejrzewał, że gdyby wyznał im, co wczoraj
wieczorem robił Snape'owi, a co Snape robił jemu, przyjaciele po raz
pierwszy - w końcu - zaniemówiliby.</p>

<p>Nie, Harry nie miał
zamiaru im tego mówić.</p>

<p>Nigdy.</p>

<p>Nie zrozumieliby.
Zresztą on sam tego jeszcze nie rozumiał.</p>

<p>Ciągle zastanawiał
się, jak do tego doszło. Ale - co ciekawsze - bardziej
interesowało go, co Snape mógłby teraz robić. Może też
myśli o Harrym i wspomina, jak Harry klęczał przed nim i...</p>

<p>Gryfon poczuł, jak
zalewa go żar, a policzki zaczynają mu niebezpiecznie
płonąć.</p>

<p><emphasis>Ron i Hermiona nie mogą
tego zauważyć!</emphasis></p>

<p>Szybko uspokoił
rozkołatane serce i starał się powrócić do przerwanej
rozmowy.</p>

<p>-... przynajmniej staram
się mu pomóc, a nie podsuwać idiotyczne pomysły, za które
mógłby zostać wyrzucony ze szkoły! - pieniła się
Hermiona.</p>

<p>Harry szybko wrócił do
swoich myśli, które wolał zdecydowanie bardziej od wysłuchiwania
kolejnej kłótni swoich przyjaciół.</p>

<p>Spotkał dzisiaj Snape'a.
Zobaczył go.</p>

<p>Jakie to było dziwne
uczucie patrzeć na nauczyciela, mając przed oczami jego erekcję
i pamiętając smak jego spermy w swoich ustach.</p>

<p>Wciąż, kiedy
zamykał oczy, czuł jego bliskość, jego siłę,
wgniatającą go w ścianę i podtrzymującą przed
upadkiem oraz jego oszałamiający zapach.</p>

<p>Harry wciąż nie
potrafił w to uwierzyć.</p>

<p><emphasis>Kurwa, przecież prawie
się z nim pieprzyłem! Obciągnął mi, a ja zrobiłem
mu laskę! To przecież niemożliwe!</emphasis></p>

<p>...i prawdopodobnie nie
będzie w stanie w to uwierzyć, dopóki Snape nie da mu znaku, że
też pamięta, że to nie był tylko jego mroczny, chory sen.</p>

<p>Harry wmawiał sobie,
że Snape musi pamiętać, skoro uratował go dzisiaj przed
Malfoyem. Przecież wcześniej odszedłby pewnie bez słowa,
pozwalając, by Malfoy zrobił z Harrym, to co zamierzał i
prawdopodobnie ciesząc się z tego w duchu. Nie, Snape wyraźnie
stanął w obronie Harry'ego i myśl ta rozgrzewała Gryfona,
dając mu nadzieję. To, że Mistrz Eliksirów w ogóle nie
zwrócił na Harry'ego uwagi było tylko drobnym nieporozumieniem.</p>

<p>Kiedy Harry zamykał
oczy, znowu był w schowku, wtulony w czarną, szorstką
szatę, czując w nozdrzach zapach eliksirów, a w ustach
słonogorzki smak ciepłego penisa; słysząc w uszach pomruki
przyjemności i patrząc w czarne, płonące oczy,
wdzierające się do jego duszy.</p>

<p>Zadrżał
niekontrolowanie.</p>

<p>Po tej wizji jednak zawsze
nachodziło go niemiłe uczucie niepokoju, którego za wszelką
cenę nie chciał do siebie dopuścić. Nie chciał
pamiętać, jak Snape odwrócił się i odszedł,
zostawiając go tam samego. Nie chciał się zastanawiać
dlaczego to zrobił. Nie chciał przypominać sobie smaku goryczy,
która ściskała wtedy jego gardło.</p>

<p>Gorzki cień smutku
wisiał nad jego wspomnieniami i chociaż Harry usilnie starał
się go przepędzić, on wciąż tam był, trujący
niczym jad węża.</p>

<p>Nie, to, co się
później wydarzyło nie ma dla niego żadnego znaczenia.</p>

<p>Naprawdę nie ma!</p>

<p>Nie będzie o tym
myślał, ponieważ czuje się wtedy tak... tak... źle.</p>

<p>A przecież dostał w
końcu to, czego chciał. Sam poprosił. Nie może teraz
mieć do nikogo pretensji. Tylko do siebie.</p>

<p>- Harry, dlaczego nie
ćwiczysz? - do uszu Gryfona dotarł oburzony głos Hermiony. Harry
zdał sobie sprawę, że siedzi bez ruchu i wpatruje się w płomienie.
- Jest już późno! Wiesz, co powie McGonagall, jeżeli nie
opanujesz do jutra tego zaklęcia.</p>

<p>- Nic mnie nie obchodzi, co
powie ta stara kwoka! - warknął ze złością Harry.
Nawet jego to zaskoczyło. Zobaczył, jak Hermiona wciąga ze
świstem powietrze, a Ron podrywa głowę. - Przepraszam, Hermiono.
Jestem już po prostu bardzo zmęczony. Chodźmy już
spać.</p>

<p>Hermiona,
otrząsnąwszy się z zaskoczenia, spojrzała na niego z
zatroskaniem i uśmiechnęła się smutno.</p>

<p>- Idź sam.
Dokończymy to za ciebie.</p>

<p>Ron otworzył usta,
żeby zaprotestować, ale przeszyty sztyletującym wzrokiem
Gryfonki, zamknął je i zrezygnowany pokiwał głową.
Harry, mamrocząc podziękowania, podniósł się i wolno
powlókł się do dormitorium próbując zrozumieć, dlaczego
czuje się jak ostatnia świnia. Wyżywa się na
przyjaciołach, którzy starają mu się pomóc. To nie jego wina,
że ostatnio czuje się taki... zły. Ostatni tydzień był
pasmem samych upokorzeń i walki. Jest po prostu zmęczony tym
wszystkim. Każdy ma swoje granice. Nawet Chłopiec Który
Przeżył.</p>

<p>"W ogóle nie
zwrócił na mnie uwagi, jakbym był powietrzem, a przecież
wczoraj..." - myślał jeszcze przez jakiś czas przed
zaśnięciem, wciskając twarz w poduszkę i bojąc
się zasnąć. Nie chciał poczuć się ponownie, tak
jak wtedy, kiedy Snape niespodziewanie zniknął, zostawiając
Harry'ego samego w ciemności, na pastwę snów, w których czekały
na niego wszystkie rzeczy, które przez cały dzień spychał
gdzieś głęboko w sobie.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Eksplozja
oślepiającego światła przeniosła Harry'ego do
pogrążonego w ciemności schowka.</p>

<p>Snape stał nad nim, a na
jego twarzy malował się wyraz obrzydzenia. Patrzył na Harry'ego
z gniewem, jednak Gryfon czuł, że gniew ten nie był skierowany
na niego. Harry widział surowe oblicze nauczyciela, który spogląda na
niego, ale go nie widzi, jakby Harry'ego tam nie było, jakby był
niewidzialny. Ale wyraz obrzydzenia nie znikał z jego groźnej twarzy.</p>

<p>Słowa
"Dość już!" zadudniły echem wokół niego,
jakby odbijając się od odległych ścian jaskini.</p>

<p>Zrobiło się ciemno.
Zimno. Ale Harry'ego rozpierała niewytłumaczalna radość.</p>

<p>Śmiał się.</p>

<p>Wysoki, zimny śmiech
wydobywał się z jego gardła.</p>

<p>Długie, białe
palce, jak u trupa, pogładziły coś owiniętego wokół
jego ramion.</p>

<p>Na granicy jego widzenia
stała jakaś ciemna postać otoczona mrokiem.</p>

<p>To ona była powodem jego
radości.</p>

<p>Tak, tak, tak!
Właśnie tak!</p>

<p>Nastąpiła eksplozja
światła, a Harry poczuł przeszywający ból w czole.</p>

<p>Zimny szept "Dopilnujesz
tego!" wyrwał się z jego gardła.</p>

<p>Zobaczył
wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Draco Malfoya.
Dostrzegł głęboki mrok w jego błękitnych oczach, które
teraz miały barwę pochmurnego, burzowego nieba.</p>

<p>Białe, piekące
światło ponownie zalało oczy Gryfona i następna
rzeczą, jaką zobaczył było sklepienie nad swoim
łóżkiem. Blizna bolała go tak, jakby ktoś przed chwilą
wypalił ją rozżarzonym do czerwoności pogrzebaczem. Serce
próbowało przebić się przez klatkę piersiową i
wyskoczyć na zewnątrz.</p>

<p><emphasis>Co to było? Czy to
był Voldemort?</emphasis></p>

<p>Harry z przerażeniem
przypominał sobie radość, która go rozpierała i ten ostry,
kłujący śmiech, który nadal dźwięczał w jego
uszach. Rozejrzał się po pokoju. Ron spał spokojnie w swym
łóżku. Harry chciał podbiec do niego i go obudzić.
Musiał porozmawiać z kimś o tym, co przed chwilą mu się
śniło.</p>

<p><emphasis>Kim była ta postać
w cieniu? Z czego Voldemort tak się cieszył? Co miał
oznaczać ten mrok w oczach Malfoya? Czy Ślizgon planuje coś z
Voldemortem? Chociaż to wyglądało bardziej, jakby Malfoy
był zły na niego. Ale Malfoy zły na Voldemorta? Za co?</emphasis></p>

<p>Do Harry'ego powróciło
wspomnienie obrzydzenia na twarzy Snape'a i gniewu w jego oczach.</p>

<p>Nie, wtedy Snape nie
patrzył na niego z obrzydzeniem. Pamiętał przecież jego
płonące spojrzenie, pamiętał jego erekcję.</p>

<p>To był tylko głupi
sen. To nie mogło być prawdziwe. Voldemort też musiał
być tylko snem. Przecież połączenie zostało zerwane w
zeszłym roku. Tak powiedział Dumbledore.</p>

<p>Harry zamknął oczy,
próbując uspokoić oddech i bicie serca.</p>

<p>Uczucie niepokoju nie
chciało go jednak opuścić i zagnieździło się w
jego sercu niczym pasożyt, wysysając z niego wszystkie pozytywne
emocje.</p>

<p>Delikatnie dotknął
blizny. Ból powoli ustępował i teraz był tylko wspomnieniem.</p>

<p>A może to też mu
się przyśniło.</p>

<p>_______________</p>

<p>* "A dangerous mind" by
Within Temptation</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 07 ---</strong></p>

<p><strong>7. Stranger.</strong></p>

<p><emphasis>I'm
not a stranger</emphasis></p>

<p><emphasis>No
I am yours</emphasis></p>

<p><emphasis>With
crippled anger</emphasis></p>

<p><emphasis>And
tears that still drip sore</emphasis>*</p>

<p>Harry przemierzał
korytarze szybkim krokiem. Szata powiewała za nim, kiedy mijał
kolejne drzwi i schody, podążając wciąż w dół.
Spieszył się. Lekcja Eliksirów już prawie się rozpoczęła.</p>

<p>Wracał właśnie
ze spotkania z Luną. Miło było się z nią
zobaczyć, by chociaż na chwile oderwać się od
posępnych myśli.</p>

<p>Trochę się o
nią martwił. Krukonka była ostatnio bardzo blada, a jej
ciałem wstrząsał dziwny, przypominający czkawkę
kaszel. Chciał ją nawet zabrać do pani Pomfrey, ale dziewczyna
uznała, że w jej gardle zagnieździły się Krztuszajki
Ostropióre i jedynie Aluminiowy Medalion z kolekcji jej ojca mógłby
ją uzdrowić i jeżeli Harry nie potrafi go zdobyć, to bardzo
go przeprasza, ale nie może jej w niczym pomóc. Zapewniła go, że
napisze do tatusia jeszcze tego popołudnia i, żeby Harry się nie
martwił.</p>

<p>Harry się jednak
martwił. Podejrzewał, że medalion zrobiony z mugolskiej
substancji zwanej aluminium nie na wiele jej pomoże. Rodzina Lovegoodów
miała dziwne upodobania, jeżeli chodziło o to, co było dla
nich magiczne. Dziwił się, że Luna nie zaczęła jeszcze
czcić rzeczy takich jak przepalone żarówki, a w jej uszach nie
pojawiły się kolczyki w kształcie zawleczek do otwierania
puszek. Harry uznał jednak, że nie warto wchodzić z nią w
jakiekolwiek dyskusje, szczególnie, że miał niedługo
zajęcia.</p>

<p>Przez cały poranek
obawiał się tej lekcji. I nawet spotkanie z Luną nie
rozwiało tego niepokoju. Chociaż można by rzec, że jego
myśli na chwilę zostały skierowane na inny tor. Jednak
podążając wiaduktami i bocznymi uliczkami, powracały
właśnie na główna drogę wprawiając Harry'ego w stan
nerwowego podniecenia.</p>

<p>Teraz, kiedy zmierzał do
komnaty w lochach, jego serce wygrywało w piersi serenady strachu,
podsycanego obawą o przyszłość. Swoją własna
przyszłość.</p>

<p>To miała być jego
pierwsza lekcja eliksirów od... od...</p>

<p>Niech to szlag! Nie
potrafił nawet o tym pomyśleć bez zająknięcia się
i denerwującego pieczenia na policzkach.</p>

<p>Pierwszy raz spotka się
ze Snape'em na lekcji odkąd - Harry poczuł się przez chwilę
tak, jakby ktoś wylał mu na twarz wiadro wrzącego oleju -
odkąd widział jego erekcję i miał ją w ustach. Nie
potrafił sobie wyobrazić, że będzie w stanie
przeżyć tę lekcję z obojętną maską na
twarzy. Po prostu nie potrafił.</p>

<p>Co będzie, jeżeli
Snape do niego coś powie? Co będzie, jeżeli spojrzy na
Harry'ego, a Harry przypomni sobie sytuację, kiedy to spojrzenie
wbijało go w ścianę i zapierało dech w piersiach?</p>

<p>Harry bał się tego,
co może zrobić, ale całą siłą woli
postanowił nad sobą panować. Miał cichą nadzieję,
że Snape nie będzie go zbytnio prowokował, ale ciche nadzieje
mają to do siebie, że nikt ich nie słyszy...</p>

<p>Kiedy Harry dojrzał w
oddali zamknięte już drzwi klasy eliksirów, jego serce
załomotało.</p>

<p>"Cholera! Chyba się
spóźniłem!" - pomyślał, przyspieszając do biegu.
Wyhamował przed drzwiami i otworzył je z rozmachem.</p>

<p>Odetchnął z
ulgą.</p>

<p>Wszystkie oczy, co prawda,
skierowały się n niego, ale uczniowie nie skończyli jeszcze
wyjmować przyborów. Harry rozejrzał się po klasie,
zamykając cicho drzwi.</p>

<p>Serce Gryfona zabiło
mocniej, kiedy dojrzał Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Stał tam.</p>

<p>Ciemny, bijący
chłodem posąg otulony czarną peleryną. Zawsze
wyniosły, zawsze dumny.</p>

<p>"I czasami
nabrzmiały" - pomyślał Harry ze złośliwą
satysfakcją.</p>

<p>Do jego mózgu dopiero po
chwili dotarła informacja, że - niezgodnie z jego przewidywaniami -
Snape, zamiast ukarać Harry'ego utratą punktów i kilkoma
kąśliwymi uwagami, spojrzał na niego przelotnie i powrócił
do wypisywania ingrediencji na tablicy.</p>

<p>Coś było nie tak.</p>

<p>Harry podszedł do swoich
przyjaciół, szybko wyjaśnił im szeptem, gdzie się
podziewał, jednocześnie wyjmując przybory i książki,
ale druga część jego umysłu w tej samej chwili
analizowała sytuację.</p>

<p>Snape nie ukarał go. Nic
mu nie powiedział. Ba, prawie w ogóle na niego nie spojrzał.</p>

<p>Nerwowe podniecenie, które
odczuwał jeszcze przed otwarciem drzwi, ulotniło się,
zastąpione gniewnym poirytowaniem.</p>

<p>Jednak nawet to uczucie
ustąpiło wobec wstrząsu, jaki Harry doznał, kiedy
uzmysłowił sobie, że...</p>

<p>- Nie ma Malfoya -
wyszeptał do Rona i Hermiony patrząc z przerażeniem na puste
miejsce obok Zabiniego, które zawsze zajmował płowowłosy
Ślizgon.</p>

<p>- Zauważyliśmy -
odparła cicho Hermiona. Głos jej lekko drżał, gdy to
mówiła.</p>

<p>- Myślicie, że
Snape go...? - zapytał Ron, przejeżdżając palcem po swoim
gardle.</p>

<p>- Nie bądź
głupi, Ron! - ofuknęła go Hermiona. - Snape może i jest
draniem, ale nie zabiłby swojego ucznia.</p>

<p>- Nie byłbym tego taki
pewien, zważywszy na to, co wyprawiał ostatnio na lekcjach -
odparł rudzielec konspiracyjnym szeptem.</p>

<p>Harry nie wiedział, co odpowiedzieć,
gdyż jego umysł znajdował się w stanie emocjonalnego wiru.
Snape uratował go wczoraj przed Malfoyem, a następnie zabrał
gdzieś Ślizgona i Malfoy zniknął. A we śnie
widział, że Malfoy był na coś wściekły. Nie na
coś, ale na kogoś - na Voldemorta. Czy to miało ze sobą
jakiś związek?</p>

<p>Harry nie powiedział
jeszcze przyjaciołom o swoim śnie. Postanowił na razie
zachować to dla siebie. Wciąż żywił nadzieję,
że to co widział było tylko zwykłym snem i niczym
więcej. Uznał, że jeżeli sen się powtórzy, to znaczy,
że powinien się tym martwić na poważnie i dopiero wtedy im
powie. Na razie nie warto wywoływać paniki. Szczególnie, że
znał ich na tyle dobrze, iż wiedział czego może się po
nich spodziewać.</p>

<p>- Harry, jak myślisz, co
Snape z nim zrobił? - Ron pochylił się do Harry'ego z wyrazem
lęku w oczach, ale Harry nie zdążył odpowiedzieć.</p>

<p>- Cisza! - warknął
nagle nauczyciel, podchodząc do swojego biurka i obrzucając
klasę spojrzeniem. Harry zauważył, że wzrok Mistrza
Eliksirów prześlizgnął się po nim, jak po jakimś
nieciekawym, spotkanym na ścieżce robaku.</p>

<p>Snape zaczął
opowiadać o pochodzeniu i zastosowaniu Eliksiru Wigoru, ale Harry
myślami był w schowku i na korytarzu w lochach, kiedy Snape go
uratował.</p>

<p>Nie potrafił
zrozumieć, dlaczego po tym wszystkim, co między nimi zaszło,
Snape go tak ostentacyjnie ignoruje. A przecież jeszcze dwa dni temu Harry
miał w ustach jego penisa. To przecież coś znaczyło!</p>

<p>Gryfon czuł się
trochę rozdarty. Z jednej strony złościł się na
Snape'a i zastanawiał, dlaczego nauczyciel nie zwraca na niego żadnej
uwagi. Z drugiej - obraz Draco Malfoya znikającego w ciemności wraz z
Mistrzem Eliksirów nie opuszczał jego myśli.</p>

<p>Właściwie teraz
dopiero zorientował się, że nie widział Malfoya na
śniadaniu, ale to nie było niczym niezwykłym. Malfoy czasami nie
pojawiał się na posiłkach. Zresztą Harry był zbyt
zajęty obawianiem się lekcji eliksirów, by zawracać sobie
głowę nieobecnością Malfoya.</p>

<p>Teraz jednak zastanawiał
się nad tym i jego mózg podsyłał mu różne mrożące
krew w żyłach rozwiązania.</p>

<p>Nie, Snape nie mógłby...
Przecież doprowadził Harry'ego do orgazmu. Na dodatek Dumbledore
coś by o tym wiedział. To znaczy, nie o orgazmie Harry'ego, ale o
zamordowaniu jednego ze swoich podopiecznych.</p>

<p>Harry wodził wzrokiem za
przechadzającym się po klasie Mistrzem Eliksirów. Czarne oczy
były skierowane wszędzie, tylko nie na niego. Jednak nawet to nie
przeszkodziło Harry'emu drżeć za każdym razem, kiedy
spoglądał na jego dumną sylwetkę i przypominał sobie
to smukłe ciało, przyciskające się do jego własnego ciała.
Wspomnienia tłoczyły się w jego głowie, odgrywając
przed nim przedstawienie pełne namiętności i rozkoszy, w którym
Harry grał niedawno główna rolę.</p>

<p>Przez całą
lekcję Harry był rozdarty pomiędzy myślami o
zniknięciu Malfoya, obojętnością Snape'a i wspomnieniami
upojnych chwil w schowku. Nawet kiedy Snape sprawdzał wyniki eliksirów,
raz tylko spojrzał na eliksir Harry'ego i przeszedł obok, nie
zaszczyciwszy go nawet jednym komentarzem. A Harry wiedział, że
całkowicie go spartaczył.</p>

<p>Pod koniec lekcji Gryfon
był już tylko chodzącym, a w zasadzie to siedzącym
kłębkiem nerwów.</p>

<p>Przecież to nie
miało tak wyglądać! To nie może się tak
skończyć! Snape nie może zapomnieć o tym, co się
między nimi wydarzyło! Harry mu na to nie pozwoli.</p>

<p>- Harry, idziesz? -
zapytał Ron czekając w drzwiach na swojego przyjaciela, który
wciąż pakował swoje rzeczy.</p>

<p>Harry miał tylko kilka
chwil. Nie dopiął torby, podniósł ją szybko i wszystko
się z niej wysypało.</p>

<p>- Cholera, muszę to
pozbierać. Idź, zaraz cię dogonię.</p>

<p>Widział, jak Ron rzucił
Snape'owi nerwowe spojrzenie, ale pokiwał głową i
zniknął za drzwiami.</p>

<p><emphasis>Udało się.</emphasis></p>

<p>Harry zaczął wolno
zbierać swoje przybory.</p>

<p>Co ma teraz zrobić?
Został ze Snape'em sam na sam, ale kompletnie nie miał żadnego
planu. Musiał improwizować.</p>

<p>Mistrz Eliksirów siedział
przy swoim biurku i coś zapisywał. Nie patrzył na Harry'ego, ale
Gryfon wyczuwał, że Snape doskonale zdaje sobie sprawę z jego
obecności.</p>

<p>Harry
przełknął ślinę. Co miał mu powiedzieć?</p>

<p>- J-ja... -
zająknął się, a wtedy jego ciało przeszyło
lodowate spojrzenie zimnych oczu.</p>

<p>- Lekcja już się
skończyła, Potter. Nie słyszałeś dzwonka?</p>

<p>Harry zamknął usta,
czując jak na jego policzki wypływa rumieniec. Pokiwał
głową, zagryzając wargę i odwrócił się,
zbierając resztę swoich rzeczy.</p>

<p>Bez słowa
opuścił klasę, nie oglądając się ani razu.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Reszta tygodnia
wyglądała tak samo. Snape najwyraźniej postanowił
udawać, że Harry nie istnieje. Na posiłkach i korytarzach Mistrz
Eliksirów zachowywał się tak, jakby w ogóle Harry'ego nie
dostrzegał.</p>

<p>Nie było to miłe uczucie.</p>

<p>Harry starał się
zwrócić na siebie uwagę nauczyciela, lecz wszystkie jego wysiłki
spełzały na niczym. Stał się przygnębiony i
małomówny. Coraz częściej zaszywał się popołudniami
w dormitorium i wychodził z niego tylko na kolację. Ron i Hermiona starali
się dociec przyczyny takiego zachowania, ale Harry milczał jak
zaklęty, wykręcając się bólem głowy,
sennością albo złym samopoczuciem. Przyjaciele mogli tylko
patrzeć z niepokojem, jak Harry chodzi, śniąc na jawie,
zamyślony i przygaszony.</p>

<p>- Harry, Angelina
prosiła, żeby ci powiedzieć, że chciałaby,
żebyś wrócił do drużyny - powiedział pewnego dnia Ron,
a jego oczy błyszczały z podniecenia. - Niedługo będzie
pierwszy mecz sezonu z Krukonami. Wszyscy wiedzą, że Gryfoni nie
mają szans bez ciebie jako Szukającego!</p>

<p>Hermiona mruknęła
coś o "fałszywej lojalności Rona".</p>

<p>- To świetnie - Harry
starał się, żeby jego głos brzmiał entuzjastycznie.</p>

<p>- Mam jej przekazać,
że się zgadzasz?</p>

<p>- Tak, oczywiście -
oblicze Harry'ego na chwilę rozchmurzył blady uśmiech, który
jednak szybko zgasł.</p>

<p>Może Quidditch pozwoli
mu się chociaż trochę oderwać od przygnębienia.</p>

<p>- Witaj, Harry.
Cześć, Ron i Hermiono! - wysoki, jowialny głos z drugiego
końca korytarza sprawił, że Gryfon niemal podskoczył.</p>

<p>- Och, witaj Tonks -
uśmiechnęła się Hermiona.</p>

<p>Różowowłosa kobieta
podeszła do trójki uczniów.</p>

<p>- Tak się
denerwuję. Zaraz mam pierwszą lekcję.</p>

<p>- Poradzisz sobie, bez obaw -
Ron wyszczerzył zęby.</p>

<p>Harry
uśmiechnął się.</p>

<p>To była największa
niespodzianka tego tygodnia. Dzisiaj rano Dumbledore oświadczył
podczas śniadania, że nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną
Magią została Nimphadora Tonks. Dyrektor bardzo długo
szukał nauczyciela na to pechowe stanowisko. Do tej pory lekcje Obrony
mieli z każdym nauczycielem, który akurat miał wolne i mógł objąć
zastępstwo. Szósty rok Gryffindoru miał takiego pecha, że lekcje
te do tej pory prowadzili u nich na zmianę profesor Binns i profesor
Flitwick, co sprawiło, że nikt się nimi za bardzo nie
przejmował.</p>

<p>Objęcie tego stanowiska
przez Nimphadorę wniosło do Hogwartu powiew świeżego
powietrza. Gryfoni nie mogli się już doczekać lekcji Obrony z
ich nową nauczycielką, która miała odbyć się już
dzisiejszego, środowego popołudnia. Jedno było pewne - lekcje z
Tonks na pewno nie będą nudne.</p>

<p>Co do Malfoya - pojawił się
dopiero we wtorek, co Harry, Ron i Hermiona przyjęli z mieszanymi
odczuciami. Z jednej strony ulżyło im, że jeden z ich
nauczycieli nie okazał się jednak mordercą, ale z drugiej -
powrót ich największego szkolnego wroga był dotkliwym ciosem.
Cała trójka zgadzała się z tym, że świat bez Draco
Malfoya byłby lepszym miejscem. Na pewno bezpieczniejszym. Przynajmniej
dla Harry'ego.</p>

<p>- Chyba nie będzie na
tyle głupi, żeby cię znowu napadać - uznał Ron. - Nie
wiem, gdzie się podziewał przez cały wczorajszy dzień, ale
wygląda jak chodząca śmierć. Spójrzcie tylko na niego.
Ciekawe, gdzie Snape go trzymał.</p>

<p>Ślizgon
rzeczywiście nie wyglądał najlepiej. Miał
podkrążone oczy i zapadnięte policzki.</p>

<p>- Snape to niebezpieczny i
nieprzewidywalny drań - stwierdził filozoficznie Ron. - Harry, jak
teraz o tym pomyślę, to jednak miałeś szczęście,
że zostałeś poczęstowany tylko tym eliksirem. Malfoy
wygląda, jakby został poczęstowany jakimiś wymyślnymi
torturami.</p>

<p>- Przestań, Ron. Snape,
co by o nim nie mówić, jest członkiem Zakonu Feniksa i na pewno nie
mógłby torturować swojego ucznia pod nosem Dumbledore'a.</p>

<p>"No nie wiem,
Hermiono" - pomyślał Harry - "Skoro mógłby prawie
pieprzyć swojego ucznia pod nosem Dumbledore'a, to nigdy nic nie
wiadomo..."</p>

<p>- Nawet, jeżeli tym
uczniem jest Malfoy - dokończyła Gryfonka.</p>

<p>- A mnie się wydaje,
że on jest raczej szpiegiem Sam-Wiesz-Kogo i dostarcza mu informacji o
Zakonie Feniksa.</p>

<p>- Nie masz żadnych
dowodów, Ron.</p>

<p>- Snape sam jest wielkim,
chodzącym dowodem. Mnie nie oszuka.</p>

<p>- Dumbledore mu ufa - odezwał
się nagle Harry. - Więc my też powinniśmy.</p>

<p>Przyjaciele spojrzeli na
niego ze zdumieniem. Harry zrozumiał, jaką gafę strzelił i
spłonął rumieńcem.</p>

<p>- Harry, od kiedy
zacząłeś go bronić? - Ron wyglądał na
wstrząśniętego.</p>

<p>- Nie bronię go -
wymamrotał. - Bronię tylko... decyzji Dumbledore'a. Dyrektor na pewno
wie, co robi.</p>

<p>- No... ok - odparł
rudzielec, ale wciąż patrzył na Harry'ego nie do końca
przekonany. Za to zamyślony wzrok Hermiony wcale się Harry'emu nie
podobał.</p>

<p>"Muszę być
ostrożniejszy" - zdołał jeszcze pomyśleć, zanim
tłum uczniów porwał ich na lekcję.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Lekcja Obrony z Tonks
okazała się... hmm... "interesująca" to nie do
końca adekwatne słowo. Raczej katastrofalnie niebezpieczna. Uczniowie
skończyli siedząc pod ławkami w zdemolowanej i dymiącej
klasie. Ogniste Banshee okazały się "nieco" bardziej
niebezpieczne niż ich nowej nauczycielce się wydawało. Nawet
Hermiona nie dała im rady. Tonks robiła co mogła, by nad nimi
zapanować, ale jej wysiłki spełzły na niczym, gdyż
najwyraźniej nie przewidziała, że uczniowie zaczną
krzyczeć i uciekać, zamiast połączyć swe siły i
stawić im czoła, co było najlepszym sposobem pokonania
dużej grupy Banshee.</p>

<p>Draco Malfoy
oświadczył, że jego ojciec dowie się o tym, że niemal
nie zginął na lekcji i wyciągnie surowe konsekwencje, a Tonks
wpadła w takie przygnębienie, że nawet Ron i Hermiona nie
potrafili jej z niego wyciągnąć.</p>

<p>Harry spotkał tego dnia
Snape'a na korytarzu, co sprawiło, że Gryfon pogrążył
się w jeszcze większej depresji, niz dotychczas. Mistrz Eliksirów
przeszedł obok niego, nie zaszczyciwszy go nawet jednym spojrzeniem, jakby
Harry miał na sobie pelerynę niewidkę.</p>

<p>Gryfon już sam nie
wiedział, co ma teraz zrobić. Podejrzewał, że Snape
postanowił zapomnieć o wszystkim, co wydarzyło się w
sobotni wieczór w schowku. Ale dlaczego? Czyżby bał się, że
Harry coś komuś powie? A może nie chciał mieć już
z Harrym nic wspólnego? Dlaczego?</p>

<p>Gryfon chciał jakoś
mu to wyjaśnić, ale za każdym razem, kiedy próbował, Snape
zbywał go albo udawał, że go nie widzi i nie słyszy.
Doprowadziło to do tego, że Harry niemal nie przestawał o nim
myśleć. Severus Snape stał się jego obsesją. A
obojętność Mistrza Eliksirów tylko ją podsycała. O ile
nauczyciel już wcześniej przyciągał znaczną
część jego uwagi, to teraz przybrało to niemal rozmiary
uzależnienia.</p>

<p>Harry myślał o nim,
kiedy wstawał, jadł śniadanie, siedział na lekcjach,
uczył się, kiedy rozmawiał z przyjaciółmi, jadł obiad
oraz kolację i kiedy masturbował się w środku nocy.</p>

<p>Docierała do niego tylko
połowa z tego, co ktokolwiek próbował mu przekazać. Hermiona i
Ron starali się dociec przyczyny takiego zachowania ich najlepszego
przyjaciela, ale Harry potrafił tylko odmrukiwać na zadawane mu
pytania i chociaż bardzo się starali, to nic nie potrafili z niego
wyciągnąć.</p>

<p>Harry egzystował niemal
na granicy załamania, dopóki monotonii tej nie przerwało pewne
wstrząsające wydarzenie.</p>

<p>- Potter! - głos
profesor McGonagall potrzebował kilku sekund, by przebić się
przez zamroczony myślami umysł Harry'ego. - Mam dla ciebie niezbyt
miłą wiadomość.</p>

<p>Profesor McGonagall
zatrzymała go przed lekcją Historii Magii w czwartkowe
popołudnie. Jej twarz była blada i zasmucona.</p>

<p>- O co chodzi, pani profesor?
- Harry poczuł niepokój, widząc wyraz jej twarzy.</p>

<p>- O ile się nie
mylę, to jesteś najbliższą w szkole osobą dla Luny
Lovegood, zgadza się? - Harry pokiwał głową, czując
nagły niepokój. Słowa profesor McGonagall potwierdziły jego
obawy. - Luna trafiła dzisiaj do szpitala w bardzo ciężkim
stanie.</p>

<p>Harry zbladł. Jego serce
podskoczyło i opadło ciężko aż do
żołądka.</p>

<p>- Co jej jest, pani profesor?</p>

<p>McGonagall zrobiła
zmartwioną minę.</p>

<p>- Pani Pomfrey i profesor
Snape próbują to ustalić. Ma ogromne trudności z oddychaniem i
nie może mówić. Jedna z uczennic Ravenclaw'u znalazła ją
dzisiaj w łazience, nieprzytomną. Ukrywała swoją
chorobę. Gdyby zgłosiła się wcześniej do szpitala...</p>

<p>- Pani profesor! -
przerwał jej Harry, czując jak ogromny kamień opada mu na serce,
przygniatając je swoim ciężarem. - Czy mógłbym ją
odwiedzić?</p>

<p>- Ależ oczywiście,
Potter. Zwolnię cię z zajęć profesora Binnsa... - ale
McGonagall mówiła już tylko do powietrza, gdyż Harry
puścił się biegiem w stronę skrzydła szpitalnego.</p>

<p>W ciągu kilku chwil
znalazł się na miejscu. Wpadł do szpitala, zrzucił
torbę i dobiegł do łóżka, w którym leżała Luna.
Widząc stan, w jakim znajdowała się Krukonka, Harry
zatrzymał się raptownie, przerażony. Jej twarz była
zielonkawa, zamknięte powieki miały siną barwę, coś
nieprzyjemnie chrzęściło w jej płucach, kiedy
oddychała szybkim, płytkim oddechem.</p>

<p>- Luno... - wyszeptał
Harry patrząc na nią ze smutkiem i zgrozą. Opadł na kolana
i wziął w dłonie jej gorącą rękę.
Przytłaczające poczucie winy zalało jego serce. Jego gardło
ścisnęło się nieprzyjemnie, poczuł w ustach cierpki
smak goryczy.</p>

<p>Dlaczego nie zabrał jej
wtedy do szpitala? Dlaczego tak łatwo zrezygnował? To była jego
wina, że ona teraz leżała tu w takim złym stanie.</p>

<p>Luna stała mu się
naprawdę bliska, odkąd poznał ją trochę lepiej. Nigdy
nie powiedziała mu złego słowa, była lojalną
przyjaciółką, pomagała mu, nie licząc na nic w zamian.
Spędził z nią wystarczająco dużo czasu, by
zrozumieć, że nie jest taką dziwaczką, na jaką
wyglądała na pierwszy rzut oka, ale bardzo wrażliwą
dziewczyną z interesującą, nietypową osobowością.</p>

<p>Harry oparł
głowę o skraj łóżka i zamknął oczy,
przytulając twarz do gorącej dłoni Krukonki.</p>

<p>Całował ją, do
cholery! Przytulał! Naprawdę się z nią zżył! Jako
jedyna nie zamęczała go pytaniami. Po prostu zawsze była, kiedy
Harry jej potrzebował. Ale czy on okazał jej jakąkolwiek
wdzięczność za to, jak mu pomagała?</p>

<p>Nie, oczywiście, że
nie!</p>

<p>Zignorował jej
pogarszający się stan zdrowia. Ograniczył się tylko do
bezsensownej porady, a potem zupełnie o tym zapomniał, zbyt
zajęty swoimi "wielkimi problemami ze Snape'em". A ona teraz
leżała tu nieprzytomna i Harry nic już nie mógł dla niej
zrobić.</p>

<p>- Przepraszam... -
wyszeptał.</p>

<p>Ale będzie teraz przy
niej! Przynajmniej tyle może dla niej uczynić.</p>

<p>- Mój drogi chłopcze...
- głos pani Pomfrey sprawił, że Harry niemal podskoczył. -
Tak mi przykro.</p>

<p>Wpadając tutaj, Harry w
ogóle nawet się nie rozejrzał. Od razu przypadł do Luny. Pani
Pomfrey musiała być tu przez cały czas, ale Harry w ogóle jej
nie zauważył. Odwrócił głowę w jej stronę i
zamarł.</p>

<p>Poczuł, jak krew uderza
mu do głowy, a żołądek opada niemal do stóp.</p>

<p>Obok pani Pomfrey stał
Snape.</p>

<p>Patrzył na Harry'ego.</p>

<p>Czarne oczy przeszywały
go z taką intensywnością, iż Harry miał wrażenie,
że zaraz zacznie płonąć i zamieni się w kupkę
rozżarzonego popiołu. Po raz pierwszy od tygodnia Snape patrzył
wprost na Harry'ego i to w taki sposób, jakiego Harry nigdy jeszcze nie
widział. Jakby Mistrz Eliksirów postanowił wgnieść go w
podłogę.</p>

<p>Harry zamrugał,
czując, jak to palące spojrzenie wypala rumieńce na jego
policzkach i całą siłą woli zmusił się, by
oderwać wzrok.</p>

<p>Serce chciało
wyskoczyć z jego piersi.</p>

<p>Zauważył, że
niemal zgniótł rękę Luny.</p>

<p>- Pewnie chciałbyś
z nią zostać - głos pani Pomfrey był czuły i
dobrotliwy. To nie był dobry znak. To oznaczało, że z Luną
jest naprawdę bardzo źle. - Profesorze Snape, może przejdziemy do
mojego gabinetu? Niech Harry zostanie sam ze swoją ukochaną. Jestem
pewna, że strasznie to przeżywa.</p>

<p>Harry zacisnął
powieki i wstrzymał oddech. Oddałby wszystko, żeby mógł w
jakiś sposób wepchnąć jej do ust cokolwiek, co
powstrzymałoby ją od opowiadania o "ukochanej Harry'ego" w
obecności Snape'a!</p>

<p>Gryfon poczuł, że
spojrzenie wypalające skórę na jego plecach, przybrało na sile.</p>

<p>- Skoro Potter i jego
"ukochana" sobie tego życzą... - głos Mistrza
Eliksirów ociekał szyderstwem.</p>

<p>Harry zapragnął
nagle rozpłynąć się w powietrzu. Usłyszał za
sobą kroki i po chwili trzask drzwi gabinetu pani Pomfrey.</p>

<p>Ogarnęło go
złe przeczucie.</p>

<p>*</p>

<p>- Harry, kochaneczku!</p>

<p>Chłopak otworzył
oczy, czując delikatne szarpanie za ramię.</p>

<p>- Jest już późno.
powinieneś wracać do swojego dormitorium - wyszeptała pani
Pomfrey, patrząc z troską na Harry'ego.</p>

<p>Gryfon
przeciągnął zaspane mięśnie.</p>

<p>- Czy wie już pani, co
jej dolega?</p>

<p>Przez twarz pielęgniarki
przepłynął cień.</p>

<p>- Profesor Snape uznał,
że to nie jest choroba. - Na dźwięk nazwiska Mistrza Eliksirów
serce Harry'ego drgnęło. - Stwierdził, że dziewczyna
była systematycznie podtruwana. W jej dormitorium znaleźliśmy
medalion zawierający esencję ze Zmorykory. Zaklęta w medalionie
trucizna przedostawała się przez skórę do układu
oddechowego Luny i systematycznie pogarszała jej stan zdrowia. Tylko
profesor Snape potrafi uwarzyć antidotum. Nic innego nie możemy
zrobić, jedynie próbować zatrzymać niszczący postęp
trucizny, dopóki Luna nie otrzyma antidotum.</p>

<p>Harry siedział bez
słowa, patrząc na panią Pomfrey szeroko otwartymi oczami. Kiedy
się odezwał, jego głos drżał:</p>

<p>- Pani Pomfrey, kto
chciałby otruć Lunę?</p>

<p>- Nie wiem, kochaneczku.
Naprawdę nie wiem.</p>

<p>Harry czuł, że
podłoga wymyka mu się spod nóg, kiedy podniósł się powoli,
nie spuszczając wzroku z sinej twarzy Luny. Myśli wirowały
szaleńczo w jego umyśle, sprawiając, że Harry'emu
kręciło się w głowie.</p>

<p><emphasis>Kto chciałby
skrzywdzić Lunę? I dlaczego? Przecież nie robiła nikomu
krzywdy. Kto mógłby być na tyle bezwzględny, żeby dać
jej zatruty medalion?</emphasis></p>

<p>Jak we śnie
wziął z podłogi swoją torbę i powoli zaczął
wlec się do wschodniej wieży, a w jego umyśle wciąż
dźwięczały słowa "otruta" i
"antidotum".</p>

<p>Harry nagle
przystanął.</p>

<p>A jeżeli to Snape
dał Lunie ten medalion?</p>

<p>Nie, to niemożliwe!</p>

<p>A jeżeli chciał
pozbyć się Luny, żeby mieć Harry'ego tylko dla siebie?</p>

<p>Nie, to zupełnie
nieprawdopodobne! Snape nie zrobiłby czegoś takiego. Poza tym, Mistrz
Eliksirów najwyraźniej uznał, że nie chce mieć z Harrym nic
wspólnego, skoro przez cały tydzień zachowywał się tak,
jakby Harry nie istniał.</p>

<p>Nie, to musiał być
ktoś inny. Ale kto?</p>

<p>Komu Luna mogłaby
się aż tak narazić?</p>

<p>Harry miał ogromną
nadzieję, że Snape zrobi antidotum najszybciej, jak to możliwe.
Przecież nie może odmówić pomocy uczennicy Hogwartu.</p>

<p>A jeżeli tak nienawidzi
Harry'ego, że nie będzie chciał pomóc jego
"ukochanej"?</p>

<p>Gryfon zagryzł
wargę.</p>

<p>Dlaczego Pomfrey musiała
to powiedzieć akurat przy Snapie?</p>

<p>Mistrz Eliksirów <emphasis>musi</emphasis>
zrobić antidotum dla Luny! Harry będzie musiał go
przekonać!</p>

<p>Nie wiedząc nawet kiedy
i jak, kroki Harry'ego zmieniły kierunek i w chwilę później
był już na drodze do lochów.</p>

<p>Musi się
pospieszyć, gdyż o tej godzinie uczniom Hogwartu nie wolno było
przebywać poza dormitorium. Na szczęście Harry przypomniał
sobie, że ma w plecaku pelerynę niewidkę, którą nosił
ze sobą zawsze od czasu tego feralnego okresu, kiedy przez cały czas
musiał się przed wszystkimi ukrywać. Schował się za
pierwszym z brzegu posągiem, wyjął pelerynę i zarzucił
ją na siebie. Starając się nie robić hałasu,
przemykał się szybko w stronę lochów.</p>

<p>Wiedział, że to nie
jest zbyt dobry pomysł, ale musiał spróbować. Nie
wybaczyłby sobie, gdyby Luna umarła przez niego.</p>

<p>Snape był zdolny
naprawdę do wszystkiego. Za wszelką cenę musi go przekonać.</p>

<p>- Podobno ta dziwaczka
Lovegood wylądowała w szpitalu?</p>

<p>Harry zatrzymał się
niemal z poślizgiem słysząc wysoki, szyderczy dziewczęcy
głos. Wycofał się powoli za róg korytarza, postanawiając
zaczekać, aż uczniowie znikną z zasięgu jego wzroku i
słuchu.</p>

<p>Harry poznał Pansy
Parkinson po charakterystycznym zimnym, wysokim głosie.</p>

<p>Gryfon zamarł
słysząc drugi głos, który jej odpowiedział:</p>

<p>- Och, oczywiście,
że wylądowała. - Głos Draco Malfoya był stłumiony
i niezbyt wyraźny.</p>

<p>Harry ostrożnie
wyjrzał za róg, ale nikogo nie zobaczył.</p>

<p>- Ciekawe, co jej się
stało? Może w końcu ktoś zauważył, że ma
coś nie tak z głową? - Pansy zachichotała. Harry
poczuł, jak oblewa go fala gniewu, a jego dłonie mimowolnie
zaciskają się w pięści. Słyszał głosy, ale
nie widział nikogo.</p>

<p>- Och, nie. To tylko
śmiertelne zatrucie, na które prawie w ogóle nie ma lekarstwa - w
głosie Dracona można było wyczuć zadowolenie.</p>

<p>- Skąd o tym wiesz? -
Pansy była wyraźnie zaintrygowana.</p>

<p>- Och, nie gadaj, tylko ssij,
ty dziwko! Gdybym chciał porozmawiać, nie zdejmowałbym spodni -
zirytowany głos Malfoya przerwał tę dziwna konwersację, a
Harry mimowolnie poczuł, że się rumieni, nie tylko z gniewu.</p>

<p>Zrozumiał. Malfoy i
Pansy siedzieli w schowku nieopodal. W tym samym schowku, w którym on i
Snape...</p>

<p>Harry poczuł, jak jego
twarz płonie. Jednak szybko przywołał się do porządku.
To nie było teraz najważniejsze.</p>

<p>Jego umysł
ogarnęła gorąca fala podejrzeń.</p>

<p>Malfoy za dużo
wiedział. Nie podobał mu się ton jego głosu. To on
najprawdopodobniej był winien tego, w jakim stanie była teraz Luna.</p>

<p>Ten mały, wredny
skurwiel, który nienawidził Harry'ego do tego stopnia, że
postanowił otruć jego "dziewczynę"! Ale dlaczego
napadł na Lunę? Dlaczego nie zemścił się na Harrym?</p>

<p>To wszystko nie trzymało
się kupy.</p>

<p>Harry czuł, że jego
umysł staje się ciężki od natłoku myśli. Obrazy i
sceny wirowały mu przed oczami w szalonym tańcu.</p>

<p>Malfoy który napadł na
niego w lochach.</p>

<p>Jego desperacki krzyk
"Nie przeszkodzisz mi!".</p>

<p>W czym? W zemście na
Harrym?</p>

<p>Co Harry mu takiego
zrobił? Przecież nikt się tak nie zachowuje po jednym
złamanym nosie.</p>

<p>Wściekły wzrok
Malfoya. Wściekły na Voldemorta.</p>

<p>Podkrążone oczy,
zapadnięte policzki.</p>

<p>Mrok w błękitnych
oczach.</p>

<p>A teraz Luna w szpitalu i ten
pełen zadowolenia głos Malfoya.</p>

<p>Harry zorientował
się nagle, że co sił w nogach biegnie do wieży Gryffindoru.</p>

<p>*
* *</p>

<p><emphasis>To na pewno on! To
musiał być Malfoy! To on podrzucił Lunie ten naszyjnik! Jestem
tego pewien!</emphasis></p>

<p>Harry zmierzał do lochów
na ostatnią już tego dnia lekcję. Na Eliksiry.</p>

<p>Kiedy wczoraj wieczorem Harry
wpadł do pokoju wspólnego, natychmiast wyciągnął
przyjaciół z łóżek i o wszystkim im opowiedział.
Pomijając oczywiście szczegół, gdzie podsłuchał
Malfoya i Pansy.</p>

<p>Hermiona była
przerażona. Ron - zbulwersowany. Czyli nic nadzwyczajnego.</p>

<p>Ron stwierdził, że
powinni zaczaić się we trójkę na Malfoya i dać mu solidny
wycisk.</p>

<p>Hermiona odwołała
się do kilku punktów regulaminu i poradziła, by dokładnie
przeanalizować sytuację przed przystąpieniem do jakichkolwiek
gwałtownych działań. To właśnie ona uświadomiła
Harry'emu, że nie ma żadnych dowodów obciążających
Malfoya. Więcej - Ślizgon nawet jednym słowem nie
potwierdził, że ma z tym coś wspólnego. To, że wie o
całej sprawie nie znaczy jeszcze, że to on jest sprawcą.</p>

<p>Ale Harry nie chciał jej
słuchać.</p>

<p>To był Malfoy i koniec!
Znajdzie jakiś sposób, żeby to wyciągnąć z tego
ślizgońskiego szczura.</p>

<p>W całym tym wzburzeniu
jego myśli zostały chociaż na chwilę oderwane od Mistrza
Eliksirów. Jednak teraz, w miarę zbliżania się do klasy, w
której odbywały się zajęcia, Harry odczuwał coraz większy
niepokój.</p>

<p>Może wynikał on ze
sposobu, w jaki wczoraj Snape niemal przywiercił go spojrzeniem do
podłogi? Może ze strachu o otrzymanie kolejnej dawki
przytłaczającej obojętności?</p>

<p>A ta bolała najbardziej.</p>

<p>Harry wydostał się
z jednego bagna przygnębienia, w którym z powodu Snape'a znajdował
się przez cały tydzień, by wpaść w kolejne -
dotyczące krytycznego stanu Luny i dziwnego zadowolenia Malfoya. W tej
chwili oba bagna połączyły się w jedno, tworząc
grząską, śmierdzącą breję, która
wciągała Harry'ego w swą kipiącą otchłań.</p>

<p>Snape.</p>

<p>Harry zobaczył go, jak wynurza
się z ciemności z powiewającą za nim peleryną.</p>

<p>Zadziwiające, że od
pewnego czasu ten widok wywoływał w nim skurcz serca i za każdym
razem, zamiast się zmniejszać, tylko przybierał na sile. W jego
obecności Harry przestawał myśleć, jego mózg blokował
się i wyrzucał z siebie tylko pojedyncze strzępki myśli,
które kiedyś tam pewnie były ważne, ale w tej chwili
zupełnie przestały mieć znaczenie wobec czegoś o wiele
potężniejszego i nieokiełznanego... wobec pożądania.</p>

<p>Czy Harry'emu się
wydawało, czy Snape spojrzał na niego przelotnie?</p>

<p>Serce Gryfona
podskoczyło. Ale prawie w tej samej chwili zalała je fala
żółtej, jadowitej nienawiści, kiedy tuż za Mistrzem
Eliksirów zjawił się Malfoy.</p>

<p>Hermiona
ścisnęła ramię Gryfona, jakby się obawiała,
że Harry mógłby rzucić się na Ślizgona i
połamać mu wszystkie kości. Do kolekcji z nosem.</p>

<p>Owszem, Harry'emu
przemknęła przez głowę taka myśl, ale w swoim
życiu przeszedł już tyle, że potrafił nad sobą
zapanować w trudnych sytuacjach. No, może nie zawsze.</p>

<p>Nawet, kiedy byli już w
klasie, Harry wciąż wpatrywał się w Malfoya jak
jastrząb, który wypatrzył swą ofiarę.</p>

<p>Nie wymknie mu się.</p>

<p><emphasis>Och, ja ci jeszcze
pokażę, ty... oślizgły worku szczurzych rzygowin!</emphasis></p>

<p>Harry spojrzał na
tablicę. Snape obserwował go.</p>

<p>Pierwszą reakcją
Gryfona było szybkie odwrócenie wzroku. Drugą - rumieńce.</p>

<p>"Niech to szlag!" -
zaklął w myślach Harry.</p>

<p>Dlaczego Snape go obserwuje?
Przecież przez cały tydzień nie zwracał na niego uwagi.</p>

<p>Harry czuł, jak jego
świadomość rozpuszcza się pod wpływem tego spojrzenia.
Myśli uciekły z jego głowy, nie potrafił skupić
się nawet na przepisywaniu ingrediencji. Malfoy chwilowo zupełnie
przestał istnieć. Wszystko przestało istnieć,
zastąpione wrażeniem, że zaraz chyba spłonie z
zakłopotania, które wywoływał w nim przeszywający jego
ciało i duszę wzrok Mistrza Eliksirów. Jego serce postanowiło
zupełnie go nie słuchać i robiło, co chciało,
bijąc jak szalone.</p>

<p>Snape nareszcie
zaczął go dostrzegać. Powinien się cieszyć.</p>

<p>I cieszył się. W
głębi serca uczucie radości tańczyło w nim, jak
płomyk świecy, podczas wiatru, jednak szczęście to
było tłumione przez niepokój, który czaił się w nim, gotów
w każdej chwili zaatakować i objąć panowanie nad jego
sercem.</p>

<p>W oczach Snape'a było
coś, co zakłócało radość Harry'ego. Ciemność
jeszcze głębsza niż czerń jego oczu.</p>

<p>Wtem rozmyślania Gryfona
przerwał kuksaniec w bok.</p>

<p>- Harry - wyszeptał Ron.
- Zauważyłeś, jak Malfoy się na ciebie gapi?</p>

<p>Harry zamrugał kilka
razy.</p>

<p>- Malfoy? - zapytał,
zbity z tropu.</p>

<p>- I Snape również -
wtrąciła Hermiona, ale Harry tego nie usłyszał, gdyż
jego spojrzenie przeniosło się w stronę stołu
ślizgońskiego a krew Harry'ego aż zawrzała. Na twarzy
Malfoya widniał triumfalny uśmiech.</p>

<p>"On wie, że ja
wiem" - pomyślał Harry w nagłym, bolesnym przebłysku
zrozumienia - "I upaja się tym, bo wie, że nic mu nie
udowodnię."</p>

<p>Przez niemal całą
lekcję Harry nie potrafił oderwać wzroku od Malfoya.
Pochłonięty planami zniszczenia tego śmierdzącego,
ślizgońskiego ścierwa, przyrządzał swój eliksir byle
jak i byle z czego. I tak jego eliksir wyszedłby najgorzej. Po co się
w ogóle starać?</p>

<p>Jego wzrok czasami
napotykał chłodne, studiujące go oczy Mistrza Eliksirów, a wtedy
Harry na parę chwil zapominał o Malfoyu, zapominał o Lunie,
zapominał o całym świecie. Jego serce ogarniała fala radości
przemieszana z żalem, nad którym nie potrafił zapanować.
Przypominał sobie cały pełen cierpienia tydzień, kiedy to
Snape zachowywał się, jakby Harry zniknął z powierzchni
ziemi. Przypominał sobie bolesne chwile samotności, kiedy
siedział w swoim dormitorium i wspominał chwile w schowku.
Przypominał sobie wreszcie nienawiść, jaką czuł do
siebie, kiedy nocami onanizował się, myśląc o tym draniu i
nie potrafiąc przestać, pomimo tego, jak Snape go traktował. Ale
to trwało tylko chwilę, ponieważ Malfoy ściągał z
powrotem spojrzenie Harry'ego niczym Czarna Dziura, o której Gryfon czytał
kiedyś w mugolskiej książce.</p>

<p>- Widzę, że
postanowił pan dzisiaj nie uważać, panie Potter - stalowy
głos Snape'a tuż przy uchu Harry'ego przeszył myśli Gryfona
niczym sztylet, sprawiając, że chłopak niemal podskoczył na
krześle. Obok niego stał Snape, mierząc Harry'ego groźnym,
świdrującym spojrzeniem.</p>

<p>Gryfon mógł tylko
oblać się rumieńcem.</p>

<p>- Nie dość, że
uwarzył pan coś, co w ogóle nie zasługuje na miano
"eliksiru", to na dodatek przez całą lekcję jest pan
zadziwiająco zainteresowany panem Malfoyem. Czy jest coś, o czym
powinniśmy wiedzieć?</p>

<p>Harry usłyszał
pojedyncze śmiechy od strony stołu Ślizgonów. Niemal
widział wykrzywioną w bezczelnym uśmiechu twarz Malfoya.
Radość i żal w jednej chwili zamieniły się w
gorącą nienawiść. Chciał mu coś
odpowiedzieć, ale nic elokwentnego nie przychodziło mu na myśl.
Mógł tylko siedzieć i zaciskać drżące
pięści, starając się nie patrzeć na Mistrza Eliksirów,
gdyż wiedział, że wtedy nie potrafiłby się
powstrzymać.</p>

<p>- Jeżeli natychmiast nie
powróci pan do lekcji... - kontynuował Snape. - ...będę zmuszony
ukarać pana szlabanem. - Na dźwięk słowa
"szlaban", na dodatek ze Snape'em, Harry spiął się cały.
- Słyszałem od pana Filcha, że nie dokończył pan
sprzątać jednego ze schowków. Może coś moglibyśmy na
to poradzić? - Mistrz Eliksirów uśmiechnął się
paskudnie.</p>

<p>Harry wciągnął
gwałtownie powietrze.</p>

<p>To był cios poniżej
pasa.</p>

<p>Gryfon poczuł, że
osuwa się w grzęzawisko wstydu, zakłopotania i
wściekłości.</p>

<p>Spojrzał na Snape'a wzrokiem,
który mógłby ciąć szkło.</p>

<p>"Dobrze wiesz, dlaczego
nie dokończyłem sprzątać tego schowka, ty cholerny
draniu!" - pomyślał Harry, gotując się z oburzenia.
Czuł jak jego samoopanowanie idzie w diabły. Całą siłą
woli zmusił się do zachowania spokoju.</p>

<p>Snape, jakby
słysząc myśli Harry'ego, podniósł jedną brew.
Wyglądał tak, jakby powstrzymywał się od śmiechu.
Mistrz Eliksirów najwyraźniej dobrze się bawił.</p>

<p>- Cieszę się,
że się rozumiemy, panie Potter - rzekł Snape i oddalił
się, sprawdzając zawartości pozostałych kociołków.</p>

<p>"Czyli jednak
pamięta, ten..." - Harry chciał przekląć Snape'a, ale
zużył już cały swój repertuar wyzwisk przeklinając
wcześniej Malfoya i nic twórczego nie przychodziło mu do głowy.</p>

<p>"Nienawidzę go. Po
prostu go nienawidzę!" - myślał, pakując się, a
raczej wpychając ze złością wszystkie swoje rzeczy do
torby.</p>

<p>Snape po raz pierwszy
nawiązał w jakiś sposób do tamtych chwil w schowku. Harry
czekał na taki znak przez cały tydzień. Ale nie zaserwowany z
takim zimnym wyrachowaniem i przy całej klasie uczniów.</p>

<p>Chciał Harry'ego
upokorzyć, to pewne. Och, jakże on to uwielbiał.</p>

<p>Ale Harry nie puści mu
tego płazem. O nie, nie tym razem!</p>

<p>- Harry, gdzie ty idziesz? -
zawołała Hermiona, kiedy Gryfon nagle przystanął i
zawrócił.</p>

<p>- Zapomniałem
czegoś. Później do was dołączę - odkrzyknął
Gryfon, gdyż było to pierwsze kłamstwo, jakie przyszło mu
do głowy.</p>

<p>Wpadł do klasy z bardzo
wyraźnym postanowieniem stawienia czoła Snape'owi, ale kiedy oczy
Mistrza Eliksirów podniosły się znad biurka, Harry poczuł, jak
powoli opuszcza go cała odwaga.</p>

<p>- Tak, panie Potter?</p>

<p>Harry skrzywił się,
słysząc z jaką zajadłością Snape wymówił
jego nazwisko.</p>

<p>- Ty... ty... -
zaczął, próbując przywołać w pamięci jakieś
adekwatne określenia, które chociaż w połowie opisałyby to,
kim w tej chwili był dla niego nauczyciel.</p>

<p>- Uważaj, Potter. Nie
jestem twoim kolegą - groźny ton Mistrza Eliksirów
podziałał na Harry'ego, jak płachta na byka.</p>

<p>- Jesteś wrednym
sukinsynem! - wykrzyczał w końcu, chociaż było to nie do
końca to, co chciał powiedzieć.</p>

<p>Zobaczył, jak Snape
powoli podnosi się z miejsca.</p>

<p>- Tak? A kiedy pan to
odkrył, panie Potter? - szyderstwem sączącym się ze
słów Mistrza Eliksirów, można by zalać całą
klasę.</p>

<p>- Przez cały
tydzień czekałem na jakiś znak, a ty zachowywałeś
się, jakbym nie istniał! Jakby to wszystko, co się stało,
nie miało znaczenia! - słowa płynęły z ust Harry'ego
niepowstrzymane, nareszcie uwolnione. - Ale ty postanowiłeś mi
przypomnieć o tym dzisiaj, kiedy już prawie udało mi się
zapomnieć! I to w taki okrutny sposób!</p>

<p>Snape był już
prawie przy Harrym. Jego wzrok przeszywał chłopca i odbierał mu
zmysły. Gryfon czuł, jak podłoga usuwa mu się spod nóg, jak
słowa przestają mieć znaczenie, jak cokolwiek przestaje mieć
znaczenie.</p>

<p>Cofnął się pod
ścianę, czując jak jego ciało ogarnia fala gorąca, tak
dobrze mu znana i tak niepowstrzymana jak wodospad.</p>

<p>Snape był już przy
nim. Tak blisko, że Harry czuł na twarzy jego gorący oddech.
Odziane w czerń ciało Mistrza Eliksirów niemal przywarło do jego
ciała. Snape pochylił się do przodu i Harry usłyszał
cichy, mroczny szept tuz przy swoim uchu:</p>

<p>- Nigdy nie pozwolę ci o
tym zapomnieć.</p>

<p>Tych kilka cichych słów
wdarło się do serca Harry'ego i rozbrzmiały w nim echem
głośniejszym od uderzenia pioruna.</p>

<p>- Nienawidzę cię -
Gryfon wychrypiał ostatkiem sił, pragnąc uciec, wyrwać
się spod tego wpływu.</p>

<p>- Nienawidzisz? - jedna z
brwi Mistrza Eliksirów podniosła się do góry, a w oczach
zapłonął ogień. Harry poczuł, jak kolano Snape'a
wdziera się pomiędzy jego nogi i trąca boleśnie jego
erekcję. Na twarzy Mistrza Eliksirów pojawił się paskudny
uśmiech. - Spójrz tylko na siebie. Wystarczy, że się do ciebie
zbliżę, a ty już robisz się twardy.</p>

<p>Harry pragnął tylko
tego, żeby Snape się zamknął. Ale Mistrz Eliksirów był
tak blisko, że Harry zapomniał o wszystkim, co miał
powiedzieć, co miał zrobić.</p>

<p>Przez mgłę
przysłaniającą oczy dostrzegł odsłoniętą
szyję. Zapragnął dotknąć tej skóry, posmakować
jej. Zupełnie przestał myśleć. Pragnął tylko dosięgnąć
tego, co pozostawało ukryte, niedostępne dla niego. Bezwiednie
złapał czarne szaty i przyciągnął do siebie. Jego
dłoń dotknęła odsłoniętej skóry. Była
ciepła w dotyku. Stanął na palcach, by dotknąć ustami
tego kuszącego miejsca. Zawroty głowy przybrały na sile.
Zamknął oczy.</p>

<p>Nagle wszystko
zniknęło. Snape odsunął się.</p>

<p>Harry zakwilił,
otwierając oczy. Czuł się, jakby odebrano mu nagle całe
szczęście.</p>

<p>Jego zamroczony umysł
podsunął mu nagle przerażającą wizję, że
Snape postanowił odejść, zostawić go tu samego. Harry nie
potrafiłby tego znieść. Czuł, że nie przeżyłby,
gdyby Mistrz Eliksirów zostawił go teraz i znowu przez cały
tydzień ignorował.</p>

<p>Nie może
odejść! Nie teraz!</p>

<p>Harry zobaczył
wyciągniętą w jego kierunku bladą, szczupłą
dłoń.</p>

<p>- Daj mi rękę,
Potter.</p>

<p>Harry bez wahania
wyciągnął dłoń. Wiedział, że dałby
teraz Mistrzowi Eliksirów wszystko, o co by go tylko poprosił.
Wiedział, że musi być posłuszny. Pragnął być
posłuszny.</p>

<p>To było lepsze, niż
obojętność.</p>

<p>Dłoń Snape'a
zacisnęła się na jego nadgarstku i Harry został
pociągnięty do przodu. Potknął się i zachwiał,
kiedy Mistrz Eliksirów prowadził go w jakimś nieokreślonym
kierunku. Nagle zrobiło się ciemno. Był oszołomiony,
wszystko wokół niego wirowało. W uszach czuł pulsowanie krwi i
szalone bicie swego serca.</p>

<p>Zapłonęły
świece. To był magazyn ze składnikami do eliksirów.</p>

<p>Harry spojrzał w oczy
Snape'a. Wzrok Mistrza Eliksirów wbił się w Harry'ego, a
następnie zjechał powoli w dół, wskazując na
podłogę.</p>

<p>Nagłe zrozumienie
uderzyło w Harry'ego niczym tłuczek podczas meczu. Na wargach
mężczyzny błąkał się uśmiech. Czarne oczy
zmrużyły się, kiedy Harry zbliżył się o krok.</p>

<p><emphasis>Nie, nie rób tego! Nie
możesz tego zrobić! On cię wykorzystuje, nie widzisz tego?</emphasis></p>

<p>Ale Harry nie
słyszał. Nie widział. Nie myślał.</p>

<p>Wiedział tylko, czego
pragnie.</p>

<p>Czegokolwiek.</p>

<p>Jeżeli to ma być
jedyny sposób...</p>

<p>Jeżeli tylko to
może otrzymać...</p>

<p>Jego
świadomość krzyczała w gwałtownych protestach, ale
Harry już jej nie słuchał.</p>

<p>Zobaczył, jak jego nogi
uginają się, a ręce wyciągają, by
dosięgnąć swego przeznaczenia.</p>

<p>___________</p>

<p>* "Cut" by Plumb</p>

<p><strong>--- rozdział 08 ---</strong></p>

<p><strong>8. Confession.</strong></p>

<p><emphasis>Have
you ever noticed,</emphasis></p>

<p><emphasis>That
I’m not acting as I used to do before?</emphasis></p>

<p><emphasis>Have
you ever wondered,</emphasis></p>

<p><emphasis>Why
I always keep on coming back for more?</emphasis></p>

<p><emphasis>What
have you done to me?</emphasis></p>

<p><emphasis>I’ll
never be the same I'll tell you for sure</emphasis>*</p>

<p>- ...Avery i Macnair zostali
wysłani na pertraktacje z Minotaurami, a Lucjusz Malfoy rzucił
klątwę Imperius na Brodericka Bode'a z Departamentu Tajemnic. Czarny
Pan zatacza coraz szersze kręgi. Dostał ogromne poparcie ze
środkowej Europy. Niedawno przyłączyła się do niego
duża grupa Śmierciożerców z Rumuni i Węgier.
Napływają także oferty pomocy ze wschodnich krain Europy -
powiedział Snape.</p>

<p>Albus Dumbledore pokiwał
głową w zamyśleniu.</p>

<p>Cotygodniowy raport, który
składał mu Severus Snape stawał się coraz bardziej
niepomyślny dla przeciwników Voldemorta. Voldemort rósł w
siłę w zastraszającym tempie i wydawało się, że
nikt i nic nie może go już powstrzymać.</p>

<p>- A te ataki na rodziny
urzędników pracujących w Ministerstwie Magii, którzy są nadal
wierni Ministrowi?</p>

<p>Snape zmarszczył brwi.</p>

<p>- Lista jest bardzo
długa, a chętnych do przysłużenia się Czarnemu Panu
nie brakuje. Możemy tylko się przyglądać.</p>

<p>- Znasz jakieś nazwiska?</p>

<p>Severus pokręcił
głową. Na jego twarzy nie drgnął nawet jeden
mięsień.</p>

<p>- Ataki są
przeprowadzane prawie natychmiast. Nazwiska poznajemy dopiero podczas
spotkania.</p>

<p>Dyrektor wyglądał
na niebywale zmęczonego. Ostatnie miesiące pogłębiły
tylko sieć zmarszczek przecinających jego wychudzoną, bladą
twarz. Zamknął oczy i siedział przez chwilę w ciszy,
wsłuchany w swoje myśli. Mistrz Eliksirów czekał cierpliwie.
Ostatnimi czasy dyrektor coraz częściej popadał w stany
przygnębienia.</p>

<p>Z piersi dyrektora
wyrwało się ciche westchnienie.</p>

<p>- On wygrywa, Severusie, a my
nic nie możemy na to poradzić. Nasi sprzymierzeńcy się
wykruszają. Voldemort już teraz panuje nad połową Europy, a
jego macki zaczynają już sięgać wgłąb innych
kontynentów. Naszą jedyną nadzieją jest młodzież, ale
przecież nie poślę ich na wojnę.</p>

<p>Snape nic nie
odpowiedział. Słyszał takie przemowy już tyle razy, że
stały się dla niego wręcz nudne.</p>

<p>- Jedyne, czego mu brakuje do
pełnego zwycięstwa, to Harry.</p>

<p>Twarz Mistrza Eliksirów nie
poruszyła się.</p>

<p>- Musisz mnie natychmiast
poinformować, gdyby Voldemort przedsięwziął jakiś plan
wobec Harry'ego. To jest priorytet, Severusie. Musimy go chronić za
wszelką cenę.</p>

<p>Błękitne oczy
Dumbledore'a wbijały się w czarne oczy Snape'a, jakby dyrektor
chciał wtłoczyć mu te słowa wprost do głowy, by
podnieś ich wagę.</p>

<p>Mężczyzna
pokiwał głową na znak zrozumienia, nie zrywając kontaktu
wzrokowego. Dumbledore uśmiechnął się bladym,
zmęczonym uśmiechem.</p>

<p>- Cieszę się,
że mogę ci ufać, Severusie.</p>

<p>- Czy mogę już
odejść, dyrektorze?</p>

<p>- Tak, proszę -
Dumbledore machnął ręką. - Informuj mnie na
bieżąco.</p>

<p>Snape kiwnął
sztywno głową, po czym wstał i nie oglądając się,
opuścił gabinet dyrektora.</p>

<p>Bardzo szybko
przemierzył drogę z wieży do swoich zacisznych komnat w lochach.
Było już późno i ostatni uczniowie umykali mu spod nóg.</p>

<p>Severus wszedł do
swojego gabinetu, przemierzył go w kilku krokach i znalazł się w
swych prywatnych komnatach. W kominku cicho syczał ogień,
wydobywając z ciemności zastawione książkami półki.
Severus skierował się w stronę ciemnego, odległego
kąta, gdzie na podwyższeniu z marmuru, ozdobionego srebrnymi
wężami, owiniętymi wokół podstawy, stała duża misa
wykonana z tego samego materiału.</p>

<p>Snape stanął nad
Myślodsiewnią i wyciągnął różdżkę.
Pomachał nią nad misą i srebrnobiała płynno-lotna
substancja znajdująca się w zagłębieniu ożyła. Mistrz
Eliksirów przez chwilę operował różdżką, jakby
przesuwał niepotrzebne myśli i wyszukiwał w nich czegoś.</p>

<p>W końcu znalazł.</p>

<p>Powoli zaczął
obracać różdżkę w palcach, jakby nawlekał na nią
srebrzystą nić. Na powierzchni substancji zamajaczyła przez
chwilę twarz Czarnego Pana, zastąpiona po chwili obrazem zielonych,
błyszczących oczu ukrytych za okularami.</p>

<p>Kiedy obrazy i myśli
ponownie trafiły do głowy Mistrza Eliksirów, wszystko nagle
znikło, a powierzchnia w Myślodsiewni na powrót stała się
gładka i mlecznobiała.</p>

<p>*
* *</p>

<p>W tym samym czasie Harry
Potter leżał skulony pod przykryciem w swoim łóżku i
nienawidził siebie każdą komórką swojego ciała.</p>

<p>Nienawidził swojej
słabości, która skłoniła go do tego, co dzisiaj
zrobił. Nienawidził swojego ciała, które reagowało
impulsywnie i niezrozumiale i nie dało się nad nim zapanować,
chociaż bardzo się starał. Nienawidził swojej słabej
woli, która poddawała się na jedno słowo, jedno zbliżenie,
jeden dotyk.</p>

<p>Ale najbardziej ze
wszystkiego nienawidził Severusa Snape'a, który potrafił to wszystko
wykorzystać i skierować przeciw Harry'emu. Nienawidził go!</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Hermionooo...</p>

<p>- Nie napiszę tego za
ciebie! Wybij to sobie z głowy.</p>

<p>- Hermionooo...</p>

<p>Hermiona zamknęła
oczy, czując, że zaraz przestanie nad sobą panować.</p>

<p>Siedziała razem z Ronem
nad wyjątkowo długim i ciężkim wypracowaniem z Historii
Magii. Harry'ego z nimi nie było. Szczerze mówiąc, to nie
pokazywał się od wczorajszego wieczoru. Przyszedł w połowie
kolacji, zarumieniony i nieobecny myślami. Co prawda, ostatnio przez
cały czas zachowywał się bardzo dziwnie, ale przez ostatni tydzień
był tak milczący i zamknięty w sobie, iż dziewczyna
zaczęła się poważnie o niego obawiać. A wczoraj
podczas kolacji skubnął tylko trochę puddingu, po czym
oświadczył, że nie jest głodny i nie czekając na nich,
udał się do dormitorium. Ron powiedział, że kiedy
wrócił, Harry już spał, ale Hermiona podejrzewała, że
tylko udawał, żeby uniknąć niewygodnych pytań.</p>

<p>Coś niedobrego
działo się z nim ostatnio. Coś bardzo niedobrego. A w to
wszystko zamieszany był Snape i Hermionie bardzo się to nie
podobało.</p>

<p>Miała swoją
teorię na ten temat, ale sama myśl o tym przyprawiała ją o
zawroty głowy. Na razie postanowiła odsunąć ją od
siebie jak najdalej, dopóki się nie upewni. Modliła się, by
chociaż raz okazało się, że nie ma racji.</p>

<p>- Hermiono, no! Pomóż
mi, bo nie zdążę na trening, a chcę zobaczyć
Harry'ego.</p>

<p>Hermiona wydęła
pogardliwie usta.</p>

<p>- Miałeś cały
wczorajszy wieczór na pisanie.</p>

<p>Ron jęknął
przeciągle i oparł czoło o pergamin, rozmazując przy okazji
to, co właśnie napisał.</p>

<p>- Nie masz serca, wiesz?</p>

<p>- Mam za to skończone
wypracowanie. W przeciwieństwie do ciebie - odparła Gryfonka
stawiając kropkę i podpisując się zamaszyście.
Kątem oka dostrzegła zrozpaczoną minę Rona. Och, jakże
denerwował ją jego błagalny wzrok.</p>

<p>- Och, dobrze! Daj mi to! -
warknęła, wyrywając mu pergamin i zabierając się za
kreślenie i poprawianie.</p>

<p>Na piegowatej twarzy
zobaczyła jaśniejący, pełen nieopisanej
wdzięczności uśmiech.</p>

<p>- Kocham cię, wiesz? -
wyszczerzył się Ron i zerwał się, by pobiec na trening.
Hermiona poczuła jak, wbrew jej woli, jej twarz oblewa się
rumieńcem.</p>

<p>Och tak, niesłychanie
ją to denerwowało.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, Harry? -
krzyk Angeliny niósł się echem po szkolnych błoniach.</p>

<p>Kolejny już raz
donośny odgłos gwizdka przerwał dobrze zaplanowany atak na
bramkę i sprawił, że cała drużyna kompletnie się
pogubiła. Wszyscy byli coraz bardziej zdenerwowani. Łącznie z
publicznością.</p>

<p>Harry kolejny już raz
wleciał wprost przed szarżujących na bramkę
ścigających. W ciągu zaledwie pół godziny treningu kilka
razy przeszkodził w akcji, kilka razy omal nie dostał tłuczkiem
i kilka razy przeoczył fruwającego mu praktycznie przed nosem
złotego znicza. A kiedy myślał już, że nie może
być gorzej, wpadł na Katie Bell i złamał jej
miotłę.</p>

<p>Najchętniej
uciekłby stąd najszybciej i najdalej, jak to możliwe.</p>

<p>To wszystko była wina
Snape'a!</p>

<p>Harry nie potrafił
się skupić nawet na tym, żeby lecieć prosto przed siebie.
Kompletnie nie panował nad miotłą.</p>

<p>Wściekłe spojrzenia
kolegów z drużyny i rozczarowane spojrzenia osób na trybunach skutecznie
uniemożliwiały mu grę i rozpraszały go jeszcze bardziej.</p>

<p>Potrafił
myśleć tylko o Snapie i o gorących, upojnych chwilach w schowku
na eliksiry wczorajszego popołudnia. Znowu TO zrobił. Uległ mu.
Nie potrafił mu się oprzeć. Pozwolił, by Snape przejął
kontrolę nad jego sercem, umysłem i ciałem.</p>

<p>Był słaby. Zawsze w
pobliżu Snape'a stawał się słaby i bezbronny, jakby nie
miał własnej woli, jakby nie potrafił w ogóle sprawować
kontroli nad tym, co robił.</p>

<p>Nie rozumiał tego.</p>

<p>Wiedział, że Snape
po prostu wykorzystuje jego słabość, a jednak godził
się na to. Więcej - sam tego pragnął.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
smakował tak cudownie...</p>

<p>Harry zamknął oczy,
przypominając sobie słonawy smak pulsującej erekcji Snape'a w
swoich ustach i odgłosy przyjemności, jakie wydawał
mężczyzna, kiedy Harry go zadowalał.</p>

<p>Och, to było
wspaniałe... Z niczym nie da się porównać uczuć, które
piętrzyły w Harrym, kiedy uświadomił sobie, że jako
jedyny w całej szkole ma dostęp do takiego widoku. Zamknięte
oczy Snape'a, rozchylone wargi, chwytające łapczywie powietrze, twarz
wykrzywiona grymasem przyjemności silniejszej niż cokolwiek innego.
Och, Harry chłonął ten widok całym sobą, chcąc go
dobrze zapamiętać. I teraz nie potrafił przestać odtwarzać
go w swojej pamięci. Cokolwiek robił, wciąż miał ten
widok przed oczami. Mógł uważać się za
szczęściarza, że jako jedyny dostał coś, czego Snape
najprawdopodobniej nikomu innemu nie dał.</p>

<p>Ale Harry chciał jeszcze
więcej. Więcej Snape'a. Więcej jego smaku i zapachu. Chciał
więcej, niż dostał do tej pory. O wiele, wiele więcej.</p>

<p>Nie pozwoli, żeby Mistrz
Eliksirów traktował go tylko jako swoją zabawkę. Dosyć
tego!</p>

<p>Nagle Harry zdał sobie
sprawę, że wokół niego zaległa cisza. Zamrugał kilka
razy i rozejrzał się. Wszyscy na niego patrzyli.</p>

<p>Od kilku minut wisiał w
powietrzu przy jednej z trybun i uderzał o ścianę trzonkiem
miotły, jakby próbował przebić się przez nią na druga
stronę.</p>

<p>Poczuł, jak jego twarz
zalewa czerwień. Zakłopotany szarpnął miotłę i
wyleciał na środek boiska.</p>

<p>Nie potrafił
znieść oskarżycielskich spojrzeń swoich kolegów z
drużyny.</p>

<p>Po co on się w ogóle na
to zgodził? Chciał wrócić do gry w Quidditcha, ponieważ to
kochał, ale przez Snape'a nie potrafił włożyć w to
swojego serca. Jego serce było w tej chwili całkowicie zajęte.
Wszyscy na niego liczyli, a on nie potrafił pozostać myślami na
boisku dłużej niż przez pięć minut.</p>

<p>Nie, to był bardzo
zły pomysł, żeby przyjąć propozycję powrotu do
drużyny.</p>

<p>- Wracajcie do gry! -
krzyknęła Angelina, ale już bez wcześniejszego entuzjazmu.
Cała drużyna miała markotne miny. Kilku kibiców już
opuściło trybuny.</p>

<p>"To wszystko przeze
mnie!" - pomyślał, nienawidząc siebie z całego serca.</p>

<p>Zagryzł wargę,
postanawiając, że więcej już nie pomyśli o Snapie!
Przynajmniej nie teraz. Pragnął, by ciemna sylwetka i zimne oczy
opuściły jego myśli chociaż na krótką chwilę, by
mógł się zrehabilitować.</p>

<p>Zacisnął
dłonie na rączce miotły i uważnie zaczął
przeglądać niebo w poszukiwaniu błysku złotej kulki.
Zatoczył kilka kół nad boiskiem, całkowicie
pochłonięty skupianiem się na swojej roli.</p>

<p>W końcu dostrzegł.</p>

<p>Złoty znicz
pobłyskiwał kilkanaście metrów nad lewą bramką. Harry
ruszył z furkotem witek w stronę złotej kulki. Na jego twarzy
zagościł już wyraz triumfu. Wyciągnął rękę,
by złapać znicz. Pęd wiatru w uszach skutecznie hamował
wszystkie inne dźwięki. Słyszał, że ktoś coś
krzyczy, ale nie przejmował się tym zbytnio.</p>

<p>Już prawie go miał.</p>

<p>Już prawie udało mu
się wymazać wszystko, co...</p>

<p>I nagle zapadła
ciemność.</p>

<p>*</p>

<p>Harry otworzył oczy.</p>

<p>Zobaczył nad sobą
białą przestrzeń.</p>

<p>Niebo? Czyżby w
jakiś niewyjaśniony sposób spadł z miotły?</p>

<p>Jego zamglony wzrok padł
na wiszące w powietrzu świece.</p>

<p>Nie, to był sufit.</p>

<p>Harry spróbował
podnieść głowę i w tej samej chwili poczuł się
tak, jakby ktoś przyłożył mu w nią patelnią. Ból
eksplodował mu pod powiekami tysiącem iskier.</p>

<p>Zagryzł zęby,
żeby nie krzyknąć. Poczuł się nagle tak, jakby
robił korkociąg na miotle. Cały świat wirował
wokół niego i zamiast zwalniać, coraz bardziej przyspieszał.</p>

<p>Walcząc z bólem i
zawrotami głowy, Harry otworzył oczy i z trudem przekrzywił
głowę na bok.</p>

<p>Był w skrzydle
szpitalnym. Obok na łóżku leżała Luna.</p>

<p><emphasis>Co ja tu, do diabła,
robię?</emphasis></p>

<p>Ostatnie, co
pamiętał, to złoty znicz, który już prawie miał w
ręku.</p>

<p>- Och, obudziłeś
się nareszcie. - Ciszę panującą na sali przerwał
głos pani Pomfrey. Pielęgniarka stanęła nad
łóżkiem Harry'ego i spojrzała na niego z troską.</p>

<p>- Co się stało? Co
ja tu robię? - zapytał nieco oszołomiony Gryfon.</p>

<p>- Dostałeś
tłuczkiem. Na treningu. Prosto w głowę - wyjaśniła
krótko, jednocześnie nalewając napoju o barwie zgniłej zieleni
do szklanki stojącej na szafce obok łóżka Harry'ego. - A
później spadłeś z miotły. Na szczęście
skończyło się tylko na kilku guzach i utracie przytomności.
Dałam ci środki przeciwbólowe.</p>

<p>- A prawie już go
miałem - sapnął Harry i spróbował podnieść
głowę, co poskutkowało tylko jeszcze silniejszym uderzeniem
patelnią.</p>

<p>- O nie, mój drogi. Chwilowo
się stąd nie ruszysz. Przeleżysz w tym łóżku do rana,
dopóki wszystko nie wróci do normy. A teraz wypij to. To pomoże
uśmierzyć ból, chociaż możesz się czuć po tym nieco
oszołomiony.</p>

<p>Harry westchnął
zrezygnowany. A tak był blisko... Teraz wszyscy na pewno uważają
go za skończona ofermę. Nie zauważył tłuczka, zbyt
pochłonięty pragnieniem złapania znicza. Pewnie wyrzucą go
z drużyny...</p>

<p>To wszystko przez Snape'a!</p>

<p>Uparł się,
żeby zatruć Harry'emu życie, nawet jeżeli nic takiego nie
robił. Harry wiedział w głębi serca, że to nie jest
wina nauczyciela, ale uwielbiał go za wszystko obwiniać. To było
znacznie prostsze niż obwinianie siebie.</p>

<p>Harry po prostu nie
potrafił przestać o nim myśleć. Był jak mucha, która
przylepiła się do pajęczyny utkanej przez Mistrza Eliksirów. I w
żaden sposób nie potrafił się uwolnić i odlecieć.</p>

<p>Ale koniec z tym! Tak
dłużej być nie może!</p>

<p>Harry przyjął
dawkę paskudnego, zgniłozielonego eliksiru i po chwili został
sam w ciemności. No, może nie do końca sam.</p>

<p>Powoli przekręcił
głowę i spojrzał na nieprzytomna Lunę. Nie była
już taka blada, a siny odcień zniknął z jej powiek. To
pewnie dzięki antidotum, które uwarzył dla niej Snape. Teraz wyglądała
tak, jakby po prostu spała.</p>

<p>Harry czuł, jak uczucie
rozluźnienia powoli ogarnia jego umysł i ciało. Pokój
zaczął się powoli kołysać, a jego kończyny
stały się niesłychanie ciężkie.</p>

<p>Głębokie
westchnienie wyrwało się z jego piersi. Czuł się, jakby
pasy, którymi krępował swój umysł rozluźniły się
i na wierzch zaczęły wypływać różne głęboko
skrywane myśli, które musiały ujrzeć światło dzienne.
Wszystko inne nagle stało się takie... nieważne.</p>

<p>- Nieźle się
wpakowałem, Luno - wyszeptał cicho. - Nic nie potrafię na to
poradzić. To silniejsze ode mnie. Kiedy go widzę, to moje serce
zamiera. Czuję się wtedy tak... tak... radośnie, ale
zupełnie bez radości. To bez sensu, wiem. I wiem też, że
prawdopodobnie zupełnie nic dla niego nie znaczę. - Słowa same
płynęły. Nie potrafił ich zatrzymać. Czuł,
że z każdym słowem jakiś ciężar opada z jego
serca, jakby to te słowa były tym ciężarem i jedyny sposób,
aby się go pozbyć, to je z siebie wyrzucić. Nawet jeżeli
nie miał ich kto wysłuchać. - Ale to przecież
niemożliwe, żebym nic dla niego nie znaczył. Widziałem jego
oczy, kiedy mu to robiłem. Nie wydawało mi się. Dlaczego
miałby mi na to pozwalać, gdybym zupełnie nic dla niego nie
znaczył? ... Chcę więcej. Muszę dostać więcej, bo
zwariuję. Nie pozwolę, żeby mnie tak traktował. Znajdę
jakiś sposób, żeby go złamać. Żeby okazał,
że mu na mnie zależy; żeby w końcu zaczął mnie
zauważać. Nie zniosę znowu jego obojętności. Nie
dałbym rady.</p>

<p>Muszę coś
wymyślić. Nie poddam się tak łatwo. Problem w tym, że
kiedy on jest w pobliżu, to ja... ja... tak jakby przestaję być
sobą. To znaczy jestem sobą, ale tak jakby aż za bardzo. Och, to
bez sensu! ... Po prostu przestaję wtedy myśleć o czymkolwiek.
Widzę tylko jego. Słyszę tylko jego. Tak, jak wtedy, kiedy
byłem pod działaniem tego eliksiru. W zasadzie przy nim czuję
się tak, jakbym przez cały czas był pod jego wpływem. I
Snape'a, i eliksiru.</p>

<p>- Snape'a? - cichy głos
Luny przerwał wywód Gryfona. Harry odwrócił głowę i z
przerażeniem zobaczył, że Luna ma szeroko otwarte oczy i
wpatruje się w niego z zaciekawieniem. - Dziwny masz gust, Harry.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Okazało się,
że Luna ocknęła się ze śpiączki parę godzin
wcześniej i kiedy Harry myślał, że leży
nieświadoma, pogrążona w chorobie, ona tak naprawdę po
prostu drzemała. Uważał, że to wyjątkowo
niesprawiedliwe. Ucieszył się, oczywiście, że jej stan
się polepszył, z serca spał mu ogromny kamień, ale
radość tę zmącił fakt, że właśnie przed
chwilą dowiedziała się o najbardziej i najgłębiej
skrywanym sekrecie Harry'ego. Sekrecie, którego nigdy, przenigdy nikomu by nie
wyjawił z własnej, nieprzymuszonej woli.</p>

<p>Jednak Krukonka okazała
się wyjątkowo wyrozumiałą osobą. Początkowo Harry
był tak przerażony, że próbował zaprzeczać i
wmawiać jej, że wcale nie powiedział Snape'a tylko... Dave'a.
Tak właśnie, Dave'a.</p>

<p>Jednak Luna tylko się
uśmiechała, jakby nie wierzyła w ani jedno jego słowo. W
końcu Harry zrezygnował. Wymógł na niej obietnicę, że
nigdy absolutnie nikomu o tym nie powie, bo wtedy Harry będzie musiał
uciec z Hogwartu. Dziewczyna obiecała, że nikomu nie powie, żeby
się nie martwił. Stwierdziła, że to sprawa Harry'ego, kogo
darzy uczuciem (Harry natychmiast temu zaprzeczył) i, że to rozumie.</p>

<p>Nie oburzyła się.
Nie przeklęła go. Nie zgromiła. Nie odwróciła się od
niego. Przyjęła to tak... normalnie. Jak gdyby Snape nie był...
Snape'em.</p>

<p>Harry sam nie
uważał tego za normalne.</p>

<p>Snape był od niego dwa
razy starszy, był jego nauczycielem, najbardziej znienawidzoną
osobą w szkole, no i był Śmierciożercą. Ach, no tak,
no i był Snape'em.</p>

<p>To wystarczająco
dużo powodów, żeby nie uważać tego za normalne. Jednak Luna
zdawała się w ogóle nie zwracać na to uwagi.</p>

<p><emphasis>Może, gdybym jej
powiedział, że jestem zakochany w swojej ciotce, to chociaż
trochę by się zdziwiła...</emphasis></p>

<p>*
* *</p>

<p>- Mam dla was dzisiaj
małą niespodziankę - kąśliwy głos Mistrza
Eliksirów wyrwał Harry'ego z zamyślenia.</p>

<p>Była poniedziałkowa
lekcja eliksirów.</p>

<p>Całą niedzielę
Harry spędził w swoim łóżku rozmyślając nad tym,
jak sprawić, żeby Snape dał mu to, czego Harry
pragnął. Nie mógł po prostu iść i poprosić. Nie
potrafiłby. Musiał to zrobić w inny sposób. Musiał go
jakoś sprowokować. Wiedział, że to będzie bardzo
niebezpieczne, ale musiał spróbować. Teraz nadarzyła się
okazja.</p>

<p>- Zrobimy sobie dzisiaj test
- uśmiechnął się Mistrz Eliksirów obserwując z
satysfakcją przerażone miny uczniów.</p>

<p>Och, niezapowiedziane
sprawdziany były tym, co uwielbiał najbardziej.</p>

<p>Tylko Hermiona
wyglądała na zadowoloną.</p>

<p>- Dobrze, że się
wczoraj pouczyłam - oświadczyła, spoglądając z
uśmiechem na zrozpaczonego Rona. Rudzielec wymamrotał pod nosem kilka
przekleństw pod adresem nauczyciela.</p>

<p>Harry nie zwracał na to
uwagi. Czuł podniecenie, które rozgrzewało jego krew. Ręce lekko
mu drżały. Szczególnie, kiedy wzrok Mistrza Eliksirów padał na
niego. Snape rozesłał do uczniów arkusze z pytaniami, dał im na
odpowiedź pół godziny, zażądał bezwzględnej ciszy
i oświadczył, że jeżeli przyłapie kogoś na
ściąganiu, to osobiście wywali go ze swoich zajęć. Na
zawsze.</p>

<p>Harry spojrzał na
pytania.</p>

<p><emphasis>1. Co jest głównym
składnikiem Eliksiru Rozciągającego?</emphasis></p>

<p><emphasis>2. Kto i gdzie jako pierwszy
uwarzył Eliksir Wigoru?</emphasis></p>

<p>Przeglądał wzrokiem
pytania, czując, że zawali ten test całkowicie, kiedy
dostrzegł pytanie ósme, a jego serce podskoczyło mu niemal do
gardła.</p>

<p><emphasis>8. Opisz skutki
działania eliksiru Desideria Intima.</emphasis></p>

<p>Gryfon
uśmiechnął się do siebie. No, chociaż na jedno pytanie
znał odpowiedź. Przyłożył pióro do pergaminu i
już miał zacząć pisać, kiedy nagle zawahał
się.</p>

<p>W jego głowie,
początkowo niepewnie i nieporadnie, ale po chwili rozrastając
się coraz bardziej, zakiełkował pewien szalony pomysł.</p>

<p><emphasis>A jeżeli by tak...?</emphasis></p>

<p>Harry
przełknął ślinę i rozejrzał się po klasie.
Wszyscy byli całkowicie pochłonięci testem. Przesuwając
wzrok po sali, jego spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem
Mistrza Eliksirów, siedzącego przy swoim biurku. Fala gorąca ogarnęła
ciało Harry'ego. Czuł, jak jego skóra płonie, a serce zaczyna
mocniej bić.</p>

<p>Już wiedział, co
zrobić.</p>

<p>To był szalony
pomysł, ale Harry wiedział, że to jedyny sposób, żeby
zdobyć to, czego pragnie.</p>

<p>Przyłożył
dłoń do pergaminu i zaczął pisać.</p>

<p>*</p>

<p>Harry próbował
szatkować liście powoju, ale nie bardzo mu to wychodziło.
Zamiast liści prawie poszatkował swoje palce. Czuł, że
zaraz zwariuje z niecierpliwości a buzująca w żyłach krew
zaleje go.. Z każdą minutą było coraz gorzej. Raz po raz
spoglądał na sprawdzającego testy Snape'a.</p>

<p>W klasie panowała
absolutna cisza.</p>

<p>Wszyscy wpatrywali się w
Snape'a, pomimo iż ich zadaniem było przygotowanie Eliksiru
Marzeń Sennych. Każdy był ciekaw swojego wyniku.</p>

<p>Harry
przełknął ślinę. Musi zachować spokój i
kamienną twarz, kiedy Snape to przeczyta. Musi wyglądać na
pewnego siebie.</p>

<p>Wziął do ręki
swoje pióro, żeby dopisać w zeszycie kolejny punkt przygotowania
eliksiru, kiedy nagle zobaczył, jak brwi Snape'a unoszą się w
wyrazie zdumienia, a jego głowa odrywa się od testu i czarne oczy
przeszywają Harry'ego na wylot.</p>

<p><emphasis>Przeczytał to!</emphasis></p>

<p>Chłopak poczuł,
że w tym momencie pragnie tylko umrzeć. Krew w jego żyłach
zamieniła się we wrzący olej, spalając go od środka.</p>

<p>Był zbyt daleko,
żeby dostrzec wyraz oczu nauczyciela, ale miał wrażenie, że
jego wzrok wyrywa duszę z jego ciała i rozrywa ją na
strzępy.</p>

<p><emphasis>Przeczytał to!
Muszę to kontynuować!</emphasis></p>

<p>Drżącą
dłonią włożył do ust koniuszek pióra i bardzo powoli
zaczął wysuwać je ze swoich ust, czując jak łaskocze
go w wargi. Następnie oblizał je, starając się patrzeć
na Snape'a śmiałym, wyzywającym wzrokiem.</p>

<p>Snape zmrużył
niebezpiecznie oczy.</p>

<p>Harry wiedział, że
znajduje się w klasie pełnej uczniów i każdy, kto by na niego
spojrzał, mógłby natychmiast domyślić się wszystkiego.
Wiedział o tym i świadomość tego wprawiała go w stan
jeszcze większego podniecenia. Czuł, jak drży z przejęcia.</p>

<p>Uwodził nauczyciela. Na
lekcji. Przy całej klasie.</p>

<p>Był szalony!</p>

<p>Jednak nie potrafił
przestać. Nic go nie obchodziło. Tylko Snape i jego
przeszywający wzrok.</p>

<p>Harry czuł się tak,
jakby w klasie nie było nikogo poza nimi. Jego oczy zalewała
czerwień, skutecznie zniekształcając wszystko wokół.</p>

<p>Był tylko Snape.
Wpatrujący się w niego z uwagą.</p>

<p>Snape, który
uśmiechnął się mrocznie.</p>

<p>Snape, który powiedział
nagle:</p>

<p>- Panie Potter. Pisze pan
wyjątkowo niewyraźnie. Czy mógłby pan przeczytać nam
odpowiedź na pytanie ósme?</p>

<p>Harry poczuł się
nagle tak, jakby spadał z ogromnej wysokości, nie mając się
czego złapać.</p>

<p>- Co? - wymamrotał,
mrugając zaskoczony. Zobaczył, jak Snape posyła mu jego test.
Pergamin wylądował przed Harrym.</p>

<p><emphasis>To niemożliwe! On nie
może tego zrobić! Tego nie było w planie!</emphasis></p>

<p>Panika zaczęła
opanowywać umysł Gryfona. Harry spojrzał na swój test.
Czuł, że wszyscy przerwali pracę i wpatrują się w
niego z wyczekiwaniem.</p>

<p><emphasis>Nie! Nie! Nie! Nie przeczytam
tego! Co ja mam zrobić?</emphasis></p>

<p>Harry myślał
gorączkowo. Zdawało się, że został złapany w
pułapkę, z której nie ma wyjścia. Na własne życzenie.</p>

<p>Mógł to
przewidzieć. Snape za bardzo uwielbiał go upokarzać, żeby
przeoczyć taką okazję. A sądząc po wyrazie jego
twarzy, bawił się wprost wyśmienicie.</p>

<p>Po co on to w ogóle
napisał? Po co się tak narażał?</p>

<p>Litery rozmywały mu
się przed oczami. Nie musiał ich widzieć. Doskonale
wiedział, co napisał.</p>

<p><emphasis>8. Opisz skutki
działania eliksiru Desideria Intima.</emphasis></p>

<p><emphasis>Jednym ze skutków tego
eliksiru jest to, że... nie potrafię przestać o Tobie
myśleć. Robiłem to dzisiaj w nocy. A wiesz o czym
myślałem? Myślałem o Tobie. Wyobrażałem sobie,
jak bierzesz mnie na swoim biurku. Rozbierasz mnie, popychasz na drewniany blat
i wchodzisz we mnie. Twoje ręce ślizgające się po moim
nagim ciele. Dotykasz mnie wszędzie, czuję Twoje usta zasypujące
mnie pocałunkami. Poruszasz się nade mną, czuję Cię w
sobie. Głęboko. Przyjmuję Cię z ochotą, ponieważ
pragnę Ciebie. Pragnę, żebyś mnie brał, żebyś
mnie pieprzył. A Ty to robisz. Wchodzisz we mnie, a ja widzę
pożądanie na Twojej twarzy. Widzę przyjemność, której
poddajesz się w całości.</emphasis></p>

<p><emphasis>Skończyłem,
dochodząc i jęcząc Twoje imię.</emphasis></p>

<p><emphasis>Powiedz, Severusie...
chciałbyś mnie mieć na swoim biurku, nagiego i całkowicie
uległego?</emphasis></p>

<p><emphasis>Zrobię wszystko, o co
poprosisz.</emphasis></p>

<p><emphasis>Chciałbyś...?</emphasis></p>

<p>- Czekamy, panie Potter -
szyderczy głos Mistrza Eliksirów przerwał panującą w klasie
ciszę.</p>

<p>Harry poczuł, jak
kręci mu się w głowie tak bardzo, że zaraz chyba zemdleje.</p>

<p>Och, nie potrafił uwierzyć
w to, że tak napisał. W teście z eliksirów! W cholernym
teście!</p>

<p>A teraz ten sukinsyn
kazał mu to przeczytać. Przy całej klasie.</p>

<p><emphasis>Nigdy!</emphasis></p>

<p>Harry zamknął oczy,
modląc się, by wydarzyło się coś, co by go
uratowało. Cokolwiek!</p>

<p>I wtedy rozbrzmiał
dzwonek.</p>

<p>Ulga jaką poczuł,
nie da się z niczym porównać. Niemal ugięły się pod
nim kolana.</p>

<p>Zaczął
dziękować w myślach wszystkim dobrym duchom, które go
wysłuchały.</p>

<p>- Proszę na
następną lekcję opisać pełen przebieg wykonywania
eliksiru Marzeń Sennych. Dodając opis i historię wszystkich
składników, charakterystyczne metody przygotowania, opisać smak,
zapach, kolor i konsystencję, historię eliksiru i sposób
działania. Na nie mniej, niż trzy rolki pergaminu.</p>

<p>Przez klasę
przeszedł szmer niezadowolenia. Snape już dawno nie zadał im tak
długiej i żmudnej pracy domowej. Musiał być w
wyjątkowo złym humorze.</p>

<p>Wszyscy zaczęli
zbierać swoje rzeczy, sprzątać po sobie i powoli opuszczać
salę. Kiedy Harry, wciąż dziękując w duchu za ratunek,
wziął swoją torbę i chciał wyjść, przez szmer
w klasie przebił się złowrogi głos Mistrza Eliksirów:</p>

<p>- Pan zostanie, panie Potter
i przeczyta mi pan to, co pan napisał.</p>

<p>Harry ścisnął
trzymany w ręku test. Spodziewał się tego.</p>

<p>Snape nie
wypuściłby go tak łatwo. Nie po tym, co mu napisał.</p>

<p>Przełknął
ślinę i zwrócił się do czekających na niego Rona i
Hermiony:</p>

<p>- Nie czekajcie na mnie.
Później chcę iść odwiedzić Lunę. Idźcie sami
na obiad.</p>

<p>Ron pokiwał
głową i poklepał Harry'ego po ramieniu.</p>

<p>- Trzymaj się, stary -
po czym odwrócił się i ruszył w stronę drzwi, razem z
resztą uczniów. Jednak Hermiona została na miejscu. Patrzyła na
Harry'ego przenikliwym, zamyślonym wzrokiem. Później jej spojrzenie
powoli powędrowało w stronę biurka, przy którym siedział
Snape, a następnie ponownie powróciło do Harry'ego.</p>

<p>- Tylko nie wracaj zbyt
późno - wyszeptała, spuszczając wzrok, odwracając się
i szybko wychodząc.</p>

<p>Harry'ego przeszyły
dreszcze.</p>

<p>"Ona się
czegoś domyśla" - pomyślał z przerażeniem
patrząc, jak jego przyjaciółka znika za drzwiami.</p>

<p>Po co w ogóle to mówił?
Nie była to zbyt wiarygodna wymówka, szczególnie, że Luna miała
dzisiaj wieczorem wyjść już ze szpitala. Ale nic innego nie
potrafił wymyślić. Chciał, by przyjaciele sobie poszli. Co
innego miał powiedzieć? Podejrzewał, że nieprędko uda
mu się stąd wyjść. Utwierdzało go w tym spojrzenie
Mistrza Eliksirów, które czuł wwiercające się w jego plecy.
Parzyło.</p>

<p>Kiedy ostatni uczeń
zniknął za drzwiami, w klasie zapanowała martwa cisza.</p>

<p>Harry czuł, jak panika,
którą przez ostatnie parę minut starał się hamować,
wzbiera w nim i przejmuje kontrolę nad jego umysłem.</p>

<p>Po co on to w ogóle
napisał?</p>

<p>W tej chwili
pragnął tylko znaleźć się jak najdalej stąd.
Uciec. Zniknąć.</p>

<p>Wtedy, kiedy to pisał,
nie przejmował się konsekwencjami. Działał pod wpływem
impulsu. Pragnienia.</p>

<p>A teraz musi stawić
czoła Snape'owi. Czuł, że nie jest w stanie.</p>

<p>Zamknął oczy,
czekając na to, co wydawało się nieuniknione.</p>

<p>- Spójrz na mnie, Potter.</p>

<p>Harry zacisnął
pięści.</p>

<p><emphasis>Weź się w
garść!</emphasis></p>

<p>Powoli odwrócił
się, bojąc się tego, co zobaczy.</p>

<p>Wstrzymał oddech, kiedy
dosięgło go palące, ostre jak brzytwa spojrzenie czarnych oczu i
poszatkowało jego pewność siebie na malutkie kawałeczki.
Pozostawiając tylko strach i wstyd.</p>

<p>Nie odwróci wzroku! Musi
się z nim zmierzyć! Inaczej zawsze będzie tylko... dziwką
Snape'a.</p>

<p>Harry poczuł nagle
powiew gorąca. W drzwiach za nim szczęknął zamek.
Pomieszczenie rozjarzyło się na sekundę dziwnym blaskiem.</p>

<p><emphasis>Zaklęcie zamykające
i wyciszające. O cholera!</emphasis></p>

<p>Chłopak był w
stanie tylko stać i walczyć z rosnącym w nim z każdą
chwilą panicznym lękiem.</p>

<p>Zobaczył, jak na twarzy
Mistrza Eliksirów pojawia się mroczny uśmiech.</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>- Powtórzę swoją
prośbę tylko raz, Potter. Czy możesz przeczytać mi to, co
napisałeś?</p>

<p><emphasis>Nie!</emphasis></p>

<p>Harry miał
wrażenie, że zaraz chyba zemdleje ze wstydu.</p>

<p>- Dobrze wiesz, co napisałem
- zdołał wykrztusić, kompletnie nie panując nad
łamiącym się głosem.</p>

<p>Jedna z brwi Mistrza
Eliksirów podniosła się w geście złośliwej
satysfakcji.</p>

<p>- Chciałbym jednak
usłyszeć to od ciebie. Nieczęsto zdarzają się tak...
hmm, wylewne odpowiedzi na moich testach.</p>

<p>Harry już nie miał
krwi. W jego żyłach płynęła lawa, która spalała
go od środka. Zaczęło mu się kręcić w
głowie, kiedy widział spojrzenie, które wbijał w niego nauczyciel.
W czarnych oczach płonął ogień.</p>

<p>Atmosfera panująca w
klasie była tak gęsta, iż wydawała się niemal
namacalna.</p>

<p>Harry wiedział, że
to, co teraz powie, może zmienić wszystko.</p>

<p>Ciężar tej
świadomości przytłaczał go.</p>

<p>Pragnął Snape'a.</p>

<p>Zrobiłby wszystko,
żeby dostać to, czego pragnął. Ale czy był na to
gotów?</p>

<p>Chciał coś
powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle.</p>

<p>Snape stał sztywno przed
biurkiem, a intensywność jego spojrzenia odbierała Harry'emu
wszystko. Łącznie ze zdolnością mówienia.</p>

<p>- Nie mogę -
zdołał w końcu wyszeptać, czując, że jeszcze
trochę i wybuchnie.</p>

<p>Nie powie tego! Nie potrafi.</p>

<p>- W takim razie może
już pan iść, panie Potter. Jest pan wolny.</p>

<p>Wrażenie, że
jeszcze chwila i eksploduje zostało nagle zastąpione zimnym,
lodowatym wręcz dreszczem, który wstrząsnął ciałem
Harry'ego.</p>

<p><emphasis>Nie! Nie chcę!</emphasis></p>

<p>Chłopak
spuścił wzrok. Zdał sobie sprawę, że jego spocone
dłonie drżą tak bardzo, że z trudem może utrzymać
test.</p>

<p><emphasis>To nie może się tak
skończyć!</emphasis></p>

<p>Zamknął oczy,
walcząc z opanowującym jego ciało chłodem.</p>

<p>Nadal czuł
wbijające się w niego spojrzenie płonących oczu.
Spojrzenie, które spalało go swoja intensywnością, jakby Snape
tylko czekał, aż Harry coś zrobi, coś powie. Jakby
czekał na sygnał. Nie zrobi niczego, dopóki Harry nie zacznie o to
prosić.</p>

<p>Serce Gryfona już dawno
wyrwało się z jego piersi i odleciało. Krew spaliła jego
żyły. Temperatura w klasie wydawała się wyższa
niż w saunie. W miarę, jak w Harrym narastało zdecydowanie,
powietrze stawało się jeszcze gorętsze i jeszcze bardziej
lepkie.</p>

<p>Gryfon czuł, jak po jego
plecach spływają krople potu.</p>

<p>Podniósł głowę
i wbił spojrzenie w wwiercające się w jego dusze oczy.</p>

<p>Chciał tego. Nie
mógł teraz zrezygnować. Nie wybaczyłby sobie tego.</p>

<p>Snape czekał.</p>

<p>Harry
przełknął ślinę.</p>

<p>- Nikt nigdy nie będzie
cię pragnął tak, jak ja. Nikt nigdy nie będzie patrzył
na ciebie tak, jak ja. I nie obchodzi mnie to, co mówią o tobie inni. Dla
mnie jesteś doskonały. Tylko ja to odkryłem, nikt inny o tym nie
wie i nigdy się nie dowie. Jesteś tylko mój. Twoja
doskonałość należy tylko do mnie. Cały należysz tylko
do mnie. I jeżeli uważasz, że jestem obłąkany,
jeżeli uważasz mnie za szaleńca, to proszę bardzo. Jestem
szalony.</p>

<p>Masz władzę nad
moim sercem. Wiedziałeś o tym?</p>

<p>Możesz mnie ranić
słowami, możesz mnie ranić czynami, ale nic mnie to nie
obchodzi, ponieważ zatraciłem się w tobie i nic nie może
mnie już ocalić. Zawsze będę do ciebie wracał.</p>

<p>Wiem, że wszyscy
uważają cię za zimnego i nieczułego drania. Wiem, że
rozciągnąłeś wokół siebie barierę tak grubą
i nieprzystępną, by nic nie mogło się przez nią przedostać.
Ale ja będę próbował się przez nią przebić.
Zawsze będę próbował. Ponieważ wierzę, że pewnego
dnia uda mi się. I dasz mi wtedy chociaż cząstkę swojego
ciepła. Chociaż odrobinę. Tyle mi wystarczy.</p>

<p>A jednocześnie moje
serce oplata strach. Boję się, że kiedyś zapomnisz, a ja
wciąż będę pamiętał. Pewnie nazwiesz mnie
głupcem, bo jak inaczej można określić kogoś, kto
potrzebuje twojego spojrzenia żeby dalej istnieć?</p>

<p>Nienawidzę, kiedy
udajesz, że mnie nie widzisz. Rani mnie twoja obojętność.
Czuję się wtedy tak, jakby moje serce przebijał lodowaty
sztylet, który mrozi je i zatrzymuje. Nie mogę wtedy oddychać.
Czuję się, jakbym powoli umierał z zimna.</p>

<p>Jednak podczas tych krótkich
chwil, kiedy dajesz mi siebie... to wszystko przestaje mieć znaczenie. A
twój orgazm... twój orgazm jest dla mnie największą nagrodą.
Twoja twarz łagodnieje, twoje oczy zamykają się, a usta
otwierają, kiedy dysząc i jęcząc, dochodzisz w moich
ustach. Starasz się ukryć przyjemność rozlewająca
się po twojej twarzy, ale ja ją widzę. I z rozkoszą
chłonę ten widok. Widok, który jest przeznaczony tylko dla moich
oczu. Wtedy właśnie to czuję. Czuję, że naprawdę
jestem Wybrańcem.</p>

<p>Nie proszę o wiele.
Chcę tylko, żebyś mnie chciał. Żebyś mnie
pragnął. Tylko tyle. Proszę, pragnij mnie.</p>

<p>Harry wiele by oddał,
żeby móc wypowiedzieć te słowa głośno. Pozostały
one jednak w jego duszy. A każde z nich wypaliło w jego wnętrzu
bolesną ranę. Jedynym, co zdołało się wydostać z
drżących ust Harry'ego, było:</p>

<p>- Pieprz mnie.</p>

<p>_____________</p>

<p>* "Extasy" by ATB</p><empty-line /><p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 09 ---</strong></p>

<p><strong>9. Satisfaction</strong></p>

<p><emphasis>When
you take me,</emphasis></p>

<p><emphasis>and
make me cry</emphasis></p>

<p><emphasis>Then
I feel you satisfy...</emphasis>*</p>

<p>- Pieprz mnie.</p>

<p>Harry nie wiedział, jak
to się stało, ale chwilę po tym, jak to powiedział,
zderzył się z biurkiem. Zachwiał się oszołomiony,
próbując odzyskać równowagę i kontrolę nad tym, co się
działo.</p>

<p>Nie wiedział jednak,
że tymi dwoma słowami pozbawił się jakiegokolwiek
wpływu na dalszy rozwój sytuacji.</p>

<p>Gryfon podniósł wzrok i
napotkał spojrzenie człowieka ogarniętego szaleństwem.
Chociaż może nie do końca szaleństwem... raczej
wściekłością.</p>

<p>Oczy Snape'a
płonęły. Nie był to jednak płomień
pożądania. Raczej głodu, nieuchronności i pragnienia
zemsty.</p>

<p>Harry zadrżał.
Przez ułamek sekundy pomyślał, że Mistrz Eliksirów
został opętany. Krzyknął zaskoczony, kiedy Snape
znalazł się przy nim i popchnął go do tyłu tak mocno,
że Harry uderzył plecami o blat biurka, na którym wciąż
leżały porozrzucane testy. Jednak, kiedy silne ręce
rozerwały jednym szarpnięciem jego szatę i koszulę, Harry
przestał się zastanawiać nad czymkolwiek.</p>

<p>Wciągnął
gwałtownie powietrze widząc, jak długie, smukłe palce
rozsuwają zamek jego spodni.</p>

<p>- Pieprzyć cię? -
do uszu Harry'ego dobiegł syk, wydobywający się ze
ściśniętych w grymasie szyderstwa warg mężczyzny.
Harry zadrżał na dźwięk tego głosu. - Nie wiesz, o co
prosisz, chłopcze.</p>

<p>Wstrzymał oddech widząc,
jak oczy Mistrza Eliksirów ślizgają się po jego obnażonej
klatce piersiowej i rozgrzewają jego skórę. Harry miał
wrażenie, że płonie.</p>

<p>Zagryzł wargę
widząc, jak Snape zaczyna zsuwać spodnie z jego bioder,
wciąż bombardując go kąśliwymi uwagami, które piekły
Gryfona i zadziwiająco skutecznie podsycały jeszcze bardziej
płonący w nim ogień.</p>

<p>- Przyznaję, iż
jestem zaskoczony, że miałeś tyle tupetu, żeby
prowokować mnie w klasie. Kto by pomyślał, że nasza
mała znakomitość jest zdolna do takich rzeczy? Uwodzić
nauczyciela? Na lekcji? Co by na to powiedzieli twoi fani, Potter?</p>

<p>Uszczypliwy ton głosu
Mistrza Eliksirów sprawił, że Harry'ego zalała fala wstydu, a
jednocześnie w głębi jego świadomości, która nie
pozostawała jeszcze całkowicie pod wpływem oddziaływania
Snape'a, pojawiła się iskierka oporu.</p>

<p>- Ja tylko... - Gryfon
chciał zaprzeczyć, wytłumaczyć, ale przerwał mu ostry,
chłodny głos:</p>

<p>- Milcz!</p>

<p>Spodnie Harry'ego
wylądowały na podłodze. Snape pochylił się nad nim tak
nisko, że Harry czuł jego oddech na twarzy. Podniecenie
szarpnęło jego lędźwiami, kiedy patrzył w dwa czarne,
nieskończone tunele oczu Mistrza Eliksirów, który wbijał w niego
twarde spojrzenie.</p>

<p>- Nie mogłeś
zostawić popędu za drzwiami klasy, musiałeś nękać
mnie swoimi wizjami nawet na lekcji - w oczach Mistrza Eliksirów
płonął gniew, który sprawiał, że Harry nie
potrafił złapać tchu. - Zapłacisz mi za to, Potter. Kiedy z
tobą skończę, pożałujesz, że jestem twoim
pragnieniem.</p>

<p>Harry jęknął,
czując jak jego samoopanowanie eksploduje na tysiące kawałeczków.
Jego dłonie samowolnie złapały czarne szaty i
przyciągnęły bliżej. Usta Harry'ego odnalazły zimne
wargi Mistrza Eliksirów i wpiły się w nie z nieokiełznaną
potrzebą, która musiała zostać zaspokojona. Teraz, w tej chwili!</p>

<p>Kiedy Snape nie odpowiedział,
Harry jęknął ponownie, oderwał usta i zaczął
składać szybkie, wygłodniałe pocałunki na brodzie,
policzkach i wszystkim, czego tylko był w stanie dosięgnąć.
Smakował go, mrucząc z przyjemności. Skóra mężczyzny
była lekko słonawa, ale każdy złożony na niej
pocałunek wprawiał Harry'ego w euforię.</p>

<p>Trwało to jednak tylko
kilka sekund, gdyż poczuł zaciskające się na ramionach
silne dłonie, które odepchnęły go brutalnie i uderzył
głową o biurko. Przez moment zakręciło mu się w głowie,
ale już po chwili zobaczył wbite w siebie czarne, gniewnie
zmrużone oczy.</p>

<p>Harry zagryzł
wargę, kiedy Snape odsunął się od niego, obrzucając go
taksującym spojrzeniem.</p>

<p>Czyżby zrobił
coś niewłaściwego?</p>

<p>Ale nie potrafił
się powstrzymać! Snape był tak blisko. Musiał go
pocałować. Przecież to normalne, że tego pragnie. Snape nie
może być na niego zły.</p>

<p>Nagle poczuł
chłodne palce wsuwające się pod materiał jego slipów.
Szybko spojrzał w dół. Serce niemal wyskoczyło mu z piersi,
kiedy poczuł, jak Snape jednym szarpnięciem zerwał z niego majtki
i Harry zobaczył swój zaczerwieniony, sterczący pionowo członek.</p>

<p>Chłopak wstrzymał
oddech, spoglądając na nauczyciela, który powoli sunął
wzrokiem po jego obnażonym ciele i zatrzymał go na erekcji, a na usta
wypłynął mu złośliwy uśmieszek.</p>

<p>Harry czuł, jak twarz
płonie mu ze wstydu. Jego dłonie drgnęły mimowolnie,
żeby się zasłonić, ale karcące spojrzenie, które
posłał mu Snape sprawiło, że powstrzymał się,
chociaż przyszło mu to z ogromnym trudem.</p>

<p>Snape pożerał
wzrokiem każdy centymetr jego ciała, a Harry nie potrafił
przestać drżeć pod wpływem tego spojrzenia. Czarne oczy
sunęły po jego nagiej skórze, chłonąc widok i
rozpalając się coraz większym płomieniem.</p>

<p>Zagryzł wargę,
czując, że robi się coraz bardziej czerwony. Mistrz Eliksirów
jako pierwszy widział to wszystko, czego Harry nigdy jeszcze nikomu nie
pokazał. Było to nowe, nieznane uczucie i pomimo zażenowania i
strachu, które odczuwał, świadomość, że Snape widzi go
całkiem nagiego, leżącego wśród sprawdzianów na biurku
sprawiała, że w Harrym z każdą chwilą narastało
podniecenie.</p>

<p>Drgnął zaskoczony,
kiedy poczuł chłodną dłoń dotykającą jego
brzucha. Po chwili druga dłoń dotknęła biodra i obie
zaczęły błądzić po ciele Harry'ego, zaznajamiając
się z fakturą skóry i każdym zagłębieniem.
Zamknął oczy, poddając się dotykowi Snape'a i
drżąc, kiedy te ręce docierały do najbardziej
wrażliwych miejsc. Mężczyzna błądził wzrokiem w
ślad za dłońmi, napawając się miękkością
i delikatnością skóry chłopca, który w tej właśnie
chwili należał cały tylko i wyłącznie do niego.
Uświadomiwszy to sobie, Harry poczuł, jak jego ciało reaguje
samoczynnie, a członek drga nieznacznie, jak gdyby również
błagał o dotyk. Harry mruczał cicho z przyjemności, a
jednocześnie coraz bardziej niecierpliwił się.</p>

<p>Mistrz Eliksirów w ogóle jeszcze
go <emphasis>tam</emphasis> nie dotknął. Może Harry musi poprosić?</p>

<p>Nagle jego nogi zostały
uniesione w górę i oparte o odziane w czerń ramiona
mężczyzny. Harry otworzył oczy i wciągnął
gwałtownie powietrze widząc małą buteleczkę,
którą Snape trzymał w dłoni. Świadomość Gryfona
wyrwała się z jego ciała i dryfowała teraz gdzieś w
oddali obserwując tę scenę i nie mogąc wyjść z
niedowierzania.</p>

<p>Czarne włosy Snape'a
opadły na jego twarz, kiedy odstawił butelkę na bok i
pochylił się nad Harrym, unosząc jednocześnie jego biodra.
Przenikliwe oczy ukryte za zasłoną włosów płonęły
podnieceniem i jakąś dziwną satysfakcją. Serce Harry'ego
biło jak oszalałe, a krew w żyłach rozpalała
skórę skuteczniej, niż rozżarzony pogrzebacz.</p>

<p>Zacisnął
pięści i zamknął oczy, wyczekując.</p>

<p>Obawiał się.
Bał się tego, co za chwilę nastąpi. Ale byłby
głupcem, gdyby się <emphasis>nie</emphasis> obawiał.</p>

<p>Wtedy poczuł palec
Mistrza Eliksirów wsuwający się w niego.</p>

<p>Gwałtownie otworzył
oczy, a z ust wyrwał mu się jęk. Nie był to jednak jęk
bólu. Raczej zaskoczenia. Palec mężczyzny był śliski i
pokryty czymś, co rozgrzewało mięśnie Harry'ego i
sprawiało, że powoli się rozluźniał.</p>

<p>- Zaskoczony, Potter? - Snape
uśmiechnął się złośliwie, widząc grymas na
twarzy chłopaka. - Ta maść sprawi, że wpuścisz mnie
bez żadnego oporu. Ciężko byłoby mi w ciebie
wejść, gdybyś się przede mną bronił. A
broniłbyś się na pewno, zapewniam cię. Jednak teraz nie
będziesz miał już na to żadnego wpływu. Wpuścisz
mnie, czy będziesz tego chciał, czy nie. - Snape pochylił
się nad Harrym, wbijając płonący wzrok w przerażone
oczy chłopaka. - A ja będę cię rozrywał. Cal po calu.</p>

<p>Harry zajęczał,
czując, że każde słowo wypowiedziane tym mrocznym,
uwodzicielskim tonem wprawia jego erekcję w stan drżącej
ekstazy, jak gdyby same słowa Mistrza Eliksirów mogły
doprowadzić go do orgazmu.</p>

<p>- Będziesz
krzyczał, Potter. Będziesz krzyczał z bólu, ale nie
będziesz potrafił przed tym uciec. - Harry wydał z siebie
nieartykułowany dźwięk, kiedy do pierwszego palca
dołączył drugi, rozpychając jego wnętrze i
przygotowując go do przyjęcia czegoś znacznie, <emphasis>znacznie</emphasis>
większego. Przez zaparowane okulary widział błyszczące
niczym czarny marmur, utkwione w nim oczy Mistrza Eliksirów, które zdawały
się wdzierać do jego umysłu i podsycać płonące w
nim pożądanie równie skutecznie, co poruszające się w nim,
długie palce. Ten wzrok sprawiał, że Harry nie potrafił
nawet pisnąć, by zaprotestować. Zresztą, jak mógłby?</p>

<p>Robił wszystko, by to
osiągnąć. Teraz nie było już odwrotu. I pomimo tego,
że z każdym słowem Mistrza Eliksirów oczy Harry'ego robiły
się coraz szersze z przerażenia, ogień podsycany nieustannie w
jego lędźwiach i umyśle sprawiał, że niemal
kwilił z pragnienia, by Snape dał mu w końcu to wszystko, o czym
mówił.</p>

<p>- Kiedy w ciebie wejdę -
kontynuował Snape - będziesz wił się i jęczał. A
jednocześnie będziesz błagał mnie, żebym nie
przerywał.</p>

<p>Ciałem Harry'ego
wstrząsnął silny dreszcz, wywołany potężną
eksplozją żaru, spowodowaną sączącymi się z ust
Mistrza Eliksirów obietnicami. Harry miał wrażenie, że jeszcze
chwila i oszaleje. Snape go katował. Znęcał się nad nim,
szepcząc mu takie rzeczy i obserwując, jak przez twarz chłopaka
przepływa tysiące emocji naraz, których nie był w stanie
ukryć. Usta mężczyzny wykrzywił uśmiech pełen
złośliwej satysfakcji.</p>

<p>Gryfon odwrócił
głowę, spoglądając zamglonym wzrokiem na ustawione w
równych rzędach ławki, w których zasiadał przez ponad
pięć lat i nigdy, nawet w najdziwniejszych marzeniach sennych, nie
przyszłoby mu do głowy, że pewnego dnia będzie się
kochał z nauczycielem w tej sali, na jego biurku. Wyobraził sobie
uczniów zasiadających w ławkach i uświadomienie sobie obrazu,
jaki zapewne mieliby przed oczami sprawiło, że jego umysł
zakwilił z wysiłku ogarnięcia tej sceny.</p>

<p>Zobaczył siebie,
całkowicie nagiego, leżącego na biurku, z uniesionymi i opartymi
o czarne ramiona nogami. Zobaczył wysoką, ciemną sylwetkę
pochylającą się nad nim i przygotowującą go palcami do
tego, co już niedługo miało nastąpić. Czarne,
płonące oczy utkwione były w jego twarzy. Szorstka szata
drapała i podrażniała skórę. Zapach eliksirów unosił
się wokół Mistrza. Pergaminy wbijały mu się w plecy.</p>

<p>Obrazy wirowały mu przed
oczami. Palce wsuwały się w niego coraz szybciej. Harry czuł
teraz tylko żar, rozchodzący się falami po ciele. Jego
zmysły były atakowane ze wszystkich stron i miał wrażenie,
że powinien mieć ich jeszcze kilka, by pomieścić
całą gamę doznań wstrząsających jego ciałem.</p>

<p>Nagle palce
wysunęły się z niego i Harry zamarł w wyczekiwaniu.
Czuł swoje szaleńczo bijące serce, które próbowało
wyrwać się z piersi, gdyż było w niej zbyt mało
miejsca i nie mogło bić tak gwałtownie, jak by chciało.</p>

<p>Miał trudności z
oddychaniem.</p>

<p><emphasis>On za chwilę to zrobi!
Zrobi wszystko, o czym mówił!</emphasis></p>

<p>Miał wrażenie,
że sekundy ciągną się w nieskończoność i
każda z nich spycha go coraz bardziej w głębiny przerażenia.</p>

<p><emphasis>Zrób to! Dłużej nie
wytrzymam! Zrób to w końcu!</emphasis></p>

<p>Nie odważył
się otworzyć oczu. Nie był w stanie spojrzeć teraz w twarz
Snape'a. Ale mężczyzna zdawał się czytać w jego
myślach.</p>

<p>- Spójrz na mnie, Potter.</p>

<p>Harry jęknął i
całą siłą woli zmusił się do otwarcia oczu.</p>

<p>W chwili, kiedy jego zamglony
wzrok spotkał się z płonącym spojrzeniem Mistrza Eliksirów,
Harry poczuł coś ogromnego i twardego, wdzierającego się
brutalnie do jego wnętrza.</p>

<p>Oczy uciekły mu w
głąb czaszki, kiedy krzyknął, skupiając się na
uczuciu rozrywania, które wyparło z niego w tej chwili wszystkie inne
uczucia.</p>

<p>- Nie - wyjęczał,
pragnąc, by Snape zabrał to z niego, jednak w zamian poczuł, jak
penis wsuwa się jeszcze głębiej. Złapał się blatu
biurka i zacisnął na nim dłonie tak mocno, jakby chciał go
wyrwać. Wszystko, aby tylko zapomnieć o tym przerażającym
bólu i uczuciu, jakby coś rozrywało go na strzępy od
środka. Spiął wszystkie mięśnie, by wypchnąć
to z siebie, ale nagle zdał sobie sprawę z tego, że nie jest w
stanie. Jego ciało otwierało się przed Mistrzem Eliksirów i
przyjmowało go, pomimo bólu, jaki odczuwał.</p>

<p>Wypuścił z siebie
powietrze i przekręcił głowę na bok. Zrezygnował z
walki. Nierównej zresztą i z góry skazanej na porażkę.</p>

<p>W momencie, kiedy się
poddał, ból jakby trochę zelżał. Czuł, jak po jego
zdrętwiałym z wysiłku ciele spływają kropelki potu.
Miał wrażenie, że Snape nigdy nie dotrze do końca i
będzie w niego wchodził w nieskończoność. Jednak
przypomniawszy sobie wielkość erekcji Mistrza Eliksirów, poczuł
mimowolny dreszcz podniecenia. A teraz miał ją w sobie. <emphasis>Całą</emphasis>.</p>

<p>Nagle Snape
znieruchomiał. Dysząc ciężko i pojękując, Harry
zdecydował się w końcu otworzyć oczy i spojrzeć na
niego. W chwili, kiedy to zrobił, zdał sobie sprawę, że
wstrzymuje oddech.</p>

<p>Ujrzał
przyjemność i satysfakcję rozlewającą się po
twarzy Mistrza Eliksirów. Jego oblicze rozjaśniło się i jakby
złagodniało. Oczy Snape'a były zamknięte, a usta lekko
rozchylone, jakby chłonął przyjemność każdym
centymetrem swojego ciała zagłębionego w Harrym.</p>

<p>Harry zapomniał o bólu.
Wpatrywał się w Snape'a z niedowierzaniem. W miarę, jak
ciało Gryfona przyzwyczajało się do obecności innego
ciała w sobie, ból odchodził, a przyjemność, którą
odczuwał Snape, udzielała się także jemu.</p>

<p>W pewnej chwili
mężczyzna otworzył oczy i widząc, że Harry mu się
przygląda, wysunął się z niego nieznacznie i
pchnął ponownie.</p>

<p>Harry zacisnął
zęby, ale nie krzyknął. Jęknął tylko,
czując, jak ból powraca, jednak ze znacznie mniejszą siłą.
Snape zaczął wchodzić w niego powolnymi,
rozciągniętymi w czasie ruchami. Ten sposób znacznie zmniejszał
uczucie bólu i sprawiał, że ciało Harry'ego otwierało
się coraz bardziej, pozwalając Snape'owi dotrzeć jeszcze
głębiej.</p>

<p>Chłopak czuł, jak
twardy, rozgrzany organ, ociera się o jego wejście i rozpycha
ścianki ciasnego otworu.</p>

<p>Z zaskoczeniem
zauważył, że z każdym pchnięciem, ból powoli zanika,
zastępowany przyjemnym uczuciem podrażnienia.</p>

<p>Doznania potęgowały
czarne, wbijające się w niego oczy, które obserwowały
każdą zmianę na twarzy Harry'ego. Gdyby Harry starał
się ukryć swoją przyjemność albo ból, nie miałby
na to żadnych szans. Wydawało mu się, że te oczy
przewiercają się przez jego zewnętrzną powłokę i
wyczytują wszystko wprost z serca.</p>

<p>Nie potrafił
odwrócić wzroku. Patrzył na poruszające się hebanowe
włosy, kiedy Snape pochylał się nad nim, wsuwając się
w niego, by następnie odsunąć się, kiedy wychodził.</p>

<p>Gryfon pojękiwał
cicho, czując jak coraz dogłębniejsze i intensywniejsze fale
przyjemności obmywają jego ciało wraz z każdym
pchnięciem. Jego uda drżały z wysiłku, kiedy Snape
napierał na nie, zanurzając się w nim aż po same
jądra. Chłopak czuł ich ciepło, kiedy uderzały o jego
pośladki i szorstką szatę Mistrza Eliksirów, która ocierała
się o jego skórę i podrażniała ją.</p>

<p>W pewnym momencie do uszu
Gryfona, dotarł chrapliwy, uwodzicielki głos mężczyzny:</p>

<p>- Podoba ci się Potter?
- Harry zajęczał w odpowiedzi. Poczuł, jak Snape wysuwa się
z niego prawie do samego końca. Jego oczy błyszczały
triumfalnie. - Zobaczymy, jak <emphasis>to</emphasis> ci się spodoba -
uśmiechnął się mrocznie i pchnął gwałtownie.</p>

<p>To, co się wtedy
stało, sprawiło, że Harry niemal zemdlał, a jego umysł
poszybował ku sufitowi. Eksplozja niewiarygodnej przyjemności
zalała jego lędźwie, kiedy czubek penisa uderzył w coś
we wnętrzu Harry'ego. Jego ciało ogarnęła
obezwładniająca powódź rozkoszy, której nigdy jeszcze nie
doświadczył. Przez ułamek sekundy pomyślał, że
jego życie było do tej pory nic nie warte.</p>

<p><emphasis>Nic</emphasis> nie mogło równać się
z tym, czego właśnie zakosztował. Jakby tysiące, miliony
piórek jednocześnie podrażniły jego lędźwie, sprawiając,
że penis chłopaka drgnął spazmatycznie. Harry zdał
sobie sprawę, że jęczy przeciągle i wydaje z siebie
różne nieartykułowane dźwięki, błagając o
więcej.</p>

<p>Dostał więcej.</p>

<p>Snape wycofał się i
pchnął ponownie. W oczach Harry'ego błysnęły łzy.</p>

<p>- Ooooch...</p>

<p>Kolejne pchnięcie
wycisnęło z Harry'ego serie przekleństw, za które Hermiona, jako
prefekt, z pewnością ukarałaby go utratą punktów i
surową naganą.</p>

<p>Jednak jego umysł
był zbyt pochłonięty wrażeniami, by teraz o tym
myśleć.</p>

<p>Wiedział, że
jeszcze kilka takich pchnięć i dojdzie. Widział uśmiech
triumfu na twarzy Mistrza Eliksirów, kiedy krzyczał i przeklinał,
wstrząsany coraz silniejszymi uderzeniami nieopisanej przyjemności.</p>

<p>Wyciągnął
drżącą rękę, by dotknąć pochylonej nad nim
twarzy nauczyciela. Wyczuł pod palcami szorstką skórę policzka.
Pogładził ją, przypatrując się dokładnie
każdej zmarszczce i starając się je jak najlepiej
zapamiętać. Widział czarne, ściągnięte brwi.
Zmarszczka pomiędzy nimi nadawała im nieprzyjemny, odpychający
wyraz, ale Harry pamiętał, jak wygląda ta twarz, kiedy odczuwa
przyjemność.</p>

<p>Czarne, wbijające
się w niego oczy zdawały się pochłaniać całe
światło i wciągały go w swą głębię.</p>

<p>- Masz najpiękniejsze
oczy na świecie - pomyślał Harry, tonąc w ich mroku. W
chwili, kiedy zobaczył, jak rozszerzają się nieznacznie, a na
ustach Mistrza Eliksirów pojawia się szyderczy grymas, zdał sobie
sprawę, że powiedział to głośno. Poczuł, jak na
jego twarz wypływa rumieniec.</p>

<p>Jednak silne,
głębokie pchnięcie, którym nagrodził go Snape
sprawiło, że zupełnie przestał myśleć o
czymkolwiek.</p>

<p>Coś w nim
eksplodowało. Wybuch był tak ogromny, że uniósł biodra i
plecy Harry'ego, wyginając jego ciało w łuk, a
przyjemność tak silna, że aż bolała, rozlała
się w jego podbrzuszu, stopniowo ogarniając całe ciało.
Jednocześnie poczuł ciepłe strugi spermy wypływające z
jego drżącego, pulsującego członka i zalewające uda i
brzuch. Wszystkie mięśnie ciała spięły się
gwałtownie, jakby przeszył je prąd. Jego skóra rozpaliła
się żywym ogniem, a odległa część
świadomości, która była jeszcze na tyle trzeźwa, by w
miarę funkcjonować, zdziwiła się, że jego ciało
nie trawi prawdziwy ogień, który spaliłby go na popiół,
pozostawiając jedynie żarzące się szczątki.</p>

<p>Dopiero po chwili zdał
sobie sprawę, że krzyczy, a jego dłonie gniotą i
rozrywają leżące pod nim testy. Jego plecy ponownie
uderzyły o blat biurka, kiedy opadł na nie dysząc
ciężko i pojękując, gdy ostatnie części jego
ciała drżały jeszcze odległym echem orgazmu.</p>

<p>Zanim zdążył
jednak choćby zaczerpnąć tchu, poczuł, jak penis Snape'a
wysuwa się z niego, a jego dłonie łapią go za biodra i
obracają na brzuch, twarzą do biurka, a tyłem do Snape'a.</p>

<p>Kiedy Gryfon zdał sobie
sprawę, że mężczyzna ma zamiar wejść w niego od
tyłu, poczuł, jak jego zaczerwieniona już twarz, robi się
jeszcze bardziej purpurowa. Widząc leżące przed nim
wypracowania, uderzyła go nagle niewyobrażalna myśl, że
pieprzy się właśnie z nauczycielem, w klasie, na jego biurku, na
którym nadal leżą testy, które jeszcze niedawno sprawdzał.
Spojrzał w dół i zobaczył jedno z wypracowań. Na samym dole
widniał podpis Neville'a, ale wzrok Harry'ego przyciągnęła
napisana czerwonym atramentem uwaga Mistrza Eliksirów:</p>

<p><emphasis>Jeżeli uważasz,
że korzeń waleriany jest jednym ze składników Eliksiru
Rozciągającego, to musisz być równie szalony, jak twoi
rodzice...</emphasis></p>

<p>Jednak zanim
zdążył oburzyć się na tę brutalną
uwagę, wszystko rozmazało mu się przed oczami, gdyż Snape
wszedł w niego jednym, szybkim pchnięciem.</p>

<p>Mimowolnie zacisnął
pięść na wypracowaniu, zgniatając je w dłoni, a z jego
ust wydobył się ochrypły krzyk.</p>

<p>Zaraz po pierwszym
pchnięciu nastąpiło kolejne. Potem następne i
następne.</p>

<p>Harry złapał
się brzegu biurka, gdyż tempo pchnięć było tak
szybkie, że uderzał boleśnie biodrami o kant mebla. To już
nie były te dogłębne, rozciągnięte w czasie ruchy,
które miały doprowadzić go do spełnienia.</p>

<p>Teraz Mistrz Eliksirów
brał Harry'ego mocno, szybko i brutalnie, przytrzymując jego biodra w
silnym uścisku i wchodząc w niego z miażdżącą
wszystkie bariery szybkością, jakby w końcu mógł dać
upust swojemu pragnieniu, które do tej pory wciąż musiał
trzymać na wodzy.</p>

<p>Teraz Harry nie mógł go
widzieć i Snape to wykorzystywał. Wbijał się w niego tak
mocno, że biurko trzeszczało pod naporem wkładanej w to
siły. Harry zaciskał zęby i jęczał przez cały czas,
przytrzymując się blatu i starając się wytrzymać
powracający z coraz większą mocą ból. Mistrz Eliksirów
sprawiał teraz przyjemność tylko sobie.</p>

<p>Skóra Harry'ego ocierała
się o drewno i arkusze pergaminu, do których był
przyciśnięty przez przygniatający go ciężar. Nad
sobą słyszał stłumione pomrukiwania i ciężki
oddech. Miał wrażenie, że Snape postanowił przebić
się aż do jego gardła.</p>

<p>Krzyknął
zaskoczony, kiedy mężczyzna wyszedł z niego prawie
całkowicie, a następnie gwałtownie zanurzył się w nim
aż po same jądra i znieruchomiał. Palce ściskające
jego biodra wbiły się boleśnie w ciało. Wiedział,
że zostaną siniaki. Do jego uszu dotarło przeciągłe,
pełne z trudem ukrywanej przyjemności westchnienie. Poczuł
coś gorącego, rozlewającego się w jego wnętrzu.</p>

<p>Z trudem łapiąc
oddech, odwrócił głowę, by spojrzeć na twarz Snape'a.
Chciał zobaczyć go podczas orgazmu. Ale w tej samej chwili
dłoń Mistrza Eliksirów wystrzeliła do przodu, odwracając
brutalnie jego głowę z powrotem i przyciskając ją do
biurka. Harry jęknął, kiedy uderzył boleśnie o
twardą powierzchnię i starał się uwolnić, ale Snape
trzymał jego głowę w żelaznym uścisku.</p>

<p>"To dlatego mnie
odwrócił. Nie chciał, żebym na niego patrzył..." -
pomyślał, czując, jak poprzez ból, dreszcze i podniecenie,
przebija się promień zawodu.</p>

<p>Poczuł, jak
wciąż gorący i pulsujący penis Snape'a wysuwa się z
niego powoli, ręka przyciskająca jego głowę do biurka
wycofuje się, a ciężar przygniatający biodra znika.</p>

<p>Harry leżał na
pokrytym sprawdzianami blacie jeszcze przez jakiś czas, próbując
uspokoić oddech i oszalałe bicie serca. Czuł się tak, jakby
jego mięśnie zamieniły się w kisiel. Nie był w stanie
się poruszyć. Nie potrafił zmusić swojego obolałego
ciała do jakiegokolwiek wysiłku. Ale przecież nie mógł tu
leżeć wiecznie.</p>

<p>Całą siłą
woli zmusił się, by podnieść się i stanąć na
nogach, jednak te ugięły się pod nim i musiał oprzeć
się rękami o blat, żeby się nie przewrócić. W
głowie wirowało mu tak bardzo, że przez chwilę nie
wiedział, gdzie znajduje się góra, a gdzie dół. Z pomiędzy
pośladków promieniował przenikliwy ból. Zacisnął zęby
i odwrócił się w stronę Mistrza Eliksirów, który stał w
pewnej odległości od niego, całkowicie już ubrany. Na jego
ustach błąkał się pełen satysfakcji uśmiech.</p>

<p>Czarne brwi uniosły
się w geście ponaglenia, a oczy powędrowały ku ubraniom
Harry'ego leżącym na podłodze. Harry schylił się po
nie i drżącymi rękami zaczął się ubierać.</p>

<p>Panująca w pomieszczeniu
cisza przytłaczała swym ciężarem.</p>

<p>Kiedy Harry próbował
zapiąć koszulę, zorientował się, że przecież
Snape zerwał ją z niego i że nie ma już na niej ani jednego
guzika.</p>

<p>Jak on się teraz
komuś pokaże?</p>

<p>Zobaczył, jak Mistrz
Eliksirów wyjmuje różdżkę i jednym machnięciem sprawia,
że wszystkie guziki powracają na swoje miejsca. Harry
przełknął ślinę widząc, jak kolejnym
machnięciem nauczyciel zdejmuje z pomieszczenia zaklęcie
wyciszające, a z drzwi zaklęcie zamykające.</p>

<p>Czyli to już koniec? A
tak chciał z nim porozmawiać. Zapytać go o tyle rzeczy...
Przecież Snape nie może go tak po prostu przelecieć i
odesłać bez słowa wyjaśnienia.</p>

<p>Harry zapiął
szatę i spojrzał na mężczyznę. Otworzył usta, ale
Mistrz Eliksirów był szybszy.</p>

<p>- No, Potter. Jeżeli
się pospieszysz, to może jeszcze zdążysz na obiad.</p>

<p>Harry nie mógł
uwierzyć własnym uszom. JAK Snape, po tym, co przed chwilą
się wydarzyło, może myśleć, że Harry tak po
prostu mógłby teraz pójść na obiad?</p>

<p>Jednak widząc ironiczny
uśmiech wykrzywiający wargi mężczyzny, zrozumiał,
że Snape kpi sobie z niego.</p>

<p>- Bardzo śmieszne -
wymamrotał, postanawiając jednocześnie, że nie wyjdzie
stąd, dopóki Snape nie przyzna się, że było mu przyjemnie.</p>

<p>Harry <emphasis>nie chciał</emphasis>
kolejnego tygodnia udawania, podchodów i prowokacji.</p>

<p>Chciał tutaj
zostać. Z nim.</p>

<p>Chciał... by Snape
też tego pragnął.</p>

<p>W kilku krokach znalazł
się przy nauczycielu, owinął ramiona wokół jego pasa,
stanął na palcach i przycisnął wargi do jego ust,
wykorzystując zaskoczenie mężczyzny i wślizgując
się językiem do ciepłego wnętrza.</p>

<p>Jednak Snape szybko się
zreflektował. Oderwał głowę i złapał Harry'ego za
ramiona, by go od siebie odsunąć. Gryfon jednak przycisnął
się do niego jeszcze mocniej, składając pocałunki na jego
odsłoniętej szyi.</p>

<p>Zanim jednak
zdążył się rozkręcić, Snape odsunął go
od siebie na odległość wyciągniętych ramion.</p>

<p>- Dosyć tego, Potter! -
wysyczał przez zaciśnięte zęby, wbijając w niego
spojrzenie pełne zimnego, stalowego gniewu. - Nigdy więcej tego nie
rób. Rozumiesz, czy mam ci to przeliterować?</p>

<p>Gryfon poczuł, że
te słowa rozpętały w nim burzę z piorunami.</p>

<p>Przecież pozwolił
mu się pieprzyć. Dał mu wszystko, a Snape nie chce dać mu
nawet jednego pocałunku!</p>

<p>- Nie, nie rozumiem -
warknął. Te słowa zaskoczyły nawet jego. Zobaczył, jak
oczy Snape'a przybierają morderczy wyraz. Jednak Harry rozpędził
się już i nic nie było w stanie go zatrzymać. - Pragnę
cię i chcę cię całować! To przecież naturalne!
Dlaczego musisz być takim dupkiem, żeby tego nie rozumieć?</p>

<p>Harry zobaczył
śmierć czającą się we wbijającym się w niego
spojrzeniu. Snape wyciągnął rękę i boleśnie
ścisnął jego ramię.</p>

<p>- Jeszcze jedno słowo,
Potter, a pożałujesz - wysyczał prawie bezgłośnie.</p>

<p>Harry wiedział, ile
ryzykuje. Wiedział, z kim rozmawia. Jednak uczucie niesprawiedliwości
i zawodu, które uwolniły w nim słowa Snape'a sprawiły, że
był jak ślepy podążający wąskim tunelem wprost w
nieuniknione.</p>

<p>Przypomniał sobie, jak
mężczyzna odwrócił jego głowę, żeby Harry nie
mógł obserwować go podczas orgazmu.</p>

<p>Nie chce mu dać nawet
tego. Widoku twarzy bez przybieranej na co dzień zimnej, obojętnej
maski. A przecież Harry’emu należało się chociaż tyle!</p>

<p>Wyrwał się
gwałtownie z przytrzymujących go rąk i patrząc prosto w
czarne oczy, wysyczał, wkładając w słowa całą
swoją frustrację:</p>

<p>- Dlaczego aż tak boisz
się bliskości?</p>

<p>Zobaczył, jak usta
Mistrza Eliksirów wykrzywiają się w grymasie pogardy, a oczy
zwężają niebezpiecznie. Wiedział, że przekroczył
granicę.</p>

<p>- Mogę cię <emphasis>pieprzyć</emphasis>,
Potter. Ale nie oczekuj ode mnie <emphasis>niczego</emphasis> więcej - powiedział
zimno Snape, akcentując wyraźnie każde słowo.</p>

<p>Harry skrzywił się.</p>

<p>- Nie będę <emphasis>tylko</emphasis>
twoją dziwką! - prawie wykrzyczał, czując, jak
nieokiełznany gniew zalewa jego umysł.</p>

<p>Ujrzał, jak oczy Snape'a
zwężają się jeszcze bardziej. Stały się lodowato
zimne.</p>

<p>- W takim razie będziesz
dla mnie <emphasis>nikim</emphasis>.</p>

<p>W Harrym coś
pękło. Pomimo tego, że Snape wypowiedział te słowa
niezwykle cicho, każde z nich odbiło się w jego sercu echem
głośniejszym od grzmotów. Poczuł się tak, jakby opadał
w bezdenną, nieskończoną przepaść, a wszędzie
wokół niego dudniło tylko to jedno słowo.</p>

<p><emphasis>Nikim.</emphasis></p>

<p>Zobaczył, jak oczy
Snape'a rozszerzają się i zrozumiał, że ból, który odczuwa,
jest widoczny na jego twarzy. Szybko przywołał twardą maskę
obojętności. Usłyszał swój własny głos,
dochodzący jakby z bardzo daleka:</p>

<p>- W takim razie nie
będę już więcej panu przeszkadzał, panie profesorze.</p>

<p>Widział, że Snape
otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale Harry'ego nic już
nie obchodziło. Chciał się tylko stąd wydostać,
gdyż miał wrażenie, że za chwilę się przewróci.</p>

<p>Odwrócił się i
ruszył w kierunku drzwi. Z każdym krokiem czuł, jak rana
ziejąca w miejscu jego serca krwawi coraz bardziej, pozbawiając go
sił.</p>

<p>Nie wiedział, jakim
cudem udało mu się dotrzeć do drzwi. Wiedział jedynie,
że kiedy się przy nich znalazł, rana była już tak
głęboka, że z trudem mógł oddychać.</p>

<p>Zobaczył, jak jego
dłoń drży niekontrolowanie, kiedy otwiera drzwi. Znalazł
się na pustym, pogrążonym w mroku korytarzu i apatycznie
ruszył przed siebie.</p>

<p>Jednak po minięciu
pierwszego zakrętu, nogi odmówiły mu posłuszeństwa.</p>

<p>Harry oparł się o
ścianę, zamknął oczy i z głębokim westchnieniem
pozwolił, by nogi w końcu ugięły się pod nim. Powoli
osunął się na podłogę po twardych, zimnych kamieniach.</p>

<p>________________</p>

<p>* "Once in a
lifetime" by Sarah Brightman</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 10 ---</strong></p>

<p><strong>10. Isn't something missing?</strong></p>

<p><emphasis>And
if I bleed, I'll bleed,</emphasis></p>

<p><emphasis>Knowing
you don't care.</emphasis></p>

<p><emphasis>Maybe
someday you'll look up,</emphasis></p>

<p><emphasis>And,
barely conscious, you'll say to no one:</emphasis></p>

<p><emphasis>"Isn't
something missing?"</emphasis>*</p>

<p>We wtorkowy poranek w
Wielkiej Sali panował zwykły gwar rozmów oraz brzęk talerzy i
sztućców. Przyjaciele siedzieli przy stole. No, w każdym razie
Hermiona i Ron siedzieli, ponieważ Harry wydawał się
częściej przechylać na boki, albo na chwilę podnosić z
miejsca, udając, że wybiera coś spośród potraw, albo po raz
dziesiąty sięga po sól.</p>

<p>- Harry, coś ci się
stało? Boli cię coś? - głos Rona był zatroskany. -
Ciągle się wiercisz i krzywisz.</p>

<p>Harry odchrząknął
i przestał się kręcić, chociaż nie potrafił
usiedzieć spokojnie nawet przez chwilę. Tyłek bolał go tak
bardzo, jakby wciąż coś w nim było. Miał
wrażenie, że bardzo długi i bardzo twardy kij od miotły.</p>

<p>- Nie - starał się,
by jego głos nie brzmiał zbyt nerwowo. - Nie, nic mi nie jest.</p>

<p>Zauważył, że
siedząca naprzeciw niego Hermiona oblała się delikatnym
rumieńcem i spuściła wzrok. Harry poszedł w jej ślady
i ponownie zmienił pozycję, starając się usiąść
tak, by ból zelżał chociaż odrobinę. Nie wiedział, w
jaki sposób uda mu się przeżyć dzisiejsze zajęcia. Na
szczęście pierwsza miała być Obrona, a ta lekcja rzadko
odbywała się w ławkach, szczególnie odkąd nauczycielką
tego przedmiotu została nietuzinkowa Nimphadora Tonks.</p>

<p>Nagle dostrzegł
kątem oka ciemną sylwetkę zmierzającą do stołu
nauczycielskiego. Znajomy prąd przeszył jego ciało. Ale tym
razem, zamiast go rozgrzać - zmroził.</p>

<p>- Nie jestem głodny -
wymamrotał, odsuwając talerz i wstając od stołu. Ron i
Hermiona spojrzeli na niego z zaskoczeniem. - Spotkamy się na lekcji.</p>

<p>Kiedy Harry szedł
między stołami, czuł wbijające mu się w plecy
spojrzenie czarnych oczu. Dopiero na korytarzu zauważył ze
zdumieniem, że wstrzymywał powietrze i teraz z głośnym
westchnieniem wypuścił je z płuc.</p>

<p>Powoli ruszył w
stronę klasy.</p>

<p>Obiecał sobie, że
nie będzie o nim myślał. Nie będzie wspominał
wczorajszego dnia. Nigdy nie będzie do tego wracał! Musi
wyrzucić to z pamięci. Całkowicie i na zawsze!</p>

<p>Jak mógł być takim
durniem? Jak mógł pomyśleć, że kiedykolwiek uda mu się
sprawić, że Snape'owi zacznie na nim chociaż trochę
zależeć? Nikogo nie można zmienić na siłę.
Zmusić do zmiany sposobu bycia. A już szczególnie nie Snape'a,
człowieka bez żadnych uczuć, czy choćby odrobiny
współczucia.</p>

<p>Żałował,
że w ogóle to zaczął; że dał się ponieść
swojemu głupiemu, gryfońskiemu idealizmowi i wierze, że uda mu
się zwyciężyć w tej potyczce.</p>

<p>Został pokonany.
Pokonany i złamany. Nie miał już siły do dalszej walki.
Wiedział, że gdyby spróbował, odniósłby tylko kolejną
bolesną porażkę. Nie chciał znowu tego przeżywać.
Na samo wspomnienie poczucia klęski i zdrady, które wczoraj odczuwał,
jego ciałem wstrząsały dreszcze, a żołądek
ścisnął mu się boleśnie. Oddał wszystko, a w
zamian otrzymał tylko ból i upokorzenie.</p>

<p>Wiedział, że nie
powinien tak myśleć. Dostał w zasadzie to, czego
pragnął. Znał Snape'a. Nie powinien więc mieć do
nikogo pretensji. Jednak poczucie niesprawiedliwości i zawodu było
silniejsze. Pamięć o tym, jak się wczoraj poczuł, wymazała
wszystkie inne uczucia i wspomnienia, zastępując je jedynie
rozczarowaniem i goryczą.</p>

<p>Nigdy więcej!</p>

<p>Minął zakręt i
zatrzymał się nagle. Na końcu korytarza dostrzegł
znajomą, jasnowłosą sylwetkę. Podszedł bliżej i
przystanął, zaintrygowany. Luna najwyraźniej czekała na kogoś,
kto w najbliższym czasie miał przejść korytarzem,
znajdującym się niedaleko klasy, do której Harry zmierzał.</p>

<p>Ruszył w stronę
Krukonki, starając się podejść do niej tak, żeby jej
nie wystraszyć i nie narobić zbyt dużo hałasu.</p>

<p>- Mógłbyś
chodzić trochę ciszej, Harry - usłyszał nagle, kiedy znalazł
się zaledwie kilka kroków od niej.</p>

<p><emphasis>Do licha! Skąd ona
wiedziała, że to ja?</emphasis></p>

<p>- Co tu robisz? -
zapytał szeptem, stając za nią.</p>

<p>- Nie mogę ci
powiedzieć - odparła również szeptem dziewczyna, odwracając
głowę w jego stronę. Następnie rozejrzała się po
korytarzu, spoglądając z uwagą na ściany i sufit. -
Szpiczajki Długouche nas podsłuchują.</p>

<p>- Co? - Harry zamrugał,
podążając spojrzeniem za wzrokiem Luny, jednak korytarz był
całkowicie pusty. - Przecież tu nikogo nie ma.</p>

<p>- One chcą,
żebyś tak myślał. Dlatego tak łatwo mogą
podsłuchiwać. Ponieważ nikt ich nie może zobaczyć. -
wyjaśniła Luna.</p>

<p>Harry zamyślił
się przez chwilę nad tą pokrętną logiką. Luna
gestem wskazała, aby się przybliżył. Pochyliła
się do jego ucha i wyszeptała:</p>

<p>- Masz może przy sobie
jakieś pomarańcze?</p>

<p>- Co? - tym razem Harry
czuł się już całkowicie zbity z tropu. - Jakie
pomarańcze? Po co?</p>

<p>- To je odstrasza -
wytłumaczyła Krukonka konspiracyjnym szeptem. - Zapach i kolor
pomarańczy. Chociaż mandarynki też mogą być.</p>

<p>Harry zrezygnował z prób
zrozumienia dziewczyny. To było ponad jego siły. Nawet tajemnicza
koperta, którą ściskała w dłoni, nie była warta
umysłowego wysiłku, któremu musiałby podołać, aby
przestawić swój mózg na sposób myślenia Krukonki.</p>

<p>Zostawił Lunę w
korytarzu i poszedł dalej. Był pod klasą pierwszy, nic
zresztą dziwnego, skoro opuścił śniadanie w połowie.
Bardziej zaskakujące było zachowanie Luny. Przecież zaledwie
wczoraj wieczorem wyszła ze szpitala. Przez to wszystko zapomniał
zapytać, jak się czuje.</p>

<p>Zawrócił, aby jeszcze
chwilę z nią porozmawiać, skoro i tak chwilowo nie miał co
robić. Jednak zanim dotarł do końca korytarza, zamarł,
widząc wyłaniające się zza zakrętu trzy znajome
sylwetki. Od razu rozpoznał Crabbe'a i Goyle'a. Jednak razem z nimi,
zamiast Malfoya, szedł Zabini.</p>

<p>Harry zjeżył
się mimowolnie, przygotowując się na szyderstwa i
postanowił minąć ich jak najszybciej.</p>

<p>Może go nie
zaczepią...</p>

<p>- Potter, co ty tu robisz? -
zarechotał Zabini, zagradzając mu drogę. - Czekasz na tę
różowowłosą wiedźmę? W niej też się
zabujałeś?</p>

<p><emphasis>Co?</emphasis></p>

<p>Harry wciągnął
gwałtownie powietrze, zatrzymując się i wbijając
ostrzegawcze spojrzenie w uśmiechającego się złośliwie
Ślizgona.</p>

<p><emphasis>O czym on, do diabła,
mówi?</emphasis></p>

<p>- Och, widzę, że
nie rozumiesz - Zabini zdawał się czytać w jego myślach. -
Czy twoja wielka miłość nie będzie zazdrosna, Potter?</p>

<p><emphasis>O kim on mówi? O Lunie?</emphasis></p>

<p>- Zejdź mi z drogi -
warknął Harry, starając się go wyminąć, jednak
Crabbe i Goyle zdawali się blokować swoimi wielkimi cielskami
cały korytarz.</p>

<p>- A co zrobisz? Pójdziesz
poskarżyć się Snape'owi? Robiłeś wczoraj do niego
takie maślane oczy na lekcji, że na pewno spełni każdą
zachciankę swojej małej dziwki, prawda, Potter?</p>

<p>Harry poczuł, jak
cały sztywnieje, a lodowata fala przerażenia zalewa jego rozbity
umysł.</p>

<p><emphasis>Zauważył to! Skoro
on to widział, to pewnie cały Slytherin już wie... I Malfoy...</emphasis></p>

<p>- Co jest, Potter?
Odebrało ci mowę, czy może wspominasz właśnie wasze
wspólne gorące chwile? Zważywszy na to, jak wczoraj na niego
patrzyłeś, musiał cię porządnie...</p>

<p>- Co tu się dzieje? -
wysoki, chłodny głos przerwał potok tnących jak brzytwa
słów, płynących z ust Ślizgona. Zza pleców Zabiniego
wyłonił się Malfoy. Jego oczy zmrużyły się, kiedy
zobaczył Harry'ego. Zapłonęła w nich nienawiść.
Trująca i nieokiełznana.</p>

<p>Gryfon skrzywił się
nieznacznie, jednak za wszelką cenę postanowił nie dać
się sprowokować. Cokolwiek Malfoy powie...</p>

<p>- Właśnie
opowiadałem Potterowi o tym, jak cudownie było podziwiać jego
wczorajsze wyczyny na lekcji eliksirów. Ten rozmarzony wzrok, te uwodzicielskie
gesty... - drążył Zabini. Crabbe i Goyle rechotali,
trzymając się za brzuchy. - Wiesz, co ja myślę, Potter?
Że ty i Snape naprawdę...</p>

<p>- Zamknij się! -
warknął nagle Malfoy, co sprawiło, że Crabbe i Goyle
również prawie natychmiast ucichli. Zabini urwał i spojrzał
podejrzliwie na Malfoya, który wbijał w niego twarde jak stal spojrzenie.
- Nic nie widziałeś. Rozumiemy się? - wycedził, nie
odrywając wzroku od wykrzywionej grymasem niezadowolenia twarzy
Ślizgona. Zabini otworzył usta, żeby coś powiedzieć,
ale Malfoy podniósł drżący od tłumionej
wściekłości głos. - <emphasis>Niczego</emphasis> nie
zauważyłeś. Jeżeli spróbujesz komuś o tym
wspomnieć, to będą ostatnie słowa, które zdołasz
wypowiedzieć.</p>

<p>W korytarzu zapadła
całkowita cisza. Zabini zacisnął zęby i powoli, z
wysiłkiem skinął głową.</p>

<p>- Chodźcie - rzucił
Malfoy i ruszył do klasy, potrącając Harry'ego ramieniem, kiedy
przechodził obok, jednak nie spojrzał na niego ani razu. Crabbe i
Goyle podążyli za swoim przywódcą. Zabini rzucił Harry'emu
jeszcze jedno, pełne wściekłości spojrzenie, po czym
dołączył do pozostałych.</p>

<p>Harry stał na
środku korytarza, całkowicie oniemiały. Myśli w jego
głowie pędziły szaleńczo i prześcigały się w
próbach wyjaśnienia tego, co przed chwilą zaszło.</p>

<p>Co to miało
znaczyć? Dlaczego Malfoy go bronił? Przecież powinien
przyłączyć się do Zabiniego i swoich goryli. Zawsze tak
robił. Dlaczego zamiast szydzić z Harry'ego, wściekł
się na Zabiniego i kazał mu o wszystkim zapomnieć? Co się
zmieniło? Czyżby planował coś ze Snape'em? Ale jeżeli
byliby w zmowie, to Snape nie ukarałby go wtedy, kiedy napadł na
Harry'ego. A może to miała być tylko zasłona dymna,
żeby Harry myślał, że oni są po przeciwnych stronach?
Ale jak mieliby być po przeciwnych stronach, skoro obaj
służą Voldemortowi? Co prawda Snape jest szpiegiem, ale
przecież Malfoy o tym nie wie.</p>

<p>Co się, do cholery,
dzieje?</p>

<p>Najgorsze jest to, że
Zabini zauważył zachowanie Harry'ego. Wiedział, że
ryzykuje, ale wtedy zupełnie nie myślał o konsekwencjach.
Był całkowicie zaślepiony. Ale skoro Zabini zauważył,
to ile jeszcze osób mogło to widzieć? A Gryfoni? Czy oni też
się zorientowali?</p>

<p>Harry'ego ogarnęła
panika.</p>

<p>Może jednak nikt
więcej nie widział. Nikt go wczoraj nie zaczepił. Dzisiaj na
śniadaniu też nie. Ale może zauważyli, jednak nie dali tego
po sobie poznać. Pewnie nadal boją się Snape'a, który
niewątpliwie zemściłby się, gdyby dotarło do niego,
że nadal tworzą insynuacje na temat jego i Harry'ego.</p>

<p>Olśniło go.</p>

<p>No właśnie! To
pewnie dlatego Malfoy tak się zachował. Bał się, że
Snape się dowie. Takie rozsądne zachowanie nie było może
domeną Ślizgona, ale kto wie, co Snape mu wtedy zrobił albo
powiedział... Ale czy Malfoy aż tak się go boi? To by
wyjaśniało, dlaczego zaatakował Lunę, a nie Harry'ego.</p>

<p>- Harry, wyglądasz,
jakbyś zobaczył Sam-Wiesz-Kogo. Dobrze się czujesz? - zatroskany
głos Tonks przebił się przez jego galopujące myśli i
sprowadził go na ziemię. Nauczycielka stała obok niego,
trzymając w rękach teczkę i przypatrując mu się z
uwagą.</p>

<p>- Och nie, nic. Wszystko jest
w porządku, naprawdę - uśmiechnął się blado.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Przez kilka kolejnych dni
Harry zachowywał się tak, jakby był całkowicie nieobecny
duchem. Snuł się po korytarzach, pogrążony w myślach,
nie odzywając się niemal do nikogo. Popołudniami
przesiadywał w bibliotece lub czytał książki w dormitorium.
Hermiona i Ron byli nieco skonfundowani zmianami, które w nim zaszły.
Próbowali z nim porozmawiać, ale ich przyjaciel był nad wyraz
milczący i cichy. Rzadko się uśmiechał, rzadko coś
mówił. Wykręcał się od treningów Quidditcha,
zasłaniając bólem głowy. Zamiast trenować, zaczął
popołudniami odwiedzać Hagrida i pomagać mu w hodowli Krakwatów
Jadowitych.</p>

<p>Z punktu widzenia Rona i
Hermiony stał się zamkniętym w sobie, wiecznie zajętym
samotnikiem, z którym ciężko było się porozumieć,
nawet w kwestii tego, czy do kurczaka woli sos pomidorowy, czy czosnkowy. Oboje
bardzo się o niego martwili, jednak nie potrafili zrobić nic, co
wyciągnęłoby go z przygnębienia, jakie wokół niego
wyczuwali.</p>

<p>Żadne z nich nie
wiedziało, że samopoczucie Harry’ego wynika z postanowienia
zajęcia się czymkolwiek, byle by nie myśleć o Snape’ie i
tym, co między nimi zaszło. Wymagało to od niego ogromnej
siły woli, a i tak wspomnienia powracały niczym bumerang,
uderzając w najmniej odpowiednich momentach. Chciał o wszystkim zapomnieć,
a co jest lepszym sposobem, niż głowa zajęta zupełnie
innymi sprawami?</p>

<p>Harry nie planował, co
będzie robił. Wszystko przychodziło tak samo z siebie. Po prostu
rzucał się w wir zajęć, które pozwalały mu nie
myśleć o tym, jak został potraktowany. Szczególnie, że
karmienie Krakwatów i równoczesne uważanie na ich jadowite kolce było
zajęciem wybitnie niesprzyjającym ponurym rozmyślaniom.</p>

<p>Z Quidditcha musiał
chwilowo zrezygnować, ponieważ nie byłby w stanie usiedzieć
na miotle... Ale nauka była także świetnym sposobem na
odciągnięcie myśli od niebezpiecznych terenów.</p>

<p>Wszystkie te zajęcia
znakomicie wypełniały pustkę, którą pozostawiły w nim
słowa Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Zdawał sobie sprawę
z tego, że poddał się całkowicie.</p>

<p>Unikał Snape'a tak
skutecznie, jak tylko się dało. Przestał już umykać z
posiłków, kiedy pojawiał się na nich Mistrz Eliksirów, ale przez
cały ten czas ani razu nie spojrzał na czarną sylwetkę.
Harry wyczuwał podskórnie, że Snape go przez cały czas
obserwuje. Jednak prędzej zjadłby fasolkę o smaku wymiocin,
niż dał mężczyźnie w jakikolwiek sposób do
zrozumienia, że nie potrafi zapomnieć...</p>

<p>Kolejna lekcja eliksirów
zbliżała się wielkimi krokami i z każdą
mijającą chwilą Harry popadał w coraz większą
panikę. Przez cały tydzień próbował przygotować
się do niej psychicznie, jednak na samą myśl o tym, że
miałby spotkać się ze Snape'em, na dodatek w <emphasis>tej</emphasis> klasie,
czuł, jak niewidzialna siła ściska jego żołądek i
płuca.</p>

<p>Ku uldze Harry'ego Snape nie
pojawił się na piątkowym śniadaniu, jednak przyszedł
na obiad, co skutecznie odebrało mu apetyt. Zaraz po obiedzie miała
odbyć się lekcja eliksirów, której tak bardzo się obawiał.
Wszystko to sprawiło, że nie przełknął nawet
kęsa, co nie uszło uwadze Hermiony.</p>

<p>- Harry, musisz coś
zjeść! Ostatnio jadasz mniej niż skrzat. Nie będziesz
miał sił do nauki - nagabywała go, kiedy wraz z innymi uczniami
wychodzili z Wielkiej Sali i kierowali się w stronę lochów.</p>

<p>- Co to za zapach? -
przerwał jej Ron, pociągając nosem i rozglądając
się na wszystkie strony.</p>

<p>- Jaki zapach? - za
trójką przyjaciół przystanął Neville. Hermiona także
zatrzymała się i pociągnęła nosem. - Pachnie jak...
bardzo duża ilość soku pomarańczowego.</p>

<p>- Na Merlina! -
sapnął Ron, wpatrując się wielkimi oczami w coś
podążającego korytarzem. Pozostali odwrócili się i
oniemieli.</p>

<p>W ich stronę
zmierzała Luna. Na głowie miała ogromny kapelusz, na którym
leżał stos na pół zmiażdżonych, przepołowionych,
albo wyciśniętych pomarańczy. Na samym czubku stała misa
pełna soku pomarańczowego, który przy każdym kroku wylewał
się na boki i chlapał na kamienną podłogę.</p>

<p>Uczniowie omijali ją
szerokim łukiem i pokazywali palcami, chichocząc pod nosem. Hermiona
wyglądała, jakby poraził ją piorun, a Ron na przemian
otwierał i zamykał usta. Kiedy Krukonka przechodziła obok nich,
kilka pomarańczy spadło z kapelusza i z mlaśnięciem
wylądowało u ich stóp. Harry poczuł, jak od kwaśnego
zapachu jego usta wypełniają się śliną.</p>

<p>Luna miała na sobie
także naszyjnik z mandarynek i pomarańcze poupychane w kieszeniach
szaty. Posłała im nieprzytomny uśmiech i poszła dalej,
nucąc coś pod nosem. W dłoni ściskała kopertę.</p>

<p>Pierwsza
otrząsnęła się Hermiona.</p>

<p>- Czy ktoś potrafi mi
wytłumaczyć, dlaczego ona miała TO na głowie?</p>

<p>- To przeciwko Szpiczajkom
Długouchym - odparł gładko Harry, błądząc w
swoich myślach.</p>

<p>- Przeciwko CZEMU? - Hermiona
wyglądała, jakby miała za chwilę stracić nad sobą
panowanie.</p>

<p>- Żeby nie
podsłuchiwały - wyjaśnił Gryfon nieobecnym głosem,
wciąż coś analizując. Nie widział spojrzeń, które
w niego wlepiali.</p>

<p>- Harry - zaczęła
Hermiona, siląc się na spokój. - Czy możesz mi wyjaśnić...</p>

<p>- Nie idę na eliksiry -
oświadczył nagle Harry. Było to tak niespodziewane, że
zaskoczyło nawet jego.</p>

<p>- Co? - Ron przerwał
milczenie, które zapadło po tych słowach. Patrzył na Harry'ego
tak, jakby nagle wyrosła mu druga głowa.</p>

<p>- Nie możesz, Harry! -
odezwał się Neville. Jego głos drżał ze strachu. - On
cię zabije! Przecież to Snape!</p>

<p>- Boli mnie głowa i
źle się czuję. Nie mogę iść na eliksiry -
odparował Harry zdecydowanym głosem.</p>

<p>- No to idź do pani
Pomfrey, żeby ci coś na to dała. Musisz być na eliksirach!
- przekonywał go Ron. - Wiesz, jaki jest Snape. Wścieknie się na
ciebie i może zrobić ci to samo, co Malfoyowi.</p>

<p>- Nie - odparł Harry,
czując, jak wzbiera w nim gniew.</p>

<p>Oni nic nie rozumieli!</p>

<p>- Ale Harry... - Ron nie
chciał dać za wygraną, gdy nagle przerwał mu ostry
głos Hermiony, stojącej do tej pory z boku i tylko mierzącej
Harry'ego nieodgadnionym spojrzeniem.</p>

<p>- Przestańcie! Harry'ego
boli głowa, nie słyszeliście? - Ron i Neville zamknęli
usta, patrząc na dziewczynę ze zdumieniem. - Wróć do dormitorium,
Harry. Powiem Snape'owi, że źle się czułeś i nie
mogłeś przyjść.</p>

<p>- Odbiło ci? -
syknął Ron. - Przecież on nigdy w to... - urwał jednak,
widząc spojrzenie, które skierowała ku niemu Gryfonka.</p>

<p>- Chodźcie już, bo
się spóźnimy - rzuciła w stronę Rona i Neville'a.</p>

<p>Harry spojrzał na
przyjaciółkę z wdzięcznością, po czym zawrócił i
ruszył w stronę pokoju wspólnego. Chciał się
znaleźć jak najszybciej w zacisznym schronieniu dormitorium.</p>

<p>To nie było mądre
posunięcie, ale co innego mógł zrobić? Jak miałby siedzieć
spokojnie na lekcji i patrzeć na biurko, na którym on i Snape...</p>

<p>Nie, miał o tym nie
myśleć!</p>

<p>Przez te dwie godziny poczyta
jakąś książkę, a potem może zejdzie na
kolację.</p>

<p>Nie obchodziły go
konsekwencje. Najważniejsze było to, że uniknie spotkania i konfrontacji.</p>

<p>O ile Snape w ogóle
zauważy jego nieobecność, skoro jest dla niego <emphasis>nikim</emphasis>...</p>

<p>"Nie!
Przestań!" - skarcił się w myślach, kiedy
przemierzał opustoszały pokój wspólny i wchodził po schodach do
sypialni. Wyciągnął z kufra pomiętą od wielokrotnego
czytania książkę "W powietrzu z Armatami" i
pogrążył się w lekturze, przysięgając sobie,
że nie pomyśli o Snapie i eliksirach ani razu przez całe dwie
godziny.</p>

<p>Jednak z każdą
mijającą chwilą jego serce ogarniały coraz większe
wątpliwości, a żołądek ściskał się ze
zdenerwowania i strachu.</p>

<p>Wmawiał sobie, że
nie ma się czego bać. Nic mu się nie stanie, jeżeli raz
opuści zajęcia.</p>

<p>W końcu nie mógł
już czytać. Odłożył książkę i
zajął się porządkowaniem zawartości swojego kufra.
Wyrzucił wszystko na podłogę i zaczął
układać ponownie, po jednej stronie kładąc
książki, a po drugiej ubrania. Po jakimś czasie złapał
się jednak na tym, że wkłada rzeczy, jak popadnie i powstał
jeszcze większy bałagan, niż był poprzednio.</p>

<p>Westchnął i
przysiadł na piętach, opierając czoło o chłodne wieko
skrzyni. Oddychał szybko i próbował uspokoić mocno bijące
serce.</p>

<p><emphasis>Wszystko będzie dobrze,
nic się nie stało. To tylko jedna lekcja...</emphasis></p>

<p>Nagle usłyszał
kroki na schodach. Strach zmroził jego serce. Nie myśląc o tym,
co robi, zerwał się z podłogi i wyciągnął
różdżkę w stronę drzwi...</p>

<p>... w których pojawili
się Ron i Neville.</p>

<p>Harry odetchnął z
ulgą, ale uczucie napięcia nie ustąpiło nawet
odrobinę. Obaj wyglądali, jakby przebiegli co najmniej
dziesięć mil. Mieli podkrążone oczy i miny sugerujące
ciężkie przeżycia.</p>

<p>- Co się stało? -
zapytał zaniepokojony. Ron posłał mu długie, pełne
wyrzutu spojrzenie.</p>

<p>- Snape - wypowiedział z
jątrzącą się nienawiścią w głosie. Harry
poczuł, jak przeszywa go bolesny, lodowaty prąd, który zmroził
każdą część ciała.</p>

<p>- Co zrobił? -
zapytał, starając się sprawić, by jego głos nie
drżał tak bardzo. Neville podszedł do łóżka i
rzucił się na nie z wyraźna ulgą.</p>

<p>- Co zrobił? -
syknął Ron. - Co zrobił?! Gdybym wiedział, że tak
się to skończy, to zaciągnąłbym cię na tę
lekcję choćby i siłą! Straciliśmy przez ciebie prawie
sto punktów! - krzyknął, mierząc Harry'ego spojrzeniem
pełnym goryczy i złości. Harry próbował
przełknąć ślinę, ale gula w jego gardle nie
pozwoliła na to. - Nigdy, przez całe pięć lat, nie
widziałem jeszcze Snape'a w takim stanie!</p>

<p>- Wściekł się?
- zapytał cicho Harry, mając szczerą nadzieje, że
przyjaciel zaprzeczy, ale jednocześnie zdając sobie sprawę,
że to płonne marzenia.</p>

<p>- Wściekł
się?! To mało powiedziane. On wpadł w szał! Zapienił
się tak bardzo, że myślałem, że nikt z nas nie wyjdzie
z tej klasy w takim samym stanie, w jakim do niej wszedł.</p>

<p>- Kazał nam wszystkim
wypijać różne świńskie eliksiry - wyjęczał
Neville z głową wciśniętą w poduszkę. - Najgorszy
był ten ostatni...</p>

<p>- Wszyscy
zaczęliśmy po nim podskakiwać jak oszalali i nie mogliśmy
przestać - wyjaśnił Ron drżącym głosem. - A to
wszystko przez ciebie! Przez to, że nie przyszedłeś! I na
dodatek ciągle nam odbierał punkty. Neville'owi odebrał
piętnaście punktów tylko za to, że na niego spojrzał.</p>

<p>Harry stał
oniemiały, słuchając tego wszystkiego i nie mogąc
uwierzyć własnym uszom.</p>

<p>Przecież to
niemożliwe, żeby jego nieobecność na lekcji, aż tak
rozsierdziła Snape'a. Nic z tego nie rozumiał. Przecież
miał być dla niego nikim...</p>

<p>Ron usiadł
ciężko na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
Poczucie winy spadło na Harry'ego niczym uderzenie Wierzby Bijącej.
To przez niego oni wszyscy ucierpieli. Tak bardzo bał się
konfrontacji ze Snape'em, że naraził innych na niebezpieczeństwo.
Ale skąd mógł wiedzieć, że to się tak skończy?</p>

<p>No tak, przecież to
Snape... Mógł przewidzieć jego zachowanie.</p>

<p>- A gdzie jest Hermiona? -
zapytał, gdyż uświadomił sobie nagle, że przecież
nie wróciła razem z nimi. Ron wzruszył ramionami.</p>

<p>- Kazał jej zostać.
Nie wiem, po co.</p>

<p>Harry'ego zalała kolejna
fala strachu i przygniatającego poczucia winy.</p>

<p>A jeżeli Snape,
żeby zemścić się na Harrym, obleje Hermionę?</p>

<p>Nie, nie zrobiłby
przecież czegoś takiego. Chociaż, słuchając
opowieści Rona miał wrażenie, że Snape byłby zdolny do
wszystkiego.</p>

<p>- Nieźle nas wszystkich
wpakowałeś, Harry - głos Hermiona, dobiegający od drzwi
sprawił, że niemal podskoczył. Dziewczyna wkroczyła do
pokoju, jej twarz była napięta.</p>

<p>- Hermiono... -
westchnął z wyraźną ulgą. - Dobrze, że nic ci nie
jest.</p>

<p>Dziewczyna obrzuciła go
zdziwionym spojrzeniem.</p>

<p>- A dlaczego
myślałeś, że coś mi się stało?</p>

<p>- Ron mówił, że
Snape cię zatrzymał - wyjaśnił Harry, wpatrując
się w nią z uwagą. - Co ci powiedział?</p>

<p>- Niestety, nic przyjemnego.
Kazał ci przekazać, że na jego lekcje się <emphasis>przychodzi</emphasis>.
Powiedział też, że jeżeli nie pojawisz się na
następnych zajęciach, to odszuka cię, gdziekolwiek się
ukryjesz i osobiście po ciebie przyjdzie. A jeżeli go do tego
zmusisz, to pożałujesz, że nie uciekłeś z Hogwartu raz
na zawsze.</p>

<p>Harry patrzył na
nią zdruzgotany. Nie wiedział, co ma o tym myśleć. To
zabrzmiało naprawdę... groźnie.</p>

<p>Przełknął
ślinę i zapytał:</p>

<p>- Mówił coś
jeszcze?</p>

<p>- Tak, kazał ci się
przygotować na następną lekcję, ponieważ zrobi ci
sprawdzian z tego, co dzisiaj przerabialiśmy.</p>

<p>Harry zasępił
się.</p>

<p>I co on ma teraz zrobić?
Snape wyraźnie go szantażuje. To nie w porządku! Szczególnie po
tym, co mu powiedział. Jak on może oczekiwać, że Harry
zapomni o wszystkim i od tak wróci do codziennego życia? Że zapomni o
tym, jak się wtedy poczuł. Snape nie ma żadnego prawa go
szantażować i znęcać się nad jego przyjaciółmi!</p>

<p>- Harry - cichy głos
Hermiony z trudem przebił się przez burzę szalejącą w
umyśle Gryfona. Dziewczyna patrzyła na niego z uwagą, a wyraz
jej twarzy był niezwykle poważny. - Wydaje mi się, że wiem,
o czym myślisz, ale nie możesz zrobić tego drugi raz. Musisz
iść na następną lekcję - zniżyła głos
do szeptu, by Ron i Neville niczego nie usłyszeli. - Cokolwiek on ci
zrobił, proszę cię, idź w poniedziałek na eliksiry.
Jeżeli nie pójdziesz, to się może dla ciebie naprawdę
źle skończyć.</p>

<p>Harry zagryzł
wargę.</p>

<p>- Snape nic mi nie
zrobił - warknął cicho, starając się, by jego
głos brzmiał obojętnie i nie drżał tak bardzo,
zdradzając tajfun uczuć, który wywołały w nim jej
słowa.</p>

<p>- Skoro tak twierdzisz... -
zawiesiła głos, po czym spojrzała na niego ze smutkiem,
odwróciła się i wyszła.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Harry nie poszedł w
sobotę na śniadanie. Stwierdził, że to będzie bardziej
wiarygodne, jeżeli głowa poboli go jeszcze przez jakiś czas. Do
obiadu zgłodniał jednak tak bardzo, że nawet groźba
spotkania ze Snape'em nie mogła go zatrzymać. Szczególnie, że
Hermiona zabroniła Ronowi i Neville'owi przynosić mu posiłki.
Stwierdziła, że Harry powinien w końcu ponieść
konsekwencje swojego wczorajszego zachowania i stawić czoła temu,
przed czym tak ucieka.</p>

<p>Harry przeklinał jej
spostrzegawczość i celowe uderzanie w czułe punkty. Czasami
marzył, by Hermiona była trochę mniej inteligentna.</p>

<p>W czasie obiadu miał
wrażenie, że wszyscy się na niego gapią. W niezbyt
zachęcający i przyjazny sposób. Szczególnie cały szósty rok
Gryffindoru i Slytherinu. Snape nie oszczędził na wczorajszej lekcji
nikogo, pomimo, że Slytherin zwyczajowo był traktowany nieco lepiej.
Ślizgoni rzucali mu gniewne spojrzenia, ale nie mogli zrobić nic
ponadto, gdyż opiekun ich domu także był obecny na posiłku.</p>

<p>Harry czuł wyraźnie
wbijające mu się w plecy, sztyletujące spojrzenie, ale
postanowił, że za żadne skarby świata nie spojrzy na
Snape'a. Nawet, jeżeli zacząłby tańczyć kankana na
stole nauczycielskim...</p>

<p>Jednak obecność Mistrza
Eliksirów jak zwykle wyprowadziła go z równowagi i skutecznie
odebrała apetyt. Wmusił jednak w siebie część
posiłku i razem z resztą uczniów opuścił Wielką
Salę. Nadal zdenerwowany, ale teraz przynajmniej z pełnym
żołądkiem.</p>

<p>- Potter! - ostry głos
przeszył powietrze, kiedy Harry wraz z przyjaciółmi wracał do
pokoju wspólnego. W pierwszym odruchu zesztywniał cały,
sparaliżowany strachem i dopiero po chwili dotarło do niego, że
to nie jest głos Snape'a. Odwrócił się i zobaczył
zmierzającą w jego stronę grupkę Ślizgonów, z Zabinim
na czele. Ich miny nie wyrażały bynajmniej chęci zaproszenia
Harry'ego na popołudniową herbatkę.</p>

<p>Najeżył się,
gotów odeprzeć każdy atak słowny i zaczepkę.
Pamiętając, jak patrzyli na niego podczas obiadu, spodziewał
się, że nie dadzą mu spokoju, szczególnie po tym, przez co
musieli przejść na wczorajszej lekcji eliksirów. Miał
wrażenie, że cała szkoła ma do niego pretensje.</p>

<p>Dziwiło go, że
teraz to Zabini był głównym prowodyrem zaczepek, a nie Malfoy.</p>

<p>Jednak, zanim którykolwiek ze
Ślizgonów zdążył choćby otworzyć usta,
wyrosła przed nimi wysoka, szczupła sylwetka.</p>

<p>- Wracajcie do lochów -
warknął Malfoy, mierząc ich władczym spojrzeniem. - Sam
zajmę się Potterem.</p>

<p>Przez chwilę patrzyli na
niego, rozważając możliwości, po czym pokiwali głowami
i niczym stado posłusznych węży zawrócili, zostawiając
sprawę swojemu przywódcy. Kilkoro odwracało się jeszcze, by
popatrzeć, jak Malfoy gnoi Pottera, jednak blondwłosy czekał,
aż wszyscy znikną na schodach wiodących do lochów.
Następnie odwrócił się w stronę Harry'ego i obrzucił
go nienawistnym, pełnym wściekłości spojrzeniem.</p>

<p>Jednak w tych niebieskich
oczach było coś jeszcze. Opór.</p>

<p>Wyglądało to tak,
jakby Malfoy walczył ze sobą. Ale o co walczył i z czym - tego
Harry nie potrafił odgadnąć.</p>

<p>- Potter - wycedził
Ślizgon, mrużąc oczy. - Musimy pogadać.</p>

<p>- Czego od niego chcesz? -
wtrącił się Ron, którego głos aż wibrował od
tłumionej nienawiści.</p>

<p>- To sprawa pomiędzy
nami - wysyczał Malfoy.</p>

<p>Harry czuł się...
zaintrygowany. Malfoy chce z nim o czymś porozmawiać? Na
osobności? Nic mu tutaj nie zrobi. Za dużo osób kręci się w
pobliżu. Może warto zaryzykować? Chętnie dowiedziałby
się, czego może od niego chcieć jego największy wróg.</p>

<p>- W porządku -
zwrócił się do Rona i Hermiony. - Idźcie przodem. Dogonię
was - widząc, że Ron otwiera usta, żeby zaprotestować,
ubiegł go. - Nic mi nie będzie, Ron. Muszę z nim pogadać.</p>

<p>Kiedy przyjaciele
zniknęli za zakrętem, Malfoy rozejrzał się po korytarzu i
podszedł o krok bliżej do Gryfona, wbijając w niego
chłodne, a jednocześnie płonące dziwnym blaskiem
spojrzenie.</p>

<p>- O co chodzi? - zapytał
Harry, siląc się na spokojny ton. Jednak ciekawość
buzowała w nim, niczym hormony.</p>

<p>- O twoje debilne zachowanie,
Potter! - twarz Malfoya zmieniła się w lodowatą maskę.
Jedynie jego oczy zdradzały szalejącą w nim
wściekłość. - Jesteś tak głupi, że czasami
mam ochotę się nad tobą ulitować. Jeżeli już
musisz tak biegać za Snape'em, to staraj się to robić w mniej
widowiskowy sposób.</p>

<p>Harry'emu odebrało
mowę. Spodziewał się wszystkiego, ale na pewno nie Malfoya,
udzielającego mu dobrych rad odnośnie jego zainteresowania
nauczycielem.</p>

<p>- Co cię to obchodzi? -
warknął po chwili, kiedy odzyskał zdolność mówienia.
Malfoy zmrużył oczy i kontynuował:</p>

<p>- Wszystkich tylko wkurwiasz.
Najpierw robisz do niego maślane oczy na lekcji, potem nie przychodzisz na
eliksiry i wszyscy za ciebie obrywają. Narażasz sie, Potter.
Radzę ci, przystopuj trochę i zacznij się z tym kryć, bo
niedługo wszyscy będą wiedzieć o tym, że Złoty
Chłopiec buja się w Mistrzu Eliksirów. Równie dobrze
mógłbyś wyjść na środek sali i ogłosić to
wszem i wobec. Jeżeli nie zaczniesz trochę myśleć i
zachowywać się normalniej, to źle się to dla ciebie
skończy.</p>

<p>Harry stał przez
chwilę, całkowicie oniemiały i zbity z tropu. Czuł się
tak, jakby Ślizgon wylał mu na głowę ogromne wiadro
lodowatej wody.</p>

<p><emphasis>Nie, on tego nie
powiedział! Musiałem się przesłyszeć!</emphasis></p>

<p>Malfoy
uśmiechnął się szyderczo.</p>

<p>- Odebrało ci mowę,
Potter? Co się stało? Snape nie zadowolił cię odpowiednio?</p>

<p>Nawet jeżeli Malfoy
wcześniej z czymś walczył, to najwyraźniej w końcu
udało mu się to przezwyciężyć i jego
złośliwa ślizgońska natura zaczęła brać
górę.</p>

<p>- Jesteś nienormalny -
zdołał w końcu wydusić Harry, kiedy udało mu się
pokonać ogromny szok, którego doznał słysząc wszystkie te
słowa z ust swojego największego wroga.</p>

<p>Skąd Malfoy o tym wie? W
jaki sposób ma zamiar to wykorzystać? Chce szantażować
Harry'ego?</p>

<p>Musi obrócić to
przeciwko niemu! Najlepiej zachowywać się tak, jakby o niczym nie
miał pojęcia.</p>

<p>- Zabawne - odparował
Ślizgon. - To samo pomyślałem o tobie.</p>

<p>Uśmiechnął
się, widząc wściekłość, którą najpewniej
musiała teraz emanować twarz Harry'ego.</p>

<p>- Wiesz... - kontynuował
okrutnie Malfoy, jakby w końcu mógł dać upust swojej
nienawiści i frustracji i nic już go nie mogło powstrzymać.
- Czasami mi ciebie żal. Niezłą partię sobie
wybrałeś. Czy Snape każe cię za nieposłuszeństwo,
Potter? Bo on uwielbia zadawać ból. Torturować swoje ofiary i
przyglądać się, jak wiją się u jego stóp,
błagając o litość. Tobie też to robi? A może
pieprzy cię do utraty przytomności? Jak to z tobą jest, Potter?
Lubisz takie rzeczy?</p>

<p>Harry czuł, jak
słowa Malfoya sączą się w jego serce niczym jad,
szarpiąc nim i brutalnie rozdrapując to, co z takim wysiłkiem
starał się pogrzebać. Kiedy się odezwał, jego
głos drżał tak bardzo, że z trudem wypowiadał
słowa:</p>

<p>- Zamknij się. Nic o nim
nie wiesz! O niczym nie masz pojęcia!</p>

<p>Malfoy zdawał się
świetnie bawić tym, że w końcu udało mu się
trafić w czuły punkt. Jego oczy zwęziły się jeszcze
bardziej, a na cienkich wargach pojawił się triumfalny uśmiech.</p>

<p>- Wiem, że zawsze
będziesz dla niego <emphasis>nikim</emphasis>.</p>

<p>Harry poczuł znajome
uczucie, jakby coś w nim pękło. Rana, którą przez cały
tydzień tak usilnie starał się w sobie zabliźnić,
otworzyła się. A wraz z nią fala nieokiełznanej furii
zalała jego umysł. Fala tak wielka i potężna, że
swą siłą pchnęła turbiny zemsty.</p>

<p>Harry przestał
myśleć. Chciał tylko zranić Malfoya tak bardzo, jak on
zranił jego. Po szeroko otwierających się oczach Ślizgona
zrozumiał, że jego twarz musiała teraz wyglądać przerażająco.</p>

<p>- Ty musisz wiedzieć o
tym najlepiej, prawda, Malfoy? - jego głos wydał mu się tak
nienaturalnie zimny, jakby nie należał do niego. - Twój tatuś
wciąż ci to szepcze, kiedy cię pieprzy?</p>

<p>Twarz Malfoya
stężała.</p>

<p>Harry
uśmiechnął się mściwie. Trafił.</p>

<p>- Szepcze ci do ucha, że
jesteś bezwartościowym nieudacznikiem, który nadaje się tylko do
pieprzenia i do obciągania? A kiedy chcesz zaprotestować, zatyka ci
usta, wpychając do nich swojego... - Harry przerwał widząc na
twarzy Malfoya coś, co go przeraziło. Zrozumiał, że
posunął się za daleko, lecz wiedział, że już nie
może tego cofnąć.</p>

<p>W pociemniałych oczach
Ślizgona dostrzegł mrok tak głęboki, iż poczuł
ciarki na plecach. Przez ułamek sekundy miał wrażenie, że
patrzy w twarz szaleńca.</p>

<p>Nie zdążył
się nawet cofnąć, kiedy Malfoy dopadł do niego i
złapał go za szatę, przyciągając do siebie jednym
szarpnięciem. Na jego twarzy pojawił się wyraz pełen
nieopisanego okrucieństwa.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech.</p>

<p>Nagle oczy Malfoya
powędrowały ponad ramieniem Gryfona, jakby Ślizgon
dostrzegł coś w oddali. Uścisk na szacie Harry'ego
zelżał, a po chwili Malfoy puścił go całkowicie.
Jednak okrutny wyraz nie zniknął z bladej twarzy. Wbił w
Harry'ego spojrzenie pociemniałych oczu i wyszeptał lodowatym
głosem:</p>

<p>- Zapłacisz mi za to,
Potter. - po czym odwrócił się i odszedł szybkim krokiem.</p>

<p>Harry stał przez
chwilę, próbując zrozumieć, co się właściwie
stało. Odwrócił się, by zobaczyć, co odstraszyło
Malfoya. Dostrzegł wysoką, odzianą w czerń sylwetkę
stojącą na końcu korytarza i wyraźnie go
obserwującą.</p>

<p>Natychmiast odwrócił
się ponownie i ruszył przed siebie tak szybko, jak tylko się
dało, byle tylko oddalić się od tego miejsca i tej postaci.
Kiedy minął zakręt, puścił się biegiem.</p>

<p>*
* *</p>

<p>W komnacie panował
półmrok. Ogień rozpalony w kominku przez skrzaty domowe już
prawie wygasł. Ostatnie języki płomieni lizały drewno i
tworzyły drżące cienie na stojących wzdłuż
całej ściany półkach z książkami. Wszechogarniającą
ciszę przerwało ciche skrzypienie otwierających się drzwi.
Do pomieszczenia wkroczyła odziana w czerń, wysoka postać. Kiedy
podeszła do kominka, światło ostatnich płomieni
wydobyło z ciemności bordowe plamy pokrywające w wielu miejscach
czarną szatę. Spod peleryny wyłoniła się zakrwawiona
ręka, trzymającą w dłoni białą maskę w
kształcie czaszki, pokrytą teraz czerwonymi kroplami.</p>

<p>Maska wylądowała z
brzękiem na blacie stolika, a Snape opadł na obity zielonym jedwabiem
fotel i zapatrzył się w płomienie. Siedział tak przez
jakiś czas, nie odrywając spojrzenia od żarzących się
drewien. Jego pokryta zaschniętymi, czerwonymi plamami twarz nie
wyrażała zupełnie nic, jakby przez cały czas była
jedynie maską. Tylko w czarnych oczach odbijających światło
padające z kominka, płonął jakiś wewnętrzny,
trawiący wszystko ogień.</p>

<p>Po chwili jednak
mężczyzna podniósł się z fotela, podszedł do
biblioteczki i wyciągnął jedną ze stojących na
półce książek. W ścianie coś
szczęknęło, kiedy biblioteczka wysunęła się i
przesunęła na bok, ukazując niewielkie, pogrążone w
mroku pomieszczenie. Oczy Mistrza Eliksirów zwęziły się
nieznacznie, kiedy wchodził do środka. Ścianka biblioteczki
przesunęła się z powrotem na swoje miejsce, a komnata
pogrążyła w upiornej ciszy i ciemności.</p>

<p>Resztki światła
tańczyły na porzuconej masce, odbijając się w
krwistoczerwonych kroplach.</p>

<p>______________</p>

<p>* "Missing" by Evanescence</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 11 ---</strong></p>

<p><strong>11. So complicated</strong></p>

<p><emphasis>So
complicated, I'm so frustrated.</emphasis></p>

<p><emphasis>I
wanna hold you close, I wanna push you away,</emphasis></p>

<p><emphasis>I
wanna make you go, I wanna make you stay.</emphasis>*</p>

<p>Poniedziałek
nadszedł wyjątkowo szybko, a wraz z nim lekcja eliksirów. A to
oznaczało spotkanie ze Snape'em, którego Harry'emu udawało się
skutecznie ignorować przez cały tydzień.</p>

<p>Mistrz Eliksirów nie
wykazywał zbytniego zainteresowania unikami Gryfona.</p>

<p>"No tak, co ja go
mogę obchodzić? Jestem dla niego nikim..." - myślał
Harry, siedząc w Wielkiej Sali i wmuszając w siebie śniadanie.</p>

<p>Rozmyślania
przerwał mu pisk Hermiony. Poderwał głowę i zobaczył,
że przyjaciółka zakrywa usta dłonią i wpatruje się z
przerażeniem w leżące przed nią poranne wydanie
"Proroka Codziennego". Kilkoro uczniów wstało ze swych miejsc i
pochyliło się nad nią, chcąc dowiedzieć się, co
ją tak przeraziło. Ron zajrzał jej przez ramię i
zamarł z ustami pełnymi kiełbasek.</p>

<p>Harry
przełknął jajecznicę i zapytał:</p>

<p>- Co się stało?</p>

<p>Hermiona spojrzała na
niego szeroko otwartymi oczami i pokręciła głową, jakby nie
była w stanie wymówić słowa. Harry czekał, aż wszyscy
skończą czytać i z coraz większą grozą
obserwował ich zaniepokojone albo zszokowane miny.</p>

<p>- To przerażające!
- odezwała się drżącym głosem Parvati Patil, a
Lavender pokiwała głową i natychmiast odciągnęła
przyjaciółkę na bok, szepcząc jej coś z przejęciem.</p>

<p>W pewnym momencie Harry
usłyszał krzyk przy stole Puchonów. Odwrócił się akurat na
czas, by zobaczyć, jak pulchna, jasnowłosa Puchonka z drugiego roku
wybucha płaczem i wybiega z sali. Kiedy skierował wzrok na stół
nauczycielski, ujrzał jak profesor Dumbledore i profesor Sprout
wymieniają zaniepokojone spojrzenia, po czym pospiesznie podnoszą
się z miejsc i podążają za dziewczyną.</p>

<p>Harry zauważył,
że dyrektor wyglądał na wyjątkowo przygnębionego.
Miał podkrążone oczy i o wiele więcej zmarszczek, jakby z
każdym dniem przybywało mu kilka lat. Ostatnio bardzo rzadko zjawiał
się na posiłkach. Było to wielce niepokojące i Harry'ego
nie potrafiło opuścić przeczucie, że w walce przeciwko
Voldemortowi dzieje się coś bardzo niedobrego. Coś, o czym nie
piszą w "Proroku".</p>

<p>Odwrócił się
ponownie do Hermiony, całkowicie już zaintrygowany.</p>

<p>- Co się dzieje? -
ponaglił ją.</p>

<p>Gryfonka podała mu
gazetę bez słowa i wbiła wilgotne oczy w stół. Harry
złapał niecierpliwie "Proroka" i zerknął na
pierwszą stronę. Na czarno-białym zdjęciu widniały
ruiny jakichś budowli, pomiędzy którymi kręcili się
mugolscy ratownicy. Przeczytał nagłówek i strach szarpnął
jego sercem.</p>

<p><strong>MASOWY MORD NA MUGOLACH</strong></p>

<p><strong>Wstrząsające
odkrycie:</strong></p>

<p><strong>Poplecznicy Sami-Wiecie-Kogo
mordują mugolskie rodziny</strong></p>

<p><emphasis>Dzisiaj w nocy, w
północnej części dzielnicy Brend dokonano ataku i masowego mordu
na trzydziestu sześciu mugolach. Mugolskie władze, aby nie siać
paniki wśród mieszkańców, jako przyczynę zawalenia się
jedenastu domów podały zjawisko zwane "wybuchem gazu". Mugolskim
świadkom tego zdarzenia zmodyfikowano pamięć. Jednak
czarodziejski świat wstrzymał oddech. Aurorzy, którzy przybyli na miejsce
zdarzenia, odkryli, że ciała zabitych zostały okaleczone i
zmasakrowane. Ofiarom wydłubano oczy, poodcinano części
ciała, albo też spuszczono z nich całą krew,
używając niezidentyfikowanego, przecinającego skórę
zaklęcia. Ministerstwo Magii jest przekonane, że masowego mordu
dokonała duża grupa Śmierciożerców, ale nie wiadomo, czy
brał w nim udział Sami-Wiecie-Kto. Świadkowie podają,
że widzieli silne, zielone rozbłyski i chmurę w kształcie
czaszki i węża, unoszącą się, przez jakiś czas,
nad gruzami, które pozostały z domów. Romilda McDophne - charłaczka,
mieszkająca niedaleko centrum ataku zdradziła nam, że w mordzie
zginęło dwoje jej serdecznych przyjaciół, z którymi
utrzymywała stały kontakt, od kiedy ich córka, Rose Zeller,
trafiła do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Byli to Eleonor i
Jeremy Zeller - mugole. Na razie nie znamy nazwisk pozostałych zabitych,
jednak wiadomo, że żadna z ofiar nie była czarodziejem.
Cały czarodziejski świat jest wstrząśnięty tą
tragedią. Minister Magii obiecał skontaktować się z
mugolskim premierem i ostrzec go przed kolejnymi, możliwymi atakami.
Śledztwo w tej sprawie trwa, jednak nie wiadomo, czy uda się
odnaleźć i ukarać sprawców, dopóki działają oni na
zlecenie Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.</emphasis></p>

<p><emphasis>Wygląda na to, że
teraz już nigdzie nie można czuć się bezpiecznie...</emphasis></p>

<p>Dalej następowały
przypomnienia różnych pomniejszych ataków, z których Harry nie
dowiedział się już niczego nowego. Oddał gazetę
Hermionie, która opanowała się już na tyle, żeby
wydusić:</p>

<p>- To okropne!</p>

<p>Ron wyglądał na
równie przygnębionego.</p>

<p>Harry pogrążył
się w myślach. Voldemort czuł się coraz pewniej.
Zabijał bez opamiętania, jakby wiedział, że nikt mu nie
może w tym przeszkodzić. Harry czuł, jak nienawiść wzrasta
w nim z każdym podobnym artykułem, opisującym brutalne
poczynania tego szaleńca i jego popleczników.</p>

<p>Wiedział, że to
się nie skończy, dopóki Voldemort nie zostanie pokonany. A cały
czarodziejski świat oczekiwał tego od niego...</p>

<p>Nie, nie będzie teraz o
tym myślał! Już i tak ma za dużo na głowie. Nie
potrzebuje dodatkowych, przygnębiających myśli. Musi je od
siebie odsunąć, żeby nie zwariować. I tak nie mógł na
razie nic zrobić.</p>

<p>Dokończył
śniadanie w milczeniu i wraz z przyjaciółmi opuścił
Wielką Salę, kierując się do lochów.</p>

<p>Artykuł w "Proroku"
odciągnął na chwilę jego uwagę od Snape'a i lekcji
eliksirów, jednak w miarę zbliżania się do klasy, wspomnienia i
uczucia powracały. I nic nie pomogło odpychanie ich od siebie.</p>

<p>Bał się tego, co
może go spotkać na lekcji, a z doświadczenia wiedział,
że Snape na pewno coś wymyśli. Wybuch
wściekłości, który Harry wywołał w nauczycielu
swoją nieobecnością na poprzednich zajęciach, wnosił
ogromny zamęt do umysłu chłopaka. Świadomość,
że za chwilę się z nim spotka, przygniatała go.</p>

<p>Jednak złość i
żal były silniejsze.</p>

<p>Cokolwiek Snape
zamierzał, nie pozwoli mu się złamać. Postanowił
całkowicie go ignorować. Wiedział, że to go może tylko
rozsierdzić, ale miał to gdzieś.</p>

<p>Drzwi do klasy były
otwarte. Część uczniów siedziała już w ławkach.
Wchodząc, Harry poczuł chłodne spojrzenie od strony stołu
Ślizgonów. Przybrał najbardziej groźny wyraz twarzy, na jaki go
było stać, po czym posłał Malfoyowi
miażdżące spojrzenie. Zaskoczyło go to, że Ślizgon,
zamiast wykrzywić twarz w pogardliwym uśmiechu, jak to zazwyczaj
czynił, zmrużył tylko oczy i odwrócił wzrok.</p>

<p>Ich wczorajsza utarczka i
słowa Malfoya wciąż go niepokoiły. Miał szczerą
nadzieję, że Ślizgon o niczym nie wie i tylko udawał,
żeby go sprowokować i zmusić do przyznania się. To było
najrozsądniejsze wyjaśnienie jego zachowania, jakie przychodziło
Harry'emu do głowy. O jakimkolwiek innym wolał nawet nie
myśleć.</p>

<p>Usiadł pomiędzy
Ronem i Hermioną, ustawił na ławce kociołek oraz
książki.</p>

<p>Serce waliło mu jak
szalone i na nic nie zdały się próby uspokojania go.</p>

<p>W chwili, kiedy poprzez
panujący w klasie gwar przebił się odgłos odbijających
się echem w korytarzu kroków, Harry zamarł. Snape wpadł do klasy
i kiedy stanął na środku sali, obrzucił wszystkich uczniów
spojrzeniem. Harry wyczuł, że to spojrzenie zatrzymało się
na nim. Wstrzymał oddech.</p>

<p>- Widzę, że pan
Potter <emphasis>postanowił</emphasis> wyzdrowieć i zaszczycić nas swoją
obecnością - głos Mistrza Eliksirów był opanowany i trudno
było cokolwiek z niego wyczytać. Poza oczywistym faktem, że
postanowił drwić z Harry'ego tak długo, dopóki go nie
złamie.</p>

<p>Ale nie tym razem!</p>

<p>- Czy panna Granger
przekazała ci moje słowa?</p>

<p>Harry pokiwał
głową, patrząc cały czas w swój kociołek. Dobrze
pamiętał, jak Hermiona zamęczała go przez cały weekend
i biegała za nim z notatkami, odczytując je na głos. Harry w
końcu poddał się i pozwolił, aby nauczyła go listy
ingrediencji, sposobu przygotowania i opisu działania amortencji. Na nic
zdały się protesty, że on nie ma zamiaru się tego
uczyć i że guzik go obchodzi, czy Snape wywali go z zajęć
za brak przygotowania.</p>

<p>- A więc zapraszam,
panie Potter - powiedział Snape, wskazując na pierwszą
ławkę, tuż - Harry pomyślał przez chwilę, że
się przewróci - przed biurkiem nauczyciela.</p>

<p>To był cios poniżej
pasa. Siedział przez chwilę bez ruchu, niezdolny skłonić
swojego ciała do posłuszeństwa.</p>

<p>Czy on naprawdę
kazał mu <emphasis>tam</emphasis> usiąść?</p>

<p>- Nie mamy całego dnia,
Potter - warknął Mistrz Eliksirów. Harry przełknął
ślinę, zmusił się, żeby wstać, zebrał swoje
rzeczy i bez słowa skierował się do pierwszej ławki. Przed
sobą wyczuwał ciemny kształt biurka, jednak pilnował
się, żeby na niego nie patrzeć. Wspomnienia, które mogłoby
pociągnąć za sobą jedno spojrzenie, były zbyt
świeże i zbyt bolesne.</p>

<p>Kiedy padł na niego
cień, Harry nie podniósł głowy. Snape położył
przed nim pergamin z pytaniami.</p>

<p>- Masz czas do połowy
zajęć - powiedział. - Później uwarzysz eliksir, który
będziemy dzisiaj przerabiać.</p>

<p>Harry widział
czarną, falującą szatę tuż obok siebie, Długie,
blade palce trzymające pergamin sprawiły, iż zadrżał,
kiedy przypomniał sobie, że te palce jeszcze niedawno były <emphasis>w
nim</emphasis>. Zacisnął wargi, starając się odgonić
niechciane myśli i pokiwał głową. Tak bardzo chciał,
żeby Snape już sobie poszedł... Zapach eliksirów, który się
wokół niego unosił, wywoływał wspomnienia i całkowicie
go rozpraszał.</p>

<p>Kiedy Mistrz Eliksirów
odszedł, by zająć się lekcją, Harry
odetchnął z ulgą. Spojrzał na leżący przed nim
arkusz. Pytania dotyczyły składników, sposobu przygotowania i opisu
działania amortencji. Dzięki Hermionie znał na nie odpowiedzi.</p>

<p>Jego wzrok mimowolnie powędrował
w górę i zatrzymał się na stojącym przed nim biurku.</p>

<p><emphasis>Zobaczymy, jak TO ci się
spodoba...</emphasis></p>

<p>Echo słów Mistrza
Eliksirów rozbrzmiało w jego głowie, sprawiając, że serce
przeszył mu bolesny skurcz.</p>

<p><emphasis>Nie oczekuj ode mnie niczego
więcej...</emphasis></p>

<p>Obraz przed jego oczami
rozmazał się. Uświadomiwszy sobie, co to oznacza, szybko
opanował się i wziął kilka głębokich wdechów.
Odwrócił głowę, wbijając drżący wzrok w
ścianę i jednocześnie odsunął od siebie test.</p>

<p>Nie napisze go. Snape
może wywalić go z zajęć. Nic go to nie obchodzi.
Przynajmniej w końcu się od niego uwolni.</p>

<p>Starał się nie
trząść, słysząc głos Mistrza Eliksirów, który,
poza skrzypieniem piór, był jedynym dźwiękiem w klasie. Uparcie
wpatrywał się w ścianę, ale ciemny kształt stojącego
tuż przed nim biurka przyciągał jego wzrok jak magnes. Nie
mógł powstrzymać się od zerkania na nie od czasu do czasu. Za
każdym razem, kiedy jego wzrok padał na mebel, w głowie
rozbrzmiewały mu słowa Snape'a. Czasami podniecające, czasami
bolesne. Jednak zawsze wyjątkowo wyraźne, jakby jego umysł
przechowywał je przez cały czas i tylko czekał, by go nimi
zaatakować.</p>

<p>W pewnym momencie uczniowie
zabrali się do przygotowywania eliksiru, a Snape usiadł na swoim
miejscu przy biurku. Kiedy padło na niego spojrzenie czarnych oczu, Harry
natychmiast odwrócił głowę.</p>

<p>Pergamin z pytaniami
leżał daleko od niego. Snape <emphasis>musiał</emphasis> to
zauważyć.</p>

<p>Harry wyprostował
się na krześle, czekając na słowny atak ze strony
nauczyciela, jednak ten nie nastąpił. Kątem oka dostrzegł,
że mężczyzna pochyla się nad biurkiem i zaczyna coś
notować.</p>

<p>Gryfon słyszał
wyraźnie odgłosy siekania, bulgotanie w kociołkach i szeptem
prowadzone rozmowy za swoimi plecami. Skupiał całą
siłę woli, żeby patrzeć w ścianę i nie
myśleć o tym, co się wokół niego dzieje. I co się
może stać już niedługo, kiedy Snape w końcu straci
cierpliwość...</p>

<p>Stało się.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
podniósł się ze swego miejsca. Harry zacisnął
pięści na kolanach. Jednak nauczyciel nie podszedł do niego.
Zaczął się przechadzać po klasie, sprawdzając
postępy uczniów.</p>

<p><emphasis>Może daje mi czas na
zmianę decyzji. Chce, żebym się złamał...</emphasis></p>

<p>W pewnym momencie Snape
stanął tuż za nim, a Harry cały zesztywniał.
Wyczuwał wbijające się w niego spojrzenie. Słyszał za
sobą jego oddech. W końcu nauczyciel obszedł ławkę i
stanął tuż przed nim, krzyżując ramiona.</p>

<p>Harry czekał na ten
moment. Wiedział, że w końcu nadejdzie, ale i tak czuł, jak
serce próbuje wyskoczyć mu z piersi.</p>

<p>- Widzę, że
natchnienie cię opuściło, Potter - odezwał się w
końcu Mistrz Eliksirów. Harry usłyszał, jak wszyscy przerwali
pracę i zaczęli przyglądać im się z zaciekawieniem. Z
trudnością przełknął ślinę. - Miałem
nadzieję, że twoje wypowiedzi, będą równie <emphasis>wylewne</emphasis>,
co na poprzednim teście... - w głosie nauczyciela pojawiła
się znajoma nuta szyderstwa.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech,
kiedy fala gniewu uderzyła o brzegi jego opanowania.</p>

<p>Jak on śmie?!</p>

<p>Całą siłą
woli zmusił się, żeby nie podnieść wzroku. Wbił
go w ławkę. Nie mógł pozwolić, żeby Snape
zobaczył wyraz jego oczu. Nie chciał mu pokazać, jak bardzo ranią
jego słowa.</p>

<p>Kiedy Snape odezwał
się ponownie, jego głos był jeszcze chłodniejszy.
Obojętność Harry'ego musiała go wyprowadzać z
równowagi.</p>

<p>- Skoro jesteś taki
uparty, Potter, to nie pozostawiasz mi wyboru. Będę zmuszony...</p>

<p>- Może mi pan
postawić trolla - przerwał mu Harry. - Nic mnie to nie obchodzi.</p>

<p>Jego głos był
wyjątkowo opanowany, zważywszy na to, jakie emocje nim targały.
Nie widział twarzy Snape'a, ale podskórnie wyczuwał, że musi
być wściekły.</p>

<p>I dobrze.</p>

<p>- Przestań, Harry! -
zdenerwowany głos Hermiony wydał mu się nienaturalnie
głośny w panującej w klasie ciszy. - Przecież to umiesz.
Uczyłeś się.</p>

<p>Harry zamarł.
Gwałtownie podniósł głowę i zobaczył, jak Snape powoli
przenosi wzrok na Gryfonkę, a następnie z powrotem na Harry'ego. Jego
oczy zwęziły się.</p>

<p><emphasis>Domyślił się!</emphasis></p>

<p>Harry zaczął
przeklinać w myślach przyjaciółkę. Zniszczyła
cały jego plan. Snape już wiedział, że Harry tylko
udawał, żeby zostać wyrzuconym z zajęć.</p>

<p>Kiedy nauczyciel odezwał
się ponownie, jego głos był lodowato zimny.</p>

<p>- A może obejdzie
cię to, że masz dzisiaj wieczorem szlaban, Potter?</p>

<p>Harry zamknął oczy.
Teraz Snape będzie go dręczył jeszcze bardziej, zamiast
wywalić z zajęć. Nie puści mu płazem tak bezczelnej
próby kłamstwa. Przyszłość zaczęła rysować
mu się w bardzo ciemnych barwach.</p>

<p>- Dobrze, sir - odezwał
się cicho. - Zgłoszę się do profesor McGonagall.</p>

<p>Harry dostrzegł
kątem oka, jak wargi Mistrza Eliksirów wykrzywiają się w
paskudnym uśmiechu.</p>

<p>- Zgłosi się pan <emphasis>do
mnie</emphasis>.</p>

<p>Gdyby Harry już nie
siedział, to nogi na pewno odmówiłyby mu posłuszeństwa.</p>

<p>Mógł to przewidzieć!
Snape dążył do tego przez cały czas. A Harry sam dał
mu pretekst. Wściekłość na siebie zalała jego
umysł. Z trudem pokiwał głową i wyszeptał:</p>

<p>- Tak jest.</p>

<p>- Nie usłyszałem -
ostry głos nauczyciela zmusił Harry'ego do opanowania się.
Przełknął ślinę i podniósł wzrok,
spoglądając wprost w płonące gniewnie, czarne oczy.
Przeszył go dreszcz, ale nie dał tego po sobie poznać.</p>

<p>- Tak jest, sir -
odezwał się głośniej.</p>

<p>Zobaczył, jak przez
twarz Mistrza Eliksirów przebiega grymas satysfakcji. Jak dobrze go
znał... Ten wyraz twarzy zawsze oznaczał dla niego kłopoty.</p>

<p>W tym samym momencie Snape
oparł dłonie na blacie ławki i pochylił się do
Harry'ego, wbijając w niego twarde spojrzenie.</p>

<p>- Zgłosi się pan do
mojego gabinetu dzisiaj, po kolacji.</p>

<p>Harry nie mógł oderwać
wzroku od tego płonącego spojrzenia. Poczuł, jak ogarnia go
panika.</p>

<p><emphasis>Co on planuje?</emphasis></p>

<p>Pokiwał głową,
gdyż nie był w stanie wydusić z siebie już ani słowa
więcej.</p>

<p>- Radzę ci się
przygotować, Potter. Odpowiesz mi na wszystkie pytania, czy tego
będziesz chciał, czy nie.</p>

<p>Harry'ego zmroziło.</p>

<p><emphasis>Wpuścisz mnie, czy tego
będziesz chciał, czy nie...</emphasis></p>

<p>Słowa uderzyły go i
sprawiły, że ból, który do tej pory starał się
ukrywać, uwidocznił się na jego twarzy.</p>

<p>Zacisnął usta i
spuścił wzrok. Zdążył jednak zauważyć, jak
płomienie w oczach Mistrza Eliksirów przygasają. Jego twarz
pozostała jednak niewzruszona.</p>

<p>Harry wbił wzrok w
ławkę i przeklinał swoje głupie serce i słabe nerwy.
Mistrz Eliksirów wyprostował się i warknął w stronę
przypatrujących się całej scenie uczniów:</p>

<p>- Wracać do pracy!</p>

<p>Natychmiast powrócił
gwar i odgłosy siekania, miażdżenia i bulgotania. Harry
odetchnął, jednak zamiast ulgi, napłynął tylko
niepokój. Czekał go szlaban ze Snape'em. Najgorsze, co mogło go
spotkać...</p>

<p>Nie udało mu się
uwarzyć eliksiru na czas, co zbytnio go nie zdziwiło. Wiedział,
że nie będzie miał szans zrobić tego w o połowę
krótszym czasie, niż pozostali. Na dodatek ciążąca na nim
świadomość wieczornego szlabanu, całkowicie
wyprowadzała go z równowagi. Rozważał możliwość
nie pójścia, jednak, gdy wyobrażał sobie, czym mogłoby
się to dla niego zakończyć, natychmiast odpychał od siebie
tę myśl.</p>

<p>Wyglądało na to,
że nie miał wyboru.</p>

<p>Kiedy rozległ się
dzwonek ogłaszający koniec zajęć, Harry pozbierał
wszystko najszybciej, jak się dało i skierował się do
wyjścia. Chciał się stąd w końcu wydostać. Jednak
kiedy był już przy drzwiach, jakaś sylwetka
przepchnęła się przed nim. Harry zachwiał się i
cofnął kilka kroków. Malfoy odwrócił głowę i
spojrzał na niego twardym, nienawistnym wzrokiem. Jego wargi
wykrzywiał pogardliwy uśmiech. Odwrócił się i podszedł
do Harry'ego, sprawiając, że Gryfon cofnął się. Nie
miał pojęcia, co Malfoy planuje zrobić, ale jego wzrok wybitnie
mu się nie podobał. Zobaczył, jak Malfoy pochyla się i
zatrzymuje twarz tuż przy jego uchu. Harry usłyszał cichy szept:</p>

<p>- Twój kochanek miał
wczoraj pracowitą noc - zniżył głos do jeszcze cichszego
szeptu i wysyczał. - A ty będziesz następny, Potter.</p>

<p>Harry'emu zrobiło
się słabo. Cała krew odpłynęła z jego twarzy.
Odwrócił głowę i spojrzał przerażony prosto w
wykrzywioną złośliwym uśmiechem twarz Ślizgona.</p>

<p>Przez ułamek sekundy
przez jego myśli przemknął obraz Snape'a mordującego
mugoli. Przecież Mistrz Eliksirów był Śmierciożercą.
Mógł brać w tym udział...</p>

<p>Nogi ugięły
się pod nim i musiał oprzeć się o framugę drzwi,
żeby się nie przewrócić. Miał wrażenie, że
całe powietrze uleciało z jego płuc. Zakręciło mu
się w głowie.</p>

<p>Harry ponownie spojrzał
na Ślizgona i przeraził się, widząc przekrwiony, utkwiony w
sobie wzrok pociemniałych oczu, w których płonęła
nienawiść tak silna, jakiej jeszcze nigdy nie widział.</p>

<p><emphasis>Nie, to niemożliwe! On
kłamie! Snape by nigdy...</emphasis></p>

<p>- Jakiś problem, panie
Malfoy? - głos Snape'a był ostry jak brzytwa. Harry
otrząsnął się i zobaczył, jak Malfoy odsuwa się
od niego i spogląda z wściekłością na stojącego
przy biurku i przyglądającego im się nauczyciela. Ślizgon
odwrócił głowę i prychnął pod nosem.</p>

<p>- Do zobaczenia, Potter -
rzucił w jego stronę głosem zimnym jak lód, po czym oddalił
się szybkim krokiem.</p>

<p>Harry wyprostował
się i nie oglądając ani razu, wyszedł z klasy.</p>

<p>Co to miało
znaczyć? Co Malfoy chciał mu powiedzieć? Przecież Snape nie
mógłby brać w tym udziału. To prawda, że był
Śmierciożercą, ale był także szpiegiem Dumbledore'a.
Należał do Zakonu Feniksa.</p>

<p>Nie mógłby zrobić
czegoś takiego. To niemożliwe!</p>

<p>Cichy głosik w jego
głowie przypomniał mu, że Snape robił już kiedyś
takie rzeczy, kiedy stał jeszcze po stronie Voldemorta, jednak Harry
szybko go uciszył. Przecież teraz było zupełnie inaczej.
Prawda...?</p>

<p>- Harry! - Hermiona
dopadła go w następnym korytarzu. - Co ty wyprawiasz? -
syknęła. - Chcesz, żeby Snape cię wywalił?
Przecież uczyłeś się tego. Co ty chcesz
osiągnąć?</p>

<p>Harry nie patrzył na
nią. Był zły na przyjaciółkę za to, że
wygadała się przed Snape'em i go w to wpakowała.</p>

<p>- To nie twoja sprawa -
odparował, usiłując ją wyminąć, ale
zagrodziła mu drogę.</p>

<p>- A właśnie,
że moja! Nie pozwolę ci zawalić przedmiotu! Wygląda na to,
że musimy bardzo poważnie porozmawiać - jej głos
drżał ze zdenerwowania. Harry spojrzał na nią ze
złością.</p>

<p>- Nie mamy o czym, Hermiono -
wysyczał przez zaciśnięte zęby. Wyminął ją i
ruszył szybko korytarzem.</p>

<p>- Zaczekaj, Harry! -
próbowała go zatrzymać, ale nie obejrzał się ani razu.</p>

<p>Nie poszedł na obiad,
chcąc jej uniknąć. Na kolejnych lekcjach siadał razem z
Ronem jak najdalej od niej. Czuł pełne wyrzutu spojrzenia, które mu
rzucała, ale postanowił się tym nie przejmować. Już i
tak miał na głowie szlaban ze Snape'em. Nie potrzebował jeszcze
jej kazań.</p>

<p>Ron okazał się
solidarny i nie wspominał o ich kłótni, żeby go nie
denerwować. O szlabanie wspomniał tylko raz, ale bardzo szybko
zamilkł, kiedy Harry rzucił mu miażdżące spojrzenie.</p>

<p>Po zajęciach
postanowił odpocząć od przyjaciół i poszedł do
Hagrida. Opieka nad Krakwatami znakomicie pomogła mu zająć
myśli. Nie na długo jednak. Zmusił się, żeby
pójść na kolację, gdyż wystarczająco już
zgłodniał. Twarde jak kamień ciasteczka, którymi
poczęstował go Hagrid, nie nadawały się do jedzenia.</p>

<p>Snape'a nie było na
kolacji, ale to wcale nie poprawiło chłopakowi samopoczucia.
Usiadł daleko od Hermiony, zjadł szybko posiłek i
opuścił Wielką Salę, kierując swoje kroki ku lochom.</p>

<p>Kiedy schodził po
schodach czuł, jak nogi uginają się pod nim. Po raz pierwszy od
tygodnia miał spotkać się ze Snape'em sam na sam. I tym razem nie
w schowku czy klasie, ale w jego gabinecie.</p>

<p>Powtarzał sobie, że
idzie tam tylko na szlaban. Zrobi to, co Snape każe mu zrobić i
pójdzie sobie.</p>

<p>Byłby głupcem,
gdyby nie spodziewał się, że Mistrz Eliksirów będzie
próbował go sprowokować. Przecież on uwielbia go upokarzać.
Nie odmówi sobie takiej zabawy.</p>

<p>Ale nie pozwoli mu się
złamać. Nie tym razem!</p>

<p>Kiedy Harry stanął
przed drzwiami gabinetu Snape'a, serce omal nie wyskoczyło mu z piersi.
Wziął kilka głębokich wdechów, próbując je
uspokoić, po czym podniósł drżącą rękę i
zapukał.</p>

<p>Kiedy drzwi nie
otworzyły się od razu, w serce Harry'ego wkradł się promyk
nadziei, że może nauczyciela nie ma. Może wydarzyło
się coś ważnego i szlaban się nie odbędzie. Jednak po
chwili usłyszał kroki i cała nadzieja ulotniła się z
niego w okamgnieniu.</p>

<p>Drzwi otworzyły się
i wzrok Harry’ego spotkał się z przeszywającym spojrzeniem.
Przełknął ślinę, ale udało mu się nie
spuścić oczu.</p>

<p>- Dobry wieczór, panie
profesorze - odezwał się lekko zachrypniętym głosem. Przez
wargi Mistrza Eliksirów przebiegł nikły uśmieszek.</p>

<p>- Czy będzie dobry,
Potter, to się jeszcze okaże...</p>

<p>Harry zamrugał. To
była dziwna odpowiedź.</p>

<p>Snape odsunął
się, żeby go przepuścić. Gryfon wkroczył do gabinetu i
rozejrzał się. Był tu już kilka razy, ale widok
różnych dziwnych, nieprzyjemnych rzeczy, pływających w
stojących na półkach słojach, zawsze przyprawiał go o
dreszcze. W pomieszczeniu panował półmrok. Ściany były
zastawione butelkami, słoikami i książkami. Wszystko było
tu w ciemnych, przygaszonych i przygnębiających barwach. Wzrok
Harry'ego zatrzymał się na stojącym na środku pomieszczenia
biurku. Przez chwilę nie mógł oderwać od niego oczu.</p>

<p>Czy wszystkie,
należące do Snape'a biurka, będą teraz tak na niego
działać?</p>

<p>- Widzę, że podoba
ci się moje biurko, Potter - nuta rozbawienia w głosie
mężczyzny była aż nazbyt wyczuwalna.</p>

<p>Harry skrzywił się.</p>

<p>"To jest gra" -
pomyślał. Ale nie pozwoli się w nią
wciągnąć. Przyszedł tu tylko odrobić szlaban.</p>

<p>- Może przejdziemy
już do rzeczy? - warknął w stronę nauczyciela. Mistrz Eliksirów
spojrzał wprost na niego, a w oczach zapłonęły mu
złośliwe iskierki.</p>

<p>- Jaki niecierpliwy...</p>

<p>Lubieżny uśmiech
pojawił się na twarzy mężczyzny. Widząc go, Harry
uświadomił sobie nagle, jak mogła brzmieć jego
odpowiedź w kontekście wcześniejszej uwagi Snape’a o biurku.
Oblał się rumieńcem.</p>

<p>Był zły na siebie,
że dał się wciągnąć w pułapkę.
Zastanawiało go, czy Snape ma zamiar przez cały szlaban
wypowiadać takie dwuznaczne kwestie. To było wredne i wyrachowane.
Ale przecież Mistrz Eliksirów taki właśnie był...</p>

<p>Harry chciał
właśnie zapytać, co ma robić, gdy Snape odwrócił
się od niego i rzucił ostro:</p>

<p>- Za mną, Potter!</p>

<p>Te słowa zaskoczyły
Harry'ego. Myślał, że szlaban będzie się odbywał
w gabinecie. Ale jeżeli nie tutaj, to gdzie? Przecież w pobliżu
nie było żadnego innego pomieszczenia, poza - Harry patrzył z
przerażeniem, jak Snape podchodzi do zamkniętych drzwi,
znajdujących się po drugiej stronie gabinetu - prywatnymi komnatami
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Poczuł, jak krew uderza
mu do głowy, kiedy Snape otworzył drzwi i spojrzał na niego
wyczekująco.</p>

<p>Nie! Nie wejdzie tam! Nigdy w
życiu! Musi coś wymyślić...</p>

<p>- Może da mi pan
jakieś kociołki do czyszczenia? - wydukał. - Będę je
sobie tutaj czyścił. Nie chcę panu przeszkadzać, panie
profesorze.</p>

<p>Skrzywił się, kiedy
nagle uświadomił sobie, gdzie i kiedy wypowiedział ostatnio te
słowa. Wspomnienia uderzyły w niego, ale szybko je powstrzymał i
wepchnął głęboko w najdalszy kąt swojego umysłu.</p>

<p>Snape uniósł jedną
brew.</p>

<p>- Mam dla pana zupełnie
inne zadanie, panie Potter - złośliwy wyraz nie znikał z jego
twarzy. Harry poczuł, że ogarnia go panika.</p>

<p><emphasis>Co on miał na
myśli? Co każe mu robić?</emphasis></p>

<p>- Źle się
czuję. Czy moglibyśmy przełożyć szlaban na kiedy
indziej? - wymamrotał, chwytając się ostatniej deski ratunku.
Zmysły podpowiadały mu, że jeżeli przejdzie przez te drzwi,
to stanie się coś, czego bardzo się obawiał.</p>

<p>Snape nie zmienił wyrazu
twarzy.</p>

<p>- Jakieś kłopoty z
sercem, panie Potter?</p>

<p>Harry poczuł, że
się rumieni. Szybko się jednak opanował i zaczął
obrzucać go w myślach potokiem przekleństw. Kiedy nadal
stał bez ruchu, Snape zmrużył niebezpiecznie oczy i
warknął w jego stronę:</p>

<p>- Rusz się, Potter. I
nie każ mi tego drugi raz powtarzać.</p>

<p>Harry poczuł, że
cierpliwość Mistrza Eliksirów zaczyna się wyczerpywać.
Wolał nie przekonywać się na własnej skórze, co
będzie, kiedy całkowicie się skończy...</p>

<p>Zacisnął
pięści i powoli przeszedł przez drzwi.</p>

<p>Pierwsze, co rzuciło mu
się w oczy, to duży, zielony fotel, stojący naprzeciwko kominka,
w którym płonął ogień, trzaskając cicho i
rzucając rozedrgane cienie na stojące wzdłuż ścian
półki z książkami. Obok fotela stał niski stolik, a dalej
kolejny fotel, ale mniejszy i obity ciemniejszym materiałem. Na jednej ze
ścian, pomiędzy biblioteczkami, znajdował się mały
barek, na którym stało wiele butelek, różnego kształtu i
wielkości. Coś podpowiadało Harry'emu, że nie są to
jednak eliksiry. W odległym kącie pokoju stała czarna
myślodsiewnia. Harry zauważył, że w tej chwili nie zawierała
żadnych myśli. Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały
się kolejne drzwi. Zapewne do sypialni.</p>

<p>Harry poczuł znajomy
prąd, przeszywający jego ciało, kiedy to sobie
uświadomił. Znajdował się w prywatnych komnatach Mistrza
Eliksirów. Nigdy przedtem tu nie był i nawet nie marzył, że
kiedyś będzie. Był prawie pewien, że jest pierwszym
uczniem, któremu Snape pozwolił je zobaczyć. To uczucie było
całkiem miłe. Zawsze wyobrażał sobie, że będzie
tu równie ponuro, jak w jego gabinecie. Pokój jednak okazał się
niespodziewanie przyjemny... i przytulny. Może nie był urządzony
w jakiś szczególnie wyszukany sposób, ale było tu o wiele milej,
niż w surowym, przygnębiającym pomieszczeniu, przez które
właśnie przeszli.</p>

<p>Snape zamknął drzwi
i podszedł do barku. Harry stanął pod ścianą, niepewny
i onieśmielony. Spoglądał na wysoką, odzianą w czerń
sylwetkę mężczyzny i zachodził w głowę, co
też Snape mógł dla niego przygotować. Jednak nie
odważył się zapytać. Bał się, że
odpowiedź mogłaby go przerazić.</p>

<p>Po pewnym czasie Mistrz
Eliksirów odwrócił się, a Harry dostrzegł dwie filiżanki i
stojący na podgrzewaczu imbryk.</p>

<p>Snape pija herbatę? To
odkrycie było dla niego zaskoczeniem. Nie potrafił sobie
wyobrazić tego człowieka zajmującego się tak przyziemnymi
sprawami.</p>

<p>Skarcił się za
takie myślenie. Przecież Snape nie jest jakimś nadprzyrodzonym
tworem. On <emphasis>jest</emphasis>człowiekiem. Zbyt często, patrząc na
niego, miało się wrażenie, że jest kimś w rodzaju
mrocznego demona. Ale to nie była prawda. Harry przekonał się o
tym dobitnie, podczas tych kilku chwil sam na sam...</p>

<p>Poczuł się
nieswojo, widząc intensywne spojrzenie, które wbijał w niego
mężczyzna. Zobaczył, jak Mistrz Eliksirów rusza w jego
stronę. Jeżeli do tej pory Gryfonowi udawało się
zachować spokój, to w tym momencie serce podskoczyło mu niemal do
gardła, a krew rozpaliła żyły. Zaczął się
cofać, ale kiedy poczuł za plecami półkę z
książkami uświadomił sobie, że nie ma dla niego drogi
ucieczki. Świdrujące spojrzenie czarnych oczu wciskało go w
mebel, a umysł zalała wzburzona fala przerażenia.</p>

<p>Snape był już przy
nim. Harry poczuł gorzkawo-słodki zapach eliksirów. Nogi
ugięły się pod nim. Mistrz Eliksirów naparł na niego,
przygniatając do półek i...</p>

<p>...wyciągnął
rękę po jedną ze stojących na nich książek.</p>

<p>Spojrzał na
okładkę, po czym westchnął teatralnie i
odłożył ją na miejsce.</p>

<p>- Och, to nie ta...</p>

<p>Harry stał, uwięziony
pomiędzy półkami a chłodnym ciałem Mistrza Eliksirów i
powoli odzyskiwał równowagę psychiczną. Jego
żołądek powracał na swoje miejsce, ale serce nadal
biło jak oszalałe. Kiedy Snape sięgnął po
następną książkę, zawroty głowy tylko
przybrały na sile.</p>

<p>Był tak blisko...</p>

<p>Harry pomyślał,
że to zagranie było tak wyrachowane, iż tylko Snape mógł je
wymyślić. Sądząc po reakcjach swojego ciała,
udało mu się ono znakomicie. Doskonale wiedział, jak na niego działał
i postanowił swoją moc wykorzystać. Robił wszystko,
żeby Harry poddał się i zaczął go <emphasis>o to</emphasis>
prosić. Bliskość odzianego w czerń, szczupłego
ciała mężczyzny, podziałała. Harry poczuł,
że robi się twardy i nic nie może na to poradzić.
Świadomość tego przeraziła go bardziej, niż
perspektywa stanięcia oko w kieł ze stadem Krakwatów Jadowitych.</p>

<p>"Nie! Tylko nie
to!" - krzyczał w myślach, rozkazując ciału, żeby
się uspokoiło. Wiedział jednak, że to niemożliwe. Nie,
kiedy Snape był tak blisko...</p>

<p>"Jeszcze trochę, a
on się zorientuje..." - Harry próbował przesunąć
biodra, ale nie był w stanie się poruszyć. Snape
przysunął się jeszcze bliżej, a chłopak
wciągnął gwałtownie powietrze, czując, jak jego
erekcja ociera się o udo mężczyzny.</p>

<p>- Chyba znalazłem - oczy
Mistrza Eliksirów rozbłysły, a w głosie pojawiła się nuta
złośliwej satysfakcji. Harry zapragnął zapaść
się pod ziemię. Snape odsunął się od niego i
podał mu książkę. - Masz piętnaście minut,
żeby się przygotować - rzekł. - Potem zadam ci pytania, na
które miałeś odpowiedzieć na teście.</p>

<p>Harry starał się
nie okazywać, jak ciężko przychodzi mu oddychanie. Pokiwał
głową i wziął książkę. Na ułamek
sekundy chłodne palce Mistrza Eliksirów musnęły jego
dłoń i sprawiły, że na moment cały zesztywniał i
zabrakło mu tchu. Snape zdawał się tego nie zauważyć,
ale Harry doskonale wiedział, że zrobił to specjalnie. Że <emphasis>wszystko</emphasis>
robił specjalnie...</p>

<p>- Siadaj - Mistrz Eliksirów
wskazał na mniejszy fotel, a sam podszedł do półki, na której
podgrzewała się herbata. Harry spojrzał na trzymaną w
rękach książkę: "Najpopularniejsze eliksiry
miłosne i sposoby ich przygotowania".</p>

<p>Nie mógł uwierzyć,
że Snape nadal chciał go tym męczyć. Czy on się nigdy
nie podda? Harry postanowił, że nie da mu się złamać.
Snape może knuć intrygi, uwodzić go i robić tysiące
innych rzeczy, ale nigdy nie zmusi go, żeby odpowiedział na te
pytania. A jeżeli nie odpowie, to będzie musiał go oblać.</p>

<p>Poczucie wygranej
zagościło w jego umyśle i sprawiło, że
rozluźnił się trochę. Usiadł w fotelu i
położył książkę na kolanach. Nawet jej nie
otworzył, kiedy Snape podszedł i postawił na stoliku dwie
herbaty. Usiadł w drugim fotelu, oparł się wygodnie i
zapatrzył w ogień. Zaległa niezręczna cisza.</p>

<p>Harry starał się
nie gapić zbyt otwarcie, ale chyba nie bardzo mu to wychodziło.
Cienie rzucane przez płomienie tańczyły na wydatnym nosie i
kościach policzkowych mężczyzny. Odbijały się w
hebanowych włosach i czarnej, opinającej ciało szacie.</p>

<p>Z trudem oderwał wzrok i
także spojrzał w ogień. Nie potrafił pojąć, jak
to się stało, że ten mężczyzna jeszcze do niedawna
wydawał mu się nieatrakcyjny. To prawda, że miał duży
nos, surowe rysy twarzy i głębokie zmarszczki na czole, pomiędzy
brwiami i w kącikach ust. Ale to wszystko nadawało mu tylko tego
nieokreślonego, mrocznego uroku. Jak mógł wcześniej tego nie
dostrzegać?</p>

<p>Harry wyczuł, że
Snape spogląda na niego.</p>

<p>- Widzę, że tak
świetnie znasz odpowiedzi, że postanowiłeś odrzucić
moją propozycję - odezwał się cichym, chłodnym
głosem. - A więc doskonale. Możemy zaczynać.</p>

<p>Harry odetchnął
głęboko i uśmiechnął się w duchu.</p>

<p>- Wymień wszystkie
składniki eliksiru miłosnego, zwanego amortencją.</p>

<p>- Niestety nie potrafię
tego zrobić, panie profesorze - odpowiedział natychmiast.</p>

<p>Snape zmrużył oczy,
ale nie skomentował tego.</p>

<p>- W takim razie, może
powie mi pan, jaki zapach ma dobrze uwarzony eliksir?</p>

<p>- Przykro mi, ale nie znam
odpowiedzi na to pytanie - odparł gładko Harry, wytrzymując
wbijające się w niego spojrzenie ciemnych oczu. Widział, że
Snape rozważa coś przez chwilę, po czym zadał kolejne
pytanie:</p>

<p>- Czy wiesz cokolwiek o tym
eliksirze, Potter?</p>

<p>- Bardzo mi przykro, ale nie
wiem o nim absolutnie nic - odpowiedział zdecydowanym głosem,
patrząc nauczycielowi prosto w oczy.</p>

<p>Snape odchylił się
w fotelu. Jego twarz nie wyrażała niczego. Wyglądało na to,
że kłamstwa Harry'ego nie wywierały na nim żadnego
wrażenia. A przecież powinien wpaść w szał.</p>

<p>"Przecież on wie,
że kłamię" - pomyślał Harry, nie wierząc,
że ta bezczelność uchodzi mu na sucho.</p>

<p>- I co ja mam z tobą
zrobić, Potter? - westchnął Snape, nie spuszczając z niego
odbijających płomienie oczu. Jednak Harry miał wrażenie,
że te płomienie nie pochodzą z kominka.</p>

<p>- Będzie pan musiał
mnie oblać - powiedział chłodno Harry.</p>

<p><emphasis>No dalej! Wściekaj
się! I tak tego ze mnie nie wyciągniesz.</emphasis></p>

<p>Snape nie odpowiedział.
Spojrzał na stojącą na stoliku filiżankę.</p>

<p>- Herbata ci stygnie, Potter.</p>

<p>Sam sięgnął po
swoją filiżankę i upił z niej kilka łyków. Harry
poczuł, jak ogarnia go złość.</p>

<p>Dlaczego on jest taki
spokojny? Przecież powinien już dawno wpaść w szał,
zwymyślać go i wyrzucić za drzwi. A najlepiej wywalić z
zajęć. Przecież Harry nic nie umie.</p>

<p>Złapał ze
złością herbatę i wypił ją jednym haustem.
Może, kiedy zobaczy, że Harry nie da się złamać, to
zrezygnuje w końcu i uzna, że przegrał? Musi jedynie
zachować spokój. Opanowanie to klucz do sukcesu.</p>

<p>Snape odstawił swoja
filiżankę i wbił w niego świdrujące spojrzenie. Przez
ułamek sekundy Harry'emu wydawało się, że przez jego twarz
przepłynął wyraz satysfakcji.</p>

<p>- W takim razie możemy
kontynuować - powiedział cicho Snape i uśmiechnął
się mrocznie.</p>

<p>Harry nie wierzył
własnym uszom. Nadal chce go zamęczać tymi pytaniami?
Przecież już mu powiedział, że nic nie...</p>

<p>Nagle stało się
coś dziwnego. Obraz przed oczami Gryfona zaczął się
rozmazywać. Zamrugał kilka razy, próbując przegonić
mgłę, ale to nic nie pomogło. Poczuł zawroty głowy.
Wszystko wokół pociemniało. Został sam, w ciszy i pustce. Snape
był tylko niewyraźną sylwetką, która zlewała się
w jedno z wszechogarniającym mrokiem.</p>

<p>W pewnej chwili wszędzie
wokół niego rozbrzmiał donośny, rozkazujący głos,
odbijając się echem od dalekich, niewidzialnych ścian i
powracając z jeszcze większa siłą:</p>

<p>- Wymień wszystkie
składniki amortencji.</p>

<p>Harry wiedział, że <emphasis>musi</emphasis>
odpowiedzieć na to pytanie. Nic innego się w tej chwili dla niego nie
liczyło. Miał wrażenie, że, jeżeli nie odpowie, to
zdarzy się coś strasznego.</p>

<p>- Składnikami
potrzebnymi do uwarzenia amortencji są w głównej mierze kwiaty.
Najczęściej są to fiołki, astry, jaśminy lub irysy.
Najlepiej, aby zostały zebrane w czasie pełni księżyca.
Poza tym, w kociołku powinna znaleźć się też skórka
pomarańczy, starty korzeń młodej mandragory, werbena i zarodniki
paproci, zmieszane z wodą lub alkoholem - odpowiadał monotonnym
głosem, jakby czytał wszystko z książki.</p>

<p>- Doskonale - rozbrzmiał
ponownie głos. - A teraz powiedz mi, jak wygląda prawidłowo
uwarzona amortencja.</p>

<p>Odpowiedź na to pytanie
wydała się Harry'emu zadaniem ważniejszym, niż cokolwiek
innego. Nic nie potrafiłoby go powstrzymać od udzielenia jej.</p>

<p>- Znakiem, że wywar
się udał, jest bijący od niego perłowy blask i para
unosząca się w charakterystycznych spiralach - odparł Harry i
natychmiast ulżyło mu, że to z siebie wyrzucił. Miał
wrażenie, że każde pytanie przygniata go ogromnym
ciężarem i jedyny sposób, żeby się go pozbyć, to na
nie odpowiedzieć.</p>

<p>W pewnej odległości
majaczyła ciemna sylwetka Mistrza Eliksirów. Daleka część
umysłu Harry'ego niejasno zdawała sobie sprawę z tego, że
to on zadaje pytania.</p>

<p>- Może opowiesz mi
jeszcze o zapachu amortencji? - zapytał głos.</p>

<p>- Każdy człowiek
zapach amortencji odczuwa inaczej - odparł Harry. - Woń wywaru
kojarzy mu się zawsze z zapachami, które są dla niego
najprzyjemniejsze.</p>

<p>- A jaki jest
najprzyjemniejszy zapach dla ciebie?</p>

<p>- Twój - odpowiedział
bez namysłu Harry.</p>

<p>Po tej wypowiedzi
zapadło milczenie.</p>

<p>Gryfon czekał z
niecierpliwością na kolejne pytanie, ale nie nadchodziło.
Zaczął się niepokoić. Po jakimś czasie odniósł
wrażenie, że obraz przed jego oczami powoli się rozjaśnia,
a z ciemności zaczynają wyłaniać się kształty
mebli. Głos powrócił, ale wydał mu się teraz znacznie
cichszy i odleglejszy. I znacznie mniej ważny.</p>

<p>- Jeszcze jedno pytanie,
Potter. Czy bolała cię głowa w ostatni piątek?</p>

<p>Harry już miał
odpowiedzieć, ale coś go powstrzymało. Pomyślał,
że nie ma ochoty odpowiadać na to pytanie.</p>

<p>- Odpowiedz - ponaglił
głos i Harry poczuł, że słowa same wyrywają się z
jego ust.</p>

<p>- Nie, nie bolała mnie.</p>

<p>Sylwetka siedzącego
przed nim Mistrza Eliksirów stawała się coraz wyraźniejsza.
Świadomość powoli powracała do ciała chłopaka...</p>

<p>Był w prywatnych
komnatach Snape'a. Miał u niego szlaban. Pili herbatę i...</p>

<p>Harry poczuł się
nagle tak, jakby dostał tłuczkiem. Zerwał się z fotela,
pomimo tego, że wciąż miał plamy przed oczami i
kręciło mu się w głowie.</p>

<p>- Dałeś mi
veritaserum! - wykrzyknął łamiącym się głosem,
wciąż lekko zamroczony. - Jak mogłeś?! - Kiedy Snape nie
odpowiedział, Harry odwrócił się do drzwi.
Wściekłość przeganiała zamroczenie. Czuł się
zdradzony i oszukany. - Wychodzę! - oświadczył dobitnie, jednak
jego głos znowu się załamał.</p>

<p>- Czy na pewno tego chcesz? -
zapytał cicho Mistrz Eliksirów.</p>

<p>"Tak!" -
pomyślał Harry, ale jego usta powiedziały:</p>

<p>- Nie!</p>

<p>Wciągnął
gwałtownie powietrze i zamknął oczy, czekając, aż
mikstura całkowicie przestanie działać. Niemal wyczuwał
triumfalny uśmiech na twarzy mężczyzny. Do jego uszu dobiegł
mroczny głos Snape'a:</p>

<p>- Widzisz, Potter? Jednak nie
było to takie trudne.</p>

<p>Złość i
poczucie niesprawiedliwości obmywały brzegi umysłu Gryfona, a
spiętrzone fale urażonej dumy uderzały w jego samoopanowanie.</p>

<p>Jak on mógł mu to
zrobić? Jak śmiał?!</p>

<p>Otworzył oczy i
zmusił się, by spojrzeć na przypatrującego mu się z
wyraźną satysfakcją mężczyznę.</p>

<p>- Nie miałeś prawa
tego zrobić - powiedział drżącym głosem, czując,
że nogi się pod nim uginają.</p>

<p>- Sam mnie do tego
zmusiłeś, Potter - odparł spokojnie Snape. - Gdybyś nie
był taki uparty i bezczelny, nie musiałbym tego robić.</p>

<p>Nogi odmówiły Harry'emu
posłuszeństwa. Opadł na fotel i ukrył twarz w
dłoniach.</p>

<p>Wszystko poszło na
marne. Po co tak się starał? Po co próbował przekonać
Snape'a, że już nigdy nie pozwoli mu się złamać?
Cały ten tydzień był jednym, wielkim koszmarem. Starał
się być twardy i nieugięty, ale całe poświęcenie,
wszystkie postanowienia, zostały zrujnowane. To, co udało mu się
z takim trudem wywalczyć przez cały tydzień zostało
zniszczone przez Snape'a w zaledwie minutę. I cokolwiek by sobie nie
postanowił, jakkolwiek by nie próbował z nim walczyć, to teraz
siedział w jego komnatach, całkowicie zdruzgotany i pokonany.</p>

<p>Przypomniało mu
się, że Snape groził mu kiedyś na lekcji, że pewnego
dnia poda mu veritaserum, ale nigdy nie myślał, że zrobi to
naprawdę...</p>

<p>- Potter - cichy głos
Snape'a z trudem przebił się przez tornado myśli i uczuć
szalejących w głowie Harry'ego, ale w ogóle nie zwrócił na niego
uwagi.</p>

<p>Powinien domyślić
się, że to się tak skończy. Nie warto było
walczyć ze Snape'em, ponieważ z nim <emphasis>nie da</emphasis> się
wygrać. Zawsze osiągnie to, co chce. Zawsze postawi na swoim.
Był zbyt inteligentny, za sprytny, żeby można go było
pokonać. I Harry odczuł to wyjątkowo boleśnie.</p>

<p>- Spójrz na mnie - głos
Mistrza Eliksirów był niezwykle łagodny, ale Harry był
całkowicie pogrążony w swoich myślach. Pokręcił
przecząco głową, pragnąc, by dał mu spokój.</p>

<p>Ostatnie pytania
całkowicie zburzyły wizerunek, jaki budował wokół siebie.
Wyszedł na kretyna. Wszystko legło w gruzach. I na dodatek
powiedział mu takie rzeczy... Co on mógł sobie pomyśleć?
Że Harry jest głupim, naiwnym szczeniakiem, który sam nie wie, czego
chce. A najgorsze było to, że to prawda....</p>

<p>Nigdy z nim nie wygra. Równie
dobrze może poddać się już teraz.</p>

<p>Serce Harry'ego
zaczęło powoli się uspokajać, a krew w jego
żyłach przestała płonąć. Szum w głowie
ustępował.</p>

<p>Musi wziąć się
w garść! Nie może załamywać się na oczach Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Zaczął
oddychać głęboko, pozwalając, żeby wzburzone emocje
opadły. Odetchnął jeszcze kilka razy, zanim opuścił
ręce i spojrzał na Snape'a.</p>

<p>Mężczyzna
wbijał w niego przenikliwy, zamyślony wzrok. Harry
przełknął ślinę, ale zmusił się, żeby
nie odwrócić głowy. Postanowił zachować resztki
godności.</p>

<p>- Dlaczego tak się
krzywdzisz? - głos Mistrza Eliksirów był niewiarygodnie cichy i
spokojny, kiedy wypowiadał te słowa. Jednak ich sens uderzył w
Harry'ego z taką siłą, iż przez chwilę zabrakło
mu powietrza w płucach.</p>

<p>- Jeżeli tak bardzo
boisz się swoich pragnień - kontynuował Snape tym samym,
spokojnym tonem - to daję ci wybór - wskazał na drzwi. - Możesz
wyjść, jeżeli chcesz. Nie będę cię
zatrzymywał.</p>

<p>Harry siedział w fotelu,
niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i patrzył, jak Snape wstaje i podchodzi
do półek, wybiera książkę i ponownie siada w fotelu,
pogrążając się w lekturze.</p>

<p>Spojrzał na Snape'a, a
następnie przeniósł wzrok na drzwi.</p>

<p>Miał wrażenie,
że jego świadomość rozszczepiła się na dwie,
zupełnie różne osobowości, które zaczęły walczyć
między sobą.</p>

<p><emphasis>Możesz stąd
wyjść. Pozwolił ci na to. Możesz się w końcu od
niego uwolnić.</emphasis></p>

<p>I dalej będziesz
się krzywdził. I dalej będziesz go pragnął. To
się nie zmieni. Przecież nadal go chcesz.</p>

<p><emphasis>Snape to przypadek
beznadziejny. On zawsze będzie cię tak traktował. Nigdy nie uda
ci się zdobyć tego, czego naprawdę pragniesz.</emphasis></p>

<p>A czego najbardziej
pragniesz? Właśnie jego. W końcu ci się uda. Nie
możesz się teraz poddać. Wiedziałeś, jaki on jest.
Wiedziałeś, że nie będzie łatwo. Ale im trudniej, tym
bardziej smakuje zwycięstwo. Swoim oddaniem uda ci się go
złamać. W końcu wygrasz.</p>

<p><emphasis>Nie masz żadnych szans.
Każdy w końcu musi pogodzić się z klęską. On
uwielbia ranić i jeszcze nie raz to zrobi. Chcesz tego?</emphasis></p>

<p>Ale jeżeli teraz
wyjdziesz, to będziesz tego bardzo żałował. Będziesz
żałował, że nie wykorzystałeś szansy. I
będziesz cierpiał.</p>

<p><emphasis>A czy teraz nie cierpisz?
Spójrz, do czego cię zmusił. Upokorzył kolejny już raz. Ile
można wytrzymać?</emphasis></p>

<p>Musisz w siebie wierzyć.
Nie możesz się tak po prostu poddać. Jeżeli to zrobisz, to
stracisz wszystko, co do tej pory udało ci się wywalczyć.
Cały twój wysiłek pójdzie na marne.</p>

<p><emphasis>Mógłbyś
unieść się dumą i wyjść stąd teraz.
Przynajmniej zachowałbyś swoją godność.</emphasis></p>

<p>I co byś wtedy
miał? Tylko swoją dumę. Dalej byłbyś
nieszczęśliwy.</p>

<p><emphasis>A teraz jesteś
szczęśliwy?</emphasis></p>

<p>Jeżeli się poddasz,
to może i ocalisz dumę, może uda ci się kiedyś o nim
zapomnieć. Ale w twoim sercu pozostanie pustka, której niczym nie uda ci
się wypełnić.</p>

<p><emphasis>Ale przynajmniej w końcu
będziesz wolny...</emphasis></p>

<p>Nie, nigdy nie będziesz
wolny, dopóki on będzie w pobliżu. Każdy dzień, w którym
będziesz go widział, będzie dla ciebie torturą,
ponieważ wciąż będziesz pamiętał o tym, że
miałeś szansę i z niej nie skorzystałeś.</p>

<p>Że miałeś
wybór...</p>

<p>Harry wziął bardzo
długi i bardzo głęboki oddech. Następnie spojrzał na
Snape'a, który spokojnie siedział w fotelu i czytał
książkę. Nieświadomy bitwy, która rozegrała się w
umyśle jego ucznia.</p>

<p>Harry zamknął oczy
i westchnął przeciągle.</p>

<p>Podjął
decyzję.</p>

<p>Powoli podniósł się
z miejsca, starając się nie zwracać uwagi na to, że nogi
uginają się pod nim, a każdy krok jest ogromnym wysiłkiem.
Okrążył stolik i stanął tuż przed Mistrzem
Eliksirów, a następnie delikatnie wyjął mu
książkę z rąk i odłożył ją na bok.</p>

<p>Serce Harry'ego
szarpnęło się, kiedy Snape wbił w niego przeszywające
spojrzenie i zmrużył oczy.</p>

<p>Harry
wyciągnął rękę i dotknął szorstkiego,
chłodnego policzka mężczyzny.</p>

<p>Uśmiechnął
się i wyszeptał:</p>

<p>- Wybieram ciebie.</p>

<p>________________</p>

<p>* "So complicated" by
Carolyn Dawn Johnson</p>

<p><strong>--- rozdział 12 ---</strong></p>

<p><strong>12. Detention.</strong></p>

<p><emphasis>I
won't touch you there</emphasis></p>

<p><emphasis>unless
you ask me to touch you there...</emphasis></p>

<p><emphasis>boy...</emphasis>*</p>

<p>- Wybieram ciebie.</p>

<p>Słowa same
wypłynęły z jego ust, jakby chciały i musiały
zostać wypowiedziane. Spoglądał w napięciu na twarz Mistrza
Eliksirów. Dostrzegł błysk w czarnych oczach, a kąciki
zaciśniętych w wąską kreskę ust drgnęły
nieznacznie. Mężczyzna nie wyglądał na zaskoczonego. W jego
oczach można było zobaczyć coś na kształt...
pewności siebie, triumfu. Jakby wiedział, co się zdarzy, zanim
to nastąpiło. Wrażenie trwało jednak tylko ułamek
sekundy i Harry zastanawiał się, czy nie było przywidzeniem.</p>

<p>Powoli opuścił
rękę, jednak nie był w stanie oderwać wzroku. Mistrz
Eliksirów zmrużył oczy i przyglądał mu się z taką
uwagą, jakby chciał wyczytać jego myśli. Nie musiał
jednak tego robić, Harry czuł, że wszystkie emocje są
doskonale widoczne na jego twarzy, a nie miał siły, by starać
się je ukryć.</p>

<p>Ciemne, wbijające
się w niego oczy, hipnotyzowały i wciągały go w swą
niezmierzoną głębię. Czuł, jak, wbrew sobie, zaczyna
drżeć. Kiedy jego kolano zetknęło się przypadkowo z
odzianym w czarny materiał kolanem Mistrza Eliksirów, przez jego
ciało przeszedł nagły, bolesny prąd.</p>

<p>Snape był tak blisko...
Na wyciągnięcie ręki. Ale Harry obawiał się
wykonać jakikolwiek ruch. Za bardzo bał się odrzucenia.</p>

<p>- Zamierzasz tak stać i
gapić się na mnie przez całą noc, Potter? - mroczny
głos przerwał panującą w pomieszczeniu ciszę i
sprawił, że Harry niemal podskoczył. Jednak jego ton pozbawiony
był złośliwości. Wyczuł w nim jedynie... ponaglenie, a
na twarzy zobaczył wyraz zniecierpliwienia.</p>

<p>Gryfon zareagował bez
zastanowienia.</p>

<p>Jego nogi same ruszyły
do przodu, a dłonie złapały otulone w czarny materiał
ramiona i chwilę później Harry siedział już okrakiem na
kolanach Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Serce biło mu jak
szalone, jakby samo było przerażone jego
śmiałością. Teraz, kiedy znalazł się tak blisko,
zobaczył płomienie szalejące na końcu czarnych tuneli oczu
mężczyzny. Zadrżał, dziękując w duchu, że
już siedzi, bo nogi najpewniej ugięłyby się pod nim.</p>

<p>W pewnej chwili
rozżarzone niczym węgle oczy Snape'a oderwały się od jego
twarzy i powoli zsunęły w dół, zatrzymując się na jego
- niech to szlag! - wyraźnie wypukłym kroczu. Nie udało mu
się powstrzymać wypływającego na twarz rumieńca.
Bliskość mężczyzny tak właśnie na niego
działała - sprawiała, że nie miał żadnej kontroli
nad swoim ciałem.</p>

<p>Przez twarz Mistrza Eliksirów
przebiegł uśmieszek. Harry'emu zakręciło się w
głowie.</p>

<p>Dlaczego ten szyderczy wyraz
twarzy wprawiał go w taki stan?</p>

<p>- Widzę, Potter, że
twój kłopot leży teraz nieco niżej... - powiedział
miękko Snape, a w jego oczach zamigotały złośliwe płomyki.
Harry zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, do czego pił
nauczyciel. I wtedy przypomniał sobie.</p>

<p><emphasis>Jakieś kłopoty z
sercem, panie Potter?</emphasis></p>

<p>Zarumienił się, ale
jego gryfońska odwaga i cięty język szybko przejęły
pałeczkę. Przesunął biodra i wyczuł twardość
w spodniach mężczyzny. Jego oczy rozbłysły triumfalnie.</p>

<p>- Czuję, że nie
tylko ja mam kłopot... - powiedział cicho, uśmiechając
się. Zobaczył, jak kąciki ust Mistrza Eliksirów
drgnęły, a w ciemnych oczach pojawiły się iskierki
rozbawienia. Nie było w nich zwyczajowego szyderstwa. Było za to...
coś nowego. Nieznanego. Przyjemnego.</p>

<p>Ciepłego...</p>

<p>Nie myśląc o tym,
co robi, przysunął się bliżej i wtulił twarz w
szyję mężczyzny, poszukując tego ciepła. Poczuł,
jak ciało pod nim sztywnieje, ale dłonie nie odsunęły go.
Zamknął oczy, wdychając gorzki zapach ziół i słodki,
ostry aromat cynamonu. Słyszał w uszach bicie własnego serca.
Cały świat rozpłynął się. Pozostały jedynie
zmysły.</p>

<p>Wtulając twarz w
chłodną szyję, Harry doznał cudownego, nieznanego
dotąd uczucia, które zalało jego drżące serce.
Wypuścił ramiona mężczyzny i objął jego
szyję, przyciskając się do niego jeszcze mocniej, jakby za
wszelką cenę chciał pokonać dzielące ich bariery.
Wszystkie, pełne nienawiści, słowa, wściekłe
spojrzenia, raniące gesty. Pragnął zmiażdżyć je w
uścisku, przywierając do odzianego w czerń ciała i nie
pozwolić, by kiedykolwiek powróciły.</p>

<p>Czuł, jak Mistrz
Eliksirów wstrzymuje oddech, słyszał bicie jego serca,
gorzko-słodki zapach, powoli ustępujący chłód ciała.
To było coś więcej, niż bliskość.</p>

<p>Doznanie warte było
każdej ceny, jaką przyszło mu, i zapewne przyjdzie jeszcze,
zapłacić.</p>

<p>- Chcę ciebie -
wyszeptał Snape'owi do ucha. - Zrobię wszystko, czego zapragniesz...
powiedz tylko słowo - chwilę potem spłonął
rumieńcem, przejęty własną śmiałością.
Usłyszał głośno wypuszczane powietrze, ale nie
doczekał się odpowiedzi. Spojrzał na twarz mężczyzny.
Wzrok Snape'a był nieodgadniony, choć Harry miał wrażenie,
że w jego oczach dostrzegł coś mrocznego... niebezpiecznego.</p>

<p>- Czy na pewno chcesz
dać mi tak ogromną władzę, panie Potter? - zapytał
głębokim głosem. - Czy naprawdę... zrobiłbyś
wszystko?</p>

<p>- Cokolwiek zechcesz -
wyszeptał żarliwie Harry. Zobaczył na twarzy Snape'a wyraz
zamyślenia, po czym pojawiło się na niej coś, czego jeszcze
nigdy nie widział... konsternacja. Jednak trwało to krócej niż
zaczerpnięcie oddechu.</p>

<p>- Będę miał to
na uwadze, panie Potter - powiedział cicho mężczyzna,
chłodnym, opanowanym głosem, bez cienia emocji. Jednak Harry
wyczuł pęknięcie w tym zimnym tonie, jakby Snape za wszelką
cenę starał się coś ukryć...</p>

<p>Nie zastanawiał się
jednak nad tym dłużej, gdyż nie był to czas i miejsce na
takie przemyślenia. Musiał działać, dopóki miał
taką możliwość. Będzie musiał zaryzykować...
Delikatnie dotknął wargami odsłoniętej szyi. Zachęcony
tym, że nie został zwymyślany i zepchnięty z kolan,
przywarł mocniej do bladej skóry, składając na niej szybkie,
wygłodniałe pocałunki, jakby bał się, że ten
moment może zostać za chwilę brutalnie przerwany.</p>

<p>Jeszcze mocniej
przytulił się do szczupłego ciała i jęknął,
czując, jak jego zamknięty w spodniach członek ociera się o
brzuch mężczyzny. Zareagował na ten dotyk twardniejąc
jeszcze bardziej i łapiąc w zęby płatek ucha. Kiedy fala
podniecenia na chwilę odpłynęła, zaczął
językiem obmywać przestrzeń za nim. Z zaskoczeniem
zauważył, że głowa Snape'a odchyliła się do
tyłu, a z jego zaciśniętych ust wyrwał się jęk,
po którym nastąpił długi pomruk przyjemności.</p>

<p>Wyglądało na to,
że trafił we wrażliwy punkt... Zachęcony reakcją,
złapał ponownie w usta płatek ucha i zaczął go
łapczywie ssać, liżąc jednocześnie ciepłym
językiem. Odgłosy stały się głośniejsze, a
ciało pod nim wygięło się mimowolnie, jakby przyjemność
była silniejsza, niż próby zachowania zimnej krwi. Umysł
Harry'ego wydał okrzyk triumfu.</p>

<p>Puścił ucho i
wpił się wargami w szyję mężczyzny. Zaczął
zachłannie ssać skrawek skóry, delikatnie naciskając na nią
zębami. Zapragnął zostawić swój ślad. Ślad
Harry'ego Pottera na Severusie Snapie. Zakręciło mu się w
głowie, kiedy poczuł, jak silne dłonie łapią go za
ramiona i gwałtownie odsuwają od siebie. Z ust Gryfona wyrwał
się jęk zawodu, którego nie potrafił powstrzymać.</p>

<p>Jego rozgorączkowany
wzrok napotkał płonące spojrzenie mężczyzny i aż
zachłysnął się z wrażenia, widząc szalejący
w tych oczach ogień.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, Potter? -
warknął Snape, znakomicie panując nad swoim głosem. Harry
podziwiał jego zdolność do samokontroli, gdyż sam czuł
się tak, jakby miał za chwilę eksplodować z pragnienia.
Opór mężczyzny działał na niego niczym płachta na byka
i sprawiał, że żar w ciele chłopaka ciągle
wzrastał i pchał go coraz dalej w szaleństwo.
Zapragnął złamać Snape'a za wszelką cenę.
Wiedział, że potrafi tego dokonać.</p>

<p>Wyrywając się z
przytrzymujących go dłoni, rzucił się do przodu, wbił
paznokcie w czarny materiał na ramionach Mistrza Eliksirów, gotów
bronić się zawzięcie, gdyby mężczyzna próbował go
odsunąć. Po czym zaczął składać szybkie,
niecierpliwe, pełne głodu pocałunki na jego chłodnej szyi,
brodzie i przestrzeni wokół ucha. Smakował językiem skórę,
chcąc doprowadzić go do takiego samego wrzenia, w jakim sam się
znajdował.</p>

<p>Czuł, jak ciało
mężczyzny drży pod nim, słyszał z trudem
powstrzymywane jęki, które tylko podgrzewały buzujące w nim
pragnienie, jednak silne dłonie złapały go niczym żelazne
szpony i ponownie oderwały od siebie. Harry dostrzegł zanikający
szybko, gorączkowy blask w oczach mężczyzny.</p>

<p>- Przestań się ze
mną drażnić, Potter - rzucił chłodno Snape.
Potrafił doskonale władać swym głosem. W jego tonie nie
pobrzmiewała nawet jedna nuta uczucia, jakby nic, co robił Harry, nie
wywierało na nim wrażenia. A przecież jego ciało
przeczyło temu i Harry doskonale zdawał sobie z tego sprawę.</p>

<p>Zamknął na
chwilę oczy, pragnąc uciec od miażdżącego i
odbierającego odwagę spojrzenia. Odetchnął
głęboko, po czym uniósł powieki i wyszeptał
zachrypniętym głosem:</p>

<p>- Chcę ciebie... -
zawiesił na chwilę głos. - Severusie - dokończył z
naciskiem, patrząc głęboko w czarne, obserwujące go
uważnie oczy. Zobaczył, jak Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi, a
przez jego twarz przebiegł wyraz irytacji. Rozchylił delikatnie usta,
jakby chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się.
Przejechał językiem po cienkich wargach (ten gest sprawił,
że Harry zadrżał), na których pojawił się mroczny
uśmiech, niosący ze sobą pewną obietnicę.</p>

<p>Harry poczuł, że
zalewa go fala nieopisanego żaru.</p>

<p>- Chcesz mnie, panie Potter?
- głos Snape'a był uwodzicielsko przyciszony. - A więc weź
sobie to, czego chcesz...</p>

<p>Severus wypuścił
ramiona Harry'ego z uścisku i położył dłonie na
oparciach fotela.</p>

<p>Gryfon zamrugał kilka
razy, skonsternowany.</p>

<p>Czyżby Snape
właśnie pozwolił mu zrobić to, na co ma ochotę?</p>

<p>Nie namyślając
się długo, drżące dłonie Harry'ego
ześliznęły się na pierś Severusa i zaczęły
nieudolnie odpinać guziki długiej, czarnej szaty. Nie szło mu najlepiej,
ale był teraz w takim stanie, że nie utrzymałby nawet
różdżki. Jego oczy zabłysły. Spod czarnego materiału
wyłonił się blady, gładki tors mężczyzny. To
wprawiło Harry'ego w jeszcze większe drżenie, a krew w jego
żyłach zapłonęła. Zniecierpliwiony, zostawił
guziki i odsunął się nieznacznie, by móc się pochylić.
Złapał poły szaty, rozsunął ją i wpił
się ustami w chłodna skórę. Ssał delikatnie i na przemian
smakował ją językiem - była chłodna i słonawa.
Jego dłonie drżały, kiedy odsunął szatę jeszcze bardziej
i zobaczył czerwony sutek. Krew uderzyła mu do głowy i
przestał zupełnie myśleć, kiedy pochylił się i
przyssał do niego, obmywając go ciepłym językiem. Przez
szum w uszach przedarł się mroczny pomruk przyjemności. Krew w
jego żyłach zawrzała. Złapał sutek w zęby i wtedy
z ust Snape'a wyrwał się wyraźny jęk, a ciało
drgnęło niekontrolowanie.</p>

<p>Harry
uśmiechnął się do siebie w duchu. Okazało się,
że opanowany Mistrz Eliksirów jednak nie zawsze i nie do końca
potrafi się kontrolować. A Harry wiedział już, jak
przełamać tą zaporę. W końcu pozwolił mu
robić to, na co ma ochotę. Nadal bał się odepchnięcia,
jeżeli posunąłby się za daleko, ale poszukiwanie tej
nieprzekraczalnej bariery było niesłychanie podniecające.</p>

<p>Na co jeszcze może sobie
pozwolić?</p>

<p>Spodziewał się,
że Severus nie wytrzyma i w końcu sam zacznie dotykać Harry'ego,
tak jak wtedy, w klasie. Jednak nic takiego się nie stało. Snape
siedział sztywno, poddając się niewprawnym, zachłannym
pieszczotom, jednak sam nie okazywał żadnej chęci odwzajemnienia
ich.</p>

<p>Harry tak bardzo chciał
poczuć na swojej rozgrzanej skórze te zimne palce. Pragnął
dotyku chłodnego ciała, przyciśniętego do jego
własnego. Jednak Severus tylko siedział i najwyraźniej nie
miał zamiaru pomagać mu w czymkolwiek.</p>

<p>Jakby zamierzał go w ten
sposób ukarać. Za nieobecność na jego lekcji, za unikanie go, za
kłamstwa, za sprzeciwianie się. Za wszystko.</p>

<p>Harry z trudem oderwał
usta od zaczerwienionego sutka i spojrzał mętnym wzrokiem wprost w
zmrużone z przyjemności, ciemne oczy, w których błyszczały
złośliwe iskierki. Zrozumiał, że aby cokolwiek dostać,
musi sam to sobie wziąć.</p>

<p>Zdesperowany,
złapał za swój sweter i jednym, szybkim ruchem,
ściągnął go przez głowę. Następnie, nie
próbując nawet męczyć się z odpinaniem guzików koszuli,
zdjął ją także i odrzucił daleko od siebie.</p>

<p>W chwili, kiedy to
zrobił, ujrzał gorączkowy błysk w oczach Mistrza Eliksirów.
Błysk ów sprawił, że zakręciło mu się w
głowie z pożądania. Chciał ujrzeć go znowu.
Chciał, aby Severus pragnął go tak samo, jak wtedy. Chciał go
złamać!</p>

<p>Zsunął się z
kolan mężczyzny, nie zważając na drżące oraz
uginające się kolana i szybko pozbył się butów oraz
skarpetek, a następnie zaczął odpinać pasek swoich spodni. Widząc,
że oczy Snape'a śledzą uważnie każdy jego ruch, powoli
zsunął spodnie z bioder, ukazując doskonale widocznego pod
cienkim materiałem majtek, twardego i nabrzmiałego penisa, który
wyglądał, jakby wyrywał się w stronę Severusa, jakby
pragnął jak najszybciej poczuć dotyk jego dłoni i
języka.</p>

<p>Zadrżał na
samą myśl o tym.</p>

<p>Kiedy pozbył się
już spodni i włożył dłonie w majtki, by je także
zdjąć, zawahał się na moment, gdyż nagle dopadło
go paraliżujące uczucie wstydu.</p>

<p>Oto stoi w komnatach Mistrza
Eliksirów i rozbiera się przed nim. Ciemne, błyszczące oczy
ślizgają się zachłannie po jego ciele, skąpanym w
blasku płonącego w kominku ognia. Badają uważnie każdy
zarys i wypukłość, każdą część
młodego, szczupłego ciała.</p>

<p>Na policzki chłopaka
wypłynął rumieniec, którego nie potrafił powstrzymać.</p>

<p>Jednak jedno spojrzenie
czarnych jak węgiel oczu i brwi unoszące się nieznacznie, w
geście ponaglenia, zdusiły w nim jakikolwiek opór. Ponownie
zapłonął ogniem pożądania, który
pochłonął jego umysł i popychał ciało coraz dalej
i głębiej w odmęty poniżającego oddania.</p>

<p>Zdjął ostatnią
część garderoby i stał przez chwilę bez ruchu,
zniewolony głodem, który dostrzegł na twarzy mężczyzny.
Ciemne, przeszywające oczy powoli zsunęły się po jego
ciele, obejmując je w całej okazałości, a następnie
powędrowały ponownie w górę, zatrzymując się na jego
oczach. To było niemal jak pieszczota...</p>

<p>Wstyd został
zastąpiony uniesieniem, a wątpliwości rozwiały się jak
dym, nakazując Harry'emu podejść do otulonej w czerń
postaci i usiąść ponownie na kolanach Severusa. Materiał
spodni mężczyzny drapał go w skórę. Jego blade ciało
silnie kontrastowało z czernią szat Mistrza Eliksirów i Harry
uświadomiwszy sobie, że siedzi mu na kolanach całkowicie nagi
poczuł, jak zaczyna drżeć, a serce podchodzi mu do gardła.</p>

<p>Przysunął się
bliżej i jęknął, kiedy jego członek otarł
się o szorstki materiał szaty mężczyzny. Czarne oczy
płonęły, śledząc każdy jego ruch i
ślizgały się po nagim ciele, ogrzewając skórę swa
intensywnością. Zobaczył mroczny uśmiech na cienkich
wargach i zadrżał, kiedy Severus zwilżył je językiem.
Przez ułamek sekundy poczuł, że zwariuje, jeżeli nie
skosztuje tych ust, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili.
Pamiętał, jak to się skończyło ostatnim razem. To
była granica, której nie miał prawa przekroczyć.</p>

<p>Tak bardzo pragnął,
by Snape go dotknął, by zakończył tę spalającą
go udrękę.</p>

<p>- Do... dotknij mnie -
wydukał, czerwieniąc się i opierając rozgrzany policzek o
ramię mężczyzny.</p>

<p>- Gdzie mam cię
dotknąć, panie Potter? - usłyszał mroczny głos
tuż przy swoim uchu. Jego ciało przeszył bolesny prąd.
Pragnąc powstrzymać niekontrolowane drżenie, przywarł
jeszcze mocniej do odzianego w czerń mężczyzny i
wyjęczał nieskładnie:</p>

<p>- Tam. Dotknij mnie... t-tam.</p>

<p>Wyczuł, jak przez wargi
Mistrza Eliksirów przebiega uśmieszek.</p>

<p>- Tam? To znaczy gdzie? Musi
mi pan dokładnie pokazać to miejsce, panie Potter.</p>

<p>Harry wiedział, że
Snape się z nim drażni, ale pragnienie, które go spalało,
było silniejsze, niż jakiekolwiek inne uczucia. Zamykając oczy,
wziął dłoń Severusa i delikatnie położył
ją na swym błagającym o dotyk członku.</p>

<p>W chwili, kiedy zimne palce
zacisnęły się na jego twardym penisie, poczuł, jak osuwa
się w ciepłą, obezwładniającą otchłań
przyjemności. Jego ciało zalała fala gorąca, a z ust
wyrwał się przeciągły jęk, zduszony przez
materiał szaty, do której przyciskał zaczerwienioną twarz. W
nozdrzach czuł słodką woń cynamonu i gorzki zapach
ziół, który jeszcze bardziej rozniecał płonące w jego
lędźwiach podniecenie. Ten zapach zawsze przyprawiał go o
zawroty głowy. A teraz był tak blisko i mógł wdychać go do
woli, upajać się nim.</p>

<p>Kiedy obezwładniająca
fala podniecenia opadła nieznacznie, jego umysł był w stanie
nareszcie przeanalizować sytuację i nie spodobało mu się
to, co odkrył. Jęknął zniecierpliwiony i przesunął
biodra, pragnąc, by Snape przestał się w końcu z nim
drażnić i zaczął poruszać dłonią. Jednak nic
takiego się nie stało. Chłodna ręka zaciskała się
tylko na jego gorącym członku, który pulsował i domagał
się doznań.</p>

<p>Harry sapnął,
odrywając twarz od ramienia Severusa i spoglądając na niego
mętnymi oczyma zza zaparowanych okularów.</p>

<p>- Zrób to... -
wyszeptał. Czuł, że każde słowo kosztuje go wiele
wysiłku. Jedna z brwi Mistrza Eliksirów uniosła się.</p>

<p>- Co chcesz, abym
zrobił, panie Potter?</p>

<p>Myśli Harry'ego
były równie mętne, jak jego wzrok.</p>

<p>Snape chciał go
poniżyć, upokorzyć...</p>

<p>Jednak nie potrafił mu
się przeciwstawić. Nie w tej chwili.</p>

<p>- D-dotykaj g-go... - prawie
załkał, spuszczając wzrok i spoglądając na
dłoń Severusa, zaciskającą się na jego
zaczerwienionym, pulsującym członku. Długie, smukłe palce
obejmowały go w całości. Ten widok przyprawił go o
dreszcze. - Proszę... - dodał, zamykając oczy i czując
nieprzyjemne pieczenie pod powiekami.</p>

<p>Dlaczego Snape tak się
nad nim znęcał?</p>

<p>- Pokaż mi - gorący
szept mężczyzny sprawił, że jego twarz
zapłonęła. - Pokaż mi, jak mam to zrobić.</p>

<p>Chłopak wyczuł w
głosie Snape'a delikatne ponaglenie. I podniecenie.</p>

<p>Przełykając gorycz,
ujął zaciśniętą na jego erekcji dłoń i, nie
otwierając oczu, zaczął powoli kierować nią w
górę i w dół. Pod jego powiekami rozbłysły gwiazdy. Dłoń
Snape'a paliła go swym chłodem, potęgując doznania i
wprawiając ciało Harry'ego w gorączkowy stan uniesienia.
Wyczuwał na sobie spojrzenie tych cudownych oczu, spijających
każdą eksplozję przyjemności, pojawiającą
się na jego twarzy.</p>

<p>W końcu nie
potrafił już wytrzymać. Oderwał rękę i
złapał czarny materiał szaty Mistrza Eliksirów, pragnąc
krzyczeć i drapać w rozkoszy, lecz wtedy dłoń
poruszająca się na jego członku także znieruchomiała.</p>

<p>Z trudem uniósł powieki
i widząc błyszczące złośliwie oczy
mężczyzny, wypuścił ze świstem powietrze i
zachlipał, spragniony tego obezwładniającego, wzbudzającego
ekstazę dotyku.</p>

<p>Doprowadzony do
ostateczności, odsunął smukłą rękę,
złapał pulsującą erekcję we swą własną
dłoń i zaczął poruszać nią szybko, z pragnieniem
gotującym się pod skórą.</p>

<p>Doznania nie dorównywały
tym, wywoływanym przez wprawne dłonie Severusa, jednak Harry'emu
wystarczał dotyk jego szat na rozgrzanej skórze i gorący,
przyspieszony oddech owiewający jego twarz.</p>

<p>Odchylił głowę
do tyłu i onanizując się w coraz szybszym tempem,
zaczął jęczeć ochryple, wbijając palce drugiej
ręki w ramię Snape'a. Nagle, przez zasłonę ciepłej,
lepkiej przyjemności przedarł się mroczny, rozkazujący
głos:</p>

<p>- Spójrz na mnie!</p>

<p>Ciało Harry'ego
zadziałało instynktownie, mimo, że jego umysł
płonął z zażenowania. Wiedział, co robi;
wiedział, na czyich oczach to robi, ale nie potrafił przestać.
Uniósł powieki i aż zachłysnął się z
wrażenia, widząc wbijające się w niego, przygniatające
intensywnością spojrzenie ciemnych oczu, płonących jak w
gorączce. Pomyślał, że jeżeli zaraz nie dostanie tego
mężczyzny w całości, to eksploduje z pragnienia.</p>

<p>Zsunął się z
kolan i uklęknął przed nim, po czym sięgnął
drżącymi rękami ku spodniom mężczyzny. Chwilę
męczył się z zamkiem, próbując rozpiąć go trzęsącymi
się z niecierpliwości dłońmi, po czym wsunął je w
otwór i jego palce zacisnęły się na twardym, pulsującym
organie.</p>

<p>Był taki ciepły i
gładki w dotyku. Zupełnie inny, niż reszta ciała Mistrza
Eliksirów. Delikatnie wyjął go ze spodni, a wtedy wszystkie
myśli rozsypały się w morzu iskier, które wybuchły przed
jego oczami, kiedy ujrzał czerwonego, nabrzmiałego penisa
mężczyzny.</p>

<p>Poczuł się tak, jak
wtedy, kiedy znajdował się pod wpływem eliksiru Desideria
Intima. Obraz przed jego oczami rozmazał się całkowicie, a
jedyną wyraźną rzeczą stał się sterczący
zachęcająco, zaczerwieniony penis, który ledwie mieścił
się w jego dłoni. Był dokładnie taki, jakim go
zapamiętał. Dopiero teraz, trzymając go w ręku zdał sobie
sprawę z tego, jak bardzo za tym tęsknił.</p>

<p>Przeniósł zaszklony
wzrok na twarz Mistrza Eliksirów, która zaczęła w końcu
zdradzać symptomy palącego, trawiącego go z ogromna
siłą pragnienia. Harry widział to pragnienie. Trzymał je w
dłoni. Gorące i gotowe na to, by znaleźć się w nim.</p>

<p>Wiedział, co
zrobić. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu.</p>

<p>- Czy tego pan szuka, panie
Potter? - głos Snape'a w wystudiowany sposób przyciągnął
jego uwagę. Tylko on potrafił brzmieć tak szyderczo i
uwodzicielsko zarazem. W chwili, gdy podniósł wzrok i ujrzał w
dłoni mężczyzny małą buteleczkę, poczuł, jak
na twarz wypływa mu rumieniec. Jednak opanował się szybko.
Gotujące się w nim pożądanie było silniejsze, niż
jakiekolwiek inne uczucie.</p>

<p>Nawet gdyby do pomieszczenia
wpadli nagle Ron i Hermiona, na czele z Dumbledore'em, kazałby im co
najwyżej zamknąć cicho drzwi i nie przeszkadzać.</p>

<p>Podciągnął
się na drżących rękach i usiadł z powrotem na kolanach
Snape'a, biorąc butelkę z jego dłoni. Wiedział, że
Severus w niczym mu nie pomoże. Wręcz przeciwnie. Ten wredny drań
rozkoszował się torturowaniem go swoją obojętnością
i obserwowaniem, jak Harry sam upokarza się na jego oczach.</p>

<p>Kiedy to sobie
uświadomił, niewytłumaczalna fala gorąca uderzyła w
jego lędźwie z taką siłą, że aż
zakwilił.</p>

<p>"Czyżby
właśnie to..." - nie potrafił dokończyć tej
myśli, zbyt przerażony. Wepchnął ją głęboko
w najdalszy zakamarek swojego umysłu i skupił się na chwili
obecnej.</p>

<p>Trzęsącą
się dłonią wylał trochę płynu na palce i
delikatnie rozprowadził go po członku mężczyzny. Oczy
Severusa przymknęły się na chwilę z przyjemności.
Następnie, czerwieniąc się tak, iż miał wrażenie,
że za chwilę chyba spali się ze wstydu, sięgnął
do tyłu i włożył wilgotny palec wprost w
zagłębienie pomiędzy swoimi pośladkami. Uczucie
chłodnego pieczenia sprawiło, że jęknął ponownie,
jednak nic nie było go już w stanie powstrzymać. Spadał w
przepaść dusznego, wilgotnego pożądania, kierując
pulsujący w jego dłoniach członek w stronę swojego
wejścia.</p>

<p>Wiedział, że czeka
go ból. Jednak wiedział także, że będzie on niczym w
porównaniu z rozkoszą.</p>

<p>Czuł wbijające
się w niego, intensywne spojrzenie. Severus obserwował wszystkie te
zabiegi z miną człowieka, który ogląda bardzo przyjemne i
interesujące przedstawienie.</p>

<p>Harry, podniecony
świadomością, że jest tak uważnie obserwowany,
zacisnął zęby, ustawił się odpowiednio i
pchnął pośladki w dół.</p>

<p>Eksplozja bólu i krzyk, który
wyrwał mu się z ust, zmieszały się z głębokim,
pełnym przyjemności pomrukiem Mistrza Eliksirów. Ujrzał czerwone
plamy przed oczami, jednak parł dalej, chcąc przyjąć go w
całości, pragnąc poczuć go w swoim wnętrzu.
Zacisnął powieki i złapał dłońmi odziane w
czarną szatę ramiona Severusa tak mocno, jakby chciał
przebić materiał i wydrapać skórę.</p>

<p>Słyszał
głębokie, niskie dźwięki, które wydawał z siebie
mężczyzna, jednak nie był w stanie otworzyć oczu. Pieczenie
pod powiekami przybierało na sile, jego uda drżały z
wysiłku, jednak nie zważał na to. Powoli, cal po calu,
nabijał się na twardy, niczym żelazny pręt organ Mistrza
Eliksirów. Przycisnął spocone czoło do piersi
mężczyzny i próbował uspokoić oddech.</p>

<p>Naparł ponownie.</p>

<p>Ból eksplodował,
sprawiając, że Harry krzyknął przez zaciśnięte
zęby. W tym samym momencie poczuł muśnięcie magii. Z trudem
otworzył oczy i zobaczył, jak Snape odkłada swoją różdżkę.</p>

<p>Szybko zrozumiał. Mistrz
Eliksirów musiał wyciszyć pomieszczenie.</p>

<p>Gryfon poczuł, że
się rumieni i postanowił bardziej nad sobą panować.</p>

<p>Jednak okazało się
to niemożliwe, kiedy gorący, pulsujący członek
wsunął się w niego jeszcze głębiej, doprowadzając
do tego, że o wiele przyjemniejsze uczucie zaczęło rozchodzić
się po jego ciele, wypierając ból. Przypływy i odpływy
drżenia obmywały wszystkie części jego ciała, a
żar palił skórę i wnętrzności. Pragnąc
zdusić krzyk, zagryzł wargę niemal do krwi. Wtedy dotarł do
niego głęboki głos Severusa:</p>

<p>- Nie przestawaj. Chcę
słyszeć twoje jęki...</p>

<p>Te słowa zatopiły
jego umysł i ciało w morzu gorących iskier. Łapiąc
czarną szatę w zęby, pchnął ostatecznie i w tym samym
momencie wszystkie odczucia skumulowały się, pogrążając
jego zmysły w agonii przyjemności, kiedy czubek penisa otarł
się o jego prostatę. Zakwilił, nie potrafiąc zapanować
nad głosem; nie potrafiąc zapanować nad ciałem, które
samowolnie poderwało się w górę i nadziało ponownie,
domagając się jeszcze więcej, jeszcze silniej...
Zajęczał w ramię mężczyzny, próbując
opanować drżenie, które wstrząsnęło całym jego
ciałem i skumulowało się w lędźwiach. Kolejna
eksplozja rozkoszy wybuchła żarem pod jego powiekami, wyciskając
mu łzy z oczu. Gryząc szatę i ramię Snape'a i wbijając
paznokcie w jego ciało, pozwalał, aby przyjemność
unosiła jego pośladki i posyłała je z powrotem ku centrum
rozkoszy. Z każdym pchnięciem przez jego ciało
przepływał bolesny prąd, zastępując ból fizyczny -
bólem przyjemności i otaczając umysł gorącą,
parującą mgłą. Do jego uszu z trudem przebijały
się pojękiwania wydobywające się z ust Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Z trudem otworzył oczy i
natychmiast został przygwożdżony przez żar
płonący w czarnych oczach Severusa, śledzących każdy
jego ruch i ślizgających się po nagim, szczupłym ciele,
nabijającym się na jego rozgrzany organ. Oczy mężczyzny
chłonęły ten widok z zachłannością,
pożerały go wygłodniale. A musiał to być naprawdę
podniecający widok, jak uświadomił sobie Harry, zanim kolejne uderzenie
w prostatę pozbawiło go tchu i zdolności myślenia. Do
akompaniamentu pulsujących w jego ciele fal przyjemności
dołączyła nowa gama pobudzających doznań.</p>

<p>Zaczął
poruszać się jeszcze szybciej, nabijając się coraz
głębiej i mocniej. Jęczał i dyszał w ramię
Severusa. Czuł spływające po plecach stróżki potu i
obezwładniający ból w wyczerpanych udach, które drżały
coraz bardziej przy każdym uniesieniu pośladków.</p>

<p>Wyjąc z
niemożności zaspokojenia płonącego w nim pragnienia,
znieruchomiał, próbując złapać urywany oddech. Jego serce
biło jak oszalałe, a oczy przysłaniała mgła.
Uniósł głowę i wyjęczał ochrypłym,
łamiącym się głosem:</p>

<p>- P-proszę... Pieprz
m-mnie.</p>

<p>Oczy Mistrza Eliksirów
rozbłysły groźnym blaskiem. Ku zaskoczeniu Harry'ego,
mężczyzna uniósł ręce, zdjął mu okulary i
odłożył je na bok. Obraz przez jego oczami stał się
tak bardzo rozmazany, że ledwie cokolwiek widział.</p>

<p>I wtedy do niego
dotarło. Snape nie chciał, żeby Harry zobaczył jego twarz
podczas szczytowania.</p>

<p>Poczuł, jak silne
dłonie łapią jego pośladki i w chwilę później
silne pchnięcie pozbawiło go zdolności myślenia, widzenia i
mówienia. W jego lędźwiach eksplodowała ogromna fala
przyjemności, opanowując w ułamku sekundy całe jego
ciało i podrzucając go w górę, niczym szmacianą lalkę.</p>

<p>Harry chlipał i
jęczał, a silne, szybkie pchnięcia mężczyzny
podrzucały jego szczupłe ciało w górę tylko po to, by
pozwolić jego pośladkom opaść wprost na spotkanie twardego,
śliskiego członka. Za każdym razem, kiedy jego czubek
uderzał w prostatę, Harry krzyczał ochrypłym głosem,
jakby próbując uwolnić rozsadzający go od środka ból
rozkoszy, który spalał jego ciało, a umysł
pogrążał w odmętach uniesienia.</p>

<p>Severus przyspieszył,
trzymając jego pośladki w żelaznym uścisku i wbijając
się w nie z siłą i z szybkością, która podrywała
nagie ciało chłopca i zamieniała jego jęki w krzyki bólu i
przyjemności.</p>

<p>Naparł jeszcze raz,
zanurzając się w nim aż po same jądra. Harry
wrzasnął ochryple, kiedy pierwsze fale orgazmu przeszyły jego
dygoczące ciało. Jego głowa odchyliła się daleko w
tył, a ciało zesztywniało i wygięło się w
łuk. Kolejne, coraz silniejsze fale przyjemności zatopiły
każdą część jego wstrząsanego spazmami ciała
w obezwładniającej rozkoszy, spalając go na popiół i
odbierając zmysły. Spod przymkniętych powiek wypłynęły
gorące łzy.</p>

<p>- Oooch, Severus...</p>

<p>Dopiero po chwili
dotarło do niego, że to on wyjęczał te słowa i w tej
samej chwili poczuł, jak ciało pod nim sztywnieje. Przez
mgłę przysłaniającą oczy ujrzał, jak powieki
Snape'a zamykają się, a usta otwierają w niemym krzyku.</p>

<p>Poczuł gorąco
rozlewające się w jego wnętrzu, które tylko
spotęgowało przyjemność jego własnego orgazmu.
Ogarnięty pasją, wykorzystał nieuwagę pogrążonego
w przyjemności mężczyzny, rzucił się do przodu i
złapał w dłonie jego twarz, a następnie
przycisnął drżące wargi do rozchylonych ust i
wśliznął się językiem do ciepłego wnętrza.
Zachłannie penetrował podniebienie i napierał na gorący
język, raniąc sobie wargi o ostre zęby. Usta Severusa były
słodkie i cierpkie jednocześnie. Palce Harry'ego wplotły
się w aksamitnie gładkie włosy mężczyzny, podczas gdy
jego język próbował dotrzeć jak najgłębiej, jakby
pragnął zakosztować samej duszy. Wszystkie tygodnie cierpienia,
niezaspokojonego pożądania, udawania, bitew, które stoczył z
sobą samym i z nim sprawiły, że włożył w ten
pocałunek całą swoją pasję i rozpaczliwe pragnienie.
Pragnienie bliskości, którego pomimo wszystkiego, co do tej pory robili,
nie dostał i prawdopodobnie nie dostałby nigdy...</p>

<p>Severus zesztywniał
jeszcze bardziej, wbijając palce w pośladki chłopaka. Po chwili
Gryfon poczuł, jak ciało Snape'a rozluźniło się, kiedy
przyjemność orgazmu odpłynęła. Jednak Harry, nie
potrafiąc się opanować, nadal gryzł wargi
mężczyzny i jęczał w jego usta, czując jak lepka ciecz
wypływa z pomiędzy jego pośladków.</p>

<p>Jego
zachłanność została jednak gwałtownie powstrzymana.
Poczuł dłoń łapiącą jego włosy, a
następnie silne pociągnięcie, które oderwało brutalnie jego
głowę od twarzy Severusa. Zakwilił z bólu.</p>

<p>- Na to ci nie
pozwoliłem, Potter! - warknął Snape, przywracając swojemu
głosowi złowrogi ton. Harry, dysząc ciężko,
zamknął oczy. Gniew, który wyczuł w głosie
mężczyzny, otrzeźwił go i nagła
świadomość tego, co właśnie zrobił, uderzyła
w niego z całą mocą.</p>

<p>Przekroczył
granicę.</p>

<p>W chwili, kiedy ciepły
penis wysunął się z niego, poczuł pod powiekami
nieznośne pieczenie.</p>

<p>Bał się. Nie
chciał otworzyć oczu. Za wszelką cenę próbował
zapanować nad złym przeczuciem, które zakradło się do jego
serca. Nie chciał, żeby tak to się skończyło. Jednak
nie mógł w nieskończoność przeciągać tej chwili.
Zaczerpnął powietrza i powoli uniósł powieki,
spoglądając prosto we wbijające się w niego intensywnie
czarne oczy. Bez swoich okularów nie potrafił nic z nich wyczytać.</p>

<p>- Ubieraj się! -
syknął Mistrz Eliksirów, puszczając jego włosy.
Zniknęło pragnienie, zniknęło pożądanie i
uniesienie. W głosie Snape'a dało się wyczuć jedynie
pogardę. - Twój szlaban właśnie się zakończył.</p>

<p>Ciałem Harry'ego
wstrząsnął lodowaty dreszcz, niemający jednak nic wspólnego
z pragnieniem, które jeszcze chwilę temu rozgrzewało jego skórę.
Otworzył usta, próbując się wytłumaczyć:</p>

<p>- Nie chciałem...</p>

<p>- Nie
słyszałeś, co powiedziałem? - ostry głos uderzył,
jak bicz.</p>

<p>Harry odwrócił
głowę i zagryzł wargę, nie chcąc, by
mężczyzna dostrzegł ból w jego oczach. Bez słowa
zsunął się z jego kolan, stanął tyłem do niego,
próbując utrzymać się na uginających się pod nim
nogach i powoli zaczął się ubierać, starając się
walczyć z pieczeniem pod powiekami.</p>

<p>Panująca w komnacie
cisza była przytłaczająca.</p>

<p>Trzęsącymi się
dłońmi zapiął spodnie. Schylił się i
nałożył koszulę i sweter, starając się nie
zwracać uwagi, na wstrząsające jego ciałem dreszcze.
Miał wrażenie, że w pomieszczeniu stało się nagle
nieznośnie zimno.</p>

<p>Chwiejąc się na
nogach, ruszył w kierunku drzwi, pragnąc tylko wydostać się
stąd jak najszybciej. W momencie, kiedy położył
dłoń na klamce, dobiegł go chłodny, opanowany głos:</p>

<p>- Nie zapomniałeś
czegoś?</p>

<p>Harry odwrócił się
ze spuszczoną głową, by Snape nie mógł dojrzeć jego
twarzy. W dłoni Mistrza Eliksirów coś połyskiwało,
odbijając płynące z kominka światło. Zacisnął
pięści i zmusił się, by podejść do niego.
Zachowanie zimnej maski na twarzy kosztowało go tak wiele, iż
miał wrażenie, że zaraz się przewróci.
Wyciągnął rękę po okulary. Na ułamek sekundy jego
dłoń musnęła zimne palce mężczyzny. W ostatniej
chwili opanował drżący jęk, który chciał wyrwać
się z jego ust. Zamknął oczy, wstrzymując oddech i
walcząc ze łzami, po czym szybko odwrócił się.</p>

<p>Nie oglądając
się ani razu, podszedł do drzwi, otworzył je i starając
się nie przewrócić, przeszedł przez gabinet. Zamknął
za sobą kolejne drzwi i dopiero na korytarzu wypuścił powietrze
i pozwolił łzom spłynąć po policzkach.</p>

<p>Nie wiedział, w jaki
sposób znalazł w sobie siłę i wolę, by zrobić
następny krok i ruszyć w długą drogę powrotną do
wieży.</p>

<p>Czuł w sobie
pustkę. Jakby ktoś wyssał z niego wszystkie emocje, pozostawiając
jedynie trawiącą boleśnie, ziejąca chłodem
próżnię. Gorące łzy żłobiły
ścieżkę na jego policzkach, ale nie zwracał na nie uwagi.</p>

<p>Jeszcze chwilę temu
uczucia płonęły w nim, spalając jego serce, umysł i
ciało, ale teraz czuł się tak, jakby wypaliły w nim
wszystko i nie zostało już zupełnie nic.</p>

<p>Przez spowijającą
oczy mgłę widział swoje stopy stawiające niewielkie,
chwiejne kroki, jednak miał wrażenie, że nie należą do
niego. Okulary nadal spoczywały w jego dłoni.</p>

<p><emphasis>Ubieraj się. Twój
szlaban właśnie się zakończył.</emphasis></p>

<p>Te słowa wyparły
wszystkie pozostałe wspomnienia, redukując je do niewielkich,
kwilących żałośnie istot, wepchniętych gdzieś w
najdalszy zakątek jego umysłu. I pozostawiły tylko ból.</p>

<p>Zacisnął powieki,
próbując zapanować nad zawrotami głowy.</p>

<p>Czego innego mógł
się spodziewać? Powinien był wiedzieć, że...</p>

<p>Pierwsze, nagłe
uderzenie, powaliło go na podłogę. Boleśnie uderzył
kolanami o twardą posadzkę i zdarł łokcie, próbując
powstrzymać się przed upadkiem na twarz. Zanim zdążył zorientować
się, co się dzieje, coś czarnego zakryło mu głowę
i przestał widzieć cokolwiek.</p>

<p>Natychmiast po tym
spadło drugie uderzenie. Prosto w kark.</p>

<p>Uderzył głową
o posadzkę. Nie zdążył nawet krzyknąć.
Czyjeś dłonie złapały go za ramiona i
przeciągnęły po podłodze.</p>

<p>Trzasnęły drzwi.</p>

<p>Następnych uderzeń
nie był już w stanie policzyć.</p>

<p>* "Pictures" by Timo Maas
feat. Brian Molko</p>

<p><strong>--- rozdział 13 ---</strong></p>

<p><strong>13. Whispers in the dark.</strong></p>

<p><emphasis>No,
you'll never be alone</emphasis></p>

<p><emphasis>When
darkness comes you know I'm never far</emphasis></p>

<p><emphasis>Hear
the whispers in the dark</emphasis>*</p>

<p>Hermiona westchnęła
przeciągle i spojrzała przez okno na zamglony księżyc.
Było bardzo późno. Wszyscy uczniowie już od dawna spali, a ona,
jako jedyna, siedziała w opustoszałym Pokoju Wspólnym i co chwilę
spoglądała na zegarek. Za każdym razem coraz bardziej
zdenerwowana.</p>

<p><emphasis>Co się z nim dzieje?</emphasis></p>

<p>Była już
poważnie zaniepokojona. Czekała na Harry'ego od dziesiątej.
Chciała z nim porozmawiać. Musiała dowiedzieć się
prawdy! Unikał jej przez cały dzień, więc zdecydowała,
że zaczeka, aż wróci ze szlabanu i tym razem nie pozwoli mu uciec.
Chłopaka jednak ciągle nie było.</p>

<p><emphasis>Może Snape coś mu
zrobił?</emphasis></p>

<p>Od godziny
krążyła po pokoju, a w jej głowie powstały już
najprzeróżniejsze scenariusze, dotyczące powodu
przedłużającej się nieobecności przyjaciela.</p>

<p>Musi coś zrobić, bo
jeszcze trochę i zwariuje!</p>

<p>Próbowała sobie
logicznie tłumaczyć, że pewnie istnieje jakiś poważny
powód, dla którego Harry nie pojawił się jeszcze w wejściu
wiodącym do Pokoju Wspólnego i że na pewno ujrzy go w nim niebawem.</p>

<p>Jej nadzieje okazały
się jednak płonne.</p>

<p>Usiadła gwałtownie
na kanapie, starając się pomyśleć, jednak myślenie nie
pomagało. A już na pewno nie sprawiło, że Harry
pojawił się tu, cały i zdrowy.</p>

<p><emphasis>Muszę go poszukać!
Musiało stać się coś poważnego!</emphasis></p>

<p>Podjąwszy decyzję,
zerwała się z kanapy i skierowała kroki w stronę
dormitorium chłopców.</p>

<p>Wiedziała, że
wchodzenie tutaj o tej porze było ryzykowne, jednak usprawiedliwiał
ją niezwykle ważny powód. Wślizgnęła się cicho do
sypialni i na palcach podeszła do łóżka, w którym Ron chrapał
sobie w najlepsze.</p>

<p>Ogarnęła ją
złość.</p>

<p><emphasis>Jak on może spać,
kiedy Harry zaginął? W ogóle go nie obchodzi, że jego najlepszy
przyjaciel nie wrócił na noc?</emphasis></p>

<p>Złapała go za
ramię i gwałtownie nim potrząsnęła.</p>

<p>- Ron! Wstawaj! Natychmiast!
- syknęła, uważając, by nie obudzić śpiącego
nieopodal Neville'a.</p>

<p>- So...? O so chosi? -
wymamrotał rudzielec, spoglądając na nią nieprzytomnym
wzrokiem.</p>

<p>- Harry nie wrócił ze
szlabanu. Coś musiało mu się stać. Trzeba go poszukać.</p>

<p>- So...? Och, Hermionooo... -
wyjęczał Ron, ziewając i próbując przewrócić się
na drugi bok. - A nie możemy go poszukać rano?</p>

<p>- Ronaldzie Weasley! -
syknęła cicho, doprowadzona do ostateczności Gryfonka. -
Jeżeli zaraz nie wstaniesz, to sprawię, że cała szkoła
dowie się, co i z kim robisz w swoich sennych marzeniach!</p>

<p>To podziałało. Ron
natychmiast otworzył oczy, zupełnie już rozbudzony.</p>

<p>- Co? Nie możesz tego
zrobić. Nie wolno ci!</p>

<p>Dziewczyna
uśmiechnęła się triumfująco.</p>

<p>- Ubieraj się. Musimy
znaleźć Harry'ego.</p>

<p>Po czym odwróciła
się do niego plecami i podeszła do kufra przyjaciela.</p>

<p>- Będziemy potrzebowali
Mapy Huncwotów i peleryny Harry'ego. Nie wiesz, gdzie może je
trzymać? - spytała szeptem.</p>

<p>- Nie wiem, ale wydaje mi
się, że zawsze nosi je przy sobie - odparł Ron, kryjąc
się za swoim łóżkiem i w pośpiechu naciągając
spodnie i sweter. - Nie mówiłaś poważnie o tych snach, prawda?</p>

<p>Hermiona prychnęła,
przeszukując kufer Harry'ego i przyświecając sobie
różdżką.</p>

<p>- To teraz nie ma znaczenia.
Jak mamy znaleźć go bez mapy i peleryny?</p>

<p>Zasępiła się
na myśl o przemierzaniu w nocy korytarzy Hogwartu zupełnie bez
żadnej osłony. Co będzie, jeżeli nakryje ich Filch? Po
prostu wyjaśnią mu grzecznie, że martwili się o Harry'ego i
poszli go szukać. Chociaż szczerze wątpiła, by woźny
okazał zrozumienie.</p>

<p>- Blefowałaś. Nikt
nie potrafi ukazać czyichś snów. To niemożliwe -
usłyszała przytłumiony głos Rona. Westchnęła:</p>

<p>- Chodź już.</p>

<p>*</p>

<p>Gryfonka wyjrzała
ostrożnie zza rogu.</p>

<p>- W porządku. Nikogo nie
ma. Możemy iść.</p>

<p>- Dokąd
właściwie idziemy? Gdzie chcesz go szukać? - wyszeptał Ron,
podążając za Hermioną przez ciemne, puste korytarze zamku.</p>

<p>- Do lochów - odparła
krótko dziewczyna, rozglądając się bacznie na wszystkie strony.
- Harry miał szlaban ze Snape'em. On go widział jako ostatni.</p>

<p>- A nie przyszło ci do
głowy, że Harry może nadal tam być? - zapytał szeptem
Ron. To pytanie sprawiło, że Hermiona zarumieniła się
delikatnie. - Może Snape zmusił go do jakiejś długiej,
żmudnej pracy, której Harry po prostu nie zdążył jeszcze
skończyć.</p>

<p>- Nauczyciele nie mają
prawa przetrzymywać uczniów poza Pokojem Wspólnym po godzinie
dziesiątej - odparła szorstko.</p>

<p>- Ale <emphasis>to jest</emphasis> Snape -
odpowiedział dobitnie Ron, jakby to wszystko tłumaczyło.</p>

<p>- Nawet Snape nie ma do tego
prawa - warknęła Hermiona, badając następny korytarz.
Niczym cienie przemknęli po schodach i znaleźli się w zimnych,
opustoszałych lochach.</p>

<p>- I co chcesz zrobić? -
kontynuował sarkastycznie rudzielec. - Zapukać do gabinetu Snape'a w
środku nocy i zapytać: "Przepraszam bardzo, ale czy
zastaliśmy tu może Harry'ego? Ponieważ nie wrócił na noc i myślimy,
że..."</p>

<p>- Ciii! - przerwała mu
Hermiona, zatrzymując się i nasłuchując. Wokół
panowała głucha, złowroga cisza. Kilka pochodni mdło
oświetlało surowe, nagie ściany, a oni nie chcieli
używać różdżek, żeby nie ściągać na
siebie uwagi. - Chyba coś usłyszałam. - Nasłuchiwała jeszcze
przez chwilę, rozglądając się po pogrążonym w
ciemności korytarzu, po czym potrząsnęła głową i
ruszyła dalej. - Musiało mi się wydawać.</p>

<p>Udało im się bez
przeszkód dotrzeć pod drzwi gabinetu Mistrza Eliksirów. Kiedy przed nimi
stanęli, nastąpiła chwila konsternacji.</p>

<p>- No - nalegał Ron. -
Skoro miałaś taki <emphasis>świetny</emphasis> pomysł, to teraz zapukaj.</p>

<p>Hermiona
przełknęła ślinę. Odwiedzanie w środku nocy
gabinetów nauczycieli nie było codziennym zwyczajem prymusek. Gdyby Harry
jakimś sposobem wrócił już do dormitorium, a oni zostaliby tutaj
nakryci o tej godzinie, mogłoby się to skończyć bardzo
źle. Ale musiała się upewnić! Bezpieczeństwo Harry'ego
było najważniejsze.</p>

<p>Oblizała wargi i
westchnęła głęboko, po czym uniosła rękę i
cicho zapukała.</p>

<p>Wstrzymała oddech i czekała,
co się wydarzy. Po kilku chwilach drzwi otworzyły się i
pojawił się w nich profesor Snape.</p>

<p>"Kompletnie
ubrany..." - pomyślała i odetchnęła z ulgą.</p>

<p>Nauczyciel uniósł brwi w
geście zaskoczenia, widząc dwójkę uczniów stojących przed
jego gabinetem o tak późnej porze. Nie zdążył jednak nic
powiedzieć, ponieważ Hermiona wypaliła:</p>

<p>- Przepraszamy bardzo, wiemy,
że nie powinniśmy znajdować się o tej godzinie poza Pokojem
Wspólnym, może nam pan odjąć punkty, ale chcieliśmy
zapytać, czy nie ma tutaj przypadkiem Harry'ego, ponieważ nie
wrócił na noc i bardzo się o niego martwimy, a wiemy, że
ostatnio był z panem - wyrzuciła z siebie na jednym oddechu. - To
znaczy, miał u pana szlaban - poprawiła się szybko, czując
jak mimowolnie się czerwieni. Łamanie regulaminu szkolnego było
dla niej wybitnie stresującym zajęciem i w takich chwilach jej
słynne, elokwentne wysławianie się trafiał szlag. Na
dodatek Ron przez cały czas kulił się za jej plecami i nie
stanowił żadnego wsparcia.</p>

<p>Hermiona zobaczyła, jak
w pierwszej chwili oczy Mistrza Eliksirów rozszerzają się, by w
następnej zmrużyć się niebezpiecznie. Jego twarz przez
chwilę wydawała się bledsza, niż zwykle, ale był to
tylko ułamek sekundy i zastanawiała się, czy przypadkiem nie
było to tylko przywidzenie.</p>

<p>- Potter? - warknął
Snape, wpatrując się w Gryfonkę świdrującym
spojrzeniem. - Nie wrócił do dormitorium?</p>

<p>Hermiona pokręciła
głową.</p>

<p>- Na pewno zaszył
się gdzieś i użala nad sobą, jak zwykle - powiedział
szorstko mężczyzna, nie spuszczając oczu z twarzy dziewczyny. -
Wracajcie do łóżek, jeżeli nie chcecie, żebym pozbawił
was wszystkich punktów.</p>

<p>- Ale Harry... -
zaczęła, jednak Snape przeszył ją jeszcze groźniejszym
spojrzeniem, które sprawiło, że słowa uwięzły jej w
gardle.</p>

<p>- Jeszcze jedno słowo
sprzeciwu, panno Granger - wysyczał Snape, przybliżając twarz do
jej twarzy - a będzie to ostatnie słowo, które wypowiesz jako
uczennica tej szkoły.</p>

<p>Hermiona zamknęła
usta, przełykając gorzkie słowa protestu, które
cisnęły jej się na usta.</p>

<p>- Sam zajmę się
Potterem - kontynuował nauczyciel, prostując się i
obrzucając ich pogardliwym spojrzeniem. - Tym razem łamanie
regulaminu nie ujdzie mu na sucho.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
cofnął się i zamknął im drzwi przed nosem.</p>

<p>Zaległa cisza.</p>

<p>Hermiona odwróciła
się na pięcie. Z jej twarzy promieniowała taka
wściekłość, że przez chwilę Ron zastanawiał
się, czy bardziej boi się Snape'a, czy jej.</p>

<p>- Co za... -
zaczęła Gryfonka, ale przypominając sobie, gdzie się
znajduje, ugryzła się w język. Złapała Rona za
ramię i pociągnęła za sobą. - Harry zniknął,
a on każe nam wracać do łóżek! Jestem prawie pewna, że
nie kiwnie nawet palcem, żeby go znaleźć. Może tylko po to,
żeby dać mu kolejny szlaban i odebrać wszystkie możliwe
punkty. Co za bezuczuciowy, podły drań!</p>

<p>Ron pobiegł za
rozjuszoną przyjaciółką.</p>

<p>- Może Snape ma
rację? - odezwał się cicho. - Może powinniśmy
wrócić do łóżek? Co mogłoby się Harry'emu
przytrafić w Hogwarcie? Pewnie jest tak, jak mówi Snape. Przecież
widziałaś, że ostatnio Harry dziwnie się zachowywał.
Zresztą, nawet nie wiemy, gdzie go szukać. Może być
wszędzie.</p>

<p>Hermiona zatrzymała
się gwałtownie i odwróciła. Chłopak jęknął,
widząc wyraz jej twarzy.</p>

<p>- Ronaldzie, jeżeli
jeszcze raz spróbujesz przyznać rację temu bezuczuciowemu
Śmierciożercy... - mówiła drżącym głosem,
podchodząc powoli do Rona i mierząc w niego oskarżycielsko
palcem - ...to przysięgam, że osobiście...</p>

<p>Nagle coś
chrupnęło pod jej nogą. Hermiona urwała i spojrzała w
dół. Kiedy podniosła stopę, jej twarz stała się
biała jak papier.</p>

<p>- To okulary Harry'ego -
wyszeptała czując, jak przerażająca myśl wdziera
się do jej głowy. Uczucie niepokoju krzyczało o uwagę.
Schyliła się i podniosła z podłogi rozbite szkła. Ron
także wyglądał, jakby nagle zapomniał o wszystkim, co
się do tej pory wydarzyło.</p>

<p>- Skąd one się tu
wzięły? - zapytał, rozglądając się po
pogrążonym w mroku korytarzu. Hermiona potrząsnęła
głową. Wpatrywała się w okulary tak, jakby widziała je
po raz pierwszy w życiu.</p>

<p>- On nigdy ich nie zdejmuje -
powiedział cicho Ron. - Nie mógł ich tak po prostu zgubić.</p>

<p>Hermiona ponownie pokręciła
głową. W umyśle czuła jedynie zamęt, a okropne,
wyjaśniające to znalezisko pomysły prześcigały
się w próbach doprowadzenia jej do obłędu. Rozejrzała
się uważnie po korytarzu, ale w pobliżu znajdował się
tylko schowek na miotły. Ani śladu Harry'ego.</p>

<p>Nagle coś jej się
przypomniało.</p>

<p>- Ron - wyszeptała
drżącym głosem. - Właśnie w tym miejscu poprzednio
coś usłyszałam. Myślę, że to dochodziło -
jej wzrok padł na drzwi do schowka - stąd. - dokończyła, wypuszczając
powietrze z płuc.</p>

<p>Ron powędrował za
jej spojrzeniem. Przełknął ślinę.</p>

<p>Hermiona, nie czekając
na niego, podeszła do starych, drewnianych drzwi.
Przyłożyła do nich ucho.</p>

<p>- Nic nie słyszę -
wyszeptała.</p>

<p>Ron wyglądał tak,
jakby nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Gryfonka
powoli sięgnęła do klamki i nacisnęła na nią.</p>

<p>Drzwi pozostały
zamknięte.</p>

<p>Powinna była
odetchnąć z ulgą, ale niepokojące wrażenie nie
chciało jej opuścić. Walcząc z narastającym strachem,
wyciągnęła różdżkę, przyłożyła
ją do zamka i wyszeptała:</p>

<p>- <emphasis>Alohomora.</emphasis></p>

<p>Tym razem, z cichym
skrzypnięciem, otworzyły się. Hermiona wstrzymała oddech
patrząc, jak przed jej oczami pojawia się pogrążone w
nieprzeniknionej ciemności, niewielkie pomieszczenie. Uniosła
różdżkę i wypowiedziała:</p>

<p>- <emphasis>Lumos.</emphasis></p>

<p>W chwili, kiedy wnętrze
schowka wypełniło się światłem, usłyszała,
jak stojący za jej plecami Ron wydaje z siebie jakiś
niezrozumiały dźwięk. Jednak prawie to do niej nie dotarło,
ponieważ sama opadała teraz w otchłań dusznego przerażenia.
Usłyszała długi, ochrypły jęk oraz pisk i dopiero po
chwili uświadomiła sobie, że to ona je wydała. Okulary
wypadły z jej dłoni.</p>

<p>Pod ścianą
leżał Harry. Czerwona posoka zalewała jego twarz,
wsiąkała w ubranie, tworzyła nawet niewielka
kałużę na podłodze. Włosy chłopaka były
zlepione krwią, twarz opuchnięta, podrapana i posiniaczona.
Głowa zwisała bezwładnie i opierała się na klatce
piersiowej. Jego prawa ręka leżała pod dziwnym kątem,
zaplątana w kawałek czarnego materiału.</p>

<p>Dziki wrzask rozdarł jej
umysł, a oczy przysłoniła lepka ciemność. Cały
świat zdawał się wirować, a w centrum tego wiru
leżało bezwładne, zakrwawione ciało jej najlepszego
przyjaciela. Nie umiała określić, czy żyje, czy nie. Nie
potrafiła zmusić swojego ciała do ruchu. Żołądkiem
targnęły torsje i dopiero wtedy świadomość
powróciła do jej dygoczącego ciała.</p>

<p><emphasis>Nie! To niemożliwe. To
nie jest prawdziwe. To tylko sen. Ja śnię. To się nie dzieje
naprawdę. Nie może...</emphasis></p>

<p>Zamknęła oczy,
walcząc ze swoim żołądkiem, z trzepoczącym w piersi
sercem i z zawrotami głowy. Próbowała oddychać, ale coś
ogromnego blokowało jej gardło. Kilka razy przełknęła
ślinę, zanim zdecydowała się otworzyć oczy.</p>

<p>Przerażenie
ściskało mocno swymi oślizgłymi mackami jej serce, ale
całą siłą woli skupiła się na tym, żeby
wszystko przeanalizować. W każdej sytuacji potrafiła
myśleć logicznie. Teraz nie może zawieść!</p>

<p>Musi się opanować!
Musi wziąć się w garść! Sprowadzić tu kogoś!
Natychmiast!</p>

<p>- Zostań z nim -
wychrypiała do Rona, który siedział na ziemi i wpatrywał
się w przyjaciela oczami rozszerzonymi z przerażenia.
Najwyraźniej nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Widząc,
że rudzielec nie reaguje, podbiegła do niego i
potrząsnęła go za ramiona. - Słyszysz mnie? Pilnuj go! -
krzyknęła łamiącym się głosem, po czym rzuciła
się biegiem w stronę, z której właśnie przyszli.</p>

<p>Snape! Jest najbliżej!
Ma mnóstwo eliksirów! Uratuje Harry'ego! Musi!</p>

<p>Kiedy minęła w
biegu róg korytarza, zderzyła się z wysoką, ciemną
postacią. Krzyknęła zaskoczona i zatoczyła się do
tyłu, próbując odzyskać równowagę. Podniosła wzrok i
dopiero, kiedy zobaczyła, jak rozmazana jest stojąca przed nią
sylwetka, uświadomiła sobie, że z jej oczu płyną
łzy. Nie zdążyła nic powiedzieć, kiedy
usłyszała, jak Mistrz Eliksirów wciągnął
gwałtownie powietrze, po czym złapał ją za ramiona,
wbijając boleśnie palce w jej skórę i potrząsnął
nią gwałtownie, krzycząc:</p>

<p>- Co się stało?!</p>

<p>Hermiona próbowała
odpowiedzieć, ale głos odmówił jej posłuszeństwa.
Wybuchnęła płaczem, czując, że jeszcze chwila i
upadnie.</p>

<p>- Gdzie on jest?! - ostry,
rozkazujący głos Snape'a i kolejne potrząśnięcie
strzeliło w nią jak bicz i otrzeźwiło na tyle, by
zdołała wydukać:</p>

<p>- Harry... schowek... on... -
po czym ponownie zaniosła się rozpaczliwym szlochem.</p>

<p>Poczuła, że stalowe
dłonie puściły jej ramiona i zorientowała się, że
została sama. Obejrzała się i zobaczyła czarną
pelerynę Snape'a znikającą za rogiem. Puściła się
za nim biegiem, próbując wytrzeć płynące z oczu łzy.</p>

<p>Kiedy dotarła do
schowka, ujrzała, że Mistrz Eliksirów zatrzymał się przed
wejściem. Jego twarz stała się trupio blada. Wpatrywał
się, oniemiały, w leżącą na podłodze postać
i najwyraźniej nie mógł zmusić swojego ciała do ruchu. Po
prostu stał i patrzył, jakby nie mógł uwierzyć w to, co
widzi.</p>

<p>Jednak już po chwili
wzdrygnął się, wyrwał z odrętwiałego
przerażenia i szybko wszedł do schowka. Ron klęczał przy
Harrym. Widocznie w końcu udało mu się pokonać pierwszy
szok. Hermiona patrzyła wstrząśnięta, jak Snape
przypadł do Harry'ego i odepchnął Rona z taką
siłą i wściekłością, że rudzielec
wylądował na podłodze z krzykiem zaskoczenia.</p>

<p>- Dotykaliście go? -
zapytał nauczyciel, przykładając ucho do twarzy Harry'ego. Ron
pokręcił przecząco głową. Widocznie nadal nie
mógł mówić. Hermiona podeszła bliżej, czując, jak
kolana uginają się pod nią. Snape sprawdził puls na szyi
chłopca i jego napięta, blada twarz rozluźniła się nieznacznie,
a z ust wydobyło się westchnienie ulgi. - Żyje - wyszeptał
cicho. Hermiona zauważyła, że jego dłonie drżą.
Jednak nie wiedziała, czy nie było to przywidzenie. Sama
przecież drżała tak bardzo, że nie mogła nad sobą
zapanować. Mistrz Eliksirów ponownie przyłożył ucho do
twarzy Harry'ego i zmarszczył brwi. Spojrzał na zakrwawioną
twarz chłopca, a przez jego oblicze przebiegł wyraz... strachu?
Hermiona zamrugała. Tak, tym razem nie było mowy o przywidzeniu.</p>

<p>Snape
wyciągnął różdżkę i skierował ją w stronę
klatki piersiowej Harry'ego. Usłyszała jak wypowiada dziwne,
skomplikowane formuły, a ciepły, żółty blask
wystrzelił z różdżki obejmując pierś Harry'ego. Twarz
nauczyciela była ściągnięta z wysiłku, jakby
zaklęcie wymagało niezwykłego skupienia i ogromnej mocy.</p>

<p>Zobaczyła, że
bardzo powoli klatka piersiowa Harry'ego unosi się do góry, a z jego ust
wydobył się chrapliwy, urywany, rzężący oddech.
Ogromna fala ulgi i wdzięczności zalała jej serce, sprawiając,
że ugięły się pod nią nogi i musiała oprzeć
się o ścianę, żeby się nie przewrócić. Ron
spoglądał na wszystko okrągłymi, przerażonymi oczami.
Ciepły blask zniknął, a Mistrz Eliksirów oparł się
rękami o podłogę i westchnął przeciągle.
Wyglądał, jakby nagle stracił siły.</p>

<p>- Panno Granger -
zwrócił się do niej drżącym, zmęczonym głosem, w
którym pobrzmiewało ogromne zdenerwowanie. - Proszę natychmiast
udać się do profesora Dumbledore'a i sprowadzić go do
skrzydła szpitalnego. Hasło to "gargulki". Panie Weasley -
oczy Snape'a spoczęły na Ronie, któremu w końcu udało
się podnieść z podłogi. - Pan zawiadomi profesor
McGonagall. - Widząc, że oboje nadal stoją bez ruchu i
wpatrują się w niego zaszokowani, dodał cierpkim,
rozkazującym tonem - Natychmiast!</p>

<p>Hermiona wzdrygnęła
się i rzuciła biegiem w kierunku schodów. Kiedy biegła przez
pogrążone w ciemności korytarze Hogwartu tylko jedna myśl
kołatała jej w głowie:</p>

<p><emphasis>On żyje! Żyje!</emphasis></p>

<p>*</p>

<p>Ból.</p>

<p>Wszystko było bólem.</p>

<p>Przenikał jego
ciało i duszę. Przeszywający, przerażający.</p>

<p>Ciemność. Lepka i
duszna.</p>

<p>Harry nie wiedział, gdzie
się znajduje. Nie wiedział, co się stało.</p>

<p>Słyszał jakieś
szepty. Szepty w ciemności.</p>

<p>Dochodziły jakby z
odległej sali. Jednak nie potrafił rozróżnić słów.
Odbijały się echem w jego głowie, powracały i mieszały
ze sobą, tworząc trudny do zrozumienia szum, który powoli
przybierał na sile i przeradzał się w kakofonię
dźwięków.</p>

<p>Krzyk.</p>

<p><emphasis>Szlaban...
zakończył...</emphasis></p>

<p><emphasis>Gdzie mam
dotknąć... ąć?</emphasis></p>

<p><emphasis>Dotykaliście...
iście?</emphasis></p>

<p><emphasis>Harry!</emphasis></p>

<p><emphasis>Dotknij mnie... mnie...</emphasis></p>

<p><emphasis>Gdzie?</emphasis></p>

<p>Krzyk.</p>

<p>Nie potrafił nic z tego
zrozumieć. Tak ciężko mu się oddychało. Coś
twardego przyciskało się do jego pleców.</p>

<p><emphasis>Żyje... je...</emphasis></p>

<p>Chyba na czymś
leżał.</p>

<p>Co się stało?</p>

<p>Czuł tylko ucisk i ból.
Cały był bólem. Rwącym, pulsującym, kłującym,
piekącym bólem.</p>

<p>Ktoś tu chyba był.
Gdzieś obok.</p>

<p>Jego osłabiony,
pogrążony w cierpieniu umysł wyczuwał magię.
Magię, która znajdowała się gdzieś bardzo blisko.
Próbował się na niej skupić i trzymać się jej, by nie
pogrążyć się ponownie w ciemności.</p>

<p>Mógł już
oddychać.</p>

<p><emphasis>Sprowadź...adź...</emphasis></p>

<p>Powoli zaczynał
wyczuwać różne części swojego ciała, jak gdyby
zapoznawał się z nimi na nowo. Szum w jego uszach przycichał.</p>

<p>Jęknął,
czując, jak czyjeś ręce dotykają jego klatki piersiowej.</p>

<p>- Boli... - wyszeptał
prawie bezgłośnie, gdyż nawet mówienie sprawiało mu
cierpienie.</p>

<p>Ręce cofnęły
się. Przez szum przedostał się znajomy głos.</p>

<p>- Nic nie mów.
Oszczędzaj siły.</p>

<p>Harry'emu
przejaśniło się trochę w głowie.</p>

<p>Snape. To był Snape.
Tuż obok niego.</p>

<p>Bardzo powoli urywki
wspomnień zaczęły wypływać na powierzchnię jego
świadomości.</p>

<p>Snape... był na niego
zły... wyrzucił go z komnaty, bo Harry go pocałował. A nie
wolno mu było go całować... Złamał zakaz. Naraził
się na jego gniew. Nie chciał tego...</p>

<p>- Przepra... szam... -
zdołał wyszeptać przez ściśnięte bólem
gardło. - Nie chcia... łem. Przepraszam...</p>

<p>Cisza.</p>

<p>A może Snape'a tu wcale
nie ma? Może mu się tylko wydawało? Dlaczego nic nie mówi?
Aż tak się na niego gniewa?</p>

<p>Musi go zobaczyć.</p>

<p>Spróbował otworzyć
oczy, ale coś je zalewało. Dopiero teraz poczuł, że przez
cały ten czas, coś spływa mu po twarzy. Próbował
unieść prawą rękę, ale w ogóle jej nie czuł.
Stęknął z wysiłku i uniósł lewą. Jednak, kiedy
chciał dotknąć swojej twarzy, czyjaś chłodna
dłoń złapała ją i delikatnie odciągnęła
z powrotem.</p>

<p>Czyli jednak tu jest. Snape
naprawdę tu jest. Przy nim.</p>

<p>Odruchowo
ścisnął tę dłoń i przyciągnął do
siebie, przyciskając do niej swe usta.</p>

<p>- Jak to dobrze... że
jesteś... - zdołał wyszeptać spuchniętymi,
obolałymi wargami.</p>

<p>Przez chwilę nic
się nie działo. Snape nie odpowiedział, ale Harry'ego to nie
obchodziło. Wiedział, że jest przy nim. To wystarczyło.</p>

<p>Jednak po kilku chwilach
poczuł, jak dłoń łagodnie wysuwa się z jego ręki.</p>

<p>Jęknął.</p>

<p>- Nie... nie odchodź...</p>

<p>Poczuł ręce Snape'a
wsuwające się pod jego plecy oraz kolana i bardzo powoli, delikatnie
unoszące go z podłogi.</p>

<p>Ból powrócił z przerażającą
siłą, spychając go z powrotem w głąb ciemności, w
której czaiły się niezrozumiałe, ochrypłe szepty.</p>

<p>- Boli... tak bardzo... -
zdołał jeszcze wyszeptać, zanim mrok ponownie przyjął
go w swoje objęcia.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Crabbe spojrzał z
niepokojem na swoje ręce.</p>

<p>- Na pewno nic... nie
zostało? - zapytał lekko nerwowym głosem.</p>

<p>Trójka Ślizgonów
siedziała w swoim dormitorium. W każdym razie Crabbe i Goyle
siedzieli, ponieważ Malfoy krążył po pokoju, niezwykle
podniecony. Jego oczy błyszczały gorączkowo, a na twarzy
jaśniał pełen zadowolenia uśmiech.</p>

<p>- Och, przestań
już! Szorowałeś je tak długo, że zeszło pewnie
wszystko, łącznie z twoim tłuszczem - odparł zirytowany
Malfoy, opadając na swoje łóżko. Crabbe i Goyle siedzieli na
kanapie pod ścianą i zerkali na siebie nerwowo. - Przecież
właśnie dlatego nie używaliśmy czarów - kontynuował
Ślizgon. - Magia mogłaby zostać wykryta. Pięści -
podniósł jedną z lekko zadrapanych rąk. - nie. Poza tym, zanim
ktokolwiek znajdzie Pottera, minie sporo czasu.</p>

<p>Crabbe i Goyle spoglądali
na niego spode łbów, chyba nie do końca przekonani. Twarz Malfoya
wykrzywiła się w okrutnym grymasie szyderstwa.</p>

<p>- Za późno na
wątpliwości. Już to zrobiliśmy. Teraz nie ma odwrotu.
Potter w końcu zapłacił za wszystko. Za absolutnie wszystko!
Nareszcie! - zaśmiał się ochryple, a w jego
błyszczących niebezpiecznie oczach zapłonął triumf.
Wyglądał, jakby nie potrafił panować nad tym, co robi i
mówi. Zaślepiony nienawiścią, zachowywał się, jak
szaleniec, któremu nareszcie powiódł się plan zniszczenia świata.
- Och, Czarny Pan wynagrodzi mnie za to! W końcu załatwiłem
Pottera! Będzie zachwycony!</p>

<p>- No... - zaczął
niepewnie Goyle - ale mówiłeś... że nie wolno. Że
kazał ci go pilnować. Żeby nikt się nie dowiedział. To
znaczy... - zawahał się, próbując złożyć te zdania
w całość, bo chyba nie wyszło tak, jak powinno. -
Powiedziałeś... że masz pilnować, żeby nikt się
nie dowiedział. - odetchnął z ulgą. To było
zdecydowanie za długie zdanie, jak na jego możliwości. - Na
pewno... nie będzie zły na nas? To znaczy, Czarny Pan?</p>

<p>- Milcz! - warknął
Draco. - Ja miałbym chronić tyłek Pottera? Nigdy! Za te
wszystkie lata? Przez niego mój ojciec prawie wylądował w Azkabanie!
Wszyscy uważają, że zwariowałem! Straciłem cały
szacunek przez to, że musiałem go pilnować! Ślizgoni zaczęli
patrzeć na mnie jak na zdrajcę. Na mnie!</p>

<p>- A... Snape? - zapytał
cicho Crabbe. - Nie wkurzy się na nas? Przecież ostatnio...
pamiętasz, co ci zrobił. Mówił, że Potter jest.. niet...
niekyt... nietal... - zamyślił się - nietykalny! - w końcu
mu się udało i uśmiechnął się, dumny z siebie.</p>

<p>- Jeszcze czego! Miałbym
być ich sługusem? Za długo już to robiłem! Dosyć
tego! - zerwał się z łóżka, a jego szare oczy
pociemniały z wściekłości. - Próbowałem od Snape'a wyciągnąć,
o co chodzi, ale skoro nie chciał mi nic powiedzieć, to mam go w
dupie! Kiedy zostanę wynagrodzony przez Czarnego Pana, Snape nic mi
już nie zrobi! Będzie się mógł co najwyżej... -
urwał nagle, widząc, że kumple już go nie słuchają.
Szeroko rozwartymi z przerażenia oczami wpatrują się w drzwi.</p>

<p>Draco zawahał się.
Lodowaty dreszcz przeszył jego ciało.</p>

<p>Wyczuwał
czyjąś mroczną obecność. Obecność
pełną zimnego zdecydowania i płonącego gniewu.</p>

<p>Powoli odwrócił
się.</p>

<p>W wejściu stał
Severus Snape. Czarna sylwetka, wyłaniająca się z mroku, niczym
nieuchronne przeznaczenie. W ręku trzymał czarny skrawek
materiału. Worek, który zarzucili na głowę Potterowi, żeby
nie mógł ich rozpoznać. Cały zakrwawiony.</p>

<p>Draco
przełknął ślinę i spojrzał w demoniczne oczy
Mistrza Eliksirów. To, co w nich ujrzał sprawiło, że w jednej
chwili pożałował wszystkiego, co zrobił. Zrozumiał,
że popełnił największy błąd swojego życia.
Ale teraz było już za późno, aby to cofnąć.</p>

<p>W otępiałej,
obezwładniającej grozie chwili zdołał pomyśleć
tylko, że <emphasis>nigdy</emphasis> nie zapomni tego spojrzenia...</p>

<p>Przez mgłę
przerażenia, która ogarnęła jego umysł, zobaczył
wymierzoną w siebie różdżkę i zanim zdążył
zareagować, usłyszał słowa zaklęcia:</p>

<p>- <emphasis>Legilimens Evocis.</emphasis></p>

<p>* "Whispers in the dark" by
Skillet</p>

<p><strong>--- rozdział 14 ---</strong></p>

<p><strong>14. Mysteries.</strong></p>

<p><emphasis>Getting
tired, of hearing that</emphasis></p>

<p><emphasis>You're
dangerous, but they won't stop</emphasis></p>

<p><emphasis>Until
I leave, they won't believe</emphasis></p>

<p><emphasis>That
being with you won't break my heart.</emphasis></p>

<p><emphasis>They're
never gonna take me away from you</emphasis></p>

<p><emphasis>There's
nothing they can do!</emphasis>*</p>

<p>Harry spadał poprzez
ciemność.</p>

<p>Czuł pęd powietrza,
ale nie miał punktu odniesienia, gdyż wszędzie wokół
panował mrok. Gęsty i lepki. Ciepły i gorzki. Cichy.</p>

<p>Był sam.</p>

<p>W oddali zamajaczyło
maleńkie światełko. A wraz z nim do jego cichej ciemności
wdarły się także szepty. Początkowo ledwie słyszalne.
W miarę przybliżania się światła, stawały
się coraz głośniejsze. Zlewały się ze sobą i
przeradzały w szum.</p>

<p>Szepty w ciemności.</p>

<p>Poczuł chłód.</p>

<p>Zrozumiał, że to
właśnie światło emanowało tym nieprzyjemnym zimnem.
Wyczuwał w nim ból i strach. A także ogromną
wściekłość.</p>

<p>Nie chciał się w
nim zanurzyć. Próbował się bronić, ale nie miał czego
się złapać. Unosił się w pustce.</p>

<p>Był już zbyt
blisko. Nic nie mógł zrobić.</p>

<p>Wpadł w
jasność.</p>

<p>Obraz był
zniekształcony i zamazany, ale widział klęczącą przed
nim jasnowłosą kobietę. Miała spuszczoną
głowę, twarz ukrywała w dłoniach, a jej ramiona
drżały.</p>

<p>- Dlaczego? -
zaszlochała, a jej głos odbił się echem w pustce. Jakby,
pomimo wszystkich widocznych kolorów i kształtów, nadal otaczała go
mroczna nicość. Jakby to wszystko było tylko ułudą.</p>

<p>- Nie wykonał mojego
rozkazu - odpowiedział głosem obojętniejszym i zimniejszym
niż lód oraz całkowicie pozbawionym emocji. Pomimo
wściekłości, którą odczuwał w sobie niczym
płonące mroźnym ogniem drzewce. Klęcząca przed nim
kobieta znaczyła dla niego mniej, niż robactwo. Najchętniej
zdeptałby ją. - Zawiódł moje zaufanie. Złamał zakaz.
Wypatroszyłbym go własnymi rękoma, gdyby mój najwierniejszy
sługa nie wyręczył mnie i nie dopadł go pierwszy.
Możecie być wdzięczni, że nadal żyje.</p>

<p>W krąg mdłego,
zimnego światła wkroczył jasnowłosy mężczyzna.
Pochylił głowę. Jego głos drżał, kiedy się
odezwał:</p>

<p>- Wybacz mi, panie, ale... on
nie wiedział, co robi. Jest jeszcze dzieckiem...</p>

<p>- Milcz! - miał
dosyć. Ich żałosne zachowanie tylko podsycało
buzującą w nim wściekłość. Gdyby nie to, że
byli mu potrzebni, pozbyłby się ich od razu. - Próbował go
zabić... Potter należy <emphasis>do mnie</emphasis>! To ja go zabiję! To ja
będę pił jego krew! To ja zniszczę jego ciało! Wyssam
jego moc! Odbiorę mu wszystko!</p>

<p>Kobieta przestała nad
sobą panować. Wybuchnęła płaczem tak pełnym
żalu, iż na ten dźwięk ogarnęła go
płonąca furia.</p>

<p>- Zabij mnie -
zaszlochała. Jej głos załamał się. - Nic mnie już
nie obchodzi... nie, kiedy moje dziecko zostało w taki sposób... -
urwała, jakby nie była w stanie dokończyć i podniosła
na niego oczy pełne rozpaczliwej nienawiści. - Ja już i tak
umarłam...</p>

<p>- Jak sobie życzysz -
odezwał się obojętnym tonem i skinął dłonią
na stojącą dotychczas w cieniu postać. - Severusie...</p>

<p>Usłyszał krzyk
jasnowłosego mężczyzny i spokojny, opanowany głos odzianej
w czerń postaci:</p>

<p>- <emphasis>Avada Kedavra.</emphasis></p>

<p>Zamknął oczy,
gdyż zalała je fala oślepiającego, zielonego
światła.</p>

<p>Kiedy je otworzył,
ponownie opadał poprzez pustą, ciepłą, bezpieczną
ciemność.</p>

<p>Był sam.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Chciało mu się
pić. Czuł się tak, jakby w ustach miał garść
piasku. Kłującego i raniącego przełyk. Z trudem
oddychał. Znalazł w sobie jednak dość sił, żeby
wycharczeć:</p>

<p>- Pić...</p>

<p>W ciemności rozległ
się dźwięk kroków.</p>

<p>- Nareszcie - szept
gdzieś tuż nad nim, ale nie był w stanie otworzyć
sklejonych oczu. Poczuł, że ktoś unosi jego głowę, a w
gardło wlewa mu się wilgotny, przynoszący ukojenie chłód.</p>

<p>Nie wiedział, gdzie jest
i co się z nim dzieje. Chciał tylko spać. Powrócić do
ciepłej, przytulnej ciemności.</p>

<p>- Nic już nie mów -
szept zaczął się oddalać. Poczuł łagodny dotyk na
czole. - Zawiadomię wszystkich, że odzyskałeś
przytomność. Teraz śpij.</p>

<p>Ręka gładziła
delikatnie jego czoło.</p>

<p>Ciemność
zaczęła wciągać go z powrotem w swoje ramiona.</p>

<p>Poddał się jej.</p>

<p>*
* *</p>

<p>...ił się dzisiaj.
Minęło tyle czasu. Stracił bardzo dużo krwi. Gdyby nie ty,
prawdopodobnie... - nerwowy, kobiecy szept urwał się, ale po chwili
rozległ ponownie. - To zaklęcie wymagało niezwykłej
siły i mocy. Niewielu czarodziejów potrafi je rzucić. W całej
szkole prawdopodobnie tylko dyrektor... jestem pod wrażeniem, Severusie.
Gdyby cię tam nie było, udusiłby się...
Uratowałeś go. Na pewno nie chcesz na niego zerknąć?
Zobaczyć, jak się miewa?</p>

<p>- Nie mam czasu na
niańczenie uczniów, Pomfrey - niski, mroczny głos. Pozbawiony emocji,
obojętny. - Nie obchodzi mnie jego stan. Żyje i to mi wystarczy.
Dlaczego wszyscy uważają, że powinienem interesować
się jego zdrowiem?</p>

<p>W jego świadomości
coś się szarpnęło. Znał ten głos.</p>

<p>- W końcu jesteś
jego nauczycielem, Severusie - należący do kobiety głos był
oburzony. W odpowiedzi nastąpiło tylko pogardliwe prychnięcie.</p>

<p>Czuł ucisk na plecach.
Próbował go zidentyfikować, ale jego zmysły odmawiały
współpracy.</p>

<p>- Podałam mu Eliksir
Bezsennego Snu. Miał jakieś koszmary, rzucał się i
krzyczał. To mogłoby pogorszyć jego stan - kontynuowała
kobieta, niezrażona. - Teraz śpi, ale wcześniej był
otumaniony. Nie wiedział, gdzie jest, ani co mu się przydarzyło.
Minie trochę czasu, zanim w pełni odzyska świadomość.</p>

<p>Już wiedział. Ten
ucisk, to musiał być materac. Leżał w łóżku.</p>

<p>Wraz ze zmysłami
powracały także odczucia. Drżał. Miał wrażenie,
że obłożono go lodem. Było mu tak bardzo zimno...</p>

<p>- To świetnie -
powiedział suchy głos. - Ale nie wiem, po co...</p>

<p>Ze ściśniętego
boleśnie gardła Harry'ego wyrwał się łamliwy jęk.</p>

<p>Usłyszał pospieszne
kroki, a po chwili poczuł chłodną dłoń na swoim czole.</p>

<p>Znał ten dotyk...</p>

<p>- Jest rozpalony -
powiedział ten niski głos. - Musi mieć bardzo wysoką
gorączkę... Dałaś mu coś na to? - dotyk znikł. -
Dlaczego tak na mnie patrzysz? - warknął, rozdrażniony.</p>

<p>- Bez powodu - w kobiecym
głosie można było wyczuć nutę rozbawienia. - To dobry
znak, Severusie, nie musisz tak panikować. Wysoka temperatura oznacza,
że jego organizm walczy.</p>

<p>- Nie jestem w nastroju do
żartów, Pomfrey - głos był rozdrażniony.</p>

<p>- Zaczekaj przy nim -
powiedziała kobieta. - Przyniosę mu...</p>

<p>- Nie mam na to czasu. Masz
dla mnie listę potrzebnych eliksirów? - głos stał się
chłodniejszy, odleglejszy.</p>

<p>- Tak, zaraz przyniosę.
Mam ją w gabinecie.</p>

<p>Kroki oddaliły się.</p>

<p>Nie potrafił
przestać drżeć. Jednak, poza zimnem, zaczął
odczuwać coś jeszcze. Ból. Emanował z klatki piersiowej, z
głowy, pleców i ramion. Ostry, kłujący i piekący.
Pulsował nieznośnie i coraz bardziej się nasilał. Jakby budził
się wraz ze zmysłami.</p>

<p>Niech przestanie!</p>

<p>Otworzył usta, ale z jego
zaschniętego gardła nie wydobył się żaden
dźwięk. Spróbował jeszcze raz.</p>

<p>- Boli... - głos, który
wreszcie z siebie wydał, bardziej przypominał charkot. Wyczuwał,
że ktoś stoi przy łóżku, ale nie reaguje. - Proszę...
- wyszeptał spękanymi wargami. - Zabierz to...</p>

<p>- Potter! - gniewny syk
przeszył powietrze, jednak zamarł, jakby wydająca go osoba
powstrzymała się w ostatniej chwili. - Niedługo przejdzie -
powiedział łagodniej. - Pomfrey da ci środki przeciwbólowe.</p>

<p>Drżenie przerodziło
się w dygotanie. Ból zamknął w swych kleszczach
żołądek i płuca. Z trudem oddychał, jakby coś
ściskało jego przełyk.</p>

<p>- Proszę... boli...</p>

<p>- Potter, na
litość... - głos podniósł się i urwał.
Usłyszał stuk. Po chwili jego głowa została uniesiona, a w
jego usta wlano coś cierpkiego i gorzkiego.</p>

<p>Zakrztusił się,
czując pieczenie w gardle.</p>

<p>- Przełknij -
rozkazał głos.</p>

<p>Posłuchał.
Wrażenie uścisku zaczęło powoli ustępować.
Odetchnął głęboko. Ktoś delikatnie
ułożył jego głowę na poduszce. Poczuł
dłoń dotykającą łagodnie jego klatki piersiowej.</p>

<p>- Teraz śpij - cichy
głos ukoił jego nerwy. Pieczenie rozchodziło się po
całym ciele, wypalając ból.</p>

<p>Pozwolił, aby fala
ciepła zaniosła go ponownie w bezpieczną i miękką
ciemność.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Z ciszy powoli
wyłaniały się dźwięki. Stukot kroków, szepty, skrzypienie
drzwi.</p>

<p>Wiedział, że
leży w łóżku. Szybko dokonał rozrachunku, próbując
wyczuć swoje ciało. Wszystko było na miejscu, ale nie czuł
prawej ręki.</p>

<p>Dźwięki
przedzierały się przez miękką mgłę,
otulającą jego umysł i szarpały zmysłami.</p>

<p>Chciał się dowiedzieć,
co to za hałasy. Spróbował otworzyć oczy. Miał
wrażenie, że jego powieki zamieniły się w kamienie. Dopiero
kolejna próba przyniosła skutek.</p>

<p>Do jego ciepłej
ciemności wlało się chłodne, ostre światło.
Natychmiast zamknął powieki, aby odciąć mu drogę. Po
chwili spróbował ponownie. Dopiero za trzecim razem udało mu się
utrzymać oczy otwarte, jednak mrużył je tak bardzo, iż
początkowo nie widział nic, poza jasnością.
Minęła chwila, zanim odważył się otworzyć je
szerzej.</p>

<p>Zobaczył znajome
sklepienie skrzydła szpitalnego.</p>

<p>- Harry! - w polu jego
widzenia pojawiła się ruda czupryna. Piegowatą twarz
rozjaśnił szeroki uśmiech. - Nareszcie się
obudziłeś! Zaczekaj! Zawiadomię panią Pomfrey! -
powiedział Ron i zniknął.</p>

<p>Po chwili pojawił
się ponownie, w towarzystwie uśmiechniętej, choć
rzucającej zmartwione spojrzenia, szkolnej pielęgniarki.</p>

<p>- Jak się czujesz,
Harry? - zapytała.</p>

<p>- Nie najgorzej -
odparł, kiedy udało mu się nawilżyć gardło. - Czy
mogę dostać coś do picia?</p>

<p>- Oczywiście -
odparła pani Pomfrey i zniknęła z pola widzenia.</p>

<p>- Nareszcie, stary! Nawet nie
wiesz, jak się o ciebie martwiliśmy. Czuwaliśmy przy tobie na
zmianę, ja i Hermiona. Pomfrey nam pozwoliła. Ale nie mogliśmy
cię dotykać, dopóki nie zagoją się twoje... no wiesz... -
urwał Ron, spuszczając wzrok.</p>

<p>- Mówiłam, że nie
wolno ci go zamęczać, kiedy się w końcu obudzi! -
ofuknęła go pielęgniarka, podnosząc głowę
Harry'ego i wlewając mu chłodny, przyjemny płyn do ust.</p>

<p>- Idę po Hermionę -
oświadczył Ron. - Tylko postaraj się nie zemdleć ponownie,
zanim z nią nie wrócę, dobrze Harry?</p>

<p>Pielęgniarka
spiorunowała rudzielca wzrokiem, a Harry poczuł rozbawienie. Kiedy
Ron zniknął za drzwiami, Pomfrey zwróciła się do Harry'ego:</p>

<p>- Musisz mi dokładnie
powiedzieć, jak się czujesz i co cię boli.</p>

<p>- Czuję ucisk w klatce
piersiowej i pulsujący, ale dosyć lekki ból głowy -
zastanawiał się przez chwilę, sprawdzając swoje ciało.
- Nie czuję też prawej ręki. Nie mogę nią
poruszyć.</p>

<p>- Jest złamana. Podobnie
jak żebra, które powodują ucisk w klatce. Miałeś też
wstrząs mózgu - słuchał z coraz większym zdumieniem, jak
pielęgniarka wylicza całą listę różnego rodzaju urazów
i obrażeń, których doznał. Większość
zdążyła już się zabliźnić albo uleczyć,
jednak nie wszystkie. Dowiedział się, że nie można
było wyleczyć jego złamanej ręki za pomocą eliksiru,
dopóki był nieprzytomny i w zbyt ciężkim stanie, by
określić, jak jego organizm mógłby zareagować.</p>

<p>Początkowo mieli
zabrać go do Świętego Munga, ale dyrektor stwierdził,
że nie powinni go przenosić. Dlatego uzdrowicieli sprowadzono do
Hogwartu. Kiedy udało im się ustabilizować jego stan,
opiekę nad nim można było powierzyć pani Pomfrey i
pozostałym nauczycielom. Profesor Snape przygotowywał dla niego
eliksiry uzdrawiające, a profesor Sprout szczodrze dzieliła się
swymi roślinami leczniczymi.</p>

<p>Harry'emu mocniej zabiło
serce. Snape pomagał go leczyć? Nie wiedział dlaczego, ale ta
wiadomość sprawiła, że od razu poczuł się lepiej.</p>

<p>- Harry! - krzyk Hermiony
zagłuszył wszystkie myśli. Przyjaciółka przypadła do
jego łóżka. Była zdyszana, ale jej twarz promieniowała
szczęściem. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Wszyscy tak
się o ciebie martwiliśmy! - W jej oczach pojawiły się
łzy. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale chyba nie była
w stanie.</p>

<p>Harry
uśmiechnął się do niej uspokajająco.</p>

<p>- Już w porządku,
naprawdę. Czuję się całkiem nieźle.</p>

<p>- Możecie sobie
trochę porozmawiać, ale nie wolno wam go przemęczać -
oświadczyła pielęgniarka. - Gdyby coś było nie tak,
zawiadomcie mnie. Będę w gabinecie.</p>

<p>Kiedy oddaliła się,
Hermiona i Ron przysunęli krzesła do łóżka Harry'ego i
usiedli.</p>

<p>- Co mnie ominęło?
- zapytał, siląc się na obojętny ton. Oboje wyglądali
na bardzo przejętych, więc chciał ich trochę uspokoić
swoim zachowanie. Szczególnie, że z każdą chwilą czuł
się coraz lepiej. Płyn, który podała mu Pomfrey
orzeźwiał go i przywracał mu siły.</p>

<p>Hermiona i Ron wymienili
ponure spojrzenie.</p>

<p>- Co się stało? -
zapytał, gdyż bardzo mu się ono nie spodobało.</p>

<p>- Jest piątek, Harry.
Byłeś nieprzytomny przez pięć dni - powiedziała
Hermiona.</p>

<p>Ta wiadomość
zaskoczyła go.</p>

<p>- To... dosyć długo
- powiedział, gdyż nic innego nie przyszło mu do głowy.</p>

<p>- Harry, czy pamiętasz
cokolwiek? - zapytała Hermiona drżącym głosem, nad którym
na próżno starała się zapanować.</p>

<p>Zamyślił się.
Wspomnienia powoli zaczęły wypływać na powierzchnię
jego świadomości. Zamglone i rozchwiane. Kiedy wydawało mu
się, że już udało mu się je złapać, one
ponownie zanurzały się w odmętach niepamięci.</p>

<p>- Niewiele - odparł po
pełnej wyczekiwania chwili. - Pamiętam, że... - zobaczył
siebie, nagiego, przyciśniętego do odzianego w czarną szatę
szczupłego ciała, a serce szarpnęło mu się w piersi -
...że miałem szlaban ze Snape'em - przełknął
ślinę, starając się złapać kolejne, umykające
obrazy. - Później opuściłem jego gabinet. Kiedy szedłem
korytarzem, poczułem uderzenie... - Wyczuł, że jego głos
zaczyna drżeć i skupił się na tym, żeby go
uspokoić. - Potem... coś mi zakryło oczy. Nic nie
widziałem. Nie wiedziałem, co się dzieje - próbował jeszcze
coś wyłowić, ale obrazy zniknęły głęboko pod
powierzchnią. - Nic więcej nie pamiętam.</p>

<p>Hermiona i Ron ponownie
wymienili zaniepokojone spojrzenie.</p>

<p>- O co chodzi? -
irytowało go ich zachowanie.</p>

<p>- Więc nie
pamiętasz, kto cię napadł? - zapytała łagodnie
Hermiona.</p>

<p>Nie, nie pamiętał.
To chyba oczywiste, skoro zasłonili mu oczy.</p>

<p>Pokręcił
przecząco głową. Hermiona westchnęła i rzuciła mu
długie, nieokreślone spojrzenie.</p>

<p>- A nie domyślasz
się, kto mógłby to zrobić?</p>

<p><emphasis>Malfoy!</emphasis></p>

<p>To była pierwsza
myśl Harry'ego. Jednak powstrzymał się od wypowiedzenia jej na
głos. Nie miał dowodu. Malfoy go nienawidził, ale czy aż
tak bardzo, żeby być zdolnym do czegoś takiego? Po tym, co mu
ostatnio powiedział, to bardzo możliwe. Pamiętał jego
przekrwiony, pełen nienawistnej furii wzrok, kiedy widzieli się po
raz ostatni. Słowa "Do zobaczenia, Potter!" przeszyły jego
umysł. Zrozumienie uderzyło w niego z ogromną siłą.</p>

<p>On planował to już
wcześniej!</p>

<p>- To Malfoy - odparł
cicho. - My... pokłóciliśmy się, tuż przed... tym.</p>

<p>Twarz Rona zmieniła
się w pełną nienawiści maskę. Nie
zdążył jednak nic powiedzieć, gdyż ubiegła go
Hermiona.</p>

<p>- Jesteś tego pewien?</p>

<p>- Oczywiście, że
jestem pewien - powiedział nieco głośniej, niż
zamierzał. - Co z nim teraz będzie? Bo chyba... zostanie ukarany?</p>

<p>Hermiona wyglądała
tak, jakby z trudem dobierała słowa.</p>

<p>- Malfoya nie ma.</p>

<p>- Jak to nie ma? - ta
wiadomość całkowicie go zaskoczyła. - Co się z nim
stało? Uciekł?</p>

<p>- Zniknął.
Następnego dnia po twoim pobiciu - odparła przygnębiona
Gryfonka.</p>

<p>- Katie Bell mówiła,
że widziała uzdrowicieli ze Świętego Munga -
wtrącił się Ron.</p>

<p>- Podobno mnie leczyli - wyjaśnił
Harry.</p>

<p>- <emphasis>W lochach</emphasis>? -
przerwał mu Ron. - A później kilkoro Krukonów widziało Lucjusza
Malfoya, który miotał się po szkole. Był wściekły.
Podobno uderzył jakiegoś pierwszoroczniaka za to, że wszedł
mu w drogę. Zachowywał się jak szaleniec. Od razu widać, po
kim Malfoy odziedziczył charakterek - zakończył rudzielec.</p>

<p>- Crabbe i Goyle też
zniknęli - dodała Hermiona. - Nie wiadomo, co się z nimi
stało. Nikt ich nie widział od tamtego czasu.</p>

<p>Harry zamyślił
się nad tą zaskakującą wiadomością.</p>

<p>Trzech uczniów, którzy
najprawdopodobniej stali za napaścią na niego, zniknęło z
powierzchni ziemi. To przerażające.</p>

<p>- Przecież ktoś
musiał coś widzieć albo słyszeć - zaczął,
próbując wyjaśnić ten ewenement.</p>

<p>- Wszyscy już spali,
kiedy to się wydarzyło. A rano już ich nie było.
Nauczyciele milczą, jak zaklęci - wyjaśniała Hermiona. -
Próbowałam dowiedzieć się czegoś od profesor McGonagall,
ale zakazała mi kogokolwiek o to pytać.</p>

<p>Harry nie wiedział, co
ma o tym wszystkim myśleć. Cała ta sprawa była jedną
wielką, mroczną tajemnicą.</p>

<p>- Ale przynajmniej nie musisz
się już nim przejmować - odezwał się Ron. - Cokolwiek
się z nim stało, zasłużył na to!</p>

<p>- Ron! - Hermiona
próbowała wyglądać na oburzoną, ale ulga wyczuwalna w jej
głosie nie pozwalała na to.</p>

<p>- No co? - zaperzył
się rudzielec. - Gdyby nie wyparował, to sam bym go wypatroszył,
jeżeli tylko dorwałbym go w swoje ręce! Ma ogromne
szczęście, że zniknął. - Hermiona nie próbowała
go już uspokajać. - Zemściłbym się za to, co
zrobił Harry'emu! Wyrwałbym mu te tlenione kudły, ukatrupiłbym
go na miejscu, gdybym tylko...</p>

<p>- Dobrze, już wystarczy
- przerwała mu poirytowana Gryfonka. - Harry nie chce słuchać
twoich głupich przechwałek.</p>

<p>Harry nie przyznałby
się do tego, ale bardzo chętnie posłuchałby, co jeszcze Ron
chciałby zrobić Malfoyowi.</p>

<p>- A potem dorwałbym
Snape'a... - kontynuował niezrażony rudzielec.</p>

<p>To zaskoczyło Harry'ego.</p>

<p>- Snape'a? - przerwał
mu. - A co on ma z tym wspólnego?</p>

<p>- Nie zauważyliście
czegoś podejrzanego? - powiedział konspiracyjnie Ron. - To uczniowie <emphasis>jego</emphasis>
domu zaatakowali Harry'ego. Na dodatek w pobliżu <emphasis>jego</emphasis> gabinetu,
zaraz po szlabanie, który Harry miał <emphasis>z nim</emphasis>. Nie zdziwiłbym
się, gdyby <emphasis>on</emphasis> to wszystko zaplanował...</p>

<p>- Ron, przesadzasz. To jest
nauczyciel! - ofuknęła go Hermiona.</p>

<p>- No i co z tego? Ale jest
Śmierciożercą i w dodatku nienawidzi Harry'ego. Mógł ich
wynająć, żeby pozbyli się Harry'ego, a cała wina
spadłaby na nich.</p>

<p>- To najgłupsza rzecz,
jaką kiedykolwiek wymyśliłeś! - oświadczyła
Hermiona.</p>

<p>Harry nie mógł
uwierzyć własnym uszom. Skąd Ronowi przyszedł do głowy
taki pomysł?</p>

<p>- To dlaczego, w takim razie,
przez cały tydzień chodził taki wściekły? Rzucał
się o każdy drobiazg i odbierał wszystkim punkty za
najdrobniejsze przewinienia. Nawet Ślizgonom. Mówię wam, on się
wkurzył, bo Harry wyszedł z tego cało i jego plan się nie
powiódł.</p>

<p>- Skończ już -
westchnęła Hermiona. - Twoje podejrzenia są śmieszne i nie
trzymają się kupy. Przecież to Snape uratował Harry'ego.</p>

<p>Serce Harry'ego
podskoczyło. Spojrzał na Hermionę ze zdumieniem.</p>

<p>- Snape... mnie
uratował? - zapytał niepewnie, przenosząc wzrok na Rona, który
widocznie stracił zapał po tym, jak Gryfonka ostudziła go tym
argumentem.</p>

<p>Harry wyczuł na sobie
jej zamyślone spojrzenie. Zamiast odpowiedzieć, zwróciła
się do Rona, jednak jej głos brzmiał tak, jakby myślami była
zupełnie gdzie indziej:</p>

<p>- Ron... nie masz czasami
dzisiaj treningu?</p>

<p>- Co? - Ron z trudem
oderwał się od swoich myśli. - Ach, tak, racja. Dzięki,
Hermiono - zerwał się z miejsca. - Harry, zostałem
pałkarzem! - oświadczył, wypinając dumnie pierś.</p>

<p>Jednak Harry potrafił
teraz myśleć tylko o Snapie, który <emphasis>go uratował</emphasis>.</p>

<p>- Co? Och, to świetnie -
powiedział nieobecnym głosem.</p>

<p>- A Ginny jest
szukającą, dopóki ty... no wiesz - zająknął się
rudzielec.</p>

<p>- To super, Ron -
uśmiechnął się blado Harry.</p>

<p>- No to... ja już pójdę
- powiedział cicho Ron, najwyraźniej przygaszony brakiem entuzjazmu
ze strony swego najlepszego przyjaciela.</p>

<p>Kiedy drzwi
zamknęły się za nim, Harry poczuł na sobie
przeszywający wzrok Hermiony.</p>

<p>- Snape naprawdę mnie...
- zaczął.</p>

<p>- Ron ma rację - przerwała
mu Gryfonka. Harry spojrzał na nią zaskoczony.</p>

<p>- Z czym? - zapytał. Jej
poważny wyraz twarzy wcale mu się nie podobał. Dziewczyna
odetchnęła głęboko, jakby zastanawiała się, od
czego zacząć, po czym powiedziała:</p>

<p>- To my cię
znaleźliśmy, Harry, ja i Ron. Byłeś zamknięty w
schowku. Byłeś... w strasznym stanie. Nawet nie chcę sobie tego
przypominać - potrząsnęła głową. - Pobiegłam
po Snape'a i sprowadziłam go. On... rzucił na ciebie jakieś
zaklęcie uzdrawiające, albo coś w tym stylu i
zacząłeś oddychać. Przez kilka przerażających
chwil myśleliśmy... że ty... - głos jej się lekko
załamał, ale szybko się opanowała. - Kazał nam
sprowadzić Dumbledore'a i McGonagall do skrzydła szpitalnego. A
później przyniósł cię tu na rękach i od razu
zniknął. Nie wiem, czy wrócił, bo nie pozwolili nam zostać
przy tobie i kazali wracać do dormitorium.</p>

<p>Harry słuchał tego
z mocno bijącym sercem. A więc swoje życie zawdzięczał
Hermionie, Ronowi i Snape'owi. Chciał jej podziękować, ale
słowa nie mogły mu przejść przez gardło. Potrafił
myśleć tylko o tym, że Snape zaniósł go na rękach do
skrzydła szpitalnego. Tak żałował, że niczego nie
może sobie przypomnieć...</p>

<p>W ogóle niewiele
pamiętał. Jego wspomnienia urywały się w momencie
wyjścia z gabinetu Snape'a, a ponownie rozpoczynały dopiero od
obudzenia się tutaj i zobaczenia nad sobą Rona. Miał
wrażenie, że coś mu się śniło, ale nie był
tego pewien. Wydawało mu się też, że raz się
obudził i wszystko go bolało, a ktoś podał mu jakiś
płyn. Ale wspomnienie to było tak blade i niewyraźne, iż
równie dobrze mogło być tylko imaginacją.</p>

<p>- Odwiedzaliśmy cię
na zmianę - kontynuowała Hermiona. - Ja i Ron czuwaliśmy przy
tobie. Luna też przychodziła. I Neville, i Ginny, i kilka innych
osób.</p>

<p>Ginny? To go zaskoczyło.
Był przekonany, że siostra Rona go nienawidzi.</p>

<p>- A... - wahał się,
czy o to zapytać, ale musiał się dowiedzieć. - ...a Snape?</p>

<p>Hermiona rzuciła mu
długie spojrzenie.</p>

<p>- Od czasu, kiedy cię
przyniósł, nie widzieliśmy go tutaj ani razu.</p>

<p>Harry'emu zrzędła
mina. Snape nie odwiedził go ani razu przez cały tydzień? W
ogóle nie interesował się jego zdrowiem? Mógł chociaż
zapytać, jak się czuje... Przecież Severus widział go
nagiego, był w nim, kochał się z nim. Harry się do niego
przytulał, całował go. Byli przecież tak blisko...</p>

<p>Pomfrey mówiła, że
przygotowywał dla niego eliksiry... ale to nie to samo. Dlaczego się
nim nie interesował?</p>

<p>Uczucie goryczy
wpełzło niepostrzeżenie i zaatakowało jego przełyk. Z
trudem przełknął ślinę i wypędził
próbujące dostać się do jego oczu łzy zawodu.</p>

<p>- Harry - Hermiona
przysunęła się bliżej, przypatrując mu się z
uwagą. Oblizała wargi, jakby to, co chciała powiedzieć, nie
chciało przejść jej przez usta. - Co cię łączy z
profesorem Snape'em?</p>

<p>To pytanie uderzyło w
niego z taką siłą, że aż zakręciło mu
się w głowie. Czuł, jak panika wdziera się do jego
umysłu i przejmuje nad nim kontrolę. Całą siłą
woli zmusił się, żeby tego nie okazać.</p>

<p>- Co to za pytanie? - jego
głos lekko zadrżał. Wbił wzrok w sufit, ponieważ nie
potrafił spojrzeć przyjaciółce w twarz.</p>

<p>- Harry, musisz mi
powiedzieć prawdę - naciskała Gryfonka, pochylając się
nad nim.</p>

<p>- Niczego nie muszę! -
odparował, pragnąć, aby zakończyła ten temat.</p>

<p>- Harry, posłuchaj...
Wtedy, kiedy zostałeś napadnięty... czekałam na ciebie w
Pokoju Wspólnym. Chciałam z tobą porozmawiać o tym, co
zaobserwowałam. Po tym, co ci się przytrafiło, tym bardziej
musisz mnie wysłuchać.</p>

<p>Nie chciał. Nie
chciał jej słuchać. Nieważne, co chciała
powiedzieć, bał się to usłyszeć.</p>

<p>- Nie mam zamiaru o tym
rozmawiać - warknął. - Cokolwiek masz na myśli, to na pewno
są tylko twoje urojenia.</p>

<p>- Harry... - odparła
cicho Gryfonka. - Ja <emphasis>wiem</emphasis>. To, że Ron nie potrafi dostrzec niczego,
poza obiadem, nie znaczy, że ja także jestem ślepa. Znam
cię od pięciu lat. Potrafię czytać z twojej twarzy, jak z
otwartej książki, a ty nie należysz do osób, które potrafią
ukrywać emocje.</p>

<p>Spojrzał na nią z
namysłem.</p>

<p>Ile ona może
wiedzieć? Czego się domyśla?</p>

<p>- <emphasis>Wiem</emphasis>, że
pomiędzy wami coś jest. I... - zawiesiła na chwilę
głos, a Harry aż kipiał ze zdenerwowania. - ...nie podoba mi
się to - dokończyła.</p>

<p>"No to kwestię
przyjacielskiego wsparcia mamy już z głowy..." -
pomyślał, czując, jak coś ciężkiego opada mu do
żołądka.</p>

<p>- Ron ma rację -
powtórzyła. - Snape jest Śmierciożercą. Nie należy mu
ufać.</p>

<p>To go zdenerwowało. Co
ona może o nim wiedzieć?! Poderwał głowę i
spojrzał na nią ze złością.</p>

<p>- Wiem, o czym teraz
myślisz - uprzedziła go. - Jesteś zły, że tak go
oceniam. Uważasz, że nic o nim nie wiem.</p>

<p>Harry zamrugał,
zaskoczony. Czyżby rzeczywiście to wszystko było wypisane na
jego twarzy?</p>

<p>Pochyliła się ku
niemu i powiedziała cicho:</p>

<p>- On jest od ciebie ponad dwa
razy starszy, Harry. I na dodatek jest nauczycielem. To...
niewłaściwe.</p>

<p>- A co ty możesz o tym
wiedzieć? Nie interesuje mnie twoje zdanie! Nie wiesz o nim absolutnie
nic, z wyjątkiem tego, co możesz zobaczyć na lekcjach! A tak
naprawdę, jest zupełnie inny!</p>

<p>Hermiona zmrużyła
oczy.</p>

<p>- A więc miałam
rację... Eliksir, który kazał ci wypić Snape... ukazał
prawdę - jej twarz pobladła. - Ty go rzeczywiście pragniesz...</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Dał się podejść.</p>

<p>- To poważna sprawa -
powiedziała drżącym głosem. - To jest... zakazane. Nie
możecie...</p>

<p>- Nic mnie to nie obchodzi! -
odparował. Bardzo nie podobał mu się kierunek tej rozmowy.</p>

<p>- Nie myślisz
rozsądnie, Harry. Jesteś zaślepiony... - urwała, jakby
szukając odpowiedniego słowa. - ...zafascynowaniem. Boję
się, że on cię może skrzywdzić. On jest za blisko
Voldemorta. Nie wiemy, czy naprawdę jest po naszej stronie. Mam złe
przeczucia. On cię może... wykorzystać.</p>

<p>Harry nie patrzył na
nią. Wściekłość gotowała się w nim,
wydzielając duszące opary strachu.</p>

<p>- Boję się...
że on cię może zwodzić, żeby w końcu oddać
cię w ręce Voldemorta - widząc mordercze spojrzenie, które
posłał jej Harry, oblizała wargi i zaczęła do niego przemawiać,
jak do dziecka. - Pomyśl, Harry... dlaczego miałby się tak nagle
tobą zainteresować? Zawsze cię nienawidził. Co mogłoby
tak raptownie zmienić jego stosunek do ciebie?</p>

<p>Spojrzał na nią
zdegustowany i przestraszony. Zawahał się.</p>

<p>Sam się nad tym
zastanawiał. Snape rzeczywiście... tak nagle, wtedy, w schowku... Od
tej pory wszystko się zmieniło. Ale to przecież niemożliwe,
żeby...</p>

<p>Nie! Jak ona mogła tak
pomyśleć? Dlaczego mówi takie rzeczy? Tylko go dołuje. Chce,
żeby Harry przestał wierzyć Snape'owi i zakończył to.
Taki jest jej cel! Zniszczyć to, co pomiędzy nimi było. Jaka z
niej przyjaciółka? Zamiast podnosić go na duchu, pragnie tylko
pogrążyć go w strachu i nieufności. Nie pozwoli jej na to!</p>

<p>Już otwierał usta,
żeby ostro jej odpowiedzieć, ale ona była szybsza.</p>

<p>- Posłuchaj mnie,
proszę, i zakończ to, dopóki jeszcze nie jest za późno.</p>

<p>Czy ona tego nie
rozumiała? Już jest za późno...</p>

<p>- Nie mogę -
zdołał w końcu wydusić. - Nic nie rozumiesz! Nie mogę
tego zrobić!</p>

<p>- Musisz - powiedziała
dobitnie, patrząc mu prosto w oczy. Wytrzymał to spojrzenie,
chociaż dużo go to kosztowało. Złość na nią
przegoniła jego wcześniejsze przerażenie.</p>

<p>- Nie wtrącaj się w
nie swoje sprawy! - rzucił lodowatym głosem. - To mój wybór, co i z
kim robię. Jeżeli ryzykuję, to jest moja decyzja. Tylko moja!</p>

<p>Hermiona zmrużyła
oczy i odsunęła się.</p>

<p>- W takim razie, nie
pozostawiasz mi wyboru, Harry. Muszę powiedzieć o wszystkim
profesorowi Dumbledore'owi.</p>

<p>Harry poczuł się,
jakby spadał w bardzo głęboką i ciemną
przepaść. Głos uwiązł mu w gardle.</p>

<p>- Nie możesz tego
zrobić - zdołał w końcu wydusić.</p>

<p>- Muszę. To dla twojego
dobra, Harry - twarz Gryfonki była niezwykle chłodna, jakby
podjęła już decyzję i nic nie mogło tego zmienić.
Jednak jej oczy drżały. - Zrozum...</p>

<p>- Nie możesz! - prawie
krzyknął, czując, że brakuje mu tchu. Wściekłe
uderzenia serca czuł niemal w gardle.</p>

<p>- Wiem, że możesz
mnie za to znienawidzić, ale przynajmniej będziesz bezpieczny - jej
głos załamał się nieznacznie, ale za wszelką cenę
starała się, aby brzmiał surowo i pewnie. - Nawet sobie nie wyobrażasz,
jak wyglądałeś, kiedy cię znaleźliśmy.
Byłeś cały... - odetchnęła, by się uspokoić.
- ...cały we krwi. Nie chcę, by to się kiedykolwiek
powtórzyło. Nie przeżyłabym tego ponownie... - ukryła twarz
w dłoniach, a jej ramionami wstrząsnął szloch. - Nie wiesz,
co wtedy przeżyliśmy. Myśleliśmy, że ty... że
już po tobie.</p>

<p>Harry patrzył na
nią, oniemiały. Pojawił się w nim zalążek
współczucia, ale strach i gniew szybko się z nim uporały.</p>

<p>To nieważne, jak
szlachetne pobudki nią kierowały... Chciała pozbawić go
tego, o co z taką zawziętością walczył przez
długi czas. Nie pozwoli na to! Nie pozwoli, żeby ktoś
stanął pomiędzy nim, a Snape'em!</p>

<p>Nie miał pojęcia,
co teraz powiedzieć. Musi być bardzo ostrożny. I delikatny.
Wepchnął złość pod dywan i pozwolił, żeby zalążek
współczucia nieco się rozwinął.</p>

<p>- Dam sobie radę,
Hermiono. Naprawdę nie musisz się o mnie martwić. - Zdawał
sobie sprawę, że to były puste słowa. Tak świetnie <emphasis>dawał
sobie radę</emphasis>, że wylądował nieprzytomny w szpitalu, z
licznymi obrażeniami i złamaną ręką.</p>

<p>- Wydaje mi się, że
Ron może mieć rację - powtórzyła, przecierając oczy i
próbując doprowadzić się do porządku. - Lepiej dmuchać
na zimne. Nie pozwolę, żeby Snape coś ci zrobił, Harry.
Nawet, jeżeli będzie to oznaczało koniec naszej przyjaźni.</p>

<p>- Nie - z jego ust
wydobył się jęk. - Nie możesz, Hermiono! Proszę
cię. Nie możesz tego zrobić. On mi nic nie zrobi.</p>

<p>Hermiona
potrząsnęła głową i wstała. W ostatniej chwili
złapał zdrową ręką jej dłoń. Spojrzał
jej prosto w oczy.</p>

<p>- Hermiono, proszę...
Może... - jego umysł pracował na najwyższych obrotach. -
...może najpierw go sprawdzimy? Będę ostrożny,
obiecuję - widział, jak jej oczy mrużą się
nieznacznie. Udało mu się wybić maleńką szczelinę
w jej murze. Teraz trzeba ją skutecznie, ale niezwykle ostrożnie poszerzyć.
- Przecież da się na pewno jakoś sprawdzić, czy można
mu ufać... W końcu... gdyby chciał mnie oddać w ręce
Voldemorta, mógł zrobić to już dawno... - wyglądała,
jakby rozważała tę hipotezę. - Zaczekajmy jeszcze
trochę. Znajdę sposób, żeby się tego dowiedzieć.
Mogę... - przez jego myśli przebiegło wspomnienie
myślodsiewni należącej do Mistrza Eliksirów, do której
zajrzał w ubiegłym roku. - Może udałoby mi się
zajrzeć do jego myślodsiewni?</p>

<p>Widział, jak jej oczy
rozszerzają się.</p>

<p>- Jesteś pewien, że
udałoby ci się to zrobić? - zapytała. Pokiwał
głową, chociaż wcale nie był pewien. Więcej -
wiedział, że nie będzie w stanie tego zrobić.
Pamiętał, co się wydarzyło ostatnim razem. Nie chciał
stracić tego wszystkiego, co udało mu się z takim wysiłkiem
wywalczyć.</p>

<p>Chciał po prostu
być ze Snape'em.</p>

<p>Dlaczego to było takie
trudne? Dlaczego cały świat zdawał się
sprzysięgnąć przeciwko niemu?</p>

<p>Hermiona zastanawiała
się przez jakiś czas, po czym powoli skinęła
głową.</p>

<p>- Dobrze. Zaczekamy. Ale
musisz to zrobić, Harry.</p>

<p>Ponownie pokiwał
głową. Czuł, jak ogromny ciężar, przygniatający
jego serce, płuca i żołądek, zanika. Ale wiedział,
że to tylko na jakiś czas. Później będzie musiał
coś wymyślić.</p>

<p>- Przepraszam, że
zaatakowałam cię tak od razu po tym, jak się
ocknąłeś, ale musiałam to zrobić. Gryzło mnie to
przez cały tydzień. Już cię nie będę
męczyć - uśmiechnęła się blado.</p>

<p>Harry nie miał ochoty
odpowiadać jej uśmiechem, ale zmusił się, by nieznacznie
unieść kąciki ust. Miał wrażenie, jakby ta rozmowa
oddaliła go od przyjaciółki na bardzo dużą
odległość. I już nic nigdy nie pomoże im się do
siebie zbliżyć...</p>

<p>- Odpoczywaj w takim razie.
Ja... muszę jeszcze coś załatwić.</p>

<p>Pokiwał głową
i patrzył, jak odchodzi, dopóki nie zniknęła za drzwiami
szpitala.</p>

<p>Spojrzał w sufit i
westchnął ciężko.</p>

<p>Wygląda na to, że
już zawsze będzie musiał walczyć o to... zafascynowanie.
Nie spodziewał się, że będzie łatwo, ale miał
wrażenie, że powoli zaczyna go to przerastać.</p>

<p>Zamknął oczy,
przypominając sobie to rozkoszne ciepło, którego doznał, kiedy
przytulał się do Severusa. I spokój.</p>

<p>To uczucie warte jest
każdej bitwy. I każdej ceny.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Stukot jej kroków
odbijał się echem od ścian korytarza.</p>

<p>Przychodzenie tutaj było
ryzykowne. Jednak podejrzewała, że Harry tego nie zrobi... nie
sprawdzi Snape'a. A tak się o niego bała... To było jedyne, co
mogła zrobić, aby go ochronić.</p>

<p>Pamiętała jego
błagalny wzrok, który ścisnął ją za serce. Uległa
i teraz tak strasznie się bała, że jej słabość
negatywnie odbije się na życiu Harry'ego i wszystko się źle
skończy. Była zła na siebie, że nie potrafiła być
konsekwentna i stanowcza, tak jak zawsze. Jednak, gdy w grę wchodziły
uczucia, to nie było już takie łatwe.</p>

<p>Może, po jakimś
czasie, udałoby jej się pogodzić z faktem, że Harry jej
nienawidzi. Ale może kiedyś by mu przeszło... kiedy
zrozumiałby, że ona zrobiła to wszystko, by go chronić.</p>

<p>Ron był jeszcze
dużym dzieckiem. Nie potrafiłby ochronić nawet siebie. To ona
zawsze troszczyła się o nich obu. I nie może teraz
przestać. Nie, kiedy Voldemort jest u szczytu władzy i życie
wszystkich bliskich jej osób jest zagrożone.</p>

<p>Przystanęła przed
drzwiami i wzięła głęboki oddech, dodając sobie
odwagi.</p>

<p>Zapukała.</p>

<p>Po pewnym czasie drzwi
otworzyły się i ukazała się w nich wysoka, odziana w
czerń postać.</p>

<p>- Muszę z panem
porozmawiać! - wypaliła, zanim mężczyzna
zdążył otworzyć usta. Jego oczy zwęziły się.
Gestem zaprosił ją do środka. Czuła, że nogi
uginają się pod nią, kiedy wchodziła do gabinetu, ale nie
dała tego po sobie poznać.</p>

<p>Musi grać twardą i
zdecydowaną.</p>

<p>Zdziwiło ją to,
że nie podszedł do biurka, tylko stanął przy drzwiach i
spojrzał na nią przeszywającym wzrokiem. Uświadomiła
sobie, że gdyby chciał coś z nią zrobić, to nie ma
żadnej drogi ucieczki. Poczuła, że strach przejmuje nad nią
kontrolę, ale szybko się opanowała.</p>

<p>Przyszła tu dla
Harry'ego!</p>

<p>- Słucham, panno
Granger? - głos Mistrz Eliksirów był niezwykle chłodny.</p>

<p>Zaczerpnęła tchu i
wypaliła:</p>

<p>- Wiem, co łączy
pana z Harrym!</p>

<p>Jeżeli spodziewała
się wyrazu zaskoczenia na jego twarzy, to bardzo się
rozczarowała. Surowe rysy nie zmieniły się, jedynie oczy
zwęziły się nieznacznie.</p>

<p>- Przyszłam tu,
żeby powiedzieć panu... - pomyślała, że nie brzmi zbyt
groźnie i poważnie, kiedy zwraca się do niego w ten sposób,
więc szybko się poprawiła. - ...żeby ci powiedzieć, że
nie wolno ci go skrzywdzić. Wiem, że już raz to
zrobiłeś. Przez tydzień chodził załamany, a ja nie
wiedziałam, dlaczego. Teraz już wiem i ostrzegam cię... - czy
ona naprawdę stała w gabinecie i groziła nauczycielowi?
Zawahała się przez chwilę, jednak szybko powróciła do przerwanego
wątku. - Harry jest naiwny i ma dobre serce. Ufa ci bezgranicznie i nie
pozwoli powiedzieć złego słowa o tobie. Ale ja ci <emphasis>nie ufam</emphasis>
i chcę, żebyś wiedział, że będę cię
uważnie obserwować. Nie wiem, jakie masz wobec niego zamiary, ale nie
pozwolę ci go skrzywdzić. Jeżeli to zrobisz... to profesor
Dumbledore dowie się o wszystkim! - Wiedziała, że teraz
brzmiała jak skarżący się pierwszoklasista, ale nic innego
nie przychodziło jej do głowy. Sama niewiele mogłaby mu
zrobić, ale dyrektor mógł wszystko.</p>

<p>Odetchnęła, kiedy w
końcu udało jej się to wszystko z siebie wyrzucić.
Czuła się nieswojo pod wpływem tego przeszywającego
spojrzenia. Czekała, podenerwowana, na jakąkolwiek odpowiedź,
ale ta nie nadchodziła.</p>

<p>- To bardzo
interesujące, panno Granger... - kiedy Mistrz Eliksirów w końcu
się odezwał, niemal podskoczyła. Jego głos był tak
lodowaty, iż mimowolnie zadrżała - ...ale z
przykrością muszę stwierdzić, że twój legendarny
intelekt okazał się być tylko... legendą.</p>

<p>Z przerażeniem
zobaczyła, jak mężczyzna wyciąga w jej stronę
różdżkę. Instynktownie złapała za swoją, ale
było już za późno...</p>

<p>* "When the wrong one
loves you right" by Celine Dion</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 15 ---</strong></p>

<p><strong>15. Breaking the walls.</strong></p>

<p><emphasis>I've
tried my best for so long</emphasis></p>

<p><emphasis>To
break down these walls</emphasis></p>

<p><emphasis>But
you build them strong</emphasis></p>

<p><emphasis>So
I stand here waiting, wondering why</emphasis></p>

<p><emphasis>Oh
why</emphasis>*</p>

<p>Harry spędził w
szpitalu kolejny tydzień. Leczony wszelkiego rodzaju eliksirami,
maściami i wywarami, powoli wracał do zdrowia. Złamane
kości zrosły się, a rany zasklepiły. Zarówno te zewnętrzne,
jak i wewnętrzne. Żywiony tylko mlecznymi zupami i kleikami,
stał się osłabiony i wycieńczony, a Pomfrey absolutnie
zabroniła mu wychodzić z łóżka. Uważała, że
powinien przeleżeć w skrzydle szpitalnym jeszcze jeden tydzień,
ale po gwałtownych protestach Harry'ego i interwencji profesor McGonagall
pozwolono mu w końcu opuścić szpital. Musiał jednak
przysiąc, że nie będzie się przemęczał ani
denerwował.</p>

<p>Dyrektor i profesor
McGonagall dokładnie wypytali go o okoliczności napaści, jednak
on powtarzał tylko, że nic nie pamięta. Nie okłamywał
ich, była to prawda. Z tego, co mówili mu Ron i Hermiona, także oni
musieli wiele razy opowiedzieć o wszystkim, co się wydarzyło.
Nie tylko nauczyciele byli tego ciekawi. Uczniowie wręcz wchodzili im na
głowy, żeby się czegoś dowiedzieć.</p>

<p>Harry kilka razy
próbował nawiązać do rozmowy, którą on i Hermiona
przeprowadzili pierwszego dnia po jego przebudzeniu. Ale przyjaciółka
zdawała się starannie omijać ten temat. Kiedy w końcu
zapytał ją wprost, czy powiedziała Dumbledore'owi o nim i o
Snapie, ku zdziwieniu Harry'ego odparła spokojnie, że wyjawiła
mu wszystko, co wie. Kiedy Harry prawie zemdlał z przerażenia,
dodała, że musiała powiedzieć o tym także wszystkim
uczniom i nauczycielom. Widząc, że przyjaciel krztusi się i nie
może złapać tchu, poklepała go po plecach i dodała z
uśmiechem, że każdy, komu to wyjawiła, był bardzo
zaskoczony, że Snape uratował Harry'ego, ale nikt nie próbował
umniejszać jego zasługi.</p>

<p>Dopiero po chwili
osłupiałej konsternacji Harry zrozumiał, o co chodzi. Kiedy
próbował wyciągnąć od niej coś więcej,
opowiadała tylko o napaści, o szukaniu go i uratowaniu. Jakby
zupełnie zapomniała o tym, o czym wtedy rozmawiali, jakby wszystkie
podejrzenia wyparowały z jej umysłu. Harry nie wiedział, jak to
się stało, ale po trwających pół nocy przemyśleniach
doszedł do wniosku, że to nie mógł być przypadek, a
Hermiona na pewno nie oszukiwałaby go. Kolejne przepytanie
przyjaciółki tylko utwierdziło go w przekonaniu, że rzucono na
nią zaklęcie Obliviate. I na pewno Mistrz Eliksirów musiał
maczać w tym palce. Nic innego nie przychodziło Harry'emu do
głowy. Jedno było pewne - kiedy tylko nadarzy się okazja,
będzie musiał zapytać o to Snape'a.</p>

<p>Na razie mógł
odetchnąć z ulgą. Nie przyznałby się do tego, ale
niewielka część umysłu także podpowiadała mu
takie rozwiązanie. Teraz, kiedy problem został zażegnany,
poczuł się tak, jakby spadł mu z serca ogromny kamień. Od
tej chwili będzie musiał być bardzo ostrożny i
uważać, by Hermiona ponownie nie zaczęła czegoś
podejrzewać.</p>

<p>Nie tylko Hermiona i Ron
przychodzili go odwiedzać. Często zjawiała się też
Luna ("Przyniosłam ci zdechłą, suszoną żabę,
Harry! Powieś ją na szyi - uśmierza ból i zmęczenie!"),
Neville, a nawet Ginny. Siostra Rona była nieco małomówna, ale
uśmiechnięta. Najwidoczniej złość już dawno jej
minęła. Przyniosła mu naręcze stokrotek. Harry nie
miał pojęcia, skąd wzięła je o tej porze roku -
był już w końcu listopad - ale nie pytał o to. Był
zadowolony, że Ginny ponownie jest dla niego miła i cieszyło go
to, że powrócił jej dobry humor. Hagrid przyniósł mu słoik
swoich twardych jak pancerze Krakwatów ciasteczek. Harry po raz pierwszy
był wdzięczny pani Pomfrey za to, że pozwoliła mu
jeść tylko kleiki. Dzięki temu mógł wymigać się
od przyjęcia podarunku bez ryzyka, że pół olbrzym poczuje
się urażony.</p>

<p>Jednak w całym tym
tłumie odwiedzających go osób, brakowało mu tej jednej, na
którą czekał z największą niecierpliwością.</p>

<p>Snape nie przyszedł ani
raz przez cały tydzień. Jakby w ogóle nie interesowało go, jak
Harry się czuje, jakby nic go to nie obchodziło. A przecież
uratował mu życie...</p>

<p>Harry próbował
odsunąć od siebie gorzkie uczucie zawodu, które
kłębiło się w jego sercu każdego dnia, w
otaczającym go tłumie roześmianych przyjaciół i
zatroskanych nauczycieli. Z dnia na dzień tęsknił coraz bardziej
i nic nie potrafiło ukoić tego uczucia. Codziennie wpatrywał
się w drzwi, w nadziei, że pojawi się w nich wysoka, ciemna
sylwetka, ale za każdym razem zamiast niej, pojawiało się tylko
rozczarowanie.</p>

<p>Kiedy nadszedł
piątek i Harry'emu udało się wywalczyć wyjście ze
szpitala, jedyne, o czym potrafił myśleć, to odwiedzenie
Snape'a. Ta wizyta była dla niego priorytetem i nic nie potrafiłoby
go zatrzymać. Dlatego powiedział Ronowi i Hermionie, że
będzie wolny dopiero w porze kolacji, a tak naprawdę miał
wyjść nieco wcześniej. Chciał zapewnić sobie
trochę czasu bez zamęczających go przyjaciół i kolegów.</p>

<p>Jego odzwyczajone od
chodzenia nogi nieznacznie uginały się pod nim, kiedy ubrany w
spodnie, koszulę i sweter stanął przed lustrem, aby się
sobie przyjrzeć. Z ulgą stwierdził, że nie wygląda
najgorzej. Na jego twarzy wciąż widniały niewielkie, delikatne
zadrapania, na policzku i wardze, a łuk brwiowy był zaczerwieniony.
Jednak poza tym, wyglądał całkiem dobrze jak na kogoś, kto
otarł się o śmierć. Był tylko nieco wychudzony, a jego
cera miała blady, niezdrowy kolor. Cienie pod oczami nie chciały
zniknąć, pomimo tego, że naprawdę długo sypiał.
Wciąż czuł się przemęczony i wyczerpany, jakby
ktoś wyssał z niego całą energię.</p>

<p>Odwrócił się od
swojego odbicia, poszedł podziękować za wszystko pani Pomfrey i
ruszył w kierunku lochów, starając się pozostać
niezauważonym. Na szczęście, uczniowie mieli jeszcze ostatnie
popołudniowe lekcje i Hogwart sprawiał wrażenie
opustoszałego.</p>

<p>Serce biło mu szybko,
kiedy schodził do lochów. Miał wrażenie, że to stało
się już regułą. Czy kiedykolwiek będzie mógł
przebywać tu bez tego nieprzyjemnego zdenerwowania, które sprawiało,
że z trudem stawiał kolejne kroki? Ale musiał go zobaczyć!
Chociaż przez chwilę. Nie wiedział, czy go zastanie, czy
nauczyciel nie miał teraz jakichś zajęć, ale warto
było spróbować.</p>

<p>Starając się
uspokoić trzepoczące w piersi serce przystanął przy
drzwiach prowadzących do gabinetu Mistrza Eliksirów i zapukał. Po
chwili usłyszał kroki, a krew zawrzała w nim z podniecenia.</p>

<p>Drzwi otworzyły
się. Harry wstrzymał oddech.</p>

<p>Prawie zapomniał, jak
piękne jest spojrzenie tych cudownych, czarnych oczu, które
rozszerzyły się teraz w wyrazie zaskoczenia. Harry nie potrafił
powstrzymać uśmiechu, który wypłynął mu na twarz.
Snape spoglądał na niego przez chwilę, a widoczne na jego twarzy
zdumienie szybko przerodziło się w niepokój. Brwi
ściągnęły się, a zmarszczki na twarzy pogłębiły.</p>

<p>- Co ty tu robisz, Potter? -
zapytał cierpko, widząc, że Harry najwyraźniej zamarł
z maślanym uśmiechem na ustach i chwilowo nie jest w stanie
mówić. - Nie powinieneś być jeszcze w szpitalu?</p>

<p>- Wyszedłem. - Harry nie
był w stanie wydusić z siebie czegoś składniejszego. -
Dzisiaj. Czy mogę... wejść? - zapytał nieśmiało.</p>

<p>Snape zmrużył oczy,
ale odsunął się i wpuścił go do środka. Kiedy
zamknął drzwi, Harry nie potrafił się już
dłużej powstrzymywać. Gwałtownie dopadł do niego i
przyparł go do drzwi, owijając ramiona wokół jego pasa. Z
głośnym westchnieniem oparł głowę na otulonej w czarny
materiał piersi i zamknął oczy. Przycisnął policzek do
szorstkiego materiału i wyszeptał:</p>

<p>- Tęskniłem za
tobą...</p>

<p>Westchnął jeszcze
raz, wdychając cudowny aromat cynamonu i delikatnie wyczuwalną
woń ziół. Przylgnął do szczupłego ciała jeszcze
bardziej i usłyszał... bijące głośno serce.</p>

<p>- Czekałem na ciebie.
Ale ty nie przyszedłeś. - Nie potrafił zapanować nad
goryczą, która niepostrzeżenie wkradła się do jego
głosu. - Dlaczego mnie nie odwiedziłeś?</p>

<p>Snape, który do tej pory
był najwyraźniej całkowicie zaskoczony jego zachowaniem,
spiął się i wyprostował, jednak nie próbował go
odsunąć.</p>

<p>- Byłem zajęty,
Potter - wycedził doskonale opanowanym głosem. - Zresztą, nie
miałem ochoty przepychać się przez oblegające cię
tłumy - dodał kwaśno.</p>

<p>Harry oderwał rozgrzany
policzek od unoszącej się miarowo piersi mężczyzny i
spojrzał w górę, na zaciśnięte w wąską
kreskę usta, na blade, napięte oblicze, aksamitne, czarne włosy,
okalające twarz i na ten cudowny, duży nos, który wydawał mu
się najpiękniejszym nosem na świecie.</p>

<p>- Tak bardzo... za tobą
tęskniłem, Severusie - powtórzył cicho, spoglądając
głęboko w przypatrujące mu się uważnie oczy Mistrza
Eliksirów, które na dźwięk jego imienia zapłonęły
przez moment dziwnym blaskiem.</p>

<p>- Nie dramatyzuj, Potter -
powiedział chłodno Snape. - Nie widziałeś mnie zaledwie
przez tydzień. Nie licząc tych kilku dni, kiedy
leżałeś nieprzytomny.</p>

<p>Harry'ego uderzyła
nagła myśl. Zmarszczył brwi i odsunął się od
mężczyzny, mierząc go przeszywającym, podejrzliwym
spojrzeniem.</p>

<p>- Skąd wiesz, kiedy
się obudziłem?</p>

<p>Zobaczył, że twarz
Mistrza Eliksirów spochmurniała, jakby był zły sam na siebie.</p>

<p>Harry zrozumiał.</p>

<p>- Jednak byłeś! -
Jego oczy rozbłysły, a na twarzy pojawił się radosny
uśmiech. - Mogłeś mi powiedzieć.</p>

<p>Twarz nauczyciela
przypominała teraz chmurę gradową.</p>

<p>- Skoro już muszę
zaspokoić twoją ciekawość, Potter, to zanosiłem
Pomfrey eliksiry - powiedział tak obojętnym tonem, na jaki go
było stać, ale Harry był tak szczęśliwy, że nie
uwierzył w ani jedno jego słowo. To znaczy w powody, które nim kierowały.</p>

<p>- Nie martw się, nikomu
nie powiem - wyszeptał żarliwie, nie próbując nawet zmusić
swoich ust, żeby przestały się szczerzyć.</p>

<p>- Czyżby Pomfrey
napoiła cię jakimś wywarem rozśmieszającym, Potter? -
warknął Mistrz Eliksirów. Harry nie zwrócił uwagi na
zgryźliwy ton nauczyciela.</p>

<p>Przypomniał sobie,
dlaczego tutaj przyszedł. Podziękować mu.</p>

<p>Uśmiech powoli
znikł z twarzy chłopca. Snape zmarszczył brwi. Harry
westchnął głęboko i wyciągnąwszy rękę,
złapał smukłą dłoń Mistrza Eliksirów. Uniósł
ją i z namaszczeniem przyłożył do swojego policzka,
wtulając w nią twarz i zamykając na chwilę oczy. Dotyk
chłodnych palców posłał przyjemny dreszcz wzdłuż jego
ciała.</p>

<p>- Dziękuję ci -
powiedział cicho, pocierając policzkiem wnętrze dłoni - za
uratowanie mi życia. Otworzył oczy i spojrzał na twarz Snape'a,
która w tej chwili wyrażała jedynie głęboką
konsternację. - Ja... niewiele pamiętam, ale Ron i Hermiona mówili
mi, że nie mogłem oddychać, a ty... użyłeś
jakiegoś zaklęcia uzdrawiającego... i mnie ocaliłeś. -
Oderwał dłoń od policzka i przyłożył do swoich
ust, wciąż nie spuszczając wzroku z twarzy mężczyzny i
przyglądających mu się z uwagą ciemnych oczu, w których
dostrzegł iskierkę nieokreślonej emocji. - Dziękuje ci -
wyszeptał, spuszczając wzrok i całując delikatnie
długie, smukłe palce.</p>

<p>Niezwykle przyjemne,
ciepłe uczucie zalało jego serce. Nieważne, co było
wcześniej. Nieważne, jak bardzo został zraniony. Wszystko
stało się takie bez znaczenia. Teraz miał dowód, że
Snape'owi na nim zależy. Uratował go. To wymazywało wszystkie
jego winy. I nawet, jeżeli Snape nadal będzie go źle
traktował, jeżeli nadal będzie go ranił, żadna z tych
ran już nie zagłębi się w jego sercu, ponieważ teraz
otaczała je niezwykle silna bariera wiary i świadomości, że
Severusowi zależy na nim. Że <emphasis>naprawdę</emphasis> mu zależy.</p>

<p>Ta wiedza dawała
Harry'emu siłę, aby rozpocząć długą i
żmudną wspinaczkę na otaczające serce Snape'a zimne,
nieprzystępne mury. A może kiedyś pomoże mu nawet
rozbić te mury? Kiedy on sam stanie się silniejszy i twardszy...</p>

<p>Ucałował jeszcze
raz chłodną dłoń i kiedy w końcu ją
wypuścił, poczuł, jak dotyka jego podbródka i unosi jego twarz w
górę. Jego spojrzenie napotkało błyszczące dziwnym blaskiem
oczy Mistrze Eliksirów. Usłyszał wypowiadane cichym, łagodnym
szeptem słowa:</p>

<p>- Nie ma za co, panie Potter.</p>

<p>Oczy Harry'ego
rozszerzyły się, a uśmiech ponownie powrócił na jego twarz.
Snape cofnął dłoń i wyprostował się.</p>

<p>- Ale zrób mi tę
przysługę i przestań się tak głupkowato
uśmiechać, bo obawiam się, że mój wzrok już
dłużej tego nie wytrzyma - dodał kwaśno mężczyzna
i Harry pomyślał, że jeszcze nigdy w życiu szyderczy
komentarz Mistrza Eliksirów nie wydał mu się tak... uroczy.</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Jak się czujesz,
Harry? - zapytała Hermiona, kiedy spotkał się z nią i Ronem
przed wejściem do Wielkiej Sali.</p>

<p>- W porządku -
odparł, wzruszając ramionami.</p>

<p>Od napaści Hermiona
zachowywała się gorzej niż pani Weasley. Matkowała mu,
chuchała na niego i ciągle pytała o jego samopoczucie,
wciąż przypominając, że według niej, powinien
przeleżeć w szpitalu jeszcze kilka dni. Na szczęście Ron
stawał w jego obronie, co prawie zawsze kończyło się
zwyczajową kłótnią.</p>

<p>"Oni nigdy się nie
zmienią" - pomyślał z ciepłym uczuciem w sercu.</p>

<p>Już teraz planował,
jakim sposobem mógłby wyrwać się spod ich skrzydeł. Harry
tak bardzo chciał dłużej porozmawiać z Severusem, a
wcześniej nie mógł tego zrobić, ponieważ musiał szybko
wyjść, gdyż czekali na niego przyjaciele. Nie
zdążył się nim nacieszyć. Dlatego męczył go
tak długo, aż ten w końcu zgodził się, aby
chłopak wpadł do niego wieczorem, ale pod warunkiem, że nikt go
nie zobaczy. To nie było trudne. Harry miał pelerynę
niewidkę. O wiele trudniejsze było oszukanie przyjaciół, którzy,
najwidoczniej, postanowili nie spuszczać go z oczu nawet na chwilę,
jakby się bali, że Harry zostanie napadnięty za pierwszym
zakrętem.</p>

<p>- Jesteś zdenerwowany,
Harry? - zapytała Hermiona, odrywając go od tych rozmyślań.</p>

<p>- Co? Nie. Dlaczego? -
wymamrotał, nieco zaskoczony.</p>

<p>- Przestań go
zamęczać! - warknął na nią Ron. Hermiona nabrała
powietrza, jakby chciała mu coś odpowiedzieć, ale rudzielec
złapał przyjaciela za ramię i pociągnął za
sobą do Wielkiej Sali.</p>

<p>Większa
część znajdujących się już w pomieszczeniu
głów zwróciła się w stronę Harry'ego, jednak nie
speszyło go to. Uznał, że to przecież nic nowego w tym
roku. Nawet już się przyzwyczaił do tego, że przez
cały czas znajduje się w centrum zainteresowania.
Rozglądając się, dostrzegł trzy wolne miejsca przy stole
Ślizgonów.</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>Wszyscy trzej uczniowie,
których podejrzewano o napaść na niego, zniknęli bez śladu.
Poczuł mimowolny dreszcz. To było dziwne uczucie wiedzieć,
że Malfoya i jego goryli nie ma. I, prawdopodobnie, nigdy już nie
wrócą. Nierozwiązana tajemnica, o której jeszcze przez długi
czas będą krążyły przekazywane szeptem domysły i
plotki, które po pewnym czasie przerodzą się w legendę.</p>

<p>Harry mógłby
zapytać Snape'a, czy coś o tym wie, ale w głębi serca wcale
nie chciał poznać prawdy. Najważniejsze teraz było to,
że jest już bezpieczny. A po przestraszonych minach Ślizgonów można
było domyślić się, że w najbliższym czasie nikt
nie odważy się go ani zaczepić, ani cokolwiek mu
powiedzieć. Nie po tym, jak trójka jego wrogów dosłownie
rozpłynęła się w powietrzu.</p>

<p>Harry poczuł dziwną
satysfakcję, kiedy padały na niego ich zatrwożone spojrzenia.
Pansy Parkinson zbladła, jak ściana i zagryzając wargę,
natychmiast odwróciła głowę.</p>

<p>- Harry! - Jego uwagę
przyciągnęła rudawo złota burza włosów i piegowata
twarz. - Cieszę się, że w końcu mogłeś
wyjść! - powitała go Ginny, zrywając się ze swego
miejsca. - Nie mogliśmy się doczekać twojego powrotu! -
Stanęła przed nim i uśmiechnęła się szeroko.</p>

<p>- Och -
zająknął się. - Ja... też się cieszę.</p>

<p>- Pewnie jesteś
głodny. Nie będę cię zatrzymywać - powiedziała
łagodnie. W tej samej chwili jej oczy powędrowały ponad
ramieniem Harry'ego, a na jej policzki wypłynął cudowny
rumieniec. Harry odwrócił się, ale stwierdził, że nie widzi
niczego niezwykłego, poza przypatrującą mu się grupą
Krukonów, siedzącą przy swoim stole. Cho Chang posłała mu
nieśmiały uśmiech. Nieco zaskoczony, odpowiedział jej tym
samym, a następnie odwrócił się z powrotem do Ginny. Jednak
Gryfonka powróciła już do swoich przyjaciół. Harry ruszył w
kierunku siedzących przy stole Rona i Hermiony, odpowiadając po
drodze na rzucane zewsząd pozdrowienia i uśmiechy.</p>

<p>Odetchnął
głęboko. Dlaczego wydawało mu się, że od napaści
na niego, wszystko się nagle zmieniło? Ginny znowu go lubi,
Ślizgoni się go boją, pozostali uczniowie stali się dla
niego milsi, a Snape'owi na nim zależy.</p>

<p>Uśmiechnął
się mimowolnie.</p>

<p>- Co cię tak
ucieszyło, Harry? - zapytał Ron, kiedy Gryfon podszedł do
przyjaciół.</p>

<p>- Och, nic takiego -
odparł, siadając pomiędzy nimi i kiwając głową
witającemu go z uśmiechem Neville'owi. - Po prostu... cieszę
się.</p>

<p>"Jak to się czasami
dziwnie układa" - pomyślał. W jego życiu
nastąpił przełom, dzieląc je na to przed
napaścią, i to po napaści. Tak jakby na... wczoraj i dzisiaj.</p>

<p>Ponownie
uśmiechnął się do siebie.</p>

<p>Nawet jedzenie
wyglądało o wiele smaczniej, niż zazwyczaj.
Sięgnął po kurczaka, nie zważając na protesty
Hermiony, że nie wolno mu jeść takich ciężkostrawnych
potraw.</p>

<p>O tak, "dzisiaj"
jest o wiele przyjemniejsze...</p>

<p>*
* *</p>

<p>Musiał okłamać
przyjaciół. Powiedział im, że ma zgłosić się do
skrzydła szpitalnego, żeby przyjąć jakiś lek i
będzie musiał spędzić tam trochę czasu.
Oczywiście zaoferowali się, że pójdą z nim. Na
szczęście udało mu się wyperswadować im ten
pomysł twierdząc, że pani Pomfrey zabroniła, aby ktokolwiek
w tym przeszkadzał. Kiedy zaproponowali odprowadzenie go pod drzwi
szpitala, obiecał, że będzie na siebie uważał i
że na wszelki wypadek pójdzie w pelerynie niewidce. Odetchnął z
ulgą, gdy w końcu zrezygnowali. Miał nadzieję, że
niedługo przestaną wszędzie za nim chodzić i
zachowywać się tak, jakby uważali, że jest zrobiony ze
szkła. Szczególnie Hermiona, która traktowała go tak, jak gdyby Harry
miał pięć lat i trzeba go było na każdym kroku
pilnować.</p>

<p>"Współczuję
jej dzieciom" - pomyślał, kiedy nareszcie mógł
zarzucić na siebie pelerynę niewidkę i przedostać się
do lochów. Kiedy przechodził pod portretem kilku pochłoniętych
grą w szachy czarodziejów, ziewnął tak potężnie,
że oderwali się od gry i rozejrzeli z niepokojem. Czuł się
bardzo zmęczony (Hermiona oczywiście nie omieszkała
wspomnieć mu o tym, że wygląda tak, jakby miał
zasnąć na stojąco), był osłabiony i śpiący,
ale spotkanie ze Snape'em było dla niego najważniejsze. Tylko o nim
myślał przez całe popołudnie i wieczór, nawet, kiedy
otaczały go grupy kolegów i znajomych, wypytujących go o samopoczucie
i o to, co właściwie się wydarzyło.</p>

<p>Stanął przed
gabinetem Mistrza Eliksirów i kiedy chciał zapukać, drzwi same
się przed nim otworzyły. Nieco zdumiony wszedł do środka.
Przeszedł przez opustoszały, cichy gabinet i zapukał do
kolejnych drzwi. Kiedy stanęły przed nim otworem, Harry ujrzał Snape'a
czytającego książkę w fotelu przed kominkiem.
Światło ognia tańczyło na jego czarnych szatach i
odbijało się srebrnymi refleksami w opadających na twarz,
hebanowych włosach.</p>

<p>- Zdejmij pelerynę i
zamknij za sobą drzwi - powiedział mężczyzna, nie podnosząc
głowy znad książki. Harry wykonał polecenie i dopiero teraz
zauważył leżący na kolanach Snape'a pergamin, w którym
nauczyciel co chwilę coś zapisywał. - Siadaj - rzucił w
jego stronę. - Niedługo skończę.</p>

<p>Gryfon posłusznie
opadł na fotel po drugiej stronie niskiego stolika. Twarz Snape'a
była ściągnięta w zamyśleniu. Harry domyślił
się, że to, co robi, jest pewnie niezwykle ważne i zrobiło
mu się trochę wstyd, że mu przeszkadza. Ale skoro już tutaj
dotarł, a wiele go to kosztowało, nie miał zamiaru tak szybko
wychodzić.</p>

<p>Westchnął cicho,
oparł się wygodniej i zapatrzył w trzaskające cicho
płomienie. Ciepły blask bijący od ognia rozgrzewał jego
skórę i rozchodził się po ciele. Powieki zaczęły mu nieznośnie
ciążyć i chociaż się starał, nie potrafił
utrzymać ich otwartych. Miał wrażenie, że leży w
ciepłej, puchowej pościeli, a ogień nuci mu kołysanki.
Kolory i światła rozmazały się i mieszały ze
sobą, zabierając go w cudownie ciepłą, spokojną
krainę snu.</p>

<p>*</p>

<p>Wszędzie wokół
panował gęsty mrok, ale w tej ciemności zaczęło
się coś dziać. Wdarło się do niej dziwne, przyjemne
uczucie, przynosząc ze sobą... chłód i... podniecenie.</p>

<p>Jęknął
przeciągle.</p>

<p>Czuł delikatny, szalenie
przyjemny dotyk, który sprawiał, że przez jego ciało
zaczęły na przemian przepływać fale gorąca i zimna.</p>

<p>- Dobrzeeee... -
wyszeptał, kiedy udało mu się umiejscowić ten dotyk.</p>

<p>Poczuł, że jest
twardy.</p>

<p>Ciemność
rozproszyła się pod naporem promieniującego z jego podbrzusza,
cudownego uczucia, które sprawiło, że cały się
naprężył.</p>

<p>Sen odpłynął
już zupełnie i Harry powoli otworzył zaspane oczy, pragnąc
dowiedzieć się, co to za uczucie. Przez unoszącą mu
się przed oczami mgłę dostrzegł, że jego koszula jest
rozpięta na piersi.</p>

<p>Dziwne, nie
pamiętał, żeby kładł się spać w ubraniu...</p>

<p>Jego wzrok
powędrował niżej i to, co ujrzał sprawiło, że na
jego twarzy pojawił się palący rumieniec. Jego spodnie były
rozpięte, a blada, smukła dłoń o długich palcach
zaciskała się na jego członku i poruszała wolno,
posyłając mu kolejne fale coraz bardziej obezwładniającej
przyjemności.</p>

<p>Z jego ust wyrwał
się jęk, którego nie udało mu się powstrzymać.
Uniósł zaczerwienioną twarz i zobaczył nad sobą
przypatrującą mu się z krzywym uśmiechem na wąskich
wargach twarz Mistrza Eliksirów. Ciemne oczy błyszczały, a
złośliwe, tańczące w nich iskierki, mieszały się
z płomieniem podniecenia.</p>

<p>- Pobudka, panie Potter. -
Niski, mroczny głos skruszył wolę Harry'ego i posłał
iskry wzdłuż jego kręgosłupa.</p>

<p>Nie miał nawet chwili,
żeby pomyśleć o tym, gdzie jest i co się dzieje, gdyż
cudownie chłodna dłoń na jego erekcji odebrała mu
całkowicie zmysły i rozum.</p>

<p>Snape pochylał się
nad nim, a czarna peleryna opadła z jego ramion, otulając ich obu i
odgradzając od świata zewnętrznego.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
przyspieszył, posyłając jego skomlącą z rozkoszy
świadomość aż pod sam sufit. W pewnej chwili druga
ręka mężczyzny, która do tej chwili spoczywała na oparciu
fotela, dotknęła torsu Harry'ego, pieszcząc delikatnie
skórę. Chłopak zamknął oczy, poddając się
łagodnemu dotykowi, jednak już chwilę później gwałtowny,
bolesny prąd przeszył jego ciało i poderwał je, a z ust
wycisnął ochrypły jęk. Otworzył oczy i napotkał
krzywy, złośliwy uśmieszek na pochylonej nad nim twarzy. Snape
ponownie uszczypnął jego sutek. Harry krzyknął, a jego
ciało spięło się. Uderzył plecami w oparcie fotela,
próbując złapać wymykający mu się oddech. Snape
zdawał się doskonale bawić torturowaniem go w ten sposób i
spijaniem eksplozji bólu i przyjemności z jego płonącej twarzy.
Kolejne uszczypnięcie sprawiło, że zaskomlał cicho,
rzucając się gwałtownie. Złapał Snape'a za szatę
na piersi i przyciągnął do siebie, wciskając twarz w jego
obojczyk. Znowu poczuł ten odbierający zmysły zapach.
Jęknął i przesunął twarz, a jego usta znalazły
się na wysokości ucha mężczyzny. Snape przyspieszył,
ściskając jego erekcję jeszcze mocniej. Jego dłoń
ocierała się o zaczerwienioną, nabiegłą krwią
skórę na nabrzmiałym, drgającym spazmatycznie penisie
chłopca i podrażniała go jeszcze bardziej, doprowadzając do
nieprzerwanego, ochrypłego jęku.</p>

<p>- Właśnie... tak...
- wydyszał do ucha Snape'a, czując, że jego ciało
całkowicie przestało go słuchać i podąża teraz
tylko za rytmem poruszającej się coraz szybciej dłoni. Jego
pogrążone w rozkoszy ciało wysłało sygnał do
zamroczonego umysłu, dochodząc do wniosku, że już
dłużej nie wytrzyma. Próbował się hamować, ale ruchy
były za szybkie, za mocne i zbyt natarczywe. Palce skubiące jego
sutek posyłały w jego udręczone ciało kolejne spazmy
bolesnej przyjemności, a gorący oddech owiewający jego
ramię i cudowny zapach Snape'a skutecznie atakowały pozostałe
zmysły.</p>

<p>- Nie... wytrzymam... -
wyjęczał, a raczej zaszlochał do ucha mężczyzny. -
Zaraz...</p>

<p>- ...dojdziesz -
dokończył za niego uwodzicielskim głosem Mistrz Eliksirów. - A
dokładniej... teraz!</p>

<p>Palce zacisnęły
się kurczowo na główce jego członka i jednym, gwałtownym
ruchem ześlizgnęły po nim, wyciskając z niego białe,
lepkie nasienie. Harry zesztywniał, czując palące wybuchy w
każdej części swojego ciała. Jakby miliony iskier
jednocześnie podrażniły jego zakończenia nerwowe, kumulując
się w dolnych partiach ciała. Słyszał ochrypły krzyk i
dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że wydobywa się
on z jego własnego gardła. Jego zmysły zostały zmiecione
przez nawałnicę przyjemności i odległa część
jego umysłu zaczęła się zastanawiać, czy kiedykolwiek
uda mu się je odzyskać. Wygięte w łuk ciało
płonęło, dopóki niewiarygodna siła orgazmu nie
wypuściła go ze swoich szponów. Opadł z powrotem na fotel, nie
potrafiąc złapać tchu i otworzyć załzawionych oczu.
Jego serce trzepotało gwałtownie, próbując wyrwać się
na wolność, a on potrafił tylko pojękiwać,
starając się pozbierać porozrzucane zmysły.</p>

<p>Snape nadal pochylał
się nad nim, jakby czekając, aż Harry dojdzie do siebie.
Gryfonowi udało się w końcu złapać dryfującą
świadomość i ściągnąć ją z powrotem do
swojego ciała. Przełknął kilka razy ślinę,
gdyż miał wrażenie, że zdarł sobie gardło. Kiedy
w końcu otworzył oczy i zobaczył pochyloną nad sobą,
wykrzywioną mrocznym półuśmieszkiem twarz Mistrza Eliksirów, do
jego umysłu wdarło się wspomnienie podobnej sytuacji, która
miała miejsce jakiś czas temu.</p>

<p>Uśmiechnął
się do siebie. Spojrzał prosto we wbijające się w niego
błyszczące oczy i powiedział cicho:</p>

<p>- To było miłe,
profesorze.</p>

<p>Zobaczył, jak twarz
Snape'a ściągnęła się, a oczy
zapłonęły.</p>

<p>- Próbujesz być
ironiczny, Potter? - warknął mężczyzna, starając
się uwolnić swą szatę z uścisku Gryfona.</p>

<p>- Ależ skąd -
odpowiedział niewinnie Harry, zanim zdążył ugryźć
się w język. - Jakże mógłbym z tobą konkurować?</p>

<p>Kąciki ust Mistrza
Eliksirów drgnęły nieznacznie, a w oczach zamigotały iskry.</p>

<p>- No proszę, Potter...
czasami potrafisz być dowcipny. Chyba będę musiał
częściej doprowadzać cię do takiego stanu... -
Uśmiechnął się kpiąco, a policzki Harry'ego
zapłonęły. Wypuścił z rąk szatę Snape'a i
przyjemne ciepło zniknęło, kiedy mężczyzna
wyprostował się, odrzucając do tyłu pelerynę.
Spojrzał z góry na wpół rozebranego, leżącego w fotelu
chłopca, a na jego wargach pojawił się ten cudowny, krzywy
uśmieszek.</p>

<p>- Ubierz się. Musisz
iść się wyspać.</p>

<p>Harry poczuł, że znowu
się rumieni. Spróbował się podnieść, ale
zwiotczałe mięśnie odmawiały współpracy. W końcu
udało mu się doprowadzić się do porządku, a w tym
czasie Mistrz Eliksirów odłożył na miejsce leżące na
stoliku książki i magicznie dorzucił drew do ognia.</p>

<p>Kiedy Harry, ziewając,
wyjął pelerynę niewidkę, żeby ją na siebie
zarzucić, z jego ust wyrwały się nieprzemyślane słowa:</p>

<p>- Mam nadzieję, że
tym razem nikt mnie nie napadnie, bo na jakiś czas mam dosyć
skrzydła szpitalnego - zażartował, uśmiechając
się, jednak, kiedy zobaczył spojrzenie, które rzucił mu Mistrz
Eliksirów, natychmiast spoważniał. - Przepraszam, to był
głupi żart - wymamrotał, odrywając wzrok od
pogrążonej w zamyśleniu twarzy mężczyzny i
wbijając go w podłogę.</p>

<p>- To ja już... -
zaczął, ale Snape przerwał mu nagle ostrym tonem:</p>

<p>- Zaczekaj chwilę,
Potter. - powiedział, znikając na chwilę w drzwiach
prowadzących do swej sypialni. Harry zamrugał zaskoczony, ale
posłusznie odłożył pelerynę i stał przez
chwilę, czekając na jego powrót. Kiedy zobaczył go ponownie,
dostrzegł, że mężczyzna trzyma w dłoni coś
połyskującego. Snape zatrzymał się przed nim i
wyciągnął w jego stronę nieoszlifowany szmaragd
wielkości monety. Albo coś, co go przypominało. Harry nie
znał się na kamieniach.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał
zaciekawiony.</p>

<p>- To niezwykle rzadki
artefakt, więc wolałbym, żebyś go nie zgubił -
odparł spokojnie Mistrz Eliksirów.</p>

<p>- To... dla mnie? -
wydukał zaskoczony, biorąc kamień do ręki i uważnie mu
się przyglądając. Światło ognia odbijało się
od klejnotu, sprawiając wrażenie, jakby w jego wnętrzu
płonął chłodny, niesamowity blask.</p>

<p>- Masz go zawsze nosić
przy sobie, bez względu na okoliczności - tłumaczył
mężczyzna, jednak Harry odpłynął już
myślami.</p>

<p>Snape uratował go,
doprowadził do orgazmu, a teraz dał mu w prezencie niezwykle cenny
klejnot. Nie wiedział dlaczego, ale ten gest sprawił, że jego
serce zalała fala ciepła. Zagryzł wargę, tłumiąc
uśmiech i spojrzał na Snape'a. Będzie musiał mu się za
to jakoś odwdzięczyć...</p>

<p><emphasis>Następnym razem
doprowadzę cię do takiego orgazmu, że będziesz wił
się i jęczał moje imię. Obiecuję! Nareszcie ujrzę
twoją pogrążoną w przyjemności twarz i będę
słuchał, jak krzyczysz: "Harry! Och, Harry!". To
będzie takie cudowne... Cholera, kompletnie zwariowałem na twoim
punkcie...</emphasis></p>

<p>Uśmiechnął
się do swoich myśli.</p>

<p>Przez
przysłaniającą jego oczy mgłę zobaczył, że
Severus sięga do kieszeni i wyjmuje z niej drugi, taki sam kamień.
Harry zamrugał, przeganiając zamroczenie i ze zdziwieniem
zobaczył, że mężczyzna przybliża klejnot do twarzy i
uważnie mu się przygląda. Ujrzał, jak brwi Mistrza
Eliksirów unoszą się w geście bezgranicznego zdumienia, oczy
rozszerzają, a usta rozchylają nieznacznie. Wiecznie blade oblicze
nabrało dziwnych, ciepłych kolorów.</p>

<p>Harry zamrugał kilka
razy, nie będąc pewnym, czy dobrze widzi. Czyżby to, co
zobaczył, było...</p>

<p>Po chwili jednak brwi
mężczyzny ponownie się zmarszczyły, a Harry został
obrzucony taksującym, przeszywającym na wylot spojrzeniem
płonących oczu. Zrobiło mu się gorąco. W tym samym
momencie poczuł, że trzymany w dłoni kamień rozgrzał
się i zaczyna go parzyć. Spojrzał na niego zaskoczony i
zobaczył wypełniający go blask, który powoli uformował
się w - Harry przybliżył klejnot do oczy - litery i słowa.</p>

<p>Odczytał napis w
kamieniu:</p>

<p><emphasis>No no, Potter... Nie
podejrzewałem cię o takie fantazje... Jednak muszę cię
rozczarować - to się nigdy nie wydarzy.</emphasis></p>

<p>Przerażające
zrozumienie wypełniło umysł Harry'ego, a nogi ugięły
się pod nim. Jego twarz zapłonęła jak pochodnia.
Zapragnął rozpłynąć się teraz w powietrzu,
zapaść pod ziemię, cokolwiek, byle tylko zniknąć z
powierzchni ziemi! Miał wrażenie, że wpadł do wrzącego
oleju, gdyż wszystko go paliło. Prawie widział ten ogromny
rumieniec, który pokrył całe jego ciało, a twarz zamienił w
piwonię.</p>

<p>- To kamień
służący do wymiany myśli - powiedział Snape, a jego
głos drżał dziwnie, jakby z trudem powstrzymywał się
od wybuchnięcia śmiechem.</p>

<p>- Nie mogłeś mi
tego powiedzieć wcześniej?! - wypalił Harry, próbując
utrzymać się na drżących nogach.</p>

<p>- Mógłbym - odparł
spokojnie Mistrz Eliksirów. - Ale wówczas nie byłoby tak zabawnie.</p>

<p>Wstyd został
zastąpiony przez nadciągającą szybko chmurę gniewu.</p>

<p>- Założę
się! - wysyczał Harry, wciskając kamień do kieszeni i
postanawiając, że nigdy więcej już go nie dotknie. - Po co
mi go dałeś? - Usiłował brzmieć groźnie, ale
głos mu się załamał.</p>

<p>- Żebyś mógł
mnie zawiadomić w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa -
powiedział gładko Snape, nie spuszczając z Gryfona
przeszywającego spojrzenia.</p>

<p>Gniew nagle wyparował.</p>

<p>Snape dał mu to... bo
się o niego martwił!</p>

<p>- Wystarczy, że
zaciśniesz go w dłoni i prześlesz jakąś myśl. Mój
kamień się rozgrzeje i zawsze będę mógł ją
odczytać. Ale nie wolno ci go nadużywać. Znając twoją
lekkomyślność, Potter, będziesz chciał z niego
korzystać nawet w sytuacjach niewymagających mojej uwagi.</p>

<p>Harry zasępił
się.</p>

<p>Może jednak od czasu do
czasu... Snape chyba się nie pogniewa...</p>

<p>- Zrozumiałeś? -
zapytał ostro mężczyzna.</p>

<p>Harry pokiwał
głową.</p>

<p>- Dziękuję -
powiedział cicho, patrząc, jak Mistrz Eliksirów chowa swój
kamień do kieszeni. - To... bardzo miłe.</p>

<p>Snape obrzucił go
chłodnym spojrzeniem.</p>

<p>- To nie ma być
miłe, Potter, tylko użyteczne - warknął. - A teraz
możesz już odejść.</p>

<p>Harry ponownie
skinął głową i zarzucił na siebie pelerynę
niewidkę, po czym wyszedł szybko z komnaty.</p>

<p>Kiedy szedł wolno korytarzem,
jego dłoń mimowolnie sięgnęła do kieszeni i
wyjęła zielony klejnot. Przystanął i
uśmiechnął się do siebie.</p>

<p>Nie potrafił się
powstrzymać.</p>

<p>Ścisnął
kamień, zamknął oczy i pomyślał:</p>

<p><emphasis>Już za tobą
tęsknię, Severusie.</emphasis></p>

<p>*
* *</p>

<p>Ukryty pod peleryną
niewidką Harry przemykał bezgłośnie korytarzami Hogwartu,
kierując się do lochów. Minęły zaledwie dwa dni, a on
już nie potrafił wytrzymać bez tego odbierającego
zmysły spojrzenia pięknych, czarnych oczu.</p>

<p>Za pomocą kamienia
udało mu się podstępem wymusić spotkanie ze Snape'em. W
końcu była już niedziela - koniec weekendu. Nie będą
mieli czasu na spotkania, kiedy zaczną się lekcje. Harry
przesłał Severusowi wiadomość, że musi się z nim
pilnie zobaczyć i porozmawiać o czymś niezwykle ważnym.</p>

<p>Chodziło o
nagłą utratę pamięci przez Hermionę. Ostatnio
zupełnie zapomniał o to zapytać. Dlatego teraz ten temat
stał się świetnym pretekstem do zobaczenia się z Mistrzem
Eliksirów. Będzie mógł upiec dwa chochliki przy jednym ogniu.</p>

<p>Bardzo dokładnie
rozejrzał się po korytarzu, zanim zdecydował się
zapukać. Jednak gdy tylko jego dłoń dotknęła
drewnianej powierzchni, drzwi natychmiast stanęły przed nim otworem.
Kiedy wszedł do gabinetu, usłyszał trzask za plecami. Kolejne drzwi
otworzyły się przed nim w ten sam sposób. Skonsternowany wszedł
do środka i ujrzał siedzącego w fotelu Snape'a. Serce
zabiło mu mocniej, a na twarz wypłynął niepowstrzymany
uśmiech.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
powiedział cicho, zdejmując z siebie pelerynę.</p>

<p>Mężczyzna
odwrócił głowę w jego stronę. Widniał na niej wyraz
irytacji.</p>

<p>- Mówiłem ci, że
masz używać tego kamienia z głową - warknął, nie
przejmując się zupełnie uprzejmościami, czy powitaniem
gościa. - Gdybym wiedział, że będziesz marnował jego
moc na takie bzdury, pomyślałbym dwa razy, zanim bym ci go powierzył.
- Odwrócił głowę od zaskoczonego kompletnie tym atakiem
Harry'ego i spojrzał w płomienie. - Ale czego innego mogłem
się po tobie spodziewać, Potter? Jesteś równie lekkomyślny,
jak twój ojciec.</p>

<p>Harry zagryzł
wargę, przełykając gorzkie słowa protestu. Nie da mu
się sprowokować! Chciał się po prostu z nim zobaczyć.
Dlaczego on musiał to tak utrudniać?</p>

<p>Kiedy Gryfon nie
odpowiadał, Snape spojrzał na niego ponownie i rzucił z
przekąsem:</p>

<p>- Co tak niezwykle
ważnego chciałeś mi powiedzieć, Potter?</p>

<p>Harry wcale nie był
pewien, czy nadal ma ochotę z nim rozmawiać. O czymkolwiek. Ale skoro
już tu jest...</p>

<p>- Chciałem
zapytać... o Hermionę - powiedział cicho, spuszczając wzrok
i patrząc w podłogę. - Wydaje mi się, że straciła
pamięć. - Podniósł głowę i spojrzał prosto na
mierzącego go groźnym spojrzeniem mężczyznę. - I
wydaje mi się, że miałeś z tym coś wspólnego.</p>

<p>- Naprawdę? - Wargi
nauczyciela wykrzywił ironiczny grymas. - A jak do tego
doszedłeś? - To było pytanie retoryczne, więc nie
dając Harry'emu czasu na odpowiedź, warknął,
rozdrażniony. - Oczywiście, że miałem z tym coś
wspólnego! Rzuciłem na nią zaklęcie Obliviate.
Ośmieliła się przyjść tutaj i - oczy Mistrza Eliksirów
przeszyły Harry'ego na wylot - szantażować mnie. Zastanawiam
się, w jaki sposób odkryła prawdę... - Harry uciekł
wzrokiem, nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia, które zdawało
się przewiercać przez jego duszę i wygrzebywać na
światło dzienne jego winę. - To nie jest zabawa, Potter. Jeżeli
jeszcze raz zdarzy się coś podobnego... sprawię, że twoje
życie stanie się piekłem do końca twych dni w tej szkole! -
jego oczy były lodowato zimne. - Zrozumiałeś?</p>

<p>Harry zamknął oczy
i przełykając gorycz, która nagle zalała mu gardło,
pokiwał głową.</p>

<p>- Doskonale - odparł
sucho mężczyzna i wstał z fotela. - Czy jest coś jeszcze, o
czym chciałbyś ze mną porozmawiać?</p>

<p>Harry otworzył oczy i w
kilku krokach znalazł się przy Severusie. Objął go
ramionami w pasie i przytulił się mocno do niego.</p>

<p>Nie chciał, żeby
Snape tak się zachowywał. Pragnął, żeby pomiędzy
nimi było tak samo, jak przedwczoraj.</p>

<p>- Przepraszam -
wyszeptał cicho, wtulając twarz w jego pierś. Wyczuł,
że mężczyzna zesztywniał i wciągnął
gwałtownie powietrze, ale nie odsunął go od siebie. - To
się więcej nie powtórzy. Proszę, nie gniewaj się na mnie.</p>

<p>Westchnął
głęboko i zamilkł, nie będąc w stanie nic więcej
powiedzieć.</p>

<p>Zrobiłby wszystko,
żeby było tak jak ostatnio... ale czy to możliwe? Czy Snape
pokazał mu tą łagodniejszą stronę tylko dlatego,
że miał wyrzuty sumienia? A kiedy uznał, że
spłacił dług, ponownie postanowił traktować go tak,
jak dawniej? Jakby w ogóle mu nie zależało? Ale przecież
dał mu ten kamień. Martwił się o niego. To musiało
coś znaczyć!</p>

<p>Harry mocniej go
objął i przylgnął do chłodnego ciała,
pragnąc je rozgrzać płonącym w jego wnętrzu ogniem. Chciał
stopić tę lodową powłokę, którą otaczał
się Mistrz Eliksirów. Może, jeżeli będzie ogrzewał
ją wystarczająco długo i wytrwale... może w końcu uda
mu się przedrzeć przez chłód i dotrzeć do tego ciepła,
którego smak poznał niedawno?</p>

<p>Czuł bijące miarowo
serce Severusa i słyszał jego głęboki, spokojny oddech.
Cieszył się, że nadal mógł się do niego
przytulać. Że udało mu się przebić na tyle, że
Snape nigdy go już od siebie nie odsuwał. Nadal nie odwzajemniał
jego uścisku, ale przynajmniej pozwolił Harry'emu tulić się
do siebie i czerpać z tego tyle, ile będzie chciał. Nawet we
wzburzeniu i gniewie.</p>

<p>Gryfon
uśmiechnął się do siebie. Poczuł napływający
spokój, który rozgrzewał jego serce, dając mu nadzieję, że
swoim ciepłem uda mu się roztopić tę barierę.</p>

<p>To była chwila
doskonała.</p>

<p>Nagle, w tą
ciepłą, otulającą ich ciszę, wkradł się
mroźny wiatr. Serce Severusa zabiło mocniej, oddech
przyspieszył, a z ust wyrwał mu się syk.</p>

<p>Harry poderwał
głowę zaskoczony i spojrzał na wykrzywioną bólem twarz
mężczyzny.</p>

<p>- Co się st... - nie
zdążył dokończyć pytania, kiedy poczuł na
ramieniu żelazny uścisk dłoni i został odepchnięty z
taką siłą, że potknął się i omal nie
upadł. Krzyknął, zachwiał się i syknął z
bólu, kiedy uderzył łydką o stojący za nim fotel. Kiedy
odzyskał równowagę, spojrzał zdumiony na Severusa.</p>

<p>Mężczyzna
trzymał się za lewe przedramię, a jego twarz była
ściągnięta z wysiłku. Wyglądał, jakby z
czymś walczył.</p>

<p>Natychmiast zrozumiał.</p>

<p>- To Voldemort? -
zapytał łamiącym się głosem. - Prawda?</p>

<p>Snape podniósł
głowę. Ujrzawszy jego pociemniałe spojrzenie, Harry
zadrżał.</p>

<p>- Zejdź mi z oczu,
Potter - warknął głosem zimniejszym, niż zbocza góry
lodowej. Jego oczy ciskały pioruny, a napięta twarz
wyrażała jedynie wściekłość. Harry nie
potrafił się poruszyć. Stał i gapił się, czując,
jak lodowaty podmuch niszczy żarzące się w jego wnętrzu
ciepło, które tak usilnie starał się podtrzymywać.</p>

<p>- Nie dość, że
jesteś głupi, to na dodatek głuchy! - Słowa uderzyły
wraz z gromem. W oczach mężczyzny czaiło się coś
groźnego, mrocznego i niebezpiecznego. Harry zadrżał ponownie i
cofnął się. Wszystko wokół zdawało się
pogrążać w mroku.</p>

<p>- Nie
słyszałeś, Potter? Wynoś się stąd! - Ziejąca
w czarnych tunelach nienawiść sprawiła, że nogi
ugięły się pod Harrym. Chciał odwrócić się i
uciec, ale zamiast tego wpadł na fotel i osunął się na
niego, wpatrując się przerażonym wzrokiem w szalejącą
w ciemnych oczach wichurę wściekłości i nienawiści.
Mistrz Eliksirów przypadł do niego i jednym szarpnięciem
postawił go na nogi. Długie palce zacisnęły się na ramieniu
Harry'ego niczym szpony, wbijając się boleśnie w jego ciało
i Gryfon został na wpół zaciągnięty, na wpół
dowleczony do drzwi prowadzących na korytarz. Snape wyrzucił go za
nie z taką siłą, że ledwie zdołał utrzymać
się na nogach. Uderzył o przeciwległą ścianę, a
drzwi trzasnęły, zanim zdążył odzyskać
równowagę i odwrócić się.</p>

<p>Przez kilka chwil stał
tylko i wpatrywał się w nie, niezdolny do jakiejkolwiek reakcji,
przerażony i zaskoczony. Jego ramię pulsowało boleśnie w
miejscu, w którym złapał go Snape.</p>

<p>Przypomniał sobie
wymierzone w siebie, płonące nienawiścią spojrzenie.</p>

<p>Mroźny wiatr
zdmuchnął ostatnią, żarzącą się w nim
iskierkę ciepła. Ogarnął go chłód.</p>

<p>Tym dotkliwszy, że nie
było w tej chwili już niczego, co mogłoby go ogrzać...</p>

<p>...i co mogłoby stopić
lód.</p><empty-line /><p>* "Show some emotion" by
Celine Dion</p>

<p><strong>--- rozdział 16 ---</strong></p>

<p><strong>16. The nightmare.</strong></p>

<p><emphasis>Crawling
in my skin</emphasis></p>

<p><emphasis>These
wounds they will not heal</emphasis></p>

<p><emphasis>Fear
is how I fall</emphasis></p>

<p><emphasis>Confusing
what is real</emphasis></p>

<p>Harry spojrzał na
trzymany w ręku klejnot. Był środek nocy, a on leżał w
łóżku i ciągle nie mógł zasnąć.</p>

<p>Nie potrafił
zrozumieć Severusa. I chyba nigdy mu się to nie uda.</p>

<p>Czasami Snape był dla
niego całkiem miły, pozwalał mu się do siebie
przytulać, nie patrzył na niego z odrazą i, najwyraźniej,
obecność Harry'ego sprawiała, że na chwilę stawał
się nieco... delikatniejszy. Ale już chwilę później
wszystko mogło się zmienić. Tak zupełnie nagle.
Potrafił w jednym momencie wpaść w taki szał, że wydawało
się, iż zupełnie nie panował nad tym, co robił.
Krzywdził i ranił.</p>

<p>Harry zamknął oczy
i zadrżał na wspomnienie nieokiełznanej nienawiści,
którą zobaczył w oczach Severusa. Mistrz Eliksirów patrzył na
niego takim wzrokiem, jakby Harry był jego największym wrogiem, jakby
był winny całego zła, wszystkiego, co go w życiu
spotkało. Chłopiec nie potrafił zrozumieć, dlaczego. Co
było z nim nie tak? Przecież nic nie zrobił...</p>

<p>Snape najwyraźniej
dostał wezwanie od Voldemorta wtedy, kiedy Harry się do niego
przytulał. Ale dlaczego po tym wydarzeniu wpadł w taką
wściekłość? Jakby nagle znienawidził Harry'ego i nie
chciał mieć z nim nic wspólnego, jakby Gryfon był czemuś
winny. Ale czemu?</p>

<p>Harry zacisnął
kamień w dłoni i zamknął oczy, a następnie
wysłał wiadomość, podobnie, jak robił to każdego
wieczoru, od kiedy otrzymał od niego klejnot:</p>

<p><emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p>To niewiele i,
prawdopodobnie, nie da nic, poza rozwścieczeniem Snape’a, że Harry
znowu używa kamienia bez potrzeby. Ale musiał to zrobić.
Chociaż w ten sposób może dać mu znak, że wciąż
jest w pobliżu i myśli o nim. I nie przestanie... cokolwiek by
się stało.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Harry z
niecierpliwością wyczekiwał poniedziałkowej lekcji
eliksirów i spotkania ze Snape'em. Jednak bardzo się rozczarował.
Mistrz Eliksirów traktował go wyjątkowo źle i zdawał
się być w bardzo podłym humorze.</p>

<p>Harry nie mógł być
tego pewny, ale uważał, że to wina Voldemorta. Może
zaczął podejrzewać, że Snape jest szpiegiem? Albo był
na niego zły, że nie wykonał jakiegoś zadania? Severus do
tej pory nigdy nie wspominał o swojej drugiej pracy, a Harry nigdy nie
odważyłby się go o to zapytać, ale płonąca w nim
ciekawość nie dawała mu spokoju i wciąż
podsyłała nowe, coraz bardziej nieprawdopodobne rozwiązania.</p>

<p>Był tak zamyślony,
że całkowicie spartaczył swój eliksir, za co został
potraktowany wyjątkowo złośliwym komentarzem i utratą
punktów. Jakby Snape nie rozumiał, że Harry może mieć
zaległości, jakby w ogóle go to nie interesowało. Kazał mu
się nauczyć na następną lekcję wszystkiego, co
przerobili, kiedy był nieobecny. Snape był tego dnia wredny dla
wszystkich, łącznie ze Ślizgonami, ale dla Harry'ego chyba
najbardziej. Chłopak obiecał sobie, że nie zrobi już
niczego, co mogłoby rzucić na niego i Snape'a jakiekolwiek
podejrzenia. Przysiągł, że będzie się zachowywał
tak, jakby nic go to nie obchodziło, ale to nie było takie łatwe.
Nie, kiedy Snape stał nad nim i wymyślał mu od tępych,
aroganckich pyszałków, którzy myślą, że cały
świat kręci się wokół nich i będzie
podporządkowywał się ich niekompetencji i wybujałemu
mniemaniu o sobie. Powinien już dawno opanować lekcje, na których
był nieobecny, bo nikt nie będzie na niego czekał i
prowadził go za rączkę, nawet, jeżeli jest Złotym
Chłopcem i w swoim zarozumialstwie stawia się ponad innymi,
uważa, że jest od nich lepszy i przysługują mu inne prawa.</p>

<p>Harry siedział przez
cały czas ze wzrokiem wbitym w swój kociołek i zaciskał
pięści tak bardzo, aż mu zbielały kostki, a paznokcie
wbiły się boleśnie w skórę. Zajadłość, z
jaką Snape wypominał mu to wszystko, była tak wielka, iż
Harry zaczął się poważnie zastanawiać, czy to
było tylko grą, czy też mówił całkowicie
poważnie.</p>

<p>Na grę, bynajmniej, to
nie wyglądało...</p>

<p>Po zakończonej lekcji
był naprawdę dumny z siebie, że udało mu się
wytrzymać. Wiedział, czemu to zawdzięcza. Wciąż
powtarzanym sobie w duchu słowom: "On mnie uratował. Zależy
mu na mnie. Nieważne, co mówi i robi. Ja <emphasis>wiem</emphasis>, że mu na mnie
zależy."</p>

<p>Po południu
wysłał Severusowi wiadomość:</p>

<p><emphasis>Czy mogę
przyjść dzisiaj wieczorem?</emphasis></p>

<p>Nie otrzymał jednak
odpowiedzi.</p>

<p>Zaniepokoiło go to, ale
starał tłumaczyć to sobie tym, że może Snape jest
zajęty i nie ma czasu mu odpisać. Wciąż łapał
się na tym, że wkłada dłoń do kieszeni i zaciskał
ją na kamieniu, sprawdzając, czy nie wydziela ciepła, którego
mógłby przez przypadek nie poczuć.</p>

<p>Do wieczora był już
kłębkiem nerwów.</p>

<p><emphasis>Gniewasz się na mnie?</emphasis></p>

<p>- wysłał, ale
ponownie nie otrzymał odpowiedzi. Próbował się uczyć wraz z
Ronem i Hermioną, ale wszystkie wykłady i tłumaczenia
przyjaciółki puszczał mimo uszu. Nie potrafił się na niczym
skupić. Wciąż wyczekiwał odpowiedzi albo jakiegokolwiek
znaku, jednak te nie nadchodziły.</p>

<p>Późnym wieczorem, kiedy
leżał w łóżku i nie mógł już dłużej
czekać, zamknął oczy i wysłał mu ostatnią
już tego dnia wiadomość:</p>

<p><emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p>Wtorek minął mu
wyjątkowo szybko, głównie na wyczekiwaniu wiadomości od Snape'a.
Nauczyciela nie było tego dnia na posiłkach, więc do głowy
Harry'ego zakradła się niepokojąca myśl, że może
coś mu się stało. Na szczęście, wypytanie Luny
pomogło. Piąty rok miał dzisiaj eliksiry i Snape był na
nich obecny tak, jak zawsze. To trochę uspokoiło Harry'ego.</p>

<p>Podczas rozmowy z Luną,
wydarzyło się coś dziwnego. Podeszła do nich Tonks i
zapytała Harry'ego, jak się czuje i czy radzi sobie z lekcjami.
Powiedziała, że szykuje dla nich na jutrzejsze zajęcia coś
niesamowitego. Harry, znając jej nietypowe metody, mógł się
tylko obawiać tego, co wymyśliła, ale uśmiechnął
się i grzecznie odparł, że nie może się doczekać.
Wtedy Luna zrobiła coś niespodziewanego. Wyciągnęła z
torby list i ze słowami: "Chciałam ci go dać
wcześniej, ale mam wrażenie, że ciągle mnie unikasz",
podała go Tonks. Nimphadora zarumieniła się, szybko porwała
list i schowała go do swojej teczki, jak gdyby za wszelką cenę
chciała go jak najszybciej ukryć i zapomnieć o tym incydencie.
Zerknęła na Harry'ego, który udawał, że patrzy w innym
kierunku, a następnie zgromiła Lunę wzrokiem, ale dziewczyna
tylko uśmiechnęła się niewinnie i nieprzytomnie w
odpowiedzi. Harry może nie był takim uważnym i inteligentnym
obserwatorem, jak Hermiona, ale bez problemu udało mu się
odczytać spojrzenie Tonks, które mówiło: "Pogadamy o tym
później. Bez świadków!"</p>

<p>Kiedy nauczycielka
oddaliła się, Gryfon otworzył już usta, żeby
zapytać Lunę, o co chodziło, ale Krukonka
uśmiechnęła się do niego z rozmarzeniem i
westchnęła:</p>

<p>- Jakiż mamy piękny
dzień, nie sądzisz? - po czym oddaliła się korytarzem,
podskakując i nucąc pod nosem jakąś wesoła
piosenkę. Harry spojrzał w okno. Niebo było zasnute
ciężkimi, szarymi chmurami, z których bez przerwy padał deszcz.</p>

<p>- Rzeczywiście,
piękny... - mruknął do siebie, patrząc na oddalające
się plecy Luny i nic nie rozumiejąc. Postanowił zapytać o
to Hermionę. To ona była specjalistką od wyciągania
wniosków z obserwacji ludzkich zachowań.</p>

<p>Jednak wciąż
nienadchodzące odpowiedzi na wiadomości, które wysyłał
Severusowi, wprawiły go w taki stan, że potem całkowicie o tym
zapomniał.</p>

<p>Wieczorem jego dłoń
mimowolnie zacisnęła się na kamieniu i wysłała:</p>

<p><emphasis>Tęsknię za
tobą.</emphasis></p>

<p>Później był
zły na siebie, że to zrobił. Męczy go, jak jakaś
zakochana bez pamięci dziewczyna. A przecież ani nie jest
dziewczyną, ani nie jest w nim... Zarumienił się, nie
potrafiąc nawet pomyśleć o sobie, Snapie i wiadomo-czym w tym
samym zdaniu i uznał, że nie będzie dłużej tego
roztrząsać. Skoro Snape postanowił go, z nieznanego powodu,
ignorować, to Harry będzie robił tak samo. A przynajmniej będzie
próbował.</p>

<p>Skoro Severus go
lekceważy, to jego sprawa. Nie będzie za nim więcej biegał,
jakby nie miał innych spraw na głowie. Dosyć tego!</p>

<p>Było już
późno, jednak Harry nie potrafił zasnąć. Przewracał
się z boku na bok, ponieważ wciąż coś go
dręczyło. Panująca w pomieszczeniu cisza, przerywana tylko
niekiedy pochrapywaniami Rona albo Neville'a, doprowadzała go do
obłędu.</p>

<p>Cisza była zła.
Czaiły się w niej ponure, przerażające myśli, które
wychodziły teraz z ukrycia, atakowały go i zanurzały w nim swe
długie, ostre zębiska, odbierając mu pewność siebie i
spokój.</p>

<p><emphasis>On nie chce cię już
znać. Po co mu ktoś taki, jak ty? Przeleciał cię. Nie
jesteś mu już do niczego potrzebny. Zaspokoił swoje
żądze. Teraz poszuka sobie kogoś innego...</emphasis></p>

<p>Harry zacisnął
dłoń na zielonym kamieniu. Gładkość klejnotu
odganiała potwory, leczyła rany, chroniła go.</p>

<p>Zamknął oczy,
czując, że rozszarpujące go kły wycofują się.</p>

<p><emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p>*
* *</p>

<p>Wszędzie panował
chłodny mrok. Nagie kamienie i rosnące gdzieniegdzie kępki traw
były, pomimo panującej wokół ciemności, wyraźnie
widoczne w upiornym, zimnym świetle, które nie miało nigdzie swojego
źródła. Zdawało się unosić w powietrzu. Krajobraz
wyglądał, jak podczas pełni księżyca, tylko, że
księżyc nie istniał. Nie było niczego, poza niewielkim
fragmentem podłoża, na którym stał Harry. Kiedy
spoglądał dalej, wszystko ginęło w mrocznej pustce i
dzwoniącej w uszach ciszy.</p>

<p>Nagle do jego uszu
dotarł wysoki, zimny, upiorny śmiech. Obejrzał się
gwałtownie, próbując zlokalizować jego źródło, ale w
tym samym momencie, z innego kierunku, nadciągnął kolejny. Tym
razem niski i chrapliwy. W krótkim czasie już wszędzie wokół
niego rozbrzmiewały śmiechy, mieszając się ze sobą i
odbijając się od jego umysłu, stawały się coraz
głośniejsze. Sprawiały mu ból. Zastawił uszy, ale to nic
nie pomogło. One wciąż przybierały na sile, jakby
odbijały się echem od pustki i powracały w kolejnych falach.</p>

<p>Nagle zorientował
się, że nie jest już sam. Stoi w środku kręgu,
otoczony przez wysokie, odziane w czerń postacie, stapiające się
z wszechogarniającym mrokiem. Niczym materialne cienie. Na ich twarzach
bieliły się maski w kształcie czaszek. Jednak jedna z nich
była odsłonięta. Oblicze Voldemorta wykrzywiał okrutny, pełen
uniesienia uśmiech, a z jego gardła wydobywał się
mrożący krew w żyłach, pełen satysfakcji rechot.</p>

<p>Harry zadrżał
mimowolnie i złapał się za ramiona, ale coś było nie w
porządku. Spojrzał w dół i odkrył, że nie ma na sobie
ubrania. Stoi przed nimi całkowicie nagi. Pomimo przerażenia,
poczuł, jak na jego twarz wypływa rumieniec. Śmiechy
wzmogły się jeszcze bardziej. Ich siła rozrywała uszy
chłopca, spychała go w głąb ciemności,
przygniatała. Ugiął się pod nimi i opadł na kolana,
dygocząc ze strachu, zimna i wstydu.</p>

<p>Co oni zamierzają z nim
zrobić? Jest tutaj całkowicie sam, nie ma różdżki, nie ma
niczego, czym mógłby się obronić. Zabiją go...</p>

<p>Snape! Musi go
zawiadomić! Musi użyć kamienia! Severus mu pomoże, uratuje
go! Tak, jak uratował go ostatnio... Nie pozwoli mu tutaj
zginąć!</p>

<p>Przerażająca
myśl wdarła się do jego pękającego z bólu umysłu.
Jest nagi. Zabrali mu ubranie. Nie ma kamienia! Nie może go
zawiadomić...</p>

<p>Zamknął oczy,
walcząc z próbującymi wedrzeć się do jego oczu łzami.</p>

<p>Nie chce tutaj umrzeć!
Nie teraz! Nie jest na to gotowy. Tyle rzeczy jeszcze przed nim... nie chce, by
to się skończyło. Chciałby tylko żyć sobie w
spokoju. Dlaczego musi umrzeć? Nie chce!</p>

<p>I wtedy go
usłyszał. Głos Severusa w swojej głowie.</p>

<p><emphasis>Tym razem nikt cię nie
uratuje, Potter.</emphasis></p>

<p>Jego trzepoczące z
przerażenia serce, przeszyte lodowatym sztyletem, eksplodowało z
bólu. Jęknął i otworzył oczy. Zobaczył krew na swoich
rękach. Spływała po jego ciele, ciepła i lepka. Na
początku małymi stróżkami. Nie wiedział, skąd się
wzięła. Próbował zetrzeć ją ze swojego ramienia, ale
tylko ją rozmazał. Miała ciemny, wiśniowy, prawie czarny
kolor. Jego dłoń pozostawiła na ramieniu czerwone smugi, które
niemal natychmiast znikły pod ogromną falą krwi,
spływającą po jego ciele. Zalała jego głowę,
zlepiając włosy, wlewała się do uszu i nosa. Ciepła
posoka pochłonęła jego ciało do tego stopnia, że nie
pozostało już na nim ani jednego suchego fragmentu. Ciemna, czerwona,
lepka maź spływała po jego skórze, zaczęła
zalewać oczy i wdzierać się do ust. Nieustające
śmiechy przybrały jeszcze na sile. Cały świat zaczął
wirować, a w centrum tego wiru był on. Słaby, bezbronny, nagi.
Próbował krzyczeć, wołać o pomoc, ale z jego gardła
nie wydobył się żaden dźwięk. Nic już nie
widział, gdyż krew całkowicie zalała mu oczy. Nie mógł
zaczerpnąć tchu, ponieważ, kiedy tylko otwierał usta,
wlewała mu się do gardła i do nosa. Krztusił się,
rozpaczliwie próbując zasłonić twarz, aby uchronić ją
przed duszącą, gęsta mazią. Poprzez dudniący
śmiech przedarł się zimny, niczym zbocza góry lodowej, głos
Voldemorta:</p>

<p>- Jestem taki spragniony,
przyjaciele... Ucztę czas zacząć.</p>

<p>Harry chciał
krzyczeć, ale krew wdarła się do jego ust, zajęła
przełyk, zalała tchawicę. Rozpaczliwie próbował
złapać oddech. Jego ciałem wstrząsnęły drgawki i
upadł na plecy, szarpiąc się i rzucając. Jednak nie
był w stanie obronić się przed zalewającym go morzem krwi.</p>

<p>Ostatnim tchnieniem
pogrążonej w agonii świadomości poczuł, że jego
ręce chwyciły coś. Przyciągnął to do siebie,
chcąc zakryć swoją twarz. Odgłos rozdzierającej
się tkaniny wyciągnął go z topieli. Zaczerpnął ze
świstem powietrze, które wdarło się do jego obolałych
płuc i przyniosło ukojenie. Otworzył oczy i zobaczył nad
sobą sklepienie łóżka. W rękach trzymał rozerwaną
zasłonę otaczającą jego posłanie. Z trudem
oddychał upragnionym powietrzem, leżąc przez chwilę w
ciszy, czekając, aż szarpiące nim nerwy nieco się
uspokoją, a umysł zacznie działać.</p>

<p>To był sen.</p>

<p>Nie odetchnął
jednak z ulgą. Dyszał ciężko, a pot spływał mu po
drżącym ciele. Przed jego oczami wciąż wirowały
białe maski i rozkoszująca się jego cierpieniem twarz
Voldemorta, a w uszach dzwonił okrutny, rozrywający głowę
śmiech. Gardło blokowało coś ogromnego, kwaśnego i
gorzkiego.</p>

<p>W pomieszczeniu było
już jasno, musiał być poranek, ale oczy Harry'ego widziały
tylko zalewającą jego ciało krew. Spojrzał na swoje
ręce, ale jej nie dostrzegł. Jednak wcale go to nie uspokoiło.
Dlaczego miał wrażenie, że ona wciąż tam jest, tylko,
że niewidoczna?</p>

<p>Zerwał się z
łóżka. Jego ciałem wstrząsały dreszcze, było mu
niedobrze. Kiedy wyprostował się do pozycji siedzącej, jego
żołądek gwałtownie zaprotestował. Targnęły
nim torsje. Zasłonił szybko usta. W gardle poczuł ohydny, gorzki
smak wymiocin. Udało mu się je powstrzymać, ale wiedział, że
nie na długo. Szybko wrzucił na siebie ubranie, byle jak, tyłem
na przód. Neville i Ron jeszcze spali, pogrążeni w swoich
przyjemnych, słodkich snach, kiedy Harry wybiegł z dormitorium i
pobiegł do łazienki. Zdążył w ostatniej chwili,
pochylił się nad umywalką i zwymiotował. Kiedy
skończył, miał wrażenie, że w jego wciąż
atakowanym gwałtownymi skurczami żołądku nie pozostało
zupełnie nic, jedynie piekąca, raniąca jego przełyk
żółć, którą zwymiotował na samym końcu.
Wycieńczony, przepłukał gardło chłodną wodą
i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Przeraził się. Jego twarz
była blada jak papier, oczy podkrążone i zaczerwienione, wargi
sine. Na jego policzkach lśniły łzy. Włosy, przepocone i
potargane, sterczały na wszystkie strony. Całym ciałem
wstrząsały niekontrolowane dreszcze. Miał wrażenie, że
jego wygląd idealnie dopasował się do tego, jak się teraz
czuł. Był tak osłabiony, że z trudem utrzymywał
się na uginających się pod nim nogach.</p>

<p>W pierwszej chwili
pomyślał, żeby pójść do skrzydła szpitalnego, ale
był niemal pewien, że Pomfrey od razu wepchnęłaby go do
łóżka i trzymała w nim przez tydzień. Wtedy
pomyślał o kimś innym, kto mógłby mu pomóc, ponieważ
posiadał bardzo wiele eliksirów uzdrawiających. Harry nie mógł
iść na lekcje w takim stanie, a kolejne nieobecności wcale by mu
nie pomogły w nadrobieniu zaległości. Poza tym, wolał
się czymś zająć. Bał się, że gdyby
został sam, zmuszony do spędzenia tego dnia w łóżku,
przerażające wspomnienia snu powróciłyby i ponownie go
zalały, odbierając mu dech w piersi i zdrowe zmysły. A tego
bał się najbardziej. Dlatego nie namyślając się
długo, wyciągnął z kieszeni kamień, zacisnął
go w dłoni, zamknął oczy i pomyślał:</p>

<p><emphasis>Potrzebuję eliksiru
uspokajającego. Bardzo cię proszę, czy mógłbyś mi go
dać? Jak najszybciej. To bardzo ważne. Proszę.</emphasis></p>

<p>Nie wiedział, czy Snape
mu odpowie. Powoli zaczął tracić nadzieję, że Mistrz
Eliksirów w ogóle odczytuje jego wiadomości, ale warto było
spróbować.</p>

<p>v</p>

<p>Jednak, kiedy chował
klejnot z powrotem do kieszeni, poczuł nagle emanujące z niego
ciepło, które niemal sparzyło mu dłoń. Zaskoczony tak
szybką reakcją, przysunął kamień do oczu i
odczytał:</p>

<p><emphasis>Przyjdź do mojego
gabinetu. Teraz.</emphasis></p>

<p>Zamrugał kilka razy,
całkowicie zaskoczony szybkością, z jaką otrzymał
odpowiedź. Odetchnął z ulgą i drżącą
dłonią wsadził kamień z powrotem do kieszeni. Szybko
opłukał twarz zimną wodą i pospiesznie ruszył w
kierunku lochów.</p>

<p>Zamek był jeszcze cichy
i opustoszały o tak wczesnej porze, tak więc Harry bez przeszkód
dotarł pod drzwi gabinetu Mistrza Eliksirów. Nie zdążył
nawet zapukać, kiedy otworzyły się gwałtownie i stanął
w nich Snape. Na widok stanu, w jakim znajdował się Harry, jego brwi
uniosły się, a oczy rozszerzyły. Powstrzymał się
jednak od jakiejkolwiek uwagi, odsunął się bez słowa i
wpuścił go do środka.</p>

<p>Harry bardzo starał
się nie drżeć, ale nie wychodziło mu to. Wciąż
oddychał ciężko i płytko, nadal był blady.
Wiedział, że musi wyglądać jak siedem
nieszczęść, ale nie miał ochoty o tym rozmawiać. Snape
otwierał już usta, jakby chciał zapytać, co się stało,
ale Harry był szybszy:</p>

<p>- Naprawdę
potrzebuję tego eliksiru - powiedział zdecydowanym, choć nieco
drżącym głosem. - Nie mam teraz ochoty się
tłumaczyć. Dasz mi go?</p>

<p>Sam był zaskoczony
ostrością w swoim głosie. Snape zmarszczył brwi.</p>

<p>- Zaczekaj tu, Potter -
rzucił surowo, po czym podszedł do jednej z półek. Po chwili
wrócił z niewielką fiolką w ręku. Płyn miał
ciepłą, różową barwę. - Nie więcej niż jeden
łyk - powiedział i podał go Harry'emu, który wymamrotał
podziękowania, wyciągnął korek i bez namysłu
wziął dwa łyki. Znał dawkowanie. Wiedział, że w
stanie, w jakim się znajdował, jeden by nie wystarczył.</p>

<p>Płyn był
słodki i ciepły. Wlał się do jego gardła, prawie
natychmiast przynosząc ukojenie jego nerwom i dygoczącemu ciału.
Zaczął się rozluźniać, a kłopoty i zmartwienia
powoli rozpływały się, roztapiały w przyjemnym cieple. Krew
ze snu, którą przez cały czas miał przed oczami, znikła.
Odetchnął, wciągając powietrze głęboko w
płuca. Poczuł, że jego twarz nabiera rumieńców, powoli
przestawał drżeć. Kiedy otworzył oczy, zobaczył,
że Mistrz Eliksirów przygląda mu się z namysłem, spod
przymrużonych powiek.</p>

<p>Harry spuścił
wzrok, odchrząkując z zakłopotaniem.</p>

<p>- Dziękuję -
powtórzył cicho. - Czy mógłbyś dać mi też... Eliksir
Bezsennego Snu? - zapytał, podnosząc wzrok z powrotem na
mężczyznę. W oczach Mistrza Eliksirów zabłysło
zrozumienie. Harry zagryzł wargę i ponownie spuścił wzrok.</p>

<p>- Przyjdź wieczorem,
Potter, to go dostaniesz. Po kolacji - powiedział sucho
mężczyzna. Harry pokiwał głową i
wyciągnął butelkę w stronę Severusa. - Zatrzymaj to.
Może ci się jeszcze przydać - rzekł Snape.</p>

<p>Gryfon ponownie
skinął głową.</p>

<p>- To... ja już
pójdę. Za chwilę zacznie się śniadanie. Nie chcę
się spóźnić.</p>

<p>Dlaczego nagle przebywanie w
towarzystwie Snape'a stało się dla niego takie trudne i
stresujące? Czy to przez to, jak Mistrz Eliksirów potraktował go
ostatnio? Czy dlatego, że ignorował go przez dwa dni? A może...
może przez to, co usłyszał w swoim śnie?</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>Chciał go zapytać o
tyle rzeczy... Ale to nie było miejsce ani czas na to. Może
będą mogli porozmawiać wieczorem. O ile Snape znowu go nagle nie
wyrzuci...</p>

<p>Odwrócił się od
przyglądającego mu się, przeszywającym, zamyślonym
wzrokiem mężczyzny, wyszedł z gabinetu i powoli powlókł
się z powrotem do wieży, żeby doprowadzić się do porządku
przed śniadaniem.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Pierwszą lekcją po
śniadaniu była Obrona. Harry, na wszelki wypadek, zabrał ze
sobą butelkę z eliksirem uspokajającym. Czuł się
już całkiem dobrze, ale nie wiedział, czy nerwy i strach nie
powrócą nagle podczas zajęć. Nie miał pojęcia, jak
długo działa eliksir.</p>

<p>- Mam dzisiaj dla was
coś nietypowego, dzieciaki! - zawołała wesoło Tonks,
wchodząc do klasy i potykając się na progu. Kiedy
złapała równowagę i spiorunowała wzrokiem próg za to,
że miał czelność chcieć ją przewrócić,
machnęła różdżką w kierunku tablicy, na której
pojawił się napis: <emphasis>Legilimens.</emphasis></p>

<p>- Czy ktoś z was
słyszał kiedyś o tym zaklęciu? - zapytała,
uśmiechając się zachęcająco. Ręka siedzącej
obok Harry'ego Hermiony wystrzeliła w górę.</p>

<p>- Tak, Hermiono? To znaczy...
- Tonks zarumieniła się - ...panno Granger?</p>

<p>- Legilimens jest to zaklęcie
umożliwiające włamanie się do czyjegoś umysłu i
odczytanie wspomnień danej osoby.</p>

<p>- Świetnie.
Dziesięć punktów dla Gryffindoru.</p>

<p>Hermiona
pokraśniała z dumy.</p>

<p>- Nie macie tego w programie
nauczania - powiedziała Tonks - więc nie musi pan tego szukać w podręczniku,
panie... - zawahała się.</p>

<p>- Thomas - odpowiedział
spokojnie Dean. Wszyscy już się przyzwyczaili do tego, że
nauczycielka wciąż zapominała ich nazwisk. Dean
zamknął książkę i odłożył ją na
bok.</p>

<p>Harry czuł się
trochę nieswojo. Doskonale wiedział, co to jest Legilimencja i do
czego służy. Wciąż pamiętał upokarzające
lekcje ze Snape'em w zeszłym roku, kiedy nauczyciel wdzierał się
do jego umysłu i oglądał wszystkie jego wspomnienia. Nawet te
najbardziej osobiste. I pomimo wciąż podejmowanych prób wyrzucenia go
ze swojej głowy, Harry nie potrafił się przed tym obronić.</p>

<p>Tonks nie powiedziała im
niczego, czego Harry by już nie wiedział, ale pozostali słuchali
jej z ogromnym zainteresowaniem. Chyba uznali to za znacznie ciekawsze,
niż wyłapywanie Ogniowróżek.</p>

<p>- Uznałam, że
powinniście poznać to zaklęcie, szczególnie teraz, kiedy
jesteśmy na skraju wojny - ciągnęła Tonks, najwidoczniej
miło podłechtana tym, że wszyscy po raz pierwszy słuchają
jej z taka uwagą. - Ale na tym nie koniec. Istnieje także druga wersja
tego zaklęcia, niemal zapomniana, jednak ostatnio ponownie odkryta i z
powodzeniem używana przez Sami-Wiecie-Kogo i jego popleczników. Znacznie, <emphasis>znacznie</emphasis>
silniejsza i o wiele niebezpieczniejsza. Prawdę mówiąc, Ministerstwo
zastanawia się, czy nie wpisać go na listę Zaklęć
Niewybaczalnych, ponieważ jego skutki mogą być
przerażające i nieodwracalne. Dodatkowo, obrona przed nim jest prawie
niemożliwa. Nie ma do tego żadnych zaklęć, a jedyne, co
może uchronić czarodzieja, na którego rzucono to zaklęcie, jest
siła jego woli. Niestety, musi być ona naprawdę ogromna i tylko
nieliczni nią dysponują.</p>

<p>Harry nadstawił uszu. To
było coś nowego. Nauczycielka machnęła
różdżką w stronę tablicy, na której pojawiły się
dwa słowa: <emphasis>Legilimens Evocis</emphasis>.</p>

<p>- Może ktoś o nim słyszał?
- zapytała Tonks.</p>

<p>W klasie zapanowała
cisza. Nawet Hermiona nie podniosła ręki.</p>

<p>- Cóż - powiedziała
Nimphadora niezwykle poważnie - nie dziwię się, że nikt nie
słyszał o tym zaklęciu. Jak już wam wspomniałam, przez
wieki było absolutnie zakazane i wiedza o nim była starannie
ukrywana. Dopiero niedawno ponownie zaczęto go używać. Zwane
jest Legilimencją Szczegółową albo Głęboką.
Rożni się od Legilimencji zwykłej kilkoma ważnymi szczegółami.
Po pierwsze, Legilimencja Głęboka pozwala nie tylko na wdarcie
się do umysłu ofiary i odczytanie jej wspomnień, ale także <emphasis>myśli</emphasis>.
Oglądając dane wspomnienie, można słyszeć także
to, co przewijało się przez głowę ofiary w tamtym momencie.
To jak całkowite wejście w czyjś umysł, patrzenie na
świat oczami drugiej osoby. Po drugie - do użycia jej potrzebny jest
kontakt wzrokowy. Ponadto, w przeciwieństwie do zwykłej Legilimecji,
nie oglądamy rzeki wspomnień, zlepionych ze sobą i wymieszanych.
Osoba, która rzuca zaklęcie, wybiera interesujące ją wspomnienie
i tak jakby, wyciąga je na wierzch. Może je oglądać, jak
długo zechce, może także przywołać wszystkie
powiązane ze sobą wspomnienia i myśli. Gdyby, na przykład,
ktoś chciał dowiedzieć się, co sądzi o nim druga
osoba, mógłby wybrać wszystkie związane z tym elementy, a następnie
oglądać je i słuchać do woli. To tylko przykład,
więc niech wam nie przyjdzie do głowy rzucenie tego zaklęcia na
znajomych! Wiemy, że niedawno zostało odkryte przez Sami-Wiecie-Kto i
teraz bardzo często używa go, żeby wyciągnąć od
więźniów interesujące go informacje. To znacznie szybszy i
prostszy sposób, niż stosowane przez niego dotychczas Crucio.</p>

<p>Wszyscy uczniowie
słuchali jej z pełną grozy uwagą. W głowie Harry'ego
zaczęły krążyć nieproszone myśli, które
mąciły jego spokój. Tonks odetchnęła i kontynuowała
jeszcze poważniejszym tonem:</p>

<p>- Jednak nie to jest w tym
zaklęciu najniebezpieczniejsze. Wam, choćbyście próbowali, nigdy
by się to nie udało, ale doświadczony, potężny
Legilimenta, potrafi manipulować wspomnieniami ofiary. Wymieszać je,
albo zatrzymać, jednak to nie wszystko. Można uwięzić
ofiarę w jej najgorszym wspomnieniu i zmusić ją, by
przeżywała je wciąż i wciąż na nowo.
Zamknięty w swoim umyśle człowiek staje się
wegetującą rośliną, przeżywającą ciągle
od nowa swój największy koszmar. I nigdy się z niego nie uwolni. I,
mówiąc koszmar, wcale nie przesadzam. Można wybrać najbardziej
przerażający sen ofiary i zamknąć ją w nim już na
zawsze.</p>

<p>Harry poczuł, że
robi się blady. Przypomniał sobie zalewającą go krew i
dźwięczące w uszach śmiechy. Zakręciło mu
się w głowie, a jego żołądkiem targnęły
torsje.</p>

<p>- Przepraszam - podniósł
rękę, czując, że znowu powraca strach i jego objawy - czy
mógłbym pójść do łazienki?</p>

<p>Tonks spojrzała na niego
i przeraziła się.</p>

<p>- Co się stało,
Harry? Jesteś blady jak ściana!</p>

<p>- Źle się
czuję - odparł gładko, widząc, że ciemnieje mu przed
oczami.</p>

<p>- Ależ oczywiście,
idź, idź. Może odprowadzić cię do skrzydła
szpitalnego?</p>

<p>- Nie, dziękuję -
odpowiedział, podnosząc się z miejsca i czując, że
nogi uginają się pod nim. - Dam sobie radę. To tylko...
osłabienie.</p>

<p>Hermiona i Ron chcieli
oczywiście pójść z nim, ale udało mu się ich
powstrzymać. Kiedy znalazł się za drzwiami klasy,
drżącymi dłońmi wyjął z kieszeni fiolkę
różowego płynu i wziął duży łyk.
Odetchnął z ulgą i pogrążył się w myślach.</p>

<p>Słowa Tonks
wciąż dźwięczały mu w uszach. Uwięziony w
najgorszym koszmarze... Co by było, gdyby to jego ktoś
uwięził w tym przerażającym śnie? Na zawsze. Na
samą myśl o tym wstrząsnął nim dreszcz. To chyba
najgorsze, co można zrobić drugiemu człowiekowi. Nie
życzyłby tego nawet największemu wrogowi...</p>

<p>Poczuł, że
przerażenie oplata swoimi mackami jego trzepoczące w piersi serce.
Trawiący go już od dawna, ukryty głęboko strach,
zaczął wypływać na powierzchnię jego osłabionej
świadomości. Co będzie, jeżeli jego to kiedyś spotka?
Tonks mówiła, że Voldemort używa tego zaklęcia...
Wiedział, że spotkanie z nim jest nieuchronne. Cały
czarodziejski świat liczył na niego. To tylko kwestia czasu, kiedy zostanie
rzucony w wir walki, a kiedy spotka się oko w oko z najgroźniejszym
czarnoksiężnikiem, jaki kiedykolwiek żył... wiedział,
że nie miałby szans wyjść z tego cało. Ale jeżeli
zginie... przynajmniej pociągnie za sobą Voldemorta. Przepowiednia
mówiła wyraźnie, że żaden nie może żyć,
kiedy drugi przeżyje... To znaczy, że muszą zginąć
obaj?</p>

<p>Westchnął
ciężko i oparł się o ścianę. Zamknął
oczy, nie chcąc dopuścić do siebie tej myśli.</p>

<p>Nie chce umrzeć... Nie
jest na to gotowy. Cały czarodziejski świat nie potrafi pokonać
Voldemorta, dlaczego jemu miałoby się to udać? Dlatego, że
ma bliznę na czole? Tak, wszyscy tego od niego oczekiwali... Do tej pory
poświęcał wszystko, żeby z nim walczyć, ale był
już tak bardzo zmęczony... Śmierć Syriusza tylko to
przypieczętowała. Nigdy nie zdoła go pokonać. Nic nie
potrafił. Był tylko chłopcem. Jak mógłby walczyć z
kimś, kogo nie dało się zabić? Dlaczego nie mógł
być normalnym nastolatkiem i żyć jak inni? Dlaczego to na jego
barkach spoczywał ten ciężar? Dumbledore starał się go
przed tym chronić, ale dyrektor sam ostatnio wyglądał, jakby
potrzebował pomocy. Jego też to przygniatało, a był
przecież jedyną osoba, której Voldemort się bał. Jak on,
Harry, miałby się z nim zmierzyć?</p>

<p>Chciał po prostu...
żyć. Chciał być z Severusem. Nie martwić się
wojną, atakami, swoim przeznaczeniem. Chciał być
szczęśliwy... ale jego los był już od dawna
przesądzony... tylko dlatego, że miał bliznę na czole.</p>

<p>Odetchnął,
otwierając oczy i spoglądając w sklepienie. Po chwili
zamknął je ponownie.</p>

<p>Ale zrobi to. Musi. Nie ma
innego wyjścia. To jego obowiązek. Zrobi to, skoro wszyscy tego od
niego oczekują... pójdzie na wojnę, będzie walczył,
chociaż nie wiedział, jak... Być może zginie... Ale jeszcze
nie teraz. Nie teraz.</p>

<p>Pod jego powiekami
pojawił się obraz surowej, wykrzywionej kpiącym uśmiechem
twarzy. Czarne oczy patrzyły na niego z pragnieniem. W jego serce
wlał się spokój.</p>

<p>Jeszcze nie teraz...</p>

<p>*
* *</p>

<p>Drzwi otworzyły się
pod dotykiem dłoni Harry'ego. Wszedł ostrożnie do gabinetu, ale
pomieszczenie okazało się puste. Domyślając się,
że Snape czeka na niego w prywatnych komnatach, ruszył dalej. Tym
razem drzwi nie otworzyły się same. Musiał zapukać. Kiedy
Mistrz Eliksirów wpuścił go do środka, Harry zdał sobie
sprawę, że jest tak zdenerwowany, że nie wie, co
powiedzieć. Czy ten człowiek już zawsze będzie tak na niego
działał?</p>

<p>Odchrząknął i
odezwał się cicho:</p>

<p>- Ja... przyszedłem po
eliksir.</p>

<p>Snape obrzucił go
surowym spojrzeniem. Z wyrazu jego twarzy można było wyczytać,
iż najwyraźniej w ostatniej chwili powstrzymał się od
złośliwego komentarza.</p>

<p>- Zaczekaj - rzucił i
podszedł do jednej z półek. Po chwili wrócił, trzymając w
ręku niewielką fiolkę. - Dam ci to, ale tym razem nie wolno ci
wypić więcej, niż jeden mały łyk tuż przed snem.
Zresztą, chyba sam powinieneś o tym już wiedzieć.</p>

<p>Gryfon pokiwał
głową. Znał dawkowanie, przerabiali to niedawno. Wziął
butelkę i wymamrotał podziękowanie. Snape przypatrywał mu
się z uwagą, ale Harry nie potrafił spojrzeć mu w twarz.
Wciąż nie był pewien, na co może sobie pozwolić. Tak
bardzo chciałby zostać i z nim porozmawiać... ale skąd
mógł wiedzieć, czy Snape też tego chce? Może nie życzy
sobie jego obecności? A przecież nie mógł zapytać wprost.
Wolał niepewność od odmowy. Mniej bolała.</p>

<p>Odwrócił się z
westchnieniem, żeby wyjść, ale kiedy dotknął klamki,
dobiegł go niski głos Mistrza Eliksirów:</p>

<p>- Dokąd to, Potter?
Siadaj.</p>

<p>Zabrzmiało, jak rozkaz,
więc Harry cofnął dłoń i odwrócił się.
Poczuł ulgę. Snape chciał, żeby został. To był
pierwszy, dobry znak. Powoli podszedł do czarnego fotela i usiadł
przy płonącym kominku. Severus zajął miejsce w drugim
fotelu i przez kilka chwil patrzył w ogień. Jedynym panującym w
pomieszczeniu dźwiękiem był cichy trzask płonących
drewien. W końcu mężczyzna odwrócił głowę w stronę
Harry'ego i zapytał spokojnym, niezwykle łagodnym głosem:</p>

<p>- Co ci się śniło,
Potter?</p>

<p>Gryfon wzdrygnął
się, zbladł i spojrzał na mężczyznę z
przestrachem. Znowu ujrzał krew. W jego głowie odbiły się
echem słowa:</p>

<p><emphasis>Tym razem nikt cię nie
uratuje, Potter.</emphasis></p>

<p>Głos Severusa. Zimny,
nieczuły, odległy. Obcy.</p>

<p>Widząc, że Snape
mruży oczy, Harry szybko odwrócił głowę i spojrzał w
ogień.</p>

<p>- Nie chcę o tym
rozmawiać - powiedział, z trudem panując nad drżeniem
głosu.</p>

<p>- Potter... -
zaczął mężczyzna, ale Harry szybko mu przerwał,
rozpaczliwie pragnąc zmienić temat.</p>

<p>- Jak ci minął
dzień, Severusie? - zapytał, starając się, by jego
głos brzmiał obojętnie. Snape zamknął usta,
zamyślił się, jakby zastanawiając, czy kontynuować
przesłuchiwanie Harry'ego, ale najwyraźniej zrezygnował,
ponieważ po chwili milczenia powiedział:</p>

<p>- Cudownie. Dzięki mnie
Gryffindor spadł w końcu z trzeciego miejsca na czwarte w Pucharze
Domów.</p>

<p>Sarkazm emanujący z jego
głosu był wręcz namacalny. Harry skrzywił się.</p>

<p>- Gratulacje - odparł
bez namysłu. - Myślałem, że "dzięki tobie"
już od dawna byliśmy na ostatnim miejscu.</p>

<p>Snape zamrugał. Harry
zrozumiał, co powiedział, i natychmiast spuścił wzrok,
zakłopotany, ale jednocześnie poczuł także zadowolenie,
że udało mu się zaskoczyć mężczyznę. W jego
głowie pojawiła się dziwna myśl, że odkąd
zaczął dłużej z nim przebywać, sam robił się
coraz bardziej ironiczny i wygadany. W końcu musiał jakoś
bronić się przed jego atakami. Strach i złość, które
towarzyszyły mu przez ostatnie dwa dni, zaczęły
wypływać teraz z niego i nie potrafił ich powstrzymać.</p>

<p>- Może mógłbyś
przyznać nam kiedyś chociaż jeden punkt? Zapisałbyś
się w historii szkoły. Nie chciałbyś? - kontynuował,
balansując na niezwykle chwiejnej i niestabilnej fali, z której mógł
w każdej chwili runąć w ciemne odmęty. - Może Neville
dostałby przy okazji zawału? W końcu udałoby ci się
dopiąć swego. - Ugryzł się w język dopiero, kiedy
zobaczył niebezpiecznie groźne spojrzenie, które wbił w niego
Mistrz Eliksirów.</p>

<p>- Uważaj, Potter. Nie
zapominaj, z kim rozmawiasz - wycedził, sztyletując go wzrokiem.</p>

<p>Harry spojrzał w
ogień i zarumienił się. Wzburzone fale wygładziły
się, a groźba zatonięcia została odsunięta.</p>

<p>- Przepraszam -
wymamrotał. - To przez to, że ostatnio... - zawahał się,
przełknął ślinę i westchnął. Nie chciał
już owijać w bawełnę, miał dosyć gier i
podchodów. Czas wyłożyć karty na stół. - Dlaczego tak mnie
traktujesz? - zapytał wprost, spoglądając na Snape'a. - Przez
dwa dni czekałem na jakąkolwiek wiadomość, ale ty
postanowiłeś mnie ignorować. Dlaczego?</p>

<p>Mistrz Eliksirów
zacisnął usta i zmarszczył brwi. Wyglądał, jakby
zastanawiał się nad odpowiedzią. W końcu rzekł suchym,
spokojnym głosem, ważąc każde słowo:</p>

<p>- Miałem swoje powody,
Potter.</p>

<p>Nie takiej odpowiedzi
oczekiwał!</p>

<p>- Ty zawsze masz swoje
powody! - wybuchnął. - A ja wciąż nic nie rozumiem! Nigdy
nie wiem, na co mogę sobie pozwolić. Nie wiem, jak zareagujesz. Nie
wiem nawet, czy mogę się teraz do ciebie przytulić i czy mnie
nie odepchniesz. - Jego głos załamał się. Zagryzł
wargę i wbił wzrok w ogień. Po chwili do jego uszu dobiegł
niski, chłodny głos:</p>

<p>- Nie dowiesz się...
dopóki nie spróbujesz.</p>

<p>Harry spojrzał na
Snape'a. Serce tłukło mu się w piersi, a w uszach szumiało,
ale powoli sens tych słów przedarł się do jego umysłu. Sam
był zaskoczony wnioskami, które wysnuł. Czyżby Snape właśnie...
przyznał, że chce, aby Harry się do niego przytulił? Tak
właśnie to zabrzmiało.</p>

<p>Podjął
decyzję. Wstał, podszedł do Severusa i, wciąż
trochę niepewny, usiadł bokiem na jego kolanach. Objął go
za szyję, wtulił twarz w jego obojczyk i westchnął
ciężko. Nie został zepchnięty, odsunięty, ani
zwymyślany. Poczuł, że ciało Snape'a napięło
się. Słyszał jego przyspieszony oddech. Był tak blisko...
Kiedy się w niego wtulał, jego serce uspokajało się.
Czuł się bezpieczny. Dla takich chwil warto było walczyć.</p>

<p>- Nienawidzę, kiedy mnie
tak traktujesz - wyszeptał cicho, pocierając twarzą o jego
szyję i wdychając gorzko-słodki aromat, który w tym miejscu
był najintensywniejszy. Wszystko, co robił, było jednostronne,
ale jemu to wystarczało. Przynajmniej na razie...</p>

<p>Przysunął się
jeszcze bliżej i wyszeptał:</p>

<p>- Tak bardzo cię
potrzebuję.</p>

<p>Przez chwilę w
pomieszczeniu słychać było jedynie ich oddechy. W końcu
ciszę przerwał niski głos Mistrza Eliksirów:</p>

<p>- Jak bardzo mnie
potrzebujesz, panie Potter?</p>

<p>Jak trawa potrzebuje deszczu,
żeby rosnąć. Jak ziemia potrzebuje słońca, żeby
żyć. Jak człowiek potrzebuje powietrza, żeby oddychać,
jak dziecko potrzebuje matki. Jak świat potrzebuje ratunku i Chłopca,
Który Przeżył, aby był ich nadzieją, symbolem, wiarą.</p>

<p>- Nawet sobie nie
wyobrażasz - odpowiedział cicho. Zacisnął dłonie na czarnej
szacie, pragnąc nie wypuścić jej już nigdy. Dlaczego
już zawsze nie mogłoby być tak, jak teraz?</p>

<p>- Przytul mnie, proszę.
- Słowa same wyrwały się z jego ust. Czekał, ale nic
się nie stało. Żadnego odzewu. Odsunął się
nieznacznie i sięgnął po leżące na oparciach fotela
ręce Severusa. Złapał je i delikatnie owinął
wokół swojej talii. Spojrzał w głębokie, mroczne tunele
oczu mężczyzny, szukając w nich... sam nie wiedział czego,
ale był pewien, że rozpoznałby to, gdyby znalazł. Przez
ułamek sekundy coś w nich mignęło, ale nie
zdążył tego uchwycić. Pozostawały dla niego
nieczytelne i zamknięte. Twarz była ściągnięta, a usta
zaciśnięte. Jakby Severus za wszelką cenę starał
się odgrodzić, odsunąć. Nie pozwolić Harry'emu
zajrzeć głębiej, niż na otaczający go mur.
Potężny, wysoki i nieprzystępny.</p>

<p>Chłopiec
wypuścił jego dłonie i zacisnął palce na otulonych w
czarną szatę ramionach. Delikatnie pocałował
odsłoniętą szyję mężczyzny. W chwilę
później całował już każdy skrawek jego skóry,
kierując się w stronę niezwykle wrażliwego miejsca. Jego
usta odnalazły płatek ucha i zaczęły go lizać i
ssać. Ciało Snape'a zesztywniało, a głowa odchyliła
się do tyłu. Harry usłyszał długi, niepowstrzymany
pomruk przyjemności. Czując ogarniające go podniecenie,
wsunął gorący język do ucha i zaczął
dokładnie penetrować jego wnętrze. Później zajął
się przestrzenią za nim, na przemian całując i
liżąc słoną skórę. Znajome prądy
zaczęły obmywać jego ciało, szumiąc mu w uszach i
podrywając serce do szybszego bicia. Całował agresywniej, mocniej,
wygłodniale. Pragnął posmakować wszystkiego.
Słyszał pojękiwania i przyspieszony oddech Severusa. Czuł,
że jest już twardy i wyczuwał, że mężczyzna
najwyraźniej także. Jego usta odnalazły drogę do twarzy.
Całował każdy milimetr skóry, brodę i policzki.
Ogarnięty pasją, podniecony, rozgrzany. Był już centymetr
od ust, kiedy nagle w jego głowie zapaliła się ostrzegawcza
lampka. Ciężko oddychając oderwał usta i spojrzał na
rozchylone wargi Severusa. Usłyszał w swojej głowie bardzo
wyraźny, ostry i lodowaty głos:</p>

<p><emphasis>Na to ci nie pozwoliłem,
Potter.</emphasis></p>

<p>Wspomnienia powróciły
nagle, niespodziewanie, oblewając go zimną wodą i studząc
jego zapał. Przysłaniająca oczy mgła znikła i Harry
zobaczył, że Snape spogląda na niego z zaskoczeniem. Spuścił
ze smutkiem głowę i uciekł wzrokiem, nie chcąc, żeby
Severus dostrzegł ból w jego oczach. Zauważył, że
dłonie Snape'a leżą ponownie na oparciach fotela. W którymś
momencie musiał je zabrać. Najwyraźniej nie chciał go
przytulać. Jak gdyby to było takie trudne... Nie stać go
było nawet na taki niewielki gest?</p>

<p>Zapłonęła w
nim iskra buntu. Jeżeli Severus postanowił być taki uparty...</p>

<p>Harry zagryzł wargę
i odsunął się. Podniecenie ulotniło się, ostudzone
chłodnym zawodem.</p>

<p>- Już późno -
powiedział cicho. - Muszę iść.</p>

<p>To było marne kłamstwo.
Było tuż po kolacji. Zsunął się z kolan i
zerknął na Snape'a. Jego oczy były zmrużone, brwi
ściągnięte, a usta zaciśnięte. W oczach
płonął ogień, ale nie podniecenia. Gniewu i rozczarowania.</p>

<p>Harry
przełknął ślinę i odwrócił się do niego
plecami, ruszając w stronę drzwi. Kiedy się przy nich
znalazł, usłyszał ciche warknięcie:</p>

<p>- Potter!</p>

<p>Zatrzymał się i
odwrócił. Twarz Snape'a była zamyślona. Wyglądał,
jakby chciał coś powiedzieć, jakby walczył ze sobą. I
chyba wygrał, bo w końcu zrezygnował, oblizał wargi i
spojrzał w ogień.</p>

<p>- Przyjdź w piątek
wieczorem - powiedział cicho, beznamiętnym głosem.</p>

<p>- Spróbuję - odparł
Gryfon, obserwując, jak przez oblicze Severusa przebiegł cień,
ale nie spojrzał na Harry'ego. Pokiwał jedynie sztywno
głową. Harry położył dłoń na klamce. -
Dobranoc, Severusie. - Były to ostatnie słowa, zanim otworzył
drzwi, przeszedł przez gabinet i wyszedł na korytarz, gdzie nareszcie
mógł odetchnąć głęboko.</p>

<p>Miał wrażenie,
że stoczył bardzo ciężką i trudna bitwę. Był
zmęczony. Walczył dzielnie, ale poniósł porażkę. Nie
otrzymał tego, czego chciał. Pozostał z niczym. Ale
jednocześnie czuł się zwycięzcą. To on dyktował
warunki. Kiedy Snape ich nie spełnił, wyszedł i pozostawił
go samemu sobie, podnieconego, ale niezaspokojonego. Nie złamał
się i dzięki temu udało mu się dać Severusowi
lekcję. A w piątek Harry przekona się, czy Snape się jej
nauczył...</p>

<p>Uśmiechnął
się do siebie.</p>

<p>Nie został wyrzucony.
Sam zadecydował o odejściu w odpowiedniej chwili. Ocalił
dumę. Przynajmniej tym razem. Teraz... to on triumfował.</p>

<p>Ale dlaczego, pomimo tego,
czuł się tak... źle?</p>

<p><strong>--- rozdział 17 ---</strong></p>

<p><strong>17. Intoxication</strong></p>

<p><emphasis>You
give me the reason.</emphasis></p>

<p><emphasis>You
give me control.</emphasis></p>

<p><emphasis>I
gave you my Purity.</emphasis></p>

<p><emphasis>My
Purity you stole.</emphasis></p>

<p><emphasis>Did
you think I wouldn't recognize this compromise.</emphasis></p>

<p><emphasis>Am
I just too stupid to realize.</emphasis></p>

<p><emphasis>Stale
incense old sweat and lies lies lies</emphasis>*</p>

<p>Ukryty pod peleryną
niewidką Harry przemierzał bezszelestnie korytarze Hogwartu,
kierując się w stronę lochów. W jego głowie
kłębiło się wiele myśli i wspomnień.</p>

<p>W czwartek, kiedy Harry wraz
z przyjaciółmi pisał w bibliotece referaty na Historię Magii i
Eliksiry, Hermiona odkryła wielką, zakurzoną księgę,
która okazała się być... szkolną kroniką, w której
prowadzony był spis wszystkich uczniów uczęszczających do
Hogwartu na przestrzeni wieków. Mogli zobaczyć zdjęcia młodego
Toma Ridlle'a, Lucjusza Malfoya, rodziców Rona, rodziców Harry'ego. Nawet
Dumbledore'a i McGonagall jako nastolatków (Ron, widząc zdjęcie
opiekunki swojego domu w młodości, nie mógł się
powstrzymać i aż zagwizdał z podziwu: "Niezła z niej
była laska!", za co Hermiona posłała mu wyniosłe,
mordercze spojrzenie). Jednak najbardziej niezwykłym dla Harry'ego
odkryciem było zobaczenie zdjęcia młodego Snape'a (którego Ron
nie omieszkał obrzucić potokiem złośliwych komentarzy i wyzwisk).
Pamiętał go z myśloodsiewni, ale ujrzenie go jeszcze raz i
możliwość dokładnego przyjrzeniu mu się sprawiła,
że Harry całkowicie zapomniał o nauce i odkrył, że
pomimo tłustych, opadających w strąkach na oczy włosów
("wtedy rzeczywiście były tłustawe" -
pomyślał - "albo też sprawiały takie
wrażenie") i pochmurnego oblicza, Severus był bardzo przystojnym
młodzieńcem. Jego oczy płonęły dziwnym, tajemniczym
blaskiem, a wyraz wykrzywionej szyderczym grymasem twarzy zdawał się
przekazywać tym, na których spoglądał: "Gardzę wami
wszystkimi".</p>

<p>Harry
uśmiechnął się do siebie. Severus był chyba taki od
zawsze... Jednak największą uwagę Harry'ego
przyciągnęła widniejąca pod zdjęciem data urodzenia. Z
zaskoczeniem uświadomił sobie, że Mistrz Eliksirów ma za dwa tygodnie
urodziny. Trzydzieste siódme.</p>

<p>Serce Harry'ego zabiło
mocniej, kiedy nagle uderzyła go ta ogromna różnica wieku.
Wcześniej nigdy o tym nie myślał, w ogóle się to dla niego
nie liczyło. Jednak w tamtej chwili świadomość, że jego
kochanek jest starszy od niego o dwadzieścia jeden lat sprawiła,
że siedział przez chwilę skonsternowany, zawstydzony i...
podniecony. Severus był doświadczonym przez los, dojrzałym
mężczyzną, a on... cóż, zaledwie wkraczającym w
życie nastolatkiem. W dodatku Snape był jego nauczycielem. Ale nie
wprawiało go to w zakłopotanie, jedynie podsyciło buzujące
w nim pragnienie. Robił coś zakazanego i było to...
ekscytujące.</p>

<p>Ale wcale nie to było
najważniejsze. Harry często zastanawiał się, co go tak
pociąga w Mistrzu Eliksirów. Kilka razy wydawało mu się, że
już odkrył prawdę, ale później jego własne uczucia
ponownie to weryfikowały i w końcu sam nie wiedział, dlaczego
nie potrafi przestać o nim myśleć. Severus był zimną,
nieczułą osobą, twardą, zdecydowaną, tajemniczą,
nieprzewidywalną. Nie traktował Harry'ego, jak reszta
czarodziejskiego świata, nie patrzył na niego, jak na bohatera, nie
nadskakiwał mu, nie pobłażał. A jednocześnie
zdawał się go rozumieć. Niewiele rozmawiali, ale Harry miał
wrażenie, że mógłby mu powiedzieć wszystko - o swojej
słabości, o swoim strachu. A on by to zrozumiał. I, w
przeciwieństwie do innych, nie poklepałby go po plecach i nie
powiedział tych pustych, nic nieznaczących słów: "Wszystko
będzie dobrze, nie martw się". Ochrzaniłby go, może i
nawet skomentował to w typowy dla siebie, złośliwy, sarkastyczny
sposób, warknął na niego, żeby przestał się nad
sobą użalać i dorósł wreszcie, ale... zrozumiałby.</p>

<p>Poza tym, Severus był...
był... Nie wiedział, jak to określić. Wciąż
uciekał, odpychał go, wymykał mu się. Dawał coś,
i kiedy Harry w tym posmakował, zabierał mu. A Harry,
wygłodniały, nienasycony - podążał za nim, by znowu to
dostać. Jak spragniony na pustyni, któremu ktoś podsuwa pod usta
pełną krystalicznie czystej wody szklankę, a kiedy upije z niej
łyk - zabiera mu ją. Jak dziecko, które kusi się cukierkiem.
Kiedy spróbuje jego słodyczy, pragnie więcej - więc idzie za
tym, kto ma cukierek, w nadziei, że znowu dane mu będzie go
posmakować, i może kiedyś, w końcu, dostanie go w
całości. Wtedy będzie szczęśliwe.</p>

<p>Jednak teraz, aby dostać
cukierek, dziecko zaczęło się buntować, zaczęło
stawiać warunki, walczyć, upominać się. Ponieważ
odkryło, że ten cukierek należy do niego... i że ma do
niego pełne prawo.</p>

<p>Dlatego Harry nie
zamierzał dzisiaj odpuścić. Zawziął się.
Jeżeli Snape nie nauczył się lekcji, to nie będzie
miał skrupułów, żeby go oblać.</p>

<p>Uśmiechnął
się do siebie, zadowolony z własnego planu.</p>

<p>Przybywszy na miejsce,
zapukał. Kolejne drzwi otwierały się przed nim, by w końcu
doprowadzić go do pogrążonej w ciszy i oświetlonej tylko
kilkoma świecami oraz blaskiem padającym z kominka, prywatnej komnaty
Mistrza Eliksirów. Snape siedział w swym ulubionym fotelu i czekał
już na niego. Przed nim, na stole, stało kilka butelek. Kiedy Harry
podszedł bliżej, mógł odczytać ich nazwy: Whisky, Gin, Rum,
Martini.</p>

<p>Jego brwi
powędrowały w górę.</p>

<p>- Zamierzasz mnie upić,
Severusie? - zapytał z rozbawieniem. - A potem wykorzystać?</p>

<p>- Obaj dobrze wiemy, że
nie potrzebowałbym do tego alkoholu - odparł ze spokojem
mężczyzna, przypatrując się uważnie Harry'emu, który
pomimo starań, nie potrafił powstrzymać delikatnego
rumieńca. Szybko jednak skarcił się w duchu.</p>

<p>Nie, to on dzisiaj wygra!</p>

<p>Odrzucił na bok
pelerynę niewidkę z postanowieniem, że, jeżeli nie dostanie
teraz tego, czego chce, to wyjdzie. Wiedział, że przyjemny, wspólny
wieczór trafiłby szlag, a on by tego cholernie żałował, ale
nie może się teraz złamać i skapitulować. Bo nigdy nie
dostałby tego, do czego dąży i czego pragnie. Wiedział,
że jest wiele rzeczy, których Snape mu nie da, ale to, czego w tej chwili
chciał, <emphasis>może</emphasis> mu dać i postanowił to dzisiaj
zdobyć.</p>

<p>Podszedł do Snape'a z
niewinną miną, objął go za szyję i usiadł bokiem
na jego kolanach. Wyczuł, że Mistrz Eliksirów wstrzymał oddech i
momentalnie zesztywniał, jak kłoda, ale nie skomentował tego.
Harry dostrzegł na jego twarzy wyraz rozdrażnienia, ale
postanowił nie zwracać na to uwagi.</p>

<p>Wtulił twarz w jego
obojczyk i westchnął:</p>

<p>- Tęskniłem za
tobą, Severusie.</p>

<p>Wiedział, że nie
otrzyma żadnej odpowiedzi na to wyznanie, dlatego po kilku chwilach ciszy,
w czasie których jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu był trzask
ognia i ich oddechy, wyszeptał:</p>

<p>- Czy mógłbyś mnie
przytulić?</p>

<p>Zamarł z mocno
bijącym sercem, czekając na reakcję albo odpowiedź. Po
chwili nadeszło to drugie.</p>

<p>- Przyszedłeś tu
tylko po to, żeby sobie pożartować? - Wyczuwalny w głosie
Snape'a sarkazm sprawił, że Harry westchnął
ciężko, ale spróbował po raz drugi. Przysunął się
bliżej i ponowił swoją prośbę.</p>

<p>- Przytul mnie, Severusie.</p>

<p>Tym razem odpowiedź
nadeszła nieco szybciej.</p>

<p>- Co cię ugryzło,
Potter? - warknął mężczyzna.</p>

<p>Serce Harry'ego zabiło
mocniej. Zdenerwował się. Została ostatnia próba. Nie
chciał odchodzić, pragnął z nim zostać. Ale nie
mógł mu odpuścić.</p>

<p>Oderwał się od
niego i spoglądając wprost w zmrużone podejrzliwie oczy,
powiedział zdecydowanym głosem:</p>

<p>- <emphasis>Chciałbym</emphasis>,
żebyś mnie przytulił.</p>

<p>Na twarzy Mistrza Eliksirów
pojawił się wyraz irytacji.</p>

<p>- Dosyć tego, Potter!
Natychmiast skończ z tymi nonsensami! - wysyczał.</p>

<p>Harry poczuł, że
przegrał. Kolejny już raz. Ogarnęło go poczucie
beznadziejności. Czy kiedykolwiek uda mu się wywalczyć to, czego
pragnie? Zaczął tracić nadzieję, ale nie może
zmienić swojego postanowienia. Musi zrobić to, co zaplanował.
Widocznie Snape'owi potrzebna była jeszcze jedna lekcja...</p>

<p>Spuścił wzrok i
pokiwał smutno głową, nie potrafiąc powstrzymać
żalu w swoim głosie, kiedy odezwał się cicho:</p>

<p>- Muszę już
iść. Mam dużo nauki...</p>

<p>Odsunął się,
pragnąc zejść z kolan mężczyzny. Wróci do swojego
dormitorium. Będzie przeklinał Snape'a, siebie, swoje postanowienie i
upór Mistrza Eliksirów. Spędzi ten wieczór samotnie, wyobrażając
sobie, jak cudownie mogłoby być, gdyby nie zapragnął
dokonać niemożliwego i zmusić Snape'a do przytulenia go.</p>

<p>Wtedy właśnie
poczuł oplatające go ramiona, które mocno przyciągnęły
go z powrotem i przycisnęły do otulonego w czerń ciała.</p>

<p>Zaskoczenie szybko
ustąpiło miejsca ogromnej radości i uldze.
Uśmiechnął się, przytulając policzek do szyi Snape'a i
wzdychając głęboko. Severus <emphasis>naprawdę</emphasis> go
przytulał. To było... nieprawdopodobne. Jeszcze wczoraj mogło
wydawać się to niemożliwe, a dzisiaj udało mu się to
wywalczyć. Wtulony w ramiona Severusa, Harry zastanawiał się, co
jeszcze udałoby mu się zdobyć, gdyby bardzo się zawziął.
Możliwe, że nawet... wszystko. Nagle poczuł się silny i pewny
siebie, a przed jego oczami otworzyło się jezioro
możliwości. To był mały kroczek, przed nim zapewne jeszcze
długa droga, ale warto było. A może z czasem kroki staną
się coraz większe... I w końcu dojdzie do swojego celu... do
serca Severusa.</p>

<p>Westchnął jeszcze
raz, kiedy ręce Snape'a puściły go, i Harry mógł się
wyprostować. Wyraz twarzy mężczyzny można było
określić tylko jednym słowem - irytacja. Ale Harry i tak nie
potrafił powstrzymać uśmiechu zwycięstwa.</p>

<p>- Severusie, ty mnie
przytuliłeś - powiedział z udawanym zaskoczeniem.
Obserwował, jak twarz mężczyzny zmienia się, a w jego
oczach zamigotała żądza mordu.</p>

<p>- Jeżeli się
rozpłaczesz, Potter, to nie ręczę za siebie - wysyczał,
starając się wyjść z całego incydentu z twarzą.</p>

<p>Twarzą, która
przypominała w tej chwili chmurę gradową.</p>

<p>Harry z trudem
powstrzymał chichot.</p>

<p>- A teraz może w
końcu mógłbyś ze mnie zejść i usiąść w
drugim fotelu? - warknął Mistrz Eliksirów, przebijając Gryfona
na wylot swoim sztyletującym spojrzeniem.</p>

<p>Harry zsunął
się z kolan mężczyzny i, rozluźniony, opadł na fotel,
starając się nie pokazywać za bardzo swojego zadowolenia. Nie
chciał przecież irytować Severusa. Pragnął
spędzić z nim miły wieczór.</p>

<p>- Czego się napijesz? -
zapytał Snape, odkorkowując whisky i nalewając sobie do szklanki
bursztynowego płynu.</p>

<p>- Eee... - wydukał
Harry, spoglądając z zażenowaniem na trunki. Nigdy niczego
takiego nie próbował. Piwo kremowe ciężko było
zaliczyć do alkoholi. - Wybierz coś - powiedział, zawstydzony
swoim niedoświadczeniem. Snape spojrzał na niego szyderczo, ale
powstrzymał się od komentarza. Wybrał Martini i nalał do
szklanki Harry'ego przezroczysty, perłowy napój. Gryfon wziął
trunek do ręki, przyglądał mu się przez chwilę z
zaciekawieniem, po czym spróbował. Napój okazał się słodki,
z delikatnie wyczuwalną gorzkawą nutą, i rozgrzewająco
rozlał się po jego ciele. Zrobiło mu się gorąco, a
jego policzki zarumieniły się. Przyzwyczajony do szybkiego picia piwa
kremowego, od razu wychylił całą szklankę, i z wypiekami na
twarzy spojrzał na Snape'a błyszczącymi oczami.</p>

<p>- Dobreee - powiedział
rozmarzonym głosem.</p>

<p>Snape szybko
przyłożył swoją do ust, jakby chciał w ten sposób
powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Nie
zaprotestował, kiedy Harry nalał sobie następną
porcję. Spokojnie sączył whisky, obserwując poczynania
Gryfona.</p>

<p>Harry czuł coraz
większe rozluźnienie. Żar spływający przez
przełyk i rozlewający się po ciele zdawał się
zmywać jego problemy, strach i zakłopotanie. Miał wrażenie,
że może wszystko, że potrafiłby dokonać w tej chwili
rzeczy niemożliwej. Spojrzał na swoją opróżnioną do
połowy drugą szklankę i uśmiechnął się.
Przypomniał mu się eliksir, który niedawno przerabiali.</p>

<p>- Czy to jest coś w
rodzaju Felix Felicis? - zapytał z zaciekawieniem, spoglądając
na stojącą przed nim na stoliku butelkę. - Od razu ma
się... lepszy humor.</p>

<p>- Nie - odparł spokojnie
Snape. - To jest znacznie lepsze i skuteczniejsze niż Felix Felicis.</p>

<p>- Przydałaby mi się
taka butelka w dormitorium - zachichotał Harry. - Popijałbym sobie to
nocami.</p>

<p>- A jakież to problemy
nękają cię w nocy, Potter? - zapytał Snape z błyskiem
w oku.</p>

<p>- Och, bardzo wiele, ale nie
mogę ci o nich opowiadać, bo są zbyt osobiste - odparł
Gryfon, nalewając sobie trzecią szklankę.</p>

<p>Mistrz Eliksirów
obserwował ze spokojem jego poczynania, ale czarne oczy lśniły
coraz bardziej.</p>

<p>- Chciałbym
dowiedzieć się czegoś o tobie, Severusie - powiedział
Harry, odchylając się do tyłu i wbijając w
mężczyznę rozgorączkowany wzrok. - Ciągle tylko
się pieprzymy. Nie moglibyśmy chociaż raz porozmawiać ze
sobą?</p>

<p>Brwi Snape'a
powędrowały w górę. Widząc to, Harry sposępniał
na chwilę i spojrzał w swoją szklankę. Dlaczego to
powiedział? Czyżby Snape znowu dolał czegoś do jego napoju?
Zanim mężczyzna zdążył cokolwiek odpowiedzieć,
ponownie wypalił:</p>

<p>- To znaczy... nie
miałem na myśli tego, że mi się to nie podoba, ale czasami
chciałbym cię po prostu lepiej poznać. Nic o tobie nie wiem.
Powiedz mi coś o sobie. - Harry sam był zaskoczony tym potokiem
słów. Zawsze był raczej małomówny, a teraz miał
wrażenie, że ktoś mu rozwiązał język i
kłębowisko dręczących go myśli zaczęło bez
udziału jego woli spływać do ust i nie potrafił tego
powstrzymać.</p>

<p>- A co chciałbyś o
mnie wiedzieć, Potter? - zapytał cierpliwie Snape, upijając
niewielki łyk.</p>

<p>- No... na przykład,
jaki byłeś w młodości? Widziałem dzisiaj twoje
zdjęcie z czasów szkolnych. Czy naprawdę byłeś takim
wścibskim, sarkastycznym gnojkiem, za którego wszyscy cię
uważali?</p>

<p>Snape uniósł brew.</p>

<p>- "Wszyscy", to
znaczy twój ojciec i jego banda?</p>

<p>Harry zawahał się.</p>

<p>- A to... nie wszyscy? -
zapytał niepewnie. Po minie Severusa zrozumiał, że to zbyt
drażliwy temat, żeby go poruszać, ale nie wiedział, jak z
niego wybrnąć.</p>

<p>- Jeżeli znowu
zamierzasz idealizować swojego nędznego ojca, Potter, to nie mamy o
czym rozmawiać - warknął groźnie mężczyzna.</p>

<p>Harry szybko zrezygnował
z ciągnięcia tego tematu. Nie chciał, żeby
skończyło się na kłótni.</p>

<p>- Lubisz tu nauczać? -
zapytał beztroskim tonem, chcąc nieco ułagodzić Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Snape spojrzał na niego
wilkiem, ale odpowiedział:</p>

<p>- Byłoby to nawet przyjemne,
gdyby uczniowie mieli mózgi.</p>

<p>- To dlatego, że tak nas
traktujesz. - Harry odbił piłeczkę, gdyż odezwała
się w nim gryfońska duma. Coś jednak we wzroku Severusa
sprawiło, że Harry postanowił porzucić także ten temat.
- To... co robisz w wolnym czasie? Kiedy nie musisz sprawdzać prac, albo
wymyślać niezwykle trudnych, niezapowiedzianych testów? - Nie
potrafił się powstrzymać.</p>

<p>Snape obrzucił go
groźnym spojrzeniem.</p>

<p>- Ja <emphasis>nie mam</emphasis> wolnego
czasu, Potter. A jeżeli nawet zdarza się, że nie jestem
czymś zajęty, to nęka mnie wówczas wyjątkowo
irytujący, narzucający się nastolatek.</p>

<p>W Harrym coś się
wzburzyło.</p>

<p>- Skoro nie chcesz ze
mną rozmawiać, to mogę sobie pójść - wypalił,
zrywając się z fotela. W tym samym momencie zakręciło mu
się w głowie. Zachwiał się i opadł z powrotem. Jeszcze
raz spojrzał na trzymaną w ręku szklankę. Co było w
tym napoju, że nie pozwalało mu się normalnie poruszać?</p>

<p>- Jeżeli
skończyłeś już to przedstawienie, to może przejdziemy
do rzeczy? - zapytał cierpko Mistrz Eliksirów.</p>

<p>- Jeszcze nie - zaprotestował
Harry. Zastanawiał się nad możliwymi pytaniami. Musiał
znaleźć coś bezpiecznego. Spojrzał na przypatrującego
mu się znad swojej whisky Snape'a, i zapytał:</p>

<p>- Czy twoim ulubionym kolorem
jest czarny?</p>

<p>Widząc minę
mężczyzny, natychmiast zrozumiał, jak idiotyczne to
zabrzmiało, i zamilkł. Ale o co mógłby go zapytać? Kiedy
tylko próbował wyciągnąć od Snape'a jakąś
odpowiedź, od razu żałował, że w ogóle się
odezwał. Nie pomagało również to, że mężczyzna
nie wykazywał żadnej chęci do współpracy.</p>

<p>- No to o co mam cię
zapytać? - wypalił w końcu, zirytowany.</p>

<p>- Najlepiej o nic -
odparł spokojnie Mistrz Eliksirów, a jego oczy zamigotały. - Im mniej
o mnie wiesz, tym lepiej.</p>

<p>- Ach, zapomniałem.
Przecież tak bardzo lubisz swoją tajemniczość -
odparował Gryfon, zanim zdążył ugryźć się w
język.</p>

<p>W oczach Snape'a
zapłonął gniew. Harry szybko dopił trzecią
szklankę i sięgnął po butelkę.</p>

<p>- Koniec z tymi
nonsensownymi, idiotycznymi pytaniami - wycedził Snape.</p>

<p>Harry spojrzał na niego
z zaciętością, biorąc do ręki czwartą
porcję.</p>

<p>- One nie są
none...nosen... no, wiesz, o co mi chodzi! Muszę się czegoś o
tobie dowiedzieć, skoro zamierzamy być parą.</p>

<p>Brwi Snape'a
dotknęły niemal linii włosów.</p>

<p>- Parą? - zapytał
zaskoczony, akcentując każdą sylabę. - O czym ty mówisz,
Potter? Nie jesteśmy i nie będziemy żadną <emphasis>parą</emphasis>.
Nie ma <emphasis>nas</emphasis>. Jestem tylko ja i napalony, opanowany przez hormony,
biegający za mną jak szczeniak nastolatek.</p>

<p>Harry skrzywił się.
Tego było już za wiele! Lont został podpalony i niewiele
brakowało do prawdziwego wybuchu.</p>

<p>- To wszystko przez ciebie! -
wypalił. - To ty dałeś mi ten eliksir do wypicia! Od tego
wszystko się zaczęło!</p>

<p>- Gdybym wiedział, jak
to się skończy, nigdy bym tego nie zrobił - odparował
Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Nastąpił wybuch.
Potężna eksplozja, która uwolniła gromadzące się we
wnętrzu Harry'ego frustracje:</p>

<p>- Żałujesz? Teraz
już na to za późno! Może dla ciebie to tylko zabawa, ale dla
mnie to były katusze! Ty nie musiałeś ukrywać się
przed całą szkołą, spędzać dnie w łóżku,
otulony peleryną niewidką, żeby nikt cię nie
zaczepiał, nie musiałeś wysłuchiwać
złośliwych, wrednych komentarzy na swój temat, ani oglądać
swoich karykatur porozwieszanych na każdej możliwej powierzchni
Pokoju Wspólnego, nie musiałeś się wstydzić,
zaprzeczać, ani uciekać! Nie byłeś tak zdruzgotany, ani
przerażony, kiedy odkryłeś, że to wszystko prawda, kiedy
śniłeś o mnie i masturbowałeś się,
myśląc o mnie! Nie, jestem pewien, że tego nie
robiłeś! Nie marzyłeś o moim dotyku, nie
śniłeś o moich oczach, nie myślałeś o mnie przez
cały czas, wiedząc, że pewnie i tak nigdy mnie nie dotkniesz,
nie poczujesz, nigdy nie będziesz mnie miał! A potem nagle nie
dostałeś tego wszystkiego, o czym marzyłeś, i nie
zostało ci to równie nagle, boleśnie odebrane, kiedy
zrozumiałeś, że nic dla mnie nie znaczysz! I, że
prawdopodobnie, nigdy nie będziesz... Nie, ty nie przeżyłeś
tego wszystkiego! Nie wiesz, jak to jest... - przerwał, gdyż
głos mu się załamał, i spuścił wzrok,
upijając ze szklanki kilka dużych łyków, by uspokoić
szarpiące nim nerwy. Zerknął na Snape'a, spodziewając
się ujrzeć na jego twarzy szyderczy grymas, ale nic takiego nie
zobaczył. Twarz Mistrza Eliksirów była niezwykle poważna,
może nawet nieco... wstrząśnięta. - No, dlaczego się
nie śmiejesz? - zapytał gorzko. - Nie krępuj się.
Zniosłem już tyle rzeczy, że nie sprawi mi to różnicy.</p>

<p>- Nie miałem takiego
zamiaru - odparł mężczyzna spokojnym, opanowanym głosem.
Wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś, i po
długiej, milczącej chwili, zapytał - Czy tylko to dręczy cię
nocami, Potter? Czy jest jeszcze coś?</p>

<p>Krążący w
żyłach Harry'ego alkohol pomógł mu się opanować. Nie
spodziewał się, że Snape będzie chciał
kontynuować ten temat, ale z drugiej strony cieszył się, że
go nie ciągnął. Ulżyło mu, że to z siebie
wyrzucił, ale była to prawdziwa puszka Pandory i lepiej było jej
nie otwierać. Może kiedyś, kiedy będzie w stanie
trochę składniej myśleć... Na razie miał
wrażenie, że z każdym upitym łykiem, robił się
coraz bardziej zamroczony. Kręciło mu się w głowie, pomimo
tego, że nie wstawał. Pokój i Snape wirowali wokół niego. Harry
zamrugał kilka razy, zdjął okulary i przetarł oczy.</p>

<p>- O co pytałeś? -
powiedział, wkładając okulary z powrotem i spoglądając
z podejrzliwością na swoją szklankę.</p>

<p>- Mówiliśmy o twoich
snach - odparł gładko Severus.</p>

<p>- A, tak - wymamrotał
Harry. - To było straszne.</p>

<p>- <emphasis>Co</emphasis> było takie
straszne? - zapytał mężczyzna z naciskiem.</p>

<p>Harry machnął
ręką.</p>

<p>- Ten sen o krwi i
Śmierciożercach. - Gryfon zmarszczył brwi, przypominając
sobie szczegóły. Miał wrażenie, że śniło mu
się to już wieki temu. - Voldemort też w nim był. Stali
wokół mnie i śmiali się ze mnie, a ja byłem nagi i
wszędzie była krew. Spływała po mnie, nie mogłem
oddychać. Voldemort powiedział coś o... uczcie? Chyba tak.
Bałem się, nie mogłem nic zrobić. Chciałem cię
wezwać przez kamień, ale nie miałem go. Zabrali mi go razem z
ubraniem. I wtedy usłyszałem... twój głos.
Powiedziałeś... - zawahał się i spojrzał na Snape'a.
Zdumiony zobaczył, że Mistrz Eliksirów pochylił się do
przodu i wpatruje się w niego z taką uwagą i intensywnością,
jakby sen Harry'ego był najbardziej interesującą rzeczą na
świecie.</p>

<p>- Co powiedziałem? -
zapytał z napięciem w głosie, a jego oczy niemal
przewierciły Harry'ego.</p>

<p>- Powiedziałeś...
że nikt mnie tym razem nie uratuje - dokończył, nieco zaskoczony
zachowaniem Severusa, który po tych słowach zbladł, a w jego oczach
zamigotał... strach.</p>

<p>- Coś się
stało? - zapytał niepewnie Gryfon.</p>

<p>Mężczyzna
odwrócił głowę i spojrzał w ogień.</p>

<p>- Miałeś jeszcze
kiedyś podobne sny? - zapytał, zamiast odpowiedzieć.</p>

<p>- Nie, tylko ten jeden raz.
Zresztą, nie musisz się o mnie bać, Severusie. To był tylko
sen - odparł beztrosko, jakby zupełnie zapomniał o swoim
własnym przerażeniu. Teraz jednak wszystkie te zmartwienia i
kłopoty wydały mu się zbyt odległe i nieważne. Nie
chciał zaprzątać sobie nimi głowy. Był tutaj, ze
Snape'em. To znaczy, pił ze Snape'em alkohol, miło sobie rozmawiali i
wszystko było dobrze. Spojrzał na swoją pustą, a
później na wypełnioną po brzegi szklankę Mistrza Eliksirów.
Ciekawy, jak smakuje trunek, który pije mężczyzna, Harry,
chwiejąc się, podniósł się z fotela i
sięgnął po butelkę z whisky. Niestety,
krążący w jego żyłach alkohol uniemożliwił
to. Tak bardzo zakręciło mu się w głowie, kiedy się
podniósł, że nie trafił ręką w butelkę,
zachwiał się i poleciał na stolik, przewracając wszystko i
ostatecznie lądując na podłodze na własnym tyłku.
Otrząsnął się, zdezorientowany, żeby akurat w tym
momencie usłyszeć wściekłe warknięcie Severusa:</p>

<p>- Widzę, że
głowę masz równie słabą, jak talent do czegokolwiek innego,
poza sianiem zamętu i zniszczenia.</p>

<p>Harry usłyszał, jak
Snape magicznie ustawia butelki z powrotem i czyści swoje szaty.
Podpełzł na kolanach do fotela i wdrapał się na niego.
Pomyślał, że to bardzo zabawna sytuacja. Chichocząc, spojrzał
na wściekłego Snape'a i wypalił:</p>

<p>- To ty mi dałeś
alkohol, więc to twoja wina. Poza tym, mam wiele ukrytych talentów, o
których nie wiesz - powiedział z błyskiem w oku.</p>

<p>- Tak, talent do łamania
reguł, wymądrzania się, wścibiania nosa w nie swoje sprawy,
zadawania głupich pytań, wysługiwania się innymi... -
wyliczał zgryźliwie Snape, a Harry z każdym słowem
czuł coraz większą złość.</p>

<p>- Przestań! -
przerwał mu. - Nienawidzę, kiedy mnie tak traktujesz! Obrażasz,
poniżasz, szydzisz. Dlaczego taki jesteś? Czasami patrzysz na mnie z
pragnieniem, żeby chwilę później krzyczeć na mnie i
wyśmiewać mnie. Mam wtedy wrażenie, że mnie nienawidzisz...
Dlaczego jesteś dla mnie taki wredny?</p>

<p>- Jeżeli tego nie
zauważyłeś, to jestem taki dla wszystkich, Potter - odparł
gładko Snape. - To, że cię pieprzę, nie znaczy, że
zrobię dla ciebie wyjątek.</p>

<p>Harry zasępił
się. Kolejna złośliwa uwaga, rzucona prosto w twarz.
Zabolała.</p>

<p>- Mógłbyś być
czasami trochę milszy... - wymamrotał patrząc w stojące na
stoliku butelki.</p>

<p>- Mógłbym być
trochę milszy, jeżeli ty byłbyś trochę mądrzejszy
- odpowiedział ze spokojem Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Harry gwałtownie
poderwał głowę.</p>

<p>- Hej! Nie jestem wcale
głupi!</p>

<p>- Mmm, ta odpowiedź
rzeczywiście bardzo mnie przekonała. Może jednak zmienię
zdanie, dotyczące twoich zdolności umysłowych? - Snape
zdawał się doskonale bawić. Na jego wąskich wargach
igrał krzywy uśmiech.</p>

<p>- Kpisz sobie ze mnie? -
zapytał naburmuszony Gryfon.</p>

<p>- Brawo Potter! Coraz lepiej.
Może niedługo zacznę nawet uważać cię za
myśliciela.</p>

<p>Harry skrzywił się,
ale nie chciał już dłużej wikłać się w jego
grę. Nie pozwoli się sprowokować!</p>

<p>- Możesz sobie ze mnie
kpić do woli, ale i tak uważam, że powinieneś okazywać
mi nieco więcej ciepła. Czasami mam wrażenie, że
jesteś jak lodowy sopel.</p>

<p>Snape natychmiast
spoważniał, a na jego twarzy pojawił się wyraz irytacji.</p>

<p>- Jeżeli szukasz
czułości, to u mnie jej nie znajdziesz, Potter. A jak ci się to
nie podoba, to może lepiej poszukaj sobie kogoś, kto ci ją
zapewni.</p>

<p>Te słowa rozpaliły
w Harrym ogień buntu.</p>

<p>- Może tak
właśnie powinienem zrobić? - warknął. - Na pewno
znalazłoby się kilka osób, które chciałyby mi ją
dać...</p>

<p>Harry dostrzegł
zaskoczenie na twarzy Snape'a. Jednak bardzo szybko przykryła je maska
kpiny i szyderstwa.</p>

<p>- To co w takim razie robisz
tutaj, <emphasis>ze mną</emphasis>?</p>

<p>Racja. Co on tu robił?</p>

<p>Zerwał się z
fotela, zamierzając wyjść, jednak zanim zdążył
złapać równowagę w rozkołysanym i falującym dziwnie
świecie, dobiegł go ostry, rozkazujący głos Mistrza Eliksirów:</p>

<p>- Siadaj natychmiast!</p>

<p>Harry opadł z powrotem
na fotel. Nie dlatego, że Snape mu kazał, ale dlatego, że i tak
chyba nie byłby w stanie nigdzie pójść.</p>

<p>- Wyjaśnijmy sobie
jedno, Potter - powiedział groźnie Mistrz Eliksirów, wbijając w
niego świdrujące spojrzenie. - Jeżeli chociaż <emphasis>spróbujesz</emphasis>
na kogoś spojrzeć, to będę zmuszony bardzo boleśnie
cię ukarać.</p>

<p>W głowie Harry'ego
coś zaskoczyło. Spojrzał na Snape'a ze zdumieniem zmieszanym z
niedowierzaniem.</p>

<p>- Jesteś o mnie <emphasis>zazdrosny</emphasis>
- wyszeptał żarliwie, nie potrafiąc powstrzymać
wypływającego na jego usta uśmiechu. - Ty za mną szalejesz,
Severusie.</p>

<p>Wzrokiem, który
posłał mu mężczyzna, można by ciąć
szkło.</p>

<p>- Jeszcze jedno słowo,
Potter, a cię zaknebluję - wycedził przez zęby.</p>

<p>Ale Harry był już w
innym świecie. Świecie, w którym Severus za nim szaleje, w którym
obaj żyją sobie w spokoju i szczęściu, kochając
się namiętnie i mówiąc do siebie po imieniu.</p>

<p>- Nie oszukasz mnie -
powiedział konspiracyjnie. - Kiedy mnie bierzesz, w twoich oczach
widzę pożądanie. I wiem, że to uwielbiasz. - Pochylił
się do Severusa, wbijając w niego płonące spojrzenie. - Robiliśmy
to już w schowku na miotły, w klasie na biurku i na fotelu w twoich
komnatach... Może teraz zrobilibyśmy to na stole w Wielkiej Sali?
Albo na biurku Dumbledore'a? To dopiero by było... - Harry
zachichotał na samą myśl o tym, jaką minę miałby
dyrektor, gdyby nakrył jednego ze swoich nauczycieli, pieprzącego
ucznia we własnym gabinecie.</p>

<p>Jednak Mistrzowi Eliksirów
chyba nie było do śmiechu. Zerknął na Harry'ego z
namysłem, po czym powiedział:</p>

<p>- Myślę, że
wypiłeś już wystarczająco dużo do tego, co planuję...</p>

<p>Harry przestał
chichotać i spojrzał na niego z zainteresowaniem:</p>

<p>- A co planujesz? -
zapytał.</p>

<p>Snape wyglądał tak,
jakby przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, po czym
zmrużył oczy i, uważnie przyglądając się
Harry'emu, powiedział:</p>

<p>- Jeżeli już musisz
wiedzieć... Planuję cię zabić, panie Potter.</p>

<p>Harry zamyślił
się. Natychmiast dostrzegł lukę w tym planie.</p>

<p>- Nie możesz tego
zrobić - oświadczył. - Nie będziesz miał kogo
pieprzyć!</p>

<p>Tym razem Snape
wyglądał tak, jakby, po pierwszym zaskoczeniu, z trudem
powstrzymał się od parsknięcia śmiechem.</p>

<p>- Jesteś niezwykle pewny
siebie, panie Potter - wyszeptał tajemniczo.</p>

<p>Harry'emu nie spodobał
się ten ton, a także błysk w jego oku.</p>

<p>- Nie będziesz nikogo
innego pieprzył! - wypalił. - Jesteś tylko mój! To ja cię odkryłem!
Tylko ja będę spełniał wszystkie twoje fantazje!</p>

<p>Mistrz Eliksirów
wyglądał, jakby starannie rozważał tę propozycję.</p>

<p>- Moje fantazje? Mmm...
Każdą fantazję? - zapytał, przyglądając się
uważnie Harry'emu.</p>

<p>Przerażająca
myśl wkradła się do umysłu Gryfona. Otworzył szeroko
oczy i wydukał, zażenowany:</p>

<p>- Chcesz, żebym to ja
cię...?</p>

<p>Snape posłał mu
spojrzenie, które potrafiłoby sprawić, że kwiaty by
zwiędły, Neville uciekłby z krzykiem, a Harry
spłonąłby w ogniu piekielnym.</p>

<p>- Nie kończ, jeżeli
ci życie miłe - wysyczał lodowatym głosem.</p>

<p>Harry nie rozumiał, o co
mu chodzi. Może pójdzie mu lepiej, jeżeli znowu się napije...
Sięgnął po butelkę, ale Snape szybko
wyciągnął różdżkę i odesłał wszystkie
trunki z powrotem na półkę.</p>

<p>- Wystarczy już tego
alkoholu, Potter - oświadczył, nie zważając na
nadąsaną minę Gryfona.</p>

<p>- Ale ja lubię twój
alkohol... - zaprotestował Harry. - Lubię też twój fotel...
lubię również twoje eliksiry... lubię twoje szaty... lubię
twoje jęki... i ciebie też lubię, Severusie.</p>

<p>Usłyszał, jak Snape
mruczy do siebie:</p>

<p>- Pijany Potter... sam tego
chciałem.</p>

<p>Jednak nie zwrócił na to
uwagi. Uśmiechnął się do Snape'a i powiedział:</p>

<p>- Severusie... powiedz do
mnie "Harry". Nigdy tak do mnie nie mówisz.</p>

<p>- I nie zamierzam
zacząć - wycedził Mistrz Eliksirów, posyłając
chłopakowi kolejne, mordercze spojrzenie.</p>

<p>- Nie? - Harry
zasępił się na chwilę. - To może udałoby ci
się to powiedzieć w zdaniu: "Harry Potter mnie lubi"?</p>

<p>- Potter! - Snape
wyglądał tak, jakby w końcu stracił cierpliwość -
Zamknij się! - Wstał i obrzucił Harry'ego taksującym
spojrzeniem. - Chodź ze mną.</p>

<p>Gryfon podniósł się
i przez chwilę balansował, próbując złapać
równowagę. Snape stanął na środku pomieszczenia i
czekał na niego.</p>

<p>- Dokąd idziemy? -
zapytał, stawiając pierwszy, ostrożny krok. Severus nie
odpowiedział mu. Kiedy Harry do niego podszedł, ruszył w
kierunku drzwi, prowadzących do sypialni. Chłopak
podążył za nim, próbując nie zwracać uwagi na to,
że wszystko wokół niego kołysało się, a ziemia
uciekała mu spod nóg. Był tak skupiony na tym, żeby się nie
przewrócić, że w ogóle nie zwracał uwagi na to, dokąd
idą. Dopiero kiedy zobaczył przed sobą duże, przykryte
czarną pościelą łóżko, zrozumiał, gdzie został
doprowadzony. Zanim zdążył cokolwiek zrobić,
usłyszał za sobą trzask drzwi i mroczny, rozkazujący
głos Snape'a:</p>

<p>- Rozbierz się i
połóż.</p>

<p>Ręce bez udziału
świadomości powędrowały do koszuli i zaczęły
mozolnie odpinać guziki, które zdawały się wymykać mu spod
palców. Czuł, że jest obserwowany, ale nie przeszkadzało mu to.
Jego umysł był kłębowiskiem zlepionych ze sobą,
zasnutych mgłą, niewyraźnych myśli, splątanych i
wymieszanych. Czuł się tak otumaniony, że bez słowa
zrobiłby teraz wszystko, czegokolwiek Snape by zażądał.
Mógłby nawet wejść na stół i zacząć
tańczyć. To, co robił, wydawało mu się takie...
oczywiste, normalne. Usiadł na łóżku i zdjął spodnie,
a następnie slipy i skarpetki.</p>

<p>W oświetlonym zaledwie
kilkoma świecami pomieszczeniu panował półmrok, a Snape
stał w cieniu i Harry ledwie go dostrzegał. Właściwie
równie dobrze mógłby być tutaj sam. Kiedy był już
całkowicie nagi, spojrzał z uśmiechem na czającą
się w cieniu postać i powiedział:</p>

<p>- No tak, zapomniałem,
że nie robiliśmy tego jeszcze w łóżku.</p>

<p>Zachichotał, ale
natychmiast przerwał mu ostry głos Severusa:</p>

<p>- Kazałem ci się
położyć!</p>

<p>Harry wykonał polecenie.
Podciągnął się na środek łóżka i
położył na plecach, patrząc na kręcący się
wściekle sufit. Zamrugał kilka razy, pragnąc, by się zatrzymał,
ale nie chciał go posłuchać.</p>

<p>- A teraz, Potter - głos
Snape'a wydał mu się o wiele bliższy i mroczniejszy - pokaż
mi, jak się masturbowałeś, kiedy o mnie myślałeś.</p>

<p>W głowie Harry'ego nie
błysnęła nawet iskierka myśli, by nie zrobić tego, o
co Severus go poprosił, nawet jedna nutka sprzeciwu. W jego umyśle
pojawił się obraz czarnych oczu z jego snów. A teraz wiedział,
że te oczy go obserwują, czekając, by dał im to, co dla
Harry'ego było bardzo osobistym przeżyciem. Dlaczego nie miał
przed tym żadnych oporów?</p>

<p>Dotknął palcami
swojego ciepłego członka i wziął go do ręki.
Zamknął oczy, zatapiając się we wspomnieniu,
jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że to wspomnienie
jest teraz realne i stoi przed nim, obserwując go z uwagą.
Zaczął poruszać dłonią. Najpierw wolno, dokładnie
badając fakturę penisa, boleśnie naciągając napletek i
podrażniając drugą dłonią swoje jądra.
Początkowo miękki i bezwładny członek szybko poddał
się dotykowi i stwardniał. Chłopak jęknął cicho,
czując napływające z podbrzusza podniecenie, generowane przez
poruszającą się coraz szybciej dłoń. Dlaczego z
taką łatwością potrafił sobie wyobrazić, że
ta ręka należy do Severusa? Aby spotęgować doznania,
zaczął masować czubek swojej erekcji - najwrażliwszy,
najdelikatniejszy punkt. Skubał ją palcami albo ściskał
mocno, by następnie zjechać dłonią gwałtownie w
dół, ściągając napletek i wywołując
eksplozję tysięcy iskier pod swoimi powiekami. Nie wiedział,
kiedy zaczął jęczeć. Jego ciało wyrwało się
spod kontroli, napinające się mięśnie sprawiały,
że wyginało się na wszystkie strony. Wbił stopy w
pościel, zapierając się, pragnąc rozładować
trawiącą go gorączkę, uwolnić kumulujące się
w dolnych partiach ciała napięcie. Przez jego ciało
przepływały na zmianę zimne i gorące dreszcze, a w
płucach zaczęło brakować powietrza. Zaparł się
głową i stopami i uniósł biodra, poruszając
dłonią z zawrotną szybkością. Widział już
nie tylko wwiercające się w niego oczy. W jego umyśle
ożyła surowa, wyniosła twarz Mistrza Eliksirów, na której
błąkał się krzywy, sarkastyczny uśmiech. Ciemne oczy
lśniły gorączkowo pomiędzy opadającymi na nie czarnymi
kosmykami, a trawiący je ogień spopielał wolę i zmysły
Harry'ego. Dłoń poruszająca się na członku nie
należała już do niego. Wyobrażał sobie, że
zaciskają się na nim długie, smukłe, emanujące
przyjemnym chłodem palce. Z jego ust wyrwał się długi,
przepełniony pragnieniem i potrzebą jęk.</p>

<p>- Oooch, Severusie...</p>

<p>Wtedy usłyszał
szelest i skrzypienie, jakby ktoś wszedł na łóżko.
Poczuł, że materac w okolicy jego bioder ugiął się i
zapadł pod naporem czyjegoś ciężaru. Otworzył oczy i
zobaczył pochyloną nad sobą, ciemną sylwetkę. Jego
wyobrażenia stały się rzeczywistością. Severus
wyłonił się wprost z jego snów, był przy nim, nad nim, a
jego oczy pałały tak wielkim pożądaniem i głodem, że
serce Harry'ego zamarło.</p>

<p>- Nie przestawaj -
wyszeptał ochryple Severus, kiedy dłoń chłopaka
znieruchomiała. Harry przełknął ślinę i ponownie
zaczął poruszać ręką, czując, jak jego nogi
zostają uniesione, a po chwili wszystko eksplodowało w feerii doznań
i emocji, kiedy w jego wnętrze wdarł się twardy, nabrzmiały
organ Mistrza Eliksirów. Krzyknął z bólu i zaskoczenia, ale
wyglądało na to, że Snape kompletnie stracił nad sobą
kontrolę. Wchodził w Harry'ego szybko, mocno i ostro, nie
zważając na jego krzyki, a widoczne na jego twarzy pragnienie
przerodziło się w dziką żądzę, która hamowana i
powstrzymywana przez bardzo długi czas, w końcu znalazła
ujście.</p>

<p>Gryfon wbił paznokcie w
pościel, nie przestając podrażniać drugą
ręką swojego członka. Nie było mu to teraz potrzebne, ale
Snape najwyraźniej to lubił, więc Harry starał się nie
przerywać. Siła i dzikość Severusa sprawiła, że
chłopak niemal piszczał, a jego świadomość
została zamieniona w skamlącą o więcej, roztopioną,
bezkształtną masę. Ból także bardzo szybko poddał
się żarowi ocierających się o siebie ciał i
roztopił, zastąpiony uniesieniem i graniczącym niemal z
opętaniem, pragnieniem, które pchało ich coraz dalej i
głębiej w siebie. Severus dyszał ciężko i
wgniatał Harry'ego w łóżko, napierając na niego całym
swoim ciężarem, kiedy wchodził w niego gwałtownie, mocno i
głęboko, jakby chciał na zawsze pozostawić w nim swój
ślad. Przez wybuchające mu pod powiekami gwiazdy i zaparowane
okulary, Harry dostrzegł, że pogrążona w przyjemności
twarz mężczyzny jest zaczerwieniona i ściągnięta z
wysiłku, a włosy zlepione od potu. Jednak tym, co sprawiło,
że w szalejącej burzy zmysłów był w stanie zatrzymać
się na chwilę i zastanowić, były pełne dzikości,
zamglone, agresywne oczy Severusa, które wbijały się w twarz
Harry'ego z taką intensywnością, jakby chciały go
zniszczyć, spopielić, wedrzeć się wgłąb niego i
wypalić niemożliwy do zatarcia ślad.</p>

<p>Jednak kolejna eksplozja
bolesnej przyjemności, która wstrząsnęła ciałem
Harry'ego, szybko zatarła to wrażenie, doprowadzając go do
pełnego udręki skowytu, który zmieszał się z pomrukami i jękami
wydawanymi przez Severusa. Snape wchodził tak głęboko, że
niemal za każdym razem uderzał w prostatę Harry'ego, który
mógł tylko krzyczeć, rzucać się i kwilić, a
jednocześnie wciąż pragnąc więcej i więcej. I
dostał więcej.</p>

<p>Pchnięcia Severusa
stały się jeszcze bardziej agresywne i gwałtowne, a z ust
Harry'ego wydobywał się teraz tylko długi, jednostajny jęk.
Wszystkie mięśnie naprężyły się, jak
cięciwy, a ciało płonęło żarem, którego nic nie
potrafiłoby ugasić. Harry, zaskoczony, poczuł nagle
ogromną, obezwładniającą eksplozję przyjemności w
swoim podbrzuszu. Złapał Severusa za szatę,
przyciągnął do siebie i doszedł, jęcząc ochryple
w jego pierś. Wstrząsane spazmami ciało drżało
niekontrolowanie, a napięte do granic wytrzymałości
mięśnie niemal bolały. Kiedy opadł z powrotem na
łóżko, osłabiony i jeszcze bardziej zamroczony, w głowie
kręciło mu się tak bardzo, że prawie nic nie widział.
Wypuścił z uścisku szaty Snape'a i próbował
złapać rwący się i uciekający oddech. W tym samym
momencie poczuł, że Severus wyszedł z niego i na kolanach
przesunął się w pobliże jego głowy. Usłyszał
długi pomruk dzikiej przyjemności, a na twarzy poczuł coś
gorącego, mokrego i lepkiego. Otworzył gwałtownie oczy,
zaskoczony, i nad sobą ujrzał wycelowanego w siebie,
zaczerwienionego, mokrego od wytryskującej z niego spermy penisa, która
lądowała na twarzy chłopaka i spływała po niej. Harry
otworzył usta ze zdumienia i spojrzał na pogrążoną w
przyjemności twarz Snape'a, która wyrażała w tej chwili
taką satysfakcję, jakiej nigdy jeszcze na niej nie widział.
Wbite w niego czarne oczy błyszczały gorączkowym żarem, a
na wargach igrał krzywy, mroczny uśmiech. Pomimo tego, że sam
przed chwilą miał orgazm, widok dochodzącego na jego oczach
Severusa sprawił, że Harry poczuł ogromne podniecenie, które
objawiło się zaczerwienionymi policzkami, świszczącym
oddechem i lśniącymi z zachwytu oczami. Snape najwidoczniej to
zauważył, bo kiedy strząsnął na twarz chłopca
ostatnią kroplę swojego nasienia pochylił się nad nim,
oddychając ciężko, i dotknął dłonią jego mokrej
twarzy. Zebrał palcami trochę spermy i włożył je do
rozchylonych wygłodniale ust Harry'ego, który, mrucząc z
przyjemności, zlizał i połknął wszystko, co
otrzymał. Kiedy otworzył oczy, zobaczył zadowolenie na twarzy
Snape'a i diaboliczny błysk w jego oku.</p>

<p>- Chcesz więcej? -
zapytał przyciszonym, mrocznym głosem. Harry pokiwał
głową, oblizując wargi. Palce Severusa rozsmarowały
nasienie po twarzy chłopca, zbierając jego część i
ponownie wkładając do jego zachęcająco rozchylonych ust.
Harry oblizał je dokładnie swoim ciepłym językiem,
przełykając z największą przyjemnością
gorzko-słonawy płyn, który wydawał mu się w tej chwili
najsłodszym, najsmaczniejszym eliksirem, jaki kiedykolwiek otrzymał
od Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- Cudownie smakujesz -
wymruczał cicho, nie odrywając wzroku od intensywnego, palącego
spojrzenia Severusa, który po tych słowach pochylił się nad nim
i wyszeptał:</p>

<p>- Jesteś małym,
perwersyjnym zboczeńcem. - Uśmiechnął się mrocznie i
dodał - Powiedz to.</p>

<p>Harry zawahał się.
Nie wiedział, że Snape lubi, kiedy się go tak nazywa, ale skoro
o to prosił...</p>

<p>- Jesteś małym,
perwersyjnym zboczeńcem - powtórzył z uśmiechem.</p>

<p>Snape zamrugał,
zaskoczony.</p>

<p>- Ty, Potter! -
warknął ostro. - Nie ja!</p>

<p>W umyśle Harry'ego
coś zaskoczyło.</p>

<p>- Ach, to trzeba było
tak od razu. Gdybyś powiedział "Jesteś małym,
perwersyjnym zboczeńcem, <emphasis>Harry</emphasis>", od razu wiedziałbym,
że to o mnie chodzi - wyszczerzył się. Zanim Snape
zdążył cokolwiek odwarknąć, dodał z
rozbrajającą szczerością. - Oczywiście, że nim
jestem. Właśnie dlatego tak świetnie do siebie pasujemy.</p>

<p>To chyba zaskoczyło
Mistrza Eliksirów, ponieważ w jego oczach zamigotało coś
nieokreślonego, nieuchwytnego. Ale Harry przysiągłby, że
dostrzegł w nich ulgę.</p>

<p>Mężczyzna
zamknął powieki i pokręcił głową z westchnieniem:</p>

<p>- Ubieraj się, Potter.
Jest już późno, a nie chcemy, by twoi nadopiekuńczy przyjaciele
znowu biegali po całym zamku, szukając cię. Kiedy
skończysz, umyj twarz i przyjdź do salonu. - Wstał,
zapiął rozporek i wyszedł z komnaty, pozostawiając
Harry'ego samego w ciemnym, wciąż pachnącym seksem
łóżku. Gryfon leżał przez chwilę bez ruchu,
wpatrując się w sufit i uśmiechając do siebie z
zadowoleniem. Nie chciał iść. Było mu tak przyjemnie.
Dlaczego nie może zostać ze Snape'em? Czuł się tutaj tak...
swobodnie. Niczego nie musiał udawać ani ukrywać. Mógł
być sobą.</p>

<p>Nie, Snape nie
pozwoliłby mu zostać. Jeżeli Harry będzie się
upierał, może go wyrzucić, a nie chciał, żeby ten
cudowny wieczór tak się skończył. Westchnął i,
walcząc z zawrotami głowy, podniósł się z łóżka.
Chwilę trwało, zanim udało mu się ubrać. Spojrzał
jeszcze raz na czarną, zmierzwioną pościel i westchnął
przeciągle. Potykając się o własne nogi, podszedł do
otwartych drzwi, prowadzących do łazienki, umył twarz i
wrócił do salonu, w którym czekał na niego Severus. Mężczyzna
podał mu szklankę wypełnioną niebieskawym, mętnym
płynem.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał
Gryfon, biorąc od niego napój.</p>

<p>- Eliksir na
wytrzeźwienie, który przejściowo złagodzi objawy wypicia
alkoholu. Nie mogę dopuścić, żebyś plątał
się, pijany, po zamku - odpowiedział gładko.</p>

<p>Harry spojrzał na
miksturę. Ale dlaczego miał wytrzeźwieć? Było mu tak
przyjemnie. To prawda, że cały świat zdawał się
kołysać i wirować, ale on czuł się taki wolny i
swobodny. Miał wrażenie, że może wszystko. Nie chciał,
żeby zostało mu to odebrane.</p>

<p>- Pij! - rozkazał Snape
i Harry niechętnie przełknął gorzki, szczypiący w
język napój. Uczucie rozluźnienia zniknęło, przyjemny
nastrój prysł, jak mydlana bańka, unosząc ze sobą zadowolenie
i błogą, pozbawioną trosk nieświadomość, a w
zamian przynosząc zmęczenie, osłabienie, ból głowy, strach
i... wstyd.</p>

<p>Wszystko, co dzisiaj
powiedział i zrobił uderzyło w niego z nagłą,
ogromną siłą, sprawiając, że zachwiał się i
niemal przewrócił. Powiedział Snape'owi takie rzeczy... Wyznał
mu wszystkie swoje uczucia i obawy, opowiedział o najbardziej skrywanych,
osobistych sekretach... Dlaczego to zrobił? I na dodatek... na dodatek
masturbował się na jego oczach! O cholera! Naprawdę to
zrobił! A Snape spuścił mu się na twarz i Harry to
wszystko... zlizał, i chciał jeszcze więcej! Jak mógł
się tak zachować? Co go do tego zmusiło? Dlaczego nie
potrafił się powstrzymać? Co się stało?</p>

<p>Poczuł, że jego
twarz płonie. Spuścił wzrok i wbił go w podłogę,
a ogromna fala zażenowania i zakłopotania zabrała ze sobą
jego dumę i poczucie godności. Znowu czuł się upokorzony i
złamany. Co za wstyd! Jak on ma teraz spojrzeć mu w twarz? Jak
mógł powiedzieć mu to wszystko? To należało tylko do niego!
Snape nie miał prawa się o tym dowiedzieć!</p>

<p>- Rzeczywiście jest
już późno - wymamrotał cicho Harry. - Pewnie Ron i Hermiona
czekają na mnie...</p>

<p>Nie podnosząc wzroku,
zaczął się rozglądać za swoją peleryną
niewidką, która leżała na oparciu fotela. Zanim jednak
zdążył do niej podejść usłyszał ostry,
rozkazujący głos Severusa:</p>

<p>- Spójrz na mnie, Potter.</p>

<p>Harry nie zareagował.
Stał odwrócony do Snape'a plecami i wbijał wzrok w podłogę,
pławiąc się w swoim wstydzie i upokorzeniu, którego doznał.
Kolejny już raz.</p>

<p>- Co się stało,
Potter? - dobiegł go chłodny, ironiczny głos Mistrza Eliksirów.
- Przecież w tej komnacie nie ma niczego, czego byś nie <emphasis>lubił</emphasis>.</p>

<p>Harry zaczerwienił
się jeszcze bardziej, czując, że jeszcze jeden taki komentarz i
spłonie jak Feniks. Porwał z fotela pelerynę niewidkę i ze
słowami:</p>

<p>- Dobranoc - chciał
już wyjść z komnaty i uciec stąd jak najszybciej i jak
najdalej, kiedy zatrzymał go głos Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- Potter! - Harry
odwrócił się w drzwiach, ale nie był w stanie podnieść
wzroku. - Zapewniam cię, że nie będę wracał do tego,
co dzisiaj od ciebie usłyszałem. - Harry podniósł
głowę i spojrzał na niego z zaskoczeniem, jednak, speszony,
natychmiast spuścił wzrok ponownie. Zdążył jednak
zauważyć, że mężczyzna miał niezwykle
poważny wyraz twarzy. - Możesz więc spać spokojnie -
dokończył Severus.</p>

<p>Gryfon pokiwał
głową, nieco skonsternowany, ale wdzięczny, po czym
odwrócił się i chciał już wyjść, kiedy
zawahał się. Obejrzał się przez ramię i
powiedział z bladym uśmiechem:</p>

<p>- Dziękuje za dzisiejszy
wieczór, Severusie. Było naprawdę... miło.</p>

<p>Snape nie mógł się
chyba powstrzymać, ponieważ skrzywił się ironicznie. Harry
uśmiechnął się nieznacznie.</p>

<p>- Dobranoc - powtórzył,
po czym wyszedł z komnaty. Jednak zanim zamknął za sobą
drzwi, usłyszał cichą odpowiedź Severusa:</p>

<p>- Dobranoc, Potter.</p>

<p><strong>--- rozdział 18 ---</strong></p>

<p><strong>18. Embarassed.</strong></p>

<p><emphasis>I'd
like to run away from you</emphasis></p>

<p><emphasis>But
if I were to leave you I would die</emphasis></p>

<p><emphasis>I'd
like to break the chains you put around me</emphasis></p>

<p><emphasis>And
yet I'll never try</emphasis>*</p>

<p>Moralny kac, odczuwany
tuż po przebudzeniu, jest niezwykle ciężkim do opisania stanem.
I dlatego, by oddać w pełni moc jego oddziaływania, można
pokusić się o porównanie go z uczuciem towarzyszącym
przerażeniu, jakie odczuwa nałogowy podrywacz, który po naprawdę
udanym seksie z piękną nieznajomą budzi się następnego
dnia z obrączką na palcu i - już nie nieznajomą, tylko
żoną - u boku. I nagle przypomina sobie, jak oczywiste było jego
wczorajsze "tak, poślubię cię", wykrzyczane
pomiędzy jednym, a drugim orgazmem. Kto by się wtedy przejmował
konsekwencjami? Albo zatwardziały macho i kobieciarz, który dla rozrywki i
aby zaimponować znajomym na imprezie, zabawia się na oczach
wszystkich ze swoim najlepszym przyjacielem. Było przecież tak
ciekawie i śmiesznie, a wtedy tylko to się liczyło. Ale teraz
jest już poranek, a on wytrzeźwiał i pamięta. Inni też
pamiętają... I teraz będzie musiał spojrzeć im w
oczy...</p>

<p>Tak właśnie
czuł się Harry, kiedy obudził się w sobotę rano. Poza
bólem głowy odczuwał także silne skurcze żołądka,
ale były one niczym w porównaniu z bólem świadomości.</p>

<p>Wypity wczoraj eliksir na
wytrzeźwienie miał za zadanie osłabić oddziaływanie
alkoholu na jego psychikę po to, by mógł, nie wzbudzając
podejrzeń, powrócić do wieży, porozmawiać ze znajomymi i
pójść spać. Ale absolutnie nie sprawił, że alkohol przestał
krążyć w jego żyłach i kiedy chłopak
zasnął, ponownie zaczął atakować jego organizm. Tak
więc kiedy Harry obudził się następnego dnia, czuł
się tak, jakby położył się spać całkowicie
pijany. I teraz, kiedy leżał w łóżku i wpatrywał
się w jego sklepienie, powracały wspomnienia, atakując go
znienacka i mącąc jego myśli. Starał się
przypominać sobie tylko te miłe, pozytywne fragmenty wczorajszego
wieczoru: przekomarzanie się, przytulanie, seks, płonące
pożądaniem oczy Severusa. Jednak wszystko zostawało natychmiast
wysysane przez okropne, poniżające, wstydliwe wspomnienia masturbacji
oraz pełnej żalu i wylewnej "opowieści" o swoich
uczuciach, którą zafundował Snape'owi.</p>

<p>Powiedział mu <emphasis>wszystko</emphasis>
o swoich lękach, obawach, o nadziei i strachu, które mu towarzyszyły
od owego feralnego dnia, kiedy wypił eliksir <emphasis>Desideria Intima</emphasis>. To tak,
jakby pozwolił mu zajrzeć do swojego wnętrza, dotrzeć do
najbardziej skrywanych sekretów, obedrzeć z ochronnego płaszcza.
Pokazał mu się nagi i to było o wiele bardziej
krępujące, niż nagość fizyczna. Na dodatek Severus
podstępem wyciągnął od niego opis snu, który tak go
przeraził.</p>

<p>Nie powinien był tego
robić! Nie powinien ufać Snape'owi i brać od niego alkoholu!
Mógł przewidzieć, że cała ta szopka z rozmową przy
kilku trunkach miała na celu tylko jedno - uśpienie jego czujności
i wyciągnięcie od niego wszystkich tajemnic. Owszem, to nieco
subtelniejsze, niż wlewanie <emphasis>Veritaserum</emphasis> do napoju, ale - do
cholery! - nie mniej wyrachowane.</p>

<p>Jednak tym razem Harry nie ma
prawa oskarżać Snape'a. Tym razem może mieć pretensje tylko
do siebie. Przecież wiedział, co to jest, i zgodził się to
wypić, Snape do niczego go nie zmuszał. I świadomość,
że to on jest winien wszystkiego, co zrobił i powiedział,
była jeszcze gorsza. O wiele łatwiejsze było obwinianie
innych...</p>

<p>Był pewien, że nie
będzie teraz w stanie spojrzeć Snape'owi w twarz. Nie, kiedy on <emphasis>wie</emphasis>
o wszystkim. Nie czuł się na siłach. Przynajmniej na razie.</p>

<p>Dlatego też, kiedy Ron i
Neville wstali, powiedział im, że źle się czuje i nie
pójdzie na śniadanie. Przedpołudnie spędził na leżeniu
w łóżku i rozpamiętywaniu wszystkiego, co powiedział
Snape'owi. Kiedy usłyszał na schodach kroki, udał, że
śpi. Hermiona, która zaniepokojona przyszła zobaczyć, jak
się czuje, oraz Ron, zostawili go w spokoju i poszli na obiad. Harry i tak
nie był głodny. Bolał go tyłek i przez cały dzień
było mu tak niedobrze, że co jakiś czas musiał biegać
do łazienki.</p>

<p>Po obiedzie, zanim jeszcze
przyjaciele wrócili do wieży, Harry poczuł ciepło w kieszeni.
Jego serce zabiło mocniej. Czego Snape mógł od niego chcieć?
Zdenerwowany, wyjął kamień i odczytał wiadomość:</p>

<p><emphasis>Potter! Dlaczego nie zjawiasz
się na posiłkach? Jeżeli nie przyjdziesz na kolację, to sam
po ciebie pójdę!</emphasis></p>

<p>Wpatrywał się w
kamień szeroko otwartymi oczyma, jakby nie mógł uwierzyć w to,
co zobaczył. Od kiedy to Snape'owi zależy na tym, żeby Harry
jadał posiłki?</p>

<p>Jednak zanim wrócili
przyjaciele, był już na nogach. Wyjaśnił, że czuje
się lepiej i poprosił, żeby się nie martwili.
Popołudnie spędził na graniu z Ronem w Eksplodującego
Durnia i wysłuchiwaniu narzekań Hermiony, że zamiast tracić
czas na zabawę, powinien nadrabiać zaległości, bo jeszcze
sporo mu brakuje. Ostatnim, o czym Harry mógł myśleć, była
nauka. I tak nie byłby w stanie się na niej skupić. Może
jutro, kiedy przestaną go nękać rozbrzmiewające mu echem w
głowie słowa:</p>

<p><emphasis>Nie marzyłeś o moim
dotyku, nie śniłeś o moich oczach, nie myślałeś o
mnie przez cały czas!</emphasis></p>

<p>Harry poszedł na
kolacje, ale był tak zdenerwowany, że ledwie cokolwiek
przełknął. Żołądek ściskał mu wstyd i
zakłopotanie. Czuł wbijające się w niego spojrzenie
Snape'a, ale nie był w stanie na nie odpowiedzieć. Siedział
tylko cicho, wbijając wzrok w talerz i rozgrzebując widelcem
ziemniaki.</p>

<p>- Co ci jest, Harry? Dlaczego
nic nie jesz? Znowu się źle czujesz? - zapytała w końcu
Hermiona, tracąc cierpliwość.</p>

<p>- Chyba się czymś zatrułem
- wymamrotał Gryfon.</p>

<p>- To powinieneś
powiedzieć o tym pani Pomfrey - zaproponowała, zaniepokojona.</p>

<p>- Świetny pomysł,
Hermiono - wypalił Harry. - Tak właśnie zrobię. - I zanim
zdumiona Gryfonka zdążyła zareagować, wstał i
pospiesznie wyszedł z Wielkiej Sali. Na korytarzu nareszcie mógł
odetchnąć z ulgą. Spojrzenie Snape'a niemal wypaliło mu
dziurę w plecach.</p>

<p>Nie poszedł do
skrzydła szpitalnego. Ruszył do dormitorium, a przyjaciołom
skłamał, że to nic poważnego, dostał eliksir i
już mu lepiej.</p>

<p>Harry unikał Snape'a
przez cały weekend. Jednak wstyd i niemożność spojrzenia
mężczyźnie w oczy nie sprawiły, że zapominał o
wysyłaniu mu co noc wiadomości:</p>

<p><emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p>Poniedziałkowa lekcja
była dla Harry'ego katorgą. Do jego głowy znowu zakradła
się myśl, żeby udać chorego i na nią nie
pójść, ale przypomniawszy sobie, jak skończyło się to
ostatnio, szybko odrzucił ten pomysł.</p>

<p>Przez całą
lekcję nie spojrzał na Severusa ani razu. Starał się
zapomnieć o jego istnieniu i skoncentrował swoje myśli na
przygotowywanie eliksiru. Był tak bardzo na tym skupiony, że po raz
pierwszy udało mu się przyrządzić go poprawnie. Tylko jeden
incydent zakłócił jego intensywną pracę: emanujące z
kieszeni ciepło, które poczuł nagle, w środku zajęć.
Serce natychmiast podskoczyło mu do gardła i mało
brakowało, a zamiast kilku kropel wywaru z miłorzębu,
dodałby całą butelkę. Przez kilka chwil nie mógł
się zdecydować, czy zareagować i przeczytać wiadomość,
czy ją zignorować i pracować dalej. Dopiero, kiedy kamień
zaczął parzyć go tak bardzo, że nie mógł już
wytrzymać, sięgnął do kieszeni i rozejrzawszy się
uprzednio, czy nikt mu się nie przygląda, przysunął go do
oczu i szybko odczytał:</p>

<p><emphasis>Przestań mnie
ignorować, Potter, i spójrz na mnie!</emphasis></p>

<p>Harry siedział przez
chwilę jak sparaliżowany, walcząc ze sobą i nie
wiedząc, co powinien zrobić. Czuł, że Snape mu się
przygląda i czeka na jego reakcję, ale Gryfon nie potrafił
zmusić się do spojrzenia mu w oczy. Chciał po prostu, żeby
Snape dał mu spokój. Już wystarczająco się przed nim
upokorzył. Zamknął oczy i odesłał mu:</p>

<p><emphasis>Nie potrafię i ty
doskonale wiesz, dlaczego.</emphasis></p>

<p>Zanim zdążył
schować kamień, otrzymał kolejną wiadomość:</p>

<p><emphasis>Porozmawiamy o tym wieczorem,
Potter. Przyjdź do mojego gabinetu po kolacji.</emphasis></p>

<p>Harry szybko schował
klejnot i powrócił do przygotowywania eliksiru. Nie musiał nad tym
myśleć. Był pewien, że nie pójdzie. W ogóle sobie tego nie
wyobrażał. Jak miałby teraz normalnie z nim rozmawiać?
Czuł się tak, jak po incydencie z wypiciem <emphasis>Desideria Intima</emphasis>.
Wtedy też nie był w stanie na niego patrzeć, a tym bardziej,
rozmawiać. Ale wtedy to była wina Snape'a. Teraz Harry znalazł
się w takim położeniu na własne życzenie, a to
było o wiele gorsze.</p>

<p>Nie! Snape może się
na niego zdenerwować, ale on nie pójdzie. Musi go zrozumieć!</p>

<p>*
* *</p>

<p>Pół godziny po kolacji,
kiedy Harry uczył się wraz z Ronem i Hermioną w Pokoju Wspólnym,
poczuł ciepło w kieszeni. Starając się uspokoić
bijące zdradliwie ze zdenerwowania serce, wymknął się na
chwilę do dormitorium i odczytał wyjątkowo jasną, niemal
pulsującą wiadomość:</p>

<p><emphasis>Gdzie jesteś, Potter?!</emphasis></p>

<p>Przez chwilę
oddychał głęboko, wmawiając sobie, że dobrze
zrobił, i że nie może się tak denerwować, po czym
odesłał:</p>

<p><emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p>A następnie schował
kamień do kufra, nie chcąc dzisiaj więcej o tym
myśleć. Jednak uczucie strachu i zdenerwowania nie opuszczało go
aż do zaśnięcia. Miał nadzieję, że Severus
zrozumie...</p>

<p>*
* *</p>

<p>Kiedy we wtorek rano Harry
wyjął z kufra kamień, nie było na nim żadnej
wiadomości. Powinno go to uspokoić, ale wcale tak się nie
stało. Idąc na śniadanie miał tak ściśnięty
żołądek, iż miał wrażenie, że nie
będzie w stanie niczego przełknąć.</p>

<p>Już od wejścia
został niemal przygwożdżony do ściany przez intensywne,
ostre jak sztylet spojrzenie Snape'a. Udawał, że patrzy w inną
stronę i brnął do przodu, czując się jak człowiek
zmagający się ze sztormem. Kiedy w końcu usiadł przy stole,
był tak zestresowany tą sytuacją, że ledwo
skubnął trochę jajecznicy. Spojrzenie Severusa parzyło jego
skórę powodując, że do głowy zakradały mu się
różne, niepokojące myśli.</p>

<p>Co Snape sobie teraz o nim
myśli? Co planuje? Jak bardzo jest zły? Co zamierza mu zrobić?</p>

<p>To, co wczoraj wydawało
mu się najlepszym i najbezpieczniejszym wyjściem, dzisiaj jawiło
się jako największa głupota, jaką mógł zrobić. I
miał szczerą nadzieję, że nie rozzłościł
Snape'a do tego stopnia, że będzie to <emphasis>ostatnia</emphasis> popełniona
przez niego głupota... Na ile Harry zdążył go poznać -
Snape nie należał do osób, które łatwo przyjmują
odmowę.</p>

<p>Gdy wychodzili z Wielkiej
Sali podążając na zajęcia, do Harry'ego, Rona i Hermiony
podeszła Luna, odciągnęła Harry'ego na bok i
powiedziała mu, że musi natychmiast z nią pójść, bo ma
do niego niezwykle ważną sprawę. Nie pomogły
tłumaczenia Harry'ego, że zaraz zaczynają się lekcje. Luna
zdawała się być opętana tą "niezwykle
ważną sprawą" i nic nie mogło jej powstrzymać.
Złapała dłoń Harry'ego w żelazny uścisk i niemal
siłą pociągnęła go za sobą. Harry był
zaskoczony - Luna zawsze była delikatna i potulna jak baranek, nigdy nie
używała siły. Szedł za nią przez pełne
biegających uczniów korytarze, coraz bardziej oddalając się od
tych częściej używanych. Znaleźli się w
opustoszałej, mało znanej części zamku. Harry
zaczął się coraz bardziej niepokoić. W końcu naprawdę
spóźni się przez nią na lekcję.</p>

<p>Zatrzymał się
gwałtownie i wyszarpnął rękę z uścisku.</p>

<p>- O co chodzi, Luno? -
zapytał, rozmasowując palce. - Po co mnie tu
przyprowadziłaś?</p>

<p>Luna przez chwilę
patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem, by po chwili jęknąć
i otrząsnąć się, jakby właśnie się
obudziła.</p>

<p>- O, cześć Harry.
Gdzie jesteśmy? - zapytała nieco nieprzytomnie.</p>

<p>Gryfon wytrzeszczył
oczy.</p>

<p>- Jak to gdzie? Przecież
sama mnie tu przyprowadziłaś. To ja powinienem zadać ci to
pytanie.</p>

<p>Krukonka wyglądała,
jakby nic z tego nie rozumiała.</p>

<p>- Nie wiem, o co ci chodzi,
Harry, ani po co mnie tu przyprowadziłeś, ale spóźnię
się przez ciebie na zajęcia. - Odwróciła się. -
Porozmawiamy później, dobrze? - rzuciła jeszcze przez ramię, po
czym odbiegła.</p>

<p>Harry stał przez
chwilę wpatrując się w jej oddalające się plecy i
próbując pozbierać rozsypane myśli. Kiedy Luna
zniknęła za zakrętem, Harry usłyszał jakieś
poruszenie za swoimi plecami. Odwrócił się gwałtownie i
zobaczył...</p>

<p>...Snape'a.
Wściekłego, emanującego nieokiełznanym gniewem,
wpatrującego się w niego niczym sokół w swoją ofiarę.</p>

<p>Harry cofnął
się mimowolnie, ale mężczyzna przypadł do niego,
złapał go za ramię i syknął mu prosto w twarz:</p>

<p>- A teraz, panie Potter,
wyjaśnimy sobie coś.</p>

<p>Harry nie
zdążył nawet zaprotestować, kiedy został
pociągnięty silnym szarpnięciem i brutalnie wepchnięty do
znajdującego się nieopodal schowka na miotły. Potknął
się o jedną z nich i boleśnie uderzył o ścianę.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem, a Harry został mocno
przyciśnięty do twardej, kamiennej powierzchni. Snape naparł na
niego całym ciałem, łapiąc jego nadgarstki w żelazny
uścisk. Nie przejmując się zapaleniem jakiegokolwiek
światła w aksamitnej, otaczającej ich nieprzeniknionym welonem
ciemności, przybliżył twarz do ucha zaskoczonego,
przestraszonego chłopca i wyszeptał jadowicie:</p>

<p>- Mnie się <emphasis>nie
ignoruje</emphasis>, Potter. Zapamiętaj to sobie. A jeżeli kiedykolwiek
zdarzy ci się o tym zapomnieć, to tak cię zerżnę,
że nie będziesz wiedział, jak się nazywasz. Rozumiemy
się?</p>

<p>Harry nie mógł
uwierzyć, że Snape to powiedział. Ta jedna wypowiedź
gwałtownie przypomniała mu, dlaczego tak za nim szalał i na
powrót rozpaliła w nim żar, który wystrzelił płomieniem
podniecenia aż pod sam sufit. Nie był w stanie odpowiedzieć.
Brutalność Severusa i jego gorący szept tuż przy uchu sprawiły,
że serce przyspieszyło mu do niemal zawrotnego tempa, a członek
drgnął i momentalnie zrobił się twardy. W odpowiedzi na
pytanie Severusa był w stanie tylko jęknąć. Spróbował
przesunąć biodra, by Snape nie wyczuł wypukłości w
jego spodniach, ale chyba odniósł całkowicie odwrotny efekt - Severus
od razu domyślił się, dlaczego się wierci,
przycisnął go mocniej i wysyczał do jego ucha:</p>

<p>- Doskonała
odpowiedź, panie Potter.</p>

<p>W tym momencie Harry
dziękował, że jest ciemno i Snape nie mógł dostrzec
ogromnego rumieńca na jego twarzy.</p>

<p>- Oczekuję cię
dzisiaj wieczorem tuż po kolacji. Mam nadzieję, że
domyślasz się, co cię czeka, jeżeli się nie zjawisz. -
Harry pokiwał głową. Wiedział, że Mistrz Eliksirów nie
może tego dostrzec, ale jego twarz była wystarczająco blisko
twarzy Harry'ego, by mógł to wyczuć. Gryfon z kolei niemal
widział pełen złośliwej satysfakcji uśmiech Severusa.
Poczuł, że jego nadgarstki zostały uwolnione, a
mężczyzna odsunął się od niego, bez słowa
podszedł do drzwi i zniknął za nimi.</p>

<p>Harry został sam w
ciemności, próbując ochłonąć, uspokoić
rozszalałe serce i nie spuścić się na samą myśl o
przyciskającym go do ściany, wściekłym Mistrzu Eliksirów i
jego "groźbie"...</p>

<p>*
* *</p>

<p>Słowa Severusa nie
chciały opuścić myśli Harry'ego, doprowadzając do
tego, że nie mógł się na niczym skupić. Na dodatek
wspomnienie dziwnego zachowania Luny i niemal natychmiastowego pojawienia
się na miejscu Snape'a, złożyły się w jego umyśle
w jedną całość i Harry sam był zaskoczony, do jakich
wniosków doszedł. Wyglądało to tak, jakby Severus rzucił na
Lunę klątwę Imperius i kazał jej zaprowadzić Harry'ego
w odludne miejsce, gdzie mógłby go unieruchomić i zmusić do
rozmowy i nikt by ich nie nakrył. Luna zachowywała się bardzo
dziwnie, jak gdyby nie była sobą, a Snape zjawił się tak
szybko, jakby ich śledził. Zwabił go w pułapkę, wykorzystując
Zaklęcie Niewybaczalne. Czy był aż tak zdesperowany, by
dopaść Harry'ego? Przecież używanie Niewybaczalnych jest
absolutnie zakazane i można za to trafić do Azkabanu. Co mu
strzeliło do głowy? Harry nie mógł w to uwierzyć. Ale
znał go już przecież na tyle. Wiedział, że Snape
zawsze stawiał na swoim i używał wszelkich dostępnych
środków, aby osiągnąć swój cel. Ale jednocześnie,
świadomość, że Snape tak ryzykował, żeby
spotkać się z Harrym, podsycała w nim podniecenie, które
odczuwał przez cały czas od ich spotkania w ciemnym schowku.</p>

<p>Na lekcjach był
całkowicie rozkojarzony, nie potrafił zatrzymać na czymś
uwagi dłużej, niż przez kilka minut. Groźny szept Snape'a
wciąż do niego powracał, a Harry nie potrafił zapanować
nad drżeniem. Na samą myśl o dzisiejszym spotkaniu z Mistrzem
Eliksirów jego serce zaczynało szybciej bić, a obraz przed oczami
rozmazywał się, gdyż wyobraźnia podsuwała mu
różne, perwersyjne sceny, które sprawiały, że przez całe
popołudnie z jego twarzy nie potrafił zniknąć delikatny
rumieniec. Robił się twardy na samą myśl o tym, jak
zareagowałby Snape, gdyby Harry się spóźnił... Czy
spełniłby swoją groźbę? Korciło go, żeby to
sprawdzić, ale jednak nie miał na to odwagi.</p>

<p>Wszystko to sprawiło,
że do wieczora był już tak podniecony, że nie potrafił
sobie z tym poradzić. Zupełnie zapomniał o swoim wstydzie. Snape
rozpalił w nim tak ogromny i gorący płomień, iż
miał wrażenie, że nic nie będzie go w stanie ugasić.
Obawiał się, co może zrobić, kiedy zobaczy Severusa. Czy
będzie mógł nad sobą zapanować?</p>

<p>Na kolację zjadł w
pośpiechu nieco najbliżej stojącej potrawy i musiał bardzo
się starać, żeby nie biec, kiedy podążał w
stronę lochów, ukryty pod peleryną niewidką. Jego ręce
drżały, kiedy pukał do pierwszych drzwi, a zanim podszedł
do drugich, był już tak rozpalony, iż czuł się, jakby
miał gorączkę. Kręciło mu się w głowie,
ciałem wstrząsały dreszcze, a krążąca w
żyłach krew rozgrzewała każdą część
ciała, skupiając się w podbrzuszu.</p>

<p>Tak bardzo chciał go
już dotknąć, poczuć, usłyszeć, zobaczyć...</p>

<p>Kiedy drzwi otworzyły
się i stanął w nich Snape, z ust Harry'ego wyrwał się
jęk, którego nie był w stanie stłumić.
Błyszczące, czarne oczy przeszyły Gryfona, a brwi
ściągnęły się w lekkim zaskoczeniu. Najwyraźniej
pragnienie, które odczuwał Harry, musiało być widoczne na jego
twarzy. Cienkie usta wykrzywiły się i wydobył się z nich
niski, głęboki głos, który wywołał w ciele Gryfona
kolejną falę dreszczy:</p>

<p>- Widzę, że moja
groźba podziałała - powiedział mężczyzna,
zamykając drzwi. Kiedy Harry'ego ponownie przeszyły te niezmierzone
oczy i dotarło do niego, że są w jego komnatach, wszystkie wodze
puściły. Nie panując nad sobą, rzucił się na
Snape'a i przycisnął go do drzwi. Severus wydał z siebie pomruk
zaskoczenia, kiedy uderzył plecami o twardą, drewnianą powierzchnię,
a Harry drżącymi palcami zaczął odpinać guziki jego
szaty z taką niecierpliwością, jakby bardzo niewiele
dzieliło go od rozerwania jej.</p>

<p>- Potter, co ty wy...? -
zaczął Snape, ale Harry przerwał mu:</p>

<p>- Nie chcę o niczym
rozmawiać. Pragnę tylko słyszeć, jak dochodzisz -
wyszeptał żarliwie i przycisnął usta od
odsłoniętego torsu mężczyzny, a jego ręce
jednocześnie odpięły guzik spodni Severusa. Dłoń
Harry'ego wśliznęła się pod szorstki materiał i
zacisnęła na ciepłym członku, który drgnął pod
jego dotykiem i niemal natychmiast stwardniał. Wyciągnął go
ze spodni i zaczął obciągać z zawrotną
szybkością, całując jednocześnie słoną
skórę na piersi Severusa i z przyjemnością wdychając
głęboko jego zapach. Słysząc przytłumione jęki,
Harry oderwał na chwilę zaczerwienioną z gotującego
się pod skórą pragnienia twarz i spojrzał na pogrążone
w przyjemności oblicze Mistrza Eliksirów. Jego oczy były
zamknięte, a rysy łagodniejsze, pozbawione surowych zmarszczek. Ten
widok podsycił tylko żar w jego ciele i Harry, zamiast
całować, zaczął lizać tors Severusa. Jego ciepły
język szybko odnalazł wrażliwy sutek, który stwardniał w
momencie, kiedy tylko go dotknął i zaczął go na przemian
ssać i lizać. Kiedy skubnął go zębami, ciało
Snape'a drgnęło, a z ust wyrwał się jęk. Do
poruszającej się na penisie Severusa dłoni Harry
dołączył drugą, którą zaczął ugniatać i
skubać ciepłe, miękkie jądra. Został nagrodzony
długim pomrukiem przyjemności, który wniknął w niego i
rozlał się po jego ciele niczym kolejna fala palącego żaru,
podrażniając jego zakończenia nerwowe.</p>

<p>Jego pieszczoty stawały
się coraz intensywniejsze. Chciał słyszeć jęki
Severusa, szybkie, niemal szalone bicie jego serca i przyspieszony oddech.
Upajał się tymi dźwiękami, smakiem skóry mężczyzny,
jego zapachem i gładkością członka, który niemal
parzył dłoń, drgał i wibrował, jakby niewiele
brakowało do potężnej erupcji. Harry przyspieszył,
pragnąc doprowadzić Mistrza Eliksirów do spełnienia, chcąc
wywołać upragnioną erupcję. Severus jęknął i
nagle jego dłonie złapały Harry'ego za ramiona, wbijając
się w nie niczym szpony i odrywając od siebie. Gryfon
pisnął, zaskoczony i chwilę później uderzył plecami o
drzwi, przyciśnięty do nich przez dyszącego ciężko mężczyznę.</p>

<p>Poczuł silne
pociągnięcie za włosy, a jego głowa została brutalnie
odchylona do tyłu. Zamroczony, poczuł gorące usta na swojej
szyi. Zanim zorientował się, co się dzieje, jego
świadomość dryfowała już pod sufitem, podczas gdy
Severus ssał i lizał skrawek skóry. Harry zapomniał o wszystkim.
Liczyły się tylko usta Severusa i jego język, dotykające
odsłoniętej szyi. Wszystkie włoski na jego ciele
zjeżyły się. Ogarnął go nieprzenikniony chłód,
który chwilę później został zastąpiony uczuciem palącego
żaru. Fale ciepła i zimna obmywały na przemian każdy
zakamarek jego ciała i duszy, a naprężone mięśnie
drżały, jak cięciwy łuków, które niewiele dzieli od
wystrzelenia. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Czyżby Severus
rzucił na niego jakieś zaklęcie? Nigdy przedtem nie
odczuwał czegoś takiego. Jakby gorące usta Snape'a na jego
skórze generowały prąd, który podrażniał jego
zakończenia nerwowe, płynął przez żyły i
wstrząsał nim, jak kukiełką.</p>

<p>Dopiero po chwili
zorientował się, że przestał poruszać ręką i
walcząc z obezwładniającymi, nieokiełznanymi reakcjami
swojego ciała, zaczął ponownie obciągać gorącego,
pulsującego niemal tak samo, jak jego własny, penisa Snape'a. Kiedy
do ust i języka Severus dołączył także zęby,
Harry zaczął kwilić i nie był w stanie myśleć o
niczym innym, tylko o rozlewającej się w jego podbrzuszu przyjemności.
Jego dłoń ścisnęła konwulsyjnie organ Snape'a, który
jęknął w jego szyję. Obaj spadali w otchłań
dusznej, ciemnej rozkoszy, kierując się do światła
spełnienia. Rozkoszy pełnej gorących oddechów, zduszonych
jęków, długich pomruków. Wczepieni w siebie nawzajem,
pobudzający w sobie wszystko, co możliwe, wciśnięci w swoje
ciała, czerpiący z bliskości, z bicia serca, z oddechów i
drżenia.</p>

<p>Połączeni.</p>

<p>Harry doszedł pierwszy,
jęcząc ochryple, pomimo tego, że jego członek nie
został nawet dotknięty, podczas gdy wszystkie cięciwy
mięśni, jedna po drugiej, puszczały i wystrzeliwały,
zasypując jego ciało, zmysły i duszę iskrami nieziemskiej
przyjemności. Jego uwięziony w spodniach penis drżał i
wyrzucał z siebie strugi lepkiego nasienia, które w krótkim czasie
przesiąknęło przez materiał. Kiedy niemal osunął
się po ścianie, poczuł, jak przyciskające go do niej
ciało zesztywniało, a jego dłoń zalało coś
gorącego. Usłyszał, jak wczepiony w jego szyję ustami
Severus wydał z siebie długi, stłumiony jęk, a jego ramiona
zaczęły drżeć konwulsyjnie, kiedy dochodził w
dłoni Harry'ego.</p>

<p>Gryfon, zaskoczony,
poczuł spływające mu po policzkach łzy. Nie potrafił
określić, czy są to łzy ulgi, silnych emocji, czy
może... szczęścia? Jego usta mimowolnie
rozciągnęły się w uśmiechu. Przez chwilę stali
tylko, przyciśnięci do siebie, a ich przyspieszone, rwące
się oddechy, mieszały się ze sobą. Po chwili
panującą w pomieszczeniu, błogą cisze spełnienia,
przerwał lekko zachrypnięty szept Harry'ego:</p>

<p>- Tak w ogóle to... dobry
wieczór, Severusie.</p>

<p>*
* *</p>

<p>Wracając do wieży,
Harry dotknął swojej szyi i uśmiechnął się.
Wyczyny Severusa pozostawiły na niej ślady w postaci kilku ciemnych,
sino czerwonych malinek. Jednak Mistrz Eliksirów, wbrew protestom Harry'ego,
uparł się, żeby je wszystkie usunąć. Gryfon
chciał zostawić chociaż jedną "na
pamiątkę", ale Snape był w tym względzie
nieubłagany. Nawet, kiedy Harry obiecał, że będzie ją
zasłaniał. To byłoby takie cudowne móc oglądać ją
w lustrze i wiedzieć, że ten czerwony ślad pozostawiły <emphasis>usta</emphasis>
Severusa. Po raz pierwszy Snape dotknął wargami skóry Harry'ego. To
było niesamowite uczucie. Wciąż nie mógł w to
uwierzyć. Nadal pamiętał, jak zareagowało jego ciało
na ten dotyk i do tej pory nie potrafił zrozumieć, dlaczego.
Zastanawiał się, jakby to było, gdyby poczuł jego usta na
innym fragmencie swojego ciała... Zadrżał na samą myśl
o tym. Przypomniał sobie dziwne, przeszywające spojrzenia, które
Severus rzucał mu, kiedy Harry skierował się do jednego z foteli
i usiadł w nim, uśmiechając się, jak gdyby nigdy nic. Z
trudem powstrzymywał chichot. Severus patrzył na niego, jakby
widział go po raz pierwszy w życiu, jakby nie mógł
uwierzyć, że to ten sam Harry, który niemal zawsze uciekał
wzrokiem, uległy i poddany. Harry sam był zaskoczony swoim
zachowaniem, ale wprawienie Snape'a w zakłopotanie sprawiło mu
niesłychaną frajdę. Zdawał sobie sprawę, że nie
mógłby zrobić tego, co zrobił, gdyby Snape mu na to nie
pozwolił, ale sam fakt, że się odważył, był dla
niego wart bardzo wiele i pomógł mu uwierzyć w siebie.</p>

<p>"No, Severusie... teraz
nastąpią małe zmiany..." - pomyślał sobie,
wchodząc do Pokoju Wspólnego. Od razu dostrzegł czekających
już na niego Rona i Hermionę.</p>

<p>- Harry, gdzie ty się
włóczysz? Jest już późno, a mamy mnóstwo zadań do
odrobienia! - naskoczyła na niego przyjaciółka.</p>

<p>- No właśnie -
dołączył do niej Ron. - Ostatnio często gdzieś znikasz
i sam muszę się z nią użerać. - Zerknął
kątem oka na Hermionę, która posłała mu miażdżące
spojrzenie.</p>

<p>- Eee... - Harry w pierwszej
chwili nie wiedział co odpowiedzieć, ale potem przypomniał sobie
kłamstwo, które wymyślił na ta okazję. - Chodzę do
Pokoju Życzeń. Potrzebuję czasami chwili samotności. I
niekiedy... się tam uczę - powiedział gładko,
odpędzając gryzące wyrzuty sumienia, że musi
okłamywać przyjaciół.</p>

<p>Hermiona natychmiast
zrobiła współczującą minę:</p>

<p>- Och, Harry... przepraszamy.
Rozumiemy, że po tym, co cię spotkało, potrzebujesz czasami
chwili wytchnienia, a my za bardzo cię męczymy -
uśmiechnęła się blado.</p>

<p>- W porządku. Nie
martwcie się o mnie - odparł Gryfon. - Po prostu... czasami
lubię pobyć sam. To wszystko.</p>

<p>- Jeżeli będziesz
chciał się z nami pouczyć, to powiedz - zaproponowała
Hermiona.</p>

<p>Harry pokiwał
głowę:</p>

<p>- W zasadzie, to możemy
teraz to... - zaczął, ale przerwał mu nagle podniesiony
głos Rona:</p>

<p>- Ginny, a ty dokąd
się wybierasz?</p>

<p>Harry odwrócił się
i zobaczył zmierzającą w stronę portretu siostrę Rona.
Wyglądała, jakby miała na twarzy makijaż.</p>

<p>- Jest już późno -
kontynuował rudzielec. - Gdzie masz zamiar iść o tej porze?</p>

<p>- Co cię to obchodzi? -
odparła Ginny, ściągając brwi. Ron zaczerwienił
się ze złości.</p>

<p>- Jesteś moją
siostrą i mam prawo wiedzieć, gdzie wychodzisz o tak późnej
godzinie!</p>

<p>- Nie muszę ci się
tłumaczyć - warknęła Gryfonka. - Zajmij się swoimi
sprawami.</p>

<p>- Harry! - Ron zwrócił
się do zaskoczonego przyjaciela spoglądając na niego tak, jakby
szukał u niego wsparcia.</p>

<p>- Eee... - Harry nie
wiedział, co powiedzieć. Nie chciał zostać
wciągnięty w ich potyczkę, ale z drugiej strony, sam nie
lubił, kiedy ktoś się mieszał w jego prywatne sprawy,
więc rozumiał siostrę Rona. - Myślę, że Ginny
jest rozsądna i wie, co robi. Jeżeli nie chce ci powiedzieć,
gdzie idzie, to pewnie ma swoje powody. Nie możesz kazać jej
zostać.</p>

<p>Ron otworzył szeroko
oczy ze zdumienia, a Ginny spojrzała na Harry'ego z ogromną wdzięcznością.</p>

<p>- Zgadzam się z Harrym -
wtrąciła Hermiona. - Ona jest już dorosła, a ty nie
jesteś jej ojcem. Nie możesz zabraniać jej żyć
własnym życiem. O ile nie będzie łamała regulaminu -
dodała Gryfonka.</p>

<p>Siostra Rona
uśmiechnęła się z wdzięcznością, odrzuciła
do tyłu długie, rude włosy i dumnym krokiem wyszła z Pokoju
Wspólnego. Ron stał przez chwilę, trzęsąc się ze
złości.</p>

<p>- Jak mogliście
stanąć po jej stronie?! - krzyknął. - Co z was za
przyjaciele?</p>

<p>- Ron, uspokój się -
westchnęła Hermiona. - Zachowujesz się nierozsądnie.</p>

<p>- Mam prawo wiedzieć,
gdzie moja siostra szwenda się po nocy. Jestem jej bratem i muszę
ją ochraniać!</p>

<p>- Och, daj spokój. To nie
poczucie obowiązku, tylko twój wrodzony egoizm - odparowała Hermiona.
- Chcesz ją kontrolować, jakby była twoja
własnością, a ona chce żyć własnym życiem i
nie możesz jej tego zabronić.</p>

<p>Harry wyłączył
się z dyskusji. Siedział, pogrążony we własnych
myślach i patrzył na drzwi, za którymi zniknęła Ginny.</p>

<p>Widocznie, nie tylko on ma
tajemnice...</p>

<p>*
* *</p>

<p>- Kolejny atak -
oznajmiła głośno Hermiona podczas śniadania, kilka dni
później. Harry przerwał jedzenie i spojrzał na
przyjaciółkę, która pochylała się nad <emphasis>Prorokiem
Codziennym</emphasis> z niezwykle przejętą miną. - Zginęła
cała rodzina. Rodzice - mugole i ich dwie córki - absolwentki Hogwartu.
Jedna z nich pracowała w Ministerstwie Magii - relacjonowała
Gryfonka, czytając na bieżąco artykuł.</p>

<p>- To przynajmniej lepiej,
niż ta ostatnia masakra - skomentował Ron, pomiędzy jednym, a
drugim kęsem.</p>

<p>- Lepiej? - Hermiona
wyglądała tak, jakby poraził ją piorun. - Jak możesz
być taki... taki... głupi?! Czy ty masz uczucia na poziomie
jamochłona? Zginęła cała rodzina, a ty mówisz, że to
"lepiej"?!</p>

<p>Ron zaczerwienił
się jak burak i spojrzał w swój talerz.</p>

<p>Harry nie odzywał
się. Nie miał ochoty brać udziału w ich kolejnej
kłótni. Miał już dosyć doniesień prasowych na temat
kolejnych ataków, których było coraz więcej. Niemal w każdym
numerze <emphasis>Proroka</emphasis> była o nich jakaś wzmianka.
Wyglądało na to, że siły Ministerstwa już dawno
straciły kontrolę nad tym, co się działo. Voldemort
zabijał, kogo chciał i jak chciał. I nikt nie potrafił go
powstrzymać. Dlatego Harry tak się rozzłościł, kiedy w
jednym z artykułów jakiś reporter zaczął dociekać,
dlaczego Chłopiec, Który Przeżył, nie bierze udziału w walce
i nic nie robi przeciwko hegemonii Voldemorta.</p>

<p>A co on miał, do
cholery, niby zrobić?!</p>

<p>Nagle wyczuł na sobie
czyjś wzrok. Rozejrzał się po Wielkiej Sali i zobaczył
przyglądającego mu się znad stołu nauczycielskiego
Dumbledore'a. Zobaczył w jego spojrzeniu coś dziwnego, coś, co
mu się nie spodobało. Coś jakby... oskarżenie.</p>

<p>Szybko odwrócił
głowę. Nie, to głupie. Musiało mu się tylko
wydawać. Przecież to nie jego wina, że giną ludzie. Nie ma
z tym nic wspólnego, nie może tego powstrzymać. Powoli odwrócił
twarz, by znów zerknąć na Dumbledore'a, ale dyrektor już na
niego nie patrzył. Pochylał się do Snape'a i coś do niego
mówił, a Mistrz Eliksirów kiwał głową.</p>

<p>Harry spojrzał w swój
talerz i zamyślił się. Tak, musiało mu się tylko
wydawać...</p>

<p>Po śniadaniu, kiedy wraz
z Ronem i Hermioną opuścił Wielką Salę,
usłyszał za sobą głos McGonagall:</p>

<p>- Proszę zaczekać,
panie Potter! - Wszyscy troje odwrócili się w stronę
zmierzającej ku nim opiekunki. - Dyrektor chce cię widzieć -
oświadczyła, stając przed Harrym, któremu na dźwięk
tych słów, serce podskoczyło niemal do gardła.</p>

<p>- Co? - wydukał
zaskoczony. - T-teraz?</p>

<p>- Tak, teraz - odparła
McGonagall. - Usprawiedliwię twoją nieobecność na
zajęciach. Pospiesz się. Hasło to "czekoladowe
żaby".</p>

<p>Harry spojrzał z
przestrachem na Rona i Hermionę, przełknął ślinę
i pokiwał głową. Powoli ruszył w stronę gabinetu
dyrektora, a w jego głowie myśli i obawy mieszały się ze
sobą i rozpychały, tworząc trudny do opanowania chaos.</p>

<p>Czego chciał od niego
Dumbledore? Przecież już go wypytał o to, co się
wydarzyło przed i po napaści na niego. Czy to ma związek z tymi
atakami na mugoli? Ale przecież Harry nie ma z nimi nic wspólnego. A
może Hermionie wróciła pamięć i powiedziała
dyrektorowi o jego związku ze Snape'em? Nie, to niemożliwe. Gdyby tak
było, nie ukrywałaby tego przed nim i powiedziała mu to
otwarcie, a ostatnio nie zachowywała się jakoś szczególnie
dziwnie. A może Dumbledore sam się zorientował, że coś
jest nie tak? Może doszły do niego jakieś plotki? Ale
przecież dyrektor nie jest wszechwiedzący. Przez cały czwarty
rok miał pod nosem zbiegłego Śmierciożercę, który
krył się za twarzą Moody'ego i się nie zorientował. A
jeżeli nawet coś podejrzewa... to nie ma dowodu, a Harry wszystkiemu
zaprzeczy. Dyrektor mu uwierzy. Musi mu uwierzyć. A podawanie uczniom <emphasis>Veritaserum</emphasis>
jest zabronione, więc słowo Harry'ego będzie najważniejsze.
Ale lepiej będzie, jeżeli nie przyjmie niczego, co Dumbledore mu
zaproponuje... na wszelki wypadek.</p>

<p>Stanąwszy przed drzwiami
prowadzącymi do gabinetu dyrektora, zapukał. Nie usłyszał
odpowiedzi, ale drzwi otworzyły się szeroko i Harry zobaczył
siedzącego przy swym obszernym biurku Dumbledore'a.</p>

<p>- Wejdź, Harry. -
Głos dyrektora był cichy, chrapliwy i zmęczony. Gryfon
przełknął ślinę i starając się opanować
złe przeczucia i bijące nerwowo serce, wszedł do gabinetu. -
Usiądź - zaproponował Dumbledore. - Może napijesz się
czegoś?</p>

<p>W umyśle Harry'ego
zapaliła się czerwona lampka.</p>

<p>- Nie, dziękuję
profesorze - odparł i usiadł sztywno na wskazanym mu krześle,
przed biurkiem. Dumbledore splótł palce i spojrzał na niego znad
swoich okularów połówek. Gryfon zadrżał pod wpływem
przeszywającego spojrzenia jasnoniebieskich oczu, okolonych siecią
zmarszczek, ale nie dał tego po sobie poznać. Musi zachować
spokój i obojętny wyraz twarzy. Cokolwiek Dumbledore mu powie, albo
zarzuci...</p>

<p>- Pewnie zastanawiasz
się, dlaczego cię tu wezwałem, Harry - powiedział w
końcu dyrektor. Gryfon ostrożnie pokiwał głową. - Jak
już zapewne zauważyłeś - kontynuował Dumbledore -
źle się dzieje ostatnio w walce przeciwko Voldemortowi. Nasz
przeciwnik rośnie w siłę w zastraszającym tempie. Dlatego
muszę opuścić szkołę na co najmniej dwa tygodnie. Nie
mogę zdradzić ci powodów ani celu mojego wyjazdu, Harry, ale
zapewniam cię, że jest to niezwykle ważne i musi pozostać w
tajemnicy. Zapewniłem szkole wszelkie środki bezpieczeństwa, a
na czas mojej nieobecności obowiązki dyrektora będzie
sprawowała profesor McGonagall.</p>

<p>Harry pokiwał
głową. Ulga, że jego obawy się nie spełniły,
zmieszała się z lękiem o starego dyrektora. Wyglądał
na niezwykle zmęczonego i przygniecionego ogromnym ciężarem.
Przez te kilka miesięcy, które minęły od konfrontacji z
Voldemortem i śmierci Syriusza, Dumbledore wyglądał, jakby
postarzał się o kilka, jak nie kilkanaście lat.</p>

<p>- Ale... dlaczego pan mi to
mówi, profesorze? - zapytał ostrożnie. - Skoro ma to pozostać w
tajemnicy.</p>

<p>Dumbledore zamknął
oczy i odetchnął ciężko, po czym spojrzał na Harry'ego
bardzo poważnym wzrokiem.</p>

<p>- Ponieważ mam powody
przypuszczać, że w Hogwarcie jest szpieg i chcę, żebyś
wiedział, co powinieneś zrobić, na wypadek
niebezpieczeństwa, gdyby nie było mnie w pobliżu. - Harry
otworzył szeroko oczy ze zdumienia, ale nie odważył się
przerwać dyrektorowi. - Dlatego też poprosiłem profesora
Snape'a, aby sprawował nad tobą pieczę podczas mojej
nieobecności.</p>

<p>Harry niemal nie spadł z
krzesła.</p>

<p>- S... Snape'a? -
wydukał.</p>

<p>- Tak, Harry - odparł
Dumbledore, patrząc mu prosto w oczy. - Gdybyś zauważył
coś niepokojącego, <emphasis>cokolwiek</emphasis>, masz natychmiast udać
się do niego. Przykazałem mu także uważać na ciebie na
korytarzach. Wiedziałem, że prawdopodobnie ci się to nie
spodoba, ale to jedna z niewielu osób, którym bezgranicznie ufam i wiem,
że znakomicie wywiąże się ze swojego zadania.</p>

<p>Po pierwszym szoku, którego
doznał Harry, kiedy Dumbledore ogłosił mu te rewelacje, przez
jego umysł przebiegła nagła i niestosowna myśl:</p>

<p>"Gwarantuję,
dyrektorze, że Snape już dobrze się mną <emphasis>zaopiekuje</emphasis>..."</p>

<p>Dumbledore
westchnął ponownie i mówił dalej:</p>

<p>- Ufam, że nikomu nie
powiesz o moim wyjeździe. Panna Granger najpewniej sama się tego
domyśli, ale wolałbym, żebyś poza nią nie
wtajemniczał nikogo innego. Nawet pana Weasleya, jeżeli nie
będzie to absolutnie konieczne. Pragnąłbym, aby mój wyjazd
pozostał tajemnicą. Poza tym, chciałbym cię prosić,
Harry, abyś bardzo na siebie uważał i przez najbliższe dwa
tygodnie nie opuszczał zamku. I ograniczył nocne wycieczki - w oczach
Dumbledore'a coś zamigotało. Harry nie zauważył tego,
ponieważ spuścił wzrok. Wiedział, że wielokrotnie
złamie zakaz Dumbledore'a. Już jakiś czas temu zaplanował
wybrać się pod koniec przyszłego tygodnia do Hogsmeade i nie
zrezygnuje z tych planów z powodu jakiegoś szpiega. Poza tym, pójdzie w
pelerynie niewidce - nikt go nie zauważy. Miał zbyt ważną
sprawę do załatwienia, żeby odpuścić. A do Snape'a i
tak wymyka się zazwyczaj wieczorami, więc akurat z tym nie
będzie problemu. Stanowczo uważał, że dyrektor przesadza. W
końcu nie był już małym dzieckiem.</p>

<p>Kiedy dyrektor
skończył mówić, Harry spojrzał na niego i zapytał
ostrożnie:</p>

<p>- Skąd pan wie, że
w Hogwarcie jest szpieg?</p>

<p>Dumbledore zasępił
się.</p>

<p>- Otrzymałem wiele
poszlak i informacji dotyczących tego, że Voldemort jest ostatnio
bardzo dobrze poinformowany. Przewiduje niemal każdy nasz ruch. Na
dodatek, jest z czegoś niezwykle zadowolony. Musi już być bliski
osiągnięcia jakiegoś celu, dlatego stał się ostatnio
taki... swawolny, jeżeli wiesz, o co mi chodzi. - Harry nie wiedział,
ale pokiwał głową. Dumbledore spojrzał na niego oczami
ciężkimi od przytłaczających je problemów. - On coś
planuje, Harry. I obawiam się, że to może mieć związek
z tobą.</p>

<p>- Ze mną? - Harry
zamrugał.</p>

<p>- Oczywiście, są to
tylko moje przypuszczenia, ale wolę nie wystawiać cię na
niepotrzebne ryzyko - przerwał i przez chwilę patrzył na
Harry'ego z zamyśleniem. - Czy miewałeś ostatnio jakieś
dziwne wizje albo sny związane z Voldemortem?</p>

<p>Przed oczami Harry'ego
pojawiły się pokryte krwią ręce, krew zalewająca jego
oczy, w uszach zadźwięczały mu chrapliwe śmiechy.</p>

<p>- Nie, profesorze -
odparł gładko, starając się, by głos mu nie
zadrżał.</p>

<p>- Jesteś pewien, Harry?</p>

<p>Bardzo wiele kosztowało
Harry'ego wytrzymanie przeszywającego spojrzenia i nie odwrócenie
głowy.</p>

<p>- Tak, profesorze -
odparł cicho.</p>

<p>- To dobrze. Mam
nadzieję, że połączenie już się nie odnowi, ale
gdybyś zobaczył w snach coś niezwykłego, masz mnie
natychmiast zawiadomić. Mnie, albo profesora Snape'a. Wtedy będziemy
zmuszeni powrócić do lekcji oklumencji. Zrozumiałeś, Harry?</p>

<p>Gryfon pokiwał
głowa, przełykając ślinę. Zastanowiło go to,
że Dumbledore najwyraźniej nie wiedział o jego śnie. Skoro
kazał mu powiedzieć o tym Snape'owi, to Snape prawdopodobnie
przekazałby to dyrektorowi, ale nie zrobił tego. Nie powiedział
mu o śnie Harry'ego. Dlaczego?</p>

<p>Dumbledore
uśmiechnął się blado.</p>

<p>- To już wszystko.
Chyba, że... - dyrektor wbił w Harry'ego błękitne,
iskrzące oczy - ...jest coś, o czym mi nie powiedziałeś, a
chciałbyś to zrobić?</p>

<p>Harry poczuł, że
ogarnia go panika. Co to miało być za pytanie? Czyżby Dumbledore
jednak coś podejrzewał?</p>

<p>- Tak, dyrektorze -
odparł szybko, pragnąc ratować się z opresji pierwszym, co
mu przyszło do głowy. - Chciałem zapytać, czy mógłbym
dostać dropsa cytrynowego?</p>

<p>Po raz pierwszy w trakcie
całej rozmowy Dumbledore uśmiechnął się, a w jego
oczach zamigotały radosne iskierki, których już od dawna w nich nie
było.</p>

<p>- Oczywiście, Harry.
Wybacz moją nieuprzejmość.</p>

<p>Gryfon spłonął
rumieńcem. To chyba nie była zbyt mądra odpowiedź...</p>

<p>*
* *</p>

<p>Weekend i początek
tygodnia minął Harry'emu niezwykle szybko. Głównie na nauce i
spotkaniach z Severusem. Co prawda, Harry jedynie w sobotę wymusił na
Snapie pozwolenie na odwiedziny, ale było to tak intensywne
"spotkanie", że Harry do tej pory odczuwał dyskomfort przy
siedzeniu. W poniedziałek był tak napalony, że przez
całą lekcję wysyłał Severusowi perwersyjne
wiadomości ("Kiedy cię widzę, jestem tak twardy, że
mam ochotę rzucić się na ciebie tu i teraz"), co
doprowadziło do tego, że kompletnie nie mógł się
skupić na swoim zadaniu i zawalił eliksir. Z ogromną
radością przyjął "karę", jaką
wymierzył mu Snape - szlaban. Kiedy podniecony i zniecierpliwiony
zjawił się w komnacie Snape'a, spotkała go niemiła
niespodzianka - zamiast seksu, dostał dwie rolki pergaminu, stertę
książek i polecenie, że ma napisać długie wypracowanie
na temat eliksiru, który zepsuł. Przez chwilę siedział
oniemiały, nie rozumiejąc, o co Severusowi chodzi. Czyżby
miał zamiar dać mu prawdziwy szlaban?</p>

<p>Okazało się,
że tak. Harry poczuł się tak zdradzony i niesprawiedliwie
potraktowany, że nie omieszkał wytknąć Snape'owi, że
jest "wrednym sukinsynem". Jednak Mistrz Eliksirów wyjaśnił
mu spokojnie, że to tylko i wyłącznie jego wina. Gdyby
skupił się na swojej pracy i uwarzył eliksir jak należy,
zamiast wysyłać mu wiadomości, to mogliby teraz miło
spędzić wieczór. A jeżeli Harry był tak zarozumiałym
głupcem, by sądzić, że skoro się pieprzą, to
Snape przestał być jego nauczycielem, to chyba już
całkowicie postradał rozum.</p>

<p>Harry siedział więc
nad wypracowaniem, trzęsąc się ze złości i
przeklinając w myślach Snape'a, który czytał w fotelu
książkę i tylko od czasu do czasu zerkał na Harry'ego z
szyderczym uśmiechem na twarzy. Kiedy szlaban się
zakończył, Harry burknął "Dobranoc, profesorze",
ze szczególnym naciskiem na ostatnie słowo i wyszedł, obrażony.</p>

<p>Jednak do środy gniew na
Snape'a całkowicie z niego wyparował i teraz tak bardzo chciał
się z nim zobaczyć, że ledwie nad sobą panował. Po
południu wysłał mu wiadomość, czy mógłby do niego
przyjść wieczorem, ale Snape mu nie odpisał. To było
dziwne, ponieważ zawsze, kiedy o to pytał, Severus odpowiadał.
Na dodatek Ron i Hermiona wymknęli się gdzieś na cały
wieczór i Harry siedział sam w dormitorium, czując się niezwykle
samotnie. Kiedy był z nimi, wszystko było w porządku, ale
zawsze, kiedy go opuszczali, od razu zaczynał odczuwać tęsknotę.
Zastanawiał się, jak Snape może wytrzymywać brak towarzystwa
przez tyle wieczorów. Czy też tęskni za Harrym?</p>

<p>Szybko jednak zganił
się za takie myśli. Snape jest ostatnią osobą, która
mogłaby się czuć samotna. Wiele razy mówił Harry'emu,
że ma dużo pracy i nie ma na nic czasu. Ale mógłby chociaż
przysłać mu wiadomość!</p>

<p>Siedząc w
łóżku, wyjął kamień i ponowił swoje pytanie.</p>

<p>I ponownie nie otrzymał
odpowiedzi.</p>

<p>Zdenerwowało go to. Nie
pozwoli się więcej ignorować w ten sposób! Jeżeli Severus
nie chce, żeby przyszedł, to niech mu to po prostu prześle!</p>

<p>Harry wyskoczył z
łóżka i wygrzebał z kufra Mapę Huncwotów. Przyjrzał
się jej uważnie, szukając na niej komnat Snape'a, by
sprawdzić, czy Mistrz Eliksirów jest w zamku. Pokój Severusa był
pusty. Harry szybko przeszukał wzrokiem każde piętro, w
poszukiwaniu kropki opatrzonej napisem "Severus Snape". Przy okazji
dostrzegł, że Ginny była w wieży zachodniej, w pobliżu
Pokoju Wspólnego Krukonów. I była z kimś. Przyjrzał się
dokładniej. Tuż obok niej widniało nazwisko jakiegoś
nieznanego mu Krukona. A w gabinecie Tonks dojrzał Lunę.
Przypomniał sobie dziwne spotkanie, o którym miał opowiedzieć
Hermionie i postanowił, że tym razem postara się nie
zapomnieć. Przeszukawszy wszystkie piętra, sale i gabinety,
doszedł do wniosku, że Snape'a nie ma nigdzie w zamku. Spojrzał
jeszcze raz na jego puste kwatery i kiedy już miał zamknąć
mapę, Severus nagle zjawił się w swoim pokoju. Nie
przyszedł, po prostu pojawił się znikąd. Zaintrygowany,
przysunął mapę z powrotem do twarzy i wtedy kropka
zniknęła równie nagle, jak się pojawiła.</p>

<p>Harry zamrugał. To
było dziwne. Przecież w Hogwarcie nie można się
aportować, a dyrektor, dla bezpieczeństwa, na czas swojej
nieobecności, odłączył <emphasis>wszystkie</emphasis> kominki od sieci
Fiuu.</p>

<p>Harry bardzo długo
wpatrywał się w miejsce, gdzie zniknął Snape, ale
mężczyzna nie pojawił się ponownie. Po jakimś czasie
sam już nie wiedział, czy to, co zobaczył, było prawdziwe,
czy też tylko mu się wydawało. A może mapa się
popsuła?</p>

<p>Kiedy, zrezygnowany,
chciał ją zamknąć, Snape ponownie pojawił się w
swojej komnacie.</p>

<p>Zdecydował się
niemal natychmiast. Idzie do Snape'a zobaczyć, co to wszystko znaczy!
Szybko wyskoczył z łóżka, zarzucił na siebie pelerynę
niewidkę i z mapą w ręku ruszył w stronę lochów. Po
wyjściu z Pokoju Wspólnego, Harry zobaczył, że kropka
oznaczająca Snape'a znowu zniknęła.</p>

<p>Idąc korytarzami
Hogwartu, Harry zastanawiał się, czy to z nim jest coś nie w
porządku, czy z tą mapą. Może tęsknota za Severusem
sprawiła, że wyobraźnia podsuwała mu omamy i Mistrza Eliksirów
w ogóle nie było w komnacie.</p>

<p>Musi się przekonać!
Jak najszybciej!</p>

<p>Po chwili Harry
zorientował się, że biegnie.</p>

<p><strong>--- rozdział 19 ---</strong></p>

<p><strong>19. Fight with you.</strong></p>

<p><emphasis>The
lies you tell aren't meant to deceive</emphasis></p>

<p><emphasis>They're
not there for me to believe</emphasis></p>

<p><emphasis>I've
heard your vicious words</emphasis></p>

<p><emphasis>You
know by now</emphasis></p>

<p><emphasis>It
takes alot to see me hurt</emphasis></p>

<p><emphasis>I
couldn't take it any other way</emphasis></p>

<p><emphasis>But
there's a price I have to pay</emphasis>*</p>

<p>Kiedy Harry dotarł pod
drzwi prowadzące do gabinetu Snape'a, był tak zasapany, że
potrzebował dłuższej chwili na złapanie oddechu i
ochłonięcie. Wyprostował się, odetchnął głęboko
kilka razy i położył dłoń na twardej powierzchni.
Drzwi otworzyły się pod jego dotykiem. Nie zaskoczyło go to.
Domyślił sie już wcześniej, że Severus musiał je
tak zaczarować, żeby zawsze otwierały się, kiedy
będzie chciał wejść.</p>

<p>Przeszedł przez gabinet
i zatrzymał się przed wejściem wiodącym do prywatnych
komnat Mistrza Eliksirów. Napięte jak postronki nerwy i szalone bicie
serca zagłuszały jego zmysły i chociaż próbował
coś usłyszeć, z komnaty nie wydobywał się żaden
dźwięk.</p>

<p>Zapukał.</p>

<p>Odpowiedziała mu
głucha cisza.</p>

<p>Wyciągnął
mapę i zobaczył, że pokój Severusa jest pusty. Odczekał
kilka chwil, ale kiedy nic się nie działo, zastukał ponownie. O
wiele głośniej i natarczywiej. Po jakimś czasie na mapie pojawiła
się kropka oznaczająca Snape'a. Towarzyszył temu dziwny,
szeleszczący odgłos i ciężki, niski stuk. Harry szybko
schował pergamin do kieszeni i wstrzymał oddech. Serce zabiło mu
jeszcze mocniej. Kiedy po drugiej stronie drzwi rozległy się kroki,
Harry nie potrafił ukryć ulgi i kiedy w wejściu pojawiła
się wysoka, odziana w czerń postać, na usta Gryfona
wypłynął uśmiech, którego nie potrafił
powstrzymać. Snape zmarszczył groźnie brwi, ale nie
zdążył nawet otworzyć ust, gdyż Harry był
szybszy:</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
powiedział cicho i nie czekając na odpowiedź
prześlizgnął się pod ramieniem mężczyzny i
wszedł do pokoju. Rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu, ale
wszystko było na swoim miejscu. Harry sam nie wiedział, czego
się spodziewał, ale na pewno nie tego, że wszystko będzie
tutaj w porządku. Może jakieś przewrócone meble, albo dziwne
ślady? Nie, pokój wyglądał tak, jak zawsze. Gryfon
zmarszczył brwi. Czyżby miał urojenia? Wyczuwał podskórnie,
że coś jest nie tak, ale wszystko zdawało się temu
przeczyć. Dopiero, kiedy odwrócił się do zamykającego drzwi
mężczyzny i padło na niego spojrzenie czarnych oczu, jakiś
głos w jego umyśle krzyknął ostrzegawczo. Twarz Snape'a
była ściągnięta, usta zaciśnięte tak bardzo,
że zdawały się być tylko cienką, bladą
kreską, a oczy płonęły groźnym blaskiem. Nie był
to jednak ciepły ogień. Tak płonąć mógłby tylko
lód.</p>

<p>Harry'ego ogarnęło
złe przeczucie.</p>

<p>- Wszystko w porządku? -
zapytał niepewnie. - Mam nadzieję, że ci w niczym nie
przeszkodziłem. - Rozejrzał się ponownie po pokoju,
szukając czegokolwiek, co by nie pasowało, ale nie dostrzegł
niczego. Skierował wzrok z powrotem na mężczyznę i
zmarszczył brwi, widząc gniew w jego oczach.</p>

<p>Coś było nie tak...</p>

<p>Czyżby ten gniew
był winą Harry'ego? Zastanawiał się, czy zrobił
coś, co mogło aż tak rozgniewać Snape'a, oczywiście,
poza przyjściem do niego bez zapowiedzi. Otworzył usta, żeby go
o to zapytać, ale mężczyzna go uprzedził:</p>

<p>- Czego chcesz, Potter? -
Jego głos był jak stalowe ostrze. Zimne i raniące. -
Przyszedłeś, żeby mnie zadowolić?</p>

<p>Te słowa uderzyły
skutecznie. Harry poczuł skurcz w sercu, ale nie dał tego po sobie
poznać.</p>

<p>- Ja tylko... -
zaczął, ale Mistrz Eliksirów ponownie mu przerwał:</p>

<p>- Nie gadaj, tylko rozbieraj
się. Wolisz najpierw mnie zaspokoić... - Długie palce
sugestywnie powędrowały do rozporka, ale po chwili zatrzymały
się, a twarz mężczyzny wykrzywił okrutny, kpiący wyraz
- ...a może od razu mam cię pieprzyć?</p>

<p>Harry dopiero po chwili
zdał sobie sprawę z tego, że gapi się z otwartymi ustami.</p>

<p>- Zamierzasz tak stać i
gapić się na mnie, Potter? Klękaj! - Wzrok Severusa był
równie lodowaty, jak jego głos. Pełen gniewu i dzikiej satysfakcji.
Jakby bawiło go ranienie Harry'ego. Jakby chciał naciskać i
uderzać tak długo i mocno, by go w końcu złamać. Ostre
krawędzie słów wbijały się w serce Harry'ego i
wstrząsały nim. A kiedy ostrze wycofywało się, by
zadać kolejny cios, pozostawiało po sobie krwawiące rany.</p>

<p>Nie potrafił
zrozumieć, co się dzieje. Cofnął się, kiedy
zobaczył, że mężczyzna zaczyna do niego podchodzić.</p>

<p>- O co chodzi, Potter?
Przecież po to właśnie przyszedłeś, czyż nie?
Zawsze przychodzisz tylko po to - wysyczał Severus, wbijając w
chłopca spojrzenie równie ostre, jak słowa, którymi w niego
rzucał i z przyjemnością obserwował każdy spazm bólu,
jaki wywoływały one na jego twarzy.</p>

<p>- Widzę, że masz
zły humor - zdołał w końcu wydusić Harry cichym,
łamiącym się głosem. - To ja już pójdę. Nie
chcę...</p>

<p>- Zawsze mam zły humor,
kiedy plątasz się wokół mnie, niczym żałosny,
skomlący szczeniak - warknął mężczyzna,
zatrzymując się i wbijając w niego mordercze spojrzenie. - Oddany,
uzależniony szczeniak, który zrobi wszystko, co mu się każe. No
dalej...</p>

<p>- Zamknij się! -
wściekły krzyk wyrwał się z ust Harry'ego, zanim
zdążył go powstrzymać. Zresztą, nawet, gdyby
chciał, to nie byłby w stanie. Zacisnął pięści
tak mocno, iż prawie wbił sobie paznokcie w dłonie. Oddech
miał ciężki i świszczący. Cała krew
odpłynęła z jego twarzy, kiedy Snape przypadł do niego,
złapał go za ramiona i z całej siły cisnął nim o
ścianę. Harry uderzył boleśnie w stojące
wzdłuż niej półki z książkami. Siła uderzenia
pozbawiła go tchu, na jego głowę posypały się
książki. Stracił równowagę i przewrócił się,
upadając na rękę i dotkliwie ją raniąc. Wszystko
trwało zaledwie ułamek sekundy. Zanim doszedł do siebie,
poczuł, że Snape złapał go za ubranie, podciągnął
do pozycji stojącej i przyparł do opustoszałych półek.
Harry, nadal oszołomiony, podniósł głowę i spojrzał w
twarz człowieka, ogarniętego szałem.</p>

<p>- Jak śmiesz tak
się do mnie odzywać, Potter? - wysyczał wprost w twarz
Harry'ego, któremu kręciło się w głowie, a ból w zranionej
ręce nasilał się.</p>

<p>- Chcę stąd
wyjść - wyszeptał cicho. - Puść mnie.</p>

<p>- Nie wydaję mi
się, Potter - warknął Snape, wciskając go jeszcze bardziej
w ścianę. Ostre krawędzie półek wbijały mu się
boleśnie w plecy. - Jeszcze przed chwilą chciałeś,
żebym cię wypieprzył, czyż nie tak? I wydaje mi się,
że nadal tego chcesz...</p>

<p>Gryfon jęknął
zaskoczony, czując dłoń mężczyzny,
łapiącą jego krocze, które zaczął natychmiast
boleśnie ugniatać.</p>

<p>- Przestań! -
wykrzyknął, próbując się uwolnić, ale Snape
przyciskał go niezwykle silnie. - Nie chcę! Puść mnie!</p>

<p>Na okrutnym obliczu
mężczyzny pojawił się wyraz mrocznej satysfakcji.</p>

<p>- Och, wiem, że chcesz. <emphasis>Zawsze</emphasis>
chcesz - wyszeptał z szyderczym uśmiechem na wąskich wargach.</p>

<p>Harry zamknął oczy,
walcząc z pieczeniem pod powiekami i z uniesieniem, które
zaczęło ogarniać te partie ciała, którymi zajmował
się Mistrz Eliksirów, podrażniając je i ugniatając z
wprawą.</p>

<p><emphasis>Nie!</emphasis></p>

<p>- No proszę... Co my tu
mamy, Potter? - Snape uśmiechnął się triumfalnie,
wyczuwając twardość w spodniach Harry'ego. Umysł Gryfona
zalała fala wstydu i wściekłości.</p>

<p>- Pierdol się -
wycedził przez zaciśnięte zęby. Zobaczył, jak przez
twarz Snape'a przebiega wyraz zaskoczenia, ale już po chwili
ustąpił on miejsca nieokiełznanej furii. Harry wiedział, ile
ryzykuje, ale teraz nic go to już nie obchodziło. Snape
upokarzał go, zachowywał się, jak szaleniec. Nie pozwoli mu
się więcej tak traktować! Zamknął oczy, czekając
na huragan, który go zmiecie i zamieni w pył, ale zamiast tego
usłyszał odległe pukanie do drzwi. Gwałtowne, donośne
i irytujące.</p>

<p>Harry otworzył oczy.
Snape był czerwony z wściekłości, a w jego oczach
żądza zemsty zamieniła się w żądzę mordu.
Gryfon zadrżał. Nigdy jeszcze nie widział go w takim stanie.
Przez jedną przerażającą chwilę uderzyła go
okropna, straszna myśl, że ten człowiek mógłby być
zdolny do wszystkiego.</p>

<p>- Czekaj tu na mnie, Potter -
warknął mężczyzna, po czym puścił go i
poprawił swoje szaty. - I nie waż się niczego dotykać -
dodał, wychodząc pospiesznie z komnaty.</p>

<p>Harry został sam.
Dopiero teraz zauważył, że cały drży. Osunął
się na podłogę i westchnął przeciągle,
próbując uspokoić oddech i szalone bicie serca. I denerwujące
łzy, które tak natarczywie cisnęły mu się do oczu.</p>

<p>W panującej w
pomieszczeniu ciszy wyraźnie usłyszał dochodzące z gabinetu
głosy. Jeden z nich był niezwykle zdenerwowany. Po chwili
rozległ się trzask zamykanych drzwi i nastąpiła cisza.
Harry zerknął na mapę. Zobaczył Snape'a i dwóch
Ślizgonów zmierzających w stronę Pokoju Wspólnego Slytherinu.</p>

<p>Westchnął
ciężko i podjął decyzję. Musi wykorzystać
okazję. Nie zostanie tu ani minuty dłużej. Snape zaatakował
go nagle, bez żadnego powodu i potraktował jak... jak...
Przełknął ślinę i potrząsnął
głową, po czym podniósł się powoli i skierował w
stronę drzwi. Nacisnął klamkę, ale drzwi ani
drgnęły. Jego prawa ręka pulsowała boleśnie. Przez
cały czas przyciskał ją do piersi. Sięgnął
lewą ręką do prawej kieszeni i z trudem wydobył z niej różdżkę.</p>

<p>- <emphasis>Alohomora</emphasis> -
wyszeptał, celując w zamek, ale nic się nie stało. Drzwi
pozostały zamknięte. Zmarszczył brwi, zirytowany.</p>

<p>Snape zamknął go
tu! Nie ma prawa go więzić! Nie dość, że tak go
potraktował, to najwyraźniej postanowił dokończyć
dzieło, kiedy wróci. Harry wciąż pamiętał jego czerwoną
z wściekłości twarz i mord w oczach. Zdał sobie sprawę
z tego, że naprawdę się go boi. Musi się stąd
jakoś wydostać!</p>

<p>Odwrócił się od
drzwi i obrzucił pokój spojrzeniem, szukając czegokolwiek, co
mogłoby pomóc mu się uwolnić. Przecież musi być
stąd jakieś inne wyjście. Niemożliwe, żeby w lochach nie
było żadnych tajemnych przejść, czy sekretnych drzwi. Co
prawda, na Mapie Huncwotów nic takiego nie dostrzegł, ale przecież...
- Harry poczuł się nagle tak, jakby rozjaśniło mu się
w głowie - ...przecież Snape gdzieś znikał. To by się
nawet zgadzało... Jeżeli jest tu jakieś sekretne przejście,
to mogło ono powstać dużo później i dlatego nie ma go na
mapie. Albo, po prostu, Huncwoci nie odkryli wszystkiego. Było wiele
możliwości.</p>

<p>Zaczął
krążyć po pokoju, dokładnie oglądając ściany
i obmyślając inne strategie na wypadek, gdyby okazało się,
że nie odnajdzie tego, czego szukał. W najgorszym wypadku zarzuci na
siebie pelerynę niewidkę i będzie udawał, że go tu nie
ma. Może Snape pomyśli, że udało mu się jakoś
stąd uciec... Nie, to był głupi plan. Mistrz Eliksirów był
zbyt inteligentny. Od razu mógłby domyślić się, że to
podstęp i jeszcze bardziej ukarać Harry'ego. Zadrżał na
samą myśl o tym i zaczął dokładnie ostukiwać
ściany i półki. Dotarł do biblioteczki, o którą rzucił
nim Snape. Większość książek leżała na
podłodze. Jednak wśród tych, które pozostały na półce,
Gryfon dostrzegł jedną, różniącą się od innych.
Była błyszcząca i pozbawiona jakichkolwiek napisów na grzbiecie.
Gdy przesunął głowę, by lepiej jej się przyjrzeć,
zauważył, że za książką ciągnie się gruby,
czarny sznur, który łączy ją ze ścianą. Zaintrygowany
złapał książkę i pociągnął do siebie.
Rozległ się zgrzyt i trzask. Harry odskoczył, kiedy biblioteczka
poruszyła się i wysunęła do przodu, a następnie
przesunęła na bok, ukazując jego oczom pogrążone w
ciemności przejście.</p>

<p>"Ha! A jednak!" -
pomyślał triumfalnie.</p>

<p>- <emphasis>Lumos</emphasis> -
wyszeptał, podnosząc różdżkę do góry. Chłodne
światło wdarło się do niewielkiego pomieszczenia. Prawie
całą powierzchnię zajmował ogromny, zastawiony
kociołkami, fiolkami i butelkami stół, na którym leżała
otwarta księga, a w jednym z kociołków coś bulgotało.
Jakaś fiolka leżała rozbita na podłodze, a jej
zawartość lśniła zielonkawo na kamiennych płytach.
Półki na ścianach uginały się od słojów z
nieokreśloną zawartością, różnokolorowych butelek i
książek w czarnych okładkach. Jednak żadna z tych rzeczy
nie przyciągnęła takiej uwagi Gryfona, jak stojąca w
kącie pomieszczenia kamienna misa.</p>

<p>Wszedł do środka i
w tym samym momencie poczuł się tak, jakby przekroczył
magiczną barierę. Otaczała go magia, podobna do tej, jaką
wyczuwał na Grimmauld Place. To miejsce było magicznie
zapieczętowane, dlatego nie mógł zobaczyć go na mapie.
Wyciągnął ją z kieszeni i dostrzegł, że kropka z
jego imieniem zniknęła.</p>

<p>Teraz już wszystko
było jasne!</p>

<p>Nie schował mapy,
ponieważ chciał sprawdzać, kiedy wróci Snape, a następnie
zabrał się do oglądania pomieszczenia. Podszedł do
stojącej w kącie misy i aż zachłysnął się z
wrażenia widząc, że to... "Druga myślodsiewnia?"
- pomyślał, całkowicie zaintrygowany tym odkryciem. Jednak im
dłużej wpatrywał się w pływające w niej
myśli, tym bardziej miał wrażenie, że coś jest z nimi
nie w porządku. Powoli podszedł jeszcze bliżej i wtedy zrozumiał.
Myśli nie były srebrnobiałymi, wirującymi wstęgami. Te
miały złoty kolor i kształt splątanych nici. Był tak
zdumiony tym odkryciem, że dopiero po chwili dotarło do niego,
że prawdopodobnie znajduje się w jakimś... tajnym laboratorium
Mistrza Eliksirów. I gdyby został tu nakryty... mogłoby się to
dla niego bardzo źle skończyć.</p>

<p>Chciał odwrócić
się i wyjść, ale splątane, złote myśli
przyciągały jego wzrok i nie potrafił oderwać od nich oczu.</p>

<p>Co Snape ukrywał? Po co
mu dwie myślodsiewnie? Co było w tej? Domyślił się,
że ta nie jest zwyczajna. Cichy głosik w jego głowie
popychał go ku misie i nakazywał zajrzeć do niej. Ale
przecież Snape może za chwilę wrócić i jeżeli go tu
nakryje...</p>

<p>Nie! Musi dowiedzieć
się, dlaczego został tak potraktowany! Może znajdzie tu
odpowiedź...</p>

<p>Nie! Nie może tego
zrobić. Dobrze pamiętał, do czego jego ciekawość
doprowadziła ostatnim razem. Teraz mogło być jeszcze gorzej.
Mógłby stracić wszystko...</p>

<p>Z trudem oderwał wzrok i
spojrzał na leżącą na stole księgę. Jej stronice
pokrywały nieznane mu runy. Może Hermiona potrafiłaby je
odczytać, ale dla niego wyglądały tylko jak bardzo dziwne
znaczki. Przez chwilę żałował, że nigdy nie uczył
się tego przedmiotu.</p>

<p>Jego wzrok padł na
roztrzaskaną fiolkę. To musiało się stać niedawno...</p>

<p>Uderzyło go nagłe
zrozumienie. To pewnie dlatego Snape był taki wściekły. Harry
musiał mu przeszkodzić w tym, nad czym tu pracował.
Upuścił składnik i wszystko mogło pójść na marne.
Może przez to będzie musiał zacząć od początku?
To jedyne, logiczne wyjaśnienie...</p>

<p>Ale co to mogło
być? Może jakieś rzadkie lekarstwo? Albo silny eliksir, który
trudno uwarzyć? Przecież gdyby Harry przeszkodził mu w
przygotowaniu jakiegoś zwykłego eliksiru, to Snape nie
zareagowałby takim gwałtownym wybuchem. Wystarczyłoby, żeby
powiedział, że jest zajęty i Harry by sobie poszedł. Nie
musiał wcale tak reagować. Chyba że... chyba że nie
chciał, żeby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nawet Harry.</p>

<p>Ciałem chłopca
wstrząsnął dreszcz. Musi stąd natychmiast wyjść!
I nie może nigdy wspomnieć o tym miejscu. To musi być coś
naprawdę ważnego, skoro Mistrz Eliksirów tak tego chronił.</p>

<p>Harry błyskawicznie
znalazł się na zewnątrz. Pociągnął
książkę i biblioteczka wsunęła się na swoje
miejsce. Próbując uspokoić nerwowo bijące serce,
stanął w tym samym miejscu, w którym zostawił go Snape i
czekał. Myśli kłębiły się w jego głowie, ale
już nic mądrego mu do niej nie przychodziło. Nie potrafił
zrozumieć, czym jest druga myślodsiewnia i co tajemniczego Snape robi
w tym laboratorium.</p>

<p>Może coś dla
Voldemorta? Może nie chciał tego robić i dlatego był taki
zły?</p>

<p>Nie, to idiotyczny
pomysł.</p>

<p>Nagle usłyszał
odległy trzask i kroki. Spojrzał z przestrachem na drzwi i
wstrzymał oddech. W chwili, kiedy w wejściu pojawiła się
ciemna sylwetka, Harry szybko spuścił wzrok i wbił go w
porozrzucane na podłodze książki.</p>

<p>Snape zamknął
drzwi. Harry usłyszał kroki. Wyczuł, że Mistrz Eliksirów
zatrzymał się i spogląda na niego. Przełknął
ślinę i zaryzykował szybkie spojrzenie. Pierwsze, co
rzuciło mu się w oczy, to surowa, ściągnięta twarz
mężczyzny, jednak nie dostrzegł w niej już gniewu.
Trochę się uspokoił widząc, że Snape,, przynajmniej
chwilowo, nie zamierza ciskać w niego klątwami. Ponownie
spuścił wzrok, pragnąc uciec przed tym przeszywającym
spojrzeniem, pod którym zawsze czuł się tak, jakby był rozbierany
do naga i poddawany ocenie.</p>

<p>Po chwili usłyszał,
jak Snape wypowiada zaklęcie i wszystkie książki uniosły
się z połogi i poszybowały z powrotem na swoje miejsca.</p>

<p>Harry nie poruszył
się jednak. Stał tylko w przytłaczającej ciszy i
przyciskał do piersi zranioną rękę.</p>

<p>- Co z twoją
ręką, Potter? - dobiegł go niski, spokojny głos
nauczyciela. Zupełnie inny niż ten karzący, ostry ton, którym
uderzał w niego jeszcze nie tak dawno temu. Nie było w nim gniewu.
Najwidoczniej wzburzone emocje już go opuściły. Ale wypowiedzianych
w złości słów nie dało się cofnąć. Ani, tym
bardzie, zapomnieć o nich. Zaległy pomiędzy nimi, niczym piach w
turbinach, powodując otarcia, zgrzyty i w konsekwencji doprowadzając
do zniszczenia skomplikowanych układów. I pomimo że nadal
istniał cień szansy na spokojne usunięcie awarii,
należało postępować niezwykle ostrożnie. Każdy
fałszywy ruch mógł pogrzebać tę szansę...</p>

<p>Harry wzruszył
ramionami, nie podnosząc wzroku.</p>

<p>- Nic, co mogłoby
cię obchodzić - wycedził, zanim zdążył się
powstrzymać. Jednak Snape nie rozzłościł się. Harry
usłyszał, jak podchodzi do jednej z półek i przestawia
stojące na niej butelki. Po chwili odgłosy ucichły.</p>

<p>- Podejdź do mnie,
Potter. - Głos mężczyzny zabrzmiał chyba nieco...
łagodniej. Przynajmniej tak mu się wydawało. Podniósł
głowę i zobaczył, że Snape trzyma w dłoni mały
słoiczek. Nie poruszył się jednak. Nie potrafił się do
niego zbliżyć. Nie po tym wszystkim.</p>

<p>Cofnął się
nieznacznie, kiedy mężczyzna ruszył w jego stronę, ale
szybko wziął się w garść. Nie może mu
okazać, że się boi...</p>

<p>Snape zatrzymał się
przed nim i wyciągnął ku niemu dłoń.</p>

<p>- Podaj mi rękę,
Potter - powiedział.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech.
Patrzył na smukłą, bladą dłoń mężczyzny
z mieszaniną lęku i ulgi. Snape najwidoczniej nie zamierzał mu
zrobić krzywdy. Powoli podał mu pulsującą boleśnie,
drżącą rękę, jednak nie potrafił spojrzeć mu
w oczy. Snape podciągnął rękaw jego koszuli. Nadgarstek
Harry'ego był siny, a na przedramieniu widniała długa,
biała rysa zdartej skóry. Mistrz Eliksirów nabrał w palce trochę
przezroczystej substancji i zaczął wcierać ją w posiniaczone
miejsca. Harry skrzywił się, a z ust wyrwał mu się
jęk. Mężczyzna przerwał na chwilę. Wzrok Gryfona
mimowolnie powędrował w górę i zobaczył coś, czego
jeszcze nigdy nie widział. Twarz Severusa była łagodna,
zmarszczki wygładziły się, a oczy... w oczach dostrzegł...</p>

<p>Zamrugał kilka razy z
niedowierzaniem. Jednak w tym samym momencie mężczyzna wyczuł
jego wzrok i czarne oczy na powrót stały się chłodne, a brwi
zmarszczyły się.</p>

<p>Ale wrażenie
pozostało. Wrażenie, że Snape...</p>

<p>"Nie, musiało mi
się wydawać" - pomyślał Harry, kiedy kolejne
ukłucie bólu posłało jego myśli w zupełnie innym
kierunku. Równocześnie zaczął jednak odczuwać coś
jeszcze - delikatne, chłodne pieczenie, które odpędzało ból i
orzeźwiało jego zmysły. Zobaczył na swojej ręce
gęsią skórkę, ale teraz sam nie był już pewien, czy to
efekt działania maści, czy delikatnego dotyku chłodnych palców
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>W końcu Snape
puścił jego dłoń i zakręcił słoik. Harry
oblizał wargi i powiedział cicho:</p>

<p>- To... ja już
pójdę. - Podniósł wzrok i spojrzał twardo na
przyglądającego mu się z namysłem mężczyznę.
- Nie chcę ci przeszkadzać ani psuć humoru. Ostatnią
rzeczą, jakiej pragnę, jest sprawiać ci przykrość swoją
obecnością - dokończył głośniej, patrząc na
Snape'a z wyzwaniem w oczach.</p>

<p>Czekał. Wszystko
wyjaśni się teraz... Jeżeli Severus okaże się tylko
wielkim dupkiem, to Harry będzie miał całkowitą
jasność w kwestii tego, jak ta znajomość się
zakończy.</p>

<p>Zobaczył, że brwi
mężczyzny ściągnęły się, a przez jego twarz
przebiegł nieokreślony wyraz. Po chwili usłyszał słowa
tak ciche, iż miał początkowo wrażenie, że to tylko
jego wyobraźnia:</p>

<p>- Zapewniam cię, że
nie sprawisz mi przykrości swoją obecnością, jeżeli
zdecydujesz się zostać - powiedział Severus, patrząc mu
prosto w oczy.</p>

<p>Harry
uśmiechnął się do siebie w duchu. To były
najdziwniejsze przeprosiny, jakie kiedykolwiek usłyszał. Ale to
wciąż było za mało. Zmarszczył brwi i spojrzał na
mężczyznę wyczekująco. Snape skrzywił się
nieznacznie, jakby walczył z jakimś niewidzialnym wrogiem. Harry
tylko stał i patrzył na niego hardo.</p>

<p>I czekał.</p>

<p>W końcu z ust Mistrza
Eliksirów wydobył się zduszony szept:</p>

<p>- Chciałbym,
żebyś został.</p>

<p>Przyjemne uczucie triumfu
rozlało się po ciele Harry'ego, kiedy patrzył wprost we
wbijające się w niego, błyszczące oczy.</p>

<p>- W takim razie... -
powiedział cicho, bardzo uważając, by w jego głosie nie
zabrzmiała nawet nuta dzikiej radości, którą odczuwało
teraz jego serce. - ...skoro o to <emphasis>prosisz</emphasis>, to mogę chyba
zostać - dokończył, błagając swoje usta, żeby
wytrzymały jeszcze trochę i nie wyszczerzyły się w
uśmiechu. Na ułamek sekundy w oczach Snape'a zapłonął
gniewny ogień, ale szybko go ugasił, po czym odwrócił się
plecami do Harry'ego i podszedł do swojego ulubionego fotela.</p>

<p>Gryfon zamknął oczy
i pozwolił wargom ułożyć się w delikatny, pełen
ulgi uśmiech.</p>

<p>Odetchnął
głęboko i podszedł, aby usiąść w drugim fotelu.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza, przerywana jedynie
miękkim trzaskiem płonących drewien. Snape wpatrywał
się w ogień. Harry zerknął na niego,
przełknął ślinę i powiedział niezwykle cichym
głosem:</p>

<p>- Ja również
przepraszam. Za moje zachowanie. Nie powinienem był tego mówić -
wydukał, wbijając wzrok w podłogę. Kiedy ponownie
zerknął na Severusa, zobaczył, że mężczyzna nadal
przygląda się syczącym, rozedrganym płomieniom. Miał
zaciśnięte usta, a jego twarz wydawała się niezwykle surowa
i zacięta. Harry zastanawiał się, czy Severus w ogóle go
słucha, czy cały czas myśli o swoim zadaniu, w którym mu
przeszkodził? Wyglądał, jakby myślami był daleko od
Harry'ego, daleko od tej komnaty, daleko od <emphasis>nich</emphasis>.</p>

<p>Harry również
pogrążył się w myślach, które przez cały czas
krążyły po krawędziach jego świadomości, niczym
natrętne muchy, i nie dawały mu spokoju.</p>

<p>A jeżeli całe to
zachowanie Severusa było winą Voldemorta? Coś go gryzło i
ewidentnie musiało mieć to związek <emphasis>z nim</emphasis>. Nawet,
jeżeli był daleko stąd, jego obecność wisiała w
powietrzu, niczym nocna mara, wdzierając się pomiędzy nich,
separując, odpychając od siebie. On zawsze będzie stał
pomiędzy nimi. Harry zdawał sobie z tego sprawę. Zawsze
będzie wisiał nad nimi jego cień. I nigdy nie będzie
dobrze, dopóki on żyje.</p>

<p>Harry nienawidził w tej
chwili Voldemorta bardziej, niż przez wszystkie te lata. Ten potwór
odbierał mu wszystko, co było dla niego drogie. Najpierw rodziców,
później Syriusza, a teraz... teraz odbierał mu Snape'a.</p>

<p>Zawsze, kiedy wydawało
się, że zaczyna być lepiej, nagle pojawiał się ten
mroczny cień i niszczył wszystko, przecinał tę
cieniutką nić więzi, zdmuchiwał żarzący się
płomyk, deptał spokój i radość.</p>

<p>Harry wciąż
pamiętał, jak Snape wyrzucił go z komnaty, ponieważ
dostał wezwanie od Voldemorta. A teraz to... Nie byłoby tego, gdyby
nie ten morderca! Nikt by nie ginął, ludzie nie żyliby w
ciągłym strachu, a on i Snape mogliby być razem...</p>

<p>Musi coś z tym
zrobić! Za długo siedział z założonymi rękami.
Nie pozwoli, aby Voldemort niszczył jego marzenia!</p>

<p>Dosyć tego!</p>

<p>- Zabiję go -
powiedział nagle, wpatrując się w ogień oczyma
płonącymi równie intensywnie, jak drewno w kominku. Severus
gwałtownie odwrócił głowę w jego stronę, spoglądając
na Harry'ego z zaskoczeniem. - Zabiję Voldemorta - dodał Gryfon,
powoli przenosząc zacięty wzrok na mężczyznę.</p>

<p>Snape rzucił Harry'emu
bardzo długie, zamyślone spojrzenie. Patrzył na niego tak, jakby
chciał przedrzeć się przez jego ciało i odczytać wszystko
wprost z jego duszy. Harry miał wrażenie, jakby był poddawany
ocenie, a wzrok Snape'a wypalał mu skórę, pragnąc
zgłębić jego myśli. Zaczął wiercić się
niespokojnie, czując się bardzo nieswojo pod wpływem tego
spojrzenia. Po pewnym czasie Severus zaczerpnął tchu i zapytał:</p>

<p>- A jak zamierzasz to
zrobić?</p>

<p>Nad tym Harry nie
zdążył się zastanowić.</p>

<p>- Jeszcze nie wiem -
odparł cicho i widząc szyderczy uśmiech, który pojawił
się na twarzy Mistrza Eliksirów, dodał szybko - Ale znajdę
jakiś sposób. Voldemort zapłaci za wszystko, choćby miała
to być ostatnia rzecz, jaką zrobię!</p>

<p>Zaciętość w
jego głosie sprawiła, że Severus przestał patrzeć na
niego z kpiną i zmarszczył brwi.</p>

<p>- Czy mam to rozumieć
jako twoją gotowość do poświęcenia życia, aby
zabić Czarnego Pana?</p>

<p>Harry zacisnął usta
i spuścił wzrok.</p>

<p>- Wiem, że niewiele
umiem, a on jest niezwykle potężny. Ale spróbuję i jeżeli
zginę... - spojrzał prosto w czarne jak bezgwiezdne niebo oczy
Severusa - ...to przynajmniej zabiorę go ze sobą.</p>

<p>Zobaczył, że twarz
Snape'a gwałtownie poszarzała, a jego brwi uniosły się.
Przez chwilę w jego oczach Harry dostrzegł... strach. I coś na
kształt... zakłopotania. Kiedy Gryfon zamrugał, wszystko
zniknęło w ułamku sekundy. Snape wyglądał, jakby przez
jego głowę przewijały się jakieś myśli.
Patrzył prosto przed siebie nieobecnym wzrokiem, jakby Harry nagle
stał się niewidzialny. Po kilku chwilach nagle
potrząsnął głową.</p>

<p>W oczach Gryfona
wyglądało to tak, jakby mężczyzna sam sobie odpowiadał
przecząco na jakieś pytanie. Ale może było to zwykłe
odpędzenie nurtujących myśli? Harry sam już nie
wiedział, ale nie chciał teraz o tym myśleć. Jego samego
nurtowało w tej chwili coś zupełnie innego. Westchnął
i powiedział smutnym, przygaszonym głosem:</p>

<p>- Nie chcę umierać,
ale wiem, że walka z Voldemortem to mój obowiązek. I muszę go
wypełnić. Jeżeli ja go nie pokonam, to nikt tego nie zrobi. I
nie liczy się nawet to, jak bardzo wolałbym być z tobą... -
nie patrzył na Severusa. Nie był w stanie. - ...ale nie mam innego
wyjścia.</p>

<p>Po jakimś czasie
ciszę przerwało prychnięcie. Harry spojrzał z zaskoczeniem
na Snape'a, którego twarz wyrażała jedynie surową kpinę.</p>

<p>- Oczywiście. Uwielbiasz
odgrywać bohatera, Potter. A prawda jest taka, że jesteś
zwykłym durniem. - Głos Severusa był ostry i kłujący.
Wbijał się w serce, niczym najostrzejszy sztylet. - Sława tak ci
uderzyła do głowy, że już sam nie wiesz, co mówisz.</p>

<p>Harry zjeżył
się. Nie pozwoli Snape'owi tak się obrażać!</p>

<p>- Jestem Wybrańcem! -
niemal wykrzyknął, ale widząc minę Severusa, natychmiast
zrozumiał, że się zagalopował i bardzo
pożałował, że to powiedział. To słowo
działało na Snape'a jak płachta na byka i jego twarz
wyrażała w tej chwili jedynie bezwględną pogardę.</p>

<p>- Ach, zapomniałem o tym
szczególe. <emphasis>Wybraniec</emphasis> - Mistrz Eliksirów zdawał się wypluć
to słowo, jakby kaleczyło go w język. - Pójdziesz na wojnę,
wykrzyczysz Czarnemu Panu, że jesteś <emphasis>Wybrańcem</emphasis>, ziemia
się zatrzęsie i wszyscy padną trupem.</p>

<p>Harry skrzywił się.
Zjadliwa kpina, którą rzucił mu w twarz Mistrz Eliksirów,
podziałała na niego, jak wiadro zimnej wody. Miał wrażenie,
że Snape przeszedł samego siebie. Nie zdążył jednak
nic odpowiedzieć, ponieważ mężczyzna kontynuował
równie złośliwym, pełnym wściekłości głosem:</p>

<p>- Nie udałoby ci
się nawet zranić Czarnego Pana. <emphasis>Nic</emphasis> nie umiesz. Zabiłby
cię, zanim zdążyłbyś wydać z siebie jakikolwiek
dźwięk. Obojętne, jak szlachetne pobudki tobą kierują,
cokolwiek spróbujesz zrobić, nie masz w starciu z nim <emphasis>żadnych
szans</emphasis>.</p>

<p>Po pierwszym szoku, Harry
poczuł, jak jego serca dotykają mroźne palce gniewu.</p>

<p>- Bardzo ci dziękuję
- odgryzł się. - Twoja wiara we mnie jest wzruszająca.</p>

<p>- A twoja idiotyczna
gryfońska pewność siebie jest godna pożałowania -
odparł natychmiast Snape, wbijając w Harry'ego pociemniałe ze
złości spojrzenie. - Chcesz iść zabić Czarnego Pana, a
nie potrafisz rzucić nawet najprostszej klątwy.</p>

<p>- Rzuciłem w
zeszłym roku Crucio na Bellatrix - warknął Harry.</p>

<p>- Och, i myślisz,
że samo Crucio wystarczy przeciwko Czarnemu Panu i zastępom jego
wiernych Śmierciożerców? - Głos Mistrza Eliksirów ociekał
cynizmem.</p>

<p>- Nauczę się
też innych zaklęć - odparował Gryfon. - Na przykład...
<emphasis>Legilimens Evocis</emphasis>.</p>

<p>Snape wyglądał na
zaskoczonego. Zamilkł, jakby na chwilę stracił wątek.</p>

<p>- Skąd wiesz o tym
zaklęciu? - zapytał, marszcząc groźnie brwi.</p>

<p>- Tonks opowiadała nam o
nim na Obronie. Mówiła, że Voldemort go używa, więc
dlaczego ja nie mogę? Mógłbyś mnie go nauczyć... -
zaproponował nieśmiało.</p>

<p>Snape zmrużył oczy
tak bardzo, iż zdawało się, że zamieniły się w
dwie, ziejące wściekłością, szparki.</p>

<p>- Wykluczone -
uciął ostro.</p>

<p>- Dlaczego nie? - Harry nie
dawał za wygraną. - Podobno, jeżeli samemu potrafi się je
rzucić, to łatwiej się przed nim obronić. A jak mam to
zrobić, jeżeli nie będę go znał?</p>

<p>- Nie potrafiłeś
nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a
chciałbyś poradzić sobie z czymś takim? Nie
rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna,
zwracając twarz w stronę kominka.</p>

<p>Harry zagryzł zęby
i zacisnął pięści. Wyczuwał pod skórą
gotujący się gniew, który go parzył i sprawiał, że z
trudem nad sobą panował.</p>

<p>- Nie chcę, by Voldemort
rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć, niż
życie w koszmarze! - wykrzyknął łamiącym się
głosem, gdyż przed oczami stanął mu obraz swych
własnych, zalanych krwią dłoni, a w uszach zabrzmiał
ochrypły śmiech.</p>

<p>Dlaczego Snape musiał
być takim dupkiem? Co mógł mieć do stracenia? Dlaczego nie chce
mu pomóc? Czyżby w ogóle w niego nie wierzył?</p>

<p>Severus spojrzał na
niego, zacisnął usta i wstał.</p>

<p>- Czarny Pan <emphasis>nie rzuci</emphasis>
na ciebie tego zaklęcia, Potter - wycedził chłodnym,
odległym głosem, jakby chciał w ten sposób uciąć
dyskusję.</p>

<p>Harry zamrugał,
zaskoczony.</p>

<p>- Skąd... -
zaczął, ale mężczyzna przerwał mu:</p>

<p>- Nie mam czasu na te bzdury,
Potter. Wracaj do siebie i zajmij się czymś pożytecznym. Na
przykład nauką eliksirów.</p>

<p>- Ale... - Harry nie
chciał dać za wygraną. Dlaczego Snape był tego taki pewien?
Skąd mógł to wiedzieć?</p>

<p>- Nie będę drugi
raz powtarzał. Wynoś się! - wysyczał. Jego oczy były
lodowate. Zdawało się, że mróz wypalił wszystkie uczucia,
które Harry dostrzegał w nich poprzednio. Teraz nie widział nic.
Zadrżał, gdyż bijący od Severusa chłód
dotknął wszystkich jego zmysłów. Miał dość
rozumu, by dłużej się nie sprzeciwiać.</p>

<p>Zamknął usta i
zacisnął pięści. Wstał gwałtownie,
trzęsąc się ze złości i wyszedł szybko,
trzaskając drzwiami.</p>

<p>Wracając do wieży,
w głowie Harry'ego kłębiło się tyle myśli,
że kilka razy pomylił drogę. Próbował przeanalizować
wszystko, co dzisiaj odkrył i czego się dowiedział, ale
było tego zbyt wiele, a on był za bardzo roztrzęsiony.</p>

<p>Był pewien tylko jednego
- jeżeli Snape postanowił być palantem, który nie chce go
niczego nauczyć, to on już znajdzie jakiś sposób i nauczy
się wszystkiego <emphasis>sam</emphasis>!</p>

<p>I zabije Voldemorta!</p>

<p>___________________</p>

<p>* "Dangerous" by Depeche
Mode</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 20---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>20. Depression.</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>I'll pick you up when you're feeling down</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I'll put your feet back on solid ground</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I'll pick you up and I'll make you strong</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I'll make you feel like you still belong</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
It'll be allright, I'll make it allright</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Tej nocy Harry nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na
bok, starając się odpędzić nawiedzające go obrazy i
słowa. Dusiło go wspomnienie nienawiści, którą
zobaczył w oczach Severusa, przygniatały setki pytań, na które
nie było odpowiedzi. Przepełniał go żal i gniew. Za to, jak
został potraktowany. Starał się zdusić to w sobie, ale ziarenko
kiełkowało w nim i wyciągało swe korzenie ku każdej
myśli, jaka przewijała się przez jego głowę.
Leżał w ciemności i przeklinał Snape'a, przeklinał
siebie, przeklinał wszystko, co wydarzyło się w komnacie Mistrza
Eliksirów. Kiedy w końcu pozbył się trawiącej go
złości, a zasób przekleństw, jakie znał, całkowicie
się wyczerpał, mógł w końcu przeanalizować wszystko,
co się wydarzyło, ze względnym spokojem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego Severus tak się wobec niego zachował? Harry już dawno
nie widział go w takim stanie. Emanowała z niego nieokiełznana
wściekłość, która musiała buzować w nim jeszcze
zanim pojawił się Harry. A jego przybycie okazało się w
tamtej chwili ogniem, który podpalił lont. I Severus wybuchnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był pewny jednego
- nastrój, w jakim znajdował się wtedy Snape, <emphasis>musiał</emphasis>
być winą Voldemorta. Może kazał zrobić Severusowi
coś, co go bardzo poruszyło? A nawet, jeżeli to nie była
sprawka Voldemorta, to przecież istniało mnóstwo innych powodów,
które mogły doprowadzić Snape'a do takiego gniewu. Coś
musiało się stać - coś bardzo złego. I Snape
odreagował to na Harrym - pierwszej osobie, która się pojawiła.
Ranił go gestami, kąsał słowami - wszystko po to, by sprawić
mu ból.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamyślił się. W gruncie rzeczy... potrafił go zrozumieć.
Przecież sam pamiętał szarpiącą, trującą
wściekłość, którą odczuwał w zeszłym roku,
po śmierci Syriusza, kiedy rozmawiał z Dumbledore'em. Wpadł
wtedy w taki szał, że zdemolował mu połowę gabinetu.
Pamiętał, jak chciał rzucić się na dyrektora, chciał
go zranić, sprawić mu taki sam ból, jaki on odczuwał w tamtym
momencie. Był gotowy na wszystko, zupełnie nad sobą nie
panował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I najwyraźniej, Severus był wtedy w takim samym stanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pamiętał także to, jak po kilku chwilach szarpiącej
nim furii, która doprowadziła go niemal do rzucenia się na
Dumbledore'a, wszystkie wzburzone emocje opadły,
wściekłość zniknęła, pozostawiając po sobie
jedynie wstyd za wszystko, co zrobił, albo powiedział. I -
wstrzymał oddech, przypominając to sobie - w oczach Severusa
zobaczył to samo, kiedy ten wrócił. Wtedy miał wrażenie,
że tylko mu się to wydawało, ale teraz, kiedy zamykał
powieki, widział to tak wyraźnie... Spojrzał w oczy Snape'a i
zobaczył w nich... wstyd. Czy to możliwe, że to były...
wyrzuty sumienia? Czy Severus jest zdolny do takich uczuć? Był wtedy
w takim szoku, że natychmiast odrzucił tę opcję,
wmówił sobie, że musiało mu się to przewidzieć, to
było zbyt... nieprawdopodobne. Ale gniew na niego wyparował, jakby to
spojrzenie zdmuchnęło go całkowicie, i Harry nie potrafił
już dłużej być zły na Mistrza Eliksirów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry westchnął, próbując zatrzasnąć drzwi przed
chaosem, który bez przerwy starał wedrzeć się do jego
umysłu. I tak wszystko było zbyt skomplikowane. Nadal
dręczyły go pytania, na które nie umiał znaleźć
odpowiedzi. Najgorsze w całej tej plątaninie uczuć było
jednak powolne nadciąganie nieuniknionego - tego, co musiał
zrobić, wyboru, którego musiał dokonać.
Świadomość tego dokuczała mu niczym bolący ząb i
chociaż starał się o tym zapomnieć, jego myśli
ciągle powracały do tego tematu, jak język, który
wciąż potrąca bolące miejsce i nie potrafi przestać. A
wiedza, że ten ząb trzeba będzie w końcu wyrwać,
była jeszcze gorsza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale postanowił już. Teraz nie ma odwrotu. Kleszcze przygotowane, a
fotel czeka... Musi jedynie zdobyć się na odwagę,
usiąść na nim i poddać się temu, co go czeka. Jednak
nadal brakowało mu czegoś, albo kogoś, kto by go na niego
popchnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape odpadał. Wyśmiał go, kiedy Harry wyznał mu, co
zamierza zrobić. Paskudny drań! Ale czego innego mógł się
po nim spodziewać? Zachęty? Poklepania po plecach? O nie, nie od
Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To doprowadziło tylko do kolejnego zgrzytu. Kiedy wydawało się,
że wszystko jest już między nimi w porządku, Snape znowu
wpadł w szał. I dlaczego? Tylko dlatego, że Harry
oświadczył, że zamierza zabić Voldemorta. Co w tym
było takiego niewłaściwego, skoro wywołało aż tak
burzliwą reakcję Mistrza Eliksirów? Przecież jemu też
powinno na tym zależeć. Kiedy Voldemort zginie, będą mogli
być razem i nic już im nie będzie grozić. Ale patrząc
na zachowanie Snape'a, można było odnieść wrażenie,
że on tego wcale nie chce...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry westchnął ponownie, przewrócił się na brzuch i
wcisnął twarz w poduszkę, przeklinając Snape'a
najdobitniej, jak potrafił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Była jednak w całym tym chaosie jedna rzecz, która potrafiła
podnieść go na duchu - odnalazł tajne laboratorium Severusa.
Najwyraźniej udało mu się odkryć jeden z sekretów Mistrza
Eliksirów. Ale co on oznaczał i do czego prowadził? - tego nie
zdołał już odkryć. Może lepiej wszystko by
zrozumiał, gdyby wiedział, co to za druga, dziwna myślodsiewnia
i do czego mu służy. A co mogło pisać w tej księdze,
która leżała na stole? Co było w rozbitej fiolce? I
najważniejsze - co Snape tam przygotowywał? I dlaczego to wszystko
ukrywał? Harry musiał przyznać, że ciekawość go
zżerała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Najgorsze było to, że nie mógł nikogo o to zapytać, nie
wzbudzając podejrzeń i nie doprowadzając do niewygodnych
pytań. Zastanawiał się, czy udałoby mu się
ukraść książkę pod nieobecność Snape'a i
pokazać ją Hermionie, ale bardzo szybko odrzucił ten
pomysł. Po pierwsze - nie wiedział, czy zdołałby się w
ogóle dostać do komnat Snape'a - Mistrz Eliksirów na pewno starannie
pieczętował drzwi, kiedy wychodził, a Harry nie znał
hasła. A możliwość, że Snape znowu zostawiłby go
samego na tak długo była równa zeru. Poza tym, mężczyzna na
pewno zauważyłby brak książki. Nie, to w ogóle nie
wchodziło w grę. Jedyny sposób, to poszukać czegoś w
bibliotece. Tajemnica Snape'a gryzła go, jak irytujący robak, i nie
dawała mu spokoju.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W końcu Severus jest jego partnerem - nie powinien mieć przed Harrym
żadnych tajemnic. Nawet, jeżeli robił coś dla Dumbledore'a,
to w końcu Harry był najważniejszą osobą w szeregach
przeciwników Voldemorta i to on miał go pokonać - dlatego musiał
wiedzieć wszystko! Co prawda, dyrektor także uwielbiał
ukrywać wiele rzeczy i nie wtajemniczać w nie Harry'ego, ale Snape to
w końcu co innego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A jeżeli robi w tym laboratorium coś dla Voldemorta? Oczywiście
Dumbledore pewnie o tym wie, a Severus na pewno nie miał wyboru i
musiał wykonywać jego polecenia. Ale dlaczego w takim razie to
ukrywa? Przecież Harry nie jest jakąś gadułą - nie
powiedziałby o tym nikomu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, za dużo tego!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przewrócił się na bok i zakrył głowę kołdrą.
Udało mu się zasnąć dopiero nad ranem.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry schodził rano na śniadanie, ziewał tak bardzo,
iż obawiał się, że zwichnie sobie szczękę.
Hermiona i Ron nie mogli go dobudzić i w końcu poszli sami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gdy Gryfon wszedł do Wielkiej Sali, od razu zauważył, że
coś jest nie w porządku. Większość uczniów
zaczęła mu się badawczo przyglądać.
Część szeptała coś między sobą, a reszta
chichotała i pokazywała go sobie palcami. Zdenerwowanie zacisnęło
mocną pętlę na jego szyi, ale starał się tego nie
okazać. W ułamku sekundy przeleciały mu przez głowę
setki różnych powodów takiego zachowania, a każdy z nich
dorzucał garść sypkiego niepokoju do lęku, który go
opanował. Zauważył, że niektórzy patrzą na niego z
politowaniem. Kilka osób kręciło głowami, jakby nie mogło w
coś uwierzyć. Harry miał wrażenie, że podłoga
zamieniła się w lepkie i grząskie bagno, które zaczęło
go wciągać i każdy krok był dla niego ogromnym
wysiłkiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jedna, przerażająca myśl wysforowała się na przód,
kiedy szedł pomiędzy rzędami, a głowy odwracały
się za nim:</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oni <emphasis>wiedzą</emphasis> o nim i o Snapie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to niemożliwe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zanim dotarł do swojego miejsca był już tak roztrzęsiony i
zdenerwowany, że ledwie trzymał się na nogach. Zobaczył,
że Hermiona bardzo szybko składa i chowa do torby <emphasis>Proroka
Codziennego</emphasis>. Harry zmarszczył brwi, usiadł i wbił w nią
wyczekujące spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O co chodzi, Hermiono? - zapytał, usiłując zachować
spokój. Spojrzał na Rona, który natychmiast uciekł wzrokiem.
Przyjaciółka westchnęła zrezygnowana.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I tak byś się dowiedział...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O <emphasis>czym</emphasis>? - jego głos zabrzmiał niemal piskliwie. Miał
wrażenie, że jeszcze chwila i eksploduje ze zdenerwowania, a wybuch
będzie tak silny, że Wielka Sala zatrzęsie się w posadach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiemy, że to nieprawda, Harry. Przecież dobrze cię znamy -
powiedziała Hermiona nerwowym tonem, sięgając do torby po
gazetę. - Nie przejmuj się tym, co tu piszą. To kompletne
bzdury.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taa.... - dodał Ron. - Po prostu chcą zmieszać cię z
błotem. Nikt normalny by w to nie uwierzył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry niecierpliwie wyrwał gazetę z rąk przyjaciółki,
mając wrażenie, że za chwilę rozsypie się na
tysiące małych kawałeczków. Ignorując szalone bicie serca,
drżącymi rękami rozłożył ją jednym, nerwowym
ruchem i zamarł, odczytując nagłówek na pierwszej stronie.</p><empty-line /><empty-line /><p><strong>HARRY POTTER - NADZIEJA
CZARODZIEJSKIEGO ŚWIATA, CZY TCHÓRZ?</strong></p><empty-line /><empty-line /><p>
Szybko spojrzał na artykuł i otworzył usta ze zdumienia. - <emphasis>...nie
robi kompletnie nic w walce przeciwko Sami-Wiecie-Komu, jakby w ogóle nie
obchodziły go losy tysięcy rodzin czarodziejów, którzy mają
nadzieję, że ich uratuje. Zaszył się w Hogwarcie i
najwyraźniej nie ma zamiaru stanąć do walki. Nie interesuje go,
że cały Czarodziejski Świat potrzebuje go i liczy na niego.
Harry Potter - Chłopiec, Który Woli Się Ukrywać, Niż
Walczyć...</emphasis> - Harry zamknął usta i pokręcił
głową z niedowierzania, czując, jak gniew buzuje w nim, niczym
rozgrzany olej na patelni i jeszcze tylko chwila, aż zacznie wrzeć. -
...<emphasis>A może to go przerasta? Może tak się boi
przystąpić do walki, że w końcu, aby ratować siebie,
wstąpi w szeregi Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać? Być
może już to zrobił? Kto wie, co może ukrywać?</emphasis> ...
- Czerwona jak krew furia zalała jego oczy, zapłonęła w
sercu, pochłaniając zdrowy rozsądek. Był zbyt
oszołomiony, by składnie pomyśleć. Zza zasłony
otaczającej jego umysł wściekłości przebił
się znajomy głos:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wystarczy już, Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ktoś próbował odebrać mu gazetę. Nie odrywając oczu od
tekstu, zamachnął się i z całej siły, jakby chcąc
wyładować swój gniew, odepchnął intruza. Usłyszał
zdumiony krzyk Hermiony. Ale nie zwracał na to uwagi, czytając dalej
- <emphasis>...Nasza reporterka, Rita Skeeter, która przeprowadzała z nim wywiad
przed Turniejem Trójmagicznym, tak wspomina jego zachowanie: "Potter
był przerażony tym, że miał brać w nim udział.
Podczas gdy pozostali zawodnicy emocjonowali się czekającymi ich
wyzwaniami i nie mogli się doczekać rywalizacji, Potter
wyglądał jak małe, śmiertelnie przerażone dziecko,
które boi się własnego cienia. Płakał, kiedy opowiadał
o Turnieju. Kiedy go zapytałam...</emphasis> - Harry zamknął oczy,
czując pod powiekami rozgrzany do czerwoności żar. Otworzył
oczy jeszcze tylko na chwilę, a jego wzrok padł na ostatnie zdanie
artykułu - <emphasis>Zginęło już tyle osób... Ile jeszcze ofiar
potrzeba, żeby w końcu wyszedł z ukrycia i zrobił coś
dla nas?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zgniótł gazetę. Wściekłość
płonęła w nim syczącym, strzelającym aż pod sufit
ogniem. Zerwał się z miejsca, pragnąc tylko jednego - uciec
stąd. Zaszyć się w miejscu, gdzie nikt go nie znajdzie. I gdzie
nie zrobi nikomu krzywdy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Potoczył wokół przekrwionym wzrokiem i, widząc, że teraz
już niemal wszyscy mu się przyglądają, ryknął:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Na co się gapicie?!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odwrócił się i rzucił biegiem w stronę wyjścia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, nie! Zaczekaj! - usłyszał odległe wołanie
Hermiony. Dogoniła go przy drzwiach i złapała za ramię. -
Posłuchaj, Harry...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - warknął wściekle, wyrywając ramię.
Skierował spojrzenie na przyglądające mu się morze twarzy i
zobaczył, jak na drugim końcu sali Severus podnosi się ze swego
miejsca, nie spuszczając z niego wzroku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zaraz zaczynają się lekcje, Harry. Nie możesz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powiedz, że źle się czuję. Nie idę dzisiaj na
zajęcia - rzucił, pragnąc jak najszybciej zakończyć
tę nie wartą uwagi wymianę zdań. Chciał po prostu
zniknąć. Gotująca się w nim furia sprawiała, że ledwie
był w stanie nad sobą panować. Nie chciał wyżywać
się na przyjaciołach, a do tego zapewne by doszło, gdyby
został. - Nie szukajcie mnie. - dodał jeszcze, odwracając
się, by odbiec.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To ci w niczym... - zaczęła Hermiona, ale Harry zniknął
już za zakrętem, nie czekając na jej odpowiedź.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musiał znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby być
zupełnie sam.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ten artykuł tylko rozdrapał ranę, która jątrzyła
się w nim już od dawna. Rozdrapał i wyciągnął na
powierzchnię, uderzając w najbardziej czułe punkty. I to z
taką siłą, że ledwie mógł oddychać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Już wiedział, gdzie powinien się udać, aby być sam.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie miał problemów z odnalezieniem Pokoju Życzeń. W środku
panował półmrok. W kominku trzaskał ogień, a przed nim
stał duży, zielony fotel.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko wyglądało znajomo...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zawstydził się, kiedy zorientował się, czyją
komnatę mu to przypominało. Ale najważniejsze było to,
że panowała tu cisza i spokój. I nikt go tu nie znajdzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Opadł na fotel i zamknął oczy, wyciągając nogi w
stronę ognia i odchylając głowę w tył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak oni mogli? Co sobie wyobrażali pisząc ten artykuł? Chcieli
go pogrążyć? Wyśmiać? Sprowokować? Obarczyć
winą za to, co się działo? Za to, że Voldemort
wygrywał wojnę?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jasne. Nie mieli na kogo zwalić winy. Harry widział już oczyma
duszy nagłówki kolejnych artykułów: "Sami-Wiecie-Kto i banda
jego Śmierciożerców wymordowała Mugoli. Dlaczego Harry Potter
temu nie zapobiegł?", "Ministerstwo Magii zostało obalone!
To wina Harry'ego Pottera!", "Sami-Wiecie-Kto wygrał wojnę.
A gdzie był Harry Potter?". Tak, to wszystko jego wina. Voldemort wygrywa
- to wina Harry'ego. Voldemort morduje - to wszystko przez niego. Czarodziejski
Świat upada - Harry znowu zawiódł. Ktoś się przewrócił
i złamał nogę - kto jest temu winny? Oczywiście, Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale dlaczego to zawsze musi być on? Dlaczego nie dadzą mu wreszcie
świętego spokoju? Odpowiedź była zadziwiająco
oczywista - bo ma bliznę na czole. To ta blizna była jego winą.
Tak jakby wypisano mu nią na czole: "Winny, winny, winny". Winny
wszystkiemu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zorientował się, że w narastającej złości i
frustracji zaczął uderzać pięścią w poręcz.
Musiał jakoś odreagować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszyscy chcieli, żeby niewykształcony nastolatek walczył z
Voldemortem i całym zastępem Śmierciożerców. Żeby
znalazł jakiś sposób na pokonanie najsilniejszych i
najniebezpieczniejszych czarodziejów, jacy istnieją.
Poświęciliby go bez mrugnięcia okiem, byle tylko sami mogli
uniknąć walki. To oni byli tchórzami. Chcieli, żeby Harry Potter
wygrał tę wojnę za nich, za cały Czarodziejski Świat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie miał szans...</p><empty-line /><empty-line /><p>
W długim, ciemnym tunelu pojawiło się maleńkie
światełko. Harry przypomniał sobie słowa Severusa. Nagle
uświadomił sobie, że Snape to rozumiał. Rozumiał,
że Harry był za słaby, żeby to zrobić. I wcale tego od
niego nie oczekiwał. Jako jedyny nie naciskał go, nie zmuszał,
nie wmawiał, że musi to zrobić. W przeciwieństwie do
całej reszty Czarodziejskiego Świata - nie chciał go
poświęcić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W takim świetle cała wczorajsza rozmowa nabrała dla niego
zupełnie innego znaczenia. Wtedy był zły na Severusa, że
mężczyzna w niego nie wierzył. Teraz - przepełniała go
ogromna wdzięczność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Światło na krótką chwilę odpędziło czające
się w ciemności potwory, ale tunel był długi i
naprawdę mroczny. Światło nie mogło sięgnąć
wszędzie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Siedząc w ciszy i wpatrując się w ogień czuł, jak do
jego serca ponownie wkradają się cienie, kiedy przypominał sobie
kolejne fragmenty artykułu. I nawet światło nie potrafiło
ich odpędzić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nazwali go tchórzem... Ciekawe, jak oni czuliby się na jego miejscu?
Już to widział, jak Rita Skeeter idzie walczyć z Voldemortem,
wiedząc, że pewnie i tak zginie. Już widział, jak niezwykle
szlachetnie, z odwagą i dumą, poświęca swe życie dla
ratowania świata...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, wyśmiewać, mieszać z błotem i upokarzać to ona
potrafi, ale czy coś poza tym? Gdyby tylko dorwał ją teraz w
swoje ręce, to...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...to co, Harry Potterze? Zabiłbyś ją?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wziął kilka głębokich wdechów, próbując się
opanować. Już wystarczająco ciężko było mu
zaakceptować to, co go czeka - walka i, prawdopodobnie, śmierć.
Zmagał się z tym przez tyle czasu... I kiedy w końcu poddał
się i pogodził z losem... oni musieli atakować ten cienki,
niestabilny most, który przerzucił pomiędzy swoimi marzeniami, a
nieuchronnym przeznaczeniem. Chcieli rozbić go w drobny pył,
sprawić, aby Harry utonął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie! Pokaże im wszystkim, że nie jest tchórzem! Stanie do walki, jak
postanowił! Zrobi wszystko, by pokonać Voldemorta! Jeszcze dzisiaj
musi zacząć naukę. Skoro Snape nie chce go szkolić, to sam
znajdzie sposób, żeby zdobyć potrzebną wiedzę. Zakradnie
się do działu ksiąg zakazanych i znajdzie coś, co mu
pomoże.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak! Tak właśnie zrobi. Musi tylko zaczekać, aż zaczną
się lekcje i biblioteka opustoszeje.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rzucił na stojący obok fotela stolik trzy ciężkie,
zakurzone tomy w czarnych okładkach. Ściągnął z siebie
pelerynę niewidkę i opadł na fotel, wzdychając z ulgą.
Niemal został nakryty przez panią Pince, kiedy jedna z
książek, zaczęła go usilnie namawiać, żeby
wybrał ją, bo zawiera najtajniejsze, czarno-magiczne zaklęcia.
Chętnie by ją zabrał, gdyby nie była taka gadatliwa. Kiedy
sięgnął po pierwszą z książek, poczuł
ciepło w kieszeni. Przeczuwając kłopoty, sięgnął
po kamień i odczytał wiadomość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Gdzie jesteś, Potter?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamknął oczy i westchnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czyli Snape już się dowiedział, że nie ma go na lekcjach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął kamień w dłoni i odesłał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Nieważne. Chcę po prostu być sam.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Znał już Severusa na tyle dobrze, by wiedzieć, że tak
łatwo nie zrezygnuje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie pomylił się. Po chwili otrzymał odpowiedź:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Kiedy już skończysz się nad sobą użalać, masz
przyjść do mojego gabinetu. Czy to jasne? </emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry mógł tylko ponownie zamknąć oczy i westchnąć.
Dlaczego Snape nie chce dać mu spokoju? Dlaczego teraz zaczął
się nim interesować? Przecież jeszcze wczoraj wyrzucił go
ze swoich komnat, więc niech teraz nie udaje, że mu zależy!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z wściekłością cisnął kamień w kąt.
Podciągnął kolana pod brodę, objął je ramionami i
oparł o nie czoło, wzdychając ciężko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Był sam.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nikt mu nie pomoże. Nikt.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry odłożył książkę na stolik i
przeciągnął się. Bolały go wszystkie kości.
Cały dzień siedział i próbował nauczyć się
czegoś z tych, które przyniósł z biblioteki, ale nic z nich nie
rozumiał. Była w nich mowa o wyższości czarnej magii nad
białą, o jej zastosowaniach, o emblematach, amuletach i eliksirach,
ale ani słowa o zaklęciach. W pozostałych, to samo. Co prawda,
dowiedział się, jak rzucić klątwę na dowolny przedmiot,
ale po pierwsze - potrzeba było do tego ogromnej mocy; po drugie - duszy
przeżartej przez zło, a po trzecie - i tak do niczego by mu się
to nie przydało. Przecież nie wyśle Voldemortowi
przeklętego bukietu kwiatów w prezencie. A poza tym, jeżeli do każdej
klątwy trzeba mieć "duszę przeżartą
złem", to miał coraz mniej nadziei na to, że sam nauczy
się czegokolwiek. Ale nie podda się tak łatwo!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Panującą w pomieszczeniu cisze rozdarł odgłos, jakby
ktoś włączył w pobliżu młot pneumatyczny, jaki
Harry często słyszał na drogach podczas wakacji u Dursleyów.
Dotknął swojego pustego brzucha i westchnął
przeciągle. Nic dzisiaj nie jadł, a na pewno było już po
kolacji. Może wymknie się do kuchni i poprosi skrzaty o coś do
jedzenia? Na pewno mu nie odmówią.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy podniósł się z fotela i sięgnął po pelerynę
niewidkę, jego wzrok zatrzymał się na połyskującym
zielonkawo kamieniu, leżącym w kącie pokoju. Podszedł i
podniósł go z podłogi. W momencie, kiedy go dotknął,
kamień rozjarzył się. Widniała na nim wiadomość
od Snape'a. Już niemal wyblakła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Czekam na ciebie, Potter!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Ciekawe, kiedy Snape to wysłał? Pewnie już dawno, a teraz siedzi
i wścieka się, że Harry'ego jeszcze nie ma.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedział dlaczego, ale ta myśl sprawiła mu
przyjemność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poznał już Snape'a na tyle, by wiedzieć, że i tak nie
wymiga się od tego spotkania. Ale nie miał zamiaru pozwolić mu
znowu zmieszać się z błotem. Postanowił, że pójdzie do
niego tylko na chwilę i powie mu, że nie chce wysłuchiwać
jego złośliwości. Naprawdę nie miał na to ochoty.
Był głodny, zmęczony, a przed oczami wciąż stawał
mu artykuł z <emphasis>Proroka</emphasis> i za każdym razem uderzał tak samo
boleśnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Teraz wszyscy będą uważać go za tchórza, który woli
się ukrywać w Hogwarcie, niż walczyć... Cudowna
perspektywa. O ile bardziej wolał siedzieć tutaj, zamknięty,
odgrodzony od tych nieprzychylnych spojrzeń. Kiedy stąd wyjdzie,
będzie czekała go tylko walka... Nie tylko z Voldemortem, ale
także ze wszystkimi, którzy uwierzyli w ten artykuł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i ruszył w kierunku
lochów. Szedł wolno, pozwalając myślom kłębić
się w głowie, a każda z nich stawała się dla niego
ciężarem, wgniatającym go w podłogę i
sprawiającym, że ledwie powłóczył nogami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A może to prawda? Może on naprawdę jest tchórzem? Tchórzem,
który woli się ukrywać, niż stawić czoło
rzeczywistości? Tchórzem, który ceni swoje życie ponad życie
innych? Przecież wiedział, że kiedyś do tego dojdzie... Ale
dlaczego wcześniej możliwość walki z największym
wrogiem była dla niego tak emocjonującym przeżyciem, którego nie
mógł się doczekać, pomimo strachu i własnej niewiedzy?
Dlaczego wcześniej poszedłby na wojnę bez mrugnięcia okiem,
a teraz ta decyzja była dla niego taka trudna?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlatego, że naprawdę był tchórzem. Tchórzem, który w końcu
znalazł kogoś, dla kogo chciałby żyć...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Drzwi do gabinetu stanęły przed nim otworem, kiedy tylko je
musnął. Przeszedł powoli przez pomieszczenie, zdejmując po
drodze pelerynę niewidkę, ale zanim zdążył
chociaż dotknąć drewnianej powierzchni, drzwi do prywatnych
komnat Mistrza Eliksirów otworzyły się gwałtownie i
stanął w nich Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał w bok, nie chcąc, by Snape dojrzał w jego oczach
wszystko to, o czym krzyczała dusza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gdzie byłeś przez cały dzień, Potter? Cała
szkoła cię szukała. Ale co cię to obchodzi, prawda? Czego
innego można się spodziewać po takim infantylnym...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań! - powiedział szybko Harry, podnosząc głos i
zamykając oczy. Westchnął i kontynuował. - Przyszedłem
tu tylko po to, żeby ci powiedzieć, że miałem dzisiaj
naprawę zły dzień. I nie mam ochoty wysłuchiwać twoich
złośliwych, szyderczych i kpiących uwag na mój temat. Więc
jeżeli nadal masz zamiar mówić takie rzeczy, to żegnam... -
Odwrócił się, by odejść, jednak po zrobieniu kilku kroków
usłyszał ostre warknięcie Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wracaj tu, Potter! - Harry zatrzymał się i czekał. Po chwili
usłyszał jego przytłumiony głos, jakby słowa z trudem
przechodziły mu przez gardło. - Dobrze. Postaram się dzisiaj
być dla ciebie... milszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie mógł uwierzyć własnym uszom. Czyżby Snape
naprawdę to powiedział? Odwrócił się, zerkając na
niego przelotnie i, jak zwykle, w chwili, kiedy spojrzał we wbijające
się w niego czarne oczy, serce zabiło mu mocniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spuścił wzrok i pokiwał głową. Severus podszedł
do niego i Harry zobaczył wyciągniętą w swoją
stronę szczupłą dłoń o smukłych palcach. Jego
ręka niemal samowolnie powędrowała w jej kierunku, a długie
palce zacisnęły się delikatnie wokół jego dłoni.
Znajomy prąd przeszył ciało Gryfona.</p><empty-line /><p>
Snape zaprowadził go do komnaty i wskazał ciemny fotel. Kiedy Harry
usiadł, zobaczył, że na stoliku leżał talerz z
jedzeniem. Poczuł, że jego usta wypełniają się
śliną. Severus niedbale machnął ręką w
stronę talerza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie byłem na kolacji, więc jeden ze skrzatów mi to przyniósł.
Nie jestem głodny, więc jeżeli chcesz, możesz się
poczęstować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, dziękuję - odparł szybko Harry. - Nie chcę
zjadać twojego posiłku. A poza tym, też nie jestem gło... -
reszta zdania została zagłuszona przez niezwykle głośne
burczenie w brzuchu. Harry zarumienił się. Niemal widział
kpiący uśmiech na twarzy Mistrza Eliksirów. Zobaczył, że
Snape przysuwa talerz w jego stronę:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Masz to zjeść, Potter, albo sam wepchnę ci to do ust.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ta uwaga sprawiła, że Harry zaczerwienił się jeszcze
bardziej. Dlaczego takie uwagi, wygłaszane przez Snape'a, brzmiały
dla niego tak dwuznacznie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No dobrze... - wydukał w końcu. - Może kilka kęsów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Złapał widelec i zaczął jeść, starając
się nie zwracać uwagi na przyglądającego mu się
Severusa. Zanim się zorientował, pochłonął niemal
wszystko. Był tak głodny, iż wydawało mu się, że
to najsmaczniejszy posiłek, jaki kiedykolwiek jadł. Miał
wrażenie, że od tygodnia nie miał niczego w ustach. Kiedy Harry
zerkał na siedzącego naprzeciwko Snape'a, mógłby przysiąc,
że widział na jego twarzy błąkający się
uśmiech. Ale może to tylko cienie, wywołane przez drgające
płomienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy skończył, odsunął talerz i wymamrotał
podziękowanie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
Harry bardzo chciałby powiedzieć Severusowi o wszystkim, co go
gryzło, ale nie wiedział, czy mężczyzna ma ochotę na
wysłuchiwanie jego problemów. No, ale w końcu chciał, aby Harry
do niego przyszedł i żeby został. I powiedział, że
będzie miły. To zawsze był jakiś początek. Być może
oznaczało, że chce usłyszeć, o czym Harry myślał
przez cały dzień. I co robił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy może mu powiedzieć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musi. Musi się komuś zwierzyć, bo w końcu zwariuje. A nikt
nie zrozumie go lepiej, niż Snape...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Byłem w Pokoju Życzeń - powiedział cicho, patrząc w
ogień i wzdychając. - Potrzebowałem trochę samotności.
A teraz... - Zerknął na Snape'a, który przez cały czas
przyglądał mu się badawczo - ...a teraz najchętniej
zostałbym tutaj. - Westchnął ponownie, spuścił
głowę i oparł ją na rękach, wplatając palce we
włosy. - Kiedy wrócę, każdy będzie się ze mnie
wyśmiewał. Nie wiem, co mam zrobić. Ten artykuł... Wszyscy
go czytali i na pewno wiele osób w niego uwierzyło. Zawsze tak jest. To
samo było w zeszłym roku, kiedy wszyscy uważali mnie za
kłamcę. Teraz jest jeszcze gorzej. Teraz uważają mnie za
tchórza. I może mają rację... - Harry zamknął oczy. Po
chwili podniósł głowę i spojrzał na
przyglądającego mu się spod przymrużonych powiek Severusa.
- Ty też tak myślisz? Że jestem tchórzem?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów zamknął na chwilę oczy, a kiedy otworzył
je ponownie, powiedział niezwykle poważnym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Podejdź do mnie, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry, nieco zaskoczony, podniósł się z miejsca i powoli
okrążył stolik. Stanął przed Severusem, którego
spojrzenie zanurzyło się głęboko w zielonych oczach
Harry'ego, a szczupła ręka wyciągnęła się w jego
stronę. Kiedy Gryfon jej dotknął, długie, chłodne
palce zacisnęły się na jego dłoni i delikatnie
pociągnęły. Podążając za wskazówkami, Harry
usiadł na kolanach Snape'a, skonsternowany i całkowicie zaskoczony.
Intensywny wzrok Severusa przyciągał jego spojrzenie, niczym czarna
dziura. Kiedy Mistrz Eliksirów odezwał się po kilku chwilach, jego
zazwyczaj szorstki głos wydał się Harry'emu niezwykle
łagodny:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślę, Potter, że na pewno nie brakuje ci odwagi. I nie
pozwól, żeby wmówiono ci coś innego. - W oczach Severusa coś
zamigotało. - Wątpię, by ktokolwiek inny odważył
się uwodzić mnie na lekcji przy całej klasie, albo
wypisywał takie rzeczy w teście.- Harry zmarszczył brwi, nie
wiedząc, czy Severus mówi poważnie, czy z niego kpi. - I
wątpię także, by ktokolwiek inny odważył się
zbliżyć do mnie na odległość mniejszą niż
długość różdżki. - Oczy Severusa ponownie
błysnęły i Harry zastanawiał się przez chwilę,
którą "różdżkę" ma na myśli Snape. - A poza
tym, Potter, jesteś chyba jedyną osobą, która nie boi się
mnie prowokować. I podejrzewam, że twoja brawura doprowadzi cię
kiedyś do zguby. A jeżeli nie ciebie, to mnie z pewnością -
zakończył Mistrz Eliksirów, uśmiechając się krzywo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wpatrywał się w Snape'a, próbując pojąć sens
wypowiedzianych przez niego słów. Czyżby to oznaczało...? Czy on
właśnie powiedział...? A więc Severus nie uważał
go za tchórza?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie cieszyłby się bardziej, gdyby usłyszał takie
słowa od Syriusza, albo od swojego ojca. Ponieważ wypowiedział
je Snape - ktoś, kto zawsze mówił szczerze, nie przejmując
się uczuciami innych. Jedyna osoba, która mogła powiedzieć mu
prawdę. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo
zależało mu na jego opinii. W momencie, kiedy usłyszał te
słowa - jego serce przepełnił tak wielki spokój i
radość, że zanim zdążył nad sobą
zapanować, złapał twarz Severusa i przycisnął usta do
jego cienkich, słodko-cierpkich warg tak mocno, iż prawie je
zmiażdżył. Jego ciało momentalnie zesztywniało,
przeszył je prąd tak silny, że niemal podskoczył. Jego
serce drgało w piersi, a oddech zupełnie uleciał. Przylepione do
siebie usta chłonęły swą wilgoć, smak, aromat.</p><empty-line /><p>
Dopiero, kiedy Harry poczuł na swoim kolanie dotyk ręki, która
zaczęła powoli przesuwać się w stronę uda,
zorientował się, co się dzieje. Wstrząs był tak silny,
a uderzenie świadomości tak nagłe, że kiedy oderwał w
końcu usta, zakręciło mu się w głowie, a przed oczami
przez jakiś czas widział jedynie ciemne plamy. Do jego płuc
wdarło się powietrze, a cały świat nagle stanął w
miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał kilka razy, przeganiając cienie, i z przerażeniem
spojrzał na przyglądającego mu się z dziwnym wyrazem twarzy
Severusa. W mrocznych oczach dostrzegł iskierkę poruszenia, coś
nieokreślonego. Coś, co wprawiło go na chwilę w
konsternację, ale zbyt szybko zniknęło, by mógł się
temu dokładnie przyjrzeć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czas ruszył ponownie, a Harry poczuł, że robi się czerwony
na twarzy. Wbił wzrok w podłogę, mamrocząc przeprosiny i
przeklinając się w duchu za tę chwilową nieuwagę,
która doprowadziła do tego, co zrobił. Mógł
zaprzepaścić wszystko. Przecież Snape wyraźnie
powiedział, że nie wolno mu tego robić. Jak mógł
pozwolić sobie na tę chwilę słabości? Musi to
naprawić!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam. Nie chciałem. Naprawdę. To tak nagle... Proszę,
nie wyrzucaj mnie. Przepraszam.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie miałem takiego zamiaru, Potter - wycedził Snape niezwykle
opanowanym, zważywszy na okoliczności, głosem. Harry uniósł
głowę i spojrzał w twarz Severusa. W to poprzecinane
zmarszczkami oblicze, tak blisko niego, że wystarczyło unieść
rękę, by dotknąć chłodnej skóry, która wydawała
się tak niezwykle gładka. Miał wrażenie, że czas
ponownie przestał płynąć, przestrzeń stała
się miękka, delikatna, unosiła go w swych falach,
uspokajając umysł i kołysząc jego zmysły. Harry
spoglądał w dwa ciemne, niemal nieskończone tunele, na
końcu których jaśniało maleńkie światełko. Te
oczy wciągały go w swą niezmierzoną głębię
za każdym razem, kiedy w nie patrzył. Dotykały go, igrały z
nim, przyciągały, a on poddawał się im, niezdolny, by
zaprotestować, by odwrócić się od nich, by oprzeć się
ich magnetycznej sile. Delikatne zmarszczki w kącikach nadawały im
wyrazu jeszcze większej głębi, a brwi... równie czarne, jak
źrenice. Tyle razy widział, jak marszczyły się lub
unosiły, ukazując tak wiele różnych emocji. Czasami tylko
dzięki nim wiedział, co Severus myśli albo czuje - jeżeli
oczy były zwierciadłem duszy, to te brwi stanowiły ramę, w
którą były oprawione.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powili uniósł dłoń i dotknął ich. Były gęste
i szorstkie. Z zafascynowaniem obserwował, jak pomiędzy nimi pojawia
się zmarszczka, którą widział już tyle razy, ale która
wciąż była dla niego czymś niezwykłym.
Dotknął jej, czując pod palcami jej nierówności, jakby
została wyżłobiona przez tysiące myśli i odczuć,
przewijających się przez umysł, i tylko ona ujawniała ich
siłę i natężenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wzrok Harry'ego powędrował niżej. Nie zwracając uwagi na
serce bijące tak szybko i intensywnie, że niemal je
słyszał, całkowicie pochłonięty badaniem każdego
skrawka tej niesamowitej twarzy, dotknął wyraźnego,
charakterystycznego nosa. Powoli przesunął palcem po całej jego
długości, rozkoszując się jego fakturą i
każdą wypukłością. Ostry, zakrzywiony, stanowił
doskonałe dopełnienie twarzy. Nadawał jej groźny,
drapieżny wygląd. Był... idealny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry oddychał coraz ciężej, ale był teraz tak zapatrzony i
oczarowany, że w ogóle tego nie zauważył. Wydawało mu
się, że z jego ust wydobyło się westchnienie, kiedy
delikatnie dotknął chłodnego policzka, ale niemal to do niego
nie dotarło. Skóra Severusa była gładka, miała ziemisty,
matowy odcień, jakby zbyt często wystawiano ją na działanie
oparów eliksirów, ale im dłużej jej się przyglądał,
tym bardziej był przekonany, że była ona dokładnie taka,
jaka powinna być. Nie potrafiłby sobie wyobrazić
piękniejszej. Z czułością pogłaskał policzek.
Raz, drugi. Jakby nie potrafił przestać. Jakby bał się,
że zaraz zniknie, że to wszystko jest wyobrażeniem,
ułudą, która lada moment rozpłynie się w nicość.
Jego dłoń znieruchomiała, a palce powoli zsunęły
się i zatrzymały na bladych, cienkich wargach, które rozchyliły
się nieznacznie pod jego dotykiem. Tyle razy słyszał z tych ust
ostre, dogłębnie raniące słowa. Tyle razy
słyszał, jak te usta jęczały... Były wtedy jakby
delikatniejsze, pełniejsze, wilgotne... Przepełniał go ból,
kiedy przypominał sobie, że były one jedyną
częścią Severusa, której nigdy nie będzie miał. Której
nie skosztuje, nie poczuje smaku, faktury, miękkości... I której
nigdy nie dostanie. Pozostały mu jedynie wspomnienia. I spalające na
popiół pragnienie, którego nic nie mogło ugasić. A także
szybkie, niezapowiedziane, nagłe ataki na te wiecznie zaciśnięte
wargi, podczas których będzie eksplodował od doznań. A które
niemal na pewno będą potem okupione bólem.</p><empty-line /><p>
Tak niedużo</p><empty-line /><empty-line /><p>
I tak wiele.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Świadomość tego wszystkiego była chłodna, wdarła
się w jego umysł niczym ostre światło poranka przez
uchylone zasłony i wybudziła go z letargu. Zamrugał kilka razy,
nie rozumiejąc, gdzie jest i co się stało. Powróciła
rzeczywistość, a czas ruszył ponownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry spojrzał na Severusa, uderzył go wyraz jego twarzy.
Całkowite zaskoczenie, zmieszane z niedowierzaniem. Coś, co
widział na jego obliczu tylko raz - wtedy, kiedy zażył eliksir
Desideria Intima. I chociaż niewątpliwie widok ten był niezwykle
fascynujący, został wyparty przez wkradające się powoli w
jego umysł zażenowanie. Zrozumiał, co zrobił i jak to
wyglądało... Zupełnie zapomniał o świecie,
wyłączył się, kompletnie nie panował nad emocjami,
które na pewno musiały uwidocznić się na jego twarzy. Co Severus
mógł na niej zobaczyć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nawet bał się pomyśleć...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pokonany przez wstyd, uciekł wzrokiem i wbił go w podłogę.
Spodziewał się, że Snape coś powie, ale widocznie był
zbyt zdumiony i równie zakłopotany, jak Harry. Chociaż, prawdę
mówiąc, Gryfon kompletnie nie mógł sobie wyobrazić, by Severus
mógł być kiedykolwiek zakłopotany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to on pierwszy musi przerwać milczenie. Przerwać tę
gęstą, napiętą atmosferę, która powoli
zaczęła go przygniatać. Odchrząknął,
próbując odnaleźć swój głos, który najwyraźniej
był tak zażenowany, że schował się w najdalszym
zakątku gardła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję, że mi to powiedziałeś - mruknął
cicho, spoglądając na swoje ręce. - Że nie uważasz
mnie za tchórza. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zdążyłem zauważyć - odparł Severus, a w jego
głosie zadrżała ironiczna nuta.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wzdrygnął się i zerknął na Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było dziwne stwierdzenie. Co zauważył? A jeżeli
dostrzegł coś, czego Harry nie chciał ujawniać? Albo
też sam nie zdawał sobie sprawy z tego, co zagnieździło
się w jego duszy? Czuł się zagubiony. Zagubiony i
roztrzęsiony. Cały ten dzień był tak bardzo męczący...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spuścił wzrok i westchnął ciężko,
starając się oczyścić umysł ze wszystkich myśli i
po prostu przeżywać tę chwilę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wtedy właśnie poczuł delikatny dotyk na podbródku i jego
głowa została uniesiona. Jego oczy zatonęły w
obezwładniającym spojrzeniu Severusa, który patrzył na niego
łagodnie i zarazem stanowczo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co to za mina? - zapytał, a jego głos otulił Harry'ego
przyjemnym ciepłem. - Nie wolno ci się martwić, kiedy
jesteś ze mną. Czy to zrozumiałe?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową, zaskoczony tymi słowami, i
spojrzał na Severusa szeroko otwartymi oczyma. Snape skrzywił
się i dodał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czyżby "Prorokowi" udało się coś, co nie
udało się niemal nikomu - złamać słynnego Chłopca
Który Przeżył? Chyba powinienem wysłać im list z
gratulacjami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi. Nie podobała mu się ta kpina.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wcale mnie nie złamał! Po prostu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Po prostu tak ci namieszał w głowie, że
stwierdziłeś, że nie nadajesz się do niczego, jesteś
tchórzem, zdrajcą i egoistą - dokończył za niego Snape. -
Co prawda, z chęcią sam dorzuciłbym jeszcze kilka
określeń, które umknęły "Prorokowi", ale po co,
skoro wystarczy kilka nagryzmolonych przez niekompetentnych idiotów linijek,
żeby wpędzić słynnego Pottera w depresję.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wydął wargi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wpędzili mnie w depresję - warknął. Słowa
Snape'a denerwowały go. Działały na niego, niczym płachta
na byka. - To nie jest miłe, kiedy ktoś cię nienawidzi i obrzuca
błotem. A szczególnie, kiedy tym "kimś" jest cały
czarodziejski świat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, to rzeczywiście powód do załamania. Ja, w takim razie,
już dawno powinienem wylądować na terapii w Św. Mungu. -
Harry zamrugał, słysząc sarkazm w głosie Snape'a. - Od
kiedy to "Prorok" pisze prawdę, Potter? A to, że niektórzy
idioci wierzą w wypisywane w nim bzdury, oznacza, że mają rozum
na poziomie Longbottoma. Czy mam rozumieć, że ty także w to
uwierzyłeś?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Oczywiście, że nie! - zaprzeczył szybko Harry. Nie
uśmiechało mu się być porównanym do Neville'a, pomimo,
że go lubił. - Ale...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale ciągle się boisz, że wszyscy inni w to uwierzyli? -
przerwał mu Severus. Zdawało się, że czytał w jego
myślach. - W tym także twoi drodzy przyjaciele? Jeżeli tak, to
gratuluję doboru przyjaciół, Potter. Nie ma to jak przejmowanie
się, co myśli o tobie banda bezmózgich tępaków. Nic tak nie
wpływa na samoocenę - zakończył ironicznie
mężczyzna i prychnął z pogardą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja się wcale nie przejmuję, co o mnie myślą! -
wybuchnął Harry, czując, że słowa Snape'a
rozpaliły w nim ogień, który zdawał się ledwie tlić
przez cały dzisiejszy dzień. - Mogą sobie myśleć, co
chcą! Do cholery z nimi! Zależy mi tylko na tym, co ty myślisz!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przecież doskonale wiesz, co myślę - warknął
Severus, marszcząc brwi i wbijając w niego ostre spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, wiem - odparł Harry. Zawahał się. Chciał jeszcze
coś dodać, zaprzeczyć, ale wszystkie argumenty zdawały
się rozpłynąć. Snape trafnie zbił je wszystkie. - Masz
rację - powiedział w końcu. - Byłem głupi,
przejmując się tymi bzdurami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, że Snape kiwa głową z powagą. W jego oczach
coś zamigotało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Więc mam nadzieję, że następnym razem, kiedy ukaże
się taki artykuł, nie zachowasz się jak skończony idiota
bez krztyny poczucia własnej wartości i nie zaszyjesz się na
cały dzień w jakiejś dziurze, niczym wystraszony szczeniak z
podkulonym ogonem, którego ktoś kopnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, już wystarczy - wymamrotał Harry. - Zrozumiałem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cieszę się. - Na ustach Severusa pojawił się krzywy
uśmiech. Harry poczuł skurcz w żołądku.
Olśniło go.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No jasne! Przecież to oczywiste! To wszystko, co powiedział Snape...
powiedział, ponieważ chciał...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zdał sobie sprawę, że jest tak zdumiony, że nie
może wydusić słowa. Jego wargi rozciągnęły
się w szerokim uśmiechu. Nie wiedział dlaczego, ale nagle
poczuł się niesamowicie. Mimo, że gardło miał
ściśnięte, to w serce wlały się spokój i
radość, zmywając wszystkie troski i problemy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus martwił się o niego. <emphasis>Naprawdę</emphasis> się
martwił. Dlatego powiedział mu te wszystkie rzeczy. Nie mógł
znieść, że Harry jest smutny... I pomimo jego ewidentnego
niedoświadczenia w kwestii pocieszania, Harry poczuł się
absolutnie rozczulony jego troską. To było... takie wzruszające.
Nie potrafił opanować maślanego uśmiechu, który rozlał
się na jego twarzy, a oczy błyszczały mu jaśniej, niż
gwiazdy w całej swej krasie, kiedy wpatrywał się w Severusa,
wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszał.
Zauważył, że kąciki ust mężczyzny
drgnęły nieznacznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedział, jak. Nie wiedział, kiedy. Ale czuł, że
udało mu się przekroczyć kolejną barierę. Zdobył
coś, co jeszcze niedawno wydawało się całkowicie poza
zasięgiem. Jeszcze niedawno... uczucia Harry'ego były ostatnim, co
mogłoby zaprzątać głowę Severusa. Kogoś, kto
zranił go tak wiele razy - czy to słowem, czy czynem, w ogóle nie
przejmując się jego bólem. A teraz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przypomniał sobie wszystkie te myśli, które powstrzymały
go przed ucieczką po wypiciu <emphasis>Veritaserum</emphasis>. Myśli, które wtedy
wydawały mu się tylko czczymi mrzonkami:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Nie możesz się teraz poddać. Swoim oddaniem uda ci się
go złamać. W końcu wygrasz.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Gdyby wtedy zrezygnował... nie siedziałby teraz na kolanach Snape'a,
czując się najszczęśliwszą osoba na świecie. Nie
patrzyłby w jego cudowne oczy. Nie czułby dotyku jego dłoni. Nie
słyszałby jego ciepłego, równomiernego oddechu... Nie
istniałby.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Sięgnął po rękę Severusa, przybliżył ją
do swojej twarzy i pocałował smukłe, zagięte palce. Kilka
razy. Nie mógł się powstrzymać. Nie potrafił przestać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję - wyszeptał pomiędzy pocałunkami. Miał
zamknięte oczy. Nie musiał widzieć. Ważne, że
czuł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł ciepło. Płonął w nim ogień. Jasno i
niezachwianie. Czuł go całym sobą, wszędzie wokół. I
wiedział, że tym razem żadna nawałnica już go nie
zdmuchnie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Westchnął i oparł głowę o ramię Severusa.
Wcisnął twarz w jego obojczyk. Otulił go przyjemny zapach
mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
O tak, dlaczego zawsze nie mogłoby być tak, jak teraz? Tutaj, przy
nim... czuł się bezpiecznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bądź... przy mnie - wyszeptał cicho, owiewając ramię
Severusa gorącym oddechem. Wtulił się w niego jeszcze bardziej.
- Zawsze...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie otrzymał odpowiedzi. W zamian za to poczuł oplatające go
ramiona, które przysunęły go jeszcze bliżej, przyciskając
do odzianego w czerń, pachnącego korzeniami imbiru ciała Mistrza
Eliksirów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na usta Harry'ego wypłynął błogi uśmiech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jeszcze chwilę temu czuł się jak ptak, któremu podcięto
skrzydła. Teraz, dzięki Severusowi czuł się tak, jakby
miał nowe, lepsze i piękniejsze skrzydła, które pokonają
każdą burzę i zabiorą ich obu gdzieś, gdzie w
końcu będą bezpieczni.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry wracał do Pokoju Wspólnego, ukryty pod peleryną
niewidką, nie potrafił przestać się uśmiechać.
Udało mu się wynegocjować spotkanie ze Snape'em w sobotę, a
na dodatek Severus obiecał, że będzie dla niego
"miły". Jutro po południu wymknie się do Hogsmeade.
Wszystko uda się znakomicie. W końcu, w sobotę będzie
szczególny dzień - urodziny Severusa. Harry już wiedział, co da
mu w prezencie. Wiedział, co mężczyzna lubi i chociaż
wymagało to od niego niezwykłej odwagi - przełamie się i da
Severusowi taki prezent, jakiego ten nigdy nie zapomni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale to wszystko dopiero w sobotę. Teraz czekała go potyczka. Musi
stawić czoła temu, co go czeka. Ale teraz przynajmniej miał
wokół siebie barierę ochronną. Teraz był przygotowany na
wszystko, co może go spotkać ze strony jego byłych kolegów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dzięki Severusowi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zdjął pelerynę pod portretem Grubej Damy, odetchnął
głęboko i wszedł. Pierwsze, co usłyszał, to pisk, a
horyzont przysłoniła mu burza kasztanowych włosów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry! - krzyknęła Hermiona, tuląc go do siebie z taką
siłą, jakby chciała połamać mu żebra. - Tak
się o ciebie martwiliśmy. Gdzie byłeś? Wszyscy cię
szukali! Jak mogłeś tak zniknąć? Na cały dzień!
Nie pomyślałeś o tym, że będziemy odchodzić od
zmysłów?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hermiono, puść go, bo go udusisz i niczego się nie dowiemy -
powiedział Ron, który wyłonił się zza pleców Gryfonki.
Hermiona odsunęła się od Harry'ego i wbiła w niego taki
wzrok, jaki zwykle miała mama Rona, kiedy Fred i George coś nabroili.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Musiałem pobyć sam - powiedział cicho Harry, rozmasowując
kark. - Byłem w Pokoju Życzeń.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widzisz? Mówiłem ci - oświadczył z dumą Ron. -
Mówiłem jej, że nic ci nie jest - zwrócił się do Harry'ego.
- Ale wiesz, jakie są dziewczyny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, jeżeli się martwiliście - dodał cicho Harry,
starając się ignorować zaciekawione spojrzenia, które rzucali ku
niemu wszyscy obecni w pomieszczeniu Gryfoni. Na kilku twarzach pojawił
się szyderczy grymas. W rękach trzymano egzemplarze porannego <emphasis>Proroka</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To, co zrobiłeś, było nieodpowiedzialne i nieprzemyślane,
Harry! - oświadczyła głośno Hermiona, jakby chciała
mieć w tej sprawie ostatnie słowo, po czym wyprostowała się
i potoczyła po pokoju gniewnym wzrokiem, jakby chciała wyzwać na
pojedynek każdego, kto się z nią nie zgodzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możemy pogadać na górze? - zapytał Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Oczywiście, stary - odparł Ron i ruszył przez pokój. Kilkoro
uczniów odsunęło się na bok, kiedy przechodzili, ale zanim
dotarli do schodów, Harry usłyszał głos Seamusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A więc to tak, Potter. Jesteś aż takim tchórzem, że na
cały dzień wlazłeś do jakiejś nory i bałeś
się pokazać nam na oczy? Nic dziwnego, że boisz się
spotkania z Sam-Wiesz-Kim. Jeżeli uciekasz przed nami... -
Rozłożył ręce, wskazując na otaczających go
uczniów, którzy patrzyli na Harry'ego z mieszaniną pogardy i politowania.</p><empty-line /><p>
Harry zamknął oczy. Spodziewał się tego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odwrócił się i wbił w Seamusa twarde spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie czytałeś dokładnie artykułu, Seamus? Może
niedługo przyłączę się do Voldemorta? Więc
uważaj, bo chyba nie chcesz mieć we mnie wroga?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon zbladł i zacisnął zęby ze złości. Harry
rozejrzał się po pokoju, jakby szukał następnej osoby,
która chciałaby mu coś jeszcze powiedzieć, ale nikt już
się nie odezwał. Kiedy jednak wspinał się po schodach,
usłyszał z dołu wiązankę wrogich, pełnych gniewu
epitetów pod swoim adresem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie przejmuj się nimi, Harry - powiedziała Hermiona, kiedy
wchodzili do dormitorium. - W końcu im się to znudzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taa... - mruknął Harry, siadając na łóżku. - Tak
samo, jak "znudziło im się" nazywanie mnie kłamcą
w zeszłym roku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona skrzywiła się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Może nie będzie tak źle? - wymamrotał Ron.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale my będziemy cię wspierać, Harry - dodała Hermiona. -
Prawda, Ron?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rudzielec mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dzięki - westchnął Harry. - Co mnie dzisiaj ominęło?
Nauczyciele bardzo się wściekali?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona od razu spoważniała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- McGonagall wpadła w szał. Powiedziała, że to, co
zrobiłeś, było nieodpowiedzialne i dziecinne i kazała ci
przekazać, że jak tylko się pojawisz, to masz do niej
przyjść.</p><empty-line /><p>
Harry skrzywił się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie brzmi to najlepiej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A czego się spodziewałeś? - rzuciła retorycznie. - Tonks,
Binns i Sprout byli w porządku. Nic nie powiedzieli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I Snape cię szukał - dodał Ron.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Snape? - Harry starał się udawać obojętność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taa, zaraz po pierwszej lekcji. Też się wkurzył, że
zniknąłeś. To dziwne, bo przecież nie mieliśmy dzisiaj
eliksirów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bardzo sobie na mnie używali? - zapytał Harry, pragnąc szybko
zmienić ten grząski temat. Ron pokiwał smutno głową, a
Hermiona zagryzła wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Najbardziej Ślizgoni i Gryfoni. Ktoś już podobno stworzył
prototyp plakietki, którą zamierzają nosić. Coś o tobie,
że jesteś "śmierdzącym tchórzem", czy coś
takiego - powiedział Ron ze wstydem. - Wygląda na to, że znowu
postanowili cię prześladować. Tak, jakby nie mieli ciekawszych
rzeczy do roboty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową. Ron miał absolutna rację.
Już dawno zauważył, że gdy tylko w prasie pojawiało
się coś niepochlebnego na jego temat, cała szkoła
wpadała w zbiorową histerię i łączyła się w
chęci zmieszania go z błotem. Tak było dwa lata temu przed
Turniejem Trójmagicznym i tak samo było w zeszłym roku, kiedy wszyscy
uważali go za kłamcę. Tak było też niecałe dwa
miesiące temu, kiedy okazało się, że największym
pragnieniem Harry'ego Pottera jest znienawidzony przez wszystkich Mistrz
Eliksirów. Zachowywali się tak, jakby za wszelką cenę chcieli
upodlić Chłopca, Który Przeżył,
ściągnąć go do swojego poziomu, zniszczyć go. Jak
gdyby mu zazdrościli. Jeżeli w ogóle było czego
zazdrościć...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Próbowaliśmy interweniować u McGonagall, ale ona była na
ciebie zbyt wściekła, żeby coś z tym zrobić -
oświadczyła Hermiona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ślizgoni wymyślili o tobie piosenkę. Śpiewali ją
podczas kolacji i przez cały czas się z ciebie wyśmiewali, a
Snape w ogóle nie zwrócił im uwagi! - powiedział oburzony Ron.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W umyśle Harry'ego coś zaskoczyło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Snape był na kolacji? - zapytał, zdumiony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No jasne, że był - odparł Ron. - I nie zrobił nic,
żeby ich uciszyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nagłe zrozumienie uderzyło w Harry'ego z siłą Wierzby
Bijącej. W głowie zabrzmiały mu słowa Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Nie byłem na kolacji... skrzat mi to przyniósł... nie jestem
głodny... możesz się poczęstować...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, jak w jego serce wlewa się przyjemne ciepło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape przygotował ten posiłek specjalnie dla niego. Nie chciał,
żeby Harry był głodny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było takie... takie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, dobrze się czujesz? - zapytała zaniepokojona Hermiona. -
Dlaczego nagle zacząłeś się tak dziwnie
uśmiechać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon odchrząknął i natychmiast spoważniał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam. Jestem po prostu trochę zmęczony. Pójdę jeszcze
do McGonagall. Nie musicie na mnie czekać. - Wstał i zarzucił na
siebie pelerynę niewidkę, pragnąc jak najszybciej stąd
wyjść i do woli rozkoszować się tym niesamowitym uczuciem,
które wkradło się do jego serca i wzięło je w posiadanie.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
McGonagall była na niego naprawdę wkurzona i zafundowała mu
bardzo długą i pełną wykrzykników przemowę na temat
godnego zachowania Gryfonów, ale w końcu Harry'emu udało się
ją ułagodzić na tyle, by nie wlepiła mu za to szlabanu.
Kiedy trochę się uspokoiła, oświadczyła, że
ją także ten artykuł niezwykle zdenerwował i że kiedy
tylko wróci Dumbledore, wystosują do <emphasis>Proroka</emphasis> odpowiednią
notkę z prośbą o sprostowanie i przeprosiny. A Harry nie
powinien się tym przejmować, tylko wziąć się do nauki
i nie uciekać już więcej z zajęć. Chłopak
obiecał, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy i
cała sprawa zakończyła się dosyć polubownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale następny dzień przyniósł mu niestety tylko i
wyłącznie masę nerwów. Tak, jak przewidywał, piątek
okazał się dla niego gehenną. Na każdym kroku
spotykały go szykanowania, złośliwe komentarze i zaczepki.
Początkowo starał się je odpierać, ale po jakimś
czasie stwierdził, że to nie ma sensu. Nie chciał marnować
swojego zdrowia i nerwów, a kiedy tylko pozwalał się
wciągać w jakąś wymianę zdań, atak na niego
nasilał się jeszcze bardziej i chociaż próbował, nie
miał szans wygrać. Po każdej takiej sytuacji popadał w
przygnębienie i nawet pomoc Rona i Hermiony nie na wiele się
przydawała. Kilka razy mignęły mu plakietki z jego imieniem i
wulgarnymi epitetami. Seamus przez cały dzień patrzył na niego
wilkiem, z taką niechęcią i nienawiścią, jakby jedyne,
o czym marzył, to zrównać Harry'ego z ziemią.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na szczęście Harry nie był osamotniony w tej walce. Poza
Hermioną i Ronem, po jego stronie stanęli, jak zwykle, Neville i
Luna. A także, ku jego zaskoczeniu, Ginny, która, paradoksalnie,
pomogła mu najbardziej i wyciągnęła go z przygnębienia,
w jakie wpadł po kolejnej sprzeczce z bandą Ślizgonów i
wysłuchaniu obraźliwej piosenki na swój temat. To właśnie
ona, jako spadkobierczyni skrzywionego poczucia humoru jej braci
bliźniaków, namówiła Harry'ego do zemszczenia się w niezwykle
perfidny sposób na wszystkich, którzy mu dokuczali, a Gryfon z wielka
chęcią przystał na jej pomysł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podczas przerwy w zajęciach, na najbardziej tłocznym korytarzu, Harry
nagle zaczął krzyczeć i złapał się za ramię.
Ginny dopadła do niego pierwsza. Zbladła i zapytała
roztrzęsiona:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało, Harry?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wezwanie... - wyjęczał Harry na tyle głośno, by wszyscy
go usłyszeli. - Od Sama-Wiesz-Kogo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zanim się zorientował, wokół niego zrobiło się
niezwykle cicho i pusto.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na następnej przerwie, Harry został zatrzymany przez
zbulwersowaną profesor McGonagall, która oświadczyła mu, że
przyszło do niej bardzo wielu uczniów z niezwykłą
wiadomością, jakoby Harry posiadał Mroczny Znak. Kiedy Harry
wyraził swoje zdumienie, poprosiła go, aby wybrał nieco mniej
spektakularny sposób obrony przed natrętami i odeszła,
kręcąc głową z politowaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry, nie mogąc przestać chichotać, opowiedział o
tym Ronowi i Ginny, cała trójka niemal straciła dech ze śmiechu.
Niestety, Hermiona stwierdziła tylko, że było to infantylne i w
bardzo złym guście, Neville zapytał Harry'ego z przestrachem,
czy naprawdę ma Mroczny Znak, a Luna i tak była zbyt zajęta
tropieniem Pohurków Haczykowatych, by zwracać na nich uwagę.
Wtrąciła tylko, że z chęcią by coś zjadła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zanim nadeszła ostatnia już tego dnia lekcja - Eliksiry, Harry
miał całkiem dobry humor, zważywszy na okoliczności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape był jednak znany z tego, że potrafił zepsuć humor
każdemu i to w bardzo krótkim czasie. Oświadczył, że zrobi
im dzisiaj niezapowiedziany sprawdzian, polegający na uwarzeniu niezwykle
trudnego eliksiru. Harry siedział razem z Hermioną, która robiła
wszystko tak starannie, jakby od wyniku zależało jej życie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie chciał zawalić tego eliksiru. Wiedział, że Snape
byłby na niego zły, a zależało mu na tym, żeby jutro
miał dobry humor, skoro chciał, aby wszystko, co zaplanował,
udało się. Skupił się na swoim zadaniu tak bardzo, jak
już dawno mu się to nie zdarzyło. Snape co jakiś czas
przechadzał się po klasie, zaglądając do kociołków.
Harry był niezwykle dumny ze swojego eliksiru, który na tym etapie
miał niemal idealny kolor i konsystencję. Został mu do dodania
tylko jeden składnik. Poszedł do składziku po korzeń
waleriany, a kiedy wrócił i spojrzał w swój kociołek, niemal go
upuścił. Jego eliksir, który jeszcze przed chwilą miał
barwę słomianej żółci, teraz był zgniłozielony.
Przysunął się do Hermiony i syknął do niej
półgłosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Coś się stało z moim eliksirem. Przed chwilą był
jeszcze w porządku, a kiedy wróciłem - sama sobacz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona zajrzała do jego kociołka i zbladła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wiem, co się stało, Harry. Cały czas byłam skupiona
na swoim eliksirze. Nic nie widziałam - wyszeptała zdenerwowanym
głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ktoś musiał go zniszczyć celowo - szepnął Harry
czując, jak jego własne zdenerwowanie zamienia się w palący
gniew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak bardzo się napracował!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rozejrzał się po sali i wtedy zobaczył - dwie ławki za nim
siedział Seamus, uśmiechając się do niego mściwie.
Harry poczuł, że gniew zaczyna bulgotać, wydzielając
trujące opary wściekłości. Zanim zdążył
zareagować, zobaczył, jak Seamus pisze coś na kartce, szybko
ją składa i posyła mu. Harry złapał notkę,
rozłożył i ignorując próbującą zajrzeć mu
przez ramię Hermionę, przeczytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Czy teraz też okażesz się tchórzem i naskarżysz
Snape'owi? Czy przyjmiesz z honorem swoją porażkę i
pokażesz, że może jednak jesteś odważny?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Przed oczami Harry'ego pojawiły się czerwone plamy. Chciał teraz
tylko jednego - zamordować Seamusa, zgnieść go, zetrzeć na
proch.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak bardzo zależało mu na tym, żeby wszystko zrobić dobrze.
Tak bardzo nie chciał zawieść Snape'a. Pragnął,
żeby jutrzejszy dzień był wyjątkowy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co on napisał? - syknęła mu do ucha Hermiona, wyrywając
kartkę z ręki. Kiedy przeczytała, zrobiła się równie
czerwona ze złości, jak Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak on mógł? Co za bezczelny drań! Przecież był
kiedyś twoim przyjacielem!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nieważne - odparł cicho Harry, próbując odebrać jej
liścik, ale ona była szybsza i odsunęła rękę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak to nieważne? Zniszczył twój eliksir. Zamierzasz się z tym
pogodzić?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chce po prostu, żeby zostawili mnie w końcu w spokoju. Nie ma sensu
wywoływać jeszcze większej wojny. Jestem dla nich tchórzem i nic
tego nie zmieni, ale nie będę na dokładkę donosił, bo
wtedy będziemy wrogami do końca życia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Więc ja to zrobię! - syknęła Gryfonka i zanim Harry
zdążył zaprotestować, krzyknęła w stronę
pochylonego właśnie nad kociołkiem Zabiniego nauczyciela:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Profesorze Snape!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyprostował się i wbił w nią podejrzliwe
spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O co chodzi, panno Granger?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hermiono, nie! - syknął cicho Harry, błagając ją
wzrokiem, żeby przestała. Kiedy Snape podszedł do ich
ławki, Harry spróbował jeszcze ostatni raz. - Nie rób tego. Wszystko
w porządku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona wyrwała rękę z jego uścisku i warknęła:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie pozwolę, żebyś przez swoją głupia dumę
zawalił eliksir.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape uniósł brwi, słysząc te słowa, i przeniósł wzrok
na Harry'ego, który wbił spojrzenie w ławkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Proszę. - Hermiona podała nauczycielowi kartkę i
oświadczyła: - Widziałam, jak Seamus przysłał to
Harry'emu. A tuż przed tym, ktoś zniszczył eliksir Harry'ego. To
na pewno on.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry podniósł głowę i zobaczył, jak twarz Snape'a zmienia
się, kiedy mężczyzna czytał wiadomość. W czarnych
oczach zapłonął gniew, rysy wyostrzyły się, brwi
ściągnęły. Snape spojrzał na eliksir Harry'ego, a
następnie na Seamusa, który starał się patrzeć hardo, ale
nie bardzo mu to wychodziło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ona kłamie! - krzyknął łamiącym się
głosem, pragnąc za wszelką cenę ratować skórę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Panie Finnigan, Gryffindor traci przez pana trzydzieści punktów -
powiedział Snape, a z jego głosu wyciekała mrożąca
wściekłość. - Zniszczony przez pana eliksir staje się
od tej pory pańskim i otrzymuje pan za niego "trolla". Po
szlaban zgłosi się pan do profesor McGonagall, a teraz proszę
zabrać swoje rzeczy i wynosić się z sali. Natychmiast!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Snape skończył, w klasie zapadła martwa cisza. Wszystkie
oczy zwróciły się na bladego jak ściana Seamusa, który
otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł uwierzyć w to, co
się stało. Widząc wzrok Snape'a nie zwlekał jednak
dłużej. Szybko spakował swoje rzeczy i odprowadzany
zaciekawionymi spojrzeniami uczniów, w pośpiechu opuścił
salę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wracać do pracy - zagrzmiał Snape, kiedy trzasnęły drzwi,
po czym zwrócił się do Harry'ego. - Pan, panie Potter,
dołączy do panny Granger i razem skończycie eliksir. Zrozumiano?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał tylko głową, zbyt oszołomiony, by
odpowiedzieć. Przed chwilą jeszcze wściekłość
gotowała się w nim, jak woda, która gwiżdże i podrzuca
pokrywkę, a teraz czuł taką ulgę i szczęście,
jakby, co najmniej, zdał wszystkie OWTMy na "wybitny".</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pochylił się do Hermiony i wyszeptał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję. Teraz już wiem, dlaczego Ron tak często
powtarza, że cię kocha.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfonka zarumieniła się i spuściła wzrok:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale nie mów tego przy nim, bo nie chcę, żeby był zazdrosny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uśmiechnął się i pomyślał sobie, że równie
mocno, jak jej, chciałby podziękować teraz także innej
osobie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zerknął na znęcającego się nad eliksirem Neville'a
Severusa i poczuł, że jutrzejszy dzień naprawdę będzie
wyjątkowy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego rozmyślania przerwał huk. Podskoczył na krześle i
spojrzał w stronę stołu Ślizgonów, tak jak i cała
reszta klasy. Z kociołka Zabiniego unosił się dym, który
chłopak, krztusząc się, odganiał ręką. Snape
podszedł do ławki Ślizgona i obrzucił wzrokiem zrujnowany
eliksir.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego nie powiedziałeś, że Finnigan zniszczył
także twój eliksir, Zabini?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ślizgon rozszerzył oczy, jakby nie wiedział o co chodzi, ale
szybko się zreflektował. Zmarszczył brwi i zerknął na
Hermionę i Harry'ego:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie chciałem kablować, panie profesorze - odparł niewinnym
tonem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Godne pochwały - odparł Mistrz Eliksirów, unosząc jedną
brew. - Dziesięć punktów dla Slytherinu, a Gryffindor traci kolejne
trzydzieści punktów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po stronie Gryfonów rozległ się pełen oburzenia szmer. Harry
wytrzeszczył oczy, nie wierząc w tak jawną
niesprawiedliwość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dosyć gadania. Wracać do roboty! - warknął nauczyciel,
odwrócił się i podszedł do swojego biurka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął pieści.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, Snape nigdy się nie zmieni...</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
* "Alright" by Reamonn</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 21 ---</strong></p>

<p><strong>21. The Birthday</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Look into my eyes - you will see</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
What you mean to me </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
You know it's true</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Everything I do - I do it for you</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wziął do ręki czarne, długie, obszyte aksamitnym
materiałem pudełko i otworzył je. W środku leżało
eleganckie, nowe pióro, srebrzyście połyskujące w świetle
świec. Widniejący na nim napis był tak mały, że
można było go dostrzec tylko wtedy, kiedy wiedziało się,
gdzie szukać. Wziął je do ręki i przybliżył do
oczu, aby upewnić się, że słowo "Harry" jest na
swoim miejscu - tuż przy czubku, służącym do pisania – i
stanie się zupełnie niewidoczne, kiedy zostanie zanurzone w
kałamarzu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uśmiechnął się do siebie - już nie mógł
się doczekać, by zobaczyć minę Snape'a, kiedy odkryje, w
jaki sposób to pióro zostało zaczarowane. Szybko schował prezent z
powrotem do pudełka i zawiązał na nim srebrną
kokardką. Następnie otworzył kufer i wyjął z niego
kupiony wczoraj w Hogsmeade, specjalnie na tę okazję, komplet
ubrań. Wszystkie, jakie posiadał, były znoszone i niechlujne, a
bardzo chciał wyglądać dzisiaj wyjątkowo, dlatego wczoraj
długo chodził po sklepach, próbując wybrać coś dla
siebie. Zupełnie nie znał się na modzie i nigdy nie kupiłby
nic naprawdę ładnego, gdyby nie pomoc przemiłej ekspedientki,
która wybrała dla niego ten strój. On jedynie dopasował do niego
zielony krawat - wiedział, że Snape lubi ten kolor, ponieważ
są to barwy Slytherinu. Do tej pory pamiętał, jak wyszedł z
przymierzalni, a gdy sprzedawczyni spojrzała na niego, jej oczy
rozszerzyły się i na chwilę zaniemówiła. Harry kompletnie
nie rozumiał jej reakcji, szczególnie, kiedy oświadczyła,
że jeżeli nie kupi tego, co miał na sobie, to odda mu to za
darmo. Zarumienił się, kiedy dodała, że jego dziewczyna z
pewnością oszaleje z zachwytu. Podziękował i
wziął cały komplet.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszyscy byli na kolacji, dlatego mógł się spokojnie przebrać.
Stanął przed lustrem i przyjrzał się sobie, czując w
żołądku przyjemne łaskotanie z powodu podniecenia i
niewielkiego podenerwowania. Spojrzał na eleganckie, czarne spodnie, które
miękko układały się na jego nogach i szczupłych biodrach
- tak inne od tych wytartych, starych dżinsów, w których zawsze
chodził. Zamiast adidasów miał na stopach połyskujące,
czarne buty. Spojrzał wyżej, zatrzymując wzrok na czarnej,
niczym skrzydła kruka, jedwabnej koszuli, rozpiętej nonszalancko pod
szyją, na której swobodnie leżał luźno związany krawat
w kolorze szmaragdowej zieleni, takiej samej, z jaką połyskiwały
zza okularów jego oczy. Ciemne włosy, pomimo wszystkich prób
wygładzenia ich, nadal sterczały w nieładzie i Harry uznał
to za bardzo duży mankament.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze i
stwierdził, że wygląda chyba całkiem dobrze. A na pewno
zupełnie inaczej, niż zwykle i miał nadzieję, że Snape
to zauważy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wziął do ręki pudełko z prezentem, a pod pachę
pelerynę niewidkę i wyszedł z dormitorium, cały czas
próbując wyobrazić sobie reakcję Severusa, kiedy da mu prezent.
Nie ten, który trzymał właśnie w ręku, ale drugi, do
którego zbierał w sobie odwagę od dwóch tygodni i nadal nie był
pewny, czy uda mu się to zrobić. Ponieważ Harry’emu udało
się już odkryć, co Snape najbardziej lubi, bardzo chciał mu
dać coś, o czym wiedział, że naprawdę go ucieszy…</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy tylko o tym pomyślał, jego żołądek
skręcał się samoistnie, a nogi uginały się pod nim.
Harry przystanął w połowie schodów i rozłożył pelerynę,
by ją na siebie zarzucić. Nie był pewien, czy nie spotka
kogoś w Pokoju Wspólnym, a nie miał ochoty, aby ktoś
zobaczył go w tym stroju. Jednak zanim zdążył to
zrobić, z korytarza wiodącego do dormitorium dziewcząt
wybiegła Ginny i widząc Harry'ego, zatrzymała się
gwałtownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty tu robisz? - zapytali jednocześnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Eee... - wymamrotał Harry, czując, że się rumieni i
przeklinając się w duchu za to, że nie założył na
siebie peleryny jeszcze w dormitorium. Ginny stała i wpatrywała
się w niego szeroko otwartymi oczyma, jakby widziała go po raz
pierwszy w życiu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry... wyglądasz tak... tak... elegancko. - Zachwyt wyczuwalny w jej
głosie sprawił, że Harry poczuł się nagle niezwykle
przyjemnie. - Jeszcze nigdy nie byłeś taki... - zamilkła na chwilę,
jakby szukała odpowiedniego określenia - ...taki seksowny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry otworzył oczy ze zdumienia. Czegoś takiego się nie
spodziewał. Nagle zrobiło mu się niewiarygodnie głupio.
Zarumienił się i widząc, że oczy Ginny wędrują do
paczki, którą trzymał w dłoni, szybko schował ją za
siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja tylko... ja właśnie szedłem...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie tłumacz się - uśmiechnęła się Gryfonka. -
Widocznie oboje mamy swoje małe tajemnice.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie mów o tym nikomu - wypalił nagle Harry. Nie chciał
tłumaczyć się Ronowi i Hermionie, szczególnie, że
powiedział im, iż spędzi popołudnie w Pokoju
Życzeń.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie martw się, nie powiem. Ale ty też nie mów Ronowi o tym, że
mnie tu widziałeś. Nie dałby mi spokoju. Czasami potrafi
być taki irytujący - westchnęła Gryfonka. Harry
pokiwał głową. Właściwie dopiero teraz
zauważył, że Ginny miała na sobie bardzo ładną
sukienkę, a na twarzy makijaż. Najwidoczniej ona także
postanowiła wymknąć się, kiedy nikogo nie będzie.
Rzeczywiście, oboje mieli swoje "małe" tajemnice...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W porządku, to ja idę pierwsza, bo i tak jestem już
spóźniona. Tylko mnie nie śledź. - Pogroziła mu palcem i
zbiegła kilka stopni, ale zatrzymała się, odwróciła i
spojrzała na niego jeszcze raz. - Dla kogokolwiek się tak ubrałeś...
naprawdę zazdroszczę tej osobie. - Mrugnęła do niego i
zniknęła na dole.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Do Harry'ego dopiero po chwili dotarł sens tych słów.
Uśmiechnął się z zakłopotaniem, zarzucił na
siebie pelerynę i wymknął się z Pokoju Wspólnego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W miarę, jak zbliżał się do lochów, czuł, jak serce
zaczyna bić mu coraz mocniej i szybciej, a w ustach zasycha ze
zdenerwowania. Zatrzymał się przed gabinetem, odetchnął
głęboko i wszedł. W pomieszczeniu zdjął z siebie
pelerynę, wygładził spodnie, poprawił krawat, bezskutecznie
spróbował przygładzić włosy. Odetchnął jeszcze
kilka razy, próbując uspokoić bijące szaleńczo serce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I zapukał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Drzwi otworzyły się same. Harry wszedł ostrożnie do komnaty
i zobaczył, że Snape stoi przy półce z trunkami, odwrócony do
niego plecami, nalewając do szklanki bursztynowy płyn.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry niemal słyszał bicie własnego serca. Drzwi
zamknęły się za nim, ale on potrafił tylko stać w
miejscu, jakby nogi wrosły mu w ziemię. Widząc wysoką,
odzianą w czarne, szeleszczące szaty postać, nagle stracił
całą pewność siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zamierzasz tak tam stać? - zapytał Severus, odstawiając
butelkę, biorąc do ręki szklankę i jednocześnie
odwracając się do Harry'ego. - Czy może w końcu
usią... - Severus urwał nagle, jakby połknął
własny język. Jego oczy rozszerzyły się, pojawiła
się w nich iskra, która rozświetliła je sprawiając, że
zaczęły nienaturalnie błyszczeć. Usta pozostały
otwarte, jakby Mistrz Eliksirów zapomniał je zamknąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Taksujące spojrzenie powoli ześliznęło się po odzianym
w czerń ciele Harry'ego, sięgając jego stóp, a następnie
przesunęło z powrotem ku górze, rozgrzewając je swą
intensywnością i malującym się w nich zachwytem. W oczach
Severusa zabłysnął głód. Nieokiełznany,
niezaspokojony. Gdyby spojrzenie mogło pożerać - z Harry'ego nie
pozostałoby zupełnie nic.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon poczuł, że robi mu się gorąco.
Odchrząknął i wydukał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobry wieczór, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jednak Mistrz Eliksirów nie odpowiedział. Przez cały czas tylko
stał i patrzył, jakby kompletnie go zamurowało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zaczął się niepokoić. Takie zachowanie nie było
podobne do Snape’a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podszedł do fotela, by odłożyć pelerynę i poczuł,
że lustrujące go, intensywne spojrzenie czarnych oczu
podąża za nim, jakby się do niego przykleiło i nic nie
mogło go oderwać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odetchnął głęboko, zbierając się na odwagę,
wziął do ręki prezent i podszedł do stojącego
wciąż w tym samym miejscu mężczyzny. Kiedy oczy Snape'a
padły na trzymane przez Harry'ego pudełko, rozszerzyły się
jeszcze bardziej, by po chwili zmrużyć się, sprawiając,
że jego wzrok stał się jeszcze intensywniejszy. Gryfon
zatrzymał się tuż przed Mistrzem Eliksirów, wyciągnął
prezent w jego stronę i powiedział cicho:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wszystkiego najlepszego, Severusie. Mam nadzieję, że ci się
spod... - Jednak nie dane mu było dokończyć, gdyż w tym
samym momencie kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.
Szklanka, którą mężczyzna miał w ręce, upadła na
podłogę i rozbiła się. Trzymana przez Harry’ego paczka
wysunęła mu się z dłoni i otworzyła przy
zetknięciu z ziemią, a pióro wypadło z niej i
wylądowało u ich stóp. A Harry poczuł chwytające go mocno
ręce, które gwałtownym szarpnięciem przyciągnęło
go do Severusa. Ciepłe usta wpiły się wygłodniale w jego
odsłoniętą szyję z taką siłą, iż nogi
ugięły się pod nim. Przed oczami zatańczyły mu czerwono-złote
plamy, a palce mężczyzny wbiły się jego ramię i
pośladki, jakby chciały zmiażdżyć go w uścisku.
Usta ssały skórę, a zęby wbijały się w nią raz za
razem, wywołując przyjemny ból. Harry słyszał
stłumione pomruki, ale nie wiedział, czy to on je wydawał, czy
Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nagle poczuł szarpnięcie. Uderzył pośladkami w
półkę, na której stały trunki, a Severus naparł na niego z
jeszcze większą siłą, jakby chciał go
pożreć, zmiażdżyć. Zachowywał się niczym
dzika bestia, która po długim pościgu w końcu dorwała
swą ofiarę. Harry poczuł wbijającą mu się w
biodro, twardą jak skała, erekcję mężczyzny. Czuł
ból. Czuł potrzebę i nieokiełznaną żądzę.
Pragnął zostać wzięty w posiadanie przez tą
napierającą na niego ekstazę. Poddać się jej,
pozwolić, by pozbawiła go zmysłów i zdmuchnęła
świadomość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie! Miał przecież inny plan. Inny prezent.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Złapał chłodne dłonie Severusa, które w pewnym momencie
podciągnęły jego koszulę i ślizgały się
teraz po ciele, i z trudem chwytając oddech, wyjęczał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, zaczekaj!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Severus nie zatrzymał się. Odtrącił ręce Harry'ego
i zaczął odpinać jego spodnie, ani na chwilę nie przestając
ssać i kąsać jego szyi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry jęknął, zebrał w sobie całą siłę
woli i wydyszał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czekaj... mam dla ciebie... inny prezent, który... na pewno ci się
spodoba.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłonie Snape'a znieruchomiały. Mężczyzna oderwał twarz
od pokrytej czerwonymi plamami szyi Harry'ego i spojrzał na niego oczami,
w których płonął żywy ogień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zakwilił, widząc to spojrzenie. Sam był już tak
twardy, że ledwie nad sobą panował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie drażnij się ze mną, Potter. - Głos Severusa był
zachrypnięty, odmieniony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zobaczysz, że ci się spodoba. Ale to... będzie kosztowało
- wyszeptał, obserwując z uwagą twarz Mistrza Eliksirów, która
wyostrzyła się na te słowa. - Niewiele - dodał, widząc
zmarszczkę pomiędzy brwiami. - Tylko... jeden pocałunek. - Oczy
Severusa rozszerzyły się, a Harry wstrzymał oddech.
Właściwie nie planował tego. Pomysł na zapłatę
przyszedł nagle, kiedy uświadomił sobie, do jakiego stanu
udało mu się doprowadzić mężczyznę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Warto było zaryzykować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gwarantuję, że to, co chcę ci dać, jest warte tej ceny...
- wyszeptał, uśmiechając się zawadiacko. Ujrzał
zaciekawienie na twarzy Snape'a. Mistrz Eliksirów wyglądał, jakby
dokładnie rozważał tę propozycję. Harry patrzył
wprost w jego oczy i w ich zwierciadle zobaczył swoje odbicie:
przekrzywione okulary, zarumienione policzki, włosy w całkowitym
nieładzie, rozchylone, wilgotne usta...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Widział, jakim wzrokiem patrzy na niego Severus, widział ten
głód, to pragnienie, ten ogień...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, jak Snape zagryza w końcu wargę i kiwa
głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W sercu Harry'ego eksplodowała radość tak wielka, że tylko
dzięki ogromnemu wysiłkowi woli udało mu się jej nie
okazać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Teraz! Musi to zrobić jak najszybciej, zanim Severus się
rozmyśli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Złapał poły czarnej szaty i przyciągnął twarz
Severusa ku swojej. Zamknął oczy i objął jego cienkie usta
swoimi. Wygłodniałymi, zachłannymi. Jego serce
stanęło, oddech zatrzymał się, czas przestał
płynąć. Ciepłe wargi przywarły do siebie.
Naparły, zanurzyły się w swym smaku. Pomimo tego, że usta
mężczyzny były zaciśnięte, Harry miał
wrażenie, jakby otworzyły się przed nim całkiem nowe wrota.
A to, co się za nimi znajdowało... o Merlinie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego twardy już penis drgnął samowolnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry jęknął w usta Severusa, nie przestając obejmować
ich i ssać. Czule i zarazem zachłannie. Rozkoszował się ich
niewyobrażalnym ciepłem, ich gładkością, ich cierpkim,
ale też słodkim smakiem. Pragnął sięgnąć
dalej, w głąb Severusa. Wtargnąć w jego usta, poczuć
jego śliski język, opleść go swoim...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Polizał zaciśnięte usta, napierając na nie, pragnąc je
rozchylić i sięgnąć głębiej. Ale wtedy
usłyszał wciągane przez nos powietrze, niski pomruk protestu, a
po chwili poczuł wbijające mu się w ramiona palce i
mężczyzna odsunął go gwałtownie od siebie. Harry
zaskomlał cicho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wystarczy już, Potter. - Głos Severusa był lekko zachrypnięty.
Chwilę trwało, zanim Harry'emu ponownie udało się
skupić wzrok na twarzy mężczyzny, na której dostrzegł
nieznaczne, ledwie widoczne poruszenie, a w oczach przygasający
ogień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cóż, dostał to, czego chciał. Nie miał prawa prosić o
więcej. Przynajmniej na razie... I wygląda na to, że będzie
musiał dotrzymać słowa. Teraz jego kolej...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chodź ze mną - powiedział cicho, łapiąc
szczupłą dłoń Snape'a i delikatnie ciągnąc go w
stronę sypialni. Mistrz Eliksirów poszedł za nim bez słowa. Z
każdym krokiem zdenerwowanie Harry’ego narastało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Owszem, chciał dać to Severusowi... ale miał coraz większe
wątpliwości, czy będzie w stanie. Czuł wzbierający w
nim wstyd, niczym fale podczas przypływu, zalewające go i
sprawiające, że oddychanie i chodzenie stawało się problemem.
Niemal instynktownie wyczuwał wzrok Mistrza Eliksirów, kiedy weszli do
sypialni i Harry potrzebował chwili, żeby zaczerpnąć tchu i
opanować drżenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W pomieszczeniu panował jeszcze większy półmrok, niż w
salonie. Czające się w kątach cienie sprawiały, że
powietrze wydawało się chłodniejsze, niż w
rzeczywistości. Harry poczuł, że jego ciało pokrywa
się gęsia skórką, kiedy spojrzał na idealnie
wygładzoną, czarną pościel, przykrywającą
stojące przed nim łóżko.</p><empty-line /><p>
Odetchnął głęboko i obrócił się twarzą do stojącego
za nim Severusa. Podszedł o krok i nie ośmielając się na
razie podnieść wzroku, ujął w ręce fragment szaty
Snape'a i nerwowo ją pociągając, powiedział cicho, lekko
drżącym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciałbym dać ci coś specjalnego, Severusie. - Podniósł
głowę i spojrzał wprost w twarz przyglądającego mu
się uważnie, z malującym się na obliczu zaciekawieniem,
mężczyzny. - Coś, co jest przeznaczone tylko dla twoich oczu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, że jedna z brwi Snape'a unosi się w geście
zainteresowania. Teraz, kiedy znowu byli tak blisko siebie, Harry czuł w
nozdrzach ostry zapach podniecenia. Wiedział, że Snape jest twardy. I
on również. Merlinie, o ile łatwiej byłoby po prostu
przyciągnąć go do siebie i pozwolić mu się pieprzyć.
Tak bardzo tego pragnął...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale nie! Wiedział, że jego prezent będzie... intensywniejszy.
Wiedział, że Snape'owi się to spodoba. O tak, z
pewnością mu się spodoba...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wypuścił z rąk szorstką szatę i cofnął
się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Usiądź - powiedział cicho, wskazując stojący pod
ścianą fotel. Dokładnie naprzeciwko łóżka.
Widział ogień w oczach Severusa. Wiedział, że
mężczyzna jest tak podniecony, że z trudem panuje nad tym,
żeby się na niego nie rzucić. Ale widział też
ogromną ciekawość. Mistrz Eliksirów cofnął się i
bez sprzeciwu opadł na fotel, spoglądając na Harry'ego z
wyczekiwaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przełknął ślinę. Czuł się tak
głupio, iż przez kilka chwil wydawało mu się, że nie
da rady tego zrobić. Ale chciał. Tak bardzo chciał dać to
Snape'owi...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po chwili uniósł ręce i dotknął lśniących guzików
swojej koszuli. Zaczął je rozpinać. Niespiesznie, z
ociąganiem. Nie spuszczając wzroku z twarzy przyglądającego
mu się zachłannie mężczyzny. Spod czarnego materiału
zaczęła wyłaniać się jego jasna skóra, która
zdawała się odbijać światło płonących w
lichtarzach świec. Zobaczył, że oczy Severusa zmrużyły
się. Widział w nich głód. Jego żołądek
ścisnął się gwałtownie, lecz nie przerwał
wykonywanych czynności. Zsunął koszulę ze swoich ramion. Delikatnie
opadła na podłogę, a jej szelest wydał się
nienaturalnie głośny w panującej wokół ciszy, którą
wypełniały jedynie ich przyspieszone oddechy. Uniósł ręce,
żeby zdjąć krawat, ale zawahał się. Snape lubi zielony
kolor... Poza tym, wolał zachować cokolwiek, co sprawi, że nie będzie
czuł się tak... nagi. Opuścił ręce i pochylił
się, by rozwiązać buty. Kiedy odrzucił je na bok, ich
głośny stukot gwałtownie rozdarł ciszę. Szybko
pozbył się skarpetek i wyprostował się, ponownie
spoglądając w twarz Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chciał widzieć jego reakcję. Chciał widzieć ten
głód w jego oczach. Głód, który sprawiał, że Harry
robił się jeszcze twardszy, a jego ciało przeszywały
gorące dreszcze, spalając wszystko, co napotkały na swej drodze.
Kiedy sięgnął do paska spodni, ciemne oczy zabłysły, a
nogi ugięły się pod Harrym. Trzęsącymi się
dłońmi odpiął guzik, rozsunął zamek i delikatnie
pociągnął spodnie w dół, pozwalając im opaść
aż do kostek. Obsydianowe oczy rozjarzyły się jeszcze
intensywniejszym blaskiem. Harry nie założył slipów. Nie
musiał. Odrzucił spodnie na bok i wyprostował się. Nagi,
jasny, gładki. Wiedział, że jego członek jest uniesiony.
Zażenowanie, które odczuwał, nie potrafiło zdmuchnąć
płonącego w nim pożądania. Jednak po chwili przestał
zwracać na to uwagę, kiedy płonący w oczach Severusa
głód ogarnął całą jego twarz, zamieniając ją
w oblicze dzikiej, wygłodniałej bestii. Zobaczył
drżące dłonie, zaciskające się kurczowo na oparciach
fotela, i ogień, który pochłonął czerń oczu.
Mężczyzna wyglądał, jakby walczył z niewidzialnym
przeciwnikiem - ze spalającym go pragnieniem, aby rzucić się na
Harry'ego i wedrzeć się w niego, ukarać za torturowanie go, za
prowokowanie. Jednak wydawało się, że ciekawość
okazała się silniejsza. Snape nie poruszył się. Jedynie
jego oczy, które zachłannie ślizgały się po nagim ciele
Harry'ego, swoją intensywnością niemal wypalały
ścieżkę na jego skórze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry słyszał bicie własnego serca. Strach zdawał się
zupełnie z niego wyparować, wypalony ognistym spojrzeniem Mistrza
Eliksirów. Wszystko zniknęło, przestało mieć znaczenie.
Liczył się tylko Severus, pożerający go wzrokiem, niczym
niezwykle smakowity posiłek, i czekający na deser, który Harry dla
niego przygotował. Cały świat przestał istnieć,
zostali tylko oni dwaj, zawieszeni w czasie, w odludnym, bezpiecznym miejscu,
bez wojny, Voldemorta, ani Dumbledore'a. Byli tylko oni i ich pragnienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry cofnął się o krok i usiadł na samym brzegu
łóżka. Odchylił się łagodnie do tyłu i
podparł jedną ręką. Materiał pod jego dłonią
i pośladkami okazał się chłodny i gładki. Nie
spuszczając wzroku z wpatrzonego w niego mężczyzny,
zaczął bardzo wolno, niemal uwodzicielsko, rozszerzać nogi.
Wtedy zobaczył, jak oczy Severusa także się rozszerzają, a
na jego twarz wypływa zrozumienie. Cienkie usta rozchyliły się,
wydając przypominający sapnięcie odgłos, a oczy
pochłonęła pożoga tak gwałtowna i nieokiełznana,
iż wydawało się, że zaczęły się z nich
sypać iskry, które zapełniły powietrze sprawiając, że
na ciele Harry'ego uniosły się wszystkie włoski.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Widząc, jaką reakcję wywołał w
mężczyźnie, rozsunął nogi jeszcze bardziej,
najszerzej, jak to było możliwe i obserwował oczy Severusa,
które teraz rozjarzyły się intensywniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przesunął jedną z rąk do przodu i łagodnie
dotknął palcami swojego naprężonego członka. Jego
erekcja drgnęła pod muśnięciem drżących palców.
Jakby błagała o ukojenie. Nie odrywając wzroku od
przeszywającego, rozgrzewającego spojrzenia Severusa,
owinął ciepłą dłoń wokół penisa. Czuł
pod palcami pulsowanie krwi, niczym życiodajnych soków
przepływających w łodygach roślin. Skóra była
gładka i rozgrzana. Odczuwał delikatne łaskotanie w podbrzuszu,
jakby wypełniały je miliony piórek. Podejrzewał, że
będzie miał ogromne trudności, by nie dojść zbyt
szybko. Nie, kiedy Severus patrzył na niego w <emphasis>taki</emphasis> sposób, że
Harry niemal namacalnie czuł na sobie to iskrzące spojrzenie.
Parzyło. Było tak gorące, iż niemal wypalało rany na
jego skórze. A teraz ześlizgnęło się po ciele i
utkwiło <emphasis>tam</emphasis>, na dole, jakby chciało zmusić dłoń
Harry'ego, żeby w końcu zaczęła się poruszać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie czekał dłużej. Powoli przesunął
dłonią wzdłuż pulsującego trzonu, naciągając
napletek na zaczerwienionej główce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Brwi Severusa ściągnęły się gwałtownie, a palce
wbiły się w oparcia fotela.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przesunął rękę z powrotem ku główce, czując
przyjemne wibracje. Powoli nabierał tempa, drżąc przy
każdym pociągnięciu i słysząc, jak z jego ust
zaczynają wyrywać się ciche jęki, które wraz ze wzrostem
szybkości, zaczęły przybierać na sile. Jakby dłoń
Harry'ego była smyczkiem, a każde pociągnięcie wygrywało
na nim, jak na skrzypcach, cudowną melodię rozkoszy. Starał
się patrzeć w oczy Severusa, ale miał z tym coraz większe
trudności. Rozgrzane powieki ciążyły mu, a wybuchające
pod nimi iskry paliły. Wypchnął biodra do przodu, jego
kręgosłup wygiął się w łuk, dłoń
zamieniła się w gorący, ciasny tunel, który przesuwał
się po jego drgającej erekcji, wyciskając łzy z oczu.
Walczył, aby ich nie zamknąć, kiedy, nie potrafiąc nad tym
zapanować, przyspieszył jeszcze bardziej, pragnąc
zakończyć tą odbierającą zmysły, bolesną,
napierającą na jego lędźwie udrękę
przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Płonące spojrzenie Severusa, które przez cały czas było
utkwione w jego kroczu, przesunęło się do twarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wolniej. - Głos mężczyzny był zachrypnięty,
zduszony. Harry posłuchał, chociaż opanowanie się
przyszło mu z ogromnym trudem. Wzrok Mistrza Eliksirów ponownie powędrował
w dół. Język przesunął się po cienkich wargach,
nawilżając je. Harry jęknął, czując, jak
członek drga spazmatycznie w jego dłoni, jak krew w żyłach
zamienia się w lawę, kiedy wyobraźnia otuliła rozchwiany
umysł, podsyłając mu obraz tego języka, wędrującego
powoli po jego naprężonym penisie. To już nie była jego
dłoń, zaciskająca się wokół pulsującej
boleśnie erekcji. Teraz był to gorący, mokry język
Severusa, przesuwający się wzdłuż trzonu w górę i w
dół. W górę. W dół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego zacisnęły się wbrew jego woli. Czuł
wzbierającą w lędźwiach ogromną, rozgrzaną
falę. Pragnął, żeby go w końcu zatopiła.
Chciał znaleźć się w jej odmętach. Nie widzieć,
nie słyszeć, tylko <emphasis>czuć</emphasis>. Ale wtedy ostry głos
wyciągnął go na powierzchnię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Patrz na mnie, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry gwałtownie otworzył oczy, napotykając rozżarzone
spojrzenie, które wydawało się przebijać jego skórę i
trafiać wprost w ten gorący, drżący punkt gdzieś
głęboko w nim, który niewiele już dzieliło od
wybuchnięcia. Zobaczył rozszerzone w zachwycie oczy Severusa.
Mężczyzna patrzył na niego z takim oczarowaniem, jak gdyby
jeszcze nigdy nie widział czegoś tak pięknego. Jakby Harry
zamienił się w jakąś nieziemską istotę,
omamiającą swym pięknem, uwodzącą i
omotującą każdego, kto na nią spojrzał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jeszcze nikt nigdy nie patrzył na niego w taki sposób.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, że kręci mu się w głowie. Spojrzenie Severusa
zdawało się rozbijać jego zmysły w drobny pył. Dopiero
kiedy ponownie powędrowało w dół, mógł zaczerpnąć
tchu w obolałe, piekące płuca. Jego dłoń
poruszała się stałym rytmem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to nie jego dłoń. To rozgrzany język Mistrza Eliksirów.
Język, który teraz obmywał wilgotną, czerwoną
główkę, zataczając wokół niej powolne, doprowadzające
do obłędu koła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z ust Harry'ego wydobywały się teraz tylko głośne, urywane jęki,
których nie był w stanie powstrzymać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Właśnie tak. - Głos Snape'a wydawał się jeszcze
bardziej zachrypnięty. Jakby ogień trawił również jego
gardło. - Jęcz. Jęcz dla mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach Harry nie był w stanie już dłużej
się kontrolować. Poczuł, że pęka, a głośny,
nieprzerwany jęk wylewa się z jego ust, niepowstrzymany, niosący
ze sobą cały rozsadzający go od środka ból
przyjemności. Zobaczył, że oczy Severusa rozbłyskują,
a zęby zagryzają wargę. Dłoń Harry'ego była
już wilgotna. Od potu i od pierwszych kropel spermy. Ponownie
zamieniła się w ten ciepły, ciasny tunel, który napierał na
jego erekcję z coraz większą prędkością.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus już nie patrzył na jego krocze. Teraz obserwował tylko
jego zaczerwienioną twarz. Jakby wiedział, że Harry jest już
blisko i za wszelką cenę chciał widzieć, jak dochodzi.
Jakby chciał zobaczyć tę niewiarygodną eksplozję
tysięcy uczuć na jego twarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Fala we wnętrzu Harry'ego wzburzyła się, zaczęła
kipieć. Czuł pierwsze, bolesne ukłucia przyjemności, które
przeszywały jego podbrzusze. Jeszcze kilka ruchów dłonią...
kilka posunięć języka... kilka świszczących
oddechów... Rozbłyskujące, rozpalające się czarne oczy i...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...Harry poczuł eksplozję. Tak intensywną, tak
porażającą, jakby wszystko w nim zostało rozerwane na strzępy,
zdruzgotane. Burząca się kipiel zatopiła jego lędźwie,
spustoszyła je i zaczęła wypływać gorącymi,
białymi strugami, które zalały jego dłoń. Harry zawył,
gdyż ból i żar były zbyt silne. Już nie jęczał, a
skomlał, kiedy wszystkie mięśnie napięły się,
niczym struny skrzypiec na granicy pęknięcia. Gwałtownie
wygiął się w tył, a jego dłoń zacisnęła
się na wibrującej erekcji, jakby chcąc powstrzymać ją
przed wybuchem. Nie wiedział, kiedy zamknął powieki, ale w
ciemności dostrzegł rozbłyski, które wydawały się
odbijać echem w jego ciele, podrzucając jego biodrami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cholera!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie wiedział, czy to jęk, czy krzyk. Pewien był jedynie,
że to nie on go wydał. Uniósł rozżarzone powieki i
zobaczył Severusa, z odchyloną do tyłu głową, z
otwartymi ustami, które z trudem chwytały powietrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Echo orgazmu wciąż odbijało się w zakamarkach jego
spoconego, bezwładnego ciała. Jednak widząc reakcję
mężczyzny, świadomość powróciła do niego w
jednym, gwałtownym uderzeniu i otworzył szeroko oczy, wpatrując
się z niedowierzaniem w powracającego do siebie po niespodziewanym
orgazmie Severusa. Zaciśnięte na poręczach dłonie
drżały, biodra, które wcześniej musiały poderwać
się z fotela, teraz ponownie na niego opadły. Mistrz Eliksirów
uniósł powieki i spojrzał na Harry'ego oczyma, w których tliły
się resztki pustoszącej je jeszcze przed chwilą pożogi.
Dyszał ciężko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cholera... - zaklął ponownie. Jego głos był
zachrypnięty. W spojrzeniu czaiło się zaskoczenie. I gniew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zreflektował się w porę i zamknął rozchylone w wyrazie
niedowierzania usta. Snape wyglądał na równie zaskoczonego, jak on.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon, któremu po pierwszym szoku udało się w końcu
odnaleźć swój głos, odchrząknął i
powiedział, uśmiechając się:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wszystkiego najlepszego, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna posłał mu długie, nieodgadnione spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł, że jego uda drżą. Po skórze spływały
mu kropelki potu. Wycieńczone mięśnie odmawiały
posłuszeństwa. Ale czuł się tak wspaniale, jak jeszcze
nigdy dotąd. Nawet, kiedy łapał znicze i wygrywał mecze.
Ekscytacja, którą teraz odczuwał, zepchnęła w kąt
wszystkie pozostałe wspomnienia. W głowie kołatała mu tylko
jedna myśl: doprowadził Severusa do orgazmu. Nawet go nie
dotykając! To był dopiero wyczyn!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Widział, jak brwi Snape'a ściągają się, kiedy
Harry’emu nie udało się powstrzymać pełnego satysfakcji
uśmiechu, który wypłynął na jego usta. Ale widział
też, że ciemne oczy łagodnieją. I zobaczył, jak Snape
powoli podnosi się z fotela i podchodzi do niego. Uniósł
głowę i spojrzał wprost w przypatrujące mu się w
dziwny sposób oczy, w których tliła się maleńka, ciepła
iskierka. Widział, że Snape wyciąga dłoń w jego
stronę. Poczuł łagodny dotyk na policzku. Zamknął
oczy, poddając się delikatnej pieszczocie, która pomimo chłodu
palców, posłała niezwykłe ciepło wprost w jego serce. Nie
otworzył oczu nawet wtedy, gdy usłyszał kierujące się
do łazienki kroki Severusa i trzask zamykanych drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dotknął swojego policzka, na którym wciąż wyczuwał
ciepły dotyk chłodnych palców. Uśmiechnął się do
siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Żaden z nich się nie odezwał. Ale Harry i tak wiedział,
że Severus tym gestem wyraził więcej, niż mógłby
przekazać słowami.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*
"(Everything I do) I do it for you" by Bryan Adams</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 22 ---</strong></p>

<p><strong>22. Rage</strong>.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Now I will let my demons out...</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
In my hour of darkness they will come again;</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Fear, hate, frustration, desperation.</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
</emphasis><emphasis>I'll
answer with my rage...</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
- I jak było? - Harry wzdrygnął się, słysząc
szept Ginny tuż przy swoim uchu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - zapytał zaskoczony, patrząc jak siostra Rona przysuwa swój
talerz ze śniadaniem i siada obok niego. Był poniedziałkowy
poranek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No wiesz... - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - A gdzie
wymykałeś się w takim stroju? Na pewno nie na szlaban, żeby
czyścić kociołki u Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Całkiem blisko..." - pomyślał Harry, mimowolnie
czując rozbawienie. - "Ale <emphasis>czyściłem</emphasis> coś
innego..."</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uśmiechasz się. Czyli jednak było...
"interesująco" - zachichotała Ginny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Równie "interesująco", jak u ciebie - odparł cicho Harry.
Dziewczyna zarumieniła się, a po chwili oboje parsknęli
śmiechem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gdyby Ron słyszał naszą rozmowę - powiedziała cicho
Gryfonka, łapiąc oddech. Harry zerknął na siedzącego
kawałek dalej przyjaciela, który obserwował ich podejrzliwie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O czym tak szepczecie? - burknął w końcu, wiedząc,
że został przyłapany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O niczym, co powinno cię interesować - odparła hardo Ginny.
Hermiona siedziała z nosem utkwionym w "Proroku Codziennym" i w
ogóle nie zwracała na nich uwagi. Ron zarumienił się,
mruknął coś pod nosem i wepchnął sobie do ust
kiełbaskę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ginny przysunęła się do niego nieco bliżej. Wtedy Harry
poczuł coś dziwnego. Łaskotanie na karku. Jakby leciutki powiew
naturalnej magii. Rozejrzał się, zdezorientowany, po Wielkiej Sali i
zobaczył wbite w siebie, niezwykle intensywne spojrzenie mrocznych oczu
Mistrza Eliksirów. Miał dziwne wrażenie, że powietrze nagle
zapełniło się iskrami. Odsunął się nieznacznie od
Gryfonki i wrażenie ustąpiło. Ale Ginny chyba niczego nie
poczuła, gdyż ponownie się przybliżyła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Za kim się tak rozglądasz, Harry? - szepnęła mu do ucha.
- Wypatrujesz jej? Z którego jest domu? Co to za szczęściara?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ee... - wymamrotał Harry, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
Poczuł, jak włoski na jego karku podnoszą się, jak gdyby
były naelektryzowane. Wystraszył się i ponownie nieco się
odsunął, a wrażenie natychmiast ustąpiło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ginny chyba zauważyła jego minę, gdyż spojrzała na
niego nieco zaskoczona i wzruszyła ramionami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No, skoro nie chcesz, to nie mów. Nie będę naciskała. A tak w
ogóle, to chciałam cię prosić o przysługę. - Harry
zobaczył, jak Gryfonka zerknęła na Rona, po czym pochyliła
się do niego i wyszeptała cicho: - Pomógłbyś mi
wymknąć się z Pokoju Wspólnego dzisiejszego popołudnia?
Chciałabym po prostu wyjść niezauważona przez Rona, aby
uniknąć jego irytujących pytań i śledzenia mnie. I
gdybyś mógł go też zaciągnąć wieczorem
wcześniej do dormitorium, żebym nie natknęła się na
niego, kiedy będę wracać...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, nie ma sprawy - odparł szybko Harry, pragnąc tylko tego, by
w końcu się od niego odsunęła. - Ale wróćmy już
do śniadania, bo Ron zacznie coś podejrzewać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dzięki, Harry. - Ginny uśmiechnęła się szeroko. -
Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. - Pochyliła
się i cmoknęła go szybko w policzek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To była chwila. Błysk i trzask. Ginny krzyknęła i
odsunęła się gwałtownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co to było? - zapytała patrząc ze zdumieniem na Harry'ego. -
Jakby coś mnie... poraziło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nie ja - odparł szybko Harry, zaskoczony tak samo, jak dziewczyna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało? - zapytał Ron, kiedy w końcu udało mu
się przełknąć to, co miał w ustach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jakieś wyładowanie. Nic jej nie jest - uspokoił go Harry,
mając dziwne wrażenie, że wie doskonale, kto jest sprawcą
całego zamieszania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Lepiej na niego uważaj. - Do uszu Harry'ego dobiegł
złośliwy głos Seamusa. - Każdy, kto się do niego
zbliży, źle kończy. A potem tchórz wypiera się wszystkiego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówisz o sobie, Seamus? - warknął Harry, spoglądając ze
złością na siedzącego kawałek dalej, po drugiej
stronie stołu, Gryfona. - A kto się ostatnio wszystkiego
wypierał? Najpierw robisz komuś świństwa za plecami, a
potem udajesz niewinnego. I kto tu jest tchórzem?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twarz Finnigana zaczerwieniła się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślisz, że puszczę ci płazem to, co mi
zafundowałeś? - syknął drżącym z gniewu
głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Sam jesteś sobie winien! - odparował Harry czując, że
pomimo wszelkich starań, zaraz straci nad sobą panowanie i wybuchnie.
Miał serdecznie dosyć tych ciągłych docinek i mieszania z
błotem. Nie dawali mu spokoju nawet na posiłkach! Czuł, jak
frustracja, która zbierała się w nim od kilku dni,
osiągnęła punkt krytyczny i każda, nawet najmniejsza uwaga,
może skończyć się potężną eksplozją.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań już, Seamus - wtrąciła się nagle Ginny. -
Przecież byliście kiedyś przyjaciółmi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie kumpluję się z tchórzami i <emphasis>zdrajcami</emphasis> - wycedził
Gryfon, patrząc hardo na Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że coś w nim zaczyna pękać. Twardy, solidny
mur, który dzięki Severusowi udało mu się wokół siebie
zbudować, zaczął się rozpadać. Tyle razy został
już uderzony zniewagami, kruszony spojrzeniami, demolowany
nienawiścią, iż ledwie się utrzymywał. A teraz Seamus
wytoczył przeciwko niemu najcięższe działa, których
siła rażenia tworzyła w nim ogromne wyrwy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry nie jest zdrajcą! - warknęła Ginny, stając w jego
obronie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeszcze jedno słowo, Seamus, a będziesz zbierał swoje
zęby z podłogi - wycedził Ron.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zobaczycie jeszcze... - Głos Gryfona kipiał od nienawiści i
żalu. - Zobaczycie, że on nas wszystkich zdradzi. Dlaczego tu siedzi,
zamiast walczyć? Moja ciocia zginęła w jednym z tych ataków! To
on jest wszystkiemu winien! - wykrzyknął, celując
oskarżycielsko palcem w trzęsącego się ze złości
Harry'ego. - Jest zwykłym mordercą!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zamknij mordę! - Harry czuł jedynie kipiącą
wściekłość, która zalewała jego oczy, barwiąc
wszystko na czerwono. Widział tylko Finnigana, słyszał tylko
jego słowa, które raz za razem uderzały i rozkruszały resztki
chwiejącej się bariery, uwalniając coś, co nigdy nie
powinno zostać wypuszczone na wolność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Echo głosów Rona i Hermiony, którzy coś do niego mówili, unosiło
się gdzieś na obrzeżach jego wrzącej świadomości,
ale on słyszał tylko słowa Seamusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bo co? Nic mi tutaj nie zrobisz. Jesteś na to zbyt wielkim tchórzem.
Zresztą...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mur runął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rzucił się do przodu, przez stół, strącając na
podłogę wszystko, co się na nim znajdowało.
Słyszał czyjś krzyk i hałas rozbijających się
talerzy, ale widział tylko swój cel - przerażoną twarz Seamusa.
Siłą rozpędu uderzył pięścią w jego nos,
wpadł na krzesło i obaj wylądowali na podłodze. Poczuł
tępy ból w żołądku i na chwilę stracił oddech,
kiedy dosięgnęło go uderzenie w brzuch. Kolejny cios w twarz
rozbił jego okulary. Jednak nie były mu one potrzebne. Widział
jedynie czerwoną jak krew furię, która pchała go naprzód,
dając mu nadludzką wręcz siłę. Złapał
Seamusa za szatę, uniósł go z podłogi i cisnął na
stół. Przyparł go do niego i zaczął okładać
pięściami. Uderzał w twarz, w nos, usta, szyję,
wszędzie, gdzie był w stanie dosięgnąć. Chciał go
zmiażdżyć, zniszczyć, zrównać z ziemią.
Pomiędzy ciosami, do jego ryczącego z wściekłości
umysłu przedzierał się jego własny, charczący
głos. Słowa same wydobywały się z ust.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nigdy więcej... - trzask! - ...tak mnie... - trzask! - ...nie nazwiesz!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Expelliarmus!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł silne szarpnięcie. Ogromna siła oderwała go od
Finnigana. Wrzasnął z wściekłości i zaskoczenia i
upadł, uderzając głową o ławkę. Pociemniało
mu przed oczami. Poczuł tępy ból w głowie. Przez kilka chwil nie
wiedział, gdzie jest i co się stało. Wtedy usłyszał
nad sobą głos... Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wstawaj, Potter!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ktoś pociągnął go mocno za szatę. Podniósł
się z podłogi. Nogi ugięły się pod nim, ale
utrzymał równowagę. Czuł, jak jego obdarte, obolałe
pięści drżą niekontrolowanie, a adrenalina powoli zaczyna
opadać. Zniknęła czerwień, która zalewała jego oczy.
Teraz widział jedynie mgłę. Zaczął słyszeć
także inne odgłosy - szepty, krzyki, zdenerwowany, niemal
przerażony głos profesor McGonagall, pytający Seamusa, czy
może wstać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gdzie są moje okulary? - wyszeptał, łapiąc się za
brzuch i czując okropny ból pokiereszowanego nosa i lewego oka. - Nic nie
widzę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tutaj, Harry. - Usłyszał drżący głos Hermiony. - <emphasis>Oculus
reparo.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Ktoś założył mu je na nos. Syknął z bólu i na
chwilę zacisnął powieki. Kiedy je otworzył, gwałtownie
wciągnął powietrze, widząc rozgrywającą się
przed nim scenę. McGonagall próbowała pomóc wstać zakrwawionemu
Seamusowi, który leżał na stole, wśród resztek śniadania,
talerzy, sztućców i półmisków, a jego szata była całkowicie
oblepiona jedzeniem. Wszyscy uczniowie zgromadzili się wokoło,
wpatrując się w Harry'ego z pełną niedowierzania grozą.
Niedaleko niego stali Ron, Hermiona i Ginny, wyglądający na kompletnie
osłupiałych. A tuż obok stał Severus, trzymając go za
szatę. Kiedy Harry na niego zerknął, dostrzegł gniew w
czarnych oczach. Gniew i przebłysk czegoś jeszcze, czego nie
potrafił nazwać. Jakiegoś dziwnego poruszenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamknął oczy i jęknął w duchu. Tak łatwo się
z tego nie wywinie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Świadomość tego, co właśnie zrobił,
przygniatała go swym ciężarem, nie pozwalając
oddychać. To dziwne, ale nie miał wyrzutów sumienia. Ryczący
potwór, który w niego wstąpił, wycofał się
głęboko, ale nadal tam był. A wraz z nim satysfakcja, którą
odczuwał widząc, jak po twarzy Seamusa spływa krew zmieszana ze
łzami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zasłużył sobie na to!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy okazało się, że Finnigan może iść o
własnych siłach, McGonagall odwróciła się do Harry'ego. Jej
wzrok przypominał spojrzenie wściekłej kocicy. Harry miał
wrażenie, że źrenice stały się pionowe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Za mną, Potter! - syknęła lodowatym głosem i
podtrzymując Seamusa, zaczęła prowadzić go do pomieszczenia
znajdującego się tuż za Wielką Salą. Snape bez
słowa popchnął Harry'ego przed sobą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy znaleźli się sami i drzwi zatrzasnęły się za
nimi, usłyszeli, jak w Wielkiej Sali podnosi się niebywały gwar.
Ale w pomieszczeniu panowała martwa cisza. McGonagall odwróciła
się i obrzuciła Harry'ego wzrokiem tak zimnym, jakby chciała go
zamrozić na miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co to miało znaczyć, panie Potter? - wycedziła równie
lodowatym głosem. - Nigdy, powtarzam, <emphasis>nigdy</emphasis>, w całej swojej
karierze nauczycielskiej nie spotkałam się jeszcze z takim
przypadkiem kompletnego braku opanowania. Co w ciebie wstąpiło? - Jej
głos zaczął drżeć z oburzenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powinni go trzymać u Św. Munga - wtrącił nagle Seamus,
siedzący na krześle, które podsunęła mu McGonagall. - Jest
niebezpieczny dla otoczenia!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał na niego i poczuł, jak potwór ryknął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A co? Aż tak się mnie boisz? I kto tu jest tchórzem? - Na jego usta
wypłynął uśmiech pełen mściwej satysfakcji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Panie Potter! - Nauczycielka aż się zachłysnęła z
oburzenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł nagłe pociągnięcie za szatę.
Zachwiał się i zrobił kilka kroków w tył, a Snape zbliżył
twarz do jego twarzy i syknął mu w nią głosem, który
potrafiłby zamrozić nawet ogień:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uspokój się, Potter!</p><empty-line /><empty-line /><p>
To go ostudziło. W ciemnych oczach dostrzegł szalejącą
burzę. Snape był równie wściekły, jak McGonagall, ale jego
gniew był dla Harry'ego o wiele bardziej niebezpieczny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Opiekunka Gryffindoru zamknęła oczy i przyłożyła
rękę do czoła, wzdychając ciężko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeden z was ma mi natychmiast wyjaśnić, o co poszło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Seamus mnie znieważył - powiedział szybko Harry, patrząc
na nauczycielkę. - To była sprawa honorowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Honorowa? - McGonagall otworzyła szeroko oczy. - Potter, czy ty wiesz,
co zrobiłeś? Rzuciłeś się na innego ucznia w Wielkiej
Sali, przy całej szkole, przy wszystkich nauczycielach! Nic, powtarzam, <emphasis>nic</emphasis>
nie usprawiedliwia takiego zachowania!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja się wcale nie usprawiedliwiam. Żądam tylko, żeby
Seamus mnie przeprosił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nigdy! - syknął Gryfon, spluwając krwią na kamienną
posadzkę. - To, co powiedziałem, to prawda. On <emphasis>jest</emphasis>
mordercą. Prawie mnie zabił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry szarpnął się, chcąc dosięgnąć
Finnigana i wepchnąć mu te słowa do gardła, ale silne
szarpnięcie zatrzymało go na miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uspokójcie się obaj natychmiast! - krzyknęła McGonagall. - Na
Merlina! Jesteście z jednego domu! Gdzie się podziała wasza
gryfońska lojalność?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter sprzedał swoją Sami-Wiecie-Komu - warknął Seamus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Panie Finnigan! - Nauczycielka obrzuciła go oburzonym spojrzeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I to jest właśnie powód, dla którego powinieneś mnie
przeprosić - odparował Harry i z satysfakcją ujrzał, jak
twarz Seamusa staje się blada ze strachu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dosyć tego! - wrzasnęła McGonagall. - Przez wasze zachowanie
Gryffindor traci po pięćdziesiąt punktów od każdego. Nie
wiem, co w was wstąpiło, ale może przypomnicie sobie, że
jesteście Gryfonami i powinniście się wspierać, a nie
obrzucać wyzwiskami i zniewagami, kiedy spędzicie ze sobą
trochę czasu. Obaj macie szlabany. Dwa razy w tygodniu po trzy godziny. Do
końca roku szkolnego. Razem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co?! - krzyknęli niemal jednocześnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I tak macie szczęście, że trwa wojna, bo inaczej
zostalibyście w trybie natychmiastowym wyrzuceni ze szkoły! -
dodała nauczycielka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry patrzył na McGonagall z niedowierzaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie zgadzam się! - pisnął Seamus. - On mnie zabije!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeżeli któryś z was chociaż <emphasis>dotknie</emphasis> drugiego, to
szlaban zostanie zwiększony z dwóch do czterech razy w tygodniu -
oświadczyła nauczycielka zdecydowanym głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że ogarnia go rozpacz. Ma mieć do końca roku
szlabany z Seamusem? A co z jego spotkaniami ze Snape'em? Co z Quidditchem? Co
z...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeżeli mogę się wtrącić, Minerwo - Głos Snape'a
przerwał ponure rozmyślania Harry'ego. - Nie sądzę, aby
trzymanie pana Pottera i pana Finnigana razem było dobrym pomysłem.
Raczej się pozabijają, niż pogodzą. Wiem, że twój
gryfoński... idealizm każe ci wierzyć, iż wspólne
spędzanie czasu ostudzi ich gniew, ale osobiście uważam, że
Potter prędzej pokona Czarnego Pana, niż pogodzi się z
Finniganem. Jest na to zbyt krnąbrny, arogancki i uparty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
McGonagall zamknęła oczy i westchnęła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Więc co proponujesz? Nie mam czasu, żeby pilnować ich obu
podczas osobnych szlabanów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter potrzebuje solidnej kary, którą dobrze zapamięta.
Głaskanie go po główce w niczym nie pomoże i znowu będzie
miał wrażenie, że wszystko uszło mu na sucho. Jesteś
za łagodna, Minerwo. - Widząc, że nauczycielka otwiera usta,
żeby zaprotestować, podniósł głos i kontynuował. -
Dlatego uważam, że najlepszym sposobem na prawdziwe ukaranie Pottera
będzie przydzielenie mu szlabanów <emphasis>ze mną</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry otworzył szeroko oczy i spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem.
McGonagall wyglądała, jakby poważnie rozważała tę
propozycję.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, Severusie - odparła po chwili, spoglądając ze smutkiem
na Harry'ego. - Może ty będziesz potrafił zmienić jego
nastawienie. Przykro mi, Potter - zwróciła się do Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przykro? Harry był w tym momencie tak niezmiernie szczęśliwy,
że z trudem powstrzymywał się, aby tego nie okazać.
Spuścił głowę, szybko ukrywając radość,
która z pewnością musiała zabłysnąć w jego
oczach. Zerknął na Seamusa, który łypał na niego
groźnie spod strużek krzepnącej krwi, która jeszcze przed
chwilą zalewała jego bladą twarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A więc dobrze - kontynuowała McGonagall. - Panie Finnigan, pójdzie
pan ze mną do skrzydła szpitalnego. Panie, Potter, pan też
powinien się tam udać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową, nie odrywając wzroku od podłogi.
Nauczycielka podeszła do Seamusa i pomogła mu wstać z
krzesła, po czym, podtrzymując go, wyprowadziła z pomieszczenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, Harry poczuł na sobie
intensywne spojrzenie Severusa. Zadrżał mimowolnie. Zamknął
oczy, czekając na nieuniknione.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widzę, że już kompletnie postradałeś rozum, Potter -
warknął Snape ostrym, chrapliwym głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zasłużył sobie na to - odparował Harry, zanim
zdążył ugryźć się w język. Odwrócił
się i wbił w Severusa twarde spojrzenie, postanawiając, że
tym razem nie pozwoli zmieszać się z błotem. Gniew nadal go
podgrzewał, buzując pod jego skórą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A ty zasłużyłeś na niezwykle bolesną karę,
która w końcu może nauczyłaby cię czegoś -
syknął Snape, przewiercając Harry'ego wzrokiem. - Samokontrola i
dyscyplina. Tego ci brakuje, Potter! I wygląda na to, że jestem
zmuszony sam cię ich nauczyć!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wcale nie musisz - odparł Harry, próbując wyglądać na
spokojnego. - Do tej pory zawsze sam sobie radziłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprawdy? - W głosie Mistrza Eliksirów zadrżała sarkastyczna
nuta. - Nie powiedziałbym, że rzucanie się na drugiego ucznia,
na oczach całej szkoły jest przejawem samoopanowania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie mam zamiaru za to przepraszać! - Harry podniósł głos,
czując, że gniew ponownie zaczyna przejmować nad nim
kontrolę. - Cieszę się, że to zrobiłem i z
chęcią zrobiłbym to jeszcze raz!</p><empty-line /><empty-line /><p>
W oczach Snape'a błysnęło coś niebezpiecznego. Harry
gwałtownie wyhamował i ugryzł się w język.
Zapuszczał się w niezwykle ryzykowne rejony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie pyskuj mi tu, Potter! - Głos Severusa stał się ostry i
jeszcze chłodniejszy, zamieniając się w sopel lodu. - <emphasis>Będziesz</emphasis>
trzymał swoje nerwy na wodzy, czy ci się to podoba, czy nie. I
już nigdy więcej się tak nie odsłonisz. A dlaczego?
Ponieważ <emphasis>ja ci tak każę</emphasis>. Jeżeli złamiesz ten
zakaz, to nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy.
Zrozumiałeś?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł się tak, jakby grunt zaczął usuwać mu
się spod nóg.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego? - jęknął, patrząc na Snape'a z niedowierzaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ponieważ następnym razem możesz stracić kontrolę w
nieodpowiedniej sytuacji i wydasz nas obu. Muszę być pewien, że
mogę ci ufać, Potter. W przeciwnym razie będę zmuszony
zakończyć nasz... "układ".</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że do jego płuc wdarła się
woda. Przez chwilę nie mógł oddychać. Wpatrywał się w
Snape'a oczami rozszerzonymi ze strachu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie... nie możesz... - wyszeptał przez ściśnięte
gardło. - Już nigdy tego nie zrobię. Obiecuję.
Będę... będę nad sobą panował. - Podszedł do
Severusa, który wbijał w niego płonące lodowatym gniewem
spojrzenie i złapał go za szatę na piersi, spoglądając
głęboko w jego oczy. - Możesz mi zaufać, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, jak gniew w oczach mężczyzny powoli przestaje
płonąć, jednak wciąż coś go podsycało. Snape
zacisnął usta, potem oblizał je i wycedził przez
zaciśnięte zęby:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeszcze jedna sprawa, Potter. Nie wolno ci się zbliżać do
Weasley.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał. Do Weasley? Czyżby chodziło mu o...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Do Ginny? - zapytał patrząc na Severusa nic nierozumiejącym
wzrokiem. Nagle poczuł, że Snape łapie go za ramię,
wbijając boleśnie palce w ciało i szarpnięciem przyciąga
go do siebie. Ich twarze znalazły się milimetry od siebie. - Nie
udawaj większego idioty, niż jesteś - wycedził Severus,
zanurzając ciskające błyskawice spojrzenie w zaskoczonych oczach
Harry'ego. - Jeżeli jeszcze raz cię <emphasis>dotknie</emphasis>, a ty jej na to
pozwolisz, to oboje gorzko tego pożałujecie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że jego oczy robią się okrągłe ze
zdumienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale dla ciebie to będzie dopiero początek cierpień, Potter.
Nawet sobie nie wyobrażasz, do czego jestem zdolny. Zapamiętaj sobie
jedno... należysz <emphasis>wyłącznie</emphasis> do mnie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry był tak zszokowany, iż nie mógł wydusić z siebie
słowa. Na końcu ciemnych tuneli oczu Mistrza Eliksirów szalała
pożoga, która w każdej chwili mogłaby go strawić, gdyby
tylko ośmielił się zaprotestować. Jednak w ogóle nawet nie
przyszło mu to do głowy. Zobaczył, jak płonący
ogień dotyka także jego i rozpala w nim niesamowity żar.
Jęknął, kiedy Severus puścił jego ramię i niemal
natychmiast Harry osunął się na kolana. Wyciągnął
ręce i oplótł ramiona wokół talii Snape'a, przyciskając
twarz do jego czarnej szaty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, nie chciałem sprawić ci przykrości -
wyszeptał cicho, rozkoszując się zapachem i
szorstkością materiału. Uniósł twarz i spojrzał z
dołu na Severusa. W chwili, kiedy oczy Snape'a zanurzyły się w
szmaragdowych oczach Harry'ego, dodał. - Nie martw się. Jestem tylko
twój, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dostrzegł, że w obsydianowych źrenicach coś
zamigotało. Na ściągniętej gniewem twarzy pojawił
się wyraz satysfakcji. Po chwili Harry zobaczył, że Snape unosi
rękę. Poczuł łagodne muśnięcie chłodnych
palców na swoim policzku. Zamknął oczy, poddając się
pieszczocie. Odczucie było niezwykle delikatne, ale posyłało
iskry wzdłuż jego ciała, wprawiając je w drżenie.
Zmysły zaczęły odbierać tak silne bodźce, iż
wydawało się, że jeszcze chwila i eksplodują. Czy
możliwe było, aby zwykły dotyk wywołał aż tak
gwałtowną reakcję?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry westchnął przeciągle i uśmiechnął się.
Wtedy palce zniknęły. Otworzył gwałtownie oczy,
spoglądając z zaskoczeniem na Severusa, którego twarz w ułamku
sekundy przybrała chłodny, zacięty wyraz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wstawaj, Potter. W każdej chwili ktoś może tu wejść.
- Złapał go za szatę i podciągnął do pozycji
stojącej. Harry zamrugał kilka razy, zdezorientowany. -
Powinieneś pójść do skrzydła szpitalnego. Niech Pomfrey
się tobą zajmie. Masz pojawić się na mojej lekcji,
niezależnie od tego, w jakim będziesz stanie. Zrozumiano?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową, ukrywając uśmiech, który
cisnął mu się na usta. Nie wiedział dlaczego, ale pomimo
obolałych żeber i siniaków na twarzy, poczuł się nagle
tak... wspaniale.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry wyszedł ze skrzydła szpitalnego, otoczyli go przyjaciele,
przekrzykując się jeden przez drugiego. Hermiona zaczęła
trajkotać o tym, że nie powinien był tak postąpić,
że to było nieodpowiedzialne i nieprzemyślane z jego strony,
że nie powinien dać się sprowokować Seamusowi i że ma
ogromne szczęście, że nie wywalili go za to ze szkoły. W
pewnym momencie Harry nie wytrzymał i warknął, że
dostał już jedno kazanie od McGonagall i nie ma zamiaru
wysłuchiwać kolejnego. Ron wyraził swoje szczere
współczucie, kiedy dowiedział się, że Harry będzie
miał do końca roku szkolnego szlabany ze Snape'em i zdawał
się przeżywać to jeszcze bardziej, niż sam zainteresowany
("Szlabany ze Snape'em? Dwa razy w tygodniu? Do końca roku szkolnego?
Chyba wolałbym umrzeć...."). Ginny pogratulowała mu odwagi
i była pod wrażeniem jego siły, a Neville patrzył na
Harry'ego tak, jakby chłopak zamienił się nagle w
trójgłowego, ziejącego ogniem smoka, który w każdej chwili
mógł go zaatakować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A ja uważam, że Harry postąpił słusznie -
zakończyła dyskusję Luna. - Każdy na jego miejscu
zareagowałby tak samo. Teraz przynajmniej nikt go już nie zaczepi, bo
wszyscy będą się bali, że wylądują w skrzydle
szpitalnym ze zmasakrowaną twarzą. - Uśmiechnęła
się wesoło, kiedy wszyscy spojrzeli na nią z mieszaniną
zdumienia i niedowierzania. Ron wytrzeszczył na dziewczynę oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty wygadujesz? Przecież właśnie za to Harry dostał
szlaban ze Snape'em! Do końca roku! Rozumiesz? Ze Snape'em!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ma szczęście - powiedziała Luna, uśmiechając
się nieprzytomnie. - Mógł dostać szlaban z kimś innym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że robi mu się gorąco. Szybko
zerknął na przyjaciół, ale Hermiona tylko pokręciła
głową, a Ron postukał się w czoło, kiedy Krukonka
odwróciła się, żeby odejść. Prawdopodobnie oboje
uznali, że mówi głupoty i nie warto nawet próbować jej
zrozumieć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Okazało się, że Luna miała rację. Harry był
bardzo miło zaskoczony przemianą, jaka zaszła wśród uczniów
po porannym incydencie. Nagle wszyscy zaczęli omijać go szerokim
łukiem. Plakietki z wyśmiewającymi go określeniami
gdzieś poznikały, na korytarzach nie słychać też
było już piosenek o nim i okrzyków w stylu "Potter to tchórzliwy
zdrajca!" Nie oznaczało to jednak, że przestał zwracać
uwagę swoją osobą, gdyż nadal, gdziekolwiek się
pojawił, witały go nieprzychylne spojrzenia i szepty za plecami, ale
do tego akurat zdążył się już przyzwyczaić.
Przynajmniej było to lepsze od jawnego znieważania i rzucania
oszczerstwami, które niczym kamienie miały tylko jedno zadanie -
dogłębnie zranić ofiarę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Denerwuję się, Ron. - Głos Hermiony przedarł się
przez myśli Harry'ego, przypominając mu, gdzie się
właśnie znajdował. W klasie Mistrza Eliksirów. Snape'a jeszcze
nie było.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I tak dostaniesz <emphasis>Wybitny</emphasis>. Jak zawsze - prychnął rudzielec,
odwracając się od przejętej przyjaciółki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A jeżeli to zawaliłam? Jeżeli coś było nie tak? Mam
złe przeczucia. - Hermiona nie ustępowała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hermiono, ty <emphasis>zawsze</emphasis> masz złe przeczucia. A czy one kiedykolwiek
się sprawdziły? Trelowney miała rację. Jesteś
beznadziejna w przepowiadaniu przyszłości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona poczerwieniała z oburzenia. Odwróciła się do Rona
plecami i nie odezwała się do niego więcej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ona jest okropna - westchnął cicho Gryfon, pochylając się
do Harry'ego. - Czasami zachowuje się tak, jakby była opętana.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Słyszałam to, Ronaldzie! - dotarł do nich podniesiony
głos Hermiony. Ron skrzywił się, jakby trzepnęła go
nim w głowę Zanim zdążył odpowiedzieć, w klasie
zapanowała nagła cisza. Drzwi otworzyły się z rozmachem, a
do sali wkroczył Mistrz Eliksirów. Harry'emu wystarczyło jedno
spojrzenie, aby domyślić się, że Snape nie ma zbyt dobrego
humoru. Prawdopodobnie wciąż był rozdrażniony porannym
incydentem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nauczyciel zatrzymał się na środku klasy i potoczył po niej
nieprzychylnym spojrzeniem (Harry mógłby przysiąc, że oczy
Snape'a zwęziły się, kiedy dotarły do niego), po czym bez
słowa odwrócił się plecami do uczniów i machnął
różdżką w stronę biurka, z którego wyleciały rolki
pergaminów z wypracowaniami i poszybowały do ich rąk. Harry
rozwinął swoją pracę domową. Od razu rzuciła mu
się w oczy ocena: <emphasis>Troll.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Otworzył szeroko oczy z niedowierzania. Jak to możliwe? Przecież
napisał wszystko, co tylko znalazł w książkach o tym
eliksirze! Szybko przebiegł wzrokiem w dół strony i przeczytał
zapisaną czerwonym atramentem uwagę Snape'a:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Eliksir Wiggylowy? Nigdy o takim nie słyszałem, Potter, i w
związku z tym nie mogę sprawdzić twojego wypracowania.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co jest, kurwa? - mruknął pod nosem. - Jak się nazywa ten
eliksir, o którym pisaliśmy? - zapytał Hermiony, która
właśnie rozwijała swój pergamin.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Eliksir Wiggenowy - odparła Gryfonka zanurzając nos we własnej
pracy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, jak wzburzona fala gniewu zalewa jego umysł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Już dawno zauważył, że w przypadku Snape'a nie ma taryfy
ulgowej. Eliksiry w dalszym ciągu były dla niego taka samą
gehenna, jak zawsze. Miał nawet wrażenie, że Snape stał
się dla niego pod tym względem jeszcze bardziej wymagający.
Jakby to, że się pieprzyli oznaczało, że Harry powinien
automatycznie lepiej rozumieć Eliksiry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale teraz przeszedł już samego siebie! Jak on mógł? Miał
pewność, że wszystko było dobrze! I przez jeden głupi
błąd cały jego wysiłek poszedł na marne. Siedział
nad wypracowaniem do późna. Chciał, aby chociaż raz Snape
był z niego zadowolony, żeby dostrzegł, że Harry jednak
się przyłożył, że mu zależało! To była
chyba jego najdłuższa i najlepsza praca z Eliksirów, jaką
kiedykolwiek napisał, a ten... drań nie sprawdził jej tylko
dlatego, że pomylił się w tytule!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cholera, znowu zawaliliśmy - odezwał się Ron,
zaglądając mu przez ramię. - Jak tak dalej pójdzie, to...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och nie! - Jęk Hermiony był tak głośny, że obaj
natychmiast przerwali i spojrzeli na nią z zaskoczeniem. Dziewczyna
wpatrywała się w swoje wypracowanie, a na jej twarzy szok
mieszał się z niedowierzaniem. - Mam... <emphasis>Zadowalający</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, to naprawdę tragedia - parsknął Ron, odsuwając
się od niej i wywracając oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A... ale to niemożliwe. Wszystko napisałam dobrze. Jestem tego
pewna! Sprawdzałam pięć razy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widocznie Snape uznał, że niewystarczająco dobrze - westchnął
Ron. - Daj spokój, Hermiono. Czy on kiedykolwiek sprawiedliwie nas ocenił?
Spójrz. - Podsunął jej pod nos swój pergamin. - Ja mam <emphasis>Okropny</emphasis>.
Zawsze dostaję <emphasis>Okropny</emphasis> albo <emphasis>Trolla</emphasis>. Czy to jest w
porządku według ciebie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W twoim przypadku zdecydowanie tak - odparła Hermiona, kręcąc
głową i wpatrując się z niedowierzaniem w swoja ocenę.
Ron prychnął ze złością i odwrócił się do
niej plecami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przestał ich słuchać i spojrzał na swoje
wypracowanie. Nie podaruje mu tego tak łatwo! Wziął pióro,
zanurzył je w kałamarzu, przekreślił tytuł i na górze
napisał dużymi, drukowanymi literami:</p><empty-line /><empty-line /><p>
ELIKSIR WIGGENOWY</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wstał i podszedł do biurka Snape'a. Wyciągnął pergamin
w stronę nauczyciela i powiedział chłodnym tonem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Poprawiłem już nazwę eliksiru. Chciałbym, żeby ponownie
sprawdził pan moje wypracowanie, ponieważ kosztowało mnie ono
bardzo dużo czasu i wysiłku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape zerknął na niego, a w jego oczach zamigotał cień
szyderstwa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprawdy? A dlaczego właśnie tobie miałbym sprawdzić go
ponownie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ponieważ tylko mojego pan nie przeczytał - wycedził Harry
przez zęby. - Skoro już poprawiłem błąd, to
uważam, że...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Podaj mi nazwę tego eliksiru - przerwał mu Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Eliksir Wiggenowy - odpowiedział Harry, nie spoglądając na
wypracowanie. Snape uniósł brew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś tego pewien?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zawahał się. Czyżby znowu coś pomieszał?
Zerknął na swój referat. Miał nadzieję, że Hermiona
się nie pomyliła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, jestem pewien. - odparł. Podsunął wypracowanie
nauczycielowi. - Czy mógłby pan teraz...? - zapytał, starając
się przekazać Severusowi, że ma już dosyć jego
pedantycznej skrupulatności. Wiedział, że robi to specjalnie.
Mężczyzna patrzył mu w oczy. I czekał. Harry
domyślił się, na co. - Proszę - dodał, chociaż to
słowo z trudem przeszło mu przez gardło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape ponownie uniósł brew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No, skoro prosisz, to jakże mógłbym odmówić? - Kpina, z
jaką odpowiedział nauczyciel była wręcz namacalna. Harry z
wysiłkiem przełknął gorzkie słowa, które
cisnęły mu się na usta. Snape zerknął na pergamin,
zmarszczył brwi, ponownie spojrzał na Harry'ego i
oświadczył: - Przepisz to i przynieś mi na następną
lekcję.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wytrzeszczył oczy. Przepisać? Przecież zajęło mu
to kilka godzin. W wypracowaniu był tylko jeden, mały błąd!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gniew trzasnął i rozpalił się jasnym, gorącym
płomieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już nie trzeba - wycedził lodowato, gniotąc ze
złością pracę i odwracając się na pięcie.
Był tak zły na Snape'a, że z trudem panował nad
drżeniem dłoni. Podszedł do kosza i z
wściekłością cisnął do niego zgnieciony w
kulkę pergamin. Odprowadzany zaciekawionymi i zdumionymi spojrzeniami
uczniów, wrócił do swojej ławki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało, Harry? - wyszeptał przejęty Ron, kiedy
Harry usiadł na miejscu. - Dlaczego wyrzuciłeś swoje
wypracowanie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nieważne - uciął ostro Harry, unikając zamyślonego
wzroku Hermiony i wbijając spojrzenie w ławkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie przejmuj się, stary. Przecież nie pierwszy raz
dostałeś <emphasis>Trolla</emphasis>. Jakoś się z tego wygrzebiesz. - Ron
nieudolnie próbował go pocieszyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań, Ron. Nie widziałeś, ile czasu Harry
poświęcił na tę pracę? Niemal tyle, co ja, ale Snape'a
i tak nic to nie obchodzi. Mam tego dosyć - wyszeptała Hermiona,
zagryzając wargę. - On nie może nas tak traktować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że zbliżają się kłopoty, ale zanim
zdążył ją powstrzymać, przyjaciółka
podniosła rękę. Za późno, Snape już to
zauważył. Obrzucił Gryfonkę pogardliwym spojrzeniem i
zapytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O co chodzi, panno Granger?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona odchrząknęła i zaczęła zdecydowanym,
choć nieco drżącym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uważam, że ocena, którą otrzymałam, jest nieadekwatna do
mojej wiedzy i umiejętności. Jestem pewna, że wszystko
napisałam prawidłowo, a otrzymałam jedynie <emphasis>Zadowalający</emphasis>.
Na jakiej podstawie zostałam oceniona w taki sposób?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystkie oczy, które w trakcie jej wypowiedzi zaczęły ją
obserwować, teraz, w ułamku sekundy, spoczęły na Mistrzu
Eliksirów. Harry zobaczył, jak wzrok Snape'a zmienia się z
nieprzyjaznego na... groźny. Jęknął w duchu. Hermiona nie
powinna była tego mówić. Przynajmniej nie dzisiaj.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Kwestionujesz mój sposób oceniania, Granger? - Głos nauczyciela
stał się chrapliwy i niebezpiecznie podniesiony. - Dostałaś
taką ocenę, na jaką zasłużyłaś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona wyglądała na niezwykle zdecydowaną. Wydawało
się, że tnące spojrzenie Snape'a, pod którym
część klasy skuliła się w sobie, nie robi na niej
żadnego wrażenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uważam, że zasłużyłam na wyższy stopień -
odparła twardo, patrząc wprost w oczy nauczyciela. - Ale jeżeli
pan sądzi inaczej, to proszę mi wytłumaczyć, co było
nie w porządku z moim wypracowaniem. Wtedy będę mogła to
poprawić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że powietrze nagle się
naelektryzowało. Tak, jak wtedy, kiedy Ginny usiadła zbyt blisko
niego. Twarz Snape'a ściągnęła się w gniewie, który
toczył go przez cały dzień, a który nareszcie znalazł
sposób na wyładowanie. Nauczyciel wstał i podszedł do
ławki, przy której siedzieli Harry, Ron i Hermiona. Cała klasa
czekała w pełnej grozy ciszy na to, co za chwile nastąpi. Nikt,
kto w ten sposób odzywał się do Mistrza Eliksirów, nie mógł
skończyć dobrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Otrzymałaś taką ocenę, ponieważ jesteś
arogancką, zarozumiałą, wiecznie wymądrzającą
się ignorantką, która nie wie, kiedy nie powinna się
odzywać i gdzie leży granica. - Hermiona rozszerzyła oczy ze
zdumienia, ale Snape jeszcze z nią nie skończył. - Może
powinienem wyrzucić cię z moich zajęć raz na zawsze,
żebyś zrozumiała, że nie jesteś kimś
wyjątkowym, a jedynie marną uczennicą, która jest opętana
żądzą bycia najlepszą w szkole, aby wszyscy mogli ją
podziwiać. Prawda jest taka, że poza uczeniem się na pamięć
formułek z podręczników, nie potrafisz poszczycić się
żadną wiedzą, a zamiast inteligencji masz w głowie jedynie
tony nic niewartych informacji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy skończył, w pomieszczeniu zapanowała martwa cisza.
Hermiona miała łzy w oczach i wyglądało na to, że
walczy ze sobą, aby nie rozpłakać się na oczach całej
klasy. Harry wpatrywał się w Snape'a z niedowierzaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak on mógł powiedzieć jej coś takiego? Była jego
przyjaciółką! Zawsze go broniła, pomagała mu! To
dzięki niej został odnaleziony, kiedy Malfoy i jego banda pobili go i
porzucili w schowku. Zawsze stała po jego stronie i Snape powinien
mieć to na uwadze! Nie może pozwolić na to, żeby
mieszał ją z błotem!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nie było miłe, profesorze - odezwał się chłodnym
głosem, wbijając w Severusa twarde spojrzenie. - Nie powinien pan tak
do niej mówić. Chciała tylko wyrazić swoje zdanie i
wyjaśnić...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie pozwoliłem ci się odzywać, Potter. To nie twoja sprawa -
wycedził Snape, posyłając Harry'emu ostrzegawcze spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Owszem, <emphasis>moja</emphasis> - odparł z naciskiem Harry, ale Snape nie
pozwolił mu dalej mówić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Oczywiście, jak zwykle musisz odgrywać rolę obrońcy
pokrzywdzonych. Nie potrafisz siedzieć cicho i nie wtykać nosa w
nieswoje sprawy. Jak zwykle postanowiłeś wmieszać się w
coś, co cię nie dotyczy, żeby znaleźć się w
centrum zainteresowania. Czy to twój nowy sposób, aby podlizać się dawnym
przyjaciołom, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
To był cios poniżej pasa. Harry poczuł, jak wzbiera w nim
wściekłość równie potężna i
oślepiająca, jak dzisiejszego poranka. Z największym trudem
powstrzymał się, by nie zerwać się z miejsca i... I co
miałby zrobić? Przełknął ślinę,
wziął głęboki oddech i kontynuował, jakby Snape wcale
mu nie przerwał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hermiona jest moją przyjaciółką i nie pozwolę ci
zmieszać jej z bł... - urwał widząc, jak oczy Severusa
gwałtownie się zwężają, posyłając mu
ostrzegawczy sygnał. Ugryzł się w język i szybko
poprawił. - Nie pozwolę <emphasis>panu</emphasis> zmieszać jej z błotem,
ponieważ nie zrobiła nic złego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twarz Mistrza Eliksirów zrobiła się blada z
wściekłości. Zacisnął usta tak mocno, iż
stały się tylko ledwie widoczną, niewyraźną
kreską w emanującym pragnieniem zemsty obliczu. Oczy ciskały
pioruny, jakby chciały zamienić Harry'ego w kupkę popiołu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Posłuchaj, ty bezczelny gówniarzu... - Snape zrobił krok w
stronę Harry'ego, ale nagle zatrzymał się, jakby próbował
się opanować. Chyba mu się to udało, ponieważ po
chwili oblizał wargi, odwrócił się plecami i machnął
różdżką w stronę swojego biurka. Zdumiony Harry
zobaczył, jak rolka pergaminu podpływa do niego i opada na
ławkę przed nim, rozwijając się. Pergamin był pusty.
Harry spojrzał z zaskoczeniem na Snape'a, który nagle pojawił
się tuż obok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Napiszesz trzysta razy "Nie będę się wtrącał w
cudze sprawy i będę odzywał się z szacunkiem do
nauczyciela". Jeżeli nie zdążysz do końca
zajęć, to zostaniesz po lekcjach i będziesz pisał tak
długo, dopóki tego nie zapamiętasz - wycedził jadowicie
mężczyzna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Och, więc w ten sposób chce grać..." - pomyślał
Harry, czując jak gniew wzbiera w nim jeszcze bardziej. Spojrzał
wprost w przewiercające go niemal na wylot czarne oczy i
oświadczył zdecydowanym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze. Napiszę to, jeżeli pan napisze na tablicy "Nie
będę wyżywał się na uczniach". Wystarczy raz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach wydarzyło się kilka rzeczy jednocześnie.
Hermiona pisnęła ze zgrozy, Ron schował głowę w
ramiona, Seamus, który do tej pory podśmiewał się pod nosem,
zakrztusił się i zbladł, a cała reszta klasy
wstrzymała oddech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zobaczył, jak oczy Snape'a rozszerzają się, a jego twarz
stała się trupio szara. W oczach błysnęła
żądza mordu i rozgorzał pożar tak wielki, że w
ułamku sekundy mógłby pochłonąć wszystko i
strawić Harry'ego na popiół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Coś ty do mnie powiedział, Potter? - wycedził
drżącym z wściekłości głosem. Harry miał
wrażenie, że dostrzegł pianę w kącikach jego ust.
Snape wydawał się być na samej granicy eksplozji. Harry
czuł, że posunął się za daleko, ale nie chciał
ustąpić. Miał prawo bronić Hermiony! - Gryffindor traci
przez pańską bezczelność, upór i arogancję
pięćdziesiąt punktów. A w ramach szlabanu wyczyści pan każdy
kafelek w <emphasis>każdej</emphasis> toalecie w szkole. - Słowa wypowiedziane
przez Mistrza Eliksirów były niczym kolejne karafki oliwy dolewanej do
płonącego w nich obu ognia, którego nic już nie potrafiło
ugasić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mam gdzieś, ile wlepisz mi szlabanów i ile punktów odbierzesz! - Harry
niemal krzyczał czując, że jeszcze chwila i wybuchnie. -
Wykorzystujesz swoją władzę, żeby mieszać nas z
błotem i upokarzać. I nikt nie protestuje, ponieważ wszyscy
się ciebie boją. Ale ja się nie boję!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, przestań! - krzyknęła przerażona Hermiona,
łapiąc go za ramię. Mistrz Eliksirów sprawiał
wrażenie, jakby dawno przekroczył granicę furii i znalazł
się już daleko po drugiej stronie. Wyglądał, jak demon,
który stoi nad wrotami piekieł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wynoś się, Potter! - wysyczał tak zajadle, iż Harry
mimowolnie poczuł ciarki na plecach. - Zabieraj swoje rzeczy i zejdź
mi z oczu! Natychmiast!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął powieki, wciągając gwałtownie
powietrze. Kiedy je otworzył, zobaczył, że wszyscy wpatrują
się w niego ze zgrozą zmieszaną z... podziwem. Snape
odwrócił się do niego plecami i Harry nie mógł odczytać
teraz wyrazu jego twarzy. To było jeszcze gorsze, niż jawna
wściekłość, którą Severus emanował jeszcze
chwilę temu. Harry wiedział, że posunął się za
daleko, że przekroczył pewną granicę, której w ogóle nie
powinien był dotykać. Do której w ogóle nie powinien się nawet
zbliżać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł niezwykle silny ucisk w gardle i żołądku. Z trudem
podniósł się z miejsca i drżącymi rękami zebrał
swoje rzeczy. Zerknął jeszcze raz na Severusa, ale ten przez
cały czas stał odwrócony plecami i Harry poczuł ukłucie
żalu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, nie może mieć wyrzutów sumienia! Postąpił
słusznie! To Snape zachował się jak skończony dupek!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zarzucił torbę na ramię i opuścił klasę,
odprowadzony pełnymi niedowierzania i poruszenia spojrzeniami. Kiedy
przekroczył próg Sali, nie potrafił się powstrzymać i
trzasnął drzwiami. Echo poniosło ten dźwięk po
rozległych korytarzach lochów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<strong>--- rozdział 23 ---</strong></p>

<p><strong>23. Ice &amp; fire.</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>It's in
your eyes, what's on your mind</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I fear your smile and the promise inside</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
It's in your eyes, what's on your mind</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
There is no mercy, just anger I find</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Harry siedział na fotelu w Pokoju Wspólnym i wpatrywał się w
ogień. W
kątach pomieszczenia przebywało jeszcze kilkoro uczniów, którzy nie
mieli teraz żadnych zajęć. Jacyś pierwszoroczniacy grali w
szachy czarodziejów, kilkoro innych osób odrabiało lekcje, a na drugim
końcu pokoju para piątoklasistów przez cały czas
obściskiwała się i całowała. Do uszu Harry'ego od
czasu do czasu docierały ich gorące wyznania:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś tylko ty, Skarbie. Kocham cię tak bardzo, że nie
potrafię tego wyrazić. Oddałbym ci swe serce na srebrnej tacy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja też cię kocham, Misiaczku. Do szaleństwa! Nie potrafię
bez ciebie żyć. Umarłabym, gdyby...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry skrzywił się i mimowolnie poczuł odruchy wymiotne. To
było tak... ckliwe i mdłe, iż miał wrażenie, jakby
został zmuszony do zjedzenia kilograma najsłodszych toffi z Miodowego
Królestwa. Z obrzydzeniem odwrócił od nich wzrok i ponownie wpatrzył
się w trzaskające płomienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbował spokojnie przeanalizować sytuację, która miała
miejsce na lekcji. Złość nadal w nim wrzała, ale już
nie z taką siłą, jak jeszcze godzinę temu, kiedy gniew
niemal rozrywał go na kawałki. Snape nie powinien się tak
zachować! Absolutnie nie powinien! Nie dość, że
potraktował go jak pierwszego lepszego ucznia, to na dodatek sprawiał
wrażenie, jakby Harry coś mu zrobił! A on tak się
starał z tym wypracowaniem, tyle czasu na nie poświęcił...
Czy Snape naprawdę musiał tak go potraktować? Nie
spodziewał się, że Mistrz Eliksirów doceni jego wysiłek,
ale to, co zrobił... Harry potrząsnął głową,
ponieważ poziom jego gniewu znowu zaczął się podnosić.
Nie myślał, że tak go to dotknie. A czarę goryczy
przepełnił nagły i niespodziewany atak na Hermionę. Jak on
mógł się tak zachować? Jak mógł powiedzieć jej
coś takiego? Musiał ją bronić! Musiał się
zemścić! Musiał...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę. Czuł to. Coś dziwnego, co
płonęło w nim tak samo mocno, jak gniew, ale nie potrafił
tego zdefiniować. Wtedy też to w nim było. Kazało mu
walczyć, kusić, balansować na granicy, rzucać się do
przodu, aby próbować ją przekroczyć, albo chociaż jej
dotknąć. Podszeptywało. Kazało mu sprowokować
Snape'a...</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie usłyszał zbliżający się do Pokoju
Wspólnego tupot wielu stóp. Kiedy portret się odsunął,
uderzył go szum podniesionych, podekscytowanych głosów. Odwrócił
głowę i zobaczył wlewającą się do pomieszczenia
falę Gryfonów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Stary! - przez harmider przebił się głos Rona. - Ale
dałeś czadu! Wreszcie mu przygadałeś!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Za nim pojawiła się głowa Neville'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To było niesamowite, Harry. Ja nigdy bym się nie odważył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już cała szkoła o tym plotkuje - wyszczerzył się
Ron. - Stałeś się bohaterem!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zza pleców rudzielca wybiegła Hermiona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, Harry! - krzyknęła i rzuciła mu się na szyję. -
Dziękuje, ale to było takie... takie... - Głos jej się
załamał. - Takie głupie! - Odsunęła się i
spojrzała na niego ze łzami wdzięczności w oczach. - Nigdy
więcej tego nie rób!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry, zbyt oszołomiony, by cokolwiek powiedzieć, pokiwał
głową i potoczył spojrzeniem po otaczających go,
uśmiechniętych twarzach. Dostrzegł wśród nich Seamusa,
który nie uśmiechał się, ale z pewnością nie
patrzył już na niego z taką nienawiścią, a w jego
spojrzeniu można było dostrzec nawet niewielką iskierkę...
uznania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To było wspaniałe, ale naprawdę nie chciałbym być
teraz na twoim miejscu - kontynuował Ron, spoglądając na
przyjaciela ze zmartwieniem. - Przecież jeżeli dzisiaj pójdziesz do
niego na szlaban, to nie wyjdziesz stamtąd żywy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ron! - ofuknęła go Hermiona. - Przestań go straszyć!
Snape jest nauczycielem i nie może Harry'emu zrobić krzywdy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"No nie wiem, Hermiono..." - pomyślał Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Na twoim miejscu znalazłbym jakąś wymówkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To była niezwykle kusząca propozycja, ale Harry wiedział,
że i tak nie udałoby mu się uniknąć tego szlabanu. A
próby ucieczki skończyłyby się jeszcze gorzej...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, muszę pójść, bo Snape wścieknie się jeszcze
bardziej - powiedział, uśmiechając się uspokajająco.
Ale bardziej po to, by uspokoić samego siebie, a nie przyjaciół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W takim razie będziemy trzymać za ciebie kciuki - odezwał
się Neville. - Nie martw się, Harry. Dasz sobie radę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uhm - mruknął w odpowiedzi, wcale nie będąc tego taki
pewny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Popołudnie minęło błyskawicznie. Dlaczego zawsze, kiedy
się na coś czekało z niecierpliwością, godziny
wlokły się gorzej od gumochłonów, a gdy miało
nastąpić coś, czego bardzo się obawiało, to
pędziły niczym stado centaurów na polowaniu?</p><empty-line /><empty-line /><p>
O umówionej godzinie Harry pomógł Ginny wymknąć się z
Pokoju Wspólnego, zagadując Rona i pokazując mu najnowsze karty z
członkami drużyny Armat. Nie potrafił znieść
pełnych współczucia spojrzeń Hermiony i okazjonalnego
poklepywania po plecach przez przypadkowych Gryfonów, którzy przechodzili w
pobliżu niego i próbowali dodać mu otuchy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W końcu nadeszła pora szlabanu. Hermiona życzyła mu
szczęścia, Ron zapytał, czy może zatrzymać jego miotłę,
gdyby Harry nie wrócił (za co Gryfonka przyłożyła mu
książką w głowę), Neville uśmiechnął
się niepewnie, kilka osób pomachało mu na pożegnanie (dlaczego
miał wrażenie, że patrzą na niego tak, jakby naprawdę
miał już nie powrócić?), po czym odetchnął głęboko
i ruszył w kierunku lochów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy schodził niekończącymi się schodami nie odczuwał
jednak przerażenia. Był zdenerwowany, a strach zdawał się
pożerać jego żołądek od środka, ale to wszystko
na dalszy plan spychała złość, która nadal w nim
pulsowała i nie pozwalała myśleć o niczym innym. Z
każdym krokiem wmawiał sobie, że dobrze postąpił i
że nie może pozwolić Snape'owi zmieszać się z
błotem. Miał rację i cokolwiek się wydarzy, będzie jej
bronił!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przystanął przed wejściem do gabinetu i kilka razy odetchnął
głęboko, zbierając się na odwagę. Był dziwnie
podniecony. Pewnie to samo odczuwa hazardzista, który stawia wszystko na
jedną kartę. A teraz okaże się, czy przegrał, czy
też wręcz przeciwnie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dotknął drzwi, a te otworzyły się z cichym skrzypieniem.
Odetchnął jeszcze raz, zacisnął pięści i szybko
przeszedł pomieszczenie, a kiedy przejście do komnaty Mistrza
Eliksirów stanęło przed nim otworem i Harry przekroczył próg,
zorientował się, że Snape'a nie ma nigdzie w salonie. To
było dziwne. Przecież zawsze na niego czekał.
Przystanął, rozglądając się. Drzwi za nim
zaskrzypiały cicho, przerywając panującą w pokoju
ciszę, i same się zatrzasnęły. Harry poczuł powiew
chłodu i dziwne odczucie niebezpieczeństwa. Kątem oka
dostrzegł ruch za plecami, ale zanim zdążył się
odwrócić, silne ręce złapały go za szatę i
rzuciły na ścianę. Uderzył o nią plecami, tracąc
na chwilę oddech w piersi, ale już w tej samej chwili Severus był
przy nim. Serce Harry'ego szarpnęło się gwałtownie, kiedy
ostre jak brzytwa, płonące wściekłością
spojrzenie przecięło przestrzeń i trafiło prosto w jego
rozszerzone w wyrazie zaskoczenia oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty sobie wyobrażasz, Potter? - Severus wysyczał głosem
zimniejszym, niż oddech Dementora. Jego oblicze znajdowało się
milimetry od twarzy Harry'ego, z ogarniętych płomieniami źrenic
strzelały iskry, z ust sączył się jad. - Chciałeś
odegrać przed nimi bohatera? Na <emphasis>mojej</emphasis> lekcji? - Ciepły,
przyspieszony oddech Snape'a owiewał twarz Harry'ego, rozdmuchując w
nim ogień. Ściana, w którą wgniatał go mężczyzna
była twarda i chłodna. Niemal tak samo, jak przygniatające go
ciało. - Jak śmiałeś mi się sprzeciwić? Jak
śmiałeś podważyć mój autorytet? Powinienem bardzo
surowo ukarać cię za twoją bezczelność, arogancję
i...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - krzyknął Harry, kiedy udało mu się w końcu
odzyskać oddech i głos, który trochę za bardzo drżał.
- Nie musiałbym tego robić, gdybyś zachowywał się
normalnie! To ty zacząłeś! Ja tylko broniłem Hermiony. Ona
jest moją przyjaciółką i nie mogłem pozwolić,
żebyś ją tak traktował! Nie mogłem patrzeć na to,
jak upokarzasz moich przyjaciół!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Snape'a rozbłysły jadowitym blaskiem. Harry poczuł, że
wstrzymuje powietrze, a w jego podbrzuszu coś zamiera.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie będę dłużej tolerował twojej bezczelności,
Potter! Już nigdy więcej nie ośmieszysz mnie na oczach moich
uczniów!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie możesz wyżywać się na nich, kiedy masz zły
humor! - odparował Harry. Czuł wściekłość, niczym
rozżarzoną kulę stopionego żelaza, ognistej lawy,
formującej się w jego wnętrzu i rozrastającej wraz z
każdym słowem Snape'a. - Jak mogłeś powiedzieć
Hermionie coś takiego? To było podłe!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ręka mężczyzny wystrzeliła w górę i złapała
go za koszulę pod szyją, niemal go dusząc, szarpiąc nim i
podciągając w górę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja <emphasis>jestem podły</emphasis>, Potter! - wycedził mężczyzna,
napierając na Harry'ego z miażdżącą siłą. -
Zapomniałeś, z kim masz do czynienia, czy mam ci o tym
przypomnieć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł dziwną eksplozję w swoim wnętrzu. Coś, co
wyrastało z gniewu, ale było o wiele przyjemniejsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale mógłbyś czasami zwracać uwagę <emphasis>dla kogo</emphasis>
jesteś podły - odgryzł się krnąbrnie. - To są moi
przyjaciele!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A myślisz, że mnie to <emphasis>obchodzi?</emphasis> - parsknął
Severus. - Myślisz, że będę dla nich "miły"
tylko dlatego, że są twoimi "drogimi przyjaciółmi"?
Nie rozśmieszaj mnie. Dla mnie są takimi samymi durniami, jak
cała reszta, i będę traktował ich tak, jak mi się
podoba, a ty nie masz prawa kwestionować moich decyzji, dzieciaku!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry skrzywił się, czując jak gniew całkowicie przejmuje
nad nim kontrolę, a jednocześnie pragnąc, żeby tak się
stało, żeby to się rozrosło, uderzyło w niego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W takim razie musisz pogodzić się z tym, że będę
stawał w ich obronie za każdym razem, kiedy będziesz chciał
zmieszać ich z błotem! - odparował drżącym ze
zdenerwowania głosem. Zobaczył, jak oczy Snape'a
zwężają się gwałtownie i rozbłyskują
lodowatym ogniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja <emphasis>nic nie muszę</emphasis>, Potter! Ale wygląda na to, że ty
musisz nauczyć się posłuszeństwa! - Severus niemal
wypluł mu te słowa w twarz, szarpnął nim brutalnie i
rzucił przez cały pokój. Harry wpadł na fotel, uderzając w
niego boleśnie kolanami i łokciami. Na chwilę ponownie
stracił oddech. Odwrócił się i zobaczył, że Severus
podchodzi do niego, utkwiwszy w nim spojrzenie dzikiej, rozwścieczonej
bestii. Szybko zerwał się na nogi i zaczął cofać.
Słyszał przerażone bicie własnego serca. A
jednocześnie rozgrzewającą mięśnie adrenalinę. I
piekielną złość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mam tego dosyć! - Harry krzyknął łamiącym się
głosem. Dziwne, ale dlaczego miał ochotę powiedzieć
coś wręcz przeciwnego? - Nie możesz mnie tak traktować!
Myślisz, że możesz robić ze mną wszystko, co ci
się podoba, a ja ci na to pozwolę? - Zobaczył, jak jedna brew
Snape'a unosi się w geście rozbawienia i zdał sobie sprawę,
że przecież to właśnie robi przez cały czas, więc
szybko się poprawił. - To znaczy... - zająknął
się. - Może do tej pory tak było, ale od teraz to się
zmieni! Nie będziesz mną więcej pomiatał! Koniec z tym!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape zatrzymał się nagle, patrząc na Harry'ego z
mieszaniną pogardy i zaciekawienia. Tak, jak patrzy się na
szarpiącego się i próbującego wyrwać z oplatającej go
pajęczyny owada. Harry zawahał się. Wzrok Severusa napawał
go niepokojem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A w jaki sposób mi tego zabronisz, Potter? - wycedził groźnym,
mrocznym szeptem. - Jak chcesz zabronić mi korzystania z mojej
własności wedle mego uznania?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Zamrugał kilka razy,
jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Z twojej... "własności"?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez twarz Severusa przebiegł nikły cień szyderczego
uśmiechu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musiał szybko wziąć się w garść. Nie
pozwolić mu!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie jestem... - zaczął, ale mężczyzna przerwał mu:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Masz być mi posłuszny, Potter, bo inaczej spotka cię surowa
kara - syknął, a Harry poczuł, jak kula
wściekłości rozpala się i rozrasta, mieszając się
z kolejnym ukłuciem niemal bolesnej, niepokojącej...
przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął pięści. Nie potrafił przerwać tego
szaleństwa, w które popadł i nad którym nie umiał
zapanować, a które popychało go coraz dalej i dalej nad urwisko, z
którego mógł w każdej chwili runąć do spiętrzonego
morza. I nie potrafił powstrzymać się od spiętrzania go
jeszcze bardziej, od obserwowania, jak biała piana gniewu wzbija się
w powietrze, sięgając niemal jego stóp, pragnąc
wciągnąć go w swą otchłań.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nic mnie to nie obchodzi! - warknął. - Możesz zrobić ze
mną, co chcesz, ale nie wolno ci się wyżywać na moich
przyjaciołach! Nie możesz wykorzystywać swojej władzy do
gnębienia słabszych od siebie! Następnym razem, kiedy
będziesz miał zły humor, mścij się na mnie, a nie na
nich! - Harry przerwał nagle widząc, jak Snape wyciąga
różdżkę. Zamarł z przerażenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Sam się o to prosiłeś - wycedził Mistrz Eliksirów i
machnął różdżką. - <emphasis>Flagello</emphasis>!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł na policzku bolesne chlaśnięcie, jakby ktoś
smagnął go batem. Przed oczami pojawiły mu się
iskrzące rozbłyski, a po skórze spłynęła krew. Na
kilka chwil całe powietrze uleciało z jego płuc.
Przycisnął dłoń do policzka i spojrzał na Snape'a z
całkowitym zaskoczeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bolało? Następnym razem poczujesz to na całym ciele! -
wycedził Severus. - Nie będzie byle gówniarz mówił mi, jak mam
prowadzić zajęcia i jak mam traktować moich uczniów!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie. Tym razem uderzenie
było silniejsze i boleśniejsze, ponieważ nie smagnęło
skóry, tylko coś, co znajduje się znacznie głębiej.
Trafiło w serce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Byle gówniarz? - wyszeptał. - Dla ciebie jestem tylko byle gówniarzem? -
Zorientował się, że jego głos drży, ale nic go to
już nie obchodziło. Zapomniał o przeciętej skórze,
zapomniał o wszystkim. Gniew płonął w nim niczym mokra
żagiew, trzaskając i rozsypując na boki rozżarzone iskry. -
Po tym wszystkim... jestem dla ciebie tylko... "byle gówniarzem"?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wydał z siebie coś pośredniego pomiędzy
prychnięciem, a westchnieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań melodramatyzować, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł, jak jątrząca się, buzująca kula
wściekłości rozrasta się jeszcze bardziej, czekając
tylko na coś, co podpaliłoby lont i pozwoliło jej
wybuchnąć. Odwrócił się gwałtownie od Severusa i
zacisnął drżące pięści. Czuł żar pod
powiekami, a w uszach odgłos trzaskających płomieni. Chciał
coś jeszcze powiedzieć, zaprzeczyć, ale nie był w stanie.
Mógł tylko stać i nienawidzić Snape'a. Nienawidzić go tak
bardzo, iż prawie nie mógł oddychać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wtedy usłyszał kroki za sobą. Otoczył go odgłos
szeleszczących szat. Zadrżał, kiedy poczuł niespodziewany
podmuch ciepłego powietrza na karku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań się szarpać, bo w końcu zrobisz sobie
krzywdę - wyszeptał cicho Severus, niemal dotykając ustami jego
ucha. Harry poczuł gęsią skórkę na ramionach. -
Przestań ze mną walczyć. Wiesz, że i tak nie wygrasz. -
Jego członek drgnął gwałtownie. Harry
jęknął. Czuł, jak to uczucie odżywa. Jego serce
zamarło na moment, kiedy odziane w czerń ramiona Snape'a
wysunęły się zza jego pleców, a długie palce
zaczęły rozpinać jego spodnie. - Przestań bronić
się i uciekać. Powiem ci prawdę o tobie, Potter - wyszeptał
mrocznie mężczyzna, rozsuwając powoli zamek. - Chcesz tego.
Uwielbiasz mnie prowokować, żebym później mógł cię
złamać. - Snape zsunął z bioder jego spodnie i
pozwolił im opaść do kolan. Harry nieświadomie
cofnął się, napierając na chłodne ciało za nim. -
I uwielbiasz, kiedy to robię. Kiedy przywołuję cię do
porządku, kiedy łamię twój opór, kiedy cię karzę -
kontynuował mężczyzna, a blada dłoń o smukłych
palcach wśliznęła się pod materiał bokserek. Harry
był twardy. Zdawał sobie z tego sprawę. Chrapliwy głos,
którego źródło znajdowało się zaledwie milimetry od jego
ucha, wydał z siebie ciche parsknięcie, kiedy chłodna
dłoń musnęła sztywną erekcję. - Ponieważ
uwielbiasz tak się czuć, Potter. Brudny i upokorzony. Złamany i
zdominowany. I <emphasis>wiem</emphasis>, że nienawidzisz tej części siebie,
która to lubi, ale jednocześnie nie potrafisz przestać. - Harry
jęknął, a nogi ugięły się pod nim, kiedy palce
Snape'a ponownie musnęły jego penisa. Jedna z rąk Mistrza
Eliksirów przesunęła się do tyłu i zatrzymała na jego
pośladkach, rozchylając je lekko palcami. Uwielbiasz... - głos
stał się zachrypnięty - ...wić się u moich stóp.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Trzasnął ogień. Lont został podpalony. Harry poczuł,
że opada na dno bezdennej otchłani, z której nie ma żadnej drogi
powrotnej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I dlatego tak bardzo mnie pragniesz. - Głos Severusa stal się tak
cichy i świszczący, iż Harry miał wrażenie, że
rozbrzmiewa wprost w jego głowie. - Ponieważ nikt inny ci tego nie
da. Nikt inny nie sprawi, że będziesz się tak czuł. - Harry
zakwilił, kiedy zrozumiał, że ta płonąca w nim kula
wściekłości tak naprawdę, od samego początku,
była zarzewiem zupełnie innego uczucia, które teraz buzowało w
nim z szaleńczą siłą, czekając na jeden dotyk, jedno
słowo, które go otworzy i sprawi, że to uczucie zatopi go
całego. - I właśnie z tego powodu eliksir wskazał mnie,
Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłoń zacisnęła się kurczowo na jego członku, a
Harry zaskomlał, czując jak żar, gniew, rozkosz, gorycz,
nienawiść i przyjemność - wszystkie te uczucia
mieszają się ze sobą i tworzą niemożliwą do
zatrzymania powódź, która w jednym, gwałtownym przypływie
opanowała całe jego ciało, wstrząsając nim i
sprawiając, że w końcu wszystko zostało oświetlone
promieniem zrozumienia, ale to, co wyłoniło się z ciemności
było zbyt przerażające...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Palec drugiej ręki zaczął zataczać powolne kręgi
wokół jego wejścia, podrażniając je. Harry odchylił
głowę do tyłu, łapiąc wpółotwartymi ustami
powietrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możesz dostać to, czego pragniesz - powiedział cicho Snape,
przesuwając paznokciem po wrażliwym wejściu. Harry
szarpnął się i jęknął. - To bardzo proste,
Potter. Wystarczy jedno magiczne słowo. Słowo, które sprawi, że
będziesz jęczał i błagał o więcej, które rozbije
twoje zmysły w drobny pył i doprowadzi cię do szaleństwa.
Jedno słowo. Jedno zaklęcie. Rzucisz je? Chciałbyś zobaczyć...
jego działanie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nastąpił wybuch. Płonąca ognista kula eksplodowała.
Nienawiść stała się ulotnym wspomnieniem.
Złość wyparowała. Pozostało tylko pragnienie.
Brutalne, bezosobowe, pełne agresji pożądanie. To ono
wypowiedziało to jedno, magiczne słowo:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Proszę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O co prosisz? - zapytał cicho Severus, ponownie zataczając
paznokciem koło wokół jego otworu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Proszę, wejdź we mnie - jęknął Harry,
wypychając biodra do tyłu. Pragnąc poczuć to, <emphasis>jego</emphasis>...
w sobie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy długi, smukły palec Severusa wśliznął się
w niego. W tym samym momencie druga ręka mężczyzny
poruszyła się na jego rozgrzanym penisie. Harry zaskomlał,
uwięziony pomiędzy dwoma tak intensywnymi doznaniami. Chłodna dłoń
Snape'a przesunęła się po jego członku, boleśnie
naciągając napletek, podczas gdy palec wysunął się z
niego i gwałtownie wsunął ponownie. Chłopak
szarpnął biodrami, a z jego ust wydobył się pełen
udręki jęk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A teraz, mój drogi panie Potter... - gorący szept tuż przy jego
uchu sprawił, że biodra Harry'ego drgnęły ponownie -
...wyjaśnimy sobie kilka kwestii.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłonie Severusa znieruchomiały. Harry mruknął
zniecierpliwiony i poruszył się niespokojnie. Pragnął jego
dotyku, jego chłodu, który może chociaż trochę
zdusiłby płonący w nim ogień. Złagodziłby
palące cierpienie podniecenia, które chłostało jego
lędźwie. Chociaż nie - nie złagodziłby. Raczej
rozpalił jeszcze bardziej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeżeli zwyczajne sposoby nauczania nie działają na ciebie,
Potter, to spróbujemy innej metody. Masz odpowiadać tak, albo nie. Za
każdą dobra odpowiedź spotka cię nagroda. Za
każdą złą... cóż, można powiedzieć, że
nie będziesz miał szansy, by się poprawić. Czy to
zrozumiałe?</p><empty-line /><empty-line /><p>
O czym on mówił? Harry chciał go tylko czuć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pokiwał głową, chcąc, by Severus w końcu przestał
się z nim drażnić i zaczął poruszać
dłonią. Czuł, jak jego członek pulsuje, uwięziony w
uścisku palców Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Proszę... - mruknął, poruszając biodrami, by dać
Severusowi znak, żeby kontynuował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ty prosisz? - Głos Severusa przeciął powietrze jak bat. - Nie
możesz już o nic prosić. Ja tu wydaję rozkazy, Potter. I
zrobię z tobą to, na co będę miał ochotę, a ty
nie masz prawa zaprotestować. Czy to jasne?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłoń mężczyzny ścisnęła jego penisa tak
mocno, iż Harry zakwilił i pokiwał szybko głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nigdy więcej nie podważysz mojego autorytetu w klasie -
powiedział Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie wiedział, czy to było pytanie, stwierdzenie, czy rozkaz.
Słyszał jedynie groźbę w głosie mężczyzny,
jakąś niebezpieczną nutę, która sprawiła, że
zadrżał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie - wyszeptał cicho. Dłoń Snape'a przesunęła
się po jego członku, a palec gwałtownie uderzył w
prostatę. Harry zakwilił, czując iskry pod powiekami i
eksplozję w podbrzuszu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, to było takie przyjemne... Chciał więcej!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nigdy więcej nie będziesz mi się sprzeciwiał. -
Gorący oddech Severusa owionął mu szyję, powodując,
że jego ciało pokryło się gęsia skórką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie - odpowiedział. Mistrz Eliksirów nagrodził go kolejnym
pociągnięciem i uderzeniem w prostatę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Więcej, więcej, więcej!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zawsze będziesz mi posłuszny. - Głos był ostry,
rozkazujący.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak - odparł i niemal w tym samym momencie zajęczał ochryple,
kiedy dłonie Severusa nagrodziły go za kolejną dobrą
odpowiedź.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Będziesz robił to, co ci każę, bez pytań i bez
wahania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nogi ugięły się pod nim, kiedy palce Snape'a skubnęły
czubek jego erekcji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie będziesz kwestionował moich decyzji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kolejna eksplozja sprawiła, że Harry ledwie utrzymał się na
nogach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Za każde nieposłuszeństwo spotka cię kara. Czy to jasne?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przeszywający ból przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chciał tylko więcej! Więcej! Zrobiłby wszystko,
powiedział wszystko, byle tylko dostać więcej! Czuł,
że jego ciało drży, a serce bije tak gwałtownie, iż
niemal przerażająco.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Płonął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doskonale - usłyszał groźny, pełen satysfakcji szept przy
swoim uchu i w tym samym momencie dłonie wycofały się. Harry
uniósł powieki, ale nie zdążył już otworzyć ust,
kiedy Snape złapał go za ramię i ponownie rzucił na fotel.
Uderzył czołem o poręcz i na chwilę go zamroczyło.
Instynktownie oparł się rękami o siedzenie, aby jak najszybciej
się podnieść i odzyskać kontrolę nad sytuacją,
ale nie zdążył tego zrobić. Poczuł nacisk na biodrach
i palce we włosach. Jego głowa została wciśnięta w
siedzisko. Jęknął i odwrócił ją, aby
zaczerpnąć tchu, a w tym samym momencie usłyszał, jak Snape
mruczy słowa jakiegoś zaklęcia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy wszystko wokół przestało istnieć, ponieważ Severus
już w nim był, już czuł w sobie jego gorącą,
twardą erekcję, wdzierającą się brutalnie w
nieprzygotowane wejście. Czuł coś śliskiego, co
działało łagodząco, ale z jego gardła wyrwał
się zduszony krzyk. Krzyk, który jednakże nie był wcale krzykiem
bólu. Wszystkie jego mięśnie spięły się
gwałtownie, paznokcie wbiły w materiał, a w jego podbrzuszu
nastąpiła erupcja bolesnej przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Merlinie, tak cholernie za tym tęsknił. Miał wrażenie,
że minęły całe dekady, od kiedy ostatnio czuł
taką euforię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape jednak na tym nie poprzestał, nie zatrzymał się, aby
ciało Harry'ego mogło się przyzwyczaić. Wchodził i
wychodził z szaleńczą, nieokiełznaną furią, jakby
chciał go ukarać, jakby chciał go rozedrzeć na
strzępy. Harry czuł ból, ale całkowicie wypierało go
zupełnie inne odczucie, potęgowane z każdym pchnięciem, z
każdym smagnięciem przyjemności, które przetaczało się
przez jego ciało i umysł, doprowadzając do tego, że
potrafił jedynie skomleć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gdzieś na obrzeżach jego umysłu dryfowały dźwięki
i kolory. Odgłos nagich bioder uderzających o siebie z ogromną
prędkością. Złote rozbłyski pod powiekami. Urywany
szept Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Podoba ci się to, Potter? Uwielbiasz być pieprzony w ten sposób. Uwielbiasz
być karany, nawet, jeżeli tego nienawidzisz. - Zakwilił jedynie
w odpowiedzi. Jego przyciśnięty do fotela policzek ocierał
się o materiał, kiedy Snape przytrzymywał mu głowę,
jakby po to, żeby Harry nie mógł się bronić ani
próbować wyrwać i uciec.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale on nie miał zamiaru tego robić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zadałem ci pytanie, Potter! - Głos Snape'a przedarł się
przez otulające go opary żaru. - Powiedz, jak bardzo ci się to
podoba?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak miał mu odpowiedzieć, kiedy nie był w stanie składnie
myśleć? Jak miał odnaleźć swój głos pośród
jęków i skomlenia, który nieustannie wydobywały się z jego
wpółotwartych ust? Jak miał wyrazić za pomocą słów
tę ogromną nawałnicę, która szalała w jego ciele?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- U-uwielbia-am to - wyjęczał w końcu, zaciskając oczy,
kiedy Severus zmienił nieco kierunek i wchodził teraz jeszcze
głębiej. Ciepłe jądra uderzały o jego nagie
pośladki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dalej - syknął mężczyzna. Harry wyczuł w jego
głosie ponaglenie, niecierpliwe wyczekiwanie. - Chcę
słyszeć, jak bardzo ci się to podoba, jak bardzo to uwielbiasz,
nawet, jeżeli wciąż się tego wypierasz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- U-uwielbia-am kie-edy wcho-odzisz we-e mnie-e...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uderzenie w prostatę pozbawiło go zdolności mówienia. O tak,
uwielbiał to! Zrobiłby wszystko, by to dostać! By na
własnej skórze poczuć tę agresywną żądzę,
zwierzęcą brutalność, które sprawiały, że
mógł tylko kwilić i eksplodować tysiącem iskier, że
pragnął wić się, rzucać, krzyczeć, że tak,
chce więcej!, mocniej!, głębiej!, że zapominał o
wojnie, o przeznaczeniu, o wszystkim, co go czekało, że czuł
się tak jakby był zupełnie wolny, jakby nie był już
Harrym Potterem, a jedynie swobodnym, wibrującym od doznań
jękiem rozkoszy, kimś, kto istnieje tylko po to, by odczuwać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Prowokował Snape'a, ponieważ chciał to dostać, igrał z
niebezpieczeństwem, balansował na cienkiej linii. Teraz już
rozumiał. Zawsze chciał, by Severus był milszy, ale dopiero
kiedy taki się stał, Harry miał okazję odkryć to, co
zawsze siedziało głęboko w nim...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...że wcale tego nie chce. Że zawsze, od samego początku
dostawał właśnie to, czego najbardziej pragnął.
Wspomnienia odbijały się echem w jego głowie. Kiedy to się
zaczęło? A tak, przypominał sobie... te wszystkie myśli,
które spychał daleko w głąb siebie, zawstydzony nimi. Ale one
zawsze tam były i czekały na odpowiedni moment, żeby się
ujawnić. Teraz pamiętał... pamiętał to niesamowite
podniecenie, kiedy pieprzył się na Snapie tuż przed pobiciem.
Przypomniał sobie jak się wtedy czuł, kiedy mężczyzna
go upokarzał, przypomniał sobie tą jedną
niewypowiedzianą myśl, którą zignorował, przestraszony... I
później, kiedy Severus przycisnął go do ściany w schowku i
wyszeptał mu groźbę... która sprawiła, że momentalnie
stał się twardy. Och, pamiętał to uczucie zniewolenia. I
jak ostre słowa Snape'a rozpaliły w nim taki żar, że
całkowicie zapomniał o swoim wstydzie. I dziś, kiedy Severus
odkrył przed nim wszystkie karty, kiedy powiedział mu wprost to, co
Harry ukrywał głęboko w swoim sercu... w końcu
zrozumiał. Niczego nie udało się przed nim ukryć. Do
cholery, znowu go przejrzał! I miał rację. Harry uwielbiał
to uczucie upodlenia. Czy to czyniło go nienormalnym? Całkiem
możliwe. Ale w jakiś przewrotny sposób pasowali do siebie.
Przecież Snape lubił mieć nad nim całkowitą
władzę, lubił, gdy Harry był mu posłuszny, lubił
zadawać mu ból i patrzeć, jak skomli o więcej. Severus
dawał mu to, czego pragnął, a Harry przyjmował to
zachłannie. Pamiętał, jak jego druga, mroczna strona
sprowokowała Snape'a na lekcji, i jak widział
wściekłość w oczach mężczyzny, ale nie
chciał ugasić lontu. Za bardzo pragnął, aby bomba
wybuchła. Ponieważ uwielbiał to uczucie wyczekiwania, tę
niepewność, jaką karę otrzyma za zniszczenia, których
dokonał. Nie da się tego z niczym porównać. I Harry
wiedział, że nie potrafiłby już żyć bez tego
ryzyka. I że jeszcze nie raz je podejmie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, zdecydowanie był nienormalny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedział, kiedy w jego oczach pojawiły się łzy. Snape
miał rację. Właśnie dlatego eliksir wskazał jego.
Ponieważ właśnie on potrafił dać mu to, czego
potrzebował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś małą, brudną dziwką, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ogromna fala przetoczyła się przez jego ciało. Miał
wrażenie, jakby po skórze, zamiast potu, spływał mu wrzący
olej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powiedz to!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry jęknął przeciągle. Jego łzy
wsiąknęły w materiał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jestem...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie potrafił już z tym walczyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...małą...</p><empty-line /><empty-line /><p>
To był jego koniec.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...brudną...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Stoczył się na samo dno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...dziwką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W odpowiedzi usłyszał głośny, dziki jęk
mężczyzny, który pochylił się nad nim i wbijając
się w niego z jeszcze większą siłą, zamruczał mu
do ucha:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dokładnie tak.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł kolejną, silniejszą niż wszystkie poprzednie,
erupcję bolesnej rozkoszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, jakże to było przyjemne! Mógłby być teraz kimkolwiek,
byle tylko Severus pieprzył go tak już zawsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, kurwa-a... ta-ak! Właśnie-e tak! Pieprz m-mnie! Wiesz... jak
to u-uwielbiam! Och, do diabła! Seve-erusie... - Słowa same
zaczęły wypływać mu z ust, jakby w jego umyśle
otworzyła się brama, przez którą wydostawało się
wszystko, co było najmroczniejsze i najbrudniejsze. - Mocniej... och tak!
Chcę, żebyś m-mnie... pieprzył, żebyś n-nigdy ze
m-mnie... oooooch... nie wychodził! Zrobię wszy-ystko,
żebyś n-nie prze-estawał!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł, że Severus zwalnia, tak zaaferowany przedstawieniem. Ale
chwilę później przyśpieszył ponownie, jakby z nową
werwą, z jeszcze większą siłą, jakby chciał
spełnić pragnienia Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak wcisnął twarz w siedzisko, jęcząc w nią
ochryple. Teraz nie byłby już w stanie powiedzieć ani słowa
więcej. Zamienił się w pragnienie. Czyste i
oślepiające.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape napierał na niego, niemal położył się na jego
plecach. Krawędź poręczy fotela wbijała mu się w
podbrzusze, ale to tylko wzmacniało doznania. Jeszcze tylko kilka
pchnięć, kilka ciężkich sapnięć tuż nad
głową, kilka uderzeń gorąca i...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...wszystko rozpłynęło się w purpurowej mgle. Harry
pragnął tylko zatonąć w przyjemności i nigdy
więcej się już nie wynurzyć. Rozgrzana fala zalała
każdy zakamarek jego drżącego spazmatycznie ciała,
docierając wszędzie i pochłaniając wszystko, co
stanęło jej na drodze, łącznie ze
świadomością i zmysłami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gorące łzy spłynęły z jego oczu, oddech ugrzązł
mu w gardle, a mięśnie spięły się boleśnie.
Chciał krzyczeć, rzucać się i wić, ale orgazm był
zbyt silny i Harry nie był w stanie kontrolować swojego ciała.
Otwarte, przyciśnięte do fotela usta nie wydały z siebie
żadnego dźwięku, podczas kiedy jego ciało drgało
niczym potrącana palcami Severusa struna, którą niewiele dzieli od
pęknięcia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero, kiedy przyjemność wypuściła go ze swych szponów,
mógł jęknąć i gwałtownie wciągnąć
powietrze w obolałe płuca. Opadł bezwładnie na fotel, nie
potrafiąc poruszyć nawet palcem. Mięśnie zamieniły
się w wodę, a pogrążony w upojeniu umysł był zbyt
zamroczony, by próbować zmusić ciało do wykonania jakiegokolwiek
ruchu. Mógł tylko leżeć i dryfować wśród
odpływających fal rozkoszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po chwili poczuł, jak Severus łapie go za ramię i siłą
unosi z fotela. Jęknął niezadowolony, ponieważ był
zbyt osłabiony, aby utrzymać się prosto. Snape
szarpnął nim i odwrócił go w swoją stronę, ale nogi
ugięły się pod Harrym i opadł na kolana. Przed oczami
tańczyły mu purpurowe plamy, które rozwiały się
natychmiast, kiedy tylko zobaczył zaczerwienionego, wymierzonego w siebie
penisa mężczyzny. Zrozumienie uderzyło w niego gwałtownie i
szybko spojrzał w górę, na twarz Snape'a. Zobaczył to! Usta
wpółotwarte w niemym krzyku, zaciskające się mocno oczy, twarz
pogrążona w niebiańskim upojeniu, niesamowicie łagodna...
Severus wyglądał tak... pięknie. Oczy Harry'ego
zaczęły lśnić z zachwytu. To był absolutnie
najcudowniejszy widok, jaki kiedykolwiek miał okazje oglądać.
Poczuł na twarzy ciepłe strugi spermy. Zamknął powieki i
uśmiechnął się, rozkoszując się jej zapachem.
Otworzył usta, pragnąc jej posmakować. Tak bardzo za tym
tęsknił. To była esencja Severusa. Esencja, której jedynie on -
Harry - mógł spróbować. Usłyszał nad sobą
przeciągły jęk rozkoszy. Jęk, który wibrował
wokół niego, unosząc ze sobą wszystko to, czego
mężczyzna nigdy nie wyraziłby słowami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po chwili zapadła cisza, przerywana jedynie cichymi odgłosami ich
przyspieszonych oddechów. Harry niepewnie otworzył oczy i ponownie
spojrzał w górę. Na jego okularach lśniły białe
kropelki. Napotkał spojrzenie ciemnych, rozpalonych źrenic, w których
nadal tlił się ślad po niedawnym pożarze, który je
trawił. Jego serce szarpnęło się w piersi. Severus
pochylił się i łagodnie starł z jego policzka nieco spermy.
Harry skrzywił się i syknął, czując nagły ból.
Brwi Snape'a zmarszczyły się, jakby mężczyzna dopiero teraz
przypomniał sobie o ranie, którą mu zadał. Zobaczył, jak
Mistrz Eliksirów prostuje się i wyciąga różdżkę.
Przyłożył ją do policzka Gryfona i wyszeptał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Abscondi.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł dziwne pieczenie, jakby jego skóra sklejała się, a
rana zabliźniała. Snape nie mógł zostawić żadnych
śladów. Już otwierał usta, żeby mu podziękować,
ale wtedy Severus ponownie dotknął jego policzka i Harry znowu
syknął. Spojrzał z zaskoczeniem na mężczyznę,
który uśmiechnął się krzywo:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ślad zamaskowałem, ale ból pozostanie, żebyś dobrze
zapamiętał dzisiejszą lekcję, Potter. Ale ty przecież
lubisz ból...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rozszerzył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Widzę, że lubisz ból...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
W jego głowie odbiły się echem słowa, które już
gdzieś kiedyś słyszał. Ale nie potrafił sobie
przypomnieć, gdzie i kiedy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Sprawię ci wiele bólu...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamrugał kilka razy, odganiając to dziwne wrażenie i
odpędzając słowa, które wdarły się do jego
umysłu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyprostował się i spojrzał na niego przeciągle.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wstawaj i doprowadź się do porządku - powiedział oschle,
po czym odwrócił się i zniknął w swojej sypialni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł znajome ukłucie w sercu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jakże za nim tęsknił.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry leżał w łóżku i wpatrywał się w sufit, a w
jego głowie krążyły tysiące myśli. To, co dzisiaj
odkrył, to, czego dowiedział się o sobie... Jego policzki
płonęły wściekle, kiedy przypominał sobie wszystko, co
mówił podczas seksu. Od razu miał ochotę wcisnąć w
poduszkę zaczerwienioną twarz. To przecież nic takiego... w
uniesieniu umysł się rozpuszcza i mówi się różne
głupoty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przewrócił się na brzuch i zacisnął dłonie na
poduszce, kiedy powróciło do niego wspomnienie obietnic, które
złożył. Snape był podłym draniem! Wiedział, jak go
złamać! Wiedział, w który punkt uderzyć, żeby Harry
stał się niczym marionetka w jego rękach. Zawsze, kiedy
było już po wszystkim, był zły na siebie, że znowu do
tego dopuścił, ale kiedy Severus się do niego zbliżał,
kiedy czuł jego oddech na karku... postanowienia stawały się
odległym wspomnieniem, przyrzeczenia rozwiewały się jak
mgła, nogi uginały się pod nim i nie pozostawało w nim nic,
poza pragnieniem, które musiało zostać zaspokojone. To był jego
najsłabszy punkt, a Snape doskonale o tym wiedział. I z tego powodu
Harry był zawsze na przegranej pozycji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, dosyć tego! Nie będzie już o tym myślał, bo jest
tylko coraz bardziej wściekły na siebie! Może kiedy się z
tym prześpi, kiedy rano spojrzy na to z innej perspektywy... to wszystko
nabierze sensu. Na razie był zbyt przerażony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musi skupić myśli na czymś innym! Przypomniał sobie
przyjaciół, którzy otoczyli go ciasnym kordonem, kiedy wrócił ze
szlabanu, i zaczęli uważnie go oglądać, żeby
sprawdzić, czy jest cały, zdrowy i czy Snape niczego mu nie połamał.
Chciał szybko się od nich uwolnić, zamknąć się w
sypialni i pogrążyć we własnych myślach, ale
musiał jeszcze zostać, aby pomóc Ginny wrócić niezauważonej
do dormitorium dziewcząt. To nie było trudne, ponieważ w Pokoju
Wspólnym panował taki zgiełk, iż nawet Hagrid
przemknąłby niedostrzeżony przez nikogo. I przez cały czas
wszyscy gratulowali mu odwagi. Już nie był dla nich "tchórzem i
zdrajcą". Nie myślał, że tak się to skończy,
ale teraz, kiedy spoglądał na to z pewnej perspektywy, doszedł
do wniosku, że było warto.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przewrócił się na bok i sięgnął pod poduszkę.
Wyciągnął spod niej zielony klejnot. Spojrzał w mgliste
światło wirujące łagodnie wewnątrz kamienia.
Przypomniał sobie pochłoniętą orgazmem twarz Severusa i na
usta wypłynął mu ciepły uśmiech. Zamknął oczy i
wysłał wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Dobranoc, Severusie.</emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><strong>--- rozdział 24 ---</strong></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><emphasis> </emphasis></p>

<p><strong>24. Dirty little secret</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>We keep this secret in our blood</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
We pass just close enough to touch</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
We love in secret names</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
We hide within our veins</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
The things that keep us bound to one another</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
There is a secret that we keep</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I won't sleep if you won't sleep</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
We are compelled to do what we have been forbidden</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
- ...opiekować się śluzołakami? Jak on mógł nam kazać to
robić? One są nawet nudniejsze od gumochłonów! A
myślałem, że nic nie jest nudniejsze od tych przeklętych
gumochłonów! - trajkotał Ron, kiedy wraz z Harrym szedł na
Historię Magii. - A widziałeś, jak Hermiona się ostatnio
objada? Coś z nią nie tak. Zjadła dzisiaj dziesięć
kanapek! Rozumiesz? Dziesięć! Przecież to... Hej, Harry! Co
się z tobą dzieje? Słuchasz mnie w ogóle?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taaa... Hermiona zjadła dziesięć gumochłonów -
wymamrotał Harry, myślami będąc bardzo, bardzo daleko. A
dokładnie - w komnatach Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbował wszystkiego, nawet wyobrażania sobie Filcha tańczącego
walca z Panią Norris przy akompaniamencie chrapania Kła, ale nic nie
pomagało. Prześladowały go wspomnienia. I sen, który miał w
nocy. Cholera, akurat przedwczoraj skończył mu się Eliksir
Bezsennych Snów! I chciał wczoraj poprosić Snape'a o kolejną
butelkę, ale w zaistniałych okolicznościach... cóż,
można powiedzieć, że całkowicie pochłonęły
go inne sprawy i nie miał czasu, by chociaż o tym pomyśleć.
Sen był tylko rozmazanym kolażem nasuwających się na siebie
obrazów, ale dostatecznie wyraźnym, by do tej pory dręczyły go
myśli, które nawiedziły go zaraz po przebudzeniu. Pamiętał,
że we śnie Snape go... pieprzył. Dokładnie tak samo, jak
wczoraj. Miał wrażenie, jakby oglądał w myślodsiewni
swoje wspomnienie. Ale na samym końcu, kiedy Harry opadł na kolana...
Severus nie spuścił mu się na twarz. Pochylił się i...
zaczął go całować. Harry do tej pory pamiętał
cierpki smak warg, które delikatnie napierały na jego usta. Kiedy to sobie
przypominał, jego żołądek przewracał się. A kiedy
się obudził... był tak zaszokowany i podniecony, że
niewiele myśląc, dokończył dzieła i przy
akompaniamencie bezgłośnych jęków, doszedł w swoją
rękę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Później leżał długo i próbował zapanować nad
mętlikiem w głowie. Zastanawiał się, dlaczego mu się
to przyśniło. Może dlatego, że Snape nigdy mu tego nie
dał? Ale przecież pamiętał swoje wczorajsze podniecenie.
Pamiętał swoje dzikie pragnienie. Nie akceptował go, ale
starał się zrozumieć. Próbował z nim walczyć, ale
wiedział, że jest na przegranej pozycji. Lubił to i nie
mógł temu zaprzeczyć. Więc dlaczego śniła mu
się... czułość? Myślał, że tego nie
potrzebuje... Ale uderzyły go wspomnienia. Walka o każde przytulenie,
o pocałunek, o poczucie bliskości. Chwiejne kroki, które
stawiał, pomimo porywistego wiatru i wszelkich przeciwności. I
cały czas do tego dążył, tak bardzo tego pragnął.
Dlaczego tak mu na tym zależało, skoro podobno lubił...
brutalność?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Sięgnął głębiej. Przypomniał sobie to upojenie,
kiedy pieprzył się na Severusie przed napaścią.
Pamiętał swój wstyd i... podniecenie. Więc dlaczego wtedy
rzucił się, żeby go pocałować? To było silniejsze
od niego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak jak gdyby to wszystko było w jakiś dziwny sposób
połączone, splątane ze sobą. Tak bardzo, iż
wydawało się jednym i tym samym. Przypominało oplatające
się naprzemiennie dwie łodygi bluszczu. Pamiętał taki
obrazek - okrąg, który falująca linia dzieliła na dwie
części - białą i czarną. A w każdej z nich
znajdował się maleńki otwór w kolorze tej drugiej połówki -
niby oko. Wyglądały, jakby tańczyły wokół siebie,
oplatały się, przenikały. Tworzyły jedność. Nie
pamiętał, co oznaczał ten znak, ale tak właśnie
wyobrażał sobie swoje uczucia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rozwiązanie leżało gdzieś pośrodku. I za każdym
razem, kiedy się do niego zbliżał, ono zdawało się
umykać. Próbował zrozumieć, ale każda myśl natychmiast
rozbijała się w chaosie, który panował w jego głowie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron szturchnął go.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, masz rację - wymamrotał Harry, wynurzając się z
głębin przemyśleń.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Z czym? - zapytał zdziwiony przyjaciel. - Przecież nic nie
mówiłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - Harry zamrugał kilka razy, próbując zorientować się
w sytuacji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś jakiś nieobecny, Harry - powiedział Ron, lustrując
przyjaciela wzrokiem. - Dziwnie się dzisiaj zachowujesz. W ogóle nie
słuchasz, co do ciebie mówię. I na dodatek w ogóle nie przejmujesz
się tym, że jesteśmy już spóźnieni na lekcję.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Na lekcję? - zapytał Gryfon, wciąż czując się
tak, jakby oberwał zaklęciem Confundus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron przewrócił oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Na Historię Magii. A co myślałeś? Że idziemy na
obiad?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie jestem głodny - wymamrotał Harry, próbując skupić
uwagę na konwersacji i walcząc z wyciągającymi swe macki
myślami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron zatrzymał się i popatrzył na niego z namysłem,
przekrzywiając głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Twoje zachowanie to pewnie sprawka Snape'a - oświadczył po chwili.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry cały zesztywniał i poczuł, że jego twarz zaczyna
płonąć. Zatrzymał się gwałtownie. Przez
chwilę miał wrażenie, że cały świat rozsypał
się w drobny pył. Przez jego głowę przebiegło
tysiąc myśli na raz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Skąd on wie? Domyślił się? Hermiona odzyskała
pamięć i powiedziała mu? A może odkrył...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jestem pewien, że dosypał ci na szlabanie czegoś do napoju.
Jakąś truciznę albo eliksir oszałamiający. Z zemsty za
to, co mu powiedziałeś na lekcji. Wiesz przecież, jaki jest
Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł taką ulgę, że ugięły się pod
nim kolana. Uśmiechnął się mimowolnie. Ale szybko
przywrócił swojej twarzy obojętny wyraz, kiedy Ron go dogonił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, wszystko w porządku. To pewnie przez tą pogodę -
wymamrotał. - Mam po prostu chandrę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron popatrzył na niego niepewnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No... no dobrze. Ale pospieszmy się, bo Hermiona ochrzani nas za
spóźnienie. Binns pewnie nawet nie zauważył, że nas nie ma.
Gdyby nie ona, to moglibyśmy wrócić do dormitorium i uciąć
sobie małą drzemkę - westchnął ciężko i
poczłapał do przodu.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry starał się nie zamykać oczu, ponieważ od razu
nawiedzały go obrazy wczorajszego seksu. Nie potrafił tego
powstrzymać. Monotonny głos profesora Binnsa sprawiał, że
umysł odpływał, przechodził w stan podobny do snu na jawie.
Przez głowę Harry'ego już kilka razy przebiegła myśl,
że nauczyciel mógłby zrobić całkiem niezłą
karierę jako hipnotyzer. Nikt tak nie potrafił uśpić, jak
on. Słyszał dochodzące gdzieś z tyłu pochrapywanie i
ciche skrzypienie pióra siedzącej obok Hermiony, która jako jedyna w
całej klasie zapisywała to, o czym opowiadał duch. Harry
musiał się naprawdę bardzo skupiać, żeby
słuchać, co mówi nauczyciel, a i tak jego myśli odfruwały w
dal już po pięciu minutach. Zawsze tak było, a dzisiaj sytuacja
przedstawiała się jeszcze gorzej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron zachrapał. Harry obejrzał się dokładnie w tym momencie,
żeby zobaczyć, jak Hermiona szturcha go ze złością
łokciem i szeptem udziela reprymendy. Siedziała pomiędzy nimi,
ponieważ uznała, że jeżeli zajmą miejsca obok siebie,
to zamiast słuchać profesora, przez całą lekcję
będą grali w eksplodującego durnia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale nie dzisiaj. Harry był tak pochłonięty myślami, że
niemal nic do niego nie docierało. W jego wyobraźni Severus
pochylał się do jego ucha i szeptał mu te wszystkie cudowne,
podniecające rzeczy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Wystarczy jedno magiczne słowo. Słowo, które sprawi, że
będziesz jęczał i błagał o więcej, które rozbije
twoje zmysły w drobny pył i doprowadzi cię do szaleństwa.
Jedno słowo. Jedno zaklęcie.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego członek drgnął. Zamknął oczy - nie potrafił
się powstrzymać. Gorący szept przy jego uchu. Chłodna
dłoń muskająca jego sztywną erekcję i palec
wsuwający się w...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z najwyższym trudem zdusił jęk, który chciał wyrwać
się z jego ust. Czuł, że jest twardy, a jego policzki
płoną. Nagle w klasie zrobiło się niemożliwie
gorąco.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, do cholery! Musi się uspokoić. Jest teraz na lekcji! Nie
może... się podniecać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gwałtownie otworzył oczy, czując zawroty głowy.
Wziął kilka głębokich oddechów, próbując zmusić
swoje ciało do... rozluźnienia się. Jak we śnie
sięgnął do kieszeni i wyjął z niego zielony
kamień. Zacisnął go w dłoni i wysłał
wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Cholera, nie mogę skupić się na lekcji. Przez cały czas
myślę o tym, jak mnie wczoraj pieprzyłeś. Do tej pory
robiłem się twardy tylko na Eliksirach, a teraz jestem twardy nawet
na Historii Magii.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Schował klejnot. Wiedział, że pewnie nie otrzyma odpowiedzi,
ponieważ Snape nigdy nie odpisywał na takie wiadomości, ale i
tak...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zesztywniał nagle, czując ciepło emanujące z kieszeni.
Szybko wyjął kamień i odczytał wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Potter, prowadzę teraz zajęcia.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do siebie. Musiał to zrobić. Nie
potrafił się powstrzymać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Szkoda, właśnie miałem zamiar opisać ci, jak dzisiaj
rano masturbowałem się, myśląc o tobie. Ale w takim razie
nie będę ci przeszkadzał.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamarł, czując jak jego serce bije z podekscytowania. Wpatrywał się
w klejnot z taką intensywnością, iż jego oczy
zaczęły niemal łzawić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jest! Kamień rozjarzył się ciepłym blaskiem. W środku
widniało tylko jedno słowo:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Opowiedz.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Na jego usta wypłynął triumfalny uśmiech. Punkt dla niego!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął klejnot w dłoni, zamknął oczy i powrócił
myślami do tamtej chwili:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Zsunąłem spodnie od piżamy i wziąłem go do
ręki. Był twardy już od chwili, kiedy się obudziłem i
przypomniałem sobie cały wczorajszy wieczór. Wyobraziłem sobie,
że to twoja ręka. Chciałem to robić wolno, ale nie
mogłem. Byłem za bardzo podniecony. Obciągałem sobie,
myśląc o tobie i o tym, jak mnie wczoraj posuwałeś. A
później...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, przestań szperać pod ławką i zajmij się
lekcją! - ofuknęła go Hermiona, patrząc na niego z
dezaprobatą znad swoich notatek. Harry z trudem powrócił do
rzeczywistości. Zakręciło mu się w głowie.
Spojrzał na przyjaciółkę i nieznacznie skinął
głową, biorąc do ręki pióro i udając, że zaczyna
coś pisać. W tym samym momencie poczuł ciepło w dłoni.
Kiedy Hermiona przestała zwracać na niego uwagę,
zerknął pod ławkę i przeczytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Co było dalej?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego serce szarpnęło się w piersi. Czuł, że jest coraz
bardziej podniecony. Było coś... niesamowitego w tym, co teraz
robili. Flirtowali ze sobą. Na lekcji. Harry bez trudu potrafił
wyobrazić sobie Severusa, siedzącego przy biurku w pełnej
uczniów klasie i odczytującego wiadomości, które mu
wysyłał. A może nawet... - Harry oblizał wargi - ...a
może nawet Severus także jest twardy, kiedy sobie wyobraża
Harry'ego robiącego wszystkie te rzeczy? Ponownie zamknął oczy i
kontynuował:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Później przyspieszyłem, ściskając go tak mocno, jak ty
to zawsze robisz. Bardzo chciałem, żebyś naprawdę był
przy mnie. I kiedy tak dokładnie sobie wyobraziłem, że to twoja
dłoń dotyka mojego penisa, a później, że... że...
cholera, powiedz to... że czuję na nim dotyk twojego języka,
który zatacza koła wokół główki... wtedy poczułem taką
wielką eksplozję i nie mogłem już nad sobą
zapanować. Spuściłem się na kołdrę i prawie
zemdlałem z przyjemności i... Cholera, odpieprz się, Hermiono!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał kilka razu, jakby wybudzał się z letargu, i
szybko schował kamień do kieszeni, po czym spojrzał ze
złością na poszturchującą go ciągle
przyjaciółkę:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co znowu? - warknął, nie potrafiąc ukryć
rozdrażnienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona posłała mu nieprzyjemne spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jest lekcja, Harry! Powinieneś słuchać i notować, a nie
bawić się czymś pod ławką! Co ty tam masz? -
zapytała i zanim Harry zdążył ją powstrzymać,
zajrzała pod ławkę. Gwałtownie zasłonił
dłonią swoją wyraźnie widoczną pod materiałem
spodni erekcję, ale było już za późno. Hermiona
rozszerzyła oczy i spojrzała na niego tak, jakby nagle zamienił
się w kupkę smoczych odchodów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, czy ty robiłeś to, o czym myślę, że
robiłeś? - zapytała drżącym głosem,
prostując się szybko. Była tak czerwona, iż wydawało
się, że zaraz zacznie parować. Zresztą Harry
wyglądał dokładnie tak samo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Oczywiście, że nie - wymamrotał niewyraźnie, czując
zalewające go gorąco i próbując szybko znaleźć
jakąś wiarygodną wymówkę, ale miał wrażenie,
że jego mózg zamienił się w papkę. - Ja tylko... no...
hmm...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przyjaciółka popatrzyła na niego z odrazą i
oświadczyła dziwnie wibrującym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uważam, że jesteś obrzydliwy! - Po czym ostentacyjnie
odwróciła się od niego i zaczęła tak zapamiętale
skrobać po pergaminie, iż niemal złamała pióro. Jej
policzki zdawały się płonąć żywym ogniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wbił wzrok w blat. Usiłował opanować szalejące w
nim płomienie wstydu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No pięknie, teraz Hermiona uważa go za zboczeńca, który zadowala
się na lekcji pod ławką. Tylko tego mu brakowało...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero po chwili zorientował się, że od jakiegoś czasu
czuje ciepło w kieszeni. Zerknął nerwowo na
przyjaciółkę i zauważył, że Ron przygląda mu
się dziwnym wzrokiem. Uśmiechnął się do niego
niepewnie, po czym odwrócił głowę i wbił wzrok w drewniany
blat. Ręce go świerzbiły, ale bał się, że
Hermiona znowu pomyśli sobie nie wiadomo co, kiedy włoży
rękę pod stół. Postanowił więc zaczekać do
końca zajęć. Było to trudne, ponieważ kamień
parzył go coraz bardziej. Dlatego, kiedy lekcja dobiegła końca,
Harry błyskawicznie się spakował, rzucił przez ramię
"Muszę do łazienki!" i niemal wybiegł z klasy,
ignorując zaskoczone spojrzenie Rona i zawstydzone Hermiony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy zamknął się bezpiecznie w kabinie, wyjął
kamień i odczytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>No, no, Potter. To było niezwykle... stymulujące. Ale ktoś
powinien nauczyć pannę Granger, że nie przerywa się...
stymulujących konwersacji.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uśmiechnął się do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy wyszedł z łazienki, przyjaciół nigdzie nie było
widać. Miał nadzieję, że na niego zaczekają, ale
natychmiast zrezygnował z tej opcji, kiedy przypomniał sobie, jakim
wzrokiem patrzyła na niego Hermiona. Jak on się teraz z tego
wyplącze? Co ma jej powiedzieć? Może lepiej po prostu
zaczekać, aż jej przejdzie. Przecież go zna i wie, że nigdy
nie masturbowałby się pod stołem. I do tego na lekcji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hmm... Ale skoro pieprzy się ze Snape'em, to chyba byłby zdolny do
wszystkiego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Westchnął i powoli ruszył przed siebie. Lekcje już się
skończyły, a do kolacji pozostało jeszcze trochę czasu.
Był tak pogrążony w myślach, że dopiero po jakimś
czasie zorientował się, że ktoś go wołał.
Rozejrzał się po korytarzu i zauważył zmierzającą
w jego stronę Lunę. Chociaż "zmierzającą" to
nie jest słowo, które w pełni oddaje jej taneczno-skoczny krok. Co
jakiś czas obracała się, rozkładając ręce na
boki. Nieliczni uczniowie, którzy mieli pecha przechodzić obok niej,
starali się trzymać jak najbliżej ścian. Luna
podskoczyła i wylądowała na dwóch nogach tuż przed Harrym.
Uśmiechnęła się promiennie i wskazała za siebie:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To jedyny sposób, żeby nie śledziły mnie Gwindale Pirenejskie.
Ostatnio strasznie się na mnie uwzięły. Nawet pasztet nie
pomaga.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - Harry próbował przestroić swoje myśli tak, by
nadawały na tej samej fali, co mózg Krukonki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Trzeba wyciąć z niego małe kulki, przypiec je, żeby
zrobiły się chrupkie, i zrobić z nich naszyjnik. One
nienawidzą jego zapachu. Tylko nie wiem, czy powinien to być pasztet
z gęsi, czy królika. Mam z królika, więc skoro nie działa, to
pewnie się pomyliłam. Ale już dawno nie podali nam na
kolację tego drugiego, a nie znam drogi do kuchni. Nie wiesz, gdzie
można by go trochę zdobyć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokręcił głową, zbyt przytłoczony absolutnym
przekonaniem w jej głosie, aby odpowiedzieć coś sensownego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cóż, poproszę tatę, żeby mi trochę
przysłał - uśmiechnęła się Luna. - Jak chcesz, to
się z tobą podzielę. Najlepszy jest z cebulką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową. Spotkania z Luną zawsze
uświadamiały mu, że świat byłby naprawdę nudny,
gdyby wszyscy byli... zwyczajni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A może masz jakiś naszyjnik, albo coś takiego, co sprawi,
że ludzie nie będą uważać mnie za zboczeńca? -
zapytał z westchnieniem. Luna wyglądała tak, jakby naprawdę
się nad tym zastanawiała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uważam, że najlepszy sposób to kastracja - odpowiedziała z
absolutną szczerością. - Słyszałam, jak moja mugolska
ciotka mówiła, że na zboczeńców podziała tylko kastracja.
Nie wiem, co to jest, ale jak tylko ją znajdę, to koniecznie
dołączę do swojej kolekcji - uśmiechnęła się
rozbrajająco. - Zawsze się przyda, na wypadek, gdybym spotkała
jakiegoś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dzięki, bardzo mi to pomogło - wymamrotał Harry, patrząc
w podłogę. Luna zmarszczyła brwi i przyglądała mu
się przez chwilę, po czym stwierdziła:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziwnie się zachowujesz. Coś się stało?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokręcił głową. Nie miał ochoty opowiadać
jej o swoim dzisiejszym upokorzeniu. Ale wyglądało na to, że
Krukonka nie da się tak szybko spławić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy to ma coś wspólnego z profesorem Snape'em? - zapytała
obojętnym tonem. Harry poderwał głowę i spojrzał na
nią szeroko otwartymi oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skąd ci...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Właśnie miałam z nim lekcję. On też bardzo dziwnie
się zachowywał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak to dziwnie? - zapytał, czując, jak jego serce gwałtownie
przyspiesza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Był jakiś taki... rozkojarzony. Powiedziałam mu, że do
mojego kociołka wpadło chyba kilka Gwindali Pirenejskich,
ponieważ zamiast na różowo, zabarwił się na niebiesko, ale
on zachowywał się tak, jakby w ogóle tego nie usłyszał. I
cały czas robił coś pod biurkiem. - Luna wzruszyła
ramionami. - Cóż, skoro jesteście parą, to pomyślałam,
że...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ciiii - syknął Harry, rozglądając się wokoło. -
Nie tak głośno. I my... nie jesteśmy parą -
wymamrotał, czerwieniąc się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie? - Luna wyglądała na zaskoczoną. - Może się na
tym nie znam, ale myślałam, że jeżeli wciąż
się o kimś myśli, regularnie spotyka, nawet, jeżeli są
to szlabany, i uprawia ze sobą seks, to jest się parą. My
byliśmy parą nawet bez seksu - uśmiechnęła się. -
Było bardzo miło - dodała. - Możemy to kiedyś
powtórzyć, jak znowu będziesz potrzebował dziewczyny. Ale teraz
nie, bo... - zawahała się na chwilę, ale szybko
kontynuowała, uśmiechając się nieprzytomnie - ...bo to
byłaby zdrada.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że jego twarz zamieniła się w
rozżarzoną bryłę węgla.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Co powinien jej odpowiedzieć? Miała przecież rację.
Chociaż do końca nie rozumiał, o co chodziło jej z tą
zdradą, ale nie miał teraz głowy, żeby to
roztrząsać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To po prostu... skomplikowane - wymamrotał. - Chyba byś nie
zrozumiała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wydaje mi się - oświadczyła z namysłem. - Jestem
ekspertką w skomplikowanych sprawach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale nie wiesz jak to jest, kiedy ktoś ciągle cię odrzuca,
traktuje jak smarkacza i za każdym razem, kiedy udaje ci się do niego
zbliżyć, wszystko się gmatwa i zostawia cię z
mętlikiem w głowie - wybuchnął Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiech Luny zbladł tylko odrobinę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiem - powiedziała. Harry spojrzał na nią z zaskoczeniem, ale
zanim zdążył ponownie otworzyć usta, Krukonka była
już kilka kroków od niego, machając mu na pożegnanie - Pa,
Harry. - Po czym zaczęła oddalać się, podskakując i
kręcąc w kółko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry patrzył za nią przez chwilę, próbując zrozumieć,
co mogła mieć na myśli, ale bardzo szybko jego umysł
ponownie zdominowała mroczna osoba Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podczas kolacji Hermiona usiadła w dużej odległości od
niego i starała się go ignorować, a Harry był zbyt
zażenowany, by próbować nawiązać z nią rozmowę.
Ron siedział pomiędzy nimi i ze zdziwieniem patrzył to na
jednego, to na drugiego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W pewnym momencie nie wytrzymał i zapytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy ktoś może mi powiedzieć, co się stało? Bo oboje
zachowujecie się dziwacznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zerknął na przyjaciółkę. Ich spojrzenia spotkały
się, a wtedy Hermiona zaczerwieniła się i gwałtownie
odwróciła głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nic - wymamrotał Harry. Ron zmarszczył brwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jasne - burknął i zaczął grzebać widelcem w swoim
puree.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Atmosfera nie była zbyt ciekawa. Nawet lekcje Harry musiał
odrabiać sam, ponieważ kiedy tylko Hermiona natykała się na
niego, natychmiast czerwieniła się i uciekała do dormitorium.
Ron patrzył na niego bykiem, co wcale mu nie pomagało. Nawet, kiedy
pisali wspólnie wypracowanie. W końcu przyjaciel rzucił pióro,
zebrał książki, wymamrotał "dobranoc" i
poszedł do sypialni, zostawiając Harry'ego samego z jego
myślami. W takich warunkach kompletnie nie mógł skupić się
na pisaniu referatu na Transmutację, dlatego po pewnym czasie
odsunął od siebie pergamin i zapatrzył się w ogień. W
Pokoju Wspólnym panowała względna cisza. Większość
uczniów odrabiała lekcje, tylko czasami ktoś wybuchał
śmiechem albo opowiadał coś z ożywieniem. Harry westchnął
i ułożył się wygodniej na kanapie przed kominkiem.
Patrzył w strzelające cicho płomienie i pozwolił swojemu
umysłowi dryfować przez rzekę wspomnień i obrazów.
Odgłosy stawały się coraz odleglejsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pomimo tego, że był otoczony ludźmi, czuł się...
samotny. Hermiona całkowicie się na niego obraziła, Ron z
niewiadomych przyczyn też zaczął go unikać. Wszystko
stawało się takie... pogmatwane. Kiedyś uwielbiał
przesiadywać tutaj z pozostałymi, grać z Seamusem,
żartować z Deanem, nawet pomagać w nauce Neville'owi. Ale
ostatnio wszystko się zmieniło. Czuł się tak, jakby
pomiędzy nim, a resztą uczniów wyrósł szklany mur, który
wszystko tłumił. Nawet Ron i Hermiona... Już nie było tak,
jak kiedyś, kiedy spędzał z nimi niemal każdą
wolną chwilę. Teraz przebywanie z nimi stało się
męczące i uciążliwe. Ciągle musiał się
pilnować, wciąż musiał kłamać, kombinować i
oszukiwać. Udawać kogoś innego. A jeżeli się
zapomniał... dochodziło do takich właśnie sytuacji, jak
dzisiaj. Wciąż pamiętał rozmowę z Hermioną w
szpitalu, jej reakcję. Wiedział, że nigdy by nie
zrozumiała. Że nikt by nie zrozumiał. Może z wyjątkiem
Luny, która była w stanie zaakceptować chyba wszystko, a im bardziej
było to nienormalne, tym lepiej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego wzrok rozmazał się, płomienie stały się tylko
niewyraźną poświatą, podrygującą łagodnie i
promieniującą ciepłem, które ogrzewało jego twarz.
Ogień wszędzie był taki sam... Gdyby zamknął oczy,
mógłby wyobrazić sobie, że to kominek Snape'a, że jest
teraz w jego komnatach, a Severus oplata go ramionami od tyłu i dotyka
jego penisa... o, tak... Tam był bezpieczny. Tam czuł się...
wolny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kamień znalazł się nagle w jego dłoni. Nie wiedział
jak, ani kiedy. Zacisnął na nim palce i wysłał
pierwszą myśl, jaka przyszła mu do głowy:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Bardzo za tobą tęsknię.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie otrzymał odpowiedzi. Wiedział, że nie otrzyma. Severus
był pewnie zbyt zajęty, żeby odpisywać na takie...
"łzawe wyznania", jakby to pewnie określił. Harry
uśmiechnął się mimowolnie, a następnie
westchnął cicho. Może nawet w ogóle ich nie czyta...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Otworzył oczy, rozluźnił palce i ponownie zapatrzył
się na tańczące swobodnie płomienie. Było
niewiarygodnie cicho. Tak, jakby wokół nie było nikogo. Harry
czuł uścisk w sercu, pragnienie, które próbowało się przez
nie przebić i wyrwać. Tak bardzo chciał do niego iść.
Nawet teraz. Poczuć na sobie surowe spojrzenie ciemnych oczu,
zobaczyć ten krzywy uśmiech, usłyszeć jego głos -
kąśliwy, a jednocześnie dziwnie łagodny... jak na niego.
"Jestem zajęty, Potter", powiedziałby. I zamknął
mu drzwi przed nosem. Albo może nie... może wciągnąłby
go do środka i bez słowa zaczął wgryzać się w
jego szyję i rozpinać spodnie, dysząc z niecierpliwości w
jego ucho. Ponieważ potrzebował go. Tak samo, jak Harry potrzebuje
jego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mimowolnie zacisnął palce na klejnocie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Chciałbym cię już zobaczyć.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Cisza. Jakby myśli trafiały w eter. Widocznie nie potrzebował go
tak bardzo... Może w ogóle o nim nie myślał, może
pracował teraz nad jakimś skomplikowanym eliksirem i denerwował
się, że Harry mu przeszkadza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to nie tak. Wolał raczej myśleć, że Severus siedzi
teraz przed kominkiem i także wpatruje się w płomienie. I czeka,
aż Harry do niego przyjdzie... Ale nie odpisuje, żeby nie
zdradzić się, że tego właśnie chce. Tak, to
byłoby do niego podobne...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry ponownie zacisnął dłoń na kamieniu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Czy ty... czy ty... nieważne.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Czekał. Jasne smugi wirowały uspokajająco w głębi
szmaragdu. Widział w nim odbicie swoich oczu. I zobaczył
światło. Jego serce gwałtownie podskoczyło. W kamieniu
pojawiła się wiadomość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Co ja?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przełknął ślinę. Jego dłonie
zaczęły nagle drżeć i nie potrafił nad tym
zapanować. Zamknął oczy i pomyślał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Czy ty... chciałbyś mnie zobaczyć?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamarł z mocno bijącym sercem, jakby od odpowiedzi zależało
jego życie. Miał wrażenie, że minęły całe
wieki, zanim kamień w końcu się rozgrzał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Widzieliśmy się wczoraj, Potter, a jutro masz u mnie szlaban. A to
oznacza, że również będziemy się widzieć.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, jak po jego plecach spływa zimna fala zawodu. Cóż, nie
takiej odpowiedzi oczekiwał. Jak zawsze Severus zręcznie się
wykręcił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł mrowienie na skórze, kiedy zacisnął pięść i
ignorując pieczenie pod powiekami, odesłał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Racja. Przepraszam, to było głupie... Wiem, że jutro się
zobaczymy... Po co w ogóle mu to wysłałem? Czego się
spodziewałem? Cholera, nie teraz! Rozumiem, szlaban jutro...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Upuścił szybko kamień, zdenerwowany, uświadomiwszy sobie,
jak bezsensowne i chaotyczne myśli mu wysyła. Co za wstyd!
Wyszedł na głupka! Kurwa, co on sobie teraz o nim pomyśli?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł smak krwi w ustach z przygryzionej boleśnie wargi.
Spojrzał na kamień i jego serce znów zaczęło bić jak
szalone, kiedy zobaczył zielone światło. Podniósł go
drżącymi palcami, przybliżył do oczu i kiedy odczytał
wiadomość, jego oczy rozszerzyły się w absolutnym
niedowierzaniu i zaczęły błyszczeć tak samo, jak trzymany w
dłoni kamień. Poczuł przejmujące ciepło w sercu, które
oplotło je i ukołysało, odganiając tęsknotę i
smutek. Na jego usta wypłynął tkliwy uśmiech. Podniósł
głowę i niewidzącym wzrokiem spojrzał w ogień, który
nagle wydał się taki chłodny w porównaniu ze spalającym go
od środka żarem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Westchnął głęboko, po czym ułożył się
wygodniej, podciągnął kolana pod brodę i przytulił
policzek do wciąż ciepłej powierzchni zielonego klejnotu.
Płomienie igrały na jego gładkiej powierzchni, odbijając
się w rozpływających się z wolna słowach:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Ciii... </emphasis><emphasis>Już
dobrze, Potter, jutro się tobą zajmę.</emphasis></p><empty-line /><p>
<strong>--- rozdział
25 ---</strong></p>

<p><strong>25. The Punishment</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>I want you wanting me</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I want what I see in your eyes</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
So give me something to be scared of</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Don't give me something to satisfy</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
"Jak on mógł tak pomyśleć? Co w niego wstąpiło?
Podejrzewać mnie o to, że ja... i Hermiona...? To przecież
chore! Skąd mu to przyszło do głowy?" - myślał
Harry, przemierzając korytarze Hogwartu. - "I na dodatek jestem
już spóźniony! Po prostu pięknie!"</p><empty-line /><empty-line /><p>
Od dziesięciu minut powinien być na szlabanie u Snape'a. Ale zamiast
tego musiał wysłuchiwać podejrzliwych spekulacji Rona o tym,
dlaczego on i Hermiona tak się ostatnio dziwnie zachowują. Weasley
zasypywał go pełnymi złości oskarżeniami i w ogóle
nawet nie pomyślał, że to wszystko może być po prostu
jednym, wielkim nieporozumieniem. Harry cały czas miał w głowie
jego oskarżycielski głos:</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Więc dlaczego tak dziwnie się zachowywałeś wczoraj
rano? I czemu ona była taka czerwona, kiedy się do ciebie
przysunęła? I dlaczego cię unika? I ciągle się
rumieni, kiedy na nią patrzysz! Co między wami zaszło? Przyznaj
się! Jak mogłeś?! Jestem twoim przyjacielem..."</p><empty-line /><empty-line /><p>
W końcu Harry stracił cierpliwość i ryknął na
niego:</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Jesteś IDIOTĄ!"</p><empty-line /><empty-line /><p>
Każdy by stracił, gdyby nie miał w ogóle szansy powiedzenia
czegokolwiek na swoją obronę. Ron w ogóle nie przyjmował do
wiadomości, że może być zupełnie inaczej, niż
sobie ubzdurał. W końcu Harry nie wytrzymał i wyszedł,
trzaskając drzwiami. Był teraz tak wściekły i
roztrzęsiony, że miał ochotę coś rozwalić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nawet nie przejmował się pukaniem, gdy wchodził do gabinetu Snape'a,
a kiedy znalazł się w komnacie, bez słowa podszedł do
fotela i usiadł, wbijając drżący wzrok w płomienie.
Severus nie zdążył nawet odłożyć
książki, którą czytał. Uniósł brew, jakby chciał
wypowiedzieć jakąś złośliwą uwagę co do
niepunktualności Harry'ego, ale widząc jego zaciętą
minę, najwidoczniej zrezygnował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało, Potter? - zapytał, odkładając
książkę na stolik.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nic - odburknął Harry. - Czuję się świetnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak świetnie, że jeszcze trochę i porobisz mi dziury w fotelu
- prychnął mężczyzna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał na swoje zaciśnięte pięści, którymi
uderzał w poręcze, i szybko uwięził je pomiędzy
kolanami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Po prostu... niektórzy zachowują się czasami tak, jakby mózgi
wypłynęły im uszami! - wybuchnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Według mnie, znacznie częściej, niż "czasami" -
odparł ze spokojem Mistrz Eliksirów. Harry spojrzał na niego
kątem oka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No dobra, pokłóciłem się z Ronem i Hermioną -
burknął. - A wszystko przez naszą "rozmowę" na
wczorajszej lekcji. Hermiona zauważyła, że robię coś
pod stołem, zajrzała pod niego i zobaczyła... wiesz, co. I teraz
ma mnie za kompletnego zboczeńca, który zaspokaja się publicznie pod
ławką. Teraz cały czas mnie unika, jakby spodziewała
się, że na każdym kroku będę się
masturbował. A do tego Ron... zauważył jej dziwne zachowanie i
zaczął podejrzewać Merlin wie co! Myśli, że mamy
romans, albo coś takiego. Po prostu, kurwa, cudownie! -
zakończył, uderzając pięścią w poręcz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zobaczył, że Severus zakrywa usta dłonią. Mógłby
przysiąc, że chce w ten sposób ukryć uśmiech, który z
pewnością musiał zagościć na jego twarzy.
Rzeczywiście, jest się z czego śmiać!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cóż... - powiedział po chwili mężczyzna. - Dla panny
Granger musiał to być naprawdę szokujący widok.
Wątpię, by ona albo Weasley mieli jakiekolwiek pojęcie o tych
sprawach. - Harry poczuł, że jego usta drgają. Nie, powinien
być zły! Nie może się roześmiać! - Skoro ona
nigdy się z tym nie zetknęła, to każdy, kto to zrobił,
jest dla niej zboczeńcem. Możesz się uważać za
szczęściarza, że nie zgłosiła jeszcze waszej opiekunce
tego zatrważającego faktu, iż jej najlepszy przyjaciel ma
penisa. - Po tych słowach Harry już nie potrafił
powstrzymać parsknięcia. - To typowy przykład pensjonarskiej
hipokryzji. Jeżeli to ma być powodem do kłótni, to naprawdę
powinieneś poszukać sobie bardziej tolerancyjnych przyjaciół,
Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową, uśmiechając się z
wdzięcznością. Od razu poczuł się lepiej. Niewielka
część jego umysłu stwierdziła, że w ustach
Snape'a słowo "penis" brzmi tak cholernie... seksownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Masz rację, to nie jest powód do kłótni. Jutro z nimi porozmawiam i
na pewno się pogodzimy - powiedział cicho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A teraz - kontynuował mężczyzna - jeżeli
skończyliśmy już temat twoich przyjaciół, to może
przejdziemy wreszcie do tego, po co się tu znalazłeś?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie potrafił powstrzymać gwałtownego skurczu
żołądka. Severus zawsze szybko przechodził do rzeczy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gdzie dzisiaj to zrobimy? - zapytał, uśmiechając się
lubieżnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna spojrzał na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a
następnie uniósł jedną brew i wykrzywiając kpiąco
wargi, wyjaśnił:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To znaczy, do twojej kary za to, że śmiałeś
sprzeciwić mi się na lekcji. Napiszesz trzysta razy: "Nie
będę się wtrącał w cudze sprawy i będę
odzywał się z szacunkiem do nauczyciela". Chyba nie
sądziłeś, że ci to odpuszczę, Potter? - Jego oczy
zwęziły się, kiedy pochylił się do przodu. - A w
weekend wyczyścisz wszystkie łazienki w szkole.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał, zaskoczony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Co? Przecież... przecież mieli robić... Przecież Severus
powiedział...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A-ale... - zaczął, lecz mężczyzna natychmiast mu
przerwał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już mi się sprzeciwiasz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokręcił głową, czując lodowatą falę
zawodu, która obsypała jego ciało gęsią skórką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Zajmę się tobą...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Słowa te od wczoraj odbijały się echem w jego głowie i
sprawiały, że jeszcze trudniej było mu dotrwać do tego
spotkania, nagle stały się odległym, rozmywającym się
wspomnieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus machnął różdżką i na stoliku przed Harrym
wylądował pergamin, kałamarz i pióro.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale zanim zaczniesz... - Mężczyzna wstał i
wyciągnął z szuflady kawałek pergaminu i pióro, które Harry
podarował mu na urodziny. Podszedł do Gryfona i rzucił pergamin
na stolik, po czym usiadł w swoim fotelu i warknął:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co to ma być, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry spojrzał na kartkę, jego oczy rozszerzyły się.
Zapisane na niej notatki były w kilku miejscach całkowicie
nieczytelne, gdyż wszędzie pojawiało się jedno słowo -
"Harry". Przez chwilę wpatrywał się w pergamin, nie
potrafiąc uwierzyć w to, co widzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja również za tobą tęskniłem, Severusie -
odpowiedział, uśmiechając się szeroko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna zmrużył niebezpiecznie oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy to jeden z twoich głupich dowcipów, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, pomyślałem tylko, że może powinieneś
oswoić się nieco z moim imieniem. Dlatego kupiłem zaczarowane
pióro, które zmodyfikowałem w taki sposób, żeby wypisywało moje
imię za każdym razem, kiedy o mnie pomyślisz. Miło
wiedzieć, że to robiłeś, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna zamknął oczy, jakby próbował się
opanować, żeby nie przekląć Harry'ego. Po chwili
spojrzał na niego i powiedział chłodno:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Następnym razem dobrze się zastanów, zanim przyjdzie ci do
głowy pomysł, żeby podarować mi taki idiotyczny prezent.
Jeszcze nigdy nie otrzymałem czegoś równie bezużytecznego!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twarz Harry'ego gwałtownie posmutniała. Szybko spuścił
wzrok i zagryzł wargę, próbując zapanować nad nieprzyjemnym
kłuciem w sercu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciałem tylko sprawić ci niespodziankę - wymamrotał. -
Nie wiedziałem, że tak cię to rozgniewa. Pragnąłem
jedynie... - urwał nagle, po czym szybko podniósł się z fotela.
- Zapomnij o tym - powiedział cicho i sięgnął po pióro, lecz
mężczyzna nie pozwolił mu na to i złapał je pierwszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wracaj na miejsce - warknął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry, zdumiony, opadł ponownie na fotel. Zobaczył, że Mistrz
Eliksirów chowa pióro do wewnętrznej kieszeni swojej szaty. Chciał
coś powiedzieć, ale uznał, że jakikolwiek komentarz
skończyłby się tylko wielkim wybuchem złośliwości
ze strony Severusa, więc powstrzymał się.
Uśmiechnął się tylko nieznacznie i szybko pochylił
głowę, aby to ukryć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy masz jeszcze w zanadrzu jakieś niespodzianki, Potter? -
warknął Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Eee... - Harry oblizał wargi i uśmiechnął się
psotnie. - Może - odparł tajemniczo. - Wiesz, jestem w nich
całkiem dobry. Pamiętam, jak latem zrobiłem jedną mojemu
kuzynowi Dudleyowi. Był na diecie i zawsze w nocy podkradał się
do lodówki, więc poprosiłem Rona, żeby przysłał mi
cukierki z Magicznych Dowcipów Wesleyów. I kiedy Dudley znowu się
zakradł do kuchni, czekała go mała niespodzianka. -
Uśmiechnął się mściwie. - Cała jego twarz
pokryła się wysypką, biegał po jadalni i wrzeszczał
jak opętany. Zamknęli mnie za to na tydzień w komórce.
Myśleli, że się przejmę... - zawiesił na chwilę
głos, zatracając się we wspomnieniu. - Ale ja dostrzegałem
dobre strony całej sytuacji. Przynajmniej nie musiałem
oglądać jego paskudnej gęby aż do końca wakacji. A
kiedy mnie już wypuścili, Dudley musiał być bardzo
rozczarowany, widząc mnie w dobrym nastroju. Założę
się o wszystkie galeony, że pewnie miał nadzieję
zobaczyć mnie przerażonego i skruszonego. Ale ja tylko stałem
tam i śmiałem się z niego. - Zachichotał na wspomnienie
kuzyna, biegającego po domu i wykrzykującego, że Harry
oszalał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus patrzył na niego bez słowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Fascynujące - powiedział wreszcie z przekąsem. - Kto by
pomyślał, że Chłopiec, Który Przeżył lubi
dręczyć niewinnych kuzynów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dudley z całą pewnością nie jest niewinny. To on razem ze
swoimi głupimi kolegami uwielbia dręczyć innych. A kiedy tylko
wchodziłem mu w drogę, od razu leciał na skargę do
rodziców, dlatego większość czasu spędzałem
zamknięty w pokoju albo komórce, w zależności od ich nastroju -
powiedział beztrosko Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna przyglądał mu się z zaciekawieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego cię tam zamykali?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zawsze uważałem, że w ten sposób udawali, że nie
istnieję. - Na jego usta wypłynął blady uśmiech, który
jednakże nie sięgnął oczu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pomiędzy brwiami Severusa pojawiła się zmarszczka, a oczy
zwęziły się. W powietrzu zawisło krępujące
milczenie. Harry żałował, że to powiedział.
Chciał czym prędzej przerwać tę denerwującą
ciszę. Otworzył usta, ale Snape uprzedził go.
Odchrząknął i oznajmił:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeżeli już skończyłeś opowiadać mi
zadziwiające koleje swojego życia, to bierz się do pracy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry skrzywił się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślałem, że może jesteś chociaż trochę
ciekawy... no wiesz... tego, jaki byłem. Nie chcesz się o mnie
niczego dowiedzieć? Ja bardzo chciałbym wiedzieć, jaki
byłeś w młodości, co lubiłeś robić, jak
się uczyłeś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus spojrzał na niego przeciągle.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Byłem podły, lubiłem dręczyć innych uczniów,
uczyłem się doskonale. Jeszcze jakieś pytania, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry westchnął. Skoro Snape nie chce mu wyjawić niczego o
sobie, to posłucha, co Harry ma do powiedzenia. W końcu, jak to
określiła Luna, są parą... Muszą się lepiej
poznać. Ignorując zniecierpliwione spojrzenie mężczyzny,
spojrzał w ogień i odezwał się:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja lubię grać w szachy albo eksplodującego durnia. Uwielbiam
piwo kremowe. O wiele bardziej, niż... - Próbował przypomnieć
sobie nazwę alkoholu, którym ostatnio poczęstował go Severus. -
...niż Martini. Mógłbyś czasami przygotować dla mnie piwo
kremowe. Najlepiej z cynamonem. Zauważyłem, że ty wolisz
nieco... mocniejsze alkohole, prawda? Na przykład to takie bursztynowe...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Whisky - podpowiedział Severus, tak jakby nie mógł już
słuchać niepoprawnego paplania Gryfona. - To się nazywa whisky.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Naprawdę? Muszę tego kiedyś spróbować. Ciekawe, jak
smakuje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wykluczone. Masz na to za słabą głowę. Zresztą
wątpię, aby ci zasmakowało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A to zielone?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus zmarszczył brwi, tak jakby zastanawiał się, o co
"zielone" może tym razem chodzić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Absynt?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ładna nazwa. - Harry wyszczerzył się. - Założę
się, że musi też dobrze smakować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Absynt to mieszanka kilku ziół, w tym mocno halucynogennego
piołunu. Wątpię, czy byłbyś w stanie wypić
chociaż łyk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale ty to pijesz! - obruszył się Harry. - Więc nie może
być takie złe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie piję tego. To tylko... zresztą, dlaczego mam ci się
tłumaczyć, Potter? Nie pozwolę ci tego nawet dotknąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A pozwolisz mi dotknąć... czegoś innego? - zapytał Harry,
a jego oczy zabłysły z podniecenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus przewrócił oczami, ale Harry nie mógł nie zauważyć
lekkiego uśmiechu, który starał się ukryć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co jeszcze? - zastanowił się. - Aha, lubię też grać
w Quidditcha. Szkoda, że ostatnio prawie w ogóle nie chodzisz na mecze.
Tak prawdę mówiąc, to nigdy nie widziałem, żebyś
latał na miotle...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I nie myśl, że kiedykolwiek zobaczysz - mruknął Severus,
marszcząc brwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Szkoda... Bo to naprawdę fantastyczne. Nawet sobie nie wyobrażasz,
jakie to uczucie, kiedy nurkuję za Zniczem. Czuję się wtedy
taki... wolny, tak jakbym mógł zrobić wszystko. I jestem pewien, <emphasis>wiem</emphasis>,
że wszystko mi się uda, że go złapię, że jeszcze
chwila i... i go zdobędę. A kiedy go dosięgam, kiedy moje palce
zaciskają się wokół niego, a on trzepocze, próbując
się wyrwać... czuję taką eksplozję. Jakby wszystko
wokół, absolutnie wszystko zniknęło i pozostało tylko
takie... gorąco. I wiem, że on już należy do mnie, że
nie ucieknie, że nikt mi go nie wyrwie. Nie obchodzą mnie ludzie,
wiwaty, oklaski... Równie dobrze mógłbym być tam sam.
Najważniejsze jest to, że po całej tej walce, po tym
długim, męczącym pościgu, po tym niewiarygodnym
wysiłku... najważniejsze... że w końcu... udało mi
się go zdobyć. - Jego oczy błyszczały, kiedy
opowiadał, zapatrzony w ogień, którego nie widział. Miał
wrażenie, że jest na boisku, wiatr chłosta jego twarz, a w
dłoni trzepocze mała, złota piłka. - I wiesz... to wszystko
jest niczym w porównaniu z tym, co czuję... kiedy jestem z tobą -
dokończył. Nie wiedział, dlaczego to powiedział. Ale
musiał. Jak gdyby słowa spływały prosto do ust bez
udziału woli. - I czasami, kiedy długo się nie widzimy...
czuję się tak, jakby ten Znicz się ode mnie oddalał,
uciekał mi... a ja nie mogę go dogonić. Chociaż bardzo
chcę. I tak bardzo wtedy tęsknię... - zająknął
się, uświadomiwszy sobie, że zaczyna bełkotać. To nie
były zbyt bezpieczne tematy. Musiał znaleźć coś
bardziej neutralnego. Odchrząknął i nie potrafiąc
zmusić się, by spojrzeć teraz na Severusa, kontynuował. -
Ty się pewnie czujesz tak samo, kiedy warzysz jakiś wyjątkowo
trudny eliksir? I kiedy po wielu wysiłkach w końcu ci się
udaje... też czujesz taką rozsadzającą cię od
środka radość... prawda? - dokończył cicho i dopiero
teraz spojrzał na mężczyznę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To raczej satysfakcja, niż radość - odparł Severus. -
Ponieważ warzenie eliksiru to nie pościg. Tutaj liczy się
każdy ruch, każda kropla. Najważniejsze jest skupienie,
dokładność. Oczekiwanie na odpowiedni moment. Przypomina
bardziej... polowanie. Wszystko musi się dziać w odpowiedniej chwili
i w odpowiedniej proporcji. Ponieważ wiesz, że każdy niewłaściwy
ruch może się skończyć katastrofą. To bardzo
długa i wymagająca niezwykłej cierpliwości sztuka. Latanie
na miotle za złotą piłeczką nie wymaga niczego poza
zręcznością.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nieprawda - oburzył się Harry. - Do tego też potrzeba
niezwykłej cierpliwości. Zresztą, nie w tym rzecz. Ważne
jest uczucie, które nadchodzi, kiedy jest już po wszystkim. To
niemożliwe, żeby po kilku miesiącach takiej pracy, gdzie
każda pomyłka może się skończyć bardzo źle,
gdy w końcu udaje ci się uwarzyć poprawny eliksir... nie
odczuwać żadnej radości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus patrzył na niego dosyć długo, zanim odpowiedział:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To wszystko zależy od rodzaju i przeznaczenia eliksiru. Kiedy
kończę warzyć kolejne lekarstwo dla Pomfrey, trudno
odczuwać coś poza nużącą satysfakcją.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A jak długo właściwie warzy się te najtrudniejsze
eliksiry?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bardzo długo, Potter. Jestem pewien, że w tym czasie
zdołałbyś złapać swoją złotą
piłeczkę kilka tysięcy razy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rozszerzył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Naprawdę? Aż tak długo? Dłużej niż Eliksir
Wielosokowy?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O wiele dłużej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamyślił się. Przypomniał mu się wywar, który
zobaczył w tajnym laboratorium Snape'a. Ciekawe, czy to jeden z takich...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A... - zająknął się. - A czy warzysz teraz jakiś
trudny eliksir?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyraz oczu Severusa zmienił się. Nagle pojawił się w nich
niesamowity blask.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Owszem - odparł cicho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry'ego przeszył chłód. Miał wrażenie, jakby do salonu
wpadł zimny wiatr, a przecież to było niemożliwe. Był
zaskoczony reakcją, jaką jego pytanie wywołało na twarzy
mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A... czy długo będziesz go jeszcze warzył?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Blask w oczach Severusa na chwilę przygasł, a jego oblicze
przeciął cień. Odwrócił głowę w stronę
kominka. Wyglądało, jakby zastanawiał się nad
odpowiedzią. W końcu, po kilku chwilach napiętej ciszy,
odparł:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tyle, ile potrzeba.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi. To była dziwna odpowiedź... Miał
ochotę jeszcze o coś zapytać, ale z twarzy Mistrza Eliksirów
wyczytał, że ten temat dobiegł końca. Nagle zrobiło
się nieprzyjemnie chłodno. Nie wiedział, skąd takie
wrażenie, ale bardzo nie chciał dalej się tak czuć.
Odetchnął głęboko i usiłował przywołać
na twarz beztroski uśmiech. Gorączkowo poszukiwał czegoś
bardziej neutralnego i bezpiecznego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy poza mną rozmawiasz czasami z kimś innym? No wiesz, o takich
błahych rzeczach. O samopoczuciu, o tym, co ci się przytrafiło
danego dnia, o tym, "jakimi idiotami są ci pierwszoroczniacy i kto
ich w ogóle przyjął do tej szkoły"?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus posłał mu długie, nieodgadnione spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja nikogo nie lubię, Potter. Mnie też nikt nie lubi, więc niby
o czym i z kim miałbym rozmawiać? Zresztą uważam, że w
tej szkole nie tylko pierwszoroczniacy są idiotami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja cię lubię - odparł szybko Harry. - Dlatego możesz ze
mną rozmawiać o wszystkim - uśmiechnął się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprawdy? O zastosowaniu leukocytów z krwi buchorożców w produkcji
eksperymentalnych eliksirów odtruwających także?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usta Harry'ego zareagowały samoczynnie i już miały zamiar
ułożyć się w pytanie "Co?", ale w ostatniej
chwili udało mu się je powstrzymać i zamiast tego odparł:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jasne. Jak tylko dasz mi trochę czasu na przeczytanie kilku
książek na temat leukocytów, krwi buchorożców i eliksirów
odtruwających. - Przegrał walkę z ustami, które
rozciągnęły się w uśmiechu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Brwi Mistrza Eliksirów uniosły się lekko. Wyglądał, jakby
chciał coś powiedzieć, ale zamknął usta i tylko
pokręcił głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A tak wracając do tematu... - powiedział nagle Harry - ..to ja
często rozmawiam z Ronem. Z Hermioną nie da się pogadać o
niczym innym, poza nauką. Ale Ron jest fajny. Mimo wszystko. Ostatnio
opowiadał mi o tym, że podejrzał Milicentę Bulstrode i
Cormaca McLaggena gdy wymykali się do cieplarni pani Sprout, a po
jakimś czasie wybiegli z krzykiem, próbując zedrzeć z siebie
liście Łapietnika. Oboje na wpół ubrani. Widocznie postanowili
połączyć nasze domy w przyjaznym... uścisku -
zachichotał i zerknął na Snape'a, który wyglądał,
jakby wcale nie było mu do śmiechu. Wyglądał raczej jak
ktoś, kto właśnie zapamiętuje nazwiska i obmyśla
dotkliwe kary. - No, jest jeszcze Luna. Ona naprawdę jest bardzo fajna,
kiedy się ją bliżej pozna. I tak naprawdę... to ona nie
była moją dziewczyną. Udawaliśmy tylko, żeby wszyscy
się ode mnie odczepili. Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko... - Twarz Snape'a przypominała kamienną maskę. O ile
kamień mógłby promieniować takim szyderczym znużeniem. -
Aha, czasami rozmawiam też z Ginny. Ona również jest całkiem
fajna. Tylko trochę za bardzo... - urwał nagle, widząc wzrok,
którym przebił go Severus. Zabłysła w nim bardzo niebezpieczna
sugestia, że jeżeli Harry zaraz się nie zamknie, to spotka go
coś bardzo złego. Ugryzł się w język, zorientowawszy
się o kim i przy kim chciał opowiadać. Szybko zmienił
temat. - A co do nauki... kiedyś moim ulubionym przedmiotem była
Obrona. Zawsze z niecierpliwością wyczekiwałem też Historii
Magii, ponieważ to była bardzo miła odmiana. Binns potrafi
uśpić całą klasę. Ale teraz... -
uśmiechnął się -... teraz mój ulubiony przedmiot to
Eliksiry. Wiesz, uważam, że są naprawdę fascynujące.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W oczach Snape'a pojawiły się iskierki rozbawienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprawdy? - zapytał mężczyzna, a kąciki jego ust
drgnęły nieznacznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pochylił się do przodu i kontynuował:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak. I wiesz co? Nie wiem, jak mogłem wcześniej tego nie
dostrzegać. Te wszystkie składniki, które przewijają się
przez moje ręce... Dotykam ich, pieszczę w moich palcach, ugniatam,
kruszę albo wyciskam z nich soki... - zobaczył, jak Snape zagryza
wargę. - ...są naprawdę niezwykle interesujące. No i jest
jeszcze kociołek, którego cały czas trzeba pilnować, żeby
nie osiągnął temperatury wrzenia i nie wybuchnął... -
Severus odpiął guzik przy kołnierzyku, a Harry uśmiechnął
się w duchu. Sam był zaskoczony, że potrafi opowiadać o tym
w tak dwuznaczny sposób. - Ale to nie wszystko. Jest jeszcze Mistrz Eliksirów,
który nas naucza i chociaż niemal wszyscy uczniowie się go boją,
to ja uważam, że jest doskonały w swoim fachu. - Harry
poczuł, że na jego policzki wypływa rumieniec.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna rozchylił usta w zdumieniu, jednak szybko się
opanował. Oparł się wygodnie w fotelu, przez cały czas
wbijając w niego intensywne spojrzenie. Harry odchrząknął
zakłopotany, próbując szybko zmienić temat, ale w tej samej
chwili usłyszał łagodny głos Snape' a:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak bardzo lubisz swojego nauczyciela Eliksirów, Potter? - zapytał, a na
jego twarzy pojawił się ten cudowny, krzywy uśmiech. Harry
rozszerzył oczy, nie mogąc uwierzyć, że Severus to powiedział
i że chciał kontynuować ich małą grę. Jak
miał mu odpowiedzieć na takie pytanie? Jak bardzo go lubi? Tego
się nie dało opisać...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, że jego serce zaczyna bić coraz szybciej.
Gorączkowo poszukiwał jakiegoś określenia, ale nic mu nie
przychodziło do głowy. A najgorsze było to, że Snape
wydawał się naprawdę zainteresowany odpowiedzią. Harry
spuścił wzrok i spojrzał na swoje kolana. Wyobraził sobie,
że Severusa tu nie ma. Że naprzeciw niego siedzi ktoś inny. Luna
na przykład. To ona zadała mu to pytanie. Co by jej
odpowiedział?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Sięgnął głęboko wewnątrz siebie,
przypominając sobie każdą lekcję Eliksirów. Wszystkie
uczucia, które zdawały się płonąć przeróżnymi
barwami i splatać ze sobą. Każdą chwilę, w której jego
umysł odpływał, a serce przejmowało kontrolę nad
ciałem. Zamknął oczy. Zobaczył klasę. I zobaczył <emphasis>jego</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak bardzo... - zaczął lekko drżącym głosem -
...że kiedy siedzi przy biurku, sprawdzając wypracowania, nie
mogę się powstrzymać i obserwuję go znad swojego
kociołka. I wiem, że nie powinienem przerywać pracy, wiem,
że muszę uwarzyć eliksir. Jednak nie mogę oderwać od
niego wzroku. Tak bardzo... że zaczynam odliczać do chwili, kiedy
przerwie i spojrzy na mnie. A gdy już to zrobi, na ten jeden moment
zapominam, że jesteśmy w klasie, i myślę tylko o tym, jaki
jestem twardy. Myślę tylko o moim pragnieniu. Tak bardzo... że
kiedy już zdołam odwrócić wzrok i wracam do warzenia eliksiru,
uświadamiam sobie nagle, że nie wiem jaki składnik trzymam w
ręku i który mam dodać następny, <emphasis>w ogóle</emphasis> zapomniałem
jaki eliksir mam uwarzyć. Myślę tylko o tym, żeby znów na
niego spojrzeć... - Otworzył oczy i odetchnął
głęboko. Czy to nie było głupie? Czy udało mu się
przekazać to, co wtedy czuł? - Bardzo - dokończył cicho,
jakby w tym jednym słowie chciał zawrzeć wszystkie te emocje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero wtedy odważył się spojrzeć na Severusa i niemal
się zachłysnął. Mężczyzna siedział
nieruchomo, wpatrując się w niego z wyrazem zdumienia na twarzy i
takim niesamowitym... ciepłem w oczach. Harry zorientował się,
że wstrzymał oddech, a jego serce szarpnęło się. To,
co zobaczył w czarnych źrenicach Severusa było niemal jak...
czułość. Ostre rysy złagodniały. Na wiecznie
zaciśniętych wargach widniał... uśmiech. Nie kpiący,
nie szyderczy. Prawdziwy uśmiech. Lekki i ciepły, taki, który
sprawił, że wszystko nagle stało się tak...
niemożliwie piękne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał kilka razy, jakby próbował sam siebie przekonać,
że to, co widzi, nie jest iluzją.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W takim razie musisz bardzo uważać, Potter - rzekł w
końcu Severus. - Jeżeli tak bardzo będziesz lubił swojego
nauczyciela, to możesz w końcu... oblać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że się rumieni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Podejmę to ryzyko - odparł cicho, patrząc Severusowi prosto w
oczy. Wydawało się, że na ułamek sekundy wszystko się
zatrzymało. Harry nie wiedział, który z nich pierwszy odwrócił
wzrok. Zdawał sobie tylko sprawę z tego, że jego usta ponownie
przejęły kontrolę i zaczęły mówić bez
udziału jego woli, tak jakby za wszelką cenę chciały zapełnić
ciszę i pozbyć się tego dziwnego napięcia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zresztą równie dobrze mógłbym oblać każdy inny przedmiot.
Nie jestem tak dobry jak Hermiona. Nie pochłaniam wiedzy tak szybko i mam
problemy z koncentracją, ale kiedy naprawdę chcę, to
potrafię. Tak jak w moim ostatnim wypracowaniu z Eliksirów... do którego
się przyłożyłem i poświęciłem mu dużo
czasu. Ale oczywiście musiałem się pomylić i wszystko
spieprzyć. Nic nie umiem zrobić dobrze. - Westchnął. -
Może następnym razem... - urwał, widząc jak Snape podnosi
się ze swojego miejsca i podchodzi do szafki. Wyjął z niej
kawałek pergaminu i położył go na stoliku, siadając
ponownie w fotelu. Harry spojrzał na pergamin, a jego oczy
rozszerzyły się gwałtownie. Przed nim leżało... jego
wypracowanie. Wypracowanie, które powinno teraz gnić gdzieś na dnie
kosza. Wszystkie zagięcia zostały wygładzone, a na samym dole
widniała ocena: <emphasis>Powyżej Oczekiwań</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero po chwili zorientował się, że ma szeroko otwarte usta.
Spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem. Twarz mężczyzny była
nieporuszona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A jednak sprawdziłeś... - Na jego usta wypłynął radosny
uśmiech. - Och, Severusie... Naprawdę uważasz, że jest
takie dobre? Bardzo się starałem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape skrzywił się, wyraźnie zirytowany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeżeli ten głupi uśmiech nie zniknie zaraz z twojej twarzy, to
bardzo szybko mogę przywrócić ci poprzednią ocenę, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry szybko ukrył uśmiech, ale nie potrafił zdusić
płomienia radości, który tańczył w jego brzuchu.
Gwałtownie podniósł się z fotela i okrążył
stolik, a następnie ukląkł przed Severusem, objął go
ramionami w pasie i przytulił policzek do jego klatki piersiowej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję - powiedział cicho, uśmiechając się do
siebie. Słyszał dziwnie płytki oddech mężczyzny i
bicie jego serca. Czuł chłód jego ciała. Tak bardzo za tym
tęsknił... Jego szata była przesiąknięta zapachem
jakiegoś gorzkiego zioła. Pewnie niedawno warzył eliksir. Ale to
nic nowego, on zawsze warzył jakiś eliksir... Ścisnął
go mocniej, przesuwając twarz i wtulając ją w czarną,
szorstką tkaninę. Ogarnęła go ciemność. Cicha i
przyjemna. A także - mimo wszystko - ciepła...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez jakiś czas panowała cisza. Po chwili jednak, poprzez
ciepłe oddechy i miękkie bicie serca, przebił się
chłodny głos Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dałem ci zadanie, Potter. Zapomniałeś już?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry mruknął niepocieszony. Uniósł rozgrzaną twarz i
spojrzał wprost w przyglądające mu się z góry łagodnie
zmrużone oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A wiesz, że... że niedługo mam mecz? To oznacza, że <emphasis>nie
będziemy mogli</emphasis> się pieprzyć przez jakiś czas. Bo nie
dałbym rady siedzieć na miotle... - W powietrzu zawisła
niewypowiedziana prośba.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus uniósł brew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W takim razie będę zmuszony odwołać do tego czasu nasze
szlabany, panie Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>A niech go szlag!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bardzo śmieszne - wymamrotał. - Przecież zawsze możemy ze
sobą porozmawiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape posłał mu kpiące spojrzenie, ale Harry je zignorował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przyjdziesz na mecz, żeby mnie zobaczyć? - zapytał z
nadzieją.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Będę w tym czasie absolutnie zajęty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Szkoda - burknął Harry, coraz bardziej zrezygnowany. Ale w tym
samym momencie przyszła mu do głowy pewna myśl. - A może to
i lepiej, bo gdybyś przyszedł, to nie mógłbym się skupić
na złapaniu znicza i pewnie byśmy przegrali.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape spojrzał na niego z namysłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Więc możliwe, że jeszcze się zastanowię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry ukrył uśmiech, ponownie przyciskając twarz do szorstkiej
szaty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy możesz już wrócić na miejsce, Potter i zająć
się w końcu tym, co powinieneś robić? - usłyszał
nad głową szorstki głos Severusa. Harry skrzywił się.
To jasne, że wolał być blisko niego i go przytulać, a nie
siedzieć i przepisywać trzysta razy jakieś zdanie. Ale jeszcze
trochę... jeszcze chociaż trochę. Podniósł się z kolan
i wyprostował. Przez chwilę stał tylko i patrzył na
mężczyznę, ale potem coś przejęło nad nim
kontrolę i kazało mu pochylić się, opleść
ramionami szyję Snape'a i delikatnie pocałować go w policzek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wciągnął głęboko w płuca ten charakterystyczny
zapach ziół i piżma, po czym westchnął i odsunął
się. Nie spojrzał na twarz mężczyzny, kiedy odwrócił
się, by powrócić na swoje miejsce. Wyczuwał jedynie na sobie
jego intensywny wzrok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wziął do ręki pióro i spojrzał na leżący przed
sobą pergamin. Nie potrafił zmusić się do napisania
chociażby jednego słowa. Jego myśli wciąż
krążyły wokół Severusa. Podniósł głowę i
zobaczył, że mężczyzna trzyma w ręku
książkę. Harry wytężył wzrok, żeby
odczytać tytuł:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Zastosowania Czarnej Magii w...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów opuścił nieco książkę i Harry nie
zdążył przeczytać reszty. Jego serce zabiło mocniej.
Przypomniał sobie tomy, które wyniósł z Działu Ksiąg
Zakazanych, a które co do jednej okazały się zupełnie
bezużyteczne. Ale Severus... on powinien wiedzieć, co jest warte
przeczytania. Może mógłby nawet mu pomóc... Harry miał tyle
pytań. Do kogo miałby z tym pójść? Do Tonks? Od razu
zaczęłaby drążyć temat, dlaczego Harry interesuje
się Czarną Magią. Wiedział, że Snape już raz
odmówił, ale może gdyby umiejętnie poprowadził
rozmowę... może dowiedziałby się czegokolwiek, co by mu
pomogło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To książka o Czarnej Magii? - zapytał, przerywając tym
samym panującą w pomieszczeniu ciszę. Severus spojrzał znad
lektury.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak się tego domyśliłeś, Potter? - parsknął.
Harry wiedział, że wystawia cierpliwość Severusa na coraz
cięższą próbę, ale <emphasis>musiał</emphasis> się czegoś
dowiedzieć!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja słyszałem... to znaczy Moody opowiadał nam na czwartym roku
o Zaklęciach Niewybaczalnych. Mówił, że aby je rzucić,
trzeba naprawdę tego chcieć. I że nikt z nas nie byłby w
stanie tego zrobić. Czy to się tyczy tylko Zaklęć
Niewybaczalnych, czy tak samo jest ze wszystkimi klątwami, nawet tymi
najzwyklejszymi?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zobaczył zainteresowanie na twarzy mężczyzny. Tak jakby w
końcu trafił na temat, który był wart jego uwagi. Severus przez
chwilę patrzył na niego z namysłem, a następnie
odłożył książkę, splótł dłonie i
odparł:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czarna Magia rządzi się takimi samymi prawami, jak każdy inny
rodzaj magii. Żeby rzucić jakiekolwiek zaklęcie, nawet tak
proste jak <emphasis>Lumos</emphasis>, trzeba tego chcieć i skupić swoje
myśli. Pod tym względem wcale się one nie różnią. -
Harry zauważył, że kiedy Severus opowiadał, jego twarz
zmieniła się. Zdawał się być całkowicie
pochłonięty tym, co mówił. - Klątwy są zazwyczaj
niezwykle trudnymi i złożonymi zaklęciami, dlatego wymagają
o wiele większego skupienia. Tak samo, jak, przykładowo,
Zaklęcie Patronusa. Aby je rzucić, musisz naprawdę mocno tego
pragnąć. Jedyna różnica pomiędzy nimi wynika z charakteru
rzuconego zaklęcia. Kiedy używasz klątwy, której zadaniem jest
zranienie kogoś, musisz postawić sobie podstawowe pytanie: czy
naprawdę chcesz kogoś zranić? Jeżeli nie jesteś w
stanie tego zrobić, nigdy nie uda ci się rzucić jej poprawnie. A
więc, jak sam widzisz, nie chodzi tutaj o jakieś specyficzne
wymagania, a jedynie o twoją duszę. O to, czy chcesz i potrafisz
zrobić komuś krzywdę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czyli to prawda... - Harry zdawał się być pogrążony
w myślach. - Żeby rzucić klątwę, trzeba mieć
duszę przeżartą złem?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus zmarszczył brwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego tak uważasz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zarumienił się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja... przeczytałem to gdzieś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez chwilę mężczyzna lustrował go uważnym
spojrzeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skoro i tak nie potrafisz się powstrzymać przez kradzieżą
książek z zakazanego działu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nie była kradzież! - wpadł mu w słowo Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...to przynajmniej postaraj się brać takie, które mają
jakąkolwiek naukową wartość, a nie brednie nawiedzonych
czarnoksiężników, którzy żyli setki lat temu i nie
odróżniali swojego odbicia w lustrze od wroga. Jest bardzo wiele rzetelnie
napisanych podręczników Czarnej Magii.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Na przykład jakie? - zapytał szybko Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus spojrzał na niego z kpiną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Próbujesz być przebiegły, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę. Nie było w ogóle sensu próbować
podejść Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No to skąd mam wiedzieć, które książki są dobre? <emphasis>Nikt</emphasis>
mi tego nie powiedział - rzekł twardo Gryfon, kładąc
wyraźny nacisk na pierwsze słowo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ponieważ zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią prowadzi
różowowłosa ignorantka i niezdara, która z Aurora ma tyle, ile
McGonagall z wili. A na lekcjach, zamiast prawdziwej Czarnej Magii, uczy was
tylko, jak bronić się przed druzgotkami czy mantykorami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nieprawda! - oburzył się Harry. - Tonks jest tysiąc razy
lepsza od Umbridge. Może nie tak dobra, jak Moody czy Lupin, ale
uważam, że jest naprawdę świetną nauczycielką.
Ostatnio opowiadała nam o najniebezpieczniejszych klątwach, których
może używać Voldemort, a które nie zostały zaliczone do
Zaklęć Niewybaczalnych. Uczymy się też mnóstwa
zaklęć obronnych.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus parsknął cicho, a następnie pochylił się w
fotelu, mrużąc niebezpiecznie oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zaklęcia obronne? Nie rozśmieszaj mnie, Potter. Zamiast
przygotowywać was do wojny, uczy jak odpierać ataki i chować
się za plecami innych. Nie pokonasz Czarnego Pana rzucając na niego <emphasis>Expelliarmus</emphasis>
albo kryjąc się za Zaklęciem Tarczy. W programie już dawno
powinny znaleźć się podstawowe klątwy, którymi można
zdziałać dużo więcej, niż tylko ogłuszyć
przeciwnika, i to na bardzo krótko. Ale oczywiście Dumbledore prędzej
udusi się własną brodą, niż pozwoli "zatruć"
wasze "niewinne duszyczki". I właśnie dlatego nie macie <emphasis>żadnych
szans</emphasis> w starciu z Czarnym Panem i jego zastępami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No to dlaczego ty nie chcesz mnie tego uczyć? Skoro uważasz,
że powinniśmy umieć rzucać klątwy, czemu nie
mógłbyś szkolić uczniów, którzy tego chcą? - zapytał
Harry, wbijając w mężczyznę twarde spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ponieważ wasz ukochany dyrektor mi na to nie pozwoli, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie pozwala ci też pieprzyć uczniów, a jednak to robisz -
odparł Harry, zanim zdążył ugryźć się w
język. Oczy Severusa błysnęły niebezpiecznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uważaj na język, Potter - warknął gniewnie. Harry
wziął głęboki oddech, starając się nie
zwracać uwagi na ciskający pioruny wzrok mężczyzny i
kontynuował, ale już znacznie ciszej:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możemy robić to w tajemnicy. W zeszłym roku wraz z kilkoma
uczniami stworzyliśmy grupę, którą nazwaliśmy
"Gwardią Dumbledore'a". Ćwiczyliśmy w Pokoju
Życzeń i... - urwał, widząc szydercze spojrzenie, które
wbijał w niego Snape. - Co? - zapytał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To coś nowego. Chłopiec, Który Przeżył pragnie w
tajemnicy przed ukochanym dyrektorem skalać swą niewinną
duszyczkę Czarną Magią, nawet jeżeli groziłoby to
wydaleniem go ze szkoły i umieszczeniem w Azkabanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Od kiedy położyłeś na mnie swoje ręce, już nie
jestem taki niewinny... więc co to za różnica? - odparł Harry,
patrząc Severusowi prosto w oczy. Snape zmarszczył brwi, ale nie
skomentował tego. Obserwował Harry'ego tak, jakby poddawał go
ocenie. Chłopak miał ochotę uciec wzrokiem, ale nie zrobił
tego. Pomimo że wytrzymanie taksującego spojrzenia
mężczyzny bardzo wiele go kosztowało. Po kilku minutach
napiętej ciszy, Severus odchylił się w fotelu i powiedział
cicho, spoglądając w ogień:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zastanowię się nad tym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To nie była obietnica, jedynie otwarta możliwość, ale Harry
i tak miał wrażenie, jakby zdobył niebosiężny szczyt.
Z trudem powstrzymał radosny uśmiech, który cisnął mu
się na usta. Odchrząknął i powiedział:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zresztą moja dusza wcale nie jest taka niewinna. W zeszłym roku
rzuciłem Cruciatus na Bellatrix. To znaczy, może nie do końca...
wyszło tak, jak powinno. Ale byłem bardzo blisko. Zawahałem
się. Chciałem tego, ale coś mnie powstrzymało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus zerknął na niego kątem oka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I myślisz, że teraz będziesz w stanie to zrobić? -
zapytał drwiąco.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie jestem już tą samą osobą, którą byłem rok
temu - powiedział cicho, po czym spojrzał na
mężczyznę. - Ty mnie zmieniłeś. - Severus
parsknął i ponownie spojrzał w ogień. - Wiem, że teraz
mi się uda. Przecież sam powiedziałeś, że wystarczy
tylko bardzo chcieć... skrzywdzić kogoś. - Popatrzył na
swoje dłonie. Przez chwilę miał wrażenie, że widzi na
nich ślady krwi, ale wiedział, że to tylko złudzenie. - A
ja <emphasis>bardzo</emphasis> chcę. - Wyczuł na sobie wzrok Severusa, ale nie
podniósł głowy. Zacisnął pięści i szybko
odegnał obrazy, które próbowały wedrzeć mu się do
głowy. I wtedy uderzyła go nagła myśl. - W zasadzie to...
tak się zastanawiam... - Dopiero teraz podniósł wzrok i spojrzał
na przypatrującego mu się z uwagą Mistrza Eliksirów. - Kiedy
jesteś z Voldemortem i kiedy on każe robić ci te wszystkie...
rzeczy... To znaczy, rzucać różne klątwy...
Powiedziałeś, że aby je rzucić, trzeba naprawdę tego
chcieć. Więc jak ty...? - urwał, widząc nagły
błysk w oczach mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To nie był przyjemny blask. Przypominał lodowate światło. Z
sugestią zieleni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Napłynęło zrozumienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usta Severusa wykrzywił mroczny uśmiech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś zaskoczony, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wstrzymał oddech, czując uderzające mu do twarzy
gorąco. Jego żołądek wywrócił się. Przed oczami
błysnął mu obraz Severusa, stojącego w kręgu, pośród
wysokich, ciemnych postaci z twarzami ukrytymi za maskami. Lśniącymi
niczym biała porcelana. Severus rzucający Crucio na niewyraźne,
wijące się po ziemi sylwetki. Ręka pewnie trzymająca
różdżkę, ukryte za maską oczy, takie nieczułe,
pozbawione współczucia czy wyrzutów sumienia. Zamrugał kilka razy,
próbując przegonić obraz i czując, że jego serce bije coraz
szybciej i szybciej. Spojrzał z niedowierzaniem na siedzącego
naprzeciw niego mężczyznę i pokręcił głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To niemożliwe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego nie? - zapytał kpiąco Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy to... czy to znaczy, że ty... ty to lubisz? Powiedziałeś,
że trzeba naprawdę tego chcieć. Czy ty naprawdę...? -
urwał, kiedy Snape pochylił się w jego stronę i
zmrużył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To, co lubię, to, co muszę, a to, czego chcę, to są
zupełnie różne rzeczy, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi, próbując zrozumieć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale czy ty...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ludzki umysł to naprawdę ciekawe narzędzie. Można
się nim posługiwać do woli, jeżeli wie się tylko,
gdzie znajduje się zamek i w jaki sposób go otworzyć. Kiedy tego
dokonasz, jesteś w stanie zrobić wszystko. Możesz zmusić
swój umysł do takich rzeczy, których teoretycznie nigdy nie
byłbyś w stanie zrobić. Na przykład zabić
człowieka. Albo związać się z nim uczuciowo. Lub też
go znienawidzić. Na tym właśnie polega kontrola. Coś, czego
ty nigdy nie byłeś w stanie opanować, pomimo moich
wysiłków. Nie potrafisz nawet na chwilę zamknąć swojego
umysłu, można czytać z niego jak z otwartej książki.
Ja robię to niemal przez cały czas.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przypomniał sobie, jak wiele wysiłku kosztowały go
zeszłoroczne lekcje Oklumencji ze Snape'em. Pamiętał smak
goryczy, kiedy, pomimo wielu prób, nie potrafił przeciwstawić
się Severusowi, który bez żadnych oporów wdzierał się do jego
głowy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez umysł Harry'ego przebiegła nagła, niekontrolowana
myśl:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Cóż, w sumie niewiele się zmieniło. Tylko że teraz
wdziera się bez oporów zupełnie gdzie indziej...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
- To znaczy, że zawsze, w każdej sytuacji, potrafisz nad sobą
panować? - zapytał, patrząc na Severusa z niedowierzaniem i
głębokim podziwem. - To naprawdę... niesamowite -
wymamrotał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna wydawał się zaskoczony tym, co zobaczył w
szeroko otwartych oczach Harry'ego. Spodziewał się zapewne
wszystkiego, od strachu do niechęci, ale z pewnością nie...
pewnego rodzaju czci.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry był naprawdę pod wrażeniem. Nie wyobrażał sobie
takiego życia. Ciągle się kontrolować, zawsze być
skupionym... nie móc pozwolić sobie nawet na chwilę oddechu. Sam nie
potrafił skupić się nawet na lekcjach, a co dopiero na...
Zaraz... Coś się tu nie zgadzało... Przecież Severus nie
mógł się kontrolować w czasie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chwila - odezwał się, kiedy mężczyzna odchylił
się do tyłu i ponownie spojrzał w ogień. - Przecież ty
też nie zawsze nad sobą panujesz. Ostatnio wybuchłeś na
lekcji. Byłeś wściekły. Pamiętam to. I przecież
zawsze... zawsze, kiedy to robimy... wtedy też się nie kontrolujesz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów uśmiechnął się swoim najbardziej
szyderczym uśmiechem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie zrozumiałeś nic z tego, co ci powiedziałem, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi. Jak to nie zrozumiał? Rozumiał doskonale!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ta rozmowa była całkowitą stratą czasu. A ty już od
dawna powinieneś wykonywać moje polecenie! Jeżeli myślisz,
że swoim paplaniem uda ci się uniknąć szlabanu, to
znalazłeś się już daleko poza horyzontem głupoty! -
warknął Severus, biorąc do ręki książkę o
bardzo długim i skomplikowanym tytule, którą odłożył
na stolik zaraz po przybyciu Harry'ego. - Więc bierz się w końcu
do roboty, jeżeli nie chcesz dostać o wiele boleśniejszej kary!
- Po tych słowach pogrążył się w lekturze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Żołądek Harry'ego skurczył na tę wzmiankę.
Spuścił oczy i spojrzał na leżący przed nim pergamin.
Wiedział, że rozmowa dobiegła końca i nie wyciągnie od
Severusa już ani słowa.</p>

<p><strong>Part 2</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Nawet nie dotknął leżącego obok pióra. Jego umysł
podążył ciemnymi, tajemniczymi ścieżkami do mrocznych
miejsc w jego duszy, które pragnęły zostać uwolnione. Hmm...
Prawdę powiedziawszy, to stanowczo wolał dostać inną
karę, niż siedzenie i przepisywanie nudnego zdania. Przecież tak
bardzo za nim tęsknił. A Severus napisał, że "się
nim zajmie"... Więc dlaczego tego nie robił, tylko kazał mu
odrabiać szlaban? To było nie w porządku!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego oczy mimowolnie powędrowały ku mężczyźnie.
Severus siedział wyprostowany w fotelu. Nawet czytając
książkę sprawiał wrażenie kogoś, kto bez mrugnięcia
okiem mógłby zadać bardzo dużo bólu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ta myśl sprawiła, że coś w sercu Harry'ego
szarpnęło się. Przełknął ślinę,
starając się odgonić takie myśli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, Severus dał mu zadanie. Musi je wykonać! Nie będzie go
prowokował. Powstrzyma się! Przecież pamiętał, co
się ostatnio stało...</p><empty-line /><empty-line /><p>
No właśnie. Pamiętał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ponownie zerknął na mężczyznę. W jego głowie
kołatały bardzo niebezpieczne pomysły, podsycane wspomnieniami,
w których leżał z głową wciśniętą fotel,
podczas gdy Snape...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamrugał kilka razy, przeganiając obrazy, które działały
niezwykle... stymulująco na jego spięte ciało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cholera!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zerknął ponownie. Nogi Severusa nie były skrzyżowane, tylko
lekko rozstawione. Wzrok Harry'ego mimowolnie powędrował ku
wypukłości pod czarnym materiałem spodni. Oblizał wargi,
czując gwałtowny przypływ gorąca.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A jeżeli by tak...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł, że zaczyna kręcić mu się w głowie. Mroczna
część jego duszy krzyczała, szarpała się,
pragnąc się uwolnić i zdobyć to, czego pragnęła.
To, po co tu przyszła. To właśnie ona wyszeptała mu do
ucha:</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Zrób to!"</p><empty-line /><empty-line /><p>
A on posłuchał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego ręce powędrowały do koszuli. Zaczął ją
powoli rozpinać. Rozsunął ją, ukazując swoją
bladą klatkę piersiową. Drżącymi palcami
poluzował krawat i ściągnął go przez głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twarz Severusa zasłonięta była książką. Harry
wbił w niego intensywne spojrzenie i cicho odpiął guzik swoich
spodni. Rozchylił nogi i sięgnął pod materiał slipów.
Zdusił jęk, kiedy palce musnęły sztywną erekcję.
Zagryzł wargę, bardzo delikatnie uniósł penisa i oparł go o
swój brzuch, pozwalając, by sam czubek wystawał spod materiału.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To Severus powinien go dotykać. To jego chłodne palce powinny
zaciskać się wokół niego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął powieki, czując gwałtowny przypływ żaru.
Gdy je uniósł i skierował wzrok w stronę siedzącego
naprzeciw mężczyzny, miał wrażenie, że jego oczy
płoną. Położył dłoń na swoim brzuchu i
powoli przesunął ją w górę, przez klatkę
piersiową, aż do szyi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów poruszył się. Harry wstrzymał oddech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter, przestaniesz w końcu się na mnie gapić i zajmiesz
się...? - Głos nagle zamarł, kiedy książka
została odsunięta na bok. Oczy Severusa rozszerzyły się.
Harry miał wrażenie, że został przygwożdżony
spojrzeniem do fotela i nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie
się uwolnić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"No dalej!" - podszeptywał głos w jego głowie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oblizał wargi i zmrużył oczy, patrząc wprost w
płomienie szalejące w czarnych źrenicach mężczyzny.
Severus znalazł się przy nim w ułamku sekundy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wstrzymał oddech, kiedy wbiło się w niego rozżarzone
spojrzenie. Odchylił głowę do tyłu, przyjmując
wygodniejszą pozycję. Jego ciało wibrowało z
niecierpliwości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie potrafisz się powstrzymać, prawda, Potter? - wyszeptał
Snape, pochylając się nad Harrym i wkładając rękę
w jego slipy. Kłujący chłód przeszył ciało
chłopca. Zakwilił, kiedy zimna dłoń złapała jego
penisa i mocno ścisnęła. - Zawsze musisz być
nieposłuszny, co? A więc teraz dostaniesz taką karę, na
jaką zasługujesz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ścisnął mocniej. Harry jęknął i
szarpnął biodrami. Złapał szatę mężczyzny i
przyciągnął go do siebie. Drżącymi palcami
zaczął odpinać guziki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O nie, Potter. Na to ci nie pozwolę - warknął Severus,
chwytając ręce Harry'ego i odciągając je od siebie.
Wcisnął kolano pomiędzy jego uda, opierając je na fotelu i
wbijając w jego krocze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zakwilił i uderzył głową o oparcie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chcesz się bawić? Chcesz prowadzić swoje dziecinne gierki? Nie
ze mną, Potter! - syknął mężczyzna i
szarpnął go za włosy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Eksplozja bólu. Ale jakże cudownego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, właśnie tak!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyciągnął ręce i ponownie złapał szorstką
szatę, próbując przyciągnąć do siebie chłodne
ciało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Znowu ignorujesz moje polecenie? - prychnął Severus, chwytając
go za ręce i silnym szarpnięciem je odciągając na boki. -
Będę musiał dać ci taką karę, żeby raz na
zawsze odechciało ci się mnie prowokować!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kolejna eksplozja. Ale tym razem nie bólu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ciało Harry'ego wygięło się. Szarpnął
głowę i przybliżył usta do ucha mężczyzny. Z jego
drżących warg wyrwały się tylko dwa, zachrypnięte
słowa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zerżnij mnie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, jak ciało Snape'a sztywnieje. Zanim zdążył
się zorientować, został podniesiony z fotela i rzucony na
stolik. Słyszał odgłos upadających na podłogę
przyborów. I książki, którą czytał Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna znalazł się przy nim w tym samym momencie. Jednym
szarpnięciem przewrócił go na brzuch. Harry poczuł przyciskający
mu się do policzka chłodny blat. W tym samym momencie jego ciało
przeszyło ciepło magii. Krzyknął, kiedy coś
złapało jego ręce i wykręciło je do tyłu,
unieruchamiając mu je za plecami. Coś innego uniosło jego biodra
do góry, przytwierdzając jego kolana do powierzchni stołu.
Spróbował się poruszyć, ale nie był w stanie. Mógł
tylko klęczeć, z wypiętymi pośladkami i związanymi z
tyłu rękami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zaraz, on chyba nie zamierzał...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie poczuł, że Severus napiera na niego od
tyłu. Jedną ręką przycisnął jego głowę
do twardego, zimnego blatu, a drugą szybkim ruchem
ściągnął jego slipy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty rob...? - zaczął Harry, z trudem odwracając
głowę, by zaczerpnąć tchu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Spełniam twoją prośbę, Potter! - syknął
mężczyzna, rozszerzając palcami jego wejście.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zaraz, czy on to chciał zrobić bez...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań! - krzyknął - Uwolnij mnie! Nie możesz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wystarczył jeden gwałtowny ruch i Severus już był w nim.
Powietrze rozdarł krzyk Harry'ego. Miał wrażenie, że
eksploduje z bólu. Bez żadnej maści, bez żadnego
przygotowania... Mistrz Eliksirów naparł na niego, a szorstka szata
przywarła do jego nagich pośladków. Szarpnął się, ale
mężczyzna mocno przyciskał jego głowę i nie
pozwalał na jakikolwiek ruch. Zatrzymał się równie nagle, jak w
niego wtargnął, jakby dawał Harry'emu czas na przyzwyczajenie
się, na otworzenie przed nim.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań ze mną walczyć - wyszeptał groźnie,
wycofując się i ponownie rozdzierając Harry'ego jednym
gwałtownym ruchem - to przestanie boleć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W oczach Harry'ego pojawiły się łzy. Zagryzł zęby,
próbując nie krzyczeć. Severus ponownie się zatrzymał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To wcale nie było przyje...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z jego gardła wydobył się kolejny krzyk, kiedy
mężczyzna wycofał się i wbił ponownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań! - zakwilił. - To boli! Severusie! To bo... - Nagle zorientował
się, że jest niemy. Otwierał usta, ale nie wydobywał
się z nich żaden dźwięk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego oczy rozszerzyły się w zrozumieniu. Zaklęcie
wyciszające! Snape rzucił na niego cholerne zaklęcie
wyciszające, żeby...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna wszedł ponownie. Harry uderzył głową o
twardy blat, skoro nie mógł krzyczeć. Czuł rękę
Severusa w swoich włosach i krople potu spływające po rozgrzanej
skórze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestać? - wydyszał Snape, pochylając się nad nim.
Głowa Harry'ego została oderwana od blatu i szarpnięta w
tył, a przy uchu usłyszał niski, dyszący głos Mistrza
Eliksirów. - Sam tego chciałeś, Potter. Błagałeś o to.
A więc teraz to dostaniesz! - Wycofał się i ponownie wszedł
w niego. Gwałtownie, ostro. Głęboko. Gdyby Harry mógł
krzyczeć, zdarłby sobie gardło. Zamiast tego tylko kręcił
głową, próbując powstrzymać łzy. - Och, wiem, że
boli... Musi boleć! Skoro chciałeś się ze mną
bawić, to teraz pokażę ci, czym taka zabawa może się
skończyć!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Puścił głowę Harry'ego, która natychmiast opadła na
stół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To nie tak miało wyglądać... Nie tak!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ciało Gryfona podrygiwało w rytmie narzuconym przez Severusa.
Był w stanie jedynie kwilić bezgłośnie, kiedy czubek penisa
Snape'a raz po raz uderzał w jego prostatę, coraz szybciej i
szybciej. Odziane w czerń uda uderzały gwałtownie i agresywnie w
nagie pośladki chłopca. A Harry czuł, jakby wszystko, absolutnie
wszystko w nim zamarło, zawisło nad przepaścią
pełną wrzącej lawy, która z każdym pchnięciem
podnosiła swój poziom. Czuł, jak krew w jego żyłach buzuje,
a skóra topi się. Krople potu spływające po jego ciele były
niczym krople rozgrzanego oleju, który parzył i wypalał ślady na
jego skórze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego policzek tarł o twardy blat. Ciało wibrowało z
wysiłku. Ból zaczął odpływać, wypłukany
erupcją rozgrzanej lawy, która stopniowo opanowywała jego ciało.
Pozostała jedynie czysta i rozżarzona niczym żelazny pręt
euforia. Wszystko w nim zdawało się płonąć.
Łącznie z mięśniami wykręconych do tyłu ramion.
Penis Snape'a już dawno utorował sobie drogę i teraz wbijał
się w niego bez żadnych oporów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Wdziera się bez oporów... wszędzie.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
-Echo własnych myśli Harry'ego odbiło się w jego
głowie. Słyszał nad sobą ciężkie sapanie
Severusa. Stolik skrzypiał pod jego ciężarem, biodra
uderzały o biodra z odgłosem przypominającym zadawanie ciosu
owiniętą materiałem pięścią. Słyszał
nawet swój szybki, urywany oddech. Dźwięki mieszały się ze
sobą, tworząc spiralę, po której zbliżał się
finał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Lawa sięgnęła jego lędźwi i zaczęła się
w nich zbierać, niemal go parząc. Severus przyspieszył. Harry
zacisnął zęby. Coś było nie tak. Zbyt gorąco,
zbyt... intensywnie. Nie zdążył nawet się
przygotować...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna znieruchomiał. Harry wstrzymał oddech.
Chłodne palce mocniej wbiły się w jego biodra. Severus
wysunął się i pchnął. Jeszcze raz. I kolejny...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powietrze przeciął z trudem powstrzymywany pomruk ogromnej
satysfakcji. Gorąco rozlewające się we wnętrzu Harry'ego
tylko wzmogło pożar szalejący w jego lędźwiach. Palce
wbiły się tak głęboko w ciało, iż z pewnością
pozostawią ślady. Czuł pulsowanie erekcji Severusa, które niemal
pokrywało się z pulsowaniem jego własnego członka. Był
już na samej granicy, ale coś go blokowało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zadrżał gwałtownie, czując ciepły oddech na skórze
pleców, kiedy Severus pochylił się nad nim, ciężko
oddychając.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"A więc to już koniec..." - przemknęło mu przez głowę.
Poczuł rozczarowanie, kiedy rozgrzany penis Snape'a wysunął
się z niego, pozostawiając po sobie żar i ślady spermy. Ale
cóż, nie zawsze można mieć wszystko... A był już tak
blisko...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Coś się jednak zmieniło. Harry usłyszał nad sobą
cichy pomruk niezadowolenia, a po chwili jakieś przekleństwo, którego
nie zrozumiał. Za bardzo kręciło mu się w głowie.
Kątem oka dostrzegł wsuwające się pod niego ręce
Mistrza Eliksirów. I nagle wszystko zostało zasypane eksplozją
tysiąca iskier, gdy długie palce skubnęły jego sutki. Jego
ciało zareagowało, podrywając się i opadając z
powrotem. Uderzył głową o twardy blat i jęknął
bezgłośnie. To było niczym smagnięcie prądem. Kolejne
skubniecie sprawiło, iż gdyby nie był przywiązany magicznie
do stolika, to z pewnością spadłby na podłogę. Nie,
nie prądem. Batem. Bolesne, intensywne. Pobudzające. Lawa
wezbrała ponownie, a w umyśle Harry'ego otworzyły się drzwi
zrozumienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czyli Severus zauważył, że nie dosz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przycisnął czoło do blatu, kiedy poczuł wsuwający
się w niego palec. Łagodnie skręcił i uderzył
dokładnie w to miejsce, w które miał trafić. Jeszcze raz. I
jeszcze. I... Harry drżał cały. Jego skóra
płonęła. Wszystko w nim pochłonął ogień.
Poczuł, że Severus pochyla się nad jego plecami i...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...i niemal w tym samym momencie świat rozbił się na
tysiące kawałków, kiedy wilgotny, gorący język
dotknął jego skóry i zaczął powoli sunąć
wzdłuż kręgosłupa. Jakby krzesał iskry, które wtapiały
się w jego ciało i zbierały w podbrzuszu, formując coś
tak ogromnego... Usta Harry'ego otworzyły się w bezgłośnym
krzyku. Język Severusa. Na jego skórze. Coraz niżej. Na krzyżu.
Na... Merlinie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Fala runęła, pochłaniając wszystko, co napotkała na
swej drodze, łącznie ze świadomością, zmysłami i
niekończącym się, niemym krzykiem. Zatopiła napięte do
granic możliwości mięśnie, przelała się przez
ciało i wytrysnęła białą pianą wprost na blat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na ten jeden moment wszystko zniknęło, rozpłynęło
się, przestało mieć znaczenie. Istniała tylko
przyjemność tak ogromna i tak potężna, iż z
łatwością mogłaby zatopić góry. Harry miał
już wiele orgazmów, ale żaden nie dorównywał
intensywnością temu. Miał wrażenie, że jeszcze
trochę i zemdleje, rozpłynie się wraz z nim.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero po pewnym czasie udało mu się wynurzyć i
wciągnąć powietrze w obolałe płuca. Napięte
mięśnie zaczęły się roztapiać, ciało
rozluźniało się, dryfując spokojnie na powierzchni.
Wszystko odpływało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał niejasne wrażenie, że Severus wyprostował
się, ponieważ napierający na niego ciężar
zniknął. Usłyszał zaklęcie czyszczące, które
usunęło ślady ze stolika, ale - co najdziwniejsze - nie z jego
pośladków. Oddech powoli wracał mu do normy. Ciało
przestawało dygotać. Kiedy odpłynęła
przyjemność i mięśnie rozluźniły się, Harry
zaczął odczuwać nieprzyjemny ból w wykręconych ramionach, napiętych
udach, wygiętym kręgosłupie i startych kolanach. Z ulgą
myślał o nadchodzącym uwolnieniu z krepujących go,
magicznych więzów. Kątem oka zobaczył, że Snape pochyla
się po coś leżącego na podłodze. Odwrócił
głowę akurat w tym samym momencie, żeby zobaczyć, jak
mężczyzna siada w fotelu, zakłada nogę na nogę i
zagłębia się w lekturze książki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W pierwszej chwili pomyślał, że Severus chce się z nim
podrażnić. Przecież nie może go tutaj zostawić w takim
stanie. Nie może. Prawda?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez kilka chwil patrzył wprost na mężczyznę w nadziei,
że ta farsa za chwilę się skończy, że Snape za moment
opuści książkę, uśmiechnie się drwiąco,
ogłaszając swoje zwycięstwo i go uwolni. Jednak z
każdą mijającą sekundą Harry wpadał w coraz
większą panikę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To przecież niemożliwe! On nie może tak postąpić! Nie
może go tak trzymać! Co za wredny sukinsyn! Podły, dwulicowy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ledwie czuł mięśnie ramion. Uda drżały mu z
wysiłku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Uwolnij mnie!" - wykrzyczał bezgłośnie. Próbował
się poruszyć, ale magiczne więzy były silne. Nic nie
mogłoby ich poluzować. Zaczął się rozpaczliwie
szarpać, uderzając głową o blat, aby zwrócić na siebie
uwagę mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To podziałało. Severus, nie odkładając ani nie
odsuwając książki, oświadczył tylko chłodnym
głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nic nie da, Potter. Jeżeli będziesz się szarpał, tylko
pogorszysz swoją sytuację. I tak się nie uwolnisz, więc
radzę ci się uspokoić i z honorem przyjąć karę.
Przerwałeś mi pracę, kiedy wyraźnie kazałem ci
zająć się czymś zupełnie innym, a więc
uwolnię cię dopiero wtedy, kiedy skończę to, w czym mi
przeszkodziłeś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach ponownie zagłębił się w lekturze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego otworzyły się ze zdumienia. Snape ma zamiar
trzymać go tak dopóki nie skończy... czytać? Przecież to
chore! Wszystko go boli, każdy mięsień drży z
wycieńczenia, w głowie wiruje od nadmiaru emocji, jego nagie,
wypięte pośladki boleśnie pieką, a Severus ma zamiar
siedzieć w fotelu przez Merlin wie ile czasu i CZYTAĆ
KSIĄŻKĘ?! I to z jakiego powodu? Dla jakichś chorych zasad!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gdyby Harry nie był w tak skrajnej rozpaczy, to z pewnością by
się roześmiał. Przez kilka minut próbował się jeszcze
szarpać w nadziei, że może jakimś cudem uda mu się
uwolnić, ale w końcu zrezygnował, zbyt zmęczony i
osłabiony. Przycisnął policzek do chłodnego blatu,
zamknął oczy i zacisnął zęby, próbując
wytrzymać coraz intensywniejszy ból. Miał wrażenie, że
jeszcze trochę i jego ramiona wyrwą się ze stawów. Że
już nigdy więcej nie będzie mógł nic nimi zrobić. W jego
umyśle wirowała zimna wściekłość, którą
ogromny żal formował w niezwykle ostry sopel, gotów, by uderzyć,
kiedy tylko będzie miał na to szansę. Czyli wtedy, kiedy tylko
Severus popełni ten błąd i go uwolni...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł, że jego policzki płoną wewnętrznym ogniem
gniewu. Był upokorzony do granic możliwości. I za co? Za to,
że go pragnął! Że, do diabła, pragnął tego
cholernego drania, który <emphasis>zawsze</emphasis> musiał postawić na swoim! A
niech go szlag!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie miał pojęcia, ile czasu minęło. Wiedział tylko,
że jest już tak obolały, że nie byłby w stanie
wykonać żadnego gestu, jedynie zwijać się na podłodze
i kwilić. Ale nie mógł robić nawet tego, do cholery!
Próbował myśleć o czymkolwiek, byle tylko oszukać
zmysły. Pocierał czołem o blat, albo starał się
przywrócić trochę krążenia w dłoniach poprzez
poruszanie palcami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Miał wrażenie, że minęła godzina, może
dłużej. Z zaciśniętymi oczami próbował
wyobrażać sobie, że leci na miotle i stara się
złapać Znicz. I wtedy usłyszał szelest. Z trudem
powrócił do rzeczywistości i otworzył oczy. Zobaczył,
że Severus odkłada książkę i sięga po
różdżkę. Jego serce zabiło mocniej. Jedno machnięcie i
więzy puściły. Harry opadł na blat. Usłyszał
jęk, który wydobył się z jego własnych ust. A to
oznaczało, że mężczyzna przywrócił mu także
głos. Ale to się teraz nie liczyło. Czuł się jak
bezwładny worek z piaskiem. W jego udach, ramionach i
kręgosłupie biegały gorące iskry, które wybuchały pod
skórą, posyłając bolesne skurcze wzdłuż
mięśni. Nie miał sił nawet na to, żeby
unieść głowę. Leżał tylko i zaciskał
zęby, próbując odzyskać władzę nad ciałem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wstawaj, Potter! - usłyszał chłodny głos nad sobą. -
Twoja kara dobiegła końca.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie mogę... - jęknął, oddychając z trudem.
Leżał bez ruchu kilka minut, próbując zapanować nad
zawrotami głowy i osłabieniem. Był zbyt wycieńczony nawet
na to, żeby wściekać się na mężczyznę. Och,
sopel nadal w nim tkwił, ale Harry nie miał teraz sił, żeby
napiąć cięciwę i go wystrzelić. - Dlaczego... to
zrobiłeś? - zapytał w końcu, usiłując nie
brzmieć na złamanego. - Przecież napisałeś... że
się mną zaj...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gdybyś był mi posłuszny i wykonał moje polecenie, to
zająłbym się tobą, ale cierpliwość nigdy nie
była twoją mocną stroną - przerwał mu Snape. -
Całkowicie mnie zignorowałeś, więc musiałeś
ponieść taką karę, która raz na zawsze oduczy cię
prowokowania mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Było mi po prostu gorąco - odparł Harry, zaciskając
zęby i odwracając głowę, by móc spojrzeć na
stojącego obok Snape'a. - To ty się na mnie rzuciłeś!
Jestem tylko niewinnym Gryfonem, sam tak powiedziałeś. Jak
możesz mnie podejrzewać o takie rzeczy?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna spojrzał na niego tak, jakby nie mógł
uwierzyć w jego bezczelność. Ale w Harrym, wraz z każdym
fragmentem powracającego do ciała czucia, rósł gniew,
zamieniając się powoli w falę, podobną do tej, która
jakiś czas temu zabrała go niemal do raju. Tylko że tym razem
jej celem było jedynie niszczenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie ujdzie mu to na sucho! O nie, nie tym razem! Jak on mógł tak go
potraktować? To było tak podłe, iż nie mieściło
się w żadnych granicach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po wielu trudach udało mu się zsunąć ze stolika, ale nogi
ugięły się pod nim i upadł na podłogę. Spróbował
się podnieść, ale nie potrafił. Udało mu się
tylko oprzeć na rękach i kolanach. Mięśnie paliły go
żywym ogniem. Po chwili usłyszał nad sobą niski głos,
zabarwiony lekko szyderstwem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No proszę, Potter u moich stóp. Będę musiał
zapamiętać ten widok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął zęby, czując jak gniew przejmuje nad nim
kontrolę. Nie, nie da mu tej satysfakcji! Wyprostował się i
podciągnął slipy. Pomagając sobie rękami wstał i
założył plątające mu się w kostkach spodnie.
Oparł się o stolik i obrzucił Severusa wzrokiem tak pełnym
wściekłości i goryczy, iż wydawało się, że
za chwilę coś wokół niego wybuchnie. Gniew dodawał mu
sił. Severus przyglądał mu się bez słowa z kamiennym wyrazem
twarzy, jednak coś w niemal niedostrzegalnym drganiu kącików ust
sprawiało, iż wyglądał tak, jakby świetnie się
bawił. A to był tylko gwóźdź do trumny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że należała ci
się kara, Potter? - zapytał, unosząc lekko jedną brew. W
Harrym aż zawrzało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doskonale wryła mi się w pamięć - burknął. - Z
pewnością już więcej się do ciebie nie
zbliżę! - wyrzucił z siebie. Głos go zawodził.
Był zachrypnięty z gniewu. Długi, ostry sopel drgał na
cięciwie, na samej granicy wystrzelenia. Jedynie siła woli Harry'ego
trzymała go jeszcze na miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, z całą pewnością - powtórzył Snape, ale
głosem tak ociekającym szyderstwem, iż wystarczył on do
tego, aby uruchomić spust. Harry nie potrafił już nad sobą
zapanować. Wszystko zamieniło się w lodowate ostrze furii, które
nie chciało być dłużej więzione.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, należała mi się kara! - wypalił. - I chciałem
wykonać twoje polecenie... ale w tamtym momencie moje pragnienie było
silniejsze! Czy to coś złego? Dla ciebie oczywiście tak! Ty i te
twoje pieprzone zasady! Ja też mam zasady, wiesz? Moją zasadą
jest spontaniczność! Ale w twoim słowniku pewnie w ogóle nie ma
takiego słowa! Zawsze musisz nad wszystkim panować. Jednak powiem ci
coś - nad pragnieniem nie da się zapanować! Może ty to
potrafisz, ale ja jestem przecież tylko zwykłym
"gówniarzem", dla którego uczucia są ważniejsze niż
jakiekolwiek zasady! Jak mogłeś ukarać mnie za to w taki sposób?
Jak mogłeś mnie tak zostawić? To było podłe, nawet jak
na ciebie! - wyrzucił z siebie na jednym oddechu. Był tak zatopiony w
gniewie, iż dopiero kiedy skończył, zorientował się,
że wzrok Severusa płonie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ręka mężczyzny wystrzeliła do przodu i złapała
Harry'ego za ramię. Długie palce zamknęły się na nim
niczym kleszcze. Harry poczuł szarpnięcie i jego twarz znalazła
się niebezpiecznie blisko twarzy Severusa. W ciemnych oczach szalała
nawałnica. Ogień i lód mieszały się ze sobą,
wirowały, zmagały. Mistrz Eliksirów wyglądał jakby
walczył ze sobą, jakby w jego umyśle ścierały się
dwa fronty. Jego zaciśnięta na ramieniu Harry'ego dłoń
drżała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Gryfon ledwie to dostrzegał, zbyt zaślepiony burzą, która
opanowała jego własne zmysły. Wyrwał ramię z
uścisku, po czym odwrócił się gwałtownie i ruszył w
stronę drzwi. Kiedy nacisnął klamkę okazało się, że
są zamknięte. Szarpnął nią kilka razy ze
złością i wtedy usłyszał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Twój szlaban jeszcze się nie zakończył, Potter. - Głos
Severusa był dziwnie poruszony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ach, no tak - prychnął Harry, a następnie odwrócił
się do mężczyzny i ruszył w stronę fotela.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dobrze! Napisze mu to, skoro tak bardzo tego chce!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Minął Severusa, który stał wyprostowany obok fotela, i
podniósł leżące na podłodze pióro, pergamin i atrament.
Usiadł i syknął z bólu. Czuł takie kłucie, jakby
ktoś wbijał mu w tyłek szpilki. Z trudem odkręcił
kałamarz i zaciskając zęby, gdyż mięśnie ramion
boleśnie dały o sobie znać, wziął do ręki pióro i
zaczął pisać:</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Nie będę..."</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ręce trzęsły mu się tak bardzo, iż gdyby sam nie
wiedział, co napisał, to nigdy by tego nie odczytał. Z trudem
utrzymywał pióro. Miał wrażenie, że coś próbuje
rozerwać go na strzępy od środka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Trzask! Pióro złamało się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał, ale niewiele to pomogło. Wszystko było
rozmazane. Ale udało mu się coś zobaczyć. Cień, który
padł na niego i na leżący przed nim pergamin. Wyczuł ruch
za plecami. Severus stanął za nim, a następnie pochylił
się i łagodnie wyjął pióro z jego drżącej
dłoni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zostaw to już - wyszeptał, odkładając je na bok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kark Harry'ego musnął podmuch ciepłego powietrza. Coś
szarpnęło mu się w żołądku. Coś ostrego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Odejdź ode mnie! - krzyknął, odsuwając się
gwałtownie i starając się odepchnąć
mężczyznę. - Nie chcę... - Głos mu się
załamał. Zresztą i tak nie byłby w stanie
dokończyć, ponieważ Snape złapał go za ramiona i
mocnym szarpnięciem przyciągnął z powrotem do tyłu.
Pochylił się do jego ucha. Ciepły oddech ponownie
dotknął odsłoniętej szyi. Wzdłuż pleców Harry'ego
przeszły ciarki. I wtedy usłyszał niski, mroczny głos, w
którym odbijało się dalekie echo silnego wzburzenia:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już nigdy więcej mnie nie prowokuj. Nigdy więcej nie
doprowadzaj mnie do takiego stanu. Ponieważ wtedy mogę zrobić...
- urwał nagle, jak ktoś, kto zdał sobie sprawę, że
powiedział więcej, niż zamierzał. Albo nie potrafił
ubrać w słowa tego, co chciał powiedzieć. W głosie
przez moment zabrzmiała sugestia lodu. Topiącego się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape nie powiedział nic więcej. Zapadła cisza, w której jedynym
dźwiękiem, jaki Harry słyszał, był ciepły oddech
mężczyzny tuż przy swoim uchu. Zamknął oczy. Całe
jego ciało zdawało się wibrować od rozszarpującej go
złości i żalu, ale ten równomierny, spokojny podmuch, który
muskał jego szyję, działał niezwykle kojąco. Po chwili
Severus wyprostował się, a jego łagodzący oddech
zniknął. Gniew ponownie się spiętrzył i kiedy Harry
miał już otworzyć oczy, poczuł delikatny dotyk
chłodnej dłoni na karku - niczym ręki tresera
uspokajającego rozwścieczone zwierzę. Pod jej wpływem
targające nim emocje zaczęły powoli opadać. Z jego piersi
wyrwało się głębokie westchnienie. Palce Severusa
gładziły jego szyję łagodnie, uspokajająco. Bardzo,
bardzo powoli w jego serce zaczął wlewać się spokój. Bestia
wycofywała się. Niezbyt głęboko, ale wystarczająco, by
mógł w końcu głęboko zaczerpnąć powietrza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mimowolnie odchylił głowę do tyłu. Chłodna
dłoń przesunęła się z karku na
odsłoniętą szyję, głaszcząc ją i
pieszcząc. Z gardła Harry'ego wyrwał się przeciągły
pomruk. Czuł ciepło. Było już... dobrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gdyby nie miał zamkniętych oczu, zobaczyłby, że na twarz
Severusa wypływa tajemniczy uśmiech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, to właśnie prawdziwa umiejętność -
doprowadzić bestię do furii, a następnie uspokoić ją
jednym, jedynym dotykiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Potrafią to tylko najlepsi, tylko ci, którzy posiedli wszystkie
tajemnice...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...tresury.</p>

<p><strong>--- rozdział 26 ---</strong></p>

<p><strong>26. The Warning</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Here by my side, an angel</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Here by my side, the devil</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Here by my side, it's heaven</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Here by my side, you are, destruction</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry obudził się w czwartkowy poranek, pierwszą
rzeczą, jaką odczuł, był silny, kłujący ból
otartego wejścia. Zaciskając zęby, powlókł się do
łazienki i wziął szybki prysznic, przeklinając pod nosem
Snape'a i jego "sposoby nauczania". Nie chciał o tym
myśleć, ponieważ nadal był zły. To, że Severus
trochę go wczoraj ułagodził nie oznaczało, że tak
szybko mu wybaczy. A szczególnie, że przez niego Harry, zamiast w weekend
trenować do nadchodzącego meczu, będzie musiał
szorować kible. Nawet McGonagall nie byłaby taką wredną
jędzą i nie zadałaby mu aż tak koszmarnego szlabanu! Kiedy
tylko o tym myślał, wpadał w jeszcze większą
złość. A nie mógł być zły, bo chciał
się wreszcie pogodzić z Ronem i Hermioną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A właściwie to gdzie się podział Ron?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wyszedł z łazienki i rozejrzał się po dormitorium.
Neville szukał czegoś pod swoim łóżkiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hej, Neville. Ron poszedł już na śniadanie?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mhm - wymamrotał chłopak, unosząc się trochę na
łokciach. - Nie widziałeś mojej przypominajki? Nie
pamiętam, gdzie ją zostawiłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przykro mi, nie widziałem - odparł Harry. - Idę na
śniadanie - oświadczył, po czym zabrał ksiązki i
wyszedł na korytarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A więc to tak! Ron nie mógł nawet na niego zaczekać, żeby
poszli razem! Co się z nim działo? Muszą poważnie
porozmawiać! Dość już tego!</p><empty-line /><empty-line /><p>
W połowie drogi do Wielkiej Sali spotkał Lunę. Szukała
czegoś za posągiem starej, bezimiennej czarownicy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cześć - powitał ją, podchodząc bliżej. Dopiero
teraz zauważył, że na nogach miała zupełnie różne
buty, ozdobiony żółtymi kwiatkami kozak i różowy, nabijany -
Harry wybałuszył oczy - chyba gwoździami, trzewik. Krukonka
najwidoczniej zrozumiała na co Harry spogląda, ponieważ
uśmiechnęła się i powiedziała:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, to nic takiego. Po prostu znowu pochowali mi rzeczy i nie mogę ich
znaleźć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chcesz, żebym pomógł ci szukać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, nie chcę zabierać ci czasu. Masz przecież tyle spraw na
głowie. - Uśmiechnęła się do niego słodko i Harry
poczuł nagłe ukłucie żalu, że tak ją
wcześniej wykorzystywał i że przez niego niemal umarła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Może przy okazji następnego wypadu do Hogsmeade wybierzemy się
na piwo kremowe? - zapytał. Nie wiedział, dlaczego to zrobił. Po
prostu nagle poczuł, że powinien się jej w jakiś sposób
odwdzięczyć za pomoc.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Słyszałam, że piwo kremowe robi się z krwi Niuchaczy
Wąsatych i że można się od niego uzależnić.
Podobno stępia też zmysły i kiedy wypije się go za
dużo, to można zachowywać się trochę... no wiesz...
dziwacznie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry patrzył na nią z rozdziawionymi ustami. Czyli z tego
wynikałoby, że Luna pije piwo kremowe przez cały czas... A
może na nią podziała odwrotnie i sprawi, że zacznie
zachowywać się... normalniej?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powstrzymał się jednak od komentarza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czyli nie chcesz iść ze mn... - zaczął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ależ nie - przerwała mu Krukonka. - Chętnie się z
tobą wybiorę. Bardzo chciałabym spróbować tego... -
pochyliła się do niego i wyszeptała konspiracyjnie -
...dziwacznego zachowania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał trudności z zachowaniem kamiennej twarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To... świetnie - wydusił w końcu. - Idę na
śniadanie, bo jest już późno, a muszę coś jeszcze...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Pójdę z tobą. I tak już prawie wszystko przeszukałam.
Moje rzeczy w końcu się znajdą. - Obdarzyła go promiennym
uśmiechem i zaczęła podskakiwać w kierunku Wielkiej Sali.
Jej nabijany gwoździami trzewik pobrzękiwał cicho przy
każdym zetknięciu się z kamienną posadzką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W Wielkiej Sali panował zwykły gwar. Harry zmrużył oczy,
widząc siedzącą przy stole nauczycielskim ciemną
sylwetkę. Kiedy Severus podniósł głowę i spojrzał na
niego, Harry natychmiast odwrócił wzrok i prychnął pod nosem.
Przez jego ciało przepłynęła fala gorąca. Ale sam nie
był pewien, czy to z powodu złości, żalu, czy...
wspomnień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Pokłóciliście się o coś? - zapytała natychmiast
Luna, bacznie obserwując Gryfona i przenosząc wzrok na
siedzącego w drugim końcu sali nauczyciela, który także odwrócił
głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - zaprzeczył szybko Harry. Cholera, Luna czasami była zbyt
spostrzegawcza!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bo wiesz... gdybyś potrzebował pomocy, to zawsze możesz na
mnie liczyć. Mogę pójść do niego i przekazać mu jak
bardzo krwawi twoje zranione serce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - Harry niemal krzyknął. Najgorsze było to, że ona
naprawdę mogłaby to zrobić. - Nie, wszystko w porządku,
naprawdę! Jeżeli będę chciał, to... sam mu to powiem.
Nie martw się. - Postarał się uśmiechnąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Albo można by spróbować nasłać na niego Gryzaki Kaukaskie,
ale to nie będzie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, Luno - przerwał jej Harry. - Nie, naprawdę nie musisz mi
pomagać. Poradzę sobie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna wzruszyła ramionami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W porządku. Ale wiesz, gdzie mnie szukać, gdybyś
potrzebował pomocy. - Pomachała mu na pożegnanie i ruszyła
w kierunku Krukonów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poszedł w stronę swojego stołu. Po drodze
zerknął jeszcze na siedzącego w oddali Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hmm... Czy będzie w stanie kiedykolwiek mu to powiedzieć?
Wątpił. Zresztą, teraz wcale nie miał ochoty z nim
rozmawiać. Chciał go jakoś ukarać, ale jeszcze nie bardzo
wiedział, w jaki sposób. Tym razem nie ujdzie mu na sucho to, co
zrobił! To było wredne, podłe...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął zęby. Nie, później to załatwi. Teraz ma inne
sprawy na głowie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron i Hermiona siedzieli naprzeciwko siebie. Harry podszedł do
znajdującej się po jego stronie stołu dziewczyny i usiadł
obok niej. Nie obyło się oczywiście bez chwilowego skrzywienia,
kiedy jego pośladki zetknęły się z twardą ławką.
Przeklął Snape'a jeszcze raz, żeby poprawić sobie nieco
humor, i dopiero po tym mógł przejść do działania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cześć - spróbował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oboje coś odburknęli, starając się na niego nie
patrzeć. Tak właściwie - jak Harry zauważył - na
siebie też starali się nie patrzeć. A przynajmniej Ron
starał się nie patrzeć ani na Hermionę, ani na Harry'ego. W
takim wypadku mógł wpatrywać się jedynie w swoje kiełbaski.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przysunął do siebie talerz i również
nałożył kilka kiełbasek. Wiszące w powietrzu wrogie
napięcie sprawiało, że zjeżyły mu się włoski
na ramionach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możesz podać mi keczup? - zwrócił się do Hermiony.
Dziewczyna automatycznie wyciągnęła rękę i
podsunęła mu butelkę pod nos, ani razu na niego nie
spoglądając.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No jeżeli ona ma się tak zachowywać przez cały czas, to nie
ma sensu w ogóle próbować czegokolwiek!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skoro jestem dla ciebie taki obrzydliwy, że nie możesz nawet na
mnie spojrzeć, to już sobie idę! - wybuchnął,
zrywając się ze swojego miejsca. - Nie spodziewałem się
czegoś takiego po tobie, Hermiono.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, że dziewczyna gwałtownie poczerwieniała. Chyba
trafił w czuły punkt.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odwrócił się, żeby odejść, ale w tej samej chwili
poczuł jej uścisk na ramieniu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, Harry - powiedziała cicho, podnosząc wzrok i
spoglądając na niego z mieszaniną zawstydzenia i
zakłopotania. - Po prostu... - Przez chwilę wyglądała tak,
jakby szukała odpowiednich słów. - Nie spodziewałam się,
że ty...</p><empty-line /><empty-line /><p>
"...masz penisa." - dokończył za nią w myślach
Harry i niemal parsknął, przypominając sobie słowa
Severusa. Snape miał rację.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon usiadł ponownie. Hermiona puściła jego ramię i
wbiła wzrok w stół. Nigdy nie widział jej tak zażenowanej.
Zerknął na Rona, który przyglądał się im obojgu,
marszcząc brwi, jak gdyby spodziewał się, że jeżeli
tylko odwróci wzrok, to rzucą się na siebie i zaczną
migdalić na stole.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry westchnął głęboko. To będzie trudne...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Musimy coś sobie wyjaśnić, Hermiono - zwrócił się do
przyjaciółki. - Nie robiłem tego, o co mnie zapewne podejrzewasz.
Jestem chłopakiem, a chłopcy już tak mają, że
czasami... dopada ich to. O każdej porze dnia. I nic na to nie możemy
poradzić. Nie powinnaś mnie za to winić ani się na mnie
obrażać, ponieważ nie mam na to wpływu! Ron - spojrzał
na siedzącego naprzeciw przyjaciela - nie wiem, w jaki sposób
przyszło ci do głowy, że ja i Hermiona mamy romans. - Po tych
słowach Gryfonka poderwała gwałtownie głowę i
spojrzała z zaskoczeniem na rudzielca. - Ale chcę cię
zapewnić, że to kompletna bzdura. Hermiona zauważyła na
lekcji pewną moją... niedyspozycję i od tego czasu
zaczęła unikać mnie jak ognia, a ty od razu
założyłeś, że ukrywamy przed tobą nasz
związek. - Ron zaczął coś mamrotać pod nosem na swoje
usprawiedliwienie. - Chce cię jednak zapewnić, że ani ja, ani
Hermiona...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- RONALDZIE WEASLEY! - Głośny krzyk Hermiony przebił się
nawet przez panujący w Wielkiej Sali gwar. - JAK MOGŁEŚ POMYSLEĆ,
ŻE JA I HARRY MAMY ROMANS?! - Zerwała się z miejsca i wbiła
w Rona rozwścieczone spojrzenie. Ludzie przestali jeść i
rozmawiać i patrzyli na nich w pełnej oszołomienia ciszy. - To
nieprawdopodobne! To... to... najgłupsza rzecz, jaka kiedykolwiek wpadła
ci do głowy, a naprawdę miała ogromną konkurencję! - Z
wyciągniętym w stronę rudzielca palcem i rozwianymi włosami
wyglądała niczym zwiastun burzy. Harry rozejrzał się
wokół i jęknął. Patrzyli na nich wszyscy. Nawet
nauczyciele.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, to nie tak, Hermiono! - Ron próbował się bronić, ale od
początku był na przegranej pozycji. Jego uszy niemal
świeciły na czerwono. - Po prostu... tak się ostatnio dziwnie
zachowywaliście, więc pomyślałem...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- POMYŚLAŁEŚ?? - ryknęła Gryfonka. - Dlaczego nie
myślisz wtedy, kiedy potrzeba, tylko wyciągasz jakieś durne
wnioski na podstawie głupich przesłanek? Jakbyś w ogóle nas nie
znał! Jakbyś nie wiedział, że ja... - urwała nagle,
czerwieniąc się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestańcie. - Harry, korzystając z chwili przerwy, postanowił
załagodzić sytuację. - Nie chciałem, żebyście
się przeze mnie pokłócili. Po prostu wszyscy zrozumieliśmy
się trochę opacznie. Nie ma sensu już tego roztrząsać.
Najlepiej będzie, jeżeli zapomnimy o całej sprawie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona wbijała w Rona spojrzenie rozwścieczonej kotki.
Zachowywała się tak, jakby poza nimi nie było tu nikogo, jakby w
ogóle zapomniała gdzie się znajduje. Do uszu Harry'ego
zaczęły już docierać pierwsze chichoty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Siadaj, Hermiono - powiedział łagodnie do przyjaciółki. -
Ronowi jest przykro, że tak pomyślał. Prawda, Ron?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rudzielec pokiwał głową i wbił wzrok w swoje zapomniane i
opuszczone kiełbaski.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Śmiechy zaczęły się wzmagać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamknął oczy i westchnął. Czy zawsze to
właśnie on musi brać udział w takich przedstawieniach?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona otrząsnęła się i rozejrzała po sali. Na jej
policzki błyskawicznie wypłynął ogromny rumieniec.
Usiadła gwałtownie na ławce i starała się ukryć
twarz pod burzą kasztanowych włosów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron nie podniósł głowy nawet na chwilę. Jego uszy
wyglądały tak, jakby miały zacząć parować. Harry
patrzył na nich oboje, zastanawiając się, co teraz zrobić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chyba po raz pierwszy straciłaś nad sobą panowanie, Hermiono -
powiedział, szczerząc się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taa… - mruknął nieśmiało Ron, zerkając na
dziewczynę. - Dobrze, że nie zaczęłaś rzucać we
mnie kiełbaskami...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona spojrzała na niego, a kąciki jej ust drgnęły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nic by to nie dało. I tak byś je wyłapał i zjadł...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedzieli, kto pierwszy wybuchnął śmiechem. Po chwili jednak
cała trójka chichotała w najlepsze, a ich śmiech mieszał się
z powracającym z wolna gwarem Wielkiej Sali.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry postanowił na razie ignorować Snape'a. Było to trudne,
ponieważ w piątek miał z nim lekcję. Starał się
jednak zachowywać tak, jakby nic się nie stało. Nie będzie
obrażał się na niego jak jakiś nastolatek "z
krwawiącym sercem"! Nie da mu tej satysfakcji! A poza tym, gdyby
Snape zauważył, że Harry się dąsa, natychmiast
kazałby mu przyjść, żeby mógł "wybić mu to
dąsanie z głowy"! A Harry nie chciał widzieć się
ze Snape'em. Był naprawdę zły i czuł do niego ogromny
żal za to, co mu zrobił! To nie było w porządku i Harry nie
zapomni tak łatwo upokorzenia, które mu zafundował!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na lekcji robił swoje. Zniósł jakoś docinki, którymi
mężczyzna obrzucał Gryfonów, starał się nie
zwracać uwagi na długie spojrzenia, które rzucał mu Mistrz
Eliksirów, jakby poddając Harry'ego ocenie i próbując przejrzeć
jego myśli. Harry nadal pisał mu "Dobranoc, Severusie",
tak, jak każdej nocy, od kiedy dostał od niego zielony kamień.
Ale cały czas czekał na okazję do rewanżu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nadeszła sobota. Harry wiedział, że czeka go dzisiaj czyszczenie
łazienek, dlatego zerwał się wcześnie rano, aby przed
całym zmarnowanym popołudniem zdążyć jeszcze
chociaż na jeden trening Quidditcha. Miał poważne problemy z
siedzeniem na miotle, ale po jakimś czasie i wielkim wysiłku
udało mu się w końcu złapać znicz. Nie wiedział
dlaczego, ale kiedy tylko jego palce zacisnęły się wokół
złotej kulki, miał ochotę ją zgnieść.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po treningu wziął prysznic i poszedł na obiad. Snape nie
przyszedł na posiłek, za co Harry poczuł niezmierną
wdzięczność. Był już zmęczony, a czekało go
jeszcze borykanie się z zapuszczonymi, śmierdzącymi ubikacjami.
To nie był najlepszy moment, aby ten, kto skazał go na tak
"przyjemne" popołudnie, pokazywał mu się na oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron i Hermiona patrzyli na niego ze współczuciem, kiedy wychodził z
Wielkiej Sali, a Ginny uśmiechnęła się do niego promiennie.
Przeklinając pod nosem, poczłapał w kierunku schowka ze
środkami czyszczącymi.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wyprostował zbolałe plecy i westchnął
przeciągle. Już czuł się wykończony, a to dopiero
początek. Właśnie wyszorował trzecią
łazienkę. To była ciężka, fizyczna praca,
ponieważ nie mógł używać czarów. Nie dlatego, że
ktoś go pilnował, bo cały czas był sam, ale ponieważ
szorowanie czegokolwiek w szkole miało być prawdziwą karą.
Filch był zbyt zajęty, by pilnować każdego ucznia skazanego
na szlaban, dlatego narzędzia zostały zaczarowane przez nauczycieli w
taki sposób, by uruchamiały alarm, gdy ktoś spróbuje użyć w
ich pobliżu magii. A tylko przy ich pomocy można było odbyć
swoją karę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Łazienki były okropnie zapuszczone. Kafelki brudne, krany
zaśniedziałe, a o toaletach lepiej nie wspominać. Kilka razy
zdarzyło się Harry’emu cisnąć ścierką w lustro
albo w ścianę z wrzaskiem bezsilnej wściekłości na
Snape'a. Sam nie wiedział, która kara była gorsza - czyszczenie
łazienek czy klęczenie przez godzinę ze związanymi
rękoma i wypiętym tyłkiem. Wiedział tylko, że ten
paskudny drań zawsze potrafił znaleźć sposób, żeby
zamienić jego życie w piekło. Starał się nie myśleć
o tym, że bardzo często zamieniał je także w niebo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Teraz jest na niego zły i nic tego nie zmieni! Nie wybaczy mu tak
łatwo! Nie tym razem!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zabrał wiadra, szczotki i ścierki i ruszył w poszukiwaniu
kolejnej łazienki. Wszystko go bolało. Miał już serdecznie
dosyć, ale prędzej zemdleje z wyczerpania, niż poprosi Snape'a o
cofnięcie szlabanu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry! - W pustym korytarzu odbił się echem dziewczęcy
głos. Harry odwrócił się i zobaczył machającą do
niego Ginny. Podbiegła do niego i uśmiechnęła się szeroko.
- Wszędzie cię szukałam. Ron powiedział mi, że
dostałeś szlaban od Snape'a. Paskudna sprawa. - Spojrzała na
trzymane przez Harry'ego przedmioty. - Słuchaj, nie
podziękowałam ci jeszcze za to, co dla mnie zrobiłeś.
Chciałabym ci się jakoś odwdzięczyć. Dlatego
pomyślałam, że może przydałaby ci się pomoc. -
Uśmiechnęła się łagodnie, biorąc od Harry'ego
szczotkę, zanim w ogóle zdążył zaprotestować. - Razem
będzie raźniej, no i szybciej skończysz. Szczególnie, że
chyba czeka cię właśnie <emphasis>ta</emphasis> łazienka dla dziewcząt.
- Wskazała na drzwi nieopodal. - A nawet sobie nie wyobrażasz, jaka
jest zapuszczona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ee... - zdołał w końcu wydukać Harry. - To bardzo
miło z twojej strony...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Może nawet zdążymy przed kolacją - roześmiała
się Ginny i ruszyła w stronę wskazanego pomieszczenia. Harry
poczłapał za nią, wdzięczny za jej chęci, a
jednocześnie czując dziwny niepokój, którego nie potrafił
uzasadnić.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...więc poprosiłam o pomoc Freda i George'a, którzy przysłali
mi swój najnowszy wyrób i podrzuciłam go Ronowi podczas kolacji.
Żałuj, że tego nie widziałeś, Harry - chichotała
Ginny, wycierając zabrudzone lustro. - Wyobraź sobie jego minę,
kiedy z gulaszu zaczęły wychodzić małe pająki i rzucać
się na niego. Myślałam, że zedrze sobie gardło od
wrzasku. Szkoda, że cię przy tym nie było. Nareszcie dostał
za swoje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, Harry doskonale potrafił wyobrazić sobie minę Rona i
śmiał się tak bardzo, że z trudem łapał oddech.
Czyszczenie łazienek z Ginny było przyjemnością. Wszystko
wydało mu się o wiele lżejsze i prostsze. Nawet się nie
zorientowali, a już kończyli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestaniecie wreszcie?! - Wysoki, dziewczęcy krzyk przetoczył
się echem po pomieszczeniu, sprawiając, że przeszły ich
ciarki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ups. - Ginny zakryła usta dłonią, tłumiąc chichot. -
Chyba ją w końcu obudziliśmy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z toalety w samym końcu łazienki wyfrunęła blada,
przezroczysta zjawa i zawisła nad ich głowami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie można nawet popłakać sobie w spokoju i samotności bez
bandy hałasujących, wrzeszczących i zakłócających
kontemplację durniów! - wrzasnęła Marta, zaciskając
pięści i naprężając się niczym kotka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry ukrył uśmiech i starał się nadać swojemu
głosowi przepraszający ton:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie chcieliśmy cię obudzić, Marto. Zaraz sobie pójdziemy i
będziesz dalej mogła... kontemplować... - usłyszał,
że stojąca obok Ginny stłumiła parsknięcie. - ...to,
co do tej pory kontemplowałaś. - Uśmiechnął się
uspokajająco. Twarz Marty złagodniała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, to ty, Harry. Nie poznałam cię. - Jej oblicze
"ożywił" delikatny, zawstydzony grymas.
Podfrunęła bliżej i zaczęła oplatać włosy
wokół palców. - Cieszę się, że mnie odwiedziłeś,
ale dlaczego zajęło ci to tyle czasu?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, byłem... zajęty - odparł wymijająco, zerkając
na Ginny, która przez cały czas tłumiła śmiech,
przyciskając dłoń do ust.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ach tak? - Oczy Marty rozbłysnęły gniewnie. - Racja, kto by
się przejmował biedną, płaczącą Martą? Kogo
obchodzi moje krwawiące serce?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale ty nie masz serca, Marto - zauważył Harry, zanim ugryzł
się w język.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A więc to oznacza, że można mnie ranić? Że
można traktować mnie jak zero, bo nie mam serca i nic nie
poczuję?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wywrócił oczami. Duch uspokoił się i spojrzał na
niego pełnymi łez oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślałam, że ty mnie rozumiesz, Harry, że jesteś
moim przyjacielem... - Przysunęła się jeszcze bliżej,
patrząc na niego spod rzęs. - Że coś dla ciebie
znaczę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zerknął na Ginny, błagając ją
bezgłośnie o pomoc.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przykro mi, Marto. - Ginny stanęła pomiędzy nią a Harrym
i zarzuciła mu ręce na szyję. - Ale Harry <emphasis>należy</emphasis> do
mnie. Jest moim chłopakiem i nie pozwolę ci się do niego
przystawiać. Znajdź sobie nowy obiekt westchnień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Marta otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Harry'ego ze zdumieniem,
które szybko przerodziło się w rozpacz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak mogłeś? - zajęczała. - A ja tak długo na ciebie
czekałam. Tylko na ciebie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Poczekasz na kogoś innego - oświadczyła Ginny,
całując Harry'ego w policzek i patrząc wyzywająco na
zjawę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Marta wybuchnęła płaczem i lamentując przeraźliwie
zanurkowała w toalecie, z której jeszcze przez jakiś czas
dochodziły odgłosy szlochania.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dzięki - wymamrotał Harry, czując się nagle nieco
niezręcznie z oplecionymi wokół siebie ramionami Ginny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie ma za co - odparła Gryfonka, puszczając go i
uśmiechając się szeroko. - Może w końcu zostawi
cię w spokoju i poszuka sobie kogoś innego, żeby go
zamęczać. Ale lepiej skończmy tutaj szybko, na wypadek, gdyby
wróciła. - Puściła mu oczko i zabrała się za
przecieranie kranów. Harry dołączył do niej i w niedługim
czasie łazienka lśniła czystością.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zmęczeni, ale zadowoleni z siebie, przeszli do następnej,
rozmawiając, śmiejąc się i pobrzękując wiadrami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Byli tak zaaferowani pracą i swoim towarzystwem, iż nawet nie
zorientowali się, że ominęła ich kolacja.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...przysięgam, że jeżeli Ron jeszcze raz spróbuje mnie
śledzić... - mówiła Ginny, czyszcząc szczotką kafelki
na ścianach - ...to osobiście wrzucę mu... Co się
stało, Harry? - urwała nagle, widząc, że chłopak stoi
bezczynnie, trzymając rękę w kieszeni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- N-nic - wymamrotał Harry, zaciskając dłoń na rozgrzanym
kamieniu. - Muszę tylko... iść do toalety.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszedł do najbliższej kabiny i wyjął z kieszeni zielony,
połyskujący klejnot. Przybliżył go do oczu i odczytał
wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Za dziesięć minut w moim gabinecie, Potter.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry gapił się przez chwilę na kamień, czując, jak
frustracja, która tak go ostatnio męczyła, zamienia się w
słodką żądzę odwetu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ha! Jeszcze czego! Po tym wszystkim co mu zrobił i do czego go
zmusił, myśli, że Harry tak po prostu do niego pójdzie, bo mu <emphasis>rozkazał</emphasis>?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie ma mowy!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął klejnot w dłoni i wysłał wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Przykro mi, ale nie mogę przyjść, ponieważ
właśnie odrabiam szlaban, który mi przydzieliłeś. A że
czyszczenie łazienek to bardzo długa i żmudna praca,
podejrzewam, że zajmie mi ona kilka najbliższych dni, a może
nawet jeszcze dłużej.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się, zadowolony z siebie. Odczuwał
ogromną satysfakcję, która rozgrzewała go i sprawiała,
że miał ochotę się roześmiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ma za swoje!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odczekał jeszcze chwilę, spodziewając się odpowiedzi, ale
żadna nie nadeszła, więc schował klejnot do kieszeni,
wyszedł z kabiny i wrócił do sprzątania.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><empty-line /><p>
Marta wysunęła głowę znad muszli i rozejrzała się
po łazience.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poszli sobie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyfrunęła z toalety i opadła na parapet, spoglądając w
granatowe niebo, na którym pojawiały się już pierwsze gwiazdy.
Czuła się taka samotna. Harry okazał się tylko kolejnym
palantem. Nigdy mu na niej nie zależało. Jak mogła
myśleć, że jest inaczej? Jak mogła spodziewać
się, że pokocha kogoś takiego jak ona?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła zawodzić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Już zawsze będzie miała te paskudne warkocze i te okropne
okulary. I już zawsze będzie Jęczącą Martą i nikt
jej nigdy nie pokocha...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zaszlochała rozdzierająco, a w tym samym momencie w łazience
rozległ się trzask drzwi i odgłos kroków.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wrócili. Żeby ją dalej męczyć, żeby znowu się z
niej wyśmiewać!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wynoście się stąd! - wrzasnęła w kierunku ciemnej
postaci, która przystanęła na środku pomieszczenia i
obrzuciła je spojrzeniem. - Mam was dosyć! Nie mam nawet chwili
samotności, żeby móc cierpieć w spokoju!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Postać wydała ciche prychnięcie, a następnie odwróciła
się, żeby wyjść.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, też się ze mnie naśmiewaj! Proszę bardzo! Śmiej
się do woli! Tak jak Harry i ta ruda małpa, która mi go zabrała!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Postać w czerni odwróciła się gwałtownie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter był tutaj z kimś? - Głos był ostry, nieprzyjemny.
Niemal lodowaty. Ale Marta tego nie zauważyła. Wiedziała
jedynie, że stał przed nią ktoś, kto najwyraźniej
zainteresował się jej problemami. Ktoś, komu mogła się
wyżalić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przez cały dzień mi przeszkadzali. I ciągle się
śmiali. Jakby było z czego! - zajęczała, oblewając
się łzami. - A ja chciałam tylko być sama ze swoim bólem.
Ale nie pozwolili mi na to. Bo po co? Kto by się mną przejmował?
A kiedy okazało się, że to Harry... Miał mnie
odwiedzać. Przez jedną krótką chwilę pomyślałam,
że mu na mnie zależy... ale NIE! - wrzasnęła tak, iż
lustra zagrzechotały w ramach. - On wolał tą rudowłosą
zdzirę! Wybrał ją, a nie mnie! - Rozszlochała się i
potrzebowała chwili, żeby się uspokoić. - Co on w niej
widzi? To wredna jędza! Zabroniła mi się do niego
zbliżać! Powiedziała, że należy do niej! Że jest
jego <emphasis>dziewczyną</emphasis>. - Niemal wypluła to słowo. -
Przytulała go i całowała na moich biednych, zrozpaczonych oczach
i w ogóle nie obchodziło jej, że rozerwała moje nieszczęsne
serce na kawałki. Odebrała mi go! Nikt nie interesuje się moimi
uczuciami. Absolutnie nikt! Gdybym nie była już martwa, to z
pewnością dawno popełniłabym samobójstwo! Ale pewnie i tak
nikogo by to nie obeszło... Kto by się przejmował biedną
Jęczącą Martą? - zakończyła, pochlipując
cicho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy rozejrzała się po pomieszczeniu, okazało się puste.
Jedynie drzwi chwiały się w zawiasach, jakby ktoś
trzasnął nimi z taką siłą, iż niemal je
wyrwał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dziwne... Była pewna, że ktoś tu przed chwilą był.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, niedobrze... Nie dość, że jest martwa i nikt się
nią nie interesuje, to na dodatek zaczyna mieszać jej się w
głowie. Och, co za nieszczęście, że nie może się
zabić... Uwolniłaby się od tego bezdusznego świata raz na
zawsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ukryła twarz w dłoniach i ponownie zaczęła zawodzić.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ile nam jeszcze zostało? - zapytała Ginny, przeciągając
się i rozprostowując kręgosłup. Harry wytarł pot z
czoła. Był brudny i śmierdział pleśnią,
środkami dezynfekującymi i potem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeszcze dwie łazienki na trzecim piętrze. Acha, i jedna obok
Wielkiej Sali.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ginny jęknęła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie damy rady dzisiaj. Będziemy musieli dokończyć jutro. I tak
chyba przegapiliśmy kolację.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wrzucił szczotkę do wiadra i westchnął
ciężko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję ci za pomoc. Bez ciebie nadal tkwiłbym w
łazience z Jęczącą Martą, przystawiającą
się do mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ginny zachichotała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wiem kto jest gorszy: Jęcząca Marta czy Krwawy Baron?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wybałuszył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Krwawy Baron? Czy on...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfonka zaczęła się śmiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, składał mi niezwykle ciekawe, dwuznaczne propozycje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry spróbował wyobrazić sobie Ginny z Krwawym Baronem, jego
umysł gwałtownie zaprotestował. To było tak absurdalne,
że nie mógł zrobić nic innego, tylko parsknąć
śmiechem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale cieszę się, że to nie... - Chichot zamarł na jej
ustach, kiedy drzwi do łazienki otworzyły się z
głośnym hukiem. Przestraszony Harry podskoczył i obejrzał
się. Wstrzymał oddech, a jego uśmiech zamienił się w
wyraz zgrozy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W drzwiach stał Snape. A wyraz jego twarzy sugerował, że Harry
wpadł w naprawdę poważne tarapaty. W pomieszczeniu zrobiło
się nagle niezwykle chłodno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Weasley - warknął w stronę przestraszonej Ginny głosem
ostrym niczym stalowe ostrze. - Nie przypominam sobie, abym przydzielał ci
szlaban z Potterem. Wynoś się natychmiast, albo dostaniesz szlabany
do końca roku, jeżeli tak bardzo lubisz je odrabiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ginny, blada jak ściana, kiwnęła głową i wybiegła
z łazienki, rzuciwszy jeszcze Harry'emu przepraszające i pełne
współczucia spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, Harry wiedział, że teraz będzie bardzo potrzebował
współczucia...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy drzwi zamknęły się za nią, otworzył usta,
żeby się wytłumaczyć, ale nie zdążył tego
zrobić. Snape był już przy nim. Gryfon poczuł
szarpnięcie, a chwilę później uderzył plecami o
ścianę z taką siłą, iż na kilka chwil
stracił dech w piersiach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twarz Severusa płonęła czystą, ostrą niczym klinga
miecza furią, kiedy przybliżył ją do twarzy Harry'ego i
syknął głosem ociekającym jadem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Od kiedy to Weasley jest twoją <emphasis>dziewczyną</emphasis>, Potter?!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - Harry zamrugał, nie rozumiejąc.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię! Od kiedy "należysz
tylko do niej"? Od kiedy pozwalasz jej się całować? -
Głos Severusa smagał go, a ręce wciskały boleśnie w
ścianę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nie tak - jęknął, kiedy spłynęło na niego
zrozumienie. - Aua! - krzyknął, gdy mężczyzna
szarpnął nim i ponownie przycisnął do ściany,
sprawiając, że Harry uderzył łokciem i głową o
twarde kafelki. Kiedy próbował otrząsnąć się z
oszołomienia, przed jego oczami zatańczyły purpurowe plamy. -
Przestań! To była tylko gra! Marta się do mnie przylepiła i
chcieliśmy, żeby... Przestań! - krzyknął ponownie,
kiedy palce mężczyzny wbiły się boleśnie w jego
ramię, zaciskając się na nim niczym imadło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyglądał, jakby zupełnie nad sobą nie panował,
jakby był na samej granicy eksplozji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To boli! - wrzasnął Harry, ale lodowate, ciemne oczy tylko
zwęziły się w odpowiedzi. - Ona mnie nie interesuje! Sama
zaproponowała pomoc! - krzyczał, pojękując i
zaciskając zęby.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A ty musiałeś się zgodzić! - Głos przeciął
powietrze, a palce wbiły się głębiej w ramię
Harry'ego. - Opowiedz, jak dobrze się z nią bawiłeś!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciała mi pomóc, a ja byłem już zmęczony -
sapnął Harry, kiedy kolejne szarpnięcie uderzyło nim o
ścianę z taką siłą, iż miał wrażenie,
że jego narządy wewnętrzne się przemieściły. -
Tylko sprzątaliśmy. Odegraliśmy przedstawienie przed Martą,
żeby zostawiła mnie w spokoju. - Zdołał skupić wzrok
na pociemniałym, płonącym wściekłością
spojrzeniu Severusa, które zdawało się rozszarpywać go na
kawałki, tak jak niewiele dzieliło od tego ręce
mężczyzny, zaciskające się na jego ciele niczym szpony. -
Jestem tylko twój, Severusie - jęknął, czując zawroty
głowy. - Zawsze będę tylko twój. Nikt inny mnie nie interesuje.
Przysięgam. Należę tylko do ciebie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
To chyba podziałało, ponieważ palce rozluźniły nieco
uścisk, a płonący w mrocznych oczach ogień przygasł
odrobinę. Harry zorientował się, że drży. A w
lędźwiach czuł nieopisany żar, którego wcześniej w
nich nie było.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Daję ci ostatnie ostrzeżenie, Potter. Jeżeli <emphasis>jeszcze raz</emphasis>
zbliżysz się do Weasley... jeżeli <emphasis>jeszcze raz</emphasis> pozwolisz
jej się dotknąć, to zadam ci taki ból, którego <emphasis>nigdy</emphasis> nie
zapomnisz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Członek Harry'ego drgnął gwałtownie. Nie wiedział, od
jak dawna jest twardy, ale czuł, że każde słowo Snape'a
wywoływało w nim małą eksplozję, która pustoszyła
jego ciało i posyłała samoopanowanie do diabła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rzucił się do przodu, odgarnął dłonią czarne
włosy i przyssał się do miękkiego ucha Severusa.
Usłyszał cichy pomruk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, doskonale wiedział, że to jego wrażliwy punkt...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oderwał plecy od ściany i naparł na odziane w czerń
ciało, pojękując, kiedy jego twardy członek otarł
się o udo mężczyzny. Czuł bolesne pulsowanie w miejscach, w
których ściskały go dłonie Snape'a, ale to tylko sprawiało,
że płonął jeszcze bardziej. Jednak Mistrzowi Eliksirów
szybko udało się zapanować nad sytuacją. Harry
zajęczał z rozczarowania, kiedy ściskające go ręce
odsunęły go od siebie. Jednak niemal w tym samym momencie
zachrypnięty szept, który usłyszał przy swoim uchu,
rozpalił w nim nowy płomień:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie tutaj. Przebierz się i przyjdź do moich komnat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus odsunął się od niego i wygładził szaty,
starając się ukryć swoją oczywistą erekcję. Harry
drżał i niemal osunął się po ścianie, kiedy
przyciskające go do niej ręce zniknęły. Snape nie
patrzył na niego. Jakby jedno spojrzenie więcej mogło
rozbić w pył jego samokontrolę. Odwrócił się i
wyszedł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry stał przez chwilę, zbyt oszołomiony, aby się
poruszyć. Nogi uginały się pod nim, a przez żyły
płynęła lawa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie może tak tutaj stać! Musi iść do Snape'a!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zmusił się, żeby ruszyć przed siebie. Odepchnął
się od ściany, potknął o stojące mu na drodze wiadro i
pobiegł do wieży Gryffindoru. Zatrzymał się przed portretem
Grubej Damy, odetchnął kilka razy, aby uspokoić rozszalałe
serce i złapać oddech, który zgubił gdzieś po drodze, a
następnie wszedł do wypełnionego uczniami Pokoju Wspólnego i
ignorując zaczepki i pytania, wpadł do dormitorium, złapał
kilka ubrań i pobiegł do łazienki. Wziął szybki
prysznic, przebrał się (ręce drżały mu tak bardzo,
że miał problemy z zapięciem koszuli), zarzucił na siebie
pelerynę niewidkę i wymknął się z sypialni.
Lawirując pomiędzy uczniami udało mu się dotrzeć do
wyjścia, gdzie niemal wpadł na wchodzących właśnie
Rona i Hermionę w towarzystwie Ginny, która opowiadała im o
zajściu w łazience. Harry wyminął ich, nie myśląc
na razie o tym, że będzie musiał wymyślić dla nich
jakąś bajeczkę, i zbiegł po schodach do lochów. Kilka razy
cudem uniknął zderzenia z kręcącymi się po zamku
uczniami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy dotarł pod drzwi gabinetu Snape'a, był już ognistą
kulą pragnienia. Niemal zaczął obgryzać paznokcie ze
zdenerwowania, gdy czekał, aż podążający korytarzem
Ślizgoni znikną za rogiem. Wszedł do gabinetu, czując
pulsowanie w skroniach i gwałtownie bijące serce. Zdjął z
siebie pelerynę i podszedł do drzwi prowadzących do prywatnych
komnat Severusa. Kiedy ich dotknął, otworzyły się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wstrzymał oddech i wszedł do środka, a wtedy usłyszał
szelest peleryny za swoimi plecami. Snape zamknął za nim drzwi i
niemal w tym samym momencie Harry poczuł na sobie silne, drżące
dłonie, które popchnęły go na drewniana powierzchnię i
rozerwały jego koszulę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko stało się tak nagle. Usta Severusa, wpijające się
w jego szyję. Niecierpliwe ręce, zrywające z niego ubranie.
Szarpnięcie, kiedy został podniesiony i przyciśnięty do
twardej powierzchni. Nie zdążył nawet zaczerpnąć tchu,
kiedy jego pozbawione butów, spodni i slipów nogi zostały uniesione w
górę, a Severus już w niego wchodził, podtrzymując go w
górze, tak, jakby Harry ważył mniej niż piórko. Gorący,
twardy jak skała penis, pokryty czymś śliskim i wilgotnym
wtargnął w niego gwałtownie, ostro, niecierpliwie. Harry chciał
krzyknąć, ale z jego ust wydobył się tylko ochrypły
jęk. Czuł siłę Severusa, jego pragnienie, brutalne
pożądanie, dzikie i nieokiełznane, które wsuwało się w
niego boleśnie, rozpychając jego nieprzygotowane wejście. Zbyt
szybko, zbyt natarczywie. A on potrafił jedynie kwilić i
zagryzać wargi niemal do krwi. Pragnąc jeszcze więcej, jeszcze
gwałtowniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna naparł na niego mocno i wcisnął go w drzwi,
a Harry owinął nogi wokół bioder Snape'a i stłumił
krzyk, zaciskając zęby na jego szorstkiej szacie. Słyszał
ciężki oddech mężczyzny, owiewający ciepłymi
podmuchami jego nagie ramię, ponieważ wisząca w strzępach
koszula już dawno zsunęła mu się do łokci. Owinął
ręce wokół szyi Severusa i wcisnął twarz w jego obojczyk,
próbując stłumić krzyki i jęki, które niepowstrzymanie
wyrywały mu się z ust. Czuł uderzenia rozgrzanych jąder
Snape'a o swoje pośladki, kiedy mężczyzna wchodził w niego
z szaleńczą szybkością i agresywną siłą, jakby
chciał przebić go na wylot, rozerwać, naznaczyć jako
swą własność już po wsze czasy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... - zdołał wyszeptać głosem zachrypniętym
od krzyku. - Jestem... tylko twój.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, że mężczyzna wciska twarz w jego obojczyk.
Zgniatające mu pośladki palce wbiły się w ciało z
siłą i gwałtownością szponów, jakby one także
pragnęły go rozedrzeć. I Severus doszedł, jęcząc
ochryple w jego skórę, zaciskając zęby na ramieniu i
drżąc spazmatycznie. W momencie, kiedy Harry poczuł
rozlewające się w nim, wyrzucone z pulsującej, rozgrzanej
erekcji gorąco, jego umysł i ciało pofrunęło pod sufit.
Oślepiająca eksplozja własnego orgazmu spustoszyła
zmysły i wstrząsnęła nim z siłą gromu, który
przetoczył się przez jego ciało, spalając wszystko, co
napotkał na swojej drodze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego krzyk zmieszał się z jękami mężczyzny. Na kilka
chwil stracił prawie wszystkie zmysły. Pozostał mu tylko dotyk,
ale jeden zmysł nie był w stanie odebrać całej feerii
doznań i Harry miał wrażenie, że eksploduje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dopiero po kilku chwilach udało mu się złapać oddech,
podobnie jak Severusowi, który dyszał ciężko w jego ramię.
Harry nadal czuł wbijające mu się w skórę ostre zęby.
Ciepło powoli wysunęło się z jego wnętrza i Harry
jęknął w poczuciu straty, ale wtedy Snape przysunął
usta do jego ucha i wyszeptał ochryple:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wystarczająco spontanicznie, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Coś w żołądku Harry'ego szarpnęło się, kiedy
przypomniał sobie słowa, które wykrzyczał Severusowi w twarz
podczas ich ostatniego spotkania. Uśmiechnął się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mhm… - mruknął cicho i otworzył usta, żeby coś
jeszcze dodać, ale wydobyło się z nich jedynie pełne
zaskoczenia: - Och... - kiedy gorący język mężczyzny
dotknął jego ucha. Zesztywniał, czując dreszcze
wędrujące po całym ciele i jęknął
głośno, wciągając gwałtownie powietrze. Severus
lizał dokładnie przestrzeń za jego uchem, przygryzał jego
płatek, wślizgiwał się językiem do środka, a
Harry mógł jedynie mruczeć z przyjemności i szarpać
się, kiedy jego ciało napinało się i podrygiwało pod
wpływem tego gorącego języka, podrażniającego jego
zakończenia nerwowe. Odchylił głowę do tyłu,
poddając się całkowicie wargom mężczyzny, które bardzo
powoli zaczęły przesuwać się coraz niżej,
wzdłuż szyi, przez obojczyk, na przemian ssąc, liżąc i
kąsając, aż po nagie ramię, na którym wciąż
widniały ślady zębów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że umrze z rozkoszy albo rozpłynie
się i nigdy już nie uda mu się powrócić do swojego
pierwotnego kształtu. Usta i język Severusa były niczym
rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, który wypalał
ścieżkę na jego skórze, posyłając w jego ciało iskry
niewiarygodnej przyjemności i sprawiając, że wszystko w nim wrzało
a zmysły odpływały.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie był w stanie złapać tchu, nie potrafił poruszyć
nawet palcem, pochłonięty doznawaniem, kiedy jego umysł
kwiczał, a serce próbowało wyrwać się z piersi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usta Snape'a. Język Snape'a. Na nim. Na jego skórze. Na szyi, ramieniu. Gorące,
zachłanne, wygłodniałe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł, że kręci mu się w głowie. Odległa
część jego umysłu została nagle uderzona
niewiarygodną myślą... że jeszcze nigdy wcześniej...
że po raz pierwszy... Och, Merlinie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jęknął głośno, napinając się i
prężąc, kiedy Severus zacisnął zęby na jego
ramieniu, a bolesny prąd przeszył jego ciało i sprawił,
że uderzył głową w twardą powierzchnię drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy usta i język zniknęły. Snape gwałtownie
oderwał głowę, jakby w końcu dotarło do niego, co
się dzieje i zdołał to powstrzymać. Harry otworzył
oczy, które nie wiedział nawet, kiedy zamknął, i gdy jego wzrok
napotkał spojrzenie mężczyzny, wszystko się w nim
szarpnęło i zamarło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Severusa były... były... inne. Zamglone i błyszczące
jednocześnie, jakby przez moment znalazły się w zupełnie
innym miejscu, jakby coś próbowało się przez nie
przedostać, wyrwać, ujawnić... Jego cienkie wargi były
rozchylone i wilgotne i Harry nie był w stanie się powstrzymać
przed ich dotknięciem. Jeżeli nie mógł ich pocałować,
to chciałby chociaż poczuć ich fakturę, ich ciepło...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy tylko dotknął gładkich warg, poczuł, jak Snape
łapie jego rękę. Nie odsunął jej jednak od swej
twarzy. Harry otworzył szeroko oczy, widząc, jak usta Severusa
owijają się wokół jego palca i zaczynają go łagodnie ssać.
Ciepły język obmywał opuszek, a zęby delikatnie
przygryzały skórę. Dopiero po chwili chłopiec zorientował
się, że wstrzymuje powietrze. Bał się nawet oddychać,
by nie zakłócić ciszy, by nie przerwać tej nieprawdopodobnej
chwili... Snape zachowywał się, jakby kompletnie się
zatracił i jeżeli Harry by coś zrobił, cokolwiek, to
mógłby wyrwać go z tego transu i stracić to... uczucie, które
rozlewało się przyjemnym ciepłem w jego brzuchu i stopniowo
opanowywało całe ciało. Patrzył z zachwytem na
zamknięte oczy, na cieniutką zmarszczkę pomiędzy ciemnymi
brwiami, na dziwnie łagodne rysy twarzy... patrzył i nie mógł
uwierzyć w to, co się dzieje. Bał się, że Severus
usłyszy szalone bicie jego serca, że coś może przerwać
tę cudowną chwilę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chciał tylko, żeby czas się zatrzymał i juz nigdy,
przenigdy nie ruszył ponownie.</p><empty-line /><p>
Wypuścił z westchnieniem powietrze, którego nie był już w
stanie dłużej wstrzymywać.</p><empty-line /><p>
Severus otworzył oczy. Mgła opadła, wycofała się i
odsłoniła głęboką czerń źrenic. Wszystko
zniknęło. Mężczyzna odsunął na bok dłoń
Harry'ego i bez słowa patrzył w jego rozszerzone, zielone oczy. Harry
próbował coś wyczytać z tych źrenic, ale nagle stały
się równie zamknięte i niedostępne, jak cała reszta twarzy
Snape'a.</p><empty-line /><p>
- To... - spróbował powiedzieć, ale głos nie chciał go
słuchać. Odchrząknął. - Ja...</p><empty-line /><p>
Severus potrzasnął głową i Harry zamknął usta.
Postawił go na ziemi i szybko doprowadził się do porządku.
Kiedy Harry dotknął podłogi, nogi ugięły się pod
nim, ale zdołał oprzeć się o drzwi i nie przewrócić.
Kręciło mu się w głowie. To wszystko było tak...
surrealistyczne. Nierealne.</p><empty-line /><p>
Mężczyzna rzucił szybkie zaklęcie czyszczące,
odwrócił się plecami do stojącego pod drzwiami chłopca i
podszedł do swojego fotela. Harry pochylił się i
założył leżące u jego stóp części ubrania.
Snape usiadł i zapatrzył się w ogień. Nie powiedział
ani słowa.</p><empty-line /><p>
Harry stał pod drzwiami i wahał się. Co miał teraz
zrobić? Wyjść? Przyłączyć się do niego?
Może powinien coś powiedzieć? Miał całkowitą
pustkę w głowie. Jedynym co zajmowało jego umysł było
wspomnienie języka Snape'a wędrującego po skórze i gorącego
dotyku wokół swojego palca. Na jego usta wypłynął lekki
uśmiech, którego nie potrafił i nawet nie starał się
powstrzymać. Dlaczego miał wrażenie, że wszystko wokół
niego nabrało barw? Ciepłych, soczystych, radosnych barw.</p><empty-line /><p>
Spojrzał na swój wciąż nieznacznie lśniący palec i
przymknął oczy, wzdychając lekko.</p><empty-line /><p>
Dopiero wtedy panującą w pomieszczeniu ciszę przerwał
surowy głos Severusa, który przeciął rozgrzane powietrze:</p><empty-line /><p>
- No siadaj wreszcie.</p><empty-line /><p>
Pozwolił, by na jego usta wypłynął jeszcze szerszy
uśmiech.</p><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><p>
Harry leżał w łóżku i patrzył na Mapę Huncwotów.
Obserwował jeden punkt, który od czasu do czasu znikał z mapy, a
później ponownie się na niej pojawiał. Na jego ustach igrał
ciepły uśmiech, a oczy błyszczały łagodnie. W
pamięci wciąż przewijały mu się obrazy. Język
Snape'a na jego ramieniu. Wargi Snape'a na skórze. Palec Harry'ego w
gorącym wnętrzu ust Severusa. Zamglony, nieobecny wzrok mężczyzny.</p><empty-line /><p>
I to uczucie, które wciąż krążyło w jego
żyłach i rozlewało się po skórze.</p><empty-line /><p>
Szczęście.</p><empty-line /><p>
Kropka pojawiła się na mapie i Harry uśmiechnął
się do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty tam warzysz, Severusie? - wyszeptał cicho. Nie wiedział, jak
długo tak się wpatruje, .może godzinę albo dwie, ale
był już bardzo zmęczony.</p><empty-line /><p>
Kropka zniknęła ponownie. Harry odłożył mapę pod
poduszkę i wyjął spod niej zielony kamień.
Zacisnął go w dłoni i wysłał wiadomość:</p><empty-line /><p>
<emphasis>Dobranoc, Severusie. Zasypiam z twoją twarzą przed oczami.</emphasis></p><empty-line /><p>
I była to prawda.</p><empty-line /><p>
*</p><empty-line /><p>
Wokół panowała ciemność. Gęsta i nieprzenikniona. Niemal
lepka.</p><empty-line /><p>
Harry spojrzał na swoje dłonie. Nie wiedział, jak to było
możliwe, ale dobrze je widział. Tak, jakby oświetlało je
nieistniejące światło. W otaczającej go ciszy rozległ
się odgłos kroków. Zdawały się rozbrzmiewać
wszędzie wokół niego, odbijać echem od niewidzialnym ścian
i powracać. Rozglądał się w ciemności, ale nie
widział absolutnie niczego.</p><empty-line /><p>
Kroki zbliżały się.</p><empty-line /><p>
Odwrócił się i dopiero wtedy dostrzegł bladą twarz
przypominającą maskę Śmierciożercy. Zamrugał
kilka razy.</p><empty-line /><p>
Nie, tylko mu się wydawało. To był Severus. Na usta Harry'ego
wypłynął pełen ulgi uśmiech. Mężczyzna
wbijał w niego płonące intensywnością spojrzenie i
kierował się wprost ku niemu. Wyglądał niczym nietoperz,
który wynurzył się z ciemności aby zaatakować swą
ofiarę, łopocząc peleryną niczym skrzydłami.</p><empty-line /><p>
Harry cofnął się mimowolnie, ale przecież nie miał
się czego bać. Uśmiechnął się niepewnie.</p><empty-line /><p>
- Co my tu ro...? - Chciał zadać pytanie, ale nie
zdążył, ponieważ Snape skoczył ku niemu i
przycisnął go do ściany, która nagle wyrosła za jego
plecami. Na chwilę stracił dech i nie był w stanie nawet
jęknąć, kiedy mężczyzna wpił się ustami w
jego szyję. Dopiero kiedy do jego płuc wdarło się
powietrze, z ust wydobył się pomruk pełen zaskoczenia, ale
także przyjemności. Przed oczami pojawiły mu się iskry, jak
gdyby usta Severusa były zapalnikiem, który rozpalił w Harrym
wszystko. Zamknął oczy i odchylił głowę,
pozwalając, by mężczyzna ssał i kąsał jego
rozgrzaną skórę, całkowicie poddając się coraz
intensywniejszym i... boleśniejszym doznaniom.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zakwilił, czując nagłe pieczenie. Szarpnął
głową, ale ręce Severusa trzymały go mocno, a usta
zachłannie ssały wrażliwe miejsce.</p><empty-line /><p>
Kolejne smagnięcie bólu i wrażenie, jakby coś spływało
po jego skórze.</p><empty-line /><p>
- Nie - zajęczał, wiercąc się i próbując
odepchnąć Severusa. Otworzył oczy i zobaczył, że
mężczyzna odsuwa się od jego szyi. Kiedy uniósł twarz i
spojrzał na Harry'ego, chłopak poczuł, jakby coś
ciężkiego opadło mu do żołądka, całe
ciało zdrętwiało z przerażenia, a płuca nagle
odmówiły współpracy.</p><empty-line /><p>
To nie był Severus! To był... Voldemort! Z krwią Harry'ego
wokół ust, spływającą po brodzie i lśniącą
na wyszczerzonych w uśmiechu zębach.</p><empty-line /><p>
- Co się stało, chłopcze? - wysyczał, mrużąc
czerwone oczy. - Przecież lubisz ból.</p><empty-line /><p>
Nie, to nie mogła być prawda! Harry gwałtownie zacisnął
powieki i zaczął kręcić głową. Z
pewnością, kiedy je otworzy, zobaczy Severusa. Musi zobaczyć!</p><empty-line /><p>
Poczuł, że cały drży. Ogarnęło go
przerażenie tak wielkie, iż miał trudności z oddychaniem.
Zaczął się dusić.</p><empty-line /><p>
Kiedy otworzył oczy, zasnuwała je mlecznobiała mgiełka,
rozmazując upiorny widok. Voldemort nie zniknął. Nadal
przyciskał go do ściany i uśmiechał się triumfalnie.</p><empty-line /><p>
Harry rozejrzał się, szukając ratunku.</p><empty-line /><p>
Jego serce zabiło mocniej. W oddali, ponad ramieniem Voldemorta,
dostrzegł ciemną, oddalającą się sylwetkę. Czarna
peleryna powiewała za odchodzącym, który nie odwrócił się
ani na chwilę, jakby zupełnie nie interesowało go to, co dzieje
się za jego plecami.</p><empty-line /><p>
- Severusie! - Krzyk, który wydarł się z gardła Harry'ego,
był tak przeraźliwy, iż nawet Czarny Pan się skrzywił.
- Nie zostawiaj mnie tu! - zawył, czując, jak przerażenie
ponownie zakleszcza się na jego gardle, nie pozwalając mu
zaczerpnąć powietrza.</p><empty-line /><p>
Ale Severus nie zatrzymał się. Nie odwrócił. Jego sylwetka
oddalała się, niknąc ponownie w gęstej ciemności,
jakby łączyła się z mrokiem, z którego wcześniej
się wyłoniła.</p><empty-line /><p>
- Nikt ci nie pomoże, chłopcze - syknął przeciągle
Voldemort, przybliżając kredowobiałą, gadzią twarz do
twarzy Harry'ego. - Jesteś zupełnie sam. A twoja krew należy
teraz tylko do mnie.</p><empty-line /><p>
- Nieeee! - Harry szarpnął się do przodu, próbując
uwolnić ręce...</p><empty-line /><p>
...i nagle znalazł się w swojej sypialni. Siedział na
łóżku i dyszał ciężko. Miał wrażenie,
że coś ścisnęło jego płuca i wyrwało
żołądek. Kręciło mu się w głowie.
Rozglądał się błędnym wzrokiem po otoczeniu, jakby
spodziewał się, że dojrzy gdzieś Voldemorta.</p><empty-line /><p>
Neville i Ron spali. Ich spokojne oddechy były jedynym dźwiękiem
wypełniającym dzwoniącą w uszach ciszę. Od czasu do
czasu słyszał pohukiwanie polującej gdzieś w oddali sowy.</p><empty-line /><p>
Przed oczami pojawił mu się obraz oddalających się pleców
Severusa. Doznał wrażenia, jakby po jego skórze pełzały
lodowate ogniki, powoli zbliżając się ku sercu.</p><empty-line /><p>
Wiedział, że tej nocy już nie zaśnie.</p><empty-line /><empty-line /><p><strong>--- rozdział 27 ---</strong></p><empty-line /><p>
<strong>27. Lies, lies, lies.</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Why does
it feel like night today? </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Something in here's not right today. </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Why am I so uptight today? </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Paranoia's all I got left</emphasis>
*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, co się z tobą dzieje? Głowa zaraz wpadnie ci do jajecznicy. - Głos
Hermiony wyrwał Harry'ego ze stanu otępiałej
nieświadomości, kiedy powoli odpływał w krainę snu.
Poderwał głowę i otworzył oczy, próbując skupić
wzrok na siedzącej po drugiej stronie stołu przyjaciółce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nic - wymamrotał. - Po prostu trochę się nie wyspałem. To
wszystko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wyglądasz raczej jak ktoś, kto nie spał od miesiąca -
odparła Gryfonka, lustrując go uważnym spojrzeniem. Harry
potrząsnął głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Naprawdę wszystko w porządku, Hermiono. Nie musisz się o mnie
martwić. - Spróbował się uśmiechnąć, ale
miał wrażenie, że nie wyszło mu to najlepiej. Na
szczęście siedzącego obok Rona bardziej interesowało
śniadanie, niż stan zdrowia swojego najlepszego przyjaciela, i
pochłaniał właśnie drugą porcję jajecznicy na
bekonie. Harry już wiele razy był niezwykle wdzięczny za jego
ślepotę i całkowity brak wyobraźni. To Hermiona
stanowiła problem. Zdawało się, że jej ulubionym
zajęciem jest obserwowanie go i zamartwianie się. Mogłaby
zdobyć nagrodę w kategorii najbardziej wścibskiej uczennicy w
szkole. A on naprawdę nie potrzebował jej współczucia i wtykania
wszędzie nosa. Wiedział, że ma dobre chęci, ale...
była zbyt irytująca.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powoli zaczynał mieć tego dosyć. Chciał jedynie
świętego spokoju, żeby mógł sobie wszystko
przemyśleć. To prawda, że miał na to całą
niedzielę, ale wczorajszy dzień był tak wypełniony
obowiązkami, że nie miał dla siebie nawet chwili. Ginny bez
przerwy pytała go, kiedy dokończą sprzątać
łazienki. Dopiero, kiedy delikatnie, lecz stanowczo jej odmówił,
zasłaniając się tym, że Snape znowu może ich
nakryć i będzie awantura, zostawiła go w spokoju. Trening
Quidditcha do odbywającego się w przyszłym tygodniu meczu z
Krukonami trwał niemal cały dzień, a później miał do
odrabiania stertę prac domowych i musiał wysłuchiwać
kolejnej kłótni Rona i Hermiony. Dopiero w nocy, kiedy
położył się do łóżka i zamknął oczy,
nadeszły obrazy. A wraz z nimi myśli. Myśli, które przez
cały dzień czaiły się w głębi jego umysłu, a
teraz, pod osłoną nocy, mogły wyjść z ukrycia i
zaatakować. I nie pozwoliły mu zasnąć. Szarpały go
boleśnie przez całą noc, a on wiercił się,
kręcił i wciskał twarz w poduszkę. Strach był
silniejszy. Nachodziły zwątpienia, strzępki zdań
prowadzonych wcześniej rozmów, urwane wątki zaczęły
się ze sobą splatać, spychane głęboko obawy
wyciągały swe macki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Boję się, że on cię może skrzywdzić. Jest za
blisko Voldemorta. Nie wiemy, czy naprawdę jest po naszej stronie. Mam
złe przeczucia.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Starał się zagłuszyć te słowa, ale one były w nim
i cokolwiek próbował zrobić, stawały się coraz
głośniejsze i wyraźniejsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>...on cię może zwodzić, żeby w końcu oddać w
ręce Voldemorta. Dlaczego miałby się tak nagle tobą
zainteresować? Zawsze cię nienawidził. Co mogłoby tak
raptownie zmienić jego stosunek do ciebie?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, gdzie znowu bujasz? - Głos Hermiony kolejny raz przebił
się przez mgłę otaczającą jego umysł. Spojrzał
na nią zdezorientowany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja? Nigdzie... Ja tylko... zamyśliłem się. Przepraszam -
mruknął, nie patrząc jej w oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Pytałam, czy przeczytałeś notatki z Historii Magii? Wiesz,
dzisiaj mamy test, gdybyś zapomniał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A tak, wiem. Czytałem - skłamał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - Ron wypluł jedzenie na talerz. - Z Historii Magii? Dlaczego mi nie
przypomniałaś, Hermiono?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfonka obrzuciła go zdegustowanym spojrzeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówiłam ci o tym trzy razy. Wtedy, kiedy opowiadałeś
Neville'owi o ostatnim meczu Armat. Wtedy, kiedy opowiadałeś o tym
Ginny. I wtedy, kiedy próbowałeś opowiedzieć o tym Lavender
Brown, ale nie chciała cię słuchać i szybko uciekła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron zrobił urażoną minę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No wiesz, mogłaś wybrać inny moment...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, jedyny moment, w którym możliwe, że cokolwiek by do ciebie
dotarło, to moment, w którym jesz. Dlatego dowiedziałeś się
o tym dopiero teraz. Powodzenia na teście - uśmiechnęła
się nieprzyjemnie, po czym wstała i odmaszerowała dumnym
krokiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron spojrzał na Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wredna małpa. Zrobiła to specjalnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taa... - mruknął Harry, chociaż nie słyszał niemal
ani słowa z całej kłótni. Przed oczami widział jedynie
plecy oddalającego się Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kątem oka zerknął ku stołowi nauczycielskiemu,
starając się nie odwracać za bardzo głowy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A niech to! On znowu na niego patrzył! Tak, jakby wyczuwał myśli
Harry'ego. Ale chyba nie jest aż tak dobry, prawda? Nie
zauważył... jeszcze?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Szybko powrócił do wgapiania się w swoje śniadanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tu nie chodziło o to, że Harry nie chciał sypiać. Bardzo
chciał. Ale w nocy atakowały go nie tylko myśli. Obrazy
były znacznie gorsze. Kiedy tylko zamykał oczy, widział twarz
Voldemorta, wykrzywioną tym okrutnym uśmiechem i jego żółte
zęby pokryte krwią Harry'ego. Widział Snape'a.
Odchodzącego. Zostawiającego go. Opuszczającego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dyskretnie potrząsnął głową, starając się,
aby nikt tego nie zauważył, a w szczególności Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wiele razy próbował sobie wmawiać, że to był tylko sen, ale
im bardziej się starał, tym bardziej wiedział, że to
nieprawda.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego po raz drugi przyśnił mu się Voldemort i krew? Dlaczego
po raz drugi we śnie pojawił się Snape, który najwyraźniej
nie miał zamiaru mu pomóc? A nawet jeszcze gorzej. Teraz
wyglądało to tak, jakby... Harry przełknął
ślinę... jakby to Severus przyprowadził go do Voldemorta, a
potem sobie po prostu odszedł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to było ostrzeżenie? Czy po prostu jego podświadome obawy?
Obawy, że Severus może okazać się kimś innym, niż
ten, którego gra. Że to po prostu jedna z jego masek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął powieki, czując jak coś ostrego zaczęło
ściskać jego serce. Tak bardzo żałował, że mu
się to przyśniło. Tak bardzo pragnął, aby ten sen
nigdy do niego nie przyszedł i nie zerwał tych nici, które z takim
trudem udało mu się rozciągnąć pomiędzy sobą
a Severusem. Były bardzo cienkie i każde najlżejsze
naprężenie mogło je uszkodzić. A teraz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Westchnął głęboko, kolejny raz próbując odgonić
te myśli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wiedział jedno - Hermiona mogła mieć rację. Będzie
musiał go sprawdzić. Inaczej oszaleje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I będzie musiał wykraść dzisiaj podczas szlabanu
trochę eliksiru Bezsennego Snu, jeżeli chce jeszcze kiedykolwiek
zasnąć. Nigdy więcej takich snów! Nigdy!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale jak to zrobić, żeby Severus niczego nie zauważył i nie
nabrał podejrzeń? Największym problemem było to, że
Harry nigdy nie potrafił niczego przed nim ukryć. Teraz też
miał wrażenie, że Snape wie o wszystkim. Bo dlaczego przez
cały czas czuł na sobie jego spojrzenie? Wzrok, który ogrzewał
jego kark sprawiał, że miał ochotę zniknąć,
rozpłynąć się w powietrzu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przetarł klejące mu się powieki i usiłował
stłumić ziewnięcie. Odsunął resztę
śniadania, mamrocząc, że nie jest już głodny i
poinformował Rona, że spotkają się przed klasą.
Chłopak jedynie skinął głową, ponieważ usta miał
zbyt zajęte.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powoli powlókł się na korytarz, wbijając wzrok w
podłogę. Był w połowie ziewnięcia, kiedy
usłyszał za sobą:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odwrócił się i zobaczył zmierzającą ku niemu profesor
McGonagall.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało, pani profesor? - zapytał, widząc surowy,
poważny wzrok, który w niego wbijała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dyrektor chciałby cię widzieć - oświadczyła, zatrzymując
się przed nim i spoglądając na niego z góry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dyrektor? - Harry zamrugał. - Dumbledore wrócił?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Profesor</emphasis> Dumbledore, Potter - poprawiła go nauczycielka. - Tak. I
natychmiast chce z tobą porozmawiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Teraz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Której części "natychmiast chce z tobą
porozmawiać" nie zrozumiałeś?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł się trochę oszołomiony. Na dodatek
zaczęła go boleć głowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, już idę - powiedział i ruszył w stronę
gabinetu dyrektora.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter! - Głos McGonagall zatrzymał go na miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, pani profesor? - Odwrócił się do niej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie zapomniałeś o czymś?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi. Chroniczne zmęczenie wcale nie pomagało
szybciej kojarzyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Glutki-ciągutki - powiedziała nauczycielka. Harry wytrzeszczył
oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co?</p><empty-line /><empty-line /><p>
McGonagall przewróciła oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hasło, panie Potter. A teraz pospiesz się - dodała. - I
idź dzisiaj wcześniej spać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry pokiwał głową i ruszył korytarzem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cholera! Skoro ona zauważyła, to Snape pewnie też się
już zorientował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Szlag!</p><empty-line /><empty-line /><p>
I czego chce od niego Dumbledore? Czy podczas wyprawy przydarzyło się
coś nieoczekiwanego? Czy odkrył coś, o czym natychmiast musi
powiedzieć Harry'emu? Powodów mogło być tysiące.
Zresztą, Harry bardzo chętnie dowiedziałby się, jak
przebiegają walki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy wszedł do gabinetu, dyrektor siedział w swoim fotelu. Wyglądał
na o wiele bardziej zmęczonego, niż przed wyjazdem. Cienie pod
dziwnie wyblakłymi oczami powiększyły się, a twarz
pokrywała sieć głębokich zmarszczek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Witaj, Harry - powiedział. Jego głos był zdarty i chropowaty,
jakby stracił cały swój wigor. - Usiądź.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak wykonał polecenie i czekał z niecierpliwością.
Dumbledore oparł się na krześle i wbił w niego poważne
spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak się trzymasz, Harry?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak wytrzeszczył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ee... całkiem dobrze, profesorze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wyglądasz najlepiej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Podobnie jak pan" - pomyślał, ale nie powiedział tego
głośno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Miałem ostatnio dużo nauki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dyrektor pokiwał w zamyśleniu głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak zapewne zauważyłeś, mój wyjazd nieco się
przedłużył. Mam nadzieję, że nie wydarzyło
się nic... nietypowego podczas mojej nieobecności. Nic, o czym
powinieneś mi powiedzieć, Harry? - Mężczyzna spojrzał
na niego ponad swoimi okularami-połówkami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon potrząsnął głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, wszystko w porządku, profesorze. Nie wydarzyło się nic...
nietypowego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jesteś pewien, Harry? Nikt cię nie śledził? Nikt nie
zadawał pytań odnośnie mojego wyjazdu? Nikt nie zaczął
się tobą nagle interesować?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę, kiedy w jego umyśle odbiły się
echem słowa Hermiony i ponownie potrząsnął głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie. Dlaczego pan pyta?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hmm... - Dyrektor spojrzał w płonący i trzaskający cicho
w rogu pomieszczenia kominek. Wyglądał, jakby pogrążył
się w swoich myślach. - Pamiętasz, kiedy podzieliłem
się z tobą swoimi obawami na temat krążącego po
Hogwarcie szpiega? - Harry skinął głową. - A więc
teraz jestem tego niemal pewien. - Gryfon rozszerzył oczy. - Pewnie
jesteś ciekaw, gdzie podziewałem się przez cały ten czas,
ale widzisz, chłopcze... nie mogę zdradzić tego nikomu,
ponieważ nadal nie wiem skąd... - Przez twarz dyrektora
przebiegł cień smutku i cierpienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Profesorze?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dumbledore odwrócił głowę i spojrzał na Harry'ego
wyblakłymi, rozmytymi oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ... skąd Voldemort wie o niemal każdym naszym ruchu. Znowu był
jeden krok przed nami i przez to... - dyrektor zamknął na chwilę
oczy i westchnął. - ...przez to straciliśmy jednego z naszych
najcenniejszych i najbardziej doświadczonych... przyjaciół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego rozszerzyły się gwałtownie, a jego serce
podskoczyło do gardła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Kto zginął?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dumbledore westchnął jeszcze raz. Wydawał się jeszcze bardziej
zmęczony, niż dotychczas.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Alastor Moody.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och... - Harry na razie nie był w stanie wykrztusić z siebie nic
więcej. Ta wiadomość zaszokowała go. Moody był
przecież najlepszy. Jak to możliwe, że zginął?
Każdy, ale nie on.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A Emelina Vance i Hestia Jones zostały ciężko ranne. W tej
chwili przebywają u Świętego Munga. Udało nam się
złapać dwóch Śmierciożerców, ale zanim
zdążyliśmy się czegokolwiek od nich dowiedzieć,
popełnili samobójstwo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och - powtórzył Harry, ale uznał, że to trochę za
mało, dlatego po chwili dodał: - Czy mógłbym coś
zrobić, profesorze? Może byłbym w stanie pomóc w...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie, Harry. Twoje miejsce jest teraz w Hogwarcie. To zbyt niebezpieczne.
Musisz skończyć naukę i wyszkolić się w wielu
dziedzinach, zanim...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale przecież już walczyłem - odparł chłopak,
marszcząc brwi. Miał wrażenie, że Dumbledore traktuje go
jak dziecko. - Od pierwszej klasy, kiedy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie - przerwał mu ostro dyrektor. - Przeżyłeś tylko
dlatego, że miałeś dużo szczęścia. Jesteś
dla nas zbyt cenny. Musisz się jeszcze wiele nauczyć, zanim
będziesz mógł stanąć do walki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale nie mogę bezczynnie siedzieć, kiedy ginie tyle osób! - Harry
podniósł głos, zdenerwowany podejściem Dumbledore'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna pochylił głowę i spojrzał na niego
ponad okularami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry... Wszyscy, którzy walczą na tej wojnie, nie robią tego
jedynie po to, aby pokonać Voldemorta i jego popleczników. Walczą
także o to, aby chronić ciebie. Jesteś naszą... że
się tak wyrażę... bronią ostateczną. Niektórzy...
oddają życie, abyś mógł nią zostać, dlatego
powinieneś uszanować ich poświęcenie i uczyć się
jak najpilniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął zęby. Nie podobał mu się ten ton. Nie
podobały mu się te słowa. Dlaczego wszyscy decydowali za niego?
Dlaczego nie mógł tego zrobić na swój sposób? Dlaczego musiał
ciągle tylko siedzieć bezczynnie i patrzeć, jak...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie zgadzam się - wycedził. - Nie zgadzam się na to. Chcę
walczyć. Już teraz. Skoro takie ważne jest, abym się
wyszkolił, to dlaczego nikt nie chce uczyć mnie tego, co jest
naprawdę ważne? Uczę się o bezsensownych roślinach, o
wojnach czarodziejów, o gwiazdach i o tym, jak wróżyć z herbacianych
fusów. Dlaczego nikt nie może nauczyć mnie czegoś
pożytecznego? Czegoś, co <emphasis>naprawdę</emphasis> pomoże mi
wygrać? A przynajmniej nie dać się zabić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dumbledore patrzył na niego bez słowa. Harry czuł, że jego
serce bije bardzo szybko, a ręce drżą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co masz na myśli, Harry? - zapytał łagodnie
mężczyzna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czarną Magię! - krzyknął, zaciskając dłonie w
pięści. - Mam na myśli Czarną Magię. Zaklęcia,
które unieszkodliwią Śmierciożerców, a nie tylko ich
ogłuszą. Klątwy, na które nie ma przeciwzaklęć.
Jeżeli mam pokonać Voldemorta, to muszę walczyć tak, jak
on! Muszę... - urwał nagle, kiedy uświadomił sobie, co chce
właśnie powiedzieć. Jego serce przeszył gwałtowny ból.
Usiadł na krześle i wbił wzrok w podłogę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"...rzucać Niewybaczalne..."</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po kilku chwilach ciszy, wypełnionych jedynie jego przyspieszonym oddechem
i cichym trzaskaniem ognia, Harry usłyszał skrzypienie krzesła
Dumbledore'a. Zobaczył, że dyrektor wstaje i podchodzi do kominka.
Założył ręce z tyłu i zapatrzył się w
wiszący nad nim portret.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie potępiam cię za takie myśli, Harry - odezwał się
po chwili. - Ja także, kiedy byłem w twoim wieku...
myślałem, że to jedyna droga, jedyny sposób. Że
pokonać przeciwnika można tylko jego własną bronią.
Jakże się myliłem... Uświadomiła mi to twoja matka. -
Harry poczuł ukłucie w sercu. Zagryzł wargę. -
Uświadomiła mi, że największą bronią, jaką
posiadamy... jest miłość. I że ona, jako jedyna potrafi
przeciwstawić się największemu złu. Że tylko ona
potrafi nas ocalić. Ponieważ jest to broń, której nasz
przeciwnik nie posiada i nigdy nie zdobędzie. - Dumbledore odwrócił
się w stronę siedzącego na krześle Harry'ego i posłał
mu smutny uśmiech. - Proszę cię, abyś dokładnie
przemyślał moje słowa. A kiedy uznasz, że już wiesz,
którą drogą chciałbyś podążyć... nie
będę cię powstrzymywał. To będzie twój wybór.
Zezwolę ci na to, czego najbardziej pragniesz. - Harry poczuł
chłód, który ześlizgnął się po jego skórze.
Zadrżał i pokiwał głową. - A teraz idź już.
Nie chcę cię zatrzymywać. Masz lekcje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon ponownie pokiwał głową. Czuł się dziwnie...
Jakby zostało powiedziane o wiele więcej, niż wymówiły
usta. Jakby w tych słowach zostało coś ukryte.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wstał i ruszył w kierunku drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeszcze jedno. - Głos dyrektora zatrzymał go na miejscu.
Odwrócił się. - Uważaj na siebie, chłopcze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze - odparł cicho Harry. - Do widzenia, profesorze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dumbledore skinął głową i odwrócił się ponownie w
stronę kominka. Harry, wychodząc, zerknął na portret,
któremu przyglądał się dyrektor. Na obrazie widniał
młody, jasnowłosy młodzieniec o szerokim uśmiechu.
Zdecydowanie wyróżniał się spośród wszystkich
siwowłosych i siwobrodych dyrektorów Hogwartu, których portrety
pokrywały wszystkie ściany gabinetu. Harry nie miał
pojęcia, kim mógł być ów chłopak i nie zastanawiał
się teraz nad tym. W uszach dźwięczały mu słowa
Dumbledore'a. Czuł zamęt w głowie. Nie potrafił jasno
myśleć. Zatrzymał się i potrząsnął
głową, czując zawroty. Oparł się o ścianę,
zamknął oczy i westchnął.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dwie drogi... to nie był łatwy wybór.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale czyż... nie dokonał wyboru już dawno temu?</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przysypiał niemal na każdej lekcji. Test z Historii Magii
zawalił całkowicie, a podczas reszty zajęć skrupulatnie
zapisywał każde słowo Binnsa. Wszystko po to, aby nie
zasnąć i aby nie atakowały go bolesne myśli. Po raz
pierwszy w życiu miał z lekcji więcej notatek niż Hermiona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Eliksiry zbliżały się nieubłaganie. Już dawno nie
obawiał się tej lekcji aż tak bardzo, jak teraz. Głowa
bolała go coraz mocniej. Oczy kleiły mu się, a mięśnie
wydawały się tak ociężałe i nieelastyczne, jakby
były zrobione z żelaza. A na dodatek przez cały czas
prześladowały go wspomnienia snu, obrazy i niechciane myśli.
Wiedział, że w takim stanie niczego porządnego dzisiaj nie
uwarzy. Pozostało mu jedynie uważanie na to, aby kociołek nie
wybuchnął mu w twarz i żeby Severus niczego nie dostrzegł,
chociaż wątpił, że to ostatnie mu się uda.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Początek zajęć był całkiem obiecujący. Harry
starał się zachowywać tak jak zwykle, kiedy Snape wpadł do
klasy i zaczął krytykować Gryfonów. To znaczy, starał
się nie zwracać na to uwagi i przytakiwał cichym utyskiwaniom
Rona. Nauczyciel dał im pracę do wykonania, a następnie usiadł
przy biurku, aby obserwować ich postępy. Kiedy jego wzrok
zatrzymał się na Harrym, chłopak wstrzymał oddech,
czując, jak po jego skórze pląsają bolesne iskry, po czym,
zagłuszając bijące głośno serce, zabrał się
do miażdżenia i siekania pancerzy chrabąszczy. Nie potrafił
się jednak powstrzymać i raz po raz jego wzrok wędrował ku
czarnej sylwetce. Czasami ich spojrzenia krzyżowały się, a wtedy
Gryfon gwałtownie uciekał wzrokiem i starał się nie
myśleć o oddalających się, pogrążających w
ciemności, odzianych w czerń plecach i uśmiechającym
się okrutnie Voldemorcie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przemęczenie i głowa niemal przez cały czas zajęta
myślami poskutkowały tym, iż mało nie brakło, a
wrzuciłby do swojego wywaru jad kobry, zamiast jadu skorpiona, co
poskutkowałoby ogromnym wybuchem. Na szczęście Hermiona w
porę zauważyła, co chce zrobić, i powstrzymała go w
ostatniej chwili, a następnie próbowała besztać go szeptem, co
stanowiło nieco komiczny widok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry dosypał nieco poszatkowanej skórki kameleona, która była
podstawowym składnikiem Eliksiru Niewidzialności, zamieszał go i
odstawił na dziesięć minut, podczas których, podgrzewając
się na średnim ogniu, miał nabrać intensywnie
pomarańczowej barwy. Patrzył w oleistą, bulgoczącą
ciecz i czuł, jak jego powieki stają się coraz
cięższe, a głowa zamienia się w kamień, który
niezwykle trudno utrzymać na szyi. Obraz przed oczami zaczął
się rozmazywać, kolory rozmywać, światło
zamieniać w jasne, mgliste plamy. Oczy same mu się
zamknęły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nagle poczuł żar w kieszeni spodni. Zdezorientowany otworzył
oczy i rozejrzał się wokół, nie wiedząc, gdzie jest i co
się dzieje. Jego wywar już dawno stracił intensywnie
pomarańczową barwę i w tej chwili zbliżał się do
niebezpiecznie wybuchowej czerwieni. Na powierzchni utworzył się
ogromny, drżący bąbel, który lada chwila...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pochylił się i szybko zmniejszył ogień. Bąbel
opadł. Chłopak odetchnął z ulgą i rozejrzał
się po sali. Hermiona była w składziku, a Ron walczył z
łyżką, która zdawała się utknąć w
gęstej mazi, która powinna być eliksirem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pięknie, niemal zasnął nad kociołkiem... Coś go
obudziło. Ale co?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powróciło wrażenie ciepła, które nadal odczuwał w kieszeni.
Serce zabiło mu mocniej. Dyskretnie wyciągnął zielony,
jarzący się kamień i bez trudu odczytał świecące
jasno słowa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Obudź się, ty głupi chłopaku! Twój kociołek zaraz
eksploduje!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Szybko schował kamień do kieszeni i przełykając
ślinę, spojrzał na Severusa, by skinąć mu
głową w niemym podziękowaniu. Mężczyzna patrzył
na niego głęboko zaniepokojony, co wcale się Harry'emu nie
podobało. Dlatego szybko odwrócił głowę, przeklinając
swoje szybko bijące serce, i wbił wzrok w blat ławki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"On wie!" - tylko to kołatało mu w głowie. -
"Domyślił się, że coś jest nie tak."</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musi zachować spokój. Musi udawać, że wszystko jest w
porządku. Może Snape po prostu się o niego... martwi?</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tej chwili ponownie poczuł narastające ciepło. Zawahał
się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego tak się go boi? Przecież to był tylko sen.
Przecież Severus jest... jest...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamknął oczy i wziął głęboki oddech, po czym
sięgnął do kieszeni i zerknął na kamień. W jego
głębi widniał jaskrawy napis:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Co się z tobą dzieje?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, że serce podchodzi mu do gardła.
Zacisnął klejnot w dłoni i wysłał szybką
odpowiedź:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Nic. Przepraszam. To się więcej nie powtórzy.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Odważył się rzucić ukradkowe spojrzenie Mistrzowi
Eliksirów, który zmrużył oczy i patrzył na Harry'ego z
niezmiennym zaniepokojeniem. Wyglądało na to, że wcale mu nie
uwierzył. Nic dziwnego. Gryfon sam by sobie nie uwierzył. Czuł
się roztrzęsiony i skołowany. I chyba tak samo
wyglądał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbował poukładać sobie wszystko, ale jakoś mu to nie
wychodziło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Może Hermiona miała rację? Może Snape naprawdę jest po
stronie Voldemorta? Może to on jest tym szpiegiem? I zainteresował
się nim tylko dlatego, aby doprowadzić go do swojego Pana?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to niemożliwe. Przecież gdyby tak było, mógłby
zrobić to już dawno. Albo rzucić na niego Confundus lub
Imperius. Nie, tu musiało chodzić o coś innego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przecież Severusowi zależało na nim... widział to w jego
oczach, kiedy uprawiali seks. Widział, jak na niego działał...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale to przecież Snape. Sam powiedział, że potrafi grać.
Że potrafi zmusić swój umysł do wszystkiego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, to nieprawda! To nie mogła być gra!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przetarł zmęczone powieki i spojrzał na swój kompletnie
nieudany eliksir.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko było do niczego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zacisnął pięści i zagryzł wargę, walcząc z
czymś mrocznym i lepkim, co przez cały dzień oplatało
zimną pajęczyną jego serce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to wszystko było... prawdą? Czy jedynie okrutną zabawą?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się gorzko do siebie. Nie był w stanie
spojrzeć na Snape'a, który ogłosił właśnie koniec
zajęć i chodził po klasie, sprawdzając efekty pracy
uczniów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to od początku było zaplanowane? Czy miało
posłużyć jedynie do osiągnięcia jakiegoś
niewiadomego celu?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Słyszał, jak Mistrz Eliksirów znęca się słownie nad
Neville'em za jego nieudany eliksir. Ale nic go w tej chwili nie
obchodziło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego przyszedł do niego wtedy w schowku? Dlaczego zrobił to, co
zrobił? Dlaczego zawsze był taki... podły? Przecież gdyby
naprawdę chciał, gdyby mu zależało...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Słyszał, jak Snape beszta Rona. Ten niski, groźny głos,
który zawsze doprowadzał go do stanu wrzenia... Poczuł drżenie w
podbrzuszu. Zacisnął oczy w bezsilnej złości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego pozwolił, aby to zaszło tak daleko? Dlaczego pozwolił
mu się...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Padł na niego cień. Jego kostki pobielały od zaciskania, kiedy
spojrzał w górę i napotkał spojrzenie czarnych, bezdennych oczu,
które teraz zwęziły się i przez chwilę zdawały
się badać jego duszę, a Harry wiedział, że
pozwoliłby im zajrzeć absolutnie wszędzie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape ruszył dalej, nie zaszczyciwszy go żadnym komentarzem. A przecież
widział, jak bardzo Harry spartaczył swój eliksir. Poczuł na
sobie zdziwione spojrzenia przyjaciół, ale nie zwracał na nie uwagi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Unosił się w pustce, a w jego uszach dzwoniło wśród ciszy
tylko jedno słowo:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Dlaczego?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek, błyskawicznie spakował się i
ignorując przyjaciół oraz ciepło, które poczuł w kieszeni,
wybiegł z klasy.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry kolejny raz przemył twarz zimną wodą i spojrzał na
swoje odbicie w lustrze. Wyglądał, jakby nie spał od tygodnia.
Zaczerwienione, podkrążone oczy i blada cera mogły zdradzić
każdemu, że coś jest z nim nie w porządku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powie mu po prostu, że ostatnio uczył się nocami, aby
nadrobić zaległości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Potrzebuje Eliksiru Bezsennego Snu. Miał plan. Ryzykowny, ale to było
lepsze niż proszenie Snape'a o to, by mu go dał. Mógłby
zadawać pytania, a potrafił to robić w taki sposób, aby zawsze
uzyskać szczerą odpowiedź.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na wyblakłą już wiadomość w
leżącym na umywalce kamieniu:</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Myślisz, że mnie okłamiesz?</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Z powrotem spojrzał na swoje odbicie w lustrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musi pamiętać o tym, że nie może nic pić. Musi o tym
pamiętać. I jeszcze... nie, to później. Na razie i tak nie
miał pojęcia, w jaki sposób mógłby to zrobić. Będzie
musiał poprosić kogoś o pomoc. Może Lunę?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamknął oczy i odetchnął głęboko, walcząc ze
zmęczeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, to był dobry plan.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musiał być, bo nie miał innego.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z bijącym szaleńczo sercem Harry podszedł do drzwi gabinetu
Snape'a. Obok niego przebiegło kilkoro pierwszorocznych Ślizgonów.
Powtórzył sobie w myślach cały plan, po czym podniósł
rękę i dotknął drzwi, które natychmiast się
otworzyły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wśliznął się do środka, wyciągając
różdżkę i wyszeptał zaklęcie:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Accio Eliksir Bezsennego Snu.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Nic się nie wydarzyło. Harry zaklął cicho pod nosem, a
następnie rozejrzał się po pomieszczeniu zapełnionym
zalegającymi na półkach słoikami i butelkami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów rzucił pewnie na wszystkie mikstury zaklęcie
uniemożliwiające przywołanie ich. Inaczej każdy uczeń
mógłby bez problemu je wykraść. Cholerny, zapobiegliwy Snape!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przecież to musi tutaj być. Severus zawsze ma w pogotowiu każdy
rodzaj eliksiru. Na palcach zbliżył się do półek i
zaczął przeszukiwać je wzrokiem. Czuł, że serce
podchodzi mu niemal do gardła ze zdenerwowania. Kątem oka
obserwował drzwi prowadzące do prywatnych kwater Mistrza Eliksirów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Miał mało czasu. Zbyt mało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nazwy zaczęły rozmywać mu się przed oczami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Wywar z krwi mangusty, Eliksir Wytrawiania, Mikstura Ognistego Oddechu,
Eliksir Rozgrzewający...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Jest!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry złapał małą buteleczkę i wstawił na miejsce
pustą butelkę po zużytym eliksirze, który dostał od Snape'a
wcześniej. Szybko schował ją do kieszeni razem z
różdżką i odwrócił się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie drzwi do komnat otworzyły się i stanął
w nich Snape. Jego oczy zwęziły się gwałtownie, kiedy
zobaczył stojącego przy półkach Gryfona. Harry poczuł,
że oblewa go zimny pot.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czego tam szukałeś, Potter? - warknął
mężczyzna, przeszywając go podejrzliwym wzrokiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- N-nic - wydukał, czując jak jego ręce drżą,
więc szybko schował je za siebie. - Przyszedłem na szlaban i...
- Myśl! Myśl! - Rozwiązał mi się but, więc
zatrzymałem się, żeby go zasznurować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Brwi Snape'a uniosły się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I dlatego postanowiłeś iść okrężną
drogą za moim biurkiem?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No... - Harry czuł jak jego umysł paruje od wysiłku. - Kiedy
się schyliłem, zobaczyłem mysz i chciałem ją... ee...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Złapać? - dokończył Severus głosem ociekającym
kpiną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, ale uciekła za półki i... nie zdążyłem -
wyszeptał, wiedząc już, że przegrał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To naprawdę bardzo ciekawe - rzekł mężczyzna. - Nie
wiedziałem, że twoim powołaniem jest łapanie myszy, Potter.
Może wobec tego powinieneś zamienić się kształtem z
Panią Norris? Ona z pewnością potrafiłaby kłamać
bardziej przekonująco od ciebie - dokończył, a każde
słowo zamieniało się w sopel lodu. - A teraz oddaj to, co ukradłeś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- J-ja... - wydukał. Czuł jak grunt usuwa mu się spod nóg.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape wyciągnął rękę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie każ mi cię przeszukiwać - warknął, wbijając
w niego groźne spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko na nic.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podszedł do mężczyzny, wyjął z kieszeni eliksir i
podał mu go bez słowa. Snape spojrzał na butelkę i jego
twarz przez moment stała się blada, a oczy rozszerzyły się.
Szybko się jednak opanował. Spojrzał na Harry'ego i
syknął gniewnie:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dlaczego mnie o niego nie poprosiłeś, Potter?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że słowa zamieniły się w
pociski, że było w nich o wiele więcej złości,
niż się wydawało. Złości i... czegoś jeszcze, co
trudno było mu opisać. Uderzyły w niego i wbiły się
głęboko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zrozumiał. To był żal. Strach. Niepewność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Albo coś w tym rodzaju. Albo wszystko naraz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- J-ja... - próbował się wytłumaczyć. - Nie chciałem
cię niepokoić. Dlatego sam wziąłem ten eliksir.
Żebyś... - "nie zadawał pytań",
dokończył w myślach, głośno zaś powiedział:
- ...się nie martwił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jakież to miłe z twojej strony - prychnął Severus,
wbijając w niego przeszywające spojrzenie. - A więc to nie ma
nic wspólnego z tym, że ostatnio wyglądasz jak lunatyk? I że
pewnie znowu śniło ci się coś, o czym chcesz zapomnieć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł lodowaty dreszcz na plecach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja... to znaczy... - zająknął się. - Miałem sen, w
którym goniło mnie stado pająków, a bardzo się ich boję. I
dlatego chciałem go wziąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprawdy? - Jedna z brwi Snape'a uniosła się. - Pająki? A
może jeszcze myszy?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiedziałem, że kiedy ci o tym powiem, to będziesz się ze
mnie wyśmiewał - powiedział Gryfon, spoglądając prosto
w oczy mężczyzny. - I dlatego nie chciałem cię w to
mieszać. A teraz, czy mógłbyś dać mi już ten eliksir?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Severusa zwęziły się. Wyglądało, jakby się
nad czymś zastanawiał. Po chwili jego twarz złagodniała i
pojawił się na niej krzywy uśmieszek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze. Tym razem ci daruję, Potter. Ale jeżeli jeszcze raz
przyłapię cię na myszkowaniu w moim gabinecie, to gorzko tego
pożałujesz. Następnym razem masz przyjść i mnie poprosić,
jeżeli będziesz czegoś potrzebował - powiedział,
oddając mu buteleczkę z eliksirem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie mógł uwierzyć we własne szczęście.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Udało się! Naprawdę się udało!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie spodziewał się, że pójdzie tak gładko. Przecież
Snape nienawidził, kiedy ktoś próbował ukraść
cokolwiek z jego zapasów. Ale może Harry był lepszym kłamca,
niż samemu mu się wydawało?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję - wymamrotał cicho, czując
niewyobrażalną ulgę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape odsunął się i przepuścił go przodem. Harry
wszedł do komnat. Usłyszał trzask zamykanych drzwi. I w tej
samej chwili poczuł rękę na karku. Mocne szarpnięcie do
tyłu sprawiło, że niemal się przewrócił. Uderzył
plecami o drzwi, a Snape zacisnął rękę na jego koszuli,
podciągając go za nią w górę, i przybliżył
płonącą gniewem twarz do przerażonej twarzy Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak spojrzał wprost w wycelowaną w swoje czoło
różdżkę. Poczuł, że brakuje mu tchu.
Usłyszał niemal wysyczane słowa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Legilimens Evocis.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
I zrobiło się ciemno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł czyjąś obecność, ale nie potrafił jej
zlokalizować. Miał wrażenie, że unosi się w pustce, a
wszędzie wokół rozbrzmiewają echa jego własnych słów.
Nie, to nie były słowa, tylko myśli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał w bok. Tuż obok pojawiło się w powietrzu okno. Nie
chciał w nie zaglądać, ale nie potrafił się
powstrzymać. Coś go zmuszało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył siebie, przyciśniętego przez Snape'a do ściany.
Zobaczył, jak Snape zamienia się w Voldemorta. Widział, jak
mężczyzna oddala się. Usłyszał swój rozdzierający
krzyk:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Severusie! Nie zostawiaj mnie tu!</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł, jak jego serce zalewa lodowata fala przerażenia. Dokładnie
taka sama, jak we śnie. Nie potrafił się poruszyć.
Stał i patrzył na siebie samego, uwięzionego przez Voldemorta, i
chciał krzyczeć tak samo, jak wtedy, ale nie mógł otworzyć
ust. Poprzez mgłę strachu poczuł jakieś inne uczucie -
zaskoczenie i poruszenie. Ale nie należało ono do niego. Było
gdzieś obok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usiłował zamknąć oczy i zasłonić uszy ale nie
mógł tego zrobić. Miał wrażenie, że steruje nim
jakaś obca siła, której nie potrafi zwalczyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Okno oddaliło się. Napłynęły głosy. Jego
własny głos. Jego własne myśli. Wszędzie. Coraz
głośniejsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>...nie ufam... muszę sprawdzić... nie może
podejrzewać... szpieg Voldemorta... nagle się zainteresował...
miała rację... on wie... zdradzi... zaprowadzi do Voldemorta...
muszę coś zrobić... niemożliwe... co się dzieje?...
dlaczego?... dlaczego?... dlacz...</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Echa zaczęły się oddalać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał w sobie emocje. Czyjeś emocje. Zaskoczenie i strach.
Czuł je tak wyraźnie... Wstrząs i poruszenie tak silne, iż
niemal namacalne... Ale gdzieś obok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wtedy poczuł coś innego. Zdecydowanie. Cel. Ból.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Coś eksplodowało w jego głowie. Przed oczami pojawiło
się okno. Widział siebie. Uciekał przed pająkami tak jak na
drugim roku. Goniły go, a on nie miał różdżki. Biegł i
biegł, ale one były coraz bliżej. Zaraz go dopadną!
Chciał krzyczeć, ale nie był w stanie. Miał wrażenie,
że umknęło mu coś ważnego, o czym przed chwilą
myślał, ale nie potrafił przypomnieć sobie, co to takiego.
Istniał tylko strach. I zbliżające się szybko pająki.
W momencie, kiedy prawie go dopadły, okno oddaliło się szybko, a
ciemność wokół niego wypełniła się
światłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamrugał i spojrzał wprost we wbijające się w niego czarne
oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Płonęły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się dzi... - zapytał, lecz nie dokończył, gdyż
Severus gwałtownie odsunął się od niego i
odciągnął go od drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że chyba coś się wydarzyło,
ale nie bardzo wiedział, co. Pamiętał, że przyszedł do
Snape'a na szlaban i że chciał wziąć od niego Eliksir
Bezsennego Snu, ponieważ miał paskudny koszmar z goniącym go
stadem pająków, chociaż nigdy jakoś specjalnie się ich nie
bał, ale wszystko inne wydawało się zamazane.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na mężczyznę i zobaczył na jego twarzy
niezwykłe poruszenie. Usta miał zaciśnięte w cienką
kreskę, wszystkie mięśnie twarzy napięte, a w oczach
szalała burza. Ale zanim Harry zdążył się
odezwać, by zadać pytanie, został wypchnięty za drzwi,
pociągnięty przez gabinet i wyrzucony na korytarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy odzyskał równowagę, spojrzał na Severusa z całkowitym
zaskoczeniem, ale jedynym wyjaśnieniem, jakie uzyskał, były
wysyczane drżącym głosem słowa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówiłem, że jestem zajęty, Potter. Twój szlaban się
dzisiaj nie odbędzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Drzwi gabinetu zatrzasnęły się z głośnym hukiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry stal na korytarzu i próbował zrozumieć, co się przed
chwilą wydarzyło. Czuł jedynie ogromny zamęt w głowie,
która pulsowała mu boleśnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape kolejny raz wyrzucił go bez żadnego powodu. Wystarczyło
powiedzieć, że jest zajęty i Harry by sobie poszedł.
Chciał tylko dostać eliksir na te koszmary. Goniące go
pająki nie zaliczały się raczej do najprzyjemniejszych snów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyjął z kieszeni butelkę z eliksirem i spojrzał na niego z
namysłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł się naprawdę zmęczony. Chyba po prostu pójdzie
spać</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
* "Papercut" by Linkin Park</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 28 ---</strong></p>

<p><strong>28. Closer</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>There's something here I can't explain </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I feel I'm diving into (diving) driving rain </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
You get my senses running wild </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I can't resist your sweet, sweet smile </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
So take this feeling make it grow </emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Never let it - never let it go</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak
odwrócił się w wypełnionym uczniami korytarzu i przeczesał
go wzrokiem w poszukiwaniu wołającej go osoby. Tonks
przecisnęła się przez tłum i uśmiechnęła do
niego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie mogłam cię dogonić. Słuchaj... wpadłam na pewien
pomysł. Oczywiście nie wiem, czy dyrektor wyrazi na to zgodę...
ale macie ostatnio tak mało rozrywek, więc pomyślałam...
Wiesz, że niedługo będą święta?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przytaknął, nie rozumiejąc na razie niczego więcej z
całej jej wypowiedzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No więc pomyślałam, że fajnie byłoby sobie
urządzić taką małą imprezę
świąteczną, zanim wszyscy rozjadą się do domów. W
niewielkim gronie spotkać się na piwku... Oczywiście kremowym. -
Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Porozmawiać, może
nawet potańczyć. Gdzieś w Hogsmeade, bo tutaj jest trochę
za ciężka i zbyt poważna atmosfera... i nie wyobrażam sobie
dobrej zabawy pod okiem Filcha i profesor McGonagall. - Zachichotała,
więc Harry uprzejmie odpowiedział jej uśmiechem. - Co ty na to?
To na razie tylko pomysł, ale może coś z tego wyjdzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale czy w obecnej sytuacji pozwolą nam pójść do Hogsmeade? -
zapytał. - No wiesz... jest wojna i w ogóle.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie obrażaj mnie, Harry - fuknęła kobieta. - Jestem aurorem.
Potrafię zapewnić bezpieczeństwo swoim uczniom. Zresztą
pomyślałam, że ja i profesor Flitwick moglibyśmy
rozciągnąć barierę ochronną wokół miejsca naszego
spotkania. Tak na wszelki wypadek. Byłoby fajnie. Wyobraź to sobie...
śnieg, dzwoneczki, kolędnicy, gwar rozmów, prezenty, kominek...
Moglibyśmy wynająć całą salę tylko dla nas.
Niekoniecznie w Trzech Miotłach, tam zawsze jest zbyt duży ruch.
Może być gdzieś indziej. Co ty na to?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry patrzył na jej przejętą twarz i błyszczący w
oczach entuzjazm.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pomysł był naprawdę fajny i miło byłoby
spędzić wieczór w gronie przyjaciół, ale miał jakieś
złe przeczucia. A jeżeli coś się stanie? Jeżeli ten
szpieg dowie się o wszystkim i naśle na nich
Śmierciożerców? Tonks nie da rady ich wszystkich obronić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z drugiej strony... nie mogą się przecież ciągle
ukrywać jak szczury w norze i bać się wystawić nos spod
dywanu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślę, że to dobry pomysł - powiedział w końcu.
Tonks rozpromieniła się cała, a jej włosy przybrały
kolor cukierkowego różu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cieszę się, Harry. Mamy jeszcze dużo czasu, ale
myślę, że możemy już powoli zaczynać
przygotowania. Zaproś kogo chcesz, wszyscy będą mile widziani.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przed oczami chłopaka pojawiła się otulona czarnymi włosami
i wykrzywiona kpiącym uśmiechem twarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Wątpię" - pomyślał, ale nie powiedział tego
głośno.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry! Harry, obudź się!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak otworzył oczy. Coś przyciskało się do jego
policzka. Czuł szarpanie za ramię. Zamrugał kilka razy,
próbując zorientować się, gdzie się znajduje. Podniósł
głowę i zobaczył pochyloną nad sobą Hermionę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co się stało? - zapytał sennie, próbując się
wyprostować. Poczuł ból w karku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zasnąłeś nad książkami - wyszeptała dziewczyna,
patrząc na niego z niepokojem. - Wiem, że prosiłam cię,
abyś się więcej uczył, ale bez przesady. Nie możesz
się tak przemęczać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rozejrzał się sennym wzrokiem. Znajdował się w
opustoszałej bibliotece. Było chyba już bardzo późno.
Spędził tutaj całe popołudnie i wieczór, aż w
końcu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Krew buhorożców w znanych eliksirach</emphasis>? <emphasis>Zastosowania krwi
zwierzęcej w produkcji...</emphasis>? - Hermiona zaczęła czytać
tytuły leżących wokół Gryfona książek. - Harry,
na jakie zajęcia mieliśmy się tego nauczyć? Nie
pamiętam, żeby któryś z nauczycieli...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To nie na zajęcia! - przerwał jej szybko chłopak,
zbierając ksiązki w stos. - Ja po prostu... bardzo się tym
ostatnio zainteresowałem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona posłała mu spojrzenie pod tytułem: "I tak ci nie
wierzę". Harry poczuł, że zaczyna się czerwienić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie oszukasz mnie - powiedziała. - Jestem pewna, że to Snape
kazał ci się tego uczyć, żeby cię przepytywać na
szlabanach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dokładnie! - Harry niemal odetchnął z ulgą. - Wredny
drań myśli, że mam zbyt dużo wolnego czasu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale plusem jest, że może dzięki temu nadrobisz
zaległości, więc pewnie to i dobrze. - Hermiona
wyprostowała się. - Ale lepiej już skończ, bo jest
naprawdę późno. Trzeba wracać do dormitorium. Pani Pince zaraz
zamyka bibliotekę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, już idę. Jeszcze tylko... coś sprawdzę. -
Uśmiechnął się, starając się, aby
wyglądało to naturalnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze, ale szybko. - Hermiona wskazała na wiszący pod sufitem
zegar i wyszła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał z westchnieniem na leżące przed nim ksiązki.
Uczył się przez tyle godzin, ale prawie nic nie pamiętał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Szlag by to trafił!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyjął spod stosu książek kawałek zapisanego drobnym
maczkiem pergaminu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cóż... może to mu pomoże...</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie widział Snape'a od poniedziałkowego incydentu, kiedy to
mężczyzna nakrył go w gabinecie, a później wyrzucił za
drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Eliksir pomógł, nie śniły mu się już goniące go
pająki. Nareszcie mógł się wyspać, ale część
z tamtych wydarzeń nadal była rozmazana i nieco niewyraźna.
Ciągle miał wrażenie, jakby czegoś brakowało, jakby o
czymś zapomniał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Trochę się denerwował przed czekającym go szlabanem.
Miał nadzieję, że Severus nie jest już na niego zły.
Tym razem nie będzie go prowokował. Tym razem zajmie się
czymś. Na przykład nauką. W końcu i tak do sobotniego meczu
zostały tylko trzy dni, więc nie może uprawiać seksu, bo
nie byłby w stanie wsiąść na miotłę, a
jeżeli przez niego Gryffindor by przegrał, to nigdy by sobie tego nie
darował. Inni też by mu tego nie wybaczyli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlatego też wziął pod pachę kilka książek o
eliksirach, w drugą rękę pergamin, pióro i kałamarz, do
rękawa włożył zapisaną drobno kartkę i tak
uzbrojony ruszył do lochów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy wszedł do komnaty, Snape siedział w swoim fotelu i
wyglądał jakby na niego czekał. Harry poczuł
bijącą od niego sugestię chłodu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobry wieczór, Severusie - powiedział i spróbował się
uśmiechnąć. Czarne oczy tylko zmrużyły się w
odpowiedzi. Harry wbił wzrok w podłogę i powoli podszedł do
drugiego fotela. Usiadł w nim i rozłożył na stoliku książki
i przybory.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie chcę ci dzisiaj przeszkadzać - wymamrotał, otwierając
książkę. - Po prostu się pouczę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape parsknął. Harry poderwał głowę i spojrzał
na mężczyznę z zaskoczeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cóż za odmiana, Potter. Nie masz zamiaru rozbierać się albo
mnie okradać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak zagryzł wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możesz sobie kpić do woli - mruknął ze złością.
- Nie zamierzam cię więcej prowokować, jeżeli o to ci
chodzi. Dobrze zapamiętałem ostatnią karę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy mężczyzny ponownie się zwęziły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czyli jednak można cię czegoś nauczyć, Potter. Może
powinienem częściej stosować tę metodę?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie będziesz musiał - odparł chłopak i zasłonił
się książką, czując, że jego policzki
płoną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez jakiś czas panowała cisza. Harry uczył się i
robił notatki. Siedzący po drugiej stronie stolika Snape także
trzymał w ręku książkę, chociaż nie
wyglądało na to, że ma zamiar ją czytać, ponieważ
Harry przez cały czas czuł na sobie jego nachalne spojrzenie.
Starał się nie zwracać na to uwagi, ale ten wzrok
całkowicie wybijał go z rytmu i nie pozwalał mu się skupić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W końcu nie wytrzymał. Poderwał głowę i zapytał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak? O co chodzi?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O nic, Potter. Czekam na moment kiedy w końcu się złamiesz i
pokażesz, po co tu naprawdę przyszedłeś.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł ciepło gniewu rozgrzewające jego policzki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przyszedłem na szlaban - wycedził. - Sam mówiłeś, że
mam się uczyć, więc to robię. A poza tym w sobotę jest
mecz i do tego czasu nie mogę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ach, a więc to jest ten powód, dla którego na tym stoliku leżą
książki, a nie ty, rozebrany do naga i błagający o to, abym
w ciebie wszedł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań! - Harry niemal krzyknął, czując, jak jego serce
rusza galopem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape uśmiechnął się szyderczo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiedziałem, że prędzej Longbottom uwarzy poprawny eliksir,
niż ty zmądrzejesz, zaczniesz myśleć i odpowiadać za
swoje czyny. Mecz! - prychnął mężczyzna i spojrzał w
ogień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie chcę się z tobą kłócić - powiedział Harry,
próbując zapanować nad sercem. - Po prostu... czy nie
moglibyśmy... porozmawiać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Porozmawiać? Nie mam o czym z tobą rozmawiać, Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął pięści. Wiedział, że nie
będzie łatwo. Ale w końcu poświęcił na to
cały wieczór...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możemy porozmawiać o cechach i zastosowaniu leukocytów
występujących w krwi buhorożców w nowatorskim programie
wzbogacania zawartymi w niej limfocytami typu T eliksirów odtruwających,
dzięki ich nietypowym właściwościom odpornościowym i
samouzdrawiającym - wyrecytował z pamięci, po czym
wziął głęboki oddech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape patrzył na niego bez słowa, mrugając lekko.
Wyglądał na całkowicie zaskoczonego i zbitego z tropu.
Siedział tylko i patrzył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry speszony przeciągającą się ciszą odezwał
się pierwszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No co? Przecież chciałeś o tym rozmawiać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape chyba w końcu odzyskał głos:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I mam rozumieć, że coś o tym wiesz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jasne! - Harry rozpromienił się. - I uważam, że to
naprawdę świetny pomysł. Buhorożce są praktycznie
niezniszczalne. W ich krwi zachodzą tak skomplikowane reakcje, że
wykorzystanie jej w celu stworzenia eliksirów odtruwających na każdy
rodzaj trucizny, to naprawdę świetny pomysł. Szkoda, że
Fidgeus Protas zginął, zanim dokończył badania.
Próbował zmusić limfocyty do połączenia się z neutrofilami
pochodzącymi z krwi bachantek ognistych, ale zapomniał, że krew
buhorożców jest silnie wybuchowa i to doprowadziło go do zguby. W
dodatku neutrofile zapewniają ochronę jedynie w stanach zapalnych, a
trudno zaliczyć do nich zatrucia. Moim zdaniem powinien spróbować
zanurzyć w niej beozar, który również jest uniwersalnym środkiem
na wszystkie zatrucia, ale o wiele trudniej go zdobyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape nadal patrzył. Wyglądał jak ktoś, kto próbuje
dojść do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Słuszna uwaga, panie Potter - wydusił w końcu nieco niepewnym
głosem. - Ale dlaczego nie spróbować z bazofilami? W końcu to
one mają wpływ na pobudzanie limfocytów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zaczerpnął tchu. Miał wrażenie, jakby zdawał
egzamin, a od tego, czy go zaliczy, zależy cała jego
przyszłość.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- One się do niczego nie nadają, ponieważ nie posiadają
zdolności do... do...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cholera! Co to było za słowo?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł, że robi mu się gorąco.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, rozwiązała mi się sznurówka - powiedział, po
czym szybko pochylił się i wyciągnął z rękawa
zapisaną karteczkę. Błyskawicznie przeszukał ją
wzrokiem, po czym wyprostował się i dokończył,
starając się brzmieć pewnie: - Ponieważ nie posiadają
zdolności do fogo... do fagocytozy. Poza tym jest ich zbyt mało. To
limfocyty są odpowiedzialne za niszczenie wszelkich
zagrażających życiu... związków, które dostają
się do krwi człowieka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape uniósł jedną brew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skoro tak mówisz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zawahał się. Czyżby coś pomylił?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na swoje kolana, próbując odczytać coś z
zaciśniętej w dłoni kartki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Druga sznurówka? - zapytał Snape drwiącym głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cholera! Nie mógł się przecież zorientować!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skoro granulocyty nie wchodzą w grę, to można by
spróbować z... - zaczął mężczyzna i zawiesił
głos.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Eee... - Harry poczuł, że z przejęcia wszystko zaczyna
wyparowywać mu z umysłu. - Z... eee...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Szybko spojrzał w dół na kartkę. Kiedy podniósł
głowę, zobaczył, że Snape zasłania usta
dłonią. Wyglądał, jakby próbował ukryć
uśmiech.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Gwideon Lange twierdzi, że...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie obchodzi mnie, co twierdzi ten pseudo-czarownik - przerwał mu
Severus. - Chciałbym się dowiedzieć, co ty o tym sądzisz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja... to znaczy... - Harry miał wrażenie, że stoi nad
przepaścią, a każdy kolejny krok poprowadzi go tylko w
jedną stronę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W dół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Myślę, że... trzeba spróbować połączyć
razem bezoar, limfocyty wydobyte z krwi buhorożców i krew trytonów, która
złagodziłaby jej wybuchowe właściwości, a dopiero,
jeżeli uda się je razem zmieszać, próbować dalej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape uniósł brwi. Wydawał się być... zaskoczony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To... słuszne spostrzeżenie, panie Potter.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry miał wrażenie, że słyszy w uszach dźwięk
grających fanfar.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Może jednak nie jesteś taki głupi, na jakiego wyglądasz -
dodał Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak skrzywił się. Co to miało niby być? Komplement
czy kolejna złośliwość?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak - fuknął. - Naśmiewaj się. Ja się tak staram, a
ty sobie ze mnie drwisz - warknął, patrząc Severusowi prosto w
oczy. Mężczyzna w odpowiedzi... uśmiechnął się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał, zdziwiony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Brawo, panie Potter. Kolejne słuszne spostrzeżenie. Jeszcze
trochę i może wyjdziesz na ludzi. Wystarczy ci, jeżeli powiem,
że jestem... - pochylił się do przodu i patrząc Harry'emu
prosto w oczy, dokończył - ...bardzo mile zaskoczony?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon uśmiechnął się. Miał wrażenie, że
jego serce otuliła ciepła mgiełka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówiłem ci, że możesz porozmawiać ze mną o wszystkim
- powiedział.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus odchylił się w fotelu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W takim razie chętnie poznam twoje zdanie na temat sposobów
przedłużania działania eliksiru niewidzialności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Och, nie" - jęknął Harry w duchu, ale jego
uśmiech pozostał na miejscu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jasne, nie ma sprawy - wydukał. - Musze się tylko...
przygotować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Będę czekał z niecierpliwością - odparł
mężczyzna uśmiechając się lekko. - A co do twojego
szlabanu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, wiem - przerwał mu chłopak. - Dokończę te
łazienki jutro. Ostatnio byłem trochę... zajęty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie będziesz już czyścił łazienek - oznajmił
Severus. - Uznaję ten szlaban za zakończony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Naprawdę? - Harry nie mógł się powstrzymać, by nie
uśmiechnąć się radośnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chodzi mi o twój poniedziałkowy szlaban - dodał
mężczyzna. - W związku z tym, że nie doszedł on do
skutku, odrobisz go w piątek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry otworzył usta.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale w sobotę mam mecz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Oczekuję cię punktualnie o siódmej, Potter - przerwał mu
mężczyzna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamknął usta.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A niech go...</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Skoncentrujcie się! Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że
stoicie po kostki w puchu, że każdy wasz krok będzie jak
stąpnięcie pająka... bezszelestne i całkowicie
niesłyszalne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry kątem oka zobaczył, jak stojący obok niego Ron
skrzywił się na wzmiankę o pająku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A może być na przykład... mrówka? - zapytał niepewnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Prowadząca zajęcia Tonks uśmiechnęła się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Może być, Ron... to znaczy panie Weasley - poprawiła się
szybko. - A teraz unieście różdżki i powtarzajcie za mną: <emphasis>Tacitus
Gressus</emphasis>.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Tacitus Gressus!</emphasis> - powtórzyli wszyscy chórem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Należy machnąć różdżką i skierować ją
ku stopom, obracając jednocześnie nadgarstek o czterdzieści
pięć stopni. O tak. - Tonks zaprezentowała ruch, a uczniowie
starali się go powtórzyć z mniejszym lub większym powodzeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam bardzo. - Ręka Hermiony wystrzeliła w górę. - Ale
w jaki sposób może nam to pomóc w walce?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To, czy uda nam się podejść niezauważonym do przeciwnika
może mieć kolosalne znaczenie dla przebiegu pojedynku -
wyjaśniła Tonks. - Zaklęcia powodujące znikanie są
jednymi z najtrudniejszych do opanowania, a wątpię, aby każdy z
was miał w zapasie pelerynę niewidkę. - Harry wyczuł na
sobie jej spojrzenie i spuścił wzrok. - Ale żaden środek
powodujący znikanie nie pomoże wam, jeżeli będziecie
musieli przemieszczać się po trzaskających pod nogami
gałęziach lub też po niezwykle skrzypiącej podłodze. A
dzięki temu zaklęciu będziecie poruszać się
całkowicie bezszelestnie. Spróbujmy jeszcze raz. Machnięcie i obrót.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry'emu udało się dopiero za trzecim razem. Kiedy podskoczył,
jego stopy nie wydały najmniejszego dźwięku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nagle ciszę rozdarł donośny huk, jakby stąpnięcie
olbrzyma. Wszyscy przycisnęli ręce do uszu i spojrzeli z wyrzutem na
Neville'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chyba coś pomieszałem - zająknął się, a jego
twarz nabrała purpurowego koloru. - Przepraszam - wydukał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W porządku. - Tonks podeszła do niego i poklepała go po
ramieniu. - Zaraz to naprawię. Tylko chwilowo nie podnoś stóp, bo
wszyscy ogłuchniemy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kilka osób zachichotało. Tonks rzuciła szybkie przeciwzaklęcie i
zademonstrowała Gryfonowi prawidłowy ruch dłonią.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A teraz sam sprób... - urwała, kiedy rozległo się donośne
pukanie do drzwi. - Proszę! - zawołała, ale nikt nie
wszedł. Harry zobaczył, że Nimfadora marszczy brwi w
zamyśleniu. Po chwili zwróciła się do uczniów:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ćwiczcie sami. Zaraz wrócę, ale nie życzę sobie
żadnych popisów, rozumiemy się? - Po tych słowach pospiesznie
wyszła z klasy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry na darmo próbował dojrzeć, kto stoi za drzwiami. Kiedy Tonks je
otworzyła, nie było tam nikogo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, nie gap się, tylko ćwicz! - ofuknęła go Hermina.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie muszę - odparł chłopak. - Już to umiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To może pomożesz Neville'owi? - nagabywała dalej Gryfonka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał na nią ze złością. Severus miał
absolutną rację. Ona była cholernie męcząca!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tonks wróciła po paru minutach. Wyglądała na bardzo
zdenerwowaną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przykro mi, ale muszę wcześniej skończyć dzisiejsze
zajęcia. To wasza ostatnia lekcja, więc jesteście wolni. Ale
proszę się zachowywać, kiedy wyjdziecie na korytarz. Nie
chcę mieć przez was kłopotów.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Większość uczniów przyjęła nowinę z
radością, a w przypadku Neville'a - także z ulgą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry obserwował, jak Tonks podchodzi do biurka i próbuje
drżącymi dłońmi pozbierać leżące na nim
pergaminy. Zastanawiał się, czy nie podejść i nie
zapytać, co się stało, ale ostatecznie stwierdził, że
lepiej będzie zaczekać na dalszy rozwój wypadków. Miał pewne
podejrzenia co do tego, kto mógł pukać...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pozbierał swoje przybory i wyszedł na korytarz razem z innymi.
Rozejrzał się wśród tłumu rozmawiających ze sobą
Gryfonów i Ślizgonów i zmrużył oczy, kiedy dostrzegł
strzęp blond włosów za rogiem jednego z odchodzących w
przeciwnym kierunku korytarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, idziesz? - zapytała Hermiona, patrząc na niego z
niecierpliwością.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Idźcie przodem. Ja muszę... skorzystać z toalety -
skłamał na poczekaniu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy jego przyjaciele i pozostali uczniowie rozeszli się, Harry
ostrożnie podszedł do zakrętu korytarza i wyjrzał za róg.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna opierała się o ścianę, a puszyste, długie
włosy opadały na jej opuszczoną twarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hej - powiedział cicho. - Co słychać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dziewczyna wzdrygnęła się i szybko przetarła
dłonią oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, cześć, Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy podniosła głowę, chłopak dostrzegł
zaczerwienione oczy i ślady łez na policzkach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Coś się stało? - zapytał, starając się
ukryć zaskoczenie. Nigdy nie widział, żeby Luna
płakała. Każdy problem bagatelizowała albo uznawała,
że go w ogóle nie ma lub też nie warto zawracać sobie nim
głowy. A więc to musiało być coś naprawdę
poważnego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och... nic - wydukała. - Po prostu kilka mikropuffek alzackich
wpadło mi do oczu. To wszystko...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...i nigdy nie słyszał, żeby kłamała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Możesz już iść. Nic mi nie jest, naprawdę. -
Zerknęła ponad jego ramieniem i szybko spuściła wzrok.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry domyślał się na kogo czekała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- W porządku. - Udał, że jej wierzy. - Ale jeżeli
będziesz czegoś potrzebowała, to wiesz, gdzie mnie szukać,
prawda?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Skinęła głowa i spróbowała się
uśmiechnąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy znikał za zakrętem i obejrzał się jeszcze raz,
widział, jak odprowadzała go wzrokiem. Zrobiło mu się
głupio, więc oddalił się czym prędzej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Była jego przyjaciółką. Nie mógł jej śledzić i
deptać jej po piętach. Skoro nie chciała podzielić się
z nim swoim problemem, to musiała mieć ku temu ważny powód.
Albo... ktoś inny tego nie chciał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chyba zaczynał już pojmować, o co w tym wszystkim chodzi...</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co za drań! Jak mógł ci to zrobić w przeddzień meczu?
Będziesz siedział zamknięty w lochach na jakimś durnym
szlabanie, zamiast trenować z nami! - Ron chodził w tę i z
powrotem po Pokoju Wspólnym i niemal krzyczał. - Jeżeli przegramy, to
osobiście wyleję mu na głowę cały kociołek
eliksiru! Najlepiej jakiegoś wybuchającego!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ron, uspokój się. Nikt tak nie potrafi łapać zniczy, jak
Harry. Powinieneś się skupić na własnym treningu, zamiast
obmyślać plan zemsty na tym tłustym draniu - powiedziała
zdecydowanie Ginny, siedząca na podpórce kanapy, obok Hermiony. Dziewczyna
podniosła głowę znad trzymanej na kolanach książki i
machnęła ręką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Szkoda twoich słów. Na niego nie podziała nic, poza obiadem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ron zaczerwienił się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja się przynajmniej przejmuję tym, czy wygramy, czy nie. Dla ciebie
to i tak wszystko jedno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Hermiona zacisnęła usta. Harry, przeczuwając gwałtowny
wybuch, szybko zerwał się z fotela i rzucając "To ja
już pójdę", zabrał swoje książki i ruszył ku
wyjściu. Kiedy przechodził przez portret Grubej Damy,
usłyszał podniesiony głos Hermiony:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zarzucasz mi, że nie kibicuję naszej drużynie i że nie
zależy mi na zdobyciu Pucharu Do... - Słowa urwały się,
kiedy portret zamknął się za nim.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odetchnął z ulgą. Nie poszło tak źle. Spodziewał
się jeszcze gwałtowniejszej reakcji. Z powodu ulewnego deszczu ze
śniegiem i tego, że po południu boisko zajęli Krukoni,
ostatni trening miał się odbyć dopiero wieczorem, a on zamiast
ćwiczyć razem z drużyną, będzie siedział
cały wieczór ze Snape'em. Sam na sam.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Świadomość tego rozgrzewała jego wnętrze ciepłym
płomieniem. Wiedział, że czeka go bardzo ważny mecz i
że nie może cieszyć się, iż spędzi z nim
cały wieczór. Powinien być zły, że nie może
trenować i cały czas próbował sobie wmawiać, że tak
jest w istocie, ale...</p><empty-line /><empty-line /><p>
No właśnie. Ale...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale to był Severus. I Harry ani trochę nie przestał go
pragnąć. Szczególnie, że od ich ostatnich wspólnych chwil
minęło... ile? Tydzień. Zasłanianie się
książkami i rozmową było bardzo wygodnym sposobem na
poskromienie swojego pragnienia. Pomimo wszystko... potrafił jednak
się kontrolować. A przynajmniej się starał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wiedział, że gdyby tylko Snape wykonał jakiś gest, gdyby to
on zainicjował to, czego Harry tak bardzo pragnął...
złamałby się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A nie mógł! Nie przed meczem! Nie mógł ich zawieść kolejny
już raz! Dlatego tak bardzo nie chciał iść na ten szlaban.
I podejrzewał, że Snape przydzielił mu go specjalnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale ma swoje ksiązki. Może nie zdążył nauczyć
się jeszcze o eliksirach niewidzialności, no, może nie
wszystkiego, ale da sobie radę. Posiedzi sobie cicho i poczyta. A tak poza
tym... jeżeli Snape będzie czegoś od niego chciał, to niech
sam wykaże się w końcu inicjatywą. Dlaczego to on musi
zawsze rozpoczynać rozmowę, przytulać się do niego i w
ogóle...? Jeśli tego nie zrobi, a Snape się nie przełamie, to...
może będzie dobrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do siebie i wszedł do gabinetu.
Przemierzył go w kilku krokach i zatrzymał się przed drzwiami
prowadzącymi do prywatnych kwater. Odetchnął głęboko i
wszedł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przywitało go twarde spojrzenie, które ześlizgnęło się
w dół, zatrzymało na książkach, które miał pod
pachą, powędrowało z powrotem ku jego twarzy i natychmiast
zmieniło w nieprzyjemne i zagniewane.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobry wieczór, Severusie - powiedział, starając się zabrzmieć
naturalnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie podobało mu się to spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie czekając na odpowiedź, której i tak wiedział, że
się nie doczeka, usiadł w fotelu i rozłożył przed
sobą swoje rzeczy. Zauważył stojącą naprzeciw Severusa
pustą szklankę z odrobiną bursztynowego alkoholu na dnie.
Udając, że jej nie dostrzegł, otworzył
książkę, rozwinął pergamin i zabrał się za
czytanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie usłyszał prychnięcie, a zaraz po nim kilka
niezrozumiałych słów, które Snape mruknął pod nosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uniósł głowę i spojrzał wprost w napierające na
niego czarne oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? Mówiłeś coś? - zapytał niewinnie, chociaż
czuł, jak w środku drży cały.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyglądał przez chwilę tak, jakby żuł
cytrynę i nie potrafił jej wypluć. Jakby walczył ze
sobą. Jakby chciał coś powiedzieć, ale... prędzej
się udusi niż to zrobi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W końcu parsknął i odwrócił głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zmarszczył brwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciałbyś o czymś porozmawiać, Severusie? - Nie
dawał za wygraną. Zaintrygowało go zachowanie
mężczyzny i nie pozwoli tak łatwo się zbyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus ponownie wbił w niego płonące gniewem spojrzenie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O czym? - warknął. - O twoich "cudownych"
przyjaciołach? O kolejnym meczu, który słynny <emphasis>Wybraniec</emphasis> musi
wygrać, bo inaczej zostanie zrzucony z piedestału i przestanie
być wielkim idolem? Czy może o twoim zapchlonym ojcu chrzestnym?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry, w którym każde słowo Severusa wzbijało coraz większe
i coraz bardziej spiętrzone fale gniewu, zerwał się z fotela i
syknął:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- <emphasis>Nie chcę</emphasis> o nim rozmawiać!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Snape'a zabłysły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A więc porozmawiamy właśnie <emphasis>o nim</emphasis> - wysyczał jadowicie.
- Podobno mogę z tobą rozmawiać o wszystkim.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął drżące pięści. Nie miał
pojęcia, co się dzieje. Czuł się tak, jakby nagle
został wrzucony w wir, który porwał go ze sobą i nie
pozwalał wyhamować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co cię dzisiaj ugryzło? - zapytał, walcząc ze sobą,
aby się uspokoić i wyrównać oddech. - Odkąd tylko
przyszedłem zachowujesz się... dziwnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape nie odpowiedział. Jego oczy wydawały się jeszcze
ciemniejsze niż zwykle. Uśmiechnął się szyderczo i
wycedził:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jestem niemal pewien, że gdybyś w zeszłym roku uczył
się tak samo pilnie, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Gdybyś z taką samą determinacją przykładał
się do Oklumencji, twój zapchlony kundel nadal by... - urwał, kiedy Harry
trzasnął pięścią w stół. Szklanka
przewróciła się i spadła na podłogę,
roztrzaskując się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Gryfon czuł, jak wir unosi go ze sobą i próbuje rozedrzeć na
strzępy. Odwrócił się gwałtownie w stronę drzwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie zostanie tu ani chwili dłużej! Nie będzie słuchał
tego, co ten...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zdołał zrobić zaledwie krok, kiedy poczuł rękę
Snape'a chwytającą jego ramię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zostaw mnie! - krzyknął, szarpiąc się i uwalniając z
uścisku. Ruszył ku drzwiom, nie oglądając się za
siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie chciał na niego patrzeć! Nie chciał już nigdy
więcej...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zdołał dotrzeć do wyjścia, lecz zanim
sięgnął do klamki, poczuł oplatające go od tyłu
ramiona. Mężczyzna naparł na niego i przycisnął go do
drewnianej powierzchni. Owinął ręce wokół jego pasa i
klatki piersiowej i przywarł do jego pleców, zanurzając twarz w
rozczochranych włosach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Puść! - Harry szarpnął się, próbując się
uwolnić, ale nie był w stanie, uwięziony pomiędzy
chłodnym drewnem i równie chłodnym ciałem za sobą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wtedy też usłyszał zachrypnięty szept tuż przy swoim
uchu:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cicho, Potter. Uspokój się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł buzującą w żyłach i szumiącą w
uszach krew.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak mogłeś, ty draniu? Jak mogłeś powiedzieć,
że... - urwał, kiedy jego głos zaczął się
załamywać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ciii, już dobrze. To nieważne. Zapomnij o tym...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...Harry nie wiedział, ile czasu upłynęło. Wiedział
jedynie, że przez cały czas słyszał ten cichy, kojący
głos przy swoim uchu. Czuł ciepły oddech owiewający mu
szyję i dłonie gładzące jego napięty brzuch,
wślizgujące się pod koszulę i dotykające rozgrzanej skóry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usłyszał westchnienie. Oddech przyspieszył. Ciało za nim
naparło mocniej. Chłodne dłonie sunęły po skórze,
jakby uczyły się na pamięć każdego
zagłębienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było takie... niesamowite. Inne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamknął oczy i odwrócił głowę na bok, chcąc
wyraźniej słyszeć te zduszone westchnienia. Wtedy Severus
oderwał się od niego i zaciskając rękę na jego
nadgarstku, bez słowa poprowadził go do fotela. Opadł na niego i
przyciągnął Harry'ego do siebie. Chłopak nie opierał
się. Usiadł na jego kolanach, nie spuszczając wzroku z wbitych w
siebie, płonących oczu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie było w nich już śladu po gniewie. Zastąpiło go
pragnienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry oparł się kolanami o siedzisko, chcąc przysunąć
się bliżej, i wtedy poczuł <emphasis>to</emphasis>. Erekcję Severusa
próbującą przebić się przez materiał spodni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał wprost w płonące oczy, czując jednocześnie,
jak dłoń mężczyzny sunie po jego udzie w stronę
krocza. Mistrz Eliksirów oblizał wargi i zerknął w dół.
Harry nie musiał patrzeć. Wiedział, że także jest
twardy. W tej chwili wolał przyglądać się z absolutną
fascynacją zaczerwienionej twarzy Snape'a. Mężczyzna
wyglądał jak ktoś na granicy eksplozji. Jego oczy
ślizgały się po ciele Harry'ego, a dłonie niemal
drżały w chorobliwym pragnieniu spełnienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy Harry zrozumiał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus pragnął go od samego początku. Od kiedy tylko się
tutaj zjawił. Pragnął go już w środę. A kiedy
zrozumiał, że Harry nic mu nie da, przesunął jego szlaban
na piątek, ponieważ nie mógł już wytrzymać. Dlatego
się tak zachowywał. Dlatego był taki zły i uszczypliwy,
kiedy Harry - kolejny już raz - zjawił się z
książkami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ponieważ woli być dla niego wredny, woli go zranić, woli
się z nim pokłócić, niż... poprosić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I świadomość tego, że ten zamknięty w sobie, wiecznie
opanowany człowiek pragnie go tak bardzo, iż niemal drży...
sprawiła, że Harry poczuł, jakby wewnątrz niego
otworzyła się tama i zalała jego ciało tonami gorąca.
Krew w jego żyłach zaczęła wrzeć, a przed oczami
rozbłysły iskry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poprzez szum w uszach usłyszał zachrypnięty szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dam ci później eliksir, który złagodzi...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Snape nie musiał mu tego mówić, ponieważ dłonie
Harry'ego powędrowały już do rozporka. Uniósł się na
kolanach, pozwalając, by Severus zsunął odrobinę jego
spodnie i slipy, w tym samym czasie, w którym Harry uwolnił spod
materiału twardego, pulsującego z pragnienia penisa
mężczyzny. Jego serce zadudniło, a oczy pieszczotliwie
objęły go wzrokiem i Harry już wiedział, że nic,
absolutnie nic nie jest ważniejsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I nigdy nie będzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus rzucił szybkie, niewerbalne zaklęcie i Harry rozszerzył
oczy, widząc, jak członek pokrywa się lepką,
ciepłą substancją. Ale zanim zdążył cokolwiek
pomyśleć, Severus uniósł jego pośladki i bez żadnego
oporu wszedł w niego jednym, płynnym ruchem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie krzyknął, nie zakwilił. Jedynie westchnął
głęboko, odchylając głowę do tyłu i
opierając ręce na kolanach mężczyzny, z którego ust również
wyrwało się głośne westchnienie. Miał wrażenie,
jakby w jego podbrzuszu eksplodowały miliony drażniących i
łaskoczących iskier.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, tak bardzo za tym tęsknił... Za tym wypełniającym
wnętrze, tętniącym gorącem... Za ostrym zapachem seksu
wdzierającym się w nozdrza. Za przyspieszonym oddechem naprzeciw
swojej twarzy i aromatem ziół unoszącym się wokół mrocznej
sylwetki, która niemal płonęła pożądaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uniósł biodra i powoli, torturując wszystkie zmysły, naparł
z powrotem, czując jak rozgrzana stal wsuwa się w niego cal po calu.
Jego ciało zaczęło wibrować. Czuł w sobie
płomienie. Severus nie popędzał go. Pozwalał mu
narzucić własne tempo, z chęcią przyjmując wszystko,
co Harry chciał mu dać. Gryfon zamknął oczy i odrzucił
głowę, odchylając się do tyłu i opierając
ciężar ciała na rękach wspartych na kolanach
mężczyzny. Dzięki temu mógł mieć pełną
kontrolę nad każdym ruchem. I przedłużał je w
nieskończoność, torturując siebie i Severusa, który
wydawał z siebie zduszone pomruki. Pozwalał, aby pulsująca erekcja
wysuwała się z niego niemal całkowicie, by po chwili ponownie
nabijać się na nią, powoli i stanowczo, aż do chwili, gdy
czuł ciepłe jądra dotykające jego pośladków.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to możliwe, aby to było aż tak przyjemne?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie czuł żadnego bólu. Słyszał swój głośny,
drżący oddech i głęboki, ciężki oddech Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak, chciał go słyszeć. Chciał, by zaczął
jęczeć, by zatracił się w przyjemności. By go
dotknął... Tak, właśnie tak!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłonie mężczyzny wśliznęły się pod
koszulę Harry'ego i zacisnęły na jego talii. Jak szpony.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus był w nim. Bardzo głęboko w nim. Czuł jego żar
- piekące boleśnie pożądanie, pragnące
wybuchnąć wewnątrz niego i pozostać tam na zawsze.
Uniósł biodra, czując jak ten żar przesuwa się w jego
wnętrzu i ponownie się na niego nabił, pragnąc, by
eksplodował w nim i ogarnął całe jego ciało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape syknął i zacisnął oczy. Były zamglone, kiedy je
otworzył. Harry zauważył to, ponieważ silne uderzenie
przyjemności uniosło jego rozpalone powieki. Zauważył i
zamarł na chwilę. I wtedy coś się wydarzyło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna szarpnął się do przodu, owinął go
ramionami i przyciągnął do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och... - było jedynym, co wydobyło się z ust chłopaka.
Oddech Severusa łaskotał go w ucho. Harry przytulił się do
niego, zanurzając twarz w czarnych, smolistych, pachnących
ziołami oraz delikatnym aromatem migdałów włosach i
przywarł do tej siły, do tego pragnienia, które uniosło jego
biodra i zaczęło wchodzić w niego szybkimi, płytkimi
pchnięciami. Przeciągły jęk wyrwał się z jego
gardła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... to takie... przyjemne... - wyszeptał, czując jak jego
ciało podryguje w rytmie uderzających w pośladki, rozgrzanych
jąder. Zupełnie nie myśląc o tym, co robi, wplótł
palce w ciemne, gładkie włosy i przywarł ustami do ciepłej
szyi. Nie było tam chłodu. Jedynie pulsująca pod wargami krew.
Zaczął całować każdy fragment skóry, kierując
się w stronę obojczyka. Jego serce biło równie szybko, jak puls
Severusa. Denerwował się. Dlaczego wciąż miał
wrażenie, że każdy kolejny pocałunek będzie jego
ostatnim? Że to się za chwilę skończy, że czar
pryśnie, że oplatające go ramiona znikną?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mrucząc, wycałował ścieżkę prowadzącą
od obojczyka do ucha. I wtedy... Severus puścił go. Harry
zamarł, a jego serce zatrzymało się na chwilę.
Otworzył oczy. I następnym, co poczuł, były... dłonie
mężczyzny wślizgujące się pod jego koszulę i
błądzące po nagiej skórze. Zaczął oddychać
ponownie. Uśmiechnął się do siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Głupek.</emphasis></p><empty-line /><empty-line /><p>
Przesunął głowę i wziął w usta ciepły
płatek ucha. Severus jęknął przeciągle,
zaciskając kurczowo ręce na jego plecach. Harry poczuł
wbijające mu się w ciało paznokcie. Ale ból był przyjemny.
Zamruczał i obmył językiem przestrzeń za uchem.
Usłyszał cichy, zachrypnięty szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak, właśnie tam...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego serce szarpnęło się. Poczuł nowy przypływ
gorąca w dolnych partiach ciała. Och, tak... Zrobiłby wszystko,
by znowu usłyszeć ten ciężki od pragnienia szept.
Przywarł jeszcze mocniej i ponownie przesunął językiem
wzdłuż ciepłego ucha. Raz i drugi. Coraz agresywniej. Severus
otworzył usta, z których teraz wydobywał się niemal nieprzerwany
pomruk przyjemności i aprobaty. Harry oderwał się od ucha i
przyssał do drugiego. Z pomiędzy warg mężczyzny
wyrwało się ochrypłe przekleństwo:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cholera!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry’ego zalała ogromna, rozgrzewająca fala satysfakcji. To ona
kazała mu oderwać się na chwilę od ciepłego, mokrego
płatka ucha i wyszeptać z szelmowskim uśmiechem na ustach:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze ci?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Severusa błysnęły. Odpowiedział, przyspieszając.
Harry jęknął i wcisnął zaczerwienioną twarz w
rozgrzany obojczyk. Wtedy jedna z dłoni Snape'a wyślizgnęła
się spod koszuli i odpięła kilka guzików pod szyją. Harry
próbował otworzyć płonące powieki, ale każde uderzenie
w prostatę pozbawiało go kontroli nad ciałem. Snape
zsunął koszulę z jego ramienia i... przycisnął usta do
bladej skóry. Harry zakwilił. Miał wrażenie, że wargi
mężczyzny zamieniły się w rozgrzany do czerwoności
kawałek metalu, który sparzył jego skórę i w bardzo krótkim
czasie ogarnął całe ciało. Severus niemal miażdżył
go w uścisku, podczas gdy jego usta błądziły po
wrażliwej skórze, na przemian wdychając jej zapach i
składając na niej pocałunki, które topiły ją niczym
rozgrzany wosk. Harry westchnął, kiedy iskry przyjemności
dotarły do serca, otuliły go i wypaliły w nim wszystko, co
kiedykolwiek sprawiało mu ból.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czuł zawroty głowy. Nie wiedział, czy śni, czy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Otworzył rozżarzone powieki, ale jego okulary były zaparowane.
Wszystko wydawało mu się tak znajome... i tak inne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus dyszał w jego ramię, owiewając skórę
płonącym oddechem. Harry poderwał głowę.
Mężczyzna zrobił to samo. Ich spojrzenia skrzyżowywały
się. Ale we wzroku Severusa było coś... innego. Nie był
gorący ani intensywny. Nie parzył go ani nie starał się
przepalić jego skóry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Był... ciepły. Miękki. Taki, którym mógłby się
otulić i zasnąć, ukołysany nim. A jednocześnie, kiedy
na niego padał, rozpalał w nim każdy nerw, każdą
komórkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego usta otworzyły się, z trudem łapiąc powietrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Doprowadzasz mnie... do szaleństwa... - wyszeptał drżącym
głosem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zamrugał. Czyżby on to powiedział? Najwyraźniej tak,
ponieważ Severus uśmiechnął się lekko w odpowiedzi, a
następnie podniósł rękę i Harry poczuł, jak zdejmuje
mu okulary.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rozszerzył oczy. Już wiedział. Pamiętał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tuż przed pobiciem... kochali się w takiej samej pozycji. Ale
wtedy... teraz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zadrżał, czując wplatające mu się we włosy
długie, chłodne palce. Przez jego ciało popłynął
ciepły prąd, jeszcze bardziej podsycając rozbłyskujące
w ciele iskry.</p><empty-line /><p>
Zacisnął powieki.</p><empty-line /><p>
Łzy. Czuł łzy w oczach.</p><empty-line /><p>
Dlaczego?</p><empty-line /><p>
To nie mogło być jego wspomnienie. Taka oschłość,
niczym rozdzielający ich mur... Teraz to widział. Tak, jakby... to...
był ktoś inny. Nie on. Taki chłód...</p><empty-line /><p>
Uniósł powieki i napotkał głębokie, otulające go
spojrzenie ciemnych źrenic.</p><empty-line /><p>
Ciepło.</p><empty-line /><p>
Severus przyciągnął jego twarz, gładząc rozczochrane
włosy, prześlizgujące się pomiędzy smukłymi
palcami. Harry zamknął oczy i wstrzymał oddech.</p><empty-line /><p>
I wtedy poczuł wargi dotykające jego powiek.</p><empty-line /><p>
Czas się zatrzymał.</p><empty-line /><p>
Słyszał cichy oddech, owiewający skórę na policzku.
Czuł wplecione we włosy palce. Pulsującą erekcję
zanurzoną głęboko w jego wnętrzu. Przeszywający
skórę i ogarniający oczy żar. Gładkość warg. Ich
ciepło. Swoje własne palce wbijające się w czarny
materiał szat.</p><empty-line /><p>
Eksplozję.</p><empty-line /><p>
Usłyszał westchnienie. Swoje i Severusa. Jego oczy owionął
gorący oddech, a we wnętrzu rozlał się wilgotny ogień.
Wszędzie wokół strzelały płomienie. Przyjemność
tak cudowna, tak ciepła, tak... słodka. Jego ciało stało
się katalizatorem, ogniskując w sobie każdą
najmniejszą cząstkę rozkoszy, unoszącą się w
nagrzanym powietrzu, które roziskrzyło się niczym nocne niebo. A z
pulsującego boleśnie penisa wystrzeliła struga bieli,
osiadając na czarnej szacie.</p><empty-line /><p>
Spod zamkniętych powiek wypłynęły łzy. Przywarł
do naprężonego ciała pod nim. Drżał. Drżał
tak bardzo, iż nie był w stanie nad tym zapanować. Wszystko w
nim wibrowało. Każdy mięsień, każdy cal mokrej od potu
skóry. Dwa nierówne oddechy wymieszały się ze sobą, a iskry
opadły łagodnie na ich ubrania.</p><empty-line /><p>
I wtedy Harry poczuł gładzącą go po plecach dłoń,
a niski, zachrypnięty głos wyszeptał cicho:</p><empty-line /><p>
- W porządku?</p><empty-line /><p>
Zmusił się, aby pokiwać głową, chociaż miał
wrażenie, jakby to drżące ciało nie należało do
niego.</p><empty-line /><p>
- Tak... - odparł ochryple.</p><empty-line /><p>
Słyszał bijące głośno serce i zastanawiał
się, czy to jego, czy też Severusa. Jeden wspólny rytm. Niepewny,
wibrujący, coraz szybszy. Niczym vibrato, zapowiadające...</p><empty-line /><p>
...coś ważniejszego.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
* "Don't
let go" by Bryan Adams &amp; Sarah McLachlan</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 29 ---</strong></p>

<p><strong>29. On fire</strong></p><empty-line /><p>You're on fire</p>

<p>When he's near you</p>

<p>You're on fire</p>

<p>When he speaks</p>

<p>You're on fire</p>

<p>Burning at these mysteries*</p>

<p>Część 1</p>

<p>- Powodzenia, Harry! - Chłopak
ugiął się i prawie wpadł na Hermionę po
"dobrodusznym" klepnięciu w plecy w wykonaniu Hagrida.</p>

<p>- Dzięki - wymamrotał,
kiedy jego płuca wróciły już na miejsce.</p>

<p>- Dacie im popalić, co nie, Ron?
- Półolbrzym uśmiechnął się szeroko i uniósł
dłoń, aby klepnąć także rudzielca, ale ten szybko
wycofał się z zasięgu jego ramion, posyłając mu
nerwowy uśmiech.</p>

<p>Harry już dawno stracił
rachubę, ile osób życzyło im powodzenia od czasu wyjścia z
dormitorium, przez całą drogę aż do Wielkiej Sali, do
której podążali na ostatni posiłek przed meczem. Wszyscy zdawali
sobie sprawę z tego, że jeżeli go wygrają, będą
już na wyciągnięcie ręki od pucharu. Pozbawiony swoich
najlepszych zawodników - Malfoya, Grabbe'a i Goyle'a - Slytherin, z którym
mają grać wiosną, był tak osłabiony, iż nikt nie
miał wątpliwości, kto będzie górą w tym pojedynku. To
dzisiejszy mecz był tym najważniejszym i wszyscy dobrze o tym
wiedzieli.</p>

<p>Kiedy Harry przekroczył próg
sali, w jego oczy wlała się ogromna, czerwono-złota masa. Niemal
wszyscy uczniowie ubrani byli w barwy Gryffindoru. Pod ścianami stały
gotowe transparenty i panował tak ożywiony gwar, iż trzeba
było krzyczeć sobie do ucha, aby móc się porozumieć. W
takiej chwili nie liczyła się wojna ani wewnętrzne animozje, nieporozumienia
i podziały. Quidditch łączył wszystkich w jedną,
wielką rodzinę. I w tym tkwiła jego siła.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie, widząc Seamusa i Deana z twarzami pomalowanymi w
czerwone i złote pasy i wymachującymi chorągiewkami z
godłem Gryffindoru. Luna w swoim olbrzymim kapeluszu w kształcie
głowy lwa chodziła i rozdawała wszystkim balony, z których -
Harry wytrzeszczył oczy - szczerzyła się jego własna twarz
z podpisem: "Harry Potter to nasz idol!"</p>

<p>Jedynie Slytherin nie brał
udziału w radosnym święcie, chociaż wyglądało na
to, że Zabini i Nott dobrze się bawią, strzelając
różdżkami i przekłuwając te okropne balony. Harry był
im wdzięczny.</p>

<p>Spojrzał ponad tłumem na
stół nauczycielski. McGonagall (z balonem w ręku!) pomachała do
niego, a dyrektor uśmiechnął się i skinął mu
swoim pucharem, po czym pochylił się ku czarnej, zdecydowanie
wyróżniającej się w całej tej feerii barw sylwetki. Serce
Harry'ego momentalnie przyspieszyło, a nogi ugięły się pod
nim. Snape siedział wyprostowany na swoim miejscu, wysłuchując
wesołych komentarzy Dumbledore'a, i miał taką minę, jakby
właśnie wypił truciznę i bezwłocznie potrzebował
antidotum. Był niczym mroczna, cyniczna kotwica w falującym morzu
kolorowej radości i beztroski. I przyciągał wzrok Harry'ego
niczym magnes, sprawiając, że zapominał o wszystkim, o tym,
gdzie się znajduje i co ma zrobić. I czuł się tak, jakby w
jego wnętrzu płonął ogień. Ogień, który go
rozgrzewał i posyłał w jego ciało przyjemne prądy,
które sprawiały, że miał ochotę się śmiać,
ponieważ wszystko wydawało mu się takie... piękne.</p>

<p>- Stary, rusz się.
Zamurowało cię? - Ron złapał go za ramię i
pociągnął za sobą w roześmiany tłum. Harry
został otoczony podekscytowanymi twarzami, poklepującymi go
rękami i tysiącem mieszających się ze sobą głosów.
Ale to wszystko znajdowało się jakby za niewidzialną
barierą, która tłumiła docierające do niego bodźce. W
jego głowie unosiła się ciepła mgiełka, a przed oczami
majaczyła jedynie mroczna sylwetka. Wciąż pamiętał
tę niesłychaną czułość, którą wczoraj obdarzył
go Severus, i na samo jej wspomnienie w jego brzuchu działo się
coś dziwnego - jakby tysiące tańczących mrówek
urządziło sobie konkurs stepowania. Wciąż
pamiętał pragnienie, które widział w tych niesamowitych,
ciemnych oczach. I nawet moment, w którym Severus dał mu maść,
aby nie miał dzisiaj kłopotów z siedzeniem na miotle, wydawał mu
się taki... magiczny. Od wczorajszego wieczoru czuł się tak,
jakby w jego żyłach krążył alkohol. Nie potrafił
pozbyć się doskonałego humoru i uśmiechu, który
wylewał mu się na twarz za każdym razem, kiedy
pomyślał o Severusie. Miał wrażenie, jakby wszystko w
końcu było tak jak należy. Jakby wszystko mu się
udało. Jakby nic nie mogło już tego zepsuć.</p>

<p>Niejasno zdawał sobie
sprawę, że został doprowadzony do stołu i usadzony przy
nim. Przez jakiś czas czuł jeszcze poklepywania, ale nie zwracał
na nie uwagi. Z nieobecnym uśmiechem na twarzy wpatrywał się w
jeden punkt na ścianie i pozwalał, aby przed jego oczami
przewijały się wspomnienia wczorajszego wieczoru i plany na kolejne.</p>

<p>Z odrętwienia wyrwały go
dopiero donośne hałasy. Gryfoni, trzymając w rękach kubki i
sztućce, zaczęli wybijać rytm na drewnianym blacie stołu.
Lee Jordan stanął na ławce i zawołał w wystukiwanych
głośno rytmie:</p>

<p>- Wy-gra-my! Dlaczego?!</p>

<p>- Bo ma-my Harry'ego! - odpowiedzieli
chórem Gryfoni.</p>

<p>- Prze-gra-cie! Dlaczego?! -
ponowił, wskazując palcem w stronę Krukonów.</p>

<p>- Bo ma-my Harry'ego!</p>

<p>Harry miał ochotę
schować się pod stół. Było mu wstyd przed Cho i resztą
Krukonów. Czuł, jak ogromny rumieniec wpełza na jego twarz i bierze
ją w posiadanie. Hermiona spojrzała na niego z mieszaniną
rozbawienia i współczucia, a Ron klepnął go w plecy,
szczerząc się.</p>

<p>- Z tobą nie ma szans,
żebyśmy przegrali - powiedział beztrosko.</p>

<p>- Uhm - mruknął
niewyraźnie Harry, czując, jak żołądek wywraca mu
się na drugą stronę.</p>

<p>***</p>

<p>- I pamiętajcie, każdy
pilnuje swojej strony i przydzielonego wam zawodnika przeciwnej drużyny.
Harry, ty masz się skupić wyłącznie na zniczu. Wszyscy
podają do Ginny - ona wykańcza akcje. Jimmy, Ritchie, pilnujcie jej
jak oka w głowie. - Angelina udzielała w szatni ostatnich wskazówek,
ale Harry niemal jej nie słuchał. Stał tylko i
wsłuchiwał się w ryk na trybunach. Nie mógł
powiedzieć, że się nie denerwował. Czuł na sobie
taką presję, iż miał trudności z oddychaniem.
Chociaż Ron wyglądał na znacznie bardziej przerażonego.</p>

<p>Automatycznie sięgnął
do kieszeni i zacisnął palce wokół chłodnego kamienia.
Poczuł ulgę. Zamknął oczy. Nie potrafił się
powstrzymać.</p>

<p>Życz mi szczęścia -
wysłał i dopiero po chwili stwierdził, że to, co
zrobił, było głupie i Snape tylko go wyśmieje, kiedy
odczyta wiadomość. Wziął głęboki oddech.</p>

<p>Ciekawe, czy przyszedł...</p>

<p>- Ustawić się! Wychodzimy!
- krzyknęła Angelina i wrota otworzyły się. W uszy
Harry'ego uderzył ryk i hałas, a jego twarz owionęło zimne
powietrze pachnące nadchodzącą szybko zimą. Wsiadł na
miotłę i wzbił się w górę, pozwalając, by inni go
wyprzedzili, gdyż sam rozglądał się po falującym morzu
głów w poszukiwaniu czarnej sylwetki.</p>

<p>Nie wypatrzył jej.</p>

<p>To dziwne, ale poczuł ulgę.
Podejrzewał, że gdyby Severus przyszedł, jego szanse na
złapanie znicza spadłyby na łeb, na szyję, ponieważ
myślałby tylko o śledzących go czarnych oczach.</p>

<p>Kiedy z szatni zaczęli
wylatywać zawodnicy przeciwnej drużyny, z trybun podniosła
się pieśń Gryfonów ułożona specjalnie na ten mecz:</p>

<p>Już za chwilę TO się
zacznie</p>

<p>Rozpocznie się wielki mecz</p>

<p>Gdzie Gryffindor będzie
górą,</p>

<p>A przeciwnik pójdzie precz!</p>

<p>Potter, Weasley, Bell i Johnson,</p>

<p>Weasley, Peaks, no i Coote,</p>

<p>Bo Gryffindor to drużyna,</p>

<p>Która zawsze gra jak z nut!</p>

<p>Harry pomachał do Hermiony, Luny
i Tonks, a następnie spojrzał na Cho, która ustawiła się
naprzeciw niego. Miał wrażenie, że odkąd ją
pocałował, minęły już całe wieki. Do tej pory
czasami się zastanawiał, dlaczego to wtedy zrobił i co mu
się w niej podobało. Teraz, kiedy na nią patrzył, nie
widział w niej nic interesującego. Wydawała mu się taka...
pospolita. Nie miała tych czarnych, wwiercających się w
duszę oczu, tej zmarszczki pomiędzy brwiami, oznajmiającej
całemu światu, że jej właściciel mógłby jednym
mrugnięciem zmusić cię do chodzenia za nim na czworakach, nie
miała tej ukrytej siły, która objawiała się w spojrzeniu i
dumnej postawie, nie potrafiła uśmiechać się w tak cyniczny
sposób, sprawiający, że twoje nogi zamieniały się w
watę... Miał wrażenie, że wtedy, kiedy sądził,
że mu się podobała, tak naprawdę szukał
przeciwieństwa, czegoś zupełnie innego, ucieczki od tego, co
ukrywał głęboko wewnątrz siebie, ponieważ jego
podświadomość nie chciała, albo może nie
potrafiła dopuścić do głosu jego prawdziwych pragnień,
a już z pewnością nie potrafiłaby ich zaakceptować.</p>

<p>Otrząsnął się
dopiero wtedy, kiedy pani Hooch wyrzuciła w powietrze kafla i gra się
rozpoczęła. Przez pierwsze piętnaście minut Harry tylko
krążył nad boiskiem i wypatrywał błysku złota.
Ginny, po kilku udanych akcjach, strzeliła trzy gole, Angelina jednego, a
Krukoni dwa, choć Ron naprawdę dwoił się i troił, aby
obronić pętle. Do uszu Harry'ego dobiegała dalsza
części pieśni Gryfonów:</p>

<p>Dostępu do naszych bramek</p>

<p>Strzeże dzielnie Weasley Ron,</p>

<p>Zawsze szczelnie je ochrania</p>

<p>Tak potrafi tylko on!</p>

<p>Harry uśmiechnął
się widząc, jak zaczerwieniony przyjaciel macha do tłumu.
Usłyszał świst i zachwiał się, kiedy tłuczek
śmignął tuż obok jego głowy. Cho przez cały czas
siedziała mu na ogonie, co było cholernie irytujące.
Zanurkował trochę niżej udając, że dostrzegł
znicz. Jak było do przewidzenia, podążyła za nim. Nad jego
głową przeleciała Angelina, goniona przez dwóch krukońskich
ścigających. Pieśń wzmogła się:</p>

<p>W środku pola nasza trójka:</p>

<p>Angelina, Katie, Ginny!</p>

<p>Oto ich cudowna akcja</p>

<p>I kolejny punkt drużyny!</p>

<p>Angelina zwodem zmyliła
ścigających, a następnie podała do Ginny, która
posłała piłkę do pętli, tuż pod ramieniem
obrońcy. Na widowni rozległ się ryk radości. Głos
Jordana niknął wśród krzyków i piosenki śpiewanej przez
wszystkich kibiców Gryffindoru:</p>

<p>Swoim silnym uderzeniem</p>

<p>Każdego z miotły
zwalają!</p>

<p>Strzela Jimmy, strzela Ritchie</p>

<p>Przeciwnicy uciekają!</p>

<p>Harry wzbił się do góry i
zanurkował ponownie, aby zgubić i zmylić Cho, jednak ona
zdawała się być przyklejona do niego zaklęciem
trwałego przylepca.</p>

<p>Po kolejnych dwudziestu minutach
Gryffindor prowadził siedemdziesiąt do pięćdziesięciu,
grając chwilowo w osłabionych składzie, gdyż Katie
dostała tłuczkiem w ramię i pani Pomfrey musiała szybko
ją opatrzyć. Harry musnął ją wzrokiem i spojrzał
w kierunku pętli, przy której krążył Ron. I gwałtownie
jego wzrok wrócił z powrotem do przyjaciółki z drużyny i
pielęgniarki. Kilka metrów od nich unosiła się złota
piłeczka. Szybko odwrócił głowę, udając, że
patrzy w przeciwnym kierunku, żeby zmylić Cho, i gwałtownym
zrywem wybił się w górę. Dziewczyna podążyła za
nim, ale wtedy Harry zrobił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i
zanurkował. Na trybunach wybuchła euforia. Do jego uszu dotarły
kolejne zwrotki pieśni:</p>

<p>Ale rozstąpcie się wszyscy</p>

<p>Oto on wkracza do akcji</p>

<p>Żaden znicz mu nie ucieknie</p>

<p>Harry zawsze go załatwi!</p>

<p>Znicz szybuje i ucieka,</p>

<p>Harry skręca i nurkuje</p>

<p>W każdej trudnej sytuacji</p>

<p>Zimną krew zachowuje!</p>

<p>Patrzcie, patrzcie, jest już
blisko,</p>

<p>Już wyciąga dłoń
po niego!</p>

<p>W każdym meczu, zawsze,
wszędzie</p>

<p>Wszystkie znicze będą jego!</p>

<p>Tak naprawdę to od znicza
dzieliło go jeszcze kilkanaście metrów. Kątem oka widział
za sobą cień Cho. Nie miała szans wyprzedzić go w prostej
linii, więc wystarczyło tylko... wyciągnąć
rękę... i złap...</p>

<p>A niech to!</p>

<p>Chóralny jęk na trybunach
zmieszał się z jękiem Harry'ego, kiedy znicz drgnął i
zaczął uciekać. Gryfon szarpnął trzonek i niemal go
złamał, ciągnąc stawiającą opór miotłę
w górę. Cho zatoczyła łuk. Jej miotła nie wytrzymałaby
takiego przeciążenia.</p>

<p>"No dalej, dalej! Uda się!
Musi się udać!" - krzyczał umysł Harry'ego, podczas
gdy on frunął coraz wyżej i wyżej, nie zwracając uwagi
na siekające skórę lodowate podmuchy wiatru. I wtedy znicz znowu zrobił
gwałtowny zwrot i zanurkował, przelatując tak blisko, że
niemal musnął policzek Gryfona. Harry krzyknął z frustracji
i szarpnął rączkę ponownie, robiąc salto i
nurkując za uciekającą piłką. Ustawił się
niemal pionowo do ziemi i kiedy spojrzał wzdłuż trzonka na
uciekającą złota kulkę, jego oczy rozszerzyły
się.</p>

<p>Kierował się wprost na
nadlatującą z dołu Cho. Znicz był pomiędzy nimi.
Tysiąc opcji przewinęło się przez jego głowę w
ułamku sekundy, ale żadna nie wydawała się dobrym rozwiązaniem.</p>

<p>Nie może lecieć prosto, bo
wpadną na siebie. Nie może liczyć na to, że ona pierwsza
ucieknie, bo zależy jej na wygranej tak samo jak jemu. Nie może
uciec, bo znicz wpadnie prosto w wyciągniętą rękę
Krukonki.</p>

<p>Zmarszczył brwi i
ścisnął trzonek mocniej. Czasami, aby wygrać, trzeba
zaryzykować. Tego nauczył się od Severusa. Dobrocią,
wahaniem i unikaniem konfrontacji nie zwycięży. Czasami trzeba
użyć... czarnej magii.</p>

<p>Wyciągnął
rękę i przyspieszył.</p>

<p>Jeszcze rok temu zrobiłby
wszystko, aby nie narazić jej na niebezpieczeństwo. Nawet za
cenę przegranej. Ale teraz... teraz było inaczej.</p>

<p>Natarł z pełną
szybkością. Cho rozszerzyła gwałtownie oczy,
krzyknęła z przestrachem i w ostatniej chwili odbiła na bok.
Palce Harry'ego zacisnęły się wokół złotej kulki. I w
tym samym momencie poczuł eksplozję gorąca, radości i
poczucia triumfu. W oddali usłyszał ryk kibiców Gryffindoru,
całkowicie zagłuszający jęk Krukonów. Cho straciła
panowanie nad miotłą i, wirując, zaczęła spadać.
Jej krzyk przedarł się przez wrzask radości bombardujący
uszy Gryfona.</p>

<p>Rozmazanym wzrokiem rozejrzał
się wokół. Jej czarne włosy powiewały na wietrze, kiedy,
trzymając się kurczowo miotły, opadała spiralami ku ziemi.
Harry wyhamował, wcisnął znicz do kieszeni i zanurkował za
nią. Podleciał na odległość łokcia, wyrównał
lot, po czym złapał ją w pasie i jednym szarpnięciem
wciągnął na swoją miotłę. Oklaski i okrzyki
jeszcze się wzmogły. Krukonka złapała się go kurczowo
i drżąc, spojrzała na swoją miotłę, która
uderzyła w ziemię i złamała się. Harry wiedział,
że powinien odczuwać jakiś żal, wyrzuty sumienia, że
tak postąpił, że naraził ją na niebezpieczeństwo,
ale jedyne, co czuł, to rozgrzewający go żar triumfu.</p>

<p>Opadając powoli ku ziemi,
słyszał ostatnie zwrotki śpiewanej przez Gryfonów pieśni:</p>

<p>Już po meczu, wygraliśmy!</p>

<p>Pani Hooch już daje znak!</p>

<p>Unieś ręce na
cześć jego</p>

<p>I zaśpiewaj z nami tak:</p>

<p>Harry Potter to nasz idol!</p>

<p>Harry Potter to nasz gracz!</p>

<p>Harry Potter jest najlepszy!</p>

<p>Uciekajcie, póki czas!</p>

<p>***</p>

<p>W Pokoju Wspólnym panowała
szampańska atmosfera. Tuż po meczu Harry został porwany i
przyniesiony tu przez Gryfonów na rękach. W tej chwili wszyscy skandowali
na przemian:</p>

<p>Gryffindor jest najlepszy</p>

<p>Każdy mecz wygrywa</p>

<p>I w ten oto sposób</p>

<p>Puchary zdobywa!</p>

<p>Oraz nowy, nieoficjalny hymn domu
lwa:</p>

<p>Harry Potter to nasz idol!</p>

<p>Harry Potter to nasz gracz!</p>

<p>Harry Potter jest najlepszy!</p>

<p>Uciekajcie, póki czas!</p>

<p>Teraz, kiedy adrenalina juz
opadła, gdy wszyscy przestali mu w końcu gratulować i
podziwiać jego ostatnią akcję, Harry mógł nareszcie
odsapnąć i usiąść w kącie, ponieważ nogi
zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa.
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej złotą
piłeczkę. Nie szarpała się już. Leżała
spokojnie, pogodzona z losem. W momencie, w którym chciał schować
ją z powrotem, poczuł ciepło w drugiej kieszeni. Odrzucił
znicz na bok i natychmiast sięgnął po zielony kamień. Jego
oczy zaświeciły się, kiedy zobaczył jarzącą
się w środku wiadomość. Znicz przestał dla niego
istnieć. Przybliżył klejnot do oczu i odczytał:</p>

<p>Jakże mógłbym nie
pogratulować Złotemu Chłopcu kolejnej wygranej? Teraz zapewne
pławisz się w swojej chwale.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi i szybko
odesłał:</p>

<p>W niczym się nie
pławię. Tylko... tęsknię za tobą.</p>

<p>I była to najszczersza prawda.
Był już zmęczony całym tym zamieszaniem wokół swojej
osoby. Chciał po prostu znaleźć się gdzieś, gdzie nie
będzie musiał odgrywać przed wszystkimi roli Złotego
Chłopca Gryffindoru, tylko po prostu... gdzie będzie mógł
być sobą. Jedynie przy Severusie tak się czuł. I tęsknił
za nim. Naprawdę tęsknił.</p>

<p>Wokół niego rozlegały
się śpiewy, okrzyki, śmiech, ale miał wrażenie,
że to wszystko dzieje się gdzieś daleko, za grubym, szklanym
murem. Oparł się o ścianę, zamknął oczy i
zanurzył się we wspomnieniach. Przypominał sobie łagodny
dotyk, który niczym pająk przesuwał się po jego ciele,
gorący oddech Severusa owiewający jego szyję i ramię,
ciepłe wargi wędrujące po drżącej skórze,
przynoszące jednocześnie ból i radość. Ból, ponieważ
tak długo musiał czekać, i radość, ponieważ w
końcu doczekał się. Wszystko było takie inne. Gładkie
i... ciepłe. Za każdym razem, kiedy o tym pomyślał, jego
serce rozpoczynało taniec, głowa stawała się
zadziwiająco lekka, a na usta wypływał uśmiech. Tak, jak
teraz.</p>

<p>- Harry! - Czyjś głos
wdarł się w jego sny na jawie, przerywając je. Poczuł na
ramieniu dłoń. Otworzył oczy. Obok niego stała Ginny. -
Wszystko w porządku?</p>

<p>- Tak - odparł i wtedy
wiedział już, co ma zrobić, aby jego sen stał się
rzeczywistością i aby nikt nie mógł go przerwać. -
Muszę iść - oświadczył, zrywając się z
miejsca.</p>

<p>Obok Ginny pojawił się Ron.</p>

<p>- Nigdzie teraz nie pójdziesz, stary.
Będą śpiewać piosenkę na naszą cześć -
wyszczerzył się. - I wszyscy chcą zobaczyć i
pocałować znicz.</p>

<p>Znicz?</p>

<p>Harry przypominał sobie, że
jeszcze przed chwilą go miał, ale co z nim zrobił?</p>

<p>Nieważne. Wszystko to jest nieważne.
Najważniejsze teraz jest...</p>

<p>- Ale ja naprawdę muszę! -
Spróbował przecisnąć się obok Rona. Musiał
zobaczyć się z Severusem. Właśnie w tej chwili! Nic nie
było ważniejsze od tego!</p>

<p>Ale przyjaciel złapał go za
ramię i wciągnął w tłum. Widział, że teraz
nie ma już żadnych szans, aby się wyrwać i zrobić to,
czego najbardziej pragnął.</p>

<p>Być z nim.</p>

<p>***</p>

<p>Połowę niedzieli Harry
spędził w bibliotece, ucząc się o sposobach
przedłużania działania eliksirów niewidzialności, a
drugą połowę patrząc w okno, uśmiechając się
i śniąc na jawie. Całe szczęście, że wygrana w
sobotnim meczu całkowicie tłumaczyła jego maślany
uśmiech i wiecznie dobry humor, bo w przeciwnym wypadku Hermiona
mogłaby zacząć zadawać pytania. Każdy, kto na niego
patrzył, myślał po prostu, że jest zadowolony z wygranej.
Także siedząc w bibliotece nie opuszczał go dobry humor. Nawet
nieobecność Severusa nie mogła mu go zepsuć. Po
śniadaniu, na którym Mistrz Eliksirów się nie pojawił, Harry
postanowił pójść go odwiedzić, ponieważ miał
wrażenie, że każda godzina rozłąki jest dla niego
torturą, ale niestety, Severusa nie było ani w gabinecie, ani nigdzie
w zamku. Specjalnie sprawdził na Mapie Huncwotów, ponieważ
pomyślał, że może znowu pracuje w swoim laboratorium, ale
po wpatrywaniu się w pergamin przez pół godziny stwierdził,
że chyba jednak nie. Trochę zawiedziony zabrał się
więc do nauki. W końcu chciałby móc pochwalić się w
poniedziałek Severusowi znajomością zagadnienia, o którym
mężczyzna ostatnio napomknął i dał mu do zrozumienia,
że chciałby o nim z Harrym porozmawiać. Był tak pełen
zapału, iż miał wrażenie, że bez problemu da radę
nauczyć się materiału z całej szóstej i siódmej klasy, byle
tylko sprawić tym przyjemność Severusowi. Nawet Hermiona, która
przyszła do biblioteki po południu, aby pouczyć się
trochę na jutrzejszą lekcję Eliksirów na wypadek, gdyby Snape
zaskoczył ich jakimś niezapowiedzianym sprawdzianem, z niepokojem
patrzyła na stosy książek, którymi obłożył się
Harry i które wertował z zapałem i uśmiechem na twarzy.</p>

<p>Severus nie pojawił się
także na posiłkach w poniedziałek i Harry zaczął
się martwić. Z niecierpliwością oczekiwał ostatniej
lekcji Eliksirów, a siedząc już w klasie, wciąż
wpatrywał się w drzwi. Ron mruczał pod nosem modlitwę o
tym, że zrobi wszystko, jeżeli tylko przeżyje tę
lekcję, a Neville przewrócił atrament, ustawiając na ławce
swój przypalony kociołek, za co został zwymyślany przez
Lavender, ponieważ pobrudził kawałek jej nowej, przyozdobionej
muszlami i kwiatami torby.</p>

<p>Harry wpatrywał się w drzwi
z taką intensywnością, iż jego oczy niemal
zaczęły łzawić. A wtedy one otworzyły się z
rozmachem i do klasy wlał się mrok. Poczuł taką ulgę,
iż prawie spłynął po krześle na podłogę.
Niemal nieświadomie sięgnął ręką do kieszeni i
zaciskając palce na kamieniu, pomyślał:</p>

<p>Jak to dobrze, że jesteś,
Severusie. Tak się o ciebie martwiłem...</p>

<p>Snape zatrzymał się przy
biurku i zerknął w dół na coś, co wyciągnął
z połów swojej szaty. Kiedy odczytał wiadomość, uniósł
jedną brew i spojrzał na Harry'ego tak, jakby chłopak
zaczął nagle mówić w innym języku. Tak, jakby w życiu
nie spodziewał się, że ktoś może się o niego
martwić.</p>

<p>Harry gwałtownie
spuścił wzrok, czując się jak ostatni głupek. Po
chwili znowu usłyszał ten niski głos, który za każdym razem
rozpalał w nim każdy nerw. Poczuł dreszcze. Nie
słyszał go od piątku. Miał wrażenie, że
minęły już całe wieki, a nie zaledwie trzy dni.</p>

<p>- Schowajcie wszystkie
książki i przybory. Dzisiaj mam dla was... małą
niespodziankę - powiedział Snape uśmiechając się
nieprzyjemnie i machnął różdżką w stronę biurka,
z którego zaczęły wylatywać czyste arkusze pergaminu.</p>

<p>Ron jęknął, a Hermiona
rozpromieniła się. Harry spojrzał na arkusz, który
wylądował przed nim i przeczytał tytuł wypracowania, które
mieli napisać:</p>

<p>Opisz metody przyrządzania najpopularniejszych
eliksirów niewidzialności i zaproponuj sposoby przedłużenia ich
działania.</p>

<p>Harry poczuł słodką
satysfakcję. Chyba po praz pierwszy w życiu był pewien, że
nie ma szans tego zawalić. Usłyszał, jak siedzący obok
niego Ron zaklął cicho i szepnął coś do Hermiony.
Dziewczyna zerknęła, czy nauczyciel nie patrzy, i odpowiedziała
mu coś, także szeptem. W tej samej chwili rozległ się
piskliwy głos Pansy:</p>

<p>- Panie profesorze, Granger i Weasley
szepczą do siebie. Uważam, że nie powinno się
podpowiadać. To niedopuszczalne!</p>

<p>Hermiona zaczerwieniła się
aż po czubki włosów, a Ron posłał Ślizgonce swoje
najbardziej mordercze spojrzenie.</p>

<p>- Słuszna uwaga, panno Parkinson
- odparł spokojnie Snape. - Dziesięć punktów dla Slytherinu za
twoją niespotykaną spostrzegawczość. A Gryffindor traci
piętnaście punktów. Panno Granger, jestem zmuszony rozdzielić
waszą wielką trójcę. Usiądzie pani w ostatniej ławce.</p>

<p>Hermiona, czerwona jak burak,
zabrała kałamarz i pergamin i szybko przeszła na koniec klasy.
Ron odprowadził ją zrozpaczonym wzrokiem, po czym ponownie
rzucił Pansy tnące wściekłością spojrzenie.
Ślizgonka prychnęła i uśmiechnęła się
szyderczo. Siedzący obok niej Zabini syknął w stronę
Gryfona:</p>

<p>- I co, Weasley? Rozpłaczesz
się teraz, że twoja szlamowata dziewczyna ci nie pomoże?
Może gdybyś zainwestował w porządne książki, a
nie w te obdartusy, to miałbyś szanse chociaż na Nędzny.
Och, zapomniałem, twoja rodzina jest na to zbyt biedna...</p>

<p>Ślizgoni zaczęli
chichotać, a Ron niemal zerwał się z miejsca, mrucząc pod nosem
coś o tym, że go zabije, ale Harry w ostatniej chwili
złapał przyjaciela za ramię i przytrzymał, zmuszając
go, by usiadł z powrotem.</p>

<p>- Uspokój się, Weasley, albo
wylecisz z sali - warknął Snape, rzucając mu groźne
spojrzenie. - Przez ciebie Gryffindor traci kolejne dziesięć punktów.</p>

<p>Harry usadził na miejscu
przeklinającego pod nosem i trzęsącego się ze
złości przyjaciela, po czym, chociaż sam czuł już
pierwsze ukłucia złości z powodu tego, że Snape znowu
był dla nich tak cholernie niesprawiedliwy (ale wmawiał sobie,
że to tylko gra i że musi taki być, ponieważ mnóstwo
uczniów w klasie ma rodziców Śmierciożerców), spróbował go
uspokoić:</p>

<p>- Zostaw go, Ron. On jest
żałosny. Nie zniżaj się do jego poziomu.</p>

<p>- Sam jesteś żałosny,
Potter - odparł Zabini, który najwyraźniej wszystko
usłyszał. - Ty i cała twoja żałosna rodzina. Och,
zapomniałem, przecież oni wszyscy zginęli. Przez ciebie! -
wysyczał jadowicie. Pansy wydała z siebie chichot, jakby Ślizgon
właśnie opowiedział dobry dowcip.</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
został uderzony w twarz. Z taką siłą, że przez
chwilę nie wiedział, gdzie się znajduje. Ogromny ból
przebił jego wnętrzności, dosięgając serca. Wszystko w
nim się wzburzyło, żołądek skręcił, a
płuca ścisnęły. Poczuł lodowaty ogień
wściekłości. Przez chwilę chciał się zerwać
i wbić Zabiniemu te słowa z powrotem do jego oślizgłego
gardła, ale...</p>

<p>Kontrola. Obiecał to Severusowi.
Że będzie się kontrolował. Że już nigdy nie da
się sprowokować i nie straci nad sobą panowania. Wziął
głęboki oddech i bardzo powoli odwrócił się plecami do
Ślizgona, walcząc z zalewającą jego oczy czerwienią,
po czym wziął do drżącej dłoni pióro,
przyłożył je do pergaminu i zaczął pisać, mimo
że litery rozmywały mu się przed oczami.</p>

<p>Nie zdawał sobie sprawy z tego,
że czarne oczy z zainteresowaniem śledzą każdy jego ruch.</p>

<p>- Wiedziałem, że to prawda
- kontynuował Zabini, zirytowany tym kompletnym brakiem reakcji ze strony
Gryfona. - Wiedziałem, że...</p>

<p>- Dosyć! - przerwał mu
ostro Mistrz Eliksirów. - Panie Zabini, proszę zabrać się do
pisania. Nie życzę sobie tego typu uwag na mojej lekcji. Jeżeli
ktokolwiek jeszcze się odezwie, natychmiast wyleci z klasy, a jego dom
straci trzydzieści punktów. Czy to jasne?</p>

<p>Uczniowie pokiwali głowami i
zabrali się do pracy, chociaż niektórzy jeszcze od czasu do czasu
zerkali z ciekawością na Zabiniego, Rona i Harry'ego.</p>

<p>Harry poczuł
napływający powoli spokój. Kiedy Severus usiadł przy biurku,
rozglądając się groźnie po klasie, odważył
się podnieść głowę i uśmiechnąć do
niego z wdzięcznością. Nie obchodziło go, czy ktoś to
zobaczy. Liczył się tylko błysk, który zobaczył w ciemnych
oczach mężczyzny, a który powiedział mu wszystko, czego
potrzebował. Uśmiechnął się i powrócił do
pisania, czując w sercu mały, tlący się ciepło
promyczek.</p>

<p>***</p>

<p>Harry był tak zniecierpliwiony
czekaniem na wieczorny szlaban, że z trudem powstrzymywał się,
aby nie biec. W końcu, gdyby uczniowie zobaczyli go pędzącego na
złamanie karku do lochów, mogliby dziwnie na niego patrzeć. Dlatego
postarał się opanować i podszedł do drzwi miarowym krokiem.
Serce biło mu tak mocno, iż niemal słyszał je w uszach.
Już dawno się tak nie czuł. To znaczy, każde
nadchodzące spotkanie z Mistrzem Eliksirów wprawiało go w nerwowy,
nieco dziwny nastrój, ale od poprzedniego piątku, kiedy on i Severus...
kochali się - nie można było tego inaczej nazwać -
miał wrażenie, jakby jego zauroczenie jeszcze przybrało na sile.
Jakby teraz, bez względu na sytuację, bez przerwy
płonął w nim jasny, ciepły ogień, który sprawiał,
że przez cały czas miał zaczerwienione policzki, było mu
gorąco, a w jego umyśle tworzyły się mgliste opary,
wprawiające go w stan nieprzerwanej euforii.</p>

<p>Wziął kilka
głębokich oddechów i dotknął drewnianej powierzchni, ale
nic się nie wydarzyło. Zmarszczył brwi i zapukał lekko.
Drzwi otworzyły się. Odetchnął i przekroczył próg, po
czym zatrzymał się gwałtownie i wytrzeszczył oczy. Severus
siedział w gabinecie przy biurku i skrobał piórem po pergaminie. Po
raz pierwszy nie czekał na Harry'ego w swoich komnatach, tylko
najwyraźniej pracował. Nawet nie podniósł głowy, kiedy
Gryfon wszedł. Ale Harry'emu w ogóle to nie przeszkadzało.
Najważniejsze było to, że w końcu tutaj był. Przy nim.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
powiedział beztrosko. Mężczyzna dopiero teraz na niego
spojrzał. Kiedy zmrużone, czarne oczy na nim spoczęły,
Harry poczuł, że kolana mu miękną, a usta same
układają się w uśmiech.</p>

<p>- Jeszcze nie skończyłem -
oświadczył Snape. - Zajmij się czymś pożytecznym.
Możesz posegregować alfabetycznie karty ze spisem eliksirów i
odnośnikami do poszczególnych składników. Może przy okazji utkwi
ci coś w głowie. - Mężczyzna machnął
różdżką i transmutował stojący w kącie wieszak w
mały stolik, a potem przelewitował do niego krzesło,
stojące do tej pory przy biurku. Na stoliku wylądowała szuflada
pełna małych, czarnych karteczek.</p>

<p>- Nie ma sprawy, Severusie -
odparł Harry i bez najmniejszego słowa sprzeciwu usiadł przy
stoliku, w taki jednak sposób, aby przez cały czas mógł patrzeć
prosto na mężczyznę.</p>

<p>Początkowo nawet próbował
wykonać zadanie, ale coraz częściej łapał się na
tym, że podrywał głowę i bez skrępowania
przyglądał się pochylonemu nad biurkiem Severusowi. W jego
umyśle zaczęły tworzyć się obrazy, na pierwszy plan
wypychały się wspomnienia. Przypomniał sobie swój pierwszy raz z
Severusem. Pamiętał, jak mężczyzna brał go na biurku.
Pamiętał nawet szelest leżących pod nim i opadających
na podłogę pergaminów. To wszystko wydawało mu się tak
odległe i jednocześnie tak bliskie. Na wyciągnięcie
ręki. Dlaczego Severus nie mógłby zrobić tego raz jeszcze?
Dlaczego nie mógłby go wziąć na tym dużym, czarnym biurku,
tak, jak wtedy? Nawet w tym momencie. W każdej chwili.</p>

<p>Zaśmiał się cicho,
czując delikatne łaskotanie podniecenia i gorąco
towarzyszące przyspieszonemu pulsowi.</p>

<p>Severus zerknął na niego
znad pergaminów i zmarszczył brwi.</p>

<p>- Co cię tak bawi, Potter?</p>

<p>- Och, nic takiego - odparł
szybko Harry, machając ręką. - Tylko wyobraziłem sobie, jak
mnie brałeś na biurku wtedy w klasie i jak bardzo chciałbym,
żebyś znowu to zrobił...</p>

<p>W oczach mężczyzny
pojawił się krótki rozbłysk.</p>

<p>- Bardzo ciekawa propozycja,
Potter...</p>

<p>Harry natychmiast podchwycił
temat, uśmiechnął się zalotnie i kontynuował:</p>

<p>- Moglibyśmy zrobić to na
tym biurku. - Objął wzrokiem mebel i oblizał wargi. - Jest
idealne.</p>

<p>Snape uniósł brew.</p>

<p>- Czy zechciałbyś mi
łaskawie wyjaśnić, co idealnego jest w moim biurku, Potter? -
zapytał kpiąco.</p>

<p>- Jest takie... duże. -
Widząc minę mężczyzny, zaczerwienił się i
natychmiast się poprawił. - To znaczy... jest większe, niż
biurko w klasie. A na dodatek czarne. Jak twoja pościel, Severusie. - Oczy
Harry'ego zabłysły.</p>

<p>Prawdę mówiąc, to w
sypialni Severusa też pragnął to zrobić. Może
rozpoczną w gabinecie, a później jakoś przemieszczą
się do łóżka. Hmm... Ale mogliby napotkać pewne
trudności...</p>

<p>Harry ponownie zaśmiał
się na tę wizję.</p>

<p>- Piłeś coś, Potter? -
Snape patrzył na niego z mieszaniną niepokoju i zaintrygowania.</p>

<p>- Nie. Po prostu... - Harry
machnął ręką w nieokreślonym kierunku, wskazując
na ścianę i sufit - ...wszystko jest takie piękne.</p>

<p>Snape popatrzył na
zapełnione brunatnymi, zakurzonymi słoikami półki, na wytarty
dywan oraz ciemny sufit i uniósł brwi. Następnie ponownie
przesunął wzrok ku uśmiechającemu się beztrosko i
wpatrującemu w niego jak w obrazek Harry'emu i wyraz jego twarzy momentalnie
się zmienił, tak jakby nareszcie dotarło do niego coś, co
przez cały czas miał przed nosem, a w co nie mógł, albo też
nie chciał uwierzyć. I chwilę po tym rysy jego twarzy
wyostrzyły się, ciemność w oczach pogłębiła,
a na usta wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>Harry zamrugał, nie
potrafiąc oderwać od niego wzroku. Chciał być blisko niego.
W końcu właśnie po to tu przyszedł. Dlaczego nie może
go nawet dotknąć? Przecież teraz wszystko się zmieniło...</p>

<p>Jak zahipnotyzowany podniósł
się i powoli zbliżył do mężczyzny, z którego twarzy
nie schodził tajemniczy uśmiech. Zatrzymał się tuż
obok niego i wyciągnął rękę, aby wyjąć pióro
z bladej dłoni.</p>

<p>- Jeszcze nie skończyłem,
Potter - odparł sucho Severus, ale pozwolił Harry'emu zabrać i
odłożyć pióro.</p>

<p>- Nieważne - wymamrotał
Gryfon. - To jest nieważne. - Przysunął się bliżej i
zmusił mężczyznę do odchylenia się i odsunięcia
od biurka.</p>

<p>- A co jest takie ważne? -
zapytał Severus, uważnie obserwując każdy ruch Harry'ego.</p>

<p>Chłopak usiadł na kolanach
mężczyzny, przodem do niego, i nie odrywając zamglonego wzroku
od jego twarzy, sięgnął po smukłą dłoń i
położył na swoim sercu.</p>

<p>- To - odparł.</p>

<p>Kiedy zamykał oczy,
zobaczył jeszcze jeden ciepły rozbłysk w głębinach
ciemnych oczu, ale chwilę później widział już tylko
płonącą pod powiekami czerwień pragnienia. Czuł pod
palcami chłód szczupłej dłoni, która spoczywała na jego
sercu, uspokajając jego szalony rytm, tak jakby gładziła je i
otulała. Powoli przesunął rękę wyżej,
pozwalając, by jej ścieżka łagodnie lawirowała poprzez
klatkę piersiową i wyprowadził ją na otwarte przestrzenie
ciepłej skóry. Odchylił głowę do tyłu,
pozwalając, by chłodne palce błądziły po rozgrzanej
szyi, zmierzając powolnymi, gładkimi kręgami wprost ku twarzy.</p>

<p>Słyszał swój własny,
ciężki oddech, generowany każdym, najdelikatniejszym
muśnięciem palców mężczyzny i miał wrażenie,
jakby tonął w ciepłej ciemności i cały świat,
wszystkie dźwięki, barwy i zapachy przestawały istnieć...
Istniał tylko ten dotyk na jego rozpalonej skórze. Nie widział
niczego, absolutnie niczego, poza ognistą czerwienią,
słyszał jedynie szalone bicie własnego serca, a pieszczota
szorstkich palców na jego twarzy doprowadzała go niemal do utraty
zmysłów. Poddał się całkowicie temu uczuciu, tracąc
kontrolę i pozwalając, aby dłoń samodzielnie
zaczęła błądzić po jego twarzy muskając
czoło, przeczesując opadające niesfornie kosmyki włosów,
lawirując pomiędzy nosem, policzkami oraz brodą, a na samym
końcu docierając do rozchylonych warg i wsuwając dwa palce w
ciepłe wnętrze ust. Ledwie zdając sobie sprawę z tego,
że cały drży, zacisnął usta wokół placów i
zaczął pieścić je językiem. Miały lekko
słonawy posmak, pachniały atramentem i czymś słodkim. Język
Harry'ego prześlizgiwał się po płytkich bruzdach i
nierównościach, rozkoszując się smakiem, strukturą i tym
czymś, czego nie potrafił zdefiniować, ale wiedział,
że było częścią Severusa.</p>

<p>Z jego gardła wyrwał
się cichy jęk, kiedy palce łagodnie, lecz stanowczo
wysunęły się z jego ust i przez moment spoczęły na
wilgotnych wargach. Pocałował je. I pozwolił, by dłoń
zsunęła się nieco niżej, z powrotem poprzez szyję i
klatkę piersiową i spoczęła tam, gdzie odczuwał w tej
chwili największe pragnienie - na swoim sercu.</p>

<p>Do Harry'ego napłynął
spokój. Strach i obawy rozproszyły się, jakby dłoń Severusa
zabierała wszystkie zmartwienia i niedomówienia, a w zamian
przynosiła jedynie ukojenie. Z jego ust wyrwało się słowo,
które bardziej przypominało pełne ulgi i ufności westchnienie:</p>

<p>- Bezpiecznie...</p>

<p>Czuł się zupełnie jak
pod wpływem zaklęcia Imperius - z jego głowy
odpłynęły wszystkie myśli i troski, a pozostało
jedynie niejasne poczucie szczęścia. Czuł się cudownie
odprężony, z tą jednak różnicą, że nie
chciał z tym walczyć.</p>

<p>Głośne, nerwowe pukanie
brutalnie wdarło się do jego umysłu i sprowadziło go na
ziemię, rozbijając na kawałki tę cudowną chwilę.
Uniósł powieki i kiedy napotkał spojrzenie mężczyzny,
musiał wstrzymać oddech. W rozszerzonych, migoczących dziwnie
oczach zobaczył zachwyt. Severus patrzył na niego tak, jakby
widział go po raz pierwszy, jakby był właśnie
świadkiem jakiegoś niesamowitego spektaklu i nie do końca
docierało do niego, że właśnie dobiegł końca.</p>

<p>Pukanie rozległo się
ponownie i w tym samym momencie wzrok Mistrza Eliksirów zmienił się
diametralnie. Brwi ściągnęły się gniewnie, a
źrenice zapłonęły wściekłym blaskiem, kiedy
spojrzał na drzwi tak, jakby pragnął je spopielić.</p>

<p>Harry rozejrzał się, nieco
zdezorientowany. Snape podniósł się, zmuszając chłopaka do
zejścia z jego kolan. Harry szybko cofnął się pod
ścianę udając, że ogląda stojące na półkach
butelki, a w tym samym czasie Mistrz Eliksirów podszedł do drzwi i
otworzył je z rozmachem.</p>

<p>- O co chodzi? - warknął
surowym, nieprzyjemnym głosem.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie.</p>

<p>- Pana podopieczni narobili mi na
górze niezłego bajzlu - usłyszał zirytowany, skrzekliwy
głos Filcha. Harry wszędzie by go rozpoznał. - Jeżeli nie
przywoła ich pan do porządku, będę zmuszony
poinformować o tym dyrektora. W ogóle nie szanują mojej pracy!
Myślą, że to wszystko samo się robi...</p>

<p>- Dosyć! - przerwał mu
ostro Snape. - Zaraz się tym zajmę, Filch. Zaczekaj za drzwiami. - Po
tych słowach zatrzasnął mu je przed nosem i odwrócił
się do Harry'ego.</p>

<p>- Zaczekaj tu na mnie, Potter. Ale
nie waż się niczego dotykać!</p>

<p>Harry skinął
głową, uśmiechając się wesoło. W tym
"zaczekaj tu" była jakaś ciekawa obietnica...</p>

<p>Severus posłał mu
długie spojrzenie, co wywołało drżenie w dolnych partiach
brzucha Harry'ego i tylko utwierdziło go w jego domysłach, po czym
odwrócił się i wyszedł.</p>

<p>Kiedy drzwi zamknęły
się z trzaskiem, Harry poczuł się dziwnie. Po raz drugi
został zupełnie sam w komnatach Snape'a. Co prawda teraz był w
gabinecie, a nie w jego prywatnych kwaterach, ale liczyło się to,
że Severus zaufał mu i pozwolił tu zostać.</p>

<p>Ogień, który jeszcze przed
chwilą odczuwał, a który trawił wszystkie jego
wnętrzności, zaczął powoli przygasać. Ale Harry
wciąż był podekscytowany. Rozejrzał się po
pomieszczeniu. Wszystkie ściany zapełniały półki, a na
każdej z nich stało całe mnóstwo butelek, fiolek i słoików
wypełnionych różnymi dziwnymi... rzeczami. Potrafił
rozpoznać niektóre z nich: paluszki i skrzydła bachantek ognistych,
łuski z ogonów trytonów, a nawet... gałki oczne niewiadomego
pochodzenia. Ale na szczęście raczej nie ludzkiego, ponieważ
miały czerwoną barwę.</p>

<p>Harry nigdy nie zwracał uwagi na
te wszystkie egzotyczne zbiory, zawsze zbyt przejęty nadchodzącym
spotkaniem ze Snape'em, mijał je obojętnie, nie zaszczycając
nawet jednym spojrzeniem. Ale teraz był tutaj. I był sam. I nie
wiedział, ile będzie musiał czekać, zanim Severus wróci. I
nudziło mu się...</p>

<p>Zaczął więc
spacerować wzdłuż półek. Severus nie powinien być
zły, przecież chce tylko pooglądać, nie chce niczego
kraść. A poza tym może mu to pomóc w nauce. No i musi zająć
myśli czymś innym, ponieważ jeszcze trochę i wybuchnie z
niecierpliwości i podekscytowania. Powinien się trochę
uspokoić. Tak, uspokoić... Oglądanie martwych kawałków
zwierząt było na to najlepszym sposobem.</p>

<p>Od czas do czasu przystawał,
przyglądając się stojącym na półkach, ciekawym okazom.
Pazury gryfów zanurzone w zgniłozielonej cieczy sprawiły, że
zrobiło mu się niedobrze. Miał tylko nadzieję, że
odcina się je martwym osobnikom. Czerwone, przekrwione oczy, które
zauważył wcześniej, należały do żmijoptaków. A
obok w słoiku znajdowały się ich języki.</p>

<p>Och, Severus niedługo wróci i
będą... Nie, nie, miał skupić się na oglądaniu.</p>

<p>Nigdy jeszcze nie używali na
lekcjach takich składników, a przecież robili już bardzo wiele
różnych eliksirów, niektóre bardzo potężne. Jednak
wciąż ich najdziwniejszym elementem były odchody ibisa. A tego
wszystkiego tutaj... albo używano do produkcji eliksirów eksperymentalnych
albo tak złożonych i skomplikowanych, że potrafili je
uwarzyć tylko mistrzowie tacy, jak Snape, albo też... jakichś
czarnomagicznych mikstur.</p>

<p>Jego uwagę
przyciągnął blask. Z tyłu półki stało coś,
co wydzielało ciepłe, niemal słodkie, tęczowe
światło. Zafascynowany sięgnął pomiędzy
słoiki, odsuwając na bok jakieś czarne, splecione macki i
butelkę z fioletowym, wirującym płynem. Jego oczom ukazała
się niewielka fiolka w której igrały ze sobą wszystkie barwy
tęczy, iskrząc kiedy się stykały, przenikały i
przeplatały. Ich hipnotyzujący taniec sprawił, że Harry nie
potrafił powstrzymać swojego pragnienia dotknięcia fiolki,
poczucia ciepła, przeniknięcia tym światłem. Nie
wiedział dlaczego, ale wydawało mu się, że ma ono moc
usuwania wszelkich zmartwień. Wyciągnął dłoń,
patrząc na grę barw i nie potrafiąc oderwać od niej wzroku.
Miał wrażenie, że słyszy słodki śpiew, że
kiedy tylko dotknie szklanej powierzchni, poczuje w sobie niemożliwe do
opisania szczęście.</p>

<p>Jego palce zetknęły
się z fiolką, a wtedy wszystko nagle pociemniało. W
zamkniętej przestrzeni pojawiło się przerażające
oblicze. Usłyszał ryk. Przed oczami błysnęła sugestia
zakrwawionych, połamanych kłów, pragnących
zmiażdżyć jego czaszkę.</p>

<p>Przerażony, z trudem
oderwał palce i cofnął się. Zbyt gwałtownie.
Usłyszał dwa następujące po sobie uderzenia - odgłosy
rozbijanego szkła. Potrząsnął głową, aby pozbyć
się ciemnych plam, które wykwitły mu przed oczami, po czym
spojrzał w dół. Jego serce, które już teraz biło szalonym
rytmem, przyspieszyło jeszcze bardziej, kiedy zobaczył, co
zrobił. Potrącił i zrzucił na podłogę słoik
z mackami i butelkę fioletowego płynu. Kawałki szkła
leżały rozrzucone na kamiennej posadzce. W jednej ze skorup
lśniła resztka fioletowej mikstury, a w kałuży ciemnego
płynu leżały czarne, splątane... odnóża, albo coś
w tym rodzaju. Wyglądało to trochę jak macki kałamarnicy.</p>

<p>Och nie! Severus go zamorduje! I to
gołymi rękami! Wszystko pójdzie na marne! A miało być tak
pięknie! I co teraz? Co ma zrobić? Potrafi magicznie naprawić
coś rozbitego, ale jak sprawić, żeby rozlany płyn
wrócił na swoje miejsce? Dlaczego nikt ich tego nie nauczył, do
diabła?!</p>

<p>Drżącymi dłońmi
wyjął różdżkę i rzucając "Reparo",
szybko naprawił pierwszy słoik. Sięgnął w czarne,
pozwijane kłębowisko, aby je w nim umieścić. Ale kiedy jego
palce dotknęły lśniącej, wilgotnej powierzchni,
wydarzyło się coś niespodziewanego.</p>

<p>Ożyło.</p>

<p>Krzyknął i odskoczył
do tyłu, czując, jak jego rękę oplatają lepkie macki,
zaciskając się na niej niczym imadło. Poczuł
przejmujący ból. Były tak lodowate, iż w ułamku sekundy
jego palce stały się sine i nie był w stanie nimi poruszyć.
Miał wrażenie, że cała ręka mu drętwieje.
Stracił w niej czucie. Pojękując z odczuwanego,
rozchodzącego się po całym ciele bólu, próbował zerwać
z siebie macki, ale one niemal wbiły się w jego ciało.</p>

<p>- Diffindo! - krzyknął,
celując w nie różdżką. Niestety, zaklęcie nie
zadziałało. - Diffindo! - spróbował ponownie, tym razem
głośniej, ale macki nadal się trzymały, tak jakby
zaklęcie rozcinające nie mogło wyrządzić im
żadnej krzywdy, jakby samodzielnie od razu się leczyły,
ponieważ Harry z trudem dostrzegł niewielkie pęknięcia,
które jednak szybko ponownie się zrastały. Do jego serca wlał
się strach. Nie wiedział, co to jest, nie wiedział, jak z tym
walczyć i czuł, jak lodowate, paraliżujące zimno
wędruje po jego skórze, zamrażając krążącą w
żyłach krew i drżące z wysiłku mięśnie.</p>

<p>Paraliż postępował
błyskawicznie, sięgał już prawie barku. Upadł na
podłogę, czując, że traci czucie w nogach. Był tak
przerażony, że z trudem mógł oddychać. Chciał
krzyczeć, ale nie potrafił wydobyć z siebie głosu.</p>

<p>Co się działo? Co to
było? Co zrobić?</p>

<p>Na wpół leżąc na
wpół siedząc oparty o półki, czując, jak jego ciało
drętwieje z sekundy na sekundę, sięgnął drugą,
trzęsącą się spazmatycznie ręką do kieszeni.
Teraz nie obchodziły go już żadne konsekwencje. To był
jedyny ratunek. Zacisnął na kamieniu mrowiące już palce i
wysłał:</p>

<p>Severusie, upuściłem
coś i... ale ja nie chciałem, przepraszam! I to mnie
złapało. Czarne macki. Czuję zimno, nie mogę się
poruszyć. Całe moje ciało zdrętwiało. Nie wiem, co
robić. Pomóż mi!</p>

<p>Zimno sięgało już jego
serca i płuc. Ręka z kamieniem opadła na podłogę, ale
nie wypuścił go z dłoni. Musiał go trzymać, za
wszelką cenę. Czuł się coraz bardziej senny, ale
przerażenie było silniejsze. Miał coraz większe problemy z
oddychaniem, jakby coś ściskało jego płuca i nie
pozwalało mu brać głębokich, spokojnych oddechów, jedynie
szybkie i coraz płytsze. Serce również zaczęło bić
coraz wolniej, a druga ręka zdrętwiała całkowicie.
Paraliżujący chłód sięgnął szyi i przesuwał
się w górę. Zajmował po kolei usta, twarz, oczy.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że zaraz zacznie się dusić, nie mógł krzyknąć ani
mrugnąć. Mógł tylko dryfować ku napierającej
ciemności, wpatrywać się w drzwi i... czekać.</p>

<p>Proszę, przyjdź.
Proszę, proszę, proszę...</p>

<p>Czuł coraz większe zawroty
głowy, serce biło już tak wolno, iż niemal go nie
słyszał.</p>

<p>Stuk...</p>

<p>Biło jeszcze. Musi się na
tym skupić. Na słuchaniu. Jeżeli będzie słuchał,
to znaczy, że jeszcze żyje. Nie może odpłynąć.</p>

<p>Stuk...</p>

<p>Dlaczego to zrobił? Dlaczego
zawsze musi być taki ciekawski? Dlaczego nigdy nie słucha? Dlaczego?</p>

<p>Stuk...</p>

<p>Obiecuje, że jeżeli tylko
przeżyje, już nigdy nie będzie dotykał niczego, czego nie
zna. Obiecuje. Jeżeli tylko...</p>

<p>Stuk...</p>

<p>Był taki senny... Nie
odczuwał już nic, poza piekącym zimnem. Nie chce. Nie chce
odchodzić. Nie chce stracić Severusa. Nie chce...</p>

<p>Stuk. Stuk. Stuk. Stuk.</p>

<p>Co to było? To nie jego serce.
To... na korytarzu.</p>

<p>Ktoś biegł.</p>

<p>* "On fire" by Switchfoot</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 029---</strong></p>

<p><strong>29. On fire</strong></p>

<p>Część 2</p>

<p>Drzwi uderzyły o futrynę.
Stojące na półkach butelki zagrzechotały. Snape wpadł do
pomieszczenia z rozwianymi włosami, z powiewającą za nim
peleryną i obłędem w oczach.</p>

<p>To Severus. Naprawdę tu
był!</p>

<p>Harry uśmiechnąłby
się, gdyby mógł.</p>

<p>Mężczyzna ruszył w
jego kierunku, w biegu wyjmując różdżkę, którą
skierował na owiniętą mackami rękę i
krzyknął drżącym głosem:</p>

<p>- Impervius!</p>

<p>Harry usłyszał
plaśnięcie, jakby coś opadło na podłogę, ale nie
był w stanie tego ani zobaczyć, ani poczuć. Mógł tylko
patrzeć na zmierzającego ku niemu Severusa i zastanawiać się,
dlaczego w jego oczach jest tyle... strachu. I gniewu.</p>

<p>A tak... przecież umierał.</p>

<p>Zaczął mieć problemy z
myśleniem, jak gdyby jego mózg także ulegał paraliżowi.</p>

<p>Snape przypadł do niego i
przyłożył mu palce do szyi. Napięcie widoczne na jego
twarzy na ułamek sekundy przekształciło się w ulgę,
która niemal natychmiast została zastąpioną przez
wściekłość:</p>

<p>- Miałeś niczego nie
dotykać, ty głupi chłopaku! Ale oczywiście nie
mogłeś się powstrzymać! Zawsze masz gdzieś wszystkie
zakazy i reguły! Kiedy już z tego wyjdziesz, to radzę ci natychmiast
zejść mi z oczu, bo w przeciwnym wypadku sam cię zabiję! -
niemal krzyczał, celując różdżką w klatkę
piersiową Harry'ego. - Flagrantia inflamare!</p>

<p>Harry zaczął coś
czuć. Ciepło. Jednak tak niewyraźne i oddalone, jakby
znajdowało się gdzie indziej, a nie w jego własnym ciele,
którego nie miał, a przynajmniej wydawało mu się, że nie
ma. Nie czuł go. Miał wrażenie, jakby go nie było.</p>

<p>Severus zerwał się i
zaczął przeszukiwać półki. Przeklinał.</p>

<p>Harry pierwszy raz słyszał,
żeby Snape używał takich słów. Jego przekleństwa
zawsze były raczej... bardziej wyrafinowane. Domyślił się,
że pewnie szuka antidotum i nie może go znaleźć. Ale
przecież Severus zawsze wiedział, gdzie co leży. To było
jego królestwo, znał tutaj wszystko.</p>

<p>Chyba że... tego nie było.</p>

<p>Fioletowy płyn! Kurwa!</p>

<p>Miał nadzieję, że
kamień nadal znajduje się w jego dłoni. Spróbował się
skupić, mimo że miał wrażenie, jakby jego umysł
falował.</p>

<p>Na podłodze.</p>

<p>Snape przerwał szukanie i
sięgnął do kieszeni. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy
odczytał wiadomość. Spojrzał na porozrzucane na kamiennej
posadzce szkła, a z jego ust wyrwał się głośny
jęk.</p>

<p>W tym jęku było coś
dziwnego... Nawet słowa "To już koniec!" nie
zabrzmiałyby tak przerażająco.</p>

<p>A więc to już naprawdę
koniec? Wszystko na nic? Severus nie potrafi go uratować? Nie, nie
może go uratować. Przez jego własną głupotę!</p>

<p>Miał ochotę rzucać
się i krzyczeć. Ale nie mógł. Nie mógł nic zrobić.
Absolutnie nic. Chociaż nie. Jednak mógł...</p>

<p>Skupił się resztką
odpływających z niego sił i wysłał
wiadomość:</p>

<p>Dziękuję za każdą
spędzoną z tobą chwilę, Severusie. Dziękuję za...
wszystko. Jestem taki senny...</p>

<p>Usłyszał szelest.
Mężczyzna uklęknął przed nim i wbił w niego
nieustępliwe, twarde spojrzenie.</p>

<p>- Znowu melodramatyzujesz, ty idioto!
- warknął, ale jego głos był dziwny. Zachrypnięty. -
Nie umrzesz, Potter! Nie pozwoliłem ci na to!</p>

<p>Harry próbował utrzymać
się na powierzchni świadomości, ale miał wrażenie,
jakby coś ciągnęło go w dół.</p>

<p>Dobranoc, Severusie...</p>

<p>Przez pokrywającą jego oczy
mgłę zobaczył, jak mężczyzna odczytuje wiadomość,
marszczy brwi i wyciąga rękę, aby sprawdzić mu puls.
Zewsząd napierała ciemność, wyciągała po niego
swe macki, czepiała się ubrania. Wszystko wirowało,
rozmywało się. Nie był pewien, gdzie się znajduje.
Miał wrażenie, jakby oddalał się, jakby wszystko - obrazy,
dźwięki - odsuwały się, a on nie mógł ich
złapać, aby zatrzymać je przy sobie.</p>

<p>- Flagrantia inflamare maxima!</p>

<p>Wokół niego buchnęły
płomienie, rozjaśniając ciemność i odstraszając
wciągające go w nią macki. Za nim pojawił się mur z
ognia. Nie mógł tam iść. Musiał zawrócić,
cofnąć się. Zaczął zbliżać się do
światła. Słyszał jakieś krzyki, coraz
wyraźniejsze, coraz głośniejsze.</p>

<p>Obraz wyostrzył się, ale
nie mógł się na niczym skupić, ponieważ ktoś nim
potrząsał.</p>

<p>- ...słyszysz! Daj mi znak,
że mnie słyszysz, Potter! Do diabła! Jeżeli zaraz nie dasz
mi znaku, to osobiście się z tobą policzę!</p>

<p>Podczas szarpania głowa
Harry'ego opadła na chwilę w dół i zobaczył, że
Severus zaciska palce wokół ręki, w której trzymał kamień.</p>

<p>Słyszę.</p>

<p>Mężczyzna puścił
go i spojrzał na swój własny kamień. Pochylił
głowę i przez chwilę trwał w bezruchu. Harry nie
widział jego twarzy, mógł tylko patrzeć na czarne,
opadające na twarz włosy mężczyzny i zastanawiać
się, co się stało. Miał niejasne wrażenie, że
gdzieś był, że widział jakiś ogień, ale nic
więcej nie pamiętał.</p>

<p>Ogień. Czuł go w sobie.
Czuł, jak rozgrzewa jego ciało, płonie w żyłach, tli
się w sercu, pobudzając je do szybszego bicia.</p>

<p>Po kilku chwilach Severus
spojrzał na niego. Harry dostrzegł tylko zanikający w oczach
cień, twarz mężczyzny pozostała nieporuszona.</p>

<p>- Nie waż się więcej
odpływać, Potter! Masz być przytomny, dopóki... - urwał
nagle, a jego oczy rozszerzyły się na ułamek sekundy.
Rozejrzał się po zarzuconej kawałkami szkła podłodze i
zmarszczył brwi. Odsunął się od Harry'ego, pochylił i
z najwyższą ostrożnością podniósł z posadzki
kawałek szklanej skorupy, w której połyskiwał fioletowy
płyn. Przyłożył go do warg i wlał sobie do ust. Harry
zobaczył swoje odbicie w kawałku szkła. Sine, drżące
wargi, podkrążone oczy, cera tak blada, iż wyglądał
niemal jak duch. Czy to naprawdę był on?</p>

<p>Snape odrzucił szkło i
pochylił się nad nim. Z jego rozciętej ostrą
krawędzią wargi spływała krew. Uniósł twarz Harry'ego,
przycisnął mocno wargi do jego ust, rozszerzył językiem
zaciśnięte zęby i wlał w niego płyn.</p>

<p>Pomimo strachu, bezradności i
otaczającej wszystko mgle, Harry w tej jednej chwili potrafił
myśleć tylko o tym, że Severus właśnie...
całował go! Tak jakby. A on nie mógł tego poczuć!</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Snape oderwał wargi i
spojrzał wyczekująco na twarz chłopaka. W jego wzroku było
ogromne napięcie. Usta miał zaciśnięte i tak
zaczerwienione, jakby coś je poparzyło.</p>

<p>Harry zaczął coś
odczuwać. Ciepło. Nie... żar. Paliły go wargi. Później
język i gardło. A wraz z gorącem, przychodziło... czucie.
Udało mu się przełknąć. Miał wrażenie, jakby
przez jego przełyk spływał płynny ogień, powoli
zajmując całe ciało. Płonął w nim, roztapiając
lód i rozgrzewając wszystko, co napotkał na swojej drodze. Kiedy jego
płuca zaczęły funkcjonować i chciał wziąć
głębszy oddech, zaczął się krztusić. Powoli
powracało czucie w rękach, dłoniach, palcach... Poruszał
nimi na próbę. Wyczuł trzymany w ręku kamień. Kamień,
który... uratował mu życie. Gdyby go nie miał... - jego serce
szarpnęło się - ...już nigdy nie zobaczyłby Severusa.
Nigdy.</p>

<p>Kaszląc i dusząc się,
pochylił się do przodu. Wszystko go swędziało i
mrowiło, kiedy krew zaczynała krążyć w
żyłach. Miał wrażenie, że zaraz oszaleje. Jak gdyby
wszystko go w środku swędziało, a nie mógł się podrapać,
jakby w całym jego ciele biegały stada mrówek. Zacisnął
zęby i zaczął jęczeć, pocierając
jednocześnie brzuch, ramiona i uda, by je rozmasować i pobudzić
krew do szybszego krążenia. Miał ochotę
położyć się na podłodze, rzucać, szarpać i
kopać. Zacisnął powieki i skulił się,
błagając, by to się już skończyło. Po kilku
minutach nieprzyjemne objawy zaczęły ustępować.
Otworzył oczy i odetchnął głęboko kilka razy.
Drżał. Podniósł głowę, by w końcu spojrzeć
na Severus, ale mężczyzna stał w pewnej odległości,
odwrócony tyłem. Zaciśnięte niemal do białości
pięści nie wróżyły niczego dobrego.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Wiedział, że nabroił... A Snape wyglądał na
naprawdę wściekłego. Może nie chce z nim rozmawiać?
Może odwrócił się, żeby dać mu szansę na ucieczkę?</p>

<p>Spojrzał na drzwi. Nie, nie
może wyjść... To była jego wina. Musi...</p>

<p>Z trudem podniósł się na
nogi. Przez chwilę stał bez słowa, próbując
wymyślić, co mógłby powiedzieć, ale nic nie
przychodziło mu do głowy. W gabinecie panowała grobowa cisza.
Zawisła nad ich głowami, zwiastując nadchodzącą
burzę. Harry przełknął ślinę i otworzył
usta:</p>

<p>- Ja...</p>

<p>To jedno słowo zamieniło
się w mały kamyczek, który upadając na szczyt góry,
wywołał olbrzymią, niemożliwą do zatrzymania
lawinę.</p>

<p>Snape odwrócił się
gwałtownie, niemal przebijając go morderczym, płonącym jak
w gorączce spojrzeniem i ryknął tak, że Harry
cofnął się i wpadł na półki:</p>

<p>- Ty bezmyślny,
nieodpowiedzialny, pomylony, impertynencki, lekkomyślny durniu!
Mogłeś ZGINĄĆ! Nie potrafisz wytrzymać nawet
pięciu minut, żeby nie wpakować się w kłopoty! Masz
gdzieś konsekwencje swojego zachowania! Nigdy nie pomyślisz o tym,
że narażając siebie, narażasz też na
niebezpieczeństwo innych! Ale co cię to obchodzi? Jesteś
Wybrańcem i możesz robić, co ci się żywnie podoba, niezależnie
od tego, czy ktoś przy tym zginie! Bezmyślnie pakujesz się w
tarapaty, a później inni muszą ratować twoją
żałosną skórę! I masz pretensje do całego świata,
tylko nie do siebie!</p>

<p>- Nie krzycz na mnie -
powiedział cicho Harry, wpatrując się w dywan i zagryzając
wargę. Wiedział, że źle postąpił, wiedział,
że prawie zginął... i wiedział, że Severus miał
rację. Ale on też to bardzo przeżył... - Nie chciałem...
przep...</p>

<p>- Nie mam ci nic więcej do
powiedzenia, Potter! - mężczyzna przerwał mu głosem ostrym
niczym skalpel. - Wynoś się i nie pokazuj mi się więcej na
oczy! - I z tymi słowami przypadł do niego, złapał go za
ramię i pociągnął do wyjścia. Harry nie stawiał
oporu. I tak nie miałby szans. Snape był w takim stanie, że
jakakolwiek próba oporu mogłaby się dla niego skończyć
bardzo boleśnie. - Narażaj kogoś innego, a nie mnie! -
syknął przez zęby i wyrzucił go na korytarz. Zanim Harry
zdążył złapać równowagę, drzwi zatrzasnęły
się. Ostatnie słowa mężczyzny sprawiły, że
dotarło w końcu do niego coś ważnego... Gdyby
zginął na szlabanie u Snape'a, mógłby go narazić na
naprawdę poważne konsekwencje, nie tylko ze strony Dumbledore'a, ale
całego czarodziejskiego świata...</p>

<p>Podszedł do drzwi i
zapukał. Odpowiedziała mu cisza.</p>

<p>- Przepraszam - powiedział do drewnianej
powierzchni. Miał nadzieję, że Severus go usłyszy. -
Przepraszam - powtórzył nieco głośniej.</p>

<p>Stał pod drzwiami jeszcze przez
jakiś czas. A później, wzdychając ciężko, powlókł
się do dormitorium.</p>

<p>Musi zrobić wszystko, aby to
naprawić... Absolutnie wszystko!</p>

<p>***</p>

<p>Leżąc w łóżku,
bombardowany ciemnością i siekającym w okna deszczem, Harry po
raz kolejny próbował zablokować wdzierające się do jego
umysłu wspomnienia strachu, bezradności i... ulgi. Żył
tylko i wyłącznie dzięki kamieniowi i Severusowi. Spojrzał
w głąb wirującej zieleni i w jej wnętrzu zobaczył
obraz płonących gniewem oczu. Zacisnął powieki,
próbując to odegnać, ale wszystko wciąż do niego
powracało.</p>

<p>Jednak to nie fakt, że cudem
uniknął śmierci tak bardzo go męczył, tylko
świadomość, że swoim zachowaniem mógł zniszczyć
wszystko, co z takim trudem udało mu się wybudować, że
zepsuł to, co miało być takie piękne. A teraz Severus...
teraz nie chciał go widzieć i to było najboleśniejsze.
Że to wszystko stało się przez niego!</p>

<p>Zacisnął kamień w
dłoni i wysłał:</p>

<p>Wiem, że się na mnie
gniewasz i bardzo mi przykro z tego powodu. Nie chciałem narazić
cię na nieprzyjemności. Bałem się... że już
cię więcej nie zobaczę. Przepraszam, Severusie. Proszę, nie
gniewaj się na mnie zbyt długo, bo tego nie zniosę.</p>

<p>Czekał na odpowiedź tak
długo, aż wreszcie, zmęczony przeżyciami, zasnął.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Harry schodził na
śniadanie we wtorek, myślał tylko o tym, czy zobaczy Severusa.</p>

<p>Zobaczył.</p>

<p>Ale mężczyzna przez
cały posiłek nie zaszczycił go nawet jednym spojrzeniem.
Próbował wysyłać mu pod stołem wiadomości, ale Snape
ani razu nie sięgnął do kieszeni, tak jakby... w ogóle nie
miał kamienia. Gdyby trzymał go w kieszeni, to klejnot po jakimś
czasie zacząłby go parzyć, ale Severus najwidoczniej musiał
go zostawić w komnacie, ponieważ nie chciał mieć już z
Harrym nic do czynienia.</p>

<p>Kiedy chłopak
uświadomił to sobie, natychmiast stracił cały apetyt i
popadł w jeszcze większe przygnębienie. Ron i Hermiona patrzyli
na niego z niepokojem, więc próbował chociaż udawać, że
wszystko jest w porządku i posłał im wymuszony uśmiech,
chociaż w głębi serca miał wrażenie, jakby coś
rozpadało się w nim na kawałki.</p>

<p>Przez cały dzień, na
każdym posiłku, Severus ostentacyjnie ignorował go. A Harry
popadał w coraz większy marazm. Nie zaprzestał wysyłania
wiadomości, chociaż ani razu nie otrzymał odpowiedzi.</p>

<p>Wiem, że to wszystko moja wina.
Wiem, że czasami nie potrafię powstrzymać się przed...
ryzykowaniem. Ale to nieprawda, co o mnie powiedziałeś. Nie jestem
bezmyślny i impertynencki. Chciałem tylko... zająć
czymś myśli, dowiedzieć się czegoś...</p>

<p>Przerwał. Nie, to brzmiało
głupio...</p>

<p>Nie chciałem tego. Gdybym
mógł cofnąć czas...</p>

<p>Ale nie mógł, więc po co o
tym pisać?</p>

<p>Po prostu... to był wypadek.
Żałuję tego. Chciałem... czekałem... i...</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Przepraszam. Co mam jeszcze
zrobić?</p>

<p>Czekał długo, bardzo
długo.</p>

<p>Odezwij się do mnie! Nie
zniosę tego dłużej!</p>

<p>To na nic. Nie otrzymał ani
jednej odpowiedzi. Severus pewnie... pozbył się kamienia. Musiał
go wyrzucić, ponieważ nie chciał, żeby Harry go
męczył.</p>

<p>To... bolało.</p>

<p>Przewrócił się na bok i
zacisnął w dłoni gładki, zielony klejnot. Miał tylko
to. Jedyną cząstkę Severusa, która mu pozostała. Dopóki
ją miał, miał także nadzieję.</p>

<p>Nie wiem, po co ci to wszystko
wysyłam. Podejrzewam, że pozbyłeś się kamienia... i
mnie. To takie dziwne uczucie wiedzieć, że już nie odczytasz
moich wiadomości...</p>

<p>Zamrugał czując, że
szczypią go oczy.</p>

<p>Nie, będzie z tym walczył!
Nie może przecież się...</p>

<p>Serce Harry'ego niemal
wyskoczyło z piersi, kiedy poczuł w dłoni ciepło.
Spojrzał na klejnot zamglonym wzrokiem, ściskając go tak mocno,
iż niemal go zgniótł.</p>

<p>Mówiłem, że nie mam ci nic
do powiedzenia, Potter.</p>

<p>Wiadomość była sucha i
niemiła, ale... była! Harry nie potrafił powstrzymać
uśmiechu ulgi. Wystarczyło jedno zdanie, aby cały świat
nabrał barw. Opadł na poduszkę i wpatrując się w
sklepienie, uśmiechał się do siebie i czuł, że
przyszłość należy do niego. Ponownie przewrócił
się na bok i skulił się, przytulając policzek do kamienia.</p>

<p>Dobranoc, Severusie. I...
dziękuję.</p>

<p>***</p>

<p>Harry wiedział, że dzisiaj
jest środa. A to oznaczało szlaban ze Snape'em. Ale czy po tym, co
się wydarzyło, mógł tak po prostu do niego iść? Jakby
nic się nie stało? Severus nadal go ignorował, ale w końcu
nie napisał mu, że nie może przyjść. Przecież
gdyby nie chciał go widzieć, to chyba by go o tym poinformował.
To prawda, że wykrzyczał mu to w twarz tak głośno, że
Harry niemal ogłuchnął, ale... był wtedy bardzo
zdenerwowany i może przemyślał to wszystko i... Cholera!</p>

<p>Zerwał się z
łóżka i zaczął krążyć po dormitorium.
Neville i Ron uczyli się na dole razem z Hermioną.</p>

<p>Pójdzie! Najwyżej Snape go
wyrzuci.</p>

<p>Ruszył w stronę
wyjścia, ale zatrzymał się nagle.</p>

<p>A może jednak lepiej
będzie, jeżeli zostanie? Może on naprawdę nie chce go widzieć?</p>

<p>Zawrócił i usiadł na
łóżku.</p>

<p>A jeżeli go oczekuje i
będzie zły, jeśli Harry nie przyjdzie? W końcu to jest
szlaban. Może każe mu po prostu czyścić kociołki albo
coś?</p>

<p>Ale on nie chciał
czyścić kociołków! Chciał, żeby pomiędzy nimi
znowu było tak, jak wcześniej. Musi spróbować to naprawić!</p>

<p>Zerwał się z
łóżka. Pójdzie i zostanie tam, nawet jeżeli Snape będzie
chciał go wyrzucić. A później... później coś
wymyśli.</p>

<p>Zanim Harry dotarł do lochów,
zdążył już kilka razy zmienić zdanie i
zdenerwować się tak bardzo, że serce chciało wyskoczyć
mu z piersi. W końcu jednak jego gryfoński upór i wiara w siebie
zwyciężyły i stanął przed drzwiami prowadzącymi
do gabinetu Mistrza Eliksirów. Podniósł rękę, ale zawahał
się. Kilka razy otworzył i zacisnął pięść,
zanim zdecydował się w końcu dotknąć drewnianej
powierzchni, która natychmiast się uchyliła. Wszedł do gabinetu
czując, jak serce podchodzi mu do gardła. Przemknął przez
pomieszczenie starając się nawet nie spoglądać na
wypełnione słoikami i butelkami półki, zamknął oczy i
zapukał.</p>

<p>Drzwi otworzyły się. Harry
przekroczył próg i doznał dziwnego wrażenia, jakby wszedł
do rwącej rzeki, ponieważ nogi niespodziewanie ugięły
się pod nim. Zdołał jednak utrzymać się prosto, ale
musiał przełknąć ślinę, ponieważ nagle
całkowicie zaschło mu w gardle. Severus siedział w swoim
zielonym fotelu, nieruchomo wpatrując się w ogień. Nie
spojrzał na niego, nie odwrócił się, nie wykonał
żadnego gestu, który wskazywałby na to, że zauważył
jego przybycie. To oznaczało, że nadal jest na niego zły. Bardzo
zły.</p>

<p>- Do-dobry wieczór, S-Severusie... -
odezwał się niepewnie, zastanawiając się, co ma
zrobić. Podejść do niego, usiąść? Zanim jednak
wykonał jakikolwiek gest, usłyszał wypowiedziane zimnym, nieprzyjemnym
tonem słowa:</p>

<p>- Twój szlaban się dzisiaj nie
odbędzie, Potter. Możesz odejść. Tylko spróbuj się nie
zabić po drodze.</p>

<p>Harry skrzywił się. To nie
było miłe...</p>

<p>Przez kilka chwil stał
niezdecydowany. Miał wrażenie, że cokolwiek spróbuje
zrobić, nic to nie da. Może rzeczywiście powinien wrócić...</p>

<p>Podszedł do drzwi i
otworzył je, ale zawahał się.</p>

<p>Nie, nie odejdzie! Nie pozwoli
się wyrzucić! Nie po to zdecydował się tu w końcu
przyjść, żeby od razu poddać się i uciec jak tchórz. A
zresztą... - Harry zmarszczył brwi - ... Severus go tu wpuścił.
Musiał chcieć, żeby Harry tu przyszedł... A skoro
chciał...</p>

<p>Harry odwrócił się,
spojrzał na mężczyznę i popchnął drzwi. W
momencie, kiedy się zatrzasnęły, Snape błyskawicznie
przekręcił głowę i... jego oczy na sekundę rozszerzyły
się, kiedy zobaczył, że Harry nie wyszedł, po czym
natychmiast spojrzał z powrotem w ogień.</p>

<p>Ale Harry już to zobaczył.
I w tym samym momencie wiedział już, co powinien zrobić, aby
wszystko załagodzić.</p>

<p>Jego oczy rozbłysły.</p>

<p>Odetchnął kilka razy, aby
dodać sobie odwagi, a następnie podszedł do mężczyzny
i stanął przed nim, zasłaniając mu widok na kominek. Oczy
Severusa zwęziły się z rozdrażnienia, a twarz
przybrała zacięty wyraz, jakby chciał przekazać Harry'emu:
"Nie marnuj swoich sił. Najlepiej będzie, jeżeli po prostu
odejdziesz, bo nie chcę na ciebie patrzeć i nic, co zrobisz, nie
zmieni mojego zdania."</p>

<p>A przynajmniej coś w tym
rodzaju.</p>

<p>Ale Harry nie miał zamiaru
odchodzić. Ponieważ wiedział, że jest coś, co
mogłoby je zmienić...</p>

<p>Podszedł o krok bliżej i
opadł na kolana tuż przed mężczyzną.
Przysunął się jeszcze bliżej i oparł łokcie na
odzianych w czerń udach, po czym odsunął na bok fałdy jego
szaty i błyskawicznie dobrał się do jego rozporka.</p>

<p>Wyczuł wbijające się w
niego płomienne spojrzenie Severusa i jego serce, które do tej pory
biło już niezwykle szybko, teraz zaczęło galopować.</p>

<p>Rozsunął zamek i
włożył drżącą lekko rękę w spodnie,
zaciskając ją na ciepłym członku. To było niesamowite,
w jaki sposób dotyk Harry'ego pobudził wiotkiego penisa mężczyzny,
który momentalnie zaczął rosnąć i twardnieć w jego
dłoni. Wyciągnął go na zewnątrz i jego oczy
rozszerzyły się z zachwytu. Jak zawsze, kiedy na niego patrzył.
Penis Snape'a był długi, gruby i masywny. Harry doskonale
wiedział, ile przyjemności, ale także bólu potrafił mu
sprawić. Zawsze, kiedy go widział, zastanawiał się, jak
coś takiego może się w nim mieścić. Owinął
obie dłonie wokół trzonu i oblizał wargi. Zerknął w
górę na obserwującego go uważnie Severusa. Widział jego
zmrużone w niecierpliwym wyczekiwaniu oczy. Trzymał w ręku dowód
na jego ogromne podniecenie. Wbił wzrok w zachłanne oczy Severusa i
powoli wsunął jego erekcję w swoje ciepłe usta.</p>

<p>Reakcja mężczyzny była
natychmiastowa. Gwałtownie zacisnął powieki i
wciągnął ze świstem powietrze. Harry także
zamknął oczy, rozkoszując się smakiem Severusa, za którym
tak tęsknił. Słonym i gorzkim, ale z ukrytą gdzieś
głęboko nutką cierpkiej słodyczy - dokładnie takim,
jaki był on sam. Dłońmi zaczął obciągać
dolną część penisa, podczas gdy zaczerwienioną
główkę zanurzał głęboko w swoich ustach,
podrażniając ją dodatkowo językiem. Nie musiał
czekać długo na reakcję. Kiedy otworzył oczy zobaczył,
że mężczyzna odchylił głowę do tyłu,
zaczął ciężko oddychać, a z jego ust wyrywały
się przytłumione, przesiąknięte przyjemnością jęki.
To była muzyka dla uszu Harry'ego. Sam był coraz bardziej podniecony.
Rozkosz, którą dawał Snape'owi, zdawała się
spływać przez jego erekcję wprost w usta Harry'ego i dalej przez
przełyk, aż do podbrzusza. Czuł, jak jego własny penis
napiera na spodnie, błagając o dotyk. Poruszył się i
jęknął, kiedy jego erekcja otarła się o szorstki
materiał dżinsów. Wtedy usłyszał nad sobą lekko
zachrypnięty głos Severusa:</p>

<p>- Dotknij się.</p>

<p>Nie musiał mu tego
powtarzać drugi raz. Harry rozsunął zamek i ostrożnie
wyjął swojego sztywnego penisa. Zacisnął wokół niego
spocone palce i zaczął go pocierać, początkowo powoli,
żeby nie dojść zbyt szybko. Jednak ciepły, wsuwający
się w jego usta członek mężczyzny doprowadzał jego
ciało do zbyt dużej euforii i nie potrafił powstrzymać
coraz szybszych i intensywniejszych ruchów dłoni, która zdawała
się wyrwać spod jego kontroli. Wysunął erekcję Snape'a
ze swoich ust i przez kilka chwil zanurzył się we własnej
przyjemności, zamglonym wzrokiem widząc, jak oczy Mistrza Eliksirów
spijają ten widok, a jego zaczerwieniony członek zdaje się im
przytakiwać. Harry zdołał się jednak opanować na tyle,
aby ciaśniej owinąć palce wokół gorącego członka
i zacząć go oblizywać na całej długości
wzdłuż trzonu. Zataczał językiem koła, ssał i
skubał zębami wrażliwą główkę,
wywołując w mężczyźnie coraz głośniejsze
jęki i odgłosy aprobaty. Stawał się coraz
zachłanniejszy. Jego język ślizgał się po nabrzmiałym,
pulsującym penisie, a drugą dłonią zaczął
skubać i podrażniać gorące, miękkie jądra.</p>

<p>Harry czuł się tak, jakby
smakował właśnie najlepszego lizaka w całym swoim
życiu. Odczuwał coraz silniejsze zawroty głowy, a jego skóra
była tak rozgrzana, że aż parzyła. Słyszał
ciężkie sapanie Severusa, kiedy zaczął na przemian
ssać i lizać jądra, docierając językiem w każde
zagłębienie.</p>

<p>Nagle poczuł dłoń
Snape'a zaciskającą się na jego głowie. Długie palce
wplotły mu się we włosy, wciskając twarz głębiej,
tak jakby Severus chciał jeszcze mocniejszych doznań. A przecież
Harry wcale nie był aż tak delikatny. Złapał jądro w
zęby i zaczął je ssać i przygryzać. Skutek był
natychmiastowy - długi, głośny jęk niepohamowanej
przyjemności, który, wibrując, dotarł do ciała Harry'ego,
przeniknął przez jego skórę i uderzył prosto w
płonący w podbrzuszu, rozgrzany niemal do białości punkt
rozkoszy. Z jego ust także wyrwał się zduszony jęk, a z
pulsującego w dłoni penisa wystrzeliła struga lepkiej spermy,
osiadając po części na podłodze, a po części na
spodniach mężczyzny. Jego dłoń zacisnęła się
spazmatycznie na erekcji Severusa, a przed oczami pojawiły się
kolorowe plamy. Przez chwilę miał wrażenie, że umrze z
przyjemności, że roztopi się od żaru, który
ogarnął całe jego ciało i rozpalił mięśnie,
że, niczym wosk, rozpłynie się, przylgnie do podłogi i nic
nie będzie w stanie go od niej oderwać. Całkowicie zatracił
się w rozkoszy i potrzebował kilku sekund, aby dojść do
siebie. Nawet nie zauważył, kiedy mężczyzna
puścił jego głowę. Otworzył załzawione oczy i
spojrzał na przypatrującego mu się z zachwytem Severusa. Przez
ułamek sekundy miał wrażenie, że nie istnieje nic poza
tą chwilą, że nic, absolutnie nic nie jest ważne.</p>

<p>Chciał znowu to
usłyszeć! Ten cudowny, głęboki jęk Severusa. Teraz
miał wolne obie dłonie, więc owinął je wokół
twardego jak stal członka mężczyzny i zaczął go
pieścić językiem z nienasyconą
zachłannością. Wsuwał go głęboko w usta,
podrażniając zębami, co doprowadzało do tego, że
Severus, jakby przeszytym nagłym prądem, sztywniał cały.
Pomruki i jęki zlały się już w jeden, pełen
satysfakcji odgłos. Poczuł, jak mężczyzna ponownie
łapie go za włosy i mocno napiera na jego głowę, tak jakby
coraz bardziej tracił nad sobą kontrolę. Pragnął
jeszcze silniejszych, jeszcze intensywniejszych doznań i Harry to wyczuwał.</p>

<p>I dał mu je.</p>

<p>Nabrał tchu i postarał
się rozluźnić, po czym wsunął pulsujący
członek głęboko do gardła, powoli zanurzając go w
swoich ustach. W tym samym momencie poczuł, jak dłoń Snape'a
konwulsyjnie zacisnęła się w jego włosach i naparła na
niego z gwałtowną, nieposkromioną siłą. Penis
zagłębił się w jego gardło aż po same jądra,
a z ust mężczyzny wyrwał się długi, zachrypnięty
jęk dzikiej, trudnej do wyobrażenia rozkoszy. Przycisnął
jego głowę jeszcze mocniej. Harry stracił oddech, a w oczach
zakręciły mu się łzy. Szarpnął się,
wysuwając erekcję ze swego gardła, i kiedy mu się to
udało poczuł, że jego usta wypełniają się
gorącą spermą Severusa o cierpkim, słonym smaku. Snape
pociągnął go brutalnie za włosy i doszedł w jego usta,
jęcząc ochryple i sapiąc ciężko, jakby rozkosz, która
ogarnęła go całego, napinając mięśnie jak
postronki, eksplodowała w nim i echo tego wybuchu ulatywało teraz
przez otwarte w niemym krzyku usta.</p>

<p>Harry'emu z trudem udało
się zaczerpnąć tchu, kiedy ciepłe nasienie
zaczęło spływać w jego gardło. Dopiero kiedy
przełknął wszystko, a zaczerwieniony i wilgotny penis Mistrza
Eliksirów wysunął się z jego ust, mógł odetchnąć
głęboko. Dyszał równie ciężko, jak Severus. Jego
gardło płonęło, tak samo jak skóra i twarz, a serce
już dawno wyskoczyło z piersi. Przez załzawione oczy i
zaparowane okulary zobaczył, jak Snape szybko zapina rozporek.
Spojrzał na twarz mężczyzny i dostrzegł, że nadal ma
zamknięte oczy i otwarte usta. Wciąż sapał i dyszał,
jakby nie mógł dojść do siebie. Na wiecznie bladych policzkach
igrał delikatny rumieniec - dowód burzy, która przetoczyła się
przez jego ciało i umysł, doprowadzając go niemal do delirium.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie.</p>

<p>"To dzięki mnie" -
pomyślał z satysfakcją. - "To ja do tego
doprowadziłem."</p>

<p>Pomimo tego, że gardło
bolało go tak bardzo, iż wydawało mu się, że
stracił głos i mimo że ledwie mógł oddychać, czuł
się niewyobrażalnie szczęśliwy.</p>

<p>Doprowadził się do
porządku, po czym oparł dłonie na kolanach Snape'a i
podciągnął się. Kiedy wstał, nogi ugięły
się pod nim. Nie wahając się ani przez chwilę, wdrapał
się na kolana Mistrza Eliksirów, wykorzystując jego chwilowe
upojenie, i usiadł na nich okrakiem, obejmując go za szyję,
kładąc głowę na jego ramieniu i wtulając twarz w
obojczyk. Słyszał przy uchu ciężki oddech Severusa, który
wciąż wracał do siebie. Czuł na plecach bijące od
kominka ciepło. Odgłos trzaskającego ognia uspokajał go.</p>

<p>Żaden z nich nic nie
powiedział. Nie było takiej potrzeby. Nie pozostało nic do
dodania.</p>

<p>Klatka piersiowa Severusa
unosiła się i opadała coraz wolniej, kołysząc się
łagodnie. Harry zamknął oczy i przylgnął do niego
jeszcze mocniej, pragnąc zostać w takiej pozycji już na zawsze.
Tak blisko, ciepło...</p>

<p>Wszystko zaczęło się
powoli rozpływać, przykryte napierającą zewsząd
ciemnością, jakby rozciągała nad światem
miękką, przytulną narzutę, okrywając go szczelnie
ciepłym kocem ciszy. Harry pozwolił się jej otulić i
pogrążył się w przyjemnym, słodkim śnie.</p>

<p>*</p>

<p>Harry skręcił szybko,
unikając zderzenia z nadlatującym tłuczkiem. Trybuny pod nim
falowały. Słyszał krzyki kolegów z drużyny, ale świst
wiatru w uszach skutecznie hamował docierające do niego
dźwięki. Starał się wypatrzeć złotego znicza,
który kilka razy mignął mu gdzieś na obrzeżach boiska, ale
za każdym razem znikał równie szybko, jak się pojawiał. Na
dodatek Cho przez cały czas siedziała mu na ogonie. Obrzucił
spojrzeniem kolorowe trybuny, boisko, obręcze, przy których toczyła
się zacięta walka.</p>

<p>Jest! Dostrzegł błysk! Na
samym środku boiska, kilkanaście metrów nad ziemią.
Skierował Błyskawicę w tamtą stronę, modląc się
w duchu, by Cho nie zauważyła jego zrywu. Pochylił się
nisko nad trzonkiem. I wtedy poczuł dziwny nacisk w okolicach swojego
tyłka. Coś zaczęło go uwierać i gładko
wśliznęło się do jego wnętrza. Jęknął,
czując niewyobrażalną przyjemność, która pojawiła
się wraz z tym znajomym uczuciem cudownego rozpychania. Spojrzał w
dół i zobaczył, że jego miotła zamieniła się w...
Severusa. Harry siedział na nim i pozwalał, by penis Snape'a
wchodził w niego głęboko, przy każdym pchnięciu
wywołując w nim eksplozję przyjemności. Zupełnie
zapomniał o meczu, o zniczu. Wszystko przestało się liczyć.
Istniała tylko erekcja Severusa, która wbijała się w niego z
coraz większą szybkością. I wtedy usłyszał nad
sobą jakiś krzyk. Chyba Angeliny.</p>

<p>- Harry! Przestań się
zabawiać i leć po znicz! Cho już go prawie ma!</p>

<p>Harry spróbował powrócić do
rzeczywistości i skupić się na swoim zadaniu.</p>

<p>Znicz! Musi go zdobyć! Nie
może zawieść!</p>

<p>Pochylił się nisko nad
Severusem i, wymijając Cho, pofrunął w kierunku
błyszczącej, złotej piłki.</p>

<p>Już miał. Już prawie
go miał! Wyciągnął rękę... W chwili, kiedy jego
palce zacisnęły się na zniczu, poczuł, jak penis
mężczyzny uderza w jego prostatę. Zawył i niemal
wypuścił kulkę z ręki. Zacisnął powieki
słysząc, jak trybuny zaczynają szaleć z radości. Gwizdy,
wrzaski i śpiewy zmieszały się z jego jękami. I wtedy
znicz, który kurczowo trzymał w dłoni, zaczął zmieniać
kształt. Wypuścił go i zobaczył, że przybrał
krwisto-czerwony odcień, a na jego powierzchni pojawiły się usta
Zamienił się w wyjca, który zaczął wrzeszczeć
głosem McGonagall:</p>

<p>- Harry Jamesie Potterze! Podczas
meczu quidditcha nie wolno uprawiać seksu! Proszę natychmiast
zejść z profesora Snape'a! Złamałeś przynajmniej
piętnaście punktów szkolnego regulaminu! Okryłeś hańbą
dom Gryffindoru! Zostałeś za to ukarany dożywotnim szlabanem!
Codziennie wieczorem w moim gabinecie!</p>

<p>Co? Jak to dożywotnim? To
znaczy, że kiedy skończy Hogwart, nadal będzie musiał
przychodzić na szlabany do McGonagall? Dlaczego? Przecież nie
zrobił nic złego! Pieprzy się tylko ze Snape'em. Czy to coś
zdrożnego? Złapał znicz, wygrali! Czy to nic nie znaczy?
Dlaczego obchodzi ją tylko to, że Snape go posuwa?</p>

<p>- Oooch... Severusie... -
wyjęczał czując, że mężczyzna przyspieszył.
Wyjec nagle przestał być ważny. Coś tam sobie jeszcze
wrzeszczał, ale Harry nie miał zamiaru go słuchać.</p>

<p>- Jestem Wybrańcem - na
wpół krzyknął, na wpół wyjęczał. - I mogę
pieprzyć się, z kim chcę i kiedy chcę! Nawet na cholernym
meczu! Złapałem już znicz, a teraz... chcę tylko...
oooch... Severusa...</p>

<p>Wybuch był blisko... Już
tak blisko... Czuł narastające napięcie. Ostatnie słowa
McGonagall utonęły w długim, ochrypłym jęku Harry'ego,
kiedy penis Snape'a uderzył w prostatę i nastąpiła
potężna eksplozja, która zmiotła wszystko z powierzchni ziemi.
Zniknął wyjec, boisko, trybuny. Pozostał jedynie Severus.
Unosili się w ciemnej, bezkresnej pustce. Sami. Pogrążeni w
absolutnej, bolesnej przyjemności orgazmu.</p>

<p>Wtedy z pustki
napłynęło echo głosu. Początkowo niewyraźne.</p>

<p>- Potter!</p>

<p>Ktoś go wołał.</p>

<p>- Potter!</p>

<p>- Odejdź, Ron -
jęknął Harry. - Nie chcę jeszcze wstawać. Sam idź
na śniadanie.</p>

<p>Trochę go zdziwiło, że
Ron mówi do niego po nazwisku, ale tak bardzo chciał powrócić do tego
cudownego snu, że szybko o tym zapomniał. Walczył ze wszystkich
sił, aby go zatrzymać.</p>

<p>- Potter! - Głos był
ostrzejszy i wyraźniejszy.</p>

<p>Harry gwałtownie otworzył
oczy. Wtulał się w coś ciemnego i pachnącego znajomo...</p>

<p>Snape!</p>

<p>Poderwał głowę i
spojrzał wprost w przypatrujące mu się uważnie czarne oczy.
Jego ramiona owinięte były wokół szyi mężczyzny.</p>

<p>O cholera! Zasnął na jego
kolanach!</p>

<p>- Już prawie dziesiąta,
Potter. Jeżeli w ciągu piętnastu minut nie znajdziesz się w
swoim dormitorium, mogę odebrać twojemu domowi trzydzieści
punktów - powiedział Mistrz Eliksirów, odkładając na stolik trzymaną
do tej pory w ręku książkę. Najwidoczniej czytał
ją, kiedy Harry spał. Gryfon zamrugał, zaskoczony.</p>

<p>- Pozwoliłeś mi... -
odezwał się i przerwał. Jego głos był
zachrypnięty, jakby bardzo długo i głośno krzyczał.
Bolało go też gardło. Odchrząknął i spróbował
ponownie - Pozwoliłeś mi tutaj spać prawie trzy godziny? -
zapytał i zarumienił się delikatnie, kiedy w końcu
przypomniał sobie, co było przyczyną tego bólu.
Odchrząknął jeszcze raz i zobaczył iskierki rozbawienia w
oczach Severusa.</p>

<p>Paskudny drań!</p>

<p>- Owszem. I muszę przyznać,
że było to niezwykle... interesujące doświadczenie -
odparł Mistrz Eliksirów, a na jego ustach zatańczył
złośliwy uśmieszek. - W szczególności te wyuzdane jęki...
Cóż, nie podejrzewałem, że nasz Wybraniec lubi zabawiać
się publicznie... I to na meczu? Co by na to powiedzieli twoi fani,
Potter?</p>

<p>Harry poczuł, że jego twarz
płonie ze wstydu. Obrazy ze snu zaczęły uderzać w niego z
ogromną siłą. Przypomniał sobie mecz, Snape'a, wyjca od
McGonagall, orgazm...</p>

<p>O cholera!</p>

<p>Szybko spojrzał w dół na
swoje spodnie. Widniała na nich duża, mokra plama. Wzrok Severusa
powędrował za jego spojrzeniem. Jedna z brwi uniosła się,
kiedy mężczyzna zapytał kpiącym tonem:</p>

<p>- Aż tak miły sen, Potter?</p>

<p>Harry nie sądził, że
można odczuwać wstyd niczym przeżerający skórę kwas,
ale właśnie tego teraz doświadczał. Widział, jak
Severus zagryza wargę, żeby się nie roześmiać. I to
było jeszcze gorsze!</p>

<p>Gwałtownie odwrócił twarz w
bok, nie chcąc widzieć, jak Snape śmieje się z niego i jego
upokorzenia.</p>

<p>- Muszę iść -
wydukał drżącym, zdartym głosem. - Kiedy wyjdę,
będziesz mógł się ze mnie naśmiewać do woli. - Nie
potrafił ukryć żalu w swoim głosie.</p>

<p>Jak on mógł? Czy aż tak
bardzo lubił widzieć go upokorzonego?</p>

<p>- Zamknij się, Potter, i spójrz
na mnie! - Głos Severusa uderzył jak bat, ale Harry nie chciał
tego zrobić. Nie chciał na niego patrzeć. Nie, kiedy miał
wrażenie, że zaraz rozpłynie się z zażenowania.</p>

<p>Wtedy poczuł dotyk
chłodnych palców na swojej brodzie. Severus łagodnie, ale stanowczo
odwrócił jego twarz w swoją stronę, zmuszając go do
spojrzenia na siebie.</p>

<p>- Masz wykonywać moje polecenia
- rzekł ostro, a z jego twarzy zniknęło rozbawienie. -
Przestań się nad sobą użalać. - Przez chwilę
patrzył wprost w zielone oczy Harry'ego, tak jakby zastanawiał się
nad czymś. - To niezwykle... stymulujące móc zobaczyć na
własne oczy to, o czym do tej pory tylko słyszałem. Jak
często śnisz o mnie w taki sposób? - W oczach Severusa
błysnęły drapieżne iskierki.</p>

<p>Harry czuł, jak wstyd powoli
ustępuje, zastępowany... ciekawością. Czy Severus
naprawdę chciał to wiedzieć? Czy naprawdę go to
interesowało? Wyglądało na to, że tak...</p>

<p>- Zbyt często - wymamrotał
niewyraźnie w odpowiedzi, czując, że znowu się rumieni.</p>

<p>- W takim razie będziemy musieli
jakoś temu zaradzić - odparł tajemniczo mężczyzna.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Czy
Severus miał na myśli to, o czym myślał? Jego oczy
rozszerzyły się, a w spojrzeniu Mistrza Eliksirów pojawił
się dziki błysk. To Harry'emu wystarczyło.</p>

<p>Cały wstyd wyparował niemal
natychmiast, zastąpiony przyjemnym uciskiem w podbrzuszu.</p>

<p>- Zgadzam się - odparł z
szelmowskim uśmiechem. - Jak dla mnie, możesz w ogóle ze mnie nie
wychodzić. Ale chyba ciężko byłoby nam się
poruszać... - Widząc zaskoczoną minę Severusa, zachichotał.
Jego wyobraźnia zaczęła podsuwać mu różne scenariusze,
jeden bardziej niedorzeczny od drugiego. - Może weszlibyśmy tak do
Wielkiej Sali? - Nie mogąc dłużej wytrzymać,
zaczął się śmiać. Zdegustowana mina Severusa wcale nie
pomagała mu w opanowaniu się. Wręcz przeciwnie, sprawiała, że
miał coraz większe problemy z oddychaniem. - Przepraszam -
zachrypiał. - Ale wyobraziłem to sobie... McGonagall pewnie
odebrałaby mi wszystkie możliwe punkty. - Potrzebował chwili, by
zaczerpnąć tchu. - Już słyszę jej głos:
"Severusie, proszę natychmiast wyjść z pana Pottera!"
- Harry pochylił się do przodu, nie potrafiąc zapanować nad
histerycznym śmiechem i ocierając łzy dostrzegł, że
kąciki ust Severusa drżą niekontrolowanie.</p>

<p>- Nie podejrzewałem cię o
takie kpiące, ślizgońskie uwagi, Potter - powiedział w
końcu mężczyzna, kiedy udało mu się opanować.</p>

<p>Kiedy Harry w końcu
przestał chichotać, uśmiechnął się zawadiacko i
odparł:</p>

<p>- Uczę się od mistrza.</p>

<p>- Widzę, że jesteś
już bardzo zmęczony, bo zaczynasz gadać od rzeczy - rzekł
Severus, wyciągając różdżkę i rzucając na
Harry'ego zaklęcie czyszczące. - Jeżeli zaraz nie znajdziesz
się w dormitorium, to naprawdę rozważę
możliwość odebrania ci punktów. - W głębinach jego
oczu coś błysnęło.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie
żalu. Nie chciał jeszcze iść. Chciał tu zostać,
razem z Severusem. Dlaczego zawsze musi odchodzić?</p>

<p>- Chciałbym kiedyś
zostać tu na noc - powiedział cicho. - Czasami w nocy... dopada mnie
ogromna tęsknota... za tobą. - Spojrzał prosto w czarne,
bezdenne oczy i zobaczył, że po jego słowach zapaliło się
w nich maleńkie światełko. Ale bardzo szybko zgasło. Niczym
iskra, która opadła na chłodną powierzchnię i
zetknięcie z nią, błyskawicznie ją zgasiło.
Pomiędzy brwiami Snape'a pojawiła się głęboka
zmarszczka.</p>

<p>- Nie dość, że
muszę uganiać się z tobą przez cały dzień, to
masz zamiar irytować mnie także w nocy?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Nie
wiedział, czy była to zwykła kpina, żart, czy też
Severus mówił to poważnie. Dlaczego wszystkie jego zmysły
krzyczały za ostatnią opcją? Zrobiło mu się głupio,
że to powiedział. Może za bardzo mu się narzuca?</p>

<p>- W porządku. Pójdę
już. Nie chcę cię irytować. - Jego oczy
błysnęły wyzywająco, kiedy spojrzał na Snape'a. Jedna
z ciemnych brwi uniosła się.</p>

<p>- Próbujesz mnie sprowokować,
Potter?</p>

<p>Znowu to samo! Jak on to robił,
że zawsze bezbłędnie odgadywał jego zamiary? Jakby
naprawdę czytał z niego jak z otwartej książki. Może
Hermiona miała rację? Może naprawdę nie potrafił
ukrywać swoich uczuć?</p>

<p>Ale mężczyzna miał
rację. Chciał go sprowokować. Chciał, by Snape
zaprzeczył.</p>

<p>Ale nie zrobił tego. I to
właśnie był powód bolesnego ucisku, który nagle poczuł w
klatce piersiowej.</p>

<p>- Mniejsza z tym - odparł cicho,
schodząc z kolan Severusa, który przez cały czas spoglądał
na niego zamyślonym wzrokiem. Chciał się już odwrócić,
aby odejść, ale nie zrobił tego. Pochylił się,
objął go za szyję i pocałował w policzek. Poczuł,
jak mężczyzna niemal niezauważalnie sztywnieje i wstrzymuje
oddech.</p>

<p>- Dobranoc, Severusie -
powiedział cicho, prostując się. Dostrzegł zaskoczenie,
malujące się w oczach Mistrza Eliksirów, ale zniknęło ono
równie szybko, jak się pojawiło.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do niego. Jednak, kiedy znalazł się za drzwiami,
uśmiech zniknął z jego twarzy, zastąpiony
głębokim smutkiem.</p>

<p>- Dobranoc, Harry - wyszeptał
sam do siebie.</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 30 ---</strong></p>

<p>30. Kinky games</p>

<p>I will be your doll</p>

<p>I will be your hole</p>

<p>I will be your toy</p>

<p>I will be your thing</p>

<p>I will remove your heart</p>

<p>I will burn your world</p>

<p>I will be your object</p>

<p>Tease and tear*</p><empty-line /><p>- Snape się spóźnia -
oznajmił Ron, chociaż wcale nie musiał tego robić. Wszyscy
zdążyli zauważyć. - A może złamał nogę
i nie przyjdzie? - rozmarzył się, ale chwilę później
sposępniał. - Niee... podejrzewam, że nawet gdyby złamał
kark, nastawiłby go sobie, byle tylko tu dotrzeć i znowu nas
gnębić.</p>

<p>I jak gdyby na potwierdzenie tych
słów, drzwi otworzyły się z rozmachem i uderzyły o
ścianę. Ron podskoczył, Hermiona wzdrygnęła się,
Neville przewrócił atrament (kolejny raz), Lavender pisnęła, a
Harry uśmiechnął się. Szybko jednak spuścił
głowę, aby to ukryć.</p>

<p>Mistrz Eliksirów zatrzymał
się na środku klasy i oznajmił:</p>

<p>- Zanim przejdziemy do
zajęć, otrzymacie z powrotem swoje testy. Ich poziom jest tak
żenujący, że obawiam się, iż nawet pierwszoroczni
napisaliby go lepiej. - Machnął różdżką w stronę
biurka, z którego zaczęły wylatywać zwinięte kawałki
pergaminów i lądować na ławkach. - Jesteście na szóstym
roku, a niektórzy nie potrafią odróżnić kociołka od talerza
zupy, do którego można wrzucać wszystko, co się chce i w
obojętnie jakiej kolejności, zapominając, że eliksiry to
wysublimowana sztuka, w której każdy ruch ma określoną
kolejność i czas trwania. Niestety wasze mikroskopijne umysły
nigdy tego nie pojmą. I mogę stwierdzić, że na całe
szczęście.</p>

<p>Harry usłyszał, jak
siedzący obok niego Ron jęknął:</p>

<p>- Tylko nie to... A weekend
zapowiadał się tak przyjemnie...</p>

<p>Hermiona rozwinęła swój
test i na jej twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia, który szybko
przeobraził się w żal i złość.</p>

<p>- A niech to! - syknęła.
Ron zajrzał jej przez ramię.</p>

<p>- O co chodzi? - zapytał. - Przecież
dostałaś "powyżej oczekiwań". To źle?</p>

<p>Rzuciła mu ponure spojrzenie i
wydęła usta:</p>

<p>- Wiedziałam, że tak
będzie. Nie napisałam wszystkiego, pomimo że bardzo długo
się uczyłam. Ale w naszym podręczniku nie było niczego na
temat sposobów przedłużania działania eliksirów
niewidzialności. A w innych książkach tylko jakieś
wzmianki. To niesprawiedliwe! Skąd mogłam to wiedzieć? -
nadąsała się.</p>

<p>Ron przewrócił oczami i
rozwinął swój pergamin. I niemal natychmiast jęknął,
zwinął go z powrotem, a na jego twarzy pojawił się wyraz
rozpaczy.</p>

<p>- Mama mnie zabije - wymamrotał,
uderzając czołem o ławkę. - Znowu "okropny".</p>

<p>Harry spojrzał na swój
zwinięty test. Denerwował się. Chciał zaimponować
Severusowi. Tak długo się tego uczył... Nie chodzi nawet o to,
że wykuł wszystko na pamięć, ale o to, że
zrozumiał i nawet udało mu się połączyć fakty i
wysnuć kilka własnych wniosków. Ale czy Snape to docenił? Czy
wszystko napisał dobrze, czy jak zwykle coś pomieszał?</p>

<p>Podniósł pergamin i bardzo
powoli go rozwinął...</p>

<p>...po czym rozszerzył
gwałtownie oczy, a zwój wypadł mu z rąk, potoczył się
po blacie i spadł na podłogę.</p>

<p>Poczuł na sobie zaskoczone
spojrzenia przyjaciół.</p>

<p>- Co się stało, stary? -
zapytał Ron.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i wychylił się, aby podnieść pergamin.</p>

<p>- N-nic - wydukał. - Po
prostu... znowu zawaliłem.</p>

<p>- Troll? - zapytał Ron ze
współczuciem w głosie, przez który jednak przebijał cień
satysfakcji, że ktoś okazał się gorszy, niż on.</p>

<p>- Ukhm - mruknął Harry,
ściskając mocno zwój i czując, że kręci mu się w
głowie z oszołomienia. Kiedy przyjaciele wrócili do swoich testów,
Harry ponownie go rozwinął i jeszcze raz spojrzał na
nakreśloną ostrym pismem Snape'a ocenę:</p>

<p>"Wybitny"</p>

<p>Nigdy, w całym swoim życiu
nie spodziewał się, że kiedykolwiek otrzyma z Eliksirów "wybitny".
To było nieprawdopodobne. Odczuwał taką radość,
że miał ochotę wejść na ławkę i
zacząć śpiewać. Poderwał głowę i
spojrzał na Severusa. Mężczyzna, jakby to wyczuwając,
też skierował na niego spojrzenie. Kiedy ich oczy się
spotkały, Harry poczuł się tak, jakby coś zakwitło w
jego piersi. Miał nadzieję, że Snape to widzi, że
także to czuje. I chociaż twarz Mistrza Eliksirów pozostała
nieporuszona, dostrzegł w jego oczach blask. I to mu wystarczyło.
Severus wiedział.</p>

<p>Harry spuścił
głowę, czując, jak po jego skórze pełzają pierwsze
języki ognia.</p>

<p>- Jeżeli skończyliście
już prezentować ten żałosny koncert jęków, który sami
zgotowaliście sobie swoją głupotą, to proszę
natychmiast wyciągnąć kociołki i przybory, ponieważ
przechodzimy do lekcji - oznajmił surowo mężczyzna,
odwracając się z rozmachem i podchodząc do biurka. Kiedy wszyscy
zaczęli wykładać przyrządy, Harry, nie mogąc się
powstrzymać, sięgnął do kieszeni i zacisnął
dłoń na kamieniu. Czuł zawroty głowy. Wszystko, co go
otaczało, przestało mieć znaczenie. W jego wnętrzu
rozkwitało pragnienie. Tak bardzo chciał się mu
odwdzięczyć... Już teraz. Nie mógł czekać. Nie
potrafił.</p>

<p>Zamknął oczy i
wysłał:</p>

<p>Severusie... powinieneś
wiedzieć, że w tej chwili marzę tylko o tym, aby
wsunąć rękę pod ławkę, rozpiąć spodnie
i zacisnąć palce wokół mojej erekcji. Jestem tak twardy, że
to aż boli. I to wszystko z twojego powodu.. Pragnę zaspokajać
się teraz, patrząc na ciebie. Czy mógłbym?</p>

<p>Chyba trochę przesadził,
ale kiedy tylko to sobie wyobraził, jego członek zareagował
błyskawicznie i naparł na spodnie.</p>

<p>Zobaczył, jak siedzący przy
biurku Snape sięgnął do kieszeni i wyjął kamień.
Spojrzał w dół i... rozszerzył nagle oczy. Po chwili
poderwał głowę i przeszył Harry'ego napastliwym spojrzeniem.
To wystarczyło, aby chłopak poczuł dreszcz, docierający do
każdego zakamarka ciała i następującą po nim falę
gorąca. Przesunął rękę pod ławką, aby
poluzować napierającą boleśnie na spodnie erekcję i
zobaczył, jak wzrok mężczyzny zmienia się. Jego oczy
zaczęły dziwnie błyszczeć, ale w tej samej chwili
odwrócił głowę i spojrzał na ścianę. Tak, jakby
próbował nad sobą zapanować.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
wbił wzrok w ławkę. Miał wrażenie, że zaraz
spłonie. Pragnął go teraz tak bardzo, że z trudem
przychodziło mu opanowanie się. Ale musiał. Był
przecież na lekcji. Nie mógł...</p>

<p>Ach, do diabła z tym!</p>

<p>Zacisnął powieki,
czując zawroty głowy, i spróbował wziąć kilka
głębokich oddechów, aby wpuścić do
ściśniętych płuc nieco powietrza. Ale kiedy je
wydychał, z jego ust wyrwał się niekontrolowany jęk.
Zamarł, czując na sobie zaskoczone spojrzenia siedzących
najbliżej Rona, Hermiony i... Severusa.</p>

<p>- Dobrze się czujesz, Harry? -
zapytała przyjaciółka, kładąc na ławce deskę i
nóż. - Wyglądasz, jakbyś miał gorączkę.
Jesteś cały czerwony.</p>

<p>- T-tak. Tylko... trochę tu
gorąco - wydukał, otwierając oczy i rumieniąc się.
Zobaczył, że Snape szybko odwraca głowę.</p>

<p>- Dlaczego nie wyjmujesz rzeczy? -
zapytał ze zdziwieniem Ron. - Snape cię ochrzani, kiedy to zobaczy.</p>

<p>- Co? Już. - Harry
odetchnął i sięgnął po swoją torbę, aby
wyjąć kociołek, wagę i wszystkie te bezużyteczne
przedmioty, które nie miały teraz dla niego żadnego znaczenia.</p>

<p>W końcu wszyscy już
się z tym uporali i wlepili wzrok w nauczyciela, a w klasie zapadła
cisza. Mistrz Eliksirów odwrócił głowę od ściany i
spojrzał na nich z zaskoczeniem, tak, jakby przez chwilę
zapomniał gdzie się znajduje.</p>

<p>- Zaczynamy - oznajmił i
zerwał się z krzesła z takim impetem, że biurko
zatrzęsło się, a stojący na nim atrament i butelka
jakiegoś eliksiru przewróciły się i spadły na kamienną
posadzkę, roztrzaskując się na kawałki.</p>

<p>Ignorując zaskoczone spojrzenia
uczniów, wyciągnął różdżkę i ze
złością sprzątnął skorupy.</p>

<p>- Dzisiaj kontynuujemy temat
eliksirów niewidzialności - oznajmił, przechodząc na środek
klasy. - Kto wie, jaki eliksir z tej grupy jest najniebezpieczniejszy?</p>

<p>Ręka Hermiony wystrzeliła w
górę. Harry spuścił wzrok. Znał odpowiedź na to
pytanie, ale w sytuacji, w której się znajdował, wolał się
jednak nie zgłaszać, ponieważ miałby poważny problem,
gdyby musiał się podnieść.</p>

<p>Dlaczego nikt nie wymyślił
zaklęcia na tego typu niedogodności? Na pewno pomógłby tym
tysiącom nastolatków, przeżywającym burzę hormonalną.</p>

<p>- Eliksir kameleona - odparła
Gryfonka, nie czekając na reakcję Snape'a. Mężczyzna
zmarszczył brwi.</p>

<p>- Dlaczego?</p>

<p>- Ponieważ w
przeciwieństwie do zaklęcia kameleona, nie można go
przerwać, a źle uwarzony, może spowodować, że
ktoś, kto go zażyje, może tak wtopić się w otoczenie,
że zostanie przez nie wchłonięty. I nie ma na nie antidotum,
ponieważ nie ma możliwości, aby go przyjąć, kiedy jest
się... "wchłoniętym". W przypadku eliksiru
powodującego rozmycie należy...</p>

<p>- Wystarczy - przerwał jej Snape
ostrym tonem. - Tak, waszym dzisiejszym zadaniem będzie uwarzenie tego
eliksiru. Dlatego radzę się przyłożyć, bo
możliwe, że wypróbujecie je na sobie. - Po klasie przeszedł
szmer. Każdy zdążył już poznać sposoby stosowane
przez Snape'a i pomimo tego, że każdy wiedział, iż dyrektor
kategorycznie zabronił stosowania takich praktyk, nikt nie był
pewien, czy nauczyciel, nie przejmując się zakazem, nie zechce
wprowadzić swojej groźby w życie. - Cisza! - warknął i
machnął różdżką w stronę tablicy. - Oto potrzebne
ingrediencje i sposób przygotowania eliksiru - powiedział,
przesuwając wzrokiem po twarzach uczniów. - Macie czas do końca
zajęć. Składniki... - jego spojrzenie spoczęło na
Harrym - ... znajdziecie pod ławką.</p>

<p>Cisza, która zapadła, aż
dzwoniła. Uczniowie spojrzeli po sobie. Kilka osób zajrzało pod
ławki.</p>

<p>- To znaczy... - Snape
odchrząknął - ... w składziku.</p>

<p>Harry potrzebował całej
siły woli, aby się opanować i nie wybuchnąć
śmiechem. Świadomość, że gdyby to zrobił,
zostałby prawdopodobnie zrównany przez Severusa z ziemią, bardzo mu w
tym pomogła.</p>

<p>Mężczyzna odwrócił
się i dumnym krokiem podszedł do swojego biurka. Harry zagryzł
wargę, tłumiąc pełzający w jego przełyku
śmiech. Poprosił, aby Hermiona przyniosła mu składniki,
gdyż nadal wolał nie wstawać.</p>

<p>Eliksir, mimo że bardzo
niebezpieczny, nie wydawał się jednak skomplikowany. Kiedy Ron i
Hermiona wrócili ze składnikami, był już w trakcie czytania
instrukcji, a przyjaciele dołączyli do niego chwilę
później.</p>

<p>Poszatkować korę drzewa
sandałowego, wymieszać z trzema kroplami krwi kameleona
madagaskarskiego i poczekać, aż kora zmieni barwę na
zieloną. Następnie wrzucić ją do kociołka.
Prawidłową erekcją powinien być obłok jasnozielonej
pary...</p>

<p>Harry zamrugał. Coś mu
się nie zgadzało... Cofnął się o kilka słów i
niewiele brakło, a spadłby z krzesła. Wytrzeszczył oczy,
nie mogąc uwierzyć w to, co widzi, po czym rozejrzał się po
klasie. Nie był jedynym, który to zauważył. Pansy Parkinson
chichotała i wskazywała na tablicę. Ron przekrzywił
głowę i wyciągnął szyję.</p>

<p>- Zaraz, czy tam nie pisze...?</p>

<p>- Tak, ale nie waż się
wypowiadać tego słowa na głos - zbeształa go Hermiona,
której twarz przybrała kolor eliksiru Desideria Intima, po czym
podniosła rękę. Snape spojrzał na nią znad papierów,
nad którymi pracował.</p>

<p>- O co chodzi, panno Granger?</p>

<p>Gryfonka odchrząknęła
i wskazała na tablicę.</p>

<p>- Chyba... pomylił się pan,
panie profesorze - powiedziała, rumieniąc się jeszcze bardziej.
Snape zmarszczył brwi i spojrzał na tablicę, a Harry
zamknął oczy.</p>

<p>Wolał tego nie widzieć.
Słyszał wokół siebie ciche chichoty. Chyba wszyscy to już
zauważyli...</p>

<p>- Milczeć! - Głos Snape'a
wydawał się Harry'emu nieco... zdenerwowany. Mężczyzna
rzucił krótkie zaklęcie i zamienił "erekcję" na
"reakcję". - Jeżeli dowiem się, kto to zrobił, to
możecie być pewni, że nie ujdzie mu to na sucho! -
warknął.</p>

<p>Harry poczuł, że jego wargi
drżą, dlatego szybko zakrył je dłonią, udając,
że kaszle.</p>

<p>- Ekhem. - Hermiona nerwowo
podniosła rękę.</p>

<p>- O co znowu chodzi? -
syknął mężczyzna.</p>

<p>- Tablica się pali, profesorze.</p>

<p>Snape rozszerzył oczy i
spojrzał na zakryte strzelającymi pod sufit płomieniami
słowa.</p>

<p>Harry zgiął się
wpół w ataku "kaszlu". Ron spojrzał na niego z niepokojem i
poklepał go po plecach.</p>

<p>- Wszystko w porządku, stary? -
zapytał. Harry pokiwał głową, wycierając łzy z
kącików oczu. Musiał się opanować. Przecież nie
chciał wszystkiego zepsuć. Ale myśl, że Snape... że
on... przez niego...</p>

<p>Zmusił się, aby
głęboko oddychać i nie myśleć o tym, do czego
właśnie doprowadził Severusa.</p>

<p>- Dosyć tego! -
Wściekły głos mężczyzny odbił się od
ścian pomieszczenia. - Gryffindor traci dwadzieścia punktów. Jeszcze
jeden taki wybryk, a wszyscy wylecą z sali. Wszyscy.</p>

<p>Ale trzeba było mu
przyznać, że potrafił wyjść z twarzą z
każdej sytuacji, pomyślał Harry, oddychając
głęboko i nie, absolutnie już się nie śmiejąc.</p>

<p>Gryfoni spojrzeli na siebie z
zaskoczeniem. Harry wyprostował się, czując w
żołądku łaskotanie rozbawienia. I niemal w tym samym
momencie został przeszyty płonącym spojrzeniem Severusa.
Spojrzeniem, które mówiło:</p>

<p>"Policzę się z
tobą po lekcji, Potter!"</p>

<p>A Harry wiedział, och tak,
wiedział, że tę groźbę Severus spełni na pewno...</p>

<p>Ron pochylił się do niego i
wyszeptał:</p>

<p>- Nie zauważyłeś,
że Snape zachowuje się dzisiaj trochę dziwnie?</p>

<p>Harry w ostatniej chwili
powstrzymał wypełzający mu na wargi uśmiech.
Odchrząknął i odparł:</p>

<p>- Może... coś
wyprowadziło go z równowagi?</p>

<p>- Taa - mruknął Ron i
oderwał wzrok od nauczyciela, po czym wziął do ręki
nóż i położył na desce kawałek kory. - Ale dlaczego
odebrał nam za to punkty?</p>

<p>- Ponieważ on odebrałby nam
punkty nawet wtedy, gdyby pośliznął się na korytarzu -
wtrąciła Hermiona ze złością, szatkując
swoją korę.</p>

<p>- Cicho, gapi się na nas -
syknął Ron, wbijając spojrzenie w ławkę. Harry nie
mógł się powstrzymać i podniósł wzrok. Oczy Severusa
błysnęły i chłopak poczuł skurcz w żołądku.
Szybko spuścił głowę i zaczął zastanawiać
się, czy Snape ma zamiar obserwować go w ten sposób przez
całą lekcję.</p>

<p>I okazało się, że tak.
Harry ciągle czuł na sobie jego wzrok, który sprawiał, że
coraz trudniej było mu usiedzieć na miejscu. Pomimo tego
wyraźnego czynnika rozpraszającego, eliksir wyglądał i
pachniał całkiem przyzwoicie i Harry był z niego wyjątkowo
zadowolony. Dorzucił szczyptę sproszkowanego jadu skorpiona,
zamieszał wywar trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zwiększył
temperaturę i odszedł na bok, aby umyć ręce i pozbyć
się z palców trucizny.</p>

<p>I w tym momencie w klasie
rozległ się potężny huk. Harry zacisnął oczy i
odwrócił się powoli. W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą
stał jego kociołek, teraz znajdowały się jedynie resztki
podgrzewacza, natomiast wokół ławki leżały fragmenty
kociołka i zielonkawego wywaru, który wylądował także na
szatach najbliżej stojących uczniów, w cudowny sposób omijając
jednak ich twarze, jakby chroniła je niewidzialna bariera. Ci, którzy
zdążyli wcisnąć się pod ławki, powoli podnosili
się na nogi i rozglądali z oszołomieniem. Ron i Hermiona,
pokryci zieloną breja, spojrzeli szeroko otwartymi oczami najpierw na
siebie, a następnie na stojącego z rozdziawionymi ustami Harry'ego.</p>

<p>To było przecież...
niemożliwe. Wszystko robił dobrze. Każdy składnik
wrzucał dokładnie tak, jak w instrukcji. Przecież...</p>

<p>Zamknął usta i
spojrzał na Snape'a. To mu wystarczyło. Wyraz złośliwej
satysfakcji, który na niej zobaczył, powiedział mu absolutnie
wszystko.</p>

<p>- No, no... - odezwał się
mężczyzna, podnosząc się, stając obok biurka i
krzyżując ręce na piersi. - Wygląda na to, że pan
Potter postanowił zrzucić pana Longbottoma z piedestału
przeznaczonego dla kompletnych nieudaczników. Dobrze, że nie wysadziłeś
przy okazji całej klasy, Potter. Ale dzięki temu będziesz
miał bardzo przyjemne zajęcie na resztę popołudnia.
Zostaniesz po lekcji i dokładnie wszystko wyczyścisz, nie
używając przy tym czarów.</p>

<p>Harry poczuł, że jego
żołądek skręca się z ekscytacji. A więc Severus
podjął grę... Jak miło.</p>

<p>Po chwili, kiedy poczuł na sobie
pełne oczekiwania spojrzenia uczniów, uzmysłowił sobie, że
powinien jednak coś powiedzieć. Zdecydował się więc
na:</p>

<p>- To nie była moja wina,
profesorze. Eksplozja nastąpiła samoistnie. Ja jedynie...
podniosłem temperaturę.</p>

<p>Oczy Snape'a zabłysły.
Harry z trudem powstrzymał uśmiech.</p>

<p>- W takim razie będziesz
miał bardzo dużo czasu, aby na własnej skórze odczuć skutki
tej eksplozji. O ile, oczywiście, nie wywołasz kolejnej... - Oczy
mężczyzny zmrużyły się.</p>

<p>- Zapewniam pana, profesorze, że
o kolejnej dowie się pan jako pierwszy...</p>

<p>- Nie wątpię w to, Potter -
odparł Severus, uśmiechając się szyderczo. - Jeżeli
dobrze się spiszesz i dokładnie wszystko wyczyścisz, to
może nawet zastanowię się nad tym, aby wspaniałomyślnie
nie odbierać ci punktów.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że coś ciężkiego opada mu do żołądka.</p>

<p>- Niech pan się nie martwi,
profesorze. Nie zostawię nawet kropelki... - odparł cicho, z
całych sił walcząc z wypływającym mu na usta
uśmiechem.</p>

<p>Coś w jego wnętrzu
wrzasnęło triumfalnie, kiedy zobaczył, jak oczy Severusa
rozszerzają się na moment, by po chwili zmrużyć się w
sposób, który tylko Harry potrafił odczytać.</p>

<p>Czuł w sobie taką
ekscytację, iż miał wrażenie, że jeszcze chwila i
spłonie na miejscu. Z podniecenia i... przerażenia. Oto stał w
wypełnionej uczniami klasie... i wymieniał z Severusem dwuznaczne,
pełne ukrytej perwersji uwagi. I z wyrazu twarzy mężczyzny
wyczytał, że ten myśli dokładnie o tym samym.</p>

<p>Och, dlaczego nie mogliby po prostu
rzucić tego wszystkiego w cholerę i przejść do o wiele
przyjemniejszych czynności? Ale już niedługo...</p>

<p>Harry wrócił do ławki,
odprowadzany spojrzeniami zaskoczonych i nieco zdezorientowanych uczniów i
unikając zatroskanego wzroku przyjaciół, po czym
uklęknął i zaczął udawać, że sprząta.</p>

<p>- Wystarczy! - oznajmił ostro
Severus, zwracając się do uczniów. - Mieliście już
wystarczająco dużo czasu na uwarzenie tego eliksiru. Czas na
ocenę waszych żałosnych umiejętności. - I nie
czekając na jakąkolwiek reakcję, ruszył w stronę
ławek, zaglądając do kociołków i obrzucając mikstury
krótkim, pełnym dezaprobaty spojrzeniem. Nie zatrzymywał się i
nie prawił złośliwych komentarzy, jak zazwyczaj. Zachowywał
się jak ktoś, komu bardzo się spieszy i jak najszybciej chce
mieć to już za sobą. Kiedy skończył, stanął
na środku sali i zwrócił się do wszystkich:</p>

<p>- Wasze wyniki są równie
żałosne, jak zawsze. Widocznie sześć lat nauki to za
mało, aby uwarzyć chociaż jeden poprawny eliksir. Ogłaszam
koniec zajęć. Wynoście się.</p>

<p>Uczniowie spojrzeli po sobie z
zakłopotaniem, po czym powoli zaczęli się pakować. Snape
prawie nigdy nie kończył zajęć przed czasem.
Rzeczywiście coś musiało bardzo wyprowadzić go z
równowagi...</p>

<p>- Nie czekajcie na mnie -
powiedział Harry, kiedy Ron i Hermiona stanęli obok niego z torbami,
nie bardzo wiedząc, co zrobić. - To może długo
potrwać. - Wskazał ręką leżące wszędzie
skorupy i pozalewane ławki i podłogę.</p>

<p>Pokiwali głowami ze
współczuciem i ruszyli w kierunku wyjścia.</p>

<p>- Spotkamy się w Pokoju
Wspólnym, Harry - powiedziała Hermiona, zanim razem z Ronem
zniknęła za drzwiami.</p>

<p>W pomieszczeniu zapadła cisza.
Harry przełknął ślinę i bardzo powoli podniósł
się. Usłyszał cicho wypowiadane zaklęcie i zobaczył
dwa rozbłyski na drzwiach. Nie potrafił powstrzymać
uśmiechu, kiedy odwracał się w stronę Snape'a. Mężczyzna
machnął różdżką i bałagan otaczający
Harry'ego zniknął.</p>

<p>- Na dzisiejszej lekcji
zachowywał się pan karygodnie, panie Potter - powiedział ostrym
tonem Severus, chowając różdżkę.</p>

<p>Harry poczuł emanujący z
podbrzusza żar. Nie wiedział dlaczego, ale słowa "panie
Potter", wypowiedziane w taki sposób, przyprawiły go o dreszcze i
sprawiły, że zapragnął podjąć tę cholernie
zmysłową grę.</p>

<p>- Chyba zdaje pan sobie sprawę z
tego, że należy się panu kara? - kontynuował Mistrz
Eliksirów, mrużąc oczy i wbijając w niego pełen mrocznej
dezaprobaty wzrok.</p>

<p>Harry podszedł do swojej
ławki i usiadł na niej. Rozchylił nieznacznie nogi, aby Snape
mógł dostrzec wypukłość w jego spodniach.</p>

<p>Och tak, był taki twardy... I
wiedział, że Snape też to widzi.</p>

<p>W jego krwi wciąż buzowała
adrenalina, która nie opadła jeszcze po rozmowie, jaką niedawno
przeprowadził ze Snape'em, a podsycaną teraz przez to
rozbierające spojrzenie, które wbijał w niego mężczyzna.</p>

<p>- Tak, profesorze. Zdaję sobie
sprawę z tego, że moje zachowanie było nieco... nieodpowiednie.
- Czy on naprawdę rozmawiał ze Snape'em w taki sposób? - A można
powiedzieć, że nawet niedopuszczalne. Dlatego całkowicie
się z panem zgadzam. - Uśmiechnął się tajemniczo. - Jestem
gotów przyjąć każdą karę, którą mi pan wymierzy.</p>

<p>Twarz Severusa spięła
się, jakby odczuwał takie napięcie, że nie mógł sobie
z nim poradzić. Harry zobaczył, że odpina kołnierzyk i
oblizuje wargi.</p>

<p>Och, czyli podobała mu się
ta mała gra... W takim razie nie było żadnych
przeciwwskazań, aby jej nie kontynuować...</p>

<p>Harry sięgnął
rękami do swojego krawata. Poluzował go nieco i zaczął
powoli przesuwać wiązaniem w górę i w dół. W górę. I w
dół.</p>

<p>Oczy Severusa śledziły
ruchy jego dłoni, a twarz zaczęła dziwnie błyszczeć.
Niemal tak samo, jak czarne, płonące źrenice. Oblizał
ponownie cienkie wargi i uśmiechnął się mrocznie.</p>

<p>- A jak chciałby pan zostać
ukarany, panie Potter?</p>

<p>Harry czuł, jak z każdym
wypowiedzianym słowem powietrze gęstnieje i staje się coraz
bardziej lepkie i ciężkie od wiszących w nim obietnic. Zmrużył
oczy i dał się ponieść szalejącemu w jego wnętrzu
pożarowi.</p>

<p>- Hmm... Może pan mnie
zerżnąć, profesorze - odparł cicho, pozwalając, by
jego usta ułożyły się w szelmowski uśmieszek.</p>

<p>Brwi Snape'a powędrowały w
górę, a w jego oczach wybuchł taki sam pożar, jak ten, który
trawił w tej chwili Harry'ego.</p>

<p>- Takie brzydkie słowo w ustach
Gryfona?</p>

<p>Harry oblizał wargi. Miał
wrażenie, że jego członek próbuje wydostać się na
zewnątrz, napierał na spodnie z taką siłą, iż to
niemal bolało.</p>

<p>- W takim razie będzie pan
musiał mi je zamknąć, panie profesorze - odparł
chłopak i zobaczył, jak w tym samym momencie czarne źrenice
eksplodują. Snape znalazł się przy nim w kilku krokach.</p>

<p>- Doskonale - syknął,
łapiąc go za ramię, ściągając ze stolika i
zmuszając, aby przed nim uklęknął.</p>

<p>Kiedy Harry opadł na kolana,
zobaczył, że Snape uwalnia ze spodni swojego zaczerwienionego,
nabrzmiałego penisa.</p>

<p>- Otwórz usta - wyszeptał
zachrypniętym głosem. Harry wykonał polecenie. - Szerzej -
poinstruował go mężczyzna, po czym złapał w obie
dłonie głowę Harry'ego i wypchnął biodra,
zanurzając pulsującą niecierpliwie erekcję w rozchylonych
zapraszająco ustach. Chłopak, zaskoczony siłą, z jaką
Severus natarł na jego gardło, zakrztusił się i
szarpnął głową. Jednocześnie usłyszał
niezwykle głośny, pełen nieziemskiej satysfakcji jęk
mężczyzny. Podniósł wzrok i napotkał napierające na
niego, płonące zachwytem i przyjemnością spojrzenie. Twarz
Severusa była zaczerwieniona i błyszcząca, jakby pod jego
skórą tańczyły płomienie niewyobrażalnego podniecenia.
Jakby właśnie spełniała się jego największa
fantazja.</p>

<p>Wycofał się i
pchnął ponownie, zmieniając nieco kąt, aby Harry się
nie krztusił. Uderzał w jego gardło z coraz większą
prędkością, dysząc i sapiąc jak jeszcze nigdy wcześniej.
Nawet gdyby Harry chciał się uwolnić, to nie mógłby tego
zrobić, ponieważ Snape trzymał jego głowę w
żelaznym uścisku. Zresztą, nie miał zamiaru tego
robić. Widział, jak wielką przyjemność sprawia
Severusowi. I to, że mógł mu ją dać, czyniła go
szczęśliwym. Pozwalał mu pieprzyc swoje usta i sprawiało mu
to dziką przyjemność. Nie zwracał uwagi na niewygodę,
czy na to, że czasami nie mógł złapać tchu, kiedy Severus
przyspieszał tak, iż wydawało się, że nie potrafi
się zatrzymać, wznosząc się na wyżyny rozkoszy, której
nie mógłby doznać w żaden inny sposób. I Harry przez cały
czas czuł na sobie jego pożądliwe spojrzenie, kiedy
oglądał z góry spektakl, sapiąc i jęcząc za
każdym razem, gdy wysuwał się z zaczerwienionych warg
chłopaka i patrzył, jak jego penis wślizguje się w te
chętne i należące tylko do niego usta.</p>

<p>Harry trzymał ręce na
odzianych w czerń biodrach mężczyzny i wbijał w nie palce,
kiedy penis uderzał w jego gardło z wyjątkową
siłą. Zamykał oczy i pozwalał rozgrzanej od coraz szybszych
pchnięć erekcji wsuwać się w ciepłe wnętrze
swoich ust i delikatnie ocierać się o zęby, co
wywoływało u mężczyzny litanię przekleństw,
przerywaną wymawianym zachrypłym od jęków głosem słów,
które wywoływały w Harrym fale ekscytacji:</p>

<p>- Potter... Cholera, Potter,
doskonale...!</p>

<p>Jeszcze nigdy jego nazwisko nie
brzmiało dla niego tak pięknie, jak pomiędzy jednym a drugim
przekleństwem wyrywającym się z ust zanurzonego w ekstazie
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Severus zaczął
napierać jeszcze mocniej, osiągając niemal szaleńcze tempo.
Harry nie miał czasu nawet na złapanie oddechu. Wbił paznokcie w
biodra mężczyzny, ale nie przyniosło to żadnego efektu.
Severus był daleko stąd, w krainie rozkoszy, a jego jęki
unosiły się w powietrze i odbijały echem w umyśle
Harry'ego. Zaczęło mu się kręcić w głowie.</p>

<p>Zacisnął powieki i
spróbował nieco się odsunąć, ale Severus nie pozwolił
mu na to. Ściskał jego głowę i przyciągał do
swych bioder przy każdym pchnięciu, aby móc wejść w
ciepłe usta jeszcze głębiej, aby móc zanurzyć się
jeszcze dalej w ciasne gardło, w które z taką
łatwością wciskała się główka jego penisa.</p>

<p>- Tak, właśnie tak! -
Severus wysunął się niemal całkowicie z ust Harry'ego i
pchnął.</p>

<p>W oczach chłopaka pojawiły
się łzy, kiedy poczuł rozpychającą jego gardło
erekcję, a następnie eksplozję gorąca, która
wystrzeliła wprost w jego przełyk. Usłyszał długi,
pełen przekleństw i z trudem łapanego oddechu jęk
mężczyzny. Szczupłe palce zacisnęły się
konwulsyjnie na jego włosach i przyciągnęły jego
głowę z niesamowitą siłą, wciskając twarz w
czarny materiał szaty.</p>

<p>Przez jakiś czas nie mógł
oddychać, nie mógł się poruszyć, nie mógł nawet
jęknąć, ale to nie miało znaczenia. Przepełniał
go żar. I radość.</p>

<p>W końcu Snape poluzował
uścisk, uwalniając jego głowę. Harry szarpnął
się, czując, jak rozgrzany, mokry od spermy penis wysuwa się z
jego gardła, i niczym tonący, który wypływa na
powierzchnię, złapał haust powietrza, poleciał do tyłu
i wylądował na podłodze. Przez chwilę kaszlał i krztusił
się, próbując wytrzeć drżące w kącikach oczu
łzy. Miał wrażenie, że wszystko wokół wiruje.
Czuł spływającą po brodzie stróżkę spermy.
Wytarł ją rękawem i w końcu spojrzał w górę na
stojącego nad nim z założonymi rękami Severusa, który najwyraźniej
zdążył już doprowadzić się do porządku.
Nadal ciężko oddychał, a jego zaczerwieniona twarz bardzo powoli
odzyskiwała swój zwykły, blady kolor. Ale próbował
wyglądać na opanowanego, jakby jeszcze przed chwilą wcale nie
jęczał ekstatycznie i nie przeklinał siarczyście,
pieprząc usta swojego ucznia z takim zapamiętaniem, jakby od tego
zależało jego życie.</p>

<p>Z powrotem był opanowanym
Mistrzem Eliksirów. A przynajmniej starał się być. Ponieważ
oczy zdradzały go. Błyszczały satysfakcją,
pewnością siebie, spełnieniem. I czymś jeszcze, czymś
nieokreślonym... Gdyby to nie był Snape i nie byłoby to z tego
powodu absolutnie niemożliwe, Harry mógłby przysiąc, że to
coś na kształt... wdzięczności. Ale to było
niemożliwe. To był Snape. Snape, którego usta wykrzywił
uśmieszek, a oczy zmrużyły się.</p>

<p>- Chyba będzie pan musiał
częściej zostawać po lekcjach, panie Potter.</p>

<p>Harry odchrząknął i
odpowiedział uśmiechem, pomimo że miał wrażenie, jakby
połknął pudełko żyletek.</p>

<p>- W takim razie będzie pan
musiał częściej stawiać mi "wybitny", profesorze
- odparł zachrypniętym szeptem.</p>

<p>Brwi Snape'a
ściągnęły się, a twarz wyostrzyła. Tak, jakby
coś w wypowiedzi Harry'ego mu się nie spodobało. Ale nie to, co
odpowiedział, tylko w jaki sposób to zrobił. Widocznie nie
spodziewał się, że ich mała gra aż tak zmaltretuje
gardło chłopaka. Ale Harry się tym nie przejmował.
Wstał i otrzepał się. Uśmiechnął się do
Severusa i podszedł do ławki, aby spakować swoje rzeczy. Mistrz
Eliksirów przez cały czas obserwował go z czymś na kształt
zaniepokojenia. Kiedy Harry skończył, zarzucił torbę na
ramię i odwrócił się do mężczyzny.</p>

<p>- Cieszę się, że
mogłem sprawić ci przyjemność, Severusie - powiedział
cicho, tym samym zachrypniętym szeptem.</p>

<p>Snape zmarszczył brwi,
wyglądając, jakby się nad czymś zastanawiał. Harry,
nie czekając na odpowiedź, ruszył w stronę drzwi. Zanim do
nich dotarł, zobaczył dwa rozbłyski zdejmowanych
zaklęć. Położył dłoń na klamce i wtedy
usłyszał ostry głos Snape'a:</p>

<p>- Oczekuję cię dzisiaj
wieczorem po kolacji, Potter.</p>

<p>Harry odwrócił się
gwałtownie i spojrzał na mężczyznę z zaskoczeniem.</p>

<p>- Co? Przecież dzisiaj nie
mam... Aaa... - zawiesił głos, kiedy w końcu do niego
dotarło. Uśmiechnął się w odpowiedzi.</p>

<p>- Oczywiście, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna wykrzywił
usta w coś, co przy słabym oświetleniu i pod odpowiednim
kątem można by uznać za uśmiech.</p>

<p>- Do zobaczenia - szepnął
chłopak i nie czekając na odpowiedź, której wiedział,
że i tak nie otrzyma, zniknął za drzwiami.</p><empty-line /><p>* "Slut" by Velvet Acid
Christ</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 31 ---</strong></p>

<p><strong>31. Will you catch me if I
fell?</strong></p><empty-line /><p>And this is how it feels</p>

<p>When I ignore the words you spoke to
me</p>

<p>And this is where I lose myself</p>

<p>When I keep running away from you*</p><empty-line /><p>- Co za drań! Wiedziałem,
że nie puści ci tego płazem, ale to lekka przesada! -
gorączkował się Ron, kiedy Harry wyjaśnił jemu i
Hermionie, że Snape kazał mu za karę wypić jakieś świństwo,
które podrażniło jego gardło. I dlatego miał problemy z
mówieniem.</p>

<p>- Harry, uważam, że
powinieneś... - zaczęła Hermiona.</p>

<p>- Wiem, iść do
jakiegoś nauczyciela i wszystko mu opowiedzieć - przerwał jej ze
znużeniem. Dziewczyna zarumieniła się. - Nie, Hermiono, nie dam
mu tej satysfakcji. Nie złamie mnie. Sam dam sobie z nim radę. Nie
jestem nieudacznikiem. - Musiał przyznać, że potrafił coraz
lepiej grać.</p>

<p>- Harry ma rację -
wtrącił się Ron, popierając przyjaciela. - Snape to po
prostu wielki palant. Jeżeli zaczniemy biegać ze skargami, to
poczuje, że wygrał. A prędzej udławię się
puddingiem, niż mu na to pozwolę!</p>

<p>- Obaj jesteście
obłąkani! - fuknęła dziewczyna i zerwała się z
miejsca. - Idę się pouczyć - oświadczyła dumnie i
odeszła.</p>

<p>Ron spojrzał na Harry'ego i
pokręcił głową.</p>

<p>- Przecież jest piątek. Czy
ona musi się uczyć nawet w piątek?</p>

<p>Chłopak wzruszył ramionami,
rozglądając się po Pokoju Wspólnym. Już od jakiegoś
czasu próbował wypatrzyć Ginny, ale jak na złość,
nigdzie jej nie było. A za chwilę miała być kolacja.
Potrzebował jej, aby mieć jakieś alibi, kiedy będzie
siedział u Snape'a.</p>

<p>Severus chciał, aby Harry
dzisiaj do niego przyszedł. Ostatnio spotykali się tylko na
szlabanach. Ale tym razem Severus sam zaprosił go do swych komnat. Ta
myśl sprawiła, że chłopak poczuł dziwne ciepło w
żołądku.</p>

<p>Jest!</p>

<p>Harry zerwał się z kanapy,
widząc schodzącą po schodach Ginny. Nie zważając na
zdziwione spojrzenie Rona, podszedł do niej i nieco zdenerwowanym
głosem poprosił o chwilę rozmowy na osobności. Kilka
towarzyszących jej przyjaciółek wymieniło pomiędzy
sobą jednoznaczne spojrzenia i ruszyło przodem.</p>

<p>- O co chodzi, Harry? - zapytała
dziewczyna, kiedy zatrzymali się w ustronnym miejscu.</p>

<p>Harry czuł na karku podejrzliwy
wzrok Rona, ale nie miał wyboru.</p>

<p>- Chciałbym prosić cię
o przysługę - szepnął.</p>

<p>- Co się stało z twoim
głosem? - zapytała zaskoczona.</p>

<p>- Ee... To długa historia -
odparł, machając lekceważąco ręką. Szybko
wytłumaczył jej, o co chodzi, a ona z chęcią zgodziła
się mu pomóc.</p>

<p>Ron przez cały wieczór
obserwował go podejrzliwie, ale na szczęście nie zadawał
pytań. Przynajmniej na razie.</p>

<p>Podczas kolacji Harry nie
przełknął niemal niczego. Gardło okropnie go paliło i
miał wrażenie, jakby zostało poharatane mieczami. Kiedy wraz z
przyjaciółmi dotarł do Pokoju Wspólnego, natychmiast skierował
kroki do dormitorium. Chwilę pogrzebał w kufrze i
wyciągnął z niego te same czarne spodnie, które
założył na urodziny Snape'a, i ciepły, śnieżnobiały
golf, który również kupił w Hogsmeade podczas ostatniej wizyty. W
końcu Snape zaprosił go do siebie. Nie mógł pójść jak
obszarpaniec.</p>

<p>Szybko przebrał się,
wcisnął do kieszeni pelerynę i zbiegł na dół do
czekającej już na niego Ginny.</p>

<p>- Harry, wyglądasz... -
zaczęła.</p>

<p>- ...tak inaczej -
dokończyła Hermiona, pojawiając się obok niej. - Jeszcze
nigdy nie widziałam cię takiego...</p>

<p>- ...olśniewającego -
zakończyła rudowłosa, uśmiechając się z
zachwytem.</p>

<p>- Ee... - wydukał, czując,
że się rumieni.</p>

<p>- Idziecie gdzieś razem? - Ron
wyłonił się nagle za ich plecami, mrużąc podejrzliwie
oczy.</p>

<p>- A co cię to obchodzi? -
fuknęła Ginny i złapała Harry'ego za rękę,
pociągając go do wyjścia. Rudzielec otworzył usta,
żeby coś powiedzieć, ale Hermiona chwyciła go za ramię
i odciągnęła w drugą stronę.</p>

<p>Kiedy Harry i Ginny znaleźli się
już na korytarzu, uśmiechnęli się do siebie z ulgą.</p>

<p>- No, udało się. Teraz
możesz spotkać się ze swoją tajemniczą wybranką.
- Mrugnęła do niego. Harry wyszczerzył się.</p>

<p>- Dzięki. Spotkamy się
tutaj przed dziesiątą.</p>

<p>- Ja też dziękuję. Ty
również pomogłeś mi się wymknąć. Ron nie
będzie się tak rzucał, jeżeli będzie myślał,
że jestem z tobą. To do zobaczenia. - Pomachała mu i
zniknęła w korytarzu prowadzącym ku zachodniej wieży, w
której znajdowała się siedziba Krukonów.</p>

<p>Harry rozejrzał się
uważnie wokół, po czym zarzucił na siebie pelerynę i
przemknął do lochów. Szybko przemierzył gabinet i zanim
zapukał do komnat, zdjął pelerynę i poprawił
włosy. Poskutkowało to jednak jedynie tym, że zaczęły
sterczeć jeszcze bardziej.</p>

<p>Kiedy wszedł do pomieszczenia, Severus
siedział w fotelu, wpatrzony w ogień. Nie pracował nad niczym,
nie czytał. Po prostu czekał.</p>

<p>"Na mnie" -
uświadomił sobie chłopak i poczuł wewnątrz siebie
ciepły prąd.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
wyszeptał ochryple i podszedł do czarnego fotela. Dopiero kiedy
opadł na niego z westchnieniem, Snape odwrócił głowę. Jego
oczy spoczęły na Harrym i... rozszerzyły się momentalnie. A
następnie bardzo powoli przesunęły się wzdłuż ciała
Harry'ego, do bioder i z powrotem ku twarzy. Pojawił się w nich
drapieżny błysk.</p>

<p>Harry poczuł, że robi mu
się gorąco. Miał wrażenie, jakby wzrok Severusa
przenikał go i rozbierał, z jawną przyjemnością
wchłaniając wszystko, czego pragnął. I wyglądało
na to, że to, co widział... niezwykle mu się podobało.
Harry zaczął się wiercić, nie potrafiąc wytrzymać
napastliwej intensywności tego spojrzenia, i odchrząknął.</p>

<p>Dopiero teraz zauważył
stojącą przed nim na stoliku małą buteleczkę.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał,
biorąc ją do ręki. W środku znajdował się
gęsty, biały płyn.</p>

<p>- Coś na twoje gardło -
odparł Severus. Nawet nie spojrzał na butelkę, tak jakby ubrany
w śnieżnobiały golf Harry całkowicie
pochłonął jego uwagę i nie potrafił oderwać od
niego wzroku.</p>

<p>- To miło, że o tym
pomyślałeś, Severusie - uśmiechnął się i
szybko wypił zawartość fiolki. Kiedyś pewnie by się
zawahał, ale teraz było inaczej. Teraz ... całkowicie mu
ufał.</p>

<p>Poczuł przyjemny chłód
spływający w dół gardła i wypłukujący ból.
Zamknął oczy, rozkoszując się tym miłym doznaniem.
Kiedy je otworzył, ponownie został przeszyty pełnym dziwnego
blasku spojrzeniem Severusa. Odchrząknął z zakłopotaniem.</p>

<p>- Teraz znacznie lepiej.
Dziękuję. - Odstawił butelkę na stolik i przez chwilę
w pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. - Napiłbym się
czegoś - wypalił w końcu, nie mogąc już znieść
tego unoszącego się w powietrzu napięcia.</p>

<p>Snape zamrugał, jakby wyrwany z
transu, po czym spojrzał na barek. Machnął
różdżką i Harry zobaczył, jak jedna z butelek odkorkowuje
się i nalewa do wysokiej, zdobionej szklanki przezroczystego,
połyskującego srebrzyście płynu. Podfrunęła do
niego i wylądowała na stoliku.</p>

<p>- Ale tylko jedną porcję,
Potter. Nie zniosę po raz kolejny twoich pijackich ekscesów.</p>

<p>- O ile dobrze pamiętam, to z
przyjemnością je wykorzystałeś - odgryzł się.</p>

<p>- Ale to nie ja tańczyłem
nago na stole - odparował Snape ze złośliwym uśmieszkiem.</p>

<p>Harry zamrugał.</p>

<p>Co? Tego sobie nie
przypominał... Przecież nie był chyba aż tak pijany...
Pamiętałby o czymś takim.</p>

<p>- Kłamiesz - burknął,
wypijając kilka łyków słodkiego alkoholu. Snape uniósł brwi
i sięgnął po szklankę whisky, która wylądowała
przed nim. - Nie znoszę tańczyć. Nie zrobiłbym tego nawet,
gdybym był pijany.</p>

<p>Pamiętał tamten wieczór.
Zawierał w sobie dużo alkoholu, wirujących wokół niego
przedmiotów i przesuwającej się pod nogami podłogi, a także
mnóstwo obciągania i seksu, ale na pewno nie tańczenia na stole. Nie
pozwoli się tak łatwo wrobić!</p>

<p>- Dedukcja godna pochwały, panie
Potter - powiedział Snape i wziął duży łyk alkoholu.
Potem kolejny. I jeszcze kilka. Harry spojrzał z niepokojem na
opróżnioną w trzech czwartych szklankę, którą
mężczyzna odstawił ponownie na stolik. Severus nigdy nie
pił z taką szybkością. Wyglądało na to, że
szykował się do czegoś, czego nie potrafił zrobić na
trzeźwo.</p>

<p>To było nieco...
niepokojące.</p>

<p>Po jakimś czasie Severus
odchrząknął, spojrzał w ogień i powiedział:</p>

<p>- Czy nie uważasz, że w
ostatniej akcji meczu pomiędzy Armatami i Harpiami, Higdon Saveloy
powinien podać kafla bocznemu zawodnikowi, dzięki czemu
uniknąłby ataku pałkarzy i w konsekwencji kontuzji, a jego
drużyna miałaby szansę zwyciężyć?</p>

<p>Zapadła głucha cisza.</p>

<p>Dopiero, kiedy umysł Harry'ego
nadążył za uszami i dotarło do niego, co właśnie
usłyszał, był w stanie zareagować.</p>

<p>- Ee...</p>

<p>Musiał się
przesłyszeć. Na pewno się przesłyszał. Severus nie
mógł tego powiedzieć. To było absolutnie niemożliwe.</p>

<p>Spojrzał podejrzliwie na
swoją szklankę. Przecież nie wypił aż tyle, żeby
mieć halucynacje. W końcu uznał, że wypadałoby jednak
coś odpowiedzieć, a nie gapić się tylko z rozdziawionymi
ustami.</p>

<p>- Uhm... Też tak
myślę. Ale Armaty i tak mają kiepski sezon. Poza tym, Saveloy
uwielbia się popisywać i zapomina o tym, że to gra
drużynowa - wypalił automatycznie, czując się jak w
surrealistycznym śnie.</p>

<p>Czy Severus Snape, Mistrz Eliksirów,
najmroczniejszy i najbardziej znienawidzony nauczyciel, postrach całej
szkoły i przesiąknięty cynizmem drań naprawdę
właśnie rozmawiał z nim o Quidditchu?!</p>

<p>Gdyby kilka miesięcy temu
ktoś mu coś takiego przepowiedział, to wysłałby go do
Świętego Munga na przymusowe leczenie.</p>

<p>- Jednak trzeba przyznać,
że jest specjalistą w zakładaniu Chwytu Bradleya - oznajmił
Severus nieco pewniejszym tonem, choć nadal nie odrywał wzroku od
kominka.</p>

<p>"Chwytu Berkeleya" -
poprawił w myślach Harry, ale nie odważył się
powiedzieć tego głośno. Miał wrażenie, jakby
posuwał się po bardzo cienkim lodzie i jeden nieostrożny krok
mógł go skruszyć.</p>

<p>- Ale Harpie są o wiele lepiej
zgrane. A bez zaufania i zrozumienia nie można myśleć o wygranej
- odparł Harry, czując, że powoli wciąga go ta rozmowa. Zawsze
rozmawiał o Quidditchu tylko z Ronem, ale on był zbyt uparty i
jeżeli kibicował jakiejś drużynie, to zachowywał
się jak głuchy ślepiec, który nie dostrzega żadnych
błędów i nie było mowy o jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji z
nim.</p>

<p>- Czasami to jednostka może
zadecydować o wyniku - odparł Severus. - Podczas pucharowego meczu
pomiędzy Osami i Tajfunami Oswald Ridwind wygrał cały mecz
praktycznie w pojedynkę.</p>

<p>- Ponieważ znicz niemal
wpadł mu do ręki od razu po rozpoczęciu gry - odparował
Harry.</p>

<p>Severus oderwał wzrok od kominka
i rzucił mu długie spojrzenie.</p>

<p>- To nie ma znaczenia. Faktem jest
jedynie to, że dzięki niemu Osy zwyciężyły. Czasami
jedna osoba potrafi wszystko zniszczyć. Albo odbudować. Ty doskonale
powinieneś o tym wiedzieć.</p>

<p>Harry otworzył usta, ale
natychmiast je zamknął. Severus miał rację. A niech go!
Dlaczego niemal zawsze miał rację? Nawet w cholernym Quidditchu!
Przecież to on był specjalistą, a nie Snape, który nigdy
wcześniej nie przejawiał żadnego zainteresowania tą
dyscypliną sportu. W ogóle żadną dyscypliną. A teraz...</p>

<p>Harry zamrugał. Myśl, która
już od dawna czekała cierpliwie pod drzwiami jego
świadomości, w końcu nie wytrzymała i zapukała, aby
zwrócić na siebie uwagę.</p>

<p>Severus zrobił to, aby mu
się odwdzięczyć. Harry nauczył się dla niego
rozmawiać o eliksirach, po raz pierwszy napisał test tak dobrze,
że otrzymał "wybitny" i Snape... docenił to wszystko.
Harry poczuł ciepło rozlewające się w jego wnętrzu.
Miał wrażenie, że już niczego więcej nie potrzebuje.
Że mógłby tak tutaj siedzieć, popijać alkohol i
rozmawiać z Severusem o Quidditchu do końca swoich dni.
Oczywiście nie pogardziłby też dobrym seksem od czasu do czasu.
A w zasadzie to raczej często. Nawet bardzo często. Najlepiej
codziennie.</p>

<p>Uśmiechnął się do
siebie.</p>

<p>- Czasami też jedna osoba
potrafi doprowadzić drugą do bardzo ciekawego stanu... -
powiedział z zadziornym uśmiechem. - Powinniśmy
częściej urządzać sobie takie gierki na lekcjach. Są
niezwykle... stymulujące, nie uważasz?</p>

<p>Severus uniósł jedną brew.</p>

<p>- I bardzo niebezpieczne. Wiem,
że tego słowa nie ma w twoim słowniku, ale chyba zdajesz sobie
sprawę, że nie możemy pozwalać sobie na coś takiego.
To był ostatni raz. Już nigdy więcej nie próbuj robić
takich rzeczy. Na lekcjach będziesz musiał powstrzymać swój popęd.</p>

<p>Harry wydął usta.</p>

<p>- Mój popęd? - zapytał,
udając wielkie zdziwienie i zachichotał, widząc mordercze
spojrzenie, które rzucił mu Snape. - To będzie trudne... Nawet nie
wiesz jak ciężko było mi się dzisiaj powstrzymać.
Naprawdę była taka chwila, że chciałem to zrobić.
Wsunąć rękę w spodnie... - Harry zmrużył oczy -
...i obciągnąć sobie, patrząc wprost na ciebie i
wiedząc, że doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, co robię,
a nie możesz tego w żaden sposób okazać... - Merlinie, czy on
naprawdę powiedział to na głos? To była wina alkoholu.
Musiała być! - Zobaczył, jak oczy mężczyzny
przesuwają się na jego krocze, jakby spodziewając się,
że Harry zrobi to teraz. - Ale musiałem zrezygnować -
ciągnął dalej, układając się wygodniej na fotelu.
Przerzucił nogi przez jedną poręcz, opierając się
plecami o drugą, i założył ręce za głowę,
splatając dłonie na karku. - Ponieważ ktoś naprawdę
mógłby to zobaczyć, a wtedy dopiero byłaby jazda... - Czuł
krążący w jego żyłach alkohol. Był niesamowicie
rozluźniony. Spojrzał w sufit i dał się ponieść
wyobraźni. - Już widzę te nagłówki: "Harry Potter -
Chłopiec, Który Masturbował Się Na Lekcji",
"Złoty Chłopiec już nie taki złoty". Hahaha.
Już sobie wyobrażam komentarze: "Zawsze wiedziałam, że
z tym chłopcem jest coś nie tak" - powiedziała nam Rita
Skeeter. - "Ostrzegałam was, ale nikt mnie nie słuchał! On
mógł to robić już od dawna! Kto wie, ile niewinnych umysłów
zdeprawował?!" Otrzymaliśmy lawinę komentarzy od oburzonych
tym incydentem rodziców: "Mój syn chodzi do szkoły z tym
zboczeńcem!"; "Proszę go natychmiast zamknąć w
Świętym Mungu! Jest niebezpieczny dla otoczenia! Może tam
wyleczą jego chorobę..."; "Kto wie, jakie jeszcze perwersje
ukrywa za fasadą normalnego, zdrowego chłopca, bohatera
czarodziejskiego świata?" Niestety, pan minister uchylił
się od komentarza. Zapytaliśmy więc dyrektora Hogwartu o jego
stanowisko w tej sprawie, ale jedyną wypowiedź, jaką
otrzymaliśmy, brzmiała: "Ach, to rzeczywiście poważny
problem. Może dropsa cytrynowego?" - przerwał, ponieważ nie
potrafiąc już dłużej się powstrzymać i
parsknął śmiechem. Oderwał wzrok od sufitu i spojrzał
na Severusa.</p>

<p>Mężczyzna miał
odwróconą głowę i próbował przysłaniać
ręką drżące od z trudem tłumionego rozbawienia wargi,
ale nie bardzo mu się to udawało. Jego ramiona drżały, a w
kącikach oczu pojawiły się zmarszczki.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy, nie
mogąc w to uwierzyć. Czy on naprawdę rozbawił Severusa?
Tego Severusa? Tego Severusa, który zawsze tylko warczał, kiedy inni
się śmiali, i toczył wokół ponurym, całkowicie pozbawionym
humoru spojrzeniem?</p>

<p>Wyglądało na to, że
tak. Ale czar prysnął, kiedy Snape'owi w końcu udało
się opanować i spojrzeć na Harry'ego wzrokiem, w którym
wciąż czaiły się jednak iskry rozbawienia.</p>

<p>- To byłby naprawdę...
interesujący artykuł.</p>

<p>Rozmawiali prawie przez cały
wieczór. O lekcjach, o eliksirach, a także jeszcze trochę o
Quidditchu. I nawet o tym, że Dumbledore się starzeje. Harry nie
wiedział, że w takich chwilach czas potrafi płynąc aż tak
błyskawicznie. Bolał go kark i wszystkie mięśnie.
Odwrócił się, opuścił nogi na podłogę i kiedy
próbował wyprostować plecy, jęknął przeciągle.
Położył rękę na szyi i zaczął ją
masować, przechylając głowę na wszystkie strony.
Zamknął oczy i zaczął mruczeć cicho, rozkoszując
się przyjemnym uczuciem rozluźnienia i zanikającego powoli
napięcia mięśni. Kiedy uniósł powieki i napotkał
spojrzenie Severusa, gwałtownie wciągnął powietrze.
Mężczyzna wbijał w niego przenikliwy, badawczy wzrok, niemal go
nim rozbierając. Patrzył na niego jak na apetyczny kąsek, który
miał ochotę schrupać.</p>

<p>Harry zarumienił się i
odchrząknął z zakłopotaniem. Wtedy usłyszał
ostry, rozkazujący głos:</p>

<p>- Podejdź do mnie.</p>

<p>Przeszyły go dreszcze. To
było... niespodziewane. Czy Severus naprawdę to powiedział...?
Czy naprawdę chciał...? Patrząc na jego płonące oczy,
odpowiedź była tylko jedna.</p>

<p>Poczuł, że jego ciało
reaguje samoczynnie. Wstał, okrążył stolik i zatrzymał
się przed Mistrzem Eliksirów. Następnie, nie czekając na
zaproszenie, ponieważ wzrok, który wbijał w niego mężczyzna
był wystarczającym zaproszeniem, usiadł mu okrakiem na kolanach.
I dokładnie w tym samym momencie niecierpliwe dłonie Snape'a
wśliznęły się pod sweter Harry'ego i zaczęły
gładzić jego plecy, przesuwając się po nagiej skórze w
górę i w dół, za każdym razem wywołując w nim
docierające do każdego zakątka ciała dreszcze.</p>

<p>Czuł rozgrzewający go od
środka żar, który tlił się w nim przez cały
dzień, od lekcji Eliksirów, aż po ten właśnie moment.
Wcześniej ugasił go, zanim jeszcze na dobre zdążył się
rozpalić, ale teraz... teraz czuł, że będzie naprawdę
gorąco.</p>

<p>Szorstkie dłonie Severusa
błądzące po jego skórze sprawiały, że miał coraz
większe kłopoty z oddychaniem. Sapnął, kiedy
mężczyzna przesunął ręce do przodu i podciągnął
sweter do góry, odsłaniając jego brzuch i sutki, a w czarnych oczach
dostrzegł wygłodniały błysk. Kiedy Severus pochylił
się i wziął w zęby jego sutek, wszystko wokół
eksplodowało, łącznie z jego opanowaniem. Zaskamlał,
czując płynący w żyłach prąd. Odrzucił
głowę do tyłu, zaciskając zęby, aby nie kwilić,
chociaż doznania były tak intensywne, że nie potrafił nad
tym zapanować. Zaskamlał jeszcze głośniej, kiedy
poczuł ciepły język, obmywający to nabrzmiałe,
wrażliwe miejsce, które zdawało się być umieszczonym na
jego ciele zapalnikiem, za pomocą którego Snape mógł rozpalić w
nim ogień tak potężny, iż w każdej chwili groził
wybuchem.</p>

<p>Zaczęło kręcić mu
się w głowie, a oczy zaszły mgłą. Opuścił
głowę i zmusił się, aby unieść rozpalone powieki
i spojrzeć w dół. A widok, który ujrzał... Merlinie! Severus, z
przymkniętymi powiekami, rozchylonymi ustami i tym niemożliwie
gorącym i mokrym językiem, którym potrafił posługiwać
się z taką wprawą... Skoro reagował tak, kiedy Snape
lizał jego sutek, to co by było, gdyby lizał także
inną część jego drżącego z pragnienia ciała?
Sama ta myśl posłała iskry przyjemności w znajdujący
się w jego podbrzuszu, pulsujący niecierpliwie ośrodek rozkoszy.</p>

<p>Severus przerwał na chwilę
i odsunął się. Spojrzał na Harry'ego spod
wpółprzymkniętych tajemniczo powiek i uśmiechnął
się mrocznie. Harry poczuł, jak coś w nim pęka. Dopiero
później zorientował się, że to jego samoopanowanie.</p>

<p>To wszystko... cały ten
wieczór... był niczym sen. Severus zachowywał się tak inaczej...
A teraz... teraz patrzył na niego tak, jakby na coś czekał. Tak
się przynajmniej Harry'emu wydawało. I chciał mu to dać,
och, tak bardzo chciał. Przecież tyle się pomiędzy nimi
zmieniło. Teraz było już zupełnie inaczej. Teraz...</p>

<p>Severus oblizał wargi.</p>

<p>Harry jęknął.</p>

<p>Złapał w dłonie twarz
mężczyzny i pochylił się do przodu, aby
złożyć na jego ustach tak długo wyczekiwany pocałunek.
Pocałunek, który miał być nagrodą, pieczęcią,
która podkreśliłaby całą długą drogę,
którą przeszli, aby znaleźć się w tym miejscu.</p>

<p>I w momencie, kiedy ich usta już
niemal się zetknęły, Severus odwrócił głowę w bok
i odsunął się.</p>

<p>Harry zamarł.</p>

<p>Poczuł, jak pierwsze
odłamki wieży, którą zbudował, zaczęły się
odłupywać i opadać w przepaść.</p>

<p>Twarz Snape'a zmieniła się,
stała się nieprzychylna. Początkowe zaskoczenie
przeobraziło się w surowość i odpychający gniew.</p>

<p>Dłonie zniknęły,
ciepło rozpłynęło się, a uczucie bliskości
pękło, niczym zbyt mocno naciągnięta struna. Wszystko
się rozsypało. Wieża runęła. A on spadał wraz z
nią. Spadał coraz szybciej i szybciej.</p>

<p>Pomylił się.
Myślał, że mu się udało. Ale okazało się,
że za wcześnie cieszył się ze zwycięstwa. Że mur,
który, jak mu się wydawało, kruszył się w jego
dłoniach, to była tylko warstwa zewnętrzna. Pod spodem znajdowało
się coś znacznie, znacznie twardszego.</p>

<p>Dlaczego? Dlaczego mu się nie
udało? Dlaczego nie potrafił pokonać tej bariery? Co stało
na przeszkodzie? Miał wrażenie, że czegokolwiek nie
próbowałby zrobić, coś w samym sercu muru wciąż
będzie go utrzymywać. Jakby pod tym wszystkim było coś tak
mocnego, coś tak... strasznego, czego nic nie rozmrozi, czego nigdy nie
uda mu się zniszczyć. Nigdy.</p>

<p>Poczuł, jak po jego ciele
spływa lodowato-zimna fala zawodu i strachu. Jakby ponownie został
zaatakowany przez tamto stworzenie. Ale tym razem... Severus go nie uratuje.</p>

<p>- J-ja... muszę iść -
szepnął i błyskawicznie zsunął się z kolan
mężczyzny. Odwrócił się, wbijając rozmywający mu
się wzrok w podłogę i, rzuciwszy ciche „dobranoc”, niemal
wybiegł z pomieszczenia, potykając się po drodze kilka razy o
własne nogi, które nagle wydały mu się okropnie wiotkie i zbyt
słabe, aby go utrzymać.</p>

<p>Wypadł na korytarz i przez kilka
chwil stał bez ruchu, przytrzymując się ściany i
próbując wciągnąć trochę powietrza w
ściśnięte dziwnie płuca i gardło. Czuł
napływający zewsząd gniew, jakby stał się zbyt
słaby, aby się przed nim bronić.</p>

<p>To wszystko było jego winą!
Wszystko spieprzył! Jak zwykle! Czego oczekiwał? Dlaczego nie potrafi
cieszyć się tym, co dostaje? Dlaczego wciąż było mu
mało?</p>

<p>Zamarł, słysząc trzask
drzwi prowadzących do gabinetu Snape'a.</p>

<p>Ruszył przed siebie,
przytrzymując się ściany, ponieważ kolana nadal się
pod nim uginały. Po chwili zaczął biec.</p>

<p>Musi się stąd
wydostać! Nie chce... widzieć... rozmawiać... Nie w tej chwili!
Chce znaleźć się daleko stąd. Jak najdalej. Tam, gdzie nie
czułby tego bólu, który nie pozwalał mu oddychać.</p>

<p>Kiedy minął zakręt,
usłyszał trzask otwierających się w korytarzu drzwi.</p>

<p>Przyspieszył.</p>

<p>Niemal na czworakach wbiegł po
schodach i minąwszy jeszcze kilka zakrętów, przystanął, aby
złapać oddech. Nie obchodziło go, czy natknie się na
Filcha, Irytka, czy na kogokolwiek innego. Musiał biec, musiał uciec.
Musiał nie czuć.</p>

<p>Gniew. Gniew był dobry.
Wystarczająco intensywny, aby zagłuszyć wszystko inne.
Musiał być zły na siebie. Nie, nie musiał. Był
zły. Rozpaczliwie zły. Wściekły.</p>

<p>Po co to, do cholery, zrobił? Po
co?!</p>

<p>Uderzył pięścią w
ścianę. Raz. Drugi. Później następny. Czuł ból, ale
ten ból był lepszy, ponieważ zagłuszał tamten drugi.
Chciał więcej tego bólu. Zaczął kopać w kamienne
bloki. Kopać i uderzać z całej siły. Ponieważ tylko
tak mógł wyrzucić z siebie przepełniający go gniew.</p>

<p>I wtedy usłyszał kroki.
Długie i zdecydowane. Tak bardzo znajome...</p>

<p>On... szedł za nim.</p>

<p>Rzucił się do ucieczki.
Wpadł na posąg, uderzając się kolanem o marmur z taką
siłą, iż przez chwilę miał wrażenie, że
stracił czucie w nodze. Zacisnął zęby i zmusił
się aby, utykając, pobiec dalej.</p>

<p>Musi dostać się do
wieży Gryffindoru! Mgliście przypominał sobie, że miał
się spotkać z Ginny przed portretem Grubej Damy. Zaczął
mozolnie wspinać się po schodach, na przemian pojękując,
zaciskając zęby i zagryzając wargę, ponieważ kolano
dokuczało mu coraz bardziej.</p>

<p>W końcu udało mu się
dotrzeć na samą górę. Przystanął na chwilę,
próbując złapać oddech i odegnać krążący w
nim gniew, który jeszcze nie do końca udało mu się
rozładować. Utykając, ruszył w stronę portretu. Ginny
jeszcze nie było. Rozejrzał się wokół, mając
nadzieję, że lada chwila się pojawi.</p>

<p>I wtedy ponownie usłyszał
kroki. Nieuchronnie zbliżające się kroki. Zamarł,
zmrożony strachem. Odwrócił się, aby rzucić hasło
Grubej Damie i jak najszybciej znaleźć się bezpiecznie w Pokoju
Wspólnym, ale wtedy rozległ się głos Ginny:</p>

<p>- Hej, Harry! - Z przeciwległego
korytarza wynurzyła się rudowłosa Gryfonka, machając do
niego. - Przepraszam za spóźnienie. Coś mnie... zatrzymało -
powiedziała, przystając przed nim z rumieńcem na policzkach i
poprawiając sukienkę.</p>

<p>Harry zerknął nerwowo na
korytarz za sobą. Kroki ucichły. Może Snape zrezygnował?</p>

<p>- Och, co ci się stało? -
pisnęła cicho dziewczyna, wskazując na jego kolano, na którym
poszarpane spodnie odsłaniały zdrapaną skórę. - Krwawisz!</p>

<p>- Co? - Harry nieprzytomnym wzrokiem
spojrzał na swoją nogę. - Aa... To... Przewróciłem się
po drodze.</p>

<p>- A co z twoimi dłońmi? -
Ginny przypadła do niego i złapała jego ręce. - Masz
poranione i pokaleczone kostki. Harry! - Spojrzała na niego z
przestrachem. - Biłeś się z kimś?</p>

<p>- Nie - zaprzeczył szybko. - Ja
tylko... skaleczyłem się przy upadku.</p>

<p>- Trzeba cię opatrzyć. Ja
znam tylko zaklęcia leczące siniaki, ale może Hermiona
będzie wiedziała co robić. - Spojrzała na niego ze
współczuciem. - Och, biedactwo... Zajmę się tobą, niczym
się nie przejmuj.</p>

<p>Zajmę się tobą...</p>

<p>Te słowa, odbijające
się echem w jego głowie, sprawiały teraz tylko ból. Czy to
były kłamstwa?</p>

<p>Pokiwał głową z
wdzięcznością. A jednak komuś na nim zależało...</p>

<p>- Dzięki - wymamrotał.</p>

<p>- Nie ma za co. - Ginny
uśmiechnęła się. - Wiesz, że zawsze możesz na
mnie liczyć.</p>

<p>- Wiem - wyszeptał cicho.</p>

<p>I wtedy poczuł się dziwnie.
Po niespodziewanej eksplozji ciepła, nadszedł błogi spokój i
rozluźnienie. Nagle niezwykle ważne wydało mu się
zawrócenie i pójście do łazienki. Tak, musiał to zrobić jak
najszybciej. Już teraz.</p>

<p>- Harry? - zapytała Ginny.</p>

<p>- Muszę iść do toalety
- oznajmił. - Nie czekaj na mnie. Idź przodem.</p>

<p>- Ale przecież... -
zaczęła, lecz Harry nie słuchał jej. Odwrócił się
i sztywnym krokiem, jakby coś nim kierowało, ruszył z powrotem w
stronę, z której przyszedł. Kiedy minął zakręt,
kątem oka dostrzegł czający się w mroku cień, który
ruszył za nim. Wszedł do łazienki, a cień
wśliznął się za nim i zamknął drzwi.</p>

<p>Snape opuścił
różdżkę, a Harry poczuł, jak dziwna siła opuszcza jego
ciało. Zachwiał się i o mało nie upadł. I wtedy
zrozumiał, gdzie jest i co się stało.</p>

<p>Snape. Imperius.</p>

<p>Bał się odwrócić. Nie
chciał się odwrócić. Nie chciał tu być. Tak bardzo nie
chciał...</p>

<p>- Potter! - Głos Snape'a, pomimo
że starał się być ostry, zabrzmiał dziwnie
głucho.</p>

<p>Harry zacisnął powieki i
bardzo powoli odwrócił się. Kiedy otworzył oczy, natychmiast
wbił wzrok w podłogę. Drżał tak, jakby znalazł
się nagle na błoniach w tę mroźną, grudniową noc.</p>

<p>Wokół panowała cisza,
wypełniona jedynie dwoma nierównymi oddechami. Powietrze było
ciężkie i zdawało się wchłaniać jakiekolwiek
próby przerwania tej ciszy. Jakby żadne słowa nie były
wystarczające, aby ją rozproszyć.</p>

<p>- Potter... - zaczął Snape,
ale urwał nagle. Kolejna nieudana próba zmierzenia się z czymś,
co wydawało się niemożliwe.</p>

<p>Harry powoli podniósł wzrok i
spojrzał na przypatrującego mu się zmrużonymi oczami
mężczyznę. Na jego ściągniętej twarzy
zobaczył wahanie. Tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie
potrafił ubrać tego w słowa. On, który używał tak
wyszukanych zwrotów i każdym z nich potrafił zranić
głębiej, niż niejednym ostrzem. Ale cisza była zbyt
gęsta, a powietrze pełne niewypowiedzianych słów. Każde z
nich zawisło nad ich głowami, nie nabierając kształtu, a
jedynie nasiąkając uczuciami. I w konsekwencji spadały na
kamienną posadzkę, stając się zbyt ciężkie, aby
można było ich użyć.</p>

<p>Severus poruszył się i
wyciągnął spod szaty mieniący się, zwinięty
kawałek materiału.</p>

<p>- Twoja peleryna. - Głos
był opanowany, ale coś w nim zgrzytało. Jakby próbowało
wydostać się z zatrzaskiwanej z uporem klatki.</p>

<p>Harry zamrugał. Jego peleryna
niewidka. Wybiegł tak szybko, że zapomniał ją zabrać.</p>

<p>Przełknął
ślinę i zrobił krok w stronę Snape'a. Skrzywił
się, kiedy poczuł ból w kolanie, ale szedł dalej. Utykając,
zbliżył się do mężczyzny i wyciągnął rękę,
aby odebrać swoją własność. Ale wtedy wydarzyło
się coś, czego się nie spodziewał.</p>

<p>Poczuł chłodne palce
zaciskające się na jego nadgarstku i silne szarpnięcie.
Został przyciągnięty do odzianego w czerń ciała, mocno
opleciony ramionami i przyciśnięty do szorstkiej szaty, która drapała
go trochę w twarz. Ale może to i lepiej. Przynajmniej to chociaż
trochę złagodziło drapanie, które poczuł w gardle.</p>

<p>Ramiona Severusa były
zadziwiająco ciepłe i takie... ciche. Ale to był zupełnie
inny rodzaj ciszy. To nie była cisza, która jest jedynie brakiem słów
albo niemożnością ich wypowiedzenia. To była cisza, w
której nie trzeba nic mówić, aby zostać zrozumianym. Cisza, która w
tej jednej chwili, w tym jednym miejscu rozbrzmiała głośniej
niż tysiąc słów.</p>

<p>Równie dobrze mogło
minąć kilka minut, jak i kilka godzin, kiedy Harry poczuł w
końcu, że Severus się porusza. Nie chciał otwierać
oczu. Nie chciał, by to minęło, by zniknęło
ciepło, które go otulało. Czuł, że z każdą
chwilą wracają mu siły, tak, jakby to Severus był jego
siłą, jego życiem.</p>

<p>Oplatające go ramiona
zniknęły. Harry mruknął przeciągle i powoli
uniósł powieki, niechętnie powracając do rzeczywistości.
Mężczyzna położył mu dłonie na ramionach i
wbił palce w jego skórę. Tak, jakby próbował go
odsunąć, ale nie potrafił się do tego zmusić.</p>

<p>- Jest już późno -
powiedział nieco zachrypniętym głosem. - Powinieneś
wracać.</p>

<p>- Uhm... - Harry skinął
głową i poruszył się. Poczuł, że Snape go
puszcza. Odsunął się i nie podnosząc wzroku,
sięgnął po swoją pelerynę. Ale mężczyzna nie
pozwolił mu na to. Złapał jego dłonie i odwrócił
grzbietami do góry, odsłaniając poharatane, zdarte niemal do krwi
kostki palców. Harry spojrzał w górę i zobaczył, że Severus
marszczy brwi. Zrobiło mu się głupio. Chciał wyrwać
ręce, ale mężczyzna nie pozwolił mu na to. Trzymał je
w swych dłoniach i przyglądał im się. Całkowicie bez
słowa.</p>

<p>- J-ja... - wydukał cicho Harry.
Jego własny głos wydawał mu się cichy i odległy. -
Przewróciłem się.</p>

<p>Wiedział, że Snape w to nie
uwierzy, ale... co mógłby powiedzieć?</p>

<p>Proszę, nie zadawaj pytań.
Proszę, proszę...</p>

<p>W końcu Severus puścił
jego dłonie. Po prostu je puścił. I pomimo że nie
powiedział ani słowa, Harry'emu nie podobał się wzrok,
którym na niego patrzył. Zobaczył w jego oczach coś dziwnego...
jakby pęknięcie.</p>

<p>Harry szybko złapał
pelerynę i przycisnął ją do siebie, odwracając
głowę. Czuł piekący wstyd.</p>

<p>- Pójdę już -
wyszeptał. - Czekają na mnie... Ginny... - zawahał się i
szybko poprawił. - Ron i Hermiona mogą zacząć mnie
szukać.</p>

<p>Kątem oka dostrzegł,
że Snape pokiwał nieznacznie głową.</p>

<p>Chłopak odwrócił się i
podszedł do drzwi. Odetchnął głęboko i
nacisnął klamkę. Zrobił krok na korytarz i niemal
natychmiast się cofnął, kiedy zobaczył
wyłaniającego się zza zakrętu korytarza Filcha i panią
Norris. Zatrzasnął drzwi i oparł się o nie bokiem.</p>

<p>- Cholera, to Filch -
zaklął pod nosem. - Jego kot potrafi mnie wyczuć nawet kiedy
jestem w pelerynie niewidce.</p>

<p>I tak jakby na potwierdzenie tych
słów, po drugiej stronie drzwi usłyszał zbliżające
się i coraz głośniejsze miauczenie, a zaraz po nim
zrzędliwy głos woźnego:</p>

<p>- Co tam wyczułaś, kochana?</p>

<p>Harry niemal podskoczył, kiedy
tuż obok niego pojawił się Severus.</p>

<p>- Zostaw to mnie - powiedział
cicho. Chłopak skinął głową i przesunął
się w bok. Severus dotknął klamki, ale zatrzymał się,
tak, jakby się zawahał. Spojrzał na Harry'ego i wtedy, kiedy
byli tak blisko, w jego oczach pojawiło się coś... błysk...
nie, taki... blask... nie, coś...</p>

<p>Nie zdołał tego
sprecyzować, ponieważ Severus uniósł dłoń i
łagodnie dotknął jego policzka, a wtedy wszystkie myśli
rozsypały się. Wstrzymał oddech, poddając się tej
delikatnej pieszczocie. Snape przez chwilę gładził kciukiem jego
skórę, a Harry miał wrażenie, że za moment się
roztopi. Dłoń Severusa była... ciepła, a palce
ostrożne i tak zadziwiająco... czułe.</p>

<p>Zamknął oczy, bo
zaczęło kręcić mu się w głowie, a nogi stały
się trochę zbyt wiotkie, aby móc go utrzymać. Zapomniał,
jak się oddycha, zapomniał, gdzie się znajduje, zapomniał
całkowicie o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej w
komnacie. Żadne słowa nie potrafiłyby dokonać tego, czego
dokonał ten jeden dotyk.</p>

<p>Severus przesunął
dłoń i Harry poczuł, jak kciuk ostrożnie muska jego wargi.
A później znika.</p>

<p>Powoli otworzył oczy. Dopiero
teraz, kiedy powrócił do rzeczywistości, usłyszał
natrętne miauczenie po drugiej stronie drzwi. Severus nie patrzył na
niego. Wyciągnął tylko rękę i łagodnie, ale
stanowczo przesunął go za siebie, po czym otworzył drzwi i
zniknął za nimi.</p>

<p>- Och... To pan, panie profesorze...
- Harry usłyszał zaskoczony głos Filcha. - Co pan tu ro...?</p>

<p>- Sprawdzałem łazienki. Na
drugim piętrze uczniowie urządzili sobie pokaz rzucania
łajnobombami do celu i całe pomieszczenie wyglądało jak po
przejściu stada buhorożców, dlatego postanowiłem zobaczyć,
czy jeszcze jakaś nie ucierpiała, skoro ty potrafisz tylko
wałęsać się bez celu, zamiast utrzymywać porządek
- powiedział ostro Snape.</p>

<p>- J-ja... sprawdzałem je i
wszy... - wydukał Filch.</p>

<p>- Wystarczy. Jeżeli nie
weźmiesz się do roboty i nie zaczniesz dokładniej
kontrolować tych gówniarzy, to w końcu stracę
cierpliwość i szepnę kilka słów dyrektorowi o tym, że
najwyraźniej nie potrafisz wywiązywać się ze swoich
obowiązków.</p>

<p>- Nie ma potrzeby, panie profesorze -
odparł Filch przestraszonym głosem. Oparty plecami o drzwi Harry
uśmiechnął się do siebie, ale szybko zmarszczył brwi,
kiedy usłyszał drapanie i głośne miauczenie pani Norris. -
Już idę, idę... Chodź, kochana. - W korytarzu rozległo
się szuranie stóp woźnego, który zaczął się
oddalać, mamrocząc coś pod nosem. Ale miauczenie nie
milkło. Wyglądało na to, że pani Norris nie da tak
łatwo za wygraną.</p>

<p>W pewnej chwili Harry niemal
podskoczył, kiedy usłyszał trzask i przeraźliwy skowyt
kotki, a po chwili oddalające się szybko prychanie.</p>

<p>Odczekał jeszcze chwilę,
nasłuchując, a kiedy upewnił się, że woźny nie
wraca, zarzucił na siebie pelerynę i ostrożnie otworzył
drzwi. Snape stał na środku korytarza i patrzył dokładnie w
to miejsce, w którym powinien znajdować się Harry. Tak jakby
chciał się upewnić, że dotrze do dormitorium już bez
żadnych przeszkód. Chłopak nie chciał ryzykować,
zdejmując pelerynę. Przecież Filch mógł w każdej
chwili wrócić.</p>

<p>Podszedł do Snape'a i
ostrożnie dotknął jego dłoni, chcąc mu
podziękować. Za wszystko. Kiedy musnął szorstką
skórę chłodnych palców, mężczyzna wciągnął
szybko powietrze a na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.</p>

<p>Harry wiedział, że im
dłużej będzie to trwało, tym trudniej będzie mu
przerwać i wrócić do Pokoju Wspólnego. Dlatego zamknął oczy
i ruszył przed siebie, obiecując sobie, że ani razu się nie
obejrzy. Usłyszał długie, oddalające się kroki.</p>

<p>Wtedy przed nimi uciekał. A
teraz... teraz z trudem powstrzymywał się, aby za nimi nie pobiec.</p>

<p>Czasami jedna osoba potrafi wszystko
zniszczyć. Albo
odbudować.</p>

<p>* "Breathe into me" by Red</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 32 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>32. Jealousy</strong></p><empty-line /><p>Don't touch me please</p>

<p>I cannot stand the way you tease</p>

<p>I love you though you hurt me so</p>

<p>Now I'm going to pack my things and
go</p>

<p>Once I ran to you</p>

<p>Now I'll run from you</p>

<p>This tainted love you've given</p>

<p>I give you all a boy could give you*</p><empty-line /><p>W sobotę podczas śniadania
Ron i Hermiona zajęli się rozmową na temat nadchodzących
świąt, więc Harry mógł bezpiecznie pogrążyć
się we własnych myślach.</p>

<p>Miał wrażenie, że
wciąż czuje na policzku dotyk Severusa i łapał się na
tym, że co jakiś czas dotyka swojej twarzy, jakby spodziewając
się natrafić na chłodne, szorstkie palce wyślizgujące
się spod jego dłoni.</p>

<p>Wczoraj udało mu się
wrócić do Pokoju Wspólnego w ostatniej chwili, ponieważ Ginny
zdążyła już zmobilizować Rona, Hermionę i
Neville'a, na których niemal wpadł w przejściu do siedziby Gryfonów. Ginny
stwierdziła, że Harry został opętany albo zauroczony i
chłopak musiał się nieźle nagadać, aby
wytłumaczyć im, że po prostu chciał pójść do
toalety i nie mógł zbyt szybko wrócić, bo wpadłby na Filcha.
Wmawiał sobie, że przynajmniej część z tego była
prawdą.</p>

<p>Hermiona nie uwierzyła w jego
bajeczkę o potknięciu się i zdarciu sobie kostek do krwi przy
upadku, ale nie zadawała pytań i zrobiła wszystko, co
mogła, aby go wyleczyć. Ron prawie się nie odzywał, rzucając
podejrzliwe spojrzenia zarówno jemu, jak i Ginny. Ale Harry miał już
tego dosyć i wyraźnie mu to powiedział, zaznaczając,
że nie będzie mu się z niczego tłumaczył.</p>

<p>Coraz bardziej denerwowały go
jego absolutne zaślepienie i zaborczość w stosunku do siostry. W
końcu Ginny nie była dzieckiem i mogła chodzić, z kim
chciała. A przez niego musiała się ukrywać.</p>

<p>Harry znał to uczucie. Tylko
że on miał powody, aby się ukrywać. Prawdziwe powody. Gdyby
Ginny uparła się i przeciwstawiła Ronowi, mogłaby pewnie
przyjść na bożonarodzeniową imprezę razem ze swoim
tajemniczym chłopakiem i nikt, absolutnie nikt, poza Ronem
oczywiście, nie patrzyłby na nią krzywo. Harry nie miał
takiej szansy. Już sobie wyobrażał miny przyjaciół, gdyby
przyprowadził ze sobą Severusa...</p>

<p>Widocznie już zawsze będzie
musiał się ukrywać. I już zawsze będzie tym, który
wszędzie chodzi sam. Przecież Luna nie będzie go kryła do
końca życia...</p>

<p>Do końca życia?</p>

<p>Zarumienił się lekko, kiedy
zorientował się, o czym właśnie pomyślał, i
szybko wyrzucił to ze swej głowy. Za wcześnie, by się nad tym
zastanawiać. Na razie nie mógł być pewien nawet kolejnego dnia,
a co dopiero... "reszty życia".</p>

<p>Inną sprawą było to,
że Snape wolałby pewnie przez cały dzień
wysłuchiwać przepowiedni profesor Trelawney, popijając jej
przesłodzone, aromatyzowane herbatki, niż iść z nim na
uczniowską imprezę, organizowaną przez tę
"różowowłosą niezdarę".</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie, widząc w wyobraźni minę Severusa, gdyby mu
to zaproponował, ale w jego uśmiechu skrył się cień.</p>

<p>- Będziemy się
świetnie bawić, prawda, Harry? - zapytał Ron, wyrywając go
z głębin własnych myśli. - Dziesięć dni bez
nauki, bez sprawdzianów i prac domowych. I co najważniejsze,
dziesięć dni bez Snape'a - wyszczerzył się i poklepał
go po ramieniu. - Czyż to nie cudowna wizja?</p>

<p>"Jasne, że nie, ty
kretynie" - pomyślał Harry, czując nagłą
złość na przyjaciela.</p>

<p>- My będziemy się
świetnie bawić, a on zostanie sam jak palec w tych swoich mrocznych
lochach i założę się, że będzie nas wszystkich
przeklinał, bo nie będzie mógł mieszać nas z błotem.
Pewnie z tej wściekłości wyżyje się na skrzatach
domowych. Hahaha. Dobrze tak temu tłustowłosemu gnojkowi! - Ron
zaczął chichotać, nawet pomimo karcącego wzroku Hermiony, a
Harry poczuł, jak coś lodowatego zaciska się wokół jego
serca.</p>

<p>Wiedział, że najprawdopodobniej
będzie musiał opuścić Hogwart na święta.
Pamiętał, jak zawsze cieszył się z tego wyjazdu, jak
cieszył się z możliwości spędzenia świąt z
Weasleyami, Hermioną, Ginny... A teraz? Teraz miał wrażenie,
jakby to miała być dla niego największa kara. Wcale nie
miał ochoty wyjeżdżać. Chciał spędzić te
święta z Severusem. Naprawdę o tym marzył. Przecież
nie może go tutaj zostawić samego. Ron miał rację. Snape
pewnie zawsze spędzał święta samotnie. I z tego powodu
nigdy ich tak naprawdę nie obchodził. Nie miał nikogo, z kim
mógłby je spędzić, nikogo, kto chciałby spędzić
je z nim.</p>

<p>Ale teraz to się zmieniło.
Teraz miał Harry'ego.</p>

<p>- Jak myślicie? -
kontynuował Ron, uśmiechając się złośliwie. - Czy
ten oślizły dupek kiedykolwiek dostał od kogoś chociaż
jeden prezent? - Harry skrzywił się. Starał się, ale nie
potrafił słuchać bluzg pod adresem Severusa z kamienną
miną. Z każdym słowem czuł coraz większą
złość na przyjaciela i nie potrafił tego powstrzymać.
- Hahaha, pewnie nie. Kto chciałby dawać mu prezenty? Jedyne, na co
zasłużył, to torebka łajnobomb. Może poproszę
Freda i George'a, żeby mu jedną wysłali? Taką z mechanizmem
spustowym, która wystrzela przy otwarciu. Hahaha. Wyobrażacie to sobie?</p>

<p>- Nie zrobisz tego - wycedził
wściekle Harry, czując, że jeszcze chwila i mu
przyłoży. Przyjaciele spojrzeli na niego z zaskoczeniem. Na
szczęście Gryfon potrafił jeszcze na tyle trzeźwo
myśleć, by natychmiast zrozumieć, co powiedział i
błyskawicznie się poprawić. - To znaczy... domyśliłby
się, że to od nich, nie jest przecież durniem. I kiedy
wróciłbyś po przerwie świątecznej do Hogwartu,
miałbyś przechlapane. Zrównałby cię z ziemią.
Daję ci po prostu dobrą radę, Ron - dodał, chociaż
jedyne, co chciał mu dać, to cios w twarz.</p>

<p>Lubił Rona, lubił jego
towarzystwo. Ale czasami tak bardzo go irytował, iż z trudem
powstrzymywał się od tego, by nie wstać i po prostu nie
odejść gdziekolwiek, byle dalej od niego i jego idiotycznych tekstów.
Albo nie odpowiedzieć mu czegoś, czego potem mógłby
żałować. Szczególnie, kiedy przyjaciel wpadał w tryb
"Snape to obrzydliwy, smrodliwy bydlak".</p>

<p>Ron skrzywił się i
westchnął ciężko.</p>

<p>- Chyba masz rację, Harry...
Ech, a mogłoby być tak zabawnie...</p>

<p>Hermiona pokręciła z
politowaniem głową i zwróciła się do Harry'ego:</p>

<p>- Idziesz z nami na imprezę
organizowaną przez Tonks, prawda?</p>

<p>Harry pokiwał głową,
wbijając wzrok w stół. Nadal czuł płonący w swoim
wnętrzu gniew. Na Rona, za to, co mówił o Snapie. Na Hermionę,
za to, że mu nie przerwała. Na Weasleyów, za to, że jak co roku
musieli zaprosić go na Gwiazdkę. I na siebie, za to, że nie
miał pojęcia, jak się z tego wykręcić. Nie mógł
im tak po prostu powiedzieć, że nie chce spędzić z nimi
świąt, bo zamęczyliby go pytaniami "dlaczego", a on
nie mógł im przecież wyjawić prawdy.</p>

<p>Więc co miał zrobić?</p>

<p>Będzie musiał coś
wymyślić. I to bardzo szybko!</p>

<p>Może celowo złamie sobie
nogę?</p>

<p>Nie, Pomfrey od razy by go
wyleczyła...</p>

<p>Och, myśl, myśl!</p>

<p>- Harry! - usłyszał
głos Hermiony. - Jakaś sowa do ciebie.</p>

<p>Gryfon oderwał się od
swoich myśli i spojrzał na przypatrującą mu się
płomykówkę, która najwyraźniej wylądowała w
śniadaniu Rona, który wyzywał ją właśnie od
"wrednych ptaszysk" i próbował wypędzić ze swojej
rozgrzebanej jajecznicy. Harry z trudem ukrył uśmiech. Od razu
ją polubił.</p>

<p>- Co to takiego? - zapytała Hermiona,
kiedy chłopak wyjął z jej dzioba niewielką karteczkę i
rozwinął ją.</p>

<p>Harry, przyjdź po śniadaniu
do mojego gabinetu. Chciałbym z tobą porozmawiać. Hasło:
"lukrowane laseczki".</p>

<p>Albus Dumbledore</p>

<p>- To od Dumbledore'a. Chce się
ze mną dzisiaj spotkać - odparł, marszcząc brwi i
zastanawiając się, czego może chcieć od niego dyrektor.</p>

<p>Rozejrzał się po Wielkiej
Sali. Dumbledore'a nie było na śniadaniu. Severusa również, ale
w jego przypadku było to nagminne. Pewnie znowu był zajęty
pracą w laboratorium i nie miał czasu nawet na to, aby
jeść. Och, wyglądało na to, że Harry będzie
musiał zająć się jego posiłkami i go do nich po prostu
zmusić.</p>

<p>Nie był już głodny,
więc równie dobrze mógł pójść do dyrektora teraz.
Zresztą i tak niczego więcej by nie przełknął,
był zbyt ciekawy i nieco zaniepokojony czekającym go spotkaniem.</p>

<p>Odsunął talerz i rzuciwszy
"Do zobaczenia", szybko wyszedł z Wielkiej Sali i skierował
swoje kroki do gabinetu dyrektora.</p>

<p>Kiedy dotarł na górę i
został przepuszczony przez chimerę, zapukał ostrożnie i
odczekał chwilę na zaproszenie do środka. Dumbledore
pochylał się nad jednym ze swoich skomplikowanie
wyglądających urządzeń.</p>

<p>- Och, Harry, nie myślałem,
że stawisz się tak szybko. Nie chcę ci zabierać zbyt
dużo czasu, na pewno masz ciekawsze plany na dzisiejszy dzień.
Usiądź.</p>

<p>Chłopak wykonał polecenie.
Dumbledore zachowywał się uprzejmie jak zwykle i nie patrzył na
niego potępiająco, a więc z pewnością nie
chodziło o jego i Snape'a. Odetchnął z ulgą i dopiero teraz
zorientował się jak bardzo był spięty.</p>

<p>Dyrektor usiadł za biurkiem i
splótł dłonie na mahoniowym blacie, spoglądając na niego
znad okularów. Pomarszczone powieki niemal całkowicie zakrywały
wyblakłe już błękitne oczy, a błyszczące w nich
niegdyś iskierki rozbawienia przypominały raczej ciemne, wypalone
rany.</p>

<p>Harry poczuł nieokreślony
niepokój. Pomimo że dyrektor starał się zachowywać
swobodnie, w każdym jego geście widać było zmęczenie i
rezygnację. Musiało być już naprawdę źle. Ale on
za wszelką cenę chciał zachować pozory.</p>

<p>- Może poczęstujesz
się cytrynowym dropsem, Harry?</p>

<p>Chłopak zamrugał,
zaskoczony tym nagłym pytaniem.</p>

<p>- Ee... Nie, dziękuje. -
Zmusił się do bladego uśmiechu.</p>

<p>- Wezwałem cię tutaj,
ponieważ chciałbym porozmawiać z tobą o twoich
świątecznych planach. Wiem, że jak co roku zostałeś
zaproszony do domu państwa Weasleyów i wiem, jak bardzo
ucieszyłbyś się z możliwości spędzenia
świąt z przyjaciółmi, ale w tych okolicznościach... jestem
zmuszony prosić się, abyś przemyślał tę
decyzję.</p>

<p>Chłopak zmarszczył brwi, nie
rozumiejąc, do czego może zmierzać dyrektor, ale mając
niejasne wrażenie, że zaczyna dostrzegać maleńkie
światełko na końcu tunelu.</p>

<p>- Zapewne domyślasz się,
że świat poza Hogwartem nie jest już tak bezpieczny jak
kiedyś, a Voldemort ma szpiegów niemal wszędzie. Molly i Artur
są znakomitymi czarodziejami, ale obawiam się, że nie
będą potrafili zapewnić ci odpowiedniego bezpieczeństwa,
gdyby Voldemort dowiedział się, gdzie przebywasz i znalazł
sposób, aby przełamać rozciągnięte wokół ich domu
zabezpieczenia. Dlatego też chciałbym cię prosić, abyś
zastanowił się nad tym i zdecydował, czy na pewno
chciałbyś do nich jechać. Byłbym znacznie spokojniejszy,
gdybyś został w Hogwarcie. Zrozumiem, jeżeli odmówisz, na pewno
znacznie bardziej wolałbyś spędzić święta w
gronie najbliższych, ale to dla twojego dobra, Harry. Pomyśl nad tym.</p>

<p>Harry czuł zawroty głowy.</p>

<p>Czy chciał zostać w
Hogwarcie?</p>

<p>Oczywiście, że tak!</p>

<p>Z trudem udało mu się
zapanować nad próbującym wydostać się na jego usta
uśmiechem.</p>

<p>Nie, musiał wyglądać
na przybitego. Na przybitego, ale zdecydowanego i pogodzonego z losem.</p>

<p>- Już zdecydowałem,
profesorze. Ma pan rację. Tutaj będę bezpieczniejszy.
Zostanę. Chyba nie mam innego wyjścia.</p>

<p>- Cieszę się, że to
rozumiesz, chłopcze. - Dyrektor wyglądał tak, jakby odczuł
wyraźną ulgę. - Oczywiście, jeżeli zechcesz, to
możesz poprosić przyjaciół, aby dotrzymali ci towarzystwa.
Rozważam także możliwość, aby państwo Weasley
mogli przyjechać do Hogwartu, gdyby wyrazili taką chęć,
ale...</p>

<p>- Nie trzeba! - Harry niemal
zerwał się z krzesła. - To znaczy... Nie chcę psuć im
świąt. Na pewno będą mieli bardzo dużo na głowie.
Nie chcę, żeby przeze mnie musieli jechać taki szmat drogi. A
znam ich na tyle dobrze, że wiem, iż pewnie spróbują, ale niech
im pan na to nie pozwoli. Proszę. Nie zniósłbym myśli, że
mógłbym popsuć im święta. Hermiona i Ron pewnie też
będą chcieli ze mną zostać, ale proszę ich
przekonać do wyjazdu. Pana z pewnością posłuchają,
nawet jeżeli mnie nie będą chcieli. Chciałbym, aby
spędzili święta z rodziną, dopóki jeszcze nie
rozpętała się prawdziwa wojna i wciąż mają
taką możliwość! - wypalił Harry i wziął
głęboki oddech, gdyż brakło mu tchu.</p>

<p>Dumbledore uśmiechnął
się do niego.</p>

<p>- Zawsze myślisz o innych,
Harry.</p>

<p>Chłopak spuścił wzrok
i wbił go w kant biurka.</p>

<p>Och, dlaczego czuł się tak
podle? Ale musiał zostać z Severusem. Tylko z Severusem. Inni mogliby
wszystko popsuć.</p>

<p>- W takim razie nie będę
cię już zatrzymywał. I wybacz, że musiałeś
dokonać tak trudnego wyboru, ale to dla twojego dobra, Harry. Chyba to
rozumiesz?</p>

<p>Chłopak pokiwał
głową, nie podnosząc wzroku. Dumbledore mógł być
zmęczony i przybity, ale z pewnością nie był głupi i
gdyby tylko spojrzał w oczy Harry'ego, mógłby domyślić się
wszystkiego.</p>

<p>- Och, i jeszcze jedno. Profesor
Tonks opowiadała mi o tym przyjęciu, które chciała
zorganizować w Hogsmeade. Jak rozumiem, ty także masz zamiar się
na nie wybrać, Harry? - Gryfon ponownie skinął głową.
- Postaram się, aby zapewniono wam najlepszą ochronę. Hogsmeade
zawsze było bardzo bezpiecznym miejscem, ale w tych okolicznościach
najlepszym wyjściem będzie rozciągnięcie silnej bariery
ochronnej wokół miejsca waszej zabawy. Ja, a także profesorowie
McGonagall, Flitwick, Snape i Tonks, zajmiemy się tym, a więc
będziecie mogli swobodnie się bawić, nie martwiąc się
o swoje bezpieczeństwo. - Harry skinął głową. - A
więc, do zobaczenia, Harry. I udanych świąt. - Dumbledore
uśmiechnął się blado.</p>

<p>- Do widzenia, profesorze. - Gryfon
zerwał się, skłonił szybko i czmychnął z
gabinetu, nie odwracając się ani razu.</p>

<p>***</p>

<p>Harry przez cały dzień nie
widział Severusa. Możliwe, że było to spowodowane tym,
iż każdego w Hogwarcie dopadła przedświąteczna
gorączka. Wszędzie spotykał zastępy uczniów i nauczycieli
przystrajających zamek, unoszące się aż pod sufit choinki,
girlandy jemioł, zwisające pod łukami w przejściach
pomiędzy korytarzami, ciągnące się pod sklepieniami
kilometry łańcuchów. Razem z Hermioną, Ronem, Neville’em i Ginny
ubrał choinkę w Pokoju Wspólnym i przyozdobił dormitorium.</p>

<p>Tak więc kiedy wieczorem rzucił
się na łóżko, był padnięty. Ale nie przeszkodziło
mu to niemal natychmiast sięgnąć pod poduszkę i
wyciągnąć spod niej mapę Huncwotów, aby zaspokoić
swoją ciekawość i zobaczyć, co też porabia Severus.
Znalazł go w jego gabinecie.</p>

<p>Ale mężczyzna nie był
sam. Obok niego zobaczył kropkę z nazwiskiem Teodora Notta. Snape
rzadko przydzielał szlabany uczniom swojego domu, więc Ślizgon
musiał chyba naprawdę na to zasłużyć.</p>

<p>Harry odłożył
mapę i zmusił się, aby pójść na kolację. Severusa
nie było na niej, ale spodziewał się tego. Spojrzał na
stół Ślizgonów i przesunął po nim wzrokiem.</p>

<p>Co dziwniejsze, Notta także...</p>

<p>Poczuł kiełkujące w
nim uczucie niepokoju, którego na razie nie potrafił sprecyzować,
dlatego tylko westchnął i wbił wzrok w swój talerz. Czuł
się nieco zawiedziony, że nie mógł zobaczyć Snape'a. Tak,
to prawda, że widział się z nim wczoraj, ale już
zaczynał tęsknić.</p>

<p>Nie przyznał się jeszcze
przyjaciołom, że zostaje na święta w Hogwarcie.
Postanowił zrobić to jutro. Może do tego czasu zdoła
obmyślić jakieś rozsądne argumenty, które do nich
trafią i przekonają ich, aby wyjechali i zostawili go samego. A
wiedział, że z pewnością nie spodoba im się ten
pomysł.</p>

<p>Po kolacji wraz z Ronem, Neville'em i
Hermioną odrobił zadania z Transmutacji, Zielarstwa i Zaklęć.
Pomimo że święta zbliżały się wielkimi krokami,
nauczyciele zdawali się tego w ogóle nie zauważać, przynajmniej
jeżeli chodziło o ilość zadawanej pracy. A z
doświadczenia wiedzieli, że lepiej nie robić sobie teraz
zaległości, jeżeli nie chcą później spędzić
większej części świątecznej przerwy na odrabianiu
lekcji.</p>

<p>Kiedy Harry wrócił w końcu
do dormitorium, było już dosyć późno. Chociaż nie
było jeszcze dziesiątej. Niemal natychmiast jego ręce
powędrowały pod poduszkę, do mapy. Kiedy ją rozwinął,
niemal zakrztusił się żelkiem, który właśnie
jadł.</p>

<p>Nott nadal przebywał w gabinecie
Snape'a!</p>

<p>Harry przysunął twarz do
pergaminu i zmarszczył brwi. Wyglądało na to, że Severus
siedział przy swoim biurku, albo przynajmniej przy nim stał, a
Ślizgon - Harry nabrał powietrza - znajdował się
niebezpiecznie blisko niego, niemal go dotykając!</p>

<p>Gryfon poczuł nieprzyjemny
uścisk w żołądku, a jego serce gwałtownie
przyspieszyło. Zacisnął zęby i pięści, gdyż
nagle ogarnęła go przemożna ochota, aby coś rozwalić.
Jakaś część jego umysłu wiedziała, że to
niedorzeczna reakcja, ale została całkowicie zdominowana przez
tą część, która najchętniej rozerwałaby Notta na
strzępy.</p>

<p>Severus i ten Ślizgon
siedzą razem w gabinecie już ponad trzy godziny, jeśli nie
dłużej! Nie zjawili się na kolacji! I na dodatek są tak...
blisko!</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
próbując pozbyć się nieprzyjemnych obrazów,
wypływających na powierzchnię jego umysłu. Obrazów, w
których Severus i Nott...</p>

<p>Nie! Stop!</p>

<p>To głupie. Przecież Severus
może przyjmować uczniów w swoim gabinecie. Jest nauczycielem. To
normalne, że... Ale dlaczego, do cholery, to trwa tak długo?
Zwykłe szlabany nie trwają dłużej niż trzy godziny.</p>

<p>Nie zdając sobie sprawy z tego,
co robi, Harry zaczął obgryzać paznokcie i wpatrywać
się w mapę z taką intensywnością, iż jego oczy
niemal zaczęły łzawić. Zerknął nerwowo na
zegarek.</p>

<p>Za dziesięć dziesiąta.</p>

<p>Dlaczego on nie wychodzi?</p>

<p>Za pięć dziesiąta.</p>

<p>Kropka poruszyła się i
oddaliła od Severusa. Przez chwilę balansowała na środku
gabinetu, po czym... ruszyła ku drzwiom.</p>

<p>Harry odetchnął z
ulgą. I niemal natychmiast parsknął śmiechem, nie
potrafiąc uwierzyć w niedorzeczność swoich podejrzeń i
reakcji.</p>

<p>Severus miał rację. Jest
zdecydowanie zbyt impulsywny. Chyba będzie musiał popracować nad
swoim opanowaniem. I nad swoją wybujałą wyobraźnią,
jeżeli już o tym mowa. Zresztą, przecież ufał
Severusowi. Chyba.</p>

<p>Zerknął jeszcze raz na
mapę. Mężczyzna zniknął w swoim laboratorium. Pewnie
znowu będzie tam siedział całą noc.</p>

<p>Harry sięgnął do
kieszeni, zacisnął dłoń wokół kamienia i
wysłał:</p>

<p>Dobranoc, Severusie.</p>

<p>Nie otrzymał odpowiedzi. Jak
zwykle.</p>

<p>Westchnął
głęboko, schował kamień i poczłapał do
łazienki.</p>

<p>***</p>

<p>Jego podejrzenia okazały
się słuszne. Hermiona i Ron nie byli zachwyceni informacją,
że Harry zostaje na święta w Hogwarcie. I to zupełnie sam.</p>

<p>- Daj spokój, przecież
możemy zostać z tobą. Poproszę mamę i tatę,
żeby przyjechali. Dotrzymamy ci towarzystwa. Na pewno będą
zachwyceni możliwością spędzenia Gwiazdki w Hogwarcie.</p>

<p>- Nie, Ron. - Harry powtórzył to
już chyba piąty raz z rzędu. - Dumbledore powiedział,
że nigdy się na to nie zgodzi, ponieważ nie chce psuć
świąt twojej rodzinie. Zresztą, co powiedzieliby Bill i Charlie?
Tak rzadko maja okazję odwiedzić dom, a ty chcesz ich zmusić do
spędzenia świątecznej kolacji z ich starymi nauczycielami,
którzy zostaną w Hogwarcie. A Fred i George? Wątpię, że
będą zachwyceni ideą siedzenia przy jednym stole ze Snape'em. -
Ron skrzywił się na te słowa. Najwyraźniej sam także
nie był tą wizją zachwycony.</p>

<p>- Ale moglibyśmy w takim razie
zostać tylko my.</p>

<p>- Nie! Nie chcę psuć wam
świąt. Powinniście spędzić je z rodziną. Dam
sobie radę. Naprawdę. Miewałem już gorsze święta.
- Zrozumiał, jak to zabrzmiało, więc szybko postarał
się to naprawić szerokim uśmiechem. - To tylko kilka dni.
Poradzę sobie.</p>

<p>Hermiona, która przez
większą część rozmowy nie odzywała się i
tylko patrzyła na Harry'ego z niepokojem i współczuciem,
westchnęła i posłała mu smutny uśmiech.</p>

<p>- Masz rację, Harry. Moi rodzice
nie mogą przyjechać do Hogwartu, a chciałabym spędzić
te święta razem z nimi. - Spojrzała z obawą na Rona, ale
chłopak nie skomentował tego, wpatrując się z
przygnębieniem we własne dłonie. - Ostatnie spędziłam
z wami, a robi się coraz niebezpieczniej. Wiecie, o co mi chodzi.
Możemy już nie mieć później okazji... - Spuściła
głowę, jakby zakłopotana swoimi słowami.</p>

<p>Ron zerknął na nią,
wyglądając na pokonanego.</p>

<p>Hermiona miała rację i
dobrze o tym wiedzieli.</p>

<p>To mogą być pierwsze i...
ostatnie święta, które Harry będzie miał szansę
spędzić z Severusem. I zrobi to! Nie zmarnuje tej szansy! Miał
już w głowie zarys planu, jak zmusić do tego
mężczyznę, ponieważ, znając go, będzie
bronił się przed tym rękami i nogami, a możliwe, że
także zębami. Ale w końcu da za wygraną. Harry był o
tym tak mocno przekonany, iż nic nie było w stanie osłabić
jego pewności.</p>

<p>Po południu dostali
wiadomość od Tonks, która chciała się z nimi spotkać i
omówić szczegóły imprezy. W końcu zostały do niej tylko
trzy dni. Dowiedzieli się, że zabawa odbędzie się w Gospodzie
Pod Świńskim Łbem, ponieważ Trzy Miotły są zbyt
zatłoczone i nie uda się wynająć tam całej sali tylko
dla nich. Kiedy wymienili pomiędzy sobą sceptyczne spojrzenia, Tonks
zapewniła, że osobiście wszystko przyozdobi i nie poznają
tego miejsca. Teren zostanie otoczony barierą ochronną stworzoną
przez Dumbledore'a i nauczycieli, więc nie będzie
możliwości oddalenia się za bardzo od karczmy. Oczywiście,
będzie można odejść na pewną odległość
i schronić się w stojących na tyłach szopach, gdyby
ktoś zapragnął nieco prywatności. Mówiąc to,
roześmiała się i mrugnęła do nich porozumiewawczo,
sprawiając, że Ron zaczerwienił się aż po czubki
włosów, Hermiona dostała ataku kaszlu, a Harry wbił wzrok w
ławkę, zagryzając wargę i próbując się nie
roześmiać. Dopiero kiedy widział tego typu reakcje dwójki swoich
najlepszych przyjaciół, dostrzegał tę ogromną
przepaść, która istniała pomiędzy nimi. Gdyby tylko
dowiedzieli się o tym, co on i Severus...</p>

<p>Och, wolał sobie tego nie
wyobrażać. Wiedział jedynie, że absolutne zdruzgotanie
byłoby pierwszą reakcją. Później mogłoby być
tylko gorzej.</p>

<p>Po spotkaniu z Tonks
złapała ich McGonagall i kazała pomóc przy rozwieszaniu
dekoracji świątecznych na błoniach. Hagrid
przyciągnął największą choinkę, jaką w
życiu widzieli. Ustawienie jej i ubranie zajęło im całe
popołudnie i większą część wieczoru. Profesor
McGonagall wydawała się mniej surowa niż zwykle i można
byłoby nawet pokusić się o stwierdzenie, że była dla
nich wyjątkowo miła. Widocznie jej również udzielił
się świąteczny nastrój. Nawet, gdy Ron przez przypadek
podpalił czubek choinki, spojrzała jedynie na niego z politowaniem,
pokręciła głową i szybko ugasiła ogień.</p>

<p>Kiedy Harry wrócił w końcu
do dormitorium, był jeszcze bardziej wykończony niż poprzedniego
dnia. Ale nie przeszkodziło mu to zerknąć do mapy. Na
szczęście tym razem Severus był sam. Harry tak długo
wpatrywał się w kropkę przemieszczającą się po
pergaminie, aż w końcu zasnął.</p>

<p>Obudził się w środku
nocy. Nadal miał na sobie ubranie, a obok niego na poduszce
leżała mapa.</p>

<p>Pięknie, nie dość,
że zasnął w ubraniu, to na dodatek nie był w łazience.
Wstał, przetarł obolały kark i przeciągnął
się, postanawiając wziąć prysznic i przebrać się,
zanim ponownie pójdzie spać. Sięgnął po mapę i
bezwiednie zerknął na kwatery Severusa.</p>

<p>Nie było go w nich.
Wyglądało na to, że znowu spędzał całą noc w
laboratorium. Kiedy on sypia? Przecież nie może wciąż tak
ciężko pracować.</p>

<p>Harry westchnął i
sięgnął po różdżkę, aby wyczyścić
mapę, ale jego uwagę przyciągnął ruch w samym rogu
pergaminu. Wytrzeszczył oczy, czując, jak jego serce gwałtownie
przyspiesza.</p>

<p>Severus.</p>

<p>I Nott.</p>

<p>Szli razem korytarzem w lochach.
Wyglądało, jakby skądś wracali.</p>

<p>Harry poczuł nagły
przypływ wściekłości i rozczarowania. W ostatniej chwili
powstrzymał się, by nie podrzeć mapy.</p>

<p>Jak on mógł?! Co oni robili
razem w środku nocy? Gdzie byli? Dlaczego Snape chodził gdzieś z
Nottem po nocach, a jemu nigdy nie pozwolił zostać? Dlaczego?!</p>

<p>Śledził ich tak
uważnie, jakby chciał wskoczyć w mapę i znaleźć
się tam, gdzie oni. Kiedy doszli do gabinetu Snape'a, przystanęli na
chwilę.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.</p>

<p>Proszę, nie wchodźcie tam,
nie wchodźcie!</p>

<p>Nott poruszył się i
zaczął przemieszczać w stronę dormitorium Ślizgonów, a
Snape wszedł do swego gabinetu.</p>

<p>Harry poczuł ulgę. Ale
niemal natychmiast została ona zepchnięta do kąta przez gorzkie
poczucie zdrady, które wybuchło w jego sercu i umyśle. Jego ręce
drżały, kiedy odkładał mapę. Zacisnął je w
pięści i spróbował poskładać myśli. Ale co tu
było do składania? Snape włóczył się nocami z
jakimś wstrętnym Ślizgonem, którego ojciec był
Śmier...</p>

<p>Harry rozszerzył oczy.</p>

<p>Czyżby tu chodziło o to?
Czyżby to było takie proste?</p>

<p>Niemożliwe.</p>

<p>Zacisnął powieki i
westchnął głęboko, próbując pozbyć się
pragnienia zamordowania zarówno Severusa, jak i Notta.</p>

<p>Musi to wyjaśnić. Jutro
podczas szlabanu zapyta o to Snape'a. Jeżeli nie ma niczego na sumieniu,
to powie mu prawdę. Ale jeżeli będzie kłamał...</p>

<p>Westchnął jeszcze raz,
wstał i poszedł do łazienki.</p>

<p>***</p>

<p>Poniedziałkowe lekcje
zdawały się niemożliwie ciągnąć. Historia Magii
trwała chyba dwa razy dłużej niż zwykle. Tak się
przynajmniej wydawało Harry'emu. Kiedy w końcu nadeszła
wyczekiwana przez niego lekcja Eliksirów, poczuł jednocześnie
ulgę i ogromne napięcie, które pod koniec zajęć
wzrosło niemal do stanu krytycznego, ponieważ przez całą
lekcję Severus uparcie unikał jego wzroku. Za to zadziwiająco
często zerkał w stronę stołu, przy którym siedział
Nott. A chłopak odpowiadał na to spojrzenie, mrużąc oczy i
wydymając wargi.</p>

<p>Harry zacisnął zęby i
niemal złamał łyżkę, którą mieszał swój
eliksir. Miał wrażenie, że jeszcze chwila i wybuchnie tak, jak
ostatnio jego kociołek. A siła tego wybuchu z pewnością
zmiecie Notta z powierzchni ziemi.</p>

<p>- Harry, wszystko w porządku? -
zapytała zaniepokojona Hermiona, widząc, że Harry od
dłuższego już czasu miesza w kociołku samym kikutem
łyżki i wygląda, jakby w ogóle tego nie dostrzegał. -
Eliksir wystarczy zamieszać tylko pięć razy zgodnie z ruchem
wskazówek zegara, a ty już...</p>

<p>- Mam to w dupie! - warknął
Harry, wpatrując się w Notta ze zmrużonymi oczami i snując
marzenia o tym, w jaki sposób mógłby go torturować. Na początek
Crucio. A potem coś się wymyśli...</p>

<p>Dziewczyna podążyła za
jego wzrokiem, ale zobaczyła tylko kilkoro zajętych pracą
Ślizgonów, więc wzruszyła ramionami i powróciła do swojej
mikstury.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi,
widząc, że Snape postanowił w końcu przejść
się po klasie i ocenić prace uczniów. I niemal zapalił się
żywym ogniem, kiedy nauczyciel zatrzymał się przy kociołku
Notta, zajrzał do niego i... uśmiechnął się! To
musiał być uśmiech! Nic innego! Harry wiedział, jak Severus
się uśmiecha, przecież sam to widział kilka razy. I teraz
właśnie to robił! Uśmiechał się, kurwa, do tego
pierdolonego Notta!</p>

<p>Och, skoro tak chce grać, to
proszę bardzo! Niech tylko skończy się lekcja... Wymyśli
jakiś sposób, aby mógł zostać i poważnie z nim
porozmawiać!</p>

<p>A najgorsze było to, że
kiedy Snape podszedł do jego kociołka i do niego zajrzał (tak,
Harry doskonale wiedział, że kompletnie go spieprzył, ale jak
miał się skupić w takich warunkach?), skrzywił się
tylko i poszedł dalej. Nie spojrzał na niego i, co
najważniejsze, nie uśmiechnął się do niego! Więc
dlaczego, do cholery, uśmiechnął się do Notta?! Snape
mógł uśmiechać się tylko do Harry'ego! Tylko! Tylko on na
to zasługiwał! Tylko on przeszedł piekło, aby to
osiągnąć! Więc dlaczego...?</p>

<p>Zacisnął powieki,
czując nieprzyjemne pieczenie i gorzki uścisk w gardle. Wszystko
było nie tak!</p>

<p>Kiedy tylko zabrzmiał dzwonek,
Harry wyjaśnił przyjaciołom, że musi zapytać Snape'a o
to, czy w związku z nadchodzącymi świętami daruje mu
dzisiejszy szlaban (nic innego nie mógł wymyślić).
Poprosił, aby poszli przodem i obiecał, że niedługo do nich
dołączy. Ale kiedy tylko klasa zaczęła pustoszeć i
Harry odwrócił się w stronę biurka, niemal wpadł na
własną ławkę.</p>

<p>Nott stał obok Snape'a i
rozmawiał z nim! I wyglądało na to, że nie miał
zamiaru szybko kończyć, ponieważ postawił swoją
torbę na podłodze i oparł się nonszalancko o biurko, krzyżując
ręce na piersi i zachowując się tak swobodnie, jakby nie
rozmawiał z nauczycielem, tylko z...</p>

<p>Wzrok Harry’ego został zatopiony
w ognistej czerwieni furii. Czarne oczy Severusa na chwilę oderwały
się od Ślizgona i spoczęły na Harrym. Chłopak
poczuł eksplozję takiej wściekłości, iż z trudem
powstrzymał się, aby nie zrobić czegoś głupiego.
Jedyne, czego w tej chwili pragnął, to rzucić się na tego
obrzydliwego Ślizgona i odciągnąć go od Severusa! Od jego
Severusa!</p>

<p>Zacisnął pięści
niemal do białości, odwrócił się na pięcie i
wymaszerował z klasy, nie zapominając trząsnąć za
sobą drzwiami. Zrobił to chyba nawet nieco za mocno, ponieważ
idący przed nim uczniowie podskoczyli ze strachu, a ze ściany
odpadło trochę tynku.</p>

<p>Ron i Hermiona odwrócili się,
zaskoczeni. Harry podbiegł do nich i warknął:</p>

<p>- Rozmyśliłem się! Nie
będę o nic prosił tego oślizgłego drania!</p>

<p>Po czym minął ich i
ruszył przed siebie z taką szybkością, że przyjaciele
ledwie dotrzymywali mu kroku.</p>

<p>Och, niech tylko nadejdzie wieczór...</p>

<p>***</p>

<p>Harry nie poszedł na
kolację. Siedział w dormitorium i wpatrywał się w
mapę. Nott i Snape poszli po lekcji do gabinetu mężczyzny i
przez cały czas tam siedzieli. Przez cały cholerny czas! I oni
także nie poszli na kolację. To nie było normalne!</p>

<p>Nie, już dłużej nie
wytrzyma! Pójdzie tam! Już teraz! I dowie się, o co chodzi!</p>

<p>Jego szlaban zaczynał się o
dziewiętnastej, tuż po kolacji, ale przecież może
zjawić się trochę wcześniej.</p>

<p>Szybko wcisnął mapę do
kieszeni, założył buty i zdecydowanym krokiem ruszył do
lochów.</p>

<p>Zanim tam dotarł, przez jego
głowę przewinęło się kilka planów działania. Od
wpadnięcia tam z różdżką i przeklnięcia ich obu (o ile
drzwi nie będą zamknięte, a jeżeli będą, to
znaczy, że coś tam robią...), poprzez sforsowanie wejścia,
posłanie Snape'owi wiadomości, że wie o wszystkim, aż do...
podsłuchiwania pod drzwiami, w nadziei, że może czegoś
się dowie. I na to się ostatecznie zdecydował. Na razie.</p>

<p>Przyłożył ucho do
drewnianej powierzchni, ale nie słyszał niczego poza absolutną
ciszą. A to oznaczało, że Severus z pewnością
rzucił zaklęcie wyciszające.</p>

<p>A niech go!</p>

<p>Harry kopnął w drzwi. Raz i
drugi. Jak przewidywał, nic się nie wydarzyło. Cofnął
się i sięgnął po różdżkę, aby rozwalić
je w drobny mak, ale wtedy... otworzyły się nagle.</p>

<p>Harry zamarł z dłonią
w kieszeni. Przed nim stał Nott. Kiedy zobaczył Harry'ego,
zmarszczył brwi w zaskoczeniu. Ale bardzo szybko na jego usta
wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>- Potter... Co za niespodzianka?</p>

<p>Harry niemal się
zapowietrzył z wściekłości, szybko przeszukując swój
wirujący umysł w poszukiwaniu jakichś adekwatnych przezwisk,
którymi mógłby obdarzyć Ślizgona, ale był w takim stanie,
że nic kreatywnego nie przychodziło mu do głowy, poprzestał
więc na:</p>

<p>- Ty oślizgły, pask... -
zaczął, ale urwał, kiedy za plecami Ślizgona pojawił
się Severus. Jego oczy zmrużyły się ostrzegawczo, kiedy
padły na Harry'ego.</p>

<p>- To wszystko na dzisiaj, panie Nott.
Może pan odejść. Będziemy kontynuowali nasze zajęcia
po świętach - powiedział, po czym zwrócił się do
Harry'ego: - Proszę wejść, panie Potter. Nie podejrzewałem,
że aż tak tęskni pan za swoimi szlabanami, skoro przybył
pan tu wcześniej.</p>

<p>"Ha! Nie spodziewałeś
się tego, co?" - pomyślał Harry. - "Zaskoczyłem
cię! Przerwałem to, co tam robiliście i teraz jesteś
wściekły... Ha!"</p>

<p>- Przyszedłem wcześniej, bo
potem jestem umówiony na randkę! - warknął Harry i poczuł
złośliwą satysfakcję, widząc, że Snape
ściąga brwi w zaskoczeniu.</p>

<p>- Dobranoc, profesorze. - Nott
skłonił się lekko, jakby nieświadomy iskrzącego w
powietrzu napięcia, i minął Harry'ego, rzucając mu pogardliwy
uśmieszek. Ręka Gryfona mimowolnie powędrowała do
różdżki, ale zatrzymała się pod wpływem
warknięcia Snape'a:</p>

<p>- Potter. Do środka. Już.</p>

<p>Harry zmusił się do
cofnięcia ręki, pomimo tego, że przed jego oczami pojawiały
się już cudowne wizje, w których Nott wije się w spazmach bólu u
jego stóp, po czym prychnął i przeszedł obok
mężczyzny, nie zaszczycając go nawet jednym spojrzeniem.
Czuł w sobie tak natarczywą, gryzącą,
pożerającą go od środka złość i
rozczarowanie, iż wiedział, że jeszcze chwila i z pewnością
coś rozwali. I że najprawdopodobniej będą to plecy
oddalającego się Notta.</p>

<p>Kiedy tylko drzwi się
zamknęły, Severus rzucił na nie zaklęcie blokujące i
wyciszające, a następnie przeszedł przez gabinet i usiadł
przy biurku.</p>

<p>Wszystko wewnątrz Harry'ego
drżało z gniewnego napięcia. I wiedział, że wystarczy
jedno mocniejsze szarpnięcie, aby naciągnięte do granic
wytrzymałości nerwy puściły i pogrążyły go w
ataku szału.</p>

<p>- Siadaj. Jeszcze nie
skończyłem. Skoro postanowiłeś przyjść
wcześniej i do tego bez zapowiedzi, zachowując się jak spieniony
pies, którego ktoś przez przypadek spuścił ze smyczy, to
chwilę sobie poczekasz i dopiero kiedy ochłoniesz, wyjaśnisz mi
swoje zachowanie. I mam nadzieję, że będziesz miał dobre
wytłumaczenie, dlaczego wyglądałeś tak, jakbyś
chciał przekląć jednego z moich uczniów, bo nie mam zamiaru...</p>

<p>Te słowa przelały
czarę. Przyszedł tu dowiedzieć się prawdy, ponieważ
Snape najwyraźniej oszukiwał go od samego początku, a on
zachowywał się tak, jakby nie wiedział, o co chodzi i na dodatek
śmiał mieć o to do niego pretensje?!</p>

<p>- TY WSTRĘTNY DRANIU! -
ryknął, czując jak cała złość i frustracja,
które w sobie dusił, przerwały w końcu tamę i
przelewały się przez jego usta, pragnąc zostać uwolnione. -
JAK MOGŁEŚ?! JAK MOGŁEŚ TO ZROBIĆ?!</p>

<p>Severus zamilkł i przez
chwilę patrzył na niego z zaskoczeniem. W końcu zmarszczył
brwi i wbił w chłopaka surowe spojrzenie.</p>

<p>- Nie odzywaj się do mnie takim
tonem, Potter.</p>

<p>- A właśnie, że
będę! - Harry w kilku krokach znalazł się przy biurku.
Oparł dłonie na blacie i wbił w Snape'a zalany
płonącą wściekłością wzrok. - Wiem, co z nim
robisz! Nie oszukasz mnie! Wiem o wszystkim! Widziałem, ile czasu z nim
spędzasz! Widziałem, jak chodziłeś z nim w w nocy po
Hogwarcie! Widziałem, jak się do niego uśmiechałeś!!
Dlaczego to z nim robisz? Już ci nie wystarczam? - Jego głos
załamał się nieznacznie i Harry musiał przerwać, by
nabrać tchu.</p>

<p>Severus przez chwilę
patrzył na niego ze zdumieniem, ale bardzo szybko zmieniło się
ono w... kpiące rozbawienie. Odchylił się na krześle,
skrzyżował ręce na piersi i zmarszczył brwi.</p>

<p>- A więc to tak, Potter.
Ubzdurałeś sobie, że "zdradzam cię" z tym
Ślizgonem, więc postanowiłeś wpaść tutaj i
urządzić to żałosne przedstawienie. Wybacz, że nie biję
ci braw, ale mam trochę lepkie palce. Nie zdążyłem
rzucić zaklęcia czyszczącego, kiedy postanowiłeś
przerwać nam naszą małą schadzkę - powiedział
Severus, uśmiechając się złośliwie.</p>

<p>Harry poczuł eksplozję
nienawiści.</p>

<p>- NIE KPIJ SOBIE ZE MNIE! -
wrzasnął, zrzucając w ataku szału wszystko, co
znajdowało się na biurku. Pergamin, atrament, kilka butelek i
książek wylądowało na podłodze. Harry
usłyszał rozbijające się szkło, ale niemal to do niego
nie dotarło. Jego oczy zalewała płomienna czerwień,
przypominająca lawę. Widział, jak twarz mężczyzny
zmienia się. Jak pojawia się na niej pewnego rodzaju... zaszokowanie.
Ale Harry spadał już w otchłań ognistej furii i nic nie
było w stanie go zatrzymać. Uderzył dłońmi w biurko i pochylił
się jeszcze niżej, a z jego ust wydobywał się jedynie syk.
- Pieprzyłeś go, prawda? Pieprzyłeś go na tym biurku! Wiem
o tym! Ty cholerny draniu! Gdzie go dotykałeś? A zresztą, nie
obchodzi mnie to! - Harry zacisnął powieki i przycisnął
dłonie do uszu. - Nie chcę tego słuchać!</p>

<p>Kiedy tylko pomyślał o
nagim, leżącym na biurku Nottcie i pochylającym się nad nim
Severusie, czuł tak bolesny ścisk w żołądku, jakby
coś mu go wykręcało i przepalało, a serce biło z
taką szybkością, iż głowę rozrywało mu jego
szaleńcze pulsowanie. Miał wrażenie, że zaraz spłonie.</p>

<p>Usłyszał odgłos
odsuwanego krzesła i kilka szybkich kroków. Ostre
potrząśnięcie za ramiona zmusiło go do otwarcia oczu.</p>

<p>- Natychmiast się uspokój! -
warknął Severus, wbijając w niego ostre spojrzenie. Jego palce
zaciskały się na skórze Harry'ego z siłą imadła, ale
zdołał się wyrwać i odskoczyć, krzycząc:</p>

<p>- Nie zbliżaj się do mnie!</p>

<p>Mężczyzna zmarszczył
brwi i wyciągnął rękę. Złapał Harry'ego za
koszulę i gwałtownym szarpnięciem przyciągnął do
siebie, po czym wysyczał mu jadowicie w twarz:</p>

<p>- Kazałem ci się uspokoić,
Potter! Jeżeli tego nie rozumiesz, to bardzo szybko sam mogę
przywołać cię do porządku, ale wtedy nie będzie to
przyjemne!</p>

<p>Harry zaczął się
szarpać. Nie chciał być tak blisko niego. Nie po tym, kiedy
przed jego oczami wykwitały wizje, w których te chłodne palce
gładziły skórę kogoś innego. Kiedy ta czarna peleryna
opadała na zupełnie obce ciało. Na ciało
nienależące do Harry'ego.</p>

<p>- Nie dotykaj mnie! -
krzyknął, szarpiąc się i próbując wyrwać.</p>

<p>- Nie dotykać? -
prychnął mężczyzna. - Nie rozśmieszaj mnie, Potter.
Istniejesz tylko dla mojego dotyku i dobrze o tym wiesz.</p>

<p>Harry zamarł, dysząc
ciężko i wpatrując się w mężczyznę takim
wzrokiem, jakby chciał go nim spopielić. Severus nie był mu
dłużny.</p>

<p>Umysł Harry'ego pracował na
najwyższych obrotach. Próbował wyczytać coś ze
zmrużonych gniewnie czarnych tuneli, ale nie potrafił. Przed jego
oczami wykwitały kolejne wizje. A jeżeli Nott nie był jedynym?
Jeżeli było ich więcej?</p>

<p>- Kogo jeszcze pieprzysz, ty draniu?
- wysyczał w końcu prosto w twarz mężczyzny.</p>

<p>- Wszystkich, Potter. Każdego
ucznia, który przychodzi do mnie na szlaban. Urządzamy sobie tutaj
małe orgie - odparł Snape. Wypowiedział to takim tonem, jakby
mówił o popołudniowej herbatce w gronie znajomych, a nie o...</p>

<p>W Harrym coś pękło,
kiedy jego wyobraźnia podsunęła mu obraz Severusa i...
Wciągnął ze świstem powietrze, ponieważ miał
wrażenie, jakby coś ścisnęło jego płuca i nie
pozostało w nich nic, co pozwoliłoby mu oddychać.
Zaczął się dusić, nie potrafiąc poradzić sobie z
przerażeniem, rozrywającym jego serce na kawałeczki.</p>

<p>Oczy Severusa rozszerzyły
się, kiedy zobaczył, do jakiego stanu jego słowa
doprowadziły Harry'ego. Przyciągnął go jeszcze bliżej
i wbijając wzrok w przerażone zielone oczy, wysyczał:</p>

<p>- Cholera, Potter! Nie pieprzę
każdego ucznia, którego wpuszczam do gabinetu.</p>

<p>Jednak te słowa nie dotarły
do Harry'ego. Walczył o każdy oddech, czując się tak, jak
podczas drugiego zadania Turnieju Trójmagicznego, kiedy trytony
wciągały go w głębiny, a on nie mógł nic zrobić,
nieważne jak bardzo się szamotał. Chciał się
wydostać na powierzchnię, chciał móc znowu oddychać.
Miał wrażenie, jakby jego płuca miały eksplodować.</p>

<p>- Nie mogę... oddychać... -
zdołał wydusić z siebie, rozpaczliwie próbując
złapać haust powietrza.</p>

<p>I wtedy do jego świadomości
przedarł się głos Snape'a:</p>

<p>- Spójrz na mnie, Potter! - Harry
zdołał unieść powieki. Zobaczył wbijające
się w niego spojrzenie czarnych oczu, w których płonęło
coś na kształt... niepokoju. - Uspokój się i oddychaj głęboko.
Nie ma nikogo innego, więc przestań się krzywdzić.
Przestań! - W głosie Severusa przebijała desperacja.</p>

<p>Do płuc Harry'ego wdarło
się powietrze. Odetchnął głęboko, czując, jak
panika powoli ustępuje. Ale wściekłość rozpaliła
się jeszcze gorętszym płomieniem, kiedy zrozumiał, że
Snape przez cały czas szydził sobie z niego, jakby chciał go za
coś ukarać. A przecież to on był winny! To on...</p>

<p>- Nie wierzę ci! -
warknął. - Nie wolno ci go... Nigdy więcej go tutaj nie
wpuścisz!</p>

<p>Wzrok Snape'a na powrót stał
się chłodny, jakby teraz, kiedy z Harrym było już wszystko
w porządku, znowu mógł się na niego wściekać do woli.
A nawet wydawał się jeszcze bardziej zły, ponieważ
został zmuszony do powiedzenia czegoś, czego nie miał ochoty
mówić.</p>

<p>- Nie będziesz mi
rozkazywał, szczeniaku! Mogę wpuszczać kogo zechcę, a ty
nie będziesz mi tu urządzał scen zazdrości! Wynoś
się i wróć, kiedy ochłoniesz! - Mówiąc to, Severus
puścił go i mocno od siebie odepchnął. Harry, chwiejąc
się, zrobił kilka kroków w tył, ale w końcu udało mu
się złapać równowagę.</p>

<p>- Świetnie! Mam tego dosyć!
Powinienem dostać jakiś pieprzony medal za to, że z tobą
wytrzymałem! Ale koniec z tym! Już nigdy więcej moja stopa tutaj
nie postanie!</p>

<p>Oczy mężczyzny
rozbłysły lodowatą wściekłością, a usta
zacisnęły tak bardzo, iż niemal zrobiły się białe.</p>

<p>- To wracaj do swoich
żałosnych przyjaciół i nie pokazuj mi się na oczy!</p>

<p>- Świetnie! - prychnął
Harry. - Tak właśnie zamierzam zrobić! Nie będę tym
drugim! Możesz pieprzyć się ze swoim obleśnym
Ślizgonem ile tylko zechcesz! Nic mnie to nie obchodzi!</p>

<p>Odwrócił się tak
gwałtownie, iż niemal się zachwiał, po czym ruszył w
stronę wyjścia. Złapał za klamkę, ale drzwi były
zamknięte. Szarpnął nią raz i drugi, czując, że
zaraz chyba ją wyrwie, byle tylko móc się wyładować. Byle
tylko to rozsadzające go od środka piekielne gorąco
zniknęło!</p>

<p>Ale drzwi nadal pozostawały
zamknięte. A Harry był w takim stanie, że prędzej by je
rozwalił, niż pomyślał o tym, by zdjąć
zaklęcie blokujące.</p>

<p>- Otwórz te pierdolone drzwi! Otwórz
je, ale już! - wrzasnął, z całej siły kopiąc w
drewnianą powierzchnię. Kątem oka dostrzegł ruch za
plecami. Odwrócił się gwałtownie. Severus stał tuż za
nim i wyglądało na to, że zamierza ponownie go złapać.
Harry uniósł rękę, próbując go odepchnąć,
uderzyć, cokolwiek! Ale mężczyzna złapał ją i boleśnie
ścisnął. Harry wrzasnął, kiedy Snape
wykręcił jego rękę do tyłu i odwrócił go
twarzą do drzwi, z całej siły przyciskając go do drewnianej
powierzchni.</p>

<p>Próbował się uwolnić,
ale mężczyzna był silniejszy. Nie miał z nim szans.</p>

<p>Severus naparł na niego
całym ciałem, a Harry jęknął, czując niesamowity
ból w wykręconej ręce, którą Snape trzymał tak mocno, jakby
chciał mu ją złamać.</p>

<p>- Mnie się nie odpycha. -
Usłyszał jadowity syk tuż przy swoim uchu. - Zapamiętaj to
sobie. Ponieważ następnym razem, kiedy spróbujesz to zrobić,
mogę nie być na tyle wspaniałomyślny, aby nie
odepchnąć ciebie w zamian i nie zakończyć tej farsy. -
Słysząc te słowa, żołądek i serce Harry'ego
ścisnęły się boleśnie, sprawiając mu jeszcze
większe cierpienie niż to, które odczuwał w wykręconej
ręce. - A teraz, Potter... wyjaśnimy sobie kilka spraw. Po pierwsze:
jeżeli jeszcze raz zignorujesz moje polecenia i wpadniesz tutaj, żeby
zrobić mi awanturę, opierając się jedynie na swoich wyolbrzymionych
emocjonalnie domysłach i pomimo braku jakichkolwiek solidnych dowodów, to
nie będę zawracał sobie głowy tłumaczeniem ci
czegokolwiek i wywalę cię na zbity pysk. Po drugie: jestem
nauczycielem i uczniowie czasami przychodzą do mnie zarówno na szlabany,
jak i korepetycje, Potter. A jeżeli tego nie rozumiesz, to następnym
razem zostawię ci otwarte drzwi, żebyś dobrze wszystko
słyszał. Zadowala cię takie rozwiązanie? - Nie
czekając na jakąkolwiek odpowiedź Harry'ego, kontynuował. -
A po trzecie: nikogo, poza tobą, nie pieprzę. Nikogo. I moje zapewnienie
powinno ci wystarczyć, a jeżeli nie wystarcza, to zaraz ci to
zademonstruję.</p>

<p>Harry poczuł, że
mężczyzna zwalnia uścisk. Miał problemy z oddychaniem i
wyglądało na to, że Severus również. Nie
zdążył się jednak nad tym głębiej
zastanowić, ponieważ Snape złapał go za szatę i
szarpnąwszy nim mocno, rzucił go na biurko. Harry krzyknął,
zaskoczony, i uderzył biodrami o kant blatu. Na moment stracił
orientację. Odzyskał ją dopiero wtedy, kiedy Severus
pojawił się przy nim i wbijając w niego płonące spojrzenie,
odwrócił go tyłem do siebie i popchnął na blat.</p>

<p>Ale Harry nie pozwolił na to.
Odepchnął się rękami i odwrócił, wbijając w
Snape'a zacięte spojrzenie.</p>

<p>- Chcę cię widzieć -
wydyszał, czując, jak cały drży. Ze złości,
frustracji i czegoś jeszcze... czegoś, co rozkwitło w jego
lędźwiach, sprawiając, że jedynym, czego pragnął,
jedynym, za co w tej chwili mógłby zabić, aby to dostać...
był stojący przed nim mężczyzna.</p>

<p>Severus spełnił jego
prośbę. Popchnął go na biurko i wyciągnął
różdżkę. Jednym machnięciem pozbawił Harry'ego dolnej
części ubrania, a następnie rozsunął swoje szaty i
opuścił nieco spodnie. Oczy Harry'ego zabłysły, kiedy
zobaczył zaczerwienionego, twardego penisa mężczyzny i
otaczające go ciemne włosy. Snape owinął dłoń
wokół swojej erekcji i nakierował na nią różdżkę.
Jego penis został pokryty lśniącą substancją,
którą Severus rozprowadził po członku kilkoma szybkimi
pociągnięciami. Ten widok sprawił, że oczy Harry'ego
zrobiły się okrągłe z niedowierzania, a serce niemal
wyskoczyło mu z piersi. Ale nic więcej nie zdołał już
zobaczyć, ponieważ Severus w tej samej chwili znalazł się
przy nim, posadził go na blacie, popchnął do tyłu i
uniósł jego nogi. Oparł ręce po obu stronach jego głowy i
pochylił się nad nim tak nisko, iż Harry nie widział
niczego, poza wbitymi w siebie, płonącymi migotliwym ogniem czarnymi
oczami. Przez chwilę trwał tak, zagłębiając się w
zielonym spojrzeniu Harry'ego, jakby chciał przedostać się
wprost do jego umysłu, po czym wszedł w niego jednym, gładkim
pchnięciem. Ciało Gryfona otworzyło się przed nim, tak jak
otwierało się za każdym razem, kiedy tylko padało na niego
to niesamowite spojrzenie, ale tym razem było w nim coś więcej.
Uparte zdecydowanie, zawziętość, pragnienie udowodnienia
czegoś.</p>

<p>I Harry poczuł to, kiedy Severus
wycofał się i pchnął ponownie, niemal natychmiast
przechodząc do zawrotnego tempa.</p>

<p>Oczy chłopaka uciekły w
głąb czaszki, kiedy poczuł przeszywający go prąd
przyjemności, który rozlewał się w nim po każdym uderzeniu
w znajdujący się w jego wnętrzu ośrodek rozkoszy.</p>

<p>- Patrz na mnie! - warknął
mężczyzna, wycofując się i karząc Harry'ego
wyjątkowo ostrym i mocnym pchnięciem.</p>

<p>Chłopak jęknął
głośno, unosząc powieki i wstrzymując oddech, kiedy oczy
Severusa ponownie zagłębiły się w jego oczach, jakby próbowały
powiedzieć mu coś bardzo ważnego.</p>

<p>Harry czuł w sobie ogień.
Ogień przyjemności. Ogień gniewu. Chciał jednocześnie
rozerwać Snape'a na kawałki i samemu zostać przez niego
rozerwanym. Chciał sprawić mu taki sam ból, jaki dzisiaj odczuwał
i chciał, aby on sprawiał ból jemu. Zawsze. Ponieważ
należeli tylko do siebie. Ponieważ on należał do Severusa,
a Severus należał do niego. Tylko do niego.</p>

<p>Złapał go za szatę i
przyciągnął jeszcze bliżej. Ich twarze znalazły
się niemal milimetry od siebie. Czuł na skórze gorący oddech
mężczyzny. Nie widział już niczego, poza
wdzierającą się do jego umysłu czernią hebanowych
oczu.</p>

<p>- Jesteś tylko mój -
wydyszał przerywanym uderzeniami głosem. - Tylko mój! Należysz
tylko do mnie. To ja cię odnalazłem. To ja cię zdobyłem.
Jeżeli ktokolwiek spróbuje po ciebie sięgnąć... zrobię
mu krzywdę!</p>

<p>Severus znieruchomiał na
chwilę. W głębinach jego oczu coś zamigotało. Na
twarzy odmalował się cień satysfakcji, po którym
zaczął wchodzić w Harry'ego z jeszcze większą
szybkością, z jeszcze większą siłą, z jeszcze
większym zapałem. Tak, jakby chciał go jednocześnie
nagrodzić i ukarać.</p>

<p>Powieki Harry'ego zacisnęły
się mimowolnie, ale wtedy usłyszał wściekłe
warknięcie:</p>

<p>- Masz na mnie patrzeć, do
cholery!</p>

<p>Kiedy uniósł powieki, napotkał
miażdżące, napastliwe spojrzenie, które wdarło się
niemal do jego duszy. Musiał za wszelką cenę utrzymać oczy
otwarte. Ale to było takie trudne, kiedy każde uderzenie w
prostatę pozbawiało go zdolności myślenia, a jego
zmysły posyłało aż pod sufit.</p>

<p>W jego nozdrza wdzierał się
ostry, słodko-gorzki zapach mężczyzny, uszy słyszały
jego ciężki oddech, skóra czuła szorstkość jego szaty
i żar oddechu, a oczy nie widziały nic, poza otaczającą go
czernią. Snape był nad nim, był w nim, był wszędzie.
Wypełniał go tak bardzo, iż miał wrażenie, że nie
zostało w nim już ani odrobiny miejsca na cokolwiek innego. Na
Voldemorta, na wojnę, na naukę, na przyjaciół, na
przeszłość i przyszłość. To wszystko mogłoby
nie istnieć. Tak długo, jak Severus był tutaj, był w nim,
był przy nim... nic więcej się nie liczyło.</p>

<p>Uśmiechnął się,
jeszcze mocniej zaciskając dłoń na szacie mężczyzny.
Severus, widząc jego uśmiech, odsunął się nieco, aby
objąć wzrokiem całą jego twarz. Oblizał wargi i
zwolnił, przechodząc w ostre, głębokie, rozciągnięte
w czasie pchnięcia, pomiędzy którymi z jego ust zaczęły
wyrywać się wypowiadane ciężkim, zdyszanym głosem
słowa:</p>

<p>- Nie. Ma. Nikogo. Innego.</p>

<p>Żołądek Harry'ego
skręcił się, a oczy rozszerzyły. Jego penis
zadrżał, słysząc te słowa, a napięcie w jego
wnętrzu podniosło się do stanu alarmowego. Wiedział,
że jeszcze trochę, jeszcze chwilę i...</p>

<p>Poczuł wsuwającą
się pod jego kark dłoń Severusa. Mężczyzna uniósł
mu głowę, przyciągając ją do swej twarzy.
Pochylił się jeszcze niżej i zatrzymał usta milimetry od
jego ucha. Smukłe palce wplotły się w jego włosy i
zacisnęły na nich mocno. Ręce Harry'ego uniosły się w
górę i owinęły wokół szyi mężczyzny w
uścisku tak silnym, iż nic nie byłoby go w stanie od niego
oderwać. Ciało Harry'ego przeszył niekontrolowany dreszcz, kiedy
poczuł ten niemożliwie gorący oddech i wdzierający się
do jego umysłu, zachrypnięty szept:</p>

<p>- Jesteś...</p>

<p>Głębokie, odbierające
zmysły pchnięcie.</p>

<p>- ...tylko...</p>

<p>Rozgrzane wargi, muskające
płatek ucha.</p>

<p>- ...ty...</p>

<p>Wbijające się w ciało
paznokcie.</p>

<p>- ...Potter.</p>

<p>Szept urwał się i
przeszedł z ochrypły jęk, kiedy Severus doszedł w nim, a
jego ciało spięło się i naparło na Harry'ego tak
mocno, iż niemal wgniotło go w blat. Zaciskająca się na
jego pośladku dłoń wbiła się drapieżnie w
ciało, jak gdyby chciała go rozedrzeć na kawałki.</p>

<p>Ale Harry niemal tego nie
odczuwał, ponieważ sam opadał teraz w otchłań
rozlewającej się w jego wnętrzu przyjemności orgazmu.
Wszystko w nim płonęło, a pod powiekami widział
rozsypujące się miliony gorących iskier, które
wędrowały po skórze, podrażniając każdy jej skrawek.
Wcisnął twarz w szyję Severusa, dusząc w niej swój
zachrypnięty krzyk i zakleszczył go w tak silnym uścisku,
iż przez moment obaj nie mogli oddychać.</p>

<p>Pragnął wtopić
się w niego. Być tak blisko, aby czuć bicie jego serca tuż
przy swoim. I nigdy, absolutnie nigdy go nie puścić.</p>

<p>Nie wiedział, ile czasu
minęło. Miał wrażenie, że odpłynął
gdzieś daleko. Widział jedynie ciemność i słyszał
wdzierające się w otulającą go ciepłą cisze
urywane, coraz głośniejsze oddechy. Swój i Severusa.</p>

<p>Mężczyzna leżał
na nim i dyszał. A Harry czuł jego ciężar, czuł
unoszącą się i opadającą klatkę piersiową,
słyszał przy uchu ciężki oddech. I uśmiechał
się do siebie.</p>

<p>Rozluźnił nieco
uścisk. Severus poruszył się i wyprostował, opierając
się na łokciach. Harry wstrzymał oddech, widząc
wbijające się w niego, zamglone spojrzenie. Twarz Severusa była
tak blisko... Czuł na skórze jego przyspieszony, powoli wracający do
normy oddech.</p>

<p>I po raz pierwszy... nie
pragnął już niczego więcej. Żeby tylko zawsze
było tak, jak teraz. Żeby tylko Severus zawsze był przy nim.
Żeby to się nie skończyło. Nigdy.</p>

<p>Uniósł dłoń i
dotknął szorstkiego policzka, wpatrując się jak urzeczony w
te migoczące, głębokie oczy i wyszeptał cicho:</p>

<p>- Jestem tylko ja. I zawsze
będę.</p>

<p>Na moment w ciemnych oczach
pojawił się mroczny cień, a zmarszczka pomiędzy brwiami
pogłębiła się. Harry poczuł niepokój, którego nie
potrafił uzasadnić. Nie podobał mu się ten cień. Coś
było nie w porządku. Znał już Severusa. Znał jego
reakcje.</p>

<p>Zmarszczył brwi.</p>

<p>- Severusie?</p>

<p>Mężczyzna
zacisnął usta i odsunął się. Harry przez moment nie
chciał uwolnić go z uścisku, ale w końcu dał za
wygraną. Bez słowa obserwował, jak Snape podnosi się i
podciąga spodnie. Nie patrzył na niego. Tak, jakby Harry
powiedział coś niewłaściwego.</p>

<p>- Coś się stało? -
zapytał niepewnie, unosząc się na łokciach. Chciał
wstać, ale mięśnie odmawiały współpracy po tak
intensywnym orgazmie i nie chciały go słuchać.</p>

<p>- Ubierz się i chodź ze
mną - odezwał się w końcu Severus. Jego głos był
całkowicie opanowany.</p>

<p>Harry przekrzywił
głowę, wpatrując się w zapinającego spodnie
mężczyznę. Wyglądało na to, że cokolwiek go
gryzło, udało mu się to przezwyciężyć.</p>

<p>Zmusił swoje ciało do
wysiłku i usiadł na biurku, spoglądając na Snape'a
zmrużonymi podejrzliwie oczami.</p>

<p>- I przestań się tak na
mnie gapić, Potter - warknął mężczyzna, wyraźnie
poirytowany. - Może powinienem dać ci swoje zdjęcie? Wtedy
będziesz mógł patrzeć do woli, a ja przynajmniej nie
będę musiał znosić twojego głupkowatego wyrazu twarzy.</p>

<p>Harry wydął wargi. No tak,
Snape znowu był Snape'em.</p>

<p>- To bardzo dobry pomysł -
stwierdził, uśmiechając się zawadiacko. - Powieszę je
sobie nad łóżkiem i będę się do niego
masturbował.</p>

<p>Mężczyzna rzucił mu na
wpół zirytowane, na wpół rozbawione spojrzenie.</p>

<p>- Jakbyś już tego nie
robił... - odparł szyderczo.</p>

<p>- A skąd możesz
wiedzieć, co robię w środku nocy? - zapytał
wyzywająco.</p>

<p>Severus zmrużył oczy. Na
jego ustach pojawił się tajemniczy, krzywy uśmieszek.</p>

<p>- Domyślam się, że to
samo, co ja.</p>

<p>Harry poczuł, że jego
szczęka opada na podłogę, ale nie zdążył nic
odpowiedzieć, ponieważ Severus parsknął, odwrócił
się i zniknął za drzwiami prowadzącymi do swoich komnat.</p>

<p>Chłopak zeskoczył z biurka,
aby ruszyć za nim, z postanowieniem, że dowie się wszystkiego ze
szczegółami, ale wtedy przypomniał sobie, że nie ma
pojęcia, gdzie podziała się dolna część jego
garderoby.</p>

<p>- Co zrobiłeś z moimi
spodniami?! - krzyknął w stronę otwartych drzwi,
rozglądając się uważnie wokół, ale Snape nie odpowiedział
mu. Westchnął więc i ruszył do salonu, czując w sercu
ciepły płomień radości, duszony jednak przez
nieokreślony cień niepokoju, którego nie potrafił się
pozbyć.</p>

<p>A może to była tylko jego
wybujała wyobraźnia?</p><empty-line /><p>* "Tainted love" by Marilyn
Manson</p>

<p><strong>--- rozdział 33 ---</strong></p>

<p><strong>33. Let's get a party!</strong></p><empty-line /><p>Time for parties and celebration</p>

<p>people dancing all night long</p>

<p>time for presents</p>

<p>and exchanging kisses</p>

<p>time for singing christmas songs*</p>

<p>Część 1</p>

<p>Kiedy Harry wszedł do Wielkiej
Sali, od razu rzuciło mu się w oczy tylko jedno - Snape'a znowu nie
było na posiłku. Nie widział go ani na śniadaniu, ani na
obiedzie, ani na tej przeklętej kolacji.</p>

<p>Był to przedostatni dzień
szkoły przed przerwą świąteczną. Uczniowie rozmawiali
z podnieceniem o swoich planach. Hermiona i Ron siedzieli pochyleni ku sobie i
szeptali coś do siebie.</p>

<p>- Cześć, Harry.</p>

<p>Chłopak obejrzał się i
uśmiechnął do stojącej za nim Luny.</p>

<p>- Och, cześć - odparł.</p>

<p>- Idziesz na
bożonarodzeniową imprezę? - zapytała Krukonka,
podchodząc bliżej i posyłając mu promienny uśmiech. -
Już nie mogę się doczekać. A ty?</p>

<p>- Ee... - Harry zamrugał,
zaskoczony radosnym zapałem, który słyszał w jej głosie. Od
kiedy to Luna z taką ochotą chodziła na uczniowskie imprezy?
Zazwyczaj stroniła od tego typu zabaw, woląc w zamian
ścigać po Hogwarcie sobie tylko znane magiczne stworzenia. No, ale
skoro nawet Neville oświadczył mu, że ma zamiar
przyjść, to wyglądało na to, że chyba pół
szkoły się tam wybiera. A pierwotnie miała to być zabawa
jedynie dla garstki osób.</p>

<p>- Nareszcie będziemy mogli
wypić razem piwo kremowe - uśmiechnęła się.</p>

<p>A tak! Piwo kremowe! Harry
całkowicie o tym zapomniał.</p>

<p>- No jasne. A z tego, co mówiła
Tonks, to nawet może coś mocniejszego - wyszczerzył się.</p>

<p>Luna zarumieniła się lekko
w odpowiedzi i uciekła wzrokiem.</p>

<p>Harry spojrzał na nią ze
zdziwieniem. Powiedział coś niestosownego? Wspomniał tylko o
czymś mocniejszym i o...</p>

<p>Zerknął na stół
nauczycielski.</p>

<p>...Tonks. Tonks, która
wyglądała, jakby właśnie odwróciła głowę w
przeciwną stronę i zaczęła pospiesznie coś
opowiadać siedzącej obok niej profesor Sprout.</p>

<p>Spojrzał z powrotem na
Lunę, która zdążyła już zrobić kilka kroków w
kierunku stołu Krukonów.</p>

<p>- No to... do zobaczenia. -
Pomachała mu i czmychnęła z pola widzenia.</p>

<p>To było... osobliwe, nawet jak
na nią.</p>

<p>Wzruszył ramionami i
skierował się do stołu Gryffindoru, szybko zapominając o
piwie kremowym z Luną i zastanawiając się, jak zmusić
Severusa do zjedzenia posiłku. Nie podobało mu się, że mężczyzna
tak o siebie nie dbał. Przecież pamiętał, jak Severus
kazał mu zjeść kolację, kiedy Harry przez cały
dzień siedział zamknięty w Pokoju Życzeń.</p>

<p>Tak właśnie zrobi! Poprosi
Zgredka o pomoc i sam zaniesie Severusowi jedzenie! Zresztą i tak
musiał z nim porozmawiać o swoich świątecznych planach i
wypadzie do Hogsmeade. Wczoraj kompletnie o tym zapomniał, zbyt
zajęty wyobrażaniem sobie, że Snape go zdradza, i pieprzeniem
się z nim na biurku. Co prawda później poszli do komnaty, ale
ciężko było mu wtedy skupić się na czymkolwiek,
gdyż nie miał na sobie spodni, A Snape zdawał się
świetnie bawić, dręcząc go. - Hmm, twoje spodnie?. Zdaje
się, że ich tu nie ma, Potter. Obawiam się, że
będziesz musiał wrócić bez nich.</p>

<p>"Rzeczywiście, to było
bardzo zabawne" - pomyślał.</p>

<p>Ale Harry był wyjątkowo
zdeterminowany, więc zaczął krążyć po komnacie i
ich szukać, aż w końcu znalazł na jednej z dolnych
półek szafki stojącej w samym rogu pomieszczenia. Kiedy
wściekły wrócił na fotel, jedyne o czym marzył, to
odwdzięczyć się Snape'owi i też go rozdrażnić,
więc zapytał: - Naprawdę robisz w nocy to samo co ja? Opowiedz o
tym, chętnie posłucham. - Do tej pory pamiętał to potworne
uczucie upokorzenia, kiedy usłyszał odpowiedź Snape'a - Tak,
Potter. Śpię. Nie wiedziałem, że to aż tak cię
fascynuje. - A później ten drań miał jeszcze czelność
uśmiechnąć się szyderczo!</p>

<p>Lecz wszystkie te wydarzenia
zdawały się blednąć w obliczu tego, co wydarzyło
się wcześniej, w obliczu tego, co zrobił ze Snape'em i co od
niego usłyszał. Do tej pory nie potrafił w to uwierzyć i
czasami zastanawiał się, czy się nie przesłyszał, czy
to nie była po prostu jego wybujała wyobraźnia.</p>

<p>Jesteś tylko ty, Potter.</p>

<p>Na samo wspomnienie coś
przewracało mu się w żołądku i oblewała go fala
gorąca, a na usta wypływał maślany uśmiech.</p>

<p>Był tylko on. Severus
pieprzył tylko jego. Tylko i wyłącznie jego!</p>

<p>Czuł się taki
szczęśliwy, że miał ochotę nucić pod nosem i
podskakiwać jak Luna.</p>

<p>Kiedy usiadł przy stole i
przywitał się z przyjaciółmi, którzy, lekko zarumienieni,
oderwali się od siebie i spojrzeli z determinacją w swoje talerze,
jego dłoń błyskawicznie powędrowała do kieszeni.</p>

<p>Muszę z tobą bardzo pilnie
porozmawiać, Severusie. Mógłbym przyjść do ciebie po
kolacji?</p>

<p>Odpowiedź otrzymał dopiero
pod koniec posiłku:</p>

<p>Skoro musisz...</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie, ale po chwili westchnął ciężko.</p>

<p>Teraz dopiero czekają go
schody...</p>

<p>*</p>

<p>Po kolacji zawołał Zgredka
i poprosił go, aby przyniósł mu z kuchni jeszcze jedną
porcję, bo chciałby zjeść w łóżku.
Powiedział przyjaciołom, że wróci wieczorem, bo ma ochotę
się przejść i może odwiedzi Hagrida, po czym zarzucił
na siebie pelerynę niewidkę i ruszył do lochów razem z talerzem
i przekonaniem, że wszystko mu się z pewnością uda.</p>

<p>Zdjął pelerynę w
gabinecie, schował ją do kieszeni i trzymając przed sobą
parujący talerz, zapukał do komnaty Severusa. Kiedy drzwi
otworzyły się, uśmiechnął się szeroko i
powiedział:</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna zamarł i
zmrużył oczy, spoglądając najpierw na wyszczerzoną
twarz Harry'ego, a następnie na talerz.</p>

<p>- Co to jest? - warknął.</p>

<p>Nie czekając na zaproszenie,
Harry prześliznął się obok niego i postawił jedzenie
na stoliku.</p>

<p>- Ostatnio w ogóle nie bywasz na
posiłkach, więc zacząłem się o ciebie martwić. W
ogóle o siebie nie dbasz, Severusie. Dlatego postanowiłem
przynieść ci kolację. Mam nadzieję, ze lubisz pieczeń.
- Uśmiechnął się, prostując się i
spoglądając na zamykającego drzwi Snape'a.</p>

<p>Mężczyzna zmarszczył
brwi i spojrzał na leżący na stole talerz, a następnie na
Harry'ego, później znowu na talerz i znów na Harry'ego. Na jego twarzy
zaskoczenie powoli przeobraziło się w coś, czego chłopak
jeszcze nigdy nie widział i dlatego nie potrafił tego nazwać.</p>

<p>Severus oblizał wargi i
odchrząknął.</p>

<p>- Nie wiem, co kazało ci
sądzić, że skoro nie zjawiam się na posiłkach, to
najprawdopodobniej konam tutaj z głodu, ale chcę cię
zapewnić, iż jadam regularnie dzięki uprzejmości zamkowych
skrzatów, z których usług, jak widzę, ty także
skorzystałeś.</p>

<p>Harry poczuł, że się
rumieni.</p>

<p>- Nie pomyślałem o tym -
powiedział cicho, spuszczając głowę.</p>

<p>- Wcale mnie to nie dziwi -
odparł Snape, podchodząc do swojego zielonego fotela.</p>

<p>Harry był zły na siebie,
że tak się wygłupił. To przecież oczywiste, że
gdyby Severus nie jadał, to już dawno wyglądałby jak jeden
z tych szkieletów, znajdujących się w klasie Obrony Przed Czarną
Magią. Sięgnął po talerz, aby go zabrać, lecz Severus
złapał go za rękę i odsunął ją.</p>

<p>- Ale skoro już to
przyniosłeś, to nie możemy pozwolić, aby się
zmarnowało. - Machnął różdżką i z jednej z szafek
wyfrunął drugi talerz i wylądował na stole. Mistrz
Eliksirów podzielił pieczeń na dwie porcje i wskazał Harry'emu
drugi fotel. Harry usiadł niepewnie, czując dziwne ciepło w
żołądku, kiedy uświadomił sobie, że
właśnie będzie jadł kolację z Severusem. Patrzył
jak mężczyzna przywołuje dwa puchary i czerwone wino.</p>

<p>Harry pochylił się nad
swoją porcją. Po raz pierwszy jadł posiłek z Severusem. To
było... niesamowite. Prawie tak, jakby byli prawdziwą... parą -
dokończył w myślach, rumieniąc się. Zerknął
na Severusa, który z uwagą i skupieniem przeżuwał pieczeń,
popijając ją winem. Jeżeli chciał dopiąć swego,
musiał zacząć działać już teraz, póki Snape jest
zajęty jedzeniem. Mając pełne usta nie będzie mógł na
niego krzyczeć. To zwiększało jego szanse.</p>

<p>- Ekhem - odchrząknął,
prostując się w fotelu i biorąc głęboki oddech. - Tak
naprawdę to... przyszedłem, bo chciałem o czymś z tobą
porozmawiać, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna nie spojrzał
na niego.</p>

<p>- Domyśliłem się tego,
chyba że tą "bardzo pilną" sprawą, o której
chciałeś porozmawiać, jest częstotliwość moich
posiłków.</p>

<p>- Nie. To znaczy, to też, ale...
Och, chciałem po prostu porozmawiać z tobą o świętach.</p>

<p>Dłoń Severusa
znieruchomiała w połowie drogi do ust. Palce zacisnęły
się na widelcu. Zmrużone oczy przeszyły Harry'ego tak, jakby
chciały przebić się przez niego na wylot.</p>

<p>- Z tego, co słyszałem, to
wybierasz się do Weasleyów. Nie widzę więc powodu, dla którego
miałbyś o tym ze mną rozmawiać, chyba że
chciałbyś poznać jakiś skuteczny sposób na powstrzymanie
ich od rozmnażania się w tak zastraszającym tempie i zalewania
czarodziejskiego świata plagą rudowłosych, niekompetentnych
imbecyli.</p>

<p>Harry przewrócił oczami.</p>

<p>Och, dlaczego Severus musiał
wszystko tak komplikować?</p>

<p>- Tak właściwie, to
Dumbledore zaproponował mi, abym został na święta w
Hogwarcie - odparł Harry, wbijając w mężczyznę
wyzywające spojrzenie.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. Snape wydawał się nieporuszony tą informacją.
Uniósł jedną brew, patrząc na Harry'ego wyczekująco.</p>

<p>- I?</p>

<p>Harry odchrząknął.</p>

<p>- I pomyślałem, że
chyba zdecyduję się zostać.</p>

<p>Mężczyzna zmrużył
oczy i jeszcze głębiej wbił w Harry'ego nieprzyjemny wzrok.</p>

<p>- A co to ma wspólnego ze mną?</p>

<p>- No... ee... - Chłopak
kręcił się pod wpływem tego spojrzenia, czując,
że traci całą odwagę. Ale musiał to powiedzieć,
dopóki jeszcze została mu jej chociaż odrobina. - No i
pomyślałem, że mógłbym spędzić święta
z... t-tobą.</p>

<p>Oczy Severusa rozszerzyły
się na chwilę, by sekundę później zamienić się w
ciskające błyskawicami czarne dziury.</p>

<p>- Nie, nie mógłbyś -
wycedził Snape, wkładając w słowa tyle przekonania, jakby
od tego zależało jego życie.</p>

<p>Harry poczuł, jak do jego serca
wkrada się nieprzyjemny chłód.</p>

<p>- Dlaczego?</p>

<p>- Nareszcie mam okazję
odpocząć od nieodpowiedzialnych, niepotrafiących
używać mózgów i czerpiących przyjemności z
prześladowania mnie swoim bezcelowym istnieniem uczniów i nie
pozwolę, aby jakiś napalony gówniarz plątał mi się pod
nogami i psuł mój zasłużony odpoczynek.</p>

<p>Harry wypuścił ze
świstem wstrzymywane do tej pory powietrze.</p>

<p>- Nie będę plątał
ci się pod nogami. To... to nie o to chodzi! I nie jestem gówniarzem! -
warknął, rozdrażniony odpowiedzią Snape'a. - Po prostu...
chciałbym, abyśmy spędzili te kilka dni razem. Nie chcę
być gdzie indziej. Chcę być z tobą.</p>

<p>Severus zacisnął usta.</p>

<p>- Wykluczone - warknął i
powrócił do jedzenia, tak jakby uważał ten temat za
zamknięty.</p>

<p>Harry zasępił się.
Plan A nie wypalił. Czas przejść do planu B. Planu, który
obmyśliła ślizgońska część jego natury. I
niezależnie od tego, jak bardzo jej nienawidził i się jej
wypierał, czasami była bardzo przydatna.</p>

<p>Odchylił się w fotelu i
westchnął.</p>

<p>- Och, szkoda... Wygląda na to,
że będę musiał jednak spędzić święta z
Weasleyami. Pójdę zaraz do dyrektora i poinformuje go, że nie
zostanę w Hogwarcie.</p>

<p>Severus poderwał nagle
głowę i spojrzał na Harry'ego z zaskoczeniem w oczach. Ale to
był jedynie przebłysk. I najwyraźniej udało mu się
szybko opanować, ponieważ jego rysy wyostrzyły się, a twarz
ściągnęła gniewnie. Wbił wzrok z powrotem w talerz i
zaczął jeść, ale Harry widział, że zmarszczka
pomiędzy jego brwiami znacznie się pogłębiła.</p>

<p>To była dziwna reakcja. Snape
wyglądał na... złego? Niby dlaczego? Powinien się chyba
cieszyć. A może zaskoczyło go po prostu to, że Harry w
końcu dał sobie spokój? Po chwili otwartego gapienia się, Harry
stwierdził jednak, że lepiej będzie, jeżeli przejdzie
już do sedna swojego planu, ponieważ przez to wszystko niemal
zapomniał, co miał powiedzieć.</p>

<p>Spojrzał w ogień,
wzruszył obojętnie ramionami i starając się brzmieć na
beztroskiego, kontynuował:</p>

<p>- Pani Weasley i Ginny z
pewnością się ucieszą, że do nich przyjadę.
Poproszę Ginny, żeby upiekła te ciasteczka, które tak uwielbiam.
Mam tylko nadzieję, że nie będzie chciała znowu mnie nimi
karmić... - Kątem oka zerknął na Severusa, który
przestał żuć i wyglądał, jakby zastanawiał
się, czy dokończyć i połamać sobie zęby, które
zaciskał w próbie zapanowania nad sobą, czy też wypluć to,
co miał w ustach i rzucić tym w Harry'ego.</p>

<p>Chłopak
uśmiechnął się do siebie w myślach. Zrobił
już niewielką szparę, ale musiał wiercić dalej, dopóki
Severus się nie złamie.</p>

<p>- Najgorsze będą te
przeklęte jemioły, które pani Weasley tak uwielbia rozwieszać w
każdym możliwym przejściu. Będę musiał bardzo
uważać, aby nie natknąć się na Ginny. A jeżeli mi
się nie uda, to... no cóż, głupio byłoby odmówić...
Nie chciałbym, aby się na mnie obraz...</p>

<p>Jego wywód został przerwany
nagłym, donośnym trzaskiem.</p>

<p>- Dosyć - wysyczał Snape,
zabierając dłoń ze stołu, w który przed chwilą
uderzył. - Jeżeli to jedyny sposób, aby cię uciszyć,
Potter, to...</p>

<p>- Czyli mogę zostać? - przerwał
mu Harry, nie potrafiąc powstrzymać radosnego uśmiechu.</p>

<p>Severus rzucił mu mordercze
spojrzenie.</p>

<p>- Skoro już musisz
wiedzieć, to nie zamierzam...</p>

<p>- Och, dziękuję! - Harry
wyszczerzył się, nie pozwalając mu dokończyć. -
Obiecuję, że będę tak cicho, że pewnie nawet mnie nie
zauważysz. Mogę nawet rzucić na siebie zaklęcie
wyciszające. Nie będę ci przeszkadzał. Chcę tylko...
być z tobą - dokończył, czując przyjemne ciepło w
żołądku, które promieniowało na całe ciało,
przenikając do serca.</p>

<p>Udało mu się! Spędzi
święta z Severusem! Miał ochotę skakać ze
szczęścia, ale wiedział, że gdyby spróbował to
zrobić, Snape mógłby bardzo szybko zmienić zdanie. Zresztą,
to była dopiero połowa sukcesu. Pozostała jeszcze jedna sprawa.</p>

<p>- Ekhem... Chciałbym cię
poinformować, że... - No dalej! Powiedz to! - ...nie będę
mógł przyjść jutro na szlaban. - Widząc, że wzrok
mężczyzny zmienia się z morderczego w obdzierający ze
skóry, dodał szybko: - Tonks urządza jutro bożonarodzeniową
imprezę w Hogsmeade. Wszyscy tam będą i ja też
chciałbym pójść. I pomyślałem, że... zapytam,
czy... mogę... - Harry cichnął powoli pod wpływem
wgniatającego go w fotel spojrzenia Snape'a. Zebrał się w sobie
i dodał: - Na pewno o tym słyszałeś. Dumbledore mówił,
że będziesz rozciągał bariery ochronne razem z innymi
nauczycielami, więc wiem, że będę bezpieczny. Naprawdę
chciałbym pójść. Mam nadzieję, że nie jesteś
zły.</p>

<p>Severus oderwał w końcu od
niego wzrok i prychnął:</p>

<p>- Miałbym być zły z
powodu tego, że chcesz zmarnować cały wieczór na bezsensowne
pląsy i paplanie o niczym w gronie swoich żałosnych
przyjaciół i tej różowowłosej niezdary, która nie potrafi
odróżnić pancerza buhorożca od własnego tyłka?</p>

<p>Harry westchnął z
frustracją.</p>

<p>- Aha, czyli jesteś zły.</p>

<p>Mężczyzna
prychnął ponownie i spojrzał w ogień. Harry spróbował
załagodzić sytuację:</p>

<p>- Nic mi nie będzie. Nie martw
się.</p>

<p>Severus rzucił mu kolejne
nieprzyjemne spojrzenie, ale tym razem nie skomentował tego. Harry
uznał to za pozwolenie, lecz nie drążył więcej tego
tematu, wiedząc, że Snape i tak jest już na granicy wybuchu.</p>

<p>To było niesamowite. Kiedyś
mężczyzna zrobiłby wszystko, aby nie pozwolić Harry'emu
spędzić przyjemnego wieczoru, a możliwe, że nawet
specjalnie zadałby mu dodatkową pracę, aby zniszczyć
wszystkie jego plany. Ale teraz...</p>

<p>Harry poczuł przyjemne
ciepło gdzieś wewnątrz siebie. Jego oczy uśmiechały
się, kiedy spojrzał na ciemną sylwetkę Mistrza Eliksirów,
na którego szatach igrały cienie rzucane przez drgające w kominku
płomienie.</p>

<p>Czuł, że jest coraz
bliżej. Coraz bliżej przebicia się przez te
wchłaniające światło, zmrużone oczy,
sięgnięcia poprzez zapiętą aż pod szyję
czarną szatę, muśnięcia tych miękkich,
okalających twarz włosów i owinięcia dłoni wokół
bijącego serca. Chciał złapać je mocno, przytulić do
piersi niczym największy skarb, a później zwinąć się w
kłębek wokół niego i słuchać jego powolnego,
uspokajającego bicia. I nigdy, przenigdy nie pozwolić, aby ktokolwiek
mu je zabrał.</p>

<p>Westchnął głęboko
i zmusił się, aby oderwać wzrok od Severusa i spojrzeć w
ogień.</p>

<p>Już niedługo je
zdobędzie. Wiedział, że jest coraz bliżej. Wyczuwał to
całym sobą.</p>

<p>***</p>

<p>- Och, spójrz na to!
"Przeplatana mocnym jak stal włosem jednorożca hebanowa
rączka, specjalnie selekcjonowane witki Topoli Drżącej, blisko
spokrewnionej z Wierzbą Bijącą, które sprawią, że nikt
cię nie zatrzyma." Och, jest piękna... - wyszeptał Ron,
wpatrując się jak urzeczony w znajdującą się na
wystawie sklepu z wyposażeniem do Quidditcha miotłę z najnowszej
serii Nimbusa, o dźwięcznej nazwie Promień.</p>

<p>Harry przytaknął,
chociaż i tak wolał swoją Błyskawicę. Zaczynał
być już zmęczony chodzeniem po Hogsmeade z Ronem i próbował
coś wymyślić, aby się od niego uwolnić. Hermionie
już się to udało. Skorzystała z nadarzającej się
okazji i zaszyła się w pierwszej księgarni, którą
napotkała. Ale Harry nie mógłby zrobić czegoś takiego.
Wciąż był obserwowany przez chodzącego za nim jak cień
profesora Flitwicka, którego zadaniem była chronienie go podczas pobytu na
przedświątecznym zakupach w wiosce czarodziejów.</p>

<p>Harry westchnął z frustracją
i rozejrzał się po wypełnionych czarownicami, czarodziejami i
uczniami Hogwartu ulicach miasteczka. Śnieg prószył tak gęsto,
jakby postanowił zasypać każdą dostępną
powierzchnię, tworząc trudne do przebycia zaspy. Co jakiś czas
do uszu Gryfona docierały śpiewane przez kolędników
świąteczne piosenki, ale nie potrafił wypatrzyć ich
źródła w otaczającej go ścianie białego puchu.</p>

<p>- Wejdźmy do środka! -
krzyknął Ron i wpadł do sklepu. Harry westchnął z
rezygnacją i poczłapał za nim. Kiedy byli już wewnątrz,
dołączył do nich także profesor Flitwick,
uśmiechając się z zakłopotaniem do Harry'ego. Widocznie
jemu także nie podobało się chodzenie krok w krok za Potterem.
Ale nie mógł przecież złamać nakazu dyrektora.</p>

<p>Harry odwrócił się
tyłem do niego i zacisnął zęby z bezsilnej
złości. Jak miał, do diabła, w takich warunkach kupić
prezent dla Snape'a? Szczególnie, że nawet nie wiedział, co
chciałby mu dać. Dlatego potrzebował trochę czasu w
samotności, aby mógł wybrać coś w spokoju i nie bać
się, że wszyscy zaczną go wypytywać "dla kogo
to?".</p>

<p>Spojrzał tęsknie w okno i
zamrugał, widząc przechodzącą obok sklepu
potężną sylwetkę Hagrida. W jego umyśle
zapłonęła lampka. Nie zwracając uwagi na grzebiącego
wśród szat do Quidditcha Rona, wypadł ze sklepu,
pośliznął się na śniegu i wpadł prosto w futrzane
palto półolbrzyma.</p>

<p>- Uważaj, Harry, bo jak rypniesz
w ten śnieg, nie będzie co zbierać - uśmiechnął
się Hagrid, stawiając go prosto i poklepując po plecach, co
poskutkowało tym, że Harry miał wrażenie, jakby jego
płuca się przemieściły.</p>

<p>- Mogę trochę
pochodzić z tobą po Hogsmeade? - wypalił Harry,
słysząc tupot biegnącego za nim profesora od Zaklęć. -
Mam kilka rzeczy do kupienia, a Rona nie można stąd
odciągnąć - wyjaśnił, wskazując kciukiem za
siebie.</p>

<p>- Och, Potter - sapnął
Flitwick, zatrzymując się przy Gryfonie. - Nie możesz
wykonywać takich gwałtownych zrywów. Utrudniasz mi zadanie. Och,
witaj, Hagridzie.</p>

<p>- Dobry, psorze. Harry poprosił
mnie o eskortę. To chyba nie problem?</p>

<p>Flitwick spojrzał z dołu na
półolbrzyma i skrzywił się:</p>

<p>- Ale postaraj się go nie
zgubić po drodze. I odprowadź później do Hogwartu. I tak mam
już po dziurki w nosie tych zasp - wymamrotał nauczyciel,
odwracając się i oddalając swoim charakterystycznym, kaczym chodem.</p>

<p>Harry wyszczerzył się do
przyjaciela.</p>

<p>- Wielkie dzięki.</p>

<p>- Się robi, Harry. Też nie
byłbym zachwycony, gdyby ktoś ciągle za mną
łaził. Co u ciebie?</p>

<p>Ruszyli powoli wzdłuż
przeludnionej ulicy. Podróżowanie z Hagridem było o tyle prostsze,
że wszyscy schodzili im z drogi. Harry nie martwił się o Rona.
Był tak pochłonięty sprzętem do Quidditcha, że zanim w
ogóle zauważy jego nieobecność, zdąży już pewnie
dawno wszystko załatwić i wrócić.</p>

<p>- Wszystko w porządku, poza tym,
że wszyscy traktują mnie tak, jakbym był jakimś cholernym złotym
jajkiem. Kruchym i drogocennym.</p>

<p>- A dziwisz się, Harry? Po tym
ataku na ciebie? Szczęście, żeś ocalał i możesz
teraz gadać tu ze mną. Po tym, co wyprawia się ostatnio w
Zakazanym Lesie, na miejscu dyrektora zamknąłbym cię w Hogwarcie
i nie pozwolił ci z niego wyłazić ani nawet wyściubiać
nosa poza jego mury.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- A co wyprawia się w Zakazanym
Lesie?</p>

<p>Hagrid skrzywił się, jakby
był zły na siebie.</p>

<p>- Znowu za dużo paplam... -
wymamrotał.</p>

<p>- Hagridzie - powiedział Harry z
naciskiem. - Co się dzieje w Zakazanym Lesie? Jeżeli to coś
niebezpiecznego, to powinienem chyba o tym wiedzieć, żebym mógł
się przygotować, prawda? Proszę, chociaż ty nie traktuj
mnie jak dziecko.</p>

<p>Hagrid zatrzymał się i
westchnął ciężko.</p>

<p>- No dobra... Ale nie możesz
nikomu o tym powiedzieć. Ani słówka.</p>

<p>Harry podniósł dłoń.</p>

<p>- Obiecuję.</p>

<p>Półolbrzym pokiwał
głową i wbił wzrok w zdeptany śnieg.</p>

<p>- Coś morduje zwierzaki.
Coś albo ktoś. I to w straszny, okrutny, przeokropny sposób.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Zwierzaki? Jakie zwierzaki? I po
co? Voldem... Przepraszam, Sam-Wiesz-Kto ma już swoje ciało i nie
potrzebuje krwi jednorożców.</p>

<p>Hagrid pokręcił
głową.</p>

<p>- To nie o to chodzi. Psor Dumbledore
myśli, że to jakieś... ćwiczenia. Bo ginie mnóstwo
różnych zwierzaków. Nawet ptaki.</p>

<p>- Ćwiczenia? - Nie brzmiało
to zbyt przyjemnie.</p>

<p>- Taa... w zabijaniu.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy,
czując jak jego serce przyspiesza.</p>

<p>- J-jak to?</p>

<p>- Niektóre zwierzaki zabiła
Avada, ale niektóre... - Hagrid zawiesił głos, jakby to, o czym
opowiadał, było zbyt przerażające.</p>

<p>- Co? - dopytywał się
Harry, czując nieprzyjemny uścisk w gardle.</p>

<p>- Niektóre bidule były
poobdzierane ze skóry, niektóre spalone, niektóre zamrożone, rozwalone na
kawałeczki, a nawet znalazłem jednego ptaka z... - Widząc przerażenie
malujące się na twarzy Harry'ego, Hagrid chyba w końcu
postanowił ugryźć się w język. - Chyba się
przymknę...</p>

<p>Harry nie potrafił uwierzyć
w to, co właśnie usłyszał. Czuł, że robi mu
się niedobrze, kiedy wyobraził sobie te wszystkie okropieństwa.</p>

<p>- To... straszne - zdołał w
końcu wydusić.</p>

<p>A Dumbledore to przed nim
ukrywał! Cholera, przecież sam często chodził po tym lesie.</p>

<p>- Nie wiadomo, co je zabiło?</p>

<p>Hagrid pociągnął nosem
i pokręcił głową.</p>

<p>- Psor twierdzi, że to
wygląda jak sprawka uczącego się "do zawodu"
Śmierciożercy. Podobno te bydlaki ćwiczą najpierw
klątwy na biednych zwierzakach, żeby potem rzucać je na ludzi.
Myśli, że to może być sprawka... - Hagrid zająknął
się, jakby nie chciało mu to przejść przez gardło -
...jednego albo kilku uczniów Hogwartu. Cholibka, Harry, nie
podejrzewałem, że dożyję takich czasów, kiedy dzieciaki
będą mordować zwierzaki w moim lesie, żeby
ćwiczyć się na Śmierciojadów. Gdybym tylko takiego
złapał... - Hagrid zacisnął wielką pieść, a
jego rysy wyostrzyły się. - Tylko że oni przyłażą
jedynie nocą. I muszą dobrze znać las, bo wybierają takie
drogi, co to ich nikt, poza psorami, nie zna.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.
Gdzieś w głębinach jego umysłu pojawiła się
bardzo nieprzyjemna myśl, ale błyskawicznie ją zdusił.
Była zbyt przerażająca.</p>

<p>- Mam nadzieję, że w
końcu go złapiecie. Albo ich. Mógłbym spróbować pomóc,
gdybym...</p>

<p>- Nie, Harry, nie mieszaj się w
to. Psor Dumbledore i tak ukręciłby mi głowę przy samym
siedzeniu, gdyby wiedział, że ci to wypaplałem.</p>

<p>Harry zasępił się.
Dlaczego wszyscy musieli traktować go jak dziecko? Dlaczego ukrywali przed
nim prawdę? Dlaczego nikt mu nie chciał niczego powiedzieć i
wszystko musiał wyciągać niemal siłą? Czy było
coś jeszcze, o czym nie wiedział? Na razie nie otrzyma odpowiedzi na
te pytania i musi się z tym pogodzić. Ale miał nadzieję,
że już niedługo...</p>

<p>Jego uwagę rozproszył
błysk po lewej stronie. Odwrócił głowę i zatrzymał
się tak nagle, że idący za nim ludzie niemal na niego wpadli.</p>

<p>Stał przed wystawą sklepu z
upominkami. Na jednej z półek znajdowała się figurka. A
właściwie dwie figurki, połączone ze sobą.
Lśniącego złotem lwa oplątał mieniący się
srebrzyście wąż. Przesuwał się powoli pomiędzy
jego łapami, ocierał łbem o miękką grzywę,
oplatał pierś i zakleszczał go w uścisku, a lew
odwdzięczał się lizaniem jego migoczących łusek.</p>

<p>Harry tylko stał i
wpatrywał się jak zaczarowany w to, co widział.</p>

<p>Obok stało kilka podobnych
figurek, symbolizujących domy w różnych kombinacjach, ale jego
interesowała tylko ta jedna.</p>

<p>- Zaczekaj tu, Hagridzie. Zaraz
wrócę - rzucił do przyjaciela i wszedł do sklepu.</p>

<p>Pomieszczenie wypełnione
było uczniami, którzy kupowali prezenty dla swoich bliskich. Harry
zauważył czwartorocznego na oko Ślizgona, który rumieniąc
się i rzucając wokół spłoszone spojrzenia, tak jakby
obawiał się zostać złapanym przez swoich kolegów,
kupował figurkę z wężem i borsukiem.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się pod nosem. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o sympatie i
antypatie pomiędzy domami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nie
będzie zwracał uwagi na stereotypy i pójdzie własną
drogą.</p>

<p>Tak, tylko że Ślizgon
mógł już stąd wyjść z prezentem, a Harry
wciąż stał na środku pomieszczenia, czując się
niezwykle głupio i nie mając odwagi podejść do lady. Ale pewnie
nie będzie musiał zbyt długo czekać...</p>

<p>- Och, pan Potter! -
zaszczebiotała ubrana w różowy fartuszek ekspedientka, klaszcząc
w dłonie. - To zaszczyt widzieć tu pana. Przyszedł pan po
prezent dla kogoś bliskiego?</p>

<p>...no właśnie.</p>

<p>- Ee... - wydukał Harry,
czując na sobie spojrzenia wszystkich zebranych w sklepie osób. - Ja...
ekhem... To znaczy... Przyjaciel poprosił mnie, żebym kupił
coś dla jego d-dziewczyny - wydusił, czując, że
zaschło mu w gardle. Sprzedawczyni rzuciła mu długie spojrzenie
i uśmiechnęła się.</p>

<p>- Och, a czy ten "przyjaciel"
chciałby coś konkretnego?</p>

<p>- Ekhem... tak. Bardzo podoba mu
się ta figurka z wystawy. Z lwem i... i... - Och, dlaczego ona
musiała uśmiechać się w taki denerwujący sposób? -
...wężem - dokończył, czując jak coś ściska
jego płuca. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na
zaglądającego przez okno Hagrida.</p>

<p>Pięknie, teraz wszyscy
będą już wiedzieć, że jego prawdopodobna dziewczyna
jest ze Slytherinu. Po prostu cudownie! Chyba że jakimś cudem
ktokolwiek uwierzył w tę bajeczkę o "przyjacielu", ale
widząc minę ekspedientki równie dobrze mógłby opowiedzieć o
stadzie goniących go krwiożerczych pufków, przez które musiał
ukryć się w tym sklepie, i które teraz czaiły się przed
wejściem, aby odgryźć mu stopy.</p>

<p>Na szczęście dziewczyna nie
komentowała już więcej, tylko wyjęła spod lady
figurkę i zapakowała ją, tłumacząc Harry'emu, że
jest zaczarowana w taki sposób, iż można "nagrać" na
niej jakiekolwiek słowa albo dźwięki i po wypowiedzeniu
odpowiedniej frazy, figurka będzie je odtwarzać.</p>

<p>Harry podziękował cicho,
zapłacił i wypadł ze sklepu jak burza, wciąż
czując na sobie jej rozbawiony wzrok.</p>

<p>Ale kiedy tylko znalazł się
na zewnątrz, przestało mieć to dla niego znaczenie.
Najważniejsze było, że w końcu znalazł odpowiedni
prezent dla Snape'a. Uśmiechnął się do siebie na samą
myśl o minie Severusa, kiedy zobaczy figurkę. Ale musiał ją
kupić! Była taka... perfekcyjna.</p>

<p>Harry zatrzymał się w
jeszcze kilku sklepach i kupił prezenty dla przyjaciół, a dla siebie
czerwoną, atłasową koszulę i czarny krawat na
świąteczną kolację.</p>

<p>Hagrid był bardzo przyjemnym
towarzyszem. Nie zadawał mu dociekliwych pytań i nie próbował
podejrzeć, co kupił. Z Ronem i Hermioną nie udałoby mu
się załatwić tego wszystkiego tak, aby nie skończyło
się na wielkiej kłótni. Okazało się, że Hagrid słyszał
o imprezie organizowanej przez Tonks i że tak, z chęcią się
na nią wybierze, jeżeli Harry go zaprasza, bardzo chętnie,
będzie mógł z nimi pogadać i w ogóle, bo tak rzadko mają
czas, aby go odwiedzić.</p>

<p>Na tę uwagę Harry'emu
zrobiło się trochę głupio. Snape tak bardzo
wypełniał każdą jego chwilę, że zapomniał o
całej reszcie świata. W ogóle to już od jakiegoś czasu
nosił się z zamiarem napisania listu do Lupina, ale ciągle coś
mu przeszkadzało. A raczej ktoś. A raczej spotkania z tym kimś.
I myślenie o tym kimś niemalże przez cały czas, kiedy tylko
się nie uczył albo nie spał.</p>

<p>Cholerny Snape!</p>

<p>Jego Snape.</p>

<p>Znalazł Rona w tym samym
sklepie, w którym go zostawił. Zaszył się w dziale z poradnikami
na temat skutecznych taktyk i technik obronnych i Harry bardzo się
namęczył, aby go stamtąd wyciągnąć. Hermionę
spotkali obok Trzech Mioteł. Miała pełną torbę
książek i zaczerwienione z podekscytowania policzki. Przez
całą drogę do Hogwartu opowiadała im o najnowszej serii
książek o numerologii, na które natknęła się w
księgarni i nie mogła się od nich oderwać.</p>

<p>Hagrid odprowadził ich aż
pod same wrota zamku, po czym pomachał i obiecał, że
spotkają się wieczorem na imprezie, a oni, nadal rozmawiając,
weszli do głównego holu i ruszyli do wieży Gryffindoru razem z innymi
powracającymi z Hogsmeade, podekscytowanymi uczniami.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy weszli do gospody, musieli
przystanąć, aby upewnić się, że trafili w odpowiednie
miejsce, ale obecność siwobrodego barmana i plątającej
się gdzieś za barem kozy potwierdziła ich przypuszczenia. Byli w
Świńskim Łbie, ale... jakże odmienionym.</p>

<p>Każdy skrawek głównej sali
przystrojony został kolorowymi łańcuchami, bombkami i
świecidełkami. Stoliki, nakryte iskrzącymi w świetle
płonących świec obrusami, zastawione były przeróżnymi
specjałami z Miodowego Królestwa. Na samym środku utworzono specjalne
miejsce do tańczenia, pokryte woskowanym parkietem w kolorze
błyszczącego gwiazdami ciemnogranatowego nieba.</p>

<p>- Jak tutaj pięknie... -
wyszeptała Hermiona, rozglądając się z zachwytem. - Sama to
zrobiłaś?</p>

<p>Tonks uśmiechnęła
się promiennie.</p>

<p>- Profesor Flitwick pomógł mi
trochę z podłogą, a profesor Sprout zrobiła girlandy z
kwiatów.</p>

<p>Pokiwali głowami z uznaniem i
poszli wybrać dla siebie stolik.</p>

<p>- A niech ją! - syknął
Ron, kiedy już zajęli miejsca, wpatrując się niczym
jastrząb w Ginny, która trzymała za rękę jakiegoś
wysokiego Krukona. Usiadła z nim w samym rogu pomieszczenia, rzucając
bratu od czasu do czasu pełne wyższości spojrzenia.</p>

<p>- Jak ona może tak bezczelnie...
trzymać go za rękę? I to na moich oczach! Pójdę tam zaraz
i...</p>

<p>- Siadaj! - Hermiona z pomocą
Harry'ego złapała go za koszulę i pociągnęła z
powrotem na miejsce. - Co ty wyprawiasz? Przecież oni nic nie robią!
A Ginny może chodzić z kim chce! Przestań wreszcie
zachowywać się jak skończony kretyn i daj jej trochę
swobody!</p>

<p>Ron rzucił swoje najbardziej
mordercze spojrzenie, ale nie zrobiło to na niej wrażenia.</p>

<p>- Powiedz coś, Harry - Hermiona
wbiła w niego wyczekujące spojrzenie.</p>

<p>- Ja... ee...</p>

<p>- Cześć wam! - Nagle
tuż obok ich stolika wyrosła Luna. Miała na sobie zieloną
sukienkę przypominającą obwieszoną bombkami i
łańcuchami choinkę. A na głowie wielką,
złotą gwiazdę. - Mogę się do was przysiąść?</p>

<p>- Jasne! - Harry jako pierwszy
zrobił jej miejsce, wdzięczny za wybawienie go od konieczności
wmieszania się w kolejną kłótnię przyjaciół. Miał
ich powoli dosyć, a impreza nawet się jeszcze na dobre nie
zaczęła.</p>

<p>- Ekhem... - Głos
dobiegający ze środka sali zmusił ich do zamilknięcia i do
spojrzenia na stojącą w centralnym miejscu parkietu Tonks. -
Chciałam was bardzo serdecznie powitać i podziękować za
przybycie. Mam nadzieję, że będziemy się świetnie
bawić i że ten wieczór zbliży nas do siebie... - Czy Harry'emu
się wydawało czy spojrzenie Tonks rzeczywiście na ułamek
sekundy spoczęło na siedzącej tuż obok niego Lunie? -
...jeszcze bardziej niż byliśmy... zbliżeni do tej pory. Ekhem,
chyba wszystko poplątałam. - Machnęła ręką i
uśmiechnęła się z zakłopotaniem. - Mniejsza z tym.
Jedzcie, pijcie i bawcie się tak dobrze, jakby mnie tu wcale nie
było. - Kiwnęła różdżką w stronę
stojącego w kącie gramofonu, z którego zaczęły
wypływać skoczne dźwięki świąteczno-imprezowych
piosenek Fatalnych Jędz, Strachów Na Lachy i wielu innych czarodziejskich
zespołów. Harry większości z nich kompletnie nie znał, ale
szybko dał się wciągnął we wspólne śpiewanie
razem z Ronem, Hermioną, Luną i Tonks, która także
przysiadła się do ich stolika.</p>

<p>Do obowiązkowej kolejki piwa
kremowego Nimfadora wyciągnęła z kieszeni swojego czarnego,
nabijanego srebrnymi nitami płaszcza butelkę czegoś
"specjalnego", co po złożeniu przysięgi, że nie
powiedzą o tym żadnemu innemu nauczycielowi, dolała im do piw.</p>

<p>Harry stwierdził, że
smakowało podobnie jak martini, które pił u Snape'a, ale o wiele
bardziej paliło w język. I było trochę gorzkie, ale
dzięki temu idealnie równoważyło słodycz piwa kremowego.
Tonks nalała sobie potrójną porcję i uśmiechnęła
się szeroko.</p>

<p>Policzki Luny już po pierwszej
kwarcie piwa niebezpiecznie się zaczerwieniły. Zaczęła im
opowiadać o spisku, w którym Ministerstwo próbowało zatuszować
swoje akty terroru i napaści wobec żyjących samotnie czarownic,
podejrzewając je o porywanie i zjadanie mugolskich dzieci. Ale jej ojciec
odkrył ich sposoby działania i opublikował je w
"Żonglerze", za co próbowali go zamknąć w Azkabanie,
aby go uciszyć. Wszyscy słuchali jej z pobłażliwymi
uśmiechami na ustach. Nawet Neville, który także się do nich
dosiadł. Wszyscy, oprócz Tonks, która wpatrywała się w nią
tak, jakby wierzyła w absolutnie każde jej słowo. Po trzeciej
kolejce piwa "z dodatkiem" Luna uciszyła się i stała
się dziwnie małomówna. Kołysała się tylko z boku na
bok, wbijając rozmyty wzrok w stolik i od czasu do czasu zerkając na
zaśmiewającą się do łez z dowcipów Rona Tonks.. A
Harry tylko sączył swój napój i przyglądał się jej z
coraz większym zainteresowaniem.</p>

<p>Kilka par odważyło się
w końcu i zaczęło tańczyć na parkiecie. Tonks jednym
silnym pociągnięciem posadziła Rona na miejscu, kiedy
chciał się zerwać i odciągnąć Ginny od przytulającego
ją w tańcu Krukona. Po jakimś czasie do ich stolika
dosiadła się nieznana dziewczyna, która przedstawiła się
jako Anastassy Lipswic i wytłumaczyła, że przyszła razem z
Ginny i jej chłopakiem Gregorym. Nieśmiało zapytała, czy
może się dosiąść, a rozbawione towarzystwo z
chęcią jej na to pozwoliło. Zajęła miejsce naprzeciw
Harry'ego i wlepiła w niego maślany wzrok.</p>

<p>Kiedy Tonks zaczęła
rozmawiać z Neville’em o Zielarstwie, Ron i Hermiona zerkali na siebie
przelotnie i szeptali coś do siebie, a Luna wbiła spojrzenie w
trzymany w ręku na wpół opróżniony kufel, błądząc
myślami gdzieś daleko, Anastassy odchrząknęła i
posłała Harry'emu nieśmiałe spojrzenie.</p>

<p>- Jesteś tu sam, Harry? -
zapytała cichym, drżącym głosem.</p>

<p>Oho...</p>

<p>W głowie chłopaka
zapaliła się lampka ostrzegawcza z napisem: Uwaga, kolejna
"mała Ginny"!</p>

<p>- Ee... No niezupełnie. Jest
Ron, Hermiona, Neville, Luna, T...</p>

<p>Dziewczyna zachichotała,
rumieniąc się.</p>

<p>- Jesteś taki zabawny... - Harry
spojrzał na nią tępo. - Chodziło mi o to, czy... no
wiesz... czy masz dziewczynę?</p>

<p>Harry poczuł
napływający na policzki rumieniec.</p>

<p>- Tak, mam. Ale nie tutaj. Ona... nie
mogła przyjść.</p>

<p>- Jest z Hogwartu? - dopytywała
się Krukonka. - Posępnie skinął głową,
wpatrując się intensywnie w swoje piwo. - Jest ze... Slytherinu?</p>

<p>Harry poderwał głowę.</p>

<p>- Co?</p>

<p>Rozmowy przy stole nagle
ucichły. Harry niemal wyczuwał wibracje przysłuchujących
się z zaciekawieniem kilku par uszu.</p>

<p>- Skąd ci to...? Kto ci to...? -
zaczął się jąkać.</p>

<p>Dziewczyna zarumieniła się.</p>

<p>- Tak słyszałam. Dzisiaj po
południu. McMillan z czwartego roku Gryffindoru opowiadał o tym
Pettersenowi i Ciddy'emu. A oni później...</p>

<p>- To brednie! - wycedził szybko
Harry, widząc pełen niedowierzania wzrok, którym wpatrywał
się w niego Ron. Och, już sobie wyobrażał tę
awanturę, gdyby przyjaciel naprawdę uwierzył, że Harry
chodzi z kimś ze Slytherinu.</p>

<p>- Och, Harry! - Hermiona
uśmiechnęła się. Nie wyglądała na
zaskoczoną, raczej na nieco już wstawioną. - Przecież to
oczywiste. W innym wypadku nie ukrywałbyś tego przed nami. To
widać. Ostatnio ciągle jesteś jakiś nieobecny,
uśmiechasz się sam do siebie, ciągle gdzieś odpływasz
myślami. Jeżeli to nie są objawy zakochania, to ja nie nazywam
się...</p>

<p>- Wiedziałaś o tym? -
wpadł jej w słowo Ron. - Wiedziałaś i nic mi nie
powiedziałaś?</p>

<p>- Podejrzewałam - poprawiła
go Hermiona. - Zresztą, gdybyś zwracał uwagę na coś
więcej poza obiadem, sam mógłbyś to zobaczyć.</p>

<p>- Dlaczego mi nie
powiedziałeś? - Ron puścił mimo uszu uwagę Gryfonki i
wbił w Harry'ego rozżalone spojrzenie. - Jestem twoim najlepszym
przyjacielem! Powinienem wiedzieć, że...</p>

<p>- To sprawa Harry'ego -
wtrąciła się nagle Luna. Wszyscy spojrzeli na nią z
zaskoczeniem. Przez ostatnie pół godziny nie odezwała sie ani
słowem. - To sprawa Harry'ego, co i z kim robi. Musiał mieć
ważny powód, że wam nie powiedział. Gdybym była nim, to
też nic bym wam nie powiedziała. I nie możecie tego
wymagać. Harry nie chce o tym rozmawiać. Prawda? - Spojrzała na
niego z determinacją.</p>

<p>Harry przez chwilę patrzył
na nią z zaskoczeniem, ale kiedy doszedł do siebie,
uśmiechnął się z wdzięcznością i
skinął głową.</p>

<p>- Prawda. Dzięki, Luno.</p>

<p>Ron, który najwyraźniej też
w końcu doszedł do siebie, prychnął tylko, uznając
najwyraźniej, że nie warto słuchać Luny i otworzył
usta, żeby dalej zamęczać Harry'ego pytaniami, ale
powstrzymała go Hermiona, łapiąc za ramię i mocno
ściskając. Chłopak spojrzał na nią ze
złością, lecz widząc jej intensywny wzrok, mówiący
"jeszcze jedno słowo, a będziesz miał kłopoty!"
szybko zrezygnował i spuścił oczy, wbijając je w swoje
piwo.</p>

<p>- Masz rację, Luno -
powiedziała w końcu Hermiona. - Przepraszam, Harry. Nie powinnam
cię tak naciskać.</p>

<p>Harry wzruszył ramionami i
napił się piwa. Chciał po prostu, aby ten temat został
zamknięty. Wiedział, że nie powinien kupować prezentu dla
Severusa przy tylu uczniach. Plotki w Hogwarcie roznoszą się szybciej
niż smród łajnobomb. Ale miał gdzieś, co będą
podejrzewać. Jak długo nie będą go tym zamęczać i
nie domyślą się prawdy, mogą myśleć sobie, co
chcą. Nawet lepiej, że podejrzewają kogoś ze Slytherinu. To
przynajmniej dobra wymówka, dlaczego nie chce im o tym powiedzieć i
dlaczego nigdy nie przedstawi im swojej ukochanej.</p>

<p>- Ekhem... - Tonks
odchrząknęła, chcąc najwyraźniej przerwać tę
nieprzyjemną ciszę, która zapadła. - To co się robi z tymi
krzyżówkami mandragor i śnieguliczki, kiedy już się je
przesadzi? - zwróciła się do Neville'a, tak jakby wcale nie przerwali
rozmowy. Ale Harry zauważył, że co chwilę zerka na
Lunę, a w jej oczach błyszczy coś... dziwnego. Jakby coś
ją trapiło.</p>

<p>Luna powróciła do wgapiania
się w swój kufel, Hermiona zaczęła szeptać coś Ronowi,
a Anastassy, cała czerwona na twarzy, uśmiechnęła się
do Harry'ego ze skruchą.</p>

<p>- Przepraszam... -
szepnęła. - Nie chciałam...</p>

<p>- Nieważne. - Gryfon
machnął ręką. "I tak w końcu by się
dowiedzieli" - dodał w myślach.</p>

<p>Z gramofonu zaczęły
dobiegać dźwięki jakiejś nastrojowej ballady.
Światła przygasły, a na parkiet wyszło więcej par.</p>

<p>Anastassy rzuciła Harry'emu
długie spojrzenie i oblizała wargi.</p>

<p>- Tak się zastanawiałam...
Czy... czy chciałbyś ze mną zatańczyć?</p>

<p>Harry niemal zakrztusił się
piwem.</p>

<p>- Co? - zapytał,
zdezorientowany.</p>

<p>Tańczyć? On? To chyba
jakiś żart. Mało zabawny żart.</p>

<p>- Nie, dziękuję, mam...
boli mnie kostka - wymamrotał pierwsze kłamstwo, które przyszło
mu do głowy. Dziewczyna westchnęła i spojrzała tęsknym
wzrokiem na przytulające się do siebie pary. Do uszu Harry'ego
dotarły słowa śpiewanej kobiecym głosem piosenki:</p>

<p>No you don't know the one</p>

<p>Who dreams of you at night</p>

<p>And longs to kiss your lips</p>

<p>Longs to hold you tight</p>

<p>Oh I am just a friend</p>

<p>That's all I've ever been</p>

<p>Cause you don't know me**</p>

<p>- Bardzo lubię tę
piosenkę - wtrąciła Anastassy, spoglądając na
Harry'ego z nieśmiałym i pełnym nadziei uśmiechem na
różowych ustach. Harry
wsłuchał się w tekst.</p>

<p>I never knew the art of making love</p>

<p>No my heart aches with love for you</p>

<p>Afraid and shy I let my chance go by</p>

<p>The chance that you might love me
too**</p>

<p>"Litości" -
jęknął w myślach i w ostatniej chwili powstrzymał
palącą chęć uderzenia czołem o stół.
Spojrzał na wpatrującą się w niego błyszczącymi oczyma
dziewczynę. Nie można powiedzieć, że była brzydka.
Miała długie, kasztanowe włosy i oczy w kolorze piwa kremowego,
ale.... ale nie była nim. Nie miała tych demonicznych oczu ani
rozmiękczającego kolana uśmiechu. Gdyby nie siedziała przed
nim i nie próbowała go tak bezczelnie podrywać, Harry w ogóle nie
zwróciłby na nią uwagi.</p>

<p>- Może... - odezwała
się po chwili. - Może jednak...</p>

<p>- Zaraz wracam - przerwał jej
Harry, podnosząc się szybko z miejsca. Podszedł do Ginny,
wtulającej się w szyję swojego chłopaka i
odchrząknął.</p>

<p>Dziewczyna odwróciła się
szybko i rozszerzyła oczy, widząc stojącego za nią
przyjaciela.</p>

<p>- Och, witaj Harry -
uśmiechnęła się.</p>

<p>- Muszę z tobą pogadać
- wycedził. - Teraz.</p>

<p>Ginny zmarszczyła brwi, ale
skinęła głową, po czym spojrzała na swojego
chłopaka.</p>

<p>- Zaraz wracam, Greg.</p>

<p>Wstała, pocałowała go
w policzek i pozwoliła się Harry'emu odciągnąć w
kąt pomieszczenia.</p>

<p>- Kim jest ta dziewczyna, którą
przyprowadziłaś, i czego ona ode mnie chce? - zapytał,
wbijając w nią rozdrażnione spojrzenie.</p>

<p>Ginny spojrzała ponad jego
ramieniem i roześmiała się.</p>

<p>- Anastassy? Jest z czwartego roku i
śmiertelnie się w tobie kocha. To siostra Grega. Zamęczała
nas, żebyśmy ją zabrali, kiedy dowiedziała się,
że też tu będziesz. Nie bądź dla nie taki surowy,
Harry.</p>

<p>- Co? Zakochana we mnie? - Harry
wybałuszył oczy i spojrzał przez ramię. Anastassy
pomachała mu, uśmiechając się promiennie. - Ale ona mnie w
ogóle nie zna. Zresztą, nic mnie to nie obchodzi. Ona przez cały czas
zamęcza mnie, żebym z nią zatańczył - wycedził
przez zaciśnięte zęby.</p>

<p>- No to zrób to. Nie widzę
problemu. Uszczęśliwisz ją i może w końcu się od
ciebie odczepi.</p>

<p>- Nie rozumiesz. Ja nie
tańczę. Nie umiem tańczyć. Nie lubię ta... Co ty
robisz? - zawołał zaskoczony, kiedy Ginny pociągnęła go
na parkiet. Zachwiał się i w ostatniej chwili złapał
równowagę, ponieważ po trzech kolejkach piwa kremowego z ekstra
dodatkiem od Tonks kręciło mu się już w głowie i
zaczął mieć poważne problemy z koordynacją
ruchową.</p>

<p>- Pokazuję ci, jak się
tańczy - roześmiała sie Ginny, łapiąc go za ręce
i przyciągając do siebie. - Spojrzała w bok i pomachała do
siedzącego przy stoliku Grega, tak jakby dawała mu znak, że
wszystko jest w porządku. Mrugnęła do niego i z powrotem
zwróciła się do zaskoczonego Harry'ego. - Podczas balu
bożonarodzeniowego w czwartej klasie nawet całkiem dobrze ci
szło, ale musisz popracować nad techniką - Ginny
położyła jego rękę na swojej talii i złapała
go za drugą. - A teraz zamknij oczy i spróbuj zapamiętać kroki.
W lewo. W prawo. Krok do tyłu. Świetnie. Teraz w bok i obrót. -
Puściła go, zrobiła piruet i przyciągnęła go z
powrotem do siebie. Owionął go migdałowy zapach jej perfum.
Poczuł na twarzy muśniecie miękkich loków. - Brawo,
właśnie tak. I jeszcze raz. W lewo...</p>

<p>To dziwne, ale tańczenie z Ginny
wcale nie było takie trudne. Może to dzięki
krążącemu w żyłach alkoholowi. Nie czuł się
taki spięty, jak dwa lata temu. Nie czuł na sobie tej presji,
którą wywoływało kilkadziesiąt par wpatrujących
się w niego oczu. Wystarczyło tylko zapamiętać kroki. Nie,
to wcale nie było takie skomplikowane. A nawet jeżeli
głębiej by się nad tym zastanowić, to całkiem mu
się to podobało. I dzięki temu, że przez cały czas
miał zamknięte oczy, mógł wyobrażać sobie, że
tańczy z Severusem.</p>

<p>Nie, to była głupi myśl.
Obaj nienawidzili tańczyć. Ale może... może kiedyś...</p>

<p>Mógłby wtedy stanąć
bliżej niego. O, właśnie tak. I owinąć ramiona
wokół jego pasa, czując pod palcami szorstkie szaty,
szeleszczące cicho wokół nich. Tak jak teraz. I mógłby położyć
głowę na jego ramieniu i...</p>

<p>...i wtedy usłyszał
zdezorientowany głos Ginny:</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, Harry?</p>

<p>Jej słowa zmieszały
się z nagłym, nieprzyjemnym uczuciem wzrostu napięcia, które
spowodowało, że wszystkie włoski na jego ciele uniosły
się. Harry otworzył oczy, a jego wzrok padł na drzwi. Drzwi, w
których stał Dumbledore i... Snape.</p>

<p>Harry potknął się o
własne nogi, zachwiał, pociągnął za sobą
Gryfonkę i wylądował na podłodze. A Ginny na nim.
Potrzebował chwili, aby się otrząsnąć i wypluć z
ust jej włosy. Kiedy mu się to udało i zerknął w
kierunku drzwi, niemal udławił się własnym językiem,
widząc spojrzenie, które wbijał w niego Severus.</p>

<p>Mroziło.</p>

<p>Szybko zrzucił z siebie
zaskoczoną Gryfonkę i zerwał się na równe nogi. Greg
podbiegł do swojej dziewczyny i pomógł jej się
podnieść, ale Harry nie zwracał na to uwagi. Próbował nie
drżeć pod wpływem lodowatego, płonącego
wściekłością spojrzenia Severusa. Czuł, że gdyby
tylko byli tutaj sami, nie wyszedłby z tej konfrontacji bez szwanku.</p>

<p>Tonks niemal opluła się
swoim piwem, widząc podchodzącego do niej, uśmiechniętego
dyrektora. Zerwała się na równe nogi, aby go powitać, ale
Dumbledore ręką dał jej znak, aby nie wstawała. Przez
zasłonę lodowatego przerażenia, które go ogarnęło,
Harry usłyszał uspokajający głos dyrektora, iż
wpadł tylko na chwilkę, aby zobaczyć czy wszystko w
porządku i czy dobrze się bawią. A profesor Snape był na
tyle uprzejmy, że zgodził się mu towarzyszyć.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i wbił wzrok w podłogę, próbując uciec
przed tym morderczym spojrzeniem, które niemal wypalało mu dziurę w
czaszce. Dlaczego miał wrażenie, że właśnie
narobił sobie bardzo, ale to bardzo poważnych kłopotów?</p>

<p>- Harry, wszystko w porządku? -
usłyszał zmartwiony głos Ginny. - Nagle stałeś
się bardzo blady. Źle się czujesz?</p>

<p>Harry pokręcił głowa.</p>

<p>- Nie, to tylko... to piwo. Za
dużo piwa. Tak. Lepiej usiądę. Dzięki - wymamrotał
nieskładnie, podchodząc do stolika i ciężko opadając
na krzesło, ponieważ poczuł, że jego kolana drżą.</p>

<p>Kurwa! Jak to musiało
wyglądać? Co Severus sobie mógł pomyśleć? Że on i
Ginny...</p>

<p>Nie!</p>

<p>Z przerażeniem spojrzał
jeszcze raz na drzwi, ale zarówno dyrektor, jak i mroczna sylwetka Mistrza
Eliksirów zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. Jednak
unosząca się w powietrzu groźba pozostała i Harry
poczuł, że potrzebuje czegoś mocniejszego, aby wyrzucić
ją ze swojej głowy.</p>

<p>- Muszę się napić -
sapnął, łapiąc piwo kremowe Tonks i wypijając je
niemal duszkiem.</p>

<p>- Czyli kostka przestała
cię już boleć - powiedziała cicho Anastassy. Harry
spojrzał na nią ze zdziwieniem. O czym ona mówiła? Był
teraz tak roztrzęsiony, że wszystko, co nie wiązało
się ze Snape'em, który przed chwilą niemal zamordował go
wzrokiem, wyparowało z jego umysłu. - No bo pomyślałam, że
skoro tańczyłeś z Ginny, to moglibyśmy zatańczyć
teraz razem...</p>

<p>O nie!</p>

<p>Harry złapał resztkę
swojego piwa, wstał bez słowa, tak jakby w ogóle nie
usłyszał wypowiedzi dziewczyny, po czym złapał
zaskoczoną Lunę za rękę i odciągnął ją
na bok, do najbliższego wolnego stolika.</p>

<p>- Czy możemy tu chwilę
posiedzieć? - zapytał, kiedy z westchnieniem opadł na
krzesło. - Może w końcu jej się znudzi i sobie pójdzie -
szepnął, wskazując głową na stolik za sobą.</p>

<p>- Nie ma sprawy - mruknęła
Luna, obserwując Harry'ego uważnym wzrokiem. Przeniosła
spojrzenie na zamknięte drzwi, a później z powrotem na
wpatrującego się ponuro w iskrzące się na obrusie cekiny
Harry'ego.</p>

<p>- Nie martw się, Harry -
szepnęła po chwili namysłu. - Przejdzie mu. Wcale nie
wyglądało, jakbyś z nią tańczył, a później
ją obmacywał, a później... jakby na tobie leżała. To
znaczy... może trochę.</p>

<p>- Bardzo ci dziękuję -
wymamrotał, marząc jedynie o kolejnej porcji piwa z ekstra dodatkiem.
A może lepiej o dodatku z piwem.</p>

<p>- To chyba dobrze, że jest o
ciebie zazdrosny? To znaczy, że mu na tobie zależy. Gdyby mu nie
zależało, nie byłby zazdrosny - wyjaśniła Luna,
chociaż język trochę jej się plątał.</p>

<p>- Taa - mruknął Harry,
zerkając do tyłu na swoich roześmianych i rozgadanych
przyjaciół, a następnie przenosząc wzrok ponownie na
siedzącą obok niego Krukonkę. Zmarszczył brwi, kiedy
dostrzegł na jej twarzy autentyczny... smutek. - Wszystko w porządku?
- zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się i
spuściła wzrok. Miała zarumienione policzki i wodniste oczy.
Wyglądała, jakby zmagała się ze sobą. Spojrzała
na opowiadającą coś z entuzjazmem Tonks i ponownie
spuściła wzrok.</p>

<p>- Tak, tylko... tak się
zastanawiam. Jak sobie z tym radzisz, Harry? To znaczy... czy on nie ma nic
przeciwko temu, że jesteś taki młody?</p>

<p>Harry zamrugał. Luna
wyglądała na bardzo poważną. W zasadzie to nigdy nie
widział na jej twarzy wyrazu takiego... zagubienia.</p>

<p>- N-nie. Chyba raczej nie -
odparł niepewnie. - To znaczy... - Zamyślił się. Severus
jakoś nigdy nie robił z tego problemu, o ile sobie dobrze
przypominał. Chyba nie przeszkadzało mu to, że Harry miał
tylko szesnaście lat i był od niego ponad dwa razy młodszy.
Wyglądało nawet na to, że to... lubił. - Nie, nie
wydaję mi się. - To było dziwne rozmawiać o tym z
Luną. Ale była jedyną osobą w całej szkole, która
znała jego tajemnicę. I wydawała się ją w pełni
akceptować.</p>

<p>- No właśnie - odparła
marszcząc brwi. - Przecież to nie powinien być problem. Tak samo
jak to, że on jest twoim nauczycielem. Prawdziwa miłość lat
nie liczy. Tak mawiała moja mama - uśmiechnęła się do
niego niepewnie. Dlaczego miał wrażenie, że wcale nie rozmawiali
o nim? - Kochasz go, prawda? - zapytała po chwili wahania.</p>

<p>- Co? - Harry wytrzeszczył oczy</p>

<p>Kochać? Severusa? Co to w ogóle
za pytanie? Jak w ogóle...? Nie mógł... Nie, to nie... Poczuł,
że się rumieni i nie potrafi tego powstrzymać.</p>

<p>- Lubisz z nim przebywać? -
zapytała w końcu rzeczowo, widząc, że Harry
najwyraźniej stracił mowę.</p>

<p>- Co? Tak, jasne - wymamrotał,
wbijając wzrok w stół.</p>

<p>- Tęsknisz za nim w każdej
sekundzie, kiedy się z nim nie widzisz?</p>

<p>- Ee... chyba tak. Raczej tak.</p>

<p>- Mógłbyś zrobić dla
niego wszystko, łącznie z tym, co pozornie wydaje się szalone?</p>

<p>- Myślę, że tak -
odparł ostrożnie, zagryzając wargę.</p>

<p>- Chciałbyś
spędzać z nim każdą wolną chwilę?</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie.</p>

<p>- O tak...</p>

<p>- I chciałbyś, żeby
tak było zawsze?</p>

<p>Harry podniósł głowę i
spojrzał na Krukonkę. Jej rozmarzony wzrok utkwiony był w
zmieniającej właśnie kolory włosów jak w kalejdoskopie,
roześmianej Tonks.</p>

<p>- Uhm - mruknął,
czując, że policzki płoną mu coraz bardziej.</p>

<p>- To oznacza, że go kochasz -
odparła cicho Luna, odrywając wzrok od Tonks i spoglądając
na Harry'ego. Uśmiechnęła się smutno i spuściła
głowę. Ale Harry zdążył zauważyć
pękniecie w jej dużych, błękitnych oczach.</p>

<p>To znaczy, że go kochasz</p>

<p>Dziwne, ale dokładnie takie samo
pęknięcie poczuł właśnie w swojej piersi.</p>

<p>I ono... bolało.</p><empty-line /><p>* "Merry Christmas
everyone!" by Shakin' Stevens</p>

<p>** "You don't know me" by
Jann Arden</p>

<p>Tłum:</p>

<p>"Nie znasz tej osoby,</p>

<p>Która śni o Tobie w nocy,</p>

<p>Pragnie całować twoje usta,</p>

<p>I pragnie tulić Cię mocno.</p>

<p>Och, jestem tylko koleżanką</p>

<p>I tylko tym zawsze byłam</p>

<p>Ponieważ nie znasz mnie"</p>

<p>"Nigdy nie znałam sztuki
uprawiania miłości</p>

<p>Moje serce cierpi z miłości
do ciebie</p>

<p>Jestem zbyt przestraszona i
nieśmiała i pozwalam, aby moja szansa odeszła</p>

<p>Szansa na to, abyś Ty pokochał
mnie także"</p>

<p>_________________</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 33 ---</strong></p>

<p><strong>33. "Let's get a
party"</strong></p>

<p>Część 2</p>

<p>Późnym wieczorem
dołączył do nich Hagrid. Wszedł trochę niepewnie i
przez chwilę stał w drzwiach, rozglądając się z
wyrazem bezbrzeżnego zdumienia na twarzy.</p>

<p>- Tutaj, Hagridzie! - Tonks
pomachała do niego i zaprosiła go do stolika. - Co dla ciebie? -
zapytała, kiedy półolbrzym umościł się już
pomiędzy nią a Harrym.</p>

<p>- Och, to co zawsze. - Hagrid
machnął wielką dłonią. - Stary Aberfoth będzie
wiedział.</p>

<p>I rzeczywiście po kilku chwilach
barman postawił przed nim ogromny kufel czegoś, co parowało i
ziało alkoholowym aromatem tak bardzo, iż Tonks i Harry byli zmuszeni
odsunąć się nieznacznie, ponieważ mieli wrażenie,
jakby coś przewiercało im dziurki w nosach.</p>

<p>- Co się stało z tą
knajpą? - zapytał, kiedy wziął potężny łyk i
z zadowolonym uśmiechem na twarzy wytarł brodę. - Na Merlina,
wygląda jakby ktoś wpuścił tutaj lukrowego gnoma.</p>

<p>- Co to są lukrowe gnomy? -
zapytał Ron, marszcząc brwi.</p>

<p>- To takie małe tałatajstwa,
co to łażą tylko i próbują wszystko ozdabiać
kokardami, kwiatkami i różnymi śmieciami. Wygląda, jakby
ktoś wpuścił ich tu całe stado.</p>

<p>Hermiona odchrząknęła,
Neville spuścił głowę, a Tonks zaczerwieniła się
tak bardzo, że jej włosy przybrały barwę purpury.</p>

<p>Hagrid spojrzał na nich ze
zdziwieniem i po chwili jego oczy rozszerzyły się w zrozumieniu.
Zarumienił się i wymamrotał w swoją brodę:</p>

<p>- Oj, chyba niepotrzebnie...</p>

<p>- Nie, nie przejmuj się. - Tonks
machnęła ręką. - Chciałam po prostu, żeby
było ładnie. Ale chyba trochę przesadziłam. -
Rozejrzała się po sali z wyraźnym przygnębieniem na twarzy.</p>

<p>- No, może tr... -
zaczął Ron, ale urwał i jęknął boleśnie.
Spojrzał z wyrzutem na Hermionę i zaczął rozmasowywać
sobie bok.</p>

<p>- Wszystko jest bardzo ładnie przystrojone.
Naprawdę nam się podoba. Prawda, Ron? - zapytała Gryfonka,
wbijając w chłopaka intensywne spojrzenie.</p>

<p>- Taa, bardzo ładnie... -
wymamrotał, nadal rozmasowując sobie bok.</p>

<p>- Naprawdę ładnie -
dodał Neville, uśmiechając się zachęcająco.</p>

<p>- Tak, bardzo - dorzuciła
Anastassy.</p>

<p>Harry poczuł na sobie
wyczekujące spojrzenia. Upił łyk piwa i zmarszczył brwi.</p>

<p>- Co? - zapytał. Przed
chwilą układał w głowie wyjaśnienie "incydentu z
Ginny" dla Snape'a, i nawet nie wiedział, o czym przyjaciele
rozmawiali. A teraz wszyscy się na niego gapili tak, jakby czegoś od
niego oczekiwali. - O co chodzi? - powtórzył, nieco rozdrażniony. Z
opresji wybawił go cichy, nieco rozmarzony głos Luny:</p>

<p>- Piękne... - Wszystkie oczy
skierowały się na nią. Dziewczyna podpierała dłońmi
brodę i wpatrywała się w Tonks. - Wszystko, na co spojrzę,
jest takie piękne.... - wyszeptała. Wyglądała jak
zahipnotyzowana.</p>

<p>Tonks zarumieniła się i
spuściła głowę.</p>

<p>Harry dostrzegł marszczące
się w zamyśleniu brwi Hermiony i postanowił, że czas wkroczyć
do akcji.</p>

<p>- To... ee... Co słychać,
Hagridzie? Jak tam krakwaty?</p>

<p>- Och, wspaniale wyrosły.
Gdybyś widział, jakie mają teraz kły... ostre jak szpilki.
Mogłyby podziurawić was jak ser, gdyby złapały. - Hagrid
wyszczerzył się i napęczniał z dumy. - Chcielibyście
je obejrzeć?</p>

<p>- Nie.</p>

<p>- Nie ma takiej potrzeby.</p>

<p>- Nie kłopocz się.</p>

<p>Chór mamroczących głosów
sprawił, że Hagrid posmutniał i spuścił
głowę.</p>

<p>- Co masz zamiar z nimi zrobić,
Hagridzie? - zapytała rzeczowo Hermiona, widząc przygnębienie na
twarzy przyjaciela. - Dyrektor chyba... nie pozwoli ci ich zatrzymać,
prawda?</p>

<p>- Och, psor Dumbledore to swój
gość, ale... inni nauczyciele nie są zachwyceni. Psor McGonagall
mówi, że one są za niebezpieczne, aby pokazywać je dzieciakom.</p>

<p>Hermiona i Ron wymienili spojrzenia.
Hagrid nie uważał żadnego zwierzęcia za niebezpieczne,
dopóki czegoś komuś nie odgryzło. A nawet wtedy był w
stanie bronić go, tłumacząc, że "to tylko zwierzak,
był głodny, nie można się go czepiać, tak
naprawdę to jest bardzo spokojny, tylko czasami, jak się zdenerwuje,
to może się na kogoś rzucić, ale to tylko dlatego, że
chce się bawić, a wszyscy się go boją, i on nie rozumie, i
też się boi, i czasami zdarza się jakiś wypadek... no ale
to przecież tylko zwierzak, jest w porządku, naprawdę..."</p>

<p>- Ale udało mi się
przekonać psora Dumbledore'a, żeby wypuścić je do lasu, co
by mogły sobie tam żyć i pilnować go. - Spojrzenie
półolbrzyma spoczęło na Harrym i chłopak potrzebował
chwili, aby załapać o jakie "pilnowanie" chodzi.</p>

<p>Cóż, kolejne stado
krwiożerczych potworów z zębami ostrymi jak igły może i da
radę wypłoszyć stamtąd niechcianych, mordujących
zwierzęta "gości". Ale mógłby się
założyć o garść galeonów, że sprawi raczej,
iż wyprawy do Zakazanego Lasu staną się dla uczniów jeszcze
bardziej niebezpieczne, niż do tej pory, i będą
przypominały wkładanie ręki do stawu pełnego
wygłodzonych piranii.</p>

<p>Uśmiechnął się
blado.</p>

<p>- To... super - mruknął. -
Zakazany Las nareszcie stanie się jeszcze niebezp... to znaczy,
bezpieczniejszy.</p>

<p>Sądząc po minach pozostałych,
siedzących przy stole osób, myśleli dokładnie tak samo.</p>

<p>- A co u was? - huknął
Hagrid, uśmiechając się szeroko.</p>

<p>*</p>

<p>"Dodatek" Tonks miał
na wszystkich niezwykle intrygujące oddziaływanie. Ron i Hermiona
zaczęli dziwnie się sobie przyglądać i byli dla siebie
wyjątkowo mili. Rudzielec po jakimś czasie całkowicie
zapomniał o Ginny, migdalącej się w kącie ze swoim
chłopakiem, i nie potrafił oderwać oczu od rumieniącej
się na przemian i wybuchającej pijackim chichotem Hermiony. Anastassy
w końcu znudziło się wbijanie w Harry'ego wzroku kopniętego
spaniela i zgodziła się zatańczyć z Neville'em.</p>

<p>Harry odetchnął z
ulgą. Miał jej już serdecznie dosyć. Czuł, że
coraz bardziej kręci mu się w głowie. Co, prawdę
mówiąc, było nawet całkiem miłe. Przynajmniej powoli
udawało mu się zapominać o tym potwornym uczuciu upokorzenia i
strachu, jakie go ogarnęło, kiedy zobaczył stojącego w
drzwiach Snape'a. I o bolesnym uścisku w piersi, gdy usłyszał
słowa Luny: "To znaczy, że go kochasz".</p>

<p>Zacisnął powieki,
próbując przepędzić te myśli z głowy, po czym
otworzył oczy i zerknął na Rona, który od jakiegoś już
czasu niemal desperacko zerkał na parkiet. I na Hermionę. Na parkiet.
I na Hermionę.</p>

<p>No cóż, wygląda na to,
że jego przyjaciel potrzebował małej pomocy. A Harry z
przyjemnością mu jej udzieli. Byle tylko zapomnieć o tych
odbijających się echem w czaszce słowach i tym wwiercającym
się w mózg spojrzeniu czarnych oczu.</p>

<p>Hermiona rozmawiała
właśnie z Tonks, Luną i Hagridem, który wypił już dwa
kufle i zaczął trzeci. Harry przesunął się nieco w bok
i kopnął. I chyba udało mu się trafić w nogę
Rona, ponieważ przyjaciel skrzywił się i spojrzał na niego
z wyrzutem.</p>

<p>Wskazał głową na
parkiet, a później na Hermionę. Ron zarumienił się i
pokręcił głową. Harry kopnął ponownie. Ron
wbił w niego rozdrażnione spojrzenie i przewrócił oczami.
Zerknął nerwowo na Hermionę i przełknął
ślinę. Siedział przez moment, jakby walcząc ze sobą, a
po chwili ponownie spojrzał na Harry'ego, jak gdyby poszukując
wsparcia i kolejnego kopniaka. Ale Harry uniósł tylko
zachęcająco kciuki i uśmiechnął się.</p>

<p>Ron wziął głęboki
oddech i na przemian rumieniąc się i blednąc, pochylił
się do ucha Hermiony i coś jej wyszeptał. Dziewczyna
zaczerwieniła się i oderwała od rozmowy. Spojrzała na Rona,
uśmiechnęła nieśmiało i skinęła
głową.</p>

<p>Oboje wstali i ruszyli w stronę
parkietu. Ron odwrócił się jeszcze na chwilę, aby
posłać Harry'emu rozradowany uśmiech, a chłopak zdusił
chichot, zanurzając usta w swoim piwie.</p>

<p>Och, pomiędzy nimi naprawdę
ziała przepaść... Ogromna, niezmierzona przepaść...</p>

<p>Pokręcił głową i
spojrzał na pozostałych przy stole Tonks, Lunę i... A gdzie
się podział Hagrid?</p>

<p>Harry rozejrzał się i
zobaczył, że półolbrzym siedzi przy barze i
opróżniając kolejny kufel, prowadzi ożywioną dyskusję
z barmanem.</p>

<p>Luna odstawiła czwarty, pusty
już kufel kremowego piwa, i uśmiechnęła się niepewnie.</p>

<p>- Nie wiedziałam, że to
jest takie dobre, Harry. Z chęcią naci... napiłabym się
jeszcze jednego - powiedziała, rozglądając się
zachwyconymi, błyszczącymi oczami po pomieszczeniu. - Wszystko jest
takie... świecące. I falujące. To naprawdę niesamowite. -
Harry, który sam miał już trudności ze skupieniem wzroku,
również rozejrzał się po wypełnionej w większości
migdalącymi się parami sali. - Wszyscy wydają się mieć
taki... dobry humor - dodała Krukonka, przyglądając się
całującej się przy stoliku obok parze. Po chwili
spuściła wzrok, zarumieniona, i spojrzała w iskrzący
się obrus. Zerknęła na siedzącą obok Tonks i
uśmiechnęła się do niej nieśmiało. Ale Nimfadora
zdawała się tego nie zauważyć, zbyt zajęta
rozglądaniem się po sali i uśmiechaniem pod nosem z powodu
roztaczającego się wszędzie widoku.</p>

<p>- Och - zachichotała,
wskazując dyskretnie na Rona, który próbował właśnie, nieco
nieudolnie i bezskutecznie, pocałować Hermionę. - Czyż to
nie urocze? Kto by pomyślał, że odrobina...</p>

<p>- Masz prześliczne włosy -
wystrzeliła nagle Luna, która od paru chwil nie odrywała od niej
wzroku. Harry zakrztusił się piwem, które właśnie
sączył, i szybko zerknął na Tonks. Jej włosy, jeszcze
chwilę temu jasnoróżowe, przybrały barwę karmazynowej
czerwieni. Tak samo jak twarz. - A teraz są jeszcze ładniejsze -
dodała Krukonka, uśmiechając się nieprzytomnie i
wyciągając dłoń w stronę ciemniejących coraz
bardziej włosów Tonks. Nimfadora odsunęła się
błyskawicznie, odtrącając rękę Luny.</p>

<p>- Przestań - syknęła
cicho, wbijając w dziewczynę pociemniałe, nieprzyjemne
spojrzenie. Zerknęła nerwowo na Harry'ego, który uważnie
przyglądał się drżącym oczom Luny, ale nie śmiał
się odezwać. - Twoja przyjaciółka chyba za dużo
wypiła, Harry - zachichotała nerwowo Tonks, ale jej włosy nie
rozjaśniły się.</p>

<p>- Nie zwracaj się do mnie tak,
jakby mnie tutaj nie było - wyszeptała Luna, wbijając w nią
nieco rozmyte spojrzenie. - Wiesz, jak mam na imię.</p>

<p>Harry przełknął swoje
piwo i przeniósł wzrok na Tonks, czekając na jej reakcję. Po raz
pierwszy widział taką mozaikę uczuć na wiecznie rozmarzonej
twarzy Luny. Był już niemal pewien, że wszystkie jego
podejrzenia okazały się prawdą. Ale wolał się na razie
nie mieszać i poczekać na dalszy rozwój wypadków.</p>

<p>- Może pójdziecie
potańczyć? Zabawcie się. - Wyglądało na to, że
Nimfadora próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją. - W końcu
to wasza impreza. Nie powinniście siedzieć tutaj ze swoim nauczycielem
i...</p>

<p>Harry widział, że twarz
Luny czerwienieje i dziewczyna otwiera usta, żeby coś
powiedzieć, ale w tej samej chwili wyrosła obok nich
potężna sylwetka Hagrida.</p>

<p>- Musiałem pogadać ze
starym kumplem - zadudnił. - Chyba nic mnie nie ominęło?</p>

<p>Nieświadomy krępującej
ciszy, która zawisła w powietrzu, usiadł pomiędzy Harrym a Tonks
i Luną, rozdzielając ich. Harry odchrząknął i
postanowił zagadać Hagrida, by Luna i Tonks mogły sobie
wyjaśnić jakieś dręczące ich sprawy. Albo po prostu
pogapić się w obrus lub na ścianę, jeżeli tego im potrzeba.</p>

<p>- Cieszę się, że
przyszedłeś - wymamrotał.</p>

<p>- Miałem opuścić
taką imprezę? - zadudnił Hagrid. - Zresztą
stęskniłem się trochę za Ronem i Hermioną.
Odwiedzają mnie jeszcze rzadziej niż ty. - Spojrzał w swój kufel
i westchnął. - Nikt już nie pamięta o starym gajowym.</p>

<p>- Przestań, Hagridzie.
Oczywiście, że pamiętamy. Odwiedzę cię w
święta, obiecuję. Przecież zostaję w Hogwarcie. Wiesz
o tym, prawda?</p>

<p>- Taa. Przykro mi z tego powodu,
Harry.</p>

<p>- Dlaczego przykro? - Harry
zmarszczył brwi i spojrzał ze zdziwieniem na przygnębionego
półolbrzyma.</p>

<p>- Wiem, że wolałbyś
spędzić święta z Ronem i Hermioną, zamiast gnić
tutaj ze starymi profesorami - mamrotał Hagrid, wpatrując się w
swój kufel z takim uporem, jakby to była jedyna rzecz, która jeszcze
utrzymywała go pionowo. - Myślisz, że nie próbowałem
się za tobą wstawić? Jak tylko się dowiedziałem,
że zamierzają zostawić cię tutaj na święta,
popędziłem do dyrektora i powiedziałem mu... Tak mu
powiedziałem... że jesteś młody i że Artur i Molly to
świetni czarodzieje i że będzie ci bardzo przykro, jeżeli
będziesz musiał tu zostać... I Ronowi będzie przykro, i
Hermionie... I mi też, bo kiedy tobie jest przykro, Harry, to mnie
też nie jest najlepiej... - Harry spróbował ukryć
zażenowanie, upijając kolejny, bardzo duży łyk piwa. - Ale
dyrektor nie chciał mnie słuchać. Powiedział, że
całkowicie ufa Snape'owi i jeżeli Snape twierdzi, że musisz
zostać, to...</p>

<p>Harry opluł piwem cały
stół. Przez chwilę krztusił się, nie mogąc
złapać tchu. Udało mu się to dopiero, kiedy poczuł na
plecach uderzenie wielkiej dłoni Hagrida. Uderzył czołem o blat,
przez co zakręciło mu się w głowie.</p>

<p>- Przepraszam, Harry. Nic ci nie
jest?</p>

<p>Harry pokiwał głową,
gwałtownie łapiąc oddech i czując drżące w oczach
łzy.</p>

<p>- P-profesor Snape powiedział
dyrektorowi, że powinienem zostać na święta w Hogwarcie? -
zapytał. Musiał usłyszeć to ponownie. Bał się,
że się przesłyszał.</p>

<p>- Tak - odparł nieco zbity z
tropu Hagrid. - Przepraszam, Harry. Nie wiedziałem, że aż tak
cię to zdenerwuje. Wiem, że psor Snape niezbyt cię lubi, ale
moim zdaniem to po prostu...</p>

<p>Ale Harry nie słuchał
już dalej. Wpatrywał się w opryskany piwem stół szeroko
otwartymi oczami i nie mógł uwierzyć własnym uszom.</p>

<p>Snape! Ten wredny, podstępny,
ślizgoński Snape! Jak on mógł? Harry prosił go i niemal
błagał na kolanach, aby pozwolił mu spędzić ze
sobą święta, a to on był tym, który doprowadził do
tego, że jednak zostanie w Hogwarcie! Zrobił to specjalnie! Tak
wszystko ukartował, aby to Harry prosił go i błagał! I jak
zwykle dał mu się przechytrzyć! Dlaczego wcześniej o tym
nie pomyślał? Tylko skończony kretyn uwierzyłby, że
Snape tak łatwo pozwoli się zmanipulować i nabierze się ta
ten, och, jakże sprytny plan. To on pociągał za sznurki od
samego początku. Mógł się tego domyślić. Snape za
bardzo oponował, za bardzo "nie chciał". I
pamiętał, tak, teraz pamiętał. I rozumiał.
Rozumiał, dlaczego na wspomnienie, że Harry się poddaje i w
takim razie idzie powiedzieć Dumbledore'owi, że pojedzie jednak do
Weasleyów... dlaczego Snape spojrzał na niego z takim zaskoczeniem. I
zobaczył gniew w jego oczach. Był zły, bo pomyślał,
że jego plan nie wypalił. Że Harry'emu nie zależało
aż tak bardzo na spędzeniu z nim świąt i że sam się
tej możliwości pozbawił przez swoje durne zagrywki. Ale kiedy
Harry zaczął "szantażować" go swoim wielce
podstępnym planem, mógł w końcu łaskawie zgodzić
się na jego prośby.</p>

<p>Co za... Snape!</p>

<p>Harry uderzył czołem o
blat.</p>

<p>Znowu pozwolił mu się
wykiwać. Niech go szlag! Niech go...</p>

<p>Zaraz!</p>

<p>Zmarszczył brwi,
pozwalając, by cały gniew spłynął z niego,
odsłaniając sedno.</p>

<p>Przecież... przecież skoro
Snape powiedział Dumbledore'owi, że Harry powinien zostać w
Hogwarcie, to znaczyło, że... że... chce spędzić z nim
święta! Że też chce spędzić z nim
święta. Święta. Z nim. Spędzić. Chce.</p>

<p>Harry poczuł ciepło w
żołądku. Uśmiechnął się do siebie.</p>

<p>Cały Snape. Nie mógł
pozwolić, aby Harry dowiedział się, że także chce
spędzić z nim święta, więc wymyślił
cały ten plan. To było... to było...</p>

<p>Och, do diabła! Miał
ochotę po prostu zerwać się, uciec stąd i pobiec do niego.
Pobiec i powiedzieć mu, że tak, zostanie, że powinien był
mu po prostu powiedzieć, że on także chce z nim
spędzić święta, że jeżeli tylko zechce, to Harry
spędzi z nim całe życie... że zrobiłby dla niego
wszystko, że nie potrafi już bez niego istnieć, że go...
kocha...</p>

<p>Poczuł, że mimowolnie
się rumieni.</p>

<p>Kocha... To słowo wydawało
się takie dziwne... takie niepasujące.</p>

<p>Harry słyszał je
często. Zakochane pary, które widywał na korytarzach przez cały
czas, obrzucały się tym słowem, jakby to był jakiś...
ochłap. Coś tak zwyczajnego i trywialnego, że nie warto
zaprzątać sobie tym głowy przez czas dłuższy, niż
jest potrzebny, aby je wypowiedzieć.</p>

<p>Ale Severus... czy mógł
używać tego słowa w stosunku do tego, co do niego czuł?
Wciąż wydawało mu się zbyt duże, zbyt... poważne.
Może dlatego, że nikt mu tego nigdy nie mówił? Przez całe
swoje życie nie usłyszał tego słowa ani razu. I ani razu go
nie użył. A przecież wiedział podskórnie... wiedział,
że... że jednak jest ktoś, kto go kocha. Hermiona i Ron, jego
rodzice, Syriusz, a nawet może... może trochę Dumbledore i
Hagrid. I pani Weasley.</p>

<p>Ale... ale to było zupełnie
co innego. Żadna z tych osób nie sprawiała, że czuł
się tak... tak... jakby jego serce chciało eksplodować, gdy
tylko na nich spojrzał. Miał ochotę wydrapać je sobie z
piersi, aby chociaż na chwilę zamilkło i nie reagowało tak
gwałtownie na każde spojrzenie, każde słowo, każdy
dotyk... Aby nie umierało i nie odradzało się na nowo z powodów,
których sam nie do końca rozumiał.</p>

<p>Czy to... czy to właśnie
oznaczało "kochać"?</p>

<p>Jeżeli tak... to był w
bardzo poważnych tarapatach.</p>

<p>- Zawsze to samo! Zawsze masz
taką samą wymówkę! - cichy krzyk Luny wdarł się w
umysł Harry'ego i sprowadził go na ziemię. Chłopak
zamrugał kilka razy i rozejrzał się wokół nieco
nieprzytomnym wzrokiem. Hagrid chrapał donośnie, oparty o
ścianę za sobą, a Tonks siedziała zszokowana,
wpatrując się w drzwi, za którymi właśnie przed chwilą
zniknęła Luna.</p>

<p>Do pomieszczenia wdarł się
chłodny zapach śniegu i wiatru. Harry spojrzał na
tańczące pary. Wyglądało na to, że wszyscy byli tak
zajęci sobą, iż nikt nawet nie zauważył tego
małego incydentu. Nawet Hermiona i Ron, którzy tańczyli mocno w
siebie wtuleni.</p>

<p>Harry zerknął na Tonks.
Nimfadora wbiła rozbiegane spojrzenie w stół. Jej włosy
całkiem wyblakły, przybierając niemal mysi kolor. Co jakiś
czas spoglądała na drzwi, za którymi zniknęła Luna, i
wyglądała, jakby walczyła ze sobą.</p>

<p>I chyba w końcu przegrała.
Oblizała wargi i spróbowała uśmiechnąć się do
Harry'ego.</p>

<p>- Na dworze jest ciemno, nie powinna
się oddalać. Pójdę jej poszukać. Muszę... muszę
was pilnować. Ona nie może tak... Wiesz, o co mi chodzi. Zaraz wracam
- wyszeptała, niemal zrywając się z miejsca. Podbiegła do
drzwi, otworzyła je i zniknęła w ciemności.</p>

<p>Harry rozejrzał się po
sali. Wszyscy albo tańczyli albo się obściskiwali. Chyba nikt
nie zauważy, jeżeli on także...</p>

<p>Spojrzał na wyjście.
Przeszukał wszystkie kieszenie i znalazł kawałek pergaminu.
Poprosił barmana o pióro i napisał krótką notkę:</p>

<p>Poszedłem się
przejść z Tonks i Luną. Nie martwcie się, niedługo
wrócimy.</p>

<p>Harry</p>

<p>Zostawił pergamin na stole,
przyciskając go swoim kuflem. Potrząsnął głową,
starając się przywrócić światu linie proste, ponieważ
wszystko na co spojrzał, dziwnie falowało, po czym, próbując nie
zwracać uwagi na uciekającą mu nieco spod nóg podłogę,
ruszył przed siebie.</p>

<p>Na dworze było cholernie zimno.
Śnieg w końcu przestał sypać, a niebo się
rozpogodziło. Harry zarzucił na głowę kaptur,
włożył ręce w kieszenie i rozejrzał się. Dostrzegł
w śniegu ślady. Księżyc świecił
wystarczająco jasno, aby mógł zobaczyć, dokąd
prowadzą. Na tyły budynku.</p>

<p>Wyciągnął z kieszenie
pelerynę niewidkę i zarzucił ją na siebie. Ale po chwili
zatrzymał się. Miał wrażenie, że każdy jego krok
w skrzypiącym śniegu słychać na przestrzeni kilku
kilometrów. Skrzywił się i wyciągnął
różdżkę.</p>

<p>Jak brzmiało to zaklęcie,
którego uczyła ich Tonks?</p>

<p>- Taci... Taco... Nie, jakoś
inaczej. - Zmarszczył brwi w umysłowym wysiłku. Tym
większym, iż miał wrażenie, jakby wszystkie myśli
splątały się i zamieniły w wirujące szaleńczo w
jego głowie tornado. - Tacitus Gressus!</p>

<p>Jest! Udało się!
Bezszelestnie ruszył śladem dwóch par stóp, które zaprowadziły
go do stojącej na tyłach gospody drewnianej, rozpadającej
się szopy. Już z pewnej odległości usłyszał dwa
podniesione głosy. Podkradł się do jednej ze ścian i
zajrzał przez szparę po brakującej desce. Przez zapadnięte
sklepienie do środka wlewało się księżycowe
światło i padało na dwie kolorowe sylwetki.</p>

<p>- Nie możesz się tak
zachowywać! Nie przy innych! Nie rozumiesz tego? - Głoś Tonks
był podniesiony i zdenerwowany, a jej włosy świeciły niemal
na czerwono.</p>

<p>Luna stała pod jedną ze
ścian ze spuszczoną głową i zagryzioną wargą.
Pomieszczenie było na tyle małe, a wpadające przez sufit
światło na tyle jasne, że Harry nie miał żadnych
problemów z dostrzeżeniem niemal każdego szczegółu.</p>

<p>- Ale ty nie pozwalasz mi na to nawet
wtedy, kiedy jesteśmy same - odparła Luna, przełykając
łzy, które spływały jej po twarzy. - Nie możesz ciągle
tylko... mnie odtrącać.</p>

<p>- Mogę! - Tonks
podeszłą bliżej. - Jestem twoją nauczycielką, Luno. I
to... to jest złe. Nie powinnyśmy... I tak nie zrozumiesz.
Proszę cię, nie płacz.</p>

<p>- To nic nie znaczy - odparła
cicho Luna, wbijając drżący wzrok w zdeptany śnieg. - To nie
ma znaczenia. Znam kogoś, komu to nie przeszkadza. Kto nie patrzy ani na
wiek, ani na...</p>

<p>Harry poczuł, że serce
podskakuje mu do gardła.</p>

<p>Tonks westchnęła z
irytacją.</p>

<p>- Nie zaczynaj znowu. Mam
uwierzyć, że jeden z nauczycieli Hogwartu...</p>

<p>- Nie traktuj mnie w ten sposób. Z
góry. Jakbyś wiedziała wszystko lepiej. Bo tak nie jest. Nie wiesz,
jak to jest... patrzeć na ciebie każdego dnia i wiedzieć,
że zawsze będę dla ciebie tylko... kolejną nic
nieznaczącą uczennicą.</p>

<p>Tonks zagryzła wargę, jakby
poszukując odpowiednich słów.</p>

<p>- Posłuchaj mnie. To... to jest
niewłaściwe. Poszukaj sobie jakiegoś miłego chłopca,
który...</p>

<p>- Nie chcę - wyszeptała
Luna. - Wszyscy chłopcy to idioci, którzy zachowują się tak,
jakby ich mózgi wyjadły gnębiwtryski. - Tonks uśmiechnęła
się z rozbawieniem, ale szybko się opanowała. - Tylko ty mnie
rozumiesz. Tylko ty potrafisz zobaczyć to, co ja. Tylko ty...</p>

<p>- Przestań - syknęła
Tonks. - Nie utrudniaj tego jeszcze bardziej. Przecież wiesz, że... -
zająknęła się i odwróciła głowę.</p>

<p>- Że co? - Luna
odepchnęła się od ściany i patrząc na nią
dużymi, pełnymi nadziei oczami. Zrobiła krok w jej stronę.
Na jej długich jasnych włosach zamigotało światło
księżyca. Zerwaną z głowy gwiazdę Harry dostrzegł
porzuconą przy wejściu.</p>

<p>Tonks cofnęła się.</p>

<p>- Nie, nie rób tego. Dobrze wiesz,
że... - Jej głos załamał się i po raz pierwszy od
początku całej rozmowy spojrzała na stojącą przed
nią dziewczynę bez gniewnej maski na twarzy. I Harry zobaczył
ból. I zachwyt. I pragnienie.</p>

<p>- Nie chcesz... tego...? -
zapytała cicho Krukonka, przekrzywiając głowę i
nieświadomie pozwalając, by kilka jasnych kosmyków opadło jej na
twarz. W jej drżącym głosie tlił się smutek. Ale
także cień nadziei. Nieśmiałego pytania. Od odpowiedzi na
nie zależało teraz wszystko.</p>

<p>Tonks przymknęła oczy i
westchnęła ciężko, po czym uśmiechnęła
się do siebie i pokręciła głową. Jakby znała
już odpowiedź, zanim pytanie zostało postawione. Jakby wiedziała
już, że przegrała.</p>

<p>Kiedy uniosła powieki, jej oczy
błyszczały.</p>

<p>- Chcę - wyszeptała ochryple,
wbijając w stojącą przed nią dziewczynę tak
wygłodniałe spojrzenie, że Harry zobaczył, jak ubrana
jedynie w lekką sukienkę Luna zaczyna drżeć. Ale
wątpił, że to od chłodu.</p>

<p>- Więc przestań
myśleć - szepnęła Krukonka, podchodząc jeszcze
bliżej i z wahaniem dotykając mieniących się dziwnie
włosów Tonks. Była od niej niższa o głowę.
Spojrzała prosto w jej rozszerzone oczy i uśmiechnęła
się nieśmiało, przeczesując jej włosy i owijając
kosmyki wokół swoich palców.</p>

<p>- Powinnyśmy już
wracać - wychrypiała Tonks, próbując się od niej
odsunąć, ale najwyraźniej nie potrafiąc się
poruszyć. Luna stanęła na palcach i wtuliła twarz w
migoczące włosy Nimfadory.</p>

<p>- Dotknij - wyszeptała. -
Chcę... poczuć. Ten jeden raz. - Ostrożnie złapała jej
dłoń i poprowadziła w dół. Położyła ją
na swoim udzie i powoli zaczęła przesuwać w górę pod
swoją spódniczkę. I jeszcze wyżej.</p>

<p>Harry zacisnął dłonie
na desce. Czuł, jak jego serce bije coraz szybciej.</p>

<p>Tonks wyglądała jak
sparaliżowana. Jej oczy rozszerzały się coraz bardziej, kiedy
dłoń sunęła wyżej i wyżej. I w pewnym momencie
coś w niej pękło. Harry widział, jak jej twarz eksploduje
tysiącem emocji. Oczy zaczęły niesamowicie błyszczeć,
a włosy zamieniły się w złoto, kiedy pochyliła
się i zamknęła wargi Luny w wygłodniałym, niemal
zwierzęcym pocałunku. Dziewczyna jęknęła w jej usta i
zacisnęła palce na ramionach, podczas gdy Tonks popchnęła
ją i przycisnęła do ściany, całując jej usta z
taką siłą, jakby chciała je zmiażdżyć i
pochłonąć. Harry widział ich splecione ze sobą
języki, kiedy na sekundę odrywały od siebie usta, aby
zaczerpnąć tchu albo zmienić pozycję. I wiedział,
że nie powinien tego oglądać, że powinien odejść,
że nie powinno go tu być. Ale nie potrafił oderwać od nich
wzroku, zbyt pochłonięty widokiem, który roztaczał się
przed jego oczami.</p>

<p>Ale jednocześnie poczuł w
piersi niemiłe ukłucie żalu, kiedy zrozumiał, że on
sam nigdy czegoś takiego nie zazna. Że Severus nigdy nie będzie
pożerał jego ust z takim głodem i z taką namiętnością.</p>

<p>Dlaczego? Dlaczego Tonks mogła to
robić, a Snape nie? Dlaczego Luna to dostała, nie musząc nawet
prosić, a on nie? To wydawało się takie... niesprawiedliwe.</p>

<p>Przestał jednak o tym
myśleć, kiedy zobaczył, jak dłonie Tonks zaczynają
błądzić po ciele Krukonki. Jedną rękę
wsunęła pod jej spódniczkę i już po chwili Harry
zobaczył ściągnięte gwałtownym ruchem aż do kolan
białe majtki dziewczyny.</p>

<p>Rozszerzył oczy, widząc jak
ręka Tonks ponownie wędruje do góry. Luna zajęczała w jej
usta i niemal osunęła się po ścianie. Tonks oderwała
wargi od zaczerwienionych ust dziewczyny i wpiła się w jej
szyję, a jej ręka zaczęła poruszać się pod
spódniczką.</p>

<p>Luna odchyliła głowę
do tyłu, a z jej ust wydobywały się jedynie ciche westchnienia i
niesamowicie głębokie pojękiwania.</p>

<p>Harry z przerażeniem
odkrył, że zaczyna odczuwać pewien dyskomfort w dolnych partiach
ciała. Przestąpił z nogi na nogę i skrzywił się,
czując ból ocierającej się o spodnie erekcji.</p>

<p>A niech to! To chyba jakieś
żarty! Przecież nie może stać tutaj i podniecać
się podglądaniem Luny i swojej nauczycielki w miłosnym
uścisku. To... to niemożliwe.</p>

<p>Odetchnął
głęboko, zacisnął na chwilę powieki i
przysunął się jeszcze bliżej do szpary pomiędzy
deskami.</p>

<p>Z drugiej strony...</p>

<p>Zobaczył, jak Tonks, nie
odrywając się od gładkiej szyi Luny, niezgrabnie usiłuje
wyciągnąć różdżkę ze swoich szat. Kiedy w
końcu jej się to udało, obróciła głowę na bok i
dysząc ciężko, wyszeptała jakieś zaklęcie.</p>

<p>Harry poczuł emanujące ze
środka ciepło. Ciepło, które sprawiło, że śnieg
niemal całkowicie się stopił i wsiąknął w
ziemię. Schowała różdżkę z powrotem i powróciła
do wpatrującej się w nią rozmazanym lekko wzrokiem,
zaczerwienionej Krukonki. Zmieniła trochę ustawienie znajdującej
się pod spódniczką ręki i uśmiechając się
zadziornie, pchnęła. Z ust Luny wydobył się zduszony pisk.
Konwulsyjnie oplotła ramiona wokół szyi Tonks, przyciskając
rozchylone w niemym krzyku usta do jej błyszczących coraz
jaśniej włosów.</p>

<p>Nimfadora zatrzymała się na
chwilę, pozwalając, by szczupłe ciało Luny
rozluźniło się, a po chwili zaczęła poruszać
dłonią. Początkowo wolno, po chwili coraz szybciej.</p>

<p>Harry wpatrywał się
rozszerzonymi oczami w znikającą pod materiałem rękę,
a jego wyobraźnia szalała, kiedy próbował wyobrazić sobie,
co się tam dzieje. Oczami duszy widział palec Tonks wsuwający
się i wysuwający z Luny...</p>

<p>Zagryzł wargę i
zacisnął dłoń na swoim pulsującym i całkiem
wyraźnie dającym o sobie znać kroczu.</p>

<p>Druga ręka Tonks
wsunęła się pod górną cześć sukienki i
zaczęła walczyć z ukrytymi pod zielonym tiulem guzikami. Po
jakimś czasie udało jej się je rozpiąć i Harry
otworzył usta, widząc wyłaniające się spod
materiału niewielkie, sterczące piersi Luny. Tonks zaczęła
pocałunkami odznaczać drogę prowadzącą od szyi aż
do małych brązowych sutków. Wolną ręką
objęła jedną pierś dziewczyny i zaczęła ją
ugniatać. Zatrzymała usta milimetry od drugiej piersi i łagodnie
dotknęła czubkiem języka ciemnej brodawki. Luna
szarpnęła się i uderzyła plecami o ścianę,
zagryzając wargi w próbie zapanowania nad jękiem. Ale Tonks nie
przerwała. Zaczęła obmywać sutek językiem, raz za
razem skubiąc go zębami, albo obejmowała go wargami i delikatnie
ssała, doprowadzając do tego, że z otwartych i łapczywie
łapiących powietrze ust Luny wydobywał się nieprzerwany
jęk przyjemności.</p>

<p>Ale to było niczym w porównaniu
z blaskiem, którym emanowały włosy Tonks. Świeciły coraz
jaśniej, coraz mocniej, tak jakby były odzwierciedleniem całego
jej podniecenia, wszystkich buzujących w niej emocji. Harry nigdy jeszcze
nie widział takiej gry świateł, takiej rozlewającej
się na włosach, iskrzącej tęczy.</p>

<p>Zacisnął oczy, czując,
że kręci mu się w głowie. Oparł czoło o
ścianę i zaczął oddychać ciężko,
próbując zapanować nad bijącym szaleńczo sercem i drżeniem
w dolnych partiach ciała.</p>

<p>Nie, musiał coś z tym
zrobić! Nie sądził, że samo oglądanie może
być tak... stymulujące.</p>

<p>Rozejrzał się wokół.
Spływające z nieba światło księżyca odbijało
się od śniegu. Było niezwykle jasno. I cicho.</p>

<p>Do jego uszu dobiegały
pojękiwania Luny i cichy szept Tonks. Choć nie potrafił
rozróżnić słów. Już nie. Nie w stanie, w którym się
znajdował. Było zimno, ale on odczuwał jedynie żar.</p>

<p>Musiał to zrobić!
Musiał, bo jeżeli tego nie zrobi, to... eksploduje.</p>

<p>Rozpiął spodnie i
dotknął swojego pulsującego członka. Jego dłoń
była zimna. Niemal tak zimna, jak dłoń Sev... Szybko
zasłonił usta, tłumiąc jęk. Oparł się
czołem o chłodne drewno i owinął swoje lodowato zimne palce
wokół rozgrzanego, błagającego o spełnienie penisa. Wrażenie
było tak intensywne, że niemal przestał oddychać. Przez
moment dyszał ciężko przez nos, próbując odzyskać
kontrolę nad sobą, ale nie był w stanie. Jego ciało
błagało, jego umysł krzyczał, a usta jęczały w
zaciśniętą na nich konwulsyjnie dłoń. Jakże
łatwo było wyobrazić sobie, że te chłodne dłonie
należą do Severusa, że to jego ręka zaczyna bardzo powoli
poruszać się na jego członku. Ostrożnie, bardzo
ostrożnie, ponieważ był tak podniecony, że każdy
gwałtowniejszy ruch doprowadziłby go do natychmiastowego wybuchu.</p>

<p>I jakże łatwo było
wyobrazić sobie usta Severusa... całujące go z takim głodem,
z takim pożądaniem... Jego śliski język wdzierający
się siłą do gardła, penetrujący ciepłe
wnętrze ust, podniebienie, wewnętrzne strony policzków, te cienkie,
twarde wargi maltretujące jego usta, pożerające je...</p>

<p>Dłoń przyspieszyła.
Samoczynnie. Przesuwała się po wrażliwej skórze, po
pulsującym pragnieniu, niemal wyciskając z niego orgazm.</p>

<p>Czuł łzy w oczach.
Jakże łatwo było oszukać umysł... Jakże
łatwo było wyobrazić sobie teraz ten cichy, mroczny szept przy
uchu:</p>

<p>Jestem spragniony twoich ust, Potter.</p>

<p>Jakże łatwo było
wyobrazić sobie, że sięga do tych ust i spija z nich ten cichy
szept...</p>

<p>Poczuł eksplozję.
Niewiarygodnie silną, oślepiającą, białą
eksplozję. Wszystkie wyobrażenia skumulowały się,
spłynęły do tego jedynego miejsca i zamieniły w lepką,
ciepłą ciecz zalewającą jego palce. Poprzez szum i
dzwonienie w uszach słyszał swój zduszony przyciśniętą
do ust dłonią jęk, mieszający się z dochodzącymi
zza ściany cichymi odgłosami. Niemal osunął się na
ziemię, próbując utrzymać się na drżących nogach,
które po chwilowym naprężeniu stały się nagle niezwykle
słabe. Czuł spływające po policzkach łzy i
zanikające powoli fale niemożliwej do opisania przyjemności.</p>

<p>O tak, jakże łatwo
było oszukać umysł... Severus miał rację.</p>

<p>Stał jeszcze przez chwilę, przyciskając
czoło do drewnianych desek i próbując wyrównać urywany,
ciężki oddech. Miał wrażenie, że wszystkie jego
mięsnie roztopiły się. Jego dłoń drżała,
kiedy w końcu odważył się oderwać ją od ust.
Uniósł rozpalone powieki. Kręciło mu się w głowie. Jeszcze
bardziej niż wcześniej.</p>

<p>Zza ściany dochodziły
pomruki i sapanie. Doprowadził się do porządku i po chwili
wahania zdecydował się zerknąć jeszcze raz. Jeden, ostatni
raz.</p>

<p>Luna leżała na
stojącym pod ścianą drewnianym stole. Naga. Jej niewiarygodnie blada
skóra lśniła w świetle księżyca, kiedy wyginała
się, odrzucając głowę do tyłu. Jasne włosy
spływały ze stołu i niemal sięgały podłogi.
Pomalowane na czarno paznokcie Nimfadory zaciskały się na
rozchylonych i uniesionych w górę udach Luny... A Tonks klęczała
pomiędzy nimi... Jej iskrzące wszystkimi kolorami tęczy
włosy opadły na drżące w spazmach podbrzusze dziewczyny i
Harry nie mógł zobaczyć nic poza powolnym, leniwym rytmem, w którym
poruszała się głowa Tonks.</p>

<p>Oderwał się od szczeliny i
oparł plecami o ścianę, czując, że serce ponownie
podskakuje mu do gardła, pragnąc niemal wyrwać mu się z
piersi. Czuł, jak jego policzki płoną.</p>

<p>Nie, dosyć tego! To było...
zbyt intymne. Nie mógł tak stać tutaj i... A co jeżeli ktoś
podglądałby jego i Snape'a? Nie, musiał odejść.
Zostawić je. Pozwolić, by były... szczęśliwe ze
sobą.</p>

<p>Nawet, jeżeli on sam czuł
się teraz przerażająco rozdarty. I tak straszliwie samotny...</p>

<p>Odepchnął się od
ściany i zataczając się nieco, ruszył w drogę
powrotną do gospody, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w
to, co zobaczył. A jednocześnie nie mogąc pozbyć się z
głowy ostatniego obrazu. Naga Luna i klęcząca pomiędzy jej
udami Tonks...</p>

<p>Dlaczego jego rozdygotany umysł
od razu podsunął w to miejsce jego samego i Severusa? Merlinie, gdyby
tak Severus kiedyś... pewnego dnia... też uklęknął
przed nim i... i...</p>

<p>Nie! Już dosyć! Nie
może o tym myśleć! To się nigdy nie wydarzy...</p>

<p>Zagryzł wargę i
zatrzymał się, wpatrując się w iskrzący w blasku
księżyca śnieg.</p>

<p>Luna i Tonks... Jasne, że
podejrzewał to już od dawna. Od kiedy zobaczył Lunę
biegającą po Hogwarcie z listami dla Tonks. Co to mogły być
za listy? Miłosne? Ale nie podejrzewał, że to... że to
okaże się prawdą.</p>

<p>W gruncie rzeczy to była
pocieszająca myśl. Że nie tylko on ma taki problem... Że
nie tylko on musi się ukrywać.</p>

<p>Ale... No właśnie,
"ale"... Pomimo podobieństw, ich sytuacja wyglądała
jednak zupełnie inaczej. Nawet gdyby jakimś cudem ich związek
wyszedł na jaw... Cóż, Tonks to jednak nie Snape. Pewnie miałyby
nieprzyjemności, ale gdyby ktoś się dowiedział, że
były Śmierciożerca, wciąż podejrzewany przez
większość czarodziejskiego świata o pozostawanie wiernym
sługą Voldemorta, najbardziej znienawidzony nauczyciel w szkole ma
romans ze Złotym Chłopcem, Wybrańcem, największą
nadzieją czarodziejskiego świata...</p>

<p>Nie, to jednak nie było to samo.
Nikt by tego nie zaakceptował. Wszyscy by się od niego odwrócili.
Wiedział o tym.</p>

<p>Ale... ale wiedział też,
nie, był niemal całkowicie pewien, że potrafiłby to
poświęcić. Potrafiłby poświęcić wszystko...
aby z nim być.</p>

<p>Chociaż pewnie nigdy nie
dostanie tego, o czym najbardziej marzył. Tak, to prawda, że był
coraz bliżej, ale ta jedna rzecz nadal wydawała mu się tak
odległa... I kiedy widział, jak Tonks tak od niechcenia, tak lekko,
bez żadnego problemu daje ją Lunie... jak daje jej wszystko...</p>

<p>Zagryzł wargę i
potrząsnął głową. Musi o tym zapomnieć. O
wszystkim zapomnieć. O smutku, o tęsknocie, o samotności. Tak.
Zapomnieć. To był dobry plan.</p>

<p>*</p>

<p>Kiedy Harry wrócił do gospody,
Ron i Hermiona siedzieli przy stoliku, pochyleni ku sobie, a Hagrid nadal
spał. Opadł ciężko na ławkę i
westchnął.</p>

<p>- Och, Harry. - Hermiona
oderwała się od Rona, mocno zaczerwieniona. - Nie
zauważyliśmy, kiedy wróciłeś. A gdzie Luna i Tonks?</p>

<p>- Ach, one... ee... postanowiły
jeszcze trochę zostać, bo stwierdziły, że tutaj jest... za
gorąco. Tak, za gorąco - wymamrotał szybko,
rozglądając się za pozostawioną przez Tonks butelką.
Przecież widział jak ją gdzieś tutaj odstawiała.</p>

<p>- Och, to.. dobrze -
mruknęła Hermiona, spoglądając na ciągnącego
ją za rękaw Rona. Przez chwilę wyglądała, jakby
walczyła ze sobą, rozdarta pomiędzy czymś, co
najwyraźniej chciała kontynuować a elementarnym poczuciem
obowiązku. Ale widząc, że Harry'ego bardziej interesuje
podłoga, odwróciła się do Rona i uśmiechając się
nieśmiało, pozwoliła mu przyciągnąć się do
kolejnego pocałunku.</p>

<p>Harry zsunął się z
krzesła i zaczął na kolanach przeczesywać
podłogę. Starał się nie zwracać uwagi na
dłoń Rona, uparcie wędrującą pod spódniczkę
Hermiony, która równie uparcie próbowała go powstrzymywać i
ciągle ją odsuwała.</p>

<p>Jest! Ciemna, zakorkowana butelka
stała za krzesłem pochrapującego głośno Hagrida. Harry
dorwał ją, wygrzebał się spod stołu,
przysunął sobie kufel z resztką piwa kremowego i nalał do pełna
znajdującej się w butelce przezroczystej cieczy. Zapach, który
uderzył w jego nozdrza, kiedy przysunął trunek do ust,
wycisnął mu niemal łzy z oczy. Opuścił powieki i
wziął łyk.</p>

<p>W pierwszej chwili miał
wrażenie, jakby napił się płynnej lawy. Piekły go
wargi, język i przełyk i obawiał się, że tak je sobie
poparzył, że powstaną bąble. Otworzył załzawione
oczy i spojrzał na migdalących się Rona i Hermionę.</p>

<p>Wszędzie. Wszędzie wszyscy
się obmacywali, całowali i robili wszystkie te rzeczy, których on nie
mógł robić.</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Poczuł, że wzrasta w nim
frustracja. Skoncentrował rozmywający się wzrok na swoim kuflu i
powziął decyzję. Przyłożył go do ust i
wziął kolejny łyk. I kolejny. I jeszcze jeden. Po jakimś
czasie stracił rachubę i z zaskoczeniem zauważył, że
napój nie był jednak aż tak okropny, jak na początku. Może
po jakimś czasie traci swą moc?</p>

<p>Pamiętał, że
wypił chyba cały kufel. I że nalał sobie kolejny. Nie,
raczej nie. Miał taki zamiar, ale jakoś po pewnym czasie
uświadomił sobie, że w butelce już nic nie ma. Albo
może to było po trzech kuflach?</p>

<p>I chyba wróciła Luna i Tonks.
Tak mu się przynajmniej wydawało. I Tonks coś do niego
krzyczała. I Hermiona krzyczała. I ogólnie wszyscy się
jakoś głośno zachowywali. I ciągle nim potrząsali. A przecież
chciał tylko wspiąć się na czubek choinki. Było tam
takie jasne światełko i wydawało mu się niezwykle
wręcz interesujące. Migotało i w ogóle.</p>

<p>A później nagle znalazł
się na dworze. Razem z mnóstwem innych ludzi. Wyglądali jakby
gdzieś szli. I cieszył się, że nie tylko on się tak zatacza.
Było głośno. Wszyscy się śmiali. Ale jemu nie
chciało się śmiać.</p>

<p>Chciał do Severusa.</p>

<p>Potem pamiętał schody.
Wszyscy go wyprzedzili. Jak oni mogli tak szybko chodzić? On musiał
robić dwa kroki w tył, zanim udawało mu się wykonać
jeden do przodu. Robiło się coraz ciszej i ciszej. Aż w
końcu zrobiło się zupełnie cicho. Harry
przystanął i próbował się rozejrzeć, ale szybko
zrezygnował, kiedy wszystko nagle zawirowało i niemal się
przewrócił.</p>

<p>Był sam. I chciał do
Severusa.</p>

<p>Chciał się z nim
zobaczyć. Bardzo chciał. Rozpaczliwie chciał. Tęsknił
za nim. Pamiętał, jak tęsknił. Tęsknił, prawda?
Tak, chyba tak.</p>

<p>I chyba jeszcze przed chwilą
byli tutaj inni. Pamiętał, że za nimi szedł. Tak mu
się przynajmniej wydawało.</p>

<p>Ponownie rozejrzał się po
rozchodzących się we wszystkich kierunkach korytarzach.</p>

<p>Gdzie miał iść? Chyba
do dormitorium. Tak, raczej tak. Pewnie wszyscy tam poszli. I on też
musiał iść. Ale zaraz... którędy się tam szło?
Chyba jakoś... w prawo. Tak, pewnie tak.</p>

<p>Skręcił w lewo i
zatrzymał się po kilku niepewnych krokach. Może lepiej
będzie, jeżeli założy pelerynę niewidkę, na
wypadek, gdyby natknął się na Filcha?</p>

<p>Zarzucił na głowę
kaptur bluzy i starając się nie robić hałasu,
zaczął skradać się korytarzem. Nie było to wcale
łatwe, kiedy podłoga uciekała mu spod nóg, a ściany
niebezpiecznie ciągnęły go w swoją stronę. Ale w
końcu, odbijając się czasami od jednej z nich i nie
potrafiąc nawet powiedzieć, gdzie jest góra, a gdzie dół,
ponieważ wszystko wokół niego wirowało, dotarł pod portret
Grub...</p>

<p>Stanął, a
właściwie zachwiał się, i zmarszczył brwi. Grubej Damy
nie było na swoim portrecie. A w zasadzie to nie było żadnego
portretu. Przed oczami widział tylko falujące dziwnie, ciężkie,
drewniane drzwi. Zamrugał kilka razy, jakby spodziewając się, że
jeżeli zamknie oczy, to portret się pojawi, ale nic takiego się
nie wydarzyło. Wzruszył więc ramionami i wypowiedział
głośno i wyraźnie:</p>

<p>- Wierzba Bijąca.</p>

<p>Drzwi nie zareagowały.
Spojrzał na nie wyzywająco i powtórzył:</p>

<p>- Wierzba Bijąca.</p>

<p>Nic się nie wydarzyło.
Dziwne. Był pewien, że to dobre hasło. Jeszcze rano
działało.</p>

<p>- No otwórzcie się, wy
głupie... Au! - syknął, kiedy kopnął w drewnianą
powierzchnię, a ona okazała się zadziwiająco i
boleśnie twarda. Nie widząc więc innego wyjścia, zaczął
uderzać w nią pięściami.</p>

<p>- Ron! Ron! Wpuść mnie!
Ron!</p>

<p>Ale nic się nie działo.
Drzwi pozostały zamknięte. Harry westchnął z
rezygnacją i osunął się na podłogę.</p>

<p>Dobra, jeżeli nikt go nie chce
wpuścić, to będzie spał tutaj! Oparł się plecami
o drzwi, podwinął kolana i opuścił głowę. Dziwne,
ale kiedy zamykał oczy, to wszystko wirowało jeszcze bardziej. I to
wcale a wcale nie było przyjemne.</p>

<p>Potrząsnął
głową, próbując pozbyć się wykwitających mu pod
powiekami, kolorowych plam, ale wtedy drzwi otworzyły się i Harry,
pozbawiony oparcia, wpadł do środka. Uderzył głową o
posadzkę i zacisnął powieki, czując tępy ból w
czaszce.</p>

<p>- Ała! - jęknął.
- To nie było miłe. Mogłeś na mnie zaczekać, Ron. I co
się stało z Grubą Damą? Wyjechała? - mamrotał,
próbując otworzyć oczy.</p>

<p>Ron nie odpowiadał. Ale Harry
słyszał nad sobą ciężki oddech, tak jakby ktoś
próbował oddychać przez zaciśnięte zęby. Po kilku
nieudanych próbach, Harry'emu udało się w końcu unieść
powieki.</p>

<p>A to, co ujrzał, sprawiło,
że natychmiast zacisnął je ponownie.</p>

<p>Chyba ma przywidzenia.</p>

<p>Ostrożnie otworzył jedno
oko, później drugie, ale pochylająca się nad nim sylwetka nie
zniknęła. Wyglądała jedynie na absolutnie
wściekłą.</p>

<p>Zaraz, coś się tu nie
zgadzało...</p>

<p>Harry zmarszczył brwi i
spojrzał prosto w odwrócone do góry nogami, ale równie głębokie
jak zawsze czarne oczy i zapytał:</p>

<p>- Co robisz w moim dormitorium,
Severusie?</p>

<p>34. You have no idea.</p><empty-line /><p>You make this all go away</p>

<p>You make this all go way</p>

<p>I just want something</p>

<p>I just want something I can never
have*</p><empty-line /><p>- Co robisz w moim dormitorium,
Severusie?</p>

<p>Snape zmarszczył brwi i
przewiercając Harry'ego wzrokiem, którym mógłby ciąć
szkło, syknął:</p>

<p>- W twoim do...? - urwał,
zacisnął zęby i nie zastanawiając się długo,
złapał Harry'ego za bluzę, podciągnął do góry,
popchnął go na ścianę i zatrzasnął drzwi.</p>

<p>Kiedy Harry'emu udało się w
końcu przytrzymać ściany, ponieważ miał wrażenie,
że podłoga uwzięła się na niego i za wszelką
cenę próbuje go przewrócić, przypomniał sobie coś bardzo
ważnego.</p>

<p>- Zaraz... jak to możliwe,
że... że nmie... mnie wiś...dzisz? - Sięgnął do
swojego kaptura i stwierdził, że jest na miejscu. - Chyba peleryna mi
się popsuła - wymamrotał do siebie.</p>

<p>Usłyszał łopot szaty
Snape'a, kiedy mężczyzna odwrócił się od
zapieczętowanych i wygłuszonych drzwi i spojrzał na Harry'ego
wzrokiem bazyliszka.</p>

<p>- Potter! Jesteś kompletnie
pijany!</p>

<p>- Nieprawda - obruszył się
Harry, potrząsając głową, by pozbyć się plam
przed oczami. - Wypiłem tylko kilka... piw kremowych. - Zacisnął
powieki, gdyż miał wrażenie, jakby znalazł się na
karuzeli. - Naprawdę powin... poniw... powinieneś zrobić
coś z tą podłogą, Severusie. Strasznie się
trzęsie. I faluje. Nie jesteśmy chyba na tym... no... na statku?</p>

<p>Harry był kiedyś na statku.
Pamiętał, jak Dursleyowie zabrali go na wycieczkę i jak Dudley
przez cały czas wymiotował za burtę, a wuj Vernon
wszczął awanturę i zażądał natychmiastowego
powrotu do portu. Było zabawnie.</p>

<p>Ale rozchwiane wspomnienia Harry'ego
zostały przerwane przez pojawiającą się w polu widzenia,
ściągniętą z wściekłości twarz Mistrza
Eliksirów. Snape przycisnął go do ściany z taką
siłą, jakby chciał go w nią wgnieść.</p>

<p>- Potter, wytłumacz mi, jak
doszło do tego, że przylazłeś tutaj w środku nocy,
całkowicie odsłonięty, zacząłeś dobijać
się do mojego gabinetu, robiąc hałas na cały zamek, i
rozwaliłeś się pod moimi drzwiami, uznając je za swoje
posłanie? KAŻDY MÓGŁ CIĘ ZOBACZYĆ!!! - Snape
ryknął tak, że Harry'emu zaczęło dzwonić w
uszach.</p>

<p>- Nie tak głośno.. -
wymamrotał. - Moja głowa...</p>

<p>Teraz jeszcze bardziej
zaczęło mu w niej wirować. Dlaczego Snape robił taki
hałas?</p>

<p>Sapnął gwałtownie,
kiedy poczuł zimne palce zaciskające się na jego gardle tak,
jakby chciały go udusić, i usłyszał wydobywający
się z zaciśniętych wściekle ust syk:</p>

<p>- Odpowiadaj!</p>

<p>- Szedłem do dormitorium -
wymamrotał Harry. - Nie wiem, dlaczego nagle zamieniło się w
twój gabinet. To trochę... dziwne, nie uważasz?</p>

<p>- Zaraz... - Oczy Snape'a
zmrużyły się jeszcze bardziej. - Szedłeś do
dormitorium? Czy mam rozumieć, że ta rożowowłosa
ignorantka, zamiast was pilnować, pozwoliła, żebyście
się pospijali i na dodatek przyprowadziła was do zamku w ŚRODKU
NOCY? - Głos Snape'a podnosił się z każdym słowem, by
na samym końcu przejść w niezwykle głośne i
wybijające dziury w mózgu Harry'ego dźwięki. - I zamiast was przynajmniej
odprowadzić do łóżek, zostawiła na pastwę losu i
pozwoliła, żebyście pałętali się po korytarzach w
takim stanie?!</p>

<p>- Nie krzycz tak, Severusie... -
odparł słabo Harry, opuszczając ręce, którymi próbował
zasłonić uszy. Dłonie mężczyzny puściły jego
szyję i, pozbawiony nagłego odparcia, o mały włos nie
upadł na podłogę. Z trudnością udało mu się
przytrzymać ściany i odzyskać równowagę.</p>

<p>Snape zaczął
przemierzać gabinet długimi, rozwścieczonymi krokami, jakby
próbował w ten sposób pozbyć się chociaż odrobiny
rozsadzającej go furii.</p>

<p>- Jak dyrektor mógł na to
zezwolić? Jak mógł powierzyć was opiece takiej
nieodpowiedzialnej, bezmyślnej niedorajdy?! Złożę na
nią raport! Nie ujdzie jej to na sucho! Świadomie naraziła was
na niebezpieczeństwo! Jako nauczycielka powinna...</p>

<p>- Tęskniłem za tobą -
przerwał mu Harry. Mężczyzna zamilkł i spojrzał na
niego tak, jakby wyrosła mu druga głowa. Harry opierał się
o ścianę i patrzył w podłogę. - Przez cały
wieczór myślałem... o tobie. Ale ciebie nie było. Wszyscy tam byli.
I się obcis... ości... obściskiwali. I robili inne rzeczy. A
ciebie tam nie było... i ja... tęskniłem. I chciałem tylko
wrócić do ciebie. To było głupie, że poszedłem.
Mogłem... z tobą. Robić inne rzeczy. Być. - Przez
chwilę panowała cisza i resztka racjonalnie myślącego
umysłu Harry'ego zaczęła się zastanawiać, co to
oznacza, ale ta większość, która była całkowicie
pijana, zupełnie się tym nie przejęła, zbyt skupiona na
niekontrolowanym wyrzucaniu z siebie wszystkiego, co tylko ślina
przyniosła mu na język. - Następnym razem wezmę cię ze
sobą. Tak. Wezmę. I wszystko będzie dobrze. I już nie
będę się czuł taki samotny...</p>

<p>- Nie wyglądało,
jakbyś był aż tak bardzo samotny, Potter. - Chłodne,
odległe słowa przerwały jego wywód i zmusiły go do
oderwania się na chwilę od swojego ciągu myśli i skupieniu
na przypatrującemu mu się spod przymrużonych powiek Severusie.</p>

<p>A tak, Ginny... pamiętał.
Przypomniał sobie też, że układał wymówki na tę
właśnie okazję, ale teraz one wszystkie wydawały się
jakieś durne. Zresztą i tak wyleciały mu z głowy.
Spróbował się skupić i przypomnieć sobie, co tylko był
w stanie, z tamtego wypadku. I powiedzieć wszystko, co wie. Całą
prawdę. Prawda to chyba najlepsza wymówka.</p>

<p>- Ale... to był tylko jeden
taniec. Ona mnie zmusiła. Przyprowadziła swojego chłopaka i
taką durną dziewczynę, która ciągle się na mnie
gapiła. - To nie była dobra odpowiedź, sądząc po
nagłym rozbłysku wściekłości w czarnych oczach, ale
Harry był zbyt pijany, by to zauważyć. - No i ona ciągle
chciała, ta idiotka, Anastassy, czy jakoś tak... no więc ona
chciała, żebym z nią zatańczył. No to poszedłem
do Ginny i poprosiłem, żeby ją ode mnie zabrała. Ale Ginny
powiedziała, żebym z nią zatańczył i zaczęła
mnie uczyć. Ale ja nie chciałem! Tylko że tak dobrze mi
szło, no i tak sobie pomyślałem... pomyślałem, że
to ty, a nie ona. To znaczy, że ty jesteś nią. - Chyba coraz
bardziej się pogrążał, sądząc po nagłym
spadku temperatury w pomieszczeniu i gęsiej skórce, którą
poczuł. - To znaczy... - Zacisnął powieki, próbując poskładać
wirujące szaleńczo myśli, ale nie był w stanie tego
zrobić. - Widziałem cię i myślałem, że z
tobą tańczę. Widziałem cię, kiedy zamknąłem
oczy. Chciałem, żebyś to był ty. A później je
otworzyłem i naprawdę cię zobaczyłem. I przestraszyłem
się tego, co sobie pomyślisz. I się potknąłem. I ona
na mnie wpadła. Ale ją zepchnąłem! Widziałeś,
że ją zepchnąłem? - Spojrzał z nadzieją w
obserwującą go z uwagą twarz Snape'a, który w czasie, kiedy
Harry mamrotał wyjaśnienia, podszedł do niego i teraz stał
tuż przed nim i przypatrywał się z uwagą jego rozszerzonym,
zamglonym alkoholem zielonym oczom, jakby poddawał je analizie.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. A wszystkie zmysły Harry'ego, które były w stanie
odbierać jeszcze jakiekolwiek bodźce, krzyczały, żeby nie ruszał
się i nie odzywał.</p>

<p>- Dobrze - powiedział w
końcu Severus i Harry poczuł, że całe jego ciało
omdlewa z ulgi, chociaż powoli już zapominał czego ona
dotyczyła. - Ale ograniczysz kontakty z panną Weasley do
niezbędnego minimum. Nie wiem, czy w stanie, w którym się obecnie
znajdujesz, cokolwiek do ciebie dotrze, lecz z pewnością
pamiętasz moje ostrzeżenie? Jeżeli jeszcze raz
przyłapię cię z nią sam na sam, nie będę
słuchał żadnych wyjaśnień.Żadnych.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
opuścił ją na pierś Severusa, ponieważ
właśnie dotarło do niego, że przecież
kręciło mu się w głowie. Jakoś na chwilę o tym
zapomniał, kiedy patrzył w te dwa czarne tunele.</p>

<p>- No to... dobrze, że dobrze. To
ja... jestem zmęczony... - oderwał się od Severusa. - Idę
wziąć prysznic - oświadczył po chwili i nierównym krokiem
ruszył w kierunku czegoś, co wyglądało jak drzwi.
Przesuwał się po chwiejnym gruncie podłogi w niezwykle prosty
technicznie sposób - wbijał wzrok w cel, do którego chciał się
dostać, i patrzył na niego tak długo, dopóki nie
zaczął się do niego zbliżać. Cel, nie Harry.</p>

<p>Ale tym razem poskutkowało to
jedynie tym, że potknął się o nogę stojącego
przed biurkiem krzesła, którego nie zauważył, i z impetem
runął na podłogę.</p>

<p>Jęknął, czując,
że coś mu chrupnęło w nosie, którym uderzył w
twardą powierzchnię. Poczuł przenikliwy ból, który zdawał
się promieniować aż do mózgu.</p>

<p>Uniósł się na łokciach
i odkrył, że nic nie widzi. Kawałki potłuczonego szkła
i oprawki jego okularów leżały na podłodze. Usłyszał
kroki i po chwili poczuł silne pociągnięcie za bluzę, które
podniosło go i postawiło na nogi.</p>

<p>- Potter, na litość... Jak
ty tutaj w ogóle dotarłeś? - zapytał cierpko Snape,
dotykając różdżką jego nosa. - Zaboli. Episkey.</p>

<p>Harry krzyknął i
złapał się za nos, czując kolejne przeszywające
ukłucie bólu i spływającą po wargach krew.</p>

<p>- Ała! To bolało!</p>

<p>Mężczyzna przewrócił
oczami, zanim schylił się po jego okulary i rzucił kolejne
zaklęcie:</p>

<p>- Oculus reparo.</p>

<p>Ostrożnie włożył
mu je na nos. Harry zamrugał i uśmiechnął się z
wdzięcznością. Nie wiedział dlaczego, ale ten gest
wydał mu się taki... czuły. Severus skrzywił się i
odsunął.</p>

<p>- Chodź, ty głupi
dzieciaku. - Złapał go za ramię. - Nie możesz w takim
stanie wracać do wieży. - Po tych słowach
pociągnął go do swoich komnat, a kiedy już się w nich
znaleźli, popchnął go na fotel i podszedł do jednej z
półek.</p>

<p>- Przestało tak
kołysać - oznajmił Harry, pocierając twarz, czym
rozmazał krew jeszcze bardziej. - Ale nadal wszystko wiruje.</p>

<p>Odwrócony plecami Snape
prychnął, ale nie skomentował tego. Po jakimś czasie
podszedł do Harry'ego, trzymając w dłoni szklankę z
mętnym, jasnobłękitnym płynem.</p>

<p>- Pij - rozkazał, podając
mu ją.</p>

<p>- Co to jest? - Harry zmarszczył
brwi.</p>

<p>- Coś, po czym poczujesz
się lepiej.</p>

<p>- Ale ja się dobrze czuję -
wyszczerzył się Harry. - Tylko ściany i meble jakoś dziwnie
się na mnie uwzięły.</p>

<p>- Nie dyskutuj ze mną, tylko
pij.</p>

<p>- Nie. - Harry odstawił
szklankę na stolik. - Ostatni raz, kiedy mi to dałeś,
poczułem się gorzej, a nie lepiej. Pamiętam. Dużo gorzej.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi i
wbił w niego ostre jak brzytwa spojrzenie.</p>

<p>- Potter, nie zmuszaj mnie, abym
użył siły.</p>

<p>Harry przytrzymał się
poręczy, aby wstać, po czym chwiejąc się lekko,
spojrzał na Snape'a wyzywająco.</p>

<p>- Nie chcesz mnie wykoszy...
rzystać, Severusie?</p>

<p>Mężczyzna
prychnął i spojrzał w bok.</p>

<p>- Tak, z tą krwią
rozmazaną na twarzy i głupkowatym uśmiechem wyglądasz
bardzo pociągająco.</p>

<p>Harry wyszczerzył się.</p>

<p>- Naprawdę?</p>

<p>Snape wyjął
różdżkę i rzucił zaklęcie czyszczące na twarz
Harry'ego.</p>

<p>- Przestań się ze mną drażnić
i wypij wreszcie ten eliksir.</p>

<p>- A ty ciągle tylko o tym
eliksirze... - Harry westchnął z irytacją, przysuwając
się bliżej i owijając ramiona wokół talii Snape'a. -
Dlaczego nie chcesz mnie wykoszy... szyrzystać?</p>

<p>- Jesteś pijany - wycedził
mężczyzna, spoglądając na niego z góry zmrużonymi
oczami.</p>

<p>- Ostatnio ci to nie przesz...
kadzało - odparł Harry, uśmiechając się szeroko. - I
podobało mi się. Możemy to powtórzyć.</p>

<p>- Potter, bycie wykorzystanym polega
przede wszystkim na tym, że powinno odbywać się wbrew twojej
woli. Nie możesz o to prosić.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Aha, czyli mam udawać, że
tego nie chcę? Dobra. Nie ma sprawy. Będę krzyczał i
błagał, żebyś przestał.</p>

<p>Severus zagryzł wargę.
Wyglądało, jakby w ostatniej chwili powstrzymał wypływający
mu na usta uśmiech po tym, jak wypowiedziana tym szczerym, pełnym
zapału głosem Harry'ego uwaga zburzyła jego solidnie
konstruowany mur słusznego oburzenia. Opanował się,
westchnął i złapał go za ramiona, próbując od siebie
odsunąć.</p>

<p>- Potter, naprawdę nie mam teraz
na to czasu.</p>

<p>- Wiesz... - Harry zacisnął
ramiona wokół Snape'a z większą siłą, bojąc
się, że zostanie odepchnięty, ale nie zamierzając
poddać się bez walki. Spojrzał do góry na przyglądającego
mu się z coraz większą irytacją mężczyznę i
oblizał wargi. - Wszyscy ciągle mnie pytali o... o to, z kim jestem.
I dlaczego szysz... przyszedłem sam. Ale oni nie mają pojęcia,
że ja mam ciebie. A ty masz mnie. Nic nie wiedzą. I ja byłem tam
sam... całkiem sam. I myślałem o tobie. Cały czas. I...
chciałem... chcę... - Nie potrafił się powstrzymać.
Cały ten wieczór był jak koszmar. Wszyscy to robili a on mógł
jedynie marzyć. I teraz, kiedy był tak blisko... Tak blisko...</p>

<p>Wspiął się na palce i
przylgnął do chłodnego ciała. Uwolnioną ręką
odgarnął ciemne włosy i zaatakował ustami płatek ucha
mężczyzny. Przyssał się do niego i zaczął go
łapczywie lizać i przygryzać zębami. Severus
zesztywniał na moment i wciągnął ze świstem powietrze,
zaskoczony tym nagłym doznaniem.</p>

<p>Ale Harry postanowił nie
dać mu nawet chwili czasu na zastanowienie się i ewentualną
reakcję. Wsunął drugą dłoń pomiędzy ich
ciała i zacisnął ją na kroczu mężczyzny,
pocierając je i ugniatając.</p>

<p>- Tak bardzo... cię pragnę
- wyszeptał chrapliwie, na przemian całując i liżąc
ucho oraz przestrzeń za nim. Snape na razie nie wykazywał chęci
odsunięcia go albo zamordowania i odległa część
umysłu Harry'ego zanotowała to jako przyzwolenie. Zresztą sam
czuł się teraz tak, jakby znalazł się na bardzo szybkiej
karuzeli, której nie potrafił zatrzymać. Albo i nie chciał.
Pulsująca w uszach krew w połączeniu ze spływającym do
podbrzusza żarem napędzała go i nie pozwalała mu się
zatrzymać albo pomyśleć. Jedyne, co odczuwał, to pragnienie.
- Chcę... chcę... - szeptał pomiędzy szybkimi,
zachłannymi pocałunkami, które składał na chłodnej,
długiej szyi Severusa. Czuł przez materiał spodni, że
mężczyzna robi się twardy. - Chcę, byś...
wyjęczał moje... imię... - Ścisnął mocniej,
wpijając się ustami w obojczyk i ssąc.</p>

<p>Ale jedynym słowem, które
wyrwało się ust Mistrza Eliksirów, było rozdrażnione:</p>

<p>- Potter!</p>

<p>Harry skrzywił się.</p>

<p>- Nie tak mam na imię... -
mruknął. I wtedy poczuł zaciskające się wokół
jego nadgarstków palce. Jego ręce zostały brutalnie
odciągnięte. Snape oderwał go od siebie i odsunął na
odległość wyciągniętych ramion.</p>

<p>- Posłuchaj mnie... -
zaczął, wzdychając z irytacją.</p>

<p>Harry jęknął z
poczucia straty, a żar został zastąpiony nagłym
ukłuciem chłodu, który sprawił, że zadrżał.</p>

<p>Snape go nie chce. Nikt go nie chce.
W takim razie sobie pójdzie... Pójdzie gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie.</p>

<p>Wyrwał ręce i nie
czekając na jakąkolwiek reakcję mężczyzny, ruszył
w kierunku, w którym miał nadzieję, że znajduje się
wyjście. Ale jego krótka podróż została natychmiast udaremniona.</p>

<p>- A ty dokąd się wybierasz?
- Snape złapał go za kaptur i pociągnął z powrotem.
Harry zachwiał się i zrobił kilka kroków w tył.
Mężczyzna złapał go za ramiona, postawił przed
sobą i pochylił się lekko, wbijając w niego niezwykle
poważne spojrzenie. - Nie zachowuj się jak dziecko, Potter. Po
pierwsze, jesteś pijany, a po drugie, jest środek nocy. To nie czas
na to. Rozumiesz?</p>

<p>Harry pokiwał ponuro
głową, wpatrując się w ciągnący się
nieskończenie na przedzie czarnej szaty rząd guzików. Rozmywały
mu się przed oczami. Dlaczego było ich aż tak dużo? I
dlaczego tak wirowały? Coraz szybciej i szybciej i szybciej i...</p>

<p>Zrobiło mu się niedobrze.
Zasłonił usta dłonią i oparł się o Severusa,
czując, że nogi odmawiają mu posłuszeństwa.</p>

<p>Tym razem nie został
odsunięty. Usłyszał tylko ciężkie westchnienie, które
musnęło jego włosy. Zacisnął powieki, modląc
się, by wirowanie ustało, i mocniej przycisnął policzek do
szorstkiej szaty.</p>

<p>Okropne uczucie, jakby ktoś
mieszał mu chochlą w żołądku, powoli ustawało.
Jego przyspieszony oddech uspokajał się. Odsunął
dłoń od ust i owinął ramiona wokół Snape'a. Nie
potrafił się powstrzymać. Uwielbiał to. Uwielbiał
tulić się do Severusa i czuć jego wdzierający się
aż do umysłu mocny zapach. Uwielbiał słuchać bicia
jego serca. Uwielbiał czuć się taki... bezpieczny. Uwielbiał
także to, że Severus był od niego wyższy. Dużo
wyższy i dużo silniejszy. A Harry sięgał mu zaledwie do
podbródka i czuł się przy nim taki... taki... kruchy. Uwielbiał
być w jego mocy, być od niego zależny, czuć, że
Severus jest przy nim i opiekuje się nim. I że nie musi sam już
zmagać się z tym wszystkim, co spadało mu na głowę.
Że nie musi już tego dźwigać, bo ma kogoś silniejszego
i potężniejszego od siebie, kto mu w tym pomoże i zabierze ten
ciężar, z którym przez całe życie musiał zmagać
się sam.</p>

<p>Pamiętał, jak Severus
wyciągnął go z depresji. I jak wmawiał mu, że nie da
rady sam pokonać Voldemorta. Może był uszczypliwy i wredny, ale
pomagał mu się podnieść. A to było... kojące.</p>

<p>- ...er! Potter, do jasnej cholery,
słyszysz mnie?</p>

<p>Harry zamrugał, powracając
do rzeczywistości. Oderwał policzek od klatki piersiowej
mężczyzny i spojrzał w górę, wprost w zmrużone i
wpatrujące się w niego czarne oczy. Przesunął wzrok
niżej i zatrzymał go na zaciśniętych w cienką
kreskę ustach. Oblizał wargi.</p>

<p>- Dlaczego nie chcesz mnie
całować? - wypalił nagle. Oczy Snape'a rozszerzyły się
na chwilę, by ponownie się zmrużyć, przybierając
odpychający wyraz. Ale Harry w swoim obecnym stanie nie potrafił
odbierać sygnałów ostrzegawczych tak wyraźnie jak zazwyczaj. -
Przecież to nie jest takie trudne. Tonks całow... - urwał nagle.
Chyba nie powinien o tym mówić. Przynajmniej nie Severusowi.</p>

<p>Oczy Snape'a, o ile to możliwe,
zmrużyły się jeszcze bardziej i zamieniły w wąskie
szparki.</p>

<p>- Czy jest coś, o czym
chciałbyś mi powiedzieć, Potter? - wycedził grobowym
głosem.</p>

<p>- No, ja w zasadzie to... - Jak to
ująć, żeby się za bardzo nie wygadać? Dlaczego
miał wrażenie, że jego mózg zamienił się w papkę?
- Tonks bardzo dobrze całuje - wypalił w końcu. - I nie boi
się tego. Dlaczego ty nie mógłbyś też...? - urwał
nagle, czując nieprzyjemne napięcie, które zawisło w powietrzu.</p>

<p>- Doprawdy? - Zmrożonym jadem,
który sączył się z ust Snape'a, można by wypełnić
całe znajdujące się obok Hogwartu jezioro.- Jak dobrze
całuje, Potter?</p>

<p>- Ee... No jak na kobietę. Z
języczkiem i w ogóle. I na dodatek tak mocno, że wargi robią
się sine. Naprawdę gorąco - uśmiechnął się.</p>

<p>Tnące spojrzenie Snape'a
zsunęło się na usta Harry'ego i przez chwilę poddawało
je analizie.</p>

<p>- I co jeszcze robi dobrze? -
zapytał po chwili, podczas gdy tlący się do tej pory w jego
oczach płomień gniewu przeobraził się w prawdziwy
ogień.</p>

<p>- No... ee... Wiele rzeczy. Ale
przecież nie mogę ci o tym opowiadać, Severusie. To zbyt
prywatne...</p>

<p>- Ach tak?</p>

<p>Ogień zamienił się w
pożar...</p>

<p>- Zresztą... ona jest
kobietą. I to nie ma znaczenia, że mi stanął, kiedy
robiła te wszystkie rzeczy. Nie wiem, dlaczego aż tak mnie to
podnieciło. Tak jakoś samo wyszło...</p>

<p>...a pożar przeobraził
się w pożogę.</p>

<p>- Coś się stało,
Severusie? Powieka ci jakoś tak dziwnie drga. - Harry zaczął
się niepokoić. Snape wyglądał tak, jakby brakowało mu
tlenu. I jakby dzieliła go tylko cieniutka nić od rozszarpania
stojącego przed nim chłopaka na kawałki. - Szkoda, że
cię tam nie było. Spodobałoby ci się - wyszczerzył się
Harry, nieświadom wiszących nad nim szponów. - Och, nie
myślałem, że widok dwóch nagich oci... obci...
obściskujących się kobiet może tak na mnie
podziałać. - Westchnął, przypominając sobie sceny,
których był świadkiem.</p>

<p>Severu zamrugał.
Wyglądał, jakby wrócił spod wrót piekieł. Buzujące w
jego oczach szaleństwo przygasło.</p>

<p>- Kobiet?</p>

<p>- No jednej kobiety i jednej
dziewczyny, ale to chyba to samo, nie? - uśmiechnął się
beztrosko Harry.</p>

<p>- O czym ty bredzisz, Potter? -
wycedził Snape głosem wypalonej już niemal doszczętnie
cierpliwości, z której zostały tylko popioły.</p>

<p>- O tym... - Harry zamyślił
się. O czym bredził? Chyba już sam zapomniał. Coś o
Tonks i Lunie.... A tak, całowały się, pamiętał. I
robiły też inne rzeczy... To zdecydowanie pamiętał.</p>

<p>Opadł na fotel i zapadł
się w nim, podciągając kolana pod brodę.</p>

<p>- O tym, że nie jesteśmy
już jedynymi osobami, które mają sekret. Bo Tonks... i ten ktoś
też go mają. I Tonks też jest nauczycielką i...</p>

<p>- Potter - przerwał mu Snape,
zaciskając zęby. - Oszczędź mi porównań z tą
kolorową wiedźmą. Chyba alkohol już całkowicie
zamroczył ten niewielki skrawek mózgu, który ci pozostał.</p>

<p>- Ale ja naprawdę to
widziałem! - Dlaczego Snape mu nie wierzył? Przecież to
widział. Prawda, że widział? - Tonks całowała się
z... kimś. Z dziewczyną. Z uczennicą. I robiła jej takie
rzeczy... - Jego umysł przywołał tamte sceny i Harry musiał
bardzo się skupić, aby kontynuować rozmowę, szczególnie,
że zaczął już być senny. - Gdybyś to
widział... - wymamrotał, pozwalając, by jego powieki opadły.
- Całowała ją z taką pasją, z takim... pragnieniem.
Patrzyłem na to, choć wiedziałem, że nie mogę, że
to złe, ale nie byłem w stanie przestać. Nigdy nie
widziałem, żeby ktoś się tak całował i... -
Głowa zaczęła mu nieznośnie ciążyć.
Próbował utrzymać ją prosto, ale miał wrażenie,
że coś ciągnie ją w dół, a jego umysł otula
ciepły, puszysty kokon z napierającej zewsząd ciemności. -
I tak patrzyłem i patrzyłem i... wiedziałem, że ty nigdy...
nie będziesz mnie tak całował i... - Jego głowa opadła
na kolana. Czuł się zamroczony. Miał wrażenie, że
spada w cichą, ciepłą czerń. - I nigdy tego nie
poczuję i... zrobiło mi się przykro.</p>

<p>Zapadła cisza.</p>

<p>Harry unosił się w
kojącej ciemności, otulony urywkami wspomnień. Ron
nieśmiało całujący Hermionę, Ginny całująca
się ze swoim chłopakiem, Tonks pożerająca różowe wargi
Luny...</p>

<p>Obrazy wirowały w jego
umyśle, zlewając się ze sobą.</p>

<p>I wtedy coś je rozbiło i
wyciągnęło go na powierzchnię świadomości.
Coś uniosło jego głowę. Poczuł gorzki płyn
wpływający mu do ust. Zakrztusił się, ale
przełknął, otwierając gwałtownie oczy.</p>

<p>Zobaczył pochylonego nad
sobą Severusa, który wlewał mu do gardła błękitny
eliksir. Jego twarz była ściągnięta i zdeterminowała.
Harry próbował zaprotestować i odsunąć się, ale i tak
był przyciśnięty do fotela, a Snape trzymał jego twarz w
żelaznym uścisku. Starał się zamknąć usta, ale
mężczyzna ścisnął mocno jego szczękę,
zmuszając go do rozchylenia ich jeszcze szerzej.</p>

<p>Kiedy w końcu go uwolnił,
Harry, plując i krztusząc się, opuścił nogi na
podłogę i pochylił się do przodu, próbując pozbyć
się nieprzyjemnego smaku.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz?! -
krzyknął, podnosząc wzrok na stojącego przed nim i
mierzącego go zimnym spojrzeniem Snape'a.</p>

<p>- To, co powinienem był
zrobić już dawno, Potter. Zanim uzewnętrznisz mi wszystko, co,
jestem tego absolutnie pewien, wolałbyś zachować dla siebie. Nie
mam zamiaru słuchać później twojego żałosnego
skomlenia i użalania się nad sobą z powodu tego, co mi wypaplałeś
w swoim pijackim bełkocie.</p>

<p>- Ja nie... - urwał, gdyż
obraz przed jego oczami rozmył się na sekundę, a mętlik w
głowie i przysłaniająca umysł mgła zaczęły
się dziwnie rozrzedzać i rozwiewać.</p>

<p>Zacisnął powieki,
czując gorycz spływającą przez jego ciało i
wypłukującą z niego ten wspaniały humor, który jeszcze
chwilę temu kierował jego poczynaniami. Nagle zrobiło się
zimno i... nieprzyjemnie.</p>

<p>Bardzo nieprzyjemnie.</p>

<p>Otrząsnął się i
zdecydował się otworzyć oczy.</p>

<p>Był w gabinecie Snape'a. Nie
pamiętał, jak się tu dostał, szedł przecież do
dormitorium...</p>

<p>Spojrzał w górę i kiedy
jego oczy napotkały chłodne spojrzenie czarnych źrenic,
wspomnienia spłynęły na niego niczym lodowaty potok.</p>

<p>Powiedział Snape'owi...
powiedział o... całowaniu, i o Tonks i Lunie, i o... o boże!</p>

<p>Oczy rozszerzyły mu się z
przerażenia.</p>

<p>Severus skrzyżował
ręce na piersi i uśmiechnął się kpiąco. Harry
spuścił głowę i ukrył twarz w dłoniach.</p>

<p>- Widzę, że
zaczęło działać... - zaszydził Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Harry zaczął
kręcić głową, nie potrafiąc uwierzyć w to, co
zrobił i powiedział. Zaciskał powieki z całej siły,
ale wspomnienia nie chciały odejść.</p>

<p>Dlaczego nie chcesz mnie
całować?</p>

<p>Tonks bardzo dobrze całuje...</p>

<p>...stanął mi, kiedy
robiła te wszystkie rzeczy...</p>

<p>...wiedziałem, że ty nigdy
nie będziesz mnie tak całował...</p>

<p>... zrobiło mi się
przykro...</p>

<p>Co Snape mógł sobie o nim
pomyśleć? Poruszył temat tabu... powiedział mu o tym... o
tym, jak bardzo pragnie jego pocałunku. Jak bardzo pragnie czegoś,
czego pewnie i tak nigdy nie dostanie... Przecież myślał,
że już się z tym pogodził. Chciał się z tym pogodzić.
Ale to zawsze wracało. Jak bumerang. Nieważne, jak bardzo starał
się sobie wmówić, że już dobrze, że tego nie
potrzebuje... ale zawsze w chwili słabości myślał tylko o
tych cienkich wargach. I o tym, co się za nimi kryje. O tym, jakie są
ciepłe i...</p>

<p>Nie! Stop! Nie czas na to!
Zapomnieć. Zapomnieć. Nie powiedział tego. To się nie
wydarzyło. Nie powiedział.</p>

<p>Nie mógł tego powiedzieć.
Nie Snape'owi. Nie w ten sposób.</p>

<p>I jeszcze na dodatek... na dodatek
wypaplał sekret Luny i Tonks... I to komu? Ostatniej osobie, która powinna
o tym wiedzieć. Snape nienawidził Tonks. Z taką wiedzą
mógł...</p>

<p>Poderwał głowę i
starając się zmusić swoje serce do uspokojenia, a oddech do
wyrównania, nabrał powietrza i wystrzelił:</p>

<p>- To, co powiedziałem, to
całkowita nieprawda! Byłem pijany i ja... nie wiedziałem, co
mówię. Zapomnij o tym. Wymyśliłem to wszystko.</p>

<p>Snape przekrzywił
głowę i uśmiechnął się ironicznie.</p>

<p>- Och, z pewnością. Potter,
alkohol działa na ciebie lepiej niż Veritaserum i dobrze o tym wiesz.</p>

<p>No jasne, kogo Harry chciał
oszukać? Snape w życiu mu nie uwierzy.</p>

<p>- Ciekawe, co powie dyrektor, kiedy
dotrą do niego te rewelacje? - kontynuował Mistrz Eliksirów mrocznym,
pełnym jadowitej złośliwości głosem - A może
zachowam je dla siebie i wykorzystam do własnych celów? Kto by
pomyślał, że ta różowa wiedźma...?</p>

<p>- Proszę, nie mów o tym nikomu!
- przerwał mu Harry, spoglądając błagalnie na
stojącego przed nim wysokiego mężczyznę. - Wiem, że
nie znosisz Tonks, ale... ale tą drugą osobą jest... - ostrożnie
- ...jedna z moich przyjaciółek. Ona jest taka wrażliwa, nie
zniosłaby, gdyby... - urwał, szukając odpowiednich słów. -
Jeżeli to wyjdzie na jaw, i to z mojej winy, nie przeżyłbym
tego. Proszę, Severusie, zapomnij o tym, co ci powiedziałem. Wiem,
że nie obchodzą cię uczucia innych i że najchętniej
pozbyłbyś się Tonks, ale tym razem... zrób wyjątek. Ten
jeden jedyny raz. Dla mnie. Proszę.</p>

<p>Wzrok mężczyzny nie
zmienił się. Wpatrywał się w Harry'ego, jakby
rozważał jego propozycję.</p>

<p>- A co dostanę w zamian, Potter?
- powiedział w końcu cichym, chłodnym głosem.</p>

<p>Harry zarumienił się.</p>

<p>To była jego wina. To wszystko
była jego wina. Wiedział, że jeżeli Severus się o tym
dowie, od razu będzie chciał to wykorzystać. Znał go
przecież. I sam mu dostarczył pretekst. Dlatego musi to teraz
naprawić. Za wszelką cenę. Za każdą cenę.</p>

<p>Co mógłby dać Severusowi,
czego nie dał mu do tej pory?</p>

<p>Siebie? Nie, siebie oddał w
całości i to już dawno temu.</p>

<p>Harry spuścił
głowę i zagryzł wargę. Zacisnął powieki,
próbując odgonić bolesne uczucie żalu i
wściekłości na siebie.</p>

<p>Co może mu dać? Coś,
co kocha, coś, co jest dla niego niezwykle ważne...</p>

<p>Otworzył gwałtownie oczy.</p>

<p>Podniósł głowę i
spojrzał prosto w mroczne tunele oczu Mistrza Eliksirów.</p>

<p>- Quidditch - powiedział cicho.</p>

<p>Snape zmarszczył brwi.</p>

<p>- Słucham?</p>

<p>- Quidditch - powtórzył Harry,
lekko zachrypniętym głosem. Przełknął ślinę
i dodał. - Zrezygnuję z Quidditcha. Pozwolę, aby Slytherin
zdobył puchar.</p>

<p>Oczy mężczyzny
rozszerzyły się na moment. Błysnęło w nich
zaskoczenie, zmieszane z niedowierzaniem. Przez chwilę patrzył na
Harry'ego badawczym wzrokiem, jakby nie do końca wierzył w to, co
usłyszał. Ale po chwili oczy zmrużyły się i
zamigotały dziwnie. Zrobił krok w stronę Harry'ego, jakby
zamierzał coś zrobić, ale najwyraźniej w ostatniej chwili
powstrzymał się. A może zrezygnował? Cofnął
się i opuścił dłoń, którą wcześniej
nieświadomie uniósł w górę. Ponownie skrzyżował
ramiona na piersi, a jego twarz przybrała zwyczajny, surowy wyraz.</p>

<p>- Przyjmuję -
oświadczył.</p>

<p>Harry zamknął oczy i
spuścił głowę. Chciał westchnąć, ale
czuł zbyt duży uścisk w piersi.</p>

<p>A więc nie zagra już w
Quidditcha? Jak ma to powiedzieć Hermionie i Ronowi? Jak wytłumaczy
reszcie drużyny?</p>

<p>Nie był zły na Snape'a.
Wiedział, że to tylko i wyłącznie jego wina. Pił,
żeby się upić. A później przyszedł tutaj i wszystko
wypaplał. Snape go do niczego nie zmuszał, chciał mu dać
eliksir na wytrzeźwienie, ale Harry go nie przyjął. I
skończyło się tak, jak się skończyło... I musi
teraz ponieść karę. Ta myśl bolała, ale wiedział,
że nie ma innego wyjścia.</p>

<p>- Powinieneś wracać do
dormitorium - usłyszał głos Snape'a. - Jest już późno.
Jeżeli twoi przyjaciele nie są tacy pijani jak ty, to lada chwila
mogą zorientować się, że nie ma cię w łóżku,
i zaczną cię szukać.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
podniósł się.</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptał. - Za
wszystko, co powiedziałem. I za wszystko, co zrobiłem. - Nie
podnosząc wzroku, odwrócił się i zdążył
zrobić zaledwie kilka kroków w stronę drzwi, kiedy zatrzymał go
głos Snape'a:</p>

<p>- Potter. - Harry odwrócił się
powoli i spojrzał na mierzącego go uważnym spojrzeniem
mężczyznę. Snape wyglądał, jakby się nad
czymś zastanawiał. Albo jakby z czymś walczył. -Idź
już spać - powiedział w końcu, choć jeszcze przed
chwilą zdawało się, że miał na końcu języka
coś zupełnie innego. - Mam nadzieję, że masz ze sobą
pelerynę? - Harry skinął głową i wyjął z
kieszeni mieniący się materiał. - Dobrze, idź
najkrótszą drogą. I żadnych przystanków po drodze. Masz
iść prosto do wieży Gryffindoru. Zrozumiałeś?</p>

<p>Harry ponownie skinął
głową, po czym odwrócił się i bez słowa
wyśliznął się z pomieszczenia.</p>

<p>Podróż do wieży była
długa i niezwykle męcząca. Harry pokonał całą
drogę niepewnym, zamyślonym krokiem. Próbował przetrawić
wszystkie wydarzenia, ale były zbyt ciężkie. Czuł ucisk w
klatce piersiowej, a kolana uginały się pod nim niemal przy
każdym kroku.</p>

<p>Kiedy dotarł do Pokoju
Wspólnego, usłyszał dochodzące z góry chrapanie. Wszyscy spali.
Nikt go nie szukał. Ron i Hermiona pewnie też sporo wypili, skoro nie
zauważyli, że zniknął. I dobrze. Czuł się
wykończony. Psychicznie i fizycznie. Nękały go wyrzuty sumienia,
ogarniały fale całkowitego przygnębienia.</p>

<p>Cały ten wieczór... Sekret,
który odkrył, tęsknota za Snape'em, niewinne słowa Luny "to
znaczy, że go kochasz", które przeraziły go bardziej niż
sam Voldemort, wszystkie te łzawe, wylewne wyznania, jakie wymamrotał
Snape'owi, sekret, który tak bezmyślnie wypaplał, a teraz... koniec
Quidditcha. Ostateczny.</p>

<p>To zbyt wiele...</p>

<p>Spojrzał na trzaskający
cicho ogień i zamrugał kilka razy, czując, że
zaczynają go szczypać oczy. Wyjątkowo uporczywie.</p>

<p>Opadł na kanapę i
ukrył twarz w dłoniach. Nie wiedział, jak długo tak
siedział, nie miał pojęcia, ile czasu upłynęło.
Podejrzewał jedynie, że całkiem sporo. Ale on nie potrafił
wstać, nie potrafił podnieść się z kanapy i
zmusić się do wykonania jakiejkolwiek czynności. Miał
wrażenie, że wszystko się zawaliło.</p>

<p>...nigdy nie będziesz mnie tak
całował...</p>

<p>...nigdy tego nie poczuję...</p>

<p>To było żałosne. Tak
bardzo żałosne, że wciąż nie potrafił
uwierzyć, że to powiedział.</p>

<p>Ale to była prawda. I
bolała. Bolała go za każdym razem, gdy o tym pomyślał,
nieważne, jak bardzo próbował wmawiać sobie, że tak nie
jest.</p>

<p>Dlaczego, kiedy wszystko wydaje
się w końcu układać, on zawsze musi to zepsuć?
Dlaczego musiał tyle pić? Dlaczego poszedł do Snape'a? Dlaczego
nie przyjął od niego eliksiru? Dlaczego zachował się jak
skończony idiota? Dlaczego musiał znowu skomleć o te głupie
pocałunki? Dlaczego musiał wszystko wygadać? Dlaczego
chociaż raz nie potrafił się powstrzymać?</p>

<p>Dlaczego?</p>

<p>I jak teraz powie przyjaciołom,
że nie może grać w Quidditcha? Jaką wymówkę tym razem
wymyśli? Jak im spojrzy w oczy? Co powie Ron? Obrazi się na niego. Na
pewno. Obrazi się i nie będzie się do niego odzywał. A
Hermiona stanie po jego stronie. Ginny też będzie zła. Wszyscy
będą na niego źli. Cały Gryffindor odwróci się do
niego plecami. Znowu. A on po raz kolejny zostanie całkowicie sam.</p>

<p>Przełknął
ślinę, próbując pozbyć się szczypiącego,
bolesnego uścisku w gardle. Lecz nieprzyjemne uczucie nasilało
się, zaciskając pętlę na jego szyi i nie pozwalając mu
oddychać.</p>

<p>Zacisnął powieki mocniej,
ale to nie pomogło. Poczuł dwie samotne łzy spływające
po policzkach. Chciał je powstrzymać, ale nie potrafił.
Pojawiły się kolejne.</p>

<p>Zdjął okulary i wewnętrzną
stroną dłoni wytarł płynące po skórze łzy. Nie
był jednak w stanie wytrzeć także kolejnych. I kolejnych.</p>

<p>Przyłożył dłonie
do oczu i zacisnął usta, próbując stłumić szloch,
który usiłował się z nich wyrwać.</p>

<p>I wtedy poczuł ciepło. W
kieszeni.</p>

<p>Przetarł dokładnie oczy i
sięgnął mokrymi palcami po kamień.</p>

<p>Wymacał porzucone obok na
kanapie okulary i drżącą dłonią założył
je na nos. Niewiele to pomogło. Obraz przed jego oczami wciąż
był rozmazany. Ale po kilku chwilach intensywnego wpatrywania się w
kamień i mrugania powiekami, udało mu się odczytać
wiadomość:</p>

<p>Potter, dlaczego jeszcze nie
śpisz?</p>

<p>W pierwszej chwili Harry tylko
zmarszczył brwi, a w jego umyśle pojawił się wielki znak
zapytania. Skąd Snape wiedział, że nie śpi?
Przecież...</p>

<p>Nadeszło zrozumienie. No tak,
przez to wszystko zapomniał wysłać mu "dobranoc", tak
jak czynił to każdej, absolutnie każdej nocy, od kiedy tylko
otrzymał od niego klejnot. Ale zawsze myślał, że Snape
ignoruje jego wiadomości. Nigdy mu nie odpowiedział.</p>

<p>Czy Snape siedział i czekał
na wiadomość od Harry'ego? Czy to oznaczało, że...
lubił je otrzymywać? Że się do nich przyzwyczaił? I
kiedy Harry mu jej nie wysłał, domyślił się, że
coś jest z nim nie w porządku?</p>

<p>Nie, to chyba niemożliwe.
Może po prostu pracował do późna nad jakimś eliksirem i tak
sobie o nim pomyślał i zorientował się, że Harry nie
przesłał mu "dobranoc" i domyślił się,
że nie śpi i postanowił zapytać, dlaczego i...</p>

<p>Och, do diabła z tym!</p>

<p>Nie mogę zasnąć -
odesłał po chwili wahania. - Posiedzę sobie w Pokoju Wspólnym i
pójdę spać trochę później. Dobranoc.</p>

<p>Tak, to wystarczy.
Odłożył kamień i ponownie ukrył twarz w dłoniach.
Łzy przestały w końcu płynąc, ale oczy nadal go
szczypały. Zdjął okulary i zaczął trzeć powieki,
próbując pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia, że lada
chwila znowu się rozpłacze.</p>

<p>Nie może płakać. Nie
jest dziewczyną. Tylko dziewczyny płaczą.</p>

<p>Zresztą... powinien szukać
dobrych stron. Przynajmniej nie powiedział Snape'owi, że go kocha.
Tak, to zdecydowanie była jaśniejsza strona. Przecież gdyby
powiedział mu coś takiego... byłby skończony.</p>

<p>Wziął kilka
głębokich oddechów, próbując uspokoić swoje bijące
zdecydowanie za szybko serce i pozbyć się uścisku w gardle.</p>

<p>Spokojnie, wszystko będzie
dobrze...</p>

<p>Tak, jasne...</p>

<p>Założył okulary
ponownie i po prostu ukrył twarz w dłoniach, próbując
dojść do porozumienia z trzepoczącymi nieprzyjemnie w jego sercu
uczuciami.</p>

<p>I wtedy usłyszał szelest
odsuwającego się portretu.</p>

<p>No pięknie, brakowało mu
tylko jakiegoś spóźnionego, wracającego z nocnej wyprawy
Gryfona, który będzie zakłócał jego spokój. Może go nie
zauważy? Może po prostu sobie pójdzie do dormitorium i nie
będzie go zaczepiał?</p>

<p>"Proszę, idź
sobie" - powiedział w myślach. - "Chcę być
sam."</p>

<p>- Potter?</p>

<p>Harry poderwał gwałtownie
głowę.</p>

<p>To niemożliwe!</p>

<p>Odwrócił się i
spojrzał prosto w przypatrujące mu się uważnie,
zmrużone czarne oczy stojącego tuż za nim Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Wszystkiego mógł się
spodziewać, ale... Snape... w Pokoju Wspólnym Gryffindoru... Snape tutaj?!</p>

<p>Poderwał się z kanapy i potknął
o stolik.</p>

<p>- Ja... Co ty tu...? Co się...?
Ja nie... - jąkał się, próbując jednocześnie
złapać równowagę. Wyprostował się, po czym natychmiast
spuścił głowę i szybko uciekł wzrokiem, wbijając
go w odległy kąt pokoju.</p>

<p>Snape nie może zobaczyć
jego twarzy! Harry podejrzewał, jak musiał wyglądać. Nie
chciał... nie chciał, żeby Severus to dostrzegł... Cholera,
gdyby przyszedł chwilę wcześniej, mógłby zobaczyć...</p>

<p>Usłyszał cicho wymamrotane
zaklęcie i poczuł, jakby wszystko wokół nagle ucichło. Nie
słyszał trzasku ognia w kominku czy dochodzącego z góry
chrapania. Ani odgłosu tykającego cicho zegara.</p>

<p>Snape musiał rzucić
jakieś zaklęcie wyciszające, albo coś w tym rodzaju. I
maskujące, jeżeli o tym mowa, ponieważ Harry zauważył
rozrastające się, migoczące niczym bańka mydlana pole,
które ich otoczyło.</p>

<p>No tak, jak zawsze ostrożny...</p>

<p>- Potter. - Głos
mężczyzny zabrzmiał wyjątkowo głośno w
otaczającej ich ciszy. - Wiem, że nie byłbyś sobą,
gdybyś nie zignorował mojego polecenia, ale w tej sytuacji... -
urwał na chwilę i wyglądało na to, że zastanawia
się nad kolejnym zdaniem. Harry nie uniósł ani nie odwrócił
głowy. W jego umyśle kotłowało się zbyt dużo
pytań. I zbyt dużo emocji. Czego Snape mógł od niego
chcieć? Przecież chyba nie przyszedł aż do wieży
Gryffindoru, żeby kazać mu iść do łóżka. - Mam ci
coś ważnego do powiedzenia i chciałbym, żebyś dobrze
mnie wysłuchał - kontynuował mężczyzna. Jego głos
był już cichszy, spokojniejszy. Ale coś w nim zgrzytało. -
I radzę ci przestać wgapiać się w ten niewymownie interesujący
deseń na dywanie i spojrzeć na mnie, kiedy do ciebie mówię.</p>

<p>Harry zagryzł wargę,
czując, że jego serce zaczyna bić coraz szybciej.</p>

<p>Nie było mowy, aby mógł
zignorować to polecenie. Ale nie chciał podnosić głowy. Tak
bardzo nie chciał. Nie chciał, żeby Snape się
dowiedział... Nie chciał, żeby wziął go za
jakiegoś mazgaja, który nie potrafi uporać się ze swoimi
uczuciami. Przełknął ślinę, czując się całkowicie
rozdarty.</p>

<p>- Nie każ mi tego drugi raz
powtarzać. - Głos mężczyzny stał się ostrzejszy,
chłodniejszy.</p>

<p>Harry westchnął i powoli
uniósł głowę, spoglądając prosto we wbijające
się w niego czarne oczy.</p>

<p>W momencie, kiedy wzrok
mężczyzny padł na twarz Harry'ego, na jego zaczerwienione oczy i
nie do końca jeszcze zaschnięte ślady łez na policzkach...
jego źrenice rozszerzyły się gwałtownie, a usta
rozchyliły nieznacznie, wciągając ze świstem powietrze.
Wyglądał tak, jakby ktoś trafił w niego zaklęciem
oszałamiającym.</p>

<p>A Harry czuł się
wyjątkowo głupio, wiedząc, że wszystkie ślady
miotających nim uczuć są wyraźnie widoczne na jego twarzy.
Zarumienił się i natychmiast opuścił głowę
ponownie. To był błąd, nie powinien był w ogóle...</p>

<p>W powietrzu zawisła cisza. Teraz
jeszcze bardziej doskwierająca, kiedy nie słychać było
wokół żadnego innego dźwięku, poza dwoma oddechami. Jednym
przyspieszonym i jednym spokojnym. I szelestem szat. I odgłosem kroków.</p>

<p>Snape zatrzymał się
tuż przed Harrym, ale chłopak nie odważył się
podnieść wzroku. Po chwili jednak poczuł chłodny dotyk na
podbródku i jego twarz została łagodnie, lecz stanowczo uniesiona w
górę.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech,
widząc spoglądającego na niego z góry Severusa. I jego oczy...
Były... były... Było w nich coś takiego... jakaś
nieokreślona emocja. Snape wyglądał jak ogłuszony, jakby
zapomniał o wszystkim i jedyne, co go interesowało, to widoczne na
policzkach Harry'ego ślady łez, które przykrywał teraz rumieniec
zażenowania.</p>

<p>I Harry poczuł chłodny
dotyk. Severus przyłożył palec do wilgotnej skóry i powoli
poprowadził go w dół, śladem wyżłobionym przez łzy.
A jego dłoń drżała.</p>

<p>Harry nie oddychał. Nie
potrafiłby. Nie teraz, kiedy jego zmysły szalały, próbując
przetworzyć wszystkie nowe, nieznane bodźce, które do niego
docierały.</p>

<p>- Nie masz pojęcia... - szept,
który wydobył się z rozchylonych warg Severusa, zdawał się
dobiegać z bardzo, bardzo daleka. Z miejsca, które powinno pozostać
zamknięte. I Harry usłyszał w nim pęknięcie. Takie
samo, które dostrzegł w głębinach spoglądających na
niego oczu.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi, nie
potrafiąc powstrzymać własnych reakcji.</p>

<p>Nie masz pojęcia...</p>

<p>O czym?</p>

<p>Ale Snape nic więcej nie
powiedział. Wyglądał, jakby reakcja Harry'ego
wytrąciła go z jakiegoś dziwnego letargu, w którym się
znajdował. Jego rysy wyostrzyły się, a oczy zmrużyły.
Usta zacisnęły tak bardzo, iż zamieniły się w ledwie
widoczną kreskę.</p>

<p>Harry wpatrywał cię w dwa
ciemne, wdzierające się niemal w jego duszę tunele, i
próbował coś w nich dostrzec. Chciał znowu ujrzeć to
pęknięcie, które zniknęło tak nagle, jakby wcale go tam nie
było. Czerń była gładka niczym powierzchnia jeziora podczas
bezwietrznej nocy. I jedyne, co dostrzegał, to... maleńkie
światła gwiazd odbijające się w jego tafli. Oczy Severusa
migotały, kiedy patrzył na Harry'ego. Jego wzrok nie był ani
surowy, ani karcący. W mrocznych głębinach tlił się
ciepły blask. Zbyt odległy, by mógł ogrzać, ale
dostatecznie widoczny, aby mieć nadzieję, że kiedyś dotrze
do celu i roztopi to, co przez wiele lat pozostawało skute lodem.</p>

<p>Severus oblizał wargi i
odchrząknął. Harry zamrugał. Wyglądało na to,
że tym razem on wpadł w letarg. Ale nic nie mógł na to
poradzić. Za każdym razem, kiedy patrzył w te głębokie
oczy, opadał na samo ich dno.</p>

<p>- Przyszedłem tutaj... aby ci
powiedzieć, że zmieniłem zdanie - odezwał się po
chwili Severus. Jego głos był nieco niepewny, ostrożny, jakby
się obawiał, że Harry mógłby w każdej chwili
spłoszyć się i uciec niczym przerażone zwierzątko. -
Nie chcę, żebyś zrezygnował z Quidditcha. - Widząc
malujące się na twarzy Harry'ego zaskoczenie, kontynuował: -
Nikt nie dowie się o małej, brudnej tajemnicy tej róż... Tonks.
- Nie potrafił powstrzymać lekkiego skrzywienia się,
wypowiadając to nazwisko - Ani o tym, co robiła. I z kim. Merlin
świadkiem, że z chęcią bym się jej pozbył, ale
jeżeli to ma cię zr... - urwał i zamyślił się na
chwilę, marszcząc brwi. Harry nie poruszał się ani nie
odzywał. Nie potrafiłby. Nie teraz, kiedy twarz Snape'a była tak
blisko i słyszał te nieprawdopodobne zapewnienia spływające
z jego cienkich warg. - I żeby to było jasne... - kontynuował
Severus. - Nie chcę niczego w zamian. Nie robię tego dlatego, że
chcę, albo dlatego, że mnie o to prosiłeś, tylko dlatego,
że... zrozumiałeś, iż popełniłeś
błąd i byłeś na tyle odważny i odpowiedzialny, aby
się do niego przyznać i ponieść konsekwencje swojego czynu.
Sam już się wystarczająco ukarałeś. Mam nadzieję,
że dobrze zapamiętasz tę lekcję. - Harry skinął
głową, zbyt zaszokowany, aby wydusić z siebie chociaż
słowo. - Ale to nie zmienia faktu, że i tak złożę na
nią raport do dyrektora za to, że świadomie naraziła
cię... was na niebezpieczeństwo. Chyba to rozumiesz? - Harry ponownie
pokiwał głową. Wiedział, że ma szeroko otwarte oczy,
ale nie potrafił się powstrzymać. Był absolutnie
zszokowany.</p>

<p>Nadal może grać w
Quidditcha? Sekret Luny i Tonks jest bezpieczny? I Snape nie ma do niego
żadnych pretensji o to, co mu powiedział? O tym, jak bardzo pragnie,
aby go pocałował? Nie wspominał o tym ani słowem, jakby
złożył to po prostu na garb zamroczenia alkoholowego.
Wszystko... wszystko jest już dobrze?</p>

<p>Wpatrywał się w ciemne oczy
Snape'a, poszukując w nich jakiegoś haczyka, ale nic nie
dostrzegał. Wyglądało na to, że... to wszystko...
naprawdę...</p>

<p>Poczuł, że do jego serca
wlewa się ciepło. Nie, nie ciepło. Gorąco. Nie umiał
się opanować. Szarpnął się do przodu i przywarł
do wysokiego, chłodnego ciała, owijając ramiona wokół
Severusa i przyciskając się do niego z taką siła, jakby
chciał zgnieść w tym uścisku każdą złą
myśl i każdą nieznośną łzę.</p>

<p>- Dziękuję -
wyszeptał, nie potrafiąc powstrzymać radości w swoim
głosie i uśmiechu, który wypłynął na jego wargi i nie
chciał już ich opuścić.</p>

<p>Czuł przyprawiający go za
każdym razem o zawroty głowy intensywny, ziołowy zapach
Severusa, czuł szorstkość jego szaty, która drapała go w
policzek, słyszał spokojne bicie jego serca i wiedział, że
tu jest jego miejsce. Dokładnie tu, przy nim, w tych chłodnych
ramionach, które oplatały go teraz powoli, jakby niepewnie... i także
przyciągały do siebie.</p>

<p>Harry zacisnął powieki i po
prostu wtulał się w ciemność, otoczony zapachem i oddechem
Snape'a. I marzył tylko o tym, aby mógł zostać tak już na
zawsze. Wiedział, że nie cofnąłby niczego, co zrobił,
nie zmienił żadnego swojego wyboru, który doprowadził go aż
tutaj, do tego miejsca. Że każda decyzja, każda cena, którą
zapłacił, była tego warta. I zawsze będzie.</p>

<p>- Czy teraz pójdziesz spać? -
usłyszał cichy głos tuż nad swoją głową.
Mruknął coś w odpowiedzi, wtulając się
głębiej w ramiona Severusa. - Potter, zadałem ci pytanie. - Głos
stał się nieco ostrzejszy i Harry westchnął z
rezygnacją. Lepiej nie wystawiać na próbę cierpliwości
Severusa. Poza tym znajdowali się przecież w Pokoju Wspólnym
Gryffindoru. Snape może i rzucił na nich jakieś maskujące
zaklęcia, ale to nadal nie było zbyt bezpieczne miejsce.</p>

<p>Harry westchnął jeszcze
raz, puścił Severusa i odsunął się,
spoglądając na niego z uśmiechem.</p>

<p>- Pójdę - odparł cicho,
sięgając po dłoń mężczyzny i przysuwając
ją do swoich ust. - Pójdę, oczywiście. Już zaraz. Tylko...
- wymamrotał, po czym zamilkł i po prostu pocałował
chłodne palce. Opuścił powieki i całował.
Całował opuszki palców, knykcie, szorstką, poprzecinaną
bliznami i stwardnieniami skórę wewnętrznej strony dłoni. I nie
potrafił przestać. Przepełniała go taka radość i
wdzięczność, że nie byłby jej w stanie wyrazić
nawet tysiącami pocałunków. - Dziękuję - wyszeptał
jeszcze raz, całując po raz kolejny opuszki palców. Uniósł
powieki i spojrzał we wbite w siebie, migoczące oczy Severusa.</p>

<p>Tak, widział w nich blask. Teraz
jeszcze wyraźniejszy niż przedtem. I znacznie bliższy. Severus
oblizał wargi i łagodnie wyciągnął dłoń z
uścisku Harry'ego.</p>

<p>- Wystarczy już, Potter.
Miałeś iść spać.</p>

<p>Harry zmusił się, aby
puścić jego rękę.</p>

<p>- A tak. Już. Spać. Jasne.
- Uśmiechnął się szeroko i zrobił kilka kroków w
tył.</p>

<p>Och, i tak wiedział, że nie
zaśnie. Czuł się zbyt szczęśliwy, a to uczucie
płonęło w nim i nasycało go energią. Wydawało mu
się nieprawdopodobne, że jeszcze chwilę temu rozklejał
się na tej kanapie, a teraz miał wrażenie, że niewiele
dzieli go od podskakiwania.</p>

<p>Od depresji do szczęścia w
kilka chwil. Tylko Snape potrafił go do tego doprowadzić.</p>

<p>Podszedł tyłem do schodów,
nie spuszczając wzroku z przypatrującego mu się zmrużonymi
oczami mężczyzny.</p>

<p>Ale zanim odwrócił się, aby
wbiec na górę, uśmiechnął się jeszcze raz i
powiedział radosnym szeptem:</p>

<p>- Dobranoc, Severusie.</p>

<p>Na wargach Snape'a pojawił
się krzywy uśmieszek.</p>

<p>- Dobranoc.</p>

<p>Harry odwrócił się i
wbiegł po schodach, czując, że jego serce jest lżejsze
niż kiedykolwiek.</p><empty-line /><p>* "Something I can never
have" by Nine Inch Nails</p>

<p>_________________</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 35 ---</strong></p>

<p><strong>35. Christmas Time</strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
I'm lost in you everywhere I run</p><empty-line /><p>
Everywhere I turn I'm finding something new</p><empty-line /><p>
Lost in you, something I can't fight</p><empty-line /><p>
I cannot escape</p><empty-line /><p>
I could spend my life lost in you! Lost in you!*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Część 1</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Harry obudził się w niezwykle dobrym humorze, pomimo tego, że
zasnął dopiero nad ranem, kiedy niebo już się
rozjaśniało. Nawet metaliczny posmak w ustach, język przylepiony
do podniebienia i pulsujący ból głowy nie potrafiły mu
zepsuć samopoczucia. I nie czuł się wcale zmęczony. No,
może odrobinę... To nieważne, że nogi się pod nim
uginały, a kiedy wstał, zakręciło mu się w głowie
i musiał usiąść ponownie na łóżku, aby się
nie przewrócić. Przepełniała go radosna energia i przyjemne
podekscytowanie. Po tym, co się wczoraj wydarzyło, najbliższe
dziesięć dni przerwy świątecznej zapowiadało się
jeszcze lepiej, niż wcześniej. Musi, musi dopilnować, aby
mieć jak najwięcej czasu, który będzie mógł spędzić
z Severusem. Choćby miał przez cały czas jedynie siedzieć w
kącie i gapić się na niego. To wystarczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przepełniony energią zerwał się z łóżka i po
kilku chwiejnych krokach, nie czekając ani na Rona, ani na Neville'a,
poszedł wziąć prysznic, po czym zbiegł na dół na
śniadanie. Severusa nie było. Och, a tak bardzo chciał go zobaczyć!
Ale może to dobrze, że go nie było. Nie potrafiłby się
chyba powstrzymać, aby się do niego nie uśmiechać, a to
wydałoby się podejrzane.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko było dobrze, a przynajmniej jego przepełniony endorfinami
umysł mu to wmawiał, dopóki nie spojrzał na ociekające
tłuszczem smażone kiełbaski i jajecznicę na bekonie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nagle, nie wiedząc dlaczego, poczuł się bardzo, bardzo źle
i ku zaskoczeniu kilkorga uczniów, którzy tak jak on, przybyli na
śniadanie wcześniej, wybiegł z Wielkiej Sali kierując
się prosto do najbliższej ubikacji. Po spędzeniu kwadransa nad
jedną z umywalek, przemył twarz wodą i poczłapał z
powrotem. Ron i Hermiona siedzieli już przy stole i także
wyglądali na nieco chorych, ale nie przeszkadzało im to zajmować
się sobą i ledwie zwracać uwagę na otoczenie.
Uśmiechali się do siebie, rumieniąc się na przemian i
szepcząc coś zawzięcie. Harry nawet nie starał się
podsłuchiwać. Sam był zbyt zajęty myśleniem o
przytulającym go i dotykającym jego twarzy Snapie. I patrzącym
na niego w taki sposób, jakby chciał powiedzieć mu coś bardzo
ważnego, ale nie mógł tego z siebie wydusić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie masz pojęcia...</p><empty-line /><empty-line /><p>
O czym nie miał pojęcia? O czym nie mógł mieć pojęcia?
Ta myśl nie dawała mu spokoju.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie masz pojęcia...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Bał się w ogóle kończyć to zdanie. Próbował, ale
wszystko wydawało się zbyt trywialne, zbyt... nieprawdopodobne.
Zniszczyłoby tylko wyzierającą z niego tajemnicę,
spłaszczyłoby przekaz i mogłoby odebrać tlącą
się w sercu nadzieję. Nie chciał myśleć o tym, jak
mogłoby brzmieć zakończenie. Ponieważ mogłoby to
być coś, czego wcale nie chciałby usłyszeć... Ale z
drugiej strony, nie potrafił przestać się nad tym
zastanawiać. Ciekawość była silniejsza od strachu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego sny na jawie przerwał błysk tęczowych włosów. Harry
odwrócił głowę i zobaczył wchodzącą do Wielkiej
Sali Tonks. Jej czupryna mieniła się wszystkimi kolorami tęczy.
Uczniowie odwracali głowy i przyglądali się jej z pełnym
zachwytu milczeniem. Harry szybko poszukał wzrokiem Luny, ale
przyjaciółka nie przyszła na śniadanie. To było niezwykle
wręcz dziwne. Chociaż w przypadku Luny to słowo nie
wydawało się zbyt adekwatne, zważywszy na to, że wszystko,
co się z nią wiązało, było "dziwne". A
jednocześnie takie... prawdziwe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Także to, co wczoraj wieczorem podejrzał w stojącej za
Świńskim Łbem szopie. Jego wyobraźnia została
natychmiast zaatakowana obrazami Luny i Tonks w uścisku, przytulonych do
siebie, scałowujących wahanie ze swych ust, dotykających
się i robiących wszystkie te rzeczy... Wciąż zastanawiał
się, czy to wydarzyło się naprawdę, czy też była
to tylko projekcja jego zamroczonego alkoholem umysłu. Ale nie, to
było zbyt realne... Wciąż miał w uszach dźwięk
ciężkiego oddechu Luny i podmuch wymieszanego z perfumami
ciepłego powietrza, które uderzało go w twarz, kiedy stał i
zafascynowany przypatrywał się rozgrywającej się we
wnętrzu szopy scenie. Tak, to było absolutnie i niezaprzeczalnie
prawdziwe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tak samo prawdziwe, jak uśmiechnięta, promieniująca
radością kobieta - jego nauczycielka - która usiadła
właśnie przy stole nauczycielskim i jak gdyby nigdy nic
zaczęła konwersację z pozostałymi członkami grona
pedagogicznego. To było takie dziwne, znać tę tajemnicę.
Czy Luna czuła się tak samo, kiedy patrzyła na Harry'ego albo
Snape'a? Co mogła sobie myśleć? A może nie
myślała nic, może dla niej było to po prostu absolutnie
naturalne i akceptowała to, że Harry'emu może podobać
się ponad dwa razy starszy mężczyzna? Może widziała
to, czego nie można było zobaczyć gołym okiem? Może
rozumiała więcej, niż przeciętny obserwator? Dlaczego
Hermiona, pomimo tego, że była przecież taka inteligentna, nie
potrafiła tego dostrzec i zrozumieć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było fascynujące i Harry nie potrafił znaleźć na to
wyjaśnienia. Podejrzewał jedynie, że Luna byłaby w stanie
zaakceptować absolutnie wszystko, o ile nie krzywdziłoby to
jakiejś istoty. I to było w pewnym sensie... uspokajające.
Że zawsze będzie miał kogoś, z kim będzie mógł o
wszystkim porozmawiać. Nie to, żeby miał taki zamiar, albo
żeby tego potrzebował. Ale miło było wiedzieć, że
ktoś taki jest. Prawda?</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez cały ranek i część popołudnia nie miał
nawet chwili dla siebie, ponieważ pomagał Ronowi się
pakować i musiał pogadać chwilę z każdym z
wyjeżdżających przyjaciół oraz pożegnać się
z nimi. Ginny naśmiewała się z jego wczorajszych wyczynów, a
Neville rumienił się na każdą wzmiankę o Anastassy.
Tuż przed wyjazdem Harry podarował prezenty Ronowi, Hermionie i Ginny
i przekazał przyjacielowi paczkę dla całej rodziny Weasleyów.
Ron niezwykle ucieszył się z wielkiego kufra słodyczy z
Miodowego Królestwa, a Hermiona, ku zazdrosnemu spojrzeniu Rona,
pocałowała go mocno w policzek, w podziękowaniu za nowy komplet
podręczników o starożytnych runach. Od Rona otrzymał
książkę o zaawansowanych technikach i zwodach dla szukających
w Quidditchu (wcale go to nie zaskoczyło) a od Hermiony nowe pióro z
mieniącą się tęczowo lotką (zrobiło mu się
głupio, kiedy jego umysł podsunął mu jedno bardzo konkretne
skojarzenie). Ginny podarowała mu krawat w czarno-czerwone pasy, który w
zależności od nastroju, przybierał bardziej czerwoną albo
bardziej czarną barwę. Całkowita depresja oznaczała
absolutną czerń. A czerwień...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- ...no cóż, to musisz sam odkryć - uśmiechnęła
się szelmowsko na pożegnanie i mrugnęła do niego, po czym
pomachała mu i odbiegła do czekającego na nią z
bagażami Grega. Harry pożegnał się z przyjaciółmi,
obiecując, że napisze zaraz po świętach i pomachał im,
kiedy znikali w czarnych powozach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zostały mu jeszcze dwa prezenty - dla Hagrida i dla Luny, ale nigdzie nie
mógł dostrzec przyjaciółki. Cóż, najwyżej wyśle go
sową. Ale to trochę dziwne, że nie przyszła się z nim
pożegnać To było do niej niepodobne. Hagridowi zamierzał
wręczyć prezent, gdy odwiedzi go w czasie świąt.
Obiecał, że to zrobi i nie miał zamiaru złamać
słowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po kilkunastu kolejnych minutach, kiedy wszystkie powozy już
odjechały, a w zamku zapadła cisza, Harry odwrócił się i
wszedł do holu głównego. Rozejrzał się po opustoszałym
zamku i wziął głęboki wdech, rozkoszując się
panującym wokół spokojem. Był sam. Nie licząc nauczycieli,
paru uczniów, którzy, tak jak on, zostali na święta, całego
zastępu duchów i mnóstwa skrzatów domowych. No, prawie sam. I miał
cały czas tego świata (a dokładniej - dziesięć dni),
aby spędzać go z Severusem, u Severusa i pod Severusem. No i
może na Severusie. Zachichotał pod nosem i ruszył w
długą drogę do Pokoju Wspólnego. Miał resztę
popołudnia dla siebie, nie niepokojony przez nikogo, więc może
zrobić to, co planował już od wczoraj. Czyli "uzupełnić"
prezent dla Snape'a o dźwięki i słowa. A żeby to
zrobić, będzie potrzebował dużo skupienia, chociaż i
tak wciąż się wahał i nie był pewien, czy da
radę. Ale skoro już się przed nim masturbował podczas jego
urodzin, to nie powinno to być takie trudne. Przynajmniej miał
taką nadzieję.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry po raz dziesiąty już przybliżył ukrytą w
dłoniach, błyszczącą figurkę do ust i wyszeptał:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jęcz dla mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Teraz już się tak nie rumienił, kiedy z figurki
zaczęły dobiegać jego zduszone, przeciągłe jęki i
ciężkie, pełne przyjemności sapanie. Na początku,
tuż po nagraniu, kiedy po raz pierwszy to odsłuchał, miał
wrażenie, że jego twarz jest tak czerwona, iż niemal paruje.
Dziwaczne było słuchanie swoich własnych jęków, które
wydawał podczas masturbacji. Dziwaczne, a jednocześnie
całkiem... ekscytujące. Chyba już zaczynał rozumieć,
dlaczego Snape aż tak bardzo to lubił. A teraz zawsze będzie
mógł tego słuchać. I może nawet, może nawet... Nie,
nie pomyśli o tym, o czym chciał pomyśleć, bo zaczyna
się coraz bardziej podniecać. Znowu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jęki i sapanie osiągnęły już najwyższy poziom, przeradzając
się w ochrypłe pokrzykiwania. Harry oblizał wargi,
zamykając oczy i przypominając sobie dokładnie to uczucie, kiedy
już prawie, już prawie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
O tak, teraz. Długi, zachrypnięty krzyk. Tak jakby umierał z
przyjemności i ostatkiem tchu próbował przekazać światu,
jak mu dobrze. Nawet nie wiedział, że tak brzmi... Jego penis
drgnął, ale Harry rozkazał mu leżeć spokojnie.
Ponieważ teraz, teraz, po tym ciężkim, urywanym sapaniu, po tym łapczywym
łapaniu powietrza i ostatnich rytmicznych pomrukach pulsującej
przyjemności, teraz miało nadejść najważniejsze...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Cichy, ochrypły, ale zadziwiająco dobrze słyszalny szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Dobranoc, Severusie..."</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uśmiechnął się do siebie. Doskonała robota. Ha,
Severus nawet się nie spodziewa...! Harry wziął małe
pudełeczko w zielono-srebrne płatki śniegu i ostrożnie
ułożył figurkę na znajdującej się w środku
atłasowej poduszeczce. Zamknął je i przy pomocy magii
owinął srebrną wstążka. Sięgnął po
leżącą obok kartkę z wygrawerowaną na niej
podobizną lwa i węża. Otworzył ją ostrożnie i
zapatrzył się w znajdujący się w środku tekst. Bardzo
długo myślał nad tym, co napisać. Chyba nawet
dłużej niż zajęła mu masturbacja. Wszystko, co
wymyślił, wydawało mu się albo zbyt sentymentalne, albo
zbyt ckliwe, albo po prostu głupie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Chce być z tobą", "Zawsze będziesz w moim
sercu", "Nie potrafię bez ciebie żyć"... Nie, nie
i jeszcze raz nie! To wszystko było do niczego. Potrzebował
czegoś, czegoś... Potrzebował czegoś, co poczuje.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I w końcu, po godzinie czy dwóch intensywnego wpatrywania się w
widniejących na kartce lwa i węża, przenikających się
wzajemnie, łączących ze sobą w jedność,
zatapiających w sobie... złapał pióro i nakreślił to,
co spłynęło prosto z jego serca.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severusie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie mogę z tym walczyć, nie mogę od tego uciec, mogę
jedynie spędzić swoje życie, zatracając się w tobie. I
wciąż potrzebuję więcej ciebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na pamiątkę naszych pierwszych wspólnych Świąt,</p><empty-line /><empty-line /><p>
Twój Harry</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
***</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy obudził się następnego dnia, słońce stało
już wysoko na niebie. Był tak zmęczony poprzednią
nieprzespaną nocą, że teraz, kiedy nie było nikogo, kto by
go obudził, spał tyle, ile tylko mógł. I przegapił
śniadanie. Na szczęście zapewne któryś ze skrzatów
zostawił mu kilka tostów na stoliku nocnym obok łóżka. Jego
poranny nastrój był jeszcze lepszy niż wczoraj. Ponieważ
dzisiejszy dzień był tym, na który tak bardzo czekał. Dzisiaj...
spędzi Wigilię ze Snape'em!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zaraz po skonsumowaniu posiłku, przypomniał sobie o tym, że
zaplanował napisać list do Lupina. Miał teraz wystarczająco
dużo czasu. Złapał pióro i pergamin i nakreślił kilka
typowych słów, że u niego wszystko w porządku, że dobrze
się uczy, a Dumbledore pilnuje go jak oka w głowie. I wtedy
wpadł mu do głowy pewien pomysł. Dyrektor pewnie zataja przed
nim pewne fakty, ale może Lupin... może on powie mu cokolwiek o tym,
co dzieje się na zewnątrz? Jest przecież członkiem Zakonu
Feniksa. Na pewno wie więcej, niż to, co mówi mu Dumbledore.
Pomyślał jeszcze przez chwilę, po czym zdecydował się
i zadał kilka pytań, które wydawały mu się wystarczająco
niewinne, aby Lupin nie pomyślał o tym, że Harry chce od niego
wyciągnąć jakieś tajne informacje. "Zastanawia mnie,
jak radzisz sobie ze swoją pracą dla Zakonu? Czy wszystko jest w
porządku? Dochodzą do nas dziwne plotki. Podobno Voldemort
rośnie w siłę, wiesz coś o tym? Czy powinniśmy
się przygotowywać do konfrontacji?" i kilka w podobnym stylu,
zręcznie wplatając je w opisy swojego zwykłego życia w
Hogwarcie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zadowolony z rezultatu zalakował kopertę i wybrał się do
sowiarni. Hedwiga niezwykle się ucieszyła z możliwości
wyrwania się z zamku i wyfrunęła przez okno od razu, kiedy tylko
otrzymała kopertę, a Harry nie musiał zachęcać jej
nawet obietnicą sowich przysmaków.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez kilka godzin siedział w dormitorium, leniuchując i
czytając książkę, którą podarował mu Ron. Nikt go
nie niepokoił. Nawet nie wiedział, ilu uczniów zostało na
święta w Hogwarcie i szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go
to. Nareszcie miał spokój i mógł sobie odpocząć. Co prawda,
czekała na niego sterta zadań domowych, których nauczyciele nie
omieszkali zadać im w ostatni dzień zajęć, ale na razie
postanowił się nimi nie przejmować i w ogóle o nich nie
myśleć. Teraz inne rzeczy były o wiele ważniejsze. Na
przykład Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na obiad postanowił jednak zejść, na wypadek, gdyby nauczyciele
zaczęli zastanawiać się, gdzie podział się ich
Złoty Chłopiec. I kiedy tylko przekroczył próg Wielkiej Sali,
doznał wielkiego zaskoczenia. Nie zobaczył Snape'a, ale nie było
to wielkie zaskoczenie. Przy stole nauczycielskim, przy którym zgromadzono
wszystkich uczniów i nauczycieli, którzy postanowili zostać na
święta w Hogwarcie, siedziała Luna. I Tonks. Naprzeciw siebie. A
oprócz nich pięcioro młodych Ślizgonów, czterech Puchonów w
różnym wieku i dwóch Krukonów wyglądających na pierwszorocznych.
Z Gryffindoru nie było nikogo. Harry zamrugał i ruszył w
kierunku końca sali. Dumbledore powitał go uprzejmym skinieniem
głowy, a Luna uśmiechnęła się do niego promiennie.
Harry usiadł pomiędzy Krukonem i Puchonem i uprzejmie przywitał
się z każdym z nauczycieli. Oprócz Tonks, Dumbledore'a i profesor
McGonagall, na święta pozostała także profesor Sprout,
profesor Sinistra, Hagrid i profesor Flitwick. No i Snape. Dla Harry'ego równie
dobrze wszyscy pozostali mogliby zniknąć. To było trochę
nie w porządku wobec Luny i Tonks, ale to przecież nie o
świętach z nimi marzył przez kilka ostatnich tygodni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A więc Luna i Tonks także miały ten sam plan, co Harry i Snape.
Na to wyglądało. Szczególnie, kiedy tak miło się do siebie
uśmiechały. Harry zagryzł wargę i zabrał się za
ziemniaki z sosem czosnkowym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Niewiele rozmawiali. Dumbledore opowiadał coś profesor Sprout, a
Hagrid przez cały czas uśmiechał się do Harry'ego i
dopytywał, kiedy dokładnie go odwiedzi. Harry obiecał, że
następnego dnia. Planował iść jeszcze później, ale
przecież nie mógł aż tak zwlekać, aby półolbrzym nie
pomyślał, że wcale nie ma na to ochoty i żeby się na
niego nie obraził.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna nie odzywała się wiele. Rozglądała się wokół
nieco rozmarzonym wzrokiem i powiedziała Harry'emu, że wygląda
na bardzo radosnego i podekscytowanego. Jakby na coś czekał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To byłoby głupie udawać, że tak nie jest, bo wiedział,
że jakąkolwiek wymówkę by nie wymyślił, to Luna i tak
nie uwierzyłaby mu. Ponieważ widziała prawdę. Dlatego po
prostu skinął głową i pozwolił, by jego usta
rozciągnęły się w uśmiechu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Połamania przyrodzenia - odparła radośnie i Harry przez kilka
minut miał poważne problemy z oddychaniem po tym, jak zakrztusił
się ziemniakiem. Dopiero dzięki pomocy pani Pince, która
podbiegła do niego i przy pomocy różdżki cisnęła w
jego plecy silne pole uderzeniowe, udało mu się złapać
haust powietrza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna patrzyła na niego wyraźnie przestraszona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, jeżeli powiedziałam coś nie tak, Harry. Kilka
razy słyszałam, jak moi dalecy mugolscy krewni życzyli sobie
tego, kiedy na coś czekali. Tylko, że oni mówili o nogach, ale chyba
nikt nie chciałby połamać sobie nóg, bo to bardzo bolesne. A
potem, kiedy bawili się w zjeżdżanie po poręczy i
najmłodszy z nich nagle zaczął wrzeszczeć jak opętany
i dziwnie piskliwym głosem powiedział mojej ciotce, że
"uszkodził sobie przyrodzenie", to pomyślałam, że
to chyba jest nawet bardziej bolesne, niż złamanie obu nóg. No i tak
samo trudno się po tym chodzi, ponieważ on tylko leżał na
podłodze i się wił. Więc pomyślałam, że
lepiej jest życzyć właśnie tego. Bo jak raz
życzyłam połamania nóg mojej ciotce, kiedy miała
jechać na jakieś mugolskie zabiegi przeciw reumatyzomywomowi, czy
jakoś tak, to strasznie zaczęła na mnie krzyczeć -
zakończyła Luna i odetchnęła głęboko, spoglądając
na Harry'ego, który odwdzięczył się nieco nerwowym
uśmiechem i pomyślał sobie w duchu, że Luna jest
wspaniałą przyjaciółką, ale gdyby miał być z
nią w związku, to chyba musiałby codziennie zażywać
eliksiry, które przynajmniej częściowo potrafiłyby
stępić jego poczucie rzeczywistości. Albo zacząłby
się narkotyzować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Patrząc na zerkające ukradkowo na siebie Lunę i Tonks,
przypomniał sobie o czymś. Snape powiedział, że
złoży raport na Tonks. Ale wyglądało na to, że
pomiędzy Nimfadorą a dyrektorem wszystko było w najlepszym
porządku. Dumbledore pochwalił jej tęczowy kolor włosów i
wyraził nadzieję, iż oznacza on tylko jedno - że Tonks jest
w Hogwarcie bardzo szczęśliwa. Nieco nerwowych spojrzeń
pojawiło się dopiero, kiedy zapytał o to, jak udała się
impreza, ale wszyscy, którzy na niej byli, łącznie z Harrym,
zapewnili, że była naprawdę świetna i że nie mogą
się doczekać następnej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to oznaczało, że Snape zrezygnował? Nie, to nie w jego
stylu. Może po prostu postanowił zaczekać i zrobić to po
świętach? Dla Harry'ego? Możliwe. Ta myśl rozgrzała go
i dokończył obiad z uśmiechem na twarzy i w bardzo dobrym
humorze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po posiłku, nie oglądając się na nikogo i z nikim nie
rozmawiając, wrócił szybko do dormitorium. Był zbyt
podekscytowany. Teraz myślał już tylko o świątecznej
kolacji i o tym, co wydarzy się po niej. A nie miał najmniejszych
wątpliwości, że coś się wydarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy tylko rzucił się na łóżko, poczuł ciepło w
kieszeni. Wyjął kamień, a jego serce zaczęło bić
nieco szybciej. Odczytał wiadomość:</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po kolacji, w moich komnatach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Teraz serce Harry'ego przyspieszyło już tak, że przez
kilkanaście minut miał problem z uspokojeniem go. Był tak
cholernie podekscytowany, że przez jakiś czas krążył
tylko po pomieszczeniu, nie wiedząc, co powinien teraz zrobić, w
jakiej kolejności to zrobić i czy w ogóle coś robić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po krótkim namyśle postanowił wdrożyć w życie swój
"przebiegły" plan. Myślał o nim już
wcześniej, lecz wciąż trochę się obawiał. Ale co
tam, w końcu ma spędzić z Severusem święta, musi więc
wprowadzić nieco świątecznego nastroju w jego mroczne komnaty!
Wezwał Zgredka i poprosił go o dostarczenie kilku
łańcuchów, świecidełek i jakiejś małej choinki,
bo chciał "udekorować jeszcze trochę swoje
dormitorium". Zgredek jak zwykle wykazał się przesadnym
entuzjazmem i przyniósł mu cały wór różnego rodzaju ozdób
świątecznych. Harry spędził dobrych kilkanaście minut
na wybieraniu z niego jakichś odpowiednich kolorystycznie i nieprzesadnie
złoconych łańcuchów i girland. Skupił się raczej na
zieleni i srebrze. No i czerwieni. Musiał przecież wprowadzić
nieco swojej osobowości. Wszystko zapakował do mniejszego worka, po
czym wykradł się z dormitorium w pelerynie niewidce i ukrył go
za posągiem wściekłego ghula, znajdującym się tuż
przy schodach prowadzących do lochów, po czym szybko wrócił na
górę. Zabierze go, kiedy będzie szedł do Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Do kolacji pozostało jeszcze kilka godzin. Skrajną głupotą
byłoby rozpoczęcie przygotowywania się do niej już teraz.
Ale Harry w swoim obecnym stanie nie myślał zbyt racjonalnie.
Najpierw przekopał się przez swój kufer, wyciągając z niego
nową, czerwoną koszulę i czarny krawat. Były pogniecione, a
więc rzucił na nie zaklęcie wygładzające. Ze spodniami
nie poszło mu już tak łatwo. Wiedział, jak zreperować
okulary, ale naprawa podartych i zakrwawionych spodni nie była już
tak prosta i spędził dobrych kilkanaście minut na wertowaniu
podręcznika do zaklęć. Po jakimś czasie, kiedy najpierw
zabarwił spodnie na fioletowo, a następnie zmniejszył je i
zamienił w tekturowe, udało mu się je w końcu
załatać i wyczyścić. Poszłoby szybciej, gdyby nie to,
że jedyne, o czym myślał, to Snape. Nie potrafił
skupić się nawet na tak prostej czynności jak zawiązanie
krawatu. Po obowiązkowym prysznicu, kiedy ubrał się w końcu
i zmniejszył prezent dla Severusa tak, aby zmieścił mu się
do kieszeni i kiedy stanął przed lustrem, aby sprawdzić wyniki
swoich zabiegów, zegar w Pokoju Wspólnym wybił punkt osiemnastą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
O cholera! Kolacja zaczynała się godzinę wcześniej niż
zwykle! Zupełnie o tym zapomniał! Szybko przygładził
włosy, a przynajmniej spróbował to zrobić, sprawdził, czy
niczego nie zapomniał, po czym, z bijącym szybko sercem, zszedł
na dół do głównego holu. Kiedy wszedł do Wielkiej Sali,
wszystkie miejsca przy stole były już zajęte.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No pięknie. Przyszedł jako ostatni!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale kiedy podszedł bliżej, jego serce zabiło jeszcze mocniej.
Jedyne wolne miejsce, które pozostało, znajdowało się...
tuż naprzeciw Mistrza Eliksirów. Przez chwilę, gdy szedł
wzdłuż długich stołów domów, nie potrafił uwierzyć
w swoje szczęście, ale potem napłynęło zrozumienie. Po
prostu żaden z uczniów nie chciał siedzieć twarzą w twarz
ze swoim znienawidzonym nauczycielem. Nawet młodzi Ślizgoni woleli
swoje towarzystwo przy jednym z końców stołu. A kolejną
niespodzianką było to, że tuż obok wolnego miejsca...
siedziała Luna, która odwróciła się do niego i
uśmiechnęła. Kiedy Harry podszedł jeszcze bliżej,
nareszcie mógł przyjrzeć się Snape'owi. Mężczyzna
siedział z lekko pochyloną głową i skrzywioną,
niezadowoloną miną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było dziwne, ale Harry poczuł nagły przypływ
czułości na jego widok. Został przecież wyrwany ze swoich
ukochanych, chłodnych, mrocznych lochów i rzucony na pastwę
świecidełek, grających świąteczne piosenki stroików i
ubranego w purpurę Dumbledore'a. Dumbledore'a, który właśnie
przerwał rozmowę z siedząca po jego prawej stronie profesor
McGonagall i uśmiechnął się do Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, mój drogi chłopcze, czekaliśmy na ciebie - powiedział
jowialnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam - wymamrotał chłopak. - Zapomniałem, że to...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, nie przejmuj się - dyrektor machnął ręką. -
Najważniejsze, że w końcu tu dotarłeś.
Opowiadałem wam, jak kiedyś jeden z uczniów skręcił nie w
ten korytarz, co trzeba i zaginął? Znaleźliśmy go po trzech
dniach na poddaszu Wieży Astronomicznej. Nie potrafił
wyjaśnić, jak się tam dostał. Prawdopodobnie trafił na
jedno z tych losowo przemieszczających się po zamku przejść
lustrzanych. Do tej pory nie udało mi się żadnego upolować,
a próbuję już od... prawie pół wieku. - Dumbledore
wyglądał na nieco mniej zmęczonego niż zazwyczaj i znacznie
radośniejszego. Albo sprawy zaczęły układać się w
końcu po jego myśli, albo to po prostu czas świąt tak na
niego wpłynął. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że
jest to okres magiczny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uśmiechnął się uprzejmie i zajął miejsce
obok Luny, ale zanim zdążył choćby spojrzeć na Snape'a
po raz drugi, dziewczyna pochyliła mu się do ucha i wyszeptała:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zajęłam dla ciebie miejsce, Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak poczuł, jak na jego policzki wypływa rumieniec.
Wymamrotał podziękowanie i zerknął na Severusa, który
właśnie w tym samym momencie podniósł głowę i
spojrzał prosto na niego. Jego twarz pozostała bez zmian, ale Harry
to dostrzegł. Jasny, szybki i bardzo mocny błysk w czarnych oczach.
Potrafił już bezbłędnie odczytywać takie sygnały.
A ten sprawił, że zrobiło mu się ciepło w środku
i jego policzki przybrały jeszcze intensywniejszą barwę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Widząc to, Severus zmarszczył brwi, a Harry szybko pochylił
głowę, nakazując sobie w myślach zachować spokój. Ale
łatwo było mówić "zachowaj spokój", kiedy Severus
siedział zaledwie metr od niego. A jeżeli wliczyć dolną
część stołu, to nawet bliżej. A może gdyby
się postarał, to mógłby go nawet dotknąć nogą...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie, nie. Nie! Nie teraz! To zbyt niebezpieczne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale, do cholery, on jest tak blisko...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry skarcił się w myślach i całą siłą woli
zmusił się, aby siedzieć spokojnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter, zachowujesz się jak sklątka tylnowybuchowa przed
eksplozją - warknął cicho Snape, spoglądając na niego
ze zmarszczonymi brwiami. - Jeżeli moje towarzystwo aż tak wyprowadza
cię z równowagi, to może zamienisz się z kimś miejscami?
Wydaje mi się, że tak będzie bezpieczniej dla... ciebie -
zakończył Mistrz Eliksirów, chociaż pauza przed ostatnim słowem
sugerowała, że zamierzał powiedzieć coś zupełnie
innego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry najeżył się. Chciał siedzieć naprzeciw Severusa!
Nie da się stąd wyrzucić tylko dlatego, że Snape
myśli, że Harry nie potrafi się opanować. Wiedział,
że jest trochę zdenerwowany, ale potrzebuje jedynie trochę
czasu, aby się uspokoić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję profesorze - odparł spokojnie - ale dobrze mi tu,
gdzie jestem. Mogę pana zapewnić, że nie zamierzam
wybuchać, jeżeli oczywiście pan nie zrobi tego pierwszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach coś za oczami mężczyzny zabłysło,
a Harry zachichotał w duchu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Runda pierwsza zaliczona. I wyglądało na to, że Harry
zdobył punkt.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, zapewniam cię Potter, że prędzej zamienię się w
skrzyżowanie buchorożca i bachantki ognistej - wycedził Snape,
wbijając w Harry'ego pociemniałe, ale jednocześnie dziwnie
błyszczące spojrzenie. I Harry poczuł, jak coś mu się
przewraca w żołądku, kiedy przypomniał sobie
właściwości skrzyżowanej ze sobą krwi buchorożca
i bachantki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy, czy Snape właśnie przyznał, że on także...? I to
jeszcze bardziej...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał, próbując mentalnie pozbierać szczękę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No dobra, powiedzmy, że jest remis.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Harry szykował, jakąś ripostę, Dumbledore wstał
i wszelkie rozmowy przy stole natychmiast ucichły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cieszę się, że zebraliśmy się tutaj wszyscy. Mam
nadzieję, że te święta będą dla nas udane i przyniosą
ze sobą nadzieję, tak potrzebną w tych trudnych czasach.
Życzę wam wszystkim wytrwałości i odwagi na krętych
ścieżkach życia, najeżonych przeszkodami i trudnymi
wyborami, ale wiedzcie, że zawsze odnajdziecie drogę, jeżeli
tylko będziecie podążali za światłem
miłości. Życzę wam także, aby te święta
zmieniły coś w waszym życiu, abyście mogli
przeżyć je w radości i z uśmiechem na twarzy - Dumbledore
zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a jego oczy zamigotały.
- I mam nadzieję, że za rok również się tu spotkamy,
niezależnie od tego, co się w międzyczasie wydarzy. - Harry,
siedzący naprzeciw Snape'a, zobaczył, jak mężczyzna odwraca
głowę i marszczy brwi, zatrzymując wzrok na płonącej w
lichtarzu świecy. - A teraz wystarczy już, bo pewnie jesteście
równie głodni, jak ja. Wesołych Świąt, pełnego brzucha
i dobrej zabawy!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszyscy zaczęli bić brawa, łącznie z Harrym. Mistrz
Eliksirów klasnął dwa razy, musnął wzrokiem twarz Harry'ego
i szybko przeniósł go ponownie na płomień świecy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było.. dziwne, pomyślał Harry, ale bardzo szybko został
wciągnięty w wir śmiechu i entuzjazmu, którym emanowali niemal
wszyscy wokół niego. Na stole pojawiły się półmiski z
przeróżnymi smakołykami i zaczęły wędrować z rak
do rąk, podobnie jak szepty i rozmowy. I Harry nie miał nawet chwili
czasu, aby pomyśleć o ripoście dla Snape'a, który jako jedyny
nie uczestniczył w zbiorowej radości.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cieszę się, że zostałam, a ty, Harry? - zapytała
Luna, nakładając sobie cały talerz grzybowego puddingu. - Nie
wiedziałam, że święta w Hogwarcie mogą być takie
miłe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja też się cieszę - odparł Harry i kątem oka
zerknął na pochylonego nad swoim talerzem Severusa. To było
dziwne. Siedział tak blisko niego, że niemal czuł jego zapach, a
nie mógł go dotknąć ani nawet spoglądać na niego przez
zbyt długi czas, aby nie wydało się to podejrzane. Lecz sama
jego obecność, tak cholernie blisko, wystarczyła, aby
doprowadzić do tego, że jego ciało co chwilę pokrywało
się gęsia skórką, szczególnie kiedy parę razy ich stopy
otarły się o siebie przypadkowo pod stołem I Harry musiał
wstrzymywać powietrze, aby nie westchnąć i nie
uśmiechnąć się do siebie tym dziwnym rozmarzonym
uśmiechem, którego tak nie znosił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widzę - uśmiechnęła się Luna i wpakowała sobie
do ust łyżkę puddingu, zanim Harry zdążył
rzucić jej oburzone spojrzenie. Gdy przełknęła, na jej
twarzy pojawił się błogi wyraz zadowolenia i Harry poczuł
ukłucie w żołądku, kiedy przypomniał sobie gdzie i w
jakiej sytuacji widział ostatnio na niej taki wyraz. - Coś się
stało? - zapytała, spoglądając na niego i marszcząc
brwi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie - mruknął Harry, pochylając się nad własnym
talerzem i z całej siły walcząc z wypływającym na
policzki rumieńcem. Luna przysunęła się do niego i
wyszeptała mu do ucha:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bardzo podobała mi się przemowa dyrektora. Mam wrażenie, jakby
chciał nam coś przekazać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? - Harry odwrócił do niej głowę i zmarszczył brwi.
Pamiętał jedynie, że Dumbledore mówił o tym, co zawsze,
że miłość zwycięży, czy coś takiego i bla
bla bla. Nie wierzył w to. Jak miłość mogła
pokonać najpotężniejszego czarodzieja świata? To prawda,
że ocaliła go, kiedy był mały. Ale przecież Voldemorta
nie pokonała. Mnóstwo ludzi, których zabił, także kochało
swoich bliskich, a wcale nie uchroniło ich to przed śmiercią.
Nie, absolutnie w to nie wierzył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna przełknęła ślinę i zamyśliła się
na chwilę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wiem, jak to ująć. Myślę, że chodziło mu o
to, że niezależnie od tego, jacy jesteśmy i co zrobiliśmy,
wszystko w naszym życiu może się zmienić, jeżeli tylko
wpuścimy do swojego serca trochę ciepła. I nawet, jeżeli
początkowo może się wydawać, że wszystko wali nam
się na głowę, to ostatecznie to ciepło utrzyma nas przy
życiu i może sprawić, że wszystko przybierze zupełnie
inny obrót.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Świetnie - powiedział gorzko Harry. - Może wyślę to
w kartce świątecznej Voldemortowi, to przemyśli swoje
postępowanie i wejdzie na drogę światła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedział, że powiedział to tak głośno.
Zorientował się dopiero, kiedy kilka najbliżej siedzących
osób spojrzało na niego z wyrzutem i zaskoczeniem. Łącznie ze
Snape'em. Wspominanie o Voldemorcie podczas świątecznej kolacji nie
było zbyt subtelne.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam - wymamrotał Harry, ale Luna wcale nie wyglądała
na poruszoną.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiem, że mi nie wierzysz - powiedziała cicho. - Ale wiem też,
że gdyby nie to ciepło, nie byłoby nas tutaj, a Sam-Wiesz-Kto
już dawno zapanowałby nad całym światem. I nie byłoby
ciebie. To nas spaja i umacnia, nawet, jeżeli ty tego nie widzisz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widzę to... - szepnął, czując nieprzyjemny ucisk w klatce
piersiowej. - Ale to ja mam bliznę na czole i to ja kiedyś przed nim
stanę i nie wiem, jak wtedy ciepło czy miłość
mogłyby mi pomóc. - Nie podobała mu się ta rozmowa. Nie
chciał o tym mówić, nie chciał o tym myśleć. Nie
teraz, nie dzisiaj. - Przepraszam, czy możemy zmienić temat?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Luna patrzyła na niego przez chwilę bez słowa, jakby się
nad czymś zastanawiała, po czym uśmiechnęła się
lekko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobrze. Ale jeśli kiedyś będziesz chciał pogadać, to
nie ma sprawy. Tatuś często ze mną rozmawiał, kiedy
widział, że coś mnie gryzie i potem zawsze było mi lepiej.
Miałam wrażenie, jakby wiedział to nawet lepiej ode mnie. A
ciebie ciągle coś gryzie, Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Skąd ona to, do diabła, mogła wiedzieć? Przecież nie
miał chyba tego wypisanego na twarzy? Nawet Hermiona, która była
przecież cholernie spostrzegawcza, nigdy mu tego nie powiedziała
wprost.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wbił wzrok w swoją pieczoną rybę i mruknął
coś niewyraźnie w odpowiedzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry! - gruchnął głośno Hagrid, siedzący kilka
miejsc dalej po nauczycielskiej stronie stołu.. - Jak tam impreza? Ja
żem odpłynął w jakimś momencie i w ogóle nie
pamiętam, jak się to wszystko skończyło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ee... - odparł Harry. Skąd mógł wiedzieć? Przecież
sam nie pamiętał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Bardzo interesująco - odpowiedziała za niego Luna. - Harry
próbował wdrapać się na choinkę, ale go z niej
ściągnęliśmy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł na sobie twardy wzrok Severusa, lecz udawał, że go
nie widzi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Hoho, naprawdę? Nieźle dałeś do wiwatu, Harry! Nie
mówię, żem był gorszy, ale te trunki Aberfotha nieźle
kiszą mózg. Żebym nie widział, jak kiedyś ich próbujecie! -
pogroził swoim wielkim palcem, ale w niezwykle przyjazny sposób.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zerknął na Tonks. Była niezdrowo zarumieniona. Chyba
zdawała sobie sprawę z tego, że trochę przesadziła,
pozwalając, aby wszyscy się tak pospijali i wyglądało na
to, że gryzą ją jednak niewielkie wyrzuty sumienia, ale
przecież lepiej, że zrobili to pod jej opieka, niż gdyby mieli
spróbować takich atrakcji na własną rękę. Teraz Harry
przynajmniej był pewien, że już nigdy więcej nie
sięgnie po alkohol. Miał wystarczającą nauczkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przeniósł wzrok na Severusa. Mężczyzna uśmiechał
się szyderczo pod nosem, ale nic nie mówił. Wyglądał tak,
jakby nie mógł się doczekać, kiedy złoży dyrektorowi
raport i pogrąży Tonks. I cieszył się na samą
myśl o tym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podniósł na chwilę głowę i napotkał wzrok Harry'ego. W
jego oczach błysnął triumf. Harry znał to spojrzenie, ale
nic nie mógł na nie poradzić. Snape obiecał, że nie powie o
Tonks i... jednej z uczennic, lecz przecież mógł naprawdę
zmieszać ją z błotem za to, że okazała się
"nieodpowiedzialną ignorantką". A Harry wiedział,
że z pewnością to zrobi i że będzie miał
rację.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy rozmowa zeszła z tematu imprezy, Tonks wyraźnie się
ożywiła. Hagrid zamęczał ich historyjkami o swoich
kolejnych "milusińskich", a dyrektor wspominał dawne czasy
i opowiadał anegdotki z przeszłości, kiedy nie był jeszcze
głową Hogwartu. Każdy wydawał się być w
niesamowicie dobrym nastroju. Harry zapomniał o wcześniejszej
rozmowie z Luną i z zaciekawieniem słuchał, jak Tonks
opowiadała o obławie na kilku niezwykle niebezpiecznych
czarnoksiężników, którzy wykorzystywali do swoich praktyk młode
mugolskie kobiety. W pewnym momencie dyrektor musiał się
wtrącić i poprosił, aby z uwagi na to, że przy stole
znajdują się dzieci, ograniczyła szczegółowe opisy owych
praktyk. Wszyscy zaczęli się śmiać. Tylko Mistrz Eliksirów
wyglądał przez cały czas tak, jakby połknął
cytrynę. Jakby pragnął tylko stąd uciec. A Harry
chciał uciec razem z nim. Wiedział, że on znacznie skuteczniej
potrafi go rozbawić i poprawić mu humor. I chciał to zrobić
jak najszybciej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, podałbyś mi bułeczki? - zapytała Tonks,
przerywając na chwilę kolejną opowieść.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wyciągnął rękę, ale Luna była szybsza.
Zgarnęła koszyk z pieczywem i uśmiechając się
nieśmiało, podała go Tonks. Ich dłonie musnęły
się na ułamek sekundy i w tym momencie włosy Nimpfadory
rozbłysły nieco jaśniej. Ktoś, kto nie obserwowałby
uważnie, nawet by tego nie dostrzegł, ale Harry się
przyglądał. I nie tylko on. Zobaczył, że Snape
uśmiechnął się drwiąco i odwrócił
głowę, muskając Harry'ego wzrokiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"On wie!" - przebiegło przez głowę Gryfona.</p><empty-line /><empty-line /><p>
No jasne, że wie, nie jest przecież ślepym ignorantem. Potrafi
obserwować, a skoro wiedział, kogo i pod jakim kątem ma
obserwować, to bardzo szybko zauważył to, czego nie dało
się nie zauważyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ciekawe, kiedy się domyślił. Musiał podejrzewać to
już od dawna. Przecież Harry przez cały wieczór widział
spojrzenia, które obie panie rzucały sobie nawzajem. O cholera! Czy to
oznacza, że gdyby ktoś jego też tak uważnie obserwował
i zobaczyłby spojrzenia, jakimi obdarzał Snape'a, to czy też
mógłby się domyślić?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rozejrzał się nerwowo po siedzących przy stole osobach. Ale
wszyscy tylko rozmawiali ze sobą, jedli, wymieniali się uwagami na
różne tematy albo chichotali. Nikt się na niego nie gapił. Na
całe szczęście. Wszyscy wydawali się niezwykle wręcz
ożywieni i zadowoleni. Wszyscy z wyjątkiem Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape zdawał się być całkowicie wyłączony i
odosobniony. Ciemna, nieruchoma plama pomiędzy kolorową,
ożywioną i roześmianą materią. I to było
może i nieco dziwne, ale Harry czuł się tak samo. Marzył
tylko o tym, żeby wszyscy zniknęli, żeby to się już
skończyło, żeby mógł znaleźć się w lochach
i... być z nim.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Potrzebował jakiegoś kontaktu. Już teraz. Musiał
zobaczyć ten błysk ożywienia w czarnych oczach. Błysk,
który, wydawało się, że tylko Harry potrafi wywołać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, strącił but i bardzo
powoli zaczął przesuwać nogę. Błogosławił w
tej chwili ten długi, całkowicie zakrywający nawet jego uda
świąteczny obrus, którym przykryty był cały stół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Udając, że je swoją porcje ryby w cieście, powoli i
ostrożnie przesuwał stopę, spodziewając się w
każdej chwili natrafić na...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jest!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape poderwał głowę i spojrzał na niego z zaskoczeniem,
ale bardzo szybko opanował się i przybrał chłodny wyraz
twarzy. A Harry, uśmiechając się do siebie w duchu,
zaczął powoli przesuwać stopę wzdłuż łydki
mężczyzny, wyczuwając pod palcami cienki materiał spodni.
Nie zaszedł jednak zbyt daleko, ponieważ Severus gwałtownie
odsunął nogę, strącając stopę Harry'ego na
podłogę. Po czym, nie siląc się nawet na to, aby być
delikatnym, przydepnął mu palce.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry syknął i skrzywił się, wypluwając jedzenie i
krztusząc się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Niechlujny jak zawsze - warknął Snape, wbijając w niego
spojrzenie, które każdy inny wziąłby za wyraz obrzydzenia, ale
Harry doskonale widział w nim ostrzeżenie. - Masz aż tak
mało pojemne usta, Potter, że nie potrafisz utrzymać w nich
nawet jedzenia?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł, jak na jego policzki wypływa rumieniec.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Niech pan przestanie komentować moje usta i zacznie pracować swoimi
- odparł cicho Harry, starając się mówić tak, aby nikt nie
mógł dokładnie usłyszeć, co powiedział.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ku swej satysfakcji, ujrzał błysk zaskoczenia w oczach Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To będzie cię kosztować utratę dziesięciu punktów,
Potter - syknął mężczyzna.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ależ Severusie - odezwał się Dumbledore, odrywając
się od rozmowy z profesor McGonagall. - Nie wiem, czym nasz drogi Harry
aż tak cię zdenerwował, ale nie uważasz, że odbieranie
punktów w czasie świąt jest niezbyt, jakby to powiedzieć,
budujące?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mistrz Eliksirów prychnął i odwrócił głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To znaczy, że mamy im pozwolić roznieść ten zamek na
kawałki i nie wolno mi ukarać pewnych bardzo nieznośnych
smarkaczy utratą nawet jednego punktu? - zapytał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, Severusie, nie wiem, dlaczego jesteś taki skrzywiony -
wtrąciła się profesor McGonagall. - W końcu mamy
święta. Dyrektorze, spotkałam ostatnio... - Pochyliła
się w stronę Dumbledore'a, aby kontynuować rozmowę.
Najwyraźniej stwierdziła, że nie będzie psuła sobie
humoru kłótnią z Severusem Snape'em.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wiedział, że powinien być zły na Snape'a za odebranie
mu punktów, ale nie potrafił. Czuł się teraz jeszcze bardziej
podekscytowany. To przenosiło ich małą grę o poziom
wyżej. Och, dlaczego aż tak bardzo uwielbiał balansować na
tej cienkiej linie, sprawdzając jak daleko potrafi się
posunąć, zanim runie w przepaść?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przysunął się bliżej do stołu, aby mieć szersze
pole manewru. Udając, że jest bardzo zajęty swoim talerzem,
szybko podniósł nogę i dotknął nią kolana Severusa,
błyskawicznie odnajdując drogę i przesuwając palcami po
udzie. Czuł dreszcze, kiedy jego stopa zbliżała się do
krocza mężczyzny, już prawie dotknął, już
czuł, jak chłód ciała ociepla się... ale w tej samej chwili
poczuł, jak dłoń Snape'a łapie jego stopę i zgniata
ją w żelaznym uścisku. Zacisnął zęby i usta, aby
powstrzymać jęk. Pomyślał, aby spróbować wyrwać
nogę, ale nie mógł tego zrobić, nie ryzykując, że uderzy
kolanem o blat. Jednak Severus nie puszczał. Ścisnął
jeszcze mocniej, najwyraźniej rozkoszując się
głębokimi zmarszczkami bólu, które pojawiły się na czole
Harry'ego, kiedy ten zacisnął powieki. To już nie było
takie przyjemne. To wcale nie było przyjemne. Kurcze, dlaczego zawsze musi
go prowokować? Wiedział, że tego pożałuje, ale nie
myślał, że Severus...</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie mężczyzna puścił jego stopę,
odrzucając ją na podłogę. Harry gwałtownie
otworzył oczy, ale zanim zdążył zareagować w
jakikolwiek sposób, owiało go najdelikatniejsze muśnięcie magii.
I odkrył, że nie może poruszać nogą. I nie może
odkleić jej od podłoża. I drugiej tak samo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na Severusa i zobaczył, że mężczyzna, z
wyrazem triumfu na twarzy, wyciąga dłoń spod stołu, rzuca
mu błyszczące złośliwością spojrzenie i pochyla
się nad swoim talerzem, aby w spokoju dokończyć posiłek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A niech go!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry szarpnął udami raz i drugi, ale nogi ani drgnęły, tak
jakby zostały przyklejone do podłogi zaklęciem trwałego
przylepca. Miał szczerą nadzieję, że to jednak nie to, bo w
przeciwnym wypadku będzie miał bardzo poważne kłopoty po
zakończonym posiłku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy kolacja dobiegła końca i wszyscy zaczęli podnosić
się ze swoich miejsc, dziękować za przemiłe towarzystwo i
rozchodzić się do swoich komnat, Harry zaczął się
denerwować. Działanie zaklęcia nie mijało. Mistrz Eliksirów
wstał, rzucił mu szydercze spojrzenie i wyszedł z Wielkiej Sali.
A Harry musiał zostać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, nie idziesz? - zapytała Luna, spoglądając na niego ze
zdziwieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co? Nie, ja jeszcze... - Złapał za widelec i nałożył
sobie kolejną porcję ziemniaków. - Jestem jeszcze głodny i po
prostu zostanę tu i zjem... to. - Kilka razy szarpnął nogami,
ale te ani drgnęły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jak sobie chcesz. Do zobaczenia. - Uśmiechnęła się,
pomachała mu i podskakując wybiegła z sali. Kiedy wszyscy
już wyszli i Harry został sam, zaczął się bardzo
poważnie niepokoić. Chyba Snape nie każe mu siedzieć tutaj
przez całą noc. Miał do niego iść po kolacji, a
musi...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Plomb!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nogi z cichym pyknięciem odkleiły się od podłogi. Harry
odetchnął z ulgą. Rozmasował zdrętwiałe stopy,
założył buta i lekko utykając, wyszedł z Wielkiej
Sali. Odnalazł posąg wściekłego ghula i
wyciągnął zza niego czarny worek. Zarzucił na siebie
pelerynę niewidkę, po czym ruszył do lochów. W gabinecie zdjął
ją z siebie, odetchnął głęboko kilka razy,
starając się uspokoić bijące zdecydowanie za szybko serce i
wszedł.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Twoje zachowanie podczas kolacji było absolutnie niedopuszczalne,
Potter! Masz szczęście, że okazałem ci na tyle
litości, by nie zostawić cię tam na całą noc. - To
były pierwsze słowa, którymi przywitał go Severus.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Harry puścił tę tyradę mimo uszu i zdeterminowany,
że NIC nie zepsuje mu świąt, podszedł do
mężczyzny i uśmiechając się szeroko, przywitał
się:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dobry wieczór, Severusie. - Po czym stanął na palcach,
objął go za szyję i... pocałował w kącik ust.
Delikatnie i niemal niewyczuwalnie, ale usłyszał, jak Severus
wciąga powietrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie miał takiego zamiaru. Chciał go pocałować w policzek,
ale kiedy znalazł się już tak blisko... tak jakoś samo
wyszło... Odsunął się powoli, spoglądając do góry
na przyglądającego mu się podejrzliwie mężczyznę.
W oczach Severusa coś migotało. Coś nieznanego. Harry nie
wiedział, co to takiego, ale wydawało się takie.. ciepłe. I
niecierpliwe.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Widzę, że humor ci dopisuje - powiedział kwaśno Severus.
Ale pomimo tego, że nie wyszło tak kpiąco, jak miało zamiar
wyjść, Harry zrozumiał aluzję. Chyba nie obejdzie się
bez jakiegoś wytłumaczenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To była tylko niewinna zabawa. Siedziałeś tam taki smutny,
więc pomyślałem, że...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja nie bywam smutny, Potter - odparł kpiąco Snape. Harry
odsunął się i położył worek na fotelu. Czuł
wyraźnie przylepione do siebie spojrzenie Severusa, które
wędrowało po jego sylwetce powolnymi, zamyślonymi kręgami.
Tak jakby mężczyzna zastanawiał się nad czymś, jakby,
pomimo tych utarczek słownych, które ze sobą prowadzili,
myślał intensywnie o czymś zupełnie innym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już dobrze. Bywasz przygnębiony. Może być? -
zachichotał Harry, widząc spojrzenie, które rzucił mu Snape, ale
mężczyzna chyba w końcu zrezygnował, widząc, że w
stanie radosnego podniecenia, w którym aktualnie znajdował się Harry,
niewiele wskóra.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co to za worek? - zapytał, opadając z westchnieniem na swój zielony
fotel.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wyszczerzył się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A, to... przyniosłem kilka drobiazgów, które... a zresztą sam
zobaczysz. - Odwrócił się tyłem do mężczyzny, aby nie
widzieć wyrazu jego twarzy, po czym wyciągnął z worka
małą, kolorową, przystrojoną bombkami choinkę.
Postawił ją na środku stolika i uśmiechnął
się z zadowoleniem. A później szybko, zanim Mistrz Eliksirów dojdzie
do siebie i zdoła wydusić jakieś słowo sprzeciwu,
wyciągnął z worka kilka zielono-złotych łańcuchów
i światełek i ciągnąc je za sobą, ruszył w
kierunku kominka i półek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter... - do jego uszu dotarł zduszony głos Severusa, który
brzmiał tak, jakby musiał przedrzeć się przez
zaciśnięte niemal do granicy połamania zęby. - Czy
możesz mi powiedzieć, co ty wyprawiasz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry, nie spoglądając na Snape'a, stanął na palcach i
zaczepił łańcuch o róg jednej z półek, po czym
przeciągnął go tak, aby zwisał tuż nad kominkiem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uznałem, że trzeba wprowadzić tutaj trochę
świątecznego nastroju. Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko temu, Severusie... - Och, niech żyje ślizgońska
część jego natury! Zaczynał ją nawet lubić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uznałeś, tak? Ty uznałeś? - Głos Snape zaczynał
coraz bardziej przypominać syk. - Natychmiast zabieraj stąd te
śmieci!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przecież to tylko kilka ozdób - odparł beztrosko Harry,
udając, że nie ma pojęcia, o co to całe zamieszanie.
Zaczepił świecidełka o róg biblioteczki i udekorował nimi
sporą część ściany. Popatrzył z uśmiechem na
swoją pracę i wrócił na fotel. - No, teraz jest znacznie
bardziej... świątecznie. - Spojrzał na Severusa i
zmarszczył brwi widząc wściekły wzrok, który w niego
wbijał. - Proszę, Severusie, to tylko na kilka dni. - Skoro udawanie
beztroskiego nie pomogło, to musi przejść do opcji
"błagania".</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To o kilka dni za dużo - warknął mężczyzna i
wyciągnął różdżkę, aby pozbyć się
niechcianych ozdób. Kiedy łańcuch i świecidełka
trafiły do worka, Harry'emu uśmiech spłynął z twarzy.
Severus wskazał różdżką na stojącą na stoliku
choinkę i zerknął na niego. Ich spojrzenia skrzyżowały
się. Harry uciekł wzrokiem i spuścił głowę,
czekając, aż mężczyzna zniszczy jego dobre zamiary i
świetny nastrój. Ale nic się nie wydarzyło. Harry poderwał
głowę i spojrzał na nietkniętą choinkę, a
później na odkładającego worek na podłogę Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję - wyszeptał Harry, czując, jak ciepło w
jego wnętrzu ponownie się rozrasta.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale nie dłużej, niż na kilka dni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak energicznie pokiwał głową, uśmiechając
się z wdzięcznością, podczas gdy Severus wstał i
podszedł do swojego barku. Przez chwilę coś w nim
przygotowywał. Harry rozparł się wygodnie w fotelu i zapatrzył
w ogień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Było miło. Nawet bardzo miło. Severus nie warczał na niego,
a nawet wyglądało na to, że... cieszy się z jego
towarzystwa. Wydawał się być w wyjątkowo dobrym nastoju. A
jeżeli Severus miał dobry humor, to Harry automatycznie także
był szczęśliwy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odwrócił głowę do podchodzącego z powrotem do fotela
Snape'a, aby mu powiedzieć, że cieszy się, iż spędza z
nim święta, ale słowa zamarły mu na ustach, kiedy
zobaczył, co Snape trzyma w dłoni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Parujące piwo kremowe z ogromną ilością piany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Patrzył zaszokowany, jak mężczyzna stawia je przed nim na
stoliku i siada w swoim fotelu ze szklanką whisky w ręku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przygotowałem ci to, Potter, ponieważ, z oczywistych względów,
nie możesz pić nic innego - powiedział Severus takim tonem,
jakby chciał uciąć wszelkie podejrzenia co do swoich intencji.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Harry nie wierzył w ani jedno słowo. Nie potrafił na razie
nic z siebie wydusić, sięgnął więc po piwo i
przysunął je do ust. Pachniało cynamonem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na Severusa migoczącymi oczami i uśmiechnął
się szelmowsko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ciekawe, skąd wiedziałeś, że je lubię?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Każdy uczeń w tej szkole dałby się pokroić za kufel
tego świństwa - odparł Severus, usiłując nadać
swojemu głosowi odcień pogardy. - Nietrudno było
zgadnąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mmm... - mruknął Harry, zaciągając się cudownym,
słodkim zapachem. - I do tego ten cynamon...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Snape'a błysnęły ostrzegawczo i Harry ukrył chichot,
zanurzając usta w słodkiej pianie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus pamiętał o jego prośbie. Dlaczego taki niewielki gest
sprawił, że miał wrażenie, jakby jego serce chciało
wyfrunąć z piersi?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna upił łyk ze swojej szklanki, nie odrywając
spojrzenia od Harry'ego. W jego oczach pojawiło się coś...
spragnionego. Przesunął wzrokiem po jego czerwonej koszuli, a
następnie ponownie spojrzał na jego twarz. Za tym spojrzeniem
kryło się coś, co bardzo chciało dopaść
Harry'ego. I chłopak to wyczuwał, ponieważ wywoływało
to gęsią skórkę na jego ciele.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbując uspokoić szalone bicie serca, Harry wypił kilka
łyków i westchnął z zadowoleniem. Piwo było pyszne. Jeszcze
lepsze niż w Trzech Miotłach. I lepsze nawet niż to, które
przygotowują skrzaty. Miało w sobie szczyptę czegoś
pikantnego. Smakowało zupełnie inaczej i... Harry spojrzał na
Severusa, a jego oczy rozszerzyły się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy to możliwe, aby Snape sam je przygotował?</p><empty-line /><empty-line /><p>
To było, to było...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To jest przepyszne - powiedział w końcu rozmarzonym głosem. -
Powinieneś spróbować, Severusie. Od razu zmieniłbyś zdanie
na jego temat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wybacz, ale nie skorzystam - odparł Severus, wciąż nie
odrywając spojrzenia od Harry'ego. Płonęło dziwnie i
zdawało się, że z każdą chwilą błyszczy
coraz bardziej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry czuł przyjemne ciepło, które rozlewało się po jego
ciele wraz z piwem i rozgrzewało go. Uśmiechnął się do
mężczyzny i wypalił nagle:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Cieszysz się, że spędzamy razem święta? - Snape
zrobił kwaśną minę - Wiem, że się cieszysz -
kontynuował Harry, niezrażony brakiem odpowiedzi. Wiedział,
że Snape sam z własnej woli nigdy się do tego nie przyzna. - Ja
się bardzo cieszę. Cieszę się, że nareszcie wszyscy
dali mi święty spokój i że mogę być tutaj z tobą
jak długo zechcę i możemy po prostu siedzieć razem i
pić piwo kremowe. I cieszyć się - zakończył nieco
kulawo, czując, że trochę się zaplątał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Potter, skoro nawet piwo kremowe sprawia, że zachowujesz się jak
odurzony, to jest już z tobą naprawdę źle - odparł
spokojnie Snape po chwili milczenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zarumienił się. Nie chciał paplać. Ale czasami nie
potrafił się powstrzymać. A kiedy próbował z tego
wybrnąć, zaczynał paplać jeszcze bardziej. Dokładnie
tak, jak w tej chwili.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- No przecież mam prawo się cieszyć. Jesteśmy tu razem,
są święta, jest przyjemnie i... - potoczył wzrokiem po
otoczeniu - ...i mamy taką ładną choinkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Brwi Snape'a powędrowały w górę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale nie zamierzasz się na nią wspinać? - zapytał
kpiąco.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry próbował spiorunować go wzrokiem, ale nie bardzo mu to
wyszło, kiedy jednocześnie starał się nie rumienić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus parsknął w swoją szklankę i Harry mógłby
przysiąc, że zobaczył cień uśmiechu na jego wargach
oraz nieudolną próbę ukrycia go.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wyszczerzył się. Wiedział, że tylko on potrafi
rozbawić Severusa. I czuł się z tą wiedzą po prostu
znakomicie. Tylko on, tylko on potrafił doprowadzić do tego, by na
wiecznie surowej twarzy Mistrza Eliksirów zagościł uśmiech. Albo
przynajmniej coś bardzo podobnego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym, co
leżało ukryte w jego kieszeni. Prezent dla Severusa.
Spuścił głowę i odchrząknął. Chciał mu
go dać, lecz wciąż się zastanawiał, jak i kiedy to
zrobić. Ale w końcu stwierdził, że ta chwila jest równie
dobra jak każda inna, a Snape ma teraz wyjątkowo dobry humor,
więc wszystko powinno pójść dobrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Sięgnął do kieszeni, czując, jak jego serce przyspiesza do
galopu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ja... mam coś dla ciebie. - Przełknął ślinę i
wyciągnął prezent. Stuknął różdżką w
małą paczuszkę, która rozrosła się w jego rękach
i doskonale zdając sobie sprawę z wbitego w siebie wzroku
mężczyzny, postawił ją na stole.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wesołych Świąt, Severusie - powiedział cicho, nie
odważając się podnieść oczu, aby spojrzeć na
Snape'a. Odsunął się i wbił wzrok w blat stołu,
czując nerwowe trzepotanie w żołądku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape zaraz to otworzy... Snape zaraz to przeczyta... Snape zaraz to zobaczy...
i usłyszy!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego serce przeszło w vibrato, kiedy zobaczył, że
mężczyzna sięga po paczkę. Dopiero teraz odważył
się podnieść wzrok. Ciekawość była silniejsza od
strachu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus spojrzał podejrzliwie na przyczepioną do paczki kartkę.
Ostrożnie wziął ją do ręki i otworzył.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zagryzł wargę, a jego serce zatrzymało się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Źrenice mężczyzny przebiegły po znajdującym się w
środku tekście. W pierwszej chwili jego oczy rozszerzyły się,
a brwi uniosły nieznacznie. Na wiecznie bladych policzkach pojawił
się ciemniejszy odcień. Jego wzrok poderwał się
gwałtownie i na ułamek sekundy spoczął na Harrym, by w
następnej chwili uciec w bok. Ale Harry zdążył
zauważyć w nim coś dziwnego. Nie była to radość
ani zaskoczenie. Ani nawet złość. Przypominało to raczej...
zażenowanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Chłopak zmarszczył brwi. Dlaczego Severus uciekł wzrokiem, kiedy
przeczytał to, co Harry napisał? To nie było w jego stylu. Tak
jakby... nie chciał spojrzeć mu w twarz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale najwidoczniej mężczyzna bardzo szybko się opanował,
ponieważ ponownie popatrzył na paczkę i z
niewytłumaczalną złością zerwał z niej
wstążkę. Kiedy otworzył pudełko, Harry zamarł.
Wpatrywał się w twarz Severusa jak sokół, nie chcąc
uronić ani odrobiny z tych niewielkich przejawów emocji, które
okazywał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W pierwszej chwili zobaczył... zdumienie. Snape sięgnął do
pudełka i w momencie, kiedy dotknął wijącej się w
leniwym uścisku pary zwierząt, te natychmiast się
ożywiły. Podniósł je do góry i przez chwilę
przyglądał im się z zaciekawieniem. Wąż
owinął się wokół szyi lwa, zakleszczając go w takim
uścisku, jakby nigdy nie zamierzał go wypuścić. Ale
wyglądało na to, że kotu się to podobało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po pierwszych oględzinach Severus skrzywił się i spojrzał
na Harry'ego ze złośliwym rozbawieniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy to jakaś zawoalowana metafora, Potter? Jakież to... subtelne.
No, no, chyba będę musiał poświecić kilka wieczorów
studiów, aby odkryć, co też może to oznaczać... Teraz nie
jestem w stanie zgadnąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przełknął ślinę, czując
napływającą do gardła gorycz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To... nie tylko... Jest coś jeszcze... Ja... nagrałem... -
wydukał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Och, jest coś jeszcze? - przerwał mu Snape. - Jakaś kolejna,
niesamowita, równie subtelna niespodzianka? Nie mogę się wprost
doczekać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął zęby, czując, jak serce opada mu do
żołądka, a ramiona przygniata niezwykły ciężar.
Cała jego radość nagle prysła i nie potrafił tego
ukryć. Czuł się rozczarowany i upokorzony. Ale mógł
się na to przygotować. Wiedział, jaki jest Snape. Wiedział,
że maskuje swoje prawdziwe uczucia kpiną. Zdążył to
już zrozumieć. Ale to i tak bolało...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wiedział, że wszystkie te emocje są wyraźnie widoczne na
jego twarzy. I widział, jak kpiący wyraz twarzy Severusa
rozpływa się nagle, zastąpiony... czymś niezwykle
poważnym.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Harry nie chciał dowiedzieć się, co to takiego.
Spuścił głowę i zagryzł wargę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już nieważne - wymamrotał pod nosem, walcząc z gorzkim
uczuciem przygnębienia, które zalało jego wnętrze i
ścisnęło gardło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dlaczego Severus nigdy nie potrafił normalnie przyjąć prezentu i
chociaż skłamać, że mu się podoba? Dlaczego zawsze
musiał kpić i zachowywać się tak, jakby miał
całkowicie gdzieś uczucia i starania Harry'ego?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po chwili ciszy, która zawisła w powietrzu niczym niewidzialna bariera,
Harry usłyszał cichy, jakby nieco niepewny głos Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówiłeś, że coś nagr...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam, że ci się nie podoba - przerwał mu Harry. - Ale
nie wiedziałem, co... Mniejsza z tym. Możesz ją wyrzucić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Spójrz na mnie, Potter! - To był rozkaz i Harry automatycznie
poderwał głowę. Severus wbił w niego swoje czarne,
migoczące dziwnie źrenice i powiedział wyraźnie,
chociaż wyglądało na to, że było to dla niego bardzo
trudne: - Nie mówiłem, że mi się nie podoba... -
zaciął się na moment, jakby miał trudności z
wysłowieniem się, ale po chwili kontynuował: - Bardzo
chciałbym usłyszeć, co nagrałeś. Obiecuję,
że nie będę już... drwił.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Snape pochylał się ku niemu i wpatrywał się w niego z
poważnym wyrazem twarzy. Wyglądał, jakby naprawdę
zamierzał dotrzymać obietnicy. W jego prawej dłoni
lśniła poruszająca się figurka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry spojrzał na prezent i na twarz mężczyzny. Ponownie na
prezent i na twarz mężczyzny. Wiedział, jaki jest Snape. I
wiedział, że ta obietnica zapewne musiała go bardzo dużo
kosztować. I wiedząc to, od razu poczuł się lepiej. Snape
mógł sobie drwić, ale wyglądało na to, że mimo
wszystko... naprawdę mu zależało. Harry widział to w jego
oczach i w tym poważnym wyrazie twarzy, z którym na niego patrzył. I
poczuł ciepło w środku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Odetchnął głęboko i zdecydował. W końcu
poświęcił się, aby to przygotować. Wiedział,
że to, co zrobił, miało naprawdę olbrzymią
wartość. Przynajmniej dla niego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oblizał wargi i powiedział cicho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Daj mi ją. - Severus podał mu figurkę. Harry
przysunął ją do ust i starając się walczyć z
rumieńcem, wyszeptał do niej: - Jęcz dla mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kątem oka ujrzał, jak Snape unosi brwi i otwiera usta, aby coś
powiedzieć, ale w tej samej chwili z figurki zaczęły
dobiegać odgłosy... Jęki i ciężkie, coraz szybsze
dyszenie Harry'ego. Zobaczył, jak oczy mężczyzny
rozszerzają się i zaczynają błyszczeć. Wbił w
niepozorną figurkę takie spojrzenie, jakby nagle okazała
się jakimś drogocennym klejnotem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Później - przerwał Harry, stukając w figurkę
różdżką i czując, że jego policzki płoną.
Ale Severus nie oderwał wzroku, a wyraz jego twarzy można było
określić tylko jako całkowicie zaabsorbowany. - Jeżeli
będziesz miał ochotę, to możesz później sam tego posłuchać...
Kiedy nie będzie mnie w pobliżu... - wyszeptał. - Wiem, że
lubisz moje jęki - dodał odważnie, spoglądając prosto
w twarz mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na wargach Severusa pojawił się krzywy uśmieszek, a kiedy
oderwał oczy od figurki i spojrzał w oczy Harry'ego... chłopak
poczuł nagły, bolesny ucisk w kroczu, kiedy ponownie dostrzegł
tam to samo niecierpliwe, drapieżne wyczekiwanie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Jeszcze bardziej lubię cię do nich doprowadzać -
wyszeptał cicho Severus, sprawiając, że coś w
żołądku Harry'ego wywróciło się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przełknął ślinę i próbując zapanować nad
przyspieszonym biciem serca, podał mężczyźnie figurkę
i obserwował ukradkiem, jak Severus odkłada ją do pudełka z
taką ostrożnością, jakby obawiał się, że
upadnie i się zbije. Harry ukrył uśmiech, który
niepostrzeżenie napłynął na jego usta.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A jednak... było warto.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wstał i odniósł pudełko, żeby postawić je na
jednej z półek. Harry oparł się w fotelu, w wyraźnie
lepszym nastroju i spojrzał w ogień, biorąc kilka łyków
chłodniejszego już nieco, a przez to chyba jeszcze smaczniejszego
kremowego piwa , wciąż mając przed oczami zafascynowaną
twarz mężczyzny i chichocząc do siebie w duchu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I wtedy, kiedy Snape wrócił, Harry usłyszał ciche
stuknięcie, tak jakby na stoliku zostało postawione coś
twardego. Odwrócił głowę i zobaczył niepozorną,
leżąca na środku blatu... kulkę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał na mężczyznę z wypisanym na twarzy pytaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To twój prezent - oświadczył Severus, opadając na drugi fotel.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Spojrzał na kulkę, a
następnie ponownie na Snape'a. Na kulkę i na Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- T-to... dla m-mnie? - wydusił w końcu, zbyt zaszokowany, aby
potrafić to ukryć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus dał mu prezent? Świat się chyba kończył. Nawet
w najśmielszych marzeniach nie wyobrażał sobie, aby Snape
kiedykolwiek mógł zrobić coś tak... sentymentalnego. Ale
zrobił to! Pomyślał o nim! Zależało mu!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego błyszczały, kiedy oderwał w końcu wzrok od
wyraźnie już rozdrażnionego tą
przedłużającą się kontemplacją Mistrza Eliksirów
i sięgnął po prezent. Kulka była dosyć
ciężka, chłodna i gładka w dotyku. Jak szkło.
Miała dziwną mleczno-szarą barwę, tak jakby w środku
znajdowały się burzowe chmury.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przez chwilę obracał ją w palcach, ale nic się nie
wydarzyło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Do czego to służy? - zapytał w końcu niepewnie, nie
chcąc zostać posądzonym o ignorancję, gdyby okazało
się, że powinien wiedzieć, co to takiego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Do przywoływania obrazów - odparł spokojnie Severus,
spoglądając w ogień. - Do oglądania twarzy ludzi, za
którymi tęsknisz, z którymi chciałbyś, ale nie możesz
być. Możesz ich ujrzeć, jeżeli tylko o nich pomyślisz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Naprawdę? - zapytał z niedowierzaniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To brzmiało fantastycznie. Mógłby zobaczyć, mógłby...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kulka rozjaśniła się. Spomiędzy chmur przebiło
się światło i uformowało obraz. I Harry ujrzał
uśmiechniętą twarz swojej mamy. Wyglądała tak..
prawdziwie. Jej niesamowicie zielone oczy błyszczały
radością, kiedy spoglądała na niego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zamrugał kilka razy, nie potrafiąc uwierzyć w to, co
widzi. Czuł, jak jego serce zalewa ciepły blask, taki sam jak ten,
który promieniował z przedmiotu. Ścisnął kulkę w
dłoni, ostrożnie przycisnął ją do piersi, tak jakby
był to najdroższy klejnot świata i uśmiechnął
się do Severusa z wdzięcznością.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To... to najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem -
wyszeptał. - Będę jej strzegł i nigdy się z nią
nie rozstanę. Dziękuję, Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna odwrócił głowę i na jego twarzy pojawił
się cień uśmiechu, a w oczach błysnęła
satysfakcja. Harry ostrożnie schował kulkę do kieszeni spodni.
Czuł rozgrzewające ciepło w sercu. I nie potrafił
przestać się uśmiechać, kiedy sięgnął po
piwo, odchylił się w fotelu i spojrzał na
odkładającego na stolik pustą już szklankę po whisky
Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co będziemy robić w te wszystkie wolne dni? - zapytał
swobodnie.</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>Część 2</p><empty-line /><p>- Co będziemy robić w te
wszystkie wolne dni? - zapytał swobodnie Harry.</p>

<p>W jego marzeniach mogliby robić
tylko jedną, a właściwie dwie rzeczy. Kochać się do
nieprzytomności, a później leżeć i rozmawiać,
najlepiej z piwem kremowym w ręku. To była cudowna wizja.</p>

<p>- Nie wiem, co ty zamierzasz
robić, ale zapewniam cię, że ja będę niezwykle
wręcz zajęty. Chyba nie pomyślałeś, że
pozwolę ci się tu wprowadzić?</p>

<p>- Nie? - mruknął Harry z
niezadowoleniem. - Więc niepotrzebnie przyniosłem piżamę i
szczoteczkę - dodał, chichocząc w duchu, kiedy Severus
rzucił mu pełne niedowierzania i przerażenia spojrzenie. Nie
potrafiąc nad sobą zapanować, zaczął śmiać
się na głos. - Żartuję. Gdybyś widział swoją
minę, Severusie... - chichotał dalej, próbując się
uspokoić - A więc, czym będziesz tak niezwykle wręcz
zajęty? - zapytał w końcu, nie zważając na morderczy
wzrok Snape’a.</p>

<p>Wiedział już, że
Severusowi zależy i nawet gdyby straszył go Cruciatusem, to Harry i
tak by się tym nie przejął.</p>

<p>- To nie twoja sprawa - odparł
mężczyzna.</p>

<p>- Och, właśnie mi się
przypomniało, że ja też będę niezwykle wręcz zajęty
- powiedział Harry, spoglądając w sufit i udając, że
przeszukuje swoją pamięć. Severus rzucił mu pytające
spojrzenie. - Tak. Będę zajęty myśleniem o tobie i
tęsknieniem za tobą - dodał Harry, szczerząc się.</p>

<p>Na ustach mężczyzny
pojawił się lekki uśmiech.</p>

<p>- Lepiej
spożytkowałbyś czas, gdybyś przyłożył
się do nauki - powiedział po chwili.</p>

<p>- W takim razie będziesz
musiał mnie przypilnować i mieć mnie na oku - odparł
zawadiacko Harry. - Albo ty mnie możesz uczyć. Albo mogę
się po prostu uczyć tutaj.</p>

<p>- Nigdy nie dajesz za wygraną,
co? - zapytał Severus, ale bez zwykłego cienia kpiny.</p>

<p>- Zgadza się. - Harry
zerwał się z fotela. Złapał piwo kremowe i ruszył w
stronę Severusa. - I nie poddam się, dopóki go nie spróbujesz. Nawet
sobie nie wyobrażasz, jakie jest pyszne. - Stanął tuż przed
Severusem, wyciągając w jego kierunku kufel. - Proszę...</p>

<p>Mężczyzna uniósł
głowę i spojrzał na niego. I Harry znowu to dostrzegł.
Dzikie wyczekiwanie czające się za oczami Severusa. Teraz jeszcze
wyraźniejsze i jeszcze bliższe. I w końcu zrozumiał, co to
było.</p>

<p>Coś, co w jednej chwili
mogło rozpalić każdy nerw w jego ciele. I dokonało tego.</p>

<p>To było spojrzenie
drapieżnika, który w końcu schwytał swoją ofiarę i
nareszcie mógł zrobić z nią to, co tliło się w jego
duszy i spojrzeniu przez cały czas, kiedy ją obserwował.</p>

<p>Harry poczuł
zaciskającą się na jego nadgarstku dłoń Severusa.
Mężczyzna wyjął kufel z jego dłoni i odstawił go
na stolik, nie odrywając spojrzenia od twarzy Harry'ego, po czym
przyciągnął go do siebie, zmuszając, by usiadł mu
okrakiem na kolanach. Harry nie opierał się. Nie potrafił
oderwać wzroku od tej surowej, ale w tej chwili tak niezwykle...
łagodnej twarzy. Czarne, głębokie oczy wpatrywały się
w niego z uwagą, zainteresowaniem i czymś, co wyglądało
na... niecierpliwe wyczekiwanie, niemal na krawędzi wybuchu. Tak, jakby
Snape pragnął czegoś tak bardzo, iż z trudem panował
nad sobą, aby po prostu nie sięgnąć i tego nie
wziąć. Ale coś go powstrzymywało. Ciemne brwi zbiegły
się, a u nasady nosa pojawiła się głęboka zmarszczka.
Harry zapragnął ją pocałować. Zapragnął
scałować to pragnienie z tej pięknej twarzy i pozwolić mu
się porwać, pozwolić mu zrobić ze sobą wszystko.</p>

<p>Uniósł dłoń i
łagodnie musnął szorstki policzek, nie odrywając spojrzenia
od ściągniętej twarzy. Czuł przepływającą
przez swoje żyły radość, a serce wydawało się tak
lekkie, jak nigdy dotąd. Severus podarował mu prezent. Taki cudowny
prezent. I były święta. I spędzał je z nim. I...</p>

<p>...i tak bardzo go kochał...</p>

<p>Och.</p>

<p>Pomyślał to. Naprawdę
to pomyślał!</p>

<p>Ale musiał to w końcu
przyznać. Choćby to słowo wydawało się tak bardzo nie
na miejscu, i choćby wydawało mu się tak... ogromne i
przerażające, to... pasowało. Ponieważ nie wyobrażał
już sobie życia bez niego. Nie wyobrażał sobie powrotu do
tego, co było wcześniej. Nie wiedział, jak mógłby teraz
istnieć, gdyby ktoś mu go odebrał.</p>

<p>Pochylił się do przodu,
odsuwając nosem czarne kosmyki włosów i składając
czuły pocałunek tuż pod uchem mężczyzny. Przez
chwilę nie odrywał ust od skóry, wciągając w nozdrza oszałamiający
zapach Severusa i rozkoszując się nim. Tęsknił za nim.
Tęsknił za tym niesamowitym uczuciem odprężenia, które w
nim wywoływał, za zawrotami głowy i osłabiającym prądem,
który przeszywał jego zmysły. Leniwie zaczął
całować szyję, kierując się ku obojczykowi i
jednocześnie próbując nieudolnie rozpiąć nieskończony
rząd guziczków, znajdujący się na przedniej części
szaty Severusa. Podejrzewał, że mężczyzna zakłada to
celowo, aby Harry nie miał szans zbyt szybko się do niego
dobrać. I aby to on mógł...</p>

<p>O właśnie.</p>

<p>Severus złapał dłonie
Harry'ego i odciągnął go od siebie. Chłopak
jęknął, a jego umysł przecięła błyskawiczna
myśl, że pewnie znowu zrobił coś źle, ale kiedy tylko
spojrzał w twarz Snape'a, zaczął mieć problemy z
oddychaniem.</p>

<p>Oczy Severusa płonęły,
a ciepły żar, który od nich bił dosięgał serca
Harry'ego i ściskał je. Za tymi oczami kryło się coś
takiego... coś niebezpiecznego i jednocześnie... opiekuńczego.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech, kiedy
czarne oczy rozbłysły, a Severus przybliżył twarz do jego
twarzy i powiedział głosem ciężkim od potrzeby:</p>

<p>- To ja się tobą
zajmę...</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy,
czując, jak serce podskakuje mu do gardła, a do
żołądka opada coś twardego.</p>

<p>- Ale ja... - zaczął, lecz
Severus nie pozwolił mu dokończyć. Położył palec
na jego rozchylonych wargach, pochylił się do jego ucha i
owionął je ciepłym oddechem, szepcząc:</p>

<p>- Ciii...</p>

<p>Harry zamknął oczy,
czując drżenie w każdym zakamarku ciała, jakby szept
Severusa rozchodził się falami po jego skórze, docierając nawet w
najgłębsze i najodleglejsze zakątki.</p>

<p>Z jego ust wyrwał się
wibrujący pomruk, kiedy poczuł gorące usta Snape'a
zaciskające się na płatku ucha i ssące go z
zachłannością. Głowa Harry'ego samoczynnie odchyliła
się do tyłu, pozwalając, by język Severusa wśliznął
się do środka, penetrując wnętrze. Był taki
gorący i taki mokry i... och! Harry podskoczył, kiedy poczuł
dłoń Snape'a zaciskającą się na jego kroczu, ale
mężczyzna złapał go za biodro i przytrzymał na
miejscu, ugniatając długimi palcami twardą wypukłość
w spodniach Harry'ego i nie przestając lizać przestrzeni za jego
uchem.</p>

<p>To było... zbyt wiele. Harry
wiercił się i pojękiwał, zaciskając dłonie na
szorstkiej szacie Snape'a, jakby to była ostatnia rzecz, której mógł
się trzymać, aby nie stracić zmysłów.</p>

<p>Zakręciło mu się w
głowie, kiedy poczuł, że gorące usta Snape'a znikają.
Otworzył zamglone oczy i spojrzał na mężczyznę.
Severus puścił jego biodro i obiema dłońmi zaczął
rozpinać mu spodnie. Odgłos odskakującego guzika i powoli
rozsuwanego zamka wydawał się Harry'emu niezwykle głośny w
otaczającej ich ciszy.</p>

<p>Przełknął
ślinę. Wiedział, że jest niesamowicie twardy. Widział
to, kiedy Severus rozsunął jego spodnie i odsłonił
wyraźną, napierającą na materiał slipów wypukłość.
Czuł, jak drży z niecierpliwości, błagając o dotyk
tych długich, chłodnych palców. Dokładnie tak, jak to sobie
wyobrażał, kiedy masturbował się na mrozie, podczas
bożonarodzeniowej imprezy w Hogsmeade. A teraz... teraz te palce dotknęły
jego pulsującego penisa przez cienki materiał i bardzo powoli
przesunęły się wzdłuż całej jego
długości, sprawiając, że Harry niemal zawył. To
było tak cholernie przyjemne! A jak to będzie, kiedy Severus
dotknie...</p>

<p>Mężczyzna zerknął
na niego i Harry ujrzał w jego oczach złośliwy błysk. Ale
widział także, że był równie podniecony, jak on i nawet nie
starał się tego ukryć. Snape spojrzał ponownie w dół i
oblizał wargi, zanim odchylił gumkę slipów i zanurzył w
nich dłoń.</p>

<p>Harry zobaczył gwiazdy, kiedy
chłodne palce owinęły się wokół trzonu i
ścisnęły mocno, zanim wyjęły erekcję na
zewnątrz. Poczuł, jak na jego policzki wypływa rumieniec, gdy
zobaczył swojego nabrzmiałego, nabiegłego krwią,
każdym milimetrem naciągniętej skóry błagającego o
spełnienie penisa i zaczerwienione, napięte jądra.
Zerknął na Severusa i ujrzał na jego twarzy pełną
fascynacji kontemplację. Mężczyzna wpatrywał się w
erekcję Harry'ego z taką uwagą, jakby zapomniał o wszystkim
innym, jakby ten widok był dla niego najważniejszy na świecie.</p>

<p>Harry poczuł, że policzki
zaczynają go nieznośnie piec. Severus widział to już wiele
razy, ale nigdy nie patrzył na to w taki sposób. I nigdy... na Merlina!...
nigdy nie dotykał go w taki sposób!</p>

<p>Położył palec
wskazujący na samym czubku i powoli przesunął go w stronę
jąder, wzdłuż jednej z pulsujących żył.</p>

<p>Harry walczył, aby nie
zamknąć oczu. Widok był tak niesamowicie... pobudzający,
iż miał wrażenie, jak gdyby w jego podbrzuszu wybuchały
petardy przyjemności. Nie starał się walczyć z wyrywającymi
się z ust pojękiwaniami. Wiedział, że Severus je lubi. A po
tym, jak je nagrał i na własne uszy przekonał się, jakie
potrafią być podniecające, także zaczął je
lubić.</p>

<p>- Podoba ci się? - Do uszu
Harry'ego dobiegło ciche, dziwnie zachrypnięte pytanie.</p>

<p>- Wiesz, że tak - wydusił z
siebie, chociaż nie miał pojęcia, jak mu się to udało.
Severus zmienił kierunek i zaczął poruszać palcem w
górę.</p>

<p>- Chciałbyś więcej?</p>

<p>Harry zacisnął zęby,
kiedy Severus przesunął paznokciem po główce,
podrażniając niewielki otwór znajdujący się na samym jej
czubku.</p>

<p>Czy chciałby więcej? Co to
za pytanie? Gdyby jego usta nie były zbyt zajęte jęczeniem,
wykrzyczałby mu to prosto w twarz, że tak, do cholery, chce
więcej, jeszcze więcej, jeszcze mocniej!</p>

<p>Udało mu się wydobyć z
siebie jakiś ochrypły jęk, ponieważ na nic więcej nie
było go stać.</p>

<p>- Uznam to za potwierdzenie -
wyszeptał Severus, a w jego głosie zadrżała nuta
złośliwej satysfakcji.</p>

<p>I dał mu więcej.
Złapał główkę kciukiem i palcem wskazującym i
zaczął przesuwać wzdłuż trzonu, podrażniając
skórę paznokciami. Harry zawył i złapał za szatę
Snape’a, mając wrażenie, że zaraz ją rozerwie.</p>

<p>Ale wtedy mężczyzna
zabrał dłoń i mruknął kąśliwie:</p>

<p>- No, no, nie możemy
pozwolić, abyś zbyt szybko doszedł...</p>

<p>Harry z trudem otworzył oczy,
czując, że kręci mu się w głowie i nie potrafi
złapać tchu.</p>

<p>Snape sięgnął do jego
szyi i zaczął zsuwać krawat. Zdjął mu go przez
głowę, odrzucił na podłogę i nie odrywając
płonącego spojrzenia od zaczerwienionej twarzy Harry'ego i jego
zaparowanych okularów, zabrał się za rozpinanie koszuli. A Harry
czuł dokładnie każde muśnięcie palców
ocierających się o jego skórę na klatce piersiowej, na brzuchu,
w okolicy pępka, aż do... Zagryzł wargę, aby
stłumić westchnienie, kiedy dłonie dotknęły
wrażliwego miejsca na podbrzuszu.</p>

<p>Mistrz Eliksirów odpiął
ostatni guzik, rozsunął koszulę i zdjął ją z
ramion Harry'ego, pozwalając, aby zawisła w połowie pleców,
zatrzymując się na zgięciu jego łokci. Coś za oczami
Severusa zawyło i wyrwało się do przodu, ale
mężczyźnie udało się to powstrzymać. Na razie.</p>

<p>Harry westchnął, czując
delikatny dotyk chłodnych palców na szyi. Odchylił głowę do
tyłu, nie puszczając szaty Severusa i pozwolił, aby
mężczyzna błądził palcami po jego
odsłoniętym gardle, głaskając je i przesuwając
się w dół, na ramiona i klatkę piersiową. Nie był
pewien, czy to był tylko wytwór jego rozbudzonej, rozszalałej
wyobraźni, czy też dłonie Snape'a naprawdę lekko
drżały, kiedy badały jego skórę, tak jakby próbowały
nauczyć się jej na pamięć.</p>

<p>Paznokcie odnalazły sutki i
zaczęły zataczać wokół nich coraz węższe
kręgi, zbliżając się do wrażliwych brodawek. I kiedy
tylko je musnęły, Harry zakwilił i podskoczył, przeszyty
bolesnym prądem, jednocześnie pochylając się do przodu i
gwałtownie otwierając oczy. I to, co zobaczył na twarzy Severusa
sprawiło, że zamarł na moment. Mężczyzna wydawał
się być całkowicie na nim skupiony, tak jakby poza Harrym, jego
ciałem i jego jasną, miękką skórą nie istniało
nic więcej.</p>

<p>Harry odchrząknął i
odkrył, że znowu może mówić. Przysunął się
jeszcze bliżej i wyszeptał Severusowi prosto w twarz, zanurzając
spojrzenie w jego płonących niczym w transie oczach:</p>

<p>- Uwielbiam sposób, w jaki mnie
dotykasz.</p>

<p>I Harry znowu dostrzegł, że
coś za jego oczami się szarpnęło. Tak gwałtowne,
iż cofnął się mimowolnie.</p>

<p>- I co jeszcze lubisz? -
wymruczał Severus, pocierając paznokciami o brodawki. Bolesny
prąd, który przeszył jego zmysły, był nie do wytrzymania i
Harry zawył, podskakując na kolanach mężczyzny i nie
potrafiąc nad tym zapanować.</p>

<p>Dopiero, kiedy jego tłukące
się w piersi serce trochę się uspokoiło, a dłonie
Snape'a ześliznęły się w dół, zajmując się
nieco mniej wrażliwymi rejonami ciała w okolicach brzucha i bioder,
Harry był w stanie odpowiedzieć:</p>

<p>- Uwielbiam twój zapach. -
Zagryzł wargę, kiedy dłonie zsunęły się
łagodnie po obu bokach, gładząc napiętą skórę. -
Uwielbiam twój głos. - Palce Mistrza Eliksirów zaczęły
zataczać leniwe kręgi, głaskając drżące
mięśnie brzucha. - Uwielb... och! - Podskoczył, kiedy palec
Snape'a zanurzył się w jego pępku. - Uwielbiam... uwielbiam
wszystko, co ze mną robisz. I uwielbiam... ach! - Tym razem palce
musnęły wrażliwą skórę tuż pod pępkiem. -
Uwielbiam to, że mogę... dać ci całego siebie.</p>

<p>Tym razem to z ust Severusa
wydobył się udręczony jęk i Harry zdążył
spojrzeć na jego twarz akurat w momencie, w którym to coś za oczami
Severusa wydostaje się na zewnątrz, przejmuje nad nim kontrolę i
rzuca się na Harry'ego.</p>

<p>Mężczyzna złapał
go mocno i przyciągnął do siebie, przyciskając usta do jego
klatki piersiowej i całując napiętą skórę z takim
zapamiętaniem, jakby nic innego się nie liczyło. Harry
westchnął, zaskoczony i spojrzał w dół, na
zaciśnięte oczy Severusa, na pokryte zmarszczkami czoło i wyraz
twarzy, który był taki, taki... niesamowity. Inny. Harry nie potrafił
tego nazwać.</p>

<p>Uniósł drżące
dłonie i wplótł palce w czarne, długie włosy
mężczyzny, czując każdy ruch głowy, kiedy Severus
przesuwał ustami i nosem po jego skórze, całując ją i
wciągając głęboko w nozdrza jej zapach. I Harry nie
potrafił zrobić nic innego, jedynie pojękiwać i
przyglądać się poruszającej się naprzeciw jego piersi
ciemnej głowie z niedowierzaniem i zachwytem.</p>

<p>Kiedy Snape zaczął
przesuwać językiem wzdłuż mostka, od klatki piersiowej, w
górę aż do podstawy szyi, Harry nieświadomie zaczął
gładzić jego włosy. Ciche mruczenie, które wyrwało się
z ust mężczyzny sprawiło, że Harry poczuł, jak niemal
całe jego ciało pokrywa się gęsią skórką.
Zacisnął zęby, widząc, że Severus zatrzymuje usta
tuż przed jedną z zaczerwienionych brodawek i nieznacznie unosi
powieki. Harry nie mógł dostrzec wyrazu jego oczu, ale doskonale
widział wysuwający się język, który musnął sutek.
Najpierw raz, jakby chciał go podrażnić. I znakomicie mu
się to udało, pomyślał Harry, kiedy drgnął i
mocniej zacisnął palce w miękkich włosach. Później
kolejny raz. I kolejny. I Harry patrzył z zaczerwienionymi policzkami i
zamglonym wzrokiem, jak ten niewiarygodnie ciepły i mokry czubek
języka podrażnia brodawkę szybkimi, bezlitosnymi
smagnięciami, poruszając się w górę i w dół i to wyglądało
tak, tak... Merlinie!</p>

<p>Nie był w stanie tego
wytrzymać. Zacisnął na chwilę powieki, walcząc z
wyrywającymi się z ust jękami.</p>

<p>Nie, chciał, musiał to
widzieć! Zmusił się, aby otworzyć oczy, dokładnie w
momencie, kiedy Severus zaczął zataczać językiem
wąskie kręgi wokół sutka. A każde to gorące i lepkie
muśnięcie było niczym smagnięcie batem, który podrywał
całe jego ciało, wprawiając je w stan ciągłego
napięcia.</p>

<p>Harry musiał rozchylić
usta, ponieważ brakowało mu tchu i miał wrażenie, jakby
nagle w pomieszczeniu zabrakło powietrza, którym mógłby oddychać.</p>

<p>- Nie mogę... -
usłyszał żałosny jęk i dopiero po chwili
zorientował się, że to on go wydał. Severus przerwał
torturę i podniósł głowę. Harry odetchnął
głęboko, ale w momencie, kiedy jego oczy napotkały spojrzenie
mężczyzny, całe powietrze ponownie uleciało z jego
płuc.</p>

<p>Severus wyglądał na
oszołomionego, jego oczy błyszczały czymś ciężkim
i dzikim, czymś, co było wygłodzone i teraz zostało
oderwane od posiłku. Wyglądał, jakby miał gorączkę,
jego zaczerwienione policzki kontrastowały ze zwyczajowa bladością
cery. I Harry nie potrafił oderwać od niego wzroku.</p>

<p>To było tak wyraźne. I
teraz już wiedział, co to takiego. I zobaczył to także,
kiedy Severus ponownie przeniósł wzrok na jego klatkę piersiową,
oblizał wargi i przycisnął usta do drugiego sutka.</p>

<p>To było zatracenie.</p>

<p>Severus wyglądał tak, jakby
zupełnie nad sobą nie panował, jakby wszystko inne
przestało dla niego istnieć, jakby absolutnie zatracił się
w Harrym. A Harry zatracił się w rozsadzającym go uczuciu
szczęścia, kiedy to sobie uświadomił i pozwolił swoim
myślom odpłynąć, skupiając się jedynie na ustach
i języku, którym Severus tak cudownie pieścił jego ciało.</p>

<p>Mistrz Eliksirów całował,
lizał i jęczał, przygryzając sutek i pozostawiając na
ciele wijącego się w przyjemności Harry'ego zaczerwienione
ślady. Czarne kosmyki włosów Snape'a muskały jego rozpalona
skórę, a gorące usta wycałowywały drogę od klatki
piersiowej, docierając do szyi i ramion. Harry czuł mocne,
niekontrolowane ugryzienia, które za każdym razem wywoływały w
nim całą serię jęków, kiedy Severus na przemian
całował i lizał jego ramiona i barki, od obojczyka aż po
łokcie.</p>

<p>Kręciło mu się w
głowie tak bardzo, że gdyby nie to, że wyplątał palce
z włosów i złapał się szaty Snape'a, to mógłby
zsunąć się po jego kolanach i wylądować na
podłodze. Nie potrafił złożyć ani jednej sensownej
myśli, poza zachrypniętym krzykiem rozbrzmiewającym w jego
głowie:</p>

<p>"Tak, tak, dobrze! Więcej!
Tak, tak, cudownie!"</p>

<p>Dłonie Severusa
wsunęły mu się we włosy. Zamruczał, poddając
się temu niewiarygodnie przyjemnemu uczuciu. Snape przez moment
gładził skórę jego głowy, wplatając palce
pomiędzy czarne kosmyki, a po chwili zacisnął je i
pociągnął, odchylając głowę Harry'ego do
tyłu i wpijając się ustami w jego odsłoniętą
szyję. Zacisnął wargi na małym kawałku skóry i
zaczął ssać, doprowadzając tym Harry'ego niemal do utraty
zmysłów. Kiedy chłopak już prawie lewitował, przerywał
i przyciskał spragnione usta do kolejnego fragmentu, torturując go
tak długo, dopóki Harry nie zaczynał kwilić. Po
niekończącej się męce przyjemności poczuł, jak te
rozgrzane wargi dosięgają jego ucha i poprzez swoje głośne
jęki usłyszał całkowicie ochrypły, niemal przepalony
pragnieniem szept:</p>

<p>- Przyjemnie ci?</p>

<p>Co? Severus go o coś pytał?
Ale jak miał odpowiedzieć, jeżeli nie pamiętał w
ogóle, do czego, poza jęczeniem, używa się strun głosowych?</p>

<p>- Tak - wydusił w końcu. -
Czuję...</p>

<p>Nie był w stanie
dokończyć, nie, kiedy ten niesamowicie rozpalony język
musnął jego szyję.</p>

<p>- Co czujesz? - mruknął
Severus, owiewając wilgotną skórę gorącym oddechem.</p>

<p>- Czuję... ciebie.
Wszędzie. I... - Musiał przerwać, aby złapać
uciekający mu z płuc oddech, kiedy Severus zatrzymał usta
milimetry od jego ucha i dyszał ciężko, tak jakby czekał na
odpowiedź Harry'ego. - I czuję się... szczęśliwy. I
chcę... żebyś ty także był szczęśliwy -
wydukał i odwrócił twarz, spoglądając prosto w zamglone,
hebanowe oczy mężczyzny, znajdujące się teraz zaledwie
kilka centymetrów od jego własnych.</p>

<p>Były tak blisko. Czuł
ciepły oddech Severusa na swojej twarzy. Severusa, który
wyglądał tak... inaczej. Jego włosy były w nieładzie,
splątane. Cienkie usta zaczerwienione i nabrzmiałe, wilgotne i lekko
rozchylone wyglądały tak... zapraszająco. Ale Harry nie
odważył się po nie sięgnąć. Pomimo
oszołomienia, w jakim się znajdował, zapamiętał
tę lekcję doskonale.</p>

<p>Szybko przeniósł spojrzenie na
płomienie wijące się w czarnych źrenicach i poczuł
jednocześnie przyjemne i bolesne ukłucie w lędźwiach.</p>

<p>Tak blisko. Tak blisko. Czuł go
całym sobą. Każdym skrawkiem rozgrzanej skóry. I chciał więcej.
Jeszcze więcej.</p>

<p>Przechylił głowę i
potarł policzkiem o szorstki policzek mężczyzny.
Zamknął oczy, zatracając się w niesamowitym uczuciu dotyku
ciała o ciało. Skóry przy skórze. Puścił szatę i położył
dłoń na drugim policzku. I poczuł, jak twarz Severusa staje
się cieplejsza, jak rozgrzewa się pod wpływem jego dotyku i
delikatnego ocierania się policzkami.</p>

<p>To była taka intymna chwila. I
Harry wyczuwał to w swoim sercu. I musiał coś zrobić,
musiał coś powiedzieć, aby to z siebie wyrzucić. Aby
przekazać, co teraz czuje.</p>

<p>- Severusie, ja... - wyszeptał i
urwał. Czuł zamęt. Chciał coś powiedzieć. Ale
było tego zbyt wiele. Od czego miałby zacząć? - Ja... -
Mistrz Eliksirów odsunął twarz i spojrzał na niego. I wszystkie
słowa ponownie uleciały z jego głowy. Przełknął
ślinę, szykując się do kolejnej próby. Otworzył usta
i...</p>

<p>...wydał z siebie
głośne westchnienie, kiedy mężczyzna złapał
dłoń, która cały czas spoczywała na jego policzku i
przysunął do swych ust, aby ją pocałować. I Harry,
czując ciepłe usta przyciskające się do wnętrza jego
dłoni, zupełnie zapomniał o tym, co miał jeszcze
chwilę temu zrobić, czy powiedzieć.</p>

<p>Przez jego zamroczony umysł
przebiegła absurdalna myśl, że chyba nigdy jej już nie
umyje. I wiedząc, że dotykały jej usta Severusa, również
będzie ją od teraz całował.</p>

<p>Mężczyzna puścił
jego rękę i zamknął na chwile oczy, oddychając
głęboko. I Harry, kierując się instynktem,
przesunął ją w dół, zatrzymując na niesamowicie
twardej wypukłości w spodniach mężczyzny. Kiedy to
poczuł, jego oczy rozbłysły, ale nie cieszył się zbyt
długo, ponieważ Severus złapał jego dłoń i
umieścił z powrotem na swojej szacie. Rozciągnął usta
w krzywym uśmieszku, a zmarszczka pomiędzy jego brwiami
pogłębiła się. Wyglądało na to, że Severus w
końcu zdołał się nieco opanować.</p>

<p>- Jeszcze z tobą nie
skończyłem - wymruczał.</p>

<p>I Harry niemal zlewitował z jego
kolan, kiedy poczuł długie palce zaciskające się
ostrożnie na jego drżącej erekcji. Jeżeli wcześniej
był już nieziemsko podniecony, teraz miał wrażenie, że
najmniejszy nawet dotyk to będzie dla niego zbyt wiele.</p>

<p>- Nie... nie wytrzymam już
długo - wydusił, zaciskając powieki i usiłując
utrzymać biodra w jednej pozycji.</p>

<p>- Wiem... - odparł łagodnie
Severus. - Zrobię to delikatnie.</p>

<p>I jakby dla potwierdzenia tych
słów, zaczął powoli, niemal leniwie przesuwać
ręką po trzonie, tworząc z dłoni niewielki tunel, którego
ścianki tylko nieznacznie muskały pulsującą erekcję
Harry'ego. Ale to i tak było... było...</p>

<p>- O cholera! - wykrztusił Harry,
poruszając biodrami w rytmie przesuwającej się po jego penisie
dłoni i rytmicznie pociągając za szatę Snape'a. Nie
był w stanie utrzymać oczu otwartych. Zaciskał powieki tak
mocno, iż widział pod nimi rozbłyskujące białe plamy.
Wszystkie jego zmysły były skupione tylko na tym jednym organie,
tylko na tej jednej chłodnej dłoni, przesuwającej się po
jego rozżarzonej skórze i wywołującej w lędźwiach
eksplozję coraz boleśniejszej przyjemności.</p>

<p>- Czy dobrze to robię? - Harry
miał wrażenie, że do jego uszu dobiegło pytanie, ale
zamieniony w papkę umysł zareagował dopiero po chwili. I
wykrył w tym pytaniu nutę złośliwości.</p>

<p>- Doskonale - odparł
drżącym szeptem. Nie wiedział, w jaki sposób udało mu
się składnie odpowiedzieć, ponieważ miał
wrażenie, że z jego zmysłów nie pozostało już
zupełnie nic.</p>

<p>- Jesteś tego pewien? - Kolejne,
ironiczne pytanie. - No nie wiem... Może powinienem przyspieszyć?</p>

<p>I zrobił to. Całe
ciało Harry'ego poderwało się, a ręce
pociągnęły mocno za szatę na piersi mężczyzny.</p>

<p>Harry zaczął desperacko
kręcić głową. Nie chciał dojść tak szybko.
Pragnął, aby to zniewalające uczucie trwało i trwało i
trwało... i nigdy się nie skończyło.</p>

<p>- Nie? - Severus udawał, że
czuje się rozczarowany. - No cóż... to może spróbujemy
zrobić tak?</p>

<p>Mistrz Eliksirów otworzył
dłoń i zsunął ją niżej, dotykając
napiętych, drżących jąder.</p>

<p>Och, to było jeszcze lepsze!</p>

<p>Harry zakwilił i znowu
zadrżał, ciągnąc za szatę tak mocno, iż niewiele
dzieliło go od rozerwania jej. Palec Severusa zsunął się
jeszcze niżej i zaczął głaskać miejsce tuż za
jądrami i to było takie cudowne...</p>

<p>Mimowolnie rozsunął nogi,
pragnąc jeszcze więcej. I Severus zgiął palec,
podrażniając ten punkt paznokciem.</p>

<p>- Och! - sapnął Harry i
gwałtownie otworzył załzawione oczy, spoglądając na
swojego zaczerwienionego, niemal bordowego penisa.</p>

<p>Nie mógł, nie mógł już
dłużej...</p>

<p>Jego wzrok był zamglony, ale i
tak dostrzegł samotną kroplę, która pojawiła się na
samym czubku główki jego pulsującej erekcji i powoli po niej
spływała.</p>

<p>Nie, jeszcze nie teraz!</p>

<p>Ale to było takie...</p>

<p>- Och! - zajęczał ponownie,
kiedy Snape zabrał rękę i przyłożył palec do
trzonu, zatrzymując niesforną kroplę.</p>

<p>Harry zacisnął zęby, z
całej siły powstrzymując się i wiedząc, że nie da
rady, że nie jest już w stanie...</p>

<p>Severus oblizał wargi i powoli
przesunął palcem w górę, prowadząc kroplę z powrotem
ku główce i zbierając po drodze kolejną, po czym łagodnie
rozsmarował je na samym czubku.</p>

<p>Ostatkiem sił spojrzał na
twarz Snape’a, kiedy mężczyzna owijał powoli dłoń
wokół jego drżącej spazmatycznie i błagającej o
ukojenie erekcji. I wtedy właśnie Severus uniósł
głowę, zanurzając spojrzenie w oczach Harry'ego, a
płonący w nich obu ogień połączył się ze
sobą i rozpalił jeszcze większym płomieniem.</p>

<p>Severus ścisnął.</p>

<p>I Harry poczuł, że
odpływa, osuwa się i opada. I krzyczy. Krzyczy tak długo i tak
głośno, jakby nigdy nie miał skończyć. A jego
ciało topi się, spala i zamienia w popiół. Nie wiedział,
jak to możliwe, że wygina je i podryguje, drżąc w spazmach
i nie będąc w stanie wypuścić z dłoni czarnej szaty. I
czuł tę szorstką dłoń przez cały czas
zaciśniętą na swojej erekcji. I widział białe strugi
spermy, wystrzeliwujące z niego z taką siłą, iż
docierały niemal do ich twarzy. I poczuł kilka kropli sięgających
jego policzka. I do policzka przypatrującego mu się z fascynacją
Severusa.</p>

<p>I wiedział, że nigdy, nigdy
w życiu nie był tak szczęśliwy, jak teraz.</p>

<p>Wibracje orgazmu jeszcze bardzo,
bardzo długo błądziły po jego ciele, a rozkoszna
przyjemność, która zalała mu lędźwie, powoli
rozpływała się i zamieniała w ciepłe drżenie rozluźnionych
mięśni.</p>

<p>Na jego twarzy pojawił się
błogi wyraz spełnienia. Opadł do przodu i oparł czoło
o ramię Severusa, próbując złapać oddech.
Uśmiechał się. I czuł się tak, jakby ten uśmiech
już nigdy nie miał zniknąć z jego twarzy.</p>

<p>- To było cudowne... -
wymruczał w ramię mężczyzny, czując, jak Mistrz
Eliksirów uwalnia jego penisa. - Dziękuję, Severusie.</p>

<p>- Nie ma za co, panie Potter -
odparł Snape, a w jego głosie zadrżała złośliwa
nuta. I Harry poczuł, jak ręce Severusa oplatają go w pasie.
Uśmiechnął się jeszcze radośniej i wcisnął
twarz w szyję mężczyzny.</p>

<p>Nie poruszał się przez
jakiś czas, nie będąc w stanie zmusić do tego swoich
rozmiękczonych mięśni. A poza tym było mu tak cudownie.
Czuł zapach Severusa, słyszał jego oddech i był tak blisko
niego. Nie chciał, aby to się skończyło.</p>

<p>Ale przecież nie mógł
siedzieć tutaj w nieskończoność. Kiedy jego oddech się
wyrównał, a serce odrobinę uspokoiło, zmusił swoje
ciało do wysiłku i poruszył się, przesuwając nieco
biodra. I wtedy to poczuł. Boleśnie twardą erekcję
Severusa, wbijającą mu się w udo.</p>

<p>O cholera! Przecież Snape
jeszcze nie doszedł! Poczuł się jak najgorszy egoista. Ale jak
mógł o tym myśleć, skoro przez jakiś czas nie
pamiętał nawet swojego imienia?</p>

<p>W chwili, kiedy się
poruszył, usłyszał ciche westchnienie, które wyrwało
się z ust mężczyzny. Severus zsunął dłonie po
jego plecach i zacisnął je na pośladkach. Bardzo mocno.</p>

<p>Harry oblizał zaschnięte
wargi. Uścisk był tak silny, tak pełen... pragnienia, że
mimowolnie zadrżał.</p>

<p>Podniósł głowę, przysunął
usta do ucha Severusa i zapytał szeptem:</p>

<p>- Chcesz we mnie wejść?</p>

<p>- Tak... - W zachrypniętym
głosie mężczyzny była jedynie potrzeba.</p>

<p>- Ja też tego chcę -
odparł, ocierając się policzkiem o szorstką skórę
Mistrza Eliksirów. Sięgnął w dół do swoich spodni, aby
unieść biodra i je zsunąć, ale powstrzymał go
uścisk na nadgarstkach. Odsunął się i spojrzał z
zaskoczeniem w przyglądające mu się, strzelające iskrami
czarne tęczówki.</p>

<p>- Nie tutaj - powiedział cicho
mężczyzna. Harry nie potrafił oderwać wzroku od jego oczu.
Głodnych i spragnionych. I Harry wiedział, że tylko on może
go zaspokoić.</p>

<p>Kiwnął głową i
powoli zsunął się z kolan Snape'a. Severus podniósł
się wolno z fotela i nie spoglądając już na niego,
skierował się do sypialni.</p>

<p>Nogi Harry'ego wciąż się
uginały, kiedy ruszył za mężczyzną, czując
nerwowe trzepotanie w żołądku. Nie odezwał się, gdy
Severus zatrzymał się i przepuścił go przodem.</p>

<p>Zamierzali zrobić to w sypialni.
Zamierzali zrobić to w łóżku. To było... znacznie
poważniejsze niż wszystko do tej pory.</p>

<p>Harry nie wiedział dlaczego, ale
nie potrafił zapanować nad drżeniem, kiedy jego wzrok padł
na szerokie, przykryte czarną pościelą łóżko, a drzwi
za jego plecami zamknęły się z cichym trzaskiem.</p>

<p>*"Lost" by Red</p>

<p><strong>--- rozdział 36 ---</strong></p>

<p><strong>36. Behind the bedroom
door.</strong></p>

<p>You calm the storms, and you give me
rest.</p>

<p>You hold me in your hands, you won't
let me fall.</p>

<p>You steal my heart, and you take my
breath away.</p>

<p>Would you take me in? Take me deeper
now?</p>

<p>Cause you're all I want, You're all I
need</p>

<p>You're everything, everything!*</p><empty-line /><p>Harry kiedyś już tutaj
był. Dwa
razy. Pamiętał to. Pamiętał tę chłodną,
czarną pościel pod swoimi biodrami. Ale za pierwszym razem był
pijany i wszystko, co się wtedy wydarzyło, było niewyraźne
i zamazane, a za drugim... cóż. Za drugim razem dał Severusowi
prezent urodzinowy. Ale wtedy do niczego nie doszło.</p>

<p>Może to i dobrze.</p>

<p>Ponieważ teraz, kiedy tak
stał przed tym szerokim łóżkiem i wpatrywał się w nie,
czuł buzującą w swoim wnętrzu ekscytację. I
przeczuwał, że to, co prawdopodobnie wydarzy się teraz, nie
byłoby w ogóle możliwe wtedy.</p>

<p>To była długa droga. I
ciężka. Ale przeszedł ją. Był tutaj i Severus
miał zamiar... miał zamiar...</p>

<p>Zamarł, słysząc ciche
kroki podchodzącego do niego od tyłu mężczyzny. W
napiętej, chłodnej ciszy rozległ się szelest szat.
Przymknął oczy, odcinając dopływ przytłumionego
światła rzucanego przez kilka rozpraszających
ciemność, drżących płomieni świec.</p>

<p>Słyszał w uszach szalone
bicie własnego serca. I nie potrafił pozbyć się
wrażenia nierealności. Jakby to wszystko było tylko
ułudą. Snem. Wymarzonym snem. Ta czarna pościel, ten
drżący blask, ciche kroki, szelest... nie, dotyk szorstkiej szaty na
jego rozpalonej skórze, kiedy Severus zatrzymał się tuż za nim.
Wydawało się, że czas przestał płynąć.
Wszystkie mięśnie w ciele Harry’ego napięły się.
Czekał. Lecz nie wiedział, na co. Na dotyk? Na pocałunek? Na
cokolwiek, cokolwiek!</p>

<p>I wtedy usłyszał, jak
mężczyzna pochyla się nad nim, a przez jego napięte
ciało przebiegł nagły, intensywny skurcz. Zadrżał
niekontrolowanie, czując na karku ciepły oddech.</p>

<p>Teraz miał już niemal
absolutną pewność, że jeszcze chwila i... i nie pozostanie
z niego zupełnie nic, gdyż zmysły i doznania rozszarpią
jego ciało.</p>

<p>Zacisnął powieki i
wydał z siebie zduszone, udręczone westchnienie, czując na
swojej nagiej skórze delikatne muśnięcie szaty stojącego za nim
Snape'a. Gorący oddech łaskoczący mu szyję sprawił,
iż jego ciało pokryło się gęsią skórką. Nie
wiedział, co Severus zamierza, ale nie próbował o tym
myśleć, ponieważ wtedy mógłby zwariować do reszty.
Wystarczał mu sam dotyk. I ciepły podmuch wędrujący po jego
ciele, kiedy Severus złapał zwisającą mu na ramionach
koszulę i pociągnął w dół, zdejmując ją z
niego i odrzucając na podłogę.</p>

<p>Jego skóra błagała o dotyk
i Harry mimowolnie wygiął się w tył, przywierając do
tego chłodnego, wysokiego ciała za nim i pozwalając, by
dłonie Severusa zajęły się kolejną
częścią jego garderoby. Mężczyzna zsunął
spodnie i slipy z jego bioder, pozwalając im opaść aż do
kostek. Harry, nie otwierając oczu, wysunął stopy z butów i
wyplątał nogi ze spodni. Chciał jeszcze zdjąć
skarpetki, ale nie zdążył już tego zrobić, gdyż
poczuł rozgrzany język dotykający jego karku. Wydał z
siebie głośne westchnienie.</p>

<p>Och, to było takie... takie...</p>

<p>Pochylił głowę do
przodu, pozwalając, by ten gorący, wilgotny język
przesunął się na szyję, niezwykle powoli, jakby bardzo
dokładnie chciał poznać jego smak i go zapamiętać.
Harry niemal upadł na podłogę, kiedy dłonie Severusa
spoczęły na jego bokach i zsunęły się w dół, na
biodra, i jeszcze niżej... I nie potrafił powstrzymać jęku,
kiedy te dłonie wbiły się w jego ciało, mocno
zaciskając się na pośladkach i powoli zaczęły je
rozszerzać. Poczuł łagodne ugryzienie na karku i
drgnął, a jego ciało przeszył niemal bolesny prąd.</p>

<p>I wtedy jedna z dłoni
zniknęła i po chwili dotknęła jego warg, napierając na
nie i zmuszając go do rozchylenia ich. Długi palec Snape'a
wśliznął mu się do ust.</p>

<p>- Nawilż go. - Głos
Severusa był cichy i przytłumiony. Tak, jakby każde
rozbrzmiewające w otaczającej ich ciszy słowo było
natrętnym intruzem, którego nie powinno tutaj być, który jedynie
przeszkadzał.</p>

<p>Harry zacisnął usta
wokół smukłego palca, mrucząc z przyjemności. Smakował
czymś słonym oraz gorzkim. I szybko zrozumiał, co to było.
Jego własna sperma, którą wcześniej pokrył rękę
mężczyzny. Na samą myśl o tym poczuł drżące
łaskotanie w żołądku.</p>

<p>Przez chwilę
błądził po nim językiem, dokładnie zlizując z
niego lepką ciecz. Jęknął z niezadowoleniem, kiedy Severus
wyjął wilgotny palec z jego ust. Ale bardzo szybko zmienił
zdanie, gdyż poczuł, jak mężczyzna wsuwa dłoń
pomiędzy jego uda, dotykając tego wrażliwego miejsca tuż za
jądrami i bardzo powoli przesuwa ją w górę, pomiędzy
rozchylonymi pośladkami, podrażniając go paznokciem tak bardzo,
iż Harry miał przez chwilę wrażenie, że zaraz umrze.</p>

<p>A w momencie, kiedy Severus
zatrzymał palec tuż przy jego wejściu i zaczął je
muskać szybkimi smagnięciami opuszka, Harry miał już
absolutną pewność, że jeszcze chwila i naprawdę skona.
Albo spłonie. Teraz było mu już wszystko jedno.</p>

<p>Wstrzymał oddech, czując
kolejne ugryzienie u podstawy szyi i wślizgujący się w niego
palec Severusa. Otworzył usta, gwałtownie łapiąc powietrze
i zacisnął powieki jeszcze mocniej, pragnąc skupić się
jedynie na tym doznaniu.</p>

<p>Ach, jak bardzo za tym
tęsknił... Jak cholernie bardzo!</p>

<p>Jednak Severus nie pozwolił mu
cieszyć się tym doznaniem zbyt długo. Wsunął się
w niego kilka razy, po czym wydał z siebie zduszony jęk, jakby
ocalała resztka murów jego silnej woli właśnie runęła,
obalona niesamowitym uczuciem ciepłego, napierającego na jego palec
ciała, w którym chciał się jak najszybciej zanurzyć i nie
potrafił już dłużej się powstrzymywać.</p>

<p>Wysunął się z
Harry'ego, który otworzył oczy, zaskoczony tym nagłym
szarpnięciem. Snape popchnął go na łóżko i nakrył
sobą. Harry zadrżał, kiedy jego rozgrzana skóra
dotknęła chłodnej pościeli i gdy poczuł na sobie
ciężar ciała mężczyzny. To sprawiło, że
zaczął się niemal trząść z niecierpliwości i
podniecenia. Szorstka szata ocierająca się o jego skórę i czarna
peleryna rozrzucona wokół niego wyglądały tak... tak...
cholernie stymulująco. Ale Harry nie potrafił powstrzymać
nagłej myśli, która wdarła mu się do głowy,
szepcząc do ucha:</p>

<p>"Pomyśl, jakby to było
poczuć na sobie jego nagie ciało... Jakby to było czuć
skórę przy skórze..."</p>

<p>Bardzo szybko jednak o tym
zapomniał, gdyż jego szyję owionął ciepły oddech,
a tuż nad sobą usłyszał mroczny głos, który
wydawał się być tak blisko, jakby rozbrzmiewał w jego własnej
głowie:</p>

<p>- Zobaczymy, jak to ci się
spodoba...</p>

<p>To? To znaczy, c...</p>

<p>Jego skóry dotknął wilgotny
język i zaczął wędrować po plecach.</p>

<p>Och, a więc to!</p>

<p>Poderwał głowę do
góry, wydając z siebie udręczony jęk przyjemności. Jego
palce zacisnęły się na pościeli i w tej jednej chwili
pomyślał, że oddałby wszystko, aby to się nigdy nie
skończyło.</p>

<p>Severus lizał jego plecy z
taką zachłannością, jakby pragnął posmakować
każdego skrawka skóry, a Harry mógł się jedynie wić pod nim
i pojękiwać w czarną pościel pod sobą.</p>

<p>Czerń, otaczała go
czerń. Była nad nim i pod nim. Jego własna skóra wydawała
mu się teraz tak blada, tak jasna, tak... nieskazitelna w porównaniu z
nią. A on z przyjemnością poddawał się tej
ciemności, opadał w mrok, pozwalając, aby go
pochłonął.</p>

<p>Wygiął plecy, czując
język sunący wzdłuż kręgosłupa, od szyi i karku
aż do krzyża. I towarzyszący mu ciepły oddech, który
łaskotał jego wilgotną skórę, ochładzając ją
i wywołując niekontrolowane dreszcze. Lecz kiedy dotarł do
kości ogonowej, zatrzymał się i oderwał od jego ciała.
Harry poczuł nagły niedosyt. Chciał jeszcze, jesz...</p>

<p>- Jeszcze - wyjęczał w
prześcieradło. Jego skórę ochłodził powiew powietrza,
tak jakby Severus zaczerpnął tchu. Harry spiął się,
czekając na jego reakcję. A po chwili usłyszał
wypowiedzianą niskim, rozkazującym tonem odpowiedź:</p>

<p>- Błagaj.</p>

<p>W pierwszej chwili miał
wrażenie, jakby po jego ciele zaczął pełzać prąd
i coś bardzo mocno ścisnęło mu serce.</p>

<p>Pragnął tego.
Pragnął to znowu poczuć.</p>

<p>Nabrał tchu i wyszeptał:</p>

<p>- Błagam...</p>

<p>Ponowny powiew powietrza. Ale tym
razem przypominał raczej bezgłośne parsknięcie.</p>

<p>- No proszę... Potter
błagający mnie o coś... Fascynujące.</p>

<p>Na policzki Harry'ego
wypłynął rumieniec. Och, niech on już przestanie i...</p>

<p>Oooo, tak...</p>

<p>Ten język, ten niesamowicie
gorący i mokry język ponownie dotknął jego rozpalonej skóry
i Harry miał wrażenie, że za chwilę oszaleje, kiedy powoli
zsuwał się po jego ciele, coraz niżej i niżej, poprzez
kość ogonową, docierając do szczeliny pomiędzy
pośladkami. Nie potrafił już utrzymać bioder płasko.
Podrygiwały samoczynnie, a Harry czuł, jak jego erekcja ociera
się o gładką pościel. Ponownie był twardy, i to
boleśnie, a każde kolejne otarcie groziło całkowitą
utratą kontroli. Szczególnie, kiedy język Severusa powoli
wsunął się pomiędzy jego pośladki i Harry poczuł,
jak mężczyzna rozszerza je dłońmi, a ten język... ten
język... on... ACH!</p>

<p>Harry nie potrafił
powstrzymać krzyku, który wydarł mu się z ust, kiedy poczuł
ciepłe, śliskie muśnięcie na swoim wejściu. Miał
wrażenie, że spłonie i zamieni się w popiół i błagał
w duchu, by ta udręka się zakończyła. Albo nie...
zrobiłby wszystko, aby Snape nie przestawał!</p>

<p>To było zbyt... Merlinie!</p>

<p>Kiedy muśnięcia
przyspieszyły, Harry musiał zacisnąć zęby na poduszce,
aby stłumić krzyk. Jego wejście pulsowało, niemal
błagając o zaspokojenie, o to, aby ten mokry, rozgrzany, palący
język w końcu się w niego wsunął. Zachlipał, nie
będąc w stanie panować nad swoimi reakcjami i obawiając
się, że za chwilę rozedrze prześcieradło, które
zaciskał w dłoniach.</p>

<p>Severus właśnie... on
właśnie lizał...</p>

<p>- Aaaaach... Kurwa! -
przeklął gardłowo, wciskając zarumienioną twarz w
pościel.</p>

<p>Merlinie, nie potrafił nawet o
tym pomyśleć, aby jego serce nie próbowało wyskoczyć z
piersi, a krew w żyłach nie zamieniała się w lawę.</p>

<p>Nagle wszystko ustało. Język
zniknął, Severus odsunął się, a Harry próbował
złapać oddech, gdyż miał wrażenie, jakby całe
powietrze uleciało z jego płuc wraz z krzykiem. Czuł zawroty
głowy i nie potrafił otworzyć oczu, zbyt otumaniony tym, czego
właśnie doświadczył.</p>

<p>Otrzeźwił go dopiero
dźwięk rozsuwanego zamka. Jego ciało zareagowało
instynktownie. Uniósł biodra i uklęknął, zapraszająco
wypinając pośladki, ale nie odrywając od pościeli ani
twarzy, ani zaciśniętych na niej dłoni.</p>

<p>W odpowiedzi usłyszał za
sobą niski, zachrypnięty jęk Severusa. Wyglądało na
to, że ta pozycja niezwykle przypadła mu do gustu, oceniając po
jego nagle przyspieszonym oddechu. Harry klęczał, czekając na
dotyk, na muśnięcie, na cokolwiek, ale nic się nie działo.
Nastąpił moment jak gdyby zawieszenia, wypełniony ciszą i
bezruchem. Zaczął się niepokoić. Czyżby coś
się stało?</p>

<p>Poruszył się i
odwrócił głowę, aby spojrzeć na Severusa i sprawdzić,
o co chodzi. Rozszerzył oczy, kiedy uderzył go wygłodzony
zachwyt, jaki dostrzegł na twarzy przypatrującego mu się mężczyzny.</p>

<p>- Co rob...? - zaczął, ale
język odmówił mu posłuszeństwa, gdy na ustach Severusa
pojawił się mroczny uśmiech.</p>

<p>- Napawam się tym widokiem -
odparł cicho mężczyzna.</p>

<p>Policzki Harry'ego
zapłonęły, kiedy próbował sobie wyobrazić, jak musi
teraz wyglądać. Odwrócił głowę ponownie i
wcisnął twarz w prześcieradło. I nagle poczuł
drżący dotyk chłodnych dłoni Severusa, rozszerzających
jego pośladki. Lecz po chwili jedna z rąk zniknęła i
skórę Harry'ego musnęła odrobina magii. I w tym momencie
gładki, śliski palec, pokryty jakąś rozgrzewającą
maścią, wśliznął się w jego wnętrze. Harry
westchnął głęboko, czując, jak jego mięśnie
rozluźniają się i pragnąc, by Severus wszedł w niego
głębiej... Jednak palec szybko się wycofał, a serce
Harry'ego zatrzymało się w pełnej ekstatycznego oczekiwania
chwili.</p>

<p>I wtedy to poczuł.</p>

<p>Gorącą główkę
penisa Severusa przeciskającą się przez jego otwór. A
później więcej, jeszcze więcej Severusa w nim, wchodzącego
w niego z taką łatwością, z taką potrzebą...</p>

<p>Usłyszał gardłowy pomruk
przyjemności, który wyrwał się ust mężczyzny, kiedy
jego twardy penis zanurzał się w nim milimetr po milimetrze. I Harry
usłyszał w nim głód, pragnienie i coś jeszcze... Ale teraz
nie miał głowy, aby się nad tym zastanawiać. Nie, kiedy
czuł to niewiarygodne, pulsujące gorąco, zanurzające
się w nim i ocierające o ścianki jego wejścia. Nareszcie
czuł się całkowicie wypełniony, jakby wcześniej
był niekompletny. A tylko Severus potrafił go tak doskonale
wypełnić.</p>

<p>Mężczyzna wchodził w
niego najgłębiej, jak to było możliwe. Harry czuł
uderzenia gorących jąder o swoje pośladki i chciał
więcej. Chciał jeszcze więcej! I wiedział, że Severus
także chce więcej. Czuł to po sile, z jaką palce
mężczyzny zaciskały się na jego biodrach, niemal
wbijając mu się w skórę. Harry miał pewność,
że pozostaną ślady, ale wcale mu to nie przeszkadzało.
Chciał tych śladów. Chciał, aby Severus naznaczył go
całego, naznaczył go jako swoją własność. I nie
potrafił odpędzić tych myśli, kiedy pojękiwał w
atłasową pościel, wypinając pośladki jeszcze bardziej.</p>

<p>Severus wydał z siebie kolejny
gardłowy jęk i nagle wysunął się z Harry'ego,
opadając na niego i ogrzewając jego skórę gorącym,
ciężkim oddechem. Przez chwilę tylko leżał, jakby próbował
dojść do siebie, ale po chwili Harry poczuł jego rozgrzane usta
na swoich plecach. Snape całował i na przemian lizał jego kark,
łopatki, barki, a Harry musiał zaciskać na pościeli
zęby, aby stłumić swoje zachrypnięte jęki.
Wrażenie było tak niesamowite, że penis Harry’ego
zaczął pulsować jeszcze gwałtowniej.</p>

<p>Severus oderwał się od jego
pleców i ponownie w niego wszedł, kolejny raz wydając z siebie pomruk
wygłodniałej przyjemności, jakby tak bardzo tego
pragnął, iż nie potrafił nad tym zapanować.</p>

<p>Harry poczuł owijające
się wokół jego klatki piersiowej ramię Snape'a i zanim
zdążył zorientować się, co się dzieje,
mężczyzna podniósł go i przyciągnął do siebie.
Harry przylgnął plecami do jego torsu, klęcząc na łóżku
w wyprostowanej pozycji i westchnął, kiedy drugie ramię Severusa
owinęło się wokół jego pasa, przyciągając go
jeszcze bliżej i wciskając w szorstką szatę.</p>

<p>Był teraz tak blisko niego.
Niemal czuł drżenie napiętych mięśni pod
materiałem i... Merlinie! Harry mimowolnie wygiął plecy i
wypiął pośladki, kiedy Severus zaczął poruszać się
w nim ostrymi, szybkimi, płytkimi smagnięciami. I to było
takie... takie... OCH!</p>

<p>Dźwięk, który wyrwał
się z jego piersi był jednym długim jękiem, wibrującym
w rytmie pchnięć Severusa. Przesunął ręce za siebie,
próbując je na czymś zacisnąć i natrafił na
materiał szaty. Wbił w niego palce i poczuł, jak ciało pod
ubraniem porusza się. Zrozumiał, że jego ręce
spoczęły na uderzających w niego w zawrotnym tempie biodrach
Severusa. Czuł pod palcami ich siłę i
gwałtowność, kiedy chłostały jego pośladki i
przesuwały się w przód i w tył z taką szybkością,
jakby zamierzały go zniszczyć, zamienić w popiół.</p>

<p>I wtedy usłyszał głos.
Zachrypnięty, dyszący głos tuż przy swoim uchu:</p>

<p>- Tak, właśnie tak, Potter.
Chcę żebyś jęczał i wił się. Pragnę
rozbić cię na kawałki, sprawić, abyś skomlał i
błagał. - Severus przysunął usta jeszcze bliżej i
szeptał mu wprost do ucha, a Harry miał wrażenie, jakby ten
niski, mroczny głos rozbrzmiewał bezpośrednio w jego
głowie: - Tak cię zerżnę, że już nigdy, przenigdy
nie zapragniesz niczego i nikogo innego.</p>

<p>I Harry wił się i
skomlał, czując, jak te słowa uderzają prosto w jego
zmysły i zaciskają się wokół erekcji, a coś w jego
wnętrzu chce się wyrwać, wyjąc dziko i szarpiąc się.
I nie potrafił powstrzymać tego jednostajnego, wibrującego,
tętniącego jęku, kiedy gorący czubek penisa raz za razem
uderzał w jego prostatę.</p>

<p>- Głośniej. - Rozkaz
był ostry i tak stymulujący, że Harry automatycznie
zaczął jęczeć donośniej. W odpowiedzi Severus znowu
przyspieszył i mocniej owinął go ramionami, przyciskając do
siebie z taką siłą, jakby nigdy nie zamierzał go
wypuścić. - Jeszcze głośniej - powtórzył i Harry
miał wrażenie, że za moment całkowicie zedrze sobie
gardło. Ale wyglądało na to, że Snape'owi się to
podobało, sądząc po pomruku zadowolenia, który owionął
jego ucho.</p>

<p>Pragnąc powstrzymać zawroty
głowy, Harry odchylił głowę do tyłu, opierając
ją na ramieniu Severusa i teraz jeszcze dokładniej słyszał
jego ciężkie sapanie i pojękiwania przyjemności. Czuł
podmuchy gorącego powietrza, które muskały jego szyję. Czuł
poruszające się za nim ciało, coraz szybciej i szybciej. I
czuł w sobie gorąco. Czuł płomienie w miejscu, w którym
penis Snape'a ocierał się o jego otwór, ścianki, uderzał w
prostatę. Miał wrażenie, że trawi go ogień i że
jeszcze chwila, a ten pożar ogarnie całe jego ciało. Severus
poruszał się w nim tak, jakby pędził i nie był w
stanie się zatrzymać; i przyspieszał coraz bardziej i
bardziej...</p>

<p>I nagle wysunął się z
niego, wyrzucając z siebie ciężkie, gardłowe
przekleństwo:</p>

<p>- Cholera!</p>

<p>W tym momencie Harry zrozumiał,
dlaczego Mistrz Eliksirów po raz kolejny przerwał tak nagle. Po prostu
był już zbyt blisko, a nie chciał dojść tak szybko.
Chciał to przedłużyć. Chciał, aby to trwało i
trwało i...</p>

<p>Kiedy Harry to sobie
uświadomił, jego serce zalała nagła, nieopanowana fala
ciepłych uczuć. Odwrócił głowę w bok i zamglonym
wzrokiem spojrzał na Severusa. Jego twarz była zaczerwieniona, a
czarne kosmyki włosów przylepiły się do spoconego czoła.
Ten widok sprawił, że jego serce przeszył skurcz.
Przysunął twarz jeszcze bliżej i pocałował Severusa w
to wrażliwe miejsce na szyi, tuż pod uchem. Usłyszał, jak
mężczyzna na chwilę wstrzymuje powietrze i ta jedna, ledwie
zauważalna reakcja sprawiła, że serce Harry'ego
zaśpiewało.</p>

<p>Odwrócił głowę
ponownie i zamknął oczy, czując, że uścisk Snape'a
rozluźnia się. Severus zabrał rękę z jego klatki
piersiowej, ale mocniej ścisnął go w pasie i pokierował ich
obu w dół, z powrotem na pościel. Położył Harry'ego na
boku, a sam ułożył się za nim, opierając się na
łokciu i przyciągając go jeszcze bliżej, a następnie
uniósł jego nogę i ponownie w niego wszedł.</p>

<p>Harry wydał z siebie
głośne westchnienie i pozwolił, aby jego głowa opadła
na łóżko. Severus ponownie oplótł go ramieniem i przez
umysł Harry'ego przebiegła błyskawiczna myśl, że to
chyba nie jest przypadek, że dłoń Severusa spoczęła na
jego klatce piersiowej, dokładnie w miejscu, gdzie biło serce.
Była chłodna i była na nim, czuł ją na swojej skórze i
także zapragnął ją poczuć. Nie potrafił się
powstrzymać. Uniósł rękę i położył ją
na smukłej dłoni. Otworzyła się pod jego dotykiem.
Owinął wokół niej palce, ściskając ją z niemal
miażdżącą siłą i przyciągając pod
swoją brodę, aby mięć ją jak najbliżej siebie.</p>

<p>Odwrócił głowę i
spojrzał na twarz Severusa, oddaloną od własnej jedynie o kilka
centymetrów. I podczas każdego pchnięcia musiał zmuszać
swoje oczy do tego, aby pozostały otwarte, ponieważ widok tej
spoconej, zarumienionej twarzy tuż nad sobą był prawdopodobnie
najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zobaczył.
Nawet pomimo zawrotów głowy i zaparowanych okularów, dostrzegał na
niej zmarszczki przyjemności. Widział zlepione ze sobą,
opadające na czoło i policzki włosy. Widział
płonące jak w gorączce oczy, które sunęły po jego
ciele, naprzemiennie przypatrując się jego twarzy albo
wędrując niżej. I wyglądało na to, że najbardziej
przyciąga je widok penisa, który wsuwał się powoli w jego
wejście. Wsuwał się i wysuwał. Wsuwał i wysuwał.</p>

<p>Tym razem Severus wchodził w
niego wolniej. I głębiej. Lecz i tak każde pchnięcie
doprowadzało Harry'ego niemal do utraty zmysłów. Ale Snape
wydawał się to lubić. Wydawał się lubić to, jak
wysuwał się z Harry'ego niemal do końca, pozostawiając w
nim jedynie samą główkę, a później zanurzał się z
powrotem, całą swoją długością, aż po same
jądra, czując, jak jego pulsujący penis przeciska się przez
ciasny otwór.</p>

<p>I Harry także to lubił. A
szczególnie lubił moment, kiedy wilgotny, rozgrzany czubek
wypełniającego go penisa uderzał w ten wrażliwy punkt w
jego wnętrzu, posyłając jego zmysły aż pod sufit. I pragnął
jeszcze więcej. Pragnął jeszcze większej bliskości.</p>

<p>Uniósł głowę i
wpił się ustami w szyję mężczyzny. Usłyszał
jak Severus wydaje z siebie jęk. Zaczął ssać skrawek skóry,
czując w nozdrzach przyprawiający o zawroty głowy zapach
mężczyzny: zioła, imbir, piżmo, pot i coś ostrego,
drażniącego... jakby pożądanie. Wszystko wymieszane ze
sobą i uderzające wprost w najgłębsze zmysły i
instynkty. Harry czuł, że się trzęsie, czuł, jak
płomienie w jego podbrzuszu ogarniają całe wnętrze, jak
rozgrzewają każdy fragment ciała. Zaczął
jęczeć w szyję Severusa, nie potrafiąc oderwać od
niego ust. Smakował pot i pełzające pod skórą drżenie.
I sądząc po zachrypniętych, coraz głośniejszych
pojękiwaniach mężczyzny, on także był już na
samym skraju.</p>

<p>I w końcu jęknął
i szarpnął głową, odrywając się od warg
Harry'ego, jakby to było dla niego zbyt wiele. Harry poczuł lekkie
uderzenie w skroń. Syknął i zacisnął powieki,
czując niewielki ból. Severus szarpnął się zbyt
gwałtownie i trącił go brodą. Ale to się teraz nie
liczyło. Ważne było tylko to gorąco, które rosło w
nim, wypełniało go...</p>

<p>Nagle Harry poczuł na swojej
skroni delikatny dotyk ciepłych warg. Dokładnie w tym miejscu, w
którym został uderzony. Otworzył oczy, a jego serce, z niemal
szaleńczego tempa, podskoczyło i zatrzymało się w miejscu.</p>

<p>Severus pocałował jego
twarz. Pocałował jego skroń. Pocałował zranione
miejsce. Nie, to było zbyt... nieprawdopodobne! To nigdy nie mogłoby
się przydarzyć, to absolutnie i niezaprzeczalnie... cudowne.</p>

<p>Snape oderwał wargi, przyglądając
mu się z nieodgadnionym wyrazem twarzy, jakby sprawdzał, czy wszystko
z nim w porządku. A Harry wiedział, że będzie
potrzebował sporej ilości czasu, by przypomnieć sobie, jak
się oddycha.</p>

<p>Jego serce ruszyło ponownie, od
razu przybierając zawrotny rytm.. Tak samo, jak pchnięcia Snape'a,
który przyspieszył nagle, przymykając oczy z przyjemności, kiedy
zanurzał się w nim. Po ciele Harry'ego spływały krople
potu, włosy przylepiły mu się do czoła, a żar w jego
wnętrzu osiągnął stan alarmowy i wszystko w nim
zaczęło wrzeć. Zacisnął powieki, czując, że
ogień wkradł się nawet pod nie. Słyszał nad sobą
ciężkie, urywane sapanie i gorący oddech owiewający mu
twarz i wiedział, że obaj są już na samej granicy. Że
już, już prawie... Jeszcze tylko jedno pchnięcie, jedno
uderzenie, jeden wybuch...</p>

<p>I Harry poczuł, jak jego
pulsująca erekcja eksploduje przyjemnością graniczącą
z szaleństwem, pokrywając czarną pościel białymi
strugami spermy. Ale on nie mógł tego zobaczyć, ponieważ
widział jedynie ogień. Ogień, który pochłonął
całe jego ciało i każdy fragment duszy. Wygiął
się w stronę Severusa, a jego mięśnie napięły
się tak bardzo, iż zaczęły strzelać bolesnymi
ukłuciami, jak gdyby płynął przez nie prąd. Miał
wrażenie, jakby wszystko w nim pulsowało. Żyły,
mięśnie, powieki, palce, rozlewająca się w podbrzuszu
rozkosz. Ścisnął konwulsyjnie dłoń Severusa, jakby to
była jedyna realna rzecz na tym świecie. Jedyna rzecz, która
utrzymywała go na powierzchni. To i ten rozgrzany penis, wciąż
uderzający w jego prostatę, posyłający w dogorywające
ciało kolejne fale rozkoszy.</p>

<p>Doznanie było tak intensywne,
iż kiedy ostatnia fala ustąpiła i Harry w końcu opadł
na materac, mając wrażenie, że każdy nerw w jego ciele
spłonął, a mięśnie roztopiły się,
odkrył, że chyba zdarł sobie od krzyku gardło.</p>

<p>Z trudem otworzył oczy i w polu
jego zamglonego, rozmytego spojrzenia pojawiła się twarz Severusa.
Severusa, który przypatrywał mu się niczym sokół, jakby
chciał dokładnie spić każdą emocję z jego twarzy.
I przyspieszył jeszcze bardziej, jakby nie mógł się już
doczekać dotarcia do finału. Jakby od tego, by jak najszybciej do
niego dotrzeć, zależało jego życie.</p>

<p>Harry widział wysiłek na
tym zmarszczonym w wyrazie determinacji obliczu, widział płonący
w oczach głód, który nasyciwszy się widokiem zarumienionego,
spełnionego Harry'ego, rozgorzał jeszcze bardziej, jakby to go
jedynie podsyciło. I pędził teraz do celu, coraz szybciej i
szybciej, uderzając biodrami w nagie pośladki i nie odrywając
spojrzenia od przypatrujących mu się zielonych, zamglonych oczu.</p>

<p>I wtedy Harry to zobaczył.
Tuż przed tym, zanim na czarne oczy opadły powieki, zatrzaskując
je w świecie przyjemności. Zobaczył rozbłysk. Jasny,
ciepły rozbłysk, jakby to światło, które wtedy w nim
widział, wreszcie przebiło się przez mrok. Jedynie na
krótką chwilę, ale to wystarczyło, aby jego serce opadło
niemal do żołądka. I w tym jednym momencie poczuł się
najszczęśliwszą osobą na świecie. Ponieważ tylko
on mógł widzieć, jak ta surowa twarz łagodnieje, zmarszczki
wygładzają się, a wargi wykrzywiają w coś na
kształt uśmiechu, obnażając zaciśnięte zęby,
pomiędzy którymi przedziera się niski, zachrypnięty pomruk
spełnienia. I tylko on mógł czuć to gorąco, kiedy sperma z
pulsującej w nim erekcji rozlewa się w jego wnętrzu,
wypełniając go ciepłem i radością. I tylko on
mógł czuć ten silny uścisk na swojej dłoni, kiedy Severus
dochodził w nim, odrzuciwszy głowę do tyłu. I miał
wrażenie, że jeszcze trochę, a jego palce zostaną
zmiażdżone, ale nie przeszkadzało mu to. Ponieważ tylko on
mógł to poczuć. Tylko on mógł to oglądać. Tylko on
mógł tego doświadczyć. Tylko on mógł dać to
Severusowi. I to było najcudowniejsze uczucie pod słońcem.</p>

<p>Nie miał pojęcia, ile czasu
to trwało. To się nie liczyło. Mógłby przyglądać
mu się godzinami. I żałował, kiedy Severus w końcu
opadł na łóżko za nim i, dysząc ciężko,
wysunął się z niego. Mężczyzna wyswobodził
dłoń z jego uścisku i położył się
płasko na plecach, dochodząc do siebie.</p>

<p>Harry poczuł, jak spomiędzy
jego pośladków wypływa coś ciepłego i gęstego. O tak,
czuł się spełniony. Całkowicie spełniony. I nieziemsko
wręcz szczęśliwy.</p>

<p>Odwrócił twarz od Snape'a,
ponieważ zaczęła go już boleć szyja i
położył się na boku, podciągając kolana i
kładąc rozprostowane ręce przed sobą na łóżku.
Słyszał ciężki oddech Severusa za swoimi plecami,
chociaż sam miał jeszcze problemy z wyrównaniem i uspokojeniem
swojego oddechu, a serce nadal biło mu zdecydowanie zbyt szybko. Jego
zmęczone mięśnie drżały, a powieki zaczęły
ciążyć. Nie potrafił zmusić się do tego, aby je
unieść. Nie potrafił teraz zmusić się nawet do tego,
aby poruszyć choćby małym palcem. Mógł tylko
leżeć, próbując nie trząść się tak bardzo i
wsłuchiwać się w dwa nierówne oddechy. I coraz powolniejsze, ale
niezwykle głośne bicie swojego serca. I pozwalać, aby jego skóra
przypominała sobie każdy dotyk i każdy pocałunek,
złożony na niej przez te cienkie wargi.</p>

<p>Westchnął cicho,
uśmiechając się do tych wspomnień. Ale wtedy
usłyszał poruszenie za sobą i uśmiech natychmiast
spłynął z jego ust.</p>

<p>Zamarł, nasłuchując.</p>

<p>Co się teraz stanie? Czy Snape
znowu wstanie i odejdzie? Znowu go zostawi?</p>

<p>Nie, nie chciał tego. Nie
chciał zostać tu sam. Nie po tym wszystkim. Nie w takiej chwili.</p>

<p>Usłyszał cichy szelest i
zacisnął mocniej powieki. Materac ugiął się.</p>

<p>Nie, nie idź...</p>

<p>Jego skórę połaskotał
nagle łagodny powiew magii. Zaskoczony odkrył, że zarówno
pokrywająca pościel sperma, jak i ta zaschnięta na jego ciele,
znikają. A wraz z nimi znika także ten ostry, drażniący
zapach, którego źródła nie znał, ale podejrzewał, że
ma coś wspólnego z nasieniem, potem i... seksem?</p>

<p>Ponownie usłyszał szelest,
materac za nim ugiął się po raz kolejny i Harry wstrzymał
oddech.</p>

<p>I wtedy właśnie poczuł
miękki dotyk na swoich włosach. Dłoń Severusa
spoczęła na jego głowie i powoli zaczęła ją
gładzić w łagodny, nienachlany sposób, głaskając jego
wilgotne włosy, skroń i kawałek policzka.</p>

<p>Jego serce zatrzymało się i
przez moment Harry miał wrażenie, że za chwilę eksploduje.</p>

<p>Severus nie odszedł. Dlaczego?
Dlaczego z nim został?</p>

<p>Tak, błagał o to w
myślach, ale nie sądził... nie sadził... że
naprawdę...</p>

<p>Zawsze go zostawiał. Zawsze
odchodził. I to teraz było takie dziwne i... nowe. I niesamowite. I
sprawiło, że w jego głowie rozbrzmiewała tylko ta jedna
myśl: Severus z nim został! Leżał za nim! Głaskał
go po głowie! I... i... Cholera! Zaraz chyba umrze z szoku. I ze
szczęścia.</p>

<p>Może powinien coś
powiedzieć? Ale co takiego? Nie, cisza była taka przyjemna. Nie
mógł jej przerwać. Bał się to zrobić. Bał
się poruszyć. Bał się nawet oddychać, żeby to się
tylko nie skończyło. Mógłby tak leżeć do końca
życia, byle tylko Severus nadal go głaskał. I żeby nigdy
nie przerwał. Żeby nigdy nie odszedł.</p>

<p>Tak, nigdy... nie odszedł.</p>

<p>Zmęczenie zaczęło
brać nad nim górę. Miał coraz większe problemy ze
składnym myśleniem. Wycieńczone, obolałe mięśnie
i nadwyrężone zmysły postanowiły odebrać swoją
zasłużoną nagrodę w postaci snu.</p>

<p>Tak... nie odszedł... nigdy...
Zawsze... zawsze był. Tak jak teraz. Zawsze.</p>

<p>Harry powoli odpływał, a
delikatna, monotonna pieszczota tylko pomagała mu otulić się
ciemnością i pozwolił się jej wciągnąć.</p>

<p>Ocknął się dopiero
wtedy, kiedy dłoń zniknęła z jego głowy i ponownie
usłyszał za sobą szelest.</p>

<p>- Już późno. Musisz
wracać. - Głos Severusa był lekko zachrypnięty. Poza tym,
wydawał się już zupełnie opanowany.</p>

<p>Harry zmusił się do
otwarcia oczu i zamrugał, kiedy pod powieki wdarło mu się
światło świec. Odwrócił głowę i spojrzał
przez ramię na mężczyznę, który odsunął się
od niego i wstał z łóżka.</p>

<p>Harry poczuł delikatne, bolesne
ukłucie w sercu.</p>

<p>Czyli to już koniec. Ma sobie
pójść. No pewnie, a czego się spodziewał? Dostał
już przecież tak wiele. Nie może prosić o więcej.</p>

<p>Przełknął
wypływający mu na usta sprzeciw i odwrócił głowę z
powrotem.</p>

<p>Tak, był szczęśliwy.
Zadowolony. Spełniony.</p>

<p>Nie, nie chciał zostać tu
na noc. Nie potrzebował tego. Naprawdę.</p>

<p>Ale mogłoby być tak...</p>

<p>- Ubieraj się. - Severus
schylił się, pozbierał jego rzeczy i rzucił mu je na
łóżko. - Idę pod prysznic. Kiedy wrócę, masz być
gotowy.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
patrzył, jak mężczyzna znika za drzwiami prowadzącymi do
łazienki. Przez chwilę panowała aksamitna cisza. Po jakimś
czasie usłyszał odgłos spływającej wody i bardzo
szybko zacisnął oczy, próbując wyrzucić z myśli obraz
nagiego Severusa pod prysznicem.</p>

<p>Nie, nie! Dosyć już!
Miał się ubrać!</p>

<p>Westchnął i spróbował
się podnieść. Nie miał siły. Chyba wszystkie jego
mięśnie zamieniły się w watę, i to niezwykle
bolesną, a tyłek tak pulsował, że nie wyobrażał
sobie, jak miałby na nim teraz usiąść.</p>

<p>Z ogromnym wysiłkiem i
wrażeniem, jakby znajdował się pod powierzchnią gęstej
cieczy, która uniemożliwia mu wykonywanie ruchów, udało mu się
założyć slipy. Opadł na poduszkę, wzdychając
głęboko. Chwilę odpocznie i zaraz spróbuje ubrać
resztę. Czuł się tak, jakby jego nogi i ramiona ważyły
tonę. Mięśnie wciąż mu drżały i
kręciło mu się w głowie. I był tak bardzo
zmęczony...</p>

<p>Odpocznie tylko chwilkę,
małą chwilkę... I zaraz dokończy... to coś, co
miał zrobić.</p>

<p>A co miał zrobić? Poduszka
była taka miękka... i ciepła.</p>

<p>Nie, coś miał zrobić.
Coś skończyć.</p>

<p>Nieważne. Wszystko go
bolało. Chciał tylko leżeć. Nie potrafił otworzyć
oczu. W ciemności było tak przyjemnie. Otulała go,
oplatała. Kołysała.</p>

<p>Cisza. Mrok. Słodka
radość.</p>

<p>Tak.</p>

<p>Hmm... czy mu się wydawało,
czy słyszał jakiś głos, który go wołał?</p>

<p>- Potter!</p>

<p>- Hmm? - Chyba udało mu się
wydać jakiś dźwięk, ale nie był tego pewien.</p>

<p>- Potter, wstawaj natychmiast! Nie
możesz tutaj spać!</p>

<p>- Nnnn... - wymruczał, mocniej
wtulając twarz w poduszkę. Czego ten głos chciał? Chyba
kazał mu coś zrobić. - Jutro skończę - wymamrotał
i ponownie zanurzył się w ciepłą ciemność, na
granicy której unosiły się strzępki jakichś
dźwięków... i doznań.</p>

<p>Chyba kroki. I... westchnienie.</p>

<p>Poczuł, jak coś
potrząsa go za ramię.</p>

<p>- Potter, mówię po raz ost...</p>

<p>- Spaaaaaać -
jęknął, zwijając się w kłębek i
próbując uciec od tego głosu, który nie pozwalał mu
zasnąć.</p>

<p>Ponownie usłyszał
westchnienie, tym razem cięższe.</p>

<p>Zamruczał w poduszkę,
jeszcze bardziej wtulając się w miękką ciemność.
Poczuł jakieś poruszenie na swojej twarzy. Jego okulary. Chyba
ktoś mu je zdjął. I odłożył na szafkę,
sądząc po odgłosie.</p>

<p>Nieważne. Spać</p>

<p>Zrobiło się cieplej.
Coś opadło na jego ciało, zakrywając go aż po ramiona.
Było mu tak przyjemnie...</p>

<p>Zaraz, chyba powinien coś
jeszcze zrobić. Powiedzieć. Zawsze coś mówił. I zawsze
mówił to Severusowi. Nie może zasnąć, zanim tego nie zrobi.</p>

<p>- Dobranoc, Severusie -
wymamrotał cicho w poduszkę.</p>

<p>Tak, to było to. Teraz mógł
już zasnąć. Teraz mógł już pozwolić, aby
ciemność otuliła go całego i zamknęła w swoim
kokonie.</p>

<p>I zrobił to,
odpływając coraz głębiej i głębiej w słodki
sen. Kiedy się w nim zanurzał, a świat zamykał się nad
nim, miał wrażenie, że usłyszał bardzo, bardzo odległy
głos, szepczący "dobranoc".</p>

<p>Ale może tylko mu się to
wydawało? A może już śnił?</p>

<p>***</p>

<p>Harry upadł na wilgotną
trawę. Kręciło mu się w głowie. Miał
wrażenie, jakby przed chwilą jechał kolejką górską.</p>

<p>Zamrugał i wypluł z ust
mokre źdźbło, po czym podniósł głowę i
rozejrzał się.</p>

<p>W słabym świetle
księżyca dostrzegł przed sobą kamienną, porośniętą
mchem płytę. Wyglądała tak, jakby wynurzyła się
spod ziemi, zaplątana w długie, zwisające z niej łodygi.
Albo korzenie. Kiedy wytrzeszczył oczy, dostrzegł wyryte w kamieniu
słowa. I teraz już wiedział, co to było. Nagrobek.</p>

<p>Podniósł się na kolana i w
polu jego widzenia pojawiły się kolejne nagrobki i rzeźby,
wyglądające niczym zmarli, którzy zastygli w próbie wydostania
się z krainy śmierci. W ich wyciągniętych, splątanych
łodygami ramionach było coś przerażającego. Harry
przełknął ślinę i kucnął, z nieznanego
powodu wciąż obawiając się wyprostować.</p>

<p>Znajdował się na cmentarzu.</p>

<p>Wzdrygnął się, kiedy
usłyszał za sobą jakiś jęk. Wyglądało na to,
że nie jest tutaj sam.</p>

<p>Odwrócił się
gwałtownie i dostrzegł leżącą w trawie postać,
która poruszyła się i podniosła głowę.</p>

<p>To był Cedrik.</p>

<p>Harry miał niejasne
wrażenie, że już tu kiedyś był. Że coś
takiego już się zdarzyło. A to jedynie wzmogło
pełzający pod skórą niepokój.</p>

<p>Wyprostował się i
rozejrzał. Światło księżyca było zbyt słabe,
aby mógł dostrzec szczegóły otoczenia, dlatego podszedł
bliżej do wyrastającego przed nim nagrobka, słysząc ciche
stęknięcia próbującego podnieść się na nogi
Puchona. Wysilił wzrok, aby odczytać znajdujący się na
kamieniu napis.</p>

<p>Tom Riddle.</p>

<p>Ogarnął go znajomy strach,
a jego serce natychmiast zareagowało, przyspieszając rytm i
podchodząc mu do gardła. Odskoczył od nagrobka tak
gwałtownie, jakby wystrzeliły z niego próbujące go
dosięgnąć płomienie.</p>

<p>Nagle usłyszał kroki.
Chrzęszczące na pokrywających ziemię patykach.
Rozejrzał się, szukając ich źródła.</p>

<p>Z ciemności wynurzyła
się przygarbiona postać, niosąc na rękach małe
zawiniątko. Człowieczek był niski i chudy i poruszał
się niczym przestraszony, węszący szczur.</p>

<p>Harry poczuł, jak coś
ciężkiego opada mu do żołądka, a w piersi zaczyna
płonąć gniew. Silniejszy od strachu.</p>

<p>Glizdogon!</p>

<p>Nie, było coś jeszcze.
Wiedział to w chwili, kiedy jego bliznę przeszył
niewyobrażalny ból, jakby ktoś dotknął jego czoła
rozżarzonym pogrzebaczem.</p>

<p>I wtedy to zobaczył.
Białą, błyszczącą czaszkę wychylającą
się z zawiniątka.</p>

<p>Przerażenie
ścisnęło mu gardło.</p>

<p>To był Voldemort! Wiedział
o tym!</p>

<p>Ale jak? Skąd?</p>

<p>Zanim zdążył
zareagować, usłyszał wysoki, rozrywający głowę
syk:</p>

<p>- Zabij niepotrzebnego.</p>

<p>W dłoni Glizdogona pojawiła
się różdżka i Harry widział jak na zwolnionym filmie, jak
wargi mężczyzny układają się w słowa Klątwy
Uśmiercającej, a on sam odwraca się do Cedrika, chcąc go
ostrzec, ale krzyk zamarł mu na ustach, kiedy zobaczył, że
Puchona już za nim nie ma. Że na jego miejscu stoi wysoka postać
w czarnej szacie.</p>

<p>Severus!</p>

<p>- Avada Kedavra!</p>

<p>Mógł tylko patrzeć
bezradnie, jak z różdżki Glizdogona wylatuje zielony promień i
trafia prosto w klatkę piersiową zaskoczonego mężczyzny.</p>

<p>I w tym momencie Harry poczuł
się tak, jakby coś wyrwano mu z piersi, kiedy patrzył, jak
szczupłe ciało upada w wilgotną trawę, odrzucone
siłą uderzenia, jakby nie było niczym więcej, tylko
szmaciana lalką, kukłą bez życia.</p>

<p>Harry widział siebie, jak
biegnie i przypada do leżącego na ziemi ciała i spogląda w
rozszerzone oczy Severusa. Nadal były czarne. Ale nie było w nich
już tego światła, którego zawsze szukał, na które z
taką niecierpliwością wyczekiwał.</p>

<p>Były puste. Zimne. Martwe.</p>

<p>Poczuł jak w głębi
jego ciała, w samym zalążku duszy pojawia się ból. I
rośnie, rośnie, rozdzierając jego wnętrzności, serce,
wszystko, co napotyka na swojej drodze, pragnąc się uwolnić. A
kiedy dotarł do ust, niósł już ze sobą wszystko, co tylko
był w stanie zebrać, pozostawiając po sobie jedynie
krwawiące zgliszcza. I pustkę.</p>

<p>I kiedy w końcu wydostał
się z gardła, eksplodował cierpieniem, które przeobraziło
się w zachrypnięte, rozdzierające wycie.</p>

<p>- NIEEEEEEEEEE...!</p>

<p>Miał wrażenie, jakby
opadał w pustkę, jakby teraz, w tej jednej chwili wszystko, całe
jego życie przestało mieć znaczenie. Pragnął jedynie
ciemności i zapomnienia. I tego, aby ten ból odszedł, ponieważ
miał wrażenie, jakby przeżarł wszystkie jego
wnętrzności.</p>

<p>Ale w tej pełnej
przerażenia i bólu ciemności, pojawił się jakiś
odległy głos. Jednak Harry nie chciał go do siebie dopuścić.
Nie chciał go słuchać.</p>

<p>Głos był jednak coraz
wyraźniejszy, przybliżał się.</p>

<p>- ...ter! Potter, do jasnej cholery!</p>

<p>Coś go szarpało.
Potrząsało za ramiona. Ktoś.</p>

<p>Harry chciał, żeby sobie
poszedł. Nie chciał nic czuć. Chciał tylko krzyczeć i
krzyczeć, ponieważ tylko to pozwalało mu stłumić ból
chociaż odrobinę.</p>

<p>- Potter! Obudź się!</p>

<p>Harry uniósł powieki i
zobaczył oczy.</p>

<p>Czarne oczy. Nie puste, nie zimne.</p>

<p>Tak samo rozszerzone, nieco zamazane,
ale widział w nich światło. Płomienie. Strach.</p>

<p>Widział życie.</p>

<p>Zerwał się i desperacko
rzucił na szyję pochylonego nad nim Severusa, ściskając go
tak mocno, jakby już nigdy nie miał zamiaru go puścić.</p>

<p>- Ty żyjesz... - wyszeptał
zachrypniętym głosem. - Żyjesz... On cię nie zabił...</p>

<p>Czuł jak jego serce bije niemal
w króliczym tempie. Nie potrafił złapać tchu, a pod
zaciśniętymi powiekami pojawiły się łzy, ale to
się nie liczyło, ponieważ Severus wciąż tu był.
Nie odszedł.</p>

<p>Żył.</p>

<p>Wcisnął twarz w szyję
mężczyzny, wyczuwając jego przyspieszony puls i jeszcze nigdy w całym
swoim życiu nie czuł takiej ulgi.</p>

<p>- Potter... - zaczął
Severus. W jego głosie było wahanie i kiedy Harry go
usłyszał, zrozumiał jaka to była głupia sytuacja.</p>

<p>Zachował się jak
pięciolatek, który po koszmarze rzuca się przerażony na
szyję jednego z rodziców.</p>

<p>Nie, Snape nie może widzieć
go w takim stanie, nie może widzieć jego roztrzęsienia. Harry
nie chciał, aby jutro rano się z niego naśmiewał.</p>

<p>Puścił go, starając
się nie trząść aż tak bardzo i z pochyloną
głową, nie chcąc spojrzeć mu w twarz, wymamrotał:</p>

<p>- Przepraszam. Nic mi nie jest.
Muszę tylko pójść do łazienki. Wszystko w porządku.</p>

<p>Wstał z łóżka,
czując, jak jego obolałe mięśnie protestują przeciwko
takiemu wysiłkowi i ruszył przed siebie, nie zważając nawet
na pulsujący ból otartego tyłka. Było ciemno, ale nie
przejmował się zapaleniem światła. Nie obchodziło go
nawet to, że nie miał okularów.</p>

<p>Chciał jak najszybciej być
sam.</p>

<p>Potknął się o coś
leżącego na podłodze i wpadł na komodę.</p>

<p>- Wszystko w porządku -
wymamrotał ponownie i po omacku dotarł do drzwi łazienki.</p>

<p>Kiedy zatrzasnął je za
sobą i został otoczony pustką i ciemnością, mógł
w końcu pozwolić sobie na wibrujące, zachrypnięte
westchnienie, które paliło jego gardło, odkąd się obudził.</p>

<p>Nie wiedział, jak mu się to
udało, ale dotarł do umywalki i pochylił się nad nią,
opuszczając głowę i opierając się przedramionami o jej
chłodne brzegi. Trząsł się tak bardzo, iż z trudem
utrzymywał się na nogach i wciąż czuł w
żołądku tą palącą gorycz, jakby coś
rozszarpało mu wnętrzności. Było mu niedobrze i
wyczuwał, jak ta gorycz płynie wzdłuż jego przełyku.
Targnęły nim torsje i zwymiotował. Miał wrażenie,
jakby przy każdym szarpnięciu coś rozrywało go od
środka i najwyraźniej chciało sprawić, aby nie
pozostało w nim zupełnie nic.</p>

<p>Może to i lepiej. Może
wtedy przestałby czuć to bolesne przerażenie, które
zacisnęło się na jego sercu i żyłach, pulsowało w
skroniach i bębniło w uszach.</p>

<p>Severus...</p>

<p>Wciąż widział przed
oczami ten zielony blask i leżące na ziemi ciało z rozrzuconymi
kończynami. I pustkę w czarnych oczach.</p>

<p>Nie!</p>

<p>Zacisnął oczy, walcząc
z tymi obrazami i ze łzami, które wypłynęły spod jego
powiek. Ale nie potrafił ich powstrzymać. Kilka skapnęło do
umywalki.</p>

<p>Nie, Severus żyje, jest za
drzwiami. Nic mu nie jest. Nic mu nie jest. To był tylko sen. Tylko sen.
Tylko jakiś głupi, nierealny sen. Wszystko jest w porządku.</p>

<p>Wziął głęboki
oddech, próbując się uspokoić, ale serce wciąż
biło mu zdecydowanie za szybko, a umysł nie potrafił
zamknąć dostępu obrazom, które zobaczył i które wryły
się w niego tak głęboko, iż nie był pewien, czy
kiedykolwiek uda mu się ich pozbyć.</p>

<p>To był tylko sen. Ale jakże
realny...</p>

<p>Dlaczego zobaczył w nim Snape'a?
Dlaczego pojawił się zamiast Cedrika? Czy to było jakieś
ostrzeżenie? Wizja?</p>

<p>Nie, niemożliwe. To już
się wydarzyło. Ty była przeszłość, nie
przyszłość.</p>

<p>A może... nie chciał
stracić Severusa. Zasypiał z tą myślą. Że nie
chce, aby odszedł. Może więc to był zwykły koszmar.
Może tak bardzo boi się go stracić, że aż mu się
to przyśniło.</p>

<p>Ale czy wobec tego powinno to
być aż tak realne i silne? Czy powinien odczuwać to tak, jakby
wyrwano mu serce z piersi, a wraz z nim wszystkie uczucia, pozostawiając
jedynie pustkę?</p>

<p>Pokręcił głową,
próbując oczyścić umysł.</p>

<p>Nie, nie chce o tym myśleć!
Ma dosyć! Zapomnieć. Tak, chce już o tym zapomnieć.
Zapomnieć o tym, że Severus stał się dla niego wszystkim i
jeżeli by go stracił, to... równie dobrze mógłby sam...</p>

<p>Nie! Nie może o tym
myśleć! Nie będzie o tym myślał!</p>

<p>Musi wracać. Minęło
już wystarczająco dużo czasu. Nie chciał, aby Snape
zauważył, jak bardzo go to przeraziło. Musi wyjść i
zachowywać się... normalnie. Naturalnie. Przynajmniej na tyle, na ile
będzie w stanie.</p>

<p>Opłukał usta i twarz
zimną wodą i wyczyścił umywalkę. Przez chwilę
jeszcze opierał się o nią, oddychając głęboko i
próbując za wszelką cenę wyglądać, jakby nic takiego
się nie wydarzyło.</p>

<p>Tak, miał tylko głupi
koszmar, już w porządku, chodźmy spać, to nieważne...</p>

<p>Tak, właśnie tak.</p>

<p>Wyprostował się,
westchnął głęboko i po omacku ruszył do drzwi. I kiedy
je otworzył, zamarł.</p>

<p>Za progiem stał Severus.
Najwyraźniej czekał na niego. I wyglądało na to, że
zapalił w sypialni kilka świec, ponieważ Harry, nawet pomimo
braku okularów, mógł dostrzec jego odzianą w czarne, luźne
spodnie i czarną koszulę sylwetkę i przypatrujące mu
się z uwagą oblicze.</p>

<p>I bardzo szybko uciekł wzrokiem,
nie chcąc, aby mężczyzna dostrzegł jego
przepełnioną nie do końca jeszcze startymi emocjami twarz.
Wbił wzrok w podłogę.</p>

<p>- Przepraszam, że cię
obudziłem. Nie chciałem. Możemy już iść spać
- mamrotał, próbując ominąć go bokiem. Ale wtedy
poczuł silne dłonie łapiące go za ramiona i
usłyszał cichy głos, szepczący:</p>

<p>- Chodź tutaj.</p>

<p>Westchnął, kiedy Severus
oplótł go ramionami, przyciągnął do siebie i
przycisnął do piersi. Harry zamknął oczy i wsłuchał
się w łagodny dźwięk bicia jego serca. I wiedział,
że on tutaj jest. Naprawdę jest. Po raz pierwszy od przebudzenia
poczuł wlewający mu się do serca spokój. I musiał o to
zapytać, ponieważ nie potrafił powstrzymać słów:</p>

<p>- Nic ci nie będzie... prawda?</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. W końcu Severus poruszył się i uwolnił go z
uścisku i Harry poczuł, jak smukłe dłonie łapią
jego twarz i unoszą ją. Zobaczył ciemne, błyszczące
oczy. I dostrzegł za nimi światło. Nawet pomimo tego, że
nie widział wyraźnie, czuł bijące od nich ciepło. I
usłyszał głos Severusa:</p>

<p>- Nie, nic mi nie będzie. To
był tylko sen.</p>

<p>- Obiecujesz? - Harry sam był
zaskoczony desperacją w swoim głosie.</p>

<p>Oczy Severusa nie zmieniły swego
wyrazu. Ale Harry miał wrażenie, że na chwilę coś je
przysłoniło. Podejrzewał jednak, że to tylko cień
rzucony przez drgające płomienie świec.</p>

<p>- Obiecuję - odparł
mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny,
krzywy uśmiech. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape
puścił jego twarz i wyprostował się, a Harry poczuł
ukłucie żalu. - A teraz wracaj do łóżka. Chyba nie masz
zamiaru stać tutaj do rana i użalać się nad sobą.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się mimowolnie.</p>

<p>- Nie - odparł.</p>

<p>- A to nowość -
prychnął mężczyzna, odsuwając się i
odwracając głowę. Jego głos stał się nagle
ostrzejszy. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad sobą
użalać.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Coś
w Severusie się zmieniło. I zaczął zastanawiać
się, kiedy to się stało. I dlaczego?</p>

<p>Musiał powiedzieć coś,
co go rozzłościło. Ale co?</p>

<p>Obraz przed jego oczami był
zamazany i teraz, kiedy mężczyzna stał w pewnej
odległości od niego, Harry nie potrafił dokładnie dostrzec
jego twarzy. Ale widział, że stężała.</p>

<p>- Nie użalam się -
spróbował się obronić. - Miałem tylko zły sen.
Powiedziałem ci, że możemy już iść spać.</p>

<p>- To dobrze, bo mam dosyć
niańczenia cię - odparł cierpko Severus.</p>

<p>- Przecież nie prosiłem
cię... - zaczął Harry, czując coraz większe
rozdrażnienie z powodu opryskliwego tonu Snape'a.</p>

<p>- Nie, ale ja prosiłem ciebie,
żebyś się ubrał i wrócił do dormitorium, a nie
zasypiał mi w łóżku.</p>

<p>Harry otworzył usta i
zamknął je ponownie, zbyt zaszokowany odpowiedzią Snape'a.</p>

<p>Jak on mu to może
wypominać? Złość złością, przyzwyczaił
się już do tego, że Severus potrafi wybuchać gniewem w
najmniej spodziewanych momentach, ale to już była lekka przesada.
Przecież on nic takiego nie zrobił! Przecież Snape wcale nie
musiał za nim przychodzić...</p>

<p>A może to o to chodziło?
Może był zły, że Harry go obudził? To
rzeczywiście było trochę nie w porządku. Ale to przecież
nie jego wina, że miał koszmar.</p>

<p>Może Severus miał
rację z tym, że Harry lubi się nad sobą użalać?
Ale to wcale nie było miłe wysłuchiwać tego w środku
nocy, po takim okropnym śnie!</p>

<p>- Byłem po prostu zmęczony
- odparł urażonym tonem. - Ale jeżeli aż tak ci
przeszkadzam, to już sobie idę.</p>

<p>Ruszył w stronę
leżących na krześle ubrań, czując, jak buzująca
mu w żołądku złość nieco opada. Nie
przejmował się tym, że nogi nadal się pod nim uginały.</p>

<p>- Wracaj do łóżka, Potter -
zatrzymał go zmęczony głos mężczyzny. - Myślisz,
że pozwolę ci się włóczyć po zamku w środku nocy,
w dodatku, kiedy jesteś tak rozchwiany emocjonalnie?</p>

<p>- Nie jestem rozchwiany emocjonalnie
- odburknął Harry, próbując rozplątać swoje
stłamszone spodnie.</p>

<p>- Tak, a ja nie jestem tym wrednym
sukinsynem, który rozkazuje ci iść spać. I to natychmiast!</p>

<p>Harry poczuł, jak magiczna
siła wyrywa mu spodnie z rąk i popycha go na łóżko.
Wciąż był osłabiony, więc nie miał siły
podnieść się z powrotem.</p>

<p>- Nie mam ochoty
wysłuchiwać rano, jak będziesz mi wypominał, że tu
zostałem. Najlepiej będzie, jeżeli...</p>

<p>- Zamknij się i nie wystawiaj na
próbę mojej cierpliwości - przerwał mu Severus, gasząc
różdżką światło. - Nie będę ci niczego
wypominał, ponieważ to ja każę ci tutaj zostać, ty
głupi chłopaku!</p>

<p>Harry westchnął z
frustracją i uderzył głową w poduszkę. Ale nie
wyszło tak energicznie, jak zamierzał. Wszystko go bolało.</p>

<p>- Dobrze, ale nie miej do mnie
pretensji, jak znowu cię czymś obudzę.</p>

<p>- Będę o tym
pamiętał - usłyszał w ciemności głos Severusa, a
po chwili materac obok niego ugiął się. Kiedy
mężczyzna ułożył się i nakrył
kołdrą, w pomieszczeniu zapadła cisza.</p>

<p>Harry czuł się dziwnie,
leżąc tak obok niego w ciemności, w której słyszał
jedynie ich dwa przyspieszone oddechy. Dziwnie, a jednocześnie niezwykle...
błogo.</p>

<p>Pomimo tej sprzeczki, nie mógł
zapomnieć o tym, co Severus mu dzisiaj dał. A to było znacznie
ważniejsze, niż jakiekolwiek głupie wyrzuty. Severus był
Severusem. Zawsze potrafił mieć pretensje o wszystko i Harry
doskonale o tym wiedział. Ale teraz był tutaj. Z nim. Pozwolił
mu tu zostać. Nie, kazał mu zostać, a to było
krzepiące. Może jednak chciał, aby tu był. Mógł go
przecież wyrzucić. Nie zrobił tego.</p>

<p>I był na wyciągnięcie
ręki. Może mógłby spróbować... spróbować choć
trochę się do niego przytulić? Wystarczyło tylko
odrobinę się przesunąć... o tak.</p>

<p>Harry zmienił nieco
pozycję, przybliżając się do Snape'a. Chciał jego
bliskości. Bał się po nią sięgnąć, ale po
tym, co przeżył we śnie, ten strach wydawał mu się teraz
dziecinny.</p>

<p>Zamarł, słysząc,
że mężczyzna także się porusza i odsuwa od niego na
bezpieczną odległość.</p>

<p>Harry westchnął
ciężko i powrócił na swoje miejsce. Wyglądało na to,
że dotarł do kolejnej granicy. I będzie musiał znowu
czekać na to, aż Severus pozwoli mu ją przekroczyć. Ale nie
miał wątpliwości, że tak się stanie. Choć jeszcze
nie teraz.</p>

<p>Nie oznaczało to jednak, że
nie może posunąć się do przodu chociaż odrobinę.
Chciał tego. Potrzebował.</p>

<p>Wstrzymał oddech i
przesunął w ciemności rękę, w poszukiwaniu...</p>

<p>Tak, znalazł!</p>

<p>Zacisnął palce na
dłoni Snape'a i czekał, co się wydarzy.</p>

<p>W porządku, nie wyrwał jej.
Było dobrze.</p>

<p>Ostrożnie przewrócił
się na bok i przesunął ręce wzdłuż przedramienia
mężczyzny, zatrzymując je na ramieniu. Materiał koszuli
Severusa był aksamitnie gładki, tak inny od jego szorstkich szat.
Ignorując przyspieszone bicie serca, Harry bardzo powoli
przysunął się bliżej i przytulił się do
szczupłego ramienia, oplatając je rękami.</p>

<p>Tak, to było to. Czuł
Severusa pod palcami. Czuł jego zapach. To wystarczyło.</p>

<p>Wtulił twarz w gładki
materiał i podciągnął nogi, zwijając się w
kłębek i wzdychając z ulgą.</p>

<p>Tak, mógł już
zasnąć. Nie będą mu straszne żadne koszmary.
Ponieważ teraz naprawdę czuł... jedność.</p>

<p>I pomyślał,
sądząc po chwilowym wstrzymaniu oddechu Severusa, że on
poczuł ją także.</p><empty-line /><p>* "Everything" by Lifehouse</p>

<p><strong>--- rozdział 37 ---</strong></p>

<p><strong>37. Thinking of you</strong></p><empty-line /><p>I don't wanna live</p>

<p>I don't wanna breathe</p>

<p>Unless I feel you next to me</p>

<p>I don't wanna sleep</p>

<p>I don't wanna dream</p>

<p>'cause my dreams don't comfort me</p>

<p>The way you make me feel</p>

<p>Waking up to you never felt so real*</p>

<p>- Potter!</p>

<p>Harry mruknął przez sen i
przekręcił głowę, mocniej wciskając twarz w
poduszkę w poszukiwaniu tej ciepłej miękkości, która tak
cudownie go otulała. Nie chciał jeszcze wstawać. Przecież
miał wolne. Nikt nie powinien przychodzić tutaj i...</p>

<p>- Potter, jeżeli zaraz nie
wstaniesz, to zwlokę cię z łóżka siłą i nie
będzie to dla ciebie miłe.</p>

<p>To brzmiało jak Snape.</p>

<p>Chwila. Co Snape robił w jego
dormitorium?</p>

<p>Harry otworzył jedno zaspane oko
i natychmiast je zmrużył, gdyż nawet mdłe światło
płonących świec było dla niego zbyt ostre i wdarło
się do jego umysłu, przecinając go niczym nóż.</p>

<p>W rozmazanej mgle roztaczającej
mu się przed oczami dostrzegł jakąś ciemną
sylwetkę. Otworzył drugie oko, ale to niewiele pomogło.</p>

<p>- Skoro już łaskawie
się obudziłeś, to może doprowadziłbyś się do
porządku? Za pół godziny musimy znaleźć się w Wielkiej
Sali.</p>

<p>Co?</p>

<p>Harry podniósł głowę,
czując się tak, jakby ktoś walnął go w nią
czymś ciężkim.</p>

<p>Zaraz... Trzeba przeanalizować
fakty.</p>

<p>Wczoraj był u Snape'a. Piep...
Nie. Kochali się. Tak.</p>

<p>A później... później...</p>

<p>O cholera!</p>

<p>Zerwał się do pozycji
siedzącej i jęknął, czując nagłe, bolesne
ukłucie w tyłku i protesty nadwyrężonych mięśni.</p>

<p>A później Severus pozwolił
mu zostać tutaj na noc!</p>

<p>Harry rozejrzał się i
dostrzegł na stoliku plamę w kształcie swoich okularów.
Sięgnął po nie, założył je na nos i spojrzał
na Sever...</p>

<p>Nagle doznał dziwnego
wrażenia, jakby jego serce i żołądek zamieniły
się miejscami, a oczy próbowały wyjść z orbit.</p>

<p>Przed nim stał Snape. Tak, to z
pewnością był Snape. Nikt inny.</p>

<p>Ale nie miał na sobie swoich
czarnych, szeleszczących przy każdym ruchu szat, zakrywających
dokładnie każdy skrawek ciała. O nie.</p>

<p>Wzrok Harry'ego przesuwał
się w górę i z każdym centymetrem coraz bardziej nie mógł
uwierzyć w to, co widzi. Snape stał boso na niewielkim
czarno-zielonym dywanie, rozciągniętym na kamiennej posadzce.
Miał na sobie długie, luźne, czarne spodnie i równie ciemną,
aksamitną koszulę z długimi rękawami, która miękko
układała się wokół ramion i ciała. Rozpiętą
na piersi.</p>

<p>Harry wiedział, że się
gapi, ale nie potrafił przestać. I wiedział, że gapi
się z otwartymi ustami, ale co mógł na to poradzić? Jasna skóra
wyłaniająca się spod czarnego materiału kontrastowała
z nim i sprawiała, że Harry czuł nieodpartą potrzebę
dotknięcia jej i sprawdzenia, czy aby na pewno jest prawdziwa. I
zostawienia na niej swojego śladu. Bardzo wyraźnego śladu.</p>

<p>- Jak widzisz, Potter, jeszcze
żyję - odezwał się w końcu Severus, przerywając
Harry'emu pełną zachwytu kontemplację. - Więc możesz
już przestać tak się we mnie wpatrywać.</p>

<p>Harry zamknął usta i
przełknął ślinę. I nie zwracając uwagi na
słowa mężczyzny, wstał i niczym lunatyk ruszył w jego
stronę, całkowicie ignorując bolesne protesty mięśni
nóg. Nie potrafił oderwać wzroku od tego jasnego torsu. I od ciemnego
pasma włosów ciągnącego się od pępka w dół i
ginącego pod materiałem luźnych spodni.</p>

<p>Musiał go dotknąć.
Musiał go naznaczyć.</p>

<p>Złapał za poły czarnej
koszuli i przylgnął do wysokiego ciała, wpijając się
ustami w chłodną skórę na piersi Severusa. W nozdrza wdarł
mu się zapach mężczyzny, a w uszy wciągane przez niego ze
świstem powietrze. Harry uśmiechnął się w duchu i
zaczął całować gładką skórę, mrucząc w
nią z zadowoleniem.</p>

<p>Trwało to jednak tylko
maleńką chwilę, a Harry zdążył
złożyć na piersi Snape'a zaledwie kilka wygłodniałych
pocałunków, kiedy poczuł silne dłonie zaciskające się
na jego ramionach i odsuwające go gwałtownie.</p>

<p>- Wydawało mi się, że
kazałem ci coś zrobić! - powiedział ostro
mężczyzna.</p>

<p>Harry zamrugał, nieco
zdezorientowany i spojrzał w górę. Severus nie miał chyba
najlepszego humoru. Może był zły, że Harry został u
niego na noc? Albo po prostu się nie wyspał i teraz postanowił
odegrać się na nim za nieprzespaną noc. Tak, to było bardzo
prawdopodobne. I bardzo "snape'owate".</p>

<p>- Dobrze, już idę.
Chciałem po prostu się przywitać - odparł z westchnieniem i
już chciał się odwrócić, gdy jego wzrok
przyciągnęła ciemna, czerwono-brązowa plama znajdująca
się na szyi Severusa.</p>

<p>To zdecydowanie poprawiło mu
nastrój.</p>

<p>- Severusie... wydaje mi się,
że coś cię w nocy ugryzło - wyszczerzył się,
odsuwając się od mężczyzny i ruszając tyłem w
stronę łazienki.</p>

<p>Snape nie wydawał się
zaskoczony.</p>

<p>- W takim razie ty musiałeś
spać w gnieździe gnomów - odparł, unosząc brew i
spoglądając znacząco na górną część
ciała Harry'ego.</p>

<p>Chłopak spojrzał w dół
i rozszerzył oczy. Całą jego pierś pokrywały
małe, ciemne plamki. Niektóre wyraźniejsze, inne mniej, ale było
ich tyle, że nie dało się zliczyć. Spojrzał ponownie
na Snape'a, na którego ustach pojawił się nikły,
złośliwy uśmieszek.</p>

<p>- W zasadzie to nawet mi się
podobają - odparł Harry, uśmiechając się. - Może
je sobie zatrzymam... - I nie czekając na odpowiedź, złapał
swoje ubrania z krzesła i zniknął za drzwiami.</p>

<p>Zawiesił ubrania na wieszaku
przy drzwiach, po czym podszedł do lustra i spojrzał na swoje
odbicie. Nie tylko jego pierś była pokryta plamami. Szyja
wyglądała znacznie gorzej. A tuż nad skronią widniał
niewielki siniak.</p>

<p>Wyglądał tak, jakby ledwie
uszedł z życiem z jakiejś bijatyki, ale czuł w sobie
taką radość, iż z trudem powstrzymywał się, by
nie szczerzyć się przez cały czas. Miał nadzieję, że
Severus pozwoli mu zatrzymać przynajmniej część tych
śladów. W końcu to były jego ślady. Oznaczyły miejsca,
w których usta Severusa pieściły jego ciało.</p>

<p>Harry dotknął jednej z
ciemnych plam na szyi z takim uczuciem, jakby to był skarb. Nie
musiał zamykać oczu, aby dokładnie wyobrazić sobie te
wąskie usta przywierające do jego skóry i ssące ją z
taką zachłannością, jakby chciały
pochłonąć go całego. A to posłało przyjemny
dreszcz wzdłuż jego ciała, aż do podbrzusza.</p>

<p>Odetchnął głęboko
i odwrócił się od lustra, obejmując wzrokiem łazienkę.
Była prosta i jasna, w zasadzie nie różniła się znacznie od
łazienek w dormitoriach, poza tym, że wszystko, co się tutaj
znajdowało, było przeznaczone tylko dla jednej osoby. Zamiast wanny,
którą Harry spodziewał się ujrzeć, był jedynie
prysznic. No tak, jakoś nie potrafił sobie wyobrazić Severusa
wylegującego się w wannie pełnej bąbelków i otoczonego
zapachowymi świecami. Nie, on należał raczej do osób, które
preferują szybki, praktyczny prysznic.</p>

<p>I wtedy coś w jego umyśle
otworzyło się i Harry przypomniał sobie odgłos
płynącej wody, który słyszał wczorajszego wieczoru. I nic
nie potrafił poradzić na to, że przed jego oczami pojawił
się obraz Severusa. Nagiego Severusa, po którego jasnej skórze
spływają strumienie wody.</p>

<p>O nie! Dosyć! Nie będzie
stał tutaj i wyobrażał sobie Snape'a podczas kąpieli, bo jego
penis zaczął już przejawiać nadzwyczajne zainteresowanie, a
Severus kazał mu się przecież pospieszyć.</p>

<p>Zamknął oczy i
potrząsnął głową, próbując pozbyć się
tego obrazu ze swojej głowy, po czym zdjął slipy i okulary,
odłożył je na jedną z półek, wszedł do kabiny i
odkręcił zimną wodę.</p>

<p>O tak, nic tak nie potrafiło
ostudzić jak lodowata woda. Szczękając zębami,
odkręcił ciepłą i spojrzał na półkę
zapełnioną różnego rodzaju buteleczkami. Jego oczy wyłowiły
szampon z pokrzywy i korzenia lubczyka, z dodatkiem cynamonu i imbiru, jak
udało mu się z pewnymi trudnościami odczytać na butelce.
Zdjął go z półki i nalał sobie na dłoń, po czym
przybliżył ją do nosa i powąchał.</p>

<p>Zakręciło mu się w
głowie. Zapach Severusa. Był dokładnie taki sam, jak ten, który
zawsze na nim czuł. A teraz będzie mógł pachnieć
identycznie!</p>

<p>Poczuł mimowolny dreszcz. Z
namaszczeniem zaczął namydlać włosy, rozkoszując
się spowijającą go wonią. Jego serce biło trochę
zbyt szybko, ale nie potrafił go uspokoić. Jak to możliwe,
że nawet głupi aromat potrafił doprowadzić go do takiego
stanu?</p>

<p>Ponieważ to była
część Severusa. Na nim. Kolejny ślad.</p>

<p>Spłukał włosy i
odnalazł mydło. Uśmiechnął się, kiedy poczuł
dokładnie ten sam zapach. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z
tego, jak ważny był dla niego ten zmysł. Zawsze był raczej
dodatkiem do reszty. Dodatkiem do widzenia, słyszenia, smakowania i
odczuwania dotyku Severusa. A teraz miał tylko woń. I to
wystarczało, aby mógł czuć jego obecność z taką
intensywnością, jakby mężczyzna stał tuż obok, a
Harry wtulał się w niego. Czy Severus odczuwał jego aromat w
taki sam sposób? Czy także nie potrafił powstrzymać się
przed zamykaniem oczu i wdychaniem go, kiedy Harry nie patrzył?</p>

<p>Dokładnie, chociaż z
żalem, spłukał z siebie mydło i wyszedł z kabiny, po
czym rozejrzał się w poszukiwaniu ręczników. Nie było
trudno je dostrzec. Zielonosrebrne z godłem Slytherinu. Wisiały w
równym rzędzie tuż pod półką, na której zostawił
okulary. Wziął jeden i kiedy się wycierał, nie
potrafił przestać myśleć o tym, że to jest ręcznik
Severusa i że on także go używa. To było... dziwne i
niesamowite.</p>

<p>Założył slipy i
okulary i podszedł do umywalki. Rozejrzał się po półkach w
poszukiwaniu czegoś do zębów. Wziął pastę
(ziołową!) i nałożył sobie trochę na palec.</p>

<p>Cholera, następnym razem
będzie musiał zabrać ze sobą szczoteczkę.</p>

<p>Kiedy uświadomił sobie, co
właśnie pomyślał, zamarł z dłonią w
połowie drogi do ust.</p>

<p>Następnym razem? Ale czy
będzie następny raz? Czy Severus pozwoli mu jeszcze kiedyś tu
zanocować po tym, co Harry mu zgotował? Czy w ogóle będzie
miał ochotę, aby Harry jeszcze kiedykolwiek został u niego na
noc? Może to była tylko jednorazowa sprawa i teraz...</p>

<p>Zacisnął powieki,
oddychając głęboko.</p>

<p>Nie, nie będzie teraz o tym
myślał. Nie będzie się nad tym zastanawiał. Zaczeka na
to, co się wydarzy. A jak nie będzie chciało się
wydarzyć, to on już znajdzie sposób, aby tak się stało.
Tak, dokładnie tak. A teraz musi się pospieszyć, ponieważ
nie ma ochoty na to, żeby Snape znowu na niego wrzeszczał.</p>

<p>Wyszorował zęby palcem tak
dokładnie, jak potrafił, wypłukał usta i podszedł do
swoich ubrań. Wyciągnął różdżkę z kieszeni
spodni i rzucił na swoje włosy zaklęcie suszące, po czym,
stękając trochę i zaciskając zęby,
założył na siebie spodnie i koszulę.</p>

<p>Naprawdę wszystko go
bolało. I to potwornie.</p>

<p>Kiedy wyszedł z łazienki,
Snape siedział w fotelu naprzeciw łóżka i najwyraźniej
czekał na niego.</p>

<p>- Nie wiedziałem, że
coś tak trywialnego, jak poranna toaleta, może ci zająć
połowę dnia.</p>

<p>- Po prostu trochę tylko
podziwiałem... - zaczął Harry i zaciął się. Jak
zwykle rozpędzał się na początku zdania, żeby w
połowie zorientować się, że to, co chce powiedzieć,
jest idiotyczne (no bo przecież nie może się przyznać,
że podziwiał jego łazienkę) i sięgał po coś,
co jako pierwsze przychodziło mu do głowy, ale to nie oznaczało,
że było mniej idiotyczne: - ...widoki - dokończył i
skrzywił się.</p>

<p>Snape uniósł jedną brew.</p>

<p>- Widoki? W mojej łazience? Czy
chcesz mi powiedzieć, Potter, że podziwiałeś mój sedes?</p>

<p>- Nie, tylko ten, no... umm... -
mamrotał Harry, czując kompletną pustkę w głowie,
wyżartą przez płonące zawstydzenie.</p>

<p>- Ach, oczywiście, teraz, kiedy
wyjaśniłeś mi to tym rozbudowanym zdaniem, wszystko już
rozumiem. Naprawdę, Potter, czasami jestem wręcz zafascynowany
twoją elokwencją.</p>

<p>Harry patrzył w wykrzywioną
złośliwym uśmieszkiem twarz mężczyzny i czuł,
że z każdą chwilą robi z siebie coraz większego
idiotę. I że musi to przerwać. Za wszelką cenę!</p>

<p>- W łóżku ci to nie
przeszkadza - odparł zuchwale, spoglądając
mężczyźnie prosto w oczy. Błysk, który w nich
dostrzegł i lekkie uniesienie brwi wyraźnie powiedziało mu,
że Snape jest zaskoczony.</p>

<p>- Czy próbuje się pan ze
mną drażnić, panie Potter? - zapytał spokojnie
mężczyzna.</p>

<p>- Nie, odpowiadam po prostu w
impertynencki sposób na twoje kąśliwe uwagi. Jeżeli nie masz nic
przeciwko - odpowiedział Harry, z trudem panując nad próbującym
wypłynąć mu na usta uśmiechem. Odwrócił się i
sięgnął po leżące na krześle buty i skarpetki.</p>

<p>- Zdajesz sobie jednak sprawę z
tego, że te kąśliwe uwagi bardzo szybko mogą zamienić
się w coś znacznie perfidniejszego? - zapytał cicho Severus, a
Harry usłyszał w jego głosie wymieszaną z rozbawieniem
groźbę.</p>

<p>Teraz nie potrafił się
już opanować. Wyszczerzył się i usiadł na
łóżku.</p>

<p>- Tak, doskonale zdaj... ała! -
jęknął, czując kłujący ból w tyłku. -
Naprawdę nie wiem, jak ja będę dzisiaj chodził... -
mruknął, zaciskając zęby i próbując
założyć skarpetkę.</p>

<p>- Czy to był komplement? -
zapytał gładko Severus.</p>

<p>To przepełniło czarę i
Harry parsknął śmiechem. Położył się na
plecach i śmiał się i śmiał tak długo, dopóki nie
zabrakło mu tchu. Czuł, jak rozsadzająca go radość
wypływa z niego przez gardło i nie potrafił jej zatamować.
Było jej zbyt wiele.</p>

<p>- Jeżeli już
skończyłeś, to byłbym wdzięczny, gdybyś
wrócił do siebie i pozwolił mi się przyszykować -
usłyszał głos Severusa. Wyczuł w nim rozbawienie.
Skrzętnie ukrywane, ale Harry doskonale potrafił je rozpoznać i
wyłuskać.</p>

<p>Podniósł się i
odetchnął głęboko, próbując się uspokoić.
Schylił się i szybko założył drugą skarpetkę
i buty. Wyprostował się i spojrzał na przyglądającego
mu się uważnie Severusa.</p>

<p>I to było to. Już po
wszystkim. Musiał iść.</p>

<p>I nie było dla niego
zaskoczeniem, że wcale nie chciał tego robić. Że
wolałby tu zostać i nigdy stąd nie odchodzić.</p>

<p>Lepiej zrobić to szybko,
ponieważ im dłużej tak stał i wpatrywał się w
tę ciemną, wysoką sylwetkę i te czarne, obserwujące go
oczy, tym trudniej było mu się poruszyć, a jego serce
zdawało się drżeć, dając mu sygnały, że
jeżeli on się poruszy, to ono tu zostanie.</p>

<p>Przemierzył w kilku krokach
dzielącą ich przestrzeń i objął Severusa ramionami,
przyciskając policzek do jego klatki piersiowej.</p>

<p>- Dziękuję. Za wszystko -
powiedział cicho.</p>

<p>Ale mężczyzna nie
odwzajemnił uścisku. Harry mógł jedynie wsłuchiwać
się w jego spokojnie bijące serce i czuć na twarzy dotyk
gładkiej skóry. Chciał otrzeć się o nią policzkiem,
ale Severus poruszył się i zaciskając palce na jego ramieniu,
uwolnił się z jego uścisku i odsunął go od siebie.</p>

<p>Harry spojrzał z zaskoczeniem na
wycelowaną w swoją twarz różdżkę. I nie wiedział
dlaczego, ale poczuł nagłe, błyskawiczne ukłucie strachu.</p>

<p>- Chyba nie zamierzasz pokazać
się tak dyrektorowi i pozostałym nauczycielom? - zapytał
Severus, wypowiadając nieznane Harry'emu zaklęcie. Chłodny
prąd magii musnął jego skórę.</p>

<p>Fala zrozumienia zalała mu
umysł i Harry uśmiechnął się mimowolnie, czując
dziwną ulgę, której wiedział, że nie powinien czuć.</p>

<p>- Znacznie lepiej - powiedział
mężczyzna, chowając różdżkę do kieszeni spodni. -
Usunąłem tylko te najbardziej widoczne. Szkoda marnować mocy na
pozostałe, skoro i tak niedługo pojawią się obok nich nowe.
- Na usta Severusa wypłynął mroczny uśmiech i Harry
poczuł uścisk w żołądku.</p>

<p>- Kiedy się znowu zobaczymy? -
Harry sam był zaskoczony pytaniem, które wypłynęło z jego
ust. Ale musiał się dowiedzieć!</p>

<p>- Dzisiaj na pewno nie - odparł
mężczyzna, odsuwając się i odwracając w stronę
łazienki. - Mam kilka spraw do załatwienia. Muszę omówić z
dyrektorem niecierpiącą zwłoki sprawę pewnej
niekompetentnej nauczycielki. - W jego głosie zabrzmiała nuta
złośliwości i Harry mimowolnie wzdrygnął się. No
tak, wiedział, że Snape o tym nie zapomni... - Dam ci znać,
kiedy będę wolny. Mam nadzieję, że trafisz do drzwi?</p>

<p>No cóż, to ewidentnie
zabrzmiało jak "do widzenia, możesz już iść, nie
mam ci nic więcej do powiedzenia". Harry pokiwał głową
i opuścił sypialnię. Zabrał z salonu swoją
pelerynę i po raz ostatni spojrzał na małą, kolorową
choinkę stojącą na stoliku. Uśmiechnął się i
wyszedł.</p>

<p>Kiedy dotarł już do swojego
dormitorium, o mało nie wpadając po drodze na Filcha, przebrał
się szybko i zszedł do Wielkiej Sali na śniadanie. Snape
siedział już przy stole nauczycielskim, tak samo jak reszta kadry i
część uczniów. Harry bardzo chciał usiąść
naprzeciw niego, ale stwierdził, że to byłoby zbyt podejrzane,
gdyby mając do dyspozycji tyle miejsc, wybrał właśnie to
znajdujące się naprzeciwko znienawidzonego przez siebie Mistrza
Eliksirów. Usiadł więc kilka miejsc dalej, mając po drugiej
stronie stołu Hagrida. Przywitał się z nim i dał się
wciągnąć w dyskusję na temat niedawno odkrytej bocznej
gałęzi linii smoków kornwalijskich. Wszyscy prowadzili ciche rozmowy,
ponieważ wciąż czekali na resztę uczniów. Luna usiadła
obok Harry'ego i obdarzyła go jeszcze bardziej promiennym uśmiechem,
niż poprzedniego dnia. Wyglądało na to, że wszystko jej
się układa. Harry uśmiechnął się w duchu.
Cóż, jeżeli ma być szczery, to jemu także.</p>

<p>Tym razem dyrektor nie
wygłaszał żadnej przemowy, dzięki czemu szybciej mogli
zabrać się za jedzenie. Harry kątem oka obserwował Severusa,
który zdawał się celowo unikać jego wzroku. Cóż,
najwyraźniej po tym, co Harry wyprawiał wczoraj pod stołem,
chciał ograniczyć ich kontakt do minimum. Pod koniec posiłku
zobaczył, jak Severus pochyla się do dyrektora i szepcze mu coś
do ucha. Ogarnęły go złe przeczucia. Przestał
jeść i obserwował, jak profesor Dumbledore marszczy brwi i
spogląda na Severusa, a następnie na siedzącą kilka miejsc
dalej Tonks. Po chwili dyrektor skinął głową i
powrócił do posiłku. Harry spojrzał w swój talerz. Nagle zaczął
mieć nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Gdyby wtedy nie poszedł do
Snape'a, prawdopodobnie mężczyzna w ogóle nie dowiedziałby
się o niefortunnym zakończeniu imprezy w Hogsmeade. I teraz Tonks
będzie miała kłopoty. Wiedział, że Snape jej tego nie
daruje.</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Kiedy śniadanie dobiegło
końca, dyrektor podszedł do Tonks i szepnął jej coś na
ucho, po czym razem z nią i ze Snape'em opuścił Wielką
Salę.</p>

<p>Luna spojrzała na niego
pytająco. Harry wzruszył ramionami, udając, że nie wie, o
co chodzi i czując się jak skończony drań. Zjadł
resztę tego, co miał na talerzu i szybko wyśliznął
się z Wielkiej Sali, wracając do swojego dormitorium i unikając
rozmowy z kimkolwiek, a w szczególności z Luną.</p>

<p>Położył się na
łóżku i westchnął. Co miał teraz do roboty? Poza
spędzaniem czasu ze Snape'em nie miał na te wolne dni żadnych
planów. Powinien odwiedzić Hagrida, obiecał mu wczoraj, że do
niego zajrzy, ale w tej chwili jakoś nie bardzo...</p>

<p>Podskoczył wystraszony, kiedy
usłyszał stukanie w okno. Na parapecie siedział Fawkes. Harry
zamrugał, zaskoczony i podszedł do okna, aby je otworzyć. Feniks
trzymał w dziobie niewielką karteczkę. Wręczył ją
Harry'emu, rozpostarł swe wspaniałe, iskrzące w słońcu
skrzydła i odleciał.</p>

<p>Harry wrócił do łóżka,
czując nieprzyjemne napięcie w żołądku i otworzył
liścik.</p>

<p>Harry, chciałbym cię
prosić, abyś natychmiast przyszedł do mojego gabinetu. To bardzo
ważne.</p>

<p>Albus Dumbledore</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>No to ma kłopoty...</p>

<p>***</p>

<p>Harry wyszedł z gabinetu
dyrektora, czując się tak, jakby właśnie przed chwilą
stoczył walkę z całym zastępem Śmierciożerców.
Dopiero kiedy znalazł się na dole, przestał słyszeć
dobiegające z pomieszczenia krzyki.</p>

<p>Wciąż czuł na sobie
wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazał mu
opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z imprezy i powrotu do
Hogwartu. Wciąż pamiętał to wrażenie rozdarcia
pomiędzy lojalnością do Snape'a a sympatią dla Tonks. To
było paskudne uczucie, stać tam i nie potrafić wydusić z
siebie słowa, ponieważ cokolwiek by nie powiedział, to i tak
pogrążyłby Nimfadorę, a Severus wbijał w niego
spojrzenie mówiące "jeżeli tylko spróbujesz jej bronić, to
będziesz miał poważne kłopoty!".</p>

<p>Co miał, do cholery,
zrobić?</p>

<p>Wymamrotał w końcu, że
sam niewiele pamięta, że na imprezie pojawił się alkohol i
że wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziała. Pod
wpływem płonącego spojrzenia na karku dodał, że
możliwe, iż wiedziała, ale nie spodziewała się,
że wszyscy się tak pospijają i że oni nie chcieli
wpakować jej w kłopoty. A wracając ze wszystkimi, to już
naprawdę niewiele pamiętał i to prawda, co powiedział
profesor Snape, że Harry zasnął na korytarzu i profesor go
obudził i pomógł mu dotrzeć do dormitorium.</p>

<p>Chyba nigdy w życiu nie
czuł takiego zażenowania, no, nie wliczając oczywiście
sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.</p>

<p>Kiedy tylko Harry skończył,
Severus ponownie przeszedł do ataku na całkowicie rozbitą Tonks.</p>

<p>- Widzi pan, dyrektorze, do czego
doprowadza zatrudnianie aurorów. - Severus wypowiedział to słowo
niczym najgorszą obelgę. - Najpierw Potter niemal zginął
przez tego szaleńca Moody'ego, a teraz twój drogi Złoty Chłopiec
znowu znalazł się w niebezpieczeństwie przez niekompetencję
kolejnego aurora. Następnym razem chłopak nie będzie miał
tyle szczęścia.</p>

<p>Ciche wtrącenie Harry'ego,
że to nie był prawdziwy Moody zostało przez Severusa
całkowicie zignorowane. Mężczyzna wydawał się
pławić w nienawiści do Nimfadory i każdy jej błąd
był dla niego niczym triumf. Ale czerwona z gniewu Tonks nie była mu
dłużna:</p>

<p>- Tak, a pod twoją opieką
byłby z pewnością bezpieczny! Potrafisz tylko gadać, a
kiedy trzeba się wykazać, zaszywasz się w jakiejś ciemnej
norze w swoich lochach! Gdzie byłeś w zeszłym roku, kiedy...?</p>

<p>Nagła zmiana ciśnienia
powiedziała Harry'emu, że Tonks posunęła się za daleko
i że Snape jest na granicy wybuchu. Mężczyzna znalazł
się przy niej w kilku krokach i śmiertelnie lodowatym głosem
wysyczał jej prosto w twarz:</p>

<p>- Ty bezczelna ignorantko, znam takie
zaklęcia, o których ci się nie śniło. Lepiej nie wybieraj
się na żadne nocne spacery, bo może przydarzyć ci się
jakiś niefortunny wypadek i zostaniesz odesłana na bardzo długi
odpoczynek do Munga.</p>

<p>- Severusie! - Głos dyrektora
był podniesiony i wyjątkowo surowy. - Nie życzę sobie tego
typu uwag. Oboje jesteście członkami grona pedagogicznego.</p>

<p>Widząc że Severus niemal
wibruje z wściekłości, Harry wolałby stanąć oko w
oko ze stadem rogogonów węgierskich, niż znaleźć się w
tej chwili sam na sam ze znajdującym się w takim stanie Snape'em.</p>

<p>Na szczęście dyrektor
oszczędził mu dalszej męki, podziękował za pomoc i
poprosił o opuszczenie gabinetu, a Harry jeszcze nigdy nie poczuł
takiej ulgi, wychodząc z tego pomieszczenia. Sytuacja nie była zbyt
wesoła. Wiedział, że Severus potrafi mówić różne
perfidne rzeczy, kiedy jest wściekły, ale nigdy nie spodziewał
się, że posunie się aż do grożenia innemu
nauczycielowi w obecności dyrektora szkoły.</p>

<p>Dlaczego on aż tak
nienawidził Tonks? Wyglądało na to, że Severus ogólnie nie
przepada za aurorami i może to było głównym czynnikiem.
Zresztą czasami wydawało mu się, że Severus nienawidzi
wszystkich ludzi na świecie. Jego rodziców, Syriusza, Lupina, Tonks,
Weasleyów, jego przyjaciół, wszystkich uczniów w szkole i chyba także
wszystkich nauczycieli. Może jedynym wyjątkiem był Dumbledore.
Albo był to po prostu pewnego rodzaju respekt i Severus skrzętnie
ukrywał swoją nienawiść.</p>

<p>A co w takim razie z nim?
Przecież po tym wszystkim, co się pomiędzy nimi
wydarzyło... Po wczorajszej nocy...</p>

<p>Nie, Harry był niemal pewien,
że jest chyba jedyną osobą na świecie, której Severus nie
nienawidzi. A to było bardzo miłe uczucie.</p>

<p>Uśmiechnął się do
swoich myśli i nagle zorientował się, że dotarł
już do dormitorium. Cóż, równie dobrze mógłby wziąć
prezent dla Hagrida i pójść do niego teraz. Może przestanie
wtedy myśleć o Snapie. Chociaż na chwilę.</p>

<p>***</p>

<p>U Hagrida spędził niemal
całe popołudnie. Półolbrzymowi bardzo spodobała się
uprząż na smoki, którą podarował mu Harry. On dostał w
prezencie bransoletę z kłów krakwatów, ponieważ, jak
wytłumaczył mu Hagrid, zwierzęta te co jakiś czas
zmieniają uzębienie, a ich kły są wyjątkowo rzadkie i
drogocenne, no i takie "zajefajne".</p>

<p>Tak, Harry musiał się
zgodzić, że długie, ostre jak szpilki żółtawe kły
są bardzo "zajefajnie". Szczególnie, kiedy wyglądają
tak, jakby wbijały się w przegub dłoni.</p>

<p>Przyjaciel nalał mu mocnej jak
żelazo herbaty z mlekiem i przez długi czas gawędzili o
różnych sprawach Hogwartu i najdziwniejszych zwierzętach, jakie
Hagrid kiedykolwiek spotkał. Później półolbrzym zabrał
Harry'ego do Zakazanego Lasu, aby pokazać mu, jak wyrosły jego
"krakwatki". Przez jakieś pół godziny przedzierali się
przez pokryte śniegową czapą krzaki, aby dotrzeć do polany,
której Harry kompletnie nie znał. Zaczaili się w krzewach, Hagrid
poprosił go, aby rzucił na nich zaklęcie maskujące i
czekali.</p>

<p>- Zawsze jak jest taka słoneczna
pogoda to wyłażą na żer, bo lubią się
wygrzewać w słoneczku, podczas rozrywania na kawałki i zjadania
swoich ofiar.</p>

<p>- Uhm - mruknął cicho
Harry, starając się być jak najmniej widocznym, ponieważ ta
część o rozrywaniu i zjadaniu wybitnie mu się nie
spodobała.</p>

<p>- O, tam jest jeden! Widzisz? -
Hagrid wyciągnął wielką rękę wskazując na
opancerzone, sześcionogie stworzenie wielkości szafy, które
wyszło spomiędzy drzew. Błyszczące w słońcu trzy
pary oczu i szczęka pełna "zajefajnych" żółtych
kłów dopełniały przerażającego widoku. Ostatni raz,
kiedy widział te stworzenia, sięgały mu do pasa, a teraz...</p>

<p>Cofnął się mimowolnie
i nastąpił na leżącą pod śniegiem
gałąź, która złamała się, wydając z siebie
wyjątkowo donośny dźwięk.</p>

<p>Zwierzę odwróciło się
błyskawicznie i wbiło w miejsce, w którym stał Harry, cały
zestaw swoich czarnych jak węgle oczu.</p>

<p>- Eee... Hagridzie. - Harry
starał się mówić bezgłośnie, ale zdawał sobie
sprawę, że nie bardzo mu to wychodzi. - Jesteś pewien, że
one nas nie zaatakują?</p>

<p>- Nie no, gdybym był pewien, to
byśmy się nie maskowali, nie? Więc uważaj, gdzie
łazisz, bo one potrafią być diabelnie szybkie, a nie mam przy
sobie proszku z igieł szpiczaka.</p>

<p>- Czego? - Harry zatrzymał
się, bojąc się przesunąć stopę nawet o milimetr.</p>

<p>- Taki proszek, co to najlepiej
działa na ukąszenia krakwatów. Wyciąga jad i wysusza ranę.
Podobno w księgach uzdrowicielskich piszą, że najlepszy jest
eliksir ze skrzeku żaberta, ale raz go wypróbowałem i rana
śliniła mi się przez dwa tygodnie. Niemal
wyciągnąłem kopyta. Na szczęście znajomy, od którego
kupiłem jaja krakwatów przysłał mi sowę, żebym
spróbował zdobyć trochę igieł szpiczaka, roztarł je na
miazgę i wsmarował w ranę. I uwierzysz, że już po
dwóch dniach przeszło? Trzeba by napisać do tych mądrych
głów, co to piszą te książki, żeby to dodały.
Trochę za mało się na tym znają. Ale nie dziwię
się, w końcu odkryto je niedawno. To znaczy, krakwaty, a nie
uzdrowicielskich czarodziejów, ma się rozumieć.</p>

<p>Harry słuchał jednym uchem,
obserwując jak olbrzymie stworzenie rzuca się na przebiegającego
w pobliżu zająca i łamie mu kark jednym kłapnięciem
paszczy wyposażonej w ostre jak szpilki kły. Harry wątpił,
że jakikolwiek proszek byłby mu w stanie pomóc, gdyby to samo
spotkało na przykład jego rękę, nogę albo
głowę.</p>

<p>Poprosił Hagrida o jak
najszybsze ulotnienie się z tego miejsca, ponieważ "było mu
już zimno" i z ulgą ruszył w drogę powrotną do
chatki.</p>

<p>- A co z tymi atakami? Zmieniło
się coś? - zapytał na pozór od niechcenia, ale wyczuł, jak
półolbrzym się spiął.</p>

<p>- Wiesz, Harry, że nie wolno mi
o tym z tobą gadać.</p>

<p>- Przecież nikomu nie powiem,
Hagridzie - naciskał. Naprawdę był ciekaw.</p>

<p>- Wiem, ale dyrektor obdarłby
mnie ze skóry, gdyby dowiedział się, że ci o tym
opowiedziałem.</p>

<p>Harry westchnął. Dobra,
może poczekać. W końcu kiedyś Hagrid i tak się wygada.
Znał go na tyle, aby być tego niemal pewnym.</p>

<p>Dotarli do chatki, porozmawiali
jeszcze chwilę i wspólnie wrócili do zamku na obiad. Ani Severusa, ani
Tonks nie było na posiłku. Wyglądało na to, że nie
mogą na siebie patrzeć i aby uniknąć swojego towarzystwa,
postanowili po prostu omijać szerokim łukiem miejsca, w których
mogliby się spotkać. Harry miał tylko szczerą
nadzieję, że dyrektor nie dopuścił do tego, żeby
się nawzajem pozabijali. Luna była niezwykle milcząca i
wyglądała na strapioną. I Harry po raz kolejny, patrząc na
spuszczoną głowę przyjaciółki, poczuł silne wyrzuty
sumienia.</p>

<p>To wszystko, absolutnie wszystko
było jego winą. Musiał coś zrobić, musiał
jakoś...</p>

<p>Niech to szlag!</p>

<p>Po skończonym posiłku
poprosił, aby spotkała się z nim na błoniach za pół
godziny i pobiegł do swojego dormitorium po prezent dla niej. Podczas
wizyty w Hogsmeade na przedświątecznych zakupach miał trudności
z wybraniem czegoś, co pasowałoby do Luny i jej nietypowego image'u.
Ale w końcu zdecydował się na nakrycie głowy w
kształcie wystającej z czaszki dodatkowej ręki, która
poruszała się i łapała wszystko, co było w jej
zasięgu oraz lewitującą torebkę ozdobioną pomalowanymi
w różne wzory i kolory paznokciami. Miał szczerą nadzieję,
że sztucznymi.</p>

<p>Luna była zachwycona prezentami.</p>

<p>- Och Harry, zawsze chciałam
mieć trzecią rękę! Pomyśl tylko, co można by
nią robić. Można na przykład drapać ludzi po karku,
albo łapać Nargle. - Harry zachował dla siebie swoje myśli,
że równie dobrze można to robić pozostałymi dwiema
rękami. - Ja też mam dla ciebie prezent, ale z powodu... to znaczy z
pewnego zupełnie niezwiązanego ze mną powodu, całkowicie o
nim zapomniałam. Zaraz ci go przyniosę.</p>

<p>- Nie trzeba. - Harry zatrzymał
przyjaciółkę i przełknął ślinę. Jak
można przeprosić kogoś w taki sposób, aby ten ktoś nie
dowiedział się o tym, że chcesz go przeprosić, bo tak
naprawdę, to w ogóle nie powinieneś wiedzieć o tym, że
powinieneś go przeprosić?</p>

<p>No dobra, mniej więcej o to
chodziło.</p>

<p>Odgarnął śnieg z
ławki i usiadł na niej. Luna założyła na
głowę kapelusz i patrzyła, jak ręka dynda jej przed oczami.</p>

<p>- Ekhem... - zaczął nieco
niepewnie, nadal nie wiedząc, jak to powiedzieć. -
Słyszałaś o tej awanturze pomiędzy Snape'em a Tonks?</p>

<p>Twarz Luny gwałtownie
spięła się, ale dziewczyna próbowała nie dać tego po
sobie poznać. Odsunęła próbującą złapać
ją za nos dłoń i wbiła wzrok w zdeptany śnieg.</p>

<p>Harry wziął
głęboki oddech.</p>

<p>- Dyrektor wezwał mnie do
gabinetu, bo Snape oskarżył Tonks o to, że nie potrafi się
nami zajmować i że naraziła nas na niebezpieczeństwo. Bo
ja... przypadkowo wpadłem na niego, kiedy wracaliśmy do zamku. -
Jakimż jesteś kłamcą, Harry Potterze! - No i on się
wkurzył i pobiegł do dyrektora i wywiązała się
awantura i teraz jest mi ogromnie przykro z tego powodu, że Tonks
wpadła przeze mnie w kłopoty. Naprawdę przykro. I tak sobie
pomyślałem, że może... Że chciałbym o tym
komuś powiedzieć, żeby móc to z siebie wyrzucić, a mam
tutaj tylko ciebie i... - Lepiej, żeby już skończył, bo
zaraz może palnąć coś naprawdę głupiego. -
Próbowałem go powstrzymać, ale wiesz, jaki on jest. Chciałem
tylko to powiedzieć. Że bardzo mi przykro.</p>

<p>Spojrzał na Lunę i
odkrył, że dziewczyna wpatruje się w niego dziwnie
zmrużonymi oczami. Wyglądała, jakby błądziła
myślami gdzieś daleko. A może bardzo blisko.</p>

<p>- W porządku - odezwała
się w końcu cicho. - To nie twoja wina. I... cieszę się,
że wiesz.</p>

<p>Spojrzał na nią z
zaskoczeniem. Oczy Krukonki połyskiwały. Po raz kolejny Harry doznał
dziwnego wrażenia, jakby wiedziała o wiele więcej i
spoglądała o wiele głębiej niż reszta ludzi.</p>

<p>- Ja... domyśliłem się
podczas imprezy. Wcześniej tylko podejrzewałem, ale jak
zobaczyłem - jak się obmacujecie i pieścicie - jak na siebie
patrzycie i jak zachowujecie się w swoim towarzystwie, to już
byłem niemal pewien. Wiem, na co zwracać uwagę, bo przecież
ja też...</p>

<p>- Ja się naprawdę
cieszę, że ty wiesz. Tonks... ona nie chciała, żeby
ktokolwiek się dowiedział. Ale ty jesteś przecież moim
przyjacielem, Harry. Prawda?</p>

<p>- Oczywiście - zapewnił
szybko chłopak, słysząc wahanie w głosie Krukonki.</p>

<p>- No więc od dawna chciałam
ci powiedzieć. Żebyśmy oboje mieli sekret i żeby nie
było... tak ciężko.</p>

<p>Tak ciężko...</p>

<p>- Uhm - mruknął Harry, nie
wiedząc, co powiedzieć. Zawsze był kiepski w tego typu
rozmowach. Szczególnie kiedy dochodziło do tematu jego związku z
Severusem.</p>

<p>- Kiedy ma się obok siebie
kogoś, kto cię rozumie, to jest o wiele, wiele lżej. Ale
proszę cię... nie mów mu nic. On nienawidzi Nimfadory i... Wiem,
Harry, że jest z tobą i przykro mi, ale... boję się.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie w
żołądku. Doskonale wiedział, czego Luna mogła się
bać, jednak wolałby rzucić się na pożarcie stada
krakwatów, niż zmartwić ją jeszcze bardziej i zobaczyć
smutek w jej dużych, wiecznie optymistycznie patrzących na wszystko
oczach.</p>

<p>- Nie stracisz jej. Nic mu nie
powiem, obiecuję.</p>

<p>Ponieważ powiedział
już dawno... Więc to nie było tak do końca kłamstwem.
Prawda?</p>

<p>Luna uśmiechnęła
się promiennie i wyplątała ze swoich włosów próbującą
skołtunić je rękę.</p>

<p>- Niegrzeczna ręka! Jak
będziesz się tak zachowywać, to cię zwiążę!
- Ręka wycofała się i wyciągnęła do niej
środkowy palec. - Jest fantastyczna! - Luna wyglądała tak, jakby
zupełnie zapomniała o wcześniejszej rozmowie, a Harry poczuł
spływający mu po plecach strumień ulgi. - Masz, ponieś mi
torebkę. - Włożyła w grążącą jej
pięść uchwyt i pomachała Harry'emu. - Zobaczymy się
później. Mam bardzo pilne spotkanie z Wiesz-Kim. Bardzo dziękuję
za prezenty.</p>

<p>Harry patrzył, jak odchodzi, podskakując
beztrosko na skrzypiącym śniegu i po raz pierwszy w życiu
pożałował, że on tak nie potrafi. O ile prostszy
stałby się wtedy świat...</p>

<p>Posiedział jeszcze trochę
na zimnie i wrócił do swojego dormitorium. Załatwił już
wszystkie sprawy i teraz nie miał zupełnie nic do roboty. Były
święta i prawdopodobnie nikt dzisiaj nie zamierzał nic
robić, więc pozostało mu tylko wylegiwanie się w
łóżku przez resztę popołudnia.</p>

<p>Położył się na
pościeli, założył ręce za głowę i wbił
wzrok w sklepienie nad swoim łóżkiem.</p>

<p>W zamku panowała aksamitna
cisza. Był jedynym Gryfonem, który został na święta w
Hogwarcie. I pomimo tego, że był sam, wcale nie czuł się
samotny. Nareszcie mógł odpocząć, nareszcie mógł robić
to, co chciał. Nareszcie mógł po prostu leżeć na
łóżku przez kilka godzin i rozmyślać, nie niepokojony przez
nikogo, niezaczepiany przez usiłującego nakłonić go do gry
w eksplodującego durnia Rona albo proszącego o pomoc w nauce
Neville'a. Albo zamęczającą go odrabianiem lekcji Hermionę.</p>

<p>Nareszcie miał czas, aby
pomyśleć o wszystkim, co wydarzyło się wczoraj wieczorem i
w nocy.</p>

<p>Był tylko on. I wspomnienia.</p>

<p>Zamknął oczy i
przypomniał sobie, jak to było czuć na skórze dotyk
ciepłych warg Severusa. Włożył dłoń pod
koszulę i położył ją na swojej klatce piersiowej.
Próbował palcami wyczuć miejsca, w których dotykały go usta
Snape'a, ale wiedział, że to niemożliwe.</p>

<p>Wciąż nie potrafił
uwierzyć w to wszystko, co się wydarzyło. Ale to było takie
realne... palce i usta i dłonie Severusa wszędzie na nim. I jego
język... O tak, język. Nie potrafił powstrzymać
nagłego spięcia w lędźwiach, kiedy przypomniał sobie,
jak ten gorący język zsuwał się coraz niżej i
niżej po jego placach, aż w końcu dotarł do wejścia i
Harry poczuł eksplozję żaru ocierającą się o to
szczególne miejsce.</p>

<p>Severus Snape. Lizał go. TAM.</p>

<p>Za każdym razem, kiedy o tym
myślał, kręciło mu się w głowie. Oczami
wyobraźni widział tę ciemną głowę zanurzoną
pomiędzy jego pośladkami, długi język, wysuwający
się z pomiędzy cienkich warg i mokry czubek dotykający jego
wejścia.</p>

<p>Zadrżał i
zacisnął oczy, czując kolejne szarpnięcie w
lędźwiach.</p>

<p>Jednego był pewien. Nigdy w
życiu nie czuł jeszcze czegoś tak... niewyobrażalnie
cudownego. Nie licząc oczywiście każdego orgazmu, do którego
doprowadzał go Snape.</p>

<p>Pamiętał niemal każdy
oddech, zarówno swój, jak i Severusa. Każdy dotyk, każde
pchnięcie. Każdy pocałunek. Bo przecież Snape
całował go. Może nie w usta, ale wszędzie, gdzie tylko
był w stanie dosięgnąć. I to wciąż wydawało
mu się nadzwyczajne. I zbyt piękne, aby było prawdziwe. Ale
było! Tak, z pewnością było absolutnie realne!</p>

<p>Także to, jak
wyglądały ich splecione dłonie. Jak ciepła była
ręka Snape'a, rozgrzana przez uścisk Harry'ego, jak duża
wydawała się w porównaniu z jego dłonią i jak
miażdżyła jego palce, kiedy Severus dochodził w jego
wnętrzu. A Harry mógł to wszystko oglądać. Snape
pozwolił mu na to. Pozwolił mu spijać ten wspaniały widok
ze swojej twarzy i rozkoszować się nim. A Harry korzystał do
woli.</p>

<p>Błagaj.</p>

<p>Głos, wypowiadający to
słowo był tak ostry, że przedarł się przez jego
umysł niczym klinga przecinająca mgłę. I nadal
wywoływał w nim bolesny skurcz wszystkich mięśni i nerwów w
jego ciele.</p>

<p>Dlaczego, kiedy tylko je sobie
przypominał, czuł się tak, jakby wszystko się w nim
zatrzymywało na ułamek sekundy i próbowało rozerwać go od
środka? Dlaczego, pomimo że coraz częściej
odważał się myśleć o czułości w
łóżku, to nadal tego typu zachowanie ze strony Severusa
doprowadzało go niemal do natychmiastowego orgazmu?</p>

<p>Westchnął i przewrócił
się na bok, podciągając nogi.</p>

<p>I na dodatek, po tym wszystkim, co
Severus mu dał, po tym wszystkim, co mu ofiarował... został z
nim. To była największa niespodzianka. Myślał, że
Snape wstanie i po prostu odejdzie, a on przysunął się do niego
i zaczął go głaskać.</p>

<p>Harry zacisnął powieki
jeszcze mocniej, pragnąc przywołać to uczucie absolutnego
ukojenia, którego doświadczał, kiedy dłoń Snape'a
łagodnie gładziła jego włosy. I zastanawiał się,
czy to się jeszcze kiedykolwiek powtórzy? Czy był to tylko
jednorazowy gest? Chciałby, tak bardzo chciałby, aby Severus
zostawał z nim częściej, aby mógł czuć jego
bliskość, jego uspokajający dotyk. Aby mógł znowu
poczuć tę jedność.</p>

<p>Udało mu się zrobić
kolejny trudny krok, obalić następną ścianę, z której
były zbudowane mury wokół Severusa. A może nawet kilka za jednym
zamachem?</p>

<p>Starał się nie
myśleć o tym chłodnym poranku, o tym, że Snape go nie
przytulił, nie odwzajemnił żadnego gestu. Ponieważ nawet
gdyby chciał, to nie potrafił sobie tego wytłumaczyć.</p>

<p>Może po prostu był
zły? Może zawsze rano ma zły humor? Skąd Harry mógłby
to wiedzieć, skoro po raz pierwszy widział go o tak wczesnej porze?</p>

<p>Tak, to na pewno tylko to. No bo co
mogłoby zmienić się przez jedną noc?</p>

<p>Wspomnienia z nocy niemal natychmiast
przywołały wspomnienia ze snu i Harry błyskawicznie
zamknął swój umysł przed napływającymi do niego falami
strachu.</p>

<p>To był tylko durny sen. Nie
będzie go sobie przypominał! Nie będzie!</p>

<p>Musi myśleć o Severusie.
Tylko i wyłącznie o nim i o tym wszystkim, co od niego otrzymał.
Severus go przytulił. I pocałował jego skroń. I
dłoń.</p>

<p>Harry otworzył oczy i
spojrzał na wewnętrzną stronę swojej ręki.</p>

<p>Kiedyś nawet sobie nie
wyobrażał, że to wszystko może zajść aż tak
daleko. Że jemu uda się dojść tak daleko. Przecież na
początku... Severus nie potrafił zdobyć się nawet na to,
aby go po prostu przytulić. A teraz robił te wszystkie rzeczy i...</p>

<p>Harry nagle wstrzymał oddech,
kiedy pewna myśl wtargnęła do jego umysłu i
zaczęła krzyczeć mu do ucha.</p>

<p>Oczywiście. Przecież
Snape... uczył się. Uczył się od niego. Uczył się
każdego najdrobniejszego gestu.</p>

<p>Kiedy Harry zaczął się
do niego przytulać, po pewnym czasie mężczyzna zaczął
także sam go obejmować. Co prawda, wymagało to pewnego
wysiłku, ale w końcu dopiął swego. I teraz nie musiał
nawet prosić, aby to otrzymać. Później Harry zaczął
całować jego szyję i ucho. Podczas ich pierwszego razu na
fotelu. A Severus zrobił to samo, kiedy Harry przyszedł do niego i
obciągnął mu przy drzwiach. Pocałował go w szyję.
A do jego ucha dobrał się, kiedy wziął go przy drzwiach po
sytuacji z Ginny w łazience.</p>

<p>Naśladował go.
Naśladował go od samego początku.</p>

<p>Harry pamiętał, jak
pogłaskał mężczyznę po twarzy, kiedy przyszedł do
niego w depresji, a Snape go pocieszył. I kilka dni później, gdy
Harry dał mu urodzinowy prezent, Severus zrobił to samo. Także
go pogłaskał.</p>

<p>A teraz...</p>

<p>Harry spojrzał na swoją
otwartą dłoń.</p>

<p>A teraz pocałował go w
rękę. Tak jak Harry czynił to niejednokrotnie. Nie
wspominając już o całowaniu torsu, sutków i wszystkiego, czego
tylko wygłodniałe usta były w stanie dosięgnąć.</p>

<p>Tak, Severus uczył się od
niego. Uczył się czułości i pewnej delikatności.
Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegł?</p>

<p>A więc czy możliwe
było... aby Harry mógł nauczyć go jeszcze czegoś?
Czegoś, czego naprawdę pragnął. Może Snape...
może mógłby kiedyś także... wziąć do ust jego
penisa?</p>

<p>Sam ten pomysł wydawał mu
się w tej chwili absurdalnie nieprawdopodobny, ale po tym, co
wydarzyło się ostatnio i co Harry teraz zrozumiał,
zaczynała kiełkować w nim nadzieja.</p>

<p>Zastanawiał się, jakby to
było poczuć zaciskające się na główce ciepłe
wargi i gorący język ślizgający się po trzonie... Nikt
mu nigdy czegoś takiego nie zrobił. A sądząc po reakcjach
Snape'a, kiedy Harry robił to jemu, musiało to być
zniewalające uczucie. Może Severus tego nie robi, bo nie wie, że
Harry by tego chciał? Do tej pory, za każdym razem, kiedy czegoś
pragnął, w jakiś sposób dawał mu to do zrozumienia.
Oczywiście nie był idiotą i wiedział, że były pewne
rzeczy, których Severus nigdy by mu nie dał, ale po ostatniej nocy Harry
musiał zweryfikować kilka swoich pragnień i odkrył, że
niektóre z nich zaczęły pojawiać się w jego zasięgu. I
naprawdę byłby idiotą, gdyby nie spróbował ich zdobyć.</p>

<p>A więc postanowił.
Będzie musiał w jakiś sposób pokazać Severusowi, że
także chciałby poczuć jego usta i język na swoim penisie.</p>

<p>Merlinie, już sama ta myśl
doprowadzała go do szaleństwa.</p>

<p>Potrząsnął
głową, usiłując wyrzucić z niej obraz czarnych
włosów muskających jego uda i tych cienkich warg, otwierających
się na przyjęcie błyszczącej główki jego penisa.</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Teraz już naprawdę
zaczął mieć problemy z oddychaniem i z przestrzenią w
spodniach.</p>

<p>Przewrócił się ponownie na
plecy, otwierając oczy i biorąc głęboki oddech.</p>

<p>Jeżeli głębiej
się nad tym wszystkim zastanowić, to przecież on także
nauczył się od Severusa wielu rzeczy. Pamiętał swoją
początkową nieśmiałość, kiedy nie potrafił
przy Severusie wydukać nawet jednego sensownego zdania. To, co odkrył
po wypiciu eliksiru, całkowicie zmieniło jego stosunek do tego
mężczyzny. Zniknęła cała zajadłość i
arogancja, z którą zazwyczaj z nim rozmawiał. Za każdym razem,
kiedy widział Snape'a, czuł się zawstydzony i zażenowany, a
to wcale nie pomagało w prowadzeniu przynajmniej znośnej konwersacji.
Ale przez cały ten czas nauczył się pewnego rodzaju
bezczelności. Uodpornił się na jego złośliwe uwagi i
potrafił na nie odpowiadać. Stał się pewniejszy siebie.
Pozwalał sobie na coraz więcej, posuwał się do przodu,
balansując na cienkiej linie, a kiedy z niej spadał... zawsze w
jakiś sposób udało mu się jej złapać.</p>

<p>W zasadzie to było dziwne.
Teraz, kiedy wracał pamięcią do kilku takich sytuacji, które
miały ostatnio miejsce... zauważył pewien schemat. Za
każdym razem, kiedy próbował uciec albo oddalić się... Severus
go zatrzymywał. Zawsze. Nigdy nie pozwalał mu się
wymknąć, tak jakby próbował za wszelką cenę
utrzymać go przy sobie, jakby przywiązał go do siebie na
niewidzialnej smyczy, którą tylko czasami poluzowywał, a kiedy Harry
za bardzo się oddalał, natychmiast przyciągał go do siebie
z powrotem.</p>

<p>Nie miał pojęcia, dlaczego
do jego głowy wkradły się takie myśli. Ale cieszył
się z nich. Wiedział, że to coś oznacza, ale nie
odważał się na razie wyciągać żadnych pochopnych
wniosków. Miał tylko wrażenie, jakby otrzymał dodatkową
linę pod drugą stopę, aby zawsze mógł utrzymać
równowagę. Bo teraz już wiedział... no, podejrzewał...
że Severus go zatrzyma. A to było miłe uczucie. Tak samo
miłe, jak świadomość, że Severus uczy się od
niego tych wszystkich gestów. Nawet pomimo tego, że Harry sam nie był
żadnym specjalistą od czułości.</p>

<p>Przez pierwsze jedenaście lat
swojego życia nie otrzymał ani jednego pocałunku, ani jednego
przytulenia, ani jednego ciepłego słowa. Wtedy myślał,
że tak ma być. Że nie zasługuje na to. Mógł tylko
obserwować, jak ciotka Petunia głaszcze, tuli i całuje swojego
"kochanego Dudziaczka" i zastanawiać się, jakby to
było samemu to poczuć. Ale szybko porzucał takie myśli,
uważając, że skoro tego nie dostaje, to najwyraźniej
naprawdę na to nie zasługuje. Dursleyowie zawsze mu to wmawiali.
Że jest do niczego, że nic mu się nie należy. I Harry nawet
nie próbował po to sięgać, wiedząc, że to wszystko nie
jest dla niego.</p>

<p>Ale potem znalazł się w
Hogwarcie. Miejscu pełnym roześmianych, sympatycznych ludzi, którzy
wmawiali mu z kolei, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. I
trafił w ramiona pani Weasley, która pokazała mu, jak to jest
czuć się kochanym, jak to jest czuć bliskość i
ciepło. I była też Hermiona, która przytulała go przy każdej
możliwej okazji. I każdy najdrobniejszy gest, który otrzymywał,
stawał się dla niego niezwykle ważny. Stawał się dla
niego synonimem przywiązania, czułości i tego niesamowitego
uczucia ciepła w sercu, które rozgrzewało jego wnętrze i
wydawało mu się, że płonie w nim jasne światło,
które już nigdy nie pozwoli mu pogrążyć się w
samotności. I w ciemności.</p>

<p>Był całowany, przytulany,
głaskany i to było miłe, jednak nigdy nie odczuwał zbytniej
potrzeby odwzajemniania się. Te gesty były dla niego zbyt ważne
i chciał je podarować komuś szczególnemu. A teraz spotkał tę
szczególną osobę i nie potrafił przestać dawać mu tego
wszystkiego, czego się nauczył. I także chciał go tego
nauczyć. Przekazać tę "wiedzę" dalej.
Chciał, aby Severus również poczuł to ciepło i
przywiązanie. I chyba mu się to udawało. Nawet pomimo tego,
że sam przecież nadal niewiele wiedział o... miłości.</p>

<p>Pamiętał, jak czasami wuj
Vernon i Dudley wyjeżdżali, aby załatwiać jakieś
"męskie sprawy", które prawdopodobnie polegały na siedzeniu
przez pół dnia nad rzeką z kijem w ręku i czekaniu, aż
jakaś głupia ryba nabierze się na to dziwne czerwone coś
pływające jej nad głową. Harry zostawał wtedy z
ciotką Petunią, która uwielbiała oglądać wszelkiego
typu argentyńskie i brazylijskie seriale. Czasami z nudów ukrywał
się za drzwiami i próbował oglądać je razem z nią.
Zawsze zastanawiał się, dlaczego ci ludzie zachowują się
tak idiotycznie, jak gdyby ich mózgi wyjadły gnębiwtryski, jakby to
powiedziała Luna. Wpatrywali się w siebie przez pół godziny,
wzdychając jeden do drugiego i na przemian po sto razy powtarzając
swoje imiona, a ciotka Petunia pociągała nosem i wycierała oczy
chusteczką.</p>

<p>Przez większą
część dzieciństwa miłość właśnie
tak dla niego wyglądała. Zawsze go te filmy nudziły i po
piętnastu minutach szedł zająć się czymś innym,
powtarzając sobie, że wolałby zjeść wielką
ośmiornicę, niż kiedykolwiek tak się zachowywać.</p>

<p>Ale pewnego dnia, kiedy miał
dwanaście lat i był na wakacjach u Dursleyów, jego poglądy
zostały błyskawicznie zweryfikowane. Został sam w domu na noc i
mógł oglądać telewizję do woli. I przerzucając
kanały, natrafił na coś dziwnego. Zobaczył
mężczyznę i kobietę, całkowicie nagich i
robiących jakieś wygibasy. Oboje dyszeli i poruszali się
dziwnie. I pomimo tego, że nie wiedział jeszcze, co to oznacza,
poczuł niezwykłe ciepło w żołądku i dolnych
partiach ciała i przez kilka następnych dni chodził z nieobecnym
wyrazem twarzy i obrazem tych ludzi przed oczami, nie potrafiąc
zrozumieć, co się z nim dzieje.</p>

<p>To podobało mu się o wiele
bardziej, niż wzdychanie do kogoś i powtarzanie czyjegoś imienia.
Na trzecim roku powiedział o tym Ronowi, ale ten zarumienił się
tylko i poprosił, żeby nie wspominał o tym przy jego mamie. I
przy Hermionie.</p>

<p>Na czwartym roku po raz pierwszy
miał kontakt z czasopismami dla dorosłych, które Seamus
zwędził swoim starszym kuzynom. Był to magazyn dla czarodziejów,
więc pary na zdjęciach poruszały się tak, jak w filmie,
który Harry oglądał. Wszyscy chłopcy w dormitorium, poza
Neville’em, który siedział w kącie zarumieniony jak piwonia,
wpatrywali się w obrazki błyszczącymi oczami i wzdychali do
znajdujących się na zdjęciach kobiet. Czasami nawet do takich,
obok których nie było żadnego mężczyzny. Pokazywali sobie
nawzajem ich piersi i uśmiechali dwuznacznie. Harry próbował ich
naśladować, ale nic nie potrafił poradzić na to, że
podniecają go tylko te zdjęcia, na których jest para. Wtedy jeszcze
nie wiedział, dlaczego.</p>

<p>Pod koniec roku postanowił
wykonać eksperyment. Pożyczył od Seamusa jeden magazyn i w
środku nocy, kiedy wszyscy już spali, otworzył go i
zaczął się dotykać. I kiedy po raz pierwszy poczuł
tę niewyobrażalną falę przyjemności
pochłaniającą całe jego ciało, pomyślał,
że zaraz umrze ze szczęścia. Po piętnastu minutach zrobił
to ponownie. Był tak podniecony, że wystarczało mu zaledwie
kilka pociągnięć, aby dojść. Bardzo szybko
nauczył się też usuwać ślady swoich wybryków.
Spędził pół wakacji otoczony zamówionymi przez siebie
czasopismami i kiedy na piątym roku powrócił do Hogwartu,
postanowił spróbować doznać tego samego na żywo. Ale
nieśmiałość w stosunku do dziewczyn pokrzyżowała
wszystkie jego plany. Nic na to nie mógł poradzić, że nie
potrafił z nimi rozmawiać. Cho mu się naprawdę
podobała. A przynajmniej wtedy tak mu się wydawało. I pomimo
że obściskujące się na zdjęciach pary
zaczęły go coraz mniej podniecać, próbował dalej,
szczególnie kiedy nasłuchał się o wakacyjnych
"przygodach" Deana i Seamusa.</p>

<p>Jednak jedynym, do czego udało
mu się doprowadzić, był pocałunek z Cho. Który okazał
się całkowitą klapą. Zawsze sądził, że
poczuje ten sam żar, który go zalewał, kiedy się dotykał,
wyobrażając sobie kochające się pary, a w
szczególności pieprzących swoje partnerki mężczyzn. I nie
wiedział dlaczego, ale to właśnie mężczyźni
zawsze przykuwali jego wzrok. Ich szerokie klatki piersiowe, ciągnące
się od pępka w dół włosy, ich masywne, sterczące
penisy i okrągłe, miękkie jądra...</p>

<p>W końcu doszło do tego,
że masturbował się jedynie z obrazem mężczyzny przed
oczami i tylko w ten sposób potrafił się podniecić i
dojść. Był tym coraz bardziej przerażony, szczególnie,
kiedy jego przyjaciele wciąż zachwycali się wypiętymi
pośladkami i piersiami roznegliżowanych kobiet. I podejrzewał,
że raczej nie powinien im o tym mówić.</p>

<p>Wciąż udawał, że
podobają mu się dziewczęta, a nawet sam sobie próbował
wmawiać, że to prawda. Że to tylko chwilowe, że
niedługo mu przejdzie. Jednak po śmierci Syriusza zapomniał o
wszystkim. Zarówno o kobietach, jak i mężczyznach. Przez całe
wakacje był w tak ciężkim psychicznym dołku, że nawet
przez sekundę o tym nie pomyślał. I odpowiadało mu to.
Powrót do Hogwartu podniósł go nieco na duchu. Początek roku
szkolnego minął niezwykle szybko i myśli Harry'ego ani razu nie
powędrowały w stronę nagich mężczyzn.</p>

<p>Do czasu, kiedy Snape kazał mu
wypić eliksir Desideria Intima.</p>

<p>I wtedy wszystko się
zawaliło. Harry już wiedział, że to, co czuł,
było prawdziwe. I nie potrafił z tym walczyć. Już nie.</p>

<p>A więc poddał się.</p>

<p>A teraz nocował w sypialni
Snape'a. I kochał się z nim. Czuł się szczęśliwy.
I chciał, aby tak pozostało.</p>

<p>Przewrócił się na bok i
uśmiechnął się do swoich myśli.</p>

<p>Zegar w Pokoju Wspólnym wybił
porę kolacji.</p>

<p>***</p>

<p>Harry po raz kolejny
przekręcił się na łóżku. Nie mógł
zasnąć. Otaczała go niezwykła pustka i cisza. Nie
słyszał pochrapywania Rona ani niespokojnego oddechu Neville'a.</p>

<p>Był całkowicie sam. I jeżeli
w ciągu dnia mu to nie przeszkadzało, to teraz odczuwał
niepokój.</p>

<p>I tęsknotę. Nic nie
potrafił poradzić na to, że brakuje mu Severusa. Że brakuje
mu jego zapachu i dotyku. Zwinął się w pozycji embrionalnej,
wyobrażając sobie, że poduszka, do której się przytula, to
ramię Snape'a.</p>

<p>Ale to nie pomagało. W
ciemności rodził się strach, wyciągając po niego swoje
szpony, a on był sam i nie potrafił się przed nimi bronić.
Nie chciał, aby ponownie przyśniło mu się to samo, co
poprzedniej nocy, więc przed położeniem się do
łóżka wypił dwa łyki Eliksiru Bezsennego Snu.</p>

<p>Severus pojawił się na
kolacji i Harry czuł nieopisaną radość, mogąc
zwyczajnie na niego patrzeć, nawet jeżeli dzieliło ich kilka
metrów drewnianego blatu. I tak bardzo zapragnął zrobić to, co poprzedniej
nocy, czyli pójść do niego prosto po kolacji. Ale mężczyzna
nie spojrzał na niego ani razu, tak jakby w ogóle nie rozważał
takiej opcji i Harry po prostu wrócił do dormitorium i
położył się w zimnym łóżku.</p>

<p>Ale teraz żałował tej
decyzji.</p>

<p>Wyjął spod poduszki zielony
kamień i przez chwilę się w niego wpatrywał.</p>

<p>Wiedział, jaką otrzyma
odpowiedź, jeżeli spróbuje wysłać Severusowi pytanie, czy
mógłby przyjść do niego na noc.</p>

<p>"Oczywiście, że nie,
ty głupi chłopaku!" byłoby pewnie najbardziej eufemistyczną
wersją.</p>

<p>Harry westchnął i
schował kamień z powrotem pod poduszkę. Spojrzał na
pogrążone w mroku sklepienie i zdecydował.</p>

<p>Może lepiej by było po
prostu pójść i samemu się przekonać? Jeżeli już
tam dotrze, to może Snape go nie odprawi. To była niezwykle
optymistyczna myśl, ale postanowił ją w sobie podtrzymywać,
bo inaczej nigdy się na to nie odważy.</p>

<p>Wyśliznął się z
łóżka w piżamie, założył buty, wyjął z
kufra pelerynę i mapę Huncwotów i sprawdziwszy najpierw, czy Severus
na pewno jest w swoich komnatach, ruszył w długą drogę z
wieży do lochów. Na szczęście wraz z wyjazdem uczniów Filch
zredukował swoje nocne patrole po zamku niemal do minimum i Harry nie
miał żadnych problemów z dostaniem się na dół.</p>

<p>Zatrzymał się przed
dębowymi drzwiami i odetchnął głęboko, po czym
uniósł dłoń, aby zapukać, ale zanim zdążył
to zrobić, drzwi uchyliły się i wpuściły go do
środka.</p>

<p>Czyżby Snape nigdy nie
zdejmował z nich tego zaklęcia, które rozpoznawało Harry'ego i
pozwalało mu swobodnie wchodzić do jego gabinetu?</p>

<p>Gryfon poczuł ciepło w
żołądku i uśmiechnął się do siebie, zanim
zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do komnat Mistrza
Eliksirów. Zdjął z siebie pelerynę i odetchnął kilka
razy, czując, jak opuszcza go cała pewność siebie.</p>

<p>Ale w końcu przyszedł
aż tutaj. Nie może teraz zawrócić.</p>

<p>Uniósł dłoń i
zapukał.</p>

<p>W ciszy, która nastała, bicie
jego serca wydawało mu się zdecydowanie zbyt głośne.</p>

<p>I wtedy usłyszał
skrzypienie otwieranych w oddali drzwi oraz kroki. Wstrzymał oddech, kiedy
zobaczył poruszającą się klamkę. Było już za
późno, żeby uciec. Miał tylko nadzieję, że Snape go
nie zabije.</p>

<p>Drzwi uchyliły się i Harry
zobaczył ubranego w swoją czarną, luźną
piżamę Severusa. Oczy mężczyzny zmrużyły
się, kiedy padły na Harry'ego, który torpedowany tym twardym, nieprzychylnym
wzrokiem nie potrafił wydusić z siebie głosu. Uciekł
spojrzeniem i wbił je w ścianę obok ciemnej sylwetki
mężczyzny.</p>

<p>- Przepraszam, że
przyszedłem tak w środku nocy - wypalił w końcu, kiedy jego
język nareszcie odkleił się od podniebienia - ale nie
mogłem zasnąć i... i tęskniłem... i... Czy
mógłbym spędzić z tobą jeszcze tylko jedną noc? Nie
chcę być sam. Proszę.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza, a Harry nie wiedział, czy głośniej brzmi bicie jego
serca, czy też przyspieszony oddech. Severus nie odzywał się.
Wpatrywał się tylko w niego ze zmarszczonymi brwiami, tak jakby
bardzo głęboko zastanawiał się nad odpowiedzią.</p>

<p>Cisza przedłużała
się. I Harry powoli tracił nadzieję.</p>

<p>Wiedział, że to było
głupie, że nie powinien był przychodzić tu w środku nocy.
Powinien odwrócić się i odejść, a nie kolejny raz
wpraszać mu się do sypialni.</p>

<p>I w chwili, kiedy postanowił to
zrobić, Severus poruszył się. Harry spojrzał na niego i
zobaczył, że Snape bez słowa odsuwa się od drzwi i otwiera
je szerzej w zapraszającym geście.</p>

<p>Serce Harry'ego zaśpiewało.
W ostatniej chwili powstrzymał głupi wyszczerz, który próbował
wypłynąć mu na usta. Pozwolił sobie jedynie na lekki
uśmiech, kiedy przechodził przez próg, czując się tak,
jakby właśnie wrócił do domu.</p>

<p>Położył owiniętą
w pelerynę mapę na fotelu i nie czekając na
mężczyznę ruszył w stronę sypialni. Chciał po
prostu jak najszybciej znaleźć się w jego łóżku. W tym
czarnym, pachnącym Severusem łóżku.</p>

<p>W pomieszczeniu panował niemal
całkowity mrok, jedynym światłem było to, które padało
przez otwarte drzwi do salonu. Harry zdjął okulary i
odłożył je na szafkę nocną, po czym
wśliznął się pod przykrycie i położył na
samym skraju łóżka, czekając na Snape'a. Nawet nie musi go
dotykać. Po prostu chciał czuć jego obecność. To mu
wystarczało. Sam fakt, że mógł tutaj zostać,
napełniał go radością.</p>

<p>Usłyszał kroki i cicho
zamykane drzwi. A po chwili materac obok niego ugiął się. Kiedy
Severus w końcu ułożył się i znieruchomiał, w
pomieszczeniu zapadła cisza.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że w tej jedwabistej ciszy każdy szelest rozbrzmiewa
głośniej niż wybuch petardy, dlatego nie odważył
się poruszyć. Leżał na boku, próbując nawet nie
oddychać i wsłuchując się w spokojny oddech Severusa.</p>

<p>Ale w końcu nie potrafił
już wytrzymać. Najostrożniej, jak potrafił, przewrócił
się na drugi bok, przodem do mężczyzny. Nie widział go. W
sypialni zalegał ten rodzaj gęstego mroku, który można by
kroić na plasterki.</p>

<p>I zapragnął go czymś
rozproszyć. Przesunął w ciemności rękę i
odnalazł spoczywającą na pościeli dłoń Severusa.
Pogłaskał ją. Delikatnie, ledwie muskając skórę.</p>

<p>- Dziękuję -
wyszeptał, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego jego głos jest
taki zachrypnięty.</p>

<p>Severus nie odpowiedział.
Zamiast tego złapał jego dłoń i łagodnie ją
uścisnął.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech,
czując rozrastające się w piersi ciepło. Nie próbował
zabrać ręki. Wiedział, że to ten rodzaj uścisku, który
potrafi trwać bardzo długo. Nawet przez całą noc.</p>

<p>* "Comotase" by Skillet</p>

<p><strong>--- rozdział 38 ---</strong></p>

<p><strong>38. Knowing me, knowing
you</strong></p>

<p>I'm falling even more in love with
you</p>

<p>Letting go of all I've held onto</p>

<p>I'm standing here until you make me
move</p>

<p>I'm hanging by a moment here with
you*</p>

<p>Part 1</p><empty-line /><p>Harry obudził się.
Rozejrzał się po ciemnym wnętrzu, rozważając, gdzie
też może przebywać i dopiero kiedy jego zaspany umysł
zaczął w końcu pracować, wszystko sobie przypomniał.</p>

<p>Przyszedł w nocy do Snape'a. A
ten pozwolił mu zostać.</p>

<p>Nie pamiętał, kiedy
zasnął. Przypominał sobie tylko, że długo
leżał w ciemności, wsłuchując się w spokojny
oddech mężczyzny i napawając się ciepłym
uściskiem na swojej dłoni. Ale teraz Severusa nie było obok. A
Harry nie miał pojęcia, która może być godzina.
Rozejrzał się po pokoju i w słabym świetle kilku świec
dostrzegł stojący na nocnym stoliku zegar. Założył na
nos leżące obok okulary i spojrzał na wskazówki. Było
piętnaście po szóstej.</p>

<p>Westchnął i ponownie
opadł na poduszkę, spoglądając w sufit.</p>

<p>Obudził się w sypialni
Severusa. To było... cudowne uczucie. Miał wrażenie, jakby tutaj
właśnie było jego miejsce. Och, co by zrobił, aby móc
budzić się tu codziennie... Nawet, jeżeli Snape'a nie było
obok niego.</p>

<p>A właściwie, to gdzie
mógł być? W salonie?</p>

<p>W normalnej sytuacji Harry byłby
zbyt zaspany, aby zmusić się do wstania, ale to zdecydowanie nie
była normalna sytuacja. Czuł się za bardzo rozbudzony, za bardzo
przejęty miejscem i okolicznościami, w których się
znajdował. Dlatego błyskawicznie zerwał się z
łóżka, chwycił swoje rzeczy i ruszył do łazienki.</p>

<p>Po szybkim prysznicu, w czasie
którego nie mógł sobie odmówić rozkoszowania się
spowijającymi go aromatami, ubrał się i z uśmiechem
zabarwionym podenerwowaniem, wyszedł z sypialni.</p>

<p>Snape, ubrany w swoje codzienne
czarne szaty, czekał na niego siedząc w fotelu. A przynajmniej
podekscytowany umysł Harry'ego tak to sobie przedstawił. Szczególnie,
kiedy dostrzegł stojące na stoliku dwa talerze wypełnione
faszerowanymi jajkami i tostami oraz karafkę białego wina.
Mężczyzna spoglądał w ogień i wydawało się,
że w ogóle nie zauważył wejścia Harry'ego, ale chłopak
wiedział, że to tylko pozory.</p>

<p>- Dzień dobry, Severusie -
powiedział cicho, próbując wybadać grunt i zorientować
się, w jakim nastroju jest dzisiaj mężczyzna. Jakże inaczej
brzmiało to słowo od zwykłego "dobranoc". To było
coś zupełnie odmiennego. Teraz zaczynali razem dzień. Nie tylko
go kończyli.</p>

<p>- Siadaj, Potter. Przygotowałem
śniadanie.</p>

<p>Harry wykonał polecenie, a w
jego głowie kołatała się tylko jedna myśl: "Zje
śniadanie z Severusem!"</p>

<p>Mężczyzna wziął
do ręki karafkę i nalał do dwóch kieliszków przezroczystego
płynu. Harry sięgnął po widelec i po kilku kęsach
usłyszał wypowiedziane pozornie od niechcenia słowa:</p>

<p>- Jak ci minęła noc,
Potter? Znowu coś ci się śniło?</p>

<p>Harry zamarł z widelcem w
ustach.</p>

<p>- N-nie - wymamrotał po chwili.
- Nie, wszystko w porządku. Nic mi się nie śniło. Ja...
wziąłem wczoraj Eliksir Bezsennego Snu - powiedział,
dochodząc do wniosku, że lepiej wyznać to od razu, ponieważ
Snape i tak pewnie znalazłby jakiś sposób, żeby później to
z niego wyciągnąć.</p>

<p>- Hmm. - Severus wziął
kęs i przeżuł go w zamyśleniu. Harry spiął
się, czekając na kolejne pytanie. Wiedział, że Snape tego
nie zostawi, że będzie chciał się dowiedzieć. To
było tylko kwestią czasu. - W jaki sposób zginąłem? -
zapytał w końcu, spoglądając Harry'emu prosto w oczy.</p>

<p>Cholera! Czy musiał być
aż tak bezpośredni?</p>

<p>Harry nie chciał sobie tego
przypominać. Nie teraz, nie w tej idealnej chwili. Byli razem, jedli
wspólnie śniadanie i było tak miło... Ale wiedział
przecież, że z tym mężczyzną nigdy te miłe chwile
nie trwały dłużej niż kilka minut. W porywach do
kilkunastu.</p>

<p>- Ty... eee... - zaczął,
nie bardzo wiedząc, jak opisać coś, co na samo wspomnienie
mroziło mu krew w żyłach. To był tylko sen! Musi
pamiętać, że to był tylko sen! To się nie działo
naprawdę! - Byliśmy na cmentarzu. To znaczy ja i Cedrik. Wtedy, kiedy
Voldemort powrócił. Ale później... Cedrik zamienił się w
ciebie i... i oni cię... - Dlaczego nie chciało mu to
przejść przez gardło? - ...zabili - dokończył niemal
niesłyszalnie, spuszczając głowę i wpatrując się
w swoje kolana.</p>

<p>- Śniło ci się to
już kiedykolwiek wcześniej? - zapytał Severus.</p>

<p>- Tak. To znaczny nie. Nie w taki
sposób. To znaczy... Wiele razy po tamtych wydarzeniach na cmentarzu
śniłem o nich. O śmierci Cedrika i o jego powrocie. Dursleyowie
byli na mnie wściekli, ponieważ... ehm... krzyczałem w nocy. Ale
teraz było inaczej. Teraz po raz pierwszy śniło mi się,
że to ciebie zabijają, a nie jego. A to było... o wiele bardziej
przerażające. - Harry nie był teraz w stanie podnieść
głowy i spojrzeć na mężczyznę. Wpatrywał się
w swoje śniadanie, ale przed oczami widział jedynie obrazy ze snu.</p>

<p>- Opowiedz mi o tym. - Głos
Snape'a był dziwnie napięty. - Opowiedz mi o tamtych wydarzeniach. O
jego powrocie. Co tak naprawdę się tam wydarzyło, Potter?</p>

<p>Harry poderwał głowę i
spojrzał na Severusa z zaskoczeniem.</p>

<p>- Myślałem, że
Dumbledore ci mówił.</p>

<p>- Tak, ale chciałbym
usłyszeć to od ciebie.</p>

<p>Harry zawahał się. Coś
w głosie, w wyrazie twarzy Snape'a niepokoiło go. Dlaczego aż
tak bardzo się tym interesował? Chciał o tym zapomnieć i
nigdy do tego nie wracać. Ale to był przecież Severus. Skoro
prosił, aby Harry mu o tym opowiedział, to chyba musiał
mieć jakiś powód.</p>

<p>- Puchar przeniósł mnie i
Cedrika na cmentarz. Był tam grób Toma Riddle'a. W momencie, kiedy
zaczęła mnie boleć blizna, domyśliłem się,
że gdzieś w pobliżu musi być Voldemort. A później... a
później z ciemności wyszedł Glizdogon, niosąc go na
rękach. I Voldemort rozkazał mu zabić Cedrika. Powiedział
"zabij niepotrzebnego". - Harry mimowolnie wzdrygnął
się, przypominając sobie te słowa i przerażenie, które
poczuł, kiedy zielony promień uderzył w ciało Puchona. A
także... w ciało Severusa. Zacisnął na moment oczy i
wziął głęboki oddech. - Wszystko działo się tak
szybko. Zostałem przywiązany do pomnika, nie mogłem się
poruszyć. Glizdogon użył mojej krwi, kości z grobu Toma
Riddle'a i swojej odciętej dłoni, aby przywrócić go do
życia. A ja nie mogłem nic zrobić. Patrzyłem tylko, jak
Voldemort przyjmuje ciało, jak... staje przede mną i przywołuje
swoich Śmierciożerców. - Harry zawahał się na moment,
ponieważ w jego głowie pojawiła się pewna myśl. - Czy
ty... czy ty czułeś, że on powrócił? - Jego oczy mimowolnie
powędrowały do lewego ramienia Severusa, spoczywającego
nieruchomo na oparciu fotela.</p>

<p>- Tak, Potter. Czułem to -
odparł spokojnie mężczyzna i przez głowę Harry'ego
przemknęła dziwna, błyskawiczna myśl, że
powiedział to aż za spokojnie. Tak jakby...</p>

<p>- Ale... co wtedy poczułeś?
- Nie wiedział, dlaczego zadał to pytanie, ale musiał to
wiedzieć. Wbił wzrok w twarz Snape'a, na której nie poruszał
się nawet jeden mięsień. Była niczym wyrzeźbiona z
kamienia.</p>

<p>- Poczułem, że
spełniły się moje przewidywania - odparł w końcu
mężczyzna beznamiętnym głosem, powoli odwracając
głowę w stronę kominka i spoglądając w ogień. -
Nie miałem wtedy czasu głębiej tego rozważać. Od razu
powiedziałem o wszystkim Dumbledore'owi. Musieliśmy podjąć
odpowiednie kroki. I dokonać kilku istotnych decyzji. Co było dalej,
Potter?</p>

<p>Harry zamrugał na tę
nagłą zmianę tematu. Skoncentrował się na
przypomnieniu sobie szczegółów wydarzeń na cmentarzu.</p>

<p>- Voldemort wymienił kilku
Śmierciożerców z nazwiska. Był tam Lucjusz Malfoy, Crabbe i
Goyle, Avery, Macnair i Nott. I zaczął do nich przemawiać, a
później...</p>

<p>- Co Czarny Pan powiedział swoim
Śmierciożercom? - zapytał Severus, przerywając mu i Harry
nie potrafił pozbyć się wrażenia, że wyjątkowo
się tym interesuje. Ale w końcu był wśród nich szpiegiem.
To było normalne, że chciał wiedzieć takie rzeczy.</p>

<p>- On... mówił, że go
opuścili, że żaden nie próbował go odnaleźć,
że są nielojalnymi zdrajcami, którzy się go wyparli, aby
zachować wolność i tylko Lestrange'owie byli mu do końca
wierni i zostaną za to wynagrodzeni. - Harry zamyślił sie,
próbując sobie dokładnie przypomnieć wypowiedź Voldemorta.
- Powiedział też, że tylko Glizdogon do niego powrócił,
chociaż jest takim samym zdrajcą, jak cała reszta, ale jako
jedyny mu pomógł i...</p>

<p>Severus pochylił się
jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby miał ochotę
rzucić się na Harry'ego i wydrzeć mu słowa prosto z
gardła.</p>

<p>W jego umyśle
rozbłysły wspomnienia. Już ktoś kiedyś zadawał mu
podobne pytania i podobnie reagował.</p>

<p>Fałszywy Moody.</p>

<p>- ...i powiedział, że
któryś z nich go zdradził i zapłaci za to śmiercią, a
jeden, ten najwierniejszy, przebywa w Hogwarcie i wykonuje jego polecenia -
wydusił w końcu Harry i wstrzymał oddech, obserwując, jak
oblicze Severusa rozluźnia się i mężczyzna odwraca
głowę w stronę ognia. Harry mógłby przysiąc, że
zanim to zrobił, dostrzegł na jego twarzy nikły uśmiech.</p>

<p>- Dumbledore twierdzi, że chodziło
mu o Karkarowa i Barty'ego Craucha Juniora - powiedział głośno
Harry, nie mając pojęcia, dlaczego. Przecież Snape o tym
wiedział. Prawda? To tak, jakby próbował raczej przekonać samego
siebie.</p>

<p>- Co było później, Potter?
- zapytał głucho Snape, nie odrywając spojrzenia od ognia.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę.</p>

<p>- Voldemort uwolnił mnie.
Kazał mi ze sobą walczyć. Wiedziałem, że nie mam z nim
szans. Nigdy w życiu tak się nie bałem... - wyszeptał
cicho, ponownie spuszczając głowę i spoglądając na
swoje kolana. - Schowałem się za nagrobkiem. Ale wiedziałem,
że nie mogę tam siedzieć w nieskończoność.
Musiałem coś zrobić. - Mimowolnie spojrzał w ogień.
Miał dziwne wrażenie, że dokładnie w tej chwili znajduje
się na cmentarzu. Wszystko było takie wyraźne. Każda
myśl, która przelatywała wtedy przez jego umysł. -
Pomyślałem sobie... albo on, albo ja. To jest to. To ta chwila.
Muszę się z nim zmierzyć. Wiedziałem, że to
kiedyś nastąpi, ale nie sądziłem, że tak szybko. Nic
jeszcze nie umiałem. Nie miałem szans i... wiedziałem o tym. Ale
to było przecież moje zadanie. Moje przeznaczenie. - Oderwał
wzrok od ognia i ponownie spuścił głowę. Czuł ból w
piersi. Strach. Ale to się już przecież skończyło.
Jest bezpieczny. Przynajmniej na razie. - Przyjąłem wyzwanie i
stanąłem przed nim. Rzuciłem Expelliarmus przeciwko jego
Klątwie Uśmiercającej. - Czy mu się wydawało, czy
Severus parsknął cicho? - I wtedy nasze różdżki
połączyły się w dziwny sposób. I zobaczyłem Cedrika i
swoich rodziców. Oni go powstrzymali, a ja pobiegłem do świstoklika
i... wróciłem do Hogwartu.</p>

<p>Severus pokiwał głowę
dając Harry'emu do zrozumienia, że zna dalszy ciąg tej historii.</p>

<p>Przez długi czas panowała
cisza. Harry walczył ze swoimi myślami, które nieproszone
wypływały na powierzchnię jego umysłu i nie dawały mu
spokoju. Nie potrafił jednak ich powstrzymać. Musiał coś
powiedzieć. Patrzył na siedzącego przed nim,
pogrążonego we własnych myślach mężczyznę i
chciał mu dać jakoś do zrozumienia, że on także tu
jest.</p>

<p>- Severusie... - Pochylił
się do przodu, przełykając ślinę. - Ja... ty...
wiem... myślę, że wiem, co on ci każe robić...</p>

<p>Snape odwrócił głowę i
Harry cofnął się, widząc płonący lód w jego
oczach.</p>

<p>- Wierz mi, że nie wiesz i
raczej nie chciałbyś tego wiedzieć - odparł cicho.</p>

<p>Chłopak zawahał się.
Nie potrafił oderwać wzroku od tego mrocznego spojrzenia. Poczuł
ciarki na plecach. Ale nie stchórzy, nie odwróci się, nie ucieknie.
Ponieważ zależało mu na nim. Chciał złapać ten
mrok, wyrwać go i zobaczyć na jego miejscu iskry. Iskry ognia, a nie
lodu.</p>

<p>- Ja tylko... chciałbym,
żebyś wiedział, że jeżeli tylko zechcesz... to
możesz mi o wszystkim powiedzieć. O wszystkim. Ja... ja to zrozumiem.
- Uniósł rękę i dotknął swojej blizny. - Ja też jestem
naznaczony. Wiem, jak to jest.</p>

<p>W oczach Severusa na moment coś
rozbłysło.</p>

<p>- Będę o tym
pamiętał - odezwał się w końcu i Harry po raz pierwszy
od początku rozmowy usłyszał w jego głosie
miękkość. - A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś
szybko dokończył śniadanie.</p>

<p>Gryfon wziął do ręki
widelec i zdobył się na nikły uśmiech.</p>

<p>- A co będziemy robić
potem?</p>

<p>Snape zmarszczył brwi i
spojrzał na niego z zaskoczeniem.</p>

<p>- Potem? Potem wrócisz do siebie,
ponieważ ja... będę dzisiaj bardzo zajęty.</p>

<p>Czy tylko mu się wydawało,
czy wzrok Severusa na ułamek sekundy skierował się w stronę
ukrytej za biblioteczką pracowni?</p>

<p>Harry spojrzał na swoje
śniadanie, rozgrzebując je widelcem.</p>

<p>- Uhm... rozumiem - wymamrotał
cicho. Wiedział, że jego marzenia o spędzeniu ze Snape'em
całego dnia były jedynie płonnymi nadziejami, ale naprawdę
chciałby pobyć z nim dzisiaj jeszcze chociaż przez jakiś
czas. Mają teraz jedyną i niepowtarzalną okazję, aby
się lepiej poznać, nie niepokojeni przez nikogo. - Ale może
mógłbym przyjść wieczorem? Chociaż na trochę?
Przyniosę książki, będę się uczył, nawet
mnie nie zauważysz. Nie będę ci przeszkadzał. Tylko na
chwilę. - Severus rzucił mu długie, zamyślone spojrzenie. -
Proszę - dodał Harry, wiedząc, że to niemal zawsze
działa.</p>

<p>- Dobrze - odparł w końcu
mężczyzna. - Może uda mi się znaleźć dla ciebie
trochę czasu pomiędzy siódmą a dziewiątą wieczorem.
Ale masz być punktualnie.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się.</p>

<p>- Oczywiście.</p>

<p>Nie wiedział dlaczego, ale
faszerowane pieczarkami jajka wydawały mu się teraz o wiele
smaczniejsze.</p>

<p>***</p>

<p>Harry odłożył
podręcznik do wróżbiarstwa i ziewnął. Oczy same mu się
zamykały. Nie dość, że w nocy spał naprawdę
niewiele, ponieważ sam fakt, że leżał obok Severusa
wystarczał, aby nie mógł zmrużyć oka, to na dodatek
postanowił w końcu zabrać się do nauki, skoro i tak nie
miał dzisiaj nic innego do roboty, a wróżbiarstwo potrafiło
uśpić każdego w bardzo krótkim czasie.</p>

<p>Zerknął na zegarek.
Była czwarta po południu. Chyba nic wielkiego się nie stanie,
jeżeli trochę się zdrzemnie? Z Severusem umówił się
dopiero na dziewiętnastą. Wolałby pójść do niego
wypoczęty. Zresztą może pouczyć się u niego, skoro tak
mu powiedział. Nie miał na to ochoty, ale skoro to był jedyny
sposób, aby mężczyzna pozwolił mu do siebie przyjść,
to trudno.</p>

<p>Odłożył okulary na
stolik, przewrócił się na bok i bardzo szybko zapadł w przyjemny
sen.</p>

<p>*</p>

<p>Kiedy Harry otworzył jedno oko,
w polu jego rozmazanego wzroku pojawił się nocny stolik i
stojący na nim zegar. Tykał cicho i uspokajająco. Chłopak
wpatrywał się w niego przez chwilę, próbując wyrwać
swój umysł z miękkiego kokonu snu. Powoli powracały do niego
istotne informacje: kim był, gdzie był i najważniejsze - co
miał zrobić.</p>

<p>Miał iść do Severusa.
A tak. Która to była godzina?</p>

<p>Wyciągnął
rękę i pomacał blat stolika, szukając swoich okularów.
Przewrócił się na plecy i założył je na nos, po czym
ponownie odwrócił głowę i powstrzymując ziewnięcie,
spojrzał na tarczę zegara.</p>

<p>I w tym momencie poczuł się
tak, jakby ktoś oblał go lodowatą wodą i zrzucił z
łóżka.</p>

<p>Było prawie piętnaście
po siódmej.</p>

<p>Zerwał się z posłania
i zatoczył do przodu.</p>

<p>- Cholera! Cholera! Cholera! -
przeklinał pod nosem, przerzucając kufer i próbując
wygrzebać z niego podręcznik do Eliksirów, Zaklęć i
Historii Magii.</p>

<p>Mógł to przewidzieć. Co
też go podkusiło? Chciał się tylko zdrzemnąć, a
nie przespać połowy dnia! Cholera!</p>

<p>Złapał swoją
pelerynę, wcisnął ją do kieszeni, wziął pod
pachę książki i wybiegł z dormitorium.</p>

<p>Zbiegając po schodach,
przeskakiwał po dwa stopnie, nie potrafiąc pozbyć się
wizji, w której Snape łapie go i wyrzuca za drzwi za to, że się
spóźnił. I cały plan szlag trafi!</p>

<p>Przyspieszył jeszcze bardziej,
próbując przeskakiwać aż po trzy stopnie. Balansował
niebezpiecznie na krawędziach schodów, tylko od czasu do czasu
łapiąc poręcz jedną ręką, ponieważ musiał
podtrzymywać książki, aby mu nie wypadły. W pewnym momencie
niewiele zabrakło, a podręcznik do Eliksirów
wyśliznąłby mu się z rąk. Harry puścił
poręcz, złapał wysuwającą się
książkę i w tym momencie jego noga zapadła się w
znajdujący się w schodach fałszywy stopień, który
zupełnie przeoczył. Całym impetem i szybkością
poleciał do przodu, książki wypadły mu z rąk i
stoczyły się po schodach, a Harry zawadził kolanem drugiej nogi
o ostrą krawędź stopnia poniżej, ratując się przed
uderzeniem w nie twarzą tylko dzięki temu, że w ostatniej chwili
wyciągnął przed siebie ręce i zamortyzował upadek. W
jego lewym nadgarstku coś chrupnęło, ręce ugięły
się, a łokcie trzasnęły o drewno. Jego twarz
zatrzymała się milimetry od krawędzi stopnia.</p>

<p>Przez chwilę dyszał
ciężko, zbyt zszokowany, aby wykonać jakikolwiek ruch.
Leżał na schodach głową w dół, z jedną stopą
nadal uwięzioną w stopniu i starał się uspokoić
szaleńcze bicie serca. Przymknął na chwilę powieki i
potrząsnął głową, próbując pozbyć się
plam przed oczami. Dopiero teraz, kiedy szok i adrenalina opadły, zaczął
odczuwać kłujący i piekący ból w niemal każdej
części ciała. Najgorzej było z jego uwięzioną
nogą, kolanem drugiej nogi i najprawdopodobniej zwichniętym
nadgarstkiem. Spróbował się poruszyć i zacisnął
zęby, kiedy rana na nodze otarła się o krawędź otworu,
w który wpadła jego stopa. Stękając, pojękując i
podpierając się na jednej ręce, zaczął mozolnie
wspinać się do tyłu po stopniach, próbując wstać albo
przynajmniej wyprostować się na tyle, aby móc odzyskać
kontrolę nad swoim ciałem i spróbować wyciągnąć
nogę.</p>

<p>Ale zanim do końca mu się
to udało, z sufitu nad nim wynurzył się Irytek,
zaśmiewając się wniebogłosy.</p>

<p>- Potter-ciamajda schodząc po
schodkach</p>

<p>Zapomniał o dziurze i wpadł
do środka</p>

<p>Walnął jak długi,
mógł zęby se wybić</p>

<p>A ja mam frajdę i mogę z
niego szydzić!</p>

<p>Harry zacisnął usta.
Jeszcze on na dodatek!</p>

<p>- Zamknij się! -
warknął do fruwającej mu nad głową zjawy.</p>

<p>Nie bał się, że
zostanie nakryty. Zawsze może powiedzieć, że schodził do
biblioteki, żeby się pouczyć.</p>

<p>- Potter-ciamajda... - skandował
dalej duch, nie zrażając się wiązankami przekleństw,
które puszczał w jego stronę uwięziony Gryfon. Harry,
próbując ignorować niewybredne żarty złośliwego ducha,
wyprostował się w końcu i usiadł na wyższym stopniu,
dysząc ciężko.</p>

<p>Wszystko go bolało, był spóźniony
i na dodatek miał nad sobą Irytka, który zapewne nie odczepi się
zbyt szybko i będzie za nim frunął aż do lochów,
śpiewając na cały zamek swoją nową piosenkę. A
Irytek nie może dowiedzieć się, gdzie Harry zmierza.</p>

<p>Sięgnął do kieszeni i
wyjął różdżkę, kierując ją w stronę
ducha:</p>

<p>- Jeżeli się nie zamkniesz
i stąd nie odlecisz, to cię spetryfikuję! - krzyknął,
próbując przebić się przez rozdzierający śpiew Irytka.</p>

<p>Było to złe
posunięcie.</p>

<p>Duch zaczął rechotać,
po czym wyjąc przeraźliwie, ruszył prosto na Harry'ego.
Chłopak próbował go odpędzić i w szamotaninie
upuścił różdżkę, która potoczyła się po
stopniach i wylądowała kilka metrów niżej.</p>

<p>- No pięknie -
jęknął, spoglądając z wściekłością
na zataczającego się ze śmiechu Irytka. - Przysięgam,
że jeżeli tylko się stąd wydostanę, to znajdę
jakiś sposób, żeby skręcić ci ten irytujący kark.</p>

<p>- Potter-ciamajda... -
zaintonował ponownie duch, a Harry przez chwilę miał ochotę
zacząć wyrywać deski podłogowe i w niego rzucać.</p>

<p>Spróbował uwolnić
nogę. Szarpnął raz i drugi, zaciskając zęby, kiedy
obdarta skóra ocierała się o złamane drewno.</p>

<p>No nie, jeszcze tylko tego
brakowało!</p>

<p>Zaparł się drugą
nogą, nie zważając na pieczenie w kolanie, złapał
się poręczy i zaczął ciągnąć i szarpać,
próbując uwolnić stopę. Ale ta ani drgnęła. Jedynym
skutkiem był coraz większy ból w zranionej nodze. Skandujący mu
nad głową duch doprowadzał go do coraz większej furii.
Stopa ani drgnęła, nie mógł użyć różdżki i
miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Czuł, że wszystko
wymyka mu się spod kontroli.</p>

<p>I wtedy przypomniał sobie niemal
identyczną sytuację z czwartego roku. Przez chwilę miał
ochotę walnąć się ręką w czoło.</p>

<p>Oczywiście!</p>

<p>- Zgredku! - krzyknął w
eter i niemal podskoczył, kiedy w tej samej chwili z głośnym
trzaskiem tuż obok niego zmaterializował się skrzat.</p>

<p>- Och, jakże Zgredek się
cieszy, że Harry Potter go wezwał! Czy Harry Potter życzy sobie
czegoś? Zgredek posłuszny, Zgredek zrobi wszystko dla Harry'ego
Pottera - paplał skrzat, wpatrując się w Gryfona z niemal boskim
uwielbieniem.</p>

<p>- Po pierwsze, Zgredku, czy
mógłbyś mnie uwolnić? - zapytał wskazując na
swoją uwięzioną nogę. Był coraz bardziej zmęczony
całą tą sytuacją. Chciał się po prostu stąd
wydostać i pójść do Snape'a. Czy to aż tak wiele?</p>

<p>Zgredek obrzucił szybkim spojrzeniem
uwięzioną nogę Harry'ego i pstryknął palcami.</p>

<p>Harry miął wrażenie,
jakby drewno się rozsuwało, uwalniając jego stopę.
Ostrożnie wyciągnął ją z otworu i postawił na
stopniu poniżej. Skrzywił się, kiedy poczuł niewyobrażalnie
piekący ból.</p>

<p>- Och. Harry Potter ranny! Harry
Potter musi pójść do skrzydła szpitalnego, żeby opatrzyli
mu nogę! Zgredek może pomóc!</p>

<p>- Nie, nie trzeba, Zgredku. - Harry
zamachał rękami, próbując powstrzymać paplaninę
skrzata. - Dziękuję za pomoc. Nic mi nie będzie, naprawdę,
to tylko drobne zadrapanie.</p>

<p>- Potter-ciamajda...</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
słysząc po raz kolejny skrzeczący głos Irytka.</p>

<p>- Ale mam jeszcze jedną
prośbę, Zgredku. Czy mógłbyś odnaleźć Krwawego
Barona i powiedzieć mu, że Irytek go szuka?</p>

<p>Duch zamilkł tak nagle, jakby
ktoś zatkał mu usta pufkami.</p>

<p>- Ty podstępny, przebrzydły
kretynie! - zaskrzeczała zjawa. - Nie szukam go! Wcale nie szukam! Nie
jego! NIEEE!</p>

<p>- Oczywiście! Zgredek
spełni każdą prośbę Harry'ego Pottera! - odparł
skrzat, ignorując przerażone wrzaski Irytka, po czym
zniknął.</p>

<p>Harry obejrzał się na
obrzucającego go przekleństwami ducha, który wywinął kilka
koziołków i wyjątkowo szybko zniknął w najbliższej
ścianie.</p>

<p>Westchnął, rozkoszując
się ciszą, która nareszcie zapadła i spróbował się
podnieść. Nie było to łatwe. Na prawą nogę ledwie
mógł chodzić, a lewa także była poobijana. Spodnie na
kostce były rozdarte i przez porwany materiał zobaczył
zakrwawioną szramę, którą otaczała zdarta skóra. Nie
wyglądało to zbyt dobrze, ale nie mógł teraz pójść do
skrzydła szpitalnego, bo w ogóle nie udałoby mu się już
dzisiaj dotrzeć do Snape'a. Nie był tak dobry w magii
uzdrawiającej jak Hermiona, nie potrafił wyleczyć nawet siniaka,
a co dopiero czegoś takiego, dlatego pozostało mu tylko
zacisnąć zęby, zebrać swoje książki,
podnieść z podłogi różdżkę i utykając,
ruszyć do lochów.</p>

<p>Kiedy dotarł na parter,
schował się za posągiem wściekłego ghula,
zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i mozolnie
powędrował dalej. Przy każdym kroku musiał zaciskać
zęby, aby nie pojękiwać i nie wydać z siebie żadnego
innego dźwięku. Droga do lochów zajęła mu dwa razy
więcej czasu niż normalnie i z każdym kolejnym krokiem coraz
bardziej obawiał się, w jaki sposób zostanie przyjęty. Jednego
był pewien - Severus nie będzie zadowolony.</p>

<p>Kiedy w końcu dotarł pod
drzwi był już niemal wykończony, zarówno fizycznie, jak i
psychicznie, ciągłym obawianiem się, co Snape mu powie albo
zrobi za to, że aż tak się spóźnił.</p>

<p>Odetchnął głęboko
kilka razy i dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed
nim otworem. Przykuśtykał przez gabinet i stanął przed
drzwiami do salonu. Zdjął z siebie pelerynę, schował
ją do kieszeni, poprawił wysuwające mu się z rąk
książki, przełknął ślinę i zapukał.</p>

<p>Serce prawie wyskoczyło mu z
piersi, kiedy klamka poruszyła się i drzwi otworzyły się z
rozmachem. Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Mistrza
Eliksirów, aby przekonać się, że jego przewidywania co do tego,
jak wściekły będzie Snape sprawdziły się jedynie w
połowie. Było znacznie gorzej.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że jeszcze chwila, a mężczyzna zatrzaśnie mu drzwi przed
nosem i wszystkie wieczorne plany legną w gruzach już
całkowicie.</p>

<p>Ale tak się nie stało.</p>

<p>Severus odsunął się i
bez słowa wpuścił go do środka. Harry wyprostował
się i zacisnął zęby, po czym starając się
wytrzymać ból, przekroczył próg.</p>

<p>W momencie, kiedy drzwi się za
nim zatrzasnęły, pokój wypełnił się wibrującym z
wściekłości głosem Severusa:</p>

<p>- Czy jesteś aż tak
tępy, że nie rozumiesz, co oznacza słowo
"punktualność", Potter? Czy może uważasz się
za pępek świata i wszyscy powinni rzucać swoje zajęcia i z
anielską cierpliwością czekać, aż Wybraniec zaszczyci
ich swoją obecnością? Jeżeli miałeś aż tak
ważne sprawy, które nie pozwoliły ci przybyć tutaj punktualnie,
to może do nich wrócisz i nie będziesz już marnował mojego
czasu?</p>

<p>Harry stał ze spuszczoną
głową, czekając, aż tyrada Snape'a dobiegnie końca,
ale wyglądało na to, że mężczyzna dopiero się
rozkręcał. W jego głosie płonęła taka
wściekłość, jakiej Harry już dawno nie
słyszał. I wiedział, że w tej chwili jakiekolwiek
słowo z jego strony byłoby tylko zapalnikiem, który podpaliłby
lont i to wszystko mogłoby się skończyć jedynie jeszcze
większą eksplozją i nim lądującym za drzwiami z
zakazem wstępu do komnat Snape'a przez najbliższe kilka tygodni.
Dlatego stał cicho i po prostu czekał, aż mężczyzna
wyładuje całą furię.</p>

<p>- Ale czego można się
było spodziewać po takim abderycie, jak ty? - Harry na końcu
języka miał pytanie "kim?", ale w ostatniej chwili się
powstrzymał. - Odziedziczyłeś najgorsze cechy swojego ojca!
Lekkomyślność, zadufanie, arogancję i pychę! -
wyliczał dalej Snape, a jego głos stawał się coraz bardziej
syczący. Harry zacisnął pięści. Spodziewał się
czegoś takiego. Nie da mu się sprowokować! - W związku z
tym twój czas tutaj zostanie odpowiednio zredukowany, skoro i tak ci na nim nie
zależy. Masz pół godziny. Czy to cię satysfakcjonuje?</p>

<p>Harry westchnął cicho i
pokiwał głową. Był zbyt wykończony po tym wszystkim,
co go spotkało, by mieć jeszcze siłę na kłótnię z
Severusem. Będzie musiał po prostu poczekać, aż mu
przejdzie.</p>

<p>Severus odwrócił się na
pięcie i z wściekłym szelestem szat ruszył do swojego
fotela przy kominku. Harry spojrzał na stojące na stoliku dwa
wypełnione czymś przezroczystym kieliszki i zrobiło mu się
głupio, że z jego powodu cały ich cudowny wieczór szlag
trafił.</p>

<p>Snape miał rację.
Przynajmniej częściowo.</p>

<p>- Zostało ci dwadzieścia
dziewięć minut, Potter. Czy masz zamiar stać tam przez cały
ten czas? - warknął mężczyzna, odwracając
głowę i spoglądając na niego. - Jeżeli sobie
życzysz, to mogę postawić ci fotel pod drzwiami. Naprawdę
wszystko mi jedno, co zamierzasz teraz robić.</p>

<p>Harry potrząsnął
głową i powoli ruszył w stronę stojącego przed
kominkiem fotela. Bardzo powoli. Zaciskał pięści, starając
się iść jak najbardziej normalnie, ale było to
niemożliwe. Jedna noga uginała się pod nim, a za każdym
razem, kiedy zraniona stopa dotykała podłogi, nie potrafił
powstrzymać grymasu bólu, wypływającego mu na twarz.</p>

<p>Zobaczył, że
mężczyzna marszczy brwi, a jego wzrok wędruje w dół, ku
jego nogom. Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Nie
chciał kolejnej tyrady czy naśmiewania się. Naprawdę
miał już dosyć.</p>

<p>Z trudem udało mu się
dobrnąć do fotela i opaść na niego z ulgą. Jednak
kiedy tylko usiadł, usłyszał głos Severusa:</p>

<p>- Co ci się stało w
nogę, Potter?</p>

<p>Harry poczuł, że się
rumieni. Odłożył trzymane w rękach książki na
stolik i nie spoglądając mężczyźnie w oczy,
zwrócił twarz w stronę kominka.</p>

<p>- N-nic - wymamrotał. Nie
chciał mu tego mówić. To nic przyjemnego opowiadać wokoło,
że jest się fajtłapą, która nie potrafi nawet zbiec po
schodach, żeby czegoś sobie nie uszkodzić.</p>

<p>- Potter, zadałem ci pytanie. -
Głos Snape'a stał się ostrzejszy.</p>

<p>Cóż, chyba nie było sensu
dalej się upierać? Nie mógł tego ukryć, nie mógł
skłamać, bo Severus i tak pewnie dowiedziałby się w
końcu prawdy, a przez to mógłby narazić się na jeszcze
większy gniew.</p>

<p>- Ja... - zaczął, nie
odrywając spojrzenia od ognia. - Nie chciałem się
spóźnić. Zbiegałem po schodach i... wpadłem w taki
fałszywy stopień. Zawsze go omijam, ale tym razem naprawdę
się spieszyłem. Upadłem i nie mogłem się uwolnić.
A potem pojawił się Irytek, upuściłem
różdżkę i musiałem poprosić Zgredka o pomoc i...
Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać tylko dlatego,
że jestem taki niezdarny - powiedział cicho, czując
płonący wstyd rozgrzewający mu policzki. - Potem chciałem
przyjść jak najszybciej, ale... tak bardzo mnie bolało, że
nie mogłem.</p>

<p>Już. Powiedział to. A teraz
Snape może nadal go obrażać i wyśmiewać się, tak
jak Irytek, że jest ciamajdą i ofiarą losu. Teraz było mu
już wszystko jedno. Czuł się zmęczony. Bardzo
zmęczony.</p>

<p>Ale zamiast tego usłyszał
tylko, że mężczyzna wstaje. Odetchnął z ulgą,
że nie zamierza mieszać go z błotem. Zapadł się w
fotelu i wbił wzrok w strzelające w ognisku płomienie.</p>

<p>To wszystko miało potoczyć
się zupełnie inaczej. A wyszło całkowicie na opak.
Miał tutaj przyjść i uczyć się, mieli porozmawiać
ze sobą, spędzić miło czas, może nawet... porobić
coś ciekawszego. A skończyło się na wrzaskach,
wściekłości i wstydzie.</p>

<p>I to wszystko przez niego! Gdyby nie
poszedł spać, to nie zaspałby, nie musiałby się tak
spieszyć, nie wpadłby w dziurę, nie musiałby uganiać
się z Irytkiem ani wzywać na pomoc Zgredka i...</p>

<p>Nagle jego myśli urwały
się i niemal podskoczył w fotelu, czując, że coś lub
ktoś łapie go za zranioną kostkę. Oderwał wzrok od
ognia i spojrzał w dół, a jego serce zatrzymało się.</p>

<p>Severus klęczał przed nim
na podłodze. W jednej ręce trzymał słoik z jakąś
przezroczystą maścią, a drugą ostrożnie podwijał
nogawkę jego spodni. Po chwili odłożył słoik na
podłogę, złapał go za łydkę i
ściągnął mu ze stopy buta, a później znacznie wolniej
i ostrożniej zdjął także skarpetkę. Harry
zacisnął dłonie na oparciach fotela, czując piekący
ból, kiedy bawełna otarła się o poranioną skórę.</p>

<p>Ale te odczucia były sukcesywnie
wypierane przez jedną, niezwykle jasną i wyraźną myśl,
która krzyczała mu prosto do ucha:</p>

<p>Severus klęczał przed nim!
Klęczał. Przed nim. Naprawdę to robił. I miał zamiar
opatrzyć mu nogę.</p>

<p>Harry nie wiedział, że
można czuć naraz aż tak wiele różnych emocji: ulgę,
zaszokowanie, radość i podniecenie. A najdziwniejsze było to,
że widok klęczącego i pochylającego się do przodu
Severusa wyjątkowo rozbudzał to ostatnie uczucie i sprawiał,
że jego członek zaczynał coraz bardziej interesować
się sytuacją.</p>

<p>Harry nie widział dokładnie
twarzy mężczyzny, częściowo zakrytej opadającymi na
nią czarnymi włosami, ale dostrzegał na niej skupienie i
konsternację, kiedy zmrużone oczy dokładnie badały
ranę. Ciemne brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej i Harry
wiedział, co to oznacza. Że nie jest najlepiej.</p>

<p>Severus sięgnął po
słoik i nabrał na palce dużą ilość przezroczystej
substancji, po czym ostrożnie uniósł stopę Harry'ego, oparł
ją na swoim udzie (w tym momencie Harry ujrzał w swoim umyśle
niezwykle wyraźną wizję i coś w jego lędźwiach
szarpnęło się) i delikatnie dotknął rany.</p>

<p>Harry westchnął,
czując przyjemny chłód łagodzący bolesne pieczenie, kiedy
Snape rozsmarowywał maść po jego skórze, ale od czasu do czasu z
jego ust wyrywały się jęki, nawet pomimo tego, że
próbował je stłumić. Każdy, nawet tak kojący dotyk
przynosił mu poza ulgą także ból. Ale za każdym razem,
kiedy wydawał z siebie głośniejszy dźwięk, Severus
zatrzymywał się na moment i jeszcze ostrożniej dotykał skaleczonego
miejsca.</p>

<p>- Czy zraniłeś się
gdzieś jeszcze? - zapytał cicho, kiedy skończył i Harry
zdziwił się, jak niepewnie zabrzmiał jego głos.</p>

<p>- W kolano - wyszeptał cicho. -
To drugie - dodał, kiedy Severus dotknął jego prawej nogawki,
aby podciągnąć ją jeszcze wyżej.</p>

<p>Mężczyzna
przesunął się i podwinął spodnie Harry'ego aż za
kolano. Chłopak ujrzał zdartą skórę i cień fioletu, na
który zabarwiał się już siniak. Tym razem nie bolało już
tak bardzo i Harry mógł skupić się na kontemplowaniu tego
niesamowitego widoku i wyobrażaniu sobie tego wszystkiego, co mógłby
mu robić klęczący na podłodze Snape. A miał
naprawdę bogatą wyobraźnię.</p>

<p>- Coś cię jeszcze boli? -
zapytał ponownie Severus, kiedy dokładnie już wsmarował
chłodną substancję w jego kolano.</p>

<p>- Chyba zrobiłem sobie coś
z nadgarstkiem - wymamrotał Harry, wyciągając przed siebie
rękę. Było mu trochę głupio, że tak
pomyślał, ale z chęcią mógłby się jeszcze
trochę poobijać, gdyby tylko mógł dłużej napawać
się tym widokiem.</p>

<p>Severus podciągnął
rękaw jego koszuli.</p>

<p>- Zwichnięty - stwierdził
krótko i zanim nałożył maść, wyciągnął
różdżkę i przyłożył jej koniec do nadgarstka
Harry'ego. Nie wypowiedział żadnego zaklęcia. Zamknął
jedynie oczy, a jego czoło zmarszczyło się w skupieniu. Po
chwili Harry poczuł łaskoczące ciepło, spowijające
jego dłoń i zobaczył jasny promień, który owinął
się wokół nadgarstka i zacisnął na nim. Przez chwilę
miał wrażenie, jakby jego ręka została owinięta
ciepłym bandażem, unieruchamiając kości i przesuwając
je na właściwe miejsce. Skrzywił się, czując
przebłysk bólu, ale trwało to tylko chwilę.</p>

<p>Blask zniknął, ale
ciepło pozostało. Severus otworzył oczy, schował
różdżkę i sięgnął po maść, aby
nałożyć ją na zranione miejsce. Harry dopiero teraz
dostrzegł, jak bardzo napuchnięty był jego nadgarstek. Po
łagodnym wsmarowaniu specyfiku w skórę, Severus
odłożył maść na podłogę i pochylił
się, aby ją zakręcić.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech, ponownie
uderzony pobudzającymi obrazami. A gdyby tak... gdyby go o to
poprosił?</p>

<p>Nie, do diabła! Na pewno nie
teraz, kiedy Snape był na niego taki wściekły! Tylko by go
wyśmiał, a Harry znowu by się upokorzył.</p>

<p>Nie, kiedy indziej. Zrobi to, ale
kiedy indziej. Kiedy tylko zbierze w sobie dostatecznie dużo odwagi.</p>

<p>Severus wziął do ręki
słoik i spojrzał do góry na Harry'ego. Ich spojrzenia spotkały
się i kiedy mężczyzna zmarszczył lekko brwi, Harry
zrozumiał, że pragnienie, które odczuwa jest aż nazbyt widoczne
w jego błyszczących, otwartych szeroko, wpatrzonych w Severusa z
zachwytem oczach. Błyskawicznie odwrócił głowę.</p>

<p>Cholera! Co Snape sobie o nim
pomyśli? Chce mu pomóc, a on ma w głowie tylko jedno! Niech to szlag!</p>

<p>Jednak nawet jeżeli Severus
dostrzegł jego pragnienie, to nie skomentował tego. Harry
odetchnął z ulgą.</p>

<p>- Dam ci tę maść -
odezwał się po chwili mężczyzna, kładąc
słoik na stoliku. - Masz smarować nią wszystkie zranione miejsca
trzy razy dziennie. Najgrubszą warstwę nanoś na kostkę.</p>

<p>Harry pokiwał głową,
nie będąc na razie w stanie spojrzeć Severusowi w oczy. Gdyby
tylko udało mu się uspokoić to głupie serce i
pełzające po policzkach płomienie...!</p>

<p>- Dziękuję -
wyszeptał. - Naprawdę dziękuję. - Zdobył się na
słaby uśmiech i dopiero teraz podniósł głowę, ale w
tym samym momencie mężczyzna odwrócił się i ruszył w
stronę sypialni. Harry domyślił się, że pewnie
poszedł umyć ręce. Upewnił go w tym dźwięk
otwieranych drzwi do łazienki, a po chwili szum wody w umywalce.</p>

<p>Spojrzał na wiszący na
ścianie zegar. Zgodnie ze słowami Snape'a, miał jeszcze
piętnaście minut. Pochylił się do przodu, aby
założyć buta. Skarpetkę schował do kieszeni.</p>

<p>Po chwili Severus wrócił z
łazienki i bez słowa przeszedł przez salon, kierując
się do gabinetu. Harry słyszał brzęczące odgłosy
przestawianych butelek. Spojrzał na drzwi, zaciekawiony zachowaniem
mężczyzny, ale błyskawicznie odwrócił głowę,
kiedy tylko drewniane skrzydło się poruszyło. Severus
zatrzymał się przed nim i wyciągnął w jego stronę
średniej wielkości butelkę. Szkło było tak ciemne,
że Harry nie widział koloru znajdującej się we wnętrzu
naczynia substancji.</p>

<p>- Wypij połowę teraz, a
drugą połowę jutro rano - powiedział Snape,
wręczając mu eliksir.</p>

<p>Harry spojrzał z
ciekawością na etykietę.</p>

<p>Eliksir Wiggenowy - głosił
napis, w którym rozpoznał ostre pismo Severusa.</p>

<p>Odkorkował butelkę i
wziął kilka łyków. Mikstura okazała się tak
obrzydliwa, że w pierwszej chwili miał ochotę ją
wypluć. Była śluzowata i gorzka. Zmusił się jednak,
aby przełknąć całą porcję, po czym
zakorkował eliksir i włożył go do kieszeni.</p>

<p>- Dzięki - wyksztusił,
krzywiąc się i próbując pozbyć się z ust gorzkiego
smaku.</p>

<p>- Jak się teraz czujesz? -
zapytał Severus, siadając ponownie w swoim fotelu. Powiedział to
pozornie od niechcenia, ale Harry wyczuł w pytaniu szczere
zainteresowanie.</p>

<p>- Znacznie lepiej - odparł,
uśmiechając się lekko. Sięgnął po stojący na
stole kieliszek białego wina i wypił je duszkiem. Kiedy odstawił
puste naczynie, zauważył wpatrzone w siebie ciemne oczy i
uniesioną brew Severusa.</p>

<p>- Chciałem się pozbyć
tego obrzydliwego smaku - wyjaśnił szybko. - Posłuchaj... -
zaczął, nie bardzo wiedząc, co właściwie chce
powiedzieć. - Dziękuję za to wszystko, co dla mnie
zrobiłeś. Nie chciałem, żeby tak to wyglądało.
Myślałem, że po prostu przyjdę tutaj dzisiaj i...
spędzimy miło wieczór. Nie chciałem cię denerwować, a
już z pewnością nie chciałem spaść z tych
cholernych schodów. Ale wyszło jak wyszło. Mam nadzieje, że
się już nie gniewasz? - ostatnie, wypełnione nadzieją
pytanie zawisło w powietrzu niczym balon, który w każdej chwili
może pęknąć.</p>

<p>Severus spojrzał na Harry'ego z
irytacją.</p>

<p>- Nie, nie gniewam się już,
ty głupi chłopaku. Czy potrzebujesz mojego pisemnego
zaświadczenia, aby to dostrzec?</p>

<p>Harry potrząsnął
głową, czując jak spływa z niego napięcie.
Odetchnął z ulgą, rozluźnił się i oparł w
fotelu. W tym czasie mężczyzna podniósł się i wyszedł
do gabinetu, z którego wrócił po chwili, niosąc w ręku czysty
kawałek zwiniętego w rulon pergaminu. Położył go na
stole i wziął z biblioteczki książkę oprawioną w
czarną, pozbawioną jakichkolwiek wytłoczeń
okładkę, więc Harry nie mógł jej rozpoznać.
Położył ją obok pergaminu i podszedł do barku po
karafkę z winem. Nalał Harry'emu połowę kieliszka i
odstawił ją na stolik, prawdopodobnie po to, aby móc jej później
znowu użyć bez konieczności wstawania albo przywoływania
jej za pomocą magii.</p>

<p>Po tych wszystkich przygotowaniach
opadł na fotel, wziął do ręki pióro, zanurzył w
atramencie, lewą ręką chwycił kieliszek z winem, napił
się odrobinę i pochylił nad pergaminem.</p>

<p>Harry spojrzał na zegar. Czas
iść. Jego pół godziny minęło i Snape najwyraźniej
chciał w ten sposób dać mu do zrozumienia, że zamierza
zająć się teraz swoimi sprawami, a Harry ma sobie już
pójść.</p>

<p>Westchnął cicho i powoli,
mozolnie zaczął podnosić się z fotela. Pochylił
się, lewą ręką zabrał ze stolika wszystkie swoje
książki i odwrócił się w stronę wyjścia, ale
zatrzymał się, kiedy poczuł na karku palące spojrzenie i
usłyszał za sobą ostry głos:</p>

<p>- Gdzie się wybierasz, Potter?</p>

<p>- Ee... - Harry odwrócił
się do mężczyzny. - Chciałem wrócić do dormitorium.
Powiedziałeś, że mogę tu zostać tylko na pół
godziny i pomyślałem, że...</p>

<p>- Twoim problemem jest to, że
zaczynasz myśleć tylko wtedy, kiedy jest to zbędne. Siadaj. -
Zabrzmiało to jak rozkaz, więc Harry opadł na fotel,
całkowicie zaskoczony obrotem spraw.</p>

<p>- Nie chciałbym ci
przeszkadzać... - powiedział cicho.</p>

<p>- Jeżeli uznałbym, że
mi przeszkadzasz, to już dawno by cię tutaj nie było. O ile
dobrze pamiętam, to chciałeś się tu uczyć. Chyba nie
zabrałeś ze sobą tych książek tylko po to, żeby
poćwiczyć przenoszenie ciężarów na
odległość?</p>

<p>Harry poczuł, że na jego
usta mimowolnie wypływa uśmiech. Severus chciał, aby
został. To znaczy, że wszystko wraca do normy. Odłożył
książki z powrotem na stolik, po czym podniósł się i powoli
go okrążył. Ignorując podejrzliwe spojrzenie, pochylił
się i objął Snape’a za szyję. Zanim zaskoczony
mężczyzna zdążył wykonać jakikolwiek ruch, Harry
zamknął oczy i przycisnął policzek do jego policzka. Mocno.</p>

<p>Słyszał obok siebie
przyspieszony oddech Severusa, czuł ciepło jego twarzy i delikatnie
drapiący zarost. I to wystarczyło, aby zapomniał o wszystkim, co
się dzisiaj wydarzyło. To się nie liczyło. Nic się nie
liczyło, jeżeli tylko zawsze będzie mógł podejść
i po prostu się do niego przytulić. Tak jak teraz. I
pocałować go w policzek. O, właśnie tak...</p>

<p>Oderwał twarz i
przycisnął usta do ciepłej skóry. Kiedy się
odsunął, Severus przyglądał mu się ze zmrużonymi
oczami i wykrzywionymi ustami, a Harry w jednej ulotnej chwili
zapragnął scałować ten kwaśny uśmiech z jego
warg. Chociaż i tak uważał go za najpiękniejszy na świecie.</p>

<p>Uśmiechnął się do
Snape'a, po czym bez słowa odwrócił się i z niewielkim trudem
dotarł do swojego fotela.</p>

<p>- Wiem, że nie mogłeś
się powstrzymać, ale byłbym wdzięczny, gdybyś
zajął się teraz swoją pracą, a mnie pozwolił
zająć się moją, o ile nie jest to dla ciebie aż tak
wielkim poświęceniem.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
wyciągnął podręcznik do Eliksirów. Severus rzucił
okiem na okładkę, ale nie skomentował tego. Harry dostrzegł
jednak w jego oczach słaby błysk i wytłumaczył to sobie
tym, że mężczyzna zapewne jest zadowolony z tego, że ze
wszystkich przedmiotów najpierw postanowił pouczyć się
właśnie tego.</p>

<p>Otworzył książkę
na rozdziale z Eliksirami Rozgrzewającymi i Ochładzającymi,
oparł się wygodniej w fotelu i zagłębił w lekturze.</p>

<p>Uczenie się o Eliksirach, kiedy
zaledwie metr od niego siedział Mistrz Eliksirów było przedziwnym
doznaniem. Dlaczego zamiast skupiać się na treści w
podręczniku, wolał skupiać się na profilu
mężczyzny, kiedy ten odwracał głowę w stronę
książki i pochylał się do przodu albo na sposobie, w jaki
opadają wtedy jego włosy? Zastanawiał się, czy istnieje
jakaś metoda, aby swoje zainteresowanie Snape'em przenieść na
Eliksiry, ale było to chyba nierealne.</p>

<p>Co jakiś czas, kiedy rzucał
spojrzenie na Severusa, widział na jego ustach złośliwy
uśmieszek. I wyjątkowo szybko zrozumiał, co on oznacza. Snape
przygotowywał test. Test, który zapewne zrobi im zaraz pierwszego dnia po
powrocie z przerwy świątecznej. I wyglądało na to, że
postara się o to, aby był piekielnie trudny.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się do siebie i powrócił do czytania. Rozdział, przez który
próbował przebrnąć wydawał mu się nawet
zrozumiały, do czasu aż dotarł do skutków ubocznych. Nie
miał obok siebie Hermiony, która zazwyczaj była pomocna przy tego
typu problemach, ale przecież miał Severusa. Może nie
będzie zły, jeżeli Harry o coś go zapyta?</p>

<p>- Severusie... - zaczął
cicho. Mężczyzna podniósł głowę, najwyraźniej
czekając na dalszą część zdania. - Mogę cię
o coś zapytać? Nie rozumiem pewnej kwestii.</p>

<p>- A to nowość -
prychnął Snape. Harry zacisnął usta.</p>

<p>Doprawdy, mógłby już sobie
darować tę kpinę.</p>

<p>- Już nic - odpowiedział
mruknięciem i wrócił do czytania.</p>

<p>- Potter, nie zachowuj się jak
jakiś obrażalski dzieciak.</p>

<p>Harry podniósł wzrok i
spojrzał twardo na Severusa.</p>

<p>- Po prostu chciałbym,
żebyś od czasu do czasu powstrzymywał się od
złośliwych komentarzy dotyczących mojej wiedzy czy czegokolwiek
innego. Byłbym naprawdę wdzięczny.</p>

<p>Mistrz Eliksirów przez chwilę
wpatrywał się w niego nieruchomo. Harry nie odwrócił wzroku.
Musi w końcu załatwić tę sprawę, nie może za
każdym razem tego ignorować. Wiedział, że Snape ma taki
sposób bycia i nic tego nie zmieni, ale mógłby się czasami
powstrzymywać. Chociaż czasami.</p>

<p>- Pomyślę o tym -
odparł po chwili mężczyzna. - Słucham, o co
chciałeś zapytać?</p>

<p>"Pomyślę o
tym"... W końcu był to jakiś początek. Harry
naprawdę przez moment sądził, że Snape go wyśmieje.
Cieszył się, że tego nie zrobił.</p>

<p>- Co to jest wstrząs
anafiklektyczny? Tutaj jest napisane, że nie należy eliksiru
podawać osobom uczulonym na ikrę jeżanek, ponieważ
może u nich wystąpić ten wstrząs.</p>

<p>- Po pierwsze jest to wstrząs
anafilaktyczny, Potter, a po drugie... czy znasz kogoś, kto jest na
coś uczulony?</p>

<p>Harry szybko przeszukał
swoją pamięć. Przypomniał sobie, jak pewnego razu Dudley został
użądlony w policzek przez pszczołę, strasznie spuchł,
dostał jakichś drgawek i musiał zostać odwieziony do
szpitala. Ciotka Petunia kazała mu później przez całe wakacje
nosić na głowie siatkę, która wyglądała jak woalka i
Harry miał świetną zabawę, kiedy ktoś robił
sugestywne uwagi na temat nowego nakrycia głowy Dudleya.</p>

<p>Pokiwał głową.</p>

<p>- Wstrząs anafilaktyczny
występuje wtedy, kiedy osoba uczulona na dany alergen ma z nim
bezpośredni kontakt. Organizm doznaje szoku, co może objawiać
się drgawkami, krwotokami, puchnięciem, zagrażającą
życiu wysypką, dusznościami i boleściami.</p>

<p>Harry ponownie skinął
głową, przypominając sobie swoje plany dotyczące
wpuszczenia do pokoju Dudleya kilku pszczół. Dobrze, że tego nie
zrobił. Nawet Dudley na to nie zasługiwał.</p>

<p>- Coś jeszcze? - zapytał
Severus z niecierpliwością w głosie.</p>

<p>- Nie, dzięki -
mruknął Harry i ponownie zagłębił się w lekturze.
Jednak po jakimś czasie, w połowie kolejnej strony, zmarszczył
brwi. - Nie rozumiem - wymamrotał do siebie. Poczuł na sobie wzrok
Snape'a. Podniósł głowę i zauważył, że
mężczyzna ma nienaturalnie mocno zaciśnięte usta. - Tutaj
jest napisane, że kłącza kłaposkrzeczek trzeba pokroić
i posiekać.</p>

<p>- Tak? - zapytał w końcu
Severus, kiedy Harry nie odezwał się już więcej,
wpatrując się w tekst ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Przecież to jest to samo -
powiedział w końcu Gryfon. - Jak można coś
jednocześnie pokroić i posiekać? Rozumiem, gdyby było na
przykład "pokroić i zmiażdżyć" albo
"pokroić i rozetrzeć"...</p>

<p>- Potter... - rzekł powoli mężczyzna,
przerywając paplaninę Harry'ego. - Czy ty naprawdę nie
nauczyłeś się niczego przez te sześć lat? Zaczynam
mieć obawy, że w twoim przypadku nawet i pięćdziesiąt
by nie wystarczyło.</p>

<p>Harry skrzywił się. No tak,
najwyraźniej Snape prędzej odgryzłby sobie język niż
powstrzymał się od kpiny.</p>

<p>- To nie o to chodzi. Tylko że
to po prostu... nie ma sensu. A później wrzeszczysz na nas, że
źle uwarzyliśmy eliksir.</p>

<p>Mistrz Eliksirów zamknął
oczy. Wyglądało to tak, jakby prosił duchy o
cierpliwość.</p>

<p>- Czy możesz mi powiedzieć,
na czym polega krojenie? - zapytał, kiedy uniósł powieki.</p>

<p>- Bierzesz kłącze i kroisz
je na małe kawałki.</p>

<p>- Dobrze. A siekanie?</p>

<p>- No... to jest to samo, tylko
że robisz mniejsze kawałki. Ale po co kroić na większe
kawałki, a później na mniejsze? Nie można od razu posiekać?</p>

<p>- Po kolei. Kiedy kłącze
albo cokolwiek innego wypuszcza więcej soku? Podczas krojenia czy
siekania?</p>

<p>Harry zamyślił się i
próbował sobie przypomnieć zajęcia w klasie. Jakoś nigdy
nie zwracał na to uwagi. Po prostu ciął wszystko na
kawałki.</p>

<p>- No... ee... chyba podczas siekania.</p>

<p>- Dokładnie, przyciskasz wtedy
roślinę mocniej i częściowo podczas tego procesu
miażdżysz ją szybkimi ruchami noża. Podczas krojenia robisz
to delikatniej - piłujesz kłącza, nie masakrując ich
aż tak bardzo, dzięki temu wyciskasz z nich mniej soku. Ale
jeżeli połączysz krojenie i siekanie, wtedy ogólna
ilość wyciśniętego z rośliny soku jest większa
niż podczas zwykłego krojenia i zwykłego siekania, a to, co
pozostanie nie jest jedną wielką miazgą, która zazwyczaj
pozostaje po waszym sposobie "siekania". I tak właśnie
spreparowane kłącza kłaposkrzeczek nadają się
później do użycia jako składnik eliksiru. W przeciwnym wypadku
albo będą miały za dużo soku, albo będą
wyglądać niczym wyciągnięte z żołądka
gumochłona. I z tego powodu mikstura straci swój kolor, a nawet
konsystencję. Podczas warzenia eliksirów najważniejsze jest
ścisłe i dokładne trzymanie się zasad. Każda,
najmniejsza nawet czynność jest bardzo ważna i jeżeli
zostanie wykonana niepoprawnie, niedokładnie albo niechlujnie, wtedy
cała praca pójdzie na marne.</p>

<p>Harry słuchał z ogromnym
zainteresowaniem. Znacznie większym niż kiedykolwiek okazywał na
lekcjach. Tutaj, teraz, kiedy byli zupełnie sami, to wszystko
wydawało mu się o wiele ciekawsze. Szczególnie, kiedy opowiadał
o tym Snape.</p>

<p>- Rozumiem - odparł. -
Dziękuję, że mi to wytłumaczyłeś. Teraz, kiedy
już wiem, że to jest takie ważne, nie powinienem mieć
problemów z prawidłowym przyrządzaniem eliksirów - wyszczerzył
się.</p>

<p>- Zobaczymy - mruknął
mężczyzna i powrócił do swojej pracy, co Harry uznał za
wyjątkowo czytelny znak, że rozmowa dobiegła końca.
Przynajmniej na razie.</p>

<p>Kiedy uporał się z
Eliksirami, zabrał się za Historię Magii. Po kilku stronach
złapał się na tym, że zaczyna przysypiać, więc
szybko odłożył książkę i wziął się
za coś znaczne ciekawszego i angażującego większą
część mózgu - za Zaklęcia.</p>

<p>Po zapoznaniu się ze
wstępem i ogólnym omówieniem zasad działania zaklęcia
kopiującego, odłożył podręcznik na bok i wstał z
fotela. Następnie wyciągnął różdżkę i
skierował ją na leżącą na stole książkę
do Eliksirów.</p>

<p>- Geminio - wypowiedział,
wykonując w powietrzu dwa szybkie ruchy, jakby strząsał coś
z różdżki. Na ułamek sekundy w książce pojawił
się zarys drugiej książki, ale zamigotał i szybko
zniknął. - Geminio! - powtórzył głośniej i mocniej
szarpnął różdżką, lecz jedyną reakcją
był nieco wyraźniejszy kształt książki, który jednak
zniknął równie szybko, jak za pierwszym razem. - Co się dzieje?
- mruknął. - Przecież to nie jest trudne. Widziałem, jak
Hermiona to robiła.</p>

<p>Severus przerwał pisanie i
podniósł głowę, spoglądając na Harry'ego.</p>

<p>- Jeszcze raz przeczytaj w
podręczniku jaki ruch należy wykonać różdżką,
Potter.</p>

<p>Chłopak zajrzał do
leżącej obok, otwartej książki.</p>

<p>- "Skieruj różdżkę
na obiekt i wykonaj dwa oddzielne, pionowe uderzenia różdżką.
Pamiętaj, że mają one być oddzielone od siebie i wykonane z
dużą siłą i precyzją." No przecież tak właśnie
robię. Uderzam różdżką, o tak. - Trzepnął
różdżką powietrze. - Robię przerwę i uderzam jeszcze
raz. - Wykonał ruch ponownie i spojrzał z oczekiwaniem na Snape'a,
który odłożył pióro, oparł się w fotelu i wbił w
niego na wpół zirytowane, na wpół rozbawione spojrzenie.</p>

<p>- A czy pomyślałeś o
tym, że "oddzielne" nie zawsze oznacza "rozdzielone
odcinkiem czasu", ale na przykład także i przestrzenią? -
Harry spojrzał na niego tępo. Severus pochylił się do
przodu i splótł dłonie. - Powiedz mi, Potter, w jaki sposób
zamierzasz stworzyć duplikat książki w tym samym miejscu, w
którym znajduje się ta książka? - Harry zmarszczył brwi i
spojrzał na stół. I wtedy zrozumienie uderzyło w niego niczym
konar Wierzby Bijącej.</p>

<p>- Mam to drugie uderzenie
wykonać obok, wskazując miejsce, w którym powinna pojawić
się kopia - powiedział takim tonem, jakby właśnie
odkrył nowe prawo.</p>

<p>- Brawo - rzekł jowialnie
mężczyzna, a Harry poczuł się wyjątkowo głupio,
że sam się tego nie domyślił.</p>

<p>Rzucił zaklęcie po raz
kolejny, ale tym razem korzystając z porady Severusa i
uśmiechnął się szeroko, kiedy obok książki do
Eliksirów pojawiła się druga, identyczna.</p>

<p>Ćwiczył różne
zaklęcia przez kolejne pół godziny, a gdy robił coś
źle, Severus co jakiś czas dawał mu wskazówki.</p>

<p>Kiedy skończył i ponownie
usiadł w fotelu, odetchnął głęboko czując
zadowolenie z siebie, ponieważ wykonał naprawdę dużo pracy.</p>

<p>- Dziękuję, Severusie -
powiedział, obserwując jak Snape zwija ostatni kawałek
zapisanego drobno pergaminu. - Nie spodziewałem się, że masz
aż tak rozległą wiedzę. Jestem naprawdę pod wrażeniem.
Gdyby nie ty, to nie dałbym rady sam nauczyć się tego
wszystkiego. Szkoda, że nie mogę cię mieć zawsze pod
ręką, kiedy czegoś nie wiem. Jesteś niesamowity -
wyszczerzył się. Mężczyzna rzucił mu nieokreślone
spojrzenie i Harry mógłby przysiąc, że jego oczy
promieniowały... czymś ciepłym i jeżeli nie byłoby to
aż tak niemożliwe, to Harry mógłby przysiąc, że
także czymś... radosnym. I zdumiał się, kiedy na jego
twarzy dostrzegł również z trudem tłumiony uśmiech. Ale być
może tylko to sobie wyobraził, ponieważ po chwili oblicze
Severusa powróciło do swego zwykłego surowego wyrazu. Kąciki ust
były tylko nieznacznie uniesione. Wyglądało na to, że
było to po prostu zwykłe kpiące skrzywienie.</p>

<p>Jednak po chwili zamyślenia
Harry stwierdził, że nie, nie mogło mu się
przewidzieć. Znał już Severusa, nauczył się
czytać z jego twarzy. I zrozumiał, co oznaczała ta reakcja.
Severus ucieszył się z komplementu. Tak po prostu. Przecież nikt
go do tej pory nie chwalił, a przynajmniej Harry tak podejrzewał.
Snape'owi zrobiło się miło, kiedy chłopak powiedział
mu to wszystko, kiedy docenił jego wiedzę i umiejętności. I
wyglądało na to, że naprawdę bardzo rzadko ktokolwiek
mówił mu coś takiego.</p>

<p>Severus był typem osoby, od
której zawsze tylko czegoś się oczekuje, wymaga albo żąda,
nie pytając o to, czy ma na to ochotę, czy jest przygotowany. A kiedy
wykona już polecenie albo prośbę, przyjmuje się to za
oczywistość. Tak jakby nie sprawiło mu to większego
kłopotu, jakby każde, nawet najtrudniejsze zadanie było dla niego
pestką. Chyba każdy uważał go tylko za kogoś, komu można
zlecić wszystko, bez martwienia się, czy da sobie radę. I nikt
się tym nie przejmował. Nikt nie przejmował się nim. Harry
zawstydził się, ponieważ on także zawsze go tak
postrzegał.</p>

<p>Zagryzł wargę
obserwując, jak mężczyzna upuszcza na łączenie
zwiniętego pergaminu niewielką strugę wosku wyczarowaną z
różdżki.</p>

<p>- Jeszcze raz dziękuje -
powtórzył, jakby dla podkreślenia swojej wdzięczności. -
Naprawdę mi pomogłeś. Jestem ci bardzo wdzięczny.</p>

<p>- Zrozumiałem - odparł
Severus, odkładając na bok zwinięty pergamin. I pomimo że
powiedział tylko to jedno słowo, Harry usłyszał w jego
głosie... zadowolenie. Uśmiechnął się szeroko w
odpowiedzi i sięgnął po kieliszek z winem. Wziął kilka
małych łyków i spojrzał na kilka leżących na stole
rulonów z gotowymi testami dla różnych klas. A przynajmniej tak
podejrzewał.</p>

<p>- To są nasze testy, prawda? -
zapytał, dokładnie obserwując twarz Snape'a, który brał
pergaminy po kolei i sklejał je woskiem.</p>

<p>- Jak się tego
domyśliłeś? - prychnął pod nosem, ale nie wyszło
to tak szyderczo jak powinno. Chyba nadal był zadowolony z komplementu,
którym obdarzył go Harry. A chłopak, po całym wieczorze
wypełnionym nauką, zapragnął w końcu nieco rozrywki.</p>

<p>- Severusie... - zaczął,
nieco przeciągając sylaby. - A może mógłbyś mi
zdradzić, co będzie na najbliższym teście?</p>

<p>Mężczyzna rzucił mu
surowe spojrzenie.</p>

<p>- Najwyraźniej podczas tego
upadku uderzyłeś się również w głowę, skoro
myślisz, że ci powiem - parsknął.</p>

<p>- Szkoda... Byłoby miło raz
jeszcze dostać Wybitny. Mógłbym znowu zostać po lekcji... - Ze
ślizgońską radością obserwował, jak głowa
Severusa podrywa się, a czarne oczy przeszywają go. Harry
zachichotał w głębi swojego umysłu, świetnie
zdając sobie sprawę z tego, że Snape może tego nie
okazywać, ale jego penis z pewnością doskonale pamięta ten
dzień. I możliwe, że właśnie mu o tym przypomina,
sądząc po nagłym rozbłysku płomieni w czarnych
tęczówkach.</p>

<p>- Cóż... jeżeli aż tak
bardzo nalegasz, to mogę ci powiedzieć, że pytania znajdują
się pomiędzy stroną sto siedemdziesiątą
dziewiątą a trzysta trzydziestą czwartą w twoim
podręczniku - odparł Severus, uśmiechając się
ironicznie.</p>

<p>- Jesteś wredny, wiesz? -
wymamrotał Harry, ale nie potrafił powstrzymać
wypełzającego mu na usta szerokiego uśmiechu.</p>

<p>- A ty irytujący - odparł
mężczyzna, odkładając na bok ostatni rulon pergaminu.</p>

<p>- Wiem.</p>

<p>- Naprawdę? Czuję się
zaskoczony informacją, że coś jednak wiesz.</p>

<p>- Ale założę się,
że nie aż tak bardzo, gdybym ci powiedział, co jeszcze wiem.</p>

<p>- Tak? - Czy Harry'emu się tylko
wydawało, czy usłyszał w głosie Severusa napięcie?</p>

<p>- Tak. Wiem na przykład to... -
że cię kocham - ...gdzie jutro będziesz.</p>

<p>Severus uniósł brew.</p>

<p>- Doprawdy? Gdzie?</p>

<p>- We mnie - odparł Harry i
pozwolił, aby radosny uśmiech całkowicie opanował jego
twarz. I wyglądało na to, że jego część
przeskoczyła w jakiś sposób także na Snape'a, ponieważ
kąciki jego ust drgnęły, a w oczach rozbłysło coś
niezwykle stymulującego.</p>

<p>I Harry wiedział, że jest
jedyną osobą, która potrafi go zaskoczyć i rozbawić
jednocześnie. A ta świadomość sprawiła, że
poczuł w piersi bardzo przyjemne ciepło.</p>

<p>Szczęście.</p><empty-line /><p>* "Hanging by a moment" by
Lifehouse</p>

<p><strong>--- rozdział 38 ---</strong></p>

<p><strong>38. Knowing me, knowing you</strong></p>

<p>Część 2</p>

<p>Związek z Severusem Snape'em nie
przypominał zwyczajnego związku. Wytrzymać w nim potrafił
jedynie ktoś, kto również nie był zwyczajny.</p>

<p>Harry Potter nie był.</p>

<p>Od czasu narodzin zaczął
przejawiać niezdrowe inklinacje w kierunku bycia kimś naprawdę
niezwykłym. Najpierw, jako roczne niemowlę, pokonał
najpotężniejszego i najniebezpieczniejszego czarodzieja na
świecie, a później, jakby tego było mało, okazało
się, że potrafi rozmawiać z wężami i jest
czarodziejem, którego imię zna każdy, kto ma jakąkolwiek
styczność z magią, nawet jeżeli polega ona jedynie na
wyciąganiu królika z kapelusza albo krojeniu ludzi na kawałki.</p>

<p>Nie można powiedzieć,
że Harry Potter nie próbował być normalnym chłopcem. Bardzo
wiele kosztowało go ciągłe przekonywanie samego siebie, że
jest tak zwyczajny, jak błoto pośniegowe zalegające każdej
zimy na ulicach Londynu. Ale wyglądało na to, że jakiś
wyjątkowo złośliwy gen albo też wyjątkowo
złośliwy duch postanowił do tego nie dopuścić. Tak
więc Harry, całkowicie wbrew sobie, ciągle wikłał
się w sytuacje, które sprawiały, że stawał się coraz
bardziej niezwyczajny. Na pierwszym roku w Hogwarcie stoczył walkę z
poplecznikiem Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i w niezwykły
sposób udało mu się go pokonać. Później odkrył,
że zna mowę węży, nawet walczył z jednym, wyjątkowo
wielkim i paskudnym, a na dodatek potrafiącym zabijać ofiary jedynie
za pomocą wzroku i wyszedł z tego cało. Później
spotkał swojego ojca chrzestnego, który najwyraźniej wolał
być psem, i równie szybko go stracił, walczył z demonami
potrafiącymi wyssać duszę, brał udział w
najniebezpieczniejszym czarodziejskim turnieju świata, gdzie walczył
ze smokiem i całym zastępem różnego rodzaju stworów, których
jedynym celem było pożarcie go albo rozerwanie na strzępy.
Pojedynkował się z samym Czarnym Panem i po raz kolejny wyszedł
z tego cało i tak dalej, i tak dalej. Później odkrył, że
jest gejem, a jeszcze trochę później, że kocha się w
najgroźniejszym, najobrzydliwszym i najbardziej znienawidzonym nauczycielu
w całej szkole. Po wszystkim, co przeszedł, taki związek nie
powinien być dla niego zbyt wielkim problemem. A jednak.</p>

<p>Jednak, gdyby Harry Potter nie
był Harrym Potterem, związek ten prawdopodobnie w ogóle nie
miałby racji bytu. I tylko on potrafił się w nim
odnaleźć na tyle, aby udało się go utrzymać. Harry
Potter nie mógłby przecież chodzić ze swoją drugą
połówką na spacery przy świetle księżyca,
trzymając się za ręce, odrabiać razem lekcje, wybierać
się do Hogsmeade na randki, planować dzieci i wspólną
przyszłość. Coś takiego mógłby robić Ernie
Macmillan albo Michael Corner - normalne osoby, które nie posiadały
"genu niezwyczajności".</p>

<p>Nie, Harry Potter preferował
ciągłą niepewność, strach, nerwową
atmosferę, kłujące riposty, kłótnie, szarpaninę,
walkę o najdrobniejszy gest, ujarzmianie, poddaństwo, toksyczność,
niebezpieczeństwo i najlepszy seks na świecie. Cóż, trudno powiedzieć,
czy to ostatnie nie przeważało, prawda jest jednak taka, że nie
potrafiłby odnaleźć się w całkowicie normalnym
związku. Nie oznacza to jednak, że nie pragnął
czułości, o nie. Ta była dla niego niezwykle wręcz
ważna, ale nie przywykł do otrzymywania jej gratis. Miała o
wiele pełniejszy smak, jeżeli mógł o nią powalczyć. A
jak cała jego przeszłość wskazuje, przywykł do walki
jak ryba do wody i gdyby mu jej zabrakło, szybko popadłby w
stagnację i znalazłby sobie kolejny staw pełen
świeżutkiej wody gotowej tylko na to, aby trochę ją
skotłować.</p>

<p>Nie można jednak
powiedzieć, że nie pragnął spokoju, odpoczynku ani poczucia
bezpieczeństwa. Tak jak powracający z morza marynarz, który po
przywitaniu się z żoną i dziećmi oraz wypiciu paru piw, zaczyna
z tęsknotą wpatrywać się w morze, tak Harry Potter
pragnął, owszem, pragnął tego wszystkiego, nawet bardzo,
ale na dłuższą metę, co tu dużo mówić, nie
potrafiłby wytrwać w tak odbiegającej od jego dotychczasowego
życia monotonii.</p>

<p>Znalazł więc kogoś,
kto potrafił mu dać wszystko, o czym marzył. A fakt, że
musiał przejść naprawdę bardzo wiele, aby zdobyć
także to, czego pragnął, a czego nie mógł dostać,
było tylko drobnym szczegółem. Jednak w końcu nazywał
się Harry Potter. Potrafił dokonać rzeczy niemożliwych.</p>

<p>Severus Snape był trudnym
człowiekiem. Zamkniętym w sobie, odcinającym się od
wszystkich, wiecznie niezadowolonym, wymagającym, pełnym
zmieniających się szybciej niż pogoda nastrojów i kaprysów,
surowym oraz całkowicie nieprzewidywalnym. No i nie należy zapominać
o jego sadystycznych skłonnościach i zamiłowaniu do upokarzania
każdego, kto mu się nie spodobał, czyli mniej więcej
dziewięćdziesięciu dziewięciu procent
społeczeństwa. A w połączeniu z wiecznie sączącym
się z ust jadem i kpiącym spojrzeniem na świat, wydawał
się człowiekiem, który nie potrafiłby odnaleźć
się w żadnym związku. Niestety, na jego drodze stanął
Harry Potter. Uparty, denerwujący dzieciak, który nie wiedział, co
oznacza słowo "porażka" i nie spoczął, dopóki nie
osiągnął tego, co sobie zamierzył, nawet jeżeli
oznaczało to otrzymanie solidnego łomotu. I nie chciał się
odczepić.</p>

<p>To naprawdę nie był
zwyczajny związek. I z pewnością nigdy nie będzie takiego
przypominał. Ale gdy samemu jest się niezwykłym, jedyny sposób
na normalność, to zaangażowanie się w coś równie
niezwykłego. I trzeba przyznać, że była to chyba najlepsza
decyzja, jaką Harry kiedykolwiek podjął. Nawet jeśli
mógłby jej kiedyś pożałować.</p>

<p>***</p>

<p>- Odwołaj to! -
wrzasnął Harry, trzęsąc się z
wściekłości. Stał przed Snape'em w jego salonie i miał
wrażenie, że zaraz eksploduje ze złości.</p>

<p>- Odwołać coś, co jest
prawdą, Potter? - zakpił mężczyzna, najwyraźniej nic
sobie nie robiąc ze wzburzenia chłopaka. - Wtedy byłbym
kłamcą. Chyba nie zaprzeczysz, że jesteś nadętym
smarkaczem, któremu sława tak uderzyła do głowy, że wydaje
mu się, iż wszyscy będą padać mu do stóp?</p>

<p>- Tak? A ty jesteś
wstrętnym łajdakiem, który uwielbia wykorzystywać swoją
pozycję i upokarzać innych tylko po to, aby podnieść
poczucie własnej wartości!</p>

<p>Severus zrobił krok w jego
stronę. Jego twarz wyglądała niczym zasnute mrokiem niebo
podczas burzy.</p>

<p>- Ja przynajmniej znam swoją
wartość, Potter! - wysyczał jadowicie. - Twoja wartość
leży razem z tobą na podłodze, kiedy rozkładasz nogi i
błagasz o to, żebym cię wypieprzył.</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy. Na
chwilę zabrakło mu tchu. Jak...? Jak on mógł w ogóle...?
Rzucił się do przodu, pragnąc go zranić, uderzyć,
ukarać za wszystko, co powiedział.</p>

<p>Ale Snape był szybszy.
Złapał go za nadgarstki i Harry mógł jedynie szarpać
się rozpaczliwie i wrzeszczeć z wściekłości.</p>

<p>- Zamknij się! Nienawidzę
cię! - krzyczał, próbując wyrwać ręce, ale
mężczyzna trzymał je tak mocno, iż sprawiał mu tym
ból, który jedynie podsycał jego gniew. - Nienawidzę cię, ty
dupku! Nie chcę na ciebie patrzeć! Nie chcę cię znać!</p>

<p>- Licz się ze słowami,
Potter. Gryffindor właśnie stracił dwadzieścia punktów. I
możesz mnie nienawidzić do woli, ale to i tak nie zmieni faktu,
że...</p>

<p>- Puść mnie! Jeżeli
jestem dla ciebie aż taki okropny, to po co w ogóle pozwalasz mi tutaj
przychodzić? Wyrzuć mnie i obaj będziemy zadowoleni, a ty nie
będziesz się na mnie wściekał o byle gówno!</p>

<p>- Z chęcią bym to
zrobił, ale znając ciebie, po dwóch dniach wrócisz z miną
kopniętego szczeniaka i na kolanach będziesz prosił, żebym
przyjął cię z powrotem!</p>

<p>- Zamknij się! Nie chcę...
Puść mnie! - Płynąca w żyłach adrenalina w
połączeniu z uderzającą do głowy krwią
sprawiła, że Harry'emu udało się w końcu wyrwać
ręce, ale zamiast się odwrócić, rzucił się ponownie do
przodu i z całej siły odepchnął mężczyznę
tak, że ten musiał zrobić kilka kroków do tyłu, żeby
odzyskać równowagę. Na jego twarzy na sekundę odmalowało
się zaskoczenie, które jednak bardzo szybko przeobraziło się w
furię. - Nie chcę na ciebie patrzeć! - krzyknął Harry,
odwracając się i ruszając w stronę drzwi. Przed oczami
widział jedynie czerwone plamy, miał wrażenie, że cała
krew z jego żył już dawno się wypaliła i
wyparowała. - Już nigdy, przenigdy nie chcę cię
słuchać, nie chcę cię widzieć, nie chcę... -
urwał, kiedy poczuł silne magiczne uderzenie w plecy i upadł na
podłogę. Zatrzymał się na łokciach i kolanach i zanim
zdążył wykonać jakikolwiek ruch, poczuł na sobie
ciężar mężczyzny, a na swoim karku silny uścisk jego
dłoni, przyciskającej go do podłogi.</p>

<p>- Może cię to zaskoczy,
Potter, ale naprawdę nie obchodzi mnie, czego chcesz. Liczy się tylko
to, czego ja chcę, a w tej właśnie chwili chcę cię
ukarać i nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo tego pragnę -
wysyczał za nim mężczyzna i Harry poczuł powiew magii,
chłodnej, niemalże lodowatej, i w tej samej chwili mięśnie
jego brzucha skurczyły się boleśnie. Miał wrażenie,
jakby otrzymał potężny cios, który pozbawił go powietrza w
płucach. Jęknął i jedną ręką
złapał się za brzuch, jednocześnie otwierając usta,
aby złapać oddech. I wtedy usłyszał złowrogi szept
tuż przy swoim uchu - Jeżeli jeszcze raz mnie odepchniesz, to
siła tego zaklęcia będzie dziesięciokrotnie większa.</p>

<p>Zanim Harry zdążył w
jakikolwiek sposób zareagować, poczuł kolejne muśnięcie
magii, które pozbawiło go całej dolnej części garderoby.</p>

<p>- Zostaw mnie! Nie możesz... -
zaczął, czując zawroty głowy, ciągłe skurcze
mięśni brzucha i bolesne pulsowanie w skroniach. Serce szarpało
mu się w piersi i wydawało się płonąć, a żar
rozprzestrzeniał się po jego ciele, obejmując nawet te
części, które w tej sytuacji zdecydowanie nie powinny reagować w
tak entuzjastyczny sposób.</p>

<p>- Nie mogę? - Snape wydał z
siebie taki odgłos, jakby chciał się roześmiać. -
Potter, obaj doskonale wiemy, że jeżeli chodzi o ciebie, to mogę
wszystko. Chyba nie zapomniałeś, że należysz tylko do mnie?
Że jesteś moją własnością? Wygląda na to,
że będę musiał ci o tym przypomnieć.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Był przecież wściekły. Dlaczego więc jego członek
drgnął na te słowa? A po chwili był już niemal
całkowicie twardy? I kiedy tylko poczuł wchodzącego w niego
penisa mężczyzny, cały żar, który odczuwał
wcześniej w piersi, skumulował się w podbrzuszu?</p>

<p>Ale nie zastanawiał się nad
tym dłużej, ponieważ jego umysł najwyraźniej
wyparował. Słyszał jedynie uderzenia pośladków o
pośladki i mroczny szept tuż nad sobą:</p>

<p>- Jesteś moją
własnością, Potter. - Mężczyzna złapał go za
włosy i odchylił jego głowę do tyłu,
przyciągając ją do siebie tak, że jego usta znalazły
się kilka milimetrów od ucha Harry'ego. - Powtórz to.</p>

<p>I Harry powtarzał.</p>

<p>- Jestem twoją
własnością.</p>

<p>Powtarzał i powtarzał za
każdym razem, kiedy pchnięcia Severusa uderzały w jego
prostatę. Mówił też dużo innych rzeczy. I to takich rzeczy,
których nie powiedziałby w żadnej innej sytuacji, nawet gdyby
obiecywano mu Puchar Świata w Quidditchu.</p>

<p>- Czy jeszcze kiedykolwiek
będziesz mi się sprzeciwiał, Potter?</p>

<p>- Oczywiście, że
będę, ty obślizgły dupku!</p>

<p>Ta odpowiedź została
"nagrodzona" wyjątkowo długim i mocnym rżnięciem,
podczas którego Harry niemal zdarł sobie gardło od krzyku. O tak,
uwielbiał prowokować Snape'a. Uwielbiał doprowadzać go do
wściekłości i utraty kontroli nad sobą. I uwielbiał
jego zaborczość. Zaborczość, siłę i gniew, które
smagały jego lędźwie i rozpalały każdy nerw w jego
ciele.</p>

<p>- Mały, bezczelny prowokator -
wydyszał mu do ucha Severus, wchodząc w niego długimi,
agresywnymi ruchami i Harry nie potrafił powstrzymać drżenia,
które ten głos w nim wywoływał.</p>

<p>Nic nie mógł na to
poradzić. Wiedział, że jest stracony od dnia, kiedy wypowiedział
pamiętne słowa, na wspomnienie których wciąż odczuwał
uścisk w żołądku: "Jestem małą, brudną
dziwką..."</p>

<p>Bo był nią. W takich
sytuacjach, jak ta, kiedy wściekłość i gniew
zamieniały się w niemożliwe do opanowania pragnienie i wszystkie
hamulce puszczały. To Snape go do tego doprowadzał. A później
tylko uśmiechał się zwycięsko, kiedy po raz kolejny
udawało mu się go ujarzmić. To on był powodem tego, że
Harry zamieniał się w gotujący się cyklon sprzecznych
emocji. Czyżby go to bawiło? Czyżby był aż tak
uzależniony od rozpalania i duszenia tego ognia, który
płonął w zielonych oczach?</p>

<p>Najwyraźniej słowo
"uzależnienie" w tym wypadku było zaledwie eufemizmem.</p>

<p>To nie była ich pierwsza
sprzeczka w ciągu ostatnich dni. Ale pierwsza tak poważna i
zakończona w tak wyjątkowo, można powiedzieć, przyjemny
sposób. Harry spędzał z Severusem niemal każdą wolną
chwilę, chociaż mężczyzna nie pozwolił mu już
więcej u siebie nocować. Jednakże podczas pierwszego,
spędzonego osobno wieczoru, tuż przed zaśnięciem,
wydarzyło się coś niezwykłego.</p>

<p>Harry otrzymał
wiadomość od Severusa. Wiadomość, która brzmiała:</p>

<p>Dobranoc, Potter.</p>

<p>Bardzo długo leżał w
łóżku, całkowicie już rozbudzony i wpatrywał się
w kamień szeroko otwartymi oczami, nie mogąc wyjść z szoku.
Dopiero po kilku nieprawdopodobnych teoriach i próbach wytłumaczenia owego
fenomenu doszedł do wniosku, że Snape przysłał mu to
najprawdopodobniej dlatego, żeby Harry nie czuł się w nocy
samotny i wiedział, że on, Severus, żyje i jest bezpieczny.
Zrobiło mu się trochę głupio, że mężczyzna
ma go za znerwicowanego dzieciaka, który boi się zasnąć z powodu
jakichś koszmarów, ale z drugiej strony poczuł w piersi przyjemne
ciepło. Snape po raz pierwszy przysłał mu wiadomość,
którą zawsze wysyłał mu Harry. I nawet jeśli zrobił to
tylko ten jeden raz, było to niezwykle miłe z jego strony, o ile
można użyć takiego słowa w stosunku do Severusa Snape'a.</p>

<p>Każdy dzień
wyglądał podobnie. Harry schodził rano na śniadanie,
pomagał trochę Hagridowi, włóczył się po zamku albo
siedział w bibliotece, później szedł na obiad, by następnie
udać się z naręczem książek do Snape'a, gdzie
zazwyczaj albo się uczył, podczas gdy mężczyzna
zajmował się swoimi sprawami, albo rozmawiali, albo się
pieprzyli.</p>

<p>To ostatnie zajęcie Harry
lubił najbardziej. Nawet jeżeli ich seks w ogóle już nie
przypominał tego, który uprawiali podczas świąt. Snape brał
go szybko i mocno, tak jakby chciał w ten sposób rozładować
napięcie. Harry widział jego pragnienie, bardzo wyraźnie je
odczuwał, kiedy mężczyzna wbijał palce w jego ciało z
taką siłą, jakby chciał go rozerwać na strzępy i
dyszał mu do ucha takie słowa, które niemal natychmiast
doprowadzały go do orgazmu. Już nigdy nie został z nim po
seksie, ale Harry'emu to nie przeszkadzało. To, co wtedy od niego
otrzymał, nadal otulało jego serce ciepłą mgiełką
i nawet kiedy Severus był dla niego ostry i brutalny, Harry
wciąż pamiętał jego łagodny dotyk i całkowicie
poddawał się pożądaniu.</p>

<p>W ciągu tych kilku dni mógł
dokładnie poznać wszelkie upodobania Mistrza Eliksirów. Dowiedział
się na przykład, że Severus lubił, kiedy Harry podczas
seksu jęczy jego imię. Lubił także, gdy podczas seksu od
tyłu Harry rozchylał rekami swoje wejście, aby Severus miał
lepszy widok, podczas gdy jego twarz, pozbawiona podpory, była
całkowicie wgniatana w materac. Lubił też, kiedy Harry brał
go głęboko w usta, a już szczególnie, kiedy po prostu
otwierał usta i pozwalał, aby Severus je pieprzył.</p>

<p>Pewnego dnia, kiedy Harry
siedział w swoim fotelu przed kominkiem z książką
ułożoną na podciągniętych kolanach i próbował
zrozumieć, o co chodziło w konflikcie pomiędzy olbrzymami i
centaurami sprzed siedmiu wieków, Snape go zaskoczył. Podszedł do
niego, a Harry, czując na sobie cień, uniósł głowę i
zobaczył, że mężczyzna bez słowa rozpina rozporek i
wyjmuje swojego bladego, masywnego, na wpół twardego penisa. Chłopak
zamrugał zaskoczony i pomimo tego, że miał ogromne
trudności z oderwaniem wzroku od sterczącego zachęcająco w
jego kierunku członka, spojrzał na twarz Snape'a, czekając na
jakiekolwiek słowa. Ale te nie padły. Severus po prostu podszedł
do niego, odsunął na bok podręcznik i przyciągnął
jego głowę do swojej erekcji. Harry bez oporu przyjął ten
ciepły, smakowity kąsek. Severus tego dnia był chyba
wyjątkowo napalony, ponieważ niemal zgwałcił jego usta.
Harry kilka razy miał problemy ze złapaniem tchu, a na samym
końcu, kiedy zaczerwieniony z wysiłku penis zaczął
niebezpiecznie pulsować, mężczyzna wyjął go i z
głośnym jękiem przyjemności spuścił mu się
na twarz.</p>

<p>I wyglądało na to, że
to także niezwykle lubił, skoro dwa dni później zrobił to
ponownie. Wziął go od tyłu, a przed samym końcem
odwrócił do siebie i pozwolił, aby całe wypełniające
go pragnienie osiadło w białych strugach na twarzy i okularach
Harry’ego.</p>

<p>Severus lubił także, kiedy
Harry się przed nim masturbował. Okazał to wyraźnie, kiedy
Harry, czytając sobie w fotelu najnowszy numer "Quidditcha",
usłyszał dziwnie napięty głos mężczyzny:</p>

<p>- Dotknij się.</p>

<p>Spojrzał na niego z
zaskoczeniem, zastanawiając się, czy aby dobrze usłyszał.
Severus siedział w swoim fotelu ze szklanką whisky w ręku i
wpatrywał się w niego nieco zamglonym wzrokiem.</p>

<p>- Co?</p>

<p>- Słyszałeś. Dotknij
się, Potter.</p>

<p>- Tutaj?</p>

<p>- Nie, w Wielkiej Sali.
Oczywiście, że tutaj. Teraz. - Jego oczy rozbłysły lekko i
Harry poczuł znajome napięcie w podbrzuszu.</p>

<p>Czuł się trochę
skrępowany, ale Severus patrzył na niego w taki sposób, że
wszystkie jego wątpliwości rozwiały się w czasie krótszym
niż mrugnięcie. Odłożył na bok czasopismo i sięgnął
do rozporka. Rozsunął go, po czym rozpiął guzik i włożył
rękę pod bokserki.</p>

<p>- A teraz wyjmij go powoli.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
wykonał polecenie, obserwując jak zamglone, czarne tunele oczu
mężczyzny śledzą każdy jego ruch.</p>

<p>- Rozsuń bardziej nogi.</p>

<p>Walcząc z wypływającym
mu na policzki rumieńcem zażenowania, Harry przyjął
wygodniejszą pozycję i rozstawił nogi na taką
szerokość, aby mężczyzna miał jak najlepszy widok. I
sądząc po wygłodniałym rozbłysku w jego oczach,
pozycja była idealna.</p>

<p>- Doskonale - wyszeptał Severus,
rozsiadając się wygodniej w fotelu i przybliżając do ust
szklankę z whisky. - Możesz zaczynać.</p>

<p>I Harry onanizował się,
obserwując mężczyznę spod wpółprzymkniętych
powiek. Nie trwało to jednak długo, ponieważ spojrzenie, które
wbijał w niego Severus, zdawało się go niemal fizycznie
dotykać i Harry doszedł szybko, wyobrażając sobie
ciepło tych cienkich, rozchylonych warg na swojej erekcji. Kiedy
skończył i zapiął już rozporek, a w pomieszczeni
zaległa cisza wypełniona jedynie dwoma nierównymi, próbującymi
uspokoić się oddechami, zauważył, że Snape nadal
dziwnie mu się przygląda. Jego wzrok był jeszcze bardziej
rozmyty, a brwi ściągnięte i Harry sam nie wiedział, jak to
się stało, ale usłyszał swój własny, łamiący
się głos, mówiący:</p>

<p>- Severusie... Chciałbym
kiedyś poczuć twoje usta.... tam - wydukał, wskazując na
swoje krocze. Mężczyzna uniósł brew w wyraźnym zaskoczeniu.
Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale najwyraźniej
się rozmyślił, ponieważ po chwili je zamknął, a w
jego oczach pojawiło się coś iskrzącego
złośliwie.</p>

<p>- Tak? Hmm... muszę przyznać,
że to niezwykle ciekawa propozycja. Chętnie bym na nią
przystał, jeżeli tylko pokażesz mi, w jaki sposób mam to
zrobić...</p>

<p>I oczywiście skończyło
się na tym, że to Harry obciągnął Snape'owi.
Później był wściekły zarówno na Snape'a, jak i na siebie,
za to, że tak łatwo dał mu się zmanipulować, ale
cudowny smak Severusa na języku całkowicie mu to wynagrodził.</p>

<p>Była jednak pewna rzecz, które
nieco Harry'ego niepokoiła. W ciągu tych wszystkich dni, wszystkich
rozmów, schadzek, sprzeczek i kłótni, Snape zdawał się być
czasami dziwnie odległy. Często miał nieobecny, zamyślony
wzrok i Harry'emu wydawało się, że unikał jego
bliskości. Albo raczej nie tyle unikał, co nie odwzajemniał. Sztywniał,
kiedy Harry chciał go przytulić, nie głaskał go już i
nie całował. Tak jakby oddalał się od niego albo
przynajmniej próbował to zrobić. I Harry nie miał pojęcia,
dlaczego tak się dzieje. Czyżby zrobił coś nie tak?
Próbował prześledzić pamięcią wszystkie ostatnie dni,
ale nie potrafił znaleźć niczego, co usprawiedliwiałoby
takie zachowanie mężczyzny. Bo chyba nie mogło chodzić o
ten jeden koszmar, prawda? Zresztą Snape nie zachowywał się tak,
jakby był nadal zły na niego za to, że go wtedy obudził i
narobił takiego rabanu. Ktoś, kto się na kogoś gniewa, nie
może patrzeć na tego kogoś takim wzrokiem, jakby chciał go
pożreć. Prawda? Więc o co mogło chodzić?</p>

<p>Na razie Harry postanowił
przeczekać i zobaczyć, do czego ta sytuacja doprowadzi. Nie
chciał nic zmieniać. Było mu dobrze, mógł spędzać
czas ze Snape'em i nawet kiedy się kłócili, czuł, że nie
chciałby być w żadnym innym miejscu.</p>

<p>Cóż, może i podczas tej
ostatniej kłótni miał przez chwilę na to ochotę, ale Snape
bardzo szybko wybił mu ten pomysł z głowy, a raczej...
zmiażdżył w uścisku dłoni i w gwałtownych,
pełnych gniewu pchnięciach.</p>

<p>A teraz, kiedy ciężko
dysząc, obaj leżeli na podłodze i Harry nadal czuł na sobie
ciężar mężczyzny, kiedy cała ta złość i
agresja zostały rozładowane i pozostały po nich jedynie senne
opary, Harry wiedział, że to wszystko, co było wcześniej,
wszystkie bolesne słowa, gesty, zmartwienia - to wszystko się nie
liczyło. Liczyło się tylko to, że tutaj był. Że
może tutaj być. Obok niego. I wyglądało na to, że
Severus także tego chce. W końcu jeszcze nigdy nie pozwolił mu
odejść, nigdy go nie wypuścił, zawsze przyciągał
go z powrotem.</p>

<p>Jeżeli to nie jest
przywiązanie, myślał Harry, to co?</p>

<p>***</p>

<p>Drodzy Ronie i Hermiono...</p>

<p>Co u Was słychać? Mam
nadzieję, że miło spędzacie święta. U mnie
wszystko w porządku. Spędzam bardzo dużo czasu z Hagridem i z
Luną (pewnie nie wiecie, ale ona też została na święta
w szkole). Trochę mi się bez Was nudzi, ale udaje mi się
jakoś zagospodarować cały ten wolny czas. Hermiono, pewnie
się ucieszysz, ale postanowiłem trochę się pouczyć,
skoro mam cały Hogwart dla siebie i nikt mi nie przeszkadza. Często
przesiaduję w bibliotece, więc pani Pince zaczęła nawet
podejrzewać, że coś jest ze mną nie w porządku, ale na
dworze jest zdecydowanie za zimno, aby robić cokolwiek innego.
Próbowałem latać trochę na Błyskawicy, ale po tym, jak
niemal odmroziłem sobie nos, stwierdziłem, że to chyba
nienajlepszy pomysł.</p>

<p>Tęsknię za Wami, wracajcie
szybko,</p>

<p>Harry.</p>

<p>Cóż, Harry podejrzewał,
że stężenie kłamstw w tym liście jest zdecydowanie
powyżej normy, ale przecież nie mógł im napisać, że
przez cały czas pieprzyli się ze Snape'em jak króliki. Jednak
przynajmniej prawdą było to, że się uczył. Fakt,
że kilka razy musiał przerywać, aby obciągnąć
Snape'owi albo robić z nim inne, niezwykle zajmujące rzeczy, ale
przecież w końcu udało mu się czegoś dowiedzieć.
Na przykład, jak podrażniać palcami jego jądra, żeby
zaczął jęczeć w tak wyjątkowo stymulujący sposób.
To też była wiedza. I to bardzo przydatna, trzeba zaznaczyć.</p>

<p>***</p>

<p>Znowu to robił.</p>

<p>Spoglądał na niego
zamyślonym, trochę nieobecnym wzrokiem, który powodował, że
Harry'emu unosiły się włoski na karku. Chłopak nie
próbował już podnosić głowy, ponieważ kiedy to
robił, mężczyzna błyskawicznie odwracał wzrok i ponownie
zagłębiał się w lekturze trzymanej w ręku
książki.</p>

<p>Nie był to pierwszy taki
przypadek. Harry zauważył, że od jakiegoś czasu Severus
przygląda mu się coraz częściej. I zawiesza swoje
spojrzenie na coraz dłuższe chwile. Tak jakby intensywnie
rozmyślał, zastanawiał się nad czymś, co nie
dawało mu spokoju. A Harry'emu nie dawało spokoju jego zachowanie.
Ale nie mógł przecież zapytać: "Dlaczego mi się
przyglądasz?", ponieważ wiedział doskonale, że
mężczyzna albo go zbędzie, albo uda, że nie ma pojęcia
o co chodzi. W końcu gdyby chciał, żeby Harry poznał powód
jego dziwnego zachowania, to nie próbowałby owo zachowanie ukrywać.</p>

<p>Starał się więc
zignorować nieprzyjemny uścisk w żołądku i skupić
na powtarzaniu materiału z Eliksirów, wiedząc, że tuż po
zakończeniu przerwy świątecznej czeka ich "niezapowiedziany"
test. Przewrócił stronę i wstrzymał oddech, widząc w
podręczniku niewielką wzmiankę o eliksirze o nazwie
"Desideria Intima", który powoduje niejako "odblokowanie" i
ujrzenie swoich prawdziwych, najgłębiej skrytych pragnień. Nie
było go w programie nauczania, ale Snape najwyraźniej uznał go
za zbyt ważny i zbyt interesujący, aby go pominąć. Nic
dziwnego, że tylko Hermiona wiedziała cokolwiek na jego temat.
Była w końcu jedyną osoba, która znała na pamięć
każdą stronę w podręczniku.</p>

<p>Harry spojrzał na
ilustrację czerwonej mikstury w małej fiolce i
przełknął ślinę, kiedy uderzyły go wspomnienia. A
zdecydowanie nie były one przyjemne. Przynajmniej nie wtedy, kiedy z
powodu złośliwości Snape'a został wystawiony na
pośmiewisko przed całą klasą i większą
częścią szkoły, o ile także nie całą.
Pamiętał gorzki smak przerażenia i kwaśny posmak żalu
oraz obrzydzenia do samego siebie. Pamiętał próby negowania tego, co
ujrzał i poczuł, ale to już w nim było, nawet jeżeli
za wszelką cenę próbował to wypierać. I pamiętał
również nienawiść. Do siebie, a w szczególności do Snape'a.
Jeszcze większą niż wcześniej. Jakby nienawiścią
próbował stłamsić to rosnące w jego wnętrzu
gorąco. Ono jednak zawsze tam było. Wiedział o tym, czuł je
za każdym razem, kiedy każdym nerwem w swoim ciele nienawidził
Severusa Snape'a przez te wszystkie lata i miał wrażenie, że z
każdym dniem nienawidzi go coraz bardziej. To nie był ten sam rodzaj
niechęci, który odczuwał do Draco Malfoya czy do Voldemorta. To
była dusząca, spopielająca zmysły
wściekłość i wiele razy zastanawiał się, czy
mężczyzna ją odczuwa, ponieważ już dawno powinien
spłonąć w jej żarze.</p>

<p>Ale teraz wiedział, że to
było coś więcej. Kiedy nienawidzisz kogoś tak bardzo,
że nie potrafisz przestać o nim myśleć, kiedy czujesz to w
każdym swoim oddechu, w każdym spojrzeniu, w każdym
ciśniętym ze złością, mającym jedynie
sprawić ból słowie, nie dostrzegasz pewnych bardzo istotnych rzeczy.
Na przykład takiej, że nie wyobrażasz sobie, aby tej osoby
miało kiedykolwiek zabraknąć. Że jest to jedyna istota,
która jednym spojrzeniem potrafi doprowadzić cię do furii,
uruchomić w tobie cały arsenał odczuć, pozytywnych i
negatywnych zarazem. Że kiedy nie ma jej w pobliżu, odczuwasz
niewytłumaczalną pustkę, nawet jeżeli powierzchownie
cieszysz się z jej nieobecności. Że kiedy na nią patrzysz,
twoje usta zaciskają się, ręce drżą i pocą
się, czujesz uścisk w żołądku, a serce bije w takim
tempie, jakby postanowiło wyskoczyć ci z piersi.</p>

<p>Czy czegoś ci to nie przypomina?</p>

<p>I wtedy wystarczy jedna niewielka
kropla, na przykład pewnej czerwonej mikstury, aby kielich został
przelany i aby oczy zostały otwarte. Lecz wtedy jest już z
późno.</p>

<p>Harry zacisnął powieki i
westchnął głęboko. Widocznie tak musiało być.
Musiał przejść przez to wszystko, przez całe to
piekło, aby teraz mógł spędzać każdy dzień w...
niebie.</p>

<p>- Coś się stało? -
dobiegł do niego niski, głęboki głos Severusa. Harry
otworzył oczy i spojrzał na przypatrującego mu się teraz
otwarcie mężczyznę.</p>

<p>- Zastanawiam się... czy
siedziałbym tutaj teraz z tobą, gdybym nie wypił tego eliksiru?</p>

<p>Nie musiał dodawać,
jakiego. Wyglądało na to, że Snape doskonale wiedział, o co
mu chodzi.</p>

<p>- Twoje pragnienie i tak prędzej
czy później dałoby o sobie znać, Potter. Desideria Intima tylko
ten proces przyspieszyła. Pozwoliła zobaczyć ci coś, czego
nie chciałeś lub też nie potrafiłeś do siebie
dopuścić. Można ją porównać do pewnego rodzaju
okularów prawdy, które pozwalają ci zobaczyć najgłębiej
skrywane rzeczy. Kiedy je zdejmujesz, tylko od ciebie zależy, czy dasz im
wiarę, czy też będziesz udawał, że nic takiego
się nie wydarzyło.</p>

<p>- To znaczy, że miałem
wybór? - Harry był zaskoczony tą rewelacją.</p>

<p>- Tak samo, jak masz wybór, kiedy
uzdrowiciel oznajmia, że jesteś śmiertelnie chory. Możesz
rozpocząć leczenie albo udawać, że nic nie
słyszałeś, że to z pewnością nie chodzi o ciebie
i żyć dalej z ryzykiem, że pewnego dnia prawda spadnie na ciebie
z jeszcze większą siłą, ale wtedy będzie już za
późno, aby cokolwiek zmienić.</p>

<p>No tak, pomyślał Harry,
cały Severus. Tylko on potrafi porównywać zakochanie do śmiertelnej
choroby.</p>

<p>Skinął głową,
przypominając sobie dokładnie każdą sekundę z tamtego
dnia. Teraz, kiedy potok wspomnień zaczął płynąć,
nie potrafił go zatamować.</p>

<p>- Wiesz... - zaczął. -
Wtedy myślałem, że zrobiłeś to specjalnie, żeby
mnie upokorzyć, że zrobiłeś coś z eliksirem Hermiony.
- Spojrzał w czarne, przypatrujące mu się oczy. - Co wtedy
poczułeś? Co poczułeś, kiedy wypiłem ten eliksir?</p>

<p>Severus milczał przez
chwilę, tak jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.</p>

<p>- Muszę przyznać, że
byłem nieco zaskoczony.</p>

<p>- Nieco?</p>

<p>- Z pewnością nie tak
zaskoczony, jak ty, Potter - parsknął mężczyzna. -
Gdybyś widział wyraz swojej twarzy...</p>

<p>Harry zacisnął zęby i
uśmiechnął się krzywo.</p>

<p>- W takim razie cieszę się,
że nie widziałem. Miałem za to doskonały widok na wyrazy
twarzy wszystkich uczniów w klasie, a to mi wystarczyło, zapewniam
cię - odgryzł się.</p>

<p>Severus przyglądał się
Harry'emu z zaciekawieniem i wyglądało na to, że chce mu
zadać jakieś pytanie, ale wciąż się waha. W końcu
chyba jednak przegrał, ponieważ zapytał:</p>

<p>- Co się stało, kiedy
wybiegłeś z klasy?</p>

<p>- Pobiegłem prosto do
łazienki - odparł cicho Harry. Te wspomnienia nadal były
trochę bolesne. - Ja... rozbiłem tam lustro... - Chyba raczej nie
powinien wspominać także o tym, że zwymiotował?</p>

<p>- Twoja ręka - rzucił
Snape, jakby do siebie.</p>

<p>- Co? - Harry zamrugał, wybity z
rytmu.</p>

<p>- To dlatego miałeś
zranioną rękę. Użyłeś tej maści, którą
ci dałem?</p>

<p>- Ee... - Cóż, lepiej chyba
powiedzieć prawdę. - Nie. Byłem na ciebie wściekły.
Nie chciałem od ciebie niczego. W ogóle najchętniej zapadłbym
się wtedy pod ziemię. W ogóle nie wyobrażałem sobie,
że mógłbym kiedykolwiek wyjść z tej łazienki. Nie
chciałem nikogo widzieć. Ale oczywiście Ron i Hermiona mnie
znaleźli. Nienawidziłem cię wtedy. Nienawidziłem cię
za to, że kazałeś mi wypić ten eliksir, byłem pewien,
że zrobiłeś to celowo. W ogóle nie chciałem na ciebie
patrzeć, już nigdy w życiu.</p>

<p>- Więc przysłałeś
do mnie McGonagall z informacją, że chcesz zrezygnować z moich
zajęć - dokończył za niego Severus. - Jakże to do
ciebie podobne, Potter. Wolisz uciekać od problemów, niż stawić
im czoła.</p>

<p>- A dziwisz się? Wszystko
zawaliło mi się na głowę i to wyłącznie z twojej
winy.</p>

<p>- To nie ja żywiłem
niestosowne pragnienia wobec swojego nauczyciela, Potter - odparł Severus
z lekko ironicznym uśmieszkiem. - Czy myślisz, że gdybym
wiedział, jak to się skończy, to kiedykolwiek kazałbym ci
wypić ten eliksir?</p>

<p>Harry wzruszył ramionami.</p>

<p>- Skąd mogę wiedzieć?
Znając ciebie, pewnie chciałbyś to wykorzystać -
odpowiedział chłopak, patrząc na Snape'a zaczepnie.</p>

<p>Mężczyzna wywrócił
oczami.</p>

<p>- A znając ciebie, pewnie w
ogóle bym nie musiał.</p>

<p>- Ej! To nie było miłe -
rzucił Harry, ignorując szyderczy uśmieszek na twarzy Severusa.
- I ty się dziwisz, że nie chciałem cię widzieć? Nawet
więcej, ja nie chciałem w ogóle na ciebie patrzeć. Po tym
wszystkim w ogóle nie wyobrażałem sobie spotkania z tobą,
dlatego próbowałem cię unikać.</p>

<p>- Zauważyłem -
mruknął Snape, jakby do siebie.</p>

<p>- Tak bardzo się
starałem... - mówił dalej Harry do swoich kolan, puszczając mimo
uszu uwagę mężczyzny. - Chciałem o tym zapomnieć,
udawać, że to się nigdy nie wydarzyło... ale ty
oczywiście musiałeś pokrzyżować moje plany,
musiałeś przyjść wtedy do schowka... - Nagle do głowy
wpadła mu pewna myśl. Spojrzał na Snape'a spod
wpółprzymkniętych powiek. - Dlaczego przyszedłeś wtedy do
schowka?</p>

<p>Twarz Severusa stała się
nagle zamknięta, niedostępna i nawet jeżeli Harry bardzo
starał się coś z niej wyczytać, miał wrażenie,
jakby natrafił na niewidzialną barierę w formie nieczytelnej
maski.</p>

<p>- Po prostu tamtędy
przechodziłem - odparł po chwili mężczyzna.</p>

<p>Harry skrzywił się. Nie
takiej odpowiedzi oczekiwał. Ale widział po minie
mężczyzny, że nic więcej w tej kwestii z niego nie
wyciągnie, dlatego nawet nie próbował. Musiał sam sobie
odpowiedzieć na to pytanie.</p>

<p>- A więc postanowiłeś
wpaść i się przywitać - mruknął ze
złośliwym uśmieszkiem.</p>

<p>- W zasadzie to sam mnie
zaprosiłeś - odparł Severus, spoglądając mu prosto w
oczy i Harry poczuł znajome ukłucie w sercu, kiedy przypomniał sobie,
w jaki sposób te oczy wtedy na niego patrzyły.</p>

<p>- Wiesz, wtedy w schowku, kiedy mnie
dotknąłeś... To było... niesamowite.</p>

<p>- Tak? - Snape pochylił się
lekko do przodu, patrząc przenikliwie na Harry'ego. - Powiedz mi coś
więcej. - Wyglądał na naprawdę zainteresowanego
rozmową, co było nieco peszące, ale zarazem i budujące.
Severus Snape rzadko kiedy okazywał zainteresowanie czymkolwiek.</p>

<p>- No, eee... - kontynuował
Harry, próbując opisać jakoś to wszystko, co wtedy czuł,
ale wiedział, że nigdy mu się to nie uda. - Ty byłeś
pierwszą osobą, która mnie tam dotknęła i doprowadziła
do... orgazmu. Wcześniej nikt inny tego nie robił. Fantazjowałem
o tym, ale nigdy nie wierzyłem, że kiedykolwiek to się
naprawdę stanie. To był dla mnie... pierwszy raz, można tak powiedzieć.
I ja... nie wierzyłem, nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ty...
- Harry zagryzł wargę, próbując opanować nagłą
burzę emocji i myśli, która rozpętała się w jego
głowie na wspomnienie tamtego wydarzenia. Odetchnął
głęboko. - Ja po prostu... nie wiedziałem, co mam zrobić.
Nie potrafiłem ci się oprzeć, stałem tam jak
sparaliżowany i... i pragnąłem jedynie poczuć twój dotyk.
Nawet jeżeli tak bardzo się bałem, że chciałem tylko
stamtąd uciec. Ale to coś wewnątrz mnie - Harry
dotknął swojej klatki piersiowej, w miejscu, w którym jego serce
biło właśnie zdecydowanie zbyt mocno - nie pozwoliło mi na
to. I wtedy... to było coś magicznego. Jakbyś rzucił na
mnie jakiś konfudujący czar. Już nie potrafiłem o tobie
zapomnieć. Już nie potrafiłem się tego wypierać.
Pragnąłem jedynie... ciebie.</p>

<p>Harry uniósł głowę i z
wahaniem spojrzał na Snape'a. Oczy mężczyzny
błyszczały. Wyglądał, jakby, pobudzony opowieścią
Harry'ego, przypominał sobie to, co wydarzyło się tamtego jesiennego
wieczoru w schowku na miotły, ale jednocześnie coś na jego
twarzy sugerowało, że nie wszystko jest tak do końca w
porządku. Harry nie potrafił tego nazwać, dostrzegał
jedynie cień okalający zmarszczkę pomiędzy czarnymi brwiami,
ale nic nie mógł poradzić na nagłe, niewytłumaczalne
uczucie niepokoju, które go ogarnęło.</p>

<p>Jedyne, co mógł zrobić, to
przerwać tę ciszę, pozbawić ten niepokój oparcia,
odciąć go od pokarmu.</p>

<p>Kolejne wspomnienia były jednak
zbyt bolesne, aby chciał je przywołać, a echo wypowiadanego z
wściekłością słowa "nikim" wciąż rozszarpywało
jego wnętrzności. Uciekł się więc do tego, co
najbardziej go interesowało, a o co chciał zapytać Snape'a
już od bardzo, bardzo dawna:</p>

<p>- Wiele razy się
zastanawiałem... czy miałeś coś wspólnego ze
zniknięciem Malfoya?</p>

<p>Severus poruszył się, jakby
wyrwany z letargu.</p>

<p>- To nie powinno cię
interesować - odparł kwaśno, odwracając głowę w
stronę ognia. Jakież to było dla niego typowe,
pomyślał Harry. Zawsze, kiedy chciał go zbyć albo nie
miał ochoty odpowiadać na pytanie, odwracał głowę w
inną stronę, jakby chciał w ten sposób uciąć wszelkie
dyskusje. To było irytujące.</p>

<p>- Ale interesuje - powiedział
Harry z naciskiem, postanawiając chociaż ten jeden jedyny raz nie
pozwolić zbyć się tak łatwo. - Wiem, że to on i jego
przygłupi kumple mnie napadli, nawet pomimo tego, że zasłonili
mi oczy. My spotkaliśmy się wcześniej i... Malfoy
powiedział coś, co mnie bardzo zdenerwowało. Chciałem
się na nim odegrać, chciałem go tak bardzo zranić, że
nie panowałem nad słowami i... powiedziałem mu straszne rzeczy.
O jego ojcu i w ogóle. Nigdy nie zapomnę nienawiści, którą
zobaczyłem wtedy w jego oczach. Wiem, że nie powinienem był mu
tego mówić, ale byłem tak bardzo wściekły... I zastanawiam
się, czy to nie jest trochę moja wina...</p>

<p>Severus zmarszczył brwi i
pochylił się nieco do przodu, splatając palce.</p>

<p>- Potter. Malfoy był już
niemal dorosłym, odpowiadającym za swoje czyny czarodziejem. Powinien
liczyć się z konsekwencjami każdego swojego kroku. To jest
podstawą przetrwania w naszym świecie. Jeżeli zapomniał
chociaż na chwilę o pewnych regułach, to niestety, ale
musiał ponieść konsekwencje. To był jego wybór i jego
działania. Nie ty jesteś odpowiedzialny za całe zło tego
świata, więc przestań się, do cholery, za wszystko
obwiniać.</p>

<p>Harry wpatrywał się w niego
szeroko otwartymi oczami. Cóż, wiedział, że Snape prawdopodobnie
ma rację, ale zdumiało go to, że mężczyzna aż tak
się zirytował. Może i nie odpowiedział mu wprost na
postawione pytanie, ale to wystarczyło, aby Harry miał na ten temat
konkretną opinię.</p>

<p>Tak, Severus zdecydowanie miał
coś wspólnego ze zniknięciem Malfoya. A nawet, podejrzewał,
bardzo duże coś.</p>

<p>Jednak to nie był czas na
roztrząsanie takich nieprzyjemnych spraw. W końcu zostało im
tylko parę wspólnych dni i Harry wolał je spędzić w
zdecydowanie przyjemniejszej atmosferze. Uśmiechnął się
więc beztrosko:</p>

<p>- Już dobrze, wcale się nie
obwiniam. Tak po prostu się zastanawiałem... - Obserwował, jak
mężczyzna odchyla się w swoim fotelu i kiedy wpatrywał
się w powoli rozpogadzającą się twarz Mistrza Eliksirów, w
jego umyśle zrodziło się pewne pytanie. Pytanie, którego jeszcze
nigdy mu nie zadał i w zasadzie sam nie wiedział, dlaczego,
ponieważ już setki razy się nad tym zastanawiał.
Posłał mu łobuzerski uśmiech i zapytał:</p>

<p>- Ciekaw jestem... co by się
stało, gdybyś to ty wypił ten eliksir? Jakie jest twoje
największe pragnienie?</p>

<p>Oczy Snape’a rozświetlił
nagły, krótki rozbłysk, kiedy odwrócił głowę w
stronę biblioteczki. Przyglądał jej się przez chwilę,
po czym powoli odwrócił się z powrotem w stronę Harry'ego. Jego
oczy znów były czarne jak tafla jeziora w czasie bezwietrznej nocy, a
twarz nieczytelna.</p>

<p>- Ja niczego nie pragnę, Potter
- odparł twardo z goryczą w głosie i Harry był
naprawdę zaskoczony sposobem, w jaki to wymówił. A jeszcze bardziej
zaskoczyła go reakcja Snape'a na to jedno proste, niewinne pytanie.
Severus spiął się cały i wyglądało na to, że
jego dobry nastrój prysnął niczym bańka mydlana. - Jestem teraz
zajęty, Potter - rzucił nagle, zrywając się z fotela i
odwracając w stronę swojej sypialni - więc mam nadzieję,
że sam trafisz do wyjścia. Żegnam. - Po tych słowach
ruszył naprzód i w kilku krokach opuścił pomieszczenie, a
jedyne, co Harry otrzymał na pożegnanie, to głośny trzask drzwiami.</p>

<p>Został sam, nie mając
bladego pojęcia, co też takiego powiedział i co znowu
ugryzło Snape'a. Pokręcił z niedowierzaniem głową,
czując w myślach całkowity zamęt. Naprawdę czasami w
ogóle nie potrafił zrozumieć tego człowieka...</p>

<p>Siedział jeszcze przez parę
chwil w opuszczonym salonie, próbując zignorować uczucie niepokoju,
które odżyło nagle i niebezpiecznie rozrastało się w jego
piersi, po czym wstał i powoli opuścił komnaty Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Niestety, niepokój
podążył za nim.</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 39 ---</strong></p>

<p><strong>39. Something's wrong</strong></p>

<p>Something's wrong with you,</p>

<p>The walls you build around you now,</p>

<p>Seem to fit you like a glove.</p>

<p>Am I too blind to see that there's
something there behind your eyes</p>

<p>and it's bringing me to my knees?*</p><empty-line /><p>W piątkowy poranek podczas
śniadania Harry otrzymał list od Lupina. Nie czułby się zbyt
komfortowo, czytając go przy stole nauczycielskim, przy którym wszyscy
pozostający w Hogwarcie uczniowie codziennie spożywali posiłki,
dlatego wcisnął go do kieszeni i otworzył dopiero, kiedy
znalazł się sam w dormitorium.</p>

<p>Przez pierwszą połowę
listu Remus pisał tylko o nic nieznaczących błahostkach,
pytał Harry'ego jak mu idzie nauka, czy podobają mu się lekcje z
Tonks, wyraził zainteresowanie meczami Quidditcha i jedynie
półsłówkami wspomniał o tym, że wykonuje w tej chwili
ważne zadanie dla Zakonu, ale ze względów bezpieczeństwa nie
może mu nic więcej wyjawić.</p>

<p>A co do Twoich pytań, Harry...
Wiem, że bardzo chciałbyś się czegokolwiek dowiedzieć
i doskonale to rozumiem. Jednak obowiązują nas pewne zalecenia i
reguły. Nie wiadomo, kto mógłby przechwycić ten list. Dlatego
mogę powiedzieć Ci tylko tyle, że z naszych informacji wynika,
iż robi się coraz niebezpieczniej. On wydaje się być
ostatnio w niezwykle dobrym humorze, dlatego obawiamy się, że może
planować coś dużego i bardzo groźnego. Straciliśmy już
wielu Aurorów i sądzimy, że w najbliższym czasie ta liczba
może wzrosnąć. Dlatego proszę Cię, abyś nie
ruszał się nigdzie z Hogwartu i nie próbował łamać
zakazu dyrektora,. To dla Twojego bezpieczeństwa, nawet jeżeli
uważasz, że to ograniczenie Twojej wolności. Zrozum, Harry,
że jesteś jego głównym celem i za wszelką cenę musimy
Cię chronić. Pamiętaj - nie ufaj nikomu, nawet swoim
przyjaciołom. Musisz mieć oczy dookoła głowy i jeżeli
zauważysz coś podejrzanego, cokolwiek - to natychmiast powiadom o tym
Dumbledore'a.</p>

<p>Przepraszam za ten dydaktyczny ton,
ale chcę tylko Twojego dobra. Teraz, kiedy nie ma już Syriusza, to ja
powinienem się Tobą opiekować i bardzo mi przykro, że nie
mogę być przy Tobie, aby Cię wspierać, ale staram się
jak mogę robić to na odległość. Mam nadzieję,
że to rozumiesz.</p>

<p>Pozdrów ode mnie Rona i
Hermionę.</p>

<p>Remus Lupin</p>

<p>Harry odłożył list,
ściskając go nieco zbyt mocno. Jego dłonie lekko
drżały. To było miłe, że Remus tak się o niego
martwił, ale do diabła, nie był już przecież małym
dzieckiem. Nie chciał ochrony. Chciał informacji, czegokolwiek!</p>

<p>Na wspomnienie Syriusza coś
skręciło się w jego żołądku. Od miesięcy
starał się jak mógł, aby nie myśleć o swoim ojcu
chrzestnym, ale czasami, kiedy ktoś mu o nim przypominał, coś
wewnątrz niego pękało, a umysł zalewały mu obrazy z
tamtej nocy.</p>

<p>Zacisnął powieki,
pragnąc wyrzucić z głowy wizję Syriusza wpadającego za
zasłonę i swój własny krzyk, zwielokrotniony poprzez gniew i
poczucie winy i powracający z jeszcze większą mocą.
Zaczął oddychać głęboko, próbując pozbyć
się ciężaru przygniatającego serce. Problem w tym, że
nosił go w sobie już tak długo, iż niemal nigdy go nie
odczuwał, za wyjątkiem tych chwil, kiedy ktoś mu
przypominał o jego obecności.</p>

<p>Nie, nie będzie teraz o tym
myślał. Jeszcze przyjdzie na to czas. Wtedy, kiedy będzie
mierzył różdżką do leżącej u jego stóp Bellatriks
Lestrange. I tym razem się nie zawaha.</p>

<p>Jeszcze raz spojrzał na drobne
pismo Lupina. Doprawdy, czy oni wszyscy musieli go w ten sposób
dyskryminować? "Musimy Cię chronić, Harry", "To
dla twojego bezpieczeństwa, Harry" i tak dalej... Ciągle to
słyszał i wywoływało to w nim coraz większą
frustrację. Każdy chciał go chronić. A co mu przyjdzie z
tej ochrony, skoro i tak pewnego dnia będzie musiał stanąć
do walki z Voldemortem? Nie pokona go przecież samym Protego. To chyba
oczywiste, że miałby o wiele większe szanse, gdyby wiedział
cokolwiek. Ale nie, wszyscy, zamiast go przygotowywać, chcieli go jedynie
chronić. Nawet Severus...</p>

<p>Zaraz. Przecież Severus
obiecał, że zastanowi się nad możliwością
nauczenia go kilku klątw. Harry zupełnie zapomniał o tamtej
rozmowie, a mężczyzna nigdy do niej nie nawiązał. Ale
dzisiaj go o to zapyta! Wczorajsze spotkanie zakończyło się
nieco dziwnie i w ogóle nie zdążyli się umówić, ale przecież
nie zawsze musi przychodzić zapowiedziany. To prawda, że mógłby
go zapytać przez kamień, ale co, jeżeli Severus odmówi? Nie,
Harry musiał wiedzieć to już dzisiaj! Pójdzie do niego wieczorem
i... wyciągnie od Snape'a odpowiedź!</p>

<p>***</p>

<p>Harry zatrzymał się przed
drzwiami do gabinetu Severusa i jeszcze raz spojrzał na Mapę
Huncwotów. Tak, mężczyzna nadal był w środku.</p>

<p>Odetchnął
głęboko, schował mapę z powrotem do kieszeni i
dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed nim otworem.
Przeszedł przez gabinet, zdejmując po drodze pelerynę
niewidkę i zapukał w drewnianą powierzchnię
ciężkich wrót prowadzących do prywatnych kwater Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza, a Harry czekał z bijącym głośno i z każdą
sekundą oczekiwania coraz szybciej sercem.</p>

<p>Klamka poruszyła się i
drzwi uchyliły się nieco.</p>

<p>- Potter - syknął Severus,
mrużąc oczy, kiedy jego wzrok padł na Harry'ego. - Czego chcesz?
Nie przypominam sobie, żebyśmy byli na dzisiaj umówieni.</p>

<p>- Nie, ale... - zaczął
Harry, lecz nie zdołał dokończyć, ponieważ Snape mu
przerwał. Jego głos zdawał się być wykuty z lodu:</p>

<p>- Nie mam dla ciebie czasu.
Byłbym niezwykle wdzięczny, gdybyś zszedł mi teraz z oczu i
wrócił jutro - wycedził. Harry poczuł dziwne drżenie w
okolicach serca. Coś było nie w porządku. Severus
zachowywał się jakoś... nerwowo?</p>

<p>Ale tym razem nie pozwoli się
tak łatwo spławić, ponieważ sprawa, z którą
przyszedł, była dla niego zbyt ważna.</p>

<p>- A więc musisz go
znaleźć - odparł bezczelnie i błyskawicznie
prześliznął się pod ramieniem Snape'a. Komnata
mężczyzny była pogrążona w półmroku. - Mam tylko
jedno pytanie i zaraz sobie pójdę - powiedział, obrzucając
pomieszczenie taksującym spojrzeniem, zanim Severus zdążył
się odwrócić. - Pamiętasz naszą rozmowę o Czarnej
Magii? Obiecałeś, że... - urwał tak nagle, jakby
połknął własny język. Rozszerzonymi ze zgrozy oczami
wpatrywał się w leżącą na oparciu fotela maskę
Śmierciożercy. Była jasna, niemal perłowa, odbijająca
padające z kominka światło ognia. Widniało na niej kilka
drobnych, zaschniętych kropel krwi. Tuż obok niej wisiała czarna
szata, której rękawy przyozdobione były ciemnozielonymi wizerunkami
czaszki i węża.</p>

<p>Harry poczuł, jak
żołądek opada mu aż do stóp, a lodowate przerażenie
ściska serce. Ale zanim zdążył otrząsnąć
się na tyle, aby wydusić z siebie chociaż słowo,
poczuł, jak ręka Severusa łapie go brutalnie za ramię i
ciągnie w stronę drzwi.</p>

<p>- Mówiłem ci, że jestem
zajęty, Potter - syknął mężczyzna, a
wściekłość w jego głosie wydawała się
aż kąsać. - Ale widocznie jesteś zbyt arogancki i
bezczelny, aby to uszanować. - Snape wywlókł go przez drzwi
pomieszczenia i pociągnął za sobą przez cały gabinet,
ściskając jego ramię tak mocno, iż Harry był pewien,
że zostaną siniaki. - A teraz wynoś się. Jeżeli masz
do mnie jakąś sprawę, to przyjdź jutro. I jeżeli
jeszcze raz zlekceważysz moje słowa, to źle się to dla
ciebie skończy. - Mistrz Eliksirów wypchnął go na korytarz i
zatrzasnął drzwi, a echo poniosło ten dźwięk daleko po
rozległych korytarzach opustoszałych lochów.</p>

<p>Harry odwrócił się i
oparł plecami o ścianę, ponieważ nogi odmówiły mu
posłuszeństwa. Miał wrażenie, że jego głowa zaraz
eksploduje. Przez chwilę tylko dyszał ciężko, próbując
uspokoić rozszalałe serce i uczucie, jakby coś go miało
zaraz rozerwać na strzępy od środka.</p>

<p>Snape jest
Śmierciożercą!</p>

<p>To nie chodzi o to, że o tym nie
wiedział, ale teraz... kiedy zobaczył to na własne oczy,
stało się to takie... zatrważająco prawdziwe.</p>

<p>Wiedział, że Severus jest
szpiegiem Zakonu, a jako szpieg musi być darzony absolutnym zaufaniem Voldemorta
i pozostałych Śmierciożerców. I dlatego zmuszony jest robić
wszystko, co mu każą, ale... zawsze starał się o tym nie
myśleć, ignorować to. Co z oczu, to z serca, jak to się
mówi. A teraz to widział... widział zakrwawioną maskę,
znienawidzoną szatę i poczuł, jakby to, co starał się
wypierać, otworzyło się nad nim i spadło na niego z
niesamowitą siłą.</p>

<p>Wziął drżący
oddech, zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i powoli
ruszył w drogę powrotną do dormitorium.</p>

<p>Dopiero teraz do jego
świadomości zaczęły przedzierać się pewne fakty,
których wcześniej nie potrafił, nie chciał, lub też nie
był w stanie do siebie dopuścić. Nigdy wcześniej nie
zastanawiał się, nie tak naprawdę, nad tym "drugim"
życiem Severusa... Gdzieś tam, daleko od swoich skąpanych w
półmroku komnat, daleko od bezpiecznego Hogwartu, daleko od długich,
szkolnych korytarzy i biegających po nich beztrosko uczniach, daleko od
Harry'ego... Wśród nienawiści, bladolicego strachu, wrzasków bólu,
skowytu konających, wśród zawiści, rozpaczy oraz rozrywającego
umysł, pozbawionego wszelkich odczuć i zahamowań śmiechu...</p>

<p>Prawdę powiedziawszy, to Harry
nie sadził, aby on potrafił żyć w taki sposób.
Podejrzewał, że albo by oszalał, albo stał się takim
samym pozbawionym skrupułów mordercą, jak wszyscy pozostali.
Człowiek, choćby nie wiadomo jak silny i odporny psychicznie, po
pewnym czasie zacznie "przesiąkać" obecnymi w powietrzu
silnymi emocjami, wchłaniać je i odbierać jako swoje
własne, nie odróżniając ich już od siebie.</p>

<p>Ale Severus był... Severusem Snape'em.
Był przecież kimś, kto potrafi zrobić ze swoim umysłem
wszystko. Przynajmniej sam tak utrzymywał. Harry pamiętał te
rozmowę.</p>

<p>Nie wierzył w to. Chciał w
to uwierzyć, naprawdę chciał, ale nie potrafił. Jak
można wmówić sobie, że jest się pozbawionym skrupułów
mordercą? Albo, że się kogoś kocha? Nikt nie potrafił
aż tak dobrze udawać. Ale skoro Severusowi udało się
oszukać nawet Voldemorta...</p>

<p>Harry zatrzymał się nagle.</p>

<p>A jeżeli on go wcale nie
musiał oszukiwać? Jeżeli robi to wszystko naprawdę?
Jeżeli sprawia mu to przyjemność?</p>

<p>Zimny dreszcz przebiegł mu po
plecach.</p>

<p>Nie, nie może przecież tak
myśleć. To Severus!</p>

<p>Były Śmierciożerca...
- podpowiedziało mu sumienie. - Ktoś, kto uwielbia zadawać
ból...</p>

<p>Nieważne! Ale należał
do niego! Tylko do niego! Patrzył na niego w taki sposób, że Harry
tracił oddech, dotykał go, tak łagodnie i ostrożnie...
Pamiętał to, pamiętał każdy pocałunek, każde
spojrzenie, każdy gest. Ktoś, kto ma w sobie jedynie mrok, nie
potrafiłby rozpalać się takim jasnym płomieniem. A zresztą...</p>

<p>Harry ruszył ponownie,
uśmiechając się lekko do swoich myśli.</p>

<p>A zresztą, nawet gdyby było
w nim więcej mroku niż światła... to i tak nadal
pozostałby Severusem. Jego Severusem. Severusem, któremu ufał.
Któremu musi ufać. I w którego musi wierzyć. Musi wierzyć w to,
że Severus jest szpiegiem Dumbledore'a i wcale nie chce nosić tych
szat i robić... tych wszystkich rzeczy. Jeżeli nie będzie w to
wierzył, to... równie dobrze mógłby pójść do Voldemorta
już teraz.</p>

<p>Podczas rzucania klątw chodzi
tylko o to, czy chcesz i potrafisz zrobić komuś krzywdę...</p>

<p>Nagle tknięty nagłym
impulsem, zatrzymał się ponownie, przypominając sobie fragment
tamtej rozmowy. Słowa Snape'a odbiły się echem w jego
głowie, sprawiając, że ponownie zadrżał. Jego umysł
nawiedziła wizja, w której ta sama smukła dłoń Severusa,
która mocno ściska różdżkę i bez wahania zadaje ból
wijącym się na ziemi niewinnym ofiarom... z czułością
i delikatnością dotyka jego ciała, błądzi po skórze,
próbując zapamiętać każdy jej skrawek i zaciska się na
jego penisie, pieszcząc go i doprowadzając do delirycznego orgazmu.
Te same usta, które wypowiadają słowa klątw mających za
zadanie śmiertelnie zranić ofiarę albo torturować ją
aż do utraty zmysłów, dokładnie te same usta całują
jego ciało, smakują go i szepczą mu do ucha takie słowa, od
których niemal natychmiast dochodzi... Te same oczy, które bez cienia
współczucia spoglądają na śmierć i zniszczenie, a w
ich czarnych tęczówkach odbijają się płomienie palonych
żywcem ludzi i ich domostw, te same oczy patrzą na niego w taki
sposób, jakby chciały go pożreć, rozedrzeć na strzępy,
naznaczyć, sprawić, aby wił się i skomlał... a on nie
potrafi się im oprzeć.</p>

<p>Miał w głowie zamęt.
Okropny, nieprzyjemny zamęt i potrzebował bardzo długich
rozmyślań, aby się go pozbyć.</p>

<p>Cóż, wygląda na to, że
tej nocy nie zaśnie zbyt szybko...</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Harry otrzymał
"Proroka Codziennego" następnego dnia, spodziewał się,
co może w nim zobaczyć. Nerwowe wyczekiwanie sprawiło, że
prawie w ogóle nie tknął śniadania. Severusa nie było przy
stole, ale może to i lepiej, ponieważ chyba nie potrafiłby
powstrzymać się przed rzucaniem mu wieloznacznych, zamyślonych
spojrzeń.</p>

<p>I nie mylił się. Było
tam. Na pierwszej stronie.</p>

<p>Artykuł o ataku
Śmierciożerców na budynek mieszczący Czarodziejski Departament
Spraw Zagranicznych, czyli miejsce, w którym nawiązywano i utrzymywano
kontakt ze wszystkimi magicznymi ośrodkami na całym świecie.</p>

<p>Harry poczuł uścisk w
żołądku. Nie chciał tego czytać. Przesunął
tylko wzrokiem po tekście, próbując odnaleźć liczbę
zabitych lub zaginionych.</p>

<p>Czternaście osób.</p>

<p>Przełknął
ślinę, czując się tak, jakby otrzymał
potężny cios w splot słoneczny i na chwilę zabrakło mu
tchu.</p>

<p>Odłożył Proroka,
ignorując pełną oburzenia wrzawę, która podniosła
się przy stole, kiedy kilka osób także rozłożyło swoje
gazety.</p>

<p>Oczywiście, że Severus
brał w tym udział. Musiał brać. Inaczej Voldemort
uznałby go za zdrajcę.</p>

<p>Harry spędził wczoraj
pół nocy rozmyślając nad tym i starając się
poskładać swoje myśli i uczucia do kupy. Nie chodziło o to,
że nie ufał Severusowi. Wiedział, że Snape robi to wszystko
tylko po to, aby móc szpiegować dla Zakonu i donosić o wszystkim
Dumbledore'owi. Ale pomimo tego... czasami się go obawiał.
Oczywiście nie tak, jak na początku. Jednak teraz, kiedy
wiedział już na czym polega rzucanie Czarnej Magii, kiedy
widział na jego oparciu szaty Śmierciożercy, kiedy zdał
sobie w końcu sprawę z tego, co Severus musi robić jako jeden z
towarzyszy Voldemorta... teraz czuł w sobie kiełkujący coraz
intensywniej zalążek niepokoju.</p>

<p>Coś było nie w
porządku.</p>

<p>Jednak na razie nie potrafił
dokładnie powiedzieć, co to dokładnie jest.</p>

<p>Wiedział, że nie może
się tak zachowywać. Że chowanie głowy w piasek nic nie
pomoże. Severus był dla niego najważniejszą osobą na
świecie i cokolwiek robi dla Voldemorta... nie powinno to ingerować w
ich prywatne sprawy. Nie może pozwolić, aby Voldemort zniszczył
to, co z takim wysiłkiem udało mu się wypracować. Aby
niszczył to kruche coś, które było pomiędzy nimi.</p>

<p>Musi do niego dzisiaj
pójść. Musi mu pokazać, że się nie przestraszył.
Że wie i rozumie.</p>

<p>Musi to zaakceptować.</p>

<p>***</p>

<p>Zbyt długo się wahał.
Obawiał się, że Snape znowu go wyrzuci, że będzie na
niego wściekły za wczorajszy wybryk. W końcu, jakby nie
patrzeć, naprawdę zachował się bezczelnie. Ale z drugiej
strony - mężczyzna powiedział, żeby przyszedł dzisiaj.</p>

<p>Nie widział go przez cały
dzień. Severus nie pojawił się na żadnym posiłku i
Harry z jednej strony odczuwał ulgę, a z drugiej coraz większe
zaniepokojenie.</p>

<p>Kiedy zegar w Pokoju Wspólnym
wybił godzinę dziewiątą, w końcu się
zdecydował. Złapał pelerynę niewidkę i zszedł do
lochów, starając się nie myśleć o niczym, co mogłoby
sprawić, że zawróci. Zatrzymał się przed drzwiami i
stał tam przez chwilę, wpatrując się z wahaniem w ciemne
drewno. W końcu jednak go dotknął. Wszedł ostrożnie do
gabinetu, czując dziwną ulgę, ponieważ skoro Snape nie
zdjął z drzwi tego zaklęcia, dzięki któremu Harry mógł
wchodzić swobodnie, to może nie jest na niego aż tak bardzo
zły.</p>

<p>Przed zapukaniem w kolejne wrota
poczekał jednak nieco dłużej, próbując wymyślić
jakieś sensowne słowa, których mógłby użyć na
początku, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Cóż, w
takim razie będzie musiał powiedzieć po prostu to, co
myśli.</p>

<p>Zapukał i odczekał
chwilę, a jego serce podskoczyło gwałtownie, kiedy klamka
poruszyła się wreszcie i w drzwiach stanął Severus. Wysoka,
mroczna postać, patrząca na niego spod przymrużonych powiek
twardym wzrokiem, z którego Harry nie potrafił w tej chwili zupełnie
nic wyczytać.</p>

<p>- Ee... - Przełknął
ślinę. Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o
uzewnętrznienie tego, co myślał. Zawsze, kiedy Severus
patrzył na niego takim wzrokiem, wszystko wyparowywało mu z
głowy. - Ja chciałem... Mam nadzieję, że ci nie
przeszkadzam. Mogę wejść? - Tak, to było chyba w
porządku. Żadnego "Hej, wiem, że jesteś
Śmierciożercą, ale mi to nie przeszkadza, naprawdę,
mogę wejść?".</p>

<p>Severus bez słowa uchylił
drzwi i wpuścił go do środka. Kiedy Harry przekroczył próg,
jego oczy mimowolnie powędrowały ku oparciu fotela, na którym wczoraj
zobaczył maskę i szatę. Było puste.</p>

<p>- Nieco późno, jak na
wizytę - mruknął Severus, siadając w swoim fotelu. Harry
dostrzegł na stoliku w połowie opróżnioną butelkę
bursztynowego płynu. - Co cię powstrzymywało? Strach przed Cruciatusem?
- Spojrzenie czarnych oczu przeszyło go na wylot i Harry
zadrżał.</p>

<p>Severus i jego
bezpośredniość.</p>

<p>- N-nie - wydukał. - Ja tylko...
nie wiedziałem, czy mogę, czy... - Och, do diabła z tym! -
Posłuchaj... - zaczął, podchodząc do drugiego fotela i
opadając na niego, przez cały czas będąc śledzonym
przez to przeszywające spojrzenie. - Wiem, że...</p>

<p>- Och, daruj to sobie, Potter -
prychnął Severus. - Obawiam się, iż doskonale wiem, co
chcesz powiedzieć. "Wiem, co robisz i nie chcę mieć z
tobą nic wspólnego", tak? Złoty Chłopiec nareszcie
przejrzał na oczy i zrozumiał, z kim się zadaje. -
Mężczyzna sięgnął po szklankę i wziął
kilka dużych łyków.</p>

<p>Harry najeżył się.</p>

<p>- Wcale nie to chciałem
powiedzieć - wycedził. - I nie nazywaj mnie Złotym
Chłopcem! Nie znoszę tego.</p>

<p>- Jak nasza mała
znakomitość sobie życzy - odparł mężczyzna z
szyderczym prychnięciem i wziął kolejny łyk.</p>

<p>I wtedy do Harry'ego coś
dotarło. Severus był pijany. Albo niewiele go od tego stanu
dzieliło. Cóż, trzeźwy Snape był trudnym rozmówcą, ale
pijany to już zupełnie nowy poziom trudności. Zaawansowany.</p>

<p>Westchnął i spróbował
od początku.</p>

<p>- Jeżeli tylko pozwolisz mi
dojść do słowa, to wszystko ci wyjaśnię -
powiedział, obserwując uważnie reakcję mężczyzny,
ale twarz Snape'a zdawała się być całkowicie pozbawiona
wyrazu. Tak, jakby było mu wszystko jedno. Albo jakby za wszelką
cenę próbował sprawić, aby tak było. - Nie oceniaj mnie tak
pochopnie. To prawda, na początku się przestraszyłem, ale potem
dużo nad tym myślałem i wiem, że... robisz to, bo musisz. Nie
jestem już dzieckiem. Potrafię zrozumieć pewne sprawy.
Jesteś szpiegiem i musisz robić to, co Voldemort ci każe.
Potrafię także zrozumieć, dlaczego starałeś się
to przede mną ukrywać. I myślę, że potrafiłbym
też zrozumieć, gdybyś... gdybyś robił to celowo. To
znaczy... - Już sam nie wiedział, co chce powiedzieć,
szczególnie, że w oczach Severusa pojawiło się coś bardzo
nieprzyjemnego. - Wiem, że każdy człowiek ma swoją
dobrą i mroczną stronę. I czasami jedna z nich staje się
silniejsza. Ale niezależnie od tego, której jest więcej,
chciałbym, abyś wiedział, że... akceptuję obie. - Jego
własne słowa zaskoczyły go. Ale chyba nie tak, jak Severusa,
którego brwi uniosły się gwałtownie. Harry nie potrafił
już jednak powstrzymać tego, co wypływało przez jego usta.
- Chcę też, żebyś wiedział, że bez względu
na to, co zrobisz i co się stanie... ja zawsze będę po twojej
stronie. Przy tobie.</p>

<p>W pomieszczeniu zapanowała
cisza. Severus wpatrywał się w niego na wpół
niedowierzającym, na wpół badawczym spojrzeniem, a Harry
próbował wytrzymać ten wzrok, który zdawał się dotykać
wszystkich jego nerwów. W końcu, po czasie, który wydawał się
być wiecznością, mężczyzna oderwał to przenikliwe
spojrzenie i ponownie napił się whisky.</p>

<p>- Po mojej stronie? Bez względu
na wszystko? - prychnął, a w jego głosie pojawiło się
coś bardzo, bardzo nieprzyjemnego, Harry nie potrafił jednak tego
nazwać, pomimo że jego skóra zareagowała na to
pełzającymi po niej ciarkami. - W życiu nie słyszałem
takiego steku kłamstw - wycedził lodowato.</p>

<p>Harry poczuł buzującą
złość.</p>

<p>- To nie są kłamstwa! -
zaprzeczył podniesionym głosem. - Ja naprawdę tak uważam.
Ale jeżeli mi nie wierzysz, to już twoja sprawa.</p>

<p>- Zobaczymy - parsknął
Severus. - Przypomnę ci o tym w odpowiednim momencie. - Wymówił to w
taki sposób, jakby cała ta sytuacja niezwykle go bawiła. Jakby Harry
powiedział mu jakiś żart, a nie wyznał przed chwilą
czegoś, nad czym myślał bez przerwy przez ostatnie
dwadzieścia cztery godziny i do czego potrzebował naprawdę
dużo odwagi i dobrej woli. Świadomość tego sprawiła,
że coś go w środku zabolało. I to bardzo.</p>

<p>- Dlaczego zawsze musisz być
takim wrednym, upartym, wszystko-lepiej-wiedzącym dupkiem? -
warknął Harry, mając już dosyć tego kpiącego
tonu.</p>

<p>- Dlatego, że ty chyba nie
zdajesz sobie sprawy z tego co mówisz, chłopcze! - Snape podniósł
głos, wbijając w niego tak ostre spojrzenie, iż niemal
kaleczyło. - I dlatego, że potrafię przewidzieć pewne
konsekwencje i pewne reakcje i uwierz mi, nie ma wśród nich miejsca na
jakąkolwiek akceptację czegokolwiek.</p>

<p>- O czym ty mówisz? - zapytał
Harry, mrużąc oczy.</p>

<p>- O życiu, Potter. O ludzkich
wyborach. O emocjach. Nazwij to jak chcesz. A teraz wynoś się i
zostaw mnie samego. Nie potrzebuję twoich górnolotnych zapewnień,
których jedyną trwałą cechą jest ich naiwność.</p>

<p>O nie, nie wyrzuci go tak szybko!</p>

<p>- Myślisz, że tak
łatwo się mnie pozbędziesz? Nawet o tym nie myśl! -
odparował Harry. - W porządku. Myśl sobie co chcesz.
Chciałem po prostu, żeby pomiędzy nami było jak
wcześniej. Żebyś nie zachowywał się tak, jakby ci nie
zależało. - Cóż, równie dobrze może postawić
sprawę jasno. - Nie kłóćmy się już. Proszę.</p>

<p>- Jeżeli nazywasz to
kłótnią, to chyba jeszcze nigdy w żadnej nie brałeś
udziału - mruknął Severus, spoglądając w ogień i
biorąc kolejny, tym razem już mniejszy łyk alkoholu.</p>

<p>- Och, a ta uwaga miała na celu
sprowokowanie mnie czy obrażenie? - zapytał Harry zaczepnie,
próbując nieco rozluźnić atmosferę.</p>

<p>- A jak sądzisz? -
Mężczyzna rzucił mu nieokreślone spojrzenie.</p>

<p>- Myślę, że jedno i
drugie. - Harry uśmiechnął się.</p>

<p>- Cieszę się, że
jednak czasami myślisz - odparował Severus, lekko unosząc
kąciki ust i Harry poczuł nieokreślone ciepło w sercu.
Tęsknił za tym.</p>

<p>I tęsknił za nim.</p>

<p>Nagle poczuł przemożne
pragnienie, aby go dotknąć, przytulić, poczuć jego bliskość.
Severus od tak dawna nie okazał mu żadnego czułego gestu.</p>

<p>Wstał i błyskawicznie
znalazł się przy nim. Pochylił się, aby go objąć
i usiąść mu na kolanach, ale w tym samym momencie Snape
zerwał się z miejsca, odtrącając jego ręce i ruszył
w stronę barku, całkowicie go ignorując.</p>

<p>Harry pozostał sam przy zielonym
fotelu, czując się tak, jakby coś wbiło mu się w
serce. Miał wrażenie, jakby wszystkie jego obawy się
ziściły. Wiedział, że coś jest nie w porządku i
ta pewność aż go kłuła. Niezwykle boleśnie.</p>

<p>- Co się stało? -
zapytał zduszonym głosem. - Dlaczego mnie unikasz? Dlaczego przede
mną uciekasz?</p>

<p>Severus nie odwrócił się.
Sięgnął do barku po kolejną butelkę alkoholu.</p>

<p>- Co ty za bzdury znowu wygadujesz,
Potter? - zapytał tak kpiącym tonem, na jaki go było stać.
Wyglądało na to, że za wszelką cenę chce Harry'ego
ośmieszyć. - Masz chyba zbyt wybujałą wyobraźnię,
ponieważ widzisz rzeczy, które nie istnieją. Możesz sobie w
takim razie podać rękę z panną Lovegood.</p>

<p>Harry poczuł, jak frustracja,
która narastała w nim przez ostatnie kilka dni, kiedy Snape wyraźnie
unikał jego bliskości i teraz, kiedy tak ostentacyjnie wmawiał
mu, że wymyślił sobie to wszystko, zaczyna w nim wrzeć.
Kiedy otworzył usta, jego głos kipiał z
wściekłości, tnąc powietrze na małe kawałeczki.</p>

<p>- Masz mnie za idiotę?!
Myślisz, że nie zauważyłem, jak mnie traktujesz? Że
nie zauważyłem, w jaki sposób unikasz bliskości, nie chcesz mnie
objąć, nie chcesz nawet na mnie spojrzeć w sposób nieprzesiąknięty
drwiną? Myślisz, że nie zauważyłem, że wszystko
się zmieniło? Nie rozumiem tylko, dlaczego. Co się stało?
Chcę, żebyś mi to wyjaśnił!</p>

<p>Severus odwrócił się powoli
i gdyby Harry nie był taki wściekły, z pewnością
wzrok, który wbijał w niego mężczyzna, odebrałby mu
całą odwagę wraz z oddechem.</p>

<p>- Nie muszę ci niczego
wyjaśniać, Potter - wycedził tak lodowatym głosem, iż
Harry odniósł wrażenie, jakby w powietrzu pojawiły się
kryształki lodu. - Nie przyszło ci do głowy, że mogę
po prostu nie mieć na to ochoty?</p>

<p>Harry poczuł, jak gniew wzbiera
jeszcze bardziej, pełzając po jego skórze i doprowadzając do
drżenia jego zaciśnięte pięści.</p>

<p>- I kto tu opowiada stek
kłamstw?! - Harry prawie krzyczał, ale nie potrafił już nad
tym zapanować. Cała ta sytuacja wymknęła się spod
kontroli, a Severus najwyraźniej miał to absolutnie gdzieś. -
Dopóki nie zechcesz mi tego wyjaśnić, to nie mam tu czego
szukać. Daj mi znać, kiedy się zdecydujesz. - Odwrócił
się, ze złością zgarnął z oparcia swoją
pelerynę i ruszył w stronę wyjścia.</p>

<p>- Wracaj natychmiast, Potter! -
ryknął mężczyzna, a Harry niemal się przewrócił.
Jeszcze nigdy nie słyszał takiej furii w głosie Snape'a.
Przystanął i obejrzał się. Severus stał przy barku,
ściskając w dłoni szklankę z taką siłą,
iż niewiele dzieliło go od zmiażdżenia jej. Wbijał w
Harry'ego tak mordercze, oślepiające bijącymi z niego
płomieniami spojrzenie, jakby również próbował go nim
zmiażdżyć.</p>

<p>I udało mu się to.</p>

<p>- Nie pozwoliłem ci
wyjść - wysyczał głosem, w którym trzaskające polana
gniewu spalały resztkę cierpliwości. - Siadaj!</p>

<p>Harry zawahał się.
Trząsł się ze złości, ale jeszcze bardziej
obawiał się tego, co może mu zrobić Severus, jeżeli
nie posłucha. Brzuch nadal bolał go trochę, po ich ostatniej
sprzeczce. A mężczyzna wydawał się być w takim stanie,
że mógłby zrobić wszystko.</p>

<p>Zawrócił i opadł
ciężko na fotel. Snape chyba nieco się odprężył.
Ściskające szklankę palce rozluźniły się
odrobinę. Wzrok z płonącego, zamienił się w lodowaty.
Wykrzywiona zmarszczkami twarz nieco się wygładziła. Upił
łyk i wbił w Harry'ego nieokreślone spojrzenie, którego
chłopak za nic w świecie nie potrafił odczytać. Tak jakby
mężczyzna odgrodził się murem, przez który Harry nie
był w stanie się przebić.</p>

<p>Siedział więc i czekał
na jakieś słowo z jego strony, ale żadne nie padło. Czas
mijał, ciche trzaskanie ognia w kominku zdawało się kroić
go na małe, nierówne kawałeczki.</p>

<p>Harry wpatrywał się w
Severusa w napięciu, czekając na cios, na pieszczotę, na
cokolwiek. A niepokój w jego sercu narastał z każdą chwilą.
Nie wiedział, dlaczego ma tak siedzieć, ani co się za
chwilę wydarzy. Obawiał się tego. Wolał, aby Severus w
końcu coś zrobił, ponieważ ta niepewność
rozrywała jego wnętrzności na strzępy.</p>

<p>Po jakichś piętnastu
minutach Severus poruszył się, czym sprawił, że Harry
niemal podskoczył w fotelu. Mężczyzna odstawił powoli
szklankę na blat stolika i spojrzał na wiszący na ścianie
zegar. Kiedy przeniósł spojrzenie z powrotem na Harry'ego, jego oczy
połyskiwały czymś na kształt... mrocznej satysfakcji?</p>

<p>- Pański szlaban
właśnie się zakończył, panie Potter. Może pan
odejść.</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy. Nie
potrafił uwierzyć w to, co usłyszał... Jak on mógł?
Jak mógł... potraktować go w taki przedmiotowy sposób? Po tym
wszystkim...?</p>

<p>Wiedział, że te słowa
miały na celu jedynie go zranić, widział to po paskudnym
uśmieszku na wargach mężczyzny.</p>

<p>I wiedział, że jeżeli
zostanie tutaj choćby chwilę dłużej, to może
zrobić lub powiedzieć coś, czego będzie
żałował do końca życia.</p>

<p>Zerwał się z fotela,
złapał pelerynę i wypadł z pomieszczenia, z całej
siły trzaskając drzwiami. Nie oglądał się do
tyłu, nie przejmował ubieraniem peleryny. Wypadł na korytarz i
rzucił się biegiem przed siebie, pragnąc stąd uciec,
pragnąc uciec od tego porażającego uczucia zawodu,
pożerającej od środka wściekłości i
odbierającego zmysły bólu.</p>

<p>Wbiegł po schodach na parter, a
później na pierwsze piętro, wyciągając po drodze
różdżkę. Wycelował w pierwszy posąg jaki napotkał
i rzucił w niego zaklęciem spotęgowanym jeszcze przez
rozsadzającą go furię, który rozwalił go na kawałki.
Pył i odłamki kamieni posypały się na wszystkie strony,
niektóre trafiły go w twarz, ale się tym nie przejął. To
było za mało. Celował po kolei we wszystkie większe
odłamki, rozwalając je na coraz mniejsze, pozwalając, by gniew
kierował każdym jego krokiem, każdym gestem, każdym
słowem. Z wilgotnym, rozmazanym wzrokiem złapał jakiś
większy kawałek i z furią zaczął uderzać nim w
ścianę. Miał ochotę wrzeszczeć, kopać,
gryźć.</p>

<p>Kamień rozpadł mu się
w dłoni i pokaleczył ją. Harry krzyknął z bólu i
upuścił ostre, wbijające mu się w skórę odłamki.
Spojrzał na swoją rękę. Krwawiła.</p>

<p>Dokładnie tak samo, jak jego...</p>

<p>- No, no, no... Wygląda na to,
że wpakował się pan w poważne kłopoty, panie Potter -
usłyszał za sobą znajomy, skrzekliwy głos.</p>

<p>Odwrócił załzawioną
twarz i z rezygnacją spojrzał na stojącego na korytarzu Filcha.</p>

<p>Kłopoty? Prawdę
powiedziawszy, w ogóle go to nie obchodziło...</p>

<p>***</p>

<p>Woźny z mściwą
satysfakcją zaprowadził do go McGonagall. Opiekunka domu była
wstrząśnięta zachowaniem Harry'ego, ale kiedy zaczął
mamrotać coś o liście od Lupina, wspomnieniach związanych
ze śmiercią Syriusza i załamaniu, które spowodowało,
że stracił nad sobą panowanie i... zrobił to co
zrobił, wściekłość McGonagall szybko zamieniła
się we współczucie. Harry miał wyrzuty sumienia, że tak kłamie,
ale przecież musiał coś wymyślić. Filch
oczywiście żądał dla niego najsurowszej przewidzianej w
kodeksie kary, czyli zakucia w łańcuchy i wychłostania, jednak
opiekunka Gryffindoru wyprosiła go i powiedziała, że sama zajmie
się swoim uczniem. Kiedy woźny, mamrocząc coś pod nosem,
zniknął za drzwiami, oświadczyła Harry'emu, że go
rozumie i że nie ma mu tego za złe, chociaż demolowanie
szkoły nie jest najlepszym sposobem na pozbycie się żalu.
Musiała mu niestety przydzielić szlaban, w końcu takie były
reguły, ale wybrała coś spokojnego i niezbyt
męczącego. Miał posegregować jutro po obiedzie pergaminy z
w klasie, w której uczono Starożytnych Run.</p>

<p>Oświadczyła także,
że jeżeli będzie chciał porozmawiać o swoich
zgryzotach, to zawsze może się do niej zwrócić. Harry
podziękował cicho i wyszedł z gabinetu.</p>

<p>Wydawało mu się, że
wiodąca z gabinetu wicedyrektorki do wieży Gryffindoru droga jeszcze
nigdy nie była tak długa. Szedł chwiejnie, ledwie
powłócząc nogami i z przygnębieniem wpatrując się w
swoje stopy. Odłamki kamieni rozbiły mu okulary, ale nie
przejmował się teraz naprawianiem ich. Nie zależało mu na
tym. Prawdę mówiąc, na niczym mu w tej chwili nie zależało.
Ból w zranionej i zabandażowanej dłoni nasilał się z
każdym krokiem. Powinien pójść do skrzydła szpitalnego, tak
jak poleciła mu McGonagall zanim wyszedł, ale nie chciał... W
końcu przynajmniej częściowo odciągało to jego
uwagę od bólu, który czuł wewnątrz.</p>

<p>Miał wrażenie, że
każdy krok, który stawia, prowadzi go coraz bliżej ku przepaści.
W głowie odbijało mu się echo odległych słów.</p>

<p>Nie ma miejsca na akceptację
czegokolwiek... przypomnę ci o tym... potrafię przewidzieć pewne
reakcje...</p>

<p>Czy o to właśnie mu
chodziło? Chciał mu w ten sposób pokazać, jak bardzo się
myli? Że, tak naprawdę, gówno wie? Czy może chciał mu po
prostu pokazać, jak potrafi być okrutny? Jakby Harry jeszcze tego nie
wiedział...</p>

<p>Westchnął głęboko
i skrzywił się, kiedy poczuł bolesne ukłucie w piersi. Nie
potrafił tego zrozumieć. Starał się, już wiele razy
naprawdę się starał, ale wciąż niektóre zachowania
Severusa pozostawały dla niego tajemnicą.</p>

<p>Dlaczego mężczyzna się
od niego oddalał? Świadomość tego bolała, i to tak
bardzo, że Harry z trudem oddychał. Ponieważ wiedział, jak
wiele wysiłku kosztowało zbliżenie go do siebie. Co więc
mogło się wydarzyć? Co mogło się tak nagle
zmienić?</p>

<p>Podejrzewał tylko, że ma to
związek z czymś, co było poza nimi dwoma. Tylko takie
wyjaśnienie miało sens.</p>

<p>Spojrzał na swoją
dłoń. Krew przesiąkła już przez prowizoryczny
bandaż. Ale nie miał zamiaru ponownie próbować jej tamować.</p>

<p>Tak samo jak krwotoku
płynącego z serca.</p>

<p>...chodzi tylko o to, czy chcesz i
potrafisz kogoś skrzywdzić...</p>

<p>Cóż, w przypadku Severusa
Snape'a, odpowiedź na to pytanie była w tej chwili aż nadto
oczywista...</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Harry obudził się
następnego ranka, miał wrażenie, jakby ktoś przywalił
mu w nocy czymś ciężkim w głowę. Wszystko go
bolało, ale chyba najbardziej poraniona odłamkami dłoń. Kiedy
wczoraj dowlókł się do dormitorium, od razu padł na
łóżko i zasnął niemal natychmiast.</p>

<p>Zwlókł się z posłania,
wziął do ręki stłuczone kawałkami kamienia okulary,
szybko je naprawił, założył na nos i poszedł do
łazienki. Spojrzał w lustro i jęknął, kiedy
zobaczył olbrzymiego siniaka pod lewym okiem i kilka zadrapań na
policzkach. Cóż, nie wyglądało to zbyt dobrze... Może
rzeczywiście powinien pójść do pani Pomfrey. Zrobi to po
śniadaniu.</p>

<p>Odwinął z dłoni
bandaż i przyjrzał się głębokim nacięciom na
skórze. Zaschnięta krew była już niemal czarna. Ostrożnie
włożył rękę pod strumień zimnej wody i obmył
ją, po czym ponownie owinął zakrwawionym bandażem. Nie
miał niestety czystego, a nie chciało mu się tracić energii
na wybielenie go.</p>

<p>Znowu spojrzał na swoje odbicie
w lustrze. Miał podkrążone oczy i bladą cerę. Skutek
niewyspania czy nerwów? Chyba jednego i drugiego.</p>

<p>Obiecał sobie, że nie
będzie myślał o tym, co się wczoraj wydarzyło. Musi to
wyrzucić z pamięci. Całkowicie. Ponieważ nawet jedno
pojedyncze wspomnienie mogłoby być zbyt dużym ciosem.</p>

<p>A był teraz za słaby, aby
się przed nim obronić.</p>

<p>Wziął szybki prysznic,
przebrał się i zszedł na śniadanie. Przy stole siedzieli
już niemal wszyscy. Snape także. Harry nawet z daleka
słyszał ożywiony gwar, śmiech i prowadzone
półgłosem rozmowy. Bez słowa i spojrzenia na kogokolwiek
podszedł do stołu i usiadł obok Luny, dokładnie naprzeciwko
profesor McGonagall.</p>

<p>I wtedy gwar urwał się
nagle i wokół niego zapanowała głucha cisza.</p>

<p>Harry podniósł głowę i
rozejrzał się, zaskoczony tym nagłym milczeniem. Wszyscy
wpatrywali się w niego z zaciekawieniem i przestrachem jednocześnie.</p>

<p>No litości, przecież nie
wyglądał chyba aż tak strasznie?</p>

<p>- Co się stało, Harry? -
zapytała szeptem Luna, przerywając tę nienaturalną
ciszę. Harry czuł na sobie wzrok wszystkich nauczycieli i uczniów.
Nawet siedzący obok McGonagall Dumbledore spoglądał na niego z
niepokojem. Jednak żadne z tych spojrzeń nie było tak
intensywne, jak spojrzenie siedzącego dwa miejsca od McGonagall Severusa.
Wydawało się niemal parzyć i Harry wyraźnie czuł jak
wędruje po jego skórze, przypiekając ją i wypalając
ślady. Nie potrafił jednak określić, jakie to były
ślady.</p>

<p>Harry spuścił wzrok,
czując nieprzyjemny uścisk w żołądku. Wszyscy patrzyli
na niego jak na jakiegoś odmieńca. Znowu.</p>

<p>- Drogie dziecko... - odezwała
się profesor Vector. - Czy ty w ogóle widziałeś się dzisiaj
w lus...</p>

<p>- Wybacz, Saptimo, ale to tylko i
wyłącznie sprawa pana Pottera - przerwała jej McGonagall, po
czym rozejrzała się po stole, zwracając się do wszystkich:
- Pan Potter miał wczoraj mały wypadek i proszę, aby nikt nie
wypytywał go o to, co się wydarzyło, ponieważ nikogo nie
powinno to interesować - oświadczyła, po czym skierowała
swoje słowa do pielęgniarki: - Poppy, chciałabym, abyś
zajęła się panem Potterem po śniadaniu. - Pani Pomfrey
skinęła głową.</p>

<p>- Dziękuję, pani profesor -
wymamrotał cicho Harry. Wicedyrektorka posłała mu
porozumiewawcze spojrzenie, po czym pochyliła się do Dumbledore'a i
szepnęła mu coś na ucho. Dyrektor pokiwał ze zrozumieniem
głową i spojrzał na Harry'ego ze współczuciem w
jasnoniebieskich oczach. Żołądek Gryfona skręcił
się i musiał szybko odwrócić głowę. Nie chciał
współczucia, nie potrzebował go.</p>

<p>Traf chciał, że jego wzrok
padł na Severusa. Mężczyzna wbijał w niego niemal
desperackie spojrzenie i Harry poczuł nagłe, bolesne ukłucie w
sercu. Snape wyglądał tak, jakby kompletnie zapomniał, gdzie
się znajduje, jakby zapomniał, że jest w Wielkiej Sali, otoczony
innymi nauczycielami i uczniami. Jego źrenice były nienaturalnie
rozszerzone, chociaż powieki miał przymknięte, a brwi
ściągnięte. Otworzył usta, jakby chciał Harry'ego o
coś zapytać, ale wtedy chyba przypomniał sobie, gdzie jest i
szybko je zamknął. Jego widelec upadł na talerz, wydając
przy tym ostry dźwięczny odgłos, po czym odbił się od
niego i spadł na podłogę. Jego brzęczenie słychać
było na kamiennych płytach jeszcze przez jakiś czas. Jednak
mężczyzna wydawał się zupełnie nie przejmować,
że wszystkie spojrzenia oderwały się od Harry'ego i
spoczęły na nim.</p>

<p>- Severusie, na Merlina,
mógłbyś trochę uważać - mruknął skrzekliwie
profesor Flitwick, siedzący tuż obok niego. - Następnym razem
wbijesz mi go w oko.</p>

<p>Mistrz Eliksirów nie
odpowiedział. Wydawał się go zupełnie nie
słyszeć. Z trudem oderwał kąsające spojrzenie od
Harry'ego, który dostrzegł w jego ciemnych tęczówkach, wyraźny,
ostry rozbłysk gniewu, kiedy mężczyzna odwrócił
głowę i wbił wzrok w odległą ścianę,
zsuwając ze stołu swoje zdecydowanie zbyt mocno zaciśnięte
i... drżące pięści.</p>

<p>Harry zamrugał,
zastanawiając się, czy się nie przewidział i co też
mogło to oznaczać? Czyżby Snape nadal był na niego
wściekły? Ale to przecież on powinien być
wściekły na mężczyznę! A tymczasem wyglądało
na to, że ten nadęty, tłustowłosy dupek... nie potrafi
nawet wytrzymać pięciu minut przy tym samym stole, co Harry Potter!</p>

<p>Niech go...!</p>

<p>Harry zacisnął zęby,
próbując opanować nagły przypływ złości i
żalu.</p>

<p>Nie, nie będzie zwracał na
niego uwagi. Nie może pozwolić, aby Severus Snape odebrał mu
apetyt. Sięgnął lewą ręką po półmisek z
omletami zapiekanymi z bekonem i z ogromnym trudem przełożył jeden
na swój talerz. Siedząca obok niego Luna uśmiechała się do
niego przyjaźnie, ale wyczuwał, że za jej uśmiechem czai
się niepokój. Próbował prowadzić z nią miłą,
typową pogawędkę, ale zwyczajnie nie potrafił. Nie w tej
chwili. Nie w obecności siedzącego tak sztywno, jakby
połknął kij od miotły i najwyraźniej nie
zamierzającego już dokończyć swojego rozpoczętego
posiłku Snape'a, który znajdował się zaledwie dwa metry dalej po
drugiej stronie stołu.</p>

<p>Harry naprawdę próbował nie
zwracać na niego uwagi, ale nic nie potrafił poradzić na to,
że jego wzrok co jakiś czas biegł w stronę mrocznej
sylwetki, nawet jeżeli za każdym razem miał wrażenie, jakby
coś nieprzyjemnego drgało mu w żołądku.</p>

<p>Krojenie twardego jak skała
bekonu nie było zbyt łatwym zadaniem, szczególnie, gdy miało
się do dyspozycji tylko jedną rękę. Harry próbował
jakoś ułożyć nóż w prawej, obandażowanej
zakrwawionym bandażem dłoni, ale za każdym razem jedynie krzywił
się z bólu. Widelec był z kolei zbyt tępy, aby mu pomóc. Po
kolejnej nieudanej próbie, sapnął z frustracji i już miał
zamiar odsunąć bekon na bok, pogodziwszy się z faktem, że
już go prawdopodobnie nie spróbuje, kiedy jedzenie na jego talerzu, nagle,
w zupełnie nieprawdopodobny sposób, rozpadło się na możliwe
do pogryzienia kawałki. Zamrugał, całkowicie zaskoczony i
rozejrzał się po stole w poszukiwaniu swojego cichego pomocnika, ale
wszyscy wydawali się całkowicie pochłonięci albo jedzeniem,
albo rozmowami.</p>

<p>Poza jedną osobą.</p>

<p>Severus szybko odwrócił wzrok i
wykonał taki ruch, jakby chował coś do kieszeni, po czym
ponownie wbił spojrzenie w ścianę.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
spojrzał na swój talerz. Sam nie wiedział co ma o tym
myśleć.</p>

<p>Czy Severus pomógł mu,
ponieważ naprawdę chciał mu pomóc, czy dlatego, aby okazać
mu swoją pogardę i wyśmiać jego ograniczone zdolności
manualne?</p>

<p>Cóż, obie możliwości
były na tyle prawdopodobne, by brać je pod uwagę.</p>

<p>Harry westchnął. Zamiary
zamiarami, ale postanowił w tej chwili nie zaprzątać sobie nimi
głowy, ponieważ był naprawdę głodny.</p>

<p>Pod koniec śniadania McGonagall
pochyliła się do niego i powiedziała:</p>

<p>- Proszę przyjść do
mnie po obiedzie, panie Potter, to dam panu klucz do klasy Starożytnych
Runów.</p>

<p>Harry skinął
głową i niemal natychmiast poczuł na sobie intensywne spojrzenie
Snape'a, które mężczyzna oderwał od ściany i wbił w
niego. Ale ściana chyba lepiej to znosiła, gdyż
wątpił, aby też czuła takie zimne, przebiegające przez
nią dreszcze.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, gdyż nagle zaschło mu w ustach. Ale obiecał
sobie, że nie będzie zwracał na niego uwagi i tak też
uczynił. Nie popatrzył już w jego stronę ani razu do
końca śniadania, a zaraz po nim wstał i udał się z
panią Pomfrey do skrzydła szpitalnego, czując na plecach
odprowadzające go spojrzenie hebanowych oczu. Pielęgniarka
uleczyła jego siniaki i posmarowała rękę maścią.
A sądząc po zapachu, była to dokładnie ta sama
maść, którą Severus wysmarował wtedy jego nogi. To
wspomnienie było niezwykle przyjemne, ale w obecnych okolicznościach
przyniosło jedynie ból.</p>

<p>Nie, miał o tym nie
myśleć!</p>

<p>Kiedy tylko wyszedł ze szpitala,
wydarzyło się coś, czego po części się
spodziewał, ale z drugiej strony obawiał. Poczuł ciepło w
kieszeni.</p>

<p>Wiadomość od Severusa.</p>

<p>Przez chwilę walczył ze
sobą. Nie chciał jej odbierać. Prawdę powiedziawszy, to
już wcześniej zastanawiał się nad tym, czy po prostu nie
zostawić kamienia w dormitorium, ale tak jakoś... nie potrafił
tego zrobić. A gdyby wydarzyło się coś ważnego?</p>

<p>Ciekawość jednak
zwyciężyła. Sięgnął do kieszeni i odczytał
wiadomość:</p>

<p>Potter, chciałbym,
żebyś przyszedł teraz do moich komnat. Czekam na ciebie.
Przyjdź, dobrze?</p>

<p>Harry rozszerzył oczy. Jak na
Severusa, było to niemal błaganie.</p>

<p>Poczuł, jak w jego sercu rozlewa
się przyjemne ciepło satysfakcji. Czyli Snape jednak
żałował tego, co zrobił... To dobrze, niech teraz on
poczuje, jak to jest...</p>

<p>Zacisnął klejnot w
dłoni i odesłał:</p>

<p>Nie przypominam sobie, abym miał
dzisiaj z panem szlaban, więc nie wiem dlaczego miałbym do pana
przychodzić, profesorze.</p>

<p>Nie potrafił powstrzymać
uśmieszku zadowolenia, który wypłynął mu na usta. Nawet
jeżeli w głębi siebie czuł absolutną pustkę.</p>

<p>Snape zranił go zbyt mocno.
Minie trochę czasu, zanim wszystko, co zostało w nim rozerwane,
zasklepi się ponownie.</p>

<p>***</p>

<p>Snape'a nie było na obiedzie, co
Harry przyjął z ulgą. Po posiłku McGonagall dała mu
klucz i powiedziała, że jego szlaban musi niestety trwać nie
mniej niż dwie godziny, więc jeżeli zrobi już wszystko, to
niech sobie po prostu posiedzi i poczeka, aż czas minie.</p>

<p>Harry skinął
głową i powoli ruszył na drugie piętro. Prawdę powiedziawszy
jeszcze nigdy nie był w tej sali. Wszystkie ściany zostały
przysłonięte porozwieszanymi na nich wykresami i planszami z
jakimiś dziwnymi znaczkami. Kiedy spacerował wzdłuż nich,
przyglądając im się, przypomniał sobie o książce,
którą zobaczył w tajnym laboratorium Severusa. Może, gdyby
pamiętał, jak wyglądały zamieszczone w niej znaki, to
udałoby mu się znaleźć tutaj coś, co pomogłoby mu
zrozumieć znaczenie tamtych symboli. Przeszedł na tył klasy, do
znajdujących się tam szafek, w których poukładane były
zwoje. Na każdym z nich widniały jakieś literki i cyfry, ale z
tego, co zauważył, wszystko było ze sobą wymieszane.
Wziął pierwszy lepszy zwój i po kilku chwilach udało mu się
odnaleźć i włożyć go do odpowiedniej przegródki.
Westchnął głęboko. Czekało go jednak nieco pracy.
Może lepiej byłoby po prostu wyrzucić je wszystkie na
podłogę i dopiero poukładać? Bo inaczej te dobrze
ułożone wymieszają się z tymi pozostałymi i
później będzie miał problem, aby je odróżnić.</p>

<p>Tak właśnie zrobił.
Przez kilkanaście minut przenosił zwoje z szafek na
najbliższą ławkę, uważając, aby żadnego nie
upuścić. Nie wiadomo, jak były stare. Kiedy skończył,
zaczął brać każdy zwój po kolei i próbował
dopasować zamieszczone na nim cyfry i litery do tych, które
znajdowały się nad przegródkami. Po wyjątkowo kapryśnym
pergaminie, dla którego miejsca szukał chyba przez trzy minuty,
odwrócił się, aby wziąć następny i...
upuścił go z powrotem na blat, odskakując do tyłu jak
oparzony.</p>

<p>Tuż obok ławki stał
Severus, przyglądając mu się tym nieodgadnionym,
świdrującym spojrzeniem. Wyglądał niczym posąg, dumny
i wyprostowany, wyrzeźbiony z czarnego marmuru albo hebanu.</p>

<p>Jak to możliwe, że nie
usłyszał jego wejścia? Mężczyzna musiał
najwyraźniej rzucić zaklęcie wyciszające na drzwi.</p>

<p>Harry szybko uciekł wzrokiem,
wbijając go w stos leżących na blacie pergaminów. Jego serce
przyspieszyło gwałtownie. Bał się tego spotkania. Nie
chciał widzieć Severusa, jeszcze nie teraz, to wszystko było za
świeże... Dlaczego musiał tutaj przyjść? Dlaczego chociaż
raz nie mógł go zostawić w spokoju? Dlaczego zawsze
podążał za nim...?</p>

<p>- Potter... - Głos Snape'a
był nieco chrapliwy, chociaż Harry wciąż słyszał
w nim ostre brzmienie. Tak, jakby słowa, które mężczyzna
zamierzał wypowiedzieć, nie chciały mu przejść przez
gardło. - Moje wczorajsze zachowanie było nieodpowiednie i naganne.
Trochę za dużo wypiłem i... powiedziałem pewne rzeczy,
które mogły cię urazić.</p>

<p>Nieodpowiednie? Urazić? Cóż
za eufemistyczne określenia...</p>

<p>- Nie udawaj, że cię to
obchodzi - wymamrotał cicho Harry, nie podnosząc wzroku. - Nie
wierzę w ani jedno twoje słowo. Jestem pewien, że z
przyjemnością zrobiłbyś to ponownie tylko po to, aby
ugodzić mnie tam, gdzie najbardziej zaboli, a później odczuwać
satysfakcję z powodu tego, że po raz kolejny udało ci się
mnie wdeptać w ziemię! - Na końcu już niemal krzyczał.
Podniósł głowę i wbił w mężczyznę
urażone, drżące od tłumionego gniewu spojrzenie. Severus nie
wydawał się być jednak poruszony jego wybuchem.
Spoglądał na niego w niezmiennie pasywny sposób, jakby badał go
i oceniał.</p>

<p>- Cóż za dramatyzm -
powiedział w końcu, poruszając się i robiąc krok w
stronę Harry'ego. Chłopak cofnął się, przestraszony.
Nie chciał, aby Snape go dotykał. Z pewnością nie teraz,
kiedy miał wrażenie, że zaraz eksploduje. - Cóż za
przedstawienie... Uwielbiasz robić z siebie ofiarę, Potter -
kontynuował niskim, wibrującym głosem, podchodząc wolno w
stronę cofającego się coraz bardziej Harry'ego. - Uwielbiasz
odgrywać rolę skrzywdzonego, nierozumianego chłopca. Wyolbrzymiasz
wszystko do takiego stopnia, że sam nie potrafisz już potem nad tym
zapanować. Uwielbiasz pławić się w swoim żalu i
rozgoryczeniu, przeżywać wszystko wciąż i wciąż
od nowa, za każdym razem odczuwając jeszcze większy ból.</p>

<p>- To nieprawda! - krzyknął
Harry, ponieważ miał wrażenie, jakby każde słowo
Snape'a trafiało prosto w jego duszę, obdzierając ją ze
wszelkich osłon. Musiał się zatrzymać, kiedy poczuł za
plecami znajdującą się po drugiej stronie sali ścianę.</p>

<p>- Coś ci powiem, Potter... -
Severus nie przestawał mówić i nie zatrzymał się. - Ty nie
potrafisz żyć bez tego bólu. Bez tego wszechogarniającego
żalu, który ciągnie się za tobą niczym cień. Zawsze go
poszukujesz, a kiedy nadejdzie, owijasz się nim jak kokonem i zamykasz na
wszystko, przeżywając go każdym nerwem swojego ciała,
wydychając w każdym oddechu, w każdym wypowiedzianym
słowie. - Severus był już przy nim. Tak blisko, że niemal
się dotykali. - Chciałbym jednak, abyś teraz, w tej chwili,
zapomniał o żalu. - Pochylił się nad nim, otaczając go
swoim zapachem i chowając w swym cieniu. - Chciałbym,
żebyśmy byli tutaj sami, bez niego. Tylko ty i ja.</p>

<p>Harry wpatrywał się w
skupioną, ściągniętą twarz mężczyzny tak
blisko swojej własnej. Widział iskry w czarnych oczach. I
zadrżał, kiedy poczuł, jak Severus łapie jego
dłoń i prowadzi ją ku swoim szatom. Jego palce
dotknęły gorącego, gładkiego ciała i Harry nabrał
gwałtownie powietrza, kiedy zrozumiał, co to takiego.
Zacisnął rękę wokół na wpół twardej erekcji,
czując napływającą do gardła gorycz.</p>

<p>- No dalej - usłyszał
wibrujący szept tuż przy swoim uchu. Przełykając
żółć, zaczął powoli poruszać dłonią.
Penis Snape'a twardniał coraz bardziej pod wpływem jego dotyku, Harry
czuł bijący od niego żar i krew, przepływającą
ciągnącymi się wzdłuż trzonu żyłkami.
Pulsował i rósł w jego małej dłoni. Tak samo, jak
rozprzestrzeniające mu się w sercu rozgoryczenie.</p>

<p>Jego zielone oczy drżały,
kiedy spojrzał w górę na znajdującą się kilka
centymetrów od jego własnej twarz Snape'a, ściągniętą
teraz w wyrazie przyjemności i satysfakcji. Napotkał wbite w siebie
spojrzenie zmrużonych czarnych oczu, w którym tliło się perfidne
zadowolenie.</p>

<p>- Dlaczego taki jesteś? -
zapytał nagle, a ton jego głosu zaskoczył nawet jego samego. Nie
było w nim żalu, raczej pustka i rezygnacja. - Dlaczego mnie tak
traktujesz? Ja... zrobiłbym dla ciebie wszystko i ty o tym wiesz.
Więc dlaczego w zamian zadajesz mi jedynie... krwawiące rany? -
Severus jęknął i oparł się przedramionami o
ścianę po obu stronach głowy Harry'ego, napierając na niego
i wypychając biodra, jakby tym gestem chciał mu przekazać, aby
robił to mocniej. - Nikt nigdy nie będzie cię tak
pragnął. Nikt nigdy nie będzie patrzył na ciebie w taki
sposób. Nie rozumiesz tego? - kontynuował Harry głosem
ciężkim od goryczy. Nie wiedział, dlaczego to mówi, nie
potrafił przestać. Czuł się tak, jakby słowa same
wypływały mu przez usta. - Kiedy wczoraj potraktowałeś mnie
jak pierwszego lepszego ucznia... wiesz, jak się poczułem? Opowiedzieć
ci o tym?</p>

<p>- Szybciej - wysapał Severus,
wbijając w Harry'ego jeszcze gorętsze, jeszcze intensywniejsze
spojrzenie. Jakby słowa chłopaka jedynie podsycały jego
podniecenie.</p>

<p>Napletek rozgrzanego penisa
mężczyzny przesuwał mu się pod palcami. Harry
przełknął ślinę przez piekące, wyschnięte
gardło i zaczął szybciej poruszać dłonią.
Zagryzł na chwilę wargę, próbując zapanować nad
osłabiającym dreszczem, który przebiegł przez jego ciało.
Członek Snape'a był już tak twardy, tak wypełniony
nabiegłą krwią, że z trudem mieścił się
Harry'emu w dłoni.</p>

<p>Ciekawe, co w takim razie, powie na
to...</p>

<p>Zacisnął zęby i
wysunął swoją drugą, zabandażowaną
dłoń, po czym położył ją na lśniącej,
zaczerwienionej główce.</p>

<p>Severus zagryzł wargę, a z
jego ust wydobył się zduszony pomruk, kiedy Harry, krzywiąc
się nieznacznie z bólu, zaczął pieścić poranioną
dłonią wilgotny czubek drżącej coraz bardziej erekcji.</p>

<p>Sądząc po reakcji,
Snape'owi chyba się to spodobało. Harry nie spodziewał się
tego. Nie wyobrażał sobie, aby można było odczuwać
aż taką przyjemność bezpośrednio z czyjegoś
cierpienia. Ale to był Severus. Wyglądało na to, że wcale
mu to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Wydawał się to
lubić. Wydawał się czerpać z tego wręcz
sadystyczną przyjemność.</p>

<p>Harry zagryzł wargę, z
trudem powstrzymując toczącą mu się przez przełyk
falę goryczy.</p>

<p>- A może chcesz
posłuchać o czymś innym? - zapytał cichym, chrapliwym
głosem, przełykając suchy szloch, który drapał go w gardle.
- Opowiedzieć ci o tym, jak rozwaliłem posąg, a jego odłamki
poraniły mi całą twarz, ale ja w ogóle tego nie poczułem,
ponieważ ból był tak silny, że całkowicie
zagłuszył fizyczne cierpienie? Opowiedzieć ci? -
Ścisnął mocniej pulsującą, promieniującą
żarem erekcję. Z ust mężczyzny wyrwał się
udręczony pomruk:</p>

<p>- Potter...</p>

<p>- A może ty mi opowiesz, jakie
to uczucie, kiedy mnie tak traktujesz? - kontynuował Harry,
obciągając jeszcze szybciej i lekko rozmazanym wzrokiem
obserwując grymas nieopisanej rozkoszy na twarzy Severusa. - Jak bawi
cię zadawanie mi ciosów i patrzenie, jak zwijam się z bólu? Jak
wielką odczuwasz satysfakcję, kiedy mnie upokarzasz i obserwujesz mój
upadek? Może opowiesz mi o tym, jak uwielbiasz mnie ranić?</p>

<p>Po tych słowach z ust Snape'a
wyrwał się rozdzierający jęk. Jego penis zadrżał
w dłoni Harry'ego i wystrzelił strugami lepkiej, białej cieczy,
która osiadła na szacie chłopca. Harry obserwował, jak powieki
mężczyzny przymykają się, brwi ściągają, a
twarz wygładza dzięki przepływającej przez całe
ciało fali przyjemności. Severus zacisnął zęby i
niemal wgniótł Harry'ego w ścianę, napierając na
owinięte wokół swojej erekcji dłonie chłopaka, jakby
chciał to odczuć jeszcze dogłębniej, jeszcze intensywniej.
Drżał przez kilka chwil, poddając się całkowicie temu
obezwładniającemu orgazmowi, po czym otworzył oczy i skupił
swój rozgorączkowany wzrok na Harrym. Uniósł dłoń i
łagodnie dotknął jego policzka.</p>

<p>Harry zesztywniał. Chciał
cofnąć głowę, ale nie miał gdzie, ponieważ
był całkowicie przyciśnięty do ściany. Ale nawet
pomimo otaczającego go zapachu Severusa, pomimo chłodu tego wysokiego
przylegającego do niego ciała i gorącego, wydającego z
siebie ostatnie pulsujące podrygi penisa, który nadal trzymał w
dłoniach... czuł pustkę. Zimną pustkę.</p>

<p>- Potter... - Głos Severusa
dotarł do niego jak zza szyby. Harry słyszał jedynie szum w
uszach, miał zawroty głowy. Wszystko było nie tak. Absolutnie
nie tak.</p>

<p>- Czy mogę teraz zostać
sam? - wyszeptał cicho, odwracając głowę w bok. - Jestem
zajęty. Muszę...</p>

<p>Nie zdołał jednak
dokończyć, ponieważ silne dłonie mężczyzny
złapały go za nadgarstki i przycisnęły je do ściany
nad głową, a odziane w czerń kolano wsunęło się
brutalnie pomiędzy jego uda i wbiło w krocze. Harry skrzywił
się i jęknął. Spróbował uwolnić ręce, ale
nie miał szans. Severus był zbyt silny. Z opętańczym,
niemal bolesnym pragnieniem widocznym na twarzy, zaczął pocierać
kolanem o jego jądra i uwięzionego w spodniach penisa.</p>

<p>- Przestań -
jęknął Harry, stając na palcach i próbując uciec od
tego mocnego, zbyt mocnego dotyku. - Nie mam na to ochoty.</p>

<p>- Nie opieraj się temu. Nie
opieraj się mnie... - szepnął jedwabiście Snape, jeszcze
mocniej pocierając kolanem jego krocze. - Zrelaksuj się i poddaj. -
Pochylił się jeszcze bardziej i zatrzymał usta tuż przy
uchu Harry'ego. Wysunął język i łagodnie polizał nim
miękki płatek. Dreszcze, które przebiegły przez ciało
Harry'ego niemal roztopiły jego mięśnie. Tak samo jak głos,
który po chwili usłyszał: - Pragnę poczuć twój orgazm.</p>

<p>Harry jęknął i
przymknął oczy, gdy bolesne gorąco zaczęło
rozlewać mu się w podbrzuszu. Jego mięśnie
odprężyły się samoczynne, a penis stwardniał niemal
natychmiast. Nie potrafił tego powstrzymać.</p>

<p>Jak to możliwe, że zawsze
reagował na ten głos w taki właśnie sposób?</p>

<p>- Doskonale - powiedział cicho
Severus. Już nie ocierał się o niego jedynie kolanem, a
całym swoim szczupłym, wysokim, chłodnym ciałem. Harry
czuł jego twarde mięśnie, przesiąkający przez szaty
ziołowo-korzenny zapach, przepływające między nimi iskry.</p>

<p>Snape napierał mocno na
główkę jego penisa, przyciskając ją i maltretując, a
Harry miał ochotę jedynie wić się i skomleć z powodu
biegnących od niej przez całe jego drżące ciało
rozkosznych prądów.</p>

<p>- Severusie, proszę, przes... -
Jego słowa zamieniły się w kolejny jęk, kiedy kolano
mężczyzny jeszcze mocniej wgniotło mu się w krocze,
miażdżąc jądra i wyciskając powoli orgazm z jego
pulsującej boleśnie erekcji.</p>

<p>- Wyjęcz moje imię. Jeszcze
raz.</p>

<p>Harry przymknął powieki i
oparł głowę o twarde kamienie za sobą. Nie chciał tego
robić. Ciało już dawno przestało go słuchać, lecz
na szczęście pozostało mu jeszcze trochę kontroli nad
ustami.</p>

<p>Otworzył je jednak
gwałtownie i łapczywie wciągnął powietrze, kiedy jedna
z rąk Snape'a wypuściła jego nadgarstek i z całej siły
zacisnęła się na kroczu, brutalnie wbijając palce w jądra
i drgającą erekcję.</p>

<p>- Aaaa, Severusie... - zakwilił
zachrypniętym głosem, niemal podskakując i osuwając
się po ścianie. Mężczyzna jednak szybko ponownie
złapał go za wolny nadgarstek, przyciskając go do ściany i
utrzymując w pozycji pionowej.</p>

<p>- Właśnie tak -
wymruczał z mroczną satysfakcją. Był teraz tak blisko
niego... Harry czuł każdą wystającą kość
smukłego ciała, każdą fałdę szaty
wgniatającą mu się w skórę, odbierający zmysły
dotyk szczupłego, silnego kolana i był już tak cholernie...
już prawie...</p>

<p>- Daj mi go. Daj mi swój orgazm -
usłyszał przepełniony potrzebą, rozkazujący głos
tuż przy swoim uchu, który trafił prosto w jego lędźwie i
podpalił znajdujący się tam arsenał eksplodującej
przyjemności. Harry doszedł, jęcząc rozdzierająco i
skamląc, a jego ciało drżało tak bardzo, iż
obawiał się, że jeszcze trochę i rozpadnie się na
kawałki.</p>

<p>Po kilku chwilach
obezwładniającego uczucia, które rozpuściło jego
mięśnie, a umysł zamieniło w wyjącą z euforii
papkę, poczuł jak kolano Snape'a wysunęło się
spomiędzy jego ud, a on sam opadł do przodu na
mężczyznę, dysząc ciężko i próbując
odzyskać kontrolę nad swoim ciałem. Severus wypuścił z
uścisku jego nadgarstki, a Harry uniósł głowę, z trudem
otwierając oczy. W momencie, kiedy spojrzał w to promieniujące
zadowoleniem, znajdujące się parę centymetrów od jego twarzy
oblicze, mógł zrobić tylko jedną, jedyną rzecz.</p>

<p>I tak w tej chwili było mu
już wszystko jedno.</p>

<p>Rzucił się do przodu,
owinął ramiona wokół szyi Snape'a i desperacko przywarł
ustami do jego wąskich, zaciśniętych warg. Przylgnął
do niego całym ciałem z taką siłą, jakby pragnął
w tym uścisku złamać wszystkie bariery, które
mężczyzna rozciągnął wokół siebie. Nie
myślał nad tym, co robi, chciał jedynie odcisnąć na
nim swój ślad. Ssał i przygryzał wargi, pomimo iż usta
pozostawały zamknięte. Kąsał je i przygniatał swoimi.
Pożerał je, mrucząc i pojękując w nie cicho. A kiedy
tylko Severus próbował odsunąć głowę, napierał na
nie jeszcze mocniej, jeszcze zachłanniej, dusząc go w swoim
uścisku.</p>

<p>W końcu jednak, kiedy
pulsująca mu w głowie krew nieco opadła, a serce przestało
wyrywać się z piersi i przez jego zamroczony umysł powoli
zaczęły przebijać się pierwsze promienie
świadomości... oderwał swoje piekące usta od równie
zmaltretowanych warg mężczyzny i zaczerpnął tchu. Powoli
otworzył oczy i spojrzał w strzelające płomieniami, znajdujące
się milimetry od jego własnych oczy. Nie potrafił dokładnie
odczytać ich wyrazu, ale widział w ich bezdennej głębi
blask. Daleki, odległy blask, który przybliżał się z
każdą sekundą, rozrastał, stawał coraz
jaśniejszy.</p>

<p>Wokół panowała aksamitna
cisza. Dwa nierówne oddechy szeptały pomiędzy sobą. Twarz
Harry'ego owiewały ciepłe podmuchy. I coś się
poruszyło. Jedna z dłoni Severusa wplotła mu się we
włosy i przechyliła jego twarz nieco na bok. Kiedy serce już
niemal podeszło mu do gardła, poczuł w kąciku ust delikatny
pocałunek. Wargi Severusa były ciepłe, pulsowały. I
były takie gładkie...</p>

<p>Po chwili oderwały się,
przesunęły nieco w górę i złożyły kolejny
pocałunek tuż pod prawym okiem. Harry pozwolił, aby jego powieki
opadły, a z ust wyrwało się ciche westchnienie.</p>

<p>Następny pocałunek
dotknął prawej skroni. Zatrzymał się tam na
dłużej, jak gdyby smakował rozgrzaną,
tętniącą w tym miejscu skórę.</p>

<p>Severus oderwał wargi i
przesunął je jeszcze wyżej, by pocałować...
bliznę. Łagodnie i niemal z wahaniem, ale doznanie było tak
niesamowite, iż Harry sam nie wiedział, czy odczuwa to naprawdę,
czy był to jedynie wytwór jego wyobraźni, ponieważ
dokładnie w tej samej chwili poczuł rozprzestrzeniający się
od niej żar. Jego ciało zaczęło drżeć w
niekontrolowany sposób, miał wrażenie, jakby przepływał
przez nie prąd. I na jeden, niewielki ułamek sekundy poczuł
bolesne ukłucie i zobaczył serię migających obrazów. Nie
był w stanie ich zatrzymać albo zapamiętać, ale
wydawało mu się, że chyba zobaczył jakiś ciemnozielony
płyn, twarz Voldemorta, Dumbledore'a, Snape'a i swoją
własną.</p>

<p>Wszystko zniknęło jednak
tak błyskawicznie, jak się pojawiło i już po chwili Harry
zastanawiał się, czy widział to naprawdę, czy też
coś mu się przewidziało. Wciąż czuł gorące
wargi Severusa przyciśnięte do swojej blizny i miał
wrażenie, że zaraz roztopi się pod wpływem tego dotyku.</p>

<p>Westchnął cicho, kiedy
mężczyzna oderwał w końcu usta od jego skóry,
owiewając ją łagodnym, rozgrzanym oddechem. Zacisnął
mocniej powieki i pozwolił, aby dłoń Severusa,
przyciągnęła jego twarz do otoczonego czernią torsu.
Poczuł, jak mężczyzna oplata jego szyję drugą
ręką i zamyka go w ciepłym uścisku, wtulając
swoją twarz w jego włosy.</p>

<p>Stali tak bardzo długo, bez
słowa, przytuleni do siebie w cieple i otaczającej ich ciszy.</p>

<p>I wyglądało na to, że
przynajmniej w tej jednej chwili... wszystko było już w
porządku.</p><empty-line /><p>* "All because of you" by
Saliva</p>

<p><strong>--- rozdział 40 ---</strong></p>

<p><strong>40. The Dark Side</strong></p><empty-line /><p>Deliver me into my Fate</p>

<p>I never claimed to be a Saint...</p>

<p>My heart is just too dark to care.</p>

<p>I can't destroy what isn't there.</p>

<p>Ooh, my smile was taken long ago,</p>

<p>If I can change I hope I never know.*</p><empty-line /><p>Potter drżał i
jęczał rozdzierająco pod ostrymi pchnięciami. Jego nagie
plecy lśniły od potu, a smukłe dłonie kurczowo
trzymały się oparcia fotela. Szczupłe biodra podskakiwały,
zderzając się z czarnym materiałem spodni. Każde kolejne
pchnięcie wprawiało całe to drobne ciało w drgawki i
niekontrolowane spazmy. Lśniący członek raz po raz zanurzał
się w maleńkim, zaczerwienionym otworze, rozpychając go i
brutalnie torując sobie drogę przez wnętrze chłopca.
Długie palce zaciskały się na jego bladej skórze na
pośladkach, wbijając się w miękkie ciało i
zostawiając na nim brunatne ślady. Potter skamlał i wił
się, jego gardłowy krzyk sprawiał jedynie, że
pchnięcia coraz bardziej przyspieszały.</p>

<p>Ale w tej ogłuszającej
kakofonii krzyków przyjemności i bólu rozległ się zupełnie
inny dźwięk.</p>

<p>Śmiech.</p>

<p>Wysoki, lodowaty, wbijający
się w umysł i zdzierający z niego wszelkie osłony.
Jakikolwiek opór przed nim mógłby się zakończyć jedynie
szaleństwem.</p>

<p>Śmiech wzmagał się.
Kiedy osiągnął punkt krytyczny, brzmiał tak, jakby
zamienił się w miliony drobnych, ostrych igieł,
przekłuwających każdy nerw w ciele i paraliżujący je.</p>

<p>I wtedy zaczął
słabnąć. Fale bólu powoli odpływały, osłony na
nowo się wznosiły.</p>

<p>Severus Snape otworzył oczy.
Jedyną zauważalną reakcją na to, czego przed chwilą
doświadczył, było kilkukrotne zaciśnięcie powiek i
pulsująca na skroni żyła.</p>

<p>Lord Voldemort stał kilka kroków
przed nim i uśmiechał się szeroko, co w tym wypadku wcale nie
oznaczało radośnie. Jego uśmiech przypominał raczej
czającego się tuż pod powierzchnią wody rekina, gotowego w
każdej chwili zaatakować i zmiażdżyć ofiarę
swoimi potężnymi szczękami.</p>

<p>- Ssseverusie... - zaczął,
podchodząc powoli do stojącego przed nim Śmierciożercy,
którego szata wciąż jeszcze splamiona była krwią
zamordowanych dwie godziny wcześniej mugoli podczas jednej z wielu
podobnych akcji. Na białej masce, którą mężczyzna
trzymał w dłoni, widniały czerwono-czarne smugi, pozostawione
przez – teraz już zaschnięte - krople krwi. Jego nieruchoma,
wpatrzona w dal twarz przypominała taką sama maskę. -
Sprawiłeś mi dzisiaj ogromną satysfakcję. Zasłużyłeś
na nagrodę.</p>

<p>Severus pokornie pochylił
głowę.</p>

<p>- Radość z powodu tego,
że znów mogłem ci to pokazać, jest całkowicie
wystarczającą nagrodą, mój Panie.</p>

<p>- Ja nie rzucam słów na wiatr. W
nagrodę pójdziesz z Bellatriks do Grenualdy Thumb, aby
wyciągnąć z niej interesujące mnie informacje oraz
odnaleźć coś, co powinno należeć do mnie. Bella zna
szczegóły, więc zgłoś się później do niej.</p>

<p>Snape przytaknął.</p>

<p>- Bardzo dziękuję, Panie.
To będzie dla mnie zaszczyt.</p>

<p>- Czy ten stary głupiec
domyśla się czegoś?</p>

<p>W oczach Snape'a
błysnęła zimna satysfakcja. Pokręcił głową.</p>

<p>- Wszystko idzie zgodnie z planem.
Dumbledore jest tak pochłonięty główkowaniem, organizowaniem
sił i przygotowaniami do wojny, że nie zauważyłby w swoim
gnieździe zepsutego jajka, nawet gdyby mu je podsunąć pod
brodę. Te akcje znakomicie odwracają jego uwagę od
najistotniejszych rzeczy. Od chłopaka.</p>

<p>- Znakomicie. - Voldemort ponownie
wyszczerzył w uśmiechu swoje żółtawe, przypominające
rząd kłów zęby. - Ale na wszelki wypadek trzeba całkowicie
uśpić jego czujność. Powiesz mu, że przygotowujemy
atak na siedzibę Międzynarodowej Federacji Quidditcha.</p>

<p>- A przygotowujemy? - zapytał
Severus z uprzejmym zainteresowaniem.</p>

<p>- Przygotujemy. Trzeba
podsunąć mu jakiś smakowity kąsek. Poświęcimy
Legerpholta i Adraughta. I tak już mi się do niczego nie
przydadzą. Ale cóż to znaczy wobec tego, co otrzymam w zamian? - W
jego czerwonych oczach rozbłysły zimne iskry. - Jeszcze tylko
niewiele ponad półtora miesiąca, Severusie, i będę ją
miał. - Zakończone długimi szponami palce Voldemorta
zacisnęły się w pięść. - Krew Pottera. Jego moc.
Jego siłę. A wtedy cały świat padnie mi do stóp, a Albus
Dumbledore nie będzie stanowił już dla mnie żadnego
zagrożenia. Zmiotę go z powierzchni ziemi samym tylko spojrzeniem. -
Jego głos unosił się w powietrzu, rozbłyskując iskrami
gniewnej mocy, kiedy coraz bardziej pogrążał się w swych
wizjach.</p>

<p>Snape czekał cierpliwie z
krzywym, lecz pozbawionym krztyny zwyczajowego szyderstwa uśmieszkiem.
Był to raczej uśmiech kogoś, kto cieszy się z dobrze
wykonanego zadania.</p>

<p>- Kiedy "przeprowadzimy" ten
atak? - zapytał po chwili.</p>

<p>- Pojutrze o północy.
Wyślę tam kogoś, kogo strata nie będzie dla nas zbyt
dotkliwa. Wejdą głównym wejściem. Z pewnością sam
wymyślisz jakieś wytłumaczenie dla tego starego głupca. Tak
mu się już miesza w głowie, że jeszcze w końcu gotów
byłby pomyśleć, że zamierzam wykraść partię
mioteł. Musisz go przekonać i wziąć udział w walce,
stojąc po jego stronie. I dopilnujesz, by Legerpholt i Adraught
zginęli. Nie możemy pozwolić na to, aby Aurorzy wzięli ich
w obroty, nawet jeżeli Veritaserum, które dla nich warzysz, ma o
połowę słabsze działanie. Zawsze mogą użyć
na nich Legilimens Evocis, a tego byśmy nie chcieli.</p>

<p>- Zostaw to mnie, Panie -
odpowiedział Snape.</p>

<p>- A co z Miksturą Wyostrzenia?</p>

<p>- Brakuje mi jednego składnika.
Wywaru z trupojada. Myślę, że z pewnością znajdę
go na Nokturnie. Udam się tam zaraz po naszym spotkaniu.</p>

<p>- Dossskonale, dossskonale.
Jeżeli to już wszystko, to możesz odejść i
przyślij do mnie Malfoya.</p>

<p>- Tak, Panie. - Severus
pokłonił się i wycofał z komnaty. Kiedy znalazł
się za drzwiami, wyprostował się i ruszył zdecydowanym
krokiem przez długi, pogrążony w mroku korytarz,
wyglądając tak, jakby wtapiał się w panującą
wokół gęstą ciemność.</p>

<p>***</p>

<p>Aportował się prosto przed
sklepem, do którego zmierzał. Za zabrudzoną,
zaśniedziałą szybą wystawową stały wszelkiego
rodzaju zakurzone słoje i butelki wypełnione nieokreślonymi
substancjami. Obrzucił badawczym spojrzeniem ciemny zaułek ze
skulonym pod murem, mamroczącym do siebie czarodziejem w łachmanach,
wokół którego unosił się odór uryny oraz innych ekskrementów.
Było już ciemno. Przebywanie na Nokturnie o tej porze równało
się z samobójstwem, jeżeli tylko znalazłby się tutaj
ktoś niepowołany. Ale stojący przed sklepem z najbardziej
zakazanymi i śmiercionośnymi składnikami eliksirów, odziany w
splamioną krwią szatę Śmierciożercy
mężczyzna wyglądał na tak obeznanego z tym miejscem i tak
pewnego siebie, jakby wiedział, że bez wątpienia nie spotka
tutaj nikogo bardziej niebezpiecznego niż on sam.</p>

<p>Przez krótką chwilę lustrował
jeszcze pozostałe całkowicie wyludnione, ciemne i brudne,
cuchnące fekaliami zaułki, przez które co jakiś czas
przemykał nienależący z pewnością do żadnego
człowieka cień, po czym wszedł do środka.</p>

<p>Stojący przy ladzie niski
człowieczek z bardzo długą, przerzedzoną siwą
brodą podniósł obojętnie wzrok i w momencie, kiedy to
zrobił, jego oczy rozszerzyły się gwałtownie, tak jakby
ujrzał właśnie Lorda Voldemorta we własnej osobie.</p>

<p>- Och, pan Snape - zaskrzeczał
chrapliwie. - Jakiż to dla nas zaszczyt. Cooper! Chodź tu
natychmiast! - krzyknął w stronę znajdującego się za
nim zaplecza. Niemal w tej samej chwili w drzwiach pojawił się
przygarbiony, całkowicie łysy osobnik o wyglądzie kulejącej
jaszczurki.</p>

<p>- Och, pan Snape. - Zaklaskał w
wielkie jak łopaty dłonie, pochylając się tak nisko,
że niemal dotknął nosem podłogi. - Czego pan sobie
życzy tym razem?</p>

<p>- Potrzebuję wywaru z trupojada
- odpowiedział beznamiętnym tonem mężczyzna,
rozglądając się po obleczonych pajęczynami,
ciągnących się aż pod sufit półkach zapełnionych
słoikami. Gałki oczne, palce, czy nawet języki były
najprzyjemniejszymi pływającymi w nich obiektami.</p>

<p>- Oczywiście.
Sprowadziliśmy go co prawda dla innego klienta, ale w tych
okolicznościach... - Mężczyzna urwał pod torpedującym
spojrzeniem Snape'a. - Już przynoszę. - Odwrócił się na
pięcie i popędził na zaplecze, przypominając trochę
pająka poruszającego się bez kilku wyrwanych nóg.</p>

<p>- Czy życzy pan sobie jeszcze
czegoś? - zapytał mały człowieczek, podchodząc do
Severusa i kłaniając mu się nisko. - Mamy nowa kolekcję...</p>

<p>- Nie, przyszedłem tylko po
wywar - odparł Severus beznamiętnym tonem, patrząc z góry na
kulącego się przed nim staruszka.</p>

<p>- Oczywiście, dla pana wszystko
- zaskrzeczał osobnik, ale nie podniósł ani głowy, ani wzroku, uparcie
wbijając go w czarne, wystające spod długiej szaty buty
stojącego przed nim wysokiego Śmierciożercy. Snape
popatrzył na drzwi prowadzące na zaplecze, tak jakby
zastanawiając się nad czymś, po czym pochylił się
gwałtownie i złapał człowieczka za brodę,
przyciągając go do siebie i szepcząc mu wprost do ucha:</p>

<p>- Sprowadzisz dla mnie skórę i
serce druzgotka, odmiany pirenejskiej, jak najmłodszego. W nienaruszonym
stanie. Dostawa tam gdzie zawsze za dwa dni, dokładnie o tej samej porze.
Wiesz, co cię spotka, jeżeli nawalisz albo piśniesz chociaż
słówko.</p>

<p>Staruszek pokiwał
głową, a jego oczy były tak rozszerzone, jakby zaraz miały
wypaść mu z wychudzonej czaszki i potoczyć się po
podłodze, dołączając do tych, które znajdowały
się w niektórych słojach.</p>

<p>Severus puścił go i
odepchnął, wyprostował się i ponownie przybrał na
twarz obojętną maskę.</p>

<p>- Jest! - Cooper wyłonił
się z zaplecza, ściskając w rękach niewielki czarny
flakonik. - Proszę, oto on. Najwyższej jakości, specjalnie...</p>

<p>Severus odebrał mu go brutalnie
i spiorunował wzrokiem, co sprawiło, że mężczyzna
ugryzł się w język. Mistrz Eliksirów bez słowa
włożył flakonik do jednej ze znajdujących się w
szatach kieszeni i jeszcze raz spojrzał na kłaniających mu
się, niemal zamiatających nosami podłogę, drżących
ze strachu ludzi. I wydawał się dobrze bawić, obserwując
ich przerażenie i szacunek, który mu okazywali jako jednemu z najbardziej
zaufanych popleczników Lorda Voldemorta. Mistrz Eliksirów wyglądał
tak, jakby napawał się tym lękiem, karmił nim. Uśmiechnął
się krzywo, a następnie odwrócił i z łopotem peleryny
wymaszerował ze sklepu, bez ani jednego słowa.</p>

<p>Śmierciożercy nigdy za nic
nie płacili.</p>

<p>***</p>

<p>- Czarny Pan planuje atak na
główną siedzibę Międzynarodowej Federacji Quidditcha -
powiedział Severus, patrząc prosto w wyblakłe błękitne
oczy siedzącego po drugiej stronie biurka starego czarodzieja. - Nie znam
głównego celu, ani pobudek dla tego ataku, ale podejrzewam, że ma to
związek z jego uprzedzeniami.</p>

<p>Dumbledore pokiwał
głową.</p>

<p>- Tom nie potrzebuje żadnego
powodu, aby atakować bez opamiętania wszystko, co tylko nam jeszcze
pozostało. Quidditch łączy cały czarodziejski świat
jest ostatnim bastionem honoru, woli walki i wspólnoty, którą budujemy.
Uderzyć w niego to jak uderzyć prosto w nasze serca. Nie wolno do
tego dopuścić, Severusie. Na kiedy planuje atak?</p>

<p>- Pojutrze o północy.
Proponuję, aby zwiększyć ilość Aurorów
patrolujących budynek i jego okolice.</p>

<p>- Tak zrobimy, Severusie. Ale dla
zachowania pozorów, zwiększymy ich ilość także w innych instytucjach.
Nie możemy pozwolić, aby Voldemort domyślił się,
że ktoś nas ostrzegł.</p>

<p>Na twarzy Mistrza Eliksirów nie
drgnął nawet jeden mięsień.</p>

<p>- Jeżeli uważa pan to za
konieczne, dyrektorze. I zanim pan coś powie, chciałbym
oświadczyć, że tym razem chcę wziąć udział w
bitwie. Użyję Eliksiru Wielosokowego, dzięki czemu żaden
Śmierciożerca, który mógłby nam umknąć, nie rozpozna
mnie.</p>

<p>Dumbledore wpatrywał się w
niego z zamyśleniem. Zmarszczki na jego czole pogłębiły
się.</p>

<p>- Dobrze - odezwał się po
chwili. - Lecz musisz być niezwykle ostrożny, Severusie. Jesteś
w tej chwili naszym najważniejszym źródłem informacji. Nie
możemy cię stracić.</p>

<p>- Proszę się nie
martwić, dyrektorze. Potrafię o siebie zadbać.</p>

<p>- Wiem - westchnął stary
czarodziej i opuścił głowę, splatając ze sobą
oparte na biurku dłonie. - Martwię się o nas.</p>

<p>Na ułamek sekundy coś w
czarnych oczach rozbłysło lodowato, ale dyrektor nie mógł tego
zauważyć, ponieważ przez cały czas wpatrywał się
w swoje pomarszczone dłonie, błądząc myślami
gdzieś daleko.</p>

<p>- Nott i Avery pozostają w tej
chwili nieuchwytni. Próbują pozyskać wsparcie ludów
zamieszkujących północną część Skandynawii -
mówił dalej Severus, patrząc na siwą, pochyloną głowę
starego czarodzieja. - Bellatriks wykonuje poboczne zadania, zbiera dla Czarnego
Pana informacje. Niestety, nie znam ani jednego nazwiska jej najbliższych
celów.</p>

<p>Dumbledore pokręcił
głową.</p>

<p>- Klimming, Abigail, Longphort... kto
następny? - Podniósł wzrok i spojrzał prosto w nieruchome oczy
mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka, nadal odzianego
w czarne, poplamione krwią szaty Śmierciożercy. - Musisz
wyciągnąć od niej te nazwiska. Nie możemy pozwolić
sobie na kolejne straty, Severusie. Jest nas coraz mniej. Pomimo najsilniejszych
zabezpieczeń i wszelkich środków ostrożności, Voldemort
zawsze wie, gdzie ich szukać i jak się do nich dobrać, i
muszę wiedzieć w jaki sposób mu się to udaje. Jeżeli
dowiesz się czegokolwiek na temat jego źródła... To musi
być ktoś z Hogwartu albo z Zakonu. Wolałbym, aby tym...
"podrzuconym jajem" okazał się członek Zakonu. Nie
chciałbym, aby w pobliżu Harry'ego kręcił się
ktoś grający na dwa fronty, jeżeli wiesz, o co mi chodzi,
Severusie...</p>

<p>Mistrz Eliksirów przytaknął
ze zrozumieniem i całkowicie obojętnym wyrazem twarzy.</p>

<p>- Jeżeli tylko czegokolwiek
się dowiem, natychmiast poinformuję o tym pana, dyrektorze. Niestety,
Czarny Pan nie ufa mi jeszcze na tyle, aby dopuścić mnie do swoich
największych sekretów. I wygląda na to, że ufa mi nawet mniej,
niż myślałem, skoro ukrywa przede mną owe "źródło"...</p>

<p>Dumbledore pokiwał
głową.</p>

<p>- Musisz zdobyć jego zaufanie,
Severusie. Za wszelką cenę musisz się do niego
zbliżyć, nawet jeżeli wymaga to... - jego błękitne
oczy spoczęły na poplamionej krwią szacie mężczyzny -
...pewnego poświęcenia z twojej strony.</p>

<p>Jedyną zauważalną
reakcją Mistrza Eliksirów było mocniejsze zaciśnięcie
cienkich warg.</p>

<p>- Zrobię wszystko, co w mojej
mocy, dyrektorze - odparł Snape cichym, mrocznym szeptem.</p>

<p>- A co z chłopcem? -
zapytał nagle Dumbledore, zmieniając temat. - Czy Voldemort
wspomniał coś o nim, albo o jakichkolwiek planach z nim
związanych?</p>

<p>Mężczyzna
pokręcił nieznacznie głową, patrząc wprost w
przyglądające mu się lustrująco błękitne oczy
starca.</p>

<p>- Ani słowem. Jest zbyt
pochłonięty planowaniem ataków i organizowaniem sił, aby
zawracać sobie teraz nim głowę.</p>

<p>Dumbledore spoglądał mu w
oczy jeszcze przez jakiś czas, po czym rozluźnił się i
westchnął ciężko, odwracając głowę.</p>

<p>- To dobrze usłyszeć
przynajmniej jedną dobrą wiadomość. Wiem, że
spędzasz ostatnio dużo czasu z Harrym. Dobrze zrobiłeś,
biorąc na siebie odpowiedzialność za wymierzenie mu tych
wszystkich szlabanów. Niech tak zostanie. Chroń go, Severusie. Wiesz, jaki
jest dla nas ważny.</p>

<p>Mężczyzna
przytaknął, ponownie zaciskając usta.</p>

<p>- Jeżeli to już wszystko,
dyrektorze, to chciałbym wrócić do siebie i odpocząć.</p>

<p>- Tak, to wszystko. Dobranoc,
chłopcze - odparł stary czarodziej, odchylając się w swoim
przypominającym tron krześle i usiłując przywołać
na twarz podnoszący na duchu uśmiech, ale wydawał się on
tak samo blady, jak jego błękitne spojrzenie. Było w nim
znacznie więcej zgryzot niż wsparcia.</p>

<p>Severus podniósł się i
skinął mu głową.</p>

<p>- Dyrektorze - powiedział
uprzejmie, odwrócił się i wyszedł.</p>

<p>Przemierzał mroczne,
opustoszałe korytarze Hogwartu w równych, wyważonych krokach, które
odbijały się echem od ścian pogrążonego we śnie
zamku. Czarna peleryna powiewała za nim, a cień jego dumnej,
wyprostowanej sylwetki prześlizgiwał się po kamieniach pomiędzy
jedną, a drugą umieszczoną na ścianie pochodnią.</p>

<p>W pewnym momencie mężczyzna
zatrzymał się nagle. Kroki ucichły, a w powietrzu unosiła
się jedynie gęsta cisza, w której nieme trzaskanie
płonących pochodni było jedynym ruchomym elementem
rzeczywistości.</p>

<p>Severus powoli sięgnął
do kieszeni i wyciągnął z niej zielony kamień. Kamień,
który jarzył się w tej chwili złotym blaskiem.
Przysunął go do skrytej w cieniu twarzy i odczytał jaskrawy
napis:</p>

<p>Dobranoc, Severusie.</p>

<p>Cisza przybrała na sile.
Wydawała się wchłaniać wszystkie dźwięki.</p>

<p>Na usta mężczyzny
wypłynął ledwie widoczny uśmiech. Ukryte w mroku oczy
rozbłysły czymś nieokreślonym. Niepokój i ukojenie
wydawały się w tej chwili jednym i tym samym. Padające na
surową twarz cienie rysowały na niej swoje własne historie. I
tylko wpatrujący się w kamień i zaciskający go w swojej
dłoni mężczyzna, wiedział, które z nich są prawdziwe.</p>

<p>***</p>

<p>- Crucio! - Głos Bellatriks
wydawał się wyższy, kiedy zadawała cierpienie. Nieludzki.
Pozbawiony jakichkolwiek przejawów uczuć. Tak jakby kierowało
nią uosobione okrucieństwo, a ona była jedynie jego
marionetką.</p>

<p>Ciało starszej czarownicy
zaczęło drgać, rozrzucone członki uderzały o
podłogę, wykręcając się pod nienaturalnymi
kątami, a z ust wydobywał się zachrypnięty, niepowstrzymany
wrzask, który wwiercał się w umysł i pozostawał w nim
jeszcze na długo.</p>

<p>Severus stał z boku,
przyglądając się tej scenie z obojętnym wyrazem twarzy.
Sprawiał wrażenie kogoś, kto widział podobne sceny już
zbyt wiele razy, by robiły na nim jakiekolwiek wrażenie.</p>

<p>- Nie zmarnuj na nią całej
swojej mocy. Nie będę cię później aportował z powrotem
do kwatery głównej, tak jak ostatnim razem - mruknął cicho,
rozglądając się po pomieszczeniu.</p>

<p>Bellatriks przerwała
zaklęcie, dysząc ciężko, i odwróciła zarumienioną
twarz w jego stronę. W jej oczach błyszczała taka ekscytacja,
jakby niewiele dzieliło ją od osiągnięcia orgazmu.</p>

<p>- Och, przestań
jęczeć, Sevciu... Mogę się zabawić, jeżeli mam na
to ochotę. Może dzięki temu coś nam jeszcze wyśpiewa.</p>

<p>- Wątpię -
prychnął mężczyzna, spoglądając na
wijącą się, skuloną na podłodze postać. Z nosa
kobiety wypływała krew, a jej szeroko otwarte oczy wbijały
się w niego z taką intensywnością, jakby chciała mu
coś przekazać, lecz nie była już w stanie tego zrobić.
Jednak z pewnością nie było to nic przyjemnego. Resztka jej
osobowości, która jeszcze tliła się w opustoszałych oczach,
zionęła nienawiścią i urazą. Zdradą. - Legilimens
Evocis wyciągnęło z niej już wszystko, czego potrzebujemy,
ale jeżeli dalej zamierzasz bawić się z nią jak kot
złapaną myszą, to twoja sprawa. Ja idę szukać tego, po
co Czarny Pan nas tutaj przysłał. - Po tych słowach
odwrócił się na pięcie i skierował do wyjścia z
kompletnie zdemolowanego salonu.</p>

<p>- Och, Sevciu... Z tobą nie ma
żadnej zabawy - parsknęła Bellatriks, po czym spojrzała na
leżącą u jej stóp kobietę i w zamyśleniu
zaczęła uderzać różdżką w swoją otwartą
dłoń, tak jakby zastanawiając się nad czymś. Po chwili
jej usta rozciągnęły się w upiornej parodii uśmiechu.
Skierowała różdżkę w dół i już otworzyła
usta, żeby rzucić na nią jedno z najbardziej bolesnych,
torturujących zaklęć, które doprowadzały ofiarę do
bardzo długiego konania w straszliwych męczarniach, kiedy
usłyszała za sobą wypowiedziane zdecydowanym tonem słowa:</p>

<p>- Avada Kedavra!</p>

<p>Tuż obok jej ramienia
świsnął zielony płomień, trafiając w staruszkę,
której oczy rozszerzyły się na moment i zgasły na
wieczność.</p>

<p>Bellatriks odwróciła się z
furią w stronę stojącego przy wyjściu mężczyzny.</p>

<p>- Co to miało znaczyć! To
ja ją chciałam zabić!</p>

<p>- Nie miałem zamiaru
wysłuchiwać jej ciągłych wrzasków podczas przeszukiwania
domu, szczególnie, że może to potrwać jeszcze bardzo długo.
Boli mnie głowa - odparł spokojnie Severus, opuszczając
różdżkę.</p>

<p>- Przecież mogłam ją
uciszyć!</p>

<p>- Oboje wiemy, że nie
zrobiłabyś tego, Bello. Ale obiecuję, że zapewnię ci
inną rozrywkę.</p>

<p>Oczy kobiety natychmiast się
zmrużyły, a na ustach pojawił się drapieżny
uśmiech.</p>

<p>- Tak? Umieram z ciekawości -
wymruczała, podchodząc do Snape'a, który pchnął wyrwane z
zawiasów drzwi i wyszedł na równie zdemolowany korytarz. Skierował
się po schodach na pierwsze piętro, starannie omijając wyrwane w
stopniach dziury. - Niech zgadnę... - zagadywała dalej,
wspinając się za nim w górę. - Chciałbyś
podzielić się ze mną swoimi postępami w sprawie tego
smarkacza - zachichotała. Severus odwrócił głowę do
idącej za nim kobiety. Na jego ustach błąkał się
szyderczy uśmieszek. - Ha! Wiedziałam! - roześmiała
się Bellatriks. - Jak ci idzie, Sevciu? Słyszałam, że ten
parszywy mieszaniec chodzi za tobą jak kundel i wręcz liże ci
buty... - Jej dźwięczny śmiech odbił się od ścian
i sprawił, że z sufitu odpadł kawałek tynku.</p>

<p>- Zawsze znajdziesz adekwatne
porównanie, Bello - odparł Severus, wchodząc do znajdującego
się na szczycie schodów korytarza i kierując się do pierwszego
pokoju na lewo. - Tak, w tym względzie "kundel" to idealne
określenie. Jak widać, pewne cechy rodzinne są nie do
wykorzenienia.</p>

<p>Śmiech Bellatriks wzmógł
się jeszcze bardziej.</p>

<p>- Jak to jest rżnąć
takiego kretyna? - zapytała, przeszukując znajdujące się w
pomieszczeniu szafki i komody, podczas gdy Severus sprawdzał
różdżką ściany. - Jak w ogóle możesz się nie
brzydzić go dotknąć?</p>

<p>- Wiesz, że to mnie zawsze
przypadają w udziale najbardziej niewdzięczne zadania -
prychnął mężczyzna, kopiąc stojący mu na drodze
przewrócony fotel. - Ale mam przynajmniej satysfakcję z wyobrażania
sobie, co zrobiłby jego plugawy ojciec, gdyby widział, jak zabawiam
się z jego jedynym synem.</p>

<p>- Albo ten jego nędzny ojciec
chrzestny. Och, już wyobrażam sobie jego minę, gdyby
zobaczył, że z jego chrześniaka wyrosła taka mała
dziwka - chichotała dalej kobieta, wyrzucając na podłogę
szuflady.</p>

<p>- Czyżbyś
żałowała, że go zabiłaś? - zapytał
kpiąco Severus, kierując różdżkę w stronę
podłogi.</p>

<p>- Nigdy! - parsknęła
Bellatriks. - Nigdy, chociażby dla samego widoku tego małego gówniarza,
zdruzgotanego i wdeptanego w ziemię. Wciąż pamiętam, jak
gonił mnie po całym Ministerstwie, żeby pomścić
śmierć swojego kundelka. Biedny skrzywdzony chłopczyk, który
stracił swojego ukochanego wujcia... I co? I było go stać tylko
na jakąś godną pożałowania parodię Crucio -
prychnęła, otwierając przewróconą na ścianę
szafę i przeglądając jej zawartość.
Mężczyzna spojrzał na nią z ironicznym uśmiechem na
cienkich wargach.</p>

<p>- Nie od dzisiaj wiadomo, że
Potter jest imbecylem. Zawsze myślałem, że jest całkowicie
pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musiałem zweryfikować
swój pogląd...</p>

<p>- Tak? - zapytała z
zaciekawieniem kobieta, odwracając głowę w jego stronę.</p>

<p>- Potter ma niezrównany talent do
obciągania.</p>

<p>Ta uwaga doprowadziła Bellatriks
do kolejnego wybuchu dźwięcznego śmiechu.</p>

<p>- Och, Sevciu, Sevciu... Uracz mnie
jeszcze jakimś pikantnym szczegółem. Wiesz, jak uwielbiam
słuchać o upokarzaniu tego parszywego mieszańca. Powiedz mi... -
Przestała przeszukiwać szafę i znieruchomiała, wpatrując
się w mężczyznę zmrużonymi oczami i z
błąkającym się na czerwonych wargach pełnym okrutnej
radości uśmiechem. - Powiedz mi, jak głośno jęczy i
skamle o więcej, wijąc się przed tobą na kolanach...</p>

<p>Tym razem to Severus się
roześmiał.</p>

<p>- Przecież wiesz już niemal
wszystko, Bello. Tak, Potter na kolanach to cudowny widok. Właśnie
tam jest jego miejsce. U moich stóp, skowyczący i skamlący jak suka w
rui. - Jego czarne oczy błyszczały, kiedy to mówił. Bellatriks
posłała mu porozumiewawczy uśmiech.</p>

<p>- Widzę, że nasz mały
Złoty Chłopczyk zamienił się przy swoim profesorze w
prawdziwą wywłokę - parsknęła, powracając do
przeszukiwania szafy i znajdujących się w niej kufrów i walizek. -
Zapewne znakomicie go już wytresowałeś, Sevciu. Pójdzie za
tobą bez wahania?</p>

<p>Mężczyzna posłał
jej spojrzenie pod tytułem "za kogo ty mnie masz, kobieto?".</p>

<p>- Podejrzewam, że w tej chwili
Potter byłby nawet w stanie zaatakować któregoś ze swoich
drogich przyjaciół, gdybym tylko nim odpowiednio pokierował.</p>

<p>Bellatriks spojrzała na niego
uważnie.</p>

<p>- To musi być rewelacyjne
uczucie. Mieć nad nim taką władzę... Nad twoim
największym wrogiem. W sumie to nie jest aż takie złe zadanie,
Sevciu. Nie powinieneś tak narzekać.</p>

<p>- Nigdy na nie nie narzekałem,
Bello - odparł gładko mężczyzna, przeszukując
różdżką sufit. - Jedynym jego mankamentem jest fakt, że
dotyczy ono Pottera.</p>

<p>- Mam! - krzyknęła nagle
kobieta, wyjmując z jednej z walizek niewielkie zawiniątko.
Zerknęła do środka i uśmiechnęła się
szeroko. - Zadanie wykonane. Możemy stąd spadać.</p>

<p>Severus skinął
głową, schował różdżkę do kieszeni szaty i
podszedł do niej. Po chwili dwie sylwetki odziane w szaty
Śmierciożerców zniknęły z głośnym trzaskiem i w
zdemolowanym domu pozostał po nich jedynie unoszący się w
powietrzu pył i leżące piętro niżej ciało martwej
kobiety, wpatrującej się w sufit szeroko otwartymi, pustymi oczami.</p>

<p>***</p>

<p>W komnacie Mistrza Eliksirów
panował półmrok i całkowita cisza. Wydawało się,
że w chłodnych, wilgotnych pomieszczeniach nikogo nie ma. Jednak
były to tylko pozory.</p>

<p>Za ścianą jednego z
regałów, w wypełnionym flakonikami, buteleczkami i dymem laboratorium
Severus Snape pochylał się nad ciemnozieloną,
znajdującą się w kociołku substancją, mieszając
ją co jakiś czas i dokładnie studiując
leżącą na stole starą księgę ze stronicami
gęsto pokrytymi runami i rycinami.</p>

<p>Odłożył chochlę i
z kieszeni szaty wyciągnął niewielkie zawiniątko. W
środku znajdował się kawałek wciąż jeszcze
zakrwawionej skóry i coś, co przypominało niewielkie, mięsiste
serce z nadal sterczącymi z niego kikutami żył. Rzucił na
oba przedmioty zaklęcie czyszczące, po czym rozłożył
skórę na desce i zaczął ją kroić w równe pasy
szerokości pół centymetra. Kiedy skończył, ułożył
paski w niewielki stos i zaczął je szatkować wprawnymi ruchami.</p>

<p>Jego twarz była skupiona, tak
jakby każdy ruch był na wagę złota, a jeden
nieostrożny krok mógł wszystko zniweczyć.</p>

<p>Kiedy skończył
szatkować kawałki skóry, przysunął do siebie wagę i
odmierzył dokładnie dwie i trzy czwarte uncji, po czym bardzo
ostrożnie, wpatrując się w eliksir niczym sokół,
wrzucił posiekany składnik do mikstury. Na powierzchni przez
sekundę pojawiła się plama w kształcie czaszki, ale bardzo
szybko się rozmyła, a eliksir zmienił barwę na jeszcze
ciemniejszą zieleń.</p>

<p>Na twarzy Mistrza Eliksirów
pojawił się lekki uśmiech, lecz coś w rozluźnieniu
ramion i całej postawy sugerowało, że ten uśmiech
wydawał się zaledwie odległym odbiciem szalejącego w
mężczyźnie napięcia.</p>

<p>Sięgnął po
chochlę i zamieszał wywar dwadzieścia razy zgodnie z ruchem
wskazówek zegara i dwa razy w przeciwną stronę. Kiedy
skończył, przeszedł do wciąż leżącego na
desce serca. Zalał go przegotowaną wcześniej wodą i
odczekał, aż przestanie parować. Nałożył czarne
rękawice ze smoczej skóry, wyjął serce i
przełożył je z powrotem na deskę, gdzie dokładnie
wyciął z niego wystające żyły i wszelkie
zanieczyszczenia. Następnie włożył je do moździerza i
zaczął przecierać, uważając, by nie upuścić
ani jednej kropli tryskającej z niego krwi. Kiedy została z niego
tylko gęsta, krwista miazga, przelał ją do maleńkiego
kociołka i podgrzewał nad niewielkim płomieniem aż do
zagotowania. Potem szybko zestawił z ognia i umieścił nad
kociołkiem, gotów do przelania.</p>

<p>Lecz wtedy coś najwyraźniej
mu w tym przeszkodziło. Opuścił nieco rondel i wolną
ręką sięgnął do kieszeni. W jego dłoni
błysnął zielony kamień. Przysunął go do oczu i
odczytał znajdującą się w nim wiadomość:</p>

<p>Czy mógłbym przyjść
teraz do ciebie, Severusie?</p>

<p>Jego oczy zmrużyły się
nagle i zapłonęło w nich coś... gniewnego.
Zacisnął kamień w dłoni i szybko odesłał:</p>

<p>Nie mam teraz czasu, Potter. Nie
przeszkadzaj mi.</p>

<p>Opuścił dłoń,
chcąc schować klejnot z powrotem do kieszeni, ale zanim
zdążył to zrobić, kamień ponownie się
rozjarzył. Mężczyzna spojrzał w dół na
zaciśnięte pomiędzy palcami zielone światło i z nieodgadnionym
wyrazem twarzy ponownie podniósł klejnot do oczu. Lecz tym razem znacznie
powolniejszym ruchem, tak jakby coś go powstrzymywało. Tak jakby za
wszelką cenę chciał go od siebie odsunąć, ale nie był
w stanie tego zrobić.</p>

<p>To... szkoda... Ja tylko... tak
bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym
się do ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi, a gniew
w jego oczach rozgorzał jeszcze bardziej. Opuścił
rękę, spojrzał na trzymany w ręku rondel i ponownie
zaczął go przechylać. Czarne tęczówki dokładnie
śledziły drogę gęstej, spływającej wolno po
ściance naczynia mazi, lecz zanim pierwsza kropla przelała się
za brzeg i spadła do kotła, Severus cofnął rękę i
zacisnął powieki.</p>

<p>Żyła na jego skroni
pulsowała, a trzymająca kamień dłoń
zacisnęła się na nim tak mocno, iż pobielały mu kostki
palców.</p>

<p>Po chwili jednym, gniewnym ruchem
cisnął kamień w sam róg pomieszczenia. W spojrzeniu, które
Mistrz Eliksirów skierował z powrotem na czerwoną maź,
wciąż tliło się jakieś wzburzenie. Zostało ono
jednak przyćmione zdecydowaniem, kiedy Severus przechylił szybko
naczynie i zacisnął na chwilę powieki, gdy pierwsza kropla
zetknęła się z ciemnozieloną miksturą. Z jego ust
wydobyło się ciche westchnienie, lecz na ściągniętej
twarzy nie było tym razem śladu uśmiechu.</p>

<p>Eliksir zabulgotał i uniósł
się z niego czarny dym, wędrując aż pod sufit w
iskrzących spiralach. Mężczyzna zamieszał wywar jeszcze
trzy razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara w równych, pięciosekundowych
odstępach czasu i w końcu odłożył chochlę na
stolik, zmniejszył różdżką płomień i
przykrył kociołek, a następnie cofnął się i
oparł o znajdujący się za jego plecami blat pełen
słoików i fiolek. Opuścił głowę i przez chwilę
trwał tak, w całkowitym bezruchu, krążąc myślami
po miejscach, do których jedynie on znał drogę.</p>

<p>Po pewnym czasie poruszył
się i wyprostował, obrzucając pomieszczenie nieodgadnionym
spojrzeniem. Na drugim końcu stołu warzył się inny eliksir,
a obok niego stał czarny flakonik, który Severus otrzymał parę
dni temu na Nokturnie. Podszedł do kociołka i przyjrzał się
krytycznie jego zawartości, po czym wziął chochlę i
zamieszał go dwa razy.</p>

<p>Kiedy odwrócił się od
stołu, zamarł na moment, wpatrując się w róg pomieszczenia,
w którym połyskiwało coś zielonego. Powoli podszedł do tego
miejsca i podniósł z podłogi rozjarzony niemal do białości
kamień.</p>

<p>Kiedy odczytał
widniejącą na nim wiadomość, na jego usta
wypłynął blady uśmiech, lecz zgasł równie szybko, jak
się pojawił. Czarne oczy mimowolnie powędrowały w stronę
stołu, lecz Severus nie pozwolił im na to. Odwrócił się
gwałtownie i szybko opuścił pomieszczenie.</p>

<p>W powietrzu pozostały jedynie
rozwiewające się powoli spiralne kłęby czarnego dymu.</p>

<p>***</p>

<p>Klątwa podpalająca,
którą rzucił Blackwood, trafiła prosto w przebiegającego
mężczyznę i rzuciła go na żywopłot, który w
ułamku sekundy zapłonął niczym pochodnia. Wrzaski bólu
słychać było chyba w całej okolicy, a swąd palonej
skóry sprawił, że nawet Severus skrzywił się nieznacznie.</p>

<p>- Trafiony! - roześmiał
się wysoki, postawny mężczyzna o kędzierzawej grzywie
opadających na zakryte maską oblicze. Z wnętrza jednego z
zaatakowanych domów rozległo się kwiczenie. W dobiegającej
zewsząd kakofonii eksplozji, wrzasków i zaklęć ciężko
było rozpoznać, czy był to przedśmiertny dźwięk
wydany przez kobietę, czy też dziecko, ale Severus obstawiałby
raczej to drugie. Chwilę później obaj stojący na
płonącym trawniku mężczyźni usłyszeli ekstatyczny
śmiech Bellatriks dochodzący ze zrujnowanego domu. Zresztą nie
jedynego w okolicy. Kilka stojących po drugiej stronie drogi budynków
miało olbrzymie wyrwy w ścianach i zapadnięte dachy. Te
znajdujące się po tej stronie płonęły. Po asfalcie
biegało jeszcze kilka przerażonych osób, odzianych jedynie w
piżamy albo koszule nocne, a tuż za nimi kroczyły wysokie
sylwetki w czarnych szatach, okrutnie zabawiając się ze swymi
ofiarami, którym ich powolny marsz dawał złudną nadzieję na
ucieczkę. Co jakiś czas przestrzeń przecinał kolejny wrzask
cierpienia i gasnącego życia. W oddali jedna z ciemnych, wysokich
postaci ciągnęła za sobą młodą,
szarpiącą się kobietę, trzymając ją za
długie włosy. Dziewczyna z kolei trzymała za nogę
małe, dwu-, może trzyletnie martwe dziecko, wlokąc je za
sobą po ziemi i zawodząc rozpaczliwie.</p>

<p>Śmierciożercy rzadko uciekali
się do używania Klątwy Uśmiercającej. W stosunku do
mugoli preferowali znacznie bardziej efektowne sposoby zabijania, gdyż
ofiary nie miały żadnej możliwości obrony. Gotowanie krwi,
odcinanie kawałków ciała, czy zrywanie skóry były
najpopularniejsze, lecz istnieli Śmierciożercy, którzy sztukę
tę opanowali do perfekcji i wciąż zaskakiwali nowymi metodami.
Tak jak Bellatriks, czy właśnie Blackwood.</p>

<p>- Pomocaaaaarrrggghhh!</p>

<p>Severus odwrócił się akurat
w momencie, kiedy młody chłopak o rozczochranych czarnych
włosach przewracał się wprost na niego. Jego krew siłą
rozpędu spryskała białą maskę i szatę, w
którą przyodziany był mężczyzna. Mistrz Eliksirów
złapał go mimowolnie, pomimo że w jasnobłękitnych
oczach nie było już życia, a z pleców unosił się
czarny dym i kiedy Severus na nie spojrzał, zobaczył w nich
dużą, czarną dziurę. W zakrwawionych mięśniach
tkwiły fragmenty pogruchotanego kręgosłupa.</p>

<p>- Zostaw to ścierwo -
prychnął Blackwood, odprowadzając wzrokiem
Śmierciożercę, który zabił przed chwilą chłopaka
i kierował się już ku kolejnemu mugolowi. - Naprawdę mam
wrażenie, że nigdy nie pozbędę się ich
wszechogarniającego smrodu. Mnożą się jak karaluchy,
wszędzie ich pełno - mamrotał mężczyzna,
ściskając w dłoni różdżkę i rozglądając
się za potencjalnym celem.</p>

<p>Severus odrzucił wiotkie
ciało i wyprostował się, mocniej zaciskając palce
wokół swojej różdżki. Jego dłonie odziane były w
czarne, pokryte plamami krwi rękawiczki.</p>

<p>Jego wzrok, skryty za maską
Śmierciożercy, przyciągnęła młoda kobieta, która
przebiegła obok nich po trawniku. Jej długie włosy
płonęły, a krzyk zwracał już uwagę pierwszych,
rozglądających się za kolejną ofiarą popleczników
Czarnego Pana.</p>

<p>- Twoja kolej, Severusie -
oznajmił uprzejmym tonem Blackwood, wskazując różdżką
w stronę kobiety.</p>

<p>Dłoń Snape'a uniosła
się bez wahania.</p>

<p>- Sectumsempra!</p>

<p>Zaklęcie trafiło
biegnącą kobietę w plecy. Upadła na twarz i
zaczęła konwulsyjnie tarzać się po trawie, wyrzucając
jej grudki na znaczną odległość. Jej skóra otwierała
się, jakby przecinał ją skalpel, a krew z ran tryskała
jeszcze dalej niż kępki trawy i ziemi. Kilka z nich osiadło na
szatach, przyglądających jej się bez ruchu mężczyzn.</p>

<p>- Muszę ci przyznać,
Severusie, że to niezwykle widowiskowe zaklęcie. Może w
końcu zdradzisz mi jego tajemnicę? Od dawna je znasz?</p>

<p>- Od bardzo dawna - odparł
beznamiętnym tonem mężczyzna, opuszczając
różdżkę i odrywając spojrzenie od podrygującej coraz
słabiej, leżącej na trawie sylwetki. Ogień z włosów
przeniósł się na twarz i powoli opanowywał nieruchome już
ciało.</p>

<p>- Niedługo musimy się
zwijać - oznajmił Blackwood, przeciągając się tak
mocno, że aż strzeliły mu kości. - Ale mam ochotę
jeszcze się zabawić... - powiedział, zerkając na leżącego
tuż obok niego martwego nastolatka z dziurą w plecach. - W sumie to
ten by się nadawał, gdyby nie ten jeden niewielki ubytek. -
Roześmiał się chrapliwie, tak jakby opowiedział
właśnie dobry dowcip, który niestety tylko on wydawał się
rozumieć. - Przestań być takim sztywniakiem, Severusie.
Przecież wiem, jak uwielbiasz zabawiać się z takimi podlotkami.
Pamiętasz nasze kilkugodzinne sesje z dzieciakami z Greenvillage, zanim
Czarny Pan wysłał mnie na tą czteromiesięczną
misję na zapyziałe Bałkany? Och, tak cholernie mi tego
brakuje... - paplał Blackwood, podczas gdy Severus przez cały czas
wpatrywał się w nieruchomą, zastygłą w wyrazie
przerażenia twarz czarnowłosego chłopaka. - Do dzisiaj ich
krzyki i jęki utulają mnie w nocy do snu. Nie ma nic cudowniejszego
niż te drobne nagie ciałka i ich ciasne tyłki. - W
błyszczących pod maską piwnych oczach zapłonął
lód. - Mam nadzieję, że kiedy Czarny Pan dostanie już Pottera w
swoje ręce, to pozwoli nam się z nim trochę zabawić...</p>

<p>Pokryta kroplami krwi maska w
kształcie czaszki powoli uniosła się i odwróciła w
stronę mężczyzny. Nie było za nią widać nawet
najmniejszego fragmentu twarzy Mistrza Eliksirów, poza dwoma czarnymi
tęczówkami wbijającymi się w pogrążonego w swoich
fantazjach Blackwooda.</p>

<p>- Nie mów, że nie
miałeś na to ochoty przez te wszystkie lata, kiedy był zaledwie
na wyciągnięcie twojej ręki - kontynuował
Śmierciożerca. - Wyobraź to sobie... przerżnąć
ich "Złotego Chłopca", ich "cudeńko",
"nadzieję czarodziejskiego świata", tego parszywego
"Wybrańca"... Wgnieść go w ziemię, zdeptać,
zadać mu taki ból, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał, a potem
rżnąć go do utraty przytomności, tak jak kiedyś to
robiliśmy... Och, to będzie coś pięknego! - Z ust
Blackwooda wydobył się gardłowy śmiech przypominający
charczenie.</p>

<p>Obsydianowe oczy nie poruszyły
się. Nieruchomo wpatrywały się w mężczyznę, a z
każdym jego słowem stawały się coraz zimniejsze,
wydawały się, niczym dwie czarne dziury, wchłaniać
całe ciepło i światło, zamieniając je w ostre jak
sztylety sople lodu, które potrafiłyby przebić się przez
wszystko, nawet przez duszę.</p>

<p>Po chwili z ust Severusa
dobiegło wypowiedziane zamyślonym tonem pytanie:</p>

<p>- Będzie?</p>

<p>Blackwood zignorował je jednak,
całkowicie pochłonięty swoimi myślami.</p>

<p>- Ustawię się jako pierwszy
w kolejce do jego dziewiczej dupy - snuł dalej swój wywód, a jego oczy
błyszczały mściwym podekscytowaniem.</p>

<p>Snape zrobił krok w jego
stronę.</p>

<p>- Nie mogę się wprost
doczekać, kiedy to zobaczę, Blackwood - powiedział, a w jego
głosie zabrzmiało coś ostrego, obiecującego.</p>

<p>- Hej, chłopcy! -
Dźwięczny krzyk Bellatriks zwrócił uwagę wszystkich grasujących
po okolicy Śmierciożerców, łącznie ze Snape'em i
Blackwoodem. - Odkryli nas! Zwijamy się!</p>

<p>Wszystkie odziane w czerń
postacie, jedna po drugiej aportowały się do wtóru głośnych
trzasków. Wśród płonących zgliszczy pozostały jedynie
szczątki i nieruchome, martwe ciała.</p>

<p>*</p>

<p>Po obowiązkowej wizycie u
Dumbledore'a i wytłumaczeniu, dlaczego Severus nie wiedział nic o
planowanym ataku na "tych biednych, niczego niespodziewających
się mugoli z Hampston", po złożeniu szczegółowego
raportu z zajść (czyli kto i ile osób uśmiercił) oraz po
wysłuchaniu monologu starego czarodzieja dotyczącego coraz
większych sukcesów Czarnego Pana i obaw związanych z coraz mniejszym
prawdopodobieństwem pokonania go, Mistrz Eliksirów mógł w końcu
wrócić do siebie.</p>

<p>Niczym duch pokonał drogę
dzielącą duszny gabinet dyrektora i swoje chłodne lochy,
niosąc w dłoni pokrytą ciemnoczerwonymi plamami
perłową maskę w kształcie czaszki. Jego szaty
wciąż splamione były krwią wymordowanych dzisiaj mugoli,
nawet jeżeli nie odznaczała się ona aż tak bardzo na
ciemnym materiale.</p>

<p>Zamek był całkowicie
opustoszały. Nie tylko za sprawą tego, że był już
środek nocy, ale przede wszystkim z powodu przerwy świątecznej,
a co za tym idzie - nieobecności niemal wszystkich uczniów.</p>

<p>Atak, w którym Severus brał
dzisiaj udział, był "świąteczno-noworocznym prezentem
od Czarnego Pana dla całego czarodziejskiego świata"
sądząc po reakcji Dumbledore'a i całego Ministerstwa Magii,
które, według słów dyrektora, natychmiast zarządziło
specjalne zebranie wszystkich najważniejszych ludzi w Ministerstwie,
ściągając ich z urlopów, wyglądało na to, że
przekaz trafił wyjątkowo celnie i dogłębnie.</p>

<p>Kiedy Severus dotarł w
końcu do swoich komnat, cicho wymruczał hasło i wszedł do
gabinetu, który przemierzył w zaledwie kilku krokach i po wypowiedzeniu
kolejnego hasła, nareszcie znalazł się w salonie.</p>

<p>Skrzaty rozpaliły ogień w
kominku podczas jego nieobecności. Drewno cicho trzaskało, a
bijący od ognia żar ogrzewał jego skupioną,
pogrążoną w myślach twarz.</p>

<p>Cichy szelest za plecami
sprawił, że Severus zareagował instynktownie. Odwrócił
się gwałtownie, sięgając po różdżkę i
wymierzając nią w stronę, z której doszedł
dźwięk. Lecz kiedy otwierał już usta, by rzucić
zaklęcie oszałamiające, słowa ugrzęzły mu w
gardle i zamarł bez ruchu.</p>

<p>Przy drzwiach stał Potter,
powoli zdejmując z siebie pelerynę niewidkę i patrząc
mężczyźnie prosto w oczy zdecydowanym, pewnym siebie wzrokiem.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>* "Snuff" by Slipknot</p>

<p><strong>--- rozdział 41 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>41. Break me</strong></p>

<p>Trembling, crawling across my skin</p>

<p>Feeding your cold, dead eyes</p>

<p>Stealing the life of mine</p>

<p>I believe in you</p>

<p>I can show you that I can see right
through</p>

<p>All your empty lies*</p>

<p>Czy mógłbym przyjść
teraz do ciebie, Severusie?</p>

<p>Harry otworzył oczy i kolejny
raz spojrzał na leżącą obok niego na łóżku
Mapę Huncwotów. Było kilka minut przed południem. Godzinę
temu widział, jak Snape wszedł do swojego tajnego laboratorium i
zaszył się w nim niczym bahanki w starych, wyliniałych
zasłonach w domu przy Grimmauld Place 12, które razem z Hermioną i
rodziną Weasleyów usuwali przy pomocy Bahanocydu. Wydarzenia te jednak
wydawały mu się tak odległe, jakby miały miejsce w innym
życiu. Jednak kiedy poczuł, że trzymany w ręku kamień
rozgrzewa się, jego myśli szybko powróciły do chwili obecnej.</p>

<p>Nie mam teraz czasu, Potter. Nie
przeszkadzaj mi.</p>

<p>Harry westchnął
głęboko, wpatrzony w rozżarzone litery i pochylił się,
podpierając twarz dłonią w pozie Myśliciela widzianego
kiedyś w jednym z albumów o sztuce, które namiętnie kolekcjonowała
ciotka Petunia, aby móc pochwalić się nimi sąsiadom, a do
których nigdy nawet nie zaglądała.</p>

<p>Ściskając kamień w
dłoni i czując spływającą po plecach falę zawodu,
nie potrafił powstrzymać wysyłanych mimowolnie chaotycznych
myśli:</p>

<p>To... szkoda... Ja tylko... tak
bardzo tęsknię i pomyślałem... że chciałbym
się do ciebie przytulić. Ale to już nieważne. Przepraszam.</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Wypuścił klejnot z
dłoni i pozwolił, aby opadł na pościel.</p>

<p>Jak zwykle wyszedł na
głupka. Ale to nie jego wina, że tak rozpaczliwie chciał z
Severusem porozmawiać. Dzisiejszej nocy prawie nie spał,
zastanawiając nad wszystkim, co się ostatnio pomiędzy nimi
wydarzyło i od kiedy tylko otworzył oczy, myślał tylko o
tym, aby jak najszybciej pójść do niego i powiedzieć mu to
wszystko... to wszystko, co...</p>

<p>Niech to szlag!</p>

<p>Severusa nie było na
śniadaniu i Harry nie widział go od wczoraj, od czasu tego...
dziwacznego spotkania w sali Runów.</p>

<p>Dopiero, kiedy niczym pijany
wrócił już do siebie, mając w głowie taki mętlik,
iż podejrzewał, że Węzeł Gordyjski przy nim to
zaledwie niewielki supełek, kiedy z westchnieniem opadł na
łóżko, wcisnął twarz w poduszkę, zamknął
oczy i pozwolił swoim myślom płynąć swobodnie...
dopiero wtedy był w stanie przeanalizować wszystko, co zaszło.</p>

<p>Snape go przeprosił. W końcu.
No, powiedzmy, że przeprosił. A przynajmniej powiedział
coś, co w jego słowniku zapewne uchodziłoby za przeprosiny,
gdyby mężczyzna w ogóle znał takie słowo. I Harry
wiedział, że z pewnością musiało go to wiele
kosztować...</p>

<p>Był jednak w tamtej chwili tak
pochłonięty swoim żalem, że w ogóle tego nie
zauważył. Ale, biorąc wszystko pod uwagę... czy
naprawdę powinien reagować aż tak emocjonalnie? Bo, powiedzmy
sobie szczerze, nie obudził się nagle z ręką w
kociołku. Znał Severusa już na tyle dobrze, aby... może nie
zrozumieć, ale przynajmniej [i]przewidzieć[/i] jego zachowanie. Nie
pierwszy i nie ostatni raz Snape powiedział coś, co go zraniło.
Czy powinno go to aż tak zaboleć?</p>

<p>Oczywiście, że powinno. Bo
tak naprawdę, kiedy teraz o tym myślał, to wcale nie chodziło
o to, co mężczyzna powiedział w tamtej chwili, ale o...
wszystko. Odsuwał się, odtrącał go, oddalał się
od niego i przecież to było widać! A potem bezczelnie
zaprzeczał! I na koniec potraktował go jak gówno.</p>

<p>To przelało czarę. Czasami
nawet nie wiemy, nie odczuwamy, jak każdy najdrobniejszy gest, spojrzenie,
pozornie nic nieznaczące słowa wypełniają nas,
zagnieżdżając się głęboko w sercu. Dzieje
się tak nawet gdy udajemy przed sobą, że nic takiego nie ma
miejsca. I w pewnym momencie jest już za późno. Kolejne niepozorne
słowo przerywa tamę i wszystko się wylewa, a im mniejszy
przesmyk, tym twardszy, ślepy strumień, napierający pod takim
ciśnieniem, iż nic nie jest w stanie go powstrzymać. Pulsuje i
wybija wyrwy, poszerzając szczelinę, przez którą wypływa
nagromadzony żal.</p>

<p>Chciałbym, żebyśmy
byli tutaj sami, bez niego. Tylko ty i ja.</p>

<p>...</p>

<p>...tylko ty i ja...</p>

<p>...</p>

<p>...ty i ja...</p>

<p>Słowa Severusa odbijały
się echem w jego głowie i Harry zastanawiał się, dlaczego
nie potrafił zrobić tego, o co poprosił go mężczyzna?
Dlaczego nie mógł zapomnieć o tym żalu? Dlaczego nie
posłuchał Snape'a i pozwolił, aby gorycz całkowicie
przejęła nad nim kontrolę, kierując każdym jego
słowem, każdym gestem, wypływając z ust i kąsając
dogłębnie?</p>

<p>Przecież obiecał... Wiedział,
jaki on jest... Obiecał mu...</p>

<p>...bez względu na to, co zrobisz
i co się stanie... ja zawsze będę po twojej stronie. Przy tobie.</p>

<p>Och, rzeczywiście dotrzymał
obietnicy. Rzeczywiście wykazał się zrozumieniem i
akceptacją na najwyższym poziomie. Wystarczyło jedno słowo,
aby zamienił się w plującą jadem kobrę, bo Snape tak
"strasznie go skrzywdził".</p>

<p>Zachowanie mężczyzny nie
było w porządku, ale on sam zachował się jak głupi,
samolubny szczeniak, który obraża się o coś, na co powinien
się już dawno uodpornić. W końcu postanowił, że z
nim będzie, wiedział, jak to może wyglądać,
podjął świadomą decyzje, obiecał i...</p>

<p>...i, do diabła, Severus go
przecież pocałował! To znaczy, może nie tak, jak Harry
sobie wymarzył, ale jednak te cienkie wargi z własnej, nieprzymuszonej
woli dotknęły jego twarzy. Wędrowały po niej,
składając delikatne pocałunki na skórze, czuł ich
ciepło, ich miękkość i w tamtym momencie był tak
zszokowany, iż miał wrażenie, że zaraz osunie się po
ścianie.</p>

<p>Czy nie było to potwierdzeniem,
że Severusowi jednak na nim zależy? A on okazał się takim
skończonym tchórzem, kiedy mężczyzna puścił go i bez
słowa odwrócił się, aby odejść. Stał tylko pod
ścianą jak ostatni kretyn, wpatrując się w
spływającą z oddalających się coraz bardziej ramion
czarną pelerynę i nie powiedział ani słowa. Nie
zatrzymał go! Do cholery, Merlin świadkiem, że gdyby
przypomniał sobie wtedy, jak używa się strun głosowych, to
krzyczałby na całe gardło, żeby zawrócił i nie
zostawiał go tak bez słowa, z całkowitym chaosem w głowie.</p>

<p>Czy Severus nadal się na niego
gniewał, czy uznał, że wszystko już sobie wyjaśnili?
Czy miał mu za złe, że nie potrafił powstrzymać
wypływającego żalu, czy też stwierdził, że
już mu się należycie odpłacił?</p>

<p>Harry nie zaprzeczał, że
to, co mężczyzna mu wtedy zrobił, było... do licha, nawet
nie potrafił tego opisać. Było chore. Ale doskonale zdawał
sobie sprawę, że po części wina leżała także
po jego stronie.</p>

<p>A teraz nie wiedział już
nic. Kompletnie nic. Udawanie, że nic nie zaszło, byłoby
najłatwiejszym rozwiązaniem. Ale czasami, kiedy chce się
dojść do celu, pozornie najprostsza droga potrafi wyprowadzić na
manowce albo skończyć się nagle ostrym, stromym urwiskiem. I
wtedy trzeba wybrać tę trudniejszą, która, pomimo wybojów i
nagłych śmiertelnych zakrętów, jako jedyna zaprowadzi cię
tam, gdzie pragniesz dotrzeć. A Harry zdecydowanie wiedział,
dokąd chce dotrzeć.</p>

<p>Musi z nim porozmawiać!
Przekonać go, że to, co mówił, było prawdą. Że
naprawdę tak uważa. Że nie jest tylko głupim, naiwnym
dzieciakiem. Że nie rzuca słów na wiatr, a kiedy sprawy
zaczynają się komplikować, okazuje się, że to wszystko
były jedynie czczym kłamstwem, że za słowami nie stoją
czyny.</p>

<p>I udowodni to!</p>

<p>Z takim właśnie
postanowieniem wstał dzisiejszego poranka. A teraz siedział i
zastanawiał sie, jak zmusić mężczyznę do spotkania.
Ponownie spojrzał na leżący na pościeli kamień i
wziął go do ręki.</p>

<p>Trudno. W takim razie przytulę w
zamian podręcznik do Eliksirów. Twoja strata.</p>

<p>***</p>

<p>Ukryty pod peleryną
niewidką Harry ponownie spojrzał na Mapę Huncwotów. Pomimo tego,
że był środek nocy, siedział na kamiennej posadzce pod
gabinetem Snape'a i czekał na niego od dobrych kilkunastu minut. Od kiedy
tylko zobaczył, że mężczyzna wraca przez błonia do
zamku i kieruje się prosto do gabinetu dyrektora. Przecież
kiedyś musi w końcu przyjść do swoich komnat!
Zniknął niemal na cały dzień i Harry nie miał okazji,
aby złapać go wcześniej. Nie pojawił się nawet na
skromnej uroczystości sylwestrowej, którą dyrektor zorganizował
wieczorem w Wielkiej Sali. Nawet fajerwerki nie potrafiły sprawić,
aby myśli Harry'ego nie frunęły co chwilę w stronę
nieobecnego Severusa. Pamiętając, w jaki sposób skończyła
się ostatnia wizyta bez zapowiedzi, postanowił że już nigdy
więcej nie pójdzie do niego nieproszony, ale to był jedyny sposób,
aby mógł z nim porozmawiać, gdyż wydawało mu się,
że mężczyzna go unika. Cóż, co prawda minął
zaledwie jeden dzień, w trakcie którego Snape wyglądał na nieco
zajętego, ale Harry postanowił, że nie będzie czekał.
Im szybciej to załatwi, tym lepiej.</p>

<p>Och! Snape wyszedł w końcu
z gabinetu Dumbledore'a!</p>

<p>Chłopak uważnie
śledził czarną, przemierzającą zamek kropkę. Tak,
szedł tutaj!</p>

<p>Zerwał się na równe nogi i
wcisnął mapę do kieszeni, wbijając wzrok w mroczny,
długi korytarz. Wydawało mu się, że czas wlecze się
jak gumochłon i że czeka już całą wieczność,
kiedy w oddali zamajaczyła wysoka sylwetka.</p>

<p>Wziął głęboki
oddech, czując, jak jego serce zaczyna przyspieszać i wpatrując
się w odległą postać z taką intensywnością,
że niemal zaczęły mu łzawić oczy. Tak, to był
Severus. Nawet z daleka potrafił rozpoznać te długie,
zdecydowane kroki, dumną, wyprostowana sylwetkę i powiewające
przy każdym ruchu szaty. Kiedy mężczyzna był już
wystarczająco blisko, Harry sięgnął do swojej peleryny z
zamiarem zdjęcia jej, lecz gdy Mistrz Eliksirów wkroczył w krąg
światła rzucanego przez najbliższą pochodnię,
zamarł, a jego oczy rozszerzyły się.</p>

<p>Severus miał na sobie szaty
Śmierciożercy. Splamione krwią szaty Śmierciożercy. W
dłoni niósł białą, pokrytą czerwonymi, nie do
końca jeszcze zaschniętymi kroplami maskę, a jego twarz...</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, automatycznie odsuwając się pod ścianę i
przywierając do niej plecami.</p>

<p>Nie chodziło o to, że twarz
mężczyzny wyglądała na pogrążoną w
głębokich rozmyślaniach, nie chodziło o to, że jego
czarne brwi ściągnięte były w wyrazie gniewu, a nawet
czegoś, co wykraczało daleko poza gniew i niebezpiecznie
zbliżało się do granicy furii, nie chodziło nawet o
zaciśnięte mocno i niemal boleśnie, wykrzywione wargi.
Chodziło o jego wzrok. Obcy i odległy. Chodziło o oczy, poprzez
które nie patrzył Severus, jakiego Harry znał, tylko coś,
coś, co było pozbawione uczuć, pogrążone w mroku,
płonące... lecz płonące lodem.</p>

<p>Wszystko to razem, zebrane na tej
bladej, ostrej twarzy, na którą opadały zlepione krwią
włosy sprawiło, że Harry zaczął się
trząść i nie potrafił nad tym zapanować. Cała
odwaga wydawała się z niego ulecieć. Stał tylko pod
ścianą, nie będąc w stanie się poruszyć i
wpatrując się w nadchodzącego Snape'a.</p>

<p>Doskonale wiedział, gdzie
Severus był i co robił, więc czyż nie była to idealna
okazja, aby udowodnić jemu, a także sobie, że to, co mówił,
było prawdą?</p>

<p>Ale, ale...</p>

<p>Mężczyzna przeszedł
obok niego i zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do
gabinetu. Wymruczał pod nosem zaklęcie i Harry z przerażeniem
obserwował, jak ciężkie, drewniane skrzydło otwiera
się. Miał tylko kilka sekund na podjęcie decyzji.</p>

<p>Spojrzał na tę
pochyloną, zakrytą w tej chwili włosami, tak dobrze mu
znaną twarz i zacisnął pięści.</p>

<p>To był Severus! Jego Severus! Od
początku do końca, od tych czarnych butów, które wyglądały
tak, jakby mężczyzna chodził w nich po wypełnionych
krwią kałużach, po zlepione w strąki, wcale nie aksamitne w
tej chwili czarne włosy!</p>

<p>Musi mu to pokazać!
Udowodnić! I tym razem nie da się wyprosić, nie pozwoli mu
się wyrzucić! Tym razem to nie on będzie tym, który zostanie
złamany, ponieważ nie zostało w nim już nic, czego
mężczyzna wcześniej nie złamał.</p>

<p>Tym razem to on złamie Snape'a!</p>

<p>Odepchnął się od
ściany i błyskawicznie wśliznął do gabinetu akurat w
chwili, kiedy drzwi się zamykały. Na palcach przebiegł przez
pomieszczenie, próbując nadążyć za długimi krokami
mężczyzny i wszedł za nim do komnat. Zatrzymał się tuż
za drzwiami, biorąc głęboki, drżący oddech i
starając się nie zwracać uwagi na próbujące wyrwać mu
się z piersi serce.</p>

<p>Musi się wziąć w
garść! Severus stał bez ruchu kilka kroków przed nim,
wpatrując się w trzaskający w kominku ogień.</p>

<p>Teraz albo nigdy!</p>

<p>Trzęsącymi się
dłońmi sięgnął do peleryny i zaczął ją
z siebie zsuwać.</p>

<p>Słysząc szelest, Severus
odwrócił się tak gwałtownie, iż serce Harry'ego
podskoczyło aż do gardła. Cofnął się o krok,
kiedy zobaczył wymierzoną w siebie różdżkę i mordercze
spojrzenie mężczyzny. Po ułamku sekundy na surowym obliczu
pojawiło się zaskoczenie i Harry poczuł, jak po jego plecach
spływa ulga. Przełknął ślinę, próbując
zmusić głos, aby zabrzmiał twardo i zdecydowanie:</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Nie liczył na jakąkolwiek
odpowiedź. Wiedział, że jej nie otrzyma. Spodziewał
się jedynie tnącego niczym ostrze gniewu. I nie zawiódł
się.</p>

<p>Oczy mężczyzny
zapłonęły czymś nieprzyjemnym i tak...
odstręczającym, że ciało Harry’ego przeszedł mimowolny
dreszcz.</p>

<p>- Wynoś się! -
warknął Snape, opuszczając nieco różdżkę, lecz
nie chowając jej zupełnie. - Nie mam ochoty na twoje towarzystwo. -
Sposób, w jaki to powiedział, w jaki to wypluł, był tak
pełen niechęci, jakby samo patrzenie na Harry'ego napawało go w
tej chwili jedynie odrazą.</p>

<p>Chłopak zagryzł wargę,
czując, że jego serce galopuje już w takim tempie, iż nic
nie jest w stanie go zatrzymać. Ani zmusić do odwrotu.
Przyjął buntowniczą pozę i gwałtownym ruchem do
końca zrzucił z siebie pelerynę, pozwalając, by
falując miękko opadła na podłogę.</p>

<p>- Nie - odparł przez zęby.
- Zostanę tu, gdzie jestem. Nie przyszedłem się z tobą
kłócić, tylko po to, żeby ci powie...</p>

<p>- Nie? - przerwał mu
mężczyzna, unosząc brew i wykrzywiając wargi w coś na
kształt gorzkiego uśmiechu. - W takim razie może usiądziesz
i poczekasz, aż zmyję z siebie krew tych wszystkich mugoli, których
dzisiaj zabiłem? Na pewno jesteś ciekaw, jak długo konali w
męczarniach, zanim poprosili mnie o to, by ich dobić. - Zrobił
krok w stronę łazienki, jak gdyby naprawdę zamierzał
zrobić to, co powiedział, lecz widząc przerażony,
niedowierzający wzrok, którym wpatrywał się w niego Harry,
zatrzymał się i uśmiechnął paskudnie. - Coś ci
się nie podoba, Potter? Przecież wiesz, z kim masz do czynienia. A
jeżeli nie, to zaraz mogę ci pokazać... - Uniósł
różdżkę i skierował ją na stojącego bez ruchu i
wpatrującego się w niego szeroko otwartymi oczami chłopaka.</p>

<p>Harry wiedział, że się
trzęsie i nie potrafił nad tym zapanować. Mężczyzna,
który przed nim stał był od początku do końca
Śmierciożercą. To nie ten Severus, którego znał i za którym
tęsknił. Jednak wmawiał sobie, że stojący przed nim
człowiek to przecież także Severus. Pomimo bijącego od
niego chłodu, pomimo płonącego w oczach szaleństwa, pomimo
tego wszystkiego, co mówił... I musi go wydobyć. Przywołać.</p>

<p>- Severusie... - powiedział
cicho, uważnie przyglądając się odpychająco
wykrzywionej twarzy.</p>

<p>Nie było żadnej reakcji.
Mężczyzna nadal patrzył na niego tak, jakby Harry był jego
największym wrogiem i wciąż celował w niego
różdżką. Chłopak przełknął ślinę i
oblizał wyschnięte nagle wargi.</p>

<p>- Nie przestraszysz mnie -
wycedził w końcu, patrząc prosto w próbujące rozedrzeć
go na strzępy czarne oczy. - Poznałem cię już
wystarczająco dobrze i doskonale wiem, z kim mam do czynienia. -
Przerwał na chwilę i zaczerpnął tchu. - Zabijasz.
Torturujesz. Ranisz. Odpychasz mnie, gdy chcę się do ciebie
zbliżyć. A kiedy zaczyna ci zależeć, uciekasz w obawie
przed rozczarow...</p>

<p>- Zamknij się! -
Drżący dziwnie głos Snape'a rozdarł powietrze niczym
skalpel. - Zabieraj się stąd natychmiast! Jeżeli nie wyjdziesz,
to przysięgam, że tego pożałujesz!</p>

<p>Ciało Harry'ego
drgnęło, jakby samoistnie próbowało posłuchać i
wycofać się, póki jeszcze nie było za późno, chłopak
zmusił się jednak, aby pozostać na miejscu.</p>

<p>- Nie - powiedział zdecydowanie.</p>

<p>Widział, że palce Snape'a
mocniej zaciskają się na różdżce.</p>

<p>- Wynoś się! -
powtórzył po raz kolejny mężczyzna, a jego skryta w cieniu twarz
emanowała czymś naprawdę przerażającym.</p>

<p>- Nie! - Harry prawie
krzyknął, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem
całego ciała. - Ogłuchłeś? Powiedziałem, że nigdzie
nie pójdę!</p>

<p>- Affictio! - Z różdżki
Snape wytrysnął strumień czerwonego światła i
pognał w stronę Harry'ego, trafiając go prosto w
żołądek. Chłopak zgiął się w pół,
czując niewyobrażalny, przewiercający się przez
mięśnie ból. Miał wrażenie, jakby wszystkie żyły
w jego ciele popękały. Wrzasnął łamiącym się
głosem i złapał się za brzuch, kiedy siła uderzenia
odrzuciła go do tyłu. Upadł na podłogę z takim impetem,
że jego głowa uderzyła o kamienną posadzkę.</p>

<p>W pierwszej chwili nie widział
nic, poza ciemnością. Głowa mu pękała i
wyglądało na to, że stracił okulary. Uniósł się
do pozycji siedzącej, czując ostatnie fale zanikającego powoli
bólu i rozmazanym wzrokiem rozejrzał się w poszukiwaniu swoich
okularów. Wymacał je pół metra od siebie, wycierając jednocześnie
rękawem spływającą z nosa, ciepłą
strużkę krwi. Założył szkła na nos i powoli
podniósł się, wbijając w nadal celującego w niego
różdżką Snape'a nieugięte, twarde spojrzenie.</p>

<p>- Tylko na tyle cię stać? -
wymamrotał cicho, ponownie wycierając krew i czując jej smak na
wargach. Bolały go wszystkie mięśnie. - No dalej. Ulżyj
sobie. Rzuć we mnie Cruciatusa!</p>

<p>Zmrużone w wyrazie
całkowitej furii oczy Snape'a powiększyły się na moment.
Ściskająca różdżkę dłoń drżała,
tak samo, jak całe jego napięte niczym struna ciało.
Walczył ze sobą i Harry doskonale widział rozterkę na jego
twarzy. I otwierające się usta, tak jakby Severus naprawdę
szykował się do wypowiedzenia klątwy niewybaczalnej. Mężczyzna
oblizał cienkie wargi, a Harry wpatrywał się w nie niczym sokół,
czekając na zaklęcie, już prawie widząc oczami
wyobraźni, jak spływa z tych ust i...</p>

<p>- No czekam! - wykrzyknął,
podchodząc o krok bliżej do celującego w niego i
wyglądającego tak, jakby był już na samej granicy eksplozji
mężczyzny.</p>

<p>- Nie zbliżaj się! -
Głos Snape'a był dziwny, odległy, zachrypnięty.</p>

<p>Jednak Harry nie zamierzał go
słuchać. Sam miał wrażenie, że zaraz rozsypie się
w drobny mak, że nie wytrzyma tego napięcia. Trząsł
się tak bardzo, że z trudem stawiał kolejne kroki.</p>

<p>- Nie wyrzucisz mnie! -
syknął łamiącym się głosem. - Nie tym razem!
Zostanę tutaj. Z tobą. Cokolwiek spróbujesz mi zrobić,
jakąkolwiek rzucisz na mnie klątwę, ja nie ucieknę! Tym
razem nie pozwolę ci się odepchnąć!</p>

<p>Oczy mężczyzny
rozbłysły jeszcze większą furią. Wyglądał tak,
jakby próbował się bronić przed słowami Harry'ego, ale
tarcza, którą stworzył z wycelowanej w chłopaka
różdżki, powoli zaczynała pękać.</p>

<p>Harry zrobił kolejny krok,
czując, że uginają się pod nim kolana. Severus wykonał
taki ruch, jakby zamierzał się cofnąć, ale
najwyraźniej powstrzymał się i jeszcze mocniej
zacisnął dłoń na różdżce. Jego palce
pobielały.</p>

<p>- Na co czekasz? Jeżeli aż
tak bardzo mnie nienawidzisz, to rzuć ją! Pokaż mi! Udowodnij,
że jestem dla ciebie nikim! - Harry nie potrafił powstrzymać
słów. Jego własny głos wydawał mu się tak
napięty, zduszony i zachrypnięty, jakby nie należał do
niego. - Udowodnij mi, że jesteś takim przerażającym
Śmierciożercą, jak próbujesz pokazać! Bo wiedz, że ja
tak nie uważam!</p>

<p>Oczy Snape'a zwęziły
się w maleńkie szparki. Harry zobaczył, jak jego usta
otwierają się i usłyszał wypowiadane sykiem słowo:</p>

<p>- Cru...</p>

<p>Nie czekając na dalszą
część inkantacji, rzucił się do przodu, owijając
ramiona wokół torsu mężczyzny i przywierając do niego z
całej siły, jak gdyby próbował zgnieść w tym
uścisku dzieląca ich, pełną żółci i gniewu
przepaść. Lecz zanim jego strwożone serce zdołało
opaść z powrotem na swoje miejsce, poczuł, jak żelazne
dłonie zaciskają się na jego ramionach i odrywają go od
szczupłego, trzęsącego się tak bardzo jak on sam
ciała. Snape odepchnął go z taką siłą, że
Harry po raz kolejny wylądował na podłodze, uderzając w
nią łokciami, którymi próbował się podeprzeć.
Zamrugał oszołomiony i spojrzał na górującego nad nim
Severusa, który ponownie celował w niego różdżką.</p>

<p>- Myślisz, że tak mnie
powstrzymasz? - powiedział, unosząc się do pozycji
siedzącej i podpierając z tyłu na wyprostowanych rękach. -
Myślisz, że jeśli znów mnie odepchniesz, to ucieknę z płaczem?</p>

<p>- Może cię to zdziwi,
Potter - wycedził Snape przez zaciśnięte zęby - ale tak
właśnie myślę. Już tyle razy udowodniłeś mi,
że wystarczy na ciebie chuchnąć, a natychmiast zamieniasz
się w małe skrzywdzone dziecko. Och, cóż za buntownicza mina...
Myślisz, że zwykłym paplaniem jesteś w stanie zmienić
cokolwiek? To tylko czcza gadanina. Spójrz na mnie! Zamordowałem dzisiaj
cztery osoby. Cztery bezbronne osoby. Widzisz to? Widzisz ich krew? Nadal
twierdzisz, że cię to nie obchodzi? A może mam ci
opowiedzieć, jak to zrobiłem? Czy może wolisz, żebym ci to
pokazał, co? - Snape wyglądał w tej chwili jak szaleniec.
Stał tuż nad Harrym, pochylając się nad nim i celując
mu różdżką miedzy oczy. - Nie wyobrażasz sobie, do czego
jestem zdolny, ty głupi dzieciaku, ponieważ nic nie wiesz! Nic!</p>

<p>- Nie boję się ciebie -
odparł buntowniczo Harry, chociaż jego łamiący się
głos zdradzał coś wręcz przeciwnego. - Nie boję
się! Możesz mnie straszyć, możesz odpychać i
ciskać we mnie zaklęciami, ale nie zmienisz już tego, co mi
dałeś! Bo wiem, że ci na mnie zależy! Nie oszukasz mnie!
Nie rozumiem tylko... dlaczego musisz tak wszystko komplikować? Dlaczego
nie pozwolisz mi po prostu ze sobą być? Dlaczego?</p>

<p>Mężczyzna zatrzymał
się i cofnął nieco, spoglądając na Harry'ego
nieokreślonym wzrokiem. Chłopak mógłby przysiąc, że
zobaczył w tych zmrużonych oczach zalążek jakiegoś
odległego, ukrytego głęboko bólu, którego Severus za
wszelką cenę nie chciał do siebie dopuścić.</p>

<p>- Potter... - Kiedy Snape
odezwał się w końcu, Harry ledwie był w stanie go
usłyszeć, ponieważ wydawało się, że jego
głos wydobywa się z bardzo, bardzo daleka. - Czasami
rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, niż twoje
szybujące w chmurach wyobrażenia.</p>

<p>Harry przekrzywił lekko
głowę, czując, jak do jego serca napływa gorący
strumień gniewu. Jego wyobrażenia? To zabrzmiało tak, jakby
całe życie spędził pod szklaną kopułą,
wśród rodzinnego ciepła i kochających, rozpieszczających go
bliskich. Jakby nie poznał życia od tej najcięższej, najokropniejszej
strony, samotny i prześladowany, zmuszony od dziecka walczyć z czymś,
z czym nie potrafił sobie poradzić nawet Dumbledore!</p>

<p>- Doskonale wiem, jak wygląda
rzeczywistość! Przez całe życie rodzina traktowała
mnie jak skrzata domowego, a teraz prześladuje mnie najgroźniejszy
czarnoksiężnik świata i wszyscy oczekują ode mnie, że
go pokonam! Myślisz, że mnie to cieszy? Myślisz, że cieszy
mnie myśl, że pewnego dnia będę musiał z nim
walczyć i umrzeć? Boję się tego... - Jego głos
załamał się i Harry potrzebował chwili, żeby
odzyskać nad nim kontrolę. Twarz Severusa złagodniała odrobinę
i mężczyzna opuścił nieco różdżkę,
chociaż jego ręka nadal mocno drżała. - Nie chcę
umierać - powiedział cicho Harry, patrząc prosto w te
przeszywające, płonące oczy. Miał wrażenie, że
przez chwilę widział w nich... cierpienie. Tak, dokładnie tak! Wydobywające
się z głębi, trawiące duszę cierpienie. Lecz
płomienie szybko je pochłonęły, a Severus na powrót
patrzył na niego nieugiętym spojrzeniem.</p>

<p>- Nie ty jeden jesteś
ofiarą w tej wojnie, Potter - wycedził w końcu
mężczyzna, a jego głos wydawał się być
wyjątkowo opanowany, zważywszy na okoliczności. - Nie ty
pierwszy i nie ostatni. Myślisz, że ci wszyscy, którzy zginęli,
także nie pragnęli żyć? Myślisz, że chcieli
złożyć swoje życie w ofierze? Myślisz, że tylko
ty musisz poświęcić coś, co jest ci najbliższe?! -
Ostatnie zdanie Snape niemal wykrzyczał, w jego głosie
płonęła gorzka wściekłość i Harry mimowolnie
cofnął się odrobinę, wciąż jednak nie
podnosząc się z zimnej, kamiennej posadzki.</p>

<p>- Nie o to chodzi! -
krzyknął. Snape nic nie rozumiał! Zupełnie nic! - Jeszcze
niedawno zrobiłbym to bez wahania. Nie zależało mi. Ale teraz...
- Zaciął się, nie mając pojęcia, co
właściwie chce powiedzieć. - Teraz mam... coś. Ciebie. I
boję się, bo nie chcę tego stracić. Kiedyś zabicie
Voldemorta było dla mnie najważniejsze. Teraz... teraz ty jesteś
najważniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokończył cicho,
czując się już zmęczony i kompletnie wypalony
całą tą sytuacją.</p>

<p>Mężczyzna zmrużył
oczy i zacisnął usta. Jego trzymająca różdżkę
dłoń zaczęła jeszcze bardziej drżeć.</p>

<p>- Czasami priorytetem jest to, co
ważne, a nie to, co osobiste - wypowiedział zachrypniętym,
odległym głosem. - I należy się z tym pogodzić,
Potter.</p>

<p>- Nie! - wykrzyknął Harry,
czując, że ponownie traci nad sobą panowanie. - Nigdy się z
tym nie pogodzę! Można to połączyć...</p>

<p>- Połączyć? -
przerwał mu Snape. - Wierz mi, że nie można. Jeżeli
dopuścisz do priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś
przegrany.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi,
wpatrując się w mężczyznę badawczym, lustrującym
wzrokiem.</p>

<p>- A jakie są twoje priorytety,
Severusie?</p>

<p>- Nie prowokuj mnie, Potter -
warknął Snape. Jego głos drżał teraz już bardzo
wyraźnie. Tarcza rozsypywała się.</p>

<p>- Nie mam takiego zamiaru -
odpowiedział spokojnie Harry. - Chcę tylko wiedzieć, co tak
ważnego przeszkadza ci w... byciu ze mną. Czasami odnoszę
wrażenie, że swoim zachowaniem próbujesz mnie do siebie
zniechęcić. Jakbyś chciał trzymać mnie na dystans. Nie
rozumiem, dlaczego tak postępujesz. Ale chcę, żebyś
wiedział, że twoje próby są daremne. To jest niemożliwe,
ponieważ ty zawsze jesteś ze mną... - Harry przesunął
dłoń i położył ją na swoim sercu - ...tutaj -
szepnął cicho.</p>

<p>W oczach Severusa coś na
chwilę zgasło. Jego wyciągnięta ręka opadła
bezwładnie, a różdżka wysunęła mu się z
dłoni i uderzyła o podłogę. Stał nad Harrym bez ruchu,
patrząc na niego pustym, nieodgadnionym wzrokiem, jak gdyby wszystko w nim
zamarło, ucichło, odpłynęło. Jak gdyby w tym jednym
jedynym momencie wszelkie dzielące ich mury, ściany, bariery zniknęły.
I pozostali tylko oni.</p>

<p>Nagle wyraz twarzy
mężczyzny zmienił się. Jego oczy rozbłysły
żarem, a usta rozchyliły się, jak gdyby próbował
złapać haust powietrza. Pochylił się do przodu i opadł
na kolana, rzucając się na Harry'ego z taką potrzebą, jakby
umierał z głodu i pragnienia. Jakby do dalszego istnienia
rozpaczliwie potrzebował kontaktu, dotyku i ciepła. I musiał to
dostać, teraz, natychmiast!</p>

<p>Złapał za spodnie Harry'ego
i nie przejmując się ich rozpinaniem, pociągnął je
razem ze slipami w dół aż na uda. I zanim chłopak
zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk,
uniósł mu nogi w górę i sięgnął po
znajdującą się w tylnej kieszeni jego dżinsów
różdżkę. Harry niemal nie poczuł draśnięcia
magii, która musnęła jego pośladki, ponieważ nie
potrafił oderwać spojrzenia od pochylonej nad nim, zakrytej zlepionymi
krwią włosami twarzy. Snape wyglądał jak
obłąkany, jak gdyby zupełnie nad sobą nie panował i
pozwolił, aby kierowało nim jedynie opętańcze pragnienie.</p>

<p>Harry zdążył jedynie
zacisnąć dłonie na przyszpilających go do podłogi
przedramionach, zanim Severus wszedł w niego jednym silnym
pchnięciem. Widział, jak źrenice mężczyzny
rozszerzają się, a otwarte usta z trudem łapią powietrze,
kiedy pulsujący potrzebą członek zagłębił
się w jego wnętrzu. Miał wrażenie, że te
wbijające się w niego oczy zanurzają się w nim o wiele
głębiej, tak jakby poszukiwały czegoś, co tylko on
mógł im podarować.</p>

<p>Snape pochylił się nad nim,
wysunął i pchnął, a jego źrenice rozszerzyły
się jeszcze bardziej, badając, penetrując. Harry
zacisnął mocno wargi, zdeterminowany, by nie okazać
jakiejkolwiek oznaki bólu. Oddawał mu wszystko. Wszystko, co tylko Severus
chciał. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w twarz Severusa,
pozwalając mu wchodzić w swoje ciało, w swój umysł.
Ofiarowując mu siebie w całości.</p>

<p>I zobaczył, jak po zaledwie
kilku ostrych, pełnych potrzeby pchnięciach Snape znieruchomiał,
a na nienaturalnie rozszerzone, strzelające niemalże iskrami
źrenice opadły powieki, zatrzaskując je w świecie
przyjemności. Severus doszedł, wydając z siebie
głęboki, gardłowy jęk i Harry czuł, jak gorący
penis pulsuje w nim, wyrzucając z siebie coś jeszcze, coś
cieplejszego. Mężczyzna wykrzywił wargi w czymś na
kształt pełnego ulgi uśmiechu.</p>

<p>Kiedy wilgotny członek
wysunął się z niego, Harry pozwolił, aby nogi, które sam
utrzymywał w górze, opadły na podłogę. Severus
westchnął tylko i opadł na niego całym ciężarem,
zakrywając go swoim ciałem i czarną, splamioną krwią
szatą. Twarz Harry'ego znalazła się tuż obok
przyciśniętej do niej policzkiem, skierowanej ku dołowi twarzy
Snape'a. Słyszał jego ciężki oddech przy swoim uchu i
czuł drżenie szczupłego ciała. Łagodnie
wysunął dłonie spod Severusa i owinął je wokół
jego szyi, przyciskając go do siebie jeszcze mocniej.</p>

<p>- Niech cię cholera, Potter... -
wysapał mężczyzna i Harry nie potrafił powstrzymać
uśmiechu, który samoistnie wypłynął mu na usta.</p>

<p>Leżeli tak przez chwilę w
całkowitej, ciepłej ciszy, tak różnej od tej
kąsającej, ognistej kłótni, która doprowadziła ich aż
tutaj. Wypełniał ją jedynie ciężki oddech Severusa i spokojny
Harry'ego..</p>

<p>Po otulającej ich łagodnie
chwili czułego milczenia mężczyzna poruszył się i
powoli uniósł na rękach, chociaż Harry niechętnie
wypuścił go ze swych objęć. Severus pochylał się
nad nim, spoglądając na niego wzrokiem, który można było
określić jedynie jako... pokonany. Czarne włosy okalające
tą zmarszczoną w zamyśleniu twarz, wpółotwarte,
oddychające głęboko usta, błyszczące, nawilżone
przed chwilą cienkie wargi, duży, ostry nos i lśniące
czymś, co wyglądało jak niedowierzanie, bezdenne oczy.</p>

<p>I Harry nie potrafił
oderwać od niego wzroku, ponieważ to był jego Severus. Pomimo
że wciąż miał na sobie splamione krwią mugoli szaty
Śmierciożercy, pomimo zaschniętych kropli zdobiących jego
czoło i skronie... Ponieważ wszystko, co robił wcześniej,
naprawdę nie miało w tej chwili żadnego znaczenia. Tutaj,
teraz... to był ten Severus, którego znał i... kochał.</p>

<p>Mężczyzna uniósł
odzianą w czarną rękawiczkę dłoń i
położył ją na policzku Harry'ego. Przez chwilę po
prostu wpatrywał się w niego bez słowa, tak jakby postanowił
trwale odcisnąć w pamięci jego twarz, aby zawsze móc ją
przywołać. Przycisnął palec wskazujący do jego
czoła, dokładnie w miejscu, w którym znajdowała się blizna
i łagodnym, czułym gestem przesunął nim wzdłuż
skroni i policzka, aż do rozchylonych lekko warg, pozostawiając
niewyraźny, ciemnoczerwony ślad. Niemal pożerał wzrokiem
każdy fragment twarzy, którego dotknął, a kiedy jego palec
przebiegł po zaczerwienionych wargach Harry'ego, Severus mimowolnie oblizał
własne. Wyglądał tak, jakby nagle zaschło mu w ustach i
bardzo potrzebował czegoś, co ugasi jego pragnienie. Powoli
przesunął palec na brodę i wzdłuż szyi, coraz
niżej, poprzez klatkę piersiową i napięty brzuch.
Uniósł biodra, opierając się na kolanach i na jednej ręce i
poprowadził palec poprzez odsłonięte, wrażliwe podbrzusze
Harry'ego aż do jego na wpół twardej, leżącej na udzie
erekcji.</p>

<p>Chłopak sapnął,
czując szorstki dotyk przesuwający się powoli po trzonie i
zatrzymujący na samym czubku główki jego penisa. Wtedy jednak Severus
zabrał rękę i uniósł ją do swoich ust.
Złapał w zęby czarny materiał na opuszku palca
wskazującego, którym jeszcze chwilę temu wędrował po ciele
Harry'ego i ostrożnie zdjął rękawiczkę. Odłożył
ją na bok i wbijając jeszcze intensywniejsze spojrzenie w rozszerzone
oczy chłopaka, poprowadził dłonią w dół, owijając
ją wokół ciepłej erekcji.</p>

<p>Harry westchnął i
zadrżał, czując przeszywający chłód dłoni
zamykającej w uścisku jego twardniejącego penisa. I zanim
zdążył w ogóle przyzwyczaić się do tego
przeszywającego doznania, Snape zaczął poruszać
ręką. Wcale nie powoli i łagodnie. Wręcz przeciwnie. Oczy
Harry'ego uciekły w głąb czaszki, a dłonie wystrzeliły
w górę i kurczowo zacisnęły się na czarnej szacie, która
pod tymi wszystkimi pokrywającymi ją plamami krwi może i
była niegdyś ciemnozielona, lecz teraz w ogóle nie było tego
widać. Snape przesuwał dłonią po pulsującej erekcji
Harry'ego w takim tempie, jakby za wszelką cenę chciał
wyciągnąć z niego orgazm. Jakby to on potrzebował go
bardziej niż jęczący, wijący się pod nim chłopak.</p>

<p>Harry pociągnął za
czarną szatę, zmuszając mężczyznę do pochylenia
się nad nim jeszcze niżej. Severus opadł na łokieć, a
wtedy Harry puścił materiał i kurczowo owinął ramiona
wokół jego szyi, mocno wciskając zarumienioną twarz w
ciepłą skórę obojczyka i przywierając do niej ustami.
Chciał go mieć jeszcze bliżej, czuć całym sobą.</p>

<p>Ręka Snape'a z
pewnością nie była już chłodna, o nie. Gorący,
odbierający zmysły tunel palców, ściskający jego
erekcję i uderzający w drgające, wrażliwe jądra w
połączeniu z ostrym zapachem pożądania, wdzierającym
się w jego nozdrza i słoną od potu skórą
mężczyzny, którą smakował rozchylonymi wargami... wszystkie
te doznania były tak intensywne, że zdawały się omijać
jego zmysły i trafiać prosto w lędźwie, sprawiając,
że wystarczyło zaledwie kilka pociągnięć, aby Harry
doszedł z głośnym jękiem. Severus zacisnął
dłoń na główce jego pulsującego penisa, pozwalając, by
została pokryta ciepłymi, białymi strugami.</p>

<p>Ciało Harry'ego
wygięło się, drżąc konwulsyjnie, a biodra
poderwały w górę, próbując jeszcze mocniej naprzeć penisem
na tę gorącą rękę. Chłopak zacisnął
powieki, czując zawroty głowy i przez chwilę miał
wrażenie, że umrze ze szczęścia, że to niemal
niemożliwe, aby odczuwać taką... ulgę.</p>

<p>Dopiero, kiedy ostatnia fala orgazmu
opuściła jego ciało w prawie że czuły,
odprężający sposób, zwolnił odrobinę uścisk,
którym przyciągał Snape'a do siebie, nie pozwalając mu się
poruszyć. Odsunął zarumienioną twarz, próbując
złapać oddech i czując, jak jego napięte mięśnie
omdlewają. Severus wykorzystał to osłabienie, wysuwając
się z jego objęć i ponownie podparł się na ręce.</p>

<p>Harry z trudem uniósł powieki i
kiedy zobaczył wzrok, którym spoglądał na niego
mężczyzna, na chwilę stracił dech w piersi. Widział w
nim pragnienie. I czułość. I coś jeszcze... coś
ukrytego bardzo głęboko, lecz prześwitującego ciepłym
blaskiem z głębi tych niesamowitych oczu. Dotykającego go.
Coś jakby...</p>

<p>Poczuł, jak Severus wypuszcza z
uścisku jego penisa, pozwalając mu z powrotem opaść na udo,
po czym unosi pokrytą spermą rękę do swoich ust i...</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy, nie
potrafiąc uwierzyć w to, co widzi.</p>

<p>Nie! Severus nie mógł... On
właśnie... O cholera!</p>

<p>Obserwował z rosnącym
niedowierzaniem, jak mężczyzna rozchyla wargi i wysuwa język, a
następnie przesuwa nim po wilgotnych palcach, zlizując z nich
nasienie. Jego powieki opadły, a twarz wyrażała w tej chwili
jedynie rozkosz, tak jakby smakowanie Harry'ego było dla niego
przeżyciem silniejszym od orgazmu. Jak gdyby tylko w taki sposób mógł
zaspokoić swoje pragnienie.</p>

<p>Harry wpatrywał się w niego
z głębokim niedowierzaniem, oczarowany widokiem i wyrazem twarzy
Severusa, tak innym, tak subtelnym... Wiedział, że ten
nieprawdopodobny obraz zostanie z nim już na zawsze, że będzie
go widział w snach, na jawie, wszędzie. Severus zlizujący,
smakujący jego spermę... To było niemal więcej, niż
potrafił znieść.</p>

<p>Kiedy na wilgotnej dłoni nie
zostało już ani kropli, mężczyzna opuścił
rękę i oparł ją na podłodze, unosząc powieki.</p>

<p>Płomienie. Ból. Rozkosz.
Tęsknota.</p>

<p>Harry zamrugał, nie
będąc pewnym, czy to, co ujrzał w czarnych źrenicach, nie
przywidziało mu się. Oczy Snape'a nadal były ciemne i
głębokie, lecz tym razem tliło się w nich coś
jeszcze...</p>

<p>Harry zrozumiał, co to takiego,
kiedy Severus pochylił się nagle, opadając na łokcie i
wtulając twarz w jego gorącą szyję. A potem
usłyszał wypowiedziane cichym, zachrypniętym głosem
słowa:</p>

<p>- Przyjdź jutro wieczorem.
Przygotuję kolację. I... przynieś ze sobą piżamę
i szczoteczkę. Jeśli chcesz.</p>

<p>I Harry nie potrafił
powstrzymać ciepłego uśmiechu, który wypłynął mu
na usta, ponieważ wiedział, że tym razem... to nie on
został złamany.</p><empty-line /><p>* "Dance with the devil" by
Breaking Benjamin</p>

<p><strong>--- rozdział 42 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>42. Special evening</strong></p>

<p>I want it now</p>

<p>I want it now</p>

<p>Give me your heart and your soul</p>

<p>And I'm breaking out</p>

<p>I'm breaking out</p>

<p>Last chance to lose control*</p><empty-line /><p>TRAGICZNA NOC W HAMPSTONE - 12
ZAMORDOWANYCH MUGOLI</p>

<p>- krzyczał nagłówek na
pierwszej stronie "Proroka Codziennego", którego Harry
położył obok swojego talerza ze śniadaniem. Nie chciał
tego czytać, nie miał na to siły. Zacisnął jedynie
usta i wbił wzrok w niedokończoną kiełbaskę,
czując że nagle stracił cały apetyt. Miał
wrażenie, że żołądek zacisnął mu się w
supeł.</p>

<p>Ani Snape, ani Dumbledore nie
pojawili się na śniadaniu. Kątem oka widział, jak
piątoklasista z Hufflepuffu rozkłada swój egzemplarz
"Proroka" i wraz z siedzącym obok drugim Puchonem w podobnym
wieku rozpoczyna szeptaną rozmowę, pełną przerażonych
westchnień i niedowierzającego kręcenia głowami. Do
Harry'ego docierały jedynie urywki wypowiadanych przez nich zdań:</p>

<p>- ...obdarta ze skóry...
wyobrażasz sobie...</p>

<p>- ...cztery doszczętnie spalone
domy... okropieństwo...</p>

<p>- ...półtoraroczne dziecko...
wszystkie kości były połamane i zmiażdżone...</p>

<p>- ...to straszne... dobrze, że
zostałem w Hogwarcie...</p>

<p>Harry pragnął jedynie tego,
żeby się zamknęli. Nie chciał na to patrzeć, nie
chciał o tym słuchać. Nie teraz, nie dzisiaj, nie w taki
dzień!</p>

<p>- Harry, wszystko w porządku?
Wyglądasz, jakby zaatakowały cię wyżeraki. To takie
małe stworzenia, które wchodzą przez nos, kiedy ktoś jest
przygnębiony, i wyjadają jego mózg. A przez to popada się w
jeszcze większe przygnębienie, bo myśli mają mniej miejsca
i ciągle krążą w kółko.</p>

<p>Harry zamrugał i odwrócił
głowę w stronę siedzącej obok Luny. Krukonka wbijała w
niego zatroskane spojrzenie i w pierwszej chwili miał ogromną
ochotę opowiedzieć jej o tym, o czym myślał przez
resztę nocy, kiedy w końcu wrócił do swojego dormitorium, o tym
wszystkim, co nie pozwalało mu zasnąć. O tym, że to Snape zamordował
tych mugoli, a on się wczoraj z nim pieprzył, tuż po tym jak to
zrobił... Że nawet przez sekundę o nich nie pomyślał,
kiedy z niedowierzaniem patrzył, jak Severus zlizuje z palców jego spermę,
smakując ją niczym ambrozję. O tym, że Snape rzucił w
niego klątwą, że chciał rzucić w niego Cruciatusem,
ale on go złamał i poczuł się wtedy tak niewymownie
szczęśliwy, że wszystko inne przestało mieć dla niego
znaczenie. O tym, że jak wrócił do dormitorium i spojrzał w
lustro, jego twarz była pokryta ich krwią, którą Severus
pozostawił na jego skórze niczym piętno. O tym, że jego
wnętrzności wywracały się za każdym razem, kiedy o tym
pomyślał, ale jednocześnie nie potrafił pozbyć się
płonącej w sercu radości z powodu tego, że udało mu
się go złamać i że spędzi dzisiaj z nim wieczór, i
noc, i Severus pozwolił mu przynieść szczoteczkę i
piżamę, i...</p>

<p>...do diabła!</p>

<p>- Tak, w porządku - wydusił
w końcu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, po czym przeniosła wzrok
na leżącą na stole gazetę, a na jej obliczu pojawiło
się coś, jakby... zrozumienie.</p>

<p>- Och, chyba znalazł się
powód - powiedziała beztrosko, po czym, jak gdyby nigdy nic,
złapała gazetę i schowała ją w swojej kolorowej
torebce ozdobionej paznokciami. - Mój tatuś zawsze powtarza, że nie
warto dręczyć się tym, na co nie mamy wpływu. Ale dodaje,
że w takim razie powinno się to opisać. Wtedy inni zaczną
się tym dręczyć. Ale nie sądzę, żeby to był
taki dobry pomysł. Wtedy nie tylko inni mogliby zacząć się
dręczyć, ale też zadręczyliby nas... Nie uważasz? -
Posłała mu szeroki uśmiech.</p>

<p>Harry zamyślił się.
Chyba nie miał głowy do takich zakręconych, filozoficznych
rozważań.</p>

<p>- Co? - zapytał,
mrużąc oczy. Luna pochyliła się ku niemu i wyszeptała:</p>

<p>- Chodzi tylko o to, że
najważniejsze jest to, co ty czujesz. A nie to, co dzieje się
wokół. Harry, tylko ty czujesz ból, kiedy zranisz się w
rękę.</p>

<p>Chłopak zamrugał,
kompletnie nie rozumiejąc, do czego zmierzała jego przyjaciółka.</p>

<p>- A więc nikt nie ma prawa
wmawiać ci, że nie powinieneś go odczuwać. Bo ten ból jest
tylko twój, należy do ciebie. Oni go nie czują i nie rozumieją.
A więc nie powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się lekko i pokiwał głową. Nie powiedział nawet
słowa, a ona i tak wiedziała, co go gryzło. Jak?</p>

<p>Nie miał już jednak apetytu.
W związku z tym pożegnał się i powolnym krokiem ruszył
w stronę Wieży Gryffindoru. Tej nocy w ogóle nie zmrużył
oka. Zresztą kiedy wrócił do siebie, była już prawie
trzecia, a on był tak roztrzęsiony i podekscytowany wszystkimi
wydarzeniami, że nawet przez chwilę nie pomyślał o
czymś tak trywialnym jak sen. W jego głowie wirowały myśli
i wspomnienia. I obraz Snape'a... Snape'a ubranego w szaty
Śmierciożercy, Snape'a pokrytego krwią, Snape'a patrzącego
na niego tak, jakby Harry był jakimś... cholernym cudem natury.</p>

<p>I jego serce roztapiało
się, zapominając o brudzie i wyrzutach sumienia.</p>

<p>***</p>

<p>Po raz piąty w ciągu
zaledwie dwóch minut Harry przejrzał się w lustrze, sprawdzając,
czy aby na pewno dobrze wygląda. Tym razem nie miał do dyspozycji ani
ekspedientki, ani Ginny, po reakcjach których mógłby to ocenić.</p>

<p>Severus powiedział, że
przygotuje kolację, co samo w sobie było tak abstrakcyjne, że
wymagało szczególnego ubioru. Na dodatek miała to być ich
ostatnia wspólna noc, ponieważ jutro po południu mieli wrócić
wszyscy uczniowie, a to oznaczało koniec ich codziennych, a także
całonocnych spotkań. Harry'emu było przykro z tego powodu,
szczególnie, że po tym, co wydarzyło się dzisiejszej nocy,
podejrzewał, iż teraz wszystko się zmieni i będzie
wyglądać zupełnie inaczej. I miał szczerą
nadzieję, że będzie to zmiana na lepsze.</p>

<p>Ponownie spojrzał w lustro i
spróbował wygładzić zagniecenia na ciemnogranatowej
przylegającej do ciała bluzce, uszytej z miękkiego, przyjemnego
w dotyku materiału i ozdobionej białymi paskami oplatającymi
przeguby trochę zbyt długich rękawów. Dopasował do tego
równie ciemne, granatowe spodnie z materiału przypominającego nieco
dżins, ale znacznie gładszego w dotyku, i czarne buty.</p>

<p>Wydawało mu się, że
prezentuje się dobrze, ale brak jakiegokolwiek potwierdzenia
sprawiał, iż wcale nie był tego taki pewien. Chciał po
prostu ładnie się ubrać. To miał być w końcu
wyjątkowy wieczór. Miał nadzieję, że i tym razem Snape to
doceni. W końcu czekał na tę chwilę przez cały
dłużący mu się niemiłosiernie dzień.</p>

<p>Severus nie pojawił się na
żadnym posiłku, a Harry został jeszcze przed obiadem
zaprzęgnięty przez profesor McGonagall do czyszczenia Wielkiej Sali
po sylwestrowych fajerwerkach. Po południu udał się w odwiedziny
do Hagrida. Przy pożegnaniu oznajmił, że nie przyjdzie na
kolację, ponieważ jest zmęczony po poprzedniej nieprzespanej
nocy i chciałby się wcześniej położyć.</p>

<p>Kilka razy przygładził
sterczące na wszystkie strony włosy, co okazało się, jak
zwykle, całkowicie bezskutecznym działaniem, po czym
uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze,
złapał torbę, do której zapakował wcześniej
piżamę i kosmetyki wraz z Mapą Huncwotów. Zarzucił na
siebie pelerynę niewidkę i, przełykając zdenerwowanie oraz
niecierpliwy uścisk w żołądku, zszedł do lochów.</p>

<p>Kiedy zatrzymał się przed
drzwiami, był już tylko chodzącym kłębkiem nerwów. Nie
wiedział, czego może się spodziewać. Co prawda Severus
zachowywał się wczoraj, kiedy Harry opuszczał jego komnaty,
wyjątkowo... hmm, można by powiedzieć, że uprzejmie, gdyby
to słowo, w połączeniu z Severusem Snape'em nie stanowiło
takiego oksymoronu. No, powiedzmy, że wyjątkowo... spokojnie. Ale
Harry znał go już na tyle, aby wiedzieć jedno - nigdy nie
był w stanie przewidzieć jego zachowania, a świadomość
tego, poza tym, że niewątpliwie denerwująca, była
jednocześnie niezwykle... ekscytująca.</p>

<p>Podniósł więc
rękę, aby dotknąć drzwi, które, jak zawsze, otworzyły
się samoczynnie, i przeszedł przez gabinet, zdejmując po drodze
pelerynę i czując pełne niecierpliwego oczekiwania drapanie w
żołądku. Kiedy wszedł do salonu pogrążonego w
drgających miękko na ścianach półcieniach, pierwszym, co
zobaczył, było wbite w niego i nieruchome spojrzenie czarnych oczu
siedzącego w fotelu i najwyraźniej czekającego na niego od
jakiegoś już czasu Severusa. Miał nieodparte wrażenie,
że kiedy tylko wszedł, spojrzenie stało się jeszcze
bardziej przenikliwe, a lekki uśmiech, który pojawił się na
twarzy mężczyzny, wytrącił go z równowagi. Tak samo, jak te
niesamowite oczy, które ześliznęły się po jego ciele,
obejmując całą sylwetkę w niemal fizyczny sposób.
Uśmiech na twarzy Severusa stał się szerszy i Harry niemal
całkowicie zapomniał, do czego służą struny
głosowe, kiedy zorientował się, że mężczyzna
najprawdopodobniej właśnie... ucieszył się na jego widok.</p>

<p>- Ee... - wydukał w końcu.
- Dobry wieczór, S-Severusie.</p>

<p>- Dobry wieczór, Potter - odparł
spokojnie mężczyzna i Harry miał przez chwilę
wrażenie, że zaraz będzie zmuszony szukać na podłodze
swojej szczęki.</p>

<p>Snape mu odpowiedział. Cóż,
to było... osobliwe.</p>

<p>Jego spojrzenie padło na
zastawiony kilkoma talerzami stolik. Dojrzał pieczonego królika, rybę
w galarecie i chyba... gruszki polane czekoladą. Zamrugał,
zaskoczony, ponieważ nie przypominał sobie, aby tego typu dania kiedykolwiek
zagościły na stołach uczniów Hogwartu. Wyglądało na
to, że Snape przygotował wszystko sam.</p>

<p>Kolejna rzecz do odnotowania na
liście "szoków wieczoru".</p>

<p>Obok pustych talerzy stały po
dwa kieliszki. W jednym znajdował się ciemnoczerwony, aksamitny
płyn, w drugim jasnożółty, przezroczysty napój z bąbelkami.</p>

<p>- Och, to wygląda naprawdę
smakowicie - powiedział w końcu Harry, kiedy udało mu się
pokonać zaskoczenie. Odłożył na bok pelerynę oraz
torbę i podszedł bliżej, a następnie opadł miękko
na fotel. Mężczyzna śledził uważnie każdy jego
ruch.</p>

<p>Dlaczego Severus patrzył na
niego w taki dziwny sposób? Zupełnie inny niż zazwyczaj. Harry
czuł się nieswojo pod wpływem tego spojrzenia, ale nie
potrafił określić, dlaczego.</p>

<p>- Sam to wszystko
przygotowałeś? - zapytał, spoglądając na zastawiony
potrawami stół.</p>

<p>- Czasami umiejętność
warzenia trucizn i eliksirów przydaje się na coś - odparł
mężczyzna, uśmiechając się samym kącikiem ust. -
W porównaniu z nimi tego typu rzeczy nie wydają się skomplikowane. -
Po tych słowach pochylił się i nałożył na talerz
Harry'ego kawałek królika w pachnącym sosie winnym.</p>

<p>- Dla mnie to jest bardzo
skomplikowane - odpowiedział Harry, biorąc do ręki widelec i
uśmiechając się szeroko. - Pomimo, że gotowałem dla
Dursleyów, odkąd skończyłem osiem lat, i tak nie potrafiłbym
zrobić czegoś takiego. Kiedyś przypaliłem naleśniki
francuskie i za karę przez trzy dni dostawałem tylko wodę i
chleb. - Widząc, że oczy Severusa nienaturalnie się
rozszerzają, wepchnął sobie do ust widelec z jedzeniem,
postanawiając że lepiej będzie, jeżeli już się
zamknie, bo za chwilę pogrąży się całkowicie. - Mmmm,
pyszne - wymruczał z zachwytem, kiedy przełknął pierwszy
kęs.</p>

<p>Snape nie tknął jedzenia.
Patrzył na Harry'ego tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy w
życiu.</p>

<p>- Czy Dumbledore wiedział o tym,
że twoi krewni cię głodzili? - zapytał w końcu.</p>

<p>- Ee... - Harry zamarł z
widelcem w połowie drogi do ust. - Ja.. nie wiem. Może. Chyba. Nie
wiem, czy to można nazwać głodzeniem, oni po prostu...</p>

<p>- ...niechętnie dawali ci
jedzenie - dokończył za niego Snape.</p>

<p>- Tak. Nie. To znaczy... - Harry
westchnął głęboko. Sam już nie wiedział, jak to
wyjaśnić. Po co w ogóle się odzywał? - Myślę,
że oni... cóż, w końcu dali mi dach nad głową i
wychowali mnie i robili wszystko, co w ich mocy, żeby...</p>

<p>- Czy to są ich słowa, czy
twoje? - przerwał mu ostro Severus. Harry włożył do ust
kolejny kęs i uciekł wzrokiem. Jak miał na to odpowiedzieć?</p>

<p>- Oni... starali się.
Nienawidzili mnie, więc mogli mnie po prostu wyrzucić na ulicę,
a nie zrobili tego.</p>

<p>- I uważasz, że to jest
jakiekolwiek usprawiedliwienie dla głodzenia, bicia...</p>

<p>- Ale oni nie...</p>

<p>- ...katowania, prześladowania
i... - Severus urwał nagle i zacisnął usta, jakby
powiedział coś, czego nie powinien. Harry wpatrywał się w
niego szeroko otwartymi oczami. - Nieważne - odezwał się po
chwili, wsuwając widelec do ust.</p>

<p>Harry czuł napływające
do serca ciepło, kiedy patrzył na zmarszczone czoło pochylonego
nad kolacją Severusa. Nie myślał, że mężczyzna
aż tak przejmie się tym, co spotykało go u Dursleyów. Myślał,
że tak już musiało być. Dumbledore jakoś nigdy
się tym zbytnio nie przejmował, nigdy nie wyglądał na
tak... oburzonego.</p>

<p>A ta myśl była niezwykle
słodka, pomimo goryczy, którą przywoływała.</p>

<p>- Nie myśl sobie, że zawsze
byłem uległy i pozwalałem im na wszystko - powiedział,
biorąc kolejny kęs. Poczuł na sobie wzrok mężczyzny. -
Buntowałem się. W wakacje przed trzecią klasą
nadmuchałem swoją ciotkę. - Zachichotał, widząc
zaskoczone spojrzenie mężczyzny. - Przez przypadek. A później...
spakowałem się i uciekłem.</p>

<p>Brwi Severusa powędrowały w
górę.</p>

<p>- Co proszę? -
Przełknął jedzenie i wbił w Harry'ego niedowierzające
spojrzenie.</p>

<p>- Uciekłem. Miałem ich
dosyć. Wiem, co chcesz powiedzieć - ubiegł Severusa, który
już otwierał usta. - To było dziecinne, głupie i niebezpieczne,
ale musiałem. Nie mogłem już tam wytrzymać.
Natknąłem się wtedy na Błędnego Rycerza. I wszystko
skończyło się dobrze.</p>

<p>- Zawsze miałeś więcej
szczęścia niż rozumu - prychnął Severus i Harry nie
potrafił powstrzymać uśmiechu rozbawienia.</p>

<p>- Później już się mnie
bali i przez większość czasu zostawiali mnie w spokoju. I do tej
pory tak jest. Lubią udawać, że nie istnieję. To dla nich
wygodne - mówił, biorąc kolejny kęs. - Przynajmniej już
mnie nie nękają. - Sięgnął po kieliszek z winem i
wziął kilka orzeźwiających łyków. Severus także
sięgnął po kieliszek. - A więc widzisz, że nie musisz
się już tak o mnie martwić. - Harry wyszczerzył się i
nie potrafił opanować parsknięcia śmiechem, kiedy po tych
słowach mężczyzna zakrztusił się swoim winem.</p>

<p>- Twoje łudzenie się
pochlebia mi - odparł cicho Severus, spoglądając mu prosto w
oczy.</p>

<p>- Wiesz, mam bogatą
wyobraźnię - rzucił bezczelnie Harry. - Potrafię sobie
wyobrazić wiele rzeczy...</p>

<p>Oczy Snape'a rozbłysły
zainteresowaniem.</p>

<p>- Na przykład?</p>

<p>"Na przykład, jak mnie
całujesz..." - pomyślał, ale nie odważył się
powiedzieć tego głośno. Oblizał wargi i przez chwilę
po prostu wpatrywał się w te przyciągające go, głębokie
oczy naprzeciw.</p>

<p>- Na przykład rzeczy, których
nie mogę mieć...</p>

<p>Severus pokręcił
głową i sięgnął po półmisek z rybą.</p>

<p>- Nie możemy mieć
wszystkiego - powiedział, kiedy już nałożył sobie i
Harry'emu i odstawił talerz z powrotem na stół. W jego głosie
zabrzmiała jakaś gorzka nuta.</p>

<p>Chłopak zagryzł wargę.
Rejony, w które się zapuszczał, były zbyt... grząskie,
dlatego wolał się wycofać, póki jeszcze mógł.
Wziął widelec i zanurzył go w rybie.</p>

<p>- Wiesz... że to nasz ostatni
wspólny wieczór. I noc - odezwał się po chwili. Severus spojrzał
na niego znad kieliszka.</p>

<p>- I?</p>

<p>- No... chciałem się tylko
upewnić, czy wiesz - powiedział, rumieniąc się lekko. -
Zostaną nam tylko szlabany. Mógłbyś czasami na lekcji... no
wiesz, wlepić mi jakiś dodatkowy szlaban, żebyśmy mogli
widywać się częściej. - Uniósł głowę i
napotkał wbity w siebie wzrok mężczyzny.</p>

<p>- Nie uważam, aby to był
dobry pomysł - przyznał z powagą Severus. - I tak masz ze
mną szlabany dwa razy w tygodniu. Gdybym próbował dać ci ich
jeszcze więcej, mogłoby się to wydać podejrzane, a przynajmniej
pociągnęłoby za sobą kilka niewygodnych pytań, a tego
nie chcemy, prawda?</p>

<p>Harry westchnął.</p>

<p>- Nie, nie chcemy.</p>

<p>- Grzeczny chłopiec.</p>

<p>Harry zobaczył krótki
rozbłysk w oczach Severusa i pozwolił swoim ustom
rozciągnąć się w uśmiechu, pomimo rozczarowania, które
poczuł.</p>

<p>- W takim razie będę
musiał częściej się masturbować - odparł
wyzywająco i z satysfakcją zobaczył, jak brwi
mężczyzny wędrują w górę. - Zacznę już jutro
wieczorem. Podejrzewam, że do tego czasu będę już zupełnie
twardy. Nie dotkniesz mnie przecież przez... ile? Chyba przez pół
dnia... - Nie potrafił już wytrzymać i roześmiał
się. Severus rzucił mu na wpół rozbawione, na wpół zdumione
spojrzenie.</p>

<p>- Bezpośredni jak zawsze -
mruknął, biorąc ostatni kęs ryby.</p>

<p>- Nigdy ci to nie przeszkadzało.
Zresztą podejrzewam... że będziesz robił to samo - powiedział
wyzywająco.</p>

<p>- I nie przeszkadza. Ale muszę
cię rozczarować... moje ręce będą zajęte
czymś zupełnie innym.</p>

<p>Harry poczuł nagły,
niewytłumaczalny uścisk w sercu.</p>

<p>- Czyli?</p>

<p>- To nie twój interes, Potter -
odparł spokojnie mężczyzna, a jego oczy błyszczały,
kiedy to mówił. Harry wiedział, że nie wyciągnie z niego
odpowiedzi, lecz pomimo tego próbował jeszcze kilka razy, zajadając
się Piękną Heleną - tak, Severus zdradził mu
nazwę "tej przepysznej potrawy z gruszek" - i żartując
z nim na różne tematy (chociaż żartowanie to ostatnia rzecz,
jaką spodziewał się kiedykolwiek robić z Mistrzem
Eliksirów).</p>

<p>- To było przepyszne -
westchnął Harry, kiedy wziął ostatni kawałek gruszki i
zebrał nią sos czekoladowy, po czym włożył do ust i
pozwolił, aby rozpuściła mu się na języku. - To
najlepsza rzecz, jaką w życiu jadłem - oświadczył, gdy
już przełknął resztę cudownej słodyczy i
otworzył oczy, spoglądając z zachwytem na uśmiechającego
się pod nosem Snape'a.</p>

<p>Sięgnął po kieliszek i
wypił resztę szampana. Bąbelki spieniły mu się w
ustach, przyjemnie masując jego podniebienie. Westchnął i
spojrzał na Snape'a nieco już rozbieganym, mętnym wzrokiem.
Podobało mu się to, jak napój rozgrzewał jego
wnętrzności i rozluźniał go.</p>

<p>- Ja... ee... - dukał, nie
potrafiąc zmusić swojego umysłu do normalnego funkcjonowania.
Nie, kiedy Severus przez cały czas wbijał w niego [i]takie[/i]
spojrzenie. No i kiedy trochę za bardzo kręciło mu się w
głowie od wypitego alkoholu. - Mógłbym sobie jeszcze nalać? -
zapytał i pomachał pustym kieliszkiem.</p>

<p>- Nie krępuj się. - Mistrz
Eliksirów wskazał w stronę barku.</p>

<p>- Nie zamierzam - odparł i
uśmiechnął się promiennie. Oczy mężczyzny
rozszerzyły się na moment i Harry odniósł wrażenie, że
Severus niemal pochłania wzrokiem jego uśmiech.</p>

<p>Podniósł się i
podszedł do blatu, obok którego znajdował się barek.
Postawił kieliszek na ciemnym drewnie i otworzył drzwiczki szafki.</p>

<p>- Jak to się nazywało? -
zapytał, spoglądając na rząd różnego rodzaju butelek.</p>

<p>- Dom Pérignon - usłyszał
cichą odpowiedź. Pochylił się, mrużąc oczy i
odczytując nazwy na etykietach. Chianti, Chablis, Jack Daniels, Absinthe,
Martini, Bourbon, Tequila... Jest!</p>

<p>Wyjął z szafki ciemną,
błyszczącą butelkę i postawił ją na blacie, aby
wyciągnąć korek, ale wtedy poczuł ruch za plecami i
tuż obok niego pojawiła się odziana w czarny materiał
ręka Severusa, która zanurzyła się w szafce i złapała
kwadratową butelkę z czarną etykietą Jack Daniels.</p>

<p>- Ja też się napiję. -
Głos mężczyzny był dziwnie zduszony i zachrypnięty.
Harry obserwował, jak szczupła ręka stawia butelkę na
blacie i zaciska się na niej nieco zbyt mocno. Słyszał za
sobą ciężki, przyspieszony oddech i niemal wyczuwał na
sobie dotyk ciemnego, intensywnego spojrzenia. Lecz zanim zdążył
odwrócić głowę, zanim zdążył wykonać
jakikolwiek ruch, zobaczył, jak ręka mężczyzny odtrąca
nagle butelkę i - o bogowie! - obejmuje go w pasie, podczas gdy druga
oplata się wokół jego klatki piersiowej niczym wąż,
zaciskając się z taką siłą, jakby zamierzała
pozbawić go tchu. Severus przyciągnął go do siebie i
objął mocno, niemal łapczywie, wtulając twarz w jego
włosy i głęboko wciągając w nozdrza ich zapach.</p>

<p>Zaległa absolutna cisza, a Harry
słyszał jedynie głośne bicie własnego serca, które
wydawało się krzyczeć o cholera o cholera o cholera w rytmie uderzeń.</p>

<p>Severus przyciskał go do siebie
z taką siłą, jakby obawiał się, że Harry
mógłby w każdej chwili wyrwać się i uciec, jakby nigdy nie
zamierzał wypuścić go ze swych objęć. Było w tym
zachłannym uścisku coś takiego... jakaś nieodparta potrzeba
bliskości, nagła i najwyraźniej nie do końca
uświadomiona, impuls, który kazał Severusowi złapać,
przygarnąć, dotknąć, poczuć... Tak blisko...</p>

<p>I Harry poddał się temu,
chłonąc zapach szeleszczących wokół siebie ciemnych szat,
gorący oddech owiewający jego włosy i siłę
oplatających go szczelnie ramion... I wiedział, że od teraz
wszystko już będzie dobrze. Że wraz z jego wczorajszym
małym zwycięstwem wszystko się zmieniło... Poczuł, jak
do jego serca wlewa się ciepło, a oczy zaczynają go
nieznośnie szczypać.</p>

<p>Z trudem udało mu się
przełknąć ślinę, ponieważ miał
wrażenie, że coś kwaśnego ulokowało się w jego
gardle, nienaturalnie je zwężając. Westchnął
głęboko, zatapiając się jeszcze bardziej w uścisku
ramion Severusa.</p>

<p>Ale wtedy mężczyzna
poruszył się. Impuls wycofał się, zastąpiony
chłodną świadomością. Severus
odchrząknął i wypuścił Harry'ego, odsuwając
się od niego. Wziął do ręki butelkę i bez słowa
skierował się z powrotem do stolika. Chłopak stał przez
chwilę, próbując walczyć z zatapiającym jego
wnętrzności gorącem, z tym niemożliwie
skręcającym się w żołądku pragnieniem, by
ponownie poczuć to ciepło. Odkorkował butelkę i bez
zastanowienia przyłożył ją do ust, biorąc kilka
solidnych łyków. Och tak, poczuł gorąco... rozlewający
się po ciele żar, który kazał mu zapomnieć o szampanie,
zapomnieć o kolacji, zapomnieć o wszystkim i skierować swoje
kroki do fotela, w którym siedział Severus, wpatrzony w swoją
szklankę i najwyraźniej zastanawiający się nad czymś.
To właśnie ten żar kazał mu złapać tę
szklankę i wyjąć mu ją z dłoni, ignorując
zaskoczone spojrzenie ciemnych oczu, a później usiąść mu na
kolanach i opleść rękami szczupłe ramiona,
przywierając do niego całym ciałem. Całym drżącym,
pożądającym bliskości ciałem.</p>

<p>Krążący w jego
żyłach alkohol zdawał się nim kierować i krzyczeć
mu do ucha, jak bardzo pragnie tego mężczyzny. I Harry czuł to
pragnienie całym ciałem, pozwalał mu sterować sobą i
jedyne, co go w tej chwili obchodziło, to zaspokojenie go, to czucie
Severusa swoją skórą, ustami i wypełnienie nim swoich lędźwi.
Przywarł wargami do chłodnej szyi, zamknął oczy i
zaczął ją całować, wchłaniając jej smak
wszystkimi zmysłami. Przycisnął usta do miejsca, w którym
wyczuwał przyspieszony puls i pozostawił je tam przez kilka chwil,
rozkoszując się każdym łagodnym uderzeniem
przepływającej pod skórą krwi. Po chwili jednak porzucił to
miejsce, zamykając w rozpalonych wargach miękki płatek ucha.</p>

<p>- Mmm... - mruknął Severus,
odchylając nieco głowę i pozwalając Harry'emu
sięgnąć głębiej. Chłopak słyszał
jedynie szaleńcze bicie własnego serca, kiedy pozwolił swojemu
językowi wędrować po ciepłym wnętrzu i lizać
przestrzeń za uchem, podczas gdy czarne kosmyki łaskotały jego
twarz, muskały nos i wpadały za okulary. Pomruki, które wydawał
z siebie mężczyzna, były dla niego niczym najpiękniejsza
muzyka i tylko on, do diabła, tylko on wiedział, jak je z niego
wydobyć.</p>

<p>- Lubisz, kiedy to robię? -
zapytał cicho, łapiąc w zęby płatek i
pociągając go lekko, niczym niesforny szczeniak, który dorwał
ulubioną zabawkę.</p>

<p>- Uhm... - wymruczał Severus,
sztywniejąc na moment i zaciskając dłonie na biodrach Harry'ego.
Chłopak uśmiechnął się do siebie i zaczął
nieznacznie poruszać biodrami. Zduszony jęk, który wyrwał się
z pomiędzy cienkich warg mężczyzny, był dla niego
najlepszym zapewnieniem, że Severus jest równie podniecony, jak on sam.
Czuł to podniecenie, kiedy przesuwał biodrami po twardniejącej z
każdą chwilą wypukłości w spodniach
mężczyzny, kiedy ocierał się o nią swoją
własną uwięzioną i twardą erekcją.</p>

<p>Kręciło mu się w
głowie, ale nie wiedział, czy to z powodu alkoholu, czy
krążącej w żyłach ekscytacji. I chciał
więcej. Chciał czuć ją na skórze, w każdym zakamarku
swojego ciała. I chciał, aby Severus także ją czuł.</p>

<p>- Lubisz mnie pieprzyć? -
zapytał wprost w ucho mężczyzny, owiewając je gorącym,
przyspieszonym oddechem.</p>

<p>- Owszem. Muszę przyznać,
że jest to całkiem przyjemne - odparł cicho Snape, wsuwając
chłodne dłonie pod jego bluzkę i dotykając rozgrzanej
skóry, a Harry oczami wyobraźni zobaczył krążący po
cienkich wargach uśmieszek.</p>

<p>- O czym myślisz, kiedy to
robisz? O czym myślisz, kiedy mnie rżniesz? - Harry
przesunął nieco twarz, aby zerknąć na oblicze
mężczyzny. Severus gryzł wargi. Och, czyżby podobała
mu się ta świńska gadka?</p>

<p>- O twoich okrągłych
pośladkach - odparł nieco zdyszanym głosem,
błądząc drżącymi dłońmi po plecach
Harry'ego, który mruczał cicho z przyjemności. - O tobie,
klęczącym przede mną z wypiętym tyłkiem i
rozstawionymi szeroko nogami. O tym, w jaki sposób jęczysz moje imię.
O tym, jak twoje ciało otwiera się, kiedy w ciebie wchodzę i
uderzam w ten punkt w tobie, a ty wtedy niemal roztapiasz się w moich
dłoniach... i o tym, jak bardzo to lubisz.</p>

<p>Harry czuł, że jego twarz
płonie, kiedy słuchał głębokiego głosu Severusa,
mówiącego takie rzeczy. Oczy przyglądającego mu się Snape'a
błyszczały drapieżnie, a kącik ust drgał nieznacznie.</p>

<p>Och, nie, nie może mu
pozwalać się tak zawstydzać! To on miał doprowadzić go
do...</p>

<p>Harry opanował się i
pozwolił, aby na jego usta wypłynął zawadiacki
uśmiech.</p>

<p>- Ale nie zgadniesz, co najbardziej
lubię...</p>

<p>- Tak? Nie mogę się wprost
doczekać, kiedy mi to wyjawisz...</p>

<p>Przysunął twarz jeszcze
bliżej i przycisnął gorące wargi do wilgotnego ucha
mężczyzny.</p>

<p>- Najbardziej lubię, jak
wyjmujesz go ze swoich czarnych szat i przytrzymujesz dłonią.
Uwielbiam na niego patrzeć, na jego żywą, pulsującą,
zaczerwienioną główkę i naciągniętą na nim
skórę. Na tle ciemnej plamy twoich szat wydaje się taki... ogromny i
gorący. I tak bardzo pragnę go dotknąć... polizać... -
Harry poczuł, jak w jego plecy wbijają się paznokcie Severusa. -
...objąć wargami i wsunąć w swoje usta tak
głęboko, aby poczuć, jak jego czubek łaskocze moje
gardło...</p>

<p>Słyszał, jak Severus z
każdym słowem wciąga ze świstem powietrze i kiedy
odsunął głowę, zobaczył na jego pogrążonej w
stworzonej przez siebie wizji twarzy najdelikatniejszy rumieniec. Och, i
czuł to, o tak. Snape był już twardy jak skała.</p>

<p>- Lubisz... - Głos
mężczyzny był nieco zachrypnięty, kiedy się
odezwał. Wyglądał, jakby mówienie przychodziło mu z trudem.
Odchrząknął i zacisnął mocno powieki: - Lubisz, kiedy
nim w ciebie wchodzę?</p>

<p>- Ooo, tak - wyjęczał
Harry, mocniej poruszając biodrami i zataczając nimi zmysłowe
koła, co doprowadziło do tego, że paznokcie Severusa jeszcze
mocniej wbiły się w jego ciało. Ale nie przeszkadzało mu
to. - Wyobrażam sobie teraz, jak to robisz. Jak mnie wypełniasz.
Czujesz to? Czujesz, jak się na tobie pieprzę? Czujesz moje
gorące wnętrze zaciskające się wokół ciebie?</p>

<p>Severus jęknął
głośno i Harry poczuł skręcające się w
podbrzuszu, liżące go od środka płomienie.</p>

<p>- Potter, jesteś... -
zaczął, ale najwyraźniej nie był w stanie
dokończyć. Oblizał wyschnięte wargi. - Mów dalej. Nie
przestawaj.</p>

<p>To było zachęcające.
Harry uśmiechnął się do siebie. Zmienił nieco kąt
poruszania się, jeszcze mocniej napierając na twardą jak
kamień erekcję mężczyzny.</p>

<p>- To jest o wiele wspanialsze,
niż kiedy sam to robisz, prawda? - wymruczał do jego ucha. - Wiem,
że to robisz. Wiem, że w nocy, kiedy mnie nie ma, owijasz wokół
niego dłoń i obciągasz sobie szybko i brutalnie,
myśląc tylko o mnie, prawda? Przyznaj się. Robisz to.</p>

<p>Usta mężczyzny
rozciągnęły się w uśmiechu.</p>

<p>- Nic się przed tobą nie
ukryje... - odparł mocno zdyszanym głosem.</p>

<p>Harry dałby w tej chwili
wszystko, żeby dowiedzieć się, czy był to jedynie żart,
czy też Severus naprawdę...</p>

<p>Nie zdążył jednak
dokończyć tej myśli, ponieważ mężczyzna
otworzył lśniące, pogrążone w oparach
pożądania oczy, wyciągnął jedną rękę
spod jego bluzki i, zagryzając dolną wargę, wepchnął
mu do ust swoje długie palce.</p>

<p>- Ssij.</p>

<p>To był jedynie cichy szept, ale
było w nim coś takiego, iż Harry nie byłby w stanie nie
wykonać rozkazu. Łagodnie ujął nadgarstek i
zamknął oczy, rozkoszując się cierpkim smakiem poznaczonej
plamami i odciskami skóry. Przez chwilę delektował się
smukłymi palcami, nawilżając je, po czym wysunął ze
swych ust i pozostawił w nich jedynie wskazujący. Chłodny i
wilgotny. Przesunął po nim gorącym językiem, od nasady,
aż po opuszek, tak, jak zawsze robił to, kiedy pieścił
erekcję Severusa, patrząc prosto w jego szeroko otwarte,
płonące opętaniem oczy. Objął wargami smukły
palec i zaczął przesuwać nimi w górę i w dół,
wzdłuż całej jego długości, zasysając go
głęboko w swoje usta i przesuwając po nim mokrym językiem.
Oczy przyglądającego mu się mężczyzny rozszerzały
się coraz bardziej, spijając ten widok, rozsmakowując się w
nim.</p>

<p>- Cudowny... - wyszeptał w
pewnym momencie tak zachrypniętym głosem, jakby
połknął tłuczone szkło. Harry poczuł dreszcz,
wędrujący wzdłuż całego ciała od karku aż po
stopy, kiedy Severus wysunął wilgotny palec z gorącego
wnętrza ust i położył dłoń na jego policzku w
najdelikatniejszej pieszczocie.</p>

<p>Harry na moment przestał
poruszać biodrami, wchłaniając dotyk wszystkimi zmysłami,
ale wtedy ponownie usłyszał szept mężczyzny:</p>

<p>- Nie przerywaj.</p>

<p>Ponowił więc swój
zmysłowy taniec, zataczając biodrami leniwe koła i patrząc
z zachwytem, jak Severus zamyka oczy i odchyla głowę do tyłu,
całkowicie poddając się atakującym go doznaniom. Och,
wyglądał tak pięknie z tymi rozchylonymi ustami i łagodnie
uniesionymi brwiami. Harry rozkoszował się tym widokiem, absolutnie
nim oczarowany, podczas gdy dłoń mężczyzny powoli
zsunęła się po jego twarzy i zatrzymała na piersi. Harry
pochylił się i otarł policzkiem o policzek Severusa.
Słyszał jego przyspieszony oddech i wyczuwał ostre włoski
początkowego zarostu, kiedy pocierał o nie skórą. W pewnej
chwili zorientował się, że całkowicie nieświadomie,
zaczął składać delikatne pocałunki na jego twarzy, na
czole, skroniach i policzkach, kierując się coraz niżej. Wysunął
język i polizał podbródek, słysząc jak Severus
łapczywie chwyta powietrze. Oderwał na chwilę głowę, a
następnie, dziwiąc się własnej śmiałości,
ugryzł bardzo mocno jego dolną wargę.</p>

<p>- Ach! - Mężczyzna
sapnął i gwałtownie otworzył oczy.</p>

<p>Harry zobaczył w nich
ogień. Trawiący wszystko, siejący spustoszenie,
pochłaniający czerń. Sięgający tak głęboko,
iż miał wrażenie, jakby języki tego ognia
ślizgały się po jego wnętrznościach i
podrażniały lędźwie.</p>

<p>- Powiedz mi, Severusie... -
zaczął, chociaż mówienie nagle zaczęło mu
przychodzić z trudem, nie przestając poruszać biodrami i raz po
raz ocierając się o uwięzionego w spodniach penisa
mężczyzny - ...a co tobie sprawia przyjemność? -
Chciał rzucić mu wyzwanie, pragnął, żeby
całkowicie stracił nad sobą kontrolę. I sadząc po
zaczerwienionej twarzy i odgłosach, jakie wydawał
mężczyzna, był pewien, że jest już bardzo blisko. -
Lubisz mnie posiadać?</p>

<p>I wiedział, że trafił,
kiedy z ust Snape'a wyrwał się głośny jęk, a jego
dłoń złapała chłopaka za bluzkę, przyciągając
go mocno do siebie i Harry usłyszał ochrypły szept koło
ucha:</p>

<p>- Tak, do cholery... - Po tych
słowach złapał Harry'ego za włosy, odchylając mu
głowę, i wpił się ustami w odsłoniętą
szyję, a następnie zaczął wypychać własne biodra,
coraz szybciej i szybciej. Harry poczuł następne ostre ugryzienie, od
którego zakręciło mu się w głowie, a potem
usłyszał zdyszany, zachrypnięty głos: - Posiadać
cię, pieprzyć, dotykać, doprowadzać do orgazmu... -
Poczuł jak dłonie mężczyzny łapią jego
pośladki, zmuszając go, by mocniej napierał na główkę
penisa. Severus zacisnął mocno powieki, a jego twarz przeszył
skurcz przyjemności. Harry doskonale to widział, gdyż szeroko
otwartymi oczami wpatrywał się w całkowicie
pogrążonego w upojeniu mężczyznę. - I patrzeć,
jak twoje oczy... - Severus jęknął cicho i mocniej
zacisnął dłonie na pośladkach chłopaka. Na jego twarzy
rozlała się przyjemność tak silna, iż
wyglądało to niemal tak, jakby sprawiała mu ból. Usta
otworzyły się, jakby chciał krzyczeć, ale nie dobiegał
z nich żaden dźwięk, jedynie drżący gdzieś
głęboko w gardle, wibrujący pomruk, coraz głośniejszy,
coraz ostrzejszy. I Harry patrzył, całkowicie oniemiały, jak
Severus dochodzi w swoje spodnie, jak trzęsie się i wygina,
wbijając paznokcie w jego miękkie ciało, jak na jego skroniach i
osłoniętej szyi pojawiają się żyły, jak jego
szczupłe ciało napina się niczym grożąca
pęknięciem struna, a później... rozluźnia się,
roztapia, kiedy szpony orgazmu wycofały się, pozostawiając go z
nadal otwartymi ustami, łapczywie wciągającymi powietrze i
uśmiechem błąkającym się w kącikach wysuszonych
warg.</p>

<p>- Jest pan, naprawdę...
nieznośnym, wstrętnym smarkaczem, panie Potter - wyszeptały te
usta kilka minut później.</p>

<p>- Zapomniał pan dodać
'wyuzdanym' i 'seksownym', profesorze - odparł cicho Harry, który nawet na
sekundę nie oderwał wzroku od tej niesamowicie w tej chwili
łagodnej, promieniującej czystym spełnieniem twarzy. Nie
potrafił powstrzymać radosnego uśmiechu, który opanował
jego wargi. - Och, uwielbiam te nasze... perwersyjne rozmowy.</p>

<p>Snape powoli uniósł powieki i
Harry został uderzony zamglonym ciepłem rozpalonych wciąż
oczu. Zdawały się go dotykać, obejmować jego twarz i
pieścić ją samym tylko spojrzeniem.</p>

<p>- Muszę przyznać, że
jesteś w nich coraz lepszy... - powiedział cicho mężczyzna.
Nadal ciężko oddychał. I nadal nie odrywał wzroku od twarzy
Harry'ego, jakby starał się ją utrwalić w swoim
umyśle.</p>

<p>- Czyżby właśnie mnie
pan pochwalił? - zapytał chłopak, uśmiechając się
zalotnie. - Może przyzna mi pan za to... kilka punktów?</p>

<p>Oczy Severusa rozbłysły, a
na ustach pojawił się lekki uśmiech.</p>

<p>- Tak, sądzę, że
dałoby się to załatwić...</p>

<p>Harry rozszerzył oczy.</p>

<p>- Naprawdę?</p>

<p>- Za wpływ, jaki na twoje
umiejętności wywiera ta znajomość... pięć punktów
dla Slytherinu.</p>

<p>Harry otworzył usta. Wprost nie
mógł w to uwierzyć.</p>

<p>- Jesteś... jesteś...
niemożliwy.</p>

<p>- I vice versa - odparł Severus,
nie próbując już dłużej powstrzymywać
drżącego uśmiechu, czającego się w kącikach warg.</p>

<p>Harry westchnął i
pochylił się do przodu, opierając policzek na ramieniu
mężczyzny i wtulając twarz w jego szyję.
Usłyszał, jak Snape mruczy zaklęcie czyszczące, i
uśmiechnął się do siebie. Było mu teraz tak dobrze.
Nie musieli już dzisiaj nic robić, po prostu chciał tak
siedzieć, przytulony do Severusa i... och, tak, czuć jego dłonie
głaszczące go po plecach, tak powoli i łagodnie.</p>

<p>Starał się nie zwracać
uwagi na lekkie zawroty głowy, które pojawiły się, kiedy tylko
zamknął oczy, i ogarniające go coraz bardziej zmęczenie.
Nieprzespana noc oraz ogromna dawka doznań, które chwilę temu
przetoczyły się przez jego ciało, zaczęły zbierać
swoje żniwo. A spokojne, monotonne gładzenie pleców i cichy oddech,
który słyszał nad sobą, kołysały go i otulały.</p>

<p>- Nie możesz tutaj spać -
powiedział cicho Severus, wyrywając go z napływającej
zewsząd ciemności. - Chodź do sypialni.</p>

<p>- Nie śpię - wymruczał
Harry, pocierając twarzą o jego szyję i wtulając się w
nią jeszcze głębiej. - Wiesz... chciałbym kiedyś...
kochać się z tobą do nieprzytomności.</p>

<p>Gładzące jego plecy
dłonie mężczyzny zatrzymały się nagle, a ciało
napięło się.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.
Czyżby powiedział coś niewłaściwego?</p>

<p>- Chciałbym... -
kontynuował jednak, otoczony ciepłem i zapachem Severusa. -
Chciałbym, żebyś zdjął szaty, wszystkie i... i
chciałbym wycałować cię całego, wycałować
każdy skrawek twojej skóry. Pozwolisz mi na to? Kiedyś?</p>

<p>Przez chwilę panowała
aksamitna cisza, a Harry wsłuchiwał się w wibrujący
gdzieś nad nim oddech mężczyzny. I w tętniący pod
skórą puls. Tak blisko.</p>

<p>- Jedyne, na co ci teraz
pozwolę, to pójście spać - odezwał się po chwili
mężczyzna, poruszając się lekko, jakby miał zamiar
odsunąć od siebie chłopaka.</p>

<p>- Nie. - Harry pokręcił
głową i oplótł go ramionami za szyję, jeszcze mocniej do
niego przywierając. - Pozwól mi tak zostać. Jeszcze trochę. Proszę.</p>

<p>Severus wydał z siebie ciche
westchnienie i ponownie zaczął głaskać jego plecy. Harry
zamruczał cicho w jego szyję, poddając się pieszczocie i
pozwalając swojemu ciału odprężyć się, a
umysłowi odpłynąć.</p>

<p>I trwał tak, nie miał
pojęcia jak długo, ponieważ czas był dla niego jedynie
okresem pomiędzy jednym, a drugim oddechem Severusa, pomiędzy jednym,
a drugim uderzeniem jego serca. Aż napłynęła
ciemność.</p>

<p>Gdzieś na granicy
świadomości usłyszał głos:</p>

<p>- Dosyć tego. Idziesz spać.</p>

<p>Wymruczał coś w odpowiedzi,
pozwalając silnym dłoniom wsunąć się pod swoje
pośladki. Poczuł jakiś ruch i przytłumionymi snem
zmysłami zarejestrował, że jest chyba gdzieś niesiony.
Westchnął, kiedy jego plecy dotknęły czegoś
miękkiego, a zaciśnięte kurczowo wokół szyi Severusa ramiona
zostały łagodnie, lecz stanowczo rozsunięte i ciepło
zniknęło. Spróbował otworzyć oczy, ale powieki zbytnio mu
ciążyły, a mięśnie nie chciały
współpracować. Wtedy poczuł, jak coś unosi mu stopy i
zdejmuje z nich buty. A następnie skarpetki. Zanim zdążył
to zarejestrować, jego biodra zostały uniesione w górę, a
spodnie ściągnięte.</p>

<p>- C-co... robi...? - wymruczał w
powietrze, ale pytanie zamarło mu na ustach, kiedy jego okulary
zostały zsunięte i poczuł ciepłe wargi, przyciskające
się do jego skroni.</p>

<p>- Cii, śpij już.</p>

<p>Mruknął, niepocieszony,
kiedy usta odsunęły się i został delikatnie uniesiony w
górę, a jego bluzka ściągnięta przez głowę. To go
nieco rozbudziło, ale nie otworzył oczu. Wystarczał mu sam
dotyk. Kiedy na jego nagie ramiona opadło przykrycie, obrócił
się na bok i wyszeptał sennie:</p>

<p>- Jeżeli kiedyś...
wyjęczysz moje imię... to wyjawię ci swój sekret -
powiedział i nie potrafił powstrzymać ziewnięcia, które
nadeszło po tych słowach.</p>

<p>Poczuł chłodne palce
gładzące jego policzek.</p>

<p>- W takim razie twój sekret jest
bezpieczny - odparł cicho Severus. - Dobranoc.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się i wtulił twarz w poduszkę, ponownie zapadając w
napierającą ciemność.</p>

<p>- Dobranoc... Severusie.</p>

<p>Usłyszał kroki i trzask
zamykanych drzwi, a po jakimś czasie szum płynącej wody. Tak,
był niesamowicie wręcz śpiący, ale przecież nie
mógł zasnąć, zanim Severus do niego nie dołączy. Wtedy
nie różniłoby się to w ogóle od zasypiania w dormitorium, a przecież
był teraz w sypialni Snape'a, chciał przynajmniej usłyszeć
szelest pościeli, kiedy mężczyzna położy się obok
niego, chciał poczuć jego obecność.</p>

<p>Z największym wysiłkiem
udało mu się unieść powieki, ale jedyne co zobaczył,
to absolutna ciemność, która panowała w pomieszczeniu.
Próbował skupiać się na ledwie widocznych konturach przedmiotów,
dzięki czemu miał pewność, że jego oczy nadal
pozostają otwarte, oraz wsłuchiwać w dochodzące z
łazienki odgłosy.</p>

<p>Po pewnym czasie, który wydawał
mu się wiecznością, szmer wody ucichł. Chwilę
później drzwi do łazienki otworzyły się i do sypialni
wpadło jasne światło. Zbyt jasne. Harry zacisnął
powieki. Teraz już mógł.</p>

<p>Uważnie wsłuchiwał
się w miękkie kroki Severusa, które stawiały jego bose stopy.
Materac po drugiej stronie łóżka ugiął się nagle, a
cienkie, gładkie przykrycie zaszeleściło w ciemności niczym
ocierające się o siebie sowie skrzydła. I Harry nic nie
mógł poradzić na to, że kiedy tylko Severus
położył się za nim, natychmiast poczuł
przemożną chęć, aby odwrócić się i go
dotknąć. Pozostał jednak na miejscu, leżąc bez ruchu i
starając się oddychać głęboko i równomiernie. Teraz,
kiedy wiedział, że leży z nim w jednym łóżku,
senność zdawała się, przynajmniej częściowo,
wypuścić go ze swych szponów. To było zbyt niesamowite
przeżycie, aby mógł tak po prostu zasnąć.</p>

<p>W panującej wokół ciszy
słyszał spokojny oddech Severusa i zastanawiał się, czy
powinien coś powiedzieć, poruszyć się, dać mu znak,
że jeszcze nie śpi. Ale co mógłby zrobić? Co będzie,
jeżeli odwróci się do niego, próbując nawiązać z nim
kontakt, a Snape odsunie się i przewróci tyłem do niego?</p>

<p>Leżał tak przez jakiś
czas, zastanawiając się nad tym, co zrobić i nie potrafiąc
się zdecydować, kiedy nagle usłyszał za sobą krótki
szelest. Początkowo nie zwrócił na to większej uwagi, przekonany
że Snape zapewne zmienił pozycję. Jednak po chwili szelest
powtórzył się, a materac za nim ugiął się mocniej, tak
jakby Severus... przysunął się.</p>

<p>Serce Harry'ego natychmiast
przyspieszyło i poczuł mrowiącą w żyłach
nadzieję, ale nadal nie wykonał żadnego gestu, czekając w
milczącym napięciu na kolejny ruch mężczyzny i
zastanawiając się, czy czasami nie wmawia sobie czegoś, co wcale
nie ma miejsca.</p>

<p>Ale nie! Kolejny szelest, tym razem
dłuższy, i Harry wyraźnie poczuł łagodne
muśnięcie na plecach. Severus najwyraźniej przysunął
się już na tyle blisko, że dotykał go swoim ramieniem.</p>

<p>Harry walczył ze sobą. Tak
bardzo pragnął się odwrócić, iż miał
wrażenie, że aż drży z tego pragnienia, ale z drugiej
strony obawiał się, że wtedy Snape wycofa się z powrotem na
swoje miejsce, a wtedy wszystko...</p>

<p>O cholera!</p>

<p>Z trudem zapanował nad
zaskoczonym westchnieniem, kiedy ponownie usłyszał szelest i
poczuł na swoim wystającym spod przykrycia, nagim ramieniu
łagodny dotyk palców Severusa, które powoli zaczęły
przesuwać się wzdłuż jego ręki, gładząc
ją z taką delikatnością, jakby mężczyzna
obawiał się, że w każdej chwili może go obudzić.
Harry nie śmiał nawet przełknąć śliny,
zmuszając swój oddech do spokojnej, rytmicznej pracy, chociaż
miał wrażenie, że bicie jego serca jest wyraźnie
słyszalne w gęstej ciszy.</p>

<p>Jego skóra wydawała się
ożywać w miejscach, w których dotknęły jej palce Sverusa, i
Harry westchnął w duchu, kiedy mężczyzna zabrał
dłoń. Jednak bardzo szybko o tym zapomniał, kiedy poczuł
poruszenie za swoimi plecami i... Severus przysunął się jeszcze
bliżej, przywierając chłodnym ciałem do pleców Harry'ego i
obejmując go w pasie.</p>

<p>Nienienie, on tego nie zrobił.
To z pewnością musi być sen. Zasnął i teraz śni
mu się, że Severus go przytula. Przecież to niemożliwe,
żeby Snape... żeby on... sam... i do tego... och! ...do tego
przyciągnął go łagodnie do siebie, układając
się za nim tak, aby ich ciała idealnie do siebie pasowały i... i
wtulił twarz w jego kark, owiewając go tym niesamowicie gorącym
oddechem, który sprawił, iż Harry był niemal pewien, że zaczął
drżeć. Ale najwyraźniej drżał jedynie w środku,
ponieważ Snape nie odsunął się, nie odepchnął go,
tylko przesunął twarz nieco w dół, przyciskając
ciepłe, wilgotne usta do jego ramienia i... i Harry był pewien,
że usłyszał cichy, tak cichy, iż niemal niesłyszalny,
zachrypnięty szept:</p>

<p>- Nie mogę tego zmienić...
- Severus przesunął rozgrzane wargi na jego szyję i
złożył na niej łagodny pocałunek. - Nie mogę... -
powtórzył jeszcze ciszej, a ciężkie westchnienie, które
nastąpiło po tych słowach sprawiło, że coś w
sercu Harry'ego ścisnęło się boleśnie.</p>

<p>Severus nie powiedział nic
więcej. Wtulił twarz w jego włosy i przytuliwszy się do
niego jeszcze mocniej, znieruchomiał. Harry leżał w ciszy i
ciemności, otoczony ramionami i zapachem mężczyzny, całym
sobą wchłaniając jego niesamowitą bliskość i
pozwolił, aby spokojny oddech Severusa utulił go w końcu do snu.</p><empty-line /><p>* "Hysteria" by Muse</p>

<p><strong>--- rozdział 43 ---</strong></p>

<p><strong>43. The taste, the smell, the touch
of you</strong></p>

<p>If I could have just a moment of you</p>

<p>Would I be wanting more?</p>

<p>If I could have just a taste of you</p>

<p>Would I be addicted?</p>

<p>If I could have just a touch of you</p>

<p>Could I tear myself away*</p><empty-line /><p>Czasami, kiedy ktoś śni,
wydaje mu się, że marzenia senne są realniejsze od
rzeczywistości. Że nie ma w tym nic dziwnego, kiedy podczas ucieczki
wyrastają mu skrzydła i unosi się w powietrze. Że nie ma w
tym nic zatrważającego, kiedy nagle ziemia pod jego stopami znika, a
on opada w bezdenną otchłań. Że nie ma w tym nic
niezwykłego, kiedy czuje chłodne palce zaciskające się na
biodrach i widzi ciemną głowę poruszającą się
pomiędzy udami. Nie, coś takiego bywa jedynie niezwykle... przyjemne.</p>

<p>Harry'ego często nawiedzały
tego typu marzenia senne. Szczególnie to ostatnie. Dlatego jego
świadomość zdziwiła się nieco, gdy zamiast tego
poczuła wędrujące po ciele chłodne palce i
podążające za nimi gorące usta. Nie uważała tego
za coś naturalnego, tak jak zawsze przy tego typu marzeniach. Nie, to
było tak nierealne, że aż...</p>

<p>...prawdziwe.</p>

<p>Zaraz, sny chyba nie powinny
stawać się rzeczywistością? A już szczególnie nie
takie sny.</p>

<p>Nie, czuł to coraz
wyraźniej. Dotyk palców muskających jego ramię i kark oraz
ciepłe pocałunki wędrujące wzdłuż
kręgosłupa, coraz niżej i niżej...</p>

<p>Powoli otworzył oczy, niemal
pewien, że kiedy to zrobi, wszystko natychmiast zniknie, ale nic takiego
się nie wydarzyło. Nadal ogarniało go to zniewalające
uczucie, teraz jeszcze wyraźniej. W polu jego widzenia pojawił
się fragment nocnej szafki. Te łagodnie wędrujące po ciele palce
przesunęły się wzdłuż pleców na krzyż i
musnęły ubrane w slipy pośladki. Harry zamrugał,
próbując przypomnieć sobie, gdzie się znajduje i co się
dzieje. Ale zanim zdążył to zrobić, czyjaś
dłoń uniosła w górę jego nogę, zmuszając go do
zgięcia jej, i zaczęła gładzić wewnętrzną
stronę jego ud, powoli i delikatnie przesuwając paznokciami po
rozgrzanym ciele. Zimny dreszcz, który przebiegł wzdłuż
całego ciała Harry'ego, ocucił go i przywołał
wspomnienia.</p>

<p>Był w sypialni Snape'a. W jego
łóżku. A ta dłoń, to ciało leżące za nim, te
gorące usta smakujące skórę jego pleców należały do...</p>

<p>Westchnął
głęboko, kiedy palce musnęły uwięzionego w slipach
penisa, który zareagował na ten dotyk niemal bolesnym drżeniem. Harry
zacisnął oczy i otworzył usta, ponieważ nagle całe powietrze
uleciało z jego płuc, jak za dotknięciem różdżki.
Słyszał za sobą ciężki oddech Severusa. Czuł, jak
ta cudowna dłoń przesuwa się na pośladki i zsuwa z nich
slipy. Powoli zaczął odwracać głowę i mruczeć
cicho z powodu tych przyjemnych doznań. Materiał ocierał
się o jego skórę, kiedy cal po calu odsłaniał
zaokrąglone pośladki i biegnące pomiędzy nimi
zagłębienie. Usta dotarły z powrotem do karku i oderwały
się od niego, aby Harry mógł całkowicie odwrócić
głowę. Uniósł powieki dokładnie w tym samym momencie, w
którym długi, wilgotny palec wśliznął się w niego.</p>

<p>Jego ciało wygięło
się, ale on nie oderwał wzroku od wbitych w siebie czarnych oczu,
pomimo iż wszystko, co widział, było niewyraźne i
rozmazane. Podniósł rękę i dotknął pochylonej nad
sobą twarzy, na którą opadały ciemne, długie kosmyki,
otulając ją cieniem. Ten widok wywołał w nim
gorącą eksplozję radości i nie potrafił
powstrzymać zaspanego uśmiechu, który wypłynął mu na
usta.</p>

<p>- Dzień dobry... Severusie -
powiedział cicho, czując jak palec mężczyzny łagodnie
się w nim porusza. W odpowiedzi Snape po prostu pochylił się
niżej i przycisnął wargi do jego skroni, szepcząc:</p>

<p>- Nic nie mów...</p>

<p>Odchylił się i przez
chwilę spoglądał na Harry'ego, tak jakby próbował
zapamiętać jego rozczochrane od snu włosy, zmrużone,
zaspane oczy, jasną, rozgrzaną skórę i senny uśmiech
zalegający na wargach. Harry odwzajemniał to spojrzenie,
pochłaniając każdy fragment twarzy przypatrującego mu
się z uwagą mężczyzny i nie przeszkadzało mu nawet to,
że widział ją bardzo niewyraźnie.</p>

<p>Tak, to była prawda. Nie wydawało
mu się. Po raz pierwszy obudził się i obok niego leżał
Severus. Po raz pierwszy po przebudzeniu mógł czuć jego
bliskość, mógł widzieć jego twarz pochyloną nad
sobą, mógł cieszyć się tym, że jest tuż obok,
że nie opuścił go w nocy, jak miał to w zwyczaju. Po raz
pierwszy Severus chciał być przy nim po przebudzeniu i
świadomość tego sprawiała, że krew Harry'ego
zaczynała krążyć jeszcze szybciej niż dotychczas.</p>

<p>Przesunął dłoń z
policzka w dół, kierując ją na cienkie wargi, które
rozchyliły się pod wpływem tego dotyku, a jego palce
skorzystały z zaproszenia i zanurzyły się w ciepłym
wnętrzu ust Severusa. Widok był tak niesamowity, że musiał
wstrzymać oddech, kiedy patrzył, jak wargi Snape'a zaciskają
się wokół jego palca wskazującego, a nieprawdopodobnie gorący
język ślizga się wzdłuż niego i zatacza powolne,
lepkie kręgi wokół opuszka. Miał wrażenie, że usta
Snape'a potrafią generować swego rodzaju fale prądu, które
przemieszczają się od palca wzdłuż całego ciała i
trafiają wprost w pewien niezwykle wrażliwy punkt w jego podbrzuszu.
A siła tych fal wzmogła się jeszcze, kiedy Harry poczuł
wibrujące wokół palca głębokie pomruki Severusa, które
dotarły do jego uszu dopiero wtedy, kiedy przebiły się przez
iskrzący wrażeniami szum w umyśle.</p>

<p>Jednak wszystkie te doznania
zbladły nieco, kiedy w jego ciało wsunął się drugi
palec. Z ust Harry'ego wyrwał się głośny jęk, którego
nie był w stanie powstrzymać, a który wzmógł się jeszcze,
kiedy Severus zaczął poruszać w nim oboma palcami,
początkowo wolno, jednak z każdą chwilą, w której jego
mięśnie rozluźniały się, coraz szybciej i szybciej.
Harry zabrał rękę i przesunął ją przez czarne,
miękkie kosmyki, zatrzymując ją na szyi Snape'a, który w tym
samym momencie pochylił się i zaatakował ustami jego klatkę
piersiową. Oczy Harry'ego uciekły w głąb czaszki, kiedy
poczuł zęby przygryzające jego sutek, a później mokry
język wijący się pomiędzy brodawkami w niemal
przedagonalnym pragnieniu, tak jakby Severus powstrzymywał się zbyt
długo, aby go posmakować, tak jakby czekał na ten moment przez
całą noc i teraz nareszcie mógł zatopić wargi i zęby w
jego ciele i go pożreć. Całego.</p>

<p>Harry wił się i
jęczał, nie był w stanie uwolnić się od tych
zachłannych ust, zresztą wcale tego nie chciał, ale to wszystko
było zbyt... zbyt... nie mógł już... po prostu nie mógł!
Usta Severusa były wszędzie na nim, pochłaniały każdy
fragment jego skóry na klatce piersiowej, wgryzały się w ramię i
szyję, wędrowały po karku, pozostawiając za sobą
mokry, poznaczony ugryzieniami ślad, a każde muśnięcie gorącego,
przyspieszonego oddechu na wilgotnej skórze sprawiało, że w
żyłach chłopaka rozlewało się podniecenie tak silne,
iż miał wrażenie, że jeszcze tylko jedno, jeszcze
chociaż jedno takie muśnięcie i eksploduje.</p>

<p>Słyszał i czuł na
sobie ciężki, przyspieszony oddech Severusa, pomimo że jego
własne pojękiwania zagłuszały niemal wszystko inne, i
prawie zadrżał z ulgi, kiedy palce wycofały się, a Snape
odsunął się nieco, tak jakby po coś sięgał,
pomimo że ani na chwilę nie oderwał od niego ust.
Wyglądało na to, że Harry ma ostatnią okazję na
zaczerpnięcie oddechu, zanim Severus... zanim on...</p>

<p>O tak! O właśnie tak!</p>

<p>Niemal to wykrzyczał, kiedy
poczuł, jak coś gorącego i śliskiego wsuwa się w
niego, a palce Severusa zaciskają się na jego biodrze,
zatapiając się w miękkim ciele niczym szpony. Tak, kochał
to, chciał tego, chciał, aby Severus zagłębił się
w nim jeszcze bardziej, jeszcze dalej, chciał poczuć go całego w
swoim wnętrzu, jak najwięcej, jak najwięcej Severusa. W nim. Jak
najwięcej jego smaku, jego zapachu, jego dotyku. Wszędzie.
Wszędzie, gdzie jest w stanie dosięgnąć.</p>

<p>Kiedy ciepłe jądra
dotknęły pośladków i pulsujący penis mężczyzny
wypełnił go w całości, a wnętrze ciała Harry'ego
dopasowało się już do jego rozmiaru, Severus zaczął
się w nim poruszać łagodnymi, rozciągniętymi w czasie
pchnięciami.</p>

<p>Usta, które wycałowywały
wcześniej ścieżkę przez kark, zniknęły i w
momencie, w którym Harry uniósł rozgrzane powieki, ujrzał
pochyloną nad sobą twarz Severusa, znajdującą się w odległości
zaledwie kilku centymetrów. Czarne spojrzenie zanurzone było w jego
szeroko otwartych, zielonych oczach i zachłannie spijało
każdą, najdrobniejszą nawet eksplozję przyjemności
przetaczającą się przez oblicze Harry'ego. I zdawało
się niemal błyszczeć triumfem, kiedy penis trafiał w to
najwrażliwsze miejsce w jego wnętrzu, a Harry otwierał usta i
niemal umierał z przyjemności, nie potrafiąc wydać z siebie
innego dźwięku poza długim, wibrującym "ooooooooch".
A Severus pożerał wzrokiem każdą zmarszczkę
pojawiającą się na jego twarzy, każdy spazm rozkoszy,
dokładnie każdy moment, w którym oczy Harry'ego robiły się
jeszcze większe i jeszcze bardziej lśniące i nie odrywały
się od przypatrujących mu się źrenic.</p>

<p>Nasyciwszy się już tym
widokiem, Severus pochylił się jeszcze bardziej i zaatakował
ustami pogrążoną w agonii upojenia twarz Harry'ego, a jego wargi
wydawały się być jeszcze gorętsze niż poprzednio, o
ile to w ogóle możliwe. I jeszcze zachłanniejsze. Tak jakby coś przerwało
mu wcześniej posiłek i teraz odbierał go sobie z nawiązką.
A Harry pozwalał mu smakować każdy fragment swojej rozpalonej
skóry. Teraz, kiedy nie miał okularów, Severus miał wszędzie
dostęp i całował jego skronie, czoło oraz powieki. A nawet
nos. Wciąż i wciąż, bez końca, tak jakby nie miał
dosyć i pragnął jeszcze więcej, jeszcze więcej smaku
Harry'ego. Odwrócił nieco jego głowę i zaczął
całować także policzek, ucho oraz otaczającą je
przestrzeń. Tak jakby starał się skosztować dokładnie
wszystkiego i zapamiętać ten smak.</p>

<p>Merlinie, ile razy Harry
wyobrażał sobie w marzeniach, że Severus bierze go w taki
właśnie sposób. Łagodny. Cierpliwy. Obliczony tylko i
wyłącznie na podarowanie mu przyjemności. Ile razy
pragnął, aby mężczyzna całował go w trakcie,
patrzył na niego, po prostu był w nim, nie tylko swoim penisem, ale
również spojrzeniem, oddechem... i myślami. Czuł, że
zaczyna drżeć, że coś w jego wnętrzu rozpada się
i zaczyna się z nim dziać coś dziwnego. To nadchodziło, z
każdym kolejnym pchnięciem było coraz bliżej,
wypełniało jego lędźwie i klatkę piersiową,
więziło mu oddech w gardle i ściskało je, piekło w
oczy.</p>

<p>Kolejne pchnięcie i kolejny
pocałunek na rozgrzanym policzku. Oddech mężczyzny
muskający mokre fragmenty twarzy, na których spoczęły te
cienkie, odbierające zmysły wargi. Delikatne łaskotanie opadających
kosmyków włosów, pachnących tak znajomo.</p>

<p>Severus na nim i w nim. Zatopiony,
zanurzony, zatracony w Harrym.</p>

<p>To zbyt wiele, nie mógł już
wytrzymać, nie mógł już... już...</p>

<p>Z jego gardła wydobył
się długi, zachrypnięty jęk:</p>

<p>- Severusieee...</p>

<p>Nie był już w stanie
kontrolować swojego ciała, które wygięło się, zalane
żarem, jakiego nigdy jeszcze nie doświadczył. Wszystkie
mięśnie napięły się, a penis pulsował niemal boleśnie,
wyrzucając z siebie strugi spermy, które osiadały na czarnej
pościeli. Miał wrażenie, że zaraz spłonie, że to
wszystko jest zbyt piękne, że nic nie może być aż tak
przyjemne.</p>

<p>Kiedy w końcu orgazm
wypuścił go ze swych silnych szponów, a on, wykończony,
trzęsąc się niekontrolowanie, opadł z powrotem na
łóżko, poczuł jak dłoń Severusa owija się
wokół jego penisa i zbiera wciąż ciepłą spermę.
Pchnięcia nieco przyspieszyły, stały się bardziej
zdecydowane. Harry próbował otworzyć oczy, ale nie był w stanie,
miał wrażenie, że nie ma siły poruszyć nawet
małym palcem u stopy. Fale orgazmu odpłynęły, ale coś
wewnątrz niego wciąż drżało, wciąż
rozpadało się i wznosiło na nowo, zaciskając
pętlę na jego szyi i sprawiając, że miał coraz
większe problemy z oddychaniem.</p>

<p>To wszystko było takie...
takie...</p>

<p>Wzdrygnął się lekko,
kiedy poczuł, jak długie palce Snape'a rozsmarowują mu na
plecach ciepłe nasienie, lecz po chwili miejsce palców zajął
rozgrzany język, który przesunął się powoli po skórze,
zbierając dokładnie każdą kroplę.</p>

<p>Drżenie przybrało na sile i
Harry nie wiedział, czy to on tak drży, czy cały świat
się trzęsie. Łącznie z Severusem, który mrucząc
głęboko, zlizał wszystko z jego pleców i przyspieszył
jeszcze bardziej, ponownie wbijając palce w miękkie ciało i
zaciskając zęby na nagim ramieniu. I poruszał się tak przez
chwilę, coraz szybciej, coraz mocniej, coraz gwałtowniej, aż w
końcu... znieruchomiał, spiął się i wydał z
siebie długi, zduszony jęk, a jego pulsujący penis
wypełnił Harry'ego żarem i słodyczą. Smakiem, zapachem
i gorącem Severusa. Jego esencją.</p>

<p>Czuł, że serce, zamiast zwalniać,
przyspiesza, a coś w jego piersi pęcznieje, rośnie i napiera na
płuca, sprawiając że nie może złapać tchu. I w
momencie, kiedy ciało za nim rozluźniło się i opadło,
głębokie westchnienie owionęło jego ramię, a wilgotna,
rozgrzana erekcja wysunęła się z niego, pozostawiając go
takiego... pustego...</p>

<p>...Harry wybuchnął
nagłym, gwałtownym szlochem. Nie miał pojęcia, co się
z nim dzieje, nie potrafił tego powstrzymać. Przycisnął
dłoń do ust i ukrył twarz w poduszce, pragnąc zagłuszyć
rozpaczliwe łkanie, ale nie był w stanie powstrzymać łez,
które spływały po policzkach i wsiąkały w czarny jedwab.</p>

<p>Nie, nie może aż tak
się odsłaniać... Co on wyprawia? Musi przestać. Natychmiast
przestać! Co Severus sobie o nim pomyśli? Co, jeżeli...</p>

<p>- Potter... - Głęboki
głos Severusa tuż nad nim sprawił, że Harry niemal
wpadł w panikę, nie potrafiąc przestać szlochać, ani
nie mogąc odpowiedzieć. Zupełnie nie kontrolował tego, co
się z nim działo.</p>

<p>Nie, Snape nie może go tak
widzieć! Musi się uspokoić! Przestać zachowywać
się jak jakiś...</p>

<p>Nie był jednak w stanie
dokończyć tej myśli, ponieważ jego umysł
zachłysnął się z zaskoczenia, kiedy poczuł na ramieniu
łagodny, lecz stanowczy dotyk dłoni Snape'a, która próbowała oderwać
go od poduszki i odwrócić w stronę mężczyzny. Przez
chwilę oponował, nie chcąc, aby mężczyzna ujrzał
go w takim stanie, jednak po jakimś czasie poddał się,
ponieważ nie miał siły walczyć, nie miał siły
już dłużej się opierać. Poddał się tym
silnym ramionom, które odwróciły go, a Severus wsunął mu pod plecy
dłoń, przemieścił ją na kark i zatrzymał we
włosach, unosząc jego głowę i przyciskając ją do
swojej szyi. Długie palce uspokajająco głaskały go po
włosach, przesuwając się pomiędzy wilgotnymi kosmykami.
Całe jego ciało drżało od tłumionego z trudem szlochu,
który zdawał się rozrywać go od środka na kawałeczki.</p>

<p>- Ciii - szepnął Severus,
spokojnie i kojąco. Tak, jakby przemawiał do wystraszonego dziecka. -
Ciii...</p>

<p>I Harry, wtulony w zadziwiające
ciepło Severusa, otulony jego zapachem niczym kokonem, powoli się
uspokajał. Łkanie przerodziło się w pojedyncze szlochy,
które jeszcze przez jakiś czas wstrząsały jego ciałem,
jednak coraz rzadziej, aż zanikło zupełnie. I nastała
cisza. Wypełniona jedynie dwoma oddechami. I wirującymi myślami.</p>

<p>Harry westchnął głęboko,
próbując poukładać wszystkie doznania i zrozumieć, co
się z nim stało. Czuł się tak zawstydzony tym nagłym
wybuchem, iż nie wyobrażał sobie, jak mógłby teraz
spojrzeć Snape'owi w twarz. Jego serce wciąż pracowało na
przyspieszonych obrotach, a wibrujące w całym ciele drżenie
powoli zanikało, kiedy mężczyzna wypuścił go z
uścisku i pozwolił, aby jego głowa opadła na poduszkę.</p>

<p>Harry nie miał wyjścia.
Powoli uniósł powieki, spodziewając się zobaczyć na twarzy
pochylonego nad nim mężczyzny niemal wszystko, od szyderczego
uśmieszku, po zdegustowane skrzywienie, ale z pewnością nie
spodziewał się, że ujrzy... zaniepokojenie. Oblicze Severusa
ukryte było w cieniu opadających w dół hebanowych włosów,
ale wydawało mu się, że widzi jego szeroko otwarte oczy i
głęboką zmarszczkę pomiędzy brwiami.</p>

<p>Och, było mu tak głupio. Co
mógłby powiedzieć? Jak się wytłumaczyć?</p>

<p>- Ja... - zaczął niepewnie,
w zasadzie samemu nie wiedząc, co właściwie chce
powiedzieć. - To tak samo. Ja nie wiedziałem... nie chciałem. Ja
tylko...</p>

<p>- Wiem - szepnął Severus.</p>

<p>To jedno ciche słowo
sprawiło, że Harry zamilkł, a jego serce zalała
wdzięczność tak głęboka, iż niemal
zadrżał z ulgi. Severus rozumiał. Nie zamierzał się z
niego naśmiewać. Nie. On... patrzył na niego w taki sposób i
Harry miał wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie widział
takiego spojrzenia. Ono zdawało się go oplatać i
kołysać. I sięgać głęboko, bardzo
głęboko. I naprawdę nie potrzebował żadnych słów,
aby czuć tę siłę, która z niego emanowała.
Siłę i coś jeszcze...</p>

<p>Pewność.</p>

<p>Uśmiechnął się.</p>

<p>Niczego więcej nie
potrzebował.</p>

<p>***</p>

<p>Severus Snape golił się w
swym trzydziestosiedmioletnim życiu już wiele razy. Niemal
codziennie. Lubił to robić powoli, dokładnie planując
każdy ruch nadgarstka. Był to swego rodzaju rytuał, którego nikt
i nic nie mogło przerwać. I nigdy, przenigdy się nie
zaciął.</p>

<p>Dzisiaj również starał
się wykonać ten rytuał. Jedynym problemem było to, że
jego oczy raz po raz mimowolnie wędrowały w stronę
biorącego prysznic w półprzezroczystej kabinie Pottera. Łazienka
była duża i przestronna i ze swego miejsca przy umywalce widział
odbitą w lustrze kabinę i stojącą w niej nagą
sylwetkę. Do jego uszu docierały odgłosy płynącej wody
i nieregularnego chlapania.</p>

<p>Po paru chwilach przeniósł wzrok
z powrotem na swoje odbicie w lustrze. Surowe i odpychające jak zawsze.
Zmarszczone brwi i skrzywione usta nadawały mu wygląd dzikiego
zwierzęcia, które w każdej chwili może odgryźć
nogę. Teraz jednak część jego brody i prawy policzek
pokryte były kremem. Zmarszczył brwi jeszcze bardziej i powrócił
do rytuału, przykładając ostrze do policzka i powoli, z
wyczuciem przesuwając je w dół.</p>

<p>Wtedy odgłos płynącej
wody ucichł i drzwi kabiny rozsunęły się. Wydawało
się, że w tym momencie Severus jeszcze mocniej wbił spojrzenie w
swoje odbicie i w przesuwające się po skórze ostrze, jakby nic go
poza tym nie interesowało. W końcu jednak wydał z siebie cichy
syk, tak jakby w końcu się poddał, i jego wzrok
spoczął na stojącej przed kabiną sylwetce Pottera.
Chłopak kończył wycierać włosy zielonym
ręcznikiem Slytherinu, jego nagie ciało lśniło od wody,
krople nadal spływały po miękkiej, jasnej skórze,
wciąż tak gładkiej i świeżej, jakby nikt nigdy jej
jeszcze nie dotykał. Wiotki penis i dwa okrągłe jądra
kołysały się lekko pomiędzy udami, gdy pełnymi wigoru
ruchami wycierał włosy. Kiedy skończył, zawiesił
ręcznik na ramionach i odrzucił włosy do tyłu. Mokre
kosmyki wydawały się o wiele ciemniejsze niż zwykle.
Skleiły się i przywarły do bladego czoła, tworząc
niesamowity kontrast. Jednak wszystko, absolutnie wszystko wydawało
się wyblakłe i nijakie w porównaniu z tymi dużymi, zielonymi,
lśniącymi oczami. Teraz, bez okularów, w otoczeniu czerni włosów
i bladości skóry, biły takim blaskiem, jakby ktoś nagle
zdjął z nich zaciemniające je szyby. A w połączeniu z
łagodnym, rozmarzonym uśmiechem, który nie znikał z jego twarzy
ani na chwilę, od kiedy tylko wstał, wydawały się tak...
soczyste i żywe.</p>

<p>I wtedy to się stało.
Severus Snape się zaciął.</p>

<p>- Cholera! - zaklął pod
nosem, patrząc ze złością, jak na jego brodzie pojawia
się czerwona plama.</p>

<p>- Severusie? - Głos Pottera
był zaniepokojony. Podszedł bliżej, stąpając po
kafelkach bosymi stopami. - Coś się stało?</p>

<p>Severus opłukał zakrwawione
ostrze i spojrzał na kroplę krwi spływającą po
brodzie.</p>

<p>- Nic takiego - mruknął pod
nosem, chociaż wyglądał raczej jak ktoś, kogo niewiele
dzieli od zamordowania kogoś. Najlepiej siebie samego.</p>

<p>Potter stanął tuż obok
i w nozdrza mężczyzny buchnął intensywny zapach wanilii i
czekolady. Powinien skrzywić się z odrazą, czując tak
odurzająco słodką mieszankę, ale mimowolnie odwrócił
do niego głowę, zamknął oczy i wciągnął ten
zapach głęboko w płuca. Woń Pottera. Zawsze ten sam,
obrzydliwie rozkoszny zapach, unoszący się wokół chłopaka
jak dodatkowe okrycie. Silniejszy nawet od jego magicznej aury. Czuł ten
zapach zawsze, kiedy Potter przebywał w pobliżu, buchał mu w
twarz, kiedy pochylał się nad jego kociołkiem podczas
zajęć, czasami potrafił nawet stwierdzić, że przez
korytarz, którym idzie, musiał wcześniej przechodzić Potter,
ponieważ w powietrzu pozostawały wstęgi tej woni, delikatne i
rozwiane, ale wciąż wyczuwalne.</p>

<p>Na surowej twarzy pojawiła
się gorzka przyjemność, jakby nie mógł się
zdecydować, co powinien odczuwać. A raczej, co wolałby
odczuwać. Kiedy uniósł powieki, napotkał zaskoczone spojrzenie
Pottera, wpatrującego się w niego tymi cholernymi, zielonymi oczami.</p>

<p>Wyprostował się,
odsunął od mokrych włosów chłopaka i
odchrząknął, ponownie spoglądając na swoje odbicie w
lustrze. Tym razem wyglądał jak ktoś, kto bardzo potrzebuje
czegoś mocniejszego. I to szybko.</p>

<p>*</p>

<p>Cóż, to było nieco
dziwne... Severus wpatrywał się w niego, odkąd tylko Harry
wyszedł spod prysznica. To znaczy, nie żeby nigdy mu się nie
przyglądał, ale nie aż tak... Bez okularów nie potrafił
odczytać tego spojrzenia, ale czuł, jak ono niemal go dotyka, jak
łaskocze go językami płonącego w nim ognia. Było to
przyjemne, i to cholernie przyjemne, ale jednocześnie trochę
krępujące.</p>

<p>Jednak nawet nie to spojrzenie tak
bardzo wyprowadzało go z równowagi, tylko widok, który ujrzał.
Severus stał przy umywalce i... golił się. Widok był tak
surrealistyczny, iż zdawał sobie sprawę z tego, że
prawdopodobnie wybałusza teraz oczy, aby lepiej widzieć, ale nic nie
potrafił na to poradzić. Wiedział, że to głupie,
że przecież Severus jest człowiekiem i musi wykonywać pewne
zarezerwowane dla zwykłych ludzi czynności, ale jego wyobraźnia
nie potrafiła tego przetrawić. Cóż, mimo wszystko i tak
wyglądało to... nieziemsko seksownie.</p>

<p>- Cholera! - zaklął nagle
mężczyzna, odrywając ostrze od twarzy.</p>

<p>- Severusie? - zapytał z
niepokojem, podchodząc bliżej. Zbyt słabo widział, aby
dostrzec, co się wydarzyło. - Coś się stało?</p>

<p>- Nic takiego - mruknął w
odpowiedzi Snape, lecz wydawał się nieco zdenerwowany. Może
był zły, że Harry nie pozwoli mu się w spokoju ogolić?
Może powinien po prostu wyjść i zostawić go tutaj samego?
Może nie lubił wykonywać porannej toalety w czyjejś
obecności? Ale w sumie sam za nim przyszedł. Harry pierwszy
wszedł do łazienki i zdziwił się, kiedy, znalazłszy
się już pod prysznicem, usłyszał trzask otwieranych drzwi i
ujrzał sylwetkę Severusa podchodzącą do umywalki. Więc
najwidoczniej jego obecność mu nie przeszkadzała.</p>

<p>Zatrzymał się tuż obok
mężczyzny i spojrzał na jego twarz. Wydawało mu się,
że zauważył czerwoną kroplę na brodzie Snape'a i
natychmiast zrozumiał powód jego złego humoru. Jednak zanim
zdołał wykonać jakikolwiek gest, Severus nagle
przymknął oczy i pochylił się w jego stronę,
wciągając mocno w nozdrza powietrze, tak jakby, tak jakby... go wąchał.
Harry spojrzał w górę, na pochyloną nad sobą twarz, na
spokojne, niemal odczuwające przyjemność oblicze i na ten
duży nos, który wyglądał tak, jakby pragnął
zanurzyć się w jego włosach, i poczuł, jak coś
ściska go w żołądku. Jednak po chwili powieki uniosły
się i Severus odsunął się szybko, z powrotem
spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Harry'emu wydawało
się także, że mężczyzna odchrząknął
cicho, ale nie był tego do końca pewien. Niemniej jednak sytuacja
wydawała się być... nietypowa.</p>

<p>Odetchnął głęboko
i spojrzał na własne odbicie. Obraz przed jego oczami był
zamazany i niewiele widział, poza dużymi zielonymi oczami,
błyszczącymi pomiędzy czarną, przyklejoną do
czoła grzywką i zielonym ręcznikiem przewieszonym przez ramiona.
Nie krępował się tym, że był nagi. Już nie.
Severus widział jego ciało tyle razy, że nagość w jego
obecności wydawała mu się teraz czymś naturalnym.
Sięgnął na półkę, na której zostawił
wcześniej swoją szczoteczkę, lecz niestety z powodu kiepskiego
wzroku, udało mu się to dopiero za drugim razem, ponieważ przy
pierwszej nieudanej próbie strącił do umywalki pędzel do golenia
i zapasowe ostrze. Czując na sobie zirytowane spojrzenie
mężczyzny, wymamrotał przeprosiny, po czym wziął do
ręki ziołową pastę Severusa i bez skrępowania zaczął
myć zęby. Severus przyglądał mu się przez chwilę
z zaskoczeniem, zanim powrócił do golenia.</p>

<p>Tak, jakby to, że Harry mył
tuż obok niego zęby, było czymś... zwyczajnym. Tak jakby
to, że mężczyzna, który jednym spojrzeniem potrafił
sprawić, że uginały się pod nim kolana, stał teraz
obok i po prostu się golił było czymś... normalnym. Tak
jakby to, że byli tutaj razem, w łazience Snape'a i robili te
wszystkie rzeczy obok siebie, było czymś... oczywistym.</p>

<p>Harry wypluł pastę i
roześmiał się. Kiedy poczuł na sobie zaskoczony wzrok
Severusa, zaczął chichotać jeszcze głośniej.</p>

<p>- Czy mógłbyś mi
powiedzieć, co cię tak rozbawiło, Potter? - zapytał w
końcu Snape, kiedy Harry nie przestawał. Chłopak wskazał
ręką na nich obu, próbując jakoś pokazać to, czego nie
potrafił wyrazić słowami.</p>

<p>- Ty... ja... to jest... takie inne.
- Pokręcił głową i oparł się rękami o
umywalkę, starając się uspokoić. Wypłukał usta i
odetchnął głęboko. Uśmiechnął się do
swojego odbicia w lustrze i zauważył, że Severus, który
najwyraźniej w międzyczasie zdążył skończyć
się golić, znowu przypatruje mu się tym dziwnym wzrokiem. Teraz,
kiedy widział odbicia ich obu w lustrze, był w stanie
zauważyć tę ogromną różnicę wzrostu. Zawsze
był niski, ale przy Severusie wydawał się jeszcze niższy, a
przez to także młodszy. Ledwie sięgał mu do ramienia. Jego
skóra była jasna, ale lekko opalona. Można powiedzieć, że
brzoskwiniowa, podczas gdy skóra Snape'a wyglądała na zbyt bladą
i nieco niezdrową, jakby nigdy nie była wystawiana na działanie
promieni słonecznych albo jakby zbyt długo nasączała
się oparami eliksirów. Ale była jedyna w swoim rodzaju. Nikt inny nie
miał takiej skóry, jak on. I nikt inny, poza Harrym, nie mógł jej
dotknąć</p>

<p>Severus miał teraz na sobie te
same czarne spodnie i rozpiętą na piersi koszulę, co ostatnio. I
pomimo tego, że wszystko na co Harry patrzył, było rozmyte i
niewyraźne, widział ciemny pas włosów ciągnących
się od pępka w dół i znikający pod materiałem luźnych
spodni. Przełknął ślinę i zmusił się do
oderwania spojrzenia od tego intymnie męskiego fragmentu ciała
Severusa. Spojrzał na własną, idealnie gładką
klatkę piersiową i poczuł ukłucie wstydu. Nie golił
się, nie miał zarostu na ciele, poza niewielką kępką
włosów okalających jego penisa, i nadal był tak wkurzająco
chłopięcy, podczas gdy Severus był... cóż, był po
prostu mężczyzną. Mężczyzną, który stał
tuż obok i pachniał tak zniewalająco piżmowo-korzenną
wodą po goleniu, że Harry dla samego tego zapachu chodziłby za
nim na kolanach.</p>

<p>Dlatego też, niewiele
myśląc, stanął za nim i oplótł go ciasno ramionami,
przytulając twarz do odzianych w czerń pleców. Zamknął oczy
i po prostu rozkoszował się chłodnym materiałem pod palcami
i drobnymi, kłującymi włoskami, kiedy przesuwał dłonie
w dół brzucha.</p>

<p>- Będę za tobą
tęsknił - powiedział cicho. Musiał to zrobić,
musiał to powiedzieć, po prostu musiał. Myśl, że to
koniec ich wspólnych chwil, że będą mogli widywać się
tylko wieczorami podczas szlabanów, że już nigdy nie będzie
mógł zostać tutaj na noc, wprawiała go w przygnębienie. -
Te święta, cały ten czas, to wszystko, co robiliśmy...
było takie wspaniałe i... dziękuję za każdą
chwilę.</p>

<p>- Potter... - zaczął Snape
i na chwilę zawiesił głos, tak jakby rozważał, co
powinien odpowiedzieć. - Przecież nie rozstajemy się na zaw...
to znaczy, przecież nadal będziemy się widywać. A
jeżeli będziesz grzeczny, to może nawet zastanowię się
nad tym, czy nie pozwolić ci na częstsze wizyty.</p>

<p>- Grzeczny? - zapytał Harry,
wyczuwając podstęp.</p>

<p>- Radzę zajrzeć do
słownika, jeżeli nie wiesz, co to znaczy, ale dla twojej
wiadomości: nie będziesz zachowywał się jak pyskujący,
irytujący Gryfon, którym...</p>

<p>- ...zazwyczaj jestem? -
dokończył Harry, uśmiechając się do pleców
mężczyzny.</p>

<p>- Doskonale. Miło, że w
końcu zrozumiałeś swoje...</p>

<p>- ...zalety? - spróbował ponownie
Harry i wstrzymał oddech.</p>

<p>- No proszę, jacy jesteśmy
dowcipni - mruknął Severus.</p>

<p>- Widzisz, ilu rzeczy się od
ciebie uczę. - Wyszczerzył się. Czy mu się wydawało,
czy ramiona Snape'a przez krótki moment zadrżały? Westchnął
i jeszcze mocniej wtulił się w czarny materiał pachnący
Severusem. Zatrzymał dłonie na brzuchu mężczyzny i
bawił się kłującymi włoskami, muskając je
opuszkami palców. Zrobiłby wszystko, aby zatrzymać ten moment, aby
kolejna chwila nigdy nie nadeszła. I podejrzewał, kiedy poczuł
większą, chłodniejszą dłoń,
przykrywającą jego własną, że Severus był tego
samego zdania.</p>

<p>***</p>

<p>Ciemna, wysoka postać z
białą maską w dłoni podeszła do biblioteczki i
pociągnęła za jedną ze znajdujących się na
półce książek. Ciszę pogrążonego w półmroku
salonu przerwało kliknięcie i cichy warkot, kiedy ściana
odsuwała się na bok. Severus wszedł do swego laboratorium i bez
wahania skierował kroki ku stojącej w rogu myślodsiewni. W jej
wnętrzu wirowały złote wstęgi wspomnień. Gęste i
ciężkie, jakby upchnięto ich w niej zbyt wiele.</p>

<p>Mężczyzna
wyciągnął różdżkę i przyłożył do
swojej skroni. Po chwili po czarnym drewnie zaczął spływać
złoty blask, owijając się wokół niego, jakby opuszczenie bezpiecznego
wnętrza umysłu było zbyt przerażające i musiał
się czegoś trzymać, aby nie rozpaść się i nie
rozpłynąć. Severus skierował różdżkę w
dół, opierając ją o krawędź misy i z nieodgadnionym
wyrazem twarzy przyglądał się, jak wspomnienia
spełzają z różdżki i zagłębiają się w
głębokim morzu innych. Na kilka chwil na różdżce
zadrżały obrazy: Severus zlizujący z palców spermę,
zachłannie przyciskający do siebie drobną postać,
przyciągający ją do siebie w łóżku, nawet wtedy, kiedy
drobnym ciałem wstrząsało łkanie. Obrazy
zatrzęsły się i zniknęły pod powierzchnią innych,
zadziwiająco podobnych, których fragmenty czasami przebijały się
na samą powierzchnię: Severus stawiający na stole gwiazdkowy
prezent dla Pottera, zapominający się w pocałunkach
składanych na gładkim ciele, przyciskający do siebie
rozdygotanego chłopca przy drzwiach do łazienki...</p>

<p>Oderwał wzrok od misy i
odwrócił się w stronę wyjścia, a w jego oczach
płonęło coś niebezpiecznego. Opuścił laboratorium
i z jednej z półek w swoim gabinecie zabrał butelkę z przyklejoną
doń etykietą Eliksir Wielosokowy. Wsunął ją w
poły swej szaty razem z maską i zdecydowanym krokiem
opuścił gabinet. Jego długie kroki jeszcze przez jakiś czas
odbijały się echem w pogrążonych w ciemności
korytarzach lochów.</p><empty-line /><p>* "Taste" by Lorna Vallings</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 44 ---</strong></p>

<p><strong>44. Back to school </strong></p>

<p>Everyone that you teach all day</p>

<p>But you're looking at me in a
different way</p>

<p>I can see those tell-tale signs</p>

<p>Telling me that I was on your mind</p>

<p>I can see that you wanted more</p>

<p>That's what I go to school for</p>

<p>That's what I go to school for*</p><empty-line /><p>Ferie zimowe dobiegły końca
i błogosławioną ciszę zamku wypełniły
podekscytowane głosy setek uczniów, na nowo tchnąc w stare mury
młodzieńczą żywotność i ciepło. Harry cieszył
się, że znów miał możliwość zobaczyć
się z Ronem i Hermioną, ale z drugiej strony odczuwał ogromny
żal, że nie będzie już mógł widywać się tak
często z Severusem. I nie będzie mógł zostawać na noc.
Właśnie teraz, kiedy nareszcie miał na to pełne pozwolenie.
I kiedy w końcu zaczęło się pomiędzy nimi
układać.</p>

<p>Pozostały im tylko szlabany.
Trzy godziny, dwa razy w tygodniu. To mało. Bardzo mało,
uświadomił sobie z bólem serca. No i oczywiście okazjonalne
spotkania, podczas których - jak wmawiał przyjaciołom -
"przesiadywał w Pokoju Życzeń, aby porozmyślać i
pobyć sam". Ale chwilowo taka opcja nie wchodziła w
rachubę, skoro miał prawie dwa tygodnie na to, aby
"porozmyślać w samotności". Nie, będzie
musiał wymyślić coś innego.</p>

<p>Jego przyjaciele, a w
szczególności Ron - mieli mu tyle do opowiedzenia, że Harry
podejrzewał, iż nieprędko zobaczy dzisiaj swoją
poduszkę. Udało mu się wcisnąć w paplaninę Rona
coś od siebie dopiero wtedy, kiedy Hermiona zapytała go o to, jak
minęły mu święta.</p>

<p>- Świetnie! - odparł
radośnie i była to przecież najszczersza prawda. - To znaczy, z
wami oczywiście byłoby tysiąc razy lepiej - poprawił
się szybko, widząc zaskoczone spojrzenie przyjaciela - ale
naprawdę było w porządku. Dużo czasu spędzałem z
Hagridem albo na błoniach i sporo się uczyłem. - Po tym wyznaniu
Hermiona uśmiechnęła się z dumą, a Ron skrzywił
się i pokręcił głową z niedowierzaniem, jakby coś
takiego jak nauka podczas ferii było dla niego równie abstrakcyjnym
pojęciem, jak niedokończenie posiłku. - Och, no i
spotykałem się z Luną, ponieważ ona też została w
Hogwarcie.</p>

<p>- Luna? - Hermiona spojrzała na
niego z zaskoczeniem.</p>

<p>- Zgadza się. Nie pytałem,
dlaczego została, ale miło było mieć przy sobie
przynajmniej jedną znajomą twarz. Tak więc, jak widzicie, nie
czułem się aż tak samotny. - Harry wyszczerzył się. -
I bardzo się cieszę, że wy się świetnie bawiliście
ze swoimi rodzinami. Pewnie sporo mnie ominęło?</p>

<p>Ron ożywił się,
widząc dla siebie szansę kontynuowania opowieści.</p>

<p>- Harry, możesz tylko
żałować, że cię z nami nie było! Mama
upiekła tony ciastek! Chyba dostałeś od niej paczkę. -
Harry skinął głową, mętnie przypominając sobie
pudełko smakołyków od pani Weasley porzucone gdzieś pod
łóżkiem. Kompletnie o nim zapomniał. - Fred i George ozdobili
choinkę eksplodującymi bombkami. Szkoda, że nie
widziałeś furii mamy, kiedy wylała przez nie
świąteczną zupę. Bill i Fleur też przyjechali. I nawet
Charlie. Przywiózł nam całą masę rękawiczek ze smoczej
skóry. Wziąłem dla ciebie jedną parę, bo mama
nalegała. Nie uwierzysz za to, co dostałem od Billa... - paplał
Ron, pochylając się ku Harry'emu z błyszczącymi oczami i
zaczerwienionymi z przejęcia policzkami. Sięgnął do
kieszeni i wyjął z niej małą rurkę o
długości jednej trzeciej pióra, wykonaną z czarnego kamienia i
ozdobioną czymś, co wyglądało jak mlecznobiałe,
niewielkie kły.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał Harry, kiedy
Ron położył mu przedmiot na dłoni. Był dosyć
ciężki.</p>

<p>- Najnowsze osiągnięcie
technomagików. Spójrz. - Wziął przedmiot w dwa palce i drugą
ręką złapał za drewniany wypustek wystający po jednej
stronie rurki. Pociągnął i, ku zdumieniu Harry'ego, z niewielkiego
przedmiotu wysunęła się różdżka Rona, długa na
około trzydzieści pięć centymetrów, w nienaruszonym stanie.
- Zajebiste, nie? - zapytał Ron, widząc pełen podziwu wzrok
przyjaciela. - Jeszcze nie ma ich na rynku. Wprowadzą je dopiero za
miesiąc. Działa na podobnej zasadzie jak ten namiot, w którym
mieszkaliśmy podczas mistrzostw świata w Quidditchu. Wszędzie
się zmieści i chodzenie z tym jest o wiele wygodniejsze, niż z
tym długim patykiem, wbijającym ci się w skórę -
zakończył Ron, wsuwając różdżkę z powrotem i
chowając ją do kieszeni.</p>

<p>- Ale wątpię, że to
będzie takie wygodne, kiedy zostaniesz nagle zaatakowany i będziesz
musiał szybko wyciągnąć ten "długi patyk",
aby się obronić - prychnęła Hermiona, która siedziała
obok nich na podłokietniku kanapy stojącej przed kominkiem w Pokoju
Wspólnym Gryffindoru, wypełnionym gwarem uczniów, opowiadających
sobie z przejęciem o wszystkim, co spotkało ich podczas ferii.</p>

<p>- Phi, po prostu boisz się
jakichkolwiek nowinek - prychnął Ron, rzucając jej lekko zirytowane,
lecz pozbawione zwyczajowego gniewu spojrzenie.</p>

<p>- Nie, po prostu myślę
praktycznie - odparowała dziewczyna, uśmiechając się z
pobłażaniem. - W przeciwieństwie do ciebie.</p>

<p>- Ja również myślę
praktycznie. Przecież to może bardzo ułatwić życie
wszystkim czarodziejom i czarownicom. Już nie będziecie miały
problemu z tym, gdzie, do licha, w balowej sukience, znaleźć
jakieś miejsce na upchnięcie różdżki. To małe
cudeńko zmieści się w każdej torebce. Nawet najmniejszej.</p>

<p>Hermiona poczerwieniała i
wyglądała, jakby miała zamiar wybuchnąć, ale w zamian
za to... parsknęła śmiechem.</p>

<p>- Och, Ron, powinieneś
pracować w dziale reklam - chichotała, podczas gdy Ron pokrył
się intensywnym rumieńcem.</p>

<p>Harry obserwował ich z coraz
większym zdumieniem, czując jednocześnie przyjemne ciepło w
sercu z powodu tego, że ponownie mógł słyszeć ich
śmiech. Znowu byli razem. To prawda, że musiał ich
oszukiwać i nie czuł się z tym komfortowo, ale to przecież
byli jego najlepsi przyjaciele i nie wyobrażał sobie, że
miałby ich kiedykolwiek stracić.</p>

<p>- Nie wydaje mi się, Hermiono.
Wolałbym raczej sam wymyślać takie przedmioty. - Poklepał
się po kieszeni. - Robić coś, co ułatwiłoby ludziom
funkcjonowanie. Coś, co mogłoby się komuś przydać.</p>

<p>Dziewczyna przestała się
śmiać i teraz wpatrywała się w niego łagodnie
lśniącymi, orzechowymi oczami.</p>

<p>- Och, Ron... - szepnęła i
pochyliła się do przodu, przyciskając miękkie wargi do jego
zaskoczonych ust. Rudzielec oblał się płomiennym rumieńcem.</p>

<p>Harry wpatrywał się w nich
szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>Cóż, to było nieco...
zaskakujące. Co prawda, widział jak nieśmiało całowali
się podczas imprezy bożonarodzeniowej w Hogsmeade, ale pomiędzy
pijackim migdaleniem się, a jak najbardziej poważnym pocałunkiem
na oczach całego domu, była jednak ogromna różnica i Harry
miał niemiłe wrażenie, jakby coś go ominęło.</p>

<p>- Ekhem... - odezwał się w
końcu, nie bardzo wiedząc, co chce powiedzieć, byle tylko
odlepili się w końcu od siebie. - Ja... to znaczy... chyba coś
przegapiłem - wydukał, patrząc to na jednego, to na drugiego i
mrugając.</p>

<p>Hermiona zerknęła na Rona i
uśmiechnęła się. Wyglądała na nieco
zawstydzoną.</p>

<p>- Harry, my... - zaczął
niepewnie Ron.</p>

<p>- ...jesteśmy razem -
dokończyła Gryfonka.</p>

<p>- No, tyle to zauważyłem -
powiedział z naciskiem Harry. Wcale nie chciał, żeby wyszło
tak ostro, kiedy zobaczył spłoszone spojrzenia przyjaciół. -
Ale... jak? Zawsze się kłóciliście.</p>

<p>- To nie jest takie proste -
powiedziała cicho Hermiona, zagryzając wargę. - Po prostu...
czasami zauważasz, że osoba, która wzbudza w tobie największe
emocje, jest osobą, bez której nie wyobrażasz już sobie
życia. I odkrywasz, że tak naprawdę to, co cię w niej
irytuje, jest jednocześnie tym, co w niej uwielbiasz. Że kłótnie
i sprzeczki to tak naprawdę oznaka ogromnego zaangażowania
emocjonalnego.</p>

<p>Harry gapił się na nią
z otwartymi ustami. Spojrzał na Rona, szukając potwierdzenia.</p>

<p>- To prawda, stary. Jak się
wtedy upiłem, to nagle... tak jakby... tak jakby coś się we mnie
otworzyło i... no wiesz. - Zerknął niepewnie na Hermionę.
Wyglądał, jakby przepraszał za swoje uczucia i Harry'emu
zrobiło się nagle bardzo głupio.</p>

<p>Przecież mają prawo
być razem. Mają prawo być szczęśliwi. Dlaczego
więc czuł w sercu taki dziwny uścisk? Sam zachęcał
Rona, sam popychał go do działania podczas imprezy. Ale wtedy
jakoś nigdy nie pomyślał, że to może przerodzić
się w coś głębszego. Że jego najlepsi przyjaciele
oznajmią mu nagle, że są... parą. Że będą
teraz żyli w swoim wspólnym świecie, do którego on nie będzie
miał dostępu. Że będą dzielili coś, czego on nie
będzie mógł z nimi dzielić. A przecież do tej pory zawsze
wszystko robili razem. A teraz oni część rzeczy będą
robili sami.</p>

<p>Wiedział, że to odczucie
wykluczenia jest irracjonalne, że sam ma przed nimi tajemnice, ale nie
potrafił pozbyć się tego uścisku. Miał wrażenie,
jakby właśnie zakończył się pewien etap w jego
życiu. I poczuł się z tym bardzo, bardzo źle.</p>

<p>- To... super - wydukał w
końcu, przyklejając na twarz sztuczny uśmiech.</p>

<p>- Przepraszamy, że mówimy ci o
tym dopiero teraz, ale w pełni to do nas dotarło dopiero podczas
świąt - powiedziała Hermiona, patrząc na niego z
niepokojem.</p>

<p>- Spędziliście razem
święta?</p>

<p>- Nie całe. Przyjechałam
dopiero po Bożym Narodzeniu - wyjaśniła szybko dziewczyna, jakby
próbowała wytłumaczyć się z czegoś
niewłaściwego.</p>

<p>- W takim razie to dobrze, że
wam nie przeszkadzałem - powiedział Harry i przeklinał w
myślach swój gorzki ton.</p>

<p>- Och, Harry, przecież wiesz,
że bardzo chcieliśmy, abyś...</p>

<p>- Daruj sobie, Hermiono. Wiem,
że cieszyliście się z mojej nieobecności. Mogliście
być tylko we dwoje.</p>

<p>Dziewczyna przewróciła oczami.</p>

<p>- Przestań sobie wmawiać
takie niemądre rzeczy. Przecież dalej się przyjaźnimy. Nie
zamierzamy cię nagle opuścić, jeżeli o to ci chodzi -
odparowała ostro, patrząc mu prosto w oczy. Ron nie odzywał
się, wyraźnie zaskoczony i przytłoczony całą
sytuacją.</p>

<p>- Przepraszam, ja... nieważne.
To... cieszę się, że jesteście razem. To wszystko -
wydukał, wbijając wzrok w deseń na dywanie.</p>

<p>- W takim razie dziwnie to okazujesz
- odpowiedziała miękko Hermiona, chociaż w jej głosie nadal
pobrzmiewało lekkie zdenerwowanie.</p>

<p>- Przecież to ty masz
dziewczynę, o której nie chcesz nam powiedzieć - odezwał
się nagle Ron. - My przynajmniej cię nie okłamujemy.</p>

<p>- Ron! - skarciła go Hermiona.</p>

<p>- No co? Sama mówiłaś,
że to pewnie dlatego ciągle się gdzieś wymyka i chodzi z
głową w chmurach. A potem ta cała Anastassy powiedziała o
tej dziewczynie ze Slytherinu i...</p>

<p>- Nie mam zamiaru się wam
tłumaczyć! - warknął Harry i zerwał się z kanapy.</p>

<p>- Harry! - Dziewczyna próbowała
jeszcze uratować sytuację, ale słowa Rona jedynie
przepełniły czarę.</p>

<p>- Idę do dormitorium -
oświadczył i, nie czekając na odpowiedź, wbiegł po
schodach na górę. Rzucił się na łóżko i zapatrzył
w sklepienie.</p>

<p>Nie tak wyobrażał sobie ich
powrót. Wiedział, że nie powinien się tak zachowywać, ale
nic nie potrafił poradzić na to, że poczuł się tak...
zdradzony. Wykluczony. Odepchnięty.</p>

<p>Być może była to tylko
reakcja obronna. Sam miał sekret, który przed nimi ukrywał. Był
zły, że musi to robić, że nie może powiedzieć im
prawdy. I na siłę szukał czegokolwiek, co postawiłoby ich w
przynajmniej częściowo tak złym świetle, w jakim sam
się znajdował. Jakiejś skazy. Odgrywał się na nich za
to, że sam musi ukrywać przed nimi prawdę.</p>

<p>Lecz Harry sam nie zdawał sobie
z tego sprawy. Czuł tylko niewytłumaczalną złość.</p>

<p>Lekkie poruszenie w sąsiednim
łóżku sprawiło, że zorientował się, iż nie
jest tutaj sam.</p>

<p>- Neville? Co ty tu robisz? Dlaczego
nie jesteś na dole?</p>

<p>Zza zasłony wyjrzała blada,
pucołowata twarz Gryfona.</p>

<p>- Och, cześć Harry. -
Uśmiechnął się lekko. - Ja... za dużo tam ludzi. I tak
nikt nie zwraca na mnie uwagi. A tu przynajmniej jest cicho.</p>

<p>Harry poczuł się nagle
uderzony fatalnie ukrywanym smutkiem na jego okrągłej twarzy i samotnością
bijącą z oczu. W sumie, jakby nie patrzeć, to poza nim,
Hermioną, Ronem, Ginny i Luną, chłopak nie miał tu
żadnych przyjaciół. Nie, żeby Harry miał ich więcej,
ale Neville nigdy nie był z nimi zbyt blisko. Zawsze na uboczu, zawsze
odsunięty, zawsze gorszy - pomyślał Harry ze wstydem.
Kiedyś byli jeszcze Seamus oraz Dean i naprawdę świetnie
się razem bawili, ale od kiedy Harry z nimi nie rozmawiał, a oni
przenieśli się do innego dormitorium, liczba bliskich Neville'owi
osób skurczyła się jeszcze bardziej. Ponieważ postanowił
być wierny Harry'emu. A on prawie go nie zauważał. Poczuł
się nagle jak najgorsza, niewdzięczna szuja.</p>

<p>Zerwał się z
łóżka i usiadł na posłaniu obok zaskoczonego Gryfona.</p>

<p>- Jak ci minęły ferie? -
zapytał, uśmiechając się zachęcająco.</p>

<p>- Uch... d-dobrze - wydukał
chłopak. - Spędziłem je z babcią. Jak zwykle.</p>

<p>No tak, przecież Neville
także nie miał rodziców. Ostra jak brzytwa, wymagająca babka
była jego jedyną rodziną. W tym względzie byli do siebie
podobni. Zresztą nie tylko w tym.</p>

<p>- Och... - powiedział nagle
Gryfon, a jego oczy rozszerzyły się, jakby coś sobie
właśnie przypomniał. Coś bardzo, bardzo ważnego. -
Harry, wiesz, muszę ci coś powiedzieć. Ja... byłem podczas
świąt w Świętym Mungu w odwiedziny u kogoś... z
rodziny. I nie zgadniesz kogo tam widziałem! - Neville wpatrywał
się w niego błyszczącymi z przejęcia, szeroko otwartymi
oczami. Harry wzruszył ramionami i pokręcił głową, nie
mając pojęcia, kogo Neville mógł tam spotkać. - Malfoya!</p>

<p>Chłopak poczuł nagle, jak
na jego żołądek opada jakiś ogromny ciężar, a
serce zaczyna niemal stepować.</p>

<p>- Mówisz poważnie? -
wydusił w końcu.</p>

<p>Neville pokiwał energicznie
głową.</p>

<p>- Był w izolatce. Widziałem
go tylko przez chwilę, bo babcia wołała, żebym się
pospieszył. Zatrzymałem się, żeby zawiązać buta,
i wtedy jeden z uzdrowicieli wszedł do pokoju obok i zobaczyłem blond
głowę i jak odwróciłem głowę, okazało się,
że to Malfoy! Podszedłem bliżej i zajrzałem przez
szybę. Mówię ci, to był on. Leżał tam i
wyglądał, jakby nie żył.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Jak to?</p>

<p>- No... to znaczy miał otwarte
oczy i chyba oddychał, ale wpatrywał się tylko w sufit i w ogóle
się nie poruszał. Kiedy magomedyczka podawała mu jakiś
eliksir, musiała go podnieść i wlać mu go do ust, bo on
zachowywał się i wyglądał jak szmaciana lalka. W ogóle nie
reagował. Gdyby nie włosy, to nigdy bym go nie poznał. Był
tak chudy, że widziałem pod skórą jego żyły, a nawet
wystające kości. I miał takie długie, potargane włosy.
To było przerażające. Jak myślisz, Harry, co mu się
stało?</p>

<p>Chłopak pokręcił
głową, słuchając przyjaciela z coraz większym
niedowierzaniem. Po prostu nie mógł i nie potrafił w to
uwierzyć.</p>

<p>Malfoy jako wegetująca
roślinka zamknięta w Świętym Mungu? Przecież to
było...</p>

<p>- Okropne - wydusił i dopiero po
chwili zorientował się, że powiedział to na głos.
Wzruszył ramionami, wciąż kręcąc głową. -
Nie mam pojęcia, co mu się stało.</p>

<p>- To znaczy... wszyscy mówią,
że to on cię tak wtedy załatwił, a potem zniknął
i...</p>

<p>Harry spojrzał ostro na Gryfona.</p>

<p>- Chyba nie myślisz, że ja
to zrobiłem?</p>

<p>- Nie, nie, nie. Oczywiście,
że nie - odparł szybko Neville, machając rękami. - Ale ta
cała sprawa jest jakaś... dziwna.</p>

<p>- Uhm - mruknął
chłopak, pogrążając się we własnych myślach.</p>

<p>- Aha, i jeszcze jedno - powiedział
powoli Neville, przypominając sobie kolejne szczegóły. - Co
jakiś czas Malfoy otwierał usta, jakby wrzeszczał albo coś
takiego, ale chyba miał na sobie zaklęcie uciszające, bo nic nie
było słychać.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Ta
cała sprawa naprawdę była zatrważająca. Musi
koniecznie powiedzieć o tym Ronowi i Hermionie!</p>

<p>Ale zaraz... jest przecież na
nich obrażony. Trudno, w takim razie będzie się musiał
"odbrazić". I to szybko, ponieważ te rewelacje wprost
kąsały jego wnętrzności i wiedział, że nie wytrzyma
zbyt długo, zachowując je tylko dla siebie.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy mroźny,
poniedziałkowy poranek zawitał w okna i mury szkoły,
część uczniów miała poważne problemy z dobudzeniem
się i dotarciem na śniadanie. Po niemal dwóch tygodniach spania do
nieprzyzwoicie późnych godzin, hogwarckie pobudki wydawały im
się wynalazkiem co najmniej Tego, Którego Imienia Nie wolno Wymawiać.</p>

<p>Ron pochylił się nad
stołem w Wielkiej Sali, próbując powstrzymać ziewanie.</p>

<p>- Za jakie grzechy? -
mruknął, zwieszając głowę i sennie mrugając
oczami. - Przecież jest jeszcze środek nocy.</p>

<p>- Przestań jęczeć -
skarciła go Hermiona, nakładając sobie na talerz
sałatkę z pomidorów i nalewając do pucharu gorącej herbaty
z mlekiem.</p>

<p>- Na dworze jest jeszcze ciemno! -
oświadczył Ron, jakby to był twardy dowód na poparcie jego tezy.</p>

<p>- Wieczorami, kiedy siedzisz do
późna i grasz w eksplodującego durnia, jakoś ci to nie
przeszkadza.</p>

<p>Ron otworzył usta, aby
odpowiedzieć, ale po chwili zamknął je ponownie i spojrzał
na siedzącego obok Harry'ego.</p>

<p>- Harry, powiedz jej coś.</p>

<p>Chłopak przełknął
kawałek tostu i zamrugał.</p>

<p>- To twoja dziewczyna. Nie mogę
wtrącać się w wasz związek.</p>

<p>Hermiona przewróciła oczami.
Harry wzruszył ramionami i uśmiechnął się pod nosem.</p>

<p>Cóż, co prawda pogodził
się z nimi wczoraj, to znaczy zszedł na dół i przyznał,
że zachował się jak kutas, ale gniew i rozczarowanie
wciąż tętniły w jego żyłach i nie chciały
wyparować. Przynajmniej może od czasu do czasu trochę im
przygryźć.</p>

<p>Wczorajszego dnia, kiedy
większość uczniów poszła już spać, a w Pokoju
Wspólnym pozostali tylko najwytrwalsi, Harry opowiedział im o tym, czego
dowiedział się od Neville'a. Hermiona była
wstrząśnięta, a Ron zaszokowany. I rozradowany.</p>

<p>- Ha! Dobrze tak temu szczurowi. Ma
to, na co zasłużył.</p>

<p>- Ron! - Gryfonka spojrzała na
niego z potępieniem w orzechowych oczach.</p>

<p>- Cóż, to prawda. Chciał
zabić Harry'ego. Drań ma szczęście, że przynajmniej
żyje.</p>

<p>- Nie nazwałbym tego życiem
- mruknął Harry.</p>

<p>- Racja. To jest okropne, a ty
się z tego wyśmiewasz, Ron.</p>

<p>- Nie wyśmiewam się. Po
prostu uważam, że to sprawiedliwa kara za to, co zrobił
Harry'emu.</p>

<p>- Nikt nie zasługuje na coś
takiego, Ron - powiedziała poważnie Hermiona. - Ludzie
popełniają różne błędy, ale powinno im się
dać szansę na naprawienie ich, a nie skazywać ich na los,
którego nie będą mogli już nigdy zmienić. To... to...
barbarzyństwo.</p>

<p>Ron zmarszczył brwi.</p>

<p>- Nie zgadzam się -
burknął. - Spójrz na Snape'a. - Harry poczuł, jak na
wzmiankę o nim coś opada mu do żołądka. - Zabił
tylu ludzi, kiedy służył Sama-Wiesz-Komu. Dostał drugą
szansę i co teraz robi? Gnębi nas i prześladuje. Skoro nie
może już torturować, to mści się na nas.</p>

<p>- Ron, przestań już -
żachnęła się Hermiona.</p>

<p>- Ludzie się nie zmieniają.
Nie warto dawać im drugiej szansy.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę. Bardzo nie podobał mu się kierunek tej rozmowy.</p>

<p>- Twój przykład jest idiotyczny
- powiedziała Hermiona. - A poza tym profesor Snape jest teraz po naszej
stronie, co już nieraz udowodnił. I nieważne, jak bardzo go nie
lubisz. Nie możesz mieszać charakteru człowieka z jego
uczynkami.</p>

<p>Ron odburknął coś pod
nosem, ale nie próbował już dłużej się sprzeczać.
Jeżeli Hermiona uważała, że ma w czymś rację, to
nic nie było jej w stanie przekonać, że może się
mylić.</p>

<p>- A poza tym nie rozmawiamy teraz o
Snapie, tylko o Malfoyu - wtrącił Harry, próbując zmienić
temat.</p>

<p>- Jak myślicie? Kto mógł
zrobić coś tak okrutnego? - zamyśliła się Gryfonka.
Spojrzała na przyjaciół, którzy w odpowiedzi wzruszyli jedynie
ramionami.</p>

<p>Harry już wcześniej się
nad tym zastanawiał. I musiał przyznać, że miał pewne
podejrzenie...</p>

<p>- Dumbledore odpada. W ogóle
wątpię, aby to był którykolwiek z nauczycieli - powiedziała
poważnie Hermiona. - Nie wyobrażam sobie, aby któryś z nich
mógł doprowadzić swojego ucznia do takiego stanu.</p>

<p>- Może Sami-Wiecie-Kto? -
zapytał nagle Ron. Hermiona i Harry spojrzeli na niego z zaskoczeniem. -
No co? Może Malfoy zrobił coś, czego nie powinien? Nie wiem.
Może chciał zabić Harry'ego, a Sami-Wiecie-Kto wściekł
się, bo to on chciał go własnoręcznie ukatrupić, a nie
jakiś tam Malfoy.</p>

<p>Gryfonka wyglądała tak,
jakby naprawdę rozważała taką opcję.</p>

<p>- A co się w takim razie
stało z Crabbem i Goyle'em? - zapytał nagle Harry. - I co robił
w szkole Lucjusz Malfoy?</p>

<p>Ron zamyślił się.</p>

<p>- Może... nie wiem. Może
wściekł się na Dumbledore'a, że wyrzucił Malfoya ze
szkoły i przez to dopadł go Sami-Wiecie-Kto?</p>

<p>- Ron, to, co mówisz, ma nawet sens -
powiedziała powoli Hermiona. - A co do Crabbe'a i Goyle'a, to wiemy tylko
tyle, że zostali usunięci ze szkoły. Jak myślicie, czy
spotkał ich taki sam los, jak Draco?</p>

<p>- Według mnie to dobrze, że
zniknęli, i mam gdzieś, co się z nimi stało. Cokolwiek ty o
tym sądzisz, Hermiono - powiedział po kilku chwilach Ron,
spoglądając na Harry'ego, jakby szukał u niego potwierdzenia.</p>

<p>- Jasne - burknął
chłopak. Dziewczyna rzuciła im zdegustowane spojrzenie.</p>

<p>- Jesteście siebie warci -
oświadczyła. - Idę spać. - Po tych słowach wstała
i dumnym krokiem wmaszerowała po schodach, kierując się do
dormitorium dziewcząt.</p>

<p>- Czasami zastanawiam się, co
takiego mi się w niej podoba - mruknął Ron,
spoglądając na Harry'ego, który w odpowiedzi wzruszył jedynie
ramionami.</p>

<p>Na tym zakończyła się
ich wczorajsza rozmowa. Jedyne, co mieli, to domysły i spekulacje.</p>

<p>- Poczta! - Hermiona
uśmiechnęła się, kiedy do jej wyciągniętej
ręki wpadł egzemplarz "Proroka Codziennego". Harry
złapał swój i szybko odłożył na bok, nawet nie
spoglądając na stronę tytułową. W zasadzie to sam nie
wiedział, dlaczego wciąż go prenumeruje. To prawda, że
wolałby wiedzieć, co się dzieje, ale ostatnio ta wiedza tylko go
dołowała i sprawiała, że czuł się
naprawdę... źle.</p>

<p>- Och - westchnęła
Hermiona, rozkładając gazetę i spoglądając na
stronę tytułową.</p>

<p>- Co się stało tym razem? -
zapytał Ron, zanurzając zęby w kanapce z jajkiem i
pachnącą, wędzoną szynką.</p>

<p>- Kolejny atak - szepnęła
Hermiona, wczytując się w artykuł.</p>

<p>- Znowu? Słyszałem, że
dwa dni temu był paskudny atak na Hampstone. Podobno zginęło
kilku mugoli.</p>

<p>- Dwunastu - szepnął Harry,
wpatrując się w swój talerz.</p>

<p>- Co?</p>

<p>- Dwunastu mugoli. Tylu
zginęło - dodał, nie podnosząc wzroku. - Czytałem o
tym.</p>

<p>- Serio? - Ron zrobił wielkie
oczy. - Co za śmiercio...!</p>

<p>- Ron, czy mógłbyś się
przymknąć? Próbuję czytać.</p>

<p>Gryfon ściszył głos do
szeptu i pochylił się do Harry'ego.</p>

<p>- Naprawdę te pieprzone
śmierciojady zabiły dwanaście osób? To wprost nieprawdopodobne!
I nikogo nie złapali? Nie wyśledzili ich?</p>

<p>Harry pokręcił
głową. Nie czytał tamtego artykułu, ale podejrzewał,
że jeżeli Aurorom udałoby się schwytać chociaż
jednego Śmierciożercę, ten "sukces" zostałby
ogłoszony wszem i wobec i pojawił się na pierwszej stronie,
okazując się informacją ważniejszą nawet od tej o
samym ataku.</p>

<p>- Dlaczego? Skoro Snape jest
szpiegiem, to dlaczego Aurorzy nic nie wiedzą o planach Sami-Wiecie-Kogo?
Przecież, logicznie rzecz biorąc, ten stary nietoperz powinien
przekazywać Dumbledore'owi takie informacje, a nie pozwalać,
żeby ginęli niewinni ludzie. Coś mi tu śmierdzi. I to
bardzo mocno.</p>

<p>- Ron - przerwała mu Hermiona,
spoglądając na nich znad gazety. - Gdyby Aurorzy pojawili się
nagle w miejscu planowanego ataku, to profesor Snape zostałby natychmiast
zdemaskowany. Zresztą spójrz na to. - Odwróciła do nich gazetę i
pokazała im pierwszą stronę.</p><empty-line /><p>NIEUDANY ATAK NA GŁÓWNĄ
SIEDZIBĘ</p>

<p>MIĘDZYNARODOWEJ FEDERACJI
QUIDDITCHA!</p>

<p>TRZECH ŚMIERCIOŻERCÓW
ZGINĘŁO NA MIEJSCU!</p><empty-line /><p>- No w końcu! -
rozpromienił się Ron. - Nareszcie dali im popalić! Ukatrupili
aż trzech? No nieźle! Słyszałeś, Harry?</p>

<p>Chłopak pokiwał
głową, czując nagłe, dziwne ukłucie na myśl o
Severusie.</p>

<p>- Pewnie temu, kto ich dopadł,
wręczą jakiś medal - zażartował Ron. - Napisali, kto
ich zabił?</p>

<p>- Tak. - Hermiona z powrotem
odwróciła do siebie proroka. - Jakiś mało znany Auror, który po
wszystkim dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nie
mogą go nigdzie znaleźć i to jest najdziwniejsze.</p>

<p>- Może wystraszył się
rozgłosu i uciekł?</p>

<p>- Wątpię. Raczej
restrykcji. Mieli ich schwytać żywcem. To znaczy, tych dwóch. Trzeci
został znaleziony w bocznym zaułku kilkanaście metrów od
budynku.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- To dziwne.</p>

<p>- Podejrzewają, że
ktoś musiał wykonać na nim wyrok. Znają już jego
tożsamość. Był to daleki krewny Bellatrix Lestrange,
właściciel kilku nocnych klubów dla czarodziejów, znajdujących się
na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu, niejaki Deamus Blackwood -
przeczytała Hermiona.</p>

<p>- Blackwood? Pierwsze
słyszę - powiedział Ron, spoglądając na Harry'ego.</p>

<p>- Ja też.</p>

<p>Hermiona westchnęła i
powróciła do dalszego przeglądania gazety.</p>

<p>- Przynajmniej o trzech mniej.
Wszystko jedno, jak zginęli. Prawda, Harry?</p>

<p>- Co? A tak, racja - odparł
chłopak.</p>

<p>- Chociaż szkoda, że nie
udało im się złapać ich żywcem. Może
powiedzieliby coś ciekawego. - Ron ugryzł swój tost i powrócił
do śniadania.</p>

<p>Harry jednak nie był już głodny.
Zerknął ukradkowo na siedzącego przy stole nauczycielskim
Severusa. Wciąż krążyło mu po głowie pytanie, czy
mężczyzna również brał udział w tej akcji. A
jeżeli tak, to dziękował wszystkim dobrym duchom za to, że
nie został złapany albo, co gorsza, zabity przez któregoś z
Aurorów.</p>

<p>Tylko to go obchodziło. Tylko
on.</p>

<p>- Harry! - Gryfon rozejrzał
się nieco oszołomiony, w poszukiwaniu wołającej go osoby. -
Cześć! - Przy jego stole wyrosła nagle uśmiechnięta
szeroko Anastassy. - Jak ci minęły ferie?</p>

<p>- Ee... - Harry nie miał bladego
pojęcia, co odpowiedzieć. - Dobrze.</p>

<p>- Słyszałam, że
spędzałeś je w Hogwarcie. Chciałam zostać i
dotrzymać ci towarzystwa, ale mama mi nie pozwoliła. - Dziewczyna
nadąsała się nieco, ale nie przestała wpatrywać się
w niego z zachwytem malującym się w jej dużych,
okrągłych oczach. - Proszę, to dla ciebie. - Wysunęła
przed siebie paczuszkę oklejoną serduszkami. Harry wpatrywał
się w prezent tak, jakby ten miał go zaraz ugryźć. -
Chciałam ci to dać przed wyjazdem, ale nie mogłam cię
spotkać, a chciałam wręczyć ci to osobiście. -
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym wcisnęła
mu do ręki prezent i odsunęła się, czekając z
niecierpliwością, aż go otworzy.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i rozejrzał się po wpatrujących się w niego
twarzach najbliżej siedzących Gryfonów. Lavender i Parvati
zaczęły chichotać.</p>

<p>- Ale... mam jeszcze coś do
załatwienia i... muszę już iść. Tak, muszę
iść. Natychmiast. - Wcisnął paczkę pod pachę,
zerwał się z miejsca i pospiesznie opuścił Wielką
Salę, odprowadzony zaskoczonym i trochę rozczarowanym spojrzeniem
Anastassy oraz o wiele groźniejszym, płonącym spojrzeniem
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Nic nie zmusiłoby go do
otworzenia prezentu od jakiejś zakochanej w nim smarkuli na oczach
całej szkoły i na [i]jego[/i] oczach. To przecież może
być wszystko. Od wirujących, śpiewających pluszaków
począwszy - myślał, rozrywając ostrożnie papier, po
tym, jak zaszył się za pierwszym posągiem, który spotkał -
a skończywszy na... o bogowie...</p>

<p>Z niedowierzaniem wpatrywał
się w różowe, włochate nauszniki w kształcie serc.</p>

<p>...no właśnie, a
skończywszy na czymś takim. I w dodatku do prezentu doczepiony
był mały liścik z jakimś banalnym wierszykiem dla
zakochanych.</p>

<p>Dlaczego, jeżeli już
ktoś obdarzy go uczuciem, to musi to być ktoś pokroju tej
małej?</p>

<p>Westchnął ciężko
i już miał zamiar wcisnąć prezent do swojej torby, aby móc
go później wyrzucić przy pierwszej nadarzającej się okazji,
kiedy padł na niego cień.</p>

<p>Podniósł głowę i
spojrzał prosto w lśniące niczym obsydian, czarne oczy.</p>

<p>- No, no, no.. jakiż rozkoszny
prezent. Twoje wielbicielki chyba za bardzo cię rozpieszczają, nie
uważasz, Potter? - powiedział cicho Snape, wpatrując się z
obrzydzeniem w różowe futerko. - Och, a co my tu jeszcze mamy? - Mistrz
Eliksirów pochylił się gwałtownie i wyrwał z dłoni
Harry'ego liścik napisany na różowym, pachnącym papierze. - No
proszę. Cóż za wzruszająca sentencja: "... żadnych
skarbów ja nie pragnę, tylko żebyś został mój". -
Wycedził swoim najbardziej szyderczym głosem, gniotąc list w
dłoni i spoglądając na Harry'ego z płomieniami w oczach.</p>

<p>Harry rozejrzał się po
korytarzu. Był pusty. Na razie. Znajdowali się zaledwie trzy
zakręty od Wielkiej Sali.</p>

<p>- Ja... nie chciałem tego -
odparł Harry, zniżając głos do szeptu. - To nie moja wina,
że ta mała ciągle za mną chodzi.</p>

<p>Severus uniósł brew.</p>

<p>- Czyżby? Nie
zauważyłem, abyś był dla niej przesadnie nieprzyjemny. Masz
się jej pozbyć, Potter!</p>

<p>Harry otworzył usta, aby
zaprotestować, ale szybko je zamknął. Ten człowiek był
niemożliwy! Pokręcił głową z niedowierzaniem, podczas
gdy na jego usta wypłynął rozbawiony uśmiech.</p>

<p>- Severusie, chyba nie jesteś
zazdrosny o czternastoletnią dziewczynkę?</p>

<p>Oczy Snape'a błysnęły
groźnie.</p>

<p>- Staram się po prostu
pilnować mojej własności - syknął cicho.</p>

<p>Harry oparł się
nonszalancko o ścianę.</p>

<p>Snape naprawdę był
zazdrosny. O tę smarkulę! Cóż, ta myśl była...
przyjemna. I to niezwykle przyjemna, sądząc po rozlewającym
się w jego podbrzuszu cieple.</p>

<p>- Twojej "własności'?
- zapytał cicho, mrużąc oczy.</p>

<p>To była chwila. Nagły ruch
i Harry został przyciśnięty do ściany, czując
długie, zimne palce, zaciskające się na jego szyi i gorący
oddech mężczyzny, parzący jego ucho żarliwym szeptem:</p>

<p>- Nie igraj ze mną, Potter.
Należysz do mnie. Każdy skrawek twojej skóry, każdy włos na
twoim ciele, każda kropla twojego potu - to wszystko należy do mnie i
masz o tym pamiętać! - sączył mu do ucha, podczas gdy Harry
czuł, jak unoszą mu się włoski na karku, a krew w
żyłach zaczyna krążyć z niesamowitą
siłą. - Z pewnością nie zapomniałeś o moim
ostrzeżeniu.</p>

<p>Harry dyszał ciężko,
nie potrafiąc wykonać żadnego ruchu. Żarliwość, z
jaką Severus szeptał mu do ucha te wszystkie rzeczy, była tak
pobudzająca, że nie myśląc o tym, co robi, złapał
drugą rękę mężczyzny i przycisnął do swojego
krocza.</p>

<p>- Dotknij mnie. Proszę -
wyjęczał cicho, zaciskając powieki i wypychając biodra w
stronę tej silnej dłoni.</p>

<p>Och, był taki twardy, a oddech
Severusa był taki gorący, że wydawało mu się, że
skóra twarzy topi mu się pod jego wpływem.</p>

<p>- Z przyjemnością bym to
zrobił - wyszeptał Snape. - Ale chciałbym ci przypomnieć,
że znajdujemy się na korytarzu.</p>

<p>- Nie obchodzi mnie to -
mruknął Harry, ocierając się o mężczyznę.
Słyszał jego przyspieszony oddech. Czuł, jak drży pod
czarną szatą. Wiedział, że jest co najmniej tak samo
podniecony, jak Harry. Wiedział, że go pragnie. Dokładnie teraz,
w tym miejscu, mógłby go zerżnąć. Szybko, w pośpiechu
zsunąć mu spodnie, tylko tyle, ile potrzeba, a później wbić
się w niego swoim twardym jak skała i gorącym jak lawa penisem.
I wziąć go przy ścianie, wsuwając się w niego kilka
razy, tylko kilka, to by wystarczyło, aby...</p>

<p>- Nie możemy - wydyszał w
końcu Snape, odsuwając się i uwalniając z uścisku
szyję chłopaka. Harry wydał z siebie bolesny pomruk straty, gdy
dłonie i zapach mężczyzny zniknęły. Uniósł
powieki i nieco zamglonym wzrokiem spojrzał w równie zamglone, hebanowe
oczy naprzeciw. - Później będziemy mieli na to czas - powiedział
zachrypniętym głosem Severus, poprawiając swoje szaty, aby
ukryć oczywistą erekcję, która wybrzuszała się w jego
czarnych spodniach. - Harry uśmiechnął się do siebie na ten
widok, pomimo iż zdawał sobie sprawę, że sam wygląda
podobnie. - To nie miejsce na to. Gryffindor traci pięć punktów.</p>

<p>Harry niemal natychmiast
powrócił do rzeczywistości.</p>

<p>- Co? Za co?</p>

<p>- Za uwodzenie swojego nauczyciela w
najmniej odpowiednim do tego miejscu.</p>

<p>Harry wydął usta.</p>

<p>- To nie ja zacząłem! -
obruszył się, a w odpowiedzi na wargach Severusa pojawił
się ten cudowny, krzywy uśmieszek. Mężczyzna obrzucił
przeszywającym spojrzeniem rozczochrane włosy Harry'ego,
błyszczące gorączkowo za okularami, zielone oczy, łagodnie
rozchylone usta i wciąż płonący na policzkach rumieniec.
Zatrzymał go dopiero na wyraźnie widocznej pod materiałem spodni
erekcji.</p>

<p>- I kolejne pięć punktów...
- dodał, spoglądając ponownie na jego twarz - ...za tak
niemożliwie ponętny wygląd.</p>

<p>Po pierwszym zaskoczeniu, wargi
Harry'ego rozciągnęły się w uśmiechu.</p>

<p>- No wiesz co? Tylko pięć?</p>

<p>- Z chęcią
odjąłbym wszystkie, gdyby nie pytania, które mogłoby to za
sobą pociągnąć... - odparł miękko Severus,
patrząc prosto w zmrużone oczy Harry'ego, którego uśmiech po tym
wyznaniu stał się jeszcze szerszy. - I gdyby nie ten głupkowaty
uśmiech - dodał po chwili.</p>

<p>- Lubisz mój uśmiech.</p>

<p>Severus zagryzł wargę.</p>

<p>- Lubię znacznie więcej -
powiedział przyciszonym głosem, po czym pochylił się do
Harry'ego i musnął gorącymi wargami płatek ucha. -
Miłego dnia, panie Potter. - Po tych słowach, nie czekając na
odpowiedź, zniknął za zakrętem.</p>

<p>Harry stał jak rażony
piorunem, czując pełzające po skórze iskry i
skręcający wnętrzności żar.</p>

<p>Czy Severus właśnie...
właśnie przyznał, że coś w Harrym lubi?</p>

<p>Och, ten dzień zapowiadał
się wyjątkowo przyjemnie...</p>

<p>***</p>

<p>Przewidywania Harry'ego zostały
jednak zweryfikowane już podczas pierwszej lekcji. McGonagall uparła
się, aby sprawdzić, czy pamiętają jeszcze, w jaki sposób
zamienia się ropuchę w imbryk, i chyba tylko Hermiona
pamiętała. Imbryk Rona był zielony i próbował
podskoczyć, co skończyło się na tym, że pozostały
z niego jedynie skorupy. A imbryk Harry'ego miał irytujący zwyczaj
nabierania powietrza i puchnięcia. Co skończyło się
dokładnie tak samo.</p>

<p>Kiedy nauczycielka
uprzątnęła już rozbite skorupy i, kręcąc
głową, odjęła im po pięć punktów, obaj parsknęli
śmiechem - ku karcącemu spojrzeniu Hermiony, która próbowała
pomóc Neville'owi, ponieważ jedyne, co udawało mu się
wyczarować, to żaba w kształcie imbryka. Imbryka, który
kumkał.</p>

<p>Historię Magii Harry w
większości przespał, a na Wróżbiarstwie Firenzo zrobił
im "lekcję relaksacyjną", ponieważ stwierdził,
że po feriach i tak są zbyt rozkojarzeni, aby cokolwiek
zapamiętać. W związku z tym Harry znowu mógł się
zdrzemnąć.</p>

<p>Po obiedzie pozostały im jedynie
Eliksiry i Harry już teraz czuł przyjemny uścisk w
żołądku, na samą myśl o nich. Szczególnie, kiedy
czuł spojrzenie Mistrza Eliksirów, wędrujące po jego plecach
podczas uczty w Wielkiej Sali.</p>

<p>Ferie feriami, ale naprawdę
cieszył się, że szkoła znowu się zaczęła.
Tętniące życiem mury Hogwartu jako jedyne potrafiły
odciągnąć ponure myśli od trwającej wokół wojny i
ofiar, jakie za sobą pociągała. Przynajmniej na razie.</p>

<p>***</p>

<p>Podczas pierwszych zajęć po
przerwach, czy to świątecznych, czy wakacyjnych, uczniowie byli
zawsze nieco rozleniwieni i zniechęceni. Ale Severus Snape miał
sposób, by zmusić ich małe móżdżki do wytężonej
pracy już od pierwszej lekcji.</p>

<p>Test.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się pod nosem, kiedy wylądowała przed nim kartka z pytaniami.</p>

<p>Wiedział! Wiedział, że
ten niemożliwy drań to zrobi! Ha! Jak to dobrze, że uczył
się w czasie ferii. Niewiele i niekoniecznie rzeczy przewidzianych w
programie nauczania (może jedynie w ramach zajęć z Wychowania
Seksualnego, gdyby takowe odbywały się w Hogwarcie), ale zawsze to
było już coś. Nie był przynajmniej tak zaskoczony, jak
reszta klasy, i tak przerażony, jak Ron.</p>

<p>Podczas gdy siedzący za jego
plecami przyjaciel rzucał przekleństwa w kierunku "tego
tłustowłosego, wrednego dupka", Harry pochylił się nad
kartką i zaczął pisać.</p>

<p>Cóż, okazało się,
że jego wiedza była skromniejsza, niż przypuszczał.
Zdołał odpowiedzieć zaledwie na połowę pytań.
Niech to!</p>

<p>Ukradkowo rozejrzał się po
klasie. Hermiona skrobała po pergaminie z obłąkańczym
wyrazem twarzy, a Ron gapił się tępo w kartkę,
wyglądając tak, jakby miał zamiar się rozpłakać.</p>

<p>Harry westchnął i
przeniósł wzrok na biurko, przy którym siedział Mistrz Eliksirów,
pochylając się nad jakąś książką.
Próbował nad tym panować, ale za każdym razem, kiedy na niego
spoglądał, czuł rozlewające się w żyłach
ciepło. Nic nie potrafił poradzić na to, że po tak
długim czasie sam na sam i po tym wszystkim, co razem przeszli, nie
potrafił oddzielić wizerunku tego półnagiego
mężczyzny, którego jeszcze wczoraj widział, golącego
się w łazience, od wizerunku dumnego, surowego nauczyciela, na
którego zdecydowanie nie powinien spoglądać takim tęsknym,
rozmarzonym wzrokiem.</p>

<p>Szlag by to trafił! -
zaklął w myślach, spoglądając na swój w połowie
wypełniony test. Snape układał go przy nim. Pamiętał
to. A skoro granica pomiędzy uczniem i nauczycielem została już
poważnie naruszona, to teraz mógł spróbować przekroczyć
ją już całkowicie.</p>

<p>Przynajmniej będzie zabawnie -
pomyślał, sięgając do kieszeni i zaciskając
dłoń na kamieniu.</p>

<p>Severusie... Główny
składnik wywaru antydepresyjnego to oko przyrazy czy kieł utopca?</p>

<p>Nie podnosząc głowy,
zerknął na Snape'a, który poruszył się nieznacznie,
sięgnął pod biurko i spuścił wzrok, jakby coś
czytał. A po chwili przeszył go tak niedowierzającym spojrzeniem,
że Harry z trudem opanował drżący w kącikach warg
uśmiech.</p>

<p>W momencie, kiedy poczuł,
że kamień się rozgrzewa, jego serce nagle podskoczyło.
Zerknął w dół, próbując odczytać płonące
litery.</p>

<p>Ty chyba sobie żartujesz,
Potter?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>No powiedz mi. Nie bądź
taki.</p>

<p>Och, powinien dostać jakiś
pieprzony medal za to, że nie roześmiał się, kiedy
zobaczył minę Severusa po tym, jak mężczyzna odczytał
wiadomość. Skrajne niedowierzanie, które odmalowało się na
surowej twarzy, było jedynie jej ostatnim stadium. Snape był chyba
zbyt zszokowany, aby odpowiedzieć, dlatego Harry postanowił
drążyć dalej.</p>

<p>Jeżeli mi powiesz, to
pozwolę ci zerżnąć moje usta.</p>

<p>Och, to był strzał w
dziesiątkę, sądząc po nagłym rozbłysku ognia w
czarnych oczach, które na moment na nim spoczęły. Ale odpowiedź,
którą otrzymał, nieco utemperowała jego poczucie
zwycięstwa.</p>

<p>Potter, obaj doskonale wiemy, że
nie potrzebuję do tego twojej zgody.</p>

<p>Fakt.</p>

<p>No dobra. To... uklęknę
przed tobą, zupełnie nagi, tylko w krawacie i będę ci
obciągał, mówiąc do ciebie "panie profesorze". I
będę się przed tobą masturbował... Czy to jest
odpowiednia cena za jedną niewielką podpowiedź?</p>

<p>Harry'emu już dawno nie
biło tak serce, kiedy czekał na wiadomość od
najwyraźniej absolutnie zaskoczonego tą ofertą Snape'a.</p>

<p>Chcesz mi się sprzedać w
zamian za wyższą ocenę? - odczytał kilka chwil później
i poczuł, jak żołądek podskakuje mu do gardła, a w
podbrzuszu rozlewa się fala żaru.</p>

<p>O cholera!</p>

<p>To, co robili, było takie...
takie...</p>

<p>Jeżeli tak pan to nazywa,
profesorze... Ja to nazywam... wymianą.</p>

<p>Uśmiechnął się do
siebie i pochylił nad kartką w oczekiwaniu na odpowiedź.
Wolał już nie spoglądać na siedzącą przy biurku,
ciemną sylwetkę Mistrza Eliksirów. Rozgrzewające jego policzki
podekscytowanie mogłoby być wtedy zbyt widoczne na jego twarzy. Kiedy
otrzymał wiadomość, niemal zgniótł kamień w
dłoni.</p>

<p>Jesteś obrzydliwą,
bezwstydną dziwką, Potter. Wiesz o tym?</p>

<p>Merlinie, czy to możliwe,
żeby tak płonąć od środka czymś gorętszym
nawet od ognia?</p>

<p>Wiem. Ale tylko twoją.</p>

<p>Mam nadzieję. Ale zapłacisz
mi za to. Obiecuję, że kiedy tylko przekroczysz próg moich komnat,
nie zdążysz nawet powiedzieć słowa, ponieważ
wedrę się w twoje usta i wbiję się tak głęboko w
twoje gardło, że będziesz mnie prosił, abym pozwolił
ci chociaż zaczerpnąć tchu.</p>

<p>Krew Harry'ego zaczęła
wrzeć i krzyczeć w jego żyłach. Otakotakotak! Kurwa!
Taktaktak!</p>

<p>Dopiero, kiedy zorientował
się, że nadal trzyma spoconą dłoń
zaciśniętą wokół kamienia i wysyła te okrzyki
Severusowi, wypuścił go ze swojej ręki, z całej siły
próbując zapanować nad pełzającym po jego
wnętrznościach podnieceniem.</p>

<p>Zerknął na sekundę w
stronę Severusa i zobaczył, że kąciki jego cienkich warg
uniosły się nieznacznie, podczas odczytywania litanii, którą
nieświadomie wysłał mu Harry. Przez chwilę oddychał
głęboko, próbując się uspokoić, a wtedy ponownie
poczuł ciepło w kieszeni.</p>

<p>Oko przyrazy. I minus pięć
punktów dla Gryffindoru za język, panie Potter.</p>

<p>Harry nie potrafił
powstrzymać uśmiechu. Nie tym razem.</p>

<p>Jak pan może odbierać mi
punkty za język? Jestem pewien, że dzisiaj wieczorem ten język
tak pana zadowoli, że przyzna mi pan te punkty z powrotem. I to w znacznie
większej ilości.</p>

<p>Z pewnością nic takiego
się nie wydarzy. Ale bądź pewien, że odbiorę ci jeden
punkt za każdą kroplę, która wypłynie z twoich ust.</p>

<p>Dupek!</p>

<p>I to będzie cię
kosztować kolejne pięć punktów. I radzę wrócić do
testu, o ile nie chcesz stracić kolejnych.</p>

<p>Harry zacisnął zęby i
wepchnął kamień do kieszeni, przeklinając w myślach
Snape'a i jego punkty, a jednocześnie czując w sobie niezwykłe
podekscytowanie. Rozejrzał się ukradkowo, ale na szczęście
każdy był zbyt zajęty testem, aby zwracać na niego
uwagę. Pochylił się nad kartką i po chwili wahania
zaczął wypisywać właściwości... nie, jednak nie
oka przyrazy, tylko kłów utopca.</p>

<p>Co jak co, ale jednak trochę
już Snape'a znał i wiedział, że w pewnych kwestiach... nie
należy mu ufać.</p><empty-line /><p>* "What I go to school for"
by Busted</p>

<p><strong>--- rozdział 45 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>45. The Guardian</strong></p>

<p>Let me be your shelter</p>

<p>Let me be your light</p>

<p>I'm here, nothing can harm you</p>

<p>My words will warm and calm you</p>

<p>I'm here with you, beside you,</p>

<p>to guard you and to guide you...*</p>

<p>Odzwyczajonym od nauki uczniom
pierwsze dwa dni szkoły niesamowicie się dłużyły.
Nawet zajęcia praktyczne wymagały od nich większego skupienia
niż zazwyczaj. Teorię na ogół i tak przesypiali, o ile tylko
była taka możliwość, to znaczy, o ile nie były to
zajęcia ze Snape'em albo McGonagall.</p>

<p>Irytek znowu miał cały
zastęp uczniów do dręczenia, a Filch nareszcie mógł ukarać
kilka co bardziej pechowych osób za takie zbrodnie jak "zabłacanie
korytarzy" albo "zbyt głośny śmiech" i dać
tym upust swojej chronicznej frustracji. Prawie Bezgłowy Nick
przechwalał się wszystkim uczniom, których napotkał, że
skoro Klub Bezgłowych nie chciał przyjąć go w swoje szeregi,
to on podczas ferii założył własny Klub Prawie
Bezgłowych i zapraszał do niego wszystkich chętnych, którzy
zamierzali w najbliższym czasie, czyli w przeciągu nadchodzących
stu lat, nie do końca pozbyć się własnej głowy, a
nawet oferował fachową pomoc i porady w stylu "jak
odciąć głowę, aby nie przeholować" albo "jak
nie stracić głowy w zaledwie pięć cięć". Jak
na razie do klubu zapisał się tylko Neville Longbottom, który
uważał, że przy swoim pechu powinien być przygotowany na
taką okoliczność.</p>

<p>Jedyną osobą, która w pocie
czoła pracowała na zajęciach, była oczywiście Hermiona
i już w ciągu dwóch pierwszych dni zarobiła dla Gryffindoru
prawie trzydzieści punktów. Niestety, cała reszta Gryfonów straciła
dokładnie tyle samo, przez co ostatecznie bilans i tak wyszedł na
zero.</p>

<p>Gdy połowa szkoły, a w
szczególności młodsze roczniki, wyległy w poniedziałkowy
wieczór na oświetlony pochodniami, iskrzący od zalegającego
wszędzie białego puchu dziedziniec szkolny i rozpoczęła
się inaugurująca nowy semestr bitwa na śnieżki, Harry
udał się na szlaban do lochów. Bitwy na śnieżki były
jednymi z rzeczy, które w Hogwarcie uwielbiał najbardziej, ale jednak nie
aż tak bardzo jak smak i zapach penisa Snape'a. Mistrz Eliksirów spełnił
swoją obietnicę i kiedy Harry zaledwie wszedł do salonu,
został przywitany słowami Na kolana, a cała reszta wieczoru
rozmazała mu się przed oczami od szybkości, z jaką Severus
wbijał się w jego usta i od spermy, która kilkakrotnie w ciągu
całego szlabanu osiadała mu na okularach. Na szczęście
Snape nie odebrał mu za to punktów...</p>

<p>Kiedy już powrócił do
wieży Gryffindoru i został powitany współczującymi
spojrzeniami swoich przyjaciół, mówiącymi: "my się tak
świetnie bawiliśmy, a ty nie, och, jakże nam przykro, Harry...",
z trudem powstrzymywał się od śmiechu i powiedzenia im, że
było wręcz odwrotnie. Żadna, nawet największa i
najwspanialsza bitwa na śnieżki nie mogła się równać z
tym, czego właśnie skosztował.</p>

<p>Tego wieczoru jeszcze przez
jakiś czas nie mógł zasnąć, rozpamiętując
dokładnie każdy szczegół swojego szlabanu i po jakimś
czasie wyciągnął spod poduszki Mapę Huncwotów, aby
sprawdzić, co też Severus może teraz robić. Nie
zobaczył go ani w gabinecie, ani w salonie, ani w sypialni. Nie było
go również w łazience. Podejrzewał, że pewnie znowu siedzi
w swoim laboratorium i warzy jakieś skomplikowane mikstury. Już
miał zamknąć mapę, kiedy spostrzegł poruszenie w samym
rogu arkusza. Wystarczył jeden rzut okiem, aby serce w nim zamarło.</p>

<p>Przez korytarz prowadzący z
lochów do wyjścia z zamku szli Severus i... Nott.</p>

<p>Znowu!</p>

<p>Harry poczuł, jak niepokój i
żółty, jadowity potwór zazdrości ponownie się w nim
odzywają.</p>

<p>Spokojnie, tylko spokojnie. Severus
powiedział mu, że udziela Nottowi korepetycji.</p>

<p>Ale, do diabła, w środku
nocy i to poza zamkiem? Ponieważ obaj wyraźnie zmierzali w
stronę skraju mapy, ku tej części błoni Hogwartu, do której
mapa już nie sięgała.</p>

<p>A może... może obaj
udają się na jakieś spotkanie Śmierciożerców? W sumie
nie zdziwiłby się, gdyby ojciec Notta wciągnął swojego
syna do służby Voldemortowi.</p>

<p>Nie! Ufa Snape'owi! Na pewno to tylko
to. Albo [i]aż[/i] to. Na pewno wszystko jest w porządku. Musi
być! A jeżeli okaże się, że nie jest, to... to on
już coś z tym zrobi! Tak, właśnie tak!</p>

<p>I Nott pożałuje, że
się urodził!</p>

<p>***</p>

<p>Środa minęła nieco
szybciej. Tonks zaprezentowała im kilka zaklęć niwelujących
złe uroki, a na Zielarstwie przycinali pędy Tentakuli, co
okazało się nie lada wyzwaniem i na obiad poszli zmęczeni,
spoceni i pokąsani. Zaklęcia również okazały się
wyczerpujące, ponieważ profesor Flitwick kazał im rzucać
Zaklęcie Lodowatego Ognia i skończyło się na tym, że
Neville podpalił sobie szatę, Seamus brwi, a Lavender Brown o
mało nie spaliła włosów Hermionie.</p>

<p>Po wszystkich lekcjach byli tak
padnięci, że ledwie doczłapali do swojej wieży. Harry
marzył tylko o tym, żeby rzucić się na łóżko, ale
czekał go dzisiaj jeszcze szlaban ze Snape'em. Nie chodziło o to,
że nie chciał iść, ponieważ niczego innego tak nie pragnął,
ale czuł się naprawdę wykończony. Kiedy jednak
większość uczniów przelazła już przez dziurę w
portrecie i Harry, Ron i Hermiona również wkroczyli do Pokoju Wspólnego,
zaskoczyło ich niewielkie zbiegowisko przy kominku.</p>

<p>- ...ejmuj się, przecież
wiesz, że Snape do wredny dupek. Nie martw się. Na pewno wszystko
skończy się dobrze.</p>

<p>- Właśnie. On zawsze ma
zły humor. Nie powinieneś przejmować się tym
wyrośniętym nietoperzem!</p>

<p>Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po
sobie i podeszli bliżej, aby dowiedzieć się, o co chodzi.</p>

<p>Połowa piątego roku
Gryffindoru otaczała siedzącego na kanapie Colina Creeveya, który
miał spuszczoną głowę i wyglądał na naprawdę
przygnębionego. Obok niego siedziała Ginny, najwyraźniej
próbując go pocieszyć.</p>

<p>- Co się stało? -
zapytał Ron, patrząc na siostrę. Colin podniósł na
chwilę głowę i Harry zobaczył, że miał
zaczerwienione oczy.</p>

<p>- Ten sukinsyn Snape wyrzucił
Colina z lekcji i powiedział, żeby już nigdy nie pokazywał
mu się na oczy - powiedziała Ginny ze złością w
głosie.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy.</p>

<p>- Co? Dlaczego? - zapytał,
wyraźnie wstrząśnięty. Snape zawsze groził wszystkim,
że wyrzuci ich z lekcji, ale groźby te spełniał
naprawdę rzadko i zawsze były to tylko jednorazowe incydenty.</p>

<p>- Ja... - mruknął Colin,
pociągając nosem - ...mieliśmy przygotować Eliksir
Bezsennego Snu, no i pomyliłem składniki i... wszystko
eksplodowało i... - Głos mu się załamał i nie
mógł już mówić dalej.</p>

<p>- I połowa naszego roku
wylądowała w szpitalu z poparzeniami - dodała cicho Ginny i
widząc, że wargi Colina znowu zaczynają drżeć,
zreflektowała się szybko. - Nikt nie twierdzi, że to była
twoja wina, Colin! Każdy ma prawo się pomylić! Przecież
takie wypadki zdarzają się bardzo często. A Snape jest
nauczycielem i powinien to zrozumieć, a nie twierdzić, że
jesteś "największym imbecylem, jakiego widziała
szkoła, zaraz po Longbottomie" - powiedziała Ginny,
naśladując ton nauczyciela.</p>

<p>- A to świnia z tego
tłustowłosego dupka! Żeby mu tak kiedyś jakiś eliksir
wybuchnął prosto w twarz! Może wtedy stałby się mniej
paskudny - warknął Ron. - Nie przejmuj się, Colin, mi Snape mówi
takie rzeczy na co drugiej lekcji.</p>

<p>Colin pociągnął nosem.</p>

<p>- Żeby tylko to
powiedział...</p>

<p>- Snape w ogóle zachowywał
się dzisiaj jeszcze gorzej niż zazwyczaj, jakby mu ktoś
porządnie nadepnął na odcisk - mruknęła Ginny. -
Wydzierał się na nas przez całą lekcję i
odjął nam chyba ze czterdzieści punktów. Za nic. A później,
kiedy Colin wysadził swój kociołek... - Dziewczyna spojrzała na
przyjaciela ze współczuciem.</p>

<p>- Powiedział, że
jeżeli jestem taki ślepy, że nie potrafię
odróżnić czerwonego proszku z odchodów Zgnilików od żółtego
proszku z zasuszonych jaj Mantykor, to powinienem pożyczyć okulary od
Pottera i...</p>

<p>Harry'emu opadła szczęka.</p>

<p>- ...i nie chce mnie już
więcej widzieć na swoich zajęciach, a jeżeli zechcę,
to mogę wysadzić samego siebie i wtedy wszyscy odetchną z
ulgą - zakończył Colin i westchnął z
przygnębieniem.</p>

<p>- McGonagall na pewno się za
tobą wstawi - powiedziała Hermiona. - Snape nie może ot tak
sobie wyrzucać uczniów z zajęć.</p>

<p>Ron spojrzał na stojącego
obok Harry'ego i poklepał go po ramieniu.</p>

<p>- A ty masz niedługo szlaban z
tym łajdakiem. Trzymaj się, Harry, będziemy wspierać
cię myślami. Miejmy nadzieję, że wyjdziesz z tego
cało.</p>

<p>Harry skinął
głową, zbyt zaszokowany tymi wszystkimi rewelacjami, aby
odpowiedzieć. Jeżeli Snape był dzisiaj w takim paskudnym
nastroju, to teraz naprawdę zaczął obawiać się tego
szlabanu. Przecież znał go i wiedział, jaki potrafi być
czasami nieprzewidywalny.</p>

<p>Najwyraźniej ten wieczór wcale
nie zapowiadał się tak przyjemnie, jak sądził...</p>

<p>Po kolacji, na której Severus
się nie pojawił, Harry wyszedł z Wielkiej Sali, odprowadzany
współczującymi spojrzeniami Rona, Hermiony i kilku młodszych
Gryfonów, i skierował się prosto do lochów.</p>

<p>Cóż, lepiej mieć to
już za sobą. Może nie będzie tak źle. Może
Severus tylko na niego powarczy i wyrzuci go za drzwi, bo nie będzie
miał ochoty na jego towarzystwo.</p>

<p>Kiedy zatrzymał się przed
drzwiami do jego gabinetu, czuł, jak głośno bije mu serce. Nie
chodziło o to, że bał się Severusa. Chodziło o to,
że bał się czasami jego... nastrojów. A w zasadzie tego, co
może mu zrobić.</p>

<p>Odetchnął głęboko
kilka razy, próbując rozpędzić zbitą grudę lęku,
która osiadła mu w żołądku, i dotknął drzwi.
Przeszedł przez gabinet i ponownie się zatrzymał,
zastanawiając się, czy lepiej nie zawrócić, dopóki ma jeszcze
taką możliwość. Potem może już nie być w
stanie.</p>

<p>Trzeci rok Gryffondoru, który
również miał z nim dzisiaj zajęcia, potwierdził, że
Snape zachowywał się o wiele paskudniej niż zwykle. I teraz oto
Harry stał przed drzwiami jego komnat i czuł się tak, jakby
miał zaraz wejść do jaskini lwa. A raczej węża.</p>

<p>Nie, przecież to Severus. Nic mu
nie zrobi, nawet jeżeli ma dzisiaj naprawdę kiepski humor. Prawda?
Prawda?</p>

<p>Zamknął oczy,
odetchnął jeszcze kilka razy, aby dodać sobie odwagi, i
wszedł.</p>

<p>W porządku, zrobił dwa
kroki i nikt nie cisnął w niego jeszcze żadnym zaklęciem,
ani nie powalił na ziemię. Jest dobrze.</p>

<p>Rozejrzał się po
pogrążonym w półmroku salonie i dojrzał Severusa,
stojącego do niego tyłem i robiącego coś przy swoim barku.</p>

<p>- D-dobry w-wieczór, S-Severusie -
wydukał cicho i zamknął za sobą drzwi.</p>

<p>Mężczyzna nie obejrzał
się, tylko odpowiedział:</p>

<p>- Siadaj. Czego się napijesz?</p>

<p>- Ja... - zaczął niepewnie,
nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. - To znaczy... jeżeli nie
masz dzisiaj ochoty, to wcale nie muszę tutaj być. Możemy
przełożyć ten szlaban na jutro.</p>

<p>Snape odwrócił się do niego
i zmierzył go podejrzliwym wzrokiem.</p>

<p>- A czy mógłbyś mi
powiedzieć, dlaczego mielibyśmy to zrobić?</p>

<p>W ręku trzymał pustą
szklankę. Nie wyglądał, jakby miał zamiar cisnąć
nią w Harry'ego. Wyglądał raczej jak ktoś, kto woli ją
napełnić i mu ją podać. To znaczy... wyglądał
normalnie.</p>

<p>- Ee... no bo tak sobie
pomyślałem... jeżeli nie masz nastroju. Mogę sobie
pójść i wrócić jutro. Nie ma problemu.</p>

<p>Severus zmrużył oczy.</p>

<p>- Co to ma znaczyć, Potter?</p>

<p>- Nic, zupełnie nic... tak
tylko... nieważne - odparł szybko Harry i opadł na fotel,
odwracając głowę w stronę kominka. - I ja... ee...
poproszę wody.</p>

<p>- Wody? - usłyszał
zaskoczony głos mężczyzny.</p>

<p>- Tak, bo jakoś nie mam ochoty
na alkohol, bo on... ee... - "sprawia, że mogę być zbyt
pijany, aby się obronić" - ...bo chciałbym jeszcze dzisiaj
odrobić lekcje.</p>

<p>Na szczęście Snape tego nie
skomentował. Po chwili postawił przed Harrym szklankę
przezroczystej cieczy, a sam usiadł po drugiej stronie stolika.
Chłopak porwał szklankę i wypił połowę duszkiem.
Odstawił ją na blat i oblizał wargi.</p>

<p>- To ja... to może... -
dukał, czując na sobie wzrok mężczyzny, jednak nadal nie
odwracając głowy od kominka.</p>

<p>- Potter... nie sądziłem,
że kiedyś to powiem, ale zachowujesz się jeszcze dziwniej
niż zazwyczaj.</p>

<p>Harry zamrugał i spojrzał
na Severusa. Ten patrzył na niego ze spokojem, ale jednocześnie z
zaskoczeniem. Nie wyglądał, jakby miał zamiar go
rozszarpać. W ręku trzymał szklankę nierozłącznej
whisky.</p>

<p>- Przepraszam, miałem dzisiaj
trochę ciężki dzień - powiedział ostrożnie Harry.</p>

<p>- Czyżby nadmiar nauki tak
szybko dał ci się we znaki? - zapytał mężczyzna, a
chłopak dostrzegł w kącikach jego warg zarzewie krzywego
uśmieszku.</p>

<p>Snape sobie z niego
żartował. Czy ktoś, kto jest wściekły na cały
świat, powinien robić takie rzeczy?</p>

<p>Im dłużej Harry mu się
przyglądał, z tym większym zdumieniem odkrywał, że
humor Severusa wcale nie jest paskudny. Wręcz przeciwnie. To odkrycie
wytrąciło go trochę z równowagi.</p>

<p>- Sam byłbyś zmęczony,
gdybyś musiał walczyć z kolcami Tentakuli - odparł cicho,
czekając na reakcję.</p>

<p>Snape zanurzył usta w szklance i
zerknął na jego podrapane dłonie.</p>

<p>- Najlepszym sposobem na Tentakule
jest Immobilus. Następnym razem po prostu rzuć na nie zaklęcie.</p>

<p>Teraz, kiedy mężczyzna o
tym wspomniał, wydawało się to takie oczywiste.</p>

<p>- Nie pomyślałem -
mruknął Harry, postanawiając zapamiętać tę
radę.</p>

<p>Snape zacisnął mocno usta,
tak jakby powstrzymał się od komentarza.</p>

<p>Harry był coraz bardziej
zdumiony. Snape był dla niego wyraźnie miły. To całkowicie
zmieniało postać rzeczy. Zapadł się głębiej w
fotelu, rozluźniając się. Chyba nie zaryzykuje zbyt dużo,
jeżeli po prostu... zapyta.</p>

<p>- A jak tobie minął
dzisiejszy dzień?</p>

<p>Chyba jednak jego głos zdradził
zbyt dużo, ponieważ Severus przeszył go bystrym spojrzeniem i
odezwał się:</p>

<p>- Ach, a więc o to chodzi.</p>

<p>Harry zarumienił się lekko.</p>

<p>- Cóż, Potter... jak zapewne
słyszałeś, pewien półgłówek narobił mi dzisiaj
niezłego bałaganu, a resztę półgłówków niewiele
dzieliło od pójścia w jego ślady. Nie ma prawa
zabraniającego mi traktować takie osobniki tak, jak na to
zasługują.</p>

<p>- Ale... ale podobno
wyrzuciłeś Colina z zajęć - powiedział cicho Harry,
patrząc prosto w czarne, zmrużone oczy. - Dlaczego?</p>

<p>- Poziom jego głupoty
przekroczył dopuszczalną normę i z tego właśnie powodu
musiał opuścić moją klasę - odparł rzeczowo Snape
i ponownie się napił.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- A... to znaczy... czy coś
się stało? Bo podobno byłeś dzisiaj wściekły
przez cały dzień. Na wszystko i na wszystkich. I
pomyślałem, że może coś...</p>

<p>- Natężenie imbecylizmu w
tej szkole po prostu czasami wyprowadza mnie z równowagi - przerwał mu
mężczyzna. - Ale nie widzę powodu, dla którego miałbyś
się tym przejmować. Przecież to nie ma nic wspólnego z
tobą.</p>

<p>Harry'emu powoli zaczęło
się przejaśniać w głowie.</p>

<p>- I... teraz nie jesteś
zły? Na nic?</p>

<p>Snape posłał mu zdumione
spojrzenie.</p>

<p>- A dlaczego miałbym być?</p>

<p>- Ja tylko...</p>

<p>- Nie powiesz mi chyba, że
bałeś się do mnie podejść w obawie, że cię
ugryzę, co?</p>

<p>Harry uśmiechnął
się blado, czując że robi mu się naprawdę głupio.</p>

<p>- No, jak usłyszałem,
że jesteś w takim humorze, to pomyślałem, że dla mnie
też... będziesz wredny.</p>

<p>Brwi Severusa uniosły się.</p>

<p>- A byłem?</p>

<p>- Nie.</p>

<p>- No więc?</p>

<p>Harry wyczuł w tym pytaniu kilka
różnych emocji, ale nie potrafił ich ani nazwać, ani
zdefiniować. Wiedział tylko, że czuje się jak ostatni
kretyn. Przecież odkąd wszedł, Severus nie dał mu nawet
przez jedną sekundę odczuć, że ma zły humor. Przez
cały czas zachowywał się wobec niego całkowicie normalnie,
a można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że uprzejmie,
a Harry wciąż tylko czekał na jakiś cios, tak jakby w ogóle
nie miał do niego zaufania.</p>

<p>- Przepraszam, to było
głupie. Nie wiem, dlaczego tak pomyślałem - powiedział
cicho, ze skruchą w głosie.</p>

<p>Severus przyglądał mu
się przez chwilę z namysłem.</p>

<p>- Potter... - zaczął
powoli, tak jakby chciał, by Harry dokładnie zrozumiał
każde jego słowo - ...musisz zrozumieć, że to, co dzieje
się tam, na zewnątrz... nie ma wpływu na to, co jest tutaj.
Jeżeli będę miał parszywy dzień i ochrzanię
połowę szkoły, to nie znaczy, że... będę
także wredny dla ciebie. No, chyba że oczywiście dasz mi powód -
dodał mężczyzna i tym razem na jego wargi naprawdę
wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>Harry rozpromienił się.
Tyle mu wystarczyło, aby mieć doskonały humor przez resztę
wieczoru.</p>

<p>Rozmawiali jeszcze o wielu innych
rzeczach, Snape dał Harry'emu kilka książek, które
będą mu potrzebne przy pisaniu wypracowania na piątkowe
Eliksiry, a nawet pozaznaczał najważniejsze fragmenty.</p>

<p>W zasadzie w ciągu całego
szlabanu wydarzył się tylko jeden nerwowy incydent. Kiedy Severus
wyszedł do swojego gabinetu i wrócił, niosąc naręcze
jakichś pergaminów, które rzucił Harry'emu na podołek,
warcząc:</p>

<p>- Czy mógłbyś mi to
wyjaśnić, Potter?</p>

<p>Harry spojrzał na zapisane
delikatnym pismem kartki. Wyglądało to na notatki z lekcji. Lecz nie
były to zwykłe notatki. Wszędzie na bokach podskakiwały
albo obracały się różnej wielkości i kształtu
serduszka, w których widniały tylko dwa słowa: Anastassy Potter.</p>

<p>Harry zrobił wielkie oczy.</p>

<p>- Co to jest?</p>

<p>- Właśnie o to samo pytam.
Zauważyłem to podczas sprawdzania notatek czwartoklasistów -
powiedział Snape nieprzyjemnym tonem, wbijając w Harry'ego
podejrzliwe spojrzenie.</p>

<p>- Ale ja przecież nie mam z tym
nic wspólnego. Ta dziewczyna jest szurnięta!</p>

<p>- Miałeś się jej
pozbyć - syknął mężczyzna.</p>

<p>- No przecież jej unikam! Nic na
to nie poradzę, że ona wypisuje takie bzdury - mruknął
Harry, na wpół zirytowany, na wpół rozbawiony całą
sytuacją. - Ale wiem, co skłoniłoby ją do tego, żeby w
końcu dała mi spokój.</p>

<p>Severus uniósł brew.</p>

<p>- Możesz jej powiedzieć,
że jesteś moim facetem i należę tylko do ciebie. A
jeżeli się ode mnie nie odczepi, to zamienisz ją w śluz
gumochłona. Jestem pewien, że po takim ostrzeżeniu nie
zbliży się do mnie nawet na sto metrów - odparł Harry,
usiłując zachować powagę, ale niestety nie udało mu
się to i jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. -
Co o tym myślisz, Severusie?</p>

<p>Severus jednak najwyraźniej nie
był w stanie odpowiedzieć, ponieważ tak mocno zaciskał
wargi, jakby z trudem powstrzymywał się od parsknięcia.</p>

<p>- Dobrze - westchnął Harry
- w takim razie załatwię to z jej bratem. Może on przemówi jej
do rozsądku. Może być?</p>

<p>Mężczyzna skinął
głową. Najwidoczniej udało mu się w końcu
przełknąć śmiech.</p>

<p>- Chociaż ta pierwsza opcja
bardziej mi się podoba - wyszczerzył się Harry.</p>

<p>*</p>

<p>- Czy... czy mógłbym
przyjść do ciebie w sobotę? - zapytał Harry pod koniec
szlabanu, kiedy Snape pakował mu książki do torby, wcześniej
je pomniejszając, aby się zmieściły.</p>

<p>Mężczyzna obrzucił go
nieodgadnionym spojrzeniem.</p>

<p>- Przecież w sobotę jest
wycieczka do Hogsmeade. Wydawało mi się, że skoro twoi drodzy
przyjaciele w końcu wrócili, to będziesz chciał
spędzać z nimi każdą wolną chwilę...</p>

<p>Harry zasępił się i
wbił wzrok w deseń na dywanie.</p>

<p>- Nie mam ochoty iść z nimi
do Hogsmeade. Ale podejrzewam, że sami będą się
świetnie bawić w swoim towarzystwie - odparł, nie potrafiąc
ukryć goryczy w głosie. - Pewnie w ogóle nawet nie zauważą,
że mnie nie ma.</p>

<p>Severus odwrócił twarz w jego
stronę. Pomiędzy ciemnymi brwiami pojawiła się
głęboka zmarszczka, a oczy mężczyzny zdawały się
go prześwietlać niczym rentgen i Harry miał wrażenie,
że wszystko, co go gryzło, jest widoczne jak na dłoni.</p>

<p>- To... mogę przyjść?
- powtórzył, wpatrując się w Severusa z wypisaną na twarzy
prośbą: "Po prostu powiedz 'tak' i nie rozmawiajmy więcej
na ten temat."</p>

<p>Ale najwidoczniej mężczyzna
postanowił zignorować jego niemą prośbę i nie
pozwolił na zamknięcie tematu.</p>

<p>- Czyżby pan Weasley i panna
Granger byli tak zapatrzeni w siebie, że wykluczyli cię ze swego
grona?</p>

<p>- Nie - zaprzeczył szybko Harry.
- To znaczy... Wiem, że mają prawo być razem i w ogóle, ale
gdyby chociaż się tak do siebie nie lepili na każdym kroku.
To... nienaturalne. - Czując na sobie rozbawione spojrzenie Severusa,
dodał szybko: - Dobrze, wiem, że jestem zazdrosny, ale... to zawsze
byli moi przyjaciele i teraz, jak muszę patrzeć, jak się
ściskają albo tulą do siebie, to czuję się tak
dziwnie... jakby to nie byli oni, jakby ich ktoś podmienił.</p>

<p>Severus przyglądał mu
się przez chwilę z założonymi rękami, po czym
odezwał się spokojnym tonem.</p>

<p>- Potter, czy poza tym, że
się do siebie, jak to określiłeś "lepią",
cokolwiek się w ich zachowaniu zmieniło?</p>

<p>Harry pokręcił
głową.</p>

<p>- Czy poza tym, że
przebywają blisko siebie, próbują dać ci do zrozumienia, że
woleliby być sami albo dają ci jakieś sygnały, że
chcą, abyś zostawił ich w spokoju i sobie poszedł?</p>

<p>Harry zastanowił się i
ponownie pokręcił głową.</p>

<p>- Czy przez wszystkie lata waszej
przyjaźni kiedykolwiek cię zawiedli i przedłożyli swoje
problemy nad twoje?</p>

<p>Cóż, Ron czasami
obrażał się na niego bez powodu, a Hermiona była zbyt
zasadnicza, ale w końcu zawsze i tak... szli tam, gdzie on,
narażając nawet własne życie.</p>

<p>Pokręcił głową.</p>

<p>- W takim razie czy nadal
uważasz, że jeżeli nie pójdziesz z nimi do Hogsmeade, to
będą się "świetnie bawić", a nie
będą się zamartwiać, dlaczego nie chciałeś z nimi
pójść i co się z tobą dzieje?</p>

<p>Harry zamyślił się. Teraz,
kiedy spojrzał na to od tej strony, to może rzeczywiście...</p>

<p>- I czy nie uważasz, że
jeżeli w końcu odnaleźli coś, co można nazwać
"szczęściem" i mają je tylko dla siebie, to byłby
to szczyt samolubstwa, gdybyś chciał im je odebrać, bo nie
czujesz się z tym komfortowo? Pomimo że, jak powiedziałeś,
oni traktują cię dokładnie tak samo, jak wcześniej i
absolutnie nic się w ich "uczuciach" względem ciebie nie
zmieniło? Dlaczego więc miałoby się zmienić twoje
podejście do nich?</p>

<p>Harry miał wrażenie, jakby
coś bardzo mocno ścisnęło jego żołądek. Do
serca i płuc napłynęły mu wyrzuty sumienia. Zagryzł
wargę, czując do siebie odrazę.</p>

<p>Jak mógł być takim
egoistą? Jak mógł myśleć, że oni...?</p>

<p>- Masz rację -
mruknął. Odetchnął głęboko i spojrzał na
przyglądającego mu się uważnie mężczyznę.
Wdzięczność, która popłynęła mu przez
żyły, była zbyt duża, aby mógł to zignorować. W
kilku krokach znalazł się przy nim i już wtulał twarz w
chłodną, szorstką szatę na piersi mężczyzny,
czując oplatające go ramiona.</p>

<p>- Dziękuję -
szepnął. - I wiesz co?</p>

<p>- Hmm? - Usłyszał nad
sobą.</p>

<p>- To wszystko twoja wina, że nie
zobaczymy się w sobotę.</p>

<p>- Och, jakoś to
przeżyję, Potter. W końcu zawsze jest jeszcze niedziela.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Harry wszedł o
dziesiątej wieczorem do Pokoju Wspólnego, większość uczniów
siedziała zasępiona w kątach, usiłując odrobić
sterty zadań domowych. Wyglądało na to, że nauczyciele
próbują nadrobić zaległości w gnębieniu nimi uczniów,
które powstały z powodu przerwy świątecznej. Harry
dostrzegł Rona i Hermionę nie przy kominku, jak zwykle, ale przy
jednym ze stołów pod oknem. Obłożeni książkami i
zajęci sobą, w ogóle nie zauważyli jego wejścia.
Podszedł bliżej i odchrząknął, a wtedy odskoczyli od
siebie tak nagle, jakby to, co robili, było czymś zakazanym.</p>

<p>Harry poczuł pełzające
wzdłuż gardła wyrzuty sumienia. Zanim jednak zdążyli
go o cokolwiek zapytać, wypalił pierwszy:</p>

<p>- Ja... chciałem wam
powiedzieć, że bardzo się cieszę, że jesteście,
no... razem. To znaczy... - Zarówno Ron, jak i Hermiona wpatrywali się w
niego szeroko otwartymi oczami. Harry odetchnął. - Jesteście
moimi przyjaciółmi i chcę... chcę, żeby pomiędzy nami
było wszystko w porządku, a jeżeli jesteście ze sobą
szczęśliwi, to.. akceptuję to. Naprawdę.</p>

<p>Kiedy skończył, nie
zdążył nawet zaczerpnąć tchu, ponieważ Hermiona
zerwała się z krzesła i rzuciła mu się na szyję z
cichym okrzykiem:</p>

<p>- Och, Harry!</p>

<p>Zrobiło mu się głupio.
Zerknął szybko na Rona, ale przyjaciel tylko uśmiechał
się szeroko.</p>

<p>Cóż... naprawdę nie
sądził, że jego zdanie ma dla nich aż tak duże
znaczenie i że sprawi im tym wyznaniem aż taką radość.</p>

<p>- Czasami zachowujesz się jak
skończony kretyn - mruknął tylko Ron, kiedy Hermiona w
końcu wypuściła Harry'ego z objęć.</p>

<p>- Nie, chyba raczej nim jestem -
odparł Harry, uśmiechając się.</p>

<p>- Chcesz odrobić z nami lekcje?
- zapytała Hermiona. - Przynieśliśmy twoje notatki i Ron nawet
próbował zacząć pisać twoje wypracowanie z Historii Magii,
ale w porę go powstrzymałam.</p>

<p>- Dzięki. A ja wpadłem po
drodze do biblioteki i wypożyczyłem trochę książek,
które nam się przydadzą na Eliksirach.</p>

<p>Hermiona zaklaskała.</p>

<p>- Fantastycznie, Harry! Pokaż!
Może jeszcze ich nie czytałam.</p>

<p>Siedzący za nią Ron
przewrócił oczami i Harry roześmiał się. Czuł się
tak, jakby z jego serca spadł ogromny, przygniatający je
ciężar i nareszcie mógł odetchnąć. Wszystko znowu
było jak dawniej.</p>

<p>*</p>

<p>Harry'emu udało się jeszcze
tego samego dnia złapać Ginny i poprosić ją o to, aby
zaprowadziła go do Grega, ponieważ ma do niego ważną
sprawę. Spotkał się z nim sam na sam w czwartek po obiedzie i
wyjaśnił dokładnie, na czym polega problem. Nie chciał
mieszać w to siostry Rona, ponieważ podejrzewał, że
próbowałaby bronić Anastassy i tłumaczyć, że to nie
jej wina, że się zakochała i że Harry przesadza. Ale
dziewczyny nie rozumiały pewnych spraw. Gregory obiecał, że
spróbuje wytłumaczyć swojej siostrze, że nie powinna się
tak zachowywać i przeprosił za nią. Nie obiecał, że
coś to da, ale powiedział, że zrobi, co w jego mocy. A Harry
miał szczerą nadzieję, że to wystarczy.</p>

<p>To było naprawdę miłe,
że Snape był o niego tak zazdrosny, ale czasami trochę
przesadzał, a Harry nie chciał mieć tej smarkuli na sumieniu,
jeżeli Severus w końcu naprawdę się wkurzy i wyrzuci
ją ze swoich zajęć pod jakimś błahym pretekstem albo
zacznie utrudniać jej życie swoją podłością. A
Harry wiedział, że byłby do tego zdolny.</p>

<p>***</p>

<p>W piątek znowu to się
wydarzyło.</p>

<p>Harry siedział nad mapą,
wpatrując się w dwie poruszające się po Hogwarcie kropki i
zaciskając zęby z bezsilnej złości. Nott i Snape wyszli z
zamku i ruszyli przez błonia.</p>

<p>No bez przesady, chyba nawet
spotkania Śmierciożerców nie odbywają się tak często!
Tu musi chodzić o coś innego i on już dowie się o co!</p>

<p>Kiedy dzisiaj podczas Eliksirów
przyglądał się Nottowi, nie zauważył w jego zachowaniu
nic szczególnego, poza tym, że wydawał się być nieco
zmęczony i drażliwy. Za to żółć w
żołądku Harry'ego niemal się zagotowała, kiedy
Severus, pochylając się nad kociołkiem Ślizgona,
zacisnął dłoń na jego ramieniu.</p>

<p>Nie chodziło o to, że nie
ufał Severusowi, ale to było oczywiste, że nie chodzi o
żadne korepetycje. A skoro Snape chciał, aby Harry mu ufał, to
on również powinien mu zaufać i powiedzieć prawdę!</p>

<p>A jeżeli już chodzi o
zaufanie, to Harry niemal roześmiał się, kiedy Mistrz Eliksirów
oddał im testy i okazało się, że kły utopca były
prawidłową odpowiedzią. Długie spojrzenie, które
posłał mu Severus, podając mu jego test, a w którym Harry
dostrzegł ukrywany podziw, mówiło wszystko. Ale w końcu to było
jasne, że Severus prędzej by się udusił, niż
podał mu prawidłową odpowiedź, i Harry mógł być z
siebie dumny, że nie dał się wyprowadzić w pole.</p>

<p>Ułożył się na
brzuchu i podpierając twarz rękami, wpatrywał się w
leżącą na poduszce mapę tak długo, aż niemal
zasnął. Nott i Snape wciąż nie wracali. Nie miał
pojęcia, ile czasu minęło, ponieważ zdarzało mu
się na chwilę przysypiać, ale w końcu ich dostrzegł.
Wracali do zamku przez błonia. Jego serce podskoczyło ze
zdenerwowania.</p>

<p>O nie! Tym razem nie przepuści
takiej szansy! Musi się dowiedzieć prawdy!</p>

<p>Zerwał się z
łóżka, złapał Mapę Huncwotów, zarzucił na siebie
pelerynę niewidkę i bezszelestnie wymknął się z
dormitorium, starając się nie obudzić pochrapującego Rona i
pojękującego przez sen Neville'a.</p>

<p>Wydostanie się z Pokoju
Wspólnego nie było trudne, problemy zaczęły się dopiero,
kiedy mijał trzecie piętro, ponieważ przyczepiła się
do niego Pani Norris i musiał nadłożyć trochę drogi,
aby ją zgubić. Zatrzymał się za jakąś
zbroją, aby zerknąć na mapę. Nott i Snape byli już
prawie w lochach. Musi się pospieszyć!</p>

<p>Zbiegł kilka ostatnich
pięter i skierował się do lochów. Szedł na palcach, aby
poruszać się jak najciszej. I kiedy mijał kolejny zakręt,
dostrzegł ich. Dwie wysokie, ciemne sylwetki, sunące przez
pogrążony w ciemności korytarz. Szli bardzo szybko, tak szybko,
że Harry miał problem z nadążeniem za nimi i co jakiś
czas musiał podbiegać. Kiedy znaleźli się przed gabinetem
Mistrza Eliksirów, rozdzielili się.</p>

<p>Harry odetchnął z
ulgą, kiedy zobaczył, że Nott nie ma zamiaru wchodzić do
komnat Severusa, tylko skierował się prosto do swojego dormitorium.
Odczekał chwilę, aż Snape zniknie za drzwiami swojego gabinetu,
a Ślizgon zniknie za zakrętem korytarza, po czym podszedł do
drzwi i zatrzymał się z wyciągniętą w ich stronę
ręką. Każdy jego krok i ruch były zdecydowane, ale nie potrafił
pozbyć się wibrującego w żyłach zdenerwowania. W
końcu pamiętał, jak zazwyczaj kończyły się takie
niezapowiedziane wizyty u Severusa. Zdecydowanie niezbyt miło.</p>

<p>Ale był tutaj i musiał
coś zrobić. To zaszło już za daleko. Za pierwszym razem
mógł jeszcze odpuścić, ale tym razem nie zamierzał tego
zrobić. Czuł, jak wszystko w nim drży z gniewu, a w
żołądku zagnieździło się coś bardzo
ruchliwego i wyjątkowo ciężkiego. Zacisnął zęby i
zdecydował. Otworzył drzwi dotknięciem, jednocześnie
zsuwając z siebie pelerynę.</p>

<p>Nie bał się reakcji
Severusa, kiedy mężczyzna go tu zobaczy. Nie. Buzująca w nim
złość i zdeterminowanie, aby poznać prawdę, były
silniejsze i kierowały nim, nie pozwalając mu zatrzymać się
na dłuższą chwilę i pomyśleć o tym, co robi.
Chciał tylko dowiedzieć się prawdy. Tylko to się
liczyło.</p>

<p>Dlatego też, kiedy
ciężkie, drewniane skrzydło uchyliło się z cichym
skrzypieniem, a stojący przy półkach Severus odwrócił się
błyskawicznie, sięgając po różdżkę i celując
nią w Harry'ego, chłopak nawet nie zadrżał, a jedynie
zamknął za sobą drzwi i powiedział bardzo spokojnie:</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna patrzył na
niego tak, jakby widział go po raz pierwszy w życiu. Zaskoczenie
malujące się od pierwszych sekund na jego twarzy, powoli
zaczęło przeobrażać się w gniew.</p>

<p>- Co ty tutaj robisz, Potter? -
warknął, opuszczając różdżkę i chowając
ją do kieszeni szaty. I dopiero wtedy Harry to dostrzegł.
Materiał na lewym ramieniu mężczyzny był niemal całkowicie
rozdarty, a na odsłoniętej skórze widniała długa,
krwawiąca szrama złożona z rzędu równych, mniejszych ranek,
wyglądających tak, jakby coś zagłębiło w
ręce swoje długie, ostre kły.</p>

<p>I wtedy, zupełnie nagle oczy
Harry'ego rozszerzyły się, kiedy napłynęło
zrozumienie, a elementy układanki powskakiwały na swoje miejsca.</p>

<p>Przypomniał sobie słowa
Hagrida, o mordowanych w lesie zwierzakach, o tym, że napastnik przybywa
drogami, które znają tylko nauczyciele, o tym, że prawdopodobnie jest
to element szkolenia na Śmierciożercę, przypomniał sobie
długie kły Krakwatów i w jednym momencie wszystko stało się
jasne.</p>

<p>- To ty - powiedział z
niedowierzaniem. - To ty i Nott... Szkolisz go w Zakazanym Lesie...</p>

<p>- To nie twoja sprawa, Potter -
syknął Severus, odwracając się ponownie do półek i
zawzięcie czegoś na nich szukając.</p>

<p>- Jak to nie moja?
Słyszałem, co się tam wyprawia! Uczysz go czarnomagicznych
zaklęć... - Harry nie potrafił zapanować nad drżeniem
głosu i poczuciem zdrady, które zalęgło mu się w
żołądku. Nie potrafił się zdecydować, co powinien
odczuwać. Ulgę, że to jednak nie to, co myślał, czy
raczej gorycz, że Severus ukrywał przed nim coś takiego? Ale
bardzo szybko na pierwszy plan wysunęło się zupełnie inne
uczucie. Trujące i jadowite. I Harry nie potrafił powstrzymać
żalu w swoim głosie, kiedy wycedził przez zaciśnięte
zęby: - Uczysz jego... a nie mnie?</p>

<p>Snape przerwał poszukiwania i
spojrzał na niego ze zdumieniem. Nie wyglądał zbyt dobrze. Jego
twarz była wyjątkowo blada i zdawało się, że
każdy ruch sprawia mu coraz większy wysiłek. Ale Harry był
w takim stanie, że prawie tego nie dostrzegał.</p>

<p>- Powiedziałeś, że nie
będziesz uczył uczniów Czarnej Magii pod nosem Dumbledore'a! -
wypalił, przypominając sobie słowa mężczyzny. -
Pamiętam! A teraz to robisz! - Harry zaciskał pięści,
próbując się uspokoić. Już nawet nie chodziło o to, co
Nott i Snape robili w tym lesie. Chodziło o to, że... że...</p>

<p>- Dumbledore o tym wie -
wycedził Snape, wbijając płonące złością
spojrzenie w Harry'ego. - A ty nie wścibiaj nosa w sprawy, o których nie
masz pojęcia. - Po tych słowach skrzywił się z bólu i
złapał za lewe ramię. Wydawało się, że krew
sączyła się coraz mocniej.</p>

<p>Te rewelacje były
wstrząsające. Harry stał jak rażony piorunem, nie
będąc w stanie wydusić z siebie słowa i obserwował,
jak Snape ponownie zaczyna przeglądać półki. Kręciło
mu się w głowie. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim
myśleć. Jak to "Dumbledore o tym wie"? Dlaczego na to
pozwala? Nie miał pojęcia, co zrobić. Miał wrażenie,
że głowa mu zaraz eksploduje od natłoku myśli i emocji,
których nie potrafił ze sobą pogodzić.</p>

<p>Otrząsnął się
dopiero, kiedy Severus odwrócił się do niego z małą
buteleczką w dłoni. Jego twarz pokryta była potem.
Wyglądało na to, że z każdą minutą jest z nim
coraz gorzej. I dopiero wtedy do Harry'ego dotarła powaga całej
sytuacji.</p>

<p>Krakwaty! Do cholery, one
przecież były jadowite!</p>

<p>W jednym momencie zapomniał o
wszystkim. O żalu, gniewie, pytaniach, które cisnęły mu się
na usta i goryczy, która ściskała gardło. Wszystko nagle
rozwiało się, przygniecione czymś o wiele potężniejszym
i głębszym, czymś, co owinęło wokół jego serca
swoje lodowate szpony. Strachem.</p>

<p>Pobiegł za Severusem, który
skierował się do salonu i opadł bezwładnie na fotel przy
wygaszonym teraz kominku. Twarz mężczyzny wykrzywiał ból i
wydawało się, że z każdą chwilą ten ból staje
się coraz gorszy. Po skórze płynęły krople potu, a usta
zaciskały się tak mocno, iż stały się niemal
białe.</p>

<p>Severus odkręcił
butelkę i już miał przyłożyć ją do ust,
kiedy coś w głowie Harry'ego zaskoczyło.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał,
wskazując na flakonik.</p>

<p>- Potter... - Severus odezwał
się zachrypniętym z bólu głosem - ...nie uważasz, że
to nie jest najlepszy moment na naukę Eliksirów?</p>

<p>Harry przypadł do niego,
drżąc na całym ciele.</p>

<p>Severus mógł umrzeć!
Dopiero teraz to do niego dotarło! Krakwaty zaatakowały kiedyś
nawet Hagrida i niemal skończyło się to tragicznie, a
przecież Hagrid był pół-olbrzymem i miał o wiele
lepszą odporność niż ludzie!</p>

<p>- Powiedz mi tylko, co to jest!
Muszę wiedzieć!</p>

<p>v - Wywar ze skrzeku żaberta.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. Krew w jego żyłach buzowała z zawrotną
prędkością.</p>

<p>- To nie zadziała! - niemal
krzyknął, a mężczyzna spojrzał na niego z
zaskoczeniem. Harry odwrócił się i rozejrzał po pomieszczeniu.
Strzępki rozmowy odbytej kiedyś z Hagridem docierały do niego
jak zza mgły, usiłując przebić się przez szum w uszach
i walące w piersi serce.</p>

<p>Co to było? Jak się
nazywało? Coś od jeża... Igły... przypomnij sobie!
Przypomnij!</p>

<p>Przycisnął dłonie do
głowy i zacisnął oczy.</p>

<p>- Igły... igły szpiczaka!
Tak! To jest to! Severusie! - Odwrócił się gwałtownie do na
wpół leżącego w fotelu mężczyzny. - Potrzebuję
igieł szpiczaka!</p>

<p>- O czym ty bredzisz, chłopcze?
- Każde słowo Snape'a było coraz cichsze i powolniejsze. - Nie
zapominaj... że to ja jestem Mistrzem Eliksirów. Doskonale potrafię
sam sobie poradzić. A ty... czy nie powinieneś być teraz w swoim
dormitorium? - Po tych słowach ponownie przyłożył flakonik
do ust, ale Harry jednym ruchem wytrącił mu go z ręki. Butelka
upadła na podłogę. - Co ty wyprawiasz, do cholery? - wycedził
Severus, ale nie było w tych słowach zwyczajowej mocy.</p>

<p>Harry nie wiedział, co
wyprawiał. Wiedział tylko, że za wszelką cenę musi go
uratować, nawet jeżeli Severus miałby go za to znienawidzić
do końca życia.</p>

<p>- Ty nie wiesz... Skrzek żaberta
nie zadziała. Hagrid mi powiedział. Pomagałem mu z Krakwatami.
Wiem. Igły szpiczaka. Tylko one mogą pomóc! Nie ma czasu, powiedz mi,
gdzie one są! Szybko! - Widząc, że mężczyzna
przygląda mu się z powątpiewaniem, dodał niemal
histerycznie: - Proszę, Severusie, zaufaj mi!</p>

<p>Severus oddychał
ciężko i wyglądało na to, że ma coraz większe
trudności z mówieniem. Włosy przykleiły mu się do
czoła. Krew z rany zrobiła się niemal czarna i gęsta niczym
śluz. Mężczyzna uniósł powoli prawą dłoń i
wskazał na otwarte drzwi do gabinetu.</p>

<p>- W lewym rogu. Górna półka.</p>

<p>Harry wypadł z salonu i
pobiegł do gabinetu. Zgarnął po drodze moździerz i
tłuczek leżące obok kilku mosiężnych wag na jednej z
półek i po krótkich poszukiwaniach odnalazł fiolkę z długimi
na około dziesięć centymetrów, połyskującymi lekko
igłami. Złapał ją, odkorkował i wsypał igły
do moździerza, po czym zaczął rozcierać je z taką
siłą, iż miał wrażenie, że w najbliższym
czasie nie będzie mógł używać prawej ręki. Powoli, nie
przestając ugniatać igieł, powrócił do salonu i opadł
na kolana obok Severusa. Igły już puściły sok i im
dłużej je ucierał, tym stawały się bardziej wiotkie i
zaczęły się rozpadać. Co jakiś czas zerkał z
niepokojem na Severusa, który miał coraz większe problemy z
oddychaniem. Jego zamknięte powieki drżały lekko, a
wpółotwarte usta z trudem łapały powietrze. W płucach mu
rzęziło, a z rany zaczęło wyciekać coś zielonego.
Twarz była jeszcze bledsza niż zwykle, pomimo płynących po
niej kropli potu.</p>

<p>Musi się pospieszyć! Musi!
Inaczej Severus... inaczej on...</p>

<p>Włożył jeszcze
więcej siły w ucieranie, jego prawa dłoń drżała
od wysiłku, wzdłuż całego ramienia płynęły
bolesne skurcze, nadwyrężone mięśnie odmawiały
współpracy.</p>

<p>Jest! Ostatnia igła
rozpadła się i zmieszała z sokiem, tworząc gęstą,
połyskującą na brązowo i zielono papkę. Harry
nabrał jej palcami i trzęsącą się dłonią
ostrożnie nałożył na ranę. Severus syknął i
poderwał ramię, ale nie cofnął go. Harry
przełknął ślinę i wziął kolejną
porcję, którą najdelikatniej jak potrafił, zaczął
wsmarowywać w ranę. Starał się zrobić to jak
najdokładniej, aby gęsta maź zasklepiła wszystkie szczeliny
pozostawione przez kły. W momencie, kiedy zielonkawa krew stykała
się z maścią, zaczynała syczeć i parować, jakby
była wypalana. Harry wyskrobał resztę i wklepał ją w
ranę, tworząc powoli zasychającą, grubą skorupę.
Odłożył moździerz na podłogę, łagodnie
ujął dłoń zranionej ręki Severusa i
położył głowę na kolanach mężczyzny,
wpatrując się w jego twarz i czekając.</p>

<p>...</p>

<p>...</p>

<p>Nic!</p>

<p>Żadnej reakcji!</p>

<p>Harry jeszcze nigdy w całym
swoim życiu tak strasznie się nie bał. Wiedział, że
musi być tak samo blady jak siedzący przed nim mężczyzna.
Ręka drżała mu tak bardzo, że jej wibracje odczuwał w
całym ciele, tak jakby cierpiał na chorobę Parkinsona.</p>

<p>Błagam, błagam, zrobię
wszystko...</p>

<p>Jeszcze nigdy z taką pasją
nie prosił wszystkich otaczających go dobrych duchów o pomoc.</p>

<p>I kiedy panika już prawie nim
zawładnęła i zaczęło brakować mu powietrza, wtedy
to dostrzegł...</p>

<p>Na twarzy Severusa, zamiast
cierpienia, pojawiła się... ulga, zmarszczki wygładziły
się, a z ust wydobyło się ciche westchnienie. Tak, jakby ból
powoli odpływał. Biała jak papier twarz zaczęła
nabierać kolorów, oddech stawał się coraz głębszy i
regularniejszy, napięte ciało rozluźniało się.</p>

<p>Harry poderwał głowę i
szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w oblicze Severusa.
Mężczyzna powoli uniósł powieki. W zamglonych, czarnych oczach
pojawiło się światło.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech, kiedy
ciemne spojrzenie spoczęło na nim. Otworzył usta, ale miał
tak dużą gulę w gardle, że nie mógł wypowiedzieć
słowa. Jego serce wciąż waliło jak oszalałe i nie
mogło się uspokoić. Ścisnął dłoń
Severusa i z trudem przełknął ślinę.</p>

<p>- Boli cię coś? -
zapytał cicho. Severus pokręcił głową. Harry
poczuł, jak po jego skórze spływa chłodna ulga,
wypłukując kąsający mu wnętrzności strach.</p>

<p>Udało się. Naprawdę
się udało!</p>

<p>Dziękuje, dziękuję!</p>

<p>- Nawet nie wiesz, jak bardzo
się bałem, że... - zająknął się i
przeniósł wzrok na ranę. Maść wsiąknęła w
skórę, a wysuszone fragmenty zamieniły się w pył i
opadły na podłogę. Przesunął się bliżej,
ściskając bezwładną dłoń jeszcze mocniej.
Pochylił się i złożył na niej pocałunek. Potem
następny. I następny. - Nie chcę już nigdy więcej tak
się o ciebie bać. To było straszne...</p>

<p>Severus żył. Wszystko
było już dobrze. Uratował go.</p>

<p>- Tak się cieszę -
mruczał, pomiędzy pocałunkami. - Nie wiem, co bym zrobił,
gdybym cię stracił. Nie mogę... nie mogę... Proszę,
uważaj następnym razem. Opiekowałem się Krakwatami z
Hagridem i wiem, co one potrafią. Proszę, posłuchaj mnie ten
jeden jedyny raz. Jeżeli już musisz tam chodzić, to zawsze
zabieraj ze sobą esencję macierzanki. One nienawidzą jej
zapachu. Będą się trzymały od ciebie z daleka i nigdy
już... nie zrobią ci krzywdy. Nie chcę się całymi
nocami zamartwiać, że cię zaatakują. A jeżeli coś
się stanie, to wyślij mi wiadomość przez kamień.
Obiecaj mi, że to zrobisz! Severusie? - Spojrzał w górę,
uderzony milczeniem mężczyzny.</p>

<p>Severus patrzył na niego tak,
jakby Harry mówił w innym języku. Wyglądał na nieco
oszołomionego i Harry pomyślał, że może jeszcze nie do
końca doszedł do siebie. Na jego twarzy malowało się
zaskoczenie i konsternacja.</p>

<p>Po chwili uniósł prawą
rękę i, nie odrywając tego dziwnego spojrzenia od Harry'ego,
dotknął jego policzka i pogładził go.</p>

<p>- Nie musisz się o mnie...
martwić - wyszeptał nieco zachrypniętym głosem i Harry
miał wrażenie, że ostatnie słowo wymówił w taki
sposób, jakby nigdy wcześniej go nie używał. A przynajmniej nie
w stosunku do siebie. - Nic mi nie będzie.</p>

<p>- Jasne, że muszę -
odparł Harry, pozwalając, by jego usta rozciągnęły
się w łagodnym uśmiechu. - I nawet mnie nie proś o to, abym
tego nie robił, bo to tak, jakbyś kazał mi przestać
oddychać. Posłuchaj... jeżeli ktoś lub coś zrani
ciebie to... tak jakby zranił mnie. Nie umiem tego wytłumaczyć.
Ale ja też to odczuwam. Jesteś dla mnie wszystkim i nie mogę
znieść myśli, że...że... no wiesz, o co mi chodzi?</p>

<p>Ale po twarzy Severusa nie widać
było, że wiedział, o czym mówi Harry. Wciąż
przyglądał mu się tym samym, oszołomionym wzrokiem, choć
Harry mógł dostrzec na jego obliczu pewnego rodzaju zakłopotanie. I
chłopak pomyślał, że chyba najwyższa pora się
przymknąć.</p>

<p>- Jeszcze tylko... obiecaj, że
zrobisz tak, jak mówiłem, i będziesz na siebie uważał.
Obiecaj mi. - Sam był zaskoczony desperacją w swoim głosie.</p>

<p>Mężczyzna wciąż
mu się przyglądał, nie przestając głaskać jego
policzka, jakby robił to zupełnie nieświadomie.</p>

<p>- Obiecuję - odezwał
się w końcu cichym, głębokim głosem i Harry
uśmiechnął się szeroko. Miał wrażenie, że
serce zaraz wyfrunie mu z piersi z radości.</p>

<p>Naprawdę wszystko było
już dobrze! Naprawdę!</p>

<p>Podniósł prawą
rękę, aby dotknąć dłoni Snape'a, gładzącej
jego twarz, ale skrzywił się z bólu, kiedy spróbował to
zrobić. Coś stało się z jego palcami. Nie mógł nimi
poruszyć. Wciąż były zgięte, jakby nadal trzymał
w nich tłuczek, którym rozcierał igły.</p>

<p>Ręka Severusa zsunęła
się z jego policzka i spoczęła na uniesionej dłoni.</p>

<p>- Przepraszam, nie mogę
rozprostować palców - powiedział cicho, starając się, aby
zabrzmiało to beztrosko, chociaż wciąż czuł
kłujący ból w nadwyrężonych mięśniach. - Chyba
trochę przesadziłem...</p>

<p>Dłoń mężczyzny
owinęła się wokół zgiętych palców Harry'ego i
poprowadziła je prosto do rozchylonych warg, które złożyły
na nich ciepły pocałunek.</p>

<p>Chłopak wpatrywał się
szeroko otwartymi oczami, jak Severus przyciska usta do jego dłoni.
Wyglądał, jakby nie zamierzał jej wypuścić i Harry
poczuł, jak jego serce niemal się roztapia i spływa na
podłogę, rozgrzewając po drodze wszystkie partie ciała.</p>

<p>Przytulił policzek do zranionej
ręki Severusa i zamknął oczy.</p>

<p>- Potter - usłyszał cichy
głos tuż nad sobą, kiedy ciepłe usta oderwały się
od jego dłoni, ale jej nie puściły. Czuł, jak gorący
oddech łaskocze mu zdrętwiałe palce. - Powinieneś
już...</p>

<p>- Wiem - przerwał mu Harry, nie
otwierając oczu i nie przestając tulić się do zranionej
dłoni. - Już idę. Już za chwilę...</p>

<p>Jeszcze tylko moment i sobie pójdzie.
Naprawdę. Jeszcze tylko chwila.</p>

<p>Cienkie wargi ponownie przywarły
do jego dłoni.</p>

<p>No, może... dłużej
niż chwila.</p>

<p>* "All I ask of you" by
Sarah Brightman &amp; Josh Groban</p>

<p><strong>--- rozdział 46 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>46. All because of tie</strong></p>

<p>It's the rage that took over it
controls you both</p>

<p>But your temper's just as bad as mine
is</p>

<p>You're the same as me</p>

<p>But when it comes to love you're just
as blinded</p>

<p>Maybe our relationship isn't as crazy
as it seems</p>

<p>Maybe that's what happens</p>

<p>When a tornado meets a volcano</p>

<p>You're in each other's face spewing
venomv And these words when you spit 'em</p>

<p>You push, pull each other's hair</p>

<p>Scratch, claw, bit 'em</p>

<p>Throw 'em down, pin 'em</p>

<p>So lost in the moments when you're in
'em</p>

<p>Just gonna stand there and watch me
burn</p>

<p>But that's alright because I like the
way it hurts*</p>

<p>Mijały kolejne tygodnie.
Zalegający na otaczających Hogwart wzgórzach biały puch nie
poddawał się i nie topniał. Wręcz przeciwnie. Styczeń
przyniósł ze sobą trzaskające mrozy, pomimo iż pogoda
była naprawdę piękna. Śnieg iskrzył się w
promieniach wiszącego nisko nad horyzontem słońca, a
błękit nieba odbijał się w tafli zamarzniętego
jeziora. Czasami w skutym lodem akwenie pojawiły się przeręble,
wybite przez Wielką Kałamarnicę, której macki na tle
śnieżnobiałego krajobrazu były doskonale widoczne nawet z
bardzo daleka.</p>

<p>Zdarzało się, że Harry
widział je z okna swojego dormitorium. Widział również
patrolującego skraj Zakazanego Lasu Hagrida ze swoim wiernym brytanem
Kłem, biegnącym przy jego nodze. Zawsze wtedy zastanawiał
się również, czy Hagrid natrafił w śniegu na jakiekolwiek
ślady pozostawione przez dwie pary stóp. Ale podejrzewał, że
Severus skrupulatnie je usuwał.</p>

<p>Kilka razy starał się
powrócić do tamtego wydarzenia, ale Mistrz Eliksirów zawsze ucinał
temat, co niezmiernie Harry'ego denerwowało i mieli już o to
parę kłótni. Ale wrodzona ciekawość, nieustępliwość
i pragnienie, aby wydobyć prawdę za wszelką cenę,
choćby była najgłębiej zakopana, doprowadziły do tego,
że udało mu się wyciągnąć od mężczyzny
kilka informacji.</p>

<p>To prawda, że szkolił Notta
na Śmierciożercę. To prawda, że robił to w Zakazanym
Lesie, gdzie uczył go czarnomagicznych klątw. To prawda, że
Dumbledore zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież dla
wiarygodności Severusa jako szpiega musiał na to zezwolić, ale
wcale a wcale nie był tym zachwycony. Harry wiedział o tym wszystkim,
ale wciąż odczuwał uścisk w żołądku za
każdym razem, kiedy widział dwie kropki sunące nocą w
kierunku Zakazanego Lasu. Nie był to już jednak uścisk
zazdrości, jak na początku, tylko uścisk strachu. Co prawda
Snape dotrzymał obietnicy i nosił ze sobą wyciąg z macierzanki,
ale i tak nic nie mogło zapewnić Harry'ego, że pewnego dnia
Severusowi nie przydarzy się coś złego. Dobrą
wiadomością było jedynie to, że Mistrz Eliksirów
ograniczał te wyjścia do minimum, tłumacząc się
brakiem czasu. Najdziwniejsze było jednak to, że Severus wydawał
się być poważnie zirytowany tym, że Harry uratował mu
życie. A nawet stwierdził, że "całe to
przedstawienie" było kompletnie niepotrzebne, ponieważ gdyby
naprawdę było z nim źle, to udałby się do
Dumbledore'a, ale Harry wiedział, że wcale by tego nie zrobił.
Był na to zbyt dumny.</p>

<p>Przez pierwsze trzy dni po tym
wydarzeniu Snape był dla niego wyjątkowo chłodny, jakby
miał do Harry'ego pretensje, ale zdarzały się takie momenty,
kiedy patrzył na Harry'ego... inaczej. Chłopak nie był
głupi i nie oczekiwał żadnej wdzięczności,
zresztą Snape mu już tyle razy uratował życie, że
absolutnie nie miał wobec niego żadnego długu
wdzięczności. To raczej Harry miał jeszcze kilka rat do
spłacenia.</p>

<p>Często rozmawiali. Harry
starał się unikać tematów związanych ze swoim ojcem,
Syriuszem albo Lupinem, ale nie potrafił powstrzymać się od
pytań o Voldemorta i o to, dlaczego właściwie Severus do niego
dołączył, ale nigdy nie udało mu się uzyskać
odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała, ponieważ Snape od razu
zbaczał z tematu.</p>

<p>Harry był bardziej otwarty.
Opowiedział Severusowi o dzieciństwie spędzonym u Dursleyów; o
tym, jak dowiedział się, że jest czarodziejem; o tym, jak na
pierwszym roku podejrzewał Severusa o to, że chce zdobyć
kamień filozoficzny (co mężczyzna skwitował pogardliwym
prychnięciem); o tym, jak dowiedział się o Komnacie Tajemnic.
Rozważnie nie przyznał się do tego, że to Hermiona
ukradła mu skórkę boomslanga i muchy siatkoskrzydłe na drugim
roku, a na czwartym Zgredek podwędził z jego zapasów skrzeloziele,
ale uznał, że powinien powiedzieć o tym, że to on i
Hermiona uwolnili Syriusza na trzecim roku. Awantura, która po tym
wybuchła, była nie do opisania, a na następnej lekcji Snape nie
omieszkał odjąć Hermionie dwudziestu punktów za perfekcyjnie
uwarzony eliksir, a Harry'emu trzydziestu za "oszukiwanie i
podstępy", ponieważ jego eliksir "był zbyt dobry, aby
mógł go uwarzyć sam!". W świetle tych wydarzeń Harry
uznał za rozsądne nie wspominać o tym, że naprawdę
ugrzązł na schodach wtedy, gdy Severus w piżamie
błądził po stopniach, przekonując Moody'ego, że
"tutaj gdzieś jest Potter! Potter w swojej pelerynie niewidce!"
oraz, że na trzecim roku jego głowa naprawdę przebywała w
Hogsmeade bez pozwolenia. Chociaż podejrzewał, że Severus i tak
pewnie domyśla się prawdy. Ale to przecież nie była jego
wina, że ciągle wpadał w kłopoty! To kłopoty
ciągle wpadały na niego.</p>

<p>Oczywiście, poza rozmowami,
Snape czasami pomagał Harry'emu w nauce i za każdym razem, kiedy to
robił, chłopak czuł w środku coś ciepłego i
niezwykle miłego. Zawsze marzył o kimś... starszym. Kimś
doświadczonym, do kogo mógłby się zawsze zwrócić w razie
jakichkolwiek problemów, nie czując się przy tym głupio. Przez
krótki czas kimś takim był Syriusz. Ale teraz, kiedy go
zabrakło...</p>

<p>To prawda, że Snape czasami nie
mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy na temat
jego wiedzy i umiejętności, ale Harry wiedział, że taki ma
charakter i już dawno przestał się nimi przejmować.</p>

<p>Raz, po jakimś wyjątkowo
intensywnym seksie, Harry zebrał się na odwagę i zapytał
Snape'a o hasło do jego komnat, żeby "mógł mu robić
niespodzianki". Ale mężczyzna stwierdził, że
niespodzianki najczęściej traktuje wyjątkowo bolesnymi urokami i
temat ugrzązł w martwym punkcie. Jednak Harry poprzysiągł
sobie, że kiedyś wyciągnie to od niego. Przecież co
było większym dowodem zaufania niż podarowanie komuś
hasła do swoich komnat?</p>

<p>Szkoła rozkręciła
się w pełni i Harry miał wrażenie, że z dnia na
dzień ma coraz więcej nauki. Uczył się i uczył, ale
nauki, zamiast ubywać, wciąż tylko przybywało, co wydawało
się niemożliwe. Pewnie to wina całej tej magii wiszącej w
powietrzu. Wypaczała rzeczywistość. Przynajmniej tę
związaną z pracami domowymi.</p>

<p>Wydawało się, że skoro
Ron i Hermiona oficjalnie zostali parą, to Hermiona powinna przychylniej
traktować swojego chłopaka i pomagać mu w lekcjach, ale ona
stała się jeszcze bardziej wymagająca, twierdząc że
"nie będzie chodziła z półgłówkiem". Tak
więc Ron i Harry czasami ślęczeli nad lekcjami do bardzo
późna, podczas gdy ona świergotała sobie w najlepsze z Ginny.
Ale Ron, z jakichś niezrozumiałych powodów, ograniczał się
jedynie do złorzeczenia pod nosem, a kiedy Hermiona prosiła, aby
powtórzył, tak głęboko zapadał się w fotelu, że
Harry widział jedynie czubek jego rudej czupryny i zaczerwienione uszy.</p>

<p>Oczywiście ich związek nie
przeszedł bez echa wśród pozostałych uczniów. Lavender Brown
stała się nagle wyjątkowo chłodna i wyniosła w
stosunku do Hermiony, Ernie McMillian przestał mówić Ronowi
"cześć" na korytarzu, a Ślizgoni mieli nowy temat do
żartów. Głównymi tematami ich głośnych rozmów prowadzonych
na korytarzach i w Wielkiej Sali były: "Czy Granger cytuje w
łóżku fragmenty z podręczników?", "Czy Weasley
zaczął już odkładać forsę na kolejną
gromadkę rozczochranych rudzielców?", "Czy ich dzieci
będą się nazywały Panna-Wiem-To-Wszystko i Weasley-Jest-Naszym-Królem?",
"Czy Potter czasami się do nich przyłącza?" i
"Czy Weasley nie boi się, że jego dzieci będą bardziej
podobne do Pottera, niż do niego?"</p>

<p>Ron zdawał się to
znosić nawet całkiem nieźle, dopóki pewnego dnia nie
podszedł do niego na korytarzu Zabini i nie zapytał, czy chce
zarobić trochę forsy. Na zdziwione spojrzenie Rona
oświadczył, że stawia wszystko, co ma, że Ron nie
widział nawet skrawka majtek Granger.</p>

<p>Tym razem Ron nie wytrzymał i
rzucił się na Ślizgona z pięściami, a Harry i Neville
ledwie go od niego odciągnęli. Na szczęście w pobliżu
nie było wtedy żadnego nauczyciela, ale Zabini, który
skończył z podbitym okiem, odgrażał się Ronowi,
że za to zapłaci.</p>

<p>Następnego dnia podczas obiadu,
kiedy Hermiona udała się już do biblioteki, Ron
odciągnął Harry'ego na bok i powiedział, że czuje
coś dziwnego i że coraz bardziej swędzi go skóra. Wszędzie.
Zanim skończył mówić, drapał się już tak
zawzięcie po rękach, klatce piersiowej, szyi i wszystkim, czego
był w stanie dosięgnąć, że zostawiał na skórze
biało-czerwone smugi.</p>

<p>Harry natychmiast domyślił
się, czyja to sprawka, i zaciągnął przyjaciela do pani
Pomfrey. Niestety pielęgniarka oświadczyła, że
maść na tego typu dolegliwości właśnie się skończyła
i może mu dać jedynie coś, co przejściowo złagodzi
objawy. I jeżeli chce, to może się udać do profesora
Snape'a, który zazwyczaj ma zapasowy słoik.</p>

<p>Ron oczywiście pospiesznie
oświadczył, że nie chce, pozwolił wlać w siebie
jakiś eliksir i, drapiąc się jeszcze od czasu do czasu w
niektórych miejscach, wyszedł ze skrzydła szpitalnego,
wymyślając po drodze tortury, jakim podda Zabiniego, jeżeli
tylko przestanie go wszystko tak cholernie swędzieć.</p>

<p>- Chodźmy do Snape'a -
odezwał się Harry w połowie drogi.</p>

<p>- ...a potem złapię go i
przywiążę do tego wielkiego słupa... CO?</p>

<p>- Do Snape'a. Po tę
maść. Przecież słyszałeś, co powiedziała
Pomfrey. Ten eliksir pomoże ci tylko na chwilę.</p>

<p>Ron spojrzał na Harry'ego tak,
jakby nagle wyrósł mu ogon. Rozdwojony na końcu.</p>

<p>- Zwariowałeś?
Myślisz, że ten nietoperz mi cokolwiek da? Prędzej mnie
wyśmieje i wywali na zbity pysk. I odbierze punkty za zakłócanie mu
spokoju.</p>

<p>Harry przewrócił oczami.</p>

<p>- On jest nauczycielem, Ron. Musi ci
pomóc.</p>

<p>- Ha ha. To miał być
dowcip, tak? Snape ma mi pomóc, tak? Ha ha. Bardzo śmieszne.</p>

<p>- Wolisz sobie zdrapać
skórę? - Harry nie dawał za wygraną. - No chodź.
Przecież cię nie zje. - Złapał go za rękaw i
zaczął ciągnąć w stronę lochów.</p>

<p>- Nigdzie nie idę. Zostaw mnie.
- Ron zatrzymał się nagle i wyszarpnął rękę.</p>

<p>Harry poczuł irytację.
Dlaczego ten głupek niczego nie rozumie? Przecież Snape jest...
Snape'em. No tak. Wrednym draniem, którego wszyscy nienawidzą. Czasami o
tym zapominał.</p>

<p>- Wolisz pokazać się
Hermionie w takim stanie?</p>

<p>To był cios poniżej pasa.
Ale skuteczny.</p>

<p>- N-no dobra. Ale zapytamy tylko raz.
Jak powie 'nie', to się zwijamy.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się i pociągnął przyjaciela po schodach w dół. Kiedy
znalazł się przed drzwiami do gabinetu Mistrza Eliksirów, w ostatniej
chwili powstrzymał się od dotknięcia ich dłonią, tak
jak zawsze to robił. Wypchnął Rona do przodu i kazał mu
zapukać. Rudzielec stuknął dwa razy w drewnianą
powierzchnię i po dwóch sekundach oświadczył:</p>

<p>- Cóż, chyba go nie ma.
Wracajmy.</p>

<p>Jednak widząc minę
Harry'ego, cofnął się i z westchnieniem zapukał ponownie,
tym razem głośniej. Po chwili usłyszeli kroki i drzwi
uchyliły się.</p>

<p>- Weasley? - W głosie Snape'a
zabrzmiało zaskoczenie i irytacja jednocześnie. Kiedy drzwi
uchyliły się bardziej, Severus dostrzegł stojącego za
plecami Rona Harry'ego. Jego czarne brwi zmarszczyły się. - Potter?
Czego chcecie? - warknął swoim najbardziej odpychającym tonem.</p>

<p>- Ee, to pomyłka -
mruknął cicho Ron i już miał odejść, kiedy Harry
złapał go za szatę i ustawił z powrotem na miejscu.</p>

<p>- Panie profesorze -
zaczął, widząc że Ron najwyraźniej prędzej
połknie własny język, niż odważy się Snape'a o
coś poprosić. - Uczniowie pańskiego domu wsypali coś Ronowi
do soku dyniowego i teraz wszystko go swędzi. Pani Pomfrey
powiedziała, że tylko pan ma na to maść.</p>

<p>Oczy Severusa zmrużyły
się.</p>

<p>- Och, cóż za tragedia -
powiedział z mściwym uśmiechem na cienkich wargach. - Niestety
pan Weasley będzie musiał wytrzymać, ponieważ tak się
składa, że właśnie zużyłem cały słoik.</p>

<p>- No to trudno - mruknął
Ron i znowu spróbował ucieczki, ale Harry po raz kolejny mu ją
udaremnił.</p>

<p>- Ale Ron naprawdę jej
potrzebuje - powiedział z naciskiem Harry, widząc wbijające
się w niego niczym skalpel źrenice. Spojrzał na
mężczyznę z wypisanym w oczach błaganiem,
bezgłośnie wypowiadając "proszę".</p>

<p>Snape skrzywił się i
zerknął na wpatrującego się we własne stopy i
drapiącego się po ramieniu Rona.</p>

<p>- Chociaż.... - zaczął
takim tonem, jakby każde wypowiedziane słowo musiał z siebie
wypluwać - ...może i zostało trochę. Zaczekajcie.</p>

<p>Po tych słowach odwrócił
się i zamknął im drzwi przed nosem. Harry szybko musiał
przybrać neutralny wyraz twarzy, kiedy Ron odwrócił się do niego
z szeroko otwartymi oczami i taką miną, jakby właśnie
dowiedział się, że został wybrany do narodowej
reprezentacji Quidditcha.</p>

<p>Jednak zanim zdążył
otworzyć usta i coś powiedzieć, w drzwiach ponownie pojawił
się Snape, wyciągając w jego stronę zakorkowany,
nietknięty słoik.</p>

<p>- Smaruj dwa razy dziennie -
wypluł z siebie z takim trudem, jakby każde słowo raniło mu
gardło. - A jeżeli coś zostanie, to zanieś do skrzydła
szpitalnego. I więcej nie zawracajcie mi głowy.</p>

<p>Zanim zamknął drzwi, Harry
obdarzył go jeszcze promiennym uśmiechem. Oczy Severusa
rozszerzyły się na moment, by po chwili zniknąć za
drewnianą powierzchnią drzwi.</p>

<p>Ron był w takim szoku, że
odezwał się dopiero wtedy, kiedy dotarli pod klasę
Zaklęć, stwierdzając że najwyraźniej Snape ma dzisiaj
Dzień Dobroci Dla Skrzatów Domowych.</p>

<p>Harry nie odpowiedział, ale
czuł wewnątrz siebie ogromną radość i
podejrzewał, że gdyby pozwolił jej zamienić się w
uśmiech, to odpadłby mu czubek głowy.</p>

<p>***</p>

<p>Seks.</p>

<p>Cóż, trudno ukryć, że
był on najważniejszy. Harry już dawno przestał liczyć,
ile razy w ciągu tygodnia go uprawiali. A czasami również w
ciągu dnia. W każdym miejscu, które się do tego nadawało. I
o każdej porze.</p>

<p>Obaj byli całkowicie
uzależnieni od seksu. Ale Harry'emu wydawało się, że Snape
jeszcze bardziej. Chociaż sam nie potrafił przestać
myśleć o seksie nawet podczas posiłków albo lekcji.
Dochodziło już do tego, że kiedy nie mógł się
spotkać z Severusem, to musiał sobie obciągnąć,
ponieważ miał wrażenie, że jeżeli tego nie zrobi, to
eksploduje.</p>

<p>Zresztą niekiedy
podejrzewał, że mężczyzna odczuwa jeszcze większą
potrzebę. Wystarczyło, że Harry dostawał jedną
krótką wiadomość Przyjdź! i od razu wiedział, w jakim
Snape jest stanie. Wiedział, że kiedy tylko przekroczy próg jego
komnat, natychmiast zostanie rzucony na podłogę albo
przyciśnięty do drzwi i tak zerżnięty, że
następnego dnia znowu będzie miał problemy z chodzeniem.</p>

<p>Kilka razy Snape czekał na niego
już z opuszczonymi spodniami i sterczącym sprężyście w
jego kierunku penisem, a Harry bez słowa opadał na kolana i
połykał go niemal w całości, czując na sobie wzrok
mężczyzny, przyglądającego mu się
błyszczącymi chorobliwie w ciemności oczami, tak jakby nigdy nie
miał dosyć i wciąż było mu mało...</p>

<p>Harry uwielbiał lizać i
ssać miękkie, soczyste jądra Severusa, ponieważ
mężczyzna wydawał wtedy z siebie tak donośne jęki,
że Harry czasami niemal dochodził tylko od słuchania ich. Po jakimś
czasie Snape sam już unosił swojego penisa, dając Harry'emu jak
największy dostęp do tego wrażliwego miejsca, a chłopak tak
sprawnie nauczył się posługiwać językiem, że
czasami wystarczyło tylko kilka celnych liźnięć, by na jego
włosach osiadła gęsta sperma, niczym jakiś ekskluzywny
szampon.</p>

<p>Największym jego problemem
było to, że niemal przez cały czas chodził podniecony. A
już w szczególności, kiedy znajdował się na lekcji
Eliksirów i nie potrafił spoglądać na swojego Mistrza Eliksirów,
sunącego powoli przez klasę i obrzucającego wszystkich tym
cudownie surowym spojrzeniem, bez odczuwania pewnego rodzaju napięcia w
dolnych partiach ciała. Zawsze miał z tym trudności, ale
ostatnio ten problem stał się jeszcze bardziej napięty. A raczej
naprężony. I nie pomagało nawet myślenie o żabich
mózgach, czy odchodach mantykor. Kiedy tylko jego umysł nawiedzała
wizja, w której ten poważny mężczyzna, którego wszyscy się
bali, jeszcze nie tak dawno temu spuszczał mu się na twarz albo
dyszał mu do ucha, że "zerżnie go tak, że nie
będzie mógł dzisiaj usiąść", zaczynał
drżeć niekontrolowanie i miał ogromne kłopoty z tym, aby
posiekać korzonki mandragor tak, żeby nie poucinać sobie palców.</p>

<p>Wiele razy Harry zastanawiał
się, czy to normalne. To znaczy, czy wszystkie pary tak mają, że
myślą tylko o tym, kiedy i w jakiej pozycji to tym razem zrobią.
Raz czy dwa próbował nawet podpytać o to Rona, ale przyjaciel
spoglądał tylko na niego z mieszaniną zażenowania i
przygnębienia i przebąkiwał coś w stylu: "wiesz, jakie
są dziewczyny..."</p>

<p>Harry nie wiedział. Mógł
się tylko domyślać. Podejrzewał jedynie, że wcale nie
mają ochoty na seks tak często jak chłopcy. Że jeżeli
w parze pojawia się dziewczyna, to seks zostaje automatycznie zredukowany
do niezbędnego minimum. A przecież nastoletni chłopcy
myślą o nim przez cały czas. I jeżeli ilość
testosteronu w jakiejś parze jest podwójna, to seks staje się numerem
jeden. W parach damsko-męskich dziewczyny zazwyczaj hamują
popędy swojej męskiej połówki, a gdy spotyka się
mężczyzna z mężczyzną, nie ma kto hamować tych
popędów i dochodzi do wiecznej, nieprzerwanej erupcji.</p>

<p>To właśnie dlatego, gdy
czasami nie mogli wytrzymać, spotykali się nawet pomiędzy
lekcjami w jednym, umówionym schowku na drugim piętrze. Nic nie mogło
się równać z tym dreszczem podniecenia, kiedy Harry po wyjściu z
klasy odczytywał wiadomość Schowek. Teraz! i,
wykręcając się potrzebą pójścia do toalety, biegł
w umówione miejsce, gdzie czekał już na niego Severus. Nie marnowali
czasu na zbędne rozmowy, zdarzało się, że nie zamieniali ze
sobą nawet słowa. Po prostu mężczyzna brał go przy
ścianie, dysząc mu do ucha i niemal miażdżąc go w
swoich dłoniach, jak gdyby pragnął go tak bardzo, że
mógłby go zetrzeć na proch. Czasami Harry miał zadrapania na
policzku od chropowatych, kamiennych ścian schowka albo pełnej drzazg
powierzchni drzwi, ale Severus zawsze skrupulatnie usuwał wszystkie
ślady, pozostawiając jedynie te niewidoczne dla oka.</p>

<p>Po jakimś czasie Harry
również zaczął wysyłać mu takie "zaproszenia na
spotkania". Jednak Mistrz Eliksirów nie zawsze się na nie
stawiał, chociaż jeżeli już to robił, to zawsze z
pewną dozą nonszalancji, jak gdyby próbował udawać, że
zjawił się tam przypadkowo i po prostu przechodził obok. Lecz
kiedy już dobrał się do Harry'ego, to robił to z takim
zapałem, że za każdym razem Harry musiał się
głęboko zastanawiać, zanim ponownie wysyłał
zaproszenie.</p>

<p>Ale i tak to robił.</p>

<p>*</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Nie powinien był na niego
patrzeć. Czuł, że jest twardy, a przecież za
dziesięć minut zaczynają się Eliksiry!</p>

<p>Westchnął i ponownie
zerknął na siedzącego przy stole nauczycielskim Severusa.</p>

<p>Jeszcze nigdy nie robili tego przed
Eliksirami... W zasadzie to sam nie wiedział dlaczego. Podejrzewał,
że zapewne istnieje jakiś powód, ale w tej chwili jakoś nie
miał ochoty się nad nim zastanawiać. Miał ochotę tylko
na jedno.</p>

<p>A tam! Walić to wszystko!</p>

<p>- Zapomniałem czegoś -
rzucił do Rona i Hermiony, wstając od stołu. - Idźcie beze
mnie. Dołączę do was.</p>

<p>Nie czekając na odpowiedź,
ruszył w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali, bardzo wyraźnie
czując na sobie odprowadzające go spojrzenie ciemnych oczu. Kiedy
tylko minął drzwi, wsadził rękę do kieszeni,
zacisnął ją na kamieniu i wysłał:</p>

<p>Schowek. Teraz!</p>

<p>Zarzucił torbę na
ramię i pobiegł na drugie piętro. Wśliznął
się do schowka i zapalił różdżką stojącą na
półce świecę.</p>

<p>Rzucił torbę w kąt i
oparł się o ścianę, zastanawiając się, czy
Severus się zjawi. Wpatrywał się w drzwi niczym jastrząb,
słysząc bicie własnego serca oraz krew przepływającą
przez jego ciało i kumulującą się w podbrzuszu, kiedy tylko
wyobrażał sobie, co będą robić.</p>

<p>Czuł, że z
niecierpliwości drżą mu ręce. Musiał sobie
ulżyć chociaż na chwilę. Ostrożnie zsunął
spodnie na biodra i dotknął swojego ciepłego penisa, czując
natychmiastowe szarpnięcie w okolicach lędźwi.</p>

<p>Och, lepiej tego nie robić! Nie,
lepiej zaczekać na te długie, pajęcze palce, które już
niedługo owiną się wokół niego i...</p>

<p>Klamka poruszyła się i
Harry poczuł, że jego serce przemieściło się aż
do gardła. Drzwi otworzyły się i do środka
wśliznął się Severus.</p>

<p>- Potter. Zdajesz sobie sprawę,
że za chwilę obaj powinniśmy być na lekcji? - zapytał
szeptem, stojąc przy samych drzwiach i nie zbliżając do
chłopaka, chociaż jego zmrużone oczy zachłannie przesunęły
się wzdłuż całej sylwetki Harry'ego, najdłużej
zatrzymując się na coraz bardziej ekspresyjnie domagającej
się uwagi erekcji. - Być może po Eliksirach...</p>

<p>- Mamy jeszcze całe siedem minut
- szepnął zadziornie Harry, zbliżając się do Severusa
i spoglądając w górę na jego zaciśnięte w cienką
linię usta. Mężczyzna wzdrygnął się lekko i
oblizał wargi. Jego oczy zdawały się błyszczeć
czymś znacznie gorętszym niż tylko odbitym w nich
światłem świec. - Jeżeli się pospieszymy... -
mówił dalej Harry z tym samym zuchwałym uśmiechem na ustach -
...to może będziemy nawet przed wszystkimi.</p>

<p>Nie czekając na odpowiedź
najwidoczniej walczącego ze sobą Severusa, sięgnął do
jego zamka i rozsunął go. Wsunął dłoń w spodnie,
zacisnął palce wokół ciepłego penisa i wyciągnął
go. Był taki gruby i ciężki. Idealny.</p>

<p>Powoli, niemalże leniwie przesunął
dłoń wzdłuż trzonu, naciągając napletek i
rozkoszując się widokiem głębokiej zmarszczki
przyjemności, która pojawiła się na czole Severusa.
Mężczyzna przymknął oczy i westchnął. Harry
przesunął dłoń z powrotem, czując pod palcami twarde,
pulsujące żyłki. Stanął na palcach,
przysunął twarz do ucha Severusa i wyszeptał:</p>

<p>- Chcę, żebyś mi go
wsadził...</p>

<p>To stało się niemal
natychmiast. Mężczyzna wydał z siebie głośny, prawie
zwierzęcy pomruk, odwrócił go szarpnięciem i rzucił na
ścianę. Harry usłyszał odgłos rozrywanego
materiału i dopiero po chwili zorientował się, że to jego
koszula. W tym samym momencie poczuł gorące, opętańcze
pocałunki na karku i plecach oraz śliską erekcję wbijającą
się w niego tak gwałtownie, że na chwilę stracił dech
w płucach. Zanim zdołał rozgraniczyć te dwa doznania,
dołączyło jeszcze trzecie. Chłodna dłoń,
oplatająca się wokół jego rozgrzanego penisa. Przesuwająca
się po nim w rytmie pchnięć. Obciągająca mu.
Ściskająca i maltretująca jądra. I wyciągająca z
niego orgazm niemal siłą.</p>

<p>Doszli prawie w tym samym momencie.
Harry pierwszy, drapiąc kamienne ściany i przyciskając do nich
rozgrzane wargi. Snape chwilę później, dysząc ciężko i
wbijając zęby w nagie ramię Harry'ego.</p>

<p>Przez chwilę jedynym
dźwiękiem w niewielkim pomieszczeniu były dwa nierówne,
płytkie oddechy. A po chwili także zachrypnięty szept Mistrza
Eliksirów:</p>

<p>- Jesteśmy spóźnieni.</p>

<p>Harry oderwał policzek od
ściany i poprawił przekrzywione okulary.</p>

<p>- Hę?</p>

<p>- Zbieraj się, Potter. -
Głos mężczyzny był już niemal całkowicie
opanowany. Jak on mógł tak szybko dojść do siebie? I to po
czymś takim? Harry miał tylko nieprzyjemne wrażenie, że
zaraz się przewróci. - Reparo - mruknął Severus i Harry
poczuł, że jego koszula ponownie jest w jednym kawałku. -
Idę pierwszy. A ty masz się zjawić za pięć minut.</p>

<p>I już go nie było.</p>

<p>Harry oderwał się od
ściany i oparł o nią plecami, wciąż dysząc i
próbując doprowadzić się do porządku. Drżały mu
uda i był spocony. Wiedział, że jego twarz musi wyglądać
jak dżem malinowy.</p>

<p>Podciągnął spodnie,
wsadził w nie koszulę, mocniej zawiązał poluzowany krawat i
spróbował przygładzić włosy. Czuł się tak
niesamowicie rozluźniony i szczęśliwy, że w zasadzie
było mu wszystko jedno, czy spóźni się piętnaście
minut, czy pół godziny.</p>

<p>Przecież Snape nic mu za to nie
zrobi...</p>

<p>Jego przewidywania zostały
jednak zweryfikowane tuż po przekroczeniu progu klasy.
Zdążył tylko zerknąć na wiszący na ścianie
zegar i uświadomić sobie, że spóźnił się
dwadzieścia minut, kiedy dotarł do niego kąśliwy głos
Mistrza Eliksirów:</p>

<p>- Och, pan Potter. Cóż za
niespodzianka... Jeżeli ma pan ważniejsze sprawy od punktualnego
zjawienia się na mojej lekcji, to droga wolna, może pan do nich
wracać.</p>

<p>Harry poczuł, że opada mu
szczeka.</p>

<p>- Yy... - wydukał, czując
na sobie spojrzenia wszystkich znajdujących się w klasie uczniów.
Ślizgoni byli wyraźnie rozbawieni, zresztą część
Gryfonów również. Tylko Ron, Hermiona i Neville patrzyli na Harry'ego ze
zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Może zaczniemy od odebrania
Gryffindorowi - nauczyciel zerknął za zegar i odczekał
chwilę - no, teraz już dwudziestu jeden punktów za spóźnienie.
Dodajmy do tego okrągłe dziesięć punktów za niechlujny
wygląd i fragment wystającej koszuli. - Harry błyskawicznie
spojrzał w dół i poprawił koszulę, czując że w
jego sercu zażenowanie walczy o pierwsze miejsce ze
złością. - Może nauczy cię to, że na moje lekcje
się nie spóźnia, Potter. Bylibyśmy także niezmiernie
wdzięczni, gdybyś zechciał opowiedzieć nam, co też tak
ważnego cię zatrzymało. - Twarz mężczyzny
wyrażała jedynie mściwą satysfakcję i Harry czuł,
że zaczyna się trząść z gniewu.</p>

<p>Jak on śmie? Ten wredny,
chamski, paskudny...</p>

<p>Musiał coś
wymyślić. I to szybko!</p>

<p>- Ee... No bo ja... yy... no
więc...</p>

<p>Severus przekrzywił lekko
głowę i zapytał, rozglądając się po klasie:</p>

<p>- Czy ktoś zna ten język?
Chyba potrzebujemy tłumacza.</p>

<p>Ślizgoni wybuchnęli
śmiechem. Seamus i Dean również. Nawet Parvati i Lavender
zagryzły wargi.</p>

<p>Na policzki Harry'ego
wypłynął rumieniec upokorzenia. Jeszcze przed chwilą ten
sukinsyn pieprzył go bez opamiętania, pieszcząc jego penisa tak,
jakby to była najcudowniejsza zabawka pod słońcem, a teraz
szydził z niego przy całej klasie. Harry aż wibrował z
wściekłości i z trudem powstrzymywał się, by nie
rzucić ciętej riposty.</p>

<p>- Siadaj, Potter. I nie waż
się więcej spóźniać.</p>

<p>- Niech się pan nie martwi,
profesorze. Nie spóźnię się już na żadną
lekcję - wypluł z siebie Harry głosem ociekającym
goryczą zmieszaną z płonącym gniewem.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi.</p>

<p>- I kolejne dziesięć
punktów za ton, panie Potter - warknął. - A teraz spokój -
syknął w stronę zaśmiewających się nadal
Ślizgonów, którzy natychmiast się uciszyli.</p>

<p>Harry podszedł do ławki i
usiadł obok Rona. Jego dłonie tak mocno zacisnęły się
w pięści, że miał problem z rozprostowaniem ich.</p>

<p>Wiedział, że Snape nie
mógł mu tego puścić płazem, nie przed całą
klasą, ale wcale nie musiał być aż tak wredny!
Wyglądał, jakby był wściekły na Harry'ego za to,
że przez niego spóźnił się na własną lekcję.</p>

<p>Co za drań! Niech no tylko
spróbuje przysłać mu wiadomość o spotkaniu! Niech tylko
spróbuje...</p>

<p>*</p>

<p>Severus spróbował. Dwa dni
później.</p>

<p>Kiedy Harry szedł do schowka,
przez całą drogę wmawiał sobie, że idzie tam tylko po
to, żeby powiedzieć mu, co o nim myśli!</p>

<p>Cicho zamknął za sobą
drzwi i spojrzał na majaczącą w zalegającym w kącie
cieniu wysoką, otuloną peleryną sylwetkę.
Obserwującą go niczym czający się w mroku drapieżca.</p>

<p>- Mam zaraz Historię Magii. Nie
mogę się spóźnić - oświadczył chłodno,
starając się zignorować głośne bicie serca. -
Chciałem ci to tylko powiedzieć.</p>

<p>Cofnął się i
sięgnął do klamki, ale w tym samym momencie coś
mignęło i drzwi rozjarzyły się czerwienią.
Wiedział, co to oznacza.</p>

<p>- Wypuść mnie -
warknął, pociągając za klamkę, chociaż
wiedział, że jest to bezcelowe. - Mam lekcję. Naprawdę nie
mogę się spóźnić. - Starał się, aby brzmiało
to przekonująco, chociaż chyba nie bardzo mu to wychodziło.
Każdy wiedział, że Binns nie zauważyłby niczego nawet
wtedy, gdyby na lekcji nie zjawił się ani jeden uczeń.</p>

<p>W odpowiedzi usłyszał tylko
dochodzące z kąta pogardliwe prychnięcie.</p>

<p>To otworzyło w nim tamę.</p>

<p>Odwrócił się na pięcie
i wypluł z siebie na jednym oddechu:</p>

<p>- Jak mogłeś tak mnie
potraktować? To było tak wstrętne, że nie mieści mi
się to w głowie! Jesteś plugawym, nikczemnym, chamskim, wrednym,
niegodziwym, podłym bydlakiem!</p>

<p>Severus zrobił krok w jego
stronę, wychodząc z cienia. Uśmiechał się w taki
sposób, że Harry'emu zakręciło się w głowie i
ugięły się pod nim kolana, a serce i żołądek zamieniły
się miejscami. Czarne oczy lśniły w ciemności.</p>

<p>- Cały ja - wyszeptał
ochryple Snape i zanim Harry zdążył zaczerpnąć tchu,
jego koszula już była rozrywana, a on sam pochłaniany przez
chciwe usta i dłonie.</p>

<p>Penis wsuwający się w niego
aż po same jądra. Trzask rozbijających się o kamienną
posadzkę okularów. Jęki mieszające się ze sobą w
kakofonii sapnięć, pomruków i westchnień. Usta szepczące mu
do ucha takie rzeczy...</p>

<p>O tak, naprawdę byli
uzależnieni.</p>

<p>Od siebie.</p>

<p>***</p>

<p>Leżąc w ciemności na
łóżku i próbując znaleźć taką pozycję, aby
pulsujący boleśnie tyłek nie doskwierał mu aż tak
bardzo, Harry zastanawiał się, dlaczego, do diabła,
założył ten pieprzony krawat?!</p>

<p>Kiedy zorientował się,
że to ten krawat, mógł jeszcze wycofać się, uciec. Dlaczego
tego nie zrobił?</p>

<p>Wciąż był lekko
roztrzęsiony, a serce, ku jego irytacji, nie chciało się
uspokoić. Echo huraganu, który przetoczył się przez jego
wnętrze, wciąż dawało o sobie znać w pulsowaniu
skroni, drżeniu rąk i wirujących mu w głowie wspomnieniach.</p>

<p>Po raz kolejny przewrócił
się na bok i jęknął z bólu. Nie tylko z powodu
pulsującego tyłka. Miał wrażenie, że każdy
mięsień w jego ciele jest nadwyrężony albo rozszarpany.
Nawet nie wiedział, że tyle ich ma. Dodając do tego siniaki i
szramy, wyglądał i czuł się tak, jakby uciekł z pola
bitwy.</p>

<p>I wcale nie było to dalekie od
prawdy.</p>

<p>A wszystko przez ten cholerny krawat!</p>

<p>*</p>

<p>Harry zawiązał na szyi
krawat i spojrzał w lustro. Tak, czarno-czerwone pasy idealnie
pasowały do czerwonej koszuli i czarnych spodni. Nawet nie wiedział,
że ma krawat w takich kolorach. Ale skoro był w jego kufrze, to
znaczy, że chyba należał do niego.</p>

<p>Czasami, kiedy szedł do Severusa
nie w porze szlabanu, tylko na przykład w weekend, musiał udawać
przed przyjaciółmi, że wybiera się na randkę ze swoją
"tajemniczą wybranką". A przecież nie mógłby na
taką randkę pójść jak obdartus, więc, czy tego
chciał, czy nie, musiał zakładać coś innego niż
zwyczajowe dżinsy i koszulę.</p>

<p>Kiedy tylko wyszedł z Pokoju
Wspólnego i znalazł się kilka pięter niżej, zarzucił
na siebie pelerynę i skierował się prosto do lochów.
Wśliznął się do gabinetu Mistrza Eliksirów, zdjął
z siebie pelerynę i zapukał.</p>

<p>Drzwi otworzyły się
samoczynnie. Harry wszedł do komnaty i dostrzegł Severusa,
siedzącego w swoim ulubionym fotelu i nalewającego do szklanki
bursztynowego płynu.</p>

<p>No tak. Harry już jakiś
czas temu zauważył, że Snape był najwidoczniej
uzależniony od tego trunku. I w ogóle od alkoholu. Pił prawie na
każdym spotkaniu. Ale Harry wcale się temu nie dziwił.
Podejrzewał, że gdyby miał taką pracę jak Severus,
który ciągle musiał narażać swoje życie i robić
te wszystkie okropne rzeczy, to też starałby się o tym
zapomnieć, a co jest lepszym środkiem wymazującym
pamięć od alkoholu? Nie licząc oczywiście zaklęcia
Obliviate. Zresztą, gdyby zaszła taka potrzeba, to zawsze miał
pod ręką swoje eliksiry trzeźwiące.</p>

<p>Harry zamknął za sobą
drzwi i uśmiechnął się szeroko, kiedy Severus
zerknął na niego znad szklanki.</p>

<p>- Dobry wieczór, Sever... -
urwał nagle, gdyż jego uwagę przyciągnął
jakiś emanujący z poziomu jego klatki piersiowej blask. Zresztą
nie tylko jego. Severus zmrużył oczy i wbił spojrzenie w
połyskujący teraz jedynie krwistą czerwienią krawat. Harry
spojrzał w dół i jęknął. - O kurwa.</p>

<p>No pięknie. Teraz już
pamiętał, skąd miał ten krawat.</p>

<p>Od Ginny.</p>

<p>Czerwień dla radości i
podniecenia, a czerń dla gniewu i strachu.</p>

<p>Z rozszerzonymi oczami patrzył,
jak krawat zaczyna migotać i powlekać się czarnymi pasami.</p>

<p>Trudno. Przecież Snape nie wie,
co to za krawat. I najlepiej będzie, jeżeli tak zostanie.</p>

<p>Podszedł do fotela i
usiadł, wciąż czując na sobie zaciekawione spojrzenie
mężczyzny. Proporcja pomiędzy kolorami znów była taka sama,
jak na początku.</p>

<p>- A cóż to takiego, Potter?
Znowu jakaś zawoalowana metafora?</p>

<p>- Nie, tylko taki krawat, który
pokazuje nastrój - bąknął Harry, starając się jak
najszybciej zboczyć z tematu.</p>

<p>Snape uniósł jedną brew.</p>

<p>- Chciałeś mi coś
przekazać w ten sposób? Przecież dobrze wiesz, że wcale nie
potrzebuję takich rzeczy, żeby wiedzieć, w jakim jesteś
nastroju. Twoja twarz pokazuje to aż nadto wyraźnie.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.</p>

<p>- Nie chciałem ci niczego
pokazywać. Po prostu tak go założyłem, przez przypadek.
Dostałem go w prezencie i zupełnie o nim zapomniałem. A tak w
ogóle, to ten wczorajszy test z antidotów był naprawdę wredny...</p>

<p>Ale Snape go nie słuchał.
Wciąż wpatrywał się zmrużonymi oczami w krawat, który
stawał się coraz ciemniejszy. Harry czuł bicie własnego
serca.</p>

<p>No przecież chyba nie jest
aż tak inteligentny ani domyślny!</p>

<p>- W prezencie, powiadasz? -
powiedział to w taki sposób, że Harry mimowolnie się
wzdrygnął. Ten ton nie zwiastował niczego dobrego. Oznaczał
jedynie, że Snape coś podejrzewa...</p>

<p>- Następnym razem
mógłbyś mnie uprzedzić, zanim zrobisz nam niezapowiedziany
sprawdzian - kontynuował Harry tym samym uparcie beztroskim głosem,
nawet jeżeli kątem oka widział, że krawat stał
się już niemal cały czarny.</p>

<p>- Hmm - mruknął Severus,
przekrzywiając głowę. - Krawat, który pokazuje twój strach...
Cóż za tandetny, kiczowaty prezent. Naprawdę, Potter... żeby
przyjąć od kogoś takie badziewie?</p>

<p>Harry znał to uczucie.
Buzujący gdzieś na dnie żołądka gniew.
Wzbierający i sięgający coraz wyżej. Oślepiający.</p>

<p>- To nie jest tandetny prezent! Ani
kiczowaty! Ginny nigdy by... - Harry zachłysnął się i
ugryzł w język, ale było już za późno.</p>

<p>Temperatura gwałtownie
opadła i Harry miał wrażenie, jakby ktoś otworzył okno
i wpuścił do środka mroźny, styczniowy wiatr.</p>

<p>Rysy Snape'a wyostrzyły
się, a w oczach zapłonęło coś lodowatego. I bardzo
niebezpiecznego.</p>

<p>- Natychmiast go zdejmij -
wycedził niezwykle cichym i groźnym głosem, mocniej
zaciskając palce wokół szklanki. Wyglądał na opanowanego,
ale to były tylko pozory. Harry jeszcze nie widział tak
mrożącego spojrzenia. Wydawało się, że pod skórą
mężczyzny płonie ogień. Kostki jego zaciśniętej
wokół szklanki dłoni pobielały.</p>

<p>Harry mimowolnie zapadł się
głębiej w fotel.</p>

<p>- Ale przecież to tylko...</p>

<p>- Bez dyskusji! - Gniewny syk Snape'a
był jeszcze gorszy do jawnego wrzasku.</p>

<p>Harry westchnął,
sięgnął do krawatu, poluzował go i zdjął przez
głowę. Jeżeli aż tak bardzo mu przeszkadza, to
przecież może go schować. Nie chciał zaczynać wieczoru
od kłótni.</p>

<p>W momencie, kiedy zaczął
składać krawat z zamiarem włożenia go do kieszeni,
zobaczył, że mężczyzna sięga po różdżkę
i wyciąga w jego stronę dłoń.</p>

<p>Nagłe zrozumienie uderzyło w
Harry'ego tak nagle, że jego oczy rozszerzyły się
gwałtownie.</p>

<p>Snape chciał go zniszczyć!
Jego prezent! Prezent, który dostał od Ginny!</p>

<p>- Przecież to tylko głupi
krawat - wymamrotał, zaciskając zęby i czując, że
bulgoczący w jego żołądku gniew naprawdę zaczyna
się spiętrzać i powoli go opanowywać.</p>

<p>- Zamknij się i oddaj mi go -
wysyczał Severus, wyciągając oczekująco rękę i
nie odrywając spojrzenia od kawałka czerwono-czarnego materiału.</p>

<p>Harry spojrzał na trzymaną
w dłoni tkaninę.</p>

<p>To było chore. Snape zachowywał
się jak opętany. Nie będzie słuchał kogoś
takiego.</p>

<p>- Nie - powiedział cicho, niemal
wyzywająco. Rozwinął krawat i ponownie założył go
przez głowę.</p>

<p>Ledwie zdążył ponownie
spojrzeć na twarz Snape'a, która w tym samym momencie stała się
niemal trupio blada, kiedy wargi mężczyzny ułożyły
się w słowa zaklęcia, a dłoń trzymająca
różdżkę wysunęła do przodu.</p>

<p>- Accio krawat!</p>

<p>Lata trenowania Quidditcha i umykania
przed tłuczkami opłaciły się. Widząc rozbłysk
żółtego światła, Harry instynktownie odbił się
stopami od podłogi i poleciał razem z całym fotelem do
tyłu. Przetoczył się i wylądował na kolanach,
spoglądając na Severusa wzrokiem, w którym niedowierzanie
mieszało się z przerażeniem.</p>

<p>- Incarcerous!</p>

<p>W stronę Harry'ego
pomknęło kilka lin, jednak chłopak szybko przetoczył
się do przodu i schował za fotelem.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz?! -
krzyknął zza swojego chwilowego schronienia. - Zachowujesz się
irracjonalnie! Jak możesz z takiego powodu...</p>

<p>Nie dokończył jednak,
gdyż przerwało mu kolejne zaklęcie:</p>

<p>- Depulso!</p>

<p>Fotel poleciał w kąt,
uderzając w półki z książkami, które posypały się
na podłogę. Harry zaczął przesuwać się na
czworakach w stronę drzwi, próbując jednocześnie wyszarpnąć
różdżkę z tylnej kieszeni spodni.</p>

<p>Odwrócił głowę akurat
w tym samym momencie, w którym stojący i celujący w niego Snape,
pochylił się, przewrócił stół razem ze stojącą na
nim butelką, usuwając go ze swojej drogi i krzyknął:</p>

<p>- Flagello!</p>

<p>- Protego! - wrzasnął Harry
w ostatnim momencie, odbijając zaklęcie, które trafiło w kolejny
regał i posiekało stojące na nim książki na małe
kawałeczki. W powietrzu zaroiło się od fruwających kartek.</p>

<p>- Ty bezczelny gówniarzu! -
ryknął Snape. Wyglądał, jakby całkowicie stracił
nad sobą panowanie. Był czerwony z wściekłości, a jego
oczy zdawały się płonąć lodowatym ogniem, który
siekał wnętrzności Harry'ego i podsycał w nim jeszcze
większy opór. - Zaraz przywołam cię do porządku! Flagello!</p>

<p>Tym razem rozbłysk był
znacznie mocniejszy. Harry ponownie wyczarował tarczę, ale w
momencie, kiedy zaklęcie Snape'a w nią trafiło, wiedział
już, że była zdecydowanie za słaba. Próbował ją
utrzymać, ale zaklęcie tnące przewiercało się przez
nią coraz głębiej, sięgało coraz dalej, aż...</p>

<p>Tarcza pękła. Harry
uchylił się i poczuł na policzku piekące
chlaśnięcie. Coś za nim eksplodowało, ale on widział
jedynie wirujące przed oczami gwiazdy. Złapał się za twarz
i poczuł pod palcami ciepłą krew.</p>

<p>Z całkowitym niedowierzaniem
spojrzał na dyszącego ciężko mężczyznę,
który wbijał w niego spojrzenie tnące niemal równie boleśnie jak
zaklęcie, które go musnęło.</p>

<p>- Daję ci ostatnią
szansę, Potter - powiedział Severus głosem tak chłodnym,
że z łatwością mógłby nim zamrozić nawet stal.
Wyciągnął rękę. - Potem może skończyć
się to dla ciebie tragicznie.</p>

<p>Harry cofnął się,
wciąż trzymając się za policzek. Cały się
trząsł, a serce tłukło mu się w piersi z taką
siłą, jakby chciało połamać mu żebra.</p>

<p>Jak on może? Jak śmie? Jak
w ogóle...?</p>

<p>- Jesteś niezrównoważony! -
wykrzyknął, wkładając w to całą
nienawiść, którą w tej chwili odczuwał do tego
mężczyzny. - Nie zostanę tu ani chwili dłużej!
Odchodzę!</p>

<p>Odwrócił się w stronę
drzwi, słysząc za plecami wibrujące w powietrzu ostre słowa
Snape'a:</p>

<p>- O nie, nie zrobisz tego.</p>

<p>Harry odwrócił głowę i
zobaczył, że Severus rusza w jego stronę. Rzucił się
biegiem do drzwi, wypadł za nie i celując w nie
różdżką, krzyknął:</p>

<p>- Colloportus! Pessulus!</p>

<p>Cofnął się,
wpatrując się w nie rozszerzonymi ze zgrozy oczami.</p>

<p>Trzask!</p>

<p>Niemal podskoczył,
słysząc głuche uderzenie, tak jakby ktoś próbował
wybić drzwi pięścią.</p>

<p>Odwrócił się i rzucił
ku wyjściu z gabinetu, kiedy rozległ się ogłuszający
huk i drzwi wyleciały z zawiasów, przeleciały parę metrów i
uderzyły w biurko, co spowodowało, że wszystkie fiolki,
odważniki i książki, które się na nim znajdowały, pospadały
na podłogę. Posypały się drzazgi. Harry osłonił
się ręką, ale i tak kilka z nich wbiło się w
skórę. Wyciągnął z przedramienia długi kolec,
odrzucił go na podłogę i, nie namyślając się ani
chwili dłużej, rzucił się do ucieczki. Jednak zanim
dotarł do drzwi, zobaczył obejmujący je czerwony rozbłysk.</p>

<p>O nie!</p>

<p>Jeszcze zanim złapał za
klamkę, wiedział już, że to bezcelowe. Czuł
szaleńcze bicie serca niemal w gardle. I płynącą w
żyłach adrenalinę, zmieszaną z wściekłością
tak wielką, że gdyby tylko mógł, rozwaliłby znajdujące
się przed nim drzwi samymi tylko pięściami. Odwrócił
się i zobaczył kroczącego ku niemu mężczyznę z
maską tak straszliwej furii na twarzy, że Harry miał wrażenie,
że samym tylko spojrzeniem przypieka mu skórę.</p>

<p>Podniósł różdżkę,
gorączkowo poszukując w myślach jakiegoś zaklęcia
obronnego.</p>

<p>- Expel... - Nie zdołał
jednak dokończyć. Snape skoczył ku niemu niczym drapieżnik,
złapał go za rękę z różdżką, uderzył
nią o drzwi z taką siłą, że Harry jęknął
głośno, czując przeszywający ból, i wypuścił
ją z dłoni.</p>

<p>- Zapłacisz mi za to, ty
cholerny smarkaczu - usłyszał gardłowy syk i zanim
zdążył się otrząsnąć, Snape chwycił go
za koszulę, szarpnięciem oderwał od drzwi i popchnął z
powrotem w stronę komnat. Harry potknął się o jedną z
porozrzucanych na podłodze butelek i z całym impetem runął
na podłogę, uderzając czołem o kamienną posadzkę.
Oślepiający ból niemal zagłuszył trzask
pękających okularów. Widział przed oczami jedynie ciemne plamy i
kręciło mu się w głowie. Z największym trudem podniósł
się na kolana i, nie starając się nawet odszukać
pozostawionych gdzieś na podłodze szkieł, wstał i
odwrócił się w stronę stojącego przy drzwiach
mężczyzny. Trząsł się tak bardzo, że miał
wrażenie, że zaraz rozsypie się na kawałki.</p>

<p>Widział ciemną, rozmazaną
sylwetkę. I czerwień. Czerwień, która zalewała mu oczy,
rozszarpywała go od środka, sprawiała, że coś w jego
wnętrzu zaczęło ryczeć, chcąc wyrwać się na
zewnątrz, dosięgnąć Snape'a, uderzyć, go,
podrapać, ugryźć, rozedrzeć na strzępy, zranić...</p>

<p>Niczym bestia ogarnięta
szałem, rzucił się do przodu, wyciągając
pięści i pazury, i natarł na mężczyznę.
Uderzył na oślep, próbując dosięgnąć twarzy,
szyi, czegokolwiek, ale Snape złapał go za ręce, blokując
atak, odwrócił i przycisnął do drzwi. Szarpnął nim kilka
razy, z całej siły wciskając go w drewnianą
powierzchnię, podczas gdy Harry wrzeszczał i wyciągał
szyję, próbując go ugryźć, kopnąć, zrobić mu
cokolwiek, byle tylko nakarmić pęczniejącą w sobie
żądzę mordu. W tej jednej chwili miał ochotę go
zabić.</p>

<p>Snape sprawnie uniknął
wymierzonego w siebie kopniaka, a Harry wykorzystał okazję i z
nadludzkim wysiłkiem wyszarpnął jedną rękę i
zamachnął się. Mężczyzna odchylił się w
ostatniej chwili, ale pięść Harry'ego zdążyła
trafić go w podbródek.</p>

<p>Tak!</p>

<p>Bestia wewnątrz Harry'ego
zawyła. Snape wydawał się zaskoczony takim obrotem spraw.
Złapał rękę Harry'ego i wykręcił mu ją.
Chłopak poczuł piekący ból w ramieniu.</p>

<p>- Nienawidzę cię! -
ryknął, wkładając w słowa tyle jadu, że był
zaskoczony, iż nie tryska mu on z ust. Wciśnięty mocno w drzwi,
z unieruchomionymi rękami, nie miał szans się poruszyć.
Mógł jedynie dyszeć ciężko i wzrokiem bazyliszka
wpatrywać się w twarz górującego nad nim mężczyzny.
Och, gdyby tylko spojrzenie mogło zabijać...</p>

<p>- Tak się składa, że
ja również cię nienawidzę, Potter. - Głosem, którym
wypowiedział to Snape, można by przepalić nawet żelazo.
Miał obnażone zęby i wyglądał tak, jakby miał
zamiar go pożreć.</p>

<p>Harry czuł zawroty głowy i
mrowienie we wszystkich częściach ciała, spływające
coraz niżej... Buzująca w nim adrenalina spalała się w
ogniu wściekłości i czegoś jeszcze, co
płynęło poprzez jego żyły, rozpalając skórę
i pobudzając pewne partie ciała, które nie powinny w takiej sytuacji
być pobudzone. Był niczym naładowany pocisk, gotów do wystrzelenia.</p>

<p>- Ale ja cię nienawidzę
bardziej, ty popierdoleńcu! - wrzasnął i szarpnął
się do przodu, gotów ukąsić.</p>

<p>- Jak śmiesz... - Syk, który
wydobył się z ust mężczyzny wibrował tak
przenikliwą furią, że Harry miał wrażenie, że
zaraz potnie mu skórę. Dłoń Severusa puściła jego
rękę i wystrzeliła w górę, łapiąc za
migoczący czerwienią i czernią krawat i gwałtownie
zaciskając go wokół szyi Harry'ego. Chłopak poczuł, że
nie może oddychać. Zaczął charczeć, próbując
złapać oddech, ale nie był w stanie. Uwolnioną
ręką starał się rozewrzeć długie palce
zaciskające się na krawacie, ale nie miał na to siły.
Bolały go płuca i kręciło mu się w głowie tak
bardzo, że miał wrażenie, że zaraz się przewróci.
Obraz rozmazał mu się jeszcze bardziej, widział już tylko
ciemne plamy, kiedy nagle z oddali dopłynął do niego stalowy
głos:</p>

<p>- Przepraszasz?</p>

<p>Desperacko pokiwał
głową. Uścisk zelżał. Gwałtownie
wciągnął do płuc upragnione powietrze i natychmiast
zaczął się krztusić. Miał łzy w oczach.
Pochylił głowę do przodu, dysząc ciężko i
kaszląc. Kiedy doszedł do siebie na tyle, że mógł
mówić, podniósł głowę i zachrypniętym głosem
wycharczał:</p>

<p>- Ty pojebany sukinsynu...</p>

<p>Silne szarpnięcie za włosy
sprawiło, że przed oczami znowu zatańczyły mu ciemne plamy.
Jego głowa została odchylona do tyłu, a na twarzy poczuł
parzący oddech. Spojrzał prosto w dwa nieskończone tunele i
ponownie zaparło mu dech. W czarnych oczach szalało tornado. Sam
czuł się jak wulkan na granicy erupcji, a wiedział, że
spotkanie tornada i wulkanu może zakończyć się tylko
jednym.</p>

<p>Apokalipsą.</p>

<p>- Zaraz zobaczysz, co ten sukinsyn z
tobą zrobi...</p>

<p>I zanim Harry zdążył
pomyśleć o tym, co usłyszał, mocne pociągnięcie
za włosy posłało go w stronę biurka. Wszystko się
rozmazało. Widział tylko zbliżający się niebezpiecznie
ciemny blat. Przeszył go ból, kiedy uderzył biodrami prosto w kant.
Powietrze uleciało mu z płuc, kiedy został
przygwożdżony do twardej, gładkiej powierzchni. Jego spodnie i
slipy zostały zsunięte do kolan jednym gwałtownym ruchem. Na
jego ustach zacisnęła się chłodna dłoń w tym
samym momencie, w którym twardy, śliski penis wdarł się w jego
wnętrze, przeciskając się przez nieprzygotowany krąg
mięśni.</p>

<p>Próbował krzyknąć, ale
dłoń zaciskała się na jego ustach zbyt mocno, nie
pozwalając mu wydobyć z siebie żadnego dźwięku, poza
głośnym jękiem. Po chwili dołączyła druga
ręka, odciągnąwszy jego głowę w tył tak mocno,
że kręgosłup wygiął mu się w łuk.</p>

<p>Jego tyłek
płonął, rozrywany pchnięciami tak brutalnymi i gniewnymi,
że Harry nie czuł nic poza ogniem. Miał wrażenie, że
przy każdym uderzeniu jego wnętrzności się
przemieszczają. Snape pieprzył go z taką siłą, jakby
próbował przebić się aż do gardła. Jakby naprawdę
postanowił rozedrzeć go na strzępy.</p>

<p>Wbił paznokcie w czarny blat,
słysząc skrzypienie biurka i odgłosy odzianych w materiał
bioder uderzających o jego nagie pośladki. Pod zaciśniętymi
powiekami widział tylko płomienie, całe jego ciało
podrygiwało w rytmie pchnięć, a z gardła wydobywał
się niekończący się jęk.</p>

<p>W pewnym momencie dłonie
zatykające mu usta puściły go i złapały za włosy,
odciągając jego głowę mocno w tył przy każdym
uderzeniu. Z uwolnionych ust zaczął płynąć potok
słów, nad którymi nie miał kontroli. Stracił ją już
dawno.</p>

<p>- Tak, tak, tak! Pokaż, jak
bardzo mnie nienawidzisz! Pieprz mnie! Pierdol! Rozerwij mnie na strzępy!
Na kawałki! Cholera, to takie-e cu-udowne! O b-oooo-że...</p>

<p>Och, czuł ją tak
wyraźnie. Lawę, przelewającą się przez jego
wnętrzności, spływającą żyłami aż do
podbrzusza. Gniew. Pragnienie. Wszystko było tak wyraźne. Wszystko
było w nim. W jego gardle, w żołądku, przesączało
się przez skórę i spływało po niej w kroplach potu.</p>

<p>Żeby to się tylko nie
kończyło. Nigdy. Chciał to czuć. Życie. Emocje.
Już zawsze. Tak silne. Tak... zatrważające.</p>

<p>Otworzył na chwilę oczy i
zobaczył to. Iskry, krążące wszędzie wokół.
Blask, rozgrzewający powietrze. Magię tak silną, że
stojące na półkach butelki wibrowały i unosiły się.
Porozrzucane po podłodze drzazgi zaczęły wirować wokół
nich, wyglądając, jakby tańczyły.</p>

<p>Severus dyszał i
jęczał tak głośno, jak chyba jeszcze nigdy. Harry
słyszał każde jego sapnięcie, unoszące się w
powietrzu i opadające mu na skórę. Każdy swój jęk
dedykował właśnie jemu.</p>

<p>I wtedy poczuł uścisk na
gardle. Snape złapał za koniec krawatu i zacisnął mu go na
szyi, owijając wokół swojej dłoni niczym smycz. Obraz przed
oczami Harry'ego rozmył się, kiedy Severus pociągnął
za krawat, zmuszając go do odchylenia głowy jeszcze bardziej.</p>

<p>Czerń i czerwień. Na
przemian. Coraz szybciej. Kolory migotały. Przenikały się.
Czerwień płonęła, pochłaniając czerń.
Spalając ją w swoim blasku.</p>

<p>Piekące uderzenia
rozdzierającego jego wnętrze penisa przyspieszyły. Severus
wbijał się w niego z jeszcze większą siłą,
przyciągając głowę Harry'ego coraz bliżej,
zaciskając pętlę na jego szyi coraz mocniej, jakby kompletnie
stracił nad sobą kontrolę.</p>

<p>Wszystko wirowało.
Wzbierało. Jaśniało. Powietrze zaczęło syczeć i
parować. Harry nie mógł oddychać. Kolejne szarpnięcie.
Gorący oddech przy uchu i ten zachrypnięty, przepełniony ogniem
szept Snape'a:</p>

<p>- Zwariuję przez ciebie...</p>

<p>Nastąpiła erupcja.
Poczuł się tak, jakby opadał na dno głębokiej,
wypełnionej wrzącą lawą studni. Cały świat
eksplodował. Dochodził i dochodził tak długo, jakby nigdy
nie miał przestać. Usłyszał swój własny,
oddalający się krzyk. Coraz cichszy i odleglejszy.</p>

<p>I ogarnęła go
ciemność.</p>

<p>Lodowate chluśnięcie na
twarz sprawiło, że gwałtownie otworzył oczy.
Ciemność ustąpiła i pod powieki wdarło mu się
światło. Zamrugał kilka razy, widząc pochyloną nad sobą,
rozmazaną sylwetkę Severusa.</p>

<p>- Och, łaskawie się
ocknąłeś?</p>

<p>Wtedy zrozumiał. Musiał
stracić przytomność. Leżał na plecach na biurku i
czuł coś gorącego wypływającego mu spomiędzy
pośladków oraz piekący ból oplatający szyję. Podniósł
rękę i dotknął zaciśniętego wokół
gardła krawatu, którego koniec wciąż znajdował się w
dłoni mężczyzny. Naprawdę wyglądał jak smycz.
Smycz, do której był uwiązany.</p>

<p>Świadomość tego
sprawiła, że wszystko mu się przewróciło w
żołądku. W jego podbrzuszu ponownie wezbrała lawa.</p>

<p>I nienawidził się za to.</p>

<p>Wpatrywał się w
smukłą dłoń zaciśniętą na krwistoczerwonym
symbolu jego zniewolenia i zastanawiał się, dlaczego czuje się
taki... wolny.</p>

<p>Severus poruszył się i
odsunął, wypuszczając krawat z ręki. Podszedł do
czegoś leżącego na podłodze i podniósł to. Harry przekrzywił
głowę i zmrużył oczy. To były jego okulary!</p>

<p>Mężczyzna wrócił do
niego, wyjął różdżkę i stuknął nią w
potrzaskane szkła, mrucząc:</p>

<p>- Reparo.</p>

<p>Harry uniósł się na
łokciach i pozwolił, by Severus założył mu okulary na
nos. Dopiero teraz, kiedy się poruszył, poczuł, że
bolą go chyba wszystkie mięśnie. Świat nabrał
kształtów. Zobaczył przyglądającego mu się z dziwnym,
wyzywającym blaskiem w oczach mężczyznę.</p>

<p>- Na czym to skończyliśmy?
- zapytał cicho i ponownie złapał za krawat, zanurzając
swoje spojrzenie w szeroko otwartych oczach Harry'ego. Ale tym razem nie
zacisnął mu go na szyi, tylko poluzował i zdjął. Harry
nie opierał się. Nie miał kompletnie siły.</p>

<p>Severus podniósł materiał
i, nie przerywając kontaktu wzrokowego, przysunął
różdżkę do tkaniny i wyszeptał:</p>

<p>- Incendio.</p>

<p>Krawat zajął się
ogniem. Płomienie odbijały się w aksamitnie czarnych oczach
mężczyzny i Harry nie mógł pozbyć się wrażenia,
że widzi w nich coś na kształt mrocznej satysfakcji. Spojrzał
w dół na spalający się, syczący materiał, który
Severus położył na blacie biurka i poczuł w sercu dziwne
ukłucie.</p>

<p>Jakby wraz z nim, spalała
się również jego... wolność.</p>

<p>Kiedy z krawatu nie pozostało
nic, poza zwęglonym, czarnym frędzlem, Harry ponownie spojrzał
na Severusa.</p>

<p>Mężczyzna wykrzywił
wargi w coś na kształt uśmiechu i powiedział uprzejmym
głosem:</p>

<p>- Jeżeli już
skończyliśmy, to może napijemy się herbaty?</p>

<p>Harry odpowiedział mu
uśmiechem.</p>

<p>Nie. Oni obaj byli
niezrównoważeni.</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 47 ---</strong></p>

<p><strong>47. Two days before everything
changed</strong></p>

<p>It's funny how we feel so much</p>

<p>But we cannot say a word</p>

<p>We are screaming inside</p>

<p>But we can't be heard*</p>

<p>- Cholera! Niech ją szlag!
Może się wypchać! Samolubna egoistka! Już jej nigdy nie
obronię! Dosyć tego! - Ron wpadł do dormitorium tak nagle,
że leżący na łóżku Harry niemal z niego spadł.
Błyskawicznie schował do kieszeni kulkę, którą
otrzymał w prezencie gwiazdkowym od Snape'a, a w którą wpatrywał
się przez ostatnie piętnaście minut, na przemian
przywołując twarze swojej mamy, taty oraz Syriusza. - Stała
się po prostu nieznośna! Gorsza od mojej matki! Gdybym wiedział,
że... co to było? - Ron przestał wyrzucać z siebie potok
pełnych goryczy przekleństw i spojrzał z zaskoczeniem na
Harry'ego, który starał się sprawiać wrażenie niezwykle
zainteresowanego fałdą na przykryciu.</p>

<p>- Co? Ach, to nic takiego... Ty
tylko... taka piłeczka. Ćwiczyłem... łapanie znicza. - Ron
zmarszczył brwi. - Co się stało? Wyglądasz na nieźle
wkurzonego - zapytał szybko Harry, próbując zmienić temat.</p>

<p>Przyjaciel westchnął
ciężko i opadł na łóżko.</p>

<p>- Hermiona - mruknął pod
nosem. - Czy dla ciebie też jest taka... nie wiem, jak to nazwać...
okropna?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Chodzi o to, że ona... kurcze,
nie wiem - prychnął z rozdrażnieniem. - Zachowuje się po
prostu tragicznie. Ciągle za mną łazi i mówi mi, co mam
robić. Nie mogę się nawet odlać po swojemu. I nagle
stała się nie wiadomo jak wymagająca. O wszystko ma do mnie
pretensje. Że nie robię tego, że nie robię tamtego. Po
prostu dłużej tego nie wytrzymam. - Ron przetarł twarz dłonią
i spojrzał na Harry'ego z miną męczennika. - Dlaczego mnie nie
powstrzymałeś, póki była jeszcze szansa?</p>

<p>Gryfon wzruszył ramionami.</p>

<p>- Nie kazałem ci się z
nią umawiać - odparł. Wcale nie miał ochoty
wysłuchiwać żalów Rona. Za pół godziny miał
iść do Snape'a.</p>

<p>- A może to nie ma sensu? -
zapytał przyjaciel, odwracając twarz do okna. Było późne
popołudnie i świecące nisko na niebie słońce
rzucało długie cienie na iskrzące się bielą błonia.
Harry widział na obliczu Rona wyraźne przygnębienie i
zrobiło mu się go żal. Dobrze wiedział, co musi teraz
przeżywać. Sam czuł się podobnie już wiele razy w
ciągu tego roku. - Wiesz co? Nie mam ochoty tu siedzieć. W ogóle nie
mam ochoty na nią patrzeć. - Rudzielec odwrócił głowę
w stronę Harry'ego, spoglądając na niego błagalnym
wzrokiem. - Chodźmy na boisko poćwiczyć Quidditcha. Muszę
się trochę rozerwać.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie w
żołądku.</p>

<p>- Ee... wiesz, jest już
dosyć późno... - mruknął. - A poza tym jest zimno.</p>

<p>- Jakoś nigdy ci to nie
przeszkadzało - wymamrotał Ron z pretensją w głosie. -
Odkąd znalazłeś sobie dziewczynę, w ogóle nie masz dla nas
czasu. Ciągle cię nie ma. Kiedy ostatnio robiliśmy coś
razem?</p>

<p>Harry przełknął
ślinę. Ron miał rację. Ostatnio praktycznie cały swój
wolny czas poświęcał Severusowi. Próbował przypomnieć
sobie jakiś spędzony z Ronem wieczór, podczas którego robiliby
coś innego poza odrabianiem lekcji, ale naprawdę nie był w
stanie. Przyjaciel patrzył na niego z mieszaniną rozgoryczenia oraz
nadziei i Harry'emu zrobiło się bardzo głupio.</p>

<p>Zamknął powieki,
tocząc w sobie wewnętrzną walkę.</p>

<p>- Dobrze - odezwał się w
końcu. - Masz rację. Przepraszam. Chodźmy. Ja też
stęskniłem się za Quidditchem. - Uśmiechnął
się blado.</p>

<p>To akurat była prawda. Zimą
treningi były organizowane niezwykle rzadko, z powodu zbyt silnych mrozów.
Nawet Angelina nie była aż taką sadystką, aby kazać im
trenować w takich warunkach. Zresztą żadna drużyna nie
trenowała, więc w sumie nikt nic nie tracił.</p>

<p>Ron ożywił się niemal
natychmiast. Zerwał się z łóżka i zanurkował w swoim
kufrze, szukając miotły i ciepłych ubrań. Harry
wykorzystał fakt, że przyjaciel nie patrzył, i wsunął
dłoń do kieszeni, zaciskając palce na zielonym klejnocie.</p>

<p>Przepraszam, ale nie mogę
dzisiaj przyjść. Coś mi wypadło. Spotkamy się kiedy
indziej.</p>

<p>Zerwał się z
łóżka, czując w sercu ekscytację. Och, naprawdę
stęsknił się za lataniem. Snape chyba nie będzie miał
mu za złe, że ten jeden raz do niego nie przyjdzie. Zresztą nie
miał dzisiaj szlabanu, więc nie musiał iść.</p>

<p>Przebierając się w
cieplejsze ubranie, poczuł ciepło emanujące z kamienia.
Udając, że chce zawiązać buta, uklęknął i
odczytał wiadomość:</p>

<p>W takim razie oczekuję cię
jutrzejszego wieczoru.</p>

<p>Och, nie spodziewał się,
że Severus przyjmie to aż tak spokojnie, ale był mile
zaskoczony.</p>

<p>Dobrze. - odesłał szybko i
wstał. Wsadził do kufra oba kamienie, żeby ich nie zgubić
na boisku, zarzucił na siebie kilka kolejnych warstw ubrań i
wyszedł razem z Ronem z dormitorium, ściskając w dłoni swoją
Błyskawicę i już wyobrażając sobie smak i zapach
zimowego powietrza, którego nareszcie będzie mógł skosztować po
tak długiej przerwie.</p>

<p>- Och, idziecie polatać?</p>

<p>Harry odwrócił się w
połowie schodów, widząc wychodzącą z dormitorium
dziewcząt Ginny.</p>

<p>- Tak, chcemy trochę
poćwiczyć - odparł Ron.</p>

<p>Dziewczyna rozpromieniła
się.</p>

<p>- Mogę pójść z wami?
Dawno nie latałam. Przyda mi się trochę ćwiczeń.
Opuściłam kilka ostatnich treningów, a samemu to nie to samo. Greg
nie lubi Quidditcha. - Skrzywiła się, jakby sama idea, że
ktoś może nie lubić Quidditcha była dla niej tak obca, jak
dla skrzatów domowych mówienie źle o swoim panu.</p>

<p>Ron i Harry wymienili spojrzenia.</p>

<p>- No dobra. Możesz się
przydać. Ty poćwiczysz strzały, ja obronę, a Harry szukanie
znicza.</p>

<p>- Świetnie! - Ginny
klasnęła w dłonie. - Zaraz wracam, tylko się przebiorę.</p>

<p>***</p>

<p>- Widzieliście ten zwis? Prawie
zleciałem z miotły, ale było warto! Widzieliście? Nawet nie
wiedziałem, że tak umiem! To było niesamowite! Albo jak
odbiłem tego kafla samymi czubkami palców! Widzieliście? - Ron
entuzjazmował się przez całą drogę z boiska, przez
błonia w stronę zamku oświetlonego padającym zza szyb
blaskiem świateł. Śnieg skrzypiał im pod butami, a Harry
czuł się tak, jakby każdy mięsień w jego ciele zamarzł
i teraz, kiedy szedł, skrzypiał jeszcze donośniej.
Donośniej nawet od śmiechu Ginny. Ale jednocześnie miał
wrażenie, że narodził się na nowo. Czuł się
całkowicie odprężony i zrelaksowany. Jak po dobrym seksie ze
Snape'em. Tyle tylko, że teraz miał w sobie mnóstwo energii, która go
wręcz roznosiła.</p>

<p>- Tak, to było niezłe. A widzieliście,
jak zrobiłem w ostatniej chwili zwrot nad samym boiskiem? - zapytał
Rona i jego siostry, szczerząc się od ucha do ucha i
przypominając sobie pęd mroźnego powietrza, który
wciąż igrał mu we włosach. - Zaryłem stopami w
śnieg. Myślałem, że już po mnie. Hahaha. Ale
przynajmniej wiem teraz, co robić, gdyby Zabini albo Cho siedzieli mi na
ogonie. Żadna miotła tego nie wytrzyma. Oprócz Błyskawicy.</p>

<p>- Tak, hahaha. Spróbuję tego
kiedyś na swoim Zmiataczu.</p>

<p>- Lepiej nie - zachichotała
Ginny. - Nie będę potem wybierała twoich kawałków ze
śniegu. Zresztą udało ci się tylko dlatego, że
miałam zbyt przemarznięte palce, żeby dobrze wycelować. To
jednak nie jest dobra pogoda na Quidditch.</p>

<p>- Ale zobacz - zauważył
Harry, kiedy wszyscy troje weszli do zamku, tupiąc i strzepując
śnieg z butów. - Jeżeli strzeliłaś tyle goli w takich
warunkach, to ile strzelisz na wiosnę?</p>

<p>- Strzelanie goli Ronowi to
żadne wyzwanie - wyszczerzyła się dziewczyna, a Gryfon
poczerwieniał.</p>

<p>- Zaraz oberwiesz miotłą! -
Podniósł swojego Zmiatacza i zamachnął się na Ginny, która
odskoczyła, śmiejąc się i schowała się za plecami
Harry'ego.</p>

<p>- Może byście tak
przestali? - warknęła pulchna dama z dzieckiem w kołysce,
znajdująca się na jednym z wiszących w Sali Wejściowej
obrazów. - Zaraz ją obudzicie!</p>

<p>Ginny zasłoniła usta
dłonią, dusząc się ze śmiechu, podczas gdy Ron
zaczął ją gonić po Sali Wejściowej, wymachując
miotłą, a Harry musiał oprzeć się o kolumnę,
żeby zapanować nad chichotem.</p>

<p>- Chwila, muszę do kibla.
Zaczekajcie na mnie - wydyszał Ron, kiedy przystanął na
chwilę, podpierając się na swojej miotle, po czym skierował
się do znajdującej się na prawo od Wielkiej Sali ubikacji.</p>

<p>Ginny zatrzymała się obok
Harry'ego, ocierając łzy z kącików oczu.</p>

<p>- Fajnie było. Szkoda, że
częściej nie wychodzimy razem.</p>

<p>Harry wyprostował się,
łapiąc w końcu oddech.</p>

<p>- Ta. Następnym razem...</p>

<p>- Co tu się dzieje? -
rozległ się głęboki, niski głos, dobiegający,
jakby się wydawało, znikąd. Harry poczuł dreszcz na
plecach. Odwrócił się gwałtownie w stronę schodów
prowadzących do lochów i zobaczył wyłaniającego się z
nich Snape'a. Kątem oka zobaczył, że uśmiech Ginny
natychmiast spełzł z jej twarzy. Jego już dawno zakopał
się pod posadzką.</p>

<p>Mężczyzna podszedł do
nich pewnym siebie krokiem, szeleszcząc peleryną. Harry widział
w jego oczach jedynie chłód, przy którym panujący na dworze mróz
wydawał się dziecięcą igraszką.</p>

<p>- Pan Potter i panna Weasley -
wymruczał Snape, zatrzymując się przed nimi i
spoglądając na nich z góry zmrużonymi oczami. - Widzę,
że tak doskonale się bawicie, że kompletnie was nie obchodzi,
ile hałasu przy okazji robicie. Wasz dom traci dziesięć punktów.</p>

<p>- Ale przecież nie ma jeszcze
ciszy noc...- zaprotestowała Ginny.</p>

<p>- Milcz. - Głos Snape'a
wydawał się być wykuty z lodu i Harry wyczuwał w nim dziwne
wibracje, które sprawiały, że coś wewnątrz niego
drżało ze strachu. Upewnił się, że stoi
wystarczająco daleko od Ginny, ale na wszelki wypadek odsunął
się jeszcze odrobinę.</p>

<p>- Byliśmy polatać. To
już nie można? - zapytała hardo Ginny. Harry poprosił w
duchu wszystkie bóstwa o to, żeby się zamknęła. Severus nie
wyglądał w tej chwili na skorego do wyrozumiałości.</p>

<p>- I kolejne dziesięć
punktów za ten impertynencki ton - warknął, spoglądając na
dziewczynę tak, jakby nagle zamieniła się w bardzo irytującego
robaka. - Nie obchodzi mnie, co robicie razem w czasie wolnym, ale w tym zamku
panują pewne zasady. Jedną z nich jest zakaz hałasowania na
korytarzach. Drugą - wskazał na mokre, błotniste ślady,
pokrywające całą posadzkę - zakaz niszczenia oraz brudzenia
własności szkoły. I za to kolejne dziesięć punktów.
Proszę to natychmiast posprzątać, albo powiadomię pana
Filcha.</p>

<p>Harry chciał
wyciągnąć różdżkę, ale Ginny go uprzedziła.
Widział, że jej ręka drżała nieznacznie, kiedy
usuwała ślady zaklęciem czyszczącym. Widocznie z trudem
panowała nad wściekłością.</p>

<p>- A trzecią - kontynuował
Snape mściwym tonem - jest zakaz używania zaklęć na
korytarzach. I za to kolejne dziesięć punktów, panno Weasley. Jeszcze
jedno przewinienie i otrzyma pani szlaban, czy to jasne?</p>

<p>Ginny poczerwieniała i
skinęła głową, chociaż jej oczy niemal ciskały
błyskawice. Wydawała się rozczarowana tym, że żadna z
nich nie ugodziła jeszcze wbijającego w nią mordercze spojrzenie
nauczyciela i nie spopieliła go na miejscu.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, wbijając wzrok w podłogę i starając
się nie trząść ze złości.</p>

<p>Nie no, to już była
przesada! Przecież, do diabła, nic nie robili!</p>

<p>W tej samej chwili usłyszeli
trzask otwieranych drzwi i z ubikacji wybiegł Ron. Zatrzymał się
jednak gwałtownie, widząc Snape'a.</p>

<p>- Ee... coś się stało?
- zapytał niepewnie, zerkając na nauczyciela, czerwoną z gniewu
siostrę i wpatrującego się w podłogę Harry'ego.</p>

<p>- Nic - warknęła Ginny,
odwracając się i zarzucając sobie miotłę na
ramię. - Chodźmy.</p>

<p>Harry odważył się
podnieść głowę i niemal natychmiast tego
pożałował, widząc wzrok Severusa. Był dziwny. Tak,
był lodowaty i wściekły, ale coś w nim drżało i
Harry zupełnie nie potrafił tego rozpoznać.</p>

<p>Może, gdyby przyjrzał
się uważniej, zrozumiałby, co to takiego, zareagowałby
inaczej i później... nie doszłoby do tego.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy wrócili do Pokoju Wspólnego,
Hermiony nigdzie nie było widać. Ginny przeklinała Snape'a przez
całą drogę, Ron jej wtórował, dowiedziawszy się, co
się stało, a Harry nie odzywał się. Odzyskał humor dopiero
wtedy, kiedy usiedli we trójkę przy kominku, ogrzewając się i
zabierając do gry w eksplodującego durnia. Był piątek i na
szczęście mieli cały weekend na odrobienie lekcji.</p>

<p>Harry nie miał pojęcia do
której grali, śmiali się i rozmawiali. Było niemal tak jak
dawniej, kiedy spędzali w ten sposób wieczory w Norze podczas wakacji. W
końcu Pokój Wspólny opustoszał, Ginny poszła spać, a Ron
wyciągnął szachy czarodziejów i namówił Harry'ego na kilka
partii. W końcu, kiedy Harry'emu po raz pierwszy udało się
wygrać z Ronem, przyjaciel stwierdził, że jest zbyt późno i
kompletnie już nie myśli. Wstał, zabrał szachy i
poszedł na górę. Harry przeciągnął się i
ziewnął. Przed kominkiem było tak ciepło i przyjemnie,
że kompletnie nie miał ochoty wstawać i się gdzieś
przenosić. Leżał tylko i wpatrywał się w
strzelające cicho płomienie, przypominając sobie wszystkie
radosne chwile z dzisiejszego dnia. W końcu jednak, kiedy oczy
zaczęły mu nieznośnie ciążyć, stwierdził,
że przecież nie może tutaj spać i z trudem podniósł
się do pozycji siedzącej. Wtedy też usłyszał
dźwięk odsuwającego się portretu i stłumione dywanem
kroki. Odwrócił się i zobaczył wchodzącą do Pokoju
Wspólnego Hermionę. Widząc Harry'ego, zatrzymała się
niepewnie i odwróciła głowę. Jednak chłopak
zdążył zauważyć jej zaczerwienione oczy. W ramionach
ściskała książkę.</p>

<p>- Och, to ty Harry. Nie
myślałam, że ktoś tu jeszcze będzie o tej porze -
wymruczała, wpatrując się w ścianę i najwyraźniej
nie chcąc albo też nie będąc w stanie na niego spojrzeć.</p>

<p>- Gdzie byłaś? -
zapytał, marszcząc brwi. - Myśleliśmy, że siedzisz w
dormitorium. Ja, Ron i Ginny byliśmy...</p>

<p>- Wiem - przerwała mu nagle,
znacznie ostrzejszym głosem. - Widziałam was przez okno. Nie tylko ty
potrzebujesz czasami chwili samotności w Pokoju Życzeń. I
proszę cię... nie wspominaj przy mnie o nim.</p>

<p>- O kim? O Ronie? Przepraszam -
wymamrotał, kiedy posłała mu na wpół rozdrażnione, na
wpół rozgoryczone spojrzenie. Widząc jej zapuchnięte oczy i
ślady łez na policzkach, poczuł ukłucie w sercu. Nie
myślał, że ich kłótnia była aż tak poważna.
Widocznie Hermiona przeżyła ją znacznie dotkliwiej niż Ron.
A oni przez cały wieczór tak świetnie się bawili...</p>

<p>- Słuchaj - zaczął,
nie wiedząc właściwie, co chce powiedzieć. - Daj spokój. W
związkach... zawsze zdarzają się kłótnie. Tak bywa. I to
nie jest niczyja wina.</p>

<p>Hermiona spojrzała na niego ze
smutkiem spod burzy włosów i powoli podeszła do kanapy, po czym
opadła na nią z westchnieniem tuż obok Harry'ego. Chłopak
zagryzł wargę. Nie był najlepszy w pocieszaniu.</p>

<p>- To nie o to chodzi -
powiedziała cicho. - Tylko, że mam wrażenie, że on...
nieważne.</p>

<p>- Nie chce cię słuchać
i wkurza się, kiedy próbujesz nim pokierować?</p>

<p>Hermiona poderwała
głowę i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>- Skąd wiesz?</p>

<p>- No bo ty... zawsze chcesz
wszystkimi kierować - wymamrotał Harry.</p>

<p>- Dzięki - prychnęła.</p>

<p>- Nie chcę go
usprawiedliwiać - zaprzeczył Harry. - Ale powinnaś chyba
zrozumieć, że nikt nie lubi, kiedy mu się ciągle mówi, co
ma robić. Wiem, że chcesz dobrze i... nie wiem, jesteś
przekonana, czy coś, że masz rację i że to mu pomoże i
że tak będzie dla niego najlepiej... ale ludzie nie lubią jak
się ich bez przerwy kontroluje. - Przełknął
ślinę, czując nagły uścisk w żołądku i
przypominając sobie wzrok Severusa.</p>

<p>Hermiona rzuciła mu długie,
zamyślone spojrzenie.</p>

<p>- Wiem, że masz rację, ale
i tak... nie wybaczę mu tego, co powiedział. Zawsze tylko
generalizuje. Tylko to potrafi. Nienawidzę tego.</p>

<p>- Tak jak ty teraz? -
mruknął Harry.</p>

<p>- Co? - Hermiona spojrzała na
niego z zaskoczeniem i zarumieniła się. Harry
uśmiechnął się lekko.</p>

<p>- Zawsze myślałem, że
potrafi jeszcze kilka innych rzeczy - powiedział.</p>

<p>- Tak, na przykład
jeść - odparła dziewczyna i nagle parsknęła
śmiechem.</p>

<p>- I chrapać - dodał Harry.</p>

<p>- I nie przejmować się odrabianiem
lekcji.</p>

<p>- A w grze w eksplodującego
durnia jest prawdziwym mistrzem.</p>

<p>Hermiona zachichotała i
westchnęła głęboko, po czym spojrzała na Harry'ego z
wdzięcznością w orzechowych oczach.</p>

<p>- Dzięki - mruknęła. -
Ale i tak mu nie wybaczę. Przynajmniej nie tak szybko. Musi
zrozumieć, że pewnych rzeczy... nie należy mówić -
zakończyła, a do jej głosu ponownie napłynął
smutek. - Ale nie mam teraz pary na jutrzejszą imprezę... Pójdziesz
ze mną? Nie chcę być tam sama i patrzeć jak Ron... I nie
chcę siedzieć jak kołek w dormitorium.</p>

<p>Harry zamrugał.</p>

<p>- Jaką impr...?</p>

<p>I wtedy sobie przypomniał.
Wspólne urodziny Angeliny Johnson i Katie Bell. Całkowicie o tym
zapomniał. Jakiś czas temu go zapraszały, ale nie miał
zamiaru ani ochoty iść.</p>

<p>- Ee... - Spojrzał na przypatrującą
mu się wciąż zaczerwienionymi oczami przyjaciółkę i
westchnął głęboko. - No dobrze. W sumie może być
nawet fajnie... - powiedział, starając się okazać entuzjazm
i nie myśleć o tym, jak wytłumaczy to Snape'owi. Chyba najlepiej
będzie zrobić to osobiście.</p>

<p>Hermiona rozpromieniła się
i rzuciła mu się na szyję.</p>

<p>- Dzięki, Harry. Jesteś
cudowny.</p>

<p>Tak, tylko czy to, że jest
"cudowny" wystarczy za wytłumaczenie dla Snape'a? Szczerze w to
wątpił.</p>

<p>***</p>

<p>Harry obudził się w
południe. Tak późno poszedł spać, że kiedy dotarł
do dormitorium, po prostu rzucił się na łóżko i
zasnął niemal natychmiast. Nawet nie chciało mu się
przebierać.</p>

<p>Usiadł na posłaniu i
rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było ani Neville'a, ani Rona.
Za oknem sypał śnieg, a niebo było zachmurzone.
Przeciągnął się i wygramolił z łóżka, po
czym ruszył do łazienki. Chłodny prysznic natychmiast go
rozbudził. Kiedy zakładał czyste spodnie, odruchowo
sięgnął do kieszeni starych, aby przełożyć
kamień, ale kiedy go tam nie znalazł, zmroziło go. Dopiero po
kilku sekundach przypomniał sobie, że przecież wczoraj
wrzucił go do kufra i kompletnie o nim zapomniał.</p>

<p>Cholera, a to oznaczało, że
zapomniał także wysłać Snape'owi wieczorne
"dobranoc"!</p>

<p>Wypadł z łazienki,
otworzył kufer i zaczął w nim grzebać.
Uśmiechnął się lekko, kiedy w rękę wpadło mu
małe, czerwone pudełeczko. Walentynowy prezent dla Severusa. Co
prawda, do walentynek zostały jeszcze dwa tygodnie, ale postanowił
przygotować go już wcześniej. Kupił pudełko podczas
ostatniej wizyty w Hogsmeade, a to, co się w nim znajdowało...
Cóż, miał tylko ogromną nadzieję, że wystarczy mu
odwagi, aby dać to Severusowi. Odsunął pudełko i
sięgnął na samo dno kufra, gdzie odnalazł zielony
kamień. Z wyblakłą już wiadomością:</p>

<p>Wszystko z tobą w porządku,
Potter?</p>

<p>Harry zagryzł wargę. Snape
musiał mu to przysłać w nocy, po tym, jak Harry nie
wysłał mu "dobranoc". Niech to szlag! Jak mógł o tym
zapomnieć? A jeżeli Severus martwił się o niego przez
całą noc?</p>

<p>Nie, wróć. Przecież Severus
chyba nie martwiłby się o niego przez całą noc... Nie, z
pewnością nie. Po prostu... pewnie zdziwił się, że
Harry nic mu nie wysłał i chciał się dowiedzieć, co
się dzieje. Tak, pewnie tak. Severus nie należał do osób, które
martwiłyby się z takiego powodu.</p>

<p>Westchnął,
zastanawiając się, co odesłać i w końcu
zdecydował się na:</p>

<p>Przepraszam, ale zostawiłem
kamień w kufrze, a potem byłem zmęczony i poszedłem
spać. I dopiero teraz wstałem. Nie gniewaj się.</p>

<p>A po chwili dodał jeszcze:</p>

<p>Przyjdę wieczorem.</p>

<p>Co prawda miał zamiar
iść tylko po to, aby wytłumaczyć Severusowi, dlaczego nie
może zostać, ale przecież... przyjdzie.</p>

<p>Schował kamień do kieszeni
w tej samej chwili, w której do dormitorium wpadł Ron.</p>

<p>- No w końcu wstałeś.
Wiesz może, gdzie się podziewa Hermiona? Próbowałem napisać
wypracowanie z Astronomii, żeby zdążyć przed imprezą,
ale mam problem. A jej od wczoraj nigdzie nie ma.</p>

<p>Harry westchnął.
Czekała go chyba długa rozmowa...</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy zatrzymał się przed
tak dobrze znanymi drzwiami, ogarnęły go wątpliwości.
Może nie powinien był się zgodzić? Może powinien
odmówić Hermionie? Zastanawiał się nad tym przez cały
dzisiejszy dzień, ale za każdym razem, kiedy przypominał sobie
jej zaczerwienione oczy, przygniatało go poczucie winy. Ostatnio
naprawdę kompletnie nie miał dla nich czasu, a Hermiona zawsze mu
pomagała, jeżeli miał jakiś problem, nie mógłby teraz
odwrócić się od niej plecami, nieważne jak bardzo wolałby
spędzić ten wieczór z Severusem. Przecież będą mieli
jeszcze setki innych wieczorów... prawda?</p>

<p>Z ciężkim westchnieniem
dotknął drewnianej powierzchni drzwi i wszedł do gabinetu. W
środku zdjął z siebie pelerynę niewidkę i
podszedł do kolejnych drzwi, jednak przez kilka chwil po prostu się w
nie wpatrywał, zanim w końcu zdecydował się zapukać.
Czuł się tak, jakby najadł się kamieni, które teraz
nieznośnie ciążyły mu w żołądku. Drzwi
otworzyły się niemal natychmiast, kiedy tylko ich dotknął,
ukazując wysoką, ciemną sylwetkę. Severus miał
zmrużone oczy i zaciśnięte usta, które wykrzywiły się
w szyderczy grymas, kiedy tylko jego wzrok padł na stojącego w progu
Harry'ego.</p>

<p>- Och, a więc
postanowiłeś przyjść... Cóż za niespodzianka -
wypluł z siebie, odwracając się plecami do Harry'ego i
ruszając w stronę fotela.</p>

<p>- Wystarczyłoby zwykłe
"dobry wieczór" - wymruczał Harry, wchodząc do środka.
Cóż, spodziewał się, że Severus nie będzie w
najlepszym nastroju, ale nie myślał, że będzie aż tak
źle...</p>

<p>Mężczyzna opadł na
fotel i sięgnął po w połowie opróżnioną
szklankę. Harry zerknął na stojącą obok butelkę.
Była niemal pusta.</p>

<p>No to jeszcze gorzej...</p>

<p>- No siadaj - mruknął
Severus, wypijając jednym haustem resztę zawartości szklanki. -
Zamierzasz tam stać przez cały wieczór?</p>

<p>Harry wziął
głęboki oddech, obserwując, jak mężczyzna przechyla
butelkę i wylewa do szklanki resztkę trunku.</p>

<p>- Ja.... przyszedłem tylko,
żeby ci powiedzieć... - przełknął ślinę,
gdyż miał wrażenie, jakby jego gardło nagle się
ścisnęło, nie pozwalając mu wydusić z siebie słowa
- ...że nie mogę zostać.</p>

<p>Ręka z butelką zawisła
w powietrzu i przez kilka sekund wydawało się, że czas się
zatrzymał. Harry próbował wyczytać coś z twarzy Severusa,
ale była przykryta kurtyną włosów. Po chwili czas ruszył
ponownie i mężczyzna bardzo ostrożnie odstawił butelkę
z powrotem na stolik, chociaż Harry miał dziwne wrażenie,
że ściska ją trochę zbyt mocno. Pomyślał, że
chyba powinien jakoś się wytłumaczyć, nawet jeżeli
wydawało mu się, że każde kolejne słowo może
być jego ostatnim.</p>

<p>- Ja... dzisiaj jest impreza w Pokoju
Wspólnym, a Hermiona pokłóciła się z Ronem i poprosiła,
żebym z nią poszedł. A ja nie mogłem odmówić, bo
ostatnio ciągle tylko...</p>

<p>- Zamknij się i wyjdź.</p>

<p>Słowa, które przecięły
powietrze, wydawały się dobiegać z bardzo daleka.</p>

<p>Harry zacisnął usta i
oblizał wargi. Snape nie wrzeszczał na niego ani nim nie rzucał.
Nie było tak źle. Ale coś w tym głosie niepokoiło
go... Nie miał jednak czasu, aby teraz się nad tym zastanawiać,
ponieważ odczuwał zbyt dużą ulgę.</p>

<p>- Przepraszam - wymamrotał w
podłogę. - Następnym razem zostanę, obiecuję. Tak
bardzo...</p>

<p>- Skoro tak bardzo chcesz
iść, to po co tu jeszcze stoisz? - warknął Severus, nie
odwracając głowy od kominka i nie spoglądając na niego.</p>

<p>Harry zagryzł wargę. Chyba
lepiej będzie się ulotnić, zanim Severus się rozmyśli.
Najwidoczniej niepotrzebnie aż tak bardzo się obawiał.</p>

<p>- To... do zobaczenia -
mruknął i odwrócił się do drzwi. Kiedy znalazł
się za nimi, odetchnął głęboko. Nie poszło tak
źle, jak sądził. Myślał, że Snape będzie mu
wypominał to wyjście z Ginny, ale może w końcu sam
stwierdził, że przesadza. Chociaż w świetle tego, co
się wydarzyło, kiedy Harry założył krawat od niej,
takie spokojne podejście do tematu w ogóle było do Severusa
niepodobne.</p>

<p>Harry dotarł do drzwi
prowadzących na korytarz, zarzucił na siebie pelerynę i
otworzył je, jednak zanim wyszedł, zawahał się, kiedy
przypomniał sobie dziwny ton głosu mężczyzny.</p>

<p>Było w nim coś takiego...
coś, co Harry wyczuwał podświadomie, ale nie potrafił tego
nazwać ani określić. Ale nie dawało mu to spokoju. Czy
Severus nie zareagował jednak za spokojnie? Może powinien zawrócić
i... zapytać go o to. Wyznać, że wolałby spędzić
ten wieczór z nim, bo w końcu wcale mu tego nie powiedział...</p>

<p>Trzasnął drzwiami i
zawrócił. Zdążył jednak zrobić tylko kilka kroków,
kiedy usłyszał głośny, przerażający huk.
Podskoczył i zatrzymał się w miejscu, wpatrując się z
osłupieniem w drzwi prowadzące do komnat Severusa.</p>

<p>To brzmiało tak... tak jakby...
jakby ktoś roztrzaskał butelkę o drzwi.</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>Może jednak lepiej
będzie... nie wracać. Wcale nie miał teraz ochoty na
kolejną... bitwę.</p>

<p>Na palcach wycofał się do
drzwi i otworzył je najciszej jak potrafił, po czym zamknął
z taką samą ostrożnością.</p>

<p>Później porozmawia z Severusem i
wyjaśni mu kilka kwestii. Teraz nie miał na to ani zapału, ani
sił. Tak, później...</p>

<p>***</p>

<p>- Och, Harry, szkoda, że nie
lubisz tańczyć - westchnęła Hermiona, opadając obok
niego na stojącą pod ścianą kanapę. Była
zaczerwieniona z wysiłku, a jej gęste włosy były rozwiane.
Przez ostatnie piętnaście minut szalała z Neville'em, który
wydawał się być chyba jedynym chłopakiem w całym
towarzystwie, który potrafił tańczyć. Zresztą Seamus, Dean
i cała reszta wyglądali i zachowywali się tak, jakby w ich
butelkach z kremowym piwem znowu pojawił się jakiś "dodatek".
Muzyka była tak głośna, że Harry ledwie słyszał
własne myśli. Miał wrażenie, że w Pokoju Wspólnym
stłoczył się chyba cały Gryffindor. A przynajmniej wszyscy
od trzeciej klasy wzwyż. To były ostatnie urodziny Angeliny i Katie,
ponieważ obie za rok opuszczały Hogwart, więc najwidoczniej
postanowiły urządzić tak huczną urodzinową
imprezę, o której jeszcze przez długi czas wszyscy będą
sobie opowiadać. Harry zastanawiał się, jak udało im
się przekonać do niej McGonagall.</p>

<p>Ron i Hermiona nadal się do
siebie nie odzywali. Ron bawił się po drugiej stronie Pokoju Wspólnego
z Lee Jordanem i innymi siódmorocznymi, Ginny w połowie imprezy
gdzieś zniknęła, zapewne znowu wymknęła się na
schadzkę ze swoim chłopakiem, a Harry przez większość
czasu po prostu siedział na kanapie popijając piwo kremowe "z
dodatkiem", które sam nawet nie wiedział jak, znalazło się
w jego rękach, i obserwując coraz bezwstydniej migdalące
się po kątach pary.</p>

<p>- Pić mi się chce -
mruknęła Hermiona, wyjmując mu piwo z ręki i
pociągając solidny łyk. Jej policzki zaczerwieniły się
jeszcze bardziej, ale nic nie powiedziała, kiedy oddawała
butelkę Harry'emu. - Na pewno nie chcesz zatańczyć? -
zapytała, przyglądając mu się uważnie.</p>

<p>- Nie, dzięki. Wygodnie mi
tutaj. Cieszę się, że dobrze się bawisz. -
Uśmiechnął się sztucznie.</p>

<p>- Naprawdę tego
potrzebowałam - odpowiedziała promiennym uśmiechem. -
Dzięki, że ze mną przyszedłeś. - Pochyliła
się i pocałowała go w policzek. - To idę. Jak będziesz
miał ochotę, to możesz do nas dołączyć. - Po tych
słowach zerwała się i podbiegła do podskakującego
niczym swoja własna ropucha Neville'a.</p>

<p>Harry westchnął. Miał
już dosyć hałasu, roześmianych ludzi i
obściskujących się par. Myślał, że będzie
fajnie, że znowu spędzi przyjemny czas z przyjaciółmi, ale tak
naprawdę to czuł się tutaj niezwykle wręcz obco. Jakby
już dawno przestał należeć do tego świata.
Odchylił głowę do tyłu, kładąc ją na oparciu
kanapy i zapatrzył się w sufit. Przez kolejne pół godziny po
prostu siedział w ten sposób i pił, aż w końcu sufit
zaczął rozmazywać mu się przed oczami. Kiedy
skończyła mu się kolejna butelka, opuścił
głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu, walcząc z
zawrotami głowy. Z głośników dobiegała jakaś ballada i
większość osób tańczyła przyciśnięta do
siebie, a liczba migdalących się po kątach par podwoiła
się. Harry przeszukał wzrokiem tłum, próbując dostrzec
Hermionę, ale nigdzie jej nie widział. Wstał ostrożnie,
odstawił butelkę na stolik i ruszył do przodu,
przedzierając się przez tańczących. Kiedy znalazł
się po drugiej stronie Pokoju Wspólnego, zatrzymał się nagle.</p>

<p>Znalazł Hermionę. Siedziała
z Ronem na kanapie i całowała się z nim. Cóż, najwidoczniej
w końcu się pogodzili... Czyli chyba... nie był już
potrzebny.</p>

<p>Westchnął ciężko
i odwrócił się, zastanawiając się, co ze sobą
zrobić.</p>

<p>Pójdzie do Severusa. Tak. Może
jeszcze nie jest za późno. I tak nikt nie zauważy, że go nie ma.
Wymknie się tylko na chwilę, tylko, żeby go zobaczyć.</p>

<p>Wszedł do dormitorium,
zabrał z kufra pelerynę niewidkę, ukrył ją w kieszeni
i zszedł na dół. Udało mu się wymknąć
niezauważonym i kiedy znalazł się na korytarzu, zarzucił na
siebie pelerynę i ostrożnie ruszył schodami prosto do lochów. W
połowie drogi uświadomił sobie, że zapomniał
zabrać Mapę Huncwotów. Miał tylko nadzieje, że nie natknie
się nagle na Filcha albo na jakiegoś nauczyciela patrolującego
korytarze.</p>

<p>Na szczęście udało mu
się dotrzeć pod drzwi gabinetu Severusa bez większych przeszkód.
Zatrzymał się przed nimi i wyciągnął rękę,
aby ich dotknąć, lecz... nie poruszyły się. Zmarszczył
brwi i sięgnął do klamki. Nacisnął ją kilka razy,
ale drzwi pozostały zamknięte.</p>

<p>Najwyraźniej Severusa nie
było. Może znowu musiał iść na jakąś
misję. Szkoda... Tak bardzo chciał go zobaczyć. Powiedzieć
mu, że to była jedna wielka pomyłka, że powinien był z
nim zostać, że niepotrzebnie zgodził się iść na
tę imprezę.</p>

<p>Westchnął i odwrócił
się. Ruszył w drogę powrotną, powłócząc nogami i
zastanawiając się, czy Severus nadal jest na niego zły...
Wdrapał się już na piąte piętro, ale wtedy schody
ruszyły w przeciwną stronę i musiał nadłożyć
drogi. Kiedy jednak wyszedł zza zakrętu korytarza, musiał
się tak gwałtownie zatrzymać, że niemal potknął
się i upadł. Prawie nadepnął na panią Norris. Kotka
prychnęła i odskoczyła, fukając wściekle.</p>

<p>Harry rozejrzał się po
korytarzu, szukając Filcha, ale na szczęście nigdzie w
pobliżu go nie było. Wiedział jednak, że musi jak
najszybciej się stąd zwinąć, jeżeli nie chce, aby to
przeklęte kocisko podniosło alarm.</p>

<p>Ostrożnie ominął
obserwującą go swoimi rubinowymi oczami kotkę i ruszył
dalej. Jednak zwierzę zaczęło iść za nim.</p>

<p>- Sio! Wynocha stąd! -
syknął, przyspieszając kroku. Kotka miauknęła w
odpowiedzi. Najwidoczniej wciąż pamiętała ostatnie
spotkanie, podczas którego Severus potraktował ją w tak brutalny
sposób. Najgorsze było to, że najwyraźniej doskonale
widziała przez pelerynę niewidkę. Już kilka razy prawie
wpadł przez nią w kłopoty. Musi ją zgubić!</p>

<p>Przyspieszył jeszcze bardziej,
ale zwierzę wciąż biegło za nim.</p>

<p>- Odczep się, ty głupi
sierściuchu! - wymruczał ze złością, po czym
zaczął biec. Kotka znowu zamiauczała i ruszyła w pościg.
Harry minął kolejny zakręt i biegnąc wąskim
korytarzem, obejrzał się przez ramię, żeby zobaczyć,
jak daleko od niego jest pani Norris. I wtedy, tuż przed kolejnym
zakrętem, wpadł na coś, co wrzasnęło ze strachu
piskliwym głosem, odbił się od czegoś miękkiego i
wylądował na podłodze.</p>

<p>Otrząsnął się,
próbując pozbyć się tańczących mu przed oczami plam, i
wtedy zobaczył.</p>

<p>To była Ginny.
Jęknęła, podnosząc się z podłogi i z
przerażeniem wpatrując w miejsce, w którym leżał Harry. To
musiał być dla niej naprawdę ogromny szok, zderzyć się
z czymś niewidzialnym. Harry szybko ściągnął
pelerynę z głowy.</p>

<p>- To ja - wyszeptał. Ale ona
wcale nie wyglądała na uspokojoną. Podniosła się i
spojrzała za siebie rozszerzonymi ze strachu oczami. Harry
zauważył, że jej bluzka była wymięta i zapięta
tylko na jeden guzik, szminka na ustach całkowicie rozmazana, włosy w
nieładzie, a na odsłoniętej szyi widniało kilka
wyraźnych malinek. Och, najwidoczniej wracała ze schadzki z
Gregiem...</p>

<p>- Wstawaj - pisnęła cicho,
a jej głos drżał tak bardzo, że z trudem nad nim
panowała. - Właśnie... właśnie prawie wpadłam na
Snape'a. Chyba mnie nie widział, ale na pewno usłyszał.
Chodź, musimy...</p>

<p>Hary zamarł, słysząc
odległe kroki. Miał wrażenie, że jego serce opadło
aż do stóp, a żołądek znalazł się w
przełyku. Obejrzał się do tyłu, widząc
nadbiegającą i prychającą głośno kotkę.</p>

<p>- Musimy się schować! -
Ginny przypadła do niego i szarpnięciem podniosła go na nogi. -
Tutaj! - Nie czekając na nic, pociągnęła go ku
najbliższym drzwiom od schowka. Harry nie zdążył nawet
zaprotestować, kiedy wepchnęła go do środka,
zamknęła za nimi drzwi i wcisnęła ich w najdalszy kąt
pomieszczenia, drżąc na całym ciele. Ale Harry miał
wrażenie, że sam trząsł się jeszcze bardziej od niej.
Niemal słyszał bicie własnego serca, którego uderzenia
odbijały mu się echem w uszach. Rozłożył pelerynę
i zarzucił ją na siebie i Ginny, modląc się do wszystkich
bóstw o to, aby...</p>

<p>Za drzwiami usłyszał
miauczenie i drapanie.</p>

<p>- Nie... - jęknęła
Ginny, wciskając się jeszcze bardziej w ścianę. Harry i tak
nie był w stanie wydusić z siebie słowa.</p>

<p>Kroki zbliżały się, a
każdy z nich sprawiał, że Harry miał coraz większe
problemy z oddychaniem. W końcu zatrzymały się. Oboje przestali
oddychać.</p>

<p>On wie, że to ja!,
pomyślał w panice Harry. Usłyszał głośne
prychnięcie pani Norris, a klamka poruszyła się. Drzwi
otworzyły się z cichym skrzypieniem i w wejściu pojawiła
się wysoka, mroczna sylwetka. Harry poczuł się tak, jak kilka
miesięcy temu, kiedy Severus po raz pierwszy wszedł do schowka,
emanując tym przenikającym do szpiku kości
niebezpieczeństwem. Wtedy też nie mógł oddychać, wtedy tez
miał wrażenie, że mężczyzna zasysa do siebie
przestrzeń. Ale teraz bał się go znacznie bardziej niż
wtedy.</p>

<p>- Potter - mruknął,
wchodząc do środka i sięgając po różdżkę,
którą zapalił kilka stojących na półce świec. - Wiem,
że to ty.</p>

<p>Harry miał ochotę
wniknąć w ścianę i sądząc po przyciskającej
się do niego Ginny, ona marzyła dokładnie o tym samym. Snape
zrobił krok w ich stronę. Harry cofnął się jeszcze bardziej,
potrącając miotłę, która powoli zsunęła się
po ścianie z przeraźliwym hałasem i spadła na
podłogę.</p>

<p>Severus przeniósł wzrok z
leżącej miotły i wbił go dokładnie w to miejsce, w
którym stali Harry i Ginny. Wyciągnął przed siebie
rękę. Harry widział długie palce, zaciskające się
w powietrzu i zbliżające coraz bardziej. Zapomniał, jak się
oddycha.</p>

<p>Wiedział, że to już
koniec.</p>

<p>Palce zacisnęły się na
pelerynie i przez twarz mężczyzny przepłynął wyraz
triumfu. Gwałtownym szarpnięciem przyciągnął ją
do siebie, a wtedy, kiedy jego wzrok padł na wciśniętych w
ścianę Harry'ego i Ginny... triumf zamienił się w
osłupienie tak wielkie, iż Harry miał wrażenie, że
mężczyzna także zapomniał jak się oddycha. Jego
rozszerzone, czarne oczy przeniosły się z przerażonej twarzy
Harry'ego na kulącą się u jego boku Ginny i powoli
przesunęły w dół, poprzez rozczochrane włosy,
pomiętą, niemal całkowicie rozpiętą bluzkę oraz
czerwone malinki pokrywające szyję dziewczyny.</p>

<p>Kiedy ciemne, błyszczące
dziwnie oczy mężczyzny przeniosły się z powrotem na
Harry'ego, chłopak zobaczył w nich tylko jedno... potworną
nienawiść. Jakby nagle wszystko zniknęło,
pozostawiając jedynie ziejącą, jadowitą, piekielną
odrazę. Jakby nagle cofnęli się o kilka miesięcy wstecz, do
tamtego dnia, w którym wszystko się zaczęło...</p>

<p>I Harry czuł, że zaraz
osunie się po ścianie, ponieważ Severus... jego Severus
patrzył teraz na niego w taki sam sposób... jak przez całe
sześć lat.</p><empty-line /><p>* "I will remember you" by
Sarah McLachlan</p>

<p><strong>--- rozdział 48 ---</strong></p>

<p><strong>48. One day before everything changed</strong></p>

<p>It's a sad, sad situation</p>

<p>And it's getting more and more absurd</p>

<p>Why can't we talk it over</p>

<p>What have I got to do to be heard</p>

<p>What do I say when it's all over</p>

<p>And sorry seems to be the hardest
word</p>

<p>What do I do when lightning strikes
me</p>

<p>And I wake to find that you're not
there*</p>

<p>Jeżeli jeszcze raz
przyłapię cię z nią sam na sam, nie będę
słuchał żadnych wyjaśnień. Żadnych.</p>

<p>Echo tych słów odbiło
się w głowie Harry'ego tak wyraźnie, jakby Severus
wypowiedział je przed chwilą. I kiedy wpatrywał się w te
przewiercające go, płonące nienawiścią oczy,
wiedział, że nic, co powie, nie będzie wystarczające... Ale
musiał spróbować!</p>

<p>- Panie profesorze... -
zaczął drżącym głosem. Każde słowo
wydawało się ranić mu przełyk. - To nie to, co pan
myśli. Przysięgam.</p>

<p>- Milcz! - Głos, który
wydobył się spomiędzy cienkich warg, był niczym wykuty z
lodu. Tak ciężki, twardy i zimny... - Pan Potter i panna Weasley...
przyłapani na gorącym uczynku podczas intymnej schadzki... Czyżby
uprawianie seksu w schowkach stało się jakąś nową
modą?</p>

<p>Harry poczuł, że
żołądek wywraca mu się na drugą stronę.</p>

<p>Schowek. To było ich miejsce! A
teraz Severus myśli, że oni... że on...</p>

<p>Przez jego głowę
przesunął się cały ciąg sytuacji.</p>

<p>Coś mi wypadło i Snape
natykający się na niego i Ginny w Sali Wejściowej.</p>

<p>Wszystko z tobą w porządku,
Potter?, kiedy zapomniał wysłać mu "dobranoc".</p>

<p>Nie mogę zostać, kiedy
miał spędzić wieczór ze Snape'em, podczas gdy naprawdę...
wyglądało to tak, jakby olał Snape'a, bo wolał spotkać
się potajemnie z Ginny...</p>

<p>O kurwa!</p>

<p>Czuł wzbierającą
panikę. Panikę, która nie pozwalała mu oddychać i
wypowiedzieć choćby słowa. Od czego zacząć? Co
powiedzieć? Jak to wyjaśnić?</p>

<p>Tego się nie dało
wyjaśnić!</p>

<p>- Ale to... - zaczął,
mając wrażenie, że zaraz coś rozsadzi mu płuca.</p>

<p>- Jeżeli tak bardzo chcecie
się parzyć, to proszę to robić poza granicami Hogwartu,
ponieważ w tym zamku dziwkarstwo nie będzie tolerowane! -
przerwał mu Snape podniesionym tonem. I Harry słyszał w tym głosie
autentyczną nienawiść, spływającą z gardła
niczym jad, pragnącą kąsać, kąsać... - Oboje
tracicie po pięćdziesiąt punktów i możecie być pewni,
że profesor McGonagall dowie się o tym, co tu zaszło. Zapewne
będzie zdruzgotana, że jej zacni Gryfoni rżną się po
kątach jak króliki...</p>

<p>- My nie...</p>

<p>- ...ale czego można się
było spodziewać po Weasleyach? - Pełne odrazy spojrzenie
mężczyzny przeniosło się na drżącą Ginny. -
Nie potraficie nic więcej poza rozkładaniem nóg i rozmnażaniem
się jak szczury. Powinno się was wszystkich wytępić.
Szczególnie taką wywłokę jak ty.</p>

<p>Harry widział, jak oczy Ginny
otwierają się z przerażenia i szoku i napływają do
nich łzy. Rozchyliła usta, żeby coś powiedzieć, ale
Snape nie pozwolił jej na to, kontynuując jeszcze bardziej
mściwym, jeszcze zjadliwszym tonem. Jakby próbował ukamienować
ją słowami.</p>

<p>- Jeżeli okaże się,
że jesteś w ciąży, zostaniesz natychmiast usunięta ze
szkoły razem ze swoim bękartem.</p>

<p>- Jak pan może...? -
zaczęła Gryfonka, ale Harry przerwał jej, krzycząc
desperacko:</p>

<p>- Ja jej w ogóle nie
dotknąłem!</p>

<p>Brew Snape'a powędrowała w
górę.</p>

<p>- Właśnie tego się po
tobie spodziewałem, Potter - wysyczał mężczyzna, jakby
Harry w ogóle nic nie powiedział. - Wystarczy, że zainteresowała
się tobą pierwsza lepsza ladacznica, a ty już nie
potrafiłeś się powstrzymać... Widocznie sława już
całkowicie przyćmiła ci umysł. Jesteś Wybrańcem,
więc możesz mieć każdą, tak? Przecież nikt nie
odmówi Chłopcu, Który Przeżył!</p>

<p>Harry miał wrażenie, jakby
każde słowo rozdzierało go na strzępy, kawałek po
kawałku.</p>

<p>Nie, nie, nie, nie, nie!</p>

<p>- Powiedz mu! - krzyknął,
spoglądając na Ginny. Czuł, że zaraz eksploduje od
środka. To wszystko było nie tak! - Powiedz! No przecież wiesz,
jak było! Wpadłem na ciebie! - Widząc, że Ginny jest w
stanie tylko patrzeć na niego wypełnionymi łzami oczami,
doskoczył do niej i szarpnął nią, wskazując na
Snape'a: - No powiedz mu!</p>

<p>- J-ja... - wyszeptała w
końcu, z trudem panując nad płaczem. - Wpadłam na Harry'ego
i zaciągnęłam go do schowka...</p>

<p>- Zamknij się! -
ryknął Snape, a Ginny aż się wzdrygnęła. To
już nie była nienawiść. To było coś znacznie
głębszego... - Nie chcę znać szczegółów! Nie obchodzi
mnie, w jakiej pozycji cię wziął, jak głośno
jęczałaś jego imię, gdzie cię dotykał, co ci
szeptał, ani... - Snape przerwał nagle, dysząc ciężko,
jakby wiedział, że stracił kontrolę. Wyprostował
się i przymknął oczy, biorąc głęboki oddech.
Kiedy odezwał się po chwili, w jego głosie nie było
już nienawiści, nie było tego czegoś, co sprawiało,
że serce Harry'ego chciało eksplodować, nie było niczego...
- Napawacie mnie odrazą - rzekł bardzo cichym głosem, w którym
nie pobrzmiewała nawet jedna nuta uczucia.</p>

<p>Odwrócił się z łopotem
peleryny i zanim Harry zdołał cokolwiek zrobić, już go nie
było. Pozostawił po sobie jedynie słaby zapach ziół,
odgłos opadającego z sufitu tynku i odbijające się od
ścian echo trzaśnięcia drzwiami.</p>

<p>Harry stał osłupiały,
wciąż ściskając ramię Ginny i wpatrując się
w drzwi. W jego głowie szalało tornado. Miał wrażenie,
że znalazł się w jakimś koszmarze i jeszcze nigdy w
życiu nie pragnął tak bardzo się obudzić.</p>

<p>To... nie tak. To nie może
się tak skończyć. Musi iść... wytłumaczyć...
powiedzieć... cokolwiek!</p>

<p>Ruszył przed siebie, jak w
amoku, zostawiając Ginny w schowku. Wypadł na korytarz na
uginających się nogach, zarzucił na siebie pelerynę,
wyminął kręcącą się pod przeciwległą
ścianą panią Norris i pognał przed siebie.</p>

<p>W dół. W dół. Do lochów.
Jak najszybciej!</p>

<p>Na drugim piętrze
potknął się o maczugę rzeźby trolla jaskiniowego i z
całym impetem wylądował na kamiennej posadzce, zdzierając
sobie kolana i nadgarstki, ale w ogóle nie zwrócił na to uwagi. Wstał
i ruszył dalej, biegnąc tak szybko, jakby od tego zależało
jego życie.</p>

<p>Na zakrętach odbijał
się od ścian, by nie tracić szybkości i kiedy wpadł do
lochów i przebiegł przez kilka korytarzy, zobaczył go! Zobaczył
skrawek czarnej peleryny znikającej w drzwiach gabinetu.</p>

<p>Nie! - jęknął w duchu,
przyspieszając jeszcze bardziej, ale już wiedział, że nie
zdąży. Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem.
Dobiegł do nich, zatrzymując się tak nagle, iż
pośliznął się i niemal upadł. Miał wrażenie,
jakby po drodze zgubił płuca, ale to się teraz nie liczyło.</p>

<p>Dotknął drzwi, ale nie
poruszyły się. Szarpnął za klamkę. Nic. Zapukał.
Odpowiedziała mu tylko cisza.</p>

<p>Zagryzł wargę i
zaczął pukać. Coraz głośniej i natarczywiej.
Pukał tak długo, aż miał wrażenie, że zdarł
sobie knykcie.</p>

<p>Ogarnęła go rozpacz.</p>

<p>Sięgnął do kieszeni i
zacisnął dłoń na kamieniu.</p>

<p>Wpuść mnie! Proszę!
Musimy porozmawiać!</p>

<p>Oparł czoło o chłodną
powierzchnię, oddychając ciężko i próbując się
uspokoić, ale wtedy usłyszał cichy trzask po drugiej stronie,
jakby coś uderzyło w drzwi.</p>

<p>Opadł na kolana,
przyciskając twarz do lodowatej posadzki i próbując dostrzec coś
w szparze pod drzwiami.</p>

<p>Zobaczył. Zielony, rozjarzony
kamień, leżący na podłodze gabinetu.</p>

<p>I usłyszał. Trzask drzwi
prowadzących do komnat. Oraz pustą, rozpaczliwą ciszę.</p>

<p>Skulił się na
podłodze, przyciskając policzek do zielonego klejnotu i szczelniej
owijając się peleryną.</p>

<p>- Proszę - wyszeptał w
eter. - Proszę, wpuść mnie.</p>

<p>Jednak wiedział, że nikt go
nie usłyszy...</p>

<p>***</p>

<p>- Harry! Harry, obudź się!</p>

<p>Ktoś potrząsał go za
ramię. Powoli otworzył oczy i zobaczył pochylonego nad sobą
Rona.</p>

<p>- No w końcu! Wstawaj!
McGonagall cię szuka! Masz do niej natychmiast iść. Razem z
Ginny.</p>

<p>Harry zacisnął powieki i
westchnął głęboko. Dlaczego nie mógłby
zasnąć z powrotem? Dlaczego nie mógłby po prostu wrócić do
tej przytulnej, bezpiecznej ciemności? Nie chciał znowu zanurzyć
się w tym koszmarze, który zaczął się dla niego wczorajszej
nocy. Nie wiedział, do której leżał pod drzwiami Snape'a, Ale
kiedy wstał, bolał go każdy mięsień i trząsł
się tak bardzo, jakby ktoś wylał na niego wiadro lodowatej wody.
Dowlókł się do dormitorium, kiedy było już dawno po
imprezie i po prostu rzucił się na łóżko. Nie
pamiętał, kiedy zasnął.</p>

<p>- Harry... - Niepewny głos Rona
wdarł się do jego słodkiej ciemności, rozpraszając
ją. - Ja... Ginny nam wszystko opowiedziała. I nie przejmuj się.
To nie twoja wina, że Gryffindor znowu spadł na ostatnie miejsce.
Snape jest po prostu wielkim, tłustym dupkiem.</p>

<p>Harry otworzył oczy i
podciągnął się do pozycji siedzącej, opierając
się o wezgłowie łóżka. Nadal wszystko go bolało. A
najbardziej coś w środku, bardzo, bardzo głęboko w nim.</p>

<p>Snape go nienawidził. Miał
wrażenie, że cały jego świat się zawalił i
już nigdy nie uda mu się go poskładać.</p>

<p>Kiedy się nie odezwał, Ron
kontynuował:</p>

<p>- Nie martw się. Nie jest tak
źle. Tylko Greg się trochę wkurzył i odgrażał
się, że cię ukatrupi, ale wszystko mu wyjaśniliśmy.</p>

<p>- Mhm - mruknął Harry,
wpatrując się w swoje dłonie.</p>

<p>- Daj spokój, stary. Po prostu
mieliście pecha, że wpadliście akurat na tego bydlaka.
Przecież McGonagall nie wyrzuci was ze szkoły za coś, czego nie
zrobiliście. Po prostu wyjaśnijcie jej, co zaszło, i po sprawie.
A te punkty się jakoś odrobi - uśmiechnął się
pocieszająco.</p>

<p>Harry westchnął
ciężko.</p>

<p>Tak, punkty...</p>

<p>Och, gdyby tylko wiedział...</p>

<p>*</p>

<p>McGonagall była naprawdę
wściekła. Zanim zdążyli jej przerwać i
wytłumaczyć, co zaszło, zrobiła im taki wykład,
że Harry miał wrażenie, iż przez resztę dnia jej
głos będzie mu dzwonił w uszach. Dowiedział się,
miedzy innymi, że z samego rana odwiedził ją profesor Snape,
twierdząc, jakoby nakrył dwoje jej uczniów "kopulujących
bezwstydnie w schowku na miotły" i najadła się przez nich
takiego wstydu, jakiego nie doświadczyła jeszcze nigdy w całej
swojej praktyce pedagogicznej. Ginny znowu była bliska płaczu, kiedy
musiała wyjaśniać, jak to się stało, że, jak to
określił profesor Snape, "wyglądała jak tania
wywłoka i ladacznica" i McGonagall odebrała jej dodatkowe punkty
za nocne szwendanie się po zamku. Zresztą Harry też musiał
wytłumaczyć, co robił w środku nocy w korytarzu na
piątym piętrze. Zdołał wymyślić tylko tyle,
że było mu duszno i poszedł się przejść.
Wiedział, że McGonagall mu nie uwierzyła, ale nie
obchodziło go to. Nic go nie obchodziło.</p>

<p>Oboje oczywiście dostali
szlabany. Dwa weekendy z panem Filchem.</p>

<p>Po wizycie u McGonagall ruszyli do
Wielkiej Sali na śniadanie, nie odzywając się do siebie ani
słowem. Jednak w połowie drogi Harry usłyszał
przytłumiony głos Ginny:</p>

<p>- Nienawidzę go.</p>

<p>Nie odwrócił głowy i nie
spojrzał na nią. Patrzył pod nogi, na mijane kamienne
płyty.</p>

<p>- Jak on mógł coś takiego
powiedzieć? Przecież... Nie mieści mi się to po prostu w
głowie. Jest nauczycielem, do wszystkich gargulców!</p>

<p>- Mhm - odmruknął Harry.
Nie miał ochoty do tego wracać. W ogóle nie miał ochoty
mieć w tej chwili nic wspólnego z Ginny. Wiedział, że to nie
była jej wina, ale gdyby nie zachciało jej się... gdyby na
nią nie wpadł... gdyby...</p>

<p>- Wczoraj byłam trochę...
trochę pijana - powiedziała z zawstydzeniem. - Nie do końca
pamiętam, co się tak naprawdę stało i co powiedział.
Ale jeszcze nigdy w życiu nikt mnie tak...</p>

<p>- Cześć - burknął
Harry, zostawiając ją samą w drzwiach do Wielkiej Sali i
skręcając w bok, ku stołowi Gryffindoru i siedzącym przy
nim Hermionie i Ronowi. Jeszcze zanim do nich dotarł, jego wzrok
mimowolnie skierował się na stół nauczycielki. Był pewien,
że nie zobaczy Snape'a na posiłku i nie pomylił się.
Sądził, że to będzie dla niego ulgą, jednak
poczuł coś wręcz przeciwnego...</p>

<p>Usiadł ciężko obok
Rona i Hermiony i nie odezwał się do nich przez całe
śniadanie. Przez jakiś czas grzebał jedynie widelcem w
jajecznicy, mając wrażenie, że jeżeli tylko spróbuje
cokolwiek zjeść, to bardzo szybko to zwróci. Wolał nie
ryzykować. Jego żołądek był tak
ściśnięty, jakby ktoś zawiązał mu go w
supeł.</p>

<p>Nie miał pojęcia, co
robić. Naprawdę. Nie miał absolutnie żadnego pomysłu.
Znał Snape'a. Wiedział, że zawsze dotrzymywał obietnic.
Skoro powiedział, że nie będzie słuchał żadnych
wyjaśnień, to nie będzie.</p>

<p>Nie mógł do niego
pójść, ponieważ wiedział, że go nie wpuści. Nie
mógł mu nic wysłać, bo wyrzucił kamień.</p>

<p>Co miał, do cholery,
zrobić?</p>

<p>Miał ochotę po prostu
położyć się i zasnąć. Może, kiedy się
obudzi, będzie już po wszystkim? Może znowu będzie
pomiędzy nimi tak, jak dawniej? Może...</p>

<p>Jednak w całej tej rozpaczy
odczuwał coś jeszcze. Coś, co go trawiło i
pożerało od środka. Gniew.</p>

<p>Gniew, że Snape mu nie wierzy.
Że myśli, że Harry mógłby go kiedykolwiek zdradzić!
Że mu nie ufa i w ogóle nawet nie chce posłuchać, co ma do
powiedzenia. Jak ma mu to wytłumaczyć, skoro ten uparty drań nie
chce go widzieć?</p>

<p>Jak?</p>

<p>*</p>

<p>Snape nie pojawił się
także na obiedzie. Po południu Harry próbował odrobić
lekcje z Ronem i Hermioną, ale kompletnie nie potrafił się
skupić. Szybkość i kierunek obrotu księżyców Neptuna
oraz wielka bitwa pomiędzy goblinami a olbrzymami z 1734 roku
wydawały mu się w tej chwili całkowicie bez znaczenia. Nie
pomagały mu również pełne wyrzutów spojrzenia, rzucane przez
współdomowników. Jakby to była jego wina, że wylądowali na
ostatnim miejscu!</p>

<p>Zanim nadeszła kolacja, był
już tak przybity, że nawet Ron i Hermiona zauważyli, że
coś jest z nim nie tak. Tylko że wciąż myśleli,
że ma wyrzuty sumienia z powodu utraty punktów i szlabanów, które go
czekały.</p>

<p>Dlaczego on musiał im
pomagać, kiedy mieli problemy, a jemu nikt nie mógł pomóc?</p>

<p>Nikt.</p>

<p>Nie chciał iść na
kolację. Wiedział, że i tak nic nie przełknie, ale Hermiona
uparła się, że musi pójść i jeżeli tym razem
niczego nie zje, to własnoręcznie go do tego zmusi.</p>

<p>Kiedy wszedł do Wielkiej Sali,
jego wzrok natychmiast przyciągnęła ciemna sylwetka po drugiej
stronie ogromnego pomieszczenia. Serce Harry'ego podskoczyło aż do
gardła. Próbował uchwycić wzrok Severusa, ale
mężczyzna nie patrzył w jego stronę. Siedział obok
McGonagall, pochylony nad swoim talerzem.</p>

<p>Nagle kolana Harry'ego okazały
się zbyt słabe, aby go utrzymać, i zadrżały, kiedy
zrobił krok w stronę stołu Gryffindoru. Jakimś cudem
udało mu się dotrzeć do stołu i usiąść przy
nim, nie przewracając się po drodze. Snape nie zaszczycił go
nawet jednym spojrzeniem. Harry widział jedynie, jak od czasu do czasu
pochyla się do McGonagall i szepcze jej coś z mściwym wyrazem
twarzy, a nauczycielka za każdym razem wygląda na coraz bardziej
oburzoną jego słowami. Po jakimś czasie spojrzała na niego
z takim niedowierzaniem, jakby zamienił się nagle w coś
obrzydliwego, po czym wstała i pospiesznie odeszła od stołu z
zaczerwienionymi policzkami i wściekle zaciśniętymi ustami. W
tym samym momencie Severus odwrócił głowę i spojrzał prosto
na Harry'ego.</p>

<p>Twarz mężczyzny
wykrzywiła się w wyrazie pogardy i Harry poczuł się tak,
jakby ktoś uderzył go w żołądek. Miał ochotę
wstać i zacząć krzyczeć, żeby nie patrzył na
niego w taki sposób! W każdy inny, ale nie w taki, ponieważ miał
wrażenie, jakby znowu miał piętnaście lat i wszystko, co
się pomiędzy nimi wydarzyło, było tylko snem.</p>

<p>Ale nie mógł tego zrobić.
Nie tutaj. Mógł tylko obserwować, jak Severus wstaje od stołu, z
wściekłością odsuwa krzesło i znika za drzwiami
znajdującymi się za stołem nauczycielskim.</p>

<p>Podjął decyzję w
ułamku sekundy. Zerwał się z miejsca i ignorując zaskoczone
spojrzenia przyjaciół, wybiegł z Wielkiej Sali.
Wyciągnął z kieszeni pelerynę niewidkę i zarzucił
ją na siebie w biegu. Za pomocą różdżki wyciszył swoje
kroki i nie zwracając już na nic uwagi, ruszył prosto do lochów.</p>

<p>Tym razem musi zdążyć!</p>

<p>Kiedy dobiegł do drzwi
prowadzących do gabinetu Snape'a, okazały się zamknięte.</p>

<p>Cholera! Znowu mu się nie...</p>

<p>Zamarł, nasłuchując.
Usłyszał wyraźne kroki. Zbliżały się.
Przycisnął się do ściany i czekał.</p>

<p>Tak, to był Severus! Harry poczuł,
jak jego serce przyspiesza do galopu, kiedy obserwował, jak
mężczyzna mija zakręt i zbliża się do niego w
długich, zdecydowanych krokach. Próbował wyczytać coś z
jego twarzy, ale w korytarzu było zbyt ciemno, a Snape miał
pochyloną głowę. Widział jedynie jego cienkie,
zaciśnięte mocno usta.</p>

<p>Mężczyzna wyminął
go, wymruczał pod nosem hasło i kiedy otworzył drzwi, Harry
wiedział, że ma tylko ułamek sekundy. Odepchnął
się od ściany i w ostatniej chwili prześliznął
się przez zamykające się drzwi. Pomimo że miał na
sobie zaklęcie tłumiące kroki, wolał nie ryzykować i
ruszył za Snape'em na palcach, zasłaniając sobie usta
dłonią. Cudem udało mu się wśliznąć za
mężczyzną do jego komnat, dokładnie w momencie, w którym
Severus zamykał drzwi. Był tak blisko, że niemal się o
niego otarł, a nie chciał na razie zdradzać swojej
obecności. Nie wiedział jeszcze, co w ogóle chce powiedzieć i
jak zmusić Snape'a do wysłuchania go. Ale w chwili, kiedy Severus
odsunął się od drzwi i miał zamiar się odwrócić,
zatrzymał się nagle w pół kroku, a jego nozdrza zadrgały.</p>

<p>Harry zamarł.</p>

<p>Do licha! Musiał wyczuć
jego zapach!</p>

<p>Zobaczył, jak oczy
mężczyzny rozszerzają się na moment, a po chwili
napłynęła do nich fala tak wielkiej wściekłości,
iż Harry ponownie zapomniał, jak się oddycha.</p>

<p>- Wynoś się! -
wysyczał Snape, wbijając kąsający wzrok prosto w miejsce, w
którym stał Harry.</p>

<p>Chłopak sięgnął
do peleryny - do diabła, dlaczego ręce tak bardzo mu się
trzęsły? - i powoli zsunął ją z siebie,
zagryzając wargę i z obawą spoglądając prosto w dwa
czarne, płonące jeziora.</p>

<p>- Severusie, proszę,
wysłuchaj mn...</p>

<p>- Silencio! - Snape
błyskawicznie sięgnął po różdżkę i
wycelował nią w Harry'ego, który odkrył nagle, że z jego
gardła nie wydobywa się żaden dźwięk.</p>

<p>"Do diabła, chcę z
tobą porozmawiać!" - krzyknął bezgłośnie,
chociaż wiedział, że Snape i tak go nie usłyszy.
Mężczyzna odwrócił się do niego plecami i podszedł do
jednego z regałów, gdzie zatrzymał się z założonymi
rękami.</p>

<p>- Masz stąd natychmiast
wyjść. To moje ostatnie ostrzeżenie. Potem nie ręczę
za siebie - wycedził stalowym głosem.</p>

<p>Harry zagryzł wargę,
czując narastającą w sercu panikę. Dlaczego ten dupek musi
być taki uparty?</p>

<p>Tak, czuł się
ostrzeżony. Wiedział, że Snape jest w takim stanie, że
jeżeli go nie posłucha, to może się to skończyć
bardzo nieprzyjemnie, ale do jasnej cholery, musiał coś zrobić!
Poprzysiągł sobie, że nie wyjdzie stąd, dopóki Snape nie
pozna prawdy! Ponieważ on nic, absolutnie nic nie zrobił!</p>

<p>Zacisnął pięści,
ruszył w kierunku wysokiej, dumnej sylwetki i zatrzymał się
tuż obok. Spojrzał na twarz Severusa, która wyglądała w tej
chwili niczym wykuta z kamienia. Ale Harry wiedział, że pod tą
bladą skórą i zaciśniętymi ustami trwa prawdziwa burza.
Widział żyłę pulsującą wściekle na skroni
Severusa i ogień płonący we wbitych w ścianę oczach.</p>

<p>"Musisz mnie
wysłuchać! Proszę! Spójrz na mnie!" - krzyczał
bezgłośnie, wymachując rękami i próbując zwrócić
na siebie uwagę mężczyzny. Ale ten ani drgnął. Jakby
Harry'ego wcale tutaj nie było.</p>

<p>"Nic nie zrobiłem. Musisz
mnie wysłuchać. Musisz!" - Czuł wzbierającą
frustrację, która sięgała coraz wyżej i wyżej, aż
w końcu zacisnęła mu się na gardle. "TY
KRETYNIE!" - ryknął w końcu zrozpaczony, ale nie dało
to absolutnie żadnego skutku. Snape w ogóle go nie słyszał. W
ogóle go nie widział.</p>

<p>Harry dotknął jego
ramienia, próbując nim potrząsnąć i zmusić do
zwrócenia na siebie uwagi, ale w tym samym momencie Severus wyrwał
wściekle ramię.</p>

<p>- Nie dotykaj mnie - wysyczał,
choć nadal nie patrzył na Harry'ego. - Brzydzę się
tobą.</p>

<p>To zabolało. Harry
cofnął się, opuszczając dłoń i czując
coś ciężkiego i twardego opadającego na samo dno
żołądka. Serce tłukło mu się w piersi tak mocno,
jakby chciało połamać mu żebra.</p>

<p>Zrobił kilka kroków w tył,
spoglądając z żalem na otulone czernią ramiona. Miękko
spływająca z nich peleryna sięgała aż do ziemi.</p>

<p>I co teraz? Co miał zrobić?
Co zrobić, aby Severus zechciał chociaż na niego spojrzeć?</p>

<p>To był impuls. Impuls, który
kazał mu podejść do mężczyzny od tyłu,
owinąć wokół niego ramiona i przytulić się do jego
pleców. Dokładnie tak samo, jak Severus kiedyś objął jego.</p>

<p>Nie obchodziło go, ile
ryzykował. Może chociaż w ten sposób przekaże mu,
że...</p>

<p>Odpowiedź była
błyskawiczna. Snape szarpnął się gwałtownie,
odwrócił do Harry'ego, złapał go za ramię i rzucił na
regał, przyciskając go do niego z taką siłą, iż
Harry miał wrażenie, że połamie mu żebra.</p>

<p>- Ostrzegałem cię -
wysyczał mu prosto w twarz. - Accio Eliksir Wyostrzenia!</p>

<p>Do wyciągniętej ręki
Snape'a wpadła średniej wielkości, czarna butelka. Ale Harry nie
zwrócił na nią uwagi, wpatrując się rozszerzonymi z
przerażenia oczami w wykrzywioną pogardą i autentycznym
obrzydzeniem twarz Severusa. Zaczął kręcić głową,
próbując uwolnić się z uścisku, ale mężczyzna
był zbyt silny. Podniósł butelkę na wysokość swoich
oczu i wycedził głosem tak zimnym i odległym, jakby nie
należał do niego. Ponieważ nawet on nie mógłby mieć
tak pozbawionego jakichkolwiek uczuć głosu.</p>

<p>- Wiesz, co to jest? - zapytał
i, nie czekając na odpowiedź wijącego się w jego
uścisku Harry'ego, kontynuował. - Coś, co Czarny Pan uwielbia
dawać swoim ofiarom, zanim zacznie je torturować. Potrafi
sprawić, że najlżejszy dotyk będzie niczym przypalenie
rozżarzonym pogrzebaczem, a najcichszy szept będzie rozrywał ci
bębenki w uszach. - Oczy Harry'ego rozszerzyły się i wbiły
w niepozornie wyglądającą butelkę w dłoni Snape'a. - O
tak, będziesz cierpiał... Zaznasz takiego bólu, jakiego nie
zaznałeś jeszcze nigdy w życiu. Zobaczysz, jak to jest...
poznasz to dogłębnie, odczujesz to na własnej skórze, przekonasz
się, jak bardzo... - Urwał nagle i zacisnął wargi. Coś
w czarnych oczach na chwilę rozpaliło się i przygasło.
Głos zadrżał. Lecz kiedy mężczyzna odezwał
się ponownie, nie było już w nim nic, poza lodem. - A jego
największą zaletą jest to, że nie pozostawia żadnych
śladów. Poza skutkami ubocznymi. Przekonasz się o tym w nocy. - Na
cienkich wargach pojawiło się coś groźnego, co jednak wcale
nie przypominało uśmiechu. Raczej jakiś przerażający
grymas.</p>

<p>Harry patrzył ze zgrozą,
jak Severus odkorkowuje kciukiem butelkę.</p>

<p>Och nie! Chyba nie ma zamiaru
naprawdę...</p>

<p>Zaczął się wić i
szarpać, kręcąc szaleńczo głową i
bezgłośnie krzycząc: "Nie! Nie! Nie! Nie rób tego!
Proszę!", ale Snape go nie słyszał. W jego oczach nie
było teraz nic, poza czymś bardzo, bardzo odległym.
Błyskawicznym ruchem zabrał ramię z jego piersi i
złapał go za szczękę, boleśnie wbijając palce w
jego policzki i zmuszając Harry'ego do rozwarcia ust. Zanim Harry
zdążył złapać go za rękę i powstrzymać,
już krztusił się kwaśnym roztworem, który Snape wlewał
mu do ust. Próbował go wypluć, ale kilka porcji
spłynęło mu do przełyku. W końcu mężczyzna
puścił go i odsunął się, a Harry upadł na
podłogę, krztusząc się i plując.</p>

<p>Poczuł coś dziwnego.
Zaczęło się w żołądku. Nieznośne pieczenie,
jakby nagle soki trawienne przeniknęły przez ścianki
żołądka i dostały się do krwi. Podniósł się
chwiejnie i oparł plecami o regał, zaciskając powieki i próbując
nie przewrócić się ponownie, kiedy zaczęło kręcić
mu się w głowie. Ubranie drapało i ocierało się o
skórę przy każdym ruchu. Spróbował otworzyć oczy, ale
światło oślepiało go i szczypało w oczy.
Osłonił się ramieniem i syknął z bólu, kiedy koszula
przesunęła się po jego ciele, a on miał wrażenie,
jakby ktoś próbował zedrzeć mu skórę papierem
ściernym.</p>

<p>I wtedy usłyszał huk tak
wielki, iż miał wrażenie, że eksploduje mu głowa.
Zasłonił uszy rękami, jęcząc bezgłośnie.
Udało mu się na sekundę otworzyć oczy i zobaczyć,
że Snape pstryka mu palcami przed twarzą. Kolejny huk był tak wielki,
jakby młot pneumatyczny wwiercał mu się w mózg. Wiedział,
że ma otwarte usta. Wiedział, że krzyczy.</p>

<p>Stopy. Bolały. Uciskały.
Jakby zamieniły się w dwa wielkie, pulsujące pęcherze, ale
przecież nie mógł się przewrócić, bo wtedy dotykałby
podłogi jeszcze większą częścią ciała i
bolałoby jeszcze bardziej. Kanty regałów wbijały mu się w
plecy niczym ostrza i każdy najmniejszy ruch sprawiał mu jeszcze
większe cierpienie, jakby zagłębiały się coraz
głębiej i głębiej w jego ciało. Jakby ktoś
kroił go żywcem na kawałki.</p>

<p>"Nie! Nie! Nie! Niech to
się skończy! Proszę! Boli... Proszę! Severusie!" -
próbował krzyczeć, chociaż wiedział, że to bezcelowe.
Że mężczyzna go nie słyszy. A nawet, gdyby słyszał...</p>

<p>Oderwał się od regału,
próbując uciec od tego bólu. Odwrócił się, ściskając
głowę rękami, ale wtedy poczuł na plecach
chlaśnięcie. Wrzasnął i poderwał się,
uderzając przez przypadek czołem o regał. Był pewien,
że jego czaszka zaraz eksploduje. Ponowne chlaśnięcie
sprawiło, że całe jego ciało napięło się do
granic wytrzymałości. Nie wiedział, co to takiego, ale miał
wrażenie, jakby ktoś go biczował. Po trzecim uderzeniu, jego
ciało wygięło się w łuk, a on odwrócił się
gwałtownie, ponownie przyciskając się plecami do regału i
na sekundę uchylając powieki. Tylko na tyle, aby zobaczyć, jak
Severus cofa dłoń z różdżką. Nic więcej nie
zdołał zobaczyć poprzez załzawione oczy.</p>

<p>"Proszę..." -
wyszeptał jeszcze raz zdrętwiałymi wargami, wysuszonymi od
krzyku, którego nikt nie słyszał. Po jego ciele spływała
lawa. Każdy najmniejszy ruch był niczym ocieranie się o nabity
igłami koc. Miał ochotę po prostu rzucić się na
podłogę i umrzeć. W głowie wirowało mu tak bardzo,
jakby miała mu odpaść. Ściskał ją pomiędzy
rękami, błagając wszystkie duchy, aby to się już
skończyło, aby ktoś to przerwał, aby nie musiał
już tak cierpieć. Nie miał pojęcia, gdzie się
znajduje, ale tak właśnie wyobrażał sobie piekło.
Każdy ruch rozdzierał mu skórę, a każde uderzenie serca
dudniło w jego ciele bolesnym echem. Pleców w ogóle już nie
czuł. Tak samo stóp. Powoli nadchodziło odrętwienie.</p>

<p>Na szczęście razem z nim
nadpływała także ulga. Ból ustępował, kawałek po
kawałku wypuszczając ze swoich szponów kolejne partie ciała,
pozostawiając jedynie drżące od nadmiernego wysiłku
mięśnie. Pot spływał mu strumieniami po czole i plecach, a
serce waliło jak oszalałe. Nogi trzęsły się pod nim
tak bardzo, iż był przekonany, że jeżeli spróbuje
zrobić choćby krok, to upadnie. Głowa pulsowała boleśnie
i wydawało mu się, że zaraz coś ją rozerwie. I na
dodatek było mu niedobrze.</p>

<p>Bardzo powoli otworzył oczy.
Światło już nie bolało. Bolał za to widok Severusa.
Siedzącego wygodnie w fotelu z założoną nogą i
obserwującego go spod wpółprzymkniętych powiek. Na jego twarzy
nie było nawet cienia uczucia. Harry spodziewałby się
satysfakcji. Zadowolenia. Czegokolwiek. Ale nie było absolutnie niczego.</p>

<p>Tak samo, jak w nim.</p>

<p>Był tak oszołomiony,
że przez kilka chwil po prostu stał i wodził pustym wzrokiem po
pomieszczeniu. Spojrzał w bok i zobaczył stojącą w samym
rogu pomieszczenia myślodsiewnię.</p>

<p>I w ułamku sekundy przyszło
mu do głowy rozwiązanie.</p>

<p>Oderwał się od regału
i zrobił krok w tamtą stronę, ale nogi ugięły się
pod nim i upadł na podłogę. Podniósł się na kolana i
przez chwilę oddychał ciężko z głową ukrytą
w ramionach, próbując zebrać w sobie chociaż odrobinę
siły. Miał wrażenie, że wszystkie mięśnie w jego
ciele popękały z wysiłku. Po chwili westchnął
ciężko i podniósł się z trudem. Na uginających
się nogach ruszył w stronę myślodsiewni. Czuł na sobie
śledzące go ciemne spojrzenie. Oparł się rękami o
krawędź misy i sięgnął po różdżkę.</p>

<p>Jeszcze nigdy tego nie robił,
ale widział, jak używali jej Dumbledore oraz Snape i nie
wydawało się to zbyt trudne.</p>

<p>Przyłożył
różdżkę do skroni i zaczął sobie przypominać.
Cały wczorajszy i przedwczorajszy dzień. Wyjście z Ronem i
Ginny, prośbę Hermiony, znudzenie podczas imprezy, pójście do
Snape'a, wpadnięcie na Ginny, schowek...</p>

<p>Kiedy był pewien, że
pomyślał już o wszystkim, odciągnął
różdżkę od skroni i strząsnął srebrnobiałą
mgiełkę do misy. Spojrzał w wirującą substancję i
zacisnął usta.</p>

<p>Schował różdżkę
do kieszeni, powoli odwrócił się od myślodsiewni i ruszył w
kierunku drzwi, nawet na chwilę nie spoglądając na mroczną
sylwetkę Snape'a. Z największym trudem pochylił się i
podniósł z podłogi swoją pelerynę. Kiedy znalazł
się przy drzwiach i dotknął klamki, zawahał się na
moment.</p>

<p>Nie wiedział, na co czeka. Ale
czekał. Na cokolwiek.</p>

<p>Kiedy jednak nic się nie
wydarzyło, powietrza nie przecięło żadne słowo, nawet
jeden szelest, nacisnął na klamkę i wyszedł.</p>

<p>Nie wiedział, co ma robić.
Nie wiedział, gdzie iść, poza tym, że głowa
pulsowała mu tak bardzo, że nie mógł już wytrzymać i z
każdym krokiem robiło mu się coraz bardziej niedobrze.</p>

<p>Zarzucił na siebie pelerynę
niewidkę i szedł przed siebie, powłócząc nogami. Nie
chciał o niczym myśleć. Nie chciał przypominać sobie
tego cierpienia, ani wzroku Severusa... Ponieważ sam nie wiedział, co
było dla niego większą męką.</p>

<p>Na pierwszym piętrze
zrobiło mu się już tak niedobrze, że wpadł do
pierwszej z brzegu łazienki i zwymiotował do umywalki. Czuł
nieznośne uderzenia gorąca, które opanowywały całe jego
ciało. Pot znowu zaczął spływać mu po ciele grubymi
kroplami. Cały się trząsł.</p>

<p>Musi iść do skrzydła
szpitalnego. Nie... nie wytrzyma tego.</p>

<p>Opłukał twarz zimną
wodą i wyszedł z łazienki, kierując się prosto do
skrzydła szpitalnego. Kiedy w końcu tam dotarł, był
już tak spocony, że ubranie lepiło się do niego. Na migi
pokazał pielęgniarce, że nie może mówić i kiedy
rzuciła na niego Finite Incantatem, wymamrotał coś o tym,
że podczas kolacji ktoś musiał mu dodać czegoś do
posiłku, po czym zwymiotował jej pod nogi. Pielęgniarka
wlała w niego kilka eliksirów, złorzecząc na uczniów i ich durne
zabawy i przysięgając, że musi poważnie porozmawiać z
dyrektorem i poprosić go o ukrócenie takich praktyk, bo w końcu
może dojść do prawdziwej tragedii.</p>

<p>Harry nie mógł powiedzieć,
żeby eliksiry za wiele mu pomogły. Głowa nadal mu
pękała i było mu niedobrze, ale przynajmniej przestał
się tak pocić i trząść. Pomfrey chciała
zostawić go na noc w skrzydle szpitalnym, ale skłamał, że
czuje się już znacznie lepiej. Wymamrotał podziękowania i
wyszedł. Na korytarzu oparł się na chwilę o
ścianę, próbując odegnać tańczące mu przed oczami
ciemne plamy i wtedy to usłyszał... odległe, znajome kroki.
Zbliżały się.</p>

<p>W panice wyciągnął z
kieszeni pelerynę i zarzucił ją na siebie. Udało mu
się to zrobić w ostatnim momencie. Zza zakrętu wyłonił
się Snape. Zbliżał się do niego w długich,
zamaszystych krokach, a peleryna łopotała za nim, kiedy
sunął przez korytarz, utkwiwszy spojrzenie w drzwiach szpitala. I
kiedy przechodził obok, Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na
jego twarz, aby wiedzieć:</p>

<p>Zobaczył wspomnienia!</p>

<p>Nie było już na niej
pustki. Wręcz przeciwnie. Emanowała takim wzburzeniem, jakiego Harry
jeszcze nigdy nie widział. Jednak zanim zdążył
przyjrzeć się dokładniej, mężczyzna zniknął
za drzwiami szpitala i Harry usłyszał jego podniesiony głos:</p>

<p>- Był tutaj Potter?</p>

<p>- Och, profesorze Snape... muszę
z panem poważnie porozmawiać! Tak, był tutaj, wyszedł
dosłownie przed chwilą! Gdyby pan widział, co uczniowie
pańskiego domu mu zrobili! Znowu dosypali mu czegoś do posiłku!
Wyglądał wprost okropnie! Wymiotował i... proszę się
do mnie nie odwracać plecami, kiedy do pana mówię! Profesorze Snape!
Profes...</p>

<p>Harry podskoczył, kiedy drzwi
otworzyły się z rozmachem i wypadł zza nich Snape.
Rozejrzał się po korytarzu błędnym wzrokiem. Harry mocniej
przywarł do ściany, wstrzymując oddech.</p>

<p>Mężczyzna podszedł o krok
w jego stronę. Harry cofnął się nieznacznie, próbując
nie wydać żadnego dźwięku. Przez chwilę Severus
przyglądał się ścianie obok miejsca, w którym stał
Harry, a po chwili znowu zbliżył się o krok i jego nozdrza
zadrgały.</p>

<p>Harry wpatrywał się w jego
zmrużone oczy, uważnie badające przestrzeń i wiedział
tylko jedno: nie chce mieć z nim teraz nic wspólnego. Absolutnie nic. Nie
po tym...</p>

<p>Może sobie pójdzie... Może
stwierdzi, iż tylko mu się wydawało, że poczuł jego
zapach...</p>

<p>Ale wtedy Harrym targnęły torsje.
Przycisnął dłoń do ust, próbując powstrzymać
wymioty, ale i tak wydał z siebie dziwny, bulgoczący odgłos.</p>

<p>Oczy Snape'a rozszerzyły
się i przesunął głowę nieco w bok,
spoglądając dokładnie w to miejsce, w którym znajdował
się Harry, a wyraz jego twarzy zmienił się. Pojawiło
się na nim coś dziwnego. Coś, co kazało Severusowi
zagryźć wargę i zmarszczyć brwi, jak gdyby walczył z
czymś. Jak gdyby walczył ze sobą. Harry wpatrywał się
wprost w jego błyszczące oczy, widząc w nich całą
gamę barw i nie mając pojęcia, skąd się tam
wzięły, ponieważ w korytarzu było zbyt ciemno, aby
mogło to być odbijające się światło.</p>

<p>Przez chwilę po prostu stali
tak, niczym zawieszeni w czasie, a wtedy Severus odwrócił wzrok i
odsunął się, ruszając w głąb korytarza. Harry wpatrywał
się w jego oddalające się plecy i zastanawiał się...</p>

<p>Co teraz?</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Harry wrócił do Pokoju
Wspólnego, znalazł Hermionę i Rona przy kominku. Ćwiczyli
zaklęcia kopiujące. Wyjaśnił im, że tym razem to jemu
Ślizgoni wsypali coś do jedzenia i musiał szybko iść
do skrzydła szpitalnego, dlatego tak nagle wybiegł. I że czuje
się paskudnie, bo eliksiry pani Pomfrey były zbyt słabe, aby mu
pomóc. Ignorując wzburzenie Hermiony, która poprzysięgła,
że przy najbliższej okazji powie o wszystkim profesor McGonagall i
tym razem Harry jej nie powstrzyma oraz groźby Rona, że napisze do
bliźniaków, aby przysłali mu coś naprawdę wstrętnego i
następnym razem dosypie to wszystkim Ślizgonom do ich soku dyniowego,
Harry wymamrotał, że po prostu chce się położyć i
poszedł do dormitorium. Ta krótka rozmowa wyczerpała wszystkie jego
siły i kilka razy był już prawie pewien, że znowu
zwymiotuje. Rzucił się na łóżko, nie mając siły
ruszyć nawet palcem i po prostu pragnąc zasnąć.
Przespać to wszystko. A najlepiej spać i spać i nigdy się
nie obudzić. Ale nie był w stanie tego zrobić. Głowa
wciąż chciała mu eksplodować, dręczyły go
duszności, miał rewolucje żołądkowe i czuł się
tak źle, jak jeszcze nigdy w całym swoim życiu.</p>

<p>Nagle przez szum w uszach i zawroty
głowy do jego umysłu przebił się dziwny dźwięk.
Jakby ktoś stukał w okno. Z trudem uniósł głowę. Na
parapecie po drugiej stronie szyby siedziała mała brązowa sówka.</p>

<p>Jego głowa ponownie opadła
na łóżko. Miał nadzieję, że sowa wkrótce odleci. Nie
miał siły, aby wstać i ją wpuszczać. Może to
coś do Neville'a...</p>

<p>Stukanie w okno przybrało na
sile. Stękając i pojękując, podniósł się z
łóżka i podszedł do okna. Jednak w momencie, kiedy je
otworzył, żołądek podskoczył mu do gardła i zaczął
wymiotować na podłogę. Czuł pieczenie w przełyku. To
była żółć. Nie miał już czym wymiotować.</p>

<p>Próbując się nie
przewrócić, wyprostował się, wytarł usta i chwiejnie
podszedł do łóżka. Opadł na nie i wtedy zauważył,
że sowa usiadła na jego posłaniu.</p>

<p>Nie spodziewał się
żadnej korespondencji. Cóż to mogło być?</p>

<p>Zaciekawiony sięgnął
do pakunku, odwiązał go od nóżki ptaka, który natychmiast
wyleciał przez otwarte okno, a następnie otworzył. W środku
znalazł dwie fiolki. I zwitek pergaminu.</p>

<p>Drżącymi dłońmi,
rozwinął pergamin i otworzył oczy ze zdumienia, kiedy
rozpoznał charakterystyczne, ostre pismo Snape'a. Tylko tym razem nie
było ono eleganckie jak zawsze, tylko kanciaste i nierówne, jakby
kreślone w pośpiechu i zdenerwowaniu.</p>

<p>Zmarszczył brwi i
przeczytał:</p>

<p>To antidotum. Masz je wypić. I
zwracam ci twoje wspomnienia.</p>

<p>Przełknął
ślinę, wciąż czując nieznośnie pieczenie w
przełyku i spojrzał na zawierającą bladozielony płyn
fiolkę. W drugiej wirowała srebrna mgiełka.</p>

<p>Jakaś część niego
nie chciała tego przyjmować. Dla zasady. Ale z drugiej strony
zrobiłby wszystko, aby to się skończyło.</p>

<p>Odrzucił pergamin oraz
wspomnienia i pospiesznie odkorkował buteleczkę, wlewając w
siebie całą jej zawartość. Płyn rozlał się
po jego ciele przyjemnym chłodem. Był delikatny, niczym dotyk jedwabiu
na skórze i przynosił ukojenie. Po paru chwilach torsje zaczęły
ustępować, ból głowy także.</p>

<p>Harry opadł z westchnieniem na
poduszkę i zamknął oczy. Dopiero teraz, kiedy fizyczne
dolegliwości zanikały, zaczął coraz wyraźniej
odczuwać te psychiczne.</p>

<p>Nie chciał o tym
myśleć. Nie chciał. Ponieważ kiedy tylko przypominał
sobie...</p>

<p>Nie! To się nie mogło
wydarzyć. Severus nie mógłby przecież... Nie
postąpiłby tak... Nie mógł być aż tak...</p>

<p>Podniósł ręce i
przycisnął je do oczu, czując coraz bardziej nieznośne
pieczenie pod powiekami. I ciężką, kąsającą
wnętrzności, gorzką pustkę. Przez jego żyły
płynął teraz tylko chłód. Rozlewał się po ciele,
zamrażając wszystko na swojej drodze. Miał wrażenie,
że igiełki lodu wrzynają się w jego serce. I to
bolało.</p>

<p>Przez długi czas po prostu
leżał z zamkniętymi oczami albo wpatrywał się w
sklepienie łóżka, uciekając przed wspomnieniami. Albo
próbując je gonić.</p>

<p>Próbował zrozumieć...
dlaczego? Dlaczego Snape to zrobił? Czyżby jednak przez cały ten
czas go nienawidził? Nie, przecież wiedział, że to
była nieprawda. Więc dlaczego? Jak mógł coś takiego... jak
w ogóle... Jak mógł tak po prostu siedzieć i przyglądać
się? Jak mógł go... torturować? Przecież byli...
Przecież on był...</p>

<p>...Śmierciożercą.</p>

<p>Harry otworzył gwałtownie oczy.</p>

<p>Starał się o tym
zapomnieć. Zawsze to odrzucał. Po prostu o tym nie myślał.
Ale teraz prawda uderzyła tak mocno, tak celnie i tak głęboko,
że jego płuca ścisnęły się i przez chwilę
nie mógł oddychać.</p>

<p>Jasne. Przez całe życie
robił tylko to. Torturował. Więc dla niego był to chleb
powszedni. Ale nigdy... przenigdy nie spodziewał się, że Severus
będzie w stanie zrobić to... jemu.</p>

<p>Ponownie zacisnął powieki,
kiedy mroźne igiełki wbiły się jeszcze głębiej.</p>

<p>I w tym samym momencie poczuł w
kieszeni rozprzestrzeniające się powoli ciepło.</p>

<p>Zawahał się. Tym razem jego
serce nie przyspieszyło tak jak zawsze, kiedy w jego kieszeni
pojawiał się żar. Pozostało spokojne. Wycofane. I
drżące.</p>

<p>Jednak ciekawość
zwyciężyła. Powoli wyciągnął klejnot i
spojrzał w jego lśniącą powierzchnię.</p>

<p>Potter... Musimy sobie
wyjaśnić kilka rzeczy. Kiedy możemy się spotkać i
porozmawiać?</p>

<p>Nie wiedział czego się
spodziewać. Ale na pewno nie czegoś takiego. Tak... trywialnego!</p>

<p>Snape powinien... powinien... do
cholery, powinien zapłacić za to, co zrobił! Przepraszać go
na kolanach! A nie zachowywać się tak, jakby nic wielkiego się
nie stało. Jakby po prostu powiedział mu jakąś
złośliwość. I jakby robił mu wielką
łaskę, że w ogóle się odzywa! Do diabła z nim! Do
diabła! Do diabła!</p>

<p>Lodowata otoczka wokół serca
została rozbita i Harry czuł teraz, jak wypływa z niego coś
bardzo gorzkiego i trującego...</p>

<p>Zacisnął kamień w
trzęsącej się dłoni i wysłał:</p>

<p>Porozmawiać? Porozmawiać?!
Kiedy ja chciałem rozmawiać, ty miałeś to gdzieś! W ogóle
nie chciałeś słuchać! Wołałeś mnie
torturować! W tym jesteś najlepszy, prawda? Myślisz, że
jesteś taki inteligentny, a tak naprawdę, to jesteś
żałosnym, zaślepionym zazdrością dupkiem!</p>

<p>Zerwał się do pozycji
siedzącej, wypuszczając kamień z dłoni i dysząc
ciężko. Znowu wirowało mu w głowie. Ukrył twarz w
dłoniach, próbując się uspokoić, ale nie potrafił. To
coś siedziało w nim i musiał, musiał to z siebie
wyrzucić! Ponownie złapał kamień w spoconą
dłoń i ścisnął go tak bardzo, że niemal go
zmiażdżył.</p>

<p>Jak w ogóle mogłeś
pomyśleć, że mógłbym cię zdradzić? Przecież
wiesz, że nie widzę świata poza tobą! Nigdy, przenigdy bym
tego nie zrobił! Dlaczego mi nie zaufałeś? Dlaczego mnie o to
posądziłeś? I nawet nie pozwoliłeś
wyjaśnić... nie dałeś mi żadnej szansy na obronę!
Sprawiłeś mi tylko cierpienie! Tak okrutne i bezsensowne...</p>

<p>Ponownie wypuścił klejnot,
czując spływające po policzkach łzy. Szybko wytarł je
wierzchem drżącej dłoni i zapatrzył się w niepozorny,
leżący na pościeli kamień. Pozostawał chłodny i
wygaszony. Jakby słowa trafiały w eter. Niewysłuchane.
Zignorowane.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
powoli wyciągnął rękę, przybliżając ją
do klejnotu. Po chwili cofnął ją. Przez chwilę
wpatrywał się z zieloną, gładką powierzchnię, po
czym po raz trzeci chwycił kamień i wysłał ostatnią
już wiadomość:</p>

<p>Nie chcę się z tobą
spotkać. Nie chce teraz z tobą rozmawiać. Po prostu... odwal
się.</p>

<p>Wcisnął klejnot
głęboko pod poduszkę i położył się,
przykrywając się kołdrą aż pod brodę. Nadal
się trząsł, ale było mu już lepiej. Wyrzucił z
siebie przynajmniej niewielką część tego, co w nim
siedziało.</p>

<p>Potrzebuje czasu. Musi
przemyśleć kilka spraw. Odpocząć. Uspokoić się.</p>

<p>Zacisnął mocno powieki i
skulił się w pozycji embrionalnej.</p>

<p>Teraz chciał po prostu
zasnąć. I chociaż na chwilę zapomnieć. Jutro...
może będzie lepszy dzień. Może spojrzy na wszystko z innej
perspektywy. Może to nie będzie aż tak bolało. Tam w
środku.</p>

<p>Nie wiedział jednak, że
jutro... jego świat roztrzaska się na kawałki.</p><empty-line /><p>* "Sorry seems to be the hardest
word" by Blue feat. Elton John</p>

<p><strong>--- rozdział 49 ---</strong></p>

<p><strong>49. Silently broken</strong></p>

<p>I heard the words come out</p>

<p>Then you look at me</p>

<p>You're not shouting anymore</p>

<p>You're silently broken</p>

<p>I'd give anything now</p>

<p>To kill those words for you*</p>

<p>Kiedy Harry Potter, uczeń
szóstego roku Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, obudził
się tego mroźnego, zimowego poranka, nie spodziewał się,
że nadchodzący dzień... będzie dniem, w którym wszystko
się zmieni. Nic nie zwiastowało tego, co miało
nadejść. Nie wydarzyło się nic szczególnego.</p>

<p>Ani razu się nie
potknął, nie zapomniał książek ani hasła do
Pokoju Wspólnego, nie pomylił drogi, nie spóźnił się na
żadną lekcję, nie miał pecha podczas zajęć.</p>

<p>Rano, przed wyjściem z
dormitorium, spojrzał jeszcze raz na zielony kamień, ale nie
było na nim żadnej wiadomości. Przez ułamek sekundy
poczuł wyrzuty sumienia, że wysłał wczoraj Severusowi
taką litanię żalów, ale bardzo szybko się ich pozbył.
Należało mu się! Najpierw wyobraził sobie, że on i
Ginny robili w schowku "wiadomo-co", później nie chciał
nawet wysłuchać jego wyjaśnień, a jeszcze później...
zrobił to, co zrobił. I najwyraźniej nawet nie miał zamiaru
przeprosić!</p>

<p>To było najgorsze. Ta
świadomość, że po tym wszystkim, co razem przeszli, i
przeszkodach, które pokonali, Severus nie mógł mu zaufać choćby
na tyle, żeby Harry mógł wyjaśnić mu, co zaszło... I
ta myśl sprawiała, że czuł w sobie buzujące
rozgoryczenie, które od samego rana pożerało mu wnętrzności
i nie chciało wypuścić go ze swych szponów.</p>

<p>A dzisiaj czekała go lekcja
Eliksirów... Naprawdę nie miał pojęcia, jak ją
przeżyje. Był w takim stanie, że jeżeli tylko Snape
coś zrobi albo powie... to nie będzie potrafił się
powstrzymać i odpysknie mu.</p>

<p>W takim właśnie, niezbyt
dobrym humorze, zszedł na śniadanie. Nie spodziewał się,
że zobaczy znajomą, ciemną sylwetkę po drugiej stronie
sali. To go trochę zaskoczyło i pozbawiło animuszu. Ale
postanowił, że nie da tego po sobie poznać, i dumnym krokiem
ruszył do stołu Gryffindoru, ku siedzącym już przy nim
Ronowi i Hermionie. Usiadł i przyciągnął do siebie
półmisek z jajecznicą, a następnie zabrał się za
jedzenie z taką werwą, jakby nie miał w ustach niczego od
tygodnia. Właściwie tak się trochę czuł po tym, jak
wczoraj zwymiotował wszystko, co miał w żołądku,
łącznie z sokami trawiennymi. Eliksir, który otrzymał od
Snape'a, natychmiast złagodził wszystkie skutki uboczne. Ale to,
że mu go przysłał, wcale nie znaczyło, że Harry mu tak
łatwo wybaczy. O, nie...</p>

<p>Kiedy był w połowie
śniadania, nie wytrzymał i ciekawość
zwyciężyła. Rzucił szybkie, ukradkowe spojrzenie w kierunku
stołu nauczycielskiego. Severus nic nie jadł. I nie patrzył na
niego. Siedział po prostu i wpatrywał się w odległy punkt
na przeciwległej ścianie.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Co
też to mogło oznaczać? Spodziewał się raczej, że
mężczyzna będzie mu rzucał nieprzychylne spojrzenia, które
nie zwiastowałyby niczego dobrego.</p>

<p>Przy następnym zerknięciu
musiał aż zamrugać. Snape siedział ze spuszczoną
głową i wpatrywał się w swoje śniadanie. W prawej
ręce trzymał kieliszek, którym nerwowo uderzał o blat
stołu. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał.</p>

<p>Harry powrócił do swojego
posiłku, całkowicie zaskoczony dziwnym zachowaniem
mężczyzny. Najbardziej znamienne było jednak to, że Snape
nie spojrzał na niego ani razu, od kiedy tylko Harry zjawił się
na śniadaniu. Tak jakby wcale nie zauważył jego obecności.</p>

<p>Chłopak odwrócił
głowę po raz trzeci i zauważył, że Severus...
zniknął. Rozejrzał się po sali i dostrzegł czarną
pelerynę znikającą za drzwiami znajdującymi się za stołem
nauczycielskim. Z kiełkującym w sercu niepokojem i zaciekawieniem,
dokończył śniadanie i wraz z Ronem ruszył na
Wróżbiarstwo.</p>

<p>Nie potrafił się jednak na
niczym skupić. Wciąż przypominał sobie wczorajszy
dzień, ogromny ból, o którym nie chciał pamiętać, a
także wzrok Severusa... Leżał w iluzorycznej trawie z
rękami podłożonymi pod głową, wpatrywał się
w usiane gwiazdami sklepienie, lecz nie widział ani gwiazd, ani planet,
ani ich zależnych wobec siebie ruchów... widział jedynie
pozbawioną wszelkich uczuć twarz i zastanawiał się, czy
kiedyś uda mu się wyrzucić ten obraz z głowy, czy też
będzie on go prześladował już do końca.</p>

<p>- Mars płonie niezwykle jasno -
dotarł do niego tajemniczy głos Firenzo. - Widzicie, jak
emanujący z niego blask tworzy języki ognia? Jest niespokojny.
Zapowiada wielkie zmiany. Zmiany, które dotkną nas wszystkich.</p>

<p>Leżący obok Harry'ego Ron
zachrapał i gdzieś po lewej stronie rozległy się oburzone
szepty Lavender i Parvati, ale Harry w ogóle nie zwracał na to uwagi,
ponieważ jego myśli wciąż krążyły
zupełnie gdzie indziej.</p>

<p>Nie miał pojęcia, jak
udało mu się przetrwać pierwsze dwie lekcje. Przez cały
czas był tak zamyślony, że w ogóle nawet nie pamiętał,
co robili na Transmutacji. Kiedy dotarł na obiad, rzucił tylko jedno
krótkie spojrzenie na stół nauczycielki i widząc, że nie ma przy
nim Snape'a, odetchnął z ulgą. Zaraz po obiedzie miały
być Eliksiry i Harry na samą myśl o tym, że będzie
musiał spotkać się dzisiaj z tym draniem, czuł dziwny
uścisk w żołądku, który nie pozwolił mu przełknąć
ani kęsa.</p>

<p>Po obiedzie zabrał swoją
torbę i wraz z Ronem i Hermioną ruszył na dół do lochów.
Klasa już była otwarta. Przybywający na lekcję uczniowie
wchodzili do środka i siadali przy swoich ławkach. Harry
pozwolił, aby Ron i Hermiona go wyprzedzili i weszli pierwsi,</p>

<p>a sam zatrzymał się
tuż przed drzwiami, czując nagły, niewytłumaczalny strach.
Dziwne przeczucie, które sprawiło, że się zawahał i przez
kilka chwil zastanawiał się, czy powinien wejść... Już
miał kiedyś takie przeczucie. W dniu, w którym Snape zmusił go
do wypicia eliksiru Desideria Intima... Wtedy je zignorował i
skończyło się... cóż, trudno określić, jak. Ale
na pewno tamta decyzja zmieniła wszystko...</p>

<p>- Wchodzisz, czy zamierzasz tak
stać jak kołek? - rozległ się za jego plecami głos
Zabiniego.</p>

<p>Harry wzdrygnął się i
potrząsnął głową.</p>

<p>Nie, to było głupie. Co
jeszcze gorszego mogłoby się stać?</p>

<p>Wziął głęboki
oddech i... wszedł do klasy.</p>

<p>Snape stał już przy swoim
biurku, przerzucając nerwowo jakieś leżące na nim papiery.
Harry usiadł w ławce, czując dziwne napięcie w okolicach
żołądka. Wyjął swój kociołek,
mosiężną wagę, odważniki oraz książki i
ustawił wszystko na stoliku, starając się w ogóle nie
spoglądać na majaczącego w drugim końcu sali
mężczyznę, ponieważ za każdym razem, kiedy jego wzrok
przypadkowo muskał ciemną, wysoką sylwetkę, coś
się w nim szarpało gwałtownie do przodu i miał problem z
zapanowaniem nad tym.</p>

<p>Po pewnym czasie, kiedy w klasie
nadal panował niewielki szum związany z przygotowywaniem się
uczniów do lekcji, Snape nagle trzasnął dłonią w biurko z
taką siłą, że wszyscy podskoczyli i spojrzeli na niego z
przestrachem.</p>

<p>- Cisza! Nie życzę sobie
żadnych szmerów ani szeptów na dzisiejszej lekcji. Każdy, kto odezwie
się bez pytania, zostanie ukarany. Już dość wam pobłażałem.
Koniec z tym!</p>

<p>Uczniowie popatrzyli po sobie z
zaskoczeniem. Snape zawsze był surowy na lekcjach, ale dzisiejsza
zapowiadała się wyjątkowo... męcząco.</p>

<p>Ron pochylił się do
Harry'ego i wyszeptał:</p>

<p>- A możemy w ogóle
oddychać?</p>

<p>- Albo ja mówię niewyraźnie,
Weasley, albo jesteś zbyt tępy, aby zrozumieć najprostszą
instrukcję - warknął Snape, wbijając w Rona ostre
spojrzenie. - Gryffindor traci dziesięć punktów.</p>

<p>Ron poczerwieniał i natychmiast
się wyprostował, a od stołu Ślizgonów dobiegł
rozbawiony chichot Pansy Parkinson. Tnące spojrzenie mężczyzny
przeniosło się na dziewczynę.</p>

<p>- Pani również to dotyczy, panno
Parkinson. Slytherin traci dziesięć punktów.</p>

<p>Wyrazy twarzy Gryfonów można
było opisać jedynie jako wyrażające całkowite
osłupienie. Zresztą Ślizgoni wyglądali na jeszcze bardziej
wstrząśniętych. Szczególnie Pansy, która zacisnęła
usta i wpatrywała się w Snape'a z takim niedowierzaniem, jakby
właśnie oświadczył jej, że Mikołaj nie istnieje.</p>

<p>Siedzący po obu stronach
Harry'ego Ron i Hermiona wymienili zdumione spojrzenia.</p>

<p>"Co w niego
wstąpiło?" - pomyślał Harry, całkowicie
zaskoczony zachowaniem Snape'a. Severus wydawał się być
wściekły na cały świat. Dlaczego? To przecież Harry
powinien być wściekły. Nic się tu nie zgadzało.</p>

<p>- Czy jest jeszcze ktoś, kto nie
zrozumiał polecenia? - zapytał mężczyzna, przesuwając
wzrokiem po oszołomionych twarzach uczniów. Harry nie wiedział, jak
Snape to zrobił, ale w jakiś niezwykły sposób... ciemne spojrzenie
ominęło go. Na pewno dotarło do siedzącej obok Hermiony,
ale później natychmiast przeniosło się na Rona, tak jakby Harry
był tylko powietrzem. - Doskonale - warknął nauczyciel,
wyciągając różdżkę i machając nią w
stronę tablicy. - Eliksir odmładzający. Ingrediencje i sposób
przyrządzania macie na tablicy. Sprawdzę wasze wyniki pod koniec
zajęć. A teraz zabierajcie się do roboty. Jeżeli poziom
waszych eliksirów będzie tak samo żałosny, jak podczas ostatniej
lekcji, znajdę sposób, aby wyegzekwować waszą poprawę. I to
nie będzie przyjemne. - Po tych słowach opadł na krzesło i
przysunął do siebie gruby plik pergaminów.</p>

<p>Uczniowie przez jakiś czas po
prostu spoglądali na siebie w ciszy, zanim z wahaniem zaczęli
wstawać i udawać się po składniki eliksiru. Nikt nie
rozmawiał. Jeżeli chciał o coś zapytać, to wolał
pokazać to na migi niż narazić się na utratę punktów.</p>

<p>Harry siekał korzenie imbiru z
taką złością, że zrobił z nich niemal
miazgę. Denerwowało go zachowanie Severusa. Denerwowało go,
ponieważ kompletnie nie wiedział, co o nim myśleć. Dlaczego,
do diabła, przez cały dzień nic mu nie odpowiedział przez
kamień? No, ale w końcu Harry kazał mu się
"odwalić". I wyglądało na to, że chyba po raz
pierwszy Snape naprawdę się "odwalił". Czy to dlatego
był taki wściekły?</p>

<p>Nóż wypadł z dłoni
Harry'ego i z brzękiem wylądował na podłodze. W
panującej w klasie ciszy ten dźwięk wydał się tak
głośny, że wszyscy rozejrzeli się, zdezorientowani, w
poszukiwaniu jego źródła.</p>

<p>- Cholera! - zaklął pod
nosem Harry, schylając się i podnosząc nóż z podłogi.
Słyszał, jak stojąca obok Hermiona wciąga gwałtownie
powietrze, ale miał to gdzieś.</p>

<p>"Niech tylko spróbuje mi
coś powiedzieć..." - pomyślał, podwijając
rękawy, tak jakby szykował się do pojedynku i powracając do
siekania korzenia. Ale Mistrz Eliksirów nie odezwał się. Harry
widział kątem oka, jak Snape opuszcza głowę i ponownie
spogląda na leżące przed sobą pergaminy.</p>

<p>- Może mu już przeszło
- szepnął cicho Ron, pochylając się do Harry'ego.</p>

<p>- Gryffindor traci dziesięć
punktów, Weasley - odezwał się Snape, nawet nie podnosząc
głowy.</p>

<p>Uszy Rona zrobiły się
czerwone, a Hermiona zmarszczyła brwi. Harry jeszcze mocniej
ścisnął trzymany w ręku nóż.</p>

<p>"Co on sobie
wyobraża?" - pomyślał ze złością. -
"Dlaczego nie zwrócił mi uwagi?"</p>

<p>Harry nie potrafił tego
rozgryźć. Kusiło go, by przekonać się, co mógłby
zrobić i jak daleko się posunąć, zanim Snape okazałby,
że w ogóle dostrzega jego obecność. Ale nie miał zamiaru
tego sprawdzać. Wolał nie ryzykować. Nie na lekcji.</p>

<p>Nie chciał się do tego
przed sobą przyznać, ale czuł... rozczarowanie.
Głęboko w najdalszym zakamarku serca wyobrażał sobie ten
dzień zupełnie inaczej. Myślał, że Snape
będzie... miał wyrzuty sumienia albo coś takiego. Że w
jakikolwiek sposób, choćby najmniej widoczny... okaże skruchę za
to, co zrobił. A może nawet... chociaż spróbuje go
przeprosić.</p>

<p>Ale nie. On postanowił
zachowywać się jak skończony dupek! Jakby kompletnie mu nie
zależało.</p>

<p>Harry dopiero po kilku chwilach
zorientował się, że wpatruje się w swój kociołek
nieobecnym wzrokiem i że już dawno powinien dodać do wywaru posiekany
imbir. Jednak zanim zdążył nadrobić zaległości,
usłyszał, jak krzesło Snape'a odsuwa się, a nauczyciel
wstaje i rusza na obchód pomiędzy ławkami. Wszyscy uczniowie
natychmiast pochylili się nad swoimi kociołkami tak nisko, jakby to,
co właśnie robili, pochłaniało ich bez reszty.</p>

<p>Harry kątem oka widział,
że Snape uważnie zagląda do każdego mijanego kociołka
i spiął się cały, kiedy pomyślał, że zaraz
dotrze również do niego.</p>

<p>- Radzę ci się
wziąć do roboty, Longbottom - wycedził mężczyzna,
rzucając okiem na eliksir Neville'a i krzywiąc się z niesmakiem.
- Chyba, że znowu masz ochotę się czegoś napić?</p>

<p>Chłopiec zbladł i
zacisnął drżące usta, wbijając rozbiegany wzrok w
mętny wywar, który bulgotał w kociołku.</p>

<p>Harry słyszał, jak Severus
rzuca kąśliwe uwagi niemal każdej osobie, do której podchodzi,
aż w końcu zatrzymał się za plecami Rona i pochylił
nad jego eliksirem.</p>

<p>- Całkowita porażka,
Weasley - mruknął Snape, wyciągając różdżkę.
- Evanesco. Proszę zacząć od początku.</p>

<p>Ron otworzył usta i z
osłupieniem wpatrywał się w swój pusty kociołek. Harry nie
mógł uwierzyć, że Snape usunął jego pracę.
Przecież eliksir Rona wcale nie był gorszy od jego. Wręcz
przeciwnie. Był znacznie lepszy.</p>

<p>Harry zacisnął zęby i
wrzucił do swojego wywaru posiekany korzeń. Wiedział, że
jest na to za późno. Jego eliksir był już całkowicie
spartaczony.</p>

<p>Skoro Snape tak potraktował
Rona, to co dopiero powie o jego wywarze... Jednak, ku osłupieniu
Harry'ego, mężczyzna ominął go, w ogóle nie
zatrzymując się przy jego kociołku. Ba, nawet nie
spoglądając w stronę Harry'ego! Jednak zanim chłopak
zdążył przetrawić tę sytuację, Snape
zatrzymał się już przy Hermionie.</p>

<p>Harry zauważył, że
kolor wywaru Gryfonki był nieco zbyt jasny, ale poza tym był
przyrządzony niemal perfekcyjnie. Jakież więc było jego
zdziwienie, kiedy nauczyciel wyciągnął różdżkę i
wycedził:</p>

<p>- Źle! Evanesco! Proszę
zacząć od nowa. Kto by pomyślał, że taka prymuska woli
marnować czas na bezowocne imprezowanie zamiast się uczyć?</p>

<p>To był cios poniżej pasa,
pomyślał Harry, spoglądając na całkowicie
oszołomioną przyjaciółkę. Hermiona wyglądała tak,
jakby miała się rozpłakać. Snape jeszcze nigdy nie
wyczyścił jej kociołka.</p>

<p>- Na co czekacie? - warknął
mężczyzna, widząc że zarówno Ron, jak i Hermiona po prostu
stoją i zszokowani wpatrują się w swoje puste kociołki. -
Jazda po składniki! - Po tych słowach odwrócił się na
pięcie i ruszył z powrotem do swojego biurka.</p>

<p>Harry starał się
unikać zdumionego wzroku przyjaciela, kiedy Ron bez słowa ruszył
do składziku, odprowadzany równie zaskoczonymi spojrzeniami
pozostałych uczniów, lecz Hermiona pozostała na miejscu. Nie
patrzyła już jednak w swój kociołek, ale na Harry'go. I na
Snape'a. I wyglądała tak, jakby się nad czymś
głęboko zastanawiała.</p>

<p>"Tylko nie znowu to!",
pomyślał z rozpaczą Harry. Wcale nie miał ochoty
przechodzić przez to po raz kolejny. Na szczęście po chwili
Hermiona spuściła głowę i ruszyła za Ronem do
składziku, a Harry odetchnął z ulgą. Przynajmniej na chwilę.</p>

<p>Wiedział, dlaczego Snape to
zrobił... a przynajmniej domyślał się. To przecież
częściowo przez nich wydarzyło się to wszystko. Ale
żeby potraktować ich z tego powodu w taki podły sposób? Snape
naprawdę przechodził dzisiaj samego siebie!</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
podniósł głowę, spoglądając na siedzącego przy
biurku i skrobiącego po pergaminie mężczyznę.</p>

<p>Ze Snape'em działo się
coś naprawdę niedobrego. Harry widział to w każdym jego
geście, słyszał w każdym słowie, ale nie potrafił
tego określić. Myślał, że Severus jest po prostu
zły, ale to było coś innego...</p>

<p>Zmrużył oczy i
dokładniej przyjrzał się dłoniom mężczyzny.
Wydawały się pewne, kiedy sunęły po pergaminie, ale teraz
widział, że to tylko pozory. Drżały. I wydawało
się, że Snape nie do końca panuje nad ruchami... Tak jakby
coś go bardzo niepokoiło albo może...</p>

<p>Czując, że jego serce
przyspiesza, spojrzał wyżej, na pochyloną nad biurkiem twarz
mężczyzny. Była spięta, a cienkie usta zaciśnięte
tak bardzo, że wydawały się sklejone ze sobą w jedną,
bladą linię. Czarne oczy nie śledziły tekstu. Były
rozbiegane, tak jakby Severus nie wiedział, w którą stronę
patrzeć. W pewnym momencie spojrzał na Harry'ego kątem oka i
natychmiast ponownie spuścił wzrok. Jego ruchy stały się
jeszcze sztywniejsze. Przez kilka chwil po prostu stukał piórem w jedno i
to samo miejsce na pergaminie, po czym odrzucił je i zaczął
przekładać papiery, jakby sam do końca nie zdawał sobie
sprawy z tego, co robi. Harry jeszcze raz spojrzał na jego dłonie.
Długie palce zwierały się i rozprostowywały.</p>

<p>Snape wyglądał jak
ktoś... jak ktoś...</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się.</p>

<p>Nie, to niemożliwe...</p>

<p>Czyżby Snape miał wyrzuty
sumienia? Dlaczego w ogóle na niego nie patrzy i zachowuje się tak, jakby
Harry nie istniał? Omija go, nie zwraca na niego uwagi i nie potrafi w
ogóle mu spojrzeć w oczy... Czyżby to z powodu tego, że... o
bogowie! ...że najprawdopodobniej nie chce sobie przypominać krzywdy,
którą mu wyrządził? O to właśnie chodzi? Teraz, kiedy
tak na to spojrzał, wydawało się to oczywiste... Myślał,
że Snape jest wściekły i tak... był wściekły, ale
z powodu tego, że chyba po raz pierwszy w życiu czuł coś
takiego, jak wyrzuty sumienia. A przynajmniej tak to wyglądało.</p>

<p>Harry po prostu czasami
zapominał, że Severus to nie jest... ktokolwiek. Trzeba go
mierzyć inną miarką. To nie jest Ron, który, gdy czuje się
winny, po prostu chodzi ze spuszczoną głową i mamrocze
przeprosiny. Severus jest kimś, kto nie potrafi przeprosić, kto nie
wie, jak przeprosić... będzie to raczej w sobie dusił,
będzie reagował wściekłością i wyżywał
się na wszystkich wokół, nie potrafiąc określić tego
dziwnego uczucia, które nim miota.</p>

<p>Ale... czy on w ogóle jest zdolny do
takich uczuć?</p>

<p>To było zbyt zagmatwane! A
jeżeli to nie tak? Jeżeli po prostu wmawia sobie, że tak jest,
ponieważ chciałby, żeby tak było?</p>

<p>Harry spuścił
głowę. Przed jego oczami znowu pojawiła się pozbawiona
jakichkolwiek emocji twarz i ciemne oczy wpatrujące się w niego bez
śladu uczucia.</p>

<p>To dziwne, ale teraz, kiedy
przynajmniej domyślał się powodów takiego zachowania Snape'a,
czuł coś na kształt satysfakcji.</p>

<p>Dobrze mu tak! Niech zobaczy, jak to
jest! Należy mu się! Niech tym razem to on trochę... pocierpi!
Przynajmniej przez chwilę!</p>

<p>Ron i Hermiona wrócili ze
składziku i ponownie zabrali się za przygotowywanie eliksiru,
chociaż w ich ruchach była jedynie rezygnacja. Wiedzieli, że nie
zdążą uwarzyć wywaru przed końcem zajęć, i
nawet się nie starali. Hermiona stała przygnębiona nad swoim
kociołkiem, a Ron co chwilę rzucał Mistrzowi Eliksirów wściekłe
spojrzenia i Harry, obserwując zachowanie swoich przyjaciół,
czuł coraz większą złość na Snape'a.
Nieważne jakie pobudki nim kierowały, nie powinientak traktować
jego przyjaciół.</p>

<p>Skoro chce się
wyżywać, to proszę bardzo, równie dobrze może
wyżyć się na nim. W końcu już się do tego
przyzwyczaił...</p>

<p>- Czas dobiegł końca -
zabrzmiał donośny głos Mistrza Eliksirów. Mężczyzna
podniósł się z miejsca i ruszył na obchód. Niemal każdy, do
kogo podchodził, kończył z "Nędznym" i
wyczyszczonym kociołkiem, co w przypadku Ślizgonów było
najgorszym wynikiem w historii. Najniższą oceną, którą
zazwyczaj otrzymywali, był "Zadowalający". Nie byli
również przyzwyczajeni do złośliwych komentarzy, którymi
obdarzał ich nauczyciel. Pansy Parkinson, kiedy Snape wyczyścił
jej kociołek, była tak wstrząśnięta, że po prostu
stała przez kilka dobrych chwil i wyglądała tak, jakby ktoś
przypadkiem trafił ją zaklęciem paraliżującym.</p>

<p>Gryfoni, widząc co się
dzieje, spoglądali po sobie z przerażonymi minami. Skoro Snape
traktował tak Ślizgonów, to co dopiero będzie, kiedy dotrze do
nich...</p>

<p>- Thomas, to, co znajduje się w
twoim kociołku, nie nadaje się nawet do wylania do ścieku.
"Troll" i minus piętnaście punktów. Evanesco!</p>

<p>Dean zagryzł buntowniczo
wargę i wbił spojrzenie w ławkę.</p>

<p>- Finningan... Skoro coś tak
banalnego jak proste trzymanie się instrukcji jest zbyt dużym
wyzwaniem dla twoich zdolności pojmowania, zaczynam żywić
poważne wątpliwości co do sensu twojej dalszej edukacji w tej
szkole. Być może będziesz musiał w najbliższym czasie
rozejrzeć się za zajęciem bardziej dla siebie adekwatnym...
Filch nie radzi już sobie z obowiązkami i przydałby mu się
pomocnik. Czy mam mu przekazać, że jesteś zainteresowany?</p>

<p>Seamus zarumienił się i
zacisnął pięści. Wyglądał tak, jakby chciał
coś odpowiedzieć, ale świdrujące spojrzenie, które
wbijał w niego nauczyciel, skutecznie powstrzymało go od tak
nierozważnego kroku.</p>

<p>- Brown... rozumiem, że nauka
Eliksirów nie jest dla ciebie aż tak pasjonującym zajęciem jak
malowanie paznokci, jednak nalegam, abyś się do niej
przyłożyła, w przeciwnym razie nie zechce cię nawet ktoś
pokroju Longbottoma.</p>

<p>Lavender była tak czerwona,
iż wydawało się, że z jej włosów unosi się para.</p>

<p>Harry patrzył na to wszystko i
po prostu nie mógł uwierzyć... Snape jeszcze nigdy nie był
aż tak chamski. Z jego ust sączył się jad,
przeżerając wszystko, z czym tylko miał kontakt.
Wyglądał tak, jakby kompletnie nad sobą nie panował. Jakby
ten gniew, który czuł, ta burza, która w nim szalała, unosiła go
na swych falach i wypływała z niego w potoku kąsających
słów, którymi obrzucał każdego, kogo tylko mógł nimi
dosięgnąć.</p>

<p>I Harry domyślał się
powodu takiego zachowania, ale, do diabła, wcale nie zamierzał na to
pozwalać! To była sprawa pomiędzy nimi! Snape nie miał
prawa wciągać w to innych i wyładowywać na nich swojej
frustracji!</p>

<p>- Longbottom! - Ostry głos
Snape'a przerwał rozmyślania Harry'ego, ściągając jego
wzrok ku ławce Neville'a, przed którą zatrzymał się
nauczyciel. Zobaczył autentyczny strach w oczach chłopaka, a wyraz
okrucieństwa, który widział na twarzy Mistrza Eliksirów,
sprawił, że Harry'ego ogarnęły bardzo złe przeczucia.
- Co to ma być? - wycedził Snape.</p>

<p>- Eliksir...
od-odmładzają-jący - wymamrotał chłopiec.</p>

<p>- To ma być eliksir? W takim
razie chyba nigdy żadnego nie widziałeś. To są pomyje, a
nie eliksir. Kolejna porażka, Longbottom. Mam dosyć twojej
nieudolności. Jesteś najbardziej żałosnym uczniem, jaki
kiedykolwiek trafił do Hogwartu! - Słowa uderzały jak bicz i po
każdym smagnięciu Neville kulił się coraz bardziej, nie
wiedząc, gdzie podziać wzrok.</p>

<p>Harry usłyszał, jak
siedząca obok niego Hermiona wciąga z oburzeniem powietrze, ale
niemal to do niego nie dotarło. W jego sercu wzbierała twarda, zimna
masa, którą ostre słowa i zachowanie Snape'a ociosywało w
gotową do wystrzelenia strzałę. Napięte jak cięciwy
łuku nerwy z trudem utrzymywały ją na miejscu.</p>

<p>- Twoja głupota i
nieudolność już dawno przekroczyły jakiekolwiek dozwolone
normy. Okrywasz hańbą naszą szkołę. Okrywasz
hańbą cały czarodziejski świat - ciągnął
okrutnie Severus, wpatrując się w skulonego chłopca wzrokiem
przepełnionym lodowatą nienawiścią i absolutną
pogardą. - Nie będę dłużej tolerował twojej
ignorancji i skrajnego imbecylizmu. Najwidoczniej jedynym sposobem, aby
cię czegokolwiek nauczyć, jest pozwolenie, abyś na własnej
skórze przekonał się o konsekwencjach swojej głupoty. Wypijesz
te pomyje, które uwarzyłeś. Może kiedy kolejny raz zakosztujesz
swojej porażki, zaczniesz używać mózgu zgodnie z jego
przeznaczeniem. Oczywiście jeżeli go w ogóle posiadasz, a mam co do
tego poważne wątpliwości. - Mistrz Eliksirów
uśmiechnął się pogardliwie, widząc skrajne
przerażenie, malujące się na twarzy ucznia.</p>

<p>- Nie.... - jęknęła
cicho Hermiona, a dłonie Harry'ego mocno zacisnęły się w
pięści. Trawiła go lodowata gorączka. Jego ciało
drżało z gniewu.</p>

<p>Wtedy Neville rzucił mu szybkie
spojrzenie, pełne niemego błagania o pomoc, o ratunek.</p>

<p>To było jak
naciśnięcie na spust.</p>

<p>- Ja to wypiję! -
oświadczył Harry. Głośno i zdecydowanie. Strzała
została wypuszczona. Wszystkie oczy skierowały się na niego.
Severus zesztywniał i przez chwilę po prostu stał bez ruchu.
Harry wiedział, że była to zbyt jawna prowokacja, aby
mężczyzna mógł ją zignorować, szczególnie że
uczniowie już zaczynali zerkać na siebie pytająco,
zastanawiając się najwyraźniej nad tym, dlaczego nauczyciel nie
reaguje.</p>

<p>W końcu bardzo powoli się
odwrócił. Ich spojrzenia skrzyżowały się i Harry
doznał dziwnego wrażenia, jakby w powietrzu pojawiły się
iskry. Coś w czarnych oczach zadrżało przez chwilę, zanim
przykryły je burzowe chmury. To nie było dobre spojrzenie. Wręcz
przeciwnie. Zwiastowało prawdziwą nawałnicę.</p>

<p>- Nie wtrącaj się, Potter!
- wysyczał Mistrz Eliksirów głosem tnącym niczym ostrze
skalpela.</p>

<p>- Nalej mi trochę eliksiru,
Neville. - Harry z trudem wyrwał wzrok spod wpływu
sztyletujących go oczu nauczyciela i spojrzał na zatrwożonego
przyjaciela. - I podaj mi go. - Kątem oka zobaczył, jak twarz Snape'a
staje się czerwona z wściekłości.</p>

<p>- Niczego nie będziesz pił!
- ryknął, a część uczniów skuliła się tak
bardzo, że niemal wpełzła pod ławki. - Ten eliksir wypije
Longbottom!</p>

<p>Harry spojrzał twardo na
Severusa.</p>

<p>- Kazał mi już pan pić
różne świństwa... Co za różnica?</p>

<p>Trafił. Oczy Snape'a
rozszerzyły się na moment i coś w nich zostało zburzone.
Harry widział, jak wali się i odsłania coś, co nie powinno
zostać uwolnione.</p>

<p>- Nie przejmuj się, Neville -
kontynuował spokojnie Harry, widząc że Gryfon spogląda raz
na niego, raz na Snape'a, nie wiedząc, co ma robić. - Po prostu podaj
mi eliksir.</p>

<p>Po tych słowach ponownie
zerknął na Mistrza Eliksirów, który wyglądał tak, jakby
miał zaraz eksplodować z wściekłości. Emanował
nią z taką intensywnością, iż można jej było
niemal dotknąć.</p>

<p>- Nie waż się ruszyć
nawet jednym palcem, Longbottom. Spróbuj to zrobić, a go stracisz.</p>

<p>Neville zrobił się niemal
biały i natychmiast cofnął rękę, którą już
sięgał po próbówkę.</p>

<p>- Jeżeli chce pan mieć
kozła ofiarnego, to równie dobrze mogę nim być ja. - Ostatnie
słowo Harry wymówił z naciskiem, a jego oczy błysnęły
stalowym zdecydowaniem. - A jeżeli ma pan zły humor, to powinien pan
o tym z kimś porozmawiać, a nie wyżywać się na
uczniach. To w bardzo złym guście.</p>

<p>- Jak śmiesz...? -
zaczął mężczyzna, lecz Harry nie pozwolił mu
dokończyć.</p>

<p>- Nie pozwolę panu
znęcać się nad moimi przyjaciółmi! - wyrzucił z
siebie, prawie krzycząc. Wiedział, że wszyscy patrzą na
niego tak, jakby postradał zmysły. Postawił się Snape'owi.
Snape'owi, który był w takim nastroju. To było prawie samobójstwo.
Wiedział, że tak myślą. Ale jego to nie obchodziło.</p>

<p>Mięśnie twarzy Snape'a
drżały. Widział żyłę pulsującą
wściekle na jego skroni, a w kącikach ust coś, co
przypominało pianę.</p>

<p>- Ty mi "nie pozwolisz"? -
Zajadłość, z jaką Snape wypluł z siebie te słowa,
mogłaby stopić żelazo. - A co ty możesz zrobić,
Potter? Nie masz tu żadnej władzy! Nic nie możesz! - Kpina w
głosie mężczyzny była niemal namacalna. Zawisła w
powietrzu, śmiejąc się Harry'emu w twarz.</p>

<p>- Och, mogę więcej niż
się panu wydaje... - wycedził Harry, odpierając mordercze
spojrzenie, które wbijał w niego Snape. Tak jakby wzrokiem chciał mu
przekazać ukryte za słowami znaczenie. Ale albo nie robiło ono
na mężczyźnie żadnego wrażenia, albo
rozwścieczyło go tylko jeszcze bardziej, gdyż po chwili
odezwał się chrapliwym głosem:</p>

<p>- Czyżby? Nie wydaje mi
się, Potter. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia, co zrobisz lub
powiesz. Twoje zarozumialstwo...</p>

<p>- Dla ciebie może nie -
przerwał mu Harry, czując jak rozbudzony potwór przejmuje nad nim
kontrolę. Czara się przepełniła i jej zawartość
wlała się do jego umysłu, odbierając mu rozsądek,
opanowanie i zrywając wszystkie hamulce. - Ale dla profesora Dumbledore'a
rzeczy, które mam do powiedzenia, na pewno byłyby niezwykle
interesujące.</p>

<p>Dostrzegł jasny, gwałtowny
rozbłysk w czarnych oczach. Tak nagły, jakby przecięła je
błyskawica. Obaj pędzili teraz po niezwykle stromym zboczu. I nie było
już niczego, co mogłoby ich zatrzymać.</p>

<p>Snape rzucił się do przodu,
oparł dłonie na ławce Harry'ego i uderzył w niego wzrokiem
pełnym lodowatej nienawiści i strzelającego płomieniami
aż pod sufit szału. Wzrokiem człowieka, który już dawno
przekroczył granice furii i znalazł się daleko po drugiej
stronie.</p>

<p>- Grozisz mi, Potter? A kim ty
jesteś, żeby mnie szantażować? W ogóle się nie
liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jesteś tylko
żałosną kopią swojego skretyniałego ojca! Niczym więcej!
- Słowa uderzały mocno i wbijały się niezwykle
głęboko. Harry miał wrażenie, że zaczyna tracić
oddech. - Masz się za kogoś wyjątkowego? Myślisz, że
kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do głowy, że jesteś
nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem! Że
jesteś i zawsze będziesz dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się gwałtownie. Poczuł nagły, niewyobrażalny ból w
klatce piersiowej, jakby te słowa przebiły wszystkie bariery i
rozerwały jego serce na kawałeczki. Nie mógł oddychać,
miał wrażenie, że jego płuca szarpnęły się
spazmatycznie i przestały funkcjonować. Coś w nim umarło.
Nagle i nieodwracalnie.</p>

<p>Nikim...</p>

<p>Nikim...</p>

<p>Nikim...</p>

<p>To pojedyncze, niepozorne słowo
wibrowało wokół niego, coraz głośniej i
głośniej...</p>

<p>Zawsze miał jeszcze
nadzieję... A teraz... teraz nie pozostało mu nic. Tylko prawda,
rzucona prosto w twarz. Jakby nic się nie liczyło. Nic, co przez te
wszystkie miesiące... nic.</p>

<p>"Niech to przestanie tak
boleć..." - pomyślał, a obraz przed jego oczami zaczął
się rozmazywać. - "Niech to zniknie! Nie chcę tego
czuć. Nie chcę!"</p>

<p>Snape nadal coś mówił, ale
nie było już serca, w które słowa mogłyby się
wbić i trafiały jedynie w pustkę.</p>

<p>Harry poczuł, że po jego
policzkach spływa coś gorącego i wilgotnego.</p>

<p>- ...i kiedy wreszcie to sobie
zapamięt... - Mistrz Eliksirów urwał tak nagle, jakby
połknął język. Harry pomimo mgły przed oczami
zobaczył, że oczy Severusa rozszerzyły się nienaturalnie, a
na twarzy pojawił się... strach. Cały gniew zdawał się
nagle i niespodziewanie z niego wyparować.</p>

<p>Harry nie potrafił nad sobą
zapanować. Wiedział, że cierpienie, które odczuwa, jest
doskonale widoczne na jego twarzy, ale nie był w stanie tego ukryć.
Na jego gardle zacisnęła się pętla. Pod powiekami
płonął mu ogień. Kolejne łzy potoczyły się
wolno po jego policzkach.</p>

<p>Snape stał jak
osłupiały. Jego twarz gwałtownie pobladła, a na
ściągniętym obliczu pojawiło się coś na
kształt desperacji.</p>

<p>"Muszę się
opanować" - pomyślał Harry, zasłaniając
dłonią oczy, chociaż wątpił, by to kogokolwiek
zmyliło.</p>

<p>Byle tylko odszedł ten ból...
byle zniknął...</p>

<p>Ale jak miał się, do
cholery, opanować, skoro jego świat właśnie
roztrzaskał się na kawałki?</p>

<p>Tyle czasu minęło, tyle
pokonał przeszkód, tyle musiał znieść tylko po to,
żeby usłyszeć to samo, co usłyszał wiele miesięcy
temu... Tak jakby nic od tamtej pory się nie zmieniło. Tak jakby
cały ten wysiłek... nic nie znaczył.</p>

<p>Nic. Nic. Nic!</p>

<p>Ręka, którą
przysłaniał oczy, drżała niekontrolowanie. Z całej
siły zagryzał wargę, tłumiąc w sobie szloch, który
próbował przedostać się przez jego zwężone,
piekące gardło. Nawet nie zauważył, że ją
przegryzł. Zrozumiał to dopiero, kiedy poczuł w ustach cierpki
smak krwi.</p>

<p>A jednak... mylił się
wcześniej. To nie były wyrzuty sumienia. Snape nie był zdolny do
odczuwania czegoś takiego... Od samego początku to zawsze była
jedynie... pogarda.</p>

<p>Zadrżał gwałtownie,
wydając z siebie gardłowy odgłos i w ostatniej chwili
przełykając szloch, który szarpnął całym jego
ciałem.</p>

<p>- Harry? Wszystko w porządku? -
Cichy, łagodny szept Hermiony gdzieś obok niego przełamał
panującą w pomieszczeniu, napiętą ciszę. Harry
pokiwał nieznacznie głową, nie odrywając dłoni od
oczu.</p>

<p>Musi oddychać głęboko
i spokojnie. Opanować się. Zmusić się do tego. Nie
może tak... musi...</p>

<p>Powoli opuścił
rękę, ścierając łzy z twarzy. Jego zamglony wzrok
padł na stojącą przed nim nieruchomo, ciemną sylwetkę.</p>

<p>I w tej właśnie chwili
grobową ciszę przerwał dźwięk dzwonka,
odbijającego się echem w korytarzach zamku. Ale w klasie nadal
panowało milczenie.</p>

<p>- Wynoście się. - Głos
Snape'a wydawał się dziwnie zduszony. - Potter zostanie.</p>

<p>Harry zamknął oczy. Teraz
było mu już wszystko jedno.</p>

<p>W sali rozbrzmiał szum, kiedy
uczniowie zaczęli podnosić się z miejsc i zbierać swoje
rzeczy. Nikt się nie odzywał.</p>

<p>- Harry... zaczekamy na ciebie za
drzwiami - powiedziała łagodnie Hermiona, patrząc na przyjaciela
ze współczuciem wymieszanym z głębokim zaniepokojeniem.</p>

<p>Pokiwał głową,
automatycznie schylając się po torbę i pakując do niej
swoje rzeczy, chociaż sam nie do końca zdawał sobie sprawę
z tego, co robi. Uczniowie powoli opuszczali klasę.</p>

<p>Harry odłożył
torbę i spojrzał pustym wzrokiem w ścianę. Snape przez
cały czas stał przed jego ławką, tak jakby jego nogi
wrosły w ziemię i nie był w stanie się poruszyć.</p>

<p>W chwili, kiedy drzwi
zamknęły się za ostatnim uczniem, Harry poczuł powiew
magii. Rozpoznał zaklęcie wyciszające. W pomieszczeniu
zapanowała głucha cisza.</p>

<p>- Sprowokowałeś mnie,
Potter. - Dziwnie napięty głos Severusa przerwał wiszące w
powietrzu milczenie. - Nigdy nie wiesz, gdzie leży granica, której nie
powinieneś przekraczać. Zawsze byłeś... - Severus
urwał nagle, jakby powstrzymał się w ostatniej chwili. - Nie
miałem tego na myśli - dodał po chwili milczenia, kiedy Harry w
żaden sposób nie zareagował na jego słowa. - Nie chciałem
tego powiedzieć. Zdenerwowałeś mnie. Gdybyś nie
zaczął... - ponownie urwał. - Nie możesz brać do
siebie wszystkiego, co powiem. Przecież mnie znasz. - W jego głosie
zaczęła pobrzmiewać desperacja. Kiedy Harry nadal nic nie mówił,
odezwał się niepewnie: - Potter?</p>

<p>- Zawsze byłem dla ciebie nikim
- powiedział cicho Harry, tak jakby Snape w ogóle się nie
odezwał. Tak jakby drzwi dopiero przed chwilą się
zamknęły. I jakby mówił tylko do siebie albo do ściany, na
którą spoglądał. - Nigdy nic dla ciebie nie znaczyłem.
Byłem głupi, myśląc że kiedykolwiek uda mi się
sprawić, że kiedyś będę dla ciebie kimś
więcej niż... - zawahał się tylko przez ułamek sekundy
- ...niż nic nieznaczącym zerem.</p>

<p>- Powiedziałem tak tylko
dlatego, że mnie... - zaczął mężczyzna, ale Harry nie
pozwolił mu dokończyć. Ani jedno słowo, które
wypowiadał teraz Snape, nie miało dla niego znaczenia. W ogóle ich
nie słyszał, tak jakby odbijały się od czegoś bardzo
zimnego i twardego, co wyrosło wokół Harry'ego.</p>

<p>- Miałem takie marzenie -
przerwał mu tym samym cichym, złamanym głosem, wciąż
wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ścianę. - Ja...
chciałem zdobyć twoje serce. Tak bardzo tego pragnąłem.
Myślałem, że mi się uda... że przebiję się
kiedyś przez cały ten chłód, pogardę,
nienawiść... ale nie udało mi się. Poniosłem
porażkę.</p>

<p>- Potter, posłuchaj mnie... To,
co mówisz, jest absurdalne. Przecież sam doskonale wiesz, że...</p>

<p>Ale Harry nie słuchał.
Słowa same płynęły. Nie potrafił ich powstrzymać.
Z pękniętego serca wypływał gromadzony miesiącami
żal. Wszystko, co zawsze w sobie dusił, spychał na samo dno - do
najciemniejszego, najodleglejszego zakamarka. Teraz to wszystko zostało
uwolnione. I przelewało się przez jego usta.</p>

<p>- Jak mogłem być taki
głupi? Teraz to zrozumiałem. Zrozumiałem, że po tym
wszystkim, co razem przeszliśmy, przez te wszystkie miesiące, kiedy
walczyłem o ciebie, że przez cały ten czas... nic dla ciebie nie
znaczyłem. Od chwili, kiedy powiedziałeś mi to po raz pierwszy w
klasie... nic się nie zmieniło. Absolutnie nic. I nigdy się nie
zmieni. Zawsze będę dla ciebie tylko... nikim. - Jego głos
załamał się nagle. Jakby ciężar tych słów
był zbyt wielki, zbyt przygniatający. Zamknął oczy, nabierając
powietrza do ściśniętych, obolałych płuc.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. I wtedy Harry usłyszał szept Severusa, jakby głos
był zbyt zawodny, aby wypowiedzieć te słowa:</p>

<p>- Nie jesteś dla mnie nikim.</p>

<p>Ale Harry nie wierzył. Teraz
były to tylko puste słowa. Tego, co zostało wypowiedziane, nie
można już było cofnąć. Zawisło pomiędzy
nimi, zamieniając się w barierę, przez którą nic nie
potrafiło się już przedostać.</p>

<p>- Nigdy już się nie dowiem,
jak to jest, kiedy jest się... potrzebnym. Kiedy komuś na tobie
zależy. Nie poczuję tego... - dotknął swojej klatki
piersiowej na wysokości serca - ...tego czegoś... tutaj. -
Westchnął głęboko, pragnąc spłukać ból,
który ponownie zaczął uwierać go w piersi, zakleszczając go
w swym uścisku. - Wiesz, to zabawne... ja zawsze dla wszystkich byłem
nikim. Widocznie tak ma być...</p>

<p>To był już koniec. Ostatnia
kropla opadła. Nie pozostało w nim już nic, co chciałby mu
powiedzieć.</p>

<p>Podniósł się z miejsca i po
raz pierwszy od początku całej tej rozmowy spojrzał na Snape'a.
Mistrz Eliksirów był niezwykle blady. W czarnych, rozszerzonych oczach widniało
głębokie poruszenie. Napięta twarz starała się
przybrać zacięty wyraz, który nie potrafił się na niej
utrzymać dłużej niż przez kilka sekund, ponieważ
bardzo szybko przysłaniało go... poczucie winy.</p>

<p>Harry sięgnął do
kieszeni i wyjął z niej zielony kamień. Przez chwilę
przyglądał mu się, ważąc go w dłoni.</p>

<p>Wiązało się z nim tyle
wspomnień... tak wiele razy cieszył się, widząc
emanujący z niego blask...</p>

<p>Opowiedz.</p>

<p>Wszystko z tobą w porządku,
Potter?</p>

<p>Schowek. Teraz.</p>

<p>Ciii... Już dobrze, Potter,
jutro się tobą zajmę.</p>

<p>Przyjdź.</p>

<p>Dlaczego jeszcze nie śpisz?</p>

<p>Dobranoc, Potter.</p>

<p>Ale teraz te wspomnienia... nic
już dla niego nie znaczyły.</p>

<p>Westchnął i
odłożył kamień na ławkę.</p>

<p>- Nie będzie mi już
potrzebny - powiedział cicho.</p>

<p>Snape nie patrzył już na
Harry'ego. Miał opuszczoną głowę i wpatrywał się
w leżący na stoliku kamień. Powoli wyciągnął
rękę i niepewnie dotknął zielonej powierzchni. Długie
palce drżały.</p>

<p>Po chwili z jego ust wydobył
się gardłowy, wibrujący dziwnie szept:</p>

<p>- To... nie tak. Moje zachowanie...
było...</p>

<p>- Nie chcę tego
słuchać - przerwał mu Harry. Mężczyzna powoli
uniósł głowę, tak jakby przyszło mu to z największym
trudem. - Proszę o przydzielenie moich szlabanów innemu nauczycielowi -
powiedział Harry, nieco głośniej niż dotychczas, schylając
się po leżącą na ziemi torbę. Zarzucił ją na
ramię i po raz ostatni spojrzał w ciemne oczy Mistrza Eliksirów.
Oczy, w których szalała... już nawet nie burza. Coś znacznie
głębszego, rozjaśniając je nagłymi,
oślepiającymi błyskawicami. - Do widzenia... profesorze Snape.</p>

<p>Przez twarz mężczyzny
przebiegł cień, kiedy Harry wymówił ostatnie słowo, ale nic
więcej już nie zobaczył, gdyż odwrócił się i
odszedł. Kiedy przekroczył próg klasy, a drzwi zamknęły
się za nim, poczuł się tak... jakby pozostawił za nimi
część siebie.</p>

<p><strong>--- rozdział 50 ---</strong></p>

<p><strong>50. Take your heart and run</strong></p>

<p>So I guess it's over now</p>

<p>And you broke me down somehow</p>

<p>I can hear what you said</p>

<p>Echoing in my head</p>

<p>I'm losing...myself</p>

<p>I'm shaking deep inside</p>

<p>I'm having trouble breathing</p>

<p>I need somewhere to hide</p>

<p>Away cause I am healing</p>

<p>I'm having trouble breathing</p>

<p>Tomorrow I am healing...*</p>

<p>- Mój rozkaz był jasny.
Miałeś go trzymać blisko siebie! Wiesz, jakie to dla nas
ważne!</p>

<p>Snape z trudem podniósł się
z zimnej posadzki, podpierając się na drżących rękach.
Z kącika ust spływała mu krew. Nie uniósł głowy.
Trzymał ją opuszczoną, wbijając spojrzenie w swoje odbicie
w ciemnym marmurze.</p>

<p>- Wybacz, mój Panie. Dałem
się ponieść... nienawiści. Ale to tylko niewielka
przeszkoda. W gruncie rzeczy ta sytuacja jest nam bardzo na rękę.</p>

<p>Voldemort opuścił nieco
różdżkę, którą celował w klęczącego na
podłodze mężczyznę, i zmrużył swoje czerwone
oczy.</p>

<p>- To znaczy?</p>

<p>Snape podniósł głowę.
Na jego wargach błąkał się groźny uśmiech.</p>

<p>- Poczekam, aż chłopak
ochłonie i zacznie tęsknić. Będę mógł w spokoju
dokończyć eliksir, a on nie będzie plątał mi się
pod nogami. A kiedy nadejdzie odpowiednia pora... wtedy uderzę. - Coś
w czarnych oczach rozbłysło stalową pewnością siebie.
- Tak to rozegram, że Potter padnie mi do stóp i będzie
błagał o to, abym pozwolił mu do siebie wrócić.</p>

<p>Voldemort do końca
opuścił rękę, uważnie przyglądając się
ciemnym, zmrużonym oczom.</p>

<p>- Nie wątpię - odezwał
się po chwili. - Wielokrotnie już mi udowodniłeś, że
jesteś najlepszy w tego typu zadaniach. Ale nie będę
tolerował twojej samowoli. Masz się trzymać instrukcji.</p>

<p>- Nie obawiaj się, mój Panie.
Potter będzie gotowy na czas.</p>

<p>Na ustach Voldemorta pojawił
się lodowaty uśmiech. Odwrócił się gwałtownie i
podszedł do wysokiego krzesła, znajdującego się w drugim
końcu sali.</p>

<p>- Ile to jeszcze zajmie? -
zapytał, siadając miękko na hebanowym krześle.</p>

<p>Snape powoli podniósł się z
podłogi i wyprostował. Otrzepał swoje szaty i przybrał
dumną postawę, tak jakby nie otrzymał jeszcze chwilę temu
kilku Cruciatusów pod rząd.</p>

<p>- Niewiele ponad dwa tygodnie.
Wszystko już prawie gotowe. Dam mu eliksir na godzinę przed
wyjściem do Hogsmeade.</p>

<p>- Pamiętaj, że nikt nie
może wiedzieć o tym, że poszedł z tobą do Hogsmeade.
Po wszystkim wrócisz do zamku i kiedy ten stary dureń zorientuje się,
że chłopak zaginął i ogłosi alarm, rozpoczniesz
poszukiwania razem z innymi. Będziesz mi tam potrzebny, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna skinął
sztywno głową. Jego twarz wyglądała teraz niczym maska. Nie
poruszał się na niej ani jeden mięsień.</p>

<p>- Wiesz, co cię spotka,
jeżeli zawiedziesz... - Głos Voldemorta obniżył się o
kilka tonów i wydawało się, że w pomieszczeniu zrobiło
się nagle chłodniej.</p>

<p>- Wszystko pójdzie zgodnie z planem -
odparł zdecydowanie Snape, tak jakby w ogóle nawet nie rozważał
innej opcji.</p>

<p>Voldemort zmrużył oczy.</p>

<p>- Chcę zajrzeć do twojego
umysłu, Severusie.</p>

<p>Mężczyzna nie wydawał
się zaskoczony tym żądaniem. Voldemort często
przeszukiwał umysły swoich zwolenników, aby upewnić się,
że są mu całkowicie wierni. Rzadko kiedy jednak o tym
uprzedzał. Wtargnięcie z zaskoczenia sprawiało mu o wiele
większą przyjemność, ponieważ wiązało
się ze znacznie dotkliwszym bólem dla ofiary, która zaskoczona
niespodziewaną penetracją swych myśli, próbowała się
bronić i wyrzucić intruza ze swojej głowy. A Voldemorta nie
dało się wyrzucić, nie tracąc przy tym
świadomości. Dlatego penetracja przebiegała o wiele mniej
boleśnie, jeżeli ofiara się nie broniła i nie
próbowała czegoś ukryć. Najlepiej było po prostu
pozwolić mu oglądać wszystko.</p>

<p>Pionowe źrenice Czarnego Pana
rozszerzyły się nieco, kiedy wtargnął do umysłu
stojącego przed nim mężczyzny. Na skroni Snape'a pojawiła
się pulsująca boleśnie żyła, a usta
zacisnęły się w bladą linię. Pomimo wszelkich
starań nie potrafił ukryć cierpienia, które pojawiło
się na jego twarzy. Zdawało się płonąć tuż
pod naciągniętą skórą. Spływało po niej w
kroplach potu.</p>

<p>Po chwili Voldemort wycofał
się. Z ust mężczyzny wyrwało się ledwie
dosłyszalne westchnienie.</p>

<p>Voldemort odchylił się w
swym przypominającym tron krześle i uśmiechnął z
satysfakcją.</p>

<p>- Doskonale - wyszeptał.
Zamknął na chwilę oczy i na jego twarzy pojawiło się
coś bardzo niebezpiecznie przypominającego rozkosz. Jakby
przypominał sobie coś, co sprawiało mu ogromną przyjemność.
- Uwielbiam oglądać to wspomnienie. Uwielbiam patrzeć w jego
zielone przerażone oczy, kiedy zaczynasz go dusić tym krawatem. -
Powieki uniosły się i czerwone oczy wbiły się w czarne. -
Jestem z ciebie zadowolony, Severusie. Rozebrałeś go dla mnie na
kawałki. Nie pozostało w nim już niczego, czego bym nie
poznał. Dzięki tobie zajrzałem w każdy, nawet
najmroczniejszy zakątek jego duszy. I już niedługo ta dusza
będzie należała do mnie. - Pozbawione warg usta
rozciągnęły się w upiornym uśmiechu.</p>

<p>- To była dla mnie
przyjemność - odparł Snape, skłaniając głowę
i uśmiechając się do siebie z zadowoleniem.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy budzimy się rano, mamy
tylko kilka sekund... kilka sekund błogiej nieświadomości, zanim
dryfująca przez krainy snu jaźń powróci do naszego ciała,
przynosząc ze sobą... strach. Kilka sekund cudownej niewiedzy, zanim
zrozumiemy, kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy i co nas czeka.
Zaledwie kilka sekund, by przygotować się na uderzenie świata. I
nagle nie jesteśmy już unoszącą się w bezpiecznej
ciemności istotą stworzoną z marzeń... dopada nas
rzeczywistość. Uświadamiamy sobie nagle z całą
mocą, że to, co wydarzyło się wczoraj, było
prawdą i że dzisiaj może być tylko gorzej. I nie ma przed
tym ucieczki. Trzeba wstać i... przeżyć jakoś ten
dzień. Nie możemy zanurzyć się z powrotem w niewiedzy. Nie
ma już odwrotu.</p>

<p>Harry nie był wyjątkiem.
Kiedy obudził się tego chłodnego, wtorkowego poranka, przez
kilka sekund był kimś innym. Kimś, kto nie odczuwa, nie marzy,
nie żałuje... Kimś, kogo świat nadal istnieje i
nadchodzący dzień nie kojarzy mu się jedynie z bólem i
pustką.</p>

<p>Ale trwało to tylko kilka
sekund. Potem w jednej wstrząsającej chwili wszystko nagle
powróciło. I musiał bardzo mocno zacisnąć powieki, by
powstrzymać wlewającą się do jego umysłu gęstą
lawę wspomnień. Ale wraz z obrazami i słowami
nadpłynęło również coś, co zacisnęło mu
pętlę na gardle i sprawiło, że poczuł bolesny ucisk w
klatce piersiowej.</p>

<p>Wziął głęboki,
drżący oddech i jeszcze przez kilka chwil łudził się,
że to może jednak tylko sen. Że zaraz obudzi się
naprawdę i nie będzie czuł tego uścisku ani goryczy i
będzie mógł po prostu wstać z łóżka i...
żyć. A może ktoś rzucił na niego zaklęcie
Legilimens Evocis i zamknął go w koszmarze?</p>

<p>Jego ręka bez udziału woli
powędrowała pod poduszkę w poszukiwaniu chłodnej,
gładkiej powierzchni kamienia. Ale nie znalazła go tam.</p>

<p>To nie był koszmar. To była
prawda.</p>

<p>Ostrożnie uniósł powieki.</p>

<p>Jesteś i zawsze będziesz
dla mnie nikim. Rozumiesz? Nikim!</p>

<p>Ponownie zacisnął powieki.</p>

<p>Nie! Nie chciał sobie tego
przypominać! Jaki to miało sens? To był już koniec.</p>

<p>Koniec.</p>

<p>Cóż, to słowo nie
brzmiało zbyt optymistycznie. Nie, brzmiało... ostatecznie. Czuł
się tak, jakby stracił kogoś bliskiego. Było w nim takie
miejsce, w którym ten ktoś mieszkał, ale teraz już go tam nie
było. Teraz została tylko luka, której na razie nie potrafił
zapełnić. Nie wiedział, czym mógłby ją
zapełnić. Ani czy to w ogóle możliwe.</p>

<p>Westchnął i ponownie
otworzył oczy. Nie potrafił przed tym uciec. Nie potrafił uciec
przed przewijającymi mu się przez głowę wspomnieniami wszystkiego,
co wydarzyło się wczorajszego dnia, od wejścia do klasy aż
po...</p>

<p>*</p>

<p>- Stary, co to miało być? -
zapytał Ron, kiedy Harry podszedł do czekających na niego przed
klasą Eliksirów przyjaciół. Nie spojrzał na nich. Przeszedł
obok bez słowa, nie podnosząc głowy i nie odzywając
się. Nie miał ochoty na żadne rozmowy. Nie miał ochoty na
jakiekolwiek towarzystwo. Po prostu chciał stąd odejść.
Odejść i schować się gdzieś.</p>

<p>Jednak Ron ruszył za nim. Po
chwili wahania, Hermiona również. Przez jakiś czas szli bez
słowa. Mijali umocowane na ścianach lochów pochodnie, które
wydawały się ciągnąć w nieskończoność,
tak jakby zimne, surowe korytarze nie miały końca. Po pewnym czasie
Harry usłyszał za sobą niepewny głos Rona:</p>

<p>- Powiesz nam w końcu, o co
poszło? Przecież Snape...</p>

<p>- Ron! - przerwała mu
ostrzegawczo Hermiona, ale rudzielec zdawał się tego w ogóle nie
zauważyć.</p>

<p>- Przecież Snape wiele razy
mówił ci o wiele gorsze świństwa i ty nigdy...</p>

<p>- Ron!</p>

<p>- ...i nigdy cię to nie
ruszało. Co się stało? To wyglądało...</p>

<p>- Ron! - Hermiona złapała
go za rękaw i pociągnęła. Ale rudzielec wyrwał
ramię.</p>

<p>- To wyglądało trochę
nienormalnie. No wiesz... Rozumiem, że Snape potrafi przygadać, ale
jego chamskie komentarze zawsze cię tylko wkurzały, jeszcze nigdy nie
doprowadziły cię...</p>

<p>- Ron, zamknij się!</p>

<p>- ... do łez. Ja po prostu...
tego nie rozumiem.</p>

<p>Harry zatrzymał się nagle.
Jego przyjaciele zrobili to samo. Powoli odwrócił się i spojrzał
na nich w taki sposób, że Ron mimowolnie się cofnął, a
Hermiona zagryzła wargę i uciekła wzrokiem.</p>

<p>- Mam teraz... pewne problemy -
powiedział ostrożnie Harry. - I chcę, żebyście
zostawili mnie w spokoju.</p>

<p>- Jakie problemy? - Ron nie
dawał za wygraną. Harry widział na jego twarzy
zaciętość. A czego innego mógłby się spodziewać
po takim przedstawieniu? Nawet Ron nie był aż tak głupi...</p>

<p>- To nie twoja sprawa - wycedził
Harry. Miał dosyć. Nie miał ochoty tłumaczyć się,
kłamać, wymyślać. Chciał, żeby wszyscy po prostu
zostawili go teraz w spokoju. Ponownie ruszył przed siebie, całkowicie
ignorując zaszokowaną minę przyjaciela.</p>

<p>- Jak to nie moja? -
zawołał za nim Ron, kiedy doszedł już do siebie. - Przez
cały dzień zachowywałeś się tak, jakby cię nie
było. Chodziłeś zamyślony, nic do ciebie nie docierało.
A teraz wybuchnąłeś płaczem na lekcji u Snape'a. Co to
miało, do cholery, znaczyć?</p>

<p>Harry znowu się zatrzymał.</p>

<p>Co miał mu powiedzieć? Co,
do diabła, miał powiedzieć? Jak mógł coś takiego
wyjaśnić?</p>

<p>Odwrócił się do Rona.</p>

<p>- Ja... jestem trochę rozbity,
bo... - Zacisnął usta. W głębi korytarza, ponad ramieniem
wpatrującego się w niego z oczekiwaniem przyjaciela, dostrzegł
dwie spacerujące Ślizgonki. - Bo... rozstałem się ze
swoją dziewczyną. Wczoraj wieczorem. I ona... - przełknął
ślinę - powiedziała mi coś strasznego. A Snape mi o tym przypomniał.
I ja... - Spuścił głowę.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. Było mu wszystko jedno, czy Ron mu uwierzy, czy nie. Byle tylko
dał mu w końcu spokój.</p>

<p>- Och... - Usłyszał po
chwili głos przyjaciela. - To... to w porządku. To znaczy nie "w
porządku, że się pokłóciliście", czy coś,
ale w porządku, że... wiesz, o co mi chodzi.</p>

<p>Harry pokiwał głową,
wciąż wpatrując się w kamienne płyty pokrywające
podłogę.</p>

<p>- Jesteś pewien, że to
już skończone? - odezwała się nagle Hermiona dziwnym,
zduszonym głosem.</p>

<p>- Tak - odparł Harry,
czując nagły chłód w klatce piersiowej. - Całkowicie.</p>

<p>- To... dobrze - wyszeptała
Gryfonka. - Ona ci nie da szczęścia. Nie powinieneś lokować
swoich uczuć... w kimś takim.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się, ale nie podniósł głowy.</p>

<p>Ona wiedziała!
Domyśliła się!</p>

<p>Jego serce ścisnął
nagły strach.</p>

<p>Ale chyba nie... chyba nie
zamierza...</p>

<p>Ron spojrzał na nią z
zaskoczeniem.</p>

<p>- A ty skąd to możesz
wiedzieć? Wiesz, o kim on mówi? Znasz ją?</p>

<p>- Nie. Po prostu.. znam Harry'ego.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę.</p>

<p>- Czy możecie...? Czy
mogę... pobyć trochę sam?</p>

<p>- Chodź, Ron. - Dziewczyna
złapała rudzielca za rękę. - Będziemy w Pokoju
Wspólnym, Harry. Jeżeli będziesz czegoś potrzebował.</p>

<p>Chłopak pokiwał
głową, wciąż nie podnosząc wzroku. Usłyszał
oddalające się kroki swoich przyjaciół.</p>

<p>Musiał... znaleźć
jakieś miejsce. Miejsce, w którym mógłby się ukryć. I
zapomnieć.</p>

<p>*</p>

<p>Harry wszedł do sowiarni i
rozejrzał się w poszukiwaniu Hedwigi. Było tak zimno, że
większość sów siedziała po prostu przycupnięta na
żerdziach, przyciskając się do siebie nawzajem albo
wtulając w swoje skrzydła. Hedwiga siedziała na najwyższej
półce i kiedy Harry wszedł do cuchnącego odchodami
pomieszczenia, zahukała radośnie, potrząsnęła piórami
i sfrunęła na dół, prosto na wyciągniętą
rękę chłopaka.</p>

<p>- Witaj, Hedwigo - szepnął,
gładząc jej śnieżnobiałe skrzydła. - Przepraszam,
że cię nie odwiedzałem. Byłem... trochę zajęty.
Ale teraz... już nie jestem.</p>

<p>Sowa spojrzała na niego z
wyrzutem, ale nie wyglądała na obrażoną.
Uszczypnęła go w dłoń, tak jakby chciała
powiedzieć "wybaczę ci, ale tylko ten ostatni raz". Harry
westchnął i rozejrzał się za miejscem, w którym mógłby
usiąść. Odgarnął leżący pod jedną ze
ścian śnieg, który wpadł do pomieszczenia przez pozbawione szyb
okna, i usadowił się pod ścianą, pozwalając Hedwidze
odfrunąć na najbliższą półkę, gdzie
przycupnęła i zaczęła mu się przyglądać
swoimi paciorkowatymi oczami.</p>

<p>Harry podciągnął nogi,
objął je ramionami i oparł czoło o kolana. W sowiarni
było tak samo lodowato jak na dworze. Co jakiś czas przez okna
wpadał mroźny wicher, przynosząc ze sobą wilgotne
płatki śniegu, które osiadały Harry'emu na twarzy i
sprawiały, że całym jego ciałem wstrząsał
dreszcz, ale jemu wcale to nie przeszkadzało. Nieważne jak było
zimno, chłód w jego sercu był o wiele bardziej przejmujący.</p>

<p>Nie myślał, że to
się tak skończy. Że skończy się w taki sposób. Że
w ogóle się skończy.</p>

<p>Ale czego mógł się
spodziewać? Już od samego początku był skazany na
porażkę. Tylko wcześniej po prostu nie chciał sobie tego
uświadomić. Wciąż trzymał się tej głupiej
nadziei, że może w przyszłości... kiedy będzie po
wszystkim... do końca swoich dni... będzie... będą...</p>

<p>Ale jego plany zostały zdeptane.
Okazało się, że dla najważniejszej osoby w swoim życiu
jest tylko... nikim. Nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym
zerem.</p>

<p>Nie powinien być zaskoczony. W
końcu Snape tyle razy dawał mu to do zrozumienia... Ale on był
zbyt zaślepiony, by to dostrzec. Zbyt zapatrzony. Zbyt głupi. Zbyt
naiwny.</p>

<p>Zbyt zakochany.</p>

<p>A co z tym wszystkim, co razem
przeszli? Przecież uratował mu życie, kiedy zaatakowały go
krakwaty! Został z nim w Hogwarcie na święta, chociaż
mógł jechać z przyjaciółmi do Nory! Potrafił go
rozbawić, nauczył się o tej przeklętej krwi
buchorożców! Masturbował się dla niego! I zawsze, kiedy tylko
Snape miał ochotę... Harry dawał mu całego siebie!
Dawał mu tak wiele, że dla niego nie zostało już prawie
nic.</p>

<p>To nic nie znaczyło?</p>

<p>Najwyraźniej nie. Nie dla
kogoś takiego jak Snape. Dla kogoś, kto tylko bierze, wysysa,
przeżuwa, a później, gdy się już nasyci, po prostu
wypluwa... Dla kogoś, kogo jedynym celem życia jest marnowanie
życia innym. Jak mógł w ogóle myśleć, że uda mu
się go zmienić? Że uda mu się go zmusić do porzucenia
swojej jadowitej, zaschniętej i twardej jak skała skorupy, która
chroniła go przed światem przez tyle lat i do otworzenia jej na tyle,
aby ktoś mógł się przez tę szczelinę
przecisnąć... ktoś taki jak Harry.</p>

<p>Nie powinien tak ryzykować. Nie
powinien próbować przeciskać się przez tę szczelinę.
Ponieważ teraz, kiedy nagle się zatrzasnęła,
rozcięła go na kawałki. I tam w środku, pod tą
jadowitą skorupą pozostało coś, bez czego nie był w
stanie funkcjonować. Jego serce.</p>

<p>Przełknął
ciężko ślinę. Jego gardło było tak
ściśnięte, że ledwie mu się to udało.</p>

<p>Teraz... teraz będzie
musiał od nowa nauczyć się być sam. Będzie musiał
nauczyć się żyć... bez niego. Ale nie wiedział, czy to
w ogóle możliwe.</p>

<p>Bo jak można żyć
dalej, mając w sobie jedynie... pustkę?</p>

<p>***</p>

<p>- Nareszcie! Już
zaczęliśmy się martwić! - wykrzyknął Ron, kiedy
tylko Harry, przemarznięty do szpiku kości, wszedł do Pokoju
Wspólnego. Pomieszczenie było wypełnione rozgadanymi uczniami,
więc prawie nikt nie zauważył jego przyjścia. Na razie. -
Siadaj. Wyglądasz, jakbyś wrócił z bieguna polarnego.</p>

<p>Harry, unikając coraz bardziej
zaciekawionych spojrzeń, ruszył w stronę kominka, ku
przywołującym go przyjaciołom. Zanim jednak dotarł do
kanapy, część uczniów już zaczęła szeptać
między sobą i wskazywać go palcami. Do uszu Harry'ego
docierały niektóre zdania:</p>

<p>- ...nie widzę siniaków...</p>

<p>- ...myślisz, że wraca ze
skrzydła szpitalnego?</p>

<p>- ...musi być w niezłym
szoku...</p>

<p>Harry usiadł pomiędzy Ronem
a Hermioną, kompletnie nic nie rozumiejąc z tych strzępów
zdań. Ale chyba nie chciał wiedzieć, o co chodzi.</p>

<p>- Stary, nawet sobie nie
wyobrażasz, co się dzieje - zaczął Ron. - Cała
szkoła aż huczy od plotek. Ta lekcja przejdzie do historii,
mówię ci.</p>

<p>Zanim Harry zdążył
coś na to odpowiedzieć, obok kanapy zmaterializował się
zdyszany Dennis Creevey z zaczerwienionymi z przejęcia policzkami.</p>

<p>- Harry, wow! Słyszałem, co
zrobiłeś! Jak postawiłeś się Snape'owi, a on cię
pobił! I jak Neville się popłakał, a ty go
obroniłeś! Jesteś niesamowity!</p>

<p>Gdzieś z oddali dobiegł do
Harry'ego zdenerwowany głos Neville'a:</p>

<p>- Ile razy mam powtarzać,
że wcale się nie popłakałem?!</p>

<p>Obok Dennisa pojawiła się
Angelina, a za nią Katie Bell.</p>

<p>- Słyszałyśmy, że
Snape wyczyścił wszystkim kociołki i doprowadził kogoś
do płaczu. I odebrał punkty Ślizgonom! To prawda?</p>

<p>- Ee... - zaczął Ron,
zerkając na całkowicie oszołomionego Harry'ego. -
Częściowo.</p>

<p>- I podobno pobił Neville'a! A
was wyrzucił z klasy.</p>

<p>- Nie, to Harry'ego pobił -
wyjaśnił im Dennis. Obie dziewczyny spojrzały na Harry'ego z
niedowierzaniem.</p>

<p>- Naprawdę?</p>

<p>Harry zamrugał. Co to wszystko
miało znaczyć?</p>

<p>- Nie. Nikt mnie nie pobił -
odpowiedział, lekko już zdenerwowany całą tą
sytuacją.</p>

<p>- Wiedziałam, że Snape jest
wrednym sukinsynem, ale żeby rzucać się na ucznia w klasie... -
powiedziała Angelina, kręcąc głową, tak jakby to, co
powiedział Harry, wcale do niej nie dotarło.</p>

<p>- Bo Harry bronił Neville'a! -
zawołał Dennis, podskakując z przejęcia. - Ja wszystko
wiem! Od Colina, który słyszał to od Mirandy, a jej powiedział o
tym Michael, brat Jolice, która przyjaźni się z Ginny. Najpierw Snape
kazał Neville'owi wypić jakiś eliksir, ale Harry wstał i
wytrącił mu go z ręki. No i eliksir się roztrzaskał, a
Neville się rozpłakał i Snape się wściekł i
rzucił się na Harry'ego i popchnął go na ławkę.
Wywalił wszystkich z klasy, ale Harry'emu kazał zostać i wtedy
go pobił, żeby nie było świadków!</p>

<p>- Co? - Harry był w stanie
wydusić z siebie tylko to jedno słowo.</p>

<p>- Kurczę, muszę
powiedzieć o tym Annie i Denise z piątej klasy! - zawołała
Katie, odbiegając w tłum uczniów, a Angelina podążyła
za nią.</p>

<p>- Harry, to naprawdę
niesamowite, że nie poszedłeś się poskarżyć
dyrektorowi! - trajkotał dalej Dennis. - Ja od razu bym tak zrobił!
Czym cię pobił Snape? Jakimś paskiem? Różdżką?
Chyba nie batem? Ojej! Pewnie batem! To musiało boleć! Muszę
powiedzieć o tym Colinowi! - Odwrócił się i pobiegł w drugi
koniec Pokoju Wspólnego, gdzie jego brat Colin z przejęciem opowiadał
grupce drugoklasistów o niesamowitych wydarzeniach na lekcji Eliksirów u
szóstoklasistów.</p>

<p>Harry powoli odwrócił się w
stronę Rona i Hermiony. Dziewczyna zaciskała usta i wpatrywała
się w swoje dłonie, a Ron miał skruszony wyraz twarzy.</p>

<p>- Nie patrz tak na nas -
zaczął rudzielec. - Nie my to wymyśliliśmy. Każdy
dopowiada coś od siebie i już w końcu nikt nie wie, co tak
naprawdę się wydarzyło. Słyszałem nawet taką
wersję, że Snape gonił cię po klasie i całą
ją zdemolował, zanim w końcu cię dorwał.</p>

<p>- Mam dosyć słuchania tych
głupot - oświadczyła Hermiona, odrzucając do tyłu
włosy i biorąc głęboki oddech. Wyglądała na
bardzo przejętą i zdenerwowaną. - Chodźmy na kolację.</p>

<p>- Nie wiem, czy mam ochotę... -
mruknął Harry, spuszczając wzrok.</p>

<p>- A ja ci mówię, że masz -
powiedziała zdecydowanym tonem i Harry poczuł na sobie jej
przeszywające spojrzenie. Nie miał sił ani ochoty się
kłócić. Pokiwał głową i z trudem podniósł
się z kanapy. Kiedy wychodzili z Pokoju Wspólnego, obejrzał się
jeszcze raz i zobaczył, jak Colin demonstruje drugoklasistom zamaszyste
uderzenia batem.</p>

<p>***</p>

<p>W Wielkiej Sali gwar był nieco
mniejszy niż w Pokoju Wspólnym, ale Harry wiedział, że i tak
wszyscy rozmawiają o tym samym. Nie był pewien, czy powinien się
cieszyć z takiego obrotu spraw. Z jednej strony było mu to na
rękę - nikt nie wyśmiewał się z jego nagłego
wybuchu, nie uważał go za beksę i nie próbował
dociekać, dlaczego się rozpłakał. Ale z drugiej strony
cała ta wrzawa doprowadzała go do frustracji, ponieważ na
każdym kroku przypominano mu o tym, co wydarzyło się na lekcji.
A on nie chciał pamiętać!</p>

<p>Odetchnął z ogromną
ulgą, kiedy, wszedłszy do Wielkiej Sali, zauważył że
na kolacji nie było ani Dumbledore'a ani Snape'a. Nie potrafiłby
chyba znieść przebywania w jednym pomieszczeniu z tym... z tym...
Przełknął przekleństwo w tym samym momencie, w którym od
stołu Ślizgonów dobiegł ryk wesołości. Odwrócił
się w tamtą stronę i zauważył stojącego w
centralnym miejscu stołu Zabiniego, który zasłaniał sobie
dłonią oczy i głośno pociągał nosem. Pomimo
głośnego rechotu uczniów, Harry usłyszał, jak udając,
że szlocha i pochlipuje, wypowiada płaczliwym tonem:</p>

<p>- Ale ja nie jestem nikim, panie profesorze.
Jestem Wybrańcem. Jestem Chłopcem, Który Przeżył. I
przecież jestem też pańskim... uczniem... - Kilkoro
Ślizgonów, uśmiechając się szyderczo, zerknęło w
kierunku Harry'ego. Ale wydarzyło się coś jeszcze. Coś
dziwnego. Nott spojrzał na roześmianego Zabiniego i nieznacznie
pokręcił głową. Ślizgon zauważył to i
uśmiech spełzł mu z twarzy. Usiadł na miejscu i wbił
spojrzenie w swój talerz. Harry zauważył złość na jego
twarzy.</p>

<p>No tak, Ślizgoni byli
przecież na tej lekcji i dokładnie wszystko widzieli. I byli
inteligentni, a skoro już wcześniej mieli jakieś podejrzenia...
Harry przełknął ślinę. Miał nadzieję,
że nie byli jednak na tyle inteligentni, żeby poskładać
wszystko do kupy. Nigdy, od czasu zniknięcia Malfoya, nie
słyszał z ich ust żadnych insynuacji. Czyżby to była
zasługa groźby, która nad nimi wisiała, jeżeli tylko
spróbują? Ale nawet jeżeli o tym nie słyszał, to nie
znaczyło, że w zaciszu własnych dormitoriów nie rozmawiali o tym.
Może go podejrzewali? Może nawet wszystko już wiedzieli? Ale nie
mogli tego okazać?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi i
odwrócił się do siedzących po drugiej stronie stołu Rona i
Hermiony. Ron zajmował się swoim posiłkiem, ale Hermiona
patrzyła dokładnie w tę samą stronę, co Harry. I kiedy
chłopak odwrócił głowę, spojrzała mu prosto w oczy.
Szybko spuścił wzrok, czując jak jego serce przyspiesza.</p>

<p>Nie podobała mu się jej
mina. W ogóle nie podobało mu się to, jak na niego patrzyła. O
czym mogła myśleć? Zastanawiała się nad tym, czy jest
normalny? Uważała, że jest obrzydliwy? Czy też, że
dobrze mu tak i sam sobie na to zasłużył?</p>

<p>A co z innymi? Przecież Gryfoni,
którzy byli na tej lekcji... Harry spojrzał na siedzących
kawałek dalej Seamusa i Deana, ale wydawali się zajęci jedzeniem
i rozmową. Za to Lavender i Parvati natychmiast odwróciły głowy,
tak jakby jeszcze chwilę wcześniej przypatrywały mu się z
uwagą.</p>

<p>Nie wszyscy byli głusi i
ślepi. Zdawał sobie z tego sprawę. A sytuacja, w której
uczeń wybucha płaczem na lekcji, po tym jak nauczyciel mówi mu
coś nieprzyjemnego, na pewno nie należała do normalnych. A co,
jeżeli niektórzy także... zaczęli coś podejrzewać?</p>

<p>Harry przełknął
głośno ślinę. I w tym samym momencie drzwi Wielkiej Sali
otworzyły się z trzaskiem. Wszystkie spojrzenia skierowały
się w tamtą stronę. Harry'ego również.</p>

<p>W wejściu stała...
Ślizgonka. Harry nigdy wcześniej jej nie widział. Miała
długie, kasztanowe włosy związane w koński ogon. Nie
była wysoka. Wyglądała na szesnaście lat. Rozejrzała się
po Wielkiej Sali i zdecydowanym krokiem ruszyła przed siebie. Jednak nie w
stronę stołu Ślizgonów, tylko... Gryfonów. I dopiero kiedy
była w połowie drogi, Harry zorientował się, że idzie
prosto na niego. Zatrzymała się przed nim i położyła
ręce na biodrach. Przez chwilę mierzyła go
jasnobłękitnymi oczami, a następnie krzyknęła:</p>

<p>- Jesteś największym
palantem, jakiego kiedykolwiek spotkałam, Harry Potterze! Szczerze, gdybym
wiedziała, jaki jesteś, to nigdy nie zaczęłabym się z
tobą spotykać! Nie dość, że się mnie wstydzisz i
próbujesz ukrywać przed wszystkimi nasz związek, to jeszcze
odreagowujesz na lekcjach! I dlaczego? Tylko dlatego, że powiedziałam
ci kilka słów prawdy! O tym, że nic już dla mnie nie znaczysz i
nic mnie nie obchodzisz! I podtrzymuję to! Z nami koniec! Jeżeli
chcesz odzyskać swoje rzeczy, to masz teraz jedyną szansę! Potem
nigdy mnie już nie zobaczysz!</p>

<p>Harry wpatrywał się w
nią z rozdziawionymi ustami.</p>

<p>Co to miało znaczyć? Kim
ona, do cholery była? Czyżby Ślizgoni chcieli mu zrobić
kawał? Jeżeli tak, to wcale nie był śmieszny.</p>

<p>Spojrzał w stronę
stołu Ślizgonów, ale wydawali się równie zaskoczeni, jak
cała reszta uczniów. Przeniósł wzrok na Rona i Hermionę. Ron
zamarł ze zwisającym mu z ust makaronem, a Hermiona mrugała,
spoglądając raz na Harry'ego, raz na Ślizgonkę.</p>

<p>- No idziesz czy nie? -
zawołała niecierpliwie dziewczyna, odwracając się w
stronę wyjścia.</p>

<p>Pomimo iż Harry nie miał
pojęcia, co się dzieje i kim jest tajemnicza przybyszka,
posłusznie wstał z miejsca i ruszył za nią, odprowadzany
zaszokowanymi i rozbawionymi spojrzeniami uczniów i nauczycieli.</p>

<p>Kiedy tylko zamknął za
sobą drzwi Wielkiej Sali, usłyszał wybuchający za nimi
gwar. Ale dziewczyna nie zatrzymała się. Skierowała się
prosto do znajdującej się w Sali Wejściowej łazienki. Harry
kroczył za nią, mając w głowie całkowity chaos.</p>

<p>Kiedy znaleźli się w
środku i drzwi zatrzasnęły się za nimi, dziewczyna
odwróciła się do niego, przez chwilę mierzyła go tymi
jasnoniebieskimi oczami, a następnie... rzuciła się do przodu i
objęła go ramionami.</p>

<p>- Och, Harry. Tak bardzo mi przykro.</p>

<p>- Ee... - odparł Harry. - Kim
jesteś? - zdołał wydusić po dłuższej chwili.</p>

<p>- Och. - Dziewczyna oderwała
się do niego i uśmiechnęła smutno. - Słyszałam,
co się wydarzyło na Eliksirach. I jak potraktował cię
Snape. I słyszałam, jak niektórzy Krukoni zaczęli się
zastanawiać, co to mogło znaczyć... I pamiętałam,
że wszyscy byli przekonani, że masz w Slytherinie dziewczynę. No
więc stwierdziłam, że ci pomogę. Wzięłam od
Nimfadory Eliksir Wielosokowy i transmutowałam swoje szaty w szaty
Ślizgonów.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się.</p>

<p>- Lu-Luna...?</p>

<p>- Wiem, że to trochę nie
mój styl. - Przejrzała się krytycznie w lustrze. - Jak można
nosić tak pedantycznie związane włosy? I żadnych ozdób? Ale
miałam mało czasu. To była pierwsza dziewczyna mniej więcej
w odpowiednim wieku, jaką spotkałam w drodze do Hogsmeade. Nie
mogłam użyć włosów prawdziwej Ślizgonki, bo wszyscy
mogliby ją później wypytywać, co się stało, i oszustwo
wyszłoby na jaw. A tak, jeżeli nikt nie wie, kim ona jest, to nie
będzie problemu. - Uśmiechnęła się. Charakterystyczny
dla Luny, nieco nieprzytomny wyraz twarzy wyglądał dziwacznie na
surowym obliczu dziewczyny.</p>

<p>- Przeraziłaś mnie. Prawie
dostałem zawału. Nie wiedziałem, co się dzieje -
wymruczał Harry, wciąż nie potrafiąc uwierzyć w ten
zwariowany pomysł. Tylko Luna mogła wpaść na coś
takiego.</p>

<p>- Ale teraz już nikt nie
będzie cię o nic podejrzewał. Pokłóciłeś się
z dziewczyną, Snape rozdrapał świeżą ranę i...
bum. Tak jakoś wyszło.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Uśmiech momentalnie spełzł z twarzy dziewczyny.</p>

<p>- Harry... - zaczęła
trochę niepewnie. - On na pewno tak nie myśli. Kiedy jest się
wściekłym, można powiedzieć najbliższej osobie nawet
najokrutniejsze, najbardziej raniące słowa. Ale to wcale nie znaczy,
że są one prawdziwe.</p>

<p>- To już jest skończone -
wymamrotał Harry. Nie miał ochoty o tym dyskutować.</p>

<p>- Rozmawiałeś z nim o tym?</p>

<p>- Nie, Luno, i nie mam zamiaru! -
warknął. - Nie uwierzę już w ani jedno jego słowo.
Nigdy. On należy już do przeszłości. Nie chcę o nim
rozmawiać.</p>

<p>Dziewczyna wpatrywała się w
niego z przechyloną głową i ze zmrużonymi oczami.</p>

<p>- Ale przecież go ko...</p>

<p>- Snape w ogóle mnie już nie
obchodzi! - przerwał jej Harry podniesionym tonem. - Miał swoją
szansę, ale ją stracił. Teraz już dla mnie nie istnieje i
nie chcę, żebyś mi o nim przypominała!</p>

<p>Luna nie wydawała się
przestraszona tym wybuchem. Raczej zasmucona.</p>

<p>- Wiesz... mnie też często
mówią, że wyobrażam sobie coś, co nie istnieje. Ale ty
jesteś w tym lepszy ode mnie, Harry.</p>

<p>Chłopak zamrugał.</p>

<p>- Co?</p>

<p>- Jeżeli będziesz
chciał... o czymś porozmawiać. Oczywiście o czymś
absolutnie nie związanym z wiesz-kim... to po prostu przyjdź. -
Uśmiechnęła się do niego promiennie. - Mam cudowną
kolekcję ogrzewaczy na imbryki. Dostałam od Nimfadory. Co prawda, nie
mam imbryka, ale fajnie wyglądają jako ocieplacze na ręce.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
odwrócił się w stronę wyjścia.</p>

<p>- Dzięki - powiedział
cicho. - Muszę już iść. Ja...</p>

<p>- ...masz coś ważnego do
zrobienia, wiem.</p>

<p>Nie spojrzał jej w oczy.</p>

<p>- Do zobaczenia.</p>

<p>***</p>

<p>- Harry? - Hermiona zajrzała
niepewnie do dormitorium. Harry siedział na łóżku z
podkurczonymi nogami i czołem opartym o kolana. Przyszedł tu prosto
po rozmowie z Luną i siedział tak przez cały wieczór. Nie
widział się z nikim. Słyszał tylko dochodzące z Pokoju
Wspólnego śmiechy i rozmowy. - Możemy porozmawiać? -
zapytała cicho dziewczyna, wchodząc do środka.</p>

<p>Harry nie podniósł głowy.
Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. A już najmniej z nią.</p>

<p>- Jeśli chcesz - odparł.
Nie wiedział, dlaczego to zrobił. Może jednak miał już
dosyć ciszy i samotności?</p>

<p>Gryfonka zamknęła drzwi,
wyciągnęła różdżkę i rzuciła na nie
zaklęcie blokujące i wyciszające.</p>

<p>Och, a więc to miała
być taka rozmowa...</p>

<p>Harry'emu coraz mniej się to
podobało. Ostatnim razem, kiedy Hermiona chciała z nim
"porozmawiać"... cóż, nie skończyło się to
zbyt przyjemnie.</p>

<p>Usłyszał jej
ciężkie westchnienie i kroki, kiedy podeszła do łóżka
i usiadła na nim. Przez chwilę pomiędzy nimi panowała
niczym niezmącona cisza.</p>

<p>Po chwili Hermiona
przełknęła ślinę i odezwała się lekko
drżącym głosem:</p>

<p>- Jak długo... ty i on?</p>

<p>Harry spiął się
cały i zrobiło mu się nagle niezwykle gorąco.
Wiedział, że się domyśliła, ale... to był jednak
szok, usłyszeć takie pytanie wprost z jej ust. Nie pozostawiało
żadnych wątpliwości. Żadnego: "o czym ty
mówisz?", "co to za pytanie?" czy "nie mam pojęcia, co
sugerujesz".</p>

<p>Oblizał wyschnięte wargi,
próbując uspokoić szybko bijące serce.</p>

<p>Tylko spokojnie. Na razie nie robi mu
wyrzutów i nie grozi powiadomieniem o wszystkim Dumbledore'a, tak jak ostatnio.
Nie wiedział dlaczego, ale teraz, kiedy było już po wszystkim...
nie odczuwał takiego strachu z powodu tego, że domyśliła
się prawdy. Było mu wszystko jedno. To i tak był koniec.
Czuł się całkowicie otępiały. Już nic nie
miało znaczenia.</p>

<p>- Jak się
domyśliłaś? - wyszeptał ochryple, chociaż
odpowiedź wydawała się oczywista.</p>

<p>- Wystarczyło zobaczyć jego
wyraz twarzy, kiedy się rozpłakałeś. I twoją
minę, kiedy powiedział ci, że nic dla niego nie znaczysz. No i
to, jak wypomniał nam imprezę. To było... zbyt osobiste, nawet
jak na niego. I przypomniało mi się, co opowiadała nam Ginny, o
tej sytuacji, kiedy nakrył was w schowku. Żaden normalny nauczyciel
nie zareagowałby w ten sposób, gdyby w grę nie wchodziło
coś... głębszego. Ale wtedy jeszcze próbowałam to sobie
tłumaczyć tym, że przecież on zawsze nienawidził
rodzinę Weasleyów, o tobie już nie wspominając... A to
przedstawienie w Wielkiej Sali... Nie wiem, skąd
wytrzasnąłeś tę dziewczynę, ale ja nie dam się
nabrać. - Urwała i wzięła głęboki oddech, tak
jakby powiedzenie tego wszystkiego sprawiało jej ogromną
trudność. - A więc... jak długo?</p>

<p>Harry zacisnął powieki i
pokręcił głową.</p>

<p>- Nieważne. To już
skończone. Na zawsze.</p>

<p>Usłyszał, jak Hermiona
wciąga ze świstem powietrze, tak jakby do tej pory wciąż
miała w sobie jeszcze niewielką iskierkę nadziei, że
może się myli, że może wyciągnęła
błędne wnioski, ale teraz, kiedy Harry jej odpowiedział... ta
nadzieja prysła i dotarło do niej, że to wszystko
naprawdę...</p>

<p>- I przepraszam... za wszystko -
kontynuował Harry stłumionym szeptem. - To przeze mnie
wyczyścił wam kociołki. To przeze mnie był taki wredny dla
was, dla Ginny i... dla wszystkich.</p>

<p>Znowu zapadła cisza. Harry
słyszał ciężki oddech Hermiony, tak jakby próbowała
zapanować nad sobą. Najwyraźniej była w tak wielkim szoku,
że chwilowo nie była w stanie wykrztusić słowa.
Westchnął głęboko i zdecydował się
podnieść głowę i spojrzeć na nią. W jej szeroko
otwartych oczach dostrzegł przerażenie i... współczucie.</p>

<p>- Harry... ja... - wydusiła w
końcu. Pokręciła głową i zamknęła na
chwilę oczy. Kiedy je otworzyła, wyglądała już na
bardziej opanowaną. Zacisnęła usta i przez chwilę
zastanawiała się nad tym, co powiedzieć. - Dlaczego on? -
zapytała w końcu. - Jak to się w ogóle stało? Jak... jak do
tego doszło? To po prostu... nieprawdopodobne.</p>

<p>Harry zacisnął zęby.
Jak miał na to odpowiedzieć? I tak zareagowała wyjątkowo
spokojnie. Gdyby to on dowiedział się nagle, że jego najlepsza
przyjaciółka od Merlin wie jak dawna kocha się na przykład w...
- przeszukał wspomnienia w poszukiwaniu jakiegoś adekwatnego
porównania. - ... w Umbridge, to byłby w znacznie większym szoku. Tak
podejrzewał.</p>

<p>- Ja... nie wiem - odparł cicho.
- Hermiono, to naprawdę nie ma już żadnego znaczenia. Tak po
prostu wyszło. Nie będę ci się tłumaczył.
Najważniejsze, że to już koniec. Nie musisz się...
bać.</p>

<p>Gryfonka zagryzła wargę.
Przez chwilę wpatrywała się w Harry'ego z wyrzutem, lecz po
chwili skinęła głową.</p>

<p>- Wiesz, Harry... zasługujesz na
kogoś lepszego - odezwała się po chwili. Jej głos
drżał, ale próbowała to ukryć. - Jesteś dobrym,
wrażliwym chłopakiem i zasługujesz na kogoś, kto obdarzy
cię ciepłem i uczuciem. A nie na kogoś takiego jak... on. -
Odetchnęła głęboko, tak jakby wymówienie ostatniego
słowa sprawiło jej olbrzymią trudność.</p>

<p>- Nie chcę już nikogo,
Hermiono - powiedział cicho Harry, ponownie spoglądając na swoje
kolana.</p>

<p>- Aż tak bardzo cię
skrzywdził?</p>

<p>Harry poczuł gorycz w gardle.
Przełknął ślinę, próbując się jej
pozbyć, ale wydawało się to niemożliwe. Ona wciąż
tam była. Gorzka i jadowita.</p>

<p>Nie potrafił powstrzymać
fali zalewających go wspomnień. Przypominał sobie wszystko...</p>

<p>Każde złe słowo,
wypowiedziane w gniewie lub zwykłym szyderstwie. Kpinę
spływającą z tych cienkich warg, kąśliwe zniewagi,
które potrafiły się wbić tak głęboko, że
potrzebował kilku dni, aby wyciągnąć te drzazgi ze swojego
serca.</p>

<p>Każde lodowate spojrzenie.
Chłodną pogardę w czarnych oczach, kiedy Snape traktował go
jak kogoś... głupszego, gorszego, nie mającego o niczym
pojęcia. Kogoś, kto zawsze przybiegnie na zawołanie. Kogoś,
komu nie należy się żaden szacunek. Kogoś nie wartego nawet
splunięcia...</p>

<p>Każde kłamstwo. Każde
kłamliwe słowo wypowiedziane tylko po to, żeby Harry nie
odszedł. Nadzieję, którą mu dawał, kiedy Snape
podążał za nim, nie pozwalał mu się oddalić i z powrotem
przyciągał go do siebie... tylko po to, żeby później
ponownie zadać mu cios.</p>

<p>Każde szarpnięcie za
ramię, za włosy. Każde popchnięcie na ścianę,
drzwi, biurko, półki... Nie był w stanie zliczyć wszystkich
siniaków, które otrzymał, wszystkich szram, które zdobiły jego
skórę...</p>

<p>Każdą karę za
nieposłuszeństwo. Za niewłaściwą odpowiedź. Za
prowokowanie. Za to, że chciał zrobić coś po swojemu. Za
to, że znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej
porze. Za to, że był pieprzonym Harrym Potterem. Za nic.</p>

<p>Gorycz spiętrzyła się.
Wlała mu się do ust. Nie był w stanie odpowiedzieć. Po
prostu pokiwał głową, z całej siły zaciskając
powieki.</p>

<p>- Och, Harry... - usłyszał
cichy szept Hermiony.</p>

<p>Nie potrzebował jej
współczucia. Nie chciał jej współczucia.</p>

<p>- Z czasem to minie - odezwała
się po chwili. Jej głos nadal drżał. - Musisz po prostu o
nim zapomnieć. Snape jest zimnym, wyrachowanym draniem. Jest podłym
człowiekiem, który czerpie przyjemność z poniżania innych.
Zawsze taki był i wątpię, by to się kiedykolwiek
zmieniło. Ktoś taki potrafi tylko ranić. To się
musiało tak skończyć. Cokolwiek pomiędzy wami było...
- Urwała tak nagle, jakby właśnie uświadomiła sobie
coś, co sprawiło, że język przykleił jej się do
podniebienia. - Wy... ty chyba z nim nie...?</p>

<p>Harry podniósł nieznacznie
głowę, spoglądając na nią szklistymi oczami.
Wyczytała z nich wszystko, co powinna, i jej pierwszą reakcją
był dziwny okrzyk przerażenia i zasłonięcie sobie ust
dłońmi. Wyglądała, jakby doznała tak wielkiego szoku,
że samo pomyślenie o tym, czego się właśnie
dowiedziała, mogło doprowadzić ją do wymiotów. Powoli,
blada jak papier, opuściła dłonie i wykrztusiła:</p>

<p>- O boże! Harry! Ty... wiesz, co
zrobiłeś? Jesteś niepełnoletni, a on jest... nauczycielem!
Jest od ciebie dwadzieścia lat starszy! Mógłby być twoim ojcem!
On... cię uwiódł! To jest karalne!</p>

<p>- Daruj mi, Hermiono - wysyczał
Harry, czując nagły, wzbierający w nim gniew. - Dobrze wiem, co
zrobiłem!</p>

<p>- I wy przez cały ten czas... O
boże, i te wszystkie szlabany, które z nim miałeś! -
Kręciła głową z niedowierzaniem. - A... kiedy
mówiłeś nam, że chodzisz do Pokoju Życzeń, wtedy ty
też... z nim?</p>

<p>Harry zagryzł wargę.</p>

<p>- O boże -
jęknęła Hermiona. - Nie wierzę w to, że
byłeś taki...</p>

<p>- Jaki? - przerwał jej ostro
Harry. - Głupi? Naiwny? Ja byłem w nim zakochany, Hermiono! Nie
rozumiesz, że nie widziałem poza nim świata? Tylko przy nim
czułem się wolny! Tylko przy nim zapominałem o tym, co mnie
czeka i w jakim celu żyję! - Nie wiedział, kiedy uklęknął.
Nie wiedział, kiedy zacisnął pięści i podniósł
głos tak, że gdyby nie zaklęcie wyciszające,
słychać byłoby go w całej wieży. - Tylko wtedy, kiedy
mnie pieprzył, pokazywał mi siebie! Prawdziwego siebie! Nie Snape'a,
tylko Severusa! Tylko wtedy, kiedy zanurzał się we mnie aż po
same jądra, okazywał mi jakiekolwiek uczucia! - Przez
zaszokowaną twarz Hermiony przebiegł cień awersji. - Za
każdym razem, kiedy do niego szedłem, myślałem tylko o tym,
czy tym razem się zatraci, czy tym razem zrobi coś więcej... okaże
coś więcej. Pogładzi mnie, przytuli, pocałuje, zrobi
cokolwiek. Żyłem tym. Tylko dzięki temu... dzięki niemu...
żyłem! Więc zachowaj swoje morały dla siebie, ponieważ
teraz... teraz wszystko runęło! Nic już nie ma! Zostałem
sam, a ty, do kurwy nędzy, prawisz mi kazania! Jakby w ogóle nie
obchodziło cię moje serce. Mówimy o moim sercu, do cholery! O moim
pieprzonym sercu!</p>

<p>Zerwał się z
łóżka, czując jedynie rozdzierający ból, który musiał
znaleźć ujście, ponieważ jeszcze trochę, a
rozerwałby go na strzępy od środka. Jak w amoku zaczął
rzucać się po pokoju, łapiąc wszystko, co tylko wpadło
mu w ręce, i ciskając tym w ściany, w szafki, w drzwi. Butelki
kremowego piwa, puste puchary, kolekcja kart czarodziejów, podręczniki.
Chciał tylko niszczyć. Tak samo jak niszczony był przez te
wszystkie miesiące. Tak samo jak zniszczony czuł się w
środku.</p>

<p>- Wszystko skończone. Wszystko!
- dyszał, miotając się po dormitorium niczym zranione
zwierzę, które próbuje uwolnić się od bólu. - Frajer!
Dureń! Kretyn! - Kopnął w krzesło tak mocno, że uderzyło
w komodę. Trzask pękającego drewna i spadające z komody
przedmioty zmieszały się z jego krzykiem. Rzucił się na
łóżko, złapał poduszkę i zaczął nią
uderzać w ścianę. Z taką siłą, że
materiał rozerwał się i powietrze zapełniło się
fruwającym wszędzie puchem. W końcu porzucił pustą
poszewkę i zaczął kopać ścianę i uderzać
ją pięściami. Tak długo, aż wrzeszczący potwór w
jego duszy uspokoił się i wycofał, zmęczony.</p>

<p>Harry osunął się na
kolana, dysząc ciężko. Odczuwał ból fizyczny. Tak
wyraźnie. Zdarte pięści piekły, obite stopy pulsowały.
Ale ten ból był tak przyjemny, w porównaniu z tamtym drugim, w nim...</p>

<p>- Harry? - Głos Hermiony
był zachrypnięty. Ściśnięty. Odwrócił do niej
głowę, dopiero teraz przypominając sobie o jej obecności.
Na jej bladej twarzy lśniły łzy. Stała obok łóżka,
przytrzymując się kolumny. Powoli ruszyła w jego stronę.
Opadła obok niego na kolana i rzuciła się do przodu,
zamykając go w swoich ramionach i przyciskając do siebie z taką
siłą, jakby próbowała wchłonąć w siebie całe
jego cierpienie. Zamknął oczy i poddał się jej
desperackiemu uściskowi.</p>

<p>Nie wiedział, kiedy to
nastąpi, nie wiedział, czy to w ogóle nastąpi... ale miał
nadzieję, że w końcu... mu przejdzie. Że za kilka dni,
tygodni, miesięcy... wyleczy się z niego.</p>

<p>Musi się wyleczyć. Aby
żyć dalej, musi się wyleczyć.</p>

<p><strong>--- rozdział 51 ---</strong></p>

<p><strong>51. Haunted by the Shadow</strong></p>

<p>Long lost words whisper to me</p>

<p>Still can't find what keeps me here</p>

<p>When all this time I've been so
hollow inside</p>

<p>Watching me, Wanting me</p>

<p>I can feel you pull me down</p>

<p>Fearing you, Loving you</p>

<p>I won't let you pull me down*</p>

<p>Część 1</p>

<p>We wtorkowy poranek Harry zszedł
na śniadanie razem z Ronem. Po swoim wczorajszym wybuchu, zaraz po
wyjściu Hermiony, zakopał się w pościeli, narzucił
kołdrę na głowę i zaszył się w bezpiecznej
ciemności. Kiedy do dormitorium wszedł Ron, Harry udał, że
śpi. Dopiero dzisiaj rano został przez niego zmuszony do
"wyjawienia całej prawdy o swojej dziewczynie". Ron był na
niego trochę obrażony, że wcześniej mu o niej nie
powiedział i nie rozumiał, czego tak się wstydził.
Uznał, że pomimo tego, iż była ze Slytherinu, to
"całkiem niezła z niej laska".</p>

<p>Harry starał się ani nie
zaprzeczać, ani nie potwierdzać jego domysłów. W ogóle prawie
się nie odzywał. Od czasu do czasu tylko przytakiwał. Nie
miał w ogóle apetytu, ale poszedł z nim na śniadanie,
starając się po drodze nie myśleć o niczym.</p>

<p>To było najlepsze wyjście.
Po prostu nie myśleć o tym wszystkim. Jeżeli nie będzie
myślał, to nie będzie sobie przypominał i może
jakoś przeżyje ten dzień.</p>

<p>Niestety to założenie
zostało zweryfikowane zaraz po tym, jak Harry przekroczył próg
Wielkiej Sali. Podniósł głowę i zatrzymał się
gwałtownie, a jego spłoszone spojrzenie pobiegło wprost w
stronę stołu nauczycielskiego.</p>

<p>Snape był na śniadaniu.</p>

<p>Nie patrzył w jego kierunku. Po
prostu tam był. Ale to wystarczyło, by serce Harry'ego opadło
aż do żołądka. Siedział przy stole, wyprostowany i
dumny, jakby połknął jakiś pieprzony kij, czarna plama
zasysająca do siebie całą przestrzeń i światło.
Czy nikt inny tego nie widział?</p>

<p>- Stary, co cię tak
zmroziło? - zapytał Ron, wychylając mu się zza ramienia. -
Właź, ludzie chcą przejść.</p>

<p>Harry ruszył do przodu,
chociaż miał wrażenie, jakby stopy przykleiły mu się
do podłogi. Spuścił głowę i wbił wzrok w
połyskującą posadzkę.</p>

<p>Nie, nie będzie na niego
patrzył. On nie istnieje!</p>

<p>Udało mu się jakoś
dotrzeć do stołu i usiąść przy nim, oczywiście
tyłem do stołu nauczycielskiego.</p>

<p>I wtedy to poczuł.
Wrażenie, jakby przez jego ciało przepłynął prąd
i uniosły mu się wszystkie włoski na karku. I doskonale wiedział,
co to oznaczało.</p>

<p>Nie, nie obejrzy się!</p>

<p>Przełknął
ślinę i wbił spojrzenie w gazetę, którą
zasłaniała się siedząca po drugiej stronie stołu
Hermiona. Nagłówek na pierwszej stronie głosił:</p>

<p>KOLEJNY BESTIALSKI ATAK
SAMI-WIECIE-KOGO</p>

<p>Harry nie czytał dalej.
Spuścił wzrok, wbijając go w swój pusty talerz. Wciąż
czuł na karku piekące spojrzenie, które wyprowadzało go z
równowagi.</p>

<p>Musiał... nie mógł
ciągle tylko... Musiał zapomnieć. Skupić się na
czymś innym.</p>

<p>Jego wzrok ponownie
powędrował w stronę Proroka. Oczy ześliznęły
się niżej, na zdjęcie płonącego budynku.</p>

<p>Tak, to była odpowiedź.
Miał ją tuż przed nosem. Przez cały czas. Tylko
wcześniej nie chciał jej dostrzec. Zbyt pochłonięty
sobą i swoimi "problemami". Zbyt zaślepiony, aby
zauważyć, że świat wciąż się kręci.
Zbyt opętany swoim egoistycznym zadurzeniem...</p>

<p>Wpatrywał się w
zdjęcie, czując, jak do jego serca zakrada się chłód, a
płuca wypełniają się czymś lepkim, co sprawiło,
że miał trudności z oddychaniem. Miał wrażenie, że
żołądek zamienił mu się w kamień, kiedy jego
umysł na powrót zaczęła wypełniać smolista substancja
zwana nieuniknionym. Coś, o czym prawie udało mu się
zapomnieć na kilka pięknych miesięcy, podczas których pozwolił
sobie nawet na coś tak zuchwałego, jak snucie planów na przyszłość...</p>

<p>Nie było przyszłości.
Nie w jego przypadku. Miał zadanie do wykonania. Miał pokonać
Voldemorta. Tego wszyscy od niego oczekują. To jest jego droga, jego
życiowy cel. A nie wdawanie się w romans i gonienie za nieosiągalnym.
Nie jest mu potrzebna nieodwzajemniona miłość. Już i tak
wystarczająco dużo czasu stracił na Snape'a.</p>

<p>Jak w ogóle mógł mieć
nadzieję, że komukolwiek będzie na nim zależeć? I to
komuś pokroju Snape'a? Pieprzonemu Śmierciożercy bez uczuć?
Jakim był żałosnym frajerem!</p>

<p>Oczami duszy wyobraził sobie
uczniów z przyczepionymi do piersi plakietkami z napisem "Potter to
frajer".</p>

<p>Ale teraz koniec z tym! Już
nigdy więcej nie pozwoli nikomu się zranić. Snape już
się do niego nie zbliży. Harry na to nie pozwoli. Teraz zrobi to,
czego oczekuje od niego cały czarodziejski świat. Pójdzie po lekcjach
do biblioteki, będzie się sumiennie uczył i nie pomyśli ani
razu o tym, jak bardzo został zraniony... jak bardzo czuję się
złamany tam w środku...</p>

<p>Nie, nie pomyśli o tym ani razu!</p>

<p>Podniósł głowę i
spojrzał na siedzących po drugiej stronie stołu przyjaciół.</p>

<p>- Chyba pójdę po lekcjach do
biblioteki. Ja... mam zaległości. Muszę się pouczyć.</p>

<p>Hermiona opuściła
gazetę, zerkając ponad nią i przez chwilę
przyglądała mu się badawczo.</p>

<p>- W porządku - powiedziała.
- Jeżeli tego właśnie potrzebujesz...</p>

<p>- Tak - odparł Harry. Chyba
trochę zbyt szybko. Hermiona nie powiedziała nic więcej i Harry
był jej wdzięczny.</p>

<p>*</p>

<p>Skupienie się na lekcjach nie
było łatwe, ale z drugiej strony doskonale zajmowało jego
myśli. Kiedy, cały ubłocony, wyszedł z cieplarni numer
pięć i wraz z pozostałymi uczniami ruszył pod prysznic,
był trochę rozczarowany tym, że zajęcia już się
skończyły.</p>

<p>- Zajefajne są te plujki
pryszczowate, nie? - trajkotał Ron, gdy razem wracali do szkoły
jednym z tych wąskich, łączących różne
części zamku korytarzem. - Mógłbym zmusić ją do
naplucia Zabiniemu do soku dyniowego. Hahaha, nie pozbyłby się
pryszczy przez miesiąc.</p>

<p>Harry nie odpowiedział.
Szedł przed siebie ze wzrokiem wbitym w podłogę, obserwując
znikające pod szatami stopy idących przed nim uczniów. Nie
wiedział, co kazało mu nagle, w połowie korytarza,
podnieść głowę. Ale gdy to zrobił, serce w nim
zamarło i prawie potknął się o własne szaty.</p>

<p>Snape.</p>

<p>Szedł prosto na nich.</p>

<p>Na razie ich nie widział.
Niósł w ramionach gruby plik pergaminów, przeglądając je po
drodze.</p>

<p>Nogi Harry'ego stały się
nagle jednocześnie zbyt ociężałe i zbyt słabe, aby go
unieść. Zwolnił, wpatrując się w sunącą
przez korytarz wysoką, ciemną sylwetkę. Uczniowie umykali na
boki, byle tylko na niego nie wpaść. I Harry powinien zrobić to
samo, ale jakoś nie potrafił wykonać żadnego ruchu. Po
prostu szedł przed siebie.</p>

<p>Snape był coraz bliżej. W
końcu podniósł głowę i zanim Harry błyskawicznie
opuścił swoją, zobaczył przez ułamek sekundy, jak oczy
mężczyzny rozszerzają się nieznacznie.</p>

<p>I może Harry tego nie
widział, ale wyczuł, że Snape także zwolnił.</p>

<p>Zacisnął na chwilę
powieki.</p>

<p>Tylko się wyminą. To
przecież nic strasznego. Nic się nie stanie, jeżeli przejdą
obok siebie. Nic, oprócz tego, że jego serce najprawdopodobniej wyskoczy z
piersi.</p>

<p>Snape był już zaledwie
kilka metrów od niego. Harry uniósł powieki i kątem oka
dostrzegł czarne buty i czarną szatę, powiewającą
miękko wokół nogawek spodni. I znowu to poczuł. Unoszące się
włoski na karku.</p>

<p>Jeszcze intensywniej wbił
spojrzenie w kamienne płyty pod swoimi nogami. Był już zaledwie
metr od niego.</p>

<p>Krok.</p>

<p>Kilka centymetrów, gdy czarna,
powiewająca peleryna musnęła jego dłoń i Harry
poczuł dreszcze biegnące przez całe ciało i niemal
odskoczył i wpadł na Rona, ale na szczęście
powstrzymał się w ostatniej chwili i po prostu zamknął oczy
i... westchnął.</p>

<p>Już. Po wszystkim.
Zagrożenie minęło.</p>

<p>Więc dlaczego jego serce
wciąż nie potrafiło się uspokoić?</p>

<p>- Stary, widziałeś, jak
się na ciebie gapił? - Zaszokowany głos Rona dotarł do
niego jak zza szyby. Harry wciąż wsłuchiwał się w
oddalające się kroki. Podniósł głowę i spojrzał
na przyjaciela z oszołomieniem.</p>

<p>- Co?</p>

<p>- No Snape. Nie mów, że tego nie
widziałeś.</p>

<p>Harry potrząsnął
głowa, czując że jego serce, zamiast się uspokoić,
tylko przyspiesza.</p>

<p>- To było dziwne -
mruknął Ron. - Może ciągle jest w szoku po tym, jak ty...
no wiesz.</p>

<p>- Możemy o tym nie
rozmawiać? - zapytał Harry. Chyba trochę zbyt ostro,
ponieważ uszy Rona nagle poczerwieniały.</p>

<p>- Jasne. Przepraszam. Może
pogramy w Eksplodującego Durnia, kiedy wrócimy do wieży?</p>

<p>- Nie. Wybieram się do
biblioteki. Zapomniałeś? - odparł Harry. Był już
zmęczony jego towarzystwem. Zmęczony i zły. Na siebie. Za to,
że jest takim skończonym frajerem, że nie potrafi nawet
minąć tego tłustowłosego dupka na szkolnym korytarzu bez
odczuwania jakichś sensacji. - Do zobaczenia na kolacji - rzucił i
ruszył biegiem przed siebie, chcąc stąd jak najszybciej uciec.
Jak najszybciej uciec od tego ziołowego zapachu unoszącego się
wstęgami w całym korytarzu.</p>

<p>*</p>

<p>Nie miał pojęcia, od czego
zacząć. Wiedział, że pani Pince za żadne skarby
świata nie wpuści go do Działu Ksiąg Zakazanych,
pozostawał mu więc tylko dział z księgami do Obrony Przed
Ciemnymi Mocami. Na razie. I tak planował nocny wypad po kilka zakazanych
podręczników, ale teraz może przeszukać również te
ogólnodostępne. Wybrał kilka książek o umiarkowanie
interesujących tytułach, takich jak "Zaawansowane techniki
obrony magicznej", "Atak z zaskoczenia: jak go uniknąć i
jak go odeprzeć", "Zaskocz swojego wroga, zanim on zaskoczy
ciebie" oraz "Systemy obronne w słynnych bitwach".</p>

<p>Cóż, raczej nie miał
zamiaru brać udziału w wielkiej bitwie, ale może znajdzie
coś przydatnego. Usiadł przy stole w samym kącie biblioteki i
zagłębił się w treść książek,
mając nadzieję, że znajdzie w nich coś, co mu pomoże.</p>

<p>Zanim się zorientował,
minęła godzina ósma. Przegapił kolację. Cóż, i tak nie
był głodny. Miał wrażenie, że od wczorajszego
popołudnia jego żołądek zawiązał się na
supeł i odmawiał przyjmowania pokarmu.</p>

<p>W książkach znalazł
niewiele. Kilka ciekawych zaklęć ochronnych, kilka technik
przydatnych bardziej w pracy szpiega, kilka strategii walk obronnych, ale nic
naprawdę potężnego, co mogłoby skutecznie zatrzymać i
zranić jakiegokolwiek Śmierciożercę. Już nie
mówiąc o trwałym usunięciu go z drogi.</p>

<p>Oparł się na krześle,
przymknął oczy i westchnął głęboko.</p>

<p>Gdyby tylko ktoś mu
powiedział, od czego zacząć, w którą stronę
pójść, gdyby miał jakikolwiek punkt zaczepienia...</p>

<p>Nie podda się. Wróci tu jutro, i
będzie wracał pojutrze, po pojutrze i każdego następnego
dnia, dopóki nie znajdzie czegoś, co pozwoli mu mieć jakiekolwiek
szanse w starciu z Voldemortem.</p>

<p>***</p>

<p>Następnego dnia Snape znowu
pojawił się na śniadaniu. Co jeszcze skuteczniej odebrało
Harry'emu apetyt. Siedział tylko przy stole, grzebiąc widelcem w
jajecznicy i próbując przekonać samego siebie, że włoski na
karku wcale mu się nie unoszą co jakiś czas, a ta mroczna
sylwetka po drugiej stronie sali to po prostu jego wredny nauczyciel Eliksirów,
z którym nic go nie łączy, nic go nigdy nie łączyło i
którego nienawidzi tak samo, jak przez ostatnie pięć lat.</p>

<p>Tylko jedno z tych twierdzeń
było prawdziwe.</p>

<p>Znowu czuł ten bolesny ucisk w
klatce piersiowej. Myślał, że już się go pozbył.
Wczoraj, kiedy siedział w bibliotece, prawie go nie czuł. Ale
dzisiaj, kiedy tylko wszedł do Wielkiej Sali i kątem oka
dostrzegł mroczny cień przy stole nauczycielskim, ponownie coś
go zaczęło uwierać w piersi. Jeszcze mocniej.</p>

<p>Nie, postanowił, że
będzie go ignorował. Severus przestał istnieć, musi to
sobie powtarzać. Teraz jest tylko "profesor Snape".</p>

<p>Profesor Snape, do którego powinien
pójść dzisiaj na szlaban. Ale nie pójdzie. Już nigdy nie
pójdzie. Poprosił go o przekazanie jego szlabanów innemu nauczycielowi,
ale nikt się z nim nie skontaktował. Podejrzewał, że Snape
nikogo o tym nie poinformował, ale wcale mu to nie przeszkadzało.
Już wiedział, gdzie będzie spędzał czas w
poniedziałkowe oraz środowe wieczory i co będzie robił.</p>

<p>Czując na sobie wyczekujące
spojrzenie Hermiony, wziął dwa kęsy zimnej już jajecznicy.
Przyjaciółka wciąż nagabywała go, że powinien
jeść, dlatego dla świętego spokoju wolał co jakiś
czas coś przegryzać, inaczej gotowa była jeszcze
wysłać go do pani Pomfrey.</p>

<p>Nie rozmawiali na "ten
temat" od poniedziałku. Harry podejrzewał, że Hermiona musi
zapewne przetrawić wszystko, czego się dowiedziała. Prawie w
ogóle się do siebie nie odzywali. Tylko co jakiś czas chłopak
czuł na sobie jej zamyślone spojrzenie, ale gdy tylko na nią
zerkał, natychmiast odwracała głowę albo chowała
się za książką lub gazetą.</p>

<p>Trochę go to wytrącało
z równowagi, ale z drugiej strony cieszył się, że nie próbuje
"porozmawiać" z nim po raz drugi, na co wcale nie miał
ochoty. Wciąż było mu wstyd za ten wybuch, którego była
świadkiem, i gdyby mógł, cofnąłby czas i nie
dopuścił do niego. Co mogła sobie pomyśleć? Że
jest niezrównoważonym emocjonalnie nastolatkiem, który pozwolił
omotać się lepkim dłoniom doświadczonego
mężczyzny, który zrobił to tylko po to, aby go wykorzystać?
Tak, podejrzewał, że tak właśnie to widziała. Ale nie
powiedziała tego głośno i był jej za to wdzięczny. I
za to, że najwyraźniej postanowiła zachować całą
sprawę dla siebie. Wiedziała, że cierpi, a gdyby spróbowała
to nagłośnić albo komuś o tym powiedzieć,
prawdopodobnie cierpiałby jeszcze bardziej. W końcu była jego
przyjaciółką. Nawet jeżeli teraz patrzyła na niego tak,
jakby zamienił się w kogoś obcego. Kogoś, kogo
wydawało jej się, że zna, a nagle okazało się, że
to, co o nim wie, to zaledwie czubek góry lodowej, a cała reszta ukryta
jest głęboko pod wodą i musiałaby naprawdę
głęboko zanurkować, aby zrozumieć pewne sprawy. Na to nie
była przygotowana. Harry podejrzewał, że potrzebuje czasu, aby
oswoić się z tą sytuacją, i wcale jej za to nie winił.
Na razie... akceptowała. I to wystarczało. Może pewnego dnia jej
samej uda się zanurkować na tyle głęboko, aby mogła...
zrozumieć.</p>

<p>*</p>

<p>Po zajęciach Harry poszedł
do biblioteki. Zdjął z półek kilka opasłych tomów, które
nie wyglądały zbyt zachęcająco, ale miał
nadzieję, że być może na tylu stronicach uda mu się
znaleźć coś pożytecznego. Rozłożył je na
stoliku w kącie biblioteki i zaczął kartkować.</p>

<p>Czas mijał. Uczniowie wchodzili
i wychodzili. Słyszał prowadzone szeptem rozmowy i okazjonalne
upomnienia pani Pince. Odłożył na bok "Zaklęcia na
każdą okazję" i sięgnął po
"Przeciwzaklęcia: co to jest i z czym to się je?", kiedy
jego uwagę przykuła ciemna plama, poruszająca się na
granicy widzenia. Mimowolnie odwrócił głowę w stronę drzwi
i zamarł.</p>

<p>Do biblioteki wszedł Snape.</p>

<p>Harry błyskawicznie
spuścił głowę, wbijając wzrok w leżący przed
nim, zakurzony tom.</p>

<p>Co on tu robi? Śledzi go?</p>

<p>Nie, musi przestać. Zachowuje
się jak paranoik. Przecież nauczyciele mają prawo
przychodzić do biblioteki.</p>

<p>Przełknął
ślinę i otworzył książkę, starając się
ignorować pełzające po skórze iskry. Próbował skupić
się na spisie treści, ale coś mu w tym przeszkadzało.
Jakieś wiszące w powietrzu napięcie. Początkowo nie
potrafił określić, co to takiego, ale kiedy po raz trzeci
przeczytał spis treści i nie pamiętał ani jednego
słowa, uderzyło go nagłe zrozumienie.</p>

<p>To dlatego czuł mrowienie na
karku. Dlatego miał wrażenie, że powietrze zgęstniało.</p>

<p>Snape go obserwował.</p>

<p>Przesunął odrobinę
głowę, zerkając za siebie kątem oka. Dostrzegł go.
Czarny cień, czający się za regałem.</p>

<p>Nie podobało mu się to.
Dlaczego Snape za nim chodził? Dlaczego na niego patrzył? Dlaczego
nie zostawi go w spokoju? Wszędzie, gdzie tylko go spotykał, czy to
na korytarzu, czy w Wielkiej Sali, od razu czuł to mrowiące
spojrzenie. Jakby te czarne oczy wędrowały małymi kroczkami po
jego skórze, doprowadzając go do szaleństwa.</p>

<p>Przetarł powieki i
westchnął głęboko. Jeszcze raz przesunął wzrokiem
po spisie treści i w końcu uznał, że to nie ma żadnego
sensu. Był tak rozstrojony, że kompletnie nie potrafił się
skupić. Musi poszukać czegoś konkretniejszego. Ale jak ma to
zrobić, skoro Snape wciąż tam stoi? A jeżeli do niego
podejdzie? To Harry powie mu, żeby spadał. Właśnie tak. Nie
da się zastraszyć temu draniowi!</p>

<p>Wstał i ruszył
pomiędzy regały, wciąż czując na sobie
śledzące go spojrzenie. Przeszedł wzdłuż półek,
przeglądając tytuły i słysząc bicie własnego
serca. Znalazł cienką książeczkę o intrygującym
tytule "Z różdżką w bój". Zdjął ją z półki
i ruszył z powrotem w stronę stolika. Snape nadal stał w tym
samym miejscu. Miał w rękach jakąś książkę,
ale wcale jej nie czytał. Harry dostrzegł w ciemności dwoje
błyszczących oczu, skierowanych prosto na niego.
Przełknął ślinę i spuścił głowę.</p>

<p>Usiadł przy stoliku, mając
kompletny mętlik w głowie. A jednak Snape do niego nie podszedł.
Jeżeli czegoś by od niego chciał, to poszedłby za nim. A
nie zrobił tego.</p>

<p>O co mu chodziło?
Postanowił go zadręczyć swoją obecnością?
Wpatrywać się w niego tak długo, aż Harry całkowicie
straci rozum?</p>

<p>To było do niego podobne.</p>

<p>Nie pozwoli mu na to! Musi
udawać, że go tu nie ma. Po prostu ignorować go, aż w
końcu sobie pójdzie.</p>

<p>Otworzył książkę,
podparł głowę ręką, odwracając twarz nieco w
stronę okna, aby nawet kątem oka nie widzieć czającego mu
się za plecami cienia, zmarszczył czoło w ogromnym skupieniu i
zaczął czytać.</p>

<p>Nie było to łatwe, ale
przynajmniej co jakiś czas udawało mu się na chwilę
zapomnieć o tym irytującym mrowieniu na karku. Przecież Snape
nie może tam stać wiecznie. W końcu musi kiedyś...</p>

<p>Trzask!</p>

<p>Coś uderzyło w stolik z
taką siłą, że aż zatrząsł się blat.
Harry poderwał się tak gwałtownie, że niemal spadł z
krzesła. Z bijącym w gardle sercem, odwrócił się i
spojrzał wprost w twarz... Hermiony.</p>

<p>- Tu jesteś -
westchnęła, przesuwając na bok książki, które przed
chwilą rzuciła na stolik i przez które Harry niemal dostał
zawału. - Pozwolisz, że dotrzymam ci towarzystwa? Rzadko kiedy
chcieliście tu ze mną przychodzić, więc miło
będzie pouczyć się razem, nie uważasz?</p>

<p>Harry przytaknął, nieco
oszołomiony. Czy mu się tylko wydawało, czy słyszał
oddalające się kroki?</p>

<p>Obejrzał się za siebie.
Snape zniknął. Rozejrzał się po bibliotece i dostrzegł
czarną pelerynę znikającą za drzwiami wyjściowymi.</p>

<p>Hermiona podążyła za
jego wzrokiem i zmarszczyła brwi. Ale zanim zdążyła
otworzyć usta i o cokolwiek zapytać, Harry ubiegł ją,
wskazując na leżący na samej górze stosu przyniesionych przez nią
książek podręcznik.</p>

<p>- Historia Magii? Nie mów mi, że
Binns znowu zadał nam jakiś esej.</p>

<p>Hermiona spojrzała na niego i
przywołała na twarz lekki uśmiech, zabarwiony jednak
zaniepokojeniem.</p>

<p>- Nie, chciałam porobić
notatki na jutrzejsze zajęcia. I... chciałam trochę z tobą
posiedzieć. Jeżeli nie masz nic przeciwko.</p>

<p>Dlaczego miałby mieć?</p>

<p>- Jasne, że nie. To... miłe
z twojej strony - wydukał.</p>

<p>Hermiona westchnęła i
usiadła obok, spoglądając na leżące przed nim
książki. Potem spojrzała na niego.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
odwrócił wzrok.</p>

<p>- Pomóc ci? - zapytała cicho.
Skinął głową. Był jej wdzięczny, że nie
zadawała pytań. Że nie chciała wiedzieć, po co
przegląda te książki i czego w nich szuka. Zresztą i tak
pewnie się domyślała.</p>

<p>Po prostu... była. Tak jak w
ciągu tych wszystkich, wspólnych lat, kiedy zawsze bezinteresownie mu
pomagała. A on bez przerwy ją okłamywał.</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptał, kiedy
Hermiona sięgnęła po ciężki tom i przysunęła
do siebie. Nie podniosła głowy, ale zauważył, że na
chwilę zacisnęła powieki.</p>

<p>- To ja przepraszam -
powiedziała po dłuższej chwili i przewróciła grubą,
szeleszczącą stronicę.</p>

<p>I to było wszystko. Ale nic
więcej nie było potrzebne.</p>

<p>*</p>

<p>Po kolacji wrócił do biblioteki,
wypożyczył kilka tomów, których nie zdążył jeszcze
przejrzeć, i obładowany nimi, ruszył na siódme piętro w
kierunku gobelinu przedstawiającego Barnabasza Bzika próbującego
nauczyć trolle baletu. Zatrzymał się przy przeciwległej
ścianie, przeszedł trzy razy w tę i z powrotem, usilnie
myśląc o najlepszym miejscu odosobnienia, w którym mógłby
się ukryć na resztę wieczoru, i po chwili w ścianie
pojawiły się drzwi.</p>

<p>Otworzył je, wszedł do
Pokoju Życzeń i... zatrzymał się gwałtownie, kiedy
zobaczył tak dobrze znajomą mu komnatę. Fala gorąca
zalała całe jego ciało, a serce zabiło mu mocniej.</p>

<p>Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Siadaj, Potter.</p>

<p>Echo tych słów odbiło
się w jego głowie i poczuł bolesny ucisk w piersi. Spojrzał
szeroko otwartymi oczami w stronę barku.</p>

<p>Ale nie było tam nikogo.</p>

<p>Zamknął oczy i
westchnął głęboko.</p>

<p>"Proszę, niech ta komnata
zniknie, proszę, proszę" - powtarzał jak mantrę,
bojąc się otworzyć oczy. Jednak po kilku minutach uchylił
powieki i znów ujrzał ten sam znajomy barek, biblioteczkę, kominek,
stolik, zielony fotel...</p>

<p>Przesunął głowę
nieco w bok i przełknął ślinę. Nie było drugiego
fotela.</p>

<p>Odetchnął ciężko
i powoli ruszył w głąb pokoju. Położył
książki na stoliku i usiadł w zielonym fotelu,
spoglądając na trzaskające w kominku polana. Dopiero po chwili
był w stanie sięgnąć po książkę. Kiedy
ją otwierał, zauważył, jak bardzo drżą mu palce.
Zacisnął dłonie w pięści, kilka razy rozprostował
palce, ale niewiele to dało. To pomieszczenie... czuł, jak
wspomnienia atakują go ze wszystkich stron, a on nie był w stanie z
nimi walczyć.</p>

<p>Każdy fragment tego pokoju,
każdy, dosłownie każdy znajdujący się w nim przedmiot
nosił na sobie piętno życia, które już nie istniało.
Które już nie należało do niego.</p>

<p>Półki z książkami,
które lądowały na podłodze przy każdej większej
sprzeczce. Drzwi, w które tak wiele razy był wciskany. Ściany, które
nasiąkły jego jękami i krzykiem. Ten zielony fotel na którym on
i Sn... I barek, przy którym...</p>

<p>Barek!</p>

<p>Harry odłożył
książkę, podszedł do szafki i otworzył ją,
zaglądając ostrożnie do środka.</p>

<p>Stały tam. W równym
rzędzie. Butelki najlepszych trunków. Puste.</p>

<p>Przeklął i
zamknął barek. A miał tak wielką ochotę się
czegoś napić. Może wtedy udałoby mu się
zapomnieć. Chociaż na chwilę. Na jedną, małą
chwilę. Czy tak wiele wymagał?</p>

<p>Westchnął i powrócił
do fotela. Zapadł się w niego i zapatrzył w płomienie.</p>

<p>Koniec tego! Miał postanowienie!
Snape już dla niego nie istniał! Teraz miał inny cel. I to na
nim powinien się skupić. Pieprzyć to, gdzie się znajduje!
Pieprzyć to, co się tu wydarzyło! Pieprzyć to, ile tu
przeżył!</p>

<p>Szarpnął się i
sięgnął po książkę. Podciągnął
nogi, opierając stopy na skraju fotela i położył sobie
książkę na zgiętych kolanach. Wbił wzrok w tekst i
zaczął czytać, marszcząc brwi w skupieniu i ani razu nie
pozwalając na to, aby jego oczy oderwały się od czarnych liter i
powędrowały w którąkolwiek stronę. Ani razu.</p>

<p>***</p>

<p>W czwartkowy poranek Harry'ego
obudził wicher, uderzający w okna dormitorium. Otworzył zaspane
oczy, czując że dzieje się z nim coś dziwnego. Przez
całe jego ciało przepływały fale gorąca. Wszystkie
mięśnie były napięte. Chyba coś mu się
śniło. Coś przyjemnego. Coś... ekscytującego.
Próbował zmusić zaspany umysł do pracy i przypomnieć sobie,
co to było, ale nie potrafił. Pamiętał jedynie jakiś
szept.</p>

<p>Uniósł powieki i spojrzał w
dół. Pod przykryciem, w okolicach jego bioder znajdowało się
całkiem spore wybrzuszenie. Odchylił kołdrę i zajrzał
pod nią.</p>

<p>A niech to!</p>

<p>Miał erekcję. Twardą,
bolesną erekcję, z którą musiał coś zrobić.
Wiedział, że sama z siebie nie opadnie. Czuł bardzo wyraźne
napięcie, które potrzebowało ujścia. Zagryzł wargę i
włożył rękę w spodnie od piżamy, owijając
dłoń wokół naprężonego penisa.</p>

<p>Nie myślał zupełnie o
niczym, kiedy obciągał sobie, wpatrując się w sklepienie
łóżka. Trochę bolało, kiedy sucha dłoń
przesuwała się po wrażliwej skórze, ale musiał to zrobić.
Musiał sobie ulżyć.</p>

<p>Jeszcze trochę. Już
prawie...</p>

<p>Jego dłoń
przyspieszyła. Zacisnął zęby, skupiając się na
poruszaniu dłonią.</p>

<p>O tak, właśnie tak!</p>

<p>Napiął się, kiedy jego
jądra zadrżały i z penisa wystrzeliła odrobina lepkiej
cieczy, osiadając mu na palcach.</p>

<p>I to było wszystko. Pojedyncza fala
gorąca, po której nastąpiła fala chłodu, chwila
drażniącego łaskotania w podbrzuszu i pulsująca w
dłoni erekcja. To wszystko. Żadnej przyjemności.</p>

<p>Pustka.</p>

<p>Westchnął i
wyciągnął rękę ze spodni.</p>

<p>To nie był dobry początek
dnia.</p>

<p>*</p>

<p>Harry położył
książki na stoliku w kącie biblioteki i usiadł przy nim.
Tym razem postanowił poszukać czegoś o maskowaniu i ukrywaniu
się.</p>

<p>Zaczął przeglądać
najgrubszą książkę. Przekartkował pierwszy
rozdział, ale nie znalazł nic interesującego. Nie
potrzebował żadnych zaklęć maskujących, w końcu
miał pelerynę niewidkę. Dotarł do drugiego. Eliksiry
niewidzialności. Jego dłoń zawisła nad
książką.</p>

<p>Zacisnął powieki i
przetarł oczy, próbując pozbyć się niechcianych obrazów.
Nie pomogło.</p>

<p>Otworzył oczy i spojrzał w
okno, podpierając głowę ręką.</p>

<p>Nie chciał tego. Czy nie
mógł nawet pouczyć się w spokoju? Czy na każdym kroku
musiały prześladować go wspomnienia? Czy wszystko musiało
mu ciągle przypominać o...?</p>

<p>Dostał wtedy
"Wybitny". Pamiętał swoje zszokowanie. Po raz pierwszy dostał
na Eliksirach "Wybitny". A jeszcze wyraźniej pamiętał
to, co wydarzyło się później... Podpalona tablica,
"erekcja" zamiast "reakcja" i składniki pod
ławkami... No i "kara" po lekcji.</p>

<p>Przełknął
ślinę. To wcale nie były miłe wspomnienia. Bolały.
Przyjemne wspomnienia nie powinny boleć. Nie powinny sprawiać,
że gardło ściskało się, a do ust napływała
gorycz.</p>

<p>Za oknem sypał śnieg.
Drobne płatki powoli spływały z nieba, lądując
miękko na parapecie. Było w tym widoku coś uspokajającego.
Coś, co odciągało myśli Harry'ego od tych ciemnych rejonów,
w które zdecydowanie nie powinien się zapuszczać. Obserwował je.
Obserwował, jak płatek za płatkiem opada na stos śniegu,
powiększając go. Były miękkie, kruche i bardzo małe.
Ale było ich tak wiele, że już prawie nie utrzymywały
się na parapecie. Kto by pomyślał, że takie drobiny
potrafią stworzyć coś takiego? Będą sypać i
sypać niezauważenie, aż w końcu parapet się
przepełni i wszystko... runie. Prosto na sam dół.</p>

<p>Tak jak on.</p>

<p>Otrząsnął się,
czując jakieś znajome mrowienie. Czuł je już od
jakiegoś czasu, ale był zbyt pochłonięty myślami i
wpatrywaniem się w okno, aby to zauważyć.</p>

<p>Ale tym razem mrowienie nie
wędrowało mu po karku, tylko po ramieniu i policzku.
Opuścił rękę, na której opierał brodę, i nie
musiał nawet przesuwać głowy, aby go dostrzec.</p>

<p>Snape. Stał pomiędzy
półkami, zaledwie parę metrów na lewo od niego, częściowo
ukryty za książkami. Wysoki i mroczny. Przy nim nawet otaczający
go cień wydawał się wyblakły.</p>

<p>Musiał przyglądać mu
się już od jakiegoś czasu.</p>

<p>Dlaczego mu to robił? Dlaczego
nie zostawi go w spokoju? O co mu chodzi? W co on pogrywa?</p>

<p>Wiedział, że Snape nie
szuka kontaktu z nim. Tu musi chodzić o coś innego...</p>

<p>Jak ma o nim zapomnieć, skoro
bez przerwy czuje na sobie jego wzrok? Jak ma zapomnieć, skoro Snape
stał się niemal jego cieniem?</p>

<p>Zagryzł wargę i wbił
wzrok w otwartą książkę.</p>

<p>Nie, nie da mu się pokonać!
Nie da się zastraszyć! Nie ucieknie i nie ukryje się,
chociaż to byłoby najprostsze rozwiązanie. Pokaże
Snape'owi, że może sobie chodzić za nim, ile chce, może mu
się przyglądać, jak długo chce, ale Harry nie da się
złamać. Nie tym razem!</p>

<p>Wziął głęboki
oddech, błyskawicznie przekartkował rozdział o eliksirach
niewidzialności i dotarł do zaklęć zmieniających
wygląd. Pochylił się nad książką i
zaczął czytać.</p>

<p>Snape'a tu nie ma, powtarzał
sobie w myślach co jakiś czas. Snape'a tu nie ma.</p>

<p>Ale był. Przez cały czas.
Ukryty za półkami. Nie poruszył się. Tylko mu się
przyglądał.</p>

<p>Harry zacisnął powieki.</p>

<p>Chyba lepiej będzie pouczyć
się w Pokoju Życzeń. Tu jest zbyt... głośno. Tak, zbyt
głośno. Nie może się skupić. I za jasno.</p>

<p>Podniósł się,
zgarnął książki i, ani razu nie spoglądając na
ukrytą w cieniu postać, ruszył prosto do stanowiska pani Pince.
Wypożyczył książki i wyszedł z biblioteki, odprowadzany
spojrzeniem śledzących go, czarnych oczu.</p>

<p>Kiedy znalazł się na
korytarzu, pozwolił sobie na głębokie westchnienie.</p>

<p>Od razu lepiej. Jakoś tak
więcej powietrza...</p>

<p>Wziął jeszcze jeden wdech i
ruszył prosto na siódme piętro.</p>

<p>***</p>

<p>Na piątkowym obiedzie nie
było Snape'a. Hermiony również, ponieważ oświadczyła
wcześniej, że nie przyjdzie, bo musi napisać wyjątkowo
trudne wypracowanie na Numerologię. Harry siedział pochylony nad
talerzem i próbował przełknąć chociaż mały
kawałek pieczonego kurczaka. Nie udawało mu się to. Był
zbyt przerażony tym, co czekało go po obiedzie...</p>

<p>- Harry, to dla ciebie.</p>

<p>Chłopak odwrócił się
od stołu, przy którym wraz z Ronem jadł obiad, i spojrzał z
zaskoczeniem na stojącą za nim Lunę. Dziewczyna
wyciągała w jego stronę mały, turkusowy kamyk.</p>

<p>Harry zawahał się, ale
przyjął podarek. Obrócił kamyk w palcach, ale nie
wyglądał jakoś nadzwyczajnie.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał.</p>

<p>- Opal - odparła Luna, jakby to
wszystko wyjaśniało. Harry spojrzał na nią
wyczekująco. Dziewczyna przewróciła oczami. - Opal - powtórzyła.
- Patrzy się na niego, kiedy nie ma się ochoty patrzeć na
coś innego.</p>

<p>Harry już otwierał usta,
aby zapytać "Co?", kiedy nagle w jego umyśle coś
zaskoczyło.</p>

<p>Zaraz po obiedzie miały być
Eliksiry. Jego pierwsze Eliksiry od tamtej lekcji... Na samą myśl o
tym gardło ściskało mu się tak, że nie był w
stanie przełknąć śliny, a żołądek fikał
koziołki.</p>

<p>A teraz Luna przynosi mu jakiś
kamyk, żeby... co z nim robił? Żeby na niego patrzył w
czasie lekcji? Jak ma to mu niby pomóc? To było kompletnie bez sensu.</p>

<p>- Dzięki - wymamrotał i
wsunął prezent do kieszeni spodni.</p>

<p>- Tata mi zawsze powtarzał,
że jeżeli nie masz ochoty na coś patrzeć, to znajdź
sobie coś, na co będziesz miał ochotę patrzeć. I ma
taki ładny kolor, prawda? - uśmiechnęła się.</p>

<p>- Tak. Dzięki, Luno -
powtórzył Harry jeszcze raz i odwrócił się do swojego talerza.</p>

<p>- Powodzenia - powiedziała
Krukonka i oddaliła się do swojego stołu.</p>

<p>- Ona jest dziwna - mruknął
Ron, kiedy przełknął wyjątkowo dużego ziemniaka. - Na
co niby nie miałbyś ochoty patrzeć?</p>

<p>Harry nie odpowiedział.
Wzruszył tylko ramionami. Spojrzał na rozgrzebanego kurczaka i
stwierdził, że jeżeli zaraz stąd nie wyjdzie, to zwróci
wszystko, co zjadł.</p>

<p>- Chodźmy - powiedział i
podniósł się. Czuł się tak, jakby ruszał na
jakąś bitwę.</p>

<p>I wcale nie było to tak dalekie
od prawdy.</p>

<p>*</p>

<p>Hary wyjął
książki, mosiężną wagę, cynowy kociołek oraz
atrament, pióro i plik czystych pergaminów i ustawił wszystko na
ławce, starając się nie drżeć w środku aż
tak bardzo. Snape'a jeszcze nie było. Dlatego wszystkie spojrzenia
spoczywały na nim.</p>

<p>Co oni sobie myśleli? Że
zaraz znowu wybuchnie płaczem? Już i tak był wystarczająco
zdenerwowany, nie potrzebował jeszcze ich przeciągłych
spojrzeń! Nawet Neville patrzył na niego z obawą.</p>

<p>- Harry, jak pognieciesz swoje
pergaminy, to nie będziesz miał na czym notować, a ja ci nie
pożyczę, bo mam ostatni - dotarł do niego głos Rona i Harry
dopiero teraz zorientował się, że ściska trzymane w
rękach pergaminy tak bardzo, że już prawie nie nadawały
się do pisania. Ron rozejrzał się po klasie i widząc
głupie uśmieszki na twarzach przyglądających się
Harry'emu Ślizgonów, warknął w ich stronę: - Na co się
gapicie?!</p>

<p>- Zostaw ich - mruknęła
Hermiona. - Przecież wiesz, że robią to specjalnie, tylko po to,
żeby nas zdenerwować. Masz, Harry. - Dziewczyna
położyła przed nim kilka czystych pergaminów.</p>

<p>- Dzięki - wydukał Harry,
czując się wyjątkowo głupio. Usiadł przy ławce i
wbił rozbiegane spojrzenie w leżące na stole "Eliksiry Dla
Zaawansowanych".</p>

<p>Obawiał się tej lekcji.
Bardziej niż próbował sobie wmawiać. Mógł się
spodziewać po Snapie wszystkiego. I to było najgorsze.</p>

<p>Chciał po prostu jakoś
tę lekcję przeżyć. Chyba nie wymagał zbyt wiele.</p>

<p>Już wcześniej
postanowił, że cokolwiek Snape zrobi albo powie, to tym razem nie da
mu się sprowokować. Będzie go ignorował. W ogóle nawet nie
zamierzał na niego patrzeć. To było najrozsądniejsze
wyjście. W zasadzie chyba jedyne, jakie miał.</p>

<p>Drzwi otworzyły się z
trzaskiem i w pełnej szumu rozgadanych uczniów klasie zapanowała
nagła cisza. Harry wziął głęboki oddech i jeszcze
intensywniej zaczął się wpatrywać w swój podręcznik.</p>

<p>Słyszał długie,
zamaszyste kroki sunącego przez pomieszczenie Mistrza Eliksirów. Snape
zatrzymał się na środku sali i, jak Harry się domyślał,
najprawdopodobniej obrzucił uczniów swoim spojrzeniem. Upewnił
się, kiedy poczuł unoszące się na przedramionach
włoski i pełzające po skórze mrowienie. Na szczęście
nie trwało to zbyt długo.</p>

<p>- Pochowajcie książki -
odezwał się Snape. Harry słyszał jego głos po raz
pierwszy od poniedziałku. Wciąż był tak samo niski,
głęboki i... lekko zachrypnięty? Dziwne, w klasie głos
mężczyzny zazwyczaj był donośny i pewny siebie. -
Napiszecie krótki test. Sprawdzimy, co zapamiętaliście z ostatnich
lekcji.</p>

<p>Harry wiedział doskonale, co
zapamiętali.</p>

<p>Przez chwile pomieszczenie
wypełniło się szumem, kiedy uczniowie chowali do toreb
podręczniki.</p>

<p>- Pytania są na tablicy. Macie
dwadzieścia minut.</p>

<p>Harry westchnął. Nie
miał wyjścia. Musiał w końcu podnieść
głowę. Na szczęście tablica stała w pewnym oddaleniu
od biurka nauczyciela. I tak widział go kątem oka, ale starał
się tylko widzieć, a nie dostrzegać.</p>

<p>Tak jak podejrzewał, nie
znał odpowiedzi na żadne pytanie. Ostatnio w ogóle do Eliksirów nie
zaglądał. Znowu stały się jego najmniej lubianym
przedmiotem. Ale przecież musiał coś napisać. Cokolwiek.
Westchnął jeszcze raz i pochylił się nad pergaminem.</p>

<p>I wtedy znowu poczuł mrowienie.
Tylko przez chwilę, ale to wystarczyło, aby całkowicie
stracił wątek. Zanim skończył się test, czuł je
jeszcze cztery razy. A ile jeszcze razy poczuje je do końca
zajęć?</p>

<p>- Accio testy - mruknął
Snape, kiedy skończyli już pisać. Ułożył je na
swoim biurku i wskazał różdżką na tablicę, z której
zniknęły pytania, a pojawił się spis ingrediencji nowego
eliksiru. - Kto mi powie, co to za eliksir? - zapytał,
rozglądając się po klasie. Harry widział, jak ręka
siedzącej obok niego Hermiony mimowolnie się szarpnęła, ale
nie podniosła jej. Zerknęła na niego ukradkiem. Był jej
wdzięczny, że chociaż ten jeden raz powstrzymała się
od odpowiedzi, aby nie ściągać na nich spojrzenia Snape'a,
chociaż wiedział, że musiało ją to zapewne sporo
kosztować. Ale niewiele to dało. Spojrzenie czarnych oczu po
jakimś czasie i tak spoczęło na ich ławce. - Może
panna Granger?</p>

<p>Hermiona wyprostowała się i
odchrząknęła.</p>

<p>- Nalewka z czarnego piołunu
wskazuje na jakiś eliksir odurzający, ale suszone paznokcie druzgotka
stosuje się zazwyczaj w eliksirach osłabiających
krążenie krwi. Z kolei wywar z jadu tarantuli skutecznie paraliżuje
nerwy. Podejrzewam więc, że musi to być jakiś rodzaj
eliksiru stosowanego w narkozie. Krew salamandry daje nam końcowy efekt,
czyli kilkugodzinną śpiączkę. Czyli prawdopodobnie jest to
Mikstura Morfeusza.</p>

<p>Przez chwilę w klasie
panowała cisza.</p>

<p>- Doskonale wyczerpująca
odpowiedź, panno Granger. Tak, Mikstura Morfeusza. Stosowana w szczególnie
ciężkich przypadkach po trafieniu czarnomagicznymi klątwami lub
po niezwykle niebezpiecznych, magicznych, a także mugolskich wypadkach. A
waszym zadaniem na dzisiejszej lekcji jest przygotowanie tej mikstury. Mam
nadzieję, że pójdzie wam lepiej niż na poprzednich
zajęciach. Do roboty. - Po tych słowach Snape odwrócił się
i usiadł przy swoim biurku. Hermiona spojrzała na Harry'ego z
zaskoczeniem malującym się na twarzy. Harry słyszał
zdumione szepty uczniów za swoimi plecami, a Ron wyglądał tak, jakby
go trafił piorun.</p>

<p>Snape po raz pierwszy pochwalił
Hermionę. Po raz pierwszy pochwalił kogoś z Gryffindoru. To
wydarzenie wymagało upamiętnienia w "Historii Hogwartu".</p>

<p>Harry usłyszał pełen
skrajnego niedowierzania szept Rona:</p>

<p>- Zwariował. Albo musiał
nieźle oberwać za to, co wyprawiał na ostatniej lekcji. Nie ma
innego wytłumaczenia.</p>

<p>Ani Hermiona, ani Harry nie
odpowiedzieli mu. Popatrzyli tylko na siebie i zabrali się do wypisywania
listy składników Mikstury Morfeusza. Ron wzruszył ramionami i
poszedł w ich ślady.</p>

<p>Pomimo swojego przeznaczenia eliksir
nie wydawał się skomplikowany. Pracowali w ciszy, co jakiś czas
udając się do składziku po ingrediencje. Wszystko byłoby
zupełnie w porządku, gdyby nie to, że Harry przez całą
lekcję czuł na sobie spojrzenie Snape'a. Nigdy nie zatrzymywało
się na nim dłużej niż na kilka sekund, ale te chwilowe
uderzenia gorąca, które wywoływało, wystarczyły, aby go
całkowicie zdekoncentrować i nie pozwolić mu pracować w
spokoju.</p>

<p>W połowie lekcji Snape
podniósł się i ruszył na zwyczajowy obchód po klasie, aby
sprawdzić dotychczasowe postępy. Od razu dało się
wyczuć zwiększone napięcie, kiedy uczniowie skulili się
przy swoich kociołkach, przygotowując się na złośliwe
komentarze nauczyciela. Jakież było więc ich zdziwienie, kiedy
Snape po prostu zaglądał do kociołków i bez słowa
przechodził dalej. Nie wypowiedział nawet jednej kpiącej uwagi.
Ani jednego szyderczego słowa. Nic.</p>

<p>Kiedy nauczyciel ich mijał,
spoglądali po sobie z rosnącym niedowierzaniem. Harry jednak tego nie
widział. Był zbyt zajęty wsłuchiwaniem się w bicie
własnego serca, kiedy myślał o tym, że Snape zaraz dotrze
do niego i zajrzy również do jego kociołka. Na tym etapie jego
eliksir powinien być ciemnofioletowy, a bardziej przypominał
jakąś brunatną papkę. Zastanawiał się, jakie
gromy posypią się na niego tym razem. Po ostatniej lekcji
spodziewał się wszystkiego.</p>

<p>Mistrz Eliksirów zatrzymał
się przy Lavender i zajrzał do jej kociołka. Widząc
zgniłozielony, olbrzymi bąbel na powierzchni eliksiru, uniósł
brew i tym razem chyba już nie mógł pozostawić tego bez
komentarza. Kiedy otwierał usta, Lavender szybko wbiła spojrzenie w
swój kociołek, czekając na tyradę.</p>

<p>- Następnym razem spróbuj
najpierw wrzucić tylko jeden paznokieć druzgotka i dopiero, kiedy
zobaczysz, że zaczyna się rozpuszczać, wrzuć resztę.
Będziesz miała wtedy pewność, że temperatura jest
odpowiednia.</p>

<p>Ignorując otwarte usta
zaszokowanej Lavender, przeszedł dalej. Bez słowa minął
eliksiry Seamusa, Deana i całej reszty Gryfonów. Nawet Neville'owi nic nie
powiedział. Chyba po raz pierwszy. I najwyraźniej kompletnie
wyprowadziło to Neville'a z równowagi, ponieważ kiedy tylko Snape
odszedł od jego ławki, Gryfon szturchnął i zrzucił na
podłogę butelkę krwi salamandry. Nauczyciel odwrócił
się i zmierzył go spojrzeniem. Neville rzucił się do
sprzątania, mamrocząc przeprosiny, a wszyscy wstrzymali oddech, kiedy
Snape sięgnął w swoje szaty i wyciągnął z nich
różdżkę.</p>

<p>- Reparo - mruknął,
celując w rozbitą butelkę. I to wszystko. Nie powiedział
Neville'owi ani słowa. Po prostu odwrócił się i ruszył
dalej.</p>

<p>Harry wyczuwał podskórnie,
że zszokowanie wszystkich znajdujących się w klasie uczniów
zaczyna przekraczać dopuszczalną normę.</p>

<p>Snape zachowywał się jak...
normalny nauczyciel. Nie wrzeszczał, nie prawił uszczypliwych
komentarzy, dawał rady, a nawet...</p>

<p>Zatrzymał się przy
kociołku Rona i zajrzał do środka. Różowy eliksir
bulgotał tak głośno, jakby miał zaraz eksplodować. Mistrz
Eliksirów zmarszczył brwi i ponownie wyciągnął
różdżkę, zmniejszając nią ogień pod
kociołkiem.</p>

<p>- Krew salamandry dodaje się
zanim eliksir zacznie się gotować - mruknął i
przeszedł do kociołka Hermiony. Zajrzał do niego, nie
powiedział ani słowa i podszedł do stanowiska Harry'ego.</p>

<p>Chłopak spiął się
cały, widząc kątem oka szeleszczące, czarne szaty zaledwie
pół metra od siebie. Na wyciągnięcie ręki.
Przełknął ślinę i jeszcze intensywniej zaczął
się wpatrywać w sęk na ławce.</p>

<p>"Idź sobie",
prosił w myślach. "Po prostu zajrzyj do środka i
idź."</p>

<p>Ale Snape nie odszedł. Przez
chwilę stał przy nim, tak jakby się nad czymś
zastanawiał. A po chwili, kiedy Harry myślał, że zaraz
oszaleje przez ten unoszący się wokół niego ziołowy zapach,
mężczyzna poruszył się i... wysunął z szat
swoją smukłą, bladą dłoń. Serce Harry'ego
podskoczyło do gardła, kiedy ta dłoń zaczęła
się do niego zbliżać, a jego leżące na ławce pięści
zacisnęły się tak mocno, iż niemal wbił sobie
paznokcie w skórę. Dłoń Snape'a kierowała się wprost
ku jego prawej ręce.</p>

<p>Co on wyprawia? Chyba nie
zamierza...? O boże!</p>

<p>Kiedy Harry rozważał
już błyskawiczne zabranie rąk z ławki, zorientował
się, że dłoń Snape'a kieruje się... bardziej na prawo.
Ku leżącej tuż obok miseczce z suszonymi paznokciami druzgotków.
Długie palce zanurzyły się w misce i wyjęły z niej
garść paznokci. Następnie zawisły nad kociołkiem i
wrzuciły do wywaru dziesięć suszonych paznokci, a resztę
wsypały z powrotem do miseczki.</p>

<p>Harry'emu dzwoniło w uszach.</p>

<p>Snape wytarł dłoń o
szatę i bez słowa przeszedł dalej.</p>

<p>C... co to było? Co to
miało niby znaczyć? W co on grał?</p>

<p>Próbując uspokoić
tłukące się w piersi serce, przełknął
ślinę i rozprostował drżące palce. W klasie
panowała absolutna cisza. Chyba wszyscy byli równie zaszokowani zachowaniem
Snape'a, jak Harry.</p>

<p>Nie tylko dawał rady, ale
także... pomagał.</p>

<p>- Może ktoś go
podmienił? - do Harry'ego dotarł szept Rona. - Albo może rzucili
na niego Imperiusa?</p>

<p>Harry'ego nie obchodziły
domysły Rona. Marzył tylko o tym, aby ta lekcja już się skończyła.
Aby mógł po prostu stąd uciec i aby nie musiał już
więcej znosić obecności, zapachu i głosu Severusa Snape'a.</p>

<p>Mistrz Eliksirów wrócił do
swojego stanowiska przy biurku, usiadł i zagłębił się
w pliku pergaminów. Uczniowie powoli wracali do pracy, od czasu do czasu
wymieniając pomiędzy sobą pełne niedowierzania szepty.</p>

<p>Harry odetchnął kilka razy,
próbując ignorować zerkającą na niego co chwilę
Hermionę i spojrzał na kolejny składnik na sporządzonej
przez siebie liście, na której widniało także siedem suszonych
paznokci druzgotka. Wiedziony ciekawością, zerknął na
tablicę.</p>

<p>No tak. Pomylił się przy
przepisywaniu. Na tablicy było siedemnaście. Cholera jasna! Szlag by
to trafił! Jak Snape mógł to zauważyć? Skąd
wiedział, w którym momencie się pomylił? Odgadł to tylko po
kolorze eliksiru, czy też aż tak skrupulatnie przyglądał mu
się przez całą lekcję?</p>

<p>Teraz jeszcze bardziej chciał
się stąd wydostać. Jak najszybciej!</p>

<p>Powrócił do pracy, ale
jeżeli już wcześniej miał problemy ze skupieniem się,
to teraz był już tak rozkojarzony, że każde kolejne zdanie
instrukcji musiał czytać kilka razy, aby je zrozumieć.</p>

<p>Jego myśli wirowały w
szaleńczym tempie, próbując zrozumieć zachowanie Snape'a.
Drań robił to specjalnie! Specjalnie za nim chodził, specjalnie
się na niego gapił! Specjalnie próbował doprowadzić go do
szaleństwa! Ale po co? Bawiło go to? Chciał go jeszcze bardziej
podręczyć? Udowodnić coś?</p>

<p>Nie! Nie może mu na to
pozwalać! Musi się wziąć w garść! Musi się
jakoś uwolnić od tego wciąż podążającego za
nim cienia!</p>

<p>- Napełnijcie fiolki, podpiszcie
je, zostawcie na moim biurku i możecie wyjść - powiedział
Snape, kiedy dzwonek na korytarzu obwieścił koniec zajęć.
Uczniowie odetchnęli z ulgą, że nauczyciel najwyraźniej nie
ma zamiaru chodzić po klasie i komentować wyników ich pracy, tak jak
miał to w zwyczaju robić pod koniec każdej lekcji. To było
do niego niepodobne, ale radość, że to już koniec
zajęć i mają przed sobą weekend, była zbyt wielka, aby
ktokolwiek, poza Harrym, no i może jeszcze Hermioną, zwrócił na
to uwagę. Zarówno Gryfoni jak i Ślizgoni zerwali się z miejsc i
pospiesznie zaczęli się pakować, w międzyczasie
napełniając swoje fiolki różnokolorowymi wersjami teoretycznie
tego samego eliksiru.</p>

<p>Harry odczuwał wyraźne
zdenerwowanie na myśl, że teraz musi jeszcze na dodatek
podejść do biurka Snape'a i zostawić tam swoją fiolkę,
ale przecież nie może mu okazać, że się go boi i jak
ostatni tchórz poprosić, aby Ron albo Hermiona zrobili to za niego.
Schował przybory i podręczniki do torby, sięgnął po szklaną
fiolkę znajdującą się w swoim zestawie i nalał do niej
trochę czarnej, mętnej substancji. I kiedy już miał
ruszyć za Ronem i Hermioną w stronę kolejki uczniów ustawionych
do biurka nauczyciela, w jakiś niebywały sposób fiolka
wysunęła mu się z dłoni, jakby coś ją
szarpnęło i wylądowała na podłodze, rozbijając
się. Zamrugał, kompletnie zaskoczony takim obrotem spraw. Na
szczęście nie zdążył jeszcze opróżnić
swojego kociołka. Schylił się do torby po kolejną
fiolkę, ale okazało się, że nie zabrał żadnej innej.
Przeklinając w duchu swoją bezmyślność (chociaż
był przekonany, że zabrał cały zestaw), ruszył do
małego kredensu znajdującego się w drugim końcu sali, aby
wziąć jedną ze szkolnych fiolek. Zanim zdążył
wrócić i ponownie ją napełnić, klasa już niemal
opustoszała, a przy biurku zostało tylko kilkoro uczniów.
Pięknie, wygląda na to, że będzie ostatni. Tego mu tylko
brakowało.</p>

<p>Wziął głęboki
oddech i starając się zmusić swoje trochę zbyt szybko
bijące serce do spokojnej pracy, ruszył w stronę biurka, zatrzymując
się na samym końcu maleńkiej kolejki złożonej z
Neville'a i dwóch Ślizgonek. Ron i Hermiona wrócili już do ławek
i zaczęli się pakować.</p>

<p>Starał się patrzeć w
każdą stronę, byle tylko nie przed siebie. Byle tylko nie w
stronę tej ciemnej, majaczącej na granicy widzenia sylwetki.</p>

<p>Nie spojrzy na niego. Nie spojrzy. Po
prostu zostawi fiolkę i sobie pójdzie. Nie musi na niego patrzeć, aby
to zrobić. Ślizgonki zostawiły swoje eliksiry i pognały do
ławek po torby. Został tylko Neville. I Harry.</p>

<p>Neville drżącą
dłonią postawił fiolkę na blacie ciemnego biurka i ze
spuszczoną głową odwrócił się i odszedł.</p>

<p>To teraz. To ta chwila. Już nic
ich nie dzieliło. Tylko biurko. I Harry czuł się tak, jakby
był goły. Jakby nie zostało nic, co osłaniało go przed
tym świdrującym spojrzeniem. Miał wrażenie, jakby tym razem
uniosły się absolutnie wszystkie włoski na jego ciele.</p>

<p>Wpatrując się uparcie w
zakurzony słój stojący na jednej z półek,
wyciągnął rękę i postawił swoją fiolkę
na blacie. I kiedy miał ją cofnąć, Snape poruszył
się gwałtownie i Harry zamarł, czując długie,
chłodne palce oplatające się wokół jego
zaciśniętej na fiolce dłoni. Całkowicie zaskoczony,
odwrócił głowę i spojrzał wprost w te czarne oczy. Oczy,
które patrzyły na niego w taki sposób, że aż zakręciło
mu się w głowie i ugięły się pod nim kolana. Nie
było w tym spojrzeniu nawet odrobiny pogardy, pożądania, ognia,
czy czegoś równie intensywnego. Nie. Było w nich coś takiego...
coś, co widział zaledwie kilka razy. Łagodność.</p>

<p>I wtedy Snape zrobił coś, co
posłało w napięte ciało Harry'ego dreszcze tak silne,
że poczuł je aż w palcach u nóg. Z czułością
pogładził jego dłoń. Wrażenie było takie, jakby
skóra Harry'ego w miejscu, w którym dotknęły jej chłodne palce
Snape'a, pokryła się iskrami.</p>

<p>Nie! Dosyć tego! Tym razem nie
nabierze się na jego sztuczki!</p>

<p>Wyrwał rękę i
odwrócił się od niego, pragnąc jak najszybciej stąd uciec i
uciszyć galopujące w piersi serce. W kilku krokach znalazł
się przy wciąż pakujących swoje rzeczy przyjaciołach,
złapał swoją torbę i wypadł na korytarz.</p>

<p>Jak on śmiał? Jak
śmiał go dotknąć? Jak w ogóle pomyślał, że
może go dotknąć? Po tym wszystkim?</p>

<p>Ten jeden drobny gest
wywołał w nim taką reakcję jak opadająca na rozgrzany
olej kropla wody. Kipiał od zdenerwowania i czuł się
całkowicie rozbity.</p>

<p>Chciał się gdzieś
ukryć. Musiał się gdzieś ukryć. Teraz, zaraz.</p>

<p>Po przeciwległej stronie
korytarza znajdowały się drzwi do łazienki. Nie zwracając
uwagi na zdumione spojrzenia rozchodzących się we wszystkie strony
uczniów, wpadł do środka i z całej siły
zatrzasnął za sobą drzwi.</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 51 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>51. Haunted by the Shadow</strong></p>

<p>Hunting you</p>

<p>I can smell you</p>

<p>Alive</p>

<p>Your heart pounding in my head*</p>

<p>*</p>

<p>If I stand all alone will the shadows</p>

<p>hide the colours of my heart</p>

<p>blue for tears, black for the night</p>

<p>I don't wanna talk about it</p>

<p>How you broke my heart**</p>

<p>Część 2</p>

<p>Łazienka była
opustoszała. Harry przebiegł przez nią i wpadł do pierwszej
z brzegu kabiny, zamykając się w środku. Rzucił torbę
na podłogę, usiadł na zamkniętej klapie, zdjął okulary
i ukrył twarz w dłoniach.</p>

<p>Nie wiedział dlaczego, ale
zachowanie Snape'a na lekcji całkowicie wytrąciło go z
równowagi. Myśli szaleńczo wirowały mu w głowie, a
walące w piersi serce jakoś nie potrafiło się
uspokoić.</p>

<p>Chciał po prostu zapomnieć.
Chciał go po prostu nienawidzić. Ale Snape nie pozwalał mu na
to. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby nie czuł na sobie przez
cały czas tego świdrującego spojrzenia, gdyby nie spotykał
go na każdym kroku, gdyby Snape zachowywał się tak jak zawsze.
Jak wredny, podły, niesprawiedliwy dupek, którym był przez te
wszystkie lata. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby Snape szydził,
odbierał punkty, wyśmiewał się z Neville'a, kpił z
Gryfonów... Harry mógłby wtedy patrzeć na niego ze wstrętem i
myśleć o tym, jak bardzo go nienawidzi i jak dobrze, że to
wszystko już się skończyło.</p>

<p>Pamiętał, jak Snape bez
słowa omijał całkowicie spartaczone eliksiry, jak doradzał
i pomagał, jak nie wrzasnął na Neville'a za zniszczenie
składnika... i wiedział, że powinien czuć do niego
odrazę i niechęć, ale czuł tylko narastające
zdenerwowanie oraz gniew, który rozprzestrzeniał się po jego ciele
niczym jad, ponieważ domyślał się, do czego dąży
Snape i co chce osiągnąć takim zachowaniem. Ten podstępny,
wyrachowany łajdak robił to wszystko specjalnie, ponieważ
doskonale wiedział, że to zadziała. Starał się w ten
sposób załagodzić sytuację, uspokoić burzę, którą
wywołał. Był niczym wilk, który założył owczą
skórę, aby móc podejść wystarczająco blisko do niespokojnej
ofiary. Był drapieżnikiem na polowaniu. Podkradał się
powoli, krok za krokiem, oswajając Harry'ego ze swoją
obecnością, aby w odpowiednim momencie... zaatakować i
wciągnąć go z powrotem do swojej jamy.</p>

<p>Harry przetarł oczy.</p>

<p>Jeżeli Snape ma zamiar
zachowywać się tak już zawsze, na każdej, dosłownie
każdej lekcji... to nie miał pojęcia, jak to wytrzyma. Ani czy w
ogóle wytrzyma.</p>

<p>Nie może mu na to pozwalać.
Nie może pozwolić, aby Snape nawet przez sekundę
pomyślał, że to, co robi, ma dla Harry'ego jakieś
znaczenie, że ma na niego jakikolwiek wpływ. Musi mu pokazać,
udowodnić, że nie chce mieć z nim nic wspólnego, że jego
zabiegi nie przynoszą rezultatu, że Harry nie pozwoli wodzić mu
się za nos i że doskonale wie, do czego Snape zmierza.</p>

<p>Czy ten drań naprawdę
myślał, że to wystarczy? Że wystarczy kilka spojrzeń,
kilka gestów i Harry pobiegnie do niego niczym stęskniony szczeniak? O
nie! Z pewnością tak się nie stanie. Nie pozwoli... nie pozwoli
po raz drugi wciągnąć się w to bagno!</p>

<p>Wcisnął okulary na nos i
spojrzał na drzwi tak, jakby były jego największym wrogiem.
Buzowała w nim złość. Zepchnął ją jednak na
samo dno żołądka, postanawiając, że poczeka, aż
wytrawi się w coś ostrego i twardego, i dopiero wtedy, kiedy
będzie mu potrzebna, wypuści ją na wolność.</p>

<p>Ale teraz musiał już
iść. Nie wiedział, ile czasu minęło, podejrzewał,
że około dziesięciu, piętnastu minut, ale nie miał
ochoty, aby Ron i Hermiona zaczęli go szukać i wypytywać, gdzie
był tak długo. Schylił się po torbę i
wyciągnął z niej pelerynę niewidkę. Lepiej ją
założyć. W końcu był w lochach. Nie miał ochoty
plątać się po nich samotnie, w dodatku w okolicach klasy
Eliksirów.</p>

<p>Zarzucił torbę na
ramię, otulił się szczelnie peleryną, wyszedł z kabiny
i podszedł do drzwi. Na zewnątrz panowała cisza.
Westchnął i ostrożnie nacisnął na klamkę. Drzwi
uchyliły się z cichym skrzypieniem, jednak echo poniosło ten
dźwięk daleko po korytarzach. Harry skrzywił się i
pchnął drzwi mocniej, wychodząc na zewnątrz, jednak w
połowie kroku zatrzymał się gwałtownie, jakby trafiony
zaklęciem paraliżującym. Po drugiej stronie korytarza stał
Snape. Trzymał rękę na klamce drzwi do klasy Eliksirów,
którą chyba właśnie zamierzał zamknąć i szeroko
otwartymi oczami wpatrywał się w miejsce, w którym stał Harry.</p>

<p>Nawet w Hogwarcie
samo-otwierające się drzwi nie były czymś normalnym.</p>

<p>Niech to szlag! Zawsze, zawsze
miał takiego pierdolonego pecha! Musiał wyjść akurat teraz!
Kurwa! Kurwa! Kurwa!</p>

<p>Harry stał bez ruchu,
siarczyście przeklinając w myślach wszystko, co
podsunął mu umysł, i słysząc szalone bicie
własnego serca. Drzwi do łazienki były szeroko otwarte, ale nie
mógł ich teraz zamknąć. Nie mógł wykonać żadnego
ruchu. Bał się, że nawet najdrobniejszy szelest może
zdradzić jego obecność.</p>

<p>Widział, jak oczy Snape'a
zmrużyły się i badawczo zaczęły przyglądać
się drzwiom. Serce Harry'ego podchodziło do gardła za
każdym razem, kiedy czarne oczy spoczywały na nim i był niemal
pewien, że Snape go widzi, że wyczuwa jego obecność,
że wie...</p>

<p>Nie, to było głupie. Musi
się uspokoić. Nie mógł go przecież widzieć. Może
po prostu stwierdzi, że to jakiś przeciąg... tak, przeciąg,
który potrafi otworzyć szczelnie zamknięte drzwi?</p>

<p>Po krótkiej chwili Snape
odwrócił się z powrotem w stronę klasy Eliksirów i Harry niemal
zemdlał z ulgi. Mężczyzna zamknął drzwi do sali,
przekręcił klucz w zamku i schował go w swoje szaty. A
następnie, ku przerażeniu Harry'ego, odwrócił się i
ruszył prosto na niego. Chłopak odskoczył na bok w tym samym
momencie, w którym mężczyzna sięgnął do klamki, aby
zamknąć niesforne drzwi do łazienki. I wtedy kilka rzeczy
wydarzyło się jednocześnie. Snape znieruchomiał, jego
nozdrza zadrgały, kiedy wciągnął głęboko
unoszący się wszędzie słodki zapach wanilii, a oczy
przymknęły się na chwilę, tak jakby doznał
właśnie dziwnej przyjemności. Harry przylgnął do
ściany, czując nagły uścisk w klatce piersiowej. Jego serce
biło już tak szybko i mocno, iż miał wrażenie, że
słychać je doskonale w całym korytarzu.</p>

<p>Jego zapach. Snape wyczuł jego
zapach. Jego cholerny zapach!</p>

<p>Mężczyzna uniósł
powieki i jego oczy na ułamek sekundy powędrowały w bok,
kierując się prosto do miejsca, w którym stał Harry, i
przeszyły go spojrzeniem, które sprawiło, że ugięły
się pod nim spocone kolana.</p>

<p>I to było wszystko. Nic nie
powiedział. Nie odwrócił głowy. Nie wykonał żadnego
gestu. Po prostu zamknął drzwi, wyprostował się i nie
spoglądając już ani razu w kierunku, w którym Harry niemal
próbował wtopić się w ścianę, ruszył przed siebie
w głąb korytarza. Chłopak wpatrywał się w czarną,
powiewającą pelerynę tak długo, dopóki Snape nie
zniknął za rogiem korytarza i dopiero wtedy odważył
się wypuścić wstrzymywane do tej pory powietrze.
Osunął się po ścianie i klapnął na
podłogę, wciąż czując dziwne sensacje w okolicach
żołądka.</p>

<p>Niewiele brakowało.
Naprawdę bardzo, bardzo niewiele...</p>

<p>Wziął głęboki,
drżący oddech. Nie pójdzie już dzisiaj do biblioteki. Miał
dosyć. Miał dosyć tej lekcji, tego napięcia, a przede
wszystkim miał dosyć Snape'a. Nie miał ochoty znowu czuć na
sobie tego nachalnego spojrzenia. Chciał tylko odpocząć. I
zastanowić się, co zrobić, aby wytrzymać kolejny taki
tydzień...</p>

<p>***</p>

<p>Harry całą sobotę
spędził w dormitorium i Pokoju Wspólnym. Nie chciał się
natknąć na Snape'a. Ba, nie chciał go w ogóle widzieć,
nawet z odległości, która dzieliła stół Gryffindoru od
stołu nauczycielskiego. Ron dostarczył mu śniadanie, a Zgredek
obiad. Na kolację nie miał ochoty. Wykorzystał wolny czas na
nadrobienie zaległości z kilku przedmiotów. Z wyjątkiem
Eliksirów. Ron trochę się na niego boczył po tym, jak Harry
odmówił gry w Eksplodującego Durnia, więc rudzielec poszedł
zagrać z Neville'em. Hermiona spędzała popołudnie w
bibliotece, wobec czego Harry został całkiem sam. Skazany na
pastwę atakujących znienacka myśli i czających się za rogiem
wspomnień, gotowych w każdej chwili wyskoczyć i rzucić
się na niego. Starał się, jak mógł, odgonić je
nauką, ale wciąż wędrowały po jego
podświadomości, zupełnie nic nie robiąc sobie z jego
starań.</p>

<p>Ale przynajmniej miał jeden
dzień względnego spokoju. Jeden dzień, w którym nie
śledziły go te czarne oczy i czająca się za regałem,
ukryta w cieniu postać. Tak, siedząc tutaj, w ciepłym
półmroku Pokoju Wspólnego, otoczony książkami i rozgadanymi
uczniami, mógł nienawidzić Snape'a całą swoją
duszą. To było o wiele łatwiejsze, niż kiedy był tam,
a ciemna sylwetka bez przerwy krążyła gdzieś na granicy
jego pola widzenia. Tu mógł go nienawidzić tak bardzo, jak tylko
zechciał. Może w ogóle nie powinien stąd wychodzić?</p>

<p>Wieczorem, kiedy odrobił
już wszystkie zadania, nauczył się wszystkich zaklęć,
przeczytał wszystkie zadane rozdziały, a nawet kilka do przodu,
musiał się w końcu poddać i udać na spoczynek. Ron
już dawno chrapał, kiedy Harry przykrył się pod samą
brodę i zapatrzył w tańczące na ścianach cienie.
Starał się o niczym nie myśleć, kiedy zasypiał. Ani o
tym, co będzie robił jutro, ani o tym, że prawdopodobnie znowu
będzie wolał spędzić dzień w Pokoju Wspólnym, ani o
tym, że praktycznie w ogóle nie rozmawiał dzisiaj z Ronem i nie
miał na to ochoty. Starał się naprawdę o niczym nie
myśleć. Niestety, jego podświadomość przez cały
czas robiła to za niego. To chyba dlatego, kiedy tylko opuścił
powieki, zobaczył czarne, błyszczące oczy, nawet jeżeli od
kilku godzin wcale o nich nie pomyślał.</p>

<p>Nie! Nie! Nie! Idźcie sobie! -
powtarzał w swojej głowie, przywołując obraz mapy przedstawiającej
położenie gwiazdozbioru Andromedy wobec Merkurego w trzecim
trymestrze panowania Wodnika, którą kreślił tuż przed
położeniem się spać. Pomogło. Przynajmniej było
to na tytle nudne, że zasnął niemal natychmiast.</p>

<p>W jego podświadomości
wciąż pobrzmiewało jednak głośne i wyraźne
"Nie!"</p>

<p>*</p>

<p>- Crucio!</p>

<p>Przeszywał go ból. Tak
przerażający, tak rozdzierający, jakby ktoś żywcem
odrywał mu płatami skórę z ciała, a wraz z nią nerwy.</p>

<p>- Crucio! Crucio!</p>

<p>Ktoś krzyczał
przeraźliwie i dopiero po chwili zorientował się, że ten
okropny dźwięk wydobywa się z jego własnego gardła.
Miał niejasne wrażenie, że rzuca się spazmatycznie na
jakiejś twardej, lodowatej posadzce, ale nie mógł być tego
pewien, ponieważ nie czuł prawie nic, poza bólem.
Oślepiającym. Obdzierającym z człowieczeństwa.
Warczał, charczał i wrzeszczał, ale to nie pomagało.</p>

<p>W końcu zaklęcie
zostało przerwane. Na krótką chwilę, ale to wystarczyło,
aby mógł otworzyć płonące oczy i potoczyć wokół
błędnym wzrokiem. Widział otaczające go sylwetki w czarnych
szatach, kapturach i białych maskach. Nie widział ich twarzy, ale
wiedział, że uśmiechają się drwiąco, patrząc
na jego cierpienie. I pragnęli zobaczyć jeszcze więcej. Chcieli
zobaczyć, jak krwawi i błaga o litość, pragnęli
nasycić się tym widokiem, zanim...</p>

<p>Jego rozbiegane spojrzenie
spoczęło na stojącej nad nim wysokiej sylwetce i
spoglądającej na niego czerwonymi oczyma gadziej twarzy. Na
pozbawionych warg ustach widniał przerażający uśmiech
pełen tak nieziemskiej satysfakcji, iż wydawało się,
że jest to diabelski odpowiednik orgazmu. Te właśnie usta
rozciągnęły się teraz jeszcze bardziej,
odsłaniając rząd ostrych, żółtych zębów, a to, co
się z nich wydobyło, przypominało syk węża:</p>

<p>- Jesteś mój... na
wieczność. Crucio!</p>

<p>Ból powrócił z jeszcze większą
siłą, a wraz z nią wysoki, wwiercający się w
umysł śmiech. Miał wrażenie, że przez jego
zakończenia nerwowe płyną błyskawice, przeszywając
jego ciało na wskroś i wprawiając je w niekontrolowane drgawki.
W uszach słyszał jedynie ogłuszającą kakofonię własnych
wrzasków, rozbrzmiewających wokół śmiechów i... i czegoś
jeszcze. Kiedy ból ustąpił na niewielką chwilę,
zdołał wyłowić z jeziora odgłosów ten
odróżniający się dźwięk i złapać się go
niczym tonący. To także był krzyk. Lecz nieco inny. Krzyk
kogoś, kto postanowił nie dać oprawcom satysfakcji z
własnego cierpienia. Krzyk pełen charczenia, tłumiony
zaciskającymi się do granic połamania zębami i
rzężący w opuchniętym gardle.</p>

<p>Harry odwrócił głowę
na bok, a to, co zobaczył, sprawiło, że w jednej chwili zapomniał
o wszystkim. O absolutnie wszystkim.</p>

<p>Jakiś metr od niego, na tej
samej lodowatej posadzce leżał... Severus. Jego szczupłe
ciało, napięte niczym struna i wprawione w drgawki, uderzało
głucho o podłogę, czarne, rozrzucone włosy były lepkie
od spływającego po czole potu. Miał obnażone zęby i
zaciśnięte mocno powieki, a jego twarz była pokryta siecią
głębokich zmarszczek, tak głębokich, jakby miała za
chwilę zapaść się w sobie, byle tylko odciąć
się od cierpienia.</p>

<p>Ten widok sprawił, że Harry
poczuł gdzieś głęboko w swoim wnętrzu ból tak ogromny,
że nawet najsilniejszy Cruciatus nie mógł się z tym równać.
Był to ból przenikający wszystkie mięśnie i komórki
ciała, ból sięgający daleko poza granice świadomości,
rozcinający umysł, rozpruwający duszę i rozrywający
serce.</p>

<p>- Nieeeeee!!!</p>

<p>I w tym samym momencie, w którym z
jego gardła wydobył się ten rozdzierający krzyk, na jego
zmaltretowane ciało spadło kolejne zaklęcie:</p>

<p>- Lacrima!</p>

<p>Jego skóra eksplodowała.
Coś rozcięło ją niczym skalpel i zaczęło
odrywać i tym razem wiedział, że to już nie jest jedynie
wrażenie. Ale nie zamknął oczu. Wciąż wpatrywał
się w Severusa. Na skórze mężczyzny także pojawiły
się rozcięcia. Trysnęła krew, znacząc czerwone
ślady na bladych ramionach i pokrywając je misterną siatką
przypominającą sieć wyszarpniętych z ciała
żył. I Harry wiedział, że z jego ciałem dzieje
się w tej chwili to samo, ale ból był zbyt straszny, by ktokolwiek
mógł to znieść, wobec tego jego świadomość
skapitulowała i przerzuciła go na drugą stronę, daleko od cierpienia,
w miejsce, z którego zaledwie krok dzielił go od wiecznej ciemności.
Wszystko przestało mieć znaczenie. Liczył się tylko
Severus. Severus, który odwrócił głowę w jego stronę i z
trudem uniósł powieki. Harry dostrzegł w nich przygasający
blask, który mówił, że wciąż stara się walczyć,
jednak wie, że tej jednej bitwy nie uda mu się wygrać.</p>

<p>Ostatnim wysiłkiem woli, Harry
przesunął rękę i wyciągnął ją w
stronę Severusa. Chciał go dotknąć. Ten jeden, ostatni raz.
Tylko ten jeden raz.</p>

<p>Ciało nie chciało go
słuchać. Widział krew spływającą potokiem po
swojej skórze, oczy zasnuła mu mgła. Zacisnął zęby i
spróbował przesunąć rękę jeszcze dalej, w nadludzkim
wysiłku dosięgnięcia, dotknięcia... Desperacko
poruszał palcami. Jeszcze tylko kilka centymetrów, tylko kilka...</p>

<p>Musi go dotknąć. Musi! Nie
może patrzeć jak... jak gaśnie... Wszystko tylko nie to! Nie!
Nie! Nie!</p>

<p>- Nieeeee!!!</p>

<p>- Harry, uspokój się!</p>

<p>Zerwał się do pozycji
siedzącej. Przypominało to wynurzenie z oceanu bólu i strachu. Do
jego płuc wdarło się powietrze, a wyciągnięta
ręka złapała otaczającą łóżko
zasłonę. Rozejrzał się błędnym wzrokiem.</p>

<p>Gdzie się podział Severus?
Gdzie Voldemort? Gdzie byli Śmierciożercy? Gdzie krew?</p>

<p>Obok łóżka stał
jedynie Ron.</p>

<p>- Wszystko w porządku? -
zapytał zatroskanym, przestraszonym głosem. - Miałeś
zły sen, Harry.</p>

<p>Harry zamrugał. Po jego ciele
spływały strugi potu, a serce dudniło mu w piersi tak bardzo,
jakby miało zamiar połamać mu żebra.</p>

<p>- Sen? - zapytał
zachrypniętym głosem, czując że jest mu słabo z ulgi. -
Tak, sen - poprawił się szybko, widząc minę Rona. Z
sąsiedniego łóżka wystawała przerażona głowa
Neville'a. - Przepraszam, że was obudziłem. Nic mi nie jest.
Miałem tylko... zły sen. Przepraszam. To nic takiego. Chodźmy
spać - wydukał, chociaż najchętniej pobiegłby do
łazienki i zwymiotował.</p>

<p>- Jesteś pewien? - zapytał
niepewnie Ron. - Wrzeszczałeś tak, jakby cię torturowali.</p>

<p>Harry zaklął szpetnie w
myślach. Zapomniał rzucić na siebie przed snem zaklęcie
wyciszające. Chociaż możliwe, że gdyby nie Ron... Nie! Nic
by się nie stało! To był tylko sen! Jakiś okropny, chory
sen!</p>

<p>Jego myśli powędrowały
ku leżącej pod poduszką Mapy Huncwotów.</p>

<p>Musi to sprawdzić. Musi
sprawdzić, czy...</p>

<p>- Naprawdę nic mi nie jest.
Śniło mi się, że... zaatakowali mnie dementorzy. Czasami
mam takie sny. Wszystko w porządku, Ron.</p>

<p>Przyjaciel jeszcze przez chwilę
wpatrywał się w niego z przestrachem, po czym burknął
"No to dobranoc" i poczłapał do łóżka. Harry
zaciągnął zasłony i wciąż trzęsącymi
się dłońmi sięgnął pod poduszkę, wyciągając
spod niej mapę i różdżkę. Stuknął w pergamin,
wypowiedział szeptem regułkę i wbił spojrzenie w
pojawiające się na papierze linie. Szybko odszukał
odpowiednią stronę i... zamknął oczy, czując
ogromną, spływającą mu zimnym strumieniem po plecach
ulgę.</p>

<p>Severus był bezpieczny.
Leżał na łóżku w swojej sypialni i najwyraźniej
spał. Nic mu nie groziło.</p>

<p>Harry wziął płytki,
drżący oddech i opuścił mapę na kolana. Spojrzał
na zegarek. Była druga w nocy. Wiedział, że już nie
zaśnie. W ogóle nie było o tym mowy. Był tak poruszony, jakby
właśnie przed chwilą rozegrał najważniejszy mecz
Quidditcha w swoim życiu. Wiedział, co zrobić. Wiedział, co
chce, co musi zrobić. Odczeka tylko, aż przyjaciele zasną, i
wtedy...</p>

<p>*</p>

<p>W zamku panowała aksamitna
cisza, kiedy Harry zaklęciem otwierał drzwi do biblioteki.
Skrzywił się, kiedy zaskrzypiały lekko. Wśliznął
się do środka i zamknął za sobą drzwi. Miał na
sobie pelerynę niewidkę i zaklęcie wyciszające kroki. Bez
wahania ruszył prosto do Działu Ksiąg Zakazanych.</p>

<p>Był zdecydowany. Za długo
to odwlekał. Za długo próbował znaleźć coś
pożytecznego w tych nic nie wartych księgach. Przecież to
było oczywiste, że te naprawdę potężne zaklęcia z
pewnością nie będą dostępne dla każdego.
Musiały być ukryte przed niepowołanymi oczami. Ale on je
odnajdzie. Odnajdzie i zrobi wszystko, aby się ich nauczyć. Zrobi
naprawdę wszystko, byle tylko nigdy nie zobaczyć... tego, co
zobaczył we śnie.</p>

<p>Zimny dreszcz przeszył jego
ciało od stóp aż po końcówki włosów. Nie, nie może
pozwolić, aby obrazy go zaatakowały. Nie może pozwolić, aby
w jego umyśle rozbrzmiały krzyki. Musi zamknąć to bardzo,
bardzo głęboko, wyprzeć, wyrzucić.</p>

<p>Jego dłoń drżała,
a koniec różdżki zataczał w powietrzu nieregularne kręgi,
kiedy podniósł ją wyżej, aby oświetlić sobie drogę
pomiędzy półkami. Kolana uginały się pod nim, kiedy
stawiał kolejne, ostrożne kroki. Ciało dygotało z
przeszywającego zimna, które jednak nie pochodziło z zewnątrz.
Emanowało z głębi jego duszy. Był to chłód
przerażenia, pierwotnego, dominującego lęku, który
ciążył mu na żołądku niczym bryła lodu.</p>

<p>A jeżeli to nie był tylko
sen? Jeżeli to było coś w rodzaju wizji? Takiej wizji, jakich
doznawał na piątym roku?</p>

<p>Skręcił w boczną
alejkę i przystanął przed wejściem do Działu
Ksiąg Zakazanych. Spojrzał w głąb ciągnących
się po obu stronach, ginących w mroku zakurzonych półek.
Dzwoniła mu w uszach cisza. I echo rzężącego jęku,
wydobywającego się z cienkich ust.</p>

<p>Zacisnął powieki i
pozwolił sobie na westchnienie, które jednak bardziej przypominało
suchy szloch. Ucisk stał się jeszcze większy i jeszcze
chłodniejszy. Otworzył oczy i spojrzał w ciemność.</p>

<p>To był ten moment.
Najważniejsza decyzja w jego życiu. Miał zamiar uczyć
się Czarnej Magii.</p>

<p>Bał się. Bał się
tak bardzo tego, co widział we śnie i tego, co zamierzał
zrobić, iż miał wrażenie, że jeżeli tylko
spróbuje zrobić krok, to ciemność wchłonie go i już
nigdy nie wypuści. Wydawało mu się, że mrok napiera na
niego, a półki pochylają się nad nim, próbując
zamknąć mu się nad głową.</p>

<p>Ale musiał to zrobić. To było
jedyne wyście. Nie miał innego wyboru. Do tego właśnie
dążył przez cały czas. Chciał to zrobić już
dawno temu, kiedy poprosił Snape'a o to, aby uczył go Czarnej Magii.
Był przekonany, że jeżeli tego nie zrobi, ten sen, ta
"wizja"... może okazać się rzeczywistością.</p>

<p>Ponownie zacisnął powieki i
westchnął głęboko.</p>

<p>Jeżeli jedynym sposobem na
pokonanie ciemności, jest walczenie jej bronią, nawet jeżeli to
oznaczało, że może przekroczyć tę cienką
granicę i znaleźć się po stronie ciemności, to...
zrobi to.</p>

<p>Otworzył oczy i wszedł w
mrok.</p>

<p>Książki były
niespokojne. Wyczuwał płynącą z nich magię. Tak, to
tutaj właśnie spoczywała moc. I on miał zamiar po nią
sięgnąć.</p>

<p>Przeszedł wzdłuż
jednej z półek. Kilka książek poruszyło się
niespokojnie. Znał tę część. Był tutaj na
pierwszym roku. Nie, to musiało być dalej. Skręcił w
kolejną alejkę. Jeżeli trzymają tu naprawdę
niebezpieczne księgi, to z pewnością będą w
najbardziej niedostępnym miejscu. Szedł dalej, przyglądając
się wibrującym z niecierpliwości woluminom. Prawie wszystkie
miały czarne okładki z wyrytymi na nich srebrnymi inskrypcjami.
Niektóre połyskiwały krwistą czerwienią, kiedy
zbliżał do nich różdżkę. Szedł dalej. W
końcu znalazł się w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie
był. Podłogę pokrywał kurz. Tak samo stojące na
półkach książki. W powietrzu wisiała nieprzyjemna aura.
Chyba nawet pani Pince bardzo rzadko tutaj zaglądała. Wcale jej
się nie dziwił. Miał ochotę jak najszybciej oddalić
się od tego miejsca. Przyświecił sobie różdżką i
przekrzywiając głowę, zaczął odczytywać
tytuły. Najczęściej przewijającymi się słowami
były czarna magia, klątwy, tortury, ból, ofiara oraz
śmierć.</p>

<p>Zmrużył oczy. Wszystkie
książki wyglądały na równie przerażające.
Podejrzewał jednak, że którąkolwiek by wybrał, znajdzie w
niej znacznie więcej przydatnych rzeczy niż we wszystkich
księgach, które czytał do tej pory, razem wziętych.
Sięgnął na półkę po wolumin zatytułowany
"Zabij Zmiażdż Zetrzyj Na Proch. Najbardziej
Śmiercionośne Klątwy", kiedy jego wzrok przykuła
połyskująca złotem książka kilka rzędów
wyżej. Zmarszczył brwi, stanął na palcach i
sięgnął po nią. Zdjął ją z półki i
spojrzał na wyblakłą już i nadgryzioną zębem czasu
okładkę. Książka wyglądała na bardzo starą,
ale nadal można było odczytać tytuł:</p>

<p>"Kontrola Umysłu - Wrota Ku
Władzy"</p>

<p>Jego serce zabiło mocniej.
Otworzył gruby tom i spojrzał na spis treści. Jego wzrok
przyciągnął napisany niepozorną czcionką tytuł
rozdziału piątego:</p>

<p>"Legilimens Evocis"</p>

<p>To było to. Miał w
rękach coś, co mogłoby mu pomóc znacznie bardziej niż
jakiekolwiek klątwy, które łatwo mogłyby zostać odparte. Do
dziś pamiętał słowa Tonks. Do dziś pamiętał
strach, który odczuwał, kiedy wyobraził sobie, co można
zrobić za pomocą tego zaklęcia.</p>

<p>Wpatrując się w
księgę jak zahipnotyzowany, cofnął się pod
przeciwległą ścianę i osunął się po niej,
siadając na podłodze. Szczelniej otulił się peleryną i
przyświecając sobie różdżką, otworzył wolumin na
rozdziale pierwszym, dotyczącym historii i podstaw powstania wszelkich
zaklęć kontrolujących umysły, łącznie z
Imperiusem, Legilimens i całą masą innych pomniejszych, a
następnie zagłębił się w lekturze.</p>

<p>Nie miał pojęcia, ile czasu
minęło, zanim dotarł do rozdziału piątego
poświęconego najniebezpieczniejszemu zaklęciu, jakie
istniało, oczywiście poza Zaklęciami Niewybaczalnymi.
Wiedział jedynie, że kiedy zaczął czytać, czuł
się tak, jakby do jego żołądka dostało się
coś bardzo ruchliwego. Czytał i czytał, pochłaniając
każde słowo niczym spragniony, któremu na język opadają
krople najczystszej wody, a jego oczy rozszerzały się coraz bardziej.</p>

<p>Ten tylko potrafi się temu
zaklęciu przeciwstawić, kto opanował sztukę dysponowania
nim przeciwko innym. Jeno "przeciwstawić" jest ogromnym
niedopowiedzeniem. Wiedza nad zaklęciem daje nieznaczne szanse na to, by
ofiara nie dopuściła do zupełnego zbeszczeszczania swego
umysłu. Jednakoż całkowite przeciwstawienie się temu
zaklęciu jest niemożliwe i niemożliwym będzie po wsze
czasy.</p>

<p>To wcale nie brzmiało
optymistycznie.. Co prawda Tonks wspominała już, że nie da
się odeprzeć tego zaklęcia, ale miał nadzieję, że
istnieje choćby cień szansy...</p>

<p>Opanowanie tego zaklęcia jest
trudniejsze nawet niźli rzucenie przez osobę o najczystszej duszy
zaklęcia zabijającego i często poza zasięgiem zwykłych
czarodziejów oraz czarownic. Pierwszym znanym sposobem na pokonanie barier
umysłu i nie zagubienie się w ich wichurze jest bardzo mocne
pragnienie, by dowiedzieć się tego, czego rzucający
dowiedzieć się chce. Musi jednak pragnąć tego nad swe życie.
Drugim sposobem jest całkowite opanowanie własnego umysłu,
doprowadzenie go do stanu, w którym nawet Imperius nie będzie mógł mu
zagrozić, jednakoż niewiele osób na ziemi potrafi tego dokonać.
Podporządkowanie własnego umysłu jest rzeczą najcięższą,
tak jak kontrola nad każdą emocją, każdym zmysłem i
umiejętność zmniejszenia tej kontroli w odpowiednich momentach.</p>

<p>Harry zamyślił się.
Czyli z tego wynikało, że albo jesteś świetnym, ba,
doskonałym oklumentą, albo tak bardzo chcesz dowiedzieć się
prawdy, że oddałbyś za to nawet własne życie.
Oczywiście miał nadzieje, że tylko metaforycznie. Po prostu musi
chyba chcieć tego tak bardzo, jak... jak... jak bardzo chciał
zabić Voldemorta.</p>

<p>Inną, równie ważką
cechą Legilimens Evocis, jest kontrola nad własnymi myślami i
wspomnieniami, gdyż zaklęcie owo nie służy tylko li do
wykorzystywania go na innych. Taką samą sposobnością, z
jaką można przywołać z umysłu ofiary wszelkie
wspomnienia i myśli na dany temat, można również
posługiwać się własnymi wspomnieniami oraz, co wydaje
się niemożliwe, myślami. Można wydobyć wszystkie swe
myśli oraz ukryć je w myślodsiewni. Nie będą to jednak
te same srebrne wstęgi, w które oblekają się wspomnienia -
wstęgi myśli mają złotą barwę, nawet jeśli wraz
z nimi wysnuje się z głowy także wspomnienia.</p>

<p>Harry zamrugał. Złoto.
Złote wstęgi w myślodsiewni. W myślodsiewni
znajdującej się w tajnym laboratorium Snape'a. To były jego
myśli i wspomnienia, usunięte z głowy za pomocą Legilimens
Evocis!</p>

<p>Nie wiedział dlaczego, ale to
odkrycie całkowicie go zaszokowało. Do tej pory sądził,
że myślodsiewnia służy tylko do odcedzania nadmiaru
wspomnień, aby przyjrzeć im się w późniejszym czasie. Nie
wiedział, że można w niej także ukrywać myśli!
Jak w ogóle... jak to w ogóle możliwe? Przecież myśli to nie
jest coś, co można po prostu wyjąć i wrzucić do
kociołka. Pojawiają się znienacka, w każdej chwili. W
ułamku sekundy potrafi pojawić się ich tyle, iż nie
wystarczyłoby całej księgi, aby je wszystkie spisać. A co
się w takim razie dzieje, gdy ktoś usunie ich zbyt dużo?</p>

<p>I najważniejsze - jak
doskonałym oklumentą musi być Snape, skoro potrafi czegoś
takiego dokonać? Prawdopodobnie lepszym niż Harry kiedykolwiek
podejrzewał.</p>

<p>Dokonać tego mogą jeno ci,
którzy z tym zaklęciem są zaznajomieni we wszelkich aspektach,
gdyż używali go wiele razy i na wszystkie sposoby, oraz panować
nad swym własnym umysłem potrafią jak mało kto. Znane
są zdarzenia, kiedy nieumiejętnie rzucone zaklęcie
dokonywało w ich umysłach spustoszeń tak
wszechogarniających, że nie potrafili już odnaleźć
własnych jaźni, by do nich powrócić.</p>

<p>Harry ponownie przerwał
czytanie.</p>

<p>Czyli po prostu ci, którzy próbowali
tego dokonać, a nie do końca potrafili panować nad swoimi
umysłami... oszaleli. Perspektywa była wprost przerażająca
i Harry po raz kolejny poczuł przypływ lodowatego podziwu dla Snape'a.
Nie potrafił sobie wyobrazić, jak można usunąć swoje
myśli, a potem... A jeżeli przez przypadek usunąłby
wiedzę o tym, jak wsadzić te myśli z powrotem do swojej
głowy? Przypominało to trochę zabawę z tymi małymi,
drewnianymi klockami ułożonymi w wieżę. Jeżeli
wyciągniesz nie ten klocek, co trzeba, wszystko runie.</p>

<p>Chociaż ten fragment z
używaniem tego zaklęcia wiele razy i na każdy możliwy
sposób wcale mu się nie spodobał...</p>

<p>Jednakoż wszystkie myśli na
dany temat, nawet jeżeli byłoby ich tak wiele, iż li z trudem
zmieściłyby się w myślodsiewni, lecz usunięte
dokładnie, umiejętnie i na krótki okres czasu, nie powinny
dokonać większych zmian w umyśle. De facto, na pewien czas
całkowicie usuwa się ze swej przepastnej pamięci
niepożądane myśli, skojarzenia i wspomnienia, zostawiając
jeno te, które są akuratne. Można także zastąpić
prawdziwe myśli fałszywymi, jednakoż działanie takie jest
wielce ryzykowne i wymaga talentu oraz lat przygotowań. Jeśliś
jednak ciekaw, w jaki sposób tego dokonać, przeczytać o tym
możesz na stronicy dwieście pięćdziesiątej trzeciej.</p>

<p>Harry z poruszeniem przerzucił
sztywne stronice i znalazł... resztki kilku wyrwanych kartek. Jego oczy
rozszerzyły się ze zdumienia. Ktoś musiał wyrwać te
strony specjalnie, aby nikt, poza nim, nie dowiedział się, w jaki
sposób zafałszować myśli. Książka była tak stara,
że mógł to zrobić każdy na przestrzeni przynajmniej stu lat
wstecz. Albo i dwustu. Ale po co to zrobił? Przecież chyba
istniały gdzieś inne egzemplarze? A jeżeli nie? Jeżeli ten
był jedyny? I tylko ta jedna osoba wie teraz (albo i wiedziała),
że w ogóle czegoś takiego można dokonać? Tonks nic im na
ten temat nie mówiła.</p>

<p>Harry przetarł oczy. Był
już zmęczony. Podłoga była zimna i twarda, wszystko go
bolało od siedzenia na niej od kilku godzin. Westchnął i
oparł głowę o ścianę, wbijając spojrzenie w
ciągnący się przed nim mrok. Był poruszony tym wszystkim,
czego się dowiedział, a zostało jeszcze tyle pytań, na
które wciąż nie znał odpowiedzi...</p>

<p>W uszach dzwoniła mu cisza.
Gdyby tak... gdyby tak miał kogoś, z kim mógłby o tym
porozmawiać. Gdyby mógł zapytać... tak, gdyby mógł
zapytać Snape'a o wszystkie gnębiące go szczegóły. Gdyby
mógł... opowiedzieć mu o swoim śnie... Gdyby mógł...
siedzieć teraz w jego komnatach, a nie na tej lodowatej podłodze w
najmroczniejszym zakątku biblioteki, otoczony jedynie
przygnębiającą aurą emanującą z niezliczonych
ksiąg poświęconych złu. Całkowicie sam. Zdany jedynie
na siebie. W miejscu, które było dla niego zupełnie obce.
Wciąż pamiętał obraz gasnących powoli, czarnych oczu
ze snu, i miał ochotę jedynie schować głowę w
ramionach i krzyczeć tak długo, aż zdarłby sobie
gardło.</p>

<p>Opuścił głowę i
oparł czoło o podciągnięte kolana, oplatając je
ramionami, mocno zaciskając powieki i walcząc z ponownie
zakradającym się do jego serca strachem, zwątpieniem i...
pustką. Czuł się tak straszliwie, niewypowiedzianie samotny.</p>

<p>To już tydzień.
Tydzień, od kiedy on i Snape... Tydzień powtórnego uczenia się
życia, tym razem w pojedynkę. Tydzień wypełniony brakiem
dźwięku, zapachu, dotyku... Myślał, że sobie poradzi.
Że jeżeli tylko bardzo będzie tego chciał, to o wszystkim
zapomni. Myślał, że to, co robił teraz Snape... nie
miało dla niego żadnego znaczenia.</p>

<p>Mylił się.</p>

<p>I dopiero teraz, kiedy siedział
tutaj sam w ciemności... dopiero teraz odczuwał w pełni ogrom
tego... tej samotni. Samotni wypełnionej jedynie nauką, wieloma
godzinami prób, przygotowaniami do nieuniknionego oraz celem. Bo przecież
miał cel. Widział go przed sobą całkiem wyraźnie. Och,
ileż oddałby, aby znowu zakopać go gdzieś w mrokach
przyszłości...</p>

<p>Chociaż w głębi duszy
wiedział, że jeszcze więcej oddałby, aby mieć obok
siebie kogoś... kto ponownie przysłoniłby mu ten cel i nie
pozwolił, aby kiedykolwiek jeszcze musiał go oglądać.</p>

<p>***</p>

<p>Harry szedł na śniadanie,
powłócząc nogami i wbijając wzrok w podłogę.
Bolała go głowa i oczy kleiły mu się od całonocnego
czytania oraz niewyspania. Zaczytał się tak bardzo, że dopiero
przed chwilą zorientował się, że jest już ranek i
że powinien pójść na śniadanie. Miał nadzieję,
że Ron nie wszczął alarmu, kiedy zobaczył, że nie ma
go w łóżku. Może pomyślał sobie, że Harry po
prostu wstał wcześniej i już wyszedł. Wcale nie miał
ochoty iść na posiłek, ale już wczoraj ominął
kolację i wiedział, że jeżeli czegoś nie zje, to
prawdopodobnie całkiem opadnie z sił.</p>

<p>Wszedł do wypełnionej
gwarem setek uczniów Wielkiej Sali i nie spoglądając na stół
nauczycielski, ruszył prosto do stołu Gryfonów. Ron i Hermiona
siedzieli obok siebie i kiedy Harry podszedł bliżej, zauważył,
że jego zwyczajowe miejsce jest zajęte i najwyraźniej
będzie musiał usiąść po drugiej stronie stołu.
Obszedł go na około i usiadł na ławie, naprzeciw swoich
przyjaciół, ale - co było najgorsze - na wprost stołu
nauczycielskiego.</p>

<p>- Cześć - burknął
niewyraźnie, przysuwając do siebie talerz i ani razu nie
podnosząc wzroku wyżej. Gdzieś w oddali, na granicy pola
widzenia majaczyła ciemna sylwetka, ale Harry starał się jej w
ogóle nie dostrzegać.</p>

<p>- Harry! - wykrzyknęła
Hermiona. - Gdzie byłeś? Martwiliśmy się!</p>

<p>- Spacerowałem - odparł
Harry drewnianym głosem, sięgając po półmisek z
parującymi tostami. Poczuł na sobie taksujące spojrzenie
Hermiony.</p>

<p>- Stary, wyglądasz okropnie. -
Ron odsunął od ust w połowie zjedzoną kanapkę. -
Jakbyś nie spał całą noc. Dobrze się czujesz?</p>

<p>- Ron powiedział, że
miałeś jakiś koszmar. - Wyszeptała Hermiona,
pochylając się do niego. - Wiesz, jeżeli miał on
związek z...</p>

<p>- Nie chcę o tym rozmawiać
- odparł sucho Harry, spoglądając na nią zmrużonymi
oczami. - To był po prostu zwykły koszmar. Nie chcę tego
roztrząsać.</p>

<p>Hermiona zacisnęła usta i
odsunęła się.</p>

<p>- Cóż, jeżeli uważasz,
że tak jest dla ciebie najlepiej...</p>

<p>- Tak, tak uważam -
powiedział Harry, nakładając na talerz trochę jajecznicy. -
Po prostu mam dosyć tego, że próbujecie roztrząsać i
komentować każdy mój krok. Ja nie opowiadam nikomu o tym, że Ron
gada przez sen i nie próbuję dociekać, co też mogło
oznaczać to, że pająki kazały mu stepować. - Uszy Rona
zapłonęły wściekłą czerwienią. - Więc
byłbym wdzięczny, gdybyście dali mi spokój.</p>

<p>Przyjaciele wymienili porozumiewawcze
spojrzenia. Ron wyglądał na zażenowanego, a Hermiona na
zakłopotaną jego wybuchem. Ale musiał im to w końcu
powiedzieć. Miał dosyć ich ciągłego wtrącania
się we wszystko.</p>

<p>Wziął kęs jajecznicy
i, unikając ich spojrzeń, rozejrzał się po Wielkiej Sali.
Jego wzrok, niczym ściągany przez jakiś tajemniczy magnes,
powędrował prosto ku stołowi nauczycielskiemu.</p>

<p>Snape patrzył na niego.</p>

<p>Przed oczami Harry'ego natychmiast
pojawił się obraz wykrzywionej w bólu, ściągniętej twarzy
i czarnych, gasnących powoli oczu i w jego żołądku coś
się przewróciło.</p>

<p>Nie! Nie może sobie tego
przypominać! To był tylko sen! Tylko sen!</p>

<p>Spuścił wzrok i wbił
go w stół, próbując uspokoić rozdygotane serce. Ale skóra nadal
go paliła, co mogło oznaczać tylko jedno - Snape wcale nie
przestał na niego patrzeć. A nawet miał dziwne wrażenie,
że spojrzenie stało się teraz jeszcze intensywniejsze.</p>

<p>Stracił cały apetyt.
Odsunął od siebie talerz i wymamrotał:</p>

<p>- Nie jestem głodny. Idę do
biblioteki.</p>

<p>- Przecież prawie nic nie zj...
au!- zaczął Ron i syknął z bólu, po czym spojrzał z
wyrzutem na Hermionę.</p>

<p>Harry nie zwracał na nich uwagi.
Był zbyt zajęty walką z własnymi demonami.</p>

<p>Po co na niego spojrzał? Po co
to zrobił? To było jak rozdrapanie świeżo zasklepionej
rany, z której ponownie zaczęła sączyć się krew. I
musiał coś zrobić, żeby ją zatamować. A jedynym
sposobem na to była nauka. Musiał iść do biblioteki.
Musiał się uczyć i uczyć i uczyć... aby to, co
widział we śnie, nigdy się nie spełniło.</p>

<p>*</p>

<p>Harry otworzył oczy i z
determinacją wbił spojrzenie w leżącą przed nim
książkę. Litery tańczyły mu przed oczami.
Próbował coś przeczytać, ale nie potrafił się
skupić. Jego myśli wciąż wędrowały ku
książce, którą czytał w nocy, a w szczególności ku
zaklęciu Legilimens Evocis. Dowiedział się wczoraj wszystkiego,
co było mu potrzebne, aby opanować to zaklęcie. Na
szczęście stron ze szczegółową instrukcją
dotyczącą tego, jak się go nauczyć i jak je rzucić,
nikt nie wyrwał. Ale sama teoria nie wystarczy. Musiał
ćwiczyć. I to dużo ćwiczyć, jeżeli wierzyć
zapiskom. Ale jak miał to zrobić? Przecież nie może
ćwiczyć na sobie.</p>

<p>Ten problem nurtował go tak
bardzo, że nie pozwalał mu się skupić na niczym innym.
Głowa bolała go coraz bardziej, a oczy wciąż mu się
zamykały. Siedział sam w kącie biblioteki. Było jeszcze
zbyt wcześnie, by spotkać tu jakiegoś ucznia.</p>

<p>A co z innymi zaklęciami?
Pobieżnie przejrzał wczoraj także wolumin o najbardziej
śmiercionośnych klątwach i już same opisy wystarczyły,
aby zrobiło mu się niedobrze. Nie wyobrażał sobie, jak
mógłby wypróbować na kimś zaklęcie roztapiające
skórę. Nie byłby w stanie rzucić go nawet na robaka, a co
dopiero na istotę ludzką. Ale jak ma się czegokolwiek
nauczyć, nie ćwicząc? Miał dosyć teorii, chciał
praktyki.</p>

<p>Ponownie spojrzał na tekst
poświęcony zaklęciom wiążącym. Litery
rozmazywały mu się przed oczami, a głowa ciążyła
jak kamień. Położył ramię na blacie i ułożył
na nim głowę, mrużąc oczy i próbując skupić
się na opisie sposobu rzucania zaklęcia związującego nogi i
ręce ofiary.</p>

<p>Zanim się zorientował,
powieki mu opadły i pogrążył się w głębokim,
niespokojnym śnie.</p>

<p>*</p>

<p>- Harry!</p>

<p>Świadomość Harry'ego
bardzo powoli wracała do jego ciała. Otulał go
ziołowo-korzenny aromat. Znał ten zapach. To był zapach
Severusa. Czuł go zawsze, kiedy się do niego przytulał. Kiedy
leżał w jego łóżku. Kiedy po prostu był obok.</p>

<p>Nie chciał się budzić.
Nie chciał jeszcze wstawać. Było mu tak przyjemnie. Severus...
był przy nim, tak blisko...</p>

<p>- Harry!</p>

<p>Harry otworzył jedno oko.
Coś przyciskało mu się do policzka. I bolała go szyja.
Otworzył drugie oko i zobaczył przed sobą ułożone w
równych rzędach litery. Książka. A dalej drewniany blat.</p>

<p>Co się działo?
Przecież jeszcze przed chwilą był w komnatach Sev...</p>

<p>Zamrugał i z trudem uniósł
głowę. W oddali zobaczył zastawione książkami
regały. Biblioteka. Był w bibliotece. No tak.</p>

<p>Ale... ale coś się nie
zgadzało. Biblioteka pachniała Severusem. Nie powinna nim
pachnieć. Zazwyczaj pachniała tylko kurzem i starymi pergaminami.
Przymknął oczy i wciągnął głęboko w nozdrza
ten znajomy, wyjątkowo mocny korzenny zapach, rozkoszując się
nim i czując, jak całe jego ciało odpręża się
mimowolnie pod jego wpływem.</p>

<p>Jego serce zabiło szybciej,
kiedy coś sobie nagle uświadomił. Ten zapach... był zbyt
intensywny. Nie wyczułby go z daleka. Snape musiał... musiał
stać tuż obok niego!</p>

<p>Otworzył gwałtownie oczy i
rozejrzał się wokół. Obok niego stała Hermiona.
Przyglądała mu się z zaskoczeniem. Harry
przełknął ślinę, czując jednocześnie
ulgę i... coś na kształt zawodu. Ale nie uspokoił się.
Potoczył spojrzeniem po całej bibliotece. Jego wzrok
wędrował od regału do regału, poszukując ciemnego,
ukrytego za którymś z nich cienia. Ale nie dostrzegł go.</p>

<p>To niemożliwe. Snape musiał
tu być. Wyczuwał to każdą komórką ciała.
Musiał tu być jeszcze przed chwilą! Gdzieś obok, bardzo
blisko! Musiał do niego podejść, kiedy spał! Ta myśl
spowodowała, że jego serce zaczęło bić jeszcze
szybciej. Ponownie przymknął oczy i głęboko
odetchnął powietrzem przesyconym zapachem mężczyzny.</p>

<p>O boże, co się z nim
działo? Nie miał pojęcia, że sam zapach może
wywołać w nim taką reakcję... Miał wrażenie,
że zaraz osunie się po krześle i...</p>

<p>- Harry, dobrze się czujesz? -
zapytała niepewnie Hermiona. Ściskała w rękach kilka
książek.</p>

<p>- Tak - mruknął
chłopak, czując, że kręci mu się w głowie. - Po
prostu czytałem i... zasnąłem.</p>

<p>- Mogę się
przysiąść? - zapytała. Kiedy Harry skinął
głową, dziewczyna rozpromieniła się,
położyła na blacie stos książek i usiadła obok
niego. Przez chwilę przyglądała się Harry'emu, tak jakby
walczyła ze sobą, po czym powiedziała: - Widziałam przed
chwilą Snape'a. Wychodził z biblioteki. Zauważyłam, że
ostatnio często tu bywa - mówiąc to, bacznie przyglądała się
Harry'emu. - Wczoraj też go tu widziałam. Wszedł na chwilę,
rozejrzał się i wyszedł. Trzy razy w ciągu całego
popołudnia.</p>

<p>Harry nie mógł okazać, jak
jej słowa na niego podziałały. Poczuł, że oblewa go
fala lodowatego strachu.</p>

<p>Czyli jednak miał rację!
Snape musiał do niego podejść! Musiał stać tuż
obok i przyglądać się, jak Harry śpi... I szukał go tu
wczoraj.</p>

<p>Cholera!</p>

<p>Starając się zachować
obojętny wyraz twarzy, wzruszył ramionami.</p>

<p>- Nauczyciele mają prawo
przychodzić do biblioteki.</p>

<p>Hermiona nie skomentowała tego.
Wciąż przyglądała mu się tym taksującym spojrzeniem,
którego tak serdecznie nienawidził. Jakby próbowała rozebrać go
na czynniki pierwsze i zobaczyć, co ma w środku.</p>

<p>- Wiesz... wydaje mi się,
że on żałuje tego, co zrobił - odezwała się w
końcu cicho i niepewnie, jakby próbowała wybadać, czy lód, po
którym stąpa, za chwilę się pod nią nie załamie. Harry
nie odpowiedział. Wbijał spojrzenie w leżącą przed
sobą książkę, ale nie widział żadnych liter.
Jedynie rozmazaną czerń. - Harry... - Hermiona zrobiła
pauzę, jakby dokładnie ważyła każde słowo. -
Wiem, że chcesz, żebyśmy dali ci spokój, ale... -
przełknęła ślinę - ...martwię się o ciebie.
Nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz. Widzę to. W każdym
twoim spojrzeniu. W każdym słowie, geście. Nie zaprzeczaj -
dodała szybko, kiedy Harry już otwierał usta, aby to zrobić.
- Wiesz, ja też byłam na tej lekcji. Widziałam, jak się
zachowywał. Widziałam, jak na ciebie... patrzy. - Wydawało
się, że każde słowo sprawia jej ogromną
trudność, ale postanowiła je wypowiedzieć za wszelką
cenę. - Tak nie zachowuje się ktoś, kto... nienawidzi. - Harry
zagryzł wargę, czując jak coś ciężkiego opada mu
na dno żołądka. - Wiesz, długo nad tym wszystkim
myślałam i... po prostu... chciałabym, żebyś był
szczęśliwy. A widząc, w jakim jesteś stanie... nie
mogę tego znieść. Nie mogę znieść, jak się
męczysz i chciałam ci tylko powiedzieć, że
zauważyłam pewne zmiany w jego zachowaniu. I uważam, że
powinieneś to przemyśleć. Wydaje mi się, że...
że... - Znowu się zacięła, jakby to, co zamierzała
powiedzieć, nie chciało jej przejść przez gardło. - Że
jemu jednak na tobie zależy.</p>

<p>Serce Harry'ego tłukło
się w piersi. Z trudem przełknął ślinę przez
boleśnie ściśnięte gardło.</p>

<p>Ona nic nie wiedziała. O niczym
nie miała pojęcia. Nie wiedziała o torturach, o zniewagach, o
krwi na szatach Śmierciożercy, o satysfakcji czerpanej z zadawania
bólu... Widziała tylko to, co Snape chciał pokazać, naiwnie
dała się złapać na jego lep. Harry wiedział, że
próbuje go pocieszyć, ale jej słowa nie trafiały do niego,
ponieważ nigdy nie będą w pełni obiektywne. Nie znała
Snape'a tak jak on. Mogła się tylko przyglądać granemu na
scenie przedstawieniu, ale nigdy się nie dowie, co tak naprawdę
dzieje się za kulisami. Ale Harry wiedział. Wiedział, że
Snape'owi na nikim nie zależy.</p>

<p>Litery przed jego oczami
wyostrzyły się.</p>

<p>- Myślisz, że gdyby
zatoczyć różdżką kilka kółek więcej, to pęta
staną się dłuższe czy mocniejsze? - zapytał,
wpatrując się w rycinę przedstawiającą sposób rzucenia
czaru.</p>

<p>Hermiona odezwała się
dopiero po dłuższej chwili.</p>

<p>- Myślę, że to
zależy od tego, czego ty sam chcesz.</p>

<p>Harry nadal wpatrywał się w
rycinę, ale już jej nie widział. Przymknął oczy i
jeszcze raz wchłonął rozwiewający się z wolna zapach.</p>

<p>- Nie wiem.</p>

<p>***</p>

<p>Harry nie chciał iść
spać. Nie wyobrażał sobie, że mógłby spokojnie
przyłożyć głowę do poduszki po tym, co mu się
ostatnio śniło. Nie, to w ogóle nie wchodziło w rachubę.
Wolał spożytkować ten czas bardziej produktywnie i drugą
noc z rzędu spędził w Dziale Ksiąg Zakazanych, pochłaniając
treść podręczników Czarnej Magii. Nad ranem zasnął na kilka
godzin, zbyt zmęczony ciągłym czytaniem i obudził się
na podłodze, zmarznięty i przemęczony. Zdążył
wrócić do dormitorium, zanim ktokolwiek jeszcze wstał,
położył się w łóżku i udawał, że
spędził w nim całą noc. Ron oczywiście nie
omieszkał wypomnieć mu podczas śniadania, że wygląda
tak, jakby przebiegło po nim stado buchorożców, ale Harry
puścił to mimo uszu. Hermiona z kolei wyglądała na coraz
bardziej zmartwioną jego wyglądem i nawet zasugerowała mu udanie
się do pani Pomfrey, ale jedno przekrwione spojrzenie, które jej
rzucił, wystarczyło, aby więcej o tym nie wspominała.</p>

<p>Lekcje... udało mu się
jakoś przeżyć. Wróżbiarstwo było tak samo mętne,
jak zazwyczaj, na Historii Magii udało mu się trochę
zdrzemnąć, a na Transmutacji powtarzali zaklęcia przemian
zwierząt w różne przedmioty. Zadziwiająco szybko poszło mu
zamienienie traszki w poduszkę. Wolał nie zastanawiać się,
dlaczego.</p>

<p>Ku jego zaskoczeniu, McGonagall
zaczepiła go po lekcji i zapytała, czy dobrze się czuje,
ponieważ wygląda jak chodząca śmierć. Harry
wytłumaczył, że po prostu dużo się ostatnio uczy i
jest trochę przemęczony. Chyba mu nie uwierzyła,
sądząc po jej uniesionych brwiach, ale na szczęście nie
drążyła dalej.</p>

<p>Zostały jeszcze tylko Eliksiry.
Harry miał nadzieję, że Snape nie ma zamiaru ponownie
odgrywać tego samego teatrzyku, którym uraczył ich na ostatniej
lekcji.</p>

<p>Było jeszcze gorzej.</p>

<p>Już od chwili, kiedy wszedł
do klasy, Harry wyczuł na sobie jego taksujące spojrzenie.
Zdeterminowany, że tym razem nie pozwoli mu wytrącić się z
równowagi, zabrał się za przygotowywanie składników. Ale to nie
spojrzenia Snape'a nie pozwalały mu skupić się na pracy. Raczej
zachowanie mężczyzny. Było... jeszcze dziwniejsze niż
ostatnio. Snape wydawał się być ciągle pogrążony
w myślach. Przez całą lekcję nie powiedział im ani
słowa, poza "Eliksir redukujący. Składniki są na
tablicy. Do roboty", a potem usiadł przy swoim biurku, pochylił
się nad pergaminami i tylko co jakiś czas podnosił znad nich
wzrok, przesuwał spojrzenie po całej klasie, najdłużej zatrzymując
je na Harrym, a potem odwracał głowę w stronę ściany i
przez kilka długich chwil po prostu wpatrywał się w
przestrzeń.</p>

<p>To było... deprymujące.
Nawet Lavender i Parvati zaczęły szeptać pomiędzy
sobą, a do uszu Harry'ego co jakiś czas docierały strzępy
ich rozmów, w których ciągle powtarzało się jedno słowo:
"Snape".</p>

<p>Głowa, która bolała
Harry'ego praktycznie non stop od samego rana, teraz już niemal
pulsowała. Miał wrażenie, jakby coś się w niej
rozrastało i próbowało ją rozerwać. Jakby ktoś uderzał
w nią młotkiem od środka.</p>

<p>Zdjął okulary, kilka razy
przetarł oczy i założył je ponownie. Niemal natychmiast
poczuł na sobie płonące spojrzenie Mistrza Eliksirów, ale kiedy
podniósł wzrok, mężczyzna odwrócił głowę do
ściany. Harry zauważył, że Snape wciąż obraca
pióro w palcach, najwyraźniej zupełnie nieświadomie. I że
robi to z coraz większą nerwowością.</p>

<p>Hermiona kilka razy zapytała,
czy na pewno wszystko z nim w porządku, ponieważ coraz
częściej przerywał pracę i przecierał oczy albo
masował skronie. Ból stawał się nie do zniesienia. Chyba
rzeczywiście będzie musiał w końcu się porządnie
wyspać. Nie pociągnie tak dłużej.</p>

<p>Lekcja przebiegła w
całkowitej ciszy, poza jednym incydentem. Neville'owi wybuchł
kociołek. To nie była jakaś wielka niespodzianka, w tym roku
zniszczył już trzy. Znacznie większą niespodzianką
była reakcja Snape'a. Zareagował dopiero wtedy, kiedy wszyscy
uczniowie wbili w niego wyczekujące spojrzenia. Szczególnie Ślizgoni,
którzy uwielbiali oglądać, jak opiekun ich domu miesza z błotem
"tego żałosnego Longbottoma". Ale Snape nie
wyglądał na kogoś, kto zamierza mieszać kogokolwiek z
błotem. Wyglądał raczej jak ktoś, kto powrócił z
bardzo daleka. Oderwał wzrok od ściany, rozejrzał się po
klasie i niedbale machnął różdżką w stronę
zniszczonego kociołka, usuwając rozlany eliksir i skorupy, po czym
bez słowa powrócił do przerwanej czynności, czyli wpatrywania
się w ścianę.</p>

<p>Neville rozejrzał się ze
zdumieniem, jakby szukał jakiejś podpowiedzi, co powinien teraz
zrobić. W końcu usiadł, spakował się i po prostu
czekał na dzwonek, wciąż wyglądając tak, jakby nie
dowierzał, że rekin, który wszelkimi prawami natury powinien go
pożreć, po prostu machnął ogonem i sobie odpłynął.</p>

<p>Harry nie mógł się
powstrzymać. Przyglądał się Snape'owi tak, jakby widział
go po raz pierwszy w życiu. Ale mógł to robić bez obaw,
ponieważ wszyscy teraz patrzyli na nauczyciela. Szepty pomiędzy
uczniami ucichły dopiero po kilku minutach i wszyscy powoli wrócili do
pracy. Wszyscy poza Harrym. Wciął wpatrywał się w
odwróconą do ściany twarz Snape'a. I wtedy ta twarz poruszyła
się i odwróciła w jego stronę. Czarne oczy przemierzyły
klasę i zatopiły się w oczach Harry'ego. Nie potrafił
odwrócić od nich wzroku. I nie potrafił uciszyć tego krzyku w
swoim umyśle:</p>

<p>"Przestań się tak
zachowywać! Przestań! Przestań!"</p>

<p>Po chwili brwi mężczyzny
zmarszczyły się, jakby zobaczył na twarzy Harry'ego coś, co
go zaskoczyło. Harry z największym wysiłkiem oderwał
spojrzenie od tych dwóch, pochłaniających wszelkie światło
niczym czarne dziury tęczówek i spuścił głowę. Ból w
jego skroniach pulsował prawie z taką samą siłą, z
jaką biło jego serce. Ręce mu się trzęsły, kiedy
sięgnął po fiolkę zawierającą wyciąg z
czyrakobulwy.</p>

<p>Nie, musi się uspokoić. Nie
pozwoli mu się wyprowadzić z równowagi! Nie tym razem!</p>

<p>Udało mu się
ochłonąć dopiero po kilku minutach i nie spojrzał na
Snape'a już ani razu aż do chwili, kiedy nauczyciel oznajmił,
że czas na przygotowanie eliksiru się zakończył, a po tym,
jak otrzyma od nich próbki i rozda im testy, które pisali na ostatniej lekcji,
będą mogli opuścić klasę.</p>

<p>Tym razem Harry postanowił,
że nie podejdzie do biurka. Niech Snape myśli sobie, co chce. Na
pewno już się do niego nie zbliży. Nie po tym, co się
ostatnio wydarzyło. A już w szczególności nie po tym, jak Snape
zachowywał się na dzisiejszej lekcji. Wolał nie ryzykować.
Dał swoją fiolkę Hermionie, spakował się i
czekał, aż wszyscy oddadzą próbki i powrócą na miejsca.</p>

<p>Snape machnął
różdżką i leżące na jego biurku testy
pofrunęły w stronę wszystkich uczniów. Na ławce Harry'ego
wylądował pergamin. Prawie czysty. Wiedział, że
zawalił ten test, nie zaskoczyła go więc widniejąca w
prawym górnym rogu ocena "troll". Za to bardzo zaskoczyło go to,
co znalazł na samym dole swojego testu. Rozwinął go do
końca i szeroko otwartymi oczami spojrzał na nakreślone
czerwonym atramentem oraz ostrym, charakterystycznym pismem Snape'a zdanie:</p>

<p>Rozumiem, dlaczego karzesz mnie, ale
dlaczego karzesz także siebie?</p>

<p>Serce Harry'ego zamarło.
Gwałtownie poderwał głowę i spojrzał wprost w przypatrujące
mu się, ciemne oczy.</p>

<p>To... to było jak cios
poniżej pasa. Snape myślał, że to jest jakaś kara,
którą może odbębnić, a potem wszystko będzie jak
dawniej? Jak mógł? Jak mógł tak napisać? Jak mógł napisać,
że Harry sam się karze? Przecież on cierpi przez niego! Przez
niego! Tylko i wyłącznie przez niego! Ponieważ Snape jest
pieprzonym sukinsynem! Ponieważ nie miał na tyle przyzwoitości,
aby po prostu przeprosić go za to, jaką krzywdę mu wyrządził!
Nie, on wolał go dobić! A teraz zrzuca winę na Harry'ego! Tak,
to bardzo w jego stylu! Podły, wyrachowany skurwiel!</p>

<p>Wściekłość, która
w nim płonęła, emanowała także z jego spojrzenia i po
chwili Snape uniósł brwi w wyrazie zaskoczenia. Najwyraźniej nie
takiej reakcji się spodziewał.</p>

<p>Harry drżał. Wibrował
z gniewu. Miał ochotę wyciągnąć różdżkę
i przekląć tego mężczyznę. Sprawić, aby wił
się, jęczał i przepraszał go za wszystko. Zrobić
coś, aby raz na zawsze zniknął z jego życia i przestał
go prześladować! Dopiero po chwili zorientował się, że
całkowicie zgniótł trzymany w dłoniach pergamin.</p>

<p>Nie wytrzyma tu ani chwili
dłużej! Złapał swoją torbę i ruszył w
stronę wyjścia, potrącając kilku opuszczających
klasę uczniów, którzy krzyknęli za nim z oburzeniem, ale Harry nie
zwrócił na to uwagi. Po prostu szedł przed siebie, pragnąc
znaleźć się jak najdalej stąd. Jak najdalej od jedynej
osoby na świecie, która jednym zdaniem potrafiła zburzyć albo
odbudować cały jego świat.</p>

<p>Złamane serce może
zostać uleczone, ale serce, które zostało rozdarte na pół, nie
zazna spokoju, dopóki na powrót nie odnajdzie tego, co zostało mu odebrane
i bez czego nie jest w stanie bić. Swojej
drugiej połowy.</p>

<p><strong>--- rozdział 52 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>52. Between the truth and the lies</strong></p>

<p>The world was on fire and no one
could save me but you</p>

<p>It's strange what desire will make
foolish people do</p>

<p>I never dreamed that I'd meet
somebody like you</p>

<p>And I never dreamed that I'd lose
somebody like you*</p><empty-line /><p>W półmroku komnat panowała
cisza. Cisza z rodzaju tych, w których słychać nawet oddech myszy.
Cisza z rodzaju tych, w których człowiek wpatruje się w cienie i
zastanawia... kiedy coś ją przerwie? Kiedy nastąpi.. BUM?</p>

<p>Ale cisza trwała. Nieprzerwanie.
Jedynie w ukrytym za regałami laboratorium, na zastawionym różnego
rodzaju fiolkami, butelkami oraz słoikami stole, w czarnym kociołku
bulgotała ciecz. Trudno określić, jaką miała
barwę. Może była to czerń, może bardzo
głęboka, ciemna zieleń, czasami przecinana wstęgami
jaśniejszej, fluorescencyjnej zieleni. Na jej powierzchni co jakiś
czas pojawiały się półprzezroczyste, lśniące
bąble. Jednak działo się to coraz rzadziej. Nad kociołkiem
stała spowita w czerń, wysoka postać. Twarz, ukryta pod
kurtyną opadających na nią ciemnych kosmyków, była
całkowicie nieruchoma, jakby wyryta w kamieniu. Oczy uważnie
wpatrywały się w powierzchnię mikstury, a dłoń z
różdżką kierowała się ku palącemu się pod
kociołkiem płomieniowi. Długie, blade palce mocno zaciskały
się na kawałku drewna, może nieco zbyt mocno.</p>

<p>Na samym środku eliksiru
zaczął formować się wyjątkowo duży, ciemnozielony
bąbel, który wyłonił się spod powierzchni niczym
wynurzający się z oceanu waleń. Rósł i rósł,
obejmując powoli całą powierzchnię mikstury,
rozciągając się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu
zadrżał i... pękł.</p>

<p>Severus poruszył
różdżką i ogień pod kociołkiem zgasł. Mikstura
zastygła, przybierając jeszcze ciemniejszą barwę,
chociaż gdzieś pod jej powierzchnią wciąż
wirowały fluorescencyjne wstęgi.</p>

<p>Powróciła cisza. Cisza, której
nie zakłócał nawet oddech wpatrującego się w
ścianę mężczyzny. Jego brwi były ściągnięte,
a usta zaciśnięte. Wyglądał, jakby pogrążył
się w rozmyślaniach. W bardzo głębokich i
sięgających niezwykle daleko rozmyślaniach, ponieważ
stał tak, zupełnie bez ruchu, przez czterdzieści minut. Na jego
twarzy nie drżał żaden mięsień. Czarne tęczówki
wpatrywały się w coś, czego nie było, oglądały
coś, co istniało jedynie w umyśle.</p>

<p>W końcu poruszył się,
jakby wyrwany z głębokiego snu i ponownie spojrzał na eliksir.
Jego oczy były zmrużone, wydawać by się mogło, że
wpatruje się w miksturę z pewną dozą zawziętości.
Powoli sięgnął do swych szat i wydobył z nich czarną,
lakierowaną buteleczkę. Podniósł z blatu niewielką
chochlę i zanurzył ją w cieczy, którą następnie
przelał do butelki i dokładnie zakorkował. Przez jakiś czas
trzymał eliksir w dłoni, przyglądając mu się z
nieczytelnym wyrazem twarzy. Po chwili jednak mocniej zacisnął palce
wokół gładkiego szkła i błyskawicznym ruchem ukrył
butelkę w fałdach swej szaty, a następnie odwrócił
się, podszedł do jednej ze ścian, która odsunęła
się na bok pod wpływem jego dotknięcia, i wyszedł.
Ściana powoli zasunęła się za nim i w niewielkim
pomieszczeniu ponownie zapadła cisza.</p>

<p>Tym razem była to jednak cisza z
rodzaju tych, które następują po wielkich wydarzeniach. Taka, która
brzęczała w uszach. Taka, po której nie ma już nic.</p>

<p>***</p>

<p>Był wieczór. Severus Snape
bezszelestnie przemierzał szeroki, pusty korytarz. Znajdował się
na siódmym piętrze. Szedł tutaj aż od biblioteki. Najpierw
jednak spędził przed jej drzwiami całe pół godziny,
ukrywając się w cieniu za rogiem. I czekając.</p>

<p>Jego ciemne oczy wpatrywały
się w przybliżający się coraz bardziej zakręt.
Gdzieś przed nim rozbrzmiewały kroki. Szedł za nimi. A teraz
usłyszał, że się zatrzymały. Dotarł do zakrętu,
przywarł do ściany i ostrożnie wyjrzał zza rogu.</p>

<p>Stał tam. W tych samych co
zawsze, podartych dżinsach, błękitnej koszulce i rozpiętej,
granatowej bluzie. Z okularami na nosie i roztrzepaną strzechą
kruczoczarnych włosów na głowie. Pod pachą ściskał
kilka książek. Przeszedł trzy razy w tę i z powrotem wzdłuż
ściany. Miał zaciśnięte powieki i spuszczoną
głowę i Severus bardzo dokładnie widział jego twarz.
Była skupiona. Zawsze, kiedy próbował się skupić,
robiły mu się zmarszczki w kącikach oczu i zaciskał
zęby tak mocno, że widać było drganie szczęki. I oblizywał
wargi.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi.
Sięgnął do ukrytej w szatach fiolki i owinął
wokół niej dłoń. Przymknął powieki i
odetchnął. Kiedy otworzył oczy, nie było w nich już
śladu po wcześniejszym, stłamszonym blasku.</p>

<p>Chłopak zatrzymał się
i przed nim w ścianie pojawiły się drzwi.</p>

<p>Severus spiął się,
jakby szykował się do biegu albo przynajmniej do szybkiego ruszenia z
miejsca.</p>

<p>Drzwi otworzyły się.
Chłopak zrobił krok w stronę wejścia, ale nagle
zatrzymał się. I odwrócił głowę.</p>

<p>Severus błyskawicznie cofnął
się i przywarł do ściany. Stał tak przez jakiś czas, w
napięciu wpatrując się w róg korytarza, ale nikt się zza
niego nie wyłonił. Ostrożnie wysunął głowę i
zerknął. Akurat na czas, aby zobaczyć, jak chłopak znika w
drzwiach. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej,
ruszył. Pokonał dzielącą go od pomieszczenia
przestrzeń w zaledwie kilku długich, bezszelestnych krokach i
dotarł do nich akurat w chwili, kiedy ciężkie, drewniane drzwi
właśnie się zamykały. Wyciągnął
rękę, aby je powstrzymać, ale wtedy jego wzrok
powędrował w głąb pokoju i zobaczył... kominek,
znajome półki, zielony fotel.</p>

<p>Zatrzymał się tak
gwałtownie, jakby wpadł na jakąś niewidzialną
barierę. Zachwiał się i cofnął o krok,
opuszczając rękę. Wpatrywał się w pomieszczenie,
dopóki drzwi nie zatrzasnęły się z cichym kliknięciem. Na
ściągniętej twarzy widniało dziwne poruszenie, w
rozszerzonych oczach tliło się coś nieokreślonego.
Wyglądał, jakby nie był w stanie wykonać żadnego
gestu. Jakby to, co ujrzał, całkowicie wytrąciło go z
równowagi.</p>

<p>Po chwili wyraz jego twarzy
zmienił się. Oczy zmrużyły się, a brwi
ściągnęły w zamyśleniu. Rozejrzał się.
Korytarz był opustoszały. Drzwi zniknęły. Został sam.</p>

<p>Odwrócił się i ruszył
w drogę powrotną.</p>

<p>***</p>

<p>- Cześć, Harry!</p>

<p>Harry poderwał głowę
znad wyjątkowo ciekawego rozdziału dotyczącego rozbudowanych
zaklęć tarczy. Przed nim stała Luna. Trzymała w rękach
kilka książek i uśmiechała się.</p>

<p>- Cześć - odparł,
przyglądając się okładkom. Wszystkie dotyczyły obrony
magicznej.</p>

<p>- Co słychać? -
zapytała dziewczyna, kładąc książki na blacie i
przysiadając się. - Nimfadora poprosiła mnie o wypożyczenie
kilku pozycji - powiedziała cicho, pochylając się do Harry'ego.
Chłopak nadal wpatrywał się w książki. W jego
umyśle zaczął się formować pewien pomysł.</p>

<p>Od kilku dni zastanawiał
się, w jaki sposób mógłby przejść od teorii do praktycznej
nauki zaklęć. A w szczególności nurtowała go sprawa z
Legilimens Evocis. Jak, do diabła, miałby się go sam
nauczyć?</p>

<p>I teraz rozwiązanie
siedziało przed nim. Luna.</p>

<p>Podejrzewał, że była
jedyną osoba w całej szkole, która nie próbowałaby go
odwieść od pomysłu nauki tego zaklęcia, a także nie
wygłosiłaby mu żadnego kazania, gdyby zwierzył jej się
ze swoich planów dotyczących Czarnej Magii.</p>

<p>Zawsze warto spróbować. To
była chyba jego jedyna deska ratunku.</p>

<p>- W porządku - odparł po
pewnym czasie, oblizując wargi i pochylając się do niej. -
Słuchaj...</p>

<p>Opowiedział jej. O wizycie w
Dziale Ksiąg Zakazanych i o zaklęciu, którego bardzo chciał
się nauczyć, ale nie miał szans dokonać tego w pojedynkę.
Słuchała go ze zmarszczonymi brwiami. Kiedy skończył,
zapadła cisza. Luna wyglądała tak, jakby analizowała w
myślach jego słowa. Po chwili rozpromieniła się i
klasnęła w dłonie.</p>

<p>- Jasne! To świetny pomysł!
Na pewno lepszy niż z tym rozpuszczaniem skóry. Podejrzewam, że to
nie byłoby zbyt przyjemne.</p>

<p>Harry był zaskoczony jej
reakcją. Nie sądził, że będzie aż tak...
entuzjastyczna.</p>

<p>- Ee... ale zdajesz sobie sprawę
z ryzyka? Wiesz, że to jest bardzo niebezpieczne zaklęcie i że
jeżeli coś źle pójdzie, oczywiście teoretycznie, bo w
książce było napisane, że jeżeli źle się je
rzuci, to po prostu w ogóle nie uda się dostać do umysłu, ale
jeżeli coś... przypuśćmy, że mi nie wyjdzie i stanie
się z tobą coś nie tak?</p>

<p>Błękitne oczy Luny
rozszerzyły się. Spojrzała na Harry'ego z przerażeniem.</p>

<p>- To znaczy... to znaczy, że
stałabym się taka jak inni?</p>

<p>Harry zamrugał. Chyba nie do
końca o to mu chodziło... Chociaż podejrzewał, że
gdyby namieszać trochę w głowie Luny, to z pewnością
kilka rzeczy powskakiwałoby na swoje miejsca.</p>

<p>- Nie, masz rację. Zapomnij -
powiedział szybko, odsuwając się od niej. Nie mógł tego
zrobić. Według podręcznika nieumiejętnie rzucone
zaklęcie nie było wcale takie groźne, ponieważ i tak nie
udałoby mu się dostać do niczyjego umysłu, ale jaką
mógł mieć pewność, że tak jest w istocie?</p>

<p>- Nie, zróbmy to - powiedziała z
ożywieniem Luna. - Odrobina rozrywki nie zaszkodzi, prawda? Zobaczymy, co
z tego wyjdzie.</p>

<p>Harry spojrzał na nią z
niedowierzaniem.</p>

<p>Odrobina rozrywki? Jeżeli
rzucanie w szkole czarnomagicznych zaklęć było dla niej
odrobiną rozrywki, to wolał nie wiedzieć, jak dla niej
wygląda prawdziwa rozrywka. Podejrzewał, że tylko Tonks to wie.
I wolał, żeby tak zostało.</p>

<p>Spojrzał w jej jasne, wpatrzone
w niego oczy. Dostrzegł w nich pewnego rodzaju ciepło, zarezerwowane
tylko dla tych nielicznych, których Luna zaliczała do swojego bardzo
wąskiego grona przyjaciół. I nagle poczuł w piersi przyjemne
łaskotanie, kiedy po raz pierwszy pomyślał, jakie ma niezwykłe
szczęście, że on również się do nich zalicza.</p>

<p>***</p>

<p>- Cholera! Niech to szlag! Aargh!</p>

<p>Harry cisnął
różdżkę na podłogę. Próbował już od dwóch
godzin. I nic. Nawet maleńkiej smużki. Najmniejszego rozbłysku.
Nic.</p>

<p>Koncentrował się tak
bardzo, iż miał wrażenie, że połamie sobie zęby,
próbował oczyścić swój umysł ze wszystkich myśli,
zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych, skupić się tylko i
wyłącznie na umyśle, do którego chciał się
dostać, a który znajdował się w odległości dwóch
metrów od niego. I jedyne, co czuł, to coraz większą irytację
i złość.</p>

<p>- Wiesz, Harry... - odezwała
się Luna. - Wydaje mi się, że przeklinanie i ciskanie
różdżką nie jest odpowiednim sposobem na rzucenie tego
zaklęcia.</p>

<p>Harry złapał się za
włosy i szarpnął za nie. Przykucnął, ukrył
głowę pomiędzy kolanami i zaczął głęboko
oddychać. Musi się uspokoić i wyciszyć. Musi
oczyścić umysł. Musi... odzyskać różdżkę.</p>

<p>Westchnął z
rozdrażnieniem, przesunął się na kolanach po podłodze,
sięgnął po swoją porzuconą różdżkę i
wrócił do poprzedniej pozycji, bardzo mocno ściskając
głowę rękami.</p>

<p>Tylko spokojnie. Jest sam. Nic mu nie
grozi. Jest tylko on i ciemność. Musi pozwolić, by go
otuliła. By go zamknęła, odseparowując od wszelkich
myśli. Niczego nie ma. Jest tylko on. I niewielka dróżka, kierunek, w
którym powinien podążyć. Spokojnie, spokojnie. Zapomnieć.
Wyprzeć. Tylko ciemność. I droga.</p>

<p>Powoli podniósł się i
wyprostował. Mocniej zacisnął palce wokół
różdżki, unosząc ją w górę. Nadal nie otwierał
oczu.</p>

<p>Bardzo chce, tak bardzo tego chce.
Musi się dowiedzieć, co ukrywa znajdujący się przed nim
umysł. Musi go otworzyć. Wśliznąć się do
środka. Jak cieniutka igła. Tak. Wyobrazi sobie, że jest
igłą. Igłą, która powoli wsuwa się w miękki umysł
i wyciąga z niego to, co tylko zechce, jak strzykawka. I przez ten
maleńki otworek zobaczy wszystko, co będzie chciał.</p>

<p>Musi to zrobić. Musi. Musi, bo
jeżeli mu się nie uda, to... świat czeka zagłada. O
właśnie. Wszyscy zginą. A to jedyny sposób na uratowanie tych,
na których mu zależy. Dlatego musi to zrobić! Chce to zrobić!
CHCE!!!</p>

<p>- Legilimes Evocis! -
krzyknął, otwierając oczy i zanurzając spojrzenie w
błękitnych oczach Luny.</p>

<p>Nic się nie wydarzyło.</p>

<p>- To bez sensu! Nigdy mi się nie
uda! - jęknął, pochylając się i opierając
dłonie o kolana.</p>

<p>- Wiesz, może podchodzisz do
tego od niewłaściwego końca? - zapytała Luna,
odchodząc na bok i siadając na stojącej z boku ławce.
Znajdowali się w jednej z nieużywanych klas na szóstym piętrze.
Odsunęli wszystkie stoliki i krzesła pod ściany, aby mieć
miejsce na ćwiczenia. I wspólnymi siłami rzucili na drzwi
zaklęcia blokujące oraz wyciszające. - Może powinieneś
najpierw spróbować ze zwykłą legilimencją? Jest
bezpieczniejsza. I chyba prostsza. I poznasz przynajmniej ogólny mechanizm
działania.</p>

<p>Harry podniósł głowę i
spojrzał na przyjaciółkę.</p>

<p>- Tak myślisz?</p>

<p>- Albo mogę zapytać o to
Nimfadorę. Może robisz coś źle. Czasami pomaga mi z
zaklęciami. Mogę udać, że po prostu mnie to ciekawi -
uśmiechnęła się szeroko. - Chyba, że sam wolałbyś
ją o to zapytać?</p>

<p>Harry wyprostował się i
zmarszczył brwi.</p>

<p>No racja. Przecież Tonks
była aurorem. Na pewno znała całą masę
zaklęć. I z pewnością zgodziłaby się go
podszkolić, przynajmniej z przeciwuroków i zaklęć obronnych. A
przy okazji mógłby podpytać o to i owo.</p>

<p>- Jutro mam z nią Obronę.
Zapytam ją po zajęciach. Może zgodzi się na udzielenie mi
kilku dodatkowych lekcji z przeciwzaklęć. Zawsze się
przydadzą.</p>

<p>Uśmiech Luny stał się
jeszcze szerszy.</p>

<p>- Och, jestem pewna, że się
zgodzi.</p>

<p>- Ale myślisz, że to w
porządku? - zapytał po chwili, wpatrując się w
podłogę i stukając w nią czubkiem buta. - To znaczy... nie
chciałbym zabierać wam... nie chciałbym wam przeszkadzać. -
Nie wiedział dlaczego, ale poczuł dziwny uścisk w piersi, kiedy
pomyślał o tym, że Luna nadal ma Tonks, a on...</p>

<p>- Och, nie ma problemu. Cieszę
się, że możemy ci pomóc. Moja mama zawsze mówiła, że
osobiste to nie to samo co ważne. W zasadzie nigdy do końca tego nie
rozumiałam. Ale teraz chyba już wiem, o co jej chodziło... -
Posłała Harry'emu długie spojrzenie, uśmiechając
się delikatnie.</p>

<p>Harry nie odwzajemnił
uśmiechu.</p>

<p>***</p>

<p>Tonks zgodziła się. I to z
wielką chęcią. Zapaliła się do tego pomysłu tak
bardzo, że zanim Harry jeszcze skończył mówić,
zaplanowała już połowę zajęć. Na razie nie
wspominał o Legilimens Evocis. Stwierdził, że poczeka.
Wolał, żeby wyglądało to na niewinne pytanie, rzucone od
niechcenia w samym środku ćwiczeń. Umówił się z
nią na jutro, po zajęciach, ponieważ dzisiaj musiał jeszcze
"odrobić szlaban". Najpierw udał się do biblioteki po
kilka książek, które miał zamiar poczytać, a teraz
szedł korytarzem na siódmym piętrze, zmierzając wprost ku pustej
ścianie znajdującej się naprzeciw malowidła z
tańczącymi trollami.</p>

<p>Przeszedł trzy razy w tę i
z powrotem wzdłuż ściany. I w momencie, w którym miał
zamiar przejść przez solidne, drewniane drzwi, które
zmaterializowały się przed nim, kątem oka dostrzegł
jakiś ruch. Odwrócił głowę w lewo, spoglądając na
pogrążony w półmroku zakręt korytarza. Zmrużył
oczy.</p>

<p>Niczego tam nie było. Pewnie
któryś z portretów się poruszył albo jakiś duch
przeniknął przez ścianę.</p>

<p>Wzruszył ramionami i wszedł
do komnaty. Drzwi zaczęły powoli się za nim zamykać,
skrzypiąc cicho. Nawet się nie rozglądał. Komnata nie
robiła już na nim takiego wrażenia, jak na początku.
Przyzwyczaił się do niej. Była po prostu... miejscem. Miejscem,
w którym mógł być zupełnie sam. Miejscem, w którym czuł
się bezpiecznie.</p>

<p>Ruszył w stronę zielonego
fotela, pochylił się i położył książki na
stoliku. Za sobą usłyszał ciche kliknięcie zamka.</p>

<p>W zasadzie to wziął te
książki na wszelki wypadek. Najpierw chciał czegoś
spróbować. Wyciągnął z kieszeni maleńki
kawałeczek pergaminu i rozwinął go. Na kartce widniało
jedno słowo: "Aduro".</p>

<p>Prawdziwe czarnomagiczne
zaklęcie. Zapisał je podczas ostatniej wędrówki do Działu
Ksiąg Zakazanych. Chciał spróbować. Chciał sprawdzić,
czy uda mu się je rzucić. Czy w ogóle jest w stanie rzucić
jakiekolwiek czarnomagiczne zaklęcie. To, które miał w rękach,
powodowało przypalenie i roztopienie się skóry. A i tak było
jednym z najłagodniejszych.</p>

<p>Miał za to ogromny problem z
wybraniem celu. Wiedział, że Nott uczył się tych
zaklęć na ptakach i zwierzętach. Ale on... on nie
zamierzał. Potrzebował czegoś mniejszego. Czegoś znacznie
mniejszego. Czegoś, co nie posiada twarzy, dzioba, pyska, czy czego tam
jeszcze. Czegoś, co z pewnością nie potrafi patrzeć.
Może mysz? Nie, nie, nie. Coś jeszcze mniejszego. Motyl? Nie,
mogą mu nieprzyjemnie drżeć skrzydła. Coś jeszcze
mniejszego. Pierwotniak! Ale czy pierwotniaka w ogóle da się zobaczyć
gołym okiem? A zresztą skąd miałby go wziąć? W
końcu, po długim namyśle zdecydował się na zemszczenie
się w imieniu Rona na wszystkich pająkach świata i
złapał sobie małego pajączka, który właśnie
spoczywał spetryfikowany w jego kieszeni. Wyłowił fiolkę,
wytrząsnął pająka na stolik i wyciągnął różdżkę.
Skierował ją na pająka, kilka razy przeczytał w
myślach zaklęcie (przy okazji uderzyło go to, że
większość czarnomagicznych zaklęć była bardzo
krótka i łatwa do wymówienia, np. Crucio, Imperio, Aduro... Pewnie po to,
by jak najszybciej zadać ofierze ból.)</p>

<p>Odetchnął głęboko
i skoncentrował się. Czytał, że musi wydobyć z siebie
gniew, nienawiść, chęć mordu, chęć skrzywdzenia
tego, na kogo pragnie rzucić zaklęcie. Ale przecież ten biedny
pająk nic mu nie zrobił. Stwierdził więc, że musi
podejść do tego nieco inaczej.</p>

<p>"To wszystko przez ciebie"
- pomyślał, wpatrując się w pająka. - "Przez
ciebie. Cała ta wojna, to wszystko twoja wina! Muszę cię
zniszczyć! Nienawidzę cię, słyszysz? Nienawidzę! To ty
do tego doprowadziłeś! To ty zabiłeś moich rodziców! Wiem!
Jesteś... to ty jesteś Voldemortem! Tak! Jesteś Voldemortem i
nienawidzę cię tak bardzo, że aż... aż..."</p>

<p>- Aduro!</p>

<p>Z końca różdżki
wyleciała maleńka smużka czerwonego dymu, która
pyknęła cicho i rozwiała się.</p>

<p>Harry westchnął i
opuścił dłoń.</p>

<p>Jak miał to zrobić?
Przecież to było kompletnie bez sensu. Nawet jeżeli
próbował sobie wyobrazić, że na końcu odwłoka znajduje
się maleńka twarz Voldemorta. Nie, nigdy nie uda mu się
rzucić tego zaklęcia. Nie w takich warunkach. Po prostu, kiedy
nadejdzie pora konfrontacji z Voldemortem... będzie musiał
improwizować.</p>

<p>A teraz lepiej chyba będzie,
jeżeli skupi się na przeciwzaklęciach i Legilimens Evocis. Tak,
tak będzie lepiej.</p>

<p>***</p>

<p>Resztę tygodnia
spędził na lekcjach (z których niewiele pamiętał,
ponieważ wciąż myślał o tym, jak rzucić
Legilimens Evocis), czytaniu w bibliotece (okazjonalnym, ostatnio nie miał
już tak dużo czasu), zajęciach z Tonks (która na razie
uczyła go jedynie różnych rodzajów zaklęć-tarcz i nie
miał jeszcze okazji zapytać ją o legilimencję) oraz
spotkaniach z Luną i kolejnych próbach rzucenia Legilimens Evocis (nie
udało mu się ani razu). Hermiona nie komentowała tego, że
Harry ciągle gdzieś znika, za to Ron zdawał się być
coraz bardziej zirytowany tym, że jego najlepszy przyjaciel nie ma dla
niego nawet chwili czasu. Na szczęście Hermiona próbowała go
czymś zająć. Na przykład całowaniem.</p>

<p>Jakby jeszcze tego było
mało, czuł w sobie coraz większe napięcie i kilka razy
łapał się na tym, że samo pocieranie penisem o spodnie
sprawiało, że robił się twardy. Dwa dni pod rząd
miał mokre sny i budził się z erekcją. Obciągał
sobie szybko, aby pozbyć się nagromadzonej spermy i poczuć
ulgę. Starał się wtedy o niczym nie myśleć, a już
w szczególności wyrzucić z pamięci obrazy ze snu. Obrazy, w
których leżał na zielonym fotelu, z głową
wciśniętą w siedzisko i czuł ostre pchnięcia. Na
szczęście skutecznie udawało mu się blokować
myśli o tym, kim była osoba, której pchnięcia czuł.</p>

<p>W zasadzie to Harry był tak
zajęty, że nie miał nawet czasu na to, aby... nienawidzić
Snape'a. Po prostu o nim nie myślał. I nawet nie spotykał go
już tak często, jak wcześniej. Czasami tylko widział go na
posiłkach albo na korytarzach. Nie wiedział, czy to z powodu tego,
że nie chodził już tak często do biblioteki, a nawet
jeżeli już, to o bardzo nieregularnych porach, czy też Snape w
końcu postanowił dać mu spokój. Nie, wolał się nad tym
nie zastanawiać.</p>

<p>Niezależnie od tego, co
było powodem, to podczas piątkowej lekcji Eliksirów Snape
zachowywał się tak samo, jak przez ostatnie dni. To znaczy, że
próbował udawać zwykłego nauczyciela. Wciąż
wyglądał na trochę zamyślonego i nie powiedział
Neville'owi nic na temat braku nowego kociołka, który jeszcze nie
dotarł z domu, i po prostu kazał mu się przysiąść
do Hermiony, stwierdzając że "może jakimś cudem
spłynie na niego trochę tego, co Granger ma w głowie", co
było "zawelonowaną pochwałą" jak stwierdził
później Ron.</p>

<p>- Chyba zawoalowaną.</p>

<p>- No przecież mówię.
Zawelonowaną.</p>

<p>- Nie. Tu chodzi o woal, a nie o
welon.</p>

<p>- A co za różnica, Hermiono?
Przynajmniej da się to wymówić.</p>

<p>- Różnica polega na tym, że
takie słowo nie istnieje, Ronaldzie.</p>

<p>- E tam. W takim razie
właśnie je stworzyłem. A poza tym odkryłem już, co
się stało ze Snape'em.</p>

<p>Hermiona rzuciła Harry'emu
szybkie spojrzenie. Harry nie odwzajemnił go. Wpatrywał się w
płomienie z ręką zawieszoną nad pergaminem. Pisali
właśnie esej na Historię Magii, siedząc na kanapie w Pokoju
Wspólnym.</p>

<p>- Tak? - zapytała uprzejmie,
ponownie spoglądając na rozpromienionego Rona.</p>

<p>- To wszystko przez Dumbledore'a!
Założę się o sto galeonów, że nieźle nagadał
Snape'owi po tym, jak dowiedział się o jego zachowaniu na lekcji i
zagroził mu, że jeżeli się nie zmieni, to wywali go ze szkoły!
Ha! I co wy na to?</p>

<p>Oboje milczeli. Harry nadal nie
odrywał spojrzenia od płomieni. W końcu odezwała się
Hermiona.</p>

<p>- Tak, pewnie tak było -
powiedziała cicho, pochylając się nad swoimi notatkami.</p>

<p>- Serio? Wow. Nie wierzę,
że się ze mną zgodziłaś. To pewnie przez to, że
niedługo Walentynki, co? - Rudzielec wyszczerzył się. Hermiona
rzuciła mu ostre spojrzenie i Ron szybko spuścił wzrok i
wbił go w leżący przed sobą pergamin. Przez chwilę
pracowali w ciszy. A przynajmniej Hermiona i Ron pracowali, ponieważ Harry
ciągle siedział zamyślony, ze wzrokiem utkwionym w
ogrzewających mu twarz płomieniach.</p>

<p>- Nie, to chyba jednak nie to -
odezwał się nagle Ron, podnosząc głowę i
marszcząc brwi, jakby uderzony nagła myślą. - Ginny
powiedziała przecież, że Snape zachowuje się na ich
lekcjach tak samo jak zawsze. To znaczy jak wielki, obrzydliwy, tłusty
dupek.</p>

<p>- Idę do dormitorium -
oświadczył nagle Harry, wstając i zbierając swoje rzeczy. -
Jestem śpiący. Jutro dokończę.</p>

<p>- Dlaczego? Przecież
mieliśmy...</p>

<p>- Zamknij się, Ron, albo w
końcu nie wytrzymam i rzucę na ciebie Silencio - warknęła
Hermiona. Chłopak spojrzał na nią z wyrzutem, a potem na plecy
oddalającego się przyjaciela.</p>

<p>- No co? - powiedział,
wzruszając ramionami i próbując unikać torpedującego
spojrzenia Hermiony. - Co ja takiego powiedziałem?</p>

<p>***</p>

<p>Harry spojrzał na wiszący w
bibliotece zegar. Cholera, trochę się zasiedział. Miał
spotkać się z Luną i poćwiczyć zaklęcie.
Zerwał się szybko, pozbierał książki i podszedł
do stanowiska pani Pince, aby je wypożyczyć. Spieszył się.
Był już spóźniony.</p>

<p>Bibliotekarka zapisała wszystkie
pozycje, a Harry zgarnął książki i pospiesznie ruszył
do wyjścia. Otworzył drzwi i ... BUM!</p>

<p>Zderzył się z kimś. Z
kimś wysokim, szczupłym i ubranym w czarne szaty. Pachnącym
ziołami. Zatoczył się do tyłu, wpadł na framugę,
a książki wyleciały mu z rąk i wylądowały na
podłodze.</p>

<p>Potrząsnął
głową, aby pozbyć się plam sprzed oczu i spojrzał w
górę.</p>

<p>Snape. To był Snape! Stał
tuż przed nim. I przyglądał mu się ze zmarszczonymi
brwiami.</p>

<p>Harry poczuł
narastającą panikę, a serce biło mu teraz gdzieś w
okolicach gardła. Przełknął ślinę i spojrzał
w dół, na swoje rozrzucone książki.</p>

<p>Boże, Snape był tak
blisko... po raz pierwszy od tak dawna. Harry niemal wyczuwał bijący
od niego chłód. W nos wdzierały mu się znajome aromaty.
Zioła i korzenie i piżmo i... i gdyby przesunął
rękę, mógłby go dotknąć...</p>

<p>Nie! Stop! Co się z nim
działo?</p>

<p>Ostatnio czuł takie
napięcie... a ten zapach... te czarne buty wystające spod szat... te
długie palce, które zacisnęły się teraz na jednej z jego
książek... Chwila! Co zrobiły?</p>

<p>Harry zamrugał. Patrzył z
niedowierzaniem, jak Snape pochyla się i zbiera z podłogi jego
książki. Wyraźnie widział ten długi nos i czarne,
muskające go kosmyki, które tyle razy oplatał wokół swoich
palców.</p>

<p>Zacisnął powieki. Musi
się opanować. To pewnie przez to, że niewiele o nim ostatnio
myślał i tak jakby... na pewien czas zapomniał go
nienawidzić. Musi sobie przypomnieć! I to szybko!</p>

<p>Snape wyprostował się,
trzymając przed sobą naręcze książek. Przyjrzał
się okładkom.</p>

<p>- Całkiem interesujące
tytuły - powiedział w końcu, wyciągając
książki w stronę Harry'ego. Chłopak stał jak
sparaliżowany.</p>

<p>Snape... Snape odezwał się
do niego! Po raz pierwszy od prawie dwóch tygodni. Może Harry nie
byłby tym aż tak wstrząśnięty, gdyby nie fakt, że
Snape najwyraźniej chciał z nim rozmawiać na temat...
książek. Pieprzonych książek! Co miał mu
odpowiedzieć? "Tak, ale ciągle cię nienawidzę, ty
dupku"? "Tak, ale chyba nie sądzisz, że mam ochotę na
pogawędkę z tobą"? "Tak, ale byłbym
wdzięczny, gdybyś już sobie poszedł?" W końcu zdecydował
się jednak na:</p>

<p>- Uhm.</p>

<p>Wziął książki z
rąk mężczyzny i przycisnął je do piersi. Nie miał
ochoty spoglądać mu w twarz. Nie miał ochoty patrzeć w te
dwa czarne jeziora. Bał się, że coś może się z
nich wynurzyć i wciągnąć go pod powierzchnię.</p>

<p>- Powinieneś
sięgnąć po pozycje Gideona Slighnera - powiedział Snape.
Jego ton był swobodny. Jakby zupełnie nic się pomiędzy nimi
nie wydarzyło. - Napisał kilka ciekawych podręczników Obrony,
których z pewnością jeszcze nie czytałeś.</p>

<p>- Możliwe, że spróbuję
ich poszukać - odparł cicho Harry, wciąż wpatrując
się w podłogę. A raczej w czarne buty Snape'a. - Ale teraz nie
mam czasu. Muszę już iść, profesorze Snape. -
Odsunął się i na drżących nogach spróbował
wyminąć tę wysoką, dumnie wyprostowaną sylwetkę.
Prawie mu się udało. Był już jakieś pół metra za
nim, kiedy spod czarnej szaty wynurzyła się smukła
dłoń i zacisnęła na jego nadgarstku.</p>

<p>Harry zatrzymał się. Tak
samo, jak jego serce. W miejscu, w którym na jego przegubie zaciskały
się chłodne palce, czuł żar. Skóra płonęła.
Gardło ścisnęło się tak, iż wiedział,
że nie byłby w stanie wydusić z siebie słowa, nawet gdyby
chciał. Wnętrzności wirowały. Mięśnie całego
ciała napięły się. Oczy... oczy przymknęły.</p>

<p>Kurwa.</p>

<p>Powoli zaczął się
odwracać. Nie miał pojęcia, co ujrzy. Ale chciał,
musiał to zobaczyć. Chciał spojrzeć w te czarne oczy i
zobaczyć w nich... co?</p>

<p>To, co widział kiedyś.</p>

<p>Nie masz pojęcia...</p>

<p>To, co widział wtedy.</p>

<p>Drzwi od biblioteki otworzyły
się nagle. Snape błyskawicznie puścił jego dłoń i
odsunął się. Harry otworzył oczy i rozejrzał się,
lekko oszołomiony. Z biblioteki wyszła para pierwszorocznych
Puchonek, chichocząc.</p>

<p>- Och, dzień dobry, panie
profesorze - odezwała się jedna z nich, kiedy dostrzegła
stojącego za drzwiami nauczyciela.</p>

<p>Harry nie czekał na dalszy
ciąg. Pospiesznie ruszył przed siebie, mając wrażenie,
że serce zaraz połamie mu żebra. Chciał znaleźć
się jak najdalej stąd. Jak najdalej!</p>

<p>Wbiegł na czwarte piętro i
ruszył opustoszałym korytarzem. Wpadł do łazienki na samym
końcu korytarza, zamknął się w środku, oparł o
ścianę i pozwolił, aby nogi w końcu ugięły
się pod nim. Opadł na podłogę. Odrzucił
książki na bok, przyciągnął do siebie nogi,
oplótł je rękami i oparł głowę o kolana.</p>

<p>Czuł się rozdarty. To
spotkanie... ten dotyk... ta bliskość... Miał w głowie
całkowity mętlik. Ogarnęła go fala tak straszliwej
tęsknoty, że ledwie mógł oddychać. Miał wrażenie,
jakby coś utknęło mu w gardle.</p>

<p>W jednej chwili zalały go
wspomnienia, cały ciąg wspomnień, o których nie chciał
pamiętać, które starał się wyprzeć przez całe dwa
tygodnie. Ponieważ to nie były odpowiednie wspomnienia. On
chciał pamiętać tylko złe rzeczy, tylko je ciągle
przywoływał, tylko o nich myślał.</p>

<p>Snape. Który go torturował.
Który wlał mu do gardła eliksir i patrzył, jak Harry cierpi...</p>

<p>Severus. Który z
czułością zajmował się jego zranioną nogą.</p>

<p>Snape, który skrzywdził go w
szale zazdrości.</p>

<p>Harry, który marzył o
skrzywdzeniu Severusa, kiedy ogarnął go szał zazdrości o
Notta.</p>

<p>Jesteś nikim.</p>

<p>Jesteś tylko ty.</p>

<p>Snape... który rzucał go na
ścianę, dusił krawatem, karał go za każdą
niesubordynację...</p>

<p>Severus... który próbował
rozmawiać z nim o Quidditchu, pomógł mu porozumieć się z
przyjaciółmi, pocieszał go po koszmarze, przygotował mu
kolację, zaniósł go do sypialni, przytulił się do niego we
śnie, dał mu prezent na gwiazdkę, nie pozwolił mu
zrezygnować z Quidditcha, martwił się o niego, kiedy Harry nie
poszedł spać, pomagał mu w nauce...</p>

<p>Zwariuję przez ciebie...</p>

<p>Nie, nie, nie!</p>

<p>Nie mógł być tak
słaby, Nie mógł dopuszczać do siebie tych wspomnień.
Musiał ponownie je odepchnąć, wyprzeć, zdusić, póki
jeszcze mógł.</p>

<p>Snape... Snape... Snape...</p>

<p>Otworzył oczy. Tlił
się w nich gniew.</p>

<p>Snape, który nigdy go nie
pocałował. Nie tak naprawdę. Nie tak, jak całuje się
kogoś, na kim ci zależy.</p>

<p>W jego serce ponownie wkradł
się znajomy, uspokajający chłód. Podniósł głowę i
oparł ją o ścianę, przymykając powieki.</p>

<p>Snape dla niego nie istnieje. I nie
może pozwolić sobie na to, aby jeszcze kiedykolwiek zaistniał.
Nie może.</p>

<p>Westchnął i otworzył oczy.</p>

<p>Wygrał. Tym razem wygrał.</p>

<p>Tym razem.</p>

<p>***</p>

<p>- Harry, a ty znowu tutaj.</p>

<p>Harry odwrócił się na
krześle i spojrzał wprost w błękitne oczy Dumbledore'a.</p>

<p>- Och, dzień dobry, profesorze -
odparł, zastanawiając się, skąd u licha dyrektor wie o tym,
że Harry chodzi ostatnio do biblioteki znacznie częściej
niż zazwyczaj. No, ale w końcu to był Dumbledore.</p>

<p>- Chyba powinieneś być
teraz na kolacji? - zapytał dyrektor. To była prawda. Ale Harry nie
miał ochoty marnować czasu na jedzenie. I tak miał go ostatnio
bardzo mało. Wolał się uczyć, a o tej porze biblioteka
była opustoszała, co było mu bardzo na rękę,
ponieważ o wiele łatwiej mógł się skupić.</p>

<p>- Nie jestem głodny -
odparł, wzruszając ramionami.</p>

<p>- Jeżeli nie masz nic przeciwko,
to chętnie bym z tobą porozmawiał. Ostatnio byłem
dość mocno zajęty, chociaż z tego, co wiem, ty
również. - Oczy dyrektora zamigotały i Harry doznał bardzo
dziwnego wrażenia przewracania się wnętrzności. Miał
nadzieję, że dyrektor nie podejrzewa, że on...</p>

<p>- Oczywiście. Nie. To znaczy
tak. Możemy porozmawiać.</p>

<p>- W takim razie chodźmy.</p>

<p>Przez całą drogę do
gabinetu Harry szedł ze spuszczoną głową, od czasu do czasu
zerkając na plecy Dumbledore'a i zastanawiając się, czego
dyrektor może od niego chcieć i o czym chciał z nim porozmawiać.
Weszli do gabinetu, a Dumbledore zasiadł za biurkiem i przysunął
Harry'emu półmisek z ciasteczkami oraz wciąż parującą
herbatę. Widać, że zaplanował to spotkanie.</p>

<p>Dyrektor splótł palce i
spojrzał na Harry'ego ponad swoimi okularami połówkami. Wyglądał
na równie zmęczonego, jak ostatnio, ale tym razem jego okolone siecią
zmarszczek oczy nie były już przygaszone. Błyszczały. Harry
zastanawiał się, czy to możliwe, że jakieś plany
poszły nareszcie po jego myśli i Zakonowi zaczęło się
coś układać? Miał nadzieję, że dyrektor
zaprosił go tutaj nie bez powodu i że może w końcu zechce
mu coś wyjawić...</p>

<p>- Jak twoje szlabany z profesorem
Snape'em? - zapytał nagle Dumbledore.</p>

<p>- Ee... - Harry poczuł, że
robi mu się gorąco. To pytanie całkowicie go zaskoczyło. Co
miał powiedzieć? Przecież nie może skłamać,
że nadal na nie chodzi, bo co będzie, jeżeli dyrektor wie,
że zostały przerwane? Ale zaraz, jeżeli by wiedział, to po
co miałby o to pytać?</p>

<p>- Dobrze - wydusił w końcu
ze ściśniętym gardłem.</p>

<p>Dyrektor przyglądał mu
się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Harry próbował
wyglądać na całkowicie rozluźnionego.</p>

<p>- Hmm - odparł w końcu
Dumbledore (czego Harry kompletnie nie potrafił zinterpretować,
ponieważ równie dobrze mogło oznaczać "Skoro tak
twierdzisz..." jak i "To świetnie!") i wskazał na
tacę z ciasteczkami. - Może się poczęstujesz, Harry?</p>

<p>Chłopak automatycznie
sięgnął po ciasteczko i ugryzł kawałek. Było
owsiane i miało w środku rodzynki. Spojrzał na dyrektora, który
także wziął jedno dla siebie, lecz zanim je ugryzł,
powiedział:</p>

<p>- Pewnie zastanawiasz się,
dlaczego cię o to zapytałem. Po prostu... doszły mnie ostatnio
słuchy, że niezbyt dobrze układa się pomiędzy
tobą, a profesorem Snape'em. Podobno na jednej z lekcji miały miejsce
niezwykłe wypadki.</p>

<p>Harry gwałtownie
wciągnął powietrze, kawałek ciastka wpadł mu nie do
tego przewodu, co trzeba, i Harry zaczął się krztusić.</p>

<p>- Och, powinieneś przepić
to herbatą, mój chłopcze - doradził Dumbledore, przysuwając
mu bliżej filiżankę. Harry z załzawionymi oczami
sięgnął po herbatę, wypił kilka łyków i po kilku
chwilach atak kaszlu ustąpił. Spojrzał na dyrektora. Na jego
twarzy dostrzegł jedynie uprzejme zaciekawienie.</p>

<p>To jasne, że doszły do
niego słuchy. W końcu huczała o tym cała szkoła... Ale
co miał mu niby powiedzieć? "To prawda. Profesor Snape
okazał się największym draniem Czarodziejskiego Świata i
przez to musiałem z nim zerwać" raczej nie brzmiało
odpowiednio.</p>

<p>Dyrektor odchylił się na
krześle i wbił w Harry'ego swoje iskrzące, błękitne
oczy.</p>

<p>Co miał mu powiedzieć? Musi
coś wymyślić! Musi!</p>

<p>- Ekhm... pomiędzy mną a
profesorem Snape'em nigdy nie układało się zbyt dobrze -
odparł w końcu, zagryzając wargę.</p>

<p>- Och, doskonale o tym wiem, Harry,
ale sądziłem, że jeżeli spędzicie ze sobą
trochę czasu, to może dojdziecie w końcu do porozumienia.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Do
porozumienia? Ze Snape'em? Dobre sobie.</p>

<p>- Przykro mi, dyrektorze, ale to
chyba nigdy nie będzie możliwe.</p>

<p>Dumbledore przyglądał mu
się z uwagą. Harry próbował wytrzymać to spojrzenie.</p>

<p>- Cóż - odparł w końcu
mężczyzna, po czym ugryzł ciasteczko, które od pewnego czasu
trzymał w dłoni. - A jak twoje rany?</p>

<p>Harry rozszerzył oczy.</p>

<p>- Jakie... jakie rany?</p>

<p>- Te, które profesor Snape
zostawił na twoich plecach za pomocą bata? A może to była
rózga? Nie pamiętam.</p>

<p>Harry wpatrywał się w niego
z niedowierzaniem, czując że jego żołądek znalazł
się nagle gdzieś w okolicach gardła.</p>

<p>Skąd? Jak? To miała
być jakaś prowokacja, czy też dyrektor mówił poważnie?
Przecież chyba... przecież nie mógł...</p>

<p>Po chwili Dumbledore przerwał
tę napiętą ciszę i... zachichotał. Pochylił
się w stronę oszołomionego Harry'ego, opierając łokcie
na biurku.</p>

<p>- Przepraszam, Harry.
Najwyraźniej moje żarty nie są już tak zabawne jak
kiedyś. Zawsze uważałem, że uczniowie w naszej szkole
mają niesamowicie bogatą wyobraźnię.</p>

<p>Żołądek Harry'ego
powrócił na miejsce. Boże, jeszcze jedna taka uwaga i padnie na
zawał...</p>

<p>- Tak, zawsze coś
wymyślą... - spróbował zażartować.</p>

<p>- Prawda? Tak samo, jak te plotki,
które chodziły po szkole na początku roku szkolnego... - mówił
dalej Dumbledore, wpatrując się w Harry'ego sokolim wzrokiem, a
chłopak czuł, że jego żołądek ponownie zaczyna
drżeć z niepokoju.</p>

<p>- Plotki? - zapytał,
próbując okazać niewinne zainteresowanie.</p>

<p>- Tak, jakobyś... jakby to
powiedzieć? Jakobyś żywił do profesora Snape'a pewne
specyficzne uczucia...</p>

<p>O cholera! O kurwa! O... psia jego
mać!</p>

<p>Nie, tylko spokojnie! Przecież
Dumbledore powiedział tylko, że to jakieś tam plotki...</p>

<p>Harry próbował zachować
kamienną twarz, pomimo iż w jego wnętrzu rozszalała
się wichura.</p>

<p>O boże, a jeżeli on wie?
Jeżeli czegoś się domyśla?</p>

<p>- ...oczywiście uznałem to
za efekt zbyt rozbuchanej wyobraźni, ale sam widzisz, że uczniowie
tej szkoły potrafią wymyślić nawet najbardziej
nieprawdopodobne historie - dokończył Dumbledore, ani na sekundę
nie odrywając spojrzenia od zielonych oczu Harry'ego.</p>

<p>W jego spojrzeniu było coś
dziwnego i Harry dostrzegł to dopiero teraz, ale nie potrafił tego
wyłuskać ani nazwać. Miał wrażenie, że dyrektor
mówi mu to, co chciałby usłyszeć, a nie to, co...</p>

<p>- Naprawdę były takie
plotki? - wydukał w końcu, próbując udawać zaskoczenie i
obojętność. - Uważam, że to, co czasami
wymyślają, jest naprawdę śmieszne i obrzydliwe. Nie mam pojęcia,
jak ktoś w ogóle mógł wpaść na taki idiotyczny pomysł.</p>

<p>Dyrektor pokiwał głową
i uśmiechnął się.</p>

<p>- Zadziwiające, prawda?</p>

<p>Harry spojrzał w dół. Z
ciastka, które trzymał w dłoni, pozostała jedynie miazga.</p>

<p>Dlaczego, odkąd tylko
wszedł, ciągle rozmawiali o Snapie? Nie podobało mu się to.</p>

<p>- Nie jesz ciasteczka? Są
naprawdę pyszne. I podobno zdrowe. Minerwa ciągle powtarza mi,
że powinienem skończyć ze słodyczami i zacząć
odżywiać się bardziej... odpowiednio dla ludzi w moim wieku -
powiedział swobodnie dyrektor, sięgając po kolejne ciastko.</p>

<p>- Przepraszam - wymamrotał
Harry. - Źle się czuję.</p>

<p>- Och, to niedobrze. Wezwać
panią Pomfrey?</p>

<p>- Nie - zaprzeczył szybko Harry.
- Nie trzeba, to... niedługo powinno przejść.</p>

<p>"Kiedy tylko stąd
wyjdę" - dodał w myślach.</p>

<p>- Mam nadzieję. Ale wiesz...
czasami wydaje nam się, że sami damy sobie radę i że to, co
nas boli, to nic takiego, chociaż prawda jest taka, że potrzebujemy
pomocy i że powinniśmy... o nią kogoś poprosić.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i spojrzał prosto w błękitne oczy dyrektora. Nie
było w nich już iskierek.</p>

<p>Spuścił wzrok i
spojrzał na swoje drżące dłonie. Zacisnął je w
pięści.</p>

<p>Miał szansę. Miał
teraz jedną, jedyną szansę, aby komuś powiedzieć. Aby
wyrzucić to z siebie, zanim oszaleje. Dumbledore zawsze był po jego
stronie. Pomagał mu. Może... może mógłby mu powiedzieć...</p>

<p>- Panie profesorze... czy uważa
pan, że sny... mogą być wizjami?</p>

<p>Dumbledore zmarszczył brwi.</p>

<p>- Zależy, jakie sny.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Chciał się tego dowiedzieć. Musiał wiedzieć.
Musiał wiedzieć, że to, co widział we śnie, nie
było...</p>

<p>- Miałem taki sen. Kilka dni
temu. Ja... leżałem na podłodze. Wszędzie byli
Śmierciożercy. I Voldemort. Torturował mnie. On... rzucił
na mnie jakieś straszne zaklęcie. Wiedziałem, że zaraz
umrę i nie mogłem... nie mogłem nic zrobić. Nic. -
Zacisnął powieki, ponownie uderzony obrazem gasnących, czarnych
oczu. Miał wrażenie, że w jego żołądku
pojawiła się ciężka, lodowata bryła.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. I wtedy Harry usłyszał łagodny głos Dumbledore'a:</p>

<p>- Czy w tym śnie... tylko ty
byłeś torturowany, czy ktoś jeszcze?</p>

<p>Serce Harry'ego zabiło mocniej.
Nie otwierając oczu, odpowiedział:</p>

<p>- Nie. Tylko ja. - Starał
się, aby jego głos nie drżał aż tak bardzo, ale nie
potrafił nad nim zapanować. Uniósł powieki. Dumbledore
spoglądał na niego ze zmarszczonym czołem. - Co to mogło
oznaczać, profesorze? Ja... to było takie realne. Jakby
naprawdę... - urwał i wbił spojrzenie w leżący na
blacie talerz ciasteczek.</p>

<p>- Bolała cię blizna, kiedy
ci się to śniło?</p>

<p>- Nie. W ogóle.</p>

<p>- W takim razie uważam, że
nie powinieneś przejmować się tym snem, Harry - odparł po
chwili Dumbledore. Jego głos był całkowicie poważny. -
Myślę, że to była jedynie projekcja twojej
podświadomości. Czasami tak jest, że jeżeli czegoś
bardzo się boimy albo nie chcemy o tym myśleć, spychamy to
gdzieś głęboko na samo dno świadomości. Ale wszystko
musi w końcu wypłynąć na powierzchnię. Jeżeli
blokujesz pewnym ideom dostęp do swoich myśli... wtedy muszą
poszukać innej drogi.</p>

<p>Harry słuchał tego ze
zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Czyli... pan uważa, że to
po prostu sen? Że to się nigdy nie wydarzy?</p>

<p>- Tak, tak właśnie
myślę, Harry. Cóż, nie jestem ekspertem od wizji, z tym
zagadnieniem musiałbyś zgłosić się do profesora
Firenzo, ale w twoim obecnym stanie takie sny są prawidłową
reakcją obronną. Mogliśmy się zacząć martwić
dopiero wtedy, gdyby ten sen się kiedyś powtórzył. Jeżeli
tak się stanie, to natychmiast przyjdź i mi o tym powiedz, dobrze?</p>

<p>Harry pokiwał głową.</p>

<p>Dumbledore uważał, że
to zwykły sen. Że Harry tak bardzo bał się.... pewnych
rzeczy, że w końcu mu się przyśniły. A jeżeli
Dumbledore tak uważa, to znaczy, że pewnie tak właśnie
jest.</p>

<p>Miał wrażenie, jakby z jego
barków zdjęto jakiś ogromny, nieokreślony ciężar,
który przygniatał go od kilku dni.</p>

<p>- Czy jest coś jeszcze, o czym
chciałbyś mi powiedzieć? - zapytał dyrektor, wbijając
w Harry'ego badawcze spojrzenie.</p>

<p>Harry'ego przeszył nagły
strach. Nie podobało mu się to spojrzenie. Jakby Dumbledore
próbował zajrzeć mu do duszy.</p>

<p>Nie! Nie mógł się
dowiedzieć! Nie mógł wiedzieć, że Harry uczy się
potajemnie Czarnej Magii!</p>

<p>- Nie - odparł w końcu,
starając się nadać swojemu głosowi pewności siebie i
jednocześnie zachować obojętny wyraz twarzy. - Nie, to wszystko.</p>

<p>W tej samej chwili rozległo
się pukanie do drzwi.</p>

<p>- Proszę - zawołał
wesoło Dumbledore i Harry obejrzał się akurat na czas, aby
zobaczyć, że do gabinetu wchodzi... Snape.</p>

<p>Momentalnie odwrócił się z
powrotem i to z takim impetem, że prawie zsunął się z
krzesła. Miał wrażenie, jakby jego serce znalazło się
w przełyku i miało zaraz eksplodować. W jego głowie
kołatało tylko kilka przerażonych myśli:</p>

<p>"O cholera! Ja pierdolę! To
chyba jakiś żart!"</p>

<p>Skąd Snape się tu
wziął? To jasne, że przyszedł do dyrektora, ale... ale
przecież...</p>

<p>Wyczuł, że Snape
zatrzymał się w drzwiach, najwyraźniej również zaskoczony jego
obecnością.</p>

<p>- Witaj, Severusie - odezwał
się Dumbledore. - Widzę, że przybyłeś punktualnie. Jak
zwykle zresztą.</p>

<p>- Dyrektorze - odezwał się
od drzwi mężczyzna. Harry zauważył, że jego głos
był lekko zachrypnięty. - Jeżeli to nieodpowiednia pora...</p>

<p>- Nie, nie, nie. Właśnie
skończyliśmy. Harry już wychodzi. - Po tych słowach
spojrzał na przyszpilonego do swojego miejsca Harry'ego. - Nie bój
się, Harry. Nie będę długo trzymał profesora Snape'a.
O ile się nie mylę, to macie razem szlaban za jakieś... - spojrzał
na wiszący na ścianie, skomplikowany mechanizm, który
wyglądał na zegar - ...piętnaście minut. Zgadza się?</p>

<p>Harry nie potrafił się
powstrzymać. Odwrócił się i spojrzał na Snape'a.
Mężczyzna stał sztywno jak kłoda, zaciskając mocno
usta i przymykając powieki, przez co jego oczy wyglądały niczym
dwie czarne szparki. Harry nie mógł być tego pewien, ale
wydawało mu się, że spojrzenie Snape'a na ułamek sekundy
spoczęło na nim. Odwrócił się z powrotem do dyrektora.
Wszystko w nim drżało.</p>

<p>- Zgadza się - odparł w
końcu z gorzką nutą w głosie. - To ja... już
pójdę - wydukał i podniósł się z miejsca. Jednak kiedy
odwrócił się w stronę drzwi, przy których wciąż
stał Snape, usłyszał jeszcze skierowane do siebie pytanie
Dumbledore'a:</p>

<p>- Mam nadzieję, że nie
będziesz miał nic przeciwko, jeżeli omówię twój sen z
profesorem Snape'em?</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. Snape'a również.</p>

<p>- Jaki sen? - zapytał szybko
Mistrz Eliksirów, wbijając w Harry'ego palące spojrzenie.
Chłopak odwrócił się do dyrektora, czując wzbierającą
panikę.</p>

<p>- Nie! To znaczy... - zawahał
się, widząc uniesione w górę siwe brwi mężczyzny. -
Wszystko w porządku. Nie trzeba. Przecież powiedział pan,
że to tylko zwykły sen. Że on nic nie znaczył. Po co...</p>

<p>- Dla pewności. Uspokój
się, Harry. Profesor Snape posiada rozległą wiedzę na temat
penetrowania umysłu i jestem pewien, że jedynie utwierdzi mnie w
przekonaniu, że to, co ci się śniło, było zwykłym
snem, ale warto się upewnić, nie sądzisz?</p>

<p>Harry wpatrywał się w
Dumbledore'a z niedowierzaniem.</p>

<p>Gdyby wiedział... gdyby
wiedział, że dyrektor postanowi powiedzieć o wszystkim
Snape'owi, nigdy nic by mu nie wyznał! Nigdy!</p>

<p>Zacisnął usta i
pokiwał głową. Przecież nie mógł zabronić
dyrektorowi Hogwartu zrobienia tego, na co ma ochotę. Niech go szlag!</p>

<p>Odwrócił się w stronę
drzwi. Snape wciąż przypatrywał mu się tym dziwnym wzrokiem
i gdyby Harry nie był tak wzburzony, możliwe, że udałoby mu
się odczytać coś z tego spojrzenia, ale w tej chwili chciał
po prostu stąd wyjść i już więcej nie widzieć ani
jednego, ani drugiego.</p>

<p>- Do widzenia, panie profesorze -
powiedział do Dumbledore'a, po czym ruszył w stronę drzwi, ale
zaczął zwalniać, kiedy zauważył, że Snape
się nie odsuwa. Zatrzymał się niecały metr od niego.</p>

<p>Co ten dupek sobie wyobraża?
Przecież musi go wypuścić. Nie może tak tu stać i...</p>

<p>Harry nie patrzył mu w twarz.
Wpatrywał się w długi rząd maleńkich guziczków
ciągnących się wzdłuż czarnych szat. Nie chciał
spojrzeć mu w twarz. Byli zbyt blisko. Bał się, że
jeżeli to zrobi...</p>

<p>Nie! Pokaże mu! Pokaże,
że wcale się go nie boi! I że... że...</p>

<p>Zacisnął zęby i powoli
uniósł głowę, hardo spoglądając w te wąskie,
ciemne tunele. Zmarszczył brwi, próbując nadać swojemu
spojrzeniu jeszcze twardszy, jeszcze bardziej nieustępliwy wyraz, po czym
powiedział:</p>

<p>- Chciałbym wyjść.</p>

<p>Wyraz twarzy mężczyzny nie
zmienił się ani odrobinę. Był tak doskonale nieczytelny,
jakby Snape założył na twarz maskę, która skutecznie
ukrywała wszystkie emocje. Odstąpił na bok, robiąc
Harry'emu nieco miejsca, aby mógł prześliznąć się przez
drzwi, jednak nadal wbijał w niego to piekielnie nachalne spojrzenie.</p>

<p>Harry z największym trudem
oderwał od niego wzrok i bokiem prześliznął się przez
drzwi, starając się nie dotknąć czarnego materiału
sięgającej do ziemi szaty. Kiedy znalazł się na zewnątrz,
a drzwi się za nim zatrzasnęły, pozwolił sobie w końcu
na odetchnięcie pełną piersią. Miał wrażenie,
jakby przed chwilą stoczył jakiś milczący bój, który
całkowicie wykończył go psychicznie. Oparł się o
ścianę i westchnął głęboko.</p>

<p>Snape... tylko tego mu
brakowało! Żeby Snape dowiedział się o tym, co mu się
śniło! Po prostu pięknie. Następnym razem, kiedy
będzie chciał coś Dumbledore'owi powiedzieć, rzuci na
siebie zaklęcie wyciszające. Tak, tak właśnie zro...</p>

<p>- Co się śniło
Potterowi? - usłyszał dochodzący zza drzwi, przytłumiony
głos Snape'a.</p>

<p>Serce Harry'ego podskoczyło.
Pewnie odczekali chwilę, aż sobie pójdzie, a teraz... Nie mógł
stracić takiej okazji!</p>

<p>Na palcach podszedł do drzwi i
przyłożył do nich ucho.</p>

<p>- Uspokój się, Severusie, i
usiądź.</p>

<p>- Nie mam ochoty. Co mu się
śniło?</p>

<p>- Harry opowiedział mi o tym, co
przyśniło mu się kilka dni temu. Podobno we śnie był
torturowany przez Voldemorta. Na oczach Śmierciożerców. Wyznał
mi również, iż boi się, że to mogła być swego
rodzaju... wizja. - Przez chwilę panowała cisza. -
Zbladłeś, Severusie. Lepiej usiądź i weź sobie
ciasteczko.</p>

<p>- Pieprzę twoje ciasteczka. Co
jeszcze? Mówił coś jeszcze?</p>

<p>- Ależ po co te nerwy,
Severusie? Co prawda nic więcej nie chciał zdradzić, ale
podejrzewam... że nie powiedział mi wszystkiego. - Serce Harry'ego
zabiło mocniej. A jednak się domyślił! - Ale coś w tym
śnie przeraziło go tak bardzo, iż niemal wyczuwałem
płynący od niego strach. Coś, o czym nie chce mi
powiedzieć. Coś, co przeraża go nawet bardziej niż
najgorsze tortury, którymi mógłby zostać poddany. Nie domyślasz
się, co to takiego, Severusie?</p>

<p>- Dyrektorze... jeżeli pan
pozwoli, to przyprowadzę tutaj Pottera. Wyciągnę z niego ten
sen! To może być coś ważnego, a ten głupi dzieciak nie
zdaje sobie z tego sprawy!</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. Jak on śmie?! Jak śmie...</p>

<p>- Nie. Nie, Severusie. Nie
możemy zmusić go do wyjawienia czegoś, czego wyjawić nie
chce. Zresztą powiedział mi, że podczas tego snu blizna w ogóle
go nie bolała. Tak więc nie sądzę, aby ten sen mógł
być sprawką Voldemorta, ale chciałbym poznać twoje zdanie.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. Harry miał wrażenie, że zaraz eksploduje z
niecierpliwości. W końcu usłyszał cichy, tym razem już
całkowicie opanowany głos Snape'a:</p>

<p>- Zgadzam się z panem, dyrektorze.
To mógł być tylko zwykły sen. Gdyby to miała być
wizja, blizna przepaliłaby mu czoło. Zresztą nic nie wiem o tym,
aby Czarny Pan miał ostatnio jakieś plany związane z
chłopakiem. Potter lubi robić zamieszanie wokół swojej osoby.
Uważam, że w Hogwarcie jest całkowicie bezpieczny i nie
powinniśmy się o niego martwić.</p>

<p>- Cóż, dziękuję za twe
słowa Severusie, ale widzisz... ja jednak niepokoję się o niego.</p>

<p>- Dyrektorze?</p>

<p>- Czy zauważyłeś,
że Harry stał się ostatnio bardzo cichy i skryty? Wiem, że
całe dnie spędza w bibliotece, uczy się niemal od rana do
wieczora, a ostatnio nawet... spędził dwie noce w Dziale Ksiąg
Zakazanych.</p>

<p>Serce Harry'ego podskoczyło do
gardła.</p>

<p>O kurwa! Skąd Dumbledore
mógł o tym wiedzieć? Czyżby w Dziale Ksiąg Zakazanych
były jakieś zabezpieczenia i Dumbledore wiedział, kto i kiedy w
nim przebywał?</p>

<p>- Słucham? Chyba się
przesłyszałem.</p>

<p>- Z tego, co powiedział mi na
temat swojego snu, wywnioskowałem, że to właśnie on
skłonił go do podjęcia tak drastycznej decyzji i
rozpoczęcia nauki Czarnej Magii.</p>

<p>- Nie wiem, czy dobrze
zrozumiałem - wycedził po chwili Snape. W jego głosie było
coś takiego, że Harry'emu zjeżyły się włoski na
karku. - Wiedziałeś, że Potter uczy się po nocach Czarnej
Magii, I MU NA TO POZWOLIŁEŚ?! - Krzyk był tak głośny,
że Harry musiał oderwać ucho od drzwi.</p>

<p>- Uspokój się, Severusie...</p>

<p>- Jak mogłeś mu na to
pozwolić? Powinieneś mu zabronić! Czy wszyscy w tej szkole
postradali rozum? Czarna Magia to nie jest... Wiesz, jak ona działa!
Wiesz, jakich zniszczeń potrafi dokonać w umyśle!</p>

<p>- Severusie, jeżeli pozwolisz
mi...</p>

<p>- Nie! Potter nie będzie
uczył się Czarnej Magii! Nie pozwolę na to!</p>

<p>- Posłuchaj mnie! - Dyrektor
podniósł głos i było w nim coś takiego, że Harry
mimowolnie się skulił. - Nie mogłem mu tego zabronić, ponieważ
gdyby naprawdę chciał, to i tak znalazłby jakiś sposób, aby
się jej uczyć. A poza tym uważam, że powinien móc sam
dokonać wyboru.</p>

<p>- Wyboru? Jakiego wyboru, do cholery?
Potter nie jest teraz w stanie... - Snape urwał nagle. Przez chwilę
panowała cisza, którą przerwał głos Dumbledore'a.</p>

<p>- Każdy człowiek sam
odpowiada za swoje czyny, Severusie. Groźbami niczego nie zdziałamy.
Harry musi przekonać się, że Czarna Magia w niczym mu nie
pomoże. Nawet jeżeli to oznacza, że może bardzo boleśnie
się nią sparzyć. Jeżeli on sam tego nie zrozumie, to
będziemy skończeni.</p>

<p>- Jak pan uważa, dyrektorze -
odparł Snape. Wyglądało na to, że już się
opanował.</p>

<p>- Myślę jednak, że
mała pomoc zawsze mu się przyda. Harry najbardziej potrzebuje teraz
kogoś, z kim swobodnie mógłby o tym porozmawiać. Żadnych
zakazów, osądzania. Po prostu kogoś, kto pomógłby mu
zrozumieć pewne sprawy...</p>

<p>Harry jeszcze mocniej
przycisnął ucho do drzwi, ale miał wrażenie, że
słyszy jedynie głośne bicie własnego serca. Po chwili Snape
odpowiedział. Ale jego głos całkowicie się zmienił.
Jeszcze chwilę temu poruszony, teraz stał się całkowicie
oschły i oficjalny.</p>

<p>- Pan wybaczy, dyrektorze, ale w
obecnej chwili nie mam czasu zajmować się potrzebami Pottera. Mam
zbyt dużo spraw na głowie, aby jeszcze bawić się w
psychologa i terapeutę tego zapatrzonego w siebie gówniarza, który
najwyraźniej uważa, że pozjadał wszystkie rozumy.
Jeżeli pan nie zamierza czegoś z tym z robić, to tym bardziej ja
nie zamierzam.</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
po jego plecach spłynął strumień lodowatej wody, a serce
przygniótł mu niewysłowiony ciężar.</p>

<p>Nie chciał już więcej
tego słuchać. Nie chciał!</p>

<p>Oderwał się od drzwi,
wpatrując się w ciemne drewno wzrokiem pełnym gorzkiego
rozczarowania.</p>

<p>Tak... to był właśnie
prawdziwy Snape. Ten Snape, którego tak nienawidził! Ten Snape, dla
którego był... nikim.</p>

<p>Odwrócił się i biegiem
ruszył do schodów, którymi zjechał na dół, a następnie
skierował się prosto na siódme piętro.</p>

<p>Szlaban ze Snape'em za
piętnaście minut! Jasne! Na pewno na niego pójdzie! Wolałby
już spędzić te trzy godziny w jednym pokoju ze stadem Krakwatów!</p>

<p>Czuł buzującą w sobie,
przesyconą goryczą złość i nie miał pojęcia,
w jaki sposób mógłby ją wyładować.</p>

<p>Oto cały Snape! Może sobie
grać w te swoje gierki, udawać, że mu zależy, próbować
go podejść, a tak naprawdę jest takim samym sukinsynem, jakim
zawsze był! Że też Harry prawie dał mu się
nabrać... Powinien był wiedzieć, że to wszystko jest tylko
wielkim przedstawieniem. Bo przecież to oczywiste, że Snape
prędzej wypije eliksir Neville'a, niż będzie "bawił
się w psychologa i terapeutę dla tego zapatrzonego w siebie Pottera,
który pozjadał wszystkie rozumy i którego potrzebami nie ma zamiaru
się zajmować"! Cały on! Dwulicowy, podstępny
wąż!</p>

<p>Przeszedł trzy razy
wzdłuż ściany i wpadł do Pokoju Życzeń, po czym
rzucił się na zielony fotel i zapatrzył w płomienie.</p>

<p>Teraz będzie musiał
siedzieć tu przez najbliższe trzy godziny i to wszystko, absolutnie
wszystko była wina Snape'a!</p>

<p>Harry spojrzał na zegar.</p>

<p>*</p>

<p>Snape oderwał spojrzenie od
zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie
opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.</p>

<p>Była za piętnaście
ósma.</p>

<p>Sięgnął po
butelkę, napełnił szklankę i wypił duszkiem
całą jej zwartość. Na jego twarzy pojawiło się
ledwie zauważalne skrzywienie, kiedy palący napój
popłynął przez jego przełyk. Przymknął powieki i
odstawił szklankę na blat.</p>

<p>W ciągu kolejnych trzydziestu
minut opróżnił butelkę do końca i otworzył drugą.
Co jakiś czas spoglądał na zegarek i po każdym takim zerknięciu
wypijał duszkiem całą szklankę. Jego oczy stały
się szkliste. Siedział w fotelu z rozstawionymi szeroko nogami, a
czarne szaty spływały miękko na podłogę. W
źrenicach odbijało się padające z kominka
światło. Nie patrzył na nic konkretnego. Po prostu
wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Trudno
powiedzieć, czy rozmyślał, wspominał, czy też
starał się nie robić ani tego, ani tego.</p>

<p>Ponownie zerknął za
zegarek. Za piętnaście dziewiąta.</p>

<p>Pochylił się do przodu,
spróbował sięgnąć po butelkę, co udało mu
się dopiero za drugim razem i nalał sobie do pełna.
Część trunku wylądowała na blacie.
Sięgnął po szklankę w tym samym momencie, w którym do jego
uszu dobiegło odległe pukanie.</p>

<p>Gwałtownie podniósł
głowę, spoglądając na drzwi szeroko otwartymi oczami. To
była chwila. Zerwał się, odtrącając szklankę i
butelkę, które przewróciły się na stół, rozlewając
swoją zawartość i rzucił się do drzwi. Wpadł do
gabinetu, przemierzył go w kilku krokach i z rozmachem otworzył drzwi
na korytarz.</p>

<p>Wyraz jego twarzy zmienił
się. Przeszył ją cień, a usta wykrzywił nieprzyjemny
grymas.</p>

<p>- Czego chcesz? - warknął w
stronę stojącej na korytarzu Ślizgonki.</p>

<p>- Uch... Chciałam tylko
zapytać, czy mógłby pan na chwilę przyjść?
Chłopcy z czwartego roku pobili się w dormitorium i pomyślałam...</p>

<p>- Nie mam czasu! Zejdź mi z
oczu! - wysyczał, po czym z całej siły trzasnął
drzwiami. Odwrócił się i lekko się chwiejąc, wrócił do
salonu. Z jego twarzy ciężko byłoby cokolwiek wyczytać, ale
wyraz jego oczu był teraz nieco inny. Coś w nich płonęło.
I nie było to odbicie płomieni z kominka.</p>

<p>Podszedł do barku i
wyjął z niego kolejne dwie butelki. Opadł na fotel,
otworzył whisky, postawił szklankę na mokrym blacie i nalał
do niej bursztynowego płynu. Dopiero kiedy wypił całą jej
zawartość, płomienie w jego oczach na chwilę
przygasły. Coś, co w nich szalało, uspokoiło się.</p>

<p>Wypił kolejną
szklankę. I następną. Otworzył kolejną butelkę. W
końcu wybiła dziesiąta.</p>

<p>Spojrzał na zegar, ale
wydawało się, że go nie widzi. Przekrzywił lekko
głowę, jakby próbował dostrzec wskazówki. Ponownie
skierował spojrzenie na trzymaną w rękach szklankę.
Zamieszał resztkę bursztynowego płynu i wypił go jednym
łykiem. Spróbował odstawić szklankę na stół, ale nie
trafił i naczynie spadło na podłogę, roztrzaskując
się na kawałki. Nie zwrócił na to uwagi. Chwiejnie podniósł
się z fotela i ruszył w stronę gabinetu. Po kilku krokach
wpadł na półkę z książkami. Kilka woluminów
wylądowało na podłodze. Odepchnął się od
regału i, zataczając się, ruszył dalej. Z ogromnymi
trudnościami dotarł w końcu do drzwi. Otworzył je i
wszedł do gabinetu. Omiótł pomieszczenie rozbieganym, mętnym
spojrzeniem, po czym ruszył przed siebie, z największym
wysiłkiem utrzymując się na nogach. Wyglądał
trochę jak zawieszona na sznurkach kukiełka, którą jedynie kilka
cienkich nici dzieli od spotkania z podłogą.</p>

<p>Wpadł na biurko, zrzucając
z niego kilka fiolek i kałamarz. Odepchnął się od niego i
przypadł do zastawionych słoikami, ciągnących się
wzdłuż ścian półek. Wbił szklące się oczy w
stojącą na jednej z półek fiolkę i sięgnął
po nią, strącając kilka słoików i butelek, które
pospadały na ziemię, roztrzaskując się i rozlewając,
tudzież rozsypując swoją zawartość. Severus
przybliżył fiolkę do oczu i wpatrzył się w
widniejącą na niej etykietę: Eliksir Bezsennego Snu.
Odkorkował ją i wziął kilka solidnych łyków. A
następnie, ściskając fiolkę w dłoni, odwrócił
się, ale ponownie się zachwiał i machnięciem ręki
posłał na podłogę kilka kolejnych słoików.
Uważając, aby nie pośliznąć się na szkle oraz
wielobarwnej mazi pokrywającej podłogę, ruszył w drogę
powrotną, starając się przytrzymywać półek.
Zataczając się, przemierzył salon, ale tym razem udało mu
się na nic nie wpaść i skierował się do sypialni.</p>

<p>Drzwi zamknęły się za
nim z głuchym trzaskiem, a w powietrzu pozostał jedynie mocny,
gryzący zapach alkoholu oraz słaby aromat ziół.</p>

<p><strong>--- rozdział 53 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>53. You bring my heart to its knees</strong></p>

<p>I'm still trying to figure out</p>

<p>how to tell you I was wrong</p>

<p>I can't fill the emptiness inside</p>

<p>since you've been gone</p>

<p>I know I said things that I didn't
mean</p>

<p>But you should've known me by now</p>

<p>If you believed</p>

<p>When I said</p>

<p>I'd be better off without you</p>

<p>Then you never really knew me at all</p>

<p>You're all that I need</p>

<p>Just tell me that you still believe*</p>

<p>Walentynki.</p>

<p>Harry nigdy nie przepadał za tym
świętem, ale w tym roku fruwające serduszka i wszechobecne,
wyśpiewujące miłosne piosenki ozdoby wyjątkowo go
denerwowały. Tak samo jak spotykane na każdym kroku migdalące
się pary. Lekcje jeszcze zdołał jakoś przeżyć,
pomimo iż nawet nauczyciele zachowywali się dzisiaj tak, jakby wypili
sporą dawkę eliksiru Felix Felicis. Dostał kilka walentynek, ale
wyrzucił je do kosza, nawet ich nie otwierając. Podczas obiadu
był chyba jedyną osobą w Wielkiej Sali, która się nie
uśmiechała i nie rozglądała w poszukiwaniu swoich
tajemniczych wielbicieli. I wcale nie dziwiło go to, że Snape'a nie
było ani na śniadaniu, ani na obiedzie. On też najchętniej
zaszyłby się na cały dzień w swoim dormitorium, byle tylko
nie być zmuszonym do oglądania tych roześmianych twarzy,
zakochanych spojrzeń i słodkiego do bólu zębów wystroju zamku.</p>

<p>I tak też zrobił. Od razu
po lekcjach pobiegł do dormitorium, wskoczył na łóżko,
przykrył się kołdrą i zaszył w ciemności i ciszy.</p>

<p>Ten dzień miał
wyglądać zupełnie inaczej. Pamiętał, jak go
planował. Pamiętał, jak wyobrażał sobie minę
Severusa, kiedy da mu prezent, który przygotował dla niego już dwa
tygodnie temu, jeszcze zanim to wszystko...</p>

<p>Zacisnął oczy.</p>

<p>Prezent.</p>

<p>Odrzucił kołdrę,
wstał i podszedł do kufra. Otworzył go i przez chwilę
przekopywał. Znalazł! Sięgnął w głąb kufra i
wyciągnął małe, czerwone pudełeczko.
Zatrzasnął wieko i usiadł na łóżku,
ściskając pudełko w dłoni i przypatrując mu się
niewidzącym wzrokiem. Pamiętał, jak planował ten dzień
ze wszystkimi szczegółami. Jak długo wymyślał
wiarygodną wymówkę dla Rona i Hermiony, dlaczego w Walentynki
będzie musiał zniknąć na całe popołudnie. Z jakim
podekscytowaniem myślał o chwili, w której Severus otrzyma prezent,
zobaczy co jest wewnątrz - Harry uniósł wieczko - wyjmie to,
marszcząc w zamyśleniu swoje czarne brwi i zastanawiając
się, co też znajdzie w środku - Harry otworzył
niewielką, czarną kartkę i przesunął wzrokiem po
wypisanych na niej czerwonym atramentem literach i jego oblicze przeszył
nagły, bolesny skurcz - i przeczyta to, a później spojrzy na
Harry'ego i... - zamknął kartkę i westchnął
głęboko, mając wrażenie, jakby jego serce zamieniło
się w kamienny, zakończony ostrymi krawędziami blok, który go
rani, uciska w piersi i nie pozwala swobodnie oddychać.</p>

<p>Ale wszystkie te plany legły w
gruzach. Równie dobrze mógłby potargać tę kartkę i
wyrzucić ją do kosza, ale nie zrobił tego. I nie chciał
tego robić. Była czymś w rodzaju... kotwicy. Ostatniej liny
zburzonego mostu, która wciąż wisiała nad przepaścią.
Małego, otwartego okienka na strychu, podczas gdy wszystkie drzwi, okna i
wejścia zostały zatrzaśnięte i zaryglowane. Zapomnianym,
leżącym pod łóżkiem zdjęciem, podczas gdy
pozostałe zostały doszczętnie spalone.</p>

<p>Wstał i chwiejnie podszedł
do swojej torby. Wyjął z niej pelerynę niewidkę,
otulił się nią szczelnie i położył na
łóżku, zwijając się w pozycji embrionalnej i
przyciskając do siebie karteczkę. Zamknął oczy.</p>

<p>Kilka godzin później do
dormitorium wszedł Ron, wołając go na specjalną,
walentynkową kolację, ale widząc, że Harry'ego nie ma,
wzruszył ramionami i wrócił do czekającej na dole Hermiony.
Wszyscy byli dzisiaj zbyt zapatrzeni w siebie, by zwracać uwagę na
jego nieobecność. To dobrze.</p>

<p>Otworzył oczy i wpatrywał
się w pogrążony w ciemnościach pokój. Musi zająć czymś
myśli. Miał już dosyć leżenia tutaj i... i... To do
niczego go nie doprowadzi. Musi... musi wstać i pójść do
biblioteki. Teraz, póki wszyscy są zajęci walentynkową
zabawą, zorganizowaną przez Tonks. Zerwał się z
łóżka, ostrożnie włożył kartkę do pudełka
i umieścił ją na samym dnie kufra, z powrotem
odkładając ją w zapomnienie, a następnie
rozłożył Mapę Huncwotów, żeby sprawdzić, czy na
pewno nikogo nie ma teraz w bibliotece.</p>

<p>Miał rację, wszyscy byli w
Wielkiej Sali, łącznie z panią Pince - przecież nikt nie
będzie się uczył w walentynkowy wieczór. Jego wzrok mimowolnie
powędrował do znajdujących się w lochach komnat. Snape
był u siebie. Chyba tylko oni dwaj nie brali udziału w zabawie. Nawet
Filch i pani Norris stali razem w kącie Wielkiej Sali. Miał drogę
wolną.</p>

<p>Wyśliznął się z
dormitorium i bez żadnych problemów dotarł do biblioteki. Nie
obchodziło go to, że Dumbledore dowie się o tym, że Harry
znowu odwiedził Dział Ksiąg Zakazanych. Najwyraźniej
dyrektor nie miał zamiaru nic w tej sprawie robić, a to
oznaczało przyzwolenie. Zresztą... nieważne.</p>

<p>Rzucił na drzwi zaklęcie
otwierające, wśliznął się do pustej biblioteki i
skierował prosto do zakazanego działu, ale jakież było jego
zdziwienie, kiedy nagle, tuż po przekroczeniu progu, natrafił na
jakąś niewidzialną barierę, która odrzuciła go do
tyłu i Harry wpadł na ścianę za sobą.
Otrząsnął się, nieco oszołomiony, i spojrzał na
migającą teraz wściekłą czerwienią
przestrzeń pomiędzy regałami. Na połyskującej barierze
utworzył się napis:</p>

<p>PRÓBA SFORSOWANIA</p>

<p>INTRUZ: HARRY POTTER</p>

<p>GRYFFINDOR</p>

<p>SZÓSTY ROK</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy.</p>

<p>O cholera! Skąd to się...?
Przecież nigdy wcześniej... Kto w ogóle...?</p>

<p>Błyskawicznie
sięgnął po Mapę Huncwotów. Pani Pince i Dumbledore
wciąż znajdowali się w Wielkiej Sali. Filch także. A
więc kto?</p>

<p>Jego wzrok przykuła
przesuwająca się w rogu mapy kropka, zdecydowanie zmierzająca w
stronę biblioteki i to wyjątkowo szybko.</p>

<p>Severus Snape.</p>

<p>O kurwa!</p>

<p>Harry wypadł na korytarz, nie
przejmując się rzucaniem na drzwi Alohomory, i w ostatniej chwili
schował się za najbliższym rogiem. Zza zakrętu po drugiej
stronie korytarza wyłonił się Snape. Peleryna powiewała za
nim, kiedy pospiesznie sunął w stronę biblioteki. Na jego
ściągniętej, surowej twarzy widniało coś w rodzaju
gniewnego poirytowania. Kiedy mężczyzna zniknął w drzwiach
biblioteki, Harry ruszył szybko z powrotem do wieży Gryffndoru.</p>

<p>A więc to był Snape. Ten
niemożliwy drań zablokował mu dostęp do działu! A
przecież mówił Dumbledore'owi, że nie zamierza nic z tym
zrobić, że kompletnie go to nie interesuje! A więc dlaczego...?</p>

<p>Harry przystanął. Dopiero
teraz zrozumiał. Snape nigdy nie chciał i nie zamierzał
uczyć go Czarnej Magii. Nigdy. Dlatego zawsze zbywał Harry'ego, kiedy
chłopak go o to prosił. Dlatego tak naskoczył na Dumbledore'a,
że pozwala mu chodzić do Działu Ksiąg Zakazanych. Ale
dlaczego nie chciał go uczyć? Dlaczego w takim razie uczył
Notta?</p>

<p>Odpowiedź była bardzo
prosta, ale Harry w obecnym stanie umysłu, nie potrafił na nią
wpaść. Wciąż wzburzony, ruszył prosto do dormitorium,
siarczyście przeklinając po drodze Snape'a i jego barierę.</p>

<p>***</p>

<p>Następny dzień
minął względnie spokojnie, chociaż Harry wciąż
nie potrafił pozbyć się złości i rozczarowania z
powodu zablokowania dostępu do Działu Ksiąg Zakazanych. Jak miał
się czegokolwiek nauczyć? Prawdziwie przydatne rzeczy znajdowały
się tylko i wyłącznie w zablokowanym dziale. Jaki był
głupi, że nie wyniósł stamtąd kilku książek i nie
ukrył ich w Pokoju Życzeń, póki miał jeszcze okazję!</p>

<p>Dzisiaj znowu czekał go udawany
szlaban. Po kolacji poszedł do biblioteki i próbował wybrać dla
siebie coś, czego jeszcze nie czytał, a co mogłoby mu się
przydać, ale nic takiego nie znalazł. Z pustymi rękami
wspiął się więc na siódme piętro, przeszedł trzy
razy wzdłuż ściany i poczekał na pojawienie się drzwi.
Pchnął je, wszedł do komnaty i przystanął na
środku pokoju, zastanawiając się, co będzie robił
przez najbliższe trzy godziny. Drzwi, skrzypiąc nieprzyjemnie, powoli
zatrzasnęły się za nim. Harry spojrzał na płonący
kominek. Było cicho. Ale coś w atmosferze tego miejsca zmieniło
się. Poczuł to dopiero teraz. Jakąś... obecność.
Chłodną aurę, której nie powinno tutaj być. Zamarł,
nasłuchując i jednocześnie odwracając głowę nieco
w bok.</p>

<p>I wtedy kątem oka dostrzegł
za sobą coś ciemnego. I usłyszał cichy szelest szorstkiej
peleryny.</p>

<p>Odwrócił się
błyskawicznie i... wciągnął gwałtownie powietrze,
czując krew uderzającą do głowy, uginające się
pod nim kolana i zasnuwającą mu oczy czarną mgłę.</p>

<p>Bo oto przed nim stał... Snape.
Wpatrując się w niego swoimi czarnymi, zmrużonymi oczami, tak
jakby usiłował zajrzeć mu do duszy.</p>

<p>Harry mimowolnie cofnął
się o krok, podczas gdy jego umysł zalała fala paniki i
wściekłości jednocześnie.</p>

<p>Co on tu robił? Po co tu za nim
przyszedł?</p>

<p>- Odejdź - wydusił po chwili,
kiedy udało mu się już przełknąć
drapiącą gulę w gardle. - Nie chcę cię widzieć!
Wyjdź stąd! Natychmiast!</p>

<p>- Nie. - Głos Snape'a był
dziwnie zduszony, ale jednocześnie niezwykle zdecydowany. - Żaden z
nas stąd nie wyjdzie, dopóki nie wysłuchasz tego, co mam do
powiedzenia.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. To było... to było... takie w jego stylu! Znowu warunki!
Znowu dyktowanie rozkazów!</p>

<p>- Skoro ty nie chcesz
wyjść, to ja to zrobię! - Z determinacją ruszył w
stronę drzwi, starając się jak najszerszym łukiem
ominąć zagradzającą mu drogę wysoką sylwetkę
mężczyzny, ale kiedy wyciągał rękę, żeby
złapać za klamkę, drzwi nagle rozbłysły metalicznym
blaskiem i... zniknęły. Na ich miejscu pozostała jedynie pusta,
goła ściana. Harry odwrócił się gwałtownie, z wściekłością
spoglądając na trzymającego różdżkę Snape'a. - Co
zrobiłeś z drzwiami? Natychmiast mnie stąd wypuść! Nie
będę cię słuchał! Nie interesuje mnie, co masz do
powiedzenia! Chcę, żebyś stąd wyszedł! Chcę,
żebyś zostawił mnie w spokoju!</p>

<p>Mężczyzna opuścił
różdżkę i przekrzywił głowę. Jego oczy
zmrużyły się jeszcze bardziej.</p>

<p>- A ja sądzę, że
jednak mnie wysłuchasz...</p>

<p>- Nie! - Harry zamknął
powieki i przycisnął dłonie do uszu.</p>

<p>Nie, nie, nie! Nie pozwoli na to! Nie
pozwoli mu ponownie wedrzeć się do swojego świata! Nie pozwoli
skruszyć tego muru, nawet jeżeli przez całe dwa tygodnie Snape
krok po kroku usiłować zrobić w nim wyrwę
wystarczającą do tego, aby w odpowiednim momencie móc się przez
nią przebić.</p>

<p>Wtedy właśnie
wydarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Jego
twarz musnął delikatny powiew i w tej samej chwili długie,
szczupłe ramiona owinęły się ciasno wokół Harry'ego,
zakleszczając go w odbierającym dech uścisku, tak mocnym, iż
Harry miał wrażenie, że Severus próbuje wchłonąć
go w siebie. Mężczyzna przywarł do niego, nie pozwalając mu
się poruszyć. W nozdrza uderzył go intensywnie ziołowy
aromat i sam ten zapach wystarczył, by ugięły się pod nim
kolana, ale gniew i żal były silniejsze. To one kazały mu
otworzyć oczy i z całej siły odepchnąć Snape'a od
siebie. Mężczyzna zrobił kilka kroków do tyłu, ale nie
wyglądał na zaskoczonego. Raczej na jeszcze bardziej
zdeterminowanego.</p>

<p>- Nie dotykaj mnie! -
krzyknął Harry, cofając się pod ścianę.
Kręciło mu się w głowie. Nie miał pojęcia, co
robić. Uciekać? Wyciągnąć różdżkę?
Trząsł się tak bardzo, iż miał wrażenie, że
za chwilę rozpadnie się na kawałki. - Nie zbliżaj się
do mnie! - wykrzyczał, kiedy Severus ponownie ruszył w jego
stronę. Ale tym razem Harry nie pozwolił mu zrobić tego
ponownie. Zamachnął się i zaczął się bronić,
uderzając pięściami w ramię i klatkę piersiową
mężczyzny. - Nie masz prawa! Ty łajdaku! - krzyczał w
amoku, uderzając w osłaniającego się ramieniem
mężczyznę. - Jestem dla ciebie nikim! Nic dla ciebie nie
znaczę! Sam tak powiedziałeś! Jestem tylko... nic
nieznaczącym zerem!</p>

<p>- Dobrze wiesz, że to nie jest
prawda!</p>

<p>- A właśnie, że tak!
Podły, kłamliwy bydlak! - Zaczął uderzać jeszcze
mocniej. - Zostaw mnie! Nigdy więcej mnie nie dotkniesz!</p>

<p>- Tak, zasłużyłem na
to - powiedział nagle Snape, zmieniając linię frontu. - Jestem
bydlakiem. Podłym draniem.</p>

<p>- Zamknij się!</p>

<p>Snape wykorzystał chwilowe
zaskoczenie Harry'ego i złapał go mocno za prawy nadgarstek. Ale
Harry nie miał zamiaru ustąpić. Wczepił się
paznokciami w szatę na piersi mężczyzny, próbując
wyszarpnąć rękę.</p>

<p>- Puść mnie! Nie
możesz... - krzyczał, lewą ręką odpychając
Snape'a i jednocześnie próbując wyszarpnąć prawą z
mocnego uścisku.</p>

<p>- Uspokój się - odparł
Severus, łapiąc go za drugi nadgarstek, by powstrzymać jego
szamotaninę. - Chcę tylko porozmawiać.</p>

<p>- Porozmawiać? Ja też
chciałem porozmawiać! Błagałem, żebyś mnie
wysłuchał, ale byłeś zbyt wielkim, egoistycznym dupkiem,
żeby to zrobić! Puuuuść! - Snape miał zbyt dużo
siły. Ale skoro nie chciał go puścić, to Harry postanowił
wykorzystać sytuację w drugą stronę i całym
ciałem rzucił się do przodu, próbując zwalić
mężczyznę z nóg. Ale Snape w ostatniej chwili podparł
się stopą, łapiąc równowagę i unikając kontaktu z
podłogą. Jego twarz była ściągnięta, a oczy
płonęły dziko.</p>

<p>- Dosyć tego. Nie pozostawiasz
mi wyboru.</p>

<p>Harry poczuł nagłe
szarpnięcie. Snape odepchnął go od siebie i błyskawicznie
sięgnął po różdżkę. Harry uderzył plecami w
ścianę i nagle odkrył, że nie może się
poruszyć. Jego ręce, nogi i całe ciało, łącznie z
głową, przykleiło się do powierzchni za nim.
Zaczął się szarpać, ale nie mógł poruszyć nawet
palcem. Zacisnął zęby, z całej siły próbując
oderwać od ściany choćby dłoń, głowę,
cokolwiek, ale nie był w stanie.</p>

<p>- Uwolnij mnie!</p>

<p>- Powiedziałem już.
Żaden z nas stąd nie wyjdzie, dopóki mnie nie wysłuchasz -
odparł Snape. Podszedł do Harry'ego i zatrzymął się o
krok przed nim, krzyżując ramiona. Wyraz jego twarzy był
niezwykle poważny, a oczy zdawały się płonąć w
półmroku.</p>

<p>Harry dyszał ciężko.
Serce waliło mu jak młotem, a krew pulsowała w głowie. To,
że był teraz taki bezbronny, doprowadzało go do furii. Ale
wiedział, że Snape nie ustąpi. Że będzie tu stał
nawet przez kilka godzin, dopóki Harry się nie podda. Nie miał
wyjścia. Musiał go wysłuchać. Niech Snape powie, co ma do
powiedzenia, a później niech się wynosi. I tak niczego to nie zmieni.
Niczego.</p>

<p>Harry przymknął na
chwilę powieki i wziął głęboki oddech.
Napędzająca go adrenalina oraz gniew powoli opadały.</p>

<p>- W porządku - wysyczał ze
złością.</p>

<p>Severus wbił w niego
przeszywające spojrzenie i oblizał wargi, po czym odezwał
się cichym, łagodnym głosem:</p>

<p>- Doskonale rozumiem, że
jesteś teraz wzburzony, wściekły, że mnie nienawidzisz.
Wiem, że poczułeś się zraniony. Wiem, że
sprawiłem ci przykrość. Moje zachowanie było
całkowicie niewybaczalne. Kompletnie straciłem nad sobą
panowanie. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale nie chciałem...
cię skrzywdzić. - Snape urwał na moment, ponownie oblizując
wargi.</p>

<p>Harry zamknął oczy.
Może chociaż w ten sposób nie pozwoli tym słowom... nie pozwoli
im przeniknąć. W głąb siebie.</p>

<p>- Ale to zrobiłeś... -
powiedział, przełykając ślinę. - Dlaczego? -
zapytał. Nie poznawał własnego głosu. Był zmieniony,
jakby dochodził z bardzo daleka. - Dlaczego mnie wtedy nie wysłuchałeś?
Dlaczego mnie torturowałeś? Zdajesz sobie sprawę, jaki
zadałeś mi ból? - Nie potrafił powstrzymać goryczy w swoim
głosie.</p>

<p>- Masz rację - odparł
mężczyzna, podchodząc jeszcze bliżej, tak, że teraz
niemal się dotykali i Harry mógł mu patrzeć prosto w twarz. - Masz
rację, że postąpiłem okrutnie. Byłem zaślepiony.
Byłem tak zaślepiony, że chciałem cię zniszczyć,
chciałem ci sprawić jedynie ból, chciałem cię ukarać
za to, do czego mnie wtedy doprowadziłeś. I w konsekwencji
dopuściłem do siebie mroczniejszą stronę swojej
osobowości. Nie jestem z tego dumny. A to, że cię wtedy nie
wysłuchałem... to był błąd, za który srogo
płacę aż do dzisiaj. - Coś w głosie Severusa
przycichło na moment, ale mówił dalej. - Masz rację, że
jestem podłym draniem. Zgadzam się z tym. Możesz mnie
nazywać najgorszym z najgorszych. W pełni na to
zasłużyłem. Podjąłem złe decyzje, nie zaprzeczam.
Ale to wciąż jestem ja, Potter...</p>

<p>Harry wzdrygnął się,
kiedy poczuł łagodne muśnięcie czarnych kosmyków na swojej
brodzie. Snape pochylił się nad nim, niemal dotykając
czołem jego czoła. Harry czuł jego oddech na swojej twarzy.
Spoglądał prosto w te dwa mroczne tunele i miał wrażenie,
że zaraz go pochłoną.</p>

<p>- Pomimo że starasz się
wyprzeć te dobre wspomnienia, to wciąż je pamiętasz...
wciąż pamiętasz mnie. - Ręka Snape'a uniosła się
i spoczęła na sercu Harry'ego, które w tym samym momencie
zaczęło bić jeszcze szybciej niż dotychczas. - Czujesz
mnie? Wiem, że tak. - Severus przesunął twarz i wyszeptał
mu wprost do ucha. - To ja jestem tym mężczyzną, który zna
każde zagłębienie twojej skóry, który potrafi odczytać
każdą zmianę wyrazu twojej twarzy... który poznał
całego ciebie.</p>

<p>Harry ponownie przymknął
powieki. Te słowa... Snape wiedział, jak to robić.
Wiedział, jak uwodzić słowami. Jak spowodować, że nawet
najchłodniejsze bariery... zaczynały się roztapiać.</p>

<p>- Możesz mnie nienawidzić,
ale w głębi serca wiesz, że to nie jest nienawiść. Nie
do końca - kontynuował mężczyzna tym samym przyciszonym,
łagodnym głosem. - Tęskniłeś za mną.
Tęskniłeś za tym...</p>

<p>Harry pragnął
pokręcić głowa, ale nie był w stanie. Nie mógł
już dłużej... to było niemal jak tortura.</p>

<p>- Nie chcę już tego
słuchać - powiedział niewyraźnie.</p>

<p>- Nie musisz się tego
wstydzić. Tego, że mnie potrzebujesz, nawet po tym, jaki zadałem
ci ból. Nie musisz się wstydzić... - Długie palce
musnęły twarz Harry'ego i chłopak poczuł ciarki na plecach
oraz unoszące się włoski na karku - ... że wciąż
drżysz pod moim dotykiem. Nie musisz się tego wypierać. Nawet
jeżeli próbujesz, nie potrafisz zapanować nad biciem własnego
serca. Słyszę je teraz. - Wargi zbliżyły się do ucha i
Harry miał wrażenie, że ten niski głos rozbrzmiewa wprost w
jego głowie. - Słyszę jak głośno bije. Coraz głośniej.
Coraz szybciej. Wystarczy, że zrobię tak... - Gorący język
wśliznął się do wnętrza ucha Harry'ego i chłopak
miał wrażenie, że w jego ciele nastąpiło
gwałtowne wyładowanie elektryczne. Poczuł dreszcze nawet w
palcach u nóg.</p>

<p>- Przestań - wyszeptał,
próbując złapać oddech, który nagle uleciał mu z płuc.</p>

<p>- Widzisz? Myślisz, że kogoś
oszukasz? Myślisz, że oszukasz siebie? Obserwowałem cię
wnikliwie przez te dwa tygodnie. Widziałem, jak się
miotałeś. Jaki byłeś zagubiony. Przybity. Samotny.
Myślisz, że udało ci się to ukryć? Ani razu nie
widziałem na twojej twarzy uśmiechu. Przypominałeś
wysuszony kwiat, który potrzebuje wody, aby dalej żyć. A ja...
pragnę znowu zobaczyć ten uśmiech. Taki... bezczelny,
irytujący i głupkowaty. Czasami zadziorny i zuchwały -
mruczał Severus, przesuwając wargami po szyi Harry'ego. - A nawet
można powiedzieć, że... ujmujący.</p>

<p>Harry poczuł bolesne
ukłucie, kiedy te słowa przedarły się przez lodowatą
barierę otaczającą jego serce, roztopiły ją i coś
w nim złamały. Ale to nie był koniec. Był jeszcze mur. Mur,
który jednak coraz bardziej się kruszył.</p>

<p>Nie chciał mu wierzyć. Ale
czy miał jakiś wybór? Czy mógł dalej próbować się
opierać i wmawiać sobie, że te wszystkie spojrzenia, każdy
dotyk, każdy pocałunek... że to nic nie znaczyło? Że
to wewnętrzne rozdarcie, które odczuwał przy każdym spotkaniu ze
Snape'em, było tylko imaginacją?</p>

<p>Nie.</p>

<p>Ponieważ to był jego
Severus. Severus, który zachowywał się irracjonalnie, który jednym
gestem i słowem potrafił rozbić misterną konstrukcję
zaufania, a później nieudolnie próbował ją poskładać,
nie mając do tego żadnych predyspozycji poza wyuczoną przez lata
skłonnością do zaciskania pięści i zadawania ciosów.
Jeżeli nie możesz czegoś naprawić, uderzaj tak długo,
dopóki nie zacznie działać. Ale Severus się przełamał.
Nie uderzał, nie atakował. Przesuwał się każdego dnia
o kilka cali, precyzyjnie układając kamienie i czekając na
szansę, by móc położyć najwyższy.</p>

<p>Wargi Severusa docierały coraz
dalej. Błyskawicznie odpiął kołnierzyk i kilka górnych
guzików koszuli Harry'ego i zaczął całować jego ramię.
Z ust Harry'ego wyrwał się cichy jęk.</p>

<p>Nienawidził Snape'a za to.
Nienawidził go za to, że potrafił wyrwać z niego ten
jęk!</p>

<p>Severus zamruczał w jego
ramię i jednocześnie sięgnął po
różdżkę. Nie odrywając ust od skóry Harry'ego, rzucił
na niego niewerbalne zaklęcie. Chłopak odkrył nagle, że
jest wolny i może się poruszać, ale zanim zdążył
cokolwiek zrobić, smukłe palce zacisnęły się na
wierzchu jego dłoni. Severus wyprostował się i spojrzał mu
prosto w oczy, a następnie uniósł jego rękę i łagodnie
położył na swojej twarzy. Harry poczuł pod palcami
chłodną skórę i maleńkie włoski początkowego
zarostu.</p>

<p>Severus nic nie robił. Po prostu
trzymał jego dłoń na swoim policzku, przyglądając mu
się z czymś nieokreślonym w oczach. W końcu, bardzo powoli
zsunął swoją rękę, pozostawiając dłoń
Harry'ego na swoim policzku. Harry przyjrzał się jego twarzy i
zmarszczył brwi. Severus spoglądał na niego... niepewnie. Jakby
w każdej chwili spodziewał się ciosu.</p>

<p>Zasłużył sobie na to.
Zasłużył jak cholera! Harry nareszcie mógł mu
odpłacić! Mógł go zranić, tak samo jak mężczyzna
zranił jego, mógł go uderzyć, mógł z całej siły
trzasnąć go w ten chłodny, kłujący policzek, tak
mocno, że pozostawiłby na nim czerwony, odciśnięty
ślad swojej dłoni i to byłoby sprawiedliwe i nareszcie
czułby się... fatalnie.</p>

<p>Nie zrobił tego. Nabrał
powietrza i... łagodnie przesunął palcami po jasnej skórze,
gładząc ją ostrożnie i z pewną dozą
nieśmiałości. Oczy Severusa zamigotały. Harry przymknął
powieki, skupiając się na fakturze skóry, której dotykał...
której nie dotykał od tak dawna... za dotykaniem której tęsknił
przez tak długi czas...</p>

<p>Uniósł powieki, spojrzał
prosto w te dwa ciemne, błyszczące tunele i wyszeptał:</p>

<p>- I tak wciąż jesteś
draniem.</p>

<p>- Wiem.</p>

<p>Severus poruszył się i
przysunął bliżej. Tym razem Harry nie bronił się.
Nawet nie próbował. Nie potrafił. Pozwolił, by
mężczyzna oplótł go ciasno rękami i
przyciągnął do siebie, zamykając w ciepłym
więzieniu swych ramion. Harry poddał się i zamknął
oczy. Jego policzek był mocno przyciśnięty do szorstkiego
materiału czarnej szaty, dokładnie na wysokości serca
mężczyzny. Słyszał jego przyspieszone bicie.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. Harry odniósł wrażenie, że uścisk stał się
jeszcze silniejszy. Czuł niemal każdą kość
szczupłego ciała mężczyzny. I ten zapach... wszędzie
wokół, niemal przemocą wdzierający się do nozdrzy.</p>

<p>- Potter? - zapytał po chwili
Severus, poruszając się i spoglądając w dół, na
czuprynę czarnych, rozkopanych włosów. Harry wciąż
miał zamknięte oczy i przyciskał policzek do jego piersi. I wtedy
poczuł, jak coś zanurza mu się we włosach. Długie
palce, które zaczęły łagodnie głaskać go po
głowie. Zamruczał, nie potrafiąc powstrzymać dreszczu,
który wywołał ten dotyk. Miał wrażenie, że nie
czuł go od miesięcy, że już niemal zapomniał, jakie to
przyjemne. Mężczyzna pochylił się i zanurzył we
włosach Harry'ego również twarz, muskając miękkie kosmyki
swoim zakrzywionym nosem oraz cienkimi wargami. Wziął
głęboki oddech, wchłaniając w siebie zapach Harry'ego.
Potem zrobił to jeszcze raz, i kolejny, za każdym razem coraz
mocniej, jakby próbował przesiąknąć jego zapachem. W
końcu wypuścił powietrze, łaskocząc gorącym
oddechem głowę Harry'ego i przełykając ślinę. -
Wierzysz mi? Wiesz, że to, co powiedziałem w klasie, nie jest
prawdą?</p>

<p>Harry zagryzł wargę. Nie
wiedział, co myśleć. Oczywiście, że zawsze w
głębi serca wiedział... nie, wierzył, że to nie jest
prawda. Ale tak łatwo było w nią uwierzyć, w świetle
tego wszystkiego, co się działo wcześniej. Jednak wiedział,
że od samego początku... to była tylko i wyłącznie
jego prawda. Prawda, którą sobie wmawiał.</p>

<p>- Ja... nie wiem.</p>

<p>Słyszał, jak Severus
nabiera tchu. I poczuł, jak zanurza wargi jeszcze głębiej w jego
włosy, przyciskając je do skóry na czubku głowy. I jak wypowiada
zachrypniętym, niskim głosem:</p>

<p>- Nie jesteś dla mnie nikim. -
Zanim te słowa zdążyły w pełni dotrzeć do
Harry'ego, Severus odsunął się odrobinę i powiedział
znacznie głośniejszym i zdecydowanym głosem: - Słyszysz?
Spójrz na mnie. - Harry mimowolnie podniósł głowę,
spoglądając szeroko otwartymi oczami w te dwa jeziora płynnego
żaru. Severus patrzył na niego tak... tak... jakby próbował
pochłonąć go spojrzeniem. Jego oczy błyszczały i
zanurzały się w nim, z tak wielką determinacją, iż miał
wrażenie, jakby przebijały się wprost do serca.</p>

<p>W tym samym momencie Harry
poczuł na twarzy delikatne dotknięcie chłodnych palców,
przesuwających się ostrożnie po jego skórze, pieszczących
policzek, nos, usta, w tak nieziemski sposób, jakby po bardzo wielu samotnych
chwilach nareszcie mogły odtworzyć ślady swych dawnych wędrówek
i tym razem chciały zapamiętać już na zawsze każde
zagłębienie, każdy fragment drogi, którą
podążały.</p>

<p>- Nie jesteś - powtórzył
cicho Severus, łapiąc dłoń Harry'ego, przysuwając do
swych ust i całując ją z taką czułością,
jakby nie potrafił się powstrzymać przed dotykaniem,
smakowaniem, wdychaniem aromatu Harry'ego, teraz, kiedy znowu mógł
być tak blisko niego.</p>

<p>Harry myślał, że
jeszcze chwila i osunie się na podłogę. Nie czuł niczego,
oprócz gorąca i żaru otaczającego jego serce ciepłym
kokonem. Wpatrywał się w tą poprzecinaną zmarszczkami twarz
i... uświadomił sobie, że nic się nie zmieniło.
Że przez cały czas kochał Severusa tak samo mocno, że jego
miłość wcale nie zmalała, że kochał go tak
bardzo, że aż brakowało mu tchu, że aż
kręciło mu się w głowie. I tak strasznie za nim
tęsknił. Za widokiem tych cienkich warg wędrujących po jego
skórze, za widokiem tych czarnych brwi, zmarszczonych w skupieniu, kiedy
Severus zatracał się w nim, tak jak wtedy, podczas świąt.
Za tym ekstatycznym uczuciem wypełniającego go szczęścia.
Nie potrafił już bez tego... bez niego żyć. Owszem,
mógł istnieć, ale byłaby to tylko wegetacja.</p>

<p>- Powiedz to. - Odezwał się
Severus pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem składanym na
wewnętrznej stronie dłoni Harry'ego. - Powiedz, że mi wierzysz.
- Uniósł powieki, zanurzając to odbierające zmysły, upojone
spojrzenie w oczach Harry'ego.</p>

<p>Chłopak przełknął
ślinę.</p>

<p>Czy mógł temu wierzyć? Czy
mógł mu ponownie zaufać? Chciał to zrobić. Naprawdę
chciał. Te dwa tygodnie były dla niego koszmarem. Koszmarem
wypełnionym samotnością, cierpieniem i tęsknotą.
Czuł się zagubiony, nie mógł znaleźć sobie miejsca.
Nigdzie nie pasował. Teraz tutaj, kiedy czuł Severusa całym
sobą, był kompletny. Wiedział, że tu, przy nim jest jego
miejsce. Zupełnie jakby błądził w ciemności,
szukając drogi, i wreszcie, po długim czasie, wrócił do... domu.</p>

<p>- Wierzę ci... - Poddał
się. Nawet jeżeli miałby kiedyś tego
pożałować, ta chwila była warta wszystkiego. Wszystkiego.</p>

<p>Na początku ostrożnie i
trochę nieśmiało przesunął dłońmi
wzdłuż boków Severusa, oplatając go w pasie swoimi ramionami.
Ale w końcu pozwolił się porwać zalewającej jego
zmysły fali tęsknoty i przylgnął do niego mocno, zachłannie
wciskając się w to szczupłe ciało, pragnąc
zagarnąć jak najwięcej, jak najwięcej Severusa, Severusa,
który znowu był tutaj, przy nim, którego znowu mógł przytulać,
którego znowu mógł dotykać...</p>

<p>Usłyszał nad sobą
ciche westchnienie mężczyzny i, zatracając się już do
końca, przeniósł dłonie wyżej, pragnąc
dotknąć tych miękkich kosmyków, ponownie poczuć je
między palcami. Wsunął obie dłonie we włosy
mężczyzny, stając na palcach i jednocześnie
sięgając wargami do miękkiego płatka ucha, ukrytego w
gęstwinie ciemnych kosmyków. Usłyszał przesiąknięty
przyjemnością jęk. Boże, nie myślał, że
jeszcze kiedykolwiek go usłyszy! Nie myślał, że aż tak
za nim tęsknił. Już sam ten jęk potrafił
wywołać w nim eksplozję radości.</p>

<p>Przymknął na chwilę
powieki i westchnął, szepcząc:</p>

<p>- Severusie...</p>

<p>Tęsknił za tym imieniem. Za
sposobem, w jaki układało się na wargach, w jaki
pieściło język, kiedy je wypowiadał...</p>

<p>- Powtórz to. - W głosie
mężczyzny pojawiła się pewnego rodzaju
zachłanność. Harry odsunął się i spojrzał w
jego rozszerzone oczy. Wyglądał, jakby był gotów zrobić
wszystko, byle tylko po raz kolejny usłyszeć swoje imię,
wypowiedziane przez Harry'ego. Wpatrywał się w jego wargi tak, jakby
próbował samym spojrzeniem zmusić je do ułożenia się w
to słowo...</p>

<p>- Severusie - powtórzył i w tej
samej chwili zobaczył, jak powieki mężczyzny przymykają się,
po czym Severus pochylił się nagle i Harry poczuł gorące
wargi przyciskające się do jego ucha i język muskający
przestrzeń za nim, a później przesuwający się na
szyję. Ręka Snape'a ponownie złapała dłoń
Harry'ego, ściskając ją tak mocno, jakby teraz, kiedy w
końcu mógł go trzymać, nie miał zamiaru go już
wypuścić.</p>

<p>- Jeszcze raz. - To już nie
była zachłanność, to było pragnienie tak silne,
że Harry wyraźnie czuł drżenie ciała
mężczyzny, które wzmagało się za każdym razem, kiedy
wypowiadał jego imię.</p>

<p>- Severusie...</p>

<p>Snape wydał z siebie zduszony
pomruk i przywarł wargami do brody i policzka Harry'ego, smakując
jego skórę, liżąc ją i składając na niej
napastliwe pocałunki.</p>

<p>- Severusie...</p>

<p>Mężczyzna
przycisnął go do siebie jeszcze mocniej, wędrując wargami
po jego nosie i czole. Sprawiał wrażenie zagłodzonego niemal na
śmierć zwierzęcia, które nareszcie otrzymało pokarm,
dzięki któremu może przeżyć następny dzień.</p>

<p>Harry, opleciony długim
ramieniem, przylegał teraz do Snape'a całym ciałem i niemal
się zachłysnął, kiedy poczuł twardą niczym
skała, wbijającą mu się w brzuch erekcję
mężczyzny.</p>

<p>Boże, to wszystko było
takie... Kręciło mu się w głowie i jeszcze Snape... nie,
dłoń Snape'a, która błądziła po jego plecach i boku,
dotykając go, ugniatając jego skórę, wczepiając się w
koszulę i wbijając w ciało.</p>

<p>- Ja... myślałem o tobie,
kiedy cię nie było... - wyszeptał nagle Snape i gwałtownie
wciągnął powietrze, jakby powiedział coś, czego nie
zamierzał, ale co było zbyt silne, by pozostać niewypowiedziane.</p>

<p>Czy Snape...? Czy Snape
właśnie wyznał... właśnie wyznał, że
tęsknił za Harrym?</p>

<p>Harry poczuł
łaskoczące ciepło zalewające całe jego ciało. Nie
spodziewał się, że... że Severus... On naprawdę...
Merlinie, to było takie niesamowite! Czyli jednak przez cały ten czas,
przez cały ten cholerny czas...</p>

<p>- A ja o tobie - odparł cicho
Harry, wtulając twarz w szorstką czerń materiału. Tak
bardzo chciał mu powiedzieć o tej strasznej, samotnej, bezsennej
nocy. O tym przerażeniu, które zaprowadziło go aż do Działu
Ksiąg Zakazanych. O tych wszystkich okropnych chwilach, które
przeżył w ciągu tych dwóch, najdłuższych tygodni
swojego życia. - Dlaczego? - zapytał nagle, nie potrafiąc
ukryć goryczy w swoim głosie. Czuł, jak dłoń Snape'a
wślizguje mu się pod koszulę, dotykając nagiej skóry na
plecach i przesuwając po niej paznokciami. Gorące wargi były
teraz gdzieś na jego ramieniu, na przemian całując je i
liżąc. - Dlaczego przyszedłeś dopiero teraz? Dlaczego
kazałeś mi czekać? Dlaczego zostawiłeś mnie samego na
tak długo? Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wszystkiego dwa
tygodnie temu?</p>

<p>- To nie był odpowiedni czas -
odparł cicho mężczyzna, pomiędzy jednym a drugim
pocałunkiem. Jego dłoń zawędrowała już na
pośladki Harry'ego i przesunęła się do przodu, podrażniając
wewnętrzną stronę ud. Każdy dotyk był niczym
muśnięcie sypiącą iskrami różdżką i
doprowadzał Harry'ego nad samą krawędź. Ale nie
mógł... Musiał wiedzieć!</p>

<p>- Jak to nie był odpowiedni
czas? - zapytał, z trudem wydobywając z siebie głos,
ponieważ jedyne, na co miał ochotę, to jęczenie.</p>

<p>- Musiałem kilka spraw... -
odparł niewyraźnie Severus, wpijając się wargami w
szyję Harry'ego. - Cholera, nie mogę się skupić.</p>

<p>To było... zaskakujące
wyznanie. Harry zamrugał i otworzył już usta, żeby
odpowiedzieć, ale wtedy poczuł dłoń Snape'a,
balansującą przez chwilę na jego brzuchu, a następnie
przesuwającą się w dół i - o bogowie! -
zaciskającą się mocno na jego kroczu! W ułamku sekundy
zrobił się tak twardy, iż miał wrażenie, że zaraz
przebije się przez spodnie. Przez szum w uszach dotarł do niego
przepełniony ogniem szept:</p>

<p>- Pozwól mi.</p>

<p>I nie czekając na
odpowiedź, Severus wsunął dłoń w spodnie i slipy
Harry'ego, owijając chłodną dłoń wokół
naprężonej erekcji.</p>

<p>O cholera!</p>

<p>Harry wyjęczał coś
nieskładnego, pozwalając, by ciało przejęło
kontrolę nad sytuacją i niemal zawisł na
mężczyźnie, nie będąc w stanie ustać o
własnych siłach. Nie, kiedy... szlagszlagszlag!</p>

<p>Severus poruszył
dłonią. Jeden, jedyny raz, ale to wystarczyło, by Harry niemal
zemdlał, kiedy poczuł wędrującą po jego penisie
iskrę przyjemności, która przeniknęła przez skórę i
trafiła prosto w podbrzusze. Pulsował tak bardzo, iż miał
wrażenie, że zaraz wystrzeli. Nie był tak podniecony od... od...
od czasu, kiedy Severus po raz ostatni go dotykał. To bezuczuciowe
rozładowywanie napięcia, któremu czasami poddawał się po
przebudzeniu, nie mogło się równać nawet w połowie... nawet
w jednej nieskończonej temu... temu teraz! Tej dłoni, temu oddechowi
na szyi i...</p>

<p>- Tak straszliwie cię
pragnę... - wyszeptał Severus niskim, zachrypniętym głosem.
Puścił dłoń Harry'go i dotknął jego podbródka,
unosząc mu twarz i zanurzając swoje zamglone z pożądania
spojrzenie w zielonych oczach: - Najchętniej wziąłbym cię
tu i teraz...</p>

<p>Serce Harry'ego szarpnęło
się boleśnie i na sekundę przestało bić.</p>

<p>- Więc zrób to - odparł
cicho i kiedy tylko to powiedział, zobaczył gwałtowny
rozbłysk w tych płonących jeziorach i w tej chwili
wiedział, że oddałby temu mężczyźnie wszystko,
absolutnie wszystko.</p>

<p>To, co się później
wydarzyło, było jedynie smugą ognia. Severus poruszył
dłonią, błyskawicznie wyciągając
różdżkę i kierując ich w stronę leżącego na
podłodze przed kominkiem dywanu i zanim Harry zdążył
wziąć oddech, był już nagi, a jego ubrania
zmaterializowały się obok, opadając wolno na podłogę.
Severus odwrócił go tyłem do siebie, oplatając ramionami na
wysokości klatki piersiowej i pokierował ich obu w dół, na
dywan. Harry opadł na kolana i ręce, czując nakrywające go
ciało mężczyzny i jego oddech na swoim karku. Szorstka szata
drapała jego nagą skórę, ale to było takie przyjemne, znowu
czuć ją wszędzie, przyciskającą się do
wrażliwych ud, do wygiętych pleców... ale zanim jego zmysły
zdążyły zarejestrować wszystkie doznania, na jego wejście
naparł gorący, śliski czubek erekcji Severusa, płynnie
przeciskając się przez pulsujący pragnieniem krąg
mięśni i zanurzając w Harrym tak głęboko, iż po
chwili jego pośladków dotknęły miękkie, gładkie
jądra.</p>

<p>Harry usłyszał nad
sobą długi, chrapliwy jęk, który zmieszał się z jego
własnym jękiem. Oplatające go dłonie Snape'a
niespodziewanie mocno zacisnęły się na jego skórze i
poczuł, jak ten opanowany mężczyzna... drży. Severus
przylgnął do niego jeszcze mocniej i położył mu
głowę na karku, a jego włosy rozsypały się po plecach
Harry'ego, delikatnie łaskocząc jego podrażnioną
skórę. Teraz przykrywał go już całego, otaczał go,
był nad nim i w nim, wszędzie.</p>

<p>I... o boże! To było
wszystko, czego Harry pragnął... za czym tęsknił. Nie
sądził, że jeszcze kiedykolwiek...</p>

<p>Wszelkie myśli
opuściły jednak jego umysł, kiedy Severus poruszył
głową i zaczął składać wilgotne pocałunki na
jego karku i jednocześnie bardzo powoli wysunął się z
niego, tak jakby jakikolwiek gwałtowniejszy ruch, mógł
doprowadzić go do niespodziewanego finału... Wysunął
się niemal do samego końca i tak samo płynnie wszedł z
powrotem. I jeszcze raz. I ponownie. Mruczał gardłowo, biorąc
Harry'ego długimi, głębokimi pchnięciami, tak jakby
chciał się nim nasycić, nasycić jego zapachem i
gorącem. I przy kolejnym pchnięciu uderzył prosto... prosto w...
w ten punkt, tam...</p>

<p>- Ooooooooch! - Harry dopiero po
chwili zorientował się, że to on wydał z siebie ten
jęk, ale zanim zdążył nabrać tchu, z jego ust
wydobył się kolejny, jeszcze głośniejszy, ponieważ poczuł...
poczuł chłodną, wilgotną dłoń mężczyzny
owijającą się wokół jego penisa i zamykającą go w
odbierającym zmysły uścisku.</p>

<p>- O bo-o-o-o-oooo-że... -
zaskomlał, mając wrażenie, że zaraz dojdzie tylko i
wyłącznie od tego dotyku. Jego erekcja pulsowała boleśnie,
zamknięta w gorącym, ciasnym tunelu poznaczonych odciskami palców,
które przesunęły się wzdłuż nabiegłego krwią
trzonu i musnęły główkę, a w tym samym czasie rozgrzany
penis Severusa wysunął się z niego po raz kolejny i gładko
wszedł z powrotem, tym razem szybciej, zachłanniej, jakby
mężczyzna nie był już w stanie nad tym panować.
Dłoń przesunęła się w dół,
ścisnęła jądra i Harry gwałtownie szarpnął
głową, kiedy przez jego żyły popłynęły
iskry. Już nie mógł dłużej... cały pulsował...
Miał wrażenie, jakby coś próbowało się z niego
wyrwać, eksplodować.</p>

<p>Severus wysunął się z
niego. I pchnął. Gorące wargi przyssały się do karku,
a dłoń gwałtownie przesunęła się na sam czubek
erekcji, wyciskając z niej wszystko i Harry doszedł przy akompaniamencie
własnego krzyku i wibrującego wokół pomruku Severusa.
Dochodził i dochodził. I miał wrażenie, że to
ekstatyczne upojenie nigdy się nie skończy, że wszystkie
mięśnie jego ciała spłoną w ogniu, a skóra
rozpuści się. Czuł osiadające na brodzie kropelki spermy i
płynną erupcję w lędźwiach i nigdy, przenigdy nie
spodziewał się, że orgazm może trwać tak długo...</p>

<p>Zaciskające się na karku
zęby sprowadziły go na ziemię w tej samej chwili, w której
Severus gwałtownym pchnięciem zakończył swoją
udrękę i z jego ust wyrwał się cichy, zabłąkany
jęk:</p>

<p>- Potter...</p>

<p>Przykrywające Harry'ego ciało
naprężyło się i Snape wystrzelił w nim, zraszając
jego wnętrze gorącą spermą, której wydawało się
być zdecydowanie więcej niż zazwyczaj, jakby od bardzo dawna nie
miała żadnego ujścia. Severus podrygiwał w rytmie
wytrysków, wydając z siebie głębokie pomruki i wbijając
wargi oraz zęby w kark Harry'ego. I trwało to niemal całą
wieczność, dopóki nie znieruchomiał i nie zamilkł, a w
powietrzu pozostały tylko dwa głośne, nierówne oddechy.</p>

<p>Serce dudniło Harry'emu w
piersi, mięśnie drżały od zbyt nagłego i zbyt
intensywnego wysiłku, a ostatnie fale orgazmu przepływały
rytmicznie przez jego ciało, ale jedyne, o czym potrafił teraz
myśleć, było to, jak bardzo czuje się szczęśliwy
i spełniony. Jakby po raz pierwszy od dwóch tygodni zaczerpnął
powietrza do płuc, chociaż był to najkrótszy i najszybszy seks,
jakiego doświadczył. Najwyraźniej obaj byli zbyt... zbyt
stęsknieni i wystarczyło zaledwie kilka pchnięć, jeden
dotyk, by...</p>

<p>Czuł na sobie ciężar
Severusa, czuł jego zapach, teraz jeszcze intensywniejszy, zaprawiony
aromatem potu i seksu, czuł jego przyspieszony oddech na swojej skórze,
dotyk jego włosów, rozrzuconych na plecach, muskających kark, ramiona
i łopatki, czarną, obszerną szatę, ocierającą
się o jego ciało oraz pelerynę, opadającą po bokach
aż do podłogi. Mógł przesunąć rękę i jej
dotknąć. I tak zrobił. Złapał skrawek peleryny i
przycisnął ją do nosa i policzka, wciągając
głęboko w płuca jej aromat i pocierając o nią
twarzą. Tak, była szorstka, ale było w niej również
coś delikatnego, coś, co sprawiało, że miał
ochotę owinąć się nią cały i nigdy jej nie
opuścić. Przywodziła na myśl pajęczą sieć,
którą ofiara z największą przyjemnością sama się
oplatała.</p>

<p>To była właśnie ta
siła. Ta siła, którą posiadał Severus. I Harry nie
potrafił się jej oprzeć, niezależnie od tego, jak bardzo
próbował. Był jak ćma, przyciągana przez płomień,
nawet jeżeli zdawał sobie sprawę, że może się
boleśnie sparzyć. A kiedy próbował uciekać, odkrywał,
że droga prowadzi go tylko z powrotem. Wystarczył jeden dotyk, jeden
szept tego mężczyzny, by się poddał, by ponownie
pozwolił obedrzeć się z dumy. Wystarczyło jedno spojrzenie
tych głębokich oczu, by jego serce opadło na kolana. I nie
potrafił z tym walczyć, nie potrafił się uwolnić.
Szarpanie się doprowadzało jedynie do tego, że pajęczyna
oplątywała go jeszcze bardziej. Zakleszczony w jej więzach,
uwiedziony jej ciepłem i groźnym pięknem, mógł jedynie
bezbronnie przyglądać się temu, co zrobiła z nim
miłość.</p>

<p>Zawsze dawał się
ponieść emocjom, zawsze bez zastanowienia pozwalał się im prowadzić,
rzucając się w wir niebezpieczeństwa. Tym razem skoczył w
wir, z którego nie było wyjścia i który był znacznie
niebezpieczniejszy niż jakikolwiek inny.</p>

<p>Severus poruszył się i
powoli uniósł, zsuwając się z Harry'ego. Chłopak
nabrał powietrza i ostrożnie się odwrócił, siadając na
podłodze i spoglądając na klęczącego za sobą
mężczyznę. Musnął wzrokiem twarz oraz oczy Severusa,
wciąż tlące się pożarem, który jeszcze niedawno w nich
szalał, a następnie skierował spojrzenie niżej, ku miejscu,
które przyciągało jego wzrok niczym potężny magnes. Ku
rozchylonym szatom Snape'a. Gruby, zaczerwieniony penis, leżący na
udzie Severusa był wilgotny i zmęczony. Na tle czarnej plamy
otaczających go szat i krótkich, bardzo ciemnych włosków
wyglądał jeszcze masywniej, niż Harry go zapamiętał.
Widział nawet dwa owalne, wiszące pod nim jądra, które
sprawiały wrażenie całkowicie wyciśniętych. Od
dołu pokrywały je ciemne włoski, ale Harry doskonale pamiętał,
jak gładkie i miękkie były w dotyku.</p>

<p>Tęsknił za tym widokiem, tęsknił
za ugniataniem ich w dłoni, za przesuwaniem ręką po
pulsującym, pokrytym misterną siatką żył trzonie,
tęsknił za cierpkim smakiem rozgrzanej, naciągniętej na
czubku penisa skóry, za zlizywaniem spływających po nim białych
kropel... I najwidoczniej wszystkie te uczucia, łącznie z bezwstydnym
zachwytem, zbyt wyraźnie odmalowały się na jego twarzy,
ponieważ po chwili usłyszał odchrząknięcie i Severus
poruszył się, biorąc penisa w dłoń i wsuwając go
w spodnie.</p>

<p>Harry zamrugał,
spoglądając na mężczyznę z oburzeniem, jakby
właśnie przerwano mu w połowie oglądanie niezwykle
wciągającego spektaklu.</p>

<p>- Ej, właśnie
próbowałem się... napatrzeć - mruknął niepocieszony,
ale kiedy spojrzał na twarz Severusa i zobaczył dziwnie
zaczerwienione policzki mężczyzny, niemal połknął
własny język.</p>

<p>Czyżby Severus...? Czyżby
on...? Nie, to było zbyt przerażające, by chociaż o tym
pomyśleć.</p>

<p>- Potter, nie jestem typem okazu,
który możesz sobie podziwiać jak na wystawie - odparł Snape,
podnosząc się i wygładzając swoje szaty.</p>

<p>- Wiem - odparł Harry,
odchylając się do tyłu i podpierając rękami. -
Jesteś typem, który sam woli podziwiać, prawda? - Po tych
słowach rozchylił nogi i zerknął w górę,
marszcząc wyzywająco brwi.</p>

<p>Severus spojrzał na niego
przeszywającym wzrokiem, a jego oczy przesunęły się leniwie
po ciele Harry'ego i utkwiły w najbardziej strategicznym punkcie.</p>

<p>Och, Merlinie, już samo to
spojrzenie potrafiło sprawić, że Harry odczuwał
łaskotanie w podbrzuszu!</p>

<p>- Brakowało mi tego -
wyrwało mu się nagle. - Brakowało mi tego uczucia... kiedy
jesteś we mnie.</p>

<p>W oczach Severusa coś się
poruszyło. Zerknął jeszcze raz na twarz Harry'ego, po czym
przerwał kontakt wzrokowy, odwrócił się i sięgnął
po leżące na podłodze ubrania Harry'ego.</p>

<p>- A mnie brakowało twojego
bezsensownego paplania - parsknął ironicznie, ciskając w
Harry'ego jego rzeczami. - Ubieraj się, ty bezwstydny dzieciaku!</p>

<p>Harry skrzywił się
nieznacznie, ale wykonał polecenie i kiedy skończył zapinać
koszulę, zobaczył wyciągniętą ku niemu bladą
dłoń. Złapał ją i pozwolił Severusowi
postawić się na nogi. Ale mężczyzna nie puścił
go. Mocno ściskając jego rękę, poprowadził go do
fotela i usiadł na nim, przyciągając Harry'ego do siebie i
sadzając na swoich kolanach.</p>

<p>Znowu było tak jak kiedyś.
I świadomość tego sprawiła, że Harry poczuł w
swoim żołądku przyjemny, ciepły uścisk.</p>

<p>Severus rozejrzał się po
pokoju z udawaną zadumą.</p>

<p>- Ta komnata wydaje się
znajoma...</p>

<p>Harry zarumienił się, a
wtedy na wargach mężczyzny pojawił się ten cudowny, krzywy
uśmieszek. Coś wewnątrz Harry'ego rozgrzało się,
promieniując blaskiem i jego usta, po raz pierwszy od niewiarygodnie
długiego czasu, rozciągnęły się w uśmiechu.
Severus wpatrywał się teraz w niego w tak niesamowity sposób, jakby
pragnął spić ten widok z jego twarzy. Harry, nieco zażenowany,
spuścił głowę i poruszył palcami, wciąż
znajdującymi się w uścisku dłoni Snape'a.</p>

<p>- To już tak
wyglądało, kiedy tu wszedłem. Nie mogłem tego zmienić.
- Podniósł głowę i spojrzał w twarz przypatrującego mu
się Severusa. - Na początku to wcale nie było przyjemne.
Przychodzić tu i widzieć... to wszystko. - Machnął
ręką w nieokreślonym kierunku, wskazując na otaczające
ich ściany i meble. - Ale potem się przyzwyczaiłem. Wszystko
jest tak samo... z wyjątkiem butelek w barku. - Severus uniósł brew.
- No... są puste - dodał Harry.</p>

<p>Mężczyzna przeszył go
dziwnym spojrzeniem.</p>

<p>- Czy mam rozumieć, że
chciałeś się upić?</p>

<p>- Tylko trochę! Żeby
zapomnieć. - Harry ponownie spuścił wzrok. - Ale
najwyraźniej nie wszystko da się tu odtworzyć.</p>

<p>- Gdyby tak było, to każdy
uczeń mógłby sobie wymarzyć pokój pełen alkoholu i
przychodzić tu codziennie, żeby go pić - powiedział Snape
zmęczonym głosem.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Nie pomyślałem o tym.</p>

<p>Severus zacisnął wargi.
Harry zerknął na niego i uśmiechnął się.
Było coś niesłychanie urzekającego w Severusie
powstrzymującym się od rzucenia złośliwym komentarzem.</p>

<p>Ponownie spojrzał na ich
splecione dłonie.</p>

<p>Wciąż ciężko mu
było uwierzyć w to, że Snape znowu tutaj był. Że znowu
mógł go dotykać, że znowu mógł siedzieć na jego
kolanach. Przez chwilę przypatrywał się dłoni
mężczyzny. Widział wyraźnie zarysowane, bladofioletowe
żyły, skóra na wierzchu ręki była szorstka i wysuszona, a
kostki długich i szczupłych niczym pajęcze nogi palców
wynurzały się z niej, wyglądając jak wyrastające nagle
na środku pustyni wydmy. Te palce były teraz splecione z jego
palcami. Mniejszymi i gładszymi, wciąż jeszcze delikatnie
opalonymi.</p>

<p>Powoli uniósł ich splecione
ręce i przyciągnął do swojej twarzy. Zamknął oczy
i potarł policzkiem o tę szorstką skórę na wierzchu
dłoni Severusa. A później pocałował ją z
czułością. Może i była szorstka, ale
należała do niego, tylko do niego. Była idealna.</p>

<p>- Tęskniłem za nami -
wyszeptał po chwili i zerknął w bok na mężczyznę.
Severus wpatrywał się w niego z dziwnym oszołomieniem na twarzy.
- Wiesz, byłoby mi łatwiej, gdyby cię... gdybyś ty...
gdybyś nie chodził za mną jak cień - kontynuował
Harry. - Dlaczego to robiłeś? Co chciałeś osiągnąć?</p>

<p>Oczy Severusa zamigotały.</p>

<p>- Nie mogłem pozwolić,
żebyś o mnie zapomniał.</p>

<p>Harry przewrócił oczami.</p>

<p>Jakby to w ogóle było
możliwe...</p>

<p>- Nie żartuj sobie ze mnie -
odpowiedział, odsuwając dłoń od twarzy i
spoglądając na Severusa z udawanym oburzeniem. - Robiłeś to
specjalnie. To było takie... takie wyrachowane. Nie mogłem się
na niczym skupić.</p>

<p>- Wiem. - Severus wydawał
się perfidnie z siebie zadowolony. Kiedy Harry zmarszczył buntowniczo
brwi, dodał: - Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że
było to trochę nieczyste zagranie, ale było ono konieczne.
Czasami zachowujesz się jak dzikie zwierzę, które najpierw trzeba
nieco oswoić i przyzwyczaić do swojej obecności i dopiero
później można je pogłaskać.</p>

<p>Harry wziął
głęboki oddech. Co to miało niby być za porównanie? Niech
Snape się cieszy, że to zwierzę nie odgryzło mu ręki!</p>

<p>- Och, a ty za to jesteś
mistrzem w unikaniu oswojenia - wypalił zadziornie.</p>

<p>- Przynajmniej nie pozwalam
założyć sobie smyczy.</p>

<p>- Ale pozwoliłeś
założyć kaganiec.</p>

<p>Snape zacisnął usta. Harry
uśmiechnął się. To chyba oznaczało remis. Ha, był
w tym coraz lepszy!</p>

<p>- Nie musisz się tego
wstydzić, Severusie... - powiedział Harry, przypominając sobie
wcześniejsze słowa Snape'a i uśmiechając się
bezczelnie. - Nie musisz się tego wypierać.</p>

<p>- Potter... - W głosie
mężczyzny pojawiła się ostrzegawcza nuta. - Nie
minęło nawet pół godziny, a ty już zaczynasz mnie
irytować.</p>

<p>Harry machnął
ręką.</p>

<p>- Ach, ty irytujesz mnie odkąd
tylko tu wszedłeś. Nie mówiłem ci o tym, bo nie chciałem
robić ci przykrości. Ale skoro już o tym
wspomniałeś...</p>

<p>- Bezczelny jak zawsze -
mruknął Severus, spoglądając na niego kwaśno.</p>

<p>Harry nie potrafił już
wytrzymać. Wyszczerzył się i parsknął śmiechem.
Merlinie, jak straszliwie tęsknił za tym przekomarzaniem się. I
najwyraźniej Severus także, ponieważ kąciki jego ust
zaczęły drżeć.</p>

<p>Harry przymknął powieki,
czując przyjemne ciepło rozprzestrzeniające się po jego
ciele. Wiedział, co to było...</p>

<p>W tej samej chwili Severus
poruszył się i Harry poczuł, jak wkłada mu coś w
dłoń, a następnie zaciska swoją rękę na jego.
Otworzył oczy i spojrzał w dół, zaskoczony tym nagłym
gestem. Zerknął na twarz mężczyzny, ale nie potrafił
nic z niej wyczytać. Następnie ponownie spojrzał w dół. W
jego ręce tkwiło coś małego, gładkiego i dosyć ciężkiego.
Coś jakby...</p>

<p>Serce zabiło mu mocniej w tej
samej chwili, w której Severus zabrał swoją rękę i Harry
ujrzał... zielony kamień.</p>

<p>Jego oczy rozszerzyły się.
Wpatrywał się w swoją dłoń i leżący na niej
kamień z takim niedowierzaniem, jakby widział go po raz pierwszy w
życiu.</p>

<p>Severus mu go oddał.
Chciał, aby Harry znowu go miał.</p>

<p>Zacisnął palce wokół
kamienia, a następnie błyskawicznie schował go do kieszeni i
rzucił się do przodu, oplatając ramionami szyję
mężczyzny i wtulając twarz w jego obojczyk. Wziął głęboki
oddech, wchłaniając aromat Severusa i przesunął twarz
wyżej, całując jego szyję. Wycałował drogę
od obojczyka aż do brody, słysząc nad sobą ciche
pomrukiwania mężczyzny, któremu najwyraźniej przypadły te
zabiegi do gustu. Przesunął twarz jeszcze wyżej i
pocałował go w policzek, mocno przyciskając wargi do szorstkiej
skóry, a następnie zaczął ocierać się o nią
własnym policzkiem, czując kłujące włoski
niewidocznego zarostu.</p>

<p>Och tak, to było to. Zapach,
smak i dotyk. Wszystkie zmysły wypełnione tylko i wyłącznie
Severusem. Czy mogło być coś wspanialszego?</p>

<p>- Twój zapach jest zniewalający
- wyszeptał, przesuwając nosem po twarzy mężczyzny, w bok
do ucha, a później w dół, aż do zagłębienia szyi, w
której ponownie ukrył twarz. Nie potrzebował już niczego
więcej. Chciałby po prostu tak siedzieć, przytulony do niego i
nigdy więcej go nie puścić.</p>

<p>Po jakimś czasie, który
wydawał się Harry'emu zdecydowanie zbyt krótki, Severus
odchrząknął i odezwał się wyjątkowo poważnym
tonem:</p>

<p>- Wiesz, że Dumbledore
opowiedział mi o twoim śnie? - Harry zamarł, ale po chwili
wahania, przytaknął niechętnie. - I wiesz, że obaj wiemy,
że nie powiedziałeś dyrektorowi wszystkiego? - Harry
zagryzł wargę i ponownie przytaknął, odsuwając
się od mężczyzny ze spuszczoną głową i wzrokiem
wbitym w dywan.</p>

<p>- Nie chciałem mu mówić
o... pewnych rzeczach. Nie mogłem. Musiałem skłamać.</p>

<p>- Co takiego przed nim
ukryłeś? - W głosie Severusa pojawił się lekki nacisk.
- Czego mu nie powiedziałeś? Co w tym śnie było takiego, co
skłoniło cię aż do sięgnięcia po Czarną
Magię? - Harry spojrzał na niego, marszcząc brwi. - Tak, wiem,
że potajemnie uczyłeś się w bibliotece Czarnej Magii -
kontynuował mężczyzna. - Chciałbym po prostu wiedzieć,
jaki był tego powód.</p>

<p>Harry milczał przez chwilę.
Severus przyglądał mu się wnikliwie, niemal świdrując
go wzrokiem.</p>

<p>- Ja... nie wiem, czy chciałbyś
wiedzieć - odparł w końcu Harry. Kiedy Snape już
otwierał usta, aby odpowiedzieć na to, zapewne idiotyczne w jego
mniemaniu stwierdzenie, Gryfon go ubiegł: - Nie wiem, czy powinieneś
wiedzieć. To... nie jest coś, o czym chciałoby się
wiedzieć.</p>

<p>- Zapewniam cię, że
niezależnie od tego, jak przerażające ci się to
wydało, możesz mi powiedzieć - rzekł Snape, ostrożnie
dobierając słowa.</p>

<p>Harry westchnął
ciężko.</p>

<p>Chciał o tym komuś
powiedzieć. Naprawdę chciał. A czyż Severus nie był...
najodpowiedniejszą osobą?</p>

<p>- Ja... śniło mi się,
że byłem torturowany przez Voldemorta i Śmierciożerców.
Jakimiś okrutnymi klątwami, które... które roztapiały moją
skórę, odrywały ją od mięśni. - Wyraz twarzy Severusa
nie zmienił się nawet odrobinę. Wpatrywał się w
Harry'ego z uwagą, marszcząc brwi i czekając. - Ale nie to
było najgorsze. Najgorsze było to... że byłeś tam ze
mną. Że ciebie też torturowali. - Teraz! Widział
wyraźnie! Dziwny rozbłysk w oczach Snape'a. Drżący. - I
ja... nie mogłem dopuścić, żeby.. Bałem się,
że to może być wizja, że mogą ci coś zrobić,
że to może wydarzyć się naprawdę. - Harry
przerwał i przełknął ślinę, czując
nagłą suchość w gardle, kiedy przed jego oczami
pojawiła się wizja ze snu. Wizja czarnych, gasnących oczu.</p>

<p>- Więc poszedłeś do
Działu Ksiąg Zakazanych, ponieważ stwierdziłeś,
że tylko tam nauczysz się czegoś, co nie pozwoli ci do tego
dopuścić - dokończył Severus.</p>

<p>- Tak - wymamrotał cicho Harry.
- Było mi tak ciężko. Byłem sam, nie miałem się
do kogo zwrócić. To była chyba najgorsza noc, jaką
przeżyłem. Ciągle to widziałem. Nie mogłem tego
znieść. - Zawahał się. Nie wiedział, jak dużo
może powiedzieć Severusowi. Z każdym słowem, zmarszczka
pomiędzy ciemnymi brwiami pogłębiała się. Ale komu
innemu miałby o tym powiedzieć? - Przeczytałem kilka
książek i raz nawet spróbowałem rzucić jakąś
klątwę.. ale nic mi z tego nie wyszło.</p>

<p>- I spróbowałeś po raz
ostatni - przerwał mu ostro Snape. - Nie pójdziesz tam więcej. Nie
dotkniesz już żadnej książki poświęconej Czarnej
Magii.</p>

<p>Harry zacisnął usta.</p>

<p>- Wiem, że to ty
zablokowałeś mi dostęp do Działu Ksiąg Zakazanych. Ta
twoja bariera wcale nie była miła...</p>

<p>Snape uśmiechnął
się nieprzyjemnie.</p>

<p>- Zapewniam cię, że
następna będzie jeszcze gorsza.</p>

<p>To nie było sprawiedliwe.
Wszyscy byli przeciwko niemu. Nawet Severus.</p>

<p>- Dlaczego? Dlaczego nie mogę
uczyć się tego, co uważam za najlepsze dla siebie? Nikt w tej
szkole nie chce mnie niczego nauczyć, a kiedy sam próbuję, to wszyscy
mi to uniemożliwiają.</p>

<p>- Potter, czy ty naprawdę nie
rozumiesz, z jak mrocznymi siłami próbujesz igrać? To nie są
zaklęcia domowe ani głupie dowcipy, które możesz rzucać
sobie ot tak, dla rozrywki. Każde z nich wyszarpuje z ciebie kawałek
duszy. Kawałek człowieczeństwa. Tak, dają ci poczucie
siły, poczucie władzy, ale tylko przez chwilę. Na tyle jednak
długą, by się od tego uzależnić. A kiedy już raz
zaczniesz je rzucać, nigdy nie przestaniesz. Są jak nałóg.
Niszczą ciebie i wszystko wokół, wszystko, co znasz. Myślisz,
że jakikolwiek Śmierciożerca zachowywał się tak
bestialsko od samego początku? Myślisz, że od początku, bez
mrugnięcia okiem, palił, obdzierał ze skóry i stosował
najbrutalniejsze tortury? Do tego wszystkiego doprowadziła ich Czarna
Magia, którą ty tak bezmyślnie chciałeś wpuścić
do swojej duszy, chciałeś pozwolić jej zapuścić w niej
korzenie. I teraz pytasz, dlaczego ci na to nie pozwoliłem?</p>

<p>Harry wpatrywał się w
Severusa z mieszaniną niedowierzania i przerażenia. Brwi
mężczyzny były ściągnięte, usta
zaciśnięte w bladą linię, a na policzkach pojawił
się niewyraźny odcień gniewu i wzburzenia.</p>

<p>- Ale ten sen... - zaczął
niepewnie Harry.</p>

<p>- Jeżeli chodzi o sen, to nie
chcę, żebyś dalej zawracał sobie nim głowę. Nic
takiego się nie wydarzy, zapewniam cię - odparł niezwykle
zdecydowanym, pewnym siebie głosem. Harry'ego dziwiła trochę ta
pewność.</p>

<p>- Skąd możesz
wiedzieć? - zapytał. - Nie widziałeś tego. Nie wiesz, jakie
to było realne...</p>

<p>- Ale wiem, jak odróżnić
projekcję zastraszonego umysłu od wizji sprowadzanych przez Czarnego
Pana. Musisz mi zaufać. - Coś w spojrzeniu mężczyzny
zmieniło się. Harry zmarszczył brwi. W końcu Snape był
Mistrzem Oklumencji. Znał się na tym. Harry nie miał powodu, by
mu nie ufać.</p>

<p>- Dobrze - odparł cicho,
wykrzywiając wargi w niewyraźnym uśmiechu.</p>

<p>Zapadła cisza. Snape
przypatrywał mu się uważnie, jakby się nad czymś
zastanawiał, i to bardzo głęboko. Ale w końcu poruszył
się i spuścił głowę, wbijając spojrzenie w jeden
z guzików znajdujących się na koszuli Harry'ego.</p>

<p>- Wydaje mi się, że
powinniśmy na trochę wyrwać się z tego zamku. Co powiesz na
małą wyprawę do Hogsmeade? Jutro wieczorem?</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się.</p>

<p>- Do Hogsmeade? Chcesz iść
ze mną do Hogsmeade? - zapytał osłupiały.</p>

<p>Snape przeniósł spojrzenie na
podłokietnik fotela.</p>

<p>- Powinniśmy oderwać
się od tego wszystkiego. Dobrze nam zrobi spędzenie trochę czasu
poza szkołą, poza jej murami. Takie chwilowe odetchnięcie, by
wszystko wróciło do normy.</p>

<p>Harry wpatrywał się w niego
z oszołomieniem.</p>

<p>Do... do Hogsmeade? Severus
zapraszał go do Hogsmeade? Przecież do Hogsmeade zawsze chodziło
się na randki! Czyżby Severus właśnie zaprosił go
na... na...? O cholera!</p>

<p>- Ja... To znaczy jasne, że
pójdę z tobą do Hogsmeade. Chętnie. Nie ma sprawy -
wymamrotał, czując szaleńcze bicie własnego serca.
Może Snape chciał mu tą ran... tym wyjściem wynagrodzić
te dwa tygodnie?</p>

<p>Snape oderwał wzrok od
podłokietnika i przeniósł go na dywan. Harry miał dziwne
wrażenie, że mężczyzna unika kontaktu wzrokowego.</p>

<p>- Mam nadzieję, iż zdajesz
sobie sprawę z tego, że nikt nie może o tym wiedzieć? Nie
możesz nikomu, absolutnie nikomu powiedzieć. I musisz być bardzo
ostrożny. Nikt nie może cię zobaczyć.</p>

<p>Harry'ego dziwiły te instrukcje.
O co Severusowi chodziło? Przecież zawsze był ostrożny.
Nikt nigdy nie odkrył, gdzie znika wieczorami.</p>

<p>- W porządku - odpowiedział.</p>

<p>Snape zerknął w bok, na
płonący w kominku ogień. Wciąż nie chciał
spojrzeć Harry'emu w oczy.</p>

<p>- Doskonale. W takim razie
przyjdziesz do mnie wieczorem, po kolacji. A później... udamy się tam
razem.</p>

<p>- Dobrze. - Harry nie potrafił
ukryć uśmiechu. Naprawdę pójdzie ze Snape'em do Hogsmeade! To
było niewiarygodne! - Co będziemy robić? - zapytał z
zapałem.</p>

<p>- Dowiesz się jutro -
odparł Severus, nie odrywając spojrzenia od płomieni.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. To
wszystko było bardzo tajemnicze. A przez to również niewiarygodnie...
ekscytujące.</p>

<p>- Szykujesz dla mnie jakaś
niespodziankę? - zapytał, uśmiechając się zadziornie.</p>

<p>Severus drgnął i
zacisnął usta. Nie odpowiedział, a jedynie skinął
lekko głową.</p>

<p>Dziwne. Wcale nie wyglądał
na zadowolonego.</p>

<p>Po chwili jednak odwrócił
głowę i spojrzał prosto na Harry'ego. Jego twarz była
opanowana i nieporuszona, a oczy wydawały się być pozbawione
jakiegokolwiek wyrazu.</p>

<p>Ale Harry był zbyt uradowany, by
się nad tym głębiej zastanawiać. Rozpierało go
szczęście.</p>

<p>Wprost nie mógł doczekać
się jutrzejszego dnia. Jutro... pójdzie z Severusem do Hogsmeade!
Miał przeczucie, że to będzie najcudowniejszy dzień jego
życia!</p>

<p>54. Desiderium Intimum</p><empty-line /><p>Touch my tears with your lips</p>

<p>Touch my world with your fingertips*</p><empty-line /><p>Harry wszedł do słabo
oświetlonej kilkoma tylko świecami oraz kominkiem komnaty. Severus
siedział w fotelu z nogą założoną na nogę i
szklanką whisky w ręku.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
powiedział Harry, uśmiechając się. Na oparciu fotela
zauważył długi czarny płaszcz i rękawiczki bez palców
w tym samym kolorze.</p>

<p>- Ktoś cię widział? -
zapytał szybko Snape, wbijając w Harry'ego badawcze spojrzenie.</p>

<p>- Ee... Nie, chyba nie - odparł
Harry, dziwiąc się temu nagłemu pytaniu.</p>

<p>- Chyba?</p>

<p>- Nie, na pewno nie. Przecież
zawsze jestem ostrożny. - Harry przewrócił oczami. Doprawdy, co ten
Severus sobie myśli? Że to jego pierwszy potajemny wypad?</p>

<p>- Co powiedziałeś
przyjaciołom? - Snape najwyraźniej postanowił kontynuować
przesłuchanie.</p>

<p>- Że spędzę wieczór w
Pokoju Życzeń - odparł trochę niepewnie Harry. - Na wszelki
wypadek powiedziałem też Ronowi, że mogę nie wrócić na
noc, żeby się nie martwił, gdybyśmy... no, tak sobie
pomyślałem, że lepiej się zabezpieczyć.</p>

<p>Mężczyzna
prychnął. Najwyraźniej odpowiedź Harry'ego nie
przypadła mu do gustu.</p>

<p>Chłopak zmarszczył brwi. W
zachowaniu Severusa było coś dziwnego. Jakaś... -
zerknął na kołyszącą się rytmicznie stopę
mężczyzny - ...nerwowość.</p>

<p>No cóż, Severus miewał
swoje humory. Może to po prostu jeden z nich.</p>

<p>- Pójdziemy już? - zapytał
Harry, wzdychając. W swetrze i kurtce zaczynało mu się
robić gorąco.</p>

<p>- Później. Na razie rozbierz
się i usiądź - powiedział Snape, wskazując fotel
naprzeciwko siebie. - Mamy jeszcze trochę czasu.</p>

<p>Harry wzruszył ramionami i
zdjął kurtkę, a później ściągnął przez
głowę sweter i odłożył je na oparcie fotela razem z
peleryną. Usiadł i wbił wyczekujące spojrzenie w
mężczyznę. Snape najwyraźniej do czegoś zmierzał,
a Harry był bardzo ciekaw, co to takiego.</p>

<p>- Może się czegoś
napijesz? - zapytał nagle Severus, zatrzymując spojrzenie na stoliku
pomiędzy nimi.</p>

<p>Harry spochmurniał. Przez
chwilę miał niejasne przeczucie, że Snape kazał mu
usiąść, bo zamierzał coś wyznać... a on mu
proponuje drinka! Świetnie.</p>

<p>- Ee... może tego słodkiego
wina, które piłem ostatnio? Takie jasnoróżowe, nie pamiętam
nazwy... Chyba Av...</p>

<p>- Nie - przerwał mu nagle Snape.
Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem. Dłoń mężczyzny
zaciskała się wokół szklanki z dziwną
intensywnością, a palec wskazujący bez przerwy stukał nierytmicznie
o naczynie. - Nie dostaniesz alkoholu. Ale możesz napić się
herbaty.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy.</p>

<p>- He... herbaty? - Co to miało
niby być? Od kiedy Severus postanowił zachowywać się jak na
nauczyciela przystało? - No dobrze. Niech będzie - wydukał,
kompletnie zaskoczony odmową.</p>

<p>Aż podskoczył, kiedy
Severus z głośnym hukiem odstawił szklankę,
błyskawicznie podniósł się z fotela i ruszył w stronę
barku pod ścianą. Harry zerknął na whisky, która przy tym
gwałtownym ruchu rozlała się po stoliku.</p>

<p>Snape swoim zachowaniem przypominał
mu Hermionę przed jakimś niezwykle trudnym i ważnym egzaminem.
Też wszystko wtedy rozlewała i czasami można było
odnieść wrażenie, że albo eksploduje od środka, albo
coś rozbije, żeby się wyładować. Ale czym się tak
denerwował? Ich... hmm... randką? Może Severus był
zły, że go na nią zaprosił? Może, kiedy mu ją
proponował, kierował się impulsem, a później
przemyślał sobie wszystko i stwierdził, że wcale nie chce z
nim pójść, ale teraz nie może się już wycofać?</p>

<p>- Wiesz... - odezwał się
cicho, wpatrując się w plecy przygotowującego herbatę
Severusa. - Jeżeli nie masz ochoty... to wcale nie musimy iść do
Hogsmeade. Możemy zostać tutaj i... coś porobić.</p>

<p>Wydawało mu się, że
mężczyzna zastygł na moment, jakby zaskoczony tą
propozycją.</p>

<p>- Co każe ci sądzić,
że nie mam ochoty? - zapytał ostro.</p>

<p>- No...</p>

<p>- To ja zaproponowałem
wyjście do Hogsmeade, więc dlaczego uważasz, że nagle
zmieniłem zdanie?</p>

<p>- Ale ja nie...</p>

<p>- Najpierw się napijemy.
Sądziłem, że będziesz miał ochotę
spędzić ze mną trochę czasu, zanim...</p>

<p>- Jasne, że mam! - Merlinie!
Czasami rozmowa ze Snape'em przypominała taniec na linie nad basenem
pełnym druzgotków.</p>

<p>- Znakomicie - powiedział Snape,
odwracając się do Harry'ego z filiżanką herbaty. Powoli
podszedł z nią do stolika. - Ponieważ mam dla ciebie coś,
co jest znacznie lepsze niż alkohol. - Postawił herbatę przed
Harrym, usiadł na skraju swojego fotela i sięgnął do
kieszeni szaty, by wyjąć z niej małą, czarną
buteleczkę. Harry przyjrzał jej się ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Co to jest? - zapytał, podczas
gdy Severus odkorkował ją kciukiem.</p>

<p>- Moja niespodzianka - odparł
cicho mężczyzna, zawieszając dłoń trzymającą
fiolkę dziesięć centymetrów nad filiżanką. Nie
patrzył na Harry'ego. Wzrok miał skierowany tylko i wyłącznie
w smukłą szyjkę butelki. - Coś, bez wypicia czego nie
możesz udać się do Hogsmeade.</p>

<p>Harry spojrzał na skupioną
twarz Severusa. Była teraz całkowicie opanowana. Nie widział na
niej ani śladu wcześniejszego zdenerwowania. Jedynie w ciemnych
oczach coś się poruszało. Ale kiedy próbował się temu
przyjrzeć, zamieniało się w odbicie padających z kominka
płomieni. Wiedział jednak, że coś tam jest. Coś bardzo
niespokojnego. Coś, co sprawiało, że jego magiczne zmysły
krzyczały i próbowały się odsunąć.</p>

<p>- Ale... co to takiego? Jakiś...
eliksir ochronny? - zapytał, niepewnie przyglądając się
czarnej fiolce.</p>

<p>- Już mówiłem. Coś,
bez wypicia czego nie możesz udać się do Hogsmeade. - Głos,
który wydobył się z ust Snape'a, wydawał się dochodzić
z bardzo, bardzo daleka. Mężczyzna oblizał wargi, podniósł
wzrok i skierował oczy prosto na Harry'ego. - Musisz mi zaufać.</p>

<p>Harry znał te oczy. Widział
w nich tak wiele przez te wszystkie miesiące. Pogardę, strach,
pożądanie, a nawet... czułość. Znał ich
głębię, kształt, wszystkie odcienie i barwy, które mogły
przybrać, wiedział, jak bardzo i jak szybko potrafiły się
zmieniać, umiał odczytywać z nich to, czego nie ukazywała
żadna inna cząstka Severusa. Ufał im. A skoro ufał im,
ufał również Severusowi.</p>

<p>Skinął głową i
patrzył, jak dłoń mężczyzny przechyla buteleczkę
i wylewa całą jej zawartość do filiżanki. Z tego, co
Harry zdążył zauważyć, eliksir miał ciemnozielony
kolor. Szybko rozpłynął się w ciemnobrązowej herbacie,
nie pozostawiając po sobie śladu.</p>

<p>Nie, to musiały być tylko
jakieś głupie, irracjonalne... obawy. Snape mógłby wlać mu
eliksir potajemnie, ale tego nie zrobił. Chciał, żeby Harry o
nim wiedział. Chciał, żeby się zgodził i wypił go
z własnej woli. W takim razie nie mogło to być nic... to znaczy,
wcale nie uważał, że to mogłoby być czymś...
ale... nieważne! Najważniejsze, że Snape zachował się
uczciwie. Harry nie mógłby mu nie zaufać.</p>

<p>Uśmiechnął się
lekko, ale Severus już na niego nie patrzył. Schował fiolkę
do kieszeni szaty i wziął swoją szklankę z whisky. Harry
westchnął i odchylił się w fotelu, wbijając wzrok w
mężczyznę.</p>

<p>- Muszę ci coś
powiedzieć... - zaczął trochę niepewnie. Chciał mu to
wyznać. Gnębiło go to przez całą noc. - Wczoraj, kiedy
wróciłem do dormitorium i położyłem się do łóżka...
przyszła mi do głowy taka idiotyczna myśl. - Zaciął
się. Severus zerknął na niego znad brzegu szklanki, unosząc
brwi. - Pomyślałem, że skoro byłem w Pokoju
Życzeń, to wszystko, co się wydarzyło, było tylko...
moim życzeniem. Iluzją. Że to się nie stało
naprawdę. Wiem, że to głupie... - dodał, widząc marszczące
się czoło mężczyzny. - Ale tak strasznie chciałem,
byś wrócił, że przez jakiś czas wydawało mi się,
że wszystko to sobie wymyśliłem. Jednak potem...
sięgnąłem do kieszeni i znalazłem kamień. I już
wiedziałem, że to było prawdziwe. Że ty byłeś
prawdziwy. I że naprawdę wróciłeś. -
Uśmiechnął się promiennie, nie potrafiąc
powstrzymać radości w swoim głosie.</p>

<p>Severus przymknął oczy.
Jednym szybkim ruchem przechylił szklankę i wypił całą
jej zawartość, a następnie odstawił ją z trzaskiem na
blat i nie patrząc na Harry'ego, nalał sobie kolejną
porcję.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.
Cóż, nie spodziewał się, że Severus zareaguje jakoś
bardzo entuzjastycznie na jego wyznanie, ale sądził, że
może... nieważne. Sięgnął po swoją filiżankę,
a wtedy oczy mężczyzny momentalnie skierowały się na jego
dłoń i wbiły w nią z taką przenikliwością,
że to aż parzyło. Harry przysunął filiżankę
do siebie, ale zatrzymał ją w połowie drogi, słysząc
wydobywające się z ust Snape'a słowa:</p>

<p>- Wiesz... w całym swoim
życiu nie spotkałem większego tchórza niż twój ukochany
ojciec chrzestny. Nigdy nie odważył się zaatakować
samotnie. Zawsze musiał mieć jak największą widownię,
żeby wszyscy mogli oglądać jego szczeniackie popisy i zadzieranie
nosa.</p>

<p>Harry zamarł, wpatrując
się w Snape'a szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>Co to miało znaczyć? Co
Snape sobie wyobrażał, tak nagle atakując Syriusza? Co go nagle
ugryzło?</p>

<p>- Czy moglibyśmy o tym nie
rozmawiać? - zapytał, przysuwając filiżankę do ust.
Widział, jak oczy mężczyzny uważnie śledzą
każdy jego ruch i wpatrują się w niego z niemal
płonącą intensywnością. - Nie mam ochoty
słuchać o tym, jak bardzo nienawidziłeś Syriusza. - Kiedy
Harry dotknął wargami brzegu naczynia, Snape wypalił ostrym,
kąsającym tonem:</p>

<p>- Twój ojciec był jeszcze
gorszy. Arogancki do granic możliwości. Uwielbiał się
popisywać. Wiecznie otoczony wianuszkiem takich samych przygłupów jak
on, którym imponował swoimi niebezpiecznymi, idiotycznymi pomysłami.
Chodził po szkole, zachowując się jak pan i władca,
wyobrażając sobie, że wszystko mu wolno, a prawda jest taka,
że był napuszonym, żałosnym prostakiem.</p>

<p>Harry odsunął
filiżankę od ust, czując, jak wzbiera w nim gniew. Jak Snape
śmie mówić takie rzeczy o jego ojcu? Jak śmie? Przecież
doskonale zdaje sobie sprawę, że to drażliwy temat! Jak może,
teraz, przed ich wspólnym wyjściem, zachowywać się tak, tak...
egoistycznie?</p>

<p>- Mój ojciec wcale nie był
prostakiem - wysyczał, wbijając wyzywające spojrzenie w
siedzącego naprzeciw i przyglądającego mu się z szyderczym
uśmieszkiem na cienkich wargach mężczyznę. - Nie
życzę sobie, żebyś tak o nim mówił! Co cię tak
nagle ugryzło? - Położył filiżankę na kolanach i
machnął drugą ręką w nieokreślonym kierunku. -
Jeszcze przed chwilą wszystko było w porządku, a teraz nagle
wyskakujesz z czymś takim. Nie mam ochoty wysłuchiwać tych
twoich nędznych wynurzeń. - Zobaczył, jak po tych słowach w
oczach Severusa rozbłyska ogień, ale nie interesowało go to. Nie
pozwoli mu na takie zagrywki. Nie po to tu przyszedł! - Chciałem po
prostu miło spędzić z tobą czas. Zresztą sam tego
chciałeś, więc o co ci teraz chodzi?</p>

<p>Severus zacisnął usta.
Harry westchnął.</p>

<p>- Czasami w ogóle nie potrafię
cię zrozumieć. Jesteś tak cholernie... trudny w obyciu. -
Pokręcił głową i ponownie podniósł filiżankę
do ust, a wtedy znowu usłyszał ten kpiący, obliczony jedynie na
zadanie ciosu głos:</p>

<p>- Nie tylko był
żałosnym prostakiem - kontynuował Snape, zupełnie
ignorując słowa Harry'ego - ale również najgorszą
kanalią, jaką kiedykolwiek spotkałem na swojej drodze. Razem z
Blackiem zaśmiewali się ze swych marnych dowcipów i w tych swoich
mikroskopijnych móżdżkach uroili sobie, że są ponad
resztą, że nie dotyczą ich żadne zakazy ani reguły,
że na zawsze pozostaną lepsi od innych... a teraz obaj nie
żyją. Jakież to przykre... - Lekceważące
prychnięcie, które towarzyszyło ostatnim słowom, sprawiło,
że w Harrym coś pękło. Z całej siły odstawił
filiżankę, rozlewając jej zawartość na blat i
zerwał się na równe nogi.</p>

<p>- Dosyć! Odwołaj to!
Natychmiast to odwołaj! Nic nie wiesz o moim ojcu! To ty jesteś
żałosnym prostakiem, a nie on! - krzyczał, kipiąc z gniewu
i zaciskając dłonie w pięści. Okrążył stolik
i stanął nad mężczyzną, który jednak na niego nie
patrzył. Wpatrywał się w rozlaną na stoliku herbatę, a
w jego oczach płonęło coś bardzo niebezpiecznego. - Mówisz
te wszystkie rzeczy teraz, kiedy już go nie ma i nie może się
obronić. Dlaczego wtedy mu się nie postawiłeś? Dlaczego nie
wyzwałeś go na pojedynek, skoro tak go nienawidziłeś?</p>

<p>Snape oderwał wzrok od rozlanej
herbaty i podniósł się z fotela, spoglądając na Harry'ego z
góry. Wyglądał na absolutnie rozjuszonego, jakby coś go nagle
jeszcze bardziej rozwścieczyło.</p>

<p>- Ponieważ był tchórzem -
wysyczał Harry'emu prosto w twarz. - Nigdy nie przyjąłby mojego
wyzwania na pojedynek sam na sam. Zawsze zasłaniał się swoimi
durnymi przyjaciółmi, grał odważnego tylko w otoczeniu swojego
fanklubu. Bez nich był jak kaleka, który nie trafiłby w cel, nawet
gdyby dać mu mapę. Bez nich był nikim!</p>

<p>- Mówisz tak, bo mu
zazdrościłeś!</p>

<p>TRZASK!</p>

<p>Głowa Harry'ego odskoczyła
do tyłu, okulary zsunęły mu się na czubek nosa, a on sam
cofnął się o kilka kroków, odrzucony siłą uderzenia.
Policzek piekł go żywym ogniem. Odruchowo przycisnął
dłoń do rozpalonej skóry.</p>

<p>O boże. Severus go uderzył.
Severus go uderzył. Jeszcze nigdy... nigdy nie posunął się
do...</p>

<p>Harry znał to uczucie. Uczucie,
kiedy w gardle pojawia się ta nieprzyjemna gula. Kwaśna i gorzka
zarazem, niepozwalająca na przełknięcie śliny. Kiedy oczy
zaczynają szczypać i nic nie można na to poradzić,
ponieważ jedyne, co czujesz, to przenikający wszystko ból.</p>

<p>Powoli odwrócił głowę
i spojrzał na Snape'a z niedowierzaniem. Mężczyzna z
oszołomieniem wpatrywał się w swą uniesioną
dłoń, jakby nie potrafił uwierzyć, że należy do
niego. Ostrożnie zgiął palce i przeniósł spojrzenie na
trzymającego się za wściekle zaczerwieniony policzek Harry'ego.
Potem ponownie na swą dłoń i ponownie na Harry'ego.</p>

<p>Harry nie mógł już tego
znieść. Czuł napływające do oczu łzy. Łzy
zdrady i rozczarowania. Jeszcze wczoraj Severus go przepraszał, mówił
te wszystkie rzeczy, okazywał mu czułość i zachowywał
się tak, jak Harry zawsze marzył... a dzisiaj znowu go
zaatakował, zupełnie bez powodu, pokazujący tym samym, że
wcale się nie zmienił. Że to wszytko, co wczoraj
powiedział, było... tylko kłamstwem!</p>

<p>Opuścił rękę i
rozmytym od łez wzrokiem zauważył, jak oczy Snape'a
rozszerzają się, kiedy mężczyzna ujrzał
pełnię rozległej czerwieni pokrywającej policzek Harry'ego.
Przełykając pierwsze, spływające po twarzy łzy,
odwrócił się. Stał bez ruchu, próbując zebrać w sobie
dostatecznie dużo siły, aby ruszyć z miejsca i dojść
do drzwi. Nie wiedział, jak ma to zrobić, ponieważ jego nogi
trzęsły się tak bardzo, że z trudem się na nich
utrzymywał. Poprawił zsunięte okulary, mając nadzieję,
że może dzięki temu zdoła cokolwiek dostrzec.</p>

<p>Wtedy właśnie
usłyszał za sobą wypowiedziane roztrzęsionym głosem
słowa:</p>

<p>- Spójrz na mnie.</p>

<p>W tonie Severusa było coś,
czego Harry nie słyszał jeszcze nigdy w całym swoim życiu.
Jakby z mężczyzną działo się coś bardzo
niedobrego. Ale teraz go to nie interesowało. Ruszył prosto w
stronę drzwi.</p>

<p>- Słyszysz?</p>

<p>Harry nie słyszał. Nie
chciał słyszeć. Chciał tylko stąd wyjść.
Teraz miał już całkowitą jasność co do tego,
dokąd to wszystko zmierzało... Jak mógł być taki głupi,
żeby mu ponownie zaufać?</p>

<p>Nie był w stanie
powstrzymać spływających po twarzy łez. Policzek piekł
i pulsował. Był żywym ukoronowaniem jego porażki.</p>

<p>Dotarł do wyjścia.
Wyciągnął rękę i złapał za klamkę, ale
drzwi okazały się zamknięte. Zacisnął na chwilę
powieki i oparł się czołem o chłodną
powierzchnię. Słyszał bicie własnego serca. Czy mu się
tylko wydawało, czy jego serce naprawdę pracowało tak wolno?
Jakby się poddawało. Próbował powstrzymać napierający
na ściśnięte gardło szloch, walczyć z nim.</p>

<p>Severus go uderzył.</p>

<p>Wtedy poczuł łagodny,
ostrożny dotyk na ramieniu. Wzdrygnął się. Chciał
strząsnąć tę rękę, ale tego nie zrobił.</p>

<p>- Chcę, żebyś na mnie
spojrzał. - Głos Severusa był jeszcze bardziej
roztrzęsiony, jeszcze bardziej przepełniony tym dziwnym uczuciem,
którego Harry nie rozpoznawał. Jakby coś w nim
płonęło, spalało się, wydając z siebie ostatnie
tchnienia.</p>

<p>Mężczyzna
zacisnął obie dłonie na jego ramionach i powoli zaczął
go do siebie odwracać. Harry nie był w stanie się opierać.
Miał wrażenie, że została z niego tylko pusta skorupa.</p>

<p>Snape odwrócił go do siebie, ale
Harry nie potrafił na niego spojrzeć. Skierował wzrok
gdzieś w bok, jak najdalej od rozciągającej się przed nim
czerni szat. Łzy wpływały mu do ust, czuł je na języku.
Były słone i gorzkie jednocześnie. Smakowały rozczarowaniem
i rozgoryczeniem, a to był najokropniejszy smak, jaki kiedykolwiek
poznał.</p>

<p>Harry czuł na sobie wzrok
mężczyzny. Czuł, jak wędruje po jego twarzy, jak
podąża wyżłobionymi przez łzy ścieżkami, jak
zatrzymuje się na rozchylonych, z trudem łapiących powietrze
wargach i jak wraca, pochłaniając zieleń wilgotnych
tęczówek.</p>

<p>- Zostaw mnie - wyszeptał cicho,
nienawidząc swojego głosu za to, jak bardzo się
załamywał, za to, że nie potrafił wymówić nawet tych
dwóch, zdawałoby się prostych słów. Poruszył ramionami,
próbując wyswobodzić je z silnego uścisku bladych dłoni. -
Ranisz mnie.</p>

<p>I Severus puścił. Ale tylko
po to, by łagodnie ująć w dłonie jego twarz i
skierować ją w górę. Harry nie miał wyboru. Spojrzał
prosto w oddalone zaledwie kilka centymetrów od siebie oblicze i w tej samej
chwili zapomniał, jak się oddycha.</p>

<p>Na twarzy Severusa zobaczył ból.
Jakby mężczyzna toczył ze sobą śmiertelną
bitwę i przegrywał. Jakby walczył z demonami, których Harry nie
znał, o istnieniu których nie miał nawet pojęcia. Patrzenie na
to było przerażające. A jeszcze bardziej przerażające
było to, co zobaczył w tych czarnych oczach... Coś się w
nich kruszyło i rozsypywało. I wydawało się być coraz
słabsze z każdą spływającą po twarzy Harry'ego
łzą.</p>

<p>- Severusie? - wymówił niemal
bezgłośnie i w tej samej chwili ujrzał w oczach Snape’a
coś, czego nigdy nie spodziewał się zobaczyć. Cierpienie.
Tak wielkie, tak beznadziejne, tak... głębokie, iż
wiedział, że do końca życia nie zapomni tego widoku. Jakby
w Severusie coś się nagle złamało. Zawaliło. Jakby ta
zbyt długo podtrzymywana, łatana na wiele sposobów, chwiejna
konstrukcja w końcu nie wytrzymała i całym ciężarem
runęła w przepaść. I pozostało jedynie cierpienie. Tak
intensywne, że zapierało dech w piersi.</p>

<p>Ale razem z nim nadeszło
też coś jeszcze. Harry zobaczył to na zmieniającym się
obliczu Severusa. Emocje. Tysiące emocji, trwających krócej niż
mrugnięcie powiek, jednak tak silnych, iż wydawało się
niemożliwym odczuwać je intensywniej.</p>

<p>I wtedy wydarzyło się
coś, co przewróciło świat do góry nogami. Severus pochylił
się nagle i przycisnął swoje cienkie, twarde wargi do ust
Harry'ego, wgryzając się w nie z taką siłą, jakby
chciał je pożreć. Harry nie miał czasu nawet na
zaczerpnięcie oddechu, kiedy wilgotny, gorący język
wśliznął się do jego ust niczym wijący się
wąż i natychmiast zaczął penetrować wnętrze, tak
zachłannie i wygłodniale, jakby poszukiwał pożywienia.
Smagał policzki, łaskotał podniebienie, ocierał się o
zęby. I był taki gorący i miękki i smakował tak...
słodko.</p>

<p>Zioła.</p>

<p>Harry'emu dzwoniło w uszach.
Merlinie, to się działo naprawdę! Tak długo na to
czekał, tak cholernie długo... Czuł dreszcze w całym ciele.
Czuł to pragnienie, czuł je w sile, z jaką Severus pożerał
jego wargi, niemal je maltretując. Z jaką napierał na niego,
wciskając go w drzwi. Z jaką ciągnął go za włosy,
wplatając w nie swoje długie palce i przyciągając twarz
Harry'ego jeszcze bliżej swojej.</p>

<p>O tak! Właśnie tak! To
było wszystko, o czym marzył, o czym śnił...</p>

<p>Myśli Harry'ego
rozpłynęły się, kiedy rzucił się do przodu,
zaplatając ręce wokół szyi Snape'a i z pasją oddając
pocałunek. Zatonął w ustach Severusa, zatonął w tej
potrzebie, która tak długo nie mogła zostać zaspokojona. Ich
języki splotły się ze sobą, przesuwając się
wokół siebie, przepychając i ślizgając w mokrych,
rozgrzanych wnętrzach. Harry czuł rozlewające się po
całym ciele fale gorąca, zawroty głowy, napięcie
mięśni, drżenie w nogach. To było więcej niż
przyjemne. To było... nieprawdopodobne!</p>

<p>Napierał całym sobą,
pragnąc dostać się do ust Snape'a, posmakować ich,
poczuć ich fakturę, ich zniewalające ciepło i ziołowy
posmak, wymieszany z gasnącym smakiem alkoholu. Brakowało mu już
tchu, ale to się teraz nie liczyło. Pragnął tylko Severusa.
Pragnął zdobyć przewagę. Naparł jeszcze mocniej,
zębami uderzając w cienkie wargi mężczyzny i wsuwając
mu w usta swój zachłanny język. Tak! Był tam! Błyskawicznie
prześliznął się po gładkim podniebieniu i lekko
chropowatych wewnętrznych stronach policzków. Czuł na języku
smak Severusa. I chciał jeszcze więcej. Chciał
sięgnąć głębiej. Zatopił zęby w wargach
Snape'a, otwierając usta jeszcze szerzej i sięgając
językiem niemal do gardła, ale wtedy Severus warknął i
odepchnął go od siebie, przerywając pocałunek. Harry
uderzył plecami o drzwi, w które ponownie wcisnął go
mężczyzna i na ułamek sekundy uniósł powieki.</p>

<p>Severus patrzył na niego tak,
jakby oszalał. Jakby już dawno znalazł się poza wszelkimi
granicami jakiejkolwiek kontroli. I jakby bardzo nie spodobało mu się
to, że Harry próbował go zdominować.</p>

<p>Jednak już w tej samej chwili
wszystko ponownie utonęło w smaku rozgrzanych warg i
dźwięku uderzających o siebie zębów, kiedy Severus
zamknął jego usta w jeszcze brutalniejszym pocałunku,
błyskawicznie wślizgując się językiem do środka i
jednocześnie złapał go ręką za szczękę,
ściskając ją i zmuszając Harry'ego do szerszego otwarcia
ust. Jakby wciąż było mu mało. Jakby naprawdę
próbował go pożreć.</p>

<p>Harry nie sądził, że
kiedykolwiek tego doświadczy... że Severus będzie go tak
całował. Z taką pasją, gwałtownością,
namiętnością... Przypomniał sobie
bożonarodzeniową imprezę oraz własną gorycz, kiedy
myślał, że nigdy tego nie zazna.</p>

<p>Teraz to nie miało znaczenia.
Nic nie miało znaczenia. Nawet piekący policzek, który stał
się jedynie mglistym wspomnieniem. Liczyły się tylko wargi
Severusa. Oooch, tak!</p>

<p>Harry nie potrafił
powstrzymać jęków, kiedy Severus zaczął ssać jego
język, przygryzać go i wciągać do swych ust. Ale Severus
jęczał także, co Harry dopiero teraz sobie uświadomił.
Severus jęczał w jego usta, a on czuł żar tych pomruków,
czuł, jak wprawiały w wibrację jego policzki, jak
łaskotały podniebienie. Przesunął ręce wyżej,
również wplatając palce we włosy mężczyzny. Severus
zamruczał, zwalniając nieco zawzięty uścisk na włosach
Harry'ego i przeczesując je dłonią. Och, Harry miał teraz
ciarki nawet na podeszwach stóp!</p>

<p>W końcu Snape wypuścił
jego język i oderwał wargi, nabierając powietrza.</p>

<p>- O boże! - To, co wydobyło
się z ust Severusa, przypominało zduszony, zachrypnięty okrzyk,
wydawany wraz z ostatnim tchnieniem.</p>

<p>Harry'emu tak bardzo
kręciło się w głowie, że nie miał pojęcia,
jakim cudem jeszcze stoi na nogach. Miał wrażenie, że w
ostatniej chwili uratowano go przed uduszeniem. Jego okulary były
zaparowane i przekrzywione, ale nie przeszkadzało mu to wpatrywać
się w Severusa z oszołomieniem. Na bladych policzkach
mężczyzny płonęły rumieńce, wargi były
wilgotne i spuchnięte, a w oczach szalało coś cholernie
niebezpiecznego i podniecającego zarazem. Wciąż patrzył na
Harry'ego jak wygłodniałe zwierzę na swą ofiarę, ale
chyba już nie miał siły go pożerać. Teraz, kiedy
zaspokoił pierwszy głód, mógł zacząć się
delektować.</p>

<p>Pochylił się i delikatnie
polizał zmaltretowane wargi Harry'ego. Harry westchnął i
rozchylił usta, pozwalając, by Severus złapał dolną
wargę pomiędzy zęby i łagodnie pociągnął. W
tym samym momencie poczuł przyjemne szarpnięcie w
lędźwiach. Słyszał, że dolna warga jest w jakiś
niezwykły sposób połączona z dolnymi partiami ciała, ale
nigdy do tej pory nie doświadczył tego na własnej skórze...</p>

<p>Zamruczał cicho, kiedy rozgrzane
wargi Severusa objęły jego własne i Harry poczuł
wślizgujący się do ust cudownie mokry język. Z
największą chęcią przyłączył się do
niego, pozwalając, by język Severusa prowadził w ich małym
tańcu. Mężczyzna zataczał powolne, rytmiczne koła,
zachowując się jak nauczyciel, który uczy początkującego
podstawowych kroków. Harry starał się jak najdokładniej
naśladować i odwzorowywać te ruchy, nie próbując teraz
zdobyć przewagi. To już nie była walka, to było pojednanie.
Gładzili się po włosach, przeczesując palcami swe ciemne
kosmyki. Ich spuchnięte, wilgotne wargi łagodnie się o siebie
ocierały, co jakiś czas odrywając się na moment, by
zmienić kąt i wydając przy tym przyjemny, mlaszczący
odgłos, który Harry'emu kojarzył się z jedzeniem czegoś
naprawdę smacznego.</p>

<p>Severus całował doskonale i
Harry nie potrafił znieść myśli, że musiał
czekać aż tak długo, by się o tym przekonać i by tego
doświadczyć. Dlaczego nie robili tego wcześniej? To było
tak cholernie przyjemne, tak... intymne.</p>

<p>Ale warto było czekać.
Zdecydowanie warto, by doznać czegoś tak nieziemskiego. Miał
wrażenie, jakby wargami i językiem smakował samą
esencję Severusa. Jakby poprzez usta mógł doświadczyć całej
złożoności tego mężczyzny. A Severus smakował...
smakował słodyczą, goryczą i ziołami. Smakował
czułością, kpiną i opanowaniem. Smakował
łagodnością, brutalnością i profesjonalizmem.
Smakował Severusem, profesorem Snape'em i Mistrzem Eliksirów. I tylko
Harry mógł poznać każdy z tych smaków osobno i wszystkie razem,
połączone w jednej osobie. I wiedział, że nigdy ich nie
zapomni.</p>

<p>Łzy znowu pojawiły się
na jego policzkach. Nie wiedział, skąd się tam wzięły,
ale czuł, jak spływają powoli po skórze i zatrzymują
się dopiero w miejscu, w którym ich twarze były do siebie
przyciśnięte. I Severus chyba również je poczuł.
Przerwał subtelne, a jednocześnie przyprawiające o zawroty
głowy penetrowanie wnętrza ust Harry'ego, składając jeszcze
ostatni, ciepły pocałunek na jego posiniaczonych wargach i
odsunął się, spoglądając na niesforne łzy, które
nie chciały przestać płynąć.</p>

<p>Harry wstydził się ich. I
tak już wystarczająco rozkleił się przy Severusie, a teraz
nie wiedział nawet z jakiego powodu. Chociaż możliwe, że to
rozpierające go od środka, promienne uczucie szczęścia
mogło mieć z tym coś wspólnego.</p>

<p>Zastanawiał się, czy nie
odwrócić albo nie opuścić głowy, ale wtedy Severus
przysunął się jeszcze bliżej i Harry poczuł
gorące wargi na swoim policzku. Wargi, które złapały jedną z
niesfornych łez i zamknęły się wokół niej w
czułym pocałunku.</p>

<p>Serce Harry'ego, które do tej pory
biło niemal w gardle, teraz zatrzymało się z bolesnym
szarpnięciem.</p>

<p>Severus oderwał usta i
złapał palcami okulary Harry'ego. Podniósł je aż na
czoło, a następnie wysunął język, dotykając nim
wyżłobionego przez łzy, kończącego się na brodzie
śladu i bardzo powoli przesunął nim w górę, po wilgotnej,
słonej ścieżce, zlizując dokładnie każdą
łzę, jaką napotkał na swej drodze. Koniuszkiem języka
musnął drżącą na rzęsach kroplę i
przesunął odrobinę twarz, powtarzając dokładnie te
same czynności na drugim policzku.</p>

<p>Harry stał jak
sparaliżowany, niezdolny absolutnie do żadnego gestu. Nigdy,
przenigdy nie myślał, że Severus może być... może
się zachowywać tak... nawet nie potrafił tego nazwać.</p>

<p>Severus odsunął się i
założył mu okulary z powrotem, a potem pochylił się i
jeszcze raz przycisnął usta do policzka Harry'ego. Następnie
przeniósł je na brodę i na odsłoniętą szyję.
Harry miał wrażenie, że Severus z każdym pocałunkiem
staje się coraz bardziej zachłanny. Harry przymknął
powieki, rozkoszując się dotknięciem warg mężczyzny,
ale te wargi nagle zniknęły. Otworzył oczy i zobaczył...
zobaczył, jak Severus robi krok w tył i osuwa się przed nim na
kolana, przesuwając dłońmi wzdłuż jego boków i
zatrzymując je na pasku spodni.</p>

<p>O bogowie! Severus... czy Severus...
czy on naprawdę... naprawdę zamierzał... chciał... nie... o
bogowie... to nie...</p>

<p>Myśli Harry'ego zamieniły
się w jeden wielki bełkot, kiedy ujrzał tę mroczną
sylwetkę na kolanach... przed nim. Kiedy zobaczył długą
czarną pelerynę rozciągniętą na podłodze w
kształt ogromnej ciemnej plamy... I poczuł się tak, jakby nagle
dostał bardzo wysokiej gorączki, ponieważ dłonie Severusa
błyskawicznym ruchem zsunęły mu na uda zarówno spodnie, jak i
slipy i Harry ostatnim tchnieniem świadomości zobaczył, jak jego
twardy, zaczerwieniony na czubku penis prostuje się
sprężyście i kołysze przez chwilę. Zagryzł
wargę, czując chłodny powiew na rozgrzanej główce, ale
już po chwili cały otaczający go świat zawirował i
rozpłynął się, ponieważ Severus... ponieważ
Severus owinął swoje długie pajęcze palce wokół trzonu
i... o bogowie! ...i pochylił się jeszcze bardziej, oblizując
wargi, a potem...</p>

<p>- Aaaaaaach... - Harry poczuł,
jak ten niewiarygodnie gorący, mokry język dotyka główki jego
penisa i chciał tylko zamknąć oczy i dać się
porwać doznaniom, ale nie mógł tego zrobić. Chciał to
widzieć!</p>

<p>Patrzył, jak długi
język leniwie zatacza koła wokół główki, a później
wędruje dalej, wzdłuż trzonu, wzdłuż cienkich,
pulsujących żył, pozostawiając za sobą wilgotny
ślad. Patrzył jak wraca tą samą ścieżką i
wybiera inną, równie wrażliwą, przesuwając się aż
do samej podstawy i z powrotem. Jak wprawnie ślizga się po
miękkiej skórze, napierając w niektórych miejscach nieco silniej, a w
innych zaledwie ją muskając, dzięki czemu za każdym razem,
kiedy Harry pragnął więcej i mocniej, dostawał
dokładnie to, czego chciał. Severus posługiwał się
językiem w sposób, który jednocześnie pozostawiał niedosyt i
spełniał każde pragnienie.</p>

<p>I Merlinie... to było...
więcej, więcej, więcej!</p>

<p>W umyśle Harry'ego
rozbrzmiewał tylko ten jednostajny, złakniony krzyk, a uda, które do
tej pory drżały, teraz zaczęły dygotać. Biodra
podrygiwały, całkowicie poza jego kontrolą, a on miał wrażenie,
jakby wszystko w nim się rozsypywało. W lędźwiach czuł
płynny ogień, a penis pulsował tak bardzo, iż obawiał
się, że w każdej chwili może eksplodować. Z
gardła wypływał nieustanny potok wibrujących,
ochrypłych jęków, które przerodziły się w skamlenie, kiedy
Severus uniósł jego penisa i wsunął język pomiędzy
jądra, liżąc przestrzeń za nimi, a następnie
otulił je gorącymi wargami i wchłonął w swe usta,
zasysając je i potrącając językiem. Harry był niemal
pewien, że zaraz zemdleje. Gwałtownym ruchem odchylił
głowę, a oczy uciekły mu w głąb czaszki.</p>

<p>- Ooooghhhrrrrrr...! - Z jego ust
wydobyła się seria nieartykułowanych dźwięków,
mieszając się z nieprzerwanym świszczeniem, które
rozbrzmiewało mu w uszach. Severus cofnął się, kiedy biodra
Harry'ego szarpnęły się i mocno złapał je rękami,
unieruchamiając je w żelaznym uścisku i przytwierdzając do
drewnianej powierzchni drzwi, a następnie powrócił do przerwanej
czynności, powoli prowadząc język wzdłuż trzonu i
zatrzymując go na samym czubku główki.</p>

<p>Harry zdołał otworzyć
oczy. Czuł się tak, jakby właśnie zszedł z
wirującej z zawrotną prędkością karuzeli. Oczy
przysłaniała mu parując mgła, ale widział
wpółprzymknięte powieki Severusa i jego zmarszczone w skupieniu brwi.
Jednak tym, co wprawiało go w największe osłupienie, był
wyraz twarzy mężczyzny. Jakby Severus czerpał z tego jeszcze
większą przyjemność niż Harry. Ale to wydawało
się wręcz niemożliwe, ponieważ to było... to
było... Nigdy nie sądził, że można odczuwać
aż taką przyjemność. Teraz już wiedział, już
rozumiał, dlaczego Severus tak uwielbiał, kiedy Harry robił to
jemu. Teraz już wiedział... a więc to było takie uczucie.
Jak uderzenie pioruna. Jak trzęsienie ziemi. Nigdy nie myślał...
nie miał pojęcia, że... że można umierać z
przyjemności.</p>

<p>Była to jego ostatnia myśl,
ponieważ w tej samej chwili Severus objął swoimi cienkimi
wargami samą główkę jego penisa i... uniósł powieki,
spoglądając w górę, prosto na niego, jakby chciał się
upewnić, czy Harry patrzy. I Harry patrzył. Patrzył w te czarne,
zamglone oczy, patrzył na proste, ciemne włosy, na otulone
czernią ramiona, na leżące na podłodze fałdy
długiej szaty, na głęboką zmarszczkę pomiędzy
brwiami i na obejmujące sam czubek jego erekcji mokre wargi. Jednak nic więcej
nie zdołał zobaczyć, gdyż Severus nagłym ruchem
pochłonął jego penisa i Harry zatonął w gorącej
wilgoci. Jego oczy zacisnęły się mocno, głowa uderzyła
o drzwi, a dłonie mimowolnie powędrowały do przodu,
wplatając się w miękkie kosmyki i chwytając je z
agresywną zachłannością. Krzyczał, jęczał i
skamlał, wydając z siebie kakofonię nieokreślonych
dźwięków.</p>

<p>Wilgoć. Wilgoć. Żar.
Głębia. Otaczała go wilgoć, gorąca i wydająca
się nie mieć końca wilgoć. I zaciskający się
mocno pierścień ust, przesuwający się po jego pulsującej
erekcji w górę i w dół. W górę. W dół. Zatapiając go w
wilgoci, bądź też uwalniając. W górę. W dół. I
miękki, chłoszczący język. Torturujący go
pojedynczymi, szybkimi liźnięciami. Czuł pod palcami
poruszającą się głowę Severusa. Do tyłu i do
przodu. Coraz szybciej. Trzymał go za włosy i napierał, kiedy się
odsuwał, pragnąc ponownie zatopić się w tym
odbierającym zmysły gorącym wnętrzu ust.</p>

<p>Zapomniał, kim jest, jak
się nazywa, zapomniał o całym świecie, zanurzony w
ekstazie, w doznaniach niepodobnych do niczego, co znał do tej pory.
Istniała tylko wilgoć. I gorąco. I ciasno owinięte usta. I
język... Zaszlochał, kiedy czubek jego erekcji uderzył w
śliski, niewiarygodnie ciasny tunel. Instynktownie
przyciągnął głowę Severusa jeszcze bliżej i naparł
jeszcze mocniej. Tak mocno, że czubek penisa wcisnął się w ten
wąski tunel i wtedy... wszystko stanęło w ogniu! Doszedł z
taką siłą, jakby właśnie przeżywał pierwszy
orgazm w życiu. Jego plecy wygięły się, wszystkie
mięśnie ciała napięły niczym postronki, a penis
podrygiwał, wyrzucając z siebie spermę wprost w gardło
Severusa, który coraz mocniej wbijał mu palce w biodra. Jego ciało
trawiła gorączka, powieki piekły, a w kącikach oczu
drżały łzy. Czuł się tak, jakby spadał
głową w dół w otchłań i był to najdoskonalszy,
najcudowniejszy lot w jego życiu.</p>

<p>W końcu z tej jednostajnej,
nieprzerwanej powodzi orgazmu wyłoniły się pojedyncze fale,
które raz za razem przelewały się przez ciało,
wypełniając przyjemnym drżeniem każdy zakamarek, a krzyki
Harry'ego przeobraziły się w pulsujące pojękiwania.</p>

<p>- A-a-a-a-a...</p>

<p>Fale powoli łagodniały, a
jęki słabły, tak samo jak uścisk Harry'ego na włosach
Severusa. Mężczyzna wykorzystał tę okazję, by się
odsunąć i zaczerpnąć tchu. Erekcja Harry'ego wysunęła
się z gorącego wnętrza ust i zderzyła z chłodem
panującym na zewnątrz. Gwałtownie uniósł powieki,
wciągając powietrze i spojrzał w dół. Severus opierał
się rękami o kolana i dyszał z pochyloną głową,
oblizując zaczerwienione wargi.</p>

<p>Teraz, kiedy silny uścisk
rąk nie przytwierdzał już Harry'ego do drzwi, a
nadwyrężone orgazmem mięśnie zaczęły
zamieniać się w rozmiękłą papkę, Harry
odkrył, że nie jest w stanie dłużej utrzymać się
na nogach i że osuwa się na podłogę. Przeżycie
było zbyt silne, a zawroty głowy doprowadziły do tego, że
pociemniało mu przed oczami. Zamknął je więc, pozwalając
działać grawitacji, ale wtedy poczuł łapiące go mocno
ramiona i przyciskające go z powrotem do drzwi szczupłe ciało.
Uniósł powieki, spoglądając prosto w twarz Severusa.
Źrenice mężczyzny były nienaturalnie rozszerzone, policzki
wciąż zarumienione, a on sam wyglądał tak, jakby był
na wpół przytomny. Jakby zatracił się tak bardzo, że
zapomniał o całym świecie i nic, absolutnie nic poza Harrym go
teraz nie obchodziło.</p>

<p>Harry uznał, że powinien
coś powiedzieć, ale żadne słowa nie wydawały mu
się teraz odpowiednie. Miał wrażenie, że mogłyby
roztrzaskać tę magiczną atmosferę. Zdecydował się
więc na gest. Pochylił się i złożył na ustach
Snape'a czuły pocałunek. Wargi mężczyzny były wilgotne
i gorące i smakowały... czymś gorzkim i słonym zarazem.
Serce Harry'ego podskoczyło nagle, kiedy uświadomił sobie, co to
takiego.</p>

<p>Oderwał wargi, czując, jak
płoną mu policzki. Boże, czy on naprawdę przed
chwilą... doszedł w ustach Severusa?</p>

<p>Zanim jednak zdążył
przetrawić tę myśl, Severus wsunął mu ręce pod
pośladki i gwałtownie go uniósł, podrzucając z taką
łatwością, jakby Harry nic nie ważył. Pomimo
zaskoczenia, Harry szybko zarzucił mu ręce na szyję i
oplótł go nogami w pasie, a Severus ruszył w stronę sypialni,
ani na chwilę nie odrywając spojrzenia od twarzy Harry'ego. Jego oczy
były zamglone i płonęło w nich coś
nieokiełznanego.</p>

<p>Drzwi były lekko uchylone,
więc mężczyzna kopnął je tak mocno, że
uderzyły w ścianę, a następnie podszedł do
łóżka i ułożył na nim Harry'ego. Pościel
była gładka i chłodna i Harry zapadł się w nią z
przyjemnością, przymykając na chwilę powieki, ale niemal
natychmiast je uniósł, czując, że Severus zdejmuje mu buty, a
zaraz po nich skarpetki. Oparł się na łokciach i uniósł
biodra, pozwalając, by Snape zsunął mu spodnie i slipy.
Było coś niesłuchanie seksownego w obserwowaniu, jak ten wysoki
mężczyzna pochyla się nad nim i niecierpliwymi ruchami zdejmuje
z niego kolejne części garderoby. Podniósł się do pozycji
siedzącej, pozwalając, by Severus zsunął mu koszulę z
ramion i odrzucił ją na podłogę, a następnie ponownie
opadł na plecy, podpierając się na łokciach i
spoglądając w górę.</p>

<p>Severus wyprostował się. I
cofnął o krok. Harry zmarszczył brwi, zastanawiając
się, co zamierza. I zrozumiał to w momencie, w którym
mężczyzna uniósł ręce, kierując je do swoich guzików
i... zaczął je rozpinać.</p>

<p>Severus właśnie... on
właśnie... on właśnie się przed nim rozbierał!
Naprawdę to robił! Po kolei rozpinał te maleńkie, czarne,
lśniące guziczki, ciągnące się długą
kolumną wzdłuż obcisłej, długiej do kolan tuniki i z
każdym rozpiętym guzikiem serce Harry'ego biło coraz szybciej.
Spod tuniki wyłoniła się czarna koszula. Severus
sięgnął pod brodę i odpiął swoją
długą pelerynę, która falując lekko opadła na
podłogę, a następnie zgrabnym ruchem zsunął zarówno
sięgającą do ziemi szatę, jak i obcisłą
tunikę. Teraz pozostał jedynie w czarnej koszuli oraz spodniach i to
wystarczyło, by Harry nie potrafił oderwać od niego wzroku. Ale
to jeszcze nie był koniec. Harry patrzył z chorą
fascynacją, jak Severus unosi ręce i zaczyna rozpinać
koszulę. Spod ciemnego materiału wyłoniła się blada
skóra. Coraz więcej skóry i oczy Harry'ego wędrowały po niej w
górę i w dół, zatrzymując się na ciemnej linii włosków
ciągnących się od pępka w dół i ginących pod
paskiem spodni. Severus opuścił ręce i pozwolił, by koszula
powoli zsunęła mu się po ramionach. Harry nareszcie ujrzał
to, co mężczyzna ukrywał przed nim przez te wszystkie
miesiące...</p>

<p>Severus nie był szczupły.
Był chudy. Harry wyraźnie widział zarysowujące się pod
skórą kości, szczególnie na ramionach, oraz lekko wystające
żebra. Skóra była tak blada, jakby nigdy nie wystawiano jej na
działanie promieni słonecznych, a w przytłumionym świetle
zdawała się niemal szara. Ale nie to przyciągało wzrok.
Tym, co niemal natychmiast rzuciło się Harry'emu w oczy były...
blizny. Ciemne szramy szpecące skórę w kilku widocznych miejscach.
Jedna z nich zaczynała się na obojczyku, ciągnęła w
dół, przechodząc tuż obok małego, ciemnego sutka i
znikała gdzieś na plecach w okolicach pasa. Inna znajdowała się
na biodrze. Kolejna, krótka, ale bardzo głęboka, widniała
tuż pod klatką piersiową, na żebrach, następna na
prawym ramieniu i ostatnia, najgłębsza i najwyraźniejsza,
przecinała lewe przedramię, dokładnie w miejscu, w którym
znajdował się Mroczny Znak.</p>

<p>Mroczny Znak... Harry po raz pierwszy
widział go z tak bliska. Był ciemny i odznaczał się
wyraźnie na tle bladej skóry. Czaszka i wypełzający z jej ust
wąż. Symbol zniewolenia. Lojalności. Tajemnicy. Niewielki
fragment skóry Severusa, który nigdy nie będzie należał do
Harry'ego. Który nie należał nawet do Severusa. Skaza. Ale czy to nie
właśnie skazy czyniły go tak... pociągającym?</p>

<p>Kiedy koszula opadła na
podłogę, Severus pochylił się i szybko zdjął buty
oraz skarpetki. Wyprostował się i sięgnął do spodni,
rozpinając je kilkoma pospiesznymi ruchami, a następnie zsuwając
powoli z bioder. Oczy Harry'ego robiły się coraz większe, kiedy
spodnie odsłaniały kolejne fragmenty ciała mężczyzny,
a gdy wyłonił się spod nich twardy, masywny penis, otoczony
kępką czarnych włosów, Harry poczuł się tak, jakby
oblano go wrzątkiem. Zacisnął pięści na gładkiej
pościeli i obserwował dalej, jak spodnie opadają aż do
kostek, a Severus wychodzi z nich i staje przed Harrym nagi i jasny,
emanujący pewnością siebie oraz dziką, drapieżną
seksualnością. Harry wiedział, że się gapi, ale nic
nie mógł na to poradzić.</p>

<p>Severus miał niewiarygodnie
długie i szczupłe nogi, a na jego prawym udzie widniała kolejna
szrama, która ciągnęła się aż do łydki. Harry
wpatrywał się w nią, wędrując wzrokiem od stóp przez
wyraźnie nabrzmiałego, ukrytego w ciemnej gęstwinie penisa,
przez szczupłe biodra i odcinający się na przedramieniu Mroczny
Znak, przez pokrytą bliznami klatkę piersiową, aż po
otoczoną czarnymi kosmykami, skupioną twarz z głęboką
zmarszczką pomiędzy brwiami i wiedział, że to
najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek dane mu było
oglądać. Wszystko w Severusie, każda wystająca
kość, każda blizna, każda szrama, nawet Mroczny Znak... to
wszystko wydawało mu się tak piękne, tak nieprawdopodobnie
piękne, że zapierało dech w piersiach.</p>

<p>Harry zapragnął
dotknąć tej skóry, poczuć ją pod palcami, poczuć
każdą z tych blizn, ale zanim zdążył wykonać
jakikolwiek ruch, Severus uprzedził go. Podszedł do łóżka i
wszedł na nie, przesuwając się nad Harrym na rękach i
kolanach. Harry opadł na plecy, spoglądając prosto w
wypełnione pożądaniem źrenice i pozwolił się im
pochłonąć, kiedy Severus położył się na nim,
a jego wargi odnalazły wargi Harry'ego i zamknęły się na
nich w żarliwym pocałunku.</p>

<p>Och, jakież to było inne...
skóra przy skórze, jego własne ciepło i chłód Severusa, razem,
przyciśnięte do siebie, mieszające się ze sobą,
ocierające o siebie, gładkie, śliskie... Merlinie!</p>

<p>Harry zachłannie
owinął ramiona wokół szyi mężczyzny,
przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Tak blisko, iż
był w stanie wyczuć wbijające mu się w ciało
kości. I twardą erekcję Severusa, która leżała
wciśnięta pomiędzy ich biodra. Penis Harry'ego podrygiwał,
ocierając się o twarde włoski na brzuchu mężczyzny i
to wszystko było... było...</p>

<p>Język Severusa
nieustępliwie penetrował wnętrze jego ust, owijał się
wokół języka, zataczając wilgotne kręgi, masując go, a
zęby drażniły dolną wargę i Harry czuł coraz wyraźniejsze
napięcie w podbrzuszu. W pewnym jednak momencie Severus oderwał usta,
oddychając ciężko i przyglądając się Harry'emu z
nienasyconym zachwytem. Uniósł dłoń i delikatnie
przesunął palcem po jego policzku.</p>

<p>- Taki wrażliwy... -
wyszeptał głosem przepełnionym zdumieniem i podziwem zarazem. -
Niezwykłe.</p>

<p>Po tych słowach złożył
na ustach Harry'ego kolejny długi, zmysłowy pocałunek,
jednocześnie gładząc go dłonią po policzku i twarzy,
tak subtelnie, jakby dotykał skarbu, który obawiał się
splamić.</p>

<p>- Dlaczego wciąż do mnie
wracasz? - wyszeptał mu wprost w usta.</p>

<p>Harry uniósł powieki i
spojrzał w tę głęboką, mroczną toń oczu,
której tak wiele już razy pozwalał się
pochłonąć...</p>

<p>- Zawsze będę do ciebie
wracał - odparł niemal bezgłośnie, muskając wargami
usta naprzeciw swoich.</p>

<p>Severus uniósł okulary Harry'ego
i zawarł swoją odpowiedź w pocałunku złożonym na
jego przymkniętych powiekach.</p>

<p>- A dlaczego ty nigdy nie pozwalasz
mi odejść? - zapytał cicho Harry, kiedy Severus
pocałował kącik jego oka.</p>

<p>Przez moment panowała cisza.
Wargi Severusa zatrzymały się kilka milimetrów nad policzkiem
Harry'ego. A po chwili spomiędzy nich wydobył się
drżący szept:</p>

<p>- To ty nie pozwalasz mi
odejść.</p>

<p>Zanim Harry zdążył
zastanowić się nad tymi słowami, Severus znów pieścił
jego wargi, przeczesując palcami czarne kosmyki i wciskając go w
materac z taką siłą, jakby pragnął go w siebie
wchłonąć. Harry przesuwał dłońmi po jego plecach,
czując pod palcami kolejne blizny. Dotykał i gładził
chłodną skórę samymi opuszkami palców, a wtedy Severus
drżał i mruczał w jego usta i to było tak cholernie
przyjemne! Łapczywie wyszukiwał kolejnych miejsc, których
dotknięcie skutkowało natychmiastową, żywszą
reakcją mężczyzny, ale kiedy przesunął dłonie na
boki i musnął palcami miejsce znajdujące się tuż pod
prawym ramieniem, kilka centymetrów poniżej pachy, Severus wydał z
siebie długi, gardłowy jęk i spiął się cały,
odrywając wargi od ust Harry'ego i unosząc się nieznacznie na
rękach. W jego oczach szalał ogień, a na obliczu malowało
się zaskoczenie.</p>

<p>To było...
oszałamiające odkrycie. Przypominało magiczny przycisk. Wystarczyło
lekko musnąć, by Severus zaczął się wić. Harry
zagryzł wargę, próbując ukryć uśmiech. Och,
zapamięta sobie to miejsce...</p>

<p>Severus pochylał się nad
nim, odzyskując oddech po pocałunku. Jego wargi były wilgotne i
zaczerwienione i Harry wiedział, że teraz... należą do
niego. Podniósł się, podpierając na łokciach i
zatrzymał twarz kilka centymetrów przed twarzą Severusa, a
następnie wysunął język i uwodzicielsko
przeciągnął nim milimetr od warg mężczyzny. Severus
zmarszczył brwi i błyskawicznym ruchem złapał niesforny
język Harry’ego, wciągnął go do swych ust, przygryzł
lekko zębami i zaczął ssać. Harry jęknął, a
jego penis szarpnął się. Miał wrażenie, że zaraz
oszaleje, że zatonie w ustach Snape'a, że zostanie przez nie
pochłonięty. Brakowało mu już tchu, ale wtedy
mężczyzna puścił go i Harry łapczywie
wciągnął powietrze, opadając na łóżko. Na wargach
Severusa błąkał się ten cudowny, złośliwy
uśmieszek i Harry ponownie poczuł przypływ zachwytu.
Przesunął ręce z powrotem na kark mężczyzny i
uniósł się, całując te wykrzywione wargi, a następnie
brodę i szyję. Przymknął powieki i przycisnął
usta do blizny na obojczyku, czując jej odmienną, lekko
chropowatą fakturę. Pragnął całować Severusa,
pragnął pocałować każdą bliznę, każdy
zakamarek jego ciała.</p>

<p>- Chciałbym...
wycałować każdy centymetr twojej skóry - wyszeptał
zachrypniętym głosem, przyciskając wargi do bladej skóry. -
Dałeś mi... doprowadziłeś mnie do... to było
niesamowite. Niemal zemdlałem. Chcę... chcę cię
całować. Pozwól mi.</p>

<p>Z ust Severusa wydobyło się
nieokreślone mruknięcie. Harry nie wiedział, czy oznacza
pozwolenie, czy też nie, ale to nie miało dla niego znaczenia. I tak
zamierzał to zrobić. Musiał to zrobić.</p>

<p>Podniósł się i
napierając lekko ciałem, zmusił mężczyznę do
przetoczenia się na bok i ułożenia na plecach, a następnie,
podpierając się na łokciu, zaczął odkrywać
tę niezbadaną krainę, jaką był Severus Snape.</p>

<p>Na początku zajął
się ramionami i klatką piersiową, podczas gdy Severus
wsunął mu palce we włosy, zachowując w ten sposób pewien zakres
kontroli nad sytuacją, sugerujący, że jeżeli Harry posunie
się za daleko, to może zostać bardzo szybko i niezbyt delikatnie
przywołany do porządku. Ale Harry nie zwracał na to uwagi, zbyt
pochłonięty odkrywaniem ciała Severusa. Powoli przesuwał
wargami po bladej skórze, centymetr po centymetrze, składając na niej
krótkie, soczyste pocałunki, aż dotarł do sutków.
Objął ciemną brodawkę ustami i kilka razy trącił
czubkiem języka. Och, Severusowi najwyraźniej się to
spodobało, ponieważ wydał z siebie głośny pomruk
aprobaty. Harry zaczął więc całować skórę
wokół sutków, od czasu do czasu zataczając językiem mokre
kręgi i za każdym razem Snape nagradzał go serią jęków
i pomruków. Potem Harry zszedł niżej. Zaczął
wycałowywać ścieżkę od mostka aż do pępka i
na boki, pragnąc dotknąć ustami każdego skrawka skóry.
Największą uwagę poświęcał bliznom. Szczególnie
tej głębokiej, znajdującej się tuż pod żebrami.
Była gładka i przypominała niewielki rowek i obejmując
ją wargami, Harry mimowolnie zerknął w górę.</p>

<p>Severus przyglądał mu
się z rozchylonymi ustami. Jego oczy były tak czarne, tak
piękne... i lśniły teraz jakimś niezwykłym blaskiem,
który sprawiał, że coś w żołądku Harry'ego
się przewracało. Przymknął powieki i powrócił do
odkrywania ciała Severusa. Był już przy pępku i nie
potrafiąc się powstrzymać, wysunął język i
polizał ciepłe wnętrze.</p>

<p>- Ach! - Mężczyzna
zadrżał i poderwał się lekko, a mięsnie jego brzucha
napięły się i Harry poczuł dziką radość,
kiedy zorientował się, że najwyraźniej odkrył właśnie
drugi wrażliwy punkt. Nie mógł zmarnować takiej okazji.
Polizał jeszcze raz, co wywołało jeszcze
gwałtowniejszą reakcję. Wplecione w jego włosy palce
zacisnęły się na nich kurczowo, a z ust Severusa wydobyło
się udręczone: - Przestań...</p>

<p>Harry uśmiechnął
się w duchu i zszedł niżej, całując pokryte krótkimi,
twardymi włoskami podbrzusze, a następnie pachwinę i biodra
Severusa. Czuł, jak mężczyzna drży coraz bardziej, kiedy
zbliżał się do wyrastającego z ciemnej gęstwiny
naprężonego penisa. Merlinie, wyglądał tak wspaniale. Jak
można było mu się oprzeć? Kusił, zapraszał, by go
dotknąć, by go skosztować. Harry przesunął
głowę na bok i pocałował podstawę twardego jak
skała trzonu. W nozdrza wdarł mu się ostry zapach podniecenia.
Wysunął język i zaczął przesuwać nim po całej
długości nabiegłego krwią, pulsującego członka,
ale kiedy dotarł do główki i objął ją wargami,
pomiędzy wydobywającymi się z ust Severusa pojękiwaniami
usłyszał zachrypnięte:</p>

<p>- Wystarczy!</p>

<p>Harry wypuścił z ust
gorącą, słoną główkę i spojrzał na twarz
mężczyzny. Severus miał zaciśnięte powieki i
dyszał ciężko. Najwyraźniej w stanie, w jakim się
obecnie znajdował, to było dla niego zbyt wiele...</p>

<p>Harry ruszył więc dalej.
Całował uda, czując, jak drżą pod jego wargami,
całował długą bliznę, kolana oraz pokryte
włoskami łydki, aż dotarł do stóp. Skóra na ich podeszwach
była szorstka i twarda, ale Harry wycałował także i
ją. Należała do Severusa, a więc była dokładnie
taka, jaka powinna być. Idealna.</p>

<p>Kiedy skończył,
podciągnął się i ponownie położył obok mężczyzny,
przyciskając wargi do nagiego ramienia i delikatnie napierając.</p>

<p>- Przesuń się...
chcę... plecy... - wyszeptał pomiędzy jednym a drugim
pocałunkiem. Severus rzucił mu przelotne spojrzenie, po czym
przewrócił się na bok i Harry po raz pierwszy ujrzał jego plecy.
Pokrywały je trzy długie blizny, przechodzące przez nie na ukos
i krzyżujące się ze sobą. Delikatnie przesunął
palcem wzdłuż jednej z nich, przecinającej wystającą
łopatkę i sięgającej aż do kości ogonowej, a
następnie pochylił się i zaczął całować je
wszystkie. Nie wiedział, skąd się wzięły, mógł
się jedynie domyślać, ale były częścią
Severusa. Były piękne.</p>

<p>Jego wargi wędrowały po
okaleczonej skórze, starając się dotknąć każdego jej
skrawka i kiedy na chwilę oderwał usta, usłyszał świst
wypuszczanego powietrza, tak jakby Severus wstrzymywał je do tej pory.
Przeniósł wargi na łagodną linię boku i pieścił
ją pocałunkami, od biodra, w górę, aż do pachy i kiedy
uświadomił sobie, że właśnie znalazł się w
tym miejscu, nie mógł się powstrzymać. To było niesamowite.
Samym muśnięciem móc doprowadzić tego mężczyznę
do tak gwałtownej reakcji... Musiał zobaczyć to ponownie!
Przesunął paznokciami po wrażliwym miejscu i z fascynacją obserwował,
jak Severus wygiął się i zadrżał! I Harry
usłyszał przesiąknięty przyjemnością,
wibrujący jęk:</p>

<p>- Aaaaa...</p>

<p>Och, to było cudowne!
Chciał to usłyszeć jeszcze raz! Ponownie przesunął
paznokciami po skórze. Smukłe ciało spięło się
impulsywnie, jakby poraził je piorun, a z ust Snape’a wydobył się
kolejny głośny jęk i zanim Harry zdążył
zrobić to po raz trzeci, został odepchnięty i przyszpilony do
materaca, a Severus leżał na nim, wbijając w niego dzikie,
rozgorączkowane spojrzenie.</p>

<p>- Jeszcze nie skończ... -
zaczął Harry, ale reszta zdania utonęła w ustach Severusa.</p>

<p>Och, boże! Tak, to było
najlepsze! Absolutnie najlepsze! Ten gorący, pełzający w ustach
język i subtelne pieszczenie warg. Trącające się nawzajem
nosy. Mały i prosty, należący do Harry'ego, oraz duży,
ostry, przypominający dziób drapieżnego ptaka nos Severusa. Dwa nagie
ciała, przyciśnięte do siebie tak mocno, iż wydawały
się niemal stopione ze sobą. I... brzęk spadających
butelek?</p>

<p>Harry na ułamek sekundy
otworzył oczy, żeby zobaczyć co się dzieje. Severus
błądził ręką po stojącej obok szafce nocnej,
najwyraźniej czegoś szukając.</p>

<p>Och...</p>

<p>Harry ponownie opuścił
powieki, poddając się pocałunkowi i owijając nogi oraz
ręce wokół mężczyzny. Wiedział, czego Severus
szukał i sama myśl o tym wystarczyła, aby jego penis jeszcze
bardziej zainteresował się sytuacją, chociaż i tak był
już niemożliwie twardy.</p>

<p>Harry usłyszał
dźwięk odkorkowywanej butelki i po chwili Severus, nie
przerywając pocałunku, uniósł się odrobinę,
wsunął rękę pomiędzy ich ciała i ostrożnie
nawilżył swoją erekcję. Harry, drżąc z
niecierpliwości, podniósł biodra, jeszcze mocniej owinął
nogi wokół pleców mężczyzny i... jęknął w jego
usta, kiedy poczuł, jak ten wchodzi w niego płynnym, ostrożnym
pchnięciem. Penis Severusa był tak gorący, że
przypominał roztopiony żelazny pręt. Pulsował w jego
wnętrzu, przedzierając się przez ciasny tunel mięśni,
zatapiał się w nim, wypełniając go płynnym
szczęściem. I Harry chciał więcej. Jeszcze więcej
Severusa. W sobie.</p>

<p>Oplótł własnym
językiem penetrujący jego usta język Severusa i zaczął
go ssać. Mężczyzna pochylał się... nie,
leżał na nim, podpierając się na łokciu i jedną
ręką gładził Harry'ego po włosach, a drugą
wysunął spomiędzy nich, zdjął ze swojej szyi
rękę Harry'ego, łapiąc go za dłoń,
kładąc ją na pościeli i mocno splatając ich palce.
Przerwał na chwilę pocałunek i wyszeptał wprost w
pulsujące wargi Harry'ego:</p>

<p>- Jesteś tylko mój. A reszta
niech idzie do diabła.</p>

<p>W tym samym momencie wycofał
się nieznacznie i zaczął wchodzić w niego powolnymi,
głębokimi pchnięciami, jakby pragnął
wydłużyć te chwile jak najbardziej, rozsmakować się w
nich, przeciągać je, torturując ich obu w najprzyjemniejszy
możliwy sposób. Severus jęczał gardłowo przy każdym
pchnięciu, ciągnąc zębami za wargę Harry'ego, podczas
gdy Harry łapczywie nabierał powietrza, a następnie ponownie zatapiał
się w ustach Severusa.</p>

<p>I wśród tych wszystkich
pojękiwań, pomruków, pocałunków, pchnięć i
westchnień, w zamroczonym, upojonym umyśle Harry'ego pojawiła
się pewna myśl. Że nigdy wcześniej on i Severus... nie byli
złączeni ze sobą tak bardzo jak teraz. Połączeni
ciałem, ustami, smakiem, zapachem... byli jednością. Harry
czuł to w każdym pchnięciu, w każdej eksplozji
przyjemności wybuchającej w jego lędźwiach, w każdym
muśnięciu języka, w każdym oddechu Severusa,
mieszającym się z jego własnym, w każdym czułym
pogładzeniu po włosach, w każdym uścisku dłoni, kiedy
Severus musiał przerywać na moment, aby ochłonąć,
ponieważ pragnął być w Harrym jak najdłużej...
ale ostatecznie nie potrafił się już powstrzymywać. I
wchodził w niego ponownie, coraz szybciej, zachłanniej, a penis
Harry'ego ocierał się o włoski na jego brzuchu i pulsował,
tak bardzo pulsował... Każde uderzenie było jak smagnięcie
naelektryzowanym biczem i te gorące usta... były wszędzie,
przygryzały jego wargi, ssały język, pieściły
policzki, podniebienie, muskały zęby i smakowały ziołami i
słodyczą... naga skóra ocierała się o jego skórę, tak
blisko, tak bardzo, bardzo blisko... i czuł szybkie bicie serca, tuż
naprzeciw swojego serca, biło coraz szybciej i szybciej i szybciej i...
tak, o boże, tak, tak, tak!</p>

<p>Dwa zduszone jęki
jednocześnie wyrwały się z połączonych ze sobą
ust. Dwa spocone ciała napięły się, przywarły do
siebie i zakleszczyły w uścisku tak silnym, jakby pragnęły
pozostać tak na zawsze. I drżały. Drżały wtulone w
siebie bardzo długo, dopóki w napiętych jądrach nie
pozostało już nic, co mogłyby sobie podarować, a fale
płomiennego orgazmu nie odpłynęły, pozostawiając po
sobie spełnienie oraz ciszę, wypełnioną jedynie dwoma
płytkimi oddechami owiewającymi gorącym powietrzem wargi naprzeciw.</p>

<p>Harry z trudem otworzył oczy.
Wszystko wokół wirowało z zawrotną szybkością,
sprawiając, że miał problem ze skupieniem wzroku, ale
przepełniało go takie... szczęście! Krążyło
w żyłach, pulsowało w wyczerpanych mięśniach,
szumiało w uszach, przepływało przez układ nerwowy.</p>

<p>Oczy Severusa również się
otworzyły. Nadal były lekko zamglone, jakby mężczyzna
jeszcze nie do końca doszedł do siebie, ale Harry widział w nich
ten sam ciepły blask, teraz jeszcze silniejszy. Wpatrywał się w
ich głęboką, nieskończoną czerń i wiedział,
że jeszcze nigdy, przenigdy... nie czuł czegoś podobnego.
Czegoś tak... niesamowicie... uzależniającego.
Absorbującego. Potężnego. Pięknego.</p>

<p>- Kocham cię - wyszeptał
zachłannie. Oczy Severusa rozszerzyły się nagle i
pociemniały.</p>

<p>O boże, powiedział mu to!
Naprawdę to powiedział! Nie zamierzał, ale... to było
silniejsze. Tak silne, iż niemal porażające.</p>

<p>- Tak bardzo cię kocham,
Severusie... - Nie potrafił tego powstrzymać. Słowa same
wypłynęły.</p>

<p>Z bijącym szaleńczo sercem
wpatrywał się w mężczyznę, czekając na
jakąś reakcję i wtedy... nie do wiary... zobaczył na jego
twarzy smutek. Nie mógł się mylić. To było zbyt
wyraźne. Zbyt wstrząsające. Twarz Severusa posmutniała.</p>

<p>Harry nie miał pojęcia, co
o tym myśleć. Nie spodziewał się takiej reakcji...
Właściwie to sam nie wiedział czego się spodziewać...
ba, tak nagle mu się to wyrwało, że nie miał nawet czasu
zastanowić się nad prawdopodobną rekcją
mężczyzny, ale to... to było co najmniej... dziwne.</p>

<p>Severus przymknął powieki i
oblizał usta. Wyglądał, jakby bardzo szybko próbował
się opanować. I najwyraźniej mu się udało,
ponieważ kiedy ponownie otworzył oczy, po smutku nie było
już śladu. Uniósł rękę, uwalniając ich splecione
dłonie i łagodnie odgarnął z czoła Harry'ego
spoconą grzywkę, a Harry nie potrafił pozbyć się
wrażenia, że ten gest... że to coś znaczyło. Zanim
jednak zdążył się nad tym głębiej
zastanowić, Severus przetoczył się na bok i położył
na plecach.</p>

<p>Harry wstrzymał oddech.
Może nie powinien był tego mówić... Może to... było za
dużo. Za wcześnie. Za... cholera!</p>

<p>Ale nagle poczuł wsuwające
mu się pod plecy ramię. Severus objął go i
przyciągnął do siebie, a Harry z ulgą wypuścił
powietrze. Mężczyzna zdjął mu z nosa okulary i odłożył
je na nocny stolik. Harry przewrócił się na bok i umościł
na ramieniu Severusa, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi i
obejmując go ręką w pasie. Słyszał jego oddech i
powoli zwalniający rytm serca.</p>

<p>- Dipsas - powiedział nagle
Snape, przerywając aksamitną ciszę. Harry zamrugał i
poderwał głowę, spoglądając na
mężczyznę z zaskoczeniem.</p>

<p>- Co?</p>

<p>- Dipsas. Hasło do moich komnat
- dodał Severus, wpatrując się w sufit. - Abyś zawsze
mógł przyjść, nawet jeśli mnie nie będzie. Kiedyś
o nie prosiłeś.</p>

<p>Usta Harry'ego
rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.</p>

<p>- Dziękuję -
wyszeptał, nie bardzo wiedząc, jak wyrazić to, co
płonęło teraz w jego sercu. - Ja... to znaczy...
dziękuję.</p>

<p>- Możliwe, że nie
będzie mnie przez kilka najbliższych dni - kontynuował
mężczyzna, wciąż nie spoglądając na Harry'ego. -
Dlatego wolałbym, abyś mógł tu swobodnie przychodzić.
Szczególnie wtedy, kiedy odczujesz potrzebę wybrania się,
załóżmy, do Działu Ksiąg Zakazanych.</p>

<p>Harry zignorował tę
uwagę. Dopóki miał Severusa, Dział Zakazany w ogóle go nie
interesował.</p>

<p>- Dlaczego cię nie będzie?
- zapytał, kreśląc palcem koła na bladym torsie Severusa.</p>

<p>- Mam kilka spraw do załatwienia
- odparł mężczyzna i Harry wyczytał z tonu jego głosu,
że więcej z niego nie wyciągnie.</p>

<p>- Czyli jednak nie pójdziemy do
Hogsmeade? - zapytał. Severus zacisnął usta, a Harry
zauważył, jak przez twarz mężczyzny przebiegł
cień, chociaż trwało to bardzo krótko i zniknęło tak
szybko, jak się pojawiło.</p>

<p>- Przełożymy to na... kiedy
indziej. Nie myśl teraz o tym - odparł Severus i Harry
usłyszał w jego słowach jakąś gorzką nutę.</p>

<p>- Wszystko w porządku? -
zapytał, wpatrując się w mężczyznę z
zaniepokojeniem. Severus odwrócił głowę i spojrzał na
niego.</p>

<p>- Znakomicie - odparł,
chociaż w jego głosie nadal słychać było
jakąś skazę. - Jestem po prostu zmęczony.</p>

<p>- Och. - Harry ponownie
ułożył głowę na ramieniu Severusa. - W takim razie...
możemy iść spać. Chcę tylko, żebyś
wiedział, że to... że ja... że to było niesamowite
i... dałeś mi tyle szczęścia i... to był
najpiękniejszy wieczór w moim życiu i... dziękuję. -
Zagryzł wargę. Nie chciał paplać, ale nie potrafił
się powstrzymać. Był tak szczęśliwy, że
musiał to z siebie wyrzucić.</p>

<p>Severus poruszył się i w
odpowiedzi przycisnął usta do czoła Harry'ego,
składając na nim niewiarygodnie długi i czuły
pocałunek. Potem oderwał się, przyciągnął go do
siebie jeszcze bliżej i zamknął oczy. Harry wtulił twarz w
jego szyję i również zamknął oczy.</p>

<p>- Dobranoc, Severusie -
wyszeptał cicho. - I... przepraszam, że wylałem herbatę.</p>

<p>Poczuł, jak dłoń
Severusa zaciska się na jego plecach.</p>

<p>- Nie szkodzi. Dobranoc.</p>

<p>Harry westchnął i jeszcze
mocniej wtulił się w mężczyznę. Skóra Severusa
pachniała potem oraz mieszanką ziół i czegoś
słodkiego. Cynamonu. Słyszał nad sobą jego spokojny oddech.
Czuł go każdą komórką ciała, tak blisko, tak bardzo,
bardzo blisko...</p>

<p>W końcu tego dokonał. W
końcu zrobił to, co wydawało się wręcz
niemożliwe... Zdobył serce Severusa.</p>

<p>To była długa, żmudna
i wyboista droga. Kilka razy miał ochotę zawrócić i w ostatniej
chwili się przed tym powstrzymywał, ale teraz był wdzięczny
sam sobie, że wytrwał. Nie zmieniłby niczego, żadnej
decyzji, którą podjął, żadnego wyboru, nawet jeżeli
początkowo wydawały się one nieodpowiednie, ponieważ
doprowadziły go aż tutaj. Do tej chwili. Najpiękniejszej chwili
jego życia. Chwili, w której to wszystko, o co walczył, o czym
śnił i za czym tęsknił... w końcu należało
do niego! Tylko do niego!</p>

<p>I nawet kiedy chciał się
poddać... nawet gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi namawiały go do
ucieczki... to jednak zawsze w głębi serca wiedział, że mu
się uda. Ponieważ widział to w każdym kolejnym spojrzeniu
Severusa. W każdym kolejnym geście. Widział, że nie jest mu
obojętny i że ten mur, którym otoczył się
mężczyzna... że ten mur jest coraz słabszy.
Pamiętał te wszystkie uczucia, które Snape mu okazywał...
były zbyt prawdziwe, by można je było udawać.
Pamiętał te wszystkie drobiazgi, rozmowy, uśmiechy, które
utwierdzały go w przekonaniu, że jest coraz bliżej, że
możliwe, iż następny ostry zakręt będzie tym
ostatnim...</p>

<p>I pomimo że musiał
znieść bardzo wiele ciosów, przetrzymać bardzo wiele upadków, to
teraz, z perspektywy czasu wiedział, że było warto.
Ponieważ dzisiejszej nocy Severus... oddał mu całego siebie.
Odsłonił się przed nim całkowicie. Tak jakby wcześniej
wciąż próbował walczyć, jakby wciąż coś mu
na to nie pozwalało, ale kiedy ten mur został w końcu
zburzony... to, co było po drugiej stronie, to, co na niego
napierało, uwięzione i kontrolowane, to wszystko, czego Severus nigdy
wcześniej nie chciał mu dać, przed czym się
wzbraniał... nareszcie zostało uwolnione i runęło w
dół niczym wodospad. I Harry po prostu nie mógł uwierzyć,
że jeszcze pół roku temu Severus nie był go w stanie nawet
objąć. Wydawało mu się, że od tamtej chwili
minęły całe wieki. Całe tysiąclecia pomiędzy
tamtym okrutnym, bezlitosnym Mistrzem Eliksirów, a... tym czułym,
zmysłowym mężczyzną.</p>

<p>Oddech Severusa stał się
głębszy, równomierny.</p>

<p>Harry ostrożnie uniósł
głowę, spoglądając na jego pogrążoną we
śnie twarz.</p>

<p>Zdobyłem cię. I już
nigdy nie pozwolę ci się uwolnić.</p>

<p>Ułożył głowę
z powrotem, zamknął oczy i przycisnął wargi do szyi
Severusa w miejscu, w którym pod skórą pulsowała krew. Czuł jej
ciepło. I wiedział, że należała do niego. Że
teraz wszystko w tym chłodnym mężczyźnie należało
do niego.</p>

<p>Nie mylił się. To był
najcudowniejszy dzień jego życia.</p>

<p>Kiedy odpływał już w
krainę snu, w jego głowie krążyła tylko jedna
myśl...</p>

<p>Zdobył swoje największe
pragnienie. Zdobył swoje desiderium intimum.</p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>--- rozdział 55 ---</strong></p>

<p><strong>55. The beginning of the end</strong></p>

<p>Suddenly my eyes are open,</p>

<p>Everything comes into focus, oh,</p>

<p>We are all illuminated,</p>

<p>Lights are shining on our faces,
blinding</p>

<p>We are, we are, blinding.*</p>

<p>Harry'ego obudził trzask drzwi.
Uniósł powieki, ale obraz przed jego oczami był rozmyty. Widział
nad sobą jedynie ciemne sklepienie. Odwrócił głowę na bok i
spojrzał na puste miejsce obok siebie. Miejsce, w którym powinien
znajdować się...</p>

<p>Severus!</p>

<p>Gwałtownie uniósł się
na łokciach i rozejrzał po pogrążonej w mroku sypialni,
poszukując znajomej, ciemnej sylwetki. Wtedy usłyszał dźwięk
odkręcanej wody i cichy chlupot. Uśmiechnął się do
siebie i opadł z powrotem na poduszkę. Przez ułamek sekundy
uderzyła go przerażająca myśl, że wszystko mu się
przyśniło. Że to wszystko, co wydarzyło się wczoraj,
było jedynie... jakimś pięknym, nierealnym snem, z którego
właśnie się obudził.</p>

<p>To nie był jednak sen.</p>

<p>Podciągnął się do
pozycji siedzącej, oparł o wezgłowie łóżka i
sięgnął po leżące na szafce nocnej okulary. Obraz
przed jego oczami wyostrzył się. Rozejrzał się i dostrzegł
swoje ubranie, wciąż leżące na podłodze sypialni.
Szata Severusa zniknęła.</p>

<p>Nie miał pojęcia, która
mogła być godzina. Tutaj zawsze panował półmrok.
Całkowity brak okien powodował, że nawet w środku dnia
wydawało się, że jest noc. Być może przegapił śniadanie.
Być może powinien właśnie być na jakiejś nudnej
lekcji. Być może wszyscy go szukają... ale w tej chwili
kompletnie go to nie obchodziło. Czuł w sercu takie ciepło,
jakby płonął w nim niemożliwy do stłamszenia, wieczny
ogień. Miał wrażenie, jakby wypełniał go
oślepiający blask i wszystko, o czym tylko pomyślał,
ginęło w jego cieniu, nic nieznaczące, nic niewarte. Mógłby
nazwać to szczęściem, gdyby nie to, że to słowo nawet
w połowie nie oddawało tego, co właśnie czuł.</p>

<p>Kiedy tylko zamykał oczy, od
razu przypominał sobie każdy najmniejszy szczegół z wczorajszej
nocy. Każdy pojedynczy pocałunek, każdą bruzdę na
ciele Severusa, każde muśnięci dłoni. Wszystko było
tak wyraźne, jakby oglądał mugolski film. Nie potrafił
przestać się uśmiechać.</p>

<p>Powrócił do rzeczywistości
dopiero wtedy, kiedy szumiąca woda przestała płynąć i
w łazience zapadła cisza. Otworzył oczy i spojrzał na
drzwi. Tęsknił za Severusem. Chciał go nareszcie zobaczyć.
Miał wrażenie, że czas wlecze się jak gumochłon.</p>

<p>W końcu je usłyszał.
Kroki. Jego serce momentalnie przeszło na szybszy bieg. A kiedy
zobaczył poruszającą się klamkę, niemal
wyfrunęło mu z piersi.</p>

<p>W drzwiach łazienki
stanął Severus, ubrany w swe czarne szaty, z lekko wilgotnymi
włosami. Harry poczuł się tak, jakby ogień ogrzewający
serce objął teraz całe jego ciało, zalewając go
potokiem radości. Na jego wargi wypłynął promienny
uśmiech.</p>

<p>Och, Severus wyglądał tak
samo, a jednak tak... inaczej. A może to Harry patrzył teraz na niego
inaczej? Ani te cienkie wargi, ani głęboka zmarszczka pomiędzy
brwiami, ani czarne, świdrujące oczy - nic się w nim nie
zmieniło, a jednak Harry miał wrażenie, że zmieniło
się wszystko. Jakby do tej pory mógł oglądać
śmiertelnie groźną bestię jedynie zza grubej szyby, a teraz
mógł jej dotknąć, nie obawiając się, że zostanie
ukąszonym. Że prawdopodobnie jest jedyną osobą na
świecie, która może podziwiać ją z tak bliska. Której
udało się ją oswoić.</p>

<p>- Dzień dobry - powiedział
radośnie. Zobaczył, jak zmarszczka pomiędzy brwiami Severusa
pogłębia się, a na twarzy pojawia się dziwny,
niepasujący do sytuacji wyraz melancholii.</p>

<p>- Łazienka jest już wolna -
odparł cicho. - Jest dosyć wcześnie. Jeżeli się
pospieszysz, to będziemy mieli jeszcze trochę czasu.</p>

<p>- Och, oczywiście -
powiedział szybko Harry, zrywając się z łóżka. Zobaczył,
jak czarne oczy ześlizgują się po jego nagim ciele, ale wcale go
to nie speszyło. Wiedział, że Severus lubi na niego
patrzeć. Harry specjalnie stanął tyłem do niego, kiedy
schylił się, aby podnieść z podłogi swoje ubrania, i w
ostatniej chwili powstrzymał wybuch śmiechu, gdy odwrócił
się i zobaczył zanikający w oczach ogień i zaciskające
się na szacie długie palce.</p>

<p>- Potter, jesteś...</p>

<p>- Tak, wiem - przerwał mu Harry.
- Jestem małym, bezczelnym prowokatorem. - Zmrużone oczy Severusa
powiedziały mu wszystko i Harry ponownie w ostatniej chwili
powstrzymał się przed wybuchem śmiechu. - Zaraz wracam -
powiedział wesoło, przechodząc obok Severusa, na którego twarzy
wciąż utrzymywał się, teraz jeszcze bardziej widoczny,
wyraz przygnębienia. Jednak Harry był zbyt oślepiony
radością, by to dostrzec.</p>

<p>Chyba jeszcze nigdy nie umył
się i nie ubrał tak błyskawicznie. Jedyne o czym marzył, to
wrócić z powrotem do Severusa. Gdy otworzył drzwi,
mężczyzna siedział na posłanym łóżku ze splecionymi
dłońmi i wzrokiem utkwionym w podłodze, jednak zerwał
się błyskawicznie, kiedy usłyszał, że Harry wychodzi z
łazienki.</p>

<p>Harry zatrzymał się w
drzwiach, zaskoczony tak nagłą reakcją. Przez chwilę po
prostu stał i wpatrywał się w Severusa, który
przyglądał mu się nieodgadnionym, dziwnie ponurym spojrzeniem. W
pomieszczeniu zapadła krępująca cisza.</p>

<p>Och, boże, tak bardzo
pragnął go teraz dotknąć! Poczuć pod palcami, na
skórze, na wargach...</p>

<p>Podszedł do Severusa i
zatrzymał się tuż przed nim, po czym powoli podniósł
rękę i zacisnął ją na jego szacie na wysokości
klatki piersiowej. Przymknął na chwilę powieki, wyczuwając
pod palcami szorstki materiał i bicie serca. Coraz mocniejsze,
gwałtowniejsze. W panującej wokół ciszy słyszał, jak
oddech Severusa przyspiesza. Otworzył oczy i spojrzał w górę, na
oblicze mężczyzny, który patrzył teraz na niego w taki sposób,
jakby pragnął go pieścić samym tylko spojrzeniem. Wargi
Severusa były lekko rozchylone i Harry zastanawiał się, czy może
to zrobić? Czy może go pocałować? Czy naprawdę
może? Wiedział, że te usta należą do niego, ale
wciąż nosił w sobie obawę, że może zostać
odepchnięty, jeżeli spróbuje...</p>

<p>Wtedy Severus nawilżył
językiem wyschnięte wargi. Oddychał coraz szybciej i Harry
miał niejasne przeczucie, że to właśnie jego
bliskość tak działa na mężczyznę.</p>

<p>Nie wahał się już
dłużej. Stanął na palcach i przycisnął usta do
cienkich warg, które rozchyliły się pod naporem jego języka i
pozwoliły mu wśliznąć się do ciepłego
wnętrza ust. Błyskawicznie odnalazł język Severusa i
oplótł go własnym językiem. Był taki wilgotny, gorący,
słodki... Dokładnie tak go zapamiętał. Zanim jednak
zdążył pomyśleć o czymś jeszcze,
usłyszał głośny jęk, lecz nie potrafił
powiedzieć, który z nich go wydał i w tej samej chwili wszystko
stanęło w ogniu. Poczuł oplatające go mocno ramiona.
Severus zagarnął go do siebie, ściskając go tak mocno,
jakby chciał się z nim stopić i naparł na jego wargi,
niemal je miażdżąc. Wgryzał się w nie z taką pasją,
jakby brakowało mu powietrza i mógł je odnaleźć jedynie w
ustach Harry'ego.</p>

<p>Harry czuł jego dłoń w
swoich włosach, zaciskającą się mocno, może nawet zbyt
mocno, ale on sam nie panował nad swoim pożądaniem,
boleśnie wbijając paznokcie w plecy mężczyzny i pragnąc
więcej, jeszcze więcej, pragnąc zatonąć w jego ustach.
Zaczął ocierać się o szorstką szatę, czując,
że jest już twardy. I Severus również. Ale wtedy Snape
oderwał wilgotne, zaczerwienione wargi i dysząc ciężko,
wyszeptał mu w usta:</p>

<p>- Nie mamy zbyt wiele czasu.</p>

<p>Harry uniósł powieki. Jego
okulary były przekrzywione i zaparowane, ale widział nad sobą te
błyszczące, czarne oczy, które wbijały się w niego z
czymś nieokreślonym, niepokojącym.</p>

<p>- Kiedy wrócisz? Kiedy cię znowu
zobaczę? - zapytał cicho Harry, przymykając powieki, gdy wargi
Severusa przycisnęły się do jego skroni. Nie wyobrażał
sobie, że teraz, kiedy w końcu zdobył go całego, znowu
miałby go stracić. Nawet jeżeli miało to być tylko
kilka dni. Wiedział, że dla niego będą to tygodnie, jeżeli
nie miesiące.</p>

<p>- Nie wiem - odparł Snape,
zanurzając twarz w jego włosach i wdychając głęboko
ich zapach. - To może potrwać.</p>

<p>- Musisz wyjeżdżać?
Nie możesz ze mną zostać?</p>

<p>- To niemożliwe. - Czy Harry'emu
się wydawało, czy znowu wyczuł tę melancholię? - Nie
mam wyjścia. Zresztą jeszcze nie wiem, kiedy dostanę wezwanie.</p>

<p>Harry zacisnął usta.</p>

<p>Voldemort. Znowu Voldemort! Znowu
wszystko przez niego.</p>

<p>- Wiesz, że możesz tu
przyjść w każdej chwili? - kontynuował Severus,
muskając wargami czoło Harry'ego. - Kiedy tylko będziesz
chciał. Nawet dzisiaj.</p>

<p>Czy Severus nie wiedział,
że Harry najchętniej w ogóle by stąd nie wychodził?
Planował tu spędzać każdą wolną chwilę.
Jeżeli tylko ma na to pozwolenie.</p>

<p>Harry przytaknął,
odchylając głowę i pozwalając, by usta Severusa
znalazły się na jego szyi.</p>

<p>- Wiem. Będę za tobą
tęsknił.</p>

<p>- Wiem - odparł Severus. -
Będziesz.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się, pomimo smutku, który go ogarnął. Nie miał co
liczyć na takie samo wyznanie, ale pewność Severusa go
rozbrajała.</p>

<p>- Czy wczoraj... dostałeś
wszystko to, czego pragnąłeś? - zapytał nagle Snape,
zatrzymując wargi milimetr od skóry Harry'ego. Harry miał
wrażenie, że mężczyzna wstrzymuje oddech.</p>

<p>- O tak, nawet więcej -
odpowiedział, uśmiechając się lekko. - Znacznie więcej
niż kiedykolwiek pragnąłem.</p>

<p>Severus wypuścił powietrze
i złożył długi pocałunek na jego żuchwie. A
następnie odsunął się i spojrzał na niego z góry
nieodgadnionym wzrokiem. Harry miał wrażenie, że próbuje mu
coś tym spojrzeniem przekazać, ale nie miał pojęcia, co.</p>

<p>- Chodźmy - powiedział w
końcu, wypuszczając Harry'ego z uścisku. - Lepiej,
żebyś wrócił, zanim twoi przyjaciele się obudzą. - Po
tych słowach wyminął go i skierował się prosto do
salonu.</p>

<p>Harry westchnął z
rezygnacją. Nie miał ochoty iść. Wcale. Wolałby tu
zostać. Nawet na zawsze.</p>

<p>Odwrócił się i,
powłócząc nogami, ruszył za mężczyzną. Severus
stał przy drzwiach do gabinetu ze skrzyżowanymi ramionami i
twarzą ukrytą za kurtyną włosów. Harry zabrał z fotela
kurtkę, w której miał iść do Hogsmeade oraz pelerynę
niewidkę. Podszedł do Severusa i zatrzymał się obok niego.</p>

<p>- No to... do zobaczenia -
wydukał. Miał wrażenie, jakby wokół jego serca
zaciskała się pętla. Coraz mocniej.</p>

<p>Severus nie patrzył na niego.
Spoglądał gdzieś w podłogę, ale po pewnym czasie
uniósł głowę i Harry'ego przeszył dreszcz na widok jego
oczu. Nie miał jednak pojęcia, dlaczego. Nie wydawały się
zmienione. Ale tak jakby coś za nimi... sam nie wiedział, co.
Poruszało się, walczyło?</p>

<p>Kiedy mężczyzna nie
odpowiedział, Harry odwrócił się w stronę drzwi, ale
zdążył zrobić zaledwie krok, kiedy poczuł długie
palce zaciskające mu się na nadgarstku. Z zaskoczeniem spojrzał
na Severusa. Mężczyzna otwierał i zamykał usta, jakby
chciał coś powiedzieć. Ale najwyraźniej nie był w
stanie, ponieważ po kilku sekundach zacisnął je mocno,
oblizał i po prostu przyciągnął Harry'ego do siebie,
zamykając jego wargi w żarliwym pocałunku. Harry poczuł,
że uginają się pod nim kolana. Severus pieścił jego
usta, język i podniebienie, zachłannie, ale nie boleśnie.
Wygłodniale, ale nie gwałtownie. Jakby chciał się w nim
rozsmakować, zapamiętać fakturę, ciepło i smak jego
ust.</p>

<p>Harry jęknął, kiedy
Severus oderwał wargi i głęboko nabrał powietrza, które
uleciało mu z płuc. Pocałunek zakończył się tak
nagle, jak się zaczął, i zanim Harry zdążył
dojść do siebie, usłyszał szept Severusa:</p>

<p>- Odprowadzę cię.</p>

<p>Przytaknął bezwiednie i
pozwolił się poprowadzić przez gabinet, czując mocno
zaciskającą się na jego ręce dłoń
mężczyzny.</p>

<p>Kiedy zatrzymali się przed
drzwiami, Severus sięgnął po różdżkę i
zdjął zaklęcie blokujące, po czym schował ją z
powrotem i odwrócił się do Harry'ego. Przez jakiś czas po prostu
mu się przyglądał, przesuwając spojrzenie po jego twarzy.
Po chwili jednak zatrzymał je na policzku i powoli uniósł
dłoń, dotykając skóry Harry'ego. Pogładził ją
delikatnie i jakby w zamyśleniu.</p>

<p>- Nie chciałem cię
uderzyć - powiedział nagle dziwnym, odległym głosem. - Ale
czasami wszystko wymyka nam się spod kontroli i nie mamy na to
wpływu. To silniejsze od nas.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy,
słysząc takie słowa z ust Snape'a.</p>

<p>- Nie szkodzi - odpowiedział
trochę niepewnie. - To nieważne. Już o tym zapomniałem.</p>

<p>Severus uśmiechnął
się słabo.</p>

<p>- To dobrze.</p>

<p>Chłodne palce zniknęły
i Snape opuścił rękę, a następnie
sięgnął do klamki i spojrzał na Harry'ego. Harry
zrozumiał sugestię. Posłał mu ciepły uśmiech i
zarzucił na siebie pelerynę. Severus otworzył mu drzwi, a Harry,
nie odwracając się więcej, ponieważ każde spojrzenie
na Severusa wywoływało ukłucie bólu, wyszedł na korytarz.</p>

<p>Dopiero kiedy przeszedł kilka
kroków, usłyszał ciche trzaśnięcie drzwi. I nagle
poczuł się bardzo, bardzo samotny.</p>

<p>***</p>

<p>- Harry, może wyjdziemy dzisiaj
trochę polatać, tak jak ostatnio?</p>

<p>- Nie, dzięki, nie mam ochoty -
mruknął Harry, idąc razem z Ronem wypełnionym uczniami
korytarzem podczas przerwy pomiędzy Zielarstwem, a Zaklęciami.</p>

<p>- To może pogralibyśmy w
eksplodującego durnia wieczorem? Mam zamiar skopać ci tym razem
tyłek.</p>

<p>- Nie, dzięki, może innym
razem - odparł Harry, skręcając w boczny korytarz razem z
kilkorgiem pozostałych Gryfonów.</p>

<p>Ron zwiesił głowę i,
szurając nogami, szedł za nim dalej bez słowa.</p>

<p>Harry był zirytowany jego
namowami i wcale nie było mu przykro, że go rozczarował. Nie
miał ochoty nic dzisiaj robić. Planował spędzić
wieczór w dormitorium, przywołując wspomnienia z poprzedniej nocy i
masturbując się.</p>

<p>Przez cały dzień
balansował na granicy histerycznej radości i przygnębienia. Z
szerokim uśmiechem na twarzy i zamroczonym spojrzeniem przesadzał
gronówki jęczące, które swoim zawodzeniem niemal każdego
doprowadzały do białej gorączki. Z rozmarzonym wyrazem twarzy
słuchał traktatu o wielkiej bitwie pomiędzy goblinami, a
olbrzymami na wzgórzach Cotswold w 1823 roku. Nawet Hermiona wyjątkowo nie
robiła mu uwag, jedynie przyglądała mu się uważnie co
jakiś czas. Podczas obiadu jednak nie tknął ani kęsa,
siedząc ze spuszczoną głową i co chwilę zerkając
na stół nauczycielski. Severusa nie było dzisiaj na żadnym
posiłku, pomimo iż nadal przebywał w zamku - Harry wiedział
to, ponieważ przez cały dzień nosił przy sobie mapę
Huncwotów i sprawdzał, czy Severus już wyjechał.</p>

<p>- Harry! Harry!</p>

<p>Harry zatrzymał się i
rozejrzał po korytarzu. Pomiędzy uczniami dostrzegł blond
czuprynę Luny, jednak wydawało się, że wszyscy omijają
ją szerokim łukiem. Dopiero kiedy podeszła bliżej,
okazało się, dlaczego. Na głowie miała czapkę z
wymachującą pięścią ręką, którą Harry
podarował jej na Gwiazdkę. Ron wytrzeszczył oczy, kiedy ją
zobaczył, a Harry stwierdził, że to chyba jednak nie był
najbardziej trafiony prezent.</p>

<p>- Cześć -
uśmiechnęła się nieprzytomnie, zatrzymując się
przed nimi i zerkając w górę, na pokazującą
właśnie środkowy palec rękę, na którą Ron
gapił się z otwartymi ustami. - Och, wiem, nie powinnam nosić
jej na lekcjach, ale była taka samotna w dormitorium, że nie
mogłam jej tam znowu zostawić. Byłoby jej przykro.</p>

<p>Ręka w odpowiedzi zamachnęła
się i spróbowała złapać ją za nos, ale Luna
odgoniła ją.</p>

<p>- Nie przeszkadzaj mi teraz -
powiedziała do ręki, po czym zwróciła się do Rona i
Harry'ego. - Lubi się przekomarzać.</p>

<p>Ron przełknął
ślinę, widząc jak zaciśnięta pięść
kreśli w powietrzu kręgi, przygotowując się do ciosu.</p>

<p>- Nie nazwałbym tego
przekomarzaniem się.</p>

<p>- Och, ona nic mi nie zrobi. Za to
wam może, więc lepiej nie podchodźcie zbyt blisko.</p>

<p>Ron odskoczył jak oparzony, ale
Harry pozostał na miejscu.</p>

<p>- Chciałaś ze mną
porozmawiać?</p>

<p>- Och, tak. Tonks kazała mi
zapytać, czy możesz przyjść do niej trochę
wcześniej, niż się umawialiście.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. Lekcje z Tonks! Kompletnie o tym zapomniał!</p>

<p>- Eee...</p>

<p>Kurczę. Akurat teraz miał
najmniej ochoty na dodatkowe zajęcia.</p>

<p>- Przekaż jej, że nie
mogę dzisiaj przyjść. Mam... coś mi wypadło.</p>

<p>Luna zmarszczyła brwi i
przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się
uważnie.</p>

<p>- Nie martw się. To nie wstyd,
że zapomniałeś. Zawsze, kiedy jest się
szczęśliwym, zapomina się o całym świecie.</p>

<p>Harry poczuł, że na
policzki wypływa mu lekki rumieniec.</p>

<p>Cholera, jak ona to
zauważyła? Chyba nie miał tego wypisanego na twarzy?</p>

<p>- Pewnie na twoim miejscu też
bym zapomniała - uśmiechnęła się do niego
przyjaźnie i odwróciła. - W takim razie do zobaczenia, Harry. - Po
tych słowach ruszyła w drugą stronę. Ręka na jej
głowie odwróciła się do nich i pokazała im środkowy
palec.</p>

<p>- O czym ona mówiła? -
zapytał Ron, podchodząc do Harry'ego.</p>

<p>- Ee...</p>

<p>- Co to za spotkanie z Tonks?</p>

<p>- Ach, to. To... nic. Po prostu
poprosiłem Tonks o dodatkowe lekcje z Obrony.</p>

<p>Ron spojrzał na niego z
zaskoczeniem.</p>

<p>- Po co? Przecież jesteś
najlepszy w klasie. Ba, podejrzewam, że nawet najlepszy w całej
szkole. Chyba nie zamieniasz się w Hermionę?</p>

<p>Harry pokręcił
głową.</p>

<p>- Nie, po prostu stwierdziłem,
że chciałbym nauczyć się jeszcze kilku zaklęć.
Tak na wszelki wypadek.</p>

<p>- Przecież o Obronie wiesz
wszystko.</p>

<p>- Niewystarczająco.</p>

<p>Ron wzruszył ramionami.</p>

<p>- Dobra, rób co chcesz. - Po tych
słowach ruszył przed siebie, nie czekając na Harry'ego. -
Jeżeli przyjdzie ci ochota spędzić trochę czasu ze swoim
przyjacielem, to mnie zawiadom. - Rzucił jeszcze przez ramię.</p>

<p>Harry westchnął. Dlaczego
Ron nie rozumiał, że... że co? Że wolał siedzieć
sam w dormitorium i myśleć o Snapie niż grać w jakieś
idiotyczne gry albo fruwać bez celu w śnieżycy?</p>

<p>Na litość Merlina,
przecież wczoraj Severus go pocałował, obciągnął
mu, rozebrał się przed nim, kochał się z nim, Harry
wyznał mu miłość! A dzisiaj... miałby grać z
Ronem w eksplodującego durnia? To wydawało mu się absurdalne.</p>

<p>Prawda jest taka, że lubił
grać z Ronem i lubił, ba, kochał Quidditch. Ale w świetle
tego, co przeżył i co otrzymał, wszystko, co zawsze lubił,
wydawało mu się teraz całkowicie... bez znaczenia.</p>

<p>Priorytety.</p>

<p>***</p>

<p>Po zajęciach Harry szybko
umknął Ronowi i popędził do dormitorium. Miał pewien
plan i musiał się pospieszyć, jeżeli chciał go
zrealizować.</p>

<p>Siedząc na łóżku,
otworzył dłonie i spojrzał na trzymane w rękach małe,
czerwone pudełko. Prezent, który przygotował dla Severusa na
Walentynki, a którego do tej pory nie miał okazji mu wręczyć.</p>

<p>Wahał się. Wiedział,
że Severus jeszcze nie wyjechał i że wciąż
przebywał w zamku. Nie miał pojęcia, jak długo może go
nie być. A chciałby... chciałby mu to dać, jeszcze zanim
wyjedzie. Żeby... żeby wiedział...</p>

<p>Pójdzie tylko na chwilkę.
Zostawi pudełko i szybko wyjdzie. Przecież Severus powiedział,
że może przychodzić, kiedy tylko chce. Pożegnali się
już. Podejrzewał, że gdyby znowu go zobaczył, to ponownie
przeżywałby to samo, co rano, a kompletnie nie miał na to
ochoty. Po prostu... zrobi mu niespodziankę przed wyjazdem. Tak,
właśnie tak!</p>

<p>Zerwał się z
łóżka i wyciągnął spod poduszki Mapę Huncwotów.
Tak jak się spodziewał, Severus nadal przebywał w gabinecie
Dumbledore'a, do którego wszedł jakieś piętnaście minut
temu. Ostatnio, z tego co pamiętał Harry, spędził tam
prawie godzinę, a to oznaczało, że ma dostatecznie dużo
czasu. Szczególnie że, jak zauważył, Severus miał dzisiaj
tyle zajęć, że przez cały dzień nie zajrzał do
swoich komnat nawet na chwilę.</p>

<p>Harry wcisnął do kieszeni
pelerynę niewidkę, do drugiej wsadził pudełko, zbiegł
po schodach i pospiesznie ruszył przez Pokój Wspólny. Hermiona, która
razem z Ronem siedziała przy jednym ze stolików w kącie pomieszczenia
i uczyła się, podniosła głowę, a widząc go,
odrzuciła pióro i zerwała się na równe nogi:</p>

<p>- Harry? Myślałam, że
jesteś w Pokoju Życzeń. Muszę z tobą porozm...</p>

<p>- Nie teraz - rzucił jej Harry,
dopadając do dziury w ścianie. - Zaraz wrócę. - Po tych
słowach przeszedł przez dziurę, rozejrzał się po
korytarzu i zarzucił na siebie pelerynę. Zbiegał po kolejnych
piętrach z rosnącym w sercu podekscytowaniem. Wyobrażał
sobie minę Severusa, kiedy znajdzie pudełko. Ale kompletnie nie
potrafił sobie wyobrazić jego reakcji, kiedy przeczyta to, co mu
napisał. Miał tylko nadzieję, że mu się spodoba.
Chociaż odrobinę.</p>

<p>W lochach było chłodno.
Tutaj zawsze było chłodno, ale zimą temperatura potrafiła
spaść tak nisko, że przy oddychaniu tworzyła się para.
Ale na szczęście tylko na korytarzach. W klasach i komnatach Snape'a
było przyjemnie. Harry zatrzymał się przed drzwiami gabinetu
Mistrza Eliksirów i z bijącym mocno sercem wyszeptał hasło:</p>

<p>- Dipsas.</p>

<p>Ciężkie wrota
poruszyły się i powoli otworzyły. W pomieszczeniu panował
półmrok. Jedyne światło rzucał stojący na biurku
kandelabr. Harry cicho zamknął za sobą drzwi i podszedł do
drzwi prowadzących do komnat.</p>

<p>Zastanawiał się, czy tutaj
też musi wymówić hasło, ale na wszelki wypadek wolał je
wypowiedzieć.</p>

<p>- Dipsas.</p>

<p>Drzwi zaskrzypiały i
stanęły przed nim otworem. Harry uśmiechnął się i
wszedł do środka. Poczuł na skórze chłodny powiew, co
było dziwne, ponieważ nie było tu żadnych okien, przez
które mógłby wpaść wiatr.</p>

<p>Salon był lepiej oświetlony
niż gabinet. Pomimo tego, iż kominek był wygaszony, na
ścianach płonęło w uchwytach kilka świec. Harry
rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszystko tutaj znał, ale zawsze
widywał jedynie z daleka. Zastanawiał się, gdzie najlepiej
byłoby zostawić pudełko, żeby Severus je na pewno
dostrzegł i znalazł. Podszedł do jednej z półek, na której
oprócz książek znajdowało się również kilka dziwnie
wyglądających przedmiotów i podstawka na pióra. Przyjrzał
się dokładnie piórom, ale nie było wśród nich tego, które
podarował Severusowi na urodziny. Zastanawiał się, gdzie
mężczyzna trzyma jego prezent. I gdzie trzyma figurkę?
Prawdę powiedziawszy, nigdy jej nigdzie nie widział.</p>

<p>Odwrócił się i ponownie
rozejrzał po komacie. Zawsze było tu tak cicho. Zupełnie inaczej
niż w wieży Gryffindoru. Tam zawsze był harmider, nawet w
dormitorium słyszał głosy dochodzące z Pokoju Wspólnego. Po
tylu latach spędzonych w samotności lubił towarzystwo innych,
ale czasami potrzebował ciszy. A tutaj zawsze mógł ją
znaleźć.</p>

<p>Stolik. Może po prostu
położy pudełko na stoliku? Ruszył w kierunku
połyskującego w chybotliwym świetle świec blatu, jednak
zanim do niego dotarł, jego uwagę przyciągnął
nikły, zielony blask. Harry zatrzymał się i odwrócił,
poszukując jego źródła. Cofnął się o krok i
zobaczył. Niewielką szparę pomiędzy półkami.
Szparę prowadzącą do sekretnego laboratorium Severusa.</p>

<p>Severus musiał się
śpieszyć, skoro zostawił niedomknięte drzwi...</p>

<p>Harry wiele razy zastanawiał
się nad tym, co też za eliksir warzył Severus i co jeszcze
robił w tym laboratorium. Powoli, ostrożnie podszedł do szpary i
zajrzał przez nią. Zobaczył płonącą na zielono
świecę i kawałek czarnego kociołka.</p>

<p>Nie.</p>

<p>Nie wejdzie tam. Severus mu
zaufał, podając mu hasło do swoich komnat. Nie może tak po
prostu...</p>

<p>Ponownie zerknął przez
szparę. Ogień pod kociołkiem był wygaszony. A to
oznaczało, że Severus skończył swój tajemniczy eliksir.
Przesunął się odrobinę i obok kociołka dostrzegł
fiolkę. I wtedy coś w jego umyśle zaskoczyło.</p>

<p>To był ten eliksir! Ten eliksir,
który Severus wlał mu do herbaty!</p>

<p>Niewiele myśląc, wsadził
dłonie pomiędzy szparę i otworzył przejście na tyle,
aby mógł się przez nie prześliznąć.</p>

<p>Powoli podszedł do stołu,
wbijając spojrzenie w połyskującą zielonkawo
buteleczkę i czując bijące coraz mocniej serce.</p>

<p>Dlaczego? Dlaczego Severus dał
mu do wypicia eliksir, który tak długo przygotowywał? To było...
intrygujące. Co to był za eliksir? Co powodował? Dlaczego bez
niego Harry nie mógł pójść do Hogsmeade?</p>

<p>W jego głowie
kłębiły się dziesiątki pytań. Stał i
przyglądał się buteleczce, jakby samym wzrokiem próbował
zmusić ją do wyjawienia swoich tajemnic.</p>

<p>Księga. Pamiętał,
że gdzieś tu była księga, z której korzystał Severus,
podczas przygotowywania mikstury. Może w niej znajdzie odpowiedzi.
Odwrócił się i rozejrzał po niewielkim pomieszczeniu w poszukiwaniu
oprawionego w skórę tomiszcza, ale wtedy jego wzrok
przyciągnął złocisty blask wydobywający się ze
stojącej pod ścianą myślodsiewni. Złote wstęgi
myśli kotłowały się i wypiętrzały, tak jakby
miały zaraz wykipieć, a pośród nich Harry dostrzegł...</p>

<p>Zaintrygowany, podszedł o krok
bliżej.</p>

<p>Tak, nie mylił się.
Widział siebie. Swoją uśmiechniętą twarz.
Przekrzywione okulary. Bliznę w kształcie błyskawicy na czole.
Ale po chwili jego twarz zniknęła, a z kłębowiska myśli
wynurzyła się... jaszczurza twarz Voldemorta.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi i
podszedł jeszcze bliżej.</p>

<p>Voldemort śmiał się.
Harry widział rząd jego ostrych, żółtych zębów. Po
chwili jednak Voldemort rozpłynął się, a na jego miejscu
pojawiła się... zielona fiolka.</p>

<p>Harry zatrzymał się przed
myślodsiewnią. Czuł w sobie niewytłumaczalny strach.
Coś było nie w porządku i wyczuwał to wszystkimi
zmysłami, które krzyczały teraz do niego, próbując zwrócić
na siebie uwagę. Ponownie zobaczył swoją twarz, śmiech
Voldemorta, zieloną fiolkę.</p>

<p>Co to wszystko znaczyło? Co
Voldemort miał wspólnego z tym eliksirem? I z Harrym?</p>

<p>Przełknął
ciężko ślinę. Jego skóra pokryła się
gęsią skórką, a serce waliło jeszcze mocniej, jakby
ktoś uderzał go w pierś młotem. Dopiero po chwili
zorientował się, że mocno zagryza wargę. Zdecydowanie zbyt
mocno.</p>

<p>Musiał wiedzieć.
Musiał się tego dowiedzieć!</p>

<p>Ścisnął mocniej
trzymane w dłoni pudełko, wstrzymał oddech i pochylił
się, kierując twarz ku złocistej powierzchni.</p>

<p>Musiał zobaczyć, o co w tym
wszystkim chodzi.</p>

<p>Poczuł chłód, kiedy jego
skóra zanurzyła się w połyskujących wstęgach. Obraz
przed oczami zawirował i rozmył się. A gdy tylko się
wyostrzył, Harry zrozumiał, że cofnął się do tego
momentu, w którym wszystko się zaczęło.</p>

<p>I... zobaczył.</p>

<p><strong>--- rozdział 56 ---</strong></p>

<p><strong>56. Open up your eyes</strong></p>

<p>Open up your eyes</p>

<p>Save yourself from fading away now</p>

<p>Open up your eyes, don't sacrifice</p>

<p>It's truly the heart of everything*</p>

<p>Część 1</p>

<p>Obraz wyostrzył się i Harry
znalazł się nagle w klasie Eliksirów. Zobaczył siebie,
stojącego na środku sali z zamroczonym spojrzeniem i pustą
twarzą, na którą powoli wypływał wyraz oszołomienia i
zachwytu. Wszyscy uczniowie wpatrywali się w niego z zaciekawieniem. Za
biurkiem znajdującym się po drugiej stronie klasy siedział
Snape, który w tej samej chwili podniósł się z miejsca, nie
odrywając spojrzenia od Harry'ego.</p>

<p>Och, zaraz się przekonamy, czego
ten arogancki dzieciak pragnie... Podejrzewam, że to będzie
spektakularne widowisko...</p>

<p>Głos Severusa odbił
się echem w klasie, ale mężczyzna miał zaciśnięte
usta i na pewno nie mógł wypowiedzieć tego głośno. A
więc prawdopodobnie... prawdopodobnie to były jego myśli!</p>

<p>Od strony stołu Ślizgonów
dobiegło parsknięcie, a zaraz potem rozbawiony chichot.</p>

<p>- Cisza! - warknął Snape,
piorunując wzrokiem Pansy oraz inną Ślizgonkę, siedzącą
obok niej w ławce. - Ma być absolutna cisza.</p>

<p>Wyraz twarzy Harry'ego powoli
się zmienił. Wyglądał jak zahipnotyzowany. Szeroko
otwartymi z zachwytu oczami wpatrywał się w stojącego po drugiej
stronie klasy Mistrza Eliksirów. Jego wzrok ślizgał się po
długim, osłoniętym czarną szatą ciele z tak
niepojętym podziwem, jakby widział go po raz pierwszy w życiu.
Jakby dopiero teraz ujrzał coś, co wcześniej było przed nim
ukryte.</p>

<p>Dlaczego Potter skupił
swoją uwagę na mnie? I dlaczego tak mi się przygląda? Chyba
nie...</p>

<p>Po twarzy Gryfona zaczęły
spływać łzy. W jego spodniach pojawiło się wiele
mówiące wybrzuszenie. Ktoś bardzo głośno nabrał
powietrza, a Hermiona zasłoniła usta dłonią.</p>

<p>Harry ruszył z miejsca.
Zaczepił szatą o ławkę, prawie się przewracając,
potknął się o leżącą na podłodze torbę,
ponownie w ostatniej chwili unikając kontaktu z podłogą. W ogóle
nie patrzył, gdzie idzie, jego wzrok był utkwiony tylko i
wyłącznie w Snapie, który przyglądał mu się z coraz
większym niedowierzaniem.</p>

<p>To chyba jakiś żart...</p>

<p>W klasie panowała absolutna
cisza, kiedy Harry, potykając się, przedzierał się w
stronę biurka, przy którym znajdował się nauczyciel. W
końcu do niego dotarł. Uderzył biodrami o blat biurka, chcąc
iść dalej, ale ciężki mebel nie pozwalał mu na to. Na
jego twarzy pojawiła się prawdziwa rozpacz. Snape cofnął
się o krok.</p>

<p>To niemożliwe...</p>

<p>- Severusie... - wyjęczał
Harry, pochylając się nad biurkiem i wyciągając
rękę w stronę mężczyzny.</p>

<p>O cholera!</p>

<p>Harry napierał na
ławkę, szamocząc się i za wszelką cenę
próbując dosięgnąć obiektu swojego właśnie
uświadomionego pragnienia. Na jego twarzy widniała rozpacz i
determinacja.</p>

<p>- Masz najpiękniejsze i
najbardziej podniecające oczy na świecie... - wymruczał
rozmarzonym, przesiąkniętym pożądaniem głosem. - Chciałbym
zatonąć w nich, kiedy będziesz mnie brał... Weź
mnie... Severusie...!</p>

<p>Wizja rozmazała się i
wszystko wokół zaczęło wirować. Harry usłyszał
myśli Snape'a:</p>

<p>Jak to możliwe, że eliksir
wskazał mnie? To nie powinno się wydarzyć. Jak to możliwe,
że to właśnie ja jestem pragnieniem Pottera? Czy ten
chłopak już do reszty postradał rozum?</p>

<p>Kolejne zawirowanie.</p>

<p>Jeszcze z nim nie
skończyłem. Dopiero teraz zrobi się naprawdę ciekawie...</p>

<p>Będzie to negował,
będzie zaprzeczał, ale w końcu się złamie... Nie
męcz się, Potter. Nie walcz z tym. I tak nie wygrasz. Będziesz
musiał się z tym pogodzić...</p>

<p>Już niedługo Potter nie
będzie sobie potrafił poradzić z tym pragnieniem. Już
niedługo sam zacznie za mną chodzić, zacznie mnie prosić,
błagać... o wszystko. I wtedy dopiero będę triumfował.
Z przyjemnością popatrzę, jak Potter będzie się
upokarzał na moich oczach.</p>

<p>To tylko kwestia czasu, kiedy Czarny
Pan się o tym dowie. Zastanawia mnie, w jaki sposób zechce to
wykorzystać.</p>

<p>Obraz ponownie się
wyostrzył i Harry znalazł się na spotkaniu
Śmierciożerców.</p>

<p>- Cieszę się, że
mogłem przekazać ci tak interesującą wiadomość,
mój Panie - powiedział siedzący przy stole Snape. Jego głos
był cichy i beznamiętny.</p>

<p>- Jak zwykle mnie nie
zawiodłeś - odparł Voldemort. - To, co powiedziałeś,
bardzo nam pomoże. Myślę, że będziemy mogli to
wykorzystać. - Uśmiech Czarnego Pana był jadowicie upiorny. -
Spójrz na mnie, Severusie.</p>

<p>Nagle przestrzeń
wypełnił głos Voldemorta:</p>

<p>Z pewnością
słyszałeś o eliksirze Admorsusexcetra. Pozwala wyssać razem
z krwią całą moc tego, kto go wypije. Kiedy zdobędę
moc Pottera, będę niezwyciężony i jednocześnie
pozbędę się chłopaka raz na zawsze. Przygotujesz dla mnie
ten eliksir, Severusie. I uwiedziesz Pottera. Zbliżysz się do niego,
będziesz go przy sobie trzymał i doprowadzisz do tego, że zaufa
ci na tyle, że sam z własnej woli wypije ten eliksir. Ponieważ
doskonale wiesz, że zadziała tylko wówczas, jeżeli ofiara
przyjmie go świadomie i chętnie, bez przymusu i bez
wątpliwości. Daję ci tyle czasu, ile potrzebujesz.
Dopilnuję, by nikt ci nie przeszkadzał. Masz wolną
rękę, możesz robić z chłopakiem, co tylko zapragniesz,
ale będziesz mi zdawał relacje z postępów. A kiedy
skończysz eliksir i przyprowadzisz do mnie Pottera... wynagrodzę
cię po wsze czasy.</p>

<p>Głos Voldemorta ucichł.
Snape spojrzał na swego Pana i uśmiechnął się mrocznie
i nieprzyjemnie.</p>

<p>- Wiesz, co masz robić -
powiedział Voldemort.</p>

<p>- Oczywiście - odparł
Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Obraz ponownie zawirował i
zatrzymał się na komnatach Snape'a. Mężczyzna chodził
w tę i z powrotem przed kominkiem. Na jego twarzy widniał
przerażający uśmiech, w oczach szalała burza.</p>

<p>Nareszcie! Nareszcie nadeszła
moja szansa!</p>

<p>Błyskawicznym ruchem
podwinął rękaw i z nienawiścią spojrzał na
widniejący na przedramieniu Mroczny Znak. Znak, który przecinała
głęboka bruzda jak po skaleczeniu nożem, jakby ktoś
chciał ją wyciąć.</p>

<p>Desideria Intima... zostawiła mi
ślad na całe życie, ale skąd mogłem wiedzieć,
że po wypiciu jej niemal odetnę sobie rękę? A teraz, po
tylu latach... nareszcie mogę spełnić swoje największe
pragnienie... nareszcie mogę sprawić, że Czarny Pan zdechnie. A
wraz z nim pozbędę się Pottera. Temu nieodpowiedzialnemu
gówniarzowi nigdy nie uda się pokonać Czarnego Pana. Nie ma z nim
żadnych szans. A Dumbledore jest zbyt głupi, żeby to
zrozumieć. To jedyny sposób. Poświęcę Pottera,
poświęcę wszystko, byle tylko zabić Czarnego Pana. Obaj
znikną z mojego życia raz na zawsze. A wraz z nimi również
Dumbledore. Już nikt nie będzie wydawał mi rozkazów. Nigdy
więcej.</p>

<p>Mężczyzna zatrzymał
się i ciężko opadł na fotel.</p>

<p>Będę musiał grać
na dwa fronty... Dumbledore jest doskonałym Legilimentą, a nie
może się dowiedzieć o tym planie. Jego "zaufany
sługa" planuje unicestwić jego tajną broń i nadzieję
całego Czarodziejskiego Świata... Raczej by mu się to nie
spodobało. - Na twarzy Snape'a pojawił się szyderczy
uśmiech. - Będę musiał wykorzystać Legilimens Evocis.
Tak, to jedyny sposób, aby udało mi się to ukryć. Aby udało
mi się ukryć wszystko zarówno przed nim jak i przed Czarnym Panem. Nie
podejrzewam, aby to miało być proste, ale jestem gotów
zapłacić każdą cenę.</p>

<p>W oczach Snape'a pojawiło
się coś groźnego. Przez jakiś czas siedział tylko,
wpatrując się w przestrzeń.</p>

<p>Uwieść Pottera... To nie
powinno być trudne, skoro jestem jego "największym
pragnieniem". Ale z pewnością mu tego nie ułatwię. Dam
mu to, na co zasłużył. Będę mu zadawał ból.
Będę go dręczył, ranił i przyciągał z
powrotem, jeżeli tylko spróbuje się oddalić. Zemszczę
się na nim za wszystkie upokorzenia, których doznałem z ręki
jego ojca. Jedyną wadą jest to, że będę musiał
znosić towarzystwo tego imbecyla, dotykać go... - na twarzy
mężczyzny pojawił się wyraz obrzydzenia, po chwili jednak
zastąpiony krzywym uśmieszkiem. - Chociaż z drugiej strony...
mogę go zmusić do wszystkiego. Mogę go zmusić do
służenia sobie na kolanach, jeżeli tylko będę
miał ochotę. Upokorzę go do granic możliwości. Trudno,
od czasu do czasu będę musiał okazywać mu nieco... hmm...
zaangażowania. Ale ta cena jest warta zapłacenia, jeżeli w
zamian za nią uzyskam wolność.</p>

<p>Snape przymknął powieki i
westchnął.</p>

<p>Admorsusexcetra... Uwarzenie go jest
piekielnie skomplikowane, a zmodyfikowanie... Zajmie mi to miesiące. Ale
nie ma w ogóle takiej możliwości, aby miało mi się nie
udać. Potter będzie chodzącą trucizną. Chodzącym
jadem. Eliksir wyssie nie tylko jego moc, ale moc Czarnego Pana również. I
zabije ich obu.</p>

<p>Snape otworzył oczy.
Płonął w nich lodowaty ogień. Ogień, który nagle
wypełnił całą przestrzeń. Jednak zamiast trzasku
pożogi, rozbrzmiewał jednostajnym echem:</p>

<p>Zabije ich obu.</p>

<p>Zabije ich obu.</p>

<p>Zabije ich...</p>

<p>Ogień zniknął i
nastała cisza. Ciemność. Ciemność, z której
wyłonił się korytarz w lochach. I stojący przed schowkiem
na miotły Severus. Przed tym schowkiem, w którym Harry właśnie
odrabiał szlaban za złamanie nosa Malfoyowi. I w którym za
chwilę miało dojść do ich pierwszego zbliżenia.</p>

<p>Na twarzy Snape'a widniał
niebezpieczny półuśmieszek. W oczach nie było niczego oprócz
zimnego zdecydowania.</p>

<p>Przedstawienie czas
zacząć...</p>

<p>Snape szarpnął za klamkę
i obraz ponownie zawirował. Z natłoku kolorów i faktur wyłonili
się Voldemort i Snape. Znajdowali się sami w jakimś ciemnym
pomieszczeniu. W powietrzu unosiła się zatęchła
wilgoć. Obaj mieli zamknięte powieki, ale na twarzy Voldemorta
widniał przerażający uśmiech satysfakcji. Powodem tego
był obraz, który Voldemort oglądał w głowie Snape'a. Obraz
Harry'ego, na kolanach, z penisem Snape'a w ustach...</p>

<p>Tak, tak, tak! Właśnie tak!
Wprost wyśmienicie! - Triumfalny śmiech Voldemorta rozsadzał
bębenki w uszach, ale obraz zniknął tak szybko, jak się
pojawił, zastąpiony sceną w gabinecie Mistrza Eliksirów, na
środku którego stali Malfoy i Snape. Mężczyzna pochylał
się nad Ślizgonem i syczał mu prosto w twarz:</p>

<p>- Nie zbliżaj się do niego.
Potter jest nietykalny. Nie może mu spaść włos z
głowy! Czy to jasne?</p>

<p>- Dlaczego? - Malfoy zaciskał
pięści, w jego szarych oczach połyskiwał bunt. - Dlaczego
on jest taki ważny? Dlaczego Czarny Pan kazał mi uciszać
wszelkie plotki na temat tego, co wydarzyło się na Eliksirach, i dopilnować,
by żaden nauczyciel się o tym nie dowiedział? Ślizgoni
zaczęli mnie przez to nienawidzić! Przestali się ze mną
liczyć! Wszystko z powodu Pottera!</p>

<p>- To nie twoja sprawa.
Przyrzekłeś Czarnemu Panu, że się tym zajmiesz, więc
oczekujemy, że wywiążesz się ze swego obowiązku. Nie
musisz znać powodów. Czy mam mu przekazać, że się
wycofujesz? Że postanowiłeś nie wykonać jego polecenia?</p>

<p>W oczach chłopaka pojawił
się strach.</p>

<p>- Nie, ale...</p>

<p>Snape wyciągnął
różdżkę i na twarz Malfoya wypłynęło autentyczne
przerażenie.</p>

<p>- Nie mam czasu się z tobą
bawić. Poniesiesz karę za swoje nieposłuszeństwo. Crucio!</p>

<p>Pomieszczenie rozmyło się i
zmieniło w klasę Eliksirów. Harry i Snape stali naprzeciw siebie,
wbijając w siebie gniewne spojrzenia. I o ile spojrzenie Harry'ego
było raczej krzykiem rozpaczy i buntu, w oczach Snape'a widać
było jedynie zimne wyrachowanie i stalową nienawiść.</p>

<p>- Mogę cię pieprzyć,
Potter. Ale nie oczekuj ode mnie niczego więcej - warknął Snape,
kładąc nacisk na każde wypowiedziane słowo. Jakby
nasączał je jadem, którego zadaniem było ukąsić.
Śmiertelnie.</p>

<p>Harry skrzywił się. Gniew w
jego oczach rozpalił się jeszcze większym płomieniem.</p>

<p>- Nie będę tylko twoją
dziwką! - krzyknął.</p>

<p>Oczy Snape'a zwęziły
się tak bardzo, że zostały z nich jedynie wąskie szpary.
Stały się lodowato zimne.</p>

<p>- W takim razie będziesz dla
mnie nikim.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się. Zniknął z nich cały gniew, cały bunt.
Pozostało jedynie pęknięcie, szczelina, przez którą
wylewał się ból i rozczarowanie.</p>

<p>Do diabła! Pozwoliłem mu
się sprowokować.</p>

<p>- W takim razie nie będę
już więcej panu przeszkadzał, panie profesorze - powiedział
cicho Harry i odwrócił się plecami do Snape'a, ruszając w
stronę drzwi.</p>

<p>Cholerny Potter! Nie pójdzie z nim
tak łatwo, jak myślałem. Będzie żebrał o te
ochłapy czułości tak długo, dopóki mu ich nie dam. Trudno,
będę musiał pójść na kompromis i zmusić się
do tego, inaczej jeszcze gotów jest mi się wymknąć... - W oczach
mężczyzny patrzącego na to, jak Harry, chwiejąc się,
dociera do drzwi i znika za nimi, pojawił się płonący
gniew. - Cholerny, przeklęty Potter!</p>

<p>Obraz rozmył się i w klasie
pojawili się uczniowie. Siedzieli cicho w ławkach, pracując nad
eliksirem. Wszyscy oprócz Harry'ego i Hermiony, których w ogóle nie było w
sali. Snape siedział przy biurku ze wzrokiem utkwionym w drzwiach. Na jego
twarzy malowała się wściekłość.</p>

<p>Po chwili klamka poruszyła
się i do klasy weszła Hermiona. Miała zaciśnięte usta
i wydawała się być lekko przestraszona, ale w jej oczach
płonęła zaciętość. Snape podniósł się
powoli, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie. Wszyscy przerwali
pracę i odwracali się, kiedy szła pomiędzy stolikami,
kierując się w stronę emanującego gniewem nauczyciela.
Gryfonka zatrzymała się i podniosła rękę,
wyciągając w stronę mężczyzny niewielką
kartkę.</p>

<p>- Przykro mi, ale Harry nie może
się zjawić na dzisiejszej lekcji, gdyż zachorował i
aktualnie przebywa w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey kazała mi
przekazać panu usprawiedliwienie Harry'ego.</p>

<p>W oczach Snape'a wybuchła
wściekłość. Nie napłynęła, nie pojawiła
się, ale właśnie wybuchła.</p>

<p>- Siadaj! - warknął,
wyrywając kartkę z ręki Hermiony i drąc ją na oczach
zszokowanej dziewczyny na małe kawałeczki.</p>

<p>Jak on śmiał? Jak
śmiał mnie zignorować? Jak mógł tak bezczelnie mnie
zlekceważyć? Och, każdy Gryfon w tej klasie, każdy z jego
nędznych przyjaciół popamięta tę lekcję...
Zniszczę ich wszystkich, zadręczę. Potter już nigdy
więcej nawet nie pomyśli o ucieczce ode mnie.</p>

<p>Klasa zaczęła
szaleńczo wirować i zmieniła się w gabinet Mistrza
Eliksirów. Harry siedział w fotelu naprzeciw Snape'a z twarzą
ukrytą w dłoniach. Właśnie przed chwilą
mężczyzna poczęstował go herbatą z Veritaserum i Harry
wyznał mu takie rzeczy, których nigdy nie odważyłby się
wyznać. Fragmenty twarzy, których nie udało mu się zasłonić
dłońmi, były mocno zaczerwienione.</p>

<p>Snape przyglądał mu
się ze zmrużonymi oczami.</p>

<p>Och, uwielbiasz robić z siebie
ofiarę, co Potter?</p>

<p>Harry powoli opuścił
ręce, jednak nie od razu spojrzał na mężczyznę.
Westchnął głęboko kilka razy i dopiero po chwili podniósł
wzrok. W jego oczach płonęła chwiejna zaciętość i
wydawało się, że każdy najlżejszy podmuch mógłby
ją zgasić.</p>

<p>Muszę być ostrożny.
Muszę zrobić coś, co da mu chociaż złudne poczucie
panowania nad sytuacją.</p>

<p>- Dlaczego tak się krzywdzisz? -
Głos Mistrza Eliksirów był niewiarygodnie cichy i spokojny. Oczy
Harry'ego rozszerzyły się nagle po tych słowach. - Jeżeli
tak bardzo boisz się swoich pragnień, to daję ci wybór. -
Wskazał na drzwi. - Możesz wyjść, jeżeli chcesz. Nie
będę cię zatrzymywał.</p>

<p>Harry siedział w fotelu,
wyglądając tak, jakby był niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i
patrzył, jak Snape wstaje i podchodzi do półek, wybiera
książkę i ponownie siada w fotelu, pogrążając
się w lekturze.</p>

<p>Znakomicie to rozegrałem.
Myślisz, że masz jakikolwiek wybór, chłopcze? To tylko kwestia
czasu...</p>

<p>Harry wyglądał na
zagubionego. Spojrzał na Snape'a, a następnie przeniósł wzrok na
drzwi. Przez chwilę przyglądał się im, a następnie
wziął bardzo długi i bardzo głęboki oddech, po czym
ponownie spojrzał na Snape'a. Zamknął oczy, westchnął
przeciągle i podniósł się z fotela.</p>

<p>Tak szybko? Nawet nie doszedłem
do drugiego akapitu...</p>

<p>Harry wstał i powoli
podszedł do fotela, w którym siedział Snape. Ostrożnie
wyjął mu książkę z rąk i odłożył
na stolik, a następnie uniósł drżącą rękę i
dotknął policzka mężczyzny.</p>

<p>- Wybieram ciebie - wyszeptał
cicho.</p>

<p>A to niespodzianka...</p>

<p>Obraz ponownie zawirował.
Gabinet zamienił się w korytarz prowadzący do skrzydła
szpitalnego, którym jak burza szedł Snape, niosąc na rękach
zakrwawionego, nieprzytomnego Harry'ego, po którego posiniaczonej i
porozcinanej szramami twarzy spływały strużki krwi,
opadając na czarną szatę i wsiąkając w nią lub
też spadając pojedynczymi kroplami aż na posadzkę i
zostawiając na niej długi ciemnoczerwony ślad. W oczach
mężczyzny szalała lodowata wichura gniewu. Gniewu tak wielkiego,
iż wyglądał niemal jak opętany.</p>

<p>Zabiję go. Obedrę go ze
skóry i będę patrzył, jak zdycha. Nie... Roztrzaskam mu
czaszkę, będę nią uderzał o ścianę tak
długo, aż się rozłupie. Nie... Połamię mu nogi,
poucinam palce, a później spalę go żywcem. Nie... to musi
być coś innego... najdotkliwsza kara. Przez tego bezrozumnego kretyna
cały mój plan... wszystko mogło lec w gruzach. Gdyby zabił
Pottera, mógłbym pożegnać się z wolnością. Nie
ucieknie przede mną. Znajdę go i... tak, użyję Legilimens
Evocis. Zepchnę go do piekieł. Zamknę w koszmarach. A tych dwóch
głupków po prostu się pozbędę. Zaciągnę ich do
Czarnego Pana, niech zrobi z nimi co zechce. Ale Malfoy jest mój!</p>

<p>Kopnięciem otworzył drzwi
skrzydła szpitalnego i wpadł do środka. McGonagall, Dumbledore i
Pomfrey, zaalarmowani przez Rona i Hermionę, już na niego czekali.
McGonagall wydała z siebie okrzyk trwogi i zasłoniła usta
dłonią, kiedy ujrzała Harry'ego. W błękitnych oczach
Dumbledore'a pojawiły się strach i gniew jednocześnie.</p>

<p>- Szybko! Połóż go tutaj,
Severusie! - krzyknęła Pomfrey, wskazując najbliższe
łóżko.</p>

<p>Snape ostrożnie
ułożył Harry'ego na białej pościeli, która niemal
natychmiast zabarwiła się czerwienią.</p>

<p>- Severusie - zaczął
Dumbledore, kładąc dłoń na klatce piersiowej Harry'ego. -
Będziemy potrzebowali twoich eliksirów. Czy mógłbyś...?
Severusie! - Nie zdołał jednak dokończyć, gdyż
mężczyzna był już niemal przy drzwiach, za którymi
błyskawicznie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie echo
trzaśnięcia potężnymi wrotami.</p>

<p>Wszystko się rozmyło i na
miejscu skrzydła szpitalnego pojawił się gabinet Dumbledore'a.
Dyrektor siedział przy swoim biurku ze splecionymi dłońmi i
poważnym wzrokiem. Snape stał po drugiej stronie gabinetu,
wyprostowany niczym posąg i z kamiennym wyrazem twarzy.</p>

<p>- Jesteś tego absolutnie pewien,
Severusie? - zapytał Dumbledore, wbijając w mężczyznę
przeszywające spojrzenie.</p>

<p>- Tak, dyrektorze. Chłopak
całkowicie oszalał. Chciał zabić Pottera. Zaczaili się
na niego z zamiarem skatowania go na śmierć. Nie zamierzali
używać magii, aby ich nie wykryto. Myślał, że w ten
sposób zyska wdzięczność Czarnego Pana... - Snape zawiesił
głos i oblizał wargi.</p>

<p>Dumbledore westchnął
głęboko i spuścił wzrok, wpatrując się w swoje
dłonie.</p>

<p>- Skąd wiedziałeś,
że się do niego udał?</p>

<p>- Otrzymałem wezwanie.</p>

<p>Dumbledore zamknął oczy i
pokręcił głową.</p>

<p>- Żałuję, że nie
udało mi się temu zapobiec. Powinienem był...</p>

<p>- Czarny Pan nie wybacza. Nic nie
mógł pan zrobić, dyrektorze.</p>

<p>Dumbledore otworzył oczy i
spojrzał na Snape'a spod kurtyny siwych włosów.</p>

<p>- To dobrze, że
sprowadziłeś jego ciało z powrotem do zamku. Przynajmniej tyle
udało nam się uratować, ponieważ jego umysł już
na zawsze pozostanie... zmasakrowany. Czy Lucjusz i Narcyza...?</p>

<p>- Nie było ich przy tym.</p>

<p>- To dobrze. - Chwila ciszy. - A...?</p>

<p>- Crabbe zginął,
próbując chronić syna. Goyle nie odezwał się ani
słowem, kiedy Voldemort torturował jego syna, ale podejrzewam,
że nie zjawi się na kolejnym spotkaniu Śmierciożerców, co
jest praktycznie równe jego śmierci, ponieważ Czarny Pan i tak go
odnajdzie i zabije, kiedy dowie się o jego dezercji - powiedział
Snape wyważonym, spokojnym tonem. W jego oczach nie było niczego poza
czernią, która teraz rozrosła się, pochłaniając wszystko
wokół, a w ciemności zabrzmiała myśl:</p>

<p>Temu staremu głupcowi nawet
przez myśl nie przejdzie, że mogłem mieć z tym coś
wspólnego. Zgadza się, zmasakrowałem jego umysł i chłopak
już nigdy nie będzie sobą. Dałem mu to, na co zasłużył.
Taka kara spotyka tych, którzy próbują wejść mi w drogę...</p>

<p>Z ciemności zaczęły
wyłaniać się kształty, które po chwili przeobraziły
się w gabinet Mistrza Eliksirów. Snape stał przy otwartych drzwiach,
po których drugiej stronie znajdował się Harry. Gryfon wpatrywał
się w niego z maślanym uśmiechem na twarzy.</p>

<p>- Co ty tu robisz, Potter? -
zapytał cierpko mężczyzna. - Nie powinieneś być
jeszcze w szpitalu?</p>

<p>- Wyszedłem - wydukał
Harry. - Dzisiaj. Czy mogę... wejść? - zapytał
nieśmiało.</p>

<p>Nie byłoby mądrze go teraz
wyrzucać.</p>

<p>Snape zmrużył oczy, ale
odsunął się i wpuścił go do środka. Kiedy
zamknął drzwi, Harry gwałtownie dopadł do niego i
przyparł go do drzwi, owijając ramiona wokół jego pasa. Z
głośnym westchnieniem oparł głowę na otulonej w czarny
materiał piersi i zamknął oczy. Przycisnął policzek do
szorstkiego materiału.</p>

<p>- Tęskniłem za tobą...
- wyszeptał w czarną szatę, uśmiechając się
ciepło i wtulając w pierś mężczyzny.</p>

<p>Merlinie, co za ckliwy dzieciak...
Zbiera mi się na wymioty. Samowolna akcja Malfoya przyniosła jednak
jeden wyraźny skutek. Potter myśli, że go uratowałem,
ponieważ mi na nim zależy... Stałem się jego
"bohaterem". Teraz znacznie prościej będzie nim
manipulować. Co za naiwny głupiec...</p>

<p>Wizja przekształciła
się. Snape stał przed komodą, trzymając w dłoni zielony
kamień i wpatrując się w niego ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>Dzięki temu kamieniowi
będę miał Pottera cały czas na oku. Nie mogę
dopuścić do tego, żeby ponownie wpakował się w
jakieś tarapaty. Jest zbyt ważny dla mojego planu. Zbyt ważny,
by teraz coś mu się stało.</p>

<p>Zieleń klejnotu rozrosła
się, pochłaniając wszelkie szczegóły, ale kiedy
zniknęła, ponownie pojawiły się komnaty Mistrza Eliksirów.
Harry siedział w fotelu naprzeciw Snape'a, który nalewał sobie
właśnie do szklanki bursztynowego płynu.</p>

<p>- Czego się napijesz, Potter?</p>

<p>Muszę go upić. Muszę
się dowiedzieć, co mu się śniło. Co go tak
przeraziło.</p>

<p>Wizja przeskoczyła. Harry
stał z zaciśniętymi pięściami i burzą w oczach,
wykrzykując łamiącym się głosem:v</p>

<p>- ...Ty nie musiałeś
ukrywać się przed całą szkołą, spędzać
dnie w łóżku, otulony peleryną niewidką, żeby nikt
cię nie zaczepiał, nie musiałeś wysłuchiwać
złośliwych, wrednych komentarzy na swój temat ani oglądać
swoich karykatur porozwieszanych na każdej możliwej powierzchni
Pokoju Wspólnego, nie musiałeś się wstydzić,
zaprzeczać ani uciekać! Nie byłeś tak zdruzgotany ani
przerażony, kiedy odkryłeś, że to wszystko prawda, kiedy
śniłeś o mnie i masturbowałeś się,
myśląc o mnie! Nie, jestem pewien, że tego nie
robiłeś! Nie marzyłeś o moim dotyku, nie
śniłeś o moich oczach, nie myślałeś o mnie przez
cały czas, wiedząc, że pewnie i tak nigdy mnie nie dotkniesz,
nie poczujesz, nigdy nie będziesz mnie miał! A potem nagle nie
dostałeś tego wszystkiego, o czym marzyłeś, i nie
zostało ci to równie nagle, boleśnie odebrane, kiedy
zrozumiałeś, że nic dla mnie nie znaczysz! I że
prawdopodobnie, nigdy nie będziesz... Nie, ty nie przeżyłeś
tego wszystkiego! Nie wiesz, jak to jest... - Przerwał, nabierając tchu.</p>

<p>Merlinie, zlituj się nade
mną. Czy naprawdę muszę tego wysłuchiwać? Czy ten
dzieciak obrał sobie za cel dręczenie mnie swoimi śmiesznymi
problemami? Przeżywaniem wszystkiego i rozkładaniem tego na czynniki
pierwsze? Nie, Potter, ja nie wiem, jak to jest. Nic dla mnie nie znaczysz.
Kompletnie nic. Jesteś tylko marionetką w moich rękach. I ja
już znajdę sposób, abyś wynagrodził mi to, że
muszę tutaj siedzieć i wysłuchiwać twoich dziecięcych,
infantylnych żalów...</p>

<p>- No, dlaczego się nie
śmiejesz? - zapytał gorzko Harry. - Nie krępuj się.
Zniosłem już tyle rzeczy, że nie sprawi mi to różnicy.</p>

<p>Uwierz mi, że wręcz
pękam ze śmiechu...</p>

<p>- Nie miałem takiego zamiaru -
odparł spokojnie mężczyzna. Harry zagryzł wargę.</p>

<p>Teraz mam szansę...</p>

<p>- Czy tylko to dręczy cię
nocami, Potter? Czy jest jeszcze coś?</p>

<p>Harry opadł z powrotem na fotel.
Zamrugał kilka razy, zdjął okulary i przetarł oczy.
Wyglądał, jakby nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje.</p>

<p>- O co pytałeś? -
powiedział, wkładając okulary z powrotem i spoglądając
z podejrzliwością na swoją szklankę.</p>

<p>- Mówiliśmy o twoich snach -
odparł gładko Severus.</p>

<p>- A, tak - wymamrotał Harry. -
To było straszne.</p>

<p>Gdyby głupota miała
wygląd, to nosiłaby okrągłe okulary i bliznę na czole.</p>

<p>- Co było takie straszne? -
zapytał mężczyzna z naciskiem.</p>

<p>Harry machnął
ręką.</p>

<p>- Ten sen o krwi i
Śmierciożercach. - Gryfon zmarszczył brwi, jakby próbował
przypomnieć sobie szczegóły. - Voldemort też w nim był.
Stali wokół mnie i śmiali się ze mnie, a ja byłem nagi i
wszędzie była krew. Spływała po mnie, nie mogłem
oddychać. Voldemort powiedział coś o... uczcie? Chyba tak.
Bałem się, nie mogłem nic zrobić. Chciałem cię
wezwać przez kamień, ale nie miałem go. Zabrali mi go razem z
ubraniem. I wtedy usłyszałem... twój głos. Powiedziałeś...
- zawahał się i spojrzał na Snape'a. Mistrz Eliksirów pochylał
się do przodu i wpatrywał się w niego z taką uwagą i
intensywnością, jakby sen Harry'ego był najbardziej
interesującą rzeczą na świecie.</p>

<p>- Co powiedziałem? -
zapytał z napięciem w głosie, a jego oczy niemal
przewierciły Harry'ego.</p>

<p>- Powiedziałeś... że
nikt mnie tym razem nie uratuje.</p>

<p>Snape zbladł odrobinę, a w
jego oczach zamigotało coś na kształt strachu.</p>

<p>Cholera jasna! Czyżby mnie
rozgryzł? Czyżby w jakiś sposób dowiedział się o moim
planie? Ale w jaki sposób? To przecież niemożliwe!</p>

<p>Wizja ponownie przeskoczyła.</p>

<p>- Severusie... powiedz do mnie
"Harry". Nigdy tak do mnie nie mówisz.</p>

<p>- I nie zamierzam zacząć -
wycedził Mistrz Eliksirów.</p>

<p>Przysięgam, że zaraz
rzucę na niego klątwę...</p>

<p>- Nie? - Harry zasępił
się na chwilę. - To może udałoby ci się to
powiedzieć w zdaniu: "Harry Potter mnie lubi"?</p>

<p>Myślisz, że jesteś
zabawny, Potter? Jesteś żałosny.</p>

<p>Echo dwóch ostatnich słów
odbiło się od niewidzialnych ścian umysłu, sprawiając,
że obraz zaczął falować i zmieniać się. Tym razem
Severus znajdował się w swoim tajnym laboratorium i ze skupionym
wyrazem twarzy kołysał w dłoni zielonkawą ciecz
znajdującą się w niewielkiej fiolce.</p>

<p>Jeżeli dobrze wyliczyłem
proporcje, powinienem dodać trzynaście kropel, każdą w
odstępie dokładnie dwóch sekund od poprzedniej. - Przymknął
powieki i wziął głęboki oddech. - Jeżeli coś
pójdzie nie tak, będę musiał zaczynać od początku...-
Otworzył oczy i zawiesił dłoń dziesięć centymetrów
nad bulgoczącą w kociołku cieczą. Przechylił
fiolkę i ze zmarszczonymi brwiami przypatrywał się, jak pierwsza
kropla opada do kociołka. Po dwóch sekundach opadła druga. Potem
następna i następna. Pozostały jeszcze trzy, gdy absolutną
ciszę zakłóciło natarczywe pukanie w drzwi komnat Severusa. Nagły
i niespodziewany hałas wytrącił mężczyznę z równowagi,
jego ręka zadrżała i do mikstury wpadło kilka kropel naraz.
Eliksir zasyczał i zmienił barwę na jadowity turkus.</p>

<p>Do oczu Snape'a
napłynęła furia. Podniósł wzrok na drzwi. Dłoń, w
której trzymał fiolkę, drżała.</p>

<p>Pukanie rozległo się
ponownie, jeszcze głośniejsze i bardziej natarczywe.</p>

<p>Potter! Przysięgam, że tego
pożałujesz!</p>

<p>Z nieopanowanym gniewem
roztrzaskał fiolkę o podłogę i niczym chmura gradowa
zwiastująca prawdziwą nawałnicę, wybiegł z
pomieszczenia. Ściana zasunęła się za nim tuż przed
tym, zanim z rozmachem otworzył drzwi.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie -
powiedział szybko Harry i bez wahania wsunął się do
środka prześlizgując się pod ramieniem mężczyzny
i rozglądając po pomieszczeniu. Snape powoli zamknął za nim
drzwi. Jego oczy ciskały błyskawice. Błyskawice stworzone z
lodu.</p>

<p>Harry odwrócił się i kiedy
jego wzrok padł na twarz mężczyzny, pojawił się w nim
strach i niepewność.</p>

<p>- Wszystko w porządku? -
zapytał niepewnie. - Mam nadzieję, że ci w niczym nie
przeszkodziłem. - Rozejrzał się ponownie po pokoju.</p>

<p>- Czego chcesz, Potter? - Głos
Snape'a był niczym stalowe ostrze. Zimne i raniące. -
Przyszedłeś, żeby mnie zadowolić?</p>

<p>- Ja tylko... - Harry otworzył
usta, ale mężczyzna nie pozwolił mu dokończyć.</p>

<p>- Nie gadaj, tylko rozbieraj
się. Wolisz najpierw mnie zaspokoić... - Długie palce
sugestywnie powędrowały do rozporka, ale po chwili zatrzymały
się, a twarz mężczyzny wykrzywił okrutny, kpiący wyraz
- ...a może od razu mam cię pieprzyć? - Chłopak po prostu
stał i wpatrywał się w niego z otwartymi ustami. - Zamierzasz
tak stać i gapić się na mnie, Potter? Klękaj!</p>

<p>Och tak, widzę, że cię
to boli. I bardzo dobrze. Zapłacisz za to, co zrobiłeś.
Będzie boleć jeszcze bardziej. Nauczę cię, że to nie
jest hotel, do którego możesz sobie przychodzić niezapowiedziany.
Nauczę cię posłuszeństwa.</p>

<p>- O co chodzi, Potter? Przecież
po to właśnie przyszedłeś, czyż nie? Zawsze
przychodzisz tylko po to - wysyczał Snape, z przyjemnością
obserwując każdy spazm bólu, który jego słowa wywoływały
na twarzy Harry'ego.</p>

<p>- Widzę, że masz zły
humor - wydusił w końcu chłopak cichym, łamiącym
się głosem. - To ja już pójdę. Nie chcę...</p>

<p>O nie, jeszcze z tobą nie
skończyłem!</p>

<p>- Zawsze mam zły humor, kiedy
plątasz się wokół mnie, niczym żałosny, skomlący
szczeniak - warknął mężczyzna, wbijając w niego
mordercze spojrzenie. - Oddany, uzależniony szczeniak, który zrobi
wszystko, co mu się każe. No dalej...</p>

<p>- Zamknij się! - Z ust Harry'ego
wyrwał się wściekły krzyk, a w powietrzu zafalowała
sugestia pełnego satysfakcji śmiechu, który rozbrzmiewał w duszy
Snape'a. Wszystko spowiła ciemność, a śmiech powoli
zanikał i wizja przeskoczyła ponownie.</p>

<p>Harry siedział w fotelu
naprzeciw Snape'a. Na jego twarzy malowało się zdecydowanie, kiedy
mówił:</p>

<p>- Zabiję go. Zabiję
Voldemorta.</p>

<p>Snape rzucił mu bardzo
długie spojrzenie.</p>

<p>Doprawdy? Ty? Ty chcesz zabić
najpotężniejszego czarodzieja wszechczasów? Nie rozśmieszaj
mnie... Nigdy ci się to nie uda. Nic nie potrafisz. Jesteś zerem.</p>

<p>- A jak zamierzasz to zrobić? -
zapytał w końcu Snape.</p>

<p>- Jeszcze nie wiem - odparł
cicho chłopak i widząc szyderczy uśmiech, który pojawił
się na twarzy Mistrza Eliksirów, dodał szybko - Ale znajdę
jakiś sposób. Voldemort zapłaci za wszystko, choćby miała
to być ostatnia rzecz, jaką zrobię!</p>

<p>Snape przestał patrzeć na
Harry'ego z kpiną i zmarszczył brwi.</p>

<p>- Czy mam to rozumieć jako
twoją gotowość do poświęcenia życia, aby
zabić Czarnego Pana?</p>

<p>Czyżbyś aż tak
chciał mi to ułatwić, Potter?</p>

<p>- Wiem, że niewiele umiem, a on
jest niezwykle potężny. Ale spróbuję i jeżeli zginę...
to przynajmniej zabiorę go ze sobą.</p>

<p>Twarz Severusa poszarzała, a
jego brwi uniosły się.</p>

<p>No no, Potter... Czasami potrafisz
trafić w sedno. Skąd przyszedł ci do głowy taki
pomysł? Czyżbym w jakiś sposób się zdradził? Nie, to
niemożliwe... Jesteś zbyt tępy, by zauważyć pewne
drobne niuanse. Oczywiście, że zabierzesz ze sobą Czarnego
Pana... ale tylko i wyłącznie z moją pomocą.</p>

<p>- Oczywiście. Uwielbiasz
odgrywać bohatera, Potter. A prawda jest taka, że jesteś
zwykłym durniem. Nie udałoby ci się nawet zranić Czarnego
Pana. Nic nie umiesz. Zabiłby cię, zanim
zdążyłbyś wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
Obojętne, jak szlachetne pobudki tobą kierują, cokolwiek
spróbujesz zrobić, nie masz w starciu z nim żadnych szans.</p>

<p>Możesz się przydać
tylko i wyłącznie jako przynęta. Jako kukułcze jajo
podrzucone do gniazda. Nie masz żadnej innej wartości.</p>

<p>Obraz ponownie zafalował i wizja
przeskoczyła. Nadal obaj siedzieli przed kominkiem, ale Snape
wyglądał na zdenerwowanego i rozdrażnionego.</p>

<p>- Nie potrafiłeś
nauczyć się obrony przed zwykłą Legilimencją, a
chciałbyś poradzić sobie z Legilimens Evocis? Nie
rozśmieszaj mnie, Potter - parsknął mężczyzna,
zwracając twarz w stronę kominka.</p>

<p>- Nie chcę, by Voldemort
rzucił na mnie to zaklęcie. Wolałbym śmierć niż
życie w koszmarze! - wykrzyknął Harry łamiącym
się głosem. Snape spojrzał na niego i zacisnął usta.</p>

<p>- Czarny Pan nie rzuci na ciebie tego
zaklęcia, Potter - powiedział Snape zdecydowanym głosem,
podnosząc się z fotela.</p>

<p>Ma wobec ciebie zupełnie inne
plany...</p>

<p>Wizja rozmyła się,
zastąpiona kolejną. Severus siedział przy stole nauczycielskim w
Wielkiej Sali, obserwując jak Harry wybiega z pomieszczenia. Obok niego
leżał Prorok Codzienny z rzucającym się w oczy tytułem:
"Harry Potter - Nadzieja Czarodziejskiego Świata Czy Tchórz?"</p>

<p>Cholera, ten głupi chłopak
jest tak przewrażliwiony, że nie wiadomo, co teraz strzeli mu do
głowy. Będę musiał przemówić mu do rozumu. Wykorzystam
tę sytuację. Odbuduję jego zaufanie. Czeka mnie trochę
aktorstwa, ale Potter jest tak naiwny, że połknie haczyk bez
zastanowienia.</p>

<p>Obraz zawirował i
przekształcił się. Pojawiła się sypialnia Snape'a. I
Harry, siedzący na jego łóżku z rozstawionymi szeroko nogami i
dłonią zaciśniętą wokół swojego naprężonego
penisa. Całkowicie nagi, jedynie z zawiązanym na szyi zielonym
krawatem, który kołysał się miarowo w rytmie, w którym Harry
poruszał dłonią, masturbując się przed Snape'em. Tylko
przed Snape'em. Tylko dla niego.</p>

<p>Czarne oczy wbijały się w
Harry'ego z oszałamiającą intensywnością.</p>

<p>Doskonale... Czarny Pan będzie
zachwycony...</p>

<p>Wizja utonęła w blasku i po
chwili z jasności wyłonił się kolejny obraz. Ponownie
były to komnaty Mistrza Eliksirów, ale tym razem atmosfera była
zupełnie inna. Snape szedł w stronę Harry'ego, wbijając w
niego mordercze spojrzenie, a Harry cofał się przed nim, z
mieszaniną strachu i wściekłości na twarzy.</p>

<p>- Mam tego dosyć! -
krzyknął łamiącym się głosem. - Nie możesz
mnie tak traktować! Myślisz, że możesz robić ze
mną wszystko, co ci się podoba, a ja ci na to pozwolę?</p>

<p>Jedna z brwi Snape'a uniosła
się w geście rozbawienia.</p>

<p>Nie, nie myślę tak Potter.
Ja to wiem. Zawsze będziesz mi na wszystko pozwalał, ponieważ
jesteś zbyt słaby, aby się przede mną obronić.</p>

<p>- To znaczy... -
zająknął się Harry. - Może do tej pory tak było,
ale od teraz to się zmieni! Nie będziesz mną więcej
pomiatał! Koniec z tym!</p>

<p>Snape zatrzymał się nagle,
patrząc na Harry'ego z mieszaniną pogardy i zaciekawienia. Tak, jak
patrzy się na szarpiącego się i próbującego wyrwać z
oplatającej go pajęczyny owada.</p>

<p>- A w jaki sposób mi tego zabronisz,
Potter? - wycedził groźnym, mrocznym szeptem. - Jak chcesz
zabronić mi korzystania z mojej własności wedle mego uznania?</p>

<p>Tak, Potter, dobrze
usłyszałeś. Jesteś moją własnością.
Twoje życie zależy tylko ode mnie i to ja zdecyduję, co z nim
zrobię.</p>

<p>Wizja zmieniła się nagle.
Teraz Snape stał tuż za Harrym, trzymając dłonie w jego
slipach i szepcząc mu wprost do ucha:</p>

<p>- Powiem ci prawdę o tobie,
Potter - wymruczał cicho mężczyzna, rozsuwając powoli zamek
spodni Harry'ego. - Chcesz tego. Uwielbiasz mnie prowokować, żebym
później mógł cię złamać. - Snape zsunął z
bioder jego spodnie i pozwolił im opaść do kolan. - I
uwielbiasz, kiedy to robię. Kiedy przywołuję cię do
porządku, kiedy łamię twój opór, kiedy cię karzę -
kontynuował mężczyzna, a blada dłoń o smukłych
palcach wśliznęła się pod materiał bokserek.</p>

<p>Taki twardy... jak niewiele potrzeba,
by doprowadzić cię do tego stanu...</p>

<p>- Ponieważ uwielbiasz tak
się czuć, Potter - kontynuował Snape. - Brudny i upokorzony.
Złamany i zdominowany. I wiem, że nienawidzisz tej części
siebie, która to lubi, ale jednocześnie nie potrafisz przestać. -
Harry jęknął. Jedna z rąk Mistrza Eliksirów
przesunęła się do tyłu i zatrzymała na jego
pośladkach, rozchylając je lekko palcami. Uwielbiasz... - głos
stał się zachrypnięty - ...wić się u moich stóp.</p>

<p>Jakież to proste. Jak łatwo
tobą manipulować, chłopcze... Dobrze wiem, czego pragniesz.
Wystarczy ci to dać, a od razu zamieniasz się w skamlącego,
uległego szczeniaka. Moja własna dziwka...</p>

<p>Dziwka...</p>

<p>Dziwka...</p>

<p>Dziwka...</p>

<p>Echo poniosło to jedno
słowo w eter, doprowadzając do tego, że obraz zaczął
falować i przekształcać się. Ponownie pojawiły
się komnaty, ale była to już zupełnie inna scena. Obaj siedzieli
w fotelach naprzeciw siebie.</p>

<p>- W zasadzie to... tak się
zastanawiam... - Harry, który do tej pory wpatrywał się w swoje
kolana, podniósł wzrok i spojrzał na przypatrującego mu się
z uwagą Mistrza Eliksirów. - Kiedy jesteś z Voldemortem i kiedy on każe
robić ci te wszystkie... rzeczy... To znaczy, rzucać różne
klątwy... Powiedziałeś, że aby je rzucić, trzeba
naprawdę tego chcieć. Więc jak ty...? - urwał, widząc
nagły błysk w oczach mężczyzny.</p>

<p>Na twarzy Harry'ego pojawiło
się zrozumienie, a zaraz po nim przerażenie.</p>

<p>Usta Snape'a wykrzywił mroczny
uśmiech.</p>

<p>- Jesteś zaskoczony, Potter?</p>

<p>Harry wyglądał tak, jakby
doznał ciężkiego szoku. Wpatrywał się w
przestrzeń szeroko otwartymi oczami, a po chwili pokręcił
głową.</p>

<p>- To niemożliwe.</p>

<p>- Dlaczego nie? - zapytał
kpiąco Severus.</p>

<p>- Czy to... czy to znaczy, że
ty... ty to lubisz? Powiedziałeś, że trzeba naprawdę tego
chcieć. Czy ty naprawdę...? - urwał, kiedy Snape pochylił
się w jego stronę i zmrużył oczy.</p>

<p>- To, co lubię, to, co
muszę, a to, czego chcę, to są zupełnie różne rzeczy,
Potter.</p>

<p>Och, oczywiście, że
lubię zadawać ból, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy mam w
tym jakiś cel i kiedy sam tego chcę. A służąc Czarnemu
Panu, muszę go zadawać przez cały czas, nawet wtedy, gdy
uważam, że jest całkowicie zbędny. I dlatego chcę
się od niego uwolnić. Już nikt nie będzie ponad mną.
Będę to robił na swych własnych warunkach. Ale ty tego nie
zrozumiesz, Potter.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Ale czy ty...?</p>

<p>- Ludzki umysł to naprawdę
ciekawe narzędzie. Można się nim posługiwać do woli,
jeżeli wie się tylko, gdzie znajduje się zamek i w jaki sposób
go otworzyć. Kiedy tego dokonasz, jesteś w stanie zrobić
wszystko. Możesz zmusić swój umysł do takich rzeczy, których
teoretycznie nigdy nie byłbyś w stanie zrobić. Na przykład
zabić człowieka. Albo związać się z nim uczuciowo. Lub
też go znienawidzić. Na tym właśnie polega kontrola.</p>

<p>Tylko dzięki niej znoszę
jakoś twoją obecność i jestem w stanie cię
dotknąć...</p>

<p>Obraz rozpłynął
się, a następnie wyostrzył, przeobrażając się w
Wielką Salę. Snape siedział przy stole nauczycielskim i
obserwował Harry'ego, który wyglądał tak, jakby miał zaraz
zasnąć i wpaść głową w talerz z jedzeniem.</p>

<p>Coś jest z nim nie w
porządku. Nie podoba mi się wyraz jego twarzy. Kiedy na mnie patrzy,
widzę strach w jego oczach. Muszę go uważnie obserwować...</p>

<p>Wizja zmieniła się.
Pojawiła się klasa Eliksirów. Snape stał za Harrym i
obserwował jego zaciśniętą w pięść,
drżącą dłoń.</p>

<p>Jest spięty. Widać to w
każdym jego geście. Boi się mnie. Dlaczego?</p>

<p>Wizja rozmyła się,
zastąpiona kolejną. Snape stał z wyciągniętą
ręką przed drzwiami swoich komnat i taksował Harry'ego zimnym
wzrokiem.</p>

<p>- Oddaj to, co ukradłeś -
wysyczał.</p>

<p>- J-ja... - wydukał Harry.</p>

<p>- Nie każ mi cię
przeszukiwać - warknął mężczyzna, wbijając w
niego groźne spojrzenie.</p>

<p>Harry zagryzł wargę.</p>

<p>Podszedł do mężczyzny,
wyjął z kieszeni Eliksir Bezsennego Snu i podał mu go bez
słowa. Snape spojrzał na butelkę i jego twarz przez moment
stała się blada, a oczy rozszerzyły się.</p>

<p>A niech to! To dlatego się tak
dziwnie zachowywał... Znowu musiał mieć sen. I to tak
sugestywny, że próbował to przede mną ukryć i
zaczął mnie unikać. Nie podoba mi się to...</p>

<p>- Dlaczego mnie o niego nie
poprosiłeś, Potter?</p>

<p>- J-ja... Nie chciałem cię
niepokoić. Dlatego sam wziąłem ten eliksir. Żebyś...
się nie martwił.</p>

<p>Wzruszające...</p>

<p>- Jakież to miłe z twojej
strony - prychnął Severus, wbijając w niego przeszywające
spojrzenie. - A więc to nie ma nic wspólnego z tym, że ostatnio
wyglądasz jak lunatyk? I że pewnie znowu śniło ci się
coś, o czym chcesz zapomnieć?</p>

<p>- Ja... to znaczy... -
zająknął się. - Miałem sen, w którym goniło mnie
stado pająków, a bardzo się ich boję. I dlatego chciałem go
wziąć.</p>

<p>- Doprawdy? - Jedna z brwi Snape'a
uniosła się. - Pająki? A może jeszcze myszy?</p>

<p>Co za marny kłamca...
Kłamliwy, bezczelny gówniarz. Wydaje mu się, że może mnie
oszukać? Myśli, że uda mu się ukryć przede mną
prawdę? Jakże się myli...</p>

<p>Harry zagryzł wargę.</p>

<p>- Wiedziałem, że kiedy ci o
tym powiem, to będziesz się ze mnie wyśmiewał -
powiedział Gryfon, spoglądając prosto w oczy
mężczyzny. - I dlatego nie chciałem cię w to mieszać.
A teraz, czy mógłbyś dać mi już ten eliksir?</p>

<p>Muszę zaryzykować.
Muszę dostać się do jego umysłu. Zrobię to z
zaskoczenia.</p>

<p>- Dobrze. Tym razem ci daruję,
Potter. Ale jeżeli jeszcze raz przyłapię cię na myszkowaniu
w moim gabinecie, to gorzko tego pożałujesz. Następnym razem
masz przyjść i mnie poprosić, jeżeli będziesz
czegoś potrzebował - powiedział, oddając mu buteleczkę
z eliksirem.</p>

<p>- Dziękuję -
wymamrotał chłopak.</p>

<p>Mężczyzna odsunął
się, wpuszczając Harry'ego do komnaty, a kiedy tylko chłopak
przekroczył jej próg, a drzwi się zatrzasnęły, Snape
złapał go za kark i kompletnie zaskoczonego, przycisnął do
drewnianej powierzchni, a następnie wycelował w niego
różdżką i wysyczał:</p>

<p>- Legilimens Evocis!</p>

<p>Wszystko to wydarzyło się
błyskawicznie. Wizja utonęła w oślepiającym
świetle i po chwili ze światła wyłonił się sen.
Jednak nie był to sen, który pamiętał Harry. Ten był
zupełnie inny.</p>

<p>Harry, przygwożdżony przez
Snape'a do ściany. Snape pochylający się nad nim i wpijający
się ustami w jego szyję. Przeobrażający się w
Voldemorta. W Voldemorta, którego zęby zatopione były w skórze
Harry'ego, ale po chwili odsunął się i ze
spływającą mu po brodzie krwią Harry'ego,
uśmiechnął przerażająco.</p>

<p>- Co się stało,
chłopcze? - wysyczał, mrużąc czerwone oczy. - Przecież
lubisz ból.</p>

<p>Severus. Severus, który pojawił
się za plecami Voldemorta, odchodząc zdecydowanym krokiem i nie
odwracając się za siebie.</p>

<p>- Severusie! Nie zostawiaj mnie tu!</p>

<p>- Nikt ci nie pomoże,
chłopcze. Jesteś zupełnie sam. A twoja krew należy teraz
tylko do mnie.</p>

<p>Nagle scena zaczęła
tracić wyrazistość, zastępowana inną.
Nałożyły się na nią przebłyski lasu, pająków
i Harry'ego, który uciekał, oglądając się za siebie z
przerażeniem.</p>

<p>Znowu pojawiły się komnaty
Snape'a. Harry stał przygwożdżony do drzwi z wyrazem absolutnej
pustki w oczach, do których powoli napływała
świadomość. Zamrugał i pokręcił głową:</p>

<p>- Co się... - ale nie
zdołał dokończyć, gdyż Snape szarpnął nim,
zaciągnął go do drzwi i wyrzucił na korytarz, po czym ze
słowami:</p>

<p>- Mówiłem, że jestem
zajęty, Potter. Twój szlaban się dzisiaj nie odbędzie -
zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Mężczyzna odwrócił
się i oparł plecami o drewnianą powierzchnię.</p>

<p>Jasna cholera! Niewiele
brakowało... naprawdę niewiele... Mam nadzieję, że
wyczyściłem mu pamięć z najdrobniejszych podejrzeń.
Dlaczego Potter miał ten sen? Dlaczego miał podejrzenia?
Najwyraźniej źle to rozegrałem, ale już nie
popełnię tego błędu. Muszę poświęcić mu
więcej czasu. Dać mu więcej. Dać mu tyle, by w jego
umyśle nie pojawił się nawet cień podejrzenia. Omamić
go gestami i tym, co nazywa czułością...</p>

<p>Wizja powoli oddaliła się,
a na jej miejsce pojawiła się kolejna. Harry siedział na
kolanach Snape'a, poruszając się na nim i zataczając biodrami
powolne kręgi. Severus przyciskał wargi do jego ramienia, na przemian
wdychając zapach skóry i składając na niej pocałunki. Harry
wtulał twarz w szyję mężczyzny, ale po chwili poderwał
głowę i spojrzał na Severusa. Ich spojrzenia
skrzyżowały się i z ust Harry'ego wyrwały się
przepełnione drżeniem słowa:</p>

<p>- Doprowadzasz mnie... do
szaleństwa.</p>

<p>Mężczyzna uniósł
dłoń i delikatnie zdjął zaparowane okulary Harry'ego,
odkładając je na bok, a następnie wplótł palce w jego
włosy i zaczął je głaskać. Harry przymknął
powieki, a kiedy je otworzył, w kącikach jego oczu lśniły
łzy. Severus przyciągnął jego twarz, gładząc
rozczochrane włosy, prześlizgujące się pomiędzy
smukłymi palcami. Harry ponownie zamknął oczy, a wtedy
mężczyzna łagodnie pocałował jego powieki.</p>

<p>I wtedy oba ciała
naprężyły się, a z ust wyrwały się dwa
westchnienia. Snape zacisnął oczy. Spod przymkniętych powiek
Harry'ego wypłynęły łzy, ale na jego twarzy widniała
jedynie czysta radość. Po chwili obaj rozluźnili się i
głowa Harry'ego opadła na ramię mężczyzny. Snape
podniósł rękę i zaczął go gładzić po
plecach. Powoli i delikatnie.</p>

<p>- W porządku? - zapytał
cicho niskim, zachrypniętym głosem.</p>

<p>- Tak - odparł ochryple Harry,
drżąc pod wpływem dotyku dłoni Snape'a.</p>

<p>Mężczyzna otworzył
oczy. Satysfakcja, która w nich płonęła, przeobraziła
się w coś zimnego i mrocznego. Na cienkich wargach pojawił
się triumfalny uśmiech.</p>

<p>Mam cię!</p>

<p><strong>--- rozdział 56 ---</strong></p>

<p><strong>56. Open up your eyes</strong></p>

<p>Tell me why you broke me down</p>

<p>And betrayed my trust in you</p>

<p>How could you, how could you</p>

<p>How could you hate me?</p>

<p>When all I ever wanted to be was
you?*</p>

<p>Część 2</p>

<p>Wizja przekształciła
się. Tym razem w polu widzenia pojawił się gabinet Mistrza
Eliksirów. Harry siedział przy małym stoliku w kącie
pomieszczenia. Przed nim na blacie ustawiona była szuflada wypełniona
małymi czarnymi karteczkami, ale chłopak w ogóle się nimi nie
interesował. Wpatrywał się w siedzącego przy biurku
Severusa z maślanym uśmiechem na twarzy i ciepłem w oczach.</p>

<p>- Moglibyśmy zrobić to na
tym biurku - powiedział Harry, obejmując wzrokiem mebel i
oblizując wargi. - Jest idealne.</p>

<p>- Czy zechciałbyś mi
łaskawie wyjaśnić, co idealnego jest w moim biurku, Potter? -
zapytał kpiąco Snape.</p>

<p>- Jest takie... duże -
odpowiedział Harry, po czym zaczerwienił się i szybko
dodał. - To znaczy... jest większe niż biurko w klasie. A na
dodatek czarne. Jak twoja pościel, Severusie.</p>

<p>- Piłeś coś, Potter?</p>

<p>- Nie. Po prostu... - Harry
machnął ręką w nieokreślonym kierunku, wskazując
na ścianę i sufit - ...wszystko jest takie piękne.</p>

<p>Snape popatrzył na
zapełnione brunatnymi, zakurzonymi słoikami półki, na wytarty
dywan oraz ciemny sufit i uniósł brwi. Następnie ponownie
przesunął wzrok ku uśmiechającemu się beztrosko i
wpatrującemu w niego jak w obrazek Harry'emu i wyraz jego twarzy
momentalnie się zmienił. Rysy jego twarzy wyostrzyły się,
ciemność w oczach pogłębiła, a na usta
wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>Miarka aktorstwa, szczypta
bliskości, kropla czułości i proszę... idealny przepis na
przywiązanie go do siebie i usunięcie z jego głowy jakichkolwiek
wątpliwości. Muszę tylko utrzymać go w tym stanie do samego
końca...</p>

<p>Wizja zafalowała i
zaczęła migotać, przekształcając się w
następujące po sobie, zmieniające się szybko obrazy: Snape
podający sparaliżowanemu Harry'emu antidotum... Harry i Snape rozmawiający
o Quidditchu... Snape przytulający Harry'ego w łazience,
gładzący jego policzek... Pieprzący go na biurku i
wypowiadający z emfazą "Jesteś... tylko... ty...
Potter..." Harry i Snape, siedzący w komnatach i jedzący
wspólnie kolację...</p>

<p>A gdzieś w tle rozbrzmiewały
echa wielu myśli, nałożonych na siebie i trudnych do
zrozumienia, z których dało się jednak wyodrębnić te
najwyraźniejsze.</p>

<p>Prawie się zabił... w
ostatniej chwili... wszystko by zniszczył... Muszę znosić jego
towarzystwo... chyba się napiję... Już niedługo...
Naiwny... łatwowierny... przyciągnąć go do siebie...
omotać... już niedługo...</p>

<p>Oślepiające
światło zapoczątkowało kolejną wizję. Snape
wchodził po schodach w wieży Gryffindoru. Wyglądał, jakby
bardzo się spieszył. Ale w eterze, zamiast jego myśli,
słychać było jedynie dziwny szum, jakieś nieokreślone
hałasy, zakłócenia...</p>

<p>Mężczyzna wypowiedział
hasło i przeszedł przez dziurę ukrytą za portretem Grubej
Damy, po czym wszedł do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, gdzie na kanapie
przed kominkiem siedział Harry. Snape zatrzymał się na
chwilę, a następnie ruszył w jego stronę, ale wtedy
coś się stało. Wizja zatrzymała się nagle, po czym
obraz cofnął się i Snape ponownie wszedł do Pokoju
Wspólnego, przeszedł kawałek i wszystko kolejny raz się zatrzymało,
zaczęło falować, zanikać i znowu się
cofnęło. W końcu wszystko pochłonęła
ciemność i na pewien czas zapadła całkowita cisza.</p>

<p>Po chwili jednak z mroku
zaczęły wyłaniać się kształty. Była to
Wielka Sala, przystrojona świątecznymi dekoracjami. Przy stole
nauczycielskim siedzieli wspólnie nauczyciele i uczniowie, w tym również
Harry i Snape. Dumbledore, przyodziany w swą odświętną
purpurową szatę, wygłaszał właśnie
świąteczną mowę. Wszyscy wpatrywali się w dyrektora z
uśmiechami na twarzy, jedynie Snape patrzył na niego ponurym
wzrokiem.</p>

<p>- ...Życzę wam wszystkim
wytrwałości i odwagi na krętych ścieżkach życia,
najeżonych przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, że zawsze
odnajdziecie drogę, jeżeli tylko będziecie podążali za
światłem miłości. Życzę wam także, aby te
święta zmieniły coś w waszym życiu, abyście mogli
przeżyć je w radości i z uśmiechem na twarzy - Dumbledore
zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a jego oczy zamigotały.
- I mam nadzieję, że za rok również się tu spotkamy,
niezależnie od tego, co się w międzyczasie wydarzy.</p>

<p>W tym samym momencie Snape
zmarszczył brwi, odwrócił wzrok i zatrzymał go na
płonącej w lichtarzu świecy.</p>

<p>Och, wydarzy się i to bardzo
wiele... Czarny Pan będzie martwy, Potter również, ty, jeżeli mi
się poszczęści, także... a mnie już dawno tu nie
będzie...</p>

<p>- A teraz wystarczy już, bo
pewnie jesteście równie głodni jak ja. Wesołych Świąt,
pełnego brzucha i dobrej zabawy! - zawołał jowialnie dyrektor i
wszyscy zaczęli bić brawa, łącznie z Harrym. Mistrz
Eliksirów klasnął dwa razy, musnął wzrokiem twarz Harry'ego
i szybko przeniósł go ponownie na płomień świecy, który
rozrósł się, pochłaniając całą scenę i
zmieniając ją w kolejną.</p>

<p>Z płomieni wyłoniła
się sypialnia Snape'a, pogrążona w mdłym świetle
zaledwie kilku zapalonych świec. Harry i Snape stali w drzwiach do
łazienki. Severus obejmował Harry'ego ramionami, a chłopak
wtulał twarz w jego pierś. Był blady i drżał lekko.</p>

<p>- Nic ci nie będzie... prawda?</p>

<p>Snape poruszył się i
odsunął, ujmując twarz Harry'ego w dłonie i unosząc
ją do góry. Spojrzał mu prosto w oczy i powiedział cicho:</p>

<p>- Nie, nic mi nie będzie. To
był tylko sen.</p>

<p>- Obiecujesz? - W głosie
Harry'ego zabrzmiała desperacja.</p>

<p>- Obiecuję - odparł
mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny,
krzywy uśmiech. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape
puścił jego twarz i wyprostował się. - A teraz wracaj do
łóżka. Chyba nie masz zamiaru stać tutaj do rana i
użalać się nad sobą?</p>

<p>Harry uśmiechnął
się mimowolnie.</p>

<p>- Nie - odparł.</p>

<p>- A to nowość -
prychnął mężczyzna, odsuwając się i
odwracając głowę. Jego głos stał się nagle
ostrzejszy. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad sobą
użalać.</p>

<p>Ciągle muszę cię
niańczyć, Potter, pocieszać, wspierać, wyciągać z
kolejnego dołka, w który postanowiłeś wdepnąć w tej
swojej spirali samounicestwienia. Ciągle tylko jęczysz i zawodzisz.
Doprowadzasz mnie do białej gorączki. Jak taki nadwrażliwy,
żałosny dzieciak może być uważany za tajną
broń w walce przeciwko Czarnemu Panu? Jak Dumbledore może być
aż tak pomylony, by uważać, że go pokonasz? Jesteś
zbyt słaby, zbyt głupi...</p>

<p>- Nie użalam się -
odparł Harry. - Miałem tylko zły sen. Powiedziałem ci,
że możemy już iść spać.</p>

<p>- To dobrze, bo mam dosyć
niańczenia cię - odparł cierpko Snape.</p>

<p>Gardzę takimi słabeuszami
jak ty. Nie masz do zaoferowania niczego wartościowego. Żadnej
nadzwyczajnej mocy, żadnej cechy, która mogłaby mnie
zainteresować. Nic, poza wiernością i oddaniem, ale te
można wypracować u każdego zgarniętego z ulicy psa.
Gdybyś nie był mi potrzebny do zabicia Czarnego Pana, to w ogóle nie
zawracałbym sobie tobą głowy.</p>

<p>Obraz zaczął falować i
rozmywać się. Nałożyły się na niego cienie innych
scen. Ponownie znajdowali się w komnatach Mistrza Eliksirów, siedząc
w fotelach naprzeciw siebie.</p>

<p>- Ciekaw jestem... co by się
stało, gdybyś to ty wypił ten eliksir? Jakie jest twoje
największe pragnienie? - zapytał Harry, uśmiechając
się szelmowsko.</p>

<p>Oczy Severusa rozświetlił
nagły, krótki rozbłysk, kiedy odwrócił głowę w
stronę biblioteczki. Przyglądał jej się przez chwilę,
a w eterze rozbrzmiała echem jedna, ale bardzo wyraźna myśl:</p>

<p>Opanuj się! Natychmiast się
opanuj!</p>

<p>Powoli odwrócił się z
powrotem w stronę Harry'ego. Jego oczy znów były czarne jak tafla
jeziora w czasie bezwietrznej nocy, a twarz nieczytelna.</p>

<p>- Ja niczego nie pragnę, Potter
- odparł twardo z goryczą w głosie. - Jestem teraz zajęty -
rzucił nagle, zrywając się z fotela i odwracając w
stronę swojej sypialni - więc mam nadzieję, że sam trafisz
do wyjścia. Żegnam. - Po tych słowach ruszył naprzód i w
kilku krokach opuścił pomieszczenie, głośno trzaskając
drzwiami. Kiedy znalazł się sam w swej pogrążonej w
ciemności sypialni, oparł się plecami o drewnianą
powierzchnię, pochylił głowę i zacisnął powieki.</p>

<p>Obraz zadrżał i rozbił
się na bardzo wiele odłamków, a w każdym z nich zamajaczyło
odbicie wielu różnych scen. Po chwili jednak wszystkie
połączyły się w jedną, ukazując rozległe,
pogrążone w mroku pomieszczenie, pod którego ścianami stało
kilkadziesiąt osób odzianych w ciemne szaty, kaptury i maski. Absolutna,
pełna zgrozy cisza, która wisiała w powietrzu, była wynikiem
rozgrywającej się na środku pomieszczenia sceny. Wzrok
wszystkich obecnych skierowany był na odzianego w czerń
mężczyznę, przywiązanego za nadgarstki do
ciężkich, zwieszających się z sufitu magicznych
łańcuchów. Jego plecy były obnażone, a głowa pochylona
do przodu, ukrywając twarz pod kurtyną czarnych włosów. Jego
klatka piersiowa unosiła się i opadała w płytkich, szybkich
oddechach. Unieruchomione w kajdanach dłonie zaciskały się w
pięści z taką siłą, iż paznokcie wbijały
się w skórę i po jego nadgarstkach spływała krew,
wsiąkając w mankiety szaty.</p>

<p>Stojący przed nim Voldemort
opuścił różdżkę, w jego czerwonych oczach
płonął gniew.</p>

<p>- Zawiodłeś mnie.
Wydałem ci jasny rozkaz, a ty go zignorowałeś. Nie tego
spodziewałem się po jednym z moich najwierniejszych sług.
Miałeś wyciągnąć z nich informacje, bardzo ważne
dla nas informacje. A nie zabijać! - ryknął z wściekłością,
która zamieniła jego twarz w upiorną maskę.</p>

<p>Severus poruszył się i
uniósł głowę. Jego czarne, pozbawione jakichkolwiek emocji oczy
spoczęły na Voldemorcie.</p>

<p>- Wybacz mi, mój Panie -
wyszeptał zachrypniętym, zdartym głosem.</p>

<p>Voldemort ponownie
wyciągnął ramię, w którym trzymał
różdżkę i zaczął go okrążać, niczym
drapieżnik szykujący się do zadania ostatecznego ciosu swojej
ofierze.</p>

<p>- Ja nie wybaczam - wysyczał
Voldemort, zatrzymując się za plecami Snape'a i unosząc
rękę. Skierował różdżkę na obnażone plecy
mężczyzny, a z jego ust wypłynęło kilka przesiąkniętym
sykiem słów w mowie węży. Severus szarpnął się i
wygiął do przodu, jakby próbował uciec przed bólem. Jego
głowa uniosła się w górę, oczy zacisnęły,
zęby obnażyły. Na skroniach i szyi pojawiły się
pulsujące żyły, kiedy skóra na plecach otworzyła się,
niczym przecięta niewidzialnym skalpelem, wytrawiając trzy
długie, krwawe ślady. Ale krew nie przestawała
płynąć, nawet kiedy Voldemort opuścił
różdżkę. Severus szarpał się w kajdanach i
chociaż z jego zaciśniętych w bladą linię ust nie
wydobywał się żaden dźwięk, jego
stężała z bólu twarz krzyczała. Wydawało się,
że szramy na plecach stają się coraz wyraźniejsze, jakby
coś je wciąż i wciąż rozcinało na nowo.</p>

<p>Voldemort rozejrzał się po
sali, spoglądając po zgromadzonych w pomieszczeniu, zastygłych w
pełnym przerażenia milczeniu Śmierciożercach i
przemówił:</p>

<p>- Taka kara spotyka tych, którzy nie
wykonują moich poleceń. Zapamiętajcie to sobie.</p>

<p>Wizja ponownie zadrżała i
rozbiła się na odłamki. Na odłamki, w których
majaczyły kolejne sceny. Płonące domy, wijąca się w
spazmach bólu młoda kobieta, fruwające w powietrzu klątwy,
dłoń Severusa rzucająca kolejne zaklęcia na kolejne osoby,
na mugoli i czarodziejów, na ojców, matki i dzieci, głos Severusa,
wypowiadający klątwę za klątwą...</p>

<p>Crucio Sectumsempra Flagello Lacrima
Avada Kedavra CrucioAvadaKedavraCrucioAvadaKedavraCrucioCrucioCruc...</p>

<p>Wszystkie odłamki ponownie
złączyły się w jedno, ale tym razem pokazały gabinet
Dumbledore'a. A w nim trzymającego się za lewe przedramię
Snape'a i chodzącego po pomieszczeniu dyrektora.</p>

<p>- Wiedziałem, że
kiedyś wróci, ale nie spodziewałem się, że to nastąpi
tak szybko. Musisz odpowiedzieć na jego wezwanie. Musisz się do niego
udać, Severusie. Zostać naszym szpiegiem.</p>

<p>Twarz Snape'a była nieruchoma,
chociaż w oczach jarzył się żywy płomień.</p>

<p>- Dyrektorze... Czarny Pan uważa
mnie za zdrajcę. Zabije mnie, kiedy tylko postawię stopę w
kręgu Śmierciożerców.</p>

<p>Dumbledore zatrzymał się i
rzucił mu długie spojrzenie.</p>

<p>- Nie zabije cię. Potrzebuje w
tej chwili swoich sług, potrzebuje ich siły, by rozpocząć
na nowo swoją krucjatę. Nie może cię zabić.</p>

<p>- Ale może mnie
torturować... - Snape zawiesił głos.</p>

<p>Dumbledore westchnął i
spuścił wzrok.</p>

<p>- Będziemy musieli
podjąć to ryzyko. Tylko ty możesz zbliżyć się do
niego na tyle, aby móc śledzić każdy jego krok i donosić nam
o wszystkim.</p>

<p>W oczach Severusa
zapłonął jeszcze większy ogień, chociaż nie
było w nim wcale ciepła.</p>

<p>- Każesz mi się do niego
udać, wiedząc, że mogę nie wrócić z tej wyprawy?
Każesz mi się przed nim czołgać, wiedząc, że
jedyne, co mogę od niego otrzymać na powitanie to seria Cruciatusów?</p>

<p>Dyrektor długo nie
odpowiadał. Stał z opuszczoną głową, wpatrując
się w dywan. Po chwili jednak uniósł twarz i spojrzał na
stojącego naprzeciw niego mężczyznę, którego zaciśnięte
w dłonie pięści drżały.</p>

<p>- Tak - odparł cicho i obraz
ponownie rozbił się na maleńkie odłamki, a kiedy fragmenty
wielu scen tortur, zachlapanych czerwienią białych masek i
gasnącego w przerażonych oczach życia na powrót
złączyły się ze sobą, ukazały stojącego w
ciemności sypialni Snape'a, którego oczy były zaciśnięte, a
postawa napięta. Z oddali dobiegł trzask drzwi. Mężczyzna
uniósł powieki. W czarnych tęczówkach nie było teraz niczego
oprócz lodu.</p>

<p>Tyle lat czekania... ale już
niedługo.</p>

<p>Obraz ponownie zafalował i
zmienił się, przeobrażając sypialnię w mroczne
pomieszczenie, w którym znajdowały się jedynie dwie osoby: Snape i
Voldemort. Voldemort śmiał się, oglądając w
głowie swego sługi wizję, w której Severus brutalnie
wchodził w Harry'ego, bez litości wbijając się w jego
miękkie ciało i doprowadzając go do skamlących jęków.
Usatysfakcjonowany, opuścił jego umysł i
uśmiechnął się szeroko, co w jego przypadku wcale nie
oznaczało radośnie. Snape stał wyprostowany niczym struna, trzymając
w dłoni maskę, na której widniały czerwono-czarne smugi, pozostawione
przez – teraz już zaschnięte - krople krwi. Jego nieruchoma,
wpatrzona w dal twarz przypominała taką samą maskę.</p>

<p>- Sprawiłeś mi dzisiaj
ogromną satysfakcję. Zasłużyłeś na nagrodę.</p>

<p>Severus pokornie pochylił
głowę.</p>

<p>- Radość z powodu tego,
że znów mogłem ci to pokazać, jest całkowicie
wystarczającą nagrodą, mój Panie.</p>

<p>W eterze rozległ się
wysoki, kobiecy śmiech. Powietrze zaczęło się gotować
i w chwilę później tonące w mroku pomieszczenie
przeobraziło się w niewielką sypialnię, którą
przeszukiwali Snape i Bellatriks.</p>

<p>- Jak to jest rżnąć
takiego kretyna? - zapytała Bellatriks, przeszukując znajdujące
się w pomieszczeniu szafki i komody, podczas gdy Snape rzucał na
ściany jakieś niewerbalne zaklęcia. - Jak w ogóle możesz
się nie brzydzić go dotknąć?</p>

<p>- Wiesz, że to mnie zawsze
przypadają w udziale najbardziej niewdzięczne zadania -
prychnął mężczyzna, kopiąc stojący mu na drodze
przewrócony fotel. - Ale mam przynajmniej satysfakcję z wyobrażania sobie,
co zrobiłby jego plugawy ojciec, gdyby widział, jak zabawiam się
z jego jedynym synem.</p>

<p>- Albo ten jego nędzny ojciec
chrzestny. Och, już wyobrażam sobie jego minę, gdyby
zobaczył, że z jego chrześniaka wyrosła taka mała
dziwka - chichotała Bellatriks, wyrzucając na podłogę szuflady.</p>

<p>- Nie od dzisiaj wiadomo, że
Potter jest imbecylem. Zawsze myślałem, że jest całkowicie
pozbawiony jakiegokolwiek talentu, ale ostatnio musiałem zweryfikować
swój pogląd...</p>

<p>- Tak? - zapytała z
zaciekawieniem kobieta, odwracając głowę w jego stronę.</p>

<p>- Potter ma niezrównany talent do
obciągania.</p>

<p>Ta uwaga doprowadziła Bellatriks
do kolejnego wybuchu dźwięcznego śmiechu.</p>

<p>- Widzę, że nasz mały
Złoty Chłopczyk zamienił się przy swoim profesorze w
prawdziwą wywłokę - parsknęła, powracając do
przeszukiwania szafy i znajdujących się w niej kufrów i walizek. -
Zapewne znakomicie go już wytresowałeś, Sevciu. Pójdzie za
tobą bez wahania?</p>

<p>Wizja utonęła w mroku, z
którego powoli wyłoniła się komnata Mistrza Eliksirów. Harry
siedział na kolanach Severusa, wtulony w jego szyję. Zasypiał.</p>

<p>Snape, oparty o fotel, wpatrywał
się w przestrzeń. Jego twarz była całkowicie nieczytelna. W
eterze słychać było jedynie taki sam dziwny szum, jak
wcześniej. Jakieś nieregularne zakłócenia.</p>

<p>- Dosyć tego - powiedział
nagle mężczyzna, przymykając na chwilę oczy i
wzdychając. - Idziesz spać. - Po tych słowach wsunął
dłonie pod pośladki Harry'ego i uniósł go do góry, z trudem
podnosząc się razem z nim z fotela i ruszając w stronę
sypialni. Kiedy jednak dotarł do drzwi, wizja zatrzymała się,
obraz zaczął się trząść i cofnął
się. Snape ponownie siedział w fotelu z Harrym na kolanach,
wpatrując się w przestrzeń. Szum przybrał na sile.
Mężczyzna wstał, podnosząc Harry'ego i ruszył w
stronę sypialni, ale obraz znowu zafalował i zaciął
się. W eterze rozległy się głośne trzaski i wszystko
zniknęło. Zapadła cisza.</p>

<p>Po chwili jednak obraz powrócił
w migoczących jedne po drugich wspomnieniach, które przesuwały
się z taką prędkością, że trudno je było w
ogóle rozpoznać. Był tam Snape w splamionych krwią szatach
Śmierciożercy i ze zranioną ręką, Snape
przywołujący do siebie Harry'ego za pomocą kamienia,
pieprzący go w schowku, w swoim gabinecie, w komnacie, przy drzwiach, na
podłodze, na biurku...</p>

<p>A w eterze rozbrzmiewały
myśli, nałożone na siebie, splątane, odbijające
się od siebie, zagłuszające się nawzajem.</p>

<p>Niech myśli, że wygrał
tę bitwę... niech się łudzi... To niczego nie zmienia...
Może się przydać chociaż do tego i mnie zaspokoić...
trochę się nim pobawię zanim zginie... należy mi się
jakaś nagroda za to, że muszę go znosić...</p>

<p>Spośród scen wyłoniła
się jedna, wyraźniejsza od innych. Harry, który zostawia kamień
na ławce, odwraca się i wychodzi z klasy. A spośród natłoku
myśli wybiło się kilka wyrazistszych:</p>

<p>Cholera! Dałem mu się
sprowokować... Cóż, Potter, prawda jest bolesna, ale to
wyłącznie twoja wina, że ją usłyszałeś. Ale
to nic. I tak do mnie wrócisz. Odpocznę od ciebie, dopóki nie
skończę eliksiru, a potem... potem czeka mnie nieco więcej gry
niż do tej pory, ale tak cię urobię, że wrócisz do mnie bez
zastanowienia.</p>

<p>Gra... to idealne określenie.
Jesteś pionkiem w mojej grze. Pionkiem, który trzeba
poświęcić, aby zbić króla. To jedyny możliwy ruch. Ale
najważniejsze jest to, aby utrzymać pionek na szachownicy, ponieważ
bez niego nigdy nie uda mi się zagrozić królowi.</p>

<p>Obraz zatrzymał się nagle,
ukazując Seveusa, który przytulał do siebie Harry'ego,
zanurzając twarz w jego włosach i przyciskając wargi do skóry na
czubku jego głowy.</p>

<p>- Nie jesteś dla mnie nikim -
wyszeptał Severus zachrypniętym głosem, po czym
odsunął się odrobinę i powiedział znacznie
głośniej: - Słyszysz? Spójrz na mnie. - Harry podniósł
głowę, spoglądając szeroko otwartymi oczami na jego twarz.
W tej samej chwili mężczyzna uniósł dłoń i
zaczął łagodnie gładzić jego policzek, pieszcząc
palcami skórę, wargi, nos... - Nie jesteś - powtórzył cicho.</p>

<p>Jakim jesteś kłamcą...</p>

<p>Wizja zawirowała i rozmyła
się, ukazując komnatę Snape'a. Mężczyzna siedział
w fotelu, wpatrując się w drzwi. Jego brwi były zmarszczone, w
oczach tliło się coś dziwnego, jakieś... podenerwowanie.
Coś na kształt niecierpliwego wyczekiwania. Po chwili jednak
zamknął oczy i odchylił głowę, wzdychając
głęboko.</p>

<p>Nareszcie. Ile razy
wyobrażałem sobie tę chwilę, w której przyprowadzę mu
Pottera, a on, przekonany o swym zwycięstwie, wyssie z chłopaka
całą moc. I Potter padnie bez życia, a chwilę później
nastąpi ten cudowny moment... moment, na który czekałem tyle lat...
Czarny Pan upadnie. I już nie powstanie.</p>

<p>Snape uniósł powieki w momencie,
w którym drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł Harry,
ubrany w sweter i kurtkę. Na jego twarzy widniał uśmiech.</p>

<p>- Dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Wizja zaczęła
blaknąć, w eterze rozległy się trzaski, coraz
głośniejsze i natarczywsze, obraz zniknął całkowicie,
tak jakby się rozpadł, ale nadal słychać było
myśli:</p>

<p>Nie jest gotowy... nie ufa mi... waha
się... służył mi dobrze... nie był trudnym celem...
dam mu wszystko, czego pragnie... wynagrodzę go... pragnienie za
pragnienie... będzie mi ufał bezgranicznie... kiedy wrócę, zrobi
wszystko, o co go poproszę... bez wahania... zginie... obaj zginą...
nic dla mnie nie znaczy... naiwny głupiec...</p>

<p>- Dooooość! Wystarczy!
Dosyć już! Nie chcę więcej! Nieeeeee!</p>

<p>Harry zaparł się nogami i z
całej siły szarpnął. Wszystko zawirowało z taką
mocą, że gdyby nie przytrzymał się myślodsiewni, to z
pewnością upadłby na podłogę. Kręciło mu
się w głowie, a kolana dygotały.</p>

<p>Był z powrotem w tajnym
laboratorium Snape'a. Przed nim w myślodsiewni wirowały złote
wstęgi, ale on ich nie widział. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał
się w przestrzeń. Zielone tęczówki wydawały się
być całkowicie puste, a twarz zastygła w wyrazie absolutnego
wstrząsu. Nie poruszał się. Nie był w stanie tego
zrobić. Wyglądał tak, jakby właśnie pozbawiono go
życia. Spetryfikowano, zamieniając w pusta skorupę. Blade
policzki lśniły, a w aksamitnej ciszy słychać było
jedynie głuche dudnienie serca.</p>

<p>Bum.</p>

<p>Bum.</p>

<p>Bum.</p>

<p>Bum.</p>

<p>W końcu poruszył się.
Bardzo powoli, niczym lunatyk wyrwany ze snu, opuścił głowę
i spojrzał na pudełko, które wciąż trzymał w dłoni.
Było całkowicie zgniecione.</p>

<p>...zawsze jesteś w moich
myślach, w moim sercu...</p>

<p>...nienawidzę za tobą
tęsknić...</p>

<p>...jesteś dla mnie wszystkim,
czego potrzebuję i wszystkim, dla czego warto żyć...</p>

<p>...zakochałem się w
tobie...</p>

<p>...gdybyś chciał wyrwać
to uczucie, to tylko z sercem...</p>

<p>Pudełko wysunęło
się z jego dłoni i upadło na podłogę, otwierając
się. Zielone oczy zaczęły się poruszać,
przesuwając się z boku na bok, niczym w jakimś szalonym tańcu,
jakby czegoś poszukiwały. Czegoś, czego mogłyby się
uchwycić, czegokolwiek, by nie runąć w otchłań.</p>

<p>To...</p>

<p>To przecież...</p>

<p>To wszystko...</p>

<p>Nie może...</p>

<p>Nie tak...</p>

<p>To na pewno nie...</p>

<p>O boże...</p>

<p>O boże!</p>

<p>Cofnął się o krok i
zachwiał, z trudem utrzymując się na trzęsących
się nogach. Otwarte usta próbowały nabrać tchu, ale
wydawało się, że całe powietrze wyparowało i jedyne,
czego mógł nabrać do płuc, to przerażenie.
Przerażenie, które kąsało jego duszę od środka i
pożerało ją.</p>

<p>Kłamstwo. Wszystko było
tylko tym. Tylko kłamstwem. Okrutnym. Bezlitosnym. Doskonałym.
Wszystko. Wszystko, co znał, wszystko, do czego dążył.
Każdy krok, każda wygrana bitwa, każdy nowy gest... to wszystko
nie istniało? Nic nie istniało? Nic nie było prawdziwe?</p>

<p>Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.</p>

<p>Czuł, jak jego serce krzyczy.
Uciska. Boli. Szarpie się. Położył na nim dłoń,
jakby próbował je osłonić. Otulić. Uspokoić.
Chociaż odrobinę. Powstrzymać przed roztrzaskaniem się.</p>

<p>Cały świat się
rozpadał, a on nie miał niczego, czego mógłby się
złapać. Niczego.</p>

<p>Wszystko odpływało...
każda chwila, w której myślał... w której sądził...
każda chwila, w której był szczęśliwy. Każdy szept,
dotyk, spojrzenie... wszystko odpływało. Ból był nie do
zniesienia, kiedy w jego sercu umierały kolejne wspomnienia. Gasły
jedno po drugim, niczym obumierające gwiazdy, pozostawiając po sobie
jedynie ciemność i próżnię.</p>

<p>Powietrza... nie mógł
oddychać. Musiał... wyjść stąd... natychmiast! Jak
najszybciej!</p>

<p>Odwrócił się na
uginających się nogach i... zamarł, całkowicie
sparaliżowany, a każdy mięsień w jego ciele
napiął się.</p>

<p>Snape. To był Snape. Stał
pod ścianą, przy wejściu do laboratorium, opierając
dłoń na znajdującym się obok regale. Przyglądał
się Harry'emu. Był niezwykle blady, a jego twarz wyglądała
niczym woskowa maska. W czarnych, pozbawionych wyrazu oczach odbijał
się zielony płomień świecy. Przywodził na myśl
wyłaniającego się z mroku upiora.</p>

<p>Harry poczuł, jak zalewa go
nieokiełznana fala nienawiści do tego... tego... kogoś...
Ponieważ to już nie był Snape. Teraz był to jedynie...
ktoś obcy. Wróg. Kłamca. Oszust. Morderca.</p>

<p>- Nie zbliżaj się do mnie,
Śmierciożerco! - krzyknął łamiącym się
głosem, wyszarpując z kieszeni różdżkę i kierując
ją w stronę ciemnego posągu. Chciał go zranić,
przekląć. Zniszczyć. Zdeptać. Zadać taki ból, jakiego
jeszcze nigdy nie zaznał. Zamienić cierpienie w klątwę i
cisnąć nią w niego, a potem patrzeć jak zwija się i
krzyczy...</p>

<p>Jego dłoń drżała
tak bardzo, że koniec różdżki kreślił w powietrzu
nieregularne kręgi, rozsypując czerwone iskry nienawiści. Czarne
oczy przesunęły się nieco w dół, spoglądając na
różdżkę, a następnie ponownie przeniosły się na
twarz Harry'ego.</p>

<p>- Jak mogłeś? Jak
mogłeś mi to zrobić? Jak mogłeś tak mnie oszukać?
Jak mogłeś mnie tak podle wykorzystać? Jak mogłeś mnie
nienawidzić? Przez cały ten czas! Jak mogłeś?!</p>

<p>Snape milczał. Jego
zaciśnięte w cienką linię usta były niemal białe.</p>

<p>Ból był coraz większy. Nie
do zniesienia. Przeobraził się w ogarniętą szałem
bestię, rozrywał Harry'ego od środka, miażdżył
wnętrzności, rozszarpywał mięśnie.</p>

<p>- Odpowiedz mi, ty zdrajco! Dlaczego,
do cholery, milczysz? Dla ciebie to wszystko było tylko grą!
Żałosną rozgrywką! Nigdy nic dla ciebie nie znaczyłem!
Nic!!! Przez cały czas kłamałeś! Przez cały cholerny
czas! - Głos Harry'ego załamał się.
Przełknął łzy, które niepostrzeżenie wpłynęły
mu do ust.</p>

<p>Snape stał niczym wykuty z
kamienia. Był jeszcze bledszy niż wcześniej. Przypominał
teraz ducha. Nie poruszał się. Po prostu patrzył.</p>

<p>- Wykorzystałeś mnie!
Wykorzystałeś moje pragnienie dla swojego pragnienia!
Myślałem, że chociaż ty... że chociaż ty nie
uważasz mnie za narzędzie! Że jako jedyny nie próbujesz się
mną posłużyć! A jesteś taki sam! Jesteś jeszcze
gorszy! Jesteś potworem! Żaden człowiek nie mógłby... nie
mógłby... przez cały ten czas... o boże! - Harry
złapał różdżkę obiema dłońmi, aby ją
utrzymać. Nie panował nad sobą. Nie panował nad
wypełniającą go odrazą, która sączyła się z
końca jego różdżki w postaci coraz gorętszych, coraz gwałtowniej
syczących iskier.</p>

<p>- Jak mogłeś? Jak
mogłeś pokazywać mu nasze chwile? Przecież to były
nasze wspomnienia! Jak mogłeś...?!</p>

<p>Snape zacisnął usta jeszcze
bardziej, chociaż wydawało się to niemożliwe.</p>

<p>- No odpowiedz mi! Pochwal się,
jakim byłem dla was pośmiewiskiem! Opowiedz, jak śmialiście
się z tego, jakim byłem zaślepionym kretynem! Opowiedz, jak
świetnie się bawiłeś, kiedy pokazywałeś mu nasze
intymne chwile, ty chory popaprańcu!</p>

<p>Ale Snape nie odpowiedział. Nie
odezwał się ani jednym słowem. Stał tam tylko... z tym
swoim wielkim nosem, tłustymi włosami, długimi, obleśnymi,
żółtymi palcami, szkaradną twarzą...</p>

<p>- Jak mogłem cokolwiek w tobie
widzieć? Jesteś odrażający! Jesteś... jesteś...
nikim! Nienawidzę cię! Słyszysz? Nienawidzę!!! - Nic.
Żadnej reakcji. - Nigdy ci tego nie wybaczę! Nigdy!!!</p>

<p>Zanim się zorientował,
był już na zewnątrz, uciekając od niego, od tego... tego...
Biegł przez salon, gabinet, jak najdalej stąd, ponieważ
miał wrażenie, że jeżeli zostanie tutaj choćby
minutę dłużej, to albo zwymiotuje, albo... Dopadł do drzwi
i zatrzasnął je za sobą z taką siłą, iż
stojące na półkach książki zadygotały lekko.</p>

<p>W pomieszczeniu zapanowała
cisza. Gładka niczym tafla jeziora, a jednocześnie wibrująca
niczym zbyt mocno naciągnięta struna, nadal rozbrzmiewająca
echem krzyku wypełnionego zdradą, rozczarowaniem i rozgoryczeniem. A
także pewnego rodzaju... ostatecznością.</p>

<p>Snape przymknął oczy. Z
jego piersi wyrwało się długie, głębokie westchnienie.
Zdjął rękę z regału i powoli ją
opuścił, kładąc dłoń na lewym przedramieniu i ściskając
je. Przez jego bladą, ściągniętą twarz
przesunął się cień. Otworzył oczy, uniósł
rękaw szaty i spojrzał na rozległe zaczerwienienie
widniejące wokół Mrocznego Znaku, który wydawał się niemal
wić na jego skórze i wyglądał tak, jakby od jakiegoś czasu
chciał ją przepalić.</p>

<p>Spojrzał na
myślodsiewnię, a następnie przeniósł wzrok na
znajdujący się na stole kociołek wypełniony ciemnozielonym
eliksirem. Po chwili cichej, niemal nieruchomej kontemplacji, podszedł do
jednego z regałów i spomiędzy kilku znajdujących się na nim
tomów, wyjął plik kartek, które wyglądały tak, jakby
wyrwano je z jakiejś bardzo starej książki.
Ułożył je na stole, wyciągnął
różdżkę i po chwili kartki już płonęły,
zwijając się i zmieniając w czarny popiół. Schował
różdżkę z powrotem i jeszcze raz powiódł wzrokiem po
pomieszczeniu.</p>

<p>Jego wzrok
przyciągnęło małe, pogniecione czerwone pudełeczko,
leżące na podłodze przed myślodsiewnią. Podszedł
do niego i przez jakiś czas po prostu przyglądał mu się. Po
chwili jednak pochylił się i drżącą ręką
podniósł je z podłogi. W środku znajdowała się niewielka
kartka. Rozwinął ją ostrożnie i zaczął
czytać, a wtedy jakaś ledwie widoczna iskra, która przez cały
czas tliła się w jego oczach... eksplodowała.</p>

<p>*</p>

<p>Harry biegł. Biegł co
sił w nogach. Biegł przez pogrążone w mroku korytarze,
przez szkolny dziedziniec, przez most, wprost w ciemność
rozciągających się wokół zamku, pokrytych śniegiem
błoni. Brakowało mu tchu, brakowało mu sił, ale biegł
dalej, rozrzucając na boki śnieg, pragnąc jedynie jednego...
ucieczki. Ucieczki od tego... rozrywającego na strzępy, tępego
bólu, który zagnieździł się w nim niczym robak,
pożerając wszelkie emocje i pozostawiając po sobie jedynie
pustkę. Tak wielką i zimną, jakby ktoś wyrwał z niego
duszę, a następnie podeptał ją i wyrzucił niczym
niepotrzebny śmieć. Czuł jedynie chłód. Lodowaty
chłód, wdzierający się przez tę pustkę do jego
wnętrza i zamrażający wszystko, co napotkał na swej
drodze... każde szybsze zabicie serca, każdy uśmiech, który
kiedykolwiek zagościł na jego twarzy, każde cieplejsze
uczucie...</p>

<p>Biegł coraz wolniej, w
miarę, jak lodowate zimno przenikało przez jego cienkie ubranie, a
padający śnieg osiadał na jego włosach i okularach, przez
które już prawie nic nie widział. W pewnym momencie potknął
się o coś znajdującego się pod białą
płachtą i z całym impetem runął prosto w miliony
drobinek lodu. Przez chwilę leżał bez ruchu, zaciskając w
dłoniach śnieg i pragnąc, by zamroził go jeszcze bardziej,
by zamroził ten ból i zmusił go do odejścia...</p>

<p>Ale nic nie było na tyle zimne,
aby tego dokonać.</p>

<p>Powoli, podpierając się na
rękach, podniósł się na kolana. Wydawało mu się,
że w płucach ma igły, a każdy mięsień drży z
wycieńczenia. Pomimo ciemności i całkowicie pokrytych
śniegiem okularów, dojrzał w pobliżu niewielki,
półokrągły kształt. Powoli, brnąc w śniegu na
czworakach, dotarł do wyrastającego z podłoża kamienia i
usiadł u jego podstawy, obejmując rękami kolana i ukrywając
w nich twarz.</p>

<p>Wszystko, w co wierzył, wszystko
do czego dążył... nagle przestało istnieć. Sev...
Snape także nigdy nie istniał. Był tylko ogarnięty
obsesją człowiek, bydlak bez uczuć, dla którego Harry był
jedynie pionkiem w jakiejś żałosnej rozgrywce. Chciał go
poświęcić dla osiągnięcia swojego celu i nie
obchodziło go, kogo i co zniszczy po drodze, jakie uczucia podepcze, jak
głębokie rany zada...</p>

<p>Nie... to nie był człowiek.
Nikt nie może być aż tak okrutny. Nikt nie może aż tak
dobrze udawać, chyba że nie ma serca. W każdej chwili, w której
sądził, że cokolwiek dla niego znaczy... on przez cały czas
grał! Gardził nim od początku aż do samego końca!
Boże... i jeszcze... ich chwile... pokazywał im! Pokazywał im
to, co było dla niego tak cenne! Śmiał się z niego! Przez
cały czas tylko się śmiał! Harry był dla niego... dla
nich jedynie pośmiewiskiem! Głupim, zakochanym szczeniakiem, który
zrobiłby dla niego wszystko. Ale kim trzeba być... jak wielki mrok
mieć w sobie... aby tak perfidnie wykorzystać tego... szczeniaka, a
potem posłać go na śmierć. Bez cienia wahania.</p>

<p>Przecież to niemożliwe, aby
przez cały czas, przez absolutnie cały czas czuć jedynie niechęć
i odrazę. Czy nie było ani jednej takiej chwili, nawet małej
chwilki, w której ten ktoś, kim okazał się Snape... w której
poczułby chociaż maleńką iskierkę ciepła?
Cokolwiek? Chociaż współczucie? Zawahanie? Czy wszystkie te chwile...
każda chwila... każda pojedyncza, rozżarzona chwila
pomiędzy nimi była jedynie ułudą? Nie istniała
naprawdę?</p>

<p>Nie.</p>

<p>Dobitnie się o tym
przekonał. Czekał i czekał na jakikolwiek znak, jakikolwiek
moment... pamiętał ostatnią noc, musiał ją
zobaczyć, przekonać się, że wtedy, kiedy Snape oddał
mu wszystko... coś się zmieniło. Musiało! Ale okazało
się, że był to tylko kolejny element układanki. Kolejne
zagranie. Wyżyny aktorstwa.</p>

<p>Dlaczego był tak głupi?
Dlaczego mu zaufał? Dlaczego nigdy nie zastanowił się
głębiej nad jego motywami, nad zachowaniem, nad tymi wszystkimi
znakami, które przez cały czas otrzymywał? Przecież prawda
zawsze, zawsze była wprost przed jego oczami... ale on nie chciał jej
dostrzegać. A teraz... teraz, kiedy jego oczy się otworzyły,
wszystko wydawało mu się tak oczywiste.</p>

<p>Pamiętał je.
Pamiętał te drobne szczegóły, mało znaczące
słowa, gesty, które jednak znaczyły znacznie więcej, niż
podejrzewał.</p>

<p>- Myślę, że
wypiłeś już wystarczająco dużo do tego, co
planuję...</p>

<p>- A co planujesz?</p>

<p>- Jeżeli już musisz wiedzieć...
Planuję cię zabić, panie Potter.</p>

<p>Pamiętał je wszystkie.
Dopiero teraz, kiedy było już za późno...</p>

<p>- A czy warzysz teraz jakiś
trudny eliksir?</p>

<p>- Owszem.</p>

<p>- A... czy długo będziesz
go jeszcze warzył?</p>

<p>- Tyle, ile potrzeba.</p>

<p>Pamiętał ten niesamowity
blask, który pojawił się w oczach Snape'a po tym pytaniu.</p>

<p>Pamiętał również
swoją naiwność, kiedy myślał, sądził...</p>

<p>- Chcę też, żebyś
wiedział, że bez względu na to, co zrobisz i co się
stanie... ja zawsze będę po twojej stronie. Przy tobie.</p>

<p>- Zobaczymy. Przypomnę ci o tym
w odpowiednim momencie.</p>

<p>I pamiętał słowa
Hermiony, jej ostrzeżenia.</p>

<p>Boję się... że on
cię może zwodzić, żeby w końcu oddać cię w
ręce Voldemorta. Pomyśl, Harry... dlaczego miałby się tak
nagle tobą zainteresować? Co mogłoby tak raptownie zmienić
jego stosunek do ciebie? Przecież zawsze cię nienawidził.</p>

<p>...nienawidził...</p>

<p>...nienawidził...</p>

<p>...nienawidził...</p>

<p>Ostatnie słowo odbiło
się echem w jego umyśle.</p>

<p>Nienawidził go. Snape przez
cały ten czas go nienawidził... a on tylko chciał z nim
być. Tylko tyle.</p>

<p>Po prostu być.</p>

<p>Jak mógł być taki naiwny?
Jak mógł myśleć, że cokolwiek dla niego znaczy? Jak
mógł aż tak się pomylić? Przez cały czas był dla
niego jedynie... narzędziem. Tak samo, jak dla wszystkich innych.
Narzędziem służącym do pokonania Voldemorta, nieprzydatnym
do niczego innego. Kompletnie niepotrzebnym. Bezużytecznym.</p>

<p>Uniósł głowę. Z jego
włosów spadło kilka płatków śniegu. Skóra była
zaczerwieniona od zimna, całe ciało dygotało. Ale w zielonych
oczach nie było niczego.</p>

<p>Dobrze. Skoro wszyscy tak go
traktowali... w takim razie tak właśnie będzie się
zachowywał. Pozbędzie się swoich uczuć, pozbędzie
się wszystkiego, co czyni go Harrym, pozostawiając jedynie bliznę
i okulary, ponieważ tylko to w nim dostrzegali. Nigdy nie był dla
nich niczym innym... niczym więcej.</p>

<p>Tylko Potterem.</p>

<p>***</p>

<p>Ciemność
pogłębiła się, gdy jedyny wolny od chmur skrawek nieba,
przez który przebijało się delikatne światło
księżyca, został przez nie zasnuty. Śnieg padał cicho.
Osiadające na ziemi płatki nie wydawały żadnego
dźwięku. Nawet wiatr postanowił na jakiś czas zawiesić
swoją działalność i odpocząć. Ale w tę
odosobnioną ciszę natury wkradał się powoli jakiś
dźwięk.</p>

<p>Kroki. Skrzypiące na
śniegu, rozcinające idealnie gładką, białą
płachtę.</p>

<p>Przez błonia
podążała ciemna sylwetka. Odcinająca się od bieli
śniegu czernią swych szat i całkowicie zakrywającego
głowę kaptura. Nie spieszyła się. Szła powoli,
rozgarniając butami śnieg. Wyprostowana, chociaż wydawało
się, że barki ma nieco przygarbione, jakby coś na nich
ciążyło. Kierowała się w stronę ciemnej,
wyrastającej z białej kołdry ściany Zakazanego Lasu. Lecz
kiedy do niej dotarła i pierwsze drzewa ukryły ją w swym mroku,
zatrzymała się. I odwróciła powoli, spoglądając na
pozostawiony za plecami Hogwart.</p>

<p>Stała tak nieruchomo przez
pewien czas, przyglądając się pogrążonym w
ciemności wieżom zamku i płonącym w niektórych oknach,
odległym światłom. Jej wzrok powędrował ku wschodniej wieży
i zatrzymał się tam, przypatrując się jej przez niezwykle
długi czas.</p>

<p>Po chwili jednak postać
poruszyła się. Uniosła prawą dłoń i
przycisnęła ją do lewego przedramienia. Powoli odwróciła
się plecami do zamku i spojrzała w rozciągający się
przed nią gęsty, lepki mrok. W aksamitnej ciszy rozległ się
trzask aportacji.</p>

<p>Na śniegu pozostały jedynie
urwane ślady. Severus
Snape odszedł.</p>

<p><strong>--- rozdział 57 ---</strong></p>

<p><strong>57. Nothing I've become</strong></p>

<p>I abandoned this love and laid it to
rest</p>

<p>And now I'm one of the forgotten</p>

<p>I'm not, I'm not myself</p>

<p>Feel like I'm someone else</p>

<p>Fallen and faceless</p>

<p>So hollow, hollow inside*</p><empty-line /><p>Hermiona przerwała pisanie i
spojrzała w okno na padający gęsto śnieg. Miała
wrażenie, że sypie coraz mocniej i chociaż nie widziała
dalej niż na kilka metrów, to ogromne, zlepione ze sobą płaty
śniegu, które bez przerwy wyłaniały się z mroku i
uderzały w okno, wzbudzały w niej nieokreślony niepokój. Jakby w
każdej chwili z tej ciemności mogło się wyłonić
coś o wiele bardziej niebezpiecznego, a te gigantyczne płatki
śniegu były czymś w rodzaju preludium. Zapowiedzią wojny, która
wciąż wisiała nad zamkiem i w każdej chwili mogła go
dosięgnąć swoimi zimnymi, zakrwawionymi palcami.</p>

<p>Potrząsnęła
głową i zamknęła oczy.</p>

<p>Nie, to tylko śnieg. Ostatnio
jest zdecydowanie zbyt przewrażliwiona.</p>

<p>Spojrzała na siedzącego
obok Rona, który spał z głową na pergaminie. Ostatnie linijki
tekstu były całkowicie rozmazane i już sobie
wyobrażała, jak będzie wyglądał jego policzek, kiedy
się obudzi. Na samą myśl o jego rozczochranych włosach i
rumieńcu zawstydzenia na policzkach, kiedy nieudolnie będzie
próbował zetrzeć z twarzy atrament, czuła ciepło w sercu.
Zawsze był taki beztroski. Wydawało się, że nie istnieje
nic, co mogłoby sprawić, by zaczął się martwić i
mieć czarne myśli, które konsumowałyby go od środka. Tak
jak ją. Jako jedyny potrafił sprawić, że czasami o nich
zapominała i chociaż na chwilę przestawała
zadręczać się problemami, które wydawały się nie
mieć końca. Czasami odnosiła wrażenie, że przesadza, że
nie powinna się tak przejmować, ale nie potrafiła przestać
się martwić. Nie potrafiła ot tak machnąć
ręką i powiedzieć sobie "jakoś to będzie".
On to potrafił. Robił tak przez cały czas. Żył w swoim
własnym świecie, w którym nie istniały problemy, a przynajmniej
nie takie, których nie dałoby się rozwiązać po prostu
czekając na to, aż rozwiążą się same. To był
prawdziwy dar. Czasami łapała się na marzeniach o tym, że
oddałaby połowę swojej wiedzy za taki dar. Ale wtedy on się
do niej po prostu uśmiechał albo robił coś absolutnie
głupiego i wiedziała, że "jakoś to będzie".
Że skoro on jest taki beztroski, to na pewno nie jest tak źle, jak
jej się wydaje i z pewnością mają przed sobą jeszcze
długą przyszłość, nawet gdyby za chwilę do bram
zamku miała zapukać wojna. I że Harry na pewno znajdzie
jakiś sposób, aby pokonać Voldemorta...</p>

<p>Właśnie, Harry...</p>

<p>Spojrzała na wielki,
wiszący na ścianie zegar. Wahadło kołysało się
rytmicznie, porcjując czas na maleńkie, równe kawałeczki.
Była prawie północ. Miał wrócić za chwilę. Ale ta chwila
minęła już jakieś trzy godziny temu.</p>

<p>Starała się nie niepokoić,
ale nie potrafiła. Widziała, jak zachowywał się przez
cały dzień. Nagle z całkowitego przygnębienia
przeszedł w stan absolutnego... no właśnie, czego? Najpierw
uśmiechał się do siebie, by za moment na jego twarzy
pojawił się smutek. Wyglądał tak, jakby sam nie
wiedział, gdzie się znajduje i co ma robić. Obserwowała go
uważnie, kiedy podczas lekcji wpatrywał się w ścianę,
uśmiechając się trochę nieprzytomnie i
błądząc myślami gdzieś daleko. A najgorsze było
to, że chyba domyślała się, gdzie nimi
błądził...</p>

<p>Nie potrafiła przejść
do porządku dziennego nad rewelacjami, które odkryła. Po prostu nie
potrafiła. Sama myśl, że Harry, ten Harry, którego znała od
dziecka, jest... boże, nawet trudno jej było o tym
pomyśleć... jest zakochany w nauczycielu, którego nienawidził,
odkąd tylko sięgała pamięcią... sama ta myśl
przyprawiała ją o gęsią skórkę i coś
ciężkiego osiadało jej na dnie żołądka. To
było tak abstrakcyjne, tak nielogiczne... Jak mógł? Jak mógł
się w nim zakochać? Przecież to jest Snape...</p>

<p>Nie, musi przestać. Znowu
zaczyna myśleć jak Ron.</p>

<p>To już nawet nie chodziło o
to, że Snape jest... Snape'em, że jest ich nauczycielem, że jest
od Harry'ego ponad dwa razy starszy. Chodziło o to, że jest...
niebezpieczny. Że może go skrzywdzić, wykorzystać do jakiegoś
celu, może zrobić mu coś, co go zniszczy, może...</p>

<p>Przymknęła oczy,
oparła się łokciami o stół i ukryła twarz w
dłoniach, wzdychając głęboko.</p>

<p>Może, ale nie musi. Być
może on również coś do Harry'ego czuje...</p>

<p>Kiedy tylko dowiedziała się
prawdy, zaczęła uważnie obserwować Snape'a. Wiele
spojrzeń, dziwnych zachowań, które wcześniej wydawały jej
się niezrozumiałe, nareszcie nabrało sensu. Pamiętała
je. I pamiętała, w jaki sposób Snape patrzył na Harry'ego, jak
śledził go wzrokiem w każdej możliwej sytuacji, jakby nie
potrafił się przed tym powstrzymać. Jakby miał w sobie
jakąś wewnętrzną potrzebę, a potrzeba ta
obejmowała obecność Harry'ego, jego bliskość. Teraz,
kiedy wiedziała na co patrzeć, dostrzegała to wszystko. A kiedy
przypadkowo mijali się na korytarzu... Snape wyglądał tak, jakby
oberwał zaklęciem oszałamiającym. Patrzył tylko na
Harry'ego, nie widział nikogo poza nim. Czasami miała wrażenie,
że kiedy przechodził obok niego, jedynie siłą woli
powstrzymywał się, aby go nie dotknąć,
przyciągnąć do siebie, porwać. Ale zawsze tylko
zaciskał dłonie w pięści i chował je w kieszenie
swojej obszernej, czarnej szaty.</p>

<p>Tak nie zachowuje się ktoś,
kto nienawidzi.</p>

<p>I dokładnie to powiedziała
Harry'emu w bibliotece. Nie mogła patrzeć na jego cierpienie. Nie
mogła również patrzeć na jego zaślepienie, ale nie
potrafiłaby odebrać mu nadziei. Ponieważ pamiętała,
jaki Harry był szczęśliwy, kiedy wracał wieczorami do
Pokoju Wspólnego. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie widziała
takiego blasku w jego oczach. Wiedziała, że jest zakochany. Było
to widoczne na pierwszy rzut oka. Był zakochany do szaleństwa. Ale
nigdy nie spodziewałaby się, że obiektem jego uczuć i
powodem takiego szczęścia... mógł być Snape. To po prostu
przeczyło jedno drugiemu. I pomimo wszystkiego do tej pory nie
potrafiła tego pojąć. Ponieważ co ten nieczuły,
zamknięty w sobie człowiek mógł mu dać? Co takiego
mógł mu zaoferować? Co sprawiło, że Harry całkowicie
oszalał na jego punkcie? Co w nim takiego było?</p>

<p>Jej rozmyślania przerwał
szelest odsuwającego się obrazu. Natychmiast spojrzała w
stronę wejścia, ale zamiast Harry'ego ujrzała
wchodzącą do Pokoju Wspólnego profesor McGonagall.</p>

<p>Wystarczyło jedno spojrzenie na
twarz nauczycielki, by Hermionę ogarnęła zimna fala
przerażenia.</p>

<p>*</p>

<p>Podążającej pogrążonym
w mroku korytarzem Hermionie wydawało się, że droga do
skrzydła szpitalnego jest o wiele dłuższa niż zazwyczaj.
Musiała się bardzo powstrzymywać, by nie wyprzedzić
nauczycielki i po prostu nie puścić się biegiem. Ron i tak
miał już problem z nadążeniem za nimi i ciągle
musiał podbiegać, by dotrzymać im kroku. Żadne z nich
się nie odzywało.</p>

<p>Z kilku zdań, które
przekazała im McGonagall, wynikało, że Harry kilkanaście
minut temu został znaleziony przez Hagrida na błoniach koło
zamku. Był przemarznięty i wyziębiony niemal do granic
wytrzymałości. Prawie nie kontaktował, gdy Hagrid go
stamtąd zabierał, a odkąd znalazł się w szpitalu, nie
odezwał się do nikogo ani słowem. Przyznała się
także do tego, iż zaczęła się nawet obawiać,
że ktoś mógł rzucić na niego Imperiusa, ale wykonała
test magii i nic takiego nie wykryła.</p>

<p>Serce Hermiony biło coraz
szybciej i mocniej w miarę, jak zbliżali się do szpitala,
już widziała jego olbrzymie, stalowe drzwi... i nagle te drzwi
otworzyły się i wybiegła z nich pani Pomfrey.</p>

<p>- Och, Minerwo, jak to dobrze,
że już jesteś! - wykrzyknęła spanikowana. - Nie wiem,
co się stało! Wyszłam tylko na chwilę przygotować dla
niego kilka lekarstw, a kiedy wróciłam, łóżko było puste.
Potter zniknął!</p>

<p>Hermiona poczuła, jak serce
opada jej aż do żołądka. Oczy profesor McGonagall
rozszerzyły się.</p>

<p>- Musimy natychmiast przeszukać
zamek! Nie mógł odejść daleko w takim stanie! Jesteś pewna,
że nie ma go w skrzydle?</p>

<p>Pomfrey energicznie pokiwała
głową.</p>

<p>- Przeszukałam wszystko,
sprawdziłam każdy kąt. Nigdzie go nie ma.</p>

<p>Hermiona nigdy nie widziała jej
tak przerażonej. Pielęgniarka znana była z tego, że
potrafiła zachować zimną krew w każdej sytuacji.
Złamania, dziwne deformacje, śmiertelne rany, skutki klątw...
nic nie potrafiło wyprowadzić jej z równowagi, ale znikający
nagle pacjent to była zupełnie inna sprawa. Tutaj jej wiedza i
doświadczenie nie mogły się przydać na nic.</p>

<p>- Musimy zawiadomić wszystkich
nauczycieli, zwołać duchy i skrzaty. Trzeba go znaleźć i to
jak najszybciej! Na bogów, przecież ledwie przytomny uczeń nie
mógł ot tak zniknąć z zamku. Musi gdzieś być.</p>

<p>- Ja wiem, gdzie jest! -
krzyknęła nagle Hermiona. Obie kobiety spojrzały na nią z
zaskoczeniem. - To znaczy... domyślam się. Chodź, Ron. -
Złapała kompletnie zdezorientowanego chłopaka za rękę
i zaczęła go ciągnąć. - Poszuk... - Urwała nagle,
słysząc dziwny odgłos. Dochodzące z jednego z bocznych
korytarzy regularne... plaskanie.</p>

<p>Cała czwórka odwróciła
się w tamtą stronę. Odgłos przybliżał się i
po chwili zza zakrętu korytarza wyłonił się... Harry.
Szedł boso po kamiennej posadzce, ubrany w szpitalną piżamę
ze spuszczoną głową i wzrokiem utkwionym w podłodze.</p>

<p>Hermiona niemal osunęła
się na ziemię z ulgi, ale ulga była tylko chwilowa, bo kiedy
podszedł bliżej, a na jego twarz padło światło
umieszczonej na ścianie pochodni, jej żołądek wywrócił
się.</p>

<p>Ponieważ to już nie
był ten sam Harry, którego widziała zaledwie kilka godzin temu.
Wyglądał tak, jakby w tym krótkim czasie samotnie
przewędrował przez piekło. Jego twarz była blada i
zapadnięta. Oczy podkrążone i pomimo tego, że nie
mogła ich dostrzec, ponieważ skierowane były w dół,
wydawały się całkowicie pozbawione wyrazu. Martwe.</p>

<p>- Potter - wydusiła w końcu
profesor McGonagall, kiedy Harry zrównał się z nimi. - Nie
powinieneś wstawać i szwendać się samotnie po zamku w takim
stanie. Wyraźnie kazaliśmy ci leżeć w łóżku.</p>

<p>- Stary, wszyscy się o ciebie
martwiliśmy - burknął Ron, wpatrując się w Harry'ego z
mieszaniną strachu i ulgi.</p>

<p>- Jak mogłeś
napędzić nam takiego strachu? - powiedziała oburzona pani
Pomfrey. - Znikać tak bez uprzedzenia! I w dodatku boso! Przecież
podłoga jest lodowata! Prawie tam zamarzłeś, a teraz jeszcze...</p>

<p>- Musiałem coś
załatwić. - Harry powiedział to niezwykle cicho, ale takim
głosem, że nawet Hermionę przeszły ciarki. Pani Pomfrey
momentalnie ucichła.</p>

<p>Harry przeszedł obok nich, nie
zaszczycając ich nawet jednym spojrzeniem, po czym zniknął za
drzwiami szpitala.</p>

<p>Hermiona przełknęła
ślinę, chociaż miała wrażenie, że przełyka
gwoździe. Wymieniła spojrzenia z profesor McGonagall i ruszyła
za Harrym. Powoli weszła do szpitala, słysząc za sobą kroki
Rona oraz profesor McGonagall i ciche mamrotanie pani Pomfrey, która
wciąż nie potrafiła wyjść ze stanu pełnego
niedowierzania oburzenia.</p>

<p>Harry właśnie wchodził
na łóżko. Położył się plecami do nich i
przykrył kołdrą aż po samą brodę. Hermiona
spojrzała na Rona, który w odpowiedzi wzruszył ramionami. Cóż,
to by było na tyle, jeżeli chodzi o wsparcie z jego strony.</p>

<p>- Zostańcie z nim -
powiedziała szeptem profesor McGonagall - a ja pójdę po dyrektora. -
Po tych słowach odwróciła się i skierowała do wyjścia.</p>

<p>- A ja pójdę dokończyć
przygotowywanie lekarstwa - oznajmiła pani Pomfrey, ruszając w
stronę swojego gabinetu. - Tylko pilnujcie go, żeby znowu mi nie
zniknął. - Rzuciła oburzone spojrzenie na leżącą
na łóżku szczupłą postać i zniknęła za
drzwiami po drugiej stronie sali.</p>

<p>Hermiona westchnęła i
powoli podeszła do łóżka Harry'ego. Przysunęła sobie
stojące pod ścianą krzesło i usiadła,
układając ręce na kolanach i nie bardzo wiedząc, co
zrobić. Ron stał za nią niczym żywy pomnik niepokoju i
zdezorientowania. Miała tak wiele pytań, ale nie potrafiła
wydusić z siebie słowa. Coś w Harrym się zmieniło. Bardzo
wyraźnie to wyczuwała i obawiała się tej zmiany.</p>

<p>- Jak się czujesz, stary? - Ron
odezwał się pierwszy, wybawiając ją od przerywania tej
ciężkiej, wiszącej w powietrzu ciszy, ponieważ
wciąż nie wiedziała, co się w niej kryje.</p>

<p>- Żyję, jak widzisz -
odparł Harry. Jego głos był zimny. Znała go od sześciu
lat, ale jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu. W dodatku
miała wrażenie, że on wcale nie chce ich widzieć, że
najchętniej wyrzuciłby stąd ich oboje.</p>

<p>- Porozmawiaj z nami - odezwała
się cicho. - Martwiliśmy się o ciebie. Profesor McGonagall
powiedziała, że...</p>

<p>- Nie prosiłem o to,
żebyście się martwili. Sam sobie doskonale poradzę.</p>

<p>Hermiona zagryzła wargę.</p>

<p>- Co się z tobą dzieje?</p>

<p>- A co ma się dziać? -
zapytał, odwracając się, podpierając na łokciach i
spoglądając na nią.</p>

<p>Hermiona wstrzymała oddech.
Oczy. Oczy Harry'ego... były zupełnie zimne. A twarz... tak pusta,
jakby wyssano z niej wszelkie emocje. Jakby tam, na tym mrozie, na którym
prawie zamarzł, jego serce również zamarzło. Wypełniło
się lodem aż po same brzegi.</p>

<p>- Jak to? Przecież widzę,
że coś jest nie w porządku - powiedziała niemal
płaczliwie. - Hagrid znalazł cię na błoniach. Prawie tam
zamarzłeś i...</p>

<p>- Nie bądź naiwna -
przerwał jej Harry. - Nie mógłbym zamarznąć gdzieś na
błoniach. Moje przeznaczenie jest zupełnie inne. Jestem przecież
Wybrańcem. - Wypowiedział to słowo z taką pogardą w
głosie, że Hermiona aż się skrzywiła. - Wszyscy na
mnie chuchają i dmuchają, żebym mógł dożyć
pojedynku z Voldemortem. Nie mogę teraz umrzeć. Jeszcze nie teraz.</p>

<p>- Przestań wygadywać takie
bzdury! - wtrącił się Ron. - Całkowicie ci już
odbiło? Widzę, że na tym mrozie trochę przymroziło ci
mózg. Jak możesz mówić takie rzeczy?</p>

<p>- Mogę, ponieważ taka jest
prawda - odpowiedział spokojnie Harry. - Kiedy już wypełnię
tę wielką misję, do której się urodziłem, to może
wtedy w końcu dacie mi wszyscy święty spokój...</p>

<p>- Wiesz, jeżeli tak ci
zależy na spokoju, to mogę dać ci go już teraz. - W
głosie Rona pojawił się gniew.</p>

<p>- Przestań, Ron -
wtrąciła się Hermiona, próbując zatrzymać ten coraz
szybciej staczający się powóz złości.</p>

<p>- Nie przestanę, dopóki on nie
przestanie traktować nas jak wrogów - warknął Gryfon.</p>

<p>- Harry po prostu potrzebuje
odpoczynku. - To było jedyne wyjaśnienie, które mogła mu w tej
chwili zaoferować z nadzieją, że połknie haczyk i się
uspokoi. Sama już tak bardzo drżała w środku z niepokoju,
iż miała wrażenie, że jeszcze chwilę, a rozsypie
się na kawałeczki.</p>

<p>Spojrzała prosto w
zmrużone, zielone oczy, które znała tak dobrze, a które teraz
wydawały jej się kompletnie obce. Przełknęła
ślinę.</p>

<p>- Harry, profesor Dumbledore zaraz tu
będzie. Może powinieneś z nim porozmawiać o... pewnych
sprawach.</p>

<p>Ku jej zdziwieniu, wpatrzone w
nią oczy stały się jeszcze bardziej lodowate.</p>

<p>- Nigdy więcej nie mów o nim w
mojej obecności. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego i jeżeli
dowiem się, że do niego poszłaś i coś mu
powiedziałaś... to przestaniesz dla mnie istnieć.
Całkowicie.</p>

<p>- Jak możesz tak się do
niej odzywać? - wysyczał Ron, zanim ostrze tych słów
zdążyło ugodzić ją w serce. - Zawsze byliśmy po
twojej stronie, bez względu na wszystko, a teraz próbujesz nas
szantażować tylko z tego powodu, że się o ciebie martwimy?</p>

<p>- Już mówiłem, że was
o to nie prosiłem - odpowiedział Harry, przenosząc spojrzenie na
czerwonego ze złości Rona.</p>

<p>- Świetnie! W takim razie nie...</p>

<p>- Na bogów, co to za krzyki? -
przerwała im pani Pomfrey, pojawiając się niczym duch z
butelką eliksiru w dłoni. Obrzuciła gniewnym wzrokiem Rona i
Hermionę. - Mieliście go tylko przypilnować, a nie
zamęczyć. Chłopak potrzebuje wypoczynku. Gdybym wiedziała,
że tak to się skończy, to już dawno bym was stąd
wyrzuciła i poprosiła profesor McGonagall o posiedzenie przy nim. A
teraz wynoście mi się stąd, ale już, jeżeli nie
chcecie, żebym wam odebrała punkty.</p>

<p>Ron odwrócił się na
pięcie i ruszył w stronę drzwi, ale Hermiona miała
wrażenie, że nie jest w stanie się poruszyć. Była zbyt
wstrząśnięta i przerażona. Powoli jednak, piorunowana
wzrokiem pielęgniarki, podniosła się z krzesła i
ruszyła za Ronem.</p>

<p>Harry... nie zachowywał się
jak Harry. Coś się z nim stało. Coś bardzo złego. I to
była wina Snape'a. Była tego tak pewna jak tego, w którym roku
założono Hogwart. I miało to również coś wspólnego z
Dumbledore'em, ponieważ Harry nagle całkowicie zmienił stosunek
do dyrektora. A ona nie mogła o tym nikomu powiedzieć i czuła
się tak... tak...</p>

<p>Ukradkiem otarła łzy,
wlokąc się za Ronem przez pogrążone w ciemności
korytarze zamku.</p>

<p>Harry wymagał niemożliwego,
żądając, by się o niego nie martwiła. Był jej
najdroższym przyjacielem. Zawsze razem, nawet w najtrudniejszych chwilach.
Nie może go opuścić, szczególnie teraz, kiedy najwyraźniej
postanowił odepchnąć wszystkich, którym na nim
zależało.</p>

<p>Ale jej nie uda mu się
odepchnąć. Może sobie próbować do woli, ale cokolwiek by
nie zrobił, nie uda mu się to.</p>

<p>***</p>

<p>Przez całą noc nie
mogła zasnąć. Jej umysł zasnuwały ciężkie,
czarne chmury myśli. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie martwiła
się o Harry'ego tak bardzo, jak teraz. Zawsze potrafiła
zrozumieć jego zachowanie, ale tym razem było zupełnie inaczej.
Zamienił się w kogoś obcego. Kogoś, kogo kompletnie nie
znała.</p>

<p>Udało jej się
zdrzemnąć dopiero nad ranem. Z tego powodu wstała później
niż zazwyczaj i kiedy zeszła do Pokoju Wspólnego,
większość uczniów była już na nogach. Dlatego też
siedzącego na kanapie przed kominkiem Harry'ego zauważyła
dopiero wtedy, kiedy przeczesywała wzrokiem pokój w poszukiwaniu Rona.</p>

<p>Jej serce momentalnie opadło do
żołądka. Ostrożnie podeszła do kanapy i
okrążyła ją. Harry siedział bez ruchu, z łokciami
opartymi na kolanach, splecionymi dłońmi i wzrokiem utkwionym w
płomieniach. Światło ognia odbijające mu się w
okularach było jedyną oznaką życia na jego twarzy, która
teraz, w świetle dnia, wydawała się być jeszcze bardziej
nieruchoma i pozbawiona wyrazu niż wcześniej.</p>

<p>Niepewnie usiadła obok niego,
kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć i zrobić.</p>

<p>- Nie powinieneś być
jeszcze w szpitalu, Harry? - zapytała delikatnie.</p>

<p>- Nie - było jedyną
odpowiedzią, jaką uzyskała.</p>

<p>- Pani Pomfrey pozwoliła ci
wyjść?</p>

<p>- Nie.</p>

<p>- To jak...?</p>

<p>- Po prostu wstałem i
wyszedłem. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić -
powiedział Harry, nie odrywając wzroku od płomieni i nie
spoglądając na Hermionę ani razu. Dopiero teraz
zauważyła, jak bardzo podkrążone miał oczy. Wyglądało
na to, że on również nie spał przez całą noc.</p>

<p>- Jak się czujesz? -
Wiedziała, że to było karkołomne pytanie, ale musiała
je zadać.</p>

<p>- Jak nigdy dotąd.</p>

<p>Co to miała być za
odpowiedź?</p>

<p>- Cześć wam!</p>

<p>Hermiona niemal podskoczyła,
kiedy tuż obok niej pojawiła się uśmiechnięta twarz
Ginny. Dziewczyna przeskoczyła przez oparcie i usiadła obok niej na
kanapie.</p>

<p>- Dlaczego macie takie smętne
miny? Dzisiaj piątek, jeszcze tylko kilka godzin tortur i od jutra
weekend, a to oznacza pierwszy trening Quidditcha! Nie mogę już
się doczekać. A ty, Harry?</p>

<p>- Nie będę już
grał w drużynie - odparł spokojnie chłopak. Ginny
spojrzała na niego z osłupieniem, ale po chwili roześmiała
się.</p>

<p>- To nie był dobry żart.</p>

<p>- To wcale nie jest żart. -
Harry odwrócił głowę i wbił w nią chłodne
spojrzenie. - Mamy wojnę, a ja mam zadanie do wykonania. Wszyscy
oczekują ode mnie tego, że pokonam Voldemorta, a nie tego, że
wygram Puchar Quidditcha. Fruwanie na miotłach i gonienie za
latającymi piłkami jest teraz najmniej ważne. Raczej nie pokonam
Voldemorta, trafiając go Złotym Zniczem między oczy.</p>

<p>Oczy Ginny rozszerzyły się,
a usta otworzyły, jakby usłyszała właśnie najgorsze
bluźnierstwo w swoim życiu.</p>

<p>- Harry źle się dzisiaj
czuje - wtrąciła szybko Hermiona, widząc minę Ginny.
Odwróciła do niej głowę i mimiką twarzy zasugerowała,
że powinna odejść. Naprawdę nie chciała, aby wszyscy
pomyśleli, że Harry oszalał, a dokładnie tak się
zachowywał.</p>

<p>- Część -
burknął Ron, zatrzymując się za nimi.</p>

<p>- Och, Ron. - Hermiona odwróciła
się do niego z pełnym rozpaczy uśmiechem. - Nareszcie
jesteś. Chodźmy na śniadanie. - Zerwała się z kanapy,
ciągnąc za sobą wciąż zaszokowaną Ginny, ale
Harry nie poruszył się. Po paru krokach Hermiona odwróciła
się do niego. - Chodź, Harry.</p>

<p>Chłopak wstał powoli i
zarzucił na ramię torbę.</p>

<p>- Nie idę na śniadanie.
Idę na lekcję.</p>

<p>- Ale przecież lekcje
zaczynają się dopiero za pół godziny.</p>

<p>Harry spojrzał na nią
obojętnym wzrokiem i oświadczył:</p>

<p>- W takim razie będę
pierwszy. - Po czym wyminął całą trójkę i spokojnym
krokiem ruszył ku portretowi Grubej Damy.</p>

<p>Hermiona i Ron spojrzeli na siebie
ponad głową Ginny, zawierając w tym spojrzeniu wszystko, co
chcieli sobie przekazać. Całkowitą bezradność.</p>

<p>***</p>

<p>Harry zachowywał się tak
samo przez cały dzień. Milczał albo odpowiadał
półsłówkami. Albo po prostu wpatrywał się w
przestrzeń, tak jak teraz.</p>

<p>Pomimo że w Wielkiej Sali
panował gwar, Harry zdawał się być z niego całkowicie
wyłączony. Siedział bez ruchu nad pustym talerzem, wodząc
wzrokiem po roześmianych, pogrążonych w rozmowie albo
pałaszujących obiad uczniach. Wyglądał i zachowywał
się jak robot. Jakby jego jedyną funkcją życiową
było oddychanie. Jakby nie istniał.</p>

<p>Hermiona przyglądała mu
się, czując coraz większy ciężar przygniatający
jej serce. To i tak cud, że w ogóle przyszedł na obiad, chociaż
nie tknął absolutnie niczego i w ogóle nie reagował na jej
namowy. Ron siedział obok, jedząc w milczeniu obiad i
przeglądając porannego Proroka, do którego ona nawet nie
zajrzała, zbyt pochłonięta zamartwianiem się o Harry'ego.</p>

<p>- Och, kolejny atak - powiedział
pomiędzy jednym a drugim kęsem. - Na Merlina... - Przerwał
jedzenie, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w tekst. - Zabili
dwadzieścia dwie osoby, w tym siedmioro dzieci...</p>

<p>Hermiona przerwała obserwowanie
Harry'ego i przysunęła się do Rona, zszokowana tymi rewelacjami.
Ale bardzo szybko pożałowała, że to zrobiła,
ponieważ opisy sposobów, w jakie ci ludzie zostali zamordowani,
odebrały jej cały apetyt i ścisnęły
żołądek z obrzydzenia i przerażenia.</p>

<p>- O boże... to okropne...
odrażające...</p>

<p>- Nie bądźcie śmieszni
- odezwał się Harry. Oboje przerwali czytanie i spojrzeli na niego z
zaskoczeniem. - Mamy wojnę. To normalne, że są ofiary. I
będzie ich jeszcze więcej. - Powiedział to tak obojętnym
tonem, jakby mówił o pogodzie i przekonywał ich do tego, iż nic
nie poradzą na to, że pada. A tu przecież chodziło o
ludzkie życie!</p>

<p>- Uważasz, że to jest
normalne? - W głosie Rona słychać było autentyczne
niedowierzanie. - W takim razie może ci przeczytam, w jaki sposób ci
parszywi Śmierciożercy zabili dwuletnią mugolkę?</p>

<p>- Śmierciożercy to mordercy
doskonali - odpowiedział spokojnie Harry. - Tak zostali wyszkoleni. Aby
torturować, zadawać ból, ranić i zabijać bez
mrugnięcia okiem. Nie mają uczuć. Nie wiedzą, co to
litość. Voldemort nie zasila swoich szeregów głupcami. Są
piekielnie inteligentni i będą dążyć do celu po
trupach. Nie powstrzymasz ich. I nigdy nie uda ci się ich zmienić.
Nigdy nie wzbudzisz w nich nawet iskierki litości.</p>

<p>Ron wydawał się być na
granicy wybuchu.</p>

<p>- Kompletnie ci odbiło? Mówisz,
jakbyś ich podziwiał! Wcale nie zamierzam wzbudzać w nich
litości! Gdybym mógł, to wszystkich bym pozabijał!</p>

<p>- Zanim w ogóle
zdążyłbyś podnieść różdżkę, to oni
mieliby już zaplanowanych pięć ruchów naprzód. To mistrzowie
zwodzenia i planowania. Zawsze będą kilka kroków przed tobą. - W
głosie Harry'ego nie było nawet cienia emocji.</p>

<p>- Mam to gdzieś! - Ron już
niemal krzyczał. - Przecież nie możemy siedzieć z
założonymi rękami i czekać, aż wymordują
wszystkich mugolaków. Musimy znaleźć jakiś sposób, żeby zrobić
im to samo, co robią tym niewinnym ludziom!</p>

<p>- I staniesz się taki sam jak
oni. Każde morderstwo niszczy duszę. Pozbawia uczuć. Wysysa
emocje. Oni zabijają bez przerwy, dlatego po pewnym czasie nie pozostaje w
nich już nic. Przestają zauważać różnicę
pomiędzy dobrem a złem i dlatego nie masz z nimi szans. Oni
wykorzystają każdą twoją słabość. Ty masz
uczucia, masz bliskich. Oni nie dbają o nikogo i o nic. I w tym tkwi ich
przewaga. - Głos Harry'ego był tak samo zimny jak jego spojrzenie.
-Wystarczy, że chociaż pomyślisz o ratowaniu kogokolwiek, wystarczy,
że chociaż na chwilę się zawahasz, a oni od razu
wykorzystają to przeciwko tobie. W czasie, gdy ty będziesz się
obawiał o bliskich, oni zdążą wszystkich ich
pozabijać. I ciebie również.</p>

<p>- Zamknij się!</p>

<p>- Ron, uspokój się! - Hermiona
nie mogła już tego znieść. - Harry, proszę cię,
przestań... - Jej słowa zostały przerwane przez skrzek czarnej
sowy, która wylądowała nagle pomiędzy nimi. Miała
nastroszone pióra, a do jej nóżki przywiązana była
wiadomość.</p>

<p>Hermiona spojrzała na sowę
z zaskoczeniem.</p>

<p>Poczta? O tej porze?</p>

<p>Harry błyskawicznie
wysunął rękę i odwiązał liścik od nóżki
sowy, która natychmiast wzbiła się w powietrze, skrzecząc
przeraźliwie, jakby głośno chciała się na coś poskarżyć.</p>

<p>Harry rozwinął liścik
i szybko przebiegł po nim wzrokiem i chociaż wyraz jego twarzy
się nie zmienił, to pojawiła się na niej dziwna
bladość.</p>

<p>- Co to? - zapytała Hermiona,
obserwując go z rosnącym zaniepokojeniem. - Co się...? - Nie
dokończyła jednak, gdyż Harry podniósł się i powoli,
bez słowa opuścił Wielką Salę.</p>

<p>Ale niepokój wcale nie chciał
opuścić serca Gryfonki, a teraz, po tym dziwnym wydarzeniu,
wzmógł się jeszcze bardziej.</p>

<p>***</p>

<p>Na szczęście Harry
pojawił się na kolejnej lekcji.</p>

<p>Kosztowało ją to
trochę wysiłku, ale w końcu wymogła na Ronie
obietnicę, że będzie się starał znieść
zachowanie Harry'ego. Wytłumaczyła mu, że Harry potrzebuje
czasu, że stało się z nim coś złego i że
potrzebuje teraz ich wsparcia, a nie dolewania oliwy do ognia. I przez
resztę dnia Ron naprawdę starał się nie komentować
zachowania przyjaciela, chociaż absolutnie go nie rozumiał i z
pewnością było mu ciężko. Ale na pewno nie tak
ciężko, jak jej, kiedy patrzyła na Harry'ego, wiedząc,
że nie potrafi mu pomóc, że nie potrafi zrobić niczego, co
wyrwałoby go z tego otępienia.</p>

<p>Obserwowała go bardzo
uważnie, z każdą chwilą coraz uważniej, ponieważ
wiedziała, że ostatnią lekcją dzisiejszego dnia są
Eliksiry. A to oznaczało, że Harry spotka się ze Snape'em. Spotka
się z osobą, która najprawdopodobniej była przyczyną jego
stanu. Ale w miarę zbliżania się godziny, w której Eliksiry
miały się rozpocząć, ani wyraz twarzy, ani zachowanie
Harry'ego wcale się nie zmieniały. A powinien przecież
okazywać jakieś zdenerwowanie, strach, złość,
cokolwiek. Ale to Hermiona denerwowała się coraz bardziej, podczas
gdy Harry... cóż... wyglądał, jakby go to kompletnie nie
obchodziło.</p>

<p>Teraz również, kiedy siedzieli w
klasie, czekając na przyjście Snape'a, po prostu wpatrywał
się w przestrzeń, a jego twarz była zupełnie pozbawiona
jakichkolwiek emocji.</p>

<p>W końcu klamka w drzwiach
poruszyła się, a serce Hermiony podskoczyło do gardła,
kiedy ciężkie wrota otworzyły się powoli, ukazując...
profesor McGonagall.</p>

<p>Po klasie przeszedł szmer
pełnych niedowierzania szeptów. Uczniowie spoglądali na siebie,
kompletnie zaskoczeni nagłym pojawieniem się opiekunki Gryfonów.</p>

<p>Nauczycielka podeszła do
czarnego biurka Snape'a i uciszyła uczniów ruchem ręki.</p>

<p>- Przykro mi, ale z powodu
nieobecności profesora Snape'a dzisiejsza lekcja Eliksirów się nie
odbędzie.</p>

<p>Szum przybrał na sile. Uczniowie
zaczęli szeptać pomiędzy sobą, nie potrafiąc
uwierzyć, w to, co usłyszeli. Po raz pierwszy w historii Snape nie
pojawił się na lekcji!</p>

<p>Hermiona szybko spojrzała na
Harry'ego. Miał opuszczoną głowę i wzrok utkwiony w ciemnym
blacie ławki. Wyglądał, jakby intensywnie nad czymś
rozmyślał.</p>

<p>- ALE to nie oznacza - McGonagall
podniosła głos, aby przedrzeć się przez gwar, który
wybuchł - że stracicie zajęcia. Napiszecie na poniedziałek
długi na trzy stopy esej o Eliksirach Zwalczających Ból, szczegółowe
informacje znajdziecie w swoich podręcznikach, strony od dwieście
sześćdziesiątej piątej do dwieście
osiemdziesiątej dziewiątej. A teraz...</p>

<p>- Pani profesor... - Pansy
podniosła rękę, przerywając wywód nauczycielki.</p>

<p>- Tak? O co chodzi, panno Parkinson?</p>

<p>- Co się stało z profesorem
Snape'em?</p>

<p>Przez twarz McGonagall
przesunął się cień.</p>

<p>- Profesor Snape jest w tej chwili...
niezdolny do prowadzenia zajęć.</p>

<p>Po tych słowach w klasie
rozległ się jeszcze większy szmer. Uczniowie wydawali się
kompletnie zapomnieć o obecności nauczycielki, tak bardzo
pochłonęły ich te rewelacje.</p>

<p>Hermiona ponownie spojrzała na
Harry'ego. Chłopak wpatrywał się teraz w profesor McGonagall.
Jego brwi były ściągnięte.</p>

<p>- A TERAZ, jeżeli tylko
pozwolicie mi dokończyć... - uczniowie uciszyli się na moment -
...to chciałabym ogłosić koniec zajęć. Możecie
się spakować i opuścić klasę, ale pod warunkiem,
że będziecie zachowywać się cicho i nie przeszkadzać
pozostałym uczniom.</p>

<p>Radość z powodu
historycznego uniknięcia Eliksirów wydawała się wyprzeć
wcześniejszy szok. Uczniowie zerwali się z krzeseł od razu,
kiedy tylko za nauczycielką zamknęły się drzwi, i
zaczęli pospiesznie się pakować. Do uszu Hermiony
dolatywały strzępy ich rozmów:</p>

<p>- Jak myślicie, co się
stało ze Snape'em?</p>

<p>- A kogo to obchodzi?</p>

<p>- Może w końcu zatruł
się własnym jadem?</p>

<p>- A może zaplątał
się w swoją pelerynę, kiedy schodził po schodach i
połamał nogi?</p>

<p>- Haha, dobre! Ja stawiam na to,
że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i
wywalił go ze szkoły.</p>

<p>- Nie, to by było zbyt
piękne...</p>

<p>- Pomarzyć zawsze można.</p>

<p>- Hahaha.</p>

<p>Klasa powoli pustoszała.</p>

<p>Pogrążona we własnych
myślach Hermiona kończyła się właśnie
pakować, kiedy zobaczyła, jak Harry zdecydowanym ruchem zarzuca
torbę na ramię i kieruje się do wyjścia. Szybko wrzuciła
resztę przyborów do torby i pobiegła za nim, słysząc za
sobą kroki podążającego za nią Rona. Kiedy w
końcu się z nim zrównali, Harry gwałtownie skręcił.</p>

<p>- Gdzie idziesz? -
krzyknęła, zatrzymując się.</p>

<p>- Muszę coś sprawdzić
- odparł Harry, znikając w jednym z bocznych korytarzy.</p>

<p>Wahała się, czy nie
pójść za nim, ale w końcu zrezygnowała. Harry
najwyraźniej sobie tego nie życzył. Zresztą nie znała
rozkładu lochów zbyt dobrze. Nie bywała tu za często. Odwróciła
się z westchnieniem i spojrzała na Rona, który wpatrywał
się w plecy oddalającego się przyjaciela.</p>

<p>- Mówię ci, ktoś go
podmienił. To nie jest Harry. To nie może być Harry -
powiedział, zagryzając wargę. Hermiona podeszła do niego,
objęła go ramionami za szyję i przytuliła się do niego.</p>

<p>- Najwidoczniej nie znaliśmy go
tak dobrze, jak nam się wydawało - wyszeptała, zaciskając
powieki.</p>

<p>- Jak myślisz, co się
stało ze Snape'em? Pierwszy raz nie przyszedł na lekcję. Nie,
żebym się nie cieszył, ale to wszystko jest jakieś...
dziwne.</p>

<p>Hermiona milczała przez
chwilę. Kiedy McGonagall im to powiedziała, oblał ją zimny
pot. W zasadzie to nie miała pojęcia, co o tym myśleć,
chociaż nieobecność Snape'a rzuciła pewne światło
na całą sytuację. Może... może Harry zachowuje
się w ten sposób nie przez Snape'a, ale z powodu tego, że...
Snape'owi coś się stało. Coś bardzo złego. Chwilowo
nie potrafiła znaleźć lepszego wytłumaczenia.</p>

<p>Och, tak bardzo chciałaby
poznać prawdę... może wtedy mogłaby... udałoby
się jej... może gdyby zrozumiała, mogłaby mu jakoś
pomóc?</p>

<p>- Mam nadzieję, że nic
złego - odpowiedziała cicho i westchnęła ciężko.
Naprawdę miała taką nadzieję.</p>

<p>***</p>

<p>Księżyc świecił
jeszcze wyjątkowo mocno, pomimo iż na wschodzie niebo zaczynało
już zmieniać barwę, a aksamitna czerń powoli
przeistaczała się w atramentowy granat. Tutaj, daleko na
południu, zima była o wiele mniej sroga niż w północnej
Szkocji i pozostawiła po sobie gdzieniegdzie jedynie kilka białych
płacht - ostatnie ślady jej panowania.</p>

<p>Pomiędzy nimi
prześlizgiwało się coś niewiarygodnie długiego.
Promienie księżyca odbijały się w tysiącach łusek
pokrywających grzbiet sunącej przez wilgotną, martwą
trawę Nagini. Zmierzała w stronę ogromnej posiadłości,
rozciągniętej na terenie zaniedbanego w tej chwili, choć jeszcze
do niedawna z pewnością wspaniałego ogrodu.</p>

<p>Prześliznęła się
przez kikuty żywopłotów, ominęła brudny, wypełniony
chwastami staw i skierowała się w stronę niewielkiej szczeliny u
podstawy muru. Zanurzyła się w ciemnym tunelu, kierując się
cały czas w dół, i po jakimś czasie wysunęła się
z podobnej szczeliny znajdującej się w obszernej,
pogrążonej w ciemności sali. Zaczęła
pełznąć po nierównych, zimnych kamieniach, pozostawiając za
sobą wilgotny ślad i w pewnym momencie w polu jej widzenia
pojawiła się czarna, sięgająca ziemi szata. Zwolniła i
otarła się o szatę niczym kot dopominający się o
pieszczoty.</p>

<p>Długa, upiornie blada
dłoń dotknęła jej grzbietu, gładząc jej
skórę.</p>

<p>- Wróciłaś już z
polowania, moja droga? - zapytał wysoki, zimny głos,
posługując się jej własnym językiem.</p>

<p>Wąż zasyczał i
owinął się wokół wyciągniętej ręki,
wspinając się na ramiona swego pana.</p>

<p>Voldemort wyprostował się i
po raz kolejny pogładził Nagini.</p>

<p>- Niepotrzebnie traciłaś
siły. Kiedy z nim skończę, będziesz miała
wspaniałą ucztę.</p>

<p>Jego wzrok przeniósł się w
kierunku środka sali. Na kamiennej posadzce leżała odziana w
czerń postać. Trudno było rozpoznać jakiś kształt
pośród nasączonych krwią, obszernych szat, pociętych w tak
wielu miejscach, że nie nadawałyby się w tej chwili do niczego.
Rozcięcia odsłaniały bladą skórę, na której
zaschnięte ślady krwi mieszały się z nowo otwartymi ranami.
W niektórych miejscach skóra była czarna, jakby coś ją
przypaliło. Pomiędzy kamiennymi płytami podłogi, na których
leżała postać, płynęły strugi ciemnej posoki,
łącząc się w rozległą kałużę.</p>

<p>Wydawało się, że nie
oddycha. Że w tym zmaltretowanym ciele nie pozostało już
niczego, co można by nazwać życiem.</p>

<p>Voldemort uniósł
różdżkę, szykując się do rzucenia kolejnej
klątwy.</p>

<p>- Musimy go ocucić. Nie
możemy pozwolić, aby umierał w nieświadomości, prawda?</p>

<p>W czerwonych oczach Voldemorta
zapłonął lód, ale w momencie, kiedy otworzył usta, aby
rzucić zaklęcie, w pomieszczeniu rozległo się
głośne pukanie.</p>

<p>Voldemort opuścił
różdżkę i z wściekłością spojrzał na
drzwi.</p>

<p>- Wyraźnie rozkazałem, aby
mi nie przeszkadzano! - wysyczał, kiedy drzwi otworzyły się
ostrożnie i do pomieszczenia wsunął się Lucjusz Malfoy.</p>

<p>- Wybacz mi, mój Panie -
wycharczał, zginając się w ukłonie. - Ale to bardzo pilne.
Właśnie przyszła wiadomość. Do ciebie, mój Panie.
Nadawca napisał, że ma zostać dostarczona natychmiast, w
przeciwnym razie wpadniesz w nieopisaną furię.</p>

<p>Voldemort opuścił
różdżkę i zmrużył oczy.</p>

<p>- Daj mi to. -
Wyciągnął rękę.</p>

<p>Lucjusz podszedł szybko i
wręczył mu wiadomość, po czym wycofał się
tyłem, zginając się w ukłonach. Przelotnie spojrzał na
leżącą na podłodze postać, a w jego oczach
rozbłysnął triumf i satysfakcja.</p>

<p>Kiedy drzwi się
zatrzasnęły, Voldemort podniósł kopertę i przyjrzał
jej się. Była zaadresowana na Lucjusza Malfoya, Malfoy's Manor, ale
ogromnymi, wyróżniającymi się literami było napisane:
Wyłącznie Do Rąk Czarnego Pana. Pod spodem mniejszymi literami
wypisana była groźba, co może stać się z tym, kto nie
dostarczy tej wiadomości natychmiast. Koperta była zalakowana.
Voldemort obrócił ją w dłoni.</p>

<p>- Widzisz to, Nagini? Kto miałby
na tyle tupetu, aby wysłać do mnie list?</p>

<p>W oczach Voldemorta
połyskiwało autentyczne zaciekawienie. Złamał
pieczęć, wyjął z koperty pergamin i rozwinął go.
Przez kilka chwil jego oczy przesuwały się po tekście, a kiedy
skończyły... na jego zimnym obliczu pojawił się triumf.
Usta rozciągnęły się w przerażającym
uśmiechu radości, a w oczach rozpalił się płomień
zwycięstwa.</p>

<p>Skierował swój wzrok na
leżącą na podłodze postać.</p>

<p>- Nie doceniłem cię,
Severusie. - Opuścił dłoń z listem i powoli podszedł
do nieprzytomnego mężczyzny. Popchnął go stopą,
odwracając go na plecy. Zlepione krwią włosy przykleiły
się do trupio-bladej, zapadniętej twarzy, zastygłej w wyrazie
bólu. Pochylił się nad nim i przesunął końcem
różdżki wzdłuż głębokiego rozcięcia na
policzku. - Spisałeś się dossskonale. Dossskonale. Po raz
kolejny udowodniłeś, że jesteś jednym z moich najlepszych
sług.</p>

<p>Zatrzymał różdżkę
nad jego sercem, przymknął powieki i zaczął inkantować
długie, niezrozumiałe zaklęcia. Z jego różdżki
spłynął żółtawy blask, przenikając zmaltretowane
ciało i powoli zasklepiając otwarte wciąż rany.
Płynąca po podłodze krew zaczęła się cofać i
wnikać z powrotem w rozcięcia na skórze.</p>

<p>Trwało to długo.
Zakończyło się dopiero wraz z pierwszymi promieniami
słońca pukającymi w okna Malfoy's Manor i oznajmiającymi,
że oto nadszedł piątkowy poranek.</p>

<p><strong>--- rozdział 58 ---</strong></p>

<p><strong>58. What a mess we made</strong></p>

<p>For you I was a flame</p>

<p>Love is a losing game</p>

<p>...know you're a gambling man</p>

<p>Love is a losing hand</p>

<p>More than I could stand</p>

<p>Love is a losing game</p>

<p>Oh what a mess we made</p>

<p>Over futile odds</p>

<p>And laughed at by the gods</p>

<p>And now the final frame</p>

<p>Love is a losing game*</p>

<p>Wszystko było rozmazane.
Ciemność nie chciała nadciągnąć, a
jasność była zbyt jaskrawa, więc światło
zatrzymało się na samej granicy, przyjmując wszelkie odcienie
szarości. Coś się w nim poruszało... chwiejne sylwetki,
czyjeś ręce, podnoszące go, przytrzymujące.
Dźwięki miały kształty. Tubalny, unoszący się
nisko nad ziemią głos, który niejasno rozpoznawał. Inny
głos, przypominający chropowatą powierzchnię ściany,
który też bardzo dobrze znał, ale nie miał pojęcia,
skąd. Był też trzeci głos... pęknięte struny
skrzypiec. I... poszarpany na końcach odgłos szurania. I
układający się w gładkie fale szelest. Dźwięki
otaczały go, przywierały do niego niczym rzepy, nie dając mu
spokoju i szarpiąc jego zmysłami. Chciał wrócić do tej
ciszy, w której jedynym rozpraszającym odgłosem był jego własny
oddech. W której zimno nie było już jedynie zimnem, a stało się
czymś, co pozwoliło mu nie czuć niczego, za wyjątkiem
rozrastającego się powoli, przenikającego ciepła. Teraz
pozbawiono go tego i odwrócono przeciwko niemu. Ciepło zniknęło
zastąpione coraz bardziej dokuczliwym mrowieniem.</p>

<p>Ktoś przytrzymał mu
głowę i poczuł w ustach coś piekącego. Coś, co
przypominało spływającą wzdłuż przełyku
lawę. Zakrztusił się, ale nie był w stanie tego
wypluć. Płyn podążał przez jego ciało,
bezlitośnie zmuszając pogrążone w agonii nerwy do
funkcjonowania. Wszystko zaczynało go swędzieć. Szarości
nabierały kolorów, cienie kształtów, a głosy... cóż,
stały się tylko głosami.</p>

<p>- ...rry, słyszysz mnie? Kiwnij
głową.</p>

<p>Powoli kształty i kolory
nałożyły się na siebie, ukazując pochyloną nad
nim profesor McGonagall. Jej twarz była ściągnięta z
niepokoju.</p>

<p>Zamrugał, czując jak jego
zmysły odsuwają się od rażącego światła, i
pokiwał lekko głową.</p>

<p>Na twarzy nauczycielki pojawiła
się ulga. Spojrzała gdzieś w bok i powiedziała:</p>

<p>- Zaczął kontaktować.
- A następnie ponownie odwróciła twarz w stronę Harry'ego.
Dotknęła ręką jego czoła. - Jak się czujesz?</p>

<p>Harry przymknął oczy i
westchnął. Przez chwilę, przez jedną króciutką
chwilę miał nadzieję, że to wszystko... że wszystko
było snem. Najgorszym sennym koszmarem, jaki mógł mu się przyśnić,
ale jednak tylko snem, a tymczasem...</p>

<p>- Odpowiedz mi. - McGonagall
podniosła głos. - Jak się czujesz, Potter? Wiesz, co się
stało? Hagrid znalazł cię na błoniach. Skąd się
tam wziąłeś? Co robiłeś? Jak mogłeś
opuścić zamek bez pozwolenia i do tego w środku nocy? Jak
mogłeś się tak narażać? Co tam się stało?</p>

<p>Harry otworzył oczy, ale nie
patrzył na nią. Jego wzrok błądził po
śnieżnobiałym suficie, widząc rzeczy, które jedynie on
mógł zobaczyć. Nie odpowiedział. Nawet nie otworzył ust. Po
prostu patrzył przed siebie, pragnąc na powrót zaszyć się w
tym cieple i odrętwieniu, z którego wybudzono go wbrew jego woli.</p>

<p>McGonagall ponownie spojrzała w
bok.</p>

<p>- Chyba jest w szoku.</p>

<p>- Nie martw się, Minerwo -
odpowiedział jej drugi głos. Należał do szkolnej
pielęgniarki. - Wyjdzie z tego, zapewniam cię. Niech tylko Hagrid
przyniesie mi ten eliksir. Doprowadzimy go do porządku.</p>

<p>Opiekunka Gryfonów odsunęła
się i westchnęła głęboko.</p>

<p>- Potter, dlaczego to zawsze musisz
być ty?</p>

<p>W tym samym momencie drzwi szpitala
otworzyły się i do środka wszedł Hagrid.</p>

<p>- Harry! Jak się czujesz,
chłopie? - zapytał, uśmiechając się szeroko i
podchodząc do jego łóżka. - Niezłego nam
napędziłeś stracha. Co cię podkusiło, żeby
szwendać się po błoniach w środku nocy? Już żem
se myślał, że cię tam całkowicie zamroziło.
Szczęście, że Kieł cię wywęszył. Bestia
jedna ujadała tak długo, dopóki go nie wypuściłem i...</p>

<p>- Hagridzie - przerwała mu
profesor McGonagall. - Obiecuję, że będziesz mógł
porozmawiać z nim rano, ale teraz byłabym wdzięczna, gdybyś
dał Poppy eliksir, po który cię posłałyśmy, i
pozwolił nam zająć się Harrym.</p>

<p>- Przykro mi, pani psor, ale Snape'a
nie ma u siebie.</p>

<p>Snape'a...</p>

<p>Coś w Harrym zadrżało.
Powoli odwrócił głowę i spojrzał na Hagrida.</p>

<p>Nie ma...</p>

<p>- W ogóle nigdzie go nie ma. Cosik mi
się zdaje, że musiał... no wie pani.</p>

<p>- Hagridzie! Dziękuję ci
bardzo, ale możesz już odejść.</p>

<p>Nie ma Snape'a...</p>

<p>- Trzym się, Harry. Wpadnę
rano, zobaczyć, jak się czujesz.</p>

<p>Wezwanie... Voldemort już pewnie
wszystko wie...</p>

<p>- Poppy, zajmij się nim. Pójdę
po jego przyjaciół. Może oni będą w stanie do niego
dotrzeć.</p>

<p>Która jest godzina? Ile czasu
mogło minąć?</p>

<p>- Nie ruszaj się stąd,
Potter. Pójdę przygotować ci lekarstwo.</p>

<p>"Ja nie wybaczam..."</p>

<p>Snape zginie... Voldemort go zabije!
Zabije!</p>

<p>Bez namysłu odsunął
kołdrę i opuścił stopy na lodowate kamienie. Wstał
chwiejnie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Potrzebował
czegoś do pisania. I kawałka pergaminu. Zlokalizował je na
biurku znajdującym się obok wejścia do szpitala.
Zgarnął pióro, atrament oraz pergamin, uchylił ciężkie
drzwi i ruszył do sowiarni.</p>

<p>Jakikolwiek bieg wydarzeń by nie
przyjął, cokolwiek nie próbował wymyślić... wszystkie
prawdopodobne drogi kończyły się w tym samym miejscu. Na
śmierci Snape'a.</p>

<p>Oczywiście mógł się
mylić. Ale silne przeczucie mówiło mu, że jednak miał
rację.</p>

<p>Próbował ułożyć w
głowie jakiś plan działania. A w zasadzie nawet nie musiał
go układać. Wiedział, co miał zrobić. Wiedział,
co powinien zrobić. Teraz nie było już niczego, co mogłoby
go powstrzymać. Pozostała mu tylko jedna, jedyna droga. Nie było
żadnych alternatyw. Mógł w końcu pozwolić sobie na to, aby
zanurzyć się w przygotowanym dla niego od dnia narodzin nurcie. Nie
miał już niczego, czego mógłby się złapać, aby
próbować się z niego wydostać albo przynajmniej opóźnić
chwilę, w której nurt zabierze go nad samą krawędź
wodospadu i pozostanie już tylko jedna droga. W dół.</p>

<p>Wszedł do sowiarni. Hedwigi nie
było. Pewnie wyruszyła na nocne polowanie, ale to dobrze. I tak nie
miał zamiaru jej używać. Była zbyt charakterystyczna, a
nikt nie mógł się dowiedzieć.</p>

<p>Przez pozbawione szyb okna
wpadały płatki śniegu i lodowate podmuchy wiatru. Harry
wziął kopertę z maleńkiej, stojącej w kącie
pomieszczenia szafki, usiadł pod ścianą, ustawił obok
atrament, rozwinął na kolanach pergamin i zaczął
pisać:</p>

<p>Spotkam się z tobą za dwa
tygodnie. Przyjdę sam. Będziesz mógł zrobić ze mną, co
zechcesz albo - jak wolisz - to ja zrobię, co zechcesz. Ale mam jeden
warunek. Snape ma wrócić do Hogwartu cały i zdrowy. Nie zabijesz go
ani nie zrobisz mu krzywdy. Jeśli dowiem się, że coś mu
się stało i jeżeli nie wróci do Hogwartu o własnych
siłach, to przysięgam, że już nigdy więcej mnie nie
zobaczysz. Nigdy. Ukryję się w takim miejscu, w którym mnie nie
znajdziesz.</p>

<p>Nie powiesz nikomu o tym liście.
Żadnemu ze swoich Śmierciożerców. Nikt nie może
wiedzieć, że się spotykamy. Czekam na odpowiedź z
instrukcjami, o której godzinie i w którym miejscu mam się zjawić.</p>

<p>Harry Potter</p>

<p>Jeszcze raz przeczytał list i
westchnął głęboko.</p>

<p>Nie miał zamiaru być
ofiarą. Nie miał zamiaru podłożyć się
Voldemortowi. Napisał tak tylko dlatego, aby Voldemort zgodził
się na jego układ. O ile się zgodzi...</p>

<p>Poprosił o czas. Poprosił o
te dwa tygodnie, aby chociaż móc spróbować się przygotować.
A potem pójdzie do Voldemorta i będzie z nim walczył. Och, nie
oszukiwał się, że ma jakiekolwiek szanse, ale zrobi wszystko,
wszystko, aby przynajmniej zabrać go ze sobą...</p>

<p>Nie wiedział, gdzie przebywa
jego wróg. Mógł się tylko domyślać. Dlatego jako adresata
wybrał Lucjusza Malfoya, który był przecież jednym z jego
najwierniejszych sług. Na pewno miał z nim kontakt. Ale jak
sprawić, by wiadomość dotarła natychmiast? Liczyła
się każda sekunda, o ile nie było już za późno...</p>

<p>Groźba. To było to. Wszyscy
Śmierciożercy bali się gniewu Voldemorta. Musi sprawić, aby
uwierzyli, że Voldemort pilnie czeka na tę wiadomość i
jeżeli nie otrzyma jej najszybciej, jak to możliwe, to bardzo surowo
ich ukarze.</p>

<p>Dopisał na kopercie jeszcze
jedno zdanie, zalakował ją za pomocą różdżki,
wstał z lodowatej podłogi i rozejrzał się. Na
najwyższej żerdzi siedziała duża, czarna sowa.
Wyglądała na silną i szybką. Powinna sobie poradzić z
zadaniem. Przywołał ją. Podfrunęła do niego z ociąganiem.</p>

<p>- Zaniesiesz tę
wiadomość do Lucjusza Malfoya w Malfoy's Manor - powiedział,
przywiązując jej list do nóżki. - Ale spiesz się. To bardzo
pilne.</p>

<p>Sowa popatrzyła na niego swoimi
wielkimi bursztynowymi oczami i zaskrzeczała głośno.
Podszedł z nią do okna.</p>

<p>- Leć - powiedział,
wyciągając rękę. Ptak rozpostarł skrzydła i
odfrunął w ciemność, bardzo szybko zlewając się z
mrokiem.</p>

<p>Snape musi żyć. Musi.</p>

<p>Nieważne, co zrobił.
Nieważne, jak bardzo go skrzywdził. Był częścią
życia, które Harry pozostawił za sobą. Był jedyną
osobą, którą obdarzył uczuciem. I nawet, jeżeli ten
mężczyzna okazał się tym, kim się okazał... to
nie mógł pozwolić mu umrzeć.</p>

<p>***</p>

<p>Nie miał ani ochoty, ani zamiaru
z nikim rozmawiać. Więc dlaczego wszyscy uparli się, żeby
zadręczać go pytaniami i swoją obecnością? I tak nic
nie wiedzieli, nic nie rozumieli.</p>

<p>Zaraz po wyjściu Rona i Hermiony
w szpitalu zjawiła się profesor McGonagall wraz z Dumbledore'em, ale
Harry jedynie odwrócił się do nich tyłem, przykrył po
samą brodę i udawał, że śpi. Nie spodziewał
się, że dyrektor w to uwierzy, ale po pierwszym pytaniu, na które
Harry mu nie odpowiedział, zrezygnował z kolejnych, najwyraźniej
wyczuwając, że Harry nie ma najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.
Odszedł na bok z profesor McGonagall i przez chwilę rozmawiał z
nią półszeptem, po czym opuścił szpital, pozostawiając
Harry'ego pod opieką pani Pomfrey.</p>

<p>Dumbledore... zawsze był
kimś, komu Harry bezgranicznie ufał, ale po tym, co zobaczył w
tych nieszczęsnych wspomnieniach, całe zaufanie runęło jak
wieża o zbyt słabych fundamentach, pozwalając mu nareszcie
przejrzeć na oczy. Dumbledore okazał się... takim samym
manipulantem jak inni. Wykorzystywał wszystkich wokół, aby
osiągnąć swój cel. Potrzebny był mu szpieg, więc bez
cienia wahania wysłał Snape'a na niemal pewną śmierć.
To przez niego Snape musiał wrócić do Voldemorta, to przez niego
stał się takim potworem... To z powodu jego egoistycznej,
małostkowej decyzji Snape zapragnął się uwolnić i
wykorzystał do tego Harry'ego. Obaj byli siebie warci.</p>

<p>Ale to nic. Nie będzie o tym
myślał. Teraz to już nieważne. Wszystko jest nieważne.
Pozostawił za sobą tamto życie, tamte uczucia, tamte marzenia...
Teraz ma pewien cel do zrealizowania. Musi tylko poczekać na
odpowiedź Voldemorta.</p>

<p>Przez całą noc nie
zmrużył oka. Był niespokojny, kręcił się w
łóżku, wciąż spoglądał w okno, wyczekując...</p>

<p>Czy sowa dotarła? Czy
zdążyła na czas? Czy podstęp zadziałał? Czy
Voldemort otrzymał list? Czy zgodził się na jego układ, czy
też wiadomością zwrotną będzie... nieruchome ciało
leżące u bram zamku?</p>

<p>Mógł tylko wierzyć, że
Voldemort nie będzie chciał zmarnować takiej szansy. Harry
podawał mu się praktycznie na srebrnej tacy. Czy nie o to mu
chodziło? Czy nie to chciał osiągnąć?</p>

<p>Kiedy nadszedł ranek,
wstał, ubrał się i bez słowa opuścił szpital,
ruszając do wieży Gryffindoru. Było jeszcze zbyt wcześnie,
aby mógł kogokolwiek spotkać. Pokój Wspólny był
opustoszały, pogrążony w sennej ciszy oraz mglistym
półmroku. Harry usiadł przed kominkiem i patrzył, jak
płomienie liżą rozżarzone drewno. I zastanawiał
się, czy jeszcze kiedykolwiek poczuje w sobie podobne płomienie,
ponieważ wydawało mu się, że żaden ogień nie jest
w stanie roztopić takiego lodu...</p>

<p>***</p>

<p>Podczas gdy Hermiona i Ron przebywali
na śniadaniu, on poszedł pod salę Historii Magii. Nie udało
mu się jednak do niej dotrzeć, ponieważ po drodze dopadła
go profesor McGonagall. Zbeształa go za opuszczenie szpitala bez
pozwolenia i nie chciała uwierzyć w to, że Harry czuje się
już świetnie. Zaciągnęła go do pani Pomfrey na
badania, ale pielęgniarka, po wykonaniu kilku testów, stwierdziła z
zaskoczeniem, że Harry rzeczywiście wydaje się być już
niemal całkowicie zdrowy i że najwyraźniej przesadziła w
nocy z oceną jego stanu, a to, co wzięła za niemal agonalne
przemarznięcie było spowodowane dziwnym szokiem, w którym się
znajdował.</p>

<p>To stwierdzenie pociągnęło
za sobą kolejną serię pytań, którymi zarzuciła go
McGonagall, pragnąc dowiedzieć się, co doprowadziło do
tego, że znalazł się na błoniach w takim stanie.</p>

<p>Tego było już zbyt wiele...</p>

<p>- To nie wasza sprawa -
odpowiedział w końcu, wstając z łóżka i zarzucając
na ramię swoją torbę. - Byłbym wdzięczny, gdyby
zostawiła mnie pani w spokoju, pani profesor. To szkoła, a nie
więzienie, a wydaje mi się, że przez cały czas jestem pod
pilną obserwacją i nie mogę sobie nawet nabić guza,
żeby nie zrobiono z tego wielkiej afery. Może mi pani odebrać
punkty za złamanie szkolnego regulaminu, ale wszystko inne jest moją
osobistą sprawą i chciałbym, aby pani to uszanowała.</p>

<p>Po tych słowach Harry
odwrócił się i po prostu wyszedł, pozostawiając zarówno
McGonagall jak i Pomfrey w stanie lekkiego szoku.</p>

<p>McGonagall nie była głupia.
Wiedział, że zapewne zaraz pobiegnie do Dumbledore'a, aby
zanieść mu dokładne sprawozdanie z zachowania Harry'ego, ale
uszanuje jego prośbę. A tylko na tym mu zależało. Aby
zostawiono go w spokoju.</p>

<p>***</p>

<p>W Wielkiej Sali panował
zwyczajowy harmider. Uczniowie Hogwartu nie potrafili jeść w ciszy.
Posiłki odbywały się w kakofonii setek głosów,
śmiechów, krzyków, a czasami nawet wybuchów.</p>

<p>Ale Harry ich nie słyszał.
Siedział otulony absolutną ciszą, przyglądając
się roześmianym twarzom, przejętym twarzom, twarzom ludzi,
którzy cieszyli się, bawili, denerwowali i zajmowali wszystkimi tymi
cudownie błahymi sprawami, którymi on też kiedyś się
zajmował, ale teraz to wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Ponieważ wszystko się zmieniło. Wszystko, co było dla niego
ważne, każde mocniejsze uderzenie serca, każda z emocji, które
przez tak długi czas wypełniały jego wnętrze... wszystko
pozostawił tam, na śniegu. Pozwolił, aby zamarzło. Aby
zniknęło. Teraz pozostała tylko cisza, która otaczała go
niczym mur, nie przepuszczając do środka żadnych
dźwięków.</p>

<p>Nikt, żaden z tych wszystkich
otaczających go ludzi nie wiedział tego, co on... żaden z nich
się nie domyślał... żadnego nie czekał taki los...
Patrzył na nich wszystkich i po raz pierwszy w życiu widział ich
tak wyraźnie. Niczym na zwolnionym filmie. Pogrążonych w swoich
małych problemach, uwikłanych w zwyczajne, może i zagmatwane,
ale w gruncie rzeczy bardzo błahe relacje... myślących, że
świat kręci się tylko wokół nich i nigdzie indziej nie
istnieje. A istniał. Bardzo wyraźnie, czasami nawet brutalnie. Tylko
że prawie nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.</p>

<p>Nawet Ron, śmiesznie
wykłócający się z nim o to, że ma jakiekolwiek szanse w
starciu z grupą wyszkolonych zabójców. Harry doskonale poznał metody
ich działania. Znał przecież jednego z nich. Właśnie z
tego powodu czuł przed nimi respekt. Ale Ron tego nie wiedział.
Myślał, że jest wszechpotężny... że potrafi
dokonać czegoś, z czym nawet Moody sobie nie poradził. Najlepszy
auror, jakiego Harry kiedykolwiek znał.</p>

<p>Każdego z nich czekał taki
sam los. Jedynym sposobem, aby ich przed tym uchronić było...</p>

<p>- Harry, proszę cię,
przestań... - Hermiona próbowała załagodzić napięcie,
które zawisło w powietrzu, ale ucichła, kiedy na stole pomiędzy
nimi wylądowała sowa. Czarna sowa.</p>

<p>Harry spojrzał na nią i
zagryzł wargę, odnosząc nagłe wrażenie, że
pomieszczenie zmalało, a sufit zaczął niebezpiecznie
trzeszczeć tuż nad jego głową, jakby zaraz miał się
zawalić.</p>

<p>Otrzymał odpowiedź. Od
Voldemorta.</p>

<p>Sięgnął i
odwiązał wiadomość, po czym, nie tracąc ani chwili
dłużej, rozwinął ją i przeczytał:</p>

<p>Spełniłem twój warunek.
Wrócił w jednym kawałku. A nawet zrobiłem wyjątek i
wspaniałomyślnie wyleczyłem go dla ciebie. Potraktuj to jako
prezent ode mnie.</p>

<p>Będę czekał na ciebie
w piątek za dwa tygodnie o dziewiątej rano przy kamiennym kręgu
Belstone w Dartmoor. Jeżeli się nie zjawisz, nigdy więcej go nie
zobaczysz. Nigdy.</p>

<p>Oczywiście
uwzględniłem twoją prośbę. Nikt się nie dowie.
Masz moje słowo. To będzie nasz mały sekret.</p>

<p>Udało się. Naprawdę
się udało!</p>

<p>- Co to...? Co się...? -
usłyszał głos Hermiony, ale dobiegł on do niego jakby zza
szyby. Cisza powracała. Ścisnął wiadomość w
dłoni i wstał od stołu, nie zwracając uwagi na zdziwione
spojrzenia przyjaciół. Kiedy znalazł się za drzwiami Wielkiej
Sali, wyciągnął z kieszeni mapę Huncwotów i spojrzał
na komnaty Snape'a. W sypialni dostrzegł niewielką kropkę z
napisem Severus Snape.</p>

<p>To mu wystarczyło.</p>

<p>***</p>

<p>Harry siedział w klasie,
wpatrując się w ścianę. Lekcja powinna zacząć
się już jakiś czas temu, ale Snape'a wciąż nie
było.</p>

<p>Co właściwie czuł?
Zaraz zobaczy człowieka, który zniszczył w nim wszystko, ale którego
pomimo to uratował... To było dziwne, ale wcale nie był
zdenerwowany. Nie był też przestraszony. Nie odczuwał ani
wstrętu, ani nienawiści. Jedynie spokój. Bezgraniczny spokój, który
przychodził zawsze wtedy, kiedy człowiek pogodził się z
tym, co nieuniknione. Bezpieczeństwo. Opanowanie. Był ponad tym
wszystkim, ponad tymi przyziemnymi emocjami. Wiedział, że już
nikt nie może go dosięgnąć.</p>

<p>Jeżeli coś zostaje tak
mocno zgniecione... nikt nie jest już w stanie zgnieść tego
jeszcze bardziej. Ponieważ nie da się zgnieść kamienia.</p>

<p>Pojawienie się profesor
McGonagall przyjął z niezmiennym opanowaniem. Dopiero jej słowa
odrobinę zachwiały tym spokojem:</p>

<p>- Przykro mi, ale z powodu
nieobecności profesora Snape'a dzisiejsza lekcja Eliksirów się nie
odbędzie.</p>

<p>Nieobecności? To
niemożliwe... Przecież widział go na mapie. Jest w zamku. Mapa
nigdy nie kłamała. Czyżby Voldemort w jakiś sposób go
oszukał?</p>

<p>Musiał to sprawdzić!</p>

<p>Zrobił to od razu po
wyjściu z klasy. Nie przejmując się wołającą go
Hermioną, ruszył bocznym korytarzem prosto w kierunku komnat Snape'a.
Schował się za najbliższym rogiem, narzucił na siebie
pelerynę niewidkę i wyciągnął mapę. W środku
zauważył dwie kolejne kropki. Dumbledore'a i Pomfrey. Musiał
poczekać, aż wyjdą. Zrobili to po dziesięciu minutach.</p>

<p>- I co pan o tym myśli,
dyrektorze? Ma bardzo wysoką gorączkę i jest tak osłabiony,
jakby stracił co najmniej dwa litry krwi, ale to niemożliwe.
Sprawdzałam i wszystko jest w normie. Chociaż wątpię, aby w
ciągu najbliższych kilku dni był w stanie wrócić do sił
na tyle, aby uczyć.</p>

<p>- Nie znasz go, Poppy. Ja raczej
obstawiam, że zjawi się na lekcjach już w poniedziałek.
Severus zawsze był uparty...</p>

<p>Dumbledore i Pomfrey zniknęli za
zakrętem korytarza, a ich głosy ucichły.</p>

<p>Wiedział już, że
Voldemort go nie oszukał. Spełnił jego warunek. Nie zabił
Snape'a. Zwrócił go żywego. Ale Harry na własne oczy chciał
się przekonać, że to prawda.</p>

<p>Odczekał jeszcze chwilę,
sięgnął po różdżkę i skierował ją na
drzwi.</p>

<p>- Diffindo - wyszeptał. W
korytarzu rozległ się huk, jakby coś ciężkiego
uderzyło w drzwi. Harry opuścił różdżkę i
zaczął się wpatrywać w ich drewnianą
powierzchnię. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale klamka w
końcu poruszyła się, a drzwi uchyliły i wtedy Harry go
zobaczył.</p>

<p>Stał boso na kamiennej posadzce
w swojej czarnej piżamie, opierając się o framugę drzwi,
jakby potrzebował tego, aby nie upaść. Pozlepiane ze sobą
włosy opadały na trupio bladą twarz. Pomiędzy nimi
przebłyskiwały podkrążone oczy. Wyglądał jak
ktoś, kogo zaledwie włos dzielił od śmierci. Bardzo cienki
i słaby włos.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi,
ponieważ naszła go pewna myśl: prawdopodobnie jeszcze wczoraj
doznałby szoku, gdyby zobaczył go w takim stanie, ale w tej chwili...
w tej chwili nie odczuwał niczego. Jedynie pewien rodzaj chłodnej
satysfakcji z powodu tego, że ten człowiek stał tu teraz tylko i
wyłącznie dzięki niemu.</p>

<p>Żył. I jedynie to się
liczyło.</p>

<p>***</p>

<p>Musiał opracować plan
nauki. Miał tylko dwa tygodnie na przyswojenie zaklęć, które
pozwoliłyby mu chociaż mieć nadzieję na to, że da
radę stawić Voldemortowi jakikolwiek opór. Ale od czego zacząć?
Miał już w głowie pewną wiedzę, którą zdobył
w ciągu wcześniejszych dwóch tygodni, ucząc się całymi
dniami w bibliotece i Pokoju Życzeń. Ale była to raczej wiedza
czysto teoretyczna. Jeżeli chciał mieć z niej jakiekolwiek
korzyści, musiał przejść od teorii do praktyki.</p>

<p>Dlatego też spędził
niemal cały weekend zamknięty w Pokoju Życzeń, który teraz
wyglądał dla niego jak zwykła sala treningowa - ta sama, na
której ćwiczył wraz z Gwardią Dumbledore'a na piątym roku.
Wypróbował wszelkie zaklęcia blokujące, ukrywające,
maskujące i rozbrajające, jakie znał, ale to była tylko
rozgrzewka. Z takimi zaklęciami nie mógłby nawet kichnąć na
Voldemorta. Najważniejsze zaklęcia trzymał zapisane na
kawałku pergaminu. Wypisał je jeszcze w Dziale Ksiąg Zakazanych,
do którego teraz, z powodu blokady Snape'a, nie mógł wchodzić. Ale
nie miał zamiaru ich używać, pozostawił je sobie jako
ostateczność. Jeżeli wszystko inne zawiedzie.</p>

<p>Po długim namyśle
postanowił, że powróci do nauki Legilimens Evocis. To zaklęcie
było zbyt przydatne, aby mógł je sobie odpuścić. Luna
ochoczo zgodziła się mu pomóc, ale dopiero w tygodniu, gdyż
weekend miała zajęty. Harry poprosił ją przy okazji o to,
by zapytała Tonks, czy nadal jest chętna udzielić mu kilku
prywatnych lekcji.</p>

<p>Hermiona i Ron... cóż, chwilowo
przestali go nagabywać i zasypywać pytaniami. Zresztą Ron i tak
wydawał się być na niego obrażony z powodu tego, że
Harry opuścił sobotni trening. Co prawda Harry powiedział mu
wyraźnie i dobitnie, że odchodzi z drużyny, ale Ron chyba w to
nie uwierzył. Zresztą Ginny chyba również nie uwierzyła,
ponieważ wciąż za nim chodziła i pytała, kiedy minie
mu depresja i zacznie zachowywać się jak "stary Harry".
Odeszła obrażona dopiero wtedy, kiedy Harry powiedział jej,
że jest "irytującą smarkulą, która nie ma o niczym
pojęcia".</p>

<p>Może Harry nie zdawał sobie
z tego sprawy, ale właśnie tak wyglądało palenie za
sobą mostów...</p>

<p>***</p>

<p>Hermiona spojrzała na
siedzącego w sąsiedniej ławce Harry'ego. Minęły
już trzy dni, a on wciąż zachowywał się jak nieobecny.
I prawie nic nie jadł. Czasami chodził z nimi na posiłki, ale
chyba tylko po to, żeby podtrzymać swoje funkcje życiowe,
ponieważ jadł mniej od Krzywołapa. Nie, to było nietrafione
porównanie. Każdy jadł mniej od Krzywołapa, z wyjątkiem
Rona oczywiście. Harry nie jadł - on zaledwie skubał. I
miała przeczucie, że jego sen również ograniczał się
zaledwie do drzemki, ponieważ z każdym dniem oczy miał coraz
bardziej podkrążone.</p>

<p>Na dzisiejszych lekcjach również
wydawał się być całkowicie nieobecny. Jedynie teraz, kiedy siedzieli
razem w klasie Eliksirów, czekając na przybycie nauczyciela, coś w
układzie jego ramion i karku mogło sugerować, że jest...
spięty? Nie, raczej obecny myślami. Chociaż ten jeden raz.</p>

<p>Ani razu od czwartku nie
widziała Snape'a na posiłku. Wiele razy zastanawiała się,
co też mogło mu się stać i czy było z nim już
lepiej, czy zjawi się na dzisiejszej lekcji, czy Harry był w takim
stanie przez niego? Miała tyle pytań... Była tak pochłonięta
martwieniem się o Harry'ego, iż obawiała się, że nie
udało jej się zawrzeć w wypracowaniu wszystkiego, co powinna.</p>

<p>Spojrzała na zegar.
Minęło już piętnaście minut i wciąż nikt
się nie zjawiał. Ślizgoni wydawali się być
zrelaksowani i raczej rozbawieni. Zastanawiała się, czy to dobry, czy
zły znak. Może już nikt do nich nie przyjdzie? A może zaraz
zjawi się profesor McGonagall, zbierze wypracowania i znowu oznajmi,
że lekcja się nie odbędzie? Hermionie nie podobał się
ten pomysł. Nie chciała stracić kolejnych zajęć. I tak
znała podręcznik na pamięć, ale wolałaby mieć
okazję poćwiczyć te eliksiry, które prawdopodobnie
właśnie ich omijają...</p>

<p>Jej rozmyślania przerwało
kliknięcie w drzwiach. Wszyscy momentalnie zamilkli i odwrócili się.
Wszyscy oprócz Harry'ego.</p>

<p>Do klasy wszedł Snape. A
właściwie wpadł. Zatrzasnął za sobą drzwi, nawet
się nie zatrzymując, i z powiewającą za nim peleryną
ruszył w kierunku biurka.</p>

<p>Hermiona przyglądała mu
się uważnie, kiedy szedł pomiędzy ławkami swoim
długim, zdecydowanym krokiem. Nie wyglądał na chorego.
Chociaż...</p>

<p>Snape zatrzymał się na
środku sali i powiódł po ławkach chłodnym spojrzeniem.</p>

<p>Hermiona zmarszczyła brwi.
Chociaż... na jego prawym policzku zauważyła jasną
bliznę, której wcześniej tam nie było.</p>

<p>Spojrzenie Snape'a zatrzymało
się zaledwie dwa metry od niej. I Hermiona doskonale wiedziała, na
kogo Snape spogląda. Szybko przeniosła wzrok na Harry'ego.
Chłopak patrzył przed siebie. Nawet jakby nie na Snape'a, ale przez
niego. W jego oczach nie było niczego oprócz lodowatej
obojętności, a twarz pozbawiona była jakichkolwiek emocji, a
przecież... przecież powinien chyba coś odczuwać... Ona
sama słyszała, jak mocno bije jej serce!</p>

<p>Przeniosła wzrok z powrotem na
Snape'a i kiedy przyjrzała się wyrazowi jego twarzy, poczuła,
jak rozszerzają jej się oczy. Ponieważ Snape... Snape
patrzył na Harry'ego z taką samą nienawiścią, jak
przez pięć ostatnich lat. A nawet wydawało jej się, że
teraz ta nienawiść była jeszcze większa niż
wcześniej. Jakby sama obecność Harry'ego sprawiała, że
coś się w nim gotowało.</p>

<p>Jak... jak to możliwe? Co
się pomiędzy nimi wydarzyło?</p>

<p>- Profesor McGonagall zadała wam
wypracowania na dzisiejszą lekcję - powiedział w końcu
Snape. Jego głos był cichy i chłodny. Wyciągnął
różdżkę i skierował ją w stronę zaskoczonych
uczniów. - Accio wypracowania.</p>

<p>Z ławek, toreb i teczek
zaczęły wyfruwać zwinięte rolki pergaminu. Esej Hermiony
wyrwał się z jej rąk, przeleciał przez klasę i
wylądował na biurku nauczyciela. Snape podszedł do nich i
zaczął je przerzucać. W końcu wyciągnął
jeden, rozwinął, zerknął na niego przelotnie, zwinął
go z powrotem i... ruszył w stronę ich ławki! Zatrzymał
się tuż przed Harrym i spojrzał na niego z góry takim wzrokiem,
który sprawił, że nawet Hermiona poczuła ciarki na plecach... po
czym rzucił mu wypracowanie na blat.</p>

<p>- Jest za krótkie o dwa cale, Potter.
Minus dziesięć punktów za nieodrobienie pracy domowej i kolejne
dziesięć za niezastosowanie się do poleceń nauczyciela.</p>

<p>W klasie zapanowała cisza.
Hermiona, całkowicie zaskoczona rozwojem wypadków, wbiła spojrzenie w
Harry'ego. Zresztą nie ona jedna. Cała klasa wpatrywała się
w Gryfona, ciekawa jego reakcji.</p>

<p>Harry powoli uniósł
głowę i spojrzał prosto w oczy Snape'a, a wtedy Hermiona
zobaczyła, jak twarz Harry'ego zmienia się, jak lodowata
obojętność przeobraża się w... pogardę.
Patrzył na Snape'a tak, jakby mężczyzna był w tej chwili
dla niego nikim.</p>

<p>A tego, co wtedy zrobił, chyba
nikt się nie spodziewał.</p>

<p>Sięgnął po swoje
wypracowanie, rozwinął je i ze spokojem... zaczął
targać. Rzucił kawałki pergaminu na blat, podniósł
głowę i ponownie spojrzał na Snape'a.</p>

<p>- Teraz może mi pan odebrać
kolejne dziesięć punktów za niszczenie mienia szkoły -
powiedział całkowicie obojętnym tonem. Snape otworzył usta,
ale Harry był szybszy, dodając: - I kolejne dziesięć za
odzywanie się bez pozwolenia. A teraz sugeruję, abyśmy
rozpoczęli lekcję, ponieważ wydaje mi się, że
każdy z pańskich uczniów przyszedł tutaj, aby się
czegoś nauczyć, a nie po to, aby przyglądać się, jak
daje pan upust swym osobistym animozjom i uprzedzeniom. Profesorze. - Ostatnie
słowo wymówił w taki sposób, jakby kaleczyło go w język i
jak najszybciej chciał je wypluć, aby pozbyć się jego
smaku.</p>

<p>Hermiona dopiero po chwili
zorientowała się, że gapi się z otwartymi ustami.</p>

<p>Snape nie wybuchnął, jak
zwykł to robić, kiedy któryś z uczniów spróbował mu
się przeciwstawić, chociaż to, co przed chwilą zrobił
i powiedział Harry, kwalifikowało się na poważny zamach
samobójczy na własne życie. Nie. Snape zmrużył oczy,
zamieniając je w dwie wąskie szparki, co spowodowało, że
jego spojrzenie niemal topiło.</p>

<p>- Czyżbyś próbował
błysnąć elokwencją, Potter? - zapytał jadowitym tonem.
- Będziesz mógł nauczyć się wielu nowych słów podczas
alfabetycznego porządkowania głównego spisu tematycznego naszej
biblioteki. W każdy weekend do końca roku szkolnego. Mam nadzieję,
że twoje talenty oratorskie znajdą tam swoje zastosowanie.</p>

<p>Kąciki ust Harry'ego
uniosły się nieznacznie.</p>

<p>- Do końca roku szkolnego? Jak
pan sobie życzy, profesorze. Przynajmniej będę miał
gwarancję, że nie szykuje pan dla mnie innych niespodzianek...</p>

<p>Snape otworzył usta, ale bardzo
szybko zamknął je z powrotem. Wyglądało na to, że
chyba po raz pierwszy w historii nie potrafił znaleźć
odpowiednio ciętej riposty.</p>

<p>Hermiona przyjrzała się im
obu.</p>

<p>Harry patrzył na Snape'a z
najwyższą pogardą. Twarz Mistrza Eliksirów wykrzywiała
gorąca nienawiść. Zachowywali się wobec siebie niczym
najwięksi wrogowie. Z jednej strony pogarda... z drugiej
nienawiść... O co w tym wszystkim chodziło?</p>

<p>W końcu Snape przerwał
pojedynek spojrzeń, odwrócił się ostentacyjnie od Harry'ego i
przeszedł na środek klasy. Ze złością
machnął różdżką w stronę tablicy.</p>

<p>- Eliksir Paraliżujący.
Przydatny przy udzielaniu pierwszej pomocy ofiarom najboleśniejszych
klątw. Paraliżuje nerwy, osłabiając ból. Macie
godzinę, aby go uwarzyć. Do dzieła.</p>

<p>Nie mówiąc już ani
słowa więcej, usiadł przy swoim biurku, przysunął do
siebie stertę wypracowań, zanurzył pióro w czerwonym atramencie
i zaczął czytać.</p>

<p>Uczniowie spojrzeli po sobie z
zaskoczeniem. Niektórzy, mając nadzieję, że lekcja może
jednak się nie odbędzie, zdążyli już wcześniej
pochować swoje przyrządy, więc teraz w klasie zapanował
lekki rozgardiasz, kiedy z ociąganiem wyjmowali je z powrotem na
ławki.</p>

<p>Hermiona dopiero teraz
zaczęła oddychać. Jeszcze raz spojrzała na Harry'ego.
Chłopak zachowywał się tak, jakby nic się nie stało.
Spokojnie przepisywał z tablicy ingrediencje. Gdyby ktokolwiek inny
odezwał się w ten sposób do Snape'a, byłby teraz rozdygotanym
kłębkiem nerwów, a on po prostu... Nie mogła w to uwierzyć.</p>

<p>Spojrzała na siedzącego obok
Rona. Chłopak wpatrywał się w Harry'ego tak, jakby go nie
poznawał. Miał zmarszczone brwi, a na twarzy wyraz zaskoczenia.</p>

<p>Westchnęła
głęboko i również zaczęła przepisywać
ingrediencje.</p>

<p>Pierwsza połowa lekcji
upłynęła we względnym spokoju. Snape sprawdzał
wypracowania, podczas gdy uczniowie próbowali poradzić sobie z piekielnie
trudnym zadaniem uwarzenia Eliksiru Paraliżującego. Nawet ona
miała z nim problemy. Za żadne skarby świata nie potrafiła
uzyskać pożądanego koloru. Eliksir Rona wyglądał jak
wymiociny, z kolei wywar Harry'ego... Musiała zamrugać, żeby
sprawdzić, czy jej się nie przywidziało. Eliksir Harry'ego
był niemal idealny. Liliowy, lekko przezroczysty. Jak on to zrobił?</p>

<p>Lekki szum, który panował w
klasie, ucichł natychmiast, kiedy Snape w połowie lekcji
podniósł się zza swego biurka i ruszył na obchód. Ale nie
zaczął od Ślizgonów, jak miał to w zwyczaju. Pierwszym
stolikiem, do którego podszedł, był ten, przy którym siedzieli Harry,
Ron i Hermiona. Wywary Rona i Hermiony ledwie zahaczył wzrokiem, ale kiedy
spojrzał na miksturę Harry'ego... na jego twarzy pojawił
się mściwy grymas. Machnął różdżką i
cały eliksir wyparował.</p>

<p>- Porażka, Potter. Gryffindor
traci dziesięć punktów za twoją nieudolność. Zacznij
od początku.</p>

<p>Hermiona poczuła, że zaczyna
się w niej gotować. Jak on mógł to zrobić? Wywar Harry'ego
był niemal idealny! Jak mógł tak go potraktować?</p>

<p>Ale Harry wydawał się w
ogóle nie przejmować tym, co zrobił Snape. Kiedy mężczyzna
ruszył dalej, spokojnie przysunął do siebie miseczki i słoiki
ze składnikami i zaczął robić wszystko od nowa.</p>

<p>- Znakomicie, panie Nott.
Dziesięć punktów dla Slytherinu. - Hermiona odwróciła
głowę, spoglądając na pochylonego nad kociołkami
Ślizgonów Snape'a. - Ma pan prawdziwy dar w tej dziedzinie. W
przeciwieństwie do Pottera, który jest największą
porażką tej szkoły. Przeczytałem już pańskie
wypracowanie. Znakomita analiza. Długie i przemyślane. Niektórzy w
tej szkole niestety nie wiedzą, ile stóp powinno mieć wypracowanie, a
o jakimkolwiek myśleniu w ich przypadku nie ma nawet mowy.</p>

<p>Hermiona nabrała tchu.</p>

<p>Nie no, to już była
przesada...</p>

<p>Snape przeszedł do kolejnego
stolika. I o dziwo, za każdym razem potrafił znaleźć
coś, co Ślizgoni robili lepiej, a nawet znacznie lepiej od Harry'ego.
Obrażał go na każdy możliwy sposób, jakby
piętrzący się w nim jad w końcu mógł się
wydostać. Wypływał i wypływał i wypływał,
kąsając coraz dogłębniej, a Harry... Harry po prostu
siedział i zajmował się eliksirem, w ogóle nie zwracając
uwagi na to, co mówił Snape.</p>

<p>Hermiona podziwiała jego
opanowanie. Ona sama już niemal drżała z oburzenia i była
na samej granicy wybuchu.</p>

<p>W końcu Snape
zakończył swój obchód i wrócił do biurka. Hermiona
odetchnęła z ulgą.</p>

<p>Co go opętało? Jak
mógł się tak zachowywać? Zawsze był wredny, ale tym razem
przekraczał wszelkie granice. Wyglądało to tak, jakby nagle
dostał jakiejś obsesji na punkcie Harry'ego. A raczej na punkcie
wyżywania się na Harrym i mieszania go z błotem.</p>

<p>Druga połowa lekcji
upłynęła już w miarę normalnie. Tuż przed
końcem lekcji, Snape podniósł głowę i oznajmił:</p>

<p>- Wasz czas się
skończył. Posprzątajcie po sobie, napełnijcie fiolki,
podpiszcie je i zostawcie na ławkach.</p>

<p>Uczniowie zaczęli przelewać
eliksiry do butelek, składać przyrządy i odnosić
składniki do magazynu. Ale Harry pozostał na miejscu, precyzyjnie
odmierzając krople esencji z jadu skorpiona.</p>

<p>Kiedy zabrzmiał dzwonek,
uczniowie tłumnie ruszyli do drzwi, pozostawiając na ławkach
swoje mniej lub bardziej udane mikstury.</p>

<p>- Zaczekacie na mnie? - zapytał
Harry, ostrożnie mieszając eliksir i nie odrywając od niego
wzroku. - Zaraz skończę.</p>

<p>Hermiona przytaknęła,
zamknęła torbę i usiadła z powrotem w ławce. Ron
był nieco mniej chętny, ale widząc spojrzenie Hermiony,
posłusznie usiadł obok niej.</p>

<p>W klasie zostało zaledwie kilku
spóźnialskich uczniów, kiedy Hermiona, która przyglądała
się przelewającemu swoją miksturę do butelki Harry'emu,
poczuła na sobie cień. Pełna złych przeczuć
spojrzała w górę. Obok ich ławki stał Snape, mierząc
Harry'ego zimnym, wyrachowanym spojrzeniem.</p>

<p>- Jest już po czasie, Potter.
Będzie cię to kosztować kolejne dziesięć punktów.
Razem straciłeś na dzisiejszej lekcji czterdzieści punktów. Mam
nadzieję, że...</p>

<p>- To niesamowite, że tak szybko
udało się je panu policzyć - przerwał mu Harry. -
Pańskie umiejętności zasługują na pochwałę.</p>

<p>Hermiona sapnęła z
przerażeniem i zasłoniła usta dłonią, a Ron tak szybko
wyprostował się na krześle, że niemal się z niego
zsunął.</p>

<p>W oczach Snape'a
zapłonęło coś piekielnie groźnego, a twarz
poczerwieniała.</p>

<p>- Tym komentarzem właśnie
całkowicie pogrążyłeś siebie i swój dom -
wycedził śmiertelnie surowym głosem. - Gryffindor traci
wszystkie punkty. Zaczynacie od zera. Dodatkowo...</p>

<p>- Harry wcale nie chciał tego
powiedzieć! - Hermiona wpadła mu w słowo, czując jak oblewa
ją zimny pot. Wszystkie punkty? Snape odebrał im wszystkie punkty? -
Niech mu pan wybaczy, profesorze. On naprawdę nie miał tego na
myśli!</p>

<p>- Ona ma rację! - Ron
wydawał się być w równie ciężkim szoku. - Nie
może nam pan odebrać wszystkich punktów z jego powodu! - Oskarżycielsko
wskazał na Harry'ego. - On... postradał rozum. Sam nie wie, co mówi.</p>

<p>- Jestem pewien, że Potter
doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co powiedział. I poniesie tego
konsekwencje. - Zwrócił swoje płonące lodowatym ogniem
spojrzenie na Harry'ego. - Dodatkowo, z powodu twojej impertynencji, przez
najbliższy miesiąc będę ci obniżał
każdą ocenę, jaką zdobędziesz na moich lekcjach. A
jeżeli dalej będziesz odnosił się do mnie z takim
lekceważeniem, obniżę również oceny twoich przyjaciół.
Rozumiemy się? - wysyczał Snape, wbijając w Harry'ego
kąsające spojrzenie.</p>

<p>Hermiona spojrzała z
przestrachem na Harry'ego. Chłopak oblizał wargi i wzruszył
ramionami, odpowiadając nonszalancko:</p>

<p>- Tak, sir.</p>

<p>Nie wydawał się być
przejęty groźbą Snape'a Wyglądał raczej na kogoś,
kto dla świętego spokoju woli dać za wygraną, ponieważ
nie ma ochoty tracić czasu ani energii na rozmowy z człowiekiem,
którym gardzi.</p>

<p>Ron zwrócił na Harry'ego
czerwoną ze złości twarz.</p>

<p>- Co się z tobą dzieje? W
ogóle cię nie poznaję! Najpierw rezygnujesz z Quidditcha, potem
obrażasz Ginny, a teraz to! - Hermiona zobaczyła, jak Snape przenosi
wzrok na Rona i unosi brew. - Nie mogłeś się po prostu
zamknąć? Przez ciebie straciliśmy wszystkie punkty!</p>

<p>- Przestań, Ron! - Hermiona
próbowała go uspokoić, ale w Ronie chyba w końcu coś
się przelało i całe to napięcie, które rosło
pomiędzy nimi od kilku dni, wybuchło.</p>

<p>- No co? - Spojrzał na nią.
Widziała, jaki jest wściekły. Widziała w jego oczach
rozczarowanie i poczucie zdrady. Wcale mu się nie dziwiła. Jego
najlepszy przyjaciel zmienił się nagle w kogoś zupełnie
innego, a on nawet nie wiedział, dlaczego. - Przecież sama wiesz, jak
się zachowuje! Podejrzewam, że prawdziwy Harry został
gdzieś na błoniach, bo ty - spojrzał na Harry'ego - nie
możesz być moim przyjacielem.</p>

<p>- Nie mów tak, Ron! - Hermiona
wykrzyknęła to w tym samym momencie, w którym Harry odwrócił
głowę w stronę Rona, przeszywając go tak zimnym
spojrzeniem, iż rudzielec momentalnie zbladł i ucichł.</p>

<p>- To idź i go tam poszukaj -
odparł chłodnym, pozbawionym emocji głosem.</p>

<p>- Może tak właśnie
powinienem zrobić - wymamrotał ze złością Ron, po czym
zabrał swoją torbę i ruszył do wyjścia.</p>

<p>Hermiona zacisnęła usta,
czując łzy w oczach. Wiedziała, że teraz z
pewnością go nie zatrzyma. Będzie musiała z nim
porozmawiać, chociaż miała poważne obawy, że to wcale
nie będzie łatwe.</p>

<p>Zanim zdążyła
ochłonąć, dotarł do niej szyderczy głos Snape'a:</p>

<p>- Cóż za wzruszające
przedstawienie... - Hermiona odwróciła głowę i spojrzała na
mężczyznę. Snape wpatrywał się w Harry'ego z
płonącą intensywnością, podczas gdy Gryfon spokojnie
się pakował. - Zawsze musisz grać główną rolę we
wszystkich dramatach, co Potter?</p>

<p>Harry przerwał pakowanie. Powoli
podniósł głowę i spojrzał prosto w czarne oczy
mężczyzny.</p>

<p>- Tak, sir. Zawsze.</p>

<p>Twarz Mistrza Eliksirów momentalnie
się zmieniła, przeobrażając się w bladą,
nieprzystępną maskę.</p>

<p>- Zejdź mi z oczu -
wysyczał. - Natychmiast. - Głos Snape'a niemal wibrował.
Odwrócił się do nich plecami i podszedł do swojego biurka,
zbierając z niego wypracowania.</p>

<p>Harry powrócił do pakowania.
Hermiona marzyła tylko o tym, żeby stąd wyjść.
Miała wrażenie, że w powietrzu unoszą się
kryształki lodowatej nienawiści.</p>

<p>Harry zamknął torbę i
podniósł się ze swego miejsca, ale w momencie, w którym to zrobił...
jego oczy przymknęły się, a on sam niebezpiecznie się
zachwiał. Poleciał do przodu, wpadając na ławkę, ale
na szczęście zdążył oprzeć się rękami o
blat, co powstrzymało go od upadku. Ale nie powstrzymało fiolki od
przewrócenia się, sturlania po blacie i roztrzaskania na podłodze.</p>

<p>- Harry! - Hermiona przypadła do
niego, podtrzymując go. - Nic ci nie jest?</p>

<p>Zerknęła na Snape'a.
Mężczyzna spoglądał na nich przez ramię. Na jego
twarzy widniało zaskoczenie.</p>

<p>Harry przycisnął
dłoń do swojego czoła.</p>

<p>- Nic. Po prostu...
zakręciło mi się w głowie. Chodźmy już. -
Spojrzał na roztrzaskaną fiolkę. Hermiona powędrowała
wzrokiem za jego spojrzeniem.</p>

<p>- Och, Harry, tak mi przykro...
Może uda mi się to naprawić?</p>

<p>- Zostaw. Nie naprawisz tego.
Możesz co najwyżej sprzątnąć ten bałagan.
Żeby nie było po nim śladu. Zresztą to i tak
nieważne...</p>

<p>Hermiona westchnęła i
wyciągnęła różdżkę, ale w momencie, kiedy
skierowała ją na roztrzaskane kawałki szkła i rozlany na
podłodze, liliowy płyn, zobaczyła, jak fiolka unosi się,
rozbite kawałki łączą się ze sobą, a resztka
eliksiru wpływa do środka.</p>

<p>Szybko poderwała
głowę. Snape stał z wyciągniętą
różdżką i zmrużonymi oczami.</p>

<p>Buteleczka wylądowała na
ławce w nienaruszonym stanie, chociaż eliksiru była zaledwie
połowa.</p>

<p>Harry przyglądał jej
się przez chwilę. Nie podniósł głowy. Nie spojrzał na
Snape'a. Po prostu pochylił się, wziął swoją
torbę, zarzucił ją na ramię i bez słowa ruszył do
wyjścia. Ale Hermiona została. Spojrzała na naprawioną
fiolkę, a następnie na chowającego różdżkę
Snape'a. Ale w momencie, w którym padło na nią chłodne
spojrzenie nauczyciela, szybko odwróciła się i pobiegła za
Harrym.</p>

<p>Nie zgadzała się z Harrym.
Wszystko można było naprawić. Jeżeli tylko wiedziało
się, jak.</p>

<p><strong>--- rozdział 59 ---</strong></p>

<p><strong>59. The Countdown</strong></p>

<p>This will be all over soon</p>

<p>Pour salt into the open wound</p>

<p>You take the breath right out of me</p>

<p>You left a hole where my heart should
be*</p>

<p>Otaczała go ciemność.
Gęsta i nieprzenikniona. Panował nieprzyjemny chłód, który
zraszał skórę zimnym potem. Znajdował się w jakimś
małym, ciasnym pomieszczeniu. Nie było tu żadnych okien, które
mogłyby wpuszczać choćby odrobinkę mętnego
światła. Coś, co rozproszyłoby ten duszący mrok, który
wydawał się niemal wdzierać mu do gardła. Nie widział
niczego, nawet swoich wyciągniętych ramion, kiedy dotykał
zimnych, gładkich ścian, próbując znaleźć
wyjście.</p>

<p>Gdzie jest? Co się dzieje?
Skąd się tu wziął? Gdzie są wszyscy?</p>

<p>Przesuwał się po omacku,
rozpaczliwie szukając czegokolwiek, co pozwoliłoby mu wydostać
się z tego przerażającego miejsca. Z miejsca, w którym nie
istniało nic poza chłodem, pustką i ciemnością.
Miał wrażenie, że mrok napiera na niego, a pomieszczenie kurczy
się i jeżeli nie znajdzie szybko wyjścia, zostanie
zmiażdżony. Wchłonięty. Pogrzebany.</p>

<p>Musi się stąd
wydostać! Musi!</p>

<p>Dotknął kolejnej
ściany i odskoczył do tyłu, kiedy ściana rozjarzyła
się nagle i przeobraziła w coś przypominającego bardzo
grubą, chropowatą szybę, przez którą przenikało...
światło!</p>

<p>W pierwszej chwili zmrużył
oczy, oślepiony blaskiem, ale kiedy jego wzrok przyzwyczaił się
już do jasności, zobaczył w oddali jakiś ciemny
kształt.</p>

<p>Podszedł do szyby i
wytężył wzrok, próbując dostrzec cokolwiek poza ciemną
sylwetką, ale nierówności pokrywające całą
powierzchnię skutecznie mu to uniemożliwiały.</p>

<p>Może jeżeli zawoła, to
ten ktoś mu pomoże? Może znalazłby jakiś sposób, aby
go stąd uwolnić?</p>

<p>- Hej! - wykrzyknął i
natychmiast tego pożałował, kiedy jego głos odbił
się od ścian i uderzył w niego ze zdwojoną siłą,
niemal przewiercając bębenki. Zasłonił uszy i
zacisnął powieki, ale to była zaledwie chwila i kiedy je
uniósł, zobaczył, że... postać zaczęła się
poruszać. Tak! Nie wydawało mu się! Zbliżała się
w jego stronę.</p>

<p>Jednak nie to wprawiło go w
największe osłupienie. Najbardziej niesamowite było ciepło,
które emanowało teraz zza szyby. Czuł je na swojej twarzy. Czuł,
jak łaskocze jego przemarzniętą skórę, ogrzewając
ją. To było takie przyjemne... tak inne od tego zimna. Mroku. Od
wszystkiego, co go otaczało.</p>

<p>Ciemna postać była coraz
bliżej i wydawało się, że wraz z jej zbliżaniem
się, blask oraz promieniujące gorąco stają się coraz
intensywniejsze. Próbował dostrzec twarz nieznajomego, ale było to
niemożliwe. Dzieląca ich bariera była zbyt gruba i chropowata,
zniekształcała wszystko, na co próbował spojrzeć.
Widział jedynie czarną sylwetkę, która teraz - był tego
pewien - zatrzymała się tuż przy szybie i wpatrywała
się w niego.</p>

<p>Nie chciał tu być.
Pragnął przedostać się na drugą stronę,
poczuć to ciepło wszędzie, w sobie! Wyciągnął
ręce i dotknął palcami chłodnej powierzchni.</p>

<p>- Zabierz mnie stąd -
wyszeptał.</p>

<p>Postać poruszyła się i
uniosła rękę. Dotknęła szyby w tym samym miejscu, w
którym znajdowała się jego dłoń i gdyby nie
rozdzielająca ich bariera, ich palce splotłyby się. Jednak w tym
samym momencie wydarzyło się coś niespodziewanego. Szyba
zatrzeszczała i zaczęła... zamarzać. Dokładnie od
miejsca, w którym nieznajoma postać ją naruszyła. Lód
rozprzestrzeniał się błyskawicznie, niemal całkowicie
odcinając dostęp światła i ciepła.</p>

<p>Zanim zdążył zorientować
się, co się dzieje, poczuł jak lodowaty chłód pełznie
po jego skórze, wzdłuż dłoni, pokrywając je szronem.
Spróbował oderwać ręce, ale nie mógł tego zrobić. Z
przerażeniem patrzył, jak szron pełznie po jego przedramionach,
sięgając coraz dalej. Rozpaczliwie zaczął się
szarpać, pragnąc oderwać ręce, nie pozwolić, by szron
dotarł jeszcze dalej, by dosięgnął serca...</p>

<p>I w tym samym momencie uderzył o
coś głową i odkrył, że znajduje się w swoim
własnym łóżku z wyciągniętymi przed siebie rękami
i szaleńczo bijącym sercem.</p>

<p>To był tylko sen... Tylko sen.
Sen. Nic więcej.</p>

<p>Podniósł się
błyskawicznie i spuścił nogi z łóżka, pochylając
się do przodu, opierając łokcie na kolanach i wplatając
palce we włosy.</p>

<p>W dormitorium panowała cisza,
jedynie od czasu do czasu przerywana pochrapywaniem Rona.</p>

<p>Głowa wciąż
pulsowała mu po uderzeniu w wezgłowie łóżka, ale serce
powoli wracało do swego zwyczajowego rytmu.</p>

<p>Spojrzał na zegarek. Była
druga w nocy. Spał zaledwie dwie godziny. I... tak, był już
wtorek.</p>

<p>Zostało mu dziesięć
dni. Dziesięć dni... Co można zrobić w dziesięć
dni?</p>

<p>Poruszył się i
wyprostował, wzdychając głęboko. Spojrzał na
swoją poduszkę i sięgnął pod nią, wyjmując
zwinięty skrawek pergaminu. List od Voldemorta. Czytał go już
tyle razy, że niemal nie mógł tego zliczyć. Ale zrobił to.
Przeczytał go po raz kolejny. Jakby w jakiś sposób mogło mu to
pomóc w wymyśleniu sposobu na pokonanie go.</p>

<p>Nie pomagało. Przypominało
mu jedynie o tym, że wszystko to jest realne. Prawdziwe. Za każdym
razem, kiedy czytał ten list, uświadamiał sobie, że
nadszedł czas. To już teraz. To ta chwila. Moment, na który
czekał całe życie, a który zawsze odwlekał. W końcu
nastąpi. Nie ma już odwrotu. Pójdzie na spotkanie z Voldemortem.
Pozostawi za sobą wszystko, mając przed sobą tylko jeden cel.</p>

<p>Pokonać go.</p>

<p>Ale jak miałby to zrobić?
Od czego zacząć? Czy Voldemort ma w ogóle jakieś słabe
punkty? Było nie było, jest przecież człowiekiem,
jakkolwiek ciężko w to uwierzyć. Musi mieć. Przecież
oddycha, jego krew krąży, mózg funkcjonuje. Jest żywą
istotą, a każdą żywą istotę da się w
jakiś sposób pozbawić życia. Ale to nie jego ciało
stanowiło problem, a dusza. Przecież już raz przeżył.
Został zabity, a jego duch w jakiś sposób utrzymał się i
powrócił. To dzięki własnej mocy Voldemort jest
najpotężniejszym czarnoksiężnikiem, jaki istniał,
potężniejszym nawet od Grindelwalda. To magia utrzymuje go przy
życiu. To ona jest jego słabym punktem. I Snape to odkrył.
Obmyślił idealny plan pozbycia się Voldemorta poprzez wyssanie
całej jego mocy. Szkoda tylko, że przy okazji miał zamiar
pozbyć się również Harry'ego...</p>

<p>Ale przecież musi istnieć
jeszcze jakiś inny sposób! Jakaś luka. Coś, o czym nikt nie
pomyślał...</p>

<p>Dopóki jej nie znajdzie, będzie
musiał skupić się na tym, co przynajmniej teoretycznie znajduje
się w zasięgu jego ręki. Na ćwiczeniu zaklęć
ofensywnych i nauce Legilimens Evocis. Umówił się z Luną zaraz
po lekcjach przed Pokojem Życzeń. Miał tak mało czasu...
Najchętniej w ogóle przestałby chodzić na zajęcia, ale nie
chciał ściągać na siebie jeszcze większego
zainteresowania. Podejrzewał, że gdyby opuścił chociaż
jeden dzień nauki, to McGonagall pojawiłaby się w dormitorium
razem z całym gronem pedagogicznym.</p>

<p>Pozory. O to w tym wszystkim
chodziło. Zachować pozory. Chociaż i tak afera, która
rozpętała się wczoraj po Eliksirach,
ściągnęła na niego zainteresowanie niemal całej
szkoły, kiedy okazało się, że liczba punktów Gryffindoru w
przeciągu dwóch godzin lekcyjnych spadła do zera i że to
najwyraźniej Potter ma z tym coś wspólnego. Słyszał nawet,
że McGonagall pobiegła do Snape'a z karczemną awanturą, ale
niewiele to dało, ponieważ liczba punktów nawet nie
drgnęła.</p>

<p>Harry mógłby się
założyć o wszystko, że Snape prawdopodobnie był teraz
z siebie niezwykle zadowolony. Niczego nie musiał już udawać.
Nareszcie mógł pokazać swoje prawdziwe oblicze, które przez tak
długi czas był zmuszony ukrywać i hamować. Nareszcie
mógł pokazać, jak bardzo nienawidzi Harry'ego, jak bardzo nim gardzi,
a teraz, kiedy Harry zniszczył cały jego plan, zapewne nienawidził
go jeszcze bardziej...</p>

<p>Ciekawe, czy zastanawia się,
dlaczego Voldemort darował mu życie... Z pewnością, ale
nigdy tego nie zrozumie, ponieważ nie przyjdzie mu do głowy, że
Harry, po tym co zobaczył w myślodsiewni, byłby w stanie
dokonać czegoś tak szalonego i uratować mu życie.</p>

<p>Harry był więcej niż
pewien, że Voldemort dotrzymał słowa i nie powiedział
Snape'owi o niczym. Upewnił się o tym w momencie, w którym
mężczyzna przyznał mu szlaban do końca roku szkolnego. Wciąż
pamiętał satysfakcję, z jaką to zrobił... Nie, Snape o
niczym nie wiedział. I Harry był równie pewien, że nie
wiedział o tym także nikt inny. Voldemort nie był głupi.
Zachowanie wszystkiego w tajemnicy było mu bardzo na rękę. Nie
mógł zaryzykować, że w jakikolwiek sposób doszłoby to do
Dumbledore'a, przecież wielu Śmierciożerców ma synów i córki w
Hogwarcie. Wystarczyłaby jedna wypowiedziana w złości albo w
chęci zatriumfowania uwaga... Nie, nikt poza Harrym i Voldemortem nie ma
pojęcia o tym, co wydarzy się już niedługo.</p>

<p>Oczywiście Harry nie był
kretynem i domyślał się, że Voldemort złamie
obietnicę dokładnie w chwili, kiedy tylko aportuje się na
umówione miejsce spotkania. Nareszcie będzie miał w swych rękach
Harry'ego Pottera. Nie przepuści takiej okazji. Będzie
pławił się w chwale. W końcu będzie mógł
powiadomić o tym wszystkich, nawet samego Albusa Dumbledore'a. "Oto
wasz bohater, wasz Wybraniec... patrzcie na niego... patrzcie, jak
ginie..."</p>

<p>Harry zacisnął oczy.</p>

<p>Myśl o własnej
śmierci... nie była zbyt przyjemna. Ale dużo gorsza była
myśl o tym, co zrobi z nim Voldemort, jeżeli w końcu dostanie go
w swoje ręce. Jak długo będzie go torturował? Jak
długo będzie się nad nim pastwił, zanim zaspokoi swoją
żądzę zemsty? Jak długo?</p>

<p>Wizja ze snu, który
przyśnił mu się kilka tygodni temu, przecięła jego
umysł niczym sztylet. Wciąż na samo wspomnienie tamtego bólu
jego skóra pokrywała się gęsią skórką.</p>

<p>Nie może do tego
dopuścić. Jeżeli sprawy zaczną przybierać zły
obrót... jeżeli wydarzenia rozegrają się według najgorszego
z możliwych scenariuszy, wtedy... wtedy...</p>

<p>Jeszcze mocniej zacisnął
palce we włosach i pozwolił, by z jego piersi wyrwało się
długie westchnienie.</p>

<p>***</p>

<p>- Legilimens Evocis! Legilimens
Evocis! Legilimens Evocis! Legilimens
Evocis! Niech to szlag!</p>

<p>Harry opuścił
różdżkę i otarł pot z czoła.</p>

<p>Był wykończony. Głowa
pulsowała mu od prób skupienia się, nogi trzęsły się
niczym pudding. Cofnął się i oparł o ławkę.</p>

<p>Luna westchnęła i
przekrzywiła głowę, wpatrując się w Harry'ego ze
zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Nie wydaje mi się, aby to
zadziałało, nawet jeżeli krzyknąłbyś to
zaklęcie pięćdziesiąt razy. Tu chyba raczej chodzi o
sposób, a nie o ilość...</p>

<p>- Wiem - odpowiedział
zmęczonym głosem i przetarł oczy. Od dwóch godzin próbował
rzucić to jedno zaklęcie i kompletnie mu nie wychodziło.
Nieważne jak bardzo oczyszczał umysł. Nieważne jak bardzo
Luna starała się mu pomóc, otwierając swój. Nie
posunął się nawet odrobinę. Nie potrafił jej
wyczuć, nie mógł odnaleźć drogi. Nie wiedział nawet, w
którą stronę powinien iść.</p>

<p>- Co czytałeś o tym
zaklęciu? - zapytała Krukonka.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi. Co o nim
czytał? Przypomniał sobie starą księgę, którą
znalazł w Dziale Ksiąg Zakazanych.</p>

<p>- Hmm... że aby je rzucić,
trzeba być albo doskonałym oklumentą, albo tak bardzo tego
pragnąć, że oddałoby się za to nawet własne
życie.</p>

<p>- A więc to naprawdę
dziwne, że ci nie wychodzi...</p>

<p>Harry zamrugał i spojrzał
na dziewczynę. Czyżby to był sarkazm? Ale Luna patrzyła na
niego z taką samą niewinnością, jak zawsze.</p>

<p>- Wiem, co sobie o mnie
myślisz... - zaczął.</p>

<p>- Nie wiesz. - Luna
uśmiechnęła się. - Przecież nie udało ci się
dostać do mojego umysłu.</p>

<p>Harry spojrzał na nią
uważniej. Czasami miał wrażenie, że pod tą maską
zwariowanej dziewczyny kryje się umysł ostry niczym brzytwa.</p>

<p>- Pewnie myślisz, że powinienem
dać sobie z tym spokój...</p>

<p>- A jakie to ma znaczenie, co ja
myślę? - zapytała. - To ty myślisz, że uda ci się
pokonać Sam Wiesz Kogo przez zakrzyczenie go na śmierć.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Voldemort używa tego
zaklęcia. To jedyny sposób, żeby się przed nim obronić.
Żadne zaklęcie tarczy mi nie pomoże. Nie jestem w stanie
zranić go fizycznie. Co innego mi pozostaje? - Luna otworzyła usta,
aby odpowiedzieć, ale Harry ją uprzedził. Nie miał ochoty
na takie dyskusje. I tak nie zrezygnuje. - Możemy umówić się w
czwartek? Spróbuję jeszcze raz.</p>

<p>Dziewczyna zamknęła usta i
rzuciła mu długie, zamyślone spojrzenie.</p>

<p>- Chyba nie zamierzasz zrobić
czegoś niemądrego, prawda Harry?</p>

<p>- Oczywiście, że nie -
odparł gładko. Nie mógł jej powiedzieć. Jakkolwiek wyrozumiała
by nie była, tego, co zamierzał zrobić, nawet ona by nie
zaakceptowała. - Ale muszę przecież coś umieć.
Powinienem w końcu nauczyć się czegoś przydatnego.</p>

<p>- Moim zdaniem powinieneś przede
wszystkim odpocząć. Wyglądasz tak, jakby zagnieździła
się w tobie cała kolonia Niciaków Neuronowych.</p>

<p>- Czego?</p>

<p>- To takie mikroskopijne organizmy
pasożytnicze. Spokrewnione z Gnębiwtryskami, ale o wiele bardziej
niebezpieczne. Gnieżdżą się w mózgu i wyjadają synapsy
oraz szare komórki. A sądząc po twoim zachowaniu, niewiele ci ich
już zostało.</p>

<p>Harry rzucił jej chłodne
spojrzenie, ale ona nadal patrzyła na niego z absolutnie niewinnym wyrazem
twarzy. Splotła dłonie za plecami i przez chwilę wodziła
wzrokiem po suficie, jakby czegoś szukała.</p>

<p>- Skoro nie masz ochoty się
już uczyć, to może zagramy w Kto Znajdzie Więcej Gniazd
Błyskotek? To bardzo przyjemna gra. Rozładowuje napięcie. I...
pokazuje, że nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nie ma już
nadziei... zawsze można znaleźć nowe gniazdo Błyskotek! -
Uśmiechnęła się wesoło.</p>

<p>Harry przewrócił oczami.</p>

<p>- Myślę, że na dzisiaj
wystarczy - westchnął, odpychając się od ławki. -
Spotkamy się w czwartek po zajęciach - powiedział sucho i
ruszył do drzwi, ale w tym samym momencie usłyszał łagodny
głos Luny:</p>

<p>- Harry... przykro mi, że wam
nie wyszło.</p>

<p>Zatrzymał się
gwałtownie. Ale nie odwrócił.</p>

<p>- Wiesz, takie zamykanie się w
niczym ci nie pomoże - kontynuowała. - To jak stawianie tamy na
spienionej rzece. W końcu nie wytrzyma naporu wody i pęknie.</p>

<p>Harry zacisnął usta. Nie
odpowiedział. Po prostu wyszedł.</p>

<p>***</p>

<p>Gabinety większości
nauczycieli znajdowały się na pierwszym piętrze, dlatego
też uczniowie starali się omijać to miejsce szerokim
łukiem. Ale Harry podążał właśnie korytarzem na
pierwszym piętrze, zmierzając w stronę gabinetu Tonks. Miał
nadzieję, że wróciła już z kolacji, na którą tym razem
nie pozwolił się Hermionie zaciągnąć. Wolał
poświęcić ten czas na przejrzenie książki, którą
udało mu się ostatnio wyszperać w bibliotece. Znalazł w
niej bardzo ciekawe zaklęcie, które z pewnością...</p>

<p>BUM!</p>

<p>Jego myśli rozsypały
się, kiedy, skręcając w kolejny korytarz, wpadł na coś
ciemnego i wysokiego.</p>

<p>- Och - jęknął,
cofając się o dwa kroki, w ostatniej chwili łapiąc
równowagę i słysząc nad sobą niski pomruk zaskoczenia.
Wystarczył jeden przebłysk długiego rzędu maleńkich
guziczków i wdzierający się przemocą w nozdrza zapach ziół,
by świadomość tego, na kogo właśnie wpadł,
uderzyła w niego z siłą rozpędzonego Błędnego
Rycerza.</p>

<p>Błyskawicznie uniósł
głowę i napotkał świdrujące spojrzenie czarnych oczu.
Oczu, które na krótką chwilę rozszerzyły się ze zdumienia,
ale zaraz potem przybrały jeden ze swoich najbardziej odpychających
wyrazów.</p>

<p>Snape. Stał tuż przed nim.
Po raz pierwszy od tamtej chwili... po raz pierwszy Harry widział go z tak
bliska...</p>

<p>Wystarczyło jedno
muśnięcie wzrokiem, by Harry zauważył wszystkie zmiany,
jakie się w nim dokonały od ich ostatniego spotkania. Zmienił
się. Miał cienie pod oczami oraz szarą, niezdrową cerę.
I Harry miał teraz szansę zobaczyć z bliska bliznę znajdującą
się na jego policzku. Jednak chwilowe zaskoczenie, które pozwoliło mu
na tę niezamierzoną kontemplację, szybko ustąpiło
miejsca zimnej obojętności.</p>

<p>Oto stał przed nim
człowiek, który... który... który przestał dla niego istnieć.
Tak. Snape... należał do poprzedniego życia. W tym nowym w ogóle
się nie liczył. Nie powinien się liczyć</p>

<p>Harry cofnął się o
krok, wyprostował i zacisnął szczękę, wpatrując
się w mężczyznę z wyzwaniem w oczach. Snape także
się wyprostował. Zmarszczył swoje ciemne brwi i spojrzał na
Harry'ego tak, jakby patrzył na robaka, który sam pcha się pod but i
prosi o rozdeptanie. Jego cienkie wargi zacisnęły się w
cienką, bladą linię. Twarz zmieniła w maskę
nienawiści.</p>

<p>Przez chwilę po prostu stali i
mierzyli się wzrokiem, niczym w jakimś niewerbalnym pojedynku, który
przypominał pewnego rodzaju preludium przed prawdziwą bitwą.
Harry miał dziwne wrażenie, że powietrze stało się
zbyt gęste, by dało się nim swobodnie oddychać.</p>

<p>Mimowolnie zacisnął
pięści. Nie miał ochoty patrzeć na Snape'a, nie miał
ochoty przebywać w jego pobliżu. Snape nie zasługiwał na
to... nie miał prawa się do niego zbliżać! Harry po prostu
go ominie i odejdzie.</p>

<p>Zrobił krok w prawo, by
wyminąć odzianą w czerń sylwetkę, ale
mężczyzna poruszył się i błyskawicznie przesunął
w tę samą stronę, zagradzając mu drogę.</p>

<p>To było... zaskakujące.</p>

<p>Przez sekundę w spojrzeniu
mężczyzny pojawił się lodowaty rozbłysk. Jakby
próbował ugodzić nim Harry'ego. Rzucić mu wyzwanie.</p>

<p>Harry zmrużył ostrzegawczo
oczy i przesunął się w lewo, chcąc ominąć go z
drugiej strony, ale Snape jednym krokiem ponownie mu to uniemożliwił.</p>

<p>Co on sobie wyobraża? Jak w
ogóle śmie...?</p>

<p>Powietrze stało się jeszcze
gęstsze. Harry'emu wydawało się, że po jego skórze
wędrują iskry, kiedy odpierał to natarczywe spojrzenie czarnych
oczu.</p>

<p>Zanim jednak zdążył
wykonać jakikolwiek kolejny ruch, usłyszał za sobą
zbliżające się kroki. Snape przerwał kontakt wzrokowy i
spojrzał w głąb korytarza.</p>

<p>Harry przez ułamek sekundy
dostrzegł na jego twarzy rozdrażnienie. Mężczyzna
zmrużył oczy, ponownie musnął płonącym wzrokiem
twarz Harry'ego i bez słowa wyminął go, zachowując się
tak, jakby nic się nie wydarzyło.</p>

<p>Harry nie odwrócił się.
Powietrze powróciło do swej normalnej gęstości, więc w
końcu mógł wziąć w płuca głęboki oddech,
pozwalając by wypełnił go chłód obojętnej pogardy.
Rozprostował zaciśnięte palce.</p>

<p>To było... to było... Jak
Snape śmiał w ogóle próbować wykorzystać przeciwko niemu te
swoje plugawe gierki? Jakby miał nadzieję, że Harry się
przestraszy albo straci nad sobą panowanie... Co on sobie
myślał?</p>

<p>- Och, dobry wieczór Severusie -
usłyszał z oddali głos profesor Sinistry.</p>

<p>Nieważne. To wszystko jest
nieważne.</p>

<p>Przymknął powieki i
sięgnął w głąb... sięgnął po chłód
i ciszę. Otulił się nimi, pozwalając, by przywarły do
niego niczym skorupa.</p>

<p>Tak było dobrze. Idealnie. Teraz
czekała go nauka. Musi zachować czysty umysł. Musi
przyswoić jak najwięcej. To może być jego jedyna szansa.
Nic, absolutnie nic nie może go rozpraszać.</p>

<p>Zostało mu tylko
dziewięć dni.</p>

<p>***</p>

<p>- Mam nadzieję, że ci nie
przeszkadzam - powiedział Harry, kiedy Tonks wpuściła go do
swojego gabinetu.</p>

<p>- Oczywiście, że nie! -
Tonks uśmiechnęła się promiennie, zamykając za nim
drzwi. - Jestem cholernie podekscytowana, że znowu mogę cię
czegoś nauczyć, Harry. Och, przepraszam. Nie powinnam tak przy tobie
mówić. Teraz jesteś moim uczniem. Ciągle o tym zapominam -
roześmiała się. Podeszła do swojego biurka, odwróciła
się w stronę Harry'ego i klasnęła w dłonie. -
Może się czegoś napijesz, zanim zaczniemy? Ale żadnych
wysokoprocentowych napojów! - Pogroziła mu przyjaźnie palcem. -
Już raz miałam przez to kłopoty.</p>

<p>- Przepraszam - mruknął
Harry. W zasadzie, to nigdy jej za to nie przeprosił. A przecież to
przez niego miała te kłopoty.</p>

<p>- Och, to już nieważne.
Było, minęło. Wszyscy uczymy się na własnych
błędach, co nie, Harry? No więc jak? Sok dyniowy? Herbata? Mam
świetną jaśminową herbatę.</p>

<p>- Nie, dziękuję.</p>

<p>- Jesteś pewien?</p>

<p>- Tak.</p>

<p>- Szkoda. Myślałam, że
dotrzymasz mi towarzystwa. - Odwróciła się i sięgnęła
po filiżankę parującej herbaty. Oparła się
nonszalancko o biurko i przybliżyła filiżankę do ust. - No
więc... czego chciałbyś się nauczyć?</p>

<p>- Jak pokonać Voldemorta -
odparł szczerze Harry.</p>

<p>Ta odpowiedź wyraźnie
zaskoczyła Tonks. Zamrugała i opuściła dłoń.</p>

<p>- Żartujesz, prawda?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Dlaczego miałbym
żartować? Przecież wszyscy wiedzą, że w końcu
będę musiał się z nim zmierzyć, a tak naprawdę to
nic konkretnego nie umiem.</p>

<p>Tonks odstawiła
filiżankę, pochyliła się lekko do przodu i wbiła w
niego badawcze spojrzenie.</p>

<p>- Moim zdaniem umiesz bardzo
dużo, Harry. Żaden z moich uczniów nie umie tyle co ty.</p>

<p>- Ale to wciąż jest
niewystarczająco. Przecież nie pokonam Voldemorta zaklęciami
tarczy, zaklęciem rozbrajającym czy... nie wiem, zaklęciem
galaretowatych nóg na przykład.</p>

<p>Tonks roześmiała się.</p>

<p>- Chciałabym to zobaczyć...</p>

<p>- Przecież jesteś aurorem -
kontynuował Harry. - Sama wiesz, jak niebezpiecznych zaklęć
używają Śmierciożercy. Walczyłaś z nimi, prawda?
Pokonywałaś ich. W jaki sposób?</p>

<p>Tonks przestała się
uśmiechać i spojrzała na niego z powagą.</p>

<p>- Harry, nie mogę...</p>

<p>- Nie chodzi mi o czarnomagiczne
zaklęcia - przerwał jej chłopak. - Ale nie mów mi, że
podczas walki z najgroźniejszymi Śmierciożercami, którzy bez
wahania rzuciliby na ciebie najboleśniejsze klątwy, nigdy nie
używałaś przeciwko nim czegoś poważniejszego od
Reducto. Aurorzy na pewno znają inne zaklęcia. Zaklęcia, które
nie są zaklęciami czarnomagicznymi, ale potrafią dokonać
czegoś więcej, niż tylko ogłuszyć ofiarę. - Harry
przerwał, wpatrując się w Tonks z uwagą. Zagryzła wargę.
Wyglądała tak, jakby walczyła ze sobą.</p>

<p>- Posłuchaj mnie, Harry. Gdyby
Dumbledore...</p>

<p>- Dumbledore na pewno nie
pokonał Grindelwalda zaklęciem rozbrajającym.</p>

<p>Tonks nabrała tchu.</p>

<p>- Nie, ale walczył z nim, kiedy
był znacznie starszy od ciebie.</p>

<p>- Myślisz, że ja
będę miał tyle czasu? - Pytanie zawisło w powietrzu, pomimo
ciężaru myśli, które za sobą pociągnęło.</p>

<p>Tonks zmrużyła oczy,
przyglądając się Harry'emu w zamyśleniu. Harry nie był
jej dłużny, patrząc na nią wyzywająco.</p>

<p>To była jego jedyna szansa.
Musiał postawić wszystko na jedną kartę. Tylko ona
mogła mu jakoś pomóc. Jeżeli odmówi, to... no cóż, wtedy
zostanie całkowicie sam.</p>

<p>- Zawsze wiedziałam, że
jesteś o wiele bardziej niepokorny, niż nam się wszystkim wydaje
- odezwała się w końcu, pozwalając, by na jej wargi
wypłynął szelmowski uśmieszek.</p>

<p>- Czyli... pomożesz mi?</p>

<p>- Tak, mogę nauczyć
cię kilku... sztuczek.</p>

<p>*</p>

<p>- Dokładnie się sobie
przypatrz, Harry. Zapamiętaj siebie, zapamiętaj swoją
postawę, każdy szczegół swojego wyglądu - instruowała
Tonks, stojąc obok ogromnego lustra, które przetransmutowała z
wieszaka na ubrania. Harry stał naprzeciw lustra, trzymając w
złączonych dłoniach skierowaną ku górze
różdżkę i przyglądał się swojemu odbiciu.
Potargane włosy, okrągłe okulary. Ciemne spodnie. Biała
koszula, rozpięta pod szyją. Poluzowany krawat w kolorach
Gryffindoru. Dobrze wiedział, jak wygląda. Wystarczająco wiele
razy oglądał się w lustrze i na zdjęciach w Proroku
Codziennym.</p>

<p>- A teraz zamknij oczy i
przywołaj swój obraz - mówiła dalej Tonks.</p>

<p>Harry wykonał polecenie,
próbując wyobrazić sobie siebie, stojącego tuż obok.</p>

<p>- Skup się. Nie myśl o
niczym innym, tylko o tym, jak wyglądasz.</p>

<p>Harry mocniej zacisnął
powieki. Stworzył w umyśle swój obraz, ale był on lekko
zamazany. Nie potrafił go wyostrzyć.</p>

<p>- A teraz wypowiedz zaklęcie.</p>

<p>Harry nabrał tchu i jeszcze
bardziej ścisnął trzymaną w dłoniach
różdżkę.</p>

<p>- Effigia.</p>

<p>Poczuł mrowienie w całym
ciele i usłyszał obok lekkie pyknięcie. Momentalnie
otworzył oczy i spojrzał w bok, ale zobaczył tylko
rozwiewający się szybko, niewyraźny kształt,
przypominający fatamorganę.</p>

<p>- Coraz lepiej -
uśmiechnęła się Tonks.</p>

<p>To była jego trzecia próba.
Chyba najbardziej udana jak do tej pory.</p>

<p>- Zaklęcie Cienia wymaga
precyzji i dokładności. Spróbuj jeszcze raz. Nie chodzi tylko o twój
wygląd, Harry. Musisz zapamiętać sposób, w jaki się
poruszasz. Potrafić przewidzieć każdy swój ruch. Wyobrazić
go sobie. Zamknij oczy.</p>

<p>Harry wykonał polecenie.</p>

<p>W jaki sposób się poruszał?
Skąd miał to wiedzieć? Człowiek odbiera siebie
zupełnie inaczej niż inni. Ponieważ jest zamknięty
wewnątrz siebie, ma ograniczoną percepcję. Musi w takim razie
znaleźć sposób, aby spojrzeć na siebie z zewnątrz. Oczami
kogoś innego.</p>

<p>Jak może widzieć go Tonks?
Jak może widzieć go...</p>

<p>Zobaczył siebie. Nagiego, bez
okularów, z zielonym ręcznikiem przewieszonym przez ramiona,
stojącego obok wysokiej, ciemnej sylwetki.</p>

<p>Tak. To jest to!</p>

<p>- Effigia.</p>

<p>Tym razem mrowienie objęło
nie tylko skórę, ale również całe jego wnętrze. Doznał
wrażenia, jakby coś się w z niego wyrywało.
Zakręciło mu się w głowie i musiał szybko
otworzyć oczy.</p>

<p>Spojrzał w bok i napotkał
uważne spojrzenie zielonych oczu patrzących na niego zza
okrągłych okularów.</p>

<p>Zamrugał. Harry obok
również zamrugał.</p>

<p>- Brawo, Harry! - usłyszał
podniecony krzyk Tonks. - Nie sądziłam, że tak szybko ci
się uda! Jestem pod wrażeniem, naprawdę! Świetna robota!</p>

<p>Harry spojrzał na nią.
Harry obok również. Potem zerknął w lustro i dla próby
uniósł dłoń. Jego cień zrobił to samo.</p>

<p>- Może rzucać
zaklęcia? - zapytał i natychmiast umilkł, kiedy jego głos
zabrzmiał podwójnie. Ale głos tego drugiego Harry'ego był nieco
inny. Zawsze odbieramy swój głos inaczej, kiedy mówimy, a kiedy słyszymy
go z zewnątrz.</p>

<p>- Oczywiście - odparła
Tonks. - Będzie robił dokładnie to samo, co ty.</p>

<p>Harry spojrzał na nią.
Miała skrzyżowane na piersi ramiona i uśmiechała się z
dumą.</p>

<p>- Jak wiele... - zaciął
się i ponownie przeniósł wzrok na swoją drugą wersję.
- Ilu ich można zrobić?</p>

<p>- Ilu zechcesz. Oczywiście
każdy kolejny to coraz większy wysiłek i większa
trudność, ale ćwiczenie czyni mistrza. To zaklęcie już
wiele razy uratowało mi tyłek. Wyobraź sobie, że z kimś
walczysz i nagle wszędzie wokół ciebie pojawia się
dziesięć kopii twojego przeciwnika. Którego zaatakujesz?</p>

<p>- Wszystkich po kolei?</p>

<p>- No właśnie. Nie
jesteś w stanie zrobić tego na raz, zwłaszcza jeśli
biegają we wszystkie strony. I dzięki temu zyskujesz kilka sekund
przewagi, potrzebnych akurat do tego, aby rozbroić zdezorientowanego
przeciwnika.</p>

<p>Zanim Tonks skończyła
mówić, drugi Harry zaczął się z wolna rozwiewać i
już po chwili nie było po nim śladu. Harry doznał
wrażenia, jakby nagle odebrano mu połowę mocy. Zakręciło
mu się w głowie i zachwiał się, przyciskając
dłoń do czoła.</p>

<p>- No tak, to nie jest zbyt przyjemne
- powiedziała Tonks, wzdychając. - Niestety jedyną wadą
tego zaklęcia jest to, że ogromnie wyczerpuje. Każdy kolejny
cień to rozdzielanie własnej mocy na coraz mniejsze kawałki. I
kiedy cień znika, oddana mu moc znika wraz z nim. I mija trochę czasu, zanim
ponownie się zregeneruje.</p>

<p>Harry cofnął się na
uginających się nogach i opadł na krzesło obok biurka.
Czuł się tak, jakby nagle wyssano z niego całą
energię. Połowę
energii.</p>

<p>- Ale zazwyczaj wtedy twój przeciwnik
jest już powalony i unieruchomiony. - Tonks uśmiechnęła
się.</p>

<p>- A jeżeli nie jest? -
zapytał Harry, pocierając skronie.</p>

<p>- Wtedy masz problem...</p>

<p>- Dzięki, to naprawdę
pomocne - odparł z prychnięciem.</p>

<p>- Posłuchaj mnie, Harry -
zaczęła. Jej ton stał się poważniejszy. - Nie ma
zaklęć idealnych. Każde niesie za sobą jakieś ryzyko.
Jeżeli chcesz rzucać coraz trudniejsze, coraz silniejsze
zaklęcia, to musisz przygotować się na to, że będziesz
musiał za nie zapłacić. Spójrz, jak wielką cenę
zapłacił za swą potęgę Sam Wiesz Kto. Oddał za
nią całe swoje człowieczeństwo. - Tonks zamilkła i
przez jakiś czas po prostu wpatrywała się w Harry'ego. -
Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Wątpię, abyś
był teraz w stanie rzucić kolejne tak wyczerpujące
zaklęcie. Powinieneś wrócić do dormitorium,
położyć się i odpocząć. A jutro, jeżeli
chcesz, mogę pokazać ci coś bardziej... ofensywnego -
uśmiechnęła się zadziornie. - Chyba, że masz jeszcze
jakieś pytania...</p>

<p>Harry poderwał głowę.</p>

<p>Teraz. Miał szansę.</p>

<p>- Właściwie to... tak się
zastanawiałem... - Dobrze mu idzie. Musi udawać
obojętność. Zwykłą ciekawość. -
Pamiętasz to zaklęcie, o którym nam kiedyś
opowiadałaś? Jakaś silniejsza wersja legilimencji, czy coś
takiego. Mówiłaś, że Voldemort go używa. Skąd tyle o
nim wiesz? Rzuciłaś je kiedyś?</p>

<p>Tonks zastanawiała się
przez chwilę nad odpowiedzią.</p>

<p>- Jako auror muszę znać,
przynajmniej teoretycznie, wszystkie zaklęcia, którymi mogę
zostać trafiona podczas walki. Aby móc je rozpoznać i, jeżeli
jest to możliwe, rzucić odpowiednie przeciwzaklęcie lub też
użyć odpowiedniego eliksiru. Legilimens Evocis użyłam raz.
Jeden jedyny raz. Uratowało mi życie. - Jej oczy zamgliły
się lekko, kiedy przywoływała wspomnienia. - Walczyłam z
Ibramovicem, kaukaskim Śmierciożercą. Był silny. Bardzo
silny. Rzucił na siebie jakiś rodzaj tarczy, która odbijała
wszystkie moje zaklęcia. Byłam ranna i straciłam już niemal
całą moc. Nie mogłam nic zrobić. Nie mogłam
rzucić na niego żadnego ofensywnego zaklęcia, w żaden
sposób nie mogłam zranić go fizycznie. I wtedy przypomniałam
sobie o tym zaklęciu. To była moja jedyna szansa. Wiedziałam,
że zginę, że zostały mi tylko sekundy. Było mi
już wszystko jedno. Rzuciłam je i... do tej pory nie wiem, w jaki
sposób... dostałam się do jego umysłu. Zaatakowałam go od
wewnątrz. I dzięki temu nadal żyję. Nigdy wcześniej
ani nigdy później nie udało mi się go użyć.
Próbowałam to powtórzyć, ale nie byłam w stanie. Tylko najlepsi,
najdoskonalsi oklumenci potrafią rzucić je wtedy, kiedy zechcą.
Niestety, oklumencja nigdy nie była moją mocną stroną.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
odwrócił wzrok.</p>

<p>A więc to na nic... Cała
nauka z Luną, wszystkie te próby... nie doprowadzą go do niczego. Bo
skoro Tonks, która przecież była aurorem i potrafiła o wiele
więcej niż on, skoro nawet jej udało się rzucić to
zaklęcie zaledwie jeden raz i to jedynie w obliczu śmierci... to w
jaki sposób on miałby tego dokonać? To wszystko było bez
sensu...</p>

<p>Westchnął i zrezygnowany
podniósł się z krzesła, dziękując Tonks za pomoc, po
czym wyszedł z gabinetu i bardzo wolno ruszył w drogę
powrotną do dormitorium.</p>

<p>Jego przyszłość
już wcześniej malowała mu się w czarnych barwach, ale
teraz... Czy istnieje coś ciemniejszego od ciemności? Przecież
ciemność to tylko brak światła... No właśnie.
Miał coraz silniejsze wrażenie, że z każdą chwilą
bezpowrotnie gaśnie kolejne źródło światła i
zostało mu ich już naprawdę niewiele.</p>

<p>Co będzie, kiedy zgasną
wszystkie?</p>

<p>***</p>

<p>Od czasu wymiany zdań, do której
doszło podczas poniedziałkowej lekcji Eliksirów w ogóle z Ronem nie
rozmawiał. Było mu to na rękę. Zostało mu zaledwie
osiem dni. Potrzebował teraz skupić się tylko i
wyłącznie na przygotowaniach. Nic nie mogło go rozpraszać,
a odsunięcie od siebie przyjaciela było najłatwiejszym sposobem
na załatwienie sobie odrobiny spokoju. Z Hermioną sprawa nie
była już tak prosta. Wciąż go nadzorowała,
pilnowała, by chodził na posiłki, wciąż czuł na
sobie jej zaniepokojone, badawcze spojrzenie.</p>

<p>Wędrowało za nim za
każdym razem, kiedy tylko pojawiał się w jej polu widzenia.
Teraz też się do niego przylepiło. Od razu, kiedy tylko
wszedł do Pokoju Wspólnego, wróciwszy z kolejnego spotkania z Luną i
korepetycji u Tonks. Po wczorajszej rozmowie z Nimfadorą jego zapał
do nauki Legilimenc Evocis momentalnie opadł. Wobec tego
poćwiczył z Luną tylko kilka zaklęć obronnych i
pożegnał się.</p>

<p>Tonks dotrzymała obietnicy.
Nauczyła go - na razie jedynie teoretycznie, ponieważ nie mieli
obiektu, na którym mógłby poćwiczyć, a trudno uznać
manekina za żywe stworzenie - kilku silnych zaklęć ofensywnych:
Zaklęcia Strzały, które sprawiało, że ofiara miała
wrażenie, jakby została trafiona setkami ostrych jak brzytwa
strzałek, które wbijały się w jej ciało jednocześnie;
Zaklęcia Skorpiona, które paraliżowało nerwy, ale było o
wiele bardziej skuteczne od Petrificus Totalus, ponieważ dało
się je przerwać jedynie poprzez podanie beozaru, oraz Zaklęcia
Próżni, które blokowało drogi oddechowe i sprawiało, że
ofiara zaczynała się dusić i nie mogła złapać
tchu.</p>

<p>Wszystkie trzy były ciekawe i na
pewno przydatne, ale... to jeszcze nie było to, czego szukał. Czy
naprawdę nie istniało nic bardziej niebezpiecznego, ale co nie
kwalifikowałoby się jako Czarna Magia?</p>

<p>Przechodząc przez Pokój Wspólny,
mimowolnie zerknął na siedzących przed kominkiem Rona,
Hermionę i Ginny. Ron obrócił się i posłał mu ponure,
zdradzone spojrzenie. Hermiona zagryzła wargę, a na jej twarzy
pojawił się głęboki smutek. Ginny szybko umknęła
wzrokiem i skierowała go w stronę kominka. Wciąż była
na niego obrażona za to, co jej wtedy powiedział. Wszyscy się od
niego odwrócili.</p>

<p>I dobrze.</p>

<p>***</p>

<p>Harry otworzył oczy.
Przekręcił głowę i zerknął na zegarek. Była
piąta nad ranem.</p>

<p>Zostało mu siedem dni.</p>

<p>***</p>

<p>Po raz pierwszy w życiu Hermiona
nie potrafiła skupić się na lekcji. Próbowała notować
to, co mówił Binns, ale wszystko jakoś przepływało przez
nią, nie pozostawiając po sobie nawet śladu. Siedzący po
jej lewej stronie Ron całym sobą starał się ignorować
istnienie Harry'ego. Najwyraźniej postanowił udawać, że
jego - jeszcze do niedawna - najlepszy przyjaciel w ogóle nie istnieje. Usta
miał zaciśnięte tak bardzo, iż obawiała się,
że po zakończeniu lekcji nie będzie mógł ich rozkleić.
Nie odzywał się do Harry'ego od poniedziałku. Próbowała przemówić
mu do rozsądku, ale to nic nie dawało. Był uparty jak Centaur.</p>

<p>Z kolei siedzący po jej prawej
stronie Harry z każdą chwilą coraz bardziej przypominał jej
uczącego ich ducha. Jego skóra była znacznie bledsza niż
wcześniej, niemal przezroczysta. Drżące powieki raz po raz
opadały na przekrwione oczy. Schudł w ciągu ostatniego tygodnia.
Zawsze był drobny, ale teraz potrafiłaby policzyć kości na
jego dłoniach. Wydawał się zapadać w sobie. Jedynie jego
oczy się nie zmieniły. Nadal były jaskrawozielone, pomimo
iż teraz nie patrzyły już zza okularów ze swą
zwyczajową zaciętością. Kryła się za nimi
wciąż ta sama pustka, którą przyniósł ze sobą z
zaśnieżonych błoni. Zimna
i nieprzenikniona.</p>

<p>Hermiona zagryzła wargę i
pochyliła się nad swymi notatkami. Niewiele zapisała. Kilka
bezużytecznych słów. Zresztą jaki to miało sens, skoro wszystko
wokół się rozsypywało? Ich przyjaźń wisiała na
włosku. Zawsze byli razem, we trójkę, a teraz Harry wyraźnie
się oddalał i ledwie już dostrzegała jego sylwetkę na
horyzoncie. Ron ciągnął ją w przeciwnym kierunku, a ona
stała pośrodku, próbując przytrzymywać zarówno jednego i
drugiego, by nie dopuścić do tego, by stracić ich z oczu. Ale
jak długo jeszcze zdoła utrzymać ich razem? W końcu nie
wytrzyma i puści któregoś z nich... i co wtedy?</p>

<p>Z otępienia wyrwał ją
dzwonek. Zamrugała oszołomiona i rozejrzała się po sali.
Uczniowie błyskawicznie poderwali się z miejsc, pragnąc jak
najszybciej opuścić klasę i nie przejmując się tym,
że profesor Binns nie skończył jeszcze mówić.
Spojrzała na Rona, który ze złością pakował swoje
rzeczy, a następnie przeniosła wzrok na Harry'ego,
przyglądając się, jak spokojnie zapina torbę i podnosi
się z miejsca.</p>

<p>I wtedy czas zwolnił swój bieg i
Hermiona widziała to dokładnie... widziała, jak oczy Harry'ego
uciekają mu w głąb czaszki, twarz staje się biała
niczym wosk , a on... osuwa się na ziemię, uderzając biodrem w
krawędź ławki, a głową w twarde deski podłogi.
Jego okulary pękły i przetoczyły się na bok, a torba
otworzyła się, wysypując swą zawartość.</p>

<p>Przez ułamek sekundy, który
wydawał się trwać wiele godzin, w klasie zapadła
wibrująca cisza, jakby ktoś upuścił monetę i wszyscy w
napięciu czekali, aż się zatrzyma.</p>

<p>Czas powrócił, uderzając
ją w głowę niczym obuchem. Usłyszała czyjś krzyk
i dopiero po chwili zorientowała się, że to jej własny
głos. Zerwała się z miejsca i przypadła do nieprzytomnego
przyjaciela.</p>

<p>- Harry! - Złapała go za
ramiona i delikatnie przewróciła na plecy, słysząc w uszach
szaleńcze bicie własnego serca i krew pulsującą w
głowie. - Niech ktoś pobiegnie po panią Pomfrey!</p>

<p>- Ja pójdę! - krzyknął
blady jak ściana Neville i wybiegł z klasy, przeciskając
się pomiędzy podchodzącymi coraz bliżej, zaciekawionymi
uczniami, z których każdy chciał zobaczyć, co się
stało.</p>

<p>Ron opadł na kolana po drugiej
stronie Harry'ego. Był równie blady jak Neville.</p>

<p>Hermiona położyła
trzęsącą się dłoń na klatce piersiowej
przyjaciela. Oddychał.</p>

<p>Zalała ją fala lodowatej
ulgi. Przez moment bała się, że... że... To przecież
mogło być wszystko!</p>

<p>- Harry, słyszysz mnie? Harry! -
krzyczała, potrząsając go za ramiona. Wątpiła, że
to cokolwiek da, ale musiała coś zrobić. Cokolwiek, byle
zagłuszyć ten paraliżujący szum we własnej
głowie. Bezradność doprowadzała ją do szału.
Spojrzała na Rona. Wpatrywał się w Harry'ego z szeroko otwartymi
oczami i malującym się na twarzy zagubieniem. Podniosła
głowę i rozejrzała się po skupionych wokół uczniach.
Szeptali pomiędzy sobą, zachowując się tak, jakby
oglądali jakieś interesujące przedstawienie.</p>

<p>- Wynoście się stąd! -
krzyknęła. - Zróbcie mu miejsce, żeby mógł oddychać!</p>

<p>Lavender i Parvati spojrzały na
nią jak na wariatkę. Wiedziała, że tak właśnie
się teraz zachowuje, ale kompletnie ją to nie obchodziło.
Przeniosła spojrzenie z powrotem na papierową twarz Harry'ego.
Słyszała wokół siebie oburzone szepty, ale niektórzy uczniowie
rzeczywiście zaczęli się odsuwać.</p>

<p>Hermiona pochyliła się i
przycisnęła policzek do unoszącej się delikatnie piersi
Harry'ego. Zamknęła oczy, wsłuchując się w powolne i
ciche bicie serca.</p>

<p>- Trzymaj się, Harry.</p>

<p>*</p>

<p>Resztę pamiętała, jak
przez mgłę. Pielęgniarka wyrzuciła wszystkich z klasy i po
wstępnym badaniu oświadczyła, że to zwykłe omdlenie
spowodowane ogólnym wyczerpaniem oraz odwodnieniem, ale Hermiony wcale to nie
uspokoiło. Pomfrey przelewitowała nieprzytomnego Harry'ego do szpitala,
ale nie pozwoliła Hermionie przy nim zostać. Kazała jej
wracać na lekcje.</p>

<p>- To moja wina. To wszystko moja wina
- szeptała, łykając łzy i nie pomagał nawet
ciepły uścisk Rona. - Gdybym zauważyła wcześniej...
Był taki blady. Prawie nic nie jadał. Mogłam go zmusić.
Mogłam się nim bardziej zainteresować...</p>

<p>- Nic mu nie będzie, zobaczysz.
- Ron próbował ją uspokoić, kiedy szlochała w jego
ramię, stojąc przed klasą Eliksirów.</p>

<p>Plotka rozeszła się lotem
błyskawicy i Ślizgoni wiedzieli już wszystko o wydarzeniach na
Historii Magii.</p>

<p>- Och, cóż za tragedia -
dotarł do niej głos Zabiniego. - Chyba sam się zaraz
rozpłaczę...</p>

<p>Po tych słowach cała grupa
parsknęła śmiechem.</p>

<p>- Zamknijcie ryje! -
warknął ze złością Ron, ale to doprowadziło ich
tylko do jeszcze większego wybuchu wesołości. Pansy zaczęła
przedrzeźniać płaczącą Hermionę, a Zabini
pocieszającego ją Rona i przestali chichotać dopiero wtedy,
kiedy zza rogu wyłonił się Snape.</p>

<p>Hermiona oderwała się nieco
od Rona i wytarła łzy wierzchem dłoni, ale one nie chciały
przestać płynąć.</p>

<p>Musi się uspokoić. Musi
się wziąć w garść! Harry... on... będzie
dobrze... to wszystko...</p>

<p>Wiedziała, że Snape
przygląda się jej. Czuła na sobie jego świdrujące
spojrzenie, od kiedy tylko wyłonił się zza zakrętu i nawet
teraz, kiedy przechodził obok, zmierzając w stronę klasy,
zauważyła, że odwraca za nią głowę, nie
spuszczając z niej wzroku.</p>

<p>Zacisnęła usta, czując
narastającą w gardle, kwaśną gorycz.</p>

<p>Nie, nie będzie dobrze! Już
nigdy nie będzie dobrze!</p>

<p>Przycisnęła dłoń
do ust, nie potrafiąc powstrzymać wylewającego się z niej
szlochu. Odwróciła się do Rona i wtuliła w jego pierś,
wybuchając płaczem.</p>

<p>- Hermiono, proszę... uspokój
się - usłyszała jego głos. - Przecież on tylko
zemdlał. Nic takiego się nie stało. Na pewno już wszystko w
porządku.</p>

<p>Ale słowa Rona nie
potrafiły jej pocieszyć. On nic nie rozumiał. Tu nie
chodziło o zemdlenie, ale o to... o to wszystko, co do niego
doprowadziło! O to, że ona... nie umiała mu pomóc!</p>

<p>- Posłuchaj - wyszeptał jej
do ucha, gładząc jej plecy - jeżeli chcesz, to może...
może wrócisz do dormitorium i się położysz? Jakoś
cię usprawiedliwię. Nie martw się. Po lekcji przyjdę po
ciebie i go odwiedzimy. Co ty na to?</p>

<p>Hermiona oderwała się od
niego i otarła łzy z twarzy.</p>

<p>- Nie. Już w porządku.
Poradzę sobie.</p>

<p>Ron westchnął
głęboko i spojrzał w stronę drzwi, a następnie
skierował swój wzrok ponownie na Hermionę.</p>

<p>- Chodźmy. Zostaliśmy tylko
my. Wszyscy weszli już do klasy - powiedział. Hermiona pokiwała
głową i odwróciła się.</p>

<p>Zobaczyła Snape'a stojącego
przy otwartych drzwiach i wpatrującego się w nich z
głębokim zamyśleniem na twarzy. Szybko spuściła
głowę i pozwoliła poprowadzić się Ronowi do sali.
Miała wrażenie, że spojrzenie mężczyzny wypala jej
dziurę w głowie.</p>

<p>Usiadła w ławce i
otworzyła torbę, aby wyjąć przyrządy, kiedy usłyszała
trzask drzwi, a następnie kroki. Kroki,
które zatrzymały się tuż przed ich stolikiem.</p>

<p>Hermiona kolejny raz przetarła
powieki i powoli podniosła głowę, spoglądając prosto w
zmrużone oczy Snape'a. Oczy, które po chwili przeniosły się na
Rona, by znów powrócić do jej twarzy.</p>

<p>- Gdzie jest Potter? - Głos
Snape'a, pomimo że był surowy, zabrzmiał wyjątkowo cicho.
Hermiona przełknęła ślinę, ale zanim
zdążyła odpowiedzieć, uprzedził ją Ron:</p>

<p>- Harry stracił
przytomność na Historii Magii. Jest w skrzydle szpitalnym.</p>

<p>I wtedy zobaczyła, że
coś za oczami Snape'a poruszyło się gwałtownie, ale
trwało to tylko ułamek sekundy.</p>

<p>Hermiona usłyszała po
swojej lewej stronie parskniecie i donośny głos Zabiniego:</p>

<p>- Podobno runął z impetem i
przywalił głową w podłogę. Może w końcu
coś mu się w niej naprawi. - Pansy zachichotała głośno
na ten dowcip. - Niezłe zrobił z siebie widowisko. Szkoda, że
mnie tam nie było. Wyobrażacie sobie? Taki cudowny widok... - Po tych
słowach Zabini wstał i zaczął parodiować omdlenie
Harry'ego. Wszyscy
Ślizgoni wybuchnęli śmiechem.</p>

<p>Snape wciąż stał przed
ich ławką, wodząc spojrzeniem od Hermiony do Rona,
Ślizgonów i z powrotem. Hermiona zauważyła, że jego rysy
wyostrzyły się, wargi zacisnęły, a wzrok stał się
lodowaty. Odwrócił
się gwałtownie i podszedł do tablicy.</p>

<p>W sali momentalnie zapadła
cisza.</p>

<p>Przez chwilę po prostu stał
przed tablicą i wpatrywał się w nią, choć Hermiona nie
była tego pewna, gdyż widziała tylko jego plecy. W końcu
mężczyzna wyciągnął różdżkę i
cisnął na tablicę zaklęcie. Na ciemnej powierzchni
pojawiły się litery. Następnie odwrócił się z powrotem
w stronę klasy. Jego twarz wykrzywiał teraz szyderczy grymas.</p>

<p>- Mam nadzieję, że wasze
wyniki będą znacznie lepsze, skoro nie ma dzisiaj wśród was
osoby, która najbardziej zaniżała poziom tej klasy.</p>

<p>Hermiona zacisnęła usta.</p>

<p>Jak on śmie? Jak śmie tak
mówić o Harrym, skoro był jego... jeżeli oni byli... Co z niego
za człowiek?!</p>

<p>- Na tablicy i w książkach
na stronie trzysta dziewiętnastej znajdziecie wszelkie informacje
dotyczące Eliksiru Odkażającego. Macie czas do końca
zajęć. Zaczynajcie. - Po tych słowach podszedł do swojego
biurka, usiadł przy nim, wyciągnął z szuflady
jakąś książkę, rozłożył ją przed
sobą i pochylił się nad nią, najwyraźniej
pogrążając się w lekturze.</p>

<p>Jak on może w ogóle nie
przejmować się tym, że Harry zemdlał? Hermiona kompletnie
nie potrafiła tego zrozumieć.</p>

<p>- Przyniosę nam składniki -
powiedział Ron, podnosząc się z miejsca. Hermiona tylko
skinęła głową.</p>

<p>Przecież gdyby mu na nim
zależało... Poprawka, gdyby mu wcześniej zależało...
Nie, gdyby mu w ogóle zależało...</p>

<p>Przyjrzała się
dokładniej siedzącej przy biurku ciemnej sylwetce nauczyciela. Jego
leżące na biurku dłonie były zaciśnięte w
pięści... Przyjrzała się jeszcze bardziej, próbując nie
zwracać uwagi na Rona, który właśnie wrócił ze
składziku i coś do niej mówił.</p>

<p>Tak, dobrze widziała. Jego oczy,
pomimo, iż utkwione w tekście, wcale po nim nie
błądziły. Snape wyglądał tak, jakby patrzył na
książkę, ale wcale jej nie widział. Na co więc spoglądał
w swym umyśle?</p>

<p>- Hermiono, wszystko w porządku?
- dotarł do niej zmartwiony głos Rona. - Może jednak...</p>

<p>- Tak, w porządku -
przerwała mu, wyciągając różdżkę i zapalając
ogień pod swym kociołkiem. Zerknęła na listę
ingrediencji, ale jej spojrzenie ponownie powróciło do nauczyciela.</p>

<p>Ale czy jemu naprawdę
zależy? Pamiętała wzrok, którym pożerał Harry'ego.
Pamiętała bardzo wiele szczegółów, które wcześniej
wydawały się nieistotne, ale teraz, kiedy znała już klucz,
potrafiła odczytać elementy tej skomplikowanej układanki.
Największy problem stanowiło jednak dopasowanie ich do siebie. Gdyby
chociaż znalazła jakiś narożny fragment...</p>

<p>Jeżeli komuś na kimś
zależy... - myślała, siekając składniki i w ogóle nie
zwracając uwagi na to, w jaki sposób to robi - ...to czy mógłby
zranić tego kogoś aż tak dogłębnie? Przeczytała
kiedyś - teraz już nie pamiętała, gdzie - że
najbardziej ranimy tych, na których nam zależy. Ale dlaczego? W odruchu
samoobrony? Najpierw ja ciebie zranię, zanim ty zranisz mnie? Nie, to
było głupie. I nie pasowało. Nie tutaj. Co prawda, kompletnie
nie miała pojęcia, co pomiędzy nimi zaszło, więc
mogła jedynie zgadywać i opierać się na przypuszczeniach,
ale cokolwiek to było... sprawiło, że Harry otoczył
się grubą skorupą, twardą i zimną jak stal, żeby
już nikt się do niego nie zbliżył i zamknął
się w niej, całkowicie odcinając dostęp do swojej osoby.
Ale przecież Harry wciąż tam jest. Ukryty. Niewidoczny.
Schowany. I podejrzewała, że długo w tej skorupie nie wytrzyma.
Zacznie się w niej dusić. Zacznie mu brakować powietrza. W
końcu zawsze przychodzi taki moment, kiedy nawet najtwardsza skorupa
pęka i wszystko, co się pod nią kryje, wydostaje się na
zewnątrz.</p>

<p>Hermiona przerwała nagle
pracę i zgasiła ogień pod kociołkiem. Jej myśli
wirowały szaleńczo.</p>

<p>Tak! Teraz to do niej dotarło!
Widziała to! Widziała już pierwsze symptomy! Pamiętała
jak Harry całkowicie obojętnie zachowywał się na ostatnich
Eliksirach i jak pod koniec lekcji się zachwiał. Tak
właśnie odreagował! Dlaczego wcześniej nie przyszło
jej to do głowy? To oznaczało, że tamta lekcja nie była mu
obojętna. I Merlinie...! Pamiętała też jak Harry
prowokował Snape'a! Cokolwiek zaszło pomiędzy nimi...</p>

<p>- Hermiono - szepnął Ron. -
Co się dzieje? Dlaczego zgasiłaś ogień?</p>

<p>Hermiona spojrzała na niego szeroko
otwartymi oczami.</p>

<p>- Ron, posłuchaj... to dlatego
Harry zemdlał... to całe jego zachowanie i ta bariera, którą
się otoczył nie są prawdziwe. To wciąż ten sam Harry!
Rozumiesz? Musimy...</p>

<p>- Hermiono, już dobrze -
przerwał jej Ron, kiedy zobaczył, że po jej policzkach znowu
spływają łzy. Szybko zerknął na biurko nauczyciela. -
Snape się na nas gapi. Przynajmniej udawajmy, że pracujemy.</p>

<p>Ron nie musiał jej tego
mówić, Hermiona wiedziała to, czuła jego natarczywe spojrzenie,
ale kompletnie ją to nie obchodziło. Nie dokończy tego eliksiru.
Nie była w stanie tego zrobić. Pragnęła jedynie, żeby
lekcja już się skończyła.</p>

<p>Jak mogła być taka
głupia? Harry wcale się nie zmienił. Po prostu...
zamknął wszystko w sobie. Bardzo głęboko. Odciął
od siebie to, co sprawiało mu ból, a co za tym idzie, również
wszelkie emocje. Muszą po prostu się do niego dostać,
dokopać do tego wrażliwego, uczuciowego chłopaka,
zamkniętego gdzieś tam w środku.</p>

<p>Muszą... być przy nim.
Być przy nim bez względu na wszystko i wspierać go.</p>

<p>Wytłumaczy to Ronowi.
Wytłumaczy mu tak, aby zrozumiał. I znowu będą razem.
Wszyscy razem. I Harry... Harry do nich powróci.</p>

<p>Myślała o tym przez
całą lekcję. Nie dokończyła eliksiru. Po raz pierwszy
w życiu nie uwarzyła eliksiru, ale nie obchodziło ją to.
Snape'a również wydawało się nie obchodzić, ponieważ
ani razu nie podniósł się zza swego biurka, by zrobić obchód
albo sprawdzić ich wyniki. Po dzwonku po prostu kazał im
zostawić na ławkach podpisane eliksiry i wyjść.</p>

<p>Hermiona znalazła się za
drzwiami jako pierwsza. Chciała jak najszybciej odwiedzić Harry'ego.</p>

<p>Wbiegła do szpitala i
natychmiast przypadła do łóżka przyjaciela. Spał. Na szafce
obok zauważyła silną miksturę nasenną.</p>

<p>Przysiadła na skraju
łóżka i ujęła jego chłodną, wiotką
dłoń. Ron przystanął za nią. Poczuła jego
ciepłą rękę na swoim ramieniu.</p>

<p>Znowu byli razem. Kiedy byli we
trójkę, potrafili pokonać nawet największe przeszkody. Teraz też tak będzie.</p>

<p>- Tylko do nas wróć -
wyszeptała.</p>

<p><strong>--- rozdział 60 ---</strong></p>

<p><strong>60. I don't believe you (Prolog)</strong></p>

<p>No I don't believe you</p>

<p>When you say don't come around here
no more</p>

<p>I won't remind you</p>

<p>You said we wouldn't be apart</p>

<p>No, I don't believe you</p>

<p>When you say you don't need me
anymore</p>

<p>So don't pretend</p>

<p>To not love me at all</p>

<p>Just don't stand there and watch me
fall</p>

<p>Mówi się, że nawet
będąc nieprzytomnym, odczuwa się bodźce zewnętrzne,
takie jak zapach, dotyk, głos. Obecność. Nawet jeżeli po
przebudzeniu się ich nie pamięta, ich sugestia pozostaje w najgłębszych
zakamarkach umysłu i serca, niewidoczna i nieuświadomiona, ale jednak
oddziałująca na wszystkie późniejsze myśli i
działania. Dlatego tak ważne jest, aby po prostu być przy
kimś, kto pogrążony jest w śpiączce. Okazywać mu uczucia.
Bliskość.</p>

<p>Czułość.</p>

<p>***</p>

<p>Harry powoli otworzył oczy.
Światło oślepiło go, więc zamknął je z
powrotem. Powieki miał ciężkie jak z kamienia i wydawało mu
się, że skleiły się ze sobą, dlatego tak trudno
było mu je unieść. Ale musiał to zrobić, aby
dowiedzieć się, gdzie jest. I co się stało.</p>

<p>Z wysiłkiem otworzył jedno
oko i kiedy jego źrenica przyzwyczaiła się już do
światła, otworzył drugie.</p>

<p>Zobaczył nad sobą
biały sufit. Mrużąc oczy, przesunął lekko
głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu.</p>

<p>Skrzydło szpitalne.
Znajdował się w skrzydle szpitalnym. Skąd się tu
wziął? Ostatnie, co pamiętał, to zajęcia z Historii
Magii. Pamiętał, że spakował się i chciał
wyjść z klasy, ale wtedy zakręciło mu się w
głowie i...</p>

<p>Och.</p>

<p>Pozwolił swoim powiekom
opaść. Utrzymanie ich otwartych stanowiło zbyt duży
wysiłek.</p>

<p>Czuł się dziwnie. Jakby
obudził się z jakiejś śpiączki. Wszystkie
kończyny miał ociężałe, a w klatce piersiowej
czuł nieprzyjemny ucisk. Nagle wszystko wydawało się takie... -
Otworzył oczy i ponownie się rozejrzał. - ...takie wyraźne.
Jakby wcześniej patrzył na świat zza jakiejś zasłony.
Coś się w nim zmieniło. Ale co?</p>

<p>Poruszył prawą
dłonią, czując mrowienie w końcach palców. Uniósł
ją powoli i dotknął swojego serca. Wyczuwał jego bicie.
Całkiem jakby wcześniej... jakby zapomniał, że je ma.</p>

<p>Ponownie uniósł dłoń i
przyjrzał się jej. Nie wydawała się inna, ale jednak...
mrowiła tak dziwnie i miał niejasne wrażenie, że... jest
nieco cieplejsza niż reszta ciała. Rozgrzana.</p>

<p>Opuścił ją i
podparł się na łokciach, spoglądając w wysokie okna.
Na zewnątrz było ciemno. Która mogła być godzina? Ile czasu
tu spędził?</p>

<p>Oparł się o wezgłowie
łóżka i sięgnął po leżące na stoliku nocnym
okulary. Włożył je na nos i spojrzał na wiszący na
przeciwległej ścianie, tykający cicho zegar. Było wpół
do ósmej wieczorem. To znaczy, że właśnie omijała go
kolacja.</p>

<p>Na samą myśl o jedzeniu,
jego żołądek skurczył się i zaburczał
przeciągle. Po raz pierwszy od tygodnia poczuł się naprawdę
głodny.</p>

<p>Może powinien wstać,
ubrać się i pójść do Wielkiej Sali?</p>

<p>Jednak w momencie, w którym
zaczął rozważać tę możliwość, drzwi szpitala
otworzyły się i do środka weszła pani Pomfrey, a zaraz za
nią pojawili się Hermiona i Ron.</p>

<p>- Harry! - Hermiona pierwsza
znalazła się przy jego łóżku. Objęła go za
szyję i tak mocno przytuliła, że na chwilę stracił
dech w piersiach. - Nareszcie się obudziłeś! Tak bardzo się
martwiłam!</p>

<p>- Jak się czujesz, kochaneczku?
- zapytała pani Pomfrey, przyglądając mu się ze
zmarszczonymi brwiami i wyrazem zatroskania na twarzy.</p>

<p>- Całkiem dobrze - odparł
Harry, kiedy Hermiona już go puściła i mógł normalnie oddychać.</p>

<p>- Zaraz dostaniesz kilka
wzmacniających eliksirów, a skrzaty przyniosą ci kolację. I nie
myśl nawet o wyjściu z tego łóżka, dopóki nie zjesz
wszystkiego co do ostatniego okruszka. Już dawno nie trafił mi się
tak osłabiony uczeń. Doprawdy, postanowiłeś się
zagłodzić?</p>

<p>- Nie, ja tylko... - zaczął
Harry.</p>

<p>- Możecie przy nim
posiedzieć, ale proszę go nie przemęczać. Idę
przygotować eliksiry. - Pielęgniarka odwróciła się i
weszła do swojego gabinetu.</p>

<p>Harry spojrzał na
przyglądających mu się przyjaciół. Hermiona
wyglądała tak, jakby wypiła Eliksir Szczęścia, a
Ron... no cóż, Ron przedobrzył chyba z Eliksirem Zakłopotania,
jeżeli takowy istniał.</p>

<p>- Trochę się
przestraszyliśmy, kiedy tak wczoraj walnąłeś - odezwał
się po chwili Ron, odchrząkując nerwowo.</p>

<p>Harry rzucił mu zaskoczone
spojrzenie.</p>

<p>- Wczoraj? - Ponownie
zerknął na zegar. - Przecież minęło tylko kilka
godzin.</p>

<p>Hermiona i Ron wymienili
porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hermiona przysiadła na krześle
obok i pochyliła się nad nim.</p>

<p>- Harry, jest sobota.
Spałeś ponad dwadzieścia osiem godzin. Pani Pomfrey dała ci
środek nasenny, żebyś odzyskał siły.</p>

<p>Co???</p>

<p>Harry nie mógł uwierzyć w
to, co usłyszał. Przespał cały dzień? Przecież
miał się uczyć, miał ćwiczyć zaklęcia,
miał... do jasnej cholery!</p>

<p>To była jego wina. To jego wina,
że się tak zaniedbał. Powinien normalnie jeść i
sypiać. Tak bardzo skupił się na Voldemorcie, że
zapomniał o sobie, zapomniał o tym, że musi mieć siły,
aby się z nim zmierzyć.</p>

<p>- Trochę cię
ominęło, stary - powiedział Ron, uśmiechając się.
Zachowywał się tak, jakby pomiędzy nimi nic się nie
wydarzyło. Jakby kompletnie zapomniał o tym, że byli
pokłóceni i żartami próbował załagodzić swoje
wcześniejsze zachowanie. - Możesz żałować, że nie
byłeś świadkiem tej historycznej chwili, kiedy Hermiona po raz
pierwszy w życiu nie uwarzyła eliksiru. A najlepsze jest to, że
Snape w ogóle nie zwrócił na to uwagi.</p>

<p>Serce Harry'ego momentalnie
szarpnęło się i podskoczyło, a ucisk w klatce piersiowej
pogłębił się.</p>

<p>Szybko spuścił
głowę i wbił spojrzenie w kołdrę.</p>

<p>Co to było?</p>

<p>Wyraźnie czuł szybkie,
nerwowe bicie własnego serca.</p>

<p>Dlaczego tak reagował?
Przecież... otaczała go cisza. I chłód. Powinna go
otaczać... Gdzie
się podziała?</p>

<p>Próbując skierować swoje
myśli w inną stronę, odwrócił głowę i zerknął
na stolik, na którym dopiero teraz dostrzegł niewielką kartkę z
wystającym z niej zasuszonym kwiatem, a obok jabłko z powtykanymi
weń szpilkami o różnokolorowych główkach, układających
się - kiedy przechylił głowę pod odpowiednim kątem i
zmrużył oczy - w obrazek węża wijącego się
wokół serca. Zamrugał,
zaskoczony.</p>

<p>- Luna i Ginny tu były -
wyjaśniła Hermiona, widząc jego minę. - Odwiedziły
cię, kiedy... spałeś. I zostawiły prezenty. - Harry
pokiwał głową. O ile prezent od Ginny go nie zdziwił, to tylko
Luna mogła wpaść na pomysł, aby dać mu w prezencie
najeżone szpilkami jabłko... nie mówiąc już o tej
bijącej po oczach sugestii... Westchnął i ponownie
przeniósł wzrok na swych przyjaciół. Hermiona
uśmiechnęła się, ale w jej uśmiechu nie było
już takiej radości jak wcześniej. Teraz pojawiła się w nim troska.</p>

<p>Głośny trzask w
pomieszczeniu oznajmił przybycie Zgredka z kolacją.</p>

<p>- Zgredek przyniósł kolację
Harry'emu Potterowi! - oznajmił skrzat. - Wybrał najlepsze dania! Wszystko, co lubi Harry Potter.</p>

<p>- Bardzo ci dziękujemy, Zgredku
- odparła Hermiona, wstając i wyjmując z rąk
podekscytowanego skrzata tacę z kolacją. - Mam nadzieję, że
to nie był dla ciebie zbyt duży kłopot.</p>

<p>- Och nie! Zgredek zrobił to z
przyjemnością! - Skrzat uśmiechnął się szeroko. -
Niech Harry Potter zawoła, jeżeli tylko będzie czegoś
potrzebował. - Po tych słowach Zgredek aportował się z
kolejnym głośnym trzaskiem.</p>

<p>Hermiona postawiła tacę na
kolanach Harry'ego.</p>

<p>- Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie
zjesz tego wszystkiego.</p>

<p>Harry wziął do ręki
widelec i spojrzał na parujące dania. Kiełbaski, tuczone
ziemniaki, pudding ryżowy i sok z dyni. Jego żołądek
zaburczał donośnie. Chyba nigdy w życiu nie był tak
głodny jak teraz, dlatego, niewiele myśląc, zabrał się
za jedzenie. Hermiona obserwowała każdy jego ruch, każdy
kęs, który wkładał do ust, każdy łyk soku z taką
uwagą, jakby bała się, że kiedy tylko odwróci wzrok, taca z
jedzeniem wyląduje za oknem.</p>

<p>W końcu Harry nie wytrzymał
tego. Przełknął i mruknął do niej:</p>

<p>- Hermiono, czy mogłabyś
przestać tak się we mnie wpatrywać? Nie mogę się
skupić. Obiecuję, że nie upuszczę ani okruszka. Mogę
nawet wylizać talerz, jeżeli poprawi ci to humor.</p>

<p>Hermiona rzuciła mu
niedowierzające spojrzenie, a jej usta otworzyły się ze
zdumienia.</p>

<p>O co jej chodziło? Czyżby
powiedział coś aż tak niezwykłego?</p>

<p>Zanim jednak zdążył o
to zapytać, drzwi gabinetu otworzyły się i wyszła zza nich
pani Pomfrey, niosąc w rękach kilka butelek różnobarwnych
eliksirów, które postawiła z trzaskiem na stoliku obok łóżka.</p>

<p>Harry spojrzał na eliksiry i
jęknął w duchu.</p>

<p>Chyba uwolnienie się stąd
będzie go kosztowało znacznie więcej wysiłku niż
początkowo sądził...</p>

<p><strong><emphasis> </emphasis></strong></p>

<p><strong>--- rozdział 60 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>60. I don't believe you</strong></p><empty-line /><p>Jeszcze tego samego wieczoru Harry
wyszedł ze szpitala. Kiedy w końcu udało mu się uciec od
Rona i Hermiony, nie marnował już więcej czasu i od razu
zabrał się za naukę. Czuł się najedzony, wyspany i
wypoczęty, mógł więc całą noc spędzić nad
książką, którą wyszukał ostatnio w bibliotece, a
której nie miał jeszcze okazji dokładnie przestudiować.</p>

<p>Położył się
dopiero nad ranem, ale i tak nie mógł zasnąć. Dwadzieścia
osiem godzin snu bardzo skutecznie naładowało jego akumulatory. Rano
posłusznie poszedł z Ronem i Hermioną na śniadanie, a
następnie skierował swoje kroki do biblioteki, gdzie czekał go
szlaban. Nie miał jednak najmniejszego zamiaru wykonywać swojego
zadania w sposób, którego od niego oczekiwano. Stwierdził, że to
będzie doskonała okazja do dokładnego przyjrzenia się zbiorom
biblioteki i może nawet uda mu się odkryć jakąś
książkę, czy dwie, które mogłyby mu się przydać w
przygotowaniach do starcia z Voldemortem.</p>

<p>Nie zawiódł się. Jeszcze
przed obiadem wyszukał bardzo ciekawą pozycję o silnych
zaklęciach ofensywnych opartych na czterech podstawowych
żywiołach. Chociaż uważał, że oblanie Voldemorta
wodą nie na wiele mu się przyda podczas walki, to zaklęcia
pozostałych trzech żywiołów wyglądały niezwykle
interesująco, chociaż podejrzewał, że nie wystarczy mu
czasu na nauczenie się żadnego z nich, ponieważ
wyglądały na naprawdę trudne i skomplikowane.</p>

<p>Po obiedzie odwiedziła go
Hermiona, aby zapytać jak sobie radzi i zaoferować pomoc, ale Harry
zbył ją szybko. Nie mógł dopuścić do tego, by
odkryła, jakimi książkami jest zainteresowany. Idąc na
kolację, odczuwał już pewne zmęczenie całonocną i
całodzienną batalią z książkami. Tytuły oraz
informacje fruwały mu przed oczami, mieszając się ze sobą.</p>

<p>Kiedy wszedł do Wielkiej Sali,
jego wzrok mimowolnie musnął odległy stół nauczycielski.
Ciemnej sylwetki znowu przy nim nie było. Nie widział jej ani na
śniadaniu, ani na obiedzie.</p>

<p>To dobrze. Najchętniej nie
oglądałby jej już nigdy w życiu.</p>

<p>Usiadł obok Rona i pomachał
siedzącej kilka miejsc dalej Ginny. W jakiś sposób jego zemdlenie
rozładowało napiętą sytuację pomiędzy nim a rodzeństwem
Weasleyów. Ron zachowywał się teraz naprawdę przyzwoicie,
chociaż mogło to mieć coś wspólnego również z tym, jak
on sam się czuł od przebudzenia. Jakoś... inaczej. Chociaż
nie potrafił powiedzieć, dlaczego ani co się zmieniło.</p>

<p>Plask.</p>

<p>Harry spojrzał z zaskoczeniem na
swój talerz, na którym wylądowała kopiasta łyżka
sałatki z tuńczyka, a zaraz za nią kolejna.</p>

<p>- Weź dużo, Harry. Jest
naprawdę dobra - powiedziała Hermiona, uśmiechając się
do niego zachęcająco.</p>

<p>- Hej, mogłabyś mi też
nałożyć? - zapytał Ron, patrząc wygłodniale na
sałatkę. Hermiona rzuciła mu takie spojrzenie, jakby
poprosił ją co najmniej o to, aby weszła na stół i
zaczęła tańczyć. - No co? - Ron zapadł się w
sobie pod jej spojrzeniem. - Jemu nałożyłaś.</p>

<p>- Ponieważ Harry musi
jeść. A ty wręcz przeciwnie. Gdyby zebrać wszystko, co
pochłaniasz, można by tym wykarmić małą wioskę.</p>

<p>- Wielkie dzięki -
burknął Ron urażonym tonem, ale w tej samej chwili Harry
przestał zwracać na niego uwagę, ponieważ kątem oka
dostrzegł mignięcie czarnej peleryny. Błyskawicznie odwrócił głowę i...
zobaczył go.</p>

<p>Snape'a.</p>

<p>Mężczyzna wszedł do
Wielkiej Sali pospiesznym krokiem i usiadł na swym miejscu przy stole
nauczycielskim.</p>

<p>I Harry... doznał dziwnego
wrażenia... jakby widział go po raz pierwszy... tak naprawdę
widział, ponieważ wcześniej jedynie... patrzył. I dlaczego
wydawało mu się, że Wielka Sala nagle się zmniejszyła?
I dlaczego jego serce... serce, które przecież powinno być
zamrożone... dlaczego zaczęło reagować w taki
niezrozumiały sposób? Dlaczego?</p>

<p>Zacisnął zęby i
spojrzał z powrotem na talerz... i na swoje drżące
pięści.</p>

<p>Działo się coś bardzo
niedobrego. Z nim. Ze... wszystkim. I bardzo mu się to nie podobało.</p>

<p>Jakby... jakby... pojawiały
się...</p>

<p>Nie!</p>

<p>Zamknął oczy i
wziął bardzo głęboki oddech. Kiedy je otworzył,
napotkał badawcze spojrzenie Hermiony.</p>

<p>- Miahaś hację, Hehmioho...
haprahdę dohra... - wymamrotał Ron z ustami pełnymi
sałatki.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i wziął do ręki widelec.</p>

<p>Voldemort. Tylko Voldemort. Tylko on
się teraz liczy. Tylko
on.</p>

<p>Zabrał się za jedzenie, ale
przez cały czas miał dziwnie ściśnięte gardło.
Wydawało mu się, że w Wielkiej Sali panuje o wiele większy
zaduch niż zwykle. Gdzieś na granicy jego widzenia wciąż
majaczyła ciemna sylwetka, siedząca przy stole nauczycielskim, która
zdawała się ściągać jego uwagę.</p>

<p>Był zły na siebie. I ta
złość potęgowała się z każdą
chwilą, osiągając apogeum w momencie, kiedy skończył
jeść, z trzaskiem odłożył widelec na stół i
sterowany jakimś niezrozumiałym wewnętrznym głosem...
podniósł głowę i spojrzał prosto na niego. Prosto na Snape'a.</p>

<p>Mistrz Eliksirów siedział z
lekko pochyloną głową i właśnie unosił kieliszek
do ust, ale nagle jego ręka zatrzymała się i
mężczyzna, jakby wyczuwając na sobie czyjś wzrok... poderwał
głowę. Zaczął się rozglądać po
wypełnionej uczniami sali i po chwili... odnalazł spojrzenie
Harry'ego.</p>

<p>Ich oczy spotkały się.</p>

<p>I Harry poczuł się tak,
jakby nagle cała Wielka Sala skurczyła się do rozmiaru tego
maleńkiego, ciasnego schowka, w którym on i Snape po raz pierwszy... i
jakby znowu był tym przerażonym chłopcem, który nie wie, gdzie
uciec, jak uchronić się przed tym taksującym, odbierającym
zmysły spojrzeniem czarnych oczu, który zdaje się niemal
siłą wdzierać do jego duszy i sięgać coraz
głębiej i głębiej...</p>

<p>Musi jak najszybciej stąd
wyjść! Natychmiast!</p>

<p>Zerwał się z ławy,
potrącając puchar z sokiem, który rozlał się po blacie.</p>

<p>- Jestem zmęczony -
wymamrotał. Pod jego skórą tańczyły iskry. Serce
dudniło w piersi. I znowu czuł ten bolesny ucisk... - Pójdę
się wcześniej położyć. - Nie czekając na
jakąkolwiek odpowiedź ze strony Rona albo Hermiony, wyszedł z
Wielkiej Sali i na uginających się nogach dotarł do dormitorium,
gdzie rzucił się na łóżko, szczelnie zasunął
kotary i ukrył twarz w dłoniach.</p>

<p>Co się z nim dzieje? Co???</p>

<p>***</p>

<p>...gorąco...</p>

<p>...dwa nierówne oddechy...</p>

<p>...zimne dłonie...</p>

<p>...zaciśnięte na skórze...</p>

<p>...dwa ciała...</p>

<p>...jeden rytm...</p>

<p>...ciepłe usta wpijające
się w odsłoniętą szyję...</p>

<p>...powolne, głębokie
pchnięcie...</p>

<p>...i jeszcze jedno...</p>

<p>...i kolejne...</p>

<p>...pragnienie silniejsze od woli...</p>

<p>...rozpaczliwy szept w
ciemności...</p>

<p>"Gdzie byłeś?"</p>

<p>...cisza...</p>

<p>...pośladki uderzające o
pośladki...</p>

<p>...głęboki, wibrujący
głos, odpowiadający...</p>

<p>"Nigdzie nie
odszedłem."</p>

<p>...chłodne palce
zaciskające się wokół penisa...</p>

<p>Euforia. Żar. Eksplozja.</p>

<p>- Severusie... - Z ust Harry'ego
wydobył się cichy szept i w tym samym momencie...</p>

<p>...obudził się.</p>

<p>Jego biodra podrygiwały, uda i
brzuch pokryte były spermą, mięśnie drżały.
Oddech urywał się.</p>

<p>Potrzebował kilku długich
sekund, aby dryfująca świadomość powróciła do jego
ciała i aby zrozumiał, co się stało. A kiedy to
nastąpiło...</p>

<p>O boże. O boże. O
boże. O boże!</p>

<p>Nie, to był tylko sen! Tylko
sen! Tylko pieprzony sen!</p>

<p>Przycisnął dłonie do
twarzy, mając ochotę wydrapać sobie oczy. I uszy. I wszelkie
zmysły.</p>

<p>Żeby nie słyszeć...
nie widzieć... nie pamiętać...</p>

<p>To tylko wspomnienie... tak! Echo
jego dawnego życia. To nic nie znaczy. Przecież słyszał,
że w snach odbija się to, co kiedyś, nawet dawno temu,
wywoływało silne emocje. Nawet jeżeli już je
pogrzebał. Bo przecież je pogrzebał! To było w ogóle nie do
pomyślenia, aby teraz mógł mieć cokolwiek wspólnego z tym...
mężczyzną. Z człowiekiem, który wzbudzał w nim jedynie
pogardę. Przecież to było śmieszne...</p>

<p>Oderwał dłonie od twarzy,
oddychając głęboko i powoli się uspokajając.</p>

<p>Spojrzał na zegarek.
Została mu godzina snu. Chyba w takim razie wykorzysta ten czas i się
pouczy. Tak, tak
właśnie zrobi.</p>

<p>***</p>

<p>Harry siedział w klasie
Eliksirów, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ciemną
tablicę. Sam nie wiedział, jak po takim śnie udało mu
się przetrwać dzisiejsze zajęcia. Przez cały dzień
starał się być obojętny, odgradzać się, nie
dopuszczać do siebie tego... tego czegoś... co bardzo wyraźnie
się w nim rozrastało, napierając na nadwątlone konstrukcje
tej chłodnej bariery, którą wokół siebie stworzył i która
do tej pory niezwykle skutecznie nie dopuszczała do jego wewnętrznego
świata żadnego ciepła, żadnych uczuć... a teraz
wszędzie pojawiały się pęknięcia, przecieki, jakby
coś ją w którymś momencie rozszczelniło. Coś niezwykle
potężnego... Nie wiedział tylko, w którym momencie mogło
się to wydarzyć. Przecież
przed zasłabnięciem wszystko było jeszcze w porządku...</p>

<p>A teraz... bardzo wyraźnie
wyczuwał te przecieki i chociaż próbował je zatamować,
wcale nie było to łatwe. Pojawiały się w nerwowym
zaciskaniu palców i szybszym biciu serca, kiedy siedział tutaj i
czekał, czując się jak przed jakimś egzaminem, jak przed
pierwszym spotkaniem ze Snape'em po wypiciu eliksiru Desideria Intima,
wsłuchując się w panujący w klasie rozgardiasz i
próbując wychwycić zbliżające się kroki...</p>

<p>W końcu usłyszał
dźwięk otwieranych drzwi, a później kroki. Długie,
zdecydowane kroki, które znał aż za dobrze... których
nasłuchiwał już tak wiele razy, że potrafiłby je
rozpoznać w tłumie innych: niepewnych, pospiesznych,
potykających się, szurających. Kroki Snape'a były takie
same jak ich właściciel - przyciągały uwagę,
wybijały się na pierwszy plan i sprawiały, że na ich tle
wszystko inne wydawało się blade i bez wyrazu.</p>

<p>Konwulsyjnie zacisnął
dłonie na trzymanej w rękach książce do Eliksirów,
ponieważ ból, który odczuwał w klatce piersiowej, nasilił
się nagle. Jakby Snape... jakby sama jego obecność... jakby emanował
czymś, co ten ból potęgowało. I nie pozwalało mu złapać tchu.</p>

<p>Snape szedł pomiędzy
ławkami. Harry widział kątem oka tę ciemną
sylwetkę przesuwającą się na granicy widzenia i nagle
zdał sobie sprawę, że wszystkie jego mięśnie napinają
się.</p>

<p>Mistrz Eliksirów dotarł w
końcu na środek klasy, przystanął i odwrócił się.
Długa czarna
peleryna zafalowała wokół niego, wydając delikatny szelest...</p>

<p>Taki znajomy...</p>

<p>I w momencie, kiedy Harry poczuł
na sobie spojrzenie tych czarnych, bezdennych oczu, niemal wypalających mu
skórę... jego serce zaczęło łomotać, a przez
ciało popłynęła fala gorąca, unosząc mu
włoski na karku.</p>

<p>Nie, nie, nie, to niemożliwe!
Nie będzie tak reagował! Nie będzie!</p>

<p>W panice sięgnął po
ciszę i chłód, próbując otulić się nimi niczym
płaszczem, naciągając je na siebie z nadludzkim wysiłkiem,
tak jakby nagle stały się zbyt małe, zbyt... przetarte, by
dać mu odpowiednia ochronę.</p>

<p>Obojętność. Spokój.
Pogarda. To był teraz jego świat. A nie tamten, w którym
wydawało mu się, że Snape jest kimś zupełnie innym. A
był przecież tylko kłamcą i oszustem! Okrutnym,
bezlitosnym, nieludzkim...</p>

<p>Przymknął na chwilę
powieki i wziął głęboki oddech, czując że jego
serce powoli się uspokaja.</p>

<p>- Na dzisiejszej lekcji czeka was
test praktyczny obejmujący omawiane ostatnio eliksiry - rozległ
się niski, głęboki głos. - Zostaniecie podzieleni na cztery
grupy, aby jak najskuteczniej wyeliminować... - Snape przerwał na
chwilę i znacząco spojrzał na Hermionę - ...mówiąc
eufemistycznie, pokusę wzajemnej pomocy. Dlatego też każda grupa
będzie miała do uwarzenia inny eliksir. Listę eliksirów i
przydzielonych do nich osób znajdziecie na tablicy. - Krótkie, zdecydowane
machnięcie różdżką. - Zabierajcie się do pracy.</p>

<p>Harry miał wrażenie,
że ten wibrujący głos rozbrzmiewa w każdym zakamarku jego
ciała, wdziera się siłą do uszu, wędruje po skórze,
podrażniając zakończenia nerwowe i doprowadzając do tego,
iż wydawało mu się, że ten głos jest wszędzie...
jest wewnątrz niego. I porusza się.</p>

<p>Jeszcze mocniej zacisnął
dłonie na książce.</p>

<p>Kurwa mać!</p>

<p>Usłyszał odgłos odsuwanego
krzesła, kiedy Snape siadał przy biurku. W klasie nastąpiło
ogólne poruszenie, sugerujące, że uczniowie nerwowo
rozglądają się po sali, szukając najbliżej
siedzących osób, którym przypadł ten sam eliksir, a następnie
wstają i udają się po składniki.</p>

<p>Ale Harry się nie poruszył.
Patrzył na tablicę, jednak nie potrafił skupić na niej
wzroku, ponieważ litery rozmazywały mu się przed oczami.</p>

<p>Próbował jakoś
wytłumaczyć samemu sobie to, co się z nim działo, ale
każda teoria wydawała mu się idiotyczna. A im dłużej
nad tym myślał, tym bardziej był zły. Zły i
przestraszony.</p>

<p>Może to była sprawka
Snape'a? Może rzucił na niego jakiś czar? Imperiusa? Ale po co
miałby to robić? Po pierwsze, nienawidzi Harry'ego, a po drugie i tak
nic by mu to nie dało. Nie, to nie było nic w tym stylu. Harry
potrafiłby rozpoznać objawy zaklęcia, miał z nimi do
czynienia. To nie pochodziło z zewnątrz. To było w nim.</p>

<p>Usłyszał, że Ron i
Hermiona także wstali i ruszyli po składniki. Kiedy
rozmyślał nad swoją teorią, jego spojrzenie mimowolnie
powędrowało do siedzącego przy biurku nauczyciela. Ale to, co
miało być tylko szybkim zerknięciem, zamieniło się w
niezamierzoną kontemplację, kiedy z rosnącym w klatce piersiowej
uciskiem przyglądał się pochylonej nad biurkiem, ciemnej
sylwetce i opadającym na twarz, czarnym włosom.</p>

<p>W tej samej chwili Snape, jakby
wyczuwając wwiercającą się w niego parę zielonych
oczu, poderwał głowę i spojrzał prosto na niego.</p>

<p>Harry gwałtownie uciekł
wzrokiem, wbijając go w najbliżej znajdujący się obiekt,
czyli w tablicę.</p>

<p>Serce biło mu niemal w gardle.</p>

<p>Musi przestać! Musi się
opanować! Snape przecież nie istnieje. Jest nikim. Po tym, co
zrobił, już zawsze będzie nikim.</p>

<p>Spróbował skupić spojrzenie
na tablicy, ale im dłużej się w nią wpatrywał, tym
mniej na niej widział.</p>

<p>Zaryzykował kolejne
zerknięcie, aby przekonać się, czy Snape cokolwiek
zauważył. Nadział się wprost na twarde spojrzenie tych
czarnych, zmrużonych oczu.</p>

<p>Do diabła! Czyli
zauważył.</p>

<p>Jak bardzo zdoła się
jeszcze pogrążyć podczas tej lekcji?</p>

<p>Gdyby Hermiona usłyszała w
tej chwili myśli Harry'ego, byłaby zaskoczona ilością
przekleństw, jakich potrafi używać.</p>

<p>Kiedy wrócili przyjaciele, Harry,
czując na sobie ich zaskoczone spojrzenia, podniósł się szybko i
również skierował do składziku, chociaż nie miał
pojęcia, jakie ingrediencje będą mu potrzebne. Nie wiedział
nawet, jaki w ogóle ma uwarzyć eliksir.</p>

<p>Odwrócił się, aby
przeczytać jego nazwę na tablicy i w tej samej chwili poczuł,
jak coś podcina mu nogi. Stracił równowagę i grzmotnął
na podłogę, uderzając się boleśnie w łokieć.
Zdążył jednak zauważyć cofającą się
szybko stopę Zabiniego. Ślizgon zatrzymał się nad nim, a
jego twarz wykrzywił złośliwy uśmieszek.</p>

<p>- Potter, znowu
zasłabłeś? Może powinniśmy wezwać Pomfrey i po
raz kolejny odwołać lekcje z twojego powodu? Przecież tak
lubisz, kiedy inni się nad tobą użalają, co? Mały,
biedny Złoty Chłopczyk...</p>

<p>Harry podniósł się powoli,
kompletnie nie zwracając uwagi na ciche śmiechy dochodzące od
strony ławek Ślizgonów. Wyprostował się i spojrzał
wprost w małe, szaroniebieskie oczy Zabiniego, niemal rozkoszując
się powracającą stalą. Zimną, twardą i
ostrą. Idealną, by wbić ją głęboko w
stojącego naprzeciw Ślizgona.</p>

<p>Zrobił krok w przód, jakby
chciał go ominąć, ale zatrzymał się na sekundę i
wyszeptał mu do ucha lodowatym głosem, który nie wydawał
się należeć do niego:</p>

<p>- Jeżeli nie chcesz spotkać
się z Malfoyem w jego największych koszmarach, to dobrze ci
radzę, nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. - Zabini
zbladł i spojrzał na niego rozszerzonymi oczami. Harry nie
czekał na dalszy rozwój wypadków. Ruszył dalej, słysząc za
plecami przecinający powietrze, ostry głos Snape'a:</p>

<p>- Proszę siadać, panie
Zabini i zająć się swoim eliksirem. I nie chcę
słyszeć już ani słowa więcej. Jeżeli jeszcze
ktoś spróbuje się odezwać, to zostanie wyrzucony z
zajęć. Czy to jasne?</p>

<p>Harry odwrócił głowę,
aby po raz kolejny spojrzeć na tablicę i przy okazji musnął
wzrokiem wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Zabiniego.</p>

<p>Kompletnie go ignorując,
odczytał w końcu nazwę eliksiru, który powinien przygotować
- Eliksir Odkażający. Na chybił trafił wybrał kilka
składników, które uznał, że powinny się w nim
znaleźć. I tak był pewien, że go spartaczy, skoro podczas lekcji,
na której owa mikstura była omawiana, leżał nieprzytomny w szpitalu.
Wiedział, że Snape celowo wybrał dla niego ten eliksir.
Chciał, aby Harry zawalił. Zresztą... nie powinien się tym
przejmować. To nie było teraz ważne. Żadne eliksiry,
żadne zajęcia. Za kilka dni miał spotkać się z
Voldemortem. Nic nie było teraz ważne... a już w
szczególności Snape.</p>

<p>Przekonanie swojego umysłu do
tej ostatniej części okazało się jednak zadaniem
przerastającym możliwości Harry'ego.</p>

<p>Incydent z Zabinim
rozładował jednak nieco kumulującą się w nim
złość i pomógł mu ostudzić te wszystkie niepokojące
przebłyski emocji. Ani razu nie spojrzał już na ciemną
sylwetkę. Z nadzwyczajnym skupieniem siekał składniki i
dodawał je po kolei do bulgoczącego wywaru, chociaż nawet nie
wiedział, czy są odpowiednie. W każdej chwili spodziewał
się eksplozji, dlatego bardzo dokładnie obserwował
pojawiające się na powierzchni bąble, by, w razie
zagrożenia, mieć przynajmniej na tyle dużo czasu, aby
schować się pod ławkę.</p>

<p>W końcu, mniej więcej w
połowie lekcji, panującą w klasie ciszę przerwał
odgłos odsuwanego krzesła. Mistrz Eliksirów podniósł się ze
swego miejsca przy biurku, po czym ruszył na zwyczajowy obchód.</p>

<p>Harry spiął się
mimowolnie. Nie potrafił nad tym zapanować. To było jak reakcja
obronna. Jakby całe jego ciało szykowało się do
jakiejś wyimaginowanej bitwy. Ze
sobą.</p>

<p>Snape zaczął od
Ślizgonów. Harry słyszał jego cichy, wibrujący głos,
który snuł się po klasie niczym dym, kiedy mężczyzna
dawał wskazówki swym podopiecznym. A kiedy tak szeptał, wtedy brzmiał
zupełnie jak wtedy, kiedy... kiedy...</p>

<p>Merlinie! Natychmiast się
uspokój!</p>

<p>Mocniej zacisnął
dłoń na drewnianej chochli, którą mieszał w kociołku. Jego ręce były spocone.</p>

<p>Słyszał, jak Snape
przechodzi dalej. Słyszał jego niespieszny krok, który jednak
potrafił sprawić, że wsłuchiwało się w niego niczym
w tykającą bombę zegarową, obawiając się tego, co
się może wydarzyć, jeżeli zatrzyma się
właśnie przy twojej ławce...</p>

<p>Był już przy Gryfonach.
Szybko przeczesał tylne ławki, ale w pewnym momencie zatrzymał
się. Harry wziął głęboki oddech i rozprostował zesztywniałe
palce.</p>

<p>Wolał mieć to już za
sobą. Nie podobało mu się to oczekiwanie. Ale Snape
najwyraźniej postanowił nigdzie się nie spieszyć.</p>

<p>Harry oblizał wargi i
odwrócił głowę, spoglądając za siebie.</p>

<p>Snape stał za Neville'em,
uśmiechając się kpiąco pod nosem i z wyraźną
przyjemnością obserwując, jak Neville, pomimo wiszącego nad
nim i niemal dyszącego mu w kark nauczyciela, próbuje drżącymi
rękami wsypać do swojego eliksiru posiekane kłącze
żmijoplewu.</p>

<p>Jednak w tym samym momencie oczy
Snape'a oderwały się od eliksiru i przeszywające spojrzenie
poderwało się w górę, krzyżując się ze wzrokiem
Harry'ego. I Harry poczuł, jak ucisk w jego piersi staje się nagle
nie do zniesienia, jak coś w nim narasta, coś odległego,
zepchniętego... jak próbuje się wydostać, wyrwać na
zewnątrz, nie dbając o to, ile szkód narobi i jak bolesne to
będzie...</p>

<p>Snape zmarszczył brwi i
wyprostował się.</p>

<p>Harry odwrócił się
gwałtownie i wbił rozbiegane spojrzenie w swój kociołek.</p>

<p>Nie, nie może... musi...
powstrzymać to!</p>

<p>Spojrzał na swoją
drżącą dłoń.</p>

<p>Miał wrażenie, że
coś się w nim rozsypywało.</p>

<p>Za późno usłyszał
powolne kroki. Zatrzymujące się tuż za nim. Nie
zdążył się przygotować na uderzenie tego... tej...
woni. Zioła. I coś słodkiego. Zupełnie jak język
Snape'a, który penetrował jego usta...</p>

<p>Dość!</p>

<p>Kręciło mu się w
głowie.</p>

<p>Poczuł, że Snape pochyla
się nad nim i usłyszał... usłyszał ten głos
wprost przy swoim uchu:</p>

<p>- Widzę, że czeka cię
kolejna spektakularna porażka, Potter. Nawet obniżenie oceny nie
będzie dla ciebie wystarczającą karą...</p>

<p>A jak chciałby pan zostać
ukarany, panie Potter?</p>

<p>- Jak pan zechce, profesorze... -
odparł niewyraźnie Harry, sam już nie wiedząc, co
słyszy naprawdę, a co jest jedynie echem wspomnień w jego
głowie. - To znaczy... - poprawił się szybko, kiedy dotarło
do niego to, co właśnie powiedział. - Skoro tak pan twierdzi...</p>

<p>Cholera! Cholera! Cholera!</p>

<p>Harry poczuł przemożną
chęć, aby zacząć walić głową w blat
ławki.</p>

<p>- Gryffindor nie ma już szans w
Pucharze Domów. Ostatnie miejsce... Jakież to przykre - kontynuował
Mistrz Eliksirów, a ton jego głosu sprawił, że na ciele
Harry'ego pojawiła się gęsia skórka. Był cichy i
syczący, niemal... nie, nie pomyśli o tym!</p>

<p>Snape wyprostował się i z
szyderczym prychnięciem przeszedł obok niego. Harry poczuł muśnięcie
czarnej peleryny, która w jakiś zadziwiający sposób odebrała mu
i tak już nadwątlone zdolności motoryczne. Próbując
zająć czymś spocone ręce, sięgnął po
miseczkę ze strąkami kłakokrzewu i w tym samym momencie
potrącił łokciem butelkę octu parmeńskiego, który
wylał się na blat. Harry sięgnął szybko, próbując
złapać butelkę i postawić ją z powrotem, ale
strącił na podłogę całą miskę jagód
kłakokrzewu. Jagody rozsypały się po kamiennej posadzce i
potoczyły aż pod czarne buty Snape'a, który zatrzymał się
właśnie przed ławką Hermiony.</p>

<p>A niech to!</p>

<p>Harry nie chciał widzieć
spojrzenia Snape'a. Szybko zanurkował pod ławkę, zbierając
palcami czarne jagody.</p>

<p>Czy to był jakiś okrutny
żart? Czy los kpił sobie z niego? Przecież pogrzebał
wszystkie wspomnienia i uczucia związane z tym...
mężczyzną. Dlaczego musiały odżyć waśnie
teraz? Na cztery dni przed spotkaniem z Voldemortem! Dlaczego, odkąd
wyszedł ze szpitala, czuł ten dziwny ból w klatce piersiowej? Dlaczego
w nocy przyśnił mu się ten sen? Dlaczego wyszeptał w nim
jego imię? Imię... które powinien zapomnieć!</p>

<p>Przecież to nie był ten sam
mężczyzna, którego znal. To był ktoś obcy. Ktoś, kto
potraktował go jak robaka. A nawet gorzej. Ktoś, kto bez cienia
emocji patrzyłby na jego śmierć. Ktoś, kto nie ma
żadnych skrupułów. Jak mógłby żywić do kogoś
takiego jakiekolwiek uczucia?</p>

<p>Przecież przez ostatni
tydzień czuł się bezpieczny. Otaczała go cisza, chłód
i spokój. Dlaczego nie może być tak jak wcześniej? Dlaczego jego
serce go zdradzało i miało za nic głos swojego
właściciela, który nakazywał mu spokój? Jak miał się skupić na
tym, co miało nadejść?</p>

<p>Jego wzrok powędrował
mimowolnie ku znajdującym się zaledwie metr od niego czarnym butom.
Jeszcze nie tak dawno całował te stopy... - powoli
przesunął wzrok w górę po nogawkach spodni i dalej, po czarnej
tunice - ...całował każdy centymetr tego chłodnego a wtedy
tak rozpalonego ciała... Nieświadomie zacisnął mocno
dłoń, gniotąc wszystkie zebrane jagody na miazgę. Czuł
uderzające fale gorąca, jego serce waliło jak oszalałe, a
ból w klatce piersiowej więził mu oddech. Przymknął
powieki, łapczywie chwytając powietrze i walcząc o to, żeby
to coś, co chciało się z niego wydostać, utrzymać w
zamknięciu.</p>

<p>Nie może! Nie może! Nie
pozwoli na to!</p>

<p>I wtedy właśnie
usłyszał ostre, choć trochę przytłumione
warknięcie:</p>

<p>- Potter, czy zamierzasz
siedzieć pod ławką do końca lekcji i czyścić
podłogę? Jak zawsze wymigujesz się od pracy, którą ci
powierzono. Natychmiast wracaj na miejsce!</p>

<p>Rozprostował
zaciśnięte palce, patrząc na ściekające po nich
krople, które zostały ze zmiażdżonych jagód i
odetchnął głęboko.</p>

<p>Udało się. Zdołał
to powstrzymać.</p>

<p>Powoli wydostał się spod
ławki i napotkał badawcze spojrzenie Hermiony... i wyjątkowo
intensywne spojrzenie Snape'a. Usiadł na miejscu, jakby nic się nie
wydarzyło i wbił wzrok w swój kociołek, kiedy poczuł, jak
Hermiona trąca go łokciem. Odwrócił głowę i
zobaczył, że przyjaciółka położyła na blacie
chusteczkę.</p>

<p>- Dzięki - mruknął,
wycierając rękę i starając się ignorować
obserwujące ich czarne oczy.</p>

<p>Na szczęście Snape w
końcu oderwał od nich wzrok i ruszył dalej, całkowicie
objeżdżając eliksir Rona i kilkorga innych Gryfonów.</p>

<p>Harry nie spojrzał już na
niego ani razu. Starał się skupić tylko i wyłącznie na
eliksirze, chociaż wiedział, że i tak nie uwarzy go poprawnie.</p>

<p>Dziesięć minut przed
końcem lekcji Snape podniósł się zza swego biurka,
ogłaszając, iż czas na przygotowanie eliksirów dobiegł
końca. Ruszył na obchód, zbierając próbki mikstur do oceny,
bądź też czyszcząc kociołki osobom, które całkowicie
zawaliły zadanie. W
końcu zatrzymał się przed ławką Harry'ego.</p>

<p>Harry uniósł lekko
głowę i wprost przed sobą zobaczył... długi rząd
maleńkich guziczków, ciągnący się na przedzie czarnej
szaty. W jego głowie pojawiło się nieproszone wspomnienie... długie
palce Snape'a, rozpinające te guziczki, jeden po drugim... powoli...</p>

<p>Zacisnął usta i szybko
spuścił wzrok, wbijając go w wyjątkowo interesujący
deseń na drewnianym blacie ławki.</p>

<p>- Co to jest, Potter? -
usłyszał nad sobą surowy głos.</p>

<p>- Eliksir - odparł cicho Harry.</p>

<p>- Jaki?</p>

<p>- Eliksir Odkażający.</p>

<p>- Odkażający, tak? - Kpina
wydawała się wręcz wylewać z głosu
mężczyzny. - Prędzej wszystkich byś nim zatruł
niż kogokolwiek odkaził. Podejrzewam, że jedyne, do czego ta
mikstura się nadaje, to przetykanie rur. Troll. - Machnięcie
różdżki i cała ciecz wyparowała z kociołka. -
Powinienem jeszcze bardziej obniżyć ci ocenę, ale to już
niemożliwe, dlatego też na następną lekcję napiszesz
długie na cztery stopy wypracowanie na temat tego eliksiru, skupiając
się przede wszystkim na składnikach i dokładnym opisaniu sposobu
jego przyrządzania.</p>

<p>Serce Harry'ego zadrżało,
ponieważ nagle zdał sobie z czegoś sprawę...</p>

<p>Na następną lekcję? Na
następną... lekcję? Przecież... nie będzie już
następnej. Już nigdy. To była jego ostatnia lekcja Eliksirów.
Ostatnia.</p>

<p>Jeszcze bardziej opuścił
twarz, aby ukryć to, co prawdopodobnie mogło się na niej
pojawić.</p>

<p>Pokiwał głową, ale nie
odpowiedział. Głos mógłby go zdradzić.</p>

<p>Snape przeszedł dalej, aby
ocenić eliksir Hermiony, ale w tym samym momencie zabrzmiał dzwonek i
wszyscy uczniowie, którzy zostali już ocenieni, zaczęli się
pakować i opuszczać klasę. Harry zrobił to samo. Nie
chciał przebywać w tym samym pomieszczeniu, co ten mężczyzna
choćby minutę dłużej. Spakował torbę i, nie czekając
na przyjaciół, pospiesznie wstał i ruszył do drzwi, chociaż
przez cały czas miał wrażenie, jakby ktoś uwiązał
mu do szyi bardzo ciężki kamień.</p>

<p>Kiedy znalazł się na
zewnątrz, odwrócił się i spojrzał na drzwi. Prowadziły
do klasy, w której... z którą wiązało się tyle
wspomnień...</p>

<p>Widział je po raz ostatni.
Już nigdy nie przekroczy ich progu. Nigdy. Sama myśl o tym...
wydawała się nierealna. Ale... tak właśnie wybrał.</p>

<p>Spojrzał przed siebie, na
rozciągający się przed nim korytarz. Musi ruszyć dalej. Nie
warto było się zatrzymywać i zaczynać zastanawiać, bo
wtedy... wtedy...</p>

<p>Nieważne.</p>

<p>Westchnął ciężko
i po prostu... zaczął iść, chociaż czuł się
tak, jakby za tymi drzwiami pozostawił coś bardzo cennego.</p>

<p>***</p>

<p>W ciemności blask, który
wydobywał się z trzymanej przez Harry'ego szklanej kulki,
wydawał się o wiele jaśniejszy. Nie wiedział, jak
długo się w nią wpatruje. Wyjął ją od razu, kiedy
tylko usłyszał chrapanie Rona i Neville'a. Nie zastanawiał
się, dlaczego to zrobił. Po prostu patrzył... patrzył w te
czarne jak smoła oczy... w to surowe oblicze, które rozjaśniało
się lub pochmurniało, w zależności od tego, jaki obraz
twarzy Snape'a przywoływał...</p>

<p>O, a teraz był...
wygłodniały, zachłanny... taki, jak wtedy, kiedy... kiedy...</p>

<p>Zmarszczył brwi, wpatrując
się w ogień tańczący w źrenicach mężczyzny.</p>

<p>Jak mógł tak... w jaki sposób to
robił? Jak mógł patrzeć na Harry'ego w taki sposób, skoro przez
cały czas udawał? Jak ktoś, kto ma w sobie jedynie lód,
może być tak... gorący? Jak ktoś, kto nienawidzi, może
spoglądać tak, jakby spalał się od środka z
pragnienia?</p>

<p>Jak ktoś, kto odczuwa jedynie
wstręt, może szeptać z taką naglącą
potrzebą...?</p>

<p>Pokaż mi, jak się
masturbowałeś, kiedy o mnie myślałeś.</p>

<p>Echo tego głosu, w swojej
głowie... w połączeniu z takim spojrzeniem...</p>

<p>Mimowolnie rozsunął
rozporek, nie spuszczając wzroku z przypatrującej mu się ze
szklanej kulki twarzy.</p>

<p>A teraz wyjmij go powoli.</p>

<p>Zrobił to. Był gorący.
Nabrzmiały. I tęsknił za dotykiem.</p>

<p>Możesz zaczynać.</p>

<p>Na próbę przesunął po
nim dłonią. Poczuł szarpnięcie w lędźwiach. Och,
jak bardzo za tym tęsknił... Przesunął po raz kolejny,
naciągając napletek na wrażliwej, zaczerwienionej główce.</p>

<p>Och tak...</p>

<p>Przyspieszył, poruszając
dłonią w górę i w dół. Penis drżał mu pod
palcami. Pulsował.</p>

<p>Tak, tak, tak. Merlinie, prawie
zapomniał jakie to było przyjemne...</p>

<p>Wolniej.</p>

<p>Wykonał polecenie, chociaż
sprawiło mu to ogromną trudność. Pragnienie było zbyt
silne...</p>

<p>I nawet jeżeli zaciskał
wargi najmocniej, jak potrafił, to i tak nie był w stanie powstrzymać
wymykających mu się z ust cichych pojękiwań.</p>

<p>Właśnie tak. Jęcz.
Jęcz dla mnie.</p>

<p>O bożeeee...</p>

<p>To było zbyt... zbyt...</p>

<p>Jego powieki same się
przymykały...</p>

<p>Ciepły, ciasny tunel
więził jego penisa, przesuwając się po nim coraz szybciej i
szybciej i...</p>

<p>Patrz na mnie, Potter.</p>

<p>Gwałtownie otworzył oczy i
zobaczył to wbite w siebie, dzikie, rozpalone spojrzenie,
płonące jak w gorączce, pochłaniające go...</p>

<p>Orgazm chwycił go w swoje szpony
mocno i brutalnie, szarpiąc jego ciałem i miażdżąc
wszystkie mięśnie, wysysając z niego niemal każdą
kropelkę białej cieczy, która zalała mu dłoń i brzuch,
oraz zamieniając spazmy w przyjemność tak silną, iż
wydawało mu się, że zaraz zemdleje. Przed oczami widział
jedynie gwiazdy. I dwa niekończące się tunele.</p>

<p>Tak długo...</p>

<p>W końcu napięcie
zamieniło się w drżenie, a zalewające go fale żaru
powoli zaczęły odpływać. Rozprostował
zaciśnięte konwulsyjnie palce i spojrzał w parę
źrenic, które teraz pałały tylko jednym... satysfakcją...</p>

<p>Doskonale.</p>

<p>Zanim jednak echo orgazmu na dobre
się uciszyło, a żar odpłynął... jego
dłoń gwałtownie zacisnęła się na kulce i to z
taką siłą, jakby chciał ją zmiażdżyć.
Pod jego drżącymi palcami obraz Snape'a zaczął się
rozpływać i w końcu całkowicie zniknął.</p>

<p>Napłynął chłód.</p>

<p>Co on najlepszego zrobił? Co
zrobił?!</p>

<p>Miał o nim zapomnieć, a
nie... a nie...</p>

<p>Zerwał się z
łóżka i ukrył twarz w dłoniach.
Wściekłość na samego siebie rozpalała jego
żyły jeszcze skuteczniej niż wcześniejsze podniecenie.</p>

<p>To wszystko, co robił...
było żałosne. Musi przestać, musi znaleźć
jakiś sposób, żeby... Musi stąd wyjść! Musi się
od tego uwolnić. Odetchnąć. Zapomnieć.</p>

<p>A co najlepiej pomagało
zapomnieć? Znał odpowiedź na to pytanie.</p>

<p>I wiedział, jak to zdobyć.</p>

<p>Wrzucił kulkę pod
poduszkę, jednocześnie wyciągając spod niej swoją
różdżkę. Szybko się oczyścił,
sięgnął po Mapę Huncwotów i błyskawicznie
odnalazł znajdującą się w lochach czarną kropkę z
napisem Severus Snape. Rozejrzał się po korytarzach. Filch był
na trzecim piętrze, a pani Norris na piątym. Złapał
pelerynę niewidkę, zerwał się z łóżka, ubrał
się ciepło i na palcach wymknął się z dormitorium. W
Pokoju Wspólnym znajdowało się jeszcze kilkoro uczniów, ale
dzięki pelerynie prześliznął się niezauważony.
Sprawdzając mapę, aby nie natknąć się na żadnego
nauczyciela patrolującego korytarze, wyszedł z zamku i, brodząc
w śniegu, dotarł pod Wierzbę Bijącą. Unieruchomił
ją zaklęciem Immobilus i podziemnym korytarzem przeszedł do
Wrzeszczącej Chaty. Wolałby użyć przejścia
znajdującego się za posągiem Jednookiej Wiedźmy, ale
był pewien, że miałby ogromne trudności z wydostaniem
się z Miodowego Królestwa w środku nocy, kiedy sklep był
zamknięty.</p>

<p>Uchylił krzywe, ledwie
trzymające się na zawiasach drzwi i wydostał się na
zewnątrz. Wiatr był tutaj jeszcze bardziej przenikliwy niż na
błoniach. Słyszał, jak wyje i świszczy w szparach
pomiędzy rozpadającymi się deskami. Rozmasował
przemarznięte ramiona i ruszył w kierunku majaczących w
ciemności świateł wioski.</p>

<p>Przez chwilę pomyślał,
że może dobrze by było spróbować zatrzeć za sobą
ślady, które zostawiał w śniegu, ale bardzo szybko porzucił
ten pomysł. To nie było ważne. Zresztą, kto by go tu
szukał?</p>

<p>Hogsmeade w nocy wydawało
się niemal wymarłe. Jedyną oznaką życia były
rozświetlone gdzieniegdzie okna, które rzucały na śnieg kwadraty
ciepłego światła. Harry starannie je omijał,
zmierzając wprost ku swemu celowi... ku leżącej w pewnym
oddaleniu od głównego traktu karczmie. Wiedział, że będzie
otwarta. I że nikt nie zwróci uwagi na kolejnego, ukrywającego
się przybysza.</p>

<p>Przystanął przed drzwiami.
Ze środka dochodziły głośne rozmowy, zachrypnięte
śmiechy i pijacki bełkot. Wziął głęboki oddech i
pchnął ciężkie drzwi Świńskiego Łba.</p>

<p>Tak, jak się spodziewał,
nikt nie zwrócił uwagi na samo-otwierające się drzwi, ani
pojawiające się na zabrudzonej, drewnianej podłodze mokre
ślady. Rozejrzał się. Dostrzegł grupę podchmielonych
czarodziejów o długich, splątanych włosach, ubranych w wytarte,
połatane płaszcze, którzy wyglądali tak, jakby karczma była
ich miejscem zamieszkania. Pod ścianą siedziało kilka
zakapturzonych postaci, a przy jednym ze stolików dwie młode kobiety,
które zdawały się w ogóle nie pasować do tego miejsca. Ale w
momencie, kiedy jedna z nich odwróciła na chwilę głowę,
dostrzegł jej oczy - miały jadowicie żółty kolor i
podłużne źrenice. A więc nie były ludźmi. Tak
samo jak siedzący pod oknem mężczyzna o chropowatej skórze
przypominającej korę drzewa.</p>

<p>To było właśnie takie
miejsce. Skupiające wyrzutków. Odmieńców. Tutaj mogli być
sobą i nikt nie zwracał na nich uwagi. Harry do tej pory nie
mógł uwierzyć, że Tonks wybrała właśnie to
miejsce na ich świąteczną zabawę. Teraz, bez tych
wszystkich dekoracji, karczma wyglądała jak najgorsza speluna, z
podłogą zasypaną słomą i tak zapuszczonym barem,
iż wydawało się, że szorujący go barman jedynie
rozsmarowuje na nim brud. Ale Harry'emu to nie przeszkadzało. Liczyło
się tylko to, po co tu przyszedł.</p>

<p>Ale jak to zdobyć bez zwracania
na siebie uwagi?</p>

<p>Stanął pod ścianą
i czekał. Po krótkiej chwili barman nalał dwa kufle mocno
podejrzanego trunku i ruszył z nimi do stolika pod ścianą. Harry
wykorzystał tę szansę bez namysłu. Wśliznął
się za bar i złapał butelkę czegoś, co na etykiecie
miało zaznaczoną dostatecznie wysoką ilość procentów,
aby wystarczająco szybko mogło posłać jego umysł w stan
błogiego zapomnienia. Zostawił na blacie kilka galeonów, schował
butelkę pod pelerynę, złapał pierwszą z brzegu
szklankę i zaszył się w najciemniejszym kącie karczmy.</p>

<p>Pierwszy łyk przypominał
wypicie płynnej lawy. Ale tak poparzyło mu przełyk, że
kolejnych już w zasadzie nie czuł. Po prostu pił, wpatrując
się w sęki na drewnianym blacie i starając się nie
myśleć o niczym. Ani o Voldemorcie, ani o walce, która go
czekała, ani o tym, że prawdopodobnie już za parę dni
zginie... ani o tym, że nie ma z nim żadnych szans, że niczego
nie umie, niczego pożytecznego się nie nauczył, po prostu
zmarnował tylko czas...</p>

<p>Ani o tej... o tej wysokiej sylwetce,
która w jakiś niezrozumiały sposób znów zaczęła
przyciągać jego spojrzenie, ani o tym głosie, który
doprowadzał do tego, że przechodziły go ciarki, ani o zimnych
dłoniach, których dotyk wciąż tak wyraźnie
pamiętał... ani o parze tych głębokich, mrocznych oczu...</p>

<p>Ani o myślodsiewni, w której
okazało się, że wszystko, w co wierzył, było tylko
kłamstwem...</p>

<p>Kłamstwo.</p>

<p>Zatrzymał się na tym
słowie i obracał je w myślach niczym coś niezwykle
intrygującego. Wziął kolejny łyk i spróbował
skupić wzrok na sęku, ale nie był w stanie. Obraz
rozmazywał mu się przed oczami, wszystko wokół coraz bardziej
wirowało.</p>

<p>Kłamstwo.</p>

<p>Jedno wielkie gówniane kłamstwo.</p>

<p>Nie jesteś dla mnie nikim.</p>

<p>Kłamstwo.</p>

<p>Tak straszliwie cię pragnę.</p>

<p>Kłamstwo.</p>

<p>Nie mogę tego zmienić.</p>

<p>Kłam...</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>Zaraz, przecież Snape...
myślał wtedy, że Harry śpi. Po co miałby mu to
mówić? Po co miałby go przytulać, skoro uważał,
że Harry zasnął? I przecież sam go do siebie zaprosił
na noc. A wcześniej...</p>

<p>Myślisz, że tylko ty musisz
poświęcić coś, co jest ci najbliższe?</p>

<p>Najbliższe...</p>

<p>Najbliższe...</p>

<p>Słowa Snape'a odbiły
się w jego umyśle.</p>

<p>To w ogóle nie miało sensu.</p>

<p>Potrząsnął
głową, by pozbyć się tego irytującego echa, które
wciąż do niego powracało.</p>

<p>Jeszcze bardziej zmarszczył brwi
w umysłowym wysiłku. Powinien się napić... Wziął
kilka łyków. O tak,
teraz o wiele lepiej mu się myślało...</p>

<p>Jeżeli dopuścisz do
priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś przegrany.</p>

<p>O tak. Tak właśnie
powiedział. Ale co to mogło oznaczać?</p>

<p>I... i przecież chciał,
żeby Harry spędził z nim święta. Po co miałby
tego chcieć, gdyby go nienawidził? I przygotował mu piwo kremowe
z cynamonem. Pamiętał o tym. I pozwolił mu zostawić
choinkę. I... i zachował sekret Tonks i Luny, bo Harry go o to
poprosił.</p>

<p>I przecież...</p>

<p>Harry wziął kolejny
łyk. Tak bardzo kręciło mu się w głowie, że z
trudem rozpoznawał kształty.</p>

<p>Przecież... ktoś, kto jest
takim potworem, nie mógłby... nie mógłby opatrywać mu nogi z
taką czułością. Nie przynosiłby mu kolacji z Wielkiej
Sali, twierdząc, że zrobił to skrzat. Nie pomagałby mu w nauce
i nie pakował mu do torby książek z podkreślonymi zdaniami,
które będą omawiać na lekcji. Nie dałby Ronowi maści,
tylko na niemą prośbę Harry'ego. Nie nauczyłby się dla
niego o Quidditchu...</p>

<p>Ale przecież widział w
myślodsiewni... Czy tamto życie było tylko snem?
Najcudowniejszym snem, który mu się przyśnił, a teraz się z
niego obudził?</p>

<p>Niemożliwe. To był jego
Severus... patrzył na niego w taki sposób, jakby Harry był
najważniejszą osobą na świecie. Dotykał go z taką
zachłannością, jakby wciąż było mu mało i
nie mógł się nim nasycić. Zatracał się w nim
całkowicie, jakby nic innego poza bliskością Harry'ego się
nie liczyło. To są... reakcje. Nie da się nad nimi
zapanować.</p>

<p>Bicie serca. Przyspieszony oddech.
Drżenie rąk. Głosu. Uśmiech. Prawdziwy. To... to coś w
oczach. Ciepło. Blask.</p>

<p>Tego nie można udawać! Nie
można!</p>

<p>Harry zacisnął
dłoń na szklance.</p>

<p>Pamiętał to...
pamiętał, jak Severus uczył się od niego
czułości, jak krok po kroku powtarzał po nim wszystkie gesty...
Nie wymyślił sobie tego! Pamiętał wszystko. Pocałunki,
gesty, spojrzenia. Żar. Żar, który widział w oczach Severusa za
każdym razem, kiedy na niego patrzył. Wszechogarniający,
niepohamowany ogień. Nawet wtedy, kiedy się kłócili. Kiedy Snape
zamieniał się w ogarniętą zazdrością
bestię... Harry doskonale pamiętał emocje szalejące na jego
twarzy... jakby chciał rozerwać go na strzępy. Ale jedyne, co
rozrywał to jego ubrania, kiedy brał go mocno i łapczywie, jakby
nie potrafił zapanować nad swoim głodem.</p>

<p>Ktoś, kto ma w sobie jedynie
mrok, nie potrafiłby rozpalać się takim jasnym
płomieniem...</p>

<p>I przecież w końcu... nie
pozwolił mu wypić tego eliksiru. Powstrzymał go. Dlaczego?
Dlatego, że to niby było za wcześnie? Że Harry mu nie
ufał? Dobry żart. Przecież Severus dobrze wiedział, że
Harry zrobiłby dla niego wszystko. Absolutnie wszystko.</p>

<p>Zacisnął mocno powieki.
Widział tamtą chwilę w swoim umyśle. Widział oblicze
Severusa. Merlinie, nigdy nie zapomni cierpienia, które zobaczył wtedy na
jego twarzy. To było tak... tak... inne. Intensywne. Nie pasujące do
niczego, co wydarzyło się pomiędzy nimi tamtego wieczoru. I
dlaczego później Severus był taki przygnębiony? Następnego
dnia. I... jak on to powiedział?</p>

<p>Czasami wszystko wymyka nam się
spod kontroli i nie mamy na to wpływu. To silniejsze od nas.</p>

<p>Harry położył
głowę na opartych na blacie ramionach.</p>

<p>Tak właśnie się teraz
czuł. To było silniejsze od niego. I wirowało. Zdecydowanie nie
miał na to wpływu. Na to wirowanie. I na myśli. I na to, jak
się czuł.</p>

<p>Wszystkie dobre wspomnienia
przewijały mu się w głowie, rozbijając się brutalnie o
wspomnienia z myślodsiewni.</p>

<p>Śmiali się z niego.
Śmierciożercy. Voldemort. Wszyscy.</p>

<p>Wykorzystał go. Bawił
się nim. Oszukiwał. Chciał go poświęcić.
Manipulował nim od samego początku. Był dla niego tylko
narzędziem, którego używa się tak długo, dopóki nie
pęknie, a potem wyrzuca się je do śmietnika. Tak okrutny... tak
bezwzględny...</p>

<p>Gdyby tylko mógł mu...</p>

<p>Chwila...</p>

<p>Nie podnosząc głowy,
wsunął dłoń do kieszeni i wymacał mały,
okrągły kształt.</p>

<p>Nie wiedział, dlaczego tego nie
wyrzucił. Nie wiedział, dlaczego zawsze nosił to przy sobie.</p>

<p>Zamknął dłoń na
kamieniu.</p>

<p>Możesz po mnie
przyjść. Zwołaj swoich kumpli Śmierciożerców. Nie
jestem teraz w stanie nawet unieść różdżki, więc
będziesz miał ułatwione zadanie. No chodź! Przyjdź po
mnie!</p>

<p>Wypuścił kamień.</p>

<p>Taa... to dopiero było wyzwanie.
Niech no tylko przyjdzie, to on... on... co w zasadzie chciał zrobić?</p>

<p>Och, tak bardzo kręciło mu
się w głowie... Rozbieganym wzrokiem spojrzał na
stojącą przed nim butelkę. A w zasadzie kilka butelek. Miał
jednak ogromne problemy z policzeniem, ile ich w ogóle jest, ponieważ
wciąż zmieniały swoje położenie.</p>

<p>A może gdyby tak
złapał jedną, to pozostałe przestałyby się
ruszać i...</p>

<p>Au! Coś go zaczęło
parzyć w kieszeni. Wsunął dłoń i
wyciągnął rozjarzony kamień. W środku widniały
litery. Tak, to zdecydowanie były litery. Tego był pewien.</p>

<p>Spróbował skupić na nich
wzrok i z wysiłkiem złożył je w słowa:</p>

<p>Gdzie jesteś, Potter?</p>

<p>Zamrugał, dokładniej
przypatrując się lśniącym literom.</p>

<p>Snape mu odpowiedział. Nie do
wiary... Czyli on także nie wyrzucił kamienia?</p>

<p>Zacisnął go w dłoni.</p>

<p>Wiesz... myślałem o naszej
ostatniej nocy. I... nie rozumiem, dlaczego mi ją dałeś?
Przecież... - Ciąg jego chwiejnych myśli został przerwany
przez gromki wybuch śmiechu przy sąsiednim stoliku. - Do diabła,
niech oni się zamkną!</p>

<p>Wciąż trzymając
kamień, przycisnął ręce do uszu. Ale niemal od razu
ponownie je oderwał, czując ciepło przy twarzy.</p>

<p>Zmarszczył brwi, próbując
się skupić na fruwających mu przed oczami słowach.</p>

<p>Do jasnej cholery, Potter! Masz mi
natychmiast powiedzieć, gdzie jesteś!</p>

<p>A no tak... przecież Snape i
jego Śmierciożercy nie będą mogli go porwać,
jeżeli mu nie powie, gdzie jest. To
w sumie logiczne.</p>

<p>Zamknął kamień w
dłoni.</p>

<p>Ja... piję sobie. W
Świńskim Łbie.</p>

<p>Zanim zdążył w ogóle
otworzyć oczy, przyszła odpowiedź:</p>

<p>Nie ruszaj się stamtąd
nawet na krok!</p>

<p>Wcale nie zamierzał.
Zresztą chyba i tak by nie mógł...</p>

<p>Mętnie rozejrzał się
po karczmie.</p>

<p>Był zmęczony. W tej chwili
chyba najchętniej poszedłby spać. Wrzucił kamień do
kieszeni, złożył ramiona na blacie i położył na
nich ociężałą głowę.</p>

<p>Próbował nie zwracać uwagi
na to, że w momencie, kiedy tylko zamykał oczy, czuł się
jak na karuzeli, na którą kiedyś zabrali go Dursleyowie i to tylko
dlatego, że nie mieli co z nim zrobić. Wszystkie zmysły
mówiły mu, że się kręci i to bardzo szybko. Ale to
przecież było niemożliwe. Siedział przy stoliku. Na
próbę otwierał oczy, a wtedy wirowanie odrobinę ustawało. Ale kiedy zamykał je ponownie...
znowu karuzela.</p>

<p>A mugole muszą słono
płacić za takie atrakcje. Ciekawe, czy też znają ten
sposób...?</p>

<p>TRZASK!</p>

<p>Nagły, głośny huk
sprawił, że Harry poderwał się gwałtownie i
łokciem potrącił stojącą obok butelkę, która
przewróciła się i rozlała po blacie resztkę swojej zawartości.</p>

<p>W progu karczmy stał Snape.</p>

<p>Harry doznał dziwnego uczucia
deja vu. Jakby już kiedyś coś takiego się wydarzyło.
Snape wtedy też nagle pojawił się w tych drzwiach... i też
wbijał w niego takie spojrzenie... ale nie pamiętał, żeby
wtedy ruszył w jego stronę z taką furią na twarzy i nie
wyciągnął go zza stolika z tak wielkim impetem jak teraz,
łapiąc go przez pelerynę za kurtkę na karku i wlokąc
do drzwi, nie zważając nawet na to, że Harry się potyka i
ma problem z utrzymaniem się na nogach...</p>

<p>Nie, coś takiego na pewno by
zapamiętał.</p>

<p>Snape wyciągnął go na
dwór i zatrzymał się dopiero w ocienionym zaułku obok karczmy,
gdzie bez pardonu ściągnął z niego pelerynę i
wbił w niego dzikie spojrzenie. Wyglądał niczym
rozwścieczona bestia, z tymi opadającymi na oczy włosami,
lśniącymi w mroku źrenicami, brwiami tak zmarszczonymi, że
niemal łączyły się u nasady nosa i obnażonymi
zębami. Zanim Harry zdążył dojść do siebie,
mężczyzna złapał go za brodę i brutalnie uniósł
mu twarz, przyglądając jej się z narastającą
furią.</p>

<p>- Jesteś kompletnie pijany! -
wysyczał drżącym od wściekłości głosem. - Ty
nieodpowiedzialny smarkaczu! Zupełnie postradałeś rozum? Co
cię podkusiło, żeby wymykać się z zamku do
jakiejś speluny i upijać do nieprzytomności? Wiesz, co by się
stało, gdyby ktoś odkrył twoją nieobecność i
podniósł alarm? Jak długo tu jesteś? Zdejmowałeś
pelerynę? Ktoś cię widział?</p>

<p>Harry szarpnął
głową, uwalniając twarz z uścisku zimnych palców i
opierając się o ścianę karczmy.</p>

<p>- Nie dotykaj mnie! -
warknął, wbijając rozbiegane spojrzenie w stojącego przed
nim mężczyznę. Wszystko wirowało mu przed oczami. Ale jego
widział wyraźnie. Tak jakby był jedynym stałym elementem
otaczającego go świata. Czarna, wysoka postać w długiej
pelerynie. Snape. Snape, który miał... - Nikt mnie nie wiź...
widział. Nie będą cię podje... podejrzewać. Możesz
mnie porwać. - Mętnym wzrokiem rozejrzał się po
zaśnieżonej okolicy. - No, gdzie są twoi kumple Śmiecio...
Śmierciożercy? Nie przy... prowadziłeś ich ze sobą? -
zapytał, próbując brzmieć wyzywająco, ale język
trochę go zawodził.</p>

<p>- Nie mam zamiaru wysłuchiwać
twojego pijackiego bełkotu - wycedził Snape. - Jeżeli już
skończyłeś, to natychmiast wracamy do zamku, zanim ktoś
odkryje, że cię nie ma.</p>

<p>- Nigdzie z tobą nie pójdę!
- Harry zamachnął się, próbując trafić
pięścią w twarz mężczyzny, ale Snape odsunął
się. Spróbował drugą ręką, ale też
spudłował, a co gorsza, stracił równowagę i poleciał
do przodu. Przed upadkiem powstrzymały go jednak ręce Snape'a, który
złapał go mocno za ramiona i z całej siły pchnął
na ścianę, przytrzymując go.</p>

<p>- Zostaw mnie, ty... - zanim jednak
zdążył dokończyć, mężczyzna
zasłonił mu usta dłonią i naparł na niego całym
ciałem, tak jakby chciał ich ukryć w cieniu zbitej z grubych
bali ściany.</p>

<p>Do uszu Harry'ego dotarł
dźwięk zatrzaskiwanych drzwi karczmy i pijacki śmiech, a po chwili
w polu jego widzenia pojawiła się grupka podchmielonych czarodziejów.
Zatrzymali się na oświetlonej połaci śniegu, zaledwie trzy
metry od nich i gdyby tylko odwrócili głowy...</p>

<p>- Ani słowa. - Harry
usłyszał tuż przy swoim uchu napięty szept Snape'a i
poczuł, jak mężczyzna przesuwa dłoń i wyciąga
różdżkę, nie spuszczając wzroku z trójki intruzów.</p>

<p>Harry przeniósł spojrzenie z
chwiejących się sylwetek na znajdującą się zaledwie
centymetry od jego własnej twarz Snape'a.</p>

<p>Czuł go... tak blisko.
Przyciskał się do niego. Mocno. Ciasno. Chłodna dłoń
na jego ustach. Oddech na twarzy.</p>

<p>O boże...</p>

<p>Słyszał w uszach szum
własnej krwi, płynącej przez żyły z coraz
większą prędkością i rozpalającej każdy
zakamarek jego ciała. Jak to możliwe, że chociaż na zewnątrz
było tak zimno, on miał coraz większą pewność,
że zaraz się roztopi? Jego serce już dawno przestało
bić i teraz jedynie trzepotało... szybkimi, bolesnymi skurczami,
jakby zamknięto je w klatce i za wszelką cenę próbowało
się uwolnić.</p>

<p>Pijani mężczyźni
odwrócili się i zaczęli oddalać, zataczając się lekko.
Ale Snape nie puścił go od razu. Zrobił to dopiero wtedy, kiedy
zupełnie zniknęli z pola widzenia.</p>

<p>Ręka oderwała się od
jego ust, a podtrzymujące go ciało nagle zniknęło i Harry
niemal osunął się po ścianie. Teraz kręciło mu
się w głowie jeszcze bardziej. Dlaczego alkohol nie pomagał mu
zapomnieć? Wcale nie pomagał. Wręcz przeciwnie. Sprawiał,
że wszystko się... wyostrzało. Stawało intensywniejsze.
Czyżby wypił za mało? Powinien w takim razie tam wrócić i
wypić jeszcze więcej. Tak dużo, aż w końcu zapomni. O
nim. O wszystkim. Choćby miał nawet stracić
przytomność.</p>

<p>- Wracam do środka -
wymamrotał niejasno, odwracając się do ściany i
łapiąc drewnianych bali. - Nie postrzy... powstrzymasz mnie. -
Powoli, przytrzymując się ściany, zrobił kilka kroków, ale
wtedy... wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy.</p>

<p>Poczuł łapiące go za
ramiona, silne ręce. I szarpnięcie. I nagle zdał sobie
sprawę, że ma twarz przyciśniętą do czarnej szaty.
Cała okolica zawirowała, a on doznał wrażenia, jakby
coś ciągnęło go we wszystkie strony, próbując
rozerwać na kawałki. Jakby nagle znalazł się w dwóch
miejscach jednocześnie. Stracił grunt pod nogami i odzyskał go
dopiero po pełnej przerażenia chwili. Chociaż uczucie było
bardziej podobne do zderzenia niż miękkiego lądowania.</p>

<p>Uniósł powieki i nagle
odkrył, że znajduje się na błoniach w pobliżu bramy
Hogwartu. Przytrzymujące go ręce zniknęły i Harry
zachwiał się, ale jakimś cudem nie stracił równowagi. Wciąż
wirowało mu w głowie, ale wyraźnie widział przed sobą
ciemną sylwetkę i miał wrażenie... że ten okropny
ucisk, który odczuwał w klatce piersiowej od przebudzenia, staje się
coraz silniejszy. Jakby to coś... się przesączało. Przez
jego mury. Wyciekało... coraz bardziej i bardziej i nie potrafił
już tego zatamować, ponieważ wyrwa była już zbyt
wielka, za bardzo nadszarpnięta. Popękana.</p>

<p>Uniósł głowę i
spojrzał wprost w te czarne oczy.</p>

<p>To był Severus. Jego Severus.
Ten sam, który go całował, przytulał... ten sam, który mu
szeptał, że Harry należy tylko do niego... ten sam, który
się do niego uśmiechał i nie potrafił tego ukryć...
ten sam, którego dłonie drżały z niecierpliwości, kiedy go
dotykał... ten sam, który zachowywał się tak, jakby nie
potrafił bez niego istnieć...</p>

<p>To, co ich łączyło...
to było coś pięknego. Czuł to w swoim sercu. Ono nie
mogło go oszukać. I jeśli ich ostatnia noc nie była
prawdziwa, to równie dobrze może w tej chwili rozpłynąć
się w powietrzu. Przecież
tej nocy zdobył jego usta. Zdobył jego serce...</p>

<p>Ale była myślodsiewnia...
widział w niej... widział...</p>

<p>Czy to możliwe, że
postradał rozum?</p>

<p>Powoli uniósł dłoń,
pragnąc dotknąć tej surowej twarzy, którą tak dobrze
znał. Którą
tak wiele razy pieścił palcami, zasypywał pocałunkami...</p>

<p>Ale wtedy Snape brutalnie
odtrącił jego rękę i odsunął się,
spoglądając na niego lodowato.</p>

<p>I w tym momencie Harry
zrozumiał... a ból w jego klatce piersiowej eksplodował,
uwalniając całe spiętrzone pokłady żalu. Tama
runęła i ciśnienie wszystkiego, co przytrzymywała, niemal
rozsadziło go od środka.</p>

<p>- Jak mogłeś mi to
zrobić?! - krzyknął, rzucając się do przodu i
uderzając pięściami na oślep, ale zanim
zdążył go w ogóle dosięgnąć, poczuł że
nogi uginają się pod nim. - Jak mogłeś? Jak... -
Osunął się na kolana, ściskając dłońmi
poły czarnej szaty. Trząsł się jak w gorączce, a z
jego piersi wypływał niekontrolowany szloch. Osuwał się
coraz niżej i niżej, aż w końcu dotknął
czołem czarnych butów. - Pragnąłem tylko ciebie. Tylko ciebie...
- Cały tydzień pustki, udawania, nie istnienia... wszystko to, co
próbował zepchnąć jak najgłębiej, wypływało
teraz z niego, wypływało i wypływało, a on nie
potrafił tego powstrzymać. - Tylko ciebie... Ciebie.</p>

<p>- Wstawaj. Natychmiast. -
Usłyszał nad sobą cichy, przytłumiony głos.</p>

<p>- Co się stało? Nie
rozumiem... Przecież patrzyłeś na mnie w taki sposób... -
szeptał dalej Harry, unosząc się na falach bólu i
ściskając w dłoniach czarną szatę, która wydawała
mu się w tej chwili jedynym ratunkiem przed utonięciem. - I
pamiętam... jak nie mogłeś oderwać ode mnie rąk...
Pamiętam twoje ciepło... Co zrobiłeś? Co
zrobiłeś?</p>

<p>- Nic nie zrobiłem -
wysyczał nad nim mężczyzna. - To była dla mnie tylko gra,
która już się zakończyła. Nie jesteś mi więcej
potrzebny.</p>

<p>- Nie wierzę ci. - Szloch
zamienił się w łkanie. - Nie wierzę...</p>

<p>- Nic dla mnie nie
znaczyłeś. Nic.</p>

<p>- Nie wierzę ci...</p>

<p>- I dobrze ci radzę -
kontynuował brutalnie mężczyzna, nie zwracając uwagi na
rozpaczliwe zaprzeczenia Harry'ego - trzymaj się ode mnie z daleka. Nie
zbliżaj się do mnie. Nie patrz na mnie. Nie myśl o mnie.
Zapomnij o moim istnieniu.</p>

<p>Zapomnieć? Jak miałby to
zrobić? Jak? Przecież próbował... próbował!</p>

<p>- Dlaczego to mówisz? Nie rozumiem...
przecież tamtej nocy... - urwał nagle, kiedy Snape odsunął
się gwałtownie i Harry był zmuszony puścić jego szatę.
Teraz, pozbawiony jej dotyku, uświadomił sobie, że nie ma
już żadnego ratunku...</p>

<p>- Spójrz na siebie. Jesteś
żałosny - powiedział cicho Snape. Jego głos wydawał
się dobiegać z oddali.</p>

<p>Ale to wystarczyło, aby
przebić się i ugodzić. Bardzo głęboko.</p>

<p>Harry uciszył się. Nie
było w nim już niczego... pozostała jedynie mała
strużka, która sączyła się przez pokruszone mury... i
uczucie, że upadł tak nisko, że niżej już nie można...</p>

<p>To była prawda. Był
żałosny. Uczepił się mrzonki. Za wszelką cenę
chciał sam sobie udowodnić, że to jest jego dawny Severus... a
okazało się, że to nadal ten sam potwór z myślodsiewni.
Że Severus odszedł gdzieś daleko. I już nigdy nie powróci.</p>

<p>Przełknął gorycz w
ustach i podniósł się wolno, podpierając się na
drżących rękach i kolanach.</p>

<p>Znowu ogarniał go chłód.
Teraz, kiedy pozbył się wszystkiego, co w sobie tamował, kiedy
cały ból, żal, gorycz, kiedy to wszystko z niego
wypłynęło... znowu pozostała tylko pustka. Ale taka, której
już nie dało się wypełnić. Zresztą... nawet nie było
na to czasu. Już za kilka dni prawdopodobnie umrze. I zapomni o nim.
Nareszcie. Dokładnie tak, jak tego chciał...</p>

<p>Chwiejnie wstał z klęczek
i, w ogóle nie podnosząc głowy, odwrócił się tyłem do
mężczyzny.</p>

<p>- Nie martw się -
powiedział złamanym szeptem. - Zapomnę o tobie. - Nie
usłyszał odpowiedzi. Zresztą wcale się jej nie
spodziewał. - Wracam do zamku. A ty... nie waż się za mną
iść. - Po tych słowach ruszył przed siebie niepewnym, chwiejnym
krokiem.</p>

<p>Nadmiar emocji pozbawił go
resztek sił, które już wcześniej nadwątlił alkohol.
Próbował iść, ale jedynie się zataczał. Miał
wrażenie, że od oderwania stopy od podłoża do postawienia
jej na nim z powrotem mijają całe wieki, a okolica wykonuje w tym
czasie kilka solidnych obrotów.</p>

<p>W końcu grawitacja zwyciężyła
i Harry, nie wiedząc nawet kiedy i w jaki sposób, runął w
śnieg.</p>

<p>W pierwszej chwili nie wiedział
nawet, co się stało. Otoczyło go tylko lodowate zimno.
Pamiętał je... pamiętał, jak cudownie go
wypełniało, zamrażając ten tępy ból i spychając
go głęboko, bardzo głęboko...</p>

<p>Ale tym razem ktoś je
powstrzymał. Silne ręce, które wyciągnęły go ze
śniegu i uniosły w górę, wyrywając go z objęć
chłodu i zatapiając we własnych, ciepłych objęciach. Jedna
ręka wsunęła się pod jego kolana, a druga pod plecy i Harry,
na wpół świadomie, wtulił twarz w rozgrzaną szyję,
obejmując ją ramionami.</p>

<p>Zioła. Czuł zapach
ziół. I czegoś słodkiego. I gorzkiego. Wszystkiego, czym
pachniał... Severus.</p>

<p>Czuł, że jest gdzieś
niesiony, ale nie mógł, a może i nie chciał otwierać oczu. Głowa
pulsowała mu boleśnie. Słyszał skrzypienie śniegu pod
butami. A potem, chociaż nawet nie wiedział w którym momencie,
skrzypienie zamieniło się w stuk kroków na posadzce. Zrobiło
się cieplej. Ale on zamienił się jedynie w zmysł
powonienia. Zapach Severusa otulał go, kołysał. Wnikał w
niego, rozgrzewając go o wiele skuteczniej od jakiegokolwiek ognia.</p>

<p>Kroki zmieniły się. Teraz
wydawało się, że wchodzą po schodach. Jeszcze mocniej
się w niego wtulił. Słyszał jego oddech. Wyczuwał
pulsowanie krwi przepływającej tuż pod skórą. Była
tutaj taka ciepła i gładka. Pamiętał, jak ją
całował, jak przyciskał wargi do tego miejsca na szyi... ale
dlaczego wydawało mu się, że to wszystko działo się
tysiąc lat temu?</p>

<p>Zatrzymali się.
Usłyszał cichy szept i dźwięk przesuwającego się
portretu. Zrobiło się jeszcze cieplej. Gorąco.</p>

<p>Ręce opuściły go i
położyły na czymś miękkim.</p>

<p>Nie! Nie chciał...</p>

<p>Ścisnął go desperacko,
ale jego ramiona zostały oderwane. Opadł bezwładnie do
tyłu, poddając się zmęczeniu.</p>

<p>Zapach zniknął. Pozostała
jedynie nieco zakurzona woń starych kanap i gobelinów.</p>

<p>Przez jakiś czas walczył z
nieustannym wirowaniem w głowie i coraz bardziej nieprzyjemnym uciskiem w
żołądku. Kiedy w końcu zdołał otworzyć oczy,
rozejrzał się mętnym wzrokiem. Był sam w Pokoju Wspólnym
Gryffindoru. I leżał na kanapie przed kominkiem.</p>

<p>Skąd się tu
wziął? Gdzie... gdzie się podział Snape? Czyżby... a
więc to nie był sen? Miał wrażenie, że zapach Snape'a,
jego dotyk... że to mu się tylko przyśniło...</p>

<p>Sięgnął po
schowaną w kieszeni Mapę Huncwotów. Rozłożył ją z
pewnymi trudnościami, a następnie spojrzał na komnaty Mistrza
Eliksirów.</p>

<p>Dostrzegł go. Był w swoim
gabinecie. Ale... - Harry bardziej przybliżył mapę,
ponieważ wydawało mu się, że źle widzi - ...ale
oznaczająca go kropka poruszała się jakoś dziwnie.
Zamknął na chwilę oczy i otworzył je ponownie.</p>

<p>Nie. Kropka nadal wirowała mu
przed oczami w dziwnych zygzakach.</p>

<p>To musiała być wina
alkoholu.</p>

<p>Rozejrzał się po mapie.
Jedynie w Pokoju Wspólnym Ślizgonów dostrzegł kilkoro uczniów, którzy
jeszcze nie spali, ale ze zdumieniem zdał sobie sprawę z tego,
że wszystkich pozostałych widział wyraźnie. To znaczy na
tyle wyraźnie, na ile pozwalał mu na to jego obecny stan.</p>

<p>Ponownie spojrzał na gabinet
Snape'a. Oznaczająca go kropka nadal wirowała mu przed oczami.</p>

<p>Odłożył mapę, a
jego głowa opadła bezwładnie.</p>

<p>Prawdopodobnie jest po prostu
zmęczony i za dużo wypił. Nic dziwnego, że ma halucynacje.</p>

<p>Musi się przespać. Tak.
Może jutro wszystko będzie wyglądać lepiej... Może wtedy cokolwiek zrozumie...</p>

<p>Cokolwiek.</p>

<p><strong>--- rozdział 61 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>61. Preludium</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p>Harry przetarł powieki i
ponownie wbił spojrzenie w rozłożoną na kolanach mapę
Huncwotów. Oczy bolały go od gorączkowego wpatrywania się w
nią przez ostatnie trzy godziny w tym słabym świetle rzucanym
przez kilka umocowanych na ścianach korytarza pochodni. Nie chciał
ryzykować używania Lumos, na wypadek gdyby światło
wydostało się spod peleryny niewidki. Zbyt wielu Ślizgonów
kręciło się korytarzami w lochach, a i tak niewiele
brakowało, by pewien drugoroczniak wpadł na niego, kiedy
przepychał się ze swym kolegą. Dlatego też miejsce na
zimnej, kamiennej posadzce pod ścianą korytarza zamienił na
niewielką wnękę znajdującą się może nieco
dalej i w mniej oświetlonym miejscu, ale przynajmniej bezpieczniejszą,
skoro zamierzał tu spędzić kilka godzin, czekając na... no
właśnie, na co? Na
jakąkolwiek okazję.</p>

<p>Ale wyglądało na to,
że przynajmniej dzisiejszego wieczoru, Snape nie zamierza się nigdzie
ruszać ze swych komnat. Przez dwie i pół godziny siedział w
gabinecie, a następnie wstał i wszedł do salonu.
Spędził w nim kolejne pół godziny, by później
przenieść się do łazienki i ostatecznie do... - Harry
obserwował czarną kropkę, która rozmywała mu się
już przed oczami - ...no tak, do sypialni.</p>

<p>To by było na tyle, jeżeli
chodzi o "jakąkolwiek okazję". Co prawda, mógłby
spróbować wśliznąć się do gabinetu po południu,
kiedy Snape wracał z zajęć, ale wątpił, by
przygotowane przez niego zaklęcia wytrzymały dłużej
niż piętnaście minut, a podejrzewał, że gdyby znalazł
się w środku, to musiałby spędzić tam znacznie
więcej czasu. Poza tym jak miałby wywabić Snape'a na
zewnątrz na wystarczająco długi czas, by mógł zdobyć
to, po co tu przyszedł? I jak miałby przedostać się do
komnat? A jeżeli Snape odkryłby jego obecność?</p>

<p>Nie, nie mógł niepotrzebnie
ryzykować. Pozostało mu siedzenie i czekanie na
"jakąkolwiek okazję". Gdyby chociaż jakiś
uczeń przyszedł na szlaban... mógłby wtedy
wśliznąć się do środka, kiedy będzie
wychodził. Ale... no właśnie, dalej pozostawał problem, co
zrobić ze Snape'em? Mógłby jeszcze spróbować
wśliznąć się do gabinetu, gdyby Snape wychodził na
obchód, ale po pierwsze - Harry nie miał pojęcia, kiedy Snape ma
dyżury, a po drugie - jak miałby przedostać się do komnat?
Był więcej niż pewien, że Snape zmienił hasło.
Próba użycia jakiegokolwiek zaklęcia otwierającego
skończyłaby się zapewne uruchomieniem alarmu, a Snape był
zbyt potężnym czarodziejem, by komuś takiemu jak Harry
udało się złamać jego zabezpieczenia.</p>

<p>Westchnął ciężko,
przymknął powieki i oparł głowę o zimne kamienie za
sobą. Był zmęczony. Zmęczony i zniechęcony. Jak w
ogóle doszło do tego, że od kilku godzin siedzi tutaj na tej
lodowatej podłodze pod drzwiami gabinetu Snape'a? I to w środku nocy.
Czy naprawdę nie było innego sposobu?</p>

<p>Nie. Nie było.</p>

<p>Zrozumiał to dzisiejszego
poranka. Kiedy tylko uniósł ciężkie niczym z kamienia powieki,
czując w ustach smak upodlenia i goryczy. Kiedy tylko uświadomił
sobie, że zostały mu trzy dni. Trzy dni, a on nie znalazł
żadnego sposobu... niczego się nie nauczył... nie miał
żadnego planu... Trzy dni życia. Trzy dni... istnienia.</p>

<p>Poległ, zanim w ogóle
rozpoczęła się bitwa. Poległ już z chwilą, kiedy
rozsypał się pod stopami Snape'a. Nie potrafił wygrać nawet
ze sobą. Jak miałby pokonać Voldemorta? To było... zbyt
wiele... zbyt wiele jak na kogoś, kto ma tylko szesnaście lat. Nie
miał żadnych szans. Żadnych. Jak w ogóle mógł być na
tyle głupi, by sądzić, że uda mu się choćby drasnąć
Voldemorta? I jeszcze wyjść z tego cało? Zdumiewała go
własna naiwność.</p>

<p>Nie pozostało mu już nic.
Nic, poza tą jedną, jedyną drogą. Voldemort musi
zginąć. Musi zniknąć z powierzchni świata raz na
zawsze. I był tylko jeden sposób, by tego dokonać.</p>

<p>Wypić eliksir i
wypełnić plan Snape'a.</p>

<p>Zginie. Wiedział, że
zginie. Wiedział to, od samego początku. Po prostu próbował
znaleźć inne rozwiązanie, próbował sam siebie
przekonać, że jest inny sposób, inna droga. Ale nie było.
Chciał przynajmniej mieć szansę. Choćby była
niewielka, tak maleńka, że sam nie potrafiłby jej dostrzec, ale
gdyby ją miał... Najwyraźniej jednak szanse to coś, co
przytrafia się wyłącznie w książkach. W prawdziwym
życiu istnieje jedynie czysty przypadek i zimna, obojętna
ostateczność, która nigdy nie wybiera, kogo dosięgnie. Tylko to
go czekało. Nic więcej.</p>

<p>Uniósł powieki i rozmytym
wzrokiem spojrzał na drżące cienie, które tańczyły na
kamiennej ścianie po drugiej stronie korytarza.</p>

<p>Już niedługo pozostanie
tylko tym. Tylko cieniem.</p>

<p>Westchnął głęboko
i spojrzał na ciężkie, drewniane drzwi prowadzące do komnat
Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Ale najpierw musi zdobyć
eliksir.</p>

<p>***</p>

<p>Mam nadzieję, że kiedy
czytacie ten list, Voldemorta już nie ma. Mam nadzieję, że
wszystko poszło zgodnie z planem i nareszcie będziecie mogli
spać spokojnie, wiedząc, że wojna się skończyła i
że Voldemort już nigdy nie powróci.</p>

<p>Nie chcę, żebyście
się obwiniali i smucili z mojego powodu. Moja śmierć była
konieczna. To był jedyny sposób, aby go pokonać. Po prostu
chciałem, żebyście w końcu mogli czuć się bezpiecznie.
Przepraszam, że nic Wam nie powiedziałem, ale gdybym to zrobił,
próbowalibyście mnie powstrzymać.</p>

<p>Przepraszam też, że
ostatnio zachowywałem się jak kompletny palant i że Was
odpychałem.</p>

<p>Ron - przepraszam, że przez
ostatnie pół roku nie byłem dla ciebie takim przyjacielem, jakiego byś
chciał. Takim jak dawniej. Wiem, że zawsze byliśmy
nierozłączni, ale w moim życiu zaszły pewne zmiany, których
wiem, że nigdy byś nie zrozumiał i dlatego nie mogłem ci o
nich powiedzieć. Dlatego się odsunąłem. Ale masz
Hermionę. Opiekuj się nią. I pamiętaj, że masz
zostać najlepszym Obrońcą w kraju! Skop wszystkim tyłki!</p>

<p>Hermiono - przepraszam, że
przysporzyłem Ci tylu zmartwień. Byłaś najlepszą
przyjaciółka, jaką mogłem sobie wymarzyć. Zawsze
byłaś po mojej stronie, nawet jeżeli wydawało mi się, że
jest inaczej. Wiem, że chciałaś tylko mojego dobra. I
przepraszam, że czasami cię za to nienawidziłem. Nie chcę,
żebyś się obwiniała o to, że nie udało ci
się odkryć na czas moich zamiarów. I tak nie zmieniłabyś
mojej decyzji. Wiesz o tym. Nie mam Ci nawet czego życzyć, bo i tak
wiem, że osiągniesz wszystko, o czym sobie zamarzysz. Po prostu
bądź szczęśliwa z Ronem. Dziękuję Ci za wszystko.</p>

<p>Ginny - nie chciałem nazwać
Cię smarkulą. Zawsze byłaś dla mnie jak siostra i
świetnie się z Tobą bawiłem. Mam nadzieję, że
pomimo obsesji Rona, ułożysz sobie życie po swojemu.</p>

<p>Luno - nigdy nie myślałem,
że staniesz się dla mnie kimś tak bliskim. Nawet jeżeli
nigdy ci tego nie okazywałem, to chciałbym, abyś wiedziała,
że jesteś jedyna w swoim rodzaju. Jesteś wyjątkowa i nigdy
nie pozwól się nikomu zmienić. Dziękuję Ci za to, że
zawsze przy mnie byłaś i że zawsze mogłem na Ciebie
liczyć. I przepraszam, że narażałem Cię na
niebezpieczeństwo. Cieszę się, że odnalazłaś
szczęście i mam nadzieję, że okaże się o wiele
bardziej trwałe od mojego.</p>

<p>Przekażcie Tonks, że
była znakomitą nauczycielką i pożegnajcie ode mnie Hagrida.
I Remusa. Aha, i Ron, powiedz swojej mamie, że jest najwspanialszą
mamą na świecie i że jestem wdzięczny za to, że
pozwoliła mi być częścią Waszej rodziny.</p>

<p>Będę za Wami
tęsknił.</p>

<p>Harry</p>

<p>***</p>

<p>- Hermiono...</p>

<p>- Hmm? - Dziewczyna z ociąganiem
oderwała spojrzenie od trzymanej na kolanach książki.
Wydawała się być tak pochłonięta czytaniem, że w
ogóle nie zwracała uwagi na to, co się wokół niej dzieje. Ron
siedział w drugim końcu Pokoju Wspólnego i grał z Neville'em w
szachy.</p>

<p>Harry usiadł na kanapie obok
przyjaciółki i przełknął ślinę.</p>

<p>- Nie będzie mnie jutro na
pierwszej lekcji - powiedział cicho. - I na drugiej prawdopodobnie
też nie.</p>

<p>Hermiona poderwała
głowę i spojrzała na niego z zaskoczeniem.</p>

<p>- Co? Dlaczego?</p>

<p>Musi być ostrożny. Nie
może dać jej powodu do niepokoju, ale jednocześnie musi
kupić sobie trochę czasu, żeby nikt nie podniósł alarmu,
zanim jeszcze w ogóle dotrze do Voldemorta. A nie może prosić o to
Rona, bo jemu nawet Hermiona by nie uwierzyła.</p>

<p>- Mam ważną sprawę do
załatwienia - powiedział, patrząc jej prosto w oczy. - Bardzo
ważną - powtórzył z naciskiem. - I wiem, że nie powinienem
cię o to prosić, ale chciałbym, żebyś mnie kryła.
Odwdzięczę ci się, kiedy wrócę. - Był dumny z siebie,
że jego głos nie zadrżał na ostatnim słowie.</p>

<p>Hermiona zmarszczyła brwi.</p>

<p>- A czy ta "bardzo ważna
sprawa" nie może poczekać do popołudnia? Nie
powinieneś opuszczać lekcji, Harry. Już i tak masz
zaległości.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę.</p>

<p>- Proszę cię, Hermiono.
Gdyby to nie było dla mnie ważne, to nie prosiłbym cię o
pomoc. Powiedz, że jestem chory, że źle się czułem,
cokolwiek. Kiedy wrócę, przepiszę wszystkie notatki i nauczę
się wszystkiego, co mnie ominie.</p>

<p>Hermiona przez chwilę
przypatrywała mu się nieufnie, a następnie rozejrzała
się czujnie i pochyliła do niego, szepcząc najciszej, jak
mogła:</p>

<p>- Czy... czy to ma związek z
nim?</p>

<p>Harry zagryzł wargę. Nie
spodziewał się takiego pytania.</p>

<p>Pokręcił głową.</p>

<p>Niemal widział, jak jej
napięta twarz się rozluźnia.</p>

<p>- To dobrze. Ale... nie wiem. -
Spojrzała na swoje dłonie. - Za każdym razem, kiedy prosisz mnie
o pomoc, wpakowujesz się w jeszcze większe kłopoty.</p>

<p>- Hermiono... - Harry
zacisnął pięści. - Proszę cię. Naprawdę mi
na tym zależy.</p>

<p>Przyjaciółka rzuciła mu
długie spojrzenie. W końcu westchnęła głęboko i
skinęła lekko głową.</p>

<p>- Dobrze. Pomogę ci.</p>

<p>Harry spojrzał na nią z
wdzięcznością i... musiał to zrobić. Objął
ją za szyję i przyciągnął do siebie, przytulając
się do niej. Jej puszyste włosy łaskotały go w nos i pomimo
że zawsze go to drażniło, tym razem było inaczej. Tym razem
chciał zapamiętać ich zapach i sposób, w jaki dotykały jego
twarzy. Ten jeden, ostatni raz, zanim...</p>

<p>Kiedy ją puścił,
Hermiona wyglądała na mocno zaskoczoną i zażenowaną.
Uśmiechnęła się do niego i odchrząknęła.</p>

<p>- Ale to ostatni raz, dobrze?</p>

<p>Harry poczuł
przytłaczający ciężar na sercu.</p>

<p>- Obiecuję.</p>

<p>***</p>

<p>Boisko było opustoszałe.
Ślady, które pozostały po ostatnim treningu zasypał śnieg i
cała powierzchnia wyglądała niczym nieskazitelna, biała
płachta. Harry odgarnął śnieg ze znajdującej się
na trybunach ławki i usiadł na niej, składając dłonie
razem i wciskając je pomiędzy kolana. Powoli przesunął
wzrokiem po ciemniejącym niebie, zatrzymując go dopiero na trzech,
ledwie widocznych w wieczornej szarówce pętlach. Następnie
spojrzał na otaczające boisko trybuny. Przymknął powieki.</p>

<p>Usłyszał ryk tłumu.
Ogłuszający doping Gryfonów i gwizdy Ślizgonów. Głos Lee
Jordana, próbującego nadążyć za wydarzeniami na boisku.
Piosenkę, śpiewaną przez wszystkich Gryfonów...</p>

<p>Zobaczył falujące morze
czerwieni i złota, proporce, flagi, szaliki... zobaczył kapelusz w
kształcie głowy lwa...</p>

<p>Poczuł na twarzy pęd
powietrza. Wiatr rozwiewał mu włosy, kiedy zdrętwiałymi palcami
ściskał rączkę miotły i leciał, coraz szybciej i
szybciej, ponieważ przed chwilą go widział. Złoty Znicz.
Był coraz bliżej, teraz widział go tak wyraźnie. Już
go prawie miał... Wyciągnął rękę i niemal
położył się na miotle i wtedy... jego palce zacisnęły
się wokół złotej kulki, a ciało wypełnił
ogień triumfu, mieszając się z torpedującym jego uszy
wrzaskiem radości...</p>

<p>Opadał na ziemię powoli,
rozkoszując się tym wrzącym w żyłach,
zapierającym dech w piersiach poczuciem wygranej. Znicz trzepotał w
jego dłoni.</p>

<p>Zdobył go!
Zwyciężył!</p>

<p>Otworzył oczy. Był sam.
Wokół panowała nieskazitelna cisza. Zmierzch otulił boisko
kokonem gęstej ciemności.</p>

<p>Harry zagryzł wargę i
spuścił wzrok, a z jego piersi wyrwało się długie,
gorzkie westchnienie.</p>

<p>***</p>

<p>Harry stęknął i
rozmasował obolałą szyję, po czym ponownie wbił
spojrzenie w mapę.</p>

<p>Zostało mu dziesięć
godzin. Dziesięć godzin do spotkania z Voldemortem, a on nadal nie
miał eliksiru.</p>

<p>Poprzedniego wieczoru siedział
pod gabinetem Snape'a prawie pięć godzin. Na próżno.</p>

<p>Ale teraz nie zamierzał
rezygnować. Choćby miał tu siedzieć i czekać do rana,
choćby miał uruchomić alarm... musi zrobić wszystko, aby go
zdobyć! To
była jego ostatnia szansa.</p>

<p>Dziesięć godzin... A
przecież musi się jeszcze dostać na miejsce spotkania. Ile czasu
zajmie mu podróż na miotle do Dartmoor? Przecież to na drugim
końcu kraju!</p>

<p>Powoli zaczynała ogarniać
go panika.</p>

<p>Przycisnął dłoń
do oczu i przetarł powieki.</p>

<p>Nie, panika nie była teraz
wskazana. Musi zachować trzeźwy umysł, aby zdobyć eliksir.
Tylko to się teraz liczyło. Ale jak ma to zr...</p>

<p>W chwili kiedy jego spojrzenie
padło na poruszającą się korytarzem kropkę z napisem
Nott, serce podskoczyło mu niemal do gardła.</p>

<p>Czyżby to...? Czyżby to
właśnie miała być jego szansa?</p>

<p>Uważnie obserwował
zbliżającą się kropkę. Tak, nie było żadnych
wątpliwości! Nott zmierzał wyraźnie w kierunku gabinetu
Mistrza Eliksirów! A to oznaczało, że wejdzie tam, a potem on i Snape
wyjdą i Harry będzie mógł...</p>

<p>Zerwał się na równe nogi,
wcisnął mapę do kieszeni bluzy i wyciągnął
różdżkę. Skierował ją na siebie i wyszeptał dwa
zaklęcia.</p>

<p>- Tacitus Gressus. Eradico Aura.</p>

<p>Wyciszenie kroków i stępienie
własnego zapachu (dzięki któremu Snape zawsze potrafił
wyczuć jego obecność) powinno mu pomóc wśliznąć
się do środka niezauważonym. Nawet jeżeli wiedział,
że zaklęcia przestaną działać po piętnastu
minutach. Miał tylko nadzieję, że zanim to nastąpi, ani
Snape'a, ani Notta dawno już nie będzie.</p>

<p>Schował różdżkę
do kieszeni i podbiegł do drzwi, mocno przyciskając do siebie pelerynę.
Stanął z boku, tuż obok futryny, uważnie obserwując
nadchodzącego Ślizgona. Chłopak zatrzymał się przed
drzwiami i zapukał niedbale. Ze środka dobiegło krótkie, ostre
polecenie:</p>

<p>- Wejść!</p>

<p>Nott nacisnął na
klamkę i pchnął ciężkie drzwi.</p>

<p>Harry miał tylko ułamek
sekundy. W ostatniej chwili zdążył prześliznąć
się za nim, kiedy drzwi już się zamykały. Stanął
pod ścianą, czując jak mocno bije mu serce.</p>

<p>Snape siedział przy swoim
biurku, pochylony nad pergaminami.</p>

<p>- Dobry wieczór, profesorze - powiedział
Nott z nutą nonszalancji w głosie. - Mam nadzieję, że nie
przeszkadza panu to, że przyszedłem nieco wcześniej?</p>

<p>Snape rzucił mu
nieokreślone spojrzenie.</p>

<p>- Siadaj. Zaraz skończę i
będziemy mogli wyruszyć. - Po tych słowach ponownie wbił
spojrzenie w leżące przed nim pergaminy.</p>

<p>Nott zrobił kwaśną
minę, jakby nie podobało mu się to, że musi czekać.
Podszedł do biurka i usiadł przy nim, zakładając ręce
na piersi i wbijając wzrok w stojące na półkach słoiki i
butelki.</p>

<p>Harry ostrożnie
przesunął się w pobliże drzwi prowadzących do komnat
Mistrza Eliksirów. Miał ogromną nadzieję, że Snape
zamierzał przejść przez nie jeszcze przed wyjściem z
Nottem. Nie podobała mu się wizja siedzenia tutaj do jego powrotu.
Zresztą co by wtedy mógł zrobić? Snape wszedłby do swych
komnat i raczej już by ich nie opuścił. Nie, teraz miał
jedyną okazję. To była jego ostatnia szansa. Jeżeli jej nie
wykorzysta i nie zdobędzie eliksiru, to już teraz w zasadzie
może iść do Voldemorta i podać mu się na srebrnej
tacy.</p>

<p>Pozostało czekanie.</p>

<p>Aby zająć czymś
rozbiegane, nerwowe spojrzenie, wzorem Notta wbił je w stojące na
półkach słoje i butelki i dopiero teraz zauważył, że
duża część z nich była... pusta.</p>

<p>Dziwne.</p>

<p>Stały tutaj, odkąd tylko
pamiętał. Odkąd po raz pierwszy odwiedził ten gabinet na
drugim roku. Zawsze pełne różnokolorowych substancji, osobliwych,
pływających w roztworach i zawiesinach "przedmiotów" oraz
niezwykłych, czasami bardzo trudno dostępnych ingrediencji. A teraz
większość zniknęła, chociaż w niektórych
butelkach odrobinę pozostało.</p>

<p>Co to mogło oznaczać?</p>

<p>Zanim jednak zdążył
się nad tym dłużej zastanowić, Snape odłożył
trzymane w dłoni pióro, złożył pergaminy, wsunął
je do szuflady biurka i podniósł się.</p>

<p>- Zaczekaj tu na mnie.</p>

<p>Harry napiął się
cały.</p>

<p>Tak! Snape ruszył w jego
kierunku. To znaczy, w kierunku swych komnat. Harry przysunął
się jeszcze bliżej i zatrzymał tuż obok drzwi. Miał
ogromną nadzieję, że zaklęcie tępiące zapach
podziałało, w przeciwnym wypadku...</p>

<p>Snape podszedł do drzwi i
otworzył je szarpnięciem.</p>

<p>Harry ugiął kolana.</p>

<p>Teraz albo nigdy!</p>

<p>Wśliznął się do
środka zaraz za mężczyzną i kiedy tylko przekroczył
próg, poczuł chłodny powiew na twarzy. Jak to możliwe, skoro
miał na sobie pelerynę niewidkę?</p>

<p>W tym samym momencie Snape
zatrzymał się gwałtownie. Harry błyskawicznie
odsunął się pod ścianę i zobaczył, jak Snape
odwraca się z wyrazem rozgniewania na twarzy.</p>

<p>- Powiedziałem, że masz
zaczekać w gab... - urwał nagle, kiedy dostrzegł, że nikogo
za nim nie ma, a Nott nadal siedzi przy biurku.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i tak mocno wcisnął się plecami w
ścianę, iż niemal się z nią stopił. Serce
biło mu prawie w gardle.</p>

<p>Snape zmarszczył brwi i bardzo
powoli odwrócił się z powrotem, ale nie poruszył się.
Zrobił to dopiero po kilku sekundach, jakby wyrwany z odrętwienia. W
kilku pospiesznych krokach przemierzył salon, wszedł do sypialni i
wrócił w czarnym, długim płaszczu narzuconym na szaty.
Wyszedł z salonu i zamknął za sobą drzwi, które
rozjarzyły się słabym blaskiem.</p>

<p>Harry, który dopiero teraz
zorientował się, że wstrzymuje powietrze, wypuścił je
z ogromną ulgą.</p>

<p>Pierwsza część planu
za nim. Pozostała ta trudniejsza. Zabrać eliksir i wydostać
się stąd. W obojętnie jaki sposób.</p>

<p>Zanim jednak wykonał jakikolwiek
ruch, stał i nasłuchiwał. Dopiero kiedy usłyszał
trzask zamykanych drzwi, odważył się poruszyć.
Wziął głęboki oddech i ostrożnie podszedł do
biblioteczki, po drodze zdejmując z siebie pelerynę i wciskając
ją do kieszeni bluzy. Nie musiał długo szukać. Szybko
odnalazł czarną księgę, złapał za nią i
pociągnął. Ścianka przesunęła się ze
zgrzytem do przodu i na bok, a jego oczom ukazało się
pogrążone w ciemności tajne laboratorium Mistrza Eliksirów.</p>

<p>Harry wyciągnął z
kieszeni różdżkę.</p>

<p>- Lumos - wyszeptał.
Pomieszczenie rozjaśniło się i wzrok Harry'ego odruchowo
powędrował w kierunku myślodsiewni. Była pusta.</p>

<p>Przełknął
ślinę i spojrzał na znajdujący się na środku
pomieszczenia stół, na którym wciąż stał wypełniony
zieloną, fosforyzującą substancją kociołek.</p>

<p>Jest!</p>

<p>Ruszył w jego stronę, ale
wtedy kątem oka dostrzegł... dostrzegł...</p>

<p>Zatrzymał się
gwałtownie i powoli odwrócił głowę, a jego oczy
rozszerzyły się. Serce szarpnęło mu się w piersi,
rozpływając się w niedowierzaniu, ponieważ oto na jednej z
półek, w szklanej gablocie zobaczył... pióro, figurkę lwa i
węża, a także małe, czerwone pudełeczko. Wszystkie
prezenty, które podarował Snape'owi. Wszystkie prezenty, które
podarował człowiekowi, który go nienawidził...</p>

<p>Dlaczego je zachował? Dlaczego
je tutaj trzymał? W miejscu, w którym znajdowały się jego wszystkie
najcenniejsze mikstury i księgi. Tak jakby te trzy rzeczy były dla
niego czymś... ważnym.</p>

<p>Nie, nie ma teraz czasu się nad
tym zastanawiać. Musi
zabrać eliksir!</p>

<p>Z trudem oderwał wzrok od
gabloty i podszedł do stołu. Zajrzał do kociołka, w którym
niespokojnie wirowała zielona mikstura. Prawdopodobnie miał przed
sobą jedyną substancję, która była w stanie zabić
najpotężniejszego czarnoksiężnika na świecie.
Niebywałe... Tyle mocy w czymś tak niepozornym...</p>

<p>Przypomniały mu się
wypowiedziane przez Snape'a dawno temu słowa:</p>

<p>Mogę was nauczyć, jak
uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a
nawet powstrzymać śmierć.</p>

<p>I Harry wiedział teraz
doskonale, że to nie były czcze przelewki. Snape był prawdziwym
Mistrzem Eliksirów. Tylko on potrafił uwarzyć coś tak potężnego.
Spędził kilka miesięcy, przygotowując tę
miksturę, by na końcu podać ją Harry'emu, a teraz... teraz
Harry zamierzał ją ukraść.</p>

<p>Co za ironia.</p>

<p>Przełknął
ślinę i sięgnął do ukrytej w kieszeni buteleczki.
Odkorkował ją i za pomocą leżącej obok chochli
nalał do niej eliksiru. Dokładnie zamknął butelkę,
włożył ją z powrotem do kieszeni spodni, a następnie
pochylił się i wyjął znacznie mniejszą buteleczkę
z niewielkiej kieszonki ukrytej w nogawce spodni tuż nad butem.</p>

<p>Wolał się
zabezpieczyć. Nie mógł ryzykować, że butelka się zbije
albo w jakiś sposób może ją stracić. Dlatego
postanowił zabrać ze sobą zapasową porcję.
Przelał eliksir do drugiej buteleczki, zakorkował ją i schował
z powrotem do nogawki. Odłożył
chochlę i wziął głęboki oddech, przymykając oczy.</p>

<p>Miał go! Zdobył eliksir!
Ale... co teraz? Jak miał się stąd wydostać?</p>

<p>Zawrócił i ruszył do
wyjścia. Zatrzymał się jednak w progu i jeszcze raz
odwrócił w stronę laboratorium, aby spojrzeć na nie po raz
ostatni. Spoczywały tu wszystkie tajemnice Snape'a. Tajemnice, które
poznał tylko Harry i które umrą wraz z nim. Czuł się z tym
dziwnie. To tutaj zmieniło się jego życie. Dokładnie w tym
pomieszczeniu, kiedy odkrył... Mimowolnie zerknął na myślodsiewnię.</p>

<p>Nie, to nie była pora na
nostalgię!</p>

<p>Jeszcze raz spojrzał na
odbijającą światło różdżki szklaną
gablotę, w której spoczywały prezenty. Ich obecność tutaj
nie dawała mu spokoju.</p>

<p>Ze zmarszczonymi w zamyśleniu
brwiami odwrócił się w stronę wyjścia, ale wtedy coś
intrygującego przyciągnęło jego uwagę. Stał obok
znajdującej się przy wyjściu szafki. Na jej ściance
widniały... - podniósł różdżkę wyżej -
...widniały cztery długie, pionowe zadrapania, równoległe do
siebie. Jakby... jakby ktoś tak mocno wbijał paznokcie w drewno,
że aż pozostały ślady.</p>

<p>Błyskawicznie spojrzał w
kierunku myślodsiewni i z powrotem na zadrapania i w tym samym momencie
zalała go lodowata fala zrozumienia. Dokładnie tutaj stał Snape,
wtedy, kiedy Harry dowiedział się wszystkiego z myślodsiewni, a
potem w rozpaczliwym amoku obrzucał go potokiem wyzwisk i
oskarżeń. Dokładnie tutaj... - Harry uniósł dłoń
i palcami dotknął wyżłobionych paznokciami
zagłębień - ...dokładnie tutaj trzymał rękę.</p>

<p>Czuł, jak jego serce
przyspiesza, a krew zaczyna szybciej krążyć, kiedy
niewyobrażalna myśl wkradała się do jego głowy... Co
mogło dziać się w sercu kogoś, kto pozostawił takie
ślady? Odzwierciedleniem jak wielkiego huraganu emocji mogły być
te bruzdy? Co się wtedy działo za tą bladą, pozbawioną
wyrazu maską, zza której spoglądał na niego Snape?</p>

<p>Wiedział, że już nie
otrzyma odpowiedzi na żadne z tych pytań. Było na to za
późno. Ale uczucie niepokoju nie potrafiło go opuścić,
nawet kiedy wyszedł z laboratorium, a ścianka przesunęła
się i zamknęła za nim. Wyciągnął z kieszeni
pelerynę, rozwinął ją i zarzucił na siebie.</p>

<p>Nie spodziewał się zbyt
szybkiego powrotu Snape'a, ale ostrożności nigdy za wiele. Teraz
pozostało pytanie, jak ma się stąd wydostać. Czyżby
jedynym sposobem było czekanie na powrót Mistrza Eliksirów i wyśliźnięcie
się stąd, kiedy będzie otwierał drzwi? A może...</p>

<p>Harry podszedł do drzwi.
Może hasło działa tylko z tamtej strony? W końcu ma za
zadanie powstrzymywać przed wtargnięciem do komnat, a nie
opuszczeniem ich. Wysunął rękę spod peleryny i sięgnął
do klamki, ale zanim zdążył jej dotknąć... drzwi
otworzyły się gwałtownie, uderzając w ścianę i
Harry zdążył jedynie podnieść głowę i
spojrzeć prosto w parę czarnych, płonących gniewem oczu, zanim
z cienkich warg wydobył się wściekły syk:</p>

<p>- Potter! Wiedziałem, że to
ty!</p>

<p>Ręka Snape'a wystrzeliła do
przodu, złapała za pelerynę i ściągnęła
ją z niego jednym szarpnięciem.</p>

<p>Harry, pozbawiony nagle osłony,
zachwiał się i cofnął o kilka kroków, wpatrując
się w Snape'a z niedowierzaniem.</p>

<p>Skąd on...? Jak?</p>

<p>- Ja... - wydukał Harry,
cofając się pod ostrzałem tego świdrującego
spojrzenia. - Ja... rzuciłem na siebie zaklęcia. Nie mogłeś
wiedzieć... Miało cię nie być... Skąd...?</p>

<p>- Mam swoje sposoby na wykrywanie
niepożądanej obecności - warknął Snape, robiąc
krok w jego stronę i zamykając za sobą drzwi.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, słysząc kliknięcie zamka.</p>

<p>Nie! Snape go tu nie zatrzyma!
Miał już eliksir. Nic więcej się nie liczyło. Snape
był tylko niewielką przeszkodą. Musiał go jakoś
ominąć. Ale jak?</p>

<p>Mężczyzna wbijał w
Harry'ego badawcze, lustrujące spojrzenie.</p>

<p>- Wyraźnie zabroniłem ci
się do mnie zbliżać - powiedział powoli, robiąc krok w
jego stronę. Harry odsunął się. - Ale ty
zlekceważyłeś moje słowa. Zaryzykowałeś i włamałeś
się do moich komnat. Po co? - Harry wyraźnie słyszał w jego
głosie zaintrygowanie. - Czego tu szukałeś? - Snape
rozejrzał się po salonie, robiąc kolejny krok w jego kierunku.</p>

<p>Harry nie mógł czekać na
dalszy rozwój wypadków. Błyskawicznie sięgnął po
różdżkę i wycelował w mężczyznę.</p>

<p>- Wychodzę stąd. Zejdź
mi z drogi - wysyczał.</p>

<p>Snape przesunął się w
stronę drzwi, zasłaniając je.</p>

<p>- Spróbuj - powiedział,
marszcząc brwi, a jego wargi wykrzywiły się w szyderczym
uśmiechu.</p>

<p>Harry zacisnął usta. To on
miał różdżkę. Mógł rzucić na niego dowolne
zaklęcie. Ale co się stanie, jeżeli spudłuje? Wtedy
będzie po nim. Nie będzie miał drugiej szansy.</p>

<p>- Zaplanowałeś to -
kontynuował Snape tym samym, zaintrygowanym tonem. - Czekałeś na
odpowiedni moment... To musiało być coś ważnego, skoro
zadałeś sobie tyle trudu. - Zrobił kolejny krok w jego
stronę. - A skoro zamierzałeś stąd wyjść... -
jego świdrujące spojrzenie spoczęło na Harrym -
...najwyraźniej to, po co tu przyszedłeś, znalazło się
już w twoim posiadaniu.</p>

<p>Harry poczuł, jak po jego
kręgosłupie spływa zimna fala przerażenia.</p>

<p>Snape nie może tego odkryć!
Nie
może!</p>

<p>Zanim zdążył się
opanować, zobaczył, że mężczyzna mruży oczy.</p>

<p>O cholera! Zauważył to.
Zauważył jego strach...</p>

<p>- Nie zbliżaj się do mnie!
- krzyknął, cofając się niemal pod samą
ścianę.</p>

<p>Wyjście. Musi się stąd
wydostać. Musi go ominąć.</p>

<p>- Twój opór jest bezużyteczny -
powiedział Snape, nie spuszczając z niego wzroku. - Doskonale wiesz,
że i tak to znajdę.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę. Miał wrażenie, że to spojrzenie oplata go i
przykleja się do niego niczym lepka, dławiąca pajęczyna.</p>

<p>Oblizał wyschnięte wagi.</p>

<p>Musi spróbować innego sposobu.
Odwrócić jego uwagę. Sprawić, by stracił
czujność.</p>

<p>- Ani ja nie chcę tu być,
ani ty nie chcesz, żebym tu był. Może po prostu pozwolisz mi
stąd wyjść i wszyscy będą zadowoleni? - zapytał,
chociaż doskonale wiedział, że równie dobrze mógłby
pytać Voldemorta, czy go oszczędzi.</p>

<p>Rysy Snape'a wyostrzyły
się.</p>

<p>- Zawsze tak samo bezczelny... -
mruknął, zbliżając się bezszelestnie niczym
przyczajony w trawie drapieżnik. - ...arogancki... - Oczy Harry'ego rozszerzyły
się, kiedy zrozumiał, jak blisko go dopuścił. -
...gówniarz.</p>

<p>Snape skoczył.</p>

<p>- Drętwota!</p>

<p>Zaklęcie świsnęło
nad ramieniem mężczyzny i ułamek sekundy później Harry
poczuł żelazny uchwyt na nadgarstku, wykręcający mu
rękę. Krzyknął z bólu i wypuścił
różdżkę, ale nie poddał się bez walki. Spróbował
zadać cios drugą ręką, ale Snape złapał jego
pięść, wykręcił mu obie ręce do tyłu,
odwracając go przodem do ściany i przycisnął do
biblioteczki z taką siłą, jakby zamierzał go
zmiażdżyć. Harry jęknął i z trudem
zdołał odwrócić twarz w bok. Półka wbijała mu się
w policzek, płuca paliły, a serce łomotało w piersi.</p>

<p>- Jak mogłeś w ogóle
pomyśleć, że masz ze mną jakiekolwiek szanse,
chłopcze? - usłyszał niski, głęboki głos tuż
przy swoim uchu.</p>

<p>Harry zacisnął zęby,
czując wzrastającą złość. Na siebie. Na
własną głupotę. I na Snape'a. Za to, że zawsze
wygrywał. Za to, że zawsze był krok przed nim.</p>

<p>Spróbował się uwolnić,
ale to spowodowało jedynie, że ból w wykręconych ramionach
nasilił się.</p>

<p>- Nie szarp się, to
poluzuję uścisk - powiedział Snape. Harry czuł na karku
jego gorący oddech i miał wrażenie, że ten oddech
wędruje po jego kręgosłupie, podrażniając
zakończenia nerwowe. - Zaraz się przekonamy, po co tu
przyszedłeś...</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
kiedy dłoń Snape'a uwolniła jego lewą rękę i
zaczęła wędrować wzdłuż boku. Wsunęła
się w bluzę i wyciągnęła z niej... mapę
Huncwotów. Mapę, którą Harry zapomniał wyczyścić! A
niech to!</p>

<p>- No proszę. Co my tu mamy? A
więc to tego używałeś, aby mnie szpiegować... - W
głosie mężczyzny pojawiła się niezwykle groźna
nuta. - Konfiskuję ją.</p>

<p>- Zostaw! - warknął Harry,
czując jak wściekłość przelewa się przez niego,
ale nie może znaleźć ujścia. - Jest moja!</p>

<p>Nie może dłużej
pozwalać mu... Nie może!</p>

<p>W momencie, kiedy Snape odsunął
się nieco, aby schować mapę w swoje szaty, Harry
wykorzystał tę odrobinę swobody, wyszarpnął
uwolnioną rękę i uderzył łokciem w tył,
trafiając mężczyznę prosto w żebra.</p>

<p>Usłyszał zduszony pomruk
zaskoczenia i bólu i, nie czekając na nic, rzucił się do
ucieczki, ale Snape, pomimo ciosu, nie puścił jego drugiej ręki.
Szarpnął go i przyciągnął z powrotem, odwracając
przodem do siebie i ponownie wciskając w biblioteczkę. Harry
uderzył głową w półkę i na moment stracił
orientację.</p>

<p>- Nie pozostawiasz mi wyboru -
usłyszał wypowiedziane gniewnie słowa, a po chwili zobaczył
krótki rozbłysk i odkrył, że... nie może się
poruszać. Jego ręce, nogi i całe ciało przykleiły
się do biblioteczki za plecami i chociaż bardzo chciał się
uwolnić, to nie mógł poruszyć nawet małym palcem.
Jedyną częścią ciała, która nie została
unieruchomiona była głowa.</p>

<p>- Wypuść mnie! -
krzyknął, próbując się wyszarpnąć, ale nie
miał na to szans.</p>

<p>Przegrał. Znowu z nim
przegrał. To nie tak miało się zakończyć.</p>

<p>Zacisnął zęby, kiedy
poczuł dłonie mężczyzny na swoich przedramionach,
przesuwające się w górę, na ramiona i szyję.</p>

<p>- Nie rób tego - wyszeptał,
chwytając się ostatniej deski ratunku. - Proszę...</p>

<p>Snape rzucił mu krótkie, ostre
spojrzenie, nie przerywając przeszukiwania go. Harry zagryzł
wargę. Wiedział, że to na nic. Wszystko poszło na marne..</p>

<p>Z rosnącym przerażeniem
patrzył, jak dłonie Snape'a wędrują po jego ciele,
obmacując klatkę piersiową, boki i schodząc coraz
niżej i niżej, aż w końcu zatrzymują się na biodrach
i...</p>

<p>Czarne oczy rozbłysły
triumfalnie. Dłoń Snape'a wsunęła się w spodnie
Harry'ego i wyciągnęła z niej wypełnioną zielonym
eliksirem buteleczkę, a kiedy mężczyzna podniósł ją i
rozpoznał jej zawartość... jego twarz stała się
kredowo biała, a oczy nienaturalnie rozszerzyły. Przez jakiś
czas po prostu stał, wpatrując się w nią oniemiały.
Jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Harry miał
wrażenie, że niemal dostrzega szalejącą w jego oczach
wichurę domysłów. W końcu wzrok mężczyzny oderwał
się od buteleczki i wbił w Harry'ego, a z jego warg wydobył
się głos, który zdawał się dochodzić z bardzo daleka:</p>

<p>- Po co ci to?</p>

<p>Drżał. Harry wyraźnie
słyszał w nim drżenie. Co mogło je spowodować?
Dlaczego Snape zareagował aż tak.. aż tak... intensywnie?</p>

<p>- To nie twoja sprawa - odpowiedział
ozięble, odwracając głowę, ale w tym samym momencie
dłoń Snape'a złapała go za brodę i odwróciła jego
twarz z powrotem. Harry wstrzymał oddech, widząc szalejące w
czarnych oczach płomienie czegoś... czegoś znajomego, co
już kiedyś w nich widział, ale teraz nie potrafił sobie
przypomnieć, co to było.</p>

<p>- Masz mi natychmiast
powiedzieć, po co ci ten eliksir! - Snape niemal krzyczał, jakby
całkowicie stracił nad sobą panowanie. - Co chciałeś z
nim zrobić?!</p>

<p>- A co cię to obchodzi? -
odwarknął Harry, czując jedynie przemożną,
pałającą wściekłość na tego człowieka.
- I tak chciałeś, żebym zginął! Chciałeś
się mnie pozbyć, więc dlaczego udajesz, że się tym
przejmujesz?</p>

<p>Uścisk na brodzie Harry'ego
stał się jeszcze mocniejszy. Twarz Snape'a była tak blisko, iż
Harry czuł jego gorący oddech na swoich policzkach.</p>

<p>- Ty głupcze! - wysyczał
mężczyzna. - Ty cholerny głupcze!</p>

<p>Dłoń Snape'a...
dłoń, przytrzymująca brodę Harry'ego także
drżała. Ciężki, przyspieszony oddech parzył mu
skórę, a to płonące spojrzenie wdzierało się do jego
zielonych oczu i... i nagle to zobaczył... zobaczył, jak to coś
odległego przybliża się, rozrasta, wypełniając czarne
tęczówki, pochłaniając je, pochłaniając wszystko...</p>

<p>I wtedy Snape cofnął
się jak oparzony, wypuszczając z uścisku jego twarz i
patrząc na niego tak, jakby Harry coś mu zrobił. Zanim
chłopak zdążył zorientować się w sytuacji,
mężczyzna machnął różdżką, uwalniając
go i odwrócił się do niego plecami.</p>

<p>- Wynoś się stąd. -
Usłyszał jego odległy, zduszony głos. - Natychmiast stąd
wyjdź.</p>

<p>Ale Harry nie poruszył się.
Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w plecy Snape'a... w jego
trzęsące się ramiona... zaciśnięte niemal do krwi
pięści...</p>

<p>Powoli przeniósł spojrzenie na
ukryte za biblioteczką tajne laboratorium. Przed oczami pojawił mu
się obraz szklanej gabloty i ukrytych w niej prezentów.</p>

<p>Niczym w transie pochylił
się i podniósł z podłogi swoją różdżkę.</p>

<p>Ślady paznokci na drewnie... tak
głębokie...</p>

<p>Ponownie przeniósł spojrzenie na
Snape'a... na tego mężczyznę, który stał tam i... niemal
się trząsł... w którego oczach widział... widział...</p>

<p>Nic do siebie nie pasowało.
Żaden element nie był tym, którym powinien być, nawet
jeżeli wydawał się być w odpowiednim miejscu. W głowie
Harry'ego tłoczyło się tysiące scenariuszy, ale nigdy żaden
z nich nie będzie kompletny, żaden z nich nie będzie poprawny,
dopóki... dopóki nie pozna prawdy. Całej prawdy. Wszystkich
brakujących elementów.</p>

<p>Nie. Dopóki nie odkryje... jak
naprawdę wyglądają te elementy, które już zdobył.</p>

<p>Czuł szum w uszach i pulsowanie
w głowie. Ciśnienie przepływającej w żyłach krwi
niemal dorównywało iskrom wypełniającego go żaru.</p>

<p>Nie pozostało mu już nic.
Za kilka godzin zginie...</p>

<p>Uniósł rękę i
wycelował różdżką w plecy stojącego przed nim
mężczyzny.</p>

<p>Choćby miała to być ostatnia
rzecz, jaką zrobi w życiu... Choćby miało to być
ostatnie zaklęcie, jakie rzuci...</p>

<p>Wyciągnął
rękę i strącił z półki stojącą na niej
butelkę. Kiedy spadała, czuł, jak z każdą sekundą
wypełnia go magia.</p>

<p>Butelka rozbiła się na
kamiennej posadzce.</p>

<p>Jeżeli ceną za poznanie
prawdy jest jego śmierć... to jest gotów ją zapłacić.
Choćby tu i teraz.</p>

<p>Snape odwrócił się,
zaskoczony hałasem, a wtedy jego oczy zostały pochwycone przez
zielone tęczówki.</p>

<p>- Legilimens Evocis!</p>

<p>Harry poczuł, jak zaklęcie
wypełnia go, a jego siła jest tak ogromna, że niemal rozrywa go
na strzępy. Uwolnił je i pozwolił mu się poprowadzić,
wzdłuż różdżki, a potem prosto w dwoje czarnych,
rozszerzonych źrenic. Prosto
ku prawdzie.</p><empty-line /><p><strong>--- rozdział 62 ---</strong></p>

<p><strong> </strong></p>

<p><strong>62.The Truth</strong></p>

<p>I'm a liar It's my secret no one
knows</p>

<p>I'm a liar</p>

<p>Yeah, I know it doesn't show</p>

<p>No, I don't miss you anymore</p>

<p>No, I don't think of you</p>

<p>It's such a game to seem adored</p>

<p>No, I don't love you anymore*</p>

<p>Na ułamek sekundy zrobiło
się ciemno i po chwili Harry doznał wrażenia, jakby znalazł
się w samym środku huraganu. Otoczyły go tysiące obrazów,
tysiące myśli, nałożonych jedne na drugie w
niekończącej się kakofonii. Zanim jednak zdążył
zdać sobie z tego sprawę, poczuł, jak spada, wciągany przez
wir przypadkowego wspomnienia, i kiedy odzyskał równowagę, w jego
uszy uderzył rozpaczliwy krzyk i płacz.</p>

<p>Obraz wyostrzył się i
pomimo panującej ciemności Harry dostrzegł kilka skulonych pod
ścianą sylwetek. Byli to nastoletni chłopcy w wieku nie starszym
niż trzynaście lat. Na ich twarzach zaciętość
zdecydowanie przegrywała z przerażeniem. Jednak to nie oni krzyczeli.
Wrzaski i płacz dochodziły z sąsiedniego pomieszczenia, do
którego prowadziły otwarte na oścież, wiszące na jednym
zawiasie drzwi. Blask kołyszącej się pod sufitem lampy
stanowił jedyne oświetlenie, prześlizgując się po
pokrytej krwią podłodze i zachlapanych ścianach. Na ułamek
sekundy z ciemności wynurzały się połamane, poprzewracane
meble i... leżące na podłodze ciała. Z wciąż
otwartych ran sączyła się krew, powykręcane pod dziwnym
kątem kończyny wyglądały tak, jakby coś je
połamało jak zapałki. Spod jednej ze ścian dochodziło
zawodzenie i łkanie kilku dziecięcych głosów, jednak
światło tam nie sięgało. Prześliznęło
się jednak po ustawionym na środku pomieszczenia stole i po jasnych
włosach przygwożdżonego do niego, młodego chłopca... i
po pochylonej nad nim potężnej sylwetce mężczyzny o
gęstej grzywie potarganych włosów, który szybkimi, bezwzględnymi
pchnięciami wdzierał się w to drobne, nagie ciało,
wywołując spazmatyczne wrzaski nieskończonego bólu...</p>

<p>Severus uniósł
różdżkę, kierując ją w stronę drzwi, które
uniosły się, naprawiły i zatrzasnęły,
tłumiąc krzyki. Nie wahając się ani przez chwilę,
rzucił na drzwi jeszcze jedno zaklęcie, które sprawiło, że
rozświetliły się one czerwienią. Jego nieruchoma do tej
pory twarz zmieniła się. Pojawił się na niej wyraz
obrzydzenia, w czarnych oczach rozpaliło się coś...
przerażającego. Powoli odwrócił się do chłopców,
obrzucając ich lodowatym spojrzeniem. W lewej ręce trzymał pokrytą
czerwonymi kroplami, białą maskę. Na jego ciemnozielonej szacie
widniały plamy i nawet jeżeli nie było widać ich koloru, to
doskonale wiadomo było, skąd się wzięły.</p>

<p>Niedbałym ruchem odrzucił
maskę w kąt i zrobił krok w stronę chłopców. Jego usta
zaciskały się w bladą, wąską linię. Czarne oczy
przypominały jedynie ciemne szpary. Uniósł różdżkę,
kierując ją w stronę najstarszego z chłopców.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi i po
chwili z jego ust wydobył się szorstki głos:</p>

<p>- Imperio.</p>

<p>Twarz chłopaka zmieniła się.
Pojawił się na niej lekko zdziwiony, beznamiętny wyraz.</p>

<p>- Krzycz - powiedział Severus,
wpatrując się w niego ze skupieniem. - Krzycz i błagaj o
litość, najgłośniej jak potrafisz.</p>

<p>Chłopiec wykonał polecenie.
Z jego ust zaczęły wydobywać się krzyki, jęki i
błagania. Cała reszta odsunęła się od niego najdalej,
jak tylko się dało, przypatrując mu się ze strachem i
pewną dozą zaintrygowania.</p>

<p>- Nie, nie, nie! Proszę! Nie!</p>

<p>- Severusie - zza drzwi dobiegł
czyjś uradowany głos. - Słyszę, że bawisz się tam
nawet lepiej niż ja. Wiesz, gdybyś mnie wpuścił,
moglibyśmy we dwóch dać nauczkę tym małym smarkaczom. Po
pewnym czasie zabawa w pojedynkę zaczyna być nużąca. Co ty
na to?</p>

<p>Snape nie poruszył się, nie
odwrócił nawet głowy. Jedynie w jego oczach pojawił się mrożący
wszystko płomień.</p>

<p>- Dobrze wiesz, że cenię
sobie prywatność, Blackwood - odparł lodowatym tonem. Jeszcze
bardziej zmarszczył brwi. Chłopiec wydał z siebie
przyprawiający o dreszcze wrzask:</p>

<p>- Nieee! To boli!</p>

<p>Zza drzwi dobiegł
zachrypnięty śmiech. Śmiech, który zaczął się
oddalać, jakby coś próbowało Harry'ego wypchnąć ze
wspomnienia. Zanim jednak zniknął zupełnie, usłyszał
jeszcze ciche, odległe:</p>

<p>- Avada Kedavra.</p>

<p>Krzyk ucichł. Wszystko
ucichło. Otoczyła go ciemność. Miał wrażenie,
że znalazł się w zamkniętym pokoju, ale wiedział,
że to nieprawda. Że to tylko złudzenie. Severus próbował
walczyć.</p>

<p>Harry pamiętał, co
czytał o tym zaklęciu. Wizualizacja. Musi wybrać
wizualizację. Inaczej nigdy się stąd nie wydostanie.</p>

<p>Pamiętał sen... i okna...
Okna, przez które Severus zaglądał do jego wspomnień... Musi
wyobrazić sobie coś podobnego, coś, co go poprowadzi, co pozwoli
mu przekroczyć próg...</p>

<p>Drzwi! Tak. To było to.</p>

<p>W tej samej chwili, w której o tym
pomyślał, pojawił się przed nim korytarz. Nie mający
końca korytarz wypełniony po obu stronach drzwiami. Takimi samymi,
jakie prowadziły do komnat Mistrza Eliksirów. Tysiące drzwi. Nie,
miliony drzwi. Widział je wszystkie razem i każde osobno.
Nakładały się na siebie i przenikały, niczym niezwykle
wyrafinowany kalejdoskop, tworząc nieskończony labirynt
przejść.</p>

<p>Klucz. Musi znaleźć do nich
klucz. Hasło. Inaczej pozostanie mu szukanie po omacku, a szansa, że
trafi na odpowiednie, jest jak jeden do miliona.</p>

<p>Zamknął oczy.</p>

<p>Hasło... Nie, to powinny
być dwa hasła. Jedno oznaczające zakres wspomnień, a drugie
- ich temat.</p>

<p>Od czego wszystko się
zaczęło? Wiedział doskonale. Ale to nie chodziło o eliksir,
tylko o samo... pragnienie. Pragnienie Snape'a.</p>

<p>Desiderium Intimum</p>

<p>Ilość drzwi
zmniejszyła się. Czuł, jak zostaje ich coraz mniej i mniej.</p>

<p>Jeszcze temat. To on nim był.</p>

<p>Pott...</p>

<p>Nie.</p>

<p>Otworzył oczy.</p>

<p>Harry</p>

<p>Z satysfakcją patrzył, jak
część drzwi znika, a pozostała staje się o wiele
bardziej realna.</p>

<p>Wiedział, że to wszystko
jest tylko iluzją, trwającą nie więcej niż kilka
sekund. I że zanim Severus znowu go odnajdzie, ma tyle czasu, ile
zapragnie. Ponieważ tutaj czas był wartością
względną i tylko on mógł go determinować.</p>

<p>Spojrzał na długi rząd
drzwi. Podszedł do pierwszych z nich i uniósł dłoń,
muskając palcami ciemne drewno. Drzwi zaczęły się
otwierać, odsłaniając Harry'emu świat, który zawsze
pozostawał dla niego jedną, wielką, wypełnioną
kłamstwami tajemnicą.</p>

<p>Świat Severusa Snape'a.</p>

<p>***</p>

<p>Severus siedział w zaciszu swych
komnat, przyglądając się resztce bursztynowego płynu
pozostałemu na dnie szklanki. Co jakiś czas poruszał
nadgarstkiem, lekko mieszając trunek i obserwując grę
świateł odbijających się w szklance płomieni, które
padały z trzaskającego w kominku ognia.</p>

<p>Nie sądził, że aż
tak zdenerwuje go informacja przekazana przez McGonagall. Potter
śmiał prosić o pozwolenie na odejście z jego
zajęć? Teraz? Kiedy Severus miał go w garści? Teraz, kiedy
został obdarzony taką... władzą? Władzą, która
pozwalała mu na wszystko w stosunku do niego? O nie, z pewnością
się na to nie zgodzi.</p>

<p>Wciąż pamiętał
smak tej chwili... chwili, w której te zielone oczy wpatrywały się w
niego z najwyższym uwielbieniem. Chwili, która smakowała jak...
zwycięstwo. Odkąd tylko sięgał pamięcią, Potter
zawsze patrzył na niego jedynie z nienawiścią, buntem lub
przestrachem. Czasami niemal czuł tę nienawiść, czuł,
jak parzy mu skórę, jak przywiera do niej, zamieniając się
nieomal w coś fizycznego. Lubił ją podsycać. Pochylać
się nad nim i znieważać go na wszelkie możliwe sposoby,
naciskać na najwrażliwsze punkty i przyglądać się jego
zaciętej twarzy, kiedy Potter udawał, że nic go to nie obchodzi.
A potem Severus podchodził do biurka, siadał w nim i obserwował
go... obserwował te wypełnione gniewem oczy, zaciśnięte
pięści, drżące szczęki i wiedział, że po raz
kolejny trafił. Po raz kolejny udało mu się rozpalić
tę płomienną nienawiść i sprawić, by
rozgorzała jeszcze większym ogniem. I upajał się tym.</p>

<p>Czasami nawet udawało mu
się go złamać. Udawało mu się przełamać jego
obronę i zmusić chłopaka do utraty kontroli nad sobą, do
odszczeknięcia mu się... i wtedy, och, dopiero wtedy triumfował,
wlepiając mu szlaban albo odbierając punkty. Żaden inny
uczeń w jego kilkunastoletniej karierze nauczycielskiej nie patrzył
na niego w taki sposób jak Potter. Z tak czystą i ostrą niczym
wyrzeźbiony z lodu sztylet nienawiścią. Żaden inny
uczeń nie zamieniał się w płonącą odrazą i
wrogością pochodnię... na sam jego widok. To było...
intrygujące.</p>

<p>A teraz dowiedział się,
że ten sam uczeń... pożąda go. Że to, co zawsze
brał za awersję, okazało się ukrytym głęboko, nie
dającym się kontrolować pragnieniem. Pragnieniem tak silnym, tak
niewyobrażalnym, że jedynym sposobem na poradzenie sobie z nim
było przeobrażenie go w równie intensywną emocję, lecz
znajdującą się na przeciwległym biegunie uczuć.
Byłby głupcem, gdyby próbował sobie wmawiać, że mu to
nie schlebia. Nawet jeśli uważał, iż to dowodziło
tylko jednego. Że Potter jest niespełna rozumu.</p>

<p>Severus uniósł szklankę do
ust, wypił resztkę whisky i odstawił ją z trzaskiem na
stolik. Odchylił się w fotelu, zmarszczył brwi i zapatrzył
w płomienie.</p>

<p>Wyczuwał cień
nadchodzących zmian. To nie było coś, co można było
zignorować. Nie, to zdecydowanie było coś, co aż
prosiło się o wykorzystanie... i był przekonany, że już
niedługo tak właśnie się stanie. Ale cokolwiek się
zdarzy, to on będzie tym, który zbierze największy plon i
wyciśnie z tej szansy wszystko, czego tylko zapragnie.</p>

<p>***</p>

<p>Snape chodził w tę i z
powrotem przed kominkiem. Na jego twarzy widniał przerażający
uśmiech, w oczach szalała burza.</p>

<p>Nareszcie! Nareszcie nadeszła
jego szansa.</p>

<p>Nie spodziewał się, że
spotkanie z Czarnym Panem okaże się aż tak... owocne. Że
informacja, którą mu przekaże, informacja o tym, że młody
Potter ma słabość do swojego profesora, otworzy przed nim
przejście i wskaże drogę prowadzącą ku wolności.
Podejrzewał, że Czarny Pan będzie chciał to w jakiś
sposób wykorzystać, ale... użycie Admorsusexcetry? Jednego z najpotężniejszych
eliksirów poświęcenia, który powstał dziesiątki wieków
temu, zanim jeszcze wybudowano Hogwart? Cóż za ekstrawagancja ze strony
Czarnego Pana... i jakaż olbrzymia szansa na pozbycie się go raz na
zawsze...</p>

<p>Błyskawicznym ruchem
podwinął rękaw i z nienawiścią spojrzał na
widniejący na przedramieniu Mroczny Znak. Znak, który przecinała
głęboka bruzda jak po skaleczeniu nożem, jakby ktoś
chciał go wyciąć.</p>

<p>Wciąż pamiętał,
jak po wypiciu Desideria Intima niemal odciął sobie rękę. A
teraz nareszcie ma szansę spełnić swoje największe
pragnienie. Nareszcie może doprowadzić do tego, że Czarny Pan
zdechnie. A to wszystko dzięki Potterowi... dzięki tej rozbudzonej
nagle, niezrozumiałej fascynacji. Zresztą doskonale wiedział,
że temu nieodpowiedzialnemu gówniarzowi nigdy nie uda się
pokonać Czarnego Pana. Nie ma z nim żadnych szans. A Dumbledore jest
zbyt głupi, żeby to zrozumieć. To jedyny sposób. Nie ma innego
wyboru, będzie musiał poświęcić Pottera. Byłby w
stanie poświęcić wszystko, byle tylko zabić Czarnego Pana.
Zbyt długo na to czekał, aby taka okazja wymknęła mu się
teraz z rąk. Czarny Pan zniknie z jego życia raz na zawsze. A
jeśli mu się poszczęści, to pozbędzie się
również Dumbledore'a. Już nikt nie będzie wydawał mu
rozkazów. Nigdy więcej.</p>

<p>Snape zatrzymał się i
opadł ciężko na fotel.</p>

<p>Będzie musiał grać na
dwa fronty... Dumbledore jest doskonałym Legilimentą, a nie może
się dowiedzieć o tym planie. Jego "zaufany sługa"
planuje unicestwić jego tajną broń i nadzieję całego
Czarodziejskiego Świata? Raczej by mu się to nie spodobało.</p>

<p>Snape uśmiechnął
się szyderczo.</p>

<p>Będzie musiał
wykorzystać Legilimens Evocis. Będzie musiał ukrywać
wszystkie swe myśli w myślodsiewni, nawet te najdrobniejsze,
ponieważ może go zdradzić każdy, nawet najmniej
znaczący szczegół. Będzie musiał nimi manipulować,
zmieniać je, przeinaczać i zastępować innymi. Tasować
je jak karty, a potem wyciągać te właściwe i pokazywać
obu stronom to, co będą chciały ujrzeć. To jedyny sposób,
aby udało mu się to ukryć. Aby udało mu się ukryć
wszystko zarówno przed Dumbledore'em jak i przed Czarnym Panem. Nie
sądził, aby było to proste zadanie, ale był gotów
zapłacić każdą cenę. Oczywiście doskonale
zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niosło ze
sobą ciągłe żonglowanie wspomnieniami i myślami, ale
był w końcu jednym z najdoskonalszych Oklumentów wśród
żyjących czarodziejów. Trenował swój umysł od trzydziestu
lat, piłował go i ostrzył tak długo, aż w końcu
stał się niczym brzytwa. I znakomicie potrafił się nią
posługiwać...</p>

<p>W oczach Snape'a pojawiło
się coś groźnego. Przez jakiś czas siedział tylko,
wpatrując się w przestrzeń.</p>

<p>Uwieść Pottera... To nie
powinno być trudne, skoro był jego "największym
pragnieniem". Ale z pewnością mu tego nie ułatwi. Nie
miał najmniejszego zamiaru nagle stać się dla niego "miły",
czy nawet "przystępny". Nie miał zamiaru mieć z nim
jakiegokolwiek większego kontaktu, niż to konieczne. Potter był
tylko narzędziem. Narzędziem, które będzie musiał sobie
dobrze wytrenować, aby osiągnąć zamierzony cel. Z pewnością
nie okaże mu litości. Będzie mu zadawał ból, jeżeli
chłopak spróbuje być nieposłuszny. Będzie go
dręczył i ranił za jakikolwiek przejaw niesubordynacji, a
następnie przyciągał z powrotem, jeżeli tylko spróbuje
się oddalić. Przez chwilę pomyślał nawet o tym, jak
cudownie byłoby zemścić się na nim za wszystkie upokorzenia,
których doznał z ręki jego ojca, ale błyskawicznie pozbył
się takich myśli. Będzie musiał okiełznać
swą naturę i trzymać chłopaka przy sobie. Ale nie za
blisko. Na wystarczająco długiej smyczy, aby czuł swobodę,
a jednocześnie wystarczająco krótkiej, aby nie tracić go z oczu
i w każdej chwili móc za nią pociągnąć i
przywołać go do porządku. To naprawdę nie powinno być
trudne...</p>

<p>Jedyną wadą jest to,
że będzie musiał składać raporty Czarnemu Panu,
pokazywać mu wszystko...</p>

<p>Na twarzy mężczyzny
pojawił się wyraz obrzydzenia.</p>

<p>Ale ta cena jest warta
zapłacenia, jeżeli w zamian za nią uzyska wolność...</p>

<p>A Potter...</p>

<p>Na usta Snape'a
wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>...będzie mógł go
zmusić do wszystkiego. Będzie mógł zmusić go do
służenia sobie na kolanach, jeżeli tylko tego zapragnie.
Upokorzy go do granic możliwości. Trudno, od czasu do czasu
będzie musiał okazywać mu nieco... hmm... zaangażowania.
Ale nie za wiele. Tylko tyle, ile będzie potrzeba. Niezbędne minimum.
Owszem, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Potter
będzie oczekiwał dużo więcej, że jak każdy
nastolatek marzy o czułości, o... bliskości.</p>

<p>Ale nie otrzyma jej. Z
pewnością nie od niego.</p>

<p>Pozwoli mu jedynie na wejście do
swoich komnat raz na jakiś czas. To powinno mu wystarczyć. Jeszcze
nigdy nie zapraszał do swoich prywatnych komnat żadnego ucznia. Ale
nie zamierzał tolerować narzucania się. Od początku
będzie musiał mu pokazać, gdzie jest jego miejsce,
wyznaczyć zasady, panujące w tym... układzie. Nie może
dopuścić do tego, by cokolwiek przeszkodziło mu w jego planie.
By cokolwiek mu go przysłoniło. Będzie musiał
ścinać każdą gałąź, zdecydowanie deptać
i łamać każdy pęd, który może pojawić się na
jego drodze. Dlatego wiedział, że już na samym początku
wyprawy będzie musiał zaopatrzyć się w coś ostrego, w
coś, co doskonale będzie ciąć i kaleczyć, zanim
jakieś zbłąkane kolce tych słabych pędów
zdążą wczepić się w jego szatę i go
zatrzymać. A skoro był Śmierciożercą i
Legilimentą... wiedział, że posiada najdoskonalszy arsenał
broni, który zdoła przeciąć absolutnie wszystko.</p>

<p>Przymknął powieki i
westchnął.</p>

<p>Admorsusexcetra... Uwarzenie go jest
piekielnie skomplikowane, a zmodyfikowanie... Zajmie mu to miesiące. Ale
nie ma w ogóle takiej możliwości, aby miało mu się nie
udać. Potter będzie chodzącą trucizną. Chodzącym
jadem. Eliksir wyssie nie tylko jego moc, ale moc Czarnego Pana również. I
zabije ich obu.</p>

<p>Snape otworzył oczy.
Płonął w nich lodowaty ogień.</p>

<p>***</p>

<p>- Avada Kedavra!</p>

<p>Bezwładne ciało upadło
na podłogę, wydając przy tym taki odgłos, jakby ktoś
upuścił worek piasku.</p>

<p>Severus opuścił
różdżkę i beznamiętnym wzrokiem spojrzał na
długie, siwe włosy rozrzucone na wytartym dywanie i puste,
wyblakłe oczy leżącego na podłodze starszego
mężczyzny.</p>

<p>Czarodziej był sprytny. Ale nie
aż tak, by go przechytrzyć.</p>

<p>Severus machnął
różdżką, gasząc płomienie wędrujące po
stojących wzdłuż ścian, wypełnionych księgami
regałach. Przez chwilę przeszukiwał je wzrokiem, odczytując
tytuły. Były tu wszystkie najrzadsze i najcenniejsze woluminy
dotyczące Czarnej Magii. Wszystkie zgromadzone w jednym miejscu przez tego
ekscentrycznego starego durnia, który księgi cenił bardziej nad
własne życie. Opieczętował je wszelkimi znanymi
zaklęciami ochronnymi, ale wystarczyła prosta sztuczka, aby
własnoręcznie je zdjął. Bo czyż groźba, że
wszystkie lata kolekcjonowania pochłonie i strawi ogień, nie
była wystarczającym powodem, by za wszelką cenę
ratować swe cenne zbiory?</p>

<p>Severus zmarszczył brwi, kiedy
jego spojrzenie padło na ciemną okładkę, na której
grzbiecie wygrawerowano "Czarna Magia w teorii i praktyce".
Dokładnie w to miejsce w pierwszej chwili zbłądził wzrok
staruszka, kiedy Severus rozpętał piekło w jego bibliotece. Ale
nie o tę księgę mu chodziło. Był to zwykły
podręcznik do Czarnej Magii. Jeden z najstarszych i najbardziej
zaawansowanych, nie na tyle jednak unikalny, by znaleźć się w
gronie tych wszystkich wyjątkowych ksiąg. Każdy adept ciemnej
magii znał jego zawartość. Sam posiadał jeden egzemplarz w
swych zbiorach. Ale przecież nie mógł się pomylić.
Wyraźnie widział, że staruszek spogląda właśnie
tutaj. Kiedy wokół wybucha pożar, instynkt każe ratować to,
co najcenniejsze...</p>

<p>Severus zmarszczył brwi i
dokładniej przyjrzał się księdze. Szkiełko wśród
diamentów...</p>

<p>Na jego usta wypłynął
krzywy uśmieszek.</p>

<p>Oczywiście!</p>

<p>Uniósł różdżkę i
skierował ją ku księdze.</p>

<p>- Enuntatium.</p>

<p>Księga rozbłysła
ciemnym, niemal czarnym blaskiem i przeobraziła się. Litery na jej
grzbiecie zmieniły się w skomplikowane runy.</p>

<p>Iluzja. Mógł się
domyślić. Taka sama jak ta, której użył do rozpętania
pożaru.</p>

<p>Wyciągnął
dłoń i zacisnął ją na księdze. Poczuł
mrowienie w palcach. Wolumin emanował starą, niemal pradawną
magią. Wysunął go spomiędzy pozostałych ksiąg i
przesunął dłonią po chropowatej, skórzanej oprawie.</p>

<p>W jego oczach pojawił się
zimny płomień satysfakcji.</p>

<p>Zdobył go. Jedyny
istniejący przepis na Admorsusexcetrę i najszersze kompendium wiedzy
o tym wyjątkowym eliksirze.</p>

<p>Teraz nic go już nie powstrzyma.</p>

<p>***</p>

<p>Miał już plan,
księgę i kilka z tych najłatwiej dostępnych
składników, które odnalazł w swych własnych zbiorach.</p>

<p>Pozostała kwestia Pottera,
którą miał zamiar rozwiązać szybko, zgrabnie i efektownie,
a zważywszy na to, że chłopak całe popołudnie
spędzi na sprzątaniu schowków, okazja była wręcz wyśmienita,
by przyłapać go sam na sam, przywrzeć do muru i nie dać
żadnej szansy ucieczki. Ale musi działać rozważnie.
Żadnego przymusu. Jedynie czyste wyrachowanie. Doprowadzi go nad samą
krawędź. Doprowadzi do tego, że sam zacznie go błagać...
i dopiero wtedy go dotknie. Zresztą chłopak ma dopiero
szesnaście lat. Nie wiadomo, jak daleko będzie mógł się
posunąć, ale sądząc po sile pragnienia, które ujrzał
wtedy w jego oczach, podejrzewał, że odrobina perswazji wystarczy,
aby osiągnąć zamierzony efekt. Chłopak ma prawdopodobnie
zerowe doświadczenie na tym polu i Severus będzie musiał nim
pokierować. Będzie musiał pokazać mu, czego oczekuje... i
miał nadzieję, że w tej dziedzinie Potter okaże się o
wiele pojętniejszym uczniem niż w Eliksirach.</p>

<p>*</p>

<p>Cóż, to było... intensywne
doznanie.</p>

<p>Nie spodziewał się, że
Potter okaże się tak... uległy. Wystarczył jeden dotyk, by
roztopił się w jego dłoniach niczym masło, pozwalając
Severusowi na wszystko, zbyt przerażony, by zaprotestować... taki
nieśmiały, nieporadny, chłopięcy... klęczący u
jego stóp... miękkie wargi zaciśnięte wokół jego penisa...
zielone, załzawione oczy, patrzące na niego z dołu z
lubieżną zachłannością... i to chorobliwe pragnienie,
które w nich dostrzegł. Silniejsze od nienawiści, wstydu, buntu.
Czekał na nie, czekał aż się w nim rozpali niemożliwym
do ugaszenia ogniem... i dopiero wtedy mógł w pełni docenić smak
tego pragnienia... pragnienia, które wywoływał w chłopaku tylko
on, Severus. Och, jakąż to dawało mu władzę... Tyle
lat użerania się z tym gówniarzem... przez tyle lat musiał znosić
jego arogancję, bezczelność i impertynencję, a teraz
miał nad nim absolutną kontrolę. Potter był całkowicie
w jego mocy.</p>

<p>Musiał przyznać, że
świadomość tego była... stymulująca.</p>

<p>Równie stymulująca jak widok
jego własnego penisa zanurzającego się w tych gorących
ustach, nie skalanych wcześniej przez nikogo innego. Kto by
przypuszczał, że Potter potrafi tak głośno jęczeć
i skamleć? I reagować tak entuzjastycznie na każdy, nawet
najlżejszy dotyk? Ale w końcu czego się spodziewał? Potter
był tylko chłopcem. Chłopcem, który po raz pierwszy był
dotykany w taki sposób. Przez mężczyznę.</p>

<p>Będzie musiał co jakiś
czas podsycać to pragnienie. Ale na razie wystarczy. Na jakiś czas
zostawi go w spokoju, zachowując się tak, jakby absolutnie nic
się nie wydarzyło, aż w końcu Potter będzie już
tak spragniony, że kiedy Severus postanowi ugasić jego pragnienie,
chłopak przyjmie wszystko bez zastanowienia. Kiedy zbyt długo i zbyt
mocno dmucha się w rozpalające się ognisko, bardzo łatwo
można je przez przypadek zgasić. Ale kiedy dmucha się w nie raz
na jakiś czas i w odpowiedni sposób, pozwalając płomieniom
się rozjarzyć, ognisko może przeobrazić się w
prawdziwy pożar.</p>

<p>***</p>

<p>Drzwi otworzyły się.
Severus wszedł do swej komnaty, z hukiem zatrzaskując za sobą
drzwi. W ręku trzymał białą maskę
Śmierciożercy, którą cisnął na stolik, nie
przejmując się tym, czy z niego spadnie, czy też na nim
pozostanie. Opadł na zielony fotel i zapatrzył się w płomienie.</p>

<p>Na razie wszystko szło zgodnie z
planem. Czarny Pan okazał się niebywale zadowolony z jego pierwszych
postępów z Potterem. Severus wciąż słyszał w
głowie echo jego śmiechu, kiedy pokazał mu wspomnienie ze
schowka, wciąż odczuwał jego radość, która przypominała
wbijające się w umysł kolce.</p>

<p>Zmarszczył brwi. Rysy jego
twarzy wyostrzyły się, a spojrzenie stało się twarde i
zaciekłe.</p>

<p>I wciąż pamiętał
swoje własne obrzydzenie, które musiał ukrywać na samym dnie
umysłu, kiedy Czarny Pan penetrował jego myśli,
rozgrzebując jego prywatność i oglądając coś, co
powinien widzieć tylko on, Severus. Ale będzie musiał to
ścierpieć. Będzie musiał przyzwyczaić się do jego
inwazji i pozwalać mu oglądać każde swoje zbliżenie z
Potterem. Na samą myśl o tym robiło mu się niedobrze, ale
doskonale wiedział, że to jedyny sposób, aby uśpić jego
czujność. Aby Czarny Pan wolał oglądać to, niż
sprawdzać postępy nad eliksirem. Które, notabene, chwilowo
stanęły w miejscu, dopóki Severus nie zdobędzie jednego z
najważniejszych i najtrudniejszych do pozyskania składników:
centralnego rogu buchorożca trójrogiego - bardzo rzadkiej odmiany
występującej tylko i wyłącznie w okolicach pustyni Kalahari
w południowej Afryce. Na szczęście wśród rynsztoków
Nokturnu można znaleźć odpowiednich ludzi zdolnych dostarczyć
wszystko za stosowną zapłatę. Teraz pozostało mu już tylko
czekanie na wiadomość od nich i przygotowanie dla nich tejże
zapłaty w postaci kilku rzadkich mikstur, które potrafił uwarzyć
jedynie Mistrz Eliksirów. Transakcja wiązała się z ryzykiem, ale
Severus był gotów podjąć każde ryzyko, aby
osiągnąć swój cel.</p>

<p>***</p>

<p>Malfoy!</p>

<p>Rozpuszczony gówniarz, tak bardzo
zaślepiony gniewem i poczuciem niesprawiedliwości, że nawet
groźba narażenia się Czarnemu Panu nie potrafiła
powstrzymać go przed zaatakowaniem Pottera. Cóż on sobie wyobrażał?</p>

<p>Severus od początku wiedział,
że chłopak był zbyt głupi i narwany, by bez sprzeciwu
wykonać rozkaz Czarnego Pana i dopilnować, by szkoły nie
zmąciły już żadne plotki. To było oczywiste, że
chłopak będzie sprawiał problemy. Ktoś taki jak on nie
potrafi ot tak zdusić w sobie animozji. Nic do niego nie dociera. Nawet
gdyby Severus wyrył mu na czaszce, że Potter jest nietykalny, to
podejrzewał, że i tak by to zlekceważył. Ma
szczęście, że Severus okazał mu litość i potraktował
go jedynie Cruciatusem, ponieważ najchętniej przetrąciłby mu
kark.</p>

<p>Niech tylko jeszcze raz spróbuje
zbliżyć się do Pottera... jeszcze chociaż jeden raz...</p>

<p>***</p>

<p>- Harry, idziesz? - zapytał Ron,
czekając w drzwiach.</p>

<p>Severus, pochylony nad swymi
notatkami, usłyszał nagle rumor i podniósł głowę
akurat w chwili, kiedy wszystkie książki i przybory znajdujące
się w torbie Harry'ego wysypały się na podłogę.</p>

<p>- Cholera! - przeklął
chłopak. - Muszę to pozbierać. Idź, zaraz cię
dogonię.</p>

<p>Severus ponownie pochylił
się nad swymi notatkami, uśmiechając się samym
kącikiem ust.</p>

<p>No proszę... Najwyraźniej
Potter jest już naprawdę zdesperowany...</p>

<p>Przez ostatnie dni chłopak nie
spuszczał z niego wzroku. Wbijał w niego złaknione kontaktu
spojrzenie, pragnąc jakiegokolwiek gestu, który zapewniłby go,
że to, co wydarzyło się w schowku, było prawdziwe. Ale
Severus nie zamierzał go w tym upewniać. Jeszcze nie teraz. Nie
miał zamiaru się spieszyć. Wszystko zależało od
odpowiednio zaplanowanych ruchów. Od dodawania dokładnie odmierzonych porcji
w stosownym czasie. Jak przy warzeniu eliksiru.</p>

<p>Jeszcze trochę. Potrzyma go w
niepewności jeszcze przez jakiś czas, aż chłopak zacznie
wariować od domysłów i chęci zwrócenia na siebie jakiejkolwiek
uwagi, a kiedy będzie już na granicy desperacji... Severus pozwoli mu
wejść w zastawione przez siebie sidła i z
przyjemnością popatrzy, jak znowu się upodli...</p>

<p>- J- ja... - usłyszał
ciche, niepewne dukanie.</p>

<p>Poderwał głowę i
przeszył Harry'ego lodowatym, odpychającym spojrzeniem.</p>

<p>- Lekcja już się
skończyła, Potter. Nie słyszałeś dzwonka?</p>

<p>Chłopak zarumienił
się, odwrócił i pospiesznie opuścił klasę. Severus
pozwolił sobie na kpiący uśmieszek.</p>

<p>Już niedługo Potter
będzie gotowy do drugiej tury...</p>

<p>***</p>

<p>Wiadomość nadeszła
szybciej, niż myślał. Spotkanie o drugiej w nocy, w alejce obok
zrujnowanego przytułku dla psychicznie chorych czarodziejów na Nokturnie,
który kilkanaście lat temu został doszczętnie spalony przez jego
pacjentów.</p>

<p>Severus oderwał spojrzenie od
wciąż czarnych od sadzy, popękanych murów bez drzwi i okien i
spojrzał w głąb opustoszałej, wąskiej alejki.
Znajdował się na obrzeżach Nokturnu. Alejka znajdowała
się pomiędzy spalonym budynkiem a murem oddzielającym Nokturn od
reszty Londynu. Niebo zasnute było ciężkimi chmurami, nie pozwalającymi
na to, by przedarł się przez nie blask księżyca. Mrok
wydawał się tutaj gęstszy niż gdzie indziej. Cienie
poruszały się. Fetor rozkładu i fekaliów nasączał
powietrze nutą goryczy i odorem siarki.</p>

<p>Severus zrobił kilka kroków,
przechodząc wzdłuż muru i zatrzymał się, wbijając
spojrzenie w pozbawione drzwi wejście do budynku. Czuł ucisk
schowanej w rękawie różdżki. Musiał ją mieć jak
najbliżej swojej dłoni, a sięganie do kieszeni szaty
mogłoby mu zabrać zbyt dużo cennych sekund, których, w razie
jakiegokolwiek nieporozumienia, mogłoby mu zabraknąć.</p>

<p>Zmrużył oczy, nie
odrywając spojrzenia od czającego się w budynku mroku.</p>

<p>- Jakże to miło z
pańskiej strony, że przybył pan punktualnie - usłyszał
przed sobą przeciągający sylaby, lekko zachrypnięty
głos. Zza rogu budynku wyszedł mężczyzna o długich,
zlepionych w strąki włosach sięgających ramion, ubrany w
krótką, przypominającą płaszcz szatę o
postrzępionych brzegach. W lewej ręce trzymał zawinięty w
jakąś szmatę, przypominający róg kształt. Prawa
spoczywała na oplatającym jego chude biodra, skórzanym pasie, za
który miał wetkniętą różdżkę.</p>

<p>- Nie przyszedłem tu
wymieniać uprzejmości - odparł Severus, spoglądając w
jego ledwie widoczne w ciemności, przypominające szpary oczka. -
Przyszedłem po swoje zamówienie.</p>

<p>- Cóż za
niecierpliwość - westchnął czarodziej, wykrzywiając
wargi w bezzębnym uśmiechu.</p>

<p>- Sądziłem, że to
spotkanie w interesach, a nie na popołudniowej herbatce - syknął
Snape. Nie miał ochoty z nim rozmawiać. Ludzie tacy jak on
przypominali szczury taplające się w najbardziej trujących
ściekach. Po pewnym czasie samo ich dotknięcie mogło
skończyć się śmiercią.</p>

<p>Sięgnął do swej szaty
i zobaczył, że mężczyzna błyskawicznie zaciska
dłoń na różdżce. Puścił ją jednak, kiedy
Severus wyjął z kieszeni trzy niewielkie buteleczki, jarzące
się słabo w ciemności.</p>

<p>- Oto twoja zapłata -
powiedział, widząc, jak oczy mężczyzny rozszerzają
się wygłodniale na widok fiolek. Szybko schował je jednak z
powrotem. - Ale najpierw pokaż mi towar.</p>

<p>Czarodziej ponownie wykrzywił
wargi, podszedł kilka kroków, położył zawiniątko na
ziemi i odsunął się. Severus, nie spuszczając wzroku z
mężczyzny, podniósł pakunek i ostrożnie rozwinął.
Róg połyskiwał lekko. Snape przysunął go do twarzy i
przyjrzał mu się, mrużąc oczy. Pierścienie
okalające podstawę rogu były ledwie widoczne i nierównomierne. A
powinny być wyraźne i gładkie niczym tafla.</p>

<p>Powietrze zrobiło się
chłodniejsze. Severus uniósł głowę i wbił w
mężczyznę lodowate spojrzenie.</p>

<p>- Masz mnie za idiotę? -
warknął. - To bezużyteczny śmieć.</p>

<p>Co ten szczur sobie
wyobrażał? Że uda mu się go nabrać? Że
wciśnie mu ten nic nie warty chłam, a on się nie zorientuje? To
był najzwyklejszy róg buchorożca. Można go kupić w
każdym sklepie z ingrediencjami.</p>

<p>Czarodziej wzruszył ramionami.</p>

<p>- Miał być róg
buchorożca, to go dostarczyłem. A teraz... - jego oczy
rozbłysły w ciemności - ...dawaj te eliksiry!</p>

<p>Severus odłożył róg i
wyprostował się. Czuł w sobie stal. Ostrą i zimną. I o
wiele ciemniejszą niż otaczający go mrok.</p>

<p>I głód.</p>

<p>- Nie będę płacił
za twoją niekompetencję - wycedził.</p>

<p>Ten żałosny śmieć
próbował go oszukać. Jego!</p>

<p>- Nieee? - Zapytał
mężczyzna, przeciągając ostatnią sylabę. Jego
oczy powędrowały w głąb zaułka i opuszczonego budynku.
Severus usłyszał szelest. Cienie poruszyły się. Lekko przekręcił
głowę, dostrzegając wychodzące zza murów, ciemne sylwetki.
Naliczył ich pięć. Plus ten śmieć przed nim. - A
teraz? - Czarodziej ponownie wykrzywił usta w parodii uśmiechu.</p>

<p>Och, a więc w ten sposób
zamierzał grać...</p>

<p>Severus lekko poruszył palcami
prawej dłoni.</p>

<p>Sześciu do jednego.</p>

<p>Różdżka zsunęła
się odrobinę w dół.</p>

<p>Głupcy. Chyba nie zdawali sobie
sprawy, z kim zadarli...</p>

<p>Różdżka wysunęła
się z jego rękawa. Severus pochwycił ją i ułamek
sekundy później pogrążony w mroku zaułek rozjarzył
się oślepiającym światłem. Severus skoczył do
przodu, słysząc wykrzykiwane na oślep zaklęcia.</p>

<p>Miał go. Zagarnął go
od tyłu, ściskając ramieniem gardło i tworząc z
mężczyzny żywą tarczę.</p>

<p>- Avada Kedavra! - Zielony
promień trafił wprost w szamoczącego się czarodzieja. Jego
ciało zwiotczało. Severus wyciągnął
różdżkę.</p>

<p>- Sectumsempra!</p>

<p>Usłyszał krzyk i
dźwięk upadającego ciała. Blask zniknął,
pozostawiając jednak wrażenie, jakby przed oczami tańczyły
czerwone plamy. Severus wypuścił bezwładne ciało i zanim przeciwnicy
doszli do siebie, błyskawicznie sięgnął po ukryty w szatach
eliksir kameleona i wypił go jednym haustem, a następnie
skierował różdżkę na siebie i rzucił zaklęcie
cienia.</p>

<p>Od jednej ze ścian oderwała
się ciemna sylwetka.</p>

<p>- Tam jest!</p>

<p>Powietrze przecięło kilka
zielonych promieni.</p>

<p>Severus skoczył do przodu,
bezszelestnie zachodząc od tyłu niskiego, krępego czarodzieja,
który wydał z siebie okrzyk zaskoczenia, kiedy nagle znikąd
pojawiło się za nim ramię, które ścisnęło go za
gardło i wykręciło do tyłu rękę z
różdżką, tworząc z niego kolejną żywą tarczę.
Trzej pozostali przy życiu czarodzieje błyskawicznie odwrócili
się w ich stronę. Severus ujrzał kolejny zielony promień.
Krzyk zamarł na ustach mężczyzny, kiedy zaklęcie
trafiło go prosto w pierś.</p>

<p>- Lacrima! - wykrzyknął
Severus i powietrze rozdarł wibrujący wrzask. Czarodziej, w którego
trafił, upadł na ziemię, cały w drgawkach. Pozostali dwaj
skoczyli do tyłu, kryjąc się w budynku.</p>

<p>Severus wypuścił
ciało, które osunęło się na ziemię. Ciemność
stała się jeszcze gęstsza. Wiedział, że nie mogą
go w niej dostrzec, szczególnie kiedy znajdował się pod wpływem
eliksiru kameleona. Powoli podszedł do podrygującego w spazmach
ciała i spojrzał na odchodzącą płatami skórę. Z
gardła mężczyzny wciąż wydobywał się
zawodzący wrzask, który zdawał się wdzierać siłą do
uszu i wwiercać w mózg. Severus przekroczył go i ruszył dalej,
mocniej ściskając różdżkę. Dotarł do drugiego
ciała. Z otwartych ran tryskała krew, osiadając na jego czarnej
szacie. Mężczyzna już się nie poruszał. Severus
uniósł głowę i spojrzał w głąb budynku.</p>

<p>Jeszcze tylko dwóch.</p>

<p>Zanim zdążył
zrobić kolejny krok, usłyszał świst zaklęcia.</p>

<p>- Protego!</p>

<p>Zaklęcie odbiło się od
bariery i trafiło w mur tuż nad jego głową. Z góry
posypały się gruzy, ale Severus nie zwrócił na nie uwagi, kiedy,
niczym cień, wsunął się do wnętrza budynku.</p>

<p>Wyczuwał je. Dwa przerażone
umysły, kryjące się w ciemności. Przypominały
zapędzone w róg małe, futerkowe zwierzątka, którym przez
krótką chwilę wydawało się, że gdy zaatakują w
grupie, to mają szansę pokonać wyszkolonego drapieżnika.
Wyszkolonego zabójcę.</p>

<p>Doskonale wiedział, gdzie
są. Wyciągnął przed siebie różdżkę.
Rozkoszował się przenikającą go ciemnością.
Oplatającym go, gęstym mrokiem, który zdawał się wsiąkać
przez skórę wprost do jego duszy, podarowując mu to ekstatyczne
uczucie, kiedy wypowiadał słowa:</p>

<p>- Avada Kedavra.</p>

<p>Dwa zielone rozbłyski
wystarczyły, by zakończyć sprawę. Severus odwrócił
się i wyszedł z budynku. Beznamiętnym wzrokiem rozejrzał
się po leżących na ziemi ciałach.</p>

<p>Wyśmienicie. Po prostu
wyśmienicie. Przyszedł tu tylko po jeden składnik. I nie ma go.
W zamian za to ma sześć trupów. I jeszcze będzie musiał
posprzątać cały ten bajzel, aby nie pozostawić śladów.</p>

<p>Świat wypełniony był
idiotami. Niestety niektórzy mieli pecha stanąć na jego drodze.</p>

<p>Z samego rana będzie musiał
uruchomić inne swoje kontakty. Musi jak najszybciej zdobyć ten
składnik. Bez względu na koszty.</p>

<p>***</p>

<p>Nie planował tego.</p>

<p>Planował iść powoli,
krok po kroku, zdobywając chłopaka i przywiązując go do
siebie, ale Potter... zaskoczył go. Zaskoczył go, kiedy w teście
zaczął wypisywać mu swoje fantazje, kiedy bezczelnie
zaczął go uwodzić na lekcji... i kiedy wypowiedział te dwa
słowa, które wciąż wibrowały Severusowi w uszach.</p>

<p>"Pieprz mnie".</p>

<p>A więc spełnił jego
prośbę. Skoro chłopak tak bardzo pragnął tego
posmakować, skoro był aż tak niecierpliwy, tak bezwstydny...
skoro aż tak bardzo pragnął zostać wzięty,
skonsumowany, zerżnięty... to dostanie to, czego tak desperacko pragnie.</p>

<p>Ale chyba nie spodziewał
się, jakie siły uruchomi, kiedy wypowie te słowa. Nie
spodziewał się, że, leżąc nagi na biurku Severusa,
wśród pogniecionych testów, będzie skamlał i jęczał z
pragnienia, zanim Snape w ogóle go dotknie... że kiedy już trafi w
jego ręce, kiedy pozwoli zatopić w sobie szpony... nie będzie już
odwrotu.</p>

<p>Severus widział zaskoczenie w
jego oczach. Oczach, które wciąż uciekały mu w głąb
czaszki, a które powinny być przez cały czas otwarte i wpatrzone w
niego. Tylko w niego.</p>

<p>Wypełnione żarem powietrze
falowało, kiedy Severus wysunął palec z jego ciepłego,
wilgotnego wnętrza i pochylił się nad nim. Wydawało
się, że na ścianach i stojących w równych rzędach
ławkach osiadła cienka, czerwona mgiełka, pokrywając
wszystko warstwą przypominającego drobiny ognia szronu.</p>

<p>- Spójrz na mnie - wyszeptał Severus,
łapiąc w żelazny uścisk biodra chłopaka i
przygotowując się do wtargnięcia w to niesplugawione przez
nikogo, nieskazitelne ciało. Jego członek pulsował z pragnienia.</p>

<p>Potter przekręcił
głowę i uniósł powieki i Severus ujrzał te zamglone,
zielone oczy. Chciał je widzieć, kiedy się w nim zanurzy. Kiedy
przedrze się przez jego opór i znajdzie się w nim. W jego
wnętrzu. Najgłębiej jak to możliwe. Kiedy, do cholery,
wsadzi mu w tyłek swojego penisa i naznaczy go sobą. Naznaczy go jako
swoją własność. I Potter będzie należał
tylko do niego. Tylko do niego. Chciał... do cholery, chciał
zobaczyć swoje odbicie w tych przeklętych zielonych oczach!</p>

<p>Pchnął.</p>

<p>W powietrzu pojawiły się
iskry. Potter zacisnął powieki i wydał z siebie
przypominający skamlenie krzyk, ale Severus niemal tego nie
słyszał, pogrążony we własnych doznaniach.</p>

<p>Merlinie, tak ciasny... tak cudownie
ciasny... jak nikt do tej pory...</p>

<p>Jego penis został uwięziony
w gorącej i wilgotnej, napierającej zewsząd przestrzeni, w
którą zanurzał się coraz bardziej i bardziej... wciskał
się w ten niesamowity, pulsujący tunel centymetr po centymetrze, a
przyjemność była tak obezwładniająca, że ledwie
mógł oddychać. W końcu jego jądra dotknęły
gładkich, drżących pośladków, a rozgrzany tarciem, ciasny
pierścień mięśni zacisnął się u nasady jego
erekcji. Nie mógł wejść już dalej. Zatrzymał się
i uniósł powieki, spoglądając prosto w dwoje rozszerzonych oczu,
przyglądających mu się z chorobliwą fascynacją zza
szkieł okularów. Powoli wysunął się z tego cudownie
gorącego wnętrza i pchnął ponownie, niemal tracąc
oddech, kiedy napletek jego penisa przesunął się, uwięziony
przez mięśnie, a główka wcisnęła się w najdalszy,
najciaśniejszy zakątek tunelu.</p>

<p>Potter jęknął, ale tym
razem nie zamknął oczu. Severus zobaczył jedynie, jak coś w
nich rozbłyskuje, a przez zaciętą twarz przesuwa się
cień bólu. Pchnął ponownie, i jeszcze raz, i jeszcze,
obserwując, jak ból powoli ustępuje, przeobrażając się
w przyjemność. Potter nie spuszczał z niego wzroku.
Wpatrywał się w niego rozszerzonymi, błyszczącymi
chorobliwie oczami, niczym opętany, jakby nie widział niczego, poza
Severusem, jakby na całym świecie nie istniało nic poza nim.</p>

<p>Severus nie mógł oderwać od
niego wzroku. Poruszał się w nim niespiesznie, penetrując jego
ciało i pochłaniając spojrzeniem jego twarz, zanurzając
się w jego wnętrzu i w jego oczach, pieprząc go wszystkimi
zmysłami... i wiedząc, że od tej chwili Potter jest tylko jego.
Że już nikt inny go nie dotknie.</p>

<p>Nigdy.</p>

<p>*</p>

<p>Kiedy Severus odprowadzał
wzrokiem chwiejącego się Harry'ego, wiedział, że
popełnił błąd. Że nie powinien był mu mówić,
że jest nikim, nawet jeżeli chłopak sam się o to
prosił, naciskając i naciskając.</p>

<p>Kiedy drzwi zatrzasnęły
się, Mistrz Eliksirów cofnął się i oparł biodrami o
biurko.</p>

<p>Jakkolwiek wściekłość
na chłopaka niemal rozsadzała go od środka, to
złość na siebie była jeszcze większa. Dał mu
się sprowokować. Powiedział coś, co ewidentnie
zabolało tego rozczulającego się nad sobą dzieciaka i w
konsekwencji, zamiast zbliżyć, oddaliło go od niego. Potter
zawsze tak na niego działał. Jako jedyny potrafił
doprowadzić go do utraty kontroli nad sobą. I co on ma teraz z nim
zrobić, do jasnej cholery?</p>

<p>Nic. Przeczeka i obmyśli plan
działania. Musi go w jakiś sposób znowu do siebie
przyciągnąć. Zresztą to nie powinno być trudne,
zważywszy na to, jak chętnie chłopak przyjmował dzisiaj
jego pchnięcia...</p>

<p>Odsunął się od biurka,
odwrócił i spojrzał na pobojowisko, które zostawili.
Część pergaminów z testami była zupełnie pognieciona,
reszta leżała w nieładzie na podłodze.</p>

<p>Wyciągnął
różdżkę i użył zaklęcia porządkującego.
Pergaminy rozprostowały się i ułożyły w jeden stos na
środku biurka. Severus usiadł przy nim, wziął do ręki
pióro i pochylił się, przysuwając do siebie jedno z
wypracowań. Skreślił całą odpowiedź na pierwsze
pytanie i dopisał uwagę czerwonym atramentem. Przy drugim pytaniu
litery zaczęły rozmazywać mu się przed oczami. Mimowolnie
przeniósł wzrok z pergaminu na blat biurka. Jego spojrzenie stało się
zamglone.</p>

<p>Jeszcze chwilę temu miał
Pottera. Na tym biurku. Nagiego. Uległego. Jęczącego.</p>

<p>Wciąż pamiętał
ten cudowny napór ciała chłopaka wokół swojego penisa. I jego
orgazm, tak intensywny...</p>

<p>Przymknął oczy i
westchnął. Nie lubił, kiedy coś go rozpraszało przy
pracy. Musi stad wyjść. Podniósł się szybko, zebrał
wypracowania i ruszył do drzwi.</p>

<p>***</p>

<p>Potter nie przyszedł na
lekcję. Na jegolekcję! Jak śmiał to zrobić? Jak w
ogóle mógł chociażby pomyśleć o tym, żeby
opuścić jego zajęcia?</p>

<p>Nie mógł mu tego podarować.
Nie znosił lekceważenia, ignorancji. Nic go tak nie
rozsierdzało. Oczywiście doskonale wiedział, dlaczego nie
przyszedł, ale to nie było żadne wytłumaczenie.</p>

<p>Kiedy zamykał klasę, przez
jedną sekundę miał ochotę iść po niego, przywlec
go tutaj i trzymać w tej klasie tak długo, dopóki nie zrozumie,
że to jest właśnie jego miejsce. W świetle dnia w
ławce, ubrany w szkolny mundurek i teoretycznie nie wyróżniający
się spośród tłumu uczniów. Ale w ciemnościach nocy…
leżący na jego biurku z rozłożonymi nogami, nagi, spocony i
zawodzący z nieokiełznanego pragnienia, które potrafił
zaspokoić tylko on, Severus.</p>

<p>I dopóki nie zrozumie, że przed
nim nie ma ucieczki.</p>

<p>***</p>

<p>- Masz ich?</p>

<p>Czarodziej wyglądał niczym
uciekinier z Azkabanu. Poszarpana szata, sterczące na wszystkie strony
włosy, skołtuniona broda. W jego oczach czaiło się coś
niebezpiecznego. Coś, z czym trudno walczyć. Coś, co aż za
bardzo przypominało obłęd.</p>

<p>Severus pokiwał głową
i wyciągnął ramię, patrząc mężczyźnie
prosto w oczy.</p>

<p>Tym razem musiał się
zabezpieczyć i użyć wszelkich środków
ostrożności.</p>

<p>Czarodziej nie wahał się.</p>

<p>- Pokaż mi ich - wysapał,
łapiąc go za ramię. Świat zawirował i
zniknął w głośnym trzasku, pozostawiając za sobą
pokrytą błotem i kałużami alejkę Nokturnu, i po chwili
pojawił się znowu. Znaleźli się tuż obok niewielkiego
budynku stojącego na zupełnym pustkowiu, wśród wysokich traw,
kołysanych świszczącym wiatrem. Światło gwiazd
stanowiło jedyny jaśniejszy punkt w gęstym mroku.</p>

<p>Severus wyciągnął
różdżkę, rzucając niewerbalnie „Lumos” i pchnął
drzwi, które zaskrzypiały i otworzyły się opornie, po czym
odsunął się na bok, gestem zapraszając
mężczyznę do środka.</p>

<p>Czarodziej wszedł i już od
progu z jego gardła wydobyło się głośne,
przypominające bulgotanie westchnienie.</p>

<p>- Idealni.</p>

<p>Severus wszedł za nim i
zamknął drzwi, spoglądając na trzy leżące pod
ścianą, związane i zakneblowane osoby, wśród których
znajdowały się dwie kobiety i jeden mężczyzna: cała
trójka miała piękne i długie, niemal złote włosy.</p>

<p>- Aż mi ślinka cieknie...
urządzę sobie królewską ucztę. Spisałeś się
doskonale.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi.</p>

<p>- Róg! - rozkazał,
wyciągając rękę. Mężczyzna, nie odrywając
spojrzenia od wpatrujących się w niego z przerażeniem ofiar,
sięgnął w głębiny swej obszernej szaty i wyciągnął
z niej zawiniątko, które niemal machinalnie podał Severusowi.
Wystarczyło mu jedno zerknięcie.</p>

<p>Był prawdziwy. Prawdziwy
środkowy róg buchorożca trójrogiego. Niemal z czcią
przesuwał palcami po prawie niewyczuwalnych pierścieniach i
gładkiej niczym szkło kości rogu. Błyskawicznie ukrył
go w fałdach swej szaty i spojrzał na stojącego przed nim
mężczyznę.</p>

<p>Odczuwał głęboką
pogardę wobec wilkołaków i najchętniej wykończyłby go
jednym, szybkim zaklęciem... ale jego usługi mogły mu się
jeszcze przydać. Miał szeroką sieć kontaktów wśród
wilkołaków na całym świecie. Gdyby okazało się,
że znowu będzie potrzebował... niewielkiej pomocy z jego
strony... nierozważnie byłoby się tej pomocy pozbawiać.</p>

<p>- Są twoi – wyszeptał i
odwrócił się, wychodząc na zewnątrz. Jeszcze raz
sięgnął do szaty i wyciągnął z niej
połyskujący lekko róg. Przesunął palcami po jego
gładkiej powierzchni, rozkoszując się jego fakturą i
wibrującym ciepłem magii, która z niego emanowała. Zza chmur
wyłonił się księżyc, oświetlając wszystko
srebrnobiałą poświatą, która odbiła się w powierzchni
rogu. Severus spojrzał w górę w tym samym momencie, w którym z
wnętrza budynku dobiegło przejmujące wycie, a zaraz po nim
przeszywający wrzask.</p>

<p>Nareszcie go zdobył. Zdobył
najważniejszy składnik.</p>

<p>Jego oczy rozświetlił
głęboki blask, nie mający jednak nic wspólnego ze
światłem księżyca. Blask ów zgasł jednakże, gdy
Mroczny Znak na jego przedramieniu zapiekł boleśnie,
wciągając go ponownie w mrok.</p>

<p>Severus przymknął powieki i
zacisnął zęby.</p>

<p>Wiedział, gdzie ma się
udać. I co zrobić. Dzisiaj czekała go pracowita noc. I
wyjątkowo długa...</p>

<p>*</p>

<p>W komnacie panował półmrok.
Ogień rozpalony w kominku przez skrzaty domowe już prawie
wygasł. Ostatnie języki płomieni lizały drewno i
tworzyły drżące cienie na stojących wzdłuż całej
ściany półkach z książkami. Wszechogarniającą
ciszę przerwało ciche skrzypienie otwierających się drzwi.
Do pomieszczenia wkroczyła odziana w czerń, wysoka postać. Kiedy
podeszła do kominka, światło ostatnich płomieni wydobyło
z ciemności bordowe plamy pokrywające w wielu miejscach czarną
szatę. Spod peleryny wyłoniła się zakrwawiona ręka,
trzymającą w dłoni białą maskę w kształcie
czaszki, pokrytą teraz czerwonymi kroplami.</p>

<p>Maska wylądowała z
brzękiem na blacie stolika, a Snape opadł na obity zielonym jedwabiem
fotel i zapatrzył się w płomienie.</p>

<p>W jego głowie wciąż
rozbrzmiewały echa. Płacz ofiar, wrzaski torturowanych,
rzężenie konających, wybuchy płomieni, wykrzykiwane z
emfazą klątwy i zaklęcia, nawet dźwięczny śmiech Bellatriks...
Było ich zbyt wiele. Miał ochotę pójść do myślodsiewni
i... zwrócić do niej wszystkie te wspomnienia, oczyszczając swe
myśli. Powinien usunąć ze swojego umysłu wszelkie
zanieczyszczenia... powinien pójść do łazienki i
doprowadzić się do porządku, zmyć całą tę
krew, przywdziać zwykłe szaty, ale... - jego spojrzenie
skierowało się ku ukrytemu za biblioteczką laboratorium - ...to,
co miał zrobić, było znacznie ważniejsze.</p>

<p>Uniósł się z fotela i
ruszył w stronę laboratorium, czując w wewnętrznej kieszeni
szaty ciężar zdobytego z tak wielkim trudem rogu. I wiedział,
że ten trud z pewnością nie zostanie zmarnowany.</p>

<p>***</p>

<p>Severus spojrzał na zegar
wiszący na ścianie jego gabinetu.</p>

<p>Potter miał jeszcze
pięć minut. Pięć minut na to, by zjawić się na
szlabanie. Jeżeli choćby spróbuje nie przyjść...</p>

<p>Chłopak był uparty. Uparty
i zawzięty. Ale Severus wiedział, jak go złamać...
Wystarczy wziąć go z zaskoczenia. Zaproszenie do komnat będzie
pierwszym krokiem, który z pewnością rozbroi go na tyle, że
rozłupanie resztek tej marnej skorupki, którą postanowił
się otoczyć, nie powinno stanowić żadnego problemu.
Wiedział, że Potter będzie się opierał i nie
będzie chciał odpowiedzieć na jego pytania. Będzie
próbował udawać, że nic nie wie, aby Severus był zmuszony
usunąć go z zajęć... ale od czego było Veritaserum?</p>

<p>Severus uśmiechnął
się kpiąco.</p>

<p>Z kim ten dzieciak próbuje
wygrać?</p>

<p>*</p>

<p>Znowu to zrobił!</p>

<p>Wsunął ten swój mały,
gorący i śliski język do jego ust, wykorzystując chwilowe
zamroczenie Severusa, spowodowane orgazmem.</p>

<p>Uderzenie gorąca było
nagłe i gwałtowne. Wilgotny język smagał jego podniebienie,
a usta Pottera wpijały mu się w wargi z taką siłą,
jakby próbował je pożreć.</p>

<p>Ale chwilę po fali gorąca
prześlizgującej się przez jego wnętrze niczym niezwykle
ruchliwy wąż, nadeszła paląca
wściekłość.</p>

<p>Złapał chłopaka za
włosy i, nie siląc się na delikatność,
odciągnął jego głowę do tyłu, uwalniając
się od tej... od tego... od niego.</p>

<p>Potter zakwilił z bólu, a jego
twarz przeciął nieprzyjemny grymas.</p>

<p>Żar został zastąpiony
przez przeszywający chłód.</p>

<p>- Na to ci nie pozwoliłem,
Potter! – warknął Severus, wysuwając się z wnętrza
chłopaka. Widział na jego twarzy poczucie winy, ale w tej chwili
kompletnie go to nie obchodziło. Chciał tylko, aby zszedł mu z
oczu, inaczej może zrobić coś...</p>

<p>Jego dłoń jeszcze mocniej
zacisnęła się w czarnych włosach, ale po chwili
nadeszło... opanowanie.</p>

<p>Puścił jego włosy,
uwalniając wciąż odchyloną do tyłu głowę
chłopaka.</p>

<p>- Ubieraj się – wycedził
głosem ociekającym pogardą. – Twój szlaban właśnie
się zakończył.</p>

<p>- Nie chciałem... –
zaczął Potter, ale Severus nie miał zamiaru tego
słuchać. Nie chciał nawet na niego patrzeć.</p>

<p>- Nie słyszałeś, co
powiedziałem?</p>

<p>Chłopak odwrócił
głowę i zagryzł wargę. Bez słowa zsunął
się z jego kolan i sięgnął po leżące na
podłodze ubrania. Kiedy się ubierał, Severus doprowadził
się do porządku, a później obserwował, jak Potter powoli
kończy zapinać koszulę, a następnie rusza do drzwi i
kładzie dłoń na klamce.</p>

<p>- Nie zapomniałeś
czegoś? - zapytał chłodno Severus.</p>

<p>Harry zatrzymał się i
powoli odwrócił, nie podnosząc jednak głowy. Ale Severus
doskonale dostrzegał jego twarz, szczególnie, kiedy chłopak
zbliżył się, aby odebrać swoje okulary.</p>

<p>Zaciśnięte,
drżące usta, szkliste oczy, zacięte spojrzenie... Widział,
jak wstrzymuje oddech, kiedy ich dłonie się musnęły, jak
całą siłą woli stara się powstrzymać swoje
emocje. Jak zaciska powieki, z trudem próbując utrzymać się na
nogach i nie dopuścić do całkowitego rozsypania...</p>

<p>W pomieszczeniu zrobiło się
jeszcze chłodniej, światło wydawało się
przygasnąć.</p>

<p>Harry odwrócił się i lekko
chwiejnym krokiem podszedł do drzwi. Kiedy je zatrzasnął,
Severus nie poruszył się. Wpatrywał się w nie, dopóki nie
usłyszał trzasku kolejnych drzwi i dopiero wtedy upewnił
się, że Potter naprawdę wyszedł.</p>

<p>Odwrócił głowę w
stronę kominka. Jego oczy przypominały teraz zachmurzone nocne niebo.
Nadal odczuwał spopielającą wściekłość na
tego bezczelnego gówniarza... za to, jak wykorzystał sytuację,
chociaż Severus głośno i wyraźnie zabronił mu
jakichkolwiek pocałunków... za to, że wciąż czuł jego
smak na języku...</p>

<p>Zacisnął
pięść i uderzył nią w oparcie fotela.</p>

<p>Za to, że po raz kolejny
stracił przy nim panowanie nad sobą.</p>

<p>Spojrzał na drzwi.</p>

<p>Zasady są po to, aby ich
przestrzegać, ale ten chłopak od dzieciństwa miał
skłonności do łamania ich na wszelkie możliwe sposoby.
Zawsze brakowało mu dyscypliny. Severus mógł to przewidzieć...
mógł przewidzieć, że chłopak się nie podda i że
nadal będzie próbował, naiwnie sądząc, że mu się
uda... i że ujdzie mu to na sucho. Ale może następnym razem
Potter będzie pamiętał o tej nauczce... i już więcej
nie ośmieli się sięgnąć po to, czego nigdy nie
otrzyma.</p>

<p>Inaczej kolejne cięcie
będzie jeszcze boleśniejsze. Nie będzie miał litości
dla żadnych, nawet najmniejszych pędów. Może z nich
wyrosnąć coś, co będzie miało wystarczająco
dużą siłę, aby owinąć się wokół jego
stóp i... zatrzymać go.</p>

<p>Spojrzał na swoją
zaciśniętą pięść. Powoli rozprostował palce
i z zaskoczeniem stwierdził, że... drżą.</p>

<p>Ponownie skierował spojrzenie na
drzwi.</p>

<p>Potter sam jest sobie winien.</p>

<p>***</p>

<p>Od lektury książki
oderwało go ciche, odległe pukanie do drzwi. Severus poderwał
głowę i zmarszczył brwi.</p>

<p>Kto mógł przychodzić do
niego w środku nocy?</p>

<p>Odłożył
książkę, podniósł się z fotela, przeszedł przez
gabinet i z rozmachem otworzył drzwi. Na korytarzu, ku jego zaskoczeniu,
dostrzegł Weasleya i Granger. Zanim jednak zdążył o
cokolwiek zapytać, Gryfonka zasypała go serią pytań i
informacji na temat tego, że Potter nie wrócił na noc.</p>

<p>Oczy mężczyzny
rozszerzyły się, a twarz zbladła. Gabinet na chwilę rozjarzył
się blaskiem, by ułamek sekundy później pogrążyć
się w mroku i zimnie.</p>

<p>- Potter? Nie wrócił na noc? -
zapytał.</p>

<p>Gabinet ponownie
rozświetlił się i ściemnił.</p>

<p>Granger i Weasley zaczęli
coś tłumaczyć, ale niewiele było słychać,
ponieważ całe pomieszczenie wydawało się wibrować,
wciąż migocząc w zmieniającym się świetle.</p>

<p>- Sam poszukam Pottera -
uciął w końcu Severus, prostując się i obrzucając
uczniów pogardliwym spojrzeniem. - Tym razem łamanie regulaminu nie ujdzie
mu na sucho.</p>

<p>Cofnął się i zatrzasnął
drzwi. W tym samym momencie gabinet pogrążył się w
całkowitej ciemności.</p>

<p>Severusa ogarnęły złe
przeczucia...</p>

<p>Do diabła! Niepotrzebnie go
wyrzucał. Potter jest zbyt emocjonalny. Zawsze kieruje się uczuciami.
Najpierw coś robi, a dopiero potem stara się pomyśleć. Ale
wtedy zazwyczaj jest już za późno...</p>

<p>Musi go odnaleźć. Ale od
czego zacząć? Potter był całkowicie rozbity, kiedy
stąd wychodził. Gdzie mógł się udać? Co głupiego
mógł zrobić?</p>

<p>Poczeka, aż Granger i Weasley
znikną z pola widzenia, i wtedy wyruszy na poszukiwania.</p>

<p>Może zaszył się w
którejś z łazienek? Zazwyczaj tam odnajdywał
wypłakujących sobie oczy nastolatków, kiedy któregoś z nich
spotkał zawód miłosny...</p>

<p>Położył dłoń
na klamce.</p>

<p>Niech go tylko znajdzie...</p>

<p>Otworzył drzwi i pospiesznie
ruszył przed siebie, planując zacząć od łazienek na
parterze. Zanim jednak zdążył choćby skręcić w
kolejny korytarz, zza zakrętu wynurzyła się Granger. Dziewczyna
wpadła na niego z impetem, o mało go nie przewracając.</p>

<p>Wystarczyło jedno spojrzenie na
jej zapłakaną twarz...</p>

<p>Korytarz rozjaśnił się
intensywnym szkarłatem, kiedy Severus złapał ją za ramiona,
potrząsnął nią gwałtownie i wysyczał prosto w
twarz:</p>

<p>- Co się stało?</p>

<p>Dziewczyna próbowała
odpowiedzieć, ale najwyraźniej nie była w stanie. Zamiast tego
zaniosła się szlochem.</p>

<p>Ze szkarłatem zmieszała
się czerń, wibrując intensywnie w rozedrganym powietrzu.</p>

<p>- Gdzie on jest? - Severus niemal nie
poznawał własnego głosu. Potrząsnął nią
mocno, próbując przywrócić jej chociaż odrobinę
rozsądku.</p>

<p>- Harry... schowek... on... -
wydukała w końcu, po raz kolejny wybuchając szlochem.</p>

<p>To mu wystarczyło.
Puścił ją i ruszył biegiem. Już z daleka widział
otwarte drzwi do jednego ze schowków. Nie miał pojęcia, co może
tam zobaczyć, miał tylko ogromną nadzieje, że nie
będzie to coś, czego obawiał się najbardziej...</p>

<p>W końcu dotarł do drzwi i
gwałtownie zatrzymał się w wejściu.</p>

<p>Zobaczył go.</p>

<p>Leżał na podłodze
niczym kukiełka z rozrzuconymi, połamanymi kończynami... z
opuchniętą od siniaków i rozcięć twarzą... zakrwawiony,
skatowany, bezwładny...</p>

<p>Potter...</p>

<p>Całe pomieszczenie
wypełniło się lodowatym ogniem. Zimnymi, liżącymi
sufit płomieniami. I dudnieniem. Głośnym, wibrującym
dudnieniem serca, które zagłuszyło wszelkie dobiegające z zewnątrz
odgłosy.</p>

<p>Severus skoczył do przodu i
dopadł do Harry'ego, odpychając pochylonego nad nim Weasleya.</p>

<p>- Dotykaliście go? - niemal
krzyknął i nie czekając na odpowiedź,
przyłożył ucho do rozchylonych ust chłopca.</p>

<p>Oddychał...</p>

<p>Jego najgorsze obawy rozwiały
się. Jeżeli tylko oddychał, to była jeszcze nadzieja... ale
słyszał w tym oddechu coś niepokojącego... Był zbyt
słaby.</p>

<p>Przyłożył palce do
jego szyi. Puls był ledwie wyczuwalny.</p>

<p>- Żyje - wyszeptał.</p>

<p>Spojrzał na nieprzytomną,
zakrwawioną twarz, na pozlepiane krwią czarne kosmyki, przyklejone do
czoła i w ostatniej chwili powstrzymał się, aby ich nie
odgarnąć. Dudnienie serca wzmogło się.</p>

<p>Nie pozwoli mu umrzeć!</p>

<p>*</p>

<p>- Boli... - Severus
usłyszał cichy, przypominający westchnienie szept. Zabrał
dłonie, którymi dotykał klatki piersiowej Pottera, próbując
określić, jak dalece połamane są żebra, i
spojrzał na chłopca ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>- Nic nie mów. Oszczędzaj
siły.</p>

<p>Widział ból wykrzywiający
twarz Harry'ego. Spuchnięte usta otwierały się i zamykały
na przemian, jakby chłopak próbował coś powiedzieć, ale
cierpienie nie pozwalało mu na to. W końcu jednak Severus
usłyszał ciche, urywane słowa:</p>

<p>- Przepra... szam... Nie chcia...
łem. Przepraszam...</p>

<p>Severus przyglądał mu
się szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>Jak... jak w takiej chwili Potter
mógł myśleć o czymś tak... nieistotnym? Jak mógł go
przepraszać, kiedy właśnie niemal zginął? Jak
mógł być aż tak... aż tak...?</p>

<p>Harry stęknął i z
trudem uniósł drżącą rękę, próbując
wytrzeć zalewającą krew oczy. Ale Severus był szybszy.
Delikatnie złapał tę drobną dłoń i
odciągnął ją z powrotem. Nie mógł dopuścić
do tego, żeby chłopak dowiedział się, w jakim stanie
się znalazł... Ale wtedy Harry ścisnął jego
rękę i przyciągnął do siebie, przyciskając
ją do swoich spuchniętych warg.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi.
Wśród płonących w pomieszczeniu, zimnych płomieni
pojawiła się sugestia ciepłego światła...</p>

<p>- Jak do dobrze... że
jesteś... - usłyszał cichy, zachrypnięty szept.</p>

<p>Ciepło stało się
wyraźniejsze, intensywniejsze...</p>

<p>Severus oderwał wzrok od twarzy
Harry'ego i spojrzał na leżący obok, zakrwawiony worek.
Sięgnął po niego i podniósł go z podłogi. W
pomieszczeniu ponownie zrobiło się znacznie chłodniej.</p>

<p>Zaczaili się na niego, zarzucili
worek na głowę i niemal zakatowali na śmierć... prawie pod
jego gabinetem... Jeszcze dwie godziny temu Potter kołysał się
na jego biodrach, jęczał jego imię, oddając mu siebie,
oddając mu wszystko... a teraz leżał tutaj, na granicy
życia i śmierci...</p>

<p>Oczy Severusa wydawały się
wchłaniać każdy lodowaty płomień, zamieniając je
w sztylety... Odruchowo ścisnął kaptur. Jego
pięść drżała.</p>

<p>Zabije ich. Nie. Zrobi im coś
gorszego niż śmierć. Coś znacznie gorszego... Weszli na
jego terytorium, ośmielili się dotknąć... zranić
coś, co należało do niego... i zapłacą za to
najwyższą cenę.</p>

<p>Wysunął dłoń z
uścisku Harry'ego, słysząc słaby jęk wydobywający
się z jego ust:</p>

<p>- Nie... nie odchodź...</p>

<p>Zacisnął wargi i
ostrożnie wsunął ręce pod kolana oraz plecy chłopaka,
a następnie podniósł go delikatnie z podłogi.</p>

<p>- Boli... tak bardzo... - wyszeptał
Harry i wydał z siebie charczący dźwięk.</p>

<p>Severus spojrzał na
zakrwawioną twarz chłopaka.</p>

<p>- Potter...? Słyszysz mnie?</p>

<p>Cisza.</p>

<p>Stracił przytomność.</p>

<p>Jeszcze mocniej przycisnął
zmaltretowane ciało do swojej klatki piersiowej. Płomienie
objęły już cały schowek</p>

<p>Wargi Severusa musnęły
czoło Pottera, po czym mężczyzna wyszeptał:</p>

<p>- Malfoy za to zapłaci.
Obiecuję ci to. Już nikt cię nie dotknie. Nie pozwolę im na
to.</p>

<p>Severus kopnął drzwi
schowka i wypadł z niego, zostawiając pomieszczenie spalające się
już doszczętnie w morzu ognia.</p>

<p>***</p>

<p>- Avada Kedavra.</p>

<p>Ciało kobiety, trafione zielonym
promieniem, zesztywniało i upadło na zimną, kamienną
posadzkę. Jasne włosy Narcyzy rozsypały się na kamieniach,
blask w szarych oczach zniknął zupełnie.</p>

<p>Przestrzeń rozdarł krzyk
Lucjusza.</p>

<p>- Nieee!</p>

<p>Severus opuścił
różdżkę. Jego twarz nie wyrażała niczego. W
przeciwieństwie do twarzy Lucjusza, na której osłupienie
walczyło z przerażeniem i niedowierzaniem.</p>

<p>- Lucjuszu, twoja żona sama
wybrała śmierć - powiedział spokojnie Voldemort,
spoglądając na swego sługę z nonszalancją. - Twój syn
także wybrał los, który go spotkał. Mógł zajść
daleko, ale zdradził mnie i zignorował moje rozkazy dla swych własnych
dziecięcych kaprysów. Oboje odwrócili się ode mnie.</p>

<p>Jasne włosy Malfoya opadły
na jego wykrzywioną bólem twarz. Odziane w ciemny aksamit ramiona
drżały. Severus niemal wyczuwał huragan emocji targających
jego duszą. Huragan zdolny roznieść ich wszystkich w
popiół.</p>

<p>- A co ty zrobisz, Lucjuszu? Co
wybierzesz? Pozostaniesz mi wierny, czy dołączysz do swej rodziny,
plamiąc już do końca honor swego rodu?</p>

<p>Malfoy podniósł wzrok. Ale nie
skierował go ku Voldemortowi. Jego drżące oczy zanurzyły
się w oczach Severusa. Powietrze wypełniło się gorzkim,
gnijącym odorem nienawiści.</p>

<p>Severus zacisnął usta. Nie
podobało mu się spojrzenie Malfoya. Wiedział, że kiedy
wypełni już swój plan, będzie musiał go zabić, inaczej
Malfoy będzie szukał zemsty na nim i nie spocznie, dopóki jej nie
wymierzy. Ponieważ, w jego mniemaniu, to Severus był w pełni
odpowiedzialny za śmierć jego żony i szaleństwo syna.</p>

<p>- Wybieram ciebie, mój Panie -
wyszeptał Lucjusz udręczonym, zachrypniętym głosem, nie
odrywając nienawistnego spojrzenia od twarzy Severusa.</p>

<p>Tak, Malfoy może okazać
się dużym problemem... nie powinien go lekceważyć.</p>

<p>- Dossskonale. - Voldemort
pozwolił sobie na lekki uśmieszek. - Nie możemy jednak
dopuścić do tego, by śmierć twojej żony wyszła na
jaw. Może to wywołać... konfliktowe nastroje. Dopilnuj, by wszyscy
myśleli, że nagłe szaleństwo waszego syna doprowadziło
ją do skrajnej depresji i Narcyza wyjechała na... długi urlop. -
Na twarzy Voldemorta pojawił się uśmiech przypominający
nadpływającego szybko rekina.</p>

<p>- Tak, mój Panie. - Lucjusz
skłonił głowę, starając się nie
spoglądać w stronę leżącego na podłodze
ciała swej żony.</p>

<p>- Bądź pewny, że
nagroda za twą wierność cię nie ominie, Lucjuszu. -
Spojrzenie Voldemorta skierowało się ku Severusowi. - Możecie
odejść.</p>

<p>Severus skłonił się i
ruszył ku drzwiom, omijając pełznącą już w
stronę zwłok Nagini. Znalazł się przy nich w tym samym
momencie, w którym dłoń Lucjusza dotknęła srebrnej klamki.
Severus cofnął rękę i pozwolił, by Malfoy wyszedł
jako pierwszy. Kiedy i on sam znalazł się już po drugiej stronie
drzwi, zamykając je za dobą delikatnie, usłyszał cichy,
przepełniony trującą nienawiścią szept tuż za
sobą:</p>

<p>- Kiedyś cię zabiję.</p>

<p>Nie odwrócił się. Na jego
twarzy nie drgnął ani jeden mięsień.</p>

<p>Nie - pomyślał,
wsłuchując się w oddalające się kroki. - To ja
pierwszy cię dopadnę.</p>

<p>***</p>

<p>Z relacji Pomfrey wynikało,
że rany Pottera goją się całkiem dobrze dzięki
przyrządzanym przez Severusa miksturom. Ale chłopak miał
spędzić w szpitalu jeszcze co najmniej kilka dni, aby całkowicie
wydobrzeć, a tymczasem stał teraz w drzwiach jego gabinetu, uśmiechając
się do niego tym swoim szerokim, głupkowatym uśmiechem.</p>

<p>- Co ty tu robisz, Potter? -
zapytał cierpko Severus, szybko ukrywając początkowe
zaskoczenie. - Nie powinieneś być jeszcze w szpitalu?</p>

<p>- Wyszedłem - wydukał
Harry. - Dzisiaj. Czy mogę... wejść? - zapytał
nieśmiało.</p>

<p>Snape zmrużył oczy, ale
odsunął się i wpuścił go do środka. Kiedy
zamknął drzwi, Potter zrobił coś nieoczekiwanego.
Odwrócił się i gwałtownie dopadł do niego, przypierając
go do drzwi i owijając ramiona wokół jego pasa. Z głośnym
westchnieniem oparł głowę na otulonej w czarny materiał
piersi i zamknął oczy, przyciskając policzek do szorstkiego
materiału.</p>

<p>Severus zesztywniał,
wpatrując się z zaskoczeniem w ciemną czuprynę
roztrzepanych włosów, przyciskających się do jego klatki piersiowej.</p>

<p>- Tęskniłem za tobą...
- wyszeptał Harry w czarną szatę, wtulając się w
pierś mężczyzny.</p>

<p>W pomieszczeniu zrobiło się
nagle znacznie cieplej. Rozgrzane powietrze zaczęło drgać, a
przedzierające się przez nie uderzenia serca stawały się
coraz głośniejsze i szybsze.</p>

<p>Severus zacisnął usta.</p>

<p>Merlinie, co za ckliwy dzieciak...
Czy on naprawdę musi się tak do niego kleić? Doprawdy, to powoli
zaczyna robić się... kłopotliwe.</p>

<p>Ale... widocznie tego
właśnie potrzebuje. Widocznie jest po tym wszystkim wyjątkowo
złakniony czułości. I Severus będzie musiał się
do tego przyzwyczaić. Będzie musiał pozwolić mu na te
sentymentalne czułostki, żeby chłopak znowu nie uciekł.
Zresztą... to nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, że
już nic mu nie grozi.</p>

<p>*</p>

<p>Severus podniósł głowę
znad książki, zamykając ją i odkładając na
stolik, wraz z leżącym na kolanach pergaminem i piórem. Spojrzał
na fotel obok i z zaskoczeniem stwierdził, że Potter... zasnął.</p>

<p>Zmarszczył brwi.</p>

<p>Skoro chłopak był tak
zmęczony, to po co nalegał na przyjście tutaj? Przecież nie
minęło nawet dziesięć minut. Kazał mu tylko
poczekać...</p>

<p>Oparł się w fotelu,
uważnie przyglądając się pogrążonej we śnie
twarzy Pottera. Zmienił się. Severus zbyt często go
obserwował, zbyt dobrze znał jego twarz, by nie zauważyć
wszystkich zmian, które się na niej dokonały. Nadal widać
było na niej zadrapania, ale i tak wyglądał dużo lepiej
niż jeszcze kilka dni temu. Schudł. Kości policzkowe były
wyraźniejsze, a cienie pod oczami głębsze. Okulary
zsunęły mu się na czubek nosa, a włosy tak
ułożyły, że blizna na czole była doskonale widoczna.</p>

<p>Severus przesunął wzrok
niżej, na przekrzywiony krawat i wygnieciony, odrobinę za duży
szkolny mundurek. Doprawdy, czy ten chłopak nie miał za grosz gustu?
Zawsze tak denerwująco niechlujny, do tego te wiecznie rozczochrane
włosy...</p>

<p>Ponownie spojrzał na
pogrążoną we śnie twarz. Oblizał wargi. Wstał.</p>

<p>Powoli podszedł do
rozciągniętego w fotelu chłopca.</p>

<p>Z pewnością nie pozwoli mu
spać w swoim salonie...</p>

<p>Pochylił się,
opierając się jedną ręką o podłokietnik, a
drugą rozpinając guziki białej koszuli Harry'ego. Niespiesznie,
jeden po drugim.</p>

<p>...ale w zamian za to, co
przeszedł...</p>

<p>Rozsunął koszulę,
odsłaniając jasną, gładką skórę. Jego oczy
rozbłysły, a w pomieszczeniu pojawiła się coraz
wyraźniejsza sugestia płomieni.</p>

<p>...przecież nic się nie
stanie, jeśli...</p>

<p>Delikatnie przesunął
palcami po unoszącej się i opadającej klatce piersiowej,
brzuchu, miękkim podbrzuszu, docierając do spodni. Rozpiął
guzik i długimi palcami sięgnął po zamek, powoli
przesuwając go w dół. Ponownie oblizał wargi.</p>

<p>...sprawi mu odrobinę
przyjemności...</p>

<p>Wsunął dłoń w
spodnie, ostrożnie owijając palce wokół rozkosznie gorącego
penisa chłopca.</p>

<p>Zawsze taki ciepły, rozgrzany...
niczym żywa pochodnia...</p>

<p>Z lekko rozchylonych ust Harry'ego
wyrwał się cichy jęk. Na wargach mężczyzny
pojawił się krzywy uśmieszek.</p>

<p>*</p>

<p>Snape stał przy komodzie,
trzymając w dłoni zielony kamień i wpatrując się w
niego ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>Dzięki temu kamieniowi
będzie miał Pottera cały czas na oku. Nie może
dopuścić do tego, żeby znowu coś mu się stało...
Musi go pilnować. Chłopak jeszcze nie raz może wplątać
się w niebezpieczne sytuacje, taką już miał naturę. A
Severus doskonale wiedział, że tylko on może zapewnić mu
bezpieczeństwo. Potter mógł sobie nie słuchać żadnych
autorytetów... ale tylko odważyłby się nie posłuchać
jego.</p>

<p>*</p>

<p>Nie minęło nawet kilka
godzin, a Potter już nie potrafił powstrzymać się przed
nadużywaniem kamienia. Cóż za bezmyślny dzieciak... Klejnot
miał mu służyć w sytuacjach zagrożenia życia, a
nie do wysyłania ckliwych wiadomości. A teraz jeszcze
zakłócił mu niedzielę, nalegając na spotkanie, w
jakiejś wyjątkowo ważnej sprawie, a chodziło tylko o tą
wszystkowiedzącą Granger, która odwiedziła go kilka dni
wcześniej, próbując go zaszantażować, i Severus był
zmuszony wymazać jej pamięć. Zbyt dużo wiedziała.</p>

<p>Oczywiście Potter nie
potrafił utrzymać języka za zębami... Chociaż bardziej
prawdopodobne było to, że nie potrafił utrzymać na wodzy
swojej wybujałej emocjonalności i Granger sama zaczęła
się czegoś domyślać. Jeżeli tak dalej pójdzie, to w
końcu chłopak może ich zdradzić, a wtedy wszystko legnie w
gruzach. Powinien nad sobą panować, do jasnej cholery! To nie jest
zabawa!</p>

<p>Ale nawet, gdy Severus jasno mu to
wyjaśnił, Potter wydawał się chyba nadal nie do końca
zdawać sprawy z powagi sytuacji, ponieważ pierwsze co zrobił, to
podszedł do niego i znowu przylgnął do niego całym
ciałem, obejmując go w pasie i wtulając twarz w jego pierś,
jakby sądził, że takimi dobrymi dla głupców,
sentymentalnymi gestami cokolwiek zdziała...</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptał. - To
się więcej nie powtórzy. Proszę, nie gniewaj się na mnie.</p>

<p>Severus zesztywniał mimowolnie.
Powietrze roziskrzyło się i rozgrzało, wypełniając
się uderzeniami serca. I słodkim, mdlącym zapachem wanilii...</p>

<p>Mężczyzna
zacisnął usta i przymknął powieki.</p>

<p>Znowu to samo... Zawsze taki
uczuciowy... Potter lgnął do niego niczym szczeniak, który potrzebuje
dotyku swego pana.</p>

<p>I nawet jeżeli na pewien sposób
było to... ujmujące, to i tak...</p>

<p>Myśli urwały się,
przeszyte błyskawicą lodu. Do ciepła wdarł się
chłód.</p>

<p>Mroczny Znak na przedramieniu
Severusa zapiekł tak bardzo, jakby żywcem wypalano mu go na skórze.
Ból rozchodził się aż do barku, a wraz z nim
nadpłynęła... ciemność. I lodowate zimno.
Nienawiść. Nienawiść, która zdawała się
wypełniać całe powietrze i wdzierać się do płuc
wraz z oddechem.</p>

<p>Z ciemności wyłoniła
się zaskoczona twarz Harry'ego.</p>

<p>- Co się st...</p>

<p>Snape nie czekał na
dokończenie zdania. Złapał chłopaka za ramię i
odepchnął od siebie z całej siły.</p>

<p>Przycisnął lewą
rękę do przedramienia, chociaż wiedział, że to wcale
nie zatamuje bólu.</p>

<p>- To Voldemort? - zapytał
łamiącym się głosem Harry. - Prawda?</p>

<p>- Zejdź mi z oczu, Potter -
warknął mężczyzna, walcząc z napływającą
ciemnością, rozświetlaną błyskawicami
spopielającej odrazy. Wiedział, gdzie musi się udać. I co
zrobić...</p>

<p>Ale Harry nie poruszył się.
Po prostu stał i wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>- Nie dość, że
jesteś głupi, to na dodatek głuchy!</p>

<p>Severus nie zważał już
na słowa. Po prostu smagał nimi niczym batem, tak jak zawsze, kiedy
był wzburzony...</p>

<p>- Nie słyszałeś,
Potter? Wynoś się stąd!</p>

<p>Chłopak cofnął
się z przerażeniem w oczach, potknął i wpadł na fotel.
Severus miał dosyć jego nieudolności. Wiedział, że
jeżeli Potter zostanie tu jeszcze choćby chwilę
dłużej, to nie będzie ręczył za swoje czyny...
Przypadł do niego i jednym szarpnięciem postawił go na nogi.
Zacisnął palce na jego ramieniu, wbijając mu je boleśnie w
ciało i na wpół zaciągnął, na wpół dowlekł
go do drzwi prowadzących na korytarz, a następnie wyrzucił za
nie, zatrzaskując je z całej siły i opierając się o
ciemną powierzchnię.</p>

<p>Dosyć tego. Dosyć tego
ciągłego przychodzenia, przepraszania, przytulania... To wszystko
zaczyna powoli przypominać jakąś farsę... Potter jest tylko
środkiem do realizacji celu. Niczym więcej.</p>

<p>Severus powoli uniósł
dłoń, odsłaniając Mroczny Znak, który wciąż
jeszcze pulsował i wydawał się wić na skórze.</p>

<p>Musi się teraz skupić tylko
i wyłącznie na planie. Nie może pozwolić się niczym
rozpraszać. A Potter... Potter wróci na swoje miejsce w hierarchii. I za
każdym razem, kiedy znowu spróbuje się wspinać... Severus
będzie musiał go zrzucać. Na sam dół.</p>

<p>***</p>

<p>Czy mogę przyjść
dzisiaj wieczorem?</p>

<p>Gniewasz się na mnie?</p>

<p>Kamień rozjarzał się
co chwilę. Severus nie zareagował na żadną
wiadomość. I czuł się coraz bardziej zirytowany ich
natężeniem i częstotliwością.</p>

<p>Doprawdy, czy ten chłopak nie
potrafi zrozumieć aluzji? Czy musi być aż tak natrętny? Co
on sobie wyobraża? Że skoro kilka razy się pieprzyli, to
nabył prawa do wdzierania się z butami w życie Severusa? Że
stał się dla niego kimś ważnym? Że nawet jeżeli
Severus ma dzisiaj wolny wieczór, to oznacza, że ma go spędzić z
tym nieokiełznanym smarkaczem? Ma zbyt wiele spraw na głowie, by
zawracać sobie nim głowę.</p>

<p>Potter był tylko... dzieckiem.
Nie miał do zaoferowania niczego interesującego. Niczego, co
byłoby warte uwagi, poza swoim młodym, spragnionym ciałem. Nie
był dla niego partnerem intelektualnym, nie posiadał niczego, czego
Severus samodzielnie nie potrafiłby zdobyć. Potrafił się
tylko narzucać, patrzeć na niego z uwielbieniem i nieprzytomnie
się do niego uśmiechać. Pragnął wiedzy, drżenia
serca, adrenaliny, władzy i autorytetu, w zamian oferując jedynie...
bezinteresowne, szczenięce oddanie? Cóż to była za wymiana?</p>

<p>Tęsknię za tobą.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi,
odczytując kolejną wiadomość.</p>

<p>Tęsknił? Severus nie
był kimś, za kim się tęskni. Był kimś, kogo
należy unikać. A już z pewnością nie był
kimś, na kim takie sentymentalne wyznania robią jakiekolwiek
wrażenie...</p>

<p>Ścisnął kamień w
dłoni i wsadził go do kieszeni szaty, starając się nie
zwracać uwagi na to, jak często jego dłoń wędruje do
kieszeni i dotyka gładkiej, wciąż ciepłej powierzchni.</p>

<p>***</p>

<p>Wiadomość, którą
Severus otrzymał od Pottera nad ranem, zaskoczyła go i
zaniepokoiła. Prośba o eliksir na uspokojenie?</p>

<p>Nawet gdyby chłopak miał
koszmar, to przecież żaden zwykły koszmar nie doprowadza nikogo
do stanu, w którym potrzebuje on eliksiru uspokajającego... To było
coś więcej i Severus musiał się tego dowiedzieć,
dlatego też zdecydował się złamać swoje postanowienie
i zaprosić Pottera do swych komnat... nawet jeżeli oznaczało to,
że po raz kolejny będzie zmuszony przyjmować jego umizgi...
Chociaż tym razem Potter wykazał się wyjątkowym... hmm,
powiedziałby, że to „godność”, gdyby to słowo w
odniesieniu do Pottera nie stanowiło takiego oksymoronu... Ubzdurał
sobie, że chce, aby Severus go objął, a kiedy tego nie
otrzymał, po prostu... wyszedł. Wstrętny, uparty smarkacz!</p>

<p>I następnego dnia to samo. Znowu
chciał wyjść, opowiadając bzdury o nieodrobionych lekcjach
i zmuszając Severusa do... ugięcia się. Takie sytuacje mu
się nie zdarzały. A jeżeli nawet, to zazwyczaj kończyły
się długim i ciężkim szlabanem albo serią
najboleśniejszych klątw, w zależności od tego, kto
próbował z nim pogrywać. Ale w tym wypadku... w tym jednym, jedynym
wypadku... postanowił mu ustąpić. Chociażby za to, jak
ślizgońsko Potter z nim zagrał.</p>

<p>Zresztą to była uczciwa
wymiana. Odrobina czułości w zamian za informację. I
otrzymał ją. Wystarczyło go tylko upić...</p>

<p>I jakkolwiek sen, który miał
Potter, całkowicie wytrącił Severusa z równowagi swoją
sugestywnością i niesamowicie cholerną bliskością z
prawdą... to mężczyzna nie spodziewał się, że
całe to spotkanie przekształci się w taką... farsę.
Potter pod wpływem alkoholu zachowywał się niedorzecznie.
Całkowicie niedorzecznie.</p>

<p>- Severusie - wyjęczał po
raz już któryś, denerwująco przeciągając sylaby i
przyglądając się mężczyźnie z zawadiackim
uśmiechem. - Powiedz do mnie "Harry". Nigdy tak do mnie nie
mówisz.</p>

<p>- I nie zamierzam zacząć -
wycedził Snape, zastanawiając się, ile jeszcze czasu jest w
stanie wytrzymać w jednym pomieszczeniu ze wstawionym Potterem.</p>

<p>- Nie? - Harry zasępił się
na chwilę. - To może udałoby ci się to powiedzieć w
zdaniu: "Harry Potter mnie lubi"?</p>

<p>Severus, ku swojemu zaskoczeniu, w
ostatniej chwili powstrzymał wypływający mu na usta
uśmiech.</p>

<p>Cóż, Potter czasami potrafi
być nawet całkiem zabawny... Kto by pomyślał? I kto by
przypuszczał, że ma tak słabą głowę? Severus nie
spodziewał się po nim zbyt wiele, ale szybkość z jaką
chłopak poddawał się upojeniu alkoholowemu, była nieprawdopodobna...
Chociaż trzeba przyznać, że patrzenie na to, jak zachowuje
się pod wpływem alkoholu, było niezwykle interesującą
rozrywką. Ciekawe, czy... - Severus zmarszczył brwi, uważnie
przyglądając się rozluźnionemu już niemal
całkowicie chłopcu - ...ciekawe, czy byłby teraz w stanie
dać mu to, co pragnie oglądać?</p>

<p>Och, oczywiście, że
miał swoje mroczne popędy... miał ich wiele. Ale do tej pory
obawiał się, że to jeszcze zbyt wcześnie, aby
wypróbowywać je na Potterze. Jednakże stan upojenia, w którym
znajdował się chłopak, dawał mu niemal nieograniczone
możliwości... i miał zamiar je wykorzystać.</p>

<p>Jego oczy rozbłysły dziko.</p>

<p>Nauczyciel wykorzystujący
pijanego ucznia...</p>

<p>Na usta mężczyzny
wypłynął krzywy uśmieszek.</p>

<p>Severusie, jakiż jesteś
nieprzyzwoity...</p>

<p>***</p>

<p>Ciemne, pachnące czekoladą
włosy Pottera łaskotały nos Severusa. Miękkie, gorące
wargi wędrowały po jego obojczyku, składając na nim
zachłanne, niemal desperackie pocałunki. Gorąca, drobna
dłoń zaciskała się na jego penisie, przesuwając
się po nim w górę i w dół, coraz szybciej i szybciej, podczas
gdy druga ugniatała i masowała jądra. Severus słyszał
pomruki i pojękiwania, ale nie do końca był pewien, który z nich
je wydaje. Nie wiedział, jak to się stało, że ten
chłopak w tak krótkim czasie nabył takie umiejętności, ale
obecnie nie był w stanie się zad tym zastanawiać. Młode, rozgrzane
ciało napierało na niego, pragnąc jego i tylko jego,
spalając się w tym pragnieniu niczym wciąż odrobinę
nieporadne, lecz nadrabiające entuzjazmem zwierzę. Ciepła
dłoń niemal dusiła jego penisa, usta próbowały
wgryźć się w skórę...</p>

<p>Potter... Potter...</p>

<p>Severus mruknął i
naparł na to ciało, łapiąc je za ramiona i
przygważdżając do drewnianej powierzchni.</p>

<p>Jego... Jego...</p>

<p>W drżącym, rozgrzanym
powietrzu pojawiły się zalążki płomieni,
rozpalając się z każdą sekundą coraz bardziej i
bardziej.</p>

<p>Severus wplótł palce w te
ciemne, gęste włosy i złapał je mocno, pociągając
do tyłu i odchylając głowę Harry'ego tak, by mieć
dostęp do jasnej, gładkiej szyi, zapraszającej, by zatopić
w niej usta, zęby...</p>

<p>Zaatakował, pożerając
ją łapczywie. Smakowała... młodością.
Czekoladowymi żabami, atramentem i niewprawnym entuzjazmem. Czysta,
nieskażona... Przesuwał po niej językiem, zbierając lekko
słonawe kropelki potu i odbierając wszystkimi zmysłami
każdy głośniejszy jęk wydobywający się z ust
Pottera.</p>

<p>Płomienie syczały i
trzaskały, liżąc ściany i wędrując po nich, a on
zagłębiał się w doznaniach, w odkrywaniu tego nieznanego,
jakże innego od jego własnego świata... świata, który
wylewał się z każdego gestu, z każdego spojrzenia Pottera,
a do którego on, Severus, nie miał wstępu. Mrucząc z
satysfakcji, zasysał wargami skrawki jego skóry, pieszcząc ją
wargami i wdychając jej zapach. Zapach wiatru, piwa kremowego i dymu po
sesji Eksplodującego Durnia.</p>

<p>Zapach niewinności.</p>

<p>Zapach, którym miał ochotę
odurzyć się, jak alkoholem, aż przeniknie do jego krwi i uderzy
mu do głowy, pozwalając mu zapomnieć. Chociaż na
chwilę.</p>

<p>***</p>

<p>Pieprzony Potter!</p>

<p>Bezmyślny, wścibski
gówniarz! Irytujący, ciekawski natręt, który od zawsze uwielbiał
wsadzać nos w nieswoje sprawy i zjawiać się tam, gdzie nie
powinien w najmniej odpowiedniej chwili! Gdyby mu nie przeszkodzono, to
rozszarpałby go gołymi rękami. Wszystko musi zaczynać od
nowa. Każdy składnik, każdy etap... wszystko od początku!</p>

<p>Gdy Severus dotarł do drzwi
swojego gabinetu, wywarczał hasło, w kilku krokach przemierzył
gabinet i jednym ruchem różdżki zdjął z drzwi zaklęcie
zamykające.</p>

<p>Miał tylko nadzieję,
że w czasie jego nieobecności gówniarz nie narobił jeszcze
większych szkód, bo wtedy nie ręczyłby za siebie...</p>

<p>Wszedł do salonu i obrzucił
go wciąż płonącym z gniewu spojrzeniem. Potter czekał
w tym samym miejscu, w którym go zostawił, wśród porozrzucanych na
podłodze książek. Opierał się o opustoszałą
biblioteczkę, trzymając się za ramię i uparcie
wpatrując w podłogę.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi,
uważniej przypatrując się ręce chłopaka.
Wyglądała na poranioną. Spod rozciętej koszuli
wyłaniała się długa, zaczerwieniona szrama.</p>

<p>Cóż, najwyraźniej nieco
zbyt mocno nim rzucił... ale w tamtej chwili nie panował nad
sobą. Miał ochotę go zranić, najboleśniej jak to
możliwe, ale teraz... Severus jeszcze raz spojrzał na rozcięcie,
mimowolnie rozprostowując zaciśnięte do tej pory w
pięści palce.</p>

<p>Wyczuwał strach bijący od
chłopaka. Odkąd wszedł, Potter zerknął na niego tylko
jeden raz, rzucając Severusowi szybkie, spłoszone spojrzenie. W takim
stanie naprawdę przypominał... szczeniaka. Szczeniaka, który
otrzymał od swojego pana kilka kopniaków i teraz siedział w
kącie, z podkulonym ogonem, nie mając pojęcia, za co został
ukarany, i bojąc się nawet spojrzeć w jego stronę.</p>

<p>Może... może i
rzeczywiście zareagował odrobinę zbyt agresywnie,
wyżywając się na chłopaku za to, że przez niego kilka
tygodni pracy poszło na marne i cały eliksir nadaje się teraz
jedynie do wylania do ścieku... Pomimo całej swojej
bezmyślności Potter mógł przecież nie zdawać sobie
sprawy z tego, do czego doprowadził swoim niezapowiedzianym przybyciem.
Chciał go tylko odwiedzić. Nie rozumiał, o jaką stawkę
toczy się gra... i jakie to było dla Severusa ważne. Był
tylko zaślepionym nastolatkiem. Zbyt zaślepionym, by dostrzegać
niewielkie aluzje, ale czego innego można było się po nim
spodziewać? Zawsze pchał się tam, gdzie nie trzeba, wciskał
się w najmniejszą szczelinę, wciąż pakując
się w coraz to większe kłopoty... Był jak znajdująca
się tuż pod skórą drzazga, niewielka, ale dokuczliwa... taka,
która nie pozwala się wyłuskać, ale nie pozwala również o
sobie zapomnieć...</p>

<p>Severus zacisnął usta i
sięgnął po różdżkę, odsyłając wszystkie
książki z powrotem na ich miejsce. Chłopak nie poruszył
się. Wciąż stał w tym samym miejscu, przyciskając
rękę do piersi.</p>

<p>Severus oblizał wargi.</p>

<p>Nie może już pozwolić
mu się tak wyprowadzać z równowagi. Będzie musiał
załagodzić całą tę sytuację... zrobić
coś, by Potter przestał patrzeć na niego z miną zbitego
psa... ponieważ wtedy miał takie dziwne uczucie, jakby ta drzazga...
zbyt mocno go uwierała.</p>

<p>***</p>

<p>Severus siedział przy stole
nauczycielskim w Wielkiej Sali, obserwując, jak Harry wybiega z
pomieszczenia. Obok niego leżał Prorok Codzienny z rzucającym
się w oczy tytułem: "Harry Potter - Nadzieja Czarodziejskiego
Świata Czy Tchórz?"</p>

<p>Ściany Wielkiej Sali pokryte
były zimnymi płomieniami gniewu. Ciemniejące coraz bardziej oczy
Severusa biegały po linijkach tekstu, podczas gdy przestrzeń
wokół niego wypełniała się mrokiem i kryształkami
lodu.</p>

<p>Gdyby tylko mógł dorwać
kobietę, która wycisnęła z siebie te kłamliwe wypociny... z
przyjemnością patrzyłby, jak wije się u jego stóp, podczas
gdy on rzucałby na nią najboleśniejsze klątwy, przy których
Cruciatus wydawał się niewinną pieszczotą...</p>

<p>Przeniósł wzrok na drzwi.
Będzie go musiał jak najszybciej odnaleźć. Potter jest zbyt
wrażliwy, by poradzić sobie z taką nagonką. Najpierw
będzie się nad sobą użalał, później wpadnie w
depresję, a później może zrobić coś naprawdę
głupiego... Nie może mu na to pozwolić!</p>

<p>Severus odsunął od siebie
talerz i gwałtownie poderwał się z miejsca, nie
zważając na zaskoczone spojrzenia grona pedagogicznego, po czym
wypadł z pomieszczenia i ruszył korytarzami, przypominając zbliżającą
się szybko chmurę burzową.</p>

<p>Z powodu jednego artykułu
musiał się teraz uganiać za Potterem po całym Hogwarcie.
Jakby nie miał dość własnych spraw na głowie... Ale
doskonale wiedział, że nie było w tym zamku nikogo... nikogo,
kto mógłby i potrafiłby mu pomóc... Nikogo, kto choćby
trochę się nim przejął. Dumbledore? Stary głupiec,
który bagatelizuje wszystkie problemy, przeświadczony o swej
nieomylności. McGonagall? Ślepa ignorantka, która nigdy nie zauważa
tego, co najistotniejsze. Jego... "przyjaciele"? Żałosne
dzieciaki, które tak naprawdę nic o nim nie wiedzą.</p>

<p>Nie, jakkolwiek nieprawdopodobnie by
to brzmiało... Potter nie ma tu nikogo, kto by go zrozumiał i kto
potrafiłby przemówić mu do rozsądku. I nawet jeżeli Severus
doskonale wiedział, że znacznie lepiej wychodzi mu zadawanie bólu,
aniżeli usuwanie go... to będzie musiał spróbować.</p>

<p>*</p>

<p>Oczywiście, jak było do
przewidzenia, Potter zaszył się gdzieś na cały dzień i
miał gdzieś, że szuka go cała szkoła. Ale Severus
postanowił być cierpliwy. W końcu przecież musi
wyjść ze swej kryjówki, choćby po to, żeby coś
zjeść. Ale kiedy nadeszła pora kolacji, nawet Severus
zaczął się już niepokoić. Miał nadzieję,
że chłopak nie okaże się na tyle głupi, aby
zignorować jego rozkaz przyjścia do gabinetu, kiedy tylko będzie
już na to gotowy. Przyniósł mu nawet kolację, do jasnej cholery,
chociaż wciąż nie miał pojęcia, jaka
niezrozumiała siła kazała mu to zrobić.</p>

<p>Jego kroki rozbrzmiewały w
całym salonie, kiedy chodził w tę i z powrotem przed drzwiami,
łapiąc się na tym, że coraz częściej
spogląda na zegar.</p>

<p>Pięć minut. Da mu jeszcze
pięć minut, a jeżeli się nie zjawi, to wyruszy na
poszukiwania. Przetrząśnie całą szkołę, przewróci
do góry nogami każdą ławkę i każdy posąg w tym
pieprzonym zamku i w końcu go znajdzie, a kiedy go znajdzie...</p>

<p>Zamarł, zatrzymując
się gwałtownie i nasłuchując.</p>

<p>Drzwi. Czy mu się wydawało,
czy usłyszał otwierające się drzwi do gabinetu?</p>

<p>Kroki. Odrobinę niepewne.</p>

<p>Nie, nie wydawało mu się.</p>

<p>Z jego piersi wyrwało się
niekontrolowane westchnienie.</p>

<p>Potter... był tutaj.</p>

<p>Przyszedł.</p>

<p>*</p>

<p>Wszystko zalewała czerwień,
gorąca i lepka, spowijając przestrzeń swym płaszczem. Nie
było widać niczego poza nią, a wszelkie dźwięki
zagłuszał dziwny hałas - szybkie, błyskawiczne uderzenia,
ciężkie i niskie.</p>

<p>I nagle wszystko zniknęło.
Czerwień odpłynęła, a hałas opadł i
pozostała tylko przestraszona twarz Pottera, jąkającego
się:</p>

<p>- Przepraszam. Nie chciałem.
Naprawdę. To tak nagle... Proszę, nie wyrzucaj mnie. Przepraszam.</p>

<p>Severus przełknął
ślinę, z trudem powstrzymując się, by nie oblizać
warg. Smakowały Potterem. Jego entuzjazmem i impulsywnością. A
także kompletnym brakiem ogłady, który okazywał już tak
wiele razy.</p>

<p>- Nie miałem takiego zamiaru -
wycedził Snape niezwykle opanowanym, zważywszy na okoliczności,
głosem.</p>

<p>Chłopak znowu to zrobił.
Ale przecież nie mógł go ukarać. Nie tym razem. Nie po tym, co
przeszedł. Ten jeden raz... może to zignorować. Tak. Jeden raz.</p>

<p>Po kilku chwilach ciszy Potter
najwyraźniej zdecydował się w końcu podnieść
głowę i spojrzeć na niego. W jego oczach pojawiło się
jednak... coś dziwnego. Powoli zmieniały swój wyraz, stając
się zamglone, rozmarzone. W pewnym momencie chłopak uniósł
dłoń i dotknął jego brwi, przesuwając po nich palcem i
wpatrując się w nie z takim zachwytem, jakby nigdy w życiu nie
widział nic wspanialszego.</p>

<p>Severus zmarszczył brwi, a wtedy
Harry dotknął palcem głębokiej zmarszczki, która
pojawiła się pomiędzy nimi, i bardzo wolno przesunął
opuszkiem palca po całej długości nosa, by ostatecznie
zatrzymać dłoń na policzku, gładząc go delikatnie.
Zielone oczy niemal promieniały. Wyglądał, jakby kompletnie
zapomniał, gdzie się znajduje, jakby przeniósł się do
innego świata, w którym nie istniało nic, poza Severusem... A jego
twarz... wyrażała tak wiele zmieniających się emocji,
że wydawało się to wręcz niemożliwe, aby ktoś
mógł przeżywać ich aż tyle naraz... i aby były tak
nieskazitelne...</p>

<p>W tej jednej chwili Potter był
całkowicie odarty ze swojej bezczelności, arogancji,
zuchwałości. Ze wszystkiego, co czyniło go tamtym Potterem,
którego Severus znał przez pięć lat. Tamtym Potterem, który
zawsze był dla niego tylko nieodrodnym synem swego ojca, w którego oczach
widział jedynie nienawiść, a w zachowaniu ignorancję i
zarozumialstwo.</p>

<p>Teraz był całkowicie
odsłonięty. Był czystą, połyskującą w
świetle ognia emocją. Tak prawdziwy, tak niebywale prawdziwy...</p>

<p>Żar, który Severus poczuł w
sobie w tym samym momencie, był inny niż zwykle. Rozpalał i
mroził jednocześnie. Trawił niczym pożoga i otulał
blaskiem niczym delikatne ciepło kominka. I pozostawił po sobie
jedynie... uczucie głębokiego niepokoju.</p>

<p>***</p>

<p>Severus słyszał
otwierające się drzwi i niepewne kroki Harry'ego. Nie wiedział,
dlaczego zgodził się na to spotkanie, ale Potter wydawał
się być naprawdę zdeterminowany, aby przyjść do niego
właśnie dzisiaj, zakłócając jego coroczny rytuał
spędzania swych urodzin przy kilku butelkach whisky.</p>

<p>Napełnił swoją
szklankę i odstawił butelkę na blat, zastanawiając
się, dlaczego Potter się zatrzymał.</p>

<p>- Zamierzasz tak tam stać? -
zapytał, biorąc do ręki szklankę i jednocześnie
odwracając się do Harry'ego. - Czy może w końcu
usią... - Severus urwał, kiedy jego spojrzenie padło na
chłopaka.</p>

<p>Powietrze wypełniło
się iskrami, niemal całkowicie obejmując Pottera...
stojącego w drzwiach jego salonu w ciemnych, eleganckich, opinających
biodra spodniach, w kruczoczarnej koszuli, rozpiętej pod szyją, w
zielonym krawacie, przy którym jego oczy wydawały się być niemal
szmaragdowe...</p>

<p>Severus poczuł, jak coś
gorącego pełznie w jego wnętrzu, ogarniając powoli
całe ciało. Nie był w stanie oderwać od niego wzroku. A
chłopak po prostu stał... najwidoczniej zupełnie nie zdając
sobie sprawy z tego... jakie wrażenie wywołał.</p>

<p>Palce Snape'a zbielały od
zaciskania się na szklance, kiedy obserwował, jak Harry podchodzi do
fotela, a potem odwraca się w jego stronę, trzymając w
dłoniach jakąś paczkę i... zaczyna do niego
podchodzić. Z tym niepewnym, zagubionym wyrazem twarzy... I Severus
wiedział, że Potter robił to specjalnie. Udawał niewinnego,
a tak naprawdę celowo nęcił go i kusił...</p>

<p>Iskry zniknęły,
zamieniając się w krwistą czerwień,
spływającą po ścianach, która zalewała jego skórę
i oczy, mącąc mu wzrok...</p>

<p>Chłopak zatrzymał się
i wyciągnął przed siebie paczkę. Do nozdrzy Severusa
wdarł się ten okropnie słodki zapach wanilii i czekolady... Jego
wzrok mimowolnie ześliznął się na rozpięty
kołnierzyk i odsłoniętą szyję... Poczuł, że
zaschło mu w ustach. Był tak twardy, że jego penis niemal
przebijał się przez materiał spodni.</p>

<p>Potter coś do niego powiedział,
ale do Severusa nic już nie docierało. Usłyszał tylko
trzask rozbijanego szkła i jego usta już były na nim. Już
wbijał wargi w tą ciepłą, gładką skórę,
ugniatając dłońmi ramię i pośladki, pragnąc je
zmiażdżyć w uścisku, pochłonąć go
całego... pragnąc zsunąć z niego spodnie, rozszerzyć
pośladki i zagłębić się w ten gorący, ciasny
tunel... a potem pieprzyć go i pieprzyc i patrzeć, jak wije się
pod nim, jęcząc i skamląc, jak błaga o litość,
jak błaga o więcej, a potem spuścić się w nim,
wypełniając go swą gorącą spermą,
naznaczając go sobą, plugawiąc jego niewinność, a
potem patrzeć, jak leży drżący, zbrukany, z sennym,
nieprzytomnym uśmiechem... i pochylić się do niego, szepcząc
mu wprost do ucha, jakim jest małym, nieznośnym złośliwcem,
że doprowadził go do takiego stanu...</p>

<p>- Nie, zaczekaj! - Przez
pulsujący szum w głowie Severusa przebił się głos
Harry'ego, ale mężczyzna nie miał zamiaru na nic czekać.
Musi go mieć. Teraz! Zaraz!</p>

<p>Odtrącił próbujące go
powstrzymać dłonie i drżącymi z niecierpliwości palcami
zaczął rozpinać jego spodnie, ani na chwilę nie
przestając ssać i kąsać rozgrzanej szyi. Długi
jęk, który wydobył się z ust chłopaka, sprawił,
że czerwień przeszła już niemal w purpurę.</p>

<p>- Czekaj... - wydyszał z trudem
Harry. - Mam dla ciebie... inny prezent, który... na pewno ci się spodoba.</p>

<p>*</p>

<p>Płomienie strzelały i
buzowały, przypominając szalejące piekło, w którym wszystko
się topiło. A pośród nich, na przykrytym czarną
narzutą łóżku siedział... Potter. Napięty niczym struna,
nagi i gładki, z rozłożonymi szeroko nogami i szczupłą
dłonią zaciśniętą na swoim naprężonym
penisie. Zielony, zawiązany na szyi krawat kołysał się
miarowo w rytmie, w którym poruszał dłonią... Severus doskonale
widział, jak napletek przesuwa się pod jego palcami, odsłaniając
wilgotną, zaczerwienioną główkę, by po chwili
zniknąć w ciepłym tunelu dłoni... jak smukłe uda
drżą, pokryte kropelkami perłowego potu, a twarz jaśnieje,
pogrążona w agonii przyjemności... Zielone, błyszczące
gorączkową determinacją oczy wbijały się w niego zza
zaparowanych okularów... wpółotwarte, wilgotne usta dyszały
ciężko, wyrzucając z siebie głośne, przepełnione
rozkoszą jęki...</p>

<p>Severus widział już w swym
długim życiu wiele, ale czegoś równie
olśniewającego... nigdy.</p>

<p>I pomyśleć, że
cały ten pokaz był przeznaczony jedynie dla jego oczu... że
Potter robił to tylko dla niego...</p>

<p>Nikt nie może tego
zobaczyć! Nie pozwoli, by Czarny Pan dotknął tego wspomnienia
swoimi obleśnymi palcami, by je zbezcześcił. Będzie
musiał je ukryć. Tak głęboko, by nigdy go nie
odnalazł.</p>

<p>Zachowa je tylko dla siebie. A potem
będzie je odtwarzał. Wciąż i wciąż od nowa. Bez
końca.</p>

<p>***</p>

<p>Severus zmarszczył brwi,
starając się nie wpatrywać zbyt otwarcie w siedzącego przy
stole Gryfonów Pottera i... i tę rudą dziewuchę, która bez
przerwy pochylała się do niego i coś mu szeptała z
przejęciem. Po co w ogóle się do niego przysiadła? Cóż za
sekrety chciała z nim dzielić?</p>

<p>Severus oderwał od nich
spojrzenie i wbił je w swój talerz, ale po chwili jego wzrok ponownie
pofrunął w kierunku tej dwójki.</p>

<p>Nie podobało mu się to, jak
blisko niego siedziała... w jaki sposób spoglądała na Pottera...
jak się do niego uśmiechała...</p>

<p>Och, doskonale wiedział,
zresztą jak i cała reszta nauczycieli, o tym, że Weasleyówna ma
słabość do swego „wybawiciela” już od pierwszego roku nauki
w Hogwarcie... i jakkolwiek wcześniej jej umizgi były do
zaakceptowania, to teraz Potter... miał już swego pana.
Należał do niego.</p>

<p>I Severus nie pozwoli, by ta
żałosna dziewucha choćby spróbowała go teraz
dotknąć...</p>

<p>Już miał odwrócić
wzrok, aby chociaż na chwilę zająć się
śniadaniem, ale wtedy Weasleyówna pochyliła się do Pottera i jej
usta spoczęły na jego policzku.</p>

<p>Oczy Severusa zalała
czerwień. Nie wiedział, w którym momencie jego dłoń
znalazła się na ukrytej w szacie różdżce, a umysł
rzucił niewerbalne zaklęcie.</p>

<p>Dziewczyna odskoczyła od
Harry'ego niczym rażona wyładowaniem elektrycznym.</p>

<p>Severus skrzętnie ukrył
wypływający mu na twarz wyraz satysfakcji.</p>

<p>Teraz już się do niego nie
zbliży...</p>

<p>Sięgnął po puchar i
wypił kilka łyków tych słabych pomyj, które Dumbledore
nazywał winem, po czym odstawił go i zabrał się za
śniadanie, ale nie zdążył wziąć nawet kęsa,
kiedy od strony stołu Gryfonów dobiegły podniesione głosy.</p>

<p>Severus uniósł głowę
akurat w chwili, kiedy Potter rzucił się przez stół na jednego
ze swoich kolegów. Patrzył oniemiały, jak obaj lądują na
podłodze wśród potrzaskanych naczyń i resztek jedzenia. Po kilku
ciosach Potter złapał Gryfona za szatę, poderwał z
podłogi i przycisnął do stołu, okładając na
oślep pięściami i wrzeszcząc coś niezrozumiale. Ale
wrzawa, która podniosła się w Wielkiej Sali, zagłuszyła
wszelkie krzyki. Severus nie wiedział nawet, w którym momencie
upuścił widelec, poderwał się z miejsca i niemal na
przełaj ruszył ku walczącym. Już sięgał po
różdżkę, ale McGonagall uprzedziła go, rzucając na
Pottera zaklęcie rozbrajające i odrywając go od Finnigana. Harry
poleciał do tyłu, uderzając głową w ławkę,
ale zanim doszedł do siebie, Severus już przy nim był.</p>

<p>Złapał go za szatę na
karku i z całej siły szarpnął, stawiając go na nogi.</p>

<p>Miał ochotę
własnoręcznie wygarbować mu skórę. Za ten bezsensowny atak
i za to, że swoim bezmyślnym zachowaniem mógł spowodować
pewne nieodwracalne decyzje i konsekwencje. I za to, że Severus ledwie mógł
złapać oddech ze zdenerwowania, a jego ciało trawił
wewnętrzny ogień lodowatej wściekłości.</p>

<p>Wprost nie mógł uwierzyć w
to, czego dopuścił się Potter. Zachował się niczym
bezmózgi narwaniec. Odsłonił się, pozwolił się
sprowokować i wykazał się całkowitym brakiem kontroli nad
swoimi reakcjami. Rzucił się na drugiego Gryfona przy całej
szkole, nie przejmując się konsekwencjami i narażając
się nawet na wydalenie ze szkoły. Czy ten nieobliczalny dzieciak
czasami w ogóle używał mózgu?</p>

<p>Och, będzie musiał z nim
poważnie porozmawiać... i to nie będzie przyjemna rozmowa.</p>

<p>*</p>

<p>Szlabany z Potterem. Dwa razy w
tygodniu. Musiał wziąć je na siebie, inaczej mógłby go
już w ogóle nie widywać, a do tego nie mógł dopuścić.
Chłopak i tak miał dużo szczęścia. Ale niech nawet nie
myśli o tym, że mu się upiekło. Że te szlabany są
czymś w rodzaju nagrody... Musi nauczyć się kontroli, inaczej
swoimi impulsywnymi reakcjami może ich kiedyś zdradzić, a wtedy
wszystko, wszystko runie. I nie będzie już żadnego sposobu, aby
to odbudować.</p>

<p>Chłopak czasami po prostu
kompletnie nie potrafił nad sobą panować. A co najgorsze, swoim
zachowaniem potrafił wyprowadzić z równowagi także Severusa. A
trzeba przyznać, że był to naprawdę rzadki talent. Niewielu
to potrafiło, a jeżeli się głębiej zastanowić, to
niemal nikt. Nawet Dumbledore był jedynie irytujący. Z kolei utrata
kontroli przy Czarnym Panu mogła się zakończyć tylko
jednym. Śmiercią.</p>

<p>Ale Potter... z Potterem sprawa
wyglądała zupełnie inaczej. Chłopak potrafił w kilku
zaledwie słowach doprowadzić Severusa do białej gorączki.
Potrafił sprawić, że jego ręce drżały, a
dłonie pragnęły rzucać klątwy... tak jak swoim
bezczelnym zachowaniem na dzisiejszej lekcji doprowadził do tego, że
Severus chodził teraz w tę i z powrotem przed drzwiami do swych
komnat ze wzrokiem przypominającym burzowe, przecinane błyskawicami
niebo, peleryna powiewała za nim przy każdym gwałtownym
zawróceniu, a powietrze wypełniały ostre jak brzytwa, lodowate
płomienie gniewu, zamieniając je w mikroskopijne kryształki
lodu.</p>

<p>Nie potrafił się
uspokoić. Nie chciał się uspokoić. Jeszcze żaden
uczeń w historii tej szkoły nie doprowadził go... nie
doprowadzał go do takiej furii! Uczniowie denerwowali go, irytowali,
czasami wzbudzali ironiczny uśmieszek, czasami wywoływali czysty jak
łza gniew. Ale tylko Potter potrafił doprowadzić go nad
samą krawędź... potrafił doprowadzić go do utraty
kontroli nad sobą. Jego!</p>

<p>Czy to coś w jego spojrzeniu? W
tych zuchwałych oczach, które wbijały się w niego niczym
kawałki potłuczonego szkła, ostre jak sztylety? W sposobie, w
jaki zaciskał szczękę, z taką zaciętością,
że ledwie mógł oddychać? W tym buntowniczym spojrzeniu, w którym
przez tę niewielką chwilę nie było cienia strachu, jakby w ogóle
się go nie bał, jakby próbował pokazać, że jest na
tyle szalony, by rzucić się głową w dół z urwiska i
zobaczyć, gdzie go to zaprowadzi?</p>

<p>Wciąż go prowokował,
wciąż szukał granicy, posuwając się coraz dalej i
dalej... Bezczelny gówniarz, który uwielbia pyskować, uzależniony od
ryzyka szczeniak... niech no tylko się w końcu zjawi! Już on go
sprowadzi na ziemię, wgniecie go w nią tak mocno, aż poczuje
piach w ustach... pokaże mu, gdzie jego miejsce...</p>

<p>Skoro tak bardzo uwielbia rzucać
mu wyzwania... to pokaże mu, czym kończy się zabawa ogniem.</p>

<p>Bolesnym poparzeniem.</p>

<p>Zerknął na zegarek. Potter
się spóźniał.</p>

<p>Jeżeli nie przyjdzie...
jeżeli choćby ośmieli się nie przyjść... to
wiedział, że nie wytrzyma i coś rozwali.</p>

<p>Nagle zatrzymał się
gwałtownie, słysząc odległy trzask drzwi. Jego oczy
zabłysły, a wargi wykrzywiły się, odsłaniając
zęby. Wyglądał, jakby zamierzał kąsać.
Gryźć.</p>

<p>Przysunął się do
ściany, obserwując niczym przyczajona w ukryciu bestia, jak drzwi
powoli otwierają się i do środka wchodzi... Potter.
Rozglądając się niepewnie wokół.</p>

<p>Mroźne płomienie
wystrzeliły aż pod sufit niczym lodowe strzały, kiedy Severus
pchnął drzwi, zatrzaskując je i chwycił swą
ofiarę w szpony, rzucając ją na ścianę i
przygotowując się do rozszarpania.</p>

<p>- Co ty sobie wyobrażasz,
Potter? - wysyczał głosem zimniejszym niż oddech Dementora. - Chciałeś
odegrać przed nimi bohatera? Na mojej lekcji? Jak śmiałeś
mi się sprzeciwić? Jak śmiałeś podważyć mój
autorytet? Powinienem bardzo surowo ukarać cię za twoją bezczelność,
arogancję i...</p>

<p>- Nie! - krzyknął Harry,
zaciskając zęby.</p>

<p>Znowu to zuchwałe spojrzenie...
znów ten zacięty wyraz twarzy, który doprowadzał go do białej
gorączki... Miał ochotę zetrzeć ten wyraz z jego twarzy.
Zanurzyć w niej swoje pazury...</p>

<p>- Nie musiałbym tego robić,
gdybyś zachowywał się normalnie! - wyrzucił z siebie
chłopak. W powietrzu pojawiły się iskry, a Severus poczuł,
jak płynący w jego żyłach lód coraz bardziej przypomina
lawę. - To ty zacząłeś! Ja tylko broniłem Hermiony. -
Znowu to robił. Znowu potrącał te naciągnięte do
granicy pęknięcia struny, znowu nacierał... - Ona jest moją
przyjaciółką i nie mogłem pozwolić, żebyś ją
tak traktował! - Iskry strzelały, stykając się z ich
skórą. - Nie mogłem patrzeć na to, jak upokarzasz moich
przyjaciół!</p>

<p>Oczy Snape'a rozbłysły
jadowitym blaskiem. Płomienie pochłonęły zarówno jego, jak
i wciśniętego w ścianę chłopca, zamieniając ich
sylwetki w żywe pochodnie.</p>

<p>Ciężko było jedynie
stwierdzić, czy to nadal był jeszcze lód, czy już trawiący
wszystko ogień...</p>

<p>***</p>

<p>Sytuacja odrobinę
wymknęła się spod kontroli. Kara zamieniła się w coś,
co dla Pottera, sądząc po jego reakcji, wydawało się raczej
nagrodą. I Severus nie mógł tak tego zostawić. Nigdy, w
całej swojej karierze, nie odstąpił od wykonania kary. I nie
zamierzał robić wyjątków dla nikogo. A już w
szczególności nie dla Pottera.</p>

<p>Jakież było zdziwienie
Pottera, kiedy przybywszy na szlaban z pełną samozadowolenia
miną, dowiedział się, że w ramach kary będzie
musiał przepisać trzysta razy to samo zdanie. Nic dziwnego, że próbował
ją odwlec, zamęczając Severusa opowieściami o swym dzieciństwie,
pasjach i innych bzdetach, które zaprzątają głowy chłopców
w jego wieku. Wydawał się być tak zdeterminowany w podtrzymaniu
tej praktycznie jednostronnej konwersacji, że nawet coraz bardziej zniecierpliwione
odwarknięcia Severusa traktował jako okazję do zadania nowego
pytania albo opowieści o tym, jak cudownie jest ganiać na miotle za
tą małą, śmieszną złotą kulką.</p>

<p>- A jak długo
właściwie warzy się te najtrudniejsze eliksiry? - zapytał w
którymś momencie, przyglądając się Severusowi ze szczerym
zaciekawieniem.</p>

<p>Komnatę wypełniał
ciepły blask kominka, odbijając się w okularach Harry'ego i
tworząc we włosach i na czarnej szacie Severusa srebrne refleksy.</p>

<p>- Bardzo długo, Potter. Jestem
pewien, że w tym czasie zdołałbyś złapać
swoją złotą piłeczkę kilka tysięcy razy -
odparł mężczyzna, próbując sobie przypomnieć wszystkie
eliksiry, o których kiedykolwiek słyszał. Kiedy rozmowa zeszła
na tematy eliksirów, nawet ciekawskie pytania Pottera przestały go tak
bardzo irytować.</p>

<p>Harry rozszerzył oczy, przypominając
podekscytowane nowo zdobytą informacją dziecko.</p>

<p>- Naprawdę? Aż tak
długo? Dłużej niż Eliksir Wielosokowy?</p>

<p>- O wiele dłużej.</p>

<p>Chłopak zmarszczył brwi.
Wyglądał, jakby bardzo głęboko się nad czymś
zastanawiał.</p>

<p>- A... - zająknął
się. - A czy warzysz teraz jakiś trudny eliksir?</p>

<p>Nagle pomieszczenie
rozbłysło niesamowitym blaskiem, wypełniając się
pragnieniem tak silnym, że aż wydawało się pełzać
po skórze...</p>

<p>Przez ułamek sekundy w powietrzu
pojawiła się wizja upadającego na piach ciała... ciała,
które należało do Czarnego Pana.</p>

<p>- Owszem - odparł cicho Severus.</p>

<p>Eliksir, który wszystko
zakończy... który go uwolni...</p>

<p>- A... czy długo będziesz
go jeszcze warzył?</p>

<p>Oblicze Severusa przeciął
nagły cień, a pomieszczenie zalało się mrokiem. Nie
podobało mu się uczucie, które nadeszło wraz z tym pytaniem.
Uczucie, które było mu obce. Które nie powinno w ogóle zaistnieć.</p>

<p>Odwrócił głowę w
stronę kominka. Nie miał ochoty patrzeć teraz na Pottera. Nie
miał ochoty widzieć jego blizny ani wpatrujących się w
niego z zaciekawieniem, szeroko otwartych oczu.</p>

<p>- Tyle, ile potrzeba - odparł w
końcu, uznając to za najbliższą prawdy odpowiedź.</p>

<p>Sądził, że po tej
chłodnej odpowiedzi Potter w końcu da za wygraną i zrobi to, co
miał zrobić, ale chłopak najwyraźniej nie znał
znaczenia słowa „sugestia” i paplał niczym katarynka. W końcu
jednak powiedział coś, co Severusa nie tyle zaintrygowało, co
nawet... zdumiało.</p>

<p>- Teraz mój ulubiony przedmiot to
Eliksiry - Harry uśmiechnął się figlarnie. - Wiesz,
uważam, że są naprawdę fascynujące.</p>

<p>Severus spojrzał na niego
przeciągle, mrużąc oczy.</p>

<p>- Doprawdy? - zapytał, a
kąciki jego ust drgnęły nieznacznie.</p>

<p>Harry pochylił się do
przodu i kontynuował:</p>

<p>- Tak. I wiesz co? Nie wiem, jak
mogłem wcześniej tego nie dostrzegać. Te wszystkie
składniki, które przewijają się przez moje ręce... Dotykam
ich, pieszczę w moich palcach, ugniatam, kruszę albo wyciskam z nich
soki... - Snape zagryzł wargę. - ...są naprawdę niezwykle
interesujące. No i jest jeszcze kociołek, którego cały czas
trzeba pilnować, żeby nie osiągnął temperatury wrzenia
i nie wybuchnął... - Severus odpiął guzik przy
kołnierzyku.</p>

<p>Potter był w tym naprawdę
dobry... coraz lepszy. Że też ten jego słodki język
potrafił opowiadać o tym wszystkim w tak perwersyjny sposób... Nasz
porządny Gryfon pobrudził się trochę przy swoim
profesorze... Ciekawe, co powiedziałaby na to McGonagall? Jej wyraz twarzy
byłby bezcenny.</p>

<p>- Ale to nie wszystko -
kontynuował Potter. - Jest jeszcze Mistrz Eliksirów, który nas naucza i
chociaż niemal wszyscy uczniowie się go boją, to ja uważam,
że jest doskonały w swoim fachu.</p>

<p>Mężczyzna rozchylił
usta, zaskoczony kolejnym poziomem, na który przechodziła ich mała
gra. I musiał przyznać, że z chęcią ją
podejmie... szczególnie, że rumieniec pokrywający policzki Pottera
był tak niezwykle fascynujący...</p>

<p>Oparł się wygodnie w
fotelu, przez cały czas wbijając w niego intensywne spojrzenie.</p>

<p>- Jak bardzo lubisz swojego
nauczyciela Eliksirów, Potter? - zapytał, rzucając mu wyzwanie.</p>

<p>Chłopak rozszerzył oczy,
patrząc na niego z niedowierzaniem.</p>

<p>Tak, Potter... skoro
rozpocząłeś tę grę, to teraz ją kontynuuj...
pokaż, co potrafisz, mój mały prowokatorze...</p>

<p>Przez chwilę Harry po prostu
siedział, wyglądając na lekko zdezorientowanego. Ale po pewnym
czasie zamknął oczy i wyraz jego twarzy zmienił się.
Wydawał się lekko uśmiechać, jakby oczami wyobraźni
widział coś niezwykle przyjemnego.</p>

<p>- Tak bardzo... - zaczął
lekko drżącym głosem - ...że kiedy siedzi przy biurku,
sprawdzając wypracowania, nie mogę się powstrzymać i
obserwuję go znad swojego kociołka. I wiem, że nie powinienem
przerywać pracy, wiem, że muszę uwarzyć eliksir. Jednak nie
mogę oderwać od niego wzroku. Tak bardzo... że zaczynam odliczać
do chwili, kiedy przerwie i spojrzy na mnie. A gdy już to zrobi, na ten
jeden moment zapominam, że jesteśmy w klasie, i myślę tylko
o tym, jaki jestem twardy. Myślę tylko o moim pragnieniu. Tak
bardzo... że kiedy już zdołam odwrócić wzrok i wracam do
warzenia eliksiru, uświadamiam sobie nagle, że nie wiem, jaki składnik
trzymam w ręku i który mam dodać następny, w ogóle
zapomniałem, jaki eliksir mam uwarzyć. Myślę tylko o tym,
żeby znów na niego spojrzeć... - Otworzył oczy i
odetchnął głęboko. - Bardzo - dokończył cicho.</p>

<p>Severus patrzył na niego
nieruchomo, jakby na chwilę zamarł. Pomieszczenie zalewał
niesamowicie ciepły blask, który wydawał się emanować z
każdej powierzchni, i przelewał się pomiędzy szybkimi,
głośnymi uderzeniami serca, rozgrzewając powietrze i
pokrywając wszystko miękką mgiełką...</p>

<p>Tak w niego wpatrzony... tak
bezgranicznie mu oddany...</p>

<p>Niebywałe.</p>

<p>- W takim razie musisz bardzo
uważać, Potter - rzekł w końcu Severus, zmuszając
blask do wycofania się w najodleglejszy, najciemniejszy kąt
pomieszczenia. - Jeżeli tak bardzo będziesz lubił swojego
nauczyciela, to możesz w końcu... - tego pożałować -
...oblać.</p>

<p>- Podejmę to ryzyko -
odparł cicho Harry, patrząc Severusowi prosto w oczy, w których w tej
jednej chwili lśniła jedynie ciemność.</p>

<p>*</p>

<p>W końcu chłopak
przestał go męczyć i wziął się za swoje zadanie.
Ale nie trwało to długo. Ciekawość Pottera wydawała
się nie mieć granic. Zainteresowała go książka,
którą Severus starał się skończyć czytać.
Książka dotycząca Czarnej Magii. I oczywiście chłopak
nie potrafił się powstrzymać przed zadawaniem kolejnych
pytań. Przed wierceniem i dociekaniem. Przed wdzieraniem się jak
najgłębiej i próbami zrozumienia czegoś, co pozostawało
poza zasięgiem jego pojmowania.</p>

<p>Wystarczyło spojrzeć na
jego wstrząśniętą twarz, kiedy dotarło do niego
coś, czego nie potrafił nawet objąć umysłem. Kiedy
uświadomił sobie, że tak... że Severus potrafił
rzucać najboleśniejsze klątwy i zaklęcia zabijające
właśnie dlatego, że tego chciał. Chociaż powinien
raczej powiedzieć... że potrafił sam siebie przekonać,
że tego chce...</p>

<p>Ale Potter i tak by tego nie
zrozumiał. Nie zrozumiałby, że Severus był gotów na
wszystko, był gotów posunąć się do największych
okrucieństw, kiedy tylko miał w tym cel i kiedy sam tego
pragnął. Że potrafił to kontrolować. Potrafił
zmusić wypełniającą go ciemność, by
służyła konkretnym zamiarom. Potrafił nad nią
panować. Owszem, czasami musiał ją karmić. Wtedy
ranił, zadawał ból i cierpienie. I lubił to robić. Ale
tylko wtedy, kiedy służyło to jemu i tylko jemu.</p>

<p>A będąc na usługach
Czarnego Pana, musiał robić to przez cały czas. Musiał na
rozkaz odbierać życie każdemu, kto został wskazany przez
Czarnego Pana, musiał zadawać najstraszliwsze katusze z powodu
widzimisię obłąkanego czarodzieja, nawet wtedy, gdy były
one całkowicie zbędne, gdy nie służyły absolutnie
niczemu, jedynie temu, by Czarny Pan mógł się napawać
otaczającym go bólem i cierpieniem.</p>

<p>Nie, Potter by tego nie
zrozumiał...</p>

<p>Musiał więc ostrożnie
dobierać słowa.</p>

<p>Pochylił się do przodu,
wbijając w Harry'ego poważne spojrzenie.</p>

<p>- Ludzki umysł to naprawdę
ciekawe narzędzie - powiedział doskonale opanowanym głosem. -
Można się nim posługiwać do woli, jeżeli wie się
tylko, gdzie znajduje się zamek i w jaki sposób go otworzyć. Kiedy
tego dokonasz, jesteś w stanie zrobić wszystko. Możesz
zmusić swój umysł do takich rzeczy, których teoretycznie nigdy nie
byłbyś w stanie zrobić. Na przykład zabić
człowieka. Albo związać się z nim uczuciowo. Lub też
go znienawidzić. Na tym właśnie polega kontrola.</p>

<p>Tylko dzięki niej nie
postradał jeszcze zmysłów, wykonując najbrutalniejsze,
najokrutniejsze rozkazy Czarnego Pana. Tylko dzięki niej potrafi
dokonywać wszystkich tych mordów i egzekucji, a nawet przekonać
samego siebie, że to, co robi, jest właściwe... że jest
potrzebne. Tylko dzięki niej potrafi rozgraniczyć tamten świat
od tego i nie pozwolić, aby ideologia Czarnego Pana przesiąkła
do jego umysłu, zamieniając go w bezwolną maszynę do
zabijania. Tylko dzięki niej nie stał się takim psychopatą,
jak cała reszta popleczników Czarnego Pana, nawet jeżeli czasami
dzieli go od tego cienka granica...</p>

<p>Trudno - żyjąc w morzu krwi
- widzieć cokolwiek w innej barwie niż purpura... Trudno nie
pogrążyć się w całkowitym mroku, kiedy przez tak
długi czas zabijało się i torturowało... a potem powracało
się do tego miejsca wypełnionego śmiechem i beztroską,
zastanawiając się, który świat jest bardziej realny... i ile
czasu minie, zanim do tego także wleje się mrok i dłoń
Severusa stanie się dla tych wszystkich dzieciaków oprawcą i katem...</p>

<p>Wciąż tylko grał.
Każde kolejne miejsce było jedynie sceną, na której
przywdziewał nową maskę. Inną dla Czarnego Pana, inną
dla Dumbledore'a, inną dla studentów i nauczycieli, inną dla
całego Czarodziejskiego Świata, inną dla swych ofiar...</p>

<p>Czasami już sam nie
wiedział, która z nich jest prawdziwa.</p>

<p>Był sługą, szpiegiem,
nauczycielem, Śmierciożercą, oprawcą, zdrajcą... a
teraz nawet... kim był dla Pottera? Kochankiem? Cóż za trywialne
określenie... Grał tak wiele różnych ról, że ktoś inny
na jego miejscu już dawno pomyliłby kwestie i skończył w
Świętym Mungu...</p>

<p>Kontrola. Tylko dzięki niej
utrzymywał się jeszcze na powierzchni.</p>

<p>Ale kiedy tylko skończy eliksir
i odeśle Czarnego Pana z tego świata... wtedy pozostanie mu do
odegrania tylko jedna, jedyna rola...</p>

<p>...rola Severusa Snape'a.</p>

<p>***</p>

<p>Severus przechylił fiolkę i
wstrzymał oddech, przyglądając się pojedynczym kroplom
opadającym do eliksiru. Jedna, druga, trzecia...</p>

<p>...trzynaście!</p>

<p>Gwałtownie cofnął
dłoń, patrząc, jak eliksir zaczyna syczeć i powoli
zmieniać barwę na ciemny turkus.</p>

<p>Na jego twarzy pojawiła się
głęboka ulga i wyraz chłodnej satysfakcji.</p>

<p>Idealnie. Tym razem wszystko
poszło zgodnie z planem i żaden wpadający mu do gabinetu Gryfon
nie spowodował kolejnej katastrofy.</p>

<p>Odłożył fiolkę na
blat i po raz kolejny zajrzał do rozłożonej na stole
księgi.</p>

<p>Teraz, zgodnie z zapisem, powinien
zostawić go na kilka dni, ale później...</p>

<p>Zmarszczył brwi, pochylając
się nad księgą.</p>

<p>Kolejny fragment instrukcji był
niejasny. Zauważył to już na samym początku, ale
sądził, że zanim dotrze do tego etapu, zdoła w jakiś
sposób rozwikłać te zawiłe symbole i zyskać
pewność, co do swoich przypuszczeń... ale wciąż
się wahał.</p>

<p>Przesunął palcami po
nakreślonymi wieki temu, nieco już wyblakłymi znakami.</p>

<p>Znaczenia słów zmieniały
się na przestrzeni wieków. Za każdym razem, kiedy miał do
czynienia ze starym tekstem, dokładnie badał etymologię
każdego wyrazu, uwzględniając pochodzenie i szacowany wiek
księgi. Wymagało to czasu, ale opłacało się. Przy
warzeniu tego typu eliksirów każdy, nawet najmniejszy błąd
mógł zakończyć się katastrofą.</p>

<p>Ale tym razem problem
sięgał jeszcze dalej. Znaczenie run zmieniało się w
zależności od sąsiadujących z nimi symboli. Jeden znak
mógł mieć kilka różnych znaczeń, a doliczając do tego
upływ czasu, przenoszenie się znaczeń wyrazów i niemal
wymarły już dialekt, w którym napisana była księga...
rozpiętość możliwości była niemal nieograniczona.
Dlatego tym razem będzie zmuszony poszukać specjalisty. I
nakłonić go do współpracy.</p>

<p>***</p>

<p>Za dziesięć minut w moim
gabinecie, Potter.</p>

<p>Severus wpatrywał się w
zielony kamień, zastanawiając się, co go, u licha,
podkusiło, by wysyłać tę wiadomość.</p>

<p>Chłopak nie odzywał
się do niego od czasu, gdy Severus związał go i zerż...
ukarał podczas ostatniego szlabanu. Wciąż czuł na sobie
jego pełne wyrzutu spojrzenia i szczerze powiedziawszy, zaczęło
go to już nieco denerwować.</p>

<p>W końcu postanowił coś
z tym zrobić. A skoro ukończył już mikstury, które
miał uwarzyć dla Czarnego Pana i kilkorga Śmierciożerców,
eliksir nie wymagał aktualnie zbyt dużej uwagi i Severus miał
dzisiaj wolny wieczór... nic nie stało na przeszkodzie, aby nie
mógł...</p>

<p>Kamień rozjarzył się,
przerywając jego myśli. Severus odczytał wiadomość:</p>

<p>Przykro mi, ale nie mogę
przyjść, ponieważ właśnie odrabiam szlaban, który mi
przydzieliłeś. A że czyszczenie łazienek to bardzo
długa i żmudna praca, podejrzewam, że zajmie mi ona kilka
najbliższych dni, a może nawet jeszcze dłużej.</p>

<p>Severus z trudem powstrzymał
się przed zgnieceniem kamienia.</p>

<p>Bezczelność Pottera
osiągnęła już taki pułap, że tylko jakimś
dziwnym trafem nie runął jeszcze razem z nią na sam dół.
Jak śmiał obracać jego słowa przeciwko niemu samemu? Jak
śmiał wykorzystywać przeciwko niemu szlaban, który Severus sam
mu przydzielił? Jak śmiał zmuszać go do szukania siebie po
wszystkich łazienkach?</p>

<p>Jakiś cichy głosik w jego
głowie przypomniał mu, że w zasadzie wcale nie musi go
szukać. Może to zignorować. Może poczekać do szlabanu.</p>

<p>Ale wtedy Potter pomyśli,
że wygrał, a na coś takiego Severus nigdy nie pozwoli.</p>

<p>Jeszcze raz spojrzał na trzymany
w ręku klejnot i wcisnął go do kieszeni szaty.</p>

<p>Potter znowu to robił. Znowu
zmuszał go do działania. Do... zaangażowania. Powinien przybiec
do niego na każde zawołanie, a nie nagle wyciągać swe
małe pazurki i warczeć. Wymagał. Wymagał znacznie więcej,
niż Severus początkowo sądził. A najgorsze było to,
że Severus musiał te wymagania spełniać, aby chłopak
nie przegryzł smyczy i nie odbiegł za daleko.</p>

<p>Och, tym razem mu nie popuści.
Tym razem zaciśnie ją tak mocno, by Potter nawet nie
pomyślał o tym, żeby znowu się szarpać... i że
warczenie na właściciela może mu ujść bezkarnie...</p>

<p>Severus był już w
połowie korytarza, kiedy echo zatrzaskiwanych z hukiem drzwi w końcu
ucichło.</p>

<p>*</p>

<p>Drzwi, w które wpatrywał
się Severus, trawił ogień. Tak samo, jak jego ciało.</p>

<p>Wciąż nie był w stanie
pozbyć się z głowy obrazu Pottera i... Weasleyówny.
Wciąż nie mógł pozbyć się wrażenia, jakby
coś pożerało od środka jego wnętrzności, kiedy zobaczył
ich razem w łazience, samych, śmiejących się... i
wciąż widział jej usta na jego wargach i słyszał, jak
mówi, że Potter należy do niej... do niej!</p>

<p>Płomienie zamieniły
się w pożogę, pożerając ciemne drewno i odzianą w
czerń sylwetkę.</p>

<p>Potter stanowił jego
własność. Jego miejsce było tutaj. W komnatach Severusa. W
jego dłoniach. Nikt inny nie miał prawa go dotykać.
Myśleć o nim. Bezcześcić go. Tylko on.</p>

<p>Severus przymknął na
chwilę powieki i oblizał wargi, starając się ugasić
ten szalejący pożar, który rozpalał się w jego
żyłach za każdym razem, gdy przypominał sobie skamlenie wczepionego
w jego szatę Pottera i jego gorące zapewnienia:</p>

<p>Jestem tylko twój. Zawsze
będę tylko twój. Nikt inny mnie nie interesuje. Należę
tylko do ciebie!</p>

<p>Och, jakąż miał wtedy
ochotę zgnieść go w swoich rękach. Pogruchotać jego
kości, rozszarpać go na maleńkie kawałeczki... wbić
się w niego swym pulsującym szaleńczo penisem tak
głęboko, by poczuł w gardle jego spermę, rozerwać go
nim na strzępy i zostawić swój ślad w każdej komórce jego
ciała i duszy... aby już nigdy nie zapomniał, gdzie jest jego
miejsce i żeby już więcej nie pozwalał na to, by ktokolwiek
się do niego zbliżył.</p>

<p>Severus wziął
głęboki oddech. Jego ciężka erekcja napierała na
materiał spodni, sprawiając mu ból. Próbował choć na
chwilę się opanować, ale było to niemożliwe. Niech no
tylko Potter przekroczy te drzwi... niech tylko pojawi się przed nim,
równie drżący i nienasycony jak wtedy, kiedy zostawił go w
łazience... już on mu udowodni, jak potrafi być spontaniczny.
Spontanicznie wgniecie go w te drzwi i...</p>

<p>Komnata rozbłysła
szkarłatem, kiedy usłyszał kroki... klamka poruszyła
się i Severus zdążył zauważyć jedynie zielone,
rozszerzające się oczy, wilgotne, drżące wargi i
własne, wyciągające się po Pottera i zagarniające go
drapieżnie ręce, zanim wszystko utonęło w czerwieni i ogniu
oraz spowijającej wszystko, gęstej mgle, przez którą
przebijały się dwie, przyciśnięte do siebie sylwetki.
Dźwięk poruszających się w szaleńczym tempie bioder
uderzających w nagie pośladki mieszał się z
głośnymi jękami i ciężkim sapaniem.</p>

<p>Jednak w pewnym momencie spośród
tych dźwięków wyłonił się zachrypnięty od krzyków
szept:</p>

<p>- Severusie... jestem tylko... twój.</p>

<p>I wtedy wszystko zalał blask.</p>

<p>***</p>

<p>Obudź się, ty głupi
chłopaku! Twój kociołek zaraz eksploduje!</p>

<p>Potter otworzył oczy, wyrwany z
półsnu, i w ostatniej chwili zdążył zmniejszyć
ogień pod znajdującym się już na granicy eksplozji
kociołkiem.</p>

<p>Severus zmrużył oczy,
przyglądając się, jak chłopak sięga do kieszeni i
odczytuje wiadomość.</p>

<p>Nie powinien był go
ostrzegać. Potter powinien ponieść konsekwencje swojej
lekkomyślności i nieuwagi, ale...</p>

<p>No właśnie, ale...</p>

<p>Chłopak poderwał
głowę, spoglądając na Severusa, skinął mu lekko
głową i natychmiast uciekł wzrokiem.</p>

<p>...ale Potter zachowywał
się ostatnio... inaczej. Patrzył na niego w zupełnie inny
sposób, unikał kontaktu, starał się wręcz w ogóle go nie
dostrzegać. Był nieobecny myślami. W każdym jego
geście widać było napięcie.</p>

<p>Potter nigdy nie potrafił
ukrywać uczuć. Severus zawsze bez trudu odczytywał
każdą, najmniejszą nawet zmianę na jego twarzy... a w tej
chwili, za każdym razem, kiedy chłopak na niego
spoglądał... widział okalający jego twarz mroczny
cień.... i miał coraz gorsze przeczucia.</p>

<p>Kiedy patrzył na zgarbione
ramiona Pottera, na jego spuszczoną twarz i spłoszone spojrzenie....
wiedział, że nie może czekać, aż to, co go gnębi,
rozwinie się i zatruje jego umysł jeszcze bardziej. Musi
dowiedzieć się prawdy, póki jeszcze nie jest za późno.</p>

<p>*</p>

<p>I dowiedział się.</p>

<p>Zobaczył to w umyśle
Pottera. Sen, w którym Severus go zdradził. Zobaczył strach i wątpliwości.
Zobaczył, jak oplatają one umysł chłopca,
odciągając go od niego.</p>

<p>Nie mógł na to pozwolić.</p>

<p>Złapał w ryzy swe
własne, szarpiące się emocje, by nie uszkodzić umysłu
Pottera i z chirurgiczną precyzją usunął z niego sen,
wiedząc że dzięki temu znikną również wszelkie
niewłaściwe myśli, które go dotyczyły, a w zamian
zastąpił go zwykłym, banalnym koszmarem.</p>

<p>Ostrożnie wycofał się
z jego umysłu i patrzył, jak powoli wraca mu
świadomość. Puste, zasnute mgłą oczy Pottera
wypełniły się blaskiem. Chłopak zamrugał.</p>

<p>To wystarczyło. Severus
uwolnił spętane emocje.</p>

<p>- Co się... - zaczął
Potter, ale mężczyzna nie pozwolił mu dokończyć.
Złapał go za ramię, wyciągnął z salonu, niemal
dowlókł do drzwi prowadzących na korytarz i wyrzucił za nie.</p>

<p>- Mówiłem, że jestem
zajęty, Potter. Twój szlaban się dzisiaj nie odbędzie -
warknął, zatrzaskując mu drzwi przed nosem, a następnie
odwrócił się i oparł plecami o drewnianą powierzchnię.
Po ścianach gabinetu spływała czarna jak smoła posoka,
zalewała podłogę i wpełzała na sufit, gasząc po
drodze wszystkie znajdujące się w pomieszczeniu światła.</p>

<p>Twarz Severusa wyglądała
niczym wyrzeźbiona z granitu, ostra, o poszarpanych rysach i
zmrużonych, pogrążonych w mroku czarnych oczach, wbitych w
podłogę. Wydawał się ledwie oddychać, nie
potrafiąc pozbyć się nieprzyjemnego uścisku w klatce
piersiowej.</p>

<p>Dlaczego? Jak to się stało,
że Potter miał taki sen? W którym momencie popełnił
błąd? Dlaczego chłopak zaczął wątpić?
Dlaczego zaczął się oddalać?</p>

<p>Czarna maź już niemal
dopłynęła do butów Severusa, już niemal wpełzała
na jego pelerynę...</p>

<p>Musi się napić!</p>

<p>Ruszył przed siebie, brnąc
po kostki w ciemnej brei. Wpadł do salonu, podszedł do barku,
wyjął z niego butelkę bursztynowego płynu i nalał
sobie całą szklankę, którą wychylił duszkiem.
Napełnił drugą i oparł się o blat,
spoglądając przed siebie niewidzącym spojrzeniem.</p>

<p>Nie może mu na to pozwolić.
Nie pozwoli mu się oddalić. Nigdy. Da mu to, czego chłopak
pragnie. Czułość. Większe zainteresowanie. Coś, co
sprawi, że zostanie...</p>

<p>Ucisk wzmógł się. Severus
wypił drugą szklankę, ale alkohol nie pomagał. Sprawił
jedynie, że jego spojrzenie stało się rozbiegane.</p>

<p>Musi doprowadzić do tego... by
Potter znów tak na niego patrzył... tak jak wcześniej. I już
nigdy się od niego nie oddalał... Nigdy.</p>

<p>Palce Severusa zacisnęły
się wokół szklanki, kiedy przypomniał sobie wyraz oczu
Pottera... spłoszony, wystraszony, nieufny... a następnie te same
oczy, które zawsze patrzyły na niego z pragnieniem, oddaniem... nawet z
tą przeklętą zuchwałością...</p>

<p>Szklanka przefrunęła przez
pokój i z głośnym brzękiem rozbiła się o
ścianę.</p>

<p>***</p>

<p>Minęły dwa dni. Potter
zjawił się na kolejnym szlabanie z naręczem książek,
co pokrzyżowało plany Severusa. I nieco go zaskoczyło.
Chłopak po raz pierwszy zajął się nauką, a nie nim. I
próbował nawet prowadzić z nim konwersację na odpowiednim dla
Severusa poziomie, co było zdumiewające, zważywszy na to, jak
ogromną wiedzę musiał przyswoić, aby tego dokonać. A
przecież Severus, proponując mu swego czasu rozmowę na temat
krwi buchorożców, chciał mu jedynie wytknąć braki w
wykształceniu. Nie spodziewał się, że Potter aż tak
weźmie je sobie do serca, że na następne spotkanie przyjdzie
przygotowany lepiej niż do jakiegokolwiek egzaminu z Eliksirów w
ciągu wszystkich jego lat nauki w Hogwarcie. To było...
nieoczekiwane.</p>

<p>Ale sprawiło, że Severus
zdecydował się przełożyć poniedziałkowy szlaban,
który w zasadzie w ogóle się nie odbył, na piątek. Nie mógł
czekać do kolejnego poniedziałku. To byłoby zbyt długo.
Już i tak... wykazał cierpliwość.</p>

<p>Miał wobec chłopaka
plany... bardzo konkretne plany. I nie obchodziło go, że Potter
miał mieć w sobotę mecz. Tym razem nic mu ich już nie
pokrzyżuje. Potter znowu będzie należał do niego. Znowu będzie
patrzył na niego tak jak wcześniej...</p>

<p>Ta myśl krążyła w
jego głowie przez kolejne dwa dni. Nie potrafił się jej
pozbyć. Cokolwiek robił, wciąż tkwiła na dnie
umysłu, determinując każdy jego krok i szepcząc mu do ucha:
„Już niedługo znowu będzie twój...”</p>

<p>Piątkowy wieczór w końcu
nadszedł. Severus siedział w fotelu, nieświadomie
bębniąc palcami w poręcz i wpatrując się w
przesuwającą się wolno wskazówkę zegara.</p>

<p>Jeszcze dziesięć minut.
Potter zjawi się tutaj za niecałe dziesięć minut...</p>

<p>A kiedy tylko wejdzie... nie pozwoli
mu nawet zaczerpnąć tchu, zanim zatopi w nim swe dłonie, swe
usta i swego penisa...</p>

<p>Gdzie go weźmie? Przy drzwiach,
tak jak ostatnio? Nie, okazałby w ten sposób zbyt dużą
niecierpliwość... chłopak sam musi do niego przyjść.</p>

<p>Na podłodze? Mógłby
zacisnąć dłonie na tych gładkich pośladkach,
rozszerzając je, by mieć jak najdoskonalszy widok, a potem
obserwować, jak jego penis wsuwa się w ten mały, ciasny
tyłek, jak zagłębia się w zaczerwienionej, pulsującej
otchłani i jak Potter skamle, drapiąc paznokciami
podłogę...</p>

<p>Nie, jakkolwiek kusząca
wydawała się ta wizja, to nie pomoże mu zrobić kolejnego
kroku w pożądanym kierunku.</p>

<p>Może tutaj, na fotelu?
Mógłby obserwować, jak Potter porusza się na nim,
zataczając biodrami koła na jego kolanach... mógłby
obserwować jego twarz w chwili największego uniesienia... mógłby
znowu zobaczyć ten moment... moment, w którym wszystko odpływało
z jego twarzy, pozostawiając jedynie czyste, promieniujące z niej
spełnienie... Otwarte od krzyku usta, czarne kosmyki przyklejone do
zroszonego potem czoła, zaciśnięte, drgające pod powiekami
oczy... W tym jednym, jedynym momencie Potter zmieniał się. Już
nie był Chłopcem, Który Przeżył ani krnąbrnym
szesnastolatkiem... był czymś doskonałym.</p>

<p>Severus zamrugał i szybko
poprawił szatę, zasłaniając napierającą na materiał
spodni erekcję. Ponownie zerknął na zegar i w tym samym momencie
usłyszał... odległy trzask otwierających się drzwi.</p>

<p>Powietrze wypełniło
się czerwienią i żarem płomieni, a cienkie wargi
rozciągnęły się w lekkim uśmiechu.
Zdążył go jednak ukryć, zanim drzwi komnat otworzyły
się i do środka wszedł Potter, ściskając w
rękach... kilka podręczników.</p>

<p>Płomienie natychmiast
zgasły, zastąpione wpełzającym na ściany mrokiem,
pachnącym chłodnym rozczarowaniem i ciągnącym się za
nim, niczym ogon komety, mroźnym gniewem.</p>

<p>*</p>

<p>Powietrze wydawało się
syczeć. Nie było widać niczego, poza parującą,
wypełnioną żarem czerwienią. Przesiąkała przez
skórę, więziła oddech, wpływała do ust. Wypełniała
całą przestrzeń, przynosząc ze sobą serię
różnych dźwięków.</p>

<p>Bum. Bum. Bum. Bum. Bum.</p>

<p>Przypominało to odgłos
szaleńczo bijącego serca. I... były też oddechy. Dwa
mieszające się ze sobą oddechy, płytkie i niemal
zachłanne. I... jęki. Odbijające się echem, przenikające
przez siebie i tworzące całą feerię odgłosów
spełnienia.</p>

<p>Promieniująca ciepłem,
wilgotna skóra, ślizgająca mu się pod palcami. Gorący
oddech, łaskoczący jego szyję. Słodki, mdlący zapach
rozczochranych włosów, zmieszany z wonią emanującej pragnieniem
skóry. Duszące opary jęków i to drobne ciało, napinające
się i drżące przy każdym pchnięciu.</p>

<p>Był w nim. Szybkimi,
płynnymi ruchami torował sobie drogę przez zaciskające
się wokół niego mięśnie, smakując wargami tę
ciepłą, gładką skórę. Potter był wszędzie. Czuł
go każdym zmysłem, każdym oddechem, każdym pchnięciem.
Jego naprężone ciało wznosiło się i opadało,
dając mu tak wielką przyjemność... nie pamiętał,
by kiedykolwiek przedtem...</p>

<p>I te zielone, rozszerzone oczy...
zamglone, pogrążone w agonii przyjemności, uwięzione za
okrągłymi okularami, zaparowanymi teraz i lekko przekrzywionymi. I...
upojony, zachrypnięty szept:</p>

<p>- Doprowadzasz mnie do
szaleństwa...</p>

<p>Tak, słodki Merlinie, tak!</p>

<p>Miał ochotę mu
powiedzieć: Tak, tylko ja potrafię to robić. Tylko ja
potrafię cię okiełznać, zniewolić, sprawić,
że wciąż będziesz wracał po więcej i
więcej... a potem, omdlewając z rozkoszy, będziesz
sączył do mych uszu te słodkie zapewnienia, od których
będę robił się jeszcze twardszy i będę
pieprzył cię jeszcze mocniej, by wydobyć z ciebie kolejne
wyznanie...</p>

<p>Szaleństwo? Istotnie, można
powiedzieć, że to właśnie ono staje się naszym
udziałem...</p>

<p>Sięgnął po okulary,
zdejmując je z nosa Harry'ego. Pragnąc zobaczyć te oczy w
całej swej okazałości, nie za kawałkami zaparowanego
szkła. Musiał je widzieć. Musiał widzieć to spalające
pragnienie, skierowane ku niemu. Tylko i wyłącznie ku niemu.
Dotknąć go...</p>

<p>Złapał twarz Harry'ego i
przyciągnął ku sobie, gładząc jego ciemne włosy.
Czuł, jak miękkie kosmyki prześlizgują mu się
pomiędzy palcami. Widział, jak powieki Harry'ego opadają niczym
zasłony, oddzielając go od tego, co pragnął
oglądać. Ale wiedział, że to wciąż tam jest.
Coś, czego nigdy wcześniej nie widział w żadnych innych
oczach.</p>

<p>Pochylił się i
pocałował te powieki. Rozżarzona czerwień zamigotała,
zmieniając barwę na ciepłą biel, ale w tej samej chwili
wszystko utonęło w eksplozji, sypiących się iskrach i
syczących płomieniach. A kiedy zasłona żaru opadła,
odsłoniła dwie wyczerpane, rozluźnione sylwetki,
przyciśnięte do siebie niczym stopione ze sobą figury woskowe.
Dłoń Severusa gładziła plecy Harry'ego.</p>

<p>Minęła dłuższa
chwila, zanim mężczyzna otworzył oczy. Jednak satysfakcja, która
w nich płonęła, zaczęła powoli ustępować
miejsca czemuś zimnemu i mrocznemu, co wkradało się do nich
niczym cień, przysłaniając bijący z nich blask, ponieważ
po raz pierwszy... po raz pierwszy myśl o tym, że chłopak
będzie musiał zginąć, stała się tak...
niepokojąca.</p>

<p>Do diabła, czyżby
naprawdę zaczął popadać w szaleństwo?</p>

<p>Nie. Z pewnością nie.</p>

<p>Zmusił ten chłód, by
rozrósł się w nim, by stłumił ogień, zasypując go
lodem i zamieniając w trujące opary, które oplotły jego
umysł, wyciszając go i kierując na właściwe tory...</p>

<p>Nie może pozwolić sobie na
takie myśli. Nie może pozwolić sobie na to, aby cokolwiek
odciągnęło go od jego celu... Chłopak nie jest przecież
ważny. Najważniejsze jest pozbycie się Czarnego Pana. Raz na
zawsze.</p>

<p>Na cienkich wargach pojawił
się triumfalny uśmiech.</p>

<p>I to właśnie on tego
dokona.</p>

<p>***</p>

<p>Pomieszczenie było niewielkie.
Wypełniał je swąd spalonej skóry i mdły blask rzucany przez
jedyną, znajdującą się na ścianie pochodnię.</p>

<p>Do stojącego na środku
pomieszczenia krzesła przywiązany był ciemnowłosy
mężczyzna. Magiczne pęta oplatały jego nagą
klatkę piersiową i wykręcone do tyłu ręce. Ciało
pokrywały rany. Płytkie cięcia, z których wciąż
sączyła się krew, spływając po klatce piersiowej i
brzuchu wyżłobionymi ścieżkami, ciemne plamy wypalonej,
pomarszczonej skóry, otoczonej rozległymi zaczerwienieniami... opuszczona
twarz i opadające na nią, zlepione krwią kosmyki włosów,
które nie były w stanie zasłonić pokrywających ją
głębokich rozcięć. Spływający po czole i karku
pot mieszał się z ciemną posoką. Mężczyzna
dyszał ciężko, wpatrując się szeroko otwartymi oczami
w podłogę, na którą co jakiś czas spluwał
wymieszaną z krwią śliną.</p>

<p>- Radzę ci
współpracować - powiedział wysoki, odziany w czerń
mężczyzna, wkraczając w krąg światła. Jego
głos był niski, głęboki i opanowany. Twarz ukryta była
za białą, przypominającą czaszkę maską.
Długie, blade palce zaciskały się wokół różdżki,
a czarne, błyszczące za maską oczy wyrażały jedynie
zimne zdecydowanie.</p>

<p>Przywiązany do krzesła
mężczyzna uniósł głowę, spoglądając na
stojącego przed nim Śmierciożercę z pogardą i
nienawiścią w oczach.</p>

<p>- Nic ci nie powiem -
wycharczał, po raz kolejny spluwając krwią. - Możesz mnie
zabić. Wolę umrzeć, niż przyczynić się do waszego
zwycięstwa.</p>

<p>- Och, śmierć to przywilej
zarezerwowany jedynie dla tych, którzy na nią zasłużyli -
powiedział Severus, powoli okrążając krzesło. - Dla
ciebie przygotowałem zupełnie inne atrakcje. Wszystko, czego
doznałeś do tej pory, było zaledwie rozgrzewką. -
Stanął za krzesłem, pochylając się do ucha
mężczyzny i wypowiadając mroźnym szeptem: - Czeka cię
bardzo długa noc. Będziesz konał w największych
męczarniach. Doznasz takiego cierpienia, jakiego nie potrafisz sobie nawet
wyobrazić. Będziesz marzył o śmierci, błagał o
nią, ale jej nie otrzymasz. Mogę cię utrzymywać przy
życiu tak długo, jak zechcę. Będziesz patrzył, jak
twoja skóra odchodzi płatami, a kości łamią się niczym
zapałki i przebijają mięśnie... - Słyszał, jak
mężczyzna wstrzymuje oddech. Niemal wyczuwał jego
kąsające wnętrzności przerażenie. Wyprostował
się i ruszył dalej. - Ale możesz tego uniknąć.
Wystarczy, że przetłumaczysz dla mnie te kilka zdań... -
Wskazał na leżącą w kącie na niewielkim stoliku
księgę. - ...a będziesz wolny.</p>

<p>Zatrzymał się przed
mężczyzną, przyglądając się z góry jego
drżącym wargom i bladym policzkom. Severus wyczuwał
emanujący od niego strach, ale oprócz niego było tam coś
jeszcze... nienawiść.</p>

<p>Mężczyzna uniósł
głowę i... splunął na jego szatę.</p>

<p>- Pierdol się - wycharczał.</p>

<p>Czarne oczy zmrużyły
się, rozbłyskując lodem.</p>

<p>Wiele razy zastanawiał się,
dlaczego tak wielu głupców uważało zacięty upór za
oznakę odwagi... skoro nie przynosiła im ona niczego poza cierpieniem
i śmiercią?</p>

<p>- Lacrima!</p>

<p>Powietrze rozdarł niemal
zwierzęcy wrzask. Ciało mężczyzny wpadło w
niekontrolowane drgawki, rzucając się na krześle z taką
siłą, iż niemal przewróciło je na podłogę.
Zaczerwieniona skóra okalająca jedną z ciemnych plam zaczęła
się odrywać, odsłaniając mięśnie i nerwy.</p>

<p>I nagle wszystko ucichło.
Ciało zwiotczało, a głowa mężczyzny opadła do
przodu.</p>

<p>Severus opuścił
rękę. Napięcie w jego oczach przygasło. Palce
zaciśnięte wokół różdżki rozluźniły się
nieco.</p>

<p>Przez chwilę po prostu
przyglądał się nieprzytomnemu mężczyźnie,
zastanawiając się nad następnym ruchem.</p>

<p>Był twardy. Twardszy, niż
się spodziewał. Obawiał się, że w jego przypadku
tortury mogły zdziałać niewiele, a nie mógł
przesadzić, by nie zmasakrować za bardzo umysłu tego
człowieka, tak jak stało się to z Longbottomami.
Potrzebował jego wiedzy i umiejętności. A tych nie mogły
zapewnić mu jednocześnie ani Imperius, ani Legilimens Evocis. Ani
nawet Veritaserum, które otumaniało zbyt bardzo, by pozwolić na tak
skomplikowaną czynność, jak odczytanie run.</p>

<p>Nie, będzie musiał
zagrać inną kartą.</p>

<p>Sięgnął do kieszeni
szaty i wyjął z niej niewielką buteleczkę. Złapał
mężczyznę za włosy, odchylił jego głowę do
tyłu, ścisnął szczękę, otwierając mu usta i
wlał do nich odrobinę płynu.</p>

<p>Odstąpił, gdy
mężczyzna zakrztusił się, otworzył szeroko oczy i
gwałtownie pochylił się do przodu, plując
czerwono-zieloną mazią.</p>

<p>- Interesujące zaklęcie,
nieprawdaż? - zapytał Severus, kiedy mężczyzna
skończył już krztusić się i pluć. - A gdybym tak
użył go na twojej żonie i dzieciach? Zastanawiające, czy
wytrzymaliby dłużej niż ty...?</p>

<p>Mężczyzna poderwał
głowę, spoglądając na niego przekrwionymi oczami.</p>

<p>- Nie waż się ich
tknąć. Jeżeli spróbujesz, to...</p>

<p>Zadziwiające, jak bardzo ludzie,
którzy nie mają już wpływu na cokolwiek, dalej potrafią
łudzić się, że mają jakąkolwiek kontrolę nad
sytuacją...</p>

<p>- Twój syn skończył w
zeszłym roku Hogwart, prawda? I planuje zostać badaczem egzotycznych
magicznych zwierząt. Cóż to by była za strata, gdyby nigdy nie
miał szans ziścić swych marzeń... - Wyszeptał Severus,
patrząc mężczyźnie prosto w oczy. - A córka... ma dopiero
dziesięć lat, zgadza się? Dopiero za rok będzie mogła
pójść do wymarzonej szkoły. A gdyby ktoś odebrał jej
szansę wybrania swej pierwszej różdżki? Gdyby nigdy nie
było jej dane wsiąść do jadącego do Hogwartu
pociągu, a ty nigdy nie mógłbyś pomachać jej na
pożegnanie? A co zrobiłaby twoja żona po stracie obojga dzieci?
Jak sądzisz? Może sama odebrałaby sobie życie?</p>

<p>- Przestań... - Z
drżących warg mężczyzny wyrwał się
żałosny jęk.</p>

<p>Oczy Severusa rozbłysły
jadowicie.</p>

<p>Miłość.
Największa ułomność tego świata. Nawet najtwardszego
człowieka potrafi doprowadzić do ruiny...</p>

<p>- Księga! - rozkazał,
wskazując na stolik.</p>

<p>Mężczyzna
przymknął powieki, wziął głęboki oddech i
skinął głową.</p>

<p>- Słuszna decyzja -
powiedział Snape, zdejmując różdżką magiczne
pęta. - Ale pamiętaj, że jeżeli spróbujesz mnie
okłamać... będę o tym wiedział.</p>

<p>***</p>

<p>Z wiedzą, którą
zdobył, mógł w końcu posunąć się dalej.
Pozostało mu już do pozyskania niewiele składników, ale niektóre
z nich wymagały ponownego uruchomienia skomplikowanych kontaktów. I
zaczynał coraz poważniej zastanawiać się nad tym, czy
zdąży skończyć eliksir, zanim Potter wpadnie na kolejny
spektakularny sposób zabicia się. A raczej uniknięcia cudem
śmierci.</p>

<p>Wystarczyło, że
zostawił go tylko na chwilę.... na jedną krótką
chwilę. Ale czego się po nim spodziewał? Przecież to
najbardziej wścibski, najbardziej lekkomyślny i pozbawiony
wyobraźni przypadek w całej szkole. Severus wyraźnie
zakazał mu czegokolwiek dotykać, ale on oczywiście i tak
postąpił po swojemu. Nie byłby Potterem, gdyby tego nie
zrobił i to on, Severus powinien przewidzieć, że to się tak
skończy. Potter miał absolutny talent do przyciągania
kłopotów i nie powinien zostawiać go samego ani na sekundę.</p>

<p>Wciąż pamiętał
bicie własnego serca, kiedy biegł korytarzem... i to uczucie...
spadania, kiedy otworzył drzwi i zobaczył Pottera leżącego
na podłodze... i wrażenie, że wszystko wokół tonie w morzu
lodu, a jego ciało wypełnia się paraliżującą
ciemnością... dopóki Potter nie zaczął oddychać.</p>

<p>A teraz spał na jego kolanach i
Severus zastanawiał się, jak właściwie do tego
doszło... skoro przez pewien czas sam miał ochotę
skręcić mu kark za to, jakim potrafił być bezmyślnym,
doprowadzającym go do stanu wrzenia nicponiem. Ale później Potter po
prostu przyszedł do niego na szlaban i... został.</p>

<p>Severus oderwał wzrok od
czytanej przez siebie książki i rozsunął nieco nogi,
zdrętwiałe już od ciężaru chłopaka, próbując
znaleźć wygodniejszą pozycję i jednocześnie
starając się go nie obudzić, ale wtedy z ust Pottera wyrwał
się... interesujący jęk.</p>

<p>- Oooch... Severusie...</p>

<p>Mężczyzna spojrzał na
zarumienioną od snu twarz Harry'ego. Chłopak nadal spał, z
ramionami oplecionymi wokół jego szyi i głową wtuloną w
obojczyk. Ewidentnie śnił o czymś przyjemnym, ponieważ co
jakiś czas z jego rozchylonych, oddychających ciężko ust
wydobywał się senny jęk lub pomruk.</p>

<p>Mężczyzna
uśmiechnął się pod nosem i powrócił do czytania, ale
po chwili z ust Harry'ego wydobyła się seria niewyraźnych
słów, które udało się jednak Severusowi zrozumieć jako:</p>

<p>- Jestem Wybrańcem... I
mogę pieprzyć się, z kim chcę i kiedy chcę... Nawet na
cholernym meczu... Złapałem już znicz, a teraz... chcę
tylko... oooch... Severusa...</p>

<p>Brwi mężczyzny
poszybowały w górę.</p>

<p>No coś takiego... Potter po raz
kolejny go zaskoczył. Nie przypuszczał, że jego fantazje
mogą być aż tak nieprzyzwoite... On sam miał różnego
rodzaju fetysze oraz perwersje, ale uprawiać seks podczas meczu
Quidditcha? Potter najwyraźniej był jeszcze bardziej zdeprawowany i
wyuzdany, niż sądził... Cóż za miła niespodzianka...</p>

<p>***</p>

<p>Kontrola.</p>

<p>Zawsze się nią
szczycił. Zawsze i w każdych okolicznościach potrafił
zapanować nad swymi reakcjami, poza sytuacjami, kiedy sam celowo się
jej pozbywał, pozwalając na to, by to reakcje przejęły
kontrolę nad nim. Chociaż ostatnio to twierdzenie wymagało
przedefiniowania: Zawsze i w każdych okolicznościach potrafił
zapanować nad swymi reakcjami, poza sytuacjami, kiedy w pobliżu
znajdował się Potter...</p>

<p>Czasami zastanawiał się, w
którym momencie chłopak stał się tak brawurowo wyuzdany, by
nawet podczas lekcji kreować przed nim swe niezaspokojone, dziecięce
wizje... które niemal doprowadziły do katastrofy.</p>

<p>Ale po lekcji odpowiednio go za to
ukarał.</p>

<p>Wciąż pamiętał
patrzące na niego z dołu zielone oczy i zaczerwienione od tarcia
wargi... i miękkie kosmyki włosów, które ściskał w
dłoniach, podczas gdy jego penis wdzierał się w te gorące,
wilgotne usta... które pieprzył z takim samym zapamiętaniem, jak
tyłek Pottera, z tym że był to zupełnie inny poziom
przyjemności... a szczególnie ten moment, kiedy czubek jego penisa
wciskał się głęboko w gardło chłopca, wypełniając
jego oczy łzami, a lędźwie Severusa płynną
lawą... i kiedy przyciągał jego głowę jeszcze
bliżej, by poczuć, jak włosy Pottera łaskoczą mu
podbrzusze, a zęby drażnią trzon erekcji... i kiedy miał
nad nim całkowitą kontrolę, trzymając jego głowę
w żelaznym uścisku i raz za razem brukając jego usta, które zbyt
często mówiły takie rzeczy... takie rzeczy jak „przepraszam”,
„bądź przy mnie”, „tęsknię za tobą”, „proszę, nie
gniewaj się na mnie”... i nie pozwolić, by znów wyszeptały
coś podobnego...</p>

<p>- Cieszę się, że
mogłem sprawić ci przyjemność, Severusie.</p>

<p>...ponieważ iskry, które wtedy
się w nim pojawiały, zagłuszały wcześniejszą
przyjemność... i zawsze po nich nadciągał chłód.</p>

<p>***</p>

<p>W ciszy salonu rozbrzmiewał
ostry odgłos skrobiącego po pergaminie pióra. Niewielki stolik
zastawiony był książkami i rolkami pergaminu, pomiędzy
którymi stała szklanka bursztynowego płynu i dwa atramenty: czerwony
i czarny. Co jakiś czas Severus przerywał pracę, by
sięgnąć po szklankę i upić łyk alkoholu. Po
jakimś czasie przyłapał się na tym, że coraz
częściej zerkał w stronę regału, na którym
trzymał ostatnie numery Proroka Codziennego. Po jednym z
dłuższych takich spojrzeń otrząsnął się
szybko i ponownie pochylił nad pergaminem, mrucząc do siebie:</p>

<p>- Nie, wykluczone!</p>

<p>Powrócił do pisania, ale jego
myśli krążyły po zupełnie innych torach.</p>

<p>Nie mógł nie zauważyć,
że Potter ostatnio... rzeczywiście się starał. Napisał
swoje najlepsze wypracowanie podczas sześciu lat nauki, a przecież
nigdy przedtem nie okazywał najmniejszego zainteresowania Eliksirami. Z
własnej woli nabył również zaawansowaną wiedzę z
zakresu teorii eliksirów tylko po to, by pokazać, że potrafi
stać się dla Severusa partnerem do rozmowy, nawet jeżeli
miał przy tym kilka potknięć. Zrobił to wszystko dla
niego...</p>

<p>Jego spojrzenie ponownie
pofrunęło w kierunku regału.</p>

<p>To absurdalne!</p>

<p>Skrzypienie pióra wzmogło
się. Tak mocno przyciskał je do pergaminu, iż wydawało
się, że próbuje je za coś ukarać.</p>

<p>Przez jakiś czas pracował w
skupieniu, ale w pewnym momencie jego dłoń zatrzymała się,
a spojrzenie po raz kolejny powędrowało w stronę regału.
Jego usta zacisnęły się w cienką kreskę, a wzrok
przypominał chmurę gradową.</p>

<p>Chyba upadłem na
głowę... - pomyślał, odrzucając pióro. Wstał z
fotela i, kierowany jakąś niezrozumiałą siłą,
ruszył w stronę półek. Przeszukał szybko numery, wybierając
jeden, rozkładając go i spoglądając na obszerny,
kilkustronicowy dodatek, zatytułowany: "Tydzień z
Quidditchem".</p>

<p>*</p>

<p>Harry siedział w czarnym fotelu,
z przerzuconymi przez oparcie nogami, rękami założonymi za
głową i wzrokiem utkwionym w suficie. Na jego wargach
błąkał się radosny uśmiech, a w oczach
połyskiwały psotne iskry.</p>

<p>- Już widzę te
nagłówki - powiedział, pogrążony w wyobrażeniach. -
"Harry Potter - Chłopiec, Który Masturbował Się Na
Lekcji", "Złoty Chłopiec już nie taki
złoty". Hahaha. Już sobie wyobrażam komentarze:
"Zawsze wiedziałam, że z tym chłopcem jest coś nie
tak" - powiedziała nam Rita Skeeter. - "Ostrzegałam was,
ale nikt mnie nie słuchał! On mógł to robić już od
dawna! Kto wie, ile niewinnych umysłów zdeprawował?!"
Otrzymaliśmy lawinę komentarzy od oburzonych tym incydentem rodziców:
"Mój syn chodzi do szkoły z tym zboczeńcem!";
"Proszę go natychmiast zamknąć w Świętym Mungu!
Jest niebezpieczny dla otoczenia! Może tam wyleczą jego
chorobę..."; "Kto wie, jakie jeszcze perwersje ukrywa za
fasadą normalnego, zdrowego chłopca, bohatera czarodziejskiego
świata?" Niestety, pan minister uchylił się od komentarza.
Zapytaliśmy więc dyrektora Hogwartu o jego stanowisko w tej sprawie,
ale jedyna wypowiedź, jaką otrzymaliśmy, brzmiała:
"Ach, to rzeczywiście poważny problem. Może dropsa
cytrynowego?" - zakończył swój wywód, parskając
śmiechem.</p>

<p>Z Severusem działo się
coś dziwnego.</p>

<p>Śmiał się.</p>

<p>Próbował się opanować,
ale nie udawało mu się to. Zasłonił więc usta
dłonią, starając się to za wszelką cenę
ukryć, a przynajmniej chociaż zakamuflować.</p>

<p>Nie do wiary. Ten smarkacz
naprawdę go rozbawił... Uczucie było... obce. Odległe.
Niemal zapomniane... I niepokojąco przyjemne. Przypominało
łaskoczące wnętrze ciepło, jakkolwiek idiotycznie
brzmiało takie określenie.</p>

<p>Czując na sobie zaskoczone
spojrzenie Pottera, udało mu się w końcu opanować i
wyjść z twarzą z tego nagłego przypływu
czułostkowych doznań, ale chłopak i tak patrzył na niego
tak, jakby zobaczył co najmniej Norweskiego Smoka Kolczastego, który
podskakuje i macha ogonem. Miał przynajmniej na tyle rozumu, żeby
tego nie skomentować. Zresztą tylko by spróbował...</p>

<p>- To byłby naprawdę...
interesujący artykuł - powiedział w końcu Snape,
łapiąc zduszony oddech.</p>

<p>Wstrętny smarkacz!</p>

<p>*</p>

<p>W powietrzu unosiło się
gorąco. Falowało i wirowało, układając się w
szkarłatne pasma.</p>

<p>Severus wypuścił z ust
zaczerwieniony, wilgotny sutek i odchylił się, spoglądając
na swoje dzieło, a następnie przenosząc wzrok w górę, na
wpatrzone w siebie, błyszczące jak w gorączce zielone oczy i
otwarte od jęków usta. Lubił, kiedy Potter wyglądał tak jak
w tej chwili. Z rumieńcami na policzkach i przekrzywionymi okularami.
Rozpalony, uległy, skupiony tylko i wyłącznie na nim...</p>

<p>Uśmiechnął się
mrocznie i w tej samej chwili poczuł ciepłe dłonie
łapiące jego twarz. Zanim zdążył zareagować,
zobaczył przybliżającą się twarz Pottera,
przymykające się powieki, rozchylające się wargi...</p>

<p>W ostatniej chwili
zdążył odwrócić głowę i odsunąć
się. Żar rozpłynął się niczym mgła,
zastąpiony chłodem i napływającą ciemnością.</p>

<p>Znowu próbował... znowu! Do
diabła, co ten chłopak sobie wyobraża?</p>

<p>Z pociemniałym od gniewu
spojrzeniem odwrócił głowę z powrotem, już otwierając
usta do tyrady słownej, ale wtedy zobaczył wyraz twarzy Pottera...</p>

<p>Tak potwornie rozczarowany...
pokonany... zamknięty.</p>

<p>Cholera, zabolało go to...</p>

<p>- J-ja... muszę iść -
wymamrotał cicho chłopak.</p>

<p>Severus zacisnął usta,
przyglądając się, jak Potter zsuwa się z jego kolan i
rzuciwszy niewyraźne "dobranoc", niemal wybiega z salonu. Kiedy
przebrzmiało już echo zatrzaskiwanych drzwi, Severus odwrócił
głowę w stronę kominka.</p>

<p>Czy on niczego się nie
nauczył? Przecież już dawno dał mu jasno do zrozumienia,
że pocałunek to pewna granica, pewna bariera, której Severus nigdy
nie przekraczał. I z pewnością nie zamierzał tego
zrobić teraz. Był zbyt intymny. Wymagał... zaangażowania.</p>

<p>Potter nie miał prawa tego
żądać. Nie miał prawa stawiać go w takiej sytuacji.
Impulsywny, samolubny gówniarz, który nigdy nie myśli o konsekwencjach!
Nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa, nie rozumie, że
dopuszczenie do tego grozi... utratą kontroli.</p>

<p>Możesz zanurzyć dłonie
w strumieniu, aby nabrać wody i ugasić pragnienie, ale gdy pochylisz
się za bardzo, aby dotknąć wargami powierzchni wody...
możesz bardzo łatwo stracić równowagę, wpaść w
zdradliwe głębiny i utonąć. To było zbyt duże
ryzyko, a Severus nie mógł sobie na nie pozwolić. Stawka była
zbyt wysoka.</p>

<p>I chłopak będzie
musiał się z tym pogodzić, czy mu się to podoba, czy nie.</p>

<p>Spojrzenie Severusa ponownie
spoczęło na drzwiach.</p>

<p>Do cholery z nim!</p>

<p>Błyskawicznie zerwał
się z fotela, złapał odłożoną na czarny fotel
pelerynę-niewidkę i wypadł za drzwi.</p>

<p>*</p>

<p>To była dobra decyzja. Gdyby
tego nie zrobił... gdyby za nim nie poszedł... chłopak
mógłby zrobić sobie jeszcze większą krzywdę. W chwili,
w której zobaczył jego pokaleczone dłonie... zrozumiał, jak
bardzo Potter był... kruchy. Jak bardzo uzależnił się od
niego, dostosowując swoje szczęście do relacji z Severusem. I
jak bardzo ta myśl... niepokoiła.</p>

<p>Dlatego też odsunął
ją, poświęcając swe myśli treningom z Nottem.
Chłopak nie był tak zdolny jak Malfoy czy Zabini, których
wyszkolił już jakiś czas temu, ale brak umiejętności
nadrabiał zaangażowaniem. Szkoda jednak, że marnował
swą moc na bezsensowne mordowanie zwierząt, karmiąc swą
ciemność byle czym, bez celu, bez finezji i bez kontroli. Ale skoro
jego ojciec nalegał na to, by Severus nauczył jego syna wszystkich
najbrutalniejszych zaklęć, to nie mógł odmówić, szczególnie
że chłopak mógł w ten sposób zaspokoić swą
nienasyconą, młodzieńczą i bezproduktywną
żądzę krwi, nie ściągając przy tym na siebie i na
Severusa kłopotów.</p>

<p>Ale oczywiście nie
dotyczyło to Pottera, który sam potrafił być często jednym
wielkim kłopotem. Kiedy chłopak wpadł do jego gabinetu,
wrzeszcząc niczym opętany, że Severus zdradza go z Nottem -
chociaż sam ten pomysł był tak absurdalny, że tylko
obłąkaniec mógł na coś takiego wpaść -
demolując mu gabinet i niemal tracąc oddech na samą myśl,
że Severus mógł dotknąć kogokolwiek, kogokolwiek poza
nim... uczucie, które pojawiło się wówczas w Severusie, było...
niespotykane. Zazdrość Pottera była tak destrukcyjna, tak
kąsająca, tak niszczycielska... że, niczym wypełniony
lawą pocisk, trafiła wprost w jego erekcję,
wypełniając go tak wielkim głodem, iż nie mógłby dalej
funkcjonować, gdyby go nie zaspokoił... gdyby nie udowodnił temu
nieobliczalnemu dzieciakowi, jak bardzo go pożąda... i że jest
jedyną osobą, która daje mu tak wielkie spełnienie...</p>

<p>- Jesteś... tylko... ty...
Potter...</p>

<p>Kiedy wymawiał te słowa...
kiedy zagłębiał się w nim, w jego drżącym ciele,
w jego zachłannym spojrzeniu... przyjemność była tak silna,
że niemal go zabiła.</p>

<p>Ale kiedy było już po
wszystkim... kiedy obaj leżeli w uścisku, próbując odzyskać
oddech i zmysły... Potter znowu to zrobił. Znowu wypowiedział
słowa, których Severus nie chciał słyszeć...</p>

<p>- Jestem tylko ja. I zawsze
będę.</p>

<p>...ponownie ściągając
ciemność. I chłód.</p>

<p>***</p>

<p>Severus nienawidził
Świąt Bożego Narodzenia. Uważał je za najbardziej
bezproduktywne święto, jakie istniało, służące
jedynie pozbawionemu kontroli obżarstwu, wydawaniu setek galeonów na
przedmioty, które nikomu się do niczego nie przydadzą, udawaniu
życzliwości dla całego świata, obwieszaniu każdej
możliwej powierzchni tandetnymi, koszmarnymi ozdobami i spędzaniu
czasu z ludźmi, których wcale nie miało się ochoty
oglądać. Śpiewające bombki, migoczące lampki,
mieniące się w oczach kokardki i prześladujące go ze
wszystkich stron, wyszczerzone w uśmiechach twarze doprowadzały go do
niestrawności. A coroczna, świąteczna przemowa Dumbledore'a,
której dyrektor zapewne nie oszczędzi im i w tym roku, była swoistym
zwieńczeniem całego tego cyrku.</p>

<p>Jedynym plusem tego zamieszania
było to, że na dziesięć dni zamek opustoszeje,
pozwalając mu odpocząć od wszystkich tych rozwydrzonych
dzieciaków i od większości członków grona pedagogicznego. I
może nawet zniósłby jakoś ten okres, gdyby nie jeden
irytujący szczegół... a raczej pewna natrętna myśl, która nie
dawała mu spokoju... Potter.</p>

<p>Długo zastanawiał się,
co z nim począć, i w końcu zdecydował: nie może
pozwolić mu wyjechać. Potter uwielbia przyciągać
kłopoty, a to oznacza, że Severus musi przez cały czas mieć
go na oku. Chłopak powinien więc koniecznie zostać w zamku,
nawet jeżeli to oznaczało całkowite zburzenie jego corocznego
rytuału spędzania tego godnego politowania święta ze swoimi
eliksirami, kilkoma interesującymi lekturami oraz wieloma butelkami jego
ulubionej whisky...</p>

<p>I właśnie dlatego
szedł właśnie do gabinetu Dumbledore'a, przedzierając się
pomiędzy spieszącymi we wszystkich kierunkach uczniami. Musiał
porozmawiać z dyrektorem i przekonać go do swego pomysłu.</p>

<p>I wtedy Severus go dostrzegł.
Wśród tłumu uczniów wypełniających korytarz dostrzegł
czarne, rozczochrane włosy, zbyt duży, pognieciony mundurek,
niechlujnie zawiązany krawat. Potter szedł powoli,
pogrążony w rozmowie, jak zawsze otoczony przez swoich
przyjaciół. Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.</p>

<p>W tym samym momencie korytarz
pogrążył się w ciemności, przykrywając wszystkich
cieniem. Jedyne światło padało na drobną sylwetkę, na
jego uśmiechniętą twarz i zielone oczy ukryte za okularami.
Wszyscy inni uczniowie stali się nic nie znaczącymi cieniami, ledwie
widocznymi w mroku. Severus zwolnił kroku, nie spuszczając wzroku z
chłopaka.</p>

<p>I kiedy już prawie się
mijali, Potter nagle oderwał spojrzenie od przyjaciół i spojrzał
w bok prosto na niego. Jego oczy rozszerzyły się, a policzki
pokryły rumieńcem, po czym szybko uciekł wzrokiem, a na jego
usta wypłynął ten głupkowaty uśmiech. Korytarz
rozświetlił się na chwilę czerwienią, gdy Severus go
minął i odwrócił za nim głowę, wbijając wzrok w
oddalającą się sylwetkę.</p>

<p>Doprawdy, czy ten chłopak nigdy
nie zmądrzeje?</p>

<p>***</p>

<p>Nie, nigdy nie zmądrzeje -
uznał Severus, kiedy kilka dni później znalazł go pod drzwiami
swojego gabinetu, kompletnie pijanego i nie pamiętającego nawet, jak
trafić do własnego dormitorium.</p>

<p>Pozwolenie mu na uczestnictwo w
bożonarodzeniowej imprezie okazało się ogromnym
błędem. Nie dość, że Severus nakrył go w
dwuznacznej sytuacji z tą rudą wywłoką, to na dodatek
Potter po pijanemu zachowywał się tak, jakby nie wiedział, co
znaczy słowo „umiar” i paplał wszystko, co mu ślina na
język przyniosła. Alkohol definitywnie rozrzedzał mu mózg,
sprawiając, że zupełnie nie panował nad tym, co i komu
opowiada. Właśnie w ten sposób Severus dowiedział się o
tym, że ta różowowłosa, niekompetentna aurorka, którą
Dumbledore tak lekkomyślnie zatrudnił na stanowisko nauczyciela
Obrony Przed Czarną Magią, miała romans z jedną z uczennic.
A ta informacja dawała mu wprost idealną okazję do
usunięcia jej ze szkoły. Ktoś taki jak ona nie mógł
prowadzić tak odpowiedzialnych zajęć...</p>

<p>Ale najpierw musiał
zająć się jeszcze Potterem i dopilnować, by chłopak
bezpiecznie wrócił do siebie. Dlatego też wmusił w niego eliksir
trzeźwiący i z pewną dozą chłodnej satysfakcji
patrzył, jak świadomość wszystkiego, co w swej
bezmyślności zrobił i powiedział, powraca do chłopaka
i uderza w niego z siłą eksplodującego kociołka.</p>

<p>Spodziewał się, że
Potter znowu wpadnie w tę swoją poalkoholową depresję, ale
nie sądził, że aż tak bardzo będzie mu
zależało na utrzymaniu tajemnicy, którą wypaplał, iż
będzie gotów nawet zrezygnować ze swego uwielbianego Quidditcha, byle
tylko Severus zatrzymał ten sekret dla siebie. Nie sądził,
że z pełną świadomością będzie gotów
ponieść karę za swoje nieodpowiedzialne zachowanie... i że
będzie gotów zapłacić za to najwyższą cenę. Taka
dojrzała decyzja kompletnie do niego nie pasowała...</p>

<p>Widocznie istniał jednak sposób,
by wlać mu do głowy trochę oleju.</p>

<p>Chociaż teraz, kiedy Severus
patrzył na siedzącego w fotelu Pottera, na jego spuszczoną
głowę i zaciśnięte w dłonie pięści, do jego
myśli powoli wkradał się gęsty cień, który
przysłaniał światło i sprowadzał chłód.</p>

<p>- Powinieneś wracać do dormitorium
- powiedział cicho mężczyzna. - Jest już późno.
Jeżeli twoi przyjaciele nie są tacy pijani jak ty, to lada chwila
mogą zorientować się, że nie ma cię w łóżku,
i zaczną cię szukać.</p>

<p>Harry pokiwał głową i
podniósł się.</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptał cicho,
wciąż ze spuszczonym, wbitym w podłogę wzrokiem. Jego
głos drżał lekko. - Za wszystko, co powiedziałem. I za
wszystko, co zrobiłem. - Nie podniósł głowy, aby spojrzeć
na Severusa. Po prostu odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi.</p>

<p>Może był to cień smutku,
który nie potrafił opuścić jego twarzy, może wyraz goryczy,
który okalał wargi... ale to coś wywołało w Severusie
niezrozumiałą potrzebę zatrzymania go i...</p>

<p>- Potter - zawołał. Harry
zatrzymał się i odwrócił, spoglądając na niego.
Zielone oczy były puste. Jakby coś wyssało z nich jakiekolwiek
emocje. Emocje, których zawsze było w nich tak wiele, tak
nieprawdopodobnie wiele... I Severus poczuł przemożne pragnienie, aby
znowu je nimi napełnić... ale nie. Nie mógł tego zrobić.
Musi być konsekwentny. Potter sam jest sobie winien. Nie może mu
ustąpić. - Idź już spać - powiedział w
końcu. - Mam nadzieję, że masz ze sobą pelerynę? -
Harry skinął głową i wyjął z kieszeni
mieniący się materiał. - Dobrze, idź najkrótszą
drogą. I żadnych przystanków po drodze. Masz iść prosto do
wieży Gryffindoru. Zrozumiałeś?</p>

<p>Harry ponownie skinął
głową, po czym odwrócił się i bez słowa
zniknął za drzwiami.</p>

<p>Zrobiło się cicho.</p>

<p>Ale ta cisza, która towarzyszyła
Severusowi odkąd pamiętał i którą zawsze sobie
cenił... teraz przytłaczała go.</p>

<p>Podszedł do barku, nalał
sobie szklankę whisky i opadł na fotel przed kominkiem,
stawiając butelkę przed sobą na stoliku i wbijając
spojrzenie w ogień.</p>

<p>Po pewnym czasie, kiedy
kończył trzecią szklankę, z zadumy wyrwały go
uderzenia zegara. Po raz kolejny mimowolnie sięgnął do kieszeni,
zaciskając dłoń na kamieniu.</p>

<p>Nadal był chłodny.</p>

<p>Potter powinien już
pójść spać. Minęło zbyt dużo czasu. Już
dawno powinien wysłać mu wiadomość...</p>

<p>Światła w salonie
zamigotały, pokrywając się opadającą powoli na
cały pokój mgłą niepokoju.</p>

<p>Początkowo te wysyłane
przez Pottera co wieczór życzenia dobrej nocy irytowały go. Ale po
pewnym czasie przyzwyczaił się do nich, a nawet więcej...
zaczął ich nieświadomie oczekiwać. Każdego wieczoru. I
teraz, kiedy nie otrzymywał tej wiadomości... instynktownie
wyczuwał, że coś jest nie w porządku.</p>

<p>Może nie powinien był
puszczać go samego? Może Potter, zamiast pójść spać,
znowu zaszył się w jakimś zakamarku zamku, przeżywając
wszystko, co zrobił, co powiedział i co musiał poświęcić?
Może to było dla niego zbyt wiele?</p>

<p>Może Severus powinien był
rozegrać to nieco inaczej?</p>

<p>Może powinien sprawdzić...
zapytać... czy wszystko z nim w porządku?</p>

<p>Wyciągnął z kieszeni
kamień i przez chwilę przyglądał się jego
gładkiej powierzchni.</p>

<p>A niech go...!</p>

<p>Potter, dlaczego jeszcze nie
śpisz?</p>

<p>Wysłane. Trudno. Najwyżej
okaże się, że chłopak po prostu o nim zapomniał i
najzwyczajniej w świecie poszedł spać. Prawdę mówiąc,
ta opcja najbardziej by mu odpowiadała. Przynajmniej pozbyłby
się tego wrażenia skręcania się wnętrzności,
kiedy patrzył w ten żałosny kamień i patrzył i
patrzył i...</p>

<p>...i w końcu kamień
rozjaśnił się, a wraz z nim rozbłysnął cały
salon.</p>

<p>Nie mogę zasnąć.
Posiedzę sobie w Pokoju Wspólnym i pójdę spać trochę
później. Dobranoc.</p>

<p>Zamiast spodziewanego
przejaśnienia, mgła stała się jeszcze gęstsza,
przysłaniając niemal każde znajdujące się w pokoju
źródło światła.</p>

<p>Severus nie zastanawiał
się. Gwałtownie zerwał się z fotela i chwilę
później szedł już korytarzem, przemierzając go długimi,
zdecydowanymi krokami, a każda pochodnia, którą mijał,
przygasała na moment, pochłonięta przez unoszącą
się za nim niczym ogon komety ciemność.</p>

<p>W jego oczach szalała wichura,
twarz przypominała maskę stworzoną z cieni i błyskawic.</p>

<p>Po kilku minutach znalazł
się na szczycie wschodniej wieży. Wywarczał hasło i
wszedł do Pokoju Wspólnego Gryfonów.</p>

<p>Zobaczył go. Potter
siedział na kanapie przed kominkiem, z twarzą ukrytą w
dłoniach i zgarbionymi ramionami. Przypominał kogoś, kogo
świat nieodwracalnie się zawalił.</p>

<p>Ciemność
pogłębiła się, nasycając powietrze chłodem.</p>

<p>Severus zrobił kilka kroków,
podchodząc do kanapy i usłyszał swój własny głos,
który zabrzmiał tak, jakby jego gardło wypełniło się
tysiącem kaleczących go igieł.</p>

<p>- Potter?</p>

<p>Zobaczył, jak Harry
gwałtownie podrywa głowę i odwraca ją,
spoglądając prosto na niego, po czym zrywa się z kanapy i potyka
o stolik, o mało się nie przewracając i dukając pełnym
przerażenia głosem:</p>

<p>- Ja... Co ty tu...? Co się...?
Ja nie...</p>

<p>Cóż, Potter nigdy nie był
zbyt elokwentny, ale pewne sytuacje potrafiły już niemal
całkowicie pozbawić go zdolności mówienia...</p>

<p>Kiedy chłopak w końcu
odzyskał równowagę, momentalnie spuścił głowę i
wbił spojrzenie gdzieś w dywan znajdujący się pod nogami
Severusa. Zanim mężczyzna wyciągnął
różdżkę, aby przynajmniej częściowo ukryć
swoją obecność w tym miejscu, nie omieszkał przyjrzeć
się dłoniom i kolanom chłopaka, ale nie dostrzegł na nich żadnych
ran ani śladów po napadzie samodestrukcji. Wrażenie
pełznącego przez jego żyły lodu nieco ustąpiło.</p>

<p>Szybko rzucił kilka
zaklęć maskujących i schował różdżkę,
spoglądając na pochyloną głowę Pottera i jego
rozkopane włosy.</p>

<p>Oblizał wargi.</p>

<p>Co właściwie go tu
przygnało? Wydawało mu się, że wie, ale teraz, kiedy Potter
stał tuż przed nim, z tymi zaciśniętymi, drżącymi
pięściami i ciałem napiętym niczym struna, jakby
czekał na kolejne smagnięcie batem albo coś równie
nieprzyjemnego... już nie był tego taki pewien.</p>

<p>- Potter... - zaczął, a
jego głos zabrzmiał wyjątkowo głośno w
otaczającej ich ciszy. - Wiem, że nie byłbyś sobą,
gdybyś nie zignorował mojego polecenia, ale w tej sytuacji... - Nie.
Powinien postarać się być bardziej... delikatny. - Mam ci
coś ważnego do powiedzenia i chciałbym, żebyś dobrze
mnie wysłuchał - kontynuował, starając się, by jego
głos był cichszy i spokojniejszy. Potter wciąż na niego nie
patrzył i... zaczynało go to denerwować. Czego tak się
bał? Przecież przyszedł tu, by... cholera! - I radzę ci
przestać wgapiać się w ten niewymownie interesujący
deseń na dywanie i spojrzeć na mnie, kiedy do ciebie mówię.</p>

<p>Chłopak ewidentnie się
wzdrygnął, ale nie podniósł głowy. Severus poczuł
napływ irytacji.</p>

<p>Dlaczego Potter nie chciał na
niego spojrzeć? Gdyby był to po prostu uparty, infantylny rodzaj
buntu, to Severus bez problemu by sobie z nim poradził, ale wyczuwał
coś znacznie silniejszego... coś tak niewiarygodnie silnego, że
przesączało się również do jego wnętrza...
przynosząc ze sobą... wypełniając go... zmuszając go
do odczuwania...</p>

<p>- Nie każ mi tego drugi raz
powtarzać - rozkazał ostro.</p>

<p>I wtedy Potter podniósł
głowę. I Severus zobaczył. Zobaczył ślady łez na
bladych policzkach i spuchnięte, zaczerwienione oczy...</p>

<p>I wszystko zniknęło.
Utonęło w duszącej ciemności i ogłuszającym
hałasie, wypełnionym zwielokrotnionymi, dudniącymi
uderzeniami... uderzeniami, które wstrząsały całą
przestrzenią... i odgłosem sypiących się gruzów oraz
pękającego muru... muru, przez który coś się
przesączało, przedzierało... coś, co przynosiło ból.</p>

<p>Zanim jednak Severus
zdążył to zatamować, rozlało się w jego
żyłach niczym trucizna, przejmując nad nim kontrolę i
doprowadzając go niemal do ruiny.</p>

<p>Wziął głęboki
oddech, wynurzając się na powierzchnię i pozwalając, by
cieniutkie nici opanowania ponownie oplotły jego umysł oraz
ciało, wyciągając go z jeziora zieleni, w którym prawie
utonął. Teraz widział tylko wpatrzone w niego, ukryte za
okularami oczy.</p>

<p>Niebezpieczeństwo
minęło.</p>

<p>Ale jak w ogóle mógł do niego
dopuścić? Przyszedł tutaj tylko po to, by powiedzieć mu,
że zmienił zdanie. I zrobi to. A potem po prostu wyjdzie i nie
będzie więcej o tym myślał.</p>

<p>To była tylko chwilowa
słabość. Nic więcej.</p>

<p>Nic.</p>

<p>***</p>

<p>- ...Życzę wam wszystkim
wytrwałości i odwagi na krętych ścieżkach życia,
najeżonych przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, że zawsze
odnajdziecie drogę, jeżeli tylko będziecie podążali za
światłem miłości. - Wszyscy zgromadzeni przy jednym stole
nauczyciele i uczniowie, którzy pozostali na Święta w Hogwarcie,
wpatrywali się w wygłaszającego świąteczną
przemowę Dumbledore'a, uśmiechając się lekko. Jedynie Snape
przyglądał mu się ponurym wzrokiem. - Życzę wam
także, aby te święta zmieniły coś w waszym życiu,
abyście mogli przeżyć je w radości i z uśmiechem na
twarzy. - Dumbledore zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a jego
oczy zamigotały. - I mam nadzieję, że za rok również
się tu spotkamy, niezależnie od tego, co się w międzyczasie
wydarzy.</p>

<p>W tym samym momencie Snape
zmarszczył brwi, odwrócił wzrok i zatrzymał go na
płonącej w lichtarzu świecy.</p>

<p>Och, wydarzy się i to bardzo
wiele, pomyślał Severus. Czarny Pan będzie martwy i nareszcie
zniknie z jego życia, raz na zawsze. A jeżeli będzie mu
sprzyjać szczęście, to pozbędzie się również tego
starego głupca...</p>

<p>A Potter...</p>

<p>Świeca zamigotała i
przygasła. Zrobiło się ciemniej. I chłodniej.</p>

<p>Potter także zginie... zginie...
i więcej go nie zobaczy... nigdy więcej.</p>

<p>Potrzebował całej siły
woli, by odegnać tę myśl. Myśl, która teraz, w tej jednej
chwili wydała mu się tak... niewyobrażalna.</p>

<p>*</p>

<p>Potter przyszedł do niego od
razu po świątecznej kolacji, przynosząc ze sobą cały
worek śmieci, które uważał za ozdoby gwiazdkowe. Severus
zgodził się jedynie na pozostawienie małej, kolorowej choinki,
która stała teraz na środku stolika w jego salonie, ponieważ
najwyraźniej chłopak nie przeżyłby, gdyby nie miał
przynajmniej jednej rzeczy, która uświadamiałaby mu, że
właśnie trwają święta. Tak jakby nie było tego
widać w całym zamku. Przecież wystarczyło tylko
postawić stopę poza gabinetem Severusa, by zostać otoczonym
przez całe to szaleństwo. Nie musiał przywlekać mu tego
jeszcze do komnat.</p>

<p>Ale widocznie Potterowi nie potrzeba
wiele do szczęścia, skoro wystarczy mu tylko małe ozdobne
drzewko, by mógł na nie spoglądać co chwilę i
uśmiechać się.</p>

<p>I by Severus mógł na to
patrzeć. Na niego.</p>

<p>Na radość na jego twarzy,
kiedy pił piwo kremowe... i kiedy oglądał szklaną
kulę... i myśl, że to on, Severus, sprawił mu tę
radość, wydawała mu się tak... surrealistyczna.</p>

<p>Ale, wbrew sobie... zasmakował w
niej.</p>

<p>I zapragnął więcej.</p>

<p>*</p>

<p>Powietrze falowało,
przesiąknięte żarem i głośnymi uderzeniami serca.
Całe pomieszczenie wypełnione było mgłą, która
zniekształcała wszystko wokół, pogrążając
cały salon w szkarłatnej ciemności, w której nie było
widać niczego, poza jaśniejącą, tętniącą
własnym blaskiem istotą, siedzącą na kolanach Snape'a w
krwistoczerwonej koszuli, z otwartymi, z trudem łapiącymi powietrze
ustami i rozgrzaną erekcją, pulsującą w
zaciśniętej dłoni Severusa.</p>

<p>- No, no, nie możemy
pozwolić, abyś zbyt szybko doszedł... - wyszeptał
chrapliwie mężczyzna, próbując nadać swojemu głosowi
kąśliwe zabarwienie, aby zatuszować buzującą w nim
niecierpliwość i okiełznać głód, który odczuwał,
gdy patrzył na chłopaka.</p>

<p>Ale nie zamierzał się
spieszyć. Chciał zająć się nim odpowiednio,
chciał podsycać to pragnienie powoli, patrzeć, jak rozpala
się płomieniem i rozrasta coraz bardziej, każąc Potterowi
skamleć i kwilić bez końca, by Severus jak najdłużej
mógł rozsmakowywać się w tym widoku i w tych wylewających
się z chłopaka emocjach.</p>

<p>Złapał za czarny krawat,
powoli zsuwając go w dół i poluzowując na tyle, aby mógł mu
go zdjąć przez głowę. Odrzucił go na podłogę
i, nie odrywając spojrzenia od zamglonych pożądaniem oczu,
ukrytych za zaparowanymi okularami, sięgnął po guziki koszuli,
rozpinając je powoli jeden po drugim i pochłaniając wzrokiem
każdy centymetr jasnej skóry, wyłaniający się spod ubrania.
Aż w końcu dotarł do ostatniego guzika i mógł
odsunąć materiał na boki, niczym kurtynę skrywającą
przed jego oczami upragniony widok. Widok, który mógłby podziwiać
godzinami. Dwie, ciemne brodawki na tle jasnej, nieskazitelnej skóry,
pozbawionej blizn i skaz, drobna, szczupła, chłopięca postura,
tak żywo przypominająca mu o tym, że to wciąż
był... zaledwie szesnastolatek. Szesnastolatek, który potrzebował
Mistrza, potrzebował autorytetu, potrzebował silnej dłoni, która
odbierze mu dech w piersiach i zatrzęsie jego światem. Ale powoli
okazywało się, że świat Severusa również zaczyna
drżeć...</p>

<p>Niecierpliwym ruchem zsunął
koszulę z jego ramion, pozwalając jej opaść do łokci i
zawisnąć tam, i w ostatniej chwili powstrzymał pragnienie, by
rzucić się na niego i, nie zważając na nic, po prostu go
pożreć. W całości. Delektując się każdym
kęsem. Smakować młodość i to bezgraniczne oddanie tak
długo, dopóki nie nasyci się nim na tyle, by nie pragnąć go
znów zaledwie kilka godzin po rozstaniu.</p>

<p>Ale zamiast tego po prostu
uniósł dłoń, dotykając palcami gładkiej skóry na szyi
i słysząc ulatujące spomiędzy ust Pottera ciche
westchnienie. Harry odchylił głowę do tyłu, dając mu
pełny dostęp, a Severus chętnie to wykorzystał,
błądząc dłońmi po jego szyi, ramionach, obojczyku,
klatce piersiowej. Był taki ciepły. Zawsze taki ciepły...
Severus przesuwał palcami po tej promieniującej żarem skórze,
wiedząc, że każdy, najmniejszy nawet fragment...
należał tylko do niego. Tylko on miał prawo jej dotykać.
Tylko on mógł ogrzewać jej żarem swoje chłodne dłonie.
Tylko on jeden miał Pottera. Tylko on mógł go pieścić,
mógł wyczuwać pod palcami każde zagłębienie jego
ciała i starać się je zapamiętać, wraz z jego słodkim
zapachem, rozgrzewającym ciepłem oraz ciężkim, przesyconym
jękami oddechem, by potem mógł odtwarzać je sobie w mroku nocy.</p>

<p>By rozświetliły
ciemność...</p>

<p>Wszystko zniknęło, spowite
lepką, ciężką, szkarłatną mgłą, z
której wydostawały się jedynie odgłosy. Jęki, gardłowe
pomruki, przypominające posilające się, wygłodzone
zwierzę, przyspieszone bicie serca, długie westchnienia, zmieszane ze
sobą oddechy i przesączające się przez wszystko, gęste,
kąsające wnętrzności pragnienie.</p>

<p>I w końcu z całej tej powodzi
wyłoniła się twarz. Twarz o szeroko otwartych, zielonych oczach
wypełnionych pożarem orgazmu i smukłe, wygięte w łuk
ciało, podrygujące na jego kolanach w rytmie przelewających
się przez nie fal rozkoszy.</p>

<p>I mógł znowu obserwować,
jak absolutnie wszystko odpływa z jego twarzy i pozostaje tylko czysta
rozkosz, tak silna, że wyglądała, jakby sprawiała mu ból.
Jak czarne kosmyki opadają na spocone czoło, a w kącikach powiek
pojawiają się drżące łzy. Jak jego biodra
wciąż podrygują, wyrzucając z siebie ostatnie krople
nasienia. Jak otwarte od krzyku usta zamierają i wydobywa się z nich
pełen satysfakcji jęk.</p>

<p>Tak doskonały... tak cholernie
doskonały.</p>

<p>Severus gorączkowo
pochłaniał ten widok, czekając... bowiem wiedział, że
za moment, już za kilka sekund nadejdzie najlepsze.</p>

<p>O tak, właśnie teraz!</p>

<p>Ten cudowny błogi wyraz twarzy,
nieprzytomny uśmiech i oczy jaśniejące blaskiem
spełnienia... widział to wszystko, zanim Harry znieruchomiał i
opadł na niego z westchnieniem, wtuliwszy się w jego szaty.</p>

<p>Teraz, kiedy Potter był już
nasycony, Severus mógł w końcu nakarmić także i siebie...</p>

<p>***</p>

<p>Severus leżał przez
chwilę na plecach, wpatrując się w sufit i usiłując
wyrównać oddech. Słyszał obok siebie ciężki oddech
Harry'ego. Powoli przekręcił głowę i spojrzał na niego.
Chłopak leżał tyłem do niego, z podkurczonymi nogami. Jego
jasna skóra lśniła od potu. Wycieńczone mięśnie
drżały. Widział jego wystające łopatki i
długą linię kręgosłupa, biegnącą aż do
krzyża. Spojrzał niżej. Na wypływającą
spomiędzy pośladków białą, gęstą ciecz,
osiadającą na czarnej pościeli.</p>

<p>Taki splamiony... zbrukany.</p>

<p>Nie. Nie tak powinien
wyglądać. Powinien lśnić. Powinien jaśnieć.</p>

<p>Severus sięgnął po
różdżkę i niemal bezgłośnie wyszeptał
zaklęcie czyszczące. Ostry, drażniący nozdrza zapach potu i
seksu zniknął. Sperma również.</p>

<p>Mężczyzna uniósł
się na łokciu i spojrzał na leżącego obok Harry'ego.
Jego ciało niemal raziło swą jasnością na tle czarnej
pościeli. I ten widok wydawał się Severusowi tak...
nierzeczywisty. Nie przywykł do tego. Do czyjejś obecności w
swojej sypialni. Ale Potter był tutaj. W jego łóżku. Rozgrzany i
zaspokojony, przy jego boku. I Severus nie mógł oderwać od niego
wzroku, kiedy przysunął się bliżej, wyciągnął
dłoń i dotknął ciemnych, rozrzuconych na pościeli
włosów.</p>

<p>W tym samym momencie powietrze
stało się cieplejsze i wypełniło się blaskiem.</p>

<p>Oczy Severusa przysłaniała
dziwna mgła, kiedy głaskał czarne, wilgotne kosmyki,
prześlizgujące się miękko pomiędzy jego palcami i
wsłuchiwał się w drżący oddech Harry'ego, który powoli
się uspakajał. Przesuwał palce po gładkiej, rozgrzanej
twarzy, gładząc policzek i skroń chłopaka. Wyczuwalny w
powietrzu zapach wanilii i czekolady wydawał mu się jeszcze
intensywniejszy niż zwykle. Mimowolnie przysunął twarz
bliżej do szyi Harry'ego, muskając nosem rozczochrane włosy i
wciągając głęboko w nozdrza tę niebywałą
woń.</p>

<p>Pomieszczenie zafalowało lekko i
wypełniło się głośnymi, coraz szybszymi uderzeniami
serca, odbijającymi się echem w całej sypialni.</p>

<p>Wyczuwał bijące od nagiego
ciała ciepło. Ciepło, które zdawało się
wsączać przez skórę do jego wnętrza i roztapiać
coś, co na zawsze powinno zostać skute lodem. Coś w
najodleglejszym zakamarku jego umysłu krzyczało. Krzyczało,
żeby się opanował, żeby odsunął się,
wstał i odszedł, tak jak zawsze to robił, by nie
dopuścić, nie pozwolić, by cokolwiek go przy nim
zatrzymało. By zdusić w zalążku każdą,
najmniejszą nawet iskierkę, która mogłaby niepostrzeżenie
zagnieździć się w jego duszy.</p>

<p>Ale... był w tej chwili zbyt
ogłuszony, by usłyszeć te odległe krzyki.</p>

<p>To tylko jeden wieczór. Tylko jeden.
Nic się nie stanie - myślał, wsłuchując się w
coraz głębszy, spokojniejszy oddech tuż obok niego.</p>

<p>Wyglądało na to, że
chłopak zasypiał. W jego łóżku...</p>

<p>Nadeszło otrzeźwienie.</p>

<p>Severus oderwał twarz od jego
szyi i zmarszczył brwi.</p>

<p>Nie pozwoli mu tutaj
zasnąć. Potter musi wrócić do dormitorium.</p>

<p>Mężczyzna
przymknął powieki i zacisnął usta. Po chwili w
pomieszczeniu zrobiło się chłodniej, mgła powoli
opadła, a czerwień rozpłynęła się,
zastąpiona wilgotnym mrokiem. Kiedy Severus otworzył oczy, nie
było w nich śladu po jakiejkolwiek emocji. Jedynie niewzruszona
oziębłość. Zabrał rękę i odsunął
się.</p>

<p>- Już późno. Musisz
wracać.</p>

<p>*</p>

<p>Kiedy Severus wrócił z
łazienki, Potter nie tyle nie wstał, nie ubrał się i nie
przyszykował do wyjścia, ale... zasnął mu w
łóżku. Próbował go obudzić, ale chłopak wydawał
się tak wykończony po seksie, że w ogóle nie kontaktował.</p>

<p>Pozwolił mu więc
zostać. Ten jeden raz. Ale nad ranem od razu go wyrzuci. Niech Potter nie
myśli sobie, że to jakiś cholerny hotel.</p>

<p>Nie dane mu było jednak
doczekać do rana, ponieważ w nocy obudziły go krzyki.</p>

<p>Potter miał koszmar. Koszmar, w
którym, jak domyślał się Severus, chłopak zobaczył
jego śmierć. Zadaną najprawdopodobniej z ręki Czarnego
Pana. Próbował go uspokoić, ale Potter był tak
roztrzęsiony, że zerwał się z łóżka i
potykając się, pobiegł do łazienki.</p>

<p>I nie wychodził. Zdecydowanie
zbyt długo. A mając w pamięci wyraz jego twarzy, na której
przerażenie i rozpacz wyryły tak głębokie ślady,
że Severus widział je przed oczami jeszcze długo po tym, jak
chłopak zniknął w swej kryjówce... zaczynał się
niepokoić.</p>

<p>Zanim Severus zdążył
się zorientować, stał już przed drzwiami do łazienki,
wpatrując się w nie i czekając...</p>

<p>Da mu jeszcze minutę.
Jeżeli Potter zaraz stamtąd nie wyjdzie, to sam go wywlecze.
Choćby i siłą.</p>

<p>Na szczęście nie
musiał tego robić.</p>

<p>Klamka poruszyła się i
drzwi otworzyły się.</p>

<p>Potter zamarł w progu,
spoglądając na Severusa z zaskoczeniem. Ale zanim
zdążył uciec wzrokiem, mężczyzna zdołał
zauważyć wyraz jego oczu... i coś w jego wnętrzu
szarpnęło się. Gwałtownie i nieprzyjemnie.</p>

<p>- Przepraszam, że cię
obudziłem - wymamrotał cicho chłopak, wbijając spojrzenie w
podłogę. - Nie chciałem. Możemy już iść
spać.</p>

<p>Nie podnosząc głowy, spróbował
ominąć go bokiem, ale wtedy Severus zobaczył, jak jego
własne ręce wyciągają się po niego, a z ust wydobywa
się łagodny szept:</p>

<p>- Chodź tutaj.</p>

<p>Przyciągnął go do
siebie i przycisnął do piersi, zamykając go w swoich ramionach i
słysząc ciche westchnienie, które wydobyło się z ust
Harry'ego.</p>

<p>Nie wiedział, jaki impuls
kazał mu to zrobić. Ale poddał mu się, czując
ciepło przyciśniętego do niego, szczupłego ciała,
które w jakiś zadziwiający sposób... ogrzewało także i jego.</p>

<p>Przez chwilę panowała cisza.
Przecinana jedynie miarowymi, płynnymi uderzeniami serca.</p>

<p>- Nic ci nie będzie... prawda? -
usłyszał niepewne pytanie zadane drżącym głosem.</p>

<p>Potter bał się. O niego.
Sam pomysł, że ktokolwiek mógłby się o niego bać,
wydawał mu się irracjonalny. Nierealny.</p>

<p>Wszyscy, którzy go znali, doskonale
wiedzieli, że Severus potrafi o siebie zadbać. Po prostu wydawali mu
rozkazy i oczekiwali wyników. Bez względu na wszystko. Nie
zastanawiając się, czy przy tym zginie, czy tylko zyska kolejną
bliznę. Nikt się tym nie przejmował. On także nie.
Nauczył się nie przejmować.</p>

<p>Ale nagle pojawił się
Potter. Wraz ze swoją młodzieńczą
wrażliwością oraz naiwnym oddaniem. Jedyna osoba, która...</p>

<p>Severus poruszył się i
uwolnił go z uścisku, łapiąc jego twarz w dłonie i
unosząc ją. Kiedy zanurzył spojrzenie w wypełnionych
lękiem, zielonych oczach, powietrze zafalowało, wypełniając
się lśnieniem.</p>

<p>- Nie, nic mi nie będzie. To
był tylko sen - odparł cicho.</p>

<p>- Obiecujesz? - W głosie
chłopaka zabrzmiała desperacja. Jakby sama myśl, że
mógłby stracić Severusa, wydawała mu się...
niewyobrażalna.</p>

<p>I Severus poczuł, jak do jego
głowy wkrada się nieproszona myśl...</p>

<p>Jeżeli cokolwiek pójdzie nie tak
i nie uda mu się doprowadzić chłopaka do Czarnego Pana, albo nie
zdoła uwarzyć eliksiru... wtedy sen Pottera okaże się
proroczy.</p>

<p>Blask przygasł, przyćmiony
przez nadciągający mrok.</p>

<p>Pozostał jedynie chłód
nieuniknionego.</p>

<p>- Obiecuję - powtórzył
Severus, poddając się wpełzającej po ścianach i
suficie ciemności. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape
puścił jego twarz i wyprostował się. Czerń
sięgała już jego stóp. - A teraz wracaj do łóżka.
Chyba nie masz zamiaru stać tutaj do rana i użalać się nad
sobą.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się lekko.</p>

<p>- Nie - odparł.</p>

<p>- A to nowość -
prychnął mężczyzna, odsuwając się od niego i
odwracając głowę. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad
sobą użalać.</p>

<p>Czuł zaciskające mu
się na gardle zimne palce gniewu. Miał wrażenie, że
próbują mu je rozszarpać.</p>

<p>Dlaczego Potter musiał tak
wszystko komplikować? Dlaczego musiał przychodzić do niego z
tą swoją żałosną, niepotrzebną nikomu
troską? Dlaczego Severus pozwolił mu tu zostać? Nie
potrzebował w środku nocy jego użalania się. I tak
było ono bezwartościowe. Nie przynosiło niczego, poza...
wzburzeniem. Wyprowadzało go tylko z równowagi.</p>

<p>Oczy chłopaka rozszerzyły
się z zaskoczenia.</p>

<p>- Nie użalam się -
odparł obronnie. - Miałem tylko zły sen. Powiedziałem ci,
że możemy już iść spać.</p>

<p>- To dobrze, bo mam dosyć
niańczenia cię - odparł cierpko Severus.</p>

<p>Gniew kipiał. Kąsał.
Rozdrapywał.</p>

<p>To Potter był temu winien. Temu,
że Severus wciąż tracił przy nim kontrolę. Że to
on musiał za nim podążać, pocieszać go i
przyciągać z powrotem, zamiast po prostu prowadzić za sobą.
Że chłopak miał o wiele więcej siły, niż się
wydawało.</p>

<p>I że swoim upartym
światłem docierał do miejsc, które na zawsze powinny
pozostać w ciemności.</p>

<p>***</p>

<p>W laboratorium panował
półmrok. Jedyne światło rzucała stojąca na jednej z
półek świeca, wyłaniając z ciemności odzianą w
szaty Śmierciożercy, wysoką sylwetkę.</p>

<p>Severus stał nad
myślodsiewnią, oczyszczając swój umysł. Starannie
nawijał na różdżkę wszystkie niebezpieczne myśli oraz
wspomnienia i umieszczał je wśród złotych wstęg.
Wspomnienia kotłowały się i wypływały na
powierzchnię, tworząc przenikające się obrazy. Potter na
jego kolanach. W jego łóżku. Przyciśnięty do niego.
Masturbujący się. Radosny.</p>

<p>Temperatura w pomieszczeniu
wydawała się obniżać coraz bardziej wraz z każdą
umieszczoną w myślodsiewni wstęgą. Na półkach i
butelkach osiadał szron, tak jak wtedy, gdy w pobliżu zjawiali
się dementorzy. Jedynym elementem pomieszczenia, które nie pokryło
się szronem, była myślodsiewnia. Emanowała żarem, tak
jakby skupiła w sobie całe wyssane z wnętrza ciepło i
światło.</p>

<p>Severus schował
różdżkę i wyprostował się.</p>

<p>Był gotów.</p>

<p>*</p>

<p>To zawsze było bolesne.
Umysł Czarnego Pana przypominał ostrze. Wdzierał się na
wprost, przebijając się przez wszelkie osłony, i
pozostawiał po sobie długą, rwącą ranę,
poszarpaną i zmasakrowaną. A jego śmiech... był niczym
odłamki szkła, które wbijają się w mózg i kłują
jeszcze długo po tym, kiedy śmiech już przeminie.</p>

<p>Zawsze śmiał się,
kiedy oglądał wspomnienia Severusa i mógł zobaczyć w nich
swego największego wroga... złamanego, upodlonego, zdominowanego... a
szczególnie upodobał sobie wspomnienie, w którym Potter klęczał
na stoliku w salonie Severusa, związany i unieruchomiony, skamląc z
bólu, podczas gdy mężczyzna pieprzył go ostro i bez
skrupułów. Tak, ten widok Czarny Pan cenił sobie najbardziej. I
Severus wyraźnie czuł jego satysfakcję.</p>

<p>- Dossskonale - wyszeptał, kiedy
opuścił w końcu umysł Severusa, odchylając się w
swym wysokim krześle i uśmiechając z zadowoleniem.</p>

<p>Severus potrzebował chwili, by
dojść do siebie. Miał wrażenie, jakby w jego umyśle
powstały pulsujące boleśnie szczeliny w miejscach, w których
Czarny Pan zatapiał swoje szpony. Zamrugał kilka razy, walcząc z
zawrotami głowy. Zawsze po penetracji czuł się tak, jakby
został odarty ze wszelkich osłon. Jakby jego umysł został
zanieczyszczony i zaczynał ropieć i gnić od środka,
wypełniając każdą szczelinę gęstą,
wdzierającą się wszędzie ciemnością.</p>

<p>- Ale wydaje mi się, że
ostatnio twoje wspomnienia, stały się... uboższe -
kontynuował Czarny Pan, mrużąc oczy i wbijając w Severusa
przeszywające spojrzenie.</p>

<p>- Postanowiłem ograniczyć
kontakty z chłopakiem do niezbędnego minimum. Jest
hałaśliwy i natrętny. Za bardzo mi się narzuca, co
przeszkadza i spowalnia prace nad eliksirem - odparł gładko Severus,
patrząc przed siebie nieruchomym wzrokiem. - Ale jeżeli sobie tego
życzysz, Panie, to mogę częściej się z nim
widywać. - W chwili, kiedy Severus wypowiadał te słowa, na jego
twarzy pojawił się przelotny wyraz obrzydzenia.</p>

<p>Czarny Pan przypatrywał mu
się uważnie przez chwilę, po czym odparł:</p>

<p>- Pozostawiam decyzję tobie,
Severusie. Liczy się tylko to, by chłopak nie oddalał się
od ciebie. Nieważne w jaki sposób tego dokonasz, ale gdy nadejdzie czas,
musi chodzić za tobą na kolanach, bez wahania wykonując
każde twoje polecenie.</p>

<p>- I tak właśnie będzie
- odpowiedział Severus, kiwając głową i pozwalając, by
jego usta rozciągnęły się w szyderczym uśmiechu.</p>

<p>- A jak twoje postępy z
eliksirem? Udało ci się już pozyskać oczy szyszymory?</p>

<p>- Pracuję nad tym.
Skontaktowałem się z jednym z najlepszych łowców tych zjaw w
Wielkiej Brytanii. Powinien mi je dostarczyć zaraz po Nowym Roku. Podobno
najwięcej pojawia się ich w sylwestrową noc, wtedy kiedy
wszystko umiera, by następnego dnia narodzić się na nowo.</p>

<p>Czarny Pan pokiwał
głową z aprobatą.</p>

<p>- Znakomicie. Jeżeli
pojawią się jakiekolwiek problemy, natychmiast mnie o nich informuj.</p>

<p>- Oczywiście, mój Panie. -
Severus skłonił się i w tym samym momencie usłyszał
podniesiony głos:</p>

<p>- Glizdogonie!</p>

<p>Drzwi uchyliły się i do
środka wsunął się niski, drżący człowieczek.</p>

<p>- Tak, mój Panie?</p>

<p>- Przyprowadź do mnie Bellatriks
i Blackwooda.</p>

<p>- Już pędzę, mój
Panie.</p>

<p>Nie minęła chwila, gdy
drzwi ponownie się rozwarły i do środka wkroczyła Bella, a
tuż za nią jej wysoki, potężnie zbudowany kuzyn.</p>

<p>- Wzywałeś nas, Panie? -
zapytała kobieta, kłaniając się w pas i wpatrując w
Voldemorta z uwielbieniem. Jej wzrok na chwilę spoczął na
Severusie i mężczyzna wyczuł w nim pełną ekscytacji
ciekawość. Czarny Pan już jakiś czas temu poinformował
go, że wtajemniczył w ich plan Bellatriks, ponieważ już
wiele razy udowodniła mu, że jest mu najwierniejsza. Zrobił to,
by Severus mógł korzystać z jej pomocy, gdyby pozyskanie
któregokolwiek ze składników było jeszcze bardziej problematyczne
niż tych, które udało mu się zdobyć do tej pory.</p>

<p>Severus nie był z tego
zadowolony. Wiedza Bellatriks jedynie mu przeszkadzała. Kobietę
ogromnie bawiło jego zadanie i nie potrafiła powstrzymać
się przed przypominaniem mu o tym podczas każdego spotkania,
zmuszając go do tego, by opowiadał jej coraz pikantniejsze
szczegóły o tym, co robi z Potterem, a następnie wyśmiewała
się z chłopaka i komentowała wszystko ociekającym
obrzydzeniem tonem.</p>

<p>Czarny Pan spojrzał na trzech
stojących przed nim Śmierciożerców i oświadczył:</p>

<p>- Chcę omówić z wami
szczegóły najbliższego ataku. Wspominałem o nim podczas
dzisiejszego zebrania. Zdecydowałem, że to wy trzej go poprowadzicie.</p>

<p>Bellatriks wydała z siebie
okrzyk zachwytu, a Blackwood uśmiechnął się paskudnie.
Jedynie Severus zachował kamienny wyraz twarzy.</p>

<p>- Hampstone ma spłonąć
- kontynuował Czarny Pan. - Macie dokonać jak największych
zniszczeń. To ma być spektakularne widowisko. Wybijcie jak
najwięcej tych żałosnych ścierw, zanim zostaniecie wykryci.
- Oblicze Voldemorta wykrzywił okrutny uśmiech. - Chcę, aby
Czarodziejski Świat na długo zapamiętał świąteczny
prezent, który dla nich przygotowałem...</p>

<p>***</p>

<p>Przez korytarze Hogwartu
przesuwał się cień. Na moment wkraczał w światło,
kiedy przechodził obok umieszczonych na ścianie pochodni, by po
chwili ponownie pogrążyć się w mroku. Czarna peleryna powiewała
za nim, przypominając ciągnącą się jego śladem
smugę lodowatej ciemności. Sunął wprost w stronę
lochów. I w końcu dotarł pod drzwi swego gabinetu. Wyszeptał
hasło i wszedł do środka. Przemierzył gabinet w kilku
krokach i po chwili znalazł się w salonie. Skrzaty rozpaliły
ogień w kominku, ale w momencie, kiedy mężczyzna znalazł
się w pomieszczeniu, płomienie przygasły, a powietrze
ochłodziło się.</p>

<p>Skierował swoje kroki w
stronę barku, opierając się dłońmi o ciemny blat i
opuszczając głowę. Na jego ściągniętej twarzy
widniało silne wzburzenie. Oczy przypominały wykrzesane z lodu
kryształy, w których odbijała się... dusząca, niemal
desperacka wściekłość. I wykrzywione paskudnym
uśmiechem oblicze Czarnego Pana.</p>

<p>Wciąż było mu
mało. Wciąż chciał więcej wspomnień, więcej
i więcej, by napawać się nimi, by upajać się
upokorzonym Potterem... by się z niego naśmiewać.</p>

<p>Severus zacisnął
pięści. I uderzył nimi w blat, wydając z siebie odgłos
przypominający warkot oszalałego zwierzęcia.</p>

<p>Ciągle słyszał w
głowie jego śmiech. Jego i Bellatriks. Nie potrafił się ich
pozbyć. I tak było zawsze, kiedy wracał ze spotkania.</p>

<p>Severusie, na twoim miejscu
odkażałabym swojego fiuta za każdym razem, kiedy musiałabym
go wsadzać w tyłek tego brudnego smarkacza! Jeszcze się
czymś od niego zarazisz... na przykład jakimiś obrzydliwymi...
uczuciami.</p>

<p>W czarnych oczach pojawiło
się pęknięcie.</p>

<p>Jego ciało zareagowało
samoczynnie, zrzucając z niepohamowaną
wściekłością wszystkie szklanki, które stały na
blacie. Przestrzeń wypełniła się dźwiękiem
rozbijającego się szkła.</p>

<p>I w tym samym momencie Severus
poczuł ciepło w kieszeni. Mimowolnie sięgnął po
kamień i drżącą dłonią przysunął go do
twarzy, odczytując wiadomość:</p>

<p>Dobranoc, Severusie.</p>

<p>Przez moment po prostu stał i
wpatrywał się w kamień, nie poruszając się. Po chwili
jego powieki przymknęły się, a ramiona rozluźniły.
Ogień w kominku zamigotał i powietrze ociepliło się.
Ciemność zaczęła ustępować. Śmiechy
ucichły. Kąsające wzburzenie wycofało się,
zastąpione napływającym, kojącym spokojem. Dłonie
przestały drżeć. Kiedy otworzył oczy, po
wypełniającym je lodzie nie było już śladu.
Roztopił się.</p>

<p>Mężczyzna uniósł
głowę i spojrzał w kierunku swojego laboratorium.
Odłożył kamień do kieszeni i powoli ruszył w
stronę biblioteczki, a kiedy ta odsunęła się, ukazując
wejście, skierował swoje kroki wprost ku myślodsiewni.
Zatrzymał się nad nią i spojrzał na kotłujące
się w niej złociste pasma, czując na twarzy ich żar.
Wyciągnął ręce, zaciskając je na brzegu misy.</p>

<p>Chciał dotknąć tego
żaru. Znowu go w sobie poczuć. Sprawić, by rozlał się
w nim niczym rwąca rzeka. By ponownie go wypełnił.</p>

<p>I zrobił to. Pochylił
się, zanurzając w myślodsiewni swoją twarz i
pozwalając porwać się temu wirowi.</p>

<p>***</p>

<p>Wzrok Severusa utkwiony był w
Harrym, który trzymał książkę w dłoniach i zdawał
się być całkowicie pochłonięty lekturą. Ale
Severus wiedział, że to tylko pozory. Bowiem wszystko było tylko
po to, żeby go kusić. Rozpięty kołnierzyk, który odsłaniał
jasną, gładką skórę i zapraszał, by zatopić w
niej zęby. Niechlujnie przekrzywiony krawat, pognieciona koszula, zbyt
szeroko rozstawione nogi.</p>

<p>Tak bezczelnie wyuzdany... Doprawdy,
co on sobie wyobraża?</p>

<p>Wzrok Severusa przesuwał
się coraz wyżej, zatrzymując się na wargach Pottera, które
chłopak co jakiś czas oblizywał.</p>

<p>Kusił go, bezwstydnie
prowokował... Co za złośliwy, podstępny gówniarz...</p>

<p>Harry przerzucił stronę i
kolejny raz oblizał wargi, przygryzając je.</p>

<p>Severus zdusił jęk, kiedy
jego spodnie stały się ciasne. Pragnął, żeby te usta
zacisnęły się wokół jego penisa. Pragnął
zatonąć w gorącej, cudownej wilgoci i widzieć to
lubieżne spojrzenie, patrzące na niego zza zaparowanych okularów, od
którego niemal dojdzie. Pragnął... do diabła, dlaczego nie
miałby po prostu wstać i wziąć tego?</p>

<p>Podniósł się niemal
bezszelestnie.</p>

<p>Płomienie, które już od
dłuższego czasu lizały jego stopy i pelerynę, teraz
rozprzestrzeniły się na cały dywan, tworząc las ognia. Nie
odrywając spojrzenia od Harry'ego, Severus sięgnął do
rozporka i powoli rozsunął go, wyciągając ze spodni swojego
bladego, nabrzmiałego penisa. Był tak gorący, że niemal
parzył mu dłoń i aż pulsował z potrzeby zanurzenia
się w tych rozchylonych, wilgotnych wargach...</p>

<p>Niczym w transie, ruszył przez
las płomieni, nie spuszczając wzroku z ust Harry'ego. Jeszcze chwila,
już za moment zagłębi się w nich, gasząc to
rozsadzające go pragnienie. Już za chwilę poczuje ulgę...</p>

<p>Kiedy tylko znalazł się
przy Harrym, jedną ręką błyskawicznie wysunął mu
książkę z rąk, a drugą jednocześnie
złapał go za włosy, przyciągając jego głowę
do swojej erekcji i patrząc, jak zielone oczy rozszerzają się z
zaskoczenia, a wargi rozchylają... Severus zacisnął zęby,
dusząc w sobie jęk, kiedy obserwował, jak jego penis wsuwa
się w te chętne usta, cal po calu, coraz głębiej
zanurzając się w ciepłej, odbierającej zmysły wilgoci,
aż w końcu dociera do gardła, a Potter unosi oczy,
spoglądając na niego z dołu tym swoim rozpustnym wzrokiem i w
tym samym momencie wszystko ginie w morzu ognia, zalewając żarem każdą
myśl, która mogłaby zakłócić tę chwilę. I skutecznie
ją wypalając.</p>

<p>***</p>

<p>Znowu to robił.</p>

<p>Przyglądał się
siedzącemu w fotelu naprzeciw Potterowi, po raz kolejny zastanawiając
się, jak do tego doszło? Jak doszło do tego, że
chłopak spędza teraz w jego komnatach niemal każdą wolną
chwilę, zachowując się tak swobodnie, jakby był we
własnym dormitorium? Jak doszło do tego, że powoli
zapominał, jak to jest spędzać wieczory w samotności? Jak
doszło do tego, że obecność Pottera... przestała go
drażnić? Że zaczął ją akceptować? A nawet
więcej... zaczął jej... pożądać.</p>

<p>Świadomość tego
mroziła go, ale musiał nazwać rzeczy po imieniu: przestał
nad tym panować.</p>

<p>Potter zbyt często
zaprzątał jego myśli. Za bardzo pozwolił mu się do
siebie zbliżyć. W którymś momencie stracił
czujność, nie zdając sobie sprawy z tego, jak głęboko
już się wdarł... Potter przypominał wodę, która,
pomimo iż wydaje się słaba i nieszkodliwa, uparcie i wytrwale
dzień po dniu żłobi skałę. I nawet jeżeli na pierwszy
rzut oka nie widać żadnych zmian, to pewnego dnia odkrywa się,
że woda wdarła się już tak daleko, że podmyła
cały brzeg i że w każdej chwili grozi on zawaleniem. Ale wtedy
zazwyczaj jest już za późno, by to powstrzymać.</p>

<p>Tak. Stanowczo wymknęło mu
się to spod kontroli.</p>

<p>Ale problem z Potterem był taki,
że wszędzie go było pełno. I nawet, jeżeli Severus
próbował go odsunąć, to chłopak zawsze wracał. Nigdy w
życiu nie spotkał kogoś takiego. Tak cholernie...
ujmującego. Wciąż zdumiewała go jego niespotykana
wrażliwość. Jak to możliwe, że ktoś, kto
został wychowany przez pałających do niego jedynie
niechęcią i odrazą mugoli; ktoś, kto przez
większą część dzieciństwa nie zaznał
żadnych ciepłych uczuć; ktoś, kto tyle razy musiał
walczyć o przetrwanie, już od najmłodszych lat; ktoś, kogo
życie tak wiele już razy wisiało na włosku; ktoś, kogo
imię znał cały Czarodziejski Świat, składając na
jego barki ciężar, którego prawdopodobnie nie dałby rady
udźwignąć niejeden doświadczony czarodziej... że
ktoś taki pozostał... nieskażony? Jak to możliwe, że
zdołał zachować w sobie tę niezwykłą uczuciowość?
Że wciąż jaśniał blaskiem, w całym tym
wszechobecnym brudzie? Że nie dopuścił do siebie mroku?
Każdy inny na jego miejscu już dawno pogrążyłby
się w ciemności.</p>

<p>On sam miał jej w sobie aż
nadto i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale nie miał zamiaru
z nią walczyć. Była częścią niego. Tak
głęboko wrosła w jego duszę, że za nic nie dałoby
się jej wyrwać, chyba że wraz z życiem. Akceptował
ją. Czasami pozwalał jej przejmować nad sobą kontrolę,
a wtedy zadawał ciosy i ranił, upajając się tym.
Karmił ją, dopóki, nasycona, nie wycofywała się, by po
pewnym czasie znowu napełnić go głodem... To zawsze
wystarczało, aby trzymać wszystkich na dystans... ale wtedy
zjawił się Potter. Szesnastoletni chłopak z blizną na
czole, który pozwalał mu się sobą pożywiać...
oddawał mu siebie do woli, przyjmował cios za ciosem, karmiąc
jego mrok i... nie odchodził. Wciąż wracał. Razem ze swym
światłem.</p>

<p>To było... niepojęte.</p>

<p>Ale musiało zostać
przerwane. Jak najszybciej, dopóki nie było jeszcze za późno. Musi
się tego pozbyć. Tej towarzyszącej mu wszędzie
obecności Pottera, wyzierającej z każdego kąta jego komnat.
Tego bezwarunkowego oddania. Tego mdlącego zapachu, który wdzierał
się do nozdrzy za każdym razem, kiedy Potter przytulał się
do niego. Tej... słabości.</p>

<p>Musi postawić tamę, która
powstrzyma wodę przed dalszym nieproszonym wdzieraniem się coraz
głębiej i głębiej. Odciąć ją.
Osłabić jej siłę. Wzmocnić pokruszone mury. I już
więcej nie pozwolić jej się przedrzeć, ponieważ nawet
najmniejsza szczelina w połączeniu z napierającym na nią
ciśnieniem... może zamienić się w wyrwę, której nie
uda już mu się zatamować.</p>

<p>***</p>

<p>Severus przechylił
szklankę, aby wypić resztę whisky, ale w tej samej chwili
usłyszał szelest i zbliżające się do niego kroki.
Potter znalazł się przy nim momentalnie. Już wyciągał
ręce, żeby go objąć, już pochylał się,
żeby usiąść mu na kolanach, po raz kolejny bez
skrępowania wkraczając w jego przestrzeń razem ze swym ciepłem
i zapachem... ale Severus był szybszy.</p>

<p>Zerwał się z fotela,
odtrącając wyciągnięte ręce i odpychając go
ramieniem, po czym bez słowa skierował się w stronę barku,
gdzie złapał butelkę i zaczął nalewać sobie
kolejną porcję alkoholu.</p>

<p>- Co się stało? -
usłyszał za plecami zduszony szept. - Dlaczego mnie unikasz? Dlaczego
przede mną uciekasz?</p>

<p>W powietrzu pojawiły się
kryształki lodu. Mężczyzna zacisnął rękę na
szyjce butelki.</p>

<p>- Co ty za bzdury znowu wygadujesz,
Potter? - zapytał tak kpiącym tonem, na jaki go było stać.
- Masz chyba zbyt wybujałą wyobraźnię, ponieważ
widzisz rzeczy, które nie istnieją. Możesz sobie w takim razie
podać rękę z panną Lovegood.</p>

<p>Przez chwilę panowała
cisza. Wyglądało na to, że udało mu się go
uciszyć. Nie na długo jednak. Wiedział, że Potter tak
łatwo nie zrezygnuje, ale nie sądził, że... zaatakuje. To
tak jakby odkryć, że owca zaczęła... gryźć.</p>

<p>- Masz mnie za idiotę?!
Myślisz, że nie zauważyłem, jak mnie traktujesz? Że
nie zauważyłem, w jaki sposób unikasz bliskości, nie chcesz mnie
objąć, nie chcesz nawet na mnie spojrzeć w sposób nieprzesiąknięty
drwiną? Myślisz, że nie zauważyłem, że wszystko
się zmieniło? Nie rozumiem tylko, dlaczego. Co się stało?
Chcę, żebyś mi to wyjaśnił!</p>

<p>Kryształki lodu zamieniły
się w płomienie. Tak zimne, że niemal czarne. Na ściany
wpełzał mrok. Gęsty i duszący.</p>

<p>Jakim prawem ten dzieciak
żądał od niego wyjaśnień? Co miał mu
wyjaśnić? Że na własne życzenie zadał się z
bestią, którą w swej naiwności próbował oswoić, a
potem dziwi się, że bestia wciąż ma kły, którymi
potrafi ukąsić? Że jest tylko przeznaczoną na rzeź
ofiarą, której Severus nigdy nie powinien uwalniać z więzów i
pozwalać chodzić wolno, bo to doprowadziło do tego, że
podeszła zbyt blisko? I teraz musi z powrotem zagnać ją do
klatki, choćby oznaczało to użycie kija. Musi z powrotem
pokazać jej, gdzie jest jej miejsce.</p>

<p>Odwrócił się powoli,
pozwalając, by mrok wniknął w niego i by płomienie
stały się jeszcze chłodniejsze, zamieniając się niemal
w sople.</p>

<p>- Nie muszę ci niczego
wyjaśniać, Potter - wycedził. - Nie przyszło ci do
głowy, że mogę po prostu nie mieć na to ochoty?</p>

<p>- I kto tu opowiada stek
kłamstw?! - Harry prawie krzyczał. - Dopóki nie zechcesz mi tego
wyjaśnić, to nie mam tu czego szukać. Daj mi znać, kiedy
się zdecydujesz. - Odwrócił się, ze złością zgarnął
z oparcia swoją pelerynę i ruszył w stronę wyjścia.</p>

<p>- Wracaj natychmiast, Potter! -
ryknął Severus. Chłopak przystanął i odwrócił
się niepewnie. - Nie pozwoliłem ci wyjść. Siadaj!</p>

<p>Przez chwilę Potter po prostu
przyglądał mu się z malującym się na twarzy
przestrachem i niezdecydowaniem, które powoli zwyciężały nad
kipiącą w nim złością. W końcu zawrócił i
podszedł do fotela, opadając na niego ciężko i
wbijając w Severusa wyczekujące spojrzenie.</p>

<p>Mężczyzna
rozluźnił się. Miał go w garści. Teraz mógł
zadać cios, mógł zadać taki cios, który sprawi, że ten blask
w zielonych oczach w końcu przygaśnie. Musi go zranić tak, by
stracił wszelką nadzieję i już nie próbował się
wspinać. Musi go ukąsić tak głęboko, by już
więcej nie podchodził tak blisko... Musi go potraktować tak,
jakby nic nie znaczył...</p>

<p>Severus zerknął na zegarek.
Minęło już wystarczająco dużo czasu. Oblizał
wargi, wbił w chłopaka najchłodniejsze, najobojętniejsze
spojrzenie, jakie potrafił z siebie wykrzesać, i wycedził zimno:</p>

<p>- Pański szlaban
właśnie się zakończył, panie Potter. Może pan
odejść.</p>

<p>Widział, jak oczy Harry'ego
rozszerzają się z niedowierzania i wypełniają...
rozczarowaniem. I bólem. I wiedział, że trafił.</p>

<p>Uśmiechnął się z
kpiącą satysfakcją.</p>

<p>Wargi Pottera zacisnęły
się w wąską linię, broda zaczęła drżeć.
A Severus tylko obserwował, jak chłopak zrywa się, łapie
swoją pelerynę i wybiega z komnat, trzaskając drzwiami.</p>

<p>Doskonale. Niech się wynosi.
Wcale go nie potrzebuje. Nie potrzebuje jego naiwnych zapewnień, jego
obietnic. Jego obecności. Nie potrzebuje tych sentymentalnych gestów, głupkowatych
uśmiechów, ani wpatrzonych w niego z uwielbieniem oczu, które tylko
mącą mu umysł i przysłaniają cel.</p>

<p>Nie. Jedyne, czego teraz potrzebuje,
to... napić się.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy tylko zobaczył Pottera na
śniadaniu następnego dnia... niemal się zakrztusił. Och,
doskonale wiedział, jak chłopak potrafi być impulsywny i jak
bardzo wszystko przeżywa, ale... ale stan, w jakim znalazł się
Potter... To było jak uderzenie. Jak cios prosto w tchawicę i Severus
przez pewien czas naprawdę miał problem z oddychaniem, kiedy
patrzył na zadrapania na policzkach, przesiąknięty krwią
bandaż na prawej dłoni, olbrzymiego siniaka pod okiem...</p>

<p>W tej jednej chwili miał
ochotę złapać go za szatę, wywlec z Wielkiej Sali i
zapytać, dlaczego sobie to zrobił? Dlaczego zawsze musiał
być tak cholernie wrażliwy? Dlaczego musiał być taki kruchy
i zmuszać go do odczuwania tej... tego... wijącego się,
kąsającego wnętrzności wzburzenia? Wzburzenia, które nie
potrafiło go już opuścić, które kazało mu
wysłać do niego wiadomość, a potem pójść za nim
do sali Runów, chociaż miał go od siebie odsuwać.</p>

<p>Ale Potter zawsze potrafił
znaleźć jakiś sposób, by Severus nie mógł się od niego
uwolnić...</p>

<p>*</p>

<p>Zielone oczy wpatrywały się
w niego z goryczą i rozżaleniem, tak dotkliwym, że Severus
niemal odczuwał na skórze ich dotyk. Sprawiały, że wszystko w
nim wydawało się skręcać, kąsając jego
wnętrzności i pragnąc wyrwać się z niego, rzucić
do przodu i pożreć ten żal. Jego penis niemal już
pulsował w spodniach. Sięgnął po niego, uwalniając go
i nie odrywając spojrzenia od tych szklanych oczu, odnalazł
drobną dłoń Pottera i poprowadził ją ku swojej
spragnionej erekcji. Chłopak gwałtownie nabrał powietrza, kiedy
jego ciepłe palce dotknęły gładkiej, rozgrzanej skóry i
zacisnęły się wokół członka. Do jego oczu
napłynęło jeszcze więcej iskrzącej goryczy, a usta
zacisnęły się i Severus poczuł, że robi się coraz
twardszy.</p>

<p>- No dalej - wyszeptał
ponaglająco.</p>

<p>Potter zaczął poruszać
dłonią. I w chwili, kiedy jego dłoń zaczęła
przesuwać się po drgającej erekcji, wszystko wokół
zaczęło wirować, zalewane pierwszymi kroplami czerwieni.</p>

<p>- Dlaczego taki jesteś? -
usłyszał nagle pełne wyrzutu, ciche słowa. - Dlaczego mnie
tak traktujesz? Ja... zrobiłbym dla ciebie wszystko i ty o tym wiesz.
Więc dlaczego w zamian zadajesz mi jedynie... krwawiące rany? -
Żal, który wypływał z ust chłopaka, przypominał
lawę, która spływała wprost ku pulsującej erekcji Severusa,
rozgrzewając ją i podrażniając. Mężczyzna
jęknął i oparł się przedramionami o ścianę
po obu stronach głowy Harry'ego, napierając na niego i
wypychając biodra. - Nikt nigdy nie będzie cię tak
pragnął. Nikt nigdy nie będzie patrzył na ciebie w taki
sposób. Nie rozumiesz tego? Kiedy wczoraj potraktowałeś mnie jak
pierwszego lepszego ucznia... wiesz, jak się poczułem? Opowiedzieć
ci o tym?</p>

<p>Severus zagryzł wargę.</p>

<p>Chciał mu odpowiedzieć.
Chciał mu powiedzieć, żeby przestał wreszcie się nad
sobą użalać, żeby przestał go dręczyć
dziecięcymi oczekiwaniami, bezgranicznym oddaniem i swoją irytującą
osobą, żeby choć na chwilę dał mu spokój,
ponieważ nie może się przy nim skupić. Chciał mu
powiedzieć, że wszystko wymknęło się spod kontroli i
że znowu ma ochotę się upić. I w ogóle jak śmiał
nieproszony wejść w jego życie, chociaż miał się
trzymać od niego z daleka. Chciał mu powiedzieć, że jest
tylko chłopcem, który zapragnął niewłaściwego
mężczyzny.</p>

<p>Ale z jego ust wydobyło się
tylko jedno słowo:</p>

<p>- Szybciej.</p>

<p>Dłoń Harry'ego
przyśpieszyła. A po chwili dołączyła do niej druga,
która zaczęła głaskać wilgotny czubek. Severus zagryzł
wargę niemal do krwi i wydał z siebie zduszony pomruk.</p>

<p>O tak! Właśnie tak! Wprost
wyśmienicie!</p>

<p>W górę i w dół i jeszcze
raz i te ciepłe palce tak doskonale drażniące główkę
jego penisa i zbierające kropelki spermy.</p>

<p>Pieszczące jego erekcję
dłonie Harry'ego sprawiały, że powoli tracił zmysły. A
przy tym chłopak wbijał w niego tak rozgoryczone spojrzenie, jakby
obwiniał Severusa o całe zło świata.</p>

<p>- A może chcesz
posłuchać o czymś innym? - zapytał cichym, chrapliwym
głosem.- Opowiedzieć ci o tym, jak rozwaliłem posąg, a jego
odłamki poraniły mi całą twarz, ale ja w ogóle tego nie
poczułem, ponieważ ból był tak silny, że całkowicie
zagłuszył fizyczne cierpienie? Opowiedzieć ci? - Ścisnął
mocniej pulsującą, promieniującą żarem erekcję</p>

<p>Tak, dokładnie tego pragnął
słuchać. Niech mu przypomni, jaki jest podły i nikczemny, jakim
jest pozbawionym skrupułów, potrafiącym jedynie zadawać ból
łajdakiem... żeby już nigdy nie zapomniał, co będzie
musiał zrobić. Żeby nie zapomniał, że to wszystko jest
tylko iluzją, która będzie musiała zostać zniszczona... i
że to on sam będzie musiał ją zniszczyć. Żeby nie
zapomniał, w jaki sposób funkcjonował, zanim w jego życiu
pojawił się Potter, ponieważ już niedługo znowu
zostanie sam... i już nigdy nie będzie mógł wyszeptać
udręczonym pomrukiem:</p>

<p>- Potter...</p>

<p>- A może ty mi opowiesz, jakie
to uczucie, kiedy mnie tak traktujesz? - kontynuował Harry, jeszcze
szybciej poruszając dłońmi. - Jak bawi cię zadawanie mi
ciosów i patrzenie, jak zwijam się z bólu? Jak wielką odczuwasz
satysfakcję, kiedy mnie upokarzasz i obserwujesz mój upadek? Może
opowiesz mi o tym, jak uwielbiasz mnie ranić?</p>

<p>Wybuch gorących płomieni w
pomieszczeniu był nagły i gwałtowny. Ławki i krzesła
znajdujące się w sali Runów wirowały wokół nich z
zawrotną szybkością. Ściany pokryły się
czerwienią.</p>

<p>Jeszcze chwilę. Pozwoli sobie
pozostać w tej iluzji jeszcze przez krótką chwilę, zanim powróci
do swoich komnat i zaleje się w trupa. Jeszcze tylko na małą
chwilę wzbudzi we wpatrzonych w siebie z goryczą oczach ten sam ogień,
który widział w nich tak wiele razy... i który znowu pragnął
ujrzeć.</p>

<p>Jeszcze przez chwilę.</p>

<p>***</p>

<p>Nad domami unosiła się
ognista łuna, rozświetlając pogrążoną w
ciemności okolicę. Powietrze wypełniały przedagonalne
wrzaski, okrzyki bólu, trwogi i rozpaczliwego cierpienia. Odziane w czerń
sylwetki snuły się niczym cienie pomiędzy leżącymi na
ulicy, rozszarpanymi albo spalonymi ciałami, podążając za
garstką ocalałych mugoli, którzy próbowali jeszcze uciekać.</p>

<p>Severus odwrócił wzrok od
rzucającego się po ziemi, płonącego niczym żywa
pochodnia mężczyzny i spojrzał w głąb ulicy.
Śmierciożercy nie oszczędzali nikogo. Widział, jak Adraught
ciągnie za włosy młodą kobietę, wlokąc ją za
sobą po ziemi. Słyszał jej rozpaczliwe zawodzenie, ale to
prawdopodobnie nie ból był tego przyczyną, a martwe, dwuletnie
dziecko, które kobieta trzymała za nogę, ciągnąc je za
sobą, jakby wciąż wierzyła, że nie jest jeszcze za
późno. Ale było. Severus widział połyskującą w
blasku ognia smugę krwi, która wiła się za nimi po ziemi.</p>

<p>- Pomocaaaaarrrggghhh!</p>

<p>Severus odwrócił się akurat
w momencie, kiedy młody chłopak o rozczochranych, czarnych
włosach przewracał się wprost na niego. Jego krew siłą
rozpędu spryskała białą maskę i szatę, w
którą przyodziany był mężczyzna. Severus złapał go
mimowolnie i w tej samej chwili cała okolica pogrążyła
się w gęstej ciemności, w której jedyne światło
padało na zastygłą w wyrazie przerażenia twarz
chłopca... ciemne, rozwichrzone włosy, tak znajome... i... i nagle
Severus został uderzony wizją, w której te jasnobłękitne,
gasnące oczy zmieniły barwę na szmaragdową zieleń,
ukrytą za okrągłymi okularami, i doznał wrażenia,
jakby coś złapało go za gardło i próbowało wciągnąć
w grząskie bagno mroku, w którym klęczał, trzymając w
ramionach wiotkie, martwe ciało...</p>

<p>Czy tak to będzie
wyglądało? Czy tak właśnie będzie trzymał Pottera
po tym, kiedy Czarny Pan odbierze mu moc i życie?</p>

<p>- Zostaw to ścierwo -
usłyszał przebijające się przez ciemność
prychnięcie i wszystko powróciło. Jednak wydawało się
dobiegać jakby zza szyby. Wrzaski, płomienie, tryskająca krew.
Jego własna ręka unosząca się i rzucająca
klątwę. Ciało kobiety tarzającej się w
męczarniach po trawniku. Tubalny śmiech Blackwooda oraz jego
pełne ekscytacji słowa.</p>

<p>Ale pomimo całej
otaczającej go kaźni, Severus wciąż widział jedynie te
ciemne włosy i wypełnione pustką oczy. I nie był w stanie
oderwać od nich wzroku. Dopóki nie dotarł do niego głos
Blackwooda, wypowiadający to jedno, znajome słowo:</p>

<p>- ...Pottera w swoje ręce, to
pozwoli nam się z nim trochę zabawić...</p>

<p>Severus oderwał spojrzenie od
leżącego na ziemi ciała i powoli odwrócił głowę w
stronę stojącego obok niego mężczyzny. Powietrze
wypełnił lodowaty podmuch.</p>

<p>- Nie mów, że nie
miałeś na to ochoty przez te wszystkie lata, kiedy był zaledwie
na wyciągnięcie twojej ręki - kontynuował
Śmierciożerca. - Wyobraź to sobie... przerżnąć
ich "Złotego Chłopca", ich "cudeńko",
"nadzieję czarodziejskiego świata", tego parszywego
"Wybrańca"... Wgnieść go w ziemię, zdeptać,
zadać mu taki ból, jakiego nigdy sobie nie wyobrażał, a potem
rżnąć go do utraty przytomności, tak jak kiedyś to
robiliśmy... Och, to będzie coś pięknego! - Z ust
Blackwooda wydobył się gardłowy śmiech przypominający
charczenie.</p>

<p>Obsydianowe oczy nie poruszyły
się. Ale coś ukrytego za nimi szarpało się jak w amoku,
jakby próbowało wyrwać się i rzucić stojącemu obok
mężczyźnie do gardła. I rozerwać go na strzępy.</p>

<p>Severus widział to już
oczami wyobraźni. Widział, jak Blackwood wije się u jego stóp w
męczarniach, poddawany najstraszniejszym torturom. Widział, jak
powoli ulatuje z niego życie, a wraz z nim także i pragnienie, które
ośmielił się poczuć.</p>

<p>Nigdy go nie dotknie. Nigdy nawet
się do niego nie zbliży. W ogóle nie ma prawa oddychać tym samym
powietrzem, co Potter. Chodzić po tej samej ziemi. Istnieć tuż
obok niego.</p>

<p>W momencie, w którym go
zapragnął, sprowadził na siebie śmierć. I Severus
najchętniej zadałby mu ją już teraz, w tej
właśnie chwili, żeby już nawet przez jedną
sekundę nie mógł pomyśleć o tym, co jeszcze zrobiłby z
jego Potterem... ale musiał się powstrzymać. W pobliżu
było zbyt wielu świadków.</p>

<p>- Będzie? - zapytał
Severus, nie odrywając zamyślonego spojrzenia od Blackwooda, ale
mężczyzna całkowicie je zignorował, dalej snując swój
wywód z błyszczącymi mściwym podekscytowaniem oczami:</p>

<p>- Ustawię się jako pierwszy
w kolejce do jego dziewiczej dupy...</p>

<p>Snape zrobił krok w jego
stronę. Zamarznięta trawa zaskrzypiała pod jego butami.</p>

<p>Jesteś już trupem,
Blackwood... to tylko kwestia czasu.</p>

<p>- Nie mogę się wprost
doczekać, kiedy to zobaczę.</p>

<p>***</p>

<p>Chciał po prostu wrócić do
swych komnat i odpocząć. Zmyć z siebie cały ten smród oraz
pokrywające jego szatę plugastwo. Oczyścić umysł z
obrazów, pozbyć się wypełniającego go brudu, którym
obrósł niczym skorupą, a potem z butelką whisky w dłoni,
stanąć nad żarem buchającym z myślodsiewni i pić
łyk za łykiem, pić tak długo, dopóki nie będzie mu
już wszystko jedno i dopóki nie będzie gotów, aby znowu rzucić
się w ogień...</p>

<p>Lecz kiedy tylko przekroczył
próg swych komnat i usłyszał za sobą szelest... i odwrócił
się z różdżką przygotowaną do obrony... ujrzał
Pottera.</p>

<p>Pottera, którego nie chciał
widzieć. Nie teraz, nie w tej chwili, kiedy konstrukcje jego umysłu
po całym dniu udawania, mordowania i grania kilku różnych ról
były mocno już nadwątlone... kiedy wiedział, że
wystarczy jeden mocniejszy wstrząs, aby nie dał rady ich już
utrzymać... i aby wszystko skończyło się katastrofą.</p>

<p>Próbował się go
pozbyć. Próbował wszystkiego. Ale Potter nie wychodził. Nie
chciał iść, nie chciał zostawić go w spokoju.
Wciąż tylko uparcie prawił te swoje naiwne, niedorzeczne brednie
i nawet gdy Severus zaczął ciskać w niego klątwami,
wciąż tylko... był. Jak światło, którego nie
można w żaden sposób zgasić, a które przez cały czas razi,
aż w końcu pozostaje tylko zakryć przed nim oczy i udawać,
że to, co zostało przez nie wydobyte z mroku, wcale nie istnieje.</p>

<p>I że ten
pogłębiający się ucisk w klatce piersiowej także nie
istnieje.</p>

<p>- Nie chcę umierać... -
szept Harry'ego był niezwykle cichy, ale wystarczył, aby dokonać
pustoszących zniszczeń i obudzić demony. Martwe ciało u
jego stóp... ciemne włosy rozsypane na trawie... nieruchome, pozbawione
blasku oczy... i po wszystkim...</p>

<p>...próżnia.</p>

<p>I nic poza nią.</p>

<p>Zdołał wynurzyć
się w ostatniej chwili. Skupił swój wzrok na siedzącym na
podłodze Potterze i jeszcze mocniej zacisnął dłoń na
różdżce, którą celował mu między oczy.</p>

<p>- Nie ty jeden jesteś
ofiarą w tej wojnie, Potter - wycedził, z trudem panując nad
głosem. - Nie ty pierwszy i nie ostatni. Myślisz, że ci wszyscy,
którzy zginęli, także nie pragnęli żyć? Myślisz,
że chcieli złożyć swoje życie w ofierze? Myślisz,
że tylko ty musisz poświęcić coś, co jest ci
najbliższe?!</p>

<p>Niemal się
zachłysnął, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co
właśnie powiedział, a właściwie wykrzyczał w
twarz Pottera.</p>

<p>Ale na szczęście
chłopak najwyraźniej tego nie zauważył... albo nie
zrozumiał.</p>

<p>To dobrze.</p>

<p>- Nie o to chodzi! - Potter
również odpowiedział krzykiem. - Jeszcze niedawno zrobiłbym to
bez wahania. Nie zależało mi. Ale teraz... teraz mam... coś.
Ciebie. I boję się, bo nie chcę tego stracić. Kiedyś
zabicie Voldemorta było dla mnie najważniejsze. Teraz... teraz ty
jesteś najważniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokończył
cicho.</p>

<p>Severus zacisnął usta,
starając się nie zwracać uwagi na otwierającą się
pod nim przepaść.</p>

<p>Jak mógłby tego nie
rozumieć? Rozumiał aż za dobrze...</p>

<p>Ale z pewnością tego nie
zaakceptuje. Nie zaakceptuje niczego, co mogłoby zagrozić jego
największemu pragnieniu. Pragnieniu, które do tej pory utrzymywało go
przy życiu... Choćby miał to wyrwać z siebie gołymi
rękami, niezależnie od tego, jak bolesne to będzie i jak wiele
krwi przy tym straci...</p>

<p>- Czasami priorytetem jest to, co
ważne, a nie to, co osobiste - wypowiedział zachrypniętym,
odległym głosem. - I należy się z tym pogodzić,
Potter.</p>

<p>- Nie! Nigdy się z tym nie
pogodzę! Można to połączyć...</p>

<p>- Połączyć? -
przerwał mu Snape. - Wierz mi, że nie można. Jeżeli
dopuścisz do priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś
przegrany.</p>

<p>Ten głupi chłopak niczego
nie rozumiał! Nie, on po prostu wpieprzał się w jego życie,
nie bacząc na nic i naiwnie myśląc, że uczucia to coś,
co można nosić w sobie jak zbroję i co nie ma żadnego
wpływu na zwycięstwo. Na przetrwanie.</p>

<p>A to była
słabość. Straszliwa, żałosna słabość i
tylko głupcy pozwalali, aby nimi zawładnęła, aby nimi
kierowała... Głupcy z sercem na dłoni, którzy myślą,
że ta słabość da im jakąkolwiek ochronę, że
pozwoli im przeżyć... Ale to nie jest żadna zbroja. To
zasłaniające widok i utrudniające ruchy łachmany. To
coś, co może cię jedynie zabić. I zrobi to przy pierwszej,
nadarzającej się okazji.</p>

<p>Potter zmarszczył brwi,
wpatrując się w Severusa badawczym, lustrującym wzrokiem. I po
chwili zapytał, mrużąc oczy:</p>

<p>- A jakie są twoje priorytety,
Severusie?</p>

<p>Posuwali się po niebezpiecznej
krawędzi, z każdą chwilą coraz bardziej zbliżając
się ku przepaści.</p>

<p>- Nie prowokuj mnie, Potter -
warknął Snape, starając się zapanować nad
drżeniem głosu.</p>

<p>- Nie mam takiego zamiaru -
odpowiedział spokojnie Harry. - Chcę tylko wiedzieć, co tak
ważnego przeszkadza ci w... byciu ze mną. Czasami odnoszę
wrażenie, że swoim zachowaniem próbujesz mnie do siebie
zniechęcić. Jakbyś chciał trzymać mnie na dystans. Nie
rozumiem, dlaczego tak postępujesz. Ale chcę, żebyś
wiedział, że twoje próby są daremne. To jest niemożliwe,
ponieważ ty zawsze jesteś ze mną... - Harry przesunął
dłoń i położył ją na swoim sercu - ...tutaj -
szepnął cicho.</p>

<p>Zawsze.</p>

<p>To wydarzyło się w ciszy.
Zagłuszyła walący się mur, pękającą
tarczę, rozbijającą się w pył barierę.
Wypełniła każdą szczelinę, rozlewając się po
ciele Severusa płynnym spokojem i sprawiając, że na jedną
krótką chwilę wszystko, co mogłoby go zakłócić,
odpłynęło... Czarny Pan, każda rzucona klątwa,
każda penetracja umysłu, każdy wrzask cierpienia oraz
gasnące oczy...</p>

<p>Pozostał tylko on. Tylko Potter.</p>

<p>A także pragnienie. Tak silne,
że niemal ogłuszające. Teraz, kiedy nie było w nim niczego,
kiedy wszystko, co do tej pory utrzymywało go na powierzchni,
zniknęło, kiedy wszystko, czym się karmił, zostało z
niego wyssane... pozostał jedynie głód. I próżnia. Próżnia,
którą tylko Harry potrafił wypełnić... którą tylko on
był w stanie wypełnić.</p>

<p>Poczuł, jak kolana uginają
się pod nim, a ręce wyciągają, by sięgnąć po
to, czego potrzebował do przeżycia. I zagarnął to, przyciągając
Harry'ego do siebie i już po chwili zanurzał się w nim, w jego
gorącu i zapachu, w jego spojrzeniu i oddaniu, czując, jak to
wszystko wypełnia go, jak rozrasta się w nim, sięgając
coraz głębiej i rozgrzewając każdy fragment jego oblodzonej
duszy.</p>

<p>Ale to wciąż było zbyt
mało. Pragnął więcej. Pragnął go jeszcze
więcej.</p>

<p>Sięgnął więc
jeszcze dalej. Do jego umysłu. Otwartego teraz niczym
wyciągnięta dłoń, która pragnie jedynie dawać. I
doznał niemal wstrząsu anafilaktycznego, kiedy został nagle
otoczony przez... to. Było wszędzie. Silne i twarde niczym diament, a
jednocześnie miękkie i delikatne niczym puch... i tak niesamowicie
ciepłe... i należało tylko do niego. Cała ta... moc,
ponieważ nie potrafił tego inaczej nazwać. Skierowana tylko ku
niemu. Gotowa zrobić dla niego wszystko.</p>

<p>Siła ukryta pod maską...
ułomności. Czy tak to właśnie wyglądało? Czy
zawsze tak... parzyło?</p>

<p>Chciał... nie, musiał jej
spróbować... jeszcze bardziej się w nią zanurzyć.</p>

<p>I zrobił to.</p>

<p>A rozkosz, której wtedy doznał,
wydała mu czymś prawie nieziemskim, pomimo iż była zaledwie
ułamkiem tej drzemiącej w Harrym mocy. Przypominała kąpiel
w lawie. Z której z trudem udało mu się wypłynąć.</p>

<p>Opadł na drżące
ciało pod sobą, haustami łapiąc powietrze, które
uleciało mu z płuc. Kręciło mu się w głowie i po
raz pierwszy nie był w stanie dojść do siebie po orgazmie.
Miał wrażenie, że całe jego ciało pulsuje od ognia,
który przed chwilą je strawił.</p>

<p>I wtedy poczuł ramiona
Harry'ego, oplatające się wokół jego szyi i
przyciągające go jeszcze bliżej.</p>

<p>- Niech cię cholera, Potter... -
wysapał z trudem, kiedy udało mu się już odzyskać
głos. Był pewien, że chłopak uśmiechnął
się, ale w tej chwili kompletnie go to nie obchodziło. Chciał po
prostu tak pozostać, czując go każdym fragmentem swego ciała,
każdym zmysłem. Jego dotyk, jego zapach, jego spokojny oddech...</p>

<p>Poruszył się i uniósł
na rękach, spoglądając na jego zarumienioną twarz i
wpatrzone w siebie z uwagą krystalicznie zielone oczy. Mimowolnie
uniósł odzianą w rękawiczkę dłoń i dotknął
blizny w kształcie błyskawicy przecinającej zroszone potem
czoło. Powoli przesunął palec na skroń i policzek, z
fascynacją przyglądając się smudze krwi, którą
pozostawiał jego dotyk. Krew tych wszystkich, którzy dzisiaj zginęli,
lśniąca na tej jasnej, nieskazitelnej skórze... była niczym
profanacja.</p>

<p>Przesunął palec na
brodę i w końcu zatrzymał go na rozchylonych wargach,
brukając je czerwienią.</p>

<p>Przełknął
ślinę, czując, że zupełne nagle zasycha mu w gardle.</p>

<p>Przez jedną szaloną
chwilę zastanawiał się, czy mógłby polizać te wilgotne
usta? Tylko raz przesunąć po nich językiem, by poczuć ich
smak...</p>

<p>Ale wiedział, że gdyby to
zrobił, to wykonałby o ten jeden krok za daleko... i nie mógłby
już wtedy powstrzymać się, by nie zanurzyć się
głębiej w ich smaku, w ich żarze... i to byłby jego koniec.</p>

<p>Nie, musi go posmakować w inny
sposób. W inny sposób ugasić to wciąż nie do końca
zaspokojone pragnienie, które konsumowało go od środka.</p>

<p>Zaczął więc
sunąć dalej, znacząc na skórze krwawy ślad, aż w
końcu dotarł do jego penisa. Zdjął zębami
rękawiczkę i owinął dłoń wokół erekcji
Pottera. Była tak gorąca, że niemal parzyła... jak
ogień, którego doznał, kiedy był wewnątrz niego. I pragnął
go znowu doświadczyć, pragnął ujrzeć go w tych
zielonych oczach, jak najszybciej... Chłopak jęczał i
skamlał, kiedy Severus przesuwał dłonią po jego penisie, za
wszelką cenę pragnąc wyciągnąć z niego orgazm,
pragnąc znowu ujrzeć tę jasność rozlewającą
się po jego twarzy, potrzebując jej. I nie musiał czekać
zbyt długo.</p>

<p>Szczupłe ciało
wygięło się, a z ust Harry'ego wydobyło się coś,
co przypominało zawodzące westchnienie. Ramiona, które chłopak
owijał wokół szyi Severusa, zacisnęły się jeszcze
mocniej, jakby próbował zgnieść go w uścisku, a jego
szyję owionął parzący oddech.</p>

<p>Czuł ciepłe strugi nasienia
osiadające na jego dłoni.</p>

<p>Mimowolnie oblizał wargi,
czując, że znowu zasycha mu w ustach. Potrzebował tego. Jak
najszybciej. To pragnienie... paliło.</p>

<p>Oswobodził się z
uścisku Harry'ego i uniósł na ręce, spoglądając z góry
na zaczerwienioną, promieniującą twarz i przyklejone do
czoła, wilgotne kosmyki ciemnych włosów. Widział
płonący w szeroko otwartych oczach ogień. Ogień, który
sięgał niemal do jego umysłu i Severus czuł go tak
wyraźnie, jakby płonął także w nim.</p>

<p>Wypuścił z ręki
rozgrzanego penisa i uniósł pokrytą spermą dłoń do
ust.</p>

<p>Polizał.</p>

<p>Smakowała... wybornie.
Wlała się do jego ust niczym strumień chłodnej wody do
wysuszonego gardła, w jednej chwili gasząc pragnienie i
przynosząc ulgę nieporównywalną z niczym innym. Cały smak
Pottera... cały jego entuzjazm, nieprzewidywalność,
naiwność, oddanie, cała ta drzemiąca w nim siła...
wszystko zawarte w tej białej, słodko-gorzkiej cieczy. W jego ustach.
W jego gardle. W nim. Rozlewająca się po jego ciele i
dogaszająca to zrujnowane pogorzelisko, które pozostało w nim po tym,
czego doświadczył. Przynosząca... spokój.</p>

<p>Poddał mu się. Opadł
na łokcie, wtulając twarz w gorącą szyję Harry'ego i
zanurzając się w jego obezwładniającym,
odprężającym cieple.</p>

<p>- Przyjdź jutro wieczorem.
Przygotuję kolację. I... przynieś ze sobą piżamę
i szczoteczkę. Jeśli chcesz.</p>

<p>***</p>

<p>Był głupcem.
Sądził, że jest niepokonany, że wystarczy, iż zbuduje
potężne tamy o grubych, solidnych murach, które będą w
stanie zatrzymać wszystko. Ale takiego żywiołu nie dało się
powstrzymać. Przesączał się niezauważenie,
wdzierał się tak długo i tak wytrwale, aż w końcu
powstała na tyle szeroka wyrwa, by mógł się przez nią
przebić i zalać wszystko, co napotkał na swej drodze,
rujnując starannie budowaną konstrukcję.</p>

<p>Ale tylko prawdziwi głupcy mogli
uwierzyć w to, że to koniec. Prawdziwi wirtuozi potrafili
wznosić swe konstrukcje coraz wyżej i wyżej nawet wśród
szalejącego wokół żywiołu. Właśnie dlatego
nazywani byli Mistrzami.</p>

<p>Severus spojrzał na
zasypiającego na jego kolanach Pottera. Wieczór okazał się
udany. Zjedli razem kolację, którą Severus przygotował... a
potem po prostu dali się ponieść swym perwersyjnym fantazjom. I
teraz Severus miał go tutaj, przy sobie, tak blisko, iż niemal
słyszał bicie jego serca i coraz spokojniejszy oddech. Ciemne kosmyki
łaskotały jego szyję, a zapach wanilii wsączał mu
się w szatę. Potter wtulał się w niego tak, jakby ramiona
Severusa były dla niego całym światem i nie potrzebował już
niczego więcej. Niczego.</p>

<p>- Dosyć tego - wyszeptał
cicho mężczyzna. - Idziesz spać.</p>

<p>Wsunął dłonie pod
pośladki chłopca, unosząc go do góry, wstając z fotela i
kierując się do sypialni.</p>

<p>Nie zamierzał z tym
dłużej walczyć. Pozwoli temu trwać dopóki mają jeszcze
czas. Dopóki nie zostanie mu to odebrane.</p>

<p>Ułożył go w swym
łóżku, delikatnie zdejmując mu buty i spodnie. A także
okulary.</p>

<p>Ale kiedy nadejdzie ta chwila...</p>

<p>- C-co... robi...?</p>

<p>- Cii, śpij już -
wymruczał, przyciskając wargi do jego skroni.</p>

<p>...nie zawaha się nawet przez
moment.</p>

<p>Zbyt wiele poświęcił.
Zbyt wiele żyć zostało złożonych w ofierze, by teraz
mógł zrezygnować, teraz, kiedy już niemal dotarł do celu,
kiedy miał go na wyciągnięcie ręki.</p>

<p>Uniósł go ostrożnie,
zdejmując mu bluzkę przez głowę i z powrotem
układając na chłodnej pościeli.</p>

<p>Pewne rzeczy były ważniejsze
od innych. Tylko słabi ludzie stawiali swe uczucia na pierwszym miejscu,
uważając je za najważniejsze. Tylko ślepcy nie potrafili
odróżnić tego, co ważne, od tego, co osobiste.</p>

<p>Przykrył go i wyprostował
się, obserwując, jak Potter przewraca się na bok i szepcze
sennie:</p>

<p>- Jeżeli kiedyś...
wyjęczysz moje imię... to wyjawię ci swój sekret.</p>

<p>Severus pozwolił sobie na
słaby uśmiech.</p>

<p>Chłopak zawrócił mu w
głowie, ale to niczego nie zmienia. Absolutnie niczego.</p>

<p>Wyciągnął
dłoń i łagodnie pogładził go po policzku.</p>

<p>- W takim razie twój sekret jest
bezpieczny. Dobranoc - odparł cicho.</p>

<p>Tylko naiwni sądzili, że
mogą mieć wszystko.</p>

<p>Cofnął dłoń,
odwrócił się i ruszył do łazienki, ale zanim do niej
dotarł, usłyszał jeszcze wypowiedziane miękkim, sennym
szeptem:</p>

<p>- Dobranoc... Severusie.</p>

<p>Zamknął za sobą drzwi.</p>

<p>Severus nie był słaby, nie
był ślepy i nie był naiwny. Wiedział, co należy
zrobić, i nie zamierzał się przed tym cofnąć.
Było już na to za późno. Zbyt wiele wysiłku kosztowało
go dotarcie aż do tego miejsca.</p>

<p>Zrobi to. Poświęci go.
Poświęci go dla pragnienia, któremu on sam poświęcił
niemal całe swoje życie... dla którego poświęcił nawet
własną duszę... I osiągnie swój cel, dotrze do samego
końca, nawet jeżeli oznaczało to... wyrwanie własnymi
dłońmi swego serca i zgniecenie go w uścisku. Nawet jeżeli
pozbawi go to tchu i nie uda mu się już zaczerpnąć go
ponownie.</p>

<p>Kiedy wyszedł z łazienki,
panującą w sypialni ciszę wypełniał jedynie cichy,
wyrównany oddech. Potter już spał.</p>

<p>Severus podszedł do
łóżka i wśliznął się pod przykrycie,
spoglądając na leżący obok niego w ciemnościach,
ciepły kształt. Na łagodną linię karku, sterczące
na wszystkie strony włosy i wystające spod kołdry nagie
ramię, które unosiło się i opadało przy każdym
oddechu.</p>

<p>Ostrożnie przysunął
się bliżej. Harry nie poruszył się. Spał, odwrócony do
niego tyłem. Severus mógł więc przysunąć się do
niego jeszcze bliżej.</p>

<p>Uniósł dłoń,
dotykając nagiego ramienia Harry'ego i powoli przesuwając po nim
palcami w delikatnej, niemal niewyczuwalnej pieszczocie.</p>

<p>Przysunął się jeszcze
bliżej, przywierając do gładkich, nagich pleców i...
sięgnął po niego. Owinął rękę wokół
pasa Harry'ego i najdelikatniej jak mógł, przysunął go do siebie,
układając się tak, aby mógł czuć go całym swoim
ciałem... i aby mógł ogrzewać się jego niegasnącym
żarem. Jego wargi odnalazły ramię Harry'ego i przywarły do
skóry, wchłaniając jej smak i zapach wszystkimi, skamlącymi z
potrzeby zmysłami.</p>

<p>- Nie mogę tego zmienić -
wyszeptał, mając wrażenie, jakby całe powietrze
zostało wyssane z jego płuc. Przesunął głowę,
odnajdując wargami gorącą szyję i składając na
niej łagodny pocałunek. - Nie mogę...</p>

<p>Pozostaniesz w moich wspomnieniach. I
będziesz w nich już zawsze. Przy mnie.</p>

<p>***</p>

<p>Rano zapach Harry'ego wydawał
się jeszcze intensywniejszy. Był wszędzie. Sączył
się z jego skóry niczym niewidzialny dym, wsiąkając w
pościel oraz przykrycie i kłębami unosząc się nad
łóżkiem.</p>

<p>Severus leżał na boku,
podpierając się na łokciu i... obserwował go. Jego
pogrążoną we śnie twarz. Rozchylone lekko wargi.
Opadające na czoło i rozsypane w nieładzie na poduszce
włosy. Nagie ramię, leżące swobodnie na kołdrze,
unoszące się i opadające wraz z równym, spokojnym oddechem.
Emanujące od niego rozluźnienie... W tej jednej chwili
przypominał niezwykle kunsztowne i wyszukane dzieło. Dzieło
przedstawiające bezgraniczną ufność oraz
całkowitą bezradność... i Severus nie potrafił
oderwać od niego oczu. Widok ten był dla niego... odprężający.</p>

<p>Powoli uniósł dłoń i
delikatnie dotknął ciemnych, rozczochranych włosów,
przeczesując je palcami. Czuł, jak wilgotne od snu kosmyki
prześlizgują się pomiędzy nimi. Widział, jak jego
dłoń niemal ginie w gęstwinie sterczących na wszystkie
strony włosów. Na przemian gładził je i łapał w
garść, a wtedy tak przyjemnie łaskotały mu skórę... i
przez cały czas miał wrażenie, jakby to właśnie one
były również przyczyną tego łaskotania, które odczuwał
w lędźwiach, a które coraz szybciej roznosiło się po całym
ciele.</p>

<p>Nie odrywając wzroku od powiek
Harry'ego, gotów w każdej chwili zabrać rękę,
przesunął dłoń i pogładził jego rozgrzany od snu
policzek. Czuł żar promieniujący od skóry, żar, który
ogrzewał jego chłodne palce i niemal buchał mu w twarz. Przysunął
ją więc bliżej, zanurzając nos i usta w ciemnych
włosach i głęboko wciągając w nozdrza ich zapach.
Pachniały czekoladą. Słodką, parującą
czekoladą. Woń była tak intensywna, iż wydawało
się, że to właśnie ona sprawia, że cały pokój
faluje.</p>

<p>Nasyciwszy już swe zmysły,
Severus przesunął twarz niżej, na szyję Harry'ego i niemal
zakręciło mu się w głowie, kiedy poczuł
wdzierający mu się w nozdrza zapach wanilii. Wysunął
język i polizał tę nieskazitelną skórę, czując na
języku smak wymieszanej z potem słodyczy. To najprawdopodobniej ona
sprawiła, że tym razem w powietrzu pojawiły się iskry. Tak
samo, jak w ciele Severusa.</p>

<p>Nie odrywając nosa od
ciepłej skóry, przesunął twarz na nagie ramię,
dłonią zsuwając z Harry'ego przykrycie, by móc mieć go
przed sobą w całej okazałości, jego drobną
sylwetkę, wystające łopatki, długie zagłębienie
kręgosłupa ciągnące się aż do pośladków i te
apetyczne biodra, w które tak bardzo uwielbiał wbijać palce,
ugniatając drżące pod nim ciało i bez oporu
przyciągając je ku swojej wyprężonej erekcji.</p>

<p>Oblizał wargi i
przymknął powieki, ponownie zagłębiając twarz w jego
gorącej szyi oraz odurzającym zapachu, czując, jak iskry
zamieniają się w drżenie i jak drżenie przeistacza się
w krople lawy, które spływają po jego skórze, wypalając w niej
rany... i jak to coś, co nie pozwalało mu oddychać, mając
Pottera tak blisko siebie, to coś, co więziło mu oddech w
płucach, kiedy na niego patrzył, to coś, co szarpało
się w nim, kiedy czuł go na języku i w nozdrzach... jak to
coś rozprzestrzenia się w nim coraz bardziej i bardziej,
zamieniając głód, który zawsze odczuwał w... porażające
nerwy, konsumujące wszystkie zmysły pragnienie, z którym Severus nie
miał już siły walczyć. Wypełniało go,
płynęło w jego żyłach, szarpało
lędźwiami i próbowało rozerwać go na strzępy... i
wiedział, że jeżeli zaraz nie dotknie Pottera, jeżeli go nie
skosztuje, jeżeli nie zatopi w nim swoich ust i zębów, i palców, i
języka... to oszaleje.</p>

<p>Nie był w stanie
dłużej mu się opierać. Sięgnął po niego
dłońmi drżącymi z potrzeby. Dłońmi, które
pragnęły jedynie dotykać go. Ustami, które pragnęły
całować i smakować go. Palcami, które pragnęły
zanurzać się w jego żarze i sprawiać mu
przyjemność. I w końcu penisem, który jedyne, czego
pragnął, to... być w nim.</p>

<p>I zastanawiał się, czy to
wciąż było jeszcze pragnienie... czy już może
obłęd?</p>

<p>***</p>

<p>Dumbledore połknął
haczyk. Wystarczyła niewielka wzmianka o planowanym ataku na
Międzynarodową Federację Quidditcha, aby całkowicie
skupił się na obronie tego obiektu. A wykorzystując
panujący w budynku zamęt oraz biegających wszędzie aurorów
i pracowników instytutu, Severusowi wystarczyły dwie celnie rzucone Avady,
aby pozbyć się wskazanych przez Czarnego Pana przynęt w postaci
najmniej przydatnych Śmierciożerców.</p>

<p>Jasna strona ma swoją
małą wygraną, a Czarny Pan nic na tym nie traci.</p>

<p>Pozostała jednak jeszcze jedna
sprawa, którą Severus zamierzał załatwić przy okazji tej
misji.</p>

<p>Czując, że Eliksir
Wielosokowy, który wypił jeszcze przed przybyciem na miejsce, przestaje
działać, przyspieszył kroku, by jak najszybciej
znaleźć się w umówionym miejscu spotkania na tyłach budynku.
Uliczka była wąska i ciemna. Wiedział, że ma niewiele
czasu, zanim zjawią się tu aurorzy przeszukujący teren i że
będzie musiał załatwić to w miarę szybko.</p>

<p>Mocniej zacisnął
dłoń wokół różdżki i wyszedł zza rogu.</p>

<p>- Na Merlina, to ty. - Blackwood odetchnął
i opuścił różdżkę, którą obronnie wycelował
w Severusa, kiedy ten niespodziewanie wyłonił się z
ciemności. - Jak poszło? Załatwiłeś ich?</p>

<p>Severus niemal niezauważalnie
skinął głową, obserwując opadające w dół
ramię mężczyzny. Och, wiele ryzykował, sprowadzając go
tutaj i wmawiając, że potrzebuje jego pomocy, na wypadek, gdyby
Śmierciożercy zdołali wycofać się i dotrzeć w
miejsce, skąd mogliby się aportować. Miał czekać tutaj
i zabić ich obu, gdy tylko pojawią się w zasięgu wzroku.
Ryzykował naprawdę wiele, ponieważ zadanie, które
przydzielił mu Czarny Pan, było tajne i nikt poza nim nie miał
prawa o nim wiedzieć. Ale to ryzyko było niczym w porównaniu z tym,
co otrzyma w zamian...</p>

<p>Ręka Blackwooda opadła.</p>

<p>- Expelliarmus.</p>

<p>Niespodziewanie rzucone zaklęcie
nie miało większych problemów z rozbrojeniem nieprzygotowanego na nie
mężczyzny. Severus złapał jego różdżkę w tym
samym momencie, w którym zaskoczony Blackwood wykrzyknął:</p>

<p>- Co ty...?</p>

<p>- Infirmitate!</p>

<p>Mężczyzna zgiął
się wpół i opadł na kolana. Wyglądał tak, jakby nagle
stracił wszystkie siły i nie był w stanie utrzymać się
na nogach.</p>

<p>Powoli uniósł głowę i
przekrwionym wzrokiem spojrzał na Severusa, którego twarz nie
wyrażała w tej chwili niczego oprócz pogardy. W brązowych oczach
ukrytych pod kotarą brudnych, kędzierzawych włosów
zapłonęło zrozumienie.</p>

<p>- Zwabiłeś mnie tu
specjalnie... - wycharczał z trudem. - Czego chcesz?</p>

<p>- Jedynie twojej śmierci -
odpowiedział spokojnie Severus, podchodząc o krok bliżej i nie
przestając celować w niego różdżką.</p>

<p>Na twarzy Blackwooda odmalowało
się pełne przerażenia zdumienie.</p>

<p>- Co? Niemożliwe. Czarny Pan
nigdy by...</p>

<p>- Czarny Pan nie ma z tym nic
wspólnego - odparł zimno Snape, podchodząc jeszcze bliżej. -
Jesteś tutaj, ponieważ... - odsunął końcem
różdżki część zasłaniających twarz
mężczyzny włosów, aby móc dokładnie widzieć jego twarz
- ...zapragnąłeś niewłaściwej osoby. -
Kędzierzawe brwi Blackwooda zmarszczyły się. Severus pochylił
się i wysyczał mu prosto w twarz głosem zimniejszym niż
lód. - Potter jest tylko mój. Twoje brudne ręce nigdy go nie dotkną.
Nigdy.</p>

<p>Widział, jak oczy Blackwooda
rozszerzają się z niedowierzania. Niemal słyszał jego
galopujące szaleńczo myśli. Jak próbuje poskładać
fakty. Próbuje zrozumieć.</p>

<p>- Potter? A więc ten wielki plan
Czarnego Pana dotyczący Pottera... to o to chodziło! Naprawdę to
zrobiłeś, Severusie. Zdobyłeś go!</p>

<p>W oczach Snape'a zamigotały
kryształki lodu.</p>

<p>- Ty, na szczęście, nie
dożyjesz rozwiązania tego planu - wycedził, celując prosto
między oczy unieruchomionego mężczyzny.</p>

<p>- Zaczekaj! - wychrypiał
desperacko Blackwood. - To był... to był tylko żart. To, co
wtedy powiedziałem. Potter nic mnie nie obchodzi. Możesz go sobie
wziąć. Uwolnij mnie i zapomnijmy o tym incydencie.</p>

<p>Ciemność, która
napłynęła do oczu Severusa, wydawała się
wypełniać również całą przestrzeń.</p>

<p>- Masz mnie za idiotę? -
zapytał pogardliwie. - Widzisz... nawet gdybyś zdołał
okiełznać swoje chore zapędy... nawet gdybyś przyrzekł
pod Veritaserum, że go nie dotkniesz... nawet gdybyś się
własnoręcznie wykastrował... to ja i tak będę
wiedział, że go pragniesz... że w twoim wynaturzonym umyśle
pojawiły się jakiekolwiek myśli związane z nim. Tak
więc sam widzisz... nie mogę pozwolić ci żyć. Nie
mogę pozwolić nawet na to, abyś oddychał tym samym
powietrzem, co on.</p>

<p>Blackwood wpatrywał się w
niego z absolutnym niedowierzaniem.</p>

<p>- Severusie, nie mówisz
poważnie. Przecież to tylko jakiś...</p>

<p>- Zamknij się! - Severus
wbił różdżkę w jego czoło, odpychając mu
głowę w tył i zmuszając mężczyznę do
uniesienia wzroku. - Nic o nim nie wiesz. Nigdy nie będzie ci dane
zobaczyć, jak wznosi się i opada, jak jaśnieje blaskiem
spełnienia. Nigdy nie ujrzysz tego bezgranicznego pragnienia w jego
oczach, tego oddania... Potrafisz je sobie wyobrazić? Oczywiście,
że nie. Skąd miałbyś je znać?</p>

<p>Na twarzy Blackwooda odmalowała
się bezwzględna, osłupiała groza.</p>

<p>- Ty coś do niego czujesz -
powiedział zaszokowany. - Zwariowałeś!</p>

<p>Severus pochylił się,
przybliżając usta do jego ucha.</p>

<p>- Tak - wyszeptał. -
Zwariowałem.</p>

<p>Błysnęło zielone
światło i twarz Blackwooda na zawsze zamarła w wyrazie
bezbrzeżnego zdumienia.</p>

<p>Severus schował
różdżkę, jeszcze raz spojrzał na nieruchome, martwe
ciało u swoich stóp i aportował się.</p>

<p>***</p>

<p>Oczy Szyszymory były niezwykle
cennym, rzadkim i trudnym do zdobycia składnikiem, dlatego Severus
został zmuszony do skorzystania z usług zawodowego łowcy zjaw,
płacąc mu tym, w czym był najlepszy - kilkoma skomplikowanymi,
niemożliwymi do uwarzenia dla zwykłych śmiertelników eliksirami.
Był to jedyny składnik, który potrafił tolerować wszelkie
rodzaje trucizn, nie zmieniając zasadniczo swoich
właściwości.</p>

<p>Severus nasączył oczy
Szyszymory wywarem z owoców oraz liści belladonny, jadu czarnej mamby oraz
rozgniecionych kolców jadowych szkaradnicy i odłożył na
najodpowiedniejszy dla dodania moment. Musiał jeszcze tylko
znaleźć sposób na odsunięcie w czasie efektów ich
działania, aby eliksir nie zabił nosiciela od razu po wypiciu.
Powinien uaktywnić się najpóźniej w dwie godziny po wypiciu.
Będzie musiał jeszcze poeksperymentować na oddzielnym eliksirze,
aby wyszukać najodpowiedniejszy element blokujący receptory, a
jednocześnie taki, który nie zamieni nosiciela w roślinę. I
będzie potrzebował na to wiele czasu...</p>

<p>Niestety chwilowo nie miał go
zbyt dużo. Zimowe ferie dobiegły końca i Hogwart znowu
został zalany przez powódź śmiechów i krzyków
hałaśliwej bandy dzieciaków i Severus musiał powrócić do
swych codziennych obowiązków obejmujących nauczanie, układanie
testów, sprawdzanie bezwartościowych wypracowań oraz przygotowywanie
Notta do inicjacji i wstąpienia w szeregi Śmierciożerców.</p>

<p>I właśnie podczas jednej z
wypraw do Zakazanego Lasu, podczas których znowu musiał oglądać,
jak chłopak pławi się w bezużytecznym okrucieństwie,
nieukierunkowanym i stanowiącym jedynie zbędne marnotrawstwo mocy,
wydarzyło się coś, czego nie przewidział. Nott, upojony
płynącą w jego żyłach Czarną Magią,
postanowił w swej niedojrzałej głupocie zaatakować jedne z
najniebezpieczniejszych stworzeń żyjących w Zakazanym Lesie -
Krakwaty. I to oczywiście Severus musiał ratować mu skórę,
co niemal przepłacił życiem.</p>

<p>Nigdy nie sądził, że
Potter posiada pod tą strzechą włosów jakieś przydatne
informacje, a już w szczególności informacje, które mogą
uratować życie Severusowi.</p>

<p>A jednak.</p>

<p>Co prawda Severus był pewien,
że sam w zupełności by sobie poradził, a gdyby było z
nim już naprawdę źle, to gotów był nawet udać się
do Dumbledore'a, ale Potter... zaskoczył go. I nawet nie tyle swoją
wiedzą, co... reakcją. Wydawał się wręcz chory z
przerażenia. Jakby sama myśl, że mógłby stracić
Severusa, była wystarczająca, aby odebrać mu chęć do
dalszego życia...</p>

<p>I do tego te słowa:</p>

<p>Posłuchaj... jeżeli
ktoś lub coś zrani ciebie, to... tak jakby zranił mnie. Nie
umiem tego wytłumaczyć. Ale ja też to odczuwam. Jesteś dla
mnie wszystkim...</p>

<p>Znowu słowa, których nie
powinien był wypowiadać; których Severus nie miał ochoty
słuchać i najchętniej zamknąłby przed nimi swój
umysł i nie pozwolił, by wciąż rozbrzmiewały mu w głowie,
tak wyraźnie, jakby zostały wewnątrz niej wyryte.</p>

<p>I nie chciał pamiętać
tego potwornego uczucia, które nie pozwoliło mu zasnąć przez
całą noc i zmusiło do spędzenia jej w swym fotelu przed
kominkiem... uczucia, że może cokolwiek Potterowi "zawdzięczać"...</p>

<p>Nie, chłopak miał tylko
dużo głupiego szczęścia. Nic mu nie jest winien.</p>

<p>Absolutnie nic.</p>

<p>***</p>

<p>Schowek. Teraz!</p>

<p>Severus wypuścił z
dłoni kamień, który zaciskał w ukrytej w kieszeni dłoni, i
przyspieszył kroku, aby zdążyć dotrzeć w umówione
miejsce, zanim jeszcze z klas i bocznych korytarzy zaczną wylewać
się uczniowie. Wiedział, że Potter przybiegnie do niego od razu,
kiedy tylko odczyta wiadomość. Podejrzewał, że gdyby
mógł, to przyleciałby nawet na miotle, by być jeszcze szybciej.
Zawsze taki chętny, tak niebywale spragniony...</p>

<p>Severus zatrzymał się przed
niewyróżniającymi się niczym drzwiami, rozejrzał szybko po
korytarzu i wśliznął do środka, zapalając
różdżką stojącą na półce świecę.</p>

<p>Przestał już liczyć,
ile razy w ciągu tygodnia brał go... w swoich komnatach, w pustych
klasach, w tym właśnie schowku. Czasami nawet kilka razy w ciągu
dnia. Ale ile razy nie pochłaniałby go całego, ile razy nie
nasączałby nim wszystkich swoich zmysłów... nie potrafił
się nim nasycić. Wciąż potrzebował więcej i
więcej, próbując wykorzystać każdą chwilę, która
jeszcze mu pozostała... każdą pojedynczą chwilę.
Dopóki go jeszcze miał.</p>

<p>Nie musiał długo
czekać. Potter zjawił się niemal tuż za nim. Wszedł do
środka nieco niepewnie, jak zwykle. W tym swoim wymiętym szkolnym
mundurku i torbą z książkami przewieszoną przez ramię.
Ostrożnie, jakby wchodził do jaskini bestii, która tylko czeka, aby
rzucić się na niego i go pożreć.</p>

<p>I nie było to wcale dalekie od
prawdy.</p>

<p>Torba z książkami
wylądowała na pokrytej liżącymi ich nogi płomieniami
podłodze w tej samej chwili, w której ręce Severusa
wyciągnęły się po niego, chwytając go, odwracając
i przyciskając do drzwi, przez które właśnie wszedł, a z
gardła mężczyzny wydobył się wygłodniały,
zwierzęcy pomruk, jakby Harry był posiłkiem, który
właśnie sam przybył do jego pieczary, zapraszając go do
konsumpcji.</p>

<p>I zrobił to.</p>

<p>Drżącymi z pragnienia
dłońmi podwinął mu sweter i koszulę, jednocześnie
ściągając w dół jego spodnie, tylko tyle, aby
odsłonić jasne, kuszące pośladki, zapraszająco wypięte
w jego stronę. Z trudem panując nad szarpiącym się w jego
wnętrzu zwierzęciem, sięgnął po
różdżkę, którą rzucił na drzwi zaklęcie
zamykające i wyciszające, a następnie pospiesznie
nawilżył swojego penisa i kiedy tylko schował
różdżkę z powrotem, pochwycił nagie biodra, drapieżnie
zaciskając palce na miękkim ciele, i wbił się w niego.</p>

<p>- Oooooch... - Z ust Pottera
wyrwał się skamlący jęk, kiedy pulsujący z potrzeby
penis Severusa zagłębiał się w jego ciele, w jego
gorącym, wilgotnym wnętrzu, tak doskonale już do niego dopasowanym,
jakby urodził się do tego, aby go przyjmować.</p>

<p>Ale nawet, gdy Severus dotarł
już do samego końca, a jego jądra dotknęły
gładkich pośladków, wciąż było mu mało.
Pragnął sięgnąć jeszcze głębiej. Jeszcze
dalej. Stopić się z nim.</p>

<p>Naparł więc na Harry'ego
całym ciałem, wgniatając go w drewnianą powierzchnię
drzwi z nieposkromioną, dziką siłą, aż
usłyszał jęk i trzask pękających okularów. Uniósł
płonące powieki, spoglądając na jego przyciśniętą
do drzwi, odwróconą w bok twarz oraz zgięte palce wbijające
się w drewno i zobaczył, jak pęknięte szkła
zsuwają się z jego nosa i spadają na podłogę.</p>

<p>Słodki Merlinie,
wyglądał teraz niczym te potrzaskane kawałki szkła...
zgnieciony w jego uścisku, tak mocno, iż Severus czuł
każdą kość jego szczupłego ciała
wbijającą mu się w skórę. Wyczuwał nawet drżenie
jego ud, kiedy usiłował stać na palcach, aby ułatwić
mu dostęp... taki uległy...</p>

<p>Nie czekał dłużej. Nie
mógł.</p>

<p>Zanurzył twarz w jego
rozczochranych włosach, wysuwając się z niego i wbijając
ponownie. I jeszcze raz. I jeszcze. Słyszał, jak biodra Harry'ego
uderzają w drzwi pod naporem siły, z jaką w niego wchodził,
słyszał jego głośne kwilenie, słyszał nawet jak
drapie paznokciami drewnianą powierzchnię... ale nic nie mogło
się równać z pomrukiem przyjemności, jaki Potter wydał z
siebie, kiedy Severus wsunął mu w otwarte od jęków usta swoje
długie palce, zanurzając je w ciepłej wilgoci i pozwalając,
by miękkie wargi zamknęły się wokół nich, a zęby
zagryzły na skórze.</p>

<p>Ale wtedy do uszu Severusa wdarł
się jeszcze jeden dźwięk. Dźwięk... poruszającej
się klamki.</p>

<p>Zamarł, dysząc
ciężko w kark Pottera, ale nie wysuwając się z niego.</p>

<p>Ktoś próbował dostać
się do schowka.</p>

<p>Wyciągnął palce z ust
chłopaka i sięgnął po swoją różdżkę,
zdejmując z drzwi zaklęcie wyciszające.</p>

<p>Z zewnątrz dobiegł
przytłumiony głos:</p>

<p>- Harry! Harry? Jesteś tam? Co
się stało? Odezwij się! Chyba nie zaatakowały cię
szpiczaki? Może pójść po kogoś? Harry! Wszystko w
porządku?</p>

<p>Lovegood.</p>

<p>Severus przewrócił oczami.
Musiała widzieć, jak Potter wchodzi do schowka i zapewne czekała
przez pewien czas, aż wyjdzie, ale kiedy się nie pojawiał...</p>

<p>Przesunął nieco twarz,
parząc gorącym oddechem ucho Pottera i szepcząc mu w nie
rozkazującym tonem:</p>

<p>- Pozbądź się jej.</p>

<p>Harry odchrząknął,
próbując zapewne odzyskać głos po całej serii jęków,
które mężczyzna wydobył z niego w ciągu ostatnich kilku
minut, po czym powiedział w drzwi:</p>

<p>- Nic mi nie j...</p>

<p>Severus pchnął.</p>

<p>Chłopak niemal
połknął własny język, by nie zajęczeć.</p>

<p>O nie, Severus z pewnością
nie zamierzał przerywać. Nic nie odciągnie go od posiłku.</p>

<p>- Nic mi... - zaczął i
przerwał na chwilę, by przyjąć kolejne pchnięcie, po
którym niemal osunął się na podłogę - ...nie jest. Ja
tylko...</p>

<p>Severus zatrzymał się na
chwilę i stopą przesunął mu obie nogi nieco na boki, by
rozstawił je jeszcze szerzej.</p>

<p>- ...zrobiło mi się
niedobrze i musiałem...</p>

<p>Złapał w obie dłonie
jego szczupłe biodra i zaczął nacierać na nie
gwałtownymi, ostrymi ruchami. Przez chwilę Potter po prostu
wciskał otwarte usta w drewnianą powierzchnię drzwi, nie
będąc w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku,
poza długim, bezgłośnym kwileniem.</p>

<p>- Harry? Wszystko dobrze?</p>

<p>Severus nie potrafił
powstrzymać szyderczego uśmieszku, który wypłynął mu
na wargi.</p>

<p>- Taaak... ja... ja musiałem
szybko... - Patrzenie na to, jakie trudności sprawiało
chłopakowi poskładanie kilku wyrazów w jedno, sensowne zdanie,
było zaskakująco zabawne. - ...poszukać jakiegoś ustronnego
miejsca do...</p>

<p>Złapał go za włosy i
nie przestając się w nim poruszać, odciągnął jego
głowę do tyłu, niemal wciskając usta w jego ucho i
szepcząc:</p>

<p>- Jeżeli zaraz tego nie
załatwisz, to o każde następne pchnięcie będziesz
musiał mnie błagać.</p>

<p>- ...do błagania - wyrzucił
z siebie na wydechu i Severus musiał zacisnąć wargi. - To znaczy
do... no wiesz, do czego. Nic mi nie będzie.</p>

<p>Severus odsunął nieco
biały kołnierzyk koszuli i zacisnął dłoń na jego
rozgrzanej szyi, by po chwili zatopić w niej zęby, poruszając
się w nim jeszcze szybciej i niemal czując, jak płynna lawa
przelewa mu się przez lędźwie.</p>

<p>- Jesteś pewien? Mogę
iść po Tonks...</p>

<p>- Jestem. Nie... nie czekaj na mnie.
Zaraz... wyjdę.</p>

<p>- Skoro tak mówisz... To... do
zobaczenia.</p>

<p>Niemal usłyszał, jak Potter
wzdycha z ulgi. Z powrotem przysunął wargi do jego ucha,
szepcząc w nie:</p>

<p>- Grzeczny chłopiec.</p>

<p>- S...Severusie... ja... - zaczął
niewyraźnie, podczas gdy mężczyzna ponownie naparł na niego
całym ciałem, wbijając się w niego wargami, palcami i
penisem. Coraz mocniej i szybciej, i szybciej, i szybciej i już prawie,
już prawie... - Ja... musisz wyciszyć... nie wytrzymam... zaraz...</p>

<p>- A może przećwiczymy
twoją kontrolę? - wydyszał mu do ucha Severus, zagryzając
zęby na miękkim płatku ucha i pogrążając się
w jego rozgrzanym ciele każdym szalejącym z głodu
zmysłem...</p>

<p>Ale zrobił to. Ostatnią
resztką nie pochłoniętego Potterem umysłu, rzucił na
drzwi zaklęcie wyciszające... ponieważ to nie o jego
kontrolę się martwił.</p>

<p>I uwolnił ją.
Spiętrzoną i popękaną i czuł, jak spływa mu po
ciele niczym gęsta, płonąca lawa, zatapiając jego
ciało i umysł w odmętach szaleństwa, w których istniał
tylko zapach Pottera, i jego drżące ciało, i jego
przeciągłe skamlenie, kiedy dochodził, wytryskując na
drzwi... i jego miękka skóra, w której Severus zatapiał palce i
zęby, próbując zdusić własny jęk, kiedy orgazm
złapał go w swe rozżarzone szpony i nie chciał wypuścić,
dopóki nie wypełnił Pottera swą spermą aż do ostatniej
kropli i nie poczuł, jak roztapia się w nim.</p>

<p>I dopiero, kiedy rozszarpujące
go szpony wycofały się, pozostawiając w mięśniach
bolesne rany, zorientował się, że oplata go ramionami tak mocno,
jakby próbował zmiażdżyć go w swym uścisku i
przyciskając usta do jego ucha, szepcze jak w letargu:</p>

<p>- Mój. Tylko mój.</p>

<p>***</p>

<p>Potter zawsze potrafił
znaleźć jakiś sposób, aby wyprowadzić Severusa z równowagi.
I najwyraźniej robił to celowo, bo jak inaczej wytłumaczyć
fakt przyjęcia od tej rudej wywłoki prezentu w postaci krawatu i
przyjścia w nim na spotkanie z Severusem? Ten nieobliczalny chłopak
musiał mieć głęboko ukryte skłonności samobójcze,
skoro próbował czegoś takiego i jeszcze ośmielał się
sprzeciwiać rozkazowi ściągnięcia go z siebie. Było
więc oczywiste, że rozpęta tym piekło. A teraz stał po
prostu na środku zdemolowanego salonu, wśród rozwiewającej
się z wolna mgły. Mgły nieobliczalnego gniewu, który
potrafił siać spustoszenie większe od tornada, oraz
pożądania silniejszego niż erupcja wulkanu. Stał wśród
szczątek fotela, posiekanych na kawałki książek oraz
rozwalonych drzwi. I rozglądał się wokół,
uśmiechając się do Severusa tak, jakby właśnie przed
chwilą nie próbowali się nawzajem pozabijać.</p>

<p>- Chyba zareagowałeś zbyt
gwałtownie, nie sądzisz? - zapytał, spoglądając na
mężczyznę z bezczelnym uśmiechem. - Wydaje mi się,
że czeka cię teraz dużo sprzątania.</p>

<p>Brwi Severusa poszybowały w
górę.</p>

<p>- Mnie?</p>

<p>Zanim Potter zdążył
otworzyć usta, aby odpowiedzieć, mężczyzna odwrócił
się i podszedł do blatu, na którym stał imbryk oraz kilka
filiżanek.</p>

<p>- Chętnie popatrzę, jak
dobrze opanowałeś zaklęcia porządkujące -
powiedział ze złośliwą nutą w głosie,
zapalając różdżką płomień pod imbrykiem. - A ja w
tym czasie zajmę się zaparzeniem herbaty. Wydaje mi się, że
to będzie najodpowiedniejszy podział obowiązków.</p>

<p>Nie minęła nawet chwila,
kiedy Severus poczuł oplatające go od tyłu ramiona i ciepłe
ciało przylegające do jego pleców.</p>

<p>- Po co tu sprzątać, skoro
jutro znowu możesz wszystko rozwalić z mojego powodu? -
usłyszał ciche pytanie.</p>

<p>Zerknął w dół, na
zaciskające mu się w pasie dłonie. Powoli uniósł
rękę i przykrył nią splecione palce Harry'ego. Były
rozgrzane wciąż płonącym w nich obu ogniem. I przez jedną
szaloną chwilę w jego umyśle pojawiła się myśl,
jak jego komnaty mogą wyglądać, kiedy te palce będą
już zimne...</p>

<p>- Całkiem możliwe.</p>

<p>***</p>

<p>Ciemność. Wypełniona
lodem i ogniem, trująca, jadowita ciemność, pożerająca
od środka wszystkie wnętrzności, wyżerająca je niczym
kwas i ściekająca do gardła, by wypływać przez usta,
przez oczy... tylko w ten sposób można było opisać stan, w jakim
znalazł się Severus, kiedy ujrzał ich razem. W schowku. Jej pomiętą,
rozpiętą bluzkę, rozczochrane włosy, wyraźne
ślady na szyi, pozostawione przez wpijające się w nią
wargi... i to przerażenie na twarzy tego wiarołomnego,
bezwartościowego gówniarza, kiedy został przyłapany na
gorącym uczynku, przyciśnięty do niej, z poczuciem winy niemal
na samym wierzchu umysłu.</p>

<p>Najgorsze były wizje. Wizje, w
których jej palce wplatają się w jego włosy, w których jej uda
drżą pod naporem jego pchnięć, w których otwarte usta
wymieniają się gorącym oddechem, a wargi smakują swą słodycz,
w których on szepcze jej imię z pragnieniem, z oddaniem... dzieląc
się z nią sobą, swoim ciepłem i zapachem, swą
jasnością...</p>

<p>Te wizje paliły oczy,
płonęły w gardle, nie pozwalając mu oddychać,
zaczerpnąć tchu, zobaczyć cokolwiek innego poza
szkarłatną ciemnością i usłyszeć cokolwiek innego
niż wypełniające umysł, przejmujące wycie. I nie
opuszczały go nawet na chwilę, cokolwiek robił, zaciskając
na jego szyi pętlę, coraz mocniej i mocniej, łamiąc i
krusząc każdą tamę, jaką próbował stawiać,
aby je powstrzymać.</p>

<p>Ale wtedy Potter popełnił
ten błąd i przyszedł do niego. I w momencie, w którym go
dotknął, w momencie, w którym ośmielił się go
objąć tymi splugawionymi nią dłońmi... Severus
pragnął jedynie sprawić mu cierpienie. Pragnął, aby jego
ciało i dusza również spłonęły, zamieniając
się w dymiące zgliszcza, pragnął wypalić z niego jej
smród...</p>

<p>I zrobił to w jedyny znany sobie
sposób. W sposób, którego używał już tak wiele razy, że
stał się dla niego czymś, co przychodzi samoistnie, czymś,
w czym był naprawdę dobry.</p>

<p>Tortury.</p>

<p>Czymś, przy czym już tak
wiele razy odłączał swe emocje, że przychodziło mu to
już bez większego trudu... przy czym stawał się pozbawionym
wszelkich skrupułów Śmierciożercą, mogącym karmić
swą ciemność niemalże do syta, dopóki krzyki nie
ucichły, zamieniając się w rzężenie. Dopiero wtedy z
jego oczu opadał szkarłatny mrok i nadpływał
zamrażający żyły chłód...</p>

<p>Tak było również tym razem.
Ocknął się dopiero wtedy, kiedy zobaczył pozostawione przez
Pottera w myślodsiewni wspomnienia z tamtego wieczoru.</p>

<p>I zrozumiał, co zrobił. I
komu to zrobił.</p>

<p>Ale wiedział, że było
już za późno.</p>

<p>*</p>

<p>Nie chcę się z tobą
spotkać. Nie chce teraz z tobą rozmawiać. Po prostu... odwal
się.</p>

<p>Severus spodziewał się
tego. Żal wypływający z każdego słowa przysłanego
mu przez Pottera zdawał się niemal promieniować z kamienia,
osiadając niczym szron na jego skórze.</p>

<p>Wziął kolejny łyk
prosto z butelki, czując, jak alkohol przyjemnie rozlewa się w jego
żyłach, ogrzewając nieco jego zamarznięte wnętrze.
Tylko on mógł stępić chociaż odrobinę to nieprzyjemne
pulsowanie w klatce piersiowej i uczucie, jakby coraz mocniej coś go w
niej uwierało.</p>

<p>Po raz kolejny zrobił z siebie
głupca. Po raz kolejny pozwolił się zaślepić tej
przeklętej słabości, która rozrastała się w nim coraz
śmielej, niczym niemożliwy do wyrwania chwast. Do czego było mu
to potrzebne? Do tego, żeby siedzieć tutaj, niczym żałosny
pijaczyna i przypominać sobie wyraz tych popękanych zielonych oczu?
Do tego, żeby nie móc przestać o nim myśleć i
wciąż zastanawiać się, jak bardzo musi go teraz
nienawidzić?</p>

<p>Zawsze do tej pory było mu to
obojętne. Tylko ludzie słabi i pozbawieni pewności siebie
przejmują się opinią innych. Tylko ci, którzy nie potrafią
poradzić sobie bez wszechobecnego uznania.</p>

<p>Tylko ci, którzy nie potrafią
dalej funkcjonować bez wpatrzonych w siebie, wypełnionych blaskiem
oczu.</p>

<p>Na ściany i sufit
wpełzł wypełniony mrokiem lód. Ciemne brwi zmarszczyły
się, a spomiędzy warg wyrwało się zachrypnięte:</p>

<p>- Cholera!</p>

<p>I było to ostatnie słowo,
zanim usta Severusa ponownie wypełniły się wypalającym
wszystko alkoholem.</p>

<p>***</p>

<p>Nie patrzył na niego.
Wiedział, że Potter znajduje się w klasie, ale w ogóle nie
miał zamiaru na niego spoglądać. Nie chciał sobie
przypominać wczorajszego wieczoru. Nie chciał sobie przypominać
tego, co mu zrobił. W zupełności wystarczało mu to...
wyjące w jego duszy uczucie. Uczucie, które miotało nim, odkąd
tylko wytrzeźwiał. Coś, co kąsało jego
wnętrzności, rozrywając je niemal na strzępy. Coś, co
sprawiało, że nie potrafił odczuwać niczego poza
pełzającym w żyłach gniewem, którym ciskał we
wszystkich kierunkach, nie mogąc się od niego uwolnić i
zatamować jego wypływu, jakby wciąż nie był w stanie
odnaleźć celu, w który powinien go skierować, by poczuć
ulgę. By uwolnić się od niego i tego pożerającego go
żywcem uczucia.</p>

<p>Ale w pewnym momencie wszystko
wymknęło mu się spod kontroli. W momencie, w którym Potter
postanowił się wtrącić.</p>

<p>Nie powinien był tego
robić. Nie po tym, jak Severus przez całą lekcję celowo
unikał jego spojrzenia. Celowo go nie zauważał, za wszelką
cenę starając się odciągnąć od niego ten
szarpiący nim gniew i nie dopuścić do tego, by znalazł
się w jego zasięgu.</p>

<p>Ale Potter zawsze taki był.
Zawsze musiał być tym, który jako pierwszy wchodzi do wzburzonej
wody. Nigdy nie potrafił po prostu siedzieć cicho, nigdy nie potrafił
odpuścić. Zawsze się wychylał, bez względu na
niebezpieczeństwo, bez względu na to, jak wielką burzę
może rozpętać.</p>

<p>Ale tym razem... tym razem to nie
była już nawet burza. To był kataklizm.</p>

<p>Kataklizm, który narastał z
każdym ciśniętym w gniewie słowem, z każdym rzuconym
niczym błoto oszczerstwem. Aż w końcu osiągnął
taki punkt, w którym nie dało się już zawrócić, nie
dało się już cofnąć zniszczeń, które wyrządził,
i w którym nawet jedno nieprzemyślane zdanie mogło przechylić
czarę i zamienić się w niszczącą wszystko,
niemożliwą do zatrzymania lawinę.</p>

<p>I dokładnie tak się
stało w momencie, w którym Potter wypowiedział słowa:</p>

<p>- ...ale dla profesora Dumbledore'a
rzeczy, które mam do powiedzenia, na pewno byłyby niezwykle
interesujące.</p>

<p>Wszystko zniknęło, utopione
w gotującej się czerwieni. Ściany klasy, ławki oraz
uczniowie stali się zaledwie niewyraźnymi cieniami. Powietrze
wypełniło się trującymi oparami, wysysając tlen i
pozostawiając jedynie ciężar tego, co się pomiędzy
nimi wydarzyło. Wszystko inne przestało się liczyć.
Pozostał tylko Potter i jego ostre niczym odłamki rozbitego lustra
zielone oczy, wypełnione żalem i rozczarowaniem. Oczy, które
widział na dnie butelki przez całą noc.</p>

<p>Skoczył do przodu,
opierając dłonie na blacie ławki i pochylił się,
zanurzając swoje spojrzenie w tych oczach. Musiał w końcu
stawić im czoła. Nie miały prawa wzbudzać w nim tego
potwornego uczucia. Nie miały prawa wzbudzać w nim jakiegokolwiek
uczucia, ponieważ niedługo i tak będą puste. Nie miały
prawa cokolwiek dla niego znaczyć!</p>

<p>- Grozisz mi, Potter? A kim ty
jesteś, żeby mnie szantażować? W ogóle się nie
liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jesteś tylko
żałosną kopią swojego skretyniałego ojca! Niczym
więcej! Masz się za kogoś wyjątkowego? Myślisz,
że kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do głowy, że
jesteś nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem!
Że jesteś i zawsze będziesz dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!</p>

<p>Ulga, którą poczuł, kiedy
wyrzucił z siebie te słowa, była niemal osłabiająca.
Ale nie trwała długo. Spłynęła na podłogę i
zamieniła się w lodową kałużę, kiedy ujrzał
wyraz twarzy Pottera... kiedy ujrzał jego łzy.</p>

<p>Poczuł się wtedy tak, jakby
coś wbiło mu się boleśnie w żołądek i
rozerwało wnętrzności, pozostawiając otwartą,
rwącą ranę. Miał wrażenie, że wszystko rozsypuje
mu się w palcach i nie pozostało już nic, co dałoby
się uratować.</p>

<p>I w tej jednej chwili oddałby
wszystko, aby cofnąć te słowa.</p>

<p>Dzwonek był niczym wybawienie.
Pozwolił mu pozostać tylko z Potterem i chociaż
spróbować... porozmawiać z nim. Ale do Harry'ego nic już nie
docierało. Był zamknięty, odległy, żadne słowo,
które Severus wypowiedział później, nie trafiło do jego
umysłu. I nawet jeżeli Severus miał ochotę
potrząsnąć nim, zasłonić mu usta dłonią, by
powstrzymać je od wypowiadania słów, które wbijały się w
niego niczym sztylety, przycisnąć go do siebie i powiedzieć mu,
żeby się zamknął i po prostu posłuchał tego
szaleńczego odgłosu, który wydaje jego serce, kiedy jest blisko
niego... to nie mógł tego zrobić. To byłoby jak przyznanie
się do przegranej. A on był Severusem Snape'em. Nigdy nie
przegrywał. Nawet ze sobą.</p>

<p>Po prostu pozwolił mu wstać
i pozostawić na ławce swój kamień. Pozwolił mu po raz
ostatni spojrzeć w swoje oczy i wypowiedzieć:</p>

<p>- Do widzenia... profesorze Snape.</p>

<p>Pozwolił mu odwrócić
się i... odejść.</p>

<p>Ale w momencie, kiedy tylko drzwi
zamknęły się za nim i w pomieszczeniu zaległa cisza... nogi
samowolnie poniosły Severusa wprost do wyjścia, a dłoń
wyciągnęła się ku klamce, pragnąc nacisnąć na
nią, otworzyć drzwi szarpnięciem i zatrzymać go.</p>

<p>Ale powstrzymał się. Przez
chwilę po prostu stał z ręką na klamce, walcząc ze
sobą. I zwyciężył.</p>

<p>Zsunął dłoń z
chłodnego metalu i odwrócił się, spoglądając na
połyskujący na blacie zielony kamień. Podszedł do
ławki i wziął go do ręki, przyglądając mu
się ze zmarszczonymi brwiami.</p>

<p>Zranił go. Tak straszliwie go
zranił...</p>

<p>Jaki demon skłonił go do
wypowiedzenia tych okrutnych słów? To nie tak miało
wyglądać. Nie tego chciał. Nie w taki sposób...</p>

<p>W czarnych oczach pojawił
się srebrny rozbłysk gniewu.</p>

<p>To nie żaden demon był
sprawcą. Tylko głupcy zasłaniali się podobnymi wymówkami,
próbując zrzucić z siebie przynajmniej część winy za
swe uczynki. To on wypowiedział te słowa. To on go torturował.
To on próbował obarczyć go winą za własny, powolny upadek,
za uczucia, które w nim wzbudzał, wyżywając się na nim za
wszystko, co odczuwał z jego powodu. Za swą własną
słabość.</p>

<p>Jeszcze mocniej zacisnął
kamień w dłoni.</p>

<p>I teraz płaci za to
najwyższą cenę.</p>

<p>Podniósł wzrok na drzwi.</p>

<p>Ale może to i lepiej, że
Pottera nie będzie teraz w pobliżu. Będzie mu łatwiej
zmierzyć się z tym zadaniem i dokończyć eliksir, kiedy nie
będzie go widział, nie będzie go czuł... Przecież
niedługo i tak... zniknie z jego życia. Już na zawsze.</p>

<p>Czyż nie lepiej byłoby
zacząć przyzwyczajać się do tego już teraz?</p>

<p>***</p>

<p>Na niemal cały kolejny
dzień zaszył się w swoim laboratorium. Eksperymentował z
różnymi składnikami blokującymi przekaźniki neuronowe,
próbując uzyskać jak najlepszy i najmniej otumaniający efekt.
Zostało mu zaledwie dziesięć dni do ukończenia eliksiru.
Musiał się pospieszyć. I całkowicie skupić na zadaniu,
nie rozpraszany przez Pottera i jego zachcianki.</p>

<p>Tego dnia spotkał go przypadkiem
na korytarzu. Jego twarz pokryta była cieniem, a napięcie pod
skórą tak wyraźne, że niemal fizycznie wyczuwalne. I kiedy
Severus go mijał, kątem oka dostrzegł, jak chłopak przymyka
oczy i wzdycha, jakby samo wyminięcie go na korytarzu było dla niego
zadaniem ponad siły.</p>

<p>Tego samego wieczoru złapał
się również na tym, że sięga po kamień i zaciska na
nim dłoń, oczekując na wiadomość, na te słowa,
które otrzymywał każdego wieczoru od kilku miesięcy... i wtedy
przypomniał sobie, że przecież Potter oddał mu kamień
i żadnej wiadomości już nie otrzyma.</p>

<p>Następnego dnia zobaczył go
w bibliotece. Siedział nad książkami ze spuszczoną
głową. Bez swoich przyjaciół. Sam. Severus mógł więc
wziąć z półki pierwszą lepszą książkę,
otworzyć ją na obojętnie której stronie, stanąć
tuż za regałem, w wystarczająco bliskiej odległości,
aby Potter wyczuł jego obecność, ale wystarczająco daleko,
aby nie wydało się to podejrzane, i po prostu... obserwować go.
Nie pozwolić mu zapomnieć o sobie. Nie pozwolić, aby chociaż
przez jedną chwilę pomyślał, że to koniec. Że
Severus pozwoli mu ot tak po prostu odejść od siebie.</p>

<p>Nigdy.</p>

<p>I wiedział, że Potter
doskonale zdaje sobie sprawę z jego obecności. Widział to w jego
napiętych ruchach, w przygarbionej postawie, w tym, że przez
piętnaście minut nie przewrócił kartki, w którą tak uparcie
starał się wpatrywać.</p>

<p>Czy on naprawdę
sądził, że tak łatwo się od tego uwolni? Że od
tego w ogóle da się uwolnić?</p>

<p>Wrócił tam następnego dnia.
Severus zobaczył go przy tym samym stoliku, z głowa podpartą na
ręku i nieobecnym, zamyślonym spojrzeniem wbitym w sypiący za
oknem śnieg. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej
widział takie... przygnębienie na jego twarzy. Tak mocno
zaciśnięte usta. Tak bardzo zmarszczone brwi. Taką
melancholię w tych zielonych, o wiele ciemniejszych niż zwykle oczach.
Jakby coś je zasnuwało. Cień. Kąciki ust
ściągnięte w dół, jakby wyssano z nich całą
radość. I w zamian nasączono je goryczą.</p>

<p>Severus oblizał wargi i
zacisnął je, czując, jak do jego gardła również
napływa coś przypominającego gorycz.</p>

<p>Potter ewidentnie nie radził
sobie z tą sytuacją. Próbował, ale każda jego myśl,
każdy czyn nasączone były Severusem i mężczyzna
widział to bardzo wyraźnie w każdym jego spłoszonym, a
jednocześnie ziejącym dumną zawziętością
spojrzeniu. I widział także, że chłopak próbuje
czytać, ale kompletnie nie jest w stanie. Czy wyczuwał jego
obecność? To oczywiste. Kiedy tylko zorientował się,
że Severus znowu go obserwuje, naprężył się cały,
jak gotowe do ucieczki zwierzę.</p>

<p>Ale przed tym... przed nim nie
było ucieczki. Potter mógł sobie próbować do woli, ale Severus
był zbyt dobrym myśliwym.</p>

<p>Problem polegał na tym, że
polowanie... uzależniało.</p>

<p>W końcu nadszedł
piątek. A wraz z nim lekcja Eliksirów z szóstorocznymi. Lekcja, którą
Severus dobrze sobie zaplanował. Musi być ostrożny. Musi
dołożyć nieco starań i powstrzymać się przed
złośliwościami. Musi zaskoczyć Pottera. Pokazać mu, co
jest w stanie dla niego zrobić. Wykonać kolejny mały krok w jego
kierunku.</p>

<p>Nawet nie spodziewał się,
ile wysiłku będzie go to kosztowało. Powinien dostać
jakiś cholerny medal za to, że udało mu się
powstrzymać przed potraktowaniem tych nieudaczników tak, jak na to
zasłużyli, i nie wylaniem tego, co oni nazywali
"eliksirami", na te ich puste głowy. Zamiast warczeć i
pożerać ich jak zawsze, musiał po prostu chodzić
pomiędzy tymi żałosnymi stworzeniami i dawać im rady.
Niczym znajdujący się w stadzie owiec wilk, który musi
powstrzymywać swą naturę, by ich wszystkich nie rozszarpać.
Może jeszcze powinien pokazać im, jak mają unikać jego
kłów?</p>

<p>Ale zrobił to. I prawie
wszystko, co sobie zaplanował, udało mu się. Prawie.</p>

<p>Nie potrafił powstrzymać
się tylko przed jednym. Przed dotknięciem go.</p>

<p>Przez całą lekcję
Potter wydawał się odległy, odseparowany, jakby za wszelką
cenę próbował odgrodzić się barierą. I nagle
znalazł się tak blisko... na wyciągnięcie ręki. I
Severus widział to. Widział, jak Potter niemal wibruje z
napięcia, kładąc fiolkę na jego biurku. Ze wzrokiem
utkwionym gdzieś w ścianie, drżącymi palcami i
zaciętą miną... I Severus chciał tylko musnąć te
palce. Zobaczyć, jak chłopak zareaguje... czy te zielone oczy
spojrzą na niego tak samo jak dawniej?</p>

<p>Tak.</p>

<p>To wciąż w nich było.
Zobaczył to, kiedy Potter niemal stracił dech pod wpływem jego
dotyku, kiedy zobaczył ten nagły, jasny rozbłysk w jego oczach i
reakcję tak gwałtowną, jakby przeszył go prąd.</p>

<p>Wciąż należał do
niego. Całym sobą. Każdą komórką ciała, które tak
żywo reagowało na bliskość Severusa. Nawet, jeżeli
próbował to w sobie zdusić. Nawet jeżeli próbował
zaprzeczać. Wciąż drżał.</p>

<p>Severus obserwował go, kiedy
niemal wybiegał z klasy. Rozbity. Wstrząśnięty.
Osłabiony.</p>

<p>A później spojrzał na
swą własną dłoń.</p>

<p>Również drżała.</p>

<p>*</p>

<p>Kiedy Severus wychodził z sali,
znajdujące się po drugiej stronie korytarza drzwi do łazienki
otworzyły się samoczynnie. I wyjątkowo gwałtownie.</p>

<p>W pierwszej chwili
pomyślał, że to przeciąg, ale nie poczuł żadnego
wiatru. Potem pomyślał, że to jeden z duchów albo może
Irytek. Ale nawet Irytek nie był aż tak głupi, aby próbować
jakichkolwiek sztuczek w pobliżu Severusa. Dyrektor może i był
wobec niego pobłażliwy, ale Severus już kilka razy pokazał
mu, że znał takie zaklęcia, przed którymi nawet poltergeist
czuł respekt.</p>

<p>Odwrócił się i
podszedł do łazienki, aby zamknąć drzwi, ale wtedy w jego
nozdrza uderzył zapach. Tak znajomy, tak aromatyczny, że wszystko
wokół nagle zawirowało.</p>

<p>Wanilia.</p>

<p>Powietrze wypełniło
się iskrami i czerwoną mgłą. I głębokim,
wypełniającym przestrzeń dudnieniem. Jego umysł
zadziałał błyskawicznie, wychwytując poszarpane nici
przerażenia, napływające spod ściany.</p>

<p>Potter. Był tutaj. Tuż
obok. Ukryty pod tą swoją przeklętą peleryną.
Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i
ściągnąć ją z niego i...</p>

<p>Nie. To nie czas na to. Jeszcze nie
teraz. To zbyt duży krok. Musi działać ostrożnie.</p>

<p>Mgła opadła, zastąpiona
niemalże płynną ciemnością. Ale dudnienie
pozostało. Było teraz tylko nieco słabsze. Zduszone. Jakby
ktoś złapał je w dłoń i ścisnął.</p>

<p>Jeszcze raz wciągnął
głęboko do płuc otaczającą go woń i powoli
zamknął drzwi łazienki. I po prostu odszedł.</p>

<p>***</p>

<p>Potter nie pojawił się na
kolacji. Severus skierował więc swe kroki do biblioteki, pewien,
że znowu się w niej ukrywa, ale tam również go nie było.</p>

<p>Wyglądało więc na to,
że dzisiaj już więcej go nie zobaczy...</p>

<p>Całą noc pracował nad
eliksirem. Udało mu się stworzyć idealny wywar z jadu czarnej
wdowy i zasuszonych paznokci druzgotka. Sparaliżował receptory
chochlika kornwalijskiego na wystarczająco długi okres, aby trucizna,
którą mu podał, zaczęła działać dopiero po
półtorej godzinie.</p>

<p>Kiedy tylko opuścił laboratorium
i rozejrzał się po swojej komnacie... od razu zapragnął z
niej wyjść. Coś się w niej zmieniło. Coś
niewielkiego, niemal niezauważalnego, ale z dnia na dzień
wydawało się coraz bardziej wyraźne. Nie potrafił jedynie
określić źródła tej zmiany.</p>

<p>Wszystko było na swoim miejscu.
Idealnie poukładane na półkach książki. Nie porozwalane na
podłodze. Czysta, schludna podłoga. Nie zaściełana
fragmentami porozrzucanych ubrań i butów, o które nieraz się
potykał. Idealna cisza i spokój. Bez ciągłego, bezsensownego
paplania przerywanego nieopanowanymi wybuchami śmiechu. Doskonałe
miejsce do życia. Do życia, które zawsze tu prowadził. Z
książką w jednej ręce, szklaną whisky w drugiej i
swoimi eliksirami wokół.</p>

<p>Więc czego jeszcze chciał?
Czego mu tu brakowało?</p>

<p>Wyszedł w poszukiwaniu
odpowiedzi. Nogi zaprowadziły go do Wielkiej Sali na śniadanie.
Siedział w niej tak długo, dopóki półmiski z potrawami nie
zniknęły ze stołów, ale Potter nie zjawił się. Poszedł
więc do biblioteki. Tam też go nie było.</p>

<p>Sobota wiązała się z
brakiem lekcji. A co za tym szło, Severus miał cały dzień
tylko dla siebie. Eliksir nie wymagał teraz żadnej uwagi.
Pozostało mu jedynie dodanie do niego wywaru, który uwarzył
dzisiejszej nocy, ale może to zrobić na samym końcu.</p>

<p>Wrócił więc do komnat.
Rozejrzał się po wypełnionym jedynie cichym trzaskiem ognia w
kominku salonie i opadł na swój fotel. Przywołał do siebie
butelkę, szklankę oraz gruby plik pergaminów zawierających testy
drugo-, trzecio- oraz piątoroczniaków i pogrążył się w
pracy. W pracy, która zajęła mu niemal całe przedpołudnie i
część popołudnia. Niemal, ponieważ wciąż
łapał się na tym, że coraz częściej chodzi do
biblioteki. Wiedział, że robi to zbyt nagminnie, ale to było
silniejsze. Wychodził z komnaty, szedł na obchód, zaglądał
do klas, do Wielkiej Sali i zawsze zatrzymywał się przed
wejściem do biblioteki. Lecz kiedy nie dostrzegał wśród
pochylonych nad stołami, pogrążonych w lekturze uczniów znajomej
ciemnej czupryny, wychodził i rozglądał się po korytarzach.
Wciąż go poszukiwał.</p>

<p>Ale nie odnalazł go.</p>

<p>Po kolacji wrócił do siebie.
Wszedł do komnat i ponownie się rozejrzał, jakby spodziewał
się, że znajdzie go tutaj. Siedzącego w czarnym fotelu przed
kominkiem, z nogą przewieszoną przez oparcie i peleryną-niewidką
zwisającą niemal do samej ziemi. Z rękami założonymi
za głowę, którą odwróciłby w jego stronę i
twarzą, która rozjaśniłaby się w uśmiechu. I
wypowiadającego tym miękkim głosem:</p>

<p>"Dobry wieczór,
Severusie..."</p>

<p>Severus zacisnął usta,
przeszedł szybko przez salon i skierował swe kroki do sypialni, z
głośnym trzaskiem zamykając za sobą drzwi.</p>

<p>***</p>

<p>Severus dostrzegł go od razu,
kiedy tylko Potter wszedł do Wielkiej Sali podczas niedzielnego
śniadania. Wyglądał na... zmęczonego. Szedł pochylony,
ze zgarbionymi ramionami i bladą twarzą. I Severus już zbyt
wiele razy widział go w podobnym stanie, aby od razu nie rozpoznać
przyczyn.</p>

<p>Nie spał w nocy.</p>

<p>Czyżby znowu miał koszmar
podobny do tych, które męczyły go wcześniej? Koszmar, który
odcisnął się piętnem na jego twarzy, sprawiając,
że zasnuwał ją cień głębszy niż zwykle, i z
powodu którego Potter wyglądał niczym chodzący obraz zagubienia.</p>

<p>Na dodatek wziął tylko
kilka kęsów, po czym wyszedł pospiesznie, wciąż z tym
nietypowym dla niego wyrazem zaniepokojenia na twarzy. I Severus nie mógł
tego zignorować.</p>

<p>Odczekał chwilę, aby nie
wzbudzić podejrzeń, po czym wstał szybko i ruszył do
biblioteki. Z każdym krokiem, który go do niej przybliżał,
powietrze wokół niego gęstniało. Nie był pewien, czy go tam
zastanie. A jeżeli Potter znowu postanowił zaszyć się
gdzieś na cały dzień? Jeżeli znowu będzie musiał
go szukać? Jeżeli znowu mu umknie i już więcej go dzisiaj
nie zobaczy?</p>

<p>Wpadł do biblioteki, w ostatniej
chwili powstrzymując się, by nie pchnąć drzwi z taką
siłą, że uderzyłyby o ścianę. I tak zwrócił
już na siebie dostateczną uwagę siedzącej przy biurku
Pince, która poderwała głowę z zamiarem upomnienia
wpadającego w tak gwałtowny sposób do biblioteki ucznia, ale kiedy
zobaczyła, że to Snape, natychmiast zacisnęła usta i tylko
posłała mu zniesmaczone spojrzenie.</p>

<p>O tej porze biblioteka była
jeszcze opustoszała. Severus szybko ruszył pomiędzy
półkami, do miejsca przy oknie, ukrytego za dosyć sporych rozmiarów
regałem, przy którym zawsze siadał Potter i...</p>

<p>...z jego ust wyrwało się
westchnienie.</p>

<p>Zobaczył go. Spał z
głową złożoną na ramionach. Okulary przekrzywiły
mu się na nosie, a spomiędzy rozchylonych lekko warg
wypływał cichy, spokojny oddech.</p>

<p>I Severus wiedział, że
powinien zachować dystans. Wiedział, że powinien po prostu stanąć
w tym samym miejscu, co zawsze i obserwować go, ale jakaś
niezrozumiała siła kazała mu podejść bliżej, na
tyle blisko, że w jego nozdrza uderzył unoszący się
wstęgami wokół Pottera zapach wanilii i mógł widzieć
jasną skórę jego szyi oraz bliznę na czole, przykrytą
opadającą niemal na oczy grzywką. I cień, który jego
opuszczone rzęsy rzucały na policzki. I nagle zorientował
się, że jego dłoń samoczynnie się unosi i sięga
ku niemu, próbując dotknąć ciemnych, rozkopanych włosów i
znowu poczuć ich gładkość i jak prześlizgują mu
się pomiędzy palcami... ale wtedy nadeszło opanowanie.
Cofnął dłoń i ukrył obie ręce w fałdach swej
szaty, aby nie zrobić czegoś nierozsądnego.</p>

<p>Nie. Może pozwolić sobie
jedynie na to. Jedynie na obserwację. Musi wykazać
cierpliwość. Niedługo znowu będzie miał go w swych
dłoniach i palcach. Znowu będzie mógł przeczesywać jego
włosy i gładzić ciepłą skórę i
błądzić po niej wargami, i czuć jej smak i zapach i...</p>

<p>Odzyska to wszystko. Ale jeszcze nie
teraz. Teraz najważniejsze jest dokończenie eliksiru. Tylko na tym
powinien się skupić. A nie na staniu tutaj jak kompletny dureń
i... kontemplowaniu go.</p>

<p>Ma wiele pracy. Musi przygotować
sprawozdanie dla Dumbledore'a, testy dla Krukonów, kilka eliksirów dla Pomfrey,
zajrzeć na Nokturn po składniki, które zużył przy
eksperymentach, i spotkać się z Nottem, ale... może jeszcze
chwilę tu postać.</p>

<p>***</p>

<p>Severus poruszył
różdżką i ogień pod kociołkiem zgasł.
Ciemnozielona mikstura zastygła.</p>

<p>To koniec. Udało mu się.
Dokonał tego! Uwarzył Admorsusexcetrę. Najsilniejszy eliksir
poświęcenia na świecie. I stworzył z niego zabójczą
broń, wysysającą moc ze wszystkiego, z czym będzie
miał kontakt, jednocześnie to zabijając.</p>

<p>Powinien odczuwać euforię.
Zadowolenie. A przynajmniej satysfakcję.</p>

<p>A miał wrażenie, że
nie odczuwa niczego. Przyszłość, która do tej pory wydawała
się jasna i oczywista, w którymś momencie pogrążyła
się w mroku i nie potrafił już jej dostrzec. Ale wierzył,
że rozjaśni się natychmiast, kiedy tylko wykona swój plan i
Czarny Pan będzie leżał martwy u jego stóp. I wiedział,
że ów mrok sprowadza to drugie ciało, które także będzie
leżało u jego stóp.</p>

<p>Ale to go nie powstrzyma. Całe
życie żył w mroku. Potrafił się w nim poruszać.
Potrafił go okiełznać.</p>

<p>Jego umysł mimowolnie
zaczął powracać do każdego momentu, od chwili, w której po
raz pierwszy wszedł do schowka i dotknął tego bezgranicznego
pragnienia, do chwili, w której obraz Pottera siedzącego w jego fotelu
stał się dla niego czymś, bez czego jego świat wydawał
się niekompletny. Istniał dalej, ale wydawał się
popękany i zniekształcony niczym rozbite lustro. Nadal można
się w nim przeglądać, ale wszystko jest... nie takie. Tak jakby
w popękanych miejscach pojawiły się szczeliny, na pierwszy rzut
oka niewielkie, ale tak naprawdę sięgające mrocznych
głębin, w których jakiekolwiek światło staje się
zaledwie wspomnieniem. Szczelin, których nie da się niczym
wypełnić.</p>

<p>Ale jego dusza miała mnóstwo
takich pęknięć. Nauczył się je ignorować.
Nauczył się o nich zapominać. Po prostu przeskakiwał nad
nimi, nie myśląc nad tym, jak są głębokie i że
jeden nieostrożny krok mógłby go poprowadzić na samo dno
otchłani. Zawsze tak żył. I teraz też będzie tak...
egzystował.</p>

<p>Wyraz jego twarzy wyostrzył
się. Rysy przypominały teraz wyrzeźbioną z granitu
maskę. Coś, co do tej pory paliło się w jego oczach,
przygasło, zduszone, niczym pozbawiony tlenu płomień. Jakby za
wszelką cenę próbował zasłonić wszelkie szczeliny,
wszelkie pęknięcia, przez które mógłby przedostać się
tlen, rozpalając ogień na nowo.</p>

<p>Musi się zasłonić.
Przed wszystkim, co do tej pory... przed nim.</p>

<p>Potter był tylko... tylko...
tylko przystankiem. Przystankiem na jego długiej drodze, który po prostu
należy minąć i o nim zapomnieć. Przystankiem, który
okazał się nieco dłuższy, niż zamierzał i o mało
nie zawrócił go z drogi, zbyt długo powstrzymując go przed
wyruszeniem w dalszy trakt.</p>

<p>Oderwał wzrok od ściany i
spojrzał na eliksir.</p>

<p>To jest jego pragnienie. To
właśnie jest jego pragnieniem. Absolutna niezależność.
Pokonanie wszystkich, przez których jego życie wygląda tak, jak
wygląda. Do tego dążył przez cały czas. Do tego
sprowadzał się każdy jego krok. I nie pozwoli, by teraz, kiedy
już niemal to osiągnął, zostało mu to odebrane.</p>

<p>Sięgnął po fiolkę
i napełnił ją eliksirem, a następnie zakorkował
ją i zacisnął w dłoni, przyglądając jej się
z zaciętym wyrazem twarzy.</p>

<p>Czas na ostateczny krok.</p>

<p>***</p>

<p>Poczekał, aż Potter wyjdzie
z biblioteki, i ruszył za nim, odnosząc dziwne wrażenie, jakby z
każdym krokiem zbliżał się do przepaści...</p>

<p>Musiał złapać go sam
ma sam. Okazja wydawała się idealna, kiedy zrozumiał, że
Potter kieruje się do Pokoju Życzeń. Miał zamiar
wejść tam za nim, porozmawiać z nim i... doprowadzić sprawy
do końca.</p>

<p>A teraz stał po prostu jak
głupiec, wpatrując się z niedowierzaniem we wnętrze Pokoju
Życzeń, we wnętrze własnego salonu i pozwalając na to,
aby drzwi zatrzasnęły mu się przed nosem. Pozwalając na to,
aby chłód wypełnił się ciepłem, a czająca się
w kątach ciemność rozjaśniła się.</p>

<p>A więc to tutaj Potter
przychodził, kiedy musiał przebywać na "szlabanie".
Tutaj stworzył sobie namiastkę jego komnat, schronienie, w którym
czuł się najbezpieczniej. To tutaj pragnął żyć,
pomimo tego, jak bardzo się od siebie oddalili. To tutaj otaczał
się wspomnieniami, zadręczał się nimi, zamiast próbować
się od nich uwolnić.</p>

<p>Wciąż był mu tak
oddany... po tym wszystkim, co Severus mu zrobił, jak go potraktował,
jak wiele ciosów mu zadał... wciąż nie wyobrażał sobie
istnienia bez niego.</p>

<p>Wciąż szukał drogi
powrotnej do niego. Niczym porzucony z daleka od domu szczeniak. Wciąż
chciał być jego.</p>

<p>To przypominało iskry.
Rozsypało się po jego ciele, kumulując się w klatce
piersiowej i rozgrzewając ją do tego stopnia, iż przez
chwilę zapomniał o oddychaniu. Jego dłonie zacisnęły
się mimowolnie w nieopanowanym, gwałtownym pragnieniu
wypełnienia ich tym, czego nie mogły dotknąć, nie
mogły mieć... Ale opanował się szybko. Rozprostował
palce i wziął głęboki oddech.</p>

<p>Zaczeka z tym. Ma przecież
jeszcze niemal cały tydzień na podjęcie ostatecznego kroku. Nie
musi tego robić teraz.</p>

<p>Zrobi to wtedy, kiedy będzie na
to gotowy. Kiedy nie pozostanie już nic, poza drogą naprzód.</p>

<p>Odwrócił się i, z
powiewającą za nim peleryną, zniknął w
ciemnościach opustoszałego korytarza.</p>

<p>***</p>

<p>Kilka kolejnych dni minęło
niemalże błyskawicznie. Jakby czas uciekał mu przez palce.
Czasami widywał Pottera na posiłkach, czasami na korytarzach. I coraz
mniej czasu spędzał we własnych komnatach. Sprawdzał
wypracowania w klasach, robił obchody i wracał późnymi
wieczorami. A kiedy tylko wchodził do swych komnat, czuł tam
obecność Harry'ego wyzierającą z każdego kąta,
słyszał jego śmiech utrwalony w ścianach, widział jego
zielone oczy odbijające się w lustrze i musiał od razu
wychodzić.</p>

<p>Być może popadał w
szaleństwo...</p>

<p>*</p>

<p>Tej nocy miał sen erotyczny.</p>

<p>Potter dyszał mu w szyję.
Nagi i lśniący od potu nabijał się na jego penisa,
drżąc przy każdym pchnięciu, a Severus wsuwał się
w niego całym sobą, zaciskając na nim swe dłonie, na jego
gorącej skórze, na jego wilgotnych włosach i odczuwając każde
pchnięcie jako eksplozję mocy, rozlewającą się po jego
wnętrzu płynnym ogniem. I wśród ochrypłych okrzyków i
nieprzytomnego skamlenia, Harry szeptał mu wprost do ucha:</p>

<p>"Już zawsze będziesz
we mnie. Każdego dnia, każdej nocy. Zawsze."</p>

<p>"Nie. To już ostatni raz.
Nie mamy więcej czasu.", odpowiadał Severus, a wtedy Harry
odchylał głowę, uśmiechał się do niego i
patrząc mu prosto w oczy, wypowiadał miękkim głosem:</p>

<p>"Severusie, przecież wiesz,
że nigdy się ode mnie nie uwolnisz..."</p>

<p>Severus obudził się pokryty
spermą i zlany potem. I przez chwilę po prostu leżał bez
ruchu, dysząc ciężko i szeroko otwartymi oczami wpatrując
się w sufit, dopóki nie nadeszło opanowanie, a wraz z nim
napływająca do gardła gorycz.</p>

<p>Ten sen wystarczająco
wytrącił go z równowagi, aby cały dzień jawił mu
się jako niekończący się koszmar, i nie sądził,
że spotka go dzisiaj coś jeszcze gorszego.</p>

<p>A jednak.</p>

<p>Severus niemal dostał furii,
kiedy dowiedział się od Dumbledore'a, że ten bezmyślny
smarkacz uczy się po nocach Czarnej Magii. Jakby już nie
wystarczająco jasno wytłumaczył mu, do czego może go to
doprowadzić. Czarna Magia potrafiła zniszczyć każdego, a
kiedy już raz wpadło się w jej szpony, nie było żadnej
ucieczki. Zagnieżdżała się w duszy jak robak,
pożerając powoli każdą pozytywną emocję i
pozostawiając jedynie trawiący wszystko mroczny głód, który
wciąż domagał się pożywienia i nigdy nie mógł
zostać zaspokojony do końca.</p>

<p>Nie pozwoli, by Potter stał
się jej ofiarą. Dumbledore może sobie pieprzyć o
własnym wyborze, ale Potter nie potrafi go dokonać. Choćby nie
wiadomo jak doświadczony i dorosły sam się sobie wydawał,
to wciąż był tylko naiwnym, kierującym się emocjami
dzieciakiem, który został pozostawiony samemu sobie i przez całe
życie musiał podejmować decyzje, do których nie dorósł, nie
mając przy sobie nikogo, kto podjąłby je za niego, kto
pokierowałby nim i zdjął z niego część
odpowiedzialności.</p>

<p>Inni mogli sobie dokonywać tych
wyborów, mogli nawet skakać z wieży astronomicznej, jeżeli mieli
na to ochotę - ich los był mu całkowicie obojętny, ale
Potter... Potter...</p>

<p>O nie. Nie pozwoli, by Czarna Magia
pożarła jego światło. By go skalała. Nigdy.</p>

<p>Od razu po wyjściu z gabinetu
Dumbledore'a, udał się do Działu Ksiąg Zakazanych i
założył blokadę, powstrzymującą kogokolwiek przed
niezauważonym wtargnięciem do sekcji. Dumbledore już dawno
powinien był to zrobić, ale oczywiście ten stary pomyleniec
wiedział swoje, uważając, że każdy z uczniów ma swój
rozum i sam potrafi decydować za siebie.</p>

<p>Dopiero, kiedy zabezpieczył
dział i upewnił się, że Potter już się do niego
nie dostanie, mógł spokojnie wrócić do swojej komnaty.</p>

<p>*</p>

<p>Snape oderwał spojrzenie od
zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie
opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.</p>

<p>Była za piętnaście dziewiąta.</p>

<p>A to oznaczało, że
siedział tu i pił już od godziny. Obraz rozmywał mu
się przed oczami, a wirowanie w głowie wciąż
przybierało na sile. Ale nadal było zbyt słabe.</p>

<p>Pochylił się do przodu,
spróbował sięgnąć po butelkę, co udało mu
się dopiero za drugim razem, i nalał sobie do pełna.
Część trunku wylądowała na blacie.
Sięgnął po szklankę w tym samym momencie, w którym do jego
uszu dobiegło odległe pukanie.</p>

<p>Gwałtownie podniósł
głowę, spoglądając na drzwi szeroko otwartymi oczami.</p>

<p>Potter?! Czyżby...?</p>

<p>Zerwał się,
odtrącając szklankę i butelkę, które przewróciły
się na stół, rozlewając swoją zawartość, i
rzucił się do drzwi poprzez liżące jego stopy
płomienie i wlewającą się do pomieszczenia
jasność. Wpadł do gabinetu, przemierzył go w kilku krokach
i z rozmachem otworzył drzwi na korytarz.</p>

<p>I wtedy wszystko
pogrążyło się w mroku, a ogień został
zastąpiony zamarzającymi szybko soplami lodu. Twarz Severusa
przeszył cień, a usta wykrzywił nieprzyjemny grymas.</p>

<p>- Czego chcesz? - warknął w
stronę stojącej na korytarzu Ślizgonki.</p>

<p>- Uch... Chciałam tylko
zapytać, czy mógłby pan na chwilę przyjść?
Chłopcy z czwartego roku pobili się w dormitorium i
pomyślałam...</p>

<p>- Nie mam czasu! Zejdź mi z
oczu! - wysyczał, po czym z całej siły trzasnął
drzwiami. Odwrócił się i lekko się chwiejąc, wrócił do
salonu. Podszedł do barku i wyjął z niego kolejne dwie butelki.
Opadł na fotel, otworzył whisky, nalał do szklanki bursztynowego
płynu i jednym haustem wypił całą jej zawartość,
próbując ugasić w ten sposób płonącą w nim
wściekłość na samego siebie.</p>

<p>Zachowywał się jak
żałosny, opętany dureń. Przecież Potter nie
przyszedłby do niego. Siedział teraz w Pokoju Życzeń, w
swoim małym sanktuarium. Po co miałby tu przychodzić? Dlaczego w
ogóle pomyślał, że to on? Dlaczego tak bardzo chciał,
żeby to był on? Dlaczego nie potrafił przeżyć nawet
jednego dnia bez myślenia o nim, bez poszukiwania go w każdym
zakamarku zamku, w każdym skrzypieniu drzwi, w każdym
wyłaniającym się zza zakrętu cieniu? Dlaczego
nękał go nawet w snach? Dlaczego ten cholerny, przeklęty,
denerwujący smarkacz tak zawrócił mu w głowie? Jak to
zrobił?</p>

<p>Severus wypił kolejną
szklankę. Z trudem mógł już skupić wzrok, ale
wciąż wpatrywał się w drzwi, czując, jak
wściekłość rośnie w nim z każdym oddechem, z
każdym łykiem, z każdą myślą,
krążącą wokół Pottera.</p>

<p>Ale przecież tak
właśnie będzie. Te drzwi na zawsze pozostaną
zamknięte. Musi się do tego przyzwyczaić. Tak właśnie
będzie wyglądało jego życie. Jego całe życie. Nie
będzie mógł go już poszukiwać, ponieważ Pottera nie
będzie. Zniknie na zawsze. Stanie się tylko wspomnieniem.</p>

<p>Otworzył kolejną
butelkę i wychylił kolejną szklankę.</p>

<p>Musi do tego przywyknąć. Do
tej ciszy. Do tego brakującego elementu. Do diabła, przecież
minęły dopiero niecałe dwa tygodnie, a on już niemal
sięgnął dna! Jak w takim razie ma wyglądać reszta jego
życia?</p>

<p>Spojrzał na trzymaną w
ręku szklankę, która kołysała mu się lekko w
dłoni. Przysunął ją do ust i wypił całą
naraz. Potem jeszcze jedną i kolejną aż w końcu wszystko
ucichło, a kąsające go, rozszarpujące wnętrzności
emocje odpłynęły i jego umysł wypełnił się
wyciszającą, miękką watą.</p>

<p>Wybiła dziesiąta.</p>

<p>Spojrzał na zegar, ale nie
potrafił dostrzec wskazówek, więc ponownie skierował spojrzenie
na trzymaną w rękach szklankę. Zamieszał resztkę
bursztynowego płynu i wypił go jednym łykiem. Spróbował
odstawić szklankę na stół, ale nie trafił i naczynie
spadło na podłogę, roztrzaskując się na kawałki.
Nie zwrócił na to uwagi. Podniósł się i chwiejnie ruszył do
gabinetu. Kilka razy na coś wpadł, zrzucił, rozbił, ale
kompletnie go to nie obchodziło. Chciał po prostu dotrzeć do
celu i zdobyć to, co pozwoli mu w końcu przespać całą
noc. I udało mu się. Zacisnął w dłoni Eliksir
Bezsennego Snu i ruszył w drogę powrotną do swojej sypialni.</p>

<p>Nigdy więcej snów z Potterem.
Nigdy. Więcej.</p>

<p>***</p>

<p>Walentynki. Najbardziej
bezużyteczne święto, jakie istniało, zaraz po Bożym
Narodzeniu. Severus zaszył się na cały dzień w swoich
komnatach, nie mając zamiaru obserwować tego festiwalu tandety oraz uczuć
rozmienianych na drobne, sprowadzonych do baloników oraz latających,
śpiewających serduszek. Cóż one mogły mieć wspólnego z
tym niegasnącym ogniem? Z tą niewyobrażalną mocą?</p>

<p>Dzień zakłócił mu
jedynie alarm dobiegający z Działu Ksiąg Zakazanych w porze
kolacji. Potter próbował sforsować jego barierę. Jakże
musiał się zdziwić, kiedy mu się to nie udało.
Cóż, po raz kolejny okazało się, że to Severus miał
rację. Gdyby go nie powstrzymał, chłopak nigdy sam by nie
zrezygnował.</p>

<p>Zresztą to i tak nie miało
już teraz żadnego znaczenia. Pozostały mu dwa dni. Dwa dni do
ostatecznego terminu, który podał Czarnemu Panu. Musi zacząć
działać. Zrobi to samo, co poprzednio. Zaczai się na niego i
wejdzie za nim do Pokoju Życzeń, a kiedy będzie już z nim w
środku, kiedy będzie miał go przed sobą, na
wyciągnięcie ręki... wtedy wszystko będzie jak dawniej. Na
jedną krótką chwilę.</p>

<p>Zbyt krótką.</p>

<p>*</p>

<p>Ogień trzaskał cicho.
Rozrastał się. Pełzał po ścianach i suficie,
pochłaniając je i obejmując dwie, przyciśnięte do
siebie sylwetki. Powietrze gęstniało, wypełniając się
żarem oraz iskrami, które syczały i gasły w zderzeniu z ciemnymi
szatami, otulającymi stojące pod ścianą,
wciśnięte w siebie postacie.</p>

<p>Severus wynurzył twarz z
włosów Harry'ego. Słodki Merlinie, nie pamiętał, aby
pachniały aż tak intensywnie... Za każdym razem, kiedy
wciągał w płuca ich aromat, pokój zaczynał wirować, a
on zapominał, co miał powiedzieć, co miał zrobić,
odurzony bliskością Harry'ego, zbyt mocno zatopiony w nim swoim
umysłem, dłońmi, palcami.</p>

<p>Kiedy w końcu udało mu
się złapać oddech, zapytał:</p>

<p>- Wierzysz mi? Wiesz, że to, co
powiedziałem w klasie, nie jest prawdą?</p>

<p>Poczuł, jak chłopak spina
się i przez długi czas zastanawia nad odpowiedzią. Zbyt
długi.</p>

<p>- Ja... nie wiem.</p>

<p>Severusowi nie podobała się
ta odpowiedź. Czyż nie dał mu już wystarczająco wiele
sygnałów, nawet gdy nie zamierzał tego czynić?</p>

<p>Przyciągnął go do
siebie jeszcze bardziej, przyciskając wargi do skóry na czubku jego
głowy.</p>

<p>Gdyby tak mógł zatrzymać
czas...</p>

<p>- Nie jesteś dla mnie nikim -
wyszeptał cichym, zachrypniętym głosem. Harry nie
odpowiedział. Severus odsunął się więc odrobinę,
spoglądając w dół, na jego twarz. - Słyszysz? Spójrz na
mnie. - Harry uniósł głowę i Severus mógł patrzeć
teraz wprost w jego szeroko otwarte oczy. Pragnął, by mu
uwierzył. Pragnął wlać prawdę wprost do jego
umysłu, tak głęboko, by nigdy o tym nie zapomniał, nawet
wtedy, kiedy będzie stał przed Czarnym Panem, czekając na
śmierć...</p>

<p>Ale Severus doskonale wiedział,
że to niemożliwe. Że kiedy nadejdzie jutro... to, co ich
łączyło stanie się tylko odległym wspomnieniem...
że Potter nie będzie pamiętał tych słów, nie
będzie pamiętał niczego... Wszystko zostanie wymazane przez
płonące w nim poczucie zdrady, pożerające go od środka
niczym śmiertelna choroba... wyzierające z jego szeroko otwartych
oczu, którymi będzie patrzył na Severusa, stojącego u boku
Czarnego Pana... A Severus nie będzie mógł odwrócić wzroku, aby
nie wydawało się to podejrzane, będzie musiał na niego patrzeć,
będzie musiał patrzeć jak Czarny Pan podchodzi do niego, jak
łapie go za ramiona i odbiera mu życie, światło... moc... i
jak w zielonych oczach już na zawsze zastyga to jedno, jedyne uczucie...</p>

<p>I wiedział, że będzie
je widział już do końca życia. Za każdym razem, kiedy
zamknie oczy.</p>

<p>Ale teraz... wciąż jeszcze
był tutaj... I miał ostatnią możliwość...
żeby się nim delektować.</p>

<p>Uniósł dłoń i
dotknął jego policzka, przesuwając po nim samymi opuszkami
palców. Pieścił jego skórę, nos, skronie, wargi, próbując
odtworzyć ślady swoich dawnych wędrówek i tym razem
zapamiętać je już na zawsze, zapamiętać każde
zagłębienie, każdy fragment drogi, którą
podążały.</p>

<p>- Nie jesteś - powtórzył,
łapiąc dłoń Harry'ego, przysuwając do swych ust i
całując ją z czułością.</p>

<p>Znowu miał go przy sobie. Znowu
mógł się nim nasycać, chociaż przez tę jedną
chwilę.</p>

<p>I robił to. Pochłaniał
go każdym zmysłem, samodzielnie zrywając oplatające go nici
kontroli i pozwalając sobie na o wiele więcej niż do tej pory,
pozwalając, by jego dłonie i wargi błądziły
wszędzie, gdzie był w stanie dosięgnąć, by jego palce
drżały, a usta wypowiadały słowa, których w innym wypadku
nigdy by nie wypowiedział... ponieważ wiedział, że to
ostatni raz, kiedy może go mieć.</p>

<p>- Tak straszliwie cię
pragnę... - wyszeptał w końcu głosem przesyconym
potrzebą. Dotknął podbródka Harry'ego, unosząc mu twarz i
zanurzając swoje zamglone z pożądania spojrzenie w jego oczach:
- Najchętniej wziąłbym cię tu i teraz...</p>

<p>Coś wewnątrz niego
szarpnęło się, kiedy znowu to ujrzał. To
niewyobrażalne pragnienie wyryte w zielonych oczach. Skierowane jedynie ku
niemu.</p>

<p>- Więc zrób to... -
usłyszał i wtedy wszystko odpłynęło. Na jedną,
długą chwilę zapomniał o wszystkim, o tym, co robił i
co jeszcze zrobi, i po prostu dał się ponieść tej gorejącej
w nim... mocy.</p>

<p>***</p>

<p>Powietrze niemal syczało.
Nagromadzone w nim napięcie osiadało iskrami na meblach oraz szatach
Severusa, który wpatrywał się w stojącą na stoliku
filiżankę, wypełnioną herbatą oraz
Admorsusexcetrą i... czekał.</p>

<p>Dokonał tego. Uwarzył ten
przeklęty eliksir, zdobył zaufanie Pottera, wlał mu go do
filiżanki za jego zgodą i przyzwoleniem i teraz wystarczyło
tylko poczekać, aż chłopak go wypije... Jeszcze tylko kilka
krótkich chwil i wszystko zniknie. Nie będzie już odwrotu. Ten wyjący,
szamoczący się w nim potwór pozostanie tylko wspomnieniem. Ten
potwór, którego Severus ledwie utrzymywał w ryzach. Ten potwór, który
chciał strącić filiżankę na podłogę i
wszystko zaprzepaścić.</p>

<p>Nie pozwoli mu na to!</p>

<p>Walczył z nim, od kiedy tylko
Harry wszedł do jego komnat. Objawiał się w nerwowych reakcjach,
nad którymi trudno było mu zapanować, w drżeniu rąk, kiedy
sięgał po fiolkę z eliksirem, w przyspieszonym pulsie, który
sprawiał, że jego krew krążyła znacznie szybciej, a
czas wydawał się zwalniać i ciągnąć w
nieskończoność... To on sprawiał, że Severus miał
wrażenie, jakby opadał w przepaść, kiedy Harry
uśmiechał się do niego promiennie, i musiał
zamknąć przed tym oczy i wypić całą szklankę
whisky, aby wrażenie ustało.</p>

<p>I wtedy Potter sięgnął
po filiżankę. I Severus nie potrafił oderwać wzroku od jego
dłoni unoszącej się do ust i nie potrafił powstrzymać
wrażenia, jakby z każdym centymetrem przepaść zamykała
mu się nad głową, pogrążając go w ciemności.
I nagle usłyszał swój własny głos, wypowiadający:</p>

<p>- Wiesz... w całym swoim
życiu nie spotkałem większego tchórza niż twój ukochany
ojciec chrzestny. Nigdy nie odważył się zaatakować
samotnie. Zawsze musiał mieć jak największą widownię,
żeby wszyscy mogli oglądać jego szczeniackie popisy i
zadzieranie nosa.</p>

<p>Dłoń Harry'ego
znieruchomiała. Pomieszczenie wypełniło się lodowatymi
płomieniami, odbijającymi się w czarnych oczach Severusa.</p>

<p>Nie rób tego! Pozwól mu to
wypić! To tylko słabość. Pokonaj ją! Pokonaj, inaczej
wszystko przegrasz.</p>

<p>Potter coś mu odpowiedział,
ale Severus słyszał jedynie szum w uszach. I widział jedynie
filiżankę, którą chłopak znowu zaczął
podnosić. I kiedy tylko jego wargi zetknęły się z brzegiem
naczynia, usta Severusa ponownie zareagowały samoczynnie, wyrzucając
z siebie pełne jadu słowa:</p>

<p>- Twój ojciec był jeszcze
gorszy. Arogancki do granic możliwości. Uwielbiał się
popisywać. Wiecznie otoczony wianuszkiem takich samych przygłupów jak
on, którym imponował swoimi niebezpiecznymi, idiotycznymi pomysłami.
Chodził po szkole, zachowując się jak pan i władca,
wyobrażając sobie, że wszystko mu wolno, a prawda jest taka,
że był napuszonym, żałosnym prostakiem.</p>

<p>Twarz Harry'ego wykrzywiła
się w wyrazie gniewu. Filiżanka odsunęła się od jego
warg i pomieszczenie przecięła błyskawica. Wszystko
zaczęło wirować, porwane przez tajfun lodu i ognia, a w samym
środku cyklonu pozostali tylko oni dwaj. Dłonie Severusa tak mocno
zacisnęły się na oparciach fotela, iż pod skórą
zarysowały się błękitne żyły.</p>

<p>Co ty wyprawiasz, do jasnej cholery?
Opanuj się! Nie spieprz wszystkiego, co osiągnąłeś!
Zduś to, zdepcz, zgnieć! Na tę jedną chwilę. Zaraz
będzie po wszystkim. Tylko kilka łyków i będzie po wszystkim...</p>

<p>Jego oczy pochłonął
ogień, kiedy patrzył, jak chłopak ponownie podnosi
filiżankę do ust.</p>

<p>Zacisnął wargi z taką
siłą, że było to niemal bolesne</p>

<p>On nic dla ciebie nie znaczy. Jest
tylko przynętą, odskocznią, środkiem do zrealizowania
celu... Nie potrzebujesz go. Nie potrzebujesz jego śmiechu, zapachu, jego
entuzjazmu, oddania, ciepła... Nie potrzebujesz jego obecności! Nie
potrzebujesz!</p>

<p>Filiżanka ponownie
zetknęła się z wargami Harry'ego. I wszystko nagle zamarło.
Łącznie z oddechem Severusa. Ale nawet pomimo braku powietrza, pomimo
niekończącego się krzyku w umyśle, jego usta otworzyły
się, wyrzucając z siebie słowa:</p>

<p>- Nie tylko był
żałosnym prostakiem, ale również najgorszą kanalią,
jaką kiedykolwiek spotkałem na swojej drodze. Razem z Blackiem
zaśmiewali się ze swych marnych dowcipów i w tych swoich
mikroskopijnych móżdżkach uroili sobie, że są ponad
resztą, że nie dotyczą ich żadne zakazy ani reguły,
że na zawsze pozostaną lepsi od innych... a teraz obaj nie
żyją. Jakież to przykre...</p>

<p>TRZASK!</p>

<p>Filiżanka wylądowała
na stole, a jej zawartość na blacie. I Severus miał
jednocześnie wrażenie, jakby tonął, nie mogąc
zaczerpnąć tchu, i jakby wypłynął na powierzchnię
i w końcu mógł nabrać powietrza.</p>

<p>- Dosyć! Odwołaj to!
Natychmiast to odwołaj! Nic nie wiesz o moim ojcu! To ty jesteś
żałosnym prostakiem, a nie on! Mówisz te wszystkie rzeczy teraz,
kiedy już go nie ma i nie może się obronić. Dlaczego wtedy
mu się nie postawiłeś? Dlaczego nie wyzwałeś go na
pojedynek, skoro tak go nienawidziłeś?</p>

<p>Severus zdawał sobie
sprawę, że Potter stoi nad nim, wykrzykując te wszystkie,
pełne dziecięcej złości słowa, ale nie był w
stanie zareagować. Wpatrywał się tylko w rozlaną ciecz,
czując, jak wszystko, co budował, sypie mu się w palcach.
Każdy kamień, który z takim wysiłkiem układał,
rozsypywał się w proch.</p>

<p>I dlaczego? Tylko dlatego, że
dał się pokonać tej pieprzonej słabości! Temu
niewdzięcznemu smarkaczowi, który stał teraz przed nim i
ośmielał się podnosić na niego głos, tak jak
ośmielił się wedrzeć w jego życie i wszystko mu
pokrzyżować, wszystko zniszczyć! Wszystko!</p>

<p>Zerwał się z fotela,
kierując ku niemu kipiące wściekłością
spojrzenie.</p>

<p>- Ponieważ był tchórzem -
wysyczał mu prosto w twarz, targany od środka jątrzącym
się gniewem. - Nigdy nie przyjąłby mojego wyzwania na pojedynek
sam na sam. Zawsze zasłaniał się swoimi durnymi
przyjaciółmi, grał odważnego tylko w otoczeniu swojego fanklubu.
Bez nich był jak kaleka, który nie trafiłby w cel, nawet gdyby
dać mu mapę. Bez nich był nikim!</p>

<p>- Mówisz tak, bo mu
zazdrościłeś!</p>

<p>Uderzył go z całej
siły. Trzasnął go w twarz, wkładając w to uderzenie
całą swoją frustrację i gorycz. Najchętniej
starłby go na proch. Usunął ze swego życia. Ukarał za
wszystko, co mu odebrał. Zniszczył tak samo, jak on zniszczył
jego...</p>

<p>Ale wtedy Harry odwrócił twarz i
Severus ujrzał ból przepełniający zielone oczy i zaczerwieniony
policzek i nagle uświadomił sobie, co zrobił.</p>

<p>I po prostu stał, wpatrując
się w swą własną dłoń i w plecy Harry'ego,
wiedząc, że jeżeli chłopak teraz stąd wyjdzie,
jeżeli go tu zostawi, w samym środku tego niszczącego wszystko cyklonu,
jeżeli zabierze mu teraz siebie... to tak, jakby zabrał mu oddech.</p>

<p>- Spójrz na mnie - wyszeptał,
nie potrafiąc powstrzymać drżenia własnego głosu. Ale
Harry nie zrobił tego. Chwiejnie ruszył w kierunku drzwi i Severus
poczuł się tak, jakby grunt usuwał mu się spod nóg.</p>

<p>- Słyszysz? - zapytał,
ruszając za nim niczym w transie. Widział, jak zatrzymuje się
przy drzwiach i próbuje je otworzyć. Widział jego drżące
ramiona i pochyloną głowę. I widział swoją
własną dłoń, wyciągającą się po niego.</p>

<p>- Chcę, żebyś na mnie
spojrzał.</p>

<p>Nie rozpoznawał własnego
głosu. Nie rozpoznawał własnych reakcji. Nawet dłonie,
które zacisnął na ramionach Harry'ego, odwracając go do siebie,
wydawały mu się obce.</p>

<p>To wszystko jednak przestało
mieć znaczenie, kiedy ujrzał jego twarz. Bladą. Mokrą od
łez. Od łez, których on był przyczyną. Pozbawioną
blasku, który Severus zdusił własnymi rękoma. Zgaszoną.</p>

<p>- Zostaw mnie - usłyszał
cicho wypowiadane słowa. - Ranisz mnie.</p>

<p>I Severus puścił go. Ale
tylko po to, by łagodnie ująć w dłonie jego twarz i
unieść ją, spoglądając wprost w jego wilgotne oczy. W
oczy, które jako jedyne potrafiły sprawić, że zapominał,
kim jest i co robił. Które jako jedyne potrafiły wnieść
odrobinę światła do jego życia.</p>

<p>I poczuł, jak w tej samej chwili
wypełnia go ból. Tak dotkliwy, iż nie pozwalał mu oddychać.
Ból, który wibrował mu pod skórą przez całe dwa tygodnie, które
spędził bez niego. Ból, który sprawiał, że żadne
pomieszczenie nie lśniło, jeżeli nie było w nim Harry'ego.
Ból, który towarzyszyłby mu już do samego końca...</p>

<p>- Severusie...?</p>

<p>Wszystko runęło.
Rozsypało się w drobny pył. Całe miesiące pracy,
każdy wysiłek, który musiał podjąć, każda
decyzja, którą okupił krwią własną lub innych,
wszystko, co poświęcił dla tego pragnienia, całe jego
życie... opadało w otchłań, wydając z siebie
przejmujący wrzask agonii.</p>

<p>Cierpienie było niewyobrażalne.
Ale podjął już decyzję.</p>

<p>Nie mógł tego zrobić.</p>

<p>Te dwa tygodnie... tylko mu to
uświadomiły... nie potrafi już bez niego żyć. Nie
potrafił. Harry stał się dla niego wszystkim. Stał się
dla niego ważniejszy niż wolność, niż jego własne
życie... Stał się jego pragnieniem.</p>

<p>Wiedział, że to już
koniec. Poniósł porażkę. Całkowitą klęskę.
Wpadł we własne sidła. Jakim był głupcem, skoro
pomyślał, że się nie zaangażuje... Stał teraz
pośród innych głupców, którzy szydzili z niego, tak jak on
niegdyś szydził z nich. I wiedział, że ta klęska
będzie go kosztować życie... że już jutro... zginie.</p>

<p>Ale mają jeszcze dzisiejszą
noc. Da mu całego siebie. Da mu wszystko, czego pragnie. Ten ostatni raz.
Ostatni raz. Bez kontroli. Bez masek. Bez niczego, co mogłoby
służyć za mur.</p>

<p>Tylko oni dwaj. Tylko Harry i jego
ciepło, jego usta, w które Severus wpatrywał się jak
zahipnotyzowany, mając wrażenie, że jeszcze niczego w całym
swoim życiu nie pragnął tak bardzo jak tego, by ich skosztować,
by nareszcie się w nich zanurzyć, nie myśląc o niczym, nie
myśląc o konsekwencjach...</p>

<p>Pochylił się więc do
przodu, obejmując wargami te miękkie usta i wślizgując
się językiem do gorącego wnętrza... zasysając ich
żar, penetrując gładkie podniebienie, wgryzając się w
jego wargi z taką zachłannością, jakby tylko one
ratowały go przed upadkiem w otchłań... oplatając jego
wilgotny, śliski język własnym i ssąc go w swych ustach...
czując jak jego słodycz spływa mu do gardła, jak
przesiąka jego smakiem i pragnąc jeszcze więcej, jeszcze więcej...</p>

<p>I sięgał po to,
wsuwając język jeszcze głębiej, pożerając jego
usta bez żadnej kontroli, zatapiając się w nim wszystkimi
zmysłami... pozwalając, by to uczucie pochłonęło go, tak
jak on pochłonął Harry'ego... pozwalając, by go
spaliło i by jego umysł zamienił się w jednostajny,
ogłuszający krzyk: "Nigdy nie oddam... nigdy, nigdy,
nigdy!"</p>

<p>Wszystko płonęło.
Regały, książki, fotele, dywan. Ogień pożerał
wszystko niczym wygłodniała bestia o nienasyconym apetycie. Bestia,
która w końcu, po wielu miesiącach ciągłego hamowania
się, mogła zaspokoić swój głód i nic nie było w stanie
jej przed tym powstrzymać. Płomienie ryczały i trzaskały,
pożerając dwie przyciśnięte do siebie sylwetki, najpierw
przy drzwiach, potem w drodze do sypialni, potem zupełnie nagie na
łóżku, stopione ze sobą niczym woskowe figury. I tylko czasami
spośród tej kakofonii wyłaniał się zachrypnięty
głos:</p>

<p>- O boże...</p>

<p>Jak mógł mu się
opierać? Jak mógł myśleć, że uda mu się przed nim
obronić, że uda mu się obronić przed tą mocą?</p>

<p>- Taki wrażliwy...
niebywałe.</p>

<p>Jak w ogóle mógł
pomyśleć, by go poświęcić? Był cenniejszy
niż skarb. Był cudem, który należało chronić.</p>

<p>- Jesteś tylko mój. A reszta
niech idzie do diabła.</p>

<p>Wszystko inne zostało
zagłuszone jękami i dyszeniem, trzaskiem pożogi i uderzeniami
serca. A później z falującego żaru, z parujących zgliszcz,
które pozostały po komnatach Severusa, wyłoniły się dwa,
wciśnięte w siebie ciała.</p>

<p>Połączone jednym, wspólnym
oddechem.</p>

<p>I cichy szept Harry'ego:</p>

<p>- Kocham cię...</p>

<p>Szept, który przyniósł...
otrzeźwienie. Niczym kąpiel w lodowatym strumieniu, ponieważ
Severus uświadomił sobie nagle z całą
przerażającą mocą, że te słowa... słowa,
które usłyszał po raz pierwszy w życiu... słyszy zarazem po
raz ostatni...</p>

<p>Objął Harry'ego mocniej,
wpatrując się w sufit.</p>

<p>Wiedział, co musi zrobić.</p>

<p>- Dipsas. Hasło do moich komnat.</p>

<p>Przymknął powieki.</p>

<p>Jutro wszystko się
zakończy.</p>

<p>Wszystko... przestanie istnieć.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy nadchodziło wezwanie,
Mroczny Znak palił żywym ogniem. Jakby w tej właśnie chwili
formował się, wytrawiając się na skórze. Ból
rozchodził się aż do obojczyka. Severus po części
nauczył się z nim radzić, jednak nie dało się
wytrzymywać tego w nieskończoność. Ale próbował.
Siedział na łóżku, zgięty wpół, z ręką
przyciśniętą do wijącego się na skórze Znaku, z
zaciśniętymi ustami i pulsowaniem w skroniach.</p>

<p>Ból przychodził falami. Kiedy
odpływał, Severus spoglądał na śpiącego obok
Harry'ego i patrzył na niego tak długo, dopóki ból znowu nie
zaatakował.</p>

<p>Musi to przetrzymać.
Minęła już godzina. Czarny Pan w końcu da za wygraną i
po prostu będzie czekał na wiadomość od niego. Ale kiedy
jej nie otrzyma, znowu zaatakuje. Severus miał niewiele czasu. Był
już niemal ranek. Przekaże Czarnemu Panu wiadomość dopiero
wtedy, kiedy zdobędzie wspomnienie. Wspomnienie, w którym wszystko, co
budował miesiącami, zawali się. Kiedy w zielonych oczach,
zamiast pragnienia, ujrzy jedynie odrazę.</p>

<p>Wtedy będzie gotów.
Ponieważ nie pozostanie już nic, co mogłoby go tutaj
zatrzymać.</p>

<p>Severus przymknął powieki.
Z jego warg wyrwało się westchnienie.</p>

<p>Harry musi go znienawidzić.
Uznać za potwora, za pozbawionego skrupułów psychopatę. Tylko w
ten sposób Severus zapewni mu bezpieczeństwo. Nie było innego
wyjścia.</p>

<p>Kiedy jutro na śniadaniu
Dumbledore ogłosi, że Severus zginął, Harry musi być
na to gotowy. Wszelkie uczucia, którymi go obdarzył, muszą
umrzeć wraz z nim. Musi zniszczyć, zbezcześcić wszystkie
wspomnienia, zabrać mu ostatnią iskierkę nadziei, sprawić,
by czuł do niego jedynie pogardę i obrzydzenie. Jeżeli tego nie
zrobi... skaże go na życie w agonii. Harry był zbyt słaby.
Zbyt słaby, by przeżyć jego stratę, a musi żyć
dalej, musi być silny, by pewnego dnia uwolnić się od nich
wszystkich. Od Dumbledore'a, od Czarnego Pana. Musi być twardy, odporny na
wszystko, wykuty ze stali, by przeżyć. I Severus mu to zapewni.</p>

<p>Oblizał wargi i ponownie
spojrzał na Harry'ego.</p>

<p>Przypomniał sobie słowa,
które usłyszał od niego zaledwie kilka godzin temu:</p>

<p>"Zawsze będę do ciebie
wracał."</p>

<p>Severus wyciągnął
dłoń i delikatnie musnął palcami rozgrzany od snu policzek
Harry'ego.</p>

<p>Tym razem do mnie nie wrócisz.</p>

<p>***</p>

<p>Nie miał zbyt wiele czasu.
Powinien po prostu wyjść i zostawić go samego, żeby na
niego nie patrzeć, żeby się z nim nie żegnać i po
prostu odcisnąć w sobie to wspomnienie, kiedy śpi w jego
łóżku. Ale wiedział, że nie może tego zrobić.
Musi wszystko przygotować. Musi... dać mu jasno do zrozumienia,
że chce, aby dzisiaj pojawił się w jego komnatach.</p>

<p>- Wiesz, że możesz tu
przyjść w każdej chwili? - powiedział Severus,
muskając wargami czoło Harry'ego. - Kiedy tylko będziesz
chciał. Nawet dzisiaj.</p>

<p>Wiedział, że Harry nie
będzie w stanie czekać. Był niecierpliwy i jeżeli
dostał pozwolenie, to jest tylko kwestią godzin, kiedy się tu
zjawi.</p>

<p>Chłopak przytaknął,
odchylając głowę i pozwalając, by usta Severusa
znalazły się na jego szyi.</p>

<p>- Wiem. Będę za tobą
tęsknił.</p>

<p>- Wiem - odparł Severus. -
Będziesz.</p>

<p>Pomieszczenie pociemniało na
chwilę, a pieszczące szyję Harry'ego wargi Severusa
wykrzywiła gorycz.</p>

<p>- Czy wczoraj... dostałeś
wszystko to, czego pragnąłeś? - zapytał, zatrzymując
wargi milimetr od skóry Harry'ego. Dopiero po chwili Severus zdał sobie
sprawę, że wstrzymuje oddech, czekając na odpowiedź.</p>

<p>Musiał to wiedzieć.
Musiał być pewien, że dał mu wszystko. Absolutnie wszystko.</p>

<p>- O tak, nawet więcej -
odpowiedział Harry, uśmiechając się lekko. - Znacznie
więcej, niż kiedykolwiek pragnąłem.</p>

<p>Severus wypuścił powietrze
i złożył długi pocałunek na jego żuchwie. A
następnie odsunął się i spojrzał na niego z góry.</p>

<p>Merlinie, nie sądził,
że tak ciężko będzie mu się z nim rozstać...</p>

<p>- Chodźmy - powiedział w
końcu, wypuszczając Harry'ego z uścisku. - Lepiej,
żebyś wrócił, zanim twoi przyjaciele się obudzą. - Po
tych słowach wyminął go i skierował się prosto do
salonu.</p>

<p>Podszedł do drzwi
prowadzących do gabinetu i zatrzymał się przy nich,
krzyżując ramiona i ukrywając twarz za kurtyną włosów.
Nie mógł ryzykować, że jakakolwiek uroniona emocja odzwierciedli
się na jego twarzy i chłopak ją zauważy. Harry zabrał
swoje rzeczy i zatrzymał się obok niego.</p>

<p>- No to... do zobaczenia -
wydukał.</p>

<p>Po tych słowach
ciemność pogłębiła się, a Severus poczuł,
jak w jego wnętrzu rośnie coś lodowatego, wypełniając
go chłodem i sprawiając, że coraz trudniej było mu oddychać.</p>

<p>Nie patrzył na niego. Nie chciał
na niego spoglądać, ale wiedział, że powinien to
zrobić, aby chłopak nawet przez chwilę nie pomyślał,
że cokolwiek jest nie w porządku.</p>

<p>Podniósł więc
głowę, spoglądając mu prosto w oczy i wiedząc, że
po raz ostatni widzi w nich to ciepło, ten blask...</p>

<p>Po raz ostatni.</p>

<p>Wtedy zobaczył, jak Harry
odwraca się, i miał wrażenie, że czas nagle zwolnił, a
wszystko w jego ciele zaczęło wrzeszczeć i szamotać
się i nagle odkrył, że jego dłoń zaciska mu się
na nadgarstku, a Harry odwraca się do niego z zaskoczeniem malującym
się na twarzy i wtedy Severus uświadomił sobie, że już
w ogóle nie jest w stanie oddychać.</p>

<p>Pozwól mu odejść. Nie
możesz go zatrzymać. To już koniec.</p>

<p>Poddał się i po prostu
przyciągnął Harry'ego do siebie, zamykając jego wargi w
żarliwym pocałunku. Chciał tylko jeszcze raz zanurzyć
się w jego żarze. Jeszcze raz poczuć jego smak, by pozostał
mu na wargach aż do samego końca...</p>

<p>Harry jęknął, kiedy
Severus oderwał usta i głęboko nabrał powietrza, które
uleciało mu z płuc.</p>

<p>- Odprowadzę cię - wyszeptał
z trudem.</p>

<p>Złapał jego dłoń
i poprowadził go za sobą aż do drzwi wychodzących na
korytarz. Zatrzymał się i sięgnął po
różdżkę, zdejmując z nich zaklęcie blokujące, po
czym schował ją z powrotem i odwrócił się do Harry'ego.
Przez jakiś czas po prostu mu się przyglądał,
przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Po chwili jednak zatrzymał je
na policzku, który wciąż był nieznacznie zaczerwieniony, i
powoli uniósł dłoń, dotykając skóry Harry'ego.
Pogładził ją delikatnie. Była gładka i rozgrzana.</p>

<p>- Nie chciałem cię
uderzyć - wyszeptał. - Ale czasami wszystko wymyka nam się spod
kontroli i nie mamy na to wpływu. To silniejsze od nas.</p>

<p>Jak okrutnie prawdziwe były te
słowa... nawet jeśli wiedział, iż Harry ich nie zrozumie...</p>

<p>- Nie szkodzi - odpowiedział niepewnie
chłopak. - To nieważne. Już o tym zapomniałem.</p>

<p>Severus uśmiechnął
się słabo.</p>

<p>- To dobrze.</p>

<p>Opuścił rękę, a
następnie sięgnął do klamki i spojrzał na Harry'ego,
który posłał mu ciepły uśmiech i zarzucił na siebie
pelerynę, znikając pod nią. Severus otworzył mu drzwi i
przez kilka chwil po prostu stał przy nich, wsłuchując się
w jego oddalające się kroki. A z każdym z nich pomieszczenie
gasło coraz bardziej, jakby pozbawiono je nagle całego światła.</p>

<p>Severus zamknął drzwi i
oparł się czołem o chropowate drewno. Otaczał go
chłodny, gęsty niczym smoła mrok. Mrok, który wdzierał mu
się do ust, pozbawiając go oddechu, który wnikał pod ubranie,
pokrywając ciało gęsią skórką i wprawiając je w
drżenie. Mrok, który wysysał wszystko, co napotkał na swej drodze,
pozostawiając po sobie jedynie unoszące się w powietrzu
wstęgi bezpowrotnej straty.</p>

<p>***</p>

<p>Laboratorium pokryte było
szronem. Na butelkach i fiolkach osadziła się szadź i z
każdą chwilą temperatura wydawała się jeszcze bardziej
opadać, tak samo jak sypiące się z szaty Snape'a kryształki
lodu. Mężczyzna stał pochylony nad myślodsiewnią, z
różdżką przyłożoną do skroni, przymkniętymi
powiekami i całkowitym skupieniem na twarzy. Jego usta ciągle
się poruszały, jakby mówił coś do siebie. Co jakiś
czas nawijał na różdżkę kilka złotych pasem i
umieszczał je w myślodsiewni. Cierpienie widoczne na jego obliczu
pogłębiało się z każdą chwilą, ale nie
przerywał. Zaciśnięta na brzegu misy dłoń była
niemal biała od wysiłku, żyła na jego skroni pulsowała
coraz bardziej.</p>

<p>W pewnym momencie jego twarz
skrzywiła się, pięść uderzyła z
wściekłością w brzeg misy, a z jego ust wyrwało
się ciche przekleństwo. Odetchnął jednak kilka razy i
powrócił do przerwanej czynności. Jednak po pewnym czasie ponownie
uderzył pięścią w misę i tym razem potrzebował
dłuższej chwili odpoczynku, podczas której stał nad
myślodsiewnią ze spuszczoną głową, opierając
się o nią obiema rękami, oddychał ciężko i zaciskał
powieki.</p>

<p>W końcu, kiedy do
myślodsiewni opadła już ostatnia złota wstęga, Severus
otworzył oczy i w tym samym momencie zachwiał się i musiał
cofnąć kilka kroków i oprzeć o ścianę, aby się
nie przewrócić. Przez chwilę miał problem ze skupieniem wzroku,
ale kiedy już mu się to udało, jego brwi zmarszczyły
się, twarz wykrzywiła w wyrazie niezadowolenia, a do oczu
napłynął gniew.</p>

<p>Nie wyszło tak, jak chciał.
Część była jeszcze w miarę logiczna, ale cała
reszta? Nieuporządkowany, infantylny bełkot. Niektórych
wspomnień w ogóle nie udało mu się dotknąć, a co dopiero
próbować je zmienić. Powinien to wszystko poprawić,
spróbować na spokojnie od nowa, ale nie miał na to czasu. A poza tym
był już wykończony. Jego umysł ledwie już dyszał
od wysiłku. Musi to zostawić tak, jak jest. Ale czy Potter w to
uwierzy? Przecież tyle rzeczy się nie zgadzało, pojawiło
się tak wiele sprzecznych sygnałów... Jedyną jego nadzieją
było to, że Potter okaże się wystarczająco naiwny, aby
się na to nabrać... że da się ponieść emocjom i nie
będzie zastanawiał się nad logicznym rozwiązaniem. Nie
będzie zawracał sobie głowy interpretacją gestów Severusa,
a skupi się jedynie na tym, co zobaczy i usłyszy i przepełniony
poczuciem zdrady, zapomni o wszystkim, co Severus kiedykolwiek mu
ofiarował.</p>

<p>Pozostała jeszcze jedna
kwestia...</p>

<p>Severus sięgnął na
półkę po jedną ze świec i rzucił na nią szybkie
zaklęcie, a następnie Lumos i świeca zapłonęła na
zielono.</p>

<p>Sygnał. Wystarczająco jasny
i przyciągający wzrok.</p>

<p>Ustawił ją na blacie i
jeszcze raz spojrzał na wypełnioną po brzegi
myślodsiewnię.</p>

<p>Zacisnął usta i po raz
ostatni skierował różdżkę w stronę złotych
wstęg. Wystarczył jeden rozbłysk, by wspomnienia zawirowały
i na powierzchni zaczęły formować się przeplatające
się ze sobą obrazy: twarz Harry'ego, Czarnego Pana i fiolki eliksiru.</p>

<p>Przynęta. Wystarczająco
zachęcająca, by zanurzyć się w nieznanym.</p>

<p>Mężczyzna odwrócił
się i ruszył do wyjścia. Kiedy ścianka zasuwała
się za nim, wysunął stopę, zatrzymując regał w
miejscu, dzięki czemu powstała wąska szczelina, przez którą
sączyło się zielone światło, jednak dostatecznie
niewielka, by nie było jej widać gołym okiem.</p>

<p>Odsunął się i kilka
razy przeszedł wzdłuż salonu, obserwując ją z
każdego kąta.</p>

<p>Idealnie.</p>

<p>Teraz wystarczyło tylko
wyjść i poczekać, aż uruchomi się alarm.</p>

<p>***</p>

<p>Kolejne wezwanie nadeszło
szybciej, niż się spodziewał. Ramię zaczęło
boleć go już wczesnym popołudniem, podczas lekcji Eliksirów z
pierwszorocznymi Krukonami i Puchonami. Z największym wysiłkiem
udało mu się doprowadzić lekcję do końca, ale kiedy
tylko drzwi klasy zamknęły się za ostatnim uczniem,
zgiął się wpół, przyciskając dłoń do
rwącego ramienia i spędził tak piętnaście minut,
próbując wyciszyć swój umysł i przetrwać atak.</p>

<p>Na szczęście była to
ostatnia już lekcja.</p>

<p>Severus przez cały dzień
omijał swoje komnaty szerokim łukiem. Musiał znajdować
się jak najdalej od nich, by Potter odważył się do nich
wejść.</p>

<p>Kiedy ból odrobinę ustał,
ruszył więc do gabinetu Dumbledore'a z wiadomością o
otrzymanym wezwaniu i jego spodziewanej nieobecności.</p>

<p>I właśnie wtedy poczuł
wędrujący wzdłuż kręgosłupa zimny dreszcz.</p>

<p>Alarm.</p>

<p>Potter wszedł do jego komnat.</p>

<p>A więc teraz wszystko się
dopełni...</p>

<p>***</p>

<p>Severus stał w swoim gabinecie
przy drzwiach prowadzących do salonu, z ręką na klamce,
przymkniętymi powiekami i opuszczoną głową. Powietrze
wokół niego wydawało się gęstnieć, zaginając i
odbijając próbujące przedostać się przez jego aurę
promienie światła i pogrążając całą
sylwetkę w coraz głębszym mroku.</p>

<p>Wszystko zdawało się
wyostrzać. Z każdym pojedynczym oddechem mężczyzny
szczegóły otoczenia stawały się coraz wyraźniejsze, tak
jakby coś zasysało wszelkie zakłócenia, pozostawiając tylko
ją. Czystą kontrolę.</p>

<p>Tylko ona pomoże mu
przetrwać tę chwilę. Musi się w nią przyodziać,
owinąć jak płaszczem, najszczelniej jak to możliwe, aby
nic, absolutnie nic nie przedostało się głębiej, nie
dotknęło go, ponieważ podejrzewał, iż wtedy
rozsypałby się w proch. Musi zachować kamienny wyraz twarzy. Na
jego obliczu nie może pojawić się nawet najmniejsze
pęknięcie. I najważniejsze - cokolwiek się wydarzy,
jakiekolwiek ciosy na niego spadną, nie może odezwać się
ani słowem, ponieważ głos mógłby go zdradzić. Musi
znieść wszystko w milczeniu. Wszystko.</p>

<p>Otworzył oczy. Wydawały
się jeszcze ciemniejsze niż zwykle, jakby w chwili obecnej nie
było w nich niczego poza oziębłą
obojętnością. Nie odbijało się w nich żadne
światło. Przypominały dwie głębokie otchłanie, na
dnie których uwięziono wszelkie emocje.</p>

<p>Wziął głęboki
wdech i wkroczył do salonu.</p>

<p>Wejście do laboratorium
było uchylone. Na podłogę padało zielone światło.
Severus podszedł bliżej i wśliznął się do
środka.</p>

<p>Zobaczył go.</p>

<p>Chłopak stał nad
myślodsiewnią z zaciśniętą na brzegu misy
dłonią i twarzą zanurzoną w falującym morzu
złota.</p>

<p>Severus zatrzymał się przy
wejściu. Oparł dłoń o znajdujący się obok
regał i... czekał.</p>

<p>Cokolwiek się wydarzy...
cokolwiek...</p>

<p>Dłoń Harry'ego co
jakiś czas ściskała się konwulsyjnie, a do uszu Severusa
docierały stłumione pojękiwania oraz ciche, niewyraźne, ale
wielokrotnie powtarzane "nie".</p>

<p>Już samo to wibrujące w
powietrzu słowo miało taką siłę oddziaływania,
iż Severus czuł, jak jego bariery drżą, a przecież to
był zaledwie wstęp do tego, co za chwilę się tu wydarzy.</p>

<p>To nie potrwa długo. Za moment
będzie po wszystkim.</p>

<p>Po wszystkim.</p>

<p>Nagle czas spowolnił swój bieg,
a Severus wstrzymał oddech, kiedy Harry wyprostował się
gwałtownie, wynurzając się ze szponów wspomnień. Cisza,
która zapadła, wydawała się niemal pustosząca. Jedynym, co
ją zakłócało, było dudnienie serca. Głuche i
ciężkie, jakby w którymś momencie zamieniło się w
uwierający w piersi kamień.</p>

<p>Severus czekał w
napięciu... ale Harry po prostu stał bez ruchu, plecami do niego.
Wydawał się nawet nie oddychać. Tak jakby coś w nim
umarło.</p>

<p>Na krótką chwilę ciszę
przerwał głuchy trzask. Coś, co chłopak trzymał w
dłoni, uderzyło w podłogę. I Severus zobaczył, jak
Potter cofa się chwiejnie i odwraca, a to, co ujrzał w zielonych
oczach, było jak potężne, zwalające z nóg uderzenie.</p>

<p>Odraza. Nienawiść.
Obrzydzenie. Wszystko skierowane ku niemu.</p>

<p>Uderzenie było tak silne,
że cała bariera zachwiała się i wszystko w nim
zaczęło wibrować, szarpać się. Ale błyskawicznie
to powstrzymał, całą siłą woli utrzymując
kontrolę, niczym tarczę, którą próbował się
osłaniać przed ciosami, które posypały się na niego z ust
Pottera:</p>

<p>- Nie zbliżaj się do mnie,
Śmierciożerco! - Harry wyszarpnął z kieszeni
różdżkę i wycelował nią w Severusa. Jego
dłoń drżała tak bardzo, że koniec różdżki
kreślił w powietrzu nieregularne kręgi, rozsypując czerwone
iskry nienawiści. - Jak mogłeś? Jak mogłeś mi to
zrobić? Jak mogłeś tak mnie oszukać? Jak mogłeś
mnie tak podle wykorzystać? Jak mogłeś mnie nienawidzić?
Przez cały ten czas! Jak mogłeś?!</p>

<p>Snape milczał. Jego
zaciśnięte w cienką linię usta były niemal białe,
kiedy patrzył na wykrzywioną w pogardzie twarz Harry'ego, na jego
oczy.</p>

<p>Oddanie. Żar. Blask. Pragnienie.
Wszystko zniknęło. Bezpowrotnie. Teraz jego oczy były zimne jak
lód.</p>

<p>- Odpowiedz mi, ty zdrajco! Dlaczego,
do cholery, milczysz? Dla ciebie to wszystko było tylko grą!
Żałosną rozgrywką! Nigdy nic dla ciebie nie znaczyłem!
Nic!!! Przez cały czas kłamałeś! Przez cały cholerny
czas!</p>

<p>Po policzkach Harry'ego
spłynęły łzy.</p>

<p>Severus nie pozwolił, aby na
jego twarzy drgnął chociaż jeden mięsień, pomimo
iż czuł, jak coś ostrego rozcina jego wnętrzności i
rozszarpuje rany. Nie poruszał się, tak jak i nie poruszyłby
się wykuty z kamienia posąg, ponieważ gdyby spróbował to
zrobić, popękałby i rozpadł się na kawałki.</p>

<p>- Wykorzystałeś mnie!
Wykorzystałeś moje pragnienie dla swojego pragnienia!
Myślałem, że chociaż ty... że chociaż ty nie
uważasz mnie za narzędzie! Że jako jedyny nie próbujesz się
mną posłużyć! A jesteś taki sam! Jesteś jeszcze
gorszy! Jesteś potworem! Żaden człowiek nie mógłby... nie
mógłby... przez cały ten czas... o boże! - Harry
złapał różdżkę obiema dłońmi. Wydawał
się rozsypywać, tak jak sączące się z niej coraz
gwałtowniej iskry. - Jak mogłeś? Jak mogłeś
pokazywać mu nasze chwile? Przecież to były nasze wspomnienia!
Jak mogłeś...?!</p>

<p>Każde wykrzyczane słowo
przypominało szarpnięcie ostro zakończonym harpunem i Severus
czuł się tak, jakby coś z niego wyrywano, a ziejącą w
okaleczonym miejscu ranę przypalano rozgrzanym do czerwoności
żelazem.</p>

<p>- No odpowiedz mi! Pochwal się,
jakim byłem dla was pośmiewiskiem! Opowiedz, jak śmialiście
się z tego, jakim byłem zaślepionym kretynem! Opowiedz, jak
świetnie się bawiłeś, kiedy pokazywałeś mu nasze
intymne chwile, ty chory popaprańcu!</p>

<p>Czy ten ból pozostanie w nim już
do końca? Czy już do końca będzie miał przed oczami
tę płonącą w zielonych oczach jadowitą pogardę?
Czy to coś, co z powodu własnej głupoty do siebie
dopuścił, zawsze tak... okaleczało? To... to...
przekleństwo?</p>

<p>W takim razie myśl, że to
wszystko już niedługo zniknie, że umrze wraz z jego ostatnim
oddechem, wydawała się wręcz... kojąca.</p>

<p>- Jak mogłem cokolwiek w tobie
widzieć? Jesteś odrażający! Jesteś... jesteś...
nikim! Nienawidzę cię! Słyszysz? Nienawidzę!!! Nigdy ci
tego nie wybaczę! Nigdy!!!</p>

<p>Drzwi trzasnęły. W
pomieszczeniu zapanowała cisza. Gładka niczym tafla jeziora, w
którego głębinach nastąpiła niszcząca wszelkie
życie erupcja. Severus przymknął powieki i z jego piersi
wyrwało się długie westchnienie.</p>

<p>Już. Po wszystkim.</p>

<p>Kataklizm przeminął, a on
wciąż tu stał. Pomimo iż jego wnętrze
przypominało rozbite na tysiące odłamków lustro, które jedynie
siła woli utrzymywała w całości.</p>

<p>Zdjął rękę z
regału i zacisnął dłoń na płonącym pod
materiałem szaty Mrocznym Znaku. Dopiero teraz zauważył, że
jego palce były zakrwawione, a paznokcie połamane. Nie zwrócił
na to jednak uwagi. Podwinął rękaw i spojrzał na rozległe
zaczerwienienie wokół wijącego się po skórze Znaku.</p>

<p>Teraz był gotów.</p>

<p>Uniósł głowę i
rozejrzał się po pomieszczeniu, a następnie podszedł do
jednego z regałów i spomiędzy kilku znajdujących się na nim
tomów, wyjął plik kartek, które swego czasu wyrwał z jedynej
znajdującej się w Hogwarcie księgi przybliżającej
potęgę zaklęcia Legilimens Evocis. Na pierwszej z nich,
noszącej numer dwieście pięćdziesiąty trzeci,
widniał wyraźny napis: "Legilimens Evocis: Jak
sfałszować myśli i zmienić ich znaczenie".</p>

<p>Ułożył je na stole,
wyciągnął różdżkę i po chwili kartki już
płonęły, zwijając się i zmieniając w czarny
popiół. Schował różdżkę z powrotem i jeszcze raz
powiódł wzrokiem po pomieszczeniu.</p>

<p>Nie mógł tu zostawić
niczego, co mogłoby wskazywać jego prawdziwe intencje.</p>

<p>Wtedy dostrzegł małe,
pogniecione czerwone pudełko, leżące na podłodze przed
myślodsiewnią. To samo pudełko, które wypadło z dłoni
Pottera. Severus podszedł do niego i przez jakiś czas po prostu
przyglądał mu się. Wiedział, że nie powinien po nie
sięgać. Nie teraz. Nie po tym, co przed chwilą zaszło.
Mógłby znaleźć tam coś, co...</p>

<p>Zrobił to jednak. Pomimo
ostrzegawczego krzyku w swym umyśle, schylił się i
drżącą ręką podniósł je z podłogi.
Otworzył. W środku znajdowała się niewielka kartka. Rozwinął
ją ostrożnie i czując się jak tonący, który zamiast
płynąć do brzegu, z własnej woli pozwala się
porwać rozbijającym się o skały falom, zaczął
czytać:</p>

<p>Severusie...</p>

<p>Nie umiem ubierać w słowa
tego, co czuję, ale chciałbym, żebyś wiedział, że
niezależnie od tego, gdzie jestem i co robię, zawsze jesteś w
moich myślach, w moim sercu, w każdym moim oddechu.</p>

<p>Nienawidzę za Tobą
tęsknić. Kiedy nie ma Cię w pobliżu, czuję się
niekompletny. Jakby coś ze mnie wyrwano. Jakby gasło
światło.</p>

<p>Pewnie uznasz to za głupie i
sentymentalne, ale nie obchodzi mnie to. Jesteś dla mnie wszystkim, czego
potrzebuję i wszystkim, dla czego warto żyć. Bez Ciebie nie
istnieję. Nie potrafię już istnieć bez Twojego spojrzenia,
bez dotyku, nawet bez Twoich złośliwych komentarzy... Merlinie, chyba
zwłaszcza bez nich.</p>

<p>I im dłużej nad tym
myślę, próbując zrozumieć, co się ze mną dzieje,
tym większą mam pewność, że... że zakochałem
się w Tobie.</p>

<p>Możesz się śmiać.
Możesz uśmiechać się szyderczo. Wiem, że pewnie
właśnie to robisz. Ale to jest silniejsze. To coś...
potężnego. Nigdy przedtem nie czułem czegoś takiego. I
wiem, że gdybyś chciał wyrwać to uczucie, to tylko z
sercem. Ponieważ ono zawsze we mnie będzie. Cokolwiek byś nie
zrobił.</p>

<p>Zawsze będę.</p>

<p>Twój Harry</p>

<p>Głęboki wdech, który
wziął, przypominał ostatni oddech przed śmiertelnym
uderzeniem w skały, i Severus utonął w morzu czerwieni, które
zamknęło mu się nad głową, pochłaniając
wszystko.</p>

<p>***</p>

<p>Mrok Zakazanego Lasu był
nieprzenikniony. Za każdym razem, kiedy Severus w niego wstępował,
czuł się tak, jakby wstępował w otchłań. I
rozciągał się teraz przed nim niczym mroczna kurtyna, za
którą mogło znajdować się wszystko.</p>

<p>Odwrócił się i
spojrzał na pozostawiony za plecami Hogwart. Cicho sypiący śnieg
bezszelestnie zasypywał jego ślady. W oddali widział
płonące w niektórych oknach światła. Płonęły
również we wschodniej wieży. Wieży Gryffindoru.</p>

<p>Nigdy więcej już go nie
zobaczy.</p>

<p>To ostatnie pół roku, które z
nim spędził... było jak powiew wolności wśród murów,
które przez całe życie były dla niego więzieniem.
Przypominało... szczęście. Gdyby Severus wiedział, jak ono
smakuje...</p>

<p>Na jego ustach pojawił się
pełen goryczy grymas. Niewielki, tlący się resztkami sił
blask w jego oczach zgasł całkowicie.</p>

<p>Jakiż się
zrobiłeś sentymentalny...</p>

<p>Nie pozostało już nic. Nic
oprócz ciemności.</p>

<p>Ale to właśnie ona
była jego domeną. Wkroczy w nią z taką samą dumą,
z jaką nosił ją przez całe życie. Tylko, że tym
razem... już z niej nie wróci.</p>

<p>Ale to przynajmniej jego własny
wybór. Nie Czarnego Pana, nie Dumbledore'a, nie jakiegoś przypadkowego
ścierwa. Jego. Tylko jego.</p>

<p>Przynajmniej tyle kontroli nad swym
życiem mógł zachować...</p>

<p>Oderwał spojrzenie od
świateł wieży i powoli odwrócił się w stronę
rozciągającego się przed nim mroku.</p>

<p>Już czas.</p>

<p>Przymknął powieki i...
aportował się.</p>

<p>***</p>

<p>Już pierwsza klątwa
zwaliła go z nóg. Przetoczyła się przez jego ciało niczym
chlaśnięcie batem, porażając wszystkie nerwy. Druga
była jeszcze gorsza. Nie słyszał niczego, poza własnym
krzykiem. Nie dostrzegał niczego, poza rozbłyskującą
potwornym bólem ciemnością. Jego rzucane drgawkami ciało
trawiła gorączka, jakby żywcem wyrywano z niego
wnętrzności i wbijano szpile, które sięgały aż do
kości i przebijały je na wylot. Czuł swąd spalonej skóry.
Własnej skóry.</p>

<p>Jego umysł skamlał,
niezdolny do jakiejkolwiek obrony. Ale Czarny Pan nie próbował go
przeszukiwać. Pragnął go po prostu unicestwić. Jego gniew
nie znał granic. Kąsał i uderzał, dusił i
rozrywał. Skórę, ciało, zmysły. Duszę.</p>

<p>Klątwa za klątwą.
Klątwa za klątwą.</p>

<p>Ale Severus ich nie
słyszał. Nie widział. Leżał na dnie otchłani,
żywcem rozszarpywany przez żyjące w niej stworzenia, i tylko
gdzieś u samej góry, daleko poza jego zasięgiem, tam, gdzie powinno
istnieć światło... widział coś, co przypominało
dwie, lśniące w mroku, zielone iskry.</p>

<p>Aż w końcu nadeszła
ciemność.</p>

<p>*</p>

<p>Wynurzenie się z niej
przypominało wynurzenie się z oceanu lawy. Wszystko w nim
płonęło, szarpało się i pulsowało.</p>

<p>Z trudem uniósł powieki i do
ciemności wdarła się odrobina światła. I twarz pochylonego
nad nim Czarnego Pana, wykrzywiona nieludzką
wściekłością. Jego pozbawione warg usta poruszały
się, ale Severus nie słyszał wypowiadanych przez niego
słów. Był zbyt zamroczony.</p>

<p>Przymknął
ociężałe powieki, nie będąc w stanie utrzymać ich
otwartych, i wtedy poczuł rozrywające zmysły
chlaśnięcie na policzku, które z powrotem wtrąciło go na
dno otchłani wypełnionej jedynie wrzaskiem i agonią. I
kolejną klątwą. I kolejną.</p>

<p>I znowu nadeszła
ciemność.</p>

<p>*</p>

<p>Mrok wydawał się...
chłodny. Lawa zamieniła się w ocean lodu. Wynurzenie się z
niego wymagało czasu i ogromnego wysiłku. Ociężałe
mięśnie, brak powietrza, ciągłe skurcze. Ale powierzchnia
była coraz bliżej. Coraz bliżej.</p>

<p>Najpierw pojawił się
zapach. Zapach śniegu. Wiatru. Kory drzew. Dopiero po chwili dołączyło
do niego wrażenie wilgoci. I braku czucia.</p>

<p>Powieki wydawały się
sklejone. Spróbował je rozdzielić. Udało mu się to dopiero
po dłuższej chwili. Pierwszym, co zobaczył, była... biel.
Sypka, zimna biel. I wystający spod niej ciemny korzeń.</p>

<p>Wokół panowała aksamitna
cisza. Słyszał jedynie swój własny, płytki oddech.</p>

<p>Żył.</p>

<p>Jakim cudem?</p>

<p>Przecież... umierał.</p>

<p>A teraz leżał na ziemi,
twarzą do niej, z policzkiem przyciśniętym do śniegu i
umysłem tak ciężkim, jakby ktoś nasypał mu do niego
kamieni.</p>

<p>Ból odszedł. Całkowicie.
Pozostawił po sobie rozszarpane nerwy, wycieńczone mięśnie,
zmaltretowane zmysły. Ale odszedł.</p>

<p>Co się wydarzyło?</p>

<p>Wziął głęboki
wdech i powoli uniósł głowę, zmuszając osłabione
mięśnie do pracy i podpierając się na łokciach.</p>

<p>Gdzie się znajdował?</p>

<p>Powiódł spojrzeniem po
wyrastających spod śniegu ciemnych drzewach o grubych konarach.</p>

<p>Zakazany Las.</p>

<p>Wytężył wzrok.
Pomiędzy drzewami coś majaczyło. Odległe światła.
I zarysowujące się na tle rozjaśniającego się nieba
wieże zamku.</p>

<p>Hogwart.</p>

<p>***</p>

<p>Nie wyobrażał sobie
powrotu. Dla niego nie było już powrotu.</p>

<p>Przecież miał
zginąć... a nie ponownie ocknąć się w świecie, do
którego nie miał już wstępu.</p>

<p>A jednak był tutaj. W swym
własnym łóżku. Z własnoręcznie uwarzonymi eliksirami
leczniczymi na szafce obok i dobiegającym z salonu odgłosem
trzaskającego kominka.</p>

<p>Dlaczego?</p>

<p>Czarny Pan nigdy nie wybaczał.
Potrafił zabijać bez mrugnięcia okiem, a tych, którzy
najbardziej go zawiedli, torturował i okaleczał niemal do kości.
Tymczasem on nie miał na sobie żadnych śladów po torturach, poza
długą blizną na policzku. I umysłem wzdrygającym
się na samą myśl o tym, co przeżył...</p>

<p>Nawet, gdy zaleczy się wszystkie
rany, usunie wszelkie bruzdy i pęknięcia... pęknięcie,
które powstało w duszy nigdy się nie zabliźni.</p>

<p>Żył... a więc to
oznaczało, że to jeszcze nie koniec. Że Czarny Pan nadal ma
wobec niego plany... Ale przecież Severus pokazał mu to wspomnienie.
Czarny Pan nie był głupcem. Doskonale zdawał sobie sprawę z
tego, że wszystko zostało stracone w momencie, w którym Potter
dowiedział się prawdy. Teraz już nic nie dało się
zrobić.</p>

<p>Chyba nie postradał jeszcze
rozumu do końca? Chyba nie oczekiwał, że Severus spróbuje
odzyskać zaufanie Pottera? Że spróbuje dokonać niemożliwego
i "w podzięce za łaskę, którą otrzymał"
przyprowadzi go do niego? Dlaczego wobec tego nie dał mu żadnych
wytycznych, tylko porzucił na granicy zamku jak bezpańskiego psa?
Czego oczekiwał?</p>

<p>I nawet kiedy gorączka
trawiła jego ciało, to umysł wciąż poszukiwał
odpowiedzi.</p>

<p>Nie potrafił jednak
znaleźć rozwiązania. Każdy scenariusz wydawał mu
się nieprawdopodobny. Ciągle brakowało mu tego spajającego
wszystko elementu.</p>

<p>Wiedział, że z
całą pewnością będzie obserwowany. Czarny Pan na pewno
wyznaczył szpiegów, którzy będą mu donosić o każdym
jego kroku. Być może po to, by sprawdzić, czy wciąż ma
jakikolwiek kontakt z Potterem i czy warto byłoby spróbować jeszcze
raz...</p>

<p>Czarny Pan nie poddawał się
tak łatwo. Nie uznawał porażki. Bez wątpienia
wciąż miał nadzieję, że w Potterze pozostały
jeszcze jakiekolwiek uczucia i zamierzał to sprawdzić.</p>

<p>Ale to był najbardziej
absurdalny pomysł, na jaki mógłby wpaść. Severus
użył wszelkich środków, by zabić w Harrym wszystko.
Wszystko. Po tym, co mu zgotował, w Potterze nie pozostało nic, poza
lodem. I Severus dopilnuje, by tak zostało. By w zielonych oczach
utrzymał się jedynie obraz bezwzględnego potwora, którego Potter
ujrzał w myślodsiewni, by już nigdy nic w nich nie
zalśniło, ponieważ wtedy... wszystko, co zrobił, pójdzie na
marne.</p>

<p>Nawet jeżeli to oznaczało,
że znowu będzie musiał stawić czoła tej jadowitej
pogardzie i palącej nienawiści, którą chłopak teraz do
niego pałał.</p>

<p>I będzie musiał ją
odwzajemnić. Aby Potter nawet przez jedną sekundę nie
pomyślał, że to, co zobaczył, mogło nie być
prawdą, a przynajmniej nie całą prawdą.</p>

<p>Wystarczy, że Severus zapomni
się chociaż na jedno spojrzenie i Czarny Pan się o tym dowie.</p>

<p>Merlinie, cóż za okrutna gra go
czeka...</p>

<p>***</p>

<p>Dłoń zaciskająca
się na klamce drżała lekko. Patrzył na nią, nie
mogąc uwierzyć w to, że należy do niego. Że on,
Severus Snape, może odczuwać jakikolwiek dyskomfort związany z
wkroczeniem do sali wypełnionej uczniami, przejściem pomiędzy
ławkami i potoczeniem wzrokiem po ich twarzach, aż jego spojrzenie
zatrzyma się na nim... a ich oczy spotkają się. Po raz pierwszy
od tamtej chwili... I w pewnym sensie to naprawdę będzie pierwszy
raz... jakby w miejscu ostatnich pięciu miesięcy pojawiła
się ogromna wyrwa i tylko Severus wiedział, co naprawdę się
wydarzyło i jak wszystko wyglądało, zanim zostało przez
nią pochłonięte.</p>

<p>I wiedział, że gdy tylko
zobaczy Pottera, wszystko ożyje, wszystko w nim będzie
wołać i wyciągać po niego ręce, ale nie może na
to pozwolić.</p>

<p>Jego dłoń jeszcze mocniej
zacisnęła się na klamce.</p>

<p>Nie może mu powiedzieć nic
osobistego. Nie mógłby tego zrobić. Nie po tym... Po postu nie. Ani
jednej osobistej uwagi, tylko powierzchowne, ogólnikowe szyderstwa, dla
odpowiednich, słyszących je uszu. I zrobi to od razu, gdy tylko
wejdzie do klasy.</p>

<p>Musi wzbudzić w sobie...
obojętność. Niechęć. Odrazę.</p>

<p>I to znacznie większą
niż kiedykolwiek przedtem.</p>

<p>Potter jest tylko jego uczniem. Od
tej chwili jest tylko tym. Tym samym bezczelnym, irytującym, aroganckim
smarkaczem, którym był dla niego przez wszystkie te lata.</p>

<p>Niczym więcej!</p>

<p>Małe ognisko może i da
się ugasić kanistrem wody, ale gdy masz do czynienia z
pożogą, potrzebujesz prawdziwego oceanu...</p>

<p>Czegokolwiek Czarny Pan od niego
oczekuje, nie dostanie tego. Severus podejmie tę bezwzględną
grę, w której nienawiść i pogarda wygrają. W zakładaniu
masek nie miał sobie równych. Był najlepszy. I da im perfekcyjne
przedstawienie.</p>

<p>Przymknął powieki. Kolory
zaczęły blaknąć, a na ściany wpełzał mrok.
Na sekundę przebiła się przez niego czerwień, ale już
po chwili wszystko zlało się w idealną czerń.
Światła w korytarzu zgasły, pogrążając Severusa w
całkowitej ciemności.</p>

<p>Kiedy mężczyzna
otworzył oczy, płonęła w nich jedynie czysta
nienawiść.</p>

<p>Nacisnął na klamkę i
wszedł do klasy.</p>

<p>*</p>

<p>Severus patrzył bez słowa,
jak Potter wychodzi z klasy, a zaraz za nim Granger. I kiedy tylko drzwi
zatrzasnęły się za nimi, wyciągnął
różdżkę i rzucił na nie zaklęcie blokujące, a
ciemność, która unosiła się wokół niego niczym dodatkowy
płaszcz, rozwiała się i pozostał tylko on.</p>

<p>Z głębokim westchnieniem
opadł na krzesło, opierając łokieć na blacie biurka i
przyciskając dłoń do czoła.</p>

<p>Wiedział, że dokładnie
tak będą wyglądały już wszystkie lekcje z Potterem.
Pełne nienawistnych spojrzeń i obelżywych słów. Pełne
wrogości i odrazy. Unoszących się w powietrzu niczym
naładowane elektrycznością chmury, których każde
zetknięcie kończy się niszczącym gradem błyskawic,
ogłuszającym hukiem i swądem spalenizny.</p>

<p>Chłopak zmienił się
nie do poznania. Severus nigdy nie miał problemów z odczytywaniem jego
intencji i zamiarów, ale teraz... teraz jego twarz stała się dla
niego całkowicie zamknięta. Nie było na niej żadnych
emocji. Nie było na niej niczego. Jakby Potter przywdział
stalową maskę, spod której widać było jedynie zarys
pogrążonych w mroku oczu. I Severus nie mógł powiedzieć,
że jest zdziwiony albo zaskoczony. Spodziewał się tego.
Własnymi dłońmi wykuł dla niego tę maskę.
Była jego dziełem. I teraz musi stawiać jej czoła.
Każdego dnia. Każdego cholernego dnia przez resztę swojego
nędznego życia.</p>

<p>Gdyby tylko mógł... zdarłby
ją z niego, zdeptał i zaczął go szarpać, by się
ocknął, by wrócił... By w jego oczach pojawił się
chociaż cień, niewielki cień jakichkolwiek emocji, którymi
zawsze emanował, by drżał i spalał się w gniewie,
nawet jeżeli miałby to być jedynie ogień nienawiści...
wszystko było lepsze od...</p>

<p>Zaciśnięta
pięść mężczyzny trzasnęła w biurko.</p>

<p>Ale nie mógł.</p>

<p>I Severus zaczynał powoli
zastanawiać się nad tym, czy Czarny Pan nie zamknął go w
najgorszym koszmarze...</p>

<p>Wciąż pamiętał
moment, w którym Potter zachwiał się i niemal przewrócił.
Najwidoczniej maska, którą nosił chłopak, była dla niego
zbyt ciężka. A Severus doskonale wiedział, jak potrafiły
być uciążliwe. Zakładał je przez całe swoje
życie. Był świadomy tego, jak bardzo wykańczały
fizycznie...</p>

<p>Jedną z nich nosił
przecież także i teraz. I w dodatku najcięższą ze
wszystkich dotychczasowych. Ale udało mu się ją utrzymać.
Zsunęła się tylko odrobinę, w momencie, w którym prawie
nieświadomie sięgnął po różdżkę i
naprawił mu tę piekielną fiolkę. Na szczęście klasa
była już wtedy całkowicie opustoszała.</p>

<p>Uniósł głowę i
spojrzał na stojącą na jednej z ławek fiolkę,
wypełnioną do połowy liliowym płynem. Powoli podniósł
się z krzesła i kierowany niezrozumiałą siłą,
podszedł do ławki i wziął eliksir w dłoń, a wtedy
w jego nozdrza buchnął wciąż unoszący się w
powietrzu aromat wanilii i czekolady. Severus przymknął powieki i
wciągnął go głęboko w płuca.</p>

<p>A wtedy klasę przykryła
czerwona mgła, a powietrze wypełniło się gorącem.
Ławkę Harry'ego zaczęły pochłaniać płomienie.
A stojącego nad nią Severusa pochłonął ogień
wspomnień...</p>

<p>***</p>

<p>Codziennie czekał na wezwanie od
Czarnego Pana, na jakikolwiek sygnał z jego strony, ale nic nie
nadchodziło. Nie zauważył również, by zmienił się
stosunek Ślizgonów do niego. Wciąż mieli do niego ten sam,
pełen szacunku dystans. A to oznaczało, że nie wiedzieli nic o
tym, co się wydarzyło.</p>

<p>Severus każdego dnia
przeglądał również "Proroka" w poszukiwaniu
jakichkolwiek informacji, które pozwoliłyby mu odkryć, co planuje
Czarny Pan, ale wyglądało na to, że albo całkowicie
zawiesił wszelkie ataki, albo ci niekompetentni reporterzy postanowili
trzymać wszystko w tajemnicy, aby nie siać jeszcze większej
paniki i nie ściągać na Ministerstwo fali krytyki za to, że
nie robi nic, aby tym atakom zapobiec.</p>

<p>Pozostał jeszcze Dumbledore, ale
staruszek sam był jak ślepiec w tunelu, pozbawiony swojego
najlepszego źródła informacji, i nie potrafił powiedzieć mu
niczego konkretnego. Podczas tych dwóch dni rekonwalescencji, które Severus
spędził w swoim łóżku, odwiedzany przez Pomfrey i
Dumbledore'a, był oczywiście zmuszony wyjawić mu powód swojego
złego stanu zdrowia. Dyrektor bez słowa przyjął jego
wyjaśnienie, że Czarny Pan zaatakował go najprawdopodobniej
dlatego, że zaczął domyślać się jego roli
podwójnego szpiega i ledwie udało mu się ujść z
życiem. I chociaż Dumbledore był równie znakomitym
Oklumentą, jak on, to Severus i tak wyczuwał od niego słabe
sugestie gniewu i rozczarowania, nawet jeśli próbował je
zatuszować.</p>

<p>I kiedy dyrektor ssał te swoje
cholerne dropsy cytrynowe, spoglądając na niego wzrokiem udawanej,
obłudnej troski o jego zdrowie, Severus pragnął jedynie tego,
żeby się nimi udławił.</p>

<p>Wiedział bowiem doskonale,
że była to troska hodowcy, który chce, aby zwierzę było w
jak najlepszej formie, kiedy przeznaczy je na ubój, ponieważ wie, że
wtedy otrzyma za nie o wiele wyższą cenę.</p>

<p>Codzienne obowiązki stały
się dla niego jeszcze bardziej męczące niż wcześniej.
Każdy uczeń szkoły wydawał mu się pozbawionym rozumu
nieudacznikiem, a pozostali członkowie grona pedagogicznego
zaślepionymi, zamkniętymi we własnym świecie malkontentami.
A największym z nich była McGonagall, która przy każdej okazji
wypominała mu odebranie jej domowi wszystkich punktów. Zresztą Sprout
ziała do niego równie niedorzeczną niechęcią. Doszło
już nawet do tego, że nie chciała przekazać mu strąków
wnykopieńków, które ostatnio wyhodowała, a których potrzebował w
produkcji eliksirów, ponieważ stwierdziła, że jest
"pozbawionym współczucia głazem". Severus już nie
chciał jej mówić, że sama przypomina głaz. I to otoczak.
Największy jaki widział w całym swoim życiu. Wiedział
bowiem, że to może zakończyć się jedynie
oficjalną wojną z całym gronem pedagogicznym, a miał w
chwili obecnej zbyt wiele spraw na głowie, by wikłać się
jeszcze w jakieś śmieszne przepychanki z tymi żałosnymi
ludźmi. Bez słowa zatrzasnął więc drzwi i ruszył
w drogę powrotną do swych komnat.</p>

<p>Ale zdążył
przejść zaledwie jeden korytarz i minąć zakręt, kiedy
ktoś na niego wpadł. Na ułamek sekundy pojawiła się
ciemność i nagłe uderzenie gorąca, kiedy jego zmysły
zarejestrowały ciemną czuprynę, błysk okularów, znajomy
zapach oraz ciche jęknięcie:</p>

<p>- Och...</p>

<p>Zrobił krok w tył,
patrząc na mrugającego z oszołomieniem chłopca.</p>

<p>Potter...</p>

<p>Uderzenie gorąca było
jeszcze silniejsze, kiedy Harry podniósł wzrok i Severus ujrzał te
zielone oczy. Tak blisko.</p>

<p>Severus miał zaledwie
chwilę, by opanować to gorąco, odesłać je najdalej,
jak potrafił, i przywdziać na twarz chłodną, kamienną
maskę. Ale zakładane w pospiechu maski mają to do siebie,
że często nie do końca dokładnie zasłaniają to,
co powinny zasłaniać.</p>

<p>Potter szybko odzyskał
równowagę i niemal w tej samej chwili, w której zrozumiał, na kogo
wpadł, wyraz jego twarzy zmienił się, a w oczach pojawiła
się chłodna obojętność. Cofnął się i
wyprostował, spoglądając Severusowi prosto w oczy, jakby
chciał rzucić mu wyzwanie. Mężczyzna zacisnął
szczękę, jeszcze bardziej wyciszając swój umysł, by
wszystko, co wrzało głęboko w nim, nie przedostało się
na powierzchnię.</p>

<p>Przez pewien czas po prostu stali
naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem, niczym dwaj przeciwnicy na
wyimaginowanej arenie. I nawet jeżeli wydawało się, że w
korytarzu panuje cisza, to jednak wcale tak nie było, ponieważ
wszędzie wokół wyraźnie słychać było... dudnienie
serca. Coraz szybsze i coraz głośniejsze. I zapach... wijące
się w powietrzu wstęgi wanilii, oplatające Severusa niczym
pajęczyna, zaciskające się wokół niego, wdzierające
się do nozdrzy...</p>

<p>Harry poruszył się, ale
Severus był szybszy. Zrobił krok w lewo, zagradzając mu
drogę.</p>

<p>Chłopak znieruchomiał,
wyraźnie zaskoczony tym ruchem. Po chwili wahania, zrobił krok w
drugą stronę, ale Severus ponownie zagrodził mu drogę.</p>

<p>Bicie serca wypełniało
cały korytarz, wydawało się dudnić nawet w murach,
wprawiając cały zamek w drżenie. Dopiero po chwili przebił
się przez nie odgłos kroków.</p>

<p>Severus z trudem oderwał
spojrzenie od tych zielonych oczu, które przyciągały go z niemal
magnetyczną siłą, i zerknął w głąb
korytarza. Dostrzegł zbliżającą się Sinistrę.</p>

<p>Bicie serca ucichło.
Pozostało jedynie ciche, wibrujące echo, zepchnięte gdzieś
bardzo głęboko.</p>

<p>Ruszył przed siebie,
wymijając chłopaka i nie zwracając uwagi na
wyciągające się w jego kierunku i czepiające szat szpony
tego niesamowitego zapachu.</p>

<p>- Och, dobry wieczór, Severusie.</p>

<p>Nie odpowiedział na powitanie.
Kiedy minął zakręt, rozejrzał się po korytarzu. Z
rozmachem otworzył pierwsze drzwi, jakie napotkał i znalazł
się w niewielkim, pogrążonym w ciemności schowku.
Oparł się o chłodne kamienie i w tej samej chwili ściany
pokryły się lodowatym ogniem wściekłości,
rozjaśniając pomieszczenie i ukazując surowe oblicze
mężczyzny i jego pociemniałe z gniewu spojrzenie.</p>

<p>Ostatni raz dopuścił do
tego, by kierowały nim instynkty. Ostatni raz pozwolił, by
bliskość chłopaka pozbawiła go rozsądku. Po raz
ostatni się odsłonił. Po raz ostatni!</p>

<p>Przymknął oczy i wydał
z siebie głębokie westchnienie, a wtedy płomienie nieco
opadły.</p>

<p>Ale był tak blisko... na
wyciągniecie ręki... i nie mógł pozwolić...</p>

<p>Do jasnej cholery!</p>

<p>Płomienie zgasły,
pogrążając schowek w całkowitej ciemności.</p>

<p>Za wszelką cenę będzie
go unikał. Nie może się już do niego zbliżać. Nie
ufał swoim reakcjom. Nie ufał sobie.</p>

<p>Tak będzie... bezpieczniej.</p>

<p>***</p>

<p>Sypialnia pogrążona
była w niemal całkowitym mroku. Jedyne oświetlenie
stanowiła pojedyncza świeca stojąca na szafce nocnej obok
łóżka. Jej drżący blask wyłaniał z ciemności
kontury mebli. Pomieszczenie wydawało się opustoszałe, ale w
powietrzu płynęły ciche pojękiwania. Dopiero po chwili
wpatrywania się w ciemność można było dostrzec zarys
niewielkiej figurki stojącej na szafce pod ścianą. Delikatny
blask świecy odbijał się w srebrno-złotych kształtach
lwa i węża, wijących się w uścisku. To
właśnie ze statuetki dochodziły te oddziałujące na
zmysły odgłosy: pełne przyjemności pojękiwania i
zmysłowe pomruki.</p>

<p>Ale to nie wszystko. W powietrzu
unosił się jeszcze jeden odgłos. Ciche, tłumione dyszenie.
Jednak nie dochodziło ono z figurki, tylko z gęstego mroku obok, w
którym znajdował się stojący pod ścianą fotel. I siedzący
na nim mężczyzna.</p>

<p>Jego ręka poruszała
się szybko po obnażonej, masywnej erekcji, wystającej ze spodni.
Jego sięgające ziemi szaty szeleściły cicho przy
każdym ruchu, a język raz po raz nawilżał wyschnięte
wargi. Z wpółotwartych ust sączył się coraz
cięższy oddech. Błyszczącymi w ciemności oczami
wpatrywał się w łóżko, ani na chwilę nie
odrywając od niego zamglonego spojrzenia.</p>

<p>Potter, całkowicie nagi, jedynie
w zawiązanym na szyi zielonym krawacie, z rozłożonymi szeroko
nogami, masturbujący się na jego łóżku... dla niego, tylko
dla niego. Jego wygięte w łuk ciało, krople potu
spływające po jasnej klatce piersiowej, wpółprzymknięte
oczy...</p>

<p>Wypowiadający: Wszystkiego
najlepszego, Severusie...</p>

<p>Klęczący na ciemnej
pościeli z wypiętymi pośladkami, czekający na jego
wtargnięcie, błagający go o to... I rozszerzający
dłońmi swoje wejście, by Severus miał jak najdoskonalszy
widok...</p>

<p>Dłoń mężczyzny
drapieżnie zacisnęła się na trzonie nabrzmiałego,
pulsującego penisa. Jego oczy wpatrywały się w łóżko z
niemal chorobliwą fascynacją.</p>

<p>Potter, wijący się pod nim,
skamlący ochryple, wpatrzony w niego zamglonymi z pragnienia oczami,
nieprzytomnie się do niego uśmiechający...</p>

<p>Jęczący jego imię...</p>

<p>Severusie... Severusie...
Severusieee...</p>

<p>Wybuchający szlochem... a potem
zaspokojony, rozgrzany, zasypiający w jego łóżku... wtulony w
niego...</p>

<p>Z figurki dobiegł długi,
zachrypnięty krzyk spełnienia. Ciemność rozbłysła
czerwienią, Severus zesztywniał, konwulsyjnie ścisnął
swojego penisa i rozlał się we własnej dłoni, pozwalając,
by pustosząca eksplozja pochłonęła jego ciało i
umysł. Jego powieki opadły, usta otworzyły się w niemym
krzyku, a skumulowanie ciśnienie w lędźwiach niemal
rozsadziło jego erekcję.</p>

<p>Nie wiedział, jak długo
dochodził. Ale kiedy tylko jego umysł powrócił do chwili
obecnej, a mgła orgazmu opadła, usłyszał cichy, miękki
szept:</p>

<p>Dobranoc, Severusie...</p>

<p>W tej samej chwili w jego dłoni
znalazła się różdżka. Krótkim machnięciem zgasił
jedyną znajdującą się w pomieszczeniu świecę, ale
zanim jeszcze spowił go nieprzenikniony, gęsty mrok, skierował
różdżkę na figurkę i rzucił na nią niewerbalnie
zaklęcie. Nastąpił moment ciszy, jakby nagranie cofało
się. I po chwili w ciemności ponownie rozległ się ten sam,
miękki szept:</p>

<p>Dobranoc, Severusie...</p>

<p>A potem ponownie. I ponownie. Cichy
szept w ciemności.</p>

<p>Dobranoc, Severusie...</p>

<p>Dobranoc...</p>

<p>Dobranoc...</p>

<p>Aż w końcu zaczął
przypominać niekończące się echo, które już na zawsze
wsiąknęło w ściany tej zimnej, czarnej otchłani, na
której dnie znajdował się teraz Severus.</p>

<p>***</p>

<p>Kiedy Severus wyłonił
się zza zakrętu i dostrzegł czekających na niego przed
klasą szóstorocznych Gryfonów i Ślizgonów, wystarczyło mu
zaledwie pobieżne spojrzenie, by zauważyć, że wśród
uczniów nie ma... Pottera.</p>

<p>Mimowolnie zwolnił kroku, a
cały korytarz pogrążył się w gęstym, lepkim
mroku, sięgającym niemal jego kolan. Jego wzrok przesunął
się w bok i nagle z ciemności wyłoniło się
światło, padające na dwie przyciśnięte do siebie
sylwetki.</p>

<p>Granger, cała zapłakana,
opierała się o ramię próbującego nieudolnie ją
pocieszać Weasleya.</p>

<p>W ciszy, która zapadła
unosiło się jedynie głuche, niewiarygodnie szybkie dudnienie.
Severus z trudem przedzierał się przez mrok, mając
wrażenie, że coś, co w nim pełza, czepia się jego
szat, próbując wciągnąć go w grzęzawisko.</p>

<p>I gdy tylko zamknął drzwi
za wlewającą się do sali falą uczniów, natychmiast
skierował się do stolika, przy którym usiedli Weasley i Granger i
starając się nadać swojemu tonowi odcień gniewu, wyrzucił
z siebie:</p>

<p>- Gdzie jest Potter?</p>

<p>Widział, jak dziewczyna
przełyka ślinę, jakby to, co miała powiedzieć, nie
chciało jej przejść przez gardło. Ale zanim
zdążyła otworzyć usta, uprzedził ją Weasley:</p>

<p>- Harry stracił
przytomność na Historii Magii. Jest w skrzydle szpitalnym.</p>

<p>Klasa rozbłysła nagle niesamowicie
jasnym i mroźnym światłem, jakby przecięła ją
błyskawica, pozostawiając po sobie popękane ściany i
sypiący się tynk. Coś w Severusie szarpnęło się,
ale zdążył nad tym zapanować w tej samej chwili, kiedy do
jego uszu dobiegło parskniecie i donośny głos Zabiniego:</p>

<p>- Podobno runął z impetem i
przywalił głową w podłogę. Może w końcu
coś mu się w niej naprawi. Niezłe zrobił z siebie
widowisko. Szkoda, że mnie tam nie było. Wyobrażacie sobie? Taki
cudowny widok... - Po tych słowach, ku uciesze Ślizgonów, Zabini
wstał i przykładając rękę do czoła,
zaczął udawać omdlenie.</p>

<p>Ale Severus niemal go nie
dostrzegał. Przed oczami mignęła mu wizja potłuczonych
okularów i spływającej po czole krwi...</p>

<p>A więc był aż tak
osłabiony... aż tak wiele kosztowało go utrzymanie tej
niewzruszonej, zbudowanej ze stali i lodu fasady, za którą się
ukrywał...</p>

<p>Dopiero głośniejszy wybuch
śmiechu Ślizgonów sprowadził go z powrotem do klasy.
Spojrzał na swych podopiecznych, czując kąsający jego
wnętrzności żar gniewu. Jego dłonie zacisnęły
się mimowolnie i musiał szybko się odwrócić, ponieważ
uświadomił sobie, że jego maska opada i nie jest w stanie
dłużej jej utrzymać. I w momencie, w którym to zrobił,
wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Na ułamek sekundy
rozbłysła skumulowanymi emocjami, zmieniającymi się niczym
w kalejdoskopie, ale już po chwili ponownie była zacięta i
niedostępna. Przypominało to bezgłośną eksplozję,
która dokonuje się na dnie morza. To, co widać na powierzchni, jest
tylko dalekim echem piekła rozgrywającego się na samym dnie.</p>

<p>Wiedział, że obserwują
go wszyscy Ślizgoni. Na pewno oczekują stosownego komentarza. I z
pewnością ich nie zawiedzie...</p>

<p>Sięgnął po
różdżkę i machnął nią w stronę tablicy. Na
ciemnej powierzchni pojawiły się litery. Następnie odwrócił
się z powrotem w stronę klasy. Jego twarz wykrzywiał teraz
zimny, szyderczy grymas.</p>

<p>- Mam nadzieję, że wasze
wyniki będą znacznie lepsze, skoro nie ma dzisiaj wśród was
osoby, która najbardziej zaniżała poziom tej klasy -
wypowiedział, wkładając w słowa tyle kpiny, ile tylko
zdołał. Zobaczył pełne zadowolenia uśmieszki na
twarzach Ślizgonów. - Na tablicy i w książkach na stronie
trzysta dziewiętnastej znajdziecie wszelkie informacje dotyczące Eliksiru
Odkażającego. Macie czas do końca zajęć. Zaczynajcie.</p>

<p>Po tych słowach podszedł do
swojego biurka, usiadł przy nim, wyciągnął z szuflady
pierwszą lepszą książkę, rozłożył
ją przed sobą i pochylił się nad nią, wbijając w
litery niewidzące spojrzenie i pogrążając się w
myślach.</p>

<p>Wiedział, że to, co zamierza
zrobić, było ryzykowne i nieprzemyślane, ale musiał
dowiedzieć się, w jakim Potter jest stanie.</p>

<p>Pójdzie do niego dzisiejszej nocy.</p>

<p>Nic innego się nie liczyło.</p>

<p>***</p>

<p>Severus wyciągnął z
ukrytej w szacie kieszeni niewielką buteleczkę.
Przyłożył ją do ust i wypił dwa łyki.
Spojrzał na przezroczysty płyn i po chwili ponownie
przyłożył butelkę do ust, tym razem wypijając
całość. Zakorkował ją i włożył z
powrotem w szaty. Po krótkiej chwili powietrze wokół niego
zaczęło falować, a sylwetka zlewać się z przestrzenią.
Tak jakby tracił kontury i wtapiał się w otoczenie. Zanim jednak
stopił się z nim całkowicie, wyciągnął jeszcze
różdżkę i kierując ją na siebie, wyszeptał:</p>

<p>- Invisibilis Verum.</p>

<p>Schował różdżkę z
powrotem i sięgnął do klamki. Delikatnie uchylił drzwi i
wśliznął się do pogrążonego w ciemności
szpitala. Jedynie wpadające przez wysokie okna promienie
księżyca dawały odrobinę światła, a raczej
rozświetlały mrok.</p>

<p>Severus bezszelestnie
zbliżył się do jedynego zajętego łóżka.
Zmarszczył brwi, kiedy jego spojrzenie padło na bladą,
pogrążoną w głębokim śnie twarz, na ciemne plamy
wokół oczu, zapadnięte policzki, czarne włosy, rozrzucone w
nieładzie na białej poduszce.</p>

<p>Prawa dłoń
mężczyzny drgnęła i uniosła się nieco, ale
zatrzymał ją i zacisnął w pięść.
Przymknął na chwilę powieki.</p>

<p>Nie możesz tego zrobić...
Miałeś go tylko zobaczyć...</p>

<p>Otworzył oczy. Jego spojrzenie
niemal z czułością otuliło twarz Harry'ego. Długie
palce rozprostowały się.</p>

<p>Tylko ten jeden raz...</p>

<p>Nie był w stanie się
powstrzymać. Jego dłoń łagodnie dotknęła twarzy
Harry'ego i w momencie, kiedy to zrobił, kiedy jego chłodne palce
musnęły gładką skórę... cała przestrzeń
wypełniła się czerwienią. Gorącą i
falującą, niczym płynny, przelewający się przez
gardło żar. Wszystko wokół wydawało się wirować,
coraz szybciej i szybciej.</p>

<p>Przez pewien czas Severus po prostu
stał nad nim, delikatnie gładząc policzek Harry'ego, ale po
chwili oderwał rękę i złapał leżącą na
przykryciu bladą dłoń. Z dziwnym, przypominającym ostatni
oddech pokonanego westchnieniem, opadł na stojące obok
łóżka krzesło i nie odrywając spojrzenia od twarzy
Harry'ego, ujął tę dłoń w obie ręce,
przyciągając ją do swych ust i całując z oddaniem.
Wszystko wirowało teraz jeszcze szybciej i wydawało się, że
płomienie liżą już nawet sufit. Na przemian
ściskał i całował bezwładną rękę, tak
jakby... jakby przepraszał.</p>

<p>W końcu znieruchomiał, z
dłonią przyciśniętą do cienkich warg i wzrokiem
utkwionym w twarzy Harry'ego.</p>

<p>Wiem, że jest ci
ciężko... Mnie też nie jest łatwo, wiedząc, że masz
mnie za potwora...</p>

<p>Płomienie odrobinę
opadły. Severus oderwał dłoń Harry'ego od swych ust, ale
nie puścił jej. Wciąż ściskał ją tak, jakby
bał się, że ktoś mu ją zabierze.</p>

<p>...ale tak musi być. To jedyny
sposób, aby cię ochronić.</p>

<p>Wzdrygnął się, kiedy
poczuł, jak drobna dłoń Harry'ego zaciska się na jego
palcach. Szybko przeniósł spojrzenie na jego twarz. Na wargach
chłopca widniał delikatny uśmiech. W tej samej chwili Harry
mruknął coś niezrozumiale i przekręcił się na
bok, przyciągając rękę Snape'a do swojej twarzy i
przytulając się do niej.</p>

<p>Severus znieruchomiał. Mógł
wyciągnąć rękę. Mógł ją po prostu
wyciągnąć i odejść. Dlaczego więc tego nie
zrobił, a zamiast tego po prostu siedział jak ogłuszony, pochłaniając
spojrzeniem twarz Harry'ego, jakby wciąż nie mógł się
nią nasycić?</p>

<p>Głupiec...</p>

<p>***</p>

<p>Niepotrzebnie to zrobił.</p>

<p>Wiedział to od razu, kiedy
poczuł na sobie pierwsze, dłuższe spojrzenie Pottera w Wielkiej
Sali. A kiedy poczuł dwa kolejne, podczas lekcji, wiedział, że
popełnił błąd. Błąd, który mógł go
kosztować bardzo wiele.</p>

<p>Twarz Harry'ego zmieniła
się. Nie była już tak samo nieprzystępna, zamknięta i
nieczytelna, jak wcześniej. Zaczął się otwierać.
Coś wydarzyło się tamtej nocy, którą Severus przy nim
spędził. Ale przecież Potter nie mógł tego
pamiętać. Spał tak mocno, że tylko cienka granica
dzieliła go od śpiączki. Jak to się stało? Dlaczego
jego maska zaczęła pękać?</p>

<p>Severus widział to, widział
wzrok, którym Harry zaczął go obdarzać, i czuł, jak
wściekłość na samego siebie niemal wypala mu przełyk.</p>

<p>Czy Czarny Pan już wie? Czy
obserwatorzy mogli odnieść jakiekolwiek wrażenie, że nie
są to już te same pełne pogardy, zimne spojrzenia, co
wcześniej? Że coś się w nich zmieniło? Że wkradło
się do nich... wahanie? Jakby coś go nagle otrzeźwiło, z
jego oczu opadła przysłaniająca wszystko zasłona
nienawiści i zaczął się... zastanawiać.</p>

<p>Do jasnej cholery, gdyby Severus
zginął, nic takiego nie miałoby miejsca! Potter nie miałby
z nim żadnego kontaktu, nie zacząłby się otwierać i
wciąż czułby do niego jedynie obrzydzenie! Nie byłby w
niebezpieczeństwie... a przynajmniej nie w takim, w jakim może
znaleźć się teraz, jeśli Czarny Pan uzna, że
pozostała w nim jakakolwiek iskierka, którą wystarczy tylko rozdmuchać.</p>

<p>Severus zaczął
łapać się już nawet na tym, że co jakiś czas
nerwowo podwijał rękaw i spoglądał na Mroczny Znak, w
każdej chwili spodziewając się wezwania... Co wtedy zrobi? Co
zrobi, gdy Czarny Pan wezwie go i każe mu doprowadzić plan do końca?</p>

<p>Powie mu, żeby poszedł do
diabła.</p>

<p>Na jego wargi wypłynął
gorzki uśmiech. Sięgnął po wypełnioną
bursztynowym płynem szklankę i odchylił się w fotelu,
przysuwając ją do ust, ale w tym samym momencie jego dłoń
znieruchomiała, a ciało przeszył zimny dreszcz, kiedy nagle
poczuł ciepło w wewnętrznej kieszeni szaty.</p>

<p>Odstawił szklankę tak
gwałtownie, że połowę niemal wylał.
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej kamień.
Kamień, który już nigdy nie powinien się rozjarzyć...</p>

<p>W środku lśniła
wiadomość:</p>

<p>Możesz po mnie
przyjść. Zwołaj swoich kumpli Śmierciożerców. Nie jestem
teraz w stanie nawet unieść różdżki, więc
będziesz miał ułatwione zadanie. No chodź! Przyjdź po
mnie!</p>

<p>Oczy Severusa rozszerzyły
się. Przestrzeń wypełnił oślepiający
rozbłysk, po którym nadszedł przenikliwy mrok. Jasność i
ciemność zaczęły migotać w szalonym tańcu,
odbijając się we wpatrzonych w kamień oczach Severusa.</p>

<p>Tego właśnie się
obawiał...</p>

<p>Jego ciało zareagowało
samoczynnie, podrywając się z fotela. Dłoń
zacisnęła się na kamieniu.</p>

<p>Gdzie jesteś, Potter?</p>

<p>Drzwi zamknęły się z
głośnym trzaskiem i kiedy Severus otrzymał wiadomość
zwrotną, był już w połowie korytarza.</p>

<p>*</p>

<p>Tak jak się tego
spodziewał...</p>

<p>Potter był kompletnie pijany.
Severus znalazł go w Świńskim Łbie, ledwie
trzymającego się na nogach i zupełnie nie zdającego sobie
sprawy z tego, na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraził,
przychodząc tutaj. Na jak wielkie niebezpieczeństwo naraził ich
obu. Gdyby ktokolwiek ich tutaj razem zobaczył, to byłby koniec...</p>

<p>Wprost nie mógł uwierzyć,
jak lekkomyślnie zachował się Potter. Doprowadził do tego,
że Severus musiał tu za nim przyjść,
wyciągnąć go siłą z tej speluny i aportować
się z nim przed bramą zamku. Przyciskając go do siebie. Tak
mocno, że niemal wyczuwał szaleńcze bicie jego serca. Mając
go tak blisko siebie... po raz pierwszy od...</p>

<p>Dość!</p>

<p>Puścił go i
odsunął się niemal od razu, kiedy tylko poczuł pod stopami
przysypaną śniegiem ziemię. Chłopak zachwiał się,
pozbawiony podpory, i poderwał głowę, spoglądając na
niego zamglonym wzrokiem.</p>

<p>Severus wstrzymał oddech.</p>

<p>Znowu widział te oczy... z tak
bliska... i znowu zobaczył w nich to... te emocje, których już nigdy
nie powinien ujrzeć...</p>

<p>I w tej samej chwili wydarzyło
się coś, czego Severus się nie spodziewał.</p>

<p>Potter uniósł dłoń,
próbując dotknąć jego twarzy...</p>

<p>Severus zareagował błyskawicznie.
Odtrącił ją brutalnie i odsunął się od niego,
przeszywając go lodowatym spojrzeniem, chociaż coś na samym dnie
jego duszy spalało się, wydając z siebie wrzask agonii.
Szczególnie, kiedy oczy Pottera rozszerzyły się i ponownie
wypełniły... tym wszystkim, co Severus ujrzał w nich wtedy,
kiedy Harry wyszedł z jego myślodsiewni. Tym wszystkim, czego
już nigdy więcej miał nie widzieć... ponieważ tarcza,
którą wtedy osłaniał się przed gradem ciosów, była
już tak zniszczona, że nie nadawała się do niczego i
wystarczyło nawet niewielkie uderzenie, aby przebić ją na
wylot...</p>

<p>- Jak mogłeś mi to
zrobić? - Harry wybuchnął tak nagle, że Severus nawet nie
zdążył się na to przygotować. Po prostu stał
oniemiały, patrząc, jak chłopak rzuca się do przodu,
unosząc pięści, ale zanim zdołał go
dosięgnąć, opadł na kolana, łapiąc go za
szatę. - Jak mogłeś? Jak... - szlochał, trzymając w
dłoniach poły jego szaty i osuwając mu się aż do stóp.
Zanim dotknął czołem czarnych butów, wszędzie wokół
szalały już płomienie. Ostre i kłujące. -
Pragnąłem tylko ciebie. Tylko ciebie... - Severus patrzył
szeroko otwartymi oczami na to drżące, skulone ciało u swoich
stóp. Płomienie już niemal sięgały jego twarzy. - Tylko
ciebie... Ciebie.</p>

<p>Wyciągnął
rękę, pragnąc dotknąć tych czarnych, rozkopanych
włosów. Wpleść w nie palce. Pogłaskać je.</p>

<p>Ukoić jego ból.</p>

<p>Nie.</p>

<p>Jego drżące palce
zatrzymały się tuż nad głową Harry'ego.</p>

<p>Severus zacisnął mocno
powieki, biorąc w piekące płuca głęboki oddech.
Płomienie nieco opadły. Zrobiło się chłodniej.</p>

<p>Nie może wszystkiego
zaprzepaścić jednym nierozważnym gestem.</p>

<p>Cofnął dłoń i
zacisnął ją w pięść, prostując się.</p>

<p>- Wstawaj. Natychmiast -
wydusił, ponieważ ściśnięte gardło
utrudniało mu mówienie.</p>

<p>Ale Harry nie chciał tego
robić. Nie chciał mu tego ułatwić. Wciąż tylko
wciskał zapłakaną twarz w jego szatę i szlochał:</p>

<p>- Co się stało? Nie
rozumiem... Przecież patrzyłeś na mnie w taki sposób... I
pamiętam... jak nie mogłeś oderwać ode mnie rąk...
Pamiętam twoje ciepło... Co zrobiłeś? Co zrobiłeś?</p>

<p>To pytanie przyniosło ze
sobą lodowaty powiew.</p>

<p>- Nic nie zrobiłem -
odpowiedział z naciskiem Severus.</p>

<p>Musi go odtrącić.
Odsunąć od siebie. Całkowicie. Nigdy więcej nie
dopuścić do... czegoś takiego.</p>

<p>- To była dla mnie tylko gra,
która już się zakończyła. Nie jesteś mi więcej
potrzebny - wycedził okrutnie.</p>

<p>Sądził, że to
wystarczy. Że Potter w końcu opanuje się i...</p>

<p>- Nie wierzę ci. - Szloch
zamienił się w łkanie. - Nie wierzę...</p>

<p>Severus przymknął powieki,
zacisnął drżące pięści i oblizał
wyschnięte wargi. Nie otworzył oczu. Nie chciał na niego
patrzeć. Wszędzie, tylko nie na niego.</p>

<p>- Nic dla mnie nie
znaczyłeś. Nic.</p>

<p>Słowa raniły jego
przełyk. Nie spodziewał się, że coś takiego jest
możliwe.</p>

<p>Słyszał cichnące,
coraz słabsze łkanie:</p>

<p>- Nie wierzę ci...</p>

<p>- I dobrze ci radzę... trzymaj
się ode mnie z daleka - kontynuował brutalnie. - Nie zbliżaj
się do mnie. Nie patrz na mnie. Nie myśl o mnie. Zapomnij o moim
istnieniu.</p>

<p>- Dlaczego to mówisz? Nie rozumiem...
- Severus jeszcze mocniej zacisnął dłonie w pięści. Czuł,
jak mocno paznokcie wbijają mu się w skórę. - ...przecież
tamtej nocy...</p>

<p>Wystarczy!</p>

<p>Odsunął się
gwałtownie, odwracając się plecami do Harry'ego.</p>

<p>Musi to zakończyć. Zgasi
tę iskierkę. Zgasi ją za wszelką cenę!</p>

<p>- Spójrz na siebie - powiedział
cicho, zamieniając każde słowo w sopel lodu. - Jesteś
żałosny.</p>

<p>Płomienie
odpłynęły, wypierane przez głęboką czerń.
Tak samo twardą i nieprzeniknioną, jak jego spojrzenie. Nawet
śnieg pod jego stopami przybrał trupią barwę.</p>

<p>Zrobiło się cicho.</p>

<p>I Severus niemal słyszał,
jak te sople wbijają się w ciało Harry'ego i przeszywają go
na wylot, pozostawiając po sobie tylko próżnię.</p>

<p>Czuł, jak po wewnętrznej
stronie jego dłoni spływają czerwone krople...</p>

<p>Dopiero po wydającej się
nie mieć końca chwili usłyszał za sobą cichy,
złamany szept:</p>

<p>- Nie martw się. Zapomnę o
tobie.</p>

<p>Śnieg przybrał barwę
krwi.</p>

<p>Wszystkie dźwięki
odpłynęły, pozostawiając tylko słabnące z wolna
echo:</p>

<p>Zapomnę o tobie...</p>

<p>Zapomnę...</p>

<p>Dopiero po chwili przez szum w jego
uszach przebiły się słowa:</p>

<p>- Wracam do zamku. A ty... nie
waż się za mną iść.</p>

<p>Zmusił się, by
odwrócić głowę. Harry brnął z trudem przez śnieg,
zataczając się i chwiejąc. I wystarczyło tylko kilka
kroków, by chłopak osunął się w śnieg i coś w Severusie
nagle zamarło, kiedy przed jego oczami znowu pojawiła się wizja
bezwładnego, pozbawionego życia ciała opadającego na
ziemię niczym zerwana ze sznurków kukiełka...</p>

<p>I nie pamiętał nawet, jak
to się stało, ale już trzymał go w swych ramionach,
już rzucał na nich obu najsilniejsze zaklęcie maskujące,
jakie znał, i kierował się w stronę oddalonych
świateł zamku.</p>

<p>Próbował się na niego
zamknąć, ale... przypominało to próbę powstrzymywania
wdzierającej się do środka wody poprzez zamknięcie drzwi.
Szczelin było zbyt wiele, by nie mogła swobodnie przedostać
się do wnętrza.</p>

<p>Odczuwał go każdym
zmysłem. Każdym, skamlącym z pragnienia zmysłem.
Wypełnione nim dłonie, uderzający w nozdrza zapach,
ogrzewające skórę ciepło... Harry wtulał się w jego
szyję, mrucząc coś niezrozumiale i za każdym razem, kiedy
to robił, Severus czuł wędrujące po kręgosłupie
dreszcze i wdzierające się przemocą do umysłu
wspomnienia...</p>

<p>Teraz, kiedy Harry był w jego
ramionach, Severus miał niepoprawne wrażenie, że jest
zupełnie jak dawniej... Ale wiedział, że to tylko pozory. Bowiem
już nigdy nie będzie jak dawniej.</p>

<p>To, co ich łączyło,
było z góry skazane na porażkę. Nie miało żadnej
szansy, by przetrwać i Severus był tego świadomy od samego
początku. Dlaczego więc pozwolił, by aż tak się
rozrosło? Dlaczego pozwolił, by wypuściło korzenie
sięgające aż do serca, skoro teraz musiał patrzeć na
to, jak obumierają, pozbawione wzajemnej bliskości? Dlaczego to on
musiał odmawiać im wody, wiedząc, że jeżeli odżyją,
to doprowadzą wszystko do ruiny? Dlaczego musiał być takim
głupcem, by na to wszystko pozwolić?</p>

<p>Znowu usłyszał cichy pomruk
przyjemności. Ostrożnie podrzucił go wyżej, by mieć go
jeszcze bliżej siebie. Przymknął powieki, zanurzając twarz
w ciemnych, pachnących czekoladą włosach.</p>

<p>Czasami warto było być
głupcem. Chociaż przez chwilę.</p>

<p>Kiedyś wyśmiałby
się za to stwierdzenie... ale teraz, kiedy niósł go w swoich
ramionach... po raz pierwszy, od kiedy przebudził się w Zakazanym
Lesie... czuł w sobie...</p>

<p>...życie.</p>

<p>Przez tę jedną chwilę.</p>

<p>*</p>

<p>Pokój Wspólny Gryffindoru okazał
się na szczęście o tej porze całkowicie opustoszały.
Severus podszedł do stojącej przed kominkiem kanapy i ostrożnie
ułożył na niej Harry'ego, ale chłopak nie chciał go
puścić. Z trudem udało mu się oderwać jego ręce
od swojej szyi i wyprostować się.</p>

<p>W ciemnych oczach Serverusa wiło
się coś przerażającego. Coś, co już niemal
resztkami sił utrzymywał w ryzach.</p>

<p>Nie chciał nawet na niego
spojrzeć. Po prostu odwrócił się i pospiesznie wyszedł z
Pokoju Wspólnego.</p>

<p>Przemierzył zamek tak szybko,
że szybciej udałoby się go pokonać jedynie biegiem,
pozostawiając za sobą smugę żaru, który z każdym
krokiem wydawał się potęgować, jakby Severus powoli
wypuszczał go na wolność, po wcześniejszym spętaniu i
uwięzieniu. W chwili, kiedy dotknął klamki swojego gabinetu,
żar był już tak wielki, że powietrze parowało i
wszystko wokół wydawało się topić.</p>

<p>Severus zamknął za
sobą drzwi i błędnym wzrokiem rozejrzał się po zalanym
krwistą czerwienią pomieszczeniu, a następnie rzucił
się do przodu, wydając z siebie odgłos przypominający ryk
zranionego zwierzęcia i uwalniając spętane płomienie, które
wystrzeliły aż pod sufit. Jednym ruchem zrzucił wszystko, co
stało na biurku, potem dopadł do półek, strącając
ramionami wszystkie stojące na nich butelki, słoiki i fiolki.</p>

<p>Płomienie karmiły się
jego niekontrolowaną wściekłością, kiedy miotał
się po gabinecie, zrzucając, rozbijając i niszcząc
wszystko, co tylko znalazło się w zasięgu jego wzroku. Wszystko
płonęło. Severus już prawie zniknął w tym
oślepiającym morzu czerwieni.</p>

<p>Ogień rozrastał się i
rozrastał, aż w końcu pochłonął wszystko.</p>

<p>***</p>

<p>Wyłonienie się z niego
było niemal bolesne. Przypominało zaczerpnięcie oddechu po zbyt
długim przebywaniu pod wodą. Płuca paliły, a wszystko
wokół wirowało. Harry widział zatrzaskujące się przed
nim drzwi i miał wrażenie jakby opadał i opadał... dopóki
nie poczuł pod stopami twardej podłogi i nie zachwiał się,
próbując ustać na osłabionych nogach.</p>

<p>Otworzył powieki.</p>

<p>Wrócił. Znowu był w
komnatach Snape'a.</p>

<p>I nawet, jeśli miał
wrażenie, iż minęło kilka godzin, to jego rozkołysany
umysł podpowiadał mu, że tak naprawdę było to zaledwie
kilka minut...</p>

<p>Widział pod stopami wytarty
dywan. I kiedy przesunął wzrok dalej, próbując nie zwracać
uwagi na szaleńcze wirowanie mebli, ujrzał... czarne buty. I skraj ciemnej,
opadającej aż do podłogi peleryny. Peleryny należącej
do...</p>

<p>Błyskawicznie poderwał
głowę i spojrzał prosto w czarne, szeroko otwarte oczy
naprzeciw. W oczy wypełnione niedowierzaniem, wzburzeniem i ulgą
zarazem. Spojrzał na tę bladą twarz, na uniesione brwi, na
wpółotwarte usta, przez które sączył się ciężki
oddech, i nagle zrozumiał, że po raz pierwszy... widzi ją bez
maski.</p>

<p>Że przez cały ten czas...</p>

<p>Przez cały czas...</p>

<p>O boże!</p>

<p>Różdżka wypadła z jego
trzęsącej się dłoni i uderzyła w podłogę.</p>

<p>Ten mężczyzna... ten
stojący przed nim mężczyzna... to wszystko, co zobaczył...
to wszystko...</p>

<p>...a więc to właśnie
była prawda!</p>

<p>Łzy piekły i
szczypały. Przypominały spływające po policzkach krople
lawy... wpływały do ust, parząc przełyk, szarpiąc za
gardło i ściskając je tak, że nie mógł
złapać tchu. Jego ciało drżało niczym w febrze.</p>

<p>Cała ta prawda... cały jej
ogrom... był zbyt... Przypominała pocisk, który przechodzi na wylot
przez ciało i rozrywa po kolei wszystko, co napotka na swej drodze,
pozostawiając po sobie jedynie otwartą, poszarpaną ranę...
przez którą wycieka życie.</p>

<p>Ten mężczyzna...
poświęcił dla niego wszystko. Swoje pragnienie, całą
swoją pracę, swoją wolność. Chciał
poświęcić dla niego własne życie...</p>

<p>Nie sądził... nigdy...
że aż tak... że to będzie... wszystko, co zrobił...
dla niego... tylko dla niego...</p>

<p>Tyle cierpienia... tak wiele
cierpienia... wszystko po to, by go chronić.</p>

<p>Tyle okrutnych słów...
nienawiści... pociętej na drzazgi, którymi ciskał w niego przy
każdej okazji... ale nie wiedział... nie wiedział, jak
głęboko się wbijają... skąd miałby? Nie
wiedział...</p>

<p>O boże! O boże...</p>

<p>Ból był niewyobrażalny.
Sprawił, że Harry zgiął się wpół i upadł na
kolana, ukrywając twarz w dłoniach i dotykając czołem
podłogi. Jego ciałem wstrząsał rozpaczliwy szloch, który
nawet w połowie nie potrafił ukoić agonii serca.</p>

<p>Jak mógł być tak
zaślepiony, by nie zauważyć... tego wszystkiego, co Severus mu
dawał, tego, jak na niego patrzył, jak płonął? Jak
mógł być tak głupi, tak naiwny?</p>

<p>Jak mógł w niego nie
wierzyć?</p>

<p>To był jego Severus. To zawsze
był jego Severus. Nigdy nie odszedł.</p>

<p>Szloch niemal rozrywał mu
płuca. Wyrywał się z jego ciała głośnym, bolesnym
łkaniem, raniąc przełyk, rozszarpując gardło...</p>

<p>Harry pragnął jedynie
cofnąć się do tamtej chwili... w której zobaczył go w
drzwiach, ledwie trzymającego się na nogach... gdyby wtedy
wiedział... podbiegłby do niego, upadł na kolana i
całował mu stopy, za to, co dla niego zrobił. Zabrałby od
niego cały ten ból... choćby miał go zlizać,
wysączyć jak jad i samemu narazić się na
niewyobrażalne cierpienia...</p>

<p>Gdyby tylko mógł...</p>

<p>W pewnej chwili przez krzyk jego
serca przedarł się cichy szelest.</p>

<p>Harry gwałtownie uniósł
powieki. Łkanie zamarło mu w gardle, kiedy zobaczył przed
sobą odziane w czerń kolana, klęczące na podłodze....</p>

<p>...i poczuł chłodne palce
wplatające mu się we włosy. Łagodnie i ostrożnie.</p>

<p>Nigdy nie odszedł...</p>

<p>Nigdy.</p>

<p>63. The last night</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<emphasis>Close the door</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Leave your fears behind</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Let me give you</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
What you're giving me</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
You are the only thing</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
That makes me want to live at all</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
When I am with you</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
There's no reason to pretend</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
When I am with you</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I feel flames again</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Just put me inside you</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I would never ever leave</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
Just put me inside you</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
I would never ever leave</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
</emphasis></p><empty-line /><p><emphasis>
You</emphasis>*</p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
<strong><emphasis>Część 1</emphasis></strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Chronił go.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przez cały
czas.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko, co robił, co mówił... każdy gest, spojrzenie... to
wszystko, co Harry brał jedynie za objaw pozbawionej skrupułów,
chorej nienawiści. Nienawiści tak wielkiej, iż wydawało
się wręcz niemożliwym, by jakakolwiek istota ludzka mogła ją
w sobie pielęgnować aż tak długo i aż tak zajadle.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak mógł tego nie widzieć? Jak mógł nie dostrzec tego, co
kryło się pod trującymi kolcami, za obnażonymi zębami?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak mógł mu nie zaufać?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pamiętał swoją oziębłość, swoją
palącą pogardę, słowa, którymi celował tak, by jak
najdogłębniej zranić, by mu oddać, zniszczyć go,
rozdeptać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak pies, który z zaciekłością gryzie dłoń
weterynarza.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie mógł tego znieść. Nie był w stanie
udźwignąć tego ciężaru. Miał wrażenie, jakby
wgniatał go aż w podłogę, miażdżył
płuca, nie pozwalając złapać tchu. I tylko chłodna
dłoń wpleciona w jego włosy... gładząca je... tylko
ona utrzymywała go jeszcze na powierzchni, nie pozwalając mu się
poddać i zatonąć w bagnie rozgoryczenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przepraszam - wyszeptał spękanymi wargami, czując na
języku słony smak łez. Przełknął je z trudem,
mając wrażenie, że wypalają mu przełyk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak wiele by oddał, by cofnąć czas, by wszystko
wyglądało zupełnie inaczej... jak wiele...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego ciało przeszył niekontrolowany dreszcz, kiedy poczuł, jak
dłoń Severusa powoli przesuwa się na jego policzek,
gładząc go z tak niesamowitą delikatnością, jakby
mężczyzna obawiał się, że Harry jest jedynie
zjawą, która w każdej chwili może rozpłynąć
się w nicość, znikając z jego życia już na
zawsze. I... nie, to nie było wrażenie. Ta dłoń
naprawdę drżała. Drżała tak bardzo, jak Harry
drżał w środku, i w tej sytuacji mógł zrobić tylko
jedno. Złapać ją, ścisnąć i uspokoić. I
przytulić się do niej, tak jakby była jedyną realną
rzeczą we wszechświecie stworzonym z niedomówień, sekretów i
kłamstw.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry'emu wydawało się, że łomotanie w piersi stało
się jeszcze boleśniejsze. Jakby w miejscu jego serca pojawiła
się rana i każde uderzenie podrażniało ją, a ból
rozchodził się falami po całym ciele. Powoli uniósł
głowę, przesuwając rozmytym wzrokiem po czarnej szacie i
długim rzędzie maleńkich guziczków, coraz wyżej i
wyżej, aż w końcu jego spojrzenie padło na ukrytą w
cieniu włosów twarz Severusa. I nagle poczuł się tak, jakby
całe powietrze uleciało mu z płuc, a serce szarpnęło
się, wywołując kolejną niepowstrzymaną eksplozję
bólu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyglądał na kompletnie rozbitego. Jakby całkowicie
stracił grunt, po którym dotychczas stąpał, i teraz chwiał
się niebezpiecznie na krawędzi, nie mając pojęcia, gdzie
postawić stopę, aby nie runąć w przepaść. I
patrzył na Harry'ego w taki sposób, jak jeszcze nikt... nigdy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Musiałem pozwolić ci odejść. - Szept, który wydobył
się spomiędzy warg Severusa, był tak cichy, tak
przytłumiony przez gorycz, którą był nasiąknięty,
że Harry ledwie był w stanie go zrozumieć. - Przy mnie nie
byłbyś bezpieczny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Te ciche słowa... to, co się za nimi kryło... niczym bezdenna
otchłań wypełniona po brzegi czymś tak intensywnym, że
powietrze wokół Severusa wydawało się drgać i
wibrować. Coś tak niewyobrażalnie silnego, że Harry
poczuł, jak jego ciało pokrywa się gęsią skórką.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego dłonie całkowicie bez udziału świadomości
wystrzeliły do przodu i zacisnęły się na czarnej szacie. I
Harry już wspinał się po piersi Severusa, pragnąc
dosięgnąć twarzy, ust, włosów...</p><empty-line /><empty-line /><p>
I dosięgnął. Złapał w dłonie jego twarz, by nie
pozwolić mu się odsunąć i z czułością
pocałował długą, głęboką bliznę na jego
policzku. Jedyny widoczny dowód mówiący o tym, jak wiele ten
mężczyzna poświęcił, by go chronić. Jedyne
pęknięcie w jego powłoce, które stworzyła
światłość. Nie ciemność.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Do uszu Harry'ego dotarło długie, głębokie westchnienie.
Severus objął go i zagarnął bliżej, przyciskając
go do siebie z taką siłą, że Harry na moment stracił
oddech. Ale nawet pomimo zakleszczenia w gorącym uścisku, nie
oderwał warg od skóry Severusa, z utęsknieniem przypominając
sobie jej smak i aromat.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mogłeś mi powiedzieć... nie musiałeś... -
szeptał, całując ciemne brwi i skronie mężczyzny.
Poczuł, jak dłonie Severusa uwalniają go, a następnie
otulają jego twarz, ostrożnie zdejmując mu okulary i
odrzucając je na podłogę. Ciężki, przyspieszony oddech
połaskotał go w nos tuż przed tym, jak gorące wargi
przywarły do jego powiek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie mogłem. Jesteś zbyt... - odparł słabo
mężczyzna, błądząc ustami po oczach i skroniach
Harry'ego. - Nie potrafiłbyś... On by się dowiedział...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ten zapach... Harry czuł, jak kręci mu się w głowie, kiedy
aromat ziół wdzierał mu się do nozdrzy, podczas gdy on
walczył z dłońmi Severusa, próbując przejąć
inicjatywę i wycałować każdą część jego
twarzy. Wypełnić nim pustkę, którą odczuwał przez
ostatnie dwa tygodnie. Tę lodowatą, przerażającą
pustkę. Wypełnić ją skórą Severusa, jego głosem i
zapachem, jego spojrzeniem, dotykiem oraz bliskością.
Wypełnić ją tak, by nie pozostawić już miejsca na nic
innego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak bardzo tęskniłem... - wymruczał, wplatając
dłonie w ciemne włosy i składając wygłodniałe
pocałunki na jego brodzie i żuchwie. - Tak straszliwie za tobą
tęskniłem... Severusie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przywarł wargami do jego szyi, smakując słoną skórę.
Czuł ręce Severusa, wędrujące po jego twarzy, włosach,
szyi, ramionach... próbujące go odsunąć, ale zamiast tego
jedynie przyciągające go jeszcze bliżej ku spragnionym ustom.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To zaklęcie... - Szept Severusa był tak ciężki, że
aż wibrował. Wydawało się, że każde słowo
przychodzi mu z nieopisanym trudem. - Jak ty... jak ci się udało...?</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wiem. Po prostu musiałem się dowiedzieć -
odpowiedział niewyraźnie Harry, nie odrywając ust od szyi
mężczyzny. - Dlaczego mi nie powiedziałeś? Mogliśmy...
tak wiele dni. Przepadło...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie - szept Severusa stał się niższy. Bardziej charczący.
- Nie rozumiesz. - Harry czuł jego silne dłonie. Czuł, jak
łapią go za ramiona i próbują odciągnąć. Severus
walczył. Wydawało się, że próbuje to przerwać,
zakończyć ten szaleńczy upadek w przepaść. Ale
jednocześnie nie potrafił przestać całować jego twarzy
i Harry był pewien, że czuje, jak wargi Severusa drżą przy
każdym pocałunku. - To nie powinno się wydarzyć. Nigdy. Nie
powinieneś...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłonie naparły mocniej, ale Harry wczepił się w szaty
mężczyzny z taką siłą, że był niemal gotów
gryźć, gdyby Severus próbował go odsunąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Poświęciłeś wszystko... dla mnie - wyszeptał,
wdychając głęboko upajający zapach Severusa. Czuł
zawroty głowy i pulsowanie w skroniach, a nieokiełznane fale
gorąca już dawno roztopiły jego samoopanowanie. - Przez
cały ten czas... przez cały ten cholerny czas... zależało
ci na mnie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wydawało się, że Severus na moment przestał oddychać.
Spróbował wstać, uwolnić się od bliskości Harry'ego,
od jego namolnych dłoni i gorących ust, ale nie był w stanie.
Harry sięgnął po jego dłoń i uniósł do swojej
twarzy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Dziękuję - wyszeptał i pocałował jego chłodne
palce. - Dziękuję. Za to, co zrobiłeś. Dla mnie. Jeszcze
nikt, nigdy... - Musiał wziąć głęboki oddech, ponieważ
jego gardło ścisnęło się boleśnie. Ale jak, po
tym, co zobaczył... miał wyrazić to, co czuje? Jak miał mu
podziękować, skoro nie istniały żadne słowa, które
byłyby odpowiednie? - Powinienem był się domyślić. -
Pocałował wewnętrzną stronę dłoni i przywarł
do niej policzkiem. - Kiedy wyszedłem ze szpitala... wszystko wróciło
i ja nie rozumiałem tego, coś mi się nie zgadzało... ale
moje zachowanie było niewybaczalne i powinienem był...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań - Severus przerwał mu chrapliwym głosem -
Zachowywałeś się tak, jak tego po tobie oczekiwałem i... -
złożył pocałunek pod jego okiem - ...będziesz dalej
się tak zachowywał. - Tym razem jego wargi przywarły do skroni,
jakby Severus w ogóle nie kontrolował swoich ust i pozwalał im
błądzić w obłąkańczej wędrówce po skórze
Harry'ego, smakując i odnajdując to, co utraciły dawno temu. -
To niczego nie zmienia - zakończył cicho, owiewając gorącym
oddechem jego policzek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak to niczego nie zmienia? To zmienia wszystko. Wszystko!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jak miał teraz iść na spotkanie ze śmiercią,
wiedząc jak wiele Severus dla niego poświęcił? Jak
miał teraz wypić eliksir, wiedząc ile kosztowało Severusa,
żeby go chronić? Jak miał go teraz opuścić,
wiedząc... wiedząc...</p><empty-line /><empty-line /><p>
O boże!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powinieneś był mi powiedzieć. Straciliśmy tyle czasu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie możemy. - Usta Severusa były już na jego podbródku. -
Musisz wrócić... Nie możemy. Priorytety... - powiedział
niewyraźnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Harry w ogóle go nie słuchał. Teraz już nic nie
potrafiłoby go od niego odciągnąć. Nie, kiedy
wiedział, że to... ostatni raz. Kiedy wiedział, jak dużo
czasu minęło i że już nigdy więcej nie będzie
mógł...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbując zagłuszyć przenikliwe wycie, które wydobyło
się z jego duszy, przesunął głowę i odsuwając
nosem łaskoczące go ciemne kosmyki włosów, polizał jego
ucho.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jęk, który wyrwał się z ust Severusa, sprawił, że
ciało Harry'ego pokryło się gęsią skórką, a
dłonie, którymi mężczyzna ściskał ramiona
chłopca, wbiły się w jego ciało niczym szpony. I Harry
usłyszał przepełniony udręką szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry, posłuchaj mnie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
W głowie Harry'ego nastąpiła gwałtowna reakcja porównywalna
do zderzenia się na miotle z pędzącym Hogwart Ekspresem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Czy on właśnie usłyszał...? Czy Severus naprawdę
powiedział... powiedział...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powiedziałeś do mnie 'Harry'... - wyszeptał, wpatrując
się w Severusa z mieszaniną niedowierzania i wzruszenia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zanim zdążył się zorientować, mężczyzna
wykorzystał jego chwilowe zamroczenie, błyskawicznie uwalniając
się z jego uścisku i z pewnymi trudnościami podniósł
się z podłogi. Poprawił swoją szatę, zmrużył
oczy i odsunął się jeszcze o krok, tak jakby chciał
znaleźć się jak najdalej od Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A teraz porozmawiamy poważnie - powiedział wyważonym tonem.
Jego głos był opanowany, tak jak cała jego postawa, jedynie oczy
go zdradzały. Wciąż błyszczały dziwnie, kiedy
wpatrywał się w Harry'ego. - Nie obchodzi mnie, co sobie
ubzdurałeś, ale musisz zrozumieć, że nie możemy
już tego robić. To nie jest zabawa. Każde, nawet najbardziej
niewinne spojrzenie może sprowadzić na nas kłopoty. To zbyt
niebezpieczne, a ty nigdy nie potrafiłeś ukrywać swoich emocji.
Oczekuję, że będziesz zachowywał się dokładnie
tak samo jak wcześniej. Nic nie może się zmienić.
Zrozumiałeś mnie? Nic.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry patrzył na niego szeroko otwartymi oczami. Zdawał sobie
sprawę z tego, że Severus coś do niego powiedział, ale
wszystko było niewyraźne, ponieważ w jego głowie
wciąż wibrowało echo tylko jednego, jedynego słowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Powiedziałeś do mnie 'Harry'...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus westchnął cicho i przymknął na chwilę powieki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To, czego się dowiedziałeś, wcale niczego ci nie ułatwi -
warknął Severus, przewiercając Harry'ego zniecierpliwionym
spojrzeniem. - Wręcz przeciwnie. Teraz będzie ci o wiele trudniej,
ponieważ ja nie mam zamiaru przestać odgrywać swojej roli. Swoim
wścibstwem zrujnowałeś wszystko, co starałem się
osiągnąć, i po raz kolejny naraziłeś się na
niebezpieczeństwo. Ale zapewniam cię, że będziesz się
trzymał ode mnie z daleka. A jeżeli nie zrobisz tego z własnej
woli, to wiedz, że znam kilka zaklęć, które ci to
ułatwią.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie wiedział nawet kiedy i w jaki sposób, ale w ułamku sekundy
zerwał się na równe nogi i znalazł przy Severusie,
obejmując go ramionami w pasie z taką siłą, jakby
chciał go zmiażdżyć w uścisku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Właśnie dlatego nie mogłem powiedzieć ci prawdy. -
Głos Severusa wydał się odległy i zmęczony. - Nie potrafisz
się kontrolować. Nigdy nie potrafiłeś panować nad
swoimi emocjami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... - wyszeptał cicho Harry, podnosząc głowę i
spoglądając wprost na pochyloną nad sobą,
ściągniętą twarz i zmrużone, czarne oczy. Widział
w nich płomienie. Widział, jak Severus próbuje je zdusić, ale
nic to nie dawało, ponieważ one wciąż tam były. Za
każdym razem, kiedy na niego patrzył, za każdym razem, kiedy
znajdował się blisko, zbyt blisko...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Musisz to zrozumieć. - Głos Severusa stał się
cięższy, tak jakby ponownie nasączał się uczuciami,
których mężczyzna za wszelką cenę nie chciał do siebie
dopuścić, ale oddziaływanie Harry'ego było silniejsze.
Silniejsze niż jakakolwiek maska, którą starał się
przywdziać. - Powinieneś stąd natychmiast wyjść. I
nigdy nie wracać. - Dłoń Severusa już była na jego
szyi, już pieściła ją w tak delikatny, niesamowity sposób,
przenosząc się na kark i muskając ciemne kosmyki włosów. -
Zapomnieć o tym wszystkim. - Ale jego gesty przeczyły słowom.
Oczy również. Przesuwały się po twarzy Harry'ego
rozgorączkowanym spojrzeniem, a jego dolna warga zaczęła
niebezpiecznie drżeć. - To jedyny sposób, żebyś...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... - przerwał mu Harry, nie odrywając wzroku od wbitych w
siebie czarnych oczu i obserwując, jak płomienie rozrastają
się, wypełniając gorącem ich wieczny chłód.
Przywarł do odzianego w czerń ciała jeszcze mocniej, nie
pozwalając, by drżące dłonie mężczyzny ponownie
go od siebie odsunęły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie możemy. - Wydawało się, że każde wypowiedziane
przez Severusa słowo przychodzi mu z największym trudem. Jego
dłonie wbiły się w ramiona Harry'ego niczym szpony. -
Posłuchaj mnie. Nie możemy wrócić do tego, co było. To zbyt
niebezpieczne. Musisz mnie nienawidzić, musisz... Puść.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... kocham cię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To był ułamek sekundy. Chwila całkowitej ciszy, a po niej...
eksplozja.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Do diabła! - warknięcie, które wydobyło się z ust
Severusa, przypominało ostatnie tchnienie pokonanego, zanim jego usta
pochłonęły wargi Harry'ego, a gorący język
zagłębił się w nim z taką
zachłannością, jakby umierał z pragnienia i tylko w ten
sposób mógł je ugasić. Harry oplótł go swym własnym
językiem, zanurzając się w skamlącej z potrzeby
tęsknocie i w tej jednej chwili wszystko przestało mieć znaczenie.
Jutrzejszy poranek. Każde niedomówienie pomiędzy nimi. Tajemnice,
które obaj wciąż jeszcze skrywali.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pozostali tylko oni. Nic poza tym. Był tylko Severus i jego oddech. I jego
usta. I dłoń wplatająca się we włosy Harry'ego. I
druga, zaciskająca się na jego biodrze z taką siłą,
że na pewno pozostaną siniaki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powinien był mu powiedzieć. Powinien ukryć go w swych komnatach
i nie pozwolić, by Harry kiedykolwiek z nich wyszedł. Powinien
zamknąć go w swych ramionach i nigdy nie wypuścić. Powinien
otulić ich obu swoją czarną peleryną i ukryć przed
całym światem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Żeby już zawsze mogli być razem. Bezpieczni. Żeby
żaden z nich nie musiał już więcej walczyć. Żeby
nikt nie mógł ich dosięgnąć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry usłyszał głuchy, przeciągły pomruk i nagle usta
Severusa zniknęły, a wędrujące mu po pośladkach
dłonie zamarły i kiedy zdołał otworzyć rozgrzane
powieki, ujrzał na wprost dwie wypełnione ciemnością
szczeliny, przez które Harry spoglądał teraz daleko w głąb
duszy Severusa. I to, co tam ujrzał... to, co ujrzał...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Głos uwiązł mu w gardle, a umysł wypełniła
gęsta mgła, kiedy mężczyzna oparł swoje czoło o
jego, owiewając mu twarz ciężkim, nasączonym pragnieniem
oddechem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co ty ze mną robisz... - Ochrypły szept Severusa był ledwie
słyszalny, ale wystarczył, aby wypełnić lędźwie
Harry'ego płynną lawą. Zakwilił cicho, wczepiając
się palcami w szatę na ramionach mężczyzny i ocierając
się o szorstki materiał. A wtedy to poczuł. Twarde wybrzuszenie
w spodniach Severusa. I usłyszał zduszony syk, kiedy, nie
potrafiąc zapanować nad reakcjami swojego ciała, naparł na
to wybrzuszenie biodrami, czując jak rośnie jeszcze bardziej, jak
zaczyna pulsować pod wpływem jego dotyku i jak paznokcie Severusa
zatapiają się w jego ciele z taka siłą, jakby
pragnęły rozedrzeć go na strzępy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Przestań... - wydyszał Severus, zaciskając rękę na
jego biodrze. Harry gwałtownie wciągnął powietrze
nasączone gorącym oddechem Severusa i musiał zacisnąć
oczy, gdy jego biodra zadrżały pod wpływem
wypełniającego je w błyskawicznym tempie żaru.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- O boże... - zaszlochał. - Jestem taki twardy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Harry...! - Severus wyjęczał jego imię w taki sposób, jakby
odczuwał ogromne, nieukojone cierpienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry doznał wrażenia, jakby poraził go piorun.
Osłupiały, spojrzał na Severusa szeroko otwartymi oczami i
rozchylił usta... i w tej samej chwili poczuł dłoń
mężczyzny zaciskającą mu się drapieżnie na kroczu
i to, ten jeden niespodziewany dotyk wystarczył, aby wszystko w nim
wezbrało i przelało się. I miał tylko sekundę, aby
nabrać tchu, wczepić się w Severusa, przylgnąć do
niego i szeroko otworzyć usta, zanim skumulowana fala orgazmu
uderzyła w niego z taką siłą, że nogi ugięły
się pod nim i prawie upadł, chociaż miał wrażenie,
jakby unosił się w powietrzu. Jakby coś niesamowicie
wygłodzonego pochwyciło go w swoje szpony i zgniatało w swym
uścisku, rozrywając jednocześnie na kawałki, i to było
najcudowniejsze uczucie na świecie. Uczucie, które wypchnęło
jego biodra do przodu, a dłoń poprowadziło w dół, niemal
nieświadomie wsuwając ją w spodnie mężczyzny, i Harry
zdołał jedynie musnąć twardego, drżącego penisa
Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale to wystarczyło.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usłyszał długi, gardłowy pomruk. Severus szarpnął
się gwałtownie, napierając na niego z taką siłą,
że niemal go zmiażdżył. Harry owinął
dłoń wokół gorącej jak wulkan, pulsującej erekcji i
ścisnął. Czuł, jak Severus się trzęsie, jak jego
biodra podrygują spazmatycznie, a z ust wydobywa się
głośny, konwulsyjny jęk. I poczuł oplatające go mocno
ramiona, zagarniające go jeszcze bliżej, aż w końcu stali
się niemal jednością, stapiając się ze sobą.
Drżąc tym samym rytmem. Dysząc jednym oddechem. Dzieląc się
wspólnym biciem serca. Połączeni tęsknotą. Silniejszą
niż jakikolwiek zdrowy rozsądek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry odzyskał zmysły jako pierwszy. Wynurzenie się z oceanu
doznań było niemal bolesne. Jego bijące szaleńczo serce
trzepotało w piersi z taką pasją, jakby pragnęło
się z niej wyrwać, uwolnić się z narzuconych przez
ciało ograniczeń i znaleźć się wewnątrz
ciała naprzeciw. I nigdy, przenigdy go nie opuścić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Weź mnie - wyszeptał, nawet na chwilę nie odrywając
się od Severusa. Czuł jego mięśnie, drżące pod
materiałem czarnej szaty. - Tak jak ostatnim razem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna gwałtownie wciągnął powietrze. Harry
uniósł powieki. Oczy Severusa nadal były zamglone i Harry
widział gasnące powoli płomienie orgazmu, ale na ich miejsce
wyrastały kolejne, jeszcze gorętsze, jeszcze bardziej
wygłodniałe. Jednak najbardziej uderzające było
oszołomienie, które ujrzał na jego twarzy. Jakby Severus
całkowicie zagubił się w swym pragnieniu i nawet nie
próbował z nim walczyć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już nigdy więcej o to nie poproszę - szeptał dalej Harry,
poddając się pochłaniającemu go, badawczemu spojrzeniu
Severusa. - Odejdę i będę się trzymał z daleka.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Widział, jak źrenice mężczyzny biegają po jego twarzy,
jak zagłębiają się w jego oczach, próbując
wyczytać z nich fałsz - jedyną rzecz, której mogłyby
się uchwycić, aby nie pozwolić zepchnąć się w
przepaść, z której nie byłoby już powrotu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale nie odnalazły go.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przecież naprawdę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...odejdzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kiedy Severus w końcu się odezwał, jego głos wydawał
się zdarty, jakby usta wypowiadały słowa bez udziału woli.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Już nigdy się do mnie nie zbliżysz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry desperacko pokręcił głową, jeszcze mocniej
wbijając palce w ciało Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Obiecujesz?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jeszcze dwa tygodnie temu Severus żegnał się z nim, dając
mu najcudowniejszą noc ze wszystkich. Teraz Harry pożegna się z
nim w taki sam sposób.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Obiecuję.</p><empty-line /><empty-line /><p>
To słowo przypominało naciśnięcie na spust.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus rzucił się do przodu, niczym spuszczone ze smyczy
zwierzę, które zbyt długo zmagało się z
krępującymi je pętami, nie mogąc dosięgnąć
tego, co przez cały czas znajdowało się tuż przed nim i
drażniło wszystkie jego zmysły.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale teraz... nareszcie... zostało uwolnione.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I mogło to pożreć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z ust Harry'ego wyrwał się krótki jęk zaskoczenia, kiedy
poczuł silne szarpnięcie za włosy, odchylające mu
głowę do tyłu i gorące usta wpijające mu się w
szyję. Severus zaatakował jego skórę szybkimi, niemal bolesnymi
pocałunkami, przesuwającymi się w górę, aż do brody, a
potem do ust, które polizał łagodnie, by następnie zatopić
zęby w dolnej wardze, wydając z siebie wygłodniały pomruk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Atak był tak gwałtowny i zachłanny, że Harry nie miał
żadnej szansy na odparcie go i mógł jedynie poddać się
iskrom, które rozpalały się w nim przy każdym zetknięciu
się warg Severusa z jego skórą. Dopiero, kiedy usta
mężczyzny ponownie przesunęły się na jego szyję,
doszedł do siebie na tyle, by chociaż spróbować
przejąć inicjatywę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oderwał dłonie, które zaciskał kurczowo na szatach
mężczyzny, i na oślep wymacał maleńkie guziczki przy
kołnierzu, starając się je rozpiąć,
wśliznąć ręce pod materiał i dotknąć
chłodnej skóry, ale zanim zdążył to zrobić,
usłyszał rozdrażnione warknięcie, jego głowa
została uwolniona, a palce Snape'a zacisnęły mu się na
przegubach dłoni, odciągając je brutalnie na boki i nie
pozwalając mu odpiąć ani jednego guzika. Harry
błyskawicznie opuścił głowę i na chwilę
zapomniał, jak się oddycha, kiedy jego wzrok padł na oblicze
mężczyzny...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wyglądał jak opętany. Jakby tylko krok dzielił go
od szaleństwa. Jego oczy płonęły dziko, nozdrza
drgały, wchłaniając zapach Harry'ego, a wpółotwarte usta
wyglądały na tak spragnione, jakby niemo błagały
chociaż o skrawek skóry Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Coś we wnętrzu Harry'ego szarpnęło się, widząc
tak silne... tak czyste...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Rzucił się do przodu, pragnąc wycałować te usta,
tę twarz, ten nos...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - usłyszał ostre, chrapliwe warknięcie i poczuł, jak
ręce Severusa odpychają go. Zaskoczony, cofnął się o
kilka kroków, ale zanim zdążył zorientować się, co
się dzieje, Severus znów przy nim był. Złapał jego
koszulę i szarpnął z tak nieopanowaną siłą,
że Harry usłyszał odgłos rwącego się
materiału i już w tej samej chwili gorące wargi
mężczyzny błądziły po jego obnażonym ramieniu,
napierając na niego i sprawiając, że Harry musiał się
cofać, aby nie zostać zmiażdżonym przez jego usta i
dłonie i wibrujące ciało przy jego własnym ciele.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ugryzienie u podstawy szyi sprawiło, że nogi niemal ugięły
się pod nim, a z ust wyrwał się niekontrolowany jęk i jego
dłonie samowolnie sięgnęły po Severusa, drżąc z
potrzeby dotykania go. I nawet jeżeli wciąż słyszał ostrzegawczy
warkot mężczyzny, nie przestawał walczyć z guzikami jego
kołnierza, próbując je rozpiąć...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Udało się!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zebrał całą swoją siłę, by naprzeć na
Severusa i dobrać się do jego odsłoniętej szyi,
wpijając się w nią ustami i mrucząc z przyjemności, gdy
tylko poczuł słodko-gorzki smak chłodnej skóry. Ale nie
cieszył się nią długo.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Tym razem Severus zareagował znacznie gwałtowniej.
Odepchnął go z taką siłą, że Harry uderzył
plecami w biblioteczkę. Na ułamek sekundy całe powietrze
uleciało z jego płuc i zanim zdążył ponownie
zaczerpnąć tchu, poczuł szczupłe ciało
wgniatające go w znajdujące się za nim półki i usta
wpijające się obłąkańczo w jego twarz, szyję i
ramię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie potrafił powstrzymać przeciągłych pojękiwań,
wyrywających się raz po raz z jego gardła. Próbował
walczyć dalej, ale mężczyzna był zbyt silny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Pozwól mi - udało mu się w końcu wyszeptać, z trudem
łapiąc urywany oddech. - Proszę, pozw...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie zdołał jednak dokończyć, gdyż Severus
zamknął jego usta w brutalnym pocałunku, miażdżąc
jego wargi i niemal się w nie wgryzając. Harry zatopił paznokcie
w jego ramionach, zaciskając powieki i widząc eksplodujące pod
nimi gwiazdy. Nie był w stanie zaczerpnąć tchu. Mógł
oddychać jedynie w usta Severusa, uwięziony przez jego wargi,
dłonie i całe napierające na niego ciało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Miał wrażenie, że minęła cała
wieczność, zanim mężczyzna w końcu oderwał usta,
pozwalając, by do ich obolałych płuc wdarło się
chłodne, nie przesiąknięte ogniem powietrze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Tak długo nie mogłem cię mieć... - Głos Severusa
był tak zachrypnięty, że Harry z trudem rozróżniał
słowa. Czuł na twarzy jego przyspieszony, ciężki oddech. -
Przez tak wiele nocy zastanawiałem się, jakby to było znowu
cię dotknąć, poczuć... zagłębić się w
tobie... chociaż ten jeden, jedyny raz... czy wówczas oszalałbym
już do reszty?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry nie sądził, że można żyć dalej, kiedy serce
rozsypało się w proch, a dusza roztrzaskała się na
kawałki.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Przestępując nad przepaścią ciszy, bezdechu i
całkowitego oszołomienia, tonąc w połyskujących
odmętach czarnych oczu, zdołał wydusić jedynie:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mówiłem, że zawsze będę do ciebie wracał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie. - Oddech Severusa stał się jeszcze cięższy, a szept
mroczniejszy. - Wracasz, bo nie potrafię się od ciebie uwolnić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach usta Severusa ponownie zaatakowały twarz Harry'ego,
zasypując jego policzki i skronie gradem zachłannych pocałunków.
Harry poczuł silne dłonie, zaciskające się na jego
ramionach, odrywające go od biblioteczki i kierujące w przeciwną
stronę. Zaczął się cofać pod wpływem siły, z
jaką Severus błądził wargami po jego twarzy i ciele,
odpinając jednocześnie resztkę guzików podartej koszuli. Harry
uchwycił się jego ramion, próbując zachować równowagę,
ale było to niezwykle trudne, szczególnie, gdy w tym samym czasie
próbował dosięgnąć ustami szyi mężczyzny. Albo
ucha. Albo czegokolwiek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Severus nie pozwalał mu na to. Rozchylił jego koszulę,
pochylił się do przodu i w momencie, kiedy jego gorący
język trącił sutek Harry'ego, chłopak niemal
osunął się na podłogę. Na szczęście w tej
samej chwili Severus przycisnął go do ściany i Harry mógł
jedynie zakwilić bezradnie, podczas gdy jakaś odległa
część jego świadomości zarejestrowała, że
Severus najprawdopodobniej próbuje otworzyć drzwi do sypialni, co
okazało się trudnym wyzwaniem, skoro jego dłonie nie
potrafiły oderwać się od Harry'ego nawet na ułamek sekundy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie puszczaj mnie - wyszeptał chrapliwie Harry, kiedy
mężczyzna odsunął się na chwilę, aby
dosięgnąć klamki. - Chcę cię czuć... na sobie. W
sobie. Wszędzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus wydał z siebie łakomy pomruk i rzucił się na niego
jeszcze łapczywiej, jakby słowa Harry'ego jedynie wzmogły
nieukojony głód, który konsumował go od środka. Jego
pocałunki były tak gwałtowne, że niemal bolesne. Harry
zacisnął powieki, mając wrażenie, że wszystko
wokół wiruje, zatapiając się w powodzi żaru, i
pozostają tylko te twarde, nieustępliwe wargi wpijające mu
się w twarz, wgryzające w policzki, przyciskające do czoła,
oczu i skroni, zasysające skórę na szyi i ramionach, zaciskające
się na sutkach i trącające je językiem i to było
tak... nie mógł wytrzymać... nie mógł już...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Niczym tonący, który usiłuje złapać ostatni dech przed
zanurzeniem się w ciemnych odmętach, wczepił się palcami w
szatę na piersi Severusa, ciągnąć za nią ostatkiem
sił i próbując ją rozerwać, ale wtedy Severus wypuścił
z ust jego sutek, złapał go za nadgarstek i uderzył jego
dłonią w ścianę z tak nieopanowaną, gniewną
siłą, że niemal mu ją zgniótł. Harry
jęknął i jeszcze mocniej zacisnął powieki, a wtedy
poczuł, jak druga dłoń mężczyzny łapie go za
brodę, ściska jego szczękę i unosi mu twarz w górę. I
usłyszał nad sobą gorący, chrapliwy szept Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Spójrz na mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry uniósł rozpalone powieki, ale jego wzrok był zbyt zamglony
tęsknotą i pożądaniem, aby mógł dokładnie
dojrzeć twarz Severusa. Poczuł tylko, jak palce mężczyzny
jeszcze boleśniej wbijają mu się w szczękę i
usłyszał stłumiony jęk, pełen niewypowiedzianego
zachwytu, jakby Severus zobaczył w oczach Harry'ego coś, czego
już nigdy nie spodziewał się ujrzeć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Bardzo powoli żelazny uścisk na nadgarstku Harry'ego zaczął
się rozluźniać, jakby bestia w Severusie uspokoiła się
nieco. I Harry poczuł, że Severus przesuwa swoją dłoń
w górę, łapiąc jego dłoń i splatając ich palce
razem, a następnie łagodnie odrywa ją od ściany, by
przyciągnąć ją do swych ust i ucałować.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A potem znowu zaatakował, wpijając się w Harry'ego zębami i
palcami, niczym zwierzę, które tylko na chwilę przerwało
posiłek i teraz zamierzało nadrobić zaległości, po
czym z warknięciem oderwał ich obu od ściany.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I Harry odkrył nagle, że już prawie nic nie widzi. Że jego
zmysły są tak zajęte Severusem, że wszystko inne wydaje
się jedynie złudzeniem naszpikowanym niewidzialnymi przeszkodami.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wiedział jak ani w jaki sposób, ale nagle był już w sypialni
i chyba po drodze uderzył się boleśnie ręką w
klamkę, i znowu czuł rozgrzany, śliski język
penetrujący jego usta i zachłanne dłonie ugniatające jego
ciało i... i nagle poczuł za plecami zimną ścianę.
Uderzył w nią z całej siły, jakby Severus pragnął
go w nią wgnieść, ale już po chwili ostre szarpnięcie
oderwało go od niej i Harry został odwrócony tyłem i rzucony na
nią ponownie. Jęknął, uderzając policzkiem w
chłodne kamienie i w tej samej chwili poczuł dłonie Severusa na
swoich plecach, unoszące jego koszulę i... i gorący język
wędrujący po jego kręgosłupie i wargi wpijające mu
się w skórę na łopatkach i miał wrażenie, że te
usta są wszędzie... na krzyżu, barkach, ramionach, ponownie na
łopatkach i coraz wyżej, na karku, szyi... i nagle ponownie
usłyszał ten gorący szept tuż przy swoim uchu:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciałem... sięgnąć po ciebie. Byłeś tak
blisko... przez cały czas... Wystarczyło wyciągnąć
rękę... ale nie mogłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Severusie... - Z ust Harry'ego wyrwał się udręczony jęk.
Słuchanie szeptu mężczyzny było dla niego torturą.
Severus zsunął porwaną koszulę z jego ramion i
pozwolił jej opaść na podłogę i Harry poczuł, jak
mężczyzna przywiera do jego nagich pleców, zaciskając jedną
dłoń na jego biodrze, a drugą przyciskając do brzucha i przesuwając
ją w górę, coraz wyżej, na klatkę piersiową.
Ugniatał jego skórę z taką siłą, jakby chciał
ją zedrzeć, jakby chciał, aby jego dłoń
wniknęła w ciało Harry'ego. I to było niemal bolesne, ale
nie tak bolesne, jak doznania, które wywoływał ten niski,
zachrypnięty szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mogłem jedynie obserwować cię z daleka... i w swych wizjach...
pożerałem cię... całego... aż nie pozostało w
tobie niczego, co nie należałoby do mnie. - Dłoń
przesunęła się na jego szyję i policzek. - Tylko do mnie. -
Twarz Harry'ego została odwrócona w bok. - Na zawsze.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Po tych słowach twarde, gorące wargi wpiły się w jego usta
z taką siłą i zachłannością, jakby Severus
pragnął dokonać tego, o czym powiedział. Jakby chciał
go w siebie wchłonąć, pożreć, zmiażdżyć.
Pocałunek był głęboki, gwałtowny i niemal bolesny.
Przypominał bardziej konsumpcję niż pieszczotę, jakby
Severus był drapieżnikiem, który wgryza się w ofiarę,
pragnąc odebrać jej oddech i życie. Harry jęczał w
jego usta, czując język Severusa smagający jego policzki,
podniebienie, ugniatający jego własny język, docierający
tak głęboko, że wślizgiwał mu się niemal do
gardła.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry próbował nadążyć, próbował odpowiedzieć,
próbował przejąć inicjatywę... ale przepadł. W
cierpko-słodkim smaku Severusa, w jego odurzającym zapachu, w jego
nieokiełznanej sile, w jego oszałamiającej bliskości, która
sprawiała, że czuł mrowienie nawet w palcach u stóp.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I dopiero, kiedy zaczęło kręcić mu się w głowie
od braku tlenu, a wargi paliły żywym ogniem... dopiero wtedy
poczuł, że Severus go puszcza i niemal zachłysnął
się wdzierającym mu się do płuc chłodnym powietrzem,
lecz zanim zdążył choćby otworzyć oczy, dłonie
Severusa oderwały go od ściany i niecierpliwym szarpnięciem
posłały na łóżko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I upadając na miękką pościel, Harry miał
wrażenie, jakby zanurzał się w gęstej mgle,
wypełnionej ciszą, spokojem i biciem serca. We mgle, w której
istniał jedynie on i Severus. Nie było Voldemorta, eliksiru ani
jutrzejszego dnia. Nie było świata.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dla Harry'ego... na te kilka krótkich chwil... cały świat zawarł
się w dotyku jednego mężczyzny. I pozwolił mu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
...zapomnieć.</p>

<p>63. The last night</p><empty-line /><empty-line /><p>
<strong><emphasis>Część 2</emphasis></strong></p><empty-line /><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wylądował na miękkim materacu, twarzą do
pościeli, i niemal w tej samej chwili poczuł na skórze dotyk
szorstkiej peleryny, opadającej na łóżko wokół niego, a
jego plecy i łopatki zasypał grad opętańczych
pocałunków. Pojękując cicho z przyjemności,
wcisnął twarz w poduszkę, ale doznania bardzo szybko stały
się zbyt intensywne, gdy Severus zaczął na przemian ssać i
lizać jego skórę, i Harry musiał zaczerpnąć tchu, aby
nie odpłynąć. Z trudem zdołał unieść
się na łokciach, podczas gdy wilgotne usta schodziły coraz
niżej, aż dotarły do krzyża, a drapieżne palce
zsunęły mu na uda spodnie wraz ze slipami i w tej samej chwili...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Merlinie!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry gwałtownie otworzył oczy i niemal zachłysnął
się powietrzem, gdy poczuł usta Severusa przyciskające się
do jego obnażonych pośladków.</p><empty-line /><empty-line /><p>
O boże, te wargi... tak gorące... i do tego te chłodne palce...
tak łagodnie gładzące jego skórę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale okazało się, że to jedynie wstęp, kiedy palce Severusa
pochwyciły konwulsyjnie jego pośladki, zaciskając się na
nich i ugniatając je przez chwilę niczym ciasto, a następnie
zaczęły je rozchylać i...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zanurzył twarz w pościeli, zaciskając na niej zęby,
aby stłumić krzyk, kiedy poczuł gorący, mokry język
przesuwający się pomiędzy jego pośladkami, najpierw w
dół aż do jąder, a potem z powrotem w górę. Ale prawdziwe
tortury zaczęły się, kiedy język Severusa zatrzymał
się przy jego wejściu, podrażniając je szybkimi, wilgotnymi
liźnięciami i to było tak bardzo... nie mógł... o
boże!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Aaaa... proszę... ochhhhh...!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Próbował uciec od tego języka, ale dłonie Severusa
przytrzymywały jego pośladki, nie pozwalając mu się
poruszyć, i mógł jedynie skamleć z udręki, z twarzą
wciśniętą w pościel, czując jak ten rozgrzany
język zatacza koła wokół jego wilgotnego wejścia, z
każdą chwilą pulsującego coraz mocniej i mocniej... i jak
jego ciało wibruje pod wpływem pełnych satysfakcji pomruków mężczyzny...
i już nie mógł, nie mógł...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie kontrolując własnych reakcji, zaczął się wić
i szlochać, ocierając swoją boleśnie twardą
erekcją o prześcieradło, i musiał bardzo szybko
unieść biodra, aby płonący w jego lędźwiach
żar nie przelał się i nie wytrysnął. Gwałtownie
wciągnął powietrze, próbując zapanować nad niebezpiecznie
szybko wzbierającym napięciem, ale Severus nawet na moment nie
przerwał tych odbierających zmysły tortur.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Na szczęście chyba zrozumiał, że jego zabiegi
doprowadziły Harry'ego niemal do samej granicy wytrzymałości,
ponieważ pozostawił jego pośladki w spokoju i zaczął
schodzić niżej, zsuwając jego spodnie do kolan i
całując drżące uda.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- To było... - wydyszał Harry, próbując zapanować nad
oddechem i zachrypniętym głosem. - To było... cholera!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uznam to za komplement - usłyszał wydyszaną ciężkim
głosem odpowiedź, zanim kolejne pocałunki
pogrążyły go w morzu słodkiej przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usta Severusa były wszędzie. Błądziły po skórze
Harry'ego w szalonym tańcu, pieszcząc przestrzeń pod kolanami, a
potem łydki i Harry nie był w stanie zrobić nic, poza wciskaniem
twarzy w materac i jęczeniem w niego. Był niczym pulsująca
emocjami pochodnia, odbierając każdy dotyk Severusa coraz
intensywniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I kiedy już wydawało mu się, że więcej nie zniesie,
że usta Severusa dotarły już wszędzie, nawilżając
każdy skrawek jego skóry, poczuł jak mężczyzna przesuwa
się z powrotem w górę, zawisając nad nim i szepcząc mu
prosto do ucha:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mógłbym to robić przez całą noc... spijać pot z
twojej skóry... sączyć go jak whisky, aż uderzyłby mi do
głowy... ale czy zdołałbym później wytrzeźwieć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale zanim serce Harry'ego wróciło na swoje miejsce po tym wyznaniu, jego
ciało przeszyła fala gorących dreszczy, kiedy poczuł
język Severusa na swoim karku, przesuwający się powoli w
dół, pomiędzy łopatkami, wzdłuż kręgosłupa i
krzyża, docierając aż do szczeliny pomiędzy pośladkami
i znacząc swą wędrówkę ciepłym, wilgotnym śladem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z ust Harry'ego wyrwał się niekontrolowany szloch, a biodra po raz
kolejny poderwały się w górę. Nie był w stanie
zapanować nad swym ciałem. Wiercił się tak bardzo, jakby
Severus sprawiał mu nieopisaną udrękę, zamiast
przyjemności i po części była to prawda. Oddech, który
nieświadomie wstrzymywał, uleciał z jego płuc dopiero
wtedy, kiedy Severus oderwał się od niego i przewrócił go na
plecy, ale niemal w tym samym momencie Harry poczuł jego gorące wargi
na swoich udach i wilgotny język, przesuwający się w kierunku
jego naprężonego penisa. Coraz bliżej i bliżej...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Uniósł piekące powieki w tym samym momencie, w którym usta
mężczyzny przycisnęły się do podstawy jego erekcji, a
chłodne palce wsunęły się pod jego rozgrzane jądra,
zaciskając się na nich i ugniatając je. I nawet jeżeli
wszystko, co widział, było rozmazane, to i tak... to, co
zobaczył... wrażenie... Merlinie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Głowa Severusa pomiędzy jego nogami, czarne, długie włosy
rozsypane na jego udach i podbrzuszu, wpółprzymknięte powieki,
dłoń o długich palcach oplatająca trzon jego
drżącego penisa i język... tak gorący i mokry...
wysuwający się spomiędzy cienkich warg i przesuwający
się wzdłuż całej erekcji, od podstawy aż do...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powieki Harry'ego opadły, zatrzaskując go w świecie popiołu
i ognia, jego głowa uderzyła w materac, a z ust wyrwał się
krzyk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Severus nie przestawał. Wodził językiem w górę i w
dół, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie tortury zadawał
Harry'emu. A raczej jakby nie potrafił przestać ich zadawać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry wygiął się w łuk, wbijając stopy i dłonie w
materac, kiedy zupełnie niespodziewanie główka jego penisa
została pochłonięta przez usta Severusa, zanurzając
się w gorącu i wilgoci i poczuł ssanie tak silne, że oczy
uciekły mu w głąb czaszki, lecz zanim Severus wyssał z
niego nieoczekiwany, bolesny orgazm, zdołał wykrzyczeć ochryple:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie wytrzymam...! Zaraz...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Podziałało.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usta zniknęły, a jego rozgrzaną, wilgotną erekcję
owionęło chłodne powietrze i Harry niemal zaszlochał z
ulgi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Materac ugiął się, tak jakby mężczyzna
przemieścił się i po kilku chwilach ogłuszającej
ciszy, podczas których Harry próbował złapać rwący się
oddech, zdecydował się w końcu otworzyć oczy. I
spojrzał wprost w twarz pochylającego się nad nim Severusa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego policzki były zaczerwienione. Wpółotwarte, wilgotne wargi
wyglądały na spuchnięte. Oczy - tak czarne, że
wydawało się, jakby były zaledwie niewielkimi szczelinami, za
którymi znajdują się bezdenne, niekończące się
czeluście - pochłaniały go, wciągały w swą
niebezpieczną głębię i Harry nie potrafił się im
sprzeciwić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pragnął tylko jednego. Zatonąć w nich.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wciąż tak samo kruchy... - usłyszał nad sobą
ciężki, nasączony ogniem szept Severusa. - Wystarczy jeden dotyk
i rozpadasz się w moich dłoniach. - Chłodne palce
dotknęły jego policzka, gładząc go delikatnie, a te cudowne
oczy przesunęły się po jego twarzy, pieszcząc ją
spojrzeniem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zawsze tak na mnie działałeś - odparł cicho Harry, z
trudem wydobywając z siebie głos. Rozchylił posiniaczone wargi,
pozwalając, by długie palce Severusa wśliznęły mu
się do ust. Oblizał je, czując na języku ich cierpko-gorzki
smak i z trudem panując nad drżeniem, które
wstrząsnęło jego ciałem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Severusa wpatrywały się w niego z tak ogromną
zachłannością, że niemal błyszczały.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wciąż tak doskonały... - wyszeptał, wysuwając
wilgotne palce z ciepłego wnętrza ust Harry'ego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
W tym samym momencie dłonie Harry'ego wystrzeliły w górę,
zaciskając się na szacie mężczyzny i przyciągając
go jeszcze bliżej, aż ich twarze znalazły się kilka
centymetrów od siebie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zdejmij ją - wydyszał, owiewając jego policzki swoim
gorącym oddechem. - Chcę poczuć twoją skórę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zobaczył, jak przez twarz Severusa przebiega ten jakże znajomy, krzywy
uśmieszek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- I wciąż tak samo niecierpliwy... - wyszeptał
mężczyzna, mrużąc oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, uwielbiał to robić. Odkąd Harry sięgał
pamięcią. Zawsze go tylko torturował.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale dosyć tego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry szarpnął, przyciągając go jeszcze bliżej i
przywierając wargami do blizny na policzku Severusa, a następnie do
jego skroni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Poczuł, że Severus próbuje się uwolnić, ale nie
pozwolił mu na to. Przesunął głowę, objął
wargami płatek ucha Severusa i zamknął go w swych ustach,
liżąc go i ssąc na przemian.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usłyszał gardłowy jęk mężczyzny. Ciało nad
nim spięło się i Severus poderwał się gwałtownie,
unosząc Harry'ego ze sobą do pozycji siedzącej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie odrywając warg od ucha Severusa, Harry zaczął rozpinać
guziki jego szaty, walcząc jednocześnie z próbującymi
powstrzymać go dłońmi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Proszę, chcę cię dotknąć - szeptał,
atakując ustami szyję i coraz bardziej odsłonięte
ramię mężczyzny. - Zdejmij. Chcę cię całego.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Warknął ostrzegawczo, kiedy dłonie Severusa złapały
jego ręce, odciągając je od guzików.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Za chwilę - usłyszał ciężki od pragnienia głos
mężczyzny. - Jeszcze z tobą nie skończyłem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie! - Harry wyrwał dłonie i złapał za poły szaty,
próbując ją rozerwać, byle tylko dostać się do skóry
Severusa. - Teraz moja kolej. - Rzucił się do przodu, wpijając
się wargami w obojczyk mężczyzny i napierając na niego z
taką siłą, że Severus musiał podeprzeć się
ręką, żeby nie przewrócić się na łóżko.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Co za uparty chłopak... - usłyszał ciche westchnięcie i
poczuł dłoń mężczyzny, wplatającą mu
się we włosy i zaciskającą się na nich.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Skóra Severusa pachniała tak zniewalająco... Harry czuł
zioła i cynamon i coś cierpkiego i... i wszystkie te aromaty, które
zawsze unosiły się wokół Severusa niczym dodatkowa peleryna i
które przywoływały wspomnienia... tak wiele wspomnień.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Zawsze dostaję to, czego chcę - wyszeptał z ustami
wciśniętymi w szyję mężczyzny, rozpinając kolejne
guziki szaty.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Dłoń wpleciona w jego włosy zacisnęła się mocniej
i Harry mruknął cicho, czując ukłucie bólu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ale tylko wtedy, gdy ci na to pozwolę - odparł Snape.</p><empty-line /><empty-line /><p>
"Tak ci się tylko wydaje" - pomyślał Harry, ale nie
powiedział już tego głośno.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oderwał wargi od szyi mężczyzny i ponownie przysunął
je do jego ucha.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wiedział, jaki jest Severus. Niedostępny. Skryty. Otoczony swą
peleryną niczym barierą, której nikt nie może przekroczyć.
Nigdy się nie obnażał. Nie odsłaniał. Żadnego
skrawka siebie. Ani duszy, ani ciała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I tylko Harry... tylko on jeden poznał go całego. Tylko on
zobaczył go bez maski, bez peleryny, bez żadnego okrycia. Tylko on
jeden zobaczył prawdziwego Severusa Snape'a.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I tylko on znał sposób na to, jak tego dokonać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chcę poczuć twoje nagie uda na swoich pośladkach, kiedy
będziesz we mnie wchodził... - wyszeptał żarliwie wprost do
jego ucha i w tej samej chwili usłyszał gwałtownie wciągane
powietrze. - Chcę czuć twoje ciało, twoją skórę...
wszędzie na sobie... ocierającą się o mnie przy każdym
pchnięciu... - Delikatnie polizał płatek ucha Severusa i
poczuł, że mężczyzna zaczyna niekontrolowanie
drżeć. - Chcę przesiąknąć twoim zapachem, twoim
potem... tak głęboko, by już nigdy nie dało się go
zmyć...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Z gardła Severusa wydobył się niski, zachrypnięty pomruk.
Wykorzystując swą chwilową przewagę, Harry delikatnie
wsunął dłoń pod na wpół rozpiętą szatę
mężczyzny i musnął palcami twardy sutek.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, reakcja była niemal natychmiastowa.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus jęknął głośno, a jego ciało
zesztywniało na moment i Harry poczuł, że ręka
mężczyzny puszcza jego włosy i przesuwa się na dół, po
jego karku i plecach, a potem znika. Odsunął się i spojrzał
w dół.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus rozpinał swoją szatę. I kiedy Harry przesunął
swój wzrok na jego twarz, poczuł tak silne i gwałtowne uderzenie
gorąca, że zakręciło mu się w głowie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus dyszał ciężko, wpatrując się w niego
nienaturalnie rozszerzonymi oczami. Harry oblizał wargi i skierował wzrok
na jego klatkę piersiową. Wsunął drugą dłoń
pod materiał szaty, dotykając głębokiej blizny
przecinającej mostek i kończącej się na żebrach. Nie
potrafił zapanować nad drżeniem rąk. Tak bardzo za tym
tęsknił... Za każdą z tych blizn, za tą jasną,
lekko szarawą skórą, za ciemnymi brodawkami, wyłaniającymi
się powoli spod czerni materiału, za naciągniętą
wokół żeber skórą, za tym szczupłym, wręcz chudym
ciałem...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zagryzł wargę, delikatnie obrysowując kciukiem brązową
brodawkę i trącając ją. Severus zaczął
dyszeć jeszcze ciężej, jakby każdy oddech przynosił mu
jedynie ból. Ale Harry nie potrafił przestać. Objął palcami
drugi sutek i ścisnął go lekko, czując jak twardnieje pod
wpływem jego dotyku i jak oddech Severusa zanika na chwilę, by po
chwili uderzyć go w twarz swym gorącem.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie mógł już dłużej czekać. Chciał go jak
najszybciej! Teraz!</p><empty-line /><empty-line /><p>
Zsunął ręce w dół i zaczął rozpinać dolne
guziki szaty. Nie wiedział, czyje ręce bardziej drżały, ale
miał wrażenie, że z każdym guzikiem temperatura podnosi
się, a atmosfera zagęszcza tak bardzo, że i on zaczął
mieć poważne problemy z oddychaniem. Pomógł Severusowi
zsunąć z ramion szatę i znajdującą się pod
nią koszulę i nie czekając na nic więcej, rzucił
się do przodu, atakując ustami chłodną skórę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Merlinie, jak straszliwie tęsknił za jego smakiem! Lekko
słonawym, odrobinę gorzkim, ze szczyptą, ale jedynie
szczyptą słodyczy, którą zaczynało się czuć
dopiero po kilku pocałunkach, tak jakby była ukryta głęboko
pod skórą i dopiero kontakt z ustami Harry'ego pozwalał jej
wypłynąć na powierzchnię.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Całował jego pierś i blizny, mrucząc z przyjemności i
przesuwając dłońmi po barkach i łopatkach Severusa, nie
potrafiąc powstrzymać swoich rąk przed badaniem i
zapamiętywaniem ich faktury i budowy, każdej kości
wystającej spod skóry i każdej nierówności, którą
napotykały jego palce. Obejmował wargami skrawki skóry i ssał,
coraz mocniej i mocniej, w miarę jak jęki Severusa przybierały
na sile, a dłoń, która ponownie zanurzyła się w jego
włosach, zaciskała się na nich i odciągała jego
głowę, by choć na chwilę dać sobie odrobinę
wytchnienia. By choć na moment uwolnić się od jego
wygłodniałych ust i zachłannych dłoni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale Harry walczył. Za każdym razem, kiedy Severus go
odciągał, rzucał się do przodu jeszcze agresywniej,
przywierając do jego skóry i ciała i nie potrafiąc pozbyć
się wrażenia, że to wciąż za mało, że
chciałby jeszcze więcej, że najchętniej stopiłby
się z nim, ale nie pozwalają mu na to fizyczne ograniczenia i nigdy
nie nasyci się nim do końca.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oderwał się od niego dopiero wtedy, kiedy całkowicie
pozbawił się tchu i z braku tlenu zaczęło mu się
kręcić w głowie. Dysząc ciężko, z
zaczerwienionymi policzkami i obolałymi, wilgotnymi wargami,
położył głowę na jego ramieniu, oplatając go
rękami i przyciskając się do niego z taką siłą,
jakby pragnął, by ich ciała wchłonęły się
wzajemnie i nie pozostało już nic, co mogłoby ich
rozdzielić. Poczuł, że ramiona Severusa również go
oplatają, a dłonie przesuwają się po jego plecach i szyi w
niecierpliwym tańcu i dopiero po kilku chwilach zrozumiał, że te
z trudem artykułowane sylaby wydobywające się z ust Severusa,
oznaczają:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Rozbierz się.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Uhm - mruknął nieprzytomnie, próbując uwolnić się z
objęć Severusa. - Kiedy tylko mnie puścisz.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Usłyszał ciche syknięcie i ramiona Severusa zniknęły,
a po chwili także całe jego ciało, gdy mężczyzna
przesunął się na bok, by Harry mógł usiąść
na łóżku, opuścić nogi na podłogę i
sięgnąć do swoich butów, pozbywając się
błyskawicznie zarówno ich, jak i skarpetek oraz spodni, uważając
jednocześnie, by ukryta w nogawce buteleczka nie zabrzęczała
przy upadku na podłogę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus także zsunął się z łóżka, aby
zdjąć buty, a kiedy się wyprostował i Harry spojrzał
na jego nagą klatkę piersiową i przesunął wzrok
niżej, przez ciemne włoski, ciągnące się od pępka
i ginące pod paskiem czarnych spodni i zatrzymał swoje spojrzenie na
jego kroczu... przez chwilę myślał, że się udusi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Merlinie... widział to tak wyraźnie. Olbrzymie wybrzuszenie w
spodniach Severusa, zdające się niemal przebijać przez
materiał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Niecierpliwie sięgnął ku niemu obiema rękami, pragnąc
jak najszybciej uwolnić go ze spodni.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego ręce drżały tak bardzo, że niemal nie kontrolował
swoich ruchów. Udało mu się rozpiąć guzik, ale kiedy
sięgnął do zamka i próbował go rozsunąć,
usłyszał głośny syk Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ostrożnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Spojrzał w górę. Severus obserwował go swymi czarnymi jak
smoła oczami. Włosy opadły mu na twarz, ukrywając ją w
cieniu i Harry'emu wydawało się, że nie widzi nic poza dziwnym
blaskiem, który płonął głęboko na dnie jego
źrenic.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pod wpływem tego spojrzenia, jego żołądek wykonał
kilka solidnych przewrotów, zanim w końcu uspokoił się na tyle,
by Harry mógł szeroko otwartymi oczami obserwować, jak Snape
odtrąca jego ręce i sam sięga do rozporka, rozsuwając go
powoli, jakby każdy ruch sprawiał mu ból... I kiedy Harry go
ujrzał... jak prostuje się sprężyście w jego kierunku,
zaczerwieniony na czubku, nabrzmiały, masywny, pokryty drobną
siatką żył, wyrastający z gęstwiny czarnych
włosków... fala żaru, która zatopiła jego umysł i
lędźwie, była tak obezwładniająca, że przez
chwilę nie był w stanie nawet się poruszyć,
pozwalając, by jego dłonie samowolnie zacisnęły się na
spodniach mężczyzny, zsuwając mu je do ud, a potem do kolan i
nie wiedział nawet kiedy, ale Severus już stał przed nim całkowicie
nagi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I Harry mógł... nareszcie mógł...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Drżąc niczym w febrze, uniósł dłoń i ostrożnie
owinął ją wokół trzonu penisa Severusa. Czuł, jak
pulsuje mu pod palcami, tętniąc przepływającą przez
niego krwią, rozgrzany tak bardzo, że niemal parzył...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Taki gorący... - wyszeptał, oblizując wyschnięte nagle
wargi. - Taki twardy... spragniony...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Powietrze wypełnił niski, gardłowy pomruk i Harry miał
wrażenie, że ten dźwięk wnika mu pod skórę,
podrażniając wszystkie zakończenia nerwowe, a umysł
wypełniając mgłą.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Boże, tak bardzo pragnął go skosztować... chociaż
odrobinę...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Pochylił się do przodu, otwierając usta, ale nagle poczuł
dłoń łapiącą go za włosy i
odciągającą jego głowę do tyłu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nie rób tego... - Szept Severusa przypominał bardziej ochrypły
jęk. - Ja...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus nie musiał dokańczać, aby Harry zrozumiał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie wypuszczając z dłoni jego penisa, uklęknął na
łóżku i uniósł drugą dłoń do jego twarzy,
dotykając chłodnego policzka i łagodnie gładząc go
palcami. Spojrzenie Severusa, dziwnie odległe i nieco zamroczone,
zagłębiło się w jego oczach i Harry miał
wrażenie, jakby Severus spadał... wprost w niego, zanurzając
się w jego duszy całym sobą... bez niczego, co
zamortyzowałoby upadek, jakby było mu już wszystko jedno, czy
zdoła się wydostać, czy nie... jakby Harry był jedynym,
czego potrzebował do istnienia.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego twarz niespodziewanie znalazła się znacznie bliżej i Harry
poczuł jego ciepłe wargi na swoich, obejmujące je łagodnie
i język zagłębiający mu się w ustach i nagle
opadał razem z nim. W dół, w dół, tam gdzie nikt ich nie
znajdzie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jego plecy dotknęły chłodnej pościeli, a Severus
przykrył go swoim ciałem i na jakiś czas świat
przestał istnieć, dopóki pieszczące jego usta wargi nie
zniknęły, a Severus nie przesunął się na bok,
sięgając po coś ręką i dopiero po trzasku zamykanej
szafki, Harry zrozumiał, po co. Westchnął cicho, kiedy
poczuł wilgotną dłoń Severusa, rozchylającą mu
nogi i drugą, wsuwającą mu się pod kark i
unoszącą jego głowę.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Otworzył oczy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus. Był tutaj. Przy nim. Tak blisko, jak nigdy wcześniej. I
patrzył na niego tymi niezwykłymi oczami. I Harry wiedział, co
się za nimi kryje. Coś tak nieprawdopodobnie silnego,
nieokiełznanego, tak... pięknego...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nikt nigdy nie patrzył na niego w taki sposób. I Harry wiedział...
że już nie spojrzy...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jednak w tej samej chwili wszelkie myśli rozproszyły się,
ponieważ erekcja mężczyzny naparła na jego wejście i
Severus wszedł w niego. Powoli i delikatnie. I Harry czuł, jak
Severus wypełnia go swoim penisem i swoim pragnieniem, wypełnia całą
tę przerażającą pustkę, którą odczuwał w
sobie przez dwa ostatnie tygodnie... wypełnia go tak, jakby został do
tego stworzony... jakby przez całe życie czekał na to, by w
końcu znaleźć miejsce, w którym będzie tak doskonale
pasował... i tym miejscem był Harry.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Owinął ramiona wokół szyi Severusa i pozwolił, by
mężczyzna zagłębił się w nim, wydając z
siebie głośne westchnienie... i Harry widział
rozlewającą mu się po twarzy przyjemność i coś
jeszcze... emocje. Silne, mieniące się emocje, których
mężczyzna nie próbował nawet ukryć, a które
płynęły po jego twarzy falami i Harry próbował je
wychwycić, ale było ich zbyt wiele...</p><empty-line /><empty-line /><p>
I zobaczył ich jeszcze więcej, kiedy Severus ostrożnie
wysunął się z niego i nie odrywając spojrzenia od jego
oczu, zagłębił się w nim ponownie, wydając z siebie
coś pośredniego pomiędzy jękiem a westchnieniem i
pozwalając, by jego powieki przymknęły się z rozkoszy.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Boże, był tak gorący... i był w nim, głęboko w
nim... i ta przyjemność była zbyt silna, zbyt... wyczekiwana.
Harry zamknął oczy, rozkoszując się cudownym uczuciem
rozpierania i sposobu, w jaki to chłodne, nieco kościste ciało
ocierało się o jego skórę, stapiając się z nią i
jak ciężki, wilgotny oddech Severusa łaskotał mu
ramię... i jak twarde wargi wbiły się w nie, gdy Severus
ponownie wysunął się z niego na moment i zanurzył, tak
głęboko, jak tylko był w stanie, a Harry przyjął go w
całości, unosząc biodra i drżąc.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Severus był przy nim, nad nim i w nim, ale to jeszcze było zbyt
mało. Harry pragnął wypełnić nim swe dłonie, swe
usta. Zaczął błądzić palcami po jego plecach, na
pamięć odszukując wrażliwych miejsc na skórze, podczas gdy
pchnięcia Severusa przyspieszyły i Harry miał coraz większe
problemy z zachowaniem przytomności umysłu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale udało mu się. Odnalazł je. Dokładnie pod prawą
łopatką. I wystarczyło, że lekko je musnął, by
Severus spiął się, znieruchomiał i wydał z siebie
gardłowy jęk, zaciskając zęby na ramieniu Harry'ego. Och,
ale nawet ten ból był przyjemny... ponieważ przynosił ze
sobą słodkie uczucie satysfakcji... że tylko on, Harry, ma tak
wielką władzę nad tym mężczyzną...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Kolejne wrażliwe miejsce odnalazł na lewym boku, tuż pod
pachą. I tym razem reakcja Severusa była jeszcze
gwałtowniejsza... jego ciałem wstrząsnął tak silny
dreszcz, że Harry poczuł, jak przechodzi również na niego i
Severus znowu na chwilę zamarł, próbując złapać urwany
nagle oddech. I Harry usłyszał przepełniony ogniem szept,
ogrzewający mu skórę na ramieniu:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ty mały złośliwcu...</p><empty-line /><empty-line /><p>
I Severus pchnął. Ale już wcale nie delikatnie. Harry jęknął,
wyginając się gwałtownie w łuk, kiedy poczuł
gorący niczym lawa czubek erekcji mężczyzny uderzający w
ten najwrażliwszy punkt w jego wnętrzu.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Merlinie, skąd Severus tak doskonale wiedział, gdzie go
znaleźć? Skąd wiedział, jak w niego wejść, by roztopić
wszystkie mięśnie w jego ciele?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Jęk Harry'ego utonął jednak w ustach Severusa, które
zamknęły mu się na wargach w krótkim, namiętnym
pocałunku. I Harry nie chciał, by Severus przerywał,
ponieważ wiedział, że kiedy tylko oderwie usta, znowu zrobi...</p><empty-line /><empty-line /><p>
O boże! Kolejne pchnięcie było niczym smagnięcie biczem.
Jakby jego lędźwie przeszył prąd, tak bolesny, że to
aż niemożliwe, że nie przepalił mu skóry. I Harry znowu
poczuł, jak Severus unosi mu głowę, przyciągając go do
jeszcze żarliwszego pocałunku.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I znowu pchnął. Jeszcze gwałtowniej, jeszcze mocniej.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry krzyknął, zatapiając paznokcie w jego plecach. Miał
wrażenie, jakby był na karuzeli. Smagnięcie. I jego usta
tonące pod naporem warg Severusa. Uderzenie. I znowu uczucie, jakby Snape
pragnął wgryźć mu się w wargi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry starał się złapać oddech, ale Severus nie
pozwalał mu na to. Powietrze przecinały na przemian jego krzyki i
urywane pomruki, kiedy próbował krzyczeć w obezwładniające
go usta mężczyzny. Jego uda trzęsły się, a całe
ciało drżało z wysiłku i tę niekończącą
się torturę przerwał dopiero zdyszany szept Severusa:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Czy mi się wydaje, czy masz już dosyć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry przełknął ślinę i nie będąc w stanie
otworzyć sklejonych od kurczowego zaciskania oczu, pokiwał
żarliwie głową.</p><empty-line /><empty-line /><p>
A niech go...!</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Nadal będziesz próbował się ze mną drażnić?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry rozchylił odrobinę powieki, spoglądając wprost w
świdrujące, rozpalone oczy i odparł nieco zdartym głosem:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Wiesz, że tak.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Nie sądził, że to możliwe, aby oczy Severusa mogły
rozpalić się jeszcze bardziej, ale nie zdołał zobaczyć
nic więcej, gdyż Severus wszedł w niego jednym płynnym
pchnięciem, objął go i uniósł w górę, siadając na
piętach i sadzając Harry'ego okrakiem na swoich kolanach. Dopiero
teraz Harry poczuł, jak bardzo wilgotna i spocona była skóra
mężczyzny, ale po jego plecach również spływały krople
potu. Severus przyciągnął go do siebie jeszcze bliżej i
wtedy Harry ponownie usłyszał ten niski, żarliwy szept,
wnikający mu niemal pod skórę:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Teraz ty pokaż, na co cię stać.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Oczy Harry'ego rozbłysły. Wplótł jedną rękę w
wilgotne włosy Severusa, przywierając do niego jeszcze mocniej,
drugą oplótł go za szyję i powoli uniósł się na
kolanach, czując jak rozgrzany penis wysuwa się z niego,
pozostawiając po sobie pustkę, którą Harry natychmiast zapragnął
na powrót wypełnić tą twardą, pulsującą
lawą. Opadł na niego z taką siłą, że jego
włosy owionął przeciągły syk pełen dzikiej
przyjemności.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Och, Harry wiedział, jak to robić. Doskonale wiedział, jak
zaspokoić Severusa i wszystkie jego perwersyjne potrzeby... wiedział,
jak wznosić się i opadać, z jaką szybkością, z
jaką siłą i natężeniem, w jaki sposób unosić
biodra, delikatnie zmieniając ich położenie w trakcie nabijania
się na twardą erekcję mężczyzny.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I uwielbiał obserwować wtedy twarz Severusa... sposób, w jaki
otwierał usta, odchylając głowę do tyłu, w jaki
łapczywie łapał powietrze... chwile, w których jego powieki
unosiły się, by nakarmić się widokiem Harry'ego i ponownie
opadały, zbyt ciężkie od doznań, by pozostać otwarte.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale najprzyjemniejszy ze wszystkiego był sposób, w jaki ich spocone,
śliskie ciała ocierały się o siebie. Jego penis -
uwięziony pomiędzy dwoma rozgrzanymi ciałami,
wciśnięty pomiędzy gładkie podbrzusze Harry'ego i pokryte
krótkimi, kłującymi włoskami podbrzusze Severusa - niemal
skamlał z przyjemności, pulsując coraz silniej i silniej, jakby
w każdej chwili mógł eksplodować i tylko krótkie przerwy
ratowały Harry'ego przed wzbierającym w lędźwiach
żarem. Pozwalało mu to przedłużać tę
najdoskonalszą chwilę, rozkoszując się każdą
minutą zbliżenia, każdą sekundą...</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ale w końcu nadszedł taki moment, w którym Harry musiał
przerwać, w którym jego uda drżały od wysiłku, a po ciele
spływał pot i był zbyt zmęczony, by kontynuować, nawet
jeżeli jego ciało wrzeszczało z potrzeby i pragnęło
jeszcze więcej, jeszcze, jeszcze...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chcesz więcej...? - wyszeptał do ucha Severusa, trącając
nosem wilgotne kosmyki hebanowych włosów i próbując złapać
urywany oddech. - Czy może masz już dosyć?</p><empty-line /><empty-line /><p>
Mężczyzna przesunął twarz i wzrok Harry'ego został pochwycony
przez rozpalone spojrzenie ciemnych oczu. Jednak zbyt późno dostrzegł
w nich drapieżny błysk.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- A ty? - zapytał cicho Severus, łapiąc niespodziewanie jego
pośladki, unosząc je w górę i wchodząc w Harry'ego z
taką siłą, że uderzenie, które nastąpiło w jego
wnętrzu, posłało iskry nawet w koniuszki palców u stóp,
wywołując wstrząs tak silny, że mógł on
zakończyć się tylko jednym. Trzęsieniem ziemi.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry zacisnął powieki, czując wypływające spod nich
łzy. Jego ciało zamieniło się w reaktor doznań i
już sam nie wiedział, gdzie kończy się
przyjemność, a zaczyna on, gdzie następują eksplozje, a
gdzie pochłania go ogień. Gdzie się podziały jego
porozrywane na strzępy zmysły, a gdzie utrzymujące go w pionie
mięśnie. Wydawało mu się, że słyszy odległy
szept Severusa, ale otaczający go szum bezdźwięcznych wybuchów i
własnego krzyku skutecznie uniemożliwił mu zrozumienie go.
Miał wrażenie, że dochodzi i dochodzi i że ta
przyjemność nigdy się nie zakończy, dopóki ostatnia kropla
spermy nie wytrysnęła na ich ciała.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Minęło kilka długich chwil, zanim napięte do granic
możliwości mięśnie rozluźniły się, z jego
piersi wyrwało się głębokie westchnienie, a głowa
opadła mu bezwładnie na ramię Severusa. Drżał tak
bardzo, jakby jego ciało trawiła wysoka gorączka. Dopiero po
jakimś czasie zorientował się, że dłoń Severusa
uspokajająco gładzi go po plecach i włosach.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Musiał kilka razy przełknąć ślinę, by w
końcu udało mu się wydobyć z siebie cichy, ochrypły
szept:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Chciałbym, żeby jutro nigdy nie nadeszło. Nie chcę
cię opuszczać. Moje miejsce jest tutaj, przy tobie...</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Ciii... - Dłoń Severusa wplotła się w jego włosy, a
druga przesunęła na kark, gładząc go łagodnie
koniuszkami palców. - Nie myśl o tym. Wciąż tu jesteśmy.
Jeszcze nigdzie się nie wybierasz. - Szept Severusa był cichy i
kojący, ale nie był w stanie powstrzymać łez, które
niepostrzeżenie wymknęły się spod powiek Harry'ego i
spadły na nagie ramię mężczyzny. Na ułamek sekundy w
powietrzu zawisła cisza. Ale niemal natychmiast przerwał ją
zachrypnięty szept Severusa: - Chodź do mnie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Harry poczuł dłonie Severusa obejmujące jego twarz i
przyciągające ją do własnej... a po chwili gorące
wargi, zamykające jego usta w czułym, delikatnym pocałunku. I
Harry nie wiedział, jak nazwać to uczucie, które w nim wtedy wezbrało...
ale było tak ciepłe, tak... jasne... że nawet największe
ciemności nie mogłyby go zgasić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Westchnął, kiedy wargi Severusa oderwały się na moment od
jego warg i mężczyzna wyszeptał wprost w jego usta:</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Pomimo wszelakich masek, które przyjdzie nam założyć... zawsze
będziesz mój.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I Harry ponownie poczuł oplatające go mocno ramiona. I
napierające na niego ciało, kierujące ich obu z powrotem na
łóżko. Jego nagie plecy dotknęły chłodnej
pościeli, a Severus opadł na niego, przygniatając go do materaca
i wysuwając się z niego tak powoli, jakby każdy centymetr,
którym znajdował się poza gorącym wnętrzem Harry'ego
przynosił mu jedynie cierpienie.</p><empty-line /><empty-line /><p>
- Mój! - Z tym ostatnim słowem, będącym czymś pomiędzy
zwierzęcym warknięciem a pozbawionym tchu okrzykiem, wszedł w
Harry'ego ostrym, gładkim pchnięciem, zagłębiając
się w nim z tak nieposkromioną potrzebą, jakby pragnął
na zawsze pozostawić w nim swój ślad, wypalić go tak
głęboko, by nigdy nie wyblaknął i by Harry nigdy o nim nie
zapomniał.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Ciało Severusa spięło się, a z jego ust wyrwał
się długi, skamlący jęk, podobny do wycia rannego
zwierzęcia i Harry poczuł rozlewającą się po jego
wnętrzu falę gorąca, jedną i drugą i kolejną... i
wydawało się, że Severus nie przestanie dochodzić i że
zgniecie go w swych ramionach, drżąc tak bardzo, jakby miał
rozpaść się na kawałki i tylko uścisk Harry'ego
utrzymywał go w całości. Jego biodra podrygiwały
konwulsyjnie, a usta haustami łapały powietrze i dopiero po bardzo
długiej chwili jego ciało rozluźniło się i Severus
opadł na Harry'ego, wgniatając go w materac i przyciskając
otwarte usta do jego nagiego ramienia z taką siłą, jakby
próbował go pogryźć.</p><empty-line /><empty-line /><p>
I nagle powietrze wypełniło się jedynie parującą
ciszą. Taką, która powstaje, kiedy pożar już ucichnie i
nagle okazuje się, że jego siła była tak rażąca,
że nie pozostało już nic, co mogłoby się chociaż
tlić.</p><empty-line /><empty-line /><p>
Wszystko spłonęło.</p>

<p>64. What have you done</p><empty-line /><p>Let me wake up in your arms</p>

<p>Hear you say it's not alright</p>

<p>Let me never see the sun</p>

<p>Let us be so dead and so gone</p>

<p>So far away from life</p>

<p>Close my eyes</p>

<p>Hold me tight</p>

<p>And bury me deep inside your heart*</p><empty-line /><p>Część 1</p><empty-line /><p>Harry nieznacznie rozchylił
rozgrzane powieki. Otaczała go gęsta cisza, przypominająca
niewidzialną zasłonę odgradzającą go od
zewnętrznego świata. Słyszał jej szelest w oddechu Severusa
owiewającym mu czoło i poruszającym kosmykami włosów, które
łaskotały mu skronie.</p>

<p>Widział w oddali drgający
leniwie płomień świecy, jednak wszystko było tak rozmyte,
iż miał wrażenie, jakby jej światło zamieniło
się we mgłę, snującą się wstęgami w kierunku
sufitu.</p>

<p>Nie. Wzrok nie był mu w tej
chwili do niczego potrzebny. Ponownie przymknął powieki i
głęboko wciągnął do płuc intensywnie ziołowy
zapach Severusa, wtulając twarz w jego nagą pierś i oplatając
go ramieniem w pasie, tak jakby chciał przygarnąć go do siebie
jeszcze bliżej.</p>

<p>Słyszał powolny rytm serca
Severusa, pulsujący pod skórą w regularny, uspokajający sposób.
Przypominał tykanie zegara, które Harry słyszał w dormitorium
przed zaśnięciem.</p>

<p>Nie miał pojęcia, czy
Severus śpi, czy nie. Nie wiedział, ile czasu minęło.
Bał się poruszyć. Bał się, że nawet
najlżejszy ruch może zburzyć tę chwilę. Chwilę
zawieszenia pomiędzy dwoma przepaściami. Chwilę
krótkotrwałego spokoju. Chwilę na zaczerpnięcie oddechu
pomiędzy huraganem, a wybuchem wulkanu.</p>

<p>Westchnął
głęboko, owiewając ciepłym oddechem skórę
mężczyzny. Czuł, jak czarne, śliskie macki myśli
próbują przedrzeć się do jego umysłu i zburzyć ten
spokój, ale nie pozwalał im na to. Nie zniszczą go.</p>

<p>Był teraz tutaj. Z Severusem.
Bezpieczny. Nic więcej się nie liczyło. Nie w tej chwili.</p>

<p>Potem mogą go nawet
rozedrzeć na strzępy.</p>

<p>Dłoń Severusa,
obejmująca jego ramiona i zanurzona w jego włosach, poruszyła
się, przeczesując palcami ciemne kosmyki.</p>

<p>- Wydajesz się być
spięty - usłyszał cichy szept.</p>

<p>Harry oblizał wargi.</p>

<p>- Nie chciałem cię
obudzić - odparł cicho. Miał wrażenie, że każdy
dźwięk przypomina wbijany w ciszę sztylet, rozcinający
otaczającą ich zasłonę na kawałki.</p>

<p>- Nie śpię już od
jakiegoś czasu.</p>

<p>- Ja też nie - mruknął
Harry.</p>

<p>- Zauważyłem - odparł
Severus z nutą kpiny w głosie. - Wiercisz się tak, że przez
jakiś czas zastanawiałem się, czy cię nie
spetryfikować.</p>

<p>Harry uśmiechnął
się pod nosem.</p>

<p>- Dlaczego tego nie
zrobiłeś?</p>

<p>- Ponieważ istniało ryzyko,
iż wówczas zakleszczyłbyś mnie w tak silnym uścisku,
że już w ogóle nie dałbym rady się od ciebie uwolnić.</p>

<p>- Mógłbyś użyć na
mnie którejś ze swoich klątw - wyszeptał Harry, czując,
że jego serce zaczyna bić nieco mocniej, kiedy przed oczami
pojawił mu się obraz Severusa w szatach Śmierciożercy, bez
wahania rzucającego najbrutalniejsze i najboleśniejsze klątwy na
swoje ofiary.</p>

<p>Odpowiedź nadeszła dopiero
po dłuższej chwili.</p>

<p>- Mógłbym. Więc lepiej mnie
nie prowokuj.</p>

<p>Harry poderwał głowę,
spoglądając prosto w zmrużone oczy Severusa.</p>

<p>- Naprawdę rzuciłbyś
na mnie klątwę?</p>

<p>- Ujmę to w ten sposób... -
zaczął Severus, oblizując wargi i badawczo przypatrując
się zaintrygowanej twarzy Harry'ego. - Czy słyszałeś
historię o lwie, który przygarnął młodą gazelę i
zaczął się nią opiekować?</p>

<p>Harry pokręcił
głową, zaskoczony tym nagłym pytaniem. Wiedział o lwach
tylko tyle, ile udało mu się obejrzeć w programach telewizyjnych
podczas wakacji u Dursleyów, kiedy nikogo poza nim nie było w domu. Były
to groźne drapieżniki, które swoje ofiary rozrywały na
strzępy. Nigdy nie słyszał, by...</p>

<p>- Czy z własnej woli
zbliżyłbyś się do tego lwa? - zapytał po chwili
Severus.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>- Raczej nie.</p>

<p>- Dlaczego?</p>

<p>- Ponieważ to lew. Mógłby
mnie pożreć.</p>

<p>- Jak więc sądzisz:
dlaczego zaopiekował się kimś, kogo jedyną
życiową funkcją było zostanie jego posiłkiem?</p>

<p>Harry wzruszył ramionami.</p>

<p>- Może ta gazela była, nie
wiem... jakaś wyjątkowa.</p>

<p>Nastała chwila ciszy, ale zanim
Harry zdążył ponownie spojrzeć na Severusa,
usłyszał kolejne pytanie:</p>

<p>- Czy myślisz, że lew
stał się przez to mniej niebezpieczny?</p>

<p>Harry pokręcił
głową.</p>

<p>- A czy myślisz, że
byłby w stanie pożreć tę gazelę... gdyby głód
zajrzał mu w oczy?</p>

<p>Harry zamyślił się.
Czuł na sobie badawcze spojrzenie Severusa, pochłaniające jego
twarz i nie pozwalające odwrócić wzroku.</p>

<p>- Nie - odparł po chwili
zdecydowanym tonem. - W końcu... to on sam ją wybrał.
Sprzeciwił się swoim instynktom. Myślę, że
pożarłby wszystkich wokół. Ale gazelę zostawiłby
nietkniętą.</p>

<p>Harry zobaczył, jak w
kąciku ust Severusa pojawia się zmarszczka przypominająca
uśmiech.</p>

<p>- Jesteś tego absolutnie pewien?
- zapytał mężczyzna, przyglądając się Harry'emu
błyszczącymi oczami.</p>

<p>Harry czuł się dziwnie pod
wpływem tego spojrzenia. Jakby... jakby Severus poddawał go próbie.</p>

<p>- Tak - odparł z naciskiem.</p>

<p>- Cóż za niespotykana... wiara -
powiedział cicho Severus i Harry odniósł dziwne wrażenie,
że miał zamiar powiedzieć coś zupełnie innego.</p>

<p>- Jak to się
skończyło? Co się stało z gazelą?</p>

<p>Twarz Severusa
ściągnęła się.</p>

<p>- Oddaliła się, kiedy lew
odpoczywał. I została pożarta przez innego lwa.</p>

<p>Serce Harry'ego zatrzymało
się na moment. I doznał nieprzyjemnego wrażenia, jakby
gwałtownym szarpnięciem zamieniło się miejscami z
żołądkiem.</p>

<p>- A co... co się stało z
lwem?</p>

<p>- Nikt tego nie wie.</p>

<p>Harry opuścił
głowę i przytulił policzek do piersi Severusa.</p>

<p>- A więc ta historia kończy
się źle.</p>

<p>- Cóż... nie mogła
zakończyć się inaczej.</p>

<p>Harry zacisnął usta,
jeszcze mocniej wtulając się w zagłębienie pomiędzy
ramieniem, a klatką piersiową Severusa. Przymknął powieki,
poddając się gładzącej go po włosach dłoni. W
takich chwilach jak ta, kiedy Severus był tuż obok, kiedy nie
przysłaniało go nic, poza okrywającą ich obu kołdrą,
kiedy po prostu obejmował Harry'ego i pozwalał mu się do siebie
tulić... w takich chwilach Harry'emu zdarzało się
zapominać, kim naprawdę jest leżący obok niego
człowiek. Zdarzało się, że nie potrafił
pojąć, jak to możliwe, że ta sama dłoń, która tak
delikatnie gładzi teraz jego włosy, potrafi zadawać
niewyobrażalne cierpienia, że potrafi z taką
bezwzględnością rzucać klątwy, odbierać
życie...</p>

<p>Ale Severus zawsze znalazł
jakiś sposób, by mu o tym przypomnieć, nawet w najmniej spodziewanym
momencie. Nawet nie wprost...</p>

<p>I teraz Harry nie potrafił
powstrzymać obrazów napływających mu do głowy. Obrazów,
które ujrzał w umyśle Severusa. Obrazów, które poraziły
wszystkie jego zmysły i pokryły ciało gęsią
skórką.</p>

<p>- Dlaczego
przyłączyłeś się do Voldemorta?</p>

<p>Pytanie padło nagle. Nie
planował go.</p>

<p>Poczuł, jak mięśnie
Severusa napinają się.</p>

<p>Nie spodziewał się
odpowiedzi. Pamiętał, jak kilka razy próbował nawiązać
do tego tematu, ale Severus za każdym razem zręcznie go omijał.</p>

<p>Już otwierał usta, aby
cofnąć pytanie, ale wtedy usłyszał niski, zachrypnięty
szept:</p>

<p>- Był odpowiedzią na wszystkie
moje pragnienia. Dał mi to, czego szukałem. Rozumiał mnie. A
raczej tak mi się wtedy wydawało... Myślałem, że przy
jego boku nareszcie będę mógł stać się tym, kim
zechcę. Że przyświeca mu jakiś cel. Że chce
zmienić świat. Ale bardzo szybko okazało się, jak bardzo
się pomyliłem. Zbyt późno dostrzegłem, że był
jedynie ogarniętym obsesją szaleńcem, a ja z własnej woli
stałem się jego marionetką. I że dla kogoś, kto raz
wstąpił w jego szeregi, nie ma drogi powrotnej...</p>

<p>Severus przerwał i Harry dopiero
teraz wypuścił wstrzymywane powietrze. Przełknął
ślinę i powiedział tak cicho, jak tylko był w stanie:</p>

<p>- Ale tobie się udało.</p>

<p>Nie wiedział dlaczego, ale to
stwierdzenie sprawiło, że wargi Severusa wykrzywił gorzki
grymas.</p>

<p>- Tak. Udało mi się.
Odnalazłem tę drogę. Zwróciłem się do jedynego
czarodzieja, którego Czarny Pan kiedykolwiek się obawiał. Ale
okazało się, że była to ślepa uliczka. Wynurzyłem
się z jednego bagna, by zanurzyć się w następnym. Jeszcze
bardziej grząskim i krępującym ruchy.</p>

<p>- Ale przecież mogłeś
odejść - przerwał mu Harry. - W każdej chwili, kiedy
wszyscy myśleli, że Voldemort zginął. Nie
musiałeś tu zostawać. Dumbledore nie mógłby cię
zatrzymać.</p>

<p>- Nie musiał mnie
zatrzymywać - powiedział cicho Severus i Harry'emu wydawało
się, że w jego głosie pojawiła się gorycz. - W
desperacji ludzie popełniają czasami największe błędy
swojego życia. A Dumbledore był przebiegły. W zamian za
darowanie mi życia i ochronę, wymógł na mnie złożenie
Wieczystej Przysięgi. Miałem mu służyć do dnia, w
którym Czarny Pan raz na zawsze wyzionie ducha.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>Wieczysta Przysięga? Chyba
gdzieś rzuciło mu się to w oczy podczas przekopywania się
przez księgi w Dziale Zakazanym...</p>

<p>- To ten magiczny rytuał, który
sprawia, że jeżeli złamie się tę przysięgę,
to się umiera? - zapytał, podrywając głowę i
spoglądając na Severusa.</p>

<p>Mężczyzna wydawał
się być zaskoczony tym pytaniem, jakby nie spodziewał się,
że Harry może cokolwiek wiedzieć na ten temat, ale jego
zaciśnięte usta sugerowały, że nie ma zamiaru mu
odpowiedzieć.</p>

<p>Ale nie musiał. Ponieważ
Harry już wszystko rozumiał i to było... było...</p>

<p>- I Dumbledore kazał ci ją
złożyć? - zapytał, patrząc na Severusa szeroko
otwartymi oczami. - A potem... posyłał cię do Voldemorta,
wiedząc, że jeżeli pójdziesz, to możesz zginać, ale
jeżeli mu się sprzeciwisz i nie pójdziesz, to także zginiesz?
Przecież to... to... - Nie potrafił znaleźć odpowiednich
słów.</p>

<p>Pamiętał
nienawiść, która przebijała we wspomnieniach Severusa.
Trującą, palącą nienawiść. I o ile zawsze rozumiał
nienawiść do Voldemorta, to tak samo wielka nienawiść do
Dumbledore'a, nawet jeżeli opierająca się na ewidentnych
powodach, wydawała mu się jednak odrobinę przesadzona. Ale teraz
wszystko stało się oczywiste. I nie potrafił uwierzyć, po
prostu nie potrafił, że Dumbledore, ten sam Dumbledore, który
ukazywał siebie jako dobrodusznego, sprawiedliwego staruszka o
roziskrzonych oczach, mógł w tak perfidny sposób wykorzystywać
drugiego człowieka, nawet jeżeli ów człowiek miał sporo na
sumieniu.</p>

<p>- To nieludzkie - zdołał w
końcu wykrztusić.</p>

<p>- Żaden człowiek, który
dzierży w swych rękach władzę, nie dostał się na
sam szczyt tylko z powodu miłego usposobienia i zamiłowania do
dropsów cytrynowych - odparł kwaśno Snape. - A Dumbledore zawsze
potrafił manipulować ludźmi w taki sposób, że nie
zauważyliby sznurków, do których są uwiązani, nawet gdyby
się o nie potknęli.</p>

<p>Harry opuścił
głowę i ponownie położył ją na piersi Severusa.</p>

<p>Właściwie to nigdy się
nad tym nie zastanawiał, ale to rzeczywiście było dla niego nieco
dziwne, że najmroczniejszy czarodziej świata obawia się
miłego staruszka z długą siwą brodą. Nawet pomimo
całej wiedzy Dumbledore'a i mocy, którą posiadł... no
właśnie. Przecież moc nie bierze się znikąd. Trzeba
ją szlifować jak diament całymi latami. A żeby
szlifować diament, trzeba mieć naprawdę ostre dłuto.</p>

<p>- Dlaczego w ogóle... - Harry
zawahał się. "Wpakowałeś się w to wszystko"
nie brzmiało raczej zachęcająco. - Dlaczego w ogóle
zacząłeś interesować się Czarną Magią?</p>

<p>Minęła dłuższa
chwila, zanim nadeszła odpowiedź i Harry zaczął już
wątpić, czy w ogóle nadejdzie.</p>

<p>- Byłem wtedy w twoim wieku -
powiedział cicho Severus. Jego głos wydawał się nieco
odległy, jakby próbował wrócić myślami do tamtego okresu. -
Pochłaniałem wiedzę haustami i wciąż było mi
mało. Ale oczywiście najbardziej interesowało mnie to, czego nie
można było dowiedzieć się na lekcjach. Jak doskonale wiesz,
nie należałem raczej do osób towarzyskich... - Severus zawiesił
na chwilę głos. - A odstawanie od grupy nigdy nie sprzyja budowaniu
pozytywnych relacji z tymi, dla których przynależność do grupy
jest wartością nadrzędną i wyznacznikiem wartości. Z
tego też powodu nie byłem zbyt lubiany w szkole, a to z kolei
zrodziło nieukierunkowaną agresję, która musiała w
końcu znaleźć dla siebie ujście. Zacząłem
więc eksperymentować... - Nastąpiła dłuższa
chwila ciszy, tak jakby Severus selekcjonował swoje myśli,
decydując, które może Harry'emu pokazać, a których nie. - Zacząłem
otwierać swoją duszę na to, co mogło nakarmić tę
agresję. Schodziłem coraz niżej i niżej, a każdy
kolejny stopień był jak otwieranie kolejnych drzwi i wpuszczanie
ciemności coraz głębiej i głębiej. Aż w
końcu nadszedł taki moment, w którym przestałem to
kontrolować. Chociaż wciąż łudziłem się,
że w każdej chwili mogę przestać. - Czy mu się
wydawało, czy głos Severusa stał się jeszcze bardziej
zachrypnięty? - Stworzyłem wtedy kilka silnych, trwale
okaleczających klątw. Włożyłem w nie całą
swoją duszę. Ale testowanie ich na zwierzętach nie
wystarczało. Pragnąłem okaleczyć nimi tych, których
nienawidziłem. I właśnie wtedy pojawił się Czarny
Pan...</p>

<p>Severus nie powiedział nic
więcej, ale nie musiał, ponieważ Harry błyskawicznie
dopasował do siebie elementy układanki i wszystkie niewiadome
złożyły się nagle w jedną, spójną całość.</p>

<p>- To dlatego tak konsekwentnie
zabraniałeś mi się uczyć Czarnej Magii - powiedział
cicho, wpatrując się w drgający miękko, rozmyty
płomień świecy. - Nie chciałeś, żebym podążył
tą samą drogą.</p>

<p>- A ty równie konsekwentnie mi
się sprzeciwiałeś - odparł cierpko Severus. - No bo
przecież każdy, kto próbuje ci czegokolwiek zabronić, jest tylko
przeszkadzającym ci w rozwoju, nic nie rozumiejącym głupcem, a
jakiekolwiek zakazy czy reguły są dla wszystkich oprócz ciebie.</p>

<p>Harry zacisnął usta.</p>

<p>- Chyba trochę to wyolbrzymiasz,
Severusie - mruknął niewyraźnie.</p>

<p>- Wyolbrzymiam? - W głosie
Severusa zabrzmiało tak nasączone kpiną zdumienie, że Harry
niemal poczuł je na swojej skórze. - Powiedz mi więc, czy
chociaż raz w całym swoim życiu posłuchałeś rady
kogoś, kto miał zupełnie inne zdanie niż ty, w sytuacji, w
której byłeś przekonany, że to właśnie ty masz
rację?</p>

<p>Harry zamyślił się.</p>

<p>Myślał o tym, jak podczas
pierwszej lekcji latania wzbił się w powietrze, nawet pomimo
wyraźnego zakazu pani Hooch i protestów Hermiony. No ale przecież
musiał odebrać przypominajkę Neville'a... O tym, jak profesor
McGonagall zabroniła mu szukać na własną rękę
Kamienia Filozoficznego. No ale przecież nie mógł pozwolić, by
zdobył go Voldemort... O tym, że nie wolno mu było
podróżować do szkoły latającym samochodem. No ale
przecież musiał się jakoś dostać do Hogwartu... O tym,
że nie wolno mu było opuszczać domu wujostwa. No ale
przecież oni byli dla niego straszni... O zakazach dotyczących
poruszania się nocą po zamku, szczególnie wtedy, kiedy wszyscy
podejrzewali, że po szkole grasuje zbiegły morderca. No ale
przecież zawsze było coś bardzo ważnego do
załatwienia... O tym, że nie wolno mu było przebywać w
Hogsmeade. No ale wszyscy mogli chodzić do Hogsmeade, więc i on
miał do tego prawo... O przepisach wprowadzanych przez Dolores Umbridge.
No ale przecież one i tak były całkowicie pozbawione sensu i
stworzone tylko po to, by utrudnić im życie...</p>

<p>Cóż. Wychodziło chyba na
to, że za każdym razem potrafił znaleźć "no
ale" i postąpić, w jego mniemaniu, w najlepszy sposób. Ale gdyby
nie to... nie trafiłby do drużyny Quidditcha, nie powstrzymałby
Voldemorta, nie dotarłby do Hogwartu, nie odnalazłby Komnaty Tajemnic
i nie dokonałby całej masy innych rzeczy. Więc w ostatecznym
rozrachunku... wychodziło na to, że postępował
słusznie.</p>

<p>- Może i masz trochę
racji... - powiedział cicho, unosząc nieco głowę i
spoglądając prosto w przypatrujące mu się czarne oczy. -
Ale gdybym słuchał tych wszystkich rad, to nigdy nie udałoby mi
się dokonać czegoś tak niemożliwego... - zawiesił na
chwilę głos i oblizał wargi - ...jak zdobycie ciebie. -
Zobaczył niewielki rozbłysk głęboko na dnie
przypatrujących mu się oczu. - Tak samo, jak nigdy nie złapałbym
swojego pierwszego Znicza, ani nie...</p>

<p>- Nawet się nie waż porównywać
mnie do Znicza, Potter - wycedził Severus, świdrując go
rozdrażnionym spojrzeniem.</p>

<p>Harry szybko ukrył uśmiech,
przyciskając policzek do jego piersi.</p>

<p>- No ale musisz przyznać,
że bardzo pomógł mi w tym seks. Pewnie gdybyśmy się tak
często nie pieprzyli, to oddałbyś mnie Voldemortowi...</p>

<p>Odniósł wrażenie, że
powietrze ochłodziło się nagle i temperatura spadła do
mocno poniżej zera. Zerknął na Severusa, który wpatrywał
się w niego twardym, zupełnie niepodatnym na jego żarty
spojrzeniem.</p>

<p>- Uważasz, że to zabawne?</p>

<p>Harry odchrząknął,
próbując przełknąć łaskoczące go w gardło
parsknięcie.</p>

<p>- Teraz wszystko wydaje mi się
zabawne - odparł ze słabym uśmiechem. - Całe to... -
Machnął ręką w nieokreślonym kierunku. - To
wszystko... to jak myślałem, że mnie nienawidzisz... to, jak
bardzo rzeczywistość może różnić się od prawdy...
- Nie zauważył nawet, kiedy i w jaki sposób do jego głosu
wdarła się gorzka nuta. Przesunął dłonią po skórze
Severusa, dotykając palcami przecinającej mostek blizny. - To, jak
ktoś tak zimny może być jednocześnie tak ciepły... i
jak można tego nie zauważyć. - Usłyszał, jak Severus
wciąga powietrze. Harry przymknął powieki i jeszcze mocniej
przycisnął policzek do jego piersi.</p>

<p>- Do tego trzeba być Gryfonem -
odparł Severus doskonale wyważonym tonem i Harry miał duży
problem z rozszyfrowaniem jego intencji.</p>

<p>- Bardzo zabawne - mruknął
w końcu.</p>

<p>- Dlaczego sądzisz, że
żartuję? - zapytał poważnie Severus. - Jesteś typowym
przedstawicielem swojego domu, z tym że wszelkie jego negatywne cechy
wydają się mieć znacznie większy wpływ na twoje
postępowanie niż jakiegokolwiek innego Gryfona - powiedział
mężczyzna i nawet, jeżeli wydawało się, że na
początku jego stwierdzenie miało być jedynie zaczepką, to
teraz zaczęło przeradzać się w coś znacznie
poważniejszego. - Ale liczę na to, że od teraz zaczniesz
panować nad swoim lekkomyślnym zachowaniem, ponieważ doskonale
zdajesz sobie sprawę z tego, o jaką stawkę toczy się gra. -
Ostatnie zdanie nie było pytaniem. Raczej stwierdzeniem. Z sugestią
rozkazu. - Masz być czujny i mieć oczy szeroko otwarte. Pomimo
wszelkich środków ostrożności, niebezpieczeństwo nie
zniknie. - Głos Severusa stał się jeszcze niższy i twardszy
i Harry poczuł, że mężczyzna przyciąga go bliżej
do siebie, jeszcze mocniej otaczając go ramieniem. - Ale przysięgam,
że zabiję każdego, kto spróbuje się do ciebie
zbliżyć.</p>

<p>Serce Harry'ego zabiło tak
mocno, jakby pragnęło połamać mu żebra.</p>

<p>- Wiem - wyszeptał cicho,
przełykając ślinę i próbując uspokoić to, co
kłuło go w piersi. - Dlatego zabiłeś Blackwooda. Bo
chciał... on chciał...</p>

<p>- Tak. Blackwood popełnił
ten jeden, niewybaczalny błąd. Dlatego spotkała go
śmierć.</p>

<p>Harry przypomniał sobie
niewyobrażalne zaskoczenie na ukrytej pod strzechą potarganych
włosów twarzy. I przypomniał sobie również zupełnie inny
wyraz tej twarzy. Bezlitosny, przepełniony chorym uniesieniem.</p>

<p>- To wspomnienie z nim i z
tobą... - zaczął nieco niepewnie, nie bardzo wiedząc jak
ująć w słowa to, co go trapiło. - Co się
właściwie stało z tymi chłopcami?</p>

<p>- Zabiłem ich - odparł
krótko Severus i Harry miał naprawdę ogromny problem z wychwyceniem
jakichkolwiek emocji w jego głosie, tak jakby mężczyzna
próbował je skrzętnie ukryć.</p>

<p>- Ale czy oni...?</p>

<p>- Musiałem ich zabić,
inaczej Blackwood wykorzystałby ich w najbrutalniejszy i najohydniejszy
sposób, zanim pozbawiłby ich życia.</p>

<p>Harry doskonale wiedział, o
jakim sposobie mówił Severus, ale jego umysł wciąż nie
potrafił objąć bezmiaru okrucieństwa, które ujrzał we
wspomnieniach mężczyzny.</p>

<p>- Masz na myśli, że...</p>

<p>- Tak, Potter. Zgwałciłby
ich. Każdy, kto miał pecha poznać Blackwooda, wiedział,
że nic nie sprawiało mu tak ogromnej przyjemności jak zabawianie
się ze swoimi ofiarami. Oszczędzę ci jednak szczegółów, w
jaki sposób to robił.</p>

<p>Harry mocniej zacisnął
powieki, odcinając się od napływających szybko obrazów,
które pokrywały jego ciało gęsią skórką i
więziły oddech w płucach.</p>

<p>- To potworne - wyszeptał po
chwili, chociaż wiedział, że to słowo nawet w połowie
nie oddaje tego, co stało się udziałem bezbronnych ofiar tego opętanego
psychopaty.</p>

<p>- Kiedy Czarny Pan wysłał
nas na jedną z misji, przeczuwałem, że wynikną z tego tylko
problemy. I nie myliłem się. Blackwood upatrzył sobie pewną
placówkę... - Głos Severusa był głuchy i bardzo
odległy, jakby samo wspomnienie wystarczyło, aby do jego duszy
wkradła się ciemność. - Oczywiście musiałem
odegrać należycie swoją rolę i udawać że
zniżyłem się do jego wynaturzonego poziomu... do poziomu zwykłego
zwierzęcia, pozbawionego jakichkolwiek ludzkich odruchów, który swoje
życie zamienił w jałową wegetację, a duszę w
trujący ściek... Ale nawet pomimo zamkniętych drzwi i
wyciszających zaklęć... - Severus zawiesił głos, a
Harry wstrzymał oddech. - ...do tej pory pamiętam ich błagania i
krzyki. - Szept Severusa był ledwie słyszalny, ale wystarczył,
żeby Harry poczuł bolesny dreszcz przenikający całe jego
ciało. Był przekonany, że jest pierwszą osobą, której
Severus powiedział o tym wspomnieniu.</p>

<p>- To było twoje najgorsze
wspomnienie? - zapytał cicho. Miał wrażenie, że jakikolwiek
głośniejszy dźwięk może rozbić ten kruchy,
szklany pomost, który rozciągał się teraz pomiędzy nimi.</p>

<p>- Nie. - Severus westchnął
ciężko. - Najgorszą chwilą była ta, w której
wyszedłeś stąd rano po naszej ostatniej nocy i
słyszałem twoje oddalające się kroki... i wiedziałem,
że cię straciłem.</p>

<p>Harry przypomniał sobie to, co
widział we wspomnieniach. Moment, w którym Severus stał z czołem
opartym o drzwi i dłonią zaciśniętą na klamce i
wszystko wokół niego gasło, pochłaniane przez nieprzebytą,
gęstą ciemność.</p>

<p>Czy on tak samo będzie się
czuł, kiedy... kiedy już niedługo...?</p>

<p>- Dla mnie najgorszą chwilą
była ta, w której wyszedłem z myślodsiewni. I zobaczyłem
cię, takiego niewzruszonego, podczas gdy ja rozpadałem się na
kawałki... i pobiegłem później na błonia. Wszędzie był
śnieg i... i było tak straszliwie zimno. I kiedy Hagrid mnie
znalazł i ocknąłem się w szpitalu... byłem już
zupełnie kimś innym. Jakby napadło mnie całe stado
Dementorów i wyssali ze mnie wszystko, aż nie zostało prawie nic.</p>

<p>Dłoń Severusa mocniej zacisnęła
mu się we włosach.</p>

<p>- Wiesz, że musiałem to
zrobić.</p>

<p>- Wiem.</p>

<p>- Musiałem cię
odsunąć. Jak najdalej.</p>

<p>- Wiem.</p>

<p>- Nawet za cenę tego, kim
się stałeś.</p>

<p>Harry zacisnął usta.
Severus nie musiał mu tego tłumaczyć.</p>

<p>- Nie wiem, kim się stałem.
Miałem wrażenie, jakbym był w jakiejś śpiączce. I
dopiero, kiedy zemdlałem i ocknąłem się w szpitalu...
dopiero wtedy poczułem się tak, jakbym wybudził się z tej
śpiączki. Ja... musiałem wyczuć w jakiś sposób
twoją obecność.</p>

<p>- Niepotrzebnie to zrobiłem -
powiedział nagle Severus i Harry wyczuł w jego głosie delikatny
zgrzyt.</p>

<p>Poderwał głowę i
spojrzał na niego, marszcząc brwi.</p>

<p>- Niepotrzebnie? Uważasz,
że to... - wskazał na siebie, a później na Severusa - ...że
to jest niepotrzebne? - Zagryzł wargę, nie potrafiąc znaleźć
odpowiednich słów. - Nigdy nie spotkało mnie nic piękniejszego.</p>

<p>Zobaczył, że usta Severusa
rozchylają się, ale zanim zdążyło się z nich
coś wydobyć, mężczyzna odzyskał nad nimi kontrolę
i zacisnął je mocno.</p>

<p>- Nie oszukasz mnie -
kontynuował Harry, patrząc prosto w czarne, połyskujące
dziwnie oczy. - To ty pierwszy przyszedłeś do szpitala.
Zaryzykowałeś, ponieważ tak bardzo chciałeś mnie
zobaczyć. Trzymałeś mnie za rękę. Nie mogłeś
mnie zostawić.</p>

<p>Rysy mężczyzny
wyostrzyły się nagle, a brwi zmarszczyły.</p>

<p>- Byłeś nieprzytomny...
musiałem... Do diabła, w tamtej chwili nie myślałem
racjonalnie. Nie wiedziałem, że moja obecność aż tak
na ciebie wpłynie. Gdybym wiedział, to...</p>

<p>- Postąpiłbyś inaczej?
- zapytał szybko Harry, uważnie obserwując czarne źrenice, które
przesuwały się po jego twarzy.</p>

<p>Severus nie odpowiedział.</p>

<p>I to była wystarczająca
odpowiedź. Wystarczająca do tego, by serce Harry'ego
wypełniło się ciepłem.</p>

<p>- Wiesz... - powiedział Harry,
wciąż nie odrywając spojrzenia od twarzy mężczyzny -
...zaraz po tym, jak się ocknąłem i to wszystko
zaczęło wracać... miałem sen erotyczny. O tobie.</p>

<p>Severus wyglądał tak, jakby
zachłysnął się powietrzem. Ale bardzo szybko się
opanował.</p>

<p>- A więc to był ten powód,
dla którego postanowiłeś upić się do nieprzytomności.</p>

<p>Harry ponownie położył
głowę na piersi mężczyzny.</p>

<p>- Wiem, że to było
głupie i nieodpowiedzialne...</p>

<p>Severus skwitował to jedynie
głośnym prychnięciem.</p>

<p>- Ale mam coś na swoje
usprawiedliwienie - dodał Harry, zerkając na Severusa.</p>

<p>- Tak?</p>

<p>- W tamtej chwili nie
myślałem racjonalnie.</p>

<p>Oczy Snape'a błysnęły
złowrogo i Harry szybko ukrył uśmiech, opuszczając
głowę i wtulając się w mężczyznę.</p>

<p>Przez jakiś czas panowała
cisza. Wydawała się jednak iskrzyć, tak jakby wszystkie emocje,
którymi nasiąknęła podczas rozmowy, wciąż unosiły
się w powietrzu, nie dając o sobie zapomnieć. Po pewnym czasie,
kiedy zaczęła się już wyciszać, a iskry zamieniły
się w delikatny szron spokoju, który osiadł na pościeli i ich
skórze, Harry odezwał się cicho:</p>

<p>- Severusie... mogę cię
jeszcze o coś zapytać?</p>

<p>- Czy jeśli powiem
"nie", to powstrzyma cię to w jakikolwiek sposób?</p>

<p>Harry zastanowił się.</p>

<p>- Nie.</p>

<p>Severus skwitował to milczeniem,
ale to milczenie miało w sobie pazury.</p>

<p>- No więc... - zaczął
niepewnie Harry, nie bardzo wiedząc, jak ująć w słowa to, o
co chciał zapytać - ...tak się zastanawiałem... bo wiem,
że ją przeczytałeś... to znaczy tę kartkę,
którą upuściłem przed myślodsiewnią... i jestem
ciekawy... co o niej myślisz?</p>

<p>- Cóż... - zaczął
Severus wyważonym tonem, tak jakby próbował ubrać swą
wypowiedź w odpowiednie słowa. - Biorąc pod uwagę twoje
zdolności oratorskie... myślę, że wzniosłeś
się na wyżyny elokwencji.</p>

<p>- Czyli... podobało ci się?
- zapytał niepewnie Harry.</p>

<p>- Powiedzmy, że raczej...
prześladowało mnie to.</p>

<p>- Ale... pogniotłem ją
trochę - wydukał Harry.</p>

<p>- Nie szkodzi. Wyprostowałem.</p>

<p>Merlinie, dlaczego kiedy
dochodziło do rozmów o uczuciach, to obaj przypominali próbujących
prowadzić się nawzajem upośledzonych ślepców w ciemnym
tunelu?</p>

<p>- I wstawiłeś ją do gabloty
- kontynuował Harry, przypominając sobie ukryte za szkłem
prezenty, które podarował Severusowi. - Widziałem. W laboratorium...</p>

<p>Nagle Harry doznał
wrażenia, jakby powietrze się ochłodziło, a dłoń
mężczyzny mocniej zacisnęła mu się we włosach.</p>

<p>- Tak, widziałeś -
wyszeptał Severus. - Chociaż nie powinno cię tutaj być...</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się i chłopak poczuł oblewający go zimny pot i
opadające na jego skórę chłodne odłamki otaczającej
ich szklanej bariery.</p>

<p>O cholera! Nie powinien był o
tym wspominać! Dlaczego to zrobił? Dlaczego?!</p>

<p>- Włamałeś się do
moich komnat... - kontynuował Snape, a temperatura spadła tak bardzo,
jakby nagle do pomieszczania wdarli się Dementorzy. Jego głos
także stawał się coraz chłodniejszy. - Nie myśl,
że o tym zapomniałem. Czekałem tylko, aż sam poruszysz ten
temat. Włamałeś się tu w konkretnym celu...</p>

<p>"Nie, proszę, nie pytaj o
to!" - krzyk w myślach Harry'ego coraz bardziej przybierał na
sile, a przyjemne ciepło, które jeszcze chwilę temu otulało jego
serce, stało się zaledwie wspomnieniem.</p>

<p>- Próbowałeś zdobyć
to, od czego powinieneś trzymać się z daleka...</p>

<p>Harry zacisnął powieki i
przylgnął do Severusa z taką siłą, jakby bał
się, że zaraz coś go od niego odciągnie. Czuł, jak
okrywające ich zasłony spokoju opadają na podłogę.
Całkowicie porwane.</p>

<p>- A teraz powiedz mi... do czego
potrzebowałeś tego eliksiru? - Napięcie w głosie Severusa
niemal dotykało skóry Harry'ego.</p>

<p>Jak to dobrze, że
mężczyzna nie widział w tej chwili jego twarzy. Harry nie
byłby w stanie ukryć huraganu emocji, który przywołało to
pytanie, ponieważ z całą przerażającą mocą
uświadomił sobie nagle, że powód, dla którego się tutaj
zakradł... przestał mieć znaczenie w chwili, w której
dowiedział się prawdy. Ponieważ teraz, kiedy już
wiedział... kiedy leżał tuż przy Severusie, w jego
objęciach, kiedy wszystko w końcu wydawało się... tak
piękne... teraz ten powód stał się tak bardzo nieistotny, tak
odległy, tak nierealny... że nawet dla niego był
niezrozumiały.</p>

<p>Chociaż... ten
porażający strach, towarzyszący mu przez ostatnie dni,
wciąż był realny. Wibrował tuż pod skórą.
Zepchnięty na samo dno, zdziczały strach, którego udało mu
się pozbyć jedynie na kilka krótkich, spędzonych razem chwil...
a który teraz, po tym pytaniu, przebudził się na nowo.</p>

<p>- Potter?</p>

<p>Harry dopiero po chwili
usłyszał przedzierający się z trudem do jego uszu głos
Severusa i poczuł, że mężczyzna unosi głowę i
spogląda na niego.</p>

<p>Cholera, zbyt długo nie
odpowiadał!</p>

<p>Jeszcze bardziej wtulił twarz w
jego pierś, aby Severus nie mógł dostrzec wyrazu jego oczu, po czym
odchrząknął, nerwowo szukając w głowie wiarygodnego
wytłumaczenia.</p>

<p>- Ja... pomyślałem sobie,
że może mi się przydać. Kiedyś. W
przyszłości. Że może będę mógł go jakoś
użyć, jeżeli Voldemort zaatakuje Hogwart.</p>

<p>Cisza i chłód, które
nadpłynęły od Severusa, sprawiły, że Harry
zagryzł wargę i zacisnął powieki, wiedząc, iż to
wyjaśnienie było tak naiwne, że nawet on miałby
trudności z uwierzeniem w nie.</p>

<p>Musiał coś jeszcze
dodać.</p>

<p>- Pomyślałem, że
może... skoro to trucizna... nie wiem, że można na przykład
nasączyć nią strzałę albo coś innego i
zranić nią Voldemorta. Myślisz, że to byłoby
możliwe? W końcu to ty uwarzyłeś ten eliksir.</p>

<p>- Możliwe, z
pewnością, ale czy wykonalne albo skuteczne? Wątpię -
odparł cicho Severus i czy Harry'emu się tylko wydawało, czy
jego głos zabrzmiał jakoś tak... odlegle? - To zbyt niewielka
dawka, aby wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę. Czarny Pan bez
trudu by ją zwalczył. Może go co najwyżej osłabić
na krótką chwilę.</p>

<p>- Na krótką chwilę... -
Harry uczepił się ostatniego zdania. Czyli jednak istniała
jakakolwiek szansa. Jakakolwiek inna droga, choćby była
nieprawdopodobnie stroma i prowadziła jedynie nad przepaść.
Pozostało jedno pytanie: czy może sobie pozwolić na tę
walkę? Czy warto zaryzykować i spróbować innego sposobu? Jeszcze
kilka godzin temu odpowiedziałby, że nie i z zamkniętymi oczami
poszedł na śmierć. Ale teraz... wszystko się zmieniło.
- Czyli można go tym osłabić. A osłabiony, nie będzie
już tak potężny...</p>

<p>- Nawet osłabiony, Czarny Pan
wciąż pozostaje najpotężniejszym czarodziejem wszech
czasów.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie buntu.</p>

<p>- Ale przecież musi istnieć
jakiś sposób. Ten eliksir musi na niego jakoś zadziałać.
Przecież to ty go uwarzyłeś i...</p>

<p>- Dlaczego tak się interesujesz
tym eliksirem? - Pytanie padło nagle, tnąc powietrze niczym lodowy
skalpel i Harry poczuł, że język przykleja mu się do
podniebienia.</p>

<p>Zagalopował się.</p>

<p>Ale był ciekaw. Chciał
się dowiedzieć czegokolwiek. To była jego ostatnia szansa. Za
kilka godzin...</p>

<p>Przełknął
ślinę.</p>

<p>Co miał odpowiedzieć? Jakie
kłamstwo wymyślić tym razem?</p>

<p>- Spójrz na mnie. - W głosie
Snape'a wyczuł zniecierpliwienie. I coś jeszcze. Coś, co
próbowało wedrzeć się do jego duszy, rozrywając ją
drżącymi palcami.</p>

<p>Niepokój.</p>

<p>- Po prostu jestem ciekawy - odparł
cicho, starając się brzmieć tak beztrosko, jakby mówił o
pogodzie.</p>

<p>Nie chciał spoglądać
na Severusa. Nie mógł. Wiedział, że jeżeli to zrobi,
mężczyzna wszystkiego się domyśli.</p>

<p>- Myślisz, że uwierzę
w te brednie? Masz natychmiast na mnie spojrzeć. - Głos Severusa
zmienił się. Stał się zimny. Ostry.</p>

<p>- A dlaczego miałbym się
tym nie interesować? - odparł pytaniem Harry, mając
wrażenie, że grunt powoli usuwa mu się spod stóp.</p>

<p>Musi stąd uciec! Już za
dużo czasu minęło... Nie może tu zostać ani chwili
dłużej! Inaczej Severus...</p>

<p>Czując, że pocą mu
się ręce, oderwał je od skóry Severusa i z bijącym mocno
sercem, uniósł się na łokciu.</p>

<p>- Muszę się napić -
wyszeptał, uwalniając się z uścisku Severusa i
podnosząc z pościeli. - Zaraz wrócę.</p>

<p>Ani razu nie spoglądając w
stronę mężczyzny, wsunął na siebie spodnie i buty i
sięgnął po porwaną koszulę.</p>

<p>Wystarczy, że się stąd
wydostanie. Potem jakoś to będzie... Miał eliksir. Miał
szansę.</p>

<p>Miał cel.</p>

<p>Gdyby sprawy nie przybrały
takiego obrotu, nie miał pojęcia, jak zdołałby z
własnej woli stąd wyjść. Opuścić te ciepłe
ramiona, to łóżko, te komnaty... wiedząc, że nigdy tutaj
nie powróci. Przedłużał tę chwilę i
przedłużał, spychając gdzieś bardzo głęboko
zadanie, które go czekało.</p>

<p>Wyczuwał na sobie
sztyletujące go spojrzenie ciemnych oczu. Nienawidził tego uczucia.
Uczucia, jakby to spojrzenie rozbierało go na kawałki.
Podążało za nim, obserwując każdy jego ruch,
analizując.</p>

<p>Ruszył ku drzwiom, czując
zapierające dech w piersiach pragnienie, by się odwrócić. By
spojrzeć na niego po raz ostatni. By jeszcze raz przylgnąć
wargami do jego ust i odcisnąć na nich swój ślad.</p>

<p>Ale nie mógł. To byłby jego
koniec.</p>

<p>Na drżących nogach
wszedł do słabo oświetlonego salonu i z trudem odszukał
swoją porzuconą na podłodze różdżkę i okulary.
Szybko rzucił zaklęcie reperujące i założył
koszulę na ramiona, ale w momencie, w którym podnosił z ziemi
pelerynę-niewidkę, poczuł świst magii, peleryna
wyrwała mu się z rąk, a jego serce zatrzymało się
gwałtownie.</p>

<p>Poderwał się i
spojrzał w stronę sypialni.</p>

<p>Severus stał z uniesioną
różdżką, ubrany jedynie w czarne spodnie, trzymając w
dłoni pelerynę Harry'ego, a jego wzrok...</p>

<p>Harry przełknął
ślinę i wciągnął głęboko powietrze,
próbując uciszyć nagły atak paniki, który wypełnił go
duszącym przerażeniem.</p>

<p>- Wybierasz się
dokądś? - zapytał Severus doskonale opanowanym, chłodnym
głosem. - To może wydać ci się nieprawdopodobne, Potter,
ale posiadam w swych komnatach dosyć spory zapas różnego rodzaju trunków,
które w dostatecznym stopniu ugasiłyby twoje pragnienie. Nie musisz od
razu wybierać się aż nad jezioro, aby się czegoś
napić. - Ironia, którą włożył w ostatnie słowo,
zawisła w powietrzu niczym zbyt mocno napompowany balon, który w każdej
chwili groził eksplozją.</p>

<p>Harry czuł, że zaczyna
się dusić.</p>

<p>Był idiotą, jeżeli
sądził, że Severus chociaż na ułamek sekundy da
się nabrać na jego kłamstwa. Ale ten jeden ułamek sekundy w
zupełności by mu wystarczył...</p>

<p>- Ja chciałem...
zaczerpnąć świeżego powietrza. - Tak, brnął
dalej. Chociaż doskonale wiedział, jak może się to
skończyć. - Nagle zrobiło mi się duszno i...</p>

<p>- Doprawdy? - Głos Severusa
ociekał lodem. - Jak to więc przewidująco z twojej strony,
że założyłeś buty... - Harry czuł na sobie
sztyletujący wzrok mężczyzny. Czuł, jak niemal wypala mu
rany na skórze, rozcinając ją niczym skalpelem i próbując
wedrzeć mu się w duszę. - Po raz ostatni mówię, że
masz na mnie spojrzeć!</p>

<p>Harry skulił się, niemal
wgnieciony w ziemię tonem Severusa.</p>

<p>Boże, niech on przestanie...
niech przestanie...</p>

<p>Jego oczy drżały, kiedy
wpatrywał się w podłogę, zaciskając pięści i
próbując pozbierać się do kupy.</p>

<p>- Co się dzieje? -
Usłyszał nagłe pytanie, kiedy w żaden sposób nie
zareagował na wydany przed chwilą rozkaz. I tym razem w głosie
mężczyzny wyczuł coraz wyraźniejsze, coraz bardziej
chropowate pęknięcie. - Co głupiego zrobiłeś, Potter?
I przysięgam, że jeżeli jeszcze raz spróbujesz obrazić mnie
równie żałosnym kłamstwem, to nie ręczę za siebie.</p>

<p>Harry zacisnął usta.
Już prawie nie mógł oddychać. Nie, kiedy Severus znajdował
się tak blisko, zaledwie kilka kroków od niego, a on nie mógł...
musiał...</p>

<p>Wystarczyło tylko...
wyrzucić to z siebie. Cały ten ciężar. Ten
paraliżujący strach. Zamknąć oczy i po prostu... tulić
się do tych czarnych szat. I już nigdy nie musieć wynurzać
się z obejmującej go ciemności.</p>

<p>Jego gardło było tak
ściśnięte i paliło tak bardzo, jakby ktoś wlał mu
w nie kwas, który przeżarł je na wylot, sprawiając, że
Harry nie był w stanie wydusić z siebie słowa.</p>

<p>Odwrócił się
gwałtownie, nie chcąc, by Severus to zobaczył.</p>

<p>To nie należało do niego.
To był jego sekret. Jego ciężar. Ciężar, który
już za parę godzin zniknie na zawsze.</p>

<p>I wtedy usłyszał głos
Severusa. Znacznie bliżej. Tuż za sobą.</p>

<p>- Co się stało? - Jego ton
stał się subtelniejszy, jakby Severus nie chciał go
spłoszyć. I Harry wyczuwał w nim znacznie większe...
zdenerwowanie. - Co próbujesz przede mną ukryć? Co chciałeś
zrobić?</p>

<p>Harry zacisnął powieki.</p>

<p>Nie. Niech do niego nie podchodzi!
Niech go zostawi! Niech pozwoli mu odejść.</p>

<p>- Potter? - Ostrożny dotyk na
ramieniu sprawił, że Harry gwałtownie otworzył oczy.</p>

<p>Zaledwie kilka godzin temu wszystko
wyglądało tak inaczej. Wystarczyło tylko wziąć eliksir
i pójść.</p>

<p>A teraz?</p>

<p>Zamknął oczy, odwrócił
się i rzucił do przodu, oplatając ramionami nagą klatę
piersiową Severusa i wtulając się w niego z taką
siłą, jakby pragnął się z nim stopić.</p>

<p>- Ja... naprawdę muszę
zaczerpnąć powietrza... duszno mi. Nie martw się. Nic się
nie stało.</p>

<p>Błagam, uwierz w to i mnie
puść. Błagam, błagam, błagam...</p>

<p>Severus poruszył się i Harry
poczuł łagodny dotyk na brodzie, unoszący jego twarz. Jeszcze
mocniej zacisnął powieki, chociaż niewiele brakowało, a
rozchyliłby je, kiedy poczuł gorący język,
wślizgujący mu się do ust niczym wąż. Kolana
ugięły się pod nim, a skórę pokryła misterna siatka
dreszczy. Twarde, wilgotne wargi przywarły ciasno do jego warg, a oddech
Severusa zmieszał się z oddechem Harry'ego.</p>

<p>Boże, to było tak
cudowne... uwielbiał, kiedy Severus całował go w ten sposób...</p>

<p>Jego dłonie mimowolnie
powędrowały w górę, wplatając się we włosy
mężczyzny, a wtedy Snape przygarnął go do siebie jeszcze
bliżej, pogłębiając pocałunek i penetrując
wnętrze ust Harry'ego z takim pragnieniem, jakby próbował wyssać
z niego duszę.</p>

<p>I nagle, w ułamku sekundy...
wargi i język zniknęły.</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
nagle zabrano mu powietrze i gwałtownie uniósł powieki.</p>

<p>Ujrzał przed sobą dwoje
idealnie czarnych oczu, wpatrujących się w niego z najwyższym
skupieniem.</p>

<p>I dokładnie w tej samej chwili
wszystko zaczęło wirować, rozmazując mu się przed
oczami. Jego dusza otworzyła się, niezdolna do obrony, poddając
się napierającej czerni i z pełnym otępienia
przerażeniem zrozumiał, że w tym właśnie momencie...
przegrał.</p>

<p>Otoczyła go ciemność.
Nieprzenikniona ciemność, przez którą spadał i spadał
i miał wrażenie, że trwa to w nieskończoność.
Gdzieś w oddali trzaskały drzwi, widział migające w oknach
światła, które mijał z ogromną prędkością,
ale nie potrafił się zatrzymać.</p>

<p>W końcu uderzył o
ziemię z taką siłą, iż całe powietrze
uleciało mu z płuc i odkrył, że znajduje się na samym
dnie głębokiej studni, w pomieszczeniu bez drzwi i okien, a jego
jedynym towarzyszem jest gęsty, wilgotny mrok. I że czai się w
nim coś lepkiego, coś o świszczącym oddechu,
owiewającym mu twarz lodowatym podmuchem.</p>

<p>Z przerażeniem wycofał
się pod ścianę, podkulając nogi i ukrywając
głowę pomiędzy kolanami.</p>

<p>Był sam. Zupełnie sam.</p><empty-line /><p>64. What have you done</p>

<p>Część 2</p>

<p>Ciemność przypominała
oleistą substancję wlewającą mu się do ust i nosa.
Lepką i gęstą, o nieprzyjemnym, cierpkim smaku,
przesiąkniętą zapachem rozkładu. Zdawała się
jedynie potęgować przeżerający mu wnętrzności
strach, owiewający jego twarz cuchnącym, świszczącym
oddechem.</p>

<p>Co miał zrobić? Jak
walczyć z czymś, czego nawet nie widział? Co wydawało
się niematerialne, a jednocześnie tak bardzo realne, iż
miał wrażenie, że wystarczy wyciągnąć
rękę, aby dotknąć tej czającej się w mroku grozy.
Dokąd uciec, skoro znajdował się w miejscu pozbawionym
wyjścia? Strącony na samo dno... czego? Gdzie znajdowało
się owo "miejsce"?</p>

<p>Wydawało mu się, że
zna odpowiedź, ale nie miał w sobie wystarczająco dużo
odwagi, aby chociaż pomyśleć o tym, by jej udzielić.</p>

<p>Mógł tylko kulić się i
czekać... ale na co?</p>

<p>Cisza była
przytłaczająca. Wypełniał ją jedynie ten paskudny,
świszczący oddech i niski, charczący warkot, niemal
zwierzęcy...</p>

<p>Dopiero po jakimś czasie Harry
zorientował się, że do jego uszu dobiega jeszcze jeden
dźwięk. Początkowo zniekształcony i przypominający
powracające echo, ale z czasem coraz wyraźniejszy. Jakby... nawoływanie.</p>

<p>I... tak, wyczuwał to coraz
wyraźniej. Czyjąś obecność. Emocje. Silne. Coraz
silniejsze.</p>

<p>Strach. Ale nie należący do
niego. Ten strach był zupełnie inny. Gorący niczym roztopiony
żelazny pręt i jednocześnie wystarczająco twardy, by
przebić się przez wszystko, co stanęłoby na jego drodze.</p>

<p>I zbliżał się.</p>

<p>Poszukiwał go.</p>

<p>Ale nie odnajdzie go. Nie odnajdzie,
jeżeli Harry nie da mu jakiegoś znaku. Jakiegokolwiek.</p>

<p>Severusie...</p>

<p>Wszystko zamarło. Ale tylko na
ułamek sekundy. I Harry poczuł uderzenie gorąca. I żar,
owijający się wokół niego niczym peleryna i
wyciągający go z czeluści.</p>

<p>I strach zmieniający się w
ulgę, otulający go przyjemnym ciepłem i unoszący, coraz
wyżej i wyżej, z dala od mroku i tego, co się w nim kryło.</p>

<p>A potem znowu dotknął
stopami podłogi. Podtrzymująca go siła zniknęła i
upadł na kolana. Powoli otworzył oczy i zamrugał, porażony
jasnością. Wszędzie wokół niego znajdowały się
szyby. A za nimi ujrzał...</p>

<p>...siebie. Szedł boso
korytarzem, ubrany w szpitalną piżamę, trzymając w
dłoni pióro, pergamin i buteleczkę z atramentem. Widział
swoją pozbawioną wyrazu twarz o pustych oczach. Twarz kogoś, kto
stracił wszystko i chciał odzyskać chociaż odrobinę.
Nawet jeżeli ceną za to miało być utracenie tego, co mu
pozostało.</p>

<p>Zobaczył, jak wchodzi do
sowiarni, odgarnia śnieg spod ściany, siada i zaczyna pisać.</p>

<p>Nie! Severus nie może tego
zobaczyć!</p>

<p>Myśl o czymś innym, o
czymś innym...!</p>

<p>Zacisnął powieki i
zasłonił uszy rękami, za wszelką cenę próbując
przypomnieć sobie uczucie, które towarzyszyło mu podczas ścigana
Złotego Znicza. Ale złota kulka rozmyła się po zaledwie
ułamku sekundy, zamieniając się w rozłożony na
kolanach pergamin i jego dłoń, zawieszoną nad pustą kartką.</p>

<p>Nie potrafił. Był zbyt
słaby, by mu przeszkodzić. Wyczuwał jego siłę. Unosiła
się wokół niczym zaginająca przestrzeń, gęsta aura,
zmuszając go... zmuszając go, by patrzył i przypominał
sobie. Każde, słowo, każdą swoją myśl.</p>

<p>I nie był w stanie tego
przerwać.</p>

<p>Dłoń opadła,
kreśląc na pergaminie pierwsze litery i w tej samej chwili Harry
usłyszał swoje własne myśli, chociaż z każdą
chwilą stawały się one coraz bardziej niewyraźne,
zagłuszane dziwnym, coraz głośniejszym brzęczeniem...</p>

<p>Spotkam się z tobą za dwa
tygodnie...</p>

<p>Głośny trzask,
przypominający uderzenie błyskawicy sprawił, że Harry
wzdrygnął się i szybko spojrzał na szybę przed
sobą. Drżała.</p>

<p>...będziesz mógł
zrobić ze mną, co zechcesz...</p>

<p>Drżenie zmieniło się w
wibracje. Harry odsunął się na środek, z przerażeniem
patrząc na pojawiające się na szkle pęknięcia.</p>

<p>...Snape ma wrócić do Hogwartu
cały i zdrowy...</p>

<p>Wiedział, że to już
koniec. Że jeszcze chwila i...</p>

<p>...jeśli dowiem się,
że coś mu się stało...</p>

<p>Zdążył
osłonić głowę rękami w tej samej chwili, w której
nastąpił potężny huk i szyby eksplodowały,
zasypując go odłamkami. Skulił się na środku
podłogi, słysząc jedynie brzęk opadającego wokół
szkła. I dopiero kiedy nastała całkowita cisza,
odważył się zabrać ręce i otworzyć oczy.</p>

<p>Wspomnienia dalej przewijały
się wokół niego, ale wydawały się chaotyczne, jakby
kierująca nimi siła była zbyt rozdarta wypełniającymi
ją emocjami, by nad nimi zapanować i by dokładnie im się
przyjrzeć.</p>

<p>I Harry widział
przenikający je ogień. Coraz silniejszy i silniejszy, spalający
doszczętnie każdą pojawiającą się chwilę i
zagłuszający swym trzaskiem echo jego własnych myśli.</p>

<p>Chwilę, w której otrzymał
odpowiedź od Voldemorta.</p>

<p>...Jeżeli się nie zjawisz,
nigdy więcej go nie zobaczysz. Nigdy...</p>

<p>Chwilę, w której
przypatrywał się z oddali stojącemu w drzwiach, rannemu
Severusowi.</p>

<p>Żył... Żył...
Dotrzymał słowa...</p>

<p>Lekcje z Luną i Tonks...</p>

<p>Jak mam go pokonać? Jak?
Zostało tak mało czasu...</p>

<p>Ostatnia lekcja Eliksirów...</p>

<p>Na następną lekcję? To
była moja ostatnia lekcja Eliksirów.</p>

<p>Zobaczył siebie, stojącego
przed drzwiami klasy i wpatrującego się w nie z takim wyrazem twarzy,
że mimowolnie poczuł dreszcz.</p>

<p>Tyle wspomnień...</p>

<p>Wreszcie ujrzał skulonego pod
ścianą chłopca w pelerynie niewidce i pomimo, że ogień
strawił już niemal wszystko, pożerając całą
scenę gorącymi płomieniami, zdołał usłyszeć
jeszcze niewyraźne, zagłuszone trzaskiem pożogi echo swych
myśli:</p>

<p>Nie pozostało już nic. Nic,
poza tą jedną, jedyną drogą.</p>

<p>Wypić eliksir...</p>

<p>Nie zdołał zobaczyć
już nic więcej. Płomienie pochłonęły wszystko,
łącznie z podłogą, na której klęczał i
poczuł jak coś wyciąga go na powierzchnię tego
wszechogarniającego żaru i odpycha. Zachwiał się,
poleciał kilka kroków do tyłu i wpadł na ścianę,
walcząc z zawrotami głowy.</p>

<p>Znów był w komnacie Snape'a.</p>

<p>Wypełniała go cisza. Cisza,
która zdawała się iskrzyć.</p>

<p>Harry powoli otworzył oczy. I
kiedy ujrzał przed sobą twarz Severusa, musiał się
zastanowić, czy jeszcze kiedykolwiek uda mu się zaczerpnąć
tchu.</p>

<p>Mężczyzna
wyglądał jak sparaliżowany. Jego przysłonięte
gęstym cieniem oczy po prostu wpatrywały się w przestrzeń
znajdującą się gdzieś za Harrym, a twarz przypominała
wykutą z granitu maskę, za którą szaleje śmiercionośne
tornado myśli.</p>

<p>Lecz zanim Harry
zdążył dojść do siebie na tyle, by chociaż
pomyśleć o tym, że najlepszym w tej chwili wyjściem
byłaby po prostu ślepa ucieczka przed siebie, czarne oczy
wyostrzyły się, a spojrzenie Severusa skupiło się na nim.</p>

<p>I Harry nie wiedział, jak
nazwać to, co zobaczył w tych oczach, ale był przekonany,
że nie zapomni tego do końca życia.</p>

<p>Severus ruszył przed siebie
niczym szarżująca w ataku bestia i w zaledwie trzech krokach
znalazł się przy Harrym, łapiąc go za koszulę i
szarpiąc nim z tak gwałtowną siłą, że Harry przez
chwilę nie wiedział, gdzie podziała się podłoga.</p>

<p>- COŚ TY ZROBIŁ?! -
ryknął mu prosto w twarz, potrząsając nim tak mocno,
iż Harry zaczął się niemal dusić. - Ty impulsywny,
nieodpowiedzialny, bezrozumny idioto! Masz pojęcie do czego
doprowadziłeś?!</p>

<p>Harry złapał obiema
dłońmi zaciskającą mu się na kołnierzu
pięść Severusa, próbując rozewrzeć jego palce i uwolnić
się z uścisku.</p>

<p>- Puść mnie!</p>

<p>Jeszcze nigdy nie widział go w
takim stanie. Policzki mężczyzny były zaczerwienione w
nieopisanej furii, oczy płonęły dziko, a chorobliwe spojrzenie,
które w niego wbijał, wydawało się być niemal obłąkańcze.</p>

<p>Wyglądał przerażająco.</p>

<p>Kolejnym szarpnięciem
przyciągnął Harry'ego jeszcze bliżej do siebie i
wysyczał mu prosto w twarz:</p>

<p>- Co ty sobie
wyobrażałeś? Celowo pokazałem ci te wspomnienia!
Odebrałem ci wszystko, żebyś przeżył, a nie po to,
żebyś pchał się w jego ręce niczym bezwolna,
przeznaczona na rzeź owca! Zrobiłem wszystko, żebyś mnie
znienawidził! Znienawidził! A ty co zrobiłeś?!
Podałeś mu się na srebrnej tacy! Ty przeklęty smarkaczu!</p>

<p>Słowa Severusa trafiały
głęboko, uderzając z nieokiełznaną siłą i
rozdrapując to, co Harry tak cierpliwie próbował zaleczyć przez
kilka ostatnich tygodni. To on powinien wrzeszczeć na Snape'a za wszystko,
co mu zgotował! Za każdą chwilę bólu!</p>

<p>Czuł, jak niespodziewana
wściekłość wylewa się z niego, zamieniając
się w nasączony gniewem, rozpaczliwy krzyk.</p>

<p>- A ty co zrobiłeś?!
Chciałeś zginąć, żebym nigdy nie dowiedział
się prawdy! Chciałeś iść na śmierć i
zostawić mnie z tym całym chaosem i nienawiścią! Chciałeś
zostawić mnie samego, ty cholerny draniu! - wykrzyczał,
uderzając pięścią w klatkę piersiową
mężczyzny i wbijając paznokcie drugiej ręki w
zaciskającą mu się na ubraniu dłoń, za wszelką
cenę próbując się uwolnić. Ale Snape nie pozwolił mu
na to. Złapał go za nadgarstek i niemal zmiażdżył mu
go w uścisku, odciągając jego rękę na bok i
warcząc mu prosto w twarz:</p>

<p>- Taka była moja rola!
Miałeś być bezpieczny! Ale ty jak zawsze musiałeś
się wpieprzyć i wszystko pokrzyżować! Jak jakiś
narwany, bezrozumny głupiec, który zawsze musi postawić na swoim! Skąd
ci w ogóle przyszło do głowy, żeby napisać do Niego list?!
I to po tym wszystkim, co ci zgotowałem! Całkowicie
postradałeś rozum!</p>

<p>Harry czuł ból w ściskanej
przez Severusa ręce, ale to jedynie podsycało w nim
wściekłość. Skoczył do przodu, wbijając
płonące gniewem spojrzenie w czarne, twarde i ostre niczym stal oczy
naprzeciw.</p>

<p>- Nie mogłem pozwolić ci
zginąć! Nie rozumiesz tego?!</p>

<p>- Nie, to ty nie rozumiesz! -
przerwał mu mężczyzna, jeszcze bardziej wzmacniając
uścisk. - Jak mogłeś ukrywać przede mną coś
takiego?! Co właściwie chciałeś zrobić?!
Wymknąć się po cichu z moich komnat i polecieć do Czarnego
Pana bez ani jednego słowa?! Przekroczyłeś wszelkie dopuszczalne
granice! Zniszczyłeś wszystko! Wszystko, co dla ciebie poświęciłem!
Wszystko poszło na marne, ponieważ jak zwykle musiałeś
odegrać rolę pieprzonego bohatera, który ma za nic swoje życie!</p>

<p>- Nie! Zrobiłem to, co
uważałem za słuszne! Dla ciebie zrobiłbym wszystko! To
była moja decyzja, a ty nie masz prawa jej kwestionować, skoro sam
postąpiłeś tak samo!</p>

<p>Do oczu Severusa napłynęła
ciemność. Jeszcze gęstsza i bardziej niebezpieczna niż do
tej pory.</p>

<p>- Tak, i teraz tego
żałuję. Gdybym wiedział, jak nisko cenisz swoje życie,
zabrałbym cię do niego bez wahania i uwolniłbym się od was
obu raz na zawsze. - Uścisk stał się tak silny, że Harry
stracił na chwilę oddech, tonąc w mroku spojrzenia
mężczyzny. - Niech będzie przeklęty dzień, w którym
pojawiłeś się w moim życiu.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie. Tak
przerażająco bolesne, że jego wolna ręka sama
powędrowała w górę, zamachnęła się i...</p>

<p>TRZASK!</p>

<p>Siła, którą Harry
włożył w uderzenie, odwróciła twarz Severusa w bok,
ukrywając ją pod kurtyną włosów.</p>

<p>Zapadła cisza. Tak gęsta,
jakby cały świat wstrzymał oddech.</p>

<p>Harry szeroko otwartymi oczami
wpatrywał się w mężczyznę, czując pieczenie w
dłoni, którą go spoliczkował.</p>

<p>Boże. Nie chciał tego
zrobić. Nie chciał. Ale to był jedyny sposób, by... by
przestał.</p>

<p>Severus już taki był. Kiedy
czuł się zdradzony i zraniony, uderzał tak mocno i tak
zawzięcie, że zapominał o wszystkim, dopóki nie zniszczył i
nie zmiażdżył tego, kto wywołał w nim te... reakcje. I
Harry o tym wiedział. Wiedział, że wszystko, co mówił
było nieprawdą, ale nawet nieprawdziwe słowa potrafią
wypalić głębokie rany, gdy wypowiadane są z takim
przekonaniem...</p>

<p>Musiał to przerwać.</p>

<p>A teraz czuł się okropnie.
Jakby coś ciężkiego wlało mu się do
żołądka i zamieniło w uwierający go kamień. I ten
ciężar sprawił, że ledwie utrzymywał się na drżących
nogach.</p>

<p>Jego bijące gwałtownie
serce zatrzymało się na chwilę, gdy Severus poruszył
się, powoli odwracając głowę z powrotem i Harry ujrzał
jego spojrzenie.</p>

<p>Całkowicie niewzruszone.
Przypominające zahartowaną w ogniu i lodzie stal.</p>

<p>- Nie rób tego, proszę... -
Szept, który wydobył się z ust Harry'ego, nawet jemu samemu
wydał się zbyt głośny w otaczającej ich gęstej
ciszy. - Pragnąłem jedynie, żebyś wrócił cały i
zdrowy. Tylko tyle.</p>

<p>- Milcz! - Severus nie
wypowiedział tego głośno, ale nie musiał. Jego głos
przypominał ostrze. - Jeszcze jedno słowo, Potter, a zrobię
coś, czego obaj będziemy żałować.</p>

<p>Harry zagryzł wargę,
ugodzony bezlitosnym tonem głosu mężczyzny. Czy naprawdę
jeszcze kilka chwil temu było pomiędzy nimi tak... dobrze? Czy to
wszystko, co wydarzyło się od wczorajszego wieczoru, nie było
jedynie snem, stworzonym przez jego umysł dla dodania sobie otuchy przed
tym, co miało nastąpić?</p>

<p>Nie. To było prawdziwe. I
właśnie dlatego czuł się teraz tak, jakby coś się
w nim rozsypywało, kiedy Severus patrzył na niego tym tnącym
wzrokiem.</p>

<p>Ostrożnie... musi być
ostrożny.</p>

<p>Powoli podniósł swoją
drżącą dłoń i uniósł ją do twarzy Severusa,
dotykając zaczerwienionego policzka.</p>

<p>Każdy inny na jego miejscu
już dawno skaleczyłby się tym ostrzem. Wprawnym,
bezwzględnym i zdolnym do przecięcia wszystkiego, co
stanęło mu na drodze. I tylko jedna dłoń mogła złapać
to ostrze, nie cofając się przed zranieniem. Tylko jedna
dłoń mogła je utrzymać, nie obawiając się
skaleczenia. I tylko ona mogła je uspokoić i zmusić do
zaprzestania walki.</p>

<p>Severus puścił koszulę
Harry'ego i złapał jego dłoń, odsuwając ją od
swojej twarzy.</p>

<p>- Zostaw mnie.</p>

<p>Harry zacisnął usta,
czując bolesny ucisk w klatce piersiowej. Mężczyzna uwolnił
jego drugą rękę i odsunął się, wciąż
obserwując go tym samym, niewzruszonym wzrokiem. Powoli zrobił kilka
kroków w tył i opadł na swój zielony fotel, wydając ciche
westchnienie. Oparł łokcie na kolanach, pochylając się do
przodu i przyciskając splecione dłonie do ust. Nieruchomy wzrok
wbił w kominek i siedział tak przez kilka chwil. Zupełnie bez słowa.</p>

<p>Harry podszedł do drugiego
fotela. Czuł się tak, jakby stąpał po bardzo kruchym
lodzie, który w każdej chwili mógł załamać mu się pod
stopami. I wiedział, że jeżeli to nastąpi, to już
nigdy nie uda mu się wydostać spod lodu i jedyne, co mu pozostanie,
to zimna, ciemna otchłań obojętności. Aż do samego końca.</p>

<p>Opadł na fotel i pochylił
się do przodu, opierając łokcie na kolanach, wplatając
palce we włosy i wpatrując się w swoje stopy.</p>

<p>- Przepraszam, że ci nie
powiedziałem - zaczął cichym, złamanym głosem - ale
kiedy dowiedziałem się prawdy, było już za późno. Za
późno na wszystko. - Westchnął i oblizał wargi. Przez
pewien czas panowała cisza, kiedy próbował dobrać odpowiednie
słowa. - Wiedziałem, że on będzie na mnie czekał. Jak
miałem ci o tym powiedzieć? Bałem się twojej reakcji -
przerwał na chwilę, aby wziąć głęboki oddech,
chociaż ściśnięte gardło utrudniało mu to. - I
kiedy poznałem prawdę... chciałem dać nam minimalną
szansę i spróbować z nim walczyć. I tak nie miałem nic do
stracenia, skoro nie mogę być z tobą. Ja... przepraszam.</p>

<p>Po tych słowach minimalnie
uniósł głowę, aby spojrzeć na Severusa, ale
mężczyzna nadal siedział nieruchomo, wpatrując się w
kominek, jakby nie dotarło do niego ani jedno słowo, które
wypowiedział Harry.</p>

<p>Kiedy w końcu się
odezwał, jego głos był zachrypnięty i cichy.</p>

<p>- Przez cały czas...
brakowało mi tylko tego jednego elementu. A okazało się, że
to ty jesteś tym elementem. - Ucichł na chwilę, kręcąc
głową, jakby z niedowierzaniem. - Naprawdę to zrobiłeś.
Wysłałeś do Niego list. Ale... dlaczego? Skąd
wiedziałeś? Skąd miałeś pewność, że tam
jestem? - Spojrzał na Harry'ego z oczekiwaniem.</p>

<p>Harry oblizał wargi i
wziął głęboki oddech.</p>

<p>- Bardzo dobrze cię
poznałem, Severusie - odparł cicho, patrząc mu prosto w oczy. -
Wiedziałem, że kiedy dostaniesz wezwanie, od razu do niego pójdziesz.
Nigdy nie zostałbyś w Hogwarcie, ukrywając się przed
Voldemortem jak szczur w piwnicy. Każdy Ślizgon wspierający
Voldemorta odwróciłby się od ciebie, a ty nie pozwoliłbyś
na utratę swojej pozycji i szacunku w ich oczach. Nie jesteś też
osobą, która ucieka i nigdy byś tego nie zrobił. Zawsze stawiasz
czoła niebezpieczeństwu. Nie umiałbyś żyć,
ciągle oglądając się przez ramię i do końca
życia się ukrywając. Powrót do Hogwartu i kontynuowanie misji
także nie wchodziły w grę. Nie po tym, kiedy całkowicie
straciłeś moje zaufanie. Nie mógłbyś już go
odbudować i Voldemort zdawał sobie z tego sprawę. A on nie
wybacza. Wiedziałem, że cię zabije. Tak więc... każda
droga, którą podążałem w myślach, kończyła
się twoją śmiercią. Mogłem więc zrobić tylko
jedno. Powstrzymać to. - Kiedy skończył mówić, ponownie
musiał zaczerpnąć tchu.</p>

<p>Severus przypatrywał mu się
spod przymrużonych powiek. Nie powiedział słowa. Nie
poruszył się. Po prostu patrzył na niego i Harry z
każdą chwilą czuł się coraz bardziej niepewnie, nie potrafiąc
rozszyfrować tego spojrzenia.</p>

<p>Nagle podniósł się.
Zrobił to tak gwałtownie, że Harry w obronnym odruchu także
zerwał się z fotela i cofnął o krok, gotów bronić
się, gdyby Severus znowu chciał go zaatakować.</p>

<p>Wystarczyły dwa kroki, aby
mężczyzna znalazł się przy nim i serce Harry'ego
zatrzymało się, a mięśnie całego ciała
napięły i w tej samej chwili... dwie chłodne dłonie
ujęły jego twarz, unosząc ją w górę, a spojrzenie
czarnych oczu zagłębiło się w jego źrenicach i Harry
ujrzał na twarzy Severusa coś tak potężnego, tak
pięknego, że wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek
znaczenie.</p>

<p>Lecz zanim zdążył
dokładniej się temu przyjrzeć, dłonie zsunęły mu
się na barki i Severus oplótł go swoimi ramionami, przygarniając
go do siebie i zamykając w żelaznym uścisku z taką
zachłannością, że Harry na chwilę stracił dech w
płucach.</p>

<p>- On mi ciebie nie zabierze... Nie
pozwolę mu na to. - Szept Severusa był niezwykle cichy, ale
odbił się głośnym echem w sercu Harry'ego, zalewając
jego ciało falą ciepła, które rozluźniło go i
uspokoiło. Ale i tak nie było w stanie odegnać wilgotnego
chłodu, który pełzał na dnie jego duszy.</p>

<p>Boże, gdyby było
jakiekolwiek wyjście... Jakiekolwiek!</p>

<p>Ale nawet Severus... nawet on nie
mógł powstrzymać Voldemorta. Nikt nie mógł.</p>

<p>- To, co powiedziałem... -
zaczął Severus, ale zaciął się, jakby miał
problem z wysłowieniem się. - Nie miałem...</p>

<p>- Wiem, Severusie - odparł cicho
Harry, przymykając oczy i obejmując ramionami nagą klatkę
piersiową mężczyzny. - Wiem.</p>

<p>Nie. Nie było innego wyjścia.
A jeżeli szybko tego nie zakończy, nie będzie już
żadnego.</p>

<p>- Ja... - zaczął niepewnie,
oblizując wargi i wdychając głęboko unoszący się
wokół ziołowy zapach Severusa. - Ja muszę tam iść,
Severusie. Wiesz o tym.</p>

<p>Atmosfera zmieniła się tak
gwałtownie, iż Harry doznał wrażenia, jakby do komnaty
wdarł się nagle mroźny wiatr z zewnątrz. Ciało
mężczyzny napięło się, a jego uścisk stał
się silniejszy.</p>

<p>- Nie. Nie dostanie cię -
wycharczał Severus i Harry usłyszał w jego głosie tak
wielką nienawiść, iż mimowolnie zadrżał. - Nawet
gdyby z wściekłości zniszczył cały Czarodziejski
Świat, aż nie pozostałby kamień na kamieniu, to nie dotknie
cię nawet jednym palcem. I nawet gdyby w nieskończoność
szukał cię wśród zgliszczy i popiołów, nie odnajdzie
cię.</p>

<p>Słowa Severusa nie
pomagały. Sprawiały jedynie ból, który pulsował w piersi coraz
mocniej i mocniej, niczym tykająca bomba.</p>

<p>- Ale ja nie chcę, żeby
wszystkich... - zaczął, lecz mężczyzna nie pozwolił mu
dokończyć.</p>

<p>- Jesteś dla niego łatwym
celem. Będzie utrzymywał cię przy życiu, dopóki nie
odbierze ci mocy. To jest jego plan. Jego obsesja. Później cię
zabije.</p>

<p>- Mogę to wykorzystać -
powiedział szybko Harry, bojąc się, że i tym razem Severus
nie będzie chciał go słuchać. - To da mi szansę,
żeby go osłabić. Będę miał trochę czasu...</p>

<p>- Nie! - Głos
mężczyzny podniósł się, a jego ton nabrał tej
bezlitosnej ostrości, którą już tyle razy ciął bez
opamiętania. - Nie pójdziesz do Czarnego Pana! I nawet niech ci przez
myśl nie przejdzie, że będzie inaczej! Czy wyraziłem
się jasno?!</p>

<p>Harry mimowolnie zacisnął
pięści.</p>

<p>Nie. W taki sposób nigdy nie
dojdą do porozumienia. Dlaczego Severus tego nie rozumiał? Dlaczego?</p>

<p>- Voldemort musi zapłacić
za wszystko - powiedział niemal rozpaczliwie. - Zawsze będzie
tkwił pomiędzy nami i zatruwał nasze życie. I tak
kiedyś musiałbym się z nim zmierzyć. Najwyższy czas to
zakoń...</p>

<p>- Wystarczy! - przerwał mu
warknięciem Severus. Odsunął się nieco od Harry'ego i
spojrzał na niego twardym wzrokiem. Harry miał trudności z
wyczytaniem z jego twarzy czegokolwiek, zupełnie jakby Severus
założył maskę, ukrywając pod nią wszelkie emocje.
Wiedział tylko jedno... nie podobało mu się to spojrzenie. -
Ponieważ jesteś kompletnie pozbawiony rozsądku, a twoja
nieustępliwość i skłonność do samodestrukcji przyćmiewa
ci umysł, jestem zmuszony podjąć pewne kroki...</p>

<p>Harry otworzył szeroko oczy.</p>

<p>- Co? Jakie kro...</p>

<p>Nie zdołał jednak
dokończyć. Usłyszał jedynie szept zaklęcia i
zapadła ciemność.</p>

<p>*</p>

<p>Ciemność powoli się
przejaśniała. Coś twardego i zimnego przyciskało mu
się do policzka. Nie. Do całego ciała.</p>

<p>Spróbował poruszyć palcami.</p>

<p>Wszystko było na swoim miejscu.</p>

<p>Otwarcie sklejonych powiek
wymagało niemal nadludzkiego wysiłku, a podniesienie głowy...</p>

<p>Zobaczył kafelki. I skraj
czegoś, co wyglądało jak... - podniósł głowę
nieco wyżej - ...jak odwrócona do góry nogami umywalka.</p>

<p>I to wystarczyło, by wszystkie
wydarzenia uderzyły w niego z taką siłą, iż niemal
się zachłysnął. Jego mięśnie krzyknęły
rozpaczliwie, kiedy zerwał się do pozycji siedzącej.</p>

<p>Łazienka. To była
łazienka Snape'a!</p>

<p>Ten paskudny, podstępny...!</p>

<p>Pojękując z wysiłku,
podniósł się i na drżących nogach podszedł do drzwi.
Wiedział, że to bezcelowe, ale i tak szarpnął za
klamkę.</p>

<p>Nie. Nie! Nie mógł mu tego
zrobić. Nie mógł...</p>

<p>Zacisnął zęby i rozpaczliwie
zaczął ciągnąć za klamkę, chociaż równie
dobrze mógłby próbować przebić się przez dwumetrowy mur.</p>

<p>Czuł wibrującą mu pod
palcami potężną magię. Drzwi były zapieczętowane.
I to tak silnymi zaklęciami, że w powietrzu wokół nich
unosiła się iskrząca się mgiełka. Nie miał takiej
mocy, by je przełamać, zresztą...</p>

<p>Jego różdżka!</p>

<p>Rozpaczliwie poklepał się
po kieszeniach i gdy tylko wyczuł pod palcami podłużne
wybrzuszenie, niemal osunął się z ulgi na podłogę.
Kiedy tylko zlokalizował różdżkę, natychmiast pochylił
się do nogawki i czując, że maleńka fiolka nadal spoczywa w
ukrytej kieszonce, przymknął powieki i westchnął.</p>

<p>Miał wszystko, ale co mu to
dawało? Jedynie pewność, że nie ma żadnych szans
się stąd wydostać. Severus nie zostawiłby mu
różdżki, gdyby nie był przekonany, że Harry nie jest w
stanie złamać jego zabezpieczeń. Podejrzewał nawet, że
gdyby spróbował w jakikolwiek sposób zaingerować w pieczęcie,
skończyłoby się to dla niego jedynie bolesnymi magicznymi
urazami.</p>

<p>Pozostało mu tylko jedno.</p>

<p>Rzucił się na drzwi,
uderzając w nie pięściami i krzycząc rozpaczliwie:</p>

<p>- Wypuść mnie! Natychmiast
mnie stąd wypuść! Nie możesz mnie tu trzymać!
Wypuść mnie! Słyszysz?!</p>

<p>Przez jakiś czas panowała
cisza. Dopiero po chwili Harry usłyszał zza drzwi zbliżające
się kroki.</p>

<p>Oparł czoło o
drewnianą powierzchnię, oddychając szybko i płytko.</p>

<p>Musi się uspokoić. Severus
nie należał do osób, które da się do czegokolwiek zmusić
krzykami.</p>

<p>- Severusie, proszę -
odezwał się znacznie ciszej, niemal błagalnie. - Nie rób tego.</p>

<p>W tej samej chwili usłyszał
głos mężczyzny, który zabrzmiał wyjątkowo
wyraźnie pomimo dzielących ich drzwi.</p>

<p>- Zostaniesz tam, dopóki nie
wymyślę, w jaki sposób cię powstrzymać. I to moje ostatnie
słowo w tej sprawie.</p>

<p>Harry poczuł, jak do jego piersi
wpełza lodowate przerażenie.</p>

<p>- Nie możesz mnie tu
więzić! - wrzasnął, ponownie rzucając się na
drzwi. - Ty przebiegły draniu!</p>

<p>Osunął się na
podłogę, wciąż uderzając rękami w drzwi,
chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bezcelowe to
było. Ale gniew i żal były silniejsze niż rozsądek.
Znacznie silniejsze.</p>

<p>Wiedział, dlaczego Severus to
zrobił. Nie mógł podjąć jakiegokolwiek ryzyka, kiedy na
szali było życie Harry'ego i nic innego go nie obchodziło. Do
diabła z nim! Do diabła!</p>

<p>- Znajdę jakieś
wyjście. - Głos Severusa był tym razem cichszy, jakby
przytłumiony. - Musisz mi zaufać.</p>

<p>Harry usłyszał
oddalające się kroki i trzask drzwi. Usiadł na podłodze,
opierając się plecami o drzwi i ukrył twarz w dłoniach.</p>

<p>Nie. Ten jeden jedyny raz Severus się
mylił. Z tej sytuacji nie było wyjścia. Nie mogą
przecież na zawsze zostać w Hogwarcie. Severusa wiązała
Wieczysta Przysięga i kiedy Voldemort go wezwie, będzie zmuszony
stawić się na jego wezwanie. I Voldemort go zabije. A zresztą
nawet gdyby... nawet gdyby powiedział o wszystkim Dumbledore'owi,
chociaż Harry doskonale wiedział, że tego nie zrobi, to i tak
podążyłby na wezwanie z własnej woli. Gdyby tego nie
zrobił, zostałby w Hogwarcie nikim, a jego duma na to nie pozwoli.
Woli zginąć. Ucieczka także nie wchodziła w grę.
Voldemort wszędzie by ich znalazł. Mają związane ręce.
Była tylko jedna droga i Harry musiał nią
podążyć...</p>

<p>Ale jak ma się stąd
wydostać? Severus nie zamknąłby go w miejscu, z którego istnieje
jakakolwiek droga ucieczki, więc nawet nie próbował sprawdzać
ścian. Drzwi zostały zablokowane. Nie było żadnych okien.
Nie było niczego, co pozwoliłoby mu się stąd uwolnić.</p>

<p>Która w ogóle była godzina? Jak
wiele czasu spędził nieprzytomny? A jeżeli jest już za
późno? Jeżeli dawno przespał godzinę spotkania i Voldemort
obmyśla właśnie najboleśniejszy sposób zabicia Severusa...?</p>

<p>Harry poderwał głowę,
przerażony nagłą wizją.</p>

<p>A jeżeli... jeżeli zamierza
w swej furii zaatakować Hogwart?</p>

<p>Nie, do tego by się chyba nie
posunął. Nie, kiedy Dumbledore stał na straży zamku. Nie
zaatakowałby otwarcie. Ale mógłby z wściekłości
przypuścić szturm na niestrzeżone placówki i wymordować
tysiące niewinnych ludzi. Nieświadomych tego, że giną tylko
i wyłącznie dlatego, że Harry wciąż żyje...</p>

<p>Zacisnął powieki i
opuścił głowę, opierając czoło o kolana.</p>

<p>Wszystko poszło na marne.
Ocalenie Severusa, wszelkie przygotowania... to okropne uczucie ściskania
w żołądku, które stawało się coraz silniejsze z
każdym dniem, przybliżającym go do spotkania z jego największym
wrogiem. Dwa tygodnie życia w ciągłym, narastającym
strachu. I kiedy już się z tym pogodził, kiedy prawie udało
mu się pokonać ten strach, wiedząc, że prędzej czy
później i tak by do tego doszło, że śmierć wcale nie
jest najgorszym, co mogłoby go spotkać w porównaniu z tym, jak wiele
istnień może ocalić... właśnie wtedy Severus ponownie
wkroczył w jego życie, przysłaniając mu cały widok i
za wszelką cenę powstrzymując od rzucenia się w przepaść.</p>

<p>I nic innego go nie obchodziło.
Najwyraźniej dla niego naprawdę cały świat mógłby
przestać istnieć...</p>

<p>Harry westchnął i
uniósł głowę, rozglądając się wokół.</p>

<p>Równie dobrze może
zaprzestać walki. Złość i gniew nie pomogą mu się
stąd wydostać, nie zmuszą też Severusa do tego, by szybciej
go uwolnił. Sprawiają jedynie, że robi się coraz bardziej
zmęczony i senny. Przespał się przecież jedynie
trochę. I poza wczorajszym obiadem, nie miał w ustach niczego niemal
od dwóch dni.</p>

<p>Skoro i tak ma tu siedzieć nie
wiadomo do której, to równie dobrze mógłby coś zjeść... Ale
skąd miałby teraz wziąć coś do jedzenia?</p>

<p>Zmarszczył brwi.</p>

<p>Racja, skrzaty... Jakie to
szczęście, że zawsze mógł je wezwać.</p>

<p>Odetchnął głęboko
i zawołał:</p>

<p>- Zgredku!</p>

<p>Niemal w tej samej chwili na
środku podłogi pojawił się skrzat. Z ogromnym rondlem w
jednej ręce i szczotką do szorowania w drugiej. Kiedy tylko
ujrzał Harry'ego, jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w
uśmiechu, przez co wyglądał jak szczerzące się
zgniłe jabłko.</p>

<p>- Harry Potter wzywał Zgredka?
Zgredek właśnie sprzątał po śniadaniu, ale rzucił
wszystko, żeby przybyć do Harry'ego Pottera!</p>

<p>Harry popatrzył na rondel, a
jego oczy rozszerzyły się w zrozumieniu.</p>

<p>- Po śniadaniu? To oznacza,
że jest dopiero po ósmej?</p>

<p>Skrzat pokiwał żarliwie
swoją wielką głową.</p>

<p>- Czyli dopiero zaczęły
się lekcje... jeszcze nie jest za późno. - Oczy Harry'ego
zaczęły biegać po pomieszczeniu, na nowo rozświetlone
nadzieją, chociaż nadzieję tę tłumiła
niemożność wydostania się z więzienia, w którym
zamknął go Severus i dopiero po pewnym czasie zatrzymały
się na wpatrującym się w niego Zgredku. I w tej samej chwili
Harry przypomniał sobie, dlaczego właściwie go wezwał.</p>

<p>- Jestem głodny, Zgredku.
Przynieś mi coś do jedzenia.</p>

<p>- Ależ oczywiście! Dla
Zgredka to prawdziwy zaszczyt przynieść jedzenie Harry'emu Potterowi!
Niech Harry Potter nigdzie się nie rusza. Zgredek zaraz wróci!</p>

<p>Po tych słowach
zniknął z głośnym pyknięciem.</p>

<p>Harry westchnął i
oparł się o ścianę.</p>

<p>- Nie martw się -
mruknął cicho do siebie. - I tak nie mogę się nigdzie
ruszyć.</p>

<p>Wydawało się, że
minęło zaledwie kilka sekund, kiedy w pomieszczeniu pojawił
się skrzat z olbrzymią tacą jedzenia.</p>

<p>- Zgredek wykonał zadanie! -
zawołał radośnie, stawiając tacę na podłodze
przed Harrym. Było tam niemal wszystko. Tłuczone ziemniaki,
parujące kiełbaski, pudding ryżowy z sosem malinowym, sok z dyni
i ciasteczka rabarbarowe.</p>

<p>Harry poczuł się tak
głodny, jakby nie jadł co najmniej od tygodnia. Nie
namyślając się długo, zabrał się za jedzenie i
dopiero po trzech kiełbaskach przypomniał sobie o Zgredku. Skrzat stał
tuż obok, przypatrując mu się swoimi wyłupiastymi oczami i
uśmiechając z samozadowoleniem z dobrze wykonanego zadania.</p>

<p>- Czy Harry Potter życzy sobie
coś jeszcze? - zapytał z nadzieją w głosie.</p>

<p>Harry pokręcił
głową, biorąc duży łyk soku dyniowego.</p>

<p>- Nie, Zgredku. Spisałeś
się świetnie. Możesz się już aportow... -
Przerwał nagle, gwałtownie wciągając powietrze i
krztusząc się sokiem.</p>

<p>- Co się stało Harry'emu
Potterowi? Zgredek pomoże!</p>

<p>- Nic. Nic się nie stało -
odparł Harry, łapiąc oddech. Szeroko otwartymi oczami spojrzał
na Zgredka, czując, jak jego serce przyspiesza, a dłonie
zaczynają drżeć. - Zgredku, powiedz mi coś... -
Niedbałym ruchem ręki machnął w bliżej
nieokreślonym kierunku. - Możesz się stąd aportować
poza zamek?</p>

<p>Zgredek popatrzył na niego z
takim zdziwieniem, jakby Harry zapytał, czy ptaki potrafią
fruwać.</p>

<p>- Oczywiście. Jestem skrzatem.</p>

<p>Harry czuł, jak jego krew
zaczyna buzować w żyłach.</p>

<p>- A możesz zabrać
kogoś ze sobą?</p>

<p>- Oczywiście. To nic trudnego.</p>

<p>Harry przez chwilę po prostu
patrzył na niego z niedowierzaniem.</p>

<p>Merlinie, dlaczego wcześniej o
tym nie pomyślał? W Hogwarcie nie można było się
aportować, ale nigdy wcześniej nie zastanawiał się, w jaki
sposób udaje się to skrzatom. Przecież tyle razy go wzywał...</p>

<p>Spokojnie, tylko spokojnie. Musi
teraz błyskawicznie obmyślić plan.</p>

<p>- Mam dla ciebie kolejne zadanie,
Zgredku - powiedział, wpychając sobie do ust ostatni kęs
jedzenia. - Przynieś mi nóż. Najostrzejszy jaki znajdziesz.
Najlepiej, gdyby był magiczny, ale zwykły też będzie dobry.</p>

<p>Zgredek pokiwał głową
i aportował się z trzaskiem.</p>

<p>Harry szybko dopił sok i
zerwał się na równe nogi.</p>

<p>Merlinie, nareszcie miał
szansę! W życiu nie spodziewał się, że pomoc może
nadejść z tak nieoczekiwanej strony.</p>

<p>Rozejrzał się po
pomieszczeniu i wyciągnął różdżkę. Przyklęknął
przy tacy i wziął do ręki serwetkę oraz widelec. Po kilku
próbach udało mu się transmutować je w kawałek pergaminu i
pióro. Zanurzył pióro w soku malinowym i napisał pospiesznie:</p>

<p>Przepraszam, Severusie, ale nie ma
innego wyjścia. Muszę do niego iść. Muszę się z
nim zmierzyć, ponieważ on zawsze będzie stał pomiędzy
nami. Ale już się nie boję. Dzięki Tobie stałem
się silniejszy. Dziękuję za wszystko.</p>

<p>Twój Harry</p>

<p>Zdołał się
wyprostować w tej samej chwili, w której w pomieszczeniu pojawił
się Zgredek, ściskając obiema rękami połyskujący
nóż.</p>

<p>- Zgredek wykonał zadanie! -
zapiszczał, podając Harry'emu nóż. Harry przejechał palcem
po stalowym ostrzu. Wyczuł dziwne wibracje.</p>

<p>- Skąd go
wziąłeś? - zapytał, przyglądając się ostrzu
zmrużonymi oczami.</p>

<p>- Z dużego pokoju z mnóstwem
rzeczy - odparł skrzat i to chyba miało wystarczyć za całe
wyjaśnienie.</p>

<p>Harry uklęknął,
położył nóż na podłodze i z ukrytej w kieszonce
nogawki wyciągnął maleńką buteleczkę.
Odkorkował ją kciukiem, podniósł nóż i ostrożnie wylał
na ostrze jedną czwartą zawartości butelki. Eliksir
spłynął po stali, ale zamiast skapnąć na
podłogę... zniknął. Tak jakby wniknął w ostrze.
Zamrugał, zaskoczony, ale powtórzył czynność również
na drugiej stronie. Zakorkował butelkę, w której została jeszcze
połowa eliksiru i ponownie umieścił ją w nogawce.</p>

<p>Stojący obok niego Zgredek
przypatrywał się jego poczynaniom z ogromnym zainteresowaniem.</p>

<p>Harry wsunął nóż za
pas i wyprostował się, rozglądając się po
pomieszczeniu.</p>

<p>Miał wszystko. Nie
pozostało już nic, co mógłby zrobić. Teraz wszystko
zależało tylko od niego. Był zdany jedynie na siebie.</p>

<p>Spojrzał na stojącego obok
skrzata i powiedział:</p>

<p>- Zgredku, musisz zabrać mnie w
pewne miejsce. To niezwykle ważne.</p>

<p>- Harry Potter nie powinien
opuszczać szkoły - odparł z przekonaniem skrzat. - Tylko tutaj
Harry Potter jest bezpieczny.</p>

<p>- Nie rozumiesz, Zgredku. Jeżeli
się tam nie zjawię w przeciągu najbliższych trzydziestu
minut, stanie się coś strasznego i zginie bardzo dużo ludzi.
Pomożesz mi, prawda?.</p>

<p>Skrzat zmarszczył czoło i
mruknął:</p>

<p>- Czy to jakieś straszne
miejsce? Czy Harry Potter będzie w niebezpieczeństwie?</p>

<p>- Nie. Obiecuję ci, że nic
mi nie będzie - skłamał gładko Harry. - Po prostu mnie tam
zabierz. To wszystko.</p>

<p>Skrzat jeszcze bardziej
zmarszczył czoło. Wyglądał jakby bardzo głęboko
się zastanawiał.</p>

<p>- Skoro Harry Potter tak mówi, to
Zgredek mu wierzy - oświadczył w końcu, spoglądając na
niego z ufnością w oczach. - Ale gdzie jest to "pewne
miejsce"?</p>

<p>Harry zastanowił się.
Wiedział, że czarodzieje nie są w stanie aportować się
w miejsca, w których nigdy wcześniej nie byli. Ale skrzaty to co innego.
Pamiętał, jak Zgredek aportował się w domu jego wujostwa,
chociaż wątpił, by kiedykolwiek wcześniej w nim był.</p>

<p>- Na wzgórzach Dartmoor - odparł
Harry. - Jest tam pewna dolina. A w niej kamienny krąg. A na jej
obrzeżach las. Chciałbym, żebyś mnie tam zabrał.</p>

<p>Zgredek uniósł oczy w górę,
jak gdyby próbował zlokalizować to miejsce w swoim umyśle, po
czym skinął głową i wyciągnął swoją
drobną rękę.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę.</p>

<p>Dlaczego, kiedy unosił
rękę, aby złapać dłoń Zgredka, jego własna
wydała mu się nagle tak straszliwie... ciężka?</p>

<p>*</p>

<p>Severus zatrzymał się tak
nagle, jakby uderzył w niewidzialną ścianę . Odwrócił
się z rozmachem i zamarł. Jego oczy rozszerzyły się, a
twarz pobladła.</p>

<p>W chwilę później już
biegł.</p>

<p>*</p>

<p>Gwałtowne szarpnięcie w
okolicach żołądka nie było wcale przyjemne i kiedy Harry
uderzył stopami w ziemię, w pierwszej chwili miał wrażenie,
że zaraz zwróci całe śniadanie. Złapał jednak równowagę
i oddychając ciężko, wyprostował się.</p>

<p>Był w lesie.</p>

<p>W lesie? Skąd...?</p>

<p>No tak. Ostatnim, o czym
wspomniał Zgredkowi, był las. A niech to...!</p>

<p>Błyskawicznie rozejrzał
się po okolicy. Słońce już wzeszło, ale tutaj
było niemal tak ciemno, jakby był środek nocy. Pozbawione
liści, ciemne drzewa majaczyły wokół, przypominając
nastroszone cienie o gałęziach ostrych jak brzytwy, a roztopiony
śnieg wsiąknął w ziemię tworząc
grząską, czarną maź. Harry wytężył wzrok. W
oddali, pomiędzy drzewami coś prześwitywało. I było
tego dużo. Bardzo dużo. Niczym stopiona masa czerni. Poruszająca
się powoli. W szpiczastych kapturach i długich szatach.</p>

<p>Harry poczuł mimowolny dreszcz,
przesiąkający przez cienką koszulę.</p>

<p>I dopiero po chwili do jego uszu
dotarł zdławiony szept Zgredka:</p>

<p>- Co to takiego, Harry Potterze?</p>

<p>- Nic takiego - odparł
głucho Harry, uwalniając dłoń z uścisku skrzata. - A
teraz uciekaj stąd. Aportuj się z powrotem do Hogwartu.</p>

<p>- Ale Zgredek nie może
zostawić Harry'ego Pottera sam...</p>

<p>- Rób, co ci mówię! - warknął
Harry. Zgredek cofnął się, przestraszony i spuścił
wzrok, po czym aportował się z głośnym trzaskiem.</p>

<p>Harry spojrzał przed siebie,
nabierając w płuca przesiąkniętego zapachem rozkładu
powietrza, jakby sama obecność takiej masy Śmierciożerców
sprowadzała śmierć na całą dolinę.</p>

<p>Tym razem naprawdę został
zupełnie sam.</p>

<p>Nie mógł już zawrócić.
Pozostała tylko jedna droga. I prowadziła naprzód.</p>

<p>Zaczął biec.</p>

<p>*</p>

<p>Severus biegł przez korytarze
Hogwartu. Peleryna powiewała za nim, kiedy mijał kolejne zakręty
i zbiegał po kolejnych stopniach.</p>

<p>Wpadł gwałtownie do
gabinetu i w biegu dopadł do drugich drzwi, niemal je wyważając.</p>

<p>*</p>

<p>Harry biegł.</p>

<p>Wilgotne gałęzie
chłostały go w twarz, a buty zapadały się w grząskie
poszycie, ale biegł dalej.</p>

<p>Musi dotrzeć na czas. Musi!</p>

<p>*</p>

<p>Kilkoma inkantacjami Severus
zdjął z drzwi od łazienki wszystkie zabezpieczenia i niemal
wyszarpnął je z zawiasów, otwierając je zamaszyście, a
wtedy... zatrzymał się tak gwałtownie, że niemal się
przewrócił.</p>

<p>Pomieszczenie było puste.</p>

<p>Jego blada twarz skierowała
się w stronę leżącej na środku podłogi tacy.
Podszedł do niej w dwóch krokach i schylił się po
leżący na niej skrawek pergaminu zapisany czerwonymi,
przypominającymi krew literami.</p>

<p>Czarne, błyszczące dziwnie
oczy przebiegły po linijkach. I w jednej chwili cały blask
ulotnił się, pochłonięty przez lodowatą
ciemność.</p>

<p>Severus zawrócił i rzucił
się z powrotem ku drzwiom.</p>

<p>*</p>

<p>Harry dotarł na skraj lasu.
Zdyszany, oparł się rękami o kolana, próbując nabrać
powietrza w obolałe płuca. Ale kiedy tylko uniósł
głowę, poczuł wpełzającą mu do serca
lodowatą panikę...</p>

<p>...były ich setki. Morze
falującej czerni. A wśród nich Voldemort, zasysający
ciemność wokół siebie niczym czarna dziura.</p>

<p>I czekali na niego.</p>

<p>65. Never let you go</p><empty-line /><p>The world I know can hate you</p>

<p>The world I know can break you</p>

<p>But as you go remember I'm by your
side</p>

<p>The love within you can heal these
tears that burn</p>

<p>And through it all remember I'm by
your side</p>

<p>I will never let you go</p>

<p>As you go, I will never let you go*</p><empty-line /><p>Prolog</p><empty-line /><p>Każdy krok wydawał się
cięższy, a każdy stopień coraz wyższy. Jakby
brodził w gęstej smole, uniemożliwiającej mu ruchy i za
wszelką cenę próbującej go zatrzymać. Serce pracowało
oszalałym rytmem, boleśnie uderzając o żebra, a na szyi
zaciskała się pętla, odcinając dopływ powietrza i
wzmagając lodowaty strach pełzający swobodnie w jego
wnętrzu.</p>

<p>Ale strach ten nie przypominał
niczego, co znał. Do tej pory zawsze sobie z nim radził.
Zgniatał go gniewem albo bezwzględnością, zabijał
ciskanymi klątwami lub też rozdmuchiwał w niszczycielski
płomień zemsty. Tym razem jednak... czuł się bezbronny.</p>

<p>Niemal już widział
nadciągającą ciemność, kiedy ujrzy bezwładne
ciało. Niemal ją czuł, oplatającą mu umysł i
zamykającą go w gęstym mroku. Już na zawsze. Nigdy więcej
żadnego światła. Nigdy.</p>

<p>Jedynie szaleństwo.</p>

<p>Nie! Nie pozwoli na to! Nie dostanie
go! Najpierw wyrwie Pottera z Jego szponów. A później wyrwie Mu serce.</p>

<p>Chmura chaotycznych myśli
gęstniała z każdą chwilą, kształtując je
wszystkie w jeden, wyraźny, nieugięty cel kierujący
działaniami Severusa.</p>

<p>Wiedział, co trzeba zrobić.</p>

<p>Ale samodzielny atak równałby
się samobójstwu. Potrzebował zasłony dymnej. Tarczy. A raczej
setek tarcz, które przyjęłyby uderzenia, odwracając od niego
uwagę. I nawet gdyby każda z tych tarcz została roztrzaskana...
poświęci wszystko i wszystkich, aby do niego dotrzeć.</p>

<p>Wszystkich.</p>

<p>Mgła przysłaniająca
jego oczy rozwiała się w momencie, w którym kamienny gargulec
odskoczył na bok, odsłaniając wejście do gabinetu
dyrektora. W kilku krokach znalazł się w środku i chwilę
później stał już przed jego biurkiem, patrząc w rozszerzone
z zaskoczenia jasnobłękitne oczy i słysząc za plecami
trzask uderzających w ścianę drzwi, które niemal
wyważył.</p>

<p>- Potter udał się do
Czarnego Pana! - wyrzucił z siebie na wydechu. - Musimy go
powstrzymać, dopóki nie jest za późno! Zawiadom Zakon Feniksa i
Ministerstwo Magii, ja zbiorę wszystkich zdolnych do walki uczniów.
Jeżeli wyruszymy natychmiast, zdołamy go jeszcze ocalić.</p>

<p>Spojrzenie dyrektora pociemniało.
Wstał gwałtownie, opierając ręce na biurku i wbijając
w Severusa przenikliwy wzrok.</p>

<p>- Jak do tego doszło, Severusie?
- zapytał z naciskiem, przyglądając mu się znad okularów. -
Co się wydarzyło?</p>

<p>Severus zacisnął usta, a
jego twarz zamieniła się w granitową maskę,
poprzecinaną głębokimi pęknięciami, wywołanymi
przez rozgrywający się w jego wnętrzu kataklizm.</p>

<p>Ukrywał to przed nim... przez
cały czas to ukrywał. Kiedy składał mu obietnicę,
kiedy był w jego łóżku, kiedy mu się oddawał...
wiedział, że do niego pójdzie... przez cały czas
wiedział... i to była jego, Severusa wina, że nie odkrył
tego wcześniej, że dał mu się omamić, zaślepiony
pragnieniem bycia w nim... pragnieniem, by znów poczuć go całym
sobą. Kiedy Severus poruszał się w nim, zapomniawszy o
całym świecie, Harry wiedział, że nad ranem ten świat
przestanie dla niego istnieć...</p>

<p>Zacisnął powieki i
natychmiast zamknął przed tym umysł, by rozszalały potwór w
jego wnętrzu nie wydostał się na wolność i nie
zdemolował całego gabinetu.</p>

<p>- Napisał do niego list! -
warknął, uderzając pięścią w biurko Dumbledore'a.
- I zgodnie z wytycznymi udał się do Dartmoor. Ukrywał to przed
wszystkimi, ale w ostatniej chwili odkryłem jego zamiary i
zamknąłem go w miejscu, z którego nie było wyjścia. Ale
ktoś pomógł mu w ucieczce! Na podłodze znalazłem tacę
z posiłkiem i jestem pewien, że...</p>

<p>- Wystarczy - powiedział nagle
Dumbledore, pochylając głowę i wpatrując się w biurko.
Zmarszczki na jego twarzy pogłębiły się. -
Myślałem, że będziemy mieli więcej czasu... ale to
zmienia wszystko. Byliśmy głupcami, sądząc, że tak
łatwo można pokierować czymś tak potężnym i
nieprzewidywalnym, a teraz los okrutnie sobie z nas szydzi. Musimy
podjąć natychmiastowe kroki. - Błyskawicznie odwrócił
się i skierował w stronę kominka. Sięgnął po
niewielki pojemnik stojący na gzymsie i wrzucił w ogień
garść krwistoczerwonego proszku. Pomieszczenie spowił obłok
purpurowego światła i Severus musiał przymknąć
powieki, w obawie przed oślepieniem. Kiedy je uniósł, ujrzał w
kominku kilkanaście twarzy. Rozpoznał wśród nich Arthura
Weasleya, Kingsleya Shacklebolta, Dedalusa Diggle'a, Remusa Lupina oraz
Olimpię Maxime. - Moi drodzy... dzień, na który czekaliśmy,
nadszedł szybciej, niż się spodziewałem. Przygotujcie
się do walki. Przekażcie sygnał dalej i zbierzcie wszystkich w
punkcie aportacyjnym. Mamy piętnaście minut. Powodzenia.</p>

<p>Kiedy przebrzmiało
kilkanaście potwierdzeń i wszystkie twarze jedna po drugiej
zniknęły, badawcze spojrzenie dyrektora przeniosło się na
Severusa.</p>

<p>- Musimy dowiedzieć się wszystkiego,
co mogłoby nam pomóc. Mówisz, że na podłodze była taca ze
śniadaniem? Tylko jedna istota mogła przedostać się do
magicznie zapieczętowanego pomieszczenia. Zgredku!</p>

<p>Nie minęło nawet kilka
sekund, gdy na środku gabinetu pojawił się mały, pomarszczony
skrzat.</p>

<p>Dłonie Severusa
zacisnęły się w pięści, a do oczu
napłynęła trująca ciemność.</p>

<p>- Wzywano Zgredka? - zapytał
skrzat piskliwym głosem, spoglądając wielkimi, przestraszonymi
oczami na obu mężczyzn.</p>

<p>- Zgredku, powiedz mi, czy
przynosiłeś dzisiaj śniadanie Harry'emu Potterowi? -
zapytał Dumbledore poważnym tonem.</p>

<p>- T-tak - odparł cicho skrzat i
w tej samej chwili Severus poczuł, jak pełzający w nim mrok
rozrasta się, wlewając mu się do gardła i zaciemniając
umysł chmurą czarnego jak smoła gniewu.</p>

<p>- A czy pomogłeś Harry'emu
Potterowi wydostać się z zamku?</p>

<p>Skrzat spuścił wzrok,
gniotąc chudymi dłońmi swoje ubranie.</p>

<p>- Odpowiadaj, ty brudny szczurze -
syknął jadowicie Severus, zaciskając drżącą
dłoń na różdżce.</p>

<p>Skrzat skulił się jeszcze
bardziej. Wyglądał teraz niczym przerażona, trzęsąca
się kupka łachmanów.</p>

<p>- T-tak - odparł tak cicho,
że z trudem można było zrozumieć, co mówi.</p>

<p>Severus poczuł na sobie
ostrzegawcze spojrzenie dyrektora, ale był obecnie w takim stanie, że
nawet Petrificus Totalus nie zdołałby go unieruchomić.
Różdżka błyskawicznie znalazła się w jego dłoni,
a słowa klątwy ułożyły na języku, zanim nawet
zdążył unieść dłoń, ale w tej samej chwili
skrzat wydał z siebie przeraźliwy wrzask i Severus nagle nie
celował już w niego, tylko w zasłaniającego go sobą
dyrektora.</p>

<p>- Odłóż
różdżkę, Severusie - powiedział Dumbledore zdecydowanym
głosem, patrząc mu prosto w oczy.</p>

<p>- Odsuń się -
warknął Snape, przekrzykując lamentującego i
chlipiącego skrzata. - Nie ochronisz go. I tak jest już trupem.
Zabrał go tam, rozumiesz to? Zabrał go do Niego! Gdyby nie on, Potter
wciąż byłby bezpieczny w Hogwarcie!</p>

<p>Wszystkie skrzaty pracujące w
tym zamku zapłacą swoim życiem za to, że mu go
odebrały. Nie będzie miał nad nimi litości. A to plugawe
ścierwo będzie cierpiało najdłużej.</p>

<p>Nieprzenikniony, gęsty mrok
zalał mu oczy, wlewając się do duszy.</p>

<p>- Z drogi! - ryknął
Severus, celując w Dumbledore'a, który nie poruszył się nawet o
krok, wpatrując się w Snape'a surowo.</p>

<p>- Zgredek nie chciaaaał -
lamentował skrzat, zawodząc i wyjąc tak bardzo, że
wiszące na ścianach portrety zaczęły z oburzeniem
kręcić głowami. - Ale Harry Potter powiedział, że to
bardzo ważne. Że zginie bardzo dużo osób. Zgredek chciał
tylko pomóc. Nie wiedział, że będzie tam tak wielu złych
czarodziejów...</p>

<p>Dyrektor błyskawicznie
odwrócił się do niego.</p>

<p>- Uspokój się, Zgredku, i
powiedz nam, ilu ich widziałeś.</p>

<p>- Bardzo, bardzo dużo.
Więcej niż Zgredek zdołałby policzyć w ciągu
całego dnia.</p>

<p>Duszące opary
wściekłości opadły odrobinę, wdzierając się
do płuc Severusa chłodnym opanowaniem.</p>

<p>Tak jak podejrzewał...</p>

<p>- Czarny Pan się
zabezpieczył - powiedział głucho. - Doskonale wiedział,
że podążymy za Potterem, więc otoczył się
tarczą w postaci armii.</p>

<p>Chce dać sobie czas na to, co
planuje, chce... odciągnąć naszą uwagę -
dokończył już w myślach, uświadamiając sobie
nagle z całą przerażającą mocą, że... jego
tam nie będzie!</p>

<p>To była tylko przynęta.
Cała ta armia. Setki Śmierciożerców. Cały Czarodziejski
Świat zajęty walką, podczas gdy on będzie zupełnie
gdzie indziej. Ukryty bezpiecznie z Potterem, czekając na... czekając
na...</p>

<p>...na niego, Severusa. Ponieważ
go potrzebuje. Potrzebuje Admorsusexcetry. Chce doprowadzić swój plan do
końca. Teraz, kiedy ma Pottera w garści, może zrobić z nim,
co zechce. Więc dlaczego nie miałby zrobić tego, czego pragnie
najbardziej? Wyssać jego moc.</p>

<p>Jego galopujące myśli
przerwał głos dyrektora:</p>

<p>- Opowiedz nam wszystko, co
widziałeś, Zgredku.</p>

<p>Wciąż pochlipując,
Zgredek zaczął opowiadać. O ogromnej armii odzianych w
czerń postaci. O nożu, który przyniósł Harry'emu Potterowi. O
zielonej miksturze, którą Harry Potter na niego wylał...</p>

<p>W tej samej chwili Severus
doznał wrażenia, jakby ziemia rozstąpiła mu się pod
nogami. Jego oczy rozszerzyły się, a twarz pobladła.</p>

<p>Potter...</p>

<p>Jego pięści
zacisnęły się tak mocno, iż paznokcie wbiły się w
skórę.</p>

<p>Miał drugą fiolkę...
Po raz pierwszy w życiu udało mu się go oszukać. Po raz
pierwszy i ostatni.</p>

<p>Cały plan runął.</p>

<p>Jeżeli Czarny Pan odkryje,
że Potter ma eliksir przy sobie... wszystko pójdzie na marne. Severus nie
będzie mu do niczego potrzebny i może być już za
późno... za późno na cokolwiek.</p>

<p>- Severusie, dobrze się czujesz?
- Pytanie padło nagle. Jego zamglone spojrzenie wyostrzyło się i
spoczęło na przyglądającym mu się uważnie
dyrektorze.</p>

<p>- Albusie! - krzyk McGonagall
przeszył powietrze, zwracając ich twarze w stronę rozwartych
szeroko drzwi, przez które wbiegła nauczycielka, a zaraz za nią
Weasley z twarzą bladą jak ściana i zapłakana Granger. -
Albusie, musisz to zobaczyć! - wysapała, podając dyrektorowi
skrawek pergaminu. - Panna Granger znalazła to w dormitorium Pottera.</p>

<p>Dumbledore poprawił okulary i
rzucił okiem na pergamin.</p>

<p>- Harry... on... - wyszeptała
zalana łzami Granger. - Powiedział, że nie będzie go na
dwóch pierwszych lekcjach. Ale ja się martwiłam. Musiałam to
sprawdzić. Nie myślałam, że będzie chciał
pójść... - Nie dokończyła jednak, wybuchając
gwałtownym szlochem i chowając twarz w dłoniach.</p>

<p>Dyrektor bez słowa
wręczył list Severusowi.</p>

<p>- To prywatne! - wykrzyczał
Weasley zdławionym głosem. Severus spojrzał na kilka pierwszych
zdań:</p>

<p>Mam nadzieję, że kiedy
czytacie ten list, Voldemorta już nie ma. Mam nadzieję, że
wszystko poszło zgodnie z planem i nareszcie będziecie mogli
spać spokojnie, wiedząc, że wojna się
skończyła... Moja śmierć była konieczna.</p>

<p>Jego dłoń samowolnie
zgniotła list, upuszczając go na podłogę.</p>

<p>Gabinet pogrążył
się w ciemności, która pochłonęła wszelkie kolory i
dźwięki. Pozostało jedynie głuche dudnienie.</p>

<p>Moja śmierć...</p>

<p>Śmierć...</p>

<p>Choćby miał rozedrzeć
na pół cały świat... i choćby musiał
zagłębić ramiona w jego wnętrznościach,
zanurzając je całe we krwi, to własnymi rękoma wydrze go z
tej czeluści, w którą skoczył... a kiedy tylko go odzyska,
wymierzy mu taką karę, by Potter już nigdy nie odważył
się doprowadzić go do takiego... stanu.</p>

<p>Nogi samoczynnie poniosły go
wprost w kierunku Granger.</p>

<p>- Posłuchaj mnie, dziewczyno -
warknął, łapiąc ją za ramię i szarpiąc z
taką siłą, że natychmiast się opanowała. - Potter
nie poradzi sobie sam. Wyruszysz natychmiast z Weasleyem i zbierzesz jak
największą ilość osób, które są gotowe
stanąć do walki przeciwko Czarnemu Panu. Nie obchodzi mnie, z którego
będą roku i czy potrafią rzucać jakiekolwiek ofensywne
zaklęcia. Im więcej różdżek, tym większe szanse.
Rozumiesz, że stawką jest życie Pottera?</p>

<p>Granger przez chwilę po prostu
wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, po czym
kiwnęła głową.</p>

<p>- Rozumiem, profesorze - odparła
cicho, ocierając łzy wierzchem dłoni. Kiedy podniosła
wzrok, by na niego spojrzeć, w jej oczach lśniło zdecydowanie. -
Pomogę panu go uratować.</p>

<p>Severus wzdrygnął się.
Puścił jej ramię i wyprostował się.</p>

<p>- Chodź, Ron - powiedziała
do stojącego obok Weasleya, łapiąc go za rękę i
wybiegając z gabinetu.</p>

<p>- Severusie, nie możesz ich
zabrać! - zaprotestowała McGonagall, kiedy tylko oboje zniknęli
na schodach. - Przecież to są dzieci! Rozumiem, że aby
uratować Pottera potrzebujemy jak najwięcej osób zdolnych
władać różdżką, ale nie możemy wystawiać na
niebezpieczeństwo uczniów! Ich rodzice umieścili ich tutaj, aby
zapewnić im bezpieczeństwo, a nie po to, żebyś...</p>

<p>- Jeżeli jeszcze nie
zauważyłaś, to właśnie trwa wojna - przerwał jej
ostro Severus. - Prędzej czy później Czarny Pan i tak zapukałby
do ich domów, a teraz przynajmniej mogą zrobić coś
pożytecznego i przyczynić się do zwycięstwa. Każda
różdżka da nam przewagę.</p>

<p>Wiedział, że posyła
ich na pewną śmierć. Wiedział, że będzie
miał ich krew na rękach, ale nie obchodziło go to. Może
się nawet wykąpać w tej krwi, byle tylko dotrzeć do
Pottera.</p>

<p>- Albusie! - McGonagall zwróciła
się do Dumbledore'a. - Powstrzymaj do szaleństwo.</p>

<p>- Minerwo, nie mamy teraz czasu na
kłótnie. Harry także jest zaledwie niewykwalifikowanym uczniem, a
teraz znalazł się sam wśród setek wyszkolonych zabójców i
potrzebuje naszej pomocy. Jeżeli część uczniów z
własnej woli będzie chciała wziąć udział w
bitwie, to nie mogę im tego zabronić. Proszę cię, byś
natychmiast zawiadomiła wszystkich nauczycieli. Zostało naprawdę
niewiele czasu. Spotkamy się w punkcie aportacyjnym.</p>

<p>McGonagall zacisnęła
drżące usta.</p>

<p>- Mam nadzieję, że wiesz,
co robisz, Albusie - odpowiedziała roztrzęsionym głosem, po czym
odwróciła się i rzucając Snape'owi potępiające
spojrzenie, wybiegła z gabinetu.</p>

<p>- Zgredku - Dumbledore pochylił
się nad wciąż ukrywającym się za jego szatą
skrzatem - będziesz mi potrzebny. Wskażesz nam dokładne miejsce,
w które aportowałeś się z Harrym. I postaraj się
porozmawiać ze skrzatami. Może któryś będzie chciał
się do nas przyłączyć. Wiesz, gdzie znajduje się punkt
aportacyjny? - Zgredek niepewnie pokiwał głową. - Doskonale.
Poczekasz tam na nas. A teraz ruszaj.</p>

<p>Rozległ się
głośny trzask i skrzat rozpłynął się w powietrzu.</p>

<p>Cisza, która nagle zapadła,
wydawała się niemal iskrzyć.</p>

<p>Severus spojrzał na Dumbledore'a.
Dyrektor stał odwrócony do niego tyłem, z rękami
założonymi za plecami. Wydawał się być
pogrążony w myślach.</p>

<p>Wszystko było gotowe.
Wystarczyło jedynie się tam udać i... wkroczyć w
otchłań.</p>

<p>Na co więc czekali?</p>

<p>- Zawsze fascynowało mnie to,
jak wielką potęgą jest miłość - powiedział
nagle dyrektor. Jego głos był zachrypnięty i zmęczony, ale
tliła się w nim pewna doza... niedowierzania. - Jak wiele potrafi
pokonać, jak ogromną moc ofiarować, a jednocześnie... jak
bardzo osłabić, nawet najsilniejszego człowieka. - Severus
zmarszczył brwi. - Wkrada się niepostrzeżenie, niczym kropla do
wnętrza skały i kruszy najtwardsze serca. Roztapia nawet
najgrubszą, najtrwalszą powłokę lodu. - Dumbledore
odwrócił się powoli, spoglądając na Snape'a swoimi
iskrzącymi oczami. - A twoja powłoka, Severusie, była jedną
z najwytrzymalszych, jakie znałem.</p>

<p>Nawet wpadający wprost do
gabinetu grom nie uderzyłby w Severusa z taką siłą, z
jaką zrobiło to tych kilka wypowiedzianych cicho słów.</p>

<p>- Wiedziałeś? -
zapytał słabym głosem, patrząc wprost w te chłodne,
błękitne oczy i mając wrażenie, że cały gabinet
pogrążył się w ciemności, pozostawiając jedynie
ich dwóch.</p>

<p>- Co wiedziałem? Jak
wchodził do Wielkiej Sali, a ty przerywałeś posiłek i nie
mogłeś oderwać od niego wzroku? Czy może jak twoje oczy
rozjaśniały się, kiedy tylko o nim wspominałem? Czy jak
bardzo byłeś rozbity za każdym razem, kiedy leżał w
szpitalu? - W spojrzeniu Dumbledore'a nie było już iskier. Jedynie
chłodna, ostra stanowczość. - Może i jestem starym
głupcem, Severusie, ale nie jestem ślepym ignorantem. A
miłość to nie jest coś, co można ukryć równie
łatwo jak nienawiść czy chęć zem...</p>

<p>- Zamilcz! - Słowa same
wyrwały mu się z ust. Nie mógł słuchać, jak Dumbledore
w tak spokojny sposób obnaża jego słabość.
Słabość, której nienawidził, a jednocześnie
pielęgnował w sobie niczym najdoskonalsze zjawisko. - Nie mam zamiaru
tego wysłuchiwać! - powiedział z odrazą, odwracając
się plecami do mężczyzny.</p>

<p>- A jednak mnie wysłuchasz,
Severusie. - Głos dyrektora stał się ostrzejszy. - Wiem, że
nie darzysz mnie sympatią. Nie zdziwiłbym się nawet, gdybyś
pragnął mojej śmierci...</p>

<p>Severus odwrócił się
gwałtownie, wbijając w Dumbledore'a pociemniałe z gniewu
spojrzenie:</p>

<p>- Dlaczego na to
pozwoliłeś? Jaki miałeś w tym cel? - zapytał tak
zajadle, jakby pragnął jedynie kąsać.</p>

<p>Dyrektor odetchnął
głęboko, opadł na fotel i spojrzał znad swoich okularów
połówek na stojącego przed nim mężczyznę.</p>

<p>- Z początku podejrzewałem,
że mamy szpiega. Nie zajęło mi jednak dużo czasu, by
odkryć, że to właśnie ty, Severusie,
działałeś na naszą niekorzyść. Zrozumiałem,
że robiłeś wszystko, żeby przybliżyć się do
Czarnego Pana. Nie rozumiałem tylko, dlaczego tak ci na tym
zależało, że byłeś nawet gotów nas zdradzić, aby
to osiągnąć. - Dyrektor przerwał na chwilę,
pocierając skronie. - Kiedy jednak Harry został zaatakowany przez
Draco, zauważyłem pewną zmianę w twoim zachowaniu. Twoja
reakcja na całe zajście była, delikatnie mówiąc...
zdumiewająca. Zacząłem cię więc uważnie
obserwować i bardzo szybko odkryłem naturę tej zmiany. - Oczy
Dumbledore'a rozjaśnił delikatny błysk, a jego spojrzenie
musnęło twarz Severusa z czymś na kształt...
zaintrygowania. - Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś
miał na ciebie tak ogromny wpływ, Severusie. Tylko dlatego nie przeciąłem
tego od razu, pomimo, iż każdy na moim miejscu zrobiłby to bez
wahania. A kiedy poprosiłeś, bym zatrzymał Harry'ego na
święta w Hogwarcie... wtedy już wiedziałem, że to
coś tak potężnego, że nie mogło się równać z
żadnym zaklęciem, przysięgą czy pragnieniem. Tam, gdzie ja
poległem, zwyciężyło coś znacznie silniejszego ode
mnie. Jak mógłbym z tym walczyć? Jak mógłbym próbować to
przerwać? To zaszło już zbyt daleko, znacznie dalej niż byłem
w stanie sięgnąć. Mogłem tylko przyglądać
się, jak bardzo zmieniasz się pod wpływem Harry'ego i mieć
nadzieję, że to uczucie okaże się wystarczająco silne,
by pokonać to, co w sobie nosiłeś. - Dyrektor
westchnął, marszcząc brwi i przyglądając się
Severusowi badawczym spojrzeniem. - Odkąd do mnie przybyłeś,
próbowałem to ujarzmić, ale byłeś zbyt dziki, by mi
się podporządkować. Miałeś w sobie zbyt dużą
ciemność, Severusie, zbyt wiele gniewu... i wiedziałem, że
tylko Harry posiada moc zdolną cię powstrzymać. Tylko on
mógł okiełznać twój gniew i przekształcić go w
użyteczną broń. Broń, która będzie walczyła po
naszej stronie. Broń, której Czarny Pan nie posiada i nigdy posiadać
nie będzie. - Dumbledore pochylił się nieznacznie, a jego jasne
oczy nabrały barwy zasnutego chmurami nieba. - I udało mu się.
Wdarł się do twojego serca niczym cierń, którego wyrwanie grozi
zbyt dużą utratą krwi, aby móc to przeżyć. Dzięki
Harry'emu, stanąłeś po naszej stronie. A mając cię w
swych szeregach, mamy szansę zwyciężyć.</p>

<p>Z każdym kolejnym słowem
Severus miał wrażenie, jakby cała krew odpływała z
jego twarzy, pozostawiając jedynie wyjałowioną, odartą z
obronnej powłoki, nagą skórę.</p>

<p>Nikt, kto spróbowałby go
odsłonić w taki sposób, nie uszedłby z życiem. Nikt, poza
Dumbledore'em. Tym pozbawionym wszelkich skrupułów manipulatorem, który
poświęciłby każdego, byle tylko osiągnąć
swój cel. Dla którego każdy przejaw uczucia, nawet
najpotężniejszego ze wszystkich, był jedynie środkiem to
zrealizowania zamierzenia. Który był w stanie wykorzystać nawet
swoją najdrogocenniejszą kartę, aby zwyciężyć, nie
zważając na to, że w trakcie rozgrywki mogła zostać
zniszczona.</p>

<p>Severus rzucił się do
przodu, opierając ręce na blacie i przybliżając twarz do
spokojnej twarzy dyrektora.</p>

<p>- Pław się w swym
małym zwycięstwie, ty pomylony starcze - wysyczał,
wkładając w słowa tyle jadu, iż niemal poczuł jak
spływa mu do gardła. Twarz Dumbledore'a była nieporuszona i
opanowana. I tylko Severus potrafił dostrzec to, co kryło się za
tymi stalowoniebieskimi oczami spoglądającymi na niego jak na
krnąbrnego nastolatka znad okularów połówek. Widział to już
zbyt wiele razy w innych oczach - czerwonych jak morze krwi, przeciętych
podłużnymi źrenicami.</p>

<p>Lodowate, bezwzględne
zaślepienie.</p>

<p>- Skoro tak dobrze mnie
poznałeś, to doskonale wiesz, do czego jestem zdolny - wyszeptał
przez zęby, niemal przewiercając swoim spojrzeniem te stalowe oczy
naprzeciw. - Może i wyruszamy na tę wojnę razem, ale nasze
ścieżki biegną w zupełnie różnych kierunkach i
każdy z twoich aurorów, który spróbuje wejść mi w drogę,
skończy jako pokarm dla padlinożerców.</p>

<p>- Wiesz, że mogę cię
powstrzymać - odparł spokojnie Dumbledore. - Obowiązuje cię
przysięga, Severusie.</p>

<p>- Spróbuj - wyszeptał
śmiertelnie poważnym głosem. - Ale wtedy zamiast małego
zwycięstwa poniesiesz jedynie sromotną porażkę.</p>

<p>Dyrektor zmarszczył brwi, ale
Severus nie miał zamiaru dopuścić go do głosu.</p>

<p>Jak ten stary głupiec
śmiał mu grozić? Jak śmiał chociaż
pomyśleć o tym, że zdoła go powstrzymać?</p>

<p>- Jeżeli Potterowi coś
się stanie, będziesz pierwszym, który mi za to zapłaci -
wysyczał prosto w jego haczykowaty nos i nie czekając na
jakąkolwiek odpowiedź, odwrócił się i ruszył w
stronę wyjścia.</p>

<p>- Severusie... - Dumbledore nie
wymówił tego głośno, ale wystarczająco stanowczo, by Snape
zatrzymał się przy drzwiach.</p>

<p>Niech spróbuje... niech tylko
spróbuje...</p>

<p>- Wszystko jest teraz w twoich
rękach. Wierzę, że go odnajdziesz. Tylko razem tworzycie
broń, która ma szansę go pokonać - usłyszał
łagodny głos za plecami, ale nie odwrócił się, by spojrzeć
na dyrektora. - Uważaj na siebie.</p>

<p>Severus nie odpowiedział.
Wyszedł z gabinetu, kierując się wprost do punktu aportacyjnego.</p>

<p>***</p>

<p>Pomimo płaszcza ciałem
Hermiony wstrząsały dreszcze. Nawet ciepłe ramię Rona,
którym ją obejmował, nie potrafiło dać jej schronienia. Do
jej uszu dobiegał gwar wielu różnych głosów, prowadzone szeptem
rozmowy. Otworzyła zaciśnięte powieki i po raz kolejny
rozejrzała się po polanie.</p>

<p>Byli tu niemal wszyscy.
Członkowie Zakonu Feniksa, aurorzy, pracownicy ministerstwa, nauczyciele,
nieznani jej czarodzieje i czarownice, a nawet skrzaty domowe. Widziała
Hagrida i madame Maxime. Niedaleko nich rodzice Rona rozmawiali z Lupinem i
Kingsleyem Shackleboltem. Bill obejmował ramieniem Fleur, a Charlie i
Percy wydawali się namawiać Ginny do pozostania w zamku.</p>

<p>Po lewej stronie stali uczniowie
Hogwartu. Zadziwiające jak wiele osób wykazało chęć
uczestnictwa w bitwie. Kiedy biegła razem z Ronem przez korytarze
Hogwartu, była przekonana, że to na nic. Że nikt nie będzie
chciał narażać swojego życia dla Harry'ego. Ale bardzo
szybko zrozumiała, że nie o Harry'ego tu chodziło.</p>

<p>Niemal każdy znał
kogoś, kto stracił w wojnie bliską osobę, a niektórzy
stracili także członków własnych rodzin. W końcu
nadeszła szansa, aby się zjednoczyć i pokonać Voldemorta.
Nawet ukryci bezpiecznie w Hogwarcie nie mogli być pewni kolejnego dnia.
Wojna stała niemal u bram zamku, pukając w nie coraz
głośniej i natarczywiej. Ale żaden z nich, budząc się
dzisiejszego poranka, nie przypuszczał, że nadejdzie tak szybko. Że
jeszcze tego samego dnia będą stali tutaj, wśród tylu innych,
szykując się do walki. Że zakończenie tego trwającego
latami horroru nadejdzie na trzy miesiące przed końcem roku
szkolnego.</p>

<p>Przeważali szósto i
siódmoroczniacy, ale widziała również wiele osób z piątego roku.
McGonagall chodziła wśród uczniów i odsyłała do zamku
każdego poniżej czwartego roku. Gryfonów i Krukonów było
najwięcej, widziała nawet Seamusa, który zjawił się tutaj
pomimo nienawiści, którą żywił do Harry'ego i rozmawiał
teraz z Neville'em i Deanem. Widziała zapłakaną Anastassy, którą
Greg ciągnął za rękę w stronę McGonagall.
Widziała Ginny, która uwolniła się od braci i podbiegła do
Grega, łapiąc go za dłoń i przytulając się do
jego ramienia. Podniesione głosy kazały jej odwrócić
głowę. Zobaczyła Tonks i Lunę. Sprzeczały się ze
sobą. W pewnym momencie Luna odwróciła się i podeszła do
grupki Krukonów ze swojego roku, a Hermiona z zaskoczeniem obserwowała,
jak Tonks podchodzi do niej, szarpnięciem wyciąga ją z
tłumu i zaczyna siłą ciągnąć do Hogwartu i
dopiero interwencja profesor Sinistry przerwała tę dziwną
sprzeczkę.</p>

<p>Puchoni stanowili mniej liczną
grupę. Zachariasz Smith obracał w palcach swoją
różdżkę, przyglądając jej się w zamyśleniu,
a Susan Bones i Hanna Abbott trzymały się za ręce, słuchając
tłumaczącej im coś z ożywieniem profesor Sprout. Ale
prawdziwym zaskoczeniem było to, że zjawiło się także
kilkoro uczniów Slytherinu. Hermiona nie znała ich nazwisk, ale
widywała ich czasami na korytarzach. Zawsze trzymali się trochę
na uboczu, nie biorąc udziału w fortelach i chuligańskich
wybrykach pozostałych uczniów swojego domu.</p>

<p>Pomimo wielu różnic, wszystkich
na tej polanie łączył wspólny cel i Hermiona niemal czuła
ich zjednoczoną moc, unoszącą się wokół niczym
niewidzialny dym, wymieszaną jednak ze strachem, niepewnością i
gniewem.</p>

<p>Westchnęła i znowu
przymknęła powieki, jeszcze bardziej wtulając się w
ramię Rona. Niebo zasnute było ciężkimi chmurami,
sprawiając, że wydawało się być znacznie ciemniej
niż w rzeczywistości.</p>

<p>Otworzyła oczy. Tak wiele
twarzy... nieznanych twarzy, które widziała po raz pierwszy i których
mogła już nigdy więcej nie zobaczyć. Widziała
malujący się na nich niepokój, trwogę i grozę tego, co
miało nadejść.</p>

<p>Co ich tam czekało? A
jeżeli to wszystko na nic? Jeżeli Harry już dawno nie żyje?
Jeżeli przybędą za późno?</p>

<p>Jej palce mocniej zacisnęły
się wokół trzymanej w dłoni różdżki. Czuła, jak
rozpacz ponownie próbuje wpełznąć do jej serca. Ta sama rozpacz,
która zakleszczyła ją w uścisku, kiedy znalazła list, nie
pozwalając jej złapać tchu i obarczając winą za to, co
się stało, siebie i własną ignorancję.</p>

<p>Jak mogła być tak
głupia? Jak mogła do tego dopuścić? Dlaczego nie
zareagowała wcześniej? Dlaczego pozwoliła, by Harry
cierpiał w samotności? Jak mogła nie dostrzec tego, co się
z nim działo? W jak wielkiej desperacji musiał być, skoro
zdecydował się na taki krok? Co musiało się dziać w
jego głowie? Dlaczego poszedł tam sam? Przecież wiedział,
że wystarczyłoby słowo, a poszliby z nim. Przez tyle lat
walczyli ramię w ramię, zawsze razem, zawsze... Była jego
przyjaciółką... powinna była mu pomóc! Nawet, jeśli nie
rozumiała do końca, co się z nim dzieje, powinna mu
pokazać, że nie jest sam. Że ma kogoś, komu może
zaufać. A teraz... a teraz go nie ma. I może go już nigdy
więcej nie zobaczyć...</p>

<p>W ostatniej chwili zakryła
dłonią usta, powstrzymując napływający do gardła
szloch.</p>

<p>- Snape idzie - usłyszała
nagły szept Rona.</p>

<p>Odwróciła głowę.
Ujrzała zmierzającą w ich stronę ciemną sylwetkę.
Peleryna powiewała za nim przy każdym zdecydowanym kroku,
przywodząc na myśl szykującego się do ataku
drapieżnego ptaka o czarnych, łopocących skrzydłach. A
kiedy znalazł się bliżej i ujrzała jego twarz...
musiała jeszcze głębiej wtulić się w ramię Rona,
aby uchronić się przed przeszywającym ją dreszczem.</p>

<p>Jeszcze nigdy nie widziała na twarzy
jakiegokolwiek człowieka tak zimnej, wręcz lodowatej, wykutej ze
stali zaciętości. Twarz Snape'a przypominała kamienną
maskę, zza której widoczne były jedynie czarne niczym otchłanie,
demoniczne oczy, które obrzuciły wszystkich zgromadzonych takim spojrzeniem,
jakby jedynym miejscem, do którego chciały ich zaprowadzić, było
piekło.</p>

<p>I w tej jednej chwili Hermiona
zrozumiała, że stojący przed nią mężczyzna jest w
stanie zrobić wszystko, aby wyrwać Harry'ego z rąk Voldemorta.</p>

<p>Nie wiedziała tylko, dlaczego
zamiast nadziei, do jej serca wkradł się jedynie dziwny niepokój...</p>

<p>- Dumbledore! - wyszeptał jej do
ucha Ron i nagle wszyscy ucichli, wpatrując się w
zbliżającą się, odzianą w jasnobłękitną
szatę sylwetkę. Ale nawet kiedy dyrektor zatrzymał się na samym
środku polany i zaczął przemawiać do zebranych swym
donośnym głosem, Hermiona zupełnie nie potrafiła
skupić się na jego słowach, wciąż
przyglądając się stojącemu nieopodal Snape'owi, który
wydawał się być zupełnie nieobecny, jakby
wykorzystywał każdą sekundę, każde uderzenie serca na
zaplanowanie strategii.</p>

<p>Ocknęła się dopiero,
kiedy poczuła dłoń Rona wsuwającą się w jej
dłoń i zaciskającą bardzo mocno. Spojrzała na niego
nieobecnym wzrokiem.</p>

<p>- Gotowa? - zapytał cicho.
Wyczuła strach w jego głosie. Pomimo tak wielu potyczek i walk, które
stoczyli, żadne z nich nie było gotowe na to, co miało
nadejść.</p>

<p>Ale musieli spróbować.</p>

<p>Dla Harry'ego.</p>

<p>Skinęła głową.</p>

<p>Słyszała wokół siebie
trzaski aportacji. W jej drugą dłoń wsunęła się
drobna, pomarszczona rączka. Spojrzała w ogromne oczy Zgredka, a
później na otaczające ją twarze. Neville, Luna, Ginny, Greg,
Cho, Fred i George. Byli tu wszyscy razem. Skrzaty nie były w stanie
przenieść więcej osób przy jednej aportacji.</p>

<p>Zacisnęła powieki.</p>

<p>Nastąpiło nieprzyjemne
szarpnięcie, ziemia uciekła spod jej stóp i wszystko zlało
się w jedną, bezkształtną masę. A kiedy
wylądowała w błotnistej trawie i podniosła rozbiegany
wzrok, aby zobaczyć, gdzie jest, zrozumiała, że znalazła
się... w samym środku piekła.</p>

<p>65. Never let you go</p><empty-line /><p>The world I know can hate you</p>

<p>The world I know can break you</p>

<p>But as you go remember I'm by your
side</p>

<p>The love within you can heal these
tears that burn</p>

<p>And through it all remember I'm by
your side</p>

<p>I will never let you go</p>

<p>As you go, I will never let you go*</p><empty-line /><p>Śmierciożercy mieli
przewagę liczebną. Zrozumiała to natychmiast, kiedy tylko
ujrzała morze zakapturzonych postaci. Dumbledore nie powiedział im
tego. Owszem, zasugerował, że może ich być wielu, ale...
coś takiego?</p>

<p>Z miejsca, w które się aportowała,
widziała dokładnie całą dolinę. Widziała
ścianę ognia wyczarowaną przez dyrektora, która na chwilę
powstrzymała oddziały Śmierciożerców, aby pozostali mogli
bezpiecznie się aportować. Widziała pospiesznie nakładane
przez McGonagall i kilku innych nauczycieli zaklęcia ochronne, ale
doskonale wiedziała, że nie wytrzymają one zbyt długo. Nie
przy takiej liczbie przeciwników...</p>

<p>- Do diabła, Tonks! Co z
tobą?</p>

<p>Rozejrzała się i
spojrzała prosto w popielatobrązowe oczy Dedalusa. Był jednym z
najlepszych aurorów, jakich znała. I najstarszych. Ocalił jej
życie niezliczoną ilość razy podczas różnego rodzaju
akcji, w których brali udział. Nigdy jej nie zawiódł, a ona zawsze
robiła wszystko, by mu dorównać. Jako auror miała obowiązki
do wypełnienia, a teraz właśnie czekał ją
najtrudniejszy sprawdzian ze wszystkich.</p>

<p>Ale...</p>

<p>- W które miejsce zostali aportowani
uczniowie? - zapytała, przekrzykując huk pierwszych klątw
rozbijających się o prowizoryczną barierę ochronną.</p>

<p>Mężczyzna spojrzał na
nią z zaskoczeniem.</p>

<p>- Skąd mam, do cholery,
wiedzieć? Wiem tylko, że musimy się pospieszyć! Dumbledore
i pozostali nie wytrzymają już długo! Chodź!</p>

<p>Złapał ją za
ramię, ale ona wyrwała je, cofając się. Zdumienie, które
pojawiło się na jego twarzy, było niczym cios prosto w
żołądek.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, dziewczyno?</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptała,
odwracając się i rzucając biegiem wzdłuż linii drzew.</p>

<p>Musi ją znaleźć. Musi
ją znaleźć i zabrać stąd! Najdalej jak to
możliwe! Nie powinna była w ogóle pozwolić... nigdy... ale
wokół było zbyt wielu świadków. Co miała zrobić?</p>

<p>Kilka razy o mało nie
zderzyła się z aportującymi się aurorami i czarodziejami,
którzy nagle pojawiali się na jej drodze. Było ich coraz więcej.
Powietrze wypełniło się świstem zaklęć i
okrzykami. Kotara ognia opadła i dwie wrogie armie zmieszały się
ze sobą, rozświetlając niebo rozbłyskami i
nasączając powietrze łuną śmierci.</p>

<p>Przebiegając przez wzniesienie,
ujrzała Dumbledore'a, który stał samotnie z uniesioną
różdżką, kontrolując ogromny ognisty wir, coraz bardziej
rozrastający się na boki i niczym bicz dosięgający
wszystkich Śmierciożerców, którzy otoczyli go szczelnym kordonem,
próbując przebić się przez tę Szatańską
Pożogę.</p>

<p>Nagle tuż przed nią
aportowało się dwóch Śmierciożerców. Wiedziała,
że ma tylko sekundę, zanim odzyskają zmysły po aportacji,
więc nie czekając na nic, cisnęła w pierwszego z nich
zaklęciem odcinającym dopływ powietrza, a kiedy
mężczyzna upadł w trawę, trzymając się za
szyję i dusząc, błyskawicznie skoczyła pomiędzy
drzewa, umykając przed klątwą drugiego ze
Śmierciożerców.</p>

<p>- Dopadnę cię, ty suko! -
usłyszała za sobą tubalny ryk i drzewo przed nią niemal
eksplodowało, kiedy uderzyło w nie zaklęcie. Zatrzymała
się gwałtownie, prawie upadając w trawę i osłaniając
się rękami przed sypiącymi się drzazgami. Na oślep
wycelowała i posłała Repulso w kierunku, w którym powinien
znajdować się Śmierciożerca. Zaklęcie uderzyło w
znajdujące się wokół drzewa, rozsadzając je i wypełniając
powietrze dymem, prochem oraz resztkami kory, ale w ostatniej chwili
zdążyła skoczyć w bok, przeturlać się po ziemi i
ukryć za grubym, powalonym na ziemię konarem.</p>

<p>Miała wrażenie, że
każdy oddech rani jej płuca, jakby w powietrzu zamiast tlenu,
znalazły się jedynie igły. Czuła piekące
rozcięcia na twarzy, posiekanej resztkami fruwających wszędzie
drzazg.</p>

<p>Zapadła względna cisza,
jeśli nie liczyć odległych eksplozji, wybuchów i kakofonii
wykrzykiwanych zaklęć.</p>

<p>Podniosła się i bardzo
powoli wysunęła głowę zza pnia, przeszywając badawczym
spojrzeniem zadymioną okolicę.</p>

<p>Powinien gdzieś tam
leżeć... Powinien...</p>

<p>- Tu cię mam, ty podstępna
zdziro!</p>

<p>Tonks odwróciła głowę,
czując przeszywający jej ciało, lodowaty dreszcz i
spojrzała prosto w czubek wycelowanej w siebie różdżki.</p>

<p>*</p>

<p>Powietrze drżało,
naelektryzowane wypełniającą ją magią. Snopy
zaklęć wzbijały się w górę, zderzając się ze
sobą, lub niczym płonące strzały, mknęły wprost
ku znajdującym się na ziemi wrogom.</p>

<p>Ziemia paliła się,
zamieniała w smolistą maź lub w sypki piasek,
pochłaniając każdego, kto okazał się zbyt powolny lub
po prostu nieostrożny. Sylwetki walczących raz po raz
rozświetlały eksplozje i erupcje, wrzaski umierających
mieszały się z wykrzykiwanymi klątwami, a zaklęcia ochronne
z zabijającymi.</p>

<p>Śmierciożercy nacierali
niczym stado rozwścieczonych, złaknionych krwi bestii, ale
zorganizowana obrona drugiej strony, skutecznie odpierała ich ataki.
Ministerialne zaklęcia ochronne rozpościerały się
wokół niczym rozkładane pospiesznie parasole, drżąc pod
wpływem uderzającego w nie deszczu klątw. Ziemia wybuchała
pod stopami, zasypując głowy walczących gradem
ciemnobrązowej brei.</p>

<p>Aurorzy utworzyli szczelny kordon,
ciskając zaklęciami z taką prędkością, że
powietrze przed nimi wydawało się parować. Ich ataki
okazały się na tyle skuteczne, że bez przerwy przesuwali
się w przód, zmuszając dużą grupę
Śmieciożerców do cofania się.</p>

<p>Ale pozostali mieli mniej
szczęścia. Ich ciała uderzały w ziemię,
wstrząsane konwulsjami, podpalane lub zamieniane w nieruchome posągi.
Hermiona widziała na własne oczy, jak jedna z czarownic rozpadła
się dosłownie na proch, a fala uderzeniowa odrzuciła ją i
Rona na kilka metrów w tył. Upadając, wrzasnęła z bólu,
czując chrupnięcie w barku, ale bardzo szybko się
podniosła, rozglądając się wokół i szukając
pozostałych.</p>

<p>Na lewo od niej Luna, Neville, Seamus
i Dean walczyli z dwójką Śmierciożerców. Cho i reszta Krukonów
zniknęła jej z oczu już jakiś czas temu, kiedy tuż
obok eksplodował krajobraz, zmieniając znajdujących się w
samym epicentrum czarodziejów w zwęglone, porozrzucane szczątki.</p>

<p>- Reducto! - wykrzyknęła,
powalając jednego ze Śmierciożerców i obserwując, jak
skumulowane zaklęcia Seamusa i Deana trafiają w drugiego.</p>

<p>- Uważajcie!</p>

<p>Instynktownie zasłoniła
głowę rękami, czując świst potężnego
zaklęcia. Obok niej przebiegł auror, wymieniając klątwy z
piątką znajdujących się nieopodal Śmierciożerców.</p>

<p>- Chodźmy stąd! -
wrzasnął Ron, łapiąc ją za rękę i
ciągnąc z powrotem w stronę walczących przyjaciół.</p>

<p>Nie było czasu na nic. Na
zastanowienie się, na oddech, na zaplanowanie strategii. Świat
wydawał się zaledwie rozmazaną, wibrującą od
uderzeń, wybuchów i krzyków plamą. Jakby wszystko, poza tym
wypełnionym śmiercią, popiołem i ogniem miejscem,
przestało istnieć. Każdy oddech wydawał się
wiecznością. Jakby czas rozciągał się, zmuszając
zmysły do wykonywania kilkudziesięciu rzeczy na raz. Poruszanie
nogami, wypowiadanie zaklęć, czujność, obserwacja, unik,
reakcja... wszystko w jednym momencie. Pomiędzy jednym a drugim oddechem.
Pomiędzy jednym a drugim uderzeniem serca. I wystarczyło
spóźnić się chociaż o ułamek sekundy, by zmysły
zamarły na zawsze.</p>

<p>Hermiona widziała kątem
oka, jak auror, który ich wyminął, powalił pięciu
Śmierciożerców, zanim na jego drodze stanął przeciwnik,
którego nie był w stanie pokonać.</p>

<p>Bellatriks.</p>

<p>Jej zaklęcie rozwaliło go
na kawałki.</p>

<p>- W nogi! - wykrzyknął Ron
w stronę Luny i Gryfonów, ciągnąc Hermionę za sobą
pomiędzy walczącymi. Słyszała za sobą jej wysoki,
lodowaty śmiech. Wwiercał się w mózg niczym natrętny
kornik.</p>

<p>- A gdzie to się wybieracie,
dzieciaczki? - Głos Bellatriks ociekał trującą
słodyczą. - Ładnie to tak uciekać przed ciocią
Bellatriks? Chcę się tylko przywitać...</p>

<p>Eksplozja na lewo od nich niemal
zwaliła ich z nóg. Hermiona prawie upadła na martwe ciało Hestii
Jones i tylko dzięki sile Rona była w stanie biec dalej. Seamus, Dean
i reszta byli tuż za nimi, kiedy pędzący niczym huragan powiew
wiatru przewrócił ich wszystkich na ziemię. Hermiona poderwała
głowę, patrząc z niedowierzaniem, jak Śmierciożercy
padają, powaleni siłą uderzenia.</p>

<p>- To robota Kingsleya - wysapał
Ron, podnosząc się na kolana. - Widzę Dumbledore'a!</p>

<p>Hermiona podążyła za
jego spojrzeniem i na chwilę jej serce zamarło.</p>

<p>Kilkudziesięciu
Śmierciożerców okrążyło dyrektora, odgradzając go
od reszty walczących, ale Szatańska Pożoga, którą
wokół siebie wyczarował, wydawała się skutecznie
utrzymywać ich na dystans.</p>

<p>Niedaleko nich McGonagall
posyłała oślepiające klątwy w kierunku dwojga
Śmierciożerców. Hermiona rozpoznała w nich rodzeństwo
Carrow.</p>

<p>Potężny ryk
ściągnął jej uwagę z powrotem w stronę dyrektora.
Płomienne bestie zaatakowały Śmierciożerców
krążących wokół niego niczym hieny i nagle powietrze
wypełniło się smrodem palonych ciał i upiornym wrzaskiem
bólu. Ciemne sylwetki rozbiegły się, płonąc żywcem
niczym przemieszczające się szybko pochodnie. Aurorzy wykorzystali
chwilowy zamęt, atakując ze zdwojoną siłą, ale
zakapturzonych postaci wydawało się w ogóle nie ubywać. Jakby
wypełzali spod ziemi, przypominając stado karaluchów i przynosząc
ze sobą jedynie zniszczenie.</p>

<p>Widziała profesora Flitwicka i
profesor Sprout walczących z Yaxleyem i kilkoma innymi
Śmierciożercami. Widziała zbudowane z błota,
potężne sylwetki, wyczarowane przez profesor McGonagall, które
rzucały się na przeciwników, pogrążając ich pod
zwałami ziemi. Widziała wilkołaka Greybacka, który dopadł
Erniego Macmillana, rozrywając jego ciało na strzępy.
Widziała pełzających w błocie rannych, dobijanych przez
zakapturzone postacie, słyszała charczenia, rzężenia i
krótkie, urywane nagle okrzyki bólu.</p>

<p>Podniosła się z ziemi, spoglądając
na swoje spodnie i ręce. Pokrywała je brunatno-czerwona maź,
jakby całe pole bitwy zamieniło się w krwawe bagno. Gdzieś
na lewo rozległo się upiorne skamlenie, kiedy Lupin wraz z kilkoma czarodziejami
wytworzył wokół grupki Śmierciożerców świetliste pole
i Hermiona patrzyła szeroko otwartymi oczami, jak ciała wewnątrz
zapadały się w sobie, jakby coś je z ogromną siłą
miażdżyło.</p>

<p>Widziała przelatujące nad
jej głową ogromne głazy, upadające pomiędzy
Śmierciożerców i toczące się po nich niczym kule bilardowe,
zgniatając ich ciała i roztrzaskując czaszki.</p>

<p>Widziała umierających
przyjaciół. Susan Bones, którą zmiotła ognista kula,
grzebiąc ją pod ciałami czarodziejów, którzy stali wokół
niej. Angelinę Johnson, która zginęła rozszarpana przypadkowym
zaklęciem. Lee Jordana, który powalił trzech
Śmierciożerców, zanim trafiła go Klątwa
Uśmiercająca rzucona przez Dołohowa.</p>

<p>Ale w całym tym chaosie
brakowało tego, dla którego tu przybyli. Nigdzie, nawet przez ułamek
sekundy nie dostrzegła ani Harry'ego, ani Voldemorta.</p>

<p>- UWAGA! - Krzyk Neville'a niemal
rozdarł jej uszy.</p>

<p>Jej spłoszone spojrzenie
przeczesało całą okolicę, widząc rozbiegających
się we wszystkie strony czarodziejów. Zbliżający się coraz
potężniejszy huk wydawał się dobiegać spod samej
ziemi, która zaczęła nagle dygotać pod stopami. Zarówno aurorzy
jak i Śmierciożercy, nie mogąc złapać równowagi,
przewracali się. Hermiona upadła na kolana, zanurzając
dłonie w nasączonym krwią podłożu i wtedy... ziemia
zaczęła nagle opadać. Spojrzała przed siebie. Leżący
na ziemi czarodzieje znikali nagle w tworzącym się uskoku.</p>

<p>- UCIEKAJCIE!</p>

<p>Powietrze wypełniło
się panicznymi wrzaskami. Ziemia rozstępowała się,
pochłaniając każdego, kto znalazł się na linii
urwiska, z którego wznosiły się kąsające języki ognia.</p>

<p>- Hermiono!</p>

<p>Ziemia pod jej kolanami
zniknęła i poczuła, jak opada w dół, ale Ron
szarpnął nią z całej siły, przyciągając do
siebie. Oboje wylądowali w błocie, czując porażający
żar płomieni. Podnieśli się i na wpół
pełznąc, na wpół biegnąc, zaczęli uciekać przed
wciąż osuwającą się ziemią. Dopiero kiedy
znaleźli się kilka metrów od uskoku, zatrzymali się i spojrzeli
na ognistą barierę. Luna, Neville, Dean i Seamus zostali po drugiej
stronie.</p>

<p>Wszyscy zaczęli się
rozdzielać. Widziała niewielkie grupki aurorów i
Śmieciożerców, nacierające na siebie. Niektórzy uciekali do
lasu.</p>

<p>Hermiona podążyła
wzrokiem za uskokiem, widząc jak dociera do granicy drzew i musiała
osłonić oczy dłońmi, kiedy ujrzała
oślepiający rozbłysk. Las zaczął
płonąć. Ale to nie był zwykły ogień.
Płomienne bestie Szatańskiej Pożogi pożerały całe
połacie drzew, rozrastając się w tak błyskawicznym tempie,
iż była pewna, że nikt, kto tam wbiegł, nie zdążył
uciec.</p>

<p>Jeszcze raz spojrzała na
drugą stronę uskoku. Wydawało jej się, że widzi braci
Rona i Ginny, ale równie dobrze mogło to być złudzenie.
Widziała za to bardzo wyraźnie, jak Bellatriks wybucha gromkim
śmiechem, ruszając w pościg za czwórką oddalających
się sylwetek. A potem wszystko przykrył gęsty dym i nie
zobaczyła już nic więcej.</p><empty-line /><p>*</p>

<p>Kiedy tylko Severus poczuł pod
stopami ziemię, natychmiast przyklęknął. Jego
różdżka zadrgała, kiedy potężne zaklęcie
świsnęło mu na głową, uderzyło w znajdujące
się obok drzewo i rykoszetem trafiło w aurora, który aportował
się za nim.</p>

<p>Spojrzał przed siebie, ale
jedyne, co dostrzegł, to gęsty dym i przeszywające go niczym
błyskawice strumienie zaklęć. Powietrze drżało od
wypełniającej je magii, zniekształcając i
potęgując otaczające go dźwięki - krzyki i wrzaski,
rzucane na oślep klątwy i czary, biegające w popłochu
sylwetki. Kilka metrów od niego rozległ się huk i pobliskie drzewo
eksplodowało, zasypując go gradem odłamków. Osłonił
się peleryną i błyskawicznie schronił za najbliższym
pniem.</p>

<p>Wciąż pamiętał
zaskoczenie na otaczających go twarzach, kiedy na ułamek sekundy
przed aportacją, puścił ich dłonie, pozwalając, by
dyrektor, McGonagall, Kingsley, Lupin i kilkoro innych najsilniejszych aurorów
aportowało się bez niego. Ich zadaniem było odwrócenie uwagi
Śmierciożerców i wprowadzenie popleczników Czarnego Pana w
popłoch, aby inni mogli bez przeszkód dostać się na miejsce.
Nikt poza dyrektorem nie wiedział jednak, że Severus ma zupełnie
inne plany.</p>

<p>Musiał od czegoś
zacząć. A raczej... od kogoś.</p>

<p>W oddali, na lewo od niego nad
koronami unosiła się czerwona łuna ognia. Ktoś
podpalił las, najprawdopodobniej po to, by wywabić wszystkich, którzy
znaleźli schronienie wśród drzew.</p>

<p>Severus zmrużył oczy,
uniósł różdżkę i zanurzył się w duszących
oparach.</p>

<p>*</p>

<p>Tonks zacisnęła powieki w
tej samej chwili, w której usłyszała pierwsze sylaby klątwy,
której skutki widziała już zbyt wiele razy, aby obraz
mięśni wystających spod roztopionej skóry nie wyrył jej
się w głowie, prześladując ją nocami.</p>

<p>- Liqi...</p>

<p>- Expelliarmus!</p>

<p>Gwałtownie otworzyła oczy.
Śmierciożerca, odrzucony siłą zaklęcia, uderzył w
pobliskie drzewo i zsunął się po nim niczym połamana
kukiełka.</p>

<p>Do jej ściśniętych
boleśnie płuc wdarło się szczypiące w gardło,
kwaśne powietrze. Odwróciła głowę i ujrzała
stojącą nieopodal grupkę szóstorocznych Krukonów.</p>

<p>- Nic ci nie jest? - zapytała
Cho Chang, podbiegając i wyciągając do niej rękę. Jej
twarz była osmalona, ale dziewczyna nie wydawała się być
ranna, w przeciwieństwie do Padmy Patil, którą podtrzymywał
jasnowłosy chłopak.</p>

<p>Tonks potrzebowała chwili, aby galopujące
szaleńczo serce uspokoiło się odrobinę, a rozchwiane
zmysły powróciły na miejsca.</p>

<p>- Nie, nic - odparła ochryple,
przyjmując wyciągniętą rękę i podnosząc
się z ziemi. - Widzieliście gdzieś Lunę?</p>

<p>Cho pokręciła
głową.</p>

<p>- Nie. Kiedy się aportowaliśmy,
wszędzie byli Śmierciożercy. Rozdzieliliśmy się i
uciekliśmy do lasu i... co to za hałas? - Rozejrzała się,
skonsternowana.</p>

<p>Tonks także go
słyszała. Ryk przypominający stado galopujących centaurów.
Nadciągających z ogromną prędkością.</p>

<p>Odwróciła się i nad
koronami drzew ujrzała krwawą łunę. Coraz
jaśniejszą i gorętszą.</p>

<p>Jej serce zamarło.</p>

<p>- Uciekajcie stąd! -
krzyknęła. - To Szatańska Pożoga!</p>

<p>*</p>

<p>Unoszące się wszędzie
kłęby dymu utrudniały mu widoczność, ale
stanowiły jednocześnie znakomitą ochronę. Widział
przebiegające w pobliżu sylwetki aurorów i uczniów, otaczała go
kakofonia wrzasków i jęków. Jego wyostrzone zmysły szalały,
atakowane ze wszystkich stron hałasem, hukiem, zapachem krwi i
oślepiającymi rozbłyskami. Każdy ruch wymagał
przemyślenia, każdy krok mógł być jego ostatnim.</p>

<p>Severus doskonale zdawał sobie
sprawę z tego, że Śmierciożercy nie przyjmą go z
otwartymi ramionami, ale wciąż nie był pewien, co mógł
powiedzieć im Czarny Pan i jak bardzo wpłynie to na wszelkie
konfrontacje z nimi. Na razie musiał utrzymać absolutną
czujność na wypadek, gdyby...</p>

<p>Zatrzymał się nagle, kiedy
przestępując nad ciałem nieznanego mu czarodzieja,
dostrzegł wyłaniający się z mgły żółty
promień.</p>

<p>- Protego! - krzyknął,
cofając się o krok i wbijając wzrok w gęstą
przestrzeń. Wystarczył ułamek sekundy i sugestia ciemnego
kaptura, aby zrozumiał z kim ma do czynienia. - Sectumsempra!</p>

<p>Śmierciożerca zawył i
upadł na ziemię, dygocząc spazmatycznie, a z rozcięć
na jego skórze trysnęła krew.</p>

<p>Severus dopadł do niego, łapiąc
go za szatę na piersi i pociągając w górę, aż ich
twarze znalazły się na wprost siebie. Rozpoznał go.</p>

<p>- Gdzie jest Czarny Pan, Jugson? -
wysyczał lodowato, zagłębiając spojrzenie w jego oczach i
penetrując zewnętrzne obszary umysłu. Odpowiedź powinna
wypłynąć na samą powierzchnię od razu po zadaniu
pytania i nawet gdyby to żałosne ścierwo próbowało ją
ukryć, to i tak byłoby już za późno.</p>

<p>Mężczyzna spojrzał na
niego przekrwionymi oczami i wycharczał:</p>

<p>- Myślisz, że ci powiem,
zdrajco?</p>

<p>Nic. Żadnej, nawet
najlżejszej sugestii. Jedynie lepkie, triumfalne rozbawienie. Severus
wycofał się, w ostatniej chwili uwalniając się od ekspansji
najświeższego wspomnienia Jugsona, wypełnionego
przeszywającym dziewczęcym wrzaskiem i głową okoloną
kruczoczarnymi lokami, toczącą się powoli po błotnistej
trawie.</p>

<p>Do oczu Severusa
napłynęła smolista czerń. Przystawił
różdżkę do szyi Śmierciożercy i wyszeptał
jadowicie:</p>

<p>- Powiesz, albo zadam ci takie
cierpienia, że śmierć wyda ci się wybawieniem.</p>

<p>Mężczyzna zaczął
się chrapliwie śmiać, krztusząc się własną
krwią.</p>

<p>- Spróbuj, ale to i tak na nic. Nikt
ci nic nie powie. Tylko jedna osoba zna miejsce jego pobytu. I sama cię
znajdzie.</p>

<p>Brwi Severusa zmarszczyły
się.</p>

<p>Wyczuwał, że mówi
prawdę. Ale ta prawda nic mu nie dawała. Mógłby
dogłębnie spenetrować jego umysł, rozdrapując go swymi
szponami tak, aby pozostały z niego jedynie parujące zgliszcza, ale
znajdował się na polu bitwy. Był całkowicie
odsłonięty. Każdy mógłby go zaatakować, gdyby tylko...</p>

<p>- Co z Potterem? - wysyczał mu w
twarz, jeszcze mocniej szarpiąc bezwładnym ciałem. - Powiedz mi
tylko, czy żyje!</p>

<p>W oczach mężczyzny
zamigotało coś przerażającego, a w kąciku warg
pojawiła się bańka krwi. Śmiał się.
Minęła chwila, zanim z jego ust dobiegł ochrypły,
wypełniony satysfakcją szept:</p>

<p>- Zwyciężyliśmy...</p>

<p>Oczy Severusa wypełniły
się trującą, kąsającą ciemnością,
uwalniając z klatki drapieżcę o błyszczących
kłach i długich pazurach i jego dłonie zacisnęły się
na gardle mężczyzny z taką siłą, iż niemal
usłyszał pękające ścięgna i gasnący,
śmiertelny charkot.</p>

<p>- Convorto!</p>

<p>Magiczne zmysły Severusa
wrzasnęły ostrzegawczo zanim jeszcze zobaczył czerwony
promień.</p>

<p>- Protego! - Pospiesznie
rozciągnięta bariera była zbyt słaba i rozpadła
się, odrzucając Severusa do tyłu. Upadł w błoto i
instynktownie przeturlał się w bok w tej samej chwili, w której
kolejna klątwa uderzyła wprost w miejsce, w którym przed chwilą
leżał. Kiedy tylko odzyskał pozycję do ataku,
błyskawicznie odnalazł wzrokiem poruszającego się na
granicy widzenia Śmierciożercę, wycelował i
krzyknął: Crucio!</p>

<p>Ale mężczyzna uchylił
się, posyłając jednocześnie kolejną klątwę.
Severus odparował atak, ciskając w mężczyznę
Sectumsemprą, ale i ta chybiła.</p>

<p>Cholera, był szybki.
Wyjątkowo szybki.</p>

<p>Ale i na to był sposób...</p>

<p>Przy kolejnym ataku, zamiast w
poruszającą się we mglę sylwetkę, wycelował w...
ziemię.</p>

<p>- Terraventus! - wysyczał.
Powietrze wypełniło się drobinkami ziemi, tworząc
wokół Śmierciożercy gęsty, stożkowaty lej,
wirujący z ogromną prędkością. Severus
słyszał jego urywane okrzyki, kiedy próbował cisnąć w
niego kolejną klątwą, ale drobiny piachu i błota
wciskały mu się do ust i oczu, uniemożliwiając jakikolwiek
atak.</p>

<p>Severus wyprostował się i
przez chwilę po prostu przyglądał się szamoczącemu
się pośród żywiołu mężczyźnie, tak jak
patrzy się na złapanego w pajęczą sieć robaka.</p>

<p>- Crucio! - powiedział lodowato,
celując różdżką prosto w jego pierś. Ciało
wydało głuchy odgłos, upadając na ziemię, a
przestrzeń wypełniło upiorne wycie bólu. Severus powstrzymał
wirujący wciąż żywioł machnięciem
różdżki i podszedł do nieruchomego ciała Jugsona. Jego
puste oczy wpatrywały się przestrzeń. Przestąpił nad
nim i dotarł do wijącego się w spazmach i skamlącego
żałośnie drugiego Śmierciożercy.</p>

<p>Doskonale rozpoznawał tę
twarz. Dołohow. Jeden z najbardziej zasłużonych popleczników
Czarnego Pana.</p>

<p>Z pewnością musiał
wiedzieć coś więcej niż Jugson. Ale tym razem Severus nie
miał zamiaru tracić czasu na bezproduktywne dyskusje. Wiedział,
że żaden z nich nie powie mu niczego z własnej woli. Bardzo
wyraźnie ujrzał to na powierzchni umysłu Jugsona. Traktowali go
jak zdrajcę. Czarny Pan go potrzebował, więc nie mogli go
zabić, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że
będą na niego polować. Podejrzewał, że Czarny Pan
dał im wolną rękę. O tak, to było do niego podobne.
Zaplanował dla niego perfekcyjnie okrutną grę naszpikowaną
pułapkami, wiedząc, że niezależnie od tego, w jakim Severus
znajdzie się stanie, i tak nie zawróci.</p>

<p>- Witaj, Dołohow - wysyczał
z odrazą, klękając obok i celując różdżką w
jego pierś. - Infirmitate - wypowiedział i ciało
mężczyzny zwiotczało, tak jakby pozbawiono je siły
napiętych niczym postronki mięśni. Rozglądając
się uważnie wokół, Severus sięgnął do ukrytej
głęboko w szacie kieszeni, w której zawsze trzymał kilka silnych,
dobrze zabezpieczonych eliksirów, poczynając od odtrutek, a
skończywszy na Veritaserum, które właśnie wziął w
dłoń.</p>

<p>Kiedy jednak odkorkował kciukiem
butelkę i przysunął ją do twarzy mężczyzny,
kątem oka dostrzegł poruszający się we mgle cień.</p>

<p>Odwrócił głowę i
uniósł różdżkę, gotów do rzucenia klątwy, ale bardzo
szybko rozpoznał twarz swojej niedoszłej ofiary, pomimo
pokrywającej ją sadzy i kropli zaschniętej krwi.
Wystarczająco wiele razy widział na lekcjach jej skupione oblicze.</p>

<p>- Drętwota! - wrzasnęła
rozpaczliwie Cho Chang, celując różdżką za siebie. Severus
poderwał się, chowając eliksir do kieszeni szaty i rzucając
okiem na podążające za nią, odziane w czerń sylwetki.</p>

<p>Wypełniony zdziczałym
strachem wzrok dziewczyny padł na niego, a jej oczy rozszerzyły
się od napływającej do nich nadziei.</p>

<p>- Profesorze Sn...</p>

<p>Celnie rzucona klątwa
trafiła ją prosto w plecy. Nadzieja prysła, zmieniając
się w zaskoczenie i pękający w źrenicach ból. Upadła
na kolana, niczym pozbawiona sił kukiełka, wprost u jego stóp.</p>

<p>Nadal jednak dyszała.</p>

<p>- Mam ją! - Severus
usłyszał pełen uniesienia głos młodego Notta. -
Trafiłem ją, tato!</p>

<p>Ubłocona dłoń
złapała go za szatę. Severus zerknął w dół w tej
samej chwili, w której z mgły wyłonili się dwaj Nottowie, a
zaraz za nimi ośmioro innych Śmierciożerców.</p>

<p>- Witaj, Severusie - powitał go
Nott, przeciągając sylaby. Severus zerknął na trzymaną
przez niego różdżkę. Cała jego dłoń pokryta
była krwią. Wciąż świeżą. Spływała
po uniesionym ramieniu, wsiąkając w rękaw szaty. - Muszę przyznać,
że znakomicie wyszkoliłeś mojego syna. Dzięki jego
umiejętnościom, udało nam się rozbić całą
grupę tych pełzających wszędzie małych larw. -
Wskazał różdżką na leżącą na ziemi
dziewczynę.</p>

<p>- Rozwaliliśmy ich na
kawałki. - Głos młodego Notta ociekał samozadowoleniem. -
Jeszcze tylko ona. - Podszedł bliżej, wyciągając
różdżkę. Severus widział na jego twarzy mściwą,
pozbawioną skrupułów satysfakcję. Wiedział, że
dziewczyna żyje jeszcze tylko dlatego, że chłopak nie może
się zdecydować, którego zaklęcia użyć, aby zadać
jej jak najwięcej cierpień. A znał ich wiele. Severus sam go ich
nauczył.</p>

<p>- Gratulacje - odparł
chłodnym, doskonale opanowanym tonem. - Czarny Pan z pewnością
doceni wasz wkład w bitwę. Zabicie kilkoro niewyszkolonych dzieciaków
to już niemal zwycięstwo. Jestem pewien, że zostaniecie za to
odpowiednio wynagrodzeni.</p>

<p>Widział, jak Nott marszczy brwi
w umysłowym wysiłku, ale w tej samej chwili usłyszał
uradowany głos jego syna.</p>

<p>- Już wiem!</p>

<p>Pociągnięcie za szatę
skierowało jego wzrok ponownie w dół, wprost na wpatrujące
się w niego, szeroko otwarte oczy. Wypełnione cichym, pozbawionym
nadziei błaganiem.</p>

<p>- Profes...</p>

<p>- Scindite! - wysyczał Nott i
powieki dziewczyny opadły, zatrzaskując jej świadomość
w agonii cierpienia, a ciało zamieniając w rzucany drgawkami
ochłap.</p>

<p>Severus znał to zaklęcie.
Rozrywało powoli narządy wewnętrzne, doprowadzając do tego,
że ofiara wykrwawiała się.</p>

<p>Tylko wyćwiczona przez lata do
perfekcji blokada, którą zakładał już tak wiele razy,
wiążąc wszelkie uczucia głęboko na dnie duszy,
utrzymała jego ściskającą różdżkę
dłoń na miejscu i nie pozwoliła mu jej unieść.</p>

<p>Ale spętane emocje uwolniły
się w inny sposób.</p>

<p>Ujrzał przed oczami zaspaną
twarz. Potargane, czarne włosy rozrzucone na poduszce i rozgrzane od snu
policzki. Powieki uniosły się, odsłaniając
krystaliczną zieleń. Na wargi wypłynął senny
uśmiech.</p>

<p>Dzień dobry, Severusie...</p>

<p>Uderzenie było tak silne,
że niemal zwaliło go z nóg. Zachwiał się, powracając
do rzeczywistości i czując gryzący dym, wdzierający mu
się do płuc. Obraz przed jego oczami wyostrzył się i
Severus skierował je wprost na stojącego kilka metrów dalej Notta.</p>

<p>- Gdzie jest Potter? - zapytał
najbardziej opanowanym tonem, na jaki go było stać.</p>

<p>Zobaczył lodowaty rozbłysk
w oczach Śmierciożercy. Zakrwawiona dłoń jeszcze mocniej
ścisnęła różdżkę.</p>

<p>- Czarny Pan miał rację -
powiedział stalowym głosem. - Wiedział, że będziesz go
szukał. - Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmieszek. -
Ale nigdy go nie znajdziesz. Tylko jedna osoba zna miejsce pobytu Czarnego Pana
i gdy nadejdzie czas, sama cię odszuka.</p>

<p>- W takim razie możecie
powiedzieć tej osobie, że mam to, czego potrzebuje Czarny Pan -
odparł Severus, patrząc prosto w zimne oczy Notta. - I że jestem
gotów mu to oddać, by przyczynić się do naszego zwycięstwa.</p>

<p>Śmierciożerca
wyglądał tak, jakby rozbawiły go słowa Snape'a.</p>

<p>- Masz nas za idiotów, Severusie?
Czarny Pan ostrzegał nas przed tobą. Nikt ci nie zaufa, plugawy
zdr...</p>

<p>Jego słowa zagłuszyły
dobiegające z prawej strony krzyki. W powietrzu świsnęły
zaklęcia. Severus przypadł do ziemi. Jedna z klątw uderzyła
w młodego Notta, a druga trafiła w wysokiego, potężnie
zbudowanego Śmierciożercę.</p>

<p>Z mgły wyłoniło
się pięcioro aurorów, ciskając zaklęciami z taką
szybkością, że ich różdżki były zaledwie smugami
światła. Śmierciożercy zwarli szereg, kontratakując.
Severus złapał bezwładne ciało Dołohowa i
osłaniając się nim jak tarczą, zaczął ciskać
zaklęciami w nacierających aurorów. Jednego z nich powalił
Sectumsemprą, ale już nie zdążył odbić
zaklęcia, które trafiło w Dołohowa, przewracając ich obu na
ziemię. Zrzucił z siebie martwe ciało i błyskawicznie
uskoczył na bok, zasypywany grudkami ziemi. W miejscu, w którym jeszcze
przed chwilą leżał, ział niewielki krater.</p>

<p>- Avada Kedavra! - ryknął,
trafiając prosto w pierś najbliżej stojącego aurora,
którego twarz zamieniła się w maskę zaskoczenia, a jego
ciało z impetem uderzyło w ziemię. - Protego! - Bariera
zadrżała pod wpływem siły skierowanego w niego
zaklęcia, ale z największym wysiłkiem zdołał ją
utrzymać. Znajdujący się dwa metry od niego Nott powalił
nacierającego na nich napastnika w tej samej chwili, w której ostatni
pozostały przy życiu auror cisnął w niego zaklęciem,
które posłało jego ciało w górę i rzuciło o
ziemię z taką siłą, że Severus usłyszał chrupnięcie
łamanego karku i już wiedział, że Nott z
pewnością się po tym nie podniesie. Kilkoro ocalałych
Śmierciożerców, widząc, że ich przywódca zginął,
niemal natychmiast ulotniło się z miejsca bitwy, a Severus
wykorzystał powstałe przy tym zamieszanie, ciskając
Klątwą Uśmiercającą prosto w ostatniego aurora. Kiedy
nieruchome ciało padło na ziemię, Severus błyskawicznie
rozejrzał się wokół, gotów do obrony. Ale w pobliżu nie
pozostał już nikt żywy.</p>

<p>Oddychając ciężko,
wyprostował się i odrzucił do tyłu spocone włosy. W
którymś momencie jakieś zaklęcie minęło go o
włos, rozcinając mu szatę na ramieniu i skórę pod nią,
ale rana była płytka i niegroźna. Potoczył wzrokiem po
leżących na ziemi ciałach. Wydawały się być
wszędzie. Zastygłe w pozie obronnej albo też porozrywane,
leżące w kałużach krwi.</p>

<p>Tupot biegnących stóp
sprawił, że jego mięśnie ponownie napięły
się, a dłoń trzymająca różdżkę uniosła.
Z mgły wyłoniło się kilkoro kolejnych aurorów. Severus dostrzegł
wśród nich Shacklebolta. Opuścił nieco różdżkę,
by nie wyglądało na to, że bezpośrednio grozi pięciu
aurorom, ale nie na tyle nisko, by nie mógł w każdej chwili
cisnąć w nich zaklęciami, gdyby go do tego zmusili.</p>

<p>- Co tu się stało,
Severusie? - zapytał Kingsley, rozglądając się po polu
bitwy.</p>

<p>- Cóż, na drzemkę mi to
raczej nie wygląda - odparł szyderczo Snape, trącając
stopą martwe ciało Notta, którego głowa wygięta była
pod dziwnym kątem. Merlinie, jakim cudem człowiek, który biega po
polu bitwy i natykając się na martwe ciała, pyta "co
się stało?" mógł zajść tak daleko? - Ale
jeśli ci na tym zależy, to spróbuj ich obudzić i przepytać.
Może ci odpowiedzą.</p>

<p>- To nie czas na kpiny -
warknął poważnie Kingsley, wpatrując się badawczo w
Severusa. - To nie ja stoję wśród ciał wrogów po kostki we krwi.
No, chyba że zdążyłeś się tu aportować, aby
sprawdzić, czy jeszcze dyszą. - Spojrzenie Kingsleya było tak
natarczywe, jakby pragnął wypalić dziurę w czaszce Snape'a
i zajrzeć do środka. Ale najwyraźniej zapomniał, że to
Severus był Mistrzem Legilimencji. - Dlaczego nie aportowałeś
się razem z nami? - zapytał auror. Severus ujrzał unoszące
się w górę różdżki. Wszystkie celowały prosto w niego.</p>

<p>Podszedł o krok bliżej,
zatrzymując się na wprost Kingsleya i zanurzając stalowe
spojrzenie w jego oczach.</p>

<p>- Zejdź mi z drogi, Kingsley -
wysyczał przez zaciśnięte zęby głosem zimniejszym
niż zbocza góry lodowej. - Jeżeli pragniesz odpowiedzi, to zwróć
się do Dumbledore'a. Z pewnością ci ich udzieli.</p>

<p>Ich skrzyżowane spojrzenia
ścierały się ze sobą z taką siłą, iż
powietrze pomiędzy nimi wydawało się iskrzyć.</p>

<p>Severusie...</p>

<p>Severus odwrócił się nagle
i rozejrzał wokół desperackim wzrokiem, ale poza nimi nikogo tu nie
było. Kiedy spojrzał ponownie na Kingsleya, zauważył,
że auror ma zmarszczone brwi i również obserwuje okolicę, ale
najwyraźniej niczego nie zauważył, bo ponownie wbił
podejrzliwe spojrzenie w Severusa.</p>

<p>Severusie...</p>

<p>- Z drogi - warknął
stanowczo Snape, odsuwając aurora na bok. Niczym zahipnotyzowany, nie
zważając na wycelowane w siebie różdżki, ruszył za tym
głosem i dopiero przeszywające wrzaski i seria rozbłysków na
lewo od nich sprawiła, że do jego zamglonego spojrzenia
powróciła ostrość. I Severus usłyszał ten dobrze
znany, wysoki, perlisty śmiech.</p>

<p>To ona! To musi być ona! Czarny
Pan nikogo innego nie darzył tak wielkim zaufaniem.</p>

<p>Mocniej zacisnął
dłoń na różdżce i wbiegł w dym, kierując się
prosto w stronę niesionego wiatrem śmiechu.</p>

<p>*</p>

<p>Miała wrażenie, że
płuca palą ją żywym ogniem, a nogi przypominają dwie
kamienne kolumny, którymi coraz trudniej było poruszać. Każdy
kolejny krok wymagał nadludzkiego wysiłku. Ale biegła dalej,
przeskakując nad leżącymi na ziemi ciałami, omijając
grupki walczących i starając się nie wpaść na przebiegających
czarodziejów. Ron biegł pół kroku za nią. Słyszała
jego ciężki, świszczący oddech, ale ten dźwięk
dawał jej siłę. Wciąż tu byli. Razem. I
najwyraźniej udało im się zgubić ścigających ich
Śmierciożerców. Obejrzała się przez ramię,
wbijając badawcze spojrzenie w unoszący się kłębami
dym.</p>

<p>- W lewo! - wycharczał Ron.</p>

<p>Mechanicznie skręciła w
lewo, widząc przed sobą rozbłyski zaklęć i
słysząc rozdzierające krzyki. Kiedy oddalili się na tyle,
że krzyki zamieniły się jedynie w niesione wiatrem echo, a rozbłyski
przypominały zaledwie oddalone, rozświetlające niebo
błyskawice, zatrzymała się, opierając ręce na kolanach
i próbując złapać oddech.</p>

<p>Jej kolana drżały z
wysiłku, a zranione przy upadku ramię boleśnie pulsowało.</p>

<p>- Zgubiliśmy ich, Ron -
wyszeptała, spoglądając na pochylonego i krztuszącego
się dymem Rona. Kiedy się wyprostował, niemal go nie
poznawała. Cała jego twarz umazana była błotem, po tym, jak
przewrócił się w trawę, w ostatniej chwili unikając
zielonego promienia Zaklęcia Uśmiercającego. Widziała
jedynie rozszerzone z niedowierzania oczy, którymi wpatrywał się w
nią, próbując złapać oddech i coś jej powiedzieć.</p>

<p>- Widziałaś? -
wydyszał w końcu, przełykając ślinę i
prostując się. - Snape'a! Widziałaś go, Hermiono?
Walczył razem ze Śmierciożercami! Zabił aurora! Zawsze
wiedziałem, że jest po ich stronie! Parszywy zdrajca!</p>

<p>Hermiona spojrzała ponad
ramieniem Rona, tak jakby chciała przebić wzrokiem mgłę i
dojrzeć to, czego nie byli w stanie zobaczyć.</p>

<p>- Nie. On to wszystko robi dla
Harry'ego - powiedziała cicho, wypowiadając na głos
kłębiące się w jej głowie myśli.</p>

<p>Jej spojrzenie padło na
osłupiałą twarz Rona.</p>

<p>- Jak to dla Harry'ego? Dlaczego
miałby robić coś takiego? O czym ty mówisz?</p>

<p>- Na razie musisz wiedzieć tylko
tyle, że Snape jest po naszej stronie, bez względu na to, jak to
wygląda. Wyjaśnię ci to, kiedy tylko... PADNIJ!</p>

<p>Wystarczyła jej tylko sugestia
zbliżającego się, zakapturzonego cienia i słaby
rozbłysk. Złapała Rona za rękę, ciągnąc go
ku ziemi. Klątwa śmignęła nad ich głowami.</p>

<p>- W nogi! - wrzasnął Ron,
podnosząc się pierwszy i ciągnąc ją za sobą. -
Drętwota! - wykrzyknął, na oślep celując
różdżką za siebie.</p>

<p>Znowu uciekali. Jak długo
dadzą tak radę? Nie miała już sił, a jakiegokolwiek
zaklęcia by nie użyli, Śmierciożercy odbijali je z
taką łatwością, jakby nie były niczym innym, jak tylko
nieszkodliwymi smugami kolorowych świateł.</p>

<p>Robiło się coraz
goręcej. Zbliżali się do granicy płonącego lasu. Kiedy
tam dotrą, nie będzie już żadnej drogi ucieczki.</p>

<p>- Ron - wysapała. - Musimy...
musimy skręcić. To pułapka. Prowadzą nas prosto w
ślepą uliczkę.</p>

<p>- Nie mamy gdzie! -
krzyknął Ron, wskazując jej jasne rozbłyski na lewo i na
prawo od nich.</p>

<p>Hermiona rozejrzała się.
Wydawało się, że są walki trwają wszędzie. A
wbiegnięcie prosto pomiędzy dwie walczące strony równało
się samobójstwu.</p>

<p>Nagle Ron zatrzymał się tak
gwałtownie, że z rozpędu wpadła na niego i oboje
wylądowali w błotnistej trawie. Desperackim wzrokiem spojrzała
przed siebie, automatycznie unosząc różdżkę i
układając w głowie słowa zaklęcia, kiedy w
zmierzającej w ich stronę sylwetce rozpoznała... Lupina.</p>

<p>- Ron! Hermiona! -
wykrzyknął, opuszczając różdżkę i
podbiegając do nich. Hermiona przyjęła jego
wyciągniętą dłoń, z trudem podnosząc się z
ziemi. Zobaczyła wyłaniających się zza jego pleców aurorów.
Jej trzepoczące w piersi i boleśnie obijające się o
żebra serce zamieniło się w wosk, spływając niemal do
samych stóp.</p>

<p>- Jesteśmy... ścigani -
wydyszał Ron, wskazując za siebie.</p>

<p>Twarz Lupina zmieniła się w
jednej sekundzie.</p>

<p>- Ukryjcie się! - wysyczał,
popychając ich w stronę, z której przed chwilą przyszedł.
Hermiona złapała dłoń Rona i pociągnęła ich
oboje w dół, przypadając do ziemi. Zobaczyła jak Lupin roztacza
wokół siebie i trzech innych aurorów zaklęcie ochronne. A kiedy tylko
dwaj ścigający ich Śmierciożercy wyłonili się z
dymu... dokładnie w tej samej chwili ich ciała uderzyły o
ziemię, trafione serią klątw. Znacznie silniejszych niż
mogli się spodziewać, ścigając dwójkę nastolatków.</p>

<p>Hermiona pierwsza podniosła
się z ziemi, chociaż zapanowanie nad wycieńczeniem
ściągającym jej ciało z powrotem w dół wydawało
się niemal ponad jej siły.</p>

<p>- Dobrze, że nic wam nie jest -
powiedział Lupin, podchodząc do nich. - Nie potrafię
pojąć powodu, dla którego dyrektor zgodził się na wasze
uczestnictwo w bitwie, ale według mnie popełnił ogromny błąd.
Nie powinien narażać waszego życia...</p>

<p>- Co z Harrym? - przerwała mu
Hermiona. - Ktoś go widział?</p>

<p>Lupin spojrzał na nią z
przygnębieniem, po czym pokręcił głową.</p>

<p>- Przykro mi. Pytałem już
chyba wszystkich, na których się natknąłem, ale nikt go nie
widział. Przepadł bez śladu.</p>

<p>- A moja rodzina? - zapytał
zapalczywie Ron. - Widziałeś ich?</p>

<p>- Niedaleko stąd
minąłem Freda i George'a. Możliwe, że byli tam także
twoi rodzice i siostra, ale nie jestem pewien. Przebiegliśmy obok,
ścigając grupkę Śmierciożerców. Nie miałem czasu
się zatrzymać.</p>

<p>Ron wyraźnie się
rozluźnił, ale Hermiony nie potrafiło opuścić
nieprzyjemne uczucie, wpełzające powoli do jej umysłu.</p>

<p>- Voldemorta także nigdzie nie
ma - powiedziała pospiesznie. - Myśli pan, że są
gdzieś indziej? Że Voldemort zabrał gdzieś Harry'ego?</p>

<p>Lupin spojrzał na nią
przeciągle.</p>

<p>- Bardzo możliwe - odparł z
namysłem. - Ale jeżeli to prawda... to niech Merlin ma nas w swojej
opiece.</p>

<p>Hermiona zagryzła wargę.</p>

<p>Czyżby wszystko, co robili...
całe to poświęcenie, było na nic? Dlaczego go tu nie
było? Dlaczego Voldemort miałby zabrać gdzieś Harry'ego? A
jeżeli już go zabił i...?</p>

<p>Nie. Nie zrobił tego. Nie
zabił go. Gdyby Harry zginął, Voldemort z pewnością
pojawiłby się tutaj, aby ogłosić swoje zwycięstwo. On
gdzieś tam jest... i tylko jedna osoba jest w stanie go
odnaleźć.</p>

<p>- Chodź, Ron - powiedziała,
ciągnąć go za rękę. - Dziękujemy, profesorze
Lupin, ale dalej sami musimy sobie poradzić.</p>

<p>- Uważajcie na siebie -
zakrzyknął jeszcze Lupin, zanim stracili go z oczu.</p>

<p>- Gdzie idziemy? - zapytał Ron,
biegnąc za nią.</p>

<p>- Znaleźć Snape'a -
powiedziała stanowczo, wbijając badawcze spojrzenie w kłęby
gryzącego dymu.</p>

<p>*</p>

<p>Ciał przybywało. Severus
sunął pomiędzy nimi niczym cień, z różdżką w
pogotowiu i wyostrzonymi zmysłami, gotów w każdej chwili
zaatakować. Zręcznie omijał miejsca rozbrzmiewające
wrzaskami torturowanych, kierując się coraz głębiej i
głębiej w nasączone cuchnącym oddechem śmierci pole
bitwy, prowadzony naprzód tylko jedną, jedyną myślą.</p>

<p>Potter.</p>

<p>Śmierciożercy atakowali na
oślep, niczym stado wygłodniałych wilków, bez zastanowienia
eliminując każdego, kto wszedł im w drogę, i nie
oszczędzając nikogo. Severus kilkakrotnie natknął się
na ślady walki - jeszcze ciepłe, dymiące ciała, niektóre w
całości, niektóre porozrywane na strzępy, jakby wielu
Śmierciożerców żałowało, że nie może
używać siekier zamiast różdżek. Severus znał ich
wszystkich doskonale. Spędził z nimi wystarczająco wiele czasu,
by poznać ich taktykę i słabe strony. Atakowali bez finezji i
bez planu. Byle tylko zadać ofierze jak najwięcej cierpień przed
śmiercią. W pewnym sensie przypominali to, co sami po sobie
zostawiali - zbroczone krwią ochłapy mięsa, poruszające
się tylko i wyłącznie za pomocą mechanicznej siły
rozpędu, tratujące wszystko, co napotkały na swej drodze, dopóki
nie sczezły we własnych odchodach po spotkaniu z aurorem, który
okazał się, jakimś dziwnym trafem, przebieglejszy od nich.</p>

<p>Na razie straty po obu stronach
wyglądały na wyrównane, chociaż zakapturzonych ciał
wydawało się być nieco mniej. Severus nie miał zamiaru
mieszać się w walki, ale ci głupcy, którzy ośmielali
się go atakować, nie dawali mu wyboru. Musiał zachować
wszystkie swoje dojścia, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Nawet jeżeli
wiedział, że po tej drugiej stronie jest całkowicie spalony, to
nie zamierzał zamykać sobie drzwi. Na razie starał się
wcisnąć w nie stopę. Kiedy nadejdzie okazja, pchnie je tak
mocno, iż z pewnością otworzą się na całą
szerokość.</p>

<p>Tym razem odległe echo
perlistego śmiechu rozległo się bardziej na północ.</p>

<p>Był już blisko. Bellatriks
zdawała się wciąż oddalać i zmieniać kierunki,
ale on nie stracił tropu ani na chwilę.</p>

<p>Przyspieszył. Gdzieś przed
nim rozległy się huki i wrzaski wykrzykiwanych klątw, więc
błyskawicznie skręcił, jeszcze głębiej zaszywając
się w skrywający go dym.</p>

<p>Po przejściu kilkunastu metrów,
znów ją usłyszał. Znacznie bliżej.</p>

<p>Jego zmrużone i skrupulatnie
badające okolicę oczy rozświetlił krótki, ostry
rozbłysk. Niczym wyładowanie elektryczne, zanim nadciągnie
prawdziwa burza.</p>

<p>We mgle, parę metrów przed
sobą dostrzegł kilka niskich głazów, układających
się w coś na kształt okręgu. Zatrzymał się z
uniesioną różdżką. Pomiędzy głazami coś się
poruszało...</p>

<p>Zanim Severus zdążył
wykonać jakikolwiek kolejny krok, potężna sylwetka oderwała
się od ziemi, obwąchując powietrze i Severus w jednej chwili
zrozumiał, z kim ma do czynienia. Ale wilkołak również to
zrozumiał.</p>

<p>- No proszę, kogo my tu mamy...
- wycharczał Greyback, porzucając zakrwawione, rozszarpane
ciało, którym się właśnie posilał, a następnie
podnosząc się i odwracając. Dolna połowa jego twarzy
pokryta była brunatnoczerwoną posoką i kawałkami
mięsa.</p>

<p>- Zejdź mi z drogi -
wycedził Severus, mierząc go spojrzeniem, które każdego innego
wprowadziłoby przynajmniej w lekki niepokój. Ale wilkołak jedynie
wykrzywił usta w parodii uśmiechu.</p>

<p>- Dokąd ci się tak spieszy,
Severusie? - Greyback przechylił lekko głowę, obdarzając go
zaciekawionym spojrzeniem, zwykle zarezerwowanym dla tych, którzy jeszcze nie
zdają sobie sprawy z tego, że już niedługo jego kły
będą wydzierać mięso z ich ciał. Kawałek po
kawałku. A najlepiej, gdy wciąż jeszcze będą się
szamotać... - Chcesz pomóc nam z tym szlamowatym plugastwem, czy też
pragniesz dołączyć do aurorów? Po której tak właściwie
jesteś stronie?</p>

<p>Severus tak bardzo zmrużył
oczy, iż w tej chwili wydawały się jedynie wąskimi
szczelinami, zza których spoglądała ciemność.</p>

<p>- Nie mam czasu wdawać się
z tobą w dyskusje - wysyczał odpychająco, robiąc krok w
prawo i słysząc stłumiony warkot dobiegający od
potężnej sylwetki wilkołaka. Jego ciało wyglądało
tak, jakby zatrzymało się w połowie transformacji pomiędzy
człowiekiem a bestią. Miał siłę drapieżnika i
umysł Śmierciożercy. Na szczęście żadna z tych
cech nie była do końca rozwinięta. Gdy zmieszasz ze sobą
dwa eliksiry, naczynie nie stanie się nagle dwa razy pojemniejsze.</p>

<p>- To, że nie możemy
cię zabić, nie oznacza, że nie możemy zadać ci wielu
różnych rodzajów bólu. - Jego głos już niemal całkowicie
przypominał warkot.</p>

<p>- Zaraz sam poznasz jeden z nich,
jeśli natychmiast nie usuniesz się z drogi - odparł lodowato
Severus, jeszcze mocniej ściskając różdżkę i
celując nią prosto pomiędzy jego zniekształcone
połowiczną transformacją oczy.</p>

<p>Nie miał ochoty z nim
walczyć. Musiał zachować wszystkie siły na Bellatriks. I na
to, co nadejdzie później...</p>

<p>Wyglądało na to, że
bestia w końcu zrozumiała, na czyim terytorium się
znalazła, i powoli zaczęła się wycofywać.</p>

<p>Severus, nie spuszczając
różdżki z twarzy Greybacka, ruszył na wprost w kierunku, z
którego ostatnio dobiegał śmiech Bellatriks. Lecz kiedy go
mijał, usłyszał cichy warkot, jakby wilkołak za
wszelką cenę chciał mieć ostatnie zdanie:</p>

<p>- Kiedy Czarny Pan już zabije
Pottera, radzę ci uciekać jak najdalej stąd, ponieważ wielu
będzie chciało cię dopaść.</p>

<p>Severus zatrzymał się,
wbijając w niego spojrzenie o stalowej pewności siebie.</p>

<p>- W takim razie cię
rozczaruję. - Przybliżył się, aby mężczyzna
doskonale usłyszał jego słowa. - Czarny Pan nie zabije Pottera.</p>

<p>Ujrzał, jak połączone
ze sobą brwi wilkołaka marszczą się, próbując
rozgryźć te słowa, ale jego umysł był zbyt mocno
zatruty popędem drapieżcy, by poradzić sobie z tak trudnym
zadaniem.</p>

<p>Severus opuścił nieco
różdżkę i odwrócił się do niego bokiem, ruszając
dalej, ale kiedy znów usłyszał jego przypominający warczenie
głos, zatrzymał się w pół kroku.</p>

<p>- Jak śmiesz w to
wątpić, zdrajco? Oczywiście, że go zabije. Moim zdaniem
właśnie w tej chwili obdziera go ze skóry. Bardzo powoli, aby
chłopak cierpiał straszliwe katusze za wszystkie plany, które
zniweczył. - Severus zaczął się odwracać w stronę
wilkołaka. A jego oczy... jego oczy... - A później odda nam resztki
jego zmaltretowanego ciała. Jestem pewien, że będą
smakować wybornie... Cóż to będzie za ucz...</p>

<p>To, co się później
stało, utonęło w zalewającej wszystko, czerwonej posoce
szaleństwa.</p>

<p>Wilkołaki były silne i
szybkie. Ale te cechy nie dawały przewagi w obliczu pojedynku z kimś,
kogo prowadzi ślepa, płomienna furia, wykuta w kuźni szału
i dająca niemal nadludzką siłę.</p>

<p>Powietrze wypełniło
się rykiem, kurzem i krwią. Severus nie widział niczego poza
czernią, konsumującą jego duszę, nie pragnął
niczego poza zmiażdżeniem kości, zgnieceniem czaszki, zadaniem
niewyobrażalnego bólu. Gdzieś na granicy ciemności
słyszał przerażające skamlenie, ale jego umysł
przypominał w tej chwili jedynie czysty, rozgrzany do czerwoności,
żelazny pręt, bezlitosny i ostry niczym grot strzały.
Mający tylko jeden cel.</p>

<p>Zabić.</p>

<p>Zabić.</p>

<p>Widział swe własne
dłonie, ściskające głowę wilkołaka i
uderzające nią o głaz. Raz. Drugi. Trzeci.</p>

<p>Bez końca.</p>

<p>- Zdychaj... - ochrypły,
mściwy charkot, który wydobył się z jego własnych ust,
wdarł się w ciemność, wyławiając go z powodzi
krwi w tej samej chwili, w której zmiażdżona czaszka ustąpiła,
pokrywając jego ręce brunatną posoką, aż po
łokcie.</p>

<p>Kłujące, gorzkie powietrze
wdarło mu się do płuc, przywracając opanowanie i
rozwiewając ciemność.</p>

<p>Odsunął się i
spojrzał na swe dzieło. Bezwładne ciało opierało
się o jeden z głazów. Z rozbitej, zmiażdżonej głowy
wylewała się krew, przypominając spływający po kamieniach,
niewielki potok.</p>

<p>Ciemność powoli
odpływała, przeganiana przez zieleń wpatrzonych w niego oczu.
Widział je. Tak wyraźnie. Tuż przed sobą.</p>

<p>- Nie dotknie cię -
wycharczał ochrypłym głosem, wyciągając
rękę, ale jego dłoń odnalazła jedynie powietrze.</p>

<p>Zacisnął powieki,
walcząc z zawrotami głowy i powracającym gwałtownie
czuciem.</p>

<p>Wszystko w nim
płonęło. Miał wrażenie, jakby na niewielką
chwilę krew w jego żyłach zmieniła się w płynny
ołów, dewastując je pompowaną przez nie adrenaliną.
Mięśnie pulsowały, a zwężone płuca dopiero teraz
nadrabiały zaległości z kilkudziesięciu ostatnich sekund,
podczas których wypełniała je jedynie ognista żądza mordu.</p>

<p>Jego ciało pokrywały
zadrapania i siniaki. Czuł, jak powoli wypływają na
powierzchnię skóry.</p>

<p>Drżącą
dłonią sięgnął do ukrytej w szacie kieszeni i
pospiesznie wypił kilka łyków bladofioletowego eliksiru.</p>

<p>Pomogło.</p>

<p>Kiedy otworzył oczy, ponownie
wypełniała je jedynie bezlitosna, zdeterminowana czerń.</p>

<p>Rozejrzał się w
poszukiwaniu swojej różdżki. Znalazł ją w błocie,
kilka metrów dalej. Podniósł ją i wytarł w pelerynę, a
następnie rozejrzał się czujnie wokół i nie mogąc
pozwolić sobie już na ani jedną chwilę zwłoki,
wsunął się w dym, przyczajony niczym szykujący się do
ataku drapieżca.</p>

<p>Bellatriks gdzieś tam była.
Oddaliła się, ale wciąż słyszał jej niesiony
wiatrem śmiech.</p>

<p>Nie umknie mu.</p>

<p>*</p>

<p>Tonks zatrzymała się
gwałtownie.</p>

<p>Ten śmiech... poznawała go.</p>

<p>Bellatriks!</p>

<p>Powietrze przeciął
ochrypły wrzask, który sprawił, że jej ciało pokryło
się gęsią skórką. Nie należał on jednak ani do
aurora, ani do żadnego dorosłego czarodzieja. To był uczeń.</p>

<p>Zrobiła krok w tamtą
stronę, ale zawahała się.</p>

<p>Powinna tam pobiec. Powinna im pomóc.
Była aurorem. To był jej obowiązek, ale... starcie z Bellatriks
było zbyt ryzykowne. Nie miała żadnego wsparcia. A jeżeli
zginie i jej nie odn...</p>

<p>- Expelliarmus!</p>

<p>Moment, w którym rozpoznała ten
głos, przypominał kąpiel w lodowatym strumieniu.</p>

<p>Zerwała się do biegu,
myśląc jedynie o tym, że jej największy koszmar
właśnie nabierał realnych kształtów.</p>

<p>Luno...</p>

<p>Luno...</p>

<p>Nie mogła oddychać.</p>

<p>Boże, tam była Bellatriks!
To już koniec. Koniec.</p>

<p>66. When love and death embrace</p><empty-line /><p>Where are you now?</p>

<p>Are you lost?</p>

<p>Will I find you again?</p>

<p>Are you alone?</p>

<p>Are you afraid?</p>

<p>Are you searching for me?*</p><empty-line /><p>- Stój! - Hermiona zatrzymała
się, nasłuchując. - Słyszę czyjeś głosy.</p>

<p>Jej nogi drżały z
wysiłku. W przeciągu kilku ostatnich minut aż trzy razy
natknęli się na dymiące zgliszcza pozostałe po starciu
aurorów ze Śmierciożercami. Wciąż pamiętała wzrok
jednego z konających mężczyzn, kiedy podeszła bliżej,
aby sprawdzić, czy ktoś przeżył. Spojrzał na nią
tak, jakby patrzył z dna najboleśniejszej, najpotworniejszej
otchłani, jaką można sobie wyobrazić. Nie mógł
mówić, ale widziała w jego oczach bezgłośne błaganie.
Błaganie o śmierć.</p>

<p>A ona nie mogła zrobić nic,
by mu pomóc...</p>

<p>Później znowu uciekali, kiedy
zostali zauważeni. Udało im się zgubić pościg i
oddalić od linii walk, ale wciąż natykali się na
przebiegające w pośpiechu grupki. Musieli być bardzo ostrożni.
Śmierciożercy wydawali się być wszędzie.</p>

<p>Hermiona zmarszczyła brwi,
wsłuchując się w zbliżające się głosy.
Powinna złapać Rona i jak najszybciej się stąd
oddalić, ale potrzebowała... informacji. Jakichkolwiek. Miała
wrażenie, że oboje błądzą w ciemności i po
części tak właśnie było.</p>

<p>- Zaczekaj - wyszeptała do Rona,
opadając na kolana i kierując różdżkę na swoje nogi. -
Tacitus Gressus.</p>

<p>- Co robisz?</p>

<p>- Zaraz wrócę. Nie ruszaj
się stąd - odparła szeptem, przesuwając się na
czworaka w stronę głosów.</p>

<p>- Hermiono! - Ron kucnął,
przywołując ją szeptem z powrotem. - Wracaj! Nie idź tam!</p>

<p>Nie myliła się.
Słyszała ich coraz wyraźniej. Kilkoro Śmierciożerców,
przeczesujących okolicę w poszukiwaniu kolejnych ofiar.
Zatrzymała się, kładąc się na ziemi i starając się
nawet nie drgnąć. Widziała ich ciemne sylwetki poruszające
się w gęstym dymie. Próbowała zrozumieć, o czym
rozmawiają, ale do jej uszu dobiegały tylko fragmenty zdań.
Miała nadzieję, że wspomną o Harrym albo chociaż o
Voldemorcie, ale nie mówili o niczym, co mogłoby jej pomóc, więc
wycofała się szybko, nasłuchując, czy nie
skręcają w ich stronę, ale oddalili się.</p>

<p>- I co? - zapytał Ron, kiedy
tylko udało jej się do niego wrócić. Wyprostowała się,
spojrzała na niego i pokręciła głową.</p>

<p>- Nic. Ani słowa o Harrym -
westchnęła, biorąc głęboki, drżący oddech.</p>

<p>Była już tak bardzo
zmęczona... Chwilami miała wrażenie, jakby śniła.
Jakby to wszystko było tylko koszmarem, z którego niedługo się
obudzi. I znowu będzie w Hogwarcie. I będą tam wszyscy. Wszyscy,
którzy... odeszli. I będą się szykować do egzaminów, jak
zawsze. A jej jedynym zmartwieniem będzie zdobycie jak najwyższego
wyniku na owutemach w przyszłym roku...</p>

<p>Zadrżała i
złapała się za ramiona, rozmasowując je. Zerknęła
na Rona. Patrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami i... czymś, co
wyglądało jak poirytowanie.</p>

<p>- Nie wiem, po co to
zrobiłaś. Czego się spodziewałaś? I tak niczego
się od nich nie dowiesz - powiedział z goryczą, spluwając
na ziemię.</p>

<p>Dziewczyna spojrzała na niego
bez słowa. Ron również wyglądał na potwornie
zmęczonego, ale wcale nie miała mu tego za złe. Sama ledwie
trzymała się na nogach, a wydawało się, że są
równie daleko od odnalezienia Harry'ego, jak w chwili, w której tu przybyli.
Wszystko szło... nie tak.</p>

<p>- Znajdziemy go, Ron - powiedziała
cicho, łapiąc go za rękę i ściskając mocno.</p>

<p>- Jak? Sama widziałaś te
wszystkie trupy! - Rozpaczliwie machnął ręką,
wskazując zadymioną okolicę. - Skąd wiesz, że nie
przegraliśmy? Może wszyscy już dawno zginęli, a tylko my tu
zostaliśmy i biegamy w kółko jak zagubione psy?</p>

<p>- Przestań! -
Wyszarpnęła rękę z jego uścisku. - Na pewno tak
się nie stało. Lupin by nam powiedział...</p>

<p>- Lupin sam nic nie wie! Moim zdaniem
powinniśmy dać sobie spokój z tym bezcelowym bieganiem i
poszukać mojej rodziny!</p>

<p>- Twoja rodzina na pewno trzyma
się razem i wspiera wzajemnie, a Harry jest tam sam!</p>

<p>Oczy Rona zapłonęły
dziko.</p>

<p>- Harry jest moim najlepszym
przyjacielem i zawsze wszystko dla niego poświęcałem, ale tym
razem nic nie możemy zrobić! Ty nie masz tu rodziny! Nie wiesz, jak
to jest się o kogoś bać!</p>

<p>Jej ręka poderwała
się, zanim zdążyła opanować zalewającą jej
piersi falę płomiennego gniewu. Ron, zaskoczony, cofnął
się pod wpływem ciosu, który wymierzyła mu pięścią
w obojczyk.</p>

<p>- Boję się o ciebie, ty
kretynie! - krzyknęła, podnosząc rękę, aby
uderzyć ponownie. - Boję się o Harry'ego! Boję się,
że już go nie zobaczymy, że możemy tu oboje
zginąć, że któreś z tych ciał, które spotykamy,
może należeć do Luny albo do Neville'a, albo do...</p>

<p>- Może trochę ciszej, panno
Granger, chyba że chcecie ściągnąć tu wszystkich
Śmierciożerców z okolicy.</p>

<p>Hermiona odwróciła się
gwałtownie, unosząc różdżkę.</p>

<p>*</p>

<p>Szybciej...</p>

<p>Szybciej.</p>

<p>Szybciej!</p>

<p>W biegu mijała rozmazane
sylwetki walczących, przeskakiwała nad ciałami i ciskała
zaklęciami, jeżeli tylko dostrzegła sugestię czarnego
kaptura.</p>

<p>- Tonks, uważaj! - Okrzyk
walczącego ze Śmierciożercą Artura Weasleya ostrzegł
ją o zbliżającej się klątwie. Zrobiła unik i
biegnąc w pozycji pochylonej, powaliła Śmierciożercę
zaklęciem żądlącym. Wyminęła Molly i jej
córkę, a kilka metrów dalej dostrzegła w dymie Freda i George'a
Weasleyów, rzucających w dwóch Śmierciożerców
eksplodującymi oślepiająco kulkami.</p>

<p>Bellatriks się
przemieszczała. Tonks słyszała jej przybliżający
się i oddalający śmiech.</p>

<p>Przyspieszyła. Ciskała
zaklęciami w każdego, kto stanął jej na drodze.
Widziała łunę rozbłyskujących czarów. A to
oznaczało, że jest jeszcze szansa... że nadal się broni.</p>

<p>W biegu odbiła
rykoszetujące zaklęcie i wydawało się, że dym nagle
rozstąpił się, ukazując jej drobną postać,
klęczącą na ziemi z wyciągniętą
różdżką i bujnymi blond włosami, potarganymi teraz i
zlepionymi błotem.</p>

<p>- Protego maxima! -
krzyknęła, zatrzymując się tuż przed nią i
osłaniając ją przed pędzącym w jej stronę
strumieniem błękitnego światła. Tarcza, którą
wyczarowała, zadrżała i rozbiła się, ale klątwa
została zniwelowana.</p>

<p>Miała tylko sekundę.</p>

<p>Odwróciła głowę,
spoglądając wprost w rozszerzone z zaskoczenia, błękitne
oczy.</p>

<p>- Uciekaj stąd! -
wrzasnęła. Merlinie, gdyby tylko miała odrobinę więcej
czasu, aby ją pochwycić i nie puścić, dopóki nie aportuje
się z nią w miejsce, w którym byłaby bezpieczna.</p>

<p>Odwróciła się z powrotem w
tej samej chwili, w której z mgły wyłoniła się Bellatriks.
Jej twarz wykrzywiła się chwilowym zaskoczeniem, kiedy zamiast
bezbronnej ofiary, którą już niemal miała na haczyku,
ujrzała celującego w nią aurora. Ale to zaskoczenie
błyskawicznie zmieniło się w rozbawienie.</p>

<p>- Witaj, moja droga siostrzenico -
wycedziła, uśmiechając się w taki sposób, jakby jedyne, czego
jej brakowało, aby wzbudzać jeszcze większą grozę,
były kły. - Nie wiesz, że to nieładnie przerywać
komuś pościg za taką małą, zwinną
małpeczką?</p>

<p>Tonks oblizała zaschnięte
od biegu i dymu wargi.</p>

<p>- A czy ty nie wiesz, droga
"cioteczko", że to nieładnie próbować chwytać
cudze małpki?</p>

<p>Zaskoczenie. Dokładnie to
chciała osiągnąć. I natychmiast je wykorzystała.</p>

<p>- Fractum! - wykrzyknęła,
robiąc krok w przód.</p>

<p>Bellatriks z największym trudem
zdołała odbić zaklęcie.</p>

<p>- ŚMIESZ MNIE ATAKOWAĆ, TY
PARSZYWY ODMIEŃCU?! CRUCIO!</p>

<p>Tonks skoczyła w bok,
błyskawicznie łapiąc równowagę i rzucając w Bellatriks
zaklęciem porażającym. I nie czekając na jego skutki,
natychmiast zaczęła ciskać kolejnymi. Jeden po drugim. Raz za
razem, by przeciwnik nie miał szansy nawet pomyśleć o ataku.</p>

<p>Nacierała, przesuwając
się do przodu, zupełnie nie dbając o obronę, byle tylko
ją zniszczyć, spopielić na miejscu, raz na zawsze, by już
nigdy nie mogła podnieść na nią ręki! Jej dłoń
niemal drżała z wściekłości, wypełnione ogniem
oczy zdawały się żądlić, ale Bellatriks odbijała
niemal każde zaklęcie, chociaż ich siła zmuszała
ją do nieustannego cofania się.</p>

<p>- Conbustum! - wykrzyknęła
w końcu ochryple, rzucając jedno z najsilniejszych zaklęć,
jakie znała. Jego żar oślepił niemal ją samą, ale
Bellatriks zdołała wyczarować przed sobą tarczę
ochronną i chociaż Tonks nacierała, wkładając w nie
całą swą moc, nie była w stanie jej stopić, dopóki zza
pleców po swojej prawej stronie nie usłyszała głosu Luny:</p>

<p>- Reducto!</p>

<p>Usłyszała pełen
wściekłości krzyk Bellatriks, która musiała uskoczyć
na bok, aby odbić zaklęcie Luny, pozbywając się swojej
ochronnej tarczy i czar Tonks trafił w znajdujący się za
nią, wysuszony krzak, który natychmiast stanął w
oślepiających płomieniach.</p>

<p>Eksplozja była zbyt silna. Tonks
przymknęła powieki i jej zmysł widzenia na ułamek sekundy
został rozchwiany, kiedy walczyła z białymi plamami, które
pojawiły się przed jej oczami.</p>

<p>Rozejrzała się
błyskawicznie, próbując wyłowić z powodzi światła
ciemną sylwetkę, ale nigdzie jej nie było. Nigdzie!</p>

<p>Konsumująca
wściekłość zmieniła się w grozę, kiedy
odwróciła się, poszukując wzrokiem Luny.</p>

<p>Zniknęła.</p>

<p>- No, no, muszę przyznać,
że twarda z ciebie suka...</p>

<p>Pomimo żaru emanującego z
płonącego krzewu, ciało Tonks pokryło się szronem,
kiedy odwróciła powoli głowę i ujrzała dwie sylwetki.</p>

<p>Bellatriks stała za Luną,
trzymając ją za włosy i przykładając
różdżkę do jej gardła, a jej uśmiech przypominał
teraz nadpływającego szybko, wygłodniałego rekina.</p>

<p>*</p>

<p>- Profesor Sinistra -
westchnęła Hermiona, opuszczając rękę i niemal
czując spływającą po skórze ulgę.</p>

<p>- Nic wam nie jest? - zapytała
nauczycielka, podchodząc bliżej.</p>

<p>Hermiona pokręciła
głową. Co prawda jej ramię wciąż pulsowało, ale
rana nie była na tyle poważna, by o niej wspominać.</p>

<p>- Widzieliście po drodze
jakichś rannych? Odtransportowuję ich do Hogwartu.</p>

<p>Hermiona pokręciła
głową. Natykali się jedynie na samych zabitych. Albo na takich,
którym nie można już w żaden sposób pomóc...</p>

<p>- Zabierała pani kogoś z
mojej rodziny? - zapytał pospiesznie Ron.</p>

<p>- Nie. Ale spotkałam twoich
rodziców, braci bliźniaków i siostrę. Nic im nie było.</p>

<p>Hermiona zobaczyła
głęboką ulgę na twarzy Rona.</p>

<p>- A co z profesorem Dumbledore'em i
resztą? - zapytała.</p>

<p>Profesor Sinistra rozejrzała
się czujnie po okolicy.</p>

<p>- Chodźmy stąd.
Pozostawanie dłużej w jakimkolwiek miejscu jest zbyt niebezpieczne.</p>

<p>Oboje ruszyli za nią,
próbując dostrzec coś w gęstym dymie.</p>

<p>- Dyrektor znajduje się w samym
środku doliny. Nie może się ani wydostać, ani zmienić
pozycji. Używa Szatańskiej Pożogi, aby osłonić
się przed hordą wrogów. Auror, który przekazał mi tę
informację, powiedział, że nigdy w życiu nie widział
czegoś takiego. Podobno ziemia wokół usłana jest spopielonymi
trupami Śmierciożerców, których dosięgło zaklęcie
dyrektora.</p>

<p>Profesor Sinistra zatrzymała
się, aby zbadać leżące na ziemi ciało czarodzieja, ale
nawet bez tego Hermiona była pewna, że mężczyzna nie
przeżył. Prawie połowa jego skóry była zwęglona.
Błyskawicznie odwróciła głowę, aby powstrzymać torsje.</p>

<p>Profesor westchnęła
ciężko, podniosła się i ruszyła dalej.</p>

<p>- Kiedy ostatnio widziałam
Minerwę, walczyła z rodzeństwem Carrow - kontynuowała
nauczycielka, sunąc przez dym z taką szybkością, iż
wydawało się, że kłęby rozstępują się
przed nią. - Profesor Flitwick niestety poległ, a profesor Sprout
jest ciężko ranna. W tej chwili próbujemy się utrzymać i
czekamy na posiłki. Hagrid pozostał w Hogwarcie. Zbiera armię
centaurów. Niedługo tu przybędą.</p>

<p>Hermiona spojrzała na Rona i
zobaczyła, jak na jego twarzy wstrząs z powodu natłoku tych
wszystkich informacji walczy z napływającą do serca
nadzieją. Czy ona wyglądała tak samo? Prawdopodobnie tak. Kiedy
tylko przybędzie Hagrid z centaurami, będą mieli szansę na
zwycięstwo. Oby nie było za późno!</p>

<p>- Longbottom! - okrzyk profesor Sinistry
w jednej chwili sprowadził ją na ziemię. Nauczycielka
podbiegła do leżącego na ziemi Neville'a.</p>

<p>Ręka z różdżką,
którą w nich celował, opadła na ziemię, a jego blada twarz
wykrzywiła się z bólu. Był ranny. I dopiero, kiedy Hermiona
podeszła bliżej, zobaczyła, jak poważnie. Jego lewa noga...
jej nie było.</p>

<p>Cofnęła się,
zakrywając usta dłonią.</p>

<p>Ron stał obok niej z twarzą
bladą jak papier.</p>

<p>- Nie myślałem, że
jeszcze was zobaczę - wymamrotał cicho Neville, spoglądając
na nich przekrwionymi z bólu oczami. - Chociaż wyglądacie raczej jak
duchy niż ludzie. - Spróbował się uśmiechnąć, ale
jego usta wykrzywiły się jedynie gorzkim grymasem. - Kiepsko to
wygląda, co nie? Ale i tak miałem więcej szczęścia
niż Dean - powiedział, wskazując głową za siebie. -
Hermiona pobiegła za jego spojrzeniem, podczas gdy profesor Sinistra
położyła na ziemi swoją torbę z medykamentami,
przeszukując jej zawartość.</p>

<p>Kilka metrów dalej leżało
ciało Deana. A przynajmniej musiała uwierzyć Neville'owi na
słowo, że to ciało Deana, ponieważ nie zostało z niego
nic, poza krwawym... czymś. Zrobiło jej się słabo, ale jej
wzrok błyskawicznie padł na siedzącą obok na ziemi,
kołyszącą się w przód i w tył, znajomą
sylwetkę.</p>

<p>- Seamus! - wykrzyknęła,
podbiegając do niego i przykucając obok. Nie wydawał się
ranny, ale jego wzrok utkwiony był gdzieś w oddali. Ramiona, którymi
obejmował podkurczone nogi, były umazane krwią aż do
łokci. - Słyszysz mnie? - zapytała, kładąc dłoń
na jego ramieniu i lekko nim potrząsając. - Seamus! Pani profesor,
coś jest z nim nie tak - powiedziała, drżącym głosem,
spoglądając na profesor Sinistrę, która odkorkowywała
właśnie jedną z buteleczek. Nauczycielka rzuciła na nich
szybkie spojrzenie i powiedziała ciężkim głosem:</p>

<p>- Teraz mu nie pomożesz.
Zabieram ich obu do Hogwartu.</p>

<p>- To Bellatriks - powiedział
Neville zachrypniętym głosem. - Ścigała nas, odkąd
się rozdzieliliśmy. Nie mieliśmy szans... - przerwał na
chwilę, biorąc płytki oddech i krzywiąc się z bólu. -
Ale Luna odciągnęła ją stąd.</p>

<p>Hermiona poderwała się i spojrzała
na nadal stojącego w tym samym miejscu Rona.</p>

<p>- W którą stronę
pobiegły?</p>

<p>Neville z trudem podniósł
drżącą dłoń i wskazał kierunek, ale w tym samym
momencie profesor Sinistra podwinęła poszarpaną nogawkę
jego spodni i polała zakrwawiony kikut nieznanym eliksirem.</p>

<p>Neville zawył z bólu,
opadając na błotnistą ziemię, ale niemal natychmiast
nauczycielka rzuciła na niego Silencio, rozglądając się
czujnie na boki.</p>

<p>- Stracił przytomność.
Ale to dobrze - powiedziała, podnosząc się i zarzucając
torbę na ramię. - Mniejsze ryzyko na rozszczepienie przy aportacji. -
Spojrzała na Hermionę i po raz pierwszy jej napięta twarz
złagodziła się. - Chodźcie ze mną. Widzieliście
już zbyt dużo krwi. To nie wasza wojna. Opatrzę was i poczekacie
bezpiecznie w Hogwarcie.</p>

<p>Hermiona zagryzła wargę.</p>

<p>- Jeśli nie nasza to czyja? -
zapytała cicho, patrząc prosto w oczy nauczycielki. - Są tu
wszyscy nasi przyjaciele. Nie możemy tak po prostu ich tu zostawić i
pozwolić im walczyć samotnie. Proszę się nie martwić,
będziemy na siebie uważać. Chodź, Ron. - Podeszła do
Rona, biorąc go za rękę i ciągnąc w kierunku, który
wskazał im Neville.</p>

<p>Ron przełknął
ślinę. Widziała, jak obraca się jeszcze,
spoglądając na pochylającą się nad Neville'em profesor
Sinistrę, ale bardzo szybko zrównał się z nią,
wbijając spojrzenie w snujące się powoli kłęby dymu i
unosząc różdżkę.</p>

<p>- Chyba nie chcesz mi
powiedzieć, że zamierzasz walczyć z Bellatriks? -
wyszeptał. Znała go już doskonale. Wiedziała, że to
zadane zdawkowym tonem pytanie, ukrywa w sobie cały wachlarz emocji - od
zdenerwowania po paraliżujący strach.</p>

<p>- Dlaczego nie? W końcu
zrobilibyśmy coś pożytecznego - odparła cicho,
rozglądając się po ziemi, w poszukiwaniu tego, czego ujrzenia
bała się najbardziej.</p>

<p>Nie sądziła, że
aż tak oddalili się od linii walk. Ale z drugiej strony to
walczących po prostu mogło być już znacznie mniej,
sądząc po ilości ciał, na które się natykali.
Wciąż słyszała odległe krzyki i wrzaski, a niebo raz
po raz rozświetlały potężne zaklęcia.</p>

<p>Ron penetrował wzrokiem okolicę,
a ona przeczesywała poznaczoną śladami stóp, błotnistą
ziemię.</p>

<p>Nagle jej ciało przeszył
lodowaty prąd, kiedy kilka metrów na lewo dostrzegła leżące
w błocie jasnoblond włosy. Powinna tam podejść. Powinna
podejść, ale ciało nie chciało jej słuchać. Stała
tylko bez ruchu, wpatrując się w rozwiewający się powoli
dym, który odsłonił dwie przyciśnięte do siebie sylwetki.
Ciało na górze wydawało się osłaniać drobną,
jasnowłosą postać pod nim i Hermiona przestała
oddychać, kiedy ujrzała spopielone, nagie plecy.</p>

<p>Nie było wątpliwości.
Przybyli za późno.</p>

<p>*</p>

<p>- Opuść
różdżkę, albo temu maleńkiemu aniołkowi stanie
się bardzo brzydka krzywda...</p>

<p>Tonks zacisnęła zęby,
czując pełzający we wnętrzu lód, który zakleszczył jej
serce w odbierającym oddech uścisku. Dłoń, w której
trzymała różdżkę, drżała. Miała
wrażenie, jakby jej umysł walczył z ciałem w morderczej
bitwie.</p>

<p>Luna stała bez ruchu, z
głową odchyloną do tyłu i obnażonymi z bólu
zębami. Tonks widziała jej błękitne oczy, wpatrujące
się w nią czystym, pozbawionym strachu spojrzeniem.</p>

<p>- Wiesz... to, co zrobiłaś,
nie było zbyt mądre. - Delikatny głos Luny rozbrzmiał w
powietrzu, sprawiając, że Bellatriks spojrzała na nią z
zaskoczeniem, jakby dziwiło ją to, że robaki potrafią
mówić. - Jeszcze ktoś pomyśli, że jesteś tchórzem,
skoro się mną zasłaniasz.</p>

<p>Tonks widziała, jak twarz
Bellatriks wykrzywia się wściekłością.
Szarpnęła mocniej, sycząc prosto w ucho Luny:</p>

<p>- Może zacznę od twojego
niewyparzonego języczka, co? Jestem pewna, że moja siostrzenica
wiedziałaby, jak go wykorzystać... - Jej donośny śmiech
niemal ranił uszy.</p>

<p>Tonks zagryzła wargę,
jeszcze mocniej ściskając trzymaną w dłoni
różdżkę. Jej serce wydawało się bić niemal w
gardle. Szarpało się niczym uwięziony w klatce ptak,
sprawiając, że coraz trudniej było jej oddychać.</p>

<p>W każdej innej sytuacji
wiedziałaby, jak zareagować. Jak wiele razy ćwiczyła
podobne akcje. W jak wielu podobnych wydarzeniach brała udział. Ale
teraz... teraz patrzyła tylko na różdżkę przyciskającą
się do gardła Luny i jej zmysły szalały, i nie
mogła... nie mogła...</p>

<p>Widziała, jak dłoń
Luny niepostrzeżenie wędruje w górę, łapiąc
wiszący na jej szyi wisiorek i zamykając się wokół amuletu.</p>

<p>Tonks poczuła ukłucie w
piersi. Luna tak bardzo lubiła te dziwne, nieprzydatne wisiorki.
Wierzyła w nie. Wierzyła, że dzięki nim nic się jej
nie stanie, że ją uratują...</p>

<p>- Liczę do trzech -
powiedziała ostro Bellatriks, ponownie szarpiąc za włosy Luny i
jeszcze mocniej wciskając koniec różdżki w jej
odsłoniętą szyję. - I wypruję jej flaki...</p>

<p>Drżąca dłoń Tonks
zaczęła opadać.</p>

<p>I kiedy usta Bellatriks
rozciągnęły się w upiornym uśmiechu, powietrze
przeszył przerażający wrzask. Tonks zdążyła
jedynie zobaczyć światło wydobywające się z naszyjnika
Luny, zanim cały świat utonął w kakofonii niemal
rozrywającego bębenki wycia.</p>

<p>Bellatriks odruchowo
złapała się za uszy i Tonks zobaczyła, jak Luna rzuca
się na ziemię. I to jej wystarczyło.</p>

<p>Jej różdżka sama
uniosła się w górę, ale zanim zdążyła
wypowiedzieć zaklęcie, ujrzała skierowaną w siebie
różdżkę i usta Bellatriks, poruszające się i
wypowiadające słowa klątwy. I chociaż lata szkoleń
nauczyły ją, że obrona jest najważniejsza, tym razem... nie
miała na nią czasu.</p>

<p>- Avada Kedavra! -
wrzasnęła bez zastanowienia.</p>

<p>Ujrzała dwa promienie. Zielony
trafił Bellatriks prosto w pierś, odrzucając jej ciało do
tyłu, niby szmacianą lalkę, a jasnobłękitny...</p>

<p>Tonks poczuła silne uderzenie,
cały świat przewrócił się do góry nogami i nagle
otoczyła ją... cisza.</p>

<p>*</p>

<p>- Ron... - Hermiona próbowała
powiedzieć to głośniej, ale szept był ledwie
słyszalny, tak jakby wokół jej gardła zacisnęła
się pętla, nie pozwalając jej wymówić słowa.</p>

<p>Mogła tego nie robić.
Mogła tu nie podchodzić. Mogła tego nie widzieć. Powinna
odejść jak najszybciej, kiedy tylko ujrzała te dwa ciała,
ale musiała się upewnić... musiała.</p>

<p>- Ron, zostań, tam gdzie stoisz.
Nie podchodź tutaj. - Nie poznawała własnego głosu.</p>

<p>- Co się stało, Hermiono?</p>

<p>Usłyszała jego
zbliżające się kroki.</p>

<p>Odwróciła się i wbiła
w niego drżące spojrzenie.</p>

<p>- Ron, ja... tak bardzo mi przykro.</p>

<p>Jego oczy rozszerzyły się.
Rzucił się do przodu, odsuwając ją na bok, i kiedy
spojrzał w dół...</p>

<p>To nie była Luna. Odkryła
to od razu, kiedy podeszła bliżej.</p>

<p>- Nie... - Ten cichy, złamany
szept był gorszy niż wrzask. Wydawał się dobiegać nie
z gardła, a z samej duszy. - Nie. Nie Bill...</p>

<p>Kiedy zobaczyła, jak Ron opada
na kolana, jej serce opadło wraz z nim.</p>

<p>- Zasłonił Fleur
własnym ciałem - wyszeptała cicho, przyklękając obok i
kładąc dłoń na jego drżącym ramieniu.</p>

<p>Tak żałowała, że
nie może go objąć, ale musiała zachować
czujność. W tej sytuacji tylko ona była w stanie zapewnić
im bezpieczeństwo, ponieważ on wydawał się w ogóle nie
pamiętać o otaczającym świecie, wpatrując się z
niedowierzaniem w ciało swojego brata i bezgłośnie
poruszając drżącymi wargami.</p>

<p>Merlinie, jak wiele by dała, by
to powstrzymać, by zakończyć to szaleństwo, by już
nikt z ich bliskich nie cierpiał... ale tylko odnalezienie Harry'ego
mogło przybliżyć ich do zwycięstwa, chociaż doskonale
zdawała sobie sprawę z tego, że wiązało się ono
również ze spotkaniem z Voldemortem. A na to nikt z nich nie był
odpowiednio przygotowany.</p>

<p>Nagły ruch po lewej zwrócił
jej uwagę. Błyskawicznie odwróciła głowę i na
chwilę straciła dech w płucach, kiedy ujrzała ciemną
sylwetkę i wycelowaną w Rona różdżkę.</p>

<p>- Expelliarmus! -
wrzasnęła, odpychając Rona na bok. Zaklęcie
świsnęło tuż pod jej ramieniem, uderzając w
ziemię i rozbryzgując na boki wilgotne błoto.</p>

<p>Różdżka
Śmierciożercy wylądowała kilka metrów od nich i kiedy
zerwała się, aby po nią pobiec, zobaczyła, jak
mężczyzna rzuca się na zaskoczonego Rona, przygniatając go
do ziemi i zaciskając ręce na jego szyi. Wycelowała w niego,
krzycząc:</p>

<p>- Reduc...</p>

<p>Na lewo od siebie dostrzegła
jasnożółty promień klątwy i musiała błyskawicznie
się schylić, aby jej uniknąć.</p>

<p>Było ich dwóch.</p>

<p>Podniosła się i desperacko
rozejrzała, próbując zlokalizować drugiego
Śmierciożercę. Zobaczyła, jak Ron szamoce się,
próbując zrzucić z siebie przeciwnika, ale ten wymierzył mu cios
prosto w twarz. Nie zdołała już jednak dostrzec nic więcej
poza oślepiającym blaskiem rzuconej w nią klątwy.</p>

<p>- Protego!</p>

<p>Tarcza zadrżała, ale
zdołała powstrzymać atak. Hermiona cofnęła się
kilka kroków, niemal upadając w błoto.</p>

<p>Kolejna klątwa rozbiła jej
tarczę w drobny mak.</p>

<p>- Protego!</p>

<p>Druga była znacznie
słabsza, ale wytrzymała kolejne uderzenie.</p>

<p>Rozbieganym wzrokiem dostrzegła
Rona. Jego twarz zalana była krwią, ale nadal walczył,
wymierzając pięściami ciosy w pierś i brzuch
siedzącego na nim Śmierciożercy.</p>

<p>- Drętwota! -
wrzasnęła, celując w źródło nieustających ataków,
ale Śmierciożerca bez większego trudu odbił jej
zaklęcie i w momencie, w którym wymierzyła w tego, który walczył
z Ronem, kolejna klątwa niemal trafiła ją w twarz. Poczuła
swąd palących się włosów.</p>

<p>Miała tylko jedno, jedyne
wyjście. Odciągnąć go stąd.</p>

<p>Rzuciła się przed siebie,
celując przez ramię w nacierającego na nią
mężczyznę.</p>

<p>- Impedimento!</p>

<p>Usłyszała za sobą huk
i śmiech ścigającego ją Śmierciożercy.</p>

<p>- Pudło, ślicznotko!</p>

<p>Ale tuż po tym do jej uszu
dotarł kolejny huk, dochodzący zza pleców i dwa znajome głosy,
krzyczące:</p>

<p>- Zostaw naszego brata, ty
Ścierwojadzie!</p>

<p>Ulga była tak
osłabiająca, że Hermiona niemal potknęła się i
przewróciła w błoto, ale kolejna klątwa, która
świsnęła jej tuż obok ramienia, skutecznie poderwała
ją do dalszego biegu.</p>

<p>- Reducto! Drętwota! Petrificus
Totalus!</p>

<p>Rzucała zaklęcia na
oślep, byleby go tylko spowolnić, byle dać sobie trochę
oddechu. Niemal wpadła na niską, krępą czarownicę, ale
zanim zdążyła ją ostrzec, klątwa ścigającego
ją Śmierciożery trafiła w kobietę, odrzucając
ją na kilka metrów, jednak Hermiona nie mogła się
zatrzymać. Biegła dalej, skręcając gwałtownie, aby go
zmylić. Przeskoczyła nad leżącymi na ziemi zwłokami
przypominającymi drobne ciałko któregoś z pracujących w
Hogwarcie skrzatów i zbyt późno dostrzegła rozbłyski
zaklęć przed sobą.</p>

<p>Wbiegła wprost pomiędzy
kilkoro walczących ze sobą aurorów i Śmierciożerców.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, dziewczyno? -
usłyszała krzyk jednego z nich, kiedy zanurkowała ku ziemi,
przebiegła pomiędzy nimi niemal na czworakach i puściła
się dalej biegiem. Odwróciła się dopiero po kilkudziesięciu
metrach, ale ścigającego nigdzie nie było widać.
Najwyraźniej on nie miał tyle szczęścia co ona. Wolała
jednak nie zawracać, aby to sprawdzić.</p>

<p>Zatrzymała się i przez
chwilę dyszała ciężko, opierając się rękami
o kolana. Kiedy odzyskała oddech, wyprostowała się i
rozejrzała uważnie. Słyszała dobiegające z oddali
okrzyki i eksplozje. I nagle, gdzieś niedaleko, w powietrze wzbiło
się bolesne wycie, które sprawiło, że jej ciało
przeszył lodowaty dreszcz.</p>

<p>Rozpoznawała ten głos...</p>

<p>Ścisnęła mocniej
różdżkę i ruszyła w tamtą stronę.</p>

<p>*</p>

<p>Powinna być gdzieś tutaj.
Jej śmiech dobiegał dokładnie z tego miejsca. Śmiech
przerwany przez ten dziwny, przeszywający wrzask. Wrzask, który nie
przypominał ani krzyku torturowanej ofiary, ani niczego, co Severus
znał, chociaż miał niejasne przeczucie, że gdzieś go
już kiedyś słyszał.</p>

<p>Powoli wsunął się w
kolejny kłąb dymu, uważnie rozglądając się
wokół. Minął spalony doszczętnie krzak.</p>

<p>Musiał być ostrożny.
Na pewno nie tylko on usłyszał ten odgłos. Echo poniosło go
tak daleko, iż był niemal pewien, że w tej samej chwili
zmierzają tu wszyscy znajdujący się w okolicy Śmierciożercy.
Niczym stado wilków, które przyciąga tu obietnica obfitego posiłku.</p>

<p>Tam!</p>

<p>Kilka metrów dalej dostrzegł
leżące na ziemi, odziane w czerń ciało. Severus
podszedł bliżej, rozglądając się na boki i dopiero,
kiedy był już niemal nad zwłokami, spojrzał na zamarłą
w wyrazie bezbrzeżnego zdumienia twarz... Bellatriks.</p>

<p>Błoto, w którym stał,
zrobiło się nagle znacznie bardziej grząskie niż
wcześniej. Jakby próbowało go pochłonąć.
Dłoń, w której trzymał różdżkę, opadła, a
oczy przysłonił mroczny cień, gasząc połyskujący
na ich dnie, słaby blask.</p>

<p>Jego jedyny klucz do Pottera...
Jedyny...</p>

<p>Nogi mimowolnie poprowadziły go
w dół. Przyklęknął, wyciągając rękę i
dotykając chłodnej dłoni martwej kobiety.</p>

<p>Czyżby... czyżby Czarny Pan
popełnił błąd, powierzając miejsce swojego pobytu
osobie, która mogła przecież zostać pokonana?</p>

<p>Niemożliwe.</p>

<p>Może nie chodziło o to, co
Bellatriks wiedziała, a o to, co mogła mieć przy sobie...</p>

<p>Jego dłoń
powędrowała wzdłuż jej boku, poszukując ukrytej
kieszeni.</p>

<p>Wskazówkę. Jakąkolwiek
wskaz...</p>

<p>Jego zmysły krzyknęły
ostrzegawczo. Zerwał się gwałtownie, ale nie
zdążył już unieść różdżki. Klątwa
trafiła w niego z tak ogromną siłą, iż płuca
skurczyły się na chwilę, odcinając dopływ powietrza, a
on upadł na ziemię, mając wrażenie, jakby całe jego
ciało zamieniło się w reaktor bólu.</p>

<p>Chwila nieuwagi. Wystarczyła
tylko jedna chwila...</p>

<p>Jego wnętrzności
płonęły, rzucane drgawkami ciało szamotało się,
jakby samoistnie próbowało uwolnić się od tortur, głowa raz
po raz uderzała w ziemię i cały świat zdawał się
być tylko niekończącym się wrzaskiem, wydobywającym
się z jego gardła.</p>

<p>Ktoś się nad nim
zatrzymał. Widział skraj czarnej szaty i zniekształcony,
drwiący głos, szydzący z niego.</p>

<p>Ujrzał uniesioną
różdżkę, szykującą się do zadania kolejnego
ciosu. Chciał unieść swoją, ale ciało nie
słuchało go, szarpane gwałtownymi spazmami i uczuciem, jakby
ktoś żywcem wyrywał z niego wnętrzności.</p>

<p>Spojrzał wyżej, na twarz
stojącego nad nim Śmierciożercy, pragnąc dowiedzieć
się, kogo ma prześladować z zaświatów i w chwili, w której
go rozpoznał... drwina zniknęła z twarzy Macnaira,
zastąpiona zdumieniem, a jego ciało runęło tuż obok,
twarzą w błoto.</p>

<p>W drgający spazmatycznie,
czerwony od eksplodującego bólu świat wdarła się
czyjaś twarz. Znajoma twarz.</p>

<p>- Profesorze Snape, słyszy mnie
pan?</p>

<p>Granger. Na Merlina. Ze wszystkich
osób, Granger. Miał szansę z tego wyjść...!</p>

<p>Eliksiry. Miał je w ukrytej
kieszeni. Ale jego zmysły niemal przestały już
funkcjonować, zmaltretowane torturami. Nie mógł wydobyć z siebie
głosu, nie mógł nawet unieść dłoni.</p>

<p>Całą siłą woli
zmusił drgające mięśnie prawej ręki do pracy,
odrywając ją od ziemi i przyciągając bliżej. Jego
dłoń trzęsła się niekontrolowanie, ale
zdołał ją podnieść i przycisnąć do piersi.</p>

<p>Zadziałało. Dziewczyna
błyskawicznie zrozumiała, co chciał jej pokazać i po
krótkim przeszukaniu, odkryła ukrytą kieszeń, wyjmując z
niej wszystkie eliksiry.</p>

<p>Jego ciało zamieniało
się powoli w szarpany wyładowaniami bólu, bezwładny konar, a
zęby trzeszczały, kiedy usiłował je zaciskać, aby
powstrzymać krzyk. Widział, jak Granger odkorkowuje po kolei i
wącha wszystkie eliksiry, sprawdzając ich kolor i konsystencję.</p>

<p>Jego powieki opadły, nie
potrafiąc już dłużej walczyć z zakleszczającym go
coraz bardziej bólem. Niemal już nie czuł kończyn, a
wnętrzności...</p>

<p>Nagle do jego wpółotwartych ust
wlał się eliksir. Severus czuł, jak spływa mu do
gardła, odcinając ból z taką szybkością, jakby
ktoś zamykał mu drogę. Jego pulsujące mięśnie
rozluźniały się, a do kończyn powracało czucie.
Płuca zaczęły funkcjonować, a wrażenie, że
płonie od środka, zostało zastąpione przyjemnym
chłodem, rozlewającym się po całym ciele łagodną
ulgą.</p>

<p>Przez chwilę oddychał
głęboko, zbierając porozrzucane zmysły i przywracając
swojemu umysłowi ścisłą kontrolę nad ciałem.</p>

<p>Uniósł powieki i zobaczył
wciąż pochyloną nad sobą Granger. Jej napięta twarz
wyraźnie się rozluźniła, kiedy zobaczyła, że
żyje.</p>

<p>- Wszędzie pana szukałam -
powiedziała drżącym głosem, odsuwając się.</p>

<p>Severus podniósł się do
pozycji siedzącej, chociaż jego ruchy wciąż były mocno
ograniczone. Próbował powstrzymać zawroty głowy, ale nie
było to proste. Zamrugał kilkakrotnie, a następnie skupił
swoje spojrzenie na Granger. Dziewczyna klęczała obok, wpatrując
się w niego z przestrachem, ulgą i determinacją zarazem.
Nietypowa mieszanka.</p>

<p>- Ma pan jakieś informacje o
Harrym? - zapytała szybko, kiedy tylko poczuła na sobie jego
taksujące spojrzenie - Nigdzie go nie ma. Voldemorta także.
Musiał go gdzieś zabrać.</p>

<p>Severus nie odpowiedział.
Zerknął na leżące obok ciało Macnaira.
Śmierciożerca miał zamknięte oczy, ale Severus
wyraźnie widział, że wciąż oddycha. Dziewczyna
musiała go tylko ogłuszyć.</p>

<p>Pomimo bolesnego pulsowania
mięśni, podniósł się na kolana, złapał
rękami jego głowę i jednym szybkim szarpnięciem
przekręcił ją o sto osiemdziesiąt stopni, łamiąc
mu kark.</p>

<p>Granger pisnęła,
cofnęła się i upadła w błoto.</p>

<p>Severus rzucił jej ostre
spojrzenie, zawierając w nim całą swą dezaprobatę dla
jej braku ostrożności i użycia tak marnego i słabego
zaklęcia.</p>

<p>- Oddaj mi eliksiry -
warknął, próbując przywrócić zachrypniętemu głosowi
normalne brzmienie.</p>

<p>Dziewczyna schyliła się,
pozbierała fiolki i drżącymi rękami podała mu je bez
słowa. Zanim Severus schował je z powrotem, rzucił okiem na
Eliksir Dolorelevum, który mu zaaplikowała. Została połowa,
więc wyglądało na to, że Granger nie dość,
że go rozpoznała, to jeszcze jakimś cudem obliczyła
odpowiednią dawkę, aby zniwelować klątwę i nie
zmienić go przy tym w roślinę.</p>

<p>Do jego umysłu
napłynęła absurdalna myśl, że gdyby byli w Hogwarcie,
to za wykazanie się tak obszerną wiedzą mógłby nawet
złamać swe zasady i przyznać jej kilka punktów, ale wtedy jego
spojrzenie padło na jej drżące dłonie i szeroko otwarte
oczy, którymi wpatrywała się w niego z mieszaniną
przerażenia i upartej odwagi. Nie byli w Hogwarcie. Wokół trwała
wojna, a ona właśnie była świadkiem tego, jak jej
nauczyciel zabił gołymi rękami człowieka... Tutaj wszelkie
wartości ulegały przedefiniowaniu.</p>

<p>- Opanuj się, dziewczyno -
powiedział ostro, szczelnie zasuwając kieszonkę, w której
ukrył eliksiry. - Jeśli nie dasz mi powodu, twój kark pozostanie
nietknięty.</p>

<p>Granger przełknęła
ślinę i zamrugała.</p>

<p>- Nie o to chodzi. Po prostu... wiem,
że pan to robi dla niego.</p>

<p>Severus przeszył ją
morderczym spojrzeniem. Wydawało się, że skuliła się w
sobie, ale wciąż patrzyła mu prosto w oczy.</p>

<p>Podejrzewał, że się
domyśli. Któż inny, jak nie ona? Ale teraz nie miało to
znaczenia. Najmniejszego.</p>

<p>Nie zareagował. Odwrócił
głowę i spojrzał na martwe ciało Bellatriks,
słysząc jednocześnie, jak dziewczyna z ulgą wypuszcza
wstrzymywane powietrze.</p>

<p>- Podejrzewam, że Bellatriks
mogła być jedyną osobą, która miała jakiekolwiek
informacje o miejscu ich pobytu, ale ktoś dopadł ją przede
mną - powiedział, pochylając się i sięgając po
swoją leżącą w błocie różdżkę. - Ale to
niczego nie zmienia. Znajdę go.</p>

<p>Wyczuł na sobie jej spojrzenie.
Odwrócił głowę i zobaczył, jak marszczy brwi w
zamyśleniu. Jej oczy poruszały się, jakby błyskawicznie
przekopywała swój umysł w poszukiwaniu użytecznych informacji.</p>

<p>- Nie wiem, czy to pomoże, ale
podsłuchałam rozmowę kilkorga Śmierciożerców. Mówili o
Malfoyu.</p>

<p>Oczy Snape'a zmieniły się
niczym gwałtownie nadciągająca burza, rozświetlane
śmiercionośnymi błyskawicami, wypełniając się
zupełnie nową, o wiele potężniejszą siłą.</p>

<p>Malfoy! Oczywiście!</p>

<p>Jego dłoń wystrzeliła
do przodu, z całej siły łapiąc ją za ramię i
ściskając tak mocno, że niemal krzyknęła.</p>

<p>- Powiedz mi wszystko, co wiesz! -
wycedził, szarpnięciem przyciągając ją bliżej.</p>

<p>- Nic więcej nie wiem -
odparła pospiesznie. - Słyszałam tylko, jak wspominali, że
Malfoy nie bierze udziału w bitwie i gdzieś czeka. Na początku
wydało mi się to nieistotne, ale...</p>

<p>Puścił ją,
odpychając ją od siebie.</p>

<p>Oczywiście, że to był
Malfoy. Bellatriks nic nie wiedziała. Była zbyt niezrównoważona,
aby Czarny Pan mógł powierzyć jej takie zadanie. A od kiedy Severus
popadł w niełaskę, z pewnością to właśnie
Malfoy stał się prawą ręką Czarnego Pana.</p>

<p>Granger roztarła ramię,
przyglądając mu się ze zmarszczonymi brwiami, jakby ujrzała
na jego twarzy coś, co wprawiło ją w głęboką
konsternację.</p>

<p>- Myśli pan, że on jeszcze
żyje? Harry? - zapytała cicho, patrząc mu prosto w oczy. -
Że mamy szansę na zwycięstwo?</p>

<p>Severus zrobił krok jej w
stronę, podkopując przypadkowo jedną z fiolek, którą
Granger musiała przegapić. Jej oczy rozszerzyły się, kiedy
zobaczyła wyraz jego twarzy.</p>

<p>- Nie wiem, czy wy macie jakiekolwiek
szanse, ale ja zmiotę z powierzchni ziemi każdego, kto stanie mi na
drodze. I jeżeli w tej wojnie ma być jakikolwiek zwycięzca... to
zapewniam cię, że nie zostanie nim ani Dumbledore, ani Czarny Pan.</p>

<p>Dziewczyna przez chwilę po
prostu wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami i Severus
widział wyraźnie, jak wypełniają się one po kolei
niedowierzaniem, przerażeniem i bólem...</p>

<p>- Czyli już go nie
zobaczę... - wyszeptała cicho, przełykając ślinę.</p>

<p>Severus nie miał zamiaru
tracić już ani chwili dłużej. Odsunął się i
przyklęknął, wyławiając z błota porzuconą
fiolkę i wycierając ją o skraj peleryny. Ale dziewczyna
najwyraźniej nie miała zamiaru dać za wygraną. Kiedy
Severus chował fiolkę do kieszeni, usłyszał jej zduszony
szept:</p>

<p>- Kiedy już go pan
znajdzie...niech pan mu powie, że myliłam się co do pana. I
że... już rozumiem.</p>

<p>Severus rzucił jej
przeszywające spojrzenie, wykrzywiając wargi w szyderczym grymasie,
aby dać jej do zrozumienia, że tego typu, bezużyteczny
bełkot kompletnie go nie interesuje.</p>

<p>I w tej samej chwili powietrze
zadrżało, wypełniając świat zielenią i
dobiegającym z niewiadomego kierunku, mściwym głosem:</p>

<p>- Avada Kedavra!</p>

<p>Niespodziewanie rzucona klątwa
trafiła prosto w plecy stojącej nad nim Granger...</p>

<p>...i Severus patrzył
ogłuszony, jak jej oczy uciekają w głąb czaszki,
napełniając się lodowatą pustką, a twarz zastyga,
pozbawiona ulatującej z niej duszy.</p>

<p>Bezwładne ciało opadło
prosto na niego, osłaniając go przed kolejną klątwą,
ale zanim zdążyła nadlecieć, Severus błyskawicznie
odnalazł cel i posłał prosto w stojącego wśród
kłębów dymu Śmierciożercę najbrutalniejszą klątwę,
jaką znał:</p>

<p>- Lacrima!</p>

<p>Powietrze przeszyło
rozsadzające bębenki wycie, kiedy ciało mężczyzny
upadło w błoto, wijąc się w nim niczym larwa, z której
powoli, cal po calu, z niemal chirurgiczną precyzją, usuwana jest
skóra...</p>

<p>Rozejrzał się wokół,
ale nie dostrzegł już nikogo, kto mógłby mu zagrozić,
więc ostrożnie odsunął na bok martwe ciało i podniósł
się.</p>

<p>Spojrzał na długie,
jasnobrązowe włosy, rozrzucone na ziemi i wpatrzone w pustkę,
piwne oczy. Jej zastygłe rysy bardziej przypominały teraz twarz
woskowej lalki niż pochłoniętej nauką, skupionej uczennicy,
którą zawsze uważał za niezwykle przemądrzałą, a
która ostatecznie okazała się... wyjątkowo... błyskotliwa.</p>

<p>Mogła osiągnąć
wiele. Ze swym pędem do wiedzy i nieograniczonym umysłem mogła
zdobyć niemal wszystko. I ten pusty, nieruchomy wyraz twarzy... nie
pasował do niej.</p>

<p>Ale taka była cena. I Severus od
początku wiedział, że może być naprawdę wysoka.</p>

<p>Przyklęknął i
położył dłoń na jej oczach, zamykając
wciąż jeszcze ciepłe powieki.</p>

<p>Wrzask powalonego
Śmierciożercy przekształcił się już w zaledwie
przedśmiertne rzężenie, kiedy Severus wyprostował się,
zamierzając jak najszybciej oddalić się z tego miejsca, ale
tupot stóp we mgle zmusił go do uniesienia różdżki i zachowania
najwyższej czujności.</p>

<p>Najpierw z dymu wysunęła
się dłoń ściskająca różdżkę, ale bardzo
szybko okazało się, że należy ona do... Weasleyówny.</p>

<p>Jej oczy rozszerzyły się z
zaskoczenia, kiedy dostrzegła nauczyciela, ale bardzo szybko
napłynęła do nich ulga.</p>

<p>- Ron! Chłopaki, chodźcie!
Znalazłam profesora Snape'a! Może on widział Herm... - Jej
spojrzenie ześliznęło się w dół, a z twarzy
odpłynęła cała krew.</p>

<p>Severus zdążył jedynie
opuścić swoją różdżkę i odsunąć
się na bok, kiedy kilka par stóp zmieniło się w
nadbiegających szybko Rona, Freda i George'a Weasleyów oraz Grega
Lipswica, którzy widząc przed sobą nauczyciela, zatrzymali się
nagle, a ich wzrok bardzo szybko przeniósł się na leżące u
jego stóp trzy ciała i...</p>

<p>...wydawało się, że
powietrze wypełniło się wibrującą ciszą, jakby
świat potrzebował chwili na nabranie tchu i uświadomienie sobie
wszystkiego, co się wydarzyło... i tę ciszę przerwał
nagle dźwięk upadającej na ziemię różdżki Rona i
głuchy, wypełniony niedowierzaniem szept:</p>

<p>- Hermiono...?</p>

<p>Rzucił się do przodu z
takim wyrazem twarzy, jakby właśnie spadał w otchłań i
nic nie mogło powstrzymać upadku. Złapał wiotkie ciało,
podrywając je z ziemi i potrząsając nim.</p>

<p>- Hermiono! Nie wygłupiaj
się... wstań, proszę cię... Hermiono, słyszysz mnie?</p>

<p>Jego drżące palce
gładziły bladą twarz, wpółotwarte usta, długie,
splątane włosy. Zachowywał się tak, jakby naprawdę
wierzył w to, że ona tylko śpi. I że za chwilę
się obudzi... wystarczy ją do tego przekonać...</p>

<p>- Nie rób mi tego. Obiecuję,
że będę się przykładał do nauki... zdam wszystkie
owutemy na wybitny... tylko otwórz oczy... proszę...</p>

<p>Przycisnął ją do
siebie z taką siłą, jakby miał nadzieję, że kiedy
ją rozgrzeje, zamknięte powieki otworzą się.</p>

<p>Severus nie widział jego twarzy,
ale w głosie słyszał łzy. Spływające przez
gardło słonym strumieniem rozpaczy.</p>

<p>- Hermiono... proszę... nie
możesz... nie możesz... - szeptał niewyraźnie,
kołysząc ją w ramionach. - To nie tak... mieliśmy go
odnaleźć... razem... nie możesz... bez ciebie... - Jego
głos złamał się, niczym pęknięta
gałąź. Coś, czego nie można już
złożyć z powrotem i co czeka tylko jeden los... uschnięcie.
Zgiął się w pół, opadając z nią tak nisko ku
ziemi, jakby chciał się w nią zapaść. Jakby
pragnął, by pochłonął go chłód i
ciemność. Jego ramiona drżały tak bardzo, jakby ktoś
zabrał im podparcie, skazując na samotne dźwiganie tego, co
pozostało, a z ust wydobywał się przeszywający,
spazmatyczny szloch, rozdzierający powietrze na pojedyncze cząsteczki
bólu, które opadały na ziemię w postaci magicznego szronu.</p>

<p>Ginny oderwała się od
swoich braci i, łkając głośno, podeszła do
siedzącego na ziemi i trzymającego w ramionach bezwładne
ciało Hermiony Rona. Osunęła się na kolana obok niego,
kładąc mu dłoń na ramieniu.</p>

<p>- Ron, ona...</p>

<p>- Nie dotykaj mnie! -
wycharczał, odpychając ją łokciem z taką
siłą, że upadła na zamarzającą powoli
ziemię, wprost pod nogi Severusa. Podniosła się, ocierając
dłonią płynące po twarzy łzy.</p>

<p>Severus rozejrzał się
badawczo wokół.</p>

<p>Znajdowali się na otwartym
terenie, a całe to przestawienie trwało już zdecydowanie zbyt
długo. W każdej chwili któryś z nich mógł
dołączyć do swojej przyjaciółki. Zwabione hałasem
wilki z pewnością znajdowały się coraz bliżej... A on
nie miał zamiaru płacić za ich błędy.</p>

<p>- Powinniście się stąd
jak najszybciej ulotnić - powiedział rozkazująco. - Zabierzcie
jej ciało i...</p>

<p>- Zabiłeś ją... -
Głos, który wydobył się z ust Rona, przypominał
zwierzęcy charkot. Severus spojrzał na siedzącego na ziemi
chłopaka, wpatrującego się w niego zaczerwienionymi,
przekrwionymi oczami, w których płonęło w tej chwili tylko
jedno, jedyne uczucie... konsumującą go od środka,
zatruwająca umysł nienawiść. - To ty ją
zabiłeś, skurwielu! Jesteś po ich stronie!</p>

<p>Dłoń Severusa mocniej
zacisnęła się na różdżce, kiedy obserwował, jak
chłopak odkłada ciało i podnosi się na drżących
nogach. Z jego oczu wyzierało coś, czego nie można nazwać
niczym innym, jak... szaleństwem.</p>

<p>*</p>

<p>Otaczała go cisza. I
ciemność. I... zimno. Przeszywający, lodowaty chłód, który
wydawał się wbijać swoje pazury coraz głębiej i
głębiej, rozrywając jego ciało na kawałki i wpuszczając
do środka pełzający, wijący się... strach.</p>

<p>Coś twardego przyciskało mu
się do boku. Spróbował unieść powieki, ale wydawały
się zamarznięte, jakby na jego rzęsach osiadł szron.
Dopiero po kilku próbach udało mu się je rozkleić.</p>

<p>Otworzył oczy.</p>

<p>Pierwszym, co zobaczył,
była... biała mgła. Poprzecinana nierównymi
pęknięciami.</p>

<p>Zamrugał kilka razy, ale nie
chciała zniknąć i dopiero wtedy zrozumiał... jego okulary
były zaszronione, a jedno szkło całkowicie popękane.</p>

<p>Podniósł wzrok wyżej. W
powietrzu... coś się unosiło. Ciemne sylwetki.
Krążące nad nim niczym kruki. I w miarę, jak szron
znikał pod wpływem ciepłego oddechu, widział ich coraz
więcej... i więcej... i więcej...</p>

<p>I jego otulone lodowym kokonem serce
przestało na moment bić, kiedy nagle uświadomił sobie, kim
są...</p>

<p>To byli Dementorzy.</p>

<p>I wtedy, w jednym, wdzierającym
się gwałtownie do płuc oddechu... Harry przypomniał sobie
wszystko.</p><empty-line /><p>67. Holding my last breath</p>

<p>You know i can't stay long</p>

<p>All i wanted to say was, "I love
you and I'm not afraid"</p>

<p>Can you hear me?</p>

<p>Can you feel me in your arms?</p>

<p>Holding my last breath</p>

<p>Safe inside myself*</p><empty-line /><p>Były ich setki. Morze
falującej czerni. A wśród nich Voldemort, zasysający
ciemność wokół siebie niczym czarna dziura.</p>

<p>I czekali na niego.</p>

<p>Strach był
paraliżujący. Przypominał lodową powłokę, która
pokryła jego ciało gęsią skórką,
ścisnęła płuca i zatrzymała bicie serca. Próbował
z nim walczyć, ale nie był w stanie się poruszyć, nie
potrafił zrobić nawet kroku w ich stronę, ogarnięty
panicznym lękiem, którego nic nie potrafiło
przezwyciężyć.</p>

<p>Chciał zawrócić. W tej jednej
chwili niczego nie pragnął bardziej, niż powrócić do komnat
Severusa, zatonąć w jego ramionach i pozwolić mu... to
rozwiązać.</p>

<p>Ale wiedział, że nie
było już żadnego innego rozwiązania. Na wszystko było
zbyt późno.</p>

<p>Przygotowywał się do tej
chwili przez całe życie. Wiedział, że w końcu
nadejdzie. Wszyscy mu o tym przypominali. Próbował udawać, że ma
kontrolę nad swoim życiem. Że nie musi tak być... Ale sam
budował dla siebie iluzję. I tym boleśniejsze było
powrócenie do rzeczywistości.</p>

<p>To właśnie była jego
droga. Wytyczona dla niego od dnia narodzin. Nie było już czasu na
wahanie, na odwrót, na zmianę decyzji. Wiedział, że to jedyny
sposób, aby Severus przeżył. Aby wszyscy przeżyli...</p>

<p>Z nadludzkim wysiłkiem
zrobił pierwszy krok. Jakby jego nogi zapadły się
głęboko w ziemię, niczym w grząskie bagno i
potrzebował całej siły woli, aby wyciągnąć z
niego stopę i postawić ją na ziemi.</p>

<p>A potem... potem wszystko
przypominało sen. Jakby wydarzyło się w zupełnie innym
życiu. Jakby to nie on schodził ze wzgórza, witany przez coraz
głośniej podnoszącą się wrzawę i poruszenie
pośród morza ciemnych sylwetek... które rozstępowały się
przed nim, usuwając się na boki niczym fale i pozostawiając pośrodku
wąskie przejście, na którego końcu czekał... Ten, Którego
Imienia Nie Wolno Wymawiać.</p>

<p>Kiedy Harry go ujrzał...
wiedząc, że pomiędzy nimi nie ma niczego, co mogłoby go
przed nim ochronić... uderzenie było tak silne, że
zatrzymał się mimowolnie, czując jak jego serce opada aż do
stóp. Próbował je podnieść, ale był zbyt sparaliżowany,
by to zrobić. Na dodatek blizna piekła go tak bardzo, jakby ktoś
przykładał mu do czoła rozżarzony pogrzebacz. Odruchowo
przycisnął do niej dłoń, ale wiedział, że ból nie
ustąpi, opuścił więc rękę i przez chwilę po
prosu stał, wpatrując się w Voldemorta i usiłując
odciąć się od wrzasków. I nie drżeć tak bardzo.</p>

<p>Musi... nie może okazać
strachu. Tylko ich nim nakarmi. Dokładnie tego po nim oczekują.
Że będzie się bał. Że będzie przed nimi
pełzał...</p>

<p>Zacisnął pięści.
Czuł, jak paznokcie wbijają mu się w skórę, ale ból
był otrzeźwiający. Wciąż jeszcze żył.
Czuł. Wciąż miał kontrolę nad tym, co się dzieje.
Jeszcze go nie dostali...</p>

<p>Ruszył dalej, ignorując
unoszące się wokół krzyki. Widział skierowane ku sobie,
wykrzywione nienawiścią twarze. Otoczyła go kakofonia wrzasków,
ryku i przekleństw. Do jego uszu docierały strzępy gróźb i
obietnic tego, co się z nim stanie, kiedy tylko Czarny Pan już z nim
skończy i im go odda. Wśród twarzy dostrzegał kilka, które
znał. Rodzeństwo Carrow, Dołohow, Yaxley, Greyback...</p>

<p>Próbował iść prosto i
nie zwracać na nich uwagi, ale wciąż go popychali i szturchali.
Coraz agresywniej. Jakby próbowali go zaszczuć, sprawdzić jego
granice. Czuł się jak owca wśród stada zdziczałych,
wygłodniałych wilków, które nie mogą się powstrzymać
przed kłapaniem zębami, warczeniem i szarpaniem za kostki swojej
ofiary.</p>

<p>Wszystko wirowało. Któryś
ze Śmierciożerców popchnął go na przeciwległy szereg i
Harry poczuł ich dłonie, łapiące go za ubranie i
szarpiące z taką siłą, jakby chcieli go wciągnąć
pomiędzy siebie i rozszarpać na strzępy gołymi rękami.</p>

<p>Próbował się wyrwać,
ale wtedy rzucili go w przeciwną stronę i poczuł czyjeś
paznokcie wbijające mu się w skórę na szyi i zadrapujące
go.</p>

<p>Szarpnął się z
całej siły, aby się uwolnić, a wtedy czyjeś ręce
popchnęły go z taką siłą, że poleciał do
przodu i z impetem upadł w błoto. W tłumie rozległ się
ryk rozbawienia.</p>

<p>Błoto było przyjemnie
chłodne. Harry zanurzył w nim palce i na moment zacisnął
powieki, próbując uspokoić rozszalałe bicie serca i rwący
się oddech. I wtedy zaległa cisza.</p>

<p>Harry podniósł się na
kolana i ręce, czując jak ubłocone ubranie lepi mu się do
ciała. Wziął głęboki, drżący oddech i
otworzył oczy.</p>

<p>Ujrzał zatrzymujące
się przed sobą stopy i skraj czarnej szaty. Jego głowa momentalnie
się poderwała, a wzrok podążył wyżej,
wzdłuż zaciśniętych na różdżce, nieludzko
wychudzonych, bladych palców o długich, ostrych szponach i zatrzymał
się na gadziej twarzy Voldemorta, wpatrującego się w niego z
wyrazem chorej, trudnej do opisania satysfakcji.</p>

<p>Harry zerwał się z ziemi z
taką szybkością, że zakręciło mu się w
głowie i na chwilę stracił dech w płucach.</p>

<p>Widział je teraz tak
wyraźnie, tuż przed sobą. Czerwone oczy o pionowych
źrenicach, rozżarzone płonącą w nich, wyzbytą
wszelkich ludzkich odruchów bezwzględnością. Pozbawione warg
usta rozciągnęły się w mściwym, upiornym
uśmiechu.</p>

<p>Harry przypomniał sobie
wszystkie koszmary, które nawiedzały go niezliczoną ilość
razy.</p>

<p>Ale tym razem... tym razem nie
miał szans się obudzić.</p>

<p>Jego serce podskoczyło do
gardła, kiedy czerwone oczy rozjarzyły się nagle i
dłoń Voldemorta wystrzeliła do przodu, łapiąc go za
szczękę i ściskając mocno, tak mocno, iż Harry
poczuł jego szpony wbijające mu się w skórę. Blizna
zapiekła tak bardzo, iż przez chwilę Harry miał
wrażenie, że jego głowa eksploduje.</p>

<p>- No proszę... Harry Potter
zaszczycił nas swoją obecnością - powiedział
nasączonym triumfem, zimnym głosem i roześmiał się
głośno. Harry zacisnął na chwilę powieki, mając
wrażenie, że ten śmiech wdziera mu się do umysłu.
Słyszał, jak niesie się dalej, rozrasta, wzmagany setkami
gardeł, a potem ucicha powoli. I kiedy przebrzmiał już
zupełnie, usłyszał suchy, wyprany z emocji głos Voldemorta:
- Witamy.</p>

<p>Harry zacisnął usta. Oczy
Voldemorta wbijały mu się w źrenice z taką
natarczywością, jakby pragnęły mu je wypalić.</p>

<p>- Rozczarowujesz mnie - odezwał
się Voldemort, kiedy Harry nie odpowiedział. - Gdzie się
podziały twoje dobre maniery? Nie przywitasz się z nami?</p>

<p>- Daruj sobie - odparł
chłodno Harry, starając się nie okazać ani odrobiny tego,
co szalało teraz w jego wnętrzu. - Ja dotrzymałem słowa.
Przyszedłem tutaj sam, w przeciwieństwie do ciebie.</p>

<p>Podłużne nozdrza Voldemorta
rozszerzyły się. Rozejrzał się po zgromadzonych wokół
twarzach, zwracając się do swych sług:</p>

<p>- Słyszeliście?
Chłopiec przybył tutaj sam.</p>

<p>W powietrze wzbił się
gromki śmiech, a kiedy przebrzmiał, palce zaciskające się
na szczęce Harry'ego wbiły się w nią jeszcze mocniej i
Voldemort wysyczał mu prosto w twarz:</p>

<p>- Myślisz, że moi
Śmierciożercy przybyli tu, by podziwiać krajobraz?</p>

<p>Harry zmarszczył brwi.</p>

<p>Co to miało znaczyć?</p>

<p>Nozdrza Voldemorta ponownie
zadrgały, tak jakby węszył.</p>

<p>- Wyczuwam twój strach, chłopcze
- wysyczał po chwili. - Jego smród unosi się wokół ciebie.
Czuję go. Czuję tę rozkoszną woń... Nakarmię
się nim dzisiaj do syta. - Harry w ostatniej chwili powstrzymał
jęk, kiedy szpony jeszcze mocniej wbiły mu się w skórę. -
Odbiorę ci wszystko. Nie pozostanie z ciebie nic, poza nędzną
kreaturą, pełzającą u moich stóp i błagającą
o śmierć... ale to będzie dopiero początek. Będziesz
patrzył, jak obracam w pył wszystko, w co wierzysz. Zniszczę w
tobie każdy promyk nadziei, aż nie pozostanie nic poza
ciemnością. A na końcu odbiorę ci także i ją.
Staniesz się tylko wspomnieniem, Harry Potterze. Twoja krew będzie
krążyć w mych żyłach, a twoja moc w mym ciele. I to
właśnie ty przyczynisz się do mego zwycięstwa.</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, czując jak jego serce zwalnia, a z twarzy odpływa
cała krew. Ale wciąż miał go przy sobie. Wciąż
czuł jego ucisk, ukryty pod koszulą, umocowany za paskiem...
wciąż miał nadzieję. I cokolwiek Voldemort powie... nie
pozbawi go jej.</p>

<p>- Jeszcze zobaczymy - powiedział
cicho, nie odrywając spojrzenia od rozlewającej mu się przed
oczami czerwieni. I napływającej do niej furii.</p>

<p>Voldemort puścił jego
szczękę i złapał go za włosy, szarpnięciem
odchylając mu głowę do tyłu i wbijając
różdżkę w szyję. Ale kiedy się odezwał, nie
zwracał się do niego, tylko do Śmierciożerców:</p>

<p>- Przygotujcie się. Mogą tu
przybyć w każdej chwili. Wiecie, co macie robić.</p>

<p>W powietrzu rozległy się
głośne potwierdzenia i szelest szat, kiedy Śmierciożercy
sięgnęli po swoje różdżki.</p>

<p>- I pamiętajcie, nie wolno wam
go zabić. Potrzebny mi jest żywy.</p>

<p>Harry poczuł ukłucie w
piersi.</p>

<p>O kim mówił?</p>

<p>Nie miał jednak czasu się
nad tym zastanowić, gdyż Voldemort przysunął się
bliżej, szepcząc mu prosto do ucha:</p>

<p>- A teraz, Harry, zabawimy się
na osobności...</p>

<p>I w tej samej chwili Harry
poczuł silne szarpnięcie w okolicach pępka. I cały
świat zniknął.</p>

<p>*</p>

<p>Uderzenie w ziemię
przypominało upadek z dużej wysokości. Kolana Harry'ego
ugięły się i gdyby nie żelazny uścisk palców
Voldemorta w jego włosach, z pewnością upadłby na
ziemię. Zanim jednak ustało oszołomienie, poczuł, że
lodowata dłoń puszcza go, a wbijająca mu się w szyję
różdżka, znika.</p>

<p>Zamrugał kilka razy,
próbując zapanować nad wirującym wokół światem i
skupił spojrzenie na przypatrującym mu się z upiornym
uśmiechem Voldemorcie.</p>

<p>Ale w tej samej chwili jego wzrok
przyciągnęło coś zupełnie innego. Coś, co poruszało
się na granicy widzenia. Cień? Zjawa?</p>

<p>Harry podniósł powoli
głowę. I zamarł.</p>

<p>Dementorzy.</p>

<p>Było ich... nie potrafił
nawet określić, ilu.</p>

<p>Unosili się w powietrzu
wokół nich, tworząc niemożliwą do przebycia
ścianę. Słyszał ich świszczące oddechy, widział
falujące kaptury, czuł, czuł...</p>

<p>Gwałtownie wyszarpnął
z kieszeni różdżkę, kierując ją w górę i
mając wrażenie, że jego ciało kostnieje z zimna. I
czegoś, co ich obecność wyrywała z niego, a czego nie chciał
okazać. Nie przed Voldemortem. Jakby nawet pomimo odległości,
ich pokryte liszajami, oślizgłe szpony dosięgały go i
owijały się wokół jego serca, zaciskając się na nim i
zwalniając jego bicie.</p>

<p>- Widzę, że
zauważyłeś naszych gości - odezwał się leniwie
Voldemort. - Mam nadzieję, że ich obecność nie będzie
ci przeszkadzała. Stanowią niewielkie zabezpieczenie, gdyby ktoś
próbował nam przeszkodzić. A tego byśmy nie chcieli, prawda?</p>

<p>Harry z największym trudem
oderwał od nich wzrok i spojrzał na stojącego przed nim
Voldemorta. Było tak zimno, że jego palce niemal skostniały.
Cienka koszula nie stanowiła żadnej ochrony i zimno kąsało
jego ciało, wgryzając się coraz głębiej i
głębiej i sprawiając, że drżał mimowolnie od środka,
nie potrafiąc nad tym zapanować. Mroźne powietrze
zamieniało wypływające z jego ust powietrze w parę, która
unosiła się w górę i osiadała mu na okularach.</p>

<p>Zobaczył, jak Voldemort unosi
różdżkę i wypowiada skomplikowaną inkantację. Nic
się jednak nie wydarzyło, poza powiewem potężnej magii,
którą Harry poczuł na swojej skórze.</p>

<p>Spojrzał na trzymaną przez
siebie różdżkę.</p>

<p>Teraz. Teraz ma szansę.
Może go zaatakować. Nie będzie czekał na ruch Voldemorta,
bo to sprawia jedynie, że czuje się tak... tak... bezbronny.</p>

<p>- Expelliarmus!</p>

<p>Czerwony promień zaklęcia
świsnął w powietrzu i rozpadł się tuż przed
Voldemortem, który rozbił je bez najmniejszego wysiłku.</p>

<p>Harry poczuł na sobie spojrzenie
czerwonych oczu i ujrzał rozciągające się w uśmiechu
usta.</p>

<p>- Musimy zachować pozory,
prawda? - zapytał z rozbawieniem. - Nie mam nic przeciwko. Poudawajmy
przez chwilę, że to pojedynek. No dalej. Rzuć we mnie
zaklęciem. Pokaż mi swoją moc.</p>

<p>Harry skrzywił się, kiedy
Voldemort wybuchnął iskrzącym, kłującym śmiechem.</p>

<p>Nie pozwoli mu...!</p>

<p>- Depulso! - wykrzyknął.
Voldemort niedbale machnął swoją różdżką i niemal
w tej samej chwili Harry poczuł na ramieniu bolesne chlaśnięcie.</p>

<p>Z oszołomieniem spojrzał na
swoją rękę. Zaklęcie Voldemorta rozcięło jego
koszulę i skórę pod nią.</p>

<p>Jak... jak to zrobił? Jak
zdołał jednocześnie odbić jego atak i cisnąć w
niego kontrzaklęciem?</p>

<p>Zanim jednak zdążył
pomyśleć o rzuceniu kolejnego zaklęcia, Voldemort ponownie
machnął różdżką i Harry poczuł, jak skóra na jego
drugiej ręce także pęka.</p>

<p>Syknął z bólu i
złapał się za ramię.</p>

<p>- Za długo się
zastanawiasz, Harry - wysyczał Voldemort, przyglądając mu
się zmrużonymi oczami. - Dumbledore niczego cię nie
nauczył?</p>

<p>Harry uniósł
różdżkę.</p>

<p>- Reduc...</p>

<p>Kolejne rozcięcie przebiło
prawe przedramię i Harry mimowolnie szarpnął ręką,
niemal upuszczając różdżkę. Rany piekły i
pulsowały.</p>

<p>- Doprawdy, czyżby Dumbledore
aż tak wierzył w twoją potęgę, że nie
nauczył cię nawet, jak się pojedynkować? Musisz być
szybszy. Nie pozwolić mi zrobić... tak.</p>

<p>Harry nie widział zaklęcia,
ale mimowolnie wyczarował przed sobą tarczę i tym razem jego
skóra pozostała nietknięta.</p>

<p>- No widzisz. Robisz postępy.</p>

<p>Harry zacisnął zęby i
ponownie uniósł różdżkę. Czuł, jak spiżowy potwór
gniewu zaczyna pustoszyć jego wnętrze i wyciągać pazury ku
wykrzywionej szyderczym grymasem gadziej twarzy Voldemorta.</p>

<p>Nie może mu pozwolić...!
Zmaże ten uśmieszek z jego gęby!</p>

<p>- Aculeatum dolor! -
wykrzyknął, jednocześnie rzucając się w bok. Jego
zaklęcie chybiło, ale zaklęcie Voldemorta również.</p>

<p>- To właśnie nazywam
inicjatywą! - roześmiał się Voldemort, ciskając w
Harry'ego kolejnym zaklęciem, które chybiło o milimetr, kiedy Harry
przetoczył się na bok.</p>

<p>- Spiritus angustiam! -
wrzasnął Harry, kiedy tylko odzyskał równowagę, ale
Voldemort odbił jego zaklęcie. Zdołał również
odbić następne i następne, nawet jeśli Harry atakował
nieprzerwanie, przywołując w pamięci wszystkie zaklęcia,
których uczył się przez ostatnie dwa tygodnie. Kolory promieni
zmieniały się, magia wybuchała przed Voldemortem,
rozpryskując się na boki w różnobarwnych pasmach, ale on jedynie
poruszał lekko nadgarstkiem, niczym dyrygent na wytwornym koncercie,
odbijając każdy czar, każdą klątwę i każde
zaklęcie i śmiał się, śmiał się,
śmiał...</p>

<p>I kiedy Harry zaczął
już tracić oddech, a jego głowa pulsowała od bezowocnej
utraty mocy, Voldemort zdecydowanym ruchem szarpnął swoją
różdżką, wypowiadając jedno słowo, które
zabrzmiało jak trzaśnięcie bicza:</p>

<p>- Wystarczy!</p>

<p>Harry poczuł ból. Jakby coś
najeżonego kolcami chłosnęło go w rękę, w której
trzymał różdżkę, rozcinając skórę od nadgarstka
aż po łokieć. Różdżka wypadła mu z dłoni.
Złapał się za przedramię, czując pod palcami
ciepłą krew i słysząc w uszach głuche dzwonienie.</p>

<p>Do jego głowy
napływały myśli. Szumiały jak potok, ale nie wydawały
się pochodzić od niego. Wdzierały mu się do umysłu,
rozchylając go pokrytymi liszajami, lodowatymi palcami...</p>

<p>Merlinie, jak miał z nim
walczyć? Jak miał go pokonać? Po co były mu te godziny
studiowanych zaklęć, skoro żadne z nich nie mogło mu w tej
chwili pomóc? Voldemort był zbyt potężny... Jeżeli Harry do
tej pory wychodził cało ze spotkań z nim, to tylko i
wyłącznie dzięki szczęściu i ochronie innych. Teraz
nie miał ani jednego, ani drugiego. Nie mógł go nawet
dotknąć. Mógł liczyć tylko na siebie. I na to, co
ukrył za paskiem spodni. Musiał tylko poczekać na odpowiedni
moment, aby wbić mu go prosto w serce. Tylko w ten sposób mógł go
osłabić. To była jedyna szansa. Jedyna.</p>

<p>- Cóż, jeżeli to wszystko,
na co cię stać... - odezwał się Voldemort, podchodząc
o krok bliżej. Harry podniósł głowę, spoglądając
na niego zaciętym spojrzeniem. Jego broda drżała z zimna,
zęby szczękały, a krople krwi spływały po jego
dłoni i opadały ku ziemi. - ...to teraz ja pokażę ci
swoją moc. Crucio!</p>

<p>Harry pamiętał ten ból.
Coś takiego trudno jest zapomnieć. Czasami nawiedzał go w snach,
ale był on zaledwie odległym echem tego, co przeżył. A
teraz powrócił. I wydawał się o wiele, wiele gorszy...</p>

<p>Jego blizna eksplodowała i
cały świat rozmył się w rozświetlanej
błyskawicami czerwieni. Wszystkie mięśnie jego ciała
płonęły, jakby przepływał przez nie prąd, jakby
oślizgłe szpony wbiły mu się w ciało, rozrywając
go na kawałki i wyrywając z niego duszę.</p>

<p>Krzyczał i krzyczał i nie
był w stanie przestać, byle to tylko odeszło,
zniknęło, byle przestało boleć. Już, już
wystarczy, już koniec, już więcej nie wytrzyma...</p>

<p>Jego głowa raz po raz
uderzała w twardą ziemię, a podrzucane drgawkami ciało
miotało się i kiedy pod powiekami zaczęły wykwitać mu
biało-czarne plamy, ból nagle wypuścił go ze swych szponów i do
ściśniętych płuc Harry'ego wdarło się lodowate
powietrze.</p>

<p>Zapadła cisza.</p>

<p>A on był w stanie jedynie
leżeć i wpatrywać się w niebo, pokryte wiszącymi w
powietrzu, potwornymi cieniami. Każdy oddech bolał. Jakby
nadwyrężone mięśnie nie były w stanie poprawnie funkcjonować,
wciąż pamiętając tortury, którym zostały poddane.</p>

<p>Ale Voldemort nie pozwolił mu na
dłuższy odpoczynek. Po dosłownie kilku sekundach Harry znowu
usłyszał wypowiedziane zimno słowo:</p>

<p>- Crucio!</p>

<p>I znów płonął.
Miał wrażenie, jakby żywcem wyrywano z niego
wnętrzności. Wrzeszczał i szamotał się, byleby tylko
odciągnąć od siebie ten potworny ból. Ale on wciąż
był, jeszcze silniejszy, jeszcze intensywniejszy i nie pozwalał mu
zaczerpnąć tchu. Przez jego ciało przechodziły
gwałtowne skurcze. Zamknął oczy, pogrążając
się w agonii i kiedy pomyślał, że oszaleje... ból
odpłynął i znów nastała cisza.</p>

<p>Harry haustami łapał
powietrze, jego serce łomotało w klatce piersiowej, a pot
spływał mu po plecach. Leżał na ziemi, zupełnie
niezdolny do jakiegokolwiek ruchu.</p>

<p>- Spójrz na siebie - powiedział
z pogardą Voldemort. - Jesteś tak żałośnie słaby
i zupełnie bezradny. Mogę zrobić z tobą wszystko. Nie
jesteś dla mnie żadnym przeciwnikiem. Może i masz w sobie
jakąś ukrytą moc, o której nie wiem, ale jesteś zbyt
głupi, by umieć ją wykorzystać. Jak możesz być
dla mnie jakimkolwiek zagrożeniem? - Po tych słowach Voldemort
roześmiał się okrutnie, a dźwięk ten posłał
bolesne echo, które wniknęło w uszy Harry'ego, rozrywając mu
głowę od środka. - Twoja bezwartościowa matka niepotrzebnie
oddała za ciebie życie, ponieważ i tak ci je dzisiaj
odbiorę. I nikt cię tym razem nie osłoni własnym
ciałem.</p>

<p>- To ty jesteś żałosny
- powiedział cicho Harry zachrypniętym, zdartym głosem - Nigdy
nie poznałeś miłości, dlatego jej nie rozumiałeś
i nie doceniałeś jej siły. Uważałeś, że
jesteś niezniszczalny. Zlekceważyłeś ją, a to
właśnie ona cię pokonała. To czyni cię słabym,
Tom.</p>

<p>- Jak śmiesz tak do mnie
mówić?! - ryknął z wściekłością Voldemort. -
Dumbledore zatruł ci umysł tymi bredniami, ale ja cię
oświecę - W jego głosie słychać było okrutną
satysfakcję, kiedy podchodził bliżej i zatrzymał się
tuż nad Harrym. - Powiem ci prawdę o tym, co uważałeś
za "miłość". To na mój rozkaz Severus
zbliżył się do ciebie, to na mój rozkaz cię dotykał,
to na mój rozkaz cię pieprzył i sprawiał, że
dochodziłeś, kwiląc jego imię. Rozebrał cię dla
mnie do naga i przywiódł do mnie. Dzięki niemu poznałem
wszystkie twoje słabości. Tak właśnie wygląda twoja
miłość.</p>

<p>Do umysłu Harry'ego wdarło
się nieproszone wspomnienie.</p>

<p>Czarne, połyskujące w
ciemności oczy, tak blisko... ciepły oddech na twarzy...
otaczające go szczelnie ramiona...</p>

<p>On mi ciebie nie zabierze...</p>

<p>Severus poruszający się w
nim i wpatrujący się w niego tak, jakby Harry był całym
jego światem. Zagarniający go do siebie, zanurzony w nim,
drżący...</p>

<p>Mój!</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
błyskawicznie zamykając przed tym umysł. Nie mógł... nie
mógł go narażać. Mogli go znaleźć i...</p>

<p>- Nie masz mi nic do powiedzenia? -
zapytał Voldemort, pochylając się nad nim. - Tak
właśnie myślałem.</p>

<p>Harry otworzył oczy,
napotykając lodowate spojrzenie wężowych oczu Voldemorta.
Delikatnie poruszył palcami prawej ręki. Odzyskiwał w nich
czucie.</p>

<p>- Wiesz, co najbardziej mnie
zdumiewa? - zapytał Czarny Pan i Harry'ego przeszył dreszcz, kiedy
poczuł na policzku muśnięcie zimnego palca. - Że pomimo
wszystkiego, czego się o nim dowiedziałeś... wciąż
jesteś gotów oddać za niego życie.</p>

<p>Ręka Harry'ego mimowolnie
powędrowała ku rękojeści ukrytego za paskiem noża,
zaciskając się na nim.</p>

<p>- Ale on cię nie uratuje.
Cokolwiek zrobi, ty i tak tu dzisiaj zginiesz. Jeżeli okaże się,
że pozostał mi wierny, przyniesie eliksir i będę mógł
dokończyć to, co spartaczył. Wypiję twoją krew i
nasączę się twą mocą. Ale jeśli w jego sercu
pojawił się chociaż cień tej postępującej,
wyniszczającej choroby zwanej miłością i nie przyniesie mi
eliksiru... cóż, pozostają dwa wyjścia. Albo czeka cię
śmierć w bolesnych i długich męczarniach. Albo zmuszę
go, aby przyniósł mi eliksir, bo inaczej będzie cię czekała
śmierć w bolesnych i długich męczarniach. Cóż za
doskonały paradoks, nie uważasz? Chociaż wątpię,
że będę musiał się do tego uciekać. Nie
uwierzę w to, że takie zero jak ty mogłoby mi go odebrać.
Przez tyle lat był jednym z mych najwierniejszych sług.
Wykonywał najokrutniejsze, najbrutalniejsze zlecenia.
Spoglądałem w jego serce wiele razy. Jest czarne jak wypełniona
smołą otchłań. Wszystko, co do niej wpada, ginie. I nic nie
byłoby w stanie się przez nią przebić. I ty, z tą
swoją bezbronną słabością i bezradną
naiwnością miałbyś posiąść władzę
nad tą otchłanią?</p>

<p>Harry przełknął
ślinę, wpatrując się wprost w płonące oczy
Voldemorta i starając się nie myśleć o niczym.
Zupełnie o niczym.</p>

<p>- Dzisiaj Severus udowodni, komu tak
naprawdę jest wierny. Przygotowałem dla niego długą i
niezwykle trudną ścieżkę. Ale nawet on nie będzie
mógł się tutaj dostać. Cokolwiek by nie zrobił, nie
pozwolę mu się tutaj zbliżyć, dopóki nie będzie po
wszystkim. Dopóki twoje pozbawione mocy ciało nie będzie stygło
u moich stóp. Wszystko zakończy się dzisiaj. A ty będziesz
grzecznym chłopcem i wypijesz eliksir. I nawet nie będę
musiał cię do tego namawiać, ponieważ jesteś
całkowicie zniewolony przez to odrażające uczucie, które
płonie w twoim sercu. To właśnie ono stanie się twoją
zgubą. A moim zwycięstwem. Czy teraz ośmielisz się
powiedzieć, że go nie doceniam?</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
czując zawroty głowy od wstrzymywanego powietrza. Jego dłoń
jeszcze mocniej ścisnęła rękojeść noża.</p>

<p>Teraz! Teraz! Teraz! Nie będzie
drugiej szansy.</p>

<p>- Jesteś tylko nędznym,
naiwnym głupcem, Harry Potterze - wyszeptał bezlitośnie
Voldemort, przysuwając twarz jeszcze bliżej, jakby chciał
wyryć te słowa na obliczu Harry'ego. - Niczym więcej.</p>

<p>Harry wyszarpnął nóż
zza paska. Ostrze przecięło powietrze z taką
szybkością, iż trudno było je dostrzec. Dopiero kiedy
utkwiło w piersi Voldemorta, czas gwałtownie zwolnił, a serce
Harry'ego zaczęło dudnić z taką siłą, iż
słyszał jego echo we własnych uszach.</p>

<p>Oczy Voldemorta rozszerzyły
się. Powoli opuścił głowę, spoglądając na
nóż tkwiący tuż obok miejsca, w którym biło jego serce.
Dłoń Harry'ego nadal zaciskała się na rękojeści,
ale kiedy tylko to zrozumiał, zabrał ją z taką
szybkością, jakby się sparzył.</p>

<p>Wszystko wokół zamarło.
Harry wpatrywał się w nóż i ciemnobordową plamę
rozrastającą się na czarnej szacie Voldemorta.</p>

<p>Zachwiej się, przewróć,
strać siły! Zdychaj, do diabła!</p>

<p>Ale Voldemort nie zrobił
żadnej z tych rzeczy. Zamiast tego, powoli uniósł głowę i
serce Harry'ego opadło aż do żołądka, kiedy
ujrzał na jego twarzy bezwzględny, triumfalny uśmiech.</p>

<p>- Popełniłeś straszliwy
błąd - wysyczał, łapiąc za rękojeść
noża i wyciągając go ze swej piersi.</p>

<p>Harry rozpaczliwie rozejrzał
się po ziemi w poszukiwaniu swojej różdżki. Leżała
metr od niego. Nóż zabrzęczał, kiedy uderzył w
zmarzniętą ziemię. Harry rzucił się po swoją różdżkę.
Zacisnął wokół niej osłabione palce, ale w tej samej chwili
stopa Voldemorta przygniotła mu dłoń, miażdżąc
ją i Harry zawył, czując przeszywający ból.</p>

<p>Lodowate palce złapały go
za gardło, owijając mu się wokół szyi niczym pajęcze
nogi i Harry został oderwany od ziemi i uniesiony, zawisając w
uścisku Voldemorta niczym kukiełka na sznurkach.</p>

<p>- Ty głupcze! Myślisz,
że pokonasz mnie czymś tak prymitywnym jak nóż?</p>

<p>Dusił się. Jego płuca
płonęły, walcząc o oddech. Miał wrażenie, że
jego szyja zaraz pęknie, utrzymując cały ciężar
ciała. Rozpaczliwie machał nogami w powietrzu, usiłując
rozewrzeć poturbowanymi palcami śmiertelny uścisk na gardle, ale
Voldemort był zbyt silny. Napływająca zewsząd
ciemność wyciągała po niego swe oślizgłe szpony,
ale on widział jedynie płonące czerwienią, diabelskie oczy
i słyszał przesiąknięty wściekłością
syk:</p>

<p>- Błagaj. Błagaj mnie o to,
abym pozwolił ci zaczerpnąć tchu.</p>

<p>Nie! Nigdy!</p>

<p>Zaczęło mu się
kręcić w głowie. Świat powoli odpływał,
pogrążając się w płomieniach i rozbłyskach bólu.</p>

<p>I w tej samej chwili żelazny
uścisk zniknął i Harry runął na twardą
ziemię. Do jego poparzonych płuc wdarło się zimne
powietrze, tnąc jego pulsujący przełyk i gardło. Szeroko
otwartymi oczami wpatrywał się w krążących w górze
Dementorów, biorąc płytkie, urywane wdechy i mając
wrażenie, że leży na wbijających mu się w ciało
kolcach.</p>

<p>- Zaczęło się! -
Usłyszał dobiegający jakby z oddali, rozradowany głos
Voldemorta, po którym napłynął wysoki, zimny śmiech,
przebijając się przez nadwątlone zmysły Harry'ego i
rozbrzmiewając echem w jego głowie.</p>

<p>Chciał się
podnieść. Walczyć dalej. Spróbować. Ale nie miał
siły. Jego ciało przypominało kamienną rzeźbę,
nad którą nie miał żadnej kontroli. Próbował
unieść rękę, ale miał wrażenie, że waży
tonę.</p>

<p>- Wstawaj! - Usłyszał ostre
warknięcie, ale w tej chwili było to dla niego równie niewykonalne,
jak wykrzesanie z siebie chociaż iskierki nadziei na to, że po tym,
jak zawiódł jego jedyny plan, ma jeszcze jakiekolwiek szanse na przeżycie.
- Powiedziałem, wstawaj! - Nieznana siła poderwała go z ziemi i
Harry zawisł w powietrzu, czując się jak szmaciana lalka,
utrzymywana w pionie jedynie przez przytwierdzony do kręgosłupa,
niewidzialny kij. - Spójrz!</p>

<p>Harry podążył wzrokiem
za wyciągniętym ramieniem Voldemorta. Dementorzy rozsunęli
się na boki, niczym kurtyna i Harry dopiero teraz zrozumiał, że
znajdują się w samym środku szerokiej, pustej doliny, otoczonej
ze wszystkich stron zalesionymi wzgórzami. Za jednym z nich... - wytężył
wzrok - ...dostrzegł jasne rozbłyski i wzbijający się w
niebo, czarny dym. Nie miał pojęcia, co mogło to oznaczać,
ale w jednej chwili ogarnęły go złe przeczucia.</p>

<p>Czując na sobie wzrok
Voldemorta, spojrzał na niego przekrwionymi oczami i poczuł
spływającą po plecach falę zimnego przerażenia, kiedy
pozbawione warg usta rozciągnęły się w paskudnym
uśmiechu.</p>

<p>- Tak jak się tego
spodziewałem. Przyszli za tobą. Wszyscy.</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
podtrzymująca go siła zniknęła i teraz opadał bardzo,
bardzo długo, na samo dno nicości, w każdej chwili spodziewając
się śmiertelnego zderzenia z jej dnem.</p>

<p>- Wszyscy twoi drodzy przyjaciele.
Wszyscy ci głupcy, którzy uwierzyli w moc Złotego Chłopca i
mają nadzieje, że ich poświęcenie da ci czas, aby mnie
pokonać.</p>

<p>Nie. To niemożliwe.
Niemożliwe! Skąd mieliby...? Dlaczego? Jak się tu...? Co z Ronem
i Hermioną? Co z resztą? Czy Dumbledore odkrył...? Wezwał
Zakon? Ministerstwo? Czyżby to Zgredek go wydał?</p>

<p>Nagłe zderzenie z dnem
sprawiło, że płuca Harry'ego przestały funkcjonować, a
na gardle zacisnęła się zimna, stalowa pętla, kiedy
uświadomił sobie, kto jeszcze może tam być.</p>

<p>Severus!</p>

<p>Nie, tylko nie on! Złapią
go! Będą torturować! Było ich zbyt wielu. Widział te
zastępy. Nie mieli szans. Nikt nie miał szans z taką armią.
Wszyscy zginą!</p>

<p>Jego usta otworzyły się,
łapiąc haustami powietrze i próbując uspokoić
ogarnięte paniką serce, kiedy wpatrywał się w odległe
rozbłyski zaklęć i dobiegające do jego uszu, niesione
wiatrem echo odgłosów wydobywających się z kilkuset gardeł.</p>

<p>- Czuję twój strach -
odezwał się cicho Voldemort, przeciągając powoli sylaby i
upajając się tym, co widział na twarzy Harry'ego. -
Pełzający po ziemi, brudny i słaby, pożerający
cię od środka. Nieważne jak bardzo będziesz próbował
udawać nieustraszonego. Twoje przegniłe uczuciami serce nie jest w
stanie znieść cierpienia innych i dlatego zawsze będę
miał nad tobą przewagę. Ale ich poświęcenie jest
daremne. Nie odnajdą cię. Będą tam wszyscy walczyć i
ginąć za ciebie, jeden po drugim. A ty przeżyjesz, żeby
oglądać ich śmierć. A kiedy będzie już po
wszystkim, zrobię stos z ich trupów i podpalę je, a smród ich
płonących ciał pokryje całą okolicę.</p>

<p>- Odwołaj ich! -
wykrzyknął rozpaczliwie Harry, próbując uwolnić się od
przytrzymującej go siły. - Przyszedłem do ciebie! Masz, co
chciałeś! Załatwmy to pomiędzy sobą!</p>

<p>Voldemort jedynie się
roześmiał. Harry miał wrażenie, że ten śmiech
tnie jego serce na kawałki.</p>

<p>- Mój drogi Harry... - wyszeptał
groźnie, kiedy jego śmiech już przebrzmiał. - Nie tyle ich
nie odwołam, co z przyjemnością im pomogę.</p>

<p>Przytrzymująca Harry'ego
siła zniknęła, kiedy Voldemort przestał celować w
niego różdżką i skierował ją ku ziemi. Harry
upadł na kolana i ręce, przyglądając się z
przerażeniem, jak Voldemort wypowiada długą i skomplikowaną
inkantację, a ziemia zaczyna drżeć i pękać.</p>

<p>- Vobis ad infernum. -
zakończył i z jego różdżki wydobyła się
niewidzialna, zniekształcająca przestrzeń fala, która
wniknęła w ziemię i niczym strzała pomknęła w
stronę rozbłyskujących na niebie zaklęć. Harry
usłyszał ogłuszający huk, dobiegający spod jego kolan,
jakby ziemia, rozdzierana na pół, wydała z siebie ryk bólu.</p>

<p>Musi to powstrzymać! Musi!</p>

<p>Błyskawicznie odnalazł
wzrokiem swoją porzuconą niedaleko różdżkę i bez
namysłu rzucił się w jej stronę. Złapał ją,
niemal się przewracając, kiedy osłabione nogi ugięły
się pod nim i wycelował w Voldemorta, wykrzykując ochryple:</p>

<p>- Scorpio stimulus!!!</p>

<p>Voldemort poderwał
głowę i w ostatniej chwili zdołał unieść
różdżkę, odbijając zaklęcie Harry'ego.</p>

<p>I Harry zdołał
zobaczyć jeszcze tylko wściekły rozbłysk w jego czerwonych
oczach i równie czerwony promień, pędzący w jego stronę,
zanim poczuł odbierające oddech, potężne uderzenie w
żołądek, które odrzuciło go do tyłu i świat
pogrążył się w ciemnościach.</p>

<p>*</p>

<p>Słyszał krzyki.
Odległe, wypełnione cierpieniem wrzaski, które sprawiały,
że ogarniał go przenikliwy chłód.</p>

<p>W ciemności coś się
poruszało. Widział skrzydlate cienie, które wydawały się
zasysać przestrzeń, próbując wciągnąć go w lepki,
grząski mrok. Widział wyciągające się ku niemu
ręce. Chciał uciec, wyrwać się im, znaleźć
się jak najdalej stąd, ponieważ nie mógł znieść
tego, co ze sobą przynosiły. Nie wiedział jak to nazwać,
ale było przerażające i kroczyło ku niemu. A on
pragnął jedynie zwinąć się w kłębek i
udawać, że go nie ma. Może go nie zauważy, może
odejdzie... ale to wyczuwało jego uczucia. Rozpacz, która
wstrząsała jego ciałem. Strach, który oplatał go za
szyję i ściskał, tamując oddech. Jakby lodowata
dłoń zaciskała mu się na sercu, wbijając w nie swe
szpony i próbując mu je wyrwać. Albo zmiażdżyć.</p>

<p>Słyszał płacz.
Żałosne zawodzenie w ciemności. Znowu był sam,
zamknięty w dusznym schowku. Uderzał w drzwi, drapał,
chciał wyjść. Nie chciał być tu sam. Dlaczego nie
otworzą? Dlaczego po niego nie przyjdą? Słyszał ich
śmiech zza drzwi. Słyszał Dudleya naśmiewającego
się z niego i chrupiącego swoje ulubione chipsy. Ich zapach
wdzierał się przez szpary w drzwiach i żołądek
Harry'ego skręcał się mimowolnie. Był taki głodny.
Mógłby zjeść nawet ten wysuszony na wiór chleb, który ciotka
Petunia gromadziła w jednym z pojemników, na wypadek gdyby Dudziaczek
chciał wybrać się do parku, nakarmić kaczki. Cokolwiek, co
zapełniłoby jego skamlący żołądek.</p>

<p>Nagle ciemność
przeszył kolejny krzyk. Wspomnienie zielonego światła. I
żaru, który otulił go, nie dopuszczając, by światło go
dosięgło. Oplatające go ramiona.</p>

<p>- Odsuń się, głupia...</p>

<p>A potem ramiona zniknęły.
Pozostał jedynie chłód, który obejmował go, kiedy siedział
na zimnej podłodze z podkulonymi nogami, wpatrując się w drzwi
schowka.</p>

<p>I wspominał to ciepło.</p>

<p>A potem, potem...</p>

<p>Mrok uformował się w
coś, co rozpoznawał. Znajomy kształt. Znajomy chłód. I
nawet jeśli był to tylko stworzony z mroku cień... to w jego
objęciach było... ciepło.</p>

<p>*</p>

<p>Wyłonienie się z
ciemności przypominało zaczerpnięcie tchu po zbyt długim
przebywaniu pod wodą. Nastąpiło nagle, jakby Harry został
przywrócony do życia po zachłyśnięciu się nią.
Jego płuca bolały, a ciało pulsowało.</p>

<p>Próbował podnieść
głowę i się rozejrzeć, ale nie był w stanie się
poruszyć. Mógł jedynie wodzić oczami i mrugać,
próbując przegonić mgłę, która wydawała się
przykrywać całą okolicę. Świat był
zniekształcony. Jakby odbijał się w rozbitym lustrze. I dopiero,
kiedy Harry uświadomił sobie, gdzie jest i co się stało,
zrozumiał, że jego okulary musiały pęknąć przy upadku.</p>

<p>Wciąż widział
wiszące nad sobą, upiorne cienie. Słyszał w uszach
dzwonienie, jego głowa pulsowała tak bardzo, iż miał
wrażenie, że zaraz eksploduje. Musiał się w nią porządnie
uderzyć...</p>

<p>Wzdrygnął się
mimowolnie, kiedy poczuł coś zimnego sunącego wzdłuż
jego łydki. Z największym wysiłkiem przekręcił
głowę odrobinę w bok i zobaczył... ogromnego
węża, prześlizgującego się po jego rozrzuconych
bezwładnie na ziemi nogach.</p>

<p>- Skoro w końcu się
ocknąłeś, to może przywitasz się z Nagini? -
usłyszał lepki, groźny głos Voldemorta.</p>

<p>Harry stęknął,
przesuwając głowę jeszcze odrobinę i spoglądając
na stojącą nieopodal, wysoką sylwetkę.</p>

<p>- Rozczarowałeś mnie,
chłopcze. To, co zrobiłeś, nie było zbyt mądre.</p>

<p>Nie miał siły
odpowiedzieć. Bolało go całe ciało. Chciał po prostu
zamknąć oczy i odpłynąć z powrotem w
ciemność. Nic nie czuć. O niczym nie wiedzieć. O niczym nie
pamiętać.</p>

<p>Zniknąć.</p>

<p>- Zaraz zrozumiesz, jak
kończą ci, którzy próbują mi się przeciwstawiać. To,
co do tej pory przeżyłeś, wyda ci się niczym, w porównaniu
z tym, co jeszcze dla ciebie przyszykowałem.</p>

<p>Harry przymknął rozpalone
powieki.</p>

<p>Dlaczego Voldemort nie mógł go
po prostu zabić? Byłoby po wszystkim.</p>

<p>Gdzieś na obrzeżach jego
zdruzgotanej świadomości krążyła myśl o
niewielkiej fiolce ukrytej w nogawce spodni, ale był zbyt słaby i
zbyt otępiały, by ta myśl cokolwiek teraz dla niego
znaczyła.</p>

<p>Chciał po prostu
zasnąć. I już więcej się nie obudzić.</p>

<p>Ale nie może... musi zabrać
go ze sobą, cokolwiek się stanie... fiolka była jego
ostatnią szansą. Ale dlaczego nóż go nie osłabił?
Może eliksir trzeba było wypić, może jednak nie
wsiąknął w nóż...? Próbował sobie cokolwiek
przypomnieć o jego działaniu, ale był zbyt otępiały.
Zresztą jakie to miało teraz znaczenie? Wszystko zawiodło, nie
miał już żadnych szans. Wszyscy zginą, a on nie
potrafił ich ocalić. Ogarnęło go poczucie
beznadziejności, zupełnie jakby ktoś gasił wszystkie
światełka w tunelu, pogrążając go w otchłani
rozpaczy, w której słychać było jakieś odległe,
rozdzierające okrzyki... słyszał je... znał je...</p>

<p>Dementorzy...</p>

<p>Harry niejasno zdawał sobie
sprawę z tego, że to oni tak na niego oddziaływali. Wysysali
nadzieję, aż nie pozostawało nic, poza czarną
rozpaczą. Byli zbyt blisko...</p>

<p>Z największym trudem
rozkleił piekące powieki i ujrzał wycelowaną w siebie
różdżkę oraz dwie czerwone, płonące otchłanie.
Usłyszał cicho wypowiadane słowa i w tej samej chwili wszystko
zniknęło, pochłonięte przez ciemność.</p>

<p>I z tej ciemności...
wyłoniły się ręce. Wynurzyły się spod ziemi,
jakby nie należały do świata żywych. Blade, o
pomarszczonej, zielonkawej skórze i długich, żółtych, ostrych
jak brzytwy pazurach. Złapały go za nogi i ręce,
zagłębiając mu się w skórze i próbując
wciągnąć pod ziemię.</p>

<p>Harry zaczął się
szamotać, próbując się wyrwać, ale było ich zbyt
wiele. Wbijały mu się w ciało, rozdrapywały skórę,
czepiały się ubrania, zaciskały na szyi, dusiły,
szarpały za włosy. Cuchnęły zgnilizną i odorem siarki,
pokryte oślizgłą, lepką mazią, która zostawała mu
na palcach, kiedy próbował oderwać je od swojej twarzy i uwolnić
się od ich nieustannego ataku.</p>

<p>Ale były zbyt silne, były
wszędzie. Ich uścisk bolał, paznokcie raniły, a
rozcięcia piekły. Dwie z nich zacisnęły mu się na szyi
z taką siłą, iż zaczęło brakować mu
powietrza, ale nie był w stanie się od nich uwolnić. Dusił
się i charczał, wołając rozpaczliwie:</p>

<p>Severusie!</p>

<p>Próbował je rozewrzeć,
krzyczał, krzyczał z całych sił, ale one wciskały mu
się do ust i mógł tylko jęczeć i szarpać się.</p>

<p>Severusie</p>

<p>Słyszał w uszach bicie
własnego serca. Przekręcił głowę na bok, walcząc
z białymi plamami, które zaczęły wykwitać mu przed oczami z
braku powietrza i wtedy... zobaczył go.</p>

<p>Stał tuż obok, otulony
swoją czarną peleryną. Jego twarz ukryta była w cieniu
włosów i Harry nie mógł jej dostrzec. Ale w tym samym momencie
Severus pochylił się nad nim i Harry był pewien, że
wystarczy wyciągnąć rękę, a uda mu się go
dosięgnąć...</p>

<p>Kręciło mu się w
głowie, płuca piekły boleśnie, błagając o
upragnione powietrze, którego ich pozbawiono. Jego wycieńczone walką
ciało znieruchomiało i Harry przestał się szarpać,
wpatrując się spod wpółprzymkniętych powiek w twarz
Severusa.</p>

<p>Widział... widział na niej
coś tak pięknego... tylko Severus tak na niego patrzył... tylko
on.</p>

<p>Chciał wyciągnąć
do niego rękę. Dotknąć... chociaż skrawka jego szaty.
Był tak blisko...</p>

<p>Ale ręce przytrzymywały go
mocno. Zbyt mocno.</p>

<p>- Nie boję się -
wyszeptał z największym trudem, poświęcając na te
słowa resztkę swojego tchu.</p>

<p>Severus uśmiechnął
się w odpowiedzi.</p>

<p>I Harry nie zobaczył już
nic więcej. Ogarnęła go nieprzenikniona, gęsta
ciemność.</p><empty-line /><p>68. The world is in your eyes</p><empty-line /><p>The yearning to be near you</p>

<p>I do what I have to do</p>

<p>Deep within I'm shaken by the
violence</p>

<p>Of existing for only you*</p><empty-line /><p>Pochwycony w kleszcze rozpaczy
umysł poszukuje wszystkiego, co mogłoby ulżyć cierpieniu,
przeobrażając to, z czym sobie nie radzi, w uczucie, które jest
równie silne, ale pozwala... odreagować. Uwolnić się od
ciężaru, chociaż na krótką chwilę. Zawsze ktoś
musi być... winny.</p>

<p>- To ty ją zabiłeś,
skurwielu! Jesteś po ich stronie! - wycharczał Ron, przeszywając
Severusa spojrzeniem, które już dawno wykroczyło poza ramy
niepoczytalności i niebezpiecznie szybko zbliżało się do
szaleństwa.</p>

<p>George, Fred i Greg wpatrywali
się w Rona wstrząśnięci. Ginny zamarła, patrząc
na brata tak, jakby nagle zaczął mówić w innym języku.
Wyglądali niczym rozstawieni na scenie aktorzy, którzy nagle zrozumieli,
że jeden z nich postanowił całkowicie zmienić scenariusz. I
jeżeli szybko nie zareagują, to cała sztuka legnie w gruzach. A
Severus przyglądał się ze spokojem wpatrzonym w niego,
płonącym nienawiścią oczom, mając wrażenie,
że ogląda przedstawienie wyreżyserowane przez szaleńca.</p>

<p>Ron potoczył przekrwionymi
oczami po ziemi i zanim ktokolwiek zdążył go powstrzymać,
rzucił się ku swojej różdżce, odwracając się w
stronę Severusa i ciskając w niego zaklęciem porażenia
ciała.</p>

<p>Ale Severus nie miał
żadnego problemu z odbiciem zaklęcia, które zrykoszetowało i
świsnęło tuż obok Weasleyówny. Dziewczyna
krzyknęła i natychmiast przykucnęła, osłaniając
głowę rękami. Fred i George rzucili się ku bratu,
łapiąc go wpół i próbując odebrać mu
różdżkę.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, Ron?</p>

<p>Ale chłopak wydawał
się być całkowicie zaślepiony. Wyrwał się im,
uderzając łokciem w brzuch jednego z braci, a pięścią
trafiając w twarz drugiego i ponownie wycelował w Severusa,
wykrzykując rozpaczliwie:</p>

<p>- Reducto!</p>

<p>Mężczyzna
błyskawicznie odbił zaklęcie, posyłając w kierunku
rozwścieczonego chłopaka zaklęcie rozbrajające, które
trafiło go prosto w pierś i odrzuciło na kilka metrów do tyłu.
Weasley upadł na plecy, a z jego ust wyrwał się głośny
jęk.</p>

<p>Fred i George niemal natychmiast
rzucili się ku niemu, łapiąc go za ręce i przyciskając
do ziemi, aby nie mógł się już podnieść.</p>

<p>- Ron, przestań. Odwaliło
ci? - zapytał jeden z nich, wycierając rękawem krew
płynącą ze swojego rozbitego nosa.</p>

<p>- NIE! Puśćcie mnie! Nic
nie wiecie! - wrzeszczał Ron, szamocząc się i próbując
wyrwać. - On zabijał aurorów! Widziałem to! Jestem pewien,
że to on ją zabił! Jest zdrajcą! Zwykłym mordercą!</p>

<p>Fred i George znieruchomieli i
odwrócili głowy. Severus poczuł na sobie kilka par zdumionych
spojrzeń.</p>

<p>Świetnie, tylko tego mu
brakowało...</p>

<p>- To prawda? - zapytał Fred
Weasley, puszczając brata, podnosząc się z ziemi i
wpatrując się w Snape'a podejrzliwym spojrzeniem.</p>

<p>Severus rozejrzał się.
Ujrzał unoszące się różdżki. Wszyscy trzej Weasleyowie
oraz chłopak z Ravenclawu stali obok siebie, celując w niego.</p>

<p>Cóż za niewdzięczni,
bezrozumni gówniarze! Powinien ulotnić się stąd od razu, kiedy
tylko się pojawili. Weasleyowie zawsze sprowadzali jedynie kłopoty.
Nie zamierzał im się tłumaczyć. Ani tracić czasu na
bezsensowne potyczki.</p>

<p>- Ginny, chodź tu -
wyszeptał ostrożnie Greg i kiedy tylko spojrzenie Snape'a padło
na podnoszącą się powoli z ziemi i wpatrującą w niego z
niedowierzaniem, rudowłosą dziewczynę, jego wyćwiczona
przez lata szybkość drapieżnika zaprocentowała.
Doskoczył do niej, błyskawicznie łapiąc ją za
gardło, przystawiając różdżkę do jej głowy i
osłaniając się nią przed wycelowanymi w siebie
różdżkami.</p>

<p>- Zostaw ją! -
krzyknął Greg, jeszcze mocniej zaciskając drżącą
dłoń na swojej broni.</p>

<p>- Na waszym miejscu
opuściłbym te nieprzydatne patyczki, chyba, że chcecie
narazić swoją siostrę na niebezpieczeństwo - wysyczał,
tocząc bezwzględnym spojrzeniem po zaskoczonych twarzach.</p>

<p>- Mówiłem, że jest
zdrajcą! Obłąkany, pieprzony bydlak! - ryknął Ron,
celując w Snape'a z taką zawziętością, jakby
pragnął go spopielić samym tylko spojrzeniem.</p>

<p>Fred i George wydawali się
być rozdarci pomiędzy pragnieniem rzucenia się na Snape'a nawet
z gołymi pięściami, jeżeli zaszłaby taka potrzeba, a
pomiędzy koniecznością zapewnienia siostrze bezpieczeństwa.</p>

<p>- Puść ją, już je
odkładamy - powiedział Fred, podnosząc lewą dłoń
w geście poddania się i jednocześnie opuszczając
różdżkę.</p>

<p>- Nie, on i tak ją zabije! Tak
jak zabił Hermionę! - wykrzyknął Ron, podchodząc o
krok bliżej.</p>

<p>- Ron, uspokój się i
odłóż tę cholerną różdżkę! -
warknął George, ruszając w stronę brata, ale w tej samej
chwili do ich uszu dotarło kilka wykrzyczanych w pobliżu
zaklęć i powietrze rozświetliły ostre rozbłyski, a po
dwóch urwanych wrzaskach z mgły wynurzyli się Molly i Arthur
Weasleyowie.</p>

<p>- Fred, George! Mieliście
się nie oddalać! - wykrzyknęła Molly, podbiegając do
synów. Jej suknia była ubłocona i podarta, tak jakby
właśnie przedarła się przez pole kolczastych krzewów. -
Wiesz, ile czasu was szukaliśmy? Ron! Merlinowi niech będą
dzięki, że cię odnaleźli! Gdzie wasza sios...? - Jej
rozbiegane spojrzenie padło na cofającego się powoli Severusa. -
Severusie, co ty wyprawiasz? - zapytała głosem nasączonym
zdumieniem, w tej samej chwili, w której jej mąż wycelował w
Snape'a różdżką. Najwyraźniej o wiele szybciej
kojarzył fakty.</p>

<p>- Puść naszą
córkę, Severusie - powiedział ostro.</p>

<p>Severus jeszcze mocniej
zacisnął dłoń na szyi swojego zakładnika,
szarpiąc ją do tyłu i robiąc kolejny krok. Dziewczyna
jęknęła z bólu.</p>

<p>- Twoje szczeniaki mnie
zaatakowały. Na przyszłość radzę ci je trzymać na
smyczach, albo wszystkie je powybijam.</p>

<p>- Nie będziesz groził moim
dzieciom - wycedziła Molly Weasley, stając obok swojego
męża i podnosząc różdżkę.</p>

<p>Severusie...</p>

<p>W pierwszej chwili Severus
chciał odwrócić głowę w poszukiwaniu źródła tego
jakże znajomego, ciepłego głosu, ale bardzo szybko się
zreflektował. Nie może stracić czujności. Nawet na
chwilę. To tylko il...</p>

<p>Severusie...</p>

<p>Merlinie, jak bardzo chciałby mu
odpowiedzieć. Żeby wytrzymał. Że jest już blisko,
coraz bliżej...</p>

<p>- Severusie! - ostry głos Artura
Weasleya wyrwał go z ciepła, ściągając z powrotem na
usłane ciałami pole walki.</p>

<p>- Odsuńcie się! -
wysyczał, cofając się jeszcze bardziej i zanim którekolwiek z
nich zdążyło wykonać jakikolwiek gest, powietrze
zaroiło się od wylatujących z dymu klątw.</p>

<p>Weasleyowie rozpierzchli się,
odbijając klątwy i ciskając zaklęciami w
krążące we mgle, ciemne sylwetki, ale Molly Weasley zdawała
się nie widzieć niczego, poza swoją córką. Jednak Severus
nie miał zamiaru pozbywać się swojego zakładnika. Czy
ją zostawi i ucieknie, czy zabierze ze sobą, i tak mogą
podążyć za nim. Ale mając ją przy sobie, przynajmniej
będzie miał pewnego rodzaju zabezpieczenie.</p>

<p>Odbił rykoszetujące
zaklęcie i ponownie przystawił różdżkę do
szarpiącej mu się w rękach dziewczyny.</p>

<p>- Imperio - wyszeptał,
wtłaczając do jej głowy rozkazy.</p>

<p>Natychmiast przestała się
szamotać, zastygając bez ruchu.</p>

<p>- Impedimento! -
wykrzyknęła w jego stronę Molly Weasley, kiedy już
udało jej się powalić nacierającego na nią
Śmierciożercę.</p>

<p>Severus uniósł
różdżkę, aby odbić zaklęcie, ale Ginny była
szybsza:</p>

<p>- Protego!</p>

<p>Zaklęcie jej matki odbiło
się od wyczarowanej przez nią tarczy i Severus był pewien,
że długo nie zapomni zszokowanej i przerażonej miny Molly
Weasley.</p>

<p>- Grzeczna dziewczyna -
powiedział, wykrzywiając kpiąco wargi i wycofując się
z zasięgu rażenia. Zanim jednak zaszył się w kłębach
dymu, ujrzał kolejną czwórkę Śmierciożerców
nacierającą na Weasleyów. - Za mną.</p>

<p>Dym był znakomitą
osłoną. Wiedział, że minie sporo czasu, zanim Weasleyowie
rozprawią się z atakiem i zaczną go ścigać.
Zresztą w tych warunkach wątpił, czy uda im się go
znaleźć.</p>

<p>Spojrzał na biegnącą
koło niego rudowłosą Gryfonkę.</p>

<p>Szczególnie, że miał za
żywą tarczę ich córkę i mógł kazać jej
zrobić wszystko.</p>

<p>*</p>

<p>Wiedział, że zatrzymywanie
każdego napotkanego Śmierciożrcy i pytanie go, czy wie gdzie
jest Malfoy, jeśli oczywiście uda już mu się go
powalić albo odeprzeć jego atak, jest równie bezcelowe, jak pytanie
ich o miejsce pobytu Czarnego Pana. Musiał znaleźć kogoś
wyższego rangą. I zmusić go do współpracy.</p>

<p>Bellatriks, Greyback i Nott nie
żyli. Kto więc mu pozostał?</p>

<p>Jego oczy zmrużyły
się.</p>

<p>Yaxley!</p>

<p>I chyba wiedział, gdzie
może go znaleźć...</p>

<p>Spojrzał na unoszącą
się w górze, jasną łunę i skierował się wprost w
jej stronę. Z każdym krokiem powietrze wydawało się coraz
gorętsze, a dym gęstszy.</p>

<p>Co jakiś czas mijały ich
przebiegające w pobliżu grupki czarodziejów, albo pojedynczy aurorzy,
ale za każdym razem Severus zaszywał się w spowijającym
okolicę dymie, pociągając za sobą towarzyszącą mu
dziewczynę.</p>

<p>- Ginny? Co ty tu robisz?</p>

<p>Cholera, ukrywając się
przed aurorami, nadział się na niewielką grupkę Gryfonów i
Puchonów. Rozpoznał zaskoczoną twarz Lavender Brown i Hanny Abbott,
ale nie miał czasu się zatrzymywać. Minął ich szybkim
krokiem, warcząc w ich stronę:</p>

<p>- Zjeżdżajcie stąd!</p>

<p>Żar stawał się coraz
wyraźniejszy. Zamiast aurorów, w okolicy pojawiało się coraz
więcej zakapturzonych postaci i Severus musiał naprawdę
uważać, aby ominąć ich bez wykrycia. Chociaż Weasley
okazała się być wyjątkowo przydatna w tej kwestii,
odbijając niemal każdą zabłąkaną klątwę
i krążąc wokół niego niczym mały, agresywny psiak,
szczerzący kły na wszystkich, którzy mogliby mu zagrozić.</p>

<p>Byłoby znacznie prościej,
gdyby uwierzyli, że Severus jest po ich stronie, ale po tym, co Czarny Pan
musiał im o nim powiedzieć, przekonanie do tego choćby jednego z
nich wydawało się niemal niemożliwe, a co dopiero wszystkich...</p>

<p>Z każdym krokiem
słyszał coraz głośniejszy, jednostajny huk,
przypominający odgłos znajdującego się niezwykle blisko
huraganu. I rozbrzmiewające co jakiś czas okrzyki rzucanych klątw,
przerywane wrzaskami cierpiących.</p>

<p>I ogień. Widział go coraz
wyraźniej. Konsumujący wszystko żywioł, pozostawiający
po sobie wypaloną ziemię i zwęglone ciała
Śmierciożerców. Ale to, co ujrzał, kiedy dym rozstąpił
się nagle, wypuszczając go ze swych trzewi, przekroczyło jego
wyobrażenia.</p>

<p>Zobaczył hordę odzianych w
czerń postaci, otaczających zwartym kręgiem stojącą na
wzniesieniu samotną postać w jasnobłękitnej szacie. Nie
mogli jednak podejść bliżej z powodu ryczącej trąby
ognia, otaczającej dyrektora niczym śmiercionośny kokon, który
pożerał każdego, kto próbował się zbliżyć.
Ich klątwy rozbijały się o wirującą pożogę,
wchłaniane przez żywioł. Ziemia wokół zasłana
była na wpół spalonymi trupami, wypełniając powietrze
cuchnącym odorem zgnilizny i siarki.</p>

<p>Ten widok okazywał się dla
wielu Śmierciożerców wystarczającym dowodem na potęgę
Dumbledore'a - jedynego czarodzieja, którego obawiał się sam Czarny
Pan. Lecz często okazywał się także ostatnim widokiem w ich
życiu.</p>

<p>Severus rozejrzał się.</p>

<p>Część nie zajętych
próbami zmęczenia dyrektora Śmierciożerców stanowiła swego
rodzaju straż, osłaniającą resztę przed mogącymi
zjawić się tu aurorami. Severus widział także i ich trupy,
leżące wśród nadpalonych ciał.</p>

<p>Mogli go zaatakować, jeśli
spróbuje się zbliżyć. Ale nie miał innego wyjścia.
Musiał tylko... - spojrzał na stojącą obok dziewczynę
- musiał wzbudzić w nich niepewność, co do swoich intencji.</p>

<p>Wolną ręką
złapał ją za włosy, przyciągając do siebie i
prowadząc przed sobą niczym tarczę, z przystawioną do
głowy różdżką.</p>

<p>- Stój! - usłyszał
głos Rowle'a.</p>

<p>Bardzo dobrze. Z takimi idiotami jak
on nie powinno być większych problemów.</p>

<p>- Opuść tę
różdżkę, Rowle. Szukam Yaxleya. Ścigają mnie aurorzy.
Odkryli, że jestem po waszej stronie i próbują mnie zabić.</p>

<p>Zobaczył na twarzy
Śmierciożercy niezdecydowanie i ścierające się ze
sobą myśli.</p>

<p>- A po co ci ta mała suka? -
zapytał wskazując głową na stojącą spokojnie
Ginny.</p>

<p>- Zabezpieczenie - wycedził
Severus. - Nie mam czasu ci się tłumaczyć. Gdzie on jest?</p>

<p>Spojrzenie Śmierciożercy
zagłębiło się w oczach Severusa, próbując wyczuć
fałsz, potem przeniosło się na Ginny, a później na
ścianę otaczającego ich dymu.</p>

<p>- Na lewo - wymamrotał
Śmierciożerca. - Ale jeżeli coś knujesz... -
powiedział, podchodząc bliżej i wyszczerzając bezzębne
usta tak, jakby chciał gryźć. - To musisz być
szaleńcem, wchodząc samotnie pomiędzy nas wszystkich.</p>

<p>- Takim samym szaleńcem, jak on?
- zapytał Severus, wskazując głową na Dumbledore'a i
wykrzywiając szyderczo wargi.</p>

<p>Po minie Rowle'a wywnioskował,
że mężczyzna kompletnie nie zrozumiał jego riposty. Ale i
bardzo szybko przestał zwracać na niego uwagę, kiedy na skraju
ściany dymu pojawiły się sylwetki kilkorga czarodziejów i
wszyscy strażnicy rzucili się do wyeliminowania zagrożenia.</p>

<p>Severus błyskawicznie
ruszył dalej, wciąż trzymając dziewczynę przed
sobą.</p>

<p>Bijący od wiru żar niemal
przypalał skórę, kiedy przesuwał się za plecami
atakujących Dumbledore'a Śmierciożerców, poszukując
charakterystycznych, jasnosiwych włosów Yaxleya.</p>

<p>Aż do tej pory jego plan
wydawał się oczywisty i klarowny, ale wciąż brakowało
mu tego ostatecznego elementu, który pomógłby mu przekonać te
krwiożercze bestie, że jest po ich stronie. Czegoś, co
uciszyłoby ich raz na zawsze, by już nikt nie stanął mu na
drodze do odnalezienia Pottera.</p>

<p>Czas uciekał. Severus niemal
czuł, jak przepływa mu przez palce. Dyskusja z Yaxleyem mogła
pochłonąć kolejne minuty, a zaatakowanie go otwarcie wśród
tylu Śmierciożerców, aby wyciągnąć z niego informacje,
których mógł przecież wcale nie posiadać, było równoznaczne
samobójstwu.</p>

<p>Musiał... im pomóc.</p>

<p>Odwrócił głowę,
spoglądając na dyrektora. Severus niemal czuł bijącą
od niego moc. Dumbledore zataczał różdżką szerokie
kręgi, wzbijając w powietrze języki ryczącego ognia. Dopóki
dyrektor otaczał się pierścieniem szatańskiej pożogi,
nikt nie mógł mu nic zrobić. I nikt nie znał sposobu, aby to
powstrzymać.</p>

<p>Rozejrzał się po coraz
bardziej zirytowanych twarzach Śmierciożerców.</p>

<p>Potrzebował czegoś, co
zatrzyma to wirujące szaleńczo, śmiercionośne koło.
Czegoś, co można wrzucić w szprychy i patrzeć jak wszystko
się rozpada.</p>

<p>Do jego oczu napłynęła
głęboka, gęsta ciemność, a dłoń mocniej
zacisnęła się na rudych włosach.</p>

<p>Chyba miał coś takiego...</p>

<p>Jego spojrzenie
przyciągnęła jasnowłosa głowa Yaxleya. Ruszył
przed siebie, ciągnąc Weasleyównę za sobą.</p>

<p>- Witaj, Yaxley - powiedział,
podchodząc do zlanego potem mężczyzny. - Wydaje mi się,
że macie tu niewielki problem.</p>

<p>- Severus... - Usta
Śmierciożercy rozciągnęły się w kpiącym
uśmiechu. - No proszę... Zaskakujące, że jeszcze
żyjesz, skoro wszyscy chcą cię dopaść...</p>

<p>- Mam wiele talentów - odparł
spokojnie Severus, patrząc mu prosto w oczy.</p>

<p>- Po co tu przyszedłeś?
Wiesz, że wystarczy jedno moje słowo i zaniesiemy cię Czarnemu
Panu na tacy.</p>

<p>Severus bez mrugnięcia
wytrzymał jego kąsające spojrzenie.</p>

<p>- Ale wówczas to, co pragnie
zdobyć Czarny Pan, przepadnie na zawsze. I nie chciałbym być w
skórze tego, który go tego pozbawi.</p>

<p>Coś w szarych czach Yaxleya
zamigotało.</p>

<p>- No więc powiedz mi, dlaczego
nie miałbym cię po prostu zabić i ci to odebrać?</p>

<p>- Spróbuj - odparł spokojnie
Severus. - Jeżeli jesteś aż tak pewien, że Czarny Pan
wynagrodzi cię za zabicie jedynej osoby, która może mu pomóc
odebrać moc Pottera, to życzę ci powodzenia. Obaj dobrze wiemy,
że nie możesz mnie zabić - wyszeptał Severus,
podchodząc nieco bliżej. - Nie takie rozkazy otrzymaliście.</p>

<p>- Ale możemy sprawić,
że będziesz błagał o śmierć - odparł Yaxley
i Severus ujrzał unoszące się wokół różdżki
Śmierciożerców, którzy błyskawicznie zareagowali na niewerbalny
rozkaz Yaxleya.</p>

<p>- Powiedz mi... - wyszeptał
Severus jeszcze niższym, niemal kamiennym głosem. - Skoro
uważasz się za tak doskonale poinformowanego... czy sądzisz,
że ryzykowałbym swoje życie, przychodząc tutaj, gdybym nie
był po waszej stronie? - Wyczuł wahanie. Doskonale. - Myślisz,
że brałbym ze sobą tę głupią smarkulę jako
żywą tarczę? Znasz Weasleya? To jego córka.</p>

<p>Spojrzenie Yaxleya przeniosło
się na wpatrującą się tępo w pustkę
dziewczynę. W tej samej chwili jeden ze Śmierciożerców
wysunął się zza pozostałych, podszedł bliżej i
pochylił się do ucha Yaxleya. Severus rozpoznał go.
Towarzyszył Nottowi, ale gdy zostali zaatakowani przez aurorów i Nott
zginął, uciekł z pola walki razem z tymi, którzy pozostali przy
życiu.</p>

<p>Merlinie, gdyby wtedy
stanął po niewłaściwej stronie...</p>

<p>Ponownie poczuł na sobie
przeszywający wzrok Yaxleya.</p>

<p>- Powiedzmy, że uwierzyłem
ci na tyle, aby nie rozwalić cię od razu i abyś miał
szansę przedstawić swoje argumenty... - wyszeptał gardłowym
głosem mężczyzna, podchodząc o krok bliżej i
wbijając w niego lodowate spojrzenie. - Czego chcesz?</p>

<p>- Jednej małej informacji. W
zamian za przysługę - odparł Severus. - Powiesz mi, gdzie
przebywa Malfoy. A ja pozbędę się waszego niewielkiego
problemu...</p>

<p>Spojrzenie mężczyzny
poszybowało ku wirującej ścianie ognia i stojącemu w samym
środku Dumbledore'owi, a z jego ust wydobyło się rozbawione
prychnięcie.</p>

<p>- Jak niby chcesz tego dokonać?
Spójrz - potoczył dłonią wokół. - Tylu z nas nie
potrafiło nawet do niego podejść, a ty chcesz go
powstrzymać w pojedynkę? Nie rozśmieszaj mnie. Myślisz,
że cię nie znam, Severusie? Zawsze byłeś podstępnym
wężem, ale tylko szaleniec mógłby pomyśleć, że
uwierzę w takie brednie.</p>

<p>- Nie zamierzam do niego
podchodzić - odparł spokojnie Severus, patrząc wprost w
świdrujące go oczy. - Daj mi tylko wolne pole i przekaż
wszystkim, że mają zakaz atakowania.</p>

<p>Widział, jak jasne brwi
mężczyzny marszczą się w wyrazie konsternacji. Niemal
wyczuwał jego ścierające się myśli, ich echo
tworzyło kręgi na samym wierzchu jego umysłu.</p>

<p>Często zastanawiał się
nad tym, dlaczego tak wiele osób, które były dostatecznie inteligentne,
aby wspiąć się naprawdę wysoko, przykładały tak
niewielką uwagę do nauki podstawowych zasad oklumencji,
wystawiając swe myśli na wierzch niczym obrazy i freski w galerii i
tym samym skazując się na... upadek.</p>

<p>Severus znał decyzję
Yaxleya zanim mężczyzna zdążył jeszcze otworzyć
usta.</p>

<p>- Spróbuj... - wysyczał mu
prosto w twarz. - Spróbuj jakiejkolwiek sztuczki, a kawałki twojego
ciała zasypią całą okolicę.</p>

<p>Odwrócił się do
najbliższego Śmierciożercy, przekazując mu wytyczne i
każąc poinformować wszystkich pozostałych.</p>

<p>Stojące w pobliżu ciemne
sylwetki rozstąpiły się nieco, aby zrobić mu
przejście.</p>

<p>Severus spojrzał na otoczonego
swoją potężną, ognistą barierą dyrektora.
Mężczyzna odwrócony był tyłem, nie mógł więc
dostrzec stojącego wśród Śmierciożerców Severusa.</p>

<p>Dumbledore... Owszem, dyrektor
poznał go bardzo dobrze przez wszystkie te lata. Potrafił
dotrzeć swym przeszywającym wzrokiem w wyjątkowo ciemne rejony,
potrafił obedrzeć go niemal do naga. Ale zapomniał o jednym.
Że kiedy zbyt mocno skupimy się na obserwacji, możemy nie
zauważyć, że sami jesteśmy obserwowani równie skrupulatnie.</p>

<p>Dumbledore był manipulatorem.
Był zaślepionym swą krucjatą przywódcą, który bez
mrugnięcia okiem wykorzystywał każdego, by
zwyciężyć.</p>

<p>Usta Severusa wykrzywiły
się szyderczo.</p>

<p>W gruncie rzeczy obaj byli do siebie
podobni.</p>

<p>Ale z jedną, znaczącą
różnicą...</p>

<p>Pochylił się do ucha
stojącej przed nim Weasley, wskazując palcem odzianą w
błękit sylwetkę i szepcząc rozkazująco:</p>

<p>- Biegnij do niego.</p>

<p>Dumbledore nigdy nie był
mordercą.</p>

<p>Dziewczyna ruszyła biegiem.
Śmierciożercy rozstąpili się, patrząc z zaskoczeniem
na drobną, samotną figurę zmierzającą wprost w
wirującą pożogę.</p>

<p>Nigdy nie miał na rękach
krwi kogoś niewinnego. Nie patrzył w gasnące,
błagające oczy.</p>

<p>Nie. To inni musieli patrzeć w
nie za niego.</p>

<p>Zbliżając się do
ściany ognia, Ginny mimowolnie uniosła ręce, próbując
osłonić się przed kąsającym żarem.</p>

<p>Ogień zaatakował,
wgryzając się w jej lewe ramię i pochłaniając
połowę twarzy i wtedy z jej ust wypłynął
dźwięczny, przeszywający krzyk, a Dumbledore odwrócił
się gwałtownie. I w tej samej chwili pożoga opadła,
wypuszczając ze swych szponów ciało dziewczyny i nagle zapadła
gęsta cisza, kiedy ciało upadło na ziemię, odprowadzane
wstrząśniętym spojrzeniem Dumbledore'a.</p>

<p>- AVADA KEDAVRA!</p>

<p>Ogłuszający ryk
kilkudziesięciu gardeł i oślepiający zielony rozbłysk
ze wszystkich stron sprawił, że Severus musiał na chwilę
przysłonić oczy, ale i tak doskonale widział, jak klątwa za
klątwą trafia w odziane w błękit ciało, uderzając
w nie raz po raz, jakby nie było niczym więcej, tylko
uwiązaną na sznurkach kukiełką, podrygującą
spazmatycznie w palcach śmierci.</p>

<p>Severus opuścił
rękę w tej samej chwili, w której wokół niego rozbrzmiał
ryk triumfu. Jego czarne jak smoła oczy wpatrywały się w
leżące na ziemi ciało dyrektora.</p>

<p>Powinien odczuwać
satysfakcję, Triumf. Może nawet ulgę.</p>

<p>A nie odczuwał niczego.
Zupełnie niczego.</p>

<p>- No no, Severusie! Jestem pod
wrażeniem! - Rozradowany głos Yaxleya oderwał jego spojrzenie od
tego, co zostało z dyrektora. Otaczający ich Śmierciożercy
zaczynali się rozbiegać, by jak najszybciej dopaść resztki
armii Dumbledore'a. - Zawsze zastanawiałem się, dlaczego Czarny Pan
traktował cię jak swoją prawą rękę. I chyba w
końcu otrzymałem odpowiedź.</p>

<p>Severus posłał mu
chłodne, opanowane spojrzenie.</p>

<p>- Gdzie jest Malfoy? - zapytał
lodowato.</p>

<p>Yaxley westchnął,
przyglądając mu się uważnie.</p>

<p>- Prawdę powiedziawszy, to
zupełnie nie rozumiem, dlaczego Czarny Pan kazał mu siedzieć w
jednym miejscu, podczas gdy mu musieliśmy narażać swoje
tyłki - mruknął, wskazując na otaczające ich,
zwęglone ciała. - W końcu dopadliśmy już Pottera... -
Severus poczuł, jak jego puls przyspiesza, ale nie dał tego po sobie
poznać nawet jednym drgnieniem mięśnia. - Ale on zawsze
miał jakąś dziwną obsesję na jego punkcie. Widzisz to
wzgórze? - zapytał Śmierciożerca, wskazując niewielkie
wzniesienie na prawo od nich. Zaraz za nim, jakiś kilometr stąd stoi
samotne drzewo. Malfoy miał spotkać się tam z tobą zaraz po
bitwie. Ale według mnie... - jego spojrzenie padło na martwe
ciało Dumbledore, a usta wykrzywił szyderczy uśmiech -
...już jest po bitwie.</p>

<p>Severus przyglądał
się, jak odchodzi. Nie minęła chwila, a na polanie pozostał
tylko on i martwe ciała. Rozejrzał się po spalonej,
parującej ziemi.</p>

<p>Dostrzegł ją.
Leżała z rozrzuconymi kończynami, jej ciało
podrygiwało lekko. Powoli podszedł i spojrzał w dół.</p>

<p>Połowa jej twarzy i ciała
od szyi do pasa była głęboko poparzona. Lewego oka w ogóle nie
było widać. Prawe było szeroko otwarte i wpatrywało
się w niebo z wyrazem tępego, niemego bólu. Ogień musiał
poparzyć także jej struny głosowe, ponieważ jej usta
były otwarte, ale nie wydobywał się z nich żaden
dźwięk. Ale Severusowi wystarczyło, że słyszał
krzyk jej umysłu.</p>

<p>Sięgnął w
głąb swej szaty i wyciągnął jedną z fiolek.
Odkorkował ją, pochylił się nad nią i wlał do jej
otwartych ust Eliksir Morfeusza. Krzyk ucichł, a drgające ciało
rozluźniło się. Umysł pogrążył się w
śpiączce.</p>

<p>Jeśli znajdą ją
wystarczająco szybko, to ma szansę przeżyć.</p>

<p>Severus wyprostował się i
spojrzał na rozwiewający się powoli dym. Dzięki niemu szala
przechyliła się na stronę zwolenników Czarnego Pana.
Wszędzie widział poruszające się ciemne sylwetki i
rozbłyski rzucanych przez nie klątw.</p>

<p>Jeżeli ktokolwiek ocaleje, aby
ją znaleźć...</p>

<p>Twarz Severusa wyostrzyła
się, a do jego oczu napłynęła gęsta
ciemność, wchłaniająca wszelkie światło.
Zacisnął usta i odwrócił się powoli, aby odejść,
ale w tej samej chwili do jego uszu dopłynął głuchy tumult,
jakby rozpędzonego stada bawołów. Severus obejrzał się i
ujrzał armię centaurów, zbiegającą z jednego ze wzgórz i
szarżującą wprost na ustawiającą się pospiesznie
w bojowy szyk grupę odzianych w czerń sylwetek. Niebo zaroiło
się od strzał i różnobarwnych rozbłysków zaklęć.</p>

<p>Zanim jednak obie armie
wymieszały się ze sobą, Severus odwrócił głowę z
powrotem i spojrzał na wskazane mu przez Yaxleya wzgórze.</p>

<p>Nie miało znaczenia, kto
zwycięży w tej bezsensownej wojnie. Kompletnie nie miało to
znaczenia.</p>

<p>Ponieważ dla niego
zwycięstwo mogło mieć tylko jeden, jedyny smak.</p>

<p>Wanilii z domieszką czekolady.</p>

<p>***</p>

<p>Drzewo było niskie i ponure. Z
daleka wyglądało niczym czarna, wynurzająca się z ziemi
dłoń o długich, ostrych szponach. Pozbawione liści i
rozłożystej korony, przypominało zaledwie upiorny cień.
Jakby krew wszystkich, którzy dzisiaj zginęli wniknęła w
ziemię, zatruwając korzenie każdej rosnącej w okolicy
rośliny i zamieniając je w coś, co mogło w każdej
chwili ożyć i owinąć swoje wilgotne gałęzie
wokół nóg, wciągając w swe trzewia wszystko, co żywe.</p>

<p>I u stóp tego właśnie tworu
natury stała samotna sylwetka. Jej długie, jasne włosy
falowały na wietrze, kiedy wpatrywała się w
zbliżającego się Severusa.</p>

<p>Lucjusz Malfoy, nawet w takim miejscu
jak to, nie zamierzał rezygnować z lakierowanych butów i podbitej
aksamitem peleryny. Jakby tylko czekał na to, aby dumnym krokiem
zwycięzcy przejść się pomiędzy trupami pokonanych
wrogów, kiedy tylko bitwa dobiegnie końca i kiedy będzie mógł
wyruszyć, aby wykonać swe zadanie. Zadanie, które wyznaczył mu
sam Czarny Pan, a które z pewnością nie obejmowało sytuacji, w
której ścigana przez niego zwierzyna, która już dawno powinna
leżeć na wpół żywa wśród pozostałych zdrajców i
czekać na jego przybycie, sama do niego przyjdzie. I to w wyjątkowo
dobrym stanie.</p>

<p>Różdżka znalazła
się w jego dłoni zanim w ogóle jeszcze pomyślał o tym, aby
ją wyciągnąć.</p>

<p>Severus zobaczył to już z
daleka, ale on nie musiał wyciągać swojej. Miał ją w
dłoni przez cały czas.</p>

<p>Nie zamierzał pertraktować.
Nie zamierzał się z nim dogadywać. Miał tylko jeden cel. I
jeżeli Malfoy jest jedyną osobą, która zna drogę do tego
celu, to Severus już znajdzie sposób, aby mu ją pokazał.
Choćby miała to być ostatnia rzecz jaką Malfoy będzie
w stanie zrobić, zanim sczeźnie u jego stóp. Ale Severus nie
zamierzał go lekceważyć. Wiedział, że z tego spotkania
tylko jeden z nich będzie w stanie wyjść o własnych
siłach.</p>

<p>Zatrzymali się naprzeciw siebie,
celując w siebie różdżkami. Ich oczy zmrużyły
się, a każdy mięsień ciała napiął się,
przygotowując się do rzucenia klątwy na najlżejszy nawet,
nieprzewidziany ruch przeciwnika.</p>

<p>Szare oczy Malfoya zdawały
się płonąć od wewnątrz czymś zimniejszym i
twardszym niż jakiekolwiek inne oczy, które Severus dzisiaj ujrzał. I
Severus doskonale wiedział, co to takiego. Coś, co
napędzało znacznie bardziej niż strach przed gniewem Czarnego
Pana albo prymitywna żądza mordu. Coś, co dawało znacznie
większą siłę, niż można było przewidzieć.</p>

<p>- Czyżbyś się
zgubił, Severusie? - zapytał cicho Malfoy, układając wargi
w szyderczy grymas.</p>

<p>Severus nie odpowiedział.
Zamiast tego zmarszczył brwi i wyszeptał groźnie:</p>

<p>- Czy zdajesz sobie sprawę z
tego, Lucjuszu, że wypowiadanie tego typu żałosnych komentarzy
przed pojedynkiem jest oznaką panicznego lęku?</p>

<p>Szare oczy zapłonęły,
a dłoń Lucjusza mocniej ścisnęła trzymaną w
ręku różdżkę.</p>

<p>- Nie wiem, jak ci się
udało dotrzeć aż tak daleko, ale tutaj twoja droga się
kończy - odparł, wkładając w słowa
wypełnioną jadem aluzję. - A teraz oddaj mi eliksir.</p>

<p>Wargi Severusa zadrgały lekko,
tak jakby Lucjusz właśnie opowiedział zaskakująco dobry
żart.</p>

<p>- Wiesz, że tego nie
zrobię. Zabierzesz mnie do Czarnego Pana. To twoje jedyne wyjście, w
przeciwnym wypadku nawet nie zobaczysz fiolki.</p>

<p>- Jest tylko jedno miejsce, w którym
chciałbym cię zobaczyć. I tylko tam mogę cię
zabrać. Do grobu - powiedział Lucjusz, patrząc na Severusa z
nienawiścią. - Pamiętasz chyba moją obietnicę?</p>

<p>- Jakże mógłbym
zapomnieć... - odparł lodowato Severus, mocniej zaciskając palce
na swojej różdżce. - A czy ty, Lucjuszu, pamiętasz jak
skończyli ci, którzy weszli mi w drogę?</p>

<p>To podziałało. W szarych
oczach ponownie pojawiło się to emanujące porażającym
chłodem uczucie.</p>

<p>Doskonale. Musi go sprowokować,
doprowadzić do utraty panowania nad sobą. To Malfoy musi być
tym, który zaatakuje jako pierwszy. W przeciwnym wypadku wszystko legnie w
gruzach.</p>

<p>- Myślisz, że jesteś
taki przebiegły? - powiedział cicho Lucjusz. - Że twoje marne
umiejętności są w stanie mierzyć się z prawdziwą
potęgą? Coś ci powiem, Severusie. Kiedy Czarny Pan się
Ciebie pozbył, to właśnie mnie wybrał na swą
prawą rękę. I zdradził mi wszystko. O tym, jak
zabawiałeś się z Potterem i o tym, co miałeś z nim
zrobić. I o tym, jak zawiodłeś. A to, że Dumbledore i
cała jego armia zjawili się tutaj niemal od razu po przybyciu
chłopaka i to, że byłeś na tyle zdeterminowany, że
udało Ci się do mnie dotrzeć, dowodzi tylko jednego... że
naprawdę okazałeś się zdrajcą. - Przerwał na chwilę,
tak jakby oczekiwał reakcji Severusa, ale mężczyzna
przyglądał mu się tylko ze zmarszczonymi brwiami i twarzą
pozbawioną jakichkolwiek odczuć, kompletnie nieporuszony jego
słowami. - Jak ten nędzny chłopak zdołał cię
aż tak omotać, że zdradziłeś Czarnego Pana, nas
wszystkich i spadłeś na samo dno... tego nigdy nie pojmę. Ale to
już nieważne. Potter jest już martwy i mam nadzieje, że
będzie konał w długich męczarniach. Żałuję, że
nie będzie mi dane słuchać jego rozpaczliwego wołania:
"Severusie! Pomóż mi! Nie wytrzymam dłużej! To tak
strasznie boli!" Będzie wierzgał i szamotał się w
rozpaczy, szukając cię, ale ty nie przyjdziesz mu na ratunek.
Już nigdy cię nie zobaczy. Zdechnie jak żałosne,
kwilące stworzenie, którym jest.</p>

<p>Na twarzy Severusa nie drgnął
nawet jeden mięsień. Jego twarz przypominała kamienną
maskę, a w oczach płonął wyłącznie lód. Cała
jego postawa wyrażała jedynie bezwzględne opanowanie i tylko
pulsująca na czole żyła zdradzała targające nim
emocje.</p>

<p>Kiedy spodziewana reakcja nie nadeszła,
na obliczu Malfoya pojawiło się gniewne rozczarowanie.</p>

<p>Obrał tę samą
strategię, ale najwyraźniej zapomniał, z kim ma do czynienia...</p>

<p>- Niezła próba - odparł
spokojnie Severus, nasączając swój głos leniwą
dominacją. - Nie przyszedłem z tobą dyskutować. Mam
eliksir. I doskonale wiesz, że dobrowolnie ci go nie oddam. Ja z kolei
doskonale wiem, że jesteś gotów nawet złamać rozkazy
Czarnego Pana, by pomścić śmierć żony i
szaleństwo syna. Cokolwiek zrobię, i tak czeka nas walka. Wiesz,
że ja nie odpuszczę, ale ty również nie zamierzasz. Co prowadzi
do impasu, który jeden z nas i tak będzie musiał w końcu
przerwać.</p>

<p>Na twarzy Malfoya pojawił
się okrutny uśmiech.</p>

<p>- Zapominasz jednak o jednym,
Severusie. O czymś, co stanowi moją przewagę. Jeżeli mnie
zabijesz, nigdy nie dotrzesz do Pottera. Którykolwiek z nas zginie w tej
potyczce, ja i tak zwyciężę.</p>

<p>Oczy Severusa zmrużyły
się, przypominając dwie wypełnione ciemnością szpary.</p>

<p>- A myślisz, że dlaczego
wciąż jeszcze oddychasz? To ty najwyraźniej
zapomniałeś, że zabicie przeciwnika nie jest jedynym sposobem na
zwycięstwo. Kiedy już wyciągnę z ciebie wszystkie
informacje, z przyjemnością sprawię, że dołączysz
do swojego syna - powiedział, robiąc krok w jego stronę. - Ale
nie spotkasz go w swoich koszmarach. O nie... Ty Lucjuszu masz zupełnie
inne lęki, prawda? Poznałem je wszystkie i nie zawaham się, by
je wykorzystać.</p>

<p>Twarz Malfoya odrobinę
pobladła, ale bardzo szybko się opanował.</p>

<p>- O nie, Severusie. To ty
zapłacisz mi dzisiaj za wszystkie swoje uczynki. Zapłacisz za
wszystko, co mi odebrałeś i za wszystkie błędy, które
popełniłeś.</p>

<p>- Ty za swój błąd
zapłaciłeś najwyższą cenę. - Severus
spojrzał sugestywnie na rękę Lucjusza, na której znajdował
się Mroczny Znak - Ale ja nie zamierzam tego zrobić.</p>

<p>Twarz Malfoya wykrzywiła
się boleśnie i Severus już wiedział, że udało mu
się zburzyć tamę, a fale gorejącej nienawiści, które
spiętrzyły się w szarych oczach, wylały się z
gardła Lucjusza donośnym, przeszywającym do szpiku kości
okrzykiem:</p>

<p>- LACRIMA!</p>

<p>- Protego Maxima! -
wykrzyknął Severus, osłaniając się przed
oślepiającym rozbłyskiem rzuconej przez Malfoya klątwy.</p>

<p>Najsilniejsza magiczna tarcza
rozpadła się jednak niczym szkło pod naporem nasączonej
pragnieniem zemsty siły zaklęcia.</p>

<p>Severus zachwiał się i
zrobił kilka kroków w tył, próbując złapać
równowagę, kiedy dokładnie w tej samej chwili z gardła Lucjusza
wydobył się ogłuszający ryk:</p>

<p>- AVADA KEDAVRA!</p>

<p>Nie zdążył
złapać równowagi, aby móc się uchylić lub odskoczyć.
Zielony promień klątwy uderzył w Severusa z siłą
rozpędzonego pociągu, podrzucając jego ciało w górę i
obracając je kilka razy w powietrzu, zanim upadło na ziemię,
twarzą do niej.</p>

<p>Zapadła ogłuszająca
cisza. Wszystko się zatrzymało, zamarło w całkowitym
bezruchu, jakby nawet wiatr obawiał się zbliżyć do
otoczonej czernią, leżącej na ziemi sylwetki.</p>

<p>Lucjusz opuścił
różdżkę, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w
nieruchome ciało. Wyglądał, jakby nie był w stanie
uwierzyć w to, czego dokonał. Ale bardzo szybko zastygłe na jego
twarzy zaskoczenie zaczęło się rozpływać, wypierane
przez wyraz absolutnego triumfu.</p>

<p>Ruszył w kierunku
leżącego na ziemi ciała, uśmiechając się do
siebie z okrutną satysfakcją. Czarna, ubłocona peleryna
okrywała je niczym całun, kiedy Lucjusz przystanął nad nim
i pochylił się, wypowiadając kpiącym tonem zwycięzcy:</p>

<p>- Mówiłem, że mi za to
zapłacisz. Uważałeś się za takiego sprytnego, co?
Gdzie teraz jest ta twoja przebiegłość, ty żałosny
zdrajco? Nigdy nie byłbyś w stanie mnie pokonać. Nigdy. A Czarny
Pan z pewnością odpowiednio mnie wynagrodzi, kiedy osobiście
przyniosę mu eliksir.</p>

<p>Schował swoją
różdżkę w fałdy szaty i wyciągnął ręce
ku ciału, pragnąc je przeszukać. I w tej samej chwili twarz mu
pobladła, kiedy jego dłonie zanurzyły się w ciemnym materiale
szaty niczym w czarnej sadzawce, przenikając przez nie jak przez
chłodną wodę.</p>

<p>A delikatny powiew magii tuż
przy karku, wydający się zaledwie wilgotną bryzą,
wniknął w jego ciało niczym lodowaty szpon, opanowując
wszystkie nerwy i porażając je. Jego nogi i ręce zwarły
się razem, a on upadł na plecy, wpatrując się w niebo
szeroko otwartymi oczami, pełnymi zamarłej w nich,
niezrozumiałej grozy.</p>

<p>Leżące obok, odziane w
czerń ciało zaczęło się z wolna rozpływać i
w tej samej chwili tuż obok Lucjusza pojawiła się sylwetka,
która stawała się coraz wyraźniejsza w miarę, jak
wytapiała się z tła.</p>

<p>Severus zakorkował butelkę
z miksturą niwelującą skutki działania Eliksiru Kameleona i
schował ją w fałdy swojej szaty. Spojrzał na
rozwiewający się cień samego siebie i w chwili, kiedy zniknął
zupełnie, na jego twarzy pojawił się wyraz krańcowego
zmęczenia, a on zgiął się w pół, dysząc
ciężko, tak jakby nagle pozbawiono go połowy mocy. Oparł
ręce na kolanach, z trudem łapiąc oddech. Po chwili jednak
wyprostował się i znowu sięgnął do swej szaty, wyciągając
małą buteleczkę i biorąc niewielki łyk.</p>

<p>Tyle musi my wystarczyć. Nie
wiedział, w jakim stanie go znajdzie... musi zachować jak
najwięcej. Dla niego.</p>

<p>Eliksir pomógł, rozlewając
się w jego żyłach płomiennym ciepłem i
sprawiając, że poczuł, jak część utraconej mocy
regeneruje się. Ale i tak będzie potrzebował chwili zanim
odzyska pełnię sił. Tak długo utrzymywane Zaklęcie
Cienia kosztowało go zbyt wiele mocy. Ale opłaciło się.</p>

<p>Przeniósł spojrzenie na
nieruchome, leżące na wznak ciało Lucjusza Malfoya. Zwykłe
Zaklęcie Pełnego Porażenia Ciała, rzucone z
odległości kilku milimetrów wystarczyło, aby mężczyzna
stał się dla niego zupełnie nieszkodliwy.</p>

<p>Chociaż musiał mu
przyznać, że długo się opierał. Severus wiedział,
że nie może rzucić zaklęcia jako pierwszy, gdyż wtedy
Lucjusz ujrzałby dwa równoległe promienie i domyśliłby
się podstępu. Musiał poświęcić swój cień,
aby całkowicie uśpić czujność mężczyzny. I
udało mu się.</p>

<p>Nie mógł ryzykować
otwartego pojedynku. Być może w innych okolicznościach... ale
ryzyko było zbyt duże. Gdyby jakimś cudem Lucjusz
zdołał go zranić... nie mógł na to pozwolić! Nie w
sytuacji, w której potrzebował wszystkich swoich sił, aby wyrwać
go z Jego szponów.</p>

<p>Przykucnął obok
nieruchomego ciała, spoglądając w rozszerzone, wpatrujące
się w niebo szare oczy.</p>

<p>- Gdybyś swe chorobliwe
pragnienie zemsty skierował przeciwko temu, który wydaje rozkazy i jest
prawdziwym powodem wszystkiego, co cię spotkało, a nie przeciwko
temu, który te rozkazy wykonuje... być może cała ta wojna nie
miałaby miejsca. Ale ty nigdy nie potrafiłeś spojrzeć
prawdzie w oczy. Byłeś zbyt zaślepiony własną,
samozwańczą krucjatą i pożerającą cię od
środka zawiścią. I to właśnie one doprowadziły
cię do upadku. - Severus pochylił się jeszcze niżej,
zanurzając swoje spojrzenie w czarnych źrenicach mężczyzny
i przykładając różdżkę do jego głowy. - A ja
sprawię, że na zawsze będziesz o tym pamiętał. To
będzie twoja pokuta.</p>

<p>Severus przymknął powieki i
wziął głęboki oddech, czując jak mrowienie w skroniach
i drżenie palców w końcu zanika. Dzięki eliksirowi jego moc
regenerowała się dziesięć razy szybciej. Czuł, jak
wraca, jak wypełnia go swym ciepłem.</p>

<p>Minęło kilka minut zanim w
końcu uniósł powieki. Czerń w jego oczach przybrała
odcień aksamitnego lodu, kiedy wyszeptał niskim, mrocznym
głosem:</p>

<p>- Legilimens Evocis.</p>

<p>Jego umysł zanurzył
się w rozchwianym umyśle Lucjusza z taką samą
łatwością, z jaką nóż wbija się w roztopione
masło. Ale ten umysł był lepki i brudny, a jego ściany
zbudowane były z zaschniętej krwi.</p>

<p>Severus zagłębił
się niczym nurek w gęstym, cuchnącym morzu wspomnień,
poszukując odpowiedzi.</p>

<p>Gdzie jest Potter? Gdzie jest Czarny
Pan?</p>

<p>Spodziewał się, że
odnajdzie ją od razu, kiedy zacznie szukać... jednak tak się nie
stało. Ale ona musi gdzieś tu być! Jeżeli Lucjusz jako
jedyny posiadał wiedzę na temat miejsca pobytu Czarnego Pana, to ta
wiedza powinna być na samym wierzchu jego umysłu. Powinna
wypłynąć od razu, kiedy Severus ją przywoływał.
Dlaczego tak się nie działo?</p>

<p>Schodził coraz niżej i
niżej, zagłębiając się w przewijające się
obrazy i wspomnienia, kartkował rozmowy i przemyślenia,
szukając, szukając, coraz głębiej i głębiej...</p>

<p>Znajdziesz mnie... dopiero kiedy
już to zdobędziesz. Będę wiedział. Nie szukaj mnie. Im
mniej wiesz, tym lepiej. Severus jest sprytny. Uważaj na niego. On nie
może mnie znaleźć. Przybędziesz do mnie, kiedy nadejdzie
czas.</p>

<p>Jak, Panie? Skąd będziesz
wiedział? Jak do ciebie trafię?</p>

<p>Tylko ty możesz do mnie
przybyć. Nikt inny. Jest tylko jedna droga. Znajdziesz sposób. Tylko
najwierniejsi mogą odnaleźć tę drogę. Nikt poza
tobą nie będzie mógł z niej skorzystać. Nikt poza
tobą.</p>

<p>Głębiej. Jeszcze
głębiej.</p>

<p>Poprzez rozpacz i szaleństwo.
Poprzez morderstwa i paraliżujący strach.</p>

<p>Gdzie to było? Musiał mu
dać jakąś wskazówkę! Malfoy musiał wiedzieć
coś więcej!</p>

<p>Ale im głębiej
schodził, tym bardziej się oddalał. Czuł
wypełniający go gniew, przepalający swym żarem wszystko, co
napotkał. Spalający wszystkie wspomnienia, które nie chciały mu
dać odpowiedzi.</p>

<p>To niemożliwe. On był jego
kluczem. Gdzie są te pieprzone drzwi!? Gdzie?!</p>

<p>Szukał w ciemnościach, po
omacku, zupełnie zatracając się w rozgrzebywaniu
najciemniejszych zakamarków tego zatrutego umysłu, byleby
znaleźć to, czego szukał, a jego furia potęgowała
się z każdą chwilą.</p>

<p>Drzwi zatrzaskiwały się
przed nim, ale on je rozsadzał i szukał dalej i szukał...
aż w końcu wszystko zniknęło, pogrążając
się w bezszelestnej ciszy i nieprzeniknionej ciemności, a on w
ostatniej chwili wynurzył się z obumarłego umysłu,
łapiąc haustem zimne powietrze i próbując zapanować nad
zawrotami głowy. Jego wzrok wyostrzył się, kiedy spojrzał
na nieruchomą twarz Lucjusza Malfoya. Z jego nosa sączyła
się krew, a oczy...</p>

<p>- Cholera! - zaklął
Severus, opierając ręce na kolanach i spuszczając
głowę, by wyrównać oddech. Jeszcze raz spojrzał w szare
oczy.</p>

<p>Nie było wątpliwości.
Były martwe. Delikatny szmer umysłu ucichł i nawet jeżeli
Severus próbował go wychwycić, nie miał już czego
poszukiwać.</p>

<p>Zabił go.</p>

<p>Oczy Severusa zalała
ciemność.</p>

<p>Merlinie, naprawdę go
zabił! Jedyną osobę, która mogła doprowadzić go do
Czarnego Pana!</p>

<p>Zawładnęła nim
konsumująca, przerażająca wściekłość.
Przestał się kontrolować, teraz już nie pozostało nic,
co oddzielałoby go od tej wrzącej lawy, która kipiała na
obrzeżach jego umysłu od kiedy tylko odkrył, że Potter
wymknął się do Czarnego Pana.</p>

<p>- JAK? - wrzasnął,
uderzając pięściami w martwe ciało. - Jak miałeś
się z nim skontaktować?! Jak miałeś się do niego
dostać?! W JAKI SPOSÓB?!</p>

<p>To nie mogło się tutaj
zakończyć. Tak wiele przeszedł, dotarł tak daleko, tylko po
to, by zderzyć się ze ścianą, której w żaden sposób
nie był w stanie przekroczyć?</p>

<p>- Skąd wiedziałby, że
masz eliksir? W jaki sposób miałby to poczuć?</p>

<p>W tej samej chwili jego oczy
rozszerzyły się gwałtownie. Znieruchomiał, przypominając
sobie fragment wypowiedzi, którą usłyszał w umyśle swej
ofiary:</p>

<p>Tylko najwierniejsi mogę
odnaleźć tę drogę...</p>

<p>Jednym szarpnięciem
podwinął rękaw swojej szaty, spoglądając na wyryty na
przedramieniu Mroczny Znak.</p>

<p>Niemal jak przez mglę
przypomniał sobie ból, jaki poczuł, kiedy ten Znak zapiekł go po
raz pierwszy po powrocie Czarnego Pana. I to niespotykane wrażenie, kiedy
aportując się w nieznane, nie mając pojęcia dokąd
zmierza i gdzie się znajdzie, pojawił się tuż przed jego
obliczem. Jakby Mroczny Znak był pewnego rodzaju niewidzialną
nicią, łączącą go z Czarnym Panem.</p>

<p>To są te drzwi!</p>

<p>Niemal jak we śnie wymacał
różdżkę Malfoya, złapał ją w dłoń i
podwinął rękaw jego szaty, odsłaniając wyraźnie
wyryty na skórze znak czaszki i wypełzającego z jej ust
węża.</p>

<p>Przycisnął koniec
różdżki do Znaku i wezwał go.</p>

<p>Odpowiedź nadeszła niemal
od razu. Znak zaczął się poruszać, jakby wił się
na skórze.</p>

<p>Wezwanie. Skierowane tylko do jednej
osoby. Tylko do Malfoya.</p>

<p>Severus ukrył
różdżkę Lucjusza w fałdach swej szaty,
wyciągnął swoją, złapał ramię
mężczyzny w żelazny uścisk i... podążył za
Wezwaniem.</p>

<p>Świat rozpłynął
się.</p>

<p>Przybywanie na wezwanie Czarnego Pana
nie przypominało typowej aportacji. Raczej karkołomny zjazd bardzo
wąskim i stromym, pogrążonym w ciemności tunelem, jaki
tworzył się pomiędzy Czarnym Panem, a
Śmierciożercą, którego do siebie przyzywał.</p>

<p>Gdyby Severus był sam,
wylądowałby na nogach, tak jak zwykł to czynić wiele razy w
przeszłości. Ale podróżowanie w taki sposób z martwym
ciałem było o wiele trudniejsze i kiedy tylko świat
rozwinął się mu przed stopami niczym dywan, Severus upadł
na twarde, zimne podłoże, na wpół przygnieciony bezwładnym
ciałem Lucjusza.</p>

<p>Pierwszym, co poczuł, było
lodowate, przeszywające zimno, wnikające mu w ciało niczym tysiące
maleńkich igiełek. Zanim ustąpiły zawroty głowy,
ujrzał nad sobą morze ciemnych, emanujących odorem zgnilizny,
unoszących się w powietrzu sylwetek.</p>

<p>Dementorzy!</p>

<p>Zrzucił z siebie martwe
ciało i uniósł się na łokciach, błyskawicznie
obejmując spojrzeniem otaczającą go, zmarzniętą
ziemię, pokrytą delikatnym, iskrzącym się szronem.</p>

<p>I wtedy jego wzrok napotkał
czarne kosmyki, rozsypane w nieładzie wśród srebrnobiałego
szronu... i bladą, nieruchomą twarz, którą okalały... i
potrzaskane, przekrzywione okulary... i oczy. Zamknięte.</p>

<p>Serce Severusa zatrzymało
się w jednym gwałtownym, bolesnym uderzeniu, a świat
skurczył się do rozmiaru tych dwóch wąskich linii, otulonych
czarnymi rzęsami.</p>

<p>Poza nimi nie było niczego.
Jedynie próżnia.</p>

<p>I wtedy rzęsy
zadrżały, a zamknięte powieki uniosły się powoli i
świat wypełnił się zielenią.</p>

<p>I Severus znowu mógł
oddychać.</p>

<p>Ponownie znalazł się w
świecie, w którym pragnął żyć. I już nigdy
więcej nie pozwoli mu go sobie odebrać.</p>

<p>69. I'll bleed for you, you'll bleed
for me</p>

<p>I am the white dove for a soldier</p>

<p>Ever marching as to war</p>

<p>I would give my life to save you</p>

<p>I stand guarding at your door</p>

<p>I give you all that I am</p>

<p>And I breathe where you breathe</p>

<p>Let me stand where you stand</p>

<p>With all that I am*</p><empty-line /><p>Ból był potworny. Po pewnym
czasie zaczął przypominać lawę, która
płynęła przez mięśnie i wypalała rany w jego
wnętrznościach. Języki ognia sięgały aż do
koniuszków palców, sprawiając, że Harry zupełnie tracił
czucie. Ulga przychodziła tylko wówczas, gdy jego umysł gasł na
chwilę. To nigdy nie trwało długo, ponieważ Voldemort
błyskawicznie go wybudzał, aby torturować go kolejnymi, coraz
bardziej wyszukanymi klątwami, które sprawiały, że miał
ochotę zedrzeć sobie płatami skórę, byle tylko
przestało boleć. Byle przestało...</p>

<p>Jednak te krótkotrwałe chwile
ulgi były dla Harry'ego niczym zanurzanie się w lodowatej wodzie
tuż po spędzeniu długich godzin na rozpalonym słońcu.
Organizm przeżywał gwałtowny szok, ale był gotów na
kolejną dawkę przeszywającego żaru.</p>

<p>Za każdym razem... za każdym
razem miał nadzieję, że tym razem już się nie wybudzi.
Ale potem nadpływał chłód, a wraz z nim
świadomość, kiedy w nagłym, bolesnym uderzeniu
przypominał sobie, gdzie się znajduje i że ta lodowata, twarda
rzecz przyciskająca mu się do policzka to zmarznięta ziemia, na
której leży, nie potrafiąc poruszyć żadnym
mięśniem ciała, nie potrafiąc nawet otworzyć oczu.</p>

<p>Zresztą i tak nie chciał
ich otwierać. Zmaltretowany umysł płatał mu figle i za
każdym razem, kiedy Harry unosił powieki... widział tę
znajomą, wysoką sylwetkę... tak wyraźnie jakby Severus
naprawdę tu był. I stał tuż obok. Ale Harry wiedział,
że to tylko i wyłącznie jego wyobraźnia. Że Severusa
tu nie ma i nie przyjdzie. Że jest tu sam. Tylko z Voldemortem, który
prawdopodobnie znowu krąży wokół niego niczym sęp,
zastanawiając się nad kolejnym atakiem.</p>

<p>Zmusił się do uniesienia
powiek.</p>

<p>Znowu ujrzał tę bladą
twarz, otoczoną długimi, ciemnymi włosami i błyszczące
pomiędzy nimi, wpatrujące się w niego przenikliwie, czarne oczy.
I chociaż wiedział, że to jedynie kolejna, desperacka projekcja
jego podświadomości, to patrzenie na niego przynosiło...
ukojenie.</p>

<p>Tym razem jednak Severus nie
stał nad nim, tylko leżał nieopodal na ziemi. Świat
był poszatkowany i połamany, ale Harry miał wrażenie,
że obok Severusa leży coś jeszcze. Ktoś. Ktoś
jasnowłosy...</p>

<p>Znowu zamknął oczy.</p>

<p>Nie, już zupełnie
pomieszało mu się w głowie.</p>

<p>Usłyszał szelest i
skrzypienie szronu.</p>

<p>Kroki.</p>

<p>Pomimo tego, iż miał
wrażenie, jakby jego powieki były z kamienia, udało mu się
je na chwilę uchylić i w świecie popielato-czerwonej mgły
pojawiła się ciemna sylwetka, pochylająca się nad nim.</p>

<p>Wizje stawały się coraz
wyraźniejsze, ale wciąż były... tylko wizjami. Nie
mogły wypełniać jego serca fałszywą nadzieją. Nie
mogły być aż tak realne. Nie mogły... Merlinie!</p>

<p>Coś wsunęło mu
się pod kark i poderwało jego głowę z ziemi, a na twarzy
poczuł... poczuł dotyk. Delikatny. Czuły. Drżący.</p>

<p>Prawdziwy.</p>

<p>Dotyk kogoś, kto przez pewien
czas był przekonany, że stracił wszystko. Ale w końcu, po
bardzo długiej wędrówce... odzyskał to.</p>

<p>Nie chciał otworzyć oczu.
Nie chciał. Bał się, że jeżeli to zrobi, wszystko
zniknie i znowu będzie sam.</p>

<p>Ale... ale...</p>

<p>Smukłe palce
przesunęły się po policzku Harry'ego tak ostrożnie, jakby
był ze szkła i w każdej chwili mógł się rozsypać,
a następnie musnęły skroń i odgarnęły włosy
z czoła.</p>

<p>Przegrał. Uniósł rozpalone
powieki w tej samej chwili, w której chłodna dłoń
złapała oprawki jego przekrzywionych okularów i wsunęła mu
je na nos.</p>

<p>I ujrzał go.</p>

<p>Szeroko otwartymi oczami
wpatrywał się w bladą, pokrytą zaschniętą
krwią twarz, tak blisko swojej... w te czarne oczy, przypatrujące mu
się w taki sposób, jakby to nie Severus, a on, Harry, był zjawą.
W te czarne oczy, wypełnione... wypełnione bólem. I nie mógł
uwierzyć, że to... nie, to z pewnością nie... jak to
możliwe?</p>

<p>- Severusie? - wyszeptał, ale
nie słyszał własnego głosu. Jego usta otworzyły
się i zamknęły, nie będąc w stanie wydać z siebie
dźwięku. Jego struny głosowe były całkowicie zdarte od
krzyku.</p>

<p>- Zabiorę cię stąd.</p>

<p>Głos Severusa był tak
zachrypnięty, że Harry miał problem z odróżnieniem
słów. Ale rozpoznawał go. Tak wiele razy sączył mu się
do ucha niczym gęsty, lepki syrop, ciężki od potrzeby i gorący
od spalającego go ognia... Czy to była tylko kolejna zjawa i zaraz
się obudzi, a nad nim będzie stał pochylony Voldemort z
twarzą wykrzywioną perfidnym okrucieństwem, czerpiący
przyjemność z jego rozpaczy, kiedy Harry zrozumie, że to nie
było prawdziwe... że to wszystko okazało się tylko snem...?</p>

<p>Wtedy mężczyzna pochylił
się nagle, szczelnie owijając go ramionami i przyciskając do
siebie i Harry'ego uderzył ten znajomy, oszałamiający zapach...
słaba woń ziół, ukryta pod dominującym aromatem krwi i
wojny. I już nie miał żadnych wątpliwości.</p>

<p>To nie był sen.</p>

<p>Silne szarpnięcie w okolicach
żołądka sprawiło, że Harry jęknął z
bólu. Miał wrażenie, że zaczynają się aportować,
ale zderzyli się z niewidzialna ścianą, która zatrzymała
ich obu na miejscu.</p>

<p>Harry usłyszał
ciężkie przekleństwo, wyrywające się z ust Severusa,
ale był zbyt otumaniony, aby wiedzieć, co się wokół niego
dzieje. Poczuł jedynie, że jedno z ramion wysuwa się spod niego
i po chwili do jego ust wlał się gorzki płyn,
spływając w gardło chłodnym strumieniem i skutecznie
wypłukując czający się w nerwach i mięśniach ból,
który w każdej chwili mógł zaatakować, wgryzając się w
nie ponownie.</p>

<p>Ulga była niemal
osłabiająca. Harry czuł, jak jego ciało rozluźnia
się, a znajdujące się w jego wnętrzu rany zasklepiają.
Kiedy tylko jego organizm przyjął całą dawkę eliksiru,
do jego ust został wlany kolejny. Miał nieprzyjemny, cierpki smak,
ale sprawił, że mięśnie Harry'ego zaczęły
funkcjonować, a paraliżujące osłabienie
odpłynęło, zastąpione powracającymi szybko
siłami.</p>

<p>Harry przymknął powieki i
wziął głęboki, pełen ulgi oddech. Już niemal
zapomniał, jak to jest nie czuć bólu. Miał teraz wrażenie,
jakby jego ciało zostało otulone miękką kołdrą,
przylegającą do poranionej skóry i łagodzącą podrażnienia.</p>

<p>Otworzył oczy, napotykając
skupione spojrzenie mężczyzny i jego okulary nagle
rozbłysły, a popękane szkła znów były gładkie i
przejrzyste i Harry po raz pierwszy mógł dokładnie zobaczyć
pochylającego się nad nim Severusa.</p>

<p>Wyglądał, jakby wrócił
z piekła. Jego twarz była poharatana i podrapana, włosy zlepione
zaschniętą krwią i błotem, usta wpółotwarte,
wypowiadające bezgłośne inkantacje, kiedy wodził
różdżką po ciele Harry'ego, a oczy... oczy...
wyglądały niczym wykute ze stali, pokryte czarną emalią
tarcze, chroniące coś, co kryło się za nimi i
drżało tak bardzo, iż w każdej chwili mogło
rozpaść się na kawałki.</p>

<p>- Możesz wstać? -
zapytał chrapliwie Severus, rozglądając się czujnie na boki
i z niepokojem spoglądając na krążących w górze, coraz
bardziej niespokojnych Dementorów. - Wyciągnę cię stąd, ale
masz mi być bezwzględnie posłuszny. On gdzieś tu jest...
Obserwuje nas. - Wargi Severusa ledwie się poruszały, chociaż
jego źrenice biegały na wszystkie strony w szalonym tańcu.</p>

<p>Harry powoli uniósł
dłoń, dotykając głębokiej blizny, przecinającej
policzek Severusa i pogładził go. Przeszywające spojrzenie
mężczyzny natychmiast skupiło się na nim.</p>

<p>- Jak mnie znalazłeś? -
zapytał szeptem i tym razem jego zregenerowane struny głosowe nie
zawiodły. - Słyszałeś, jak cię wołałem?
Próbowałem wytrzymać, ale te ręce... było ich zbyt wiele...
dusiły mnie. Nie mogłem nic zrobić. Użyłem
noża... ale nie zdziałał. Przepraszam. Wszystko popsułem.</p>

<p>Severus wyglądał tak, jakby
chciał odpowiedzieć, ale jedynie zacisnął usta,
złapał dłoń Harry'ego i musnął ją wargami,
przymykając na chwilę powieki, jakby nie mógł powstrzymać
się przed posmakowaniem jego skóry, po czym delikatnie, lecz stanowczo
odciągnął dłoń od swojej twarzy,
przyglądając się ze zmarszczonymi brwiami krwawiącemu rozcięciu
na jego nadgarstku. Przyłożył czubek różdżki do
rozcięcia i przymknął powieki, wypowiadając długą
inkantację, której Harry nie znał, ale poczuł natychmiastowe
ciepło, rozlewające się po jego skórze i rana zaczęła
się zasklepiać.</p>

<p>- Cóż za uroczy
obrazek...Wybaczcie, że zakłócam tę sielską atmosferę,
ale jeszcze trochę, a dostałbym torsji z obrzydzenia.</p>

<p>Ten wysoki głos, który
wydawał się dobiegać zewsząd, sprawił, że Harry
mimowolnie zesztywniał, w każdej chwili spodziewając się
kolejnej klątwy.</p>

<p>Severus puścił go i
zerwał się, wyciągając przed siebie różdżkę
i rozglądając się czujnie wokół, ale Voldemorta nie
było widać nigdzie w pobliżu. Harry podparł się
rękami o ziemię, wciąż czując osłabienie i lekkie
zawroty głowy, które potęgowali krążący w górze
Dementorzy.</p>

<p>- Przyznam, że jestem pod
wrażeniem, Severusie. Przebyłeś labirynt, który dla ciebie
przygotowałem i jeszcze stoisz tu przede mną o własnych
siłach. Nie spodziewałem się, że ci się uda. A nawet
więcej - zrobiłem wszystko, aby ci się nie udało... A
jednak tu jesteś. Przyszedłeś po niego. - Przerwał na
chwilę, jakby próbował pozbyć się z języka
nieprzyjemnego smaku ostatniego zdania. - Kiedy przybyłeś tutaj z
moim martwym łącznikiem... wykazałeś się
niespotykaną determinacją, ale wciąż nie mogłem
uwierzyć, że zrobiłeś to dla niego. Chciałem dać
ci szansę. Wciąż się łudziłem, że ktoś
z twoimi zdolnościami, z twoją pozycją i wielokrotnie
prezentowanym oddaniem nie może mnie zdradzić. Ale przedstawienie,
które przed chwilą odegrałeś, nie pozostawiło mi
żadnych wątpliwości. - Głos wydawał się
podnosić coraz bardziej, nasączając się
drżącą, z trudem tłumioną
wściekłością. - Co się z tobą stało,
Severusie? Byłeś jednym z moich najlepszych sług.
Mogłeś zdobyć wszystko. Z twoim umysłem i intelektem,
mogłeś mieć u swoich stóp cały świat, a
wybrałeś tego... tego chłopca. - Ostatnie słowo niemal
wypluł, pojawiając się nagle po prawej stronie, jakby
wyłonił się zza zasłony, za którą się do tej pory
ukrywał.</p>

<p>Harry zagryzł zęby,
czując silne ukłucie bólu przeszywające jego bliznę.
Severus błyskawicznie wycelował różdżką w Voldemorta,
przesuwając się tak, by całkowicie zasłonić sobą
Harry'ego.</p>

<p>- Mylisz się - wyszeptał
Severus cichym, chrapliwym głosem. - Będę miał u swoich
stóp cały świat. Właśnie po niego tu przyszedłem.</p>

<p>Twarz Czarnego Pana wykrzywiała
się kipiąca wściekłością i pełną
pogardy odrazą.</p>

<p>- Oszukałeś mnie,
Severusie. Mnie, swojego Pana. Miałeś przyprowadzić go do mnie
na srebrnej smyczy, wykonującego każdy twój rozkaz, A NIE
ZADURZYĆ SIĘ W NIM, TY ŻAŁOSNY GŁUPCZE! - ryknął
z furią i Harry musiał przycisnąć dłoń do
czoła, gdy poczuł kolejne uderzenie bólu. - Mam nadzieję,
że wykazałeś chociaż na tyle zdrowego rozsądku, by
przynieść ze sobą eliksir. Jeżeli dasz mi go z własnej
woli, to może wspaniałomyślnie daruję ci życie. I nie
próbuj ze mną negocjować, ponieważ znam cię na tyle dobrze,
by wiedzieć, że nie przybyłbyś tu, gdybyś nie
miał go przy sobie.</p>

<p>Harry rozejrzał się po
pokrytej szronem ziemi, w poszukiwaniu swojej różdżki. Dojrzał
ją trzy metry dalej.</p>

<p>- Jeżeli tego nie zrobisz -
kontynuował Voldemort, unosząc różdżkę i celując
nią w Severusa - równie dobrze mogę zabić was obu już
teraz.</p>

<p>Potrzebował jej. Nie mógł
tak po prostu siedzieć i czekać na ruch Voldemorta. Już nie
chodziło o jego własne życie. Przybył tu, wiedząc,
że i tak prawdopodobnie zginie. Pogodził się z tym. Ale
Severus... Severus nie mógł zginąć. Nie mógł! Musi
odwrócić od niego uwagę Voldemorta. Za wszelką cenę!</p>

<p>Podniósł się na
wciąż lekko drżących nogach i rzucił się w bok,
próbując dosięgnąć różdżki, ale w momencie, kiedy
złapał ją koniuszkami palców, usłyszał triumfalny ryk
Voldemorta:</p>

<p>- CRUCIO!</p>

<p>Harry zacisnął powieki,
spodziewając się przeszywającego, rozrywającego
wnętrzności bólu, ale w tym samym momencie poczuł
nakrywające go i przyciskające do ziemi ciało Severusa i
owijające się wokół niego ramiona. Otworzył szeroko oczy,
widząc tuż przed sobą wykrzywioną bólem twarz Severusa i
usłyszał gardłowy pomruk cierpienia, wydobywający się
spomiędzy zaciśniętych niemal do krwi warg.</p>

<p>Severus... on... on...
osłonił go!</p>

<p>Serce Harry'ego opadło aż
do stóp i nawet jeśli nie czuł fizycznego cierpienia, miał
wrażenie, jakby coś w jego wnętrzu eksplodowało.</p>

<p>Jego oczy zalała gęsta
czerwień, kiedy niemal nieświadomie zacisnął palce na
swojej różdżce, wycelował nią ponad ramieniem
przykrywającego go swoim ciałem Severusa i wykrzyczał ochryple:</p>

<p>- REDUCTO!</p>

<p>Voldemort wrzasnął z
wściekłością, kiedy musiał przerwać zaklęcie
torturujące i odbić zaklęcie Harry'ego. Harry wykorzystał
ten ułamek sekundy przewagi, aby uwolnić się z uścisku
Severusa, wydostać spod niego i zasłonić go przed Voldemortem,
jednocześnie ciskając silnym zaklęciem żądlącym,
którego nauczyła go Tonks:</p>

<p>- ACULAETUM DOLOR!</p>

<p>Voldemort odbił jego
zaklęcie tek celnie, iż Harry ujrzał tylko zmierzający w
swoją stronę żółty promień, ale zanim zdążył
wyczarować przed sobą tarczę, Severus odepchnął go na
bok i Harry upadł na zamarzniętą ziemię,
osłaniając głowę rękami przed sypiącymi się
na wszystkie strony iskrami rozpadającego się zaklęcia, które
uderzyło w wyczarowaną przez Severusa barierę ochronną.</p>

<p>- Jakież to wzruszające...
- Głos Voldemorta wydał się nienaturalnie głośny w
ciszy, która nagle zapadła, kiedy zamarzające szybko iskry
spłynęły na ziemię w postaci szronu. - Dwa przerażone
zwierzątka chroniące się nawzajem... nędzne i
żałośnie słabe. Naprawdę sądzicie, że
jesteście w stanie mi się przeciwstawić? Prawdziwa potęga
kryje się w bezwzględności, pozbyciu się wszystkich
słabych stron, a emocje i uczucia są czymś, co osłabia
najbardziej ze wszystkiego. Żaden z najpotężniejszych
czarnoksiężników ich nie posiadał. Dlatego właśnie
stali się tak wielcy. A ty, Severusie, pozwoliłeś, by ta
odrażająca choroba zaatakowała cię i zniszczyła
wszystko, nad czym pracowałeś. Wciąż nie jestem w stanie
tego pojąć...</p>

<p>Harry otrzepał z ramion
kryształki lodu i spojrzał na stojącego obok Severusa. Jego
twarz, wykrzywiona brutalną zaciętością,
wyglądała niczym upiorna maska nienawiści. Harry
zadrżał mimowolnie, ale tym razem nie z powodu przeszywającego
chłodu. Severus wyglądał tak... tak... przerażająco.
Nawet maski Śmierciożerców nie potrafiły wzbudzić takiej
grozy.</p>

<p>Kiedy się odezwał, jego
głos brzmiał tak, jakby wydobywał się spod ziemi, z samych
jej trzewi:</p>

<p>- Ty również nosisz w sobie
pragnienie. Pragnienie nieśmiertelności, panowania nad światem,
zdobycia takiej mocy, jakiej nikt inny nie widział. Jesteś w stanie
zgładzić każdego, kto próbowałby przeszkodzić ci w
zrealizowaniu tego pragnienia. W gruncie rzeczy mamy ze sobą coś
wspólnego. Widzisz, jak też mam pragnienie, za które byłbym gotów
zrównać z ziemią cały świat. A ty próbowałeś mi
je odebrać...</p>

<p>Twarz Voldemorta wykrzywiła
się grymasem wściekłości.</p>

<p>- Jak śmiesz nas
porównywać?! Nie możesz się ze mną równać! Jesteś
tylko pionkiem, który stanął mi na drodze i którego mogę
zdmuchnąć bez najmniejszego wysiłku! Wystarczy, że
trafię w twój czuły punkt... - Harry poczuł, jak spojrzenie
Voldemorta przesuwa się na niego. - Lacrima!</p>

<p>Rozpaczliwie uniósł
różdżkę, ale zanim jeszcze wypowiedział słowa
kontrzaklęcia, wiedział już, że to na nic.
Pamiętał tę klątwę ze swojego snu. Pamiętał,
co potrafiła zrobić...</p>

<p>Nagle tuż przed nim wyrósł
cień w postaci Severusa, który wyczarował
najpotężniejszą magiczną barierę, jaką Harry
kiedykolwiek miał szansę zobaczyć, ale gdy klątwa w
nią uderzyła, jej siła zmiotła barierę,
rozbijając ją w drobny mak, a fala uderzeniowa pchnęła
Severusa z taką mocą, iż jego buty zostawiły wyryte w
szronie, półtorametrowej długości ślady, zanim opadł
na kolana tuż przed Harrym, a z jego ust wyrwał się
gardłowy jęk, gdy resztki klątwy dosięgły jego skóry.</p>

<p>- Severusie! - wykrzyknął
Harry, przypadając do niego i z przerażeniem spoglądając na
jego wykrzywioną bólem twarz, a później na uśmiechającego
się okrutnie Voldemorta, który już unosił różdżkę
do kolejnego ataku, którego tym razem nie będą w stanie
odeprzeć.</p>

<p>Nie! Nie pozwoli na to! Prędzej
zginie niż pozwoli, by Severus...</p>

<p>Nie namyślając się
wiele, wyprostował się, osłaniając sobą Severusa i
celując różdżką w Voldemorta.</p>

<p>- Jeżeli spróbujesz mu coś
zrobić, to najpierw będziesz musiał zabić mnie -
wysyczał, wkładając w słowa tyle nienawiści, iż
był zaskoczony, że nie wypływa mu ona jeszcze z ust. Voldemort
roześmiał się zimnym, triumfalnym rechotem, który wydawał
się jeszcze bardziej zamrażać powietrze. Harry trząsł
się z wściekłości. Nie był w stanie nad tym
zapanować.</p>

<p>Merlinie, gdyby tylko istniała
jakakolwiek szansa, by go zabić... choćby najmniejsza...</p>

<p>Jego oczy rozszerzyły się
gwałtownie!</p>

<p>Eliksir! Miał przecież
jeszcze eliksir!</p>

<p>Ale zanim zdążył
cokolwiek zrobić, poczuł dłoń Severusa zaciskającą
mu się na ramieniu z siłą imadła, mocne szarpnięcie do
tyłu i wydyszane do ucha instrukcje:</p>

<p>- Kiedy zobaczysz rozbłysk,
zamknij oczy i uciekaj. Jak najszybciej i jak najdalej stąd.
Będę tuż za tobą.</p>

<p>- Ale...</p>

<p>- Nie dyskutuj ze mną!</p>

<p>Harry zamrugał, widząc
unoszącą się różdżkę Severusa i nagle
odniósł wrażenie, że świat zwalnia swój bieg. Ujrzał
te cienkie usta wypowiadające słowa nieznanego mu zaklęcia i
poczuł jeszcze silniejsze szarpnięcie, kiedy Severus
odepchnął go od siebie i nagle przestrzeń wypełniło
rażące, białe światło.</p>

<p>Harry błyskawicznie
zacisnął powieki, ale i tak miał wrażenie, jakby coś
przypaliło mu źrenice i gdzieś nieopodal usłyszał
wykrzykiwane ochrypłym głosem Zaklęcie Cienia:</p>

<p>- EFFIGIA!</p>

<p>Rzucił się do ucieczki.
Chociaż wiedział, że poza kręgiem, w którym
zamknął go Voldemort, była jedynie pusta, jałowa
przestrzeń, pozbawiona jakichkolwiek roślin czy choćby kamieni,
ciągnąca się aż po horyzont, na którym górowały
niewielkie wzniesienia, to musiał spróbować.</p>

<p>Odwrócił głowę,
próbując coś dostrzec i nawet, jeśli jasność już
opadła, to jego wzrok nadal nie był do końca sprawny i wszystko
przykrywała biała, rozmyta mgła, w której Harry
dostrzegł... kilka identycznych sylwetek Severusa, biegających we
wszystkie strony i ciskających w rozwścieczonego Voldemorta
zaklęciami.</p>

<p>Ostry, przeszywający
dźwięk nad nim sprawił, że Harry zatrzymał się
gwałtownie, z przerażeniem obserwując, jak horda Dementorów
rusza w jego stronę.</p>

<p>Uniósł różdżkę,
próbując skupić się na najszczęśliwszej chwili swojego
życia, ale w tym samym momencie poczuł łapiącą go w
biegu dłoń i niemal się przewrócił, kiedy Severus
pociągnął go za sobą.</p>

<p>- Kazałem ci biec! -
wykrzyczał. - Nie ma na to czasu! Musimy wydostać się ze strefy
antyaportacyjnej!</p>

<p>Harry poderwał głowę i
ujrzał obok siebie pozostałe cienie Severusa, a nad sobą
długie, łopoczące szaty i wyciągające się ku nim,
pokryte liszajami dłonie.</p>

<p>Zamknął oczy, czując
ich lodowate oddechy na karku i w tej samej chwili... wpadł na
niewidzialną, twardą niczym szkło barierę. Uderzenie
było tak silne, jakby spadł z wysokości na kamienną
posadzkę. Jęknął głośno i odepchnięty
siłą rozpędu, przewrócił się na ziemię.</p>

<p>Na chwilę stracił wzrok i
orientację. Kiedy ją odzyskał, Severus już się
podnosił, pociągając go za sobą, ale nagle osunął
się na ziemię tuż obok niego, dysząc ciężko i
kaszląc, tak jakby coś pozbawiło go wszystkich sił.</p>

<p>Harry zrozumiał, co to
było, w momencie, w którym tylko poderwał głowę. Wszystkie
cienie, które wyczarował Severus, rozpłynęły się po
zderzeniu z magiczną barierą.</p>

<p>Pozostali sami.</p>

<p>Odsłonięci.</p>

<p>Harry słyszał nad sobą
świszczące oddechy Dementorów, które przypominały niecierpliwe
sapanie upiornej bestii, czekającej na jedno skinienie swego pana, aby
mogła w końcu pożreć to, co nęciło jej zmysły
już od tak długiego czasu.</p>

<p>- Tego nie zaplanowałeś,
prawda, Severusie? - zapytał cicho Voldemort, zbliżając się
powoli i obracając w długich, zakończonych szponami palcach...
różdżkę Harry'ego! Do diabła! Musiał ją
upuścić, kiedy się przewrócił i Voldemort ja
przywołał. Do diabła! Do diabła! Do diabła! -
Jesteście w pułapce. Nie macie dokąd uciec. Stąd nie ma
wyjścia. Bardzo długi czas przygotowywałem się do tej
chwili. I nawet twoje niespodziewane przybycie nie zniweczy moich planów.
Zbliża się wasz koniec.</p>

<p>Zaklęcie świsnęło
tak nagle, że Harry zdążył się tylko osłonić
ramionami, ale nie poczuł bólu. Zobaczył tylko, jak różdżka
Severusa wyślizguje się z jego osłabionej dłoni i wpada
wprost w wyciągniętą rękę Voldemorta.</p>

<p>- Teraz jesteście
całkowicie bezbronni. I macie tylko jedną szansę, aby nie
skonać w niezwykle długich, niewyobrażalnie bolesnych
męczarniach, przyglądając się nawzajem swojej
śmierci... - ciągnął okrutnie Voldemort, wpatrując
się w nich z wyrazem twarzy drapieżnika, który zapędził swe
ofiary w miejsce, z którego nie było innego wyjścia, jak tylko
wpaść wprost w jego naszpikowaną kłami paszczę. -
Dajcie mi eliksir.</p>

<p>Harry spojrzał na Severusa
szeroko otwartymi oczami. Mężczyzna uniósł głowę. Po
jego twarzy płynął pot. Włosy przylepiły się do
czoła, a wpółotwarte usta z trudem łapały powietrze, ale
to, co Harry ujrzał w jego oczach... to było niczym
miażdżący cios prosto w trzewia. Jego żołądek
skręcił się, kiedy Harry zrozumiał, że Severus wie...
i że zrobi wszystko, aby nie pozwolić mu dokonać tego, po co tu
przyszedł.</p>

<p>Ale... ale... jakie miał inne
wyjście?</p>

<p>Widział ogień w jego
oczach. Płonącą wciąż, jasną iskrę,
rozświetlającą czarne tęczówki, ale miała zbyt
mało tlenu, aby ponownie się rozpalić. Severus stracił zbyt
wiele mocy, rozszczepiając ją na kilka równych części, aby
dać im czas i szansę na ucieczkę. Teraz Harry musiał
zrobić to samo. Kupić mu czas. Chociaż odrobinę. A potem,
jeżeli już naprawdę nie będzie innego wyjścia...
jeżeli naprawdę nie będzie...</p>

<p>- Każ Dementorom się odsunąć
- powiedział głośno Harry, prostując się na
uginających się nogach. - Wiem, gdzie jest eliksir. Severus go nie
ma.</p>

<p>- Potter! - usłyszał za
sobą ostrzegawczy syk i poczuł zaciskającą się na
nadgarstku dłoń, ale to go nie powstrzymało.</p>

<p>- Wiem też, jak on działa.
Wiem, że muszę go wypić z własnej woli, aby rytuał
się powiódł - kontynuował, starając się
zignorować coraz bardziej natarczywy uścisk na przegubie i
dobiegający zza pleców zachrypnięty, cichy szept:</p>

<p>- Nawet się nie waż...</p>

<p>Nie mógł spojrzeć teraz na
Severusa. Teraz byli tylko oni. On i Voldemort.</p>

<p>Patrzył wprost w zmrużone
podejrzliwie, czerwone oczy, gorączkowo zastanawiając się, co
teraz zrobić. Czuł nad sobą świszczące oddechy i
miał wrażenie, jakby nawet z tej odległości Dementorzy byli
w stanie wyssać z niego całą odwagę, pozostawiając
jedynie skulone, kwilące coś, błagające o to, aby strach
odszedł i aby wszystko się już skończyło.</p>

<p>Tak, zrobi wszystko, aby to się
już skończyło...</p>

<p>- Każ im się
odsunąć - powiedział wyraźnie, wpatrując się
twardo w Voldemorta.</p>

<p>Czarny Pan zaledwie tylko
spojrzał na Dementorów i Harry usłyszał wysokie, skrzeczące
głosy niezadowolenia, kiedy czarne sylwetki zaczęły
wycofywać się na swoje początkowe pozycje, tworząc zwarty
krąg nad ich głowami.</p>

<p>W jaki sposób ich kontrolował?
Tylko dzięki swojej mocy? Przecież z pewnością nie był
w stanie wyczarować żadnego Patronusa. Nie ktoś taki jak
Voldemort. Z pewnością nie.</p>

<p>Kiedy Dementorzy się
odsunęli, wyciągający swe szpony, lodowaty strach
wypuścił na chwilę ze swego śmiertelnego uścisku
gardło i płuca Harry'ego, pozwalając mu nabrać powietrza.</p>

<p>- Moja cierpliwość zaczyna
się kończyć - wysyczał Czarny Pan.</p>

<p>Harry zacisnął
pięści, spoglądając na wyłaniającą się
zza nóg Voldemorta, pełznącą leniwie Nagini.</p>

<p>- Ja... - zaczął,
przełykając ślinę i próbując zapanować nad
tłukącym się w piersi sercem. - Zrobię to. Wypiję go i
będziesz mógł odebrać moją moc, ale...</p>

<p>Silne pociągnięcie za
rękę sprawiło, że niemal opadł na kolana. Severus
szarpnięciem przyciągnął go do siebie i Harry
zobaczył, że mężczyzna chowa w swe szaty małą
fiolkę, którą musiał przed chwilą zażyć.</p>

<p>- To nie czas na twój pieprzony,
gryfoński heroizm - wysyczał mu prosto w twarz. - Nie po to
przebyłem całą tę drogę, żebyś mi teraz
wszystko zniszczył, ty narwany idioto!</p>

<p>- Nie prosiłem cię o to -
wypalił Harry, próbując wyrwać rękę. - Puść
mnie! Gdybyś nie przyszedł, już dawno byłoby po wszystkim.
Już niczego bym nie czuł i nie musiałbym patrzeć na to, jak
on cię... - urwał, ponieważ nagle zabrakło mu tchu, kiedy
uderzyło go wspomnienie wykrzywionej cierpieniem twarzy Severusa. -
Myślisz, że po co to zrobiłem? Chciałem cię
uratować!</p>

<p>- Uratować? - wycedził
Severus, piorunując go takim spojrzeniem, jakby Harry właśnie go
obraził. - Myślisz, że uratowałbyś mnie w taki sposób?
Poświęcając się? - Harry poczuł, jak dłoń
Snape'a łapie go za zakrwawioną koszulę i przyciąga
bliżej, a czarne oczy wdzierają mu się niemal do duszy. - W ten
sposób mógłbyś mnie jedynie zabić, przeklęty dzieciaku!</p>

<p>Harry miał wrażenie, jakby
wszystko w nim zamarło, zawisając nad głęboką
przepaścią, a żołądek i serce zamieniły się
miejscami, kiedy pojął sens słów Severusa. I nawet jeśli
wszystko w nim się szarpało, wyrywając się ku niemu i
pragnąc zostać pochłoniętym przez te oczy i dłonie i usta...
to jedyne, co mógł zrobić, to uwolnić się z jego
uścisku i zrobić kilka kroków wstecz, z nadludzkim wysiłkiem
odrywając od niego drżące od szalejących w nim emocji
spojrzenie i odwracając się z powrotem do Voldemorta, który
przyglądał im się z głębokim obrzydzeniem wyrytym na
swej bladej, gadziej twarzy.</p>

<p>- Cóż za wzruszające
przedstawienie... Ciekawe, czy stałoby się jeszcze bardziej
interesujące, gdybym jednym z was nakarmił Nagini? - zaszydził
Voldemort, choć w jego głosie rozbłysła sugestia lodowatego
gniewu. - Albo dostanę eliksir, albo sam go znajdę, a wtedy
będziesz mnie błagał o to, abym pozwolił ci go wypić.</p>

<p>Harry przymknął na
chwilę powieki, próbując zapanować nad wirującymi w
głowie myślami.</p>

<p>I tak nie miał innego
wyjścia... Voldemort zabrał im różdżki i zamknął
ich w jakimś magicznym polu, którego nie mogli przekroczyć,
otaczała ich horda Dementorów, nie mieli niczego, czym mogliby się
obronić. Czekała ich jedynie śmierć w długich
męczarniach.</p>

<p>Był już tak straszliwie
zmęczony. Nie było sensu dłużej udawać i walczyć.
I tak by się stąd nie wydostali.</p>

<p>Przełknął
ślinę i uniósł powieki, spoglądając wprost w
przewiercające go, pionowe źrenice. Kiedy się odezwał,
był zaskoczony, jak cichy i zdarty wydawał się być jego
głos:</p>

<p>- Ten eliksir...</p>

<p>- ...nie istnieje -
dokończył za niego Severus, wyłaniając się nagle zza
pleców Harry'ego.</p>

<p>Harry odwrócił się
gwałtownie, spoglądając na mężczyznę z
zaskoczeniem. Ale Severus nie patrzył na niego. Jego spojrzenie było
wbite w Voldemorta.</p>

<p>- Nigdy go nie ukończyłem -
wycedził ze stalową pewnością w głosie,
zatrzymując się przed Harrym i osłaniając go przed wzrokiem
Voldemorta. - Przez cały czas cię zwodziłem, aby zyskać na
czasie. Nie zdobędziesz jego mocy. Nigdy nie uda ci się
spełnić swojego pragnienia - zakończył, sprawiając
wrażenie, jakby to, co mówił, napawało go okrutną
satysfakcją.</p>

<p>Twarz Voldemorta zmieniła
się w ułamku sekundy. Przypominało to uderzenie błyskawicy,
która podpaliła tlące się w nim przez cały czas rezerwy
gotowej do eksplozji furii.</p>

<p>- W takim razie nie jesteś mi
już do niczego potrzebny - wysyczał głosem nasączonym
rozpaloną do czerwoności, trzaskającą
wściekłością, unosząc różdżkę i
celując nią w Severusa.</p>

<p>- Nie! - Harry złapał za
szatę mężczyzny, próbując wydostać się zza niego,
ale Severus przytrzymał go ramieniem, nie pozwalając mu na to.</p>

<p>Miał wrażenie, że
wszystko, co się dzieje, to tylko jeden z koszmarów, które
męczyły go przez całe pół roku. Że nic nie dzieje
się naprawdę. Ani wycelowana w Severusa różdżka, ani jego
bezsilna złość, ani otwierające się, pozbawione warg
usta Voldemorta, układające się w pierwsze sylaby Klątwy
Uśmiercającej.</p>

<p>- Ava...</p>

<p>- STÓJ!!! - wrzasnął z
całych sił, szarpiąc się ostro do przodu, ale Severus w
ostatniej chwili powstrzymał go przed wybiegnięciem przed siebie. -
Nie możesz go zabić! Jeśli to zrobisz, to przegrasz! Jest gotów
poświęcić dla mnie życie! Jeśli go zabijesz, da mi
ochronę, taką samą jak ta, która pokonała cię za
pierwszym razem!</p>

<p>Voldemort zamarł, a na jego
twarzy pojawiło się wahanie, jakby nagle uświadomił sobie,
że Harry może mieć rację.</p>

<p>- Milcz, do diabła! -
warknął gniewnie Severus, piorunując go wzrokiem, ale Harry
całkowicie go zignorował.</p>

<p>- Nie będziesz mógł mnie
tknąć! - krzyknął rozpaczliwie, ściskając szaty
Severusa i wciąż próbując się zza niego wydostać. -
Ale ty to wiesz, prawda Tom? Przecież nie możesz tego po raz drugi
zlekceważyć, bo wyszedłbyś na kompletnego głupca!</p>

<p>Dłoń Czarnego Pana
opadła, ale twarz przybrała wyraz wyrachowanego okrucieństwa.</p>

<p>Zanim jednak Harry zrozumiał, co
to oznacza, usłyszał wypowiadany w mowie węży rozkaz:</p>

<p>- Zabij zdrajcę.</p>

<p>Wijąca się wokół nóg
swego pana Nagini zasyczała przeciągle. Harry zobaczył, że
twarz Severusa blednie, ale wtedy nagle wszystko zaczęło się
dziać błyskawicznie.</p>

<p>Usłyszał
zbliżający się szybko syk, ale Severus odepchnął go i
skoczył w drugą stronę. Harry wylądował na pokrytej
szronem ziemi, ale poderwał się z niej z szybkością i
zwinnością wyćwiczoną przez lata trenowania Quidditcha i
nie namyślając się ani przez ułamek sekundy, rzucił
się na węża, który w tej samej chwili wylądował
tuż obok niego i właśnie odbijał się ponownie od
ziemi, by skoczyć w stronę, w którą rzucił się Severus
i zatopić w nim swe kły. Nagini wydała z siebie dziwny,
ochrypły syk, kiedy Harry upadł na nią całym ciałem,
przygniatając ją do podłoża. Czuł, jak jej
umięśniony korpus wije się i wierzga, wyślizgując
się spod niego, ale Harry zacisnął ramiona wokół jej śliskiego
cielska, starając się ją utrzymać za wszelką cenę
i jednocześnie dać Severusowi chociaż odrobinę czasu na
obmyślenie planu, ale wtedy potężny ogon węża
uderzył w niego z siłą Wierzby Bijącej i Harry ponownie
wylądował na ziemi, całkowicie oszołomiony ciosem. Nagini
odpełzła, sycząc wściekle, a Harry podniósł się
na kolana i ręce, macając ręką lodowate podłoże w
poszukiwaniu okularów, które spadły mu przy upadku.</p>

<p>Musi pomóc Severusowi! Musi coś
widzieć! Co się działo? Gdzie był Severus?</p>

<p>Kiedy tylko poczuł pod palcami
okrągłe oprawki, założył je na nos z taką
szybkością, iż niemal go sobie złamał,
rozglądając się rozpaczliwie. I mając nadzieję,
że kiedy go ujrzy, wciąż jeszcze....</p>

<p>Zobaczył ich!</p>

<p>Kotłujące się dwa
ciała. Długie, połyskujące ciało węża i
odzianą w czerń sylwetkę Severusa, splecione razem w
śmiertelnym uścisku i mocujące się z taką
zawziętością, iż wzbijały w powietrze
połyskującą chmurę iskrzącego się szronu.</p>

<p>- Przestań! - wrzasnął
rozpaczliwie w stronę Voldemorta, przyglądającemu się
wszystkiemu z okrutnym uśmiechem na twarzy.</p>

<p>Zerwał się z ziemi,
próbując biec, ale kolana ugięły się pod nim i ponownie
upadł.</p>

<p>Nie mógł oddychać.</p>

<p>Severus! Severus!!!</p>

<p>Poderwał się do biegu, by
mu pomóc, by zrobić cokolwiek, cokolwiek...</p>

<p>...ale w tej samej chwili powietrze
wypełniło się przeszywającym, przypominającym pisk
skrzekiem i Harry z przerażeniem patrzył, jak oba ciała
zamierają i przestają się szamotać. Ale zanim
zrozumiał, co się dzieje, usłyszał rozrywający
głowę, wściekły ryk Voldemorta i dopiero kiedy dobiegł
bliżej, ujrzał leżącą na ziemi, pokrytą
krwią głowę Nagini, z której czaszki wystawał... nóż.
Ten sam nóż, który Harry wbił w pierś Voldemorta!</p>

<p>Severus... musiał go
znaleźć... i wbił go w jej łeb. Merlinie, gdyby Harry nie
poprosił Zgredka o nóż... gdyby Voldemort nie rzucił go niedbale
na ziemię...</p>

<p>Harry patrzył wstrząśnięty,
jak Severus z trudem wyplątuje się z martwego cielska, dysząc
ciężko i drżąc.</p>

<p>Boże, tak straszliwie
chciałby do niego podbiec i go uściskać. Ulga, jaką teraz
odczuwał, niemal go osłabiała, ale jego magiczne zmysły
wrzeszczały ostrzegawczo, zmuszając go do odwrócenia się i
niemal cofnięcia, kiedy Voldemort, z twarzą wykrzywioną
furią tak ogromną, iż przypominała teraz potworną
karykaturę samej siebie, uniósł różdżkę, kierując
ją w stronę osłabianego Severusa i Harry wiedział, że
tym razem żadne słowa nie przekonają go, by ją
opuścił. I że śmierć nie jest najgorszym, co Czarny
Pan może teraz zrobić swojemu byłemu słudze za to, że
zabił jego najwierniejszą towarzyszkę.</p>

<p>Było tylko jedno, jedyne
wyjście.</p>

<p>Błyskawicznie
przyklęknął, wydobywając trzęsącymi się
palcami z ukrytej w nogawce kieszeni zieloną fiolkę i
wyciągając ją w stronę oszalałego z gniewu Voldemorta.</p>

<p>- Mam eliksir! - wykrzyknął
rozpaczliwie, z trudem wydobywając głos ze ściśniętego
gardła. - Miałem go przez cały czas! Severus kłamał!
Ukończył go! Zrobię wszystko, co każesz, ale go nie
zabijaj. Będziesz miał moją moc. Nikt nie będzie w stanie
cię pokonać. Wypiję go. Zrobię to z własnej woli. Ale
musisz dotrzymać słowa.</p>

<p>Czerwone oczy przeszyły go na
wskroś i blizna na jego czole pękła z bólu, ale zanim
zrozumiał, co to oznacza, ujrzał jak oczy Voldemorta mrużą
się, przypominając dwie wąskie szpary, zza których spogląda
piekło i jego dłoń wykonała skomplikowany gest,
ciskając w Severusa niewerbalnym zaklęciem.</p>

<p>- NIEEE!!! - Harry rzucił
się do przodu, próbując przeciąć drogę zaklęcia,
ale nie zdążył.</p>

<p>Upadł na zamarzniętą
ziemię, czując jak przerażenie rozrywa mu płuca i pozbawia
zmysłów.</p>

<p>Zapadła cisza.</p>

<p>Podniósł się na
drżących rękach, nie będąc w stanie się
odwrócić i spojrzeć za siebie.</p>

<p>Nie chciał tego widzieć...
nie mógł...</p>

<p>- Masz trzydzieści sekund -
dobiegł go przytłumiony, rozkazujący syk. - Daję ci
trzydzieści sekund na wypicie tego eliksiru.</p>

<p>Harry poderwał gwałtownie
głowę, spoglądając na Voldemorta zamglonym wzrokiem.</p>

<p>Co?</p>

<p>Odwrócił się.</p>

<p>Uwierający go w piersi
kamień roztrzaskał się i jego serce ponownie zaczęło
bić.</p>

<p>Severus żył. Żył!</p>

<p>Voldemort zamknął go w
magicznym polu siłowym, które mężczyzna próbował
rozbić różdżką, ale z pewnością nie swoją,
ponieważ Voldemort wciąż ściskał w ręku
różdżki ich obu. Pole wchłaniało jednak każde
zaklęcie, którego użył Severus. Zaprzestał więc prób
uwolnienia się i zaczął krzyczeć coś do Harry'ego,
miotając się po kuli tak, jakby pragnął rozerwać
ją choćby i siłą swych mięśni.</p>

<p>Ale Harry wiedział, że to
na nic. Było już za późno.</p>

<p>Przysiadł na piętach i
rozmytym wzrokiem spojrzał na trzymaną w dłoni fiolkę.</p>

<p>To był jedyny sposób, żeby
go uratować. Może w innym życiu mogliby być razem. Gdyby
Harry nie miał blizny na czole, a Severus Mrocznego Znaku. Gdyby Voldemort
nigdy się nie urodził...</p>

<p>Ale żaden z nich nie mógł
zmienić swojego losu. Mogli jedynie wspólnie próbować o nim
zapomnieć. Udawać, że mają jeszcze dużo czasu. Że
mają przed sobą przyszłość. Że kiedy to wszystko
się skończy... obaj wciąż jeszcze będą
żyli... i dalej będą uczyć się od siebie nawzajem.</p>

<p>Że mają szansę...</p>

<p>Harry jeszcze raz spojrzał na
zamkniętego w kuli Severusa, który wciąż coś do niego
krzyczał, ale bariera pochłaniała wszelkie dźwięki i
Harry go nie słyszał. Jego wzrok był już tak zamglony,
iż niewiele widział. Przeniósł go na fiolkę,
odkorkowując ją drżącymi palcami i podnosząc do ust.
Przełknięcie śliny było tak bolesne, jakby w jego gardle
utknęły żyletki, bezlitośnie tnąc je aż do krwi.</p>

<p>Po raz ostatni zerknął na
stojącego nieopodal Voldemorta, którego twarz wyrażała w tej
chwili niecierpliwe wyczekiwanie, balansujące na pograniczu triumfu.</p>

<p>Nie mieli szansy. Nigdy jej nie
mieli.</p>

<p>Harry nabrał w obolałe
płuca nieco stęchłego powietrza, próbując powstrzymać
drżące w kącikach oczu łzy.</p>

<p>Przyłożył fiolkę
do spierzchniętych warg.</p>

<p>I w tym samym momencie
dostrzegł, że w trupiobladej twarzy Voldemorta... coś się
zmieniło. Czerwone oczy rozszerzyły się, jakby ciało
Voldemorta przeszył przypominający porażenie prądem,
niezwykle silny skurcz. Czarny Pan zachwiał się, pochylając
się do przodu, jakby nagle stracił siły i przycisnął
dłoń do piersi, dokładnie w tym samym miejscu, w które Harry
ugodził go nożem.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się w osłupiającym zrozumieniu.</p>

<p>Trucizna!</p>

<p>Uaktywniła się!</p>

<p>Merlinie, jak mógł
zapomnieć o tym, że Severus opóźnił jej działanie?!</p>

<p>- Zatrułeś go -
wysyczał wściekle Voldemort, chociaż jego głos był
cichszy i znacznie słabszy niż wcześniej. - Jesteś
głupszy niż sądziłem, jeśli pomyślałeś,
że da ci to jakąkolwiek przewagę. Jestem
najpotężniejszym czarodziejem świata. Żadna trucizna mnie
nie zabije. Zwalczę ją bez najmniejszych przeszkód.</p>

<p>Ale po wypowiedzeniu ostatniego
słowa, jego nogi ugięły się i musiał oprzeć
się dłońmi o kolana, aby uniknąć osunięcia
się na ziemię.</p>

<p>Harry był tak oszołomiony
tym, co się działo, że jego pierwszą reakcją było
spojrzenie na Severusa. Snape opanował się znacznie szybciej,
wskazując Harry'emu na różdżkę, którą trzymał w
swojej dłoni, a potem na Voldemorta.</p>

<p>Harry pojął aluzję. To
była jego jedyna szansa. Miał tylko chwilę, by dokonać...
czegokolwiek. Kilka sekund życia nagle wydłużyło się
do kilku minut i teraz wydawało mu się, że ma tak niewiarygodnie
dużo czasu... że może zrobić wszystko!</p>

<p>Błyskawicznie zakorkował
fiolkę i cisnął ją na ziemię, podrywając się
do biegu i nie spuszczając wzroku z różdżek znajdujących
się w rękach Voldemorta. Ale nawet osłabiony, Voldemort
pozostawał Voldemortem i Harry nagle ujrzał rozbłysk
klątwy. Uniknął jej jednak, rzucając się zwinnie w
prawo, tak jak unikał tłuczków podczas meczów Quidditcha. Klątwy
Voldemorta były znacznie słabsze, ale wciąż
wystarczyło zaledwie draśnięcie, aby unieruchomić
Harry'ego.</p>

<p>Harry czuł gwałtowne bicie
własnego serca, kiedy rzucał się w prawo i w lewo, niesiony
nieugiętą determinacją, wypełniony nieprawdopodobnie
wielką siłą oraz płynącą w jego żyłach
adrenaliną, tą samą, którą odczuwał za każdym
razem, kiedy gonił za Złotym Zniczem. Ale tym razem stawką nie
było jedynie wygranie meczu. Tym razem stawką było życie
jego i Severusa.</p>

<p>Zgiął się w pół,
przebiegając pod błękitnym promieniem klątwy, który
świsnął milimetry nad nim i z całym impetem rzucił
się na Voldemorta, łapiąc go za nadgarstek i kierując jego
różdżkę w górę, dzięki czemu kolejna klątwa
wystrzeliła w niebo, a drugą ręką chwytając
różdżki, które Voldemort ściskał w swojej dłoni.</p>

<p>Ujrzał przed oczami jego
wykrzywioną furią twarz i wyszczerzone, żółte kły,
kiedy z gardła czarodzieja wydobył się pełen
wściekłości ryk.</p>

<p>Harry szarpnął
ręką, wyrywając mu siłą obie różdżki i
wciąż przytrzymując w górze wyciągniętą
rękę Voldemorta, który przysunął twarz tak blisko, iż
Harry poczuł wdzierający mu się do nozdrzy odór siarki i
stęchlizny, a jego czoło ponownie przecięła piekąca
błyskawica bólu.</p>

<p>- Nie pokonasz mnie - wycharczał
Czarny Pan, kiedy Harry próbował pozbyć się białych plam
potwornego bólu, które wykwitały mu przed oczami. - Nie możesz mnie
zabić żadną klątwą. Moja moc jest tak ogromna, że
jestem w stanie przeżyć nawet bez ciała. Możesz
próbować do woli, ale to i tak na nic. To ja zwyciężę.</p>

<p>Harry poczuł lodowatą
dłoń zaciskającą mu się na gardle niczym imadło.
Rozsadzający głowę ból stał się już tak silny,
iż był niemal pewien, że za chwilę jego czaszka eksploduje.
Nie był w stanie nabrać powietrza, ale zdołał wbić
spojrzenie w płonące czerwienią oczy Voldemorta. Miał
wrażenie, jakby spoglądał przez nie na potężną,
niemożliwą do ugaszenia pożogę, jakby były oknami,
przez które Harry był w stanie dostrzec tę ogromną moc,
płonącą w Voldemorcie, a którą teraz przecinały
ciemnozielone języki bólu, wywołanego przez tętniącą w
jego krwi truciznę. I Harry wiedział, że jeszcze chwila i
Voldemort ją zwalczy. I pomimo, iż ściskał w dłoni dwie
różdżki, swoją i Severusa, miał okropne,
skręcające wnętrzności przeczucie, że nie może
zrobić nic, by go pokonać. Że żadne, nawet najsilniejsze
zaklęcie, nie jest w stanie go zniszczyć. Tak naprawdę. Tak na
zawsze. Bo za kilka lat on znowu może powstać z popiołów. I
powrócić.</p>

<p>Miał rację. To jego moc
była źródłem jego potęgi. Jego nieśmiertelności.
A teraz była osłabiona, zaatakowana od wewnątrz. Nie z
zewnątrz.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się, kiedy nagle do jego umysłu wdarła się wyrazista,
wstrząsająca myśl.</p>

<p>Od wewnątrz! Oczywiście!</p>

<p>Uniósł obie różdżki,
celując prosto w czaszkę Voldemorta i czując coraz większy
chłód, wbijający mu się w ciało niczym lodowe igły.
Zerknął w górę i ujrzał tuż nad sobą
wyciągnięte szpony Dementorów. Byli znacznie bliżej, jakby
utrzymująca ich na dystans moc Voldemorta osłabła na tyle,
iż wystarczył niewielki spadek koncentracji, aby te
wygłodniałe bestie rzuciły się na żer.</p>

<p>Ponownie wbił spojrzenie w
płonące oczy naprzeciw.</p>

<p>Już wiedział, co
zrobić.</p>

<p>Jego życie i tak
zakończyło się, zanim jeszcze tu przybył. Dopilnował
tego. Zamknął wszystkie karty. Pożegnał się z
przyjaciółmi. Nie czekało go nic, poza śmiercią... i to,
że pomimo wszystkiego, wciąż próbował ją odsuwać,
było najgłupszą rzeczą, jaką zrobił. Naraził
Severusa... naraził wszystkich...</p>

<p>Ale teraz to zakończy. Nie
zamierzał już uciekać. Już nie.</p>

<p>Nawet, jeśli ceną
miała być jego własna dusza... to Voldemort także ją
zapłaci.</p>

<p>Za wszystko, co mu odebrał. Za
każdą klątwę, która została rzucona w jego imieniu. Za
każdą śmierć, do której się przyczynił. Za
wszystkich tych, którzy zginęli w męczarniach, próbując mu
się przeciwstawić. Za piekło, które zgotował jemu i
Severusowi!</p>

<p>Za te wszystkie wieczory przy
kominku, których już nigdy nie będą mieć. Za wszystkie
noce, których ze sobą nie spędzą. Za spojrzenie i dotyk...
którego już nigdy więcej nie poczuje. Za marzenia, które były
tak blisko... a okazały się niemożliwe do zdobycia. Za wspólnie
spędzone życie. Brutalnie im odebrane i podeptane.</p>

<p>Legilimens Evocis.</p>

<p>Zaklęcie, które uformowało
się w umyśle Harry'ego nie potrzebowało nawet słów.
Przypominało wzburzoną, nieokiełznaną falę mocy, która
roztrzaskała powstrzymującą ją tamę i
popłynęła wąskim przesmykiem dwóch różdżek,
wbijając się w umysł Voldemorta z siłą stalowego
ostrza i zagłębiając się w nim niczym niemożliwy do
wyszarpnięcia harpun.</p>

<p>Harry miał wrażenie, jakby
wpadł do gęstego niczym smoła, trującego morza czerni,
które próbowało go pochłonąć.</p>

<p>Za każdym razem, kiedy
przykrywała go fala, widział zalane krwią twarze, rzucane
drgawkami ciała. Słyszał rozdzierające wrzaski, zakończone
przedśmiertnym charczeniem. Widział wokół siebie setki oczu,
błagających, gasnących, przerażonych... Słyszał
rozpaczliwy szloch i pozbawione nadziei zawodzenie.</p>

<p>Jedna z fal rzuciła go we
wspomnienie, w którym zobaczył okrutnie okaleczone zwłoki kobiety i
mężczyzny oraz stojącego nad nimi, kilkuletniego chłopczyka
z pokrytą smugami krwi, zapłakaną twarzą, który z
tępą, osłupiałą zgrozą wpatrywał się w
skierowaną w siebie różdżkę, a na błękitnych
spodenkach, które miał na sobie, rozrastała się ciemna plama
moczu, spływającego mu po nogach i mieszającego się z
rozlaną na podłodze krwią.</p>

<p>Harry w ostatniej chwili
wydostał się na powierzchnię wspomnienia, tuż przed tym,
zanim młody Tom Riddle sprawdził, czy obdzieranie ze skóry
człowieka wygląda tak samo jak obdzieranie ze skóry królika.</p>

<p>Ale obrazy dalej atakowały.
Przypominały wbijające się w niego szpony, które
rozszarpywały go kawałek po kawałku, wyrywając z niego to,
co najcenniejsze.</p>

<p>Człowieczeństwo.</p>

<p>Voldemort walczył. Tylko z
powodu jego chwilowego osłabienia, spowodowanego
krążącą mu w żyłach i kąsającą go
od wewnątrz trucizną, Harry był jeszcze w stanie utrzymać
się na powierzchni i nie pozwolić, by pochłonęło go
morze krwi, zalewające mu oczy i usta, wdzierające się do nosa i
uszu, odcinając dopływ powietrza i pogrążając go we
wszechogarniającym, duszącym strachu.</p>

<p>Szamotał się i
walczył, ale wspomnienia atakowały go niczym rozwścieczone
bestie, zadając mu rany na duszy i wypalając w czaszce potworne
obrazy okaleczeń i wykrzywionych cierpieniem twarzy, a on miotał
się pomiędzy nimi, próbując się czegoś uchwycić i
przezwyciężyć ten nurt. Wydostać się na
powierzchnię i zapanować nad tą szalejąca kipielą w
dole.</p>

<p>I wtedy kolejna fala znowu zmyła
go pod powierzchnię i jego oczom ukazało się owinięte w czerń
ciało, miotające się w spazmach po podłodze lochu, twarz
przykryta czarnymi włosami, spod których widać było jedynie
otwarte usta i wydobywający się z nich, zwierzęcy wrzask,
długie palce, drapiące paznokciami o kamienną
podłogę... te same palce, które z delikatnością
przesuwały się po jego skórze... te same usta, które tym niskim,
ochrypłym głosem szeptały mu do ucha, że należy
wyłącznie do niego... to samo szczupłe ciało, które osłaniało
go przed klątwami Voldemorta...</p>

<p>Wynurzył się na
powierzchnię tak gwałtownie, jakby coś złapało go za
rękę i wyciągnęło z krwawej kipieli. Wzburzone
wspomnienia wciąż próbowały pochłonąć go z
powrotem, ale on miał wrażenie, jakby coś go podtrzymywało,
dając oparcie i wypełniając przestrzeń wokół niego
ciepłem. I siłą.</p>

<p>Jeszcze raz spojrzał na
przepływające w dole wspomnienia.</p>

<p>Wiedział co zrobić.
Przywołać to, co będzie w stanie nakarmić istoty
żywiące się tylko i wyłącznie najgorszymi, najbardziej
traumatycznymi przeżyciami i emocjami. Otworzyć tamę, której
Voldemort nie będzie w stanie zamknąć. Wyciągnąć
na powierzchnię cały ten strach i rozpacz, które towarzyszyły mu
przez całe życie, którymi była przesycona niemal każda
chwila jego istnienia, które emanowały z każdego aktu przemocy i
terroru, z każdej rzuconej klątwy, z każdego krzyku cierpienia,
który ustami torturowanych przez niego ofiar, wydawała jego własna
dusza.</p>

<p>I Harry wiedział, że
istnieje tylko jeden klucz, który był w stanie przywołać to
wszystko. Klucz do życia Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Klucz
do jego przeżyć od najwcześniejszego dzieciństwa. Klucz do
cierpienia, które otaczało go od chwili narodzin, a od którego przez
całe życie próbował uciec, zadając je innym.</p>

<p>Tom Marvolo Riddle.</p>

<p>Harry zdążył jedynie
wziąć głęboki oddech, zanim wspomnienia
pochłonęły go, wciągając głęboko w swe
cuchnące, lepkie i mroczne czeluście.</p>

<p>70. The Lion and The Serpent</p>

<p>I see the fire in the sky</p>

<p>See it all around me</p>

<p>Am I alive or just a ghost?</p>

<p>Haunted by my sorrows</p>

<p>I said the past is dead, the life I
had is gone</p>

<p>Said I'm not afraid, that I am brave
enough</p>

<p>I will not give up</p>

<p>Until I see the sun</p>

<p>Hold me now</p>

<p>'Til the fear is leaving</p>

<p>I am barely breathing</p>

<p>Crying out</p>

<p>These tired wings are falling</p>

<p>I need you to catch me*</p><empty-line /><p>Twarz Severusa zmieniła się
w kredowobiałą maskę przerażenia, kiedy osłupiały
ze zgrozy, wpatrywał się w gęstą chmurę Dementorów,
którzy niczym zwabione krwią rekiny, otoczyły dwie
przyciśnięte do siebie sylwetki. Widok przypominał stado hien,
walczących o padlinę i próbujących jednocześnie wyszarpnąć
dla siebie jak największy kawałek mięsa. Ich przegniłe usta
otwierały się, wchłaniając niekończący się
strumień pożywienia, jakby instynkt kazał im wyssać wszystko,
aż do ostatniej kropli, ponieważ na kolejną taką ucztę
mogłyby czekać i kilkaset lat. Ich głód był wiecznie
nienasycony. Rozrywały duszę na kawałki, dopóki nie
pozostało nic, poza opuszczona skorupą ciała. A tutaj były
ich setki. I każdy z nich pragnął nakarmić się do
syta.</p>

<p>Bariera utrzymująca Severusa w
tym samym miejscu zadrżała nagle i rozsypała się,
pozbawiając go oparcia. Mężczyzna upadł na kolana i
ręce, ale niemal natychmiast poderwał głowę i
wypełnionymi lękiem oczami dostrzegł osuwające się na
ziemię dwa ciała.</p>

<p>Zerwał się do biegu,
przyciskając rękę do wijącego się po skórze,
blednącego Mrocznego Znaku. Ból był równie silny, jak w momencie, w
którym znak powstawał, jakby wypalano mu go rozżarzonym żelazem.</p>

<p>Wiedział, co to oznacza.</p>

<p>Ale to nie było teraz
ważne. Nic nie było.</p>

<p>Zatrzymał się
gwałtownie, wbijając pociemniałe od gęstych emocji
spojrzenie w dwie leżące na ziemi sylwetki, przysłonięte
otaczającą je, gęstą chmurą pożywiających
się Dementorów i wyciągnął różdżkę, którą
zabrał Malfoyowi. Jego dłoń drżała niekontrolowanie,
ale oczy pozostały nieporuszone, skupione tak silnie, iż
przypominały dwa, wypalone w temperaturze kilku tysięcy stopni,
twarde niczym diament węgle. Wypełnione wciąż tlącym
się w ich wnętrzu, niegasnącym blaskiem: na ułamek sekundy
pojawiła się w nich spocona, promieniująca spełnieniem
twarz o zielonych, pełnych uwielbienia oczach, wypowiadająca dwa
słowa... słowa, których zawsze się obawiał, ale kiedy w
końcu je usłyszał...</p>

<p>- Expecto Patronum!</p>

<p>Rozbłysk był tak silny,
że Severus musiał przysłonić oczy drugą
ręką. Lecz kiedy tylko ją opuścił, ujrzał jak
blask wylewający się z jego różdżki formuje się w...
złocistego lwa. Promieniującego tak wielką mocą, iż
zanim jeszcze zbliżył się do hordy Dementorów,
część z nich pierzchła, wydając z siebie
skrzeczące, donośne dźwięki. Patronus wpadł
pomiędzy stworzenia, rozpędzając je na boki, ale było ich
zbyt wiele, aby sam jeden był w stanie przepędzić je wszystkie.
Położył się więc obok drobnego, leżącego bez
ruchu ciała, osłaniając je przed krążącymi
wokół Dementorami i rycząc na nich wściekle.</p>

<p>Ściskająca różdżkę
dłoń Severusa zaczęła drżeć jeszcze bardziej,
kiedy usiłował postrzępioną resztką swojej mocy
utrzymać Patronusa. Po jego wykrzywionej wysiłkiem twarzy spływał
pot, kiedy szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nieruchomą
sylwetkę, jakby wyczekiwał jakiegokolwiek gestu, drobnego poruszenia
dłonią, czegokolwiek, co dałoby mu nadzieję, że
wciąż żyje, że nie zdążyli odebrać mu duszy,
że nie zgasili jego światła, pogrążając go w
nieprzeniknionych ciemnościach już na zawsze.</p>

<p>Blask zaczął przygasać
pod naporem mroku emanującego od krążących w górze,
rozwścieczonych Dementorów. Severus osunął się na kolana,
obiema dłońmi łapiąc swoją różdżkę, by
za wszelką cenę utrzymać ochronę i wtedy dostrzegł
słaby blask, wypływający z różdżek, które
wciąż znajdowały się w leżącej nieruchomo na
zamarzniętej ziemi dłoni Harry'ego. Blask, który wijąc się
i pełznąc po ziemi, zaczął formować się w...
srebrzystobiałego węża.</p>

<p>Severus z oszołomieniem
przyglądał się, jak wąż owija się wokół
leżącego na ziemi lwa, oplatając go całym sobą, jakby
pragnął ochronić go przed napierającą zewsząd
ciemnością i w tej samej chwili przestał widzieć cokolwiek,
ponieważ przestrzeń wypełniła się oślepiającą
powodzią ciepłego światła, która płynęła od
złączonych w uścisku Patronusów i gorącymi falami
rozchodziła się na wszystkie strony, przepędzając
unoszący się w powietrzu mrok. Severus słyszał
oddalające się strzępy wydawanych przez Dementorów
skrzeczących odgłosów.</p>

<p>Nastała cisza.</p>

<p>Blask przygasł i splecione ze
sobą Patronusy zaczęły się powoli rozwiewać.</p>

<p>Severus podniósł się z
ziemi i podszedł do leżących na ziemi sylwetek. Krótkim
spojrzeniem omiótł ciało leżącego obok Voldemorta. Jego
czerwone oczy powlekły się czernią i wpatrywały się w
pustkę. Przypominały rozbity fragment wazy, przez który można
zajrzeć do środka i przekonać się, że to, co
wcześniej ją wypełniało, całkowicie
zniknęło. Była pusta. Jego dusza została rozerwana na setki
maleńkich kawałków, a wraz z nią zniknęła także
jego moc.</p>

<p>Czarny Pan został pokonany.</p>

<p>Severus oderwał spojrzenie od
zapadającej się powoli, gadziej twarzy i przeniósł je na
drobną sylwetkę, leżącą u jego stóp niczym zniszczona
zabawka, potargana i ubrudzona, z rozrzuconymi bezwładnie kończynami.
W jego dłoni wciąż tkwiły dwie różdżki. Po
przykrytym czarnymi kosmykami czole spływała kropla krwi. Jego
okulary leżały tuż obok, a oczy... szeroko otwarte, zielone oczy
wpatrywały się tępo w przestrzeń.</p>

<p>Świat pogrążył
się w mroku, zalewając oczy Severusa ciemnością
gęstszą i zimniejszą niż najgłębsze czeluście.
Osunął się na kolana, jakby nagle stracił wszystkie
siły i wpółotwartymi ustami próbował złapać haust
powietrza, jakby na jego szyi nagle zacisnęła się pętla,
nie pozwalając mu złapać tchu.</p>

<p>Desperacko pochwycił w ramiona
bezwładne ciało Harry'ego, podrywając go z ziemi i zanurzył
spojrzenie w jego nieruchomych oczach... w tych oczach, które zawsze
wypełniały się blaskiem, kiedy tylko w nie
spoglądał... które zawsze patrzyły na niego z mieszaniną
lęku i zachwytu jednocześnie... które zawsze rozpalały się
tak niewiarygodnie potężnym płomieniem, niezależnie od
tego, czy był to płomień pragnienia czy nienawiści...</p>

<p>Ale teraz nie było w nich
niczego. Jedynie pusta, czekająca na wypełnienie przestrzeń, w
której odbijały się przepływające nad ich głowami chmury.</p>

<p>- Nawet się nie waż mnie
zostawiać - wycharczał ciężkim głosem, brzmiącym
tak, jakby wydobywał się z otchłani. - Spójrz na mnie! -
Potrząsnął ciałem, ale kiedy nie nadeszła żadna
odpowiedź, wysunął jedną rękę spod pleców
Harry'ego i położył dłoń na jego zimnym policzku. -
Jak mam na imię? - Nic. Żadnej reakcji. - Do cholery, masz
powiedzieć, jak mam na imię! - niemal wykrzyczał, tonąc w
milczących oczach i sprawiając wrażenie, jakby w każdej
chwili był gotów rzucić się w nie, niczym w bezkresny, przepastny
ocean, w poszukiwaniu... choćby najsłabszej oznaki obecności.</p>

<p>Nie mógł znaleźć
jednak niczego. Nawet najcichszego, najodleglejszego szmeru umysłu.</p>

<p>- Dokonałeś tego -
wyszeptał, niemal chorobliwie wpatrując się w pokrytą
zadrapaniami i śladami krwi, bladą twarz, po której tak wiele razy
błądził palcami i wargami. - Tylko ty mogłeś
wpaść na tak szaleńczy pomysł, ale udało ci się.
Pokonałeś go. Teraz musisz tylko znaleźć drogę
powrotną. - Drżącą dłonią pogładził
chłodny policzek, jakby próbował go rozgrzać swoim dotykiem. Aby
dać mu jakiś znak. - Jestem tutaj. Czekam na ciebie. Po prostu do
mnie wróć.</p>

<p>Severus wyglądał tak, jakby
mrok pochłaniający jego oczy zaczął wlewać się
również do jego umysłu. Jakby z każdą mijającą
sekundą, uwięziony gdzieś głęboko na dnie duszy,
skrępowany resztkami samokontroli strach, przeistaczał się w
szaleństwo.</p>

<p>- Wiem, że nigdy nie będzie
idealnie. Wiem, że będziemy się kłócić codziennie i
może nawet kiedyś się nawzajem pozabijamy. Ale musisz
przeżyć, żeby się o tym przekonać. Nie możesz
teraz ode mnie odejść. Nigdy ci na to nie pozwolę. Twoje miejsce
jest przy mnie. I zawsze już będzie. Nie opuścisz mnie nawet na
krok, ponieważ należysz do mnie... słyszysz? Daj mi znak,
że mnie słyszysz, do diabła! - Potrząsnął nim gwałtownie,
ale nic się nie wydarzyło. - Dlaczego milczysz? Jak śmiesz mnie
tak zostawiać... teraz, kiedy...</p>

<p>Przysunął się
bliżej, czując uderzający w nozdrza, słaby zapach wanilii,
który jednak wdarł mu się we wszystkie zmysły z tak ogromną
siłą, iż potrzebował trochę czasu, aby
złapać oddech i zapanować nad zawrotami głowy. Oblizał
wyschnięte wargi i pochylając się jeszcze niżej, tak
iż niemal oparł się czołem o przecięte blizną
czoło naprzeciw, wyszeptał ochrypłym, łamiącym
się głosem:</p>

<p>- Harry... nie zmuszaj mnie,
żebym cię błagał.</p>

<p>I wtedy zielone oczy poruszyły
się nieznacznie, na ułamek sekundy spoczywając na jego twarzy i
natychmiast ponownie zagłębiły się w swoim świecie.</p>

<p>Ale ta jedna, nieoczekiwana reakcja
wystarczyła, aby twarz Severusa rozświetliła się
opętańczym, niemal bolesnym żarem nieokreślonej emocji.</p>

<p>- Dobrze. A teraz spójrz na mnie
jeszcze raz i powiedz, jak mam na imię - wyszeptał gorączkowo,
zatapiając płonące spojrzenie w nienaturalnie powiększonych
źrenicach. Przesunął drżącą dłoń z
chłodnego policzka na włosy i wplótł palce w czarne kosmyki, a
ledwie słyszalny szept, który wydobył się z jego ust, był
tak niewyraźny i zachrypnięty, jakby pochodził z
najodleglejszego, najciemniejszego zakątka duszy:</p>

<p>- Powiedziałeś, że
zawsze będziesz do mnie wracał...</p>

<p>Jego głos ucichł nagle, jak
zbyt mocno naciągnięta struna, która pękła pod naporem
oddziałujących na nią sił. I pozostał jedynie wzrok.
Wzrok szaleńca. Wzrok, który nagle zadrżał, rozpadając
się niczym kolorowe szkiełka w kalejdoskopie, kiedy ujrzał w
oczach naprzeciw... kiedy ujrzał...</p>

<p>...jak źrenice zmniejszają
się gwałtownie, jakby w końcu, po trwających długo
ciemnościach, napłynęło do nich światło,
rozświetlając je od środka i napełniając świadomością.</p>

<p>Usta Harry'ego otworzyły
się odrobinę i ponownie zamknęły, jakby próbował
coś powiedzieć, ale słowa napotykały barierę i nie
mogły wypłynąć z gardła. Mężczyzna wbił
płonące spojrzenie w te drżące z wysiłku wargi, jakby
samym tylko wzrokiem próbował zmusić je do tego, by się rozwarły
i by w końcu usłyszeć z nich... usłyszeć...</p>

<p>...ten cichy, osłabiony i
zachrypnięty szept:</p>

<p>- Severusie...</p>

<p>*</p>

<p>Ciemność
wypełniała niekończąca się kakofonia
rozdzierających duszę krzyków. Słyszał wrzask swojej mamy,
krzyki setek ofiar, zadręczonych na śmierć i torturowanych do
granicy szaleństwa, a każdy z nich był jak oddzielne
ukąszenie, zatapiające kły w jego duszy i wyszarpujące z
niego kolejne uczucia. Jedno za drugim, obdzierając go z nich, aż w
końcu przestał czuć cokolwiek, poza chłodną
obojętnością.</p>

<p>Unosił się w mroku.
Zupełnie sam. I wiedział, że tak właśnie ma być.
Musiał odpokutować za wszystko. Za każdy pojedynczy krzyk, za
każde odebrane życie, za całe cierpienie, którego był
sprawcą. Widział to wszystko tak dokładnie. Niczym na spowolnionym
filmie, który wydawał się trwać w nieskończoność.</p>

<p>Wszystkie wspomnienia, które
zobaczył, przelały się przez jego umysł niczym
cuchnący ściek, pozostawiając po sobie brud i nieczystości,
wypełniając go najohydniejszymi resztkami, które były zbyt
ciężkie i lepkie, by mógł je wypłukać i osiadły w
wielu niedostępnych zakamarkach jego umysłu.</p>

<p>Krzyki nie cichły. Wręcz
przeciwnie. Wydawały się tylko przybierać na sile, a on nie
był w stanie się przed nimi obronić. Napierały.
Gryzły. Szarpały.</p>

<p>I wtedy w ciemności
pojawiło się maleńkie światełko. Emanowało
ciepłem i znajomym zapachem. Zapachem, który na pewno znał, ale nie
pamiętał, skąd. Podążył za nim, lgnąc do
niego niczym ćma do światła. I kiedy znalazł się
bliżej, odkrył, że to ogromny, złocisty lew. Wydawało
mu się, że już go wcześniej widział... ale był
niekompletny. Czegoś mu brakowało.</p>

<p>Harry pobiegł za nim, mając
wrażenie, że lew próbuje go gdzieś zaprowadzić. Krzyki
zaczęły się oddalać, a powietrze wypełniało
się ciepłem. I kiedy nagle lew zatrzymał się i
podszedł do niego, układając mu się u stóp i wydając z
siebie przerażający ryk, Harry nagle poczuł uderzenie tak
silnego gorąca, iż wszystko wokół rozjarzyło się
czerwienią. I już wiedział, czego brakowało...</p>

<p>Węża.</p>

<p>Przypomniał sobie figurkę.
Dwie srebrnobiałe sylwetki, lew i wąż, złączone w
uścisku tak silnym, iż wydawały się niemożliwe do
rozdzielenia.</p>

<p>I w tym samym momencie z
otaczającego go mroku zrodził się świetlisty wąż,
który natychmiast oplótł lwa i kiedy tylko obie istoty się
połączyły, przestrzeń wypełniła się blaskiem
i Harry nie widział już nic więcej, dopóki blask nie
przygasł, ponownie wypełniając go ciemnością.</p>

<p>Ale w tej ciemności coś
się poruszało. Słyszał jakiś głos. Nie
potrafił rozróżnić słów, ale wydawało mu się,
że ten głos go woła. Zaczął podążać w
jego kierunku, ale czające się w zakamarkach wspomnienia
atakowały coraz bardziej, ponownie wypełniając wszystko
zachrypniętymi, niekończącymi się wrzaskami i Harry
wciąż się gubił, nie potrafiąc znaleźć
wyjścia.</p>

<p>Czuł dotyk. Na twarzy, która z
pewnością nie mogła należeć do niego, ponieważ on
już nie istniał. Nie istniał od momentu, w którym rzucił to
zaklęcie... ale jednak, mimo wszystko... wciąż tu był.
Wciąż czuł dotyk. I głos. Znajomy głos. Głos,
który go przywoływał i Harry biegł coraz szybciej, pragnąc
się do niego zbliżyć.</p>

<p>I wtedy, po raz pierwszy, udało
mu się rozróżnić słowo... swoje imię. Wypowiedziane w
taki sposób, jakby ktoś, kto je wymawiał, stał nad
przepaścią i jeżeli Harry nie zareaguje, to się w nią
rzuci.</p>

<p>Niemal się
zachłysnął, kiedy nagle ciemność otworzyła
się i Harry ujrzał... twarz Severusa. Tak blisko, jakby naprawdę
tu był.</p>

<p>Ale to niemożliwe. Była
tylko ciemność. I głosy.</p>

<p>Czuł, jak napierają na
niego, próbując wciągnąć go z powrotem, ale gdzieś na
granicy widzenia, pomimo iż obraz był zniekształcony i zamazany,
wciąż widział jego twarz. Bladą, przykrytą
opadającymi na nią, czarnymi kosmykami. I oczy. Przypominające
dwa błyszczące, czarne kamienie, wbijające się w niego tak
jak zawsze, kiedy... kiedy był w nim. I cienkie wargi. Wypowiadające
tak niepasującym do Severusa, niemal desperackim szeptem:</p>

<p>- Powiedziałeś, że
zawsze będziesz do mnie wracał...</p>

<p>Tak. Pamiętał te
słowa.</p>

<p>Znajome wspomnienie otuliło go,
wypełniając przestrzeń ciepłem.</p>

<p>Tak właśnie
powiedział. Zawsze będzie wracał. Zawsze.</p>

<p>Ciemność
rozstąpiła się tak gwałtownie, iż Harry poczuł
się tak, jakby ostatkiem sił zdołał wydostać się
na powierzchnię wdzierającej mu się do ust i zniekształcającej
wszelkie dźwięki, smolistej wody.</p>

<p>Chciał mu odpowiedzieć.
Dać znać, że go słyszy, ale wszystkie mięśnie
jego ciała przypominały roztopiony wosk. Po kilku próbach udało
mu się jednak wypowiedzieć zdartym, ochrypłym szeptem:</p>

<p>- Severusie...</p>

<p>I to, co się wtedy
wydarzyło...</p>

<p>Twarz mężczyzny
zmieniła się tak nagle, jakby został porażony prądem.
Płonące w oczach szaleństwo przygasło, zastąpione
czymś tak... czymś tak gorącym i nieokiełznanym, iż Harry
niemal poczuł, jak wdziera mu się pod skórę. Severus
przyciągnął go do siebie gwałtownym szarpnięciem i
zamknął w uścisku tak silnym, tak pełnym dzikiej
zachłanności, iż Harry stracił dech w piersi, zatopiony w
jego ramionach, z twarzą wciśniętą w jego obojczyk i wdzierającą
mu się do nozdrzy wonią ziół, czując jego dłoń
zaciskającą mu się we włosach i
przyciągającą jego twarz jeszcze bliżej, jakby Severus
próbował wchłonąć go w siebie i nie pozwolić, by
jeszcze kiedykolwiek spróbował się od niego oddalić.</p>

<p>Ale zanim Harry zdążył
na dobre roztopić się w cieple bijącym od Severusa, poczuł
jak mężczyzna rozluźnia uścisk, odsuwając się
odrobinę i w tej samej chwili jego twarz została zasypana
gorącymi, opętańczymi pocałunkami, składanymi na
skroniach, policzkach, czole i brodzie. Ale już po chwili
wygłodniałe usta odnalazły jego wargi i przycisnęły
się do nich tak mocno, jakby pragnęły je pożreć i
Harry poczuł ciepły język, liżący jego wargi i
napierający na nie. I w momencie, w którym tylko je rozchylił,
zachłanny język wśliznął mu się do ust,
gorący, wilgotny i drżący... penetrując ich wnętrze,
smagając policzki, podniebienie i napierając na jego własny,
osłabiony język... Ostre zęby wpiły mu się
boleśnie w wargi i Harry jęknął cicho, ale Severus
wydawał się w ogóle tego nie słyszeć, pożerając
jego usta z nieposkromioną, dziką łapczywością i Harry
poczuł, jak dłoń Severusa jeszcze mocniej zaciska mu się we
włosach, przyciągając go bliżej do siebie i jak wijący
mu się w ustach język Severusa dotyka niemal jego gardła,
sięgając jeszcze dalej, jeszcze głębiej, jakby
pragnął skosztować jego duszy.</p>

<p>Harry próbował
odpowiedzieć, próbował nadążyć, ale był zbyt
oszołomiony. Zdołał jedynie unieść osłabione
ręce i owinąć je wokół szyi mężczyzny,
poddając się jego niepohamowanemu, nienasyconemu pragnieniu i
mając wrażenie, jakby żar emanujący z ust Severusa,
rozchodził się po całym jego ciele, pobudzając
mięśnie i krążącą w żyłach krew.</p>

<p>Kiedy w końcu wargi Severusa
oderwały się od jego ust, pozwalając, by do obolałych
płuc wdarło się zimne powietrze i Harry uniósł
zaciśnięte mocno powieki... pierwszym, co zobaczył były
wpatrzone w niego, płonące niczym w gorączce oczy. Tak blisko,
tak niezwykle blisko, iż miał wrażenie, że jeszcze chwila,
a pochłoną go, wciągając w swe odmęty, a on bez oporu
im na to pozwoli. Byleby tylko zawsze płonęły tak jak teraz.
Tylko dla niego.</p>

<p>- Zjadłbym trochę
czekolady... - wyszeptał słabo i ujrzał, jak oczy naprzeciw
rozszerzają się i po chwili napływa do nich zrozumienie. Ale
Severus prawdopodobnie nie nosił przy sobie czekolady. Szkoda... Gdyby
wiedział, że będzie tu tyle Dementorów, z pewnością
zabrałby ze sobą kilka tabliczek...</p>

<p>Na chwilę przymknął
powieki, biorąc głęboki oddech, a po chwili poczuł, jak do
jego zmaltretowanych przez Severusa warg przyciska się coś
chłodnego.</p>

<p>- Wypij to - usłyszał
rozkaz. - Może nie smakuje jak czekolada, ale jest znacznie
skuteczniejsze.</p>

<p>Otworzył usta i pozwolił,
by płyn wlał mu się do gardła, przynosząc ze sobą
ukojenie i rozgrzewający mięśnie żar.</p>

<p>Kiedy przełknął
ostatni łyk, otworzył oczy i nagle poczuł, że Severus
odsuwa się nieco i sięga po coś, co leżało obok.
Usłyszał wyszeptane cicho zaklęcie i po chwili na jego nosie
pojawiły się okulary i nagle świat stał się o wiele
wyraźniejszy. Harry zamrugał kilka razy, przyglądając
się poranionej twarzy Severusa, na której wciąż widniały
głębokie zmarszczki, wyryte przez przelewające się przez
nią jeszcze przed chwilą, rwące rzeki silnych, niekontrolowanych
emocji. Nie zdążył jednak przyjrzeć się niczemu
więcej, ponieważ ponownie został otoczony przez jego ramiona i
przyciśnięty do odzianego w czerń, szczupłego ciała.</p>

<p>- Co się stało? -
zapytał w ramię Severusa, przymykając powieki i próbując
przypomnieć sobie, co dokładnie się wydarzyło i jak to
możliwe, że wciąż żył. Pamiętał ten
lodowaty chłód, kiedy Dementorzy usiłowali wyssać z niego
duszę. Były ich tu setki. Co się z nimi stało? Co się
stało z Voldemortem?</p>

<p>Może to był sen? Może
to wszystko nie działo się naprawdę? To niemożliwe, że
wciąż istniał. Przecież Dementorzy... przecież...</p>

<p>Słyszał spokojny oddech
Severusa owiewający my czubek głowy ciepłymi podmuchami.
Wokół panowała aksamitna cisza i Harry miał wrażenie,
że są jedynymi istotami we wszechświecie. A może to
znaczyło... może obaj zginęli?</p>

<p>- Co się stało? -
usłyszał po chwili ochrypły głos Severusa. Brzmiał
tak, jakby został wytrawiony przez rozgrzany do temperatury kilku
tysięcy stopni, piekielny ogień i teraz tlił się resztkami
sił. - Pokonałeś Czarnego Pana. To właśnie się
stało. Pogratulowałbym ci, ale znacznie bardziej mam ochotę
złoić ci skórę.</p>

<p>Silny, niemal miażdżący
uścisk zelżał i Harry odwrócił głowę,
rozglądając się po najbliższej okolicy. Niemal
jęknął, kiedy zobaczył obok siebie nieruchome ciało
Voldemorta, które wydawało się zapadać w sobie, jakby nie
było w stanie pozostać w tym samym kształcie, kiedy utrzymująca
je w całości magia zniknęła.</p>

<p>- Czy on... nie żyje? -
zapytał niepewnie, nie będąc w stanie uwierzyć w to, co
widzi.</p>

<p>Severus podążył za
jego spojrzeniem.</p>

<p>- Tak, zabiłeś go.
Udało ci się zniszczyć jego duszę. Merlin wie, w jaki
sposób wpadłeś na ten pomysł, ale nikt, choćby nie wiadomo
jak potężny, nie jest w stanie odrodzić się bez duszy.</p>

<p>Harry spojrzał na Severusa z
zamyślonym wyrazem twarzy.</p>

<p>Nie mógł w to uwierzyć. Po
prostu nie mógł. Voldemort naprawdę już nie istniał? Sama
myśl, że już go nie było... wydawała się zbyt...
nierealna. Niewłaściwa.</p>

<p>Bał się. Że wystarczy,
iż na chwilę w to uwierzy, że chociaż na moment straci
czujność... i on znowu powróci.</p>

<p>- A jeżeli on jakoś
będzie w stanie przeżyć? W Dementorach? - zapytał,
zagryzając wargę i próbując przełknąć
pełzający we wnętrzu niepokój.</p>

<p>- Dementorzy nie należą do
świata żywych. Byli tutaj jeszcze na długo przed pojawieniem
się Czarnego Pana. Są nieśmiertelni i żadna dusza, kiedy
już raz zostanie przez nich wchłonięta, nie ma szans się
uwolnić. Żadna. A poza tym... - Severus podniósł wolną
rękę, pokazując Harry'emu swoje lewe przedramię. - Spójrz
na to.</p>

<p>Harry przypatrzył się
skórze Snape'a. W miejscu, w którym znajdował się Mroczny Znak,
pozostało jedynie nieco jaśniejsze znamię, odcinające
się od reszty skóry.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się.</p>

<p>- On naprawdę nie żyje -
wyszeptał z oszołomieniem, czując jak jego serce pęcznieje
od rozsadzającej je, gorącej radości. I osłabiającej
ulgi. Świat bez Voldemorta. To było... niewiarygodne. - Ale gdzie
się podziali Dementorzy? - Rozejrzał się po niebie, jakby w
każdej chwili spodziewał się zobaczyć nas sobą
krążące w górze, ciemne sylwetki.</p>

<p>- Rzuciłem Zaklęcie
Patronusa. I nie wiem, jak to zrobiłeś, będąc niemal po
drugiej stronie, ale ty również przywołałeś swojego
Patronusa.</p>

<p>Harry zmarszczył brwi,
próbując sobie przypomnieć świetlistego jelenia, ale nic takiego
nie pamiętał.</p>

<p>- Widziałem tylko lwa i
węża, ale to nie jest... - zaciął się,
spoglądając głęboko w oczy pochylającego się nad
nim Severusa. - Ale przecież... jak to możliwe?</p>

<p>Severus wyglądał na nieco
zmieszanego. Odchrząknął i odparł, starając się
zachować neutralny ton głosu:</p>

<p>- Gdybyś uważał
chociaż na jednej lekcji, to wiedziałbyś, że Patronusy
mogą zmieniać kształt pod wpływem silnych emocji. I twój
zmienił się w węża.</p>

<p>Oczy Harry'ego rozszerzyły
się gwałtownie.</p>

<p>- To znaczy, że twój... -
zawahał się jednak przed dokończeniem zdania, kiedy poczuł
na sobie ostrzegawcze spojrzenie mężczyzny. Dokończył je
jednak w myślach.</p>

<p>Nie do wiary. Lew. Patronusem
Severusa jest lew...</p>

<p>Ta myśl była tak
niedorzeczna, że Harry był w stanie jedynie wpatrywać się w
Severusa z osłupieniem i udało mu się ją zdusić
dopiero, kiedy do jego umysłu nadpłynęły kolejne wspomnienia.</p>

<p>- Ale jak to możliwe, że ja
wciąż żyję, kiedy on...? - zapytał po chwili,
wskazując głową na nieruchome ciało tuż obok nich.</p>

<p>- Zaklęcie, które
rzuciłeś, było tak silne, iż nawet ja je poczułem,
pomimo otaczającej mnie bariery - odparł spokojnie Severus. - Dementorzy
w pierwszej kolejności rzucili się na źródło
pożywienia, którym był Czarny Pan. Dopóki tkwiłeś w jego
umyśle, byłeś względnie bezpieczny. Ale kiedy wyssali
już z niego wszystko i ponownie powróciłeś do własnego
umysłu, zaatakowali także ciebie. Ale wtedy Czarny Pan już nie
żył, a utrzymująca mnie bariera pękła i
zdołałem rzucić Zaklęcie Patronusa. Odgoniłem ich,
zanim zdążyli wyssać duszę także z ciebie.
Chociaż przez pewien czas myślałem, że...- Severus
zacisnął usta i pochylił głowę, ukrywając
swoją twarz w cieniu włosów.</p>

<p>Harry poczuł bolesne
ukłucie w sercu. Uniósł dłoń, odsuwając włosy
Severusa na bok i dotykając jego policzka. Mężczyzna jednak nie
podniósł głowy.</p>

<p>- Bez ciebie nigdy nie udałoby
mi się go pokonać... i przeżyć. Zginąłbym tutaj -
powiedział cicho Harry, przyglądając się zmęczonej
twarzy Severusa, która nagle się uniosła i na dnie ciemnych oczu
błysnęła stal.</p>

<p>- Gdybyś mi się nie
sprzeciwił, to nic takiego nie miałoby miejsca - wyszeptał
twardo. - Bądź pewien, że wyciągnę konsekwencje z
twojego nieposłuszeństwa. - Harry zagryzł wargę, doskonale
wiedząc, że Severus nie żartuje. - Już nigdy ode mnie nie
uciekniesz. Choćbym miał przywiązać cię do siebie
łańcuchem...</p>

<p>Harry przełknął
ślinę.</p>

<p>Nie był pewien, czy podoba mu
się ta koncepcja. Mimo, iż wiedział, że Severus ma
rację. Chociaż z drugiej strony...</p>

<p>- Ale pokonaliśmy Voldemorta -
powiedział cicho, próbując się usprawiedliwić. Severus
zacisnął usta i Harry zastanawiał się, co to oznacza. Jakby
chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał...</p>

<p>Harry przez chwilę
przyglądał się jego pokrytej zadrapaniami i zaschniętą
krwią twarzy, delikatnie gładząc palcami zimny policzek. Severus
wyglądał tak, jakby przeszedł przez piekło, aby do niego
dotrzeć... i jakby, pomimo zwycięstwa, wciąż coś go
niepokoiło.</p>

<p>I ten niepokój nagle przelał
się również na niego, kiedy Harry przypomniał sobie nagle...
wybuchy i rozświetlające niebo zaklęcia, które widział z
oddali.</p>

<p>Jego oczy rozszerzyły się
gwałtownie, a płuca ścisnęły i doznał
wrażenia, jakby ktoś uderzył go z całej siły w
żołądek.</p>

<p>- Co z resztą? - zapytał
pospiesznie, czując narastający w sobie lęk, kiedy oczyma
wyobraźni widział zebrane przez Voldemorta zastępy
Śmierciożerców. - Co tam się stało? Gdzie oni są? -
Rozejrzał się, poszukując na horyzoncie oznak walki, ale
wszędzie panował spokój, a przykryte chmurami niebo było
jednolicie szare. Ponownie spojrzał na Severusa, ale mężczyzna
nadal nie unosił głowy. Po chwili jednak dotknął jasnej
blizny po Mrocznym Znaku na swoim lewym przedramieniu i powoli uniósł
twarz, spoglądając na Harry'ego przysłoniętymi matową
czernią, ukrytymi w cieniu oczami.</p>

<p>- Walka była nieunikniona -
powiedział niskim, pozbawionym emocji głosem. - Dumbledore
ogłosił alarm. Zwołał Zakon Feniksa i dużą
część Ministerstwa. I wszystkich, którzy chcieli wziąć
udział w bitwie. Łącznie z uczniami Hogwartu.</p>

<p>Harry poczuł, jak jego
ciało pokrywa się gęsią skórką.</p>

<p>Łącznie z uczniami? Czy to
oznaczało, że.. że Hermiona, i Ron, i Luna, i Ginny, i
Neville... i wszyscy inni zaryzykowali swoje życie, żeby...?</p>

<p>Zareagował błyskawicznie.</p>

<p>- Musimy się do nich
aportować. Musimy im pomóc! - niemal krzyknął, zrywając
się z ziemi, chociaż jego nogi wciąż się pod nim
uginały, a kolana drżały. Severus również wstał, ale jego
postawa emanowała chłodem i spokojem.</p>

<p>- Już za późno. Walka
zakończyła się z chwilą, w której Czarny Pan został
pokonany. Wszyscy Śmierciożercy, którzy przeżyli, z
pewnością poczuli, że Mroczny Znak znika. I uciekli.</p>

<p>- Ale musimy to sprawdzić!
Możesz się mylić. Muszę do nich iść! Muszę
wiedzieć! Co z moimi przyjaciółmi? Widziałeś ich? - Harry
przypadł do Severusa, zaciskając pięści na jego szacie. Nie
podobało mu się spojrzenie mężczyzny. Patrzył na niego
z góry z tak doskonale opanowanym wyrazem twarzy, jakby znowu zmienił
się w pozbawionego emocji Śmierciożercę. Jakby to już
nie była jego twarz, tylko maska, którą przybierał zawsze,
kiedy...</p>

<p>- Powiedziałem ci, że
już za późno - powtórzył cichym, lecz niezwykle zdecydowanym
głosem. - Wojna pochłonęła wiele ofiar. Poległo wielu
aurorów, czarodziejów i uczniów. W tym również Dumbledore.</p>

<p>CO?</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
coś nagle podcięło mu nogi.</p>

<p>Dumbledore? Ale... ale... jak to
możliwe? Przecież dyrektor był najbardziej...
najpotężniejszym... nie mógł... to niemożliwe.</p>

<p>- Jak? - zapytał
zdrętwiałymi wargami, czując pełzające we wnętrzu
zimno.</p>

<p>- Nawet on nie był na tyle
potężny, aby obronić się przed kilkudziesięcioma
Zaklęciami Uśmiercającymi rzuconymi jednocześnie.</p>

<p>Harry spojrzał w górę, na
przykryte cieniem oczy Snape'a.</p>

<p>- Byłeś przy tym? -
zapytał, nie potrafiąc powstrzymać nieprzyjemnego uczucia
skręcania się wnętrzności.</p>

<p>- Tak. - Odpowiedź
przypominała przecinające powietrze ostrze.</p>

<p>Harry opuścił
głowę, opierając czoło o szorstką szatę na piersi
Severusa.</p>

<p>Nie chciał wiedzieć nic
więcej. Wołał nie wiedzieć. Wolał nie pytać.
Ponieważ bał się, że może usłyszeć coś,
co...</p>

<p>- Zabierz mnie tam. Proszę -
wyszeptał cicho, starając się zapanować nad
łamiącym się głosem i coraz większym strachem,
wijącym mu się w piersi niczym zimny, oślizgły
wąż. - Chcę ich zobaczyć. Muszę wiedzieć, czy
żyją.</p>

<p>- Musisz zrozumieć -
usłyszał nad sobą zduszony, odległy głos Severusa -
że byłem zmuszony podjąć pewne kroki, aby cię
odnaleźć... - Harry poczuł, jak strach prześlizguje mu
się do żołądka, wbijając w niego swe ostre szpony. -
Dla mnie nie ma drogi powrotnej.</p>

<p>Poczuł bolesne szarpnięcie.
Jakby szpony wyrwały z niego część życia.</p>

<p>Zacisnął powieki i jeszcze
mocniej wtulił się w pachnącą ziołami i krwią
szatę. Jedyne miejsce, które utrzymywało go przy zdrowych
zmysłach.</p>

<p>- Wiesz, co to oznacza? -
usłyszał zadane zduszonym szeptem pytanie.</p>

<p>Wiedział.</p>

<p>Miał wrażenie, jakby
świat wokół rozpadał się niczym potrzaskane lustro, w
którym przeglądał się przez całe życie. I
pozostała jedynie pusta rama. Którą od nowa będzie musiał
zapełnić. Całkowicie nowymi planami.</p>

<p>Hogwart. Quidditch. Kariera aurora.
Przyjaciele. Czarodziejski Świat.</p>

<p>Wszystkie leżały wokół
niego, odbijając się w rozbitych odłamkach. Pozostał tylko
wysoki, odziany w czerń mężczyzna, stojący naprzeciw niego,
po drugiej stronie ramy.</p>

<p>Mężczyzna
wypełniający Harry'emu cały świat. Świat, który w
ogóle by nie istniał, gdyby nie on... Świat, którym Severus się
dla niego stał.</p>

<p>- Pójdę za tobą
wszędzie - wyszeptał w czarną szatę i nagle poczuł,
jak klatka piersiowa mężczyzny opada, jakby wypuszczono z niej
wstrzymywane dotąd powietrze. - Ale pozwól mi ich tylko zobaczyć.
Hermionę i Rona. Muszę się przekonać, czy nic im nie jest.
I... pożegnać się.</p>

<p>Miał wrażenie, jakby
ciało Severusa napięło się. I zanim Harry
zdążył zastanowić się, co to oznacza,
usłyszał wypowiadane ciężkim głosem słowa:</p>

<p>- Granger nie przeżyła.</p>

<p>Te trzy słowa przypominały
trzy, zbudowane z ognia i lodu sztylety, które wbiły mu się w ciało
z taką siłą i gwałtownością, iż niemal
osunął się na ziemię, czując jak przebijają mu
płuca, żołądek i serce.</p>

<p>Nagle znalazł się nad
otwartą, bezdenną otchłanią, spychany w nią przez
niewyobrażalny ból, który poraził jego zmysły niczym prąd.</p>

<p>Nie widząc przed oczami nic,
poza rozmazaną twarzą, otoczoną bujnymi, brązowymi lokami,
poderwał głowę i spojrzał w górę, a z jego ust
wydobył się przypominający jęk, szept:</p>

<p>- Nie... Kłamiesz.</p>

<p>Jego gardło
ścisnęło się tak bardzo, iż miał wrażenie,
jakby dusiła go uwiązana na szyi pętla. Szczypało i
pulsowało, próbując wyrzucić z siebie ból w postaci
wzbierającego, kipiącego szlochu.</p>

<p>Odległa część
jego umysłu zarejestrowała silny uścisk na swoich ramionach i
przedzierający się przez chaos głos:</p>

<p>- Mogę cię jedynie
zapewnić, że nie cierpiała. Zginęła szybko.</p>

<p>Harry oderwał się od
mężczyzny, kręcąc głową. W spowijającej
świat, gęstej mgle ujrzał przed sobą jej
uśmiechniętą twarz, zerkającą na niego znad
książek i rzucającą mu karcące spojrzenia.</p>

<p>Otworzył usta, ale jedynym, co
się z nich wyrwało był spazmatyczny szloch, przelewający mu
się przez gardło niczym parząca przełyk lawa.</p>

<p>- Ona żyje! Kłamiesz! Nie
wierzę ci!</p>

<p>Nie mogła zginąć.
Była zbyt inteligentna. Zawsze potrafiła znaleźć
rozwiązanie. Nie mogła tak po prostu... nie!</p>

<p>Rzucił się do przodu,
uderzając pięściami w klatkę piersiową
mężczyzny i z całej siły zaciskając rozmyte od
łez oczy, aby tylko pozbyć się z głowy obrazu skupionej
twarzy przyjaciółki, kładącej na stoliku przed nim naręcze
książek.</p>

<p>- Nie! Proszę, powiedz, że
to nieprawda! Ona nie mogła... - Szloch był bolesny. Rozrywał mu
gardło, zatapiając umysł w odmętach otępiającej
grozy.</p>

<p>Zawsze była przy nim. Od samego
początku. Zawsze.</p>

<p>- Hermiono - wycharczał, nie
będąc w stanie złapać tchu i osuwając się na
ziemię po szacie Severusa. - Hermiono...!</p>

<p>Poczuł ciało Severusa,
osuwające się na ziemię zaraz po nim i zakleszczające go w
mocnym, bezlitosnym uścisku ramion.</p>

<p>- To moja wina... To ja powinienem
zginąć - wyrzucał z siebie w spazmach, trzęsąc
się niczym w febrze. - Gdybym nie postanowił... to wszystko przeze
mnie... oni wszyscy...</p>

<p>Ciemność ponownie
nadpływała. Wypełniona przerażającymi wrzaskami
cierpienia, rozrywającymi jego płuca i serce, sprawiającymi,
że miał ochotę jedynie wić się po lodowatej ziemi i
konać tak samo długo, jak oni. Byle zniknęli. Byle przestał
ich słyszeć... Byle przestał widzieć rozrywane na
kawałki ciała i wyzierającą z przekrwionych oczu rozpacz...</p>

<p>I wtedy poczuł brutalne
szarpnięcie i przedzierający się przez krzyki, ostry głos,
który wbił mu się w umysł niczym rozgrzane do czerwoności
ostrze, wypalające otwartą ranę:</p>

<p>- Przestań! Spójrz na mnie! -
Kolejne silne szarpnięcie, które sprawiło, że przez rozmytą
ciemność przedarła się blada twarz i wbijające się
w niego, rozpalone skumulowanymi emocjami, czarne oczy. - A teraz
posłuchasz mnie uważnie! Wojna była tylko kwestią czasu.
Wszyscy ją podskórnie wyczuwali i przygotowywali się do niej od
ponownego pojawienia się Czarnego Pana, który zdążył
zgromadzić o wiele większą armię popleczników niż
poprzednio. Opętanych jego wizją świata, zaślepionych
nienawiścią do Mugoli. Jak myślisz, czy po tym wszystkim, czego
dokonali, ot tak powróciliby do zwyczajnego życia, nawet gdyby ich
przywódca został pokonany? - W głosie Severusa wibrowały bardzo
silne emocje, a jego oczy płonęły gorączkowo, kiedy
wpatrywał się w Harry'ego, potrząsając nim gwałtownie.
- Musieli zostać rozbici, póki nie zgromadzili jeszcze większych
sił, aby zemścić się za upadek swego przywódcy. Nigdy nie
zdołałbyś pokonać ich wszystkich w pojedynkę.
Mordowali, palili i torturowali. Byli równie niebezpieczni jak sam Czarny Pan,
a teraz, kiedy została ich zaledwie garstka, nie zdołają
już powrócić do swej potęgi i bardzo łatwo będzie ich
odnaleźć i wysłać do Azkabanu albo skazać na
pocałunek Dementora. Wszyscy, którzy zginęli na tej bitwie
właśnie za to oddali swoje życie.</p>

<p>- Ale... nie mieli szans... -
szeptał rozpaczliwie Harry. - Nie mieli...</p>

<p>Severus szarpnął nim
jeszcze brutalniej.</p>

<p>- Słuchaj mnie! Każda wojna
pochłania ofiary i tak już jest. To nie ty ich zabiłeś! Nie
jesteś temu winien ani ty, ani nikt inny.</p>

<p>Harry odwrócił głowę,
spoglądając w ziemię i pragnąc uciec przed
sztyletującym go, kąsającym boleśnie spojrzeniem czarnych
oczu, ale w tej samej chwili Severus złapał jego brodę w
żelazny uścisk i bezlitośnie odwrócił jego twarz z powrotem
ku sobie, warcząc wściekle:</p>

<p>- Patrz na mnie, do cholery! I
odpowiedz na moje pytania! Czy jeżeli dyrektor pozwolił im na
udział w walce, to oznacza, że to on jest winny ich śmierci? Czy
jeżeli to ja zasugerowałem, że uczniowie powinni
włączyć się w bitwę, to oznacza, że ja jestem
winien ich śmierci? A może to oni są sobie winni, ponieważ
postanowili wybrać się na wojnę, aby uwolnić się od
trwającego latami terroru, nawet jeśli nie mieli pojęcia o
prawdziwej walce i nie znali żadnych ofensywnych zaklęć? Czy
może to wina Śmierciożerców, ponieważ to oni rzucali
klątwy? A może to wina tego cholernego skrzata, który
zaprowadził nas na pole bitwy? Kto tak naprawdę jest winny ich
śmierci?! Kto rozpętał tę wojnę?! Kto jest
przyczyną, dla której wszyscy wzięli w niej udział?! Kto
zaprowadził terror, od którego pragnęli się uwolnić?! Kto
wysłał Śmierciożerców, żeby zabili każdego w polu
widzenia?! Kto jest temu winien? Kto jest odpowiedzią na te wszystkie
pytania? Powiedz to! Chcę to usłyszeć z twoich ust!</p>

<p>Harry wpatrywał się w
Severusa szeroko otwartymi oczami, czując jak piekący uścisk
uwalnia jego gardło, a płuca ponownie zaczynają pracować. A
upiorne wycie w umyśle powoli przycicha, zastępowane obrazem gadziej
twarzy o płonących, czerwonych oczach. Twarzy, która była
już martwa i nigdy nie powróci.</p>

<p>- Voldemort - wyszeptał niemal
bezgłośnie.</p>

<p>Severus ponownie nim
szarpnął, wbijając w jego oczy niemal opętańcze spojrzenie.</p>

<p>- Jeszcze raz! Kto jest temu
wszystkiemu winien?!</p>

<p>Harry przełknął
ślinę wymieszaną ze słonymi łzami, które
spływając po twarzy, zatrzymywały się na jego wargach.</p>

<p>- Voldemort - powiedział
głośniej, ale Severus ponownie nim szarpnął, jakby chciał
wytrząść odpowiedź prosto z jego tłukącego
się w piersi serca.</p>

<p>- Jeszcze raz! Masz to
wykrzyczeć! Kto jest temu winien?</p>

<p>Harry poczuł, jak pod
wpływem twardego, zdecydowanego spojrzenia Severusa, do jego rozchwianego
umysłu napływa pewność. A wraz z nią gniew.</p>

<p>- Voldemort! - wyrzucił z siebie
na wydechu, zaciskając pięści na szacie mężczyzny i
mając wrażenie, jakby po jego ciele spływał
roztapiający się szybko, twardy i ciężki pancerz, który
jeszcze chwilę temu próbował go zmiażdżyć i
wgnieść w ziemię. - To Voldemort! To wszystko przez niego! Przez
niego! - krzyczał, ściskając czarną szatę, jakby
była jedyną stałą rzeczą w przypominającej
tornado wichurze emocji, które musiały znaleźć ujście i
wylewały się z niego, niczym erupcja wulkanu. - To wina Voldemorta!
VOLDEMORTA!</p>

<p>Opadł do przodu, opierając
twarz o pierś Severusa i dysząc ciężko. Poczuł
wplatającą się we włosy dłoń i ciepłe usta
przyciskające się do czubka jego głowy. Nie wiedział, ile
czasu minęło. Stał wtulony w Severusa, wsłuchując się
w jego spokojny, ciepły oddech, owiewający mu włosy i w bicie
własnego serca, powracającego powoli do normalnego rytmu.</p>

<p>Po pewnym czasie Severus
poruszył się lekko, odrywając wargi od jego głowy i
szepcząc z napięciem w głosie:</p>

<p>- Dobrze, a teraz posłuchaj mnie
uważnie. Zajmę się wszystkim, ale musimy na chwilę
wrócić do Hogwartu, aby zabrać to, co będzie nam potrzebne. I
nikt nie może nas zobaczyć.</p>

<p>Harry uniósł głowę,
ocierając wierzchem dłoni wilgotne ślady na policzkach i
spoglądając w górę, na przyglądającego mu się z
uwagą mężczyznę.</p>

<p>Skąd miał w sobie tyle
siły? Jak to robił, że nigdy nie okazywał
słabości, nawet wtedy gdy cały świat rozpadał się
na kawałki? Wciąż utrzymywał się na powierzchni, trzymając
go za rękę i nie pozwalając, by Harry utonął, w tej
czerwonej rzece krwi, w której tylu poległo. Przez cały ten czas
nigdy go nie puścił, choć sam o mało co nie poszedł na
dno. Jak to robił, że wciąż po tym wszystkim, co widział
i czego doświadczył, patrzył na niego z tą samą
twardą zaciętością? To spojrzenie dotykało jego skóry
i nie pozwało mu zwątpić.</p>

<p>Zastanawiał się, czy gdyby
miał go kiedykolwiek stracić... czy byłoby to równie bolesne jak
wszystkie tortury, którym poddał go Voldemort?</p>

<p>Nie.</p>

<p>Byłoby znacznie
boleśniejsze.</p>

<p>I zabiłoby go powoli, jak
odcięty nagle dopływ tlenu do płuc...</p>

<p>Dopóki Severus był przy nim...
Harry miał powód, by oddychać.</p>

<p>Pokiwał głową,
przełykając tę kwaśną, nieprzyjemną rzecz, która
podeszła mu do gardła, kiedy o tym pomyślał.</p>

<p>I wziął głęboki,
długi oddech.</p>

<p>- Jestem gotowy.</p>

<p>*</p>

<p>Aportowali się u stóp
Wrzeszczącej Chaty. Okolica wciąż była pokryta
śniegiem. Harry rozejrzał się, spoglądając na
znajdujące się w oddali domy, ale zwykle tętniące
życiem miasteczko wyglądało na wymarłe. Prawdopodobnie
większość mieszkańców zdecydowała się
wziąć udział w bitwie. Ale co się z nimi stało?
Wciąż walczyli, czy może...</p>

<p>Severus wyważył drzwi i za
pomocą magii przetransportował do środka ciało Voldemorta,
które zabrali ze sobą, aby Czarodziejski Świat miał dowód na to,
że potwór naprawdę zginął. Następnie
zapieczętował drzwi i obaj zeszli do podziemnego tunelu
wiodącego do Wierzby Bijącej. Severus szedł pierwszy,
oświetlając drogę różdżką i ciągnąc
Harry'ego za sobą. Przez całą drogę mężczyzna
zaciskał palce na nadgarstku Harry'ego, jakby obawiał się,
że jeżeli puści go chociaż na chwilę, to znowu
może go stracić. Harry niemal biegł za nim, próbując
nadążyć za jego długimi, zdecydowanymi krokami, kiedy
sunęli przez ciemność. Kiedy znaleźli się w jamie pod
korzeniami Wierzby Bijącej, Severus użył skomplikowanego
zaklęcia, aby odblokować zamknięte pod koniec trzeciego roku
przejście, lecz zanim zdecydował się wyjrzeć na
zewnątrz, sięgnął w głąb swej szaty i
wyjął z niej pogniecioną i poplamioną... Mapę
Huncwotów.</p>

<p>Harry nie mógł uwierzyć
własnym oczom. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że
przecież mężczyzna odebrał mu ją wczoraj wieczorem,
tuż przed tym, zanim Harry rzucił na niego Legilimens Evocis i dowiedział
się prawdy... Merlinie, wydawało się, jakby to miało miejsce
wieki temu...</p>

<p>Harry zareagował
błyskawicznie. Zanim Severus zdążył sprawdzić, czy
droga do Hogwartu jest wolna, Harry wyrwał mu mapę z rąk i
zaczął gorączkowo przeszukiwać wzrokiem, mając nadzieję
ujrzeć kogokolwiek... kogokolwiek...</p>

<p>Najpierw zobaczył profesor
McGonagall, rozmawiającą w gabinecie dyrektora z Ministrem Magii,
Kingsleyem Shacleboltem i kilkoma innymi wysoko postawionymi urzędnikami
magicznymi. Następnie błyskawicznie odnalazł spojrzeniem Skrzydło
Szpitalne, wypełnione uczniami Hogwartu i mieszkańcami Hogsmeade.
Dostrzegł wśród nich Lunę i Tonks i po jego plecach
spłynęła fala ulgi. Tonks leżała nieruchomo, ale Luna
poruszała się, kręcąc się pomiędzy szpitalnymi
łóżkami. Harry zobaczył kropki oznaczające Seamusa,
Neville'a, Lavender Brown, Parvati Patil, Hannę Abbot i wielu innych
uczniów, pomiędzy którymi kręcili się uzdrowiciele ze
Świętego Munga. Części uczniów jednak brakowało i
Harry czuł, jak wokół jego serca zaciska się lodowata
pętla, kiedy przypominał sobie kolejne nazwiska, których nigdzie nie
mógł dostrzec... Cho, Dean, Padma, Lee Jordan, Angelina... Ginny...</p>

<p>Hermiona...</p>

<p>Mimo, iż znał prawdę,
mimo iż wiedział, że już jej nie ma... to wciąż
poszukiwał jej wzrokiem.</p>

<p>I Ron...</p>

<p>Harry desperacko przeglądał
mapę, widząc wypełnioną po brzegi Wielką Salę, w
której najprawdopodobniej znajdował się tymczasowy szpital dla
czarodziejów i aurorów, w którym, ku swojej uldze, dostrzegł także
Lupina.</p>

<p>Nerwowo obejmował wzrokiem
wszystkie miejsca. Dormitoria, korytarze, łazienki. Wszystkie były
opustoszałe.</p>

<p>Poszukiwał, poszukiwał...</p>

<p>I wtedy na błoniach
dostrzegł go...</p>

<p>Z ulgą i jednocześnie
rosnącym w piersi niepokojem wpatrywał się w nieruchomą
kropkę z podpisem Ron Weasley, obserwując jak obok przyjaciela
wciąż przemieszczają się inni czarodzieje, których Harry
nie znał.</p>

<p>- Wystarczy! - warknął
Severus, wyrywając mu mapę z rąk i rzucając na nią
okiem. Przez chwilę poszukiwał wzrokiem najkrótszej i
najbezpieczniejszej drogi do zamku, po czym ponownie złapał Harry'ego
za nadgarstek i pociągnął za sobą. - Idziemy.</p>

<p>Severus rzucił na nich
jakieś zaklęcie maskujące, którego Harry nie znał, po czym
stuknął różdżką w jeden z korzeni i Wierzba
Bijąca zamarła, jakby ktoś ją nagle wyłączył.
Drogę do zamku przebyli tak szybko, że Harry nie miał nawet
pojęcia, kiedy, a już wślizgiwali się do Sali
Wejściowej, w ostatniej chwili kryjąc się za jednym z
posągów, kiedy tuż za nimi do zamku wbiegło kilkoro uzdrowicieli
ze Świętego Munga, zmierzających wprost do Wielkiej Sali. Kiedy
ciężkie wrota otworzyły się, w uszy Harry'ego uderzyła
fala pełnych cierpienia jęków rannych, ale Severus natychmiast
pociągnął go dalej, wprost ku schodom prowadzącym do
lochów.</p>

<p>Harry szedł za nim
całkowicie oszołomiony. Wszystko wydawało się...
wydawało się... takie inne. Zamek, który zawsze tętnił
życiem, którego sklepienia wypełniał gwar rozmów, śmiechy i
tupot setek stóp... teraz był pogrążony w ciemnościach i
ciszy. Opustoszały. Młodsi uczniowie zostali najprawdopodobniej
wsadzeni w Hogwart Ekspress i wysłani do domów, aby nie oglądać
pokłosia tej okrutnej wojny.</p>

<p>Zamek, który przez tyle lat był
jego domem... teraz stawał się wspomnieniem i Harry wciąż
nie mógł uwierzyć, że już nigdy go nie zobaczy. Że to
ostatni raz. Ostatni raz przemierza te znajome korytarze i spogląda na
płonące na ścianach pochodnie, na mijane po drodze drzwi do
schowków, na kamienne, emanujące wilgotnym chłodem posadzki... na te
potężne, drewniane drzwi, które tyle razy otwierały się pod
jego dotykiem i które za każdym razem przekraczał z tym samym
niecierpliwym oczekiwaniem oraz szaleńczo bijącym sercem.</p>

<p>Gabinet Severusa pogrążony
był w całkowitych ciemnościach. Mężczyzna zapalił
różdżką kilka świec i odwrócił się do Harry'ego,
wręczając mu mapę.</p>

<p>- Obserwuj wszystkie okoliczne
korytarze i powiadom mnie od razu, jeżeli tylko kogoś zauważysz
- rozkazał, po czym odwrócił się do niego plecami i
skierował różdżkę na wypełnione eliksirami i
różnorodnymi składnikami półki, wypowiadając
długą i skomplikowaną inkantację i dopiero po chwili Harry
zrozumiał, że Snape zdejmuje z nich wszystkie czary ochronne.
Następnie podszedł do swojego biurka i przez chwilę
przeszukiwał szuflady. W końcu wyciągnął z jednej z
nich torbę, która wyglądała zupełnie jak ta, której Harry
używał do noszenia książek na lekcje, ale była nieco
mniejsza. Severus rzucił na nią jakieś zaklęcie, a
następnie podniósł swoją różdżkę,
rozglądając się po gabinecie. Wystarczyło jedno
machnięcie i Harry zobaczył jak większość fiolek i
słoików ląduje w torbie. Kolejne machnięcie i wszystkie szuflady
w biurku otworzyły się, a ich zawartość również
wyładowała w torbie.</p>

<p>- Za mną - powiedział
Severus i ruszył do swoich komnat. Harry przełknął
ślinę i podążył za nim, co jakiś czas
zerkając na mapę. Zobaczył, że Severus kieruje się do
swojego barku. Sięgnął po butelkę whisky i bez słowa
wychylił dwie szklanki, a następnie wcisnął zaskoczonemu
Harry'emu karafkę z zimną wodą oraz szklankę i
rozkazał: - Pij.</p>

<p>Och, woda chyba jeszcze nigdy nie
wydała mu się tak cudownie orzeźwiająca. Harry wypił
duszkiem trzy szklanki, a w tym czasie Severus zapakował do torby swoje
drogocenne książki, po czym otworzył przejście do
laboratorium i machnął różdżką. Wszystkie
kociołki, moździerze, księgi i prezenty od Harry'ego
również znalazły się w torbie, a następnie rzeczy Severusa
z sypialni.</p>

<p>Harry podejrzewał, że
zaklęcie, którego użył Severus działa podobnie jak namiot,
w którym mieszkali podczas Mistrzostw Świata w Quidditchu, ale nie
chciał teraz zawracać mu głowy pytaniami i po prostu stał
bez słowa na środku salonu, wpatrując się w dwa fotele i
wygaszony kominek. I mając wrażenie, że z każdą
chwilą jego serce wypełnia się coraz bardziej nieprzyjemnym
chłodem.</p>

<p>- Lubiłem tu przychodzić -
powiedział cicho. Poczuł na sobie twarde spojrzenie Severusa. - Czy
tam, dokąd idziemy, też będzie kominek?</p>

<p>- Jeżeli tylko zechcesz, to
możemy mieć nawet dziesięć kominków. Ale podejrzewam,
że ten konkretny ciężko byłoby zapakować i zabrać
ze sobą.</p>

<p>Harry puścił mimo uszu
tę kąśliwą uwagę i odparł:</p>

<p>- Nie potrzebuję dziesięciu.
Wystarczy mi jeden. I... chciałbym też dwa fotele. Takie same jak te.</p>

<p>Na wargi Severusa
wypłynął ten cudowny, krzywy uśmiech, którego Harry
myślał, że już nigdy nie zobaczy.</p>

<p>- Jeszcze nawet nie
zamieszkaliśmy ze sobą, a już stawiasz warunki? - zapytał
kpiąco.</p>

<p>Przez ułamek sekundy Harry
poczuł się tak, jakby znowu był na szlabanie. Jakby żadna z
tych strasznych rzeczy się nie wydarzyła... Jakby Hermiona
wciąż jeszcze żyła... jakby...</p>

<p>Złapał się za
żołądek i zgiął się wpół, zaciskając
powieki i walcząc z silnymi zawrotami głowy i uczuciem, jakby
coś próbowało się z niego wyrwać. Wydrapać sobie
drogę z głębin jego umysłu, zalewając jego oczy
krwią i obrazami, które raniły bardziej niż wbity prosto w serce
sztylet.</p>

<p>Nagini, otwierająca paszczę
i pożerająca kobietę, która wciąż jeszcze
żyła i wiedziała, co się z nią dzieje...
przerażający, zdarty krzyk, kiedy jej głowa została
połknięta przez węża, pochłaniającego ją
coraz głębiej i głębiej...</p>

<p>I ta kąsająca
wnętrzności, skręcająca pewność, że to on do
tego doprowadził. I po prostu przyglądał się temu z
rozgrzewającą go od środka satysfakcją, zafascynowany
spektaklem, czując wlewający mu się do ust, gorzki brud
ciężkich, czarnych jak smoła wyrzutów sumienia.</p>

<p>Nie mógł oddychać. Nic
już nie widział. Nie powinien w ogóle istnieć, po tym wszystkim,
co zrobił. Nie powinien...</p>

<p>- Potter! Natychmiast do mnie wracaj!</p>

<p>Poczuł, jak coś... znajomy
umysł... rozgarnia smołę na boki, docierając do niego i
wyciągając go na powierzchnię.</p>

<p>Światło pojawiło
się tak nagle, iż przez chwilę nic nie widział. Nie
miał pojęcia, co się dzieje. Był zbyt przerażony, by
przestać się szamotać, próbując nie utonąć i
dopiero, kiedy otoczyły go czyjeś ramiona, zamykając w
żelaznym uścisku i nie pozwalając mu się poruszyć, z
powodzi światła wyłoniła się twarz Severusa i
płuca Harry'ego otworzyły się pod naporem wdzierającego
się do nich powietrza.</p>

<p>- Nie pozwól im mnie zabrać -
wydyszał, czując, jak po jego drżącym z wysiłku ciele
spływają krople potu. Czuł się brudny. Czuł ich krew
oblepiającą jego ciało. Czuł ją wewnątrz siebie.
- Wyrwij to ze mnie! - Wyswobodził jedną rękę i
zacisnął ją we włosach Severusa, szarpnięciem
przyciągając do siebie jego głowę i wpijając się
wargami w jego usta. Całe jego ciało trzęsło się
niekontrolowanie, jakby doznał wstrząsu anafilaktycznego, kiedy
wgryzał się w te cienkie usta, smagając językiem ich
wnętrze i czując, jak rozrastające się w nim uczucie
ciepła wypłukuje z niego brud.</p>

<p>Kiedy w końcu oderwał
wargi, był tak oszołomiony, iż przez chwilę nie miał
pojęcia, co się wydarzyło. Widział nad sobą jedynie
lśniące, czarne oczy i wpółotwarte, zaczerwienione usta,
owiewające mu twarz parzącym oddechem.</p>

<p>- Nigdy mi ciebie nie zabiorą -
wyszeptał ochryple Severus. - Wyrwę cię z najgłębszych
ciemności. Spędziłem w nich całe życie. Nigdy nie
pozwolę ci się w nich zgubić. Zrozumiałeś? - Severus
potrząsnął nim, jakby pragnął by te słowa na
zawsze wyryły się Harry'emu w umyśle. - Nigdy!</p>

<p>Harry szeroko otwartymi oczami
wpatrywał się w obsydianowe oczy naprzeciw. Emanujący z nich
żar przeniknął w niego, całkowicie oczyszczając go z
krwi i brudu.</p>

<p>Znowu był tylko Harrym.</p>

<p>- Severusie... - wyszeptał,
nawet nie próbując zapanować nad rozlewającym mu się w
żyłach, odprężającym ciepłem. - Gdybym cię
nie znał, to pomyślałbym, że właśnie
przyrzekłeś mi miłość aż po grób.</p>

<p>Spojrzenie Severusa zmieniło
się w ułamku sekundy. Płonący w nich żar
przygasł, a na jego twarzy pojawiła się irytacja.
Prychnął kpiąco i puścił go tak nagle, że Harry
niemal osunął się na podłogę.</p>

<p>- Gdybyś mnie znał, to
wiedziałbyś, że nic mi tak nie działa na nerwy jak
paplający bez sensu Gryfoni - warknął chłodno,
odsuwając się od niego i poprawiając szatę. - Zbieraj
się! - rozkazał, odwracając się do Harry'ego plecami.</p>

<p>Harry wyprostował się,
wciąż czując lekkie zawroty głowy i nieprzyjemny
uścisk w żołądku.</p>

<p>A Severus znowu był Severusem...</p>

<p>Zadziwiające, jak
błyskawicznie potrafił zmieniać swoje zachowanie, kiedy tylko
Harry'emu nie groziło już niebezpieczeństwo.</p>

<p>Zanim Harry zdążył w
pełni dojść do siebie, Severus rzucił w niego
peleryną-niewidką i rozkazał:</p>

<p>- Zakładaj to i chodźmy. I
tak jesteśmy tu już zbyt długo.</p>

<p>Harry zarzucił na siebie
pelerynę-niewidkę, obserwując, jak Severus zakłada na
ramię torbę i wypija kilka łyków Eliksiru Kameleona, po czym,
wciąż obserwując mapę, wyszli na korytarz i skierowali
się wprost do opuszczonej Wieży Gryffindoru. Na górnych piętrach
nie było nikogo, poza snującymi się gdzieniegdzie duchami. Przeszli
przez dziurę za portretem i wspięli się po schodach do
dormitorium. Severus umieścił w torbie wszystkie rzeczy z kufra
Harry'ego.</p>

<p>- To wszystko? - zapytał,
łapiąc go za nadgarstek i przygotowując się do
wyjścia.</p>

<p>- Nie. Muszę zabrać jeszcze
jedną rzecz - odparł Harry, wyswabadzając rękę z
uścisku mężczyzny i podchodząc do swojego łóżka.
Pochylił się i sięgnął pod poduszkę,
zaciskając palce na chłodnej, szklanej kuli, którą dostał
od Severusa na Gwiazdkę. Wyciągnął rękę spod
peleryny, podając prezent Severusowi, aby schował go do torby. -
Możemy już iść - wyszeptał, po raz ostatni
ogarniając spojrzeniem miejsce, w którym spędził
większą część swojego życia. Poczuł
dłoń Severusa muskającą jego palce, zanim ponownie
zacisnęła mu się na nadgarstku.</p>

<p>Droga po schodach w dół
wydawała mu się o wiele dłuższa. Jakby każdy
stopień przypominał powolny upadek. Jakby starał się
chłonąć wszystkimi zmysłami każdy krok, ponieważ
wiedział, że nigdy więcej tu nie powróci. Jakby każdy z
nich miał być ostatni.</p><empty-line /><p>Część 2</p><empty-line /><p>Drzwi do Wielkiej Sali były
zamknięte, kiedy wychodzili na zewnątrz. Tym razem jednak nie
skierowali się do Wierzby Bijącej. Severus poprowadził ich w
kierunku błoni, ponieważ punkt aportacyjny znajdował się
tuż za nimi. W wielu miejscach zalegał jeszcze śnieg i kiedy
tylko zeszli z mostu, Harry dostrzegł biegające po błoniach
sylwetki aurorów i czarodziejów oraz ułożone w oddali, na samej
granicy błoni, nieruchome ciała.</p>

<p>Nie potrafił powstrzymać
nieprzyjemnego szarpnięcia w okolicach żołądka, kiedy
zdał sobie sprawę, że to tymczasowe miejsce na sprowadzane z
pola bitwy ciała poległych. Nad niektórymi z nich dostrzegał
przygniecione rozpaczą sylwetki ich bliskich i w jednej z nich
rozpoznał...</p>

<p>Zatrzymał się
gwałtownie, czując, że serce podchodzi mu do gardła.</p>

<p>Severus szarpnął go za
rękę.</p>

<p>- Nawet o tym nie myśl -
usłyszał jego ostry głos.</p>

<p>- Muszę z nim porozmawiać -
odparł Harry, wpatrując się w rude włosy Rona,
klęczącego w śniegu nad jednym z ciał.</p>

<p>- To nie jest dobry pomysł. -
Ton Severusa stał się nerwowy, ale Harry nie chciał go
słuchać.</p>

<p>- Mogę go już nigdy
więcej nie zobaczyć - zaprotestował Harry, wyrywając
rękę z uścisku mężczyzny. - Chcę się z nim
pożegnać.</p>

<p>Nie czekając na jakąkolwiek
odpowiedź ze strony Severusa, ruszył na przełaj przez pokryte
płatami śniegu błonia, omijając przebiegających w
pobliżu aurorów. Słyszał podążające za sobą
kroki Severusa, ale nie miał zamiaru pozwolić mu się
zatrzymać.</p>

<p>Starał się nie
spoglądać na ciała, które omijał, chociaż
wydawało mu się, że dostrzegał wśród nich znajome
twarze. Skupiał się jednak tylko i wyłącznie na wpatrywaniu
się w rude włosy swojego najlepszego przyjaciela, który
klęczał na ziemi, odwrócony do niego tyłem i kiedy Harry
podszedł bliżej, ujrzał... ją.</p>

<p>Hermiona wyglądała jak na
drugim roku. Jakby została spetryfikowana i za chwilę miała
wstać i uśmiechnąć się, mówiąc, że już
wszystko w porządku i żeby się nie martwił. Ale Harry
wiedział, że tego nie zrobi i... i czuł taki okropny, uwierający
ciężar w piersi, który rósł i puchł i w każdej chwili
mógł pęknąć, odbierając mu wszystkie siły. I po
prostu stał, wpatrując się w jej mokre włosy, rozrzucone na
śniegu i bladą, spokojną twarz, walcząc z pieczeniem w
gardle i szczypaniem powiek i usiłując zdusić w sobie rozrywający
wnętrzności, kłujący ból.</p>

<p>Podszedł jeszcze bliżej i
pozwolił, by kolana ugięły się pod nim, kiedy opadł
tuż obok niej i wyciągnął rękę, dotykając
jej lodowatej dłoni. I nie potrafił powstrzymać uczucia, jakby
jego żołądek wywracał się na drugą stronę,
kiedy spojrzał na twarz Rona. Znał go od sześciu lat i jeszcze
nigdy nie widział na jego twarzy... takiego... takiej...</p>

<p>- Ron - wyszeptał cicho, z
trudem zapanowując nad drżeniem głosu. - To ja, Harry.</p>

<p>Oczy Rona rozszerzyły się
gwałtownie, wypełniając się przerażeniem i
zdezorientowaniem. Rozejrzał się wokół siebie, w poszukiwaniu
źródła głosu.</p>

<p>- Jestem naprzeciw ciebie. Mam na
sobie pelerynę-niewidkę - wyjaśnił szybko Harry i
zobaczył, jak spojrzenie przyjaciela koncentruje się na miejscu, w
którym klęczał, pozostawiając w śniegu odciski kolan.</p>

<p>- Harry - wyszeptał Ron
nienaturalnie ściśniętym głosem. - To naprawdę ty?</p>

<p>- Tak, wróciłem. I zabiłem
go. Już nigdy nikogo nie skrzywdzi.</p>

<p>Harry zobaczył, jak oczy Rona
mrużą się, jakby potrzebował dłuższej chwili, aby
przetrawić tę informację.</p>

<p>- Kogo zabiłeś? O czym ty
mówisz?</p>

<p>- Voldemorta. Zabiłem go, Ron. I
tym razem już więcej nie powróci.</p>

<p>Twarz Rona wypełniła
się pełnym osłupienia zdumieniem.</p>

<p>- Ale... jak? Co się stało?
Gdzie byłeś? Dlaczego się ukrywasz? Wszyscy cię
szukają. Jesteś ranny?</p>

<p>- Nie, nic mi nie jest.
Zostawiłem jego ciało we Wrzeszczącej Chacie. Przekaż to
profesor McGonagall. Co się stało ze Śmierciożercami?</p>

<p>Ron wydawał się być
zupełnie otumaniony tym, co usłyszał.</p>

<p>- Oni... nagle wpadli w popłoch
i zaczęli uciekać. I nie wiedzieliśmy, co się stało...
Naprawdę go zabiłeś?</p>

<p>- Tak, Ron. Ale zrobiłem to zbyt
późno. Przepraszam... Przepraszam, że nie zdążyłem jej
uratować.</p>

<p>Twarz przyjaciela ponownie
przykrył cień, a jego usta zacisnęły się w cienką
linię.</p>

<p>Harry spuścił wzrok,
walcząc z rozmywającym mu się przed oczami obrazem.</p>

<p>Bał się zadać
następne pytanie. Bał się, że usłyszy coś, co...</p>

<p>- Co z twoją rodziną? -
zapytał ledwie słyszalnym szeptem.</p>

<p>Ron odparł dopiero po chwili i
Harry usłyszał w jego głosie drżące, z trudem utrzymywane
w ryzach, szarpiące się emocje.</p>

<p>- Fred i George szukają
ciała Billa - odparł Ron, zmienionym dziwnie głosem i Harry
poczuł, jak na dźwięk imienia jego brata, wszystko się w
nim zapada. - Percy jest lekko ranny, a mama i tata są w Świętym
Mungu, przy Ginny. Jest cała poparzona. Nie wiadomo, czy z tego wyjdzie. -
Coś w twarzy Rona zmieniło się, jakby przecięła je
błyskawica trującej nienawiści. - To wina tego skurwiela,
Snape'a. Od początku wiedziałem, że jest zdrajcą. Mam
nadzieję, że jak najszybciej go dopadną i zabiją.</p>

<p>Harry poczuł się tak, jakby
otrzymał prosto w tchawicę cios, który na moment pozbawił go
oddechu.</p>

<p>I w tej samej chwili poczuł
dłoń Severusa, zaciskająca mu się na ramieniu i
szarpiącą nim.</p>

<p>Odwrócił głowę i
ujrzał zmierzającą w ich stronę sylwetkę Kingsleya.</p>

<p>- Ron, muszę iść. Nie
mów nikomu, że mnie widziałeś. Napiszę do ciebie list -
wyszeptał pospiesznie, podnosząc się z kolan.</p>

<p>Ron wydawał się absolutnie
zaszokowany.</p>

<p>- Co? Dlaczego? Dokąd chcesz
iść? Wszyscy na ciebie czekają.</p>

<p>- Nie mam czasu. Odezwę się
wkrótce - odparł szybko Harry, kiedy dłoń Severusa
złapała go za nadgarstek i pociągnęła za sobą i
usłyszał cichy, zdenerwowany syk:</p>

<p>- Musimy iść!</p>

<p>- Czekaj! - zawołał za nim
Ron, zrywając się na równe nogi i rozglądając wokół,
zdezorientowany rozwojem wydarzeń. - Harry, gdzie jesteś?</p>

<p>Harry niemal biegł,
ciągnięty przez Severusa, zmierzającego pospiesznie w
stronę granicy Zakazanego Lasu. Jego serce biło tak głośno,
iż miał wrażenie, jakby cały świat dudnił mu w
uszach.</p>

<p>Wszystko było nie tak.
Chciał się tylko pożegnać, a teraz czuł się tak,
jakby coś rozdrapywało mu wnętrzności, kiedy
przypominał sobie pełne nienawiści słowa Rona.</p>

<p>Bezszelestnie wsunęli się w
cień drzew i Harry poczuł, że Severus go puszcza, aby wypić
antidotum na Eliksir Kameleona, ponieważ pozostawanie pod jego
wpływem uniemożliwiało aportację. Starał się nie
patrzeć na ściągniętą gniewem twarz
mężczyzny, kiedy Severus na powrót stawał się widzialny.
Bez słowa zdjął z siebie pelerynę-niewidkę i ścisnął
ją pod pachą, czekając, aż eliksir całkowicie
przestanie działać i będą mogli się aportować.</p>

<p>- Harry! - Drżący
głos, który nagle dobiegł zza jego pleców sprawił, że po
ciele spłynął mu lodowaty dreszcz. Odwrócił się
gwałtownie, widząc wyłaniającego się zza drzewa Rona,
celującego różdżką prosto w stojącego obok Harry'ego
Severusa. Musiał pobiec po ich pozostawionych w śniegu
śladach... - Odsuń się od tego zdrajcy.</p>

<p>Hary zareagował instynktownie,
ponieważ jego umysł zalała zimna fala przerażenia, całkowicie
uniemożliwiając mu kontrolę nad swoimi działaniami.
Błyskawicznie przysunął się do Severusa, łapiąc
go za rękę i przylegając do niego całym ciałem, aby
osłonić go przed możliwym atakiem. I poczuł, jak w tej
samej chwili Severus wyszarpuje swoją różdżkę, celując
w Rona i sycząc przez zaciśnięte zęby:</p>

<p>- Opuść
różdżkę, Weasley, to pozwolę ci stąd odejść
o własnych siłach.</p>

<p>Ale Ron wydawał się w ogóle
nie słyszeć jego słów. Wpatrywał się w Harry'ego z
pełnym otępiałej grozy niedowierzaniem.</p>

<p>- Co ty wyprawiasz, Harry? Dlaczego
tu z nim jesteś? Dlaczego... - urwał, jakby kolejne słowa nie
chciały mu przejść przez gardło. - Dlaczego, do cholery, go
obejmujesz?</p>

<p>Harry odwrócił głowę,
spoglądając na przyjaciela ponad ramieniem i mając
wrażenie, jakby coś rozdzierało mu serce na pół.</p>

<p>- Ron, nie mogłem ci
powiedzieć, bo i tak nigdy byś nie zrozumiał. Po prostu
opuść różdżkę i pozwól nam odejść.</p>

<p>- Czego bym nie zrozumiał? - Ron
wydawał się coraz bardziej tracić nad sobą panowanie. -
Że rzucił na ciebie jakiś urok i chce cię porwać,
żeby mieć kartę przetargową, kiedy dopadnie go
Ministerstwo?!</p>

<p>- Nie, ty nie rozumiesz...</p>

<p>- To ty niczego nie, rozumiesz,
Harry! On jest zdrajcą i mordercą! Zabił aurorów! Wiesz, do
czego doprowadził?</p>

<p>- Ron...</p>

<p>- Porwał Ginny i
znaleźliśmy ją niemal śmiertelnie poparzoną obok
ciała dyrektora! Jego też mógł zabić! I Hermionę!</p>

<p>- Ron!</p>

<p>- Znalazłem go nad jej
ciałem! Jestem pewien, że to on ją zabił! Kto wie, jakich
jeszcze zbrodni się dopuścił!</p>

<p>- Ron, ja nie potrafię bez niego
żyć!</p>

<p>Słowa, które wykrzyczał
Harry zawisły w powietrzu niczym zamarznięte kryształki lodu,
wypełniając przestrzeń wibrującą ciszą.</p>

<p>Poczuł, jak palce Severusa
mocniej ściskają jego dłoń.</p>

<p>Twarz Rona gwałtownie się
zmieniła. Stała się tak blada jak znajdujący się pod
jego stopami śnieg. I wypełniła się odrazą.
Kąsającą, wykręcającą wnętrzności
odrazą.</p>

<p>Cofnął się o dwa kroki
i wycharczał:</p>

<p>- Nie... to niemożliwe... jak
długo? Ty i on... To... - Jego oczy nagle się rozszerzyły, jakby
uderzyło go coś, co przez cały czas miał na
wyciągnięcie ręki, a nie potrafił tego dostrzec. - Ten
eliksir... to była prawda. Okłamywałeś mnie przez cały
czas. To do niego wymykałeś się przez ostatnie pół roku.
To... to obrzydliwe! Jak mogłeś?! - Jego twarz wykrzywiła
się, jakby zjadł cytrynę i nie mógł uwierzyć w to,
że może ona komukolwiek smakować. - Postradałeś
rozum?! On jest po ich stronie!!!</p>

<p>Harry patrzył na nieregularnie
kręgi, które kreśliła w powietrzu różdżka Rona i
wiedział, że Severus nie ogłuszył go jeszcze tylko i
wyłącznie z jego powodu. Sięgnął więc po
swoją własną różdżkę, odpowiadając
zdecydowanym głosem:</p>

<p>- Nie, Ron. Severus jest po mojej
stronie.</p>

<p>Ujrzał, jak oczy Rona
wypełniają się płomiennym, nieopanowanym poczuciem zdrady i
zanim chłopak zdążył otworzyć usta, Harry
błyskawicznie wyszarpnął swoją różdżkę i
wycelował.</p>

<p>- Expelliarmus!</p>

<p>Różdżka wyrwała
się z ręki Rona, przeleciała kilka metrów i wpadła w
krzaki.</p>

<p>Harry poderwał głowę i
spojrzał wprost w przypatrujące mu się z uznaniem, ciemne oczy.
Poczuł ramię Severusa, przygarniające go bliżej do siebie i
okrywające go czarną peleryną, jakby mężczyzna
starał się odgrodzić go od całego świata i
zamknąć w swoim. Harry słyszał dobiegający gdzieś
z bliska krzyk Rona, ale wydawał się przytłumiony, jakby
dochodził zza szyby:</p>

<p>- Jeżeli z nim odejdziesz, to
przestaniesz dla mnie istnieć! Słyszysz?! Będziesz dla mnie
martwy!</p>

<p>Ale Harry niemal go nie
słyszał. Zamknięty w ramionach Severusa, otoczony przez
czerń, która tłumiła wszelkie dźwięki i światło,
niczym ochronny kokon, z którego już nigdy nie chciał zostać
wyrwany. I pozwolił jej się pochłonąć. Pozwolił,
by zabrała go ze świata, który już go nie potrzebował i
zamknęła w świecie, do którego teraz należał.</p>

<p>Powietrze na ułamek sekundy
wypełniło się iskrami i po chwili w miejscu, w którym jeszcze
przed chwilą stały przyciśnięte do siebie sylwetki,
pozostały jedynie dwie pary odciśniętych w śniegu stóp.</p>

<p>***</p>

<p>EPILOG</p>

<p>Świat za oknem zasnuwały
gęste sznury korali utkanych z grubych, ciężkich kropel,
łączące ciemne, atramentowe chmury ze smaganymi ulewą
krzewami i drzewami, otaczającymi dom niemal ze wszystkich stron.</p>

<p>Padało nieprzerwanie od dwóch
dni i Harry zaczynał się zastanawiać, czy uda mu się
jeszcze złapać ostatnie promienie słońca przed nadejściem
jesieni. Obraz był już prawie skończony. Pozostało mu
jedynie wypełnić światłocienie, a do tego potrzebował
właśnie światła. Nie potrafił tego zrobić z
pamięci, pomimo iż obserwował dom wiele razy, siedząc w
ogrodzie albo latając wokół niego na miotle.</p>

<p>Severus zaszył się w swoim
laboratorium, przygotowując duże zamówienie na eliksiry lecznicze dla
kupca ze Skandynawii i Harry chętnie poszedłby mu pomóc, aby się
czymś zająć, ale po tym, jak ostatnio niemal wysadził w
powietrze całą piwnicę, wolał mu nie przeszkadzać.</p>

<p>Usiadł więc przy biurku,
wygładzając duży kawałek pergaminu i postanawiając
odpisać na ostatni list Luny. Była jedyną osobą, z
którą Harry utrzymywał kontakt od zakończenia wojny. Severus
wysyłał jego listy sowią pocztą z różnych miejsc
Irlandii, aby nikt nie był w stanie ich namierzyć i odbierał je
w tych samych punktach.</p>

<p>Przez chwilę
przyglądał się spływającym po szybie strumieniom wody,
zanim zanurzył pióro w kałamarzu i pochylił się nad
pergaminem, rozpoczynając swą opowieść.</p>

<p>Droga Luno,</p>

<p>wiem, że minęło
już trochę czasu i powinienem napisać wcześniej, ale w
trakcie ostatniej kłótni rozbiłem cały zapas Eliksiru
Wielosokowego i przez miesiąc Severus nie mógł nigdzie wychodzić
i w związku z tym nie mógł też wysłać mojego listu.
Ale tym razem zabezpieczył butelki silnymi zaklęciami, żeby
mieć pewność, że się do nich nie dostanę.</p>

<p>Dziękuję, że
zaopiekowałaś się Hedwigą. Bardzo za nią
tęsknię i żałuję, że nie mogę mieć jej
przy sobie, ale jest zbyt charakterystyczna. Nie mógłbym jej w ogóle
wypuszczać i byłaby tu nieszczęśliwa.</p>

<p>Twoja ostatnia wiadomość
bardzo mnie ucieszyła. To fantastycznie, że Tonks się
polepszyło. To była paskudna klątwa i mam nadzieję, że
magomedycy znajdą w końcu sposób na to, aby całkowicie przywrócić
jej słuch.</p>

<p>Harry dopiero po ośmiu
miesiącach od wojny zdecydował się napisać swój pierwszy
list do Luny, dając jej tym samym znak, że żyje i ma się
dobrze. To właśnie od niej dowiedział się, że Tonks
straciła słuch z powodu klątwy, którą cisnęła w
nią Bellatriks, Neville stracił jedną nogę, ale magomedycy
założyli mu protezę i mógł się poruszać
swobodnie, a Ginny spędziła pół roku w Świętym Mungu.
Przeżyła, chociaż połowę jej ciała i twarzy
szpeciły blizny po oparzeniach, których nie dało się
usunąć za pomocą żadnych znanych środków i
zaklęć.</p>

<p>Bardzo chciałbym przyjechać
na ślub Ginny w przyszłym roku i zobaczyć Was wszystkich, ale
wiem, że Severus nigdy mi na to nie pozwoli. Nawet w pelerynie niewidce
nie mogę się wychylać, zresztą wiem, że nie
byłbym tam mile widziany, w szczególności, gdyby Ron odkrył
moją obecność... Czasami zastanawiam się nad tym, aby
spróbować wysłać do niego list, ale wiem, że podarłby
go bez czytania. Nie sądziłem, że kiedykolwiek dojdzie do tego,
że mój najlepszy przyjaciel będzie mnie nienawidził...</p>

<p>Harry przestał pisać i
zacisnął usta. Nie chciał sobie tego przypominać. Nie
chciał pamiętać słów Rona, ani jego wzroku, kiedy
odchodził z Severusem... to wspomnienie wciąż było zbyt bolesne.
Przywoływało ciemność...</p>

<p>Zacisnął powieki i westchnął
głęboko.</p>

<p>Wiesz, czasami bardzo za nim
tęsknię. I za Hermioną. Pamiętam te czasy, kiedy
myśleliśmy, że nic nie może nas rozdzielić. Że
zawsze będziemy razem. Że uda nam się wyjść cało z
największych kłopotów, bo wspieramy się nawzajem. A potem Hermiona
odeszła i wszystko się rozsypało. Jakby była cementem,
który spajał naszą przyjaźń, a kiedy jej zabrakło to
wszystko runęło i już nie da się tego odbudować. To
miłe z twojej strony, że chcesz z nim porozmawiać, ale
naprawdę szkoda twojego czasu, Luno, bo do niego i tak nic nie dotrze. On
mi nigdy nie wybaczy. Przestałem dla niego istnieć i nic tego nie
zmieni.</p>

<p>Staram się o tym nie
myśleć, ale czasami jest to trudne. Szczególnie w nocy, kiedy
leżę w ciszy, wsłuchując się w oddech Severusa. Kiedy
zamykam oczy, powracam myślami do czasów Hogwartu, do jego zgiełku i
wypełnionych magią korytarzy. I czuję w sobie
narastającą nostalgię, a potem uświadamiam sobie, że
zamieniłem cały ten zgiełk na oddech jednego
mężczyzny... i wiem, że gdyby ktoś mi go odebrał...
równie dobrze mógłby zabrać i mój oddech. I żaden zgiełk
świata nie byłby w stanie mi go przywrócić.</p>

<p>Ale pomimo tego moje myśli i tak
często tam powracają. Przedwczoraj w nocy miałem sen, w którym
znowu przechodziłem korytarzami Hogwartu...</p>

<p>Harry wiedział od Luny, że
McGonagall rozwiesiła w Hogwarcie portrety ku pamięci wszystkich,
którzy zginęli na wojnie.</p>

<p>...i widziałem ich, Luno. Ale
nie na portretach. Widziałem ich w Wielkiej Sali na uczcie. I wiesz co
się stało? Hermiona roześmiała się, wstała i
podbiegła do mnie, ale zanim zdążyłem ją
przytulić, obudziłem się. I kompletnie się rozsypałem.
Płakałem tak głośno, że obudziłem Severusa...</p>

<p>I po tym śnie musiałem
odwiedzić ją na cmentarzu. Wiem, że nie powinienem
wychodzić, ale czułem wewnętrzną potrzebę.
Chciałem z nią porozmawiać. Musiałem... poczuć jej
obecność. I kiedy wróciłem...</p>

<p>Harry otworzył po cichu drzwi,
starając się nie wydać żadnego odgłosu, aby nie
obudzić Severusa, ale kiedy tylko przekroczył próg i jego oczy
padły na oświetlony jedynie płonącym w kominku ogniem
salon... natychmiast zapomniał o wszelkich środkach
ostrożności. Salon był całkowicie zdemolowany. Meble
przestały istnieć, roztrzaskane na wióry, podłoga zaściełana
była potarganymi książkami i kawałkami tynku oraz tapicerki,
jedna z zasłon, która jeszcze pozostała przymocowana do okna
płonęła, podpalona przez przewróconą świecę. I
pośrodku tego oceanu zniszczenia stał on. Severus. Odwrócony
tyłem, z przygarbionymi ramionami i butelką whisky w ręku.</p>

<p>Harry przypatrywał mu się
szeroko otwartymi oczami, nie mając pojęcia, jak zareagować, co
powiedzieć, co zrobić.</p>

<p>- Co tu się, do diabła,
stało? - zapytał drżącym głosem, wchodząc do
salonu i uważając, by nie potknąć się o fragment
zielonego fotela, leżącego na podłodze.</p>

<p>Severus odwrócił się
gwałtownie, wbijając w niego zamglone, rozbiegane spojrzenie. Przez
chwilę wydawał się oceniać, czy Harry jest tyko
halucynacją spowodowaną upojeniem alkoholowym, czy też naprawdę
przed nim stoi. I kiedy jego oczy rozszerzyły się na ułamek
sekundy, a następnie zmrużyły, tworząc dwie wąskie,
czarne szczeliny, Harry już wiedział, że Severus odzyskał
kontrolę nad swoim umysłem.</p>

<p>- Gdzie byłeś? -
wycharczał zdartym głosem, ruszając ku niemu niczym
nadciągające nieuchronnie tornado. Harry cofnął się
pod ścianę, przerażony natarciem, ale w tej samej chwili Severus
przypadł do niego, zaciskając rękę na jego szyi i Harry
poczuł na twarzy jego cuchnący alkoholem oddech. - Wszędzie cię
szukałem! Miałeś nigdy nie opuszczać tego domu bez mojej
zgody, ty bezmyślny, samolubny gówniarzu!</p>

<p>- Przepraszam - wymamrotał
Harry, próbując złapać oddech i rozewrzeć zaciskające
mu się na szyi palce mężczyzny. - Byłem na cmentarzu.
Chciałem tylko odwiedzić Hermionę, a ciebie nie było i
pomyślałem, że to potrwa tylko chwilę i
zdążę wrócić i...</p>

<p>Severus oderwał go od
ściany i rzucił na nią ponownie. Harry zacisnął
powieki, walcząc z zawrotami głowy i słysząc złowrogi,
pełen nieopanowanego gniewu szept tuż przy swoim uchu:</p>

<p>- Nigdy więcej mnie tak nie
zostawiaj. Zawsze muszę wiedzieć, gdzie jesteś. Zawsze!
Jeżeli jeszcze raz będę zmuszony cię szukać, to nie
ręczę za to, co z tobą zrobię, kiedy już cię
znajdę. Zrozumiałeś?</p>

<p>...Spędziłem cały
następny dzień na naprawianiu uszkodzeń. Ja... jeszcze chyba
nigdy nie widziałem go w takim stanie. Co prawda od czasu wojny obaj
się zmieniliśmy, ale on popadł w jakąś obsesję.
Cały czas mnie pilnuje, jakby bał się, że wystarczy,
iż postawię stopę poza domem, a zniknę i nigdy mnie
już nie odnajdzie. I ta myśl paraliżuje go tak bardzo, że
nie jest w stanie spuścić mnie z oka nawet na godzinę...</p>

<p>Harry przerwał pisanie,
słysząc w przedpokoju zbliżające się kroki, które
zatrzymały się tuż obok otwartych na oścież drzwi.
Severus nie pozwalał mu ich zamykać. I wiedział, że jeżeli
by się odwrócił, to ujrzałby skraj jego czarnej peleryny,
wyłaniającej się zza framugi. Nie nachalnie, ale
wystarczająco subtelnie, aby Harry wiedział, że Severus go
pilnuje.</p>

<p>Powrócił do pisania dopiero
wtedy, kiedy usłyszał, że kroki się oddalają i Severus
z powrotem schodzi do swojego laboratorium.</p>

<p>Czasami mnie to denerwuje. Bycie pod
stałym nadzorem, jakby w każdej chwili coś miało
wyskoczyć na mnie z krzaków i mnie porwać. Czuję się...
spętany. Skrępowany jego obsesyjnym strachem. Nawet, kiedy wychodzę,
aby polatać na miotle... widzę go w dole, jak zajmuje się swoimi
magicznymi ziołami, które później wykorzystuje do warzenia mikstur. I
to nie powinno być dziwne, że Severus spędza w ogrodzie tak
wiele czasu, doglądając swoich roślin, ponieważ ma bardzo
wiele zamówień od zagranicznych kupców... ale wiem, że robi to
również dlatego, aby mieć mnie na oku. Kilkakrotnie prosiłem go,
aby rozciągnął ochronną barierę z
siedemdziesięciu, do przynajmniej stu metrów wokół domu, ale za
każdym razem odmawia. Nie da się wykonywać manewrów na miotle na
tak niewielkiej przestrzeni, a nie wolno mi przekroczyć granicy,
ponieważ wtedy ktoś mógłby mnie zauważyć. Ale wiem,
że nie powinienem go naciskać. Rzucił na dom najsilniejsze
ochronne i maskujące zaklęcia, jakie tylko udało mu się
wyszukać w naszej bibliotece. Wykonał naprawdę ogromną
pracę, aby ukryć nas przed całym światem i nie
dopuścić do tego, by ktokolwiek wpadł na nasz ślad.
Ministerstwo może go sobie szukać listami gończymi, ale nigdy
nas tutaj nie znajdą. A tak w ogóle, to dziękuję za te portrety
pamięciowe, które mi ostatnio przysłałaś...</p>

<p>- Severusie! Patrz, co dostałem
od Luny!</p>

<p>Harry wpadł do znajdującego
się w piwnicy laboratorium, trzymając w rękach dwa ogromne
portrety pamięciowe.</p>

<p>Severus poderwał głowę
znad parującego kociołka i obrzucił je beznamiętnym
spojrzeniem.</p>

<p>- Wyznaczyli za nas nagrodę.
Zresztą sam posłuchaj. - Odchrząknął i
zaczął czytać. - Poszukiwany Severus Snape. Niebezpieczny
Śmierciożerca. Oskarżony o zdradę, zamordowanie trzech
aurorów i niezliczonej liczby Mugoli, popełnienie kilkudziesięciu
zbrodni, w tym wielokrotne użycie Klątw Niewybaczalnych oraz
uprowadzenie Harry'ego Pottera. Nagroda za jakąkolwiek informację o
miejscu jego pobytu i pomoc w złapaniu tego okrutnego mordercy -
pięć tysięcy galeonów. - Harry zagwizdał. - Pięć
tysięcy galeonów? No no, ustawiłbym się do końca
życia. A tak w ogóle, to skoro już mnie uprowadziłeś, do
dlaczego do tej pory nie zażądałeś za mnie jakiegoś
ogromnego okupu? Wyobrażasz sobie, ile Ministerstwo byłoby w stanie
zapłacić za pogromcę Tego, Którego Imienia Nie Wolno Było
Kiedyś Wymawiać? - Harry zignorował mordercze spojrzenie, które
posłał mu Severus i przeszedł do drugiego portretu. - Kurcze, to
chyba zdjęcie jeszcze z czasów Turnieju Trójmagicznego! Zaginiony Harry
Potter. Bohater Wojenny, który uwolnił Czarodziejski Świat od terroru
Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Hary skrzywił się
niemiłosiernie, kątem oka widząc, że Severus posyła mu
jeden ze swoich najlepszych szyderczych uśmiechów. Zignorował go
jednak i kontynuował: Ostatni raz był widziany w towarzystwie
poszukiwanego niebezpiecznego przestępcy, Severusa Snape'a. Prawdopodobnie
został przez niego uprowadzony. Może być więziony i
przetrzymywany wbrew swej woli lub pod działaniem klątwy Imperius.
Nagroda za jakąkolwiek informację o miejscu jego pobytu - dwa
tysiące galeonów. Ciekawe, czy gdybym sam się zgłosił, to
też by mi ją wypłacili, jak myślisz? - zapytał
drwiąco, rzucając Severusowi dwuznaczne spojrzenie. - Zresztą
zauważyłeś, że w świetle tego portretu wychodzisz na
pedofila, który porwał czternastolatka?</p>

<p>Ale Severus wydawał się nie
być w ogóle rozbawiony jego żartami. Piorunował go jedynie coraz
bardziej miażdżącym spojrzeniem, aż w końcu
wysyczał przez zaciśnięte zęby:</p>

<p>- Jeżeli zaraz nie zabierzesz mi
stąd tych śmieci, to będą musieli dopisać mi do listy
jeszcze jedno morderstwo.</p>

<p>Czasami Severus w ogóle nie potrafi
poznać się na żartach. A już szczególnie
przewrażliwiony jest, kiedy uczy mnie warzyć jakiś skomplikowany
eliksir. Dlatego tak bardzo lubię chwile samotności, kiedy mogę
po prostu siedzieć w ciszy i malować, podczas gdy on zajmuje się
swoimi miksturami. Potrzebowałem odskoczni. Dawniej był nią
Quidditch, ale odkąd nie mam możliwości, aby w niego grać,
ba, nie mam nawet możliwości, aby swobodnie polatać na miotle,
musiałem poszukać czegoś innego. Czegoś, co dałoby mi
namiastkę wolności. A proces tworzenia daje naprawdę ogromne
poczucie wolności. Severus pomógł mi zaadaptować jeden z pokoi
na piętrze na pracownię. Mam całą masę farb i
magicznych pędzli. Udało mi się już stworzyć kilka
obrazów i najbardziej lubię ten moment, kiedy po przebudzeniu,
wchodzę do salonu i widzę mój nowy obraz wiszący na ścianie
nad kominkiem. I wiem, że skoro to nie ja go tam powiesiłem, to oznacza,
że mogła to zrobić tylko jedna osoba. I czuję... takie
ciepło w środku. Chociaż przez ostatni incydent Severus
przestał wieszać moje nowe obrazy, a to chyba oznacza, że
wciąż się na mnie gniewa... Chciałem tylko wydobyć
barwę płonącego ognia z Ognilizd, ale zapomniałem o
założeniu rękawic ze smoczych łusek i trochę
narobiłem rabanu, kiedy Ognilizdy rzuciły się na mnie i mnie
poparzyły. No i niestety Severus to usłyszał...</p>

<p>Harry krzyczał i rzucał
się po pokoju, przewracając sztalugi, obrazy oraz wiadra z farbami i
próbując oderwać poparzonymi palcami przypominające pijawkę
stworzenie od swojego ramienia i zrzucić kolejną, która
przyssała się do jego stopy. Miał wrażenie, jakby do jego
żył wlewano płynną lawę, która sprawiała, że
jego umysł płonął, a oczy zasnuwały się
parującą mgłą. Wpadł na krzesło i zwalił
się na podłogę w tej samej chwili, w której drzwi do pracowni
otworzyły się gwałtownie, uderzając o ścianę.</p>

<p>- Impervius! - Pomieszczenie
wypełniło się donośnym, chrapliwym okrzykiem i Harry
poczuł, że obie pijawki odpadają od jego ciała i z
plaśnięciem lądują obok na podłodze. - Reducto!</p>

<p>Usłyszał dwa niewielkie
wybuchy, ale tak bardzo kręciło mu się w głowie, że
nie był w stanie nawet się rozejrzeć, aby zobaczyć, co
się wydarzyło i po prostu zamknął oczy, zwijając
się w kłębek na chłodnej podłodze. Czuł
płynący przez jego żyły ogień, który wydawał
się rozgrzewać jego ciało w zastraszającym tempie i
doprowadzać je do coraz wyższej gorączki. Usłyszał
szybko zbliżające się kroki i po chwili jego rozpalonego
czoła dotknęła lodowata dłoń. Usłyszał nad
sobą syknięcie, ale nie zwrócił na nie uwagi, łapiąc
tę zimną dłoń i przesuwając ją na swój policzek.
Ulga, którą przynosiła, była niemal osłabiająca.</p>

<p>- Przepraszam - wyszeptał, kiedy
Severus zabrał dłoń. - Nie gniewaj się. - Poczuł
wsuwające mu się pod ramiona i nogi ręce, które uniosły go
z podłogi. - Nic mi nie jest - wymamrotał, opierając
głowę o ramię Severusa i owijając ręce wokół jego
szyi.</p>

<p>Severus go gdzieś niósł i
dopiero, kiedy Harry poczuł dotykający jego skóry chłód
pościeli, zrozumiał, że znalazł się w łóżku.
Czuł, jak przepocone ubranie klei mu się do skóry, ale Severus szybko
uwolnił go ze wszystkich części garderoby i po chwili jego
oparzeń dotknęły trzęsące się, blade dłonie,
smarując je przynoszącą ulgę, chłodną
maścią. Na chwilę uchylił powieki, aby zobaczyć,
dlaczego Severus w ogóle się do niego nie odzywa, ale kiedy ujrzał
bladą, napiętą twarz, zaciśnięte usta i
drżące w czarnych oczach emocje, zrozumiał, że Severus jest
na niego zły.</p>

<p>- Przepraszam - powtórzył,
ponownie zamykając rozpalone powieki, ponieważ nie był w stanie
utrzymać ich otwartych i poczuł, że Severus unosi jego
głowę i wlewa mu w usta jakiś gorzki płyn, który sprawił,
że umysł Harry'ego stał się jeszcze cięższy i
zamglony.</p>

<p>I kiedy Harry powoli
odpływał w krainę snów, przez cały czas czuł dotyk
warg na swoich dłoniach. A potem te wargi zaczęły
sunąć po jego skórze, do ramienia i z powrotem. Łaskotały
go i to było przyjemne.</p>

<p>Obudził się dopiero w
środku nocy. Gorączka niemal całkowicie opadła, a Severus
spał w fotelu obok łóżka, z twarzą pochyloną do przodu
i ukrytą pod kurtyną ciemnych włosów.</p>

<p>...nie odzywał się potem do
mnie przez cały dzień. No, jeśli nie liczyć zwyczajowej
tyrady, że jestem nieodpowiedzialnym, bezmyślnym bla bla bla i
że nie potrafię wykonać nawet tak bezpiecznej czynności jak
malowanie, nie narażając przy tym swojego życia. I że
powinien mnie przywiązać do siebie na łańcuchu, żebym
zawsze był na widoku, bo z moimi zdolnościami mogę zrobić
sobie krzywdę nawet przy schodzeniu po schodach. Ale i tak wieczorem,
kiedy siedział w swoim fotelu, podszedłem do niego i usiadłem mu
na kolanach tak jak zawsze to robiłem, mając nadzieję, że
już się na mnie nie gniewa. Nie chciałem stracić naszego
wieczornego rytuału, który jest najprzyjemniejszą
częścią dnia. Severus zazwyczaj siada w swoim fotelu przed
kominkiem, zagłębiając się w kolejnej książce, a
wtedy ja wdrapuję mu się na kolana, przytulam do niego i proszę,
żeby mi czytał. I robi to. Uwielbiam słuchać jego
głosu, nawet jeśli czyta nudne rozprawy naukowe na temat magicznych
roślin albo niuansów w sposobie przygotowania eliksirów. Ale tym razem
było inaczej. Wiesz co zrobił? Sięgnął po
leżącą na stoliku książkę, którą musiał
zabrać wcześniej z biblioteki i zaczął mi czytać
cały rozdział o Ognilizdach, włączając
niebezpieczeństwo i skutki uboczne, które mogą nastąpić po
ich dotknięciu. To było bardzo wredne i uważam, że przesadził.</p>

<p>Ale i tak cieszę się z tego
wieczoru. Ponieważ zdarzają się takie wieczory, których w ogóle
nie chciałbym pamiętać...</p>

<p>Harry przerwał pisanie i
zapatrzył się w okno. Na zewnątrz zapadał zmrok i Harry
miał wrażenie, jakby przez szybę wlewał się gęsty
syrop nocy. Powinien zapalić stojącą obok świecę. By
rozgoniła niepokój, który zakradał się po ścianach i
pełzł po suficie, próbując go dosięgnąć i
złapać za gardło. Słyszał bicie własnego serca.
Coraz mocniejsze i szybsze.</p>

<p>Zagryzł wargę i ponownie
zanurzył pióro w kałamarzu, odrywając spojrzenie od
majaczących w kątach cieni.</p>

<p>Wiem, że panuje pokój. Wiem,
że uwolniliśmy Czarodziejski Świat od strachu. Wiem, że
jego już nie ma i że nigdy nie wróci. Ale czasami... czasami
czuję go w sobie. Czuję jego nienawiść, czuję jak ona
rośnie we mnie, jak mnie wypełnia i ja wtedy... nie potrafię
tego kontrolować. Luno, mam wrażenie, że jestem nim.
Pamiętam jego wspomnienia, pamiętam jego emocje, pamiętam jego
myśli, jego lód... pamiętam jego ciemność i coś
się ze mną dzieje i pogrążam się w tym mroku.
Widzę ich twarze, słyszę ich krzyki. I chcę jeszcze
więcej, chcę ich cierpienia, jeszcze więcej i czuję do
siebie odrazę. Czuję jak ten lód ogarnia moje wnętrze i tak
bardzo się nienawidzę. Za wszystko, co im zrobiłem, chociaż
wiem, że to nie ja, że to on... ale wtedy tak nie myślę i
wydaje mi się, że to wszystko naprawdę stało się
przeze mnie i muszę to w sobie zabić. Muszę się
ukarać, muszę to z siebie wyrwać, ponieważ przypomina jad,
który wypala mnie od środka, niszcząc wszystkie moje uczucia i tak
bardzo wtedy potrzebuję... czegoś... kogoś... i sięgam po
niego. Gdziekolwiek jest. W swoim laboratorium, w ogrodzie, w kuchni...
potrzebuję go, potrzebuję, by to ze mnie wyrwał, by
przegonił mrok, by mnie ukarał za wszystko, co im zrobiłem. I
robi to. Wypełnia mnie gorącem i swoim penisem, wypełnia mnie
bólem, na który zasłużyłem, pieprzy mnie dopóki nie zaczynam
kwilić, a wtedy robi to jeszcze mocniej, wciskając moją
głowę w podłogę, albo w ścianę i
wykręcając mi ręce, kiedy mimowolnie zaczynam się
bronić, znacząc moją skórę zadrapaniami i odciskami swoich
palców, bez litości wdzierając się zarówno w moje ciało jak
i w umysł i rozdzierając wszystko tak długo, dopóki
ciemność nie podda się i nie wycofa, a przez
wydrążoną szczelinę nie wniknie światło i znowu
jestem w stanie oddychać. I zapominam o tym, jak brudny byłem jeszcze
chwilę temu. Nareszcie czuję się czysty. Tylko on potrafi mnie
oczyścić. Tylko on ma wystarczająco dużo siły, aby
mnie zmiażdżyć i wycisnąć ze mnie ten jad, który wnika
do mojego umysłu i przejmuje nade mną kontrolę. Tylko on potrafi
okiełznać to, co we mnie rośnie za każdym razem, kiedy
pogrążam się w mroku. Zawsze pilnuje, by wszędzie
paliły się świece. Nigdy nie pozwala, by w jakimkolwiek
pomieszczeniu zapanowała ciemność. Ale czasami poszukuję
tej ciemności. Chcę się w niej pogrążyć.
Potrzebuję jej. A światło mi przeszkadza. Ale ostatnim razem
naprawdę się na mnie wściekł, kiedy to zrobiłem. Kiedy
zgasiłem świece i zasłoniłem okna i usiadłem pod
ścianą, pogrążając się w mroku, ale nie
miałem dużo czasu, ponieważ od razu mnie znalazł...</p>

<p>Harry usłyszał
pośpieszne kroki, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem,
wpuszczając do pokoju światło z korytarza.</p>

<p>- Ty cholerny smarkaczu!</p>

<p>Z trudem wypłynął na
powierzchnię zamykającego mu się nad głową mroku i
skierował zamroczone spojrzenie na stojącego w drzwiach
mężczyznę. Severus miał na sobie tylko ręcznik,
owinięty wokół bioder. Na jego ciele lśniły krople wody, a
wilgotne włosy przykleiły się do czoła i ramion.</p>

<p>Wszystko było zamazane, ale
Harry miał wrażenie, że mężczyzna podchodzi do niego i
szarpnięciem stawia go na nogi, a później ciągnie go za
sobą przez korytarz, którego ściany i sufit zamykały mu się
nad głową, a z każdego kąta wyłaniała się
zakrwawiona twarz i usiłujące go pochwycić, zakończone
szponami ręce.</p>

<p>Niemal się zachłysnął,
kiedy Severus brutalnie wrzucił go pod prysznic i odkręcił
lodowatą wodę. Otrzeźwienie przyszło tak
błyskawicznie, jak jeszcze nigdy i Harry przez chwilę krztusił
się wodą, próbując wydostać się spod prysznica, ale
Severus przytrzymywał go mocno, nie pozwalając mu uciec. Jego ubranie
nasiąknęło wodą, przywierając mu do ciała, ale
wycofujący się pospiesznie mrok, pozostawił w nim
ziejącą, czarną pustkę i bród, którego woda nie była w
stanie zmyć.</p>

<p>Harry uniósł zalewane zimnymi
strumieniami powieki i odnalazł wbite w siebie, lśniące, czarne
oczy. Całe jego ciało trzęsło się z zimna,
walcząc ze wstrząsem anafilaktycznym i zaciskającymi mu się
na szyi, lodowatymi palcami przerażenia.</p>

<p>Wyciągnął
dłoń i sięgnął pod ręcznik, zaciskając
ją wokół ciepłego ciała i czując, jak rozgrzewa jego
dłoń i twardnieje mu pod palcami.</p>

<p>- We mnie - wyszeptał z trudem,
przesuwając dłonią po emanującej żarem erekcji
Severusa. - Wypełnij mnie.</p>

<p>Potrzebował jego gorąca.
Potrzebował ognia, który zaleje jego wnętrze wrząca lawą,
rozgrzewając go, wypłukując bród i uciszając... głód.</p>

<p>Severus zareagował
błyskawicznie. Odwrócił go, szarpnięciem zsunął jego
spodnie i slipy na uda, przycisnął go do szklanej kabiny i...
wypełnił go.</p>

<p>I Harry czuł, jak żar
rozchodzi się po jego ciele, jak każde pchnięcie rozpala w nim
iskry ognia, które płyną przez żyły, docierając do
wszystkich, nawet najciemniejszych miejsc, rozjaśniając je. Jak penis
Snape'a trze o ścianki jego nieprzygotowanego wejścia,
wywołując coraz potężniejsze eksplozje gorąca.
Lodowate strumienie wody spływały mu po plecach, ale prawie w ogóle
tego nie czuł. Liczył się tylko odgłos bioder
uderzających w jego biodra i dłonie Severusa zaciskające
się na jego opartych o kabinę dłoniach, długie palce
splecione z jego palcami, zęby wgryzające mu się w ramię i
gorące pomruki podrażniające jego szyję. I to
obezwładniające uczucie zniewolenia, kiedy jego ciało
poddawało się pchnięciom, kiedy przestawało walczyć i
po prostu przyjmowało ten zagłębiający się w nim
żar, pozwalając mu w sobie rosnąć i pragnąc, by
sięgnął jeszcze głębiej, jeszcze dalej, by
wypełnił każdą szczelinę, wlał się w
każde zagłębienie i pozostał w nim już na zawsze.</p>

<p>Nikt inny nie potrafiłby tego
dokonać. Nie byłby wystarczająco brutalny, wystarczająco
bezwzględny. I wiem również, że w takich chwilach... to pomaga
również jemu. Karmi jego własną ciemność. Jego
własne, nienasycone pragnienie, które co jakiś czas musi zostać
zaspokajane, aby nie przejęło nad nim kontroli.</p>

<p>Kto raz stał się
Śmierciożercą, nigdy nie przestaje nim być. Nigdy nie
zwalczy w sobie głodu krwi i cierpienia. Może go zagłuszyć,
ale po pewnym czasie głód stanie się zbyt silny, by można
było nad nim zapanować i wtedy nic nie będzie w stanie go
powstrzymać. Dlatego tak ważne jest regularnie karmienie.</p>

<p>Obaj mamy swoje demony, które nas
prześladują. I czasami tę ciemną sylwetkę, która
wypełnia całe moje lustro, cały mój świat... zalewa
gęsta ciemność, wnikając we wszystkie szczeliny jego duszy,
wszystkie stworzone przez mrok blizny, wypełniając je na powrót
trującą nienawiścią. I wtedy jest popękany i
muszę bardzo uważać, żeby się nie skaleczyć...
ale i tak czasami mi się nie udaje i ranię się o jego ostre
odłamki.</p>

<p>Harry stał jak
sparaliżowany w salonie i patrzył na Severusa odzianego w szaty
Śmierciożercy. Na jego zimy, odległy wzrok utkwiony w
ścianie, na rękę zaciśniętą mocno na
różdżce, na jego wykrzywione wargi i pozbawione emocji, blade
oblicze.</p>

<p>Zdawał się zupełnie
nie kontaktować, pogrążając się w swoim świecie,
w którym istniał jedynie mrok i Harry wiedział, że po raz
kolejny jego demon go odnalazł.</p>

<p>- Severusie - wyszeptał,
podchodząc do niego powoli i przez cały czas obserwując
dłoń, w której mężczyzna ściskał swoją
różdżkę. - Musisz do mnie wrócić.</p>

<p>Ostrożnie dotknął jego
ramienia i wtedy spojrzenie Severusa oderwało się od ściany i
wykute z czarnego lodu oczy spoczęły na nim, przeszywając go
niczym piorun i w tej samej chwili ręka Severusa wystrzeliła w
górę, zaciskając mu się na gardle z
miażdżącą siłą.</p>

<p>- To ja, Severusie - wycharczał Harry,
próbując rozewrzeć jego palce i złapać oddech. - Wróć
do mnie. Błagam.</p>

<p>Wciąż pamiętał
pierwszy raz. Nie wiedział wtedy, co się dzieje, dlaczego Severus
nagle zaczął zachowywać się tak, jakby go nie
rozpoznawał i kiedy Harry próbował go zatrzymać, popchnął
go tak mocno, że Harry rozwalił sobie łokieć o jedną z
półek i dlaczego nie było go niemal przez pół nocy, a kiedy
wrócił, na jego szacie i dłoniach była krew... Nie pytał,
co się stało. Nie chciał wiedzieć. Po prostu podszedł
i wtulił się w niego, dziękując wszystkim duchom, za to,
że do niego wrócił i starając się powstrzymać
szarpnięcia żołądka, kiedy Severus uniósł
zakrwawioną dłoń i dotknął jego policzka i Harry
poczuł w sobie porażające nerwy przerażenie,
uświadomiwszy sobie, iż jeszcze chwilę temu ta dłoń
mogła kogoś zabić...</p>

<p>Ale tym razem nie pozwoli mu
odejść. Nie puści go. Nie pozwoli mu wkroczyć samotnie w
ciemność.</p>

<p>- Uderz mnie, jeśli chcesz.
Zrań mnie. Ukarz mnie. Ale nie odchodź - wyszeptał,
wbijając twarde spojrzenie wprost w wypełnione czernią
szczeliny, które wydawały się wdzierać niemal wprost do jego
duszy.</p>

<p>I Severus zrobił to. Rzucił
go na podłogę i nakarmił się nim do syta.</p>

<p>I wrócił.</p>

<p>A potem bardzo długo
całował jego twarz.</p>

<p>I wszystkie ślady, które jego
zęby i palce pozostawiły na ciele Harry'ego.</p>

<p>Wciąż musimy się
nawzajem pilnować, ponieważ to, co nam grozi nie jest materialne i
nie możemy po prostu odgrodzić się od tego ochronną
barierą, jak od całego świata. To niewidzialny wróg, którego
nigdy nie pokonamy, ponieważ kiedy raz zapuści korzenie w twojej
duszy, to nigdy nie uda się go już wyplenić. Dokładnie tak,
jak mówił Severus. Możemy jedynie próbować się nawzajem
ochraniać. Dlatego zawsze, kiedy zasypiam, czuję na sobie jego wzrok.
Kiedy wyrywam się ze snu w środku nocy, czuję obejmujące
mnie ramiona. Zawsze jest tuż obok. Oprócz poranków.</p>

<p>Za każdym razem, kiedy się
budzę, jego już nie ma. Nie mam pojęcia, o której wstaje,
chociaż czasami wydaje mi się, że pamiętam, jak
ostrożnie uwalnia mnie ze swoich ramion i kładzie moją
głowę na poduszce, a następnie bezszelestnie wyślizguje
się z sypialni. Nie mamy w niej okien, więc nigdy nie wiem, która
jest godzina i czasami okazuje się, że kiedy w końcu
wstaję, jest już niemal przed południem. Ale nie przeszkadza mi
to, że go nie ma. Nie. Ponieważ wiem, że kiedy tylko wyjdę
z sypialni i w piżamie udam się do kuchni... na stole będzie
czekało na mnie śniadanie. I cynamonowa kawa. I wiem, że kiedy
wezmę tacę do rąk i wyjdę z nią na taras, zobaczę
go w ogrodzie, pochylonego nad ziołami...</p>

<p>Harry odstawił tacę ze
śniadaniem na drewniany stół i rozejrzał się po ogrodzie.
Słońce stało już wysoko i nawet pomimo cienia, Harry
czuł, jak ziemia i otaczające dom krzewy i drzewa prażą
się w jego promieniach. Severus kucał przy wnykopieńkach,
przycinając przyschnięte pędy. Nawet w upale miał na sobie
czarne spodnie i czarną koszulę o długich rękawach. Harry
zszedł boso po dwóch stopniach i przeszedł przez nagrzaną
słońcem ścieżkę, zmierzając wprost ku ukrytej
wśród zieleni, ciemnej postaci.</p>

<p>- Dzień dobry, Severusie -
powiedział cicho, pochylając się i obejmując go od
tyłu ramionami. Severus nie wydawał się zaskoczony. Nie
przerwał pracy ani nie odwrócił głowy.</p>

<p>- Zastanawiam się, kiedy w
końcu pobijesz wszelkie rekordy i wstaniesz w południe? W chwili
obecnej brakuje ci jedynie dziewiętnastu minut, aby
osiągnąć ten wynik.</p>

<p>- To twoja wina - obruszył
się Harry, opierając brodę na jego obojczyku i wpatrując
się w jego szczupłe dłonie, z wprawą zajmujące
się niesfornymi pędami. - Gdybyś nie zmuszał mnie co noc do
takich akrobacji, to nie byłbym później taki zmęczony i
wstawałbym o przyzwoitej porze.</p>

<p>- No popatrz, a ja zawsze
sądziłem, że osiemnastolatkowie powinni być w lepszej
formie niż ich dwukrotnie starsi partnerzy.</p>

<p>- Och, ale ja nie mam
dwudziestoletniego doświadczenia, jak niektórzy - odgryzł się
Harry.</p>

<p>- Potter, czy naprawdę chcesz
mnie zdenerwować już z samego rana? - zapytał ostrzegawczo
Severus.</p>

<p>- Przecież mamy południe,
Severusie - odparł Harry, parskając śmiechem.</p>

<p>To nie jest tak, że jestem
śpiochem, czy coś. Czasami próbuję wstać wcześniej i
raz mi się to nawet udało, ale akurat wtedy padał deszcz i
wyszedłem w piżamie do ogrodu, bo zobaczyłem, że zbiera
składniki, w ogóle nie przejmując się deszczem i tym, że
może się przeziębić i oczywiście zakończyło
się to karczemną awanturą. Bo przecież on może
moknąć, ale ja już nie mogę. Chociaż nie powinienem
nazywać tego awanturą, a raczej drobną sprzeczką.
Ponieważ nasze zwyczajowe kłótnie przypominają raczej małe
trzęsienia ziemi. Niszczycielskie tajfuny, które zmiatają wszystko na
swojej drodze, aż pozostają tylko parujące zgliszcza i...
jątrzący się pod nimi, nieugaszony żar, który tylko czeka
na to, aby rozpalić się gorącym płomieniem.
Zauważyłem, że mój opór działa na niego jeszcze bardziej
stymulująco. Zamienia się wtedy w dziką, nieokiełznaną
bestię. Nauczyłem się ją kontrolować, ale czasami jest
to naprawdę trudne.</p>

<p>Harry stał z
zaciśniętymi pięściami, tyłem do drzwi. Pokój
wyglądał jakby przeszło przez nie tornado. I po części
była to prawda. Nie wiedział ile czasu minęło odkąd
wybiegł z sypialni i trafił tutaj, rozwalając i niszcząc
wszystko, co znajdowało się w pomieszczeniu.</p>

<p>Severus nigdy nie pozwalał mu
zbyt długo pozostać samemu po kłótni. I tym razem również
nie trwało to długo.</p>

<p>Harry usłyszał kroki.</p>

<p>- Znowu będę musiał po
tobie sprzątać. - Głos Severusa był cichy i łagodny.</p>

<p>Harry nie odwrócił się, nie
wykonał żadnego gestu. Wbijał drżący wzrok w
ścianę, czując w sobie płomienie gniewu. Kiedy kroki
zbliżyły się i Severus stanął tuż za nim, Harry
błyskawicznie odsunął się i wysyczał:</p>

<p>- Odejdź. Chcę być
sam.</p>

<p>Ale Severus nie zareagował na te
słowa, tylko ponownie się do niego zbliżył.</p>

<p>- Chodź do sypialni -
wyszeptał i zanim Harry zdążył się odsunąć,
poczuł oplatające go od tyłu ramiona, które zatrzymały go w
miejscu. Szarpnął się, próbując się wyrwać, ale
Severus wzmocnił uścisk i przyciągnął go do swojej
klatki piersiowej, pochylając mu się do ucha i szepcząc: -
Porozmawiamy o tym jutro. Teraz uspokój się i chodź ze mną do
łóżka.</p>

<p>Harry czuł jego erekcję,
przyciskającą mu się do pleców. Słyszał jego chrapliwy
oddech tuż przy uchu. Zawsze tak było. Zawsze po kłótniach
przychodził po niego i zaciągał go do łóżka.</p>

<p>- Dlaczego miałbym to
zrobić? - zapytał ozięble, próbując uwolnić się
od jego ramion i zapachu. I ciągnącego się w powietrzu,
gęstego jak syrop podniecenia. - Dlaczego miałbym spełnić
twoją prośbę?</p>

<p>- Ponieważ to nie była
prośba - usłyszał niską, gardłową odpowiedź
i w tej samej chwili poczuł jego gorący język na swojej szyi,
jakby Severus nie był w stanie już dłużej
powstrzymywać swego głodu. - Muszę cię mieć.</p>

<p>To działało niemal zawsze.
Harry nie potrafił mu się oprzeć. Nie, kiedy te smukłe
dłonie zagarniały go z taką zachłannością, kiedy
ten niski głos sączył mu się do ucha niczym słodki,
lepki eliksir.</p>

<p>Ale tym razem nie pozwoli mu
zwyciężyć. Tym razem to on zdobędzie nad nim przewagę!</p>

<p>Z największym wysiłkiem
wyrwał się z pajęczyny ramion, palców i języka i
odwrócił do Severusa przodem, posyłając mu najchłodniejsze
spojrzenie, jakie w chwili obecnej potrafił z siebie wykrzesać.</p>

<p>- Błagaj - wysyczał
wyniośle, patrząc wprost w czarne, lśniące oczy naprzeciw.
- Błagaj o to, abym pozwolił ci mnie mieć.</p>

<p>W oczach Severusa
zapłonęło coś gorącego. Mężczyzna
znalazł się przy nim w jednym kroku, łapiąc go za
włosy i przyciągając do swoich warg. I Harry poczuł, jak
Severus atakuje językiem jego usta, wgryzając się w nie
zębami i zmuszając go do rozchylenia ich, a potem pochłania je w
pocałunku, tak gwałtownym i zachłannym, iż kolana Harry'ego
ugięły się, a całe ciało pokryło się
misterną siatką dreszczy i dopiero po chwili zdał sobie
sprawę z tego, że mężczyzna kieruje jego dłoń w
swoje spodnie, zmuszając go do zaciśnięcia palców wokół
swojej twardej, gorącej erekcji i szepcząc mu wprost w usta
ochrypłym, ciężkim od potrzeby głosem:</p>

<p>- Czy takie błaganie wystarczy?</p>

<p>Nie wiem, w jaki sposób to robi,
że jednym gestem, jednym zdaniem, jednym dotykiem potrafi rozbić w
pył całą moją kontrolę i zapominam o wszystkim, o
wszystkich postanowieniach i o tym, co zrobił... i po prostu mu ulegam.</p>

<p>Ale ja też mam na niego sposoby.
Nauczyłem się kilku zagrań, które działają niemal za
każdym razem. Chociaż nie sądziłem, że pokłócimy
się nawet o obraz. Pracowałem nad nim niemal przez miesiąc. W
końcu, zadowolony z siebie, powiesiłem go w sypialni i poszedłem
pod prysznic, a kiedy wróciłem...</p>

<p>Harry wyszedł z łazienki i
kiedy zobaczył, że Severus leży już w łóżku,
trzymając w rękach książkę, jego pierwszą
reakcją było zerknięcie na obraz, który przed chwilą
powiesił na ścianie. Był ciekaw, jak Severus na niego zareaguje,
w jaki sposób go skomentuje i czy w ogóle obraz mu się spodoba, ale kiedy
tylko jego wzrok padł na ścianę...</p>

<p>Harry poczuł, jak do
żołądka wlewa mu się chłód rozczarowania.</p>

<p>Obrazu nie było.</p>

<p>Wiedział, że ryzykuje,
wieszając go bez pytania. Severus był niezwykle skrupulatny i
pedantyczny, jeżeli chodziło o umiejscowienie wszystkich
znajdujących się w sypialni rzeczy. Ale, do diabła... to
była też jego sypialnia!</p>

<p>Severus nie powinien był...
powinien wykazać chociaż odrobinę... akceptacji.</p>

<p>Harry zacisnął usta i
oderwał spojrzenie od pustej ściany, odwracając się z
powrotem do leżącego w łóżku mężczyzny i był
niemal pewien, że wzrok Severusa błyskawicznie zsunął
się na książkę.</p>

<p>Nie zastanawiając się ani
chwili dłużej, podszedł do łóżka i szarpnięciem
zerwał z niej poduszkę, a następnie otworzył jedną z
szafek i wyciągnął z niej koc, po czym ostentacyjnie
odwrócił się plecami do zaskoczonego mężczyzny i
ruszył w stronę drzwi.</p>

<p>- Dokąd się wybierasz? -
zapytał ostro Severus.</p>

<p>- Idę spać na kanapę -
oświadczył Harry, otwierając z rozmachem drzwi i
przekraczając próg.</p>

<p>- Nigdzie nie idziesz. Natychmiast
wracaj do łóżka.</p>

<p>TRZASK!</p>

<p>Harry zatrzasnął za sobą
drzwi i rozejrzał się po salonie. Jak do tej pory wszystko
poszło dobrze. Zapomniał tylko o jednej, niewielkiej przeszkodzie -
nie mieli kanapy. W salonie stały tylko dwa fotele. Czarny i zielony.
Drewno w kominku jeszcze się żarzyło, dając słabe
światło. Harry podszedł do swojego fotela, usiadł na nim,
podciągając nogi i układając poduszkę pod
głową, po czym przykrył się kocem, zwinął w
kłębek i próbował znaleźć jakąś w miarę
wygodną pozycję. Pozostało tylko czekać.</p>

<p>Istniały dwa możliwe
scenariusze. W pierwszym z nich Severus wypadał z furią z sypialni,
wściekły za nieposłuszeństwo Harry'ego i za kompletny brak
szacunku, który mu okazał. Ale skoro jeszcze do tej pory tego nie
zrobił, wciąż istniała szansa na drugi scenariusz. Szansa
na to, że Severus przemyśli to, co zrobił, złamie się
i powiesi obraz z powrotem. Ale Harry z doświadczenia już
wiedział, że komuś takiemu jak Severus dojście do tego
drugiego rozwiązania może zając nawet całą noc,
więc najlepszym wyjściem będzie po prostu pójście
spać. I tak też zrobił.</p>

<p>Obudził go pochylający
się nad nim cień. Przez chwilę nie miał pojęcia, gdzie
się znajduje i w jednym, szalonym ułamku sekundy, pomyślał
nawet, że to Dementor, ale uspokoił się, kiedy usłyszał
zachrypnięty głos:</p>

<p>- Jeden tydzień. Masz jeden
tydzień, aby się nim nacieszyć. Potem ma zniknąć.</p>

<p>Harry rozkleił zaspane powieki i
jęknął, kiedy coś przeskoczyło mu w karku. Wszystko go
bolało. Fotel nie był najwygodniejszym miejscem do spania.</p>

<p>Ale udało mu się
odnieść kolejne małe zwycięstwo. Wywalczył
tydzień. Ciekawe, czy gdyby poszedł spać do ogrodu, Severus
dałby mu dwa tygodnie...</p>

<p>Kiedy w końcu udało mu
się podnieść z fotela, Severusa już nie było. Harry
poczłapał do sypialni i spojrzał na zajmujący
połowę ściany obraz. Uważał, że nawet całkiem
dobrze udało mu się uchwycić ich dom i leżące na
dachu, złączone w uścisku dwa, świetliste Patronusy -
złocistego lwa i oplatającego go, srebrzystobiałego
węża, których wspólny blask rozświetlał czającą
się w kątach obrazu ciemność, tworząc wokół domu
ochronną kopułę i odgradzając go od napływającego
ze wszystkich stron mroku, z którego wyłaniały się ciemne
sylwetki w kapturach, wyciągając ku nim swe długie, szponiaste
ręce.</p>

<p>Harry odwrócił się i
spojrzał na siedzącego w łóżku Severusa, który przypatrywał
mu się z ukrytą w cieniu włosów twarzą i Harry nie
potrafił dostrzec jej wyrazu. Dlatego po prostu wspiął się
na łóżko, podszedł do niego na kolanach i przywarł wargami
do jego zaciśniętych ust, składając na nich krótki
pocałunek.</p>

<p>- Dziękuję - wyszeptał,
po czym położył się na łóżku, kładąc
głowę na kolanach Severusa i wpatrując się w obraz.</p>

<p>Tak, ten obraz zdecydowanie był
jak na razie jego najlepszym dziełem. Chociaż chyba rozumiał,
dlaczego Severus nie chciał się zgodzić na to, aby wisiał w
ich sypialni. Mógł wywoływać... niepokój. Patrząc na niego,
miało się wrażenie, że ciemność coraz bardziej
zaciska swój krąg wokół domu, ale wystarczyło podejść
bliżej, aby zobaczyć, jak światło staje się jeszcze
intensywniejsze, przeganiając ją na sam skraj obrazu. Jak długo
Patronusy będą ze sobą połączone, mrok nigdy nie
wniknie do środka.</p>

<p>...ale wszystkie te kłótnie,
ciągłe walki, czające się w ciemności upiory... to
wszystko przestaje mieć znaczenie, kiedy Severus sięga po mnie... w
środku nocy, w środku dnia... kiedy zagarnia mnie do siebie i wchodzi
we mnie powoli i niespiesznie, a jego skóra ociera się o moją i jego
cienkie wargi stapiają się z moimi ustami...</p>

<p>Dłoń Harry'ego zawisła
nad pergaminem, a oczy utkwiły w padających za oknem sznurach deszczu.</p>

<p>Jak opisać coś, co jest
doskonałe? Jak opisać chwilę, która jest zwieńczeniem
wszystkich innych chwil, które musiały nastąpić, aby ta jedna,
najdoskonalsza mogła mieć miejsce?</p>

<p>Taką właśnie
chwilę przeżył właśnie tamtej nocy. Kiedy zerwał
się z koszmaru i swoim płaczem obudził Severusa. A Severus...
tak, on doskonale wiedział, jak go uspokoić.</p>

<p>Pieścił jego wargi z
taką samą delikatnością, z jaką się w nim
poruszał. Otulał jego język swoim językiem z taką
samą czułością, z jaką jego dłonie błądziły
mu po ciele. Lizał jego wargi z takim pragnieniem, jakby starał
się zlizać z nich cały smak i utrwalić go, dopóki znów nie
będzie mógł ich skosztować. A kiedy już nasycił
się ich smakiem, przysunął do swych ust dłoń Harry'ego
i pocałował jego nadgarstek oraz przecinającą go,
głęboką bliznę, którą wyryła na jego skórze jedna
z klątw Voldemorta. Prawdopodobnie ta sama, która pozostawiła
bliznę na policzku Severusa. I Severus zawsze poświęcał jej
wiele uwagi, całując ją i liżąc, jakby... jakby
chciał wynagrodzić Harry'emu cały ból, którego
doświadczył. A przecież nie musiał tego robić,
ponieważ jego ciało również pokrywały blizny. I Harry
kochał je wszystkie. Kochał wodzić po nich palcami i językiem.
Ale tym razem Severus nie pozwolił mu na to. Wysunął się z
niego i łagodnie obrócił go na brzuch, nakrywając go swoim
ciałem i wchodząc w niego ponownie. I Harry czuł jego
ciężar, czuł, jak okrywa go sobą, jakby próbował
ukryć go przed całym światem, czuł jego dłonie,
splatające się z jego palcami i twarz zanurzającą mu
się we włosach. I słyszał ciche skrzypienie
łóżka, kiedy Severus unosił biodra, wysuwając się z
niego odrobinę, a następnie ponownie zagłębiając,
jakby nie był w stanie wytrzymać nawet małej chwili,
będąc poza nim. I Harry usłyszał swój własny
głos, wypowiadający słowa, których nie potrafił
powstrzymać:</p>

<p>- Bądź przy mnie. Przez
całą noc.</p>

<p>Twarz Severusa jeszcze bardziej
zanurzyła mu się we włosach i Harry usłyszał
zdławiony, cichy szept przy swoim uchu:</p>

<p>- Będę przy tobie zawsze.</p>

<p>I kiedy było już po
wszystkim i zasypiałem, przyciśnięty do jego boku, czułem
jego dłoń, gładzącą moje włosy i...</p>

<p>Harry przerwał pisanie,
słysząc zbliżające się kroki. Severus zatrzymał
się za nim i Harry poczuł jego dłoń na swoim policzku.</p>

<p>- Skończyłeś? -
zapytał.</p>

<p>- Jeszcze jedno zdanie - odparł,
pocierając twarzą o jego dłoń i czując, jak
smukłe palce drżą z pragnienia. Wiedział, że
przywiodła go tu potrzeba. Wiedział, że Severus już nie mógł
wytrzymać, że musiał mieć go przy sobie przez cały
czas.</p>

<p>...i wiem, że już
żaden koszmar mnie nie obudzi, ponieważ on będzie czuwał,
aby je wszystkie odgonić.</p>

<p>- Skończyłem.</p><empty-line /><p>KONIEC</p><empty-line /><p>You walked lightly into my life</p>

<p>Captivating and lovely to my mind,</p>

<p>At first, I never cared who you were</p>

<p>Now I don’t know who I am without you,</p>

<p>You kissed me</p>

<p>I felt my world change,</p>

<p>You held me</p>

<p>I heard my heart awaken,</p>

<p>You loved me</p>

<p>And my soul was born anew</p>

<p>You walked lightly into my life</p>

<p>Now my heart knows who you are</p>

<p>And with every breath</p>

<p>And every step</p>

<p>I take down lonely roads,</p>

<p>Your hand is my staff</p>

<p>Your voice is my guide</p>

<p>Your strength my shelter</p>

<p>You’re passion my awakening.</p>

<p>You walked lightly into my life,</p>

<p>And all my pain</p>

<p>You took as your own,</p>

<p>And all my fears</p>

<p>You cast into the sea,</p>

<p>All my doubt</p>

<p>Lost in your eyes,</p>

<p>You walked lightly into my life</p>

<p>And no matter if you choose to stay
or go,</p>

<p>My life is forever changed,</p>

<p>Just because you loved me</p>

<p>For a moment in time.</p>

<p>And because I choose</p>

<p>To love you</p>

<p>For the rest of mine.</p>

<p>"You walked lightly" by
Tracey Newson</p><empty-line /><p>I would die for you</p>

<p>I would die for you</p>

<p>I've been dying just to feel you by
my side</p>

<p>To know that you're mine</p>

<p>I will cry for you</p>

<p>I will cry for you</p>

<p>I will wash away your pain with all
my tears</p>

<p>And drown your fear</p>

<p>I will pray for you</p>

<p>I will pray for you</p>

<p>I will sell my soul for something
pure and true</p>

<p>Someone like you</p>

<p>See your face every place that I walk
in</p>

<p>Hear your voice every time I am
talking</p>

<p>You will believe in me</p>

<p>And I will never be ignored</p>

<p>I will burn for you</p>

<p>Feel pain for you</p>

<p>I will twist the knife and bleed my
aching heart</p>

<p>And tear it apart</p>

<p>I will lie for you</p>

<p>Beg and steal for you</p>

<p>I will crawl on hands and knees until
you see</p>

<p>You're just like me</p>

<p>Violate all The love that I'm missing</p>

<p>Throw away all the pain that I'm
living</p>

<p>You will believe in me</p>

<p>And I can never be ignored</p>

<p>I would die for you</p>

<p>I would kill for you</p>

<p>I will steal for you</p>

<p>I'd do time for you</p>

<p>I would wait for you</p>

<p>I'd make room for you</p>

<p>I'd sail ships for you</p>

<p>To be close to you</p>

<p>To be a part of you</p>

<p>'Cause I believe in you</p>

<p>I believe in you</p>

<p>I would die for you.</p><empty-line /><p>"#1 Crush" by Garbage</p>
</section>

</body>
</FictionBook>
